R_7_schnaider_z kraju_3.pdf

Media

Part of Z kraju Hucułów ( cz. 1,2,3) / Lud 1901, t. 7

extracted text


Ž59



Jo ci nie zepsuje
Jéno potańcuje«.

ulcuty przeciwko Góralom, śpiew ają G órale nieraz przy muzyce
a pasterze przy krowach.
Tym czasem Lach gniew a się bardzo o »lacha«.
Nazwę »lach« przyjm ują za istniejącą, tłóm aczenia żadnego
nie dają.
Górale, jak więc widać, Lachów nie lubią. Ci, którzy ich
poznali na K alw aryi, opowiadają, ze to »straśnie niem iłosierny
noród ; jak sie kto przewróci, to go podeptająm , zadusąm, a nie
dżwignąm«. L achy to »strasne huncfoty«. Umieją także G órale
dużo opowiadać o bitkach między G óralam i a Lacham i na
»drośkak«. zwłaszcza zaś na »gradysak« i nie m ogą zapomnieć,
że raz L achy krzyż połam ali »kompaniji« ze wsi góralskiej. T a k
w bitkach na K alw aryi, jak w wojsku, G órale podobno zawsze
górą, a L achy »dostająm rznięci«. Mówią, że pod względem siły
fizycznej to L achy »m arekwiane gówno« a grzeczniej w yrażają
się »m arekwiano rzepa«. K oszula na wierzchu, kobieta z obcię­
tym i włosami i w butach to »straśnie śpetne«. N atom iast podoba
się Góralom -wesele krakow skie, zwłaszcza drużba konny, piórko
i wstążki u kapelusza, także śpiew.
Jan Jakóbiec.

Z k r a j u H ucułów .
(Dokończenie*)

X.
Słowniczek.
A dukát — adwokat
adý, adít — o!, patrz, patrzajcie.
Bajbarák — sirak, gunia
bánka — złoty, gulden
*) Zob. »Lud« VII., str. 169.



260



bárszyn — wstążeczka jedwabna na kapeluszu
berbenyci — dzieżka
bérdo — urwisko
berwý — kładka na rzece
besachy — sakwy
beszega — fluksya
heziwno — z pewnością
biłohrudec — pluszcz kordusek
bleszka — szóstka, 20 helerów
bohatyr ■
— bogacz
bukata — kawałek
bundz — ser owczy
butiuk
kloc
butyn — zrąb
Caryna, carynka — pole
chołoszni — spodnie
cisarka — gościniec
czapász — ścieżka
czeled’, czeledyna ■
— dziewczęta lub kobiety
czimchaty — obcinać gałęzie i drzewa.
D ast’ Bib — nie ma
deszéwo — tanio
dziobenke — torebka, torba
dżoja — sojka.
JFiłyn — pocbrzestnik
firas — ta rta k
fołosyty — pomagać, skutkować
freła — fujarka
fufeła — zawierucha
furys — diabeł,
Gajda — pies
gełetka — ćwierć korca
gotur — głusiec
gugle — zarzutka z sukna białego.
Haczuga — smereka, świerk
hajtow aty koho — gonić za kim
hałunka — pisanka

-

261

-

hid — rok. hody — lata, sohid — zeszłego roku
hołubyj — zielony
hurman — topka (soli)
huzar — grubszy koniec kloca.
Jaszczyk — naczynie drewniane na masło
jo — tak jest.
Kapci, kapczury — pończochy z wełny lub sukna
K ieptar — patrz piektar, kierón — przedsiębiorca, kierujący
robotą
kłocze (kurka) — kwoka (kura)
kniaź, kniahyni — narzeczony, narzeczona
kołowodycznyk — kulik
korczuchy, — sanki krótkie .do ciągnienia drzewa
- •
korniety — budzić
korż — placek z mąki kukurudzianej
kosén — korzyść
kosyci — kw iaty
kotiuha — pies
krysania — kapelusz
kukucy — małe bocheneczki chleba, rozdawane za dusze
zmarłych w wielki czwartek
kuryszcze — ogień z ognistych trzasek.
Latkanie — śpiewanie pieśni weselnych
łegiń — chłopiec, kawaler
łelity — uciekać
lisna — ' boginka leśna, nimfa
liznýk — koc
lubas — kochanek
lubaska — kochanka.
Małaj — mąka kukurudziana
m arzyna — bydło
mćrszie — ścierwo
mir — pomór
misiecznyk ■
— człowiek przemieniający się jednego miesiąca
w kobietę, drugiego w mężczyznę
moszie — akuszerka
motalka — włóczka kolorowa
m ygła — kupa (stos) kloców



262

myr — lud
myskié — kołacze rozdawane
po pogrzebie.



