R_5_pauli.pdf

Media

Part of Przyczynek do etnografii Tatrzańskich górali / Lud 1899, t. 5

extracted text
-

120 —

W a r t o w sza k że n adm ienić, że k ra d zież rzeczy ń ie p iłn o w a n y c h
oraz odzieży u k o b i e t i dzieci p o c ią g a k a r ę zw iększoną, bo do­
chodzącą do p o d w o jen ia g r z y w n y zw ykłej.
P r a w o zw yczajow e K ir g iz ó w zna ty lk o d w a p rz estęp stw a,
k tó re m ożna p o d c ią g n ą ć p o d k a t e g o r y ę uszk o d z en ia cud z eg o
m ie n ia : obcięcie ogo n a k o nio w i i zrujnow anie aułu. O p ie rw s z e m
w sp o m in ałem już ; drugde zaś p o c ią g a s u ro w ą a złożoną k a r ę ;
winni m uszą w y n a g ro d z ić w szy stk ie s t r a t y i koszta, zw rócić rz e­
czy za g rab ion e, za płacić k u n y i a ip y za zabójstw a, k a le c tw a
i r a n y oraz o d d ać k on ie, n a k tó ry c h p rz y je ch ali ru jn o w a ć auł.
W y ż e j nadm ien iłem , źe oszustw o i o szu k a ń stw o nie są k a ­
rane, dodając jednocześnie, że m o g ą one p ro w a d zić do p o w ó d z tw a
cyw ilneg o. W i n n y zaw sze skazuje się n a w y n a g ro d z e n ie s tr a t
i kosztó w tudzież za p ła c e n ie 10% w a rto ści p o w ód ztw a, co n a z y w a
się „ b ijły k “. „B ijły k “ p ob iera ją bijowie ta k w s p r a w a c h cy w ilnych,
j a k i k a r n y c h ; je s t to ich w y n a g ro d zen ie .
Ja n Witort.

Przyczynki do etnografii Tatrzańskich górali,
K i l k a ty c h u ła m k ó w , k tó r e poniżej p od ajem y , po ch o d z i
z pośm iertnej te k i n e sto ra e tn o g ra fó w p o lsk ich ■
— Ź e g o ty P a u le g o .
W y j e t e są te f r a g m e n t y z szkicu obszerniejszego p. t. „ T a t r y
galicyjskie pod względem geograficznym, historyi
n a t u r a l n e j i e t n o g r a f i i o p i s a n e “, zn ajdu jącego się o b e c n ie
w rę k o p isie b ib lio te k i J ag iello ńskiej nr. 5373 n a k a r ta c h 20— 23.
Dalej zaś idące p o d a n ia i p ie ś n i s ą n a luźnych p isan e k a r ta c h
n ien u m ero w an y ch , bez b liższeg o ozn aczenia m iejsca, w k tó r e m
zo s ta ły zebrane, z w y jątk iem p iosn ek, k tó re p o c h o d z ą z okolic
C zorsztyna. B ezsprzecznie je s t w ty c h z a p isk a ch w iele n i e d o k ł a ­
dności, zau w ażyć j e d n a k należy, iż są to u r y w k i p lanu, k t ó r y
m ia ł szersze objąć r a m y — n ie s te ty — za m ia r sp ełzł n a niczem .
Że p lan tak i m iał isto tn ie P auli, o tem p rz e k o n a ć może k a ż ­
d e g o g-ruba t e k a lu źny ch wiadom ości, ty c z ą c y c h się Tatr,, niez u ż y tk o w a n y c h nigdzie później. P o w ó d , dla k tó r e g o m y w y d a ­

