R_4_witort_zarysy_2.pdf
Media
Part of Zarysy prawa zwyczajowego ludu litewskiego, (cz.1-4) / Lud t. 4, 1898
- extracted text
-
ZARYSY PRAWA ZWYCZAJOWEGO
ludu lite"W"skiego.
(Ciąg dalszy*).
ROZDZIAŁ
tł
III.
m o w y.
Zaczynam rozdział niniejszy stwierdzeniem faktu, że prawo
zwyczajowe ludu litewskiego nie posiada ogólnego pojęcia o umowach, lubo zna dokładnie ich rodzaje poszczególne. Ta okoliczllOŚĆ oraz wyroki sądów w~ościańskich, a niekiedy nawet polubownych i zwyczaje, określające stosunki rzeczowe i osobiste,
dają możność odtworzyć całokształt poglądów ludu na tę dziedzinG
prawa, chociażby w zarysach głównych. Jasnem jest --· prawo
zwyczajowe, nigdy ani kodyfikowane, ani uświęcone wyrokami
sądów najwyższych, nie mogło wyrobić stałych norm prawnych
w tej sferze stosunków społecznych: w miarę rozwoju ludu rozwijały się lub zanikały jego części poszczególne, zwłaszcza pod
wpływem przeobrażeń się układu ekonomicznego.
Poszczególne
gałęzie prawa zwyczajowego z tego zakresu stosunków życiowych
rozwinęły się niejednakowo.
Najbardziej określonymi i jasnymi
są pogh\dy ludu na umowy osobiste, acz w nich zachowały się
jeszcze przeżytki czasów dawnych, O wiele mniej są jasne i określone odpowiednie pojęcia prawne z zakresu umów rzeczowych,
przyczem nadmienić winienem, że wpływ ogromny wywarły na nic
prawodawstwo cywilne oraz klasy wyższe. Z tego względu dziś
juz stare poglqdy prawne w tej dziedzinie stosunków zyciowych
zanikają do tego stopnia, ze niekiedy trudno je odtworzyć, hu
spotykamy się tylko z ich śladami niewyraźnymi. \V każdyn~
razie lud zna poszczególne formy umów rzeczowych, lubo nie-
"') Zob. Lud. l V , str. 1.
-- 120
które określa niemal wedle obowiązującego prawa cywilnego, natomiast do innych stosuje w pewnym zakresie swe pojęcia prawne,
niezbyt jasne i wyrobione. ,,Stałego i określonego pojęcia o pożyczce, jako formie osobnej umów prawnych, w ścisłem, prawnem
i praktycznem znaczeniu tego wyrazu lud jeszcze nie wytworzył
a praktyka sądów włościańskich nie wyrobiła; nie wyróżniają sif,
one z pośród ogólnej masy umów gospodarskich" - mówi p.
Friedman str. 95. Zdanie to podzielam w zupełności, nawet ·rozciągam je na inne dziedziny stosunków rzeczowych, ale o tem
bP.dzie mowa poniżej, gdy będę mówił o umowach rzeczowych.
Teraz słów kilka o ogólnych podstawowych pojęciach umowy
wedle ludu. Mog,\ ją zawrzeć dwie strony, prawosposobne do jej
zawarcia. Warunkiem nieodzownym, koniecznym jest ich dobra
wola i zgoda wzajemna, albowiem wszelki przymus, w jakiejby to
nic był formie, unieważnh ją w zasadzie. Nadmieniłem o prawosposobności stron, warunku nieodzownym.
Prawosposobność tę lud
określa dość wyrażnie: zależy ona od stanu umysło\vego i rodzinnego, położenia ekonomicznego, płci, wieku i zalet czy wad osobistych. Prawosposobność zawsze łączy się z poczytalno 1;cią
umysłową, przeto chorzy umysłowo, idyoci i t. d. nie są prawo:-;posobnymi. Ale prawo zwyczajowe zna tylko to założenie ogólne,
nie dając żadnych ,vskazówek w wypadkach poszczególnych; stan
świadomości ocenia się na mocy pojęć ludowych o cierpieniach
umysłowych, pojęciach bardzo nieokreślonych.