'f
jako jałm użna trzeciego dnia

N a cziés — prędko
naczynka — małe prosię, pieczone na Wielkanoc, nadziewane
ryżem, krupam i itp.
nanaszko, nanaszka, — chrzestny ojciec, chrzestna m atka
ne hija — nie trzeba
newistka — synowa, także bratowa
nienio — ojciec.
Ogalon — szych
oprowody — przystanki podczas konduktu pogrzebowego na
cmentarz.
Pajka — część
pałanyci — placek
pantrow aty — strzedz
papierki — racice
paszezenýk, paskowéc — cebrzyk na święcone
perepiczka — bułka pieczona na Wielkanoc
pętak — burka, kurtka
pidfatka — sączek na żerdzi, używany przy łowieniu ryb na
wędkę. R ybak trzym a go w lewej ręce, a złowiwszy rybę na wędkę
podstawia sączek, by ta, gdy się zerwie, do wody nie wpadła,
piektar — kożuszek bez rękawów
płaj — ścieżka leśna
podók, poduszieryk — stryszek (np. nad stajenką)
portasz — skład drzewa
postoły — chodaki
potie — ptaszę
potopłenyk — topielec
pouzaty — deptać siano przy składaniu w kopice
prapir — korowaj
premiwnyci — kobieta zaźegnująca choroby
propij — przepisek (obrzęd weselny)
prostybih — jałmużna
proszczie — zwyczaj pogrzebowy ; ksiądz zapytuje trzy razy
„proszcziejete jemu" na co lud odpowiada „proszcziejemo“
prował — wąwóz

-

263



puszka — strzelba
púwyci — guziki mosiężne
puźła — pies.
Rawasz — kawałek drzewa, służący do zapisywania na nim
naboru, dni roboczych itp. przez wycinanie kresek,
rew tý — płakać, rewe — płacze
ripa — kartofla
ripu draty — kopać kartofle
ГУ2У ~ ornat (ryzy — oznacza też ryzy do spuszczania
drzewa w lesie).
Saraka — nieborak
sarsama — narzędzie, przybory do robót jak piły, siekiery,
ryskale itp.
skorodyty — zagrzebywać ziarno grabiami
skorom — czas, w którym się nie pości
skoromyty sie — zjeść coś niedozwolonego w czasie postu.
soniecznýk — arnika
staja — zagroda na bydło
steli — sufit
strałczie — dziecię, któremu m atka życie odebrała
sutycz — miejsce, gdzie się schodzą ' płoty
swołok — belka podtrzymująca sufit
symbryle — zapłata
szkłepitie — skały
sznepa — słonka
sztorhany — karakony
szub — sag.
Teta -— ciotka
trótyny — obiad dawany przez rodzinę zmarłego trzeciego
dnia po pogrzebie
trombeta — trombita tj. trąba drewniana lub blaszana 3 — é m.
długa.
try w aty — powodzić się (jak tryw ajete — jak się wam
powodzi).
Ubory — ubranie.
W agasz — zrąb w lesie
w atah — właściciel lub dzierżawca połoniny, starszy pasterz



264



w atra — ogień
werémiuna — ciężarna, brzemienna
weremnie — pogoda
wid’ma — kobieta mająca w sobie diabła, podobna do cza­
rownicy.
wołoki — sznurki wełniane do przywiązywania chodaków,
worynie — kłute kaw ałki drzewa na płot
workun — wilkołak
w trunku bolýt — boli w żołądku, we środku
w udyty — łowić ryby wędką (wiwudyw — złowił)
Zakosýczyty sie — ustroić się w kw iaty, zamaić się
zełenyj — niebieski
zieť — zięć, także szwager
zoiotnýk — macica
zoprojity — przepocić
zwirieta — sarny.

