R_5_rozbiory i sprawozdania_2.pdf
Media
Part of Rozbiory i sprawozdania, cz.2 / Lud 1899, t. 5
- extracted text
-
-
180 -
Oelem zabezpieczenia się przeciw b o l o w i g a r d ł a p o łyk a ją w L.
3 bazie z palmy po pośw ięceniu jej w n ied zielę palm ow ą; wiem że i u nas
zjadają te bazie w celach zapobiegaw czych, ale jakich nie pomnę. Odwar
maku jak o środek u s y p i a n i a d zieci znany też w L .
Zwyczaje styryjskie równoległe do naszych. P rzy pobieżnym
nawet przeglądzie rozprawy Fr. Ilwofa, dotyczącej ludoznaw stw a styryjsk iego,
a pom ieszczonej w t. I I I . w ybornego czasopism a w iedeńskiego „Z eitschrift
des V erein s für oesterreich isch e V olkskunde“ (1 8 9 7 ), rzucają się w oczy
czytelnika polskiego podobieństw a liczne do zjawisk, znanych ludoznaw stwu
naszem u. Oto parę przykładów ,
Sobota je st dniem M. Panny w Styryi
(Ilw o f s. 8) ; jak wiadomo, je st niem i u nas, a kobiety zw ykle poszczą ku
czci M atki B oskiej w dzień ten, p ozostaw iając p iątek m ężczyznom . W dniu
1. kw ietnia Styryjczycy p osyłają d zieci do apteki na żarty po „ S ch n eck en blu t“ (krew ślim aka) (J. s. 8 ); my każem y im przynosić stam tąd „koma
rowe sa d ło “. M aik, tak p ospolity w Czechach zwyczaj zasadzania drzewka
kraśnego przed okienkiem dziew czyny ukochanej w noc na 1. maja, a n ie
obcy i ludowi polskiem u, pow szechny je st w Styryi pod nazwą „M aibaum“
(J. s. 8). W reszcie g ęsią raczą się w S ty ry i (J. o. 9) na św. Marcin rów
nie dobrze, jak u nas.
D r. F r . K rč e k .
ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Crotthelf Bronisch: K aschubische D ialectstu d ien . U nternom m en und
herausgegeben von
Zw eites H eft. T ex te in der Sprache der B ëlôce. N eb st
Anhang. Proben aus einigen Ł. D ialecten . L eip zig 1 8 9 8 str. V I f 7 3 .
W ydaw ca w publikacyi swej starał się, o ile to m ożebnem b yło, w y
dać teksty kaszubskie najwierniej pod względem ich fonetycznego ozn a czen ia .
Pozostaw iając stronę językow ą innym do oceny, zadow olnię się tutaj r o z
biorem ich treści, która obejmuje różne bajki i pow ieści, ciekaw e i ważne
w wysokim stopniu dla ludoznawców. P rzytaczając ich streszczen ie i cha
rakter, będę się starał w skazać na podobne w aryanty i analogie m ianowicie
u sąsied nich narodów.
str. 1. nast. „D ie Schicksale eines E m porköm m lings“. K ró l miał j e
dną córkę, którą ten m iał d ostać za żonę, kto tezy dokaże sztuki ; to mu
się udaje dobrze, ponieważ panna dopom aga mu sam a, spuszcza mu na p o
w rozie pierścień i trzew ik i, k tóre m iał przynieść królow i. Z azdrośni k sią
żęta wyprawili m łodego króla na statek , płaszcz jeg o pom azali krwią k o
źlą i donieśli królew nie, że mąż jej zo sta ł rozszarpany przez d zikie zw ie
rzęta; motyw ten znany z historyi biblijnej. Mąż pow rócił, kiedy m iał się
odbywać ślub mniemanej wdowy z jednym z k siążąt : znalazł się znów k lu cz
stary, co ma uczynić z kluczem nowym V
str. 3. „Przygoda chytrego P iotra“ . Smok w dyam entowej górze, b o
hater nabrał tu k osz diamentów. Z tem poszedł do króla, który p o sła ł tam
-
181 -
okręty, wojsko i armaty, rozstrzelili górę, napełnili okręty dyamentami.
W esele bohatera z królewską, k siężniczką,
str. 7. nast nr. 4. 5. O zm orach.
str. 9. nast. nr. 9. Czarownica się to p i: czarownica pływa po wodzie
jak gęś.
str. 11. nast. „Głupiec i strach y“. Przenocuje przez trzy nocy w k o
ściele, gdzie straszy. P ierw szą noc przywlekło dwóch trupa i bijąc go, w rzesz
czą, ażeby zapłacił długi. Śm iałek pieniądze im rzucił i uw olnił n ieb o sz
czyka. T en mu dał kość, którą następnej nocy w ypędził w szystkich dyabłów
z kościoła i także sam ego lucypera.
str. 14. nast. „Zwycięstw o stałej m iło ści“ syna szewca z córką hrabiego.
K ochanek dostaje ją nareszcie, kiedy ją umarłą skrycie pocałunkiem swoim
wskrzesił. Porówn. H eidelberg. Jahrbücher 1 8 6 8 str. 8 2 3 .
str. 16. nast. nr. 1. „L is i w ilk “. L is zaprowadził wilka do domu,
gdzie było w esele. R ozw eseliw szy się, dali się do śpiewu i tańca. W ilk zo
stał przez ludzi zbity, a lis wymknął się dziurą. „B ity n iesie n ieb iteg o “ .
Zob. Karl Krohn : Bär (W o lf) und Fuchs, str. 5 9 , 1 2 2 . Česky L id Y , str.
4 5 8 nast.; S łow enske Pohľady, 1 8 9 5 , str 3 8 8 ; E tnograf. Zbirnyk IV. str.
1 7 0 , nr. 3 0 . L is wlazł do swej nory, wilk chwycił go za nogę, lecz ten
wmówił w niego, że to nie jeg o noga, ale korzeń jodły. Por. Karl
Krohn,
o. m. 62 nast., 1 2 2 ; Sbornik za naród, umotwor. I, rozd. 3 . str. 1 2 9 .
str. 17. nr. 2. Zaraźliwa choroba w postaci ducha objawiła swe przy
bycie.
str. 1 8 . nast. „Z ła m acocha“ . K sią ż ę ożenił się z pasterką. M acocha
prześladuje go, list z w iadom ością o narodzeniu syna zm ieniła, podobnie
i odpowiedź księcia, który był na wojnie. Por. K olb erg, Lud X IV , 7 1 ;
Gliński II I, 47; G onzenbach: S icil U . I, 1 5 0 ; Andrews C entiligur. 2 7 9 ;
Sbornik za nar. um otwor. V It rozd. 3 , str. 1 6 5 . Synek został zabity a m a
tka wyprowadzona do lasu, w stąpiła do służby, król zaś o żen ił
się z w ła
sną córką tej żony. Z grobu synka wyrosła jabłoń i rodziła złote jabłka.
Jabłoń została ścięta a z niej zrobiono łóżko. A le jedna owca połknęła j e
den kaw ałek „zdrum pk“ i porodziła jagnię ze złotą łysin ą. Ł óżko spalono.
Jagnię miano zabić dla chorej królewnej. P ierw sza żona w stąpiła do służby
u króla, płókała m ięso nad rzeką, m ięso wpadło do wody ; ze strachu chce
się utopić, wtem w yskoczył jej na łono jej synek. W zięła synka i opow ie
działa w szystko królowi. Zob. K a rło w icz: Pod. lit. 2 0 , 28, 9 2 ; Kolberg,
Lud V I I I , 32, W eryho, Pod. białorus. 3 2 ; D obšinský I I , 65, V. 3 5 , Strohal : Hrwat. nar pripow. 2 8 ; Arch. f. slaw. Philol. V . 6 2 .
str. 22 nast. „P rzeb ieg ły w ieśn iak “. Skóra krowia wraz z mięsem
dobrze sprzedana. U m arła żona z koszem jaj ną wozie — za trupa dobrze
się płaci. Z wody stado owiec. Por. C iszewski, Krakowiacy I . nr. 2 2 1 — 2 2 4 ;
Šejn, M ater, sêvero.-zap. kraja II, nr. 1 0 7 ; č a s. cesk. Mus. 1 8 9 5 , 3 6 6 ;
Arch. 7. slaw. Phil. X IX , 2 5 7 ; Stumme T unis, M. I I , 1 3 6 n a st; Cosquin
Cent. pop. de L orraine I. 1 0 8 nast. ; M ark L idzbarski, G eschichten neu.
aram H s s .2 4 9 n a st; F reys G artengrsellschaft ed J . B olte 2 7 7 , nast. і in.
str. 2 4 nast. „W yuczony zło d ziej“. M ater, antrop. archeol. i etnograf,
l ì . str. 75 nast. nr, 4 5 , str. 9 9 nast. nr. 7 2 ; Cosquin II.
271
n ast.;
R. B asset, N ouscent. berbères str.
149
nast. 351 nasL Pan uczy
złodzieja pom iędzy innem i, ażeby k sięd za okradł. Zob. K olberg Lud
X IV , 2 8 9 nast. 3 5 2 n a st.; Zbiór wiadom. antrop. X III. rozdz. 3, str. 1 1 2 .
