R_7_gustawicz_ o ludzie_1.pdf

Media

Part of O ludzie podduklańskim w ogólności, a Iwoniczanach w szczególności. Część wtóra: zabawy, pieśni, gadki (cz. 1-3)/ Lud 1901, t. 7

extracted text
43

rocznika 1827. Gazety polskiej (warszawskiej): >skończyć nam
trzeba na przysłowiu: różne są gusta na świecie«. Dodam nawiasem, że Gust. 1. jest dosłownym przekładem franc.: Chacun
a son goflt.
197. Guz 4. Poetycznie wyraża tę myśl Prot. w. 122.:
>Ledwo ten ujdzie guzów, który na nie goni«.
198. Hak. Do ustępów z pisarzy XVI. w. dodaj C. w.
255-6:
I przywiedli go by li raz ci burkownicy
Na taki hak, Że o włos gardła i czci nie zbył.

Wiersze te należą do ustępu, który jest niezależnym od wzoru
- Dod. »iść na kogo hakiem« BS. III. 374. (Pójdziem na te opiłe męże nasze hakiem) i »jeździć na haki«
tamże 629.
199. Harap 1. W HZ. Proklus, jeden ze strażników przy
grobie Chrystusowym, odpowiada na wezwanie innych, _by zajrzał do grobu (w. 376.):

łacińskiego.

"Wczas, panowie, po harabie,
A Kristusa już nie w grobie«.
200.

Idzi. 6. Gluź. 571. popraw: »przydzi« !

Dr. Frańciszek Kr cek.

O lu~zie Po~~utlaństim wo~ólności, alwoniczanac~ w szcze~ólności.
Część wtóra.*)

Zabawy, pieśni i gadki.
7. Gadki. Gadki uważa lud tutejszy za wielki i cenny skarb
swój, bo w nich mieści się dla niego i nauka i estetyka, reguły
obyczajności, historya i humorystyka. Dzieli on też je na gadki
śmieszne, ładne i piękne czyli dobre.
Smiesznemi są gadki zawierające zdarzenia awanturnicze,
humorystyczne i komiczne. Osobliwie parobcy umieją tego rodzaju gadek bardzo wiele. Gdy spostrzegą u kogo jaką niedorzeczność,
wówczas dla okazania zadowolenia z komiczności
*) Zob. >Ludc VI, 340.

44
opowiadają stosowną

gadkę

odpoczynek, wolna chwila od
gadki nowe a podobne.

śmieszną,

zajęć,

a gdy to jest święto,
wtedy obecni opowiadają

Gadki ładne - to już legendy, zdarzenia cudowne, tragiczne, tudzież historyczne i tłumaczące zjawi'ska przyrody w spo„
só b mniej więcej do prawdy podobny lub cudowny. Dzieci
szczególniej lubią takie gadki, jakoteż i stare baby; parobcy zaś
traktują je po większej części jako śmieszne, a baby opowiadają
je z powagą i niezachwianą wiarą w prawdziwość zdarzenia.
Do gadek pięknych czyli dobrych należą gadki przysłowiowe
wogóle treści moralnej. Tego rodzaju gadki cenią mądrzy gospodarze, owe zaś 11 ładne i śmieszne" potępiają i »n ie biorą
sobie do głowy«, chyba że im do poparcia >nauki jakiej<
posłużyć mogą. Gospodarz wysyłając służbę do żniwa zachęca
do pilności, opowiadając im gadkę o tym, co to aż do śniadania
wyżął dwa stajania. Ojciec wyprawiając syna dorosłego na targ,
przestrzega o »sztukach złodziei« gadkami o leśniczym (68,),
o chłopie, co złodzieja kupił (54.), co ornat kupował ( rn.), gadkę
»Lala ne« i t. p. »Formanowi«, udającemu się w dalszą podróż,
a dawniej przed laty aż do »siedmioracki ziemi«, opowiada
gadkę p. t. »Co masz złego zrobić dziś, odłóż na jutro« (67.).
Niechcącego się zaś uczyć na elementarzu synka zachęca gadką
o Twardowskim, który się godzinkami od piekła uwolnił (5 7.).
Gdy zaś żeni syna, wtedy nie może mu się dość naopowiadać
gadek wykazujących, jak to nie trzeba wierzyć kobietom,
jak trzeba być skrytym przed niemi (9.).
W końcu wspomnieć muszę, iż obecnie lud nie tworzy nowych gadek, lecz jako nowe opowiada zdarzenia codzienne, mianowicie wypadki »prawujących się«, które go najwięcej
zajmują. Wzbogacają także zasób gadek wysłużeni żołnierze,
którzy przynoszą je z innych okolic, osobliwie gadki »śmie­
szne«. Dawniejszemi zaś laty przywozili furmani rozmaite opowieści o Węgrzech, Siedmiogrodzie czyli
»si ed mi or a ck i
ziemi«, o Podolu i Bukowinie. Jeden furman ·przekonywał
mieszkańców swojej wsi, że kolej żelazna nie jest wymysłem
czartowskim, opowiadając, że on sam był obecny, jak w >Si ed mi or ac ki ziemi, koło Hermanstatu«, wykopali papiery,
w których stało, że przed potopem była kolej żelazna, jeno
tych »drótó w koło drogi« (telegrafu) nie było.