-

121 —

je m y te szczątki, nie je s t żad en inny, j a k ten, a ż e b y nie z a g in ę ła
p a m ię ć p r a c y niezm ordow anej, a nie mniej dlatego, iż niem ało
za w ie ra ją te fr a g m e n ty c ie k a w y c h szczegółów.
Stanisław Zdziarski.
M ieszkańcy różn ią się od ludności, zam ieszkującej równiny,
i B eskidy, czyli od ta k z w a n y c h L a c h ó w i górali B eskidow ych, z k t ó ­
ry m i m ało co wspólnego m ają, tylko m o w a ich zbliża do siebie. J u ż
po s am ej w ysm ukłej postaci ciała m o ż n a rozpoznać górala ta tr z a ń ­
skiego od in nych górali polskich, z a m ieszkujący ch K a r p a ty od Olsy
aż do K r e m p n y w obw odzie jasielskim . G órale tatrzań scy , czyli P o d ­
h alanie, odz n a c zają się wysokim w zrostem , tw a r z ą podłużną, w y dat­
nymi, pow ażn ym i ry sa m i i c z a rn e m i oczami, Kobiety, zw łaszcza w oko­
licach Czarnego D u n a jc a , zalecają się delikatną płcią i pięknością, oraz
schludnością. G órale ta trz a ń sc y galicyjscy prz e w yż sz ają co do urody
i sił u m y sło w y c h sw ych sąsiad ów słow ackich górali n a O raw ie i Liptawie. Głównej przyczyny tej wyższości szukać należy w wolności
i w sw obodach, ja k ie m i królow ie polscy p ierw szy ch osadników tu te j­
szych, tak z w an ych sołtysów, obdarzali. Nazwy wsi pow stały później,
do tą d je sz c z e tr u d n o się u P o d h a la n dopytać n a z w y w ioski; wie
on tylko, gdzie ta lub ow a ro dzin a, mianowicie sołtysi (od których
wioski dostały nazw iska n. p. C hochołów ) m ieszk ają. D o m y i z a b u ­
dow ania gospodarskie porządniejsze u nich niż gdzieindziej ; dachy
pokryte gątam i lub d e sk a m i; w o k n a c h szklan ne szybki, co św iadczy
o pracow itości i zam iłow aniu p orządku. R ozkład w dom u św iadczy
o p ew nym ładzie i z a m iłow a niu p o rz ą d k u ; dom ek ob sad zon y zwykle
je sio n a m i (z którego w yrabiają n a rz ę d z ia gospodarskie) a cza sa m i
n a w e t s a d e m (jak n, p. we wsi Biały-D unajec u w ójta Pawlikowskiego),
w k tó ry m je d n a k ż e drzew a ow ocowe rz a d k o dojrzew ają.
G órale ta trz a ń sc y nosz ą sukienne obcisłe w yszyw ane białe n o gawice (spodnie), n a nogach kierpce (rodzaj sk ó rz a n y ch sandałów ),
kró tk ą koszulę spiętą m osiężną z g r a b n ą sp rz ą c z k ą z ła ń cu sz k a m i
mosiężnymi, pas szeroki sk órzany z guzikami i s p rz ą c z k am i z a stę p u ­
ją c y kieszenię, gunia k ró tk a z s u k n a b ru n a tn e g o z a rz u c o n a n a ram ię
z c z e r w o n ą lam ó w ką i m ały okrągły ka p e lu sik z sznurkiem białych
m o rsk ich m u sz e le k lub s k ó r z a n ą w stęgą w ybitą m osiężnym i guzicz­
kami. W zimie używ ają se r d a k a (rodzaj kam izelki z rękaw am i) z g r a ­
natow ego s u k n a , lub krótkiego węgierskiego kożuszka. W ło sy długie
c z a rn e sp a d ają n a barki. Kobiety n o sz ą też kierpce a w św ięta d łu ­
gie b u ty z safianu (które przy w stępie do ko ścioła lub m ia sta w dzie­
w ają), długie spódnice z wzorzystego niebieskiego płótna, oraz b r u ­
n a tn ą gunię lub u do statniejszych czerw o ną bekieszkę podbitą białym i

-

122 —

kró likam i i la m o w a n ą złotymi g a lo n a m i; głowę obw iązują b iałem i
chustkam i, szyję z a ś zdo bią s z n u rk ie m g ru b y c h korali, czerw onych
lub niebieskich sz kla ny c h z m e d a le m ; dziew c z ęta zaś n o sz ą głowę
z plecionym w a rkoczem .
W y b itn y m ry s e m c h a r a k te r u górali ta trz a ń sk ic h je s t g o ścinn ość,
otw artość, d ob ro du szn ość i religijność, p o su n ię ta nie ra z aż do z a b o ­
bo nu i fa n a ty z m u , w zimie n a w e t zw ie d z a ją odległe kościoły, a niem asz górala, któryby nie odbył pobożnej pielgrzymki do K a lw a ry i
Z ebrzydow skiej lub Częstochowy. Z a p a ł te n religijny był p rz y c z y n ą
z a p ro w a d z en ia to w a rz y stw a w strzem ięźliw ości od n ap o jó w palon ych
ta k d o broczyn ne sk utki te ra z wydającego. S ta r c a i ojca familii w ży­
ciu p a tr y a r c h a ln e m s z a n u ją z czcią religijną. O ta c z ając a dzika n a tu r a
oraz s m u tn e pożycie podczas długiej zimy w dom u po dsy cają nie
m a łą b u jn ą w y ob raźn ię i n a d a ją nieco s m ę tn o śe i m elancholicznej.
P o w ie śc i ich i po d a n ia są p ełne b a r w poetycznych, n a k tó ry c h
p ieśn io m g m innym w ydan ym p rzez L. Z e js z n e ra (P ie śn i lu d u P o d h a ­
lan. W a r s z a w a 1895.) zbywa, aczkolw iek m u z y k a to w a r z y s z ą c a t a ­
k o w y m (zwykle n a in s tru m e n c ie m u z y c z n y m ko z a lub gajdy zw a ny m )
j e s t sm ę tn a . T a ń c e dosyć s ą ży w e i do w ęgierskich podozne. Rozbój­
nicy u w a ż a n i s ą od górali za ludzi wyższych, życie rozbójnicze s w o ­
bod ne b a rd z o się p o do ba s a m o tn y m p a s te r z o m ; zbójom przypisują
wiele w sp an iało m yśln ości, j a k o te m św ia d c z ą pow ieści gm in ne o s ła ­
w n y c h ta trz a ń s k ic h ro z b ó jn ik a c h : Ja n o s z y k u , (sic!), Surow cu, B u c z y ń ­
skim (który j e d n a k ż e najw ięcej w B e sk id a c h sa n d e c k ic h i w a d o w i­
ckich n a po czątk u X I X . wieku broił). Obok tych w ła sn o śc i m o ra l­
nych cechuje jeszcze górali pojętność i chęć do k s z ta łc e n ia się, czego
d o w o d e m m im o b r a k u szk ół są liczni k a p ła n i z Po d h a la p o c ho dzący .
O bok tych z alet podlegają górale ta trza ń sc y je s z c z e n iek tó ry m
m o ralnym p rz y w a ro m . J e d n ą z takich w ad j e s t n a m ię tn o ść do p r o c e ­
sow a nia się ciągłego, k tó r ą nabyli dość późno od innop lem ienn yeh
rząd ów ekonom icznych. R ozw iązłość p a n u je też wielka, m iędzy k o ­
bietami, do czego przyczynia się nie m ało o stre pow ietrze, s am o tn ość,
wykluczenie n ie w iast od s p ra w w ażniejszych i ciągłe z a tru d n ie n ie
m ę ż c z y z n ; nie j e s t to rz e c z ą wcale d ziw ną i n ie m o ra ln ą n a Podhalu,
jeżeli p a ro b e k w nocy — p o d o b n ie j a k w S zw ajcaryi lub T y ro lu —
dziew czynę przez okno odw ied za w jej ko m orze i z n ią sy p ia : dzie­
w k a n a w e t m a ją c a p rzed ślubem p o to m k a może być p e w n ą zam ęźcia,
gdyż potom ek ta k o w y s ta n o w i p e w ie n rodzaj posagu, u ż y w a ją go b o ­
wiem sk oro dorośnie do posług.
Część j e d n a m ie sz ka ń c ów wsi poło żon ych u stóp T a tr ó w z a j­
muje się rolnictw em , które tu n iezby t obfite w yd a je plony. U p r a w ia j ą
żyto, owies, ję c zm ie ń , zie m n ia k i a w nizinach i len, z którego ko ­

