R_4_z_4_całość.pdf

Media

Part of Lud t. 4 z. 4/ Lud 1898, t. 4

extracted text
г НіШіоіека ľuouczna

O R G A N

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we
POD REDAKCYĄ

Dra A N T O N I E G O K A L I N Y .

Tona r v . — Z e s z y t -Ł.

«ёГ//

WE LWOWIE 1898.
NAKŁADEM TOW ARZYSTW A LUDOZNAW CZEGO.
Z Drukarni Ludowej pod zarz. St. Bay lego.
Adres Redakcyi: Lwów, ulica Zimorowicza 7 .

T IK IE S О:
Str.
J . W ito rt: Z a ry s y p ra w a zw y czajo w eg o lu d u lite w sk ie g o (D okończenie)
359
St. Z d z ia rs k i: P ie rw ia s te k lu d o w y w p oezyi A. M ick iew icza (Ciąg d a lszy ) .
381
A . S ie n ic k i: Czy się w y ra d z a m y ?
401
Ign. P ią tk o w s k a : O b y czaje lu d u z ie m i s i e r a d z k i e j ......................................................410
Ch ■ M a te ry a ły do e tn o g ra fii Ż y d ó w p o lsk ich
.
.
. .
.
436
L . M łynek : P rz y c z y n e k do p o lsk iej „ H ag a d y “
............................................................... 439
R o z m a i to ś c i : F r K r .: T o w a rz y stw o d la lu d o z n a w s tw a a u stry . ckiego, str. 440 ;
P ija n y j a k P o la k , str. 4 41; M uzeum a n tro p o lo g ic z n o -e tn o g ra fic z n e
w P e te rs b u rg u , str. 441 ; P o lsk a w p io sen ce ż y d o w sk ie j, str. 441 ;
D r. St. E l j a s z - B a d z i k o w s k i : D z w o n z a to p io n y , str. 442 ; N. F r.
D o a rty k u łu o p rz y się d z e k o b ie ty c ię ża rn e j u Ż ydów , str. 442;
A. K o c h : Ś w ięcenie w ie ń có w z b o żo w y c h , str. 4 43; F r. R -G -. ; D zieło
W . A n d re je w a o ru ssk . w e se ln y c h p ie śn ia c h i o b rz ę d a c h , str. 444.
Rozb iory i s p r a w o z d a n i a ; K. S tre k e lj: S lo v e n sk é n á ro d n e pesm i, L ju b lja n a
1895— 1897 (D r. J . L ec ie jew sk i), str. 4 4 4 ; D r. A. R a d i ó : O snova za
s a b ira ń e i p ro u č av a ň e g ra d ź e o n á ro d n o m živ o tu . Z ag re b 18 '7 (Dr.
J . L ec ie jew sk i), str. 4 4 5 ; A t e n e u m : W a rs z a w a 1897 (J. W ito rt),
str. 4 46;
K . K a u t s k y : E n ts te h u n g d e r E h e u n d d e r F a m ilie
(H K a sp e ro w icz ), str. 449 ; G S i m m e l : Z u r Sociologie d e r R elig io n ,
N eu e D e u tsc h e R u n d sc h a u , 1898 N r. 2 (H. K a sp e ro w icz ), str. 449.
Spraw y T ow arzystw a:
P o s ie d z e n ie Z a rz ą d u .
.
.
.
.
.
.
.
.
.
450
S p ra w o z d an ie o d d z ia łó w : w W ieliczce
.
.
.
.
.
.
451
Z g ro m a d z e n ie m ie się cz n e T o w a rz y stw a
.
.
.
.
.
452
D a ry
.
.
.
453
S to su n k i T o w a rz y stw a z innem i to w a rz y s tw a m i i re d ak c y am i pism .
454
S pis n o w y ch czło n k ó w
.
.
.
.
.
.
454
S p ro s to w a n ie
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

K om itet redakcyjny :
Dr. Aleksander Czołowski, Dr. Benedykt Dybowski, Franciszek
Rawita - Gawroński, Dr. K. I. Gorzycki, Dr. Aleksander Kolessa, Henryk
Kasperowicz, Dr. Franciszek Krček, Dr. Jan Leciejewski, Dr. Stanisław
Eljasz-Radzikowski, Stefan Ramułt, Władysław Rebczyński, Dr. Antoni
Rebmann, Dr. Eugeniusz Romer, prof. Antoni Sienicki, prof. Miecz. Sołtys,
dyrekt. Ludwik Wierzbicki, Marya Wolska, Dr. Aleksander Zalewski.

Biblioteka Towarzystwa (instytut zoologiczny c. k. uniwersytetu,
II. piętro) otwartą jest dla Członków zawsze w niedzielę od godziny 3-ciej
do 5-tej po południu.

ZARYSY PRAWA ZW YCZAJOW EGO
ruLd/o. lite-wsłsieg-o.
(C iąg d a lszy * ) .

ROZDZIAŁ IV.

Prawo zwyczajowe karne.
II.
W o g ó le lu d lite w sk i o w ład z y pań stw o w ej m a p o jęcie-b ard zo
n iejasn e i n ieo k re ślo n e , ściślej — n ie m a bodaj p o jęcia o w spółczesnem znaczeniu, w y m a g a n ia c h i p o trz e b a c h p ań stw a . C ięża ry
p u b liczn e ponosi, bo m usi, ale z w ie lk ą n iech ę cią ; n ie w a rto n a w e t
w sp o m in ać, iż k o rz y s ta z każdej sposobności, b y u ch y lić się od
nich . O p o g lą d a c h lu d o w y ch n a p rz em y tn ic tw o i p rz e k ra c z a n ie
fisk aln y ch u s ta w p a ń stw o w y c h w sp o m in ałem ju ź ; p o p ro stu lu d
w sze lk ie w y k ro c zen ia p rz eciw k o nim u p ra w n ia. O so b a p a n u ją ­
ceg o — to w e d le lu d u n iem al u o so b ien ie p ań stw a . N. P a n je s t
d o b ry , ale n ie w ie, co w y ra b ia ją je g o p o d w ła d n i ; b ezro ln i w y ­
cz ek u ją o d eń n o w y ch łask , n o w eg o n a d a n ia ziem p ań sk ich . O u rz ę ­
dach, z k tó ry m i lu d m a c ią g łą styczność, pojęcia wog'óle są n a d e r
ujem ne. N ajw iększem je g o u zn an iem cieszą się sądy, k tó ry m
p rz y p isu je on b ez stro n n o ść i spraw ied liw o ść. A le w o g ó le w sz y ­
stk ie p o g lą d y n a w yższe i śre d n ie w ładze p a ń stw o w e są b ard zo
n ie ja sn e i n ieo k re ślo n e .
N a to m ia st o u stro ju g m in n y m , z k tó ry m lu d sty k a się c o ­
dziennie, m a p o jęcie dok ład n e, w y ra żają ce się w p o g lą d a c h p ra w a
zw yczajow ego. W e d le u sta w y o w ło ścian ach , w ło ścian ie n asi cieszą
się sam o rząd em g m in n y m , ale fa k ty c z n ie nad zó r k o m isarzy do
sp ra w w ło śc ia ń sk ic h i ich zjazdów sp ro w ad ził g-о niem al do ze ra,
acz p o zo ry są zach ow ane. W k aż d y m razie g m in y sam e w y b ie ­
*) Zob. Lud. IV., str. 119.
Л Я ■'

V

25

-

360 -

ra ją w ójtów , so łty só w i sędziów , ale z a tw ie rd ze n ie w y b o ró w z a ­
leży od w ła d z y p ań stw o w e j. B ra k śró d członków g m in lu d zi św iatlejszy ch , o raz szerzące się zepsucie w śró d w y b o rc ó w i u ciąż liw e
ob o w iązk i u rz ęd n ik ó w g m in n y ch sp ra w iają, że od w y b o ró w n a
w ó jta i so łty só w u c h y la ją się n ajlep si w ło ścian ie, alb o w iem —
w ed le ludu — nie m ożna zostać człow iekiem uczciw ym , b ę d ą c
u rz ęd n ik iem g m in n y m . U rz ę d n ic y g m in n i p o b ie ra ją w y n a g ro d zen ie
za p ra cę, so łty si — z w y k le w n a tu rz e np. w g m in ie sk iem sk iej
so łty si p o b ie ra li po i rub. 50 kop. od każd ej ch aty , w g m in ie
S zaw elsk iej — p o 4 g arn . p szen icy .
W o g ó le w ładze g m in n e nie cieszą się d o b rą o p in ią w śró d
w łościan : zarzu cają im stro n n iczo ść, łap o w n ictw o , o p ieszało ść —
z b y tn ią u le g io ść b o g a ty m członkom g m iny, n ie k ie d y n a w e t w ła ­
ścicielom ziem skim i Ż ydom a ren d arzo m , zw łaszcza to o s ta tn ie
zd arza się często. M im o to p ra w o zw yczajow e n ak azu je szan o w ać
u rz ę d y i sąd y g m in n e ; w sze lk ie w y k ro c z e n ia p rz eciw k o ich p o ­
w ad ze b y w a ją k a ra n e surow o. Za „zuchw ałe zach o w an ie s ię “
w sąd zie — 2 dni a resztu (sąd g m in n y W ie w irż a ń s k i w y ro k 1875
r. 1. 7). W U rz ęd zie g m in n y m S zy m k ajck im w ło ścian ie z e b ra n i
b ard zo ostro, nie p rz e b ie ra ją c w w y ra zac h , p ro te sto w a li p rzeciw k o
u ch w ale w ó jta ; w y ro k sąd u m ie jsc o w e g o — 1872 r. 1. 4 0 — sk az ał
w szy stk ich w in n y ch n a chłostę. W innej g m in ie „za n ie w ła śc iw e
p o stę p o w a n ie w U rzędzie g m in n y m “ sk azan o w in n y ch n a a re sz t
(sąd g m in n y E rź w iłk o w sk i, w y ro k 1873 r. 1. 62). S ą d g m in n y
A n d rz ejew sk i k a z a ł oćw iczyć św iad k a , k tó ry p ija n y zjaw ił się n a
p o sied zen ie sąd o w e (w y ro k 1876 r. 1. 77). W y ro k ó w p o d o b n y ch
m ożna p rz y to c zy ć sp o ro ; stw ierd z ają one n iew ą tp liw ie, iż p ra w o
zw yczajow e zna o b razę u rzędów i sądów g m in n y ch ja k o osób
zb io ro w y ch . J e s tto w y jątek , in n e p rzy to czę później. R o z u m ie się
— p ra w o zw y czajow e k a rz e , n a w e t n ie k ie d y surow o, o b ra z ę u rz ę ­
d n ik ó w i sędziów g m in n y ch . P rz y ta c z a m p a rę p rz y k ła d ó w : ta k
za o b razę sło w n ą w ó jta sąd g m in n y A le k sa n d ro w sk i w y ro k iem
z r. 1881 1. 29 sk a z a ł w in n y ch m ężczyzn n a chłostę, k o b ie ty zaś
— n a areszt. M ałżo n k o w ie o b ra zili w sp ó ln ie so łty sa , zw ym y­
ślaw sz y g o po ro sy jsk u ; są d g m in n y A n d rz e je w sk i — w y ro k
1876 r. 1. 85 — s k a z a ł m ęża n a ch ło stę, k o b iecie zaś k az an o „m yć
3 dni p o d ło g i w U rz ęd zie w ło ściań sk im n a w łasn ej s tra w ie “.
P e w ie n po w ó d „za n ieg rzeczn o ści, p o w iedziane sę d z io m “ z o ­
s t a ł s k a z a n y n a 3 dni a re sz tu n a ch leb ie i w odzie, (sąd g m in n y
S ü rw ilisk i w y ro k 1872 r. 1. 11). W gm inie K ie jd a ń sk ie j w ło ścian in ,
o sk a rż a n y o o d k ąsz en ie p a lc a p rz eciw n ik o w i w b ijaty ce, k rz y k n ą ł

-

361 —

sęd z io m : „m ilczcie, a nie są d ź c ie “ ! O ch ło stan o go za to (w y ro k
1873 r. 1. io).
R ó w n ie ż k a ra n y m je s t w szelki o p ó r i n iep o słu szeń stw o w ła ­
dzom g m innym . W g m in ie Jan o w sk ie j w ójt k a z a ł zw iązać b. żoł­
nierza, k tó ry a w a n tu ro w a ł się, ale za sy n em ujęła się m a tk a i s ło ­
w n ie zn iew aży ła w ójta i o b ecn y ch , oraz zro b iła g e s t b ard zo n ie ­
p rzy zw o ity . Za to w szy stk o sąd g m in n y m iejscow y w y ro k ie m z r.
1875 1. 6 2 sk a z a ł k o b ie tę n a 6 d n i aresztu, o b o strzo n e g o p o stem
i ro b o ta m i p u b liczn em i. W g m in ie S zy d ło w sk iej k a ra n o ró z g am i
zło d zieja p rz e k o n a n e g o ; w tem je d e n z w idzów w y s tą p ił w jeg'O
o b ro n ie i u n iem o żliw ił w y k o n a n ie w y ro k u . N a m o cy w y ro k ó w
teg o ż sąd u g m in n eg o z r . i 8 ? 2 1.1. 2 i 3 sk azan o go „za zły p rz y k ła d
n ie p o s łu s z e ń s tw a w ład z o m “ n a chłostę, co zan iesio n o n a w e t do
p ro to k o łu . W pow . N ow o - A le k sa n d ro w sk im n iep o słu szeń stw o
w ład zo m g m in n y m k a rz ą zw y k le g rzy w n am i, ja k to dow odzą w y ­
ro k i sąd u g m in n e g o S m o łw e ń sk ie g o n. p. 1889 r. 11. 40, 47
i td. ; to sam o s p o ty k a m y i w g m in a c h in n y ch . G rz y w n y za
n ie p o słu szeń stw o w o g ó le znane są p ra w u zw yczajow em u k a rn em u .
O dm ow a p ła c e n ia p o d a tk ó w też stan o w i p rz e stę p stw o , tu
i ów dzie k a r a n e surow o. W g m in ie W ie w irż a ń sk ie j za „ n ie o p ła ­
ce n ie p o d a tk ó w i p o d m aw ian ie in n y c h “ skazano w in n y ch n a c h ło ­
s tę (w y ro k 1875 r. 1. 118); w sp o só b p o d o b n y i w sp ra w ach a n a ­
lo g iczn y c h w y ro k o w a ły in n e są d y g m in n e n. p. Ł ab o rd zew sk i —
w y ro k 1877 r. 1. 31. N ie k ie d y odm ow ę p ła c e n ia p o d atk ó w w ładze
g m in n e n ie u w ażają za p rz e stę p stw o ; w ty c h w y p a d k a c h o g ra n i­
czają się o n e o d eb ran iem g ru n tó w n a d a n y c h od w łaśc ic iela i w y ­
d zierżaw ie n iem ich oso b ie p o stro n n e j, o czem p isa łe m już. W o ­
g ó le n ie m o żn a o d p o w ied zieć ściśle n a p y ta n ie : czy lu d uw aża
o d m o w ę p ła c e n ia p o d a tk ó w za p rz estęp stw o , czy też n ie ? W róż­
n y c h o k o licac h k ra ju p o g lą d y ludow e n a tę k w e sty ę b ard zo się
różnią.
T o sam o d a się p ow iedzieć o o d ra b ia n iu sz a rw a rk u : w n ie ­
k tó ry c h o k o licac h u w ażają tę odm ow ę za czyn, k a ra n y k ry m in a l­
nie, w in n y c h zaś — za pow ód do p ro c esu cy w iln eg o lu b w y n a ­
ję c ia ro b o tn ik ó w n a k o sz t o d m aw iają cy ch . P ro c e s cy w iln y m oże
p o w sta ć ty lk o w ów czas, g d y o d m aw iający nie chce z a p ła c ić za
n ajem ro b o tn ik ó w ; sły szałem o p o d o b n y ch w y p a d k a c h , ale
w w y ro k a c h sąd ó w g m in n y c h nie sp o tk a łe m an i jed n eg o p rz y ­
k ła d u . N a to m ia s t m ożna zn aleść n a stę p n e : w g m in ie A n d rz e je w ­
skiej w ło ścian ie odm ów ili sz a rw a rk u ; „z pow odów su ro w y c h n a ­
k az ó w w ład z y p o w iatow ej o n a p ra w ie d ró g i zach o w an ia się n ie ­
p o słu sz n y c h “ (w ło śc ia n ie zw y m y śla li w ójta) dw óch z p o śró d n ich
■X-

-

362 -

k azan o o ćw iczy ć, p o z o sta ły c h zaś — ¿.posadzić n a 2_dn i do w ię­
zien ia p rz y u rzęd zie g m in n y m n a w łasn e m u trz y m a n iu “- (w y ro k
1876 r. 1. 54).
N ie m niej tro s k liw ie d b a p ra w o zw yczajow e o d o b rą sław ę
u rz ęd n ik ó w g m in n y c h ; w ogóle w szelkie p o g ło s k i u w łac zając e,
p lo tk i, p o tw a rz i o szczerstw o są k a ra n e , lu b o lu d nie ro b i p o ­
m iędzy n iem i ścisłej ró ż n ic y ; jeśli rozpuszczone one z o sta ły o u rz ę ­
d n ik ach g m in n y c h , to ta okoliczność n ależ y do okoliczności,
z w ię k szając y ch w inę. Za p lo tk ę o k ra d z ie ż y r y b y ze staw u , k tó ­
rej m iał się d o p u ścić so łty s, są d g m in n y K ro c k i w y ro k ie m sw ym
z r. 1875 1. 31 k a z a ł z a p ła c ić p o k rzy w d zo n em u 30 rub. o d szk o d o ­
w a n ia . T w derdzono p ublicznie, iż w ójt o trzy m a ł ła p ó w k ę , w iep rza ;
k az an o w in n em u z a p ła c ić 30 ru b . odszk o d o w an ia, k tó re p o szk o ­
d o w an y zło ży ł n a kościół, (w y ro k sąd u B o to c k ie g o 1873 r. 1. 33).
W o g ó le s ą d y g m in n e g o rliw ie o ch ra n ia ją nie ty lk o sw oją p o w ag ę,
ale i U rzęd ó w g m in n y c h ; w szelk ie u siło w a n ia w p ro w ad ze n ia ich
w b łą d b y w a ją k a ra n e surow o.
F a łs z y w e d e n u n c y a c y e p ra w o zw yczajow e uznaje za o szczer­
stw o, o k tó re m b ę d ę p isa ł nieco p o tem . W k a ż d y m ra zie je d n a k
z a n ie sie n ie fałszyw ej sk a rg i do sąd u je s t okolicznością, zw iększa­
ją c ą w in ę ; im s k a rg a w ażniejsza, tem o d p o w ied zialn o ść w iększa...
U c z u c ia re lig ijn e d o tąd cieszą się p e w n ą o ch ro n ą p ra w a
zw yczajow ego, k tó re k a rz e n ie k tó re w y k ro c zen ia p rz eciw k o nim .
L u d lite w sk i w o g ó le je s t bardzo re lig ijn y , duszą i ciałe m o d d a n y
k ato licy zm o w i, ale ta je g o re lig ijn o ść nie się g a w g łą b duszy,
nie pod n o si g o m o raln ie, alb o w iem sp ro w a d z a się z w y k le do
ścisłeg o p rz e s trz e g a n ia p rzep isó w i nak azó w k o ś c ie ln y c h ;, g-odzi
się o n a z d aw n em i w ierzen iam i lu d o w em i, k tó re d o tą d żyją.
Św datli księża, ja k k a to lic c y ta k k alw iń scy , zm ijący dobrze lud,
tw ierd z ą, iż pom im o p o zorów c h rz e śc ia ń stw a d o tą d 011 je s t n iem al
n a p ó ł p o g a ń sk im : tre ść n au k i C h ry stu sa je s t w p ro st d la ń dziś
jeszcze n ied o stęp n a ... R o zu m ie się — lu d bezbożność, b lu źn ierstw o, lek ce w aż en ie i z a n ie d b y w a n ie p rzep isó w k o śc ie ln y c h p o tę p ia
su row o, ale dziś już cz y n y p o d o b n e n ie są i nie m og'ą b y ć k a ­
ra n e : sp ra w o ła m a n ie postów , za n ie d b y w an ie spow iedzi i t. d.
już nie sp o ty k am y w są d a c h g m in n y ch , acz jeszcze p rz e d k ilk u ­
n a s tu la ty s p o ty k a ły się one n a g łę b o k ie j Żm udzi. Z resztą w o sta­
tn ich czasach za c z y n a ją szerzy ć się p o g lą d y o d m ien n e, b ard zo p o ­
b łażliw ie z a p a tru ją c e się n a p rz e k ra c z a n ia przep isó w k o ścieln y c h .
M ów ią zresztą o o słab ien iu u czuć re lig ijn y ch , a le w to tw ie rd z e ­
nie tru d n o u w ierzy ć : fa k ty poszczególne, k tó ry c h nie b ra k ,
nie
m o żn a u o g ó ln iać.



363 —

P o g lą d ludu n a zm ian ę w ia ry je s t w z a ry s a c h o g ó ln y ch n a ­
s tę p n y : k a ż d y w inien trzy m a ć się tej w iary , w k tó rej się u ro d z ił;
k a ż d y w inien piln ie p rz e strz e g a ć p rzep isó w swej w iary . Z m iana
re lig ii je st w ogóle p o tęp ian a ... b ez ró żn icy p o b u d ek . L u d n a w e t
p a trz y k rz y w e m okiem n a osoby, przyjm ujące k ato licy zm , co
zd a rza się n ie k ie d y : „on zd ra d z ił sw eg o B o g a, zd rad zi i naszeg o "
— m aw ia lud, acz cieszy się z n a w ró c e n ia . O g ó ln a p o g a r d a s p o ­
ty k a osoby, p rzechodzące n a w y zn an ie w sch o d n ie : lu d u w aża je
za zd rajców n aro d u . N ajpobłażliw iej sto su n k o w o z a p a tru je się
m asa lu d o w a n a p rzejście n a k alw in izm , bo to „sw oja w ia ra “ , ale
te n p o g lą d istn ieje ty lk o w o k o licach o lu d n o ści m ieszanej, kalw iń sk o -k a to lick iej np. okolice B irz ; in n e w iary są z u p e łn ie o b ce,
n ie swoje.
P rze p isy k o ścieln e p rz e strz e g a ją się p iln ie ; k o śc io ły są b ard zo
uczęszczane, św ięta obch o d zą się u ro c zy ście ; n ie w olno w nie
p ra c o w a ć (w y ją te k — p ra c a w p asiec e o k o ło ułów ), ale w olno
h u lać i p ić p o k arczm ach.... D ziś n iem a ża d n y ch p ra w ie sta ra ń
w celu u k ró c e n ia p ijań stw a, ty lk o rz ą d c y proboszczow ie stan o w ią
w y jątek , ale p rz e d p o w sta n ie m istn ia ły p arafialn e T o w a rz y stw a
W strzęm ięźliw o ści, założone z in ic y a ty w y k s. b isk u p a W o ło n czew sk ieg o ; ciesz y ły się one śró d ludu o g ro m n em uznaniem , bo
w r. 1861 ty lk o w trze ch p o w ia ta c h żm udzkich lic z y ły przeszło
100.000 członków . L udźm i obcej w ia ry lu d nie p o g ard za, ale u su w a
się od nich, stro n i; to sam o n iem al stosuje się do Żydów , ku
k tó ry m n iech ę ć i p o g a rd a w z ra s ta ją , zw łaszcza k u p o k o le n iu
m łodszem u.
D u ch o w ień stw o cieszy się w śró d lu d u w ie lk ą p o w ag ą, lubo
w cz asac h o s ta tn ic h za czy n a o n a m aleć ; zło ży ły się n a to zja­
w isk o p rz y c z y n y różne, p rz ew aż n ie je d n a k — o b n iżen ie się m ora ln o -u m y sło w e g o poziom u śró d d u ch o w ie ń stw a. D ziś zd arzają się
n ie k ie d y ta k ie w ypadki, o. k tó ry c h p rz ed k ilk u n a s tu la ty nie
m ożna b y ło a n i m yśleć. W je d n y m z p o w iató w k s. w ik ary , w e­
z w a n y do u m iera ją ceg o złodzieja koni, k tó re g o lud o k ro p n ie s k a ­
to w ał, w ta k o s try c h i siln y ch w y ra zac h g ro m ił z e b ra n y c h w ło ­
ścian, że ci p o rw a li się n a ń ; ks. w ik a ry u c ie k ł do lasu, sta m tą d
d o s ta ł się do dw oru, o d esłan o go n a p ro b o stw o .... Z a k ry s ty a n
czy o rg a n is ta u k ry ł się w zbożu, n az aju trz w ło ścian ie o d esłali
k o n ia przez Ż yda. W innem znow u m iejscu w ese ln ic y p o tu rb o w a li
ks. w ik a re g o , k tó ry zjaw ił się n a w ese lu i p o ła m a ł sk rz y p ce, b y
n ie tań czo n o , alb o w iem z a m b o n y z a k a z y w a ł ta ń c e , śp iew y i t. d.
T rz e b a p o d k re ślić, że ta k ie w y p a d k i, w y w o łan e n iew łaściw em

-

864 —

za ch o w a n ie m się księży, zd a rza ją się b ard zo rzadko, a le z d a ­
rzają się !
P ra w o zw yczajow e o c h ra n ia św ią ty n ie B o ż e ; w sze lk ie n ie­
p rz y zw o ite zach o w an ie się b ąd ź n a cm en ta rzu , b ą d ź w k o ściele
b y w a k a ra n e su row o. N a k a rta c h u p rz ed n ich p rz y to c z y łe m p rz y ­
k ła d w y ro k u , sk az u ją ceg o b. żo łn ierza n a ch ło stę za w y m y ślan ie
po ro sy jsk u n a cm en ta rzu * ). W g-minie S u rw ilisk ie j o sk arżo n o
w ło ścian in a, k tó ry ja k o b y „ tań c zy ł w k o ś c ie le “. „N ie tań cz y łem —
o d p a rł o sk a rż o n y — ty lk o szedłem p r ę d k o “, ale za to sk azan o
go n a c h ło stę (w y ro k 1873 r. 1. 65). D aw niej k a ra n o za p rz e k ro ­
czen ia k o ścieln e np. ła m a n ie postów , n iech o d z en ie do spow iedzi
i t. d. D z ie się tn ik k o ścieln y i klucz w ójt sk a rż ą się p rz ed sąd em ,
że trz e c h ro b o tn ik ó w „nie sp e łn ia św. spow iedzi już p rzeszło od
ro k u , a p o s ła n e g o z n ak a zem p rz y p ro w a d z e n ia ich do spow iedzi,
je d e n z p o śró d nich zn iew aży ł b rz y d k ie m i sło w y “. O sk arżen i u s p ra ­
w ied liw iają się, że b y li u spow iedzi, ale „ k a rtk i s tra c ili“. D z ie ­
się tn ik k o śc ie ln y tw ierdzi, iż k ła m ią . S ą d „zw ażyw szy o k o liczn o ­
ści u ch y lan ia się od św ięteg o obo w iązk u spow iedzi ro c z n e j“, s k a ­
zał w in n y ch n a chłostę, ła g o d z ą c ją d la m niej w in n eg o . P o w y ­
d an iu w y ro k u , k tó ry n ak a zan o w y k o n a ć n a ty c h m ia s t, u k a ra n y c h
o d p ro w a d zo n o do proboszcza, b y „ z a m k n ą ł ich w m iejscow ym
szp italu w celu n au c zen ia się k a te c h iz m u “, poczem m iała n a stą p ić
spow iedź. W tejże g m in ie zapożw ano do sąd u m ieszczanina telszew sk ieg o K ., k tó ry zw y m y ślał p o sła n y c h w celu p rz y p ro w a ­
d zen ia g'o do k o ścio ła. O sk a rż o n y dow odzi „ k a rtk ą ze szło ro cz n ą“,
że b y ł u sp ow iedzi i ch o d ził do k o śc io ła , „że d ziesię tn ik k o ścieln y
czep ia się doń n ie s łu s z n ie “. S ą d nie u z n a ł je d n a k te g o tłó m a cze n ia
się : „za zw y m y ślan ie d ziesiętn ik a k o ścieln e g o i u c h y la n ie się od
sp o w ied zi i słu żb y B o żej" sk a z a ł g o n a chłostę, a potem — n a
dobę a re sz tu „w form ie p o k u ty “ (sąd g m in n y A n d rz ejew sk i w y ro k i
1876 r. 11. 58 i 65).
D ziś już s ą d y g m in n e n ie znają ta k ie g o rodzaju sp ra w : ro z­
p o rz ąd ze n ia w ład z cyw ilnej i duchow nej stan o w czo u z n a ły te
p rz e s tę p s tw a rzek om e za w y k ro c z e n ia m o raln o -relig ijn e , k tó re nie
m o g ą b y ć k a ra n e w dro d ze sądow ej. P rz y ta c z a m tu p rz y k ła d
sp ra w y , k tó ra rzu ca ja s k ra w e św iatło n a uczucia re lig ijn e ludu.
P rz e d sąd em g m in n y m S u rw ilisk im staje w ieśn iac zk a i za p o zy w a
sw oją sąsiad k ę , k tó re j p rz e d 15 la ty p o ż y c z y ła p rz y św ia d k a c h
„m ed alik , p o siad ający tajem n iczą siłę cu d o tw ó rc z ą ; p o n iew a ż nie

*) Są.d gminny Towiański wyrok 1876 r. 1. 27.

— Збб —
zw rócono go, p rzeto żąd a zw rotu. P o w ó d ztw o „uznano za słuszne
i s p ra w ie d liw e “ ; n ak a zan o n a ty c h m ia s t w y e g zek w o w ać je g o w a r­
tość t. j. 30 ru b , (w y ro k 1872 r. 1. 40). W o g ó le s p ra w y n a tle
re lig ijn y ch w ierzeń lu d o w y ch n ie k ie d y d o stają się do sądów
g m in n y c h ; p rz y ta cza m n a d e r c h a ra k te ry sty c z n ą , k tó re j tło p rz e ­
n o si n as o -k ilk a w iek ó w w stecz. B a b a w o g ro d zie spokojnie s a ­
dziła ziem niaki, g d y c ó rk a jej s ą sia d k i w yszła z c h a ty i zaczęła
„sad zić“ k a m y k i w g ru n t n ie zo ran y , co — w ed le w ia ry lu d u —
m iało sp ro w a d zić nieurodzaj ziem n iak ó w ; zrobiono to przez zem ­
stę.... za czary. Z ask arżo n o ją do sądu, ale sąd skarg-ę odrzucił,
b o p u n k t trze ci uw ag'i pierw szej do a rt. 470. W ie jsk ie j U s ta w y
S ąd o w ej g ło si : „t. z. k lik u sze *), o sk arżając e in n y ch , ja k o b y oni
w y rząd zili im złe za p o m o cą w ró żen ia lub złych duchów , p o d le ­
g a ją sądom k ry m in a ln y m “ (sąd g m in n y A le k s a n d ro w s k i w y ro k
1879 r. 1. 47). O czyw iście są d uznał, iż k o b ie ta oćw iczyła d ziew ­
cz y n k ę słu szn ie, albow iem p o w o łan ie się n a a r ty k u ł p ra w a , z n ie ­
sio n eg o p rz e d k ilk u d ziesięciu la ty , je s t ty lk o w y k rę tem , k tó ry
p o d su n ął p is a rz g m inny, m atac z n ie la d a ; ja sn e m je s t — sąd n a j­
zu p ełn iej p o d z ie la ł to w ierzenie ludu. Z d arza się n iek ied y , iż
w ierzen ia lu d o w e, d o ty czą ce zm arłych, g ro b ó w i życia p o z a g ro ­
b o w eg o , d o p ro w ad zają do p rz e stę p stw , k tó re n ie k ie d y p ro w a d z ą
o sk arżo n y ch p rz e d ła w ę sąd u p rz y się g ły c h .... R z a d k o to b y w a ,
ale b y w a . W pow. P o n ie w iezk im o b w iesiła się 7oletnia w ło ścian k a,
sły n ą c a za czaro w nicę ; k sięża odm ów ili p o g rz e b a n ia zw ło k n a
cm en tarzu , chociaż z m arła z d ra d z a ła p om ięszanie zm ysłów . W ł a ­
ściciele g ru n tu , n a k tó ry m o b w iesiła się ona, n ie pozw olili ją
p o g rz e b a ć n a nim , sy n o w ie zm arłej zrobili to sam o, w ogóle n ik t
nie p o zw o lił n a sw oim g ru n c ie p o g rz eść zw ło k i sam obójczyni....
P rz y c z y n a •— to w ia ra w u p io ry , k tó re p o w stają z g ro b u i s z k o ­
dzą ludziom . R a d a w ra d ę : p o stan o w io n o n a p a stw isk u w spólnem
p o g rz e ść zw ło k i, u p rz ed n io o dciąw szy g ło w ę i położyw szy ją
m ięd zy n o g am i, a ciało — p rzy g w o źd zić do ziem i k o łk ie m d ę b o ­
w ym (dąb — to d rzew o św ięte, śró d L itw in ó w m a ta k ie znacze­
nie, ja k o sik a śró d S ło w ia n ); n ik t je d n a k w całej w si nie o d w a ­
ży ł się te g o w y k o n ać. Za p u r ziem niaków i ru b la, w y n a ję to s ta ­
re g o żołnierza d y m isy o n o w an eg o ; s ta ry w ojak, w y stro jo n y w m u n ­
d u r z k rz y żam i i m ed ala m i n a piersi, w y k o n a ł tę u ch w ałę w obec
całej w si, p o tem zaś p o sze d ł do k arczm y , u p ił się i w y g a d a ł
p rz ed ż a n d arm em z P o n ie w ieża . Ż an d a rm zaw iad o m ił o tern ofi­
*) K likuszestw o — to pewna forma histeryi, panująca niekiedy epi­
demicznie śród mężatek w E osyi i Syberyi.

366

~

cera, oficer — p ro k u ra to ry ę i w szczęła się sp ra w a . Z p o w o d a
b ra k ó w u sta w y k arn ej S ą d O k rę g o w y u n ie w in n ił o sk a rż o n y c h ;
p ro k u ra to ry a z a n io sła s k a rg ę a p e la c y jn ą (spraw ę sądzono bez
u d ziału p rz y się g ły c h ) do W ile ń sk ie j Iz b y S ądow ej, a le ta j a o d ­
rzuciła, co jeszcze bardziej u tw ierd ziło w ludzie w iarę w u p io ry .
W o g ó le g ro b y ludzi, k tó rz y m o g ą sta ć się upioram i, b y w a ją
często p ro fa n o w a n e ; lu d je z w y k le o b rz u ca k am ien iam i, n ie k ie d y
n a w e t ro zkopuje, b y przy g w o źd zić ciało do ziem i k o łk ie m d ę b o ­
w ym . W pow . P o n ie w ie z k im n a d w o rsk im cm em tarzu p o g rz e ­
b an o ciało d zieck a nieochrzczonego ; w y w o łało to o b u rzen ie śród
ludu.
W p a rę d n i p o te m p a stu si u siło w ali w e dnie ro z k o p a ć m o ­
giłę, a n a w e t w bili w n ią k ó ł d ębow y, ale słu żb a d w o rsk a p rz e ­
szk o d z iła im. Z aw iadom iono o tem w ó jta g m in y , bo nie chciano
tej s p ra w y p rz ek az y w ać p r o k u r á to r y ! ; w ójt n a ty c h m ia s t zje c h a ł
n a m iejsce i k a z a ł n a cm en tarzu , tuż o b o k m o g iły , oćw iczyć bez
m iło sierd zia w in n y ch , co zaraz zostało w y k o n a n em . W o g ó le w ie ­
rz en ia lu d o w e p ro w a d zą n ie k ie d y do w y k ro c z e ń p rzeciw k o p ra w u ,
do św ię to k ra d z tw a . O p o w iad ają, iż p rz ed k ilk u d ziesięciu la ty
chłop, m y śliw y , s trz e la ł do k rz y ż a n a ro z sta jn y c h d ro g a ch , b y
je g o s trz e lb a n ie ch y b iała . D ziś już o tem m ow y c h y b a b y ć nie
m oże, ale jeszcze p rzed k ilk u n a stu la ty złodzieje ro zk o p ali m o g iłę
i w yjęli tru p a , b y z je g o tłu szczu u lać św iecę, k tó ra ich u c z y n i­
ła b y n iew id zia ln y m i. L u d lite w sk i w ogóle o b a w ia się zm a rły c h ,
o b a w ia się cm en ta rzy , ale nie o tacza ic h ż a d n ą o p ie k ą : często
n a w iejsk ich cm en tarzach , śró d k rz y żó w sp ró c h n ia ły c h , leżący ch
n a ziem i, m o żn a w idzieć n iero g acizn ę.

III.
T eraz om ów ię pojęcia p ra w a zw yczajow eg'o o w y k ro c z e n ia c h
p rzeciw k o czy sto ści obyczajów . N ie m ożna ściśle ok reślić, ja k ie
p o g lą d y p a n u ją w śró d lu d u n a tę s tro n ę sto su n k ó w życio w y ch .
Zdaje się — o g ó ln y k o d e k s m o raln o ści płciow ej ludów c y w iliz o ­
w a n y ch je s t też k o d ek se m m o raln o ści p łcio w ej ludu lite w s k ie g o ;
ro zu m ie się — są n ie ja k ie w y ją tk i i u c h y la n ia się, u w a ru n k o w a n e
nizkim sto p n iem u sp o łecz n ien ia i k u ltu ry u m y sło w o -m o raln e j.
P o ży cie n a w iarę, a w o g ó le w szelk ie sto su n k i m iłosne, nie u św ię­
co n e przez kośció ł, są u zn a w an e za n a g a n n e i g rzeszne, n ie k ie d y
n a w e t k a ra n e . W k ażd y m ra zie je d n a k lu d ro b i p o m ięd zy n im i
ró żn ice p e w n e : ta k n. p. stałe, d łu g o le tn ie a u czciw e p ożycie n a
w iarę u znaje się n iem al za m ałżeń stw o p ra w n e . W e d le zw y cza­

-

367 —

jó w lu d o w y ch należy w ty c h w y p a d k a c h u w z g lę d n ia ć k o n ieczn o ść
fizyczną i ek o n o m iczn ą ; lud zw y k le p a trz y k rz y w em okiem n a
m ałżeń stw o d zietn ej w dow y g o sp o d arsk ie j, n ie k ie d y n a w e t usiłu je
zak azy w ać je w d ro d ze sądow ej. P rz y k ła d y o d p o w ied n e p rz y ­
to czy łem w ro zd ziale pierw szym . O tóż w ty c h w y p a d k a c h lu d
to leru je p o ży cie h a w ia rę w dow y z n ad o m n ik iem ; n ie k ie d y n a w e t
k re w n i zm uszają do te g o w dow ę, b y g o sp o d a rstw o nie u c ie rp ia ło .
T a k sam o p o b łażliw ie lu d p atrz y n a pożycie n a w ia rę je d n e g o
z w sp ó łm ałżo n k ó w w ra z ie n ieo b ec n o ści d ru g ie g o , jeżeli te g o
w y m a g a ją in te re sy gospodarczo-fam ilijne.
W o g ó le w ścisłem
zn aczen iu ty c h w y razó w lu d lite w sk i n iezb y t p rz e strz e g a cz y sto śc i
obyczajów ....
M iło sn e sto su n k i p o za ślu b n e są rozp o w szech n io n e ; w a ru n k i
życiow e, zw łaszcza p ó źn y sto su n k o w o w iek ożen k u i żam ęźcia,
o raz in n e o k o liczn ości tłó m a czą to zjaw isko. N a p o g ra n ic zu k u rla n d z k ie m z a ch o w a ły się d o tąd sobótki, k tó re noszą jeszcze w y ­
b itn e ślad y d aw n eg o św ięta w olnej m iłości. W e d le lu d u sto su n k i
m iło sn e p rz e d ślu b n e są rzeczą nag-a n n ą , ale k a r a n e b y ć m ogą
ty lk o w ra z a c h w y ją tk o w y c h ; u w ied zen ie n ie uznaje się za p rz e ­
stęp stw o . D aw niej uw odziciel w in ien b y ł k o n ieczn ie p o ślu ­
b ić u w ied zio n ą ; w ra z ie odm ow y p rzy m u szan o g o do teg o
śro d k a m i fizycznym i, je śli m o raln e nie w y sta rc z a ły . D ziś jeszc ze
za ch o w a ła się p am ięć o tem ... R o z u m ie się, w chw ili obecnej nic
p o d o b n e g o ju ż n ie istn ieje : U rz ę d y G m inne i S ą d y zm uszać do.
te g o n ie m ogą, s o lid a rn o ść g ro m a d z k a u n as nie istn ie je n iem al.
Z resztą w ed le p o g lą d ó w lu d u znaczna część w in y s p a d a n a u w ie ­
dzioną, k tó r a n ie u m ia ła „u ch ro n ić się “. U w ie d zio n a m a p ra w o
do o d szk o d o w an ia, ale ty lk o w razie u ro d z e n ia dziecka. N ie k ie d y
zd a rza ją się w y ją tk i, k tó re tłó m aczy ć n ależ y okolicznościam i niezw y k łem i. P rz e d sąd em g m in n y m D u siac k im s ta n ę ła osobiście
d ziew czy n a, s k a rż ą c się, iż jej b y ły k o c h a n e k z g w a łc ił ją, dziecko
zaś, u ro d z o n e p rzez nią, z m a rło ; żąda odszkodow ania. Ś w ia d k o ­
w ie do p ew n e g o sto p n ia stw ierd z ili zezn an ia pow ó d k i. S ą d w y ­
ro k iem sw ym z ro k u 1889 1. 6 sk a z a ł k o c h a n k a n a ch ło stę, p o ­
w ó d k ę zaś n a — „ty d zie ń p o k u ty p rz y k o ściele m iejscow ym ,
alb o w iem p o w ó d k a nie zaja w iła sąd o w i g m in n e m u o z g w a ł­
c e n iu “. W g m in ie P o n ed elsk iej u w ie d z io n a żąda 60 ru b . o d ­
szk o d o w an ia, alb o w iem p o w iła dziecko, a ta okoliczność — to
w a ru n e k n ieo d zo w n y te g o d o m a g a n ia się.; n a p o sied zen iu są dow em fa k t u w ied z en ia zo stał udo w o d n io n y . W y r o k m iejsco­
w eg o sąd u g m in n e g o z r. 1887 1. 14 zasąd ził jej pow ództw o.
W o g ó le p ra w o zw yczajow e stosuje tu zasadę, o k tó re j p isałem



368

-

już w rozdziale p ierw szy m : k ażd a m a p ra w o do o d szk o d o w a­
n ia za s tra ty i k o szty , w y w o ła n e ciążą i p o ło g iem ; p ła c i je
sp raw ca.
D ziś d ziew częta uw iedzione czy t. z. u p a d łe już n ie w y ró ż ­
n iają się stro jem od in n y c h d ziew czą t: chodzą z g ło w ą o d k ry tą ,
chociaż ta o k o liczność jeszcze n ie k ie d y razi k o b ie ty starsze, dom ag ają ce się p o k ry c ia jej g ło w y .
L u d w y ró ż n ia p e w n e sto p n ie w iny w z a k a z a n y c h sto s u n k a c h
m iło sn y c h : n ajb ard ziej p o tę p ia n y m je s t ta k i sto su n e k z m ężczyzną
obcym , zw łaszcza żołnierzem , p o lic y a n te m i t. d. nie m niej są
p o tęp ian e m iło stk i z Ż ydam i, k tó re c h y b a sp o ty k a ją się n ie z m ie r­
nie rzad k o z p o w o d u w strę tu rasow ego..,. N ajp o b łażliw iej z a p a ­
tru je się lu d n a sto su n k i m iłosne m ło d zieży w olnej, z jednej a tej
sam ej wsi. Z ak azane czy p o tę p ia n e przez p ra w n e poczucie lu d u
m iło stk i z ob cy m i b y w a ją n ie k ie d y k a ra n e w drodze sam o sąd u
ludow ego. T a k n a p o g ra n ic z u k u rla n d z k ie m oćw iczono d ziew ­
czynę za „ro m a n se z ż a n d a rm e m “. W in n y c h , pom im o p o szu k i­
w ań , nie w y k ry to .
Z na p raw o zw yczajow e k a r y „za ro z p u stę “, ale stosuje je,
ty lk o w ra zac h w y ją tk o w y c h do osób obojga p łci, p rzew ażn ie j e ­
d n a k — do n ierz ąd n ic w iejskich. D aw niej za p rz e k ro c z e n ia m o ­
ra ln o śc i płciow ej i w o g ó le czystości obyczajów k a ra n o b ard zo
su ro w o : oprócz ch ło sty , stosow anej szc zo d rz e, p ra k ty k o w a ły się
jeszcze k a r y in n e np. w y staw ie n ie w k u n ie n a c m en ta rzu p o d czas
n ab o żeń stw a. D o n ied aw n a jeszcze p rz y w ią z y w a n o w in n y c h do
słu p ó w c m e n ta rn y c h lub d rz w i k o ścieln y c h , k a z a n o obchodzić n a
k o la n a c h o k o ło k o ścio ła, leżeć k rz y ż e m p o d czas m szy i t. d.
W ty c h sp ra w a c h z w y k le ta k w y ro k o w a li pro b o szczo w ie m iej­
scow i, k tó ry m zw yczaj p rz e k a z y w a ł je do ro z sąd ze n ia ; dziś to
już w szy stk o zn ik ło doszczętnie. Jeżeli n a w e t w ło ścian ie z w ra ­
cają się w ty c h k w e sty a c h do księży, to już w y ro k i z a p ad ają
in n e, sp ro w ad zające sie p rz ew aż n ie do p o k u ty , ofiar n a k o śció ł
lu b że b rak ó w , n a g a n ę m o ra ln ą i t. d. W zn an y m m i w y p a d k u
k siąd z proboszcz sk a z a ł m ło d ą w dow ę za za k azan y s to s u n e k m i­
ło s n y n a k ilk a d z ie sią t rubli, k tó re k o b ie ta m u siała złożyć n a ż e ­
b ra k ó w ; w y ro k te n z a p a d ł n a m ocy p ro ś b y jej rodziców . Z d arza
się, iż ro dzice lub b lizcy k re w n i sam i k a rz ą ta k ie w y k ro c z e n ia ;
p ra k ty k u je je n a w e t d ro b n a sz la c h ta zagonow a. Z n an ą je s t d o ­
b rz e p ieśń szlac h eck a , ś p ie w a n a d o tą d n a L an d zie, w k tó rej
m ów i się:
„Oórunita kora, kora
Czeba .posłać po doktora.