45

a) Gadki śmieszne.

12 Wilk i liszka.
Złapał wilk liszke. A ona: >Tej pocóż mie trzymasz ?c Nie wiesz poco? zjem cie. - »Ej, kiedy ja grzeszna., trzaby
przody pość na spowiedźc. - »No, to chodź, tu cie wyspowiadam«. - No dobrze! - Tej liszka wyszukała miejsce na . katedre 1) i spowiada· sie : >Tum k ó re u k radła, tum k ó r e
ukradłac, a tu patrzy, kieby uciec i jak już dużo nazmyślała,
wilk sie zadumał, a ona świst i do dzióry. - Wilk za nią
i złapał ją za noge. A liszka: »Przecie za korzeń, przecie
z a kor zeń!« Wilk myślał, że prawda i puściał, a hszka c h a I
cha! cha! w dziórze.

13. Wilk i baran.
Złapał wilk barana. »No, teraz cie zjem«. »Ej, bedziesz mie gryz, to mie bedzie boleć, ja.bym inakszy rady dodał«.
- »A jaki?« - Siądż se tu pod górką, paszczeke otwórz, a ja ci
wskocze cały i nie bedziesz mie gryz«. - »No, to jeszcze lepi«.
- A baran sie cofa, cofa, jak sie rospęndzi, jak wyrznie w paszczeke, rozbiał mu pysk i uciek. Wilk sie przewróciał na
ćmiele ), rozwalił jim chałupke i brzenczą koło
niego, a on:
»Brzęncz, brzęncz, kiedy ja cie już zjad«. On myślał, że to
baran w brzuchu brzęnczy.
2

14. Wilk na weselu.
Złapał wilk psa bardzok chudego. >Tej, ja cie zjem«. Ja biedny, na mnie sie nie pożywisz«. - Wilk: »Prawde mówisz, a u dobrego ty gospodarza? »Ej, dzie tam, bogaty, ale mi
nie chce dać jeść«. - >No, to czekejże, a ma on dzieci?« »A ma małego chłopca«. - »Wiesz co, a dzie on sie bawi?«
» Pod oknem, o wej z ty strony« i pokazał
mu, bo to było
blizko domu. - »No, to czekejże, tobie bedzie dobrze, ja cie
naucze, ja tego chłopca porwe, ty leć, charkej, ja puszcze, ty zaniesiesz i dobrze ci bedzie; bedom myśleć, żeś odbiał«. Tak

1) Konfesyonał'.
Trzmiele.

2)

sie stało. Wilk porwał chłopca z pod ściany, pies za nim,
wilk puściał, a pies wziąn na plecy, tej przyniós, a go~podarz
patrzał bez okno uradowany wyleciał z chułupy, odebrał syna
i psa zaraz wziąn do izby, dawał mu jeść, bardzo dobrze mu
było. Wilk se myśli za kilka czas: »Ej, pies sie obaczał 1 ), póde
to go zjem, bo ja na to mu tak poradziat, żebym miał lepsze
mięnso z niego«. Przyszał on do p-;a i pyta sie go: >A cóż,
dobrze ci tu?« - » A dobrze, dobrże. Ale I tyś mi dobrze zro •
biał, ja ci tyż zrobie, jeszcze lepi. Tu !l sąsiada je wesele,
je tam mięnsa, kołaczy, wódki, w~zystkiego dosyć. Teraz poszli
do karczmp. - A to było już kawałek z wieczora, ludzie byli
w karczmie. - »Ja wiem, dzie co je, chodżmy jeno a dopiero
użyjemy«. »A dobrze, dobrZf', to chodźmy«. - Tej poszli
pod komore, wilk wykopał dzióre pod. spodek i wleżli. Pies
jako znajomy dobył kołaczy, masło, mięnso, tej potym wódke;
jedzą, piją. Ale wilk skosztował wódki, zasmakowało mu,
jak
zacznie pić, tak se dobrze pod piał; jak zacznie wyć, wyje i wyje;
pies mówi mu: »Cicho, cicho, bo nas usłysząc - ale wilk nie
wiedział już o świecie. Ludzie usłyszeli, zbiegli sie z kołamii zatłukli wilka, a pies uciek tą dziórą co wilk wykopał, wołał
i wilka, ale on tak był pijany, że już nie móg trafić.