— 123 —
biety w zimie płótno w yrabiają, któ reg o s ztu k a wybielona 2 0 —25 zlr.
M. K. kosztuje. U p r a w a roli n a g m n eie k am ienisty m n a d e r tu m o ­
zolna i n ie w d z ię czn a ; częstokroć ca ły plon, nim je sz c z e pozżęty z o ­
stanie, p rzysypują śniegi ; dobyw ają go dopiero z pod śniegu i w izbie
s u s z ą K oniki m a łe lecz silne u ż y w sn e do rolnictwa, gdy nie m a r o ­
boty lub furm anki w ygan iają n a paszę w górskie polany w r a z z w o ­
ła m i i krow am i, tu c z a se m g in ą z w łaszcza gdy nagle śnieg p rz y p a d ­
n ie ; albow iem konie, aby dojrzeć m ieszkania sw ych w łaścicieli p n ą
się coraz wyżej do miejsc zim niejszych, gdzie ich tru d n o o d szu k a ć
i gdzie giną bez pożyw ien a. P o n ie w a ż zboże w łasnej u p ra w y nie w y ­
sta rc z a dla górali tatrz ań sk ic h n a w yżywienie, m u sz ą górale s p ro w a ­
dz a ć ta k o w e z dalszych stron. W iele górali w ychodzi n a robotę w d a ­
lekie strony ; niektórzy też tru d n ią się ciesiołką, w której s ą n a d z w y ­
czaj zręczni. M yśliwstwo w T a tra c h n a kozy dzikie n a d e r mozolne
w y m a g a wielkiej zręczności i w prawy, oprócz tego strzelcy ci zaj­
m ują się w zimie ła p a n ie m kw iczołów (turolus pilaris) z cieplejszych
stro n zlatu jących tu n a jałow ce, n a któ rych chw ytane byw ają. G ó r ­
nictwo, p om im o w y o b ra ż e n ia mylnego górali, iż w T a tr a c h wielkie
się k ry ją sk arb y kruszcow e, z a jm u je też górali lecz nie z w ielkim
b ard z o zyskiem.
P a ste rstw o czyli chów bydła stanow i głów ną gałąź p rz e m y s łu
czyli z a tru d n ie n ia górali tatrz ań sk ic h . Główny m ajątek górala stanow i
stado owiec „kierd el“. W połowie m a ja w ysyłają gosp od arze w góry
w ysłańców n a w yw iady, czy j u ż tr a w a porosła i gdzie j a k a pasza.
S to sow nie do odległości p a stw isk zb ie rają gospodarze z jednej wsi
ra z e m sw oje owce i tw o rz ą s ta d a z 200, 300 lub 400 s z tu k złożone,
o d d ają je pod dozór n aczelnika, zw anego baca, który w ra z z gazdami
d obiera do każdego s ta d a p a s te rz y (juhasów ); owce te zwykle około
św. J a n a w yp ędzają n a pa stw isk a w góry, gdzie k a ż d a wieś lub k a żd a
ro dzina p o sia d a lub dzierżaw i w łasn e
pastw iska
(hola), które
m a nazw isko od właściciela n. p. hale Gąsienicowe, Miętusie, lub od
w si n. p. H ale W aksm undzkie, albo od staw ów n. p. H ale S ta w ia rskie (od Pięciostawów) Morskiego Oka, albo też od g ó r: Pysznieńskie,
Sm ereczy ńsk ie. W y pę d z a n ie
owiec na
pastw iska ze w si o d ­
b yw a s ię z p e w n ą uroc z y stośc ią podobnie j a k w Alpach. Gdy już
w szystko prz yrz ą dzone do go sp o d a rstw a szałasow ego, zgrom ad zają
bydło w każdej w iosce n a o znaczonym miejscu, tu się ju h a sy i baca
żegnają z m ie szkań cam i, przyczem ota c z ając e chłopcy i dziew częta
wiejskie z a odchodzący m i miłe rz u c a ją spojrzenia. K a r a w a n a ta k a
m a zw ykle z so b ą kilka koników objuczonych narzędziam i i ż y w n o ­
ścią o raz p sy pasterskie. Z pod obn ą uroczystością w r a c a ją owce
w niziny około św. M ichała lub około św. G aw ła, przyczem krow y