Łow iectwo.
N otatka moja nie dotyczy przedewszystkiem chwili obecnej ;
odnosi się ona do pierwszej połowy bieżącego stulecia, kiedy ło­
wiectwem trudnił się prawie każdy Hucuł, kiedy ustaw y nie ogra­
niczały ta k dalece praw a polowania, jak to dzisiaj ma miejsce. No­
ta tk a moja jest zatem tylko wspomnieniem starego myśliwego,
które nieraz z ust mu się wyrywa, gdy wzrok jego padnie na zar­
dzewiałą, kurzem okrytą, w rogu komory na kołku wiszącą
rusznicę.
Nieznał on wówczas modnych lankastrówek, ani lefuszerek,
tesznerówek, drelinek ani nawet kapslówki.
Jedyną jego bronią była pojedynka, lufa raczej tylko, osa­
dzona w kaw ałku drzewa, niby łoża, pozwiązywana sznurkami lub
drutem, zaopatrzona w krzesidło. Miejsce kapsli zastępywała hubka
(czyr bukowy), którą iskra krzesidłem wywołana zapalała. Śrutu
i kul prawie nigdy Hucuł nie kupował; kawałek ołowiu w pręt
wydłużony, następnie w większe lub mniejsze porąbany kaw ałki,
odłamki żelaza miejsce mu ich zastępywały.
Ale też i rzadko zawodziły go strzały. Myśliwy był m yś­
liwym z dziada pradziada, łowiectwo zaś koniecznym prawie wa­
runkiem było jego bytu, ale nie rozrywką dzisiejszych sports-



265



menów. Nie uszedł mu ani niedźwiedź, ani dzik, ani ryś, ani jeleńrosochacz. Bo też i jeleń miał swego nieprzyjaciela w t. z. „raubszycu“ czyli kłusowniku.
Na młodych strzelców i broń nową z politowaniem spozierał
stary myśliwy, ż politowaniem tak się też wyrażał, a i w pieśni,
w tem zwierciedle duszy Hucuła znajdziesz sarkazmy do młodszego
skierowane pokolenia.
Oto piosnka, którą nucił dziad dzisiejszych myśliwych :
Kobyś znała diwczynoczko jak zajec trywaje,
Czerez niez sie napasaje, na deń sie chowaje.
Oj chowaje, taj chowaje de bilsze szkłepitie,
Ałe strilec iz pohone wiżene ho widty.
Ałe zajec jak łelije, naj Chrystos boronyt,
Za nym strilec u pohony „Otcze nasz“ howoryt
Oj howoryt, ta howoryt, wziew puszku do ruki,
Pomoży my myłyj Boże j ’m aty żwirku w ruki.
Ta w istryływ sotce w kuliw, porochu mohyłu,
Ta ubyw win dwa zajaci za wsiu Bożu dnynu.
Ta zoproiw uwes mundur, taj szkirini haczi,
Słabyj kosen, taj zárobok striłcewy saraczi.
Ale też strzegł ówczesny myśliwy swej strzelby, jak oka
w głowie. Byłby on jej za nic w świecie nie pożyczył drugiemu,
gdyż mógł mu był zepsuó tak, iż więcej z niejby nie trafił. Twier­
dził onbowiem, źe gdyby kto, mierząc długość jego strzelby na
piędzie, w ostatniej zamiast palca dużego i średniego, użył dużego
i małego, lub gdyby kto wesz ubił na muszce u puszki, nie miałby
już z niej pożytku. Lecz nie potrzeba nawet mieć strzelby w swych
rękach, by ją zepsuć. Są tacy, którzy usłyszawszy strzał gdzieś
daleko padły, potrafią zakląć, a z niej już więcej nie trafisz.
Ale i na to mieli dawniej środki, dziś już po części zapomniane
i chyba jeszcze przez starej daty używane strzelców. Kiedy pok ry tk a powiła dziecię (szczególnie chłopca), osłona, w której płód
przyszedł na świat, rozchwytywana była przez myśliwych. Zwykle
baba będąca przy położnicy (moszie) zabierała to gniazdo, suszyła
i na części dzieląc, sprzedawała myśliwym. Zepsuta strzelba tem
podkurzona odzyskiwała pierwotne swe właściwości, tudzież pewność
strzału. Także wiele innych znano dawnymi czasy sposobów, o któ
rych milczą strzelcy dzisiejsi. S tary myśliwy tajemnic swych
udzielał chyba tylko synowi, a bezpotomny ze sobą zabierał je

