R_5_rozmaitości2_rawita.pdf
Media
Part of Sobótka w południowej Słowiańszczyźnie i w Grecyi / Lud 1899, t. 5
- extracted text
-
— 176 —
7. O chłopczyku.
Chłopczyk plót(ł) sòbie b a to g i p rzyszoł do niego zły d u c h . P y
ta ł s i e , na co te n b a to g plec ie ? A on mu o d p o w ie d z ia ł, że b edzie
bini złych duchów. JSfo, to bij w sz y sk ic h a j a ci dam, co kcesz,
jeno nie bij. J a kce ta k ie krz yp c e , j a k z a g ra m , co we św iecie je,
żeby chułało i t a k á szczelbe, co kce, żebym z a b iu ł i ta k ie c h o d aczki
j a k stane, to miła, ja k skocze, to dwie.
Pew neg o ra z u poszoł n a polow anie i leciał p ię k n y p t a s z e k i j e
chał p a n i prosił chłopczyka, żeby mu tego p ta sz k a zabiuł» a ch ło p
czyk m u o d p ow iedział, u ie k sie zeblecze do goła i nieii w lezie do
ta rn i, to m u tego p ta s z k a zabije. P an sie zeblok do goła i właz do
ta rn i. Chłopczyk j a k rusz uł sm yczkiem , j a k pan zaczon chulać w t u r
niach, ja ź mu sie ciało poszarp ało. P a n go z a s k a r z u ł i m iał pość n a
szubienice. J a k go mieli w ieszać, m ów iuł, żeby mu pozwolili p a re
słów przem ów ić i kciał, żeby mu p odali krz yp c e , ab y p a n k a z a ł sie
p rz y w ią z a ć do słupa. J a k chłopczyk p o c ią g n ą ł sm y c z k ie m po krz y p cach, j a k ten pan w y d a r sie ze słu pem , j a k zaczon chulać, ch ło p
c z y k a prosili, żeby p r z e sta ł g r a ć a on odpow iedział, j a k mu darujà,
to p rz e s ta n ie g rać i oni mu darow ali.
Leon Magierowstí.
JrŁoziUilltOiŚci.
Sobótka w południowej Słowiauszczyźnie i w Orccyi.
W rękopisie p. t. D i a r i u s z p o d r ó ż y (F ilip a Orlika), k t ó r y
w i m i ę T r ó j c y p r z e n a j ś w i ę t s z e j z ą c z ą ł s i ę w r. 1 7 2 0 O k t o
b r a d. 1 0 ., znalazłem dwie notatki o ogniach sobótkow ych.
F ilip Orlik, pisarz wojskowy Jana M azeppy, Hetm ana U krainy, u ro
dził się w r. 1 6 7 2 , Października 11 st. st. we wsi K osueie, pow iecie Oszmiańskim ; ożenił się na U krainie, w P ołta w ie, z Anną H ercyków ną, pułkow nikówną, Połtawską, d. 2 3 . P aźd ziern ik a 1 6 9 8 r. Po bitw ie P ołtaw skiej tow a
rzyszył Karolowi X I I i M azeppie. P o śm ierci tego ostatniego, (2 2 . W rz e
śnia 1709 r.) obrany został Hetmanem d. 15. K w ietnia 1 7 1 0 r. Z K aro
lem X II pojechał do Szw ecyi, skąd w r. 1 7 2 0 , w chw ili spodziew anej wojny
m iędzy Turcyą a K osyą, opuścił Szw ecyę i udał się na południe, nad g ra
nicę P olski. W T urcyi, po różnych wędrówkach, gdy zamiar wojny do sk u
tku nie doszedł, internowany z o sta ł przez rząd turecki do S aloniki.
W ypis z Diariusza.