Rozumie się -objektami umów rzeczowych mogą być tylko przedmioty, stanowiące własność prywatną, albo _bezsporne prawa władania i użyt
kowania nieruchomości lub ruchomości. Jestto warunek nieodzowny, albowiem każdy może dowolnie rozporządzać się tylko
własnością swoją lub należącem doń prawem bezspornem, rzeczowem. Mężczyzna posiada większy zakres praw i obo\yiązków
niż kobieta, przeto jego prawosposobność jest większą.
Kobieta
zamężna nie może zawrzeć umowy, dotyczącej pewnych części
mienia małźeńskiego np. umowa, zawarta przez nią a dotycząca
sprzedaży zboża, koni, bydła i niektórych innych przedmiotów,
jest Lezprawną i nieważną. Nie może też m~żatka bez pozwolenia m~ża zawrzeć żadnej umowy osobistej np. wydalić się na
służbę, jeżeli żyje razem z mężem. Kobieta samodzielna ma pod tym
względem takie same prawa co i mężczyzna.
Dzieci wogóle nie
mogą zawierać żadnych umów rzeczowych bel pozwolenia rodziców, dle ta zasada dopuszcza pewne wyjątki dla synów pełno
letnich. Pełnoletność lud określa dojściem do zupełnej dojrzałości
fizyczrn~j i umysłowo- moralnej; stałego wieku dla jej uznania nie
-
121 -
ma, wszystko zależy od okoliczności w każdym wypadku poszczególnym. W ogóle lud uznaje 2 2 - 23 lata za przeciętny wiek, określający pełnoletność mężczyzny, 18-20 lat dziewczyny. Niepełnoletni nie mogą zawierać umów rzeczowych, 1.le zawarte przez
nich w dobrej wierze, bez żadnej straty osobistej i ze zrozumieniem rzeczy, sądy włościańskie uznają zwykle za ważne, niekiedy
nawet odrzucając zasadę, która wzbrania dzieciom wszelkich zobowiązań się materyalnych wbrew woli rodziców. Muszę tu nadmienić, iż umowa najmu stanowi wyjątek i mogą ją zawrzeć nietylko niepełnoletni, ale nawet i małoletni, byle nie dzieci,:,).
Treść umów może być bardzo różna; ich objektami bywaj,\
zwykle nieruchomości, wszelkie przedmioty wartościowe, prawa
władania i użytkowania, wzajemne zobowiązania się, usługi osobiste, praca własna i t. d. Nieodzownymi warunkami prawności
i ważności umowy są: zgodność jęj treści z prawem zwyczajowem,
religią, moralnością ludową i wierzeniami, wogóle - z całokształ
tem życia ludu litewskiego. Muszę tu zrobić jedno zastrzeżenie:
oto umowy osobiste nie zawsze ściśle zgadzają się z wymaganiami religii i moralnemi pojęciami ludu, mimo to jednak sądy wło
ściańskie nie odmawiają niekiedy w takich wypadkach swej pomocy. Zdarza się to wprawdzie rzadko, ale zdarza się; być może
powodują się one w wypadkach podobnych czysto ludzkiem uczuciem . . . . Wedle ludu wszelka umowa, której treść jest sprzeczna
z jego pojęciami życiowemi, nie posiada ani najmniejszego znaczenia; jej złamanie nie prowadzi do odszkodowania ....
Dziś już lud nie zna żadnych symbolów i obrzędów przy zawieraniu umów, ale dotąd zachowały się ich przeżytki niektóre>.
Do nich należą uściśnienie wzajemne rąk, podanie „n;ki kosmatej" (t. j. owiniętej w połę ubrania lub róg chusty), ,,mohorycz"
(litkup) i t. d.; są to juz szczątki nikłe, nieposiadające znaczenia
prawnego. Wyjątek chyba stanowi „mohorycz", który niekiedy
służy dowodem, że ugoda została zawartą lub rzecz sprzedane:\
rzeczywiście.
Umowy· bywają słowne i pisemne; pierwsze zawsze dotyczą
najmu, bo lud w tym zakresie stosunków życiowych nie zna innych. Istnieje śród ludu przekonanie, że nie godzi się je zawierać
na piśmie, albowiem ustanowitoby to - wedle niego - coś w rodzaju niewoli lub pańszczyzny. J estto wierzenie tak gł,)boko zakorzenione, że wszelkie przepisy prawne o t. z. ksi,\ŻP.czkach dla
*) Lud nie odróżnia ściślJ małoletności od niepełnoletności.
