R_5_rozmaitości3_krcek.pdf

Media

Part of Rozmaitości, cz.3 / Lud 1899, t. 5

extracted text
-

267 —

R O ZM A ITO ŚCI.
Głos puszczyka. Jak wiadomo, lud wogóle dosłuchiwa się w glosach
zw ierząt różnych m yśli, zw iązanych logicznie z charakterem zw ierzęcia d a ­
nego. G łos puszczyka n. p. zawiera rzekomo wskazówkę, źe osoba, słysząca
go, umrze. W tym samym duchu — zdaje mi się — niezrównany kom edyopisarz rzym ski, P lau tu s, tłumaczy ten głos w utworze swoim p. n. M en a e c h m i (B liźnięta), znanym chyba każdem u szek sp irzyście z naśladow a­
nia, bo z „K om ed yi om yłek “ w ielkiego A nglika. M ianowicie w scenie dru­
giej aktu 1Y. (w. 6 5 1 , 2 wyd. Kom edyi PI. p. G oetza i Schoella 1 8 9 7 ,
fase. I Y , s. 3 6 ) spotykam y się z sytuacyą następującą. B liźniak П ., w zięty
przez żonę B liźniaka I. za swego brata z powodu rażącego podobieństwa,
odpow iada na wszelkie w yrzuty, czynione mu przez tę matronę, stale: „Jakto,
j a ? ! “ W reszcie ona, rozgniew ana, powtarza z naciskiem :
„Tu, tu istic,
inąuam“ (T y, ty sam, mówię 1). A pasorzyt Penikulus, który pozbawiony
biesiady przez tegoż B liźn iak a, z zem sty powiadom ił był ową kobietę o n ie­
cnych sprawkach jej m ęża, dorzuca sw oje trzy grosze do tej sceny m ałżeń ­
sk iej, robiąc uwagę szyderczą:
„Vin adfnrri noctuam ,
Q uae tu, tu, u sq u e d icat t ib i ? “

(Co, m oże kazać przynieść sowę, któraby ci mówiła cią g le: ty, ty?) Sowa
w ięc — zapew ne puszczyk — w rozumieniu ludowem rzym skiem , w pleeionem przez P lau tu sa dow cipnie w dyalog kom edyi, mówi: „Ty, ty .“
N ie pomylę się chyba, jeżeli zbliżę to zapatrywanie do naszego ludo­
wego i u zu p ełn ię: „ U m rz e sz!“ Taka bowiem myśl najbardziej odpow iada
pojmowaniu puszczyka jako ptaka, w ieszczącego śm ierć człow iekow i, za­
m ieszkującem u chatę, na której dachu to złow ieszcze stw orzenie siada.

D r. Frenciszek Krček.

Mowa zwierząt. Synogarlica woła w edług Luksemburczyków : „Losz
den hirt goe'n, ť k o e k é e n t!“ (Puść pastucha, krowa idzie.) a to od chwili,
gdy pewien gospodarz mimo jej wołania ubił syna swego na śm ierć z p o­
wodu, że mu trzecia krow a zapodziała się gdzieś w powrocie z pastw iska.
Przedtem synogarlica śpiewała tak samo, jak inne ptaki.
Skow ronek nuci w swych podlotach ku niebu : „M èi leiw e G ott, m èi
leiw e G ott, ech fluche mèi lièw e n et m é !“ (Mój dobry B oże, mój dobry
B o że, nie będę już nigdy k ląć, póki życia m ego), lecz gdy poryw jego bezowocny
nie doprowadza go do celu, klnie niepopraw ny, opadając ku ziem i: „Sacré
D ieu, Sacré D ie u .“
D o tego je st przyw iązaną cała legenda luksem burska treści n astęp u ­
jącej. P ierw otnie skowronek pełnił obowiązki posłańca niebios, ale w czasie
posuchy sprzeniew ierzył się swej m isyi i z bluźuierstw em : „Sacré D ien “,

‘J P o n ie w a ż z m ow y P e n ik u lu sa, n a stę p u ją c e j potem , w y n ik a, ze tu r« m u si
pozo stad w sw em b rz m ien iu , a istic w y m ag ało b y w y rz u tn i drugiego u, n a le ży
w yraz istic c zy tać bez i p oczątkow ego i tak w y d a n ia P la u tu s a p o w in n y b y p isa ć
tekst.