— 182 —
Hast, 3 2 5 n ast; Gubinskij, Trudy I I , 6 2 0 n a s i; Šeju II. 1 9 6 n a st. ; Sbor
ník Charkov, ist. filolog, obszcz. YI, 1 7 0 nast. Y ernaleken 3 2 5
n a st;
Sebíllot L itter, orale, de la II. Bret. 1 2 7 n -st. Gont. pop. de la H .
B ret. 2 1 6 n a st.; F leu ry L itter, or. de la B asse Norm andie 1 7 7 n ast.:
Ortoli Cont. pop. de la Corse 2 5 4 n a s t.; Stumme Tunis. M. II, 1 2 8 ; M ark
Lidzbarski 2 4 6 nast.
str. 3 0 . „ S z c z ę śc ie g łu p ieg o “. K rólewna postanaw ia wyjść za tego,
k to ją, przekona, kto tak mówi, że nie może nic więcej na to p ow ied zieć,
Por. Cosquin II, 132 n a st.; Dewojna Sylw estrow icz 1. 3 0 4 nast. Szkoda, że
wydawca słow a głupiego dla zbytniej ich bezwsrydności skrócił, przez co
nie może się porów nać ich z innem i podobnem i waryantam i.
str. 3 1 . nast. „Cudowne sk r zy p c e “, g ęśle sam ograje. Chłopak ze sio
strą w yszedł z domu i zabrał z sobą skrzypce. N a drodze Pan Jezus dał
mu za nie swoje sk rzy p ce. D o sta li się do domu zb ójeck iego; jednych za
strzelił chłopak, gdy brodzili przez kanał, za strzelił w szystkich oprócz j e
dnego. Ten przyszedł do domu, chłopak go swemi skrzypcam i zatańcow ał
na śm ierć. Podobnie p okonał pasterz olbrzym ów. F estsch rift W einhold 6 6 ,
68. Por. M ater, antrop. archeol. etnografi I I . rozdz. 2 , str, 9 3 n ą st. nr.
66 ; E tnograf, zbirnyk I I I , 1 2 7 ; H rynčenko, E tnograf. M ater. II, 8 1 nast.
nr. 7 1 ; Chełchow ski I. 119; C iszew ski, Krakowiacy I. nr. 1 2 0 ; P o la c z ek ,
w ieś. E udaw a str. 8 8 , Sprawozd. kom. język . Y. 96; Zbiór wiadom. do a n
trop. kraj. Y , rozdz. 3 , str. 2 0 1 . 2 4 8 , X V I, rozdz. 2, str. 3 6 . Z eitchft.
f. österr. V olkskunde I, 1 8 8 ; Sbornik za narodni um otworenija I I I , rozdz. З ,
str. 2 4 2 nast ; V III, rozdz. 3, str - 1 8 7 ; jX . rozdz. 3 , str. 1 8 6 .
str. 32 nast. „H an sel und G retel“. Piernikowa chałupa. D zie c i zaszły
do chałupy czarownicy, w rzuciły czarow nicę do pieca, m łoda czarownica
przyszła i zjadła tę pieczeń. Por. Areh. f. slav. P h il X IX , 2 5 0 , nr. 21 ;
N árodopisný Sbornik českoslav. III, 1 1 7 , nr. 4 2 : Andrews Contes ligures
str. 72 nast. nr. 1 7 . Czarownica matka nazywa się S t ö r ö J i z a , córka
m l ö d ö J i z a , t. j. stara, młoda Jędza, por. w ęgiersko-ruskie H yndżibaba,
E tnograf, zbirnyk IV , 4 1 nast.
str. 33 nast. „Stała m iło ść“ . O jciec niewidom y, najm łodsza córka przy
niosła mu uzdrawiającej w o d y /k tó r a ojcu oczy uzdrowiła. A le wodę tę d o
stała dopiero wówczas, kiedy temu ukrytemu, który jej nie chciał dać, rze
kła „mój n ajm ilszy“. W krótce przyszedł do domu tego straszny potw ór;
córka musi go przesadzić przez próg, z nim jeść i spać. Zub. P. K uliś,
Z apiski o Južnoj R usi 11, 14 ; W isła 1 8 9 3 . str. 1 5 7 n a st; Grimm K H M nr. 1.
M atka rzuca skórę w ogień, dziew czyna wygląda zaklętego k sięcia. P or. K olberg
Lud II I , 122 nast. ; G liński, B ajarz pol. II . 8 4 ; Dewojna Sylw estrowicz I, 3 0 3 ;
II, 4 6 4 ; Sbornik m ater, kawkaz, X V . 9 2 nast. ; Jiilg M ärch. Siddhi Kür 9 0 nast. ;
P rohle K Y M 1 0 8 n a st.; H altrich. D eutsche V M. Siebenbürg. 2 3 3 n a st.;
Schmidt Griech. MS. 8 6 nast. ; Vuk S t. K aradžič, Srp. nar pripow. 5 0 nast.
L etopis m atice srpske zesz. 1 4 6 , str. 1 1 8 n a st.; B a sile Pentam erone (Liebrechtj I, 1 9 8 nast: i in. Z aszła na drodze do słońca, m iesiąca, wiatru,
od których otrzym ała w darze zło ty kołow rotek, zło tą kądziel i złote m otow idło. Z nalazła w reszcie narzeczonego w zamku na wysokiej górze, ale
już zaręczonego z inną panną. Tej daje swoje piękne szaty za to, aby m o
gła spać z narzeczonym. G liński B ajarz pol. II. 1 3 0 ; D ew ojna Sylw estro
wicz I I , 4 3 8 m s t . ; R udčenko, Južnorusk. sk. I. 8 3 n a st.; Żytje i Słowo
-
Í8Š —
1 8 9 4 , zesz. 5 str. 1 9 0 . Afanasjew. Rus. nar. skazki I I , 3 str. 96 nast,
99 n a st.; Chudjakov, Yelikorus sk. I, 2 9 ; Grimm KÏÏM. nr. 1 9 3 ; P röhle
K V M 1 0 9 ; W olf D eutsche HM. 2 9 5 ;K u łm Schwarz, Norddeutsche Sag. 3 5 0 ;
Schott, W alach. M. 2 4 2 n ast; H altrich 2 3 6 n ast; Y uk S t. K aradzić 58;
F leury, L itter, orale de la B asse Norm andie 1 4 4 n ast; Carnoy Cont. fran
çais 2 4 2 ; Biade Cont. pop. A genais 6 n a st.; Andrews Gont. ligures 1 6 4
nast. і in.
str. 3 5 . „Z łoty p ta k “. Komu się śni głowa, będzie królem (t. j. tu
taj „ve F ran cis“), komu się śni jego serce, będzie m iał każdą, noc złote
pieniądze pod głow ą P o r. Arch. f. slav. Phil. X IX , 2 6 6 n ast.; Jastrebow ,
M aterial, str. 2 0 6 n a st.; Hrynčenko II nr. 1 8 3 ; Mark L idzbarski, G esch i
chten aus neueren H ss. 2 5 3 nst. ; René B asset, Contes pop. berbères nr. 36
str. 75 nast, .181 nast. N ouveaux cont. berb. str. 2 1 9 nast.
str. 4 0 nast. „Dwunastu rozbójników i dwóch braci“ . „Cuyzam a“ otevrise, „cuyzam a“ zavrise. A li Baba і 4 0 rozbójników. Por. N árodop. Sb.
nr. I , 1 4 4 , nr. 1 7 ; II I , 1 1 0, nr. 39.
str. 4 4 nast. „W ierna siostra i zła teściow a“ . M acocha zaklęła sw o
ich siedmiu pasierbów w w rony; siostra wyszukuje ich. Por. Kolberg Lud
III. 123 n a st.; V III. 3 8 nast., X IV , 18 n a st.; G liński IV, 1 1 8 ; C isze
wski, Krakowiacy I, nr. 9 5 ; Karłowicz, Podania na L itw ie nr. 1 ; D ew ojna
Sylw estrow icz I, 3 4 5 nast. ; D obšinský Slov. pow. 1Y. 3 nast. ; V áclavek
V alašské poh. a pov. II, 4 5 n a st.; Slavia rada I, str. 3 , str. 1 5 ; K ulds
III, 98 nast. ; E tnograf Zbirnyk IV . str. 112 nast.; Peter Volksthiim licheaus O st.-Schlesien I I , 1 6 9 ; Sirackerjan A berglaube. Oldenburg II, 3 2 0 ; V era
naleken nr. 4, 5 ; E . M eier D eutsche V M Schwaben 1 7 4 nast. nr. 4 9 ; Som
mer SM. Sachsen Thüringen 142 n a st.; Kuhn M ark. SM. 2 8 2 n ast.; Suterm eister KHM str. 1 4 nast. ; Andrews Contes lignres nr. 19, str. 8 0
nast. і in.
str. 47 nast. „L is i w ilk “ . L is udaje nieżyw ego, wrzucony na wóz
założony rybami. W ilk w łożył ogon d o w o d y , na który chwytają się ryby.