-
122 --
robotników wiejskich pozostały literą martwą; w ksi~gach umów,
znajdujących się przy U rzędach gminnych, niema bodaj zapisanej ani jednej umowy najmu. Być może - wierzenie to jest
przeżytkiem dawnego ukupnictwa, którego pamięć zanikła, albowiem zniósł je ~ już Zygmunt August. Umowy słowne dawniej
ogarniały całą niemal sferę wzajemnych stosunków włościan, ale
z biegiem czasu zwęża się ona coraz bardziej, lubo nawet dziś
jest jeszcze bardzo szeroką. Dawniej umowy na piśmie, znane
oddawna, zaświadczano zwykle w urzędach gminnych, wnosZc\C je
<lo ksiąg odpowiednich, które istnieją przy nich ; dziś wszystkie
ważniejsze, których wartość przenosi 100 rub., za wie rają się przed
regentem. Rozumie się - do ostatnich stosują się ogólne normy
prawne, do innych zaś - prawo zwyczajowe.
Jednym z koniecznych warunków prawności umowy jest
obecność świadków wiarogodnych ; nigdy nic nie słyszałem o umowie zawartej bez nich; to samo potwierdzają wszyscy znawcy
życia ludu. Świadkami stanowczo być nie mogą ludzie nawet
o podejrzanej wartości moralnej, a tembardziej karani złodzieje,
pijacy, rozpustnicy i t. d.; nie mogą też być nimi ludzie obcy,
nieobeznani z warunkami m1eJscowyini. Wyrażenie „człowiek
obcy" posiada znaczenia różne i niekiedy oznacza ono pojęcie
narodowościowe,
najczęściej zaś religijne; tak w okolicach
fiirż włościanin, kalwinista z wyznania jest „swoim", gdzie indziej
znowu obcym ; ,:ydzi miejscowi zawsze i wsz~dzie uważają się za
obcych.
Wiarogodność świadków zale~y od wielu okoliczności; przedewszystkiem zwraca się tu uwagę na ich wartość moralną, zamożność, niekiedy stanowisko urzędowe i t. d. Świadectwo włoś
cianina rolnego więcej znaczy, niż bezrolnego, urzędnika gminnego z wyborów - ni.z zwykłego członka gminy; zresztą ocena
wiarogodności świadków zależy wyłącznie od sądów _gminnych,
które kierują się w tych razach podstawami róznemi, przeważnie
jednak wymienionemi powyżej. Zawierając umowę, zawsze starają zię uprosić na świadków ni\jbliższych i najpoważniejszych
krewnych stron obu; ich udział jest jakby przyzwoleniem i zatwierdzeniem umowy przez cały ród, zwłaszcza wymaga ~ię tego,
gdy w drodze polubownej strony załatwiają jakiś spór zaciąty.
Rozumie się - świadkowie winni być pełnoletni i prawosposobni. Kobiety stanowczo nie mogą być; świadkami przy zawieraniu
umów rzeczowych, dotycz.\cych nieruchomości; mogą jednak
świadczyć i świadczą ,ve wszelkich umowach innego rodzaju,
lubo zawsze starają się je usuwać od za:;wiadczeń ważniejszych.
-
123 -
Swiadkowie WP-dle zwyczaju nie pobieraj,t wynagrodzenia .źadne.::ro,
ale strony winne uraczyć ich należycie; jezeli umowa jest waż
niejsią, to dla nich warzy się pi wo, które dotąd niezupełnie straciło !;Woje uprzednie znaczenie obrzędowe.
W zakończenie nadmieniam, ze kobiety wogóle usuwają sie od zaświadczania umów
na piśmie, lubo mogą to robić z zastrze.zeniem uprzedniem i same
one uważają to za niewłaściwe, a lud przypisuje mniej wagi
i znaczenia świadectwu kobiety niż mężczyzny. Ważnem jest i po•
żądanem, by świadkowie zaopatrzyli umow~ w pieczęcie, bo ta
okoliczność wedle ludu - wzmacnia jej prawność i wykonał- .
ność'; w tem, bodaj, tkwi główna przyczyna, dla której podpisy
urzędników gminnych wraz z ich pieczęcią są tak cenione.