-

266



Dziś twierdzą jeszcze, że gdyby kto, złapawszy żmiję, w yjął
jej żądło i zadłubał w łożu swej strzelby, lub na „Czesnobo Chresta“
żmiję zastrzelił, to strzelba tak a go nie zawiedzie. Dziś jeszcze m yś­
liwy rzucając węgle roznieconego w wigilię Bożego narodzenia ży­
wego ognia trz y razy po dziewięć do wody, zaklina swą strzelbę,
by dobrze biła, je mięso na „Czesnobo C hresta“, aby zwierzyna
wychodziła na strzał i naprawia puszkę na „Wowedenie“, by przez
rok cały dobrze mu się wiodło. Dziś jeszcze stawiają myśliwi
strzelbę za stołem podczas wieczerzy na „Šwiatyj weczer“ kolbą
do góry lub zakopują pod progiem przed wilią.
Rzadkie to jednak pamiątki przeszłości. Ze starą strzelbą za­
ginął i zapał myśliwski, i gawędy i baśnie, wierzenia w przesądy.
Nie łatwo je dzisiaj odgrzebać, boć Hucuł i mówić o nich już
nie chce.
Oj nie tak to dawniej bywało!...
Strzelca Jeremy, który polując, nadybał dziecię boginki w k o ­
lebce uwiązanej pomiędzy bukami, dawno już nie ma, a młode po­
kolenie przecież jeszcze wspomina, ja k on zakołysał to dziecię i jak
nimfa zastawszy go u kołyski, za dobry uczynek najpiękniejszego
jelenia ubić mu pozwoliła.
O strzelcu z Chimczyna, którego żmije na „Wozdweżenie
czesnobo Chresta“ zabrały do swej zimowej kryjów ki, przemawiały
do niego, dawały mu lizać kamień i do wiosny przy sobie trzym ały,
także tu i ówdzie słyszeć jeszcze można, a myśliwy w ten dzień
nie pójdzie do lasu.
Echa te jednak też powoli milkną.
Ale do swej strzelby miał jeszcze jeden przyrząd dawny myś­
liwiec. B yły to drewniane widełki, z huculska „bylci“ zwane, na
których wetknąwszy je w ziemię, puszkę swą opierał. Te stare przybory myśliwskie rzadko można widzieć dzisiaj, ale bo i strzelców
starych' dzisiaj już jest mało. „Kremeniw ka“ może pleśnieje gdzie
jeszcze w komorze, a bylci na cóż mu się zdały, kiedy strzelb dzi­
siejszych podpierać nie potrzebuje.
W krótkości przytoczę tu uwagi godne momenta z życia nie­
których zwierząt wedle opowiadania starych Nemrodów, którzy
w młodości swej z rusznicą na ramieniu pląsając po tych lasach
dziewiczych nie jedno widzieć mieli, lub słyszeć od ojców swych
i dziadów.
Niedźwiedź miał zdaniem ludu powstać z młynarza, myje się
bowiem i modli tak samo, jak człowiek. Je st on doboszem naszych
gór — mówią — ma wszystko, czego zapragnie, czy mięsa, miodu



