R_5_zbiory mat.etn_gonet.pdf
Media
Part of Powstanie grzybów / Lud 1899, t. 5
- extracted text
-
-
167 —
umieszczonej w podłodze, n a w rzecionie je s t osadzony w i r z c h n i a k
— w łaściw e koło, n a k tó re m w yrab ia się gruzły n a garn k i. O ja k ie
10 cm. n a d podłogą j e s t osadzony n a wrzecionie s p o d n i a k , g ó rn y
koniec w rzeciona obraca się w kluczu, przym o cow any m do ławy, n a
której siedzi robotnik. T e n um ieściw szy gruzło n a w irzch niak u, w p r a
w ia n ogą sp o dn ia k w szybki ruch o brotow y i w y r a b ia g a rn k i, po
sługując się w y łączn ie rę k a m i, któ re od czasu do czasu m acza się
w misce zwanej w tym razie m a c z k a , ab y się do nich g lin a nie
przylepiała. G arnek gładzi się n o ż y k i e m j a b ł o n k o w y m , a z o d
chodzącej p r z y tem gliny, zwanej ś l i k i e m , d o ra b ia się ucha. G o
tow y wyrób odcin a się z w irzch niak a drutem mosiężnym i u s ta w ia n a
p i ą t r o , w celu wysuszenia. Po w ysuszeniu gładzi się zw y kle szkłem
lub k rz e m ie n ie m d la n a d a n ia im połysk u. Chcąc mieć g a rn k i p o le
w ane, m iele się ślik z g le jtą w ż a rnach i te m polewa.
Co do m ia ry rozróżniają garczki pojedyncze, podwójne, potrójne,
poczw órne, sześciórne, z w a n e inaczej dłubaki i ośmiórne.
O p o w ie d z ia ł J ó z e f O k tab a, g a r n c a r z
T om aszow ski, lubelskie, rz. k a t. lat 68.
w H ucie
Szklanej
pow.
M. Eietlicz.
Powstanie grzybów.
W W adow ickiem je s t
n a s tę p u ją c a leg end a
o po w sta n iu
grzy
bów :
Za d aw ny ch czasów, k ie d y P a n J e z u s żył n a tym świecie, p r z e
chodził raz z św. P io tre m koło k o sia rz a, k tó re m u prz yniesiono w ła
śnie k a w a ł chleba z serem na śniadanie. K o sia iz odłożył kosę, po
łożył się n a ziemi i jad ł. W id z ą c to św. Piotr, p y t a P a n a J e z u s a :
„Czy te n człowiek nie m a grzechu, że leżąc, spo ży w a d a ry B o ż e ? “.
P. J e z u s w miejsce odpow iedzi k a z a ł św. Piotrow i siec za kosiarza.
T e n kosił tylko pół godziny i tak się bardzo zmęczył, że P. J e z u s
sam ulitow ał się nad nim i mówi m u ; „Już dosyć P iotrz e twej pracy,
ju ż będzie jej d o s y ć ! “ ,,Ach dzięki Ci P a n ie — odrzecze Piotr —
bo się ju ż bardzo zm ęczy łem “ ; odłożył ko sę a zsz e dłsz y z pola, zbli
żył się do P. J ez u sa . Zbawiciel św iata rz e k ł w te d y : „Piotrze, ten
człowiek, k tó ry leżąc śn ia d a ł dla tego, bo b y ł zm ęczony k ośb ą, nie
n a to tylko zasłużył, aby mógł leżeć p rz y jedzeniu, ale, a b y mu
je s z c z e je d z e n ie do ust podawano.
— 168 —
Po zajściu z kosiarzem, szli obaj dalej i przechodzili koło p o la ,
n a k tó re m rósł jęczm ień. Św. P io tr chciał się czemś posilić, ale ta k ,
a b y o tem P. J e z u s nie wiedział. Z e r w a ł w ięc kło s ję c z m ie n ia , z a
ta rł g’o w ręce i p o k ry jo m u wrzucił z ia rn k a do ust. P a n Je z u s , k t ó r y
n a js k r y ts z e m yśli św. P io tr a w iedział, z a p y ta ł go w łaśnie, g d y te n ż e
m iał ziarno ję c z m ie n ia w u s ta c h : „Piotrze, cóż masz w u s t a c h ? “
Św. P io tr w yp lu ł z ia rn a n a ziem ię i od pow ie dz ia ł : „Miałem z ia r n a
jęczm ienia, ale je w y p lu łe m “. No, to się nie stra c i — odparł' Z b a w i
ciel ś w ia ta — bo z w y p lu ty ch z ia rn p o w s ta n ą g r z y b y “. T a k g rzy b y
swój p o c z ą te k z a w d z ię c z a ją św. Piotrow i,
Szym on Gonet.
Przyczyna tarzy i i k t f t «yotóenia relióle.
(Dobrohostów , pow. Drohobycki).
L u d tłó m aczy sobie p r z y c z y n ę b u rz y w sposób n a s tę p u j ą c y :
G dzieś — ta m szła sobie baba, a n a d ro d z e p rz y łą c z y ł się do
niej z innej niedalekiej wsi znajo m y chłop. Id ą c razem, b a b a n a r z e
k ała, że p osucha, w ię c zboże nie j e s t p ię k n e a deszcz z d a łb y s ię .
N a to chłop m ów i: J e s t r a d a , ale m u sim y w nocy o 12. godzinie
pójść n a cm e ntarz i w y c ią g n ą ć krzyż. Z k r z y ż e m ty m p ójdz ie m y n a
tw oje pole, w s ta w im y krzyż w żyto i z a ra z będzie deszcz p a d a ł.
B a b a po w ró c iw sz y do domu, o p o w ia d a w y d a rz e n ie m ężow i s w o
jem u, tenże jej o d r a d z a ł iść w nocy n a c m e n ta rz po k rz y ż . J e d n a k
b a b a poszła, bo w s tą p ił po nią ów zn a jo m y chłop a b ył to dyabeł,
k tó r y już od początku się w chłopa, prz e m ie nił.
Poszli w ię c ra z e m n a c m entarz, w yjęli k r z y ż i b a b a chciała,
a ż eby n a jej żyto poszli i ta m k rz y ż w staw ili.
D y a b e ł j e d n a k p oradził pójść z k rz y ż e m w las i ta m ż e k rz y ż
w kopać. T a k się też stało a g d y już w lesie byli, d y a b e ł p y ta b a
by : Na ile dni chcesz, a b y ś m y k rz y ż w ko pali ? N a 3 dni, — więc
k rz y ż do g ó ry n ogam i w lesie n a 3 dni w kop ali.
Z a ra z po tem n a s ta ły burze, b ły skaw ice, g r z m o ty i p ioruny.
D obrze się stało, źe b a b a ty lk o n a 3 dni krzyż w k o p a ć k a z a ła , bo
g d y b y b y ła k a z a ła k rz y ż n a z aw sze w lesie p ozostaw ić, ju ż by ły b y
n a zaw sze ta k ie stra szn e burze.
Po trzech dniach znowu poszła b a b a z dy a b łe m w las, w yjęli
k r z y ż i ta m g d z ie p ie rw o tn ie stał — znow u wkopali.