Por. K arolK roh n o. m. 2 5 nast. ; 121 nast; D ew ojna Selw estrowicz I, 2 2 4 nast. ;
C. L id. V, 4 5 8 ; Sejn I I , nr. 1 0 ; G ittée L em oine Contes du pays W allon
1 6 5 і in.
str. 4 8 . nast. „Jak człow iek doczeka sta ro ści“. Tak zwane „randon
n é e “. P or. R. B asset. Cont. pop. berb. str. 1 9 7 . nast. Nouv. cont. berb è
res 1 6 8 . nast., gdzie podana je st bogata literatura.
str. 49. nast. „Obrońca z różnej potrzeby“ . M łodzieniec udaje się
w św iat nabrać mądrości, Na drodze pierw szy król chce dow iedzieć się,
dlaczego nie ma wody, drugiemu zginęła pew nego razn córka, trzeci ma
trzy drzewa, które mają w zimie i lecie liście i to jedno żółte, drugie czer
wone, trzecie b ia łe; żołnierz chce w iedzieć, kiedy się uwolni. Na koniu
przyszedł bohater do małej chałupki, dziewczyna go ukryła ; p rzyleciał smok,
dziew czyna iska mu, wyrywa mu pióra, zadaje mu takie pytania, w jaki
sposób owa córka królew ska t. j. ona sama m ogła być uwolniona. Bohater
uciekł z nią, żołnierza zastąp ił smok. Por. D obšinský Slov. pov. II , 53
n a st; A rhiv. f. slav. Phil. V , 72 n ast.; L etopis matice srps. nr. 152
str. 8 0 n ast.; E T eza I tre capelli d ’oro del nonno Satutto. N ovellina boema.
B ologna 1 8 6 6 .
—
184 —
str. 52 nast. „W y u czo n y z ł o d z i e j Por. wyżej do str. 2 4 nst. Z ło
dziej ma panu z tego się popisać, ž e najpierw ukradnie mu konia a potem
pierścień z ręk i jego żony.
str. 52 nast. „S zczęście odw ażnego kraw czyka“. K raw iec zabił naraz
siedm much. P or. Ň árodop. Sb. čslov. III. 1 1 5 nr. 1 4 ; E tnograf, Zbirnyk
IY , str. 153 n ast.; Sbornik m aterial, K awkaz. X X I I , rozdz. 3 str. 4 nast.
G-onzenbach S icil. M. nr. 4 1 , dodatki w Z tschft des V ereins f. V olksk. VI, 9 6 .
str. 5 7 . „Przem yślny k raw iec“ . W złotym koniu sch ow an y dostał się
kraw iec p iękn;e na skrzypcach grający do łoża córki królew skiej. Por. K o l
berg Lud V III, 2 8 n ast.; Hrynčenko I, 1 7 6 ; E tnograf. Obozrćnije Х У Ш ,
187 ; W olf, D eutsche HM. 73 ; Sbornik m ater, kawkaz. X V III, rozdz. 3 str.
3 9 0 n a st.; Andrews Cont. ligu res str. 3 1 9 ; B. Schm idt, Griech. M. S. 1 0 3 ;
E rdélyi S tier U n gar. M . 7 6 .
str. 5 7. „P rzygoda dwóch m łodzieńców “ . N ieste ty bez k ońca! W ie ś
niak obiecuje sw oją córkę tem u z dwóch m łodzieńców , który więcej p r z y
niesie pieniędzy, więcej zdziała. D rugi idzie do piekła, popadł w ręce r o z
bójników, m usi dow iedzieć się, co u nich w piekle mówią. N a drodze przy
rzeka mu pomoc wrona, mrówka, zając, lis i wilk, poniew aż nakarm ił je ze
swych zapasów. W p iek le pali pod kotłam i, lecz nie m a do nich zaglądać,
str. 60 nast. „Odważny g łu p i“. B rat mądry straszy go na cm ętarzu,
ale od niego został zbity n iem iłosiern ie. Odważny w zamku gd zie straszy :
z komina padał człow iek po kaw ałku. P o r. C iszew ski, K rakow iacy I, nr.
1 3 0 , 1 3 1 ; W isła V. 6 9 3 Í Cubinsbij II, 3 6 6 ; M anžura 6 0 ; H rynčenko I ,
nr. 8 5 . E tnograf. Z birnyk I, rozdz. II, str. 5 n a st.; Ć. Lid V. 4 6 1 ; Kulda
III, 2 4 3 nast, ; K reutzw ald E hstn. M. 2 8 7 nast. ; A ndrew s Contes ligures
nr. 15, 55 i in. Por. str. 7 2 nast. „Mąż b ez strachu“ .
str. 65 nast. „W ydalony n a u czy ciel“ . Por. K olberg V III, 2 2 4 ; C i
szew ski, Krakowiacy nr. 2 1 6 , 2 1 7 ; P olaczek , W ieś Rudawu 2 2 5 ; Chełchowski I. 5 4 ; Živaja Starina V, 4 5 5 n a s t.; E . M eier 2 3 6 n a st.; Strackerjan
II, 3 5 4 ,
str. 66 n ast.; „Czarny c z ło w ie k “ i jeg o środek odm ładzający. K ow al
otrzym ał od niego książkę, podług k tórej uzdrawia każdego i w której czyta
także, w jaki sposób m ógłby odm łodnieć : ma się dać posiekać, następnie
w beczce ma być zakopany w końskim gnoju, za d ziesięć m iesięcy ożyje
i b ędzie młody. P or. E y, H arzm ärchenbuch str. 9 7 nast.
str. 68 nast. „ S zczęście g łu p ie g o “. Ł ąk a każdej nocy udeptana, naj
m łodszy brat to w ypatrzył; przylatują tam trzy białe gołębie. Por. T oeppen, Aberglauben aus M azuren 1 4 0 n a st.; W isła 1 8 9 4 , str. 5 2 4 n a st.;
Sven Gruudtwig Dan. V . M. II. 2 4 nast. ; Gr. 0 . H. Cavallius Schw ed.
VSM . 175 nast. i in. Od m yszy, którą przy szukaniu nakarm ił, dostał p i
szczałkę; kiedy na niej zagrał, spełniło się każde je g o ż y c z en ie ; por. W olf,
D eutsche HM. 3 2 5 ; Kuhn Sag. Gebr. M är. W estfa len II, 2 2 8 . D ziew częta
poprosily bohatera, ażeby do nich przyszedł, były bowiem w zaklętym zamku,
rozbójnickim. N a drodze zaszedł do chałupy, w której k łó cili się dwaj o m iecz,
który natychm iast uśm ierca żyw ych a ożyw ia umarłych ; potem do drngiej
chałupy, gdzie się wadzą o bóty siedm iom ilow e, w reszcie do trzeciej, gd zie
się k łócą o czapkę, niew idzialnym czyniącą. Bohater otrzym ał je w szędzie
dobrowolnie, a nie podstępem, jak to zwykle się dzieje. B ohater dopytuje
-
185 —
się o tea zam ek ryb królew ny i królewny ptaków. J ed en ptak bohatera za
niósł tam, m ieczem czarodziejskim zabił w szystkich rozbójników.
J . P o lív k a .
Prof. Dr. Raimund Friedrich Kaindl: Ethnographische S tr e if
züge in den Ostkarpathen. B eiträge zur H ausforschung in O esterreich, mit
7 4 T ex t- Illustrationen. W ien 1 8 9 8 .
P ow yższa praca je s t niejako zakończeniem i zaokrągleniem długiego
szeregu rozpraw antora o Hucułach. Dr. K. rozpoczął swe badania u H u
cułów w r. 1 8 8 6 i od tego czasu datują się jego wydawnictwa, traktujące
ten przedm iot. D o najbardziej wyczerpujących n a leżą : , , D i e H u z u l e n “
(1 8 9 3 ) i „ H a u s u n d H o f b e i d e n H u z u l e n “ (1 8 9 6 ), które to r o z
prawy wraz z w ym ienioną na w stępie, zawierają w szystko, co tylko ma j a
kąkolw iek wartość dla etnografii. Obszerny i treściw y wykaz poprzednich
rozpraw Dr. K aind la podał podpisany w roczniku „L udu“ IV , str. 9 5 nast.
W ostatniej rozpraw ie ustala autor przedew szystkiem granice osiedleń
huculskich, następnie nie o g ra n icza n e się wyłącznie na badaniach u H ucu
łów, zajmuje się także sąsiednim i szczepam i Husnaków w dolinach Riki
i obu Cis oraz H ucułów -B ojków , m ieszkających nad brzegami galicyjskiej
Z łotej B ystrzycy i Bojków nad Łom nicą. Obszernie i zajmująco są opisane
pom ieszkania, budowa chat, sprzęty domowe, ubiory i sposób życia w ym ie
nionych szczepów . Ciekawe i sm utne zarazem szczegóły przytacza autor
o ubóstwie R usnaków i wyzysku, jakiego doznają ze strony posiadaczy
w ielkich w łasności i żydów — lichwiarzy. Opis zyskuje bardzo na wartości
przez Hczne rysunki i dokładne illustracye miejscowych typów i w szelkich
. wyrobów ludzkiego przem ysłu.