267



czy jagód, czy paszy. Siłę ma za chłopów dwunastu a rozum za
sześciu. Kiedy jest w dobrem usposobieniu ugtąpi i dziecięciu, zły
nie boi się kuli, a rozbestwiony rzuca się na człowieka, zabija go,
wykopuje następnie jamę łapami, a włożywszy go w nią twarzą
d.o góry, krzyżuje mu ręce na piersiach i ziemią, kamieniami, kło­
dami przykrywa. Wesoły, zakłada kij przez plecy, chodzi i śpiewa
sobie bu... hu... hu...
W listopadzie przygotowuje legowisko na zimę . w dziuplę
starej jodły, lub w ziemi pod wywrotem, zakrywając się kłodami,
kamieniami, patykam i i wyścielając je traw ą, mchem i próchnem
W grudniu nie odchodzi już od swej kryjówki, a na nowy rok załazi do gaw ry i siedzi aż do. „S tritynia“. Na „Stritynie“ (2/2 gr - ^at ’
wyłazi z legowiska i gdy pochmurno lub śnieg pada, wróży sobie
wiosnę i „dupło“ rozkrywa, gdy ładnie na dworze, włazi napowrót
i silniej się jeszcze zamurowuje, bo będzie przy końcu zimy „fufeła“
(zawierucha, silne wiatry). Do Stritynia żyje w dziuple próchnem
i traw ą szerokolistną, „horszcz“ zwaną, potem zaś ssie swe łapy.
Na „Jewdochę“ (% gr. kat.) wyłazi do słońca i patrzy na swój
cień; gdy wielki, włazi do kryjówki.i tyłem obraca się do wchodu,
gdy m ały cień, to pyskiem dò otworu zwrócony siedzi aż do „tepłoho Ołeksy“ ( 17/3 gr. kat.) Na „Tepleka“ („tepłobo Ołeksy“) w y ­
chodzi z dziupła już ledwie żywy; idzie do potoka, a napiwszy się
wody trzy razy, kąpie się następnie zupełnie tak samo, jak człowiek.
Twierdzą, że można go spokojnie prowadzić ze sobą, gdy wyjdzie
z zimowej kryjów ki; dopiero w potoku napiwszy się wody trzy
razy i umywszy tw arz łapami, przychodzi do przytomności, w y­
ryw a się i ucieka. Woda dodaje mu siły po osłabieniu z’mowem.
K tóryby niedźwiedź przed „tepłym Ołeksą“ opuścił gawrę,
zginie w tym roku ; ubije go strzelec lub drzewo. Na wiosnę żywi
się miazgą, którą z drzew zdziera łapami i żeruje w pobliżu k ry ­
jówki. Gdy go kto stam tąd wypłoszy, już więcej nie wraca. Na
„pierwszej kwadrze bydznie“ tj. od 11. do 17. czerwca odbywa się
parka. Zbiera się kilku samców, z których samica jednego tylko
wybiera. Jedni twierdzą, iż skacze ona wtedy do góry, chwyta za
gałąź i pazurami to miejsce na drzewie zaznacza ; siada sobie nas­
tępnie na boku i przygląda się turniejom swych wielbicieli. K tóry
najwyżej podskoczy i zedrze korę, tego wybiera na swego amanta.
Inni znów m ówią,1że staje tylko na tylne łapy, a wyciągnąwszy
przednią łapę w górę, zadziera korę na drzewie; który z samców
w to samo miejsce łapą dostanie, ten przy niej zostaje. Samiec nie

-

268

-

opuszcza jej, dopóki nie wykarmi młodych. Samica nosi 10 mięsięcy*)
i rzuca 1 lub dwoje młodych, zależnie od „miasnyó“. Gdy „miasnyci“ długie, rzuca dwoje; gdy krótkie, jedno tylko młode. W ogóle
twierdzą, iż parzenie odbywa się zupełnie w ten sam sposób, jak
u ludzi.
Trzymiesięczne niedźwiadki uczy już matka. Gdzie ona stanie
tam i młode stanąć musi ; nieposłuszne bije pięściami. Stara skradnie
owcę na połoninie, żywą przynosi młodemu, puszcza, a ono łapać
się uczy.
Mięso niedźwiedzie jadano, gdy kto mógł je znieść ; smalec ma
zastosowanie w lecznictwie, piją go bowiem z wódką lub mlekiem
na kaszel, astmę, suchoty i choroby piersiowe. W braku smalcu
piją też „juszkę“ (rosół) z mięsa niedźwiedziego.
Niedźwiedzia dawniej nie tylko strzelano ; łowiono go też
w paście trojakiego rodzaju.
Najpojedynczszą była jama o przecięciu kwadratowem, zwana
„telisz“, którą kopano na „czapaszach“, którędy niedźwiedź zw y­
czajnie przechodził. U spodu była ona szersza, o dnie w ostre drew­
niane kołki zaopatrzonem. Jam ę nakryw ało wieko z desek zbite,
0 przymocowanym biegunie, którego wystające końce zapuszczone
były w dwa naprzeciwległe brzegi otworu. Krawędzie wieka z trzech
stron zachodziły w jamę, i jeden tylko koniec tegoż dłuższy, a tem
samem i cięższy oparty był na ziemi. Wieko po wierzchu narzu­
cano liściem, mchem, traw ą, wogóle ściołą, jak a w pobliżu się
znajdowała, by zwierz paści nie spostrzegł.
Niedźwiedź przechodząc tędy, stanąwszy na wieko, zważał je
1 wpadał w jamę, a takowe wracało do pierwotnego położenia, zw a­
żone drugim, cięższym swym końcem.
„Ślip“ było to drzewo ustawione skośnie, z nałożonym nań ciężarem
z większych kawałków drzewa, kłód i t. p., zwodzone zapomocą
kluczek drewnianych i sznurka włosiennego lub skręconej oźyny.
Niedźwiedź popod nie przechodząc, zaczepiał o sznurek, a poruszone
nim kluczki zryw ały się, opuszczając „ślip“, któ ry zwierza do ziemi
przygniatał.
Trzecim rodzajem paści były żelaza, „sitkie“ zwane, składa­
jące się z dwu półkoli, zaopatrzonych w zęby a nastawiano je z a ­
pomocą sprężyn. Żelaza takie, na niedźwiedzia stawiane m iały po
dwie sprężyny.