15. Wilk, co dal prawa. schować.
Wilk dostał po ojcu Rpadek. Było ich więncy braci, ale że
jego ojciec nawięncy lubiał, ta jemu wszytko zapisał. A bracia,
zazdrość jim to było, szlakowali go i chcieli mu odebrać. Wilk
to spostrzeg i myśli, dzie schqwać. Spotkał on psa, tej mówi do
niego: »Wiesz ty co? ty tam mieszkasz na wsi, to schowej mi
tam prawa, bo ja tu nie mam dzie, a tam w chałupie choć dzie
wrazisz«. - Pies wziąn i myśli se: » Ta dziesz ja tu schowam,
wysoko nie wylejze, hm!« - Tej tak se dóma. W tym nadchodzi kot: »Wiesz ty co? mnie dał wilk schować prawa, ale ja
wysoko nie wylejze, to weźno ty i schowej tam dzie.« - Kot
wziąn i wraział za łatę pod strzechą, a mysz przyjszła i zjadła.
A bracia wilka podali sie do procesu o ojcowizne. Wilk
wtedy do psa po destament, pies do kota, kot po prawa, a mysz
kończy gryźć.
W raca sie i ·opowiada psu. Pies opowiada całą
sprawe wilkowi. A wilk rozłościa.t sie, tej dali na psa, pies
w nogi i uciek mu przecie i myśli se: >Czekej, takjem sie strachu najad, dam ja ci kocie I« tej na kota, ale kot uciek na po1) Przyszedł do siebe.

47
wałe;

kot zaś na mysz. I od tego czasu taki za wziątek:
na psa, pies na kota, a kot na mysz.

Wilk

18. Dye bal i św. Marcin.
Dyebał

jak Pan Bóg Adamowi przeznaczał różne
to dla ludzi, to dla bydła, - a dyebłom nic
nie przeznaczał. Tej dyebal proś Pana Boga, żeby i jemu co
.zostawiał. Ale Pan Bóg jeszcze rzepy i owsa nikomu nie przeznaczał, tej, owies i rzepa ta nie tak dobre zboże. )) To
masz rzepe i owies«. - A dyebał powtórza se: •Rzepa i owies,
rzepa i owies« i jidzie. A św. Marcinowi żal było owsa i rzepy,
bo, choć to nie nalepsze zboże, ale la ludzi dobre. zawsze, tej
krzyknął na dyebła, a dyebał ze strachu zapomniał jakie mu
Pan Bóg zboże dał, i pyta sie św. Marcina. A św. Marcin powiada mu: • Rzep i oset«, a dyeblisko sie ucieszyło: >Aha, to!
to! rzep i osetq.. I odtąd zawsze między zbożem sieje se
dyebał oset, a rzep zaś koło domów, jakby to, co sie w ogrodzie
sieje: bandórki, kapusta.
zboże, żeby