О. Ж Ż u k o w s k i.
Jan Witort. P r a w o p i e r w o t n e . W arszaw a N akładem R edakcyi
„ G ło su “ 1 8 9 9 .
Najnowsze dzieło W itorta można traktować zarówno jak o podręcznik
do etnologii porównawczej i jako wstęp do socyologii. W stęp aczkolw iek
krótki, ma bardzo ważne i zasadnicze znaczenie. J est to krytycznie ujęty
szkic m etodologiczny w zakresie etnologii porównawczej.
W ostatnich czasach — pisze autor •— niepoślednie w nauce m iejsce
zajmują wiadomości, dotyczące życia, religii, zwyczajów i urządzeń ludów
pierwotnych, obcych współczesnej kulturze europejskiej. W prawdzie p osz
czególne wiadomości etnograficzne zbierano oddawna; wieki składały się na
zebranie ogromnego w tej m ierze m ateryału, jednak zebrane fakty nie m iały
wielkiej w artości naukowej, były bow iem nieuporządkowane i w żaden nie
ujęte system .
D op iero zastosow anie m etody porównawczej do etnografii wydało re
zultaty bardzo dodatnie. P ow oli zaczęły się wyłaniać z chaosu tego olbrzy
m iego m ateryału nowe dziedziny wiedzy ludzkiej. N iektóre z nich, jak np.
w iarozuawstwo, zyskały już całkowite prawo obyw atelstwa, wyrobiły własne
m etody badania.
Zwolna pow stała też nowa gałęź w iedzy: p r a w o z n a w s t w o p o
r ó w n a w c z e czyli n a u k a o p r a w i e l u d ó w p i e r w o t n y c h . H isto rya stara się odtw orzyć, w sk rzesić przeszłość we wszelkich szczegółach i po
łą czyć je w jeden łańcuch przyczyn i skutków, łańcuch, w którymby każde
13
-
186 —
ogniwo następne było skutkiem ogniwa poprzedniego. Jednak rozszerzając
pole badań na całe grupy ludów pokrewnych np. ind o-eu rop ejsk ich , sem ickich, fińskich i t. d., badacz musi już się posługiw ać m etodą porównaw
czą. P rócz tego m etoda historyczna nie może dać odpow iedzi na w iele kwestyi, dotyczących pow stania in stytu cyi rozm aity.h , ich początek bowiem
kryje się w zmroku dziejowym . Stosuje się to przew ażnie do pierw otnych
zarodków życia etnicznego, pierwotnej kom órki społecznej, oraz pow stania
prawa. W tych wypadkach trzeba szukać innego założenia, oprzeć się na
zasadzie, że jednakow e przyczyny wywołują identyczne skutki. Każda grupa
etniczna składa sie z ludzi, posiadających wspólne wszystkim cechy. U r z ą
dzenia społeczne, opierając się na wspólnej, ogólno ludzkiej naturze, pocho
dzące przeto z jednego źródła, muszą posiadać w iele cech wspólnych. M e
toda historyczna zapom ina o tem ; porównawcza zaś sądzi, że w szęd zie n a
trafi na instytucye pokrewne, jeżeli warunki otoczenia są podobne.
Przechodząc do w łaściw ego swego tem atu, zaznacza p. W . ogóln ie,
że w szystkie pierw otne zw iązki ludzkie w ytw orzyła organiczna potrzeba r o z
mnażania. Ona też, oraz t. zw. „trosk a o b y t“ L ip p erta są głów nem i czy n
nościam i wspólnego życia osobników etnicznych. P otrzeb a rozm nażania się
je st źródłem w spólności krwi, która łączy najodleglejsze pokolenia. P ierw o
tną spójnią społeczną są zw iązki krwi, pokrew ieństwo ; na pokrew ieństwie
opiera się cały ustrój społeczny. N ie ulega w ątpliwości, że pokrew ieństw o
po m atce w yprzedziło pokrew ieństw o po ojcu. Pod wpływem najrozm aitszych
przyczyn m acierzyństw o ustępuje m iejsca system ow i ojcow stw a. T rzecim sy
stem em zasadniczym zw iązków krwi je s t system , oparty na podwójnem p o
krew ieństw ie po ojcu i po m atce. W epoce pierwotnej napotykam y również
pokrew ieństwa zbiorow e, czyli t. zw. przez M organa kw alifikacyjne, krew nem i nie są jed n ostk i wobec siebie, ale całe grupy krewnych. K w estya pokrew ieństw a stoi w ścisłym związku z pierwotnem i formami m ałżeństwa.
U ludów pierw otnych najczęściej panuje w obcowaniu obu płci zupełna
swoboda. R óżne przeżytki pozw alają nam w nosić, że wspólność k ob iet była
niegdyś bardzo rozpow szechnioną. Jus primae noctis, k tóre panowało w E u
ropie w wiekach średnich, je st niew ątpliw ie p ozostałością minionej sp óln ości kobiet w obrębie plem ienia. Niemniej rozpow szechnionym był heteryzm ,
którego źródłem był również pierw otny bezład płciowy. L iczne przeżytk i
czasów minionych — poliandrya, św iekrostw o i lew irat — stanowczo stw ier
dzają istnienie t. zw. m ałżeństw zbiorowych, które trzeba uważać za pierw sze
formy zaniku pierw otnego bezładu p łcio w eg o .
P rzyczyny, które przek ształciły m ałżeństw a zbiorow e w indiwidualne, są
bardzo różne. Prawdopodobnie pozostają one w ścsłym związku z p o
wstaniem ojcowstwa, kw estyą dotychczas ciem ną. R odzina pierw otna posiadała
cechy bądź prawa m acierzystego, bądź ojcow skiego ; w zależności od nich
układają się stosunki rodzinne; w pierw szej ma przewagę kobieta, w dru
giej m ęzczyzna, w pierw szej mąż zalicza się do rodu żony, w drugiej żona
do rodu męża. N ajpierw otniejszą formą zaw arcia m ałżeństw a osobistego, lub
poligam icznego, było porywanie kobiet. Ъ biegiem czasu przekształciło się
ono w t. zw. w ysługiwanie żony, k tóre było szczeblem przechodnim do ku
pna, do szeroko rozpow szechnionego zwyczaju spłacania kałymu, czyli do sto
sunków czysto patryarchalnych, połączonych z zupełnem poddaństwem k o
biety. Kałym nosi wyraźne cechy aktu kupna, którego objektem je st kobieta.
P ozostaje on w bezpośrednim zw iązku z zem stą rodową i opłacaniem krwa-
— Í8 7 j—
winy. Porywanie kobiet było ciężką, krzywdą i składało na poszkodow anych
św ięty obow iązek zem sty. Z czasem jednak w ytworzyły się za porywanie
kobiet kary majątkowe zamiast zemsty krwawej. Gdy inne zwyczaje naby
wania żony zajęły m iejsce porywania, wówczas pierwotna kara straciła cha
rakter poprzedni i nabrała cech płacy za kobietę, odszkodow ania sk ła d a
nego jej rodowi za stratę m ateryalną, wywołaną utratą rąk roboczych.
U ludów pierwotnych lub stojących na wyższych stopniach u sp ołecz
nienia, spotykam y rodzinę patryarchalną, której rysem charakterystycznym
jest bezwarunkowa przew aga męża, pana domu, nad żoną lub żonami i domo
wnikami. T. zw. spólnota wiejska rosyjska składa się z pojedynczych ro
dzin patryarchalnych.
W ustroju pierwotnym, opartym na pokrew ieństwie członków i ręk oj
mi wzajemnej, w szystk ie jednostki są sobie równe, w szystkie posiadają j e
dnakowe prawa i obowiązki, z których każda korzysta dowolnie, nie p rze
kraczając granic konieczności, oraz praw osób innych. Te grupy pierw otne
nie znają różnic stanowych. Lecz już w tych najstarożytniejszych organizacyach tkw ią zarodki późniejszych różnic społecznych : są niemi różnice
płci, wieku i zajęć, a w dalszym rozwoju majątku. Zwolna pierw otna rów
ność praw i obowiązków ustępuje m iejsca różnicom stanowym , klasow ym ,
m ajątkowym i t. d. Proces przeobrażania się i różniczkow ania społeczeństw
pierw otnych zależy od warunków zewnętrznych i etnicznych. W ojna p rze
grana stwarza niew olę; zw ycięzcy ujarzm iają zw yciężonych. J en iec, człow iek
obcy związkowi zw ycięzkiem u, nie m ia ł prawa życia w obec zw ycięzkiego
wroga. Również głód jest przyczyną niew olnictw a. N ie mogąc oddać długu,
dłużnik oddawał w ierzycielow i swe m ienie, rodzinę i siebie. N iekiedy też
i władza królew ska je st źródłem niew oli. W swym rozwoju dziejowym n ie
wolnictwo przeobraża się w rozmaitn stopnie i formy zależności. W ojna
jest także przyczyną w yłonienia się stanów w yższych i władzy królew skiej.