— 124 —
Ustrojone w w ieńce z kw iatów . K on ie zo stają zwykle n a paszy w n i ż ­
szych górach sobie sam e z o staw ione, p rz y c z em p a s te r z e ra z n a t y ­
dzień chodzą dla przejrzenia, z r a c h o w a n ia i p rz y p ę d z en ia takow ych.
R ów nież i k ro w y (z 1<tórych m leka se ra nie robią) w mniejszej ilości,
bo ich stosunkow o mniej chow ają, z o sta ją n a paszy w niższych p o ­
la n a c h pod do zo rem osob ny ch k ro w ia r z y i kro w ia re k , m ających z w y ­
kle porządniej z b u d o w a n e baców ki n a polanach. P a s tw i s k a o w iec
w T a tr a c h d o c h o d z ą do 5111 stóp par. podczas gdy w Alpach sz w a j­
ca rsk ic h je sz c z e na w ysokość 8000 stóp z n a jd u ją pożywienie. K ażd e
sta do m a zwykle swój szałas w górach zbu d o w an y z okrąglaków (a n a ­
w et przy P ię c io sta w a c h z kam ieni ułożony) d eskam i p rz yk ry ty . S z a ­
łas ta ki podzielony je st ścianą n a dwie części. P r z e d n ia część służy
za m ieszkanie pasterzom , w środku zn ajduje się ognisko, n a k tó re m
kocioł do g o to w a n ia żętycy wisi. T ylna część s załasu z a m y k a n a służy
n a sk ła d rzeczy i serów’ oraz bryndzy. Sk oro owce prz ybę d ą n a s z a ­
łas, rozdziela b a c a b a r a n y czyli skopy od dojków i k ażde sta d o o so ­
bn y m oddaje ju h a so m . B a r a n y w ychodzą n a cały dzień do h a l n a
paszę, ow ce zaś p a s ą się n a bliższych przyległych halach i w ra c a ją
(redykują) dw a r a z y : w p o łu d n ie i w iec z o re m . D o do jenia w y p ęd z a ją
ow ce w miejsce ogrodzone, przed ta k o w e m stoi ław ka, n a k tó re j
siedzą p a sterz e tyłem do o w ie c ; poczem ow ce pojedynczo pomiędzy
nogi p a ste rz o m przełażą, którzy ta k o w e c h w y ta ją i do d re w n ia n y c h
skopków doją. W ydo jo ne mleko p rzeced za b a ca przez s z m a tk ę do
potężnego kotła m iedzianego, wiszącego n a baku w środku sz a ła su
pod ogniem p a lą c y m i dla łatw iejszego u k w a sz e n ia dodaje nieco p o d ­
p uszczk i z cielęcego żołądka (klag), i w tedy mleko się śc in a n a se r
i oddziela od se rw a tk i czyli żentycy. Po w y stu d z e n iu zbie ra b a c a s e r
pływający, robi z niego w ie lk ą kulę i k ładzie do w o rk a , by od c ie k ła
re s z ta serw atki, w yciska rękom a i całą bryłę c h o w a w k o m o rze, gdzie
z niej zapo m o cą form d re w n ia n y c h w yg niata o krągłe oszczepki. C z a ­
sa m i też ro b ią z s e ra r o zm a ite plecionki ozdobne, siatki i baty, bo
św ieży nadzw yczaj j e s t elasty czn y. W ię k sz ą część s e r a w y r a b i a ją n a
bryndzę, p rz y c z e m kule s e ra solonego k ła d ą n a długiej desce w k o ­
m orze przy szała sie , a gdy d w a lub trzy d n i poleżą i z f e rm e n tu ją
się, ro z cie rają je n a bryndzę. N ajlepsza b ry n d z a pochodzi z m leka
dojonego w sierpniu i w rześn iu , gdy ju ż owce m ało m le k a d a ją , bo
wtedy mleko je s t bardzo t ł u s t e ; w io se n n e mleko rz a d s z e j e s t i go r­
sze. Na dobroć b ry n d z y w pływ a n iez m ie rn ie w o n n a p a sz a n a jw y ż ­
szych szczytów. Żętycę odlaną, w której jeszcze płatki s e ra pływają,gotują jeszcze z godzin ę; po te m służy ona za p o k a rm p a ste rz o m ,
którą piją c z e r p a k a m i; j e s t o n a n a d e r p o ż y w n ą i dla o słabionych