widział,

siał,

17. Pieski w niebie szczekaj~.
Jeden pan lubiał barz słuchać bajki. Chłop jeden umiał
-dobrze zmyślać, tej chodział do. niego, a on mu płaciał. Ten
chłop miał brata chudobnego.
Baba mu zawsze głowe suszy:
>A widzisz, twój_ brat pójdą do pana, powiedzą coś nowego
i dostaną za wsze coś, a ty nic, jidź-no ty i co powiedz! c Chłop
poszal i powiada panu, że słyszał: »pieski w niebie szczekają«.
Pan tu na niego: »A, ty durniu, a słyszał jeś kiedy, żeby w niebie pieski były?« - I wytrąciał go, jeszcze obiecał wybić. Chłop
zaturbowany przyszał do dom, tej P?wiada babie, a baba
zlęnkła sie, że ona go namowieła i poszła do brata, żeby co poradział.
Ten poszał -do pana i powiada: •Panie! niesłychana
rzecz sie stała! C
»A co? »Hm! jechał jakiś wielgi pan
w pojeździe i miał pieska. Jakoś trza mu było wyleźć i piesek
za mem. Nie uważał, a piesek został. Wtedy jajstrząb spad
i porwał i jeszcze było słychać jak szczekał, choć go nie było
widać, a to śliczny piesek.« - •Hej, żono!« - zawoła pan
do pani, - »to ja wczora niesprawiedliwie potempiał tamtego,
to on tego pieska słyszał,« - i kazał go zawołać i zapłaciał
mu za gadkę. A ten zaś brat, co dobrze zmyślał, przyszał do
niego i powiada mu: •żebyś sie lepi nie zrywał więncy do ga-

48

dek, kiedy nie umiesz; teraz jem cie wyratował od kary, ale
nie zawsze sie tak uda«. - I od tego czasu ani mu w myśli nie
postało, aby miał pość panu gadki gadać.

18. Z czego grzyby;
Szał p. Jezus z św. Pietrem bez las, spotkał jim sie żołmirz
co szał na órlop. Żołmirz lamenci, że głodny. P. Jezus dobył
pieniądze ~ worka, wziąn 9 centów, żeby kupiał 3 kukiałki po
3 grejca.ry. Żołmirz wziąn i posza.ł do miasta, a P. Jezus z św.
Pietrem czekali go pod bukiem. Ale żołmirz był łakomy, kupia.ł
po 2 grejcary trzy, a czwartą za trzy. Przychodzi i daje te po
dwa. A P. Jezus mówi: >Jakiesi małe!«
>E, bo to teraz
przednowek, to drogie«. Tej nic, zjadli te kukia.łki każdy po
jedny; jidą dali. A żołmirz szał na zadzie; tej trzyma te kukiałke
za trzy grejcary . i nie może wytrzymać; zawsze uskubie i do
gęmby i do gęmby. A P. Jezus wiedział i obróci sie do niego
i zacznie coś gadać, a żołmirz ma odpowiedzieć, a tu kukiałka
w gęmbie, ta zawsze sie obróci i wypluje za siebie. A św. Pietr
tyż spostrzeg, że żołmirz coś gryzie, ale przy żołmirzu nie śmió.ł
nic mówić, jaż kiedy żołmirz sie oddzielił od nich; wtedy on
gada. do P. Jezusa: >Ej, szkoda Panie, żeś mu dał zjeść, to i tak
poszło na zagubęc.
>Nic nie poszło na zagube, bo z tegobedą grzyby«. I zrobieły sie grzyby.

19. Jeszcze o św. Michale.
Św. Michał spostrzeg z nieba, jak ludzie nieśli trómnez umarłym. Nie wiedział, co to je; tak sie pyta P. Boga: >Panie, co to?« - »E, to umarłego chowając. -- >Jak to? to wszytcy
ludzie tak będą umierać?« - >A wszytcyc. - »No to, jak tak
będą składać w trómnach, to w końcu, aż do nas sie dostaną
i wtedy tu zaś bedzie kłopot; bedą sie pchać i tacy, co tu niegodni być w niebie.« - ])Ej, dej no pokój, nie bój sie, bo na
tym miejscu, gdzie trómna bedzie leżeć, to nietylko, że nie bedzie góry, ale jino dolinac. I tak tyż jest, bo na grobie to
sie ziemia zakląka.

20. Bez zazdrość w niebie nie badzie.
Matka św. Pietra była w piekle, bo nie miała żadny zasługi
jeno, co dała raz przendziwa ubogiemu. Św. Pietr chciał ją jako
dostać stamtąd; jidzie on do P. Jezusa i prosi. P. Jezus powiada~

49
>No, jeźli ją wyciągniesz na tym przendziwie z piekła do nieba,
to dobrze«. Św. Pietr ponadstawiał włókno do włókna i dostało do piekła. Matka sie uwiesiła i ciągnie ją i byłby ją wyciągnął. Ale że jinsze dusze sie ji pochytały i tyż byłyby sie
do nieba dostały. A matce Piotrowy zazdrość było, że one tyż
bedą w niebie: ta jak już blizko była, jak sie siepnie, tej urwała
te niteczke i spadła z innymi do piekła.