-

369 —

Doktorowie przyjechali,
Córunitia obej rzali :
„B ajstriuk będzie mamuniu!
Stary ojciec, on nie błądził:
On sto rózeg jej osądził !
A mamunia doliczyła
I pięćdziesiąt dobaw iła“ *).

S ą d y g m in n e też n ie k ie d y k a rz ą te w y k ro c zen ia ; sto p ień
k a r y zależy o d w ielu okoliczności. P rz y ta c z a m k ilk a p rz y k ła d ó w ,
rz u cając y ch św ia tło p ew n e n a p o g lą d y ludu. P rz e d sąd em g m in ­
n y m T o w iań sk im to c z y ła się s p ra w a n a s tę p n a : p o w ó d k a J. B.
żąd a od sw eg o k o c h a n k a 30 ru b . n a u trz y m a n ie d zieck a. S ą d
g m in n y w y ro k iem sw y m z r. 1876 1. 28 p rz y s ą d z ił jej tę sum ę,
a le s k a z a ł k o c h a n k a n a 6 dni aresztu , p o w ódce zaś k a z a ł 3 dn i
m y ć p o d ło g i w U rz ęd zie g m in n y m . A . M. o sk arża n iejak ieg o ś A.,
k tó ry ją u w ió d ł o b ie tn ic ą ożenku ; u ro d ziło się dziecko, n a k tó ­
re g o u trz y m a n ie m a tk a żąd a 50 ru b . O sk arżo n y w y p ie ra ł sie, ale
p o tem p rz y z n a ł się, że „w sty c z n iu 1873 r. p o z b a w ił ją w ia n k a “
1 chce te ra z p o ślu b ić, p o n iew a ż je s t człow iekiem uczciw ym ; s tro n y
p o g o d ziły się (w y ro k sąd u g m in n eg o R o g o w s k ie g o z r. 1890 1.
29). W . w y m a g a 100 ru b . o d szk o d o w a n ia od B , k tó ry „ p rzy cz y ­
n ił się do tego, że u ro d z iła s y n a “ ; B . z a p ie ra się stanow czo. ,,C zy
ty m ożesz p rz y się g n ąć, że m ów isz p ra w d ę “ ? — p y ta s ą d .— ,,0 to
b ęd ę ja p rz y s ię g a ł za tę ła jd a c z k ę “ — o d p a rł p o z w a n y ; to o d e­
zw an ie się sąd u zn ał za o b razę. W y r o k sk a z a ł g o n a c h ło stę oraz
w y p ła c a n ie p o w ó d ce w cią g u 2 la t po 15 rub., a p o t e m — w yciągu
2 la t też ■
— p o 10 ru b ; (sąd g m in n y T ra sz k u ń sk i w y ro k 1889 r.
1. 48). W y ro k ó w p o d o b n y c h w p ra k ty c e sąd ó w g m in n y c h m ożna
s p o tk a ć sp o ro ; stw ierd z ają one n iew ątp liw ie, że uw ied zio n a m a
zaw sze p ra w o do o d szk o d o w a n ia za s tra ty p o n iesio n e z p o w o d u
ciąży i połogu.
Ś ró d lu d u lite w sk ieg o w ogóle dziś już nie sp o ty k a m y ża­
d n y ch zw yczajów , ogó ln ie u zn a w an y c h a d o ty czą cy ch k a ra n ia p.
m łodej za n iew łaśc iw e p o stę p o w a n ie p rz ed ślubem . Jeż eli n ie z a ­
ch o w an ie czy sto ści p an ień sk ie j w y w o łu je n ie z a d o w o le n ie , to
w k aż d y m ra zie z a ła tw ia się ono w najciaśn iejszem k ó łk u ro d z in nem . Ś ró d ludu lite w sk ie g o istn ie je sporo zw yczajów , u z n a w a n y c h
d o tąd , a u n iem o żliw iając y ch zach o w an ie cz y sto śc i : dość tu p rz y ­
*) O ile pamiętam, ta pieśń była umieszczoną też „w T ekstach
Szlachty Żm udzkiej“ p. Dowojny Sylwestrowicza, umieszczonych niegdyś
w „W iśle“. Słyszałem ją też.



370 —

toczyć bard zo ro z p o w szech n io n e p ożycie- m iło sn e n arz e c z o n e g o
z n arzeczo n ą do ślubu. W pow . N o w o -A le k sa n d ro w sk im , z w ła szcz a
w je g o części p o łu d n io w o -w sch o d n iej o lu d n o ści m ięszanej, b ia ło ­
rusko-] ite w skiej; s p o ty k a m y w yraźne ś la d y p o g lą d u o d m ien n eg o ;
tam zach o w an ie czystości dziew iczej do ślu b u je s t rzeczą b ard zo
w ażną. P ra w d o p o d o b n ie te n p o g lą d lu d lite w s k i p rz y ją ł od B ia ­
ło ru sin ó w , alb o w iem n o si on w y b itn e ry s y b ia ło ru sk ie . D o tą d
w szakże n iezn a n em je s t rzeczow e b a d a n ie faktów , stw ie rd z a ją c y c h
p an ień stw o p. m łodej ; sło w em — n iem a zw yczaju „zw odzić“ o b lu ­
b ie ń c a i o b lu b ien icę, a p o tem p o k az y w ać gościom koszulę. Jeżeli
nie o każe się d o w odów , to ta okoliczność o k ry w a h a ń b ą rodzinę
n arzeczo n ej, a n a n ią sp ro w a d za dużo sk u tk ó w n ie p rz y je m n y c h “
— pisze p. B o h d an o w icz* ). T e g o zw yczaju stanow czo niem a, ale
istn ieje p o k re w n y : jeżeli p. m łoda o k a z a ła się n iew in n ą, to jej
m ąż u g asz cza jej rodziców i w e se ln ik ó w sło d k ą w ódką, k tó rą
w rę cza ją w b u te lk a c h , o w in ięty ch z ie le n ią ; w ra z ie p rzeciw n y m
p o d a ją b u te lk ę p ró ż n ą i d ziu raw ą **). T a okoliczność, lu b o s p ro ­
w a d za n a p. m ło d ą i jej rodziców , zw łaszcza m atk ę, dużo p rz y ­
k ro śc i czaso w y ch , n iem a je d n a k ża d n eg o zn aczen ia w dalszem
po ży ciu m ałżeń sk iem . W o g ó le b r a k czystości dziew iczej nie m oże
b y ć k a ra n y m ; sp ra w o to w są d a c h g m in n y c h n iem a i nie b yło.
N ie b y ło też n ig d y sp ra w ża d n y ch o z a cza ro w an ie w esela,
acz lu d w tę m ożność w ierzy, lub o u c h y le n ie się od celów m ał­
ż e ń stw a ; to o sta tn ie je s t b a rd zo n a g a n n e m , a n a w e t k a ra n e m .
W pow . N o w o -A le lk sa n d ro w sk im o d b y w a ło się w esele ; w czasie
tań có w o b rzęd o w y ch z za n a d rz a p. m łodej w y p a d ł za m e k z a m ­
k nięty .... T a o koliczność ta k o b u rz y ła z e b ra n e , k o b ie ty , n ajbliższe
k re w n ia c z k i, że o ćw iczy ły p. m łodą. P o s tę p e k ten tłó m aczy się
w ierzen iem n a stę p n e m : jeżeli o b lu b ien ica nie chce m ieć dzieci,
to w in n a w czasie ślubu za g o rse m m ieć za m e k za m k n ię ty , k tó ry
w n o cy n ależ y p o ło ży ć p o d p o d u sz k ę J**). J e s t to w ierzen ie b ia ­
ło ru sk ie, k tó re g o ślad y je d n a k s p o ty k a m y w p o w ia ta c h W iłk o m iersk im i N o w o -A lek san d ro w sk im .
P ra w o zw yczajow e k a rz e z łam a n ie w iary m ałżeńskiej przez
k aż d eg o z w sp ó łm ałżo n k ó w . D a w n iej sp ra w y p o d o b n e n a le ż a ły
*) Przeżytki starożytnego światopoglądu u Białorusinów str. 121,
Grodno 1895 r. (po rosyjsku).
**) „W esele Białorusinów litew skich“ Pam ięt. gub. kow. 1894 r.
str. 1 6 2 ..
*#*) Bohdanowicz „P rzeżytki starożytnego światopoglądu u B iałoru­
sinów“. Grodno 1895 r. str. 176

-

371 —

zw y k le do ks. p ro b o szcza lu b dziedzica, dziś coraz częściej p o ­
k rz y w d zo n e io n y zanoszą s k a rg i do sądów g m in n y ch . W a rto z a ­
n o tow ać, iż s k a r g m ężow skich n a n iew iern o ść żon, p ra w ie nie
m ożna sp o ty k a ć w sąd ach g m in n y c h ; oczyw iście — sam i m ężow ie
lu b ich k re w n i n ajb liżsi (rody) z a ła tw ia ją , sp ra w y po d o b n e, k tó ­
ry c h p a rę p rz y k ła d ó w p rz y to c zy łem pow yżej. W g m in ie T a b a rdzew skiej żo n a o sk arża m ęża o złam an ie w iary ślubow anej i w s k a ­
zuje n a je g o w spólniczkę. W y r o k — 1877 r. 1. 56 — sk a z a ł obu
w in n y c h n a 5 dni ro b ó t p u b liczn y c h . A ot rz ad k i w y jątek : s k a rg a
m ęża n a żonę. W g m in ie A n d rzejew sk iej m ąż s ta n ą ł o so b iście
p rz ed sąd em i zajaw ił, że „p o d czas n ieo b ec n o ści je g o w dom u o s k a r­
ż a n y o d w ied zał je g o żonę, sk u sił i sp a ł z n ią “. O sk arżo n y okazał
się ro d em z pow . S zaw elsk ieg o , p rz eto k az an o go w y sła ć n a m iejsce
u ro d z en ia, p ro sz ą c m iejsco w ą w ładzę g m in n ą, „by nie dozw alała
jem u w y d a la ć się i u k a ra ła za m iło stk i z k o b ie tą zam ężną“; stało się
zadość tej p ro śb ie (w y ro k 1876 r. 1. 56). W e w łości T a b a rd z e w skiej n a s k a rg ę te ścia u k a ra n o zięcia (w y ro k 1877 r. 1. 33). P rz e d
sąd em g m in n y m S zaw lań sk im staje k o b ie ta zam ężna i zanosi
s k a r g ę n a sw eg o m ęża; n a p o sied zen iu sądow em m ąż p rz y z n a ł
się do w in y . W y r o k z r. 1878 1. 9 s k a z a ł go n a areszt. W o g ó le
w e d le p ra w a zw y czajow ego m ożna k a ra ć za ro zp u stę zarów no
m ężczyzn ja k i k o b ie ty : ta k sąd g m in n y .Szydłow ski — w y ro k
1869 r. 1. 23 — s k a z a ł w ie śn ia k a ,,za ro z p u stę “ n a chłostę. Ż ona
p o szu k u je ig ru b . odszk o d o w an ia, k tó re p o zw an i o d e b ra li od jej
m ęża w k arczm ie. Z zeznań św iad k ó w ok azało się, iż tam o d b y ­
w a ła się o rg ia, w k tó re j u czestn iczy ły n ie rz ą d n ic e m iejscow e.
W y r o k z a p a d ł o ry g in a ln y : „ze w zg lęd ó w n a życie n iem o ra ln e
K . tem b ard ziej, że on je s t ż o n a ty i m a dzieci, dla p rz y k ła d u d ru ­
g ic h oćw iczy ć ró z g a m i“, (sąd g m in n y K ro c k i 1875 r. 1. 17).
P rz y k ła d y k a ra n ia k o b ie t za ro z p u stę p rz y to c z y łe m u p rz e ­
dnio ; o ile m o żn a sądzić, k a ra n o ty lk o w w y p a d k a c h n a d z w y ­
czajn y ch , a p rz ed sąd a m i s ta w a ły n iem al w y łączn ie n ierząd n ice.
N ierząd je s t z n a n y ludow i, ale p ra w o zw yczajow e k a rz e g o ty lk o
w ra zac h n ad zw y czajn y ch . W ta k ic h s p ra w a c h m o ty w y w y roków
sąd o w y c h w y ra ż a ją się k ró tk o : „za ro z p u stę “ . N ierząd istn ieje
i po w siach, ale rz a d k o ; p ra w n ie m oże on istn ie ć tylko w m iastach,
a le fa k ty c z n ie ten zakaz p ra w n y n ig d y nie b y w a . p rz e strz e g a n y ,
Ź ró d łem n ierz ąd u je s t zw ykle n ęd za ostateczna. W o g ó le je d n a k
p ra w o zw y czajo w e w y ró ż n ia i k a rz e surow o w szelk ie u siło w a­
n ia sze rze n ia ro z p u sty ; ta.k n. p. p o tę p ia o n a b a rd zo surow o
stręc zy cielstw o . P rz y ta c z a m p rz y k ła d : w g m in ie S u b o ck iej w ie­
śn ia k o sk arża sw eg o są sia d a w raz z je g o żoną o stręczy cielstw o ,



372 —

albow iem , „sp ro w ad zili oni z dobrej d ro g i je g o żonę, z a p rasz ając
i u łatw iając jej sch ad zk i z ludźm i z ły m i'1, od k tó ry c h b ra li za to
p ien iąd ze. N a p o sied zen iu sąd o w em osk arżo n y zaczął za ch o w y ­
w ać się n ieg rz ecz n ie ; w y ro k m iejscow ego sąd u g m in n e g o z ro k u
1887 1. 71 sk a z a ł g o n a ch ło stę, a jeg'o żonę — n a 7 dni a re s z tu j
k w e sty a o d szk o d o w a n ia p o zo stała n ie ro z strz y g n ię tą .
W p ra w ie zw yczajow em ludow em s p o ty k a m y pew n e śla d y
pojęć o p rz e stę p stw a c h , p rz e c iw n y c h n a tu rz e ; że ta k jest, dow o­
dzą k a ry , k tó re sąd y n a k ła d a ją n a osoby, rozpuszczające p o g ło sk i
u w łaczające o ludziach, k tó rz y ja k o b y d o p u ścili się ty c h s p ro sn o śc i
Za ro z p o w szec h n ien ie p o g ło sk i o p ew n y m g o s p o d a rz u ja k o sodo­
m icie, w in n eg o s p o tk a ła ch ło sta su ro w a a p o tem po sad zo n o go
n a 7 dni do a resztu (sąd g m in n y K ro c k i w y ro k 1875 r. 1. 31).
Z daje się je d n a k , iż p o d o b n e p rz e s tę p s tw a n ie s p o ty k a ją s ię : lud
zn a je ty lk o z p o dań.
O b ra za sło w n a sto su n k o w o n ied aw n o s ta ła się w ykroczeniem ,
k a ra n e m w d ro d ze sądow ej ; p rz e d k ilk u d ziesięciu la ty lu d lite w ­
s k i n ie u zn a w ał m ożliw ości jej k a ra n ia , d o p ie ro po zniesieniu
p o d d a ń stw a sto p n io w o w y ro b iło się pojęcie odpow iednie. D ziś za
o b e lg i sło w n e są d y g m in n e k a rz ą w z g lę d n ie surow o, ale dow olnie,
b o ża d n y ch za sad p ra w n y ch , u z n a w a n y c h ogólnie, niem a. Za zw y ­
m y ślan ie od d u rn ió w — ru b la g rz y w n y , a od N iem có w i z ło d z ie ­
jó w — 2 dni k o z y i 15 ru b . od szk o d o w an ia (sąd g m in n y B e rn a to w sk i w y ro k i 1886 r. 1. 1. 27 i 62). M im o tę dow olność są d y g m in ­
n e zn ają o koliczności, zw ięk szające w in ę ; do n ich n a le ż ą s ta n o ­
w isk o społeczne, w iek, p łeć, stan zd ro w ia it.d. W o g ó le słow ne
o b elg i sta rsz y c h b y w a ją k a ra n e o w iele surow ej niż m ło d szy ch
lu b ró w n y c h ; n ie k ie d y w ty c h w y p a d k a c h do aresztu , g rz y w ie n
i o d szk o d o w a n ia p rz y łą c z a się ch ło sta. Za o b e lg ę „b rz y d k ie m i
sło w y " w in n eg o s p o tk a ła ch ło sta (sąd g m in n y E jra g o ls k i w y ro k
1890 r. 1. 34). Za zn iew ag ę n a p o sied ze n iu sądow em , okoliczność,
zw ięk szająca w in ę — c h ło sta , (sąd g m in n y K ro c k i w y ro k 1875 r.
1. 32). Z n iew ażen ie k o b ie ty w o g ó le b y w á k a ra n e m , n a w e t su ro ­
wiej nieco, niż m ężczyzny. T a k „p. F . o sk a rż y ła n iejak ieg o ś R y m k u n a sa , że on „osobiście z a d a ł jej ro z m a ite m i, n iep rz y zw o item i
s ło w am i zn iew ag ę p rz y p u b lice n a r o d u “. W y r o k : 2 d n i ro b ó t
p u b liczn y c h (sąd g m in n y R o g o w s k i 1887 r. 1. 34).
W z ajem n e o belgi, n a w e t czynne, znoszą się. P rz e d sądem
g m in n y m w T a w ro g a c h dw óch w ieśn iak ó w s k a rż y ło się w zajem nie,
że się n a p rz ó d p o k łó cili, a p o te m p o b ili; w y ro k z r. 1891 1. 304
u znał, że o b e lg i czy n n e b y ły ró w n e, p rz e to p re te n s y e w zajem ne
u m o rza ją s ię “ ; p o w ó d ztw o w zajem ne obu w ieśn iak ó w odrzucono.



373 -

N ie zaw sze je d n a k ta k b y w a : z w ło ścian , naw ym yśla.w szy so b ie
od w a ry a tó w i złodziejów , o sk arży ło się w zajem nie, są d g m in n y
S a ła n to w s k i — w y ro k z 1887 r. 1. 141 — sk a z a ł ich obu n a c h ło ­
stę i g rz y w n y .
W o g ó le w sp ra w ach o o b e lg i sło w n e są d y g m in n e często
p rz e k ra c z a ją za k re s sw ej k o m p e te n c y i i ta k one k a rz ą za o b ra zę
sło w n ą u rz ęd n ik ó w g m in n y c h t. j. w y ro k u ją w s p ra w a c h , k tó re
n ależ ą do są d u o k rę g o w e g o bez u d z ia łu p rz y się g ły c h . T a k n. p.
za o b razę w ójta k a z a n o w yliczyć 20 rózg, a s ta ro s ty (so łty sa) —
15 ró z g (w y ro k i sąd ó w g m . W ie p rz o w sk ie g o 1875 r. 1. 23 oraz
T ra s z k u ń s k ie g o 1874г. 1. 36). Z resztą p isa łe m o tem . W a rto p o d ­
k re ślić , że sp ra w y o o b elg i, ja k i w ogóle w szy stk ie, to czące się
w sąd a ch g m in n y ch , często k o ń cz ą się polubow nie.... zw y k le w k a r ­
czm ie p rz y p iw ie i w ódce. N ie k ie d y w a ru n k i u g o d y zan o szą się
do w y ro k ó w sąd o w y c h : w w y ro k u sądu g m in n eg o S u rw ilisk ie g o
z r. 1872 1. i. c z y ta m y : „poniew aż K . p o g o d ził się z R -n ą , p rz eto
o b ie c a ł jej k u p ić k w a rtę w ódki, co są d p o s ta n o w ił za p isa ć do
k się g i w y ro k ó w “. N ie za w ad z iło b y d o d a ć : „i p o sze d ł razem do
k a rc z m y ją w y p ić “ — ja k się to z w y k le dzieje. N ie k ie d y w in n i
s k ła d a ją ty tu łe m k a r y p e w n e k w o ty n a k o śció ł lu b n a ż e b ra k ó w ;
ta k w sąd zie g m in n y m S re d n ic k im w r. 1889 za łatw io n o 2 sp ra w y ,
w k tó ry c h w y d a n o w y ro k i р. 1. 1. 37 i 39.
Za o b e lg ę sło w n ą p o czy tu je się też ro zp o w szech n ien ie p o g ło ­
s e k u w ła c z a ją c y c h lu b też fa łsz y w e o sk arżen ia. L u d nie w y ró żn ia
ściśle p lo tk i od o szczerstw a, z k to re m u to żsam ia n iem al p o tw arz ;
nie zna też on zn iesław ien ia. W g m in ie S re d n ic k ie j b ra t razem
z sio strą zarzucili sąsiad o w i o jco b ó jstw o ; sąd — w y ro k 1889 r.
1. 14 — s k a z a ł b ra ta n a ch ło stę a sio strę — n a 6 d n i a re sz tu ;
sk a z a n i o d w o łali o szczerstw o i p ro sili o przeb aczen ie, k tó re o trz y ­
m ali. D o są d u g m in n e g o w Jan o w ie w dow iec z a s k a rż y ł sąsiad k ę ,
k tó ra o je g o żonie zm arłej ro z p u ściła „n iep raw id ło w e i k rz y w d ząc e
p o g ło sk i, ja k o b y ona (nieboszczka) o tru ła się, n ie chcąc porodzić
Ź y d z ia k a “, ale s k a rg i sw ej n ie udow odnił, p rz eto za p ła cił 50 k o p
g rz y w n y „za g łu p s tw o “ (w y ro k 1875 r. 1. 24). P is a rz g m in n y o sk a ­
rż y ł w ieśn iak a , k tó r y o p o w ia d a ł o nim , iż d a ł m u 50 ru b . łap o w e g o ; są d g m in n y W ie w irż a n sk i w y ro k ie m z r. 1875 1. 5. sk a z a ł
g o n a 3 dni aresztu.
N ieco p rz e d te m w sp o m n iałem , iż lud z a sk a rż e n ia fałszy w e
uzn aje za o b e lg ę słow ną, uto żsam iając je n iem al z oszczerstw em ,
to też fałszy w e d en u n c y acy e są k a ra n e . Za „fałszy w ą d en ü n c y ac y ę “, sąd g m in n y S re d n ic k i w y ro k ie m z r. 1890 1. 7. s k a z a ł w in ­
n e g o n a 10 ru b li o d szk o d o w a n ia, chociaż o sk a rż y c ie l ż ą d a ł 40 rub.

-

374

-

Za fa łsz y w ą s k a rg ę o p o serstw ie, k tó re — ja k są d p is a ł — p rz y
śniło się d e n u n c y a n to w i“ — c h ło sta (sąd g m in n y A n d rz e je w sk i
w y ro k 1877 r. 1. 27). W ie lk a szkoda, iż zjazdy k o m isa rz y do sp ra w
w ło ściań sk ich często k asu ją te w y ro k i, b o sąd y g m in n e, w y d a ją c
je, p rz e k ra c z a ją sw oją k o m p e te n c ję ; staje się zadość lite rze p ra w a ,
ale m o raln o ść p u b lic z n a cierp i n a tern.
D o o b elg s ło w n y c h trz e b a zaliczyć o b elg i, za d an e sy m b o ­
licznie. D o ta k ic h sy m b o ló w n a le ż ą n ie k tó re ru c h y c ia ła lu b g e ­
sty , ry s u n k i, o b cięcie o g o n a koniow i, n ie k ie d y zaś in n e sy m b o le
p rz ed ew sz y stk ie m o o b ra zie n iew łaśc iw y m ruchem , k tó ra p o le g a
n a o b n ażen iu i p o k a z a n iu p ew n ej części c ia ła ; tej fo rm y o b e lg i
m o g ą d o p u ścić się ty lk o k o b ie ty . D ziś s p o ty k a się o n a w y łą c z n ie
śró d n ie w ia s t ż ludu, ale p rz e d w iek iem p ra k ty k o w a ły ją n a w e t
ziem ianki, ja k to stw ie rd z a ją k się g i g ro d u U p ick ieg o . P rz e d s ą ­
d em g m in n y m R o g o w sk im w ieśn iak żąd a od n iew iasty , k tó r a go
z n ie w a ż y ła ru c h em n iep rzy zw o ity m , 5 ru b li o d sz k o d o w a n ia ; sąd
zm n iejszy ł p o w ó d ztw o do p o ło w y , ale n iep rz y zw o itą k o b ie tę „za
p o k a z a n ie d ..y “ a re sz to w a ł n a 3 dni (w y ro k 1882 r. 1. 53). T a k ie g o
ro d zaju z n ie w a g i od czasu do czasu s p o ty k a m y śró d ludu, n ie ­
k ie d y n a w e t śró d sz la c h ty szaraczk o w ej. U w a ża się je za o b ra ­
żające n a w e t m o raln o ść p u b liczn ą , p rz eto b y w a ją one k a ra n e s u ­
ro w o ; p rz y k ła d ó w p o d o b n y c h m ożna p rz y to c z y ć sporo. P o k a z a n ie
ję z y k a lub figi — to o braza. N a w e se lu w g m in ie R u m sz y sk ie j,
p ew ie n w ie ś n ia k „p o k a z a ł d ru g iem u fig ę “, za co k ro p n ię to go
k ije m ; obaj „za g ru b ia ń s tw o “ trafili do a re sz tu n a 2 dn i (w y ro k
1879 r. 1. 86).
P ra w o zw yczajow e u w aża ró w n ież za oszczerstw o ro z p o ­
w szech n ien ie ry su n k ó w k rz y w d z ą c y c h ; do sąd u g m in n e g o A le ­
k sa n d ro w sk ie g o p e w n a k o b ie ta w n io sła sk a rg ę , w k tó re j p isa ła ,
że „ p a n n a “ K . „ro zk leja w e w szelk ich p u b lic z n y c h m iejscach
k rz y w d z ą c e ją p ro k la m a c y e (okazało się — k a ry k a tu ry ) i p a s z ­
k w ile “. S ą d s-wym w y ro k ie m z r. 1879 1. 34 p rz e k a z a ł tę sp ra w ę
u rzęd o w i p ro k u ra to rsk ie m u . W k ilk a m iesięcy później to c z y ła się
w tej sam ej g m in ie s p ra w a o b a rd z o n ie p rz y z w o ity ry su n e k ,
u w ła c z a ją c y czci n iew ieściej a n a k le jo n y n a w ro ta c h c m e n ta rn y c h .
S ą d w y ro k iem sw ym z r. 1879 1. 52 sp ra w ę tę p rz e k a z a ł sędziem u
śledczem u. Z d arzają się, lu b o rz ad k o , i inne fo rm y o b e lg i za p o ­
m o cą sy m b o ló w o d p o w ie d n ic h ; p rz y ta c z a m p rz y k ła d : W g m in ie
Ja n isk ie j o d b y w a ło się w e se le ; w czasie o b ch o d u je d e n z weseln ik ó w p rz y b ił ćw iek iem d ziu ra w y k alo sz do w ró t c h a ty p. m ło­
d eg o . Z te g o w y w ią z a ła się sp ra w a : sąd w ty m czyuae u z n a ł
o b e lg ę i s k a z a ł w in n e g o n a 5 dni aresztu (w y ro k 1894 r. І. 3).

-

m

Za o b e lg ę g o sp o d a rz a lu d p o cz y tu je obcięcie o g o n a jeg-o k o n io w i.
N ie um iem w y tłó m a c z y ć te g o zw yczaju, n ie um iem w sk az ać ź ró ­
d ła je g o pochodzenia.. W p ra w d z ie u K irg iz ó w czyn ten u w a ża się
za o b ra zę i b y w a k a r a n y su ro w o ; p o w o d y są ja sn e i zro zu m iałe.
N ie m ożna p rz y p u ścić, b y te n p o g lą d d o sta ł się od k o cz o w n ik ó w
A zy i śro d k o w ej, ale istn ieje on. W iem , iż p e w ie n g o sp o d arz,
w ło ścian in , p rzez ze m stę o b c ią ł o g o n y k o n io m sw eg o s ą s ia d a ;
w y w ią z a ły się s tą d sp ra w y , k tó re o sta te c z n ie z a p ro w a d z iły w in ­
n e g o p rz e d s ą d y p rz y się g ły c h .... W są d a c h g m in n y c h sp ra w o to
n ie s p o ty k a łe m , b o sp ro w a d zają się one zw y k le do z a sk a rż e n ia
0 sam ow olę.
W o g ó le tru d n o p rz e p ro w a d z ić g ra n ic ę po m ięd zy o b elg am i
czy n n em i, b ijaty k am i, oraz o b ra ż e n ia m i cielesnem i, albow iem
w p o ję c ia c h p ra w n y c h lu d o w y ch p o m ięd zy n iem i n iem a ró żn icy
ścisłej.
P rz e d e w sz y stk ie m sk re ślę słów k ilk a o o b elg ac h czynnych.
Z daje się, iż u d e rz e n ie w p o licze k m a zn aczen ie szczególne ; lud,
b o d aj, m niem a, iż je s t to najw y ższa fo rm a o b e lg i czynnej ; w k a ż ­
d y m ra zie k a r a n ą o n a b y w a surow o. W g m in ie W o rn ie ń sk ie j
za u d e rz e n ie w tw arz w in n e g o o ch ło sta n o i sk az an o n a z a p ła c e ­
n ie io ru b . „ n a lecz en ie“ (w y ro k 1S87 r. 1. 23). A le te n p o g lą d
tru d n o p o g o d zić z p o w sze ch n ą ch ęcią o trz y m a n ia m ożliw ie w ie l­
k ie g o w y n a g ro d z e n ia za zn iew ag ę, za „b ezczeście“ — ja k p iszą
w s k a rg a c h i w y ro k a ch .
O o d szk o d o w a n iu w sp ra w a c h o o b e lg i czynne, b ija ty k i
1 u szk o d z en iach c ie le s n y c h sk re ślę słów p a r ę nieco p o tem .
O b e lg i czy n n e są n a d e r ro zp o w szechnione śró d lu d u : są d y g m inne
są z a w alo n e s k a rg a m i ro d zicó w i sta rsz y c h k re w n y c h n a dzieci
i m ło d szy ch k re w n iak ó w .... S ą d z ą one sp ra w y p o d o b n e i k a rz ą
zw y k le w in n y c h surow o, acz, ro z strząsa ją c je, p rz e k ra c z a ją sw oją
k o m p e te n c y ę : s p ra w y p o d o b n e n ależą do sąd ó w p rz y się g ły c h .
N ajw ięcej s p ra w o o b elg i czynne to czy się n a g łęb o id ej Żm udzi,
w p o w ia ta c h p o łu d n io w y c h — m niej. W y ro k i w ty c h sp ra w ach
cech u je z u p e łn a d o w o ln o ść ; za u d erzen ie w ie śn ia k a biczem —
c h ło sta, a za ob icie k o b ie ty w jed n y m w y p a d k u — 2 rub. g rz y ­
w ny, w d ru g im zaś (obita le c z y ła się u d o k to ra) — 5 rub. od­
szk o d o w an ia (sąd gm . R o z a liń s k i w y ro k i z r. 1885 11. 44 i 50 oraz
z r. 1886 1. 1). T aż sam a dow olność p an u je w szędzie. T a k sąd
g m in n y B e rn a to w sk i sk a z a ł n ieja k ie g o ś S ta n isa , k tó ry „ ro z ju ­
szyw szy się, u d e rz y ł d ru g ie g o (p rzec iw n ik a ) w po liczek , sk u tk iem
czego n a s tą p ił k rw io to k z u st, i p o w tó rn ie u d erzy ł p ię śc ią w p ie rś “
— n a 3 g o d z in y a resztu i 3 ru b . o d sz k o d o w a n ia ; nieco później
26

-

376 -

ten że są d A p o lo n ię Ł . za obicie p o lan em ry w a lk i p o sa d z ił n a 3
godz. p o d k lu cz (w y ro k i 1876 r. 11. 7 i 22). P rz e d sąd e m g m in n y m
w W o rn ia c h staje osobiście A n n a В. i sk a rż y s ię ; że ją o b ili b ez
p rz y czy n y : P io tr B art. — cepem , Jó z e f B u d r. — nog-ą, S zy m k . —
kijem , S tra w . — pięścią, a S zat. —• zam ie rza ł w id ła m i; s k a rg ę
u d o w o d n io n o . S ą d sk a z a ł B a r t , B udr. i S zym k. n a 3 dn i aresztu ,
S tra w . — n a dobę, a Szat. — u w o ln ił (w y ro k 1888 r. 116). Za
ciężkie o b ra żen ie cielesne, stw ierd zo n e przez le k arza, 3 rub. o d ­
szkodow ania, chociaż sp ra w a k w a lifik o w a ła się n ie w ą tp liw ie do
p rz y się g ły c h .
Z d arza się, że o b e lg i cz y n n e p rz y b ie ra ją fo rm y n ie z w y k łe :
p o sp rz e c z a ły się 2 ku m y , i je d n a d ru g iej „ w y ta rła jajk iem tw arz,
za co sąd g m in n y T ra sz k u iisk i w y ro k iem z r. 1890 1. 33 k a z a ł
w innej m yć 2 d n i p o d ło g i w U rz ęd zie gm in n y m . N ie k ie d y o b e lg i
cz y n n e n o szą c e c h y praw dziw ej zw ierzęcości : 2 w ie śn ia k ó w o b a ­
liło k o b ie tę n a p o d ło g ę, jed en u sia d ł n a niej, a dru g i, zerw aw szy
k a fta n ik , ch w y cił za s u tk i i za n ie w łóczył pow alo n ą, k tó ra
sk a rż y się, iż ją p ie rsi b o lą do tąd ; św iad ectw o le k a rsk ie s tw ie r­
dziło o sk arżen ie. S ą d g m in n y S o ło c k i w y ro k ie m z r. 1893 1. 56
sk a z a ł w in n y ch n a ch ło stę i w y p ła c e n ie p o k rzyw dzonej 60 rub.
o d szk o d o w an ia.
W o g ó le g ra n ic a p o m ięd zy o b e lg a m i czy n n em i w zajem nem i
a b ija ty k ą n ie d a się ściśle p rz ep ro w a d zić, albow iem jed n e często
p rz e k sz ta łc a ją się w d ru g ie . P o w o d y b ija ty k b y w a ją b a rd zo różne,
n ie k ie d y o ry g in aln e . W ie ś n ia k n a s tą p ił sw em u są sia d o w i n a n o g ę
i p rz e p ro sił go „ g rz e c z n ie “, ale sąsiad o b ił g o ,,na 5 ru b .“ , k tó re
i zap łacił, chociaż o b e lg i czynne b y ły w spólne. Z darza się, że
w b ija ty k a c h u cz estn iczą ca łe rodziny. W ta k ie j b ija ty c e u c z e ­
stn ic z y ła c ięż arn a k o b ie ta , k tó ra p rz ed sądem s k a rż y ła się, iż
m oże p o ro n ić. P o b ity żąd a 100 rub. odszk o d o w an ia. Ś w iad k o w ie
s tw ierd z ili, iż trz y m a li g o m ężczyźni, a b iły k o b iety . G d y jeg o
k re w n ia k rz u cił się m u n a ob ro n ę, k o b ie ty o b a liły g o n a ziem ię,
d e p ta ły n o g am i, b ry k a ły w tw arz i t. d. ; p o szk o d o w a n y chorow ał.
Z a c h o ro w a ła też k o b ie ta cię ż a rn a — w ed le św iad k ó w — od złości
o raz sk u tk ie m w y c ią g a n ia k o łó w z p ło tu , k tó re słu ż y ły za broń.
S ą d g m in n y K ro c k i w y ro k ie m z r. 1880 1. 18 s k a z a ł w in n y ch n a
100 ru b . o d szk o d o w a n ia. Z w y k łem je d n a k tłe m b ija ty k , b u rd ,
zw ad i t. d. je s t p ijań stw o lu d o w e ; fa k ty c z n ie 'n ie m a l k a ż d a k łó ­
tn ia po p ijan em u k o ń cz y się użyciem pięści. W ty c h w y p a d k a c h
s ą d y k a rz ą n ie ty lk o za b ijaty k i, ale i za p ijań stw o , k tó re w razach
n a d z w y c z a jn y c h je s t zw y k le k a ra n e m przez są d y g m inne. P iło 2
w ieśn iak ó w ; p o k łó cili się, p o b ili i je d e n d ru g ie m u „ n a b ry k a ł obu-