K iedy pierwotne w ierzenia ułożą się w pewien system religijny, naten
czas powstaje osobna kasta kapłańska, która rozpoczyna walkę z naczeln i
kami świeckim i i wojownikami o władzę nad ludem. Wśród tej walki wyra
bia się zazwyczaj ściśle zam knięta władza kapłańska.
P ierw otne organizacye społeczne, których członkowie są zupełnie ró
wni, n ie posiadają żadnej władzy stałej, cieszącej się uznaniem ogólnem.
Bardzo powoli wyłania się przewództwo pierw otne, oparte na przymiotach
osobistych pewnych członków, W ojra wytwarza zwolna władzę wodza wo
jennego. W ładza ta zależna od ok oliczn ości czasowych, jest niestała i n ie
określona. W m iarę dziejowego rozwoju władza staje się coraz trw alszą,
coraz bardziej określoną zwyczajami, przybierając formy stałości i prawowitości ; stopniowo rozwijają się różne formy obieralności wodzów. Bardzo
zw o ln a staje się zwyczajem obierać w odzów z pośród tego sam ego rodu,
co z cijasem doprowadziło do dziedziczenia. P o w o li utrwala się władza dzie
dziczna, pow staje organizacya państwowa i jej organy, rozw ija się cześć dla
w ład zy najwyższej niekiedy nosząca cechy czci boskiej ; pow oli rozwijają
sięteż obrzędy i cerem o n ie, których celem je st utrw alenie panowania
władcy.
R ów n olegle z rozwojem życia społecznego wzrasta zakres władzy i obo
wiązków, co z k onieczn ości prowadzi do pow stania adm inistracyi i klasy
u rzędniczej. W zaraniu dziejowem , władzca to pierwszy sługa plem ienia,
gorliwy przedstaw iciel interesów ogółu. W szakże w dalszym rozwoju pow
— 188 —
stają nowe warunki, k tóre niekiedy do gruntu zm ieniają charakter w ład zy
i stosunek jej do narodu. Z am iast podrzgduego stanow iska w obec s p o łe
czeństwa, zam iast roli narzgdzia służebnego, którego celem je st in teres i d o
bro całości, w ładzca n iek ied y wysuwa sig na pierw sze m iejsce, ogół zaś u su
wa sig na podrzgdne i niknie zaćm iony jeg o blaskiem . Z czasem jednak
ten stan
rzeczy
ulega
zmianom
koniecznym , uwarunkowanym w y
zw alaniem sig społeczeństw a.
U ludów pierw otnych własność była wspólna. P o le, jezio ra rybne, lasy
pełne zw ierza, kobiety i t. d. były w łasnością całego plem ienia. N a to m ia st
członek jednego plem ienia uważał za swój św ięty obow iązek bronić każdej
rzeczy do ostatniej kropli krwi przed obcoplem ieńcem . N a u k ształtow an ie
się w łasności wywarły w ielk i wpływ dwa system y osiedlania się p ierw otn ego,
Pierw szy z nich — to system jednodw orstw a. P o szczególn e rody osiad ały
w osobnych m iejscach, staw iały sw o je domy, karczow ały lasy i żyły w p o
jedynczych niezależnych osadach, z których w ytworzyła się z czasem sp ó łnota rodzinna. W ten sposób odbyło się zasiedlenie P o lsk i przez pierw otne
szczepy słow iańskie. W N iem czech, Skandynawii w d zisiejszej R osyi i t. d.
panował inny system : tam szczep osobny lub plem ię, czy też cały ród o sia
dał razem, tworząc gm inę czyli markę, władającą wspólnie ziem ią, łąkam i
lasam i i wodami. W spólna o sh d ło ść , oraz warunki zew nętrzne w ytworzyły
w ielką solidarność wzajemną, która w yraziła się komunizmem pierwotnym
t. j. spólnem władaniem ziem i i jej uprawą, oraz spólnem zam ieszkaniem
i spożyciem .
J eżeli całe plem ię osiadało na pewnem terytoryum , to dzieliło je na
części drobniejsze, które dostaw ały się rodom poszczególnym ; by wyrównać
szanse ekonom iczne, od czasu do czasu przeprow adzano p od ziały ziem i.
Z biegiem czasu stają się one coraz rzad sze; nareszcie idą w zapom nienie,
zanikają zupełnie. P ow staje prywatna w łasność ziem ska. W przeobrażaniu
się w łasności ziem skiej lw ia część stała sig w łasn ością prywatną bądź osób
uprzewilejowanych, bądź naczelników , w ten sposób prawie w szęd zie la sy
ludów przeszły w ręce panów.
W zaraniu Jziejow em śród plem ion pierw otnych istn ia ła krwawa zem
sta, regulująca w szelkie stosunki zw łaszcza m iędzyplem ienne. K onieczność
ładu zew nętrznego, warunek nieodzow ny, by plem ię mogło się ostać w za
ciętej walce o byt, zmusza w szystkich do usuwania jed n ostek , naruszających
go. Szkodliw ość czynów , które wywołują je, określa cały ogół, potem zaś
wódz plem ienny. W ola wodza, zem sta krwawa i pozbaw ienie opieki zw ią z
kowej, to są trzy głów ne podstawy, na których rozw inęło się prawo karne.
Zem sta jednak posiadała znaczenie najw ażniejsze. W raz z rozwojem uczuć
humanitarnych p rzk ształciła się ona w prawo odw etu, co p ow oli w ytworzyło
prawo wykupu zem sty krwawej. Pozbawienie op iek i związkowej w rozwoju
dziejowym w ytw orzyło banicyę, która p rzek ształciła się w w ygnanie. Z resztą
barbarzyńskie ludy posiadają w szystkie rodzaje kar, znane dziś, oprócz
kary w ięzienia Ludy w ystępują na arenę dziejową z bardzo róźnem i p o g lą
dami i zwyczajami prawnymi ; czyny uznawane przez jedne za cnotliw e są
natom iast surowo potępiane przez inne, jako niem oralne i w ystępne. D la
każdej społeczności przestępstw em je st każdy czyn szkodliw y ; uznanie szk od
liw ości tych czynów, oraz ich niem oralności i karygodnośei w danym czasie
i warunkach zależy od tych czynników , które grały rolę poważną, w roz
woju społeczeństw , a stanow ią o je g o indyw idualności.
— 189 Oto główny zarys dzieła p. W itorta, która w literaturze naszej
znawczej zajmie- niew ątpliw ie jedno z najw ybitniejszych miejsc.
ludo
M. D.
H.
Łopaciński, Lucjan M alinowski (1 8 3 9 — 1 8 9 8 ). W spom nienie p o
śm iertne z portr. (Odb. z K urjera niedzielnego) W arszawa 1 8 9 8 . w 16-ce,
str. 43.
Ody „twórca szkoły djalektologii polskiej “ i jeden z pierw szorzędnych
naszych badaczy mowy ojczystej ■
— jak p. Ł opaciński nazywa słusznie ś. p.
L . M alinow skiego — zm arł nagle 1 5 . stycznia z. r., nie zabrakło wprawdzie
nekrologów , ale napróżno czekaliśm y na pracę którego z jego licznych u cz
niów, któraby dała nam choć treściw y obraz życia, prac i zasług niezapo
m nianego profesora w szechnicy krakowskiej. N atom iast z Lublina odezwał
się głos człow ieka, który nie m iał obowiązku osobistego, ale czuł dobrze
obow iązek społeczny, ciążący na nim jako na uprawiaczu tejsamej dziedziny
i znawcy przedm iotu, oraz na czcicielu prawdziwej zasługi. Sum ienność zaś
i pilność, właściwa profesorowi lubelskiem u, sprawiła, że obecnie posiadam y
w broszurce jego, której poświęcam parę wyrazów należnego uznania, n aj
lepszą rzecz o życiu i pracach prof. L. M alinowskiego. Ludoznawca i ba
dacz gwar naszych dowie się z niej o wielu nawet drobniejszych pracach
zm arłego, rozrzuconych zwykle po czasopism ach, i otrzyma z czytania k sią
żeczki prof. L . pobudkę do badań w niejednym kierunku; prace bowiem
prof, M. dają nam jasne pojęcie o kierunkach i celach językoznaw stw a ilu doznaw stw a polskiego w ostatniej ćw ierci stu lecia bieżącego, a tym samem
i o jego brakach i dezyderatach. U innych narodów uczeni skw apliw ie zb ie
rają najdrobniejsze szczegóły o życiu i pracach swych poprzedników i to
w arzyszy pracy, bo umieją cen :ć ciągłość tradycyi naukowej i uznaią jej
d oniosłość dla postępu i rozwoju danej gałęci wiedzy. Ú nas n iestety tak
nie je s t. L uźne porywy, choć nawet nieraz gienialne, nieuw zględnianie, zd o
byczy nabytych ofiarą poprzedników, a bałwochwalstwo ślepe wobec obcych,
rozpoczynanie pracy ciągle niem al a b o v o , oto zw ykle błędy naszych b a
daczy. To też każdą pracę taką, jak prof. L ., witajmy z radością, bo jest
zwiastunem koniecznego zwrotu ku lepszemu.
