R_5_rozmaitości2_krcek.pdf

Media

Part of Rozmaitości, cz.: 2 / Lud 1899, t. 5

extracted text
— 177 —
zacyi narodzenia św. Jana C hrzciciela. W szędzie widzę po calem ch rześciaństwie diabeł porozsiewal swoje nasienie takowych Bogu om ierzłych supersticyi. E x opposito zaraz gospody mojej, w ogrodzie sąsiedzkim , w znieciły
sobie kobiety i dziewki ogień, przez który pierwej skakały, a potem ta ń co ­
wały z ustawicznem śpiewaniem aż do 10 godziny i nie pierwej przestały
aż wtenczas kiedym posłał człowieka m ego, żeby już zaniechały tego śp ie ­
wania, dla którego nie mogłem pójść sp a ć “.
R. 1 7 2 9 . 4 Lipca W poniedziałek nic nie było ad notandum, tylko
że Grecy wszędzie po ulicach p alili ognie, co czynili i po domach i sk a ­
kali przez one in gratiam św ięta jutrzejszego narodzenia św. J. C hrzciciela.
Toż sam o czynili i F rancuzi w wigilję tegoż św ięta według naszego k a len ­
darza (F . Orlik był wyznania greckiego), ale ogień w gospodzie konsula fran­
cuskiego nałożony w pośrodku dworu tak był w ielki, że Turcy, wziąwszy to
za pożar, potrwożyli się byli i, według zwyczaju, uderzono z armaty z b liż ­
szej w ieży dla przestrogi inszym i dla ratunku. W szędzie widzę te superstya (tak!) w całem chrześciaństw ie predicatur, lecz ks. Superior pow iadał
mi że to egnie palą in honorem św. Jana et in signum żeby się to wery­
fikowało co A nioł pański Z acharyaszow i pow iedział : multi in nativitate ejus
gaudebunt“.
Z rękopisu przepisał
F r . B a w ita - G a w ro ń sk i.

Przyczynek do zamawi nia chorob.
W ostatnim zeszycie Ludu, str. 8 0 znajduję formułkę zamawiania
febry: „Si B enete, tradesse D argiet et S istra et R ofere, tenebis titire fo rte
assiste. Gabba -j- Gatta -(- Galla
et Yerbum Caro factum e s t “. Są to
poprzekręcane słowa łacińskie, których pierw otnego brzm ienia trudno się d o ­
myślić. Przypadkiem odnalazłem w notatkach moich pierw otny te k s t pierw ­
szej części pow yższego zam aw iania. Brzm i on :
Si bene te trades, sedes, sad arte ten eb is,
E t sis e retro fere, tutere, forte resiste.
(Jeżeli się dobrze zadasz, usiedzisz, lecz sztuką się utrzym asz,
A jeżeli przypadkiem z tyła będziesz, strzeż się, dzielnie się opieraj).
J e st to v e r s u s c a n c r i n u s , przez Kochanowskiego nazwany R a k i ,
dla tego że można go czytać wspak, otrzym ując to samo brzm ienie wyrazów.
B yła to zabawka poetycka, znana głów nie w X V II w. i jed n ała poetom
często w ielką sławę. Powyższy dwuwiersz heksam etrowy ułożył polski poeta
Stanisław N iegoszew ski i uzyskał za niego w ieniec poety od senatu w en e­
ckiego. Motyw użyty w dwuwierszu w zięty jest z turnieju rycersk ieg o ,
w którym dwaj rycerze uderzają konno na sieb ie. N ie ma więc w łaściwie
wiersz ten nic czarodziejskiego w sobie i chyba tylko temu, że może być
czytany wspak, zaw dzięcza, że użyto go do zam awiania febry. Jakim sp o so ­
bem stał się on form ułką czarodziejską ? Prawdopodobnie jak i żak krako­
wski w yczytał go gdzio, podał go dalej, lub sam go dla zarobku zapisał
choremu, ten dał go drugiemu i trzeciem u, a ci nie rozum iejąc go, przek rę­
c ili do niezrozum ienia.
D r. J . L .