Wykonanie umowy zabezpiecza się w sposób bardzo różny ;
prawo zwyczajowe wa dobrze instytucyę poręki. Porqc.znikam i
zwykle bywają najbliżsi, najpoważniejsi krewni i powinowaci stron
obu. Ich udział jeRt równoznaczny z zapewnieniem, że cały ród
.zobowh\zuje się wykonać umowę zawartą ; jestto przeżytek dawnej
solidarności rodowej, dotąd jeszcze istniejący,
lubo zanikający
i w praktyce posiadający małe znaczenie. Wogóle -- porc:cznikami mogą być ci tylko ludzie, którzy dają gwarancyę możnrnki
wyegzekwowania od nich odszkodowania, jeżeli umowa zostanie
złamaną. Kobiety mogą być poręcznikami o tyle, o ile posiadają
mienie osobiste; zresztą od nich wymagają się takie same warunki, co i od mężczyzn. Bardzo rzadko jednak można spotkać poręcznictwo kobiet, wyjątek chyba stanowi~ umowy pożyczkowe,
zwłaszcza weksle, których lud zaczął używać od lat kilkunastu.
Poręcznicy nie otrzymuią wynagrodzenia żadnego, należy się im
tylko ugoszczenie sowite, a niekiedy - dary drobne; jestto stary
pogląd prawny, który dziś idzie w zapomnienie, bo coraz częściej
a części~j słyszeć o „wyrazach wdzięczności" t. j. gotówce, darach i t. d.
Zna też prawo zwycząjowe i inne formy zabezpieczenia
umowy zawartej. Do najbardziej znanych i najstarożytniejszych
nale.zy niewątpliwie zastaw, do najnowszych - weksle obu stron,
które składają się na ręce osoby trzeciej, wiarogodnej. Do starożytnych tez form należy niewątpliwie zadatek; jestto pewna suma,
wniesiona przez jedną stronę drugiej, by zabezpieczyć wykonanie
umowy. Wedle prawa zwyczajowego cały zadatek ginie, jeżeli
strona przeciwna odrzuci się od umowy, chociażby nawet z tego
powodu nie wynikło ani str~t, ani kosztów żadnych. \V' ogóle złamanie uwowy czy jej c,drzucenie, za wsze prowadzi do przejścia
za<latku na zupełną własność tej strony, która go otrzymała. Jest
-
124 -
to ogólny pogfo,d prawny, podzielany nietylko pr,rnz lud, ale nie„
mal przez wszystkich. Nie można nawet wytłómaczyć, że w takich wypadkach tylko taka część zadatku r.ale~y do strony, posiadającej go, jaka odpowiada rzeczywistej wartości poniesionych
strat i kosztów. Ten pogląd ogromna większo~ć mieszkańców naszej ziemi tłómaczy koniecznością ukarania strony, winnej złama
nia czy odrzucenia umowy. Lud to zapatrywanie podziela w zupełności, posuwając je nawet .o wiele dalej. Niewątpliwie, że źró ·
dłem tego poglądu jest epoka prastarych stosunków ekonomicznych, wśród których zabezpieczenie mienia czy też praw na pracę
ludzką było niemal wszystkiem, człowiek zaś niczem ; niewąt•
pliwie -- jego źródło tkwi też w przeżytkach poglądów niewolniczych na stosunki ludzkie. Zasada: ., wszelkie zobowiązanie się
czynić co lub nie czynić w razie niedotrzymania, prowadzi do_
wynagrodzenia strat i kosztów poniesionych", nie prędko jeszcze
uzyska uznanie ogólne.
Prawo zwyczajowe wyróżnia złamanie umowy, wywołane
okolicznościami niezależnemi od dobrej woli stron obu; wogóle
niemożliwość wykonania znosi samą umowę. W takich razach odszkodowania poszukiwać nie można; zadatek, czy też inne zabezpieczenie winne być zwrócone. Inna natomiast rzecz, zerwanie
czy złamanie umowy, zależne od woli jednej strony; w tym wypadku druga ma zawsze prawo do odszkodowania strat i kosztów
bezpośrednich, nie zaś -- pośrednich.