Dr. Fr. Krezek.
Kijewskąja Starina. 189S. Tora. 6’3-63. (drugie półrocze).
Jak zw ykle, tak też i w tych dwu tom ach nie om ieszkała redakeya
tego m iesięcznika, podać swoim czytelnikom sporo materyału etnograficznego.
Z rozpraw obszerniejszych wymienić najprzód należy rzecz p. S. W en grzenow skiego p. n. „ R o b o c z e w o ł y w B r a c ł a w s z с z y ż n i e i i c h
no
m e n k l a t u r a “. Ze sporym nakładem pracy przystąpił autor do napisania tej
rozprawy, zebrał bowiem sumiennie m ateryał tyczący się przesądów ludowych
w zględem wołów, T rafnie zaczął od apokryfów ukraińskich,
k tóre mó
wią, iż kiedy P an Bóg wygnał z raju Adam a, rozkazał mu zabrać ze sobą
i zw ierzęta, Adam jednakowoż w ziął tylko woły, których potrzebow ał do
uprawy roli. Że wspomniany apokryf zawiera w sobie łącznik z obecnym i
stosunkami, kiedy wół je s t nierozłącznym niemal rzec by można w spółpra
cownikiem człow ieka przy uprawie pola, o tem chyba więcej mówić niepotrzeba, kiedy woły te w niektórych okolicach w iozą zmarłego gospodarza
do grobu. Bądź co bądź ciekaw em jest, iż lud ukraiński odnosi fakt zap ra
— 190 —
wiania wołów do pracy na roli aż do tak odległej epoki, jaką, jest stw o
rzen ie świata, podczas gdy inne europejskie narody nie mają tego podania
i nie umieją w znacznej części w legendach oznaczyć czasir, w którym chów
wołów się zaczął. D alszy ciąg rozprawy zajmuje spis nazw wołów, używ a
nych przez lud w B racław szczyźnie.
W tym że samym tom ie znajdujemy m iędzy drobniejszym i artykułami
notatkę W . M iłoradow icza z powodu dwu dzieł etnograficznych, a m iano
w icie pracy p E ugeniusza M onseur : L e f о к 1 o r e vallon i A rtura Tromatore :
F o l k l o r e c a t a n e s e, w ktorej to notatce zestaw ia autor analogiczne le
gendy i w ierzenia ukraińskie z sycylijskiem i i w allońskiem i. (str. 3 — 5 ).
Ciekawym je st też przyczynek Jana B ieńkow skiego p. n.
„Osika
w w i e r z e n i a c h i w y o b r a ż e n i a c h l u d u n a W o ł y n i u “. Słusznie
autor zauw ażył, iż osika nigdy nie powtarza się w pieśniach ludowych, jak
inne drzewa, a tylko w w ierzeniach niepoślednie zajmuje m iejsce. Z legend
dwie tylko zajmują się tem drzewem : jedna pow szechnie znana o pow iesze
niu się Judasza, druga o matce, która zabiwszy córkę rozw iesiła ciało z a
bitej porąbane w kaw ałki po drzewach, a tylko na osice nie um ieściła ani
jednego kaw ałka. Stąd też osik a do dziś drży z przestrachu. P okrew ne te
mu podanie znajdujemy na L itw ie ( P o r . D r. J a n K a r ł o w i c z .
P od a
n i a i b a j k i z e b r a n e n a L i t w i e . Zbiór wiadom ości do autrypol. kraj.
X I . i X III). W w ierzeniach za to ludowych niem al co krok spotkać się
możemy z osiką, i tak chcąc krowę uchronić od wiedźmy, należy w drzwiach
obory um ieścić gałęzie osikowe, lub dać w żłobie k ół z tego drzewa z r o
biony. Równie szeroko rozpow szechnione je st wierzenie, iż je ś li upiór w staje
z mogiły, należy mu serce przebić kołem osikowem , a więcej się z pew nością
nie p okaże. (Por. St. Z d z i a r s k i . P i e r w i a s t e k l u d o w y w p o e z y i
A. M i c k i e w i c z a . Lwów 1 8 9 8 . str. 1 1 2 ). Tak samo dalej i przeciw p o
su sze potrzeba przebić sam obójcę kołem osikowym . (A. P o d b e r e s k i M at e r y a ł y d o d e m o n o l o g i i l u d u u k r a i ń s k i e g o . Zbiór wiadom. IV .
i D r, F . S. K r a u s s . P o w r ó t
u m a r ł y c h na
ś w i a t . W isła . II I.
str. 6 6 8 ).
T en że tom w reszcie zaw iera d łuższą notatkę tegoż sam ego autora ty
czącą się w ierzeń m yśliwskich. P oleszu k m ianow icie wierzy; iż są lu d zie,
którzy jednem spojrzeniem mogą „zepsuć strzelb ę“, ta k że z niej naw et
najlepszy m yśliwy niczego nie ubije. Te też nigdy chłop nie da się dotknąć
strzelby nieznajomemu w obawie, by na nią nie rzu cił uroku ; wystarczy n. p.
wnętrze lufy pom azać krw ią m iesięczn ego czyszczenia kobiety, ażeby strzelbę
raz na zaw sze zepsuć. J est jednakże dość środków ochronnych przeciwko
rzuceniu uroków : jeśli n ianow icie węża w łoży się do lufy i w ystrzeli, to
strzelba będzie biła celnie i ostro, a zarazem nie da się nikomu „p op su ć“ :
lub też chcąc strzelbę uw olnić od uroków, trzeba w łożyć ją w o d ch o ly n ie
rogacizny. A żeby zaś strzelb a dobrze biła i trafnie, należy strzelić z niej
w krzyż przydrożny o w schodzie słońca w jaknajuroczystsze św ięto, wtedy
bowiem myśliwemu pom agać będzie nieczysta siła. J est przecież słowo, k tóre
wymówione przy w ystrzale nawet n ajcelniejszy w ystrzał w niwecz obróci,
znachorzy jednak nie chcieli podać autorowi tego wyrazu. D łu g i szereg dro
bniejszych przesądów kończy tę piękną rozprawkę. P rzypom inam , iż tego
rodzaju w ierzeń zbyt mało dotąd u nas zapisano.
W tom ie 63 napotykam y m iędzy obszerniejszem i rozprawami rzecz p.
Chr. Jaszczurzyńskiego o t. z. „ K o z i e “ , t. j. przedstaw ieniu podczas św ią t
— 191 B ożego narodzenia, które powszechne je st na całej R usi. (str. 73 - 8 2 ) .
Streszczenie tutaj zebranego materyału je st niem ożliwe, chyba byśmy ch cieli
w tłum aczeniu dosłownie rzecz całą, powtórzyć. Tak samo trudnoby p odać
treść artykułu A. M alinki p. t. „ L i m i k A n a n i a s z H o w y n i u k “ , jak
nie mniej i następującej zaraz notatki M. I. K o r n i ł o w i c z a o innym lirniku, pieśni bowiem przez autorów zapisane nie przedstawiają dla nas w iel
kiego intere ni. W dalszym ciągu napotykam y rzecz p. A . G. Chatemkina,
znanego ukraińskiego etnografa p. t. „ P o d a n i e o Ż m i j o w y m w a l e “ .
L egendy tutaj zapisane są jedynie waryantarai baśni skąd inąd już znanych.
W dziale recenzyjnym znajdujemy ocenę wydawnictwa „V ěstník s lo
vanských s t a r o ž i t n o s t í Izwiestij im pierat. russkawo geograficzeskaw o obszczestw a“ (Tom X X X III. zeszyt 3.) i dzieła J . A. K uryłowa p. t. Rom enskaja sta rin a “.
S ta n is la w Z d z ia r s k i.
Letopis matice srpske (R ocznik m acierzy serbskiej), uredjuje
lan Sawić. Rok 1 8 9 8 , zesz. I, str. 1 8 8 . U Nowome Sadu 1 8 9 8 .
M i
Serbowie należący do korony w ęgierskiej, zaw iązali dla obrony języ k a
i oświaty ojczystej, podobnie jak inne narody: M acierz. Organem jej nau
kowym jest kw artalnik „ L eto p is“ . Powyższy zeszyt zawiera kilka rozpraw
naukowych, mających jednak mało związku z naszym Ludem . W ym ienić
chyba wypada zaczętą rozprawę J e r z e g o M a g a r a s z e w i ć a : I z p r o s z l o s t i s r p s k e s z k o l e (Z p rzeszłości serbskiej szkoły). Ciekawe są p rzy
toczone w niej listy prywatne, z których się pokazuje, jak popsuty był k siąkowy język serbski przed stu laty. B y ła to m ieszanina języka cerkiew nego
i rosyjskiego. Pow iastka S z y m o n a M a t a w u l j a : P r í m o r s k á o b l i c z j a . P i e r o i D z a n d z a ma dla tego styczność z Ludem, że oparta je s t
na życiu m ieszczańskim Przym orza adryatyckiego. D alszy ciąg korrespondencyi D aniczića z Janem Boszkow ićem daje cenne przyczynki do biografii
znanego serbskiego literata i gramatyka. Inne rozprawy nie w chodzą w nasz
zakres.