Fonograf w usługach ludozuawstłra
Francyi, gd zie epokowe badania

je st już od lat paru we
fonetyczne ks. R ou sselota doprowadziły do

— 178 —
stworzenia w r. 1 8 9 7 pracowni głosow ni dośw iadczalnej przy kolegium francuskiem (C ollège de France), zostającej pod kierunkiem pierw szorzędnego
językoznaw cy, prof. M ichała B réala. Z apisyw anie mowy ludowej i jej treści,
ważnej pod w zględem ludoznawczym, zapom ocą fonografu pozw ala uniknąć
błędów, nieodłącznych przy spełnianiu tegosam ego zadania przez osoby niezaw sze um iejętnie prowadzące badania ludoznaw cze i nierozum iejące praw
głosowych. Czyby u nas kom isya językow a i antropologiczna A kadem ii u m ie­
jętn ości nie zechciały w ziąć pod rozw agę teg o now ego środ k a, uchylającego
pomyłki zapisyw aezy? Czy koniecznie trzeba czek ać, aż N iem cy, nawet w n a ­
uce zazdrośni wobec pom ysłow szych od nich Francuzów i Anglików, raczą
uznać rzecz za dobrą?

Do pierwotnego oświetlania chałup.
W W . K sięstw ie luksem burskiem (prw. Kervue des trad. pop. X I I , 3 3 1 )
biedny w ieśniak zadow ala się w długie wieczory zim owe łuczyw em , sp o rzą ­
dzonym w sposób następujący. W ióry, umaczane w oleju bukwowym, który
w ytłaczają młyny w iejskie, osadza się w szczelin ie, pow stającej przy ro z­
szczepieniu pręta. P r ę t wbija się w kloc albo ktoś, z będących w chacie,
trzym a go w ręku wedle potrzeby. Podstaw m y zam iast w iórów gorejących
polanko, a otrzymamy łuczyw o pierw otne chat naszych i dawnych n iem iec­
kich, w których nieraz jeszcze zachow ały się stojaki na łuczyw a. Na w y ­
staw ie ludoznawczej czeskiej w r. 1 8 9 5 widziałem całe takie urządzenie
w chacie śląskiej, a rysunki stojaków podobnych, używanych w Broum awie
(Braunau a. J .) podał H. P reen w artykule o różnych sposobach o św ietla ­
nia, używanych przez lud ( Z e i t s c h r i f t f ü r o e s t e r r .
Volkskunde
III. 1 8 9 7 , str. 8 5 5 ).

Chińska paralela konia trojańskiego. G. D um ontier podaje
w R e v u e des tr a d itio n s p o p u la ir e s (X II. 1 8 9 7 , str. 4 3 1 — 2) podanie o chiń­
skim cesarzu Houy Ty, który żył 1 9 4 lat prz. Chr. i celem dostania się do
niedostępnego kraju Thuc (tzn. c zęści górskiej półn. Tonkinu i prowincyi
Quang Si) użył podstępu przypom inającego pom ysł Greków pod T roją. Oto
kazał um ieścić na granicy tego kraju nieprzyjacielskiego 6 kam iennych b a­
wołów i rozpuścił wieść, jakoby żyw iły się zupełnie na sposób żywych, a ic h
kał był złotem . M nóstwo ludzi podążyło przez góry i lasy
na
m iejsce,
znaleźli istotn ie sztuki złota, podrzucone z rozkazu cesarza i rozn ieśli w ieść
o tern na w sze strony. Król kraju T huc (nb. pozostaw iłem we w szystkich
nazwach pisow nię francuską) złakom ił się na cudowne bawoły
i kazał u to­
rować drogę przez lasy i góry aż do stolicy, do której też sprow adził te
bałwany. T ego tylko ch ciał cesa rz; drogą tą dotarł do serca kraju i z d o ­
był go z łatw ością.
Zahawa w kota i myszkę ń Greków starożytnych. U P o llu ksa (I X . 1 2 3 , prw. w wyd. II. dzieła B ergka „P oetae lyrici graeci, str.
1 0 3 0 i ułam. 1 3 ) czytam y: „M yszka m iedziana (w idocznie nazwa zabawy)
chłopak, któremu zasłon ięto oczy opaską, biega do koła w ołając : „M iedzianą
m yszkę łow ię“ (Chalkén m y,an th erázo), a drudzy odpow iadają: „T y łow isz
lecz nie zło w isz“ (Therázejs, áll u lépsej) i biją go pytkam i papyrusowymi (?),
dopóki nie schw yta k tó r e g o “.