— 268 —
podlatyw ał ku niebu, ani m yśląc tam dolatyw ać ze w zględu na brak wody
w niebie. B ogu było tego za w iele i w yznaczył na posła swego drobne
zw ierzątko, k tóre odtąd n o si nazw ę „bożej krów ki“ (bête à bon D ieu ).
Stąd to pochodzi, že d zieci, złow iw szy te n owad, kładą go na dłoni i nucą :
„ H e rg o tť s d èierch en ,
F Jei’h an’t lu c h t ;
D e n g k eim e rc h e k re is c h e n ,
D en g deppe k a c h t.“

(B oża krówko, leć w p o w ietrze; twoje dziatki płaczą, twój garnek wrze.)
N atom ia st skow ronek usiłuje napróżno przebłagać niebo swem i obietnicam i,
w ygłaszanem i podczas wzlotu w g órę; rozgniew any ich bezow ocnością, klnie,
opadając na ziem ię. (P rw . Revue des trad. pop. X I I . 1 8 9 7 , str. 3 2 8 do
3 3 0 ).
• Dr. Franciszek Krček.

Z mowy ludowej. P od Iłżą lud nie bez humoru p rzerob ił poczciw e
piw o baw arskie na barbarskie (prw. list z pod Iłż y na str. 3 . nr. 9 Ga­
zety radomskiej z r. 1 8 9 7 ).
W wierszu J. Sendrow skiego (poety z ludu), ogłoszon ego na str. 4.
nr. 47. Gazety olsztyńskiej z r. 1 8 9 7 p. n. „Dawniej a d zisia j“ , czytam y
zwrot charak terystyczn y: „Kto m a już p i ą t k ó w k i l k a na g r zb iec ie“ —
zam iast utartych „krzyżyków “.
Dr. Fr. K r.

Do botaniki ludowej. W „N otatkach florystycznych z pow. mozyrsk iego (na L itw ie ) pani M aryi ze Skirm untów Twardowskiej, ogłoszonych
w t. X X I V . „R oczników Tow. przyj, nauk pozn.“ znalazłem przyczynki do
botaniki ludow ej, które łatw o uszlyby uw agi ludoznawcy śród p ółtysiąca
numerów, zresztą dlań obojętnych i dlatego pow tarzam je poniżej.
3 9 8 . Galla palustris L . (z rodź. Araceae J u ss.). M iejscow i w łościanie
nazywają tę roślin ę „bobow nik“ i używają jej do karm ienia n ierogacizn y;
odbywają po nią dalekie nieraz w ycieczki i wozami całym i do domów
przyw ożą.
4 1 6 . Allium
acutangulum S cllľad. (z rodź. Liliaceae D . Gr.)
W w ielkiej ilości na łąkach „O d yn iszcze“ i „D u b je“ , tak że — w edług op o ­
w iadań m ieszkańców m iejscow ych — m leko krów, żyw iących się trawą i s ia ­
nem z tych łąk , nabiera nieprzyjem nego zapachu czosnku.
4 2 6 . Juneus articulatus L . (= < /. lamprocarpus Ehr.) W ło ścia n ie
nazyw ają tę roślinę „kruhlak.“
Dr. Fr. Kr.

Na febrę. Na str. 8 0 . podałem pod 1. II. zam aw ianie na febrę z rpsu
X V I — X Y II. wieku. Obecnie przeglądając w innych celach pismo Journal
asiatique z r. 1 8 9 7 , znajduję tam w t. IX . seryi I X . na str. 3 6 5 w iado­
m ość, iż w zesz V I I . w ydaw anych przez R. B a sseta Apocryphes éthiopiens,
który zawiera modlitwy św. Cypryana i Teofila, m ieści się na drugiem
miejscu zam awianie (invocation) przeciw K era-’íefaleh e t. zn. „febrze nizinnej
i g ó r sk ie j“. Zam awianie to podaje różne wyrazy, które należy w ygłosić
celem pozbycia się choroby, przyczem następują przepisy co do palenia k a ­
dzidła podczas recytow ania psalmu 1 5 0 go. Zwracam
na to zamawianie
uw agę, nie m ogąc na razie przytoczyć go w całości.