-

377 -

tem i n o g am i, ile w lazło, po tw a rz y “ . „Za p ija ń stw o “ za p ła cili obaj
p o 2 rub. g rzy w ien , a po w ó d o trz y m a ł w d o d a tk u 15 ru b . o d ­
szk o d o w a n ia (sąd g m in n y P u sz o ła c k i w y ro k 1886 r. 1. 32). W p o ­
w ażnej ro d z in ie „sp o k o jn ie“ o d b y w a ła się „ w a k a ru sz k a “ , (w ieczo­
ry n k a ); w tem p ew ie n g o ść, „p rzed staw ia ją c w idok w a ry a ta , z a ­
czął b ić i w y m y ślać in n y m “, k tó rz y go b ili te ż ; sąd „u zn ał za
d o b re, ja k o m ło d zieńca, u k a ra ć 24 rózgam i, w n ad ziei p o p ra w y
sw a w o ln ik a “ (sąd g m in n y R o z a liń s k i w y ro k 1885 r. 1. 64). W in ­
n y m w y p a d k u ta k a „ w a k a ru s z k a “ sk o ń c z y ła się gorzej, bo w o g ó l­
nej b ija ty c e p rz y ję ły u d ział i k o b ie ty , „oblew ając się p iw e m “
i rzu cając w p rz e c iw n ik ó w dzb an y , ale w in n y zn alazł się ty lk o
jed en , k tó re g o sąd g m in n y G ulbiński w y ro k iem z r, 1885 1. 37
k a z a ł oćw iczyć. H u la n k a w w esołem to w arzy stw ie z a k o ń czy ła się
o g ó ln ą b ija ty k ą , w k tó rej pew n em u w ieśn iak o w i „głow ę p rz e b ili;
p o szk o d o w a n y od k aż d e g o u c z e stn ik a b ija ty k i o trz y m a ł po 5 ru b .
a od jej s p ra w c y — 10 ru b . T en ż e sam sąd s p ra w c ę w ielkiej
b u rd y o ćw iczy ł i a re sz to w a ł n a 5 d n i (sąd gm . T o w ia ń sk i w y ro k i
1876 r. 1. 35 oraz 1890 r. 1. 35). N iek ied y b ija ty k i k o ń czą się k a ­
le c tw e m ; ta k są d g m in n y K ie jd a ń s k i ro z strz ą sa ł sp ra w ę o o d k ąszenie p a lc a w b ija ty c e , za co w in n e g o sk az an o n a c h ło stę i o d ­
szk o d o w a n ie (za p alec). P rz y k ła d te n p rz y to c z y łe m też w yżej.
W o g ó le t. z. odszk o d o w an ie b y w a za sąd za n em zaw sze, ch o ­
ciażb y p o szk o d o w a n y nie p o n ió sł ża d n y ch s tra t m a te ry a ln y c h ;
p ra w d o p o d o b n ie w idzi w niem lud p e w ie n sposób za d o śću czy n ien ia
za k rz y w d ę w y rząd zo n ą. Część odszk o d o w an ia w y zn acza się n ie ­
k ie d y w zbożu lub p ro d u k ta c h w iejsk ich ; n p . za obicie k o b ie ty
są d g m in n y T o w ia ń sk i — w y ro k 1890 r. 1. 45 — k a z a ł z a p ła c ić
jej 2 ru b . i d ać 10 g a rn c y ży ta. W o g ó le są d y g m in n e s y ste m a ­
ty c z n ie zn iżają w y so k o ść odszk o d o w an ia, alb o w iem b ard zo często
c a ła s p ra w a sp ro w a d z a się ty lk o do ch ęci jeg o o trz y m a n ia ; n. p.
zn iew ażo n a k o b ie ta żąd a 40 ru b .: p rz y sąd zo n o ty lk o 25 rub,,
a w in n eg o w d o d a tk u posadzono n a 3 dn i do a re sz tu (sąd gm .
R o z a liń s k i w y ro k 1886 r. 1. 53) i t. d. N ie k tó re też Z jazdy k o m i­
s a r z y do sp ra w w ło ściań sk ich w alczą z tem zjaw iskiem , albow iem
doszło już do teg o , że o sk arżając y n au m y śln ie w szczynają sp raw ę,
b y je o trz y m a ć ; ta k sąd g m in n y K ry n c z y ń sk i w y ro k iem z r. 1890.
1. 90 stw ierd z ił, iż p o w ó d k a k rz y c z a ła n a u m y ś l n i e , a b y o trz y ­
m ać w y n a g ro d z e n ie pieniężne.
W p o g lą d a c h ludu n a p rz e stę p stw a p rz eciw k o osobom za ­
ch o w ało się jeszcze dużo p rz eży tk ó w p ra w n y ch . P rz e d e w sz y stk ie m
p o d k re ś lić należy , że n a w e t zabójstw o do n ie d a w n a uw ażało się,
a m oże i uw aża, za sp ra w ę p ry w a tn ą , k tó rą m ożna um orzyć
*

-= -878



w dro d ze p o lubow nej. P rz y ta c z a in przylćład p o d o b n e g o z a k o ń c z e ­
n ia sp ra w y . S ą d g m in n y E jra g o lsk i w y ro k ie m sw ym z r. 1890
1. 19 za p o g o d zen iem się obu śtro n u m o rzy ł sp ra w ę o u siło w an ie
zab ó jstw a. W y r o k te n p ra w d o p o d o b n ie dowodzi, iż zabójstw o je s t
s p ra w ą p ry w a tn ą . W praw dzie p ra w o zw yczajow o nie k a rz e u si­
ło w ań , ale uznaje je za p rz e stę p stw a sam odzielne, W tej zaś s p r a ­
w ie .p o m in ięto u d e rz e n ie to p o rem w głow ę. N ig d y też są d y g m in n e
n ie ro z s trz y g a ły i nie ro z strz y g a ją sp ra w o dzieciobójstw o, k tó re
nie p o d le g a ją w p ra w d z ie ich k o m p e te n c y i, ale W ie m y dobrze, iż
b ard zo często ją p rz e k ra c z a ją one. Zdaje się, dzieciobójstw o —
w ed le lu d u . — to p rz e stę p stw o ściśle p ry w a tn e , k tó re nik o m u nie
ro b i k rz y w d y , zatem , nie m oże b y ć k á ra n é m . L u d uznaje je . za
ciężki g rz ech , a le d ziec io b ó jc zy n ie nie u le g a ją żadnej p o g a rd z ie
szczególnej. P rz y s ię g li z a p a tru ją się n a n ie b a rd z o p o b łażliw ie
p ra w d o p o d o b n ie u w a ż a ją k a r ę , w y z n acz o n ą przez k o d ek s, ża z b y t
s u ro w ą ; z w y k le albo u n iew in n ia ją je albo u znają w innem i p o rz u ­
cen ia d zieck a, g d y Sąd p o sta w i to p y ta n ie . In n y c h p rz e stę p stw
p rz eciw k o życiu lu d nie uznaje ; n ie uznaje on też p rz e s tę p s tw
p rz eciw k o zd ro w o tn o ści pu b liczn ej.
P o g lą d y lu d u n a p ra w o - w łasn o śc i w a ru n k u ją je g o p o ję c ia
o k rad zieży , sam o w oli i in n y c h w y k ro c zen ia ch p rz eciw k o p ra w u
w łasn o ści. P rz e d e w sz y stk ie m .— słów k ilk a o sam ow oli. W e d le
p ra w a zw y czajo w eg o sam ow ola je s t k a ra h ą , ale p o b łażliw ie, bo
lu d w niej w idzi p o n ie k ą d sp o só b w y m ie rz a n ia sobie s p ra w ie d li­
w o ści doraźnej. .Staje Się ono k a ra ln e m , g d y p rz e k ra c z a pew ne
g ra n ic e, zależn e w w y p a d k a c h p o szc zeg ó ln y ch od o k o liczn o ści
m iejsco w y ch . O sam ow oli, w y rażającej się k alec zen ie m zw ierząt,
p rz y d y b a n y c h w t. z. szkodzie, p isałem już, p rz e to n ie b ęd ę o tem
ro zszerzał się. P rz y ta c z a m ty lk o ; je d e n p rz y k ła d , n a d e r c h a r a k te ­
ry sty c z n y . W y ż e łe k „ p ie se k a n g ie lsk ie j ra sy d o m o w ej“, zad u sił
li g ą sią t, k tó ry c h w łaśc ic iel z a b ił g o . Za p ie sk a za b ite g o zażą­
dan o 50, ru b . o d szk o d o w an ia, w łaściciel zaś g ą s ią t o ce n ił ich
s tra tę n a 60 ru b ., a le s p ra w ę p rz e g ra ł i m u s ia ł za p ła cić za p ie s k a
25 ru b . oraz p rz e sie d z ie ć d o b ę w areszcie (sąd gm . K ro c k i w y ro k
1-888 r., 1. 38).
.
-S p o ty k am y je d n a k i in n e . form y sam ow oli : p e w ie n w ieśn iak
zw alił cudzy chlew , a m a te ry a l z a b ra ł i u ży ł. n a o p ał. W y r o k
sąd u g m in n eg o W ie lo ń sk ie g o z r. 1886 -1. 1 sk aż ał g o n a 10 ru b .g rz y w ien i 30 ru b . odszkodow ania. B ardzo często z d a rz a się, iż
tłem sam o w o li lub s p ra w p o łącz o n y ch z n ią je s t p ija ń s tw o ; u p rz e ­
d nio p rz y to c zy łem p rz y k ła d odp o w ied n i, tu dodam jeszcze p a r ę :
w g m in ie A n d rzejew sk iej w eso ła k o m p a n ia zjaw ia się do cudzego



379 —

dom u i zaczy n a ra c z y ć w ó d k ą g o sp o d arzy ; ci nie ch cą p ić i w y ­
p ra sz a ją g o ści p ijan y ch ... W ó w c z a s n a s tą p ił ro zg ro m dom u : p o ł a ­
m ano sp rz ęty , p o b ito okna, n ac zy n ia i t. d., n a w e t zru jn o w an o
piec... M iejscow y sąd g m in n y w y ro k ie m z r. 1877 1. 9 s k a z a ł w in ­
n y c h n a ch ło stę i o d szk o d o w a n ie sow ite. P rz e d Sądem g m in n y m
A le k sa n d ro w sk im s k a rż y się w ieśn iak , że w k arczm ie je g o w sp ó ł­
b ie sia d n ic y o d e b ra li odeń 6 ru b . fa jk ę i zdjęli ch o m o n t z k o n ia ;
w y ro k — 1891 r. 1. 39 -- s k a z a ł w in n y ch n a c h ło stę i o d sz k o ­
d o w a n ie . S p ra w a ta z a k ra w a już n a g ra b ie ż , ale często zd arza
się, że n ie k tó re fo rm y sam ow oli lu d nie odróżnia od g ra b ie ż y
0 k tó re j w o g ó le m a p o jęcie b a rd z o n iejasn e.
N iez b y t też ja sn e m i są p o jęcia ludow e o k ra d z ie ż y ; p ra w o
zw yczajow e ro zró żn ia k ra d zież n o cn ą od dziennej, oraz k ra d zież
sp ełn io n ą w św ięto, zresztą p isa łe m o tem . K ra d z ie ż — to s p ra w a
ściśle p ry w a tn a ; n iek ied y s ą d y z a d aw a ln iają się zw róceniem
rzeczy sk ra d z io n y c h lub odszkodow aniem , p uszczając re sz tę p ła ­
zem ; n ie zaw sze n a w e t w ym ag'a się p rz eb ac zen ia s tro n y p o s z k o ­
dow anej, ale w szy stk o zależy od okoliczności : d o w o ln o ść zu p e łn a
K o b ie ta s k ra d ła in s tru m e n ty k o w a lsk ie, k tó ry c h w a rto ść w y n o ­
s iła 30 ru b .; sąd g m in n y S re d n ic k i w y ro k ie m z r. 1890 1. 11 k a ­
zał zap łacić 20 ru b . odszkodow ania. S ą d gm . w R u m sz y s z k a c h
za k ra d zież p ro s ia k a sk a z a ł n a ch ło stę (w y ro k 1887 r. 1. 12). Za
k ra d z ie ż sp ó d n icy — 6 ru b . o d szk o d o w an ia i 3 ru b . g rz y w n y
(sąd gm . W ie lo ń sk i 1886 r. 1. 15). W ła m a n ie się nie je s t o k o li­
cznością, zw ięk szającą w in ę ; to sam o stóstije się do p o d k o p u . Za
k ra d zież m lek a i c h leb a z : p o d k o p e m i w łam an ie m się — 20 ró zg
(sąd. gm . К ro c k i w y ro k 1869 r. 1. 8); tu oczyw iście p o d k o p
1 w ła m a n ie się u zn a n e zo stały za okoliczności, zw iększające w inę.
R e c y d y w a zaw sze i w szędzie p o tęg u je o d pow iedzialność : za u k r a ­
d zenie k o sz y c z k a ja b łe k z n a n e g ' o Złodzieja s p o tk a ła chłosta
(sąd gm . J a s woju sk i w y ro k 1883 r. 1. 6).
W o g ó le w sp ra w a c h o w y k ro c zen ia ch p rzeciw k o p ra w u
w łasn o ści są d y g m in n e ustaw icznie p rz e k ra c z a ją sw oją k o m p e te n c y ę ; t a k 1sąd z ą one s p ra w y o k ra d zieże dom ow e, chociaż p o ­
d le g a ją one sąd o m p ań stw o w y m * ). R o b o tn ik u k ra d ł u sw eg o g o ­
s p o d a rz a 7 ru b . s re b rn y c h , „schow anych- p o d p u ła p e m “ : w y ro k
s k a z a ł g o n a ch ło stę : „d la p rz y k ła d u innym , a b y u n ik a li p o d o ­
b n y c h w y stę p k ó w -(są d gm . K ro c k i w y ro k 1870 r. 1. 3). Za k r a ­
dzież u g o sp o d y n i 5 g arn . grochu, 2 g a rn . m ąki jęczm iennej i 3

*) Wyrok kr. D. K. S. łtz. 1872 r. 1. 130.



380 —

fu n tó w w e łn y s ą d gra. P łu n g ia ń s k i w y ro k iem z 1885 r. 1. 20 k a z a ł
służącej zap ła cić 2 rub. k a ry .
W p o jęcia ch p ra w n y c h lu d u s p o ty k a m y jeszcze n ik łe śla d y
p o g ląd ó w , z a c z e rp n ię ty c h ze S ta tu tu L ite w s k ie g o ; do n ic h należy
po g ląd , k tó ry n ak azu je g o sp o d a rz o w i w y n a g ro d z ić s tr a ty je g o
g o ścia. P rz y ta c z a m p rz y k ła d , acz w y ją tk o w y . W ie ś n ia k z a p ro ­
sił g o śc i ; g d y ci chcieli w yjeżdżać, w ów czas z a m k n ą ł k o n ie
w stajni. N a d ra n k ie m k o n i nie b y ło : sk ra d zio n o je. G oście
w y to czy li m u p ro ces, ale p rz e g ra li : są d g m in n y R u m sz y sk i w w y ­
ro k u z r. 1888 1. 83 p isa ł, że „d aw n iej m ielib y oni słuszność, dziś
-zaś nie m a ją “. N a tejże sam ej zasadzie sąd y g m in n e n ie k ie d y
w y ro k u ją w sp ra w ach , stan o w czo p rz e k ra c z a ją c y c h z a k re s ich
k o m p e te n c y i : ta k sąd g m in n y K ro c k i sąd ził zło d zieja koni, k tó ­
re g o sk az ał n a c h ło stę i odszk o d o w an ie (w y ro k i 87o r. 1. 19).
W y r o k p o d o b n y za p ad ł też w sądzie g m in n y m W ie w irź a ń sk im
w r. 1875 1. 108.
W o g ó le w tej dziedzinie p rą w a zw y czajo w eg o s p o ty k a m y
sp oro p rz eży tk ó w , zw łaszcza w za k resie p o sz u k iw a n ia złodziejów ;
lu d zn a b a rd zo ró żn e sposoby.... N ie m o g ę ic h a n i w yliczać an i
op isy w ać, p rz y to c zę ty lk o u ry w e k c h a ra k te ry s ty c z n y z p ra c y p .
J. K ib o rta * ) : „G d y pew nej w ieśn iaczce u k ra d z io n o pieniądze, p o ­
je c h a ła do n ieg o (Juszkisa, czaro w n ik a). W y s ia d a ją c m y śli: „jeśli
on nie o d k ry je m i złodzieja, albo w sk aże g o n iew y raźn ie, d w u­
znacznie, nic m u n ie d a m “. Z o staw ia w w ozie w ó d k ę i inne g o ś ­
cińce, w chodzi. W ch acie Ju sz k isa nie ta k ja k u z w y k ły c h „b u rtin in k ó w “, k tó rz y lę k a ją się św ię to śc i: n a sto le k ru c y fik s, n a d
łóżk iem k ro p ie ln ic a ze św ięc o n ą w odą. Z aśm iał się, g d y o p o w ie ­
d ziała m u cel sw ego p rz y b y c ia i rz e k ł: „a czem uż to zo staw iła ś
w w ozie g o śc in ie c ? Czy n ie żałujesz go dla m n ie czasem ?". W i e ­
śn ia c z k a z a p ie ra się. A o n : „załóżm y się, że ta k je st! Je śli ż a łu ­
jesz, m ożesz p o ż a ło w a ć “. P rz y n io s ła m u w szy stk o , co p rz y w io zła.
Z aczął ro z k ła d a ć n a sto le k a r ty , tuż około k ru c y fik su i ta k m ó ­
w ił : „ p ien ią d ze u k ra d ła n ie ta osoba, o k tó re j m yślisz ! M asz p o ­
d ejrzen ie n a ta k ą , k tó ra w ieczn ie je s t ro zd ziaw io n a, m a blo n d
w ło sy , n iech lu jstw em i n ie d b a ło śc ią się odznacza. Z łodziejstw a
d o p u ścił się s ta ry m ężczyzna, z zęb am i ja k u p iły , z rę k o m a ja k
g ra b ie , b u rk liw y ja k niedźw iedź^ p o n u ry . P ie n ią d z e znajdują się
w szczelinie ścian y , w o b o rz e“ . O d d a ła m u g o śc in ie c i w ró c iła
urad o w an a,... N ie o d z y sk a ła s tra ty , lecz nie w in iła o to „ b u rti-

* W isła t. X I, str. 102.

-

381

-

n in k a “, g d y ż on to jej sam p rz ep o w ied ział, że je śli żałuje, może
p o żało w ać". J e s t to ty p o w a sc e n a : w y sta rc z a ona, b y s c h a ra k te ­
ry z o w ać d o statec zn ie w ie rz e n ia ludu w tej k w esty i.
P o zo staje m i ty lk o sk re ślić słów k ilk a o oszustw ie. P ra w o
zw yczajow e n ie w y ró żn ia go ściśle z p o śró d in n y c h p rz e k ro c z e ń
p rzeciw k o p ra w u w łasn o śc i ; n ie k ie d y n a w e t u w a ża za oszustw o
ra d y , d an e w złej w ierze, jeśli p rz y n io są one szkodę. T a k w g m i­
nie F ry sk ie j d o ra d c a p o k ą tn y n am ó w ił k o b ie tę , b y u p ełn o m o c n iła
go do sta w ie n n ic tw a w s ą d a c h po k o ju w S z a w la c h ; zg o d z iła się
n a to. D o ra d c a n ie p o jech a ł, sp ra w ę p rz e g ra n o . K o b ie ta z a s k a r­
ż y ła g'o do sąd u g m in n eg o , k tó ry w y ro k iem sw ym z r. 1894 1. 56
s k a z a ł go n a ch ło stę i 10 ru b . odszkodow ania. W sp ra w a c h p o ­
d o b n y ch p rz e d a w n ie n ia n ie m a : p o je d e n a s tu la ta c h k o b ie ta żąd a
zw ro tu 2 s z y n e k : w y ja śn iło się, że w ów czas g ro m a d a w y s y ła ła
do K o w n a 2 p ełn o m o cn ik ó w , k tó ry m dan o g o tó w k ę n a straw ę,
ci zaś sk o rz y sta li z tej sp o so b n o ści i w im ieniu g ro m a d y w zięli
te szy n k i. S ą d g m in n y S u rw ilisk i w y ro k ie m z r. 1872 1. 5 k a z a ł
zw rócić w a rto ść szy n ek , a w in n y c h sk a z a ł n a areszt. W o g ó le
p ra w o zw yczajow e nie zna k a ra ln o śc i w y z y sk u ; stanow czo nie
zn a ono ża d n y ch k a r za lichw ę, o czem pisałem . W w y ro k a ch
sąd ó w g m in n y c h zn alazłem ty lk o ' k a rę za p rz ek ro c zen ie p rz e p isu ,
ograniczająceg-o w y z y sk żydow ski. G ro m a d a Ł ęcze, g m in y K ro c kiej u ch w aliła , b y p o d k a r ą 25 rub. żaden g'ospodarz nie śm iał
w y d z ie rża w ić m ieszk a n ia Ż y d o w i; 3 g o sp o d a rz y p rz ek ro c zy ło ten
z a k a z ; sąd gm . K ro c k i w y ro k iem z r. 1889 1. 92 k a z a ł w innym
z a p ła cić 75 ru b . g rz y w n y , k tó re p o d zielił n a połow ę : jed n ą o d d ał
n a k o śció ł, d ru g ą zaś — n ajb ied n iejszy m czło n k o m g ro m a d y .
T ak ie m w z a ry sa c h og ó ln y ch je s t p ra w o zw yczajow e lu d u
litew sk ieg o .... M oże tu i ow dzie m ylę się.... nie w iem , ale je s t to
p ie rw sz a p ra c a te g o rodzaju w naszej lite ra tu rz e : „czem c h a ta
b o g a ta , tem r a d a “.
Jan W itort.

(Ciąg d alszy*).
7.

Miewał jednakże Mickiewicz chwile, w których spokój jego
umysłu powracał, kiedy nadzieja w spełnienie pragnień rosła, poeta
ożywiał się, nabierał pewnej swobody
wtedy to pisał „coś okropnie



882 —

coś miłośnie; o strachach i o Maryli“. Ów pociąg do poezyi ludowej
nie wygasł był jeszcze w Mickiewiczu, miał on stworzyć jeszcze wiele,
zanim go wyparł, choć niezupełnie, prąd potężniejszy, znany w dziejach
naszej literatury pod nazwą byronizmu. Sam początek ballady To lubię
wskazuje, iż i tu nie zaniedbał poeta oprzeć się na wierzeniach ludu
i jego pieśniach, których „ta ballada, — według słów jego, — jest
tłómaczeniem“.
Nim jeszcze przystąpił w swoim utworze do samego faktu, nie
omieszkał nam dać krajobrazu, całkowicie innego, jak w Liliach,
Switezi lub Bybce, tu bowiem rozpościerało się wszędzie panowanie
złych duchów.
„Tuż stara cerkiew, w niej puszczyk i sowy
Obok dzwonnicy zrąb zgniły,
A za dzwonnicą chróśniak malinowy,
A w tym chróśniaku mogiły.
Czy tam bies siedział, czy dusza zaklęta,
Że o północnej godzinie,
Nikt, jak najstarszy człowiek zapamięta,
Miejsc tych bez trwogi nie minie“.
W szystko to: i ta „stara cerkiew“ i mogiły i te strachy, co
ludzi spokojnych nieustannie trwożą o północy, wszystkie wogóle
akcessorya, użyte do skreślenia tego krajobrazu są zupełnie zgodne
z duchem pojęć ludu, który w swoich opowieściach poetyzuje takie
miejsca, zamieszkałe według jego wyobraźni przez nieczyste siły i uży­
wa podobnych szczegółów, które samemu miejscu dodają nieopisanego
uroku. Nie dziw tedy, że i Mickiewicz poszedł tą drogą, wszakżeż
ona dostarczała mu tylu elementów, które mogły odrazu wzbudzić
zainteresowanie czytelnika, i mogły nadto upiększyć sam obraz, tchnąć
weń ducha tajemniczości i ponurego pół-światła. I sam sposób, w jaki
się te strachy objawiają, znajduje zupełnie analogiczne fakta w ludo­
wej poezyi, bo zarówno ten ognik błędny, co ludzi na bezdroża spro­
wadza, jak nie mniej ów trup, który bez głowy toczy się po drodze,
i ów wilk, co śmiechem ludzkim się zaśmieje, wszystkie te orna­
menta drobne wprawdzie i nieznaczne jak z jednej strony dodają
uroku samemu obrazowi, tak też z drugiej są zupełnie zgodne z du­
chem opowieści ludu. W szystkie te elementy, z fantazyi ludu za­
czerpnięte, drobne i małoważne gdzieindziej, znalazły tu szerokie
zastosowanie i przyczyniły się, jak już powiedzieliśmy, w znacznej
mierze do upiększenia krajobrazu.
I teraz dopiero przystępuje poeta do właściwego opowiadania
którego treścią był wypadek, jakich się wiele wydarza — w w yo­
braźni ludu:

383
„R az gdy do Ruty jadę w czas noclegu,
Na moście z końmi wóz staje,
Próżno woźnica przynagla do biegu,
Hej, krzyczy, biczem zadaje.
Stoją, a po tern skaczą z całej mocy,
Dyszel przy sąmej pękł szrubie“...

Nie diugo trzebaby szukać wśród wierzeń ludowych, by nie na­
potkać podobnej sceny w gminu opowieściach. Szczególniej obfiicie
występują tego rodzaju wierzenia u ludu ukraińskiego, a wiele z nich
zupełnie niemal odpowiada swoją treścią wyżej przytoczonemu zda­
rzeniu w balladzie. I tak n. p. parobek wracał raz próżnym wozem
do domu, gdy pod pagórkiem „wóz nagle zarył się w ziemię, że aż
woły splepzyły się. Zaczęliśmy, mówi opowieść ludowa, cmokać, popę­
dzać: w prawo, w lewo ... woły dobre, mocują się, napinają się, ledwo
nakoniec ruszyły z miejsca i ciągną wóz noga za nogą, jakby pod
największym ciężarem“. I ciągle tak dalej z trudem jechano, aż
w tem gdy „coś jak skoczy z wozu, to aż wóz w stronę odskoczył,
a woły jak targnęły razem teraz z pod ciężaru wyzwolone, to i „przytykę“ od jarzma i „podherście“ w wozie złam ały“ 1).
Wierzeń takich krąży spora liczba po całej Ukrainie, a i u nas
ten motyw nie jest obcy ludowi, który zazwyczaj podobne spotkanie
ze złym duchem w ten sam, co Mickiewicz, opisuje sposób, t. j., że
jakiś niezwykły ciężar opanował wóz cały, tak, że on dalej i ruszyć
się nie mógł, aż nakoniec uwolniony od nieczystej siły pękł lub dy­
szel złamał, o czem można się dosadnie przekonać choćby tylko
z tych baśni, które zostały spisane przez niżej wspomnianego autora ’).
Lecz i dalsze szczegóły, jakie nam przynosi ballada Mickiewi­
cza, nie są obce pojęciom i wyobrażeniom ludu, gdyż i w jego zabo­
bonach przyczyną takich wypadków nie jest nic innego jak tylko
zły duch, i u niego często ukazuje się on w swojej właściwej postaci,
póki nie zniknie w ciemnościach nocy: broda jego zazwyczaj spi­
czasta, długa, twarz wychudła, niema, a tylko oczy wyraźnie słupem
stoją do góry3). Tu atoli nie poszedł poeta za powszechnem m nie­
maniem ludu, wolał bowiem wprowadzić motyw o wiele szlachetniej­
szy, który też często się w ustach ludu powtarza, Mickiewicz wpro*) A. P o d b e r e s k i . M a t e r y a ł y . str. 47. nr. M. G r a l e w s k i .
Nieco z n o t a t e k e t n o g r a f i c z n y c h .
Z b i ó r w i a d . XIII. str.
114— 115. nr. 5b.
J) A. P o d b e r e s k i . j. w. 46 —60.
*) Tamże. str. 21. nr. 6 .

— 384 —
wadza przed oczy czytelnika tajemniczą postać niewieścią w bieli.
Początkowo nie wiemy, co ona oznacza i dlaczego ludzi straszy po
rozdrożach, później dopiero z jej opowiadania dowiadujemy się o
wszystkiem i tu poeta’ wprowadza na pierwszy plan swoją miłość
z. Marylą, ćhcąc jej przypomnieć karę, jaka za złamanie danego słowa
spotkać ją miała. Owo widmo, — to dusza pokutująca Maryli, która
nie chcąc pokochać tego, który był jej od Boga za męża przeznaczo­
nym, musi teraz po śmierci błąkać się po nocy i trwożyć ludzi, póki
jej kto nie powie choć: „lubię“.
вProsił i Józio niegdyś o to słowo,
Gorzkie łzy lał nieszczęśliwy;
Proś że ty teraz, nie łzą, nie namową,

Ale przez strachy i dziwy“.
Wszystkie te romantyczne akcessorya, których w tak znacznej
liczbie użył Mickiewicz na początku swojej ballady, są tylko tłem
ogólnem, na którem poeta postanowił zakreślić szerszy obraz, w szyst­
kie one są podrzędniejszego znaczenia i jeśliśmy się nad niemi co­
kolwiek może dłużej zatrzymali, to tylko z tego względu, ażeby do­
statecznie wyjaśnić ten stosunek, jaki łączył poetę z wierzeniami
^udu, ażeby wykazać, jak wszystkie elementa wprowadzone w balla­
dzie znajdują szerokie zastosowanie w wierzeniach i demonologii
ludu naszego. Teraz dopiero gromadzi poeta motywy wiary ludowej
tego rodzaju, że mogły mu posłużyć do stworzenia pewnego cało­
kształtu opowieści, jaka w myśli jego się snuła, a materyał do niej
znalazł łatwo w pojęciach ludu o nadprzyrodzonych wydarzeniach, —
o duszach, co za pokutę tułać się muszą po świecie.
Owa „straszna martwica“, która wypływa z trzęsawisk naprze­
ciw poety, powtarza się często w opowieściach ludu oparta na tem
przekonaniu, iż dziewczyna, co żadnego kochać nie chciała, zabiega
drogę dorosłym młodzieńcom, jednę rękę kładzie na ustach, a drugą
na sercu“ J) prosząc o ratunek.
Nie inaczej przedstawia sam fakt i Mickiewicz, gdyż i u niego
musi Maryla po zgonie odbyć pokutę za to, że przeznaczonego jej
przez Boga pokochać nie chciała. Ugruntowawszy na takiem ogólnem
mniemaniu zjawisko niewieście w balladzie, nie ogranicza się poeta
na tem tylko, owszem idzie dalej w ślad za wiarą ludu, który dziwa
1)
J. G lu z iń ski . W ł o ś c i a n i e .
5 0 6 —507.
Lud, XVII. str. 86 nr. 5.
5) J. G l u z i ń s k i . j. w. 503. O. K o l b e r g , j. w.

O.

Kolberg.



385 —

opowiada o wybawieniu dusz pokutujących z mąk czyścowych. I tak
jednen z tego licznego cyklu przesądów mówi, iż „w jednem miasteczku
ilekroć parobek późną nocą wracał przez cmentarz do domu, zaw sze
widywał wysoką postać w bieli, z twarzą bladą, która starała się mu
przebiedz drogę. Raz postanowił ukarać zuchwałego przeciwnika i gdy
widmo natrętniej jak zwykle zabiegało mu drogę, hopnął je pięścią
w twarz. Natenczas widmo odrzekło: „dziękuję ci mój synu! oddałeś
mi to, co ja dałem mojemu ojcu, wybawiłeś mnie przeto z mąk czyscow ych“ 1).
Nie o wiele odstąpił Mickiewicz od wierzeń ludowych, gdyż
i u niego Maryla póty miała błąkać się po świecie, „póki mąż jaki
z tamecznego św iata“, nie powie na nią, choć: „lubię“. Analogia
ogółu podobnych wierzeń ludowych, sądzę, dość wyraźna: tak samo
bowiem i u naszego poety uratowana dusza dziękuje samemu wyba­
wcy, tak samo dalej przez wypowiedzenie jednego słowa, którego
ona w swem życiu wymówić nie chciała, uwalnia ją od dalszej mę­
czarni. Nie chcemy przez to wcale powiedzieć, jakoby powyżej przy­
toczona opowieść m iała być wzorem dla Mickiewicza w tworzeniu
tej części ballady To lubię, wierzeń bowiem analogicznych istnieje
wiele, my przytoczyliśmy ten przykład tylko dla wykazania zawisłości
poety od ogółu wierzeń ludowych.
Dzieje m iłosne Maryli — nie wskazują żadnego szczegółu, któ­
ryby mógł świadczyć o wpływie pierwiastków gminnych na umysł
Mickiewicza. Dopiero pod sam koniec jego o powiadania widzimy ślady
motywów ludowych, które jednakowoż zostały zupełnie przekształcone.
Jednym i najważniejszym zaś z nich jest porwanie Maryli przez
zmarłego kochanka, który ją:
„Porwał, udusił gęszczą dymnych kłębów,
W czyscowe rzucił potoki....“

Ustęp ten ballady ma też kilka punktów wspólnych z baśniami
o porwaniu dziewczyny już zamężnej przez szatana lub upiora (n. p.
K o l b e r g a P o k u c i e , loc. cit.), wogóle jednak na pewno o tem
nic nie możemy powiedzieć, a nawet mam pewne ślady, iż pochodze­
nia tego ustępu należałoby zupełnie gdzieindziej poszukiwać. Geneza
tego miejsca ciemna lub mglista tak dalece, źe nic stanowczego o niej
wyśledzić nie byliśmy w stanie.
I w dalszym ciągu ballady nie odstępuje poeta od powszechnej
wiary ludu, a nawet szerszy przed nami roztacza obraz mąk, jakie
1) J, G U u z i ń s k i .

Włościanie.

506.

— 386 —
musiała co dnia i co nocy owa „straszna martwica“ przebywać, —
a wszysto to znajduje potwierdzenie w ludowych wierzeniach. N ie­
możliwą byłoby tu rzeczą choćby tylko zacytować wszystkie dane
opowieści o pozagrobowej pokucie dusz ludzkich, wszystkie one je ­
dnakże zgodne są z tem, co nam mówi poeta w swoim utworze, bo
i u ludu tak samo — owe dusze straszą „w nocne chw ile“ żądając
od przechodnia pomocy, każdy z nich atoli „naklnie, nafuka, nałaje“,
gdyż i ta dusza pokutująca ostatecznych chwyta się środków 1). P o­
niżej przytaczam cały szereg przykładów mogących dać dokładne
wyobrażenie, jak sobie lud tłómaczy podobne zjawiska.
W szystkie te atoli akeesorya, których użył nasz poeta w zakoń­
czeniu ballady T o l u b i ę , jak nie mniej i sam koniec akcyi a ra­
czej opowieści owego zjawiska, które pianie koguta przerywa, są bar­
dzo drobnymi dementami, nie mającemi większego znaczenia w ge­
nezie samego utworu. Charakterystycznym jedynie ze wszech miar
jest sam koniec ballady, gdzie poeta powiada : „Patrzę aż cały wóz
stoi na łą ce“... albowiem zdaje się przypominać w ogólnych zarysach
wiele analogicznych opowiadań, z których jedno pozwolę sobie poni­
żej przytoczyć: „Jeden człowiek jadąc zobaczył błędne ogniki, od­
mówił Ojcze nasz, lecz gdy to nie pomogło, począł kląć. Błądził aż
do świtu i dopiero wtedy spostrzegł, że jest przy tej samej w si z któ­
rej wyjechał“ 2).
Cały wogóle utwór opiera się na ogólnych pojęciach i wyobra­
żeniach ludu, i to właśnie, iż Mickiewicz potrafił je tak a nie inaczej
obrobić, znamionuje, mojem zdaniem, postęp w twórczości poety. Nie
sięgał poeta po poszczególne elementa do samej głębi wierzeń ludu
nie brał ich żywcem i nie wkładał w swój utwór lecz owszem, gro­
madził takie elementa, które zarówno swoją ilością jak nie mniej
i pewną tajemniczością, potrafiły dodać uroku nieopisanego samemu
utworowi, przystroić jego tło i nadać mu właściwej barwy.
A teraz jeszcze kilka słów o przypisku, jaki umieścił Mickie­
wicz w pierwszem wydaniu ballady:
„Ta ballada jest tłumaczeniem wiejskiej pieśni; jakkolwiek za­
wiera opinje fałszywe i z nauką o czyściu niezgodne, nie śmieliśmy
nic odmieniać, aby tem wyraźniej zachować charakter gminny i dać
‘) P o r.: O. K o l b e r g . L u d . IX. 313. X. 16, 22, XV. 4 6 - 4 8
XVII. str. 91. nr. 1. T e n ż e . P o k u c i e . IV. 164 i nast. nr. 30.
K. W. W ó j c i c k i . Z a r . d o m. III. 349. W i s ł a . XI.
str. 587.
A. A f a n a s i e r . P o e t , w o z z v . II. 340. M. D r a g o m a n ó w . Swo d .
ma d . p i e d . 59.
O. K n o s p . P o d a n i a 7 2 7 —728.

— 387 —
poznać zabobonne mniemanie ludu naszego.^ Najbłędniejsze zaś jest
zakończenie tej pieśni przez śpiewanie „Anioi Pański“.
Nie potrzeba wielu dociekań, ażeby przyść do przekonania, iż
całe to usprawiedliwienie się przed czytelnikiem narzucił poecie
ówczesny zastępca rektora uniwersytetu, późniejszy biskup wileński
ks. Kłągiewicz, gdyż najlepszym, sądzę, na to dowodem będzie ta
okoliczność, iż w wydaniu niecenzuralnem paryskiem sam poeta
opuścił cały ten dopisek z wyjątkiem tylko uwagi, ż e „ta b a l l a d a
j e s t t ł u m a c z e n i e m w i e j s k i e j , p i e ś n i “. Dr. Tretiak jednakże
rozwlókłszy najniepotrzebniej swój dowód nad tą kwestyą aż na dwie
strony, — sprzeciwia się stanowczo, ażeby choćby jakaś cząstka tego
całego dopisku miała pewne znaczenie.
„Nie potrzeba dorodzić, — pisze szanowny autor, że ta ballada
nie mogła być tłómaczeniem wiejskiej pieśni. Cóż więc znaczył dopi­
sek? Oto zrobiony byl dla cenzury....1).
Czy słusznie, — czytelnik sam raczy osądzić.

8.
Myśl przewodnia, która towarzyszyła Mickiewiczowi przy pisaniu
Sivitezi, nie opuszczała go i nadal. I przy tworzeniu Świtezianki sta­
nowiącej dalszy ciąg niejako rozpoczętego cyklu, przyświecał mu ten
sam ideał miłości, jaki był bezpośrednim powodem skreślenia po­
staci Maryli w kształtach, które ją z poziomu rzeczywistości w ułudy
kraj sprowadzały, „kędy zapał tworzy cudy“... I rzeczywiście postać
Maryli zaklęta przez poetę w nieśmiertelnych rymach jego utworów,
stała się jakiemś nadnaturalnem zjawiskiem, któremu nikt nie byłby
su stanie sprostać ni wdzięków bogactwem, ni przymiotami umysłu
i serca, — w pieśni poety wzrosła ona do niezwykłych, olbrzymich
kształtów. W tej jednakże balladzie objawił się tenże sam ideał mi­
łości w odmiennych rysach i formie.
Legenda zaś ludowa o rusałkach, które niebacznych m łodzień­
ców do morskiej wciągają głębiny, dostarczyła mu surowego materyału przydatnego do artystycznego obrobienia w formie ballady.
A że podobna legenda krążyła też o Świtezi, tego dowodzi na­
stępujący przypisek poety do Świtezianki: „Jest wieść, że na brzegach.
Switezi pokazują się Ondiny czyli n im fy wodne, które gmin nazywa
Świteziankam i“. I rzeczywiście, — pieśni takie aż do dzisiaj się za­
chowały, i z nich to powziął Mickiewicz pomysł do swojej ballady
Nie są one co do treści zupełnie zgodne z balladą naszego poety,
1) M i c k i e w i c z

w W i l n i e . II. 63.

-

888 —

— na tę bowiem ostatnią ziożyły się nie tylko same motywy ludowe,
gdyż młody romantyk musiał się też często posługiwać własną fantazyą, chcąc daną opowieść zastosow ać do zamierzonego przez się
celu, do bieżącej chwili i położenia, w jakiem się znajdowała Maryla,
nadto też zapożyczył się u innych poetów tak naszych jak i nie­
mieckich, przez co znacznie musiał zmienić także samą treść ludo­
wej opowieści.
J a k Switei tak też i ta b a lla d a da się p odzielić n a dw ie części,
z k tó ry c h p ie rw sz ą sta n o w i o p ow ieść w y sn u ta z fan ta zy i po ety
o sp o tk an iu się Strzelca z d ziew czyną aż do jej zniknięcia. L ecz któż
je s t tą dziew czyną „sk ąd p rz y s z ła ? d a rm o śledzić kto p rag n ie , gdzie
u sz ła ? n ik t jej nie z b a d a ,“ dlaczego sa m p o eta nic bliższego nam

0 niej nie mówi, nasuwa się każdemu pytanie po tajemniczem jej
zniknięciu. Wprawdzie po przeczytaniu całej ballady pytanie to staje
się zupełnie jasnem mimo, że poeta nie chce się przyznać do tegoj
my jednakże już na tem miejscu musimy się nieco bliżej nad tą kwestyą zastanowić.
Mickiewicz bowiem wprowadzając tę dziewczynę, musiał mieć
jakąś realną, że tak powiem, podstawę do jej przemiany w prze­
cudną świteziankę. Fantazya ludu, utworzyła sobie nie tylko same
wodne rusałki, o których już powyżej wspominaliśmy, lud bowiem
wierzy także, iż te istoty nadziemskiej piękności zamieszkują też
1 spokojne leśne ustronia. A boginki te lasów nie ustępują w niczem
wdziękom nimf wodnych. Mają one „płeć białą, zdobną na licu
świeżym rumieńcem, a oczy czarne, pełne blasku życia, m iłości i po­
wabu ; drobne zaś ręce, drobne i składne nóżki“ dodają im „nieopi­
sanego uroku“. Skroń zdobią zwykle „w wianki i kw iaty“, niekiedy
też przybierają „dla niepoznaki postać kraśnych a hożych dziewcząt,
przez co przywabiają więcej do siebie młodzieńców. Człowiek patrząc
na nie, zachwyca się ich wdziękiem, nic nie razi jego oczuj widzi w ca­
łej postaci skromność dziewiczą, i to go wabi i przyciąga więcej “ ł).
M ickiew icz w p ra w d z ie z a n ie c h a ł zu p ełn ie o p isu w dzięków sw o ­
jej dziew icy, ta k n a g ła ato li sk ło n n o ść m łodego ku niej Strzelca m oże
n a m d ać ja k n a jd o k ła d n ie jsz e o te m pojęcie. S am fakt ato li w ziął
p o e ta p raw ie d o sło w n ie z lu d o w y ch w ierzeń m otyw te n bow iem m a
zasto so w an ie, w lite w sk ic h p io sn k a c h lud o w y ch. I ta k w jednej z n ic h
c h ło p ie c sp o ty k a d ziew czy n ę — ru sa łk ę p rzy źró d le,¿ta u jrz a w sz y go
u c ie k a , o n je d n a k ż e śc ig a ją n a koniu. W podobny sposób ja k M ic-

4) К . W. W ó j c i c k i . F a n t a s t y c z n e
X III. nr. 5.

p o s t a c i e . K ł o s y 1865.