Niekiedy nawet złamanie
umowy osobistej sprowadza na winnych kary surowe. Zasada odszkodowania jest tak ogólnie uznaną przez lud, ze niekiedy sądy
włościańskie skazują „cudzołożc hv" na wynagrodzenie strat, wynikłych z ich postqpku, albowiem dotąd lud w małzeństwie widzi
coś bardzo pokrewnego z umową.
Najwięcej starych poglądów
ludowych na karalność złamania umowy przechowało się w zwyczajach, dotyczących najmu; samowolne opuszc~enie służby lub
zrzeczenie się obowiązków przyjętych jest występnem, karygodnem. W tych wypadkach żadne okoliczności nie usprawiedliwiajćl i nie tłómaczą winnych ; rodzice też są odpowiedzialni za
swoje dzi~d; to samo sto1:,uje się do opiekunów. Być może ten pogląd tłómaczy się zwyczaje rn, który zezwala rodzicom wynaj m ywać swe dzieci niepełnoletnie na służbę.. . . W sprawach
podobnych sądy włościańskie nie uwzględniają zwykle żadnych
pobudek, nawet moralnych i sam fakt porzucenia służby już wystarcza. Przytaczam parę przykładów bardzo jaskrawych. Robotnica porzuciła służbę, bo gospodyni biła ją, podejrzewając o sto-
sunki miłosne ze swym mężem.
Sprawa wytoczyła si~ przed są-
-
125
dein gminnym Tryskim; wyrok - 1880 r. 1. 16. - skazał oskarżoną na zapłacenie ·18 rub. odszkodowania, a jej ojca - na 2 dni
aresztu „za odmawianie córki od służby". W tej samej gminie sąd
skazał ojca na chłostę za to, że odebrał córk{~ od gospodarza,
który zagrażał jej czci niewieściej. (Wyrok 1880 r. 1. 41).
Mówiąc szczegółowo o umowach najmu, przytoczę nieco wi<-,cęj przykładów, rzucających nader jaskrawe światło na poj(,cia
prawne. Tu nadmienię tylko, iż są właściciele ziemscy, którzy
me wahają się udawać do sądów włościańskich, by w drodze
grozby karnej utrzymać u siebie służbę wyzyskiwaną. Co gorwj
- opinia publiczna nie dość potępia tych panów, nawet znaczna
część szlachty gotowa przyklasnąć temu zwyczajowi, którego znaczenia wprost nie rozumie.... Zjazdy komisarzy do spraw włoś
ciańskich, w charakterze instancyi kasacyjnej dla S,\dów gminnych
walczą z tern uporczywie, kasując, o ile można, wyroki S,\dowe,
ale dotąd ta walka jest nie mal bezowocną.
Rozumie się - w razie złamania umowy wszelkie zabezpieczenia materyalne przechodzą na zupełną własność strony poszkodowanej. Prawo zwyczajowe nie zna w wypadkach podobnych
żadnych ustępstw, żadnych okoliczności łagodzących. Jeżeli strona
poszkodowana nie mogła wyegzekwować odszkodowania od strony
przeciwnej, to jej poręcznicy odpowiadają swem mieniem calem
i wyjątków niema. W takich wypadkach sądy włościańskie Si.\
zwykle bardzo surowe; nawet egzekucya ich wyroków zwykle
następuje rychło, acz w wypadkach innych każe na siebie ciekać
bardzo długo.
W zakończenie tego ustępu nadmienię, i:: prawo zwyczajowe
nie rozróżnia ~ciśle umów rzeczowych a osobistych, zwłaszcza
w kwestyi pożyczek. Tu też trzeba zanotować, że nie zna ono
pojęcia urnowy zamiany, oraz kupna sprzedaży, jako osobnych
form prawnych, lubo zwyczaje odpowiednie zachowały się jeszcze
dotąd. Przytaczam ich wiązankę małą, bo zanikają one....