21. O kocie, co na koniu jeżdziil.
Jeden forma.n miał takiego kota, co na koniu jeździał; siad
se za chomontem i siedział. Przyjechał ten forma.n w takie kraje,
dzie nie znali kotów. Jeden pan spostrzeg i spodobał mu sie.
Pyta sie fórmana, co to je, a forma.n mu powiedział, że to je
kot. - »A nie przedalbyś mi tego kota?« - »A czemu nie,
sprzedam. C - Tej zgodzieli sie. Ale pan zapomniał sie go pytać, co ten kot je; wysłał on lokaja, żeby sie spytał. Lokaj
poleciał i pyta sie: »A co ten kot je?« »Co mu dasz«, tak powiada ten fórman. A lokaisko sie przesłyszyło i myślało :
> Was«. Lokaj sie zląk, leci do pana i powiada: »Panie, ta ten
kot nas bedzie jad«, - Pan sie zląk; co tu robić? A no miał
on śpiklerz nowy, dopiero co wystawiał; kazał zamknąć tam kota
i podpalić, a ludzie wszytcy i ten pan uciekli do lasa, po jakby
kot sie wydar, to by ich móg podusić. Jeno jeden fornal ostał,
co podpalał i to miał konia, aby podpalić i zaraz na konia i do
lasa. Ale kot jakoś wydar sie bez okno ; stłuk-ci szybe, kocisko
wielgie, jak walnął łabą, to szyba penkła. Jak wyłaz ze śpikle­
rza, tej na żóraw, co tam był u studni, i z żórawia na konia,
bo koń był u żórawia uwiązany. Koń sie zląk, oderwał sie, tej
do lasa za jinszymi końmi. Ludzie patrzą zdaleka: »Kot na koniu jedzie, parobka zjad, ta teraz po nas jidzie« - i uciekli na
drzewa. Ale koń zalaz w gąszcz, kot spad. ,Był tam niedźwiedź,
co sie schował pod liście przed ludźmi, i jeno mu ogon było
widać.
Kot myślał, że to mysz, tej za ogon; a tu niedźwiedź
brm; ko.t sie zląk, tej na drzewo, na to, dzie byli ludzie. Strach l
Ludzie pospadali i pozabijali sie, a kocina. ze strachu uciek
dzieś i już go więncy nie widzieli.

22. Rusin sprzedał skore na niedźwiedziu.
Poszś.ł

Rusin do żyda i powiada mu: > Kup se skore
z niedźwiedzia«. - >Ny, a dzie je ?c - >No, to nie znasz skóry
4

50
.z niedźwiedzia ?c - »Ny, a co chcecie?« - Tej zgodzieli sie,
Rusin nie chciał dużo, ta żyd sie złakomiał i dał· mu pieniądze.
Ale Rusin skóry nie niesie. Żyd jidzie do Rusina i upomina.
sie. - ])E, skóra jeszcze na niedźwiedziu, dopiero pode zabićc.
- ])Ny, a dzie są ?c - »Tej w lesie, jest jich tam niemało, stare
i malec. - »Ny, jeno wielgiego zabijcie, łacniej bedzie, bo stary,
to słabszy«. - »No, to chodźmy«. - Tej poszli do lasa. Chłop
pokazuje mu jame, a żyd boi sie póść blizko, właz za jodke
i poziera. Chłop pijany i zaczął szturać do dzióry, dzie niedźwie­
dzie. Niedźwiedź wyłaz, tej na Rusina; Rusin sie przewrócia.ł
i udał, że nieżywy. Niedźwiedź •powąchał go, uciął go łabą
i poszał do dzióry. Rusin wstał potym i przylaz do żyda. »Śliszysz, ja dobrze ze skóry nie wyskoczał, jak-jem sie przypatrzał na twoich poniewierków, ale co on ci do ucha mówia.ł ?c
- l)Pytał misie, dzie ten żyd, co skóre moją kupiał i o to mie bia.ł,
ale ja cie nie wyda.le. - »Ny, nie wytlejcie wy mie, ja wam
dam pieniądzów, kupa dużo«. - I żydzisko dawał zawsze Rusinowi pieniądze, bo go straszał, że go wyda.