— 389 kiewiez mówi pieśń ludowa, że napróżflo usiłował ją młodzian dopędzić, gdyż owa cud-dziewica mknęła chyżej wiatru. A kiedy
wkońcu przybiegł nad brzeg modrego jeziora, ona zaciągnęła go
w bezdenną topiel i tam na dnie miękkie mu łoże usłała... W pieśni
tej mieści się, jak widzimy, cała osnowa Świtezianki, z niej nawet
dostało się kilka reminiscencyi do ballady naszego poety:
„Dziewczę p i e r z c h a , u c i e k a
J a k s a r n a p r z e z k n i e j e “ 1).

W pieśni ludowej:
„Zawszeż p o k n i e j a c h

jak sarna

płocha...“

Nie tylko jednak ta pieśń ludowa, z której nasz poeta wziął
wątek balladowy do swego utworu, miała udział w genezie Świtezianki
Mickiewicz posługiwał się całem mnóstwem śpiewów gminnych,
z których brał pojedyncze szczegóły, łącząc je razem w jedną har­
monijną całość. Pieśń ta, którą co tylko w streszczeniu przytoczy­
liśmy, była jednakowoż za szczupłą dla naszego poety, zabrakło mu
innych akcessoryów, któreby po pewnem zmodyfikowaniu i prze­
kształceniu mogły powiększyć cały materyał balladowy. Mickiewicz
zwraca się tedy do innej pieśni tegoż samego cyklu, w której widział
wiele szczegółów przydatnych do swego utwozu.
„ B u r z a się s r o ż y , w i c h r e m wodę smaga,
P i e n i się
morze, r y c z ą ciemne f a l e ,
C h ł o p i e c z b ł ą k a n y p o w y b r z e ż u i d z i e “...“

W tem na środku jeziora wyrasta lipa, pod jej konarami zjawia
się dziewica; nad nią zaś w górze gołębie. Wnet jednak wiatr zerwał
z jej skroni wianek i uniósł daleko od płaczącej dziewicy.
Ta uj­
rzawszy gołębie, błaga je by ratowały wianek, i mieni tego swoim
kochankiem, kto jej z burzliwych fal żądany przedmiot przyniesie :
„Młodzieniec skoczył w otchłań morskiej toni,
Ściga się z wichrem, z gołąbkiem się goni,
Burza pcha wianek ku wyspie dziewczyny
Igra z chłopakiem wśród morskiej głębiny.
Chichocze dziewa, wiatr wyje, rwie woda,
Burza się sroży, szkoda chłopca, szkoda!

1)
K. M. B r z o z o w s k i . P i e ś n i l u d u , str. 21— 23. nr. 10.
L u d w i k z P o k i e w i a . P i e ś n i l i t e w s k i e , nr. 6. przedruk. W ó j ­
c i c k i . H i s t , l i t e r . I. 812— 315 nr. 2.

— 390 —
Klasnęła w dłonie ucieszona z wieńca,
Fala kołysze martwego młodzieńca“ ’).
Łatwo poznać, źe z tej pieśni zaczerpnął Mickiewicz niektórych
szczegółów do swego utworu, gdyż już pomiędzy samym początkiem
pieśni ludowej, a przytoczonym powyżej ustępem Św itezianki zachodzi
zbyt wyraźne podobieństwo nie tylko w poszczególnych zwrotach,
lecz i w całym obrazie rozhukanych fal jeziora. Jak w pieśni ludo­
wej tak i u Mickiewicza ów ,,chłopak zbłąkany^ :
„Idzi e nad wodą, b ł ę d n y k r o k ni esi e,
Błędnemi strzela oczyma.
W te m w i a t r z a s z u m i a ł po g ę s t y m l e s i e
B u r z a s i ę s r o ż y i w z d y m a“.
I w dalszym ciągu ballady Mickiewicz nie przestawał czerpać
z obfitego zdroju poezyi ludowej, gdyż i tam podobnie jak u niego
morska bogini Jurata chcąc zwabić ku sobie młodego rybaka, takim
go śpiewem nęciła:
„O rybaku p i ę k n y , mł o d y ,
P o r z u ć pracę, chodź do łodzi :
U nas wieczne t any, g o d y ,
Nasz śpiew t r o s k ę twą osłodzi2).
Podobnie też
Strzelca ku sobie:

i w utw orze

„Chłopcze

naszego

poety wabi św itezianka

mój p i ę k n y , c h ł o p c z e mój m ł o d y ,

P o r z u ć wzdyc hani a i żal e,
Do mnie tu do mnie, tu b ę d z i e m razem
P o w o d n y m p l ą s a ć krysztale“.
W innej znowu pieśni litetewskiej, która jak to powyżej mówi­
liśmy, posłużyła Mickiewiczowi za osnowę do tejże ballady, podobnie
jak w niej rusałka nazywa po dwakroć owego młodzieńca „chłop­
cem“ 3).
’) P. K i b o r t . P r ó b k i p i o s n e k . 193— 199. Por.: Ch. B a r t s c h
D a i n u ba i s a i . I. str. 156— 158. nr. 113. II. str. 180. nr. 308. J. I,
K r a s z e w s k i . D a i n o s. A t h e n e urn. 1844. II. 184. N e s s e l ma nn
L i t t h a u i s c h e V o l k s l i e d e r , nr. 84 i 89. L u d w i k z P o k i e w i a
P i e ś n i , nr. 4 S c h l e i c h e r . Mä h r с hen. nr. 20.
2) L . A. J u c e w i c z . W s p o m n i e n i a Ż m u d z i 107. t e n ż e
L i t w a . 26. L. S i e m i e ń s к i. P o d a n i a . 25.
3) K. M. B r z o z o w s k i . P i e ś n i , j. w. K. W. W ó j c i c k i .
Hi s t . l i t . j. w.



391 —

Tak samo też i w kreśleniu postaci rusałek nie przestał Mickie­
wicz czerpać z podań ludowych, bo i według nich, — rusałki są
zawsze młode i urocze, twarz ich tchnie jakąś niewypowiedzianie cza­
rującą pięknością, czarne lub zielone zawsze rozpuszczone warkocze
spadają im na ramiona aż do ziemi. Oczy czarne, niekiedy niebieskie,
bogatą okolone rzęsą. W całej ich postaci widać coś nadziemskiego,
eterycznego. W ynurzywszy ponad wodę prześliczne swe lica, śnieżyste
i pełne ramiona, czarują prześlicznym śpiewem, a głos ich ma być
tak niewypowiedzianej piękności, że ktokolwiek usłyszy porywające
dźwięki śpiewu rusałek, niewolniczo ulega wpływowi ich czaru, bez
namysłu rzuca się w nurty wód i to n ie1). Mieszkaniem zaś ich są
podwodne kryształowe pałace, błyszczące wewnątrz od złota, srebra,
dyamentów, pereł i drogich kamieni. Taki pałac podług baśni li­
tewskiej miała Jurata, królowa Bałtyckiego morza 2).
Mickiewicz jednak zużytkował nie tylko same podania ludowe,
lecz nawet poszczególne z pieśni gminnej zapamiętał zwroty jak n, p.
„igra wśród morskiej głębiny“, co u niego brzmi z maleńką zmianą :
„na średniem igra jeziorze“. Widzimy tedy, jak wiele wziął Mickiewicz
z pieśni i wierzeń gminnych, kiedy zastosował się do nich nawet
w najdrobniejszych szczegółach, żadnego z nich nie pominął, ani
piękności świtezianek, ani wpływu, jaki swym śpiewem czarownym
na ludzi wywierają, ani przepychu ich mieszkań : wszystko to skreślił
nam poeta wiernie z legend litewskiego gminu :
„A na noc w łożu srebrnej t o p i e l i
Pod namiotami zwierciadeł,
Na m i ę k k i e j wodnych lilijek bieli,
Wśród boskich usnąć widziadeł“ 3).
Nie mniejsze też roskosze obiecuje chłopcu rusałka i w ludowej
piosence :
1) Por. К . M. B r z o z o w s k i . P i e ś n i . 125 — 126. przedruk. S i e m i e ń s k i . P o d a n i a str. 1 2 4 — 125 nr. 129. O. K o l b e r g . L u d . XV.
str. 13 —14. nr. 1— 4. t e n ż e . P i e ś n i l u d u l i t e w s k i e g o 183,
L u d w i k z P o k i e w i a . L i t w a 26— 27, 32— 35. W. v o n S c h u ­
l e n b u r g . W e n d i s c h e V o l k s s a g e n . 128 і nast. L. S i e m i e n s k i .
P i e ś n i b r e t o n s k i e . 29. t e n ż e . P i e ś n i s k a n d y n a w s k i e 68.
76. K. W. W ó j c i c k i . H i s t . l i t . I. 313. E. V e c k e n s t e d t . My ­
t h e n . I, 300 — 307. t e n ż e . W e n d i s c h e S a g e n . 185, 192 i nast.
2) L. A. J u c e w i c z , W s p o m n i e n i a 102— 109. L. S i e m i e ń s k i P o d a n i a . 2 3 —26. nr. 16.
3) Jurata miała w nocy wypływać na brzeg morza, ażeby błogo czas
spędzić z kochankiem. L u d w i k z P o k i e w i a . L i t w a . 27. S i e r n i e li­
s k i . P o d a n i a , j. w.

-

892 —

„Pójdź że chłopcze ze mną,
Do m i ę k k i e j p o ś c i e l i !
Pójdź że chłopcze ze mną,
Do wodnej t o p i e l i ! “ 1).

Podobnie też jak w pieśni i legendzie ludowej, tak i u M ickie­
wicza strzelec nie mógł powstrzymać swego zapału, rzuca się na oślep
w głębinę fal jeziora, tuż, tuż przypłynie do swego cudu-dziewicy, gdy
w tern patrzy :
„Ąch ! to dziewczyna z pod lasku !
A gdzie przysięga, gdzie moja rada?
W szak kto przysięgę naruszy,
Ach biada temu, za życia biada !
I biada jego złej duszy !
A dusza przy tem świadomem drzewie
Niech lat doczeka tysią,ca
W iecznie piekielne, cierpiąc zarzewie
Nie ma czem zgasić gorąca“ .

Zaklęcie to skierowane ku osobie Maryli przez samego poetę,
który je tylko włożył w usta nadobnej świtezianki, opiera się na sze­
roko rozpowszechnionem wierzeniu ludu o metamorfozie ludzi przez
zaklęcie w drzewa. I tak n. p. lud na pińskiem Polesiu opowiada,
że jeśli kto przechodząc lasem usłyszy skrzypiące drzewo, powinien
natychmiast odmówić modlitwę za duszę w tem drzewie pokutującą,
ona bowiem w ten sposób prosi o ratunek 2), również i lud litewski
wierzy, że „drzewa w lesie mają duszę“ 3).
Tak samo i w pieśni ludowej smutny koniec spotkał niedo­
świadczonego młodzieńca, w podobny sposób znika i tajemnicza dzie­
wica w falach jeziora:
„O na po srebrnem pląsa jeziorze,
On pod tym jęczy modrzewiem“....

Końcowy ten element jest zupełnie zgodny z wiarą ludu w po­
kutę dusz po zgonie, sądzę, że nie potrzebujemy motywu tego obszer*) K . M. B r z o z o w s k i . P i o s n k i , j. w.
2) K s . W. S i a r k o w s k i . M a t e r y a ł y . . . z P i ń c z o w a . 24.
3) A. P e t r o w. L u d z i e m i d o b r z. str. 72. nr. 8. Por. B a r ­
t o s z e w i c z . H i s t , p i e r w o t n e j . P o l s k i - 1. 27. A. B o g d a n o w i c z
Pereżytki.
driewniawo mirosozercanija u Biełorussow
51. Z . M o r a w s k i , M y t r o ś l i n n y . S p r a w o z d a n i e dy r . G i m n .
Tarnów, 1884. str. 9. L u d w i k z P ok i e w ia . L i t w a. 145.

— 893 —
niej analizować zwłaszcza, że już poprzednio przy balladzie To lubię
dostatecznie został omówiony, ’j
Kiedy Mickiewicz przebywszy ciężko swój zawód miłosny, zna­
lazł formę, w jakiej mógł był jego dzieje wyśpiewać, kiedy zarówno
W a l e r y a, C i e r p i e n i e W e r t e r a i F a u s t rozbudziły w nim
uśpioną siłę twórczą i skierowały myśl ku fantastycznemu dramatowi,
wtedy też bez wątpienia sam się poecie pod pióro nasunął i ów
pierwiastek tajemniczej grozy i niezgłębionego uczucia, jaki od dawien
dawna spoczywał w ukryciu, tępiony jak najsurowiej przez ducho­
wieństwo, a którego początek gdzieś w zamierzchłych leżał wiekach,
w zabytkach pogańskich starożytnej Litwy. B ył ten element zarówno
w stanie dostarczyć mu nadnaturalnych wydarzeń, któremi mógł roz­
rządzać dowolnie, a konieczne one dlań były w tworzeniu fantasty­
cznego dramatu, jak nie mniej i samego tła tak przydatnego właśnie
w danej chwili do artystycznego obrobienia, bo i ów G-ustaw, co tak
długo kona i ta pasterka z kraśnym wiankiem na głowie i te dusze
błagające o pomoc, wszystko to mogło w tej strasznej nocy się ukazać
wywołane mocą i wolą starego guślarza, nęcone pokarmami zasta­
wionymi im na ucztę. Najiepsze wskazówki, jak i o ile ten element
ludowy brał udział w genezie poematu, może nam dać wstęp niejako
do drugiej części D z i a d ó w , umieszczony przez poetę tuż po frag­
mencie p. t. U p i ó r . Oto co pisze o tym obrzędzie Mickiewicz:
„Dziady, jest to nazwisko uroczystości obchodzonej dotąd mię­
dzy pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandyi na pa­
miątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość
ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś
ucztą kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Husiar, Guślarz, razem
kapłan i poeta. W teraźniejszych czasach ponieważ światłe ducho­
wieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnemi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo
w ięc święci Dziady tajemnie w kaplicach lub pustych domach nie­
daleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego
jadła, trunków, owoców, i wywołują się dusze nieboszczyków... Dziady
nasze mają to szczególnie, iż obrzędy pogańskie pomięszane są z wy­
obrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza, iż dzień zaduszny przy­
pada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami,
napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyścowym. Cel tak pobo­
żny, święte miejsca samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne, przeх) R. Z a ma r s k i . P o d a n i a i b a ś n i e . 120 i nast. M. D o w oj n a
Sy 1 we s tr o w i с z. P o d a n i a I. 230— 232. Z. W i e r z c h o w s k i . B a ­
ś n i e i p o w i e ś c i . Z b i ó r wi ad. XVI. str. 9 8 —99. nr. 4 4 - 4 5 .
-X -

— 394 —
mawiały niegdyś silnie do mojej imaginacyi, słuchałem bajek, powieści
i pieśni o nieboszczykach powracających z prośbami lub przestrogami...
Poema niniejsze przedstawi obrazy w podobnym duchu, śpiewy zaś
obrzędowe, gusta i inkantacye są po wiąkszej części wiernie, a n ie­
kiedy dosłownie z gminnej poezyi w zięte.“
Już w pierwszej części D z i a d ó w widzimy zarysy owego ża­
łobnego obrzędu, zanim atoli mógł się on na dobrej drodze rozwinąć,
sam poeta przerwał pisanie i dziś wydać się może pobieżnym szki­
cem do analogicznego obchodu w następnej części poematu. A jed­
nak już i tu odbił się wpływ ludowej piosenki na słowach „Chóru
Młodzieńców“ :
„Od lasu para gołąbków leci,
Para gołąbków, a orlik trzeci,
Uszłaś gołąbko, spojrzyj do góry,
Czy jest za tobą mąż srebruopióry ?
Nie płacz, nie wzdychaj w próżnej żałobie,
Nowy małżonek grucha ku tobie....“

A czyż o wiele
z ruskich pieśni:

inaczej

przedstawia

się ten obraz w jednej

„Oj za boroju, za wysokoju,
Tam sedyt hołub iz hołubkoju.
Oj sydiat ony, taj ciłujut sia,
Sywymy skrilciamy obijmajut sia.
Nadletiw oreł z czornyji chmary,
Rozbyw, rozihnaw hołuby z pary.
Hołubka sedyt, żełibno hude,
Szczo wże z hołubom żyty ne bude“... . 1)

Zanim atoli będziemy mogli przejść do rozpatrzenia się w sa­
mym obrzędzie Dziadów, musimy się tu już nieco zatrzymać nad wy­
żej wspomianym fragmentem, jaki poeta umieścił na czele drugiej
części poematu p. t. U p i ó r . I mimo, iż cały ten ustęp powstał pod
przemożnym wpływem innego p oety,2) mimo tego jednakże zatrzymał
cechy tych wyobrażeń, jakie się dotąd wśród ludu przechowują. Mo­
tyw ten wspólny wszystkim narodom słowiańskim zatrzymał w szę­
dzie prawie jednaki charakter, na co zdają się nawet poniekąd wska­
zywać same nazwy tych istot; tak lud ruski zowie je u p y r , czeski
^ W a c ł a w z O l e s k a . P i ś n i 444. Analogię tę zauważyłem przed
przeczytaniem studyum D r. W . B r u c h u a i s k i e g o : K i l k a m o t y w ó w
l u d o w y c h w p o e z y i M i c k i e w i c z a . Lwów 1898. str. 1 2 —13.
2) W iadomość tę zawdzięczam uprzejmości Dr. W . Bruchnalskiego.

— 395 —
u p i r u Chorwatów i Słowieueów v a m p i r , u Serbów vampir. l a m pi r, lub częściej pod przemianą wilka vukodlak, u Bułgarów v a m ­
pi r, v u p i r , u Dalmatyńeów k o z i a c, u Korutanów v e d z а с lub
s t r i g a n, u Czarnogórców t e j n a c , istniał też i na Litwie k e m a s.
Starożytne pochodzenie tego motywu przetrwało długie wieki i dzisiaj
się w podobnych kształtach w gminu opowieściach znajduje. Tak sa­
mo jak u Mickiewicza, jest on zazwyczaj pokutującym duchem sam o­
bójcy, który od czasu do czasu wychodzi z grobu, aby odwiedzić
lube strony, choć niekiedy znowu jest strasznym, okrutnym. Nie tylko
jednak sam ten rys został przez poetę schwycony, mówią
. . . . лій upi ór, s k o r o w y s z e d ł z z i e mi ,
Oc z y na g w i a z d ę p o r a n n ą w y w r ó c i ł . . . . “
A i ten rys nie jest obcy naszym zabobonom i wierzeniom, gdyż
i lud mniema, że upiór „ z a r a z po w y j ś c i u (z grobu) o c z y s w e
n a w s c h ó d o b r a c a . “ 1) Zresztą ustęp ten nie zdradza bynajmniej
więcej śladów gminnej poezyi, treść jego bowiem dalsza została po
części z życia i wypadków rzeczywistych, po części znowu pod wpły­
wem innego utworu stworzona. A teraz możemy przejść do właści­
wego obrzędu.
„Dwa razy do roku, w jesieni i na wiosnę, odbywają się Dziady
z powagą i należnem skupieniem, z prawdziwie pierwotną naiwnością.
Na wiosnę, w niedzielę przewodnią, Ś w i a t aj a zwaną, idą z każdej
chaty na cmentarz, przynoszą z sobą wódkę, jedzenie rozmaite, jaja,
zaścielają obrusem mogiłę i usiadłszy dokoła, zjadają. Wspominają
swoich zmarłych, mówiąc: „Pamiani Boże, majho baćka, niechaj
u carstwie niebieskom sopodezywaje i nam s taho święta popryjaje.“
Resztki jedzenia zostawiają na mogile. W jesieni, na początku listo­
pada, uroczystość dziadów zwykle wypada w sobotę. W wigilię posz­
czą na sucho. W sobotę rano gospodyni niesie do cerkwi na nabo­
żeństwo za dusze zmarłych konieczną na ten dzień do poświęcenia
potrawę, jest to k a m i n , składający się z miodu rozgotowanego
i z trzech bułeczek z pszennej mąki, zwanych pampuszki, które się
potem w tym miodzie maczają. Po nabożeństwie sprzątają i czyszczą
całą chatę, a ku wieczorowi zasiadają do obiadu. Na pokuci pali się
świeca- woskowa, na stole stawiają potrawy, każdy z obecnych od­
kłada na osobną miskę pierwszy kęs z każdego dania, leją tam też
i wódkę przed wypiciem. Zaczynają objad, gospodarz żegna łyżką
stojący w pośrodku stołu „kamin“ i mówi : „Światyje diedy, przy4)
J. G- ł uzi ńs ki . W ł o ś c i a n i e . 522. O K o l b e r g . Lud.
str. 95 —96 nr. 4.

XVII.

— 396 —
chodzicie к nam wieczerać, proszu was na wieczeru.“ Potem odnoszą
miskę z odłożonemi dla umarłych potrawami na cmentarz. Nastrój
wogóle uroczysty i poważny.“ ^
Jak to nader łatwo rozpoznać, poeta tworząc swój poemat zm ie­
nić musiał w pewnym kierunku i sam nawet obchód Dziadów. A stać
się to musiało już choćby dlatego, iż wskutek złączenia dwu moty­
wów, jednego współczesnego poecie, drugiego znanego mu jedynie
z kronikarskich zapisków, a nieistniejącego już dzisiaj. Najprzód tedy
wciągnął Mickiewicz w zupełności w ramy swego obrazu ucztę, jaką
zastawiono dla umarłych ku uczczeniu ich pamięci, nie zm ienił dalej
i samych tych potraw, jakie lud wynosić zwykł na groby, nie zm ienił
na koniec i owej wiary, iż pokarm ziemski może ulżyć duchom, co
za pokutę błąkać się muszą po ziemi. Lecz jak w fantastycznej szacie
przedstawił nam to wszystko poeta, jakie czarujące półświatła i p ół­
cienie biją z tego obrazu? Wszystko to powstało wskutek wprowa­
dzenia gnślarza, co mocą swą sięgał i w krainę zmarłych.
Już sama nazwa guślarza wskazuje, że istniał jakiś rodzaj cy­
try, który to instrument musiał być w całej słowiańszczyźnie rozpo­
wszechniony, którego używano może przy modłach pogańskich,
a z pewnością przy zaklęciach, gusłach lub czarach. Ja przynajmniej
sądzę, iż tych guślarzy nie można sobie inaczej przedstawiać jak
tylko jako poetów, kapłanów, inaczej bowiem trudnoby sobie wytłómaczyć tę wiarę, zjaką lud wierzył w ich siłę nad zagrobowym światem, samo
nawet pojęcie wyrazu „gusło“ zdaje się to przepuszczenie potwier­
dzać.
To właśnie wprowadzenie na scenę guślarza było bezpośrednim
powodem zarówno zmiany częściowej barwy całego obchodu, jak też
1)
S. J e l e ń s k a , W i e ś R o m a n i c z e . 551— 552. A. B e z z e n '
b e r g e r L i t t h . T o r s c h u n g e n . 84. S. C i s z e w s k i . L u d r o l n i c z o g ó r XI. str. 31. nr. 14. M. F e d o r o w s k i . L u d b i a ł o r u s k i I. 267.
do Ü68. J. G r l u z i ń s k i . W ł o ś c i a n i e . 551 —552. I s t o r i c z W i e s t n i k . 1896. str. 112— 113. przedruk W i s ł a . X. 853 — 854 O. K o l b e r g
M a z o w s z e . V. 371. J. I. K r a s z e w s k i .
L i t w a I. 148 — 149.
R. L u b i c z . O L i t w i e i Ż m u d z i . U p o m i n e k d l a O r z e s z k o w e j
395. M a c i e j o w s k i . P i e r w o t n e d z i e j e 4 6 8 —469. F r . M r o c z k o .
Ś ni a t y ń s z c z y z n a. 395. A. N o w o s i e l s k i . L u d u l e r . I. 136— 145.
L u d w i k z P o k i e w i a . L i t w a 2 9 3 — 294. A. R y p i ń s k i . B i a ł o r u ś
61. J. Ś w i ę t e k . L u d . 1 1 5 —117. S t r y j k o w s k i . K r o n i k . I. 150.
E. T y l o r . A n t r o p o l o g i a 3 3 0 —331. K . W. W ó j c i c k i . Z a r . d o m.
III. 335 —336. Estonowie 2. listopada w nocy zostawiają słody dla umarłych,
w Szweeyi znowu dla Elfów, których uważają za dusze potępione. U Rosyan
święcą Dziady przy końcu przdziernika w t. z. „D m i t r o w s к ą s o b o t ę“
dla dziewic skazanych po śmierci na pokutę.

— 397 —
i nadania mu tej mglistości nieprzejrzanej i tajemniczości. Owo zaś
ukazywanie się duchów zmarłych jest według mego zdania fikcyą
poetycką Mickiewicza w wielkiej części mimo, że nie jest ono pozba­
wione pewnych podstaw realnych.
^Czyścowe duszeczki!
W jakiejkolwiek świata stronie ;
Czyli dla dotkliwszej kary
W surowem wszczepiona drewnie
Gdy ją w piecu gryzą żary;
I piszczy i płacze rzewnie.
Każda spieszcie do gromady!“ . . .
Szczegół ten powtarza się dośó często w zabobonach ludu nasze­
go, gdyż i on wierzy, że gdy „drzewo piszczy w ogniu, gdy świeże,
lub w sobie ma wilgoć, że to jest dusza pokutująca. Nieraz się za­
pewne każdemu prawie słyszeć zdarzyło, iż drzewo osikowe lub inne
z liściowych, świeżo zrąbane lub nie dość wyschłe położone na ogniu
pozbywając się soków lub powietrza, częstokroć piszczy bardzo prze­
raźliwie albo żałośnie wtenczas, kiedy naczynia drzewne, włókniste
i rurkowate, ciśnione ciepłem pękają. Starzy mówią, że to się dusza
odzywa i litości żyjących błaga, aby się za nią w czyszczu pokutu­
jącą modlili i przytem rozmaite wyprowadzają gawędy“. ‘)
Wywoływanie zaś dusz zmarłych jest, jak to już wyżej zazna­
czyłem, ugruntowane na wierze ludu, iż zmarły może powstać z gro­
bu na wezwanie któregokolwiek z krewnych lub przyjaciół,2) a tem
bardziej musiało to nastąpić na przemożne zaklęcie guślarza, który
„wszedłszy w środek koła nakreślonego trupią głową, ogrodzonego
kościami zm arłych“ takim dusze śpiewem wzywał:
„I wy co w czyszczu otchłani,
Wieczyste męki znosicie,
I wy co w l e k k i c h o b ł o k a c h ,
Przepędzacie swoje życie.
I wy co w piekielnej toni,
Pod biesa rządem cierpicie,
I co wpośród naszych błoni,
Pośmiertne ciągniecie życie.

Por: J. G l u z i ń s k i . W ł o ś c i a n i e . 471. przedruk K o l b e r g
Lud. XVIII. str. 124. nr. 1. Dr. W. K o s i ń s k i . Z a p i s k i e t n o l o g i ­
czne. str. 871. nr. 10.
2) P. K o l b e r g Lud. XYIII, str. 96. nr. 6.

— 398 W z y w a m was w I m i g Chr yst usa,
P r z y b y w a j c i e , p o w i e d a. j c i e,
C z e g o w a m b r a k i co w a m d a ć ,
Dajcie nam znać, dajcie nam zn a ć “. 1)

Takich zaklęć i inkantaeyj obrzędowych, z których Mickiewicz
korzystał przy pisaniu odpowiednich ustępów poematu nie zdołaliśmy
odnaleść, mimo tego przecież w przytoczonym powyżej ustępie mo­
żna znaleść wyraźne analogen do takichże guseł w D z i a d a c h : bo
nie inaczej brzmią słowa guślarza w całym sposobie wysłowienia się,
wszak i on tak samo wzywa i tych, którzy „przykuci zbrodni łańcu­
chem “ są „blisko piekielnej jam y“, i tych, którzy „w smole płoną“
lub „marzną na dnie rzeczki“, co więcej końcowe wiersze przypomi­
nają wielce powyższą strofę. Guślarz zapaliwszy kądziel, taki zaw o­
dzi śpiew :
„Kt o z was w i e t r z n y m b ł ą d z i s z l a k i e m
Tego lekkim, jasnem znakiem,
Przyzywamy, zaklinamy.
Mówcie komu czego braknie,
K t o z w a s p r a g n i e , k t o z w a s ł a k n i e “ .....

Same wreszcie słowa powtarzające się przy końcu każdego od­
pędzania duchów: „A kysz, a k ysz!“ istnieją do dzisiaj w ustach
ludu, a nawet przeszły do mowy potocznej. Zjawienie się znowu tej
pary dzieci, Józia i Rózi ma także swój pokład w wierzeniu ludowem, iż dzieci niechrzezone muszą długi czas błądzić w powietrzu,
dopóki ich kto nie och rzci,2) owa znowu Zosia co ukazuje się ze­
branym na Dziady z „kraśnym wiankiem na głow ie“ trzymając „w rę­
ku zielony badylek“, wydaje się przypominać ową duszę pokutującą
w balladzie T o l u b i ę , gdyż i ta musi srogie męki cierpieć dlatego,
iż nikogo pokochać nie chciała :
„Do tych pasterzy goniłam stada,
Którzy mą wielbili krasę ;
Lecz żadnego nie kochałam“ ........

г) R z e c z o ś p i e w a c h l u d u . ( N o w o r o c z n i k p o l s k i p ł c i
p i ę k n e j p o ś w i ę c o n y . Warszawa. -[833. str. 132.)
2)
P. C z u b i ń s k i j . T r u d y . I. 205 — 206. D r. R. K a i n dl. D i e
H u z u l e n . 84. O. K o l b e r g . L u d . Х УІІІ. str. 94. nr. 1. L. M a g i e r o w s k i . P r z y c z y n e k do w i e r z e ń . ( Lu d . III. 143). E. K u l i k o ­
ws k i . Z a p i s k i str. 90. nr. 12. A. P o d b e r e s k i M a t e r y a ł y 5.
M. Ż m i g r o d z k i. U k r a i n a . ( Lud. II. 329).

— 399 Sam fakt w ogóle obrzędu Dziadów, jakoteż i zaklęcia dusz
zmarłych, są wzięte z ludowej poezyi, z ludowych wierzeń i zabobo­
nów, w poem acie atoli naszego poety swoją fantastycznością i grozą
dobranych należycie kontrastów tak zostały zmienione, iż napozór
zdają się być od początku do końca wymysłem twórczej wyobraźni
Mickiewicza.
Część czwarta D z i a d ó w , wypełniona dziejami miłości Gusta­
wa, nie mogła dać poecie należytego materyału, około którego mógł­
by był szerzej rozwinąć obrazy z fantanzyi ludu przejęte, i z tego
też powodu wpływ gminnej poezyi jest tu prawie niedostrzegalny.
Ze szczegółów na baczniejszą zasługujących uwagę wymienimy kilka :
i tak najprzód ów sknera „wielki lichw iarz“, co „nikogo nie obda­
rzył chlebem ni szelągiem “
„Za to i teraz po śmierci,
Nim duszną karę odbierze w piekle,
Słyszycie, jak gryzie wściekle,
Jak świdruje i jak wierci“. . . .
znajdiije potwierdzenie w wierzeniach ludowych, mówią bowiem, że
„gdy robak w drzewie wierci lub kołata, to jest dusza na pokucie“. 2)
Motyl zaś, którego Gustaw koło świecy łowi, co był za życia boga­
tym panem, a drugi „książek cenzorem “ i teraz za karę „chociaż nie
lubi światła, w światło lecić m usi“, jest także według wyobrażenia
ludu „pokutującą duszą“ i gdy „dzieci łapią je często i męczą bez
litości, wtedy starsi przestrzegają ich, by tego nie czyniły, gdyż to
są dusze zmarłych“. a) A i ta świeca, która gaśnie ze zgonem Gusta­
wa, nie jest bez podstawy, gdyż według wierzeń ludu, świeca nader
często dopala się wraz ze śmiercią człowieka, 3) przypominam tu
i owe lampki życia tak często w legendach się powtarzające.
Niektóre nakoniec zwrotki śpiewane przez Gustawa sam już
poeta opatrzył przypiekiem, iż zostały z ust tudu zaczerpnięte :
‘) J. Gr l uz i ńs ki . W ł o ś c i a n i e 471. przedruk u K o l b e r g a
Lud. XYIII. str. 124. nr. 3.
2) O. K o l b e r g Lud. XV. str. 204. nr. 18. Por. J. G l u z i ń s k i .
j. w. 457—458. nr. 4. Dr. F. S K r a u ss. P o w r ó t u m a r ł y c h na
ś wi at . Wi s ł a . IV. 680 t e n ż e . S r e é a 22. D r. J. Ne u b a ner. Di e
T h i e r e i n S p r a c h e u. B r a u c h d. E g e r l a n d de s Z e i t s c h r .
f. ö s t e r r . V o l k s k . II. 329. A. P e t r o w . Lud. str. 127 nr. 79.
3) D r. W. K o s i ń s k i . Z a p i s k i , str. 871. nr. 96. L P i ą t k o ­
ws ka. Z ż y c i a l udu. 510. L u d w i k z P o k i e w i a . Li t wa . 152.
R. Z a w i l i ń s k i . P r z e s ą d y i z a b o b o n y . Z b i ó r wi a do m. XVI.
str. 261. nr. 87.

— 400 —
„ K t o m i ł o ś c i n i e z n a , ten żyje s z c z ę ś l i w y ,
I n o c ma s p o k o j n ą , i d z i e ń n i e t ę s k l i w y “ ...

powtarza się często w pieśniach ludowych :
„Chto k o c h a n i a ni e zna
Od Boga s c ę ś 1 i w y,
Ma nockę s p o k o j n ą
D z i o n e k n i e t ę s k l i w y “ . 1)

Tak samo i śpiew Gustawa :
„Najprzód ciebie w s p o m i n a ,
Co chwila, co godzina,
P o t e m p o

A potem

r a z u

co

co

d nia,

t y g o d n i a “.

znajduje także oddźwięk w waryantach :
„ W s p o m n i s z mnie w k a ż d y
Ja ciebie r a z w t y d z i e ń “ . 2)

dzień,

Nie godzi się nam atoli zapominać i o balladzie „o Poraju s il­
nej ręki i o nadobnej Maryli“ umieszczonej pomiędzy fragmentami
pierwszej części D z i a d ó w . Ballada ta nie łącząca się bezpośrednio
z innemi częściami poematu, musiała być o wiele wcześniej napisaną,
gdyż o tem najlepsze może dać świadectwo ów pierwiastek legendar­
ny użyty do jej napisania, zupełnie treścią i sposobem traktowania
różny od innych ustępów D z i a d ó w . W utworze tym występuje, jak
wiadomo, i mistrz Twardowski, przypominający tu rysami charakteru
wielce dyabła Borutę, występuje dalej młodzieniec zaklęty, którego
ciało powoli przemienia się w kamień. Źródło tej ballady, stworzonej
z dwu rozmaitych motywów leży w legendach ludowych o zaklęciu
chłopca, który zdradziwszy tajemnicę został w kamień przemieniony
i to stopniowo, po zdradzeniu każdej tajemnicy coraz więcej kamie­

*) O. K o l b e r g . L u d . YI. nr. 842. str. 121 i 217 nr. 229. t e n ż e
W ł a ś c i w o ś c i , str. 123. nr. 61. str. 124. nr. 63. K. K o z ł o w s k i
L u d . str. 125. nr. 59. A. P e t r o w. j. w. 67 i 72. Ż e g o t a P a u l i .
P i e ś n i str. 227. nr. 11.
2)
O . K o l b e r g . P i e ś n i l u d u . 207 i 393. t e n ż e L u d . XYIIL
str. 56. nr. 169. K. K o z ł o w s k i , j. w. str. 123 nr. 55. cytowane u D r.
H. B i e g e l e i s e n a . D z i e ł a . I I 372— 373.

— 401 —
n ia ł.ł) Źródło to należy jednakże pojmować w jak naj rozleglej szych
zarysach, szczegóły bowiem stj. zresztą zupełnie odmienne. Oprócz
tej baśni, wzięła też w genezie ballady pewien udział i legenda
o zwierciedle Twardowskiego, w którem według tradyeyi straszliwe
widma ukazywać się miały. Wpływu atoli podań tego cyklu nie m o­
żna bliżej określić,

Ozy się wyradzamy?
W ro k u 1886 u k az ało się w P e te rs b u r g u w y d aw n ictw o c e n ­
tra ln e g o k o m ite tu sta ty sty c z n e g o ro ssy jsk ieg o m in istery u m s p ra w
w e w n ętrzn y c h p . t. S ta ty cze sk ij w re m ie n n ik ro ssy jsk o i Im p e ry i,
w k tó re m to dziele ogłoszono c y fry d o ty czą ce stą n u fizycznergo.
re k ru tó w , b a d a n y c h p rzez kom isye po b o ro w e w la ta c h 1874— 1883
w ro z le g łem p a ń s tw ie rosyjskiem . C yfry te s ta ły się p o d s ta w ą
w ielu b a d a ń n au k o w y ch , p rz e d o sta ły się do pow ażn y ch w y d a w n ictw eu ro p ejsk ich , b y ły n a w e t p rz ed m io te m o b sze rn y ch d y sk u sy i d z ie n n ik a rs k ic h . W y d a w a ło się, że w y d aw n ictw o urzędow e,
o p ie ra ją c e się n a m a te ry a ła c h d o starc zo n y ch przez u rzędow e k o ­
m isy e p o b o ro w e w o ln e od w szelkich te n d e n c y i ubo czn y ch , m oże
s ta ć się p o d sta w ą , n a k tó rej będzie m ożna w y c ią g ać dalsze w n io ­
s k i co do fizycznego rozw oju najro zm aitszy ch narodów , w c h o d z ą ­
cy ch w s k ła d w ielk ieg o p ań stw a ro sy jsk ieg o . P o m ię d zy innem i
p o zy c y am i um ieszczonem i w w spom nianem w y d a w n ic tw ie z n a j­
duję się ru b ry k a , p o d ając a cy fry d o ty czą ce p rz e c ię tn e g o w z ro stu
m ło d zieży p o pisow ej z ló źn y ch o k rę g ó w ad m in istracy jn y ch , jak o też liczb ę u w o ln io n y ch z p o w o d u sła b e g o ro z w in ię cia fizycznego
lu b ch o ró b ch ro n iczn y ch . W e d łu g ty c h c y fr p rz e c ię tn y w zrost m ło­
dzieży w arszaw sk iej b ad a n ej, ja k w spom niałem , w dziesięcioleciu
1874— 1883, ró w n a się 2 arszynom , 4‘43 w erszkom , czyli n a n aszą
m ia rę 1 m e tro w i 619 m ilim . tej cy fry k tó ra sam a przez się nicze­
g o n am nie tłó m aczy . Z naczenie u w y d a tn i się do p iero d o k ła d n ie j
je ż e li ją p o ró w n a m y z o d p o w ied n iem i d an em i d o ty czącem i in n y c h
n aro d ó w , n a le ż ą c y c h do p a ń s tw a rossyjskieg‘0 O tóż z p o ró w n a n ia
teg o w y n ik n ie, że p rz e c ię tn a d la m łodzieży w arszaw skiej i K ró l.
poi. je s t niższa od p rz e c ię tn e g o w zrostu S zk o tó w 0 9 1 m m . N iem ]) Por. O. Ko l b e r g . Lud. VII. str. 66. nr. 26. XVIII. str. 85
nr. 15. M. Sy 1w e s t r o w i e z P o d a n i a . I. 297 i nast. W. W e r y h .
P o d a n i a ł o t e w s k i e , str. 168. nr. 21.