— 179 -

Zabawa w żółwia dziewcząt greckich w starożytności. U P o lluksa (IX . 125) czytam y: „ C h e l i c h e l ó a e (początkowe w yrazy, używ ane
przy tej zabawie) jest zabawą dziewcząt, podobną poniekąd do c h y t r y
(tj. garnuszka, innej zabawy). Jedna z nich siedzi w środku — ta zwie
się żółwiem (w greckim rodzaju żeńskiego), inne biegają do kola i p y ta ją :
„C heli chelóne (Żółwiu, żółw ieczku), co robisz tu w środeczku? „Owa od­
pow iada: „Nawijam wełnę i nici m ilezyjsk ie“. N a to one znów wykrzykują:
„A syn twój, w jaki sposób marnie z g in ą ł? “ Owa zaś powiada: „Z białego
konia (w greckim l.m n., widocznie należy rozum ieć zaprzęg białych koni)
skoczył na dno morza".
„Dzwon zatopiony“ Hauptmana wywołał już notatkę fo lk lo ry sty czn e
dr, St. E ljasza-R adzikow skiego (prw. L u d t. IV . str. 4 4 2 ). Pozw olę sobą
dorzucić cegiełkę drugą, Znajduję m ianowicie w t. X II. cennego pism a fran­
cuskiego R e v u e d e s t r a d i t i o n s p o p u l a i r e s (str. 3 2 7 ) podanie l u ­
dowe z W . ks. luksem burskiego, zapisane przez K . B ivorta, a przypom i­
nające dziwnie główny motyw sztuki. Ł ączy się ono z doliną Quellbour w zg lę­
dnie Sprangbour (t. zn. bijące źródło), a opiew a następująco : „Pew nego
razu woźnica jakiś przew oził z A rlonu dzwon, przeznaczony do kościoła
w T ontelange’u. Późno w yruszył z Longwy ; noc go zaskoczyła, bardzo ciem na.
Śród lasu droga spada gw ałtow nie ku Sprangbourowi i dalej prowadzi przez
pola. W oźnica zdrzymnął się bezw ątpienia zaufawszy swym wołom, które
znały drogę. W oły z trudem w strzym ywały ciężk i wóz, staczający się po
pochyłości ; w reszcie czy to zachciało się im ugasić pragnienie w źródle,
czy też wóz je pociągnął, dość że cały wóz runął w g łęb ię przepaścistą
źródła i znikł. N ie pozostało po nim ani śladu. Odtąd co roku w rocznicę
wypadku słychać wyraźnie dźwięk żałosny dzwonów, wydobywających się ze
źródła i łączący się z wyciem wiatru w le s ie “.
Podobieństwa z dziedziny lecznictwa ludowego.
Henryk A nkert podał szereg środków domowych leczniczych z m ie j­
scow ości w północnych Czechach w X X . roczniku pisma „M ittheilungen des
nordböhm isehen E xcursions C lubs“ (1 8 9 7 str. 1 2 8 — 1 3 4 ). Zapisuję z arty­
kułu tego następujące rady, znane u nas, lub podobne do naszych. G u z y
przeciąga się w L itom ierzycach trzy razy nożem na krzyż; przypomina to
zwyczaj nasz, oparty zresztą na zasadach fizyki, przykładania ostrza noża
w takich razach.
N a b i e g u n k ę radzą sobie tam że gruszkam i pieczonem i, suszonem i
borówkami (jak u nas),^ czerwonem winem gorącem (tak samo u nas) h er­
batą z łup orzechowych.
W razie p r z e z i ę b i e n i a piją Litom ierzyczanie herbatę z bzu cza r­
nego ( S a m b u c u s n i g r a L .), z kwiatu lipowego, ciepłe piwo z cukrem
(u nas nadto z żółtkiem ), poczem k ładą się do łóżka, aby się w ypocić.
Gdy p a l e c o b i e r a , przykładają chleb przeżuty z m asłem ; u nasi
o ile wiem — używają teg o środka z dodatkiem pajęczyny w razie sk a le ­
czenia krw aw iącego, w L wtedy tylko pajęczyny. Przy leczeniu r ą k o dm r o ż o n y c h używ a się w L. gorącego kleju sto la rsk ieg o ; to przypomina
mi czasy mego dzieciństw a, kiedy mi kazano moczyć nogi odm rożone w wo­
dzie, w której był klej rozpuszczony.