23. P. J'ezus obiecał św. Pietrowi kobyle.
P. Jezus powiedział do św. Pietra: »Zmów pacierz, to ci
dam kobyle, jeno żebyś o niczym inszym nie myślał, jeno o pacierzuc. - •O, dobrze zmówiec. - Tej mówi. Mówi, mówi i pyta
sie: »A bedzie i kulbaka ?c - •A bedzie, ani konia nie dostaniesz; miałeś o niczym nie myśleć, jeno o pacierzu, a myśla.łjeś
o kulbacec.

24. Baba mloci
P. Jezus i św. Pietr do jedny baby na noc 1). Prosieli co jeść, a baba sie wyprasza.: •Ja gdowa, nie ma chłopow,
nie ma. kto młócićc. - A P. Jezus . powiada:. »No, my ci namłóciemyc. »Ta, dobrzec. - •Jeno_ nam• dej świeczkic. Baba jem dała, a oni poszli do boiska.IP ....Jezus dał św. Pietrowi
trzymać świeczke, a sam wziąn snop i potrzymał nad płomy­
kiem, strzepał i rzució.ł do konta, a zia.rka opadły. Baba była
ciekawa, czy młócą; słucha, nie słychać cepów, poszła pod
Przyszał

1) nocleg.

51

wrota i widzi, jak P. Jezus młóci. - >Ej, kiedy to tak młócą,
to ja już se sama bede młócieła«. - Tej ugotowała jem tam coś.
A jak poszli, baba poszła do stodoły sprobować, czy tyż i ona
potrafi tak młócić, jak P. Jezus. - A św. Pietrowi trza sie
było obejźreć i widzi, że sie stodoła pa.li; tej pyta sie: »Pa.nie
to sie pali tam, dzieśmy nocowali«. >E! nie, to baba
młóci«. -

25. Xasia młynarzowa jidzie za P. J'ezusa.
Była jedna

Kasia, młynarska. córka. Nie chciała za nikogo
póść, jeno za P. Jezusa abo za św. Pietra. Dwa parobcy, dobre
filuty, dowiedzieli sie o tym, przebrali sie niby za św. Pietra
i P. Jezusa, nabrali chleba w mieście, kiela butelek wina; tej
poszli na zaloty do młyna. A tam przed młynem był stawek,
wino włożyli oni do tego stawka, a chlib do krzaków. A jak
przyszli do młyna, pytają sie jich, co oni za jedni. A oni:
>Przyszlimy na .zaloty do waszy Kasie. - >Ej, dyć ona nie
chce pość jino za P. Jezusa abo za św. Pietrac. - A jeden, ten,
co był św. Pietrem, powiada. tak na P. Jezusa: >A dyć to Pa.n
Jezus«. - To ci powstawali, żegnają sie tam. A P. Jezus:
J) Jidź no, Pietrze, do stawka po wino, a do krza.kó\V po chlib,
tam znajdziesz«. - J)O l kiedy tak, to P. Jezus«, - pomyśleli se.
Tej nic. Św. Pieter posza.ł po wino i chlib, przyniós, najedli,
napieli. A P. Jezus potym powiada: •No, to pódz.iemy, Kasio,
do nieba«. - Młynarz, bogaty chłop, nadawał ~ieniendzy, przyodziewki, co móg. - A P. Jezus powiada.: >Jak bedziecie widzieć jasność na tamty górze, była tam góra niedaleko, wej
jakby nasz Hiszpak 1} - >to sie żegnejcie, bo my wtedy pódziemy do nieba«. - Ale toci nazbierali naprzód jedliny suchy,
jałowcu i jak przyszli nazad, podpalieli, a tamci sie żegnali
i mówieli: >Ej, nasza Kasia jidzie do nieba, nasza Kasia jidzie
do niebac. - A !oci filuty koło ognia, rozebrali Kasie z przyodziewki, a póty.~ j:~z!czną bić Kasie, tej zbieli, zbieli, pieniadze zebrali,,Kas1e ~nfi.li do dom i poszli. Już było w nocy,
we młynie, spu,.;~ ~ a tu dur, dur do okna. Młynarka sie
obudzieła: >A to· ty K-asio?« - >Ja,ja, puście mie ta.m«. » A tożeś nie poszła do nieba ? Co to cie nie puścieli?
My sie
1

1)

Góra w obr~bie gminy Iwonicza, 483 m. npm.