D r. J . L .
Dl’. Čzeněk Zibrt, L ite r u tu r a k id tu rn é -h ů tu ry c k á a etnografická
1 8 9 7 — 1 8 9 8 . I . (Odbitka z t. V II. C z e s k é h o L i d u ) . W Pradze 1 8 9 8 ,
8° str. nl. 2,9 2, X X X I.
N iestrudzony redaktor wybornego czasopism a ludoznaw czego „C ze
sk ieg o ludu", w prowadził w roczniku V II. nowość, bardzo pożądaną i godną
uznania. Oto w yłączył z numeru dział sprawozdań i. bibliografię nowości
z dziedziny, którą pismo to uprawia, i utworzył zeń osobne arkusze d o
datkow e. Obecnie zebrał je razem i wydał jako tom pokaźny nietylko
liczbą książek i artykułów, zapisanych lub omówionych (razem 894. nr.)
lecz także treścią. Autor bowiem, a raczej sprawozdawca, starał się stw o
rzyć nie suchy,, bezładny spis, ale coś system atycznego. P rzedew szystkiem
zbywa czasopism a czeskie krótko, by niepow tarzać tego, co z nich w swym
stałym przeglądzia czeskiego piśm ienictw a ludoznaw czego podaje Ferdynand
P átek w tern* samem czasopiśm ie. N astępnie skrępowany względami na
m iejsce — „C zeski lu d “ wychodzi bowiem nakładem księgarza, choć bar
dzo ofiarnego, w yklucza z góry podawanie w szystkich artykułów ze w szyst
kich pism i wydawnictw n ieczeskich, które redakcya otrzymuje w drodze
wymiany. Z aznacza mianowicie, ze mając na oku cel organu swego, t. j.
— 192 —
badanie ludu czeskiego, zapisuje w przeglądzie swym „z czasopism sło w ia ń
skich i obcych jedynie te rozprawy, które dotyczą ludu czesk iegr i czesk ich
prac naukowych z tego zakresu, następnie artykuły miarodajne, d oniosłe,
uw agi o charakterze ogólnym , m ianowicie ważne dla teoryi i m etody um ie
jętn ego badania zawodowego, o ile dotyczy ono program u C z e s k i e g o
l u d u “.
A czkolw iek D r. Z ibrt omawia stosow nie do tego programu w szystkie
prace ludoznaw cze ze stanowdska folklorysty czeskiego, to jednak z pow o
dów i przyczyn jasnych zresztą literatura innych narodów słow iańskich,
a więc i polska, z tej g a łęzi um iejętności doznaje też uw zględnienia i to
jak najpełniejszego. Choćby dlatego warto p iln ie przeglądać ten dział C z e
s k i e g o l u d u , bo podaje — n iestety — szybciej wiadom ość o pracach
ludoznaw czych p olsk ich , niż W i s ł a ,
znana ze sw ego żółw iego kroku
w dziale sprawozdań, które bywają co do wartości wewnętrznej wprost n ie
ocenione, ale pojawiają się zbyt późno, później nawet niż nasz „ L u d “, k tó
rego chęciom nie mogą dopisać siły kilku jed n ostek dobrej w oli.
N adto
referaty D ra Z ibrta mają i tę dobrą stronę, cenną dla nas zw łaszcza tam,
gdzie chodzi o prace treści ogóln iejszej, teoretycznej i m etod ologicznej, że
przez dosłowne pow ołanie ustępów zasadniczych rozprawy pozw alają c z y tel
nikow i zapoznać się tanim kosztem z najnowszymi prądami na n iezoranej
jeszcze dostatecznie niw ie ludoznaw czej i pobudzić do m yślenia nad tem , co
dopiero robi z ludoznaw cy badacza um iejętnego, etnologa.
R ozum ie s ię , źe szanowny sprawozdawca postaw iw szy sobie za cel
szybkie a treściw e inform acye, nie może czek ać końca roku astronom icznego
i dopiero wtedy przystępow ać do układu tego prawdę tysiąca prac, który
przejrzał i zapisał w tom ie omawianym, w edług jak ich ś działów, poddziałów
i t. d., przyjętych dla łatw iejszego znalezien ia się w tym cennym m ateryale
bibliograficznym . T oteż omawia numer za numerem tak, jak mu p oczta ich
dostarcza, a dw uarkuszowym w skaźnikiem osób, m iejscow ości i rzeczow ym ,
sporządzonym arcystarannie przez p. Zd. N ejedlego, pragnie zastąpić ów
układ, R ozum ie się, że wskaźnik, choćby najlepszy niezdola dokonać tego,
czego brak części bibliograficznej. I to stanow i błąd, ale też jedyny tej
cennej pracy. W łaśn ie chęć uniknięcia tego błędu jest powodem, że w sz e l
kie um iejętne bibliografie pojawiyją się przynajm niej o rok lub o dwa lata
później ; bywało tak z bibliografią ludoznaw czą pisma berlińskiego p. n.
„ Z e i t s c h r i f t d e s V e r e i n s f ü r V o l k s k u n d e , bywa taksam o ze
szczegółowym i spisam i, podawanymi przez organ Tow. ludoznaw czego w ie
deńskiego ( Z e i t s c h r i f t f ü r ö s t e r r e i c h i s c h e V o l k s k u n d e ) . I ja ,
opracowując ogólną bibliografię e t n o g r a f i c z n ą w ydawnictw czasow ych
za rok 1 8 9 7 ., do której wziąłem się, zanim Dr. Zibrt przystąpił do swego
wydawnictwa, przyszedłem do przekonanis, że op óźn ien ie takie je st nieuniknionem , ale wynagradzają je zalety, które ma każda praca, przetraw iona
i obmyślana jednolicie, w przeciw ieństw ie do roboty choćby bardzo w ielkiego
uczonego, ale pośpiesznej, dziennikarskiej. Mam nadzieję, że nie pozostanę
długo dłużnym dowodu na to, bo praca moja dobiega do k ońca i znajdzie
w tym joszczc roku pom ieszczenie w „ L u d z i e “ . Jednak m uszę przyznać,
że wydawnictwo Dra Zibrta ma też racyę bytu, zw łaszcza przy tak szerokim
św iatopoglądzie i tak encyklopedycznem w ykształceniu autora, i z pew nością
— 193 odda ludoznawcom słowiańskim niem niejsze usługi, jak muie oddała w toku
pracy mojej.
Czyby jednak niebyło lepiej, gdyby siły bibliografów i sprawozdawców
z dziedziny ludoznawstwa, rozdrobnione w pismach takich, jak C z e s k i
l u d , N á r o d o p i s n ý s b o r n í k č e s k o - s l o v a n s k ý , po części C z a
s o p i s m o M u z e u m C z e s k i e g o , w naszych dwu pismach zawodowych
polskich, oraz w szeregu rosyjskich i innosłow iańskich, które poznałem przy
pracy nad swoją bibliografią etnologiczną, skupiły się w jednym ognisku
i złożyły się na roezne sprawozdania z dziedziny slaw istyki w rodzaju zna
nych J a h r e s b e r i c h t e niem ieckich, rom anistycznych, jeograficzuych itp .,
lub choćby na S l a w i s t i s c h e B i b l i o g r a p h i e na modłę niezrównanej
bibliografii oryentalnej, rozpoczętej przez E. Kuhna, a prowadzonej obecnie
przez Schermana. M yśl tę, która nasuwała mi się przy studyaeh własnych
tylekrotnie, ubrał w ciało pierw szy prof. J. Polivka z P ragi w liście p r y
watnym do mnie z grudnia z. r. Sądzę, że nie popełniłem niedyskrecyi, wy
dobywając ją na jaśń i uzupełniając swymi dodatkam i. M oże odezw a w ypo
wiedziana w „ L u d z i e “, znajdzie odgłos w kołach pow ołaaych, za które
uważam w szystkie akademie i towarzystwa uczone słow iańskie, i wywoła
rozprawy i rokowania w tym kierunku, oby płodne w czyn.
Dr. Franciszek Krezek.
F. Asmus lllld O. Knoop. S a g e n u n d E rzä h lu n g e n a u s d em K re ise
K o lb erg -K o riin , gesam m elt und herausgegeben v o n . . . K olberg. 1 8 9 8 . str.
Y - f 100.
Zbiorek, którego tytuł wyżej podaliśm y, ma prócz bardzo licznych
zalet, jednę wadę, tę m ianowicie, że opowiadania, jakie w nim zam ieszczono,
niejednokrotnie nadzwyczaj interesujące, — nie zostały podane we w ła ści
wej gwarze m iejscow ej. Ponadto też musimy k siążce tej wytknąć i to, iż
niezgodnie z przedmową — daje prócz legend ludowych także i historyczne,
z dzieł i kronik czerpane, co przecież nie było zadaniem autorów, ani ich
celem , w pam ięci bowiem ludu dawno zaginęły, a zatem nie powinne były,
naszem zdaniem , znaleść na tem m iejscu pom ieszczenia. B łędy te dwa wy
tykam y na samym w stępie zaznaczając rów nocześnie, iż giną one wobec b o
gactw a materyałów, jakie zostały w tej niew ielkiej książeczce zgromadzone
nadzwyczaj skrzętnie i sum iennie.