*) inni tw ierdzą że 5 m iesięcy tylko.



269



Drugim mieszkańcem gór jest ryś, lecz o tym mniej danych
posiadają strzelcy-Huculi. Powiadają, źe przemieszkuje on u szczytów
gór w kamieniach i na kamieniu też, lub na „pokleczach" („wyw­
rotach“) zwykle nocuje. W dzień rzadko wychodzi, żeruje nocą,
przechodząc grzbietami gór lub wiatrołomami. Chwyta wszystkie
zwierzęta z wyjątkiem psa i niedźwiedzia. Na jelenia dwu ich
zwykle poluje. Jeden przyczaja się na ziemi, drugi zaś napędza je­
lenia i kiedy jeleń zbliży się ku niemu i pocznie go obwąchiwać
ten zryw a się z ziemi, chwyta go za gardło i gryzie tak długo
dopóki jeleń nie padnie. Zdobycz swą pożera zwykle w tem miejscu
gdzie pierwszą pożarł. Na krowę rzuca się z ty łu i w ygryza jej
wymię, sarnę chwyta za ty ł lub głowę i w ty ł ją prowadzi na
miejsce pierwszej zdobyczy.
Ryś samiec żerować mą osobno, samice zaś z młodymi ; siostry
samice wraz z młodymi trzym ają się często razem.
P a ry dobierają sobie rysie z tej samej rodziny. Samica ma za­
wsze swego samca, z którym się schodzi podczas parkotów. Gdy które
z pary zgubi się w czasie parki, szukają się nawzajem innych nie
wybierając. Samica rzuca jedno do dwu sztuk młodych w mchu,
koło skał, które dopiero po 6 tygodniach na żer wyprowadza J e ­
żeli m atka dobrze karmi młode, to takowe do roku lub dwu lat
też młode wywodzą.
Huculi rozróżniają trzy gatunki ry si: „dublenyj“ (żółty),
„pasm anystyj“w pasy czarne z białymi i „terkanystyj“ (centkowany)
Najpiękniejszym jest ryś o pasach czarnych z białymi.
Rysia łowiono, podobnie jak niedźwiedzia, w „telisz“ lub
w żelaza.
O wilku twierdzą, że rzuca tyle młodych, ile mają tygodni
zapusty zimowe. W ilki na Andrzeja zbierać się mają w gromady
dopiero na „Jordan* na odgłos pierwszej salwy oddanej przez Hu­
cułów-myśliwych podczas ceremonii święcenia wody, się rozbiegają.
Łowiono je w żelaza i w „telisz", podobnie jak niedźwiedzia. Sadła
wilczego używają na rany wszelkiego rodzaju, reumatyzm, skale­
czenie itp., a w braku tegoż używają tłuszczu wygotowanego
z mięsa wilczego. Sadło lisie, borsucze, tudzież łój jeleni ma również
zastosowanie w lecznictwie ludowem. K ropla roztopionego sadła
lisiego wpuszczona w ranę u bydlęcia, w której robaki się rzuciły,
ma tępić takowe i goić ranę. Borsucze sadło piją chorzy na piersi,
maszczą też niem pobitych, chorych na krzyże i reumatycznych.
Roztopiony łój jeleni piją również na choroby piersiowe, nie mniej
też pomagać ma na rany, a szczególniej u krów, kiedy dostanie