— 402 —
c6w p ó łn o cn y ch o 61 m m ., K u rla n d c z y k ó w w w iek u p o p iso w y m
o 51 mm., i że w znosi się nieco p o n a d p rz e c ię tn ą dla F in n ó w i L a ­
p o ń czy k ó w , od p rzeciętn ej d la m łodzieży po p iso w ej p a ń s tw a rossy jsk ieg o o g ó łem w ziętej je s t niższą o 23 mm. P o n ie w a ż w ię k s z y
lub m niejszy w zro st d an e g o n aro d u łącz y się zw y k le z k w e sty ą
w iększej lub m niejszej dzielności fizycznej, n asu w a ło się sam o przez
się p y ta n ie , co je s t pow odem te g o objaw u, czy ta p rz e c ię tn a cy ­
fra s ta w ia ją c a P o la k ó w niżej od w szy stk ich n aro d ó w p airstw a r o ­
s y jsk ie g o p ró cz F in n ó w i L ap o ń c zy k ó w co do rozw oju fizycznego
nie je s t dow odem p o w o ln eg o w y ra d z a n ia się lu d n o ści p o lsk iej.
K w e s ty ą tą zajm ow ała się p rz e d d ziesięciu la ty sz e ro k o
p ra s a p o lsk a w W a rsz a w ie , p isa li o niej uczen i w y jaśn iając z n a ­
u k o w e g o s ta n o w is k a znaczenie ty c h cyfr, tra k to w a li je d z ie n n i­
k a rz e n a tu ra ln ie p o sw ojem u, k tó rz y b ez g łę b s z e g o w c zy tan ia
się w cy fry , nie m ając n a le ż y te g o w y k s z ta łc e n ia n au k o w eg o a z w y ­
k le p o c h o p n i do o g ó ln ie ń nie w y trz y m u ją c y c h o g n ia n a w e t le k ­
kiej k ry ty k i, staw ili dla s p o łe c z e ń stw a n asz eg o n ajsm u tn iejsze h o ­
ro s k o p y . A b y d ać w y o b ra żen ie , do ja k ic h p o tw o rn y c h w n io sk ó w
d o sz li n ie k tó rz y p u b lic y śc i n a p o d staw ie cy fr p rz y to c z o n y c h p o ­
w yżej, p rz y to c z ę zdanie p. P o p ła w sk ie g o w s p ó łp ra c o w n ik a w a r­
szaw sk ieg o G łosu. Otóż p P o p ła w s k i w ró ż y ł w nied alek iej p rz y ­
szłości śm ierć n aszem u p lem ien iu z p o w o d u je g o rzekom ej n iż­
szości i n ie fo rtu n n y c h w łaściw ości an tro p o lo g icz n v ch , w e d łu g n ie ­
go już ob ecn ie je s t w id o czn y u p a d e k in te lig e n c y i i w y m iera n ie
ży cia w d zieln icach czysto po lsk ich , a szczupła g a r s tk a osób, p ra ­
cu jący ch w y trw a le n a po lu in te le k tu a ln e m re k ru tu je się za stę p am i
w sch o d n ich k re só w etn o g ra ficzn y c h m ieszających się z M ało ru sinam i. Jeżeli w ięc m am y um rzeć, zm arn ieć ja k o ro sa , k o n k lu ­
duje p. P o p ła w sk i, (a to p o n iew a ż w y ra d z a n ie się n ie je s t u nas
o b jaw em m iejscow ym , lecz d o ty czy przew ażnej w iększości p le ­
m iona, a p rz y te m idzie z niem w p a rz e i w y jało w ien ie um ysłow o ści naszej) — to czy m ają ja k i cel w sz y stk ie u siło w an ia, w szy ­
stk ie p ra c e nasze. (G łos 1888 N r. 12).
O czyw iście, że te g o rodzaju p ro g n o s ty k i sp o ty k a ły się z n a ­
le ż y tą o d p ra w ą ze stro n y in n y c h d zien n ik arzy , ale zaw sze b y ły
w sta n ie n a stro ić p e ssy m isty c z n ie n ie k tó re sfe ry n asz eg o s p o łe ­
c z e ń s tw a , S p ra w ę w ięc n ależ ało zb a d ać z ściśle n a u k o w e g o s ta ­
n o w isk a i w y k a zać , że k w e sty ą w y ższeg o lub n iższego w z ro stu
d an eg o n aro d u nie sto i w ścisły m p rz y czy n o w y m zw iązku z w ię ­
k s z ą lu b m niejszą dzielnością fizyczną, z w y ra d zan ie m się. Z adania
te g o p o d jął się p. W ła d y s ła w W śc ie k lic a o g łaszając w A tte n e u m
z ro k u 1888 i w osobnej o d b itce ro z p ra w ę p. t. C zy się w y rad za-

— 403 —
m y ? W a rs z a w a 1888. U czo n y te n b ad a cz sp ra w sp o łecz n y ch opie­
ra ją c się n a w sp o m n ian y ch pow yżej m a te ry a ła c h jak o też n a c y ­
frach p o b o ru w o jskow ego w G alicyi i K ró le stw ie p o lskiem w w ie­
k u p o p iso w y m , rz eczy w iście w y k azu je b ard zo n izk i p rz e c ię tn y
w zro st w p o ró w n a n iu z in n y m i n a ro d a m i zam ieszkującym i A u s try ę
i R o s y ę . Z ró żn icy je d n a k przeciętn ej, k tó ra je s t w iększą d la K ró ­
le s tw a polskieg'0 an iżeli dla G alicy i a k tó rą a u to r tłó m a czy o k o ­
licznością, że w A u s try i p o p iso w i staw a ją do re w izy i w 20 r. ży­
cia, a w K ró l poi. w 21., ja k o te ż z cy fr szczeg ó ło w y ch d la o d ­
d zieln y c h k la s w iek u , z k tó ry c h p o k az u je się znaczne Zm niejsze­
n ie p ro c e n tu re k ru tó w za n izk ich w 22 ro k u życia w p o ró w n a n iu
z 20, w nio sk u je au to r, że o p ó ź n i o n y rozw ój fizyczny lu d n o ści
p o lsk iej po w o d u je znaczną liczb ę re k ru tó w za n izk ich w pierw szej
k la s ie p o b o ru . Źe P olaC y nie o dznaczają się najniższym w zrostem
w ogóle, ale n ajw iększem je g o opóźnieniem , św iad c zą c y fry z e ­
b r a n e d la lu d n o ści galicy jsk iej przez prof. M a y e ra i K o p e rn ic k ie g o p o d a n e w Z b io rach w iadom ości do a n tro p o lo g ii krajow ej
(T . I., IX .). W e d łu g b a d a ń w sp o m n ian y ch u czo n y ch w y n o si p rz e ­
c ię tn y d la P o la k ó w g a lic y jsk ic h m iędzy 20—25 r. ży cia 1622 mm,
i je s t m n iejszy od w zrostu R u sin ó w w ty m sam y m w ieku, k tó ry
w y ra ż a się w c y frze 164 cm, p o m iędzy zaś ro k iem 25 a 30 w y ­
ró w n y w a się p rz e c ię tn a w y so k o ść w obu ty ch n aro d o w o ściach .
O p ó źn ien ie zaś rozw oju fizycznego lu d n o ści polskiej w G a licy i
tłó m a czy W ś c ie k lic a n iek o rz y stn y m i w a ru n k a m i ekonom icznym i,
w śród ja k ic h lu d n o ść g a lic y js k a żyje. T ą o k o liczn o śc ią w y jaśn ia
w sp o m n ian y a u to r ta k ż e fa k t d ru g i z a c z e rp n ię ty z ty c h sam y ch
m a te ry a łó w , że P o la c y i R u s in i ta k ż e z po w o d u n ied o sta te c z n e g o
rozw oju k la tk i piersiow ej d ają n ajm n iejszy p ro c e n t z d a tn y c h do
słu żb y w ojskow ej ze w szy stk ich ludów a u stry a c k ic h .
In n ej m eto d y trzy m a się p, W śc ie k lic a o d n o śn ie do lu d n o ści
K ró le s tw a p o lsk ieg o . T u już nie m ógł a u to r p o w o ły w ać się n a
b ie d ę i n ie tłó m a c z y ć opóźniony w zrost ludności, p o n ie w a ż sta n
ek o n o m icz n y K ró le s tw a je s t znacznie lepszy, aniżeli w G alicyi,
N ie p o d ając w ięc w ątp liw o ści c y fr ro sy jsk ie g o K o m ite tu s ta ty ­
sty czn e g o , p o ciesza a u to r p u b liczn o ść p o lsk ą p o d an iem c y fr o d ­
n o szący ch się do N iem ców i Ż ydów za m ie sz k a ły c h w K ró le stw ie ,
k tó rz y an i co do w zrostu, ani co do fizycznego zd ro w ia nie ty lk o
n ie o d ró żn iają się od P o la k ó w , ale w św ietle cy fr p rz e d sta w ia ją
się zn aczn ie n iek o rz y stn ie j. I ta k n a ty sią c u w o ln io n y c h od p e ł­
n ie n ia p o w in n o ści w ojskow ej w całem K ró le stw ie p o lsk iem u w o l­
niono s ta le P o la k ó w 177%) N iem ców i87%> Ż ydów aż 297% , cza­
so w o zaś z P o lak ó w 2O0°/0, N iem ców 2i4°/o, Żydów aż 295% .

— 404 —
Z z e sta w ie n ia te g o p o k azu je się, że Ż ydzi w K ró le s tw ie d o ­
starczają sto su n k o w o najm niejszej ilości re k ru ta i że ta okoliczność
w p ły w a w o g ó ln y ch ze sta w ien iac h n a p o d w y ższen ie p ro c e n tu n ie ­
zd a tn y c h do słu żb y w ojskow ej. Żydzi dają w ięcej od P o la k ó w
o izo u w o ln io n y c h stale i o 8g n ie p rz y ję ty c h czasow o. P o n iew aż
Ż ydzi sta n o w ią */, lu d n o ści K ró le s tw a , p rzeto p o d n o szą cy frę n ie ­
zd o ln y ch do w o jsk a stanow czo o 17, a n ie z d a tn y c h czasow o o 13
n a ty siąc. P o w o łu ją c się n a s tę p n ie n a c y fry u w o ln io n y ch od s łu ­
żb y w ojskow ej w p o szc zeg ó ln y ch g u b e rn ia c h ro ssy jsk ich i p o ró ­
w n u jąc je z o dnośnem i liczbam i co do lu d n o ści polskiej jak o też
in n y c h n aro d ó w eu ro p ejsk ich , o ile o d n o śn e c y fry w ze sta w ien iac h
s ta ty sty c z n y c h is tn ie ją , w y k azu je z n ic h , że ludność K r ó le ­
stw a, choć co do w zrostu nie d o ró w n y w a innym narodom , to co
do zd ro w ia fizycznego i o d p o rn o śc i o rg a n iz m u n a w ro g ie w p ły w y
nie ty lk o nie u stęp u je, ale p rzew y ższa in n y ch . N ie m ożna w ięc
z w y so k o ści w zro stu w n io sk o w ać o o d p o rn o śc i fizycznej, g d y ż
d zieln ość fizyczna n ie je st p ro p o rc y o n a ln ą do w zrostu, ale do
silnej b u d o w y ciała. Co wyżej n a p o d sta w ie b a d a ń a n tro p o m e tr y ­
czn y ch T o p in a rd a sk o n sta n to w a n o , że ludzie w y so cy są sto su n ­
k ow o słab szej b u dow y c ia ła od n izk ich jednej i tej sam ej rasy.
W s z y s tk ie pow yżej p rz y to c z o n e arg-um enty i u w a g i ja k o te ż
n ie k tó re in n e p o d rzędniejszej w agi, o k tó ry c h nie w spom inam , są
zd an iem p. W ś c ie k lic y dow odem , że ra s a p o lsk a p o d w zględem
fizycznem nie n iszczeje: że nie m ają najm niejszej p o d sta w y ci,
k tó rz y m ów ią o ja k ie m ś w y ra d z a n iu się lu d n o ści p olskiej.
J a k w idzim y z p o w y ż sz eg o p o b ieżn e g o stre sz c z e n ia ro z p ra w y
„Czy się w y ra d z a m y “, nie p o d a ł p. W ś c ie k lic a ża d n y c h n o w y ch
fa k tó w co do s ta n u fizycznego lu d n o ści p o lsk iej, k tó re b y już p rz e d ­
tem nie b y ły znane, z a słu g a je g o p o le g a raczej n a n au k o w em ich
w y św ietlen iu .
P o zo staw iają c n a uboczu p y ta n ie , czy cy fry d o ty czące w zrostu,
rozw oju k la tk i p iersio w ej, ch o ró b i t. p. w łaśc iw o ści m łodzieży
p o pisow ej z p ew n eg o o k resu czasu, m o g ą b y ć rzeczy w iście m ia­
rą, p o d staw ą u p ra w n ia ją c a k o g o k o lw ie k do w y p ro w ad za n ia w n io ­
sk ó w o g ó ln iejszy ch co do siły życiow ej p ew n eg o n aro d u , bo a b y
stw ierd z ić d zielność fizyczną w zg lęd n ie zw y ro d n ien ie ra sy , n a le ­
ż a ło b y m oże zb a d ać jej stan fizyczny w p rz e c ią g u p a ru g e n e ra cy i i p o ró w n ać go z o b e c n y m stan em , b a d a n ie zaś p rz e p ro w a d z ić
nie ty lk o n a o so b n ik ach w p ew n y m o k re sie w ieku, ale ta k n a
d zieciach ja k i do jrzałych in d iw id y ach , czyli in n em i słow y, czy
m o żn a w o g óle m ów ić n a p o d sta w ie d o ty ch cz aso w e g o m a te ry a łu
o w y ra d z a n iu się lu b n ie w y ra d z a n iu się pew nej ra sy , p rz ech o d z ę

— 405 —
do w łaściw ej rz ecz y t. j. do p o d a n ia w y n ik ó w , do ja k ic h doszedł
p. A d a m Z ak rzew sk i w ro z p ra w ie p. t. L u d n o ść m iasta W a rs z a ­
w y, p rz y c z y n e k do c h a ra k te ry s ty k i fizycznej, ogłoszonej w I. tom ie
w y d a w n ic tw a K ra k o w . A k a d e m ii um iej, z a ty tu ło w a n ą M a te ry a ły
a n tro p o lo g icz n e i eteograficzne z r. 1896. A u to r zn an y już z p ię ­
k n ej an tro p o lo g icz n ej p ra c y p. t. W z ro s t w K ró le s tw ie P olskiem ,
w k tó rej p o słu g u ją c się w y łąc zn ie cy fram i k o m ite tu s ta ty s ty c z n e ­
go ros. m in iste ry u m sp ra w w e w n ętrzn y c h d a ł n am o b ra z w zrostu
lu d n o ści polskiej w K ró le s tw ie P o lsk ie m w e d łu g p o jed y ń cz y ch
p o w ia tó w i g u b e rn ii, a zach ęco n y p rz y c h y ln ą o cen ą pow yższej
ro z p raw y , z a b ra ł się do nowej p ra c y n a p o d staw ie obfitego m ate ry a łu , zu p e łn ie w ia ry g o d n e g o , u w z g lę d n ia jące g o różnice w y z n a ­
n iow e, co dla W a rs z a w y je s t p ra w ie ró w n o zn aczn e z n aro d o w o ­
ścią. A ch ociaż p. Z ak rzew sk i o b jął w swej p ra c y ty lk o m iasto
W a rsz a w ę , to w y n ik i, do ja k ic h doszedł, m ożna ch o ćb y w p rz y ­
bliżen iu o d n ieść do lu d n o ści ca łe g o K ró le stw a . P ra c a ta d o k o n a ­
n a z ścisło ścią i d o k ła d n o śc ią z te g o w zględu zasługuje n a sz c z e ­
g ó ln ie jsz ą u w a g ę p o n iew aż w ykazuje, że cy fra p rz e c ię tn a w zrostu lundości p o lsk iej w W a rsz a w ie stan o wczo je s t w yższą od p odanej w tylok ro tn e m w sp o m n ian em w y d a w n ictw ie ro ssy jsk iem , czyli, że w szy ­
stk ie w nioski, ja k ie p o p rz ed n io w y sn u w a n o o rzek o m em zw yrod n ia n iu czy w y ra d zan iu się plem ienia- p o lsk ieg o , są p o zb a w io n e
w szelkiej fa k ty c zn ej p o d staw y . T o ty lk o dziw na, że p u b licy ści,
k tó rz y p rzed d ziesięciu la ty ta k g łośno k rz y cze li o u p o śled zen iu
fizycznem lu d n o ści p olskiej, p ra c ę p. Z ak rzew sk ieg o po m in ęli m il­
czeniem .
P rz y jrz y jm y się jej bliżej. M a te ry a ł cyfrow y, n a k tó ry m a u ­
to r o p a rł sw oje w y w o d y , d o ty czy m łodzieży popisow ej m iasta
W a rs z a w y , p o ciąg n ię te j do o bow iązku p e łn ie n ia słu żb y w ojskow ej
w r. 1888 czyli urodzonej w r. 1868. M a te ry a ł te n pochodzi, ja k
to a u to r k ilk a k ro tn ie zaznacza, z w ia ry g o d n e g o źródła, któreg'0
je d n a k nie w y m ien ia, je s t w ięc in n y aniżeli ten, k tó ry m p o s łu g i­
w ali się w y d a w c y ro sy jsc y . O tóż m łodzieży popisow ej p o d le g a ­
jącej re w izy i lek arsk ie j, w w sp o m n ian y m ro k u b y ło w W a rs z a ­
w ie 1482, w k tó rej to liczbies-było k ato lik ó w 739, żydów 693, p ro ­
te s ta n tó w 36, p ra w o sła w n y c h 14. P o n ie w a ż p o d z ia ł w y zn an io w y
je st w W a rs z a w ie p ra w ie ró w n o z n acz n y z n aro dow ościow ym , d la ­
te g o słu szn ie a u to r uznaje k ato lik ó w za P o la k ó w , p ra w o sła w n y c h
za R o s y a n , a Ż ydów , k tó rzy choć p o d w zględem języ k o w y m i n a ­
ro d o w y m w w iększości są P o la k a m i, ja k o o so b n ą g ru p ę etniczną,
tra k tu je o ddzielnie. N ajtru d n ie j sk re ślić n aro d o w o ść p o p iso w y ch
w y k a z a n y c h w ru b ry c e p rotestantów 7, d la te g o a u to r w yznacza dla

— 406 —
nich ta k ż e o so b n ą ru b ry k ę , zresztą liczb a kalw inów , e w an g ielik ó w
j t. d. p ro te s ta n tó w je s t nieznaczna, że n a o g ó ln y re z u lta t w iele
w p ły w a ć n ie może. N ie w ielk ą też p o m y łk ę p o p e łn ia au to r, zw ra­
cając p rz e d e w sz y stk ie m u w a g ę c z y te ln ik ó w n a szczegóły d o ty c z ą ­
ce P o la k ó w i Żydów . Z liczby p o d an ej pow yżej sta w ia a u to r ty ch ,
k tó rz y w p ro st u zn a n i za n iezd o ln y c h n ie b y li p o d d a w a n i b liższym
pom iarom , a że ta k ic h b y ło 16, a zatem liczbę p o w yższą n a le ż y
zred u k o w ać do 1466 je d n o ste k , czyli 728 P o la k ó w , 689 Ż y d ó w ,
36 e w a n g ie lik ó w i 13 R o sy a n . N a pierw szej ta b lic y ze sta w ia a u ­
to r cyfrow o nad zw yczaj d ro b iaz g o w e p o m ia ry p o je d y ń c z y c h o so ­
b n ik ó w d la k ażd ej g ru p y z o so b n a w g ra n ic a c h 1/8 w e rszk a t. j.
55 mm. Z tej n astęp n e j ta b lic y w w iększe cało ści zbierającej szcze­
g ó ły , ja k o te ż z z e sta w ie n ia p o cz to w eg o p o k az u je się, że n a jli­
czniejszą w śró d m łodzieży polskiej je s t g ru p a m iesza n a je d n o ste k
0 w zroście m iędzy 165 cm .— 170, u w szy stk ich in n y c h g ru p a 1Ó0 do
165. P o ty c h z b y t szczegółow ych o b licze n ia ch dochodzi p. Za­
k rz e w sk i do w y n iku, że w śród b ad a n ej m łodzieży polskiej p rz e ­
w aża w z ro st p o n a d śre d n i z te n d e n c y ą w y ra ź n ą do w y so k ieg o , u
Ż ydów p rz ew aż a w z ro st dość p o d śre d n i i n izk i (k lasy fik a cy ę w z ro ­
stu — 160 nizki, 160 — 165 p o d śre d n i, 165— 170 p o n a d ś re d n i
1 -j- ï ?0 cm. w y so k i, p rz y ją ł a u to r z term in o lo g i a n tro p o lo g ii
T o p in ard a ). Ś re d n i zaś w z ro st w y ra ża się w n a stę p u ją c y c h cy fra c h :
d la b a d a n y c h P o la k ó w 165,5 cm Ż ydów 162,3 „
E w a n g ie lik ó w 167,6 „
R o s y a n 163,7
czyli w z ro st śre d n i całej g ru p y bez ró ż n ic y w y z n ań w y p a d a n a
164 cm , b io rą c zaś n a u w a g ę sam y ch ty lk o P o la k ó w i Żydów
163 9, P o k a z u je się już z te g o obliczenia, że w zrost śre d n i m ło ­
dzieży p o p iso w ej w arszaw sk iej w y k a z a n y przez p. Z ak rzew sk ieg o ,
zn aczn ie je s t w yższy od p rz e c ię tn e j p o d an ej w p u b lik a c y i ro sy j­
skiej, ró żn ica w ynosi 36 m m . A p rz ecież w zrost m łodzieńców
w 21 'ro k u ży c ia nie je s t jeszcze najw yższym , do ja k ie g o człow iek
w p ó źn iejszem życiu dochodzi. A n tro p o lo g fran cu zk i T o p in ard
p rz e su w a te rm in k re so w y w ty m w zględzie do 30 r. życia. Z te g o
p o w o d u a u to r o p iera jąc się n a b a d a n ia c h lu d n o ści g alicy jsk iej d o ­
k o n a n y c h przez prof. M ajera i K o p e rn ic k ie g o , w e d łu g k tó ry c h
ró ż n ic a p o m iędzy 21-ym a 26-ym ro k iem ży cia u lu d n o ści polskiej
w y ra ż a się p rz y ro ste m w yso k o ści c iała o 33 m,, p rz y jm u je te s a ­
m e ró ż n ic e d la lu d n o ści w arszaw sk iej, co daje p rz e c ię tn y w zrost
d la lu d n o ści dorosłej p o lsk ieg o p o ch o d z en ia 168,8 cm .

— 407 —
W ro zd ziale d ru g im ro z b ie ra a u to r k w e sty ę , czy nie za ch o ­
dzi ja k iś ściślejszy, p rz y c z y n o w y zw iązek p o m ięd zy w z ro stem lu ­
d n o ści w każdej części m iasta, a w a ru n k a m i ze w n ętrzn em i, w śró d
ja k ic h ta lu d n o ść żyje, czyli in n em i słow y, czy ludność m ieszk a­
ją c w lep szy c h s to s u n k a c h ek o n o m iczn y ch , w zd ro w szy ch częściach
m iasta, d o starc za w y ższy ch w zrostem p o p iso w y ch , aniżeli część pod
ty m i w z g lę d am i g o rz ej sy tu o w an a . K w e s ty ą tą odnośnie do całeg o
K ró le s tw a P o lsk ieg o zajm o w ał się już a u to r w w spom nianej p o ­
w yżej p ra c y „ W z ro st ludności K ró le s tw a p o ls k ie g o “. M a te ry a ł s ta ­
ty sty c z n y , k tó ry m p o s łu g iw a ł się autor, d o sta rc z y ł m u p ew n y ch
d a n y c h do p o s ta w ie n ia tej k w e sty i, g d y ż m ó g ł g o ro z k la sy fik o w a ć
n a d w ie części, o d p o w ied n io do c y rk u łó w p o licy jn y ch , n a k tó re
m iasto b y ło p o d zielo n e w 1888 r.; a choć te c y rk u ły n ie są o d ­
po w ied n io do zazn aczo n y ch różnic s a n ita rn y c h i co do zam ożności
ro z d zielo n e, to ja k zazn acza au to r, p o m ięd zy n iem i w y stęp u je
p e w n a g ra d a c y a dość w y raźn ie.
O tóż z c y fr p o d a n y c h i ro z k la sy fik o w an y c h b a rd z o szczeg'óło w o n a 8 ta b lic a c h p o k az u je się dość jasn o , że c y rk u ły z a m o ­
żniejsze, ja k n o w o św iec k i i za m k o w y d o sta rc z a ją n ajw ięk sz ą li­
czb ę p o p iso w y ch o d zn a cza ją cy ch się w y so k im i p o n ad śred n im
w zro stem , d zieln ice zaś uboższe, ja k p ra z k i i p o w a ck o w sk i n a jw ię ­
cej nizkich. O so b n e ta b lic e o b ejm u jące ty lk o Żydów , nie w y k a ­
zują zazn aczo n eg o dla P o la k ó w sto su n k u .
W ro z d ziale trze cim z a sta n a w ia się au to r, n a d p y ta n ie m ,
czem m o żn a w y tłó m a c z y ć ta k b iją c ą w oczy sprzeczność m iędzy
re z u lta ta m i co do p rz e c ię tn e g o w zrostu p o p iso w y ch m ia sta W a r ­
szaw y, do ja k ic h on doszedł n a p o d sta w ie u rz ęd o w eg o i ca łk ie m
w ia ry g o d n e g o m a te ry a łu , a w y n ik am i p o d a n y m i w w y d aw n ictw ie
ro sy jsk ie m , o k tó re m ty le ra z y już b y ła m ow a. P o w ta rz a m raz
jeszcze, że k o m ite t s ta ty s ty c z n y p odaje p rz e c ię tn ą 161,9 m ., Z a­
k rz e w s k i zaś 165,5; w szakżeż nie m ożna p rz y p u ścić, a b y m łodzież
p o c h o d z ą c a z te g o sam eg o m ia sta w p rz e c ią g u ła t k ilk u czy n a ­
w et k ilk u n a s tu d o szła do w y ższeg o o 36 m. p rz e c ię tn e g o w zrostu.
A u to r tłó m a czy tę ja s k ra w ą sp rz ecz n o ść n astęp u ją cem i d w o ­
m a o k o lic z n o śc ia m i: K o m ite t w sw oich o b licze n ia ch p o d a w a ł
m ia rę w zro stu p o sz c z e g ó ln y c h g ru p w c a łk o w ity c h w erszk ach
z p o m in ięciem w szelk ich u łam k ó w , a trz e b a w iedzieć, że w erszek
ro sy jsk i ró w n a się nieco m niej niż 45 mm .; do k a te g o r y i w zrostu
n. p. 2 arszy n ó w i 6 w e rszk ó w zaliczono n ie ty lk o ty c h , k tó rz y
ściśle tę m iarę m ieli, ale w szy stk ich tych, k tó rz y m ieli p o n a d to
0 Vìi 2/s i t- d- w e rsz k a w ięcej aż do 7 w e rszk ó w w y łąc zn ie
O m y łk a ta w y d a je się wpraw 7dzie p o zo rn ie n iezn aczn ą, w k ażd y m
28

— 4Ö8 —
razie je d n a k o b n iży ć m oże p rz e c ię tn ą o g ó ln ą o p rzeszło 2 cm . Z a­
u w a ż y ć tu n a le ż y ; że g ra n ic e w zrostu lu d zk ieg o w c y fra c h p rz e ­
c ię tn y c h n ie są w cale o b szern e i ta k w E u ro p ie m iędzy lu d em
n ajw y ż szy m , S zk o tam i a najn iższy m , W ło c h a m i w y n o si ty lk o
81 m m . W te m w ięc, zd an iem au to ra , tk w i b łą d g łó w n y w z e s ta ­
w ien iac h k o m ite tu sta ty sty c z n e g o . Z nacznie tru d n ie j ro z u m o w a ­
niem w y jaśn ić d ru g ą o k o liczność, n a k tó rą a u to r zw raca uw agę.
O to d la m a te ry a łu , ja k im o p eru je w ro z p raw ie , z ro b ił obliczenie
oddzielne, o p u szczając u ła m k i w erszków t. j„ p o p e łn ia ją c um y śln ie
te n sam b łąd , jak i je st w id o czn y w p ra c a c h k o m ite tu i d o szed ł
do ta k ie g o w y n ik u . W z ro s t śre d n i obliczo n y z opuszczeniem u ła m ­
k ó w w y n o siłb y 163,8 m m . dla P o la k ó w a zatem i ta k w yższy o
19 m m . an iżeli u z y s k a n y w w y d a w n ictw ie k o m ite tu . Tej d rugiej
sp rz ecz n o śc i n ie m oże so b ie inaczej w y tłu m a c z y ć , ja k ty lk o b r a ­
k iem d o k ład n o ści w c y fra c h s ta ty s ty k i urzędow ej, tem b ard ziej,
że w ia ry g o d n o ś ć je g o źró d ła n ie u le g a najm niejszej w ątp liw o ści.
O statec zn e za ła tw ie n ie tej k w e sty i je st tru d n e, poniew aż nie ł a ­
tw o w K ró le stw ie d o stać się uczonem u do w szelkich źró d eł s ta ­
ty s ty k i urzędow ej. W y ja ś n ie n ia w ięc p o d a n e pow yżej m ają z a te m
ty lk o te o re ty c z n e znaczenie.
U z y sk a w sz y w p o w y żej p o d á n y sp o só b p rz e c ię tn ą w zrostu
d la lu d n o ści polskiej w W a rs z a w ie ta k d o ro słej ja k i popisow ej,
ze sta w ia n a s tę p n ie a u to r o sią g n ię te re z u lta ty z odpow iedniem i
d an em i, d o ty czą cem i i in n y c h ludów E u ro p y , k o m b in u jąc sk a lę
w zro stu w e d łu g b a d a ń T o p in a rd a . W ze sta w ie n iu tem ob ejm u jącem 37 p o zy c y i a u łożonem w p o s tę p ie m alejący m figuruje ludność
d o ro sła m iasta W a rs z a w y p o d lic z b ą 6, m łodzież p o p iso w a 1. 16,
z czego w y n ik a, że ludność m ia sta W a rs z a w y zajm uje m iędzy lu ­
d am i E u ro p y co do w zro stu w cale p o k a ź n e m iejsce, a w yższe kate g o ry e zajm ują ty lk o S zkoci, A n g lic y , L itw in i, S zw edzi i Irla n d ­
czy cy . R ó w n ież i m łodzież p o p iso w a W a rs z a w y nie n ależ y m ię­
dzy p o p iso w y m i z całej R o sy i do n ajniższych w zrostem , ale zaj­
m uje jed n o z p ie rw sz y c h m iejsc w o g ó ln em zestaw ien iu .
W y w o d y p. Z ak rzew sk ie g o n iezg o d n e z n ajn o w sz y m i w y n i­
k a m i s ta ty s ty k i ro ssy jsk iej, znajd u ją je d n a k p o tw ie rd z e n ie w tejże
s ta ty s ty c e p rz e d 20 k ilk u la ty a m ianow icie w dziele W o je n n o -sta ty cze sk ij S b o rn ik w y d a n em w r. 1881 w P e te rs b u rg u , w k tó rem
p o p iso w y ch z K ró le s tw a p o lsk ieg o zaliczono m iędzy m łodzież n a j­
w y ższą w zro stem . R z e c z g o d n a u w a g i a n a su w a ją c a dziw ne p rz y ­
puszczen ie, p o w iad a słusznie au to r, w szy stk ie g u b e rn ie i części
p a ń s tw a n ie-p o lsk ie p o z o sta ły d o tąd w e d łu g s ta ty s ty k i urzędow ej

-

m

-

n a d aw n y ch m iejscach, ty lk o K ró le stw o P o lsk ie sp ad ło n a n a j­
niższe szczeble.
W czw artej części sw ej p ra c y zajm uje się a u to r k w e sty ą , ja ­
k i je s t s ta n zd ro w o tn y lu d n o ści W a rsz a w y n atu ra ln ie , o ile n a to
jeg o m a łe ry a ł p o zw ala. N ie b ęd ę szeroko za au to rem stresz cza ł
je g o w yw o d ó w co do tej sp ra w y , p o n iew aż d an e urzędow e znacz­
n ie m niejszą p o siad ają w artość, niż szczeg ó ły d o ty czące w zrostu.
W ia d o m o b o w iem k ażdem u, ja k często lek arze- p rz y p o b o ra ch
p o stę p u ję a rb itra ln ie i n ie je d n o k ro tn ie w ielk ie p o p e łn ia ją p o ­
m y łk i a p rzy tem u le g a ją w w y d a n iu sąd u o z d a tn o śc i lub n i e ­
zd atn o ści do słu żb y popisow ej najro zm aitszy m dozw olonym i n ie ­
dozw olonym w p ły w om , a ch o c ia żb y te w ą tp liw o ści nie istn ia ły ,
to n a s u w a się p rz y p o ró w n y w an iu o d n o śn y ch sto su n k ó w w ró żn y ch
p a ń stw a c h in n a tru d n o ść, m ianow icie różnica w n o rm ach, o b o w ią­
zu jący ch w ró ż n y c h p ań stw a ch , d la te g o p rzy to czę ty lk o o s ta te ­
czne re z u lta ty p . Z ak rzew sk ieg o .
N ie d o sta te c z n ie ro z w in ię ty ch w y p a d a w sto su n k u do liczb y
og ó ln ej m iędzy P o la k a m i 32,з°/о> m iędzy Ż ydam i 19,5%, za n ie ­
zd o ln y ch z p o w o d u chorób i w ad o rg a n ic z n y c h 4,4% P o la k ó w ,
7% Ż ydów , a w o g óle p rz y ję to 45 , 5 % ) Ż ydów 54 P%> R o s y a n 42,8%
og ó ln ej liczby. Już ta okoliczność, źe Ż ydów p rz y ję to znacznie
w ięcej, an iżeli P o la k ó w dow odzi, że g r a ła tu w idocznie w ażniej­
szą ro lę ja k a ś te n d e n c y a n iep rz y jazn a Żydom , ja k iś an tisem ity zm ,
czy n a w e t filosem ityzm , ja k się a u to r sa rk a sty c z n ie w y raża, g'dyż
Ż ydom u ła tw io n y je s t do stęp do zaszczytu „ o b ro n y o jczy zn y “.
T e n d e n c y a ta m usi się n a tu ra ln ie odbić n ie k o rz y stn ie n a p ro c e n ­
cie lu d n o ści p o lsk iej uw olnionej od w ojska, stą d też i dalsze u w a g i
co do ro zd ziału u w o ln io n y ch od p e łn ie n ia słu ż b y n a ró żn e o k rę ­
g i w a rsz a w sk ie n ie b u d zą p o w ażniejszego interesu.
T a k się p rz e d sta w ia re z u lta t ciekaw ej p ra c y p. Z ak rz e w sk ie ­
go. W p ra w d z ie a u to r nie doszedł w sw em stu d y u m do o statec zn eg o
ro z w iąza n ia k w e sty i, ja k a je s t ludność m ia sta W a rs z a w y pod w zg lę­
dem fizycznym , ro z p raw a bow iem jeg'o obejm uje zaledw ie m a łą
cz ąstk ę b a d a n e j k w e sty i, do ty czy ty lk o m łodzieży w w iek u p o p i­
sow ym ty lk o p o d w zględem w zrostu i rozw oju fizycznego, m im o
to ja k o śc isła i n a u k o w a daje o d pow iedź n a p y ta n ie p o staw io n e
w u b ie g łe m d ziesięcio leciu przez n aszy ch p u b licy stó w . P o o g ło ­
szeniu tej p ra c y n ik t nie będz-ie ro z p ra w ia ł o zw y ro d n ien iu czy
w y ra d z a n iu się lu d n o ści polskiej, k tó ra rozw ija się zu p ełn ie p ra ­
w idłow o i p o d w zględem fizycznym nie p o zostaje w ty le p o za in ­
n y m i n aro d am i.
Antoni Sienicki.

»

— 410 —

Obyczaje ludy ziem i sieradzkiej.
S z k ic

e tn o g r a fic z n y .

Niema w całej Siowiańsezyznie pomnika literackiego, któryby
sięgał' bezpośrednio czasów przedchrześcianskich ; z ustnych tedy
tradycyi, z pieśni, z obyczaju ludu badacz odczytuje zgłoski zamierz­
chłej przeszłości. Trudna to rzeczywiście kopalnia, teraźniejszość z prze­
szłością tak się w jedną zasklepiły bryłę, iż zaledwie umysł głęboko
uczony potrafi z całego ogromu rozrzuconych kartek odczytać i usy­
stematyzować pewną całość.
Naszym jednak zadaniem nie jest w dawać się w rozbiór kry­
tyczny pewnego obyczaju lub pieśni, ale podawać go tak jak słyszymy,
mając jedynie na celu, iżby praca nasza stała się pożytkiem dla in­
nych. Pozornie spisywanie rzeczy słyszanych, nie wielka to praca,
lecz kto zna dokładnie naszego wieśniaka, kto wie, ile trudności p o­
ciąga za sobą wydobycie z skrytego umysłu tego dziecka natury cho­
ciażby jednej pieśni, jednego przesądu przyzna, iż trud to mozolny,
trud nad którym lata można trawić, a i tak kopalnia cała tych na­
rodowych skarbów zaledwie nieco uchyloną zostanie. Być może,' iż
główny powód w tem leży, że wieśniak otacza swoje przesądne w ie­
rzenia pewną tajemniczością niby dziecko, lękające się kary, kryje
on je w głębi swej chaty a obcych krwią i pojęciami, ani dopuszcza
do tej skarbnicy. W szędzie jednak rzeczy są ważne, nawet piosenka
ludu potrąca często o wiarę w świat nadprzyrodzony, a niejednokro­
tnie spotykamy się w niej z zabobonami dawnych lat; to dziewczy­
na ukochanemu zadaje czarodziejskie leki, to sny złe mu napędza, sa­
mo zaś dziewczę śpiewa:
„Matko moja rodzona, dziwny sen dziś miałam, wyleciały siwe
gołębie, czarny jedwab rozrzuciły, beczkę wina wytoczyły, co ten
sen ma znaczyć Î'1
Matka mówi, „siwe gołębie, to szaty twoje, czarny jedwab, war­
kocze twoje, a beczka wina, to łzy“.
Czyż można znaleść poetyczniejsze porównanie? A ileż ich od­
najdujemy, w każdej piosence, w każdej baśni. Niema prawie pieśni,
w którejby nie odgrywała ważnego znaczenia miłość, wszędzie w ka­
żdej zwrotce uczucie to się przejawia, dwie miłości; miłość matki
i miłości dwojga młodych, oto najbardziej pospolity temat. Matka’
niby duch opiekuńczy czuwa nad kolebką dziecięcia, gdy wyrośnie,
wspiera go radą, pociesza, umacnia modlitwą i wiarą, nawet po
śmierci duch matki przychodzi do dziecięcia, nuci mu piosenki, ko­
łysze do snu i karmi. Sierota też szczególniejszą czcią otaczaną by­

— 411 —
wa w rodzinnej wiosce, zarówno dziewczę jak i chłopiec znajdą za ­
raz dobrych ludzi, którzy starają im się zastąpić zmarłych rodziców ,
kukułka owa ludowa wróżba śmierci i wesela, jest ptakiem opiekuń­
czym sieroty, ona to dobrym i czułym krewnym przylatując, opow ia­
da ucisk i niedolę, jakiej sierota doznaje. Sierota wychodząc za mąż,
śpiewa „poślę wronę w cudzą stronę po swoją rodzinę, poślę kukułkę
w surową ziemię po swego ojca.“ Wrona nadlata i wieść przynosi
„będzie rodzina“. Kukułka zaś mówi „nie będziesz miała ojca“ . Go­
łąbek także pociesza strapioną sierotę, i nieraz dopomaga w ciężkiej
pracy.
Najgorszy jednak dział w pieśni gminnej dostał się niewątpli­
wie macosze. O ile wieśniak odszukuje zawsze dodatnie strony i roz­
czula się nad losem sieroty, to macocha zwykle żle bywa opiewana,
a jedna pieśń wprost powiada:
„Cudzy ojciec matka cudza,
„Choć pogładzą to boli.“

Sierota wzywa matki, aby wstała z grobu i zaczesała jej war­
kocz, bo macocha czesząc włosy rwie i przeklina. Nie ma się gdzie
przytulić biedna sierota. „Dąb to nie ojciec, brzoza nie matka, sosna
nie siostra“. Przed ślubem dziewczę zanosząc się od łez prosi Boga,
aby pozwolił matce zejść z nieba i udzielić jej błogosławieństwa.
Inne są pieśni mające za temat uczucia dwojga zakochanych,
ton ich weselszy, a skoro dziewczę szesnastv rok kończy, gwałtem
radaby wyjść za mąż, byle wieśniak był piękny i młody jak króle­
wicz, dziewczę bez żalu pójdzie za nim aż na koniec świata, ale dla
hardego wieśniaka umie też być hardą, a skoro mówi, że posiałby
do niej swatów gdyby majątek miała, dziewczyna z dumą odpowiada
„tobym takiego zuchwalca z pługiem posyłała“. W ogóle wieśniak
nie lubi słów pieszczonych, czy to opiewa miłość, czy inne uczucia
zawsze jedność przebija w każdym słowie, wszędzie znać, że twórca
narodowych skarbów, nie uległ jzszcze rozkwileniu naszego wieku,
ani osłabieniom nerwozy.
Czas zmienia wszystko, nawet między ludem widzimy wiele za­
traconych charakterystycznych rysów. Pomiędzy innemi do wyjątków
należy wyłącznie kasta żebraków, dziadów śpiewających pieśni reli­
gijne i historyczne; wprawdzie jarmarki i odpusty dostarczają liczbę
ich dość poważną, lecz typów przeciętnych żebraka mały zaledwie
procent stanowią.
Dziad tradycyonalny ubiera się w łachmany, na plecach zawie­
sza torby, kij okuty na końcu i obleczony skórą jeżową, wielki bicz
a w ręku żółwiowa skóra do zbierania groszy, oto są przybory dzia­

412 —
dowi nieodzowne. Psy w ogóle nie znoszą dziadów ; przysłowie też
mowi: „lubią go jak psy dziada“, a ponieważ opędza się swoim bi­
czem dodają porównując, „rozpuścił się jak dziadowski bicz“, a pia­
szczyste drogi i gościńce nazwał wieśniak „dziadowską Wodą“.
W łóczęgoskie to życie musi posiadać dla ludzi tych urok, woli
bowiem żebrak swoją włóczęgę niż wszelkie domy przytułków, gdzieby mógł znaleść schronienie i opiekę.
Z kijem swoim i pieśnią wędruje siwowłosy starzec od chaty
do chaty, wszędzie znajduje jałmużnę, każdy słucha pieśni, i potrze­
buje jego rady, żebrak wioskowy wplótł się w życie naszego ludu,
iż brak jego byłby wieśniakowi przykry, opowiada on mu nowiny,
ciekawe powieści i legendy, śpiewa piosnki a często podczas zabawy
zjawia się żebrak, i gościnnie przyjęty siada z drugimi na ławie
Przysłowie m ówi: „na każdem weselu swat, na każdej stypie dziad“.
Dziadom zawdzięczamy przechowanie najstarożytniejszych pieśni re­
ligijnych, sięgających dawnych wieków, z grona też dawnych dziadów
garstka naszych współcześnych żebraków jak maroderzy z wielkiej
armii pozostała. Przytaczać pieśni ich nie będę, ponieważ to na innem miejscu uczyniłam, tu tylko dodać winnam, iż rzeczywiście dużo
jest legend i pieśni dziadowskich z wybitną właściwą sobie cechą.
Dużo w nich wyobrażeń bałwochwalczych, dużo fantastycznych po­
staci, a chociaż utraciły swe formy, to znać, iż pochodzenie ich jest
bardzo dawne.
Nietylko jednak dziady, ale i zwykli wieśniacy i nasze wieśnia­
czki naturę stroją w nadprzyrodzone postacie ; zabytek to dawnej mi­
tologii słowiańskiej. Wprawdzie nie odnajdujemy tu imion Jessa, Ży­
wi, Prowe, Niegody, ani Sitiwrata, ale posłuchajmy legend, spójrzmy
na nasze rzeki stawy i jeziora, a wszędzie wieśniak upatrzyć umie
nowe dziwy, nowe cuda.
W o d n i c y zadaniem, jak mówi lud, zwabiać wdziękami swojej
urody młodych chłopców, w uścisku zadawać im śmierć, topiąc w głę­
biach wodnych; nietylko mogą każdego uroczą postacią na pokuszenie
zwabić, ale skoro zaczną śpiewać, głos ich tak dźwięczny, iż każdy
niby szalony za nim pobiegnie. Wodnice często wychylają głowy po­
nad powierzchnię wody, rozpuszczają długie złociste lub czarne war­
kocze na wzburzone bałwany, a wówczas słychać dźwięk czarowny,
bo włos każdy brzęczy osobnym tonem. Chcąc mieć fujarkę z czystym
i przyjemnym głosem, potrzeba przy dźwiękach warkocza wykręcać
takową, i zagrać, wówczas chwyci ona także tony, które każdą roz­
pędzą troskę, i uspokoją żal serca. Są także i takie wodnice, które
wychodzą z wody, przemieniają się w ubogie żebraczki, idą do chaty
i ujrzawszy bez chrztu niemowlę przemieniają je, rzucając, w zamian