— 125 c horych n a d e r skuteczną. Żętycą stanow i ta k ż e je d y n e pożyw ienie dla
p só w pasterskich.
B aca strze ż e owce jako też pow ierzone m u sery i odd aje o z n a ­
c zo ną ilość se ra właścicielowi. Z każdej owcy oddaje p '-zez lato 20 do
24 funtów sera, pró cz tego ma w olną żętycę, a czasem w yznaczo ­
nych p arę owiec n a zabicie. Żywności sk ład ającej się z grubej
m ąki i ziem niaków do sta rc z ają p a ste rz o m g o s p o d arz e, k tórzy raz
w tydzień z ko nikam i po se ry i n a biał przyb yw ają. O znaczenie ilości
se ra czyli tak zw an y mir o dbyw a się zazw ycząj trzeciego dnia po
wyjściu owiec n a letnią paszę. P rz y b y w a ją w te d y do hal gazdowie,
zlew ają wydojone mleko do skopca i m ierzą j e laską d rew n ianą, m a ­
ją c ą podziały o dpow iadające fu ntom sera, k tó r e m a o d d a w a ć baca.
Co ty d z ie ń przybyw a je d e n karb. Ju h a s y m ają krótkie po p ępek k o ­
szule w tłu sz c zu w ygotow ane oraz torbę skó rzaną, i każdy z nich
uzbrojony w w ałaszkę (mały toporek).
Owce stoją przez c a łą noc pod gołem niebem w miejscu czworo g r a n ia ste m ogro dzon em (koszarj, zwykle skopy od dojek oddzielone.
Kóz niewiele w T a tr a c h chowają. Gdy przykre deszcze n a s ta ją , w tedy
sp ę d z ają owce w niziny, bo się nieraz trafiło, iż owce p rzy syp an e
śniegiem wyginęły. N ieraz ko z a lub owca wyłazi n a str o m ą skałę
z której nie może zleźć n azad, w tedy w y drap uje się za nią zręczny
ju h a s i za pom ocą s zn u ró w s p u sz c z a na dół osłabioną.
N iezbędnym to w a rzy sz e m p a ste rz a tatrzań sk ieg o je s t pies o wczar,
ski, k tóry strz e ż e sta d o od wilka, niedźwiedzia i złodzieja. J e s t ich
zaw sze kilka w szałasie. P sy te rosłe tw o rz ą w ła śc iw ą rasę, podobne
do now ofunlandzkich. O kryw a je biały długi włos n a k a rk u i ogonie
nieco dłuższy, pysk p od łużny szpiczasty i czarne iskrzące oczy z n a ­
m io nują n iepospolitą zmyślność i odw agę Gdy stado wychodzi n a
paszę, to w arzyszy m u je d e n lub d w a p s y ; u trz y m u ją one p orz ą de k
w stadzie, n a w ra c a ją rozbiegające się owce, zg an ia ją w kupę, a s t r z e ­
gąc ich ob ie ra ją sobie najwyżej położone m iejsce dla łatw iejszego
przeglądu. Psy te, które także żentycą żyją, są w cenie, za pięknego
trz e b a 5 do 8 złr. M. K. z a p ła c ić ; pochodzą najwięcej z W ęgier.
Ł ąki przy s z a ła sa c h zwią się p o lan am i i od zn aczają się. św ieżą
zielonością i bog atą kw iecistością jako też wonią. Na po czątk u lub
w połowie sie rpn ia przyb yw ają gazdowie z wiosek do hal n a kośbę,
albow iem każdy g a zd a m a sw oją polanę, a n a niej szopę, w której
chow a skoszone sia n o ; zwozi je zaś dopiero w zimie sankam i. N a j­
bardziej zalu dn iają sie T atry , gdy kośbiarze przybyw ają do g ó r;
w ted y w esołe okrzyki z każdej p raw ie słychać doliny. Z a nimi sp u s z ­
czają się też p a ste rz e z gór do wiosek z s ta d a m i; w n izinach a lb o ­
wiem, m iano w icie we w siach C zarny D unajec, Rogoźnik, H arlklow a,

— 126 Maniow y ro z p o c z y n a się ju ż w drugiej połowie sie rp n ia ż n i w o , które
u po d n ó ż a T a tr ó w ledwie n a p o c z ą tk u w rz e śn ia się o d b y w a ; p a s te ­
rze p rz e to spieszą do dom ów , by p om ó dz ż n iw ia r z o m .

Najw ybitniejszym ry se m z c h a r a k te ru górali je s t o tw a r ł osé,
dobroduszność, gościnność, religijność głęboka, łagodność m e l a n c h o ­
lijna (?), do czego się p rzyrod a przyczynia. D ziw ić się należy, iż
w pie śn ia c h m a ło poezyi i rzeźkości, której p r z y c z y n ą lu źne w łó c z e ­
nie się po św iecie; z a to w p odaniach więcej b a r w i treśsi, k a ż i a
w ieś m a m n óstw o pod a ń m iejscow ych, T a k ą je s t pow ieść o bogactwie
rodzin y Belinów , którzy wykopali zbójeckie s k a r b y n a górze K a n is z berg. P r z y te m są gorale p rz esą d n i i z a b o b o n n i ; k a ż d a wieś praw ie
m a s w ą s t a r ą w różkę i p ła ne tnika (najczęściej babę), co zażeg nyw ać
umie. O byczaje i zw yczaje zbliżają się do słow ackich. M uzy ka przy
ta ń c a c h sm ętna, a s a m taniec prędki z w ęgierska.
„B adny je s t J a sieczek ,
Ładny je st do znaku,
M nieby nie żal było
Z tob ą iść do światu.
W moim ogród eczk u
K w iatk i paehnące,
D alekoś odem nie
Serce kochające.
D aj m nie matko, daj m nie,
Kaj ludzie pytają,
K ied y Hlja kw itnie,
W tedy ją targają.
T o moje serduszko
T akie zażalone,
Jako to żelazko
W ogniu rozpalone.
P rzegad ała woda,
P rzegadała skała —
M oja kochaneczka
P rzegad ać nie chciała.
N a w ysokiej je d li
G ołąbeczek sie d z ia ł,
Jaby cię kochała,
Kieby n ik t nie w iedział.