Zamiana praktykuje się dziś już bardzo rzadko, najczęściej w formie
wypłaty w naturze za robotę wykonaną. Miarą wartości rzeczy
zamienianych jest już dziś pieniądz, nasi włościanie dotąd jeszcze
posługują się dawnemi miarami i wagami, nawet niekiedy rachują na złote i grosze; miary urzędowe nie zyskały uznania,
tylko zboże zaczynają już sprzedawać na wagi.
Jednostką miary dla ciał płynnych i sypkich jest kwarta;
4 kwarty stanowią garniec, 24 garncy - pur (miara ciał sypkich,
ziemniaków, owoców i t. d.). Niekiedy pur dziel.i na 4 sieki, po
6 garncy w każdym; pur żmudzki, czylj "akteju" ma 28 garncy.
126 -Płyny mierzą
kwartami, garncami i beczkami, których objętość
jest różna. Dotąd lud posługuje się przeważnie łokciem, dzieląc
go na 1 2 cali; płótno ma osobną miarę, zwaną „stanem" ; nieokreślona to wielkość .... W różnych okolicach bywa różną. Wagi
używają się dawne, zanikły tylko nazwy cetnara i kamienia, natomiast zyskał prawo obywatelstwa pud, znany zresztą oddawna.
Ziemię niekiedy mierzą jeszcze włokami, które zawierają po 30
morgów ( 20 dies.), ale lud posługuje się przeważnie diesiatyną,
miarą urzędową.
Dokonywając .zamiany, każdą rzecz ocenia się zwykle w monecie; wymaga się równej wartości, by ten akt został dokonany.
Dziś zamiana praktykuje się wogóle bardzo rzadko; niekiedy zamieniajq zwierzęta udomowione, najczęściej konie. Taka .zamiana.
odbywa si<; w obecności świadków; obie strony obowiązane są
sumiennie określić wartość zamienianych przedmiotów, bynajmniej
nie ukryw..ijąc stron ujemnych. "\\;" razie wykrycia złej woli zamiana unieważnia się; w takim razie przedmioty zamienione,
winne być zwrócone właścicielom uprzednim. Jeżeli podstępnie '
zamieni.:t konia dychawicznego, wydając go za zdrowego, to w tej
okoliczności lud widzi podstęp, który nawet może być karany
kryminalnie. Vil ogóle zła wiara jednej strony zwalnia drugą od
obowiązku dotrzymania umowy zamiany. Wszelkie straty i szkody,
wynikłe z tego powodu, winna zapłacić strona przeciwna; jestto
zasada .ogólna, którą przestrzegają sądy gminne.
Żadnych szczególnych obrzędów i symbolów przy akcie zamiany lud już nie zna, powstałe szczątki stosują się też do urno~
wy kupna - sprzedaży, przeto kilka słów o nich skreślę poniżej
nieco. Nadmienię tu, iż nie wolno sprzedawać rzeczy ostrych,
ale należy zamieniać je na przedmioty metalowe. Tern wierzeniem tłómaczy się ta okoliczność, że za rzecz metalową lud najcząściej płaci miedziakami lub srebrem.
Nie wolno też sprzedawać pszczół, jak.em mówił uprzednio, można je tylko zamieniać.
Inne natomiast przedmioty można kupować i sprzedawać, byle
tylko osoba sprzedająca miała na to prawo; o ograniczeniach pod
tym względem kobiet zamężnych wspominałem już.
Prawo zwyczajowe zna sprzedaż z prawem odkupu na warunkach, umówionych z góry; niedotrzymanie ich pozbawia prawa
wykupu. W tych wypadkach zwykle oznacza się termin przedawnienia. Warunki te mogą być bardzo różne. Jestto coś w rodzaju pożyczki pod zastaw; urnowa mało znana a rzadka. Kupujący ma prawo targować się do upadłE.go; nikt mu tego za złe
nie bierze, ale lud patrzy krzywem okiem na "podbijanie ceny"
-
127 -
t· j. jej podnoszenie; sprzedający nie ma prawa ukrywać złych
stron sprzedawanej rzeczy. Jeżeli ta okoliczność wykryje si<~, to
umowa sprzedażna unieważnia się ; winny musi zapłacić odszkodowanie, a nawet można go zaskarżyć do sądu. Niekiedy daje
się zada.tek; jeżeli umowa sprzedażna zostanie zerwaną z winy
osoby, która go wzięła, to musi on być zwróconym. Wrazie prze•
ci wn ym - nie. Jeżeli sprzedaje się konia, to razem z uzdą, która
stanowi rzecz dodatkową. Wogóle rzecz sprzedaną należy oddawać po otrzymaniu pieniędzy, albowiem ta okoliczność stanowi
chwilę przejścia prawa własności, nie zaś -- umowa zawarta.