ô

— 413 —
do kolebki małe upiory. Wodnice ukazujące się w ziemi sieradzkiej,
jak m ówi imaguacya ludu, mają włosy czarne, ciemniejsze jak w in ­
nych stronach, we włosy wplatają wodne lilje i róże, niekiedy zielo­
ne wianki stroją ich czoła, a żyją rosą i wonią kwiecia.
Wieczorem przy blasku miesiąca, słychać głos boginek, podobny
on jest do kukania ptactwa, ale ucho człowieka, który nie ma grzechu,
odróżni łatwo ich szelest. Opowieść gminna mówi : „Piękna i młoda
Salka miała złą i niegodziwą macochę, która jej wszelkiemi sposoba­
mi dokuczała. Ojciec nie dbał o dziewczynę, była więc jak sierota,
a sieroty dola cięższa niż kamień. Kiedy pasła trzody, pan wielki
i bogaty spostrzegłszy ją, upodobał sobie, i pojął za żonę. Salka zo­
stawszy panną, mimo złego obchodzenia, jakiego doznawała w chacie,
nie zapomniała o macosze, zostawszy matką zaprosiła rodziców i sio­
strę przyrodnią na chrzciny. Macocha zła, a przytem czarownica sko­
ro z córką swą przyszła na owe chrzciny, wywołała Salkę przed
dom, i tu w jeziorze przy pomocy swej córki biedną kobietę utopiła,
swoją zaś córkę ubrała w jej szaty, i czarami uczyniwszy, iż stała
się podobną do zmarłej, wprowadziła do komnat pałacu. Mąż Salki
nie poznał zbrodni, dziwiło go tylko, dlaczego niemowlę płacze, sko­
ro dawniej było spokojne.
Macocha i na to miała sposób; brała dziecię, biegła nad jezioro
a nucąc piosnkę :
„Salko! Salko!
„Sylwon płacze

„Jeść chce“.
wywoływała topielicę. Salka ukazywała się nad brzegiem z pła­
czem i łkaniem karmiła przyniesionego syna ; gdy głód i pragnienie
sieroty uspokoiła, niknęła znów w głębiach wody. Wierny sługa raz
to wypatrzył, i doniósł panu, poznawszy panią swoją po wiel­
kim warkoczu, jakiego córka macochy nie miała. Pan rozkazał n a­
tychmiast obydwie zbrodniarki Żelaznem! brony rozszarpać, sam zaś
wziąwszy synka na ręce, poszedł na jezioro, i głośno przyzywał н;коchanej i dobrej Salki; próżne były wołania jego, pan nie umiał za­
klęcia; miotany więc rozpaczą rzucił dziecko do wody i utopił Odtąd
pod oknami zamku, o północy słychać zawsze płacz dzieciny, i pio­
senkę matki jakby przy kołysce nuciła.
Kie brak też w wyobraźni ludu męzkich topielców. Oito jak ieh
przedstawiają: mają zieloną brodę, i włosy długie zielone, które im
z niechcenia spadają na ramiona. Kiedy pogodna rzeka płynie eieho,
kołyszą się topielce jakby dzieci w kołysce, miły śpiew ich piyiiiàe
daleko, dziewczęta zwabione nim przybiegają, topielec taki chwyta

— 414 —
dziewczynę w jednej chwili i wciąga do czarodziejskich podwodnych
swych pałaców.
Topielcy są to ludzie ci, którzy kiedyś dobrowolnie lub przy­
padkowo zatonęli, a djabeł ich ożywił, karmią się promieniami księ­
życa niekiedy pożerają młode dziewczęta. W pośród ciszy nocnej,
kiedy księżyc świeci, pląsają wesoło, niekiedy porywają dzieci, w a­
biąc je łakociami. Chętnie też rozbitkom udzielają gościny, mają bo­
wiem pod wodą dwory bogate pełne marmurów i złota.
Wiara w czary tak jest przyrosłą do naszego wieśniaka, iż ża­
dna siła nie potrafiłaby na osłabnięcie pojęć tych wpłynąć.
Do pogańskich wierzeń należą bezwątpienia niektóre pojęcia
ludu. „Słońce ma pałac ze złota, ztąd Chrystus wyjeżdża codziennie,
trzy srebrne konie ciągną złoty i dyamentowy powóz, objeżdża nimi
po niebiosach świat cały, i z góry spogląda na ziemię, nocą kąpie
się z Aniołami w księżycu. Dobre dusze mieszkają zaś na gwiazdach.
Razu pewnego wpadły złe duchy z djabłami i zaczęły walkę zaciętą
z Bogiem i jego orszakiem. Podczas tego boju słońce zakryło się
i było z a ć m i e n i e , Chrystus wszakże poruszył ręką, a wszystkie złe
duchy strącone zostały w przepaść“. „Każdy człowiek ma swoją
gwiazdkę, na każdej gwiazdce żyeie ludzkie przymocowane jest; kiedy
człowiek umiera, spada też jego gwiazdka, z tego powstają gwiazdy
spadające“. „Mleczna droga, to droga dusz umarłych, one po niej
w kształcie ptaków krążą“. Wielka niedźwiedzica, to mieszkanie dusz,
które jeszcze nie dostąpiły łaski Bożej“. „Żorza' północna to walka
duchów dobrych ze złym i“.
W reszcie mamy dużo legendowych powieści, historye o Walidębie,
Waligórze, Alibabie, Madeju i całe szeregi innych znanych w całej
słowiańszczyznie baśni. Oto jedna z powiastek malujących wyobraże­
nia naszego ludu. „Przed stworzeniem świata nie było nic, tylko niebo
i morze. Bóg pływał po morzu w łódce, i napotkał ogromną i gęstą
pianę, w tej pianie mieszkał djabeł. „Kto żeś ty ? !I zapytał Bóg. „Weź
mnie do siebie do łódki, to ei powiem“, odpowiedział czart. „No chodź“
rzekł Bóg a zarazem usłyszał „ja jestem czart“ odpowiedź wchodzą­
cego. Milcząc płynęli.
Djabeł zaczął mówić, „dobrze by było, gdyby miejsce, na któ­
rym płyniemy było twarde“. „Będzie rzekł Bóg, zejdź na dół w mo­
rze i przynieś mi ziemi garść, mówiąc, źe niesiesz w mojem imie
niu, przynieś, uczynię z tego piasku ziem ię“. Djabeł poszedł, nabrał
piasku w garście mówiąc: „biorę cię w imieniu mojem“, Gdy wyszedł
na wierzch, piasku nie zostało ani ziarnko. Poszedł drugi raz m ó­
wiąc, „biorę cię w imieniu Jego“. Gdy wrócił, zostało mu trochę
piasku za pazurami. Bóg wziął ten piasek posypał na wodę i stała

— 415 —
się z niego ziem ia ale tylko tak duża, aby mogli się obaj wygodnie
położyć. Położyli się tedy, Bóg ku wschodowi, djabeł ku zachodowi.
Gdy djabłowi się zdało, że Bóg usnął zaczął go spychać, aby wpadł
do morza i aby utonął i zginął. Ale nadaremnie, ziemi pod Bogiem
przybywało i rozszerzyła się daleko ku wschodowi. Widząc to czart,
jął pomykać ku zachodowi, dalej ku południowi i północy a przez to
ziemia rozszerzała się w różne strony. Bóg obudziwszy się wstaj
i poszedł na niebiosy. Czart pobiegł za nim, wtedy Bóg skinął, p io ­
runy zaczęły uderzać, błyskawice zabłysły i djabeł strącony został
w przepaść.
W tej powiastce ludowej niewątpliwie zawiera się starożytne
pojęcie Słowian o stworzeniu świata. Uwagi godnem jest to, że w ka­
żdej podobnej baśni obok najwyższej dobrej Istoty mieści się zła.
Dobre bóstwo zawsze odnosi tryumf, złe strącone bywa w przepaść.
Inne podanie również może być uważane jako zabytek przeszło­
ści mianowicie: „Kiedy ziemia była jeszcze pustą, a ludzie już z raju
wypędzeni zostali, z nieba spadły cztery złote narzędzia : pług, jarzmo,
siekiera i dzban. Zrazu garstka ludzi, jaka była na świecie, lękała
się podnieść przedmioty których nie znała użytku. Najmłodszy z sy­
nów ziemi, podjął je i wkrótce nauczywszy się nimi pracować jako
najmędrszy wybrany został królem“.
Prócz wiary w rzeczy nadprzyrodzone wieśniak świat cały roślinny
i zwierzęcy potrafił nagiąć do swych pojęć; śpiewowi ptasząt, woni kwia­
tów, wszystkiem u nadał tajemniczy początek sięgający odległych w ie ­
ków. Niema najprostszej rzeczy, którejby lud nie przypisywał wa­
żniejszego znaczenia w przyrodzie „Kruk zwiastun śmierci, był pier­
wotnie człowiekiem, miał wielkie bogactwa i zamki, ale zamordował
brata, i za karę uczynił go Bóg czarnym ptakiem, który kracząe ża­
łośnie błądzić musi po św iecie“. „Kukułka niegdyś była panną, ale
ponieważ zwodziła chłopców, Bóg karząc zamienił ją w ptaka“. „Da­
wniej każdy człowiek wiedział, kiedy umrze. Raz był gospodarz, któ­
ry wiedział, że dzień mu tylko pozostawało życia. Plótł więc sobie
płot z pokrzywy; na to nadszedł Pan Jezus, było to bowiem w cza­
sach, kiedy Chrystus po ziemi chodził i pyta się go. „Na co ty czło­
wieku psujesz pokrzywę, toby ci się przydało dla bydląt twoich,
a i sam nie będziesz miał wygody, bo ci płot nie dłużej wytrwa jak
do jutra“. Otóż chłop zniżył się do kolan Boga i odpowiada. „Co mi
tam bydlęta, a dla mnie wystarczy płot, jutro mam przecież umrzeć.
Zamyślił się poważnie nad tem Chrystus, i zrobił tak, żeby ludzie
odtąd nie wiedzieli o swojej śmierci.
„Raz Matka Boska szła przez las, w krzakach ujrzała żmiję;
przestraszona przeklęła ją mówiąc : odtąd nie pójdziesz ty już więcej

— 416 —
na nogach, ale pełzać będziesz jak nić. Od tego czasu gady nie
mają nóg“.
„Zboża dawniej zupełnie inaczej wyglądały jak dzisiaj, kłosy
bowiem szły od samej ziemi przez całą długość dzisiejszej słomy
i tyle cbleba było na świecie, źe ludzie nie wiedzieli, co z nim robić.
Kiedyś matka potrzebując pieluszki dla niemowlęcia, na to miej­
sce użyła chleba. Pan Jezus nadszedł właśnie w tej chwili i wi­
dział, co ona zrobiła. Zagniewał się bardzo i postanowił zniszczyć
wszystko zboże. Porwawszy za kłos od dołu ciągnął w górę chcąc
źdźbło ogołocić z ziarna zupełnie. Na szczęście spostrzegła to Matka
Boska, i przybiegłszy rączkami swem i chwyciła zgóry, a wiele zdołała
uchwycić, tyle nam teraz zostało tego kłosa dawniejszego. „Niechże
choć to, powiedziała, będzie dla mojej zwierzynki, dla kotka i dla
pieska“. Pan Jezus nie mógł jej odmówić, bo choć on wszystko
stworzył, Matka Boska stworzyła kotka i pieska, a teraz kocha Maryą, kocha i jej stworzenia, zw łaszcza że my dziś żywimy się tylko
chlebem, który dla nich pozostał“.
„Szła też Matka Boska raz polem, była to niedziela. Z dziwie­
niem patrzy, a młoda dziewczyna sierpem wyrzyna trawę. Dlaczego
pracujesz w polu, skoro wiesz, że dziś niedziela, święto, zagadnęła
surowo Matka Boska stanąwszy przy wieśniacce. „To nie moja wina,
odrzekła zapytana, ale gospodyni przykazała mi pod groźbą, iż stracę
służbę, skoro jej trawy dla bydła nie urżnę. „Chodźmy do niej, rze­
kła Matka Boska, a skoro ujrzała winną, zagadnęła : źle uczyniłaś,
nie szanując dni przeznaconych modlitwie. Za karę wybieraj, albo
dziś umrzesz, albo przez dwa lata karmić będziesz dwoje dzieci. K o­
bieta wybrała to ostatnie, sądząc iż niebawem zostanie matką bli­
źniąt. Tak jednak nie było. Matka Boska uderzyła bowiem laseczką
w ziemię, w tej chwili dwie żmije ukazały się i kręcąc z sykiem
przypadły do piersi winowajczymi. Była to zarazem ludziom przestro­
gę, iż igrać nie wolno z nakazem Boga, i dni mu poświęconych za­
trudniać pracą“.
„Święty Józef chodząc po ziemi spotkał sierotę, którą macocha
wypędziła na śnieg, i kazała jej szukać fiołków. Dziewczę nie mogąc
ich znaleść poczęło głośno płakać, a ujrzawszy staruszka, który do­
brotliwie do niej się zbliżył, pytała go prosząc, aby jej dał jaką radę.
Św. Józef odgarnął śnieg i podał pęk kwiatków biednej sierocie a za-_
razem dodał garść całą złota. Uszczęśliwiona dziewczyna wzięła kwia
tki i pieniądze i zaniosła to wszystko macosze. Ta wszakże skoro się
dowiedziała, iż pasierbica jej dostała kwiaty i pieniądze od jakiegoś
poczciwego staruszka, ubrawszy się w suknie sieroty, sama podążyła
na to m iejsce, mając nadzieję iż starzec jej nie odróżni i tak sa m o

— 417
obdarzy jak tamtą. Rzeczywiście znalazłszy się wśród pola, ujrzała
wspomnianego staruszka, a skoro poczęła zawodzić, iż wysłano ją,
aby szukała fijołków, i źe jest bardzo biedną, grosza jednego nie
posiada, św. Józef się tak jak wprzód odgarnął śnieg, lecz o zgrozo,
zamiast fijołków i złota setki żmij poczęło pełzać i potworna maco­
cha żądłami ich zakłutą została“.
„Dwie były córki u rodziców, jedną kochali, a drugą bili, ta
kochana była zła i krnąbrna, bita zaś była łagodna i poczciwa. Kie­
dy raz wysłano ją, aby pasła trzodę, zobaczyła na koniu złocistego
rycerza, ten stanął przy niej i począł wypytywać o rodziców i siostrę,
a w końcu prosił, aby go zaprowadziła do swej chaty. Dziewczyna
zgodziła się na to, i tu z podziwieniem wszystkich złocisty rycerz
przypadł do nóg niesprawiedliwych ojców i prosił o rękę prześlado­
wanej dzieweczki, zostawiając dla niej szaty bogate z warunkiem,
aby przybrała się w nie do ślubu. Rodzice wszakże, kiedy nadszedł
dzień ślubu zam iast bitej eórki przystroili córkę kochaną, chcąc za­
mienić dziewczęta. Rycerz wszakże, który miał objawienie Boga, prze­
czuł podstęp, i przekonawszy się, rozkazał służbie zamordować całą
rodzinę, a tylko ukochane dziewczę poślubił“.
Dalej muszę przytoczyć inne powiastki ze świata zwierzęcego.
„Dwa gołąbki błądziły po świeeie, błądziły, nigdzie nie mając schro­
nienia ani gniazdka. Wśród drogi ujrzały zawieszoną gałązkę palmo­
wą, siadły na niej i smutnie zaczęły zawodzić nad swoją dolą, nad
swoim losem. Nagle łamie się gałązka, ptaszyny padają, a z żalu
żółć im się rozlała, odtąd też żaden gołąb żółci nie posiada“.
Charakterystyczna jest także powiastka o psie i wilku.
„Pewni gospodarze mieli psa; ponieważ ten na starość ogłuchł
i nie był już tak czujny jak dawniej, postanowili go wypędzić z cha­
ty. Skoro biedne psisko przywlekło się do drzwi, zaczęto nań krzyczyć i bić niemiłosiernie. Pies pełen żalu poszedł do lasu, tu ujrzał
wilka. „Jak się masz bracie“ zagadnęło psisko, proszę cię, udziel mi
rady co mam uczynić, dodał spowiadając się z swego zmartwienia.
Wilk pomyślał chwilę a następnie rzekł przekonywająco. Nie martw
się przyjacielu, mam ja na to radę, idź przed chatę, połóż się a nie
zważaj, iż cię będą wypędzać; wieczorem przychodź do mnie, ja cię
nakarmię. Skoro zaś gospodarze pójdą w pole a dziecko swe zosta­
wią na drodze, ty położ się przy nim i pilnuj. Ja przyjdę, pochwycę
dziecko a pamiętaj, abyś na mnie szczekał i gonił ; przestraszony
rzucę niemowlę, a ty otoczony odtąd powszechną opieką, żyć możesz
w wygodach długie lata“. Pies stosownie do polecenia wilka uczynił,
a żyjąc swobodnie nieraz myślał o przyjacielu, który mu dobrej rady
nie szczędził.

— 418 —
Bóżnorodność tych utworów ludowych zaiste jest wielką: wszy­
stko nasuwa się pod pióro, to obrzędy, to powieści, piosnki, podania,
zwyczaje, zabobony a wszystkiego ogrom nie zliczony. Widocznie
już praojciec nasz poganin oddając cześć bóstwu, szukał styczności
z nim przez nabożeństwo, wtedy św ięcąc dzień ten uroczyście, we­
selił się z gronem innych współbraci, i odpowiednie miał na chwilę
tę wróżby i zabawy. Zimowe gody były wówczas, gdy cała przyroda
obumarła we śnie, a dnie były najkrótsze, czas К o la d y czyli na­
szego Bożego Narodzenia albo kolędy. Obchodzony był tak w da­
wnej pogańszczyznie, zarówno jak i dziś u naszego ludu uroczyście.
Ponieważ jednak zarówno opis Bożego narodzenia jak inne doroczne
święta możliwie szczegółowo opisałam, zamilczę tu o pierwszych
zwyczajach a zajmę się opisem tych zabobonów naszego wieśniaka,
które w ostatnich czasach z ust ludu zebrałam.
Wieśniak wierzy, że choroba człeka wydarza się tylko za sprawą
djabła ; udaje się do wróżów, ci biorą święconą wodę i kropią nią
chorego, ten albo umrze albo żyć będzie. Także czytają niby, że napi­
sano w księdze, zkąd boleść pochodzi, a więc, że napił się złej wody>
że się na niego dyabeł gniewa, że czarownicę zaklął, kiedy mleko
wykradała. Jeżeli więc woda święcona nie pomaga, radzi choremu
znachor, aby chatę przestawił na inne miejsce, płot zagrodził z innej
strony, a to wpłynie na polepszenie zdrowia, a także na powodzenie
materyalne. Dyabeł bowiem się gniewa, bo może radząc się dawniej
wróżbity, zapomniał wypełnić jego rozkazy, a każdy znachor ma za
opiekuna dyabła.
Przy założeniu fundamentu pod dom gospodarz kładzie na noc
w czterech stronach kawałek chleba, i z której strony chleb na drugi
dzień zginie, tę stronę uważa wieśniak za nieszczęśliwą i spać w ro­
gu tam nie będzie, często całą część na nowo przebudowuje. Chaty
wieśniak nie wybuduje na miejscu, gdzie szła droga, dyabeł bowiem
po drodze każdej chodzi, a więc szczęście jegoby zaniepokoił.
Drzewa zwalonego piorunem w ścianę domu nie biorą, gdyż
czart sprowadza burze i zawieruchy, on to lasy wali, a drzewo pa­
dając mogło dyabła przywalić, jego mocą napoić się, a w chacie um ie­
szczone samego dyabła sprowadziłoby do niej.
Dachu wieśniak nie poszywa całego, ponieważ jest przesąd, iż
zostawioną dziurą bieda wylata.
Wprowadzając się wieśniak pierwszą noc, pozostawia koguta
w mieszkaniu, jeżeli ten pieje, dobry znak, przeciwnie wróży nie­
szczęście, a mianowicie że chata jest mieszkaniem dyabła ; ujrzawszy
go kogut przeląkł się i zamilkł.

— 419
Rozwalonego pieca po zniesionej chacie nikt do reszty nie ro­
zbiera, ponieważ tam dyabła jest siedlisko, zarówno jak i w starych
zamkach przemieszkuje on chętnie.
Bzu wyrosłego w ogrodzie Ï wierzby spróchniałej nie należy
wykopywać, bo i to siedziba dyabła; w wierzbach dyabeł przemie­
niony na puszczyka śmierć ludziom zwiastuje.
W ieśniaczka przed zasianiem nikomu ziarn żadnych nie pożycza,
bo nicby się jej w ówczas nie urodziło.
Kobyla głowa, szkielet jej, kto posiada i zawiesi w ogrodzie,
ma wszelki dobrobyt, bo w głowie tej szczęście się mieści.
Gdy owocowe drzewo nie rodzi, w Wigilję Bożego Narodzenia
gospodarz zbliża się z siekierą, strasząc, iż drzewo zetnie. Tę porę
obiera na to wieśniak, bo przekonany, jest, że kiedy Chrystus się ro­
dzi, wszystko w naturze rodzić się musi, a tylko nie chce.
W czasie nowiu wieśniak nie wywiezie w pole mierzwy, lęka
się bowiem nieurodzaju na siedm lat.
Pierwszej skiby do zasiewu nie daje ukroić pługiem takiemu,
któryby sam nie był gospodarzem; za ubogim, mówi jego przysłowie
włóczy się bieda.
Gospodyni tego dnia, kiedy mąż pierwszy raz idzie w pole, nie
daje nikomu ognia z chaty, sam zaś gospodarz bierze bochen chleba,
stawia w miejscu, gdzie zaczyna orać i prosi wznosząc oczy ku n ie­
bu, aby mu Bóg dał tyle w przyszłym plonie, aby starczyło dla niego,
dla rodziny i dla ptaka.
Paździerza od konopi wieśniak na dach nie wyrzuca, bo ścią­
gnęłoby to grady, raczej paździerze te palą, bo jest mniemanie, źe
w konopiach dyabeł
siedzi, a gdyby go nie uezarowano rzucając
w dobroczynne ognisko, zemściłby się i ludzi ukarał.
Skoro burza nadciąga, a dyabeł ją prowadzi, straszą go m ie­
szkańcy dzwonieniem, wodą święconą i obrazami religijnej treści.
Aby wróble nie jadły zasiewu zboża, bierze lud wióry ze starej
trumny i kadzi nią pole.
Gospodarz lub gospodyni pierwszą garść zboża sami żąć pow inni.
Kto ma pasiekę, po zachodzie słońca wyściela sobie w wigilją
Bożego Narodzenia uściełkami słomianemi bóty, na nowy rok prze­
wraca je od pięty do palców, wiechcie te potem wyjmuje i kadzi
niemi ule. Na W ielkanoc stara się zaś kilka razy w dzwon uderzyć,
a to aby pszczoły się ze snu zimowego pobudziły.
Kiedy gospodyni ma cielę, przez dziewięć tygodni ognia nikomu
nie wydaje, boby uległo czarom.

420 —
Bydło sprzedając nie odbiera się pieniędzy gołemi rękami, po
ukończonym targu kupujący zapija l i t k u to jest wspólny poczęstu­
nek, poczem gospodarz sprzedanego bydlęcia bierze zpod nóg jego
trochę ziemi, i posypuje ją na krzyż, często wódką przemywa bydlę­
ciu oczy życząc, aby tak jak ta wódka, co nic mu nie szkodzi, żadna
przygoda go nie dotknęła.
Jeżeli zaginie coś gospodarzowi, idzie on do znachora a ten le­
jąc wosk na wodę z figurek ulanych odgaduje złodzieja.
Od Bożego Narodzenia do Nowego roku wieśniaczkom prząść
nie wolno.
Prawdziwej liczby bydła i uli mówić się nie godzi, boby zni­
szczały.
Dyabeł przenosi góry, dźwiga pioruny, ale najmiejszej dziurki
ziem ią zatkanej nie może otworzyć.
W poniedziałek i piątek nikt w drogę nie wyrusza.
W Wigilją Bożego Narodzenia wieśniaczka przygotowuje sobie
ubrania, bo gdyby zapomniała to uczynić, to w Święto nie otworzy­
łaby skrzynki, bojąc się aby cały rok nie była ona pustą.
Źli ludzie zakładają czary robiąc zawitki w słomie łub ogonie
bydlęcia.
Zbłądzenie w drodze nie jest dziełem przypadku, ale czarcią
zemstą, dyabeł św iecąc ogniami prowadzi wędrowca na bezdroża.
Ptaki rozmawiają z sobą, puszczyki śmieją się podczas burzli­
wej nocy, bawią ich tańce i igraszki dyabła, Wirowy wicher spotkawszy kogo w polu, porywa bez śladu, jeżeli kto rzuci w wir taki po­
święcony nóż, nóź padnie i krwią będzie zbroczony.
Jaja pod kokosze nigdy parzyste, ale nie parzyste kłaść trzeba;
kiedy wylęgać się mają pisklęta, gospodyni w domu chleba nie piecze.
D zieci nie umiejące mówić, matki nie zostawiają razem, bo by
niememi zostały.
Kiedy bydlę lub człowieka ktoś po raz pierwszy widzi a ma
złe, uroczne oczy, to zwierzę i człowiek zachorować musi; spo­
strzegłszy więc niebezpieczeństwo gospodarz, wlewa do misy lub
szklanki wodę i przystępując do ogniska, bierze pojedynczo 3 razy
po 9 węgli i spuszcza do wody, także umieszcza tyle skórek od chleba
i zwraca uwagę, co tonie. Jeżeli upadną węgle, przyroczył rzecz daną
mężczyzna, jeżeli chleb, to kobieta. Wodą tą obmywają chorego,
a zdrów będzie niewątpliwie. Jeżeli wie ktoś, że ma oczy uroczne
a widzi rzecz nowo nabytą, lub dziecko po raz pierwszy, winien pa­
trzeć najpierw na swoje paznogeie.
Na Matkę Boską Gromniczną stawiają świeczki całej rodziny,
czyja prędzej zgaśnie ten przód umrze ; zwyczaj ten obchodzony jest

— 421 —
także w Anglii w dniu Nowego Eoku. Zapaloną gromnicę z kościoła
niosą wieśniacy do domu, kto płomień zachowa, albo komu 3 krople
padną na dłoń, będzie szczęśliwy rok cały.
W dzień Bożego Narodzenia zapalają chłopcy i dziewczęta
z pakuł dwa zawitki, jeden przedstawia chłopca, drugi dziewczynę.
Skoro płomienie idą ku sobie, znak dobry, gdy powiewają w przeci­
wne strony, zły znak. Również każda z dziewcząt bierze z drwalnika
po kilka drew nie licząc, w chacie dopiero rachuje, czy do pary czy
nie, to jest także wróżbą za mąż pójścia.
Skoro wiatr świszczę, mówią źe się ktoś powiesił.
Jest sposób stać się niewidzialnym, mając w ustach z kruczego
gniazda kamień.
Pies na łańcuchu gdy wyje, śmierć domownika przepowiada.
Nieparzysta liczba osób przy stole siadać nie powinna, bo i to
śmierci wskazówką.
Wywrócenie soli na stole płacz wróży.
Kiedy upadnie łyżka u stołu, któś głodny przyjdzie.
Iskra pryskająca z komina gościa miłego zwiastuje.
Grdy panna lubi zjadać kożuszki z śmietanki, będzie chłód
i deszcz na jej weselu.
Zmarszczki na czole, dołki w brodzie, oznaczają ilość mężów,
trzaskanie palców znaczy ilość dzieci.
Pęknięcie obrączki ślubnej wskazuje śmierć jednego z mał­
żonków.
Gdy w prawem uchu zadzwoni, dobry znak, w lewem zły.
Świerzbi kogo prawa ręka, wydawać będzie pieniądze, jeżeli le­
wa, brać je będzie.
Uderzyć się w łokieć, mieć czkawkę, znaczy to, iż któś mówiBoli język, kara, że się prawdy nie mówiło.
Gdy jadącemu przeleci przez drogę zając, zły znak.
Dając komu szpilkę, należy ukłóć nią, aby przyjaźń się przez
to nie zerwała,
Słońce pokazujące się na kominie znaczy mróz. Śpiewanie kosa
deszcz. Gęsi dzikie, gdy jesienią lecą nizko, znaczy niedaleką zimę,
wysoko znaczy, iż długo jeszcze będzie ciepło.
Kotek gdy uszy do góry postawi, pewny wiatr z północy, kiedy
ogon postawi, deszcz, jeżeli się skrobie po za uszkami i myje, ktoś
obcy przyjedzie, jeżeli do ognia się tuli, mróz, łapki liże, śnieg.
Do kogo się pies obcy przywiąże, sprowadza mu szczęście.
Puchacz, jak już wspominałam, przepowiada śmierć. Oto jak lu­
dowa piosenka mówi:

-

422

„Sówka po boru lata,
„Kasia z Jasiem gada,
„Nie gadaj K asiu z Jasiem,
„Będziesz miała sokoła,
„Cóż ci sowko do tego,
„Do sokoła mojego?
„Mamże ja roda dosyć,
„Będę sokoła nosić.
„Sówka po boru huka,
„K asia piastunki szuka;
„Prawdęś mówiła sówko,
„Napiszę twoje słowko
„N a maluśkiej karteczce
„Na pamiątkę dzieweczce“.

Upiór trup czerwony, także przez lud martwieć zwany, wstaje
z grobu, ludzi straszy, krew panien wysysa; promienie księżyca j e ­
go przewodnikiem. Oto co piosenka mówi:
„Księżyc świeci
„Martwieć leci
„Sukieneczka szach, szach,
„Panieneczko czy nie strach."

Jeżdżą upiory na kiju dla większego pośpiechu, nikną zaś, gdy
kogut zapieje.
Tutaj muszę także przytoczyć kilka poetycznych utworów na­
szego wieśniaka.
1.
U młynarza Marcina
Jest tam piękna dziewczyna,
Żaden o niej nie wiedział, <
Sługa dworski powiedział.
Młynarz w progi wstępuje,
Pan go winem częstuje;
Młynarz pije i płacze,
Ozem to wino zapłacę.
Pij młynarzu, masz li pić,
Kaśka moja musi być,
Choćbym stracił wszystkie wsie.
Mojej K aśki każdy chce,
Choćbym stracił cały dom
Mojej Kaśki nie wydom.
Nie mógł Pan z młynarzem poradzić,
Kazał siebie w wór wsadzić.
Zawieście mnie do młyna
Jako korzec jęczmienia,

- 423 —
Nie kładźcie mnie w młynicy,
Bo mnie zjedzą indycy ;
Postawcie mnie w komorze,
Kasia powstać pomoże.
2.
W Sieradzu na ryneczku
Siedzi panna w okieneczku,
Siedzi, siedzi, opłakuje
„Kączki sobie załamuje.
„Kiedym była panną,
Chodziliście za mną,
A teraz mnie nie widziciej
Bo mam małe dziecie“.

3.
Od Kokowic od Wróblewa
Deszczyk idzie, deszczyk kropi
Po drobnej krainie,
Kochajże mnie mój chłopczyku
Jeno nie zdradliwie.
Nie bójże się moje dziewcze,
Nie zdradzę ja ciebie,
Bodajże ja nogi złamał,
Jak pójdę od ciebie.

4.
Idzie Jaśko z miasta,
Kijem się podpiera,
Kipi z głowy czapka,
Ledwie nogi zbiera.
E cóż ci to Jaśku,
Żeś taki zuchwały?
Snać się w karczmie chłopcze
Opiłeś gorzały.
Hej dana, no dana;
Pańskiego nie robię,
Więc co nocy do rana
Będę hulał sobie.
Głupi wójt, ławnicy,
W karczmie się nie bawią,
Ino o robocie
Po próżnicy prawią.
Badzą o gromadzie.
Wciąż po polu łażą,
Mnie stoją na zdradzie,
Bo mi pić nie każą.


— 424 —
5.
Parobeczek ci ja, dobrze w polu orze,
Wszystko mi się dobrze dzieje, dzięki tobie Boże;
Głęboko zaorze, na wierzch nie zasieje,
Rolę dobrze sprawię, pług mi nie stępieje.

6.
Pod czereśniami,
Pod kalinami
Barwinek zielony.
Spiesz się mateńka,
Jaś ożeniony,
Już po ślubie.

7.
W kalinowym lesie
Wodę kamień niesie.
Maryś na nim stała,
Swe włosy czesała ;
Go włosek upadnie,
To woda zagarnie.
Płyńcież moje włosy
Do matki w rozkoszy,
Jak tam przypłyniecie,
Przed wroty staniecie ;
Pytajcież odemnie,
Nie tęskniąż bezemnie
8.
Zima zimeńka,
Bardzo bieleńka,
Czy rano nas napadniesz
Pytamy ci się.
Młoda Mary sin o
Do kogo przystajesz?
Przystałabym ja
Do mej mateńki
I do tateńki
I do siostreńki,
Ale nie chcą mnie zimować,
Dłużej w chacie swojej chować;
Przystanę więc do Jasia,
On będzie zimował,
Na wiek życia chował,
Czepeczek daruje,
Żonkę ucałuje..



425



9.
„A dalejże do komina,
A zobaczę której niema ;
Jest i Kaśka i Maryna,
Tylko mojej Zośki niem a.“

10 .
Pada rosa, pada
Po drobnej brzezinie,
Kochajże mnie mój Jasieńku,
Aby nie zdradliwie.
Moja Kasiu, moja Kasiu.
Nie zdradzę ja ciebie,
Bogdajbym ja szyję złamał
Jadący od ciebie.
Wyjechał, wyjechał
Na krzyżowe drogi
Zleciał z konia i kark skręcił
Konik pod nim nogi.
A wam panny, a wam panny
Daje do poznania,
Żebyście się nie kochały
W kawalerskim stanie,
Bo kawaler, bo kawaler
Boga się nie boi.
Zaklina się, przysięga się,
O duszę nie stoi.
Ile ości, ile ości
Na jęcznaiennem . snopie,
Tyle złości, nieszczerości
W każdziuteńkim chłopie.
Ile wełny, ile wełny
Na białej owieczce,
Tyle cnoty i szczerości
W każdej panieneczce.
11.

Nie chodź dziewcze koło woza,
Nie trzymaj się osi,
Nie daj chłopcu białej buzi,
Choć cię ładnie prosi.
Choć cię ładnie prosi, Czule ucałuje,
Jak zobaczy młodszą do niej powędruje.
12.

Z wysoka na kamień skakała kokoszka
Chciała Zośka chłopca, co dziobaty troszka

— 426 —
Co dziobaty troszka, a ma czarne oczy,
Jej serce do niego mało nie wyskoczy.

13.
Ej w stodole, ej na dole
Na nowem klepisku,
Chłopca tego pokochałam
Co ładny na pysku.

14.
Siwy konik siwy, konopiasta grzywa,
Jakem cię nie znała, byłam se szczęśliwo;
Jakem cię poznała, nie mogę być wolną,
Ani żyć bez ciebie, ani być spokojną.

15.
Wysoko, daleko dwa listeczki w parze,
Oj kto nas połączył, tego Pan Bóg skórze.

16.
Oczy moje oczy, co ja zrobię z wami,
Kiedy wciąż patrzycie tylko za chłopcami;
Tylko za chłopcami i to za ładnemi,
Oczy moje oczy, co ja zrobię z niemi.

17.
Niedaleko wody
Stoi chłopiec młody;
Żeby mi się dostał,
Suszyłabym piątki,
Aby mi się dostał
Na zielone świątki,
Do Bożego Ciała,
Zapytaj się chłopcze,
Czybym ciebie chciała.

18.
Dziwują się ludzie, żem se zaśpiewała,
Co komu do tego, gdym ochotę miała.

— 427 19.
Nikogo aie kocham, nikogo nie lubię
Tylko za mym Jankiem mało się nie zgubię.

20.

Kochaj mie dziewczyno
Chłopaka brzydkiego
Będziemy się krasić,
Jedno od drugiego.

21.
Siwy koniu, siwý koniu,
Coś tak zadumany?
Niewiesz drogi, niewiesz drogi
Do mej ukochanej?
Moja miła nas rzuciła,
Nie wyrzekłszy słowa,
Jak nie znajdziesz do niej drogi,
Zginąć nam gotowa.
Siwy koniu, siwy koniu,
Ciężko tobie będzie ;
Przegoniwszy wiatr, co wieje,
Nie spoczniemy w pędzie.
Siwy koniu, siwy koniu,
Ciężej sercu memu
Bo straciło już nadzieję,
Samo nie wiem czemu.
22.

Bodaj owa rzeczka
Szuwarem zarosła,
K tó ra mnie młodego
W obcy kraj zaniosła.
Bodaj owa rzeczka
Rybek nie rodziła,
K tóra mnie młodego
Z chatą rozłączyła.
Bodaj owa rzeczka
Wyschła do ostatka,
Że mnie tam zaniosła,
Gdzie nie znajdzie matka.
Nie trzeba ci było,
O mój chłopcze młody,
PuszczaC się tak łatwo
Na wezbrane wody ;

_ 42 a - —
Nie trzeba ci było
Z domu się wydzierać,
Nie musiałbyś teraż
Z tęsknoty umierać.
Ezeczka będzie rzeczką,
I wciąż będzie płynąć,
Wstecz nie wróci woda,
Musisz marnie zginąć.
A twojej mogiły
Nie obleją łzami,
Tylko nad nią burze
Wyć będą nocami.“

: 23.
Wysoko daleko
Żórawie latały,
Jasieńka młodego
Na koniu spotkały.
Gdzie to jedziesz Jasio,
Pytały ptaszyny,
Jasio odpowiada,
Do mojej dziewczyny.
Prędzej że, bo prędzej,
Poganiaj konika,
Bo u twojej Zosi
Znajdziesz zalotnika.
Jasio nie usłuchał,
Późno był u celu,
Zastał swoją Zośkę
Dwa dni po weselu.
Czemu żeś to Zosiu
Tak źle uczyniła,
Ja ci wierny byłem,
Ty żeś mnie zdradziła.
Miałam roczek czekać
I roczek czekałam,
Czemu nie przybyłeś,
Wiesz, że cię kochałam.,
Jasio głowę spuścił,
I rzewnie zawodził,Oj czemu ja, czemu
Drogie dziewcze zwodził,
Byłbym dziś szczęśliwy,
Szczęśliwy jak w niebie,
Gdyby wolno było
Zosiu kochać ciebie.

24.
Nade drogą stoi oset,
Nigdy nie tykany,
/

— 429 —
I rozmaryn nie zerwany
Przez wysokie ściany.
I pokrzywy nikt nie zerwie,
Bo się boi sparzyć
Także je chłopuzęta
Nie zerwią zarazem.
Dobra woda łabędziowi
A kozłowi. trawa,
Dobra panna młodzieńcowi
A wdowcowi wdowa ;
Bo u wdowy chleb gotowy,
Serce zapaliste,
U panienki złości niema,
Serce zawsze czyste.

25.
Płynie strumyk płynie,
Rybki wodę mącą,,
Ciężko żyć dziewczynie,
Gdy jej kochać nie chcą.
Lepiej kamieniowi
Na drodze spadłemu,
Niźli człowiekowi
Losem złamanemu.

26.
U dziewczyny wola
Niby pajęczyna,
Przyjedzie, namówi
Każdy ją chłopczyna ;
Przyjedzie, namówi,
Ślicznie obdaruje,
Dziewczę za nim pójdzie,
Jeszcze ucałuje.

27.
Gdzie woda od ogrodu
Kamieniami sączy,
Kasi śliczna jest uroda.
Konik jego rączy,
Rączy konik rączy,
Jeździ na nim dzielnie,
Które dziewcze zechce,
Kocha niepodzielnie.

28.
Dziewczyno dziewczyno,
Źle się z tobą dzieje
Żartujesz z chłopców,
Jak wiatr, co gdzieś wieje.

— 430 Nie ładnież dziewczyno
Igrać z sercem Jasia
On kocha cię szczerze,
I więcej od Stasia

29.

\ I/

.

Czemu nie orzesz Jasieńku,
Czemu nie orzesz?
Czy ci wołki już ostały,
Czy ci wołki popadały,
Czy sam nie możesz?
Orałcibym ja Kasieńku,
Orałbym ja orał,
Żebyś wołki poganiała,
Co staje mi buzi dała,
Orałbym ja orał.

30.
Moja matuleńku, czego wy zrzędzicie,
Od rana do nocy wciąż jeno mówicie.
O mój miły Boże, co ja temu krzywa,
Że Janek wieczorem w naszej chacie bywa.
Przypomnijcie sobie wasze młode lata,
Ja k tu do mnie Janek, chodził do was tata,
Przychodził, przychodził, co mnie tam do tego,
Kochaliście tatę, ja dziś Jaśka mego.

31.
Siwy koniku siwy,
Malowane sanki,
Pojadę, pojadę
Do mojej kochanki.
Siwy konik siwy,
Siwy jabłko wity,
Byłbym dawno księdzem
Grdyby nie kobiety;
Gdyby nie kobiety,
Gdyby nie dziewczęta,
Pościłbym ja środy,
Pościłbym ja święta.
Siwy konik siwy,
Na koniku siodło,
Aby jasieńkowi
Dobrze się powiodło.
Powiodło, powiodło

— 431
Zalecać do Basi,
Bo nim słońce zejdzie
Pójdzie znów do Kasi.
Czemu bałamucisz
Niepoûzciwy Jasiu,
Kochaj swoją. Kaśkę,
Bo ją porwie Stasiu.'