R. 1 7 2 7 . 4 Lipca „Po zachodzie słońca nakładali ognia na ulicach
ludzie tutejsi, (w Salonice) a insi, jako to niew iasty i dziew częta, po do
mach swoich, przez które skakały i śpiewały, a to dla ju trzejszej so len i-
— 177 —
zacyi narodzenia św. Jana C hrzciciela. W szędzie widzę po calem ch rześciaństwie diabeł porozsiewal swoje nasienie takowych Bogu om ierzłych supersticyi. E x opposito zaraz gospody mojej, w ogrodzie sąsiedzkim , w znieciły
sobie kobiety i dziewki ogień, przez który pierwej skakały, a potem ta ń co
wały z ustawicznem śpiewaniem aż do 10 godziny i nie pierwej przestały
aż wtenczas kiedym posłał człowieka m ego, żeby już zaniechały tego śp ie
wania, dla którego nie mogłem pójść sp a ć “.
R. 1 7 2 9 . 4 Lipca W poniedziałek nic nie było ad notandum, tylko
że Grecy wszędzie po ulicach p alili ognie, co czynili i po domach i sk a
kali przez one in gratiam św ięta jutrzejszego narodzenia św. J. C hrzciciela.
Toż sam o czynili i F rancuzi w wigilję tegoż św ięta według naszego k a len
darza (F . Orlik był wyznania greckiego), ale ogień w gospodzie konsula fran
cuskiego nałożony w pośrodku dworu tak był w ielki, że Turcy, wziąwszy to
za pożar, potrwożyli się byli i, według zwyczaju, uderzono z armaty z b liż
szej w ieży dla przestrogi inszym i dla ratunku. W szędzie widzę te superstya (tak!) w całem chrześciaństw ie predicatur, lecz ks. Superior pow iadał
mi że to egnie palą in honorem św. Jana et in signum żeby się to wery
fikowało co A nioł pański Z acharyaszow i pow iedział : multi in nativitate ejus
gaudebunt“.
Z rękopisu przepisał
F r . B a w ita - G a w ro ń sk i.
Przyczynek do zamawi nia chorob.
W ostatnim zeszycie Ludu, str. 8 0 znajduję formułkę zamawiania
febry: „Si B enete, tradesse D argiet et S istra et R ofere, tenebis titire fo rte
assiste. Gabba -j- Gatta -(- Galla
et Yerbum Caro factum e s t “. Są to
poprzekręcane słowa łacińskie, których pierw otnego brzm ienia trudno się d o
myślić. Przypadkiem odnalazłem w notatkach moich pierw otny te k s t pierw
szej części pow yższego zam aw iania. Brzm i on :
Si bene te trades, sedes, sad arte ten eb is,
E t sis e retro fere, tutere, forte resiste.
(Jeżeli się dobrze zadasz, usiedzisz, lecz sztuką się utrzym asz,
A jeżeli przypadkiem z tyła będziesz, strzeż się, dzielnie się opieraj).
J e st to v e r s u s c a n c r i n u s , przez Kochanowskiego nazwany R a k i ,
dla tego że można go czytać wspak, otrzym ując to samo brzm ienie wyrazów.
B yła to zabawka poetycka, znana głów nie w X V II w. i jed n ała poetom
często w ielką sławę. Powyższy dwuwiersz heksam etrowy ułożył polski poeta
Stanisław N iegoszew ski i uzyskał za niego w ieniec poety od senatu w en e
ckiego. Motyw użyty w dwuwierszu w zięty jest z turnieju rycersk ieg o ,
w którym dwaj rycerze uderzają konno na sieb ie. N ie ma więc w łaściwie
wiersz ten nic czarodziejskiego w sobie i chyba tylko temu, że może być
czytany wspak, zaw dzięcza, że użyto go do zam awiania febry. Jakim sp o so
bem stał się on form ułką czarodziejską ? Prawdopodobnie jak i żak krako
wski w yczytał go gdzio, podał go dalej, lub sam go dla zarobku zapisał
choremu, ten dał go drugiemu i trzeciem u, a ci nie rozum iejąc go, przek rę
c ili do niezrozum ienia.
D r. J . L .
Fonograf w usługach ludozuawstłra
Francyi, gd zie epokowe badania
je st już od lat paru we
fonetyczne ks. R ou sselota doprowadziły do