52
tak żegnali«. - »Aha, tak, żeby was byli tak zerżnęli, to byście
tu i za rok nie przykadalic.

26. P. Jezus i św. Pieter nocują w karczmie.
P. Jezus i św. Pieter pszyszli na noc do karczmy, a tam
na pijali żołmirze, co masierowali. Św. Pieter powiada: »Panie,
ta lążmy se na piecu, ale ja se legę z kraja, bo jak to-ci pijacy
popiją sie, to może zaczną sie bić, to i nas może zaczepią; ta
jak już padnie, to ja wole odebrać!« - »Ta dobrze«. - Polegali se, P. Jezus od ściany, św. Pieter z kraja. Żołmirze sie po
pieli, tej jeden sie obejźrał i widzi, że ktoś spi na piecu: »Co
ta za dziady, będą nam tu śmierdzieć!« - ,,Trza ich obić«, drugi zawoła. - Tej orżneli tego z kraja, a to był św. Pieter. I poszli pić. A potym św. Pieter: »Panie, ląż-no se ty z kraja«.
- I przemienili sie. A żołmirze zaś przyszli do nich : > To
wyście jeszcze tu? A draby, trza jim jeszcze co dać! C >Ale
teraz tamtemu od ściany, bo ten już dostał«. - I tak zaś św.
Pieter dostał. Jak wyszli z karczmy, św. Pieter odzywa sie do
P. Jezusa: >Panie, trza by jim coś za to zrobić«. - »A cóż jim
to zrobieć ?« - "Niech jich dyszcz bije, jak będą masierować«. I od tego czasu, jak wojsko masieruje, to zawsze dyszcz leje.

-27. O źolmirzu, co serce zjad.
Szał P. Jezus z św. Pietrem i nadybali żołmirza.
był głodny

Żołmirz

i prosi jich o kawałek chleba: »Jak przydziemy do
miasta, tobym wam oddał«. - A P. Jezus: »Ej, kieby nam ten
pastuch przedał barana, toby lepi było«. ~ »O, ja umie kolo
tego robić« - mówi żołmirz. Tej poszli do pastucha, co tam
pś.s barany, ku pieli, a żołmirzowi kazał P. Jezus upiec,- a oni se
polegali P. Jezus z św. Pietrem. Żołmirz upiek i zjad serce,
a potym poszał i zbudział tamtych: »Wstawejcie, bo gotowe«.
- Gotowe, ta gotowe, - wstali i poszli do ognia; P. Jezus
roztalował1) na trzy częnści i pyta sie : »A dziesz serce i« >Serca nie było«. - »Ale, dziesz tam, każdy stwór ma serce,
chyba, żeby był kamieniem abo trawą«. - , We, tyć nie było I
Sumiennie, sprawiedliwie, że nie«. - >Ano, nie było, to nie«.
Zjedli oni, a J;>. ,Jezus dał na 4 bochenki chleba fołmirzow
1) rozćwiartował'.

53
Żołmirz ciekawy: »Komu tyż to te_n czwarty, kiedy nas tylko
trzech«. - A gdy przyniós, P. Jezus dał każdemu po jednemu,
a czwarty położył koło siebie na ziemi. A żołmirz sie pyta :
>Panie, a komuż ten czwarty?( - >A to temu, co serce zje.de.
- »A to Panie, ja zjad, ja; ja jino tak powiedział«. - >A, kiedyś serce zjad, ta i chlib zjedz, jino nie rób tak dalie.

28. Uparta baba,.
Jeden chłop miał barz upartą babe. Jak ji co było powiedzieć, to ona zawdy inaczy, jak ji w prawo, to ona w lewo.
Raz poszła do miasta, tej woda była wielga i utopieła sie.
Chłop poszał ją szukać, wziąn grabie i idzie rzyką pod wode
i sztura, czy dzie nie namaca. Jakiś chłop zaś u widział go i powiada mu: »Tyć nie chodźcie pod wode, jeno za wodą, bo może
jich woda poniesła na dół«. - >Ej, dzie tam, to uparte, jak
woda na dół, to ona na góre, ona pewnie jeszcze dali na górze
bedzie«.