32.
Płynęły, płynęły
Na stawie łabędzie,
Kochać będę chłopca,
K tóry moim będzie ;
Kochać będę mocno
Kochać z całej siły,
Wszakże chłopiec śliczny
A dobry i miły.

33.
Stoi dziewcze młode,
Bączki załamuje,
Patrzy się na wodę,
Rzewnie popłakuje.
Czemu to łzy lejesz
Nadobna dzieweczko,
Czemu popłakujesz
Młoda panieneczko?
Jakże nie mam płakać,
I żale zawodzić,
Chcą mi zabrać chłopca
Czyż mogę się zgodzić;
Chcą mi zabrać chłopca
Mego kochanego,
Nie zgodzę się na to,
Nie porzucę jego.

34.
W topolowem lesie
Wodę piasek niesie,
Przypłynął z daleka
Wciąż dalej ucieka.

35.
W kulinowym lesie
Za szeroką drogą
Dziewcze w koszu niesie,
Kwiatów ilość mnogą.



432 —

Pocóż ci te kwiatki
Dzieweczko kochana?
Na grób dla mej matki,
Odrzecze spłakana.

36.
Oj wy tatulu
Czego zrzędzicie
Wciąż tylko na mnie
Ostro mówicie,
Oj wy tatulu,
Czego wy chcecie,
Gniewa was wszystko
Sami nie wiecie.
Wszakże ja młody
I kochać muszę,
Na starość chyba
Serce zagłuszę.

37.
Nade drogą sosna
Pozostała z lasu
Niby przypomnienie
Świetniejszego czasu ;
Pozostała sosna
Pozostała stara
Niby wieków dawnych
Zaginiona mara.
Piosenki, których szereg przytoczyłam, są zwykle towarzyszkami
tańca; wieśniak podczas każdej zabawy staje przed muzyką i zw ro­
tkę jedną śpiewa, poczem rozpoczyna znowu taniec. Zabawy odbywa­
ją się wśród ludu naszego często, mało mają bowiem wymagań, więc
też tania i ochocza jest ich rozrywka. Tańce zwłaszcza posiadają
szczególny urok nietylko dla młodzieży, ale i starsi chętnie biorą
w nim udział. Melodye są zupełnie swojskie, zastosowane do piosneki
które tancerz śpiewa. Najbardziej wesoło lud bawi się w niedzielę
każdą w karczmie, także na wesołacb, a wreszcie w dniu dożynek.
W ogóle wieśniacy tańczą dobrze i zręcznie, jeżeli przytem muzyka
ochoczo przygrywa, wpadają w szał. Chłopcy niekiedy podskakują
wysoko, wpadając następnie w takt, lub zwiesiwszy głowę i przym­
knąwszy oczy, pokrzykują w upojeniu „hu! h a !“ czasami wydają kil­
ka gwizdnięć do taktu.

— 433 —
Do tańców należy tak zwany Z a w i j a n i e c ; jest to walc tań­
czony w obiedwie strony. Największa zaleta tancerza jest w ówczas,
kiedy unosi przez cały czas dziewczynę prawie w powietrzu.
P r z e p i ó r k a , taniec, jest następujący. Dziewczęta i chłopcy
stają w dwóch zwartych szeregach naprzeciw siebie, każda para po
kolei, trzymając się za ręce nad głowami stojących, przebiega wzdłuż
obydwóch rzędów po dwa razy. Następnie tancerz puszcza rękę dzie­
wczyny, która chowa się pospiesznie za rzędy chłopców i dziewczyn.
Tancerz stara się ją złapaó lecz trudne to zadanie, gdyż stojący
w rzędach, nie dają mu przerywać łańcucha rąk, za któremi stoi dzie­
wczyna klaszcząc w dłonie. Kiedy nareszcie chłopiec schwyci tancer­
kę, wstępują do ostatniej pary szeregu. Na nowo pierwsza powtarza
tę samą scenę, z tą różnicą, że chłopiec ucieka, a dziewczę go goni,
całej zabawie towarzyszy piosnka śpiewana przy muzyce przez
wszystkich :
„Uciekła mi przepióreczka w proso
„A ja za nią nieboraczek boso,
„Chciałem ja sig pani matki spytać,
„Czy pozwoli przepióreczkę schwytać“ .

S p o d o b a n i e c . Para puszcza się tańcząc w koło, poczem
chłopiec sadza dziewczynę na nizkim stołku w środku mieszkania,
sam zaś dobiera sobie tancerza, i z nim tańczy w okół siedzącej. Po
kilku obrotach stają tańczący; jeżeli nowo przybrany tancerz nie
przypadł tancerce do gustu, ta nie powstaje z miejsca, lecz odwraca
twarz w przeciwną stronę od stojących, wtedy poprzedni tancerz
wybiera nowego towarzysza, i powtarza powyższą scenę dopóty, do­
póki dziewczę nie wybierze sobie chłopca. Panna przetańczywszy
z chłopcem dokoła, sadza go na stołku, a sama dobiera dziewczyny,
z któremi tańczy i staje, podobnie jak czynił to jej dawniejszy tancerz.
Ś p i o c h . Muzyka gra powoli usypiająco, dwaj tancerze trzyma­
jąc się za ręce, prowadzą dziewczynę, raczej niosą, ona udaje bezwła­
dną, z zamkniętemi oczyma zawisła całym ciężarem, nogami nawet
nie dotyka ziemi. W tej chwili muzyka wesoło grać zaczyna, dzie­
wczyna zrywa się i rozpoczyna taniec. Jędnego tancerka chwyta, który
ją podtrzymywał, wiruje nim, potem drugiego tak samo, i tak oby­
dwóch tancerzy utrzymuje w nieustannym ruchu. Muzyka znowu gra
wolno, tancerka w jednej chwili obezwładniona upada na ręce chło­
pców, którzy z powagą obnoszą ją w koło izby.
T o l i j a. Stawiają stół w środku, tancerze biorą się za pas, i je­
den za drugim w takt muzyki przeskakuje stół. Kto na ostatku, tego
pierwszy uderza biczem, aby zdążył za drugimi. Śpiewają przytem :

— 434 Tulija chłopcy tulija
„Tańcujcie wszyscy jak i j a “.

S i e j e ma k . Trzy pary samych chłopców w koło tańczą, po każdem
przetańczeniu koła stają przed muzyką śpiewając cztery zwrotki:
„A ty ptaszku krugulaszku
„Bywałeś ty w moim sadku,
„W idziałeś ty, ja k mak sieją,
„A to tak sieją m ak“ .

Znowu tańczą chociażby dziesięć razy w koło, po każdym razie
to samo śpiewając. Na ostatku dodają:
„Widziałeś ty, jak mak trzęsą,
A to tak, trzęsą m ak“.

Przyczem tańcząc, bierze jeden drugiego za głowę i trzęsie nią
wśród ogólnego śmiechu i radości.
C y g a n . Trzy dziewczęta i trzech chłopców biorą się za ręce,
i idąc w takt ku muzyce śpiewają :
„Jestem ci ja malusieńka, drobna,
„Będzie ze mnie gospodyni dobra,
„Będę się prędko uwijała,
„Przed wieczorem obiad wystawiała
„Kolacyę jak kury zapieją
„To się ze mnie ludzie nie naśmieją.

Poczem tańczą robiąc figurę jakby w mazurze, jedna tancerka
drugą okręca; to samo chłopcy.
K o t e k tańczony bywa przez dziewczęta. Dziesięć ich siada
w koło, a jedenasta w środku na stołku, dwunasta zaś na jednej
nodze skacze w koło siedzącej w środku przyczem śpiewa :
„W lazł kotek na płotek i mruczy,
„Wyjadł mi kapustę z donicy ;
„Weź kotka Dorotka na myszy,
„Ojciec śpi, m atka śpi, nie słyszy.

Potem bierze skacząca dziewczyna tę co siedzi, tańczy z nią
w około, sama siada smutna, źe jej kotka biorą na myszy ; wpierw
siedząca idzie do szeregu, a pierwsza z brzegu znów tańczy, tak aż
wrzystkie na wzór pierwszej uczynią.
B ą k k ł ó d k a . D ziew częta i chłopcy biorą się w koło za ręce
1 tańczą, jedna w środku stoi, po chwili koło całe staje a dziew czy­

-

435



na ze środka zbliża się do każdego osobno uderzając, m ówi „tu bąk,
tu kłódka, tu moja przegródka, przejadę ja tu ? “ Odpowiadają „przejedzie pani, jeżeli ma dobre konie \ Do końca jak się wypyta, w szy­
scy biorą się w pary i tańczą.
R zeczy w iście tw órczość ludu jest obfitą i różnorodną, tw órczość
tę w ieki całe tworzyły; daremnieby ktoś badał, kto tę lub ow ą pieśń
w ysnuł, pokolenia ca łe przetrwała ona bezw arunkow o, tylko każde
pokolenie przekazując ją sobie w spuściźnie, dodawało now e zwroty,
lub przem ieniało daw niejszą. W tem leży w łaśnie cała głębia i siła
ludowej pieśni, i w tety tylko zw ać się m oże najpełniejszym w yrazem
duchowym ludu, jego boleści, szczęścia, tęsknoty, i szyderstw a. Czę­
sto brak jej zw iązku, w iersze biegną luźnie, jeden obok drugiego, ten
nie zgadza się z tamtym, dow olnie kleją w całość różnorodne części.
D latego m am y po kilka rodzai ludow ych p ieśn i; tutaj ma cztery tam
siedm zw rotek. P ieśń ludow a była początkiem i źródłem wszelkiej
poezyi, ona jest to uczuciem oblekającem się w szatę zm ysłow ą, i budzącem now e porywy.
T reść z m ałem i odm ianam i zaw sze tu jednakowa : tysiąc lat
przedtem i tysiąc potem, lud zna tylko kochankę, dom rodzinny,
dziarskiego żołnierza, m ogiłę. Posłuchajm y go a zaśpiew a nam jednę
z tych rzew nych piosnek, niby starych a św ieżych ! Kto rozum ie du­
szę ludu, i zna jego serce, niech zastanow i się nad poetą wiejskim ,
niech patrzy nań, i m ilcząc sam pieśni jego słu ch a !
A gdyby pragnął słuchacz w ied zieć czego mu potrzeba, aby
umiał piosenkę taką w ysnuć, to ona
zaraz mu w yśpiew a brak
lasu, prostoty
uczuć, czułej m iło śc i, bólu
rozłączen ia, odwagi
m łodzieńczej, szału w esela, serca dla gw iaździstego nieba, i dla
łąk i m ajowej, gaju ze śpiew em słow ika, muzyki leśnej, pow iew ów
m ajowych i chmur, które płyną gdzieś z dala. Kto nie odczuje tego
w szystkiego, poetą być nie m oże. Prostota i szczerość, oto kolebka
pieśni, w ten sposób św iat wydaje pieśniarzy. W iejski poeta nie szuka
ani wybiera, jedno uczucie wabi m agnetycznie drugie, on sam nie
w ie często, jak piosenka powstaje, a tw orzenie się p ieśn i w ioskow ej
o tyle tylko jest rożnem od k om p o zy cji artystycznej, że śpiew ak w y­
głaszający ją z pam ięci i bez nam ysłu, dorzuca myśl now ą, żyw em
natchnioną uczuciem .
„W ieśniak śpiew ać m usi, śpiew jego istn ien iem “, pow iedział
któryś z etnografów i słusznie; ale, źe tw órczość ludu jest przeważnie
liryczną, w ięc do każdej pieśni podkłada m elodyę tak rodzim ą jak
jest rodzima i jego pieśń.

Ignacya Piątkowska.

-

436 —

P oniżej p o d a n e m a te ry a ły p o najw iększej części — choć nie
w szy stk ie — już zo sta ły o głoszone d ru k iem . O ile m i je d n a k w ia­
dom o, ledw o cz ą stk a ich zn a la zła p o m ieszczen ie w p o lsk ich z b io ­
ra c h te g o ro d zaju m a te ry a łó w (k tó ry c h — n aw ia sem m ów iąc —
je s t w o góle n iew iele) i to m nie sk ła n ia do p o d a n ia ich n a tem
m iejscu. P rz y te m , b y je u p rz y stę p n ić ta k ż e d la b ad aczy , nie z n a ­
ją c y c h ję z y k a o ry g in a łu , w n a w ia s a c h um ieszczam m ożliw ie d o ­
sło w n e tłó m aczen ie. J e s t to d la stu d y ó w p o ró w n a w cz y ch n ie ­
zb ęd n e !J.
*
*
*

I. Wyrażenia charakterystyczne. B im eilich (pom ału) ; d ra p
(d ra b ); b e h a z e rn (ośw inić, od ch a zer — Świnia).
II. Imiona własne. B eile (b ia ła ); C zarne (c zarn a); Z late (złota);
M irla (m ir) ; S la w e (słow ianin).
III. Przezwiska. B e ri k e lb a s (k ie łb a śn ik ) ; N ussen G o n sie r
(g ą s io r); R iw e n p ijo k (p ija k ); B eile k o z a k (kozaczka, h e ro d b a ­
b a) ; C hane d y p y s z k e g a b y ty (puszka, s k a rb o n k a ; k o b ie ta c h o ­
d ząca ciąg ie z b ie ra ć ja łm u ż n y dla b ie d n y c h ) ; S ru a ł k o lte n (kołtun).
IV . Przysłowia 2). A z m y szm irt g y t, sta jt m y n g y t. (Ja k się
d o b rz e sm aruje, to się do b rze stoi).
W e r zi g y t y s, y s h a lb szlecht. (K to je s t z a n a d to d o b ry m ,
je s t po p o ło w ie złym ). (Porówm aj p o ls k ie : Co za w iele, to nie
zdrow o).
Су borszcz b e d a rf m y n k a zajn. (D o b arszcz u n ie p o trz e b a
zębów ).
B e s s a r fy n d a m am y a pacz, w ie fy n a a n d e ry m a kysz.
(Lepiej od m a tk i p o licze k (sc. dostać), niż od k o g o in n e g o całus).
A m yjse m o u y d tu r m yn k a k y sz g e jb y n (B rzydkiej dzie­
w c zy n y n ie w olno całow ać).
B e s s y r dy s szlec h ty fy n y m g y ty n , aj d er dys g y ty fy n y m
szlech ty n . (L epsze złe od d o b re g o , niż dobre od z łeg o człow ieka).
V. Pozdrowienia. Chwalby. Przekleństwa. 120 ju r z o łsty m a r łejb y n . (120 la t a b y żyła). E c h b y n — b y s 120 ju a r — 50 ju a r a łt
(L iczę — do 120 la t (sc. ob y m dożył) — 50 lat).
’) Materyały te, luźnie rozrzucone, znajduję w Mittheilungen der Ges.
für jüd. Volkskunde. Heft I. 1898 Hamburg.
’) Patrz Adalberg: Przysłowia żydowskie. Wisła 1890. I. oraz B. W.
Segel: Materyały etnograficzne (Akademia umiejętności r. 1894) Kraków.

-

437 -

U w a h ! (w y raz podziw u lub- (w to w arzy stw ie sto so w n eg o
g estu ) iro n ii i ta k ż e zadow olenia).
T o jry n e znaisz, p in ię d z y nie daisz, czem u c h y c p y m aisz?
(T o ry (p ism a św ięteg o ) nie znasz, pien ięd zy n ie dajesz, czem u
bezczeln o ść m asz (jesteś)?
Z ułt, w us ir so it, y n r e t w us ir w olt. (Z apłaćcie coście w in­
n i i g a d a jc ie co chcecie).
A fe rc h a p y n y sz zołst d y k rig e n . \Ż e b j cię za b rało (porw ało)].
VI. Varia. E r re t d ir an, a k re n k t y n bouch. (W m a w ia ci,
że m asz ch o ro b ę w żo łądku).
E r k e n ein y m aro u s n e m y n dy nyszum y. (On m oże kom uś
duszę w y ciąg n ąć).
A c h y s u ry n : d y k a ły yz ci szajn. (W a d a : n a rzec zo n a je s t
z a n a d to ład n ą).
C h ełm er n aru n y m , P itk a m in ie r g an u w im , B ro d e r dzibkes,
L e m b e rg e r p ip k es, T a rn e p o łe r czy p k y s. [C hełm scy g łu p c y , podk a m ie ń s c y złodzieje, b ro d z k ie d ra b y , lw o w sk ie p ę p k i (plur. od
p ęp e k ), tarn o p o lsk ie cz y p k i (k u lk i z ciasta}].
VII. Zabobony. Wiara w duchy. Y m W irb e l zenyn du szajdym .
(W e w ich rze sied zą djabły).
W n o c S ą d n e g o d n ia nieb o szczy cy o d p ra w ia ją n ab ożeństw o.
(K się stw o poznańskie).
VIII. Zwyczaje ludowe. O b c ię te p az n o g cie w raz z trze m a k a ­
w ałeczk am i d rzew a zaw ija się w p a p ie r i rz u ca p o d szafę z k s ię ­
g a m i w b e t h am y d re sz (dom nauki). (Je st to jed y n ie w P o lsc e
p ra k ty k o w a n e ).
P rz e z ośm d n i p rz ed ślubem narzeczen i nie w y c h o d zą bez
to w a rz y s tw a , w z g lę d n ie w c a le n ie w ych o d zą razem .
W k sięstw ie p o zn a ń sk ie m p rz e rz u c a się p rz y ślu b ie p o n a d
b a ld a c h im k o g u ta i k u rę . (S y m b o l łączności).
J eż eli w ro d z in ie p o m arło k ilk o ro dzieci, to się n ad a je n o ­
w o n aro d zo n em u d zieck u im ię sk ła d a ją c e się ze s ło w a : „ e il“, lub
„j’h “ (eil, j ’h = B óg) np. R a fu e il, S zem ueil, Jisru eil, lu b : Jeszajoh, E liohn, lerm ejo h n .
K o b ie ta c ięż arn a nie p o w in n a b ra ć u d ziału w czyim ś p o ­
g rz eb ie.
B ro d a w k ę sm aru je się k rw ią gołębią, a b y znikła.
W dom u, w k tó ry m się znajduje zm arły, oraz w e w szy stk ich
d o m ach n a p ra w o i n a lew o z ty m dom em b ez p o śred n io g ra n i­
czących, w y lew a się w odę g d z ie k o lw ie k n ag ro m a d zo n ą, bo an io ł
śm ierci w tej w odzie czyści swój m iecz.



4 38



W , dom u w k tó ry m sie znajduje nieb o szczy k , sta w ia się do
o k n a sz k la n k ę w o d y i zaw iesza n ad sz k la n k ą b ia łą sz m a te c z k ę ,
b y dusza p o w ra c a ją c a m o g ła się w y k ą p ać.
D ziew czy n a nie p ow inna p o d w ieczór w ychodzić b ez fa rtu ­
szk a i p o d w iązk i.
O soba, k tó ra sobie (lub k tó re j się) p rz y sz y w a guzik, b ie rz e
do u s t k a w a łe k n ici i m ów i p a rę słów . In aczej um rze. G dy się
w ra c a z p o g rz e b u (odchodzi od grobu), rz u ca się za sieb ie p a rę
kam yków .
cii.

Przyczynek do polskiej „Hagady“.
„Stworzuł Pombóg gruske“.
( „ Ł o r a c y j o “ 1).
J eszcze w r. 1889. zapisałem sobie ciekaw ą „łoracyjo“ o „Panu
Bogu“, „grusce“, „k ozie“, „piesku“, „kijku“, „łogniu“, „w odzie“,
„w ole“, „rzeźniku“ i „djoble“, którą mi „łopow iedziała M arysia Łopzysionecka, w ójtow na ze Sirce (S ierczy)“. M iałem jej jeszcze w cale
drukiem nie ogłaszać, tem bardziej, że zachow ałem ją sobie do zbio­
rowego w ydania ilem ożności w szystkich „łoracyj w ielickich“ — ale
poniew aż p. S. U dziela w ostat. zesz. „L udu“ (IV. 291.) przytoczył
z niej już kilka uryw ków , a przytem w yraził życzenie zapoznania się
z jej całością, chcę mu w ięc zrobić m aleńką niespodziankę, czem się
także i inni czytelnicy „Ludu“ interesujący się tą spraw ą n iew ątpli­
w ie ucieszą.
Stworzuł Pombóg g r u s k e , zeby gruski ro sły ;
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg k o z e , zeby gruski trzęsła;
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg p i e s k a , zeby koze kąsoł;
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kco lecieć-

*) „ Ł o r a c y j o “ = oratio, oracyja, przemowa, mówka, „kistoryo“,
przygodka; porów: „Łopowiem wom łoracyjo“, „Łepedzioł ci mu cało łoracyo, jak co...“ = historya prawdziwego zdarzenia w formie mowy niewiązanej lub wiązanej. Przeciwstawienie do „godki“, historyi nieprawdziwego
zdarzenia.

-

439-

Stworzuł Pombóg k i j e k , zeby pieska wybić;
K ijek nie kee pieska bijać,
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg ł o g i e ń , zeby kijek spolić;
Łogień nie kce kijka spolić,
Kijek nie kce pieska bijać,
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg wo de, zeby łogień zaloć;
Woda nie kce łognia zaloć,
Łogień nie kce kijka spolić,
Kijek nic kce pieska bijać,
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
G ruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg wo ł a , zeby wode wypiul;
Wołek nie kce wody wypić,
W oda nie kce łognia zaloć,
Łogień nie kce kijka spolić,
Kijek nie kce pieska wybić,
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg r z e ź ni к a, zeby woła zabiuł;
Rzeźnik nie kce woła zabić,
Wołek nie kce wody wypić,
Woda nie kce łognia zaloć,
Łogień nie kce kijka spolić,
Kijek nie kce pieska zabić
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg d j o b ł a , zeby rzeźnika wzion;
Rzeźnik juz kce wola zabić,
Wołek juz kce wode wypić,
W oda juz kce łogień zaloć,
Łogień juz kce kijek spolić,
Kijek juz kce pieska bijać,
Piesek juz kce kozy kąsać,
K oza juz kce gruski trząsać,
Gruski juz kco lecieć.
L u d w i k M ły n e k .

30
'V

— 440 —

Rozm aitości*
T ow arzystw o dla ludoznawstwa austryackiego. (V erein für
oesterr. Volkskunde), odbylo dnia 28. stycznia b. r. II I. doroczne
w alne zgromadzenie swoje w W iedniu pod przew odnictw em w icepre­
zesa, radcy dw oru prof, dra W . J a g і б a. Ze spraw ozdania, prze­
dłożonego przez se k re ta rz a , d ra M. H a b e r l a n d t a , w yjm ujem y
szczegóły następujące o czynności Tow arzystw a w roku 1897. P rzedewszystkiem otw arto 1. stycznia dla szerokiej publiczności „Muzeum
ludoznawstwa austryackiego“, którego zbiory, zyskane w ciągu 3 lat,
przedstaw iają ju ż obecnie w artość . 36.400 złr. w 9456 num erach.
W r. z. 3000 nrów do poprzednich przybyło, zw łaszcza z krajów al­
pejskich (sprzęty i przybory domowe, hafty, tkaniny, kieram ika, rzeźby
i modele chat), z M orawy (170 wyrobów kieram icznych chłopskich)
i z Czech (50 sztuk m ajoliki chłopskiej, 150 części ubrań i wyszy­
wek) oraz w szelki zbiór czepków haftow anych ludowych.
Na zbiory te wydano 6169 zł. 97 ct., nie licząc tysiąca złotych
na szafy i konserw acyę; ofiarność pryw atna i pomoc w urządzeniu
m uzeum była też bardzo w ydatną. Publiczność zw iedzała zbiory b ar­
dzo chętnie mimo, że mieściły się w stronie m iasta — co wyraźnie
w ydział podnosi — wcale nieodpowiedniej, „dokąd niełatw o ściągnąć
ludność w takich celach“; m ianow icie zwiedziło je 59é 0 osób, szcze­
gólnie wiele m ł o d z i e ż y s z k o l n e j (2000). W ydanego katalogu m u­
zealnego w yczerpano pierwszy tysiąc (po 30 ct.) i obecnie zniżono
cenę jego o połowę, podobnie jak wstęp dla m łodzieży wynosi 10 ct.
Mimo to wstępy przyniosły już 1140, a katalogi 280 zł. K sięgozbiór
jeszcze bardzo skromny, bo liczy ledwie 500 tom ów i broszur, oraz
17 pism zawodowych. N atom iast zbiory fotografii (podobizn) i ry su n ­
ków z zakresu ludoznaw stw a wynoszą już 642 sztuki. Obszernym
jest też zbiór cennych rękopiśm iennych zapisek i notât ludoznaw ­
czych.
Oprócz szeregu odczytów, wygłoszonych przez takich zaw odo­
wych znawców, jak dr. M. H aberland, dr. W. Hein, dr. M. Hoernes,
prof. dr. R. Meringer i in., urządzono 24. paźdz. zebranie wędrowne
w K rem sie n. Dum, które wpłynęło na obudzenie zajęcia dla ludo­
znaw stw a w śród m ieszczan tam tejszych. W ydano II. rocznik „Anzei­
g e r^ i II I. tom Zeitschrift für oesterr. Volkskunde ; pismo to liczy
około 750 przedpłacicieli ! W obec takiej liczby niedziw ota, że T ow a­
rzystwo w iedeńskie rozw ija się świetnie, zw łaszcza, że oprócz trzyreńskowych wkładek członków , które w r. z. przyniosły do tysiąca
złotych, otrzym uje prawie c z t e r y r a z y t y l e z a s i ł k ó w . W ym ie­
niamy je dla porów nania ze stosunkam i naszymi. Rodzina cesarska
ofiarowała na cele T ow arzystw a w r. z, 700 złr., książę L iechtenstein
500, m i n i s t e r s t w o w y z n a ń i o ś w i a t y przyznało mu zasiłek
roczny w w y s o k o ś c i IfiOO złr. (naszem u Tow arzystw u n ic ), sejm
dolnoaustryacki 100 zł. ( n a s z s e j m „ L u d o w i “ 200 zł.), rada m.
W iednia 600 zł. (rada m. Lw ow a nam 200 zł.), dolno austr. Izba h an ­
dlowa i przem ysłow a 400 zł. (lwowska 0), austr. K asa oszczędności
100 zł. (lwowska 100 zł). Ale nadto niebrak Tow arzystw u wiedeńskie"
mu hojnych założycieli — oto dwaj złożyli w r. z, 500 złr., —, ani

— 441 kredytu bardzo hojnego, bo bezodsetkow e pożyczki (zapewne na
muzeum) wynosiły 1500 zł. a 4 % -w e 16000 zł. O brót kasowy w yno­
sił ogrom ną sumę, bo praw ie 50.000 złr. W artość m ajątku Tow arzy­
stw a wynosi 49.626 złr.
W yniki 3 -letniej działalności św ietne! A jednak T ow arzystw o,
tak św ietnie w yposażone pieniężnie, nie w aha się przyznać do niem ożebności utrzym ania m uzeum w łasnem i siłam i, skoro żąda na koń­
cu stw orzenia „ p a ń s t w o w e g o Muzeum dla ludoznaw stw a austryackiego“. O ileż bardziej uspraw iedliw ionem je st żądanie naszego
T ow arzystw a, iżby kraj stw orzył i utrzym yw ał swoim kosztem podokne M u z e u m l u d o z n a w c z e we L w ow ie! Miejmy nadzieję, iż akcya,
podjęta w tym kierunku, i opinja W ydziału naszego, przedstaw iona
W ys. W ydziałow i krajow em u na jego zapytanie w spraw ie M uzeum,
którego stw orzenia życzy sobie Sejm nasz, odniesie skutek pożądany.
Z stąpm y raz z obłoków, ze sfery m arzeń i rojeń, nierozpraszajm y sił
na fantastyczne choć św ietne i błyskotliwe pomysły lwow skich L u ­
wrów, galeryi narodow ych, Muzeów brytańskich, pinakotek etc. etc.,
ale w roku m ickiewiczowskim „zestrzelm y myśli w jedno ognisko“
a stanie M u z e u m l u d o z n a w c z e k r a j o w e , które powinno już
było istnieć oddaw na, jak istnieje w Berlinie, W iedniu, P radze i sze­
regu stolic europejskich!
ľ r. K r.

Pijany jak Polak. Znane to, choć niezaszezytne dla nas przysłowie,
nieobce też ludowi flamandzkiemu, współredaktor belgijskiego pisma ludoznaw­
czego „Ons Volksleven“, J. C o r n e l i s s e n w notatce p. n. „Bezeichnungen der
Trunkenheit in der Sprache des Volkes" (Der U r q u e l l , t. I. 1897, str.
52) przytacza w formie : „Drinken gelijk een Polak (pić, jak P olak)“.
Jeżeli zważymy, że do współzawodnictwa z nami dopuszcza lud ten pomiędzy
istotami ludzkiemi tylko jeszcze templarjuszy, skasowanych jeszcze od cza­
sów J. Malaya (prw. przysłowie: „zuipen gelijk ’en Tem pelier“, żłopać, jak
templarjusz), przyjdziemy do wniosku, że ów zwrot niepochlebny dla nas
obiega Żuławy nie od dziś i nie od wieku.
(Ľ r. K r . )
Muzeum antropologiczno-etnograficzne przy ces. Akademii nauk
w Petersburgu wzrosło w r. 1897 o 1218 nrów (przeszło 2000 przedmiotów).
Najważniejszy nabytek stanowi zbiór 230 urów, dający należyte pojęcie
0 życiu, mieszkaniu, zajęciach i przemyśle Bułgarów w pierwszych latach po
oswobodzeniu zpod jarzma tureckiego. Poważny zbiór M ajsnera (2379 nrów)
dotyczy wyspy Sumatry, Szwinde dostarczył 96 nrów z zakresu ludozna­
wstwa fińskiego, Hudzienko 212 nrów z Abisynii, a Osokin nadesłał z Kjachty rzeczy dotyczące Mongołów, Burjatów zabajkałskich i t . p. (200 nrów) >
Do M u z e u m a z y a t y c k i e g o Akademii przybyło mnóstwo rękpisów budystycznych, oraz przekład rękopiśmienny wierszowany powieści o Barlaamie
1 Joasafie w narzeczu żydów perskich. ( Ż u r n . mi n . n a r . p r o ś w i e s z c z .
1898, luty).
(F r. K r .)
Polska w piosnce żydowskiej. Pąn J. Ehrlich podał w 1.1. nowej
seryi pisma D e r U r q u e l l (1897, str. 82 — 3) mętowanie dzieci żydowskoniemieekich z Czech (tzw. K e t t e n r e i m e ) , oparte widocznie na motywie
o Hamanie. Śpiewający gra rolę żyda prześladowanego, któremu dopiero
król (Mejlech) wymierza sprawiedliwość, gdy nadzorca (Pu-kid) nietylko, że
go nie obronił przed napastliwym jeźdźcem, ale nawet sam chciał obić. Nad­
zorca dzieli za to los Hamana, bo król każe go powiesić:

-

442

-

„Af e Strick müss er hängen,
In F eier müss er brennen,
Brennen werd er im Feier,
Hojlen werd’n der Geier,
Der Geier werd’n hojlen,
T r u g e n w e r d men af P o j l e n ,
A f P o j l e n w e r d m e r ’n t r u g e n ,
ď Mais werd’n ehm Kadisch nuch sugen“.
Ostatni wiersz znaczy : „myszy będą odmawiać nad nim modlitwę za
cierpiących“ i przypomina nasze pogardliwe: Psy mu marsza zagrają“.

(Fr. Er.)
„Dzwon zatopiony", baśń sceniczna napisana przez H auptm anna, a tak godnie tłóm aczona przez J a n a K asprow icza, ma w ątek
w zięty z podań ludowych.
Duchy wodne, leśne, — to dem ony m iędzynarodow e w poda­
niach wszech ludów występujące. K ryją się po lasach w wysokich
górach, dokąd dzwon z kościoła nie dojdzie swym głosem, boby je
wypłoszył na zaw sze. Bo dokąd sięga głos dzwonu, tam ju ż istoty
dem oniczne istnieć nie mogą. Podań takich i u naszego ludu sporo,
znam je też w T atrach. Niesłusznie więc pisały dzienniki lwow skie,
upatrując w baśni H auptm anna podkład czysto niem iecki, dla nas
niepożądany, a cóż dopiero (i to wytykały) ujęty naw et przez tłóm acza w szatę n aszą ludowego narzecza.
D rugi szereg podań splecionych z temi dem onieznem i, to poda­
nia o dzwonie, o głosie dzwonu z jeziora itp.
Też podobne u naszego ludu istnieją.
B aśń H auptm anna jest tylko tkana na tle folklorystyeznem , re ­
szta już jest czystą w łasnością autora. Chciałem zaznaczyć, podnieść
to tło, tyle wdzięku nadające baśni, w spraw ozdaniach z p rz e d sta ­
wienia w teatrze lwowskim zupełnie pom ijane, niezrozum iane.
Drugie słówko o sam em tłóm aczeniu — w ogóle doskonałem .
Razi w niem tylko w gw arze czarow nicy błąd jed en i to ważny,
m ianowicie przyczepianie dowolne owego znam iennego Jc gdziekolwiek
na końcu wyrazu, kiedyż to przecie należy się ono tylko pierwszej osobie
czasownika w miejscu staropolskiego cli, wym aw ianego w T atrach
jak к — np. robiłefc = robiłecA; mówiłe/c = mówiłec/г, albo np. dobrze-/r zrobił = dobrze-с/г zrobił; dobrze-A mówił = dobrze-cA mówił.
Co zaś do gry sam ej, to kiedyż doczekam y się u artystów zro­
zum ienia dla wym aw iania ludowego czyli t. zw. m azurow ania ? ! Toż
to razi uszy, po prostu przedrzeźnia wymowę ludow ą, która nie jest
tak sobie dowolna, przypadkowa, ale stała, upraw idłow ana. A rtystom
grającym wydaje się, że każde a koniecznie m usi brzm ieć w n a rz e ­
czu ludowem jak o, naw et jak ó czy u !

¡Dr. St. Eljasz Radzikowski.
Do artykułu o przysiędze kobiety ciężarnej u Żydów. (III.,
str, 180). Szanowny P anie ! Przyznam się, że w swojej dziesięciole­
tniej praktyce nie widziałem wypadku, żeby izraelitka w ciąży nie
chciała, albo nie m iała praw a składać przysięgi. Przed sądem ducho­
wnym izraelskim świadkowie nie przysięgają, tylko jedna ze stro n ,
na k tó rą rabin składa ten obow iązek: stronam i zaś kobiety tylko

— 443 w wyłącznych w ypadkach byó mogą, bo zwykle za nich w ystępują
mężowie lub krew ni.
Co się tyczy przysięgi w sądzie ogólnym, to w Rossyi izraelici
nie przyw ięzują wielkiej wagi do takiej przysięgi, albowiem dla iz ra ­
elitów jest ona ułożona inaczej, jak dla w szystkich innych wyznań.
F o rm a tej przysięgi uw łacza godności własnej izraelitów : podczas
kiedy inni przysięgają, że wypowiedzą przed sądem całą prawdę,
izraelici przysięgają, że zeznają (nie przed sądem ) ale: pieried naczalstwom po wiedomiju i zmysłu priwodiaszczych k' prisjagie t. j. dla
izraelitów sąd jest naczelstw em i w dodatku nieomylnym. W ięcej w tej
kw estyi nic dodać nie mogę.
Pozostaję z uszanowaniem

" N. Fr.

Święcenie wieńców zbożowych. Przed 14 laty panow ał w Siedl­
cach zwyczaj św ięcenia wieńców zbożowych na Matkę Boską zielną,
lecz zwyczaj ten z powodów niżej podanych ju ż ustał. — W ieniec
taki albo we d w o rz e, albo u którego m ajętniejszego gospodarza we
wsi dziewuchy z parobkam i przy śpiewie i świetle, tydzień naprzód
po nocach wiły ze sam ych kłosów pszenicy dorodnej, czy to w ąsatki
czy to gółki. W ąsatka m iała pierw szeństw o. W ieniec taki m iał kształt
wielkiej półkuli i umocowany był albo na dużej podstaw ce drew nia­
nej, albo na noszach, (jak półkula o średnicy 0'80 — 0'90 m.) Ozda­
biano go wstążkam i różnobarw nem i i obrazkam i. Dwie pary a cza­
sem 3 pary dziewcząt, na biało ubranych, i tyluż chłopców asysto­
wało przy wieńcu takowym. D ziew częta z wieńcem usadow iły się
na jednej furze w zieleń przybraną a chłopcy z m uzyką na drugą
i tak wśród śpiewu wesołego przyjeżdżali przed kościół. Czasem
u tej fury, na której był wieniec z dziew czętam i, były 2 pary koni
zaprzęgnięte i we w stążki ubrane. D ziew częta niosły wieniec z wozu
do kościoła do pośw ięcenia a po nabożeństw ie wieziono go wśród
muzyki i śpiewu do domu, gdzie go gospodarzow i wśród przem ow y
oddaw ały dziew częta a gospodarz dziękując za niego, kazał wyprawić
ucztę i grać grajkom do nocy.
D ziew częta i chłopcy powinni byli się m oralnie prow adzić. Lecz
z czasem do zw yczaju tego w kradały się także tu i ówdzie nadużycia,
bo zdarzało się, że wijąc młodzież po nocach wieniec, piła, bitki wy­
p raw iała a czasem się niem oralnie zachowywała i pożar w skutek nie­
ostrożności pow staw ał. Gdy brakło do wieńca pszenicy, albo jeżeli
gospodarz niepozw olił już dalej obżynać snopki z kłosów, wtedy
kradziono na polu obcem. Z tego skargi do wójtów, do księdza, by
wieńców takich nie święcił. Ksiądz proboszcz po w yłuszczeniu pow o­
dów zapow iedział, że od tego czasu wieńców święcić nie będzie,
więc zwyczaj ten już od lat 10 ustał. W parafii Mogilno K rw ilow a
jeszcze istnieje.
Dodać muszę, że kłosy z owego w ieńca m łócono oddzielnie
i przechowano do siania ziarno, które zasiew ano na osobnym kaw ałku
gruntu, a że było doborowe, więc wydawało zawsze lepszy plon, niż
inne.

Aleksander Koch
nauczyciel w Siedlcach.

_

444 —

W u n iw ersy te cie kijow skim na tem at, proponow any przez W y­
dział historyczno-filologiezny p. t. B u s s k i j e s w a d i e b n y j e p i e ś ­
n i i o b r i a d y , otrzym ał oprócz nagrody im ienia M. I. Pirogow a
także m edal zloty, akadem ik V II. sem estru W łodzim ierz A n d re jew.
P rac a zaopatrzona była godłem : O pieśni gm inna! Ty stoisz na straży
narodowego pam iątek kościoła, wypisana po rosyjsku. A utor rozpo­
czyna od uwag o m etodzie badania w esela rosyjskiego, podaje źródła,
zastanaw ia się nad główniejszemi z nich, daje przegląd faktów, wy­
jaśniających zasadniczy typ i główne m om enty rosyjskiego wesela, m o­
tywy literackie pieśni obrzędowych i mówi wszędzie o ich form ie
artystycznej. Niezależnie od danego m ateryału, użytego przez autora,
robi on porów nanie między weselem wielkoruskiem, m ałoruskiem i b ialoruskiem .