W ażny powód skłania nas, ażebyśmy nieco obszerniej zbadali treść
niniejszego zbiorkn, z wielu bowiem opow ieści przegląda dawna tradycya
słow iańskich mieszkańców tej ziem i, która do dziś w niem ieckich legendach
się zachow ała. Z ciekaw szych baśni wymienić najprzód należy opowiadanie
o początkach wsi Zwilip, które wskazuje na budowle nawodne, a i w r ze
czyw istości rzecz nieinaczej się miała, gdyż przed niedawnym jeszcze cza
sem wydobywano z błot sąsiednich resztki pali i t. p. przedhistorycznej
doby sięgających.
A negdoty o „starym F ryck u “, jakoteż wspom nienia z przem arszu wojsk
napoleońskich przez te okolice ponrjam y całkow icie, nie zaw ierają bowiem
w sobie nic charakterystycznego. Nadzwyczaj ciekaw e są leg en d y (str. 1 7 -1 9 )
o „dzikim polow aniu“, które odbywa się w nocy w pow ietrzu, jakkolw iek
— 194 sami strzelcy są zupełnie niew idzialni; słyszeć sig daje jedynie granie o g a
rów, trzaskanie biczów i harapów, tentent koni i w ystrzały m nogie. W w y
obraźni ludu są to m yśliw i pokutujący za grzechy po zgonie. Tak samo
jak u nas wierzenia, tyczące się dyabła, są nader liczn e, co więcej blisko
niekiedy z naszem i spokrew nione : do takich zaliczyć należy w pierwszym
rzędzie to m niem anie, jakoby szatan m ógł się przem ienić w jak iek olw iek
zw ierzę, (wyjątek stanow i jed yn ie szczupak, gdyż w głow ie jeg o znajdują
się wyobrażenia narzędzi użytych przy męce P ań sk iej), w spólną je st dalej
ta legenda, iż dyabeł często idzie po radę do kobiety, która je s t przew aż
nie od niego m ędrsza. T reść zaś tej legendy, zupełnie analogicznej z naszem i,
jest następująca. D yab eł chce poróżnić męża z żoną, w żaden a toli sposób
to mu się nie udaje. Za poradą te ^y kobiety podszepnął żonie, iż w razie,
je śli ona utnie m ężowi trzy włosy, on będzie dla niej stokroć lepszym , m ę
żowi znowu, iż żona chce go nożycam i podczas snu zamordować. Otóż kiedy
żona chciała w ykonać podszept dyabelski, mąż sądził, iż chce go zam ordo
wać, tak więc poróżnił m ałżeństwo.
W spólnem też naszym i w tym zbiorku zawartym legendom jest w ierzenie,
iż szatan daje się łatw o oszukać, dowodem zaś tego je st w ieśniak, który w szedł
w spółkę z dyabłem : dyabeł miał pole obsiać i zorać. Otóż gdy przyszło
do podziału plonów, chłop zabrał górną część żyta, dyabeł zaś dolną. N a
drugi rok przy podziale kartofli, stało się odw rotnie, przyczem dyabeł
został oszukanym . Bajka ta krąży i u nas w wielu w ersyach pod tą samą
w niczem niezm ienioną postacią. N ie inaczej ma się rzecz z opow ieścią
o chłopie, który m iał dostać pełną czapkę zło ta , w ykopał tedy rów, nakrył
czapką dziurawą i w ten sposób w ykpił szatana.
N ie w iele odm ienne od polskich są też w ierzenia o „ in k lu z ie “ i o c z a
rownicach, a raczej o ich podróży napowietrznej na sejm na górę B lok sberg (u nas na L y są górę). N ie mało też znajdujem y tutaj legend o w ilk o
łakach (str. 4 0 — 4 3 ). N a wzmiankę zasługuje te ż legenda, która mówi, iż
na św. S y lw estra siłą zak lęcia można sprow adzić kochanka, chociażby on
był o sto mil naw et oddalony. Podobny motyw znajdujemy na R u si, p o
dobny motyw obrobił też Goszczyński w swojej “A nnie z N adbrzeża“ .
N ie inne jak u nas są w ierzenia i legendy o paleniu się zaklętych
skarbów, takie same o zak lęciu w kam ień (str. 5 7 —5 8 ), gdzie dziew czyna
w łasnem przekleństw em została w kamień obróconą. Żyje też tutaj wiara
w pochłonięcie człow ieka przez ziem ię.
P om iędzy anegdotam i napotykam y również takie, które św iadczą d o
wodnie o w pływ ie polskim i polskim podkładzie bajek. D la przykładu w y
mienimy bajkę o chłopie, który zab ił sw ego osła i pow iedział innym, iż
otrzym ał za jego skórę 5 0 0 talarów. Gdy tam ci tak samo uczyn ili i p rze
konali się, jak srom otnie zostali w prowadzeni w błąd, p ostanow ili chłopa
zabić. On jednak p ołożył matkę swoją w swoje łóżko, a następnie zabitą
usadził na wozie i pow iózł do m iasta. A gdy tam trupa ktoś trącił, z obawy
przed śm iercią, zmuszony był chłopu grubo zap łacić i t. d. H istorya ta
powtarza się w wielu naszych legendach dosłow nie, jak nie mniej i ta , iż
chłop odkrywa złodzieja pierścionka k rólew skiego zupełnie przypadkow o.
A nalogii w reszcie w iele posiada opow iadanie (str. 9 0 ) o uratowanym mor-
—
195 —
d erey z naszem i legen d a 1' і о Madeju. Jak z tego widzimy, mnóstwo w ie
rzeń, zabobonów i legend posiada charakter rdzennie polski i może sta n o
wić dla etnografa ciekawy przedm iot badań. Za staranne wydanie teg o
zbiorku opow ieści należy się wdzięczność p. Knoopowi, który już niejed n o
krotnie dał dowody swojej gorliw ości i pracow itości na tem polu.
Stanisław Zdziarski.
в 'Ж '*
SPR
A
W
YT
O
W
A
R
Z
Y
ST
W
A
.
I. Posiedzenia Zarządu.
Pierwsze posiedzenie
odbyło się dnia 2 8 . stycznia b. r.
w ersytecie.
Zarządu Tow. ludoznaw. za rok 1 8 9 9
w sali instytutu b otan iczn ego na uni
Obecni pp. D r. Grorzycki, Dr. L eciejew ski, dyr. Soleski i prof. S ołtys.
P rzew odniczył prezes Tow. Dr. A. K alin a.
1) P rezes tow. zaznajom ił nowych członków Zarządu z tokiem
Towarzystwa.
2) Kooptowano
do
Zarządu
pp.
Jana
spraw
W elichow skiego i Stanisław a
Z dziarskiego.
3) Zarząd ukonstytuował się wybierając ponow nie sekretarzem Dr.
G orzyckiego, skarbnikiem p. P ala, bibliotekarzem Dr. K rčeka. A dm inistracyę „L udu“ poruczono p. W elichow skiem u.
4 ) Utrzym ano kom itet redakcyjny „Ludu“ w dotychczasowym składzie,
tylko w m iejsce pp. K asperowicza, Zachariew icza i pani W olskiej obrauo
pp R ybow skiego, S ok alsk iego, Solesk iego i Z dziarskiego.
5. W nioski, przekazane Zarządowi przez W alne Zgrom adzenie Tow.
odłożono z powodu szczupłego kompletu do następnego posiedzenia, oprócz
uchwalonego dawniej w zasadzie wniosku prof. M łynka o rozszerzenie dzia
ła ln o ści Tow. na prowincyi za pom ocą odczytów prow.
6. W myśl tego wniosku obrano kom isyę dla odczytów prow incyonalnych, w której skład w eszli obok prezesa Tow. i przew odniczących p o szc z e
gólnych Oddziałów pp. prof. G ustaw icz, prof. M łynek, dyr. R otter i p. J ózef
Schnaider. P . Schnaidra zamianowano nadto delegatem Towarzystwa.
7. P rezes Tow. przedstaw ił kosztorys wydawnictwa wzorów haftu b ia
łego i ornam entyki ludowej. P . T rzem esk i zobow iązał się wykonywać od
bicia za 4 ct. od □ cm., co w form acie „L udu“ wyniesie 7 złr. 72 ct.
L icząc do jednego numeru po 2 k lisze — k oszt wydawnictwa „L udu“ p o
dniesie się o 15 złr. 1 4 ct., t. j. rocznie o 6 0 złr. 5 6 ct. J e stto możliwe,
albowiem stan funduszów Tow. pozwala na zw yżkę o 1 0 0 złr. w. a.
8. P rzyjąw szy przedłożony kosztorys za podstawę, postanowiono p rzy
stąpić do wydawnictwa i z czasem p rzedłożyć wydane wzory Sejmowi kraj.,
celem uzyskania subwencyi.