29. Dyebał boi sie lyczaka lipowego.
Był jeden młynarz i robilt se młyn. Ale nie móg żadnym
sposobem dóść końca. Ta raz zafrasowany powiada. se: »A! żeby
m·i i dyebał pomóg, tobym mu już odstąpia.ł z jeden kamień,
niechby se ta myłł !« - A dyeblisko usłyszało, tej przyszał do
niego; pomóg mu młyn zrobieć na 12 kamieni i jeden kamień
se dyebał wziąn i myłł se. Ale nie umiał i za.wsze mu sie psuło.
Młynarz mu z początku naprawiał, ale potym mu sie sprzykrzyło
i raz mu nie naprawiał. Dyebał sie pogniewał i powyrzucał mu
wszytkie kamienie. Młynarz w lament, co tu robieć? widzi, że
sam nie da rady, siad za stołem i płacze. Przychodzi babka po
chałupach. »Tej, niech bedzie pochwalonye. - »Na wieki
wieków, amen. Witejcie babko!« - »Ej, cóż wam to?« - >A
tlejcie tam pokój le - »No przecie, może ja co poradze, przecie
ja chodze mięndzy ludźmi, to tyż może co wiem!« - I opowiedział i całą sprawę. >Ej! i smucicie sie tam, tyć to wnet
sie zaradzi; wej, a nie macie tyż łyczó.ka ?e - >A ma.me. I dał ji a ona zrobieła se kluczlie i poszła do młyna, dzie dyeba.ł
se młyn naprawiał. A zajszła mu ze zadu, a dyeblisko miś.ł
portki ze zadu podarte, a baba mu zajszła po cichutku, tej

54

-

zarzucieła

mu kluczke na jajca wziena kija i zagnała go do
pusty karczmy i tam za piecem go uwiązała. Potymś wrócieła
do młyna; młynarz ją obdarzał i poszła. A dyebał siedział za•
piecem. Szał żołmirz na órlop; burza wielga sie zrobieła; tej
w la.z do ty pusty karczmy. Siad se za stołem i siedzi. A tu z~
piecem coś piszczy. - >Co tam le - »Ej! żebyś mie ty odwią­
zał, tobym ci dał pieniendzy«. -- I żołmirz go odwiązał. A dyebał powiada: >No, bratku, pienięndzy ci nie dam, ale zrobie
cie dochtorem, to se zarobisz. Jest tu we dworze panna, ja do nij
wlejze, a ty przydziesz i wygonisz mie. Bedzie dużo dochtorów
chodzić do nij, ale daremnie; ty, przydź, powiedz, że wygonisz,
a jak cie puszczą, połóż ji ręnke na głowie; ja cie poznam i wylejze, a tobie zapłacą doskonale«. - Tak sie zrobieło. Dyebał
właz do panny; dużo dochtorów, Bóg wie skąd, sprowadzali,
ale darmo; jaż ten żołmirz przyszał i wygnał go, a pan sie ucieszał i bardzo dobrze mu zapłaciał. -- Potym dyebał powiedział
mu, żeby zaś w drugie miejsce poszał. Dyebał właz do jednego
pana; nicht mu nie móg poradzić; jaż ten pan narajał tego
-żołmirza, tej żołmirz poradział i dostał pienięndzy wielgą moc,
ale dyebał nie kazał mu już więncy wyganiać go, choćby go
i jak prosie li, bo mu łeb ukręnci. Ale cóż? Dye bał w la.z do
jedny pani; tu sie rozgłosieło, że fołmirz umie radzić; przychodzą do niego, proszą, on nie chce. Ale złapali go, wsadzieli go
do pojazdu i musiał wyganiać dyeblisko. • Ale jak położył ręnke
na głowe ty pani, dyebał wyskoczył i łap żołmirza: »Nie mówiał jem ci, żebyś już nie wyganiał; teraz śmierć twoja«. >Ale słuchej-no, ja nie po to tu przyszał, żebym cie wygnał,
ale baba ta z łyczakiem już jidziec. - Dyeblisko sie zlęnkło,
tej w nogi, uciek dzieś jaż za czerwone morze i nie męnczał
więncy ludzi, a fołmirz miał spokój; zabrał pieniądze i poszał
do dom.
Bronisław Gustau·icz.
El8E)

O a t a ł y k a c i e.
Pamięci

Stosława Łaguny.

.
Niewyc~er-panym był człowiek pierwotny w wysnuwaniu z wielku~go k!ębka idei pokrewieństwa coraz nowych i nowych nici .i nitek
pokrewieństw fikcyjnych, gdy chodziło o pomnozenie dzięki temu

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.