— 269 W fc. X . pisma w ym ienionego na str. 8 4 , S. Karppe w cennych swych
„R ozm aitościach asyryologicznyeh i biblijnych“ objaśnia wiersz 15. ro z­
dział X III. k sięg i E xodus równoległym zwyczajem babilońskim . M ianowicie
B abilończycy w ypisyw ali wyrazy m agiczne, form ułki przekleństw albo zam awiań chorób na 2 taśm ach, białej i czarnej, które jako talizm any przeciw
demonom bolu głow y względnie f e b r y noszono na ręku albo na czole.

D r F r Krček.

Do sobótki. Bretończycy wierzą, źe dusze nieboszczyków przychodzą
grzać się przy ogniu sobótkowym, gdy żywi u czestnicy zabawy oddalą się
już do domu. (Prw. Rev. trad. pop. X I I ., str. 6 3 8 w ree. k siążk i A. ie
B raza „P âques ď Isla n d e“.) W Périgordzie ок. r. 1 8 2 0 znanym był zw y­
czaj palenia ogni w w igilię św. Jana. M ianowicie rozniecano w ielkie ognisko,
do którego każdy gospodarz dostarczał odpowiedniej ilości drew, chrustu
i wici. Stos ten w ieńczono kwiatami, przedew szystkiem liliam i i różami.
Z apalano następnie ogień z zachowaniem w szelkich obrzędów religijnych
i św ieckich, a po jego przygaśnięciu zbierano starannie popiół, w ęgle i g ło ­
wnie, jako środek ochronny przeciw piorunom i t. p. (P. Sóbillot w tem że
piśm ie i tom ie, str. 6 5 8 ).
D r. Fr. Krček.
Sobótka na Korsyce. Z rozprawy J. A gostiniego p. n. „Zwyczaje,
podania, zabobony i t. p. korsykańskie wsi A rb ellary“ {Rev. des trad pop.
X II.) dowiadujemy się, że tajem nice zamawiań są przystępne li dla wie­
rzących i to na św. Jan, k i e d y p a l ą „1 e m a i “ , (str. 5 1 7 ), M ianowicie
przed św. Janem młodzież zbiera się na nawsiu i za zgodą starszych p o sta ­
nawia postawić m aik (mai). Ś cinają piękną topolę, z nad rzeki przenoszą
ją m łodzieńcy i ustawiają koło kościoła. W w igilię św. Jana wieczorem
dzieci znoszą pod maik drwa, często zabrane rodzicom i sąsiadom. Z na­
dejściem nocy rozniecają ogień, potem śpiewają, tańcząc dokoła stosu.
„Zwyczaj ten — kończy A gostini — je st bardzo rozpowszechnionym na
K orsyce i może je s t jednym z ostatnich śladów czci, jak ą oddawano niegdyś
słońcu, albo ogniowi, pojętem u jako ż y w io ł“ (str. 5 2 6 — 7).
D r. Fr. Krček.

Sobótka w Sanockiem. Przeglądając rękopisy pozostałe po ś. p.
Ź egocie Paulim , napotkaliśm y w jednym z nich drobną ćwiartkę powyższym
napisem zatytułow aną. Poniew aż zaś już w poprzednim roczniku „L udu“
uczynił Dr. Fr. K rček początek zbieraniu materyałów sobótkowych, przeto
uznaliśm y za stosow ne zaznajom ić ogół nasz i z tym drobnym przyczynkiem ,
który obecnie znajduje się w oryginale w zbiorach B ib liotek i jagielloń sk iej
w K rakow ie pod nr. 5 3 6 8 , II. na karcie wcale niezaopatrzonej liczbą.
,,P rzed wieczorem w wilję św. Jana Chrzciciela dzieci w iejskie i p a ­
stuchy zaczynają „ściągać sob ótk ę'1, to je s t znosić na stos suche gałęzie
jałow cu , jedliny i t. p. Spędzono potem w szystkie trzody z wioski. M iędzy
trzodą a w sią znajdował się stos. Gazdowie, niew iasty ze wsi obstą­
pili, obsiedli Sobótkę, którą zapalono. Roje św iętojańskich m uszek p eł­
zało. Szum iała na jarach O staw a, łuna czerwona odbijała się. Śmiech i krzyk
dzieci. W ęgrow ie z za Beskidu od Humennego jadąc postaw ałi i paląc lulki
gw arzyli o Sobótce. Ciemne świerkowe góry nad Ostawą w znosiły się. Gdy
się stos do pół przepalił, skakali chłopcy przez ogień i gnali bydło z rykiem

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.