270



„strup“ na wymieniu. Mówią, Huculi, źe biedy wiosna przypaść
ma w czasie normalnym, jeleń ryczy na „H ław osikę“ gdy jeleń
ryczy wcześniej lub później, to i wiosna wcześniej* względnie póź­
niej przypadnie.
Ruja sarn odbywa się „Ilewoho misiecie“ tj. w miesiącu,
w którym przypada św: Ity j’a. Pary biegają wtedy w około
krzaków i drzewa. Ruja odbywać się może i na polance, gdzie
sarny również dokoła biegają.
Głuszce, zdaniem starych i w ytraw nych Hucułów-myśliwych
nie parują się; samica dziobać ma ślinę, którą kogut tokując się
opienia i w ten sposób ma się zapładniać.
Wspomnę tu o jednym jeszcze rodzaju paści, stawianej na
kunę, a zwanej „torhło“. J e st ona podobną do „ślipa“, tylko
znacznie mniejszych rozmiarów i ustaw iana bywa na drzewach.
Zamiast zwodzenia zapomocą sznurka lub ożyny, ustaw iony jest
w „torbie“ pionowy patyczek pomiędzy drzewem poziomo leżącem
a skośnie zatkniętem , na którem zawieszone jest mięso (ponęta).
Na drzewie skośnie ustawionem oparte są cięższe kaw ałki drzewa.
Kuna, ciągnąc mięso, w yrywa patyk pionowy, na którym ponętę
zatknięto, a wtedy drzewo skośnie ustawione spada, przygniatając
ją do drzewa poziomo ułożonego. Różnica między „ślipem“ a „torhłem “ jest głównie ta, że podczas gdy „ślip“ urządzony bywa na
ziemi, „torhło“ skonstruowane jest w wysokości jakich 2—4 metrów
na drzewach stojących.
Na zwierzynę drobną, jak lisy, kuny, tchórze, w ydry stawiano
„sitkie“ o jednej tylko sprężynie.
Przytoczę tu wreszcie kilka modlitw dawnych, które obecnie
jeszcze przez wiekowych Hucułów odmawiane bywają. Temi są :
1.
„Na mory, na mory, na zołotim kameny, na zołotim kamency,
tam zołota cerkowcy. A w tij cerkowcy sam Chrystos łeżyt, na
wehrest ruczeńki derżyt. Prychodyt k ’nemu Petro i Pawło. Petre
iP a w łe pryjm ajte moji muki, berit ehrest u ruki, idit po świtu, każit staromu, hłuchomu, nimomu, krywomu, ślipomu, chto ses Otcze
nasz budy mowyty w pietnońku do postońku, w sobotońku do schid
sońcie, w nediłeńku do służby Bożoji, tomu bude carstwo wtworene,
pękło zamknene“.
2.
„Koło naszoho dwora kaminna hora, osykowate kile, ternowe
prutie, wohniena woda, sklenna hora. Na osykowatim kilu wse złe

271





postykaje sie, na ternowim prutin wse złe pokołe sie, na sklenni
hori wse złe porozczychaje sie, na wohnenij wodi wse złe popecze
sie. Stoit Mychaił archaił, anheł chranytel na worotiech w czerwo­
nych czobotiech, meczom machaje, wse złe stynaje, a dobre do naszoho dwora puskaje“.
3.
Orużije na diawoła daw’ies ehrest. Tríese sie, trepeszczaje sie;
jak ne może w misiecy hnizdo zwyty, zirnyci porachowały, tak ne
maje mocy do mene irszczennoho, porożenoho prystopaty“.
Tudzież pozdrowienie huculskie:
— Pomaj Bih!
— Podaj zdorow.
— Ja k sie majety ?
— Harazd.
— A gazdynie, marzynka, zachid, taj waszie hołowońka?
— Bih dar, ta szcze wse myrno, zdorowo, diekowat’ za pytanie;
— Daj Boże na dali.
*