Fr. 1Ì-G.
S ^ rb

ROZBIORY i SPRAWOZDANIA.
K. S t r e k e l j , Slovenské národne pesmi. Izdala in založila Slo­
venska Matica. V Ljubljani 1895— 97. Snopie I. II. III. (Słowieńskie pie­
śni ludowe. W ydała swoim nakładem Matica Słowieńska. W Lublanie 1895
do 1897. Zeszyt I. II. III.)
Kiedy pod wpływem romantyzmu wszędzie rzucono się do zbierania
pieśni ludowych, uczynili to i Słoweńcy. Zbieraczy znalazło się dużo, mię­
dzy nimi nawet polski emigrant Korytko, który się schronił na ziemię słowieńską. Nie wszyscy jednak umieli je zbierać; jak się to wszędzie zdarzało
początkowo, zmieniali zbieracze pieśni często dowolnie ich tekst, mało uwzglę­
dniali dyalektyczne właściwości językowe, nie postępowali wogóle dość n a ­
ukowo, aby ogłaszane przez nich pieśni mogły służyć za podstawę badań czy
to językowych, czy porównawczych w dziedzinie poezyi ludowej. Późniejsi
badacze postępowali już racyonalniej. Zbiory ich stały się jednak z czasem
rzadkościami bibliograficznemi, inne pozostały nawet w rękopisach, z innych
ogłoszono pojedyncze pieśni w różnych czasopismach. W szystkie te pieśni,
dawniej zebrane i wydane lub w rękopisach spoczywające, wydaje obecnie
p. Strekelj, profesor nadzwyczajny języka i literatury słowieńskiej w Grodźcu.
Wyszły dotąd trzy zeszyty, zawierające 629 pieśni. Mają wyjść, jak z pros­
pektu wnosić można, jeszcze dwa zeszyty. W ostatnim ma być zawarta roz­
prawa wydawcy o poezyi ludowej słowieńskiej. Prawie wszystkie pieśni, ob­
jęte wydaniem tem, są już dawniej znane, a przynajmniej przez innych ze­
brane. Oryginalnych, przez siebie zebranych, będących zresztą tylko waryantam i innych, podaje p. Strekelj tylko sześć: Nr. 304, 385, 476, 558,
602 i 609. Odróżniają się od innych tem, że autor użył w nich nieco zmie­
nionej pisowni, aby dokładnie oddać wymowę ludową pojedynczych głosów.
Pieśni sięgających treścią swą w daleką przeszłość jest w zbiorze tym
bardzo mało. Taką jest pieśń 60, w której zachodzi wzmianka o kobie­
tach wojujących, co przypomina starożytne amazonki, kilka pieśni, opowia­
dających o bohaterach, grających przed piekłem i graniem wydobywający^
krewnych stamtąd, którzy jednakże równocześnie przemówiwszy, muszą do

— 445 —
dawnego miejsca powrócić. S | to remiaiscencye Orfeusza idącego do Hadesu
po żouę, i pieśni 6 2 6 —629, w^których młody rycerz (lub św. Jerzy) ratuje
dziewicę przed potworem woduym, co wskazuje na starożytnego Perseusza,
ratującego tak samo przed podobnym potworem Andromedę. Pieśni te są
już jednak tak zmodernizowane, że tylko fabułą swą, a nie nazwami lub kolo­
rytem przypominają pochodzenie dawniejsze.
Dla nas Polaków są także zajmujące pieśni 22, 23 i 35. Pierwsze
dwie wspominają Sobieskiego jako oswobodziciela Wiednia, ostatnia opowiada
0 jakiejś królowej polskiej, która dla zdobycia swego kochanka prowadzi
z Wenecyanami wojnę. Wyraz „polski“ ma tu jednak znaczenie „obcy, z in­
nych krajów dalekich pochodzący“ , o czem świadczy waryant tej pieśni,
nr. 36, gdzie zamiast „królowa polska“ powiedziano „królowa hiszpańska“ .
Inne pieśni historyczne odnoszą się głównie do walk z Turkami, którzy po
zajęciu Belgradu byli niedalekimi sąsiadami Słowieńców.
Co się tyczy sposobu wydania pieśni ludowych przez p. prof. Streklja'
przyznać należy, że jest zupełnie naukowy. Wydawca podaję przy każdej
pieśni waryanty jej z iunych okolic, zachowuje brzmienie pierwotne, a przy­
najmniej najlepiej zapisane pieśni, podaje wszędzie z czyich ust pochodzi,
kto ją zapisał lub drukiem ogłosił, skąd czerpał, zatrzymując przytem wszę­
dzie właściwości dyalektyczne, tak iż wydania obecnego można naukowo
używać czy to do badań językowych, czy folklorystycznych. Jedyną może wadą
jego jest, że tylko przy małej liczbie pieśni, bo przy 22, są podane nuty,
głównie podług zapisów Stanka W raża. Nie zbywało wprawdzie wydawcy na
chęci podania nut więcej p ieśn i, uważał jednak wobec niepewnych i nader
szczupłych wiadomości w tym względzie za rzecz odpowiedniejszą, nie po­
dawać nut wcale tam, gdzie nie można było autentyczności śpiewu stw ier­
dzić. Wydanie p. prcf Streklja będzie pożądanym przyczynkiem do pozna­
nia poezyi ludowej słowiańskiej
Ľ r. J. LęciejewskL
Dr. A. Radié : Osnova za sabiraúc i proučavane gradźe o národnom
životu. U Zagrebu 1897.
Akademia zagrzebska wydaje między innemi licznemi publikacyami
także : „Zborník za narodni život í običaje“ (Archiwum dla życia i obycza­
jów ludowych południowych Słowian). W artykułach przesyłanych jej do
publikacyi nie podawano często materyalu dokładnie i systematycznie. Aby
więc zbieraczom objawów życia ludowego ułatwić ich zadanie, a zarazem
spowodować dokładność w szczegółach, wydał Dr. Antoni Radić powyższy
podręcznik: „Wskazówka do zbierania i opracowywania materyału o życiu
ludowem“. Wskazówka ta je s t bardzo dokładna i wchodzi we wszystkie szcze­
góły życia ludowego. Ma następujące działy: I. Przyroda otaczająca czło­
wieka (K raj i miejęce, góry i wody, nazwy miejsc, powietrze i tem peratura1
gleba, rośliny, zwierzęta) II. Antropologia ludu (ogólna, szczególna) I I I J ę ­
zyk (narzecze, wymowa i akcent, wyrazy). ІУ . Życiowe potrzeby (sioło i okolica, dom i podwórze, budynki poza podwórzem, żywność i sprzęty, odzież
1 obuwie, strój i fryzura, opał i oświetlenie, palenie tytoniu, leki, niszczenie
zwierząt i robactwa). V. Narzędzia i ich używanie (łowieckie, rolnicze, rze­
mieślnicze, woźnicze, domowe). Z tem łączy się zajęcie ludu w domu i poza
domem, którego najrozmaitsze rodzaje „Wskazówka“ uwzględnia. YI. Życie
familijne i społeczne, przyczem najróżniejsze stosunki od kolebki do grobu
są wyliczone (Życie w zadrudze, w drużynie, w rodzinie, z sąsiadami, lata
niemowlęce, młodzieńcze, małżeństwo, starcy, życie rzemieślników i kup­



446



ców, grajków i sierot, sług, żebraków, cyganów, panów, chorych, złoczyń­
ców, pijaków ; religia, szkoła). VII. Stosunki prawne, V III. Obyczaje (co­
dzienne, doroczne, obyczaje przy narodzeniu, żenieniu się i śmierci) IX . Z a­
bawy, X. Poezya, X I. Wierzenia, X II. W iedza i zapatrywania. Podział ten,
podany tu w ogólnym zarysie, rozprowadzony jest we „Wskazówce“ bardzo
szczegółowo i umiejętnie, że wyczerpuje wszystko, cokolwiek wchodzi w za­
kres ludoznawstwa. Dodany jest także praktyczny sposób zbierania materyału folklorystycznego, a w końcu dla zrozumienia rzeczy zaopatrzona jest
jeszcze książka w szereg uwag, wyjaśniających postępowanie przy zbieraniu
materyałów pojedyńczyeh działów. „Osnowa (W skazówka)“ ta robi wrażenie
wielkiej znajomości życia ludowego i może oddać zajmującym się folklory­
styką wielkie usługi. Przy układaniu polskiej takiej wskazówki zasługuje na
uwzględnienie.

Dr. J. Leciejeivski.
A ten eu m . Warszawa 1897.

Podając sprawozdanie czasopisma tego
za rok 1897, będę pisał tylko o tych pracach, które pozostają w związku
ścisłym z łudoznawstwem. Pierwsze dwa tomy tego rocznika wyszły pod redakcyą uprzednią, 2 zaś pozostałe już pod kierunkiem nowej redakcyi.
Uprzednio redaktorem i kierownikiem głównym był Dr. P iotr Chmielowski,
powszechnie znany i ceniony uczony i literat; pod jego redakcyą pismo
było ściśle naukowem i literacko-społeczuem, dziś zmieniło ono swój kie­
runek, przybierając barwę wybitnie ugodową; redaktorem jego został p.
Wydżga.
Tom pierwszy zawiera wspomnienie pośmiertne o prof. Pawińskim,
skreślone serdecznie a wysoko podnoszące jego niezmordowaną pracowitość
i zasługi, oraz umieszczono pracę p. t. „Zpowodu artykułu A. Pawińskiego
o odpowiedzi“, zawierającą nader cenne wskazówki historyczne. Dotyczą one
prawa zwyczajowego ludu polskiego, a udowodniają stanowczo, że jeszcze
w XVI wieku przeżytki ustroju rodowego ojcowskiego były pełne życia.
Autor dowodzi, że t. z. odpowiedź była znaną nietylko szlachcie, ale i wło­
ścianom, podaje tu opis aktów odpowiednich. .Rękopis zachowuje się w a r­
chiwum kapituły krakowskiej, a dotyczy spraw, toczących się w dobrach
pabianickich w województwie Sieradzkiem, stanowiących własność tejże kapi­
tuły. Z tych wyroków widać, że wśród ludu istniały też zwyczaje podobne,
co i u szlachty, a i sądy wiejskie stosowały się też w praktyce do nich.
Przytaczam tu jeden w yrok,. dotyczący wsi Ślądkowice : „Robotni Maciej
Thokarz skarzel na Grzegorza Wuya, Isz u thego Wuya w ręku szyna
thego Thokarza Sobestiana zabitho. A:z pewnęm śwyadectwęm y lyudzmy
dobrimi wyary godnymy niewynnem szie bydz then Wuy pokazał Thedy Ich
Mcz wolnim tego Wuya uczinicz y wyeczne mylczenie nakazacz raczeły.
A izebi w pokoyu ssobą mieskaly Thedy zaklad między nymy grzywien
dziessięcz zalozicz raczely.“
Kwestya form prawnych „odpowiedzi“ włościańskich nie jest dotąd
wyjaśnioną ściśle np. nie wiemy, czy istniały jakiebądź prawne formy zwy­
czajowe, czy też nie? „Nie wiemy też, czy bywały wypadki odpowiednie ze
strony włościanina mieszczaninowi i szlachcicowi, i odwrotnie“ — mówi
autor. W każdym razie sądy wiejskie w razach wygłoszenia „odpowiedzi“
żądały złożenia radium lub groziły grzywnami, których wysokość była różna.
W tymże tomie umieszczono drugą pracę, która nadaje się do omó­
wienia w „Ludzie“, jestto „ewolucya k ary “ . Autor, dr. Juliusz Makarewicz

— 447 omawia powstanie i rozwój kary na tle etnograficznego rozwoju, uwzglę­
dniając najnowsze badania w tym kierunku. Wszakże praca ta nie wyróżnia
się jasnością i trafnością poglądów. Inne prace, umieszczone w tym tomie
posiadają, wogóle znaczenie i, przynajmniej niektóre, są ważne, ale nie wspo­
minam o nich, bo nie pozostają one w żadnym związku ściślejszym z ludoznawstwem.
Z drugiego tomu należy wymienić tylko 2 prace: „Nowa teorya socyologiczna prof. dr. Muckego“ (przez dr. K. Gorzyckiego) i „M adagaskar“
(I. Radlińskiego). O pierwszej nie będę pisał, albowiem jestto odczyt wy­
głoszony na miesięcznem naukowem zebraniu Towarzystwa ludoznawczego,
zatem znany niektórym czytelnikom „Lndu“. Nadmieniam, iż redakcya „A te­
neum“ zrobiła osobną odbitkę, która znalazła przychylne przyjęcie w pra­
sie warszawskiej. P raca p. Radlińskiego - - to kilka kartek z dziejów kolonizacyi tej wyspy, w której wspomina się o naszym ziomku Beniowskim ;
dalej autor podaje geograficzno-etnograficzny opis tej krainy i omawia przy­
szłe widoki kolonizacyi francuskiej, której wróży zupełne niepowodzenie.
W tomie trzecim w zeszycie lipcowym umieszczona jest króciutka, ale
bardzo ciekawa praca p. t. „Odcyfrowanie napisów runicznych orchońskich
i jenisejskich przez Thomsena“ (Erazma Majewskiego). Oddawna były zna­
ne t. z. runy syberyjskie, t, j. tajemnicze znaki, jakby napisy, spotykane tu,
i owdzie na skałach, zwłaszcza nad rzekami ; wszelkie próby ich odczytania
aż do ostatnich czasów nie powiodły się. Zagadkę tę dopiero rozwiązał prof,
duński Thomsen na zasadzie materyałów zebranych i dostarczonych przez
pp. Jadryncewa, H eikeľa i Radłowa. W r. 1889 Jadryncew zwrócił uwagę
na napisy, znajdujące się na pomnikach w dolinie Orchonu w okolicy da­
wnych miast Karakorum i Kara Bałgasun. W rok potem bada te napisy
Heikel, uczony fiński, a w roku następnym p. Radłów; ich badania dostar­
czyły materyałów, które pozwoliły uczonemu duńskiemu zrobić to ważne od­
krycie. Autor, p. Erazm Majewski, w swej pracy zaznajamia nas z tem od­
kryciem na zasadzie pracy prof. Thomsen’a p. t. „Déchiffrement des inseriptions de l’Orkhon et de l’Jeniss’ei“. W edle autora badacz oparł swe ro z u ­
mowania na podstawach następnych : na dwóch tych pomnikach, a na trzech
płaszczyznach były umieszczone napisy alfabetem nieznanym, na czwartej
zaś był napis chiński, który odczytano dokładnie; jego treść wyjaśniła zna­
czenie tych pomników. Ta okoliczność dała klucz pewien do odcyfrowania
napisów podobnych, znanych od bardzo dawna; nowa próba udała się. Natu­
ralnie — dość będzie wykazać czytelnikom „L udu“ tylko główną podstawę,
która doprowadziła Thomsen’a do jego odkrycia pomijając wszelkie szcze­
góły. Thomsen wykrył porządek wyrazów w napisach, porównanie poszcze­
gólnych ich liter wraz z dokładną znajomością języka wykryło kształty
przypuszczalne niektórych liter alfabetu; gdy te przypuszczenia sprawdziły
się, wówczas posunięto się o krok dalej: zaczęto odczytywać wyrazy po­
szczególne. Imiona własne, spotkane w napisie chińskim ułatwiły to zadanie.....
Po odcyfrowaniu wyrazów poszczególnych udało się odcyfrować zdanie, po­
tem zaś powoli cały napis.
To odkrycie posiada znaczenie poważne, albowiem prawdopobnie rzuci
tyle światła na dzieje kultury w Azyi, ile rzuciły odkrycia um ieję­
tności odczytywania hieroglifów egipskich i pisma klinowego ; słusznie tedy
autor przyrównywa odkrycie Thomsen’a do odkrycia Ghampollion’a (str. 152 do
157).

-

448 —

W zeszycie sierpniowym, należącym do tomu III, umieszczono kilka
artykułów, o których tu należy zrobić wzmiankę. „Z piątej części św iata“
jest streszczeniem pracy Leroy-Beaulieu p. t. „L’Australie et la nouvelle
Zelande — Les expériences sociales — Le féminisme“, umieszczonej
w „Revue des deux mondes“. Jestto opis nowych a oryginalnych warunków
życia społecznego na południowej półkuli oraz śmiałych planów na przy­
szłość i reform gruntownych. Pogląd autora to pogląd mieszczańskiego rad y k a­
lizmu francuskiego; z tego punktu widzenia zapatruje się on też na ró ­
wnouprawnienie kobiet w Nowej-Zelandyi.
Oprócz tej pracy w tym zeszycie zamieszczone są dwie inne : „Szkoły
parafialne w Polsce“ i „Ukraina ХУІ w. w świetle badań Al. Jabłonowskie­
go“, mające związek pośredni z ludoznawstwem, albowiem dostarczają sporo
materyałów do dziejów kultury. Są to sprawozdania z pracy dr. A. Karbowiaka p. t. „Szkoły parafialne w Polsce w XIII i XIV w.“ oraz sprawo­
zdanie uogólnione z tych tomów „Źródeł dziejowych“, wydawanych przez
Pawińskiego i p. Jabłonowskiego, poświęconysh geograficzno-statystyeznemu
opisowi Ukrainy i wogóle Rusi polskiej. Sprawozdanie podnosi i ocenia bar­
dzo wysoko zasługi p. Jabłonowskiego, który wyłącznie badał Ruś i U k ra­
inę oraz rozpowszechnia i popularyzuje wiadomości o stanie tych krajów
w w. XVI, obalając dużo poglądów bardzo rozpowszechnionych, a tenden­
cyjnie sfałszowanych przez historyków kijowskich, dobrze znanego au to ra­
mentu.
W tym też zeszycie umieszczono początek studyum p. Kazimierza
K rauza p. t. „Prawo retrospekcyi“, które zostało ukończonem w zeszycie
następnym. Jestto praca sumienna; p. Krauz mieszka stale w Paryżu, tam
też zostało napisane to studyum, co też poniekąd tłómaczy jego niektóre
rysy.
W zeszycie wrześniowym umieszczono pracę p. Neumannowej p. t.
„Egipt i Sudan“, zawierającą nieco ciekawych szczegółów z etnografii i hi­
story! kraju z nad Nilu ; są tu też wspomnienia osobiste, nader charakte­
rystyczne, a niepozbawione znaczenia szerszego.
Z czwartego tomu omówię tylko „Czynniki rozwoju“ p. Krzywickiego,
„Felibry i felibryzm“ p. W arskiego i „Odrębność etniczna i cywilizacya“
p. Daniłowicza-Strzelbickiego, bo te tylko prace pozostają w związku z lu­
doznawstwem w szerszem znaczeniu tego wyrazu. P . Krzywicki omawia zna­
czenie społeczne walki o byt i ostro krytykuje przekład niemiecki pracy
Beniamina Kidda p. t. „Social Evolution“, który (przekład) znany biolog
niemiecki Weissmann zaopatrzył w przedmowę nader charakterystyczną. P ra ­
ca p. Kidda — to dowód bankructwa umysłowego wyższych warstw mie­
szczańskich, niegdyś tak wolnomyślnych, które dziś w obawie współczesnego,
potężnego ruchu ludowego zaczynają szukać opieki i ochrony pod skrzy­
dłami autorytetu czynników konserwatywnych. Stosownie do ducha czasu
poglądy swoje starają się one oprzeć na podstawach wiedzy ścisłej, m iano­
wicie wywodów biologicznych, które jakoby obracają w niwecz wielkie za­
sady wolności, równości i braterstwa. Profesor Weissmann te poglądy po­
piera dowodami biologicznymi jakoby dowodzącymi, że połowa rodu ludz­
kiego, mianowicie kobiety, nie ma praw żadnych, krom obowiązków podtrzy­
mywania gatunku. Tym panom p. Krzywicki daje ostrą i należytą odprawę.
Kwestyi społecznej poświęcił też p. Daniłowicz-Strzelbicki swoje stu ­
dyum p. t. „Odrębność etniczna i cywilizacya“, w którem rozważa warunki

_

449 —

rozwoju przyszłego typu antropologicznego rasy białej. Jestto praca, którą,
albo trzeba omawiać szeroko, albo tylko podkreślić jej pojawienie sig, by
czytelnicy zwrócili na nią uwagę; na pierwsze miejsca w „Ludzie“ niema,
zrobiłem więc drugie.
„Felibry i felibryzm“ omawia ruch ludowy w południowej Francyi,
połączony z wybitnym ruchem literackim wskrzeszenia i odrodzenia lite ra ­
tury prowansalskiej, którego głównym bohaterem jest p. M istral; studyum
to nader ciekawe, a pouczające pod bardzo wielu względami. Okazuje się,
że osławiona jedność narodowościowo-francuska — to do pewnego stopnia
urojenie ; nie są też uzasadnionemi te obawy, które łączą ów ruch z wstecznictwem legitymistycznem.
J a n W ito r t.
K. Kautsky: E ntstehung der Ehe und der Fam ilie. Powyższy
utwór, mimo sporej ilości naukowych komentarzy, cechuje się wielką jasno­
ścią wywodów i pełnem uwidocznieniem przewodniej idei. Podług autora,
który rozpatruje nietylko życie pierwotnych ludów, lecz i małp, pierwszą
formą małżeństwa nie jest wspólność żon, lecz jednożeństwo skutkiem b a r­
dzo prostej przyczyny : w pierwotnem społeczeństwie mężczyzna i kobieta,
wbrew rozpowszechnionemu zdaniu, byli najzupełniej równoprawni. Ten ide­
alny, swobodny i towarzyski związek małżeński, zawarty nie na zawsze,
lecz dopóki „serce miłością p ała“, istniał już w przedhistorycznej epoce,
a obecnio jeszcze zachował się u buszmenów i innych ludów ; on rozwinął się
dwojaką drogą: u ludów,gdzie mężczyźni zajmują pierwsze miejsce, doprowadził
do poligamii, u innych, gdzie góruje kobieta, do poliandryi. Zanim owa forma
małżeństwa przeistoczyła się w patryarehalną, musiała ona przejść dwie
fazy przejściowe, stać się najpierw „Raubehe“, poczem „K aufehe"; tylko
przy tej ostatniej formie mógł się pojawić „czysty i moralny wzgląd na
kobietę“, a z rozwojem rodziny zjawia się miłość i przywiązanie rodziców
do swych dzieci. Te uczucia zupełnie nie istniały w uprzednich etapach ro ­
zwoju form małżeńskich.
Tak rozpatruje autor ewolucyę rodziny i małżeństwa i jeżeli pominie­
my kilka nasuwających się w tekście wątpliwości, a uwzględnimy nadto ścisłą
logikę jego wywodów, to otrzymamy wrażenie pełne i całkowite.

I i . K a s p e r o w ic z .

Gr. Simmel : Zur Sociologie der R eligion (Neue Beutsehe
Rundschau. 1898. Nr. 2 .) . Badania socyologiczne prowadzą się obecnie
na wielką skalę. W iele wybitnych umysłów na Zachodzie zajmuje się społe­
czeństwem, jego rozwojem i rozmaitymi czynnikami, odgrywającymi tę lub
inną rolę w postępowym rozwoju ludzkości. Skutkiem tego powstało wiele
nadzwyczaj ciekawych wywodów i rozumowań, osnutych na tle pozytywnej
i naukowej krytyki etno-socyologicznych matoryałów, żmudną i mozolną pracą
uzbieranych. Należy tu wskazać na dociekania w kwesty i „Socyologii religii“
prof, Simmela, nader utalentowanego autora szeregu prac z dziedziny nauk
społecznych.
Postaramy się dać na tem miejscu chociażby urywkową, pobieżną chara­
kterystykę poglądów autora na kwestyę do dziś dnia sporną i gruntownie
nie zgłębioną, przedstawiającą więc „żywy interes“ .
Prof. Simmel rozpatruje treść i pochodzenie religii z nader oryginal­
nego punktu widzenia. On bada ją z zupełnie nowej strony i daje bardzo
dowcipną odpowiedź. Pochodzenie religii, jej początków należy szukać nie
w t. zw. pierwotnej religii i wogóle nie w zakresie jakiejbądź religii, lecz

-

450 -

w l u d z k i c h s t o s u n k a c h , nic wspólnego z religią niemających. „Reli­
gia zanim stanie się religią“ (Die Religion bevor die Religion ist), jest
składowym elementem życia społecznego, przydającym mu specyalny odcień,
który można nazwać religijnym. Religia w ostatniem tego słowa znaczeniu
jest abstrakcyą, uogólnieniem religijnych elementów, napotykanych zbyt
często we wzajemnych stosunkach ludzi. Stając tylko na takim punkcie wi­
dzenia, możemy pojąć „Socyologię religii“, możemy zbadać gruntownie
i przyjść do względnie pewnych i trwałych rezultatów.
Autor szuka i znajduje fragmenty religii w stosunku dzieci do rodzi­
ców, entuzyasty patryoty do swej ojczyzny, entuzyasty kosmopolity do całego
społeczeństwa, w stosunkach podwładnego do swego zwierzchnika, pod
którego hypnotyczną władzą on żyje i myśli, działa i reflektuje, wreszcie
żołnierza do swej armii. Wszystkie te stosunki, mimo ich różnicy psycholo­
gicznej, charakteryzują się jednym ogólnym tonem religijnym. Tutaj atoli
widzimy religię w rozpierzchłej formie, istotna zaś religia jest deficencyacyą tych stosunków, a więc występuje w postaci abstrakcyi, oderwanej kategoryi uogólnień wolnych, konkretnych.
Istotę każdej religii autor widzi w „zależności i wzajemnem od­
działywaniu“. Bogowie wszystkich religii byli“ uosobieniem tych mianowi­
cie własności i cnót, których oni wymagali od ludzi“. Religia z psycholo­
gicznego punktu widzenia nie jest „rzeczą zupełnie skończoną, jakąś stałą
substancyą“, ona — to żywy proces, który mimo swej zmienności, rozwija się
samodzielnie każdą razą tak, że treść jej łączy się zawsze z uczuciem, k tó ­
rego rozwój przydaje tylko tej treści nową formę podobnie, ja k nowe
cząstki wcdy dają zawsze te same kolory tenczy. W tern zawiera się siła,
moc i kierunek religii.
H . K a s p e r o w ic z .

SPRAWY

TOWARZYSTWA.

I. Posiedzenie Zarządu.
P i ą t e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u T o w. o d b y ł o s i ę d n i a 4. L i ­
s t o p a d a b. r. Obecni pp. Bal, prof. Dr. Dybowski, Gawroński-Rawita,
Dr. Gorzycki, Ihnatowicz, Dr. Krček i prof. Dr. Kolessa.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1. Prezes Tow. doniósł, że w myśl poprzedniej uchwały Zarządu, prezydyum Tow. prowadzi układy z Centralnym Komitetem w Wiedniu w sp ra ­
wie wzięcia udziału ze strony Tow. we wystawie paryzkiej r. 1900 i że
na uroczystości Palacky’ego reprezentował on Towarzystwo.
2. Przyjęto 17 nowych członków, natomiast wykreślono 4 z powodu
niezapłacenia wkładek.
3. Kwestyonaryusz o żywieniu się ludu wiejskiego w Galicyi, ułożony
przez p. ß . Koskowskiego oddano do zreferowania komisyi kwestyonaryuszowej.
4. Sprawę wydania następnego zeszytu „Pieśni nabożnych“ oddano
prezydyum Towarzystwa.

~ 451 5. Uchwalono — nie uwzględnić prośby Dyrekcyi Biblioteki uniw.
we Lwowie o włączenie do Biblioteki uniw. książek i czasopism z biblioteki
Towarzystwa.
6. Skarbnik Towarzystwa przedstawił stan kasy. Obecnie rozporządza
kasa Tow. funduszem 254 zł. 75 ct. w. a. (bez subwencyi).

II. S p raw o zd an ie oddziałów.
II. posiedzenie Oddziału Towarzystwa ludoznawczego w Wieliczce
odbyło się dnia 1 maja 1898 r. o godzinie 11 przed południem pod prze­
wodnictwem Pana Seweryna Udzieli. Obecni pp. Stanisław Czerski, Maksy­
milian Guńkiewicz, Władysław Koch, Józef Kownacki, Wojciech Ozga,
Marcin Rembacz i Bolesław Tync.
Odczytano i przyjęto protokół spisany na poprzedniem zgromadzeniu
członków z dnia 5 kwietnia 1898 r.
Przewodniczący zgłasza nowych członków, którzy przystąpili do Towa­
rzystwa ludoznawczego a mianowicie pp: Wawrzyniec Kosiba nauczyciel
z Prokocima, Maksymilian Guńkiewicz nauczyciel z Rybitw i Bolesław Tync
nauczyciel kierujący z Bieżanowa.
Następnie p. Marcin Rembacz odczytał kilkadziesiąt środków leczniczych,
zebranych między ludem wiejskim w powiecie wielickim i oświadczył, że
staraniem jego będzie zebrać jak najwięcej środków ludowych celem zużyt­
kowania ich w organie Towarzystwa.
Przewodniczący odczytał zajmującą pracę pt. „Podania o pierwotnych
mieszkańcach kraju“ i drugą „Napisy na belkach środkowych w izbach ludu
krakowskiego", zachęcając członków do zbierania napisów tego rodzaju.
W końcu uchwalono następne posiedzenie Wydziału odbyć w dniu
28 maja b. r. o godzinie 5 po południu.
Na tem posiedzenie zakończono.
Sekretarz :

Przewodniczący :

M a r c in R e m b a c z ,

S e w e r y n U d z ie la ,

III. posiedzenie Oddziału Towarzystwa ludoznawczego w Wieliczce
odbyło się w dniu 28 maja o godzinie 5 po południu pod przewodnictwem
Seweryna Udzieli. Obecni pp. : Władysław Koch, Józef Kownacki, Wojciech
Ozga i Marcin Rembacz.
Odczytano i przyjęto protokół z poprzedniego posiedzenia członków
Wydziału Towarzystwa z dnia 1. maja b. r.
Przewodniczący zgłasza na członka Towarzystwa Feliksa Taroniego
nauczyciela z Gaja.
Następnie Przewodniczący przedstawił 12 wzorów ozdobnych pasów,
jakich używa lud w okolicy Krakowa. Przy tem odczytał zajmujący opis
tych pasów, w których wykazał miejsca wyrobu, ich wartość itp. szczegóły.
W końcu uchwalono najbliższe posiedzenie Wydziału odbyć 19 czerwca
b. r. przed południem.
Na tem posiedzenie zakończono.
S e w e r y n U d z ie la .



452 —

IV. posiedzenie Oddziału Towarzystwa ludoznawczego w Wieliczce
odbyło się w dniu 19 czerwca 1898 r. o godzinie 11 przed południem pod
przewodnictwem Seweryna Udzieli. Obecni pp. 'Stanisław Czerski, Wojciech
Ozga i Marcin Rembacz.
Odczytano i przyjęto protokół z poprzedniego posiedzenia członków
Wydziału Towarzystwa z dnia 28 maja b. r.
Przewodniczący odczytał trojakiego rodzaju wiersze, które określił,
nadając im „Wiejscy rymotwórcy“.
W iersze te składają się z trzech oddzielnych utworów a mianowicie:
a ) L ist pisany wierszem a przeplatany prozą z Krakowa przez Piotra
Zięcika żołnierza do swojej żony, w którym objawia tęsknotę za domem
rodzinnym i przestrzega żonę, aby mu dochowała wierności.
ó) Kolenda humorystyczna, napisana wierszem przez dewotkę na cześć
konia Śzawła umieszczonego w wielkim ołtarzu u XX. Misyonarzy w Krakowie.
c) Powinszowanie napisane przez wiejskiego pisarza w imieniu gminy
Grzechyni z okazyi imienin nauczyciela.
Ńa tern posiedzenie zakończono
Sekretarz :

Prezes :

M a r c in R e m b a c z .

S e w e r y n U d z ie la .

V. posiedzenie Oddziału Towarzystwa ludoznawczego w Wieliczce
odbyło się w dniu 9 października 1898 o godzinie 11 przed południem
pod przewodnictwem Seweryna Udzieli. Obecni pp. Stanisław Czerski, W ła­
dysław Koch, Józef Kownacki, Marcin Rembacz — a jako gość Ludwik
Młynek prezes Towarzystwa w Buczaczu.
Odczytano i przyjęto protokół z poprzedniego posiedzenia członków
Wydziału Towarzystwa w dr u 19 czerwca.
Do Towarzystwa zgłosko się dwóch członków a mianowicie : Kazimierz
Jodłowski, kierownik 4-klas. szkoły męskiej w Podgórzu i Kazim ierz Swiba
nauczyciel starszy przy tejże szkołę w Podgórzu,
P. M arcin Rembacz odczytał krótki przyczynek do ludoznawstwa
„O święceniu ziela“ w dzień Wniebowstąpienia Matki Boskiej tak zwanej
„Zielnej“. Przytem przedstawił zbiór naturalnych ziół, które lud nasz zwykle
święci w tym dniu uroczystym i podał zarazem ich mniemaną skuteczność
na rozmaite choroby a zwłaszcza u bydła — oraz przeciw piorunom, silnym
i zbyt gwałtownym wiatrom sprowadzającym deszcze ulewne, czarom i roz­
maitym nieszczęściom domowym.
Na tem posiedzenie zakończono.
Sekretarz :

Prezes :

M a r c in R e m b a c z ,

S e w e r y n U d z ie la .

III. Zgromadzenie miesięczne Towarzystwa..
P i ą t e Z r g o m a d z e n i e n a u k o w e T o w. odbyło się dnia 28. czerwcaNa porządku dziennym był odczyt p. dr. J. Leciejewskiego p. t. „ P i e r w i a s t k i
s t a r o ż y t n e w p i e ś n i a c h l u d o w y c h s ł o w i e ń s k i c h . W odczycie
tym starał się autor uwydatnić motywy, pochodzące z podań mytologicznych
greckich. Odnalazł ich trzy: opis 9. krajów bajecznych, podanie o Perseuszu

-

45В —

ratującym Andromedę, i podanie o Orfeuszu i Eurydyce. Opowiadania te
zostały w poezyi ludowej bardzo zmienione; wpłynęły na zmianę tę za­
patrywania religijne, stosunki społeczne, motywy innych podań i pieśni, tak
iż często trudno się domyślić pierwotnego wątku. Zasługą jest prelegenta;
że starał się wykazać, jak treść pierwotnie pogańska zmieniała się powli na
chrześcijańską, religijną, jak pojedyńcze szczegóły dawnego podania traciły
dawny charakter, przybieraniem lub zastępowaniem ich innymi, przemienieniem
nazw i miejsca. W ten sposób przedzierzgnął się Perseusz w św. Jerzego
a Andromeda w Małgorzatę, Orfeusz w króla (węgierskiego) Macieja, w św.
Tomasza, w jakiegoś króla dziewiątego, w św. Piotra, św. Antoniego, w Pana
Jezusa a nawet w Matkę Boską, Eurydyka zaś w żonę, matkę, rodzeństwo
ratującego lub też w dusze potrzebujące wybawienia wogóle. To wszystko
zostało zabarwione jeszcze kolorytam narodowym.
Oprócz tego starał się prelegent wykazać drogę, którą te podania
przyszły do Słowieńców. Pośredniczyły w rozszerzaniu się powyższych tematów
różne podania ustne i piśmienne wieków średnich, legendy i pisma apokry­
ficzne, które jużto w części, jużto całkowicie zmieniony m ateryał przyniosły
do Słowieńców. Do wyjaśnienia tej kwestyi przyczyniła się żywa dyskusya
po odczycie,w której zabiaerli głos pp. prof. Kalina, prof. Kołessa, Dr. Krček.

17. Wykaz darów na rzecz Towarzystwa.
50. Ks. Wład. Sarna dzieło swoje : Opis powiatu krośnieńskiego pod
względem geograflczno-historycznym. Przemyśl 1898.
51. L. Magierowski rozprawę sw ą: Trwanie życia w okolicy Jaćm ie­
rza, Część 2. Kraków.
52. Jan Karłowicz rozprawę swą : Gwara Kaszubska. Warszawa 1898.
53. J. W ito rt: A. E. Bogdanowicz: Pereżitki drewnjago mirosozercanija u Bółorussow. Grodno 1895.
54. E. Monseur swą rozprawę: Ľ Inde et ľ Occident. Bruxelles
1898.
55. J. Talko - Hryncewicz swą pracę: К antropologii Welikorossow.
Semejskije (Staroobradcy) zabajkałskije. Tomsk 1898.
56. Król. Accademia dei Lincei swe wydawnictwo : Rendiconti. Yol.
VII, zesz. 1 — 6. Roma 1898.
57. Ces. Ros. geograf. Towarzystwo Troieko ■Kiacht. Oddział swe Pro­
tokoły Nr. 6. z r. 1896, nr. 1. 2. 4. z r. 1897.
58. Jul. Jaw orski swe rozprawy: Südrussische Yampyre. Berlin 1898.
i Notizen zur Geschichte der Märchen und Schwänke 1898.
59. Hrvatsko starinsko Druztvo : Starohrvatska prosvjeta. roczn. IY
nr. 1. Knin 1898.
60. Hieron. Lopaciński swą pracę : Lucyan Malinowski. Wspomnienie
pośmiertne. W arszawa 1898.
61. Museálna slovenská společnost swe wydawnictwo. Piesne ľudu
slovenského. Sošit I. Sozbieral Št. Mišik. Turö. Sv. M artin 1898.
Do m u z y u m of i a r o wa l i :

1. Józei Schnaider. T artarów : Trembitę huculską.
2. Prof. J. Mazur, Buczacz: 50 sztuk pisanek z okolicyKołomyi i Sta­
nisławowa.

— 454 —
V. Stosunki Towarzystwa z innemi towarzystwami i redakcyami ¿ísm.
1. Towarzystwo: The Anthropological Society of Washington, które
posyła swój organ : The American Anthropologist.
2. Towarzystwo : The Manchester Geographical Society posyła swój
organ: The Journal of the Manchester Geographical Society. M anchester
3. Towarzystwo naukowe estońskie (Gelehrte Estnische Gesellsc:
posyła swój organ: Sitzungsberichte der Gelehrten Estn. Gesellschaft J u .j0
(Dorpat).
4. Król. saskie Towarzystwo nauk. (Königl. sächsische Gesellschaft
der Wissenschaften in Leipzig posyła swój organ : Berichte über die Ver­
handlungen der Kgl. sächs. Gesellsch. d. Wiss.
5. Königl. Gessellschaft der Wissenschaften zu Göttnigen розу1а; ;wój
organ : Nachrichten von der König!. Gesellsch, der Wiss. Göttingen.
6. Król. Towarzystwo geograf, w Brisbane w Australii (Royal Geogra­
phical Society of A ustralasia Quensland), które przysyła swoje wydawni­
ctwa.

VI. Spis nowych, członków.
365. Ks. Jan Głowacz, prob. Brzozowa p. Gromnik.
366. Guńkiewicz Maksymilian, naucz. Rybitwy p. Bieżanów.
367. Gustawicz Bronisław, prof, gimn. Kraków.
368. Iseppi Antoni, naucz. Kraków.
369. Jodłowski Kaźm. kierownik szkoły lud. w Podgórzu.
360. Kosiba Wawrzyniec, naucz Prokocim p. Podgórze.
371. Różycki Wład. kierownik szkoły lud. w Lipnikach p. Wiśniowa
koło Dobczyc.
272. Świba Kaźm naucz. Podgórze.
373. Taroni Feliks, naucz. Gaj p. Mogilany.
3 7 4 . Tync Bolesław, kierown. szkoły lud. Bieżanów.

{ S p r o s to w a n ie .
W zeszycie 3. t. IV. „Ludu“ p. L. Młynek w recenzyi „Ł u nadrabskiego“ J. Świętka napisał na str. 335 : „Tłómaczy się (t. j. a u to r). . .
opinią Komisyi antropologicznej Akademii krakowskiej, która postanowiła
w zasadzie nie drukować więcej pieśni, uznając „ ż e d a l s z e z b i e r a n i e
p i eś ni (mniej więcej w r ó ż n y c h o k o l i c a c h k r a j n i w o g ó l e
P o l s k i do s i e b i e p o d o b n y c h ) b y ł o b y b e z c e l o w e , s k o r o Kol ­
b e r g z e b r a ł i c h d o 16. 000 “ .
Twierdzenie to recenzenta uważam za swój obowiązek jako sekretarz
działu etnologicznego Komisyi antropologicznej sprostować jako sprzeczne
z istotnym stanem rzeczy. Uchwała odnośna Komisyi antropologicznej z dnia
10. kwietnia 1894 r. opiewa: „Następnie tenże Przewodniczący (prof dr. J.
Boudouin de Courtenay) wniósł : 1) aby na przyszłość nie' przyjmować ża­
dnych zbiorów pieśni bez melodyj i dokładnego porównania z istniejącymi
zbiorami, z wyjątkiem chyba szczególnej a umotywowanej ważności przedsta­
wionych pieśni pod względem bądź to dyalektologicznym, bądź też jakim
innym“ . . . Wnioski te uchwalono“.
Zbiór wiadom. t. XVIII. str. V II.

Roman Zawiliń-H.

Pokwitowanie.
Zapłacili wkładkę po koniec października 1898 :
1) Z a r o k 1898: Jó zef B aran 1 zł., Błażej Jurkow ski 3 zł..
Ludwik Krzywicki 2 zł., Józef M azur 1 zł., Am alia Keichm anówna 2 zł.,
Teresa Świderska 2 zł., W ydział rady powiatowej jarosław skiej 4 z ł , K s.
J a n Głowacz 5 zł., prof. Bron. Gustawicz, K raków 5 zł., Mich. Zm ig.odzki 4- zł.; — nadto zapłacili w O d d z i a l e b u c z a c k i m : Mie< Jaw B urzyński 5 zł., ks. Stanisław Gromnicki 5 zł., Dr. Mieczysław
.chler 4 zł., Antoni Jezierski 2 zł 50 ct., Stefan Komornicki 5 z łr.,
Joachim Langer 1 zł. 50 ct. Bazyli Maykowski 5 zł., Adam Orzechowski
1 zł. 50., Oskar hr. Potocki 5 zł., — i w O d d z i a l e w i ś l i c k i m ;
Stanisław Czerski 1 zł. 50 ct., Maksymilian Guńkiewicz 1 zł. 50 ct.,
W aw rzyniec K osiba 1 zł. 50 ct., W ojciech Ozga 1 zł. i Seweryn U dziela 4 zł
2) Z a l e g ł o ś ć z
Ludwik Młynek 4 zł.

roku

1897:

w Oddziale

buczackim

Stanistaiv B al
skarbnik.

Odezwa,
:i W ydział uprasza usilnie P.
s co w y cli Tow arzystw a

o

T. C z ł o n k ó w z a m i e j-

pilniejsze

spłacanie

zaległych

w kładek. Z pow odu zbyt wysokiej zaległości u członków
zamiejscowych, wynoszącej z końcem października b. r. p o ­
k a ź n ą k w o t ę p r z e s z ł o 260 zł , W ydział ma do w alczenia
ze znacznem i trudnościam i i zmuszony będzie uciec się do
środków energiczniejszych, w szczególności zaś ściągać b ędzie
zaległe

w kładki

zleceniam i pocztowem i

a

w następnym

zeszycie „L udu“ ogłosi imienny wykaz zalegających.

f t 4-€\
f !

Ä

W, '

NAKŁADEM

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO
wyszły następujące dzieła
do nabycia w Administracyi „Ludu“, Lwów, Zimorowicza 7 :
złr.

ct.

1. Program Sekcyi muzycznej Towarzystwa ludo­
znawczego. Lwów 1895
.
.
.
. — 10
2. Dr. K a r o l M á t y á s : Zapust — Popielec —
W ielkanoc. Lwów 1895
.
.
.
. — 50
3. D r. S t. E 1j a s z -E , a d z i к o w s k i : Polscy gó­
rale tatrzańscy. Lwów 1897
.
.
. — 50
4. L u d w i k M ł y n e k : Uwagi nad pieśniami ludu
wielickiego. Lwów 1897
.
.
.
. — 50
5. D r. P r . K r č e k : Pisanki w Galicyi, III. Lwów
1898
— 20
6. T e n ż e : Sobótka w Galicyi. Lwów 1898
7. L. M ł y n e k :
Lwów 1898

. — 20

Sierscy pasterze przed 20 laty.
.
.
.
.
.
. — 20

8. Pieśni nabożne na cały rok kóścielny. Zeszyt
.

2—

9. J a n W i t o r t : Zarysy prawa zwyczajowego
ludu litewskiego. Lwów 1898
.
.
. 2

I —III. Lwów 1897— 1898 .

.

.



V'

Vv!. .

JV

v --''Ł ' > i . í f '. r

v

L

#

B ib lio te k a Ś lą sk a w K a to w ic a c h
ID :0 0 3 0 0 0 2 0 2 7 4 5 7

Ii 4 5 2 1 /4 /1 8 9 8 /3 -4

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.