-

180 -

Oelem zabezpieczenia się przeciw b o l o w i g a r d ł a p o łyk a ją w L.
3 bazie z palmy po pośw ięceniu jej w n ied zielę palm ow ą; wiem że i u nas
zjadają te bazie w celach zapobiegaw czych, ale jakich nie pomnę. Odwar
maku jak o środek u s y p i a n i a d zieci znany też w L .

Zwyczaje styryjskie równoległe do naszych. P rzy pobieżnym
nawet przeglądzie rozprawy Fr. Ilwofa, dotyczącej ludoznaw stw a styryjsk iego,
a pom ieszczonej w t. I I I . w ybornego czasopism a w iedeńskiego „Z eitschrift
des V erein s für oesterreich isch e V olkskunde“ (1 8 9 7 ), rzucają się w oczy
czytelnika polskiego podobieństw a liczne do zjawisk, znanych ludoznaw stwu
naszem u. Oto parę przykładów ,
Sobota je st dniem M. Panny w Styryi
(Ilw o f s. 8) ; jak wiadomo, je st niem i u nas, a kobiety zw ykle poszczą ku
czci M atki B oskiej w dzień ten, p ozostaw iając p iątek m ężczyznom . W dniu
1. kw ietnia Styryjczycy p osyłają d zieci do apteki na żarty po „ S ch n eck en blu t“ (krew ślim aka) (J. s. 8 ); my każem y im przynosić stam tąd „koma­
rowe sa d ło “. M aik, tak p ospolity w Czechach zwyczaj zasadzania drzewka
kraśnego przed okienkiem dziew czyny ukochanej w noc na 1. maja, a n ie ­
obcy i ludowi polskiem u, pow szechny je st w Styryi pod nazwą „M aibaum“
(J. s. 8). W reszcie g ęsią raczą się w S ty ry i (J. o. 9) na św. Marcin rów­
nie dobrze, jak u nas.
D r. F r . K rč e k .

ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Crotthelf Bronisch: K aschubische D ialectstu d ien . U nternom m en und
herausgegeben von
Zw eites H eft. T ex te in der Sprache der B ëlôce. N eb st
Anhang. Proben aus einigen Ł. D ialecten . L eip zig 1 8 9 8 str. V I f 7 3 .
W ydaw ca w publikacyi swej starał się, o ile to m ożebnem b yło, w y ­
dać teksty kaszubskie najwierniej pod względem ich fonetycznego ozn a czen ia .
Pozostaw iając stronę językow ą innym do oceny, zadow olnię się tutaj r o z ­
biorem ich treści, która obejmuje różne bajki i pow ieści, ciekaw e i ważne
w wysokim stopniu dla ludoznawców. P rzytaczając ich streszczen ie i cha­
rakter, będę się starał w skazać na podobne w aryanty i analogie m ianowicie
u sąsied nich narodów.
str. 1. nast. „D ie Schicksale eines E m porköm m lings“. K ró l miał j e ­
dną córkę, którą ten m iał d ostać za żonę, kto tezy dokaże sztuki ; to mu
się udaje dobrze, ponieważ panna dopom aga mu sam a, spuszcza mu na p o­
w rozie pierścień i trzew ik i, k tóre m iał przynieść królow i. Z azdrośni k sią ­
żęta wyprawili m łodego króla na statek , płaszcz jeg o pom azali krwią k o ­
źlą i donieśli królew nie, że mąż jej zo sta ł rozszarpany przez d zikie zw ie­
rzęta; motyw ten znany z historyi biblijnej. Mąż pow rócił, kiedy m iał się
odbywać ślub mniemanej wdowy z jednym z k siążąt : znalazł się znów k lu cz
stary, co ma uczynić z kluczem nowym V
str. 3. „Przygoda chytrego P iotra“ . Smok w dyam entowej górze, b o ­
hater nabrał tu k osz diamentów. Z tem poszedł do króla, który p o sła ł tam

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.