*

*

W końcu nadmieniam, iż wskutek mylnie udzielonych mi
informaeyj, powstała omyłka w opisie „rawaszu“ zamieszczonym
w części I. niniejszych notatek, którą w następujący sposób spro­
stować należy.
5 = 1., a nie Y.; dziesięciocentówki oznaczają kreski na ścianie
(krótszej) naprzeciwległej tej, która oznacza złr. (t. j. dłuższej), centy
zaś dziurki na stronach zewnętrznych kłody i trzaski.
Kiedy uzbiera się 10 kresek oznaczających dziesięciocentówki,
skraw ują je zupełnie tak, aby ich widać nie było, a wycinają kres­
kę po stronie złr. To samo czynią też z centami.
Po obrachunku, względnie zaspokojeniu pretensyj łamią tak
kłodę, jak i trzaskę rawaszu.
*
*

*

Tyle krótki mój pobyt na huculszczyźnie zabrać mi pozwolił.
Staraniem mem było, wyjęte z życia i ust Hucuła m ateryały przed­
stawić w formie takiej, w jaką je ująłem, nie barwiąc pięknemi
zdaniami, ani nie krasząc bezpotrzebnymi dodatkami.
M ateryał, jakkolwiek nie zupełny może, da szkic tutejszego
ludu pod względem etnograficznym.

~

272



Najwięcej pracy wymagało zebranie zaklęć, gdyż H ucuł skry­
ty, do zwierzeń nie skory, za nic tajemnic swycb nie wyjawi.
Czas krótki nie pozwolił mi też zebrać więcej pięknych po­
dań i baśni huculskich, tych skarbów ukrytych, tych popiołów,
w których dzieje wiekami zamglone tleją jeszcze jakby iskry. I cho­
ciaż — przechodząc z pokolenia w pokolenie — ulegają zmianom
i przeobrażeniom, zawsze ten sam mają pierwiastek, jakoby oś na
której się obracają, a płoną, jak owe błędne ogniki, w pamięci ludu,
w której żelazna ręka czasu stłumić ich nie zdoła.
I poezya ludowa tchnie przeszłością, wiekami minionych lat,
osnuta na tle wypadków dawnych, na tle historyi przeżytej, a t r a ­
dycyjnie dotąd wśród ludu przechowanej.
W zwyczajach i wierzeniach znajdą się też zabytki dawne,
jakoby echa z doby prasłowiańskiej, jak niecenie „żywego ognia“,
rodzaj pisma obrazowego na „rawaszach“, wiara w istnienie bogi­
nek i t. p.
Istne to klejnoty! — a tak mało nam znane.
Peczeniżyn 10 grudnia 1899.
Józef Schnaider.

P rzy pracy rolniczej używa wieśniak w ielu narzędzi, które
przew ażnie sam sobie sporządza. Są to narzędzia od wieków
używane bez zmiany, a tem samem zasługujące na baczniejszą
uw agę. Tymczasem ta k mało posiadam y dokładnych opisów na­
rzędzi rolniczych z różnych okolic kraju naszego, że przystą­
pienie do stu iy u m porów naw czego o nich jest jeszcze niemoż­
liwe. D otychczas badacze w opisach zwyczajów i obyczajów
ludu naszego zadaw alniali się tylko wzm ianką o narzędziach rol­
niczych, podając zaledwie ich nazwę, a najwięcej także nazwy
części składow ych. O sposobie w yrabiania tych narzędzi, i o ich
używ aniu, o ich kształcie bardzo mało dotychczas czytaliśm y.
A czas w ielki zwrócić uw agę na te szczegóły, gdyż i tutaj
zagląda szybko postęp tegoczesny i usuwa rzeczy stare, zastę­
pując je nowym i w yrobam i fabrycznym i.
Jednem z najstarszych, najpierw otniejszych narzędzi g o sp o ­
darskich są zapew nie cepy. U żyw ane są u nas wszędzie, a jed n ak

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.