— 127 —
N a w ierszyczku stała,
Oczka p rzed a w a ła ,
Gzy przedam, (czy) nie przedam ,
Ja ich darmo nie dam.
N ie jad ł konik nie jadł, ani ja
Frajereczko moja, czyj že ja, czyj že ja?
Frajereczko moja,
Mam ci cośi pytać,
U ciek ł mi koniczek,
P om óż mi go chwytać.
Oisawe k oniczki
N ie dają się łapać,
Frajereczko moja
B ędziesz na mnie płakać,

P*odania i pieśni.
1. Król w ę ż ó w .
J u h a s w idział leżącą koronę m a łą złotą z św iecącym ka m ien ie m
n a polanie. W z ią ł j ą i ledwie uszedł kilka kroków, aż tu z a nim
goni św isz c z ą c a c h m a ra wężów, (bo król gdy pije ze źródła, o d k ła d a
koronę). P o rz u c ił k o ro n ę ju h a s i tern się uratow ał.
2. C zernice.
Grdy P a n Bóg św iat stw orzył, prosił go dyabeł, aby mu p o z w o ­
lił co stw orzyć. B ó g mu pozwolił i stw orzył dyabeł czernice, które
n a p e łn ił trucizną, (bo c z a rt zaw sze chytry i szkodliwy), aby ludziom
szkodziły. D ow ied ziaw szy się o tem P a n Bóg, z a m ie n ił tę tru c iz nę
w nieszkodliw ą słodycz i n a każdej jagodzie czarny krzyżyk z ro b ił
dla znaku.
3 . D z iw o ź o n y .
O dm ieniają położnicom dzie c k o . T a k ie dziecko trz e b a włożyć
do pieca rozpalonego, a gdy zacznie krzyczeć, przyleci dziw ożona
i przyn iesie pra w dz iw e . — J u h a s spotkał piękną dziewicę na polanie,
ta obiecała być jego żoną, byle j ą trzy ra z y p o cało w ał pod tą sk ałą
o północy. Pierw szego dnia pocałow ał — u c z u ł ogień. Drugiego dnia
siedziała ta m r o p u c h a z ognistemi oczyma. Jej nie chciał pocałow ać,
lecz uciekł. T rzeciego dnia siedziała rop u c h a - uciekł i oszalał.

— 128 —
4 . Z ło ty d z w o n e k .
P e w te n ju h a s z n a la z ł n a polanie klucz. Nim otw orzył drzw i
ja sk in i w pobliżu ; siedziała p a n n a przy stole aż do w y b a w ie n ia . Z o ­
czyw szy go, k a z a ła mu w y b ra ć jeden z trzech d a r ó w : skopiee złotych
pieniędzy, lub d zw onek złoty, lub sa m ą pannę. J u h a s w y b ra ł dz w o ­
n e k . P a n n u w gniewie prz e k lę ła go, że jej nie w y b ra ł, bo b y był ją
w ybaw ił. W ś r ó d grzm otu za p a d ły się sklep ienia jaskini, a p rz em o c
w y rz u c iła go. Obudziwszy się, h ż ą e z n a la z ł dzw onek złoty koło siebie.
M a być te n d zw o n e k w po sia d a n iu familii.
5. Pan J e z u s i Ś w i ę t y Piotr.
P a n J e z u s sz e d ł z św. P io tre m . W y sła ł go w góry po c hleb,
był p r z e d n ó w e k ledwie. Św. P io tr u p ro sił b oc he n e k i odrzekł, że nie
przyniósł. Gdy dalej szli, za plecami, u gryzł św. P io tr k aw ałek , a gdy
chciał go p o łk n ą ć , obe jrza ł się P a n J e z u s i z a p y ta ł. Św. P io tr wy­
pluł ką se k i ta k m u zrobił, aż o sta tn i k a w a łe k wypluł. W te d y począł
go karc ić P a n Je z us, że je m u nie d ał nic z tego. Z tych pogryzków
n a pa m iątkę grzyby stw orzył. Św. P io tr o buczył się w skrusze.
6 . S t ó ł c u d ow n y.
G ó ra l nie kła d n ie fajki n a stół, k tó ry u w a ż a za pośw ięcony
i mówi, że stó ł mógłby się sprzeciw ić. P ró c z d a r u bożego (chleba)
nic n a stót nie k ła d n ie i w wielkiej tr z y m a go poczciwości. P o d c z a s
w ojny króla polskiego z w ęgierskim w p adli W ęg rzy do L u d z im ie rz a
w io sk i; ta m je d e n ze s ta rsz y c h W ęg ró w sto jąc w chacie u. jednego
gazdy, k azał sobie n a noc łoże sła ć n a stole. G dy gazda nie chciał,
zbił go W ęgier i sa m sobie n a stole łoże zrobił, lecz w nocy cisnęło
coś W ę g re m o ścianę tak, że ani d ry gn ął więcej. G a z d a p rzelękniony
uciekł n a halę K o n ra d o w ą , a W ęgrzy n a z a ju tr z znalazłszy nieżyw ego
swego starszego, podpalili chatę. W ogniu stół cały się z o s ta ł a n a
nim o b ra z P a n n y L udzim ierskiej się zjawił. Gdy gore w e wsi a stół
ten w ynieść, z a ra z gaśnie pożar, gdy grady id ą na wieś, w ynieść, stół,
a grad pójdzie w las. Gdy kto sk o n a ć nie może, ścielą m u w ś m ie r ­
telnej godzinie łoże z a tym c u do w ny m stołem , a sko ro głowę złoży
n a stół, z a ra z szczęśliwie lekko skona.
7. S e n cud o w n y.
P e w ie n g óral m iał w swej c h a c ie ob raz Matki Boskiej z D z ie ­
ciątkiem J e z u s za szkłem. R az w nocy ś n iła m u się ta M atka B o ż a
żaląc się, że j ą trzym ają w chacie j a k sługę i b o są z o b ra z u p o k a ­
z a ła nogę. G óral gdy poszedł w lesie za k o śb ą n a Lachy, kupił w Kra-

-

129 —

kow ie złote trzewiczki i wróciwszy do chaty, przypiął j e do n óżek
ob ra z u , a od tego czasu nie przykrzyła sobie ju ż M atka B oża i w szystko
się góralowi szczęśliwie u daw ało.
8. C z e c h y .
Do j u h a s a do koliby w stąpiło trz e c h nieznanych. Prosili go, by
się pozwolił ogrzać. D a ł im żentyey w czerpaku. R ano już ich nie
było, a p a stu sz e k z n a la z ł w c z e rpa ku duży k a w a ł złota 1).
9 . Mnich b u rz y ł w nocy, co górnicy w dzień zrobili na Spilglancu.
10. Elfy — baw ią się, z la tu ją , igrają, piszczą przy m iesiącu
i c z asem p a stu c h o m zb łą k a się owca, d arem nie szuk ają po nocy, aż
tu ni stąd ni z o w ąd ow ca przed nim i stoi. Często b ie d n e m u po d ­
r z u c ą sre b rn ia k a . Nie są to duchy złe, byle im n a złość nie robić.
11. W W iśniczu
z am ek rzucić.

stoi k a m ień w lesie, co dyabeł

chciał go na

1. N iem cy ludzie N iem cy, a P olacy bydło,
P olacy się rozhulali, Niemców obryzgali.
2. T ańcowali L asy po kolana w kasy,
Górale się zbiegli, Lachom k asę zjedli.
3. Góry n ase góry, to nase komory,
B ukow e liste c k i nase podusecki.
4. Ty Jasieńku młody, nie chodź na jagody,
Jagody cię zdradzą, na wojnę cię dadzą.
5. Powiadają ludzie, to jest zbój, to je s t zbój,
A co liste k musnie, to się bój, to się bój
6. Cesarzu, cesarzu, W ielm ożny P a n ie,
B ałeś mi kamase, nie chcę patrzyć na nie.
7. Dobry cesarz dobry, bo nam daje torby,
A do torby chleba, maszerować trzeba.

*) P o r .: S. G o s z c z y ń s k i .
P etersburg 1 8 5 3 . str. 8 8 . ( 2 . W .).

Dziennik podróży

do

Tatr.

— 130
8. Syw arniaczku biedny ptaszku,
N ie buduj się w czarnym lasku,
Wybuduj się w bystrej skale,
N ik t cię tam już nie dostanie,

Skarby w Tatrach.
N ajc ie ka w sz ą okolicą dla w s zy stk ic h po sz u k u jąc y c h s k a rb ó w
w T a tr a c h , jest okolica za M nichem le żąca z Ż abim staw em , S m o c z ą
p rz e p a śc ią i S m oczym s ta w e m (D ra c h e n s e e = Sarkanyło) aż do H inezow ego p lesa. J e s t to z a k ą te k najdzikszy, którego giębokie żleby
w leeie śniegi jeszcze pok ryw ają. Z ac h o d n ią ścianę H inczow ego plesa
tw o rz ą niedo stępn e tu r n ie B aszty, zw anej ta kż e S z a ta n e m (2398 m etr.),
z drugiej s tro n y w bok takow ego n a pra w o leży pod W y so k im w y rchem (2560 m etr.) ciem n a p rz e p a ś ć sm ocza, w k tórej śniegi, w edług
p od a nia , z a k ry w a ją ja m ę p o p rz e ży n a n ą g an k a m i złotym i i w ty ch
sm ok (słow acki S z a rk a n ) strzeże s k a rb ó w r z u c a ją c n a chciwych p o ­
szukiwaczy potężnym i o d łam a m i skał. N a jw ięk sze s k a rb y u k ry te są
koło Żabiego sta w u , kolo siedm iu Regli i pod M nichem , k tóry tych
sk a rb ó w strzeże. P o d c z a s n ie k tó ry c h n oc y le tn ic h p o tw o r n a p ostać
zakam ieniałeg o M nicha o d by w a s w ą w ę d r ó w k ę : głowa jego sięga aż
do księżyca w obłokach, a krok jego stóp p r z e s a d z a d o lin y ; w idać
n a nim sze sn aśc ie szc z e rb o z n a c z ają cy c h z a k a rę szesnaście cięć,
k tó re ten w y ro d n y syn w ła s n e m u ojcu m ia ł zadać. W ręce tr z y m a
klucz do skarbó w , k tóry n iektórym d obrow olnie oddaje, in ni zaś mogą
go tylko czaro dziejsk ą siłą i z a klęciam i zm u sić do o d dan ia klucza,
gdy je s t zagniew any. S ą d aw ne ręk op isy tajem n ie między lu de m
u k ry w a n e , w któ rych to ręko pisach p o d a n e są m iejsca, ja k ie przebyć
trz e b a i przygody, jakie znieść należy, aby się d o sta ć do tych ska rbów .
Po dług jednego p o d a n ia był tu niegdyś kościółek i klasztor, z którego
gdy m nichów w ypędzono (co p rz y p o m in a histo ryczny fakt konfiskaty
dó br ta tr z a ń s k ic h i z n iesienia k la s z to r u C y stersów w L u d z im ie rz u za
króla L udw ika), m n ic h y nie m ogąc w yw ieźć skarbó w , ukryli tako w e
w pieczarze i z a m u ro w a li wejście. Ścieżki długie i krę te , p ro w a d z ą c e
do tej pieczary, z asy pać m ia ły z czasem gruzy sk a ł sp a d ają c e z turni.
Dziś chcąc się do stać do tej złotej sk a rb n ic y , trz e b a b y przeskoczyć
niebezpieczn y w odospad. S k a rb n ic ę s a m ą w p ie c z a rz e sklepionej p o d ­
p iera d w u n a stu apostołów n a k sz ta łt słupów . W sam ej pie c z a rze
m a się znajdow ać po dz ie m n e M orskie Oko czyli staw , k tóre go fale
z sz u m e m duch p odziem ny w zb urza, aby z a g asić pochodnie ł a k o ­
m ych przybyszów. P rzy skale tego Morskiego O ka p o w inien n a jodw aźniejśzy z przybyszów odczytać m odlitw ę za klin a ją cą , a napis n a

*4- 181 —
skale pouczy, w ja k i sposób ro z h u k a n e i ry c z ą c e b a łw a n y spienio­
nego staw u p rzeb yć m ożna. Z w yciężyw szy te okropności i d o sta w sz y
się n a brzeg przeciwny, staje się nad złotą pie cz a rą i o d m a w ia się n a
skale drugą m odlitw ę z a klinającą moc złych d u ch ów . T e r a z dopiero
m o żn a zobaczyć ściany błyszczące od złota, s r e b r a , d ya m e n tó w , k a r bu n k u łó w i inn ych drogich ka m ieni; drzew a, owoce, wszelkie g a tu n k i
z w ie rz ą t i p ta c tw a ze szczerego złota, się d z ą c e n a złotych ja ja c h
kokosze w złotym piasku, po b o k a c h w iszą złote winogrona, obok
św ieci płynne złoto, a koło słu p a srebrnego czyli M atk i drogiego k a ­
m ienia siedzi pod ziem n y król Gregorius w zlotej koronie, błyszczącej
drogimi kam ien iam i. T u każdy przybysz może n a b r a ć tyle sk arbów ,
ile u nieść może, byle tylko z ła k o m s tw a nie w ziął której kokoszym a tki z złotych jaj i byle tylko d z ie sią tą część z z a bran ych s k a rb ó w
od dał n a kościół i ubogich, w prz e c iw n y m razie alb ow iem znalazłby
śm ierć, a d u sz a jego b y ła b y zm u sz o n ą ta k długo błą k a ć się w tych
po dziem iach, dopókiby znow u odw ażny przybysz nie d o ta rł do tego
m iejsca i nie od d a ł dziesięciny przynależnej kościołowi. W yniesiona
roślina lub zw ierzę ze złota p rzez całe życie o d w a ż n e m u przybyszowi
szczęście przynosić będzie. J eżeli by zaś przybysz nie opuścił przed
półno cą tej złotej pieczary, to o sam ej północy z g rz m o te m i h u k ie m
z a trz a s n ą się w ro ta siedm iu regli, a chciwy śm iałek pozostanie przez
długie la ta a może i se tk i la t tak długo uwięzionym je ń c e m , dopóki
się znow u now y odw ażny przybysz nie pojawi, któryby go w ybawił.
N ajcenniejszym i s k a r b a m i je d n a k ż e w tej p ie c z arze je s t krucyfix czyli
krzyż, posągi N. P. Maryi i d w u n a stu apostołów ze szczerego złota,
a ktoby tak ow e n a r u s z y ł z łako m stw a, tego dotknie śm ierć n a ty c h ­
m ia st. J e ż e li by zaś k tó r e z tych świętości wyniesione zostało, n a ­
ten c z a s grozi ca łem u krajow i najw iększe nieszczęście, albow iem kraj
z a ra z zubożeje i zam ieni się w pustyn ię. O Ż ab im staw ie j e s t p o d a ­
nie, iż n a dnie jego żyją ropuchy, m ające w sobie z ia rn k a złota.

Zapiski ludoznawcze z życia Żydów.
(P o z o r n e umowy).
F o r m y p r a w n e słu ż ą częstokroć do w yw ołania s k u tk ó w o dm ien­
nych od tych, dla k tóryc h je ustan ow ion o. W R zym ie służy ła fo rm a
procesu do z a w ie r a n ia ak tó w p ra w n y c h , a i p r a w a germ ańskie u c z ą
na s tego samego. T a k sam o służy z a w arc ie m a łż e ń s tw a nieraz do

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.