Zdarzają się wypłaty pieniężne rozłożone na raty ściśle określone ;
w tych wypadkach nabywca po spłaceniu pierwszej otrzymuje
przedmiot kupiony, ale właściciel uprzedni zachowuje prawo odebrania go aż do wypłacenia ostatniej, rozumie się tylko - wrazie niezachowania warunków umówionych. Wogóle sprzedaj,\cy
winien postępować sumiennie, bez krzywdy kupującego; post<wowanie inne lud uznaje za karygodne; sądy gminne podzielają ten
pogląd. ,Zgodnie z nim sprzedaż rzeczy kradzionej uniewazma
się; rzecz zwraca się właścicielowi, a poszkodowany ma prawo
poszukiwać zwrotu wartości wydanej na złodzieju, jestto okolicz •
ność zwiększająca winę. Nie godzi się nic kupować od pijanego
lub nieprzytomnego ; jeżeli jednak coś rzeczywiście kupiono, to
wrazie skargi akt kupna sprzedaży uznaje się za ważny, gdy nie
jest połączony z krzywdą. Wedle ludu korzystać ze stanu nieświadomości sprzedającego lub kupującego jest czynem nagannym
nawet karygodnym; prawo zwyczajowe uznaje to za oszustwo.
Niekiedy, lubo już rzadko, płata pobiera się bądź w naturze
np. w pewnej ilości zboża, wełny, lnu i t. d., bądż w robociżnie.
Zdarza się, że włościanin kupuje jakiś przedmiot (zwykle we dworze lub u swych sąsiadów), a wartość jego wypłaca pracą osobistą; na przednowku w sposób podobny sprzedają zboże np. za
pur żyta liczą tyle to a tyle letnich dni roboczych, męskich zwykle 6- 10 dni. Lud patrzy bardzo krzywem okiem na to, bo taka
sprzedaż na kredyt zazwyczaj łączy się z wyzyskiem, któr.v on
odczuwa.
W zakończenie kilka słów o przeżytkach, dotąd jeszcze istniejących w tej dziedzinie zycia ludu. Wedle wierze11 ludowych
S,\ osoby, które posiadają „dobrą lub złą rękę" i czyli ,,lekką",
lub „ciężką" i wszystko co się nabędzie od pierwszej, wiedzie się
n. p. krowy są zdrowe, a mleczne i t. d., natomiast osoba o nrP.ce
złej" lub "ciężkiej" wywiera wpływ zgubny na to wszystko, co
kiedyś należało
do niej i kupione konie czy krowy zdychają, kury
-
128 '-
nie niosą się i t. d. Wierzenie w „lekką rękę" sięga bardzo głę
boko. Jeśli chcą, by włosy dziewczęciu rosły <lobrze, należy je
ostrzyclz lekką n:ką. W tej sferze życia ludu spotykamy coś w ro
dzaju spółki z kupcami, rodzaj kundmaństwa, zwłaszcza na Żmu
dzi głębokiej. Włościanie, nabywający stale towary u pewnego
kupca, prowadzącęgo handel uczciwie, nazywają go „biczulis6ó
(bitnik!) t. j. tą samą nazwą, jak członków spółki pszczelarskiej.
Tego wyrazu lilewskiego nie umiem oddać po polsku, bo w polszczyźnie miejscowej wyraz „bitnik" używa się w znaczeniu okreś
lonem w rozdziale uprzednim. Pewien stosunek zobowiązuje obie
strony: ,,biczules" -- zwykle Żyd starej daty - poczuwa się do
obowiązku sumiennego postępowania i częstowania kiedy niekiedy
włościan, ci zaś ostatni - do składania podarków: kura, gęś, wózek drew i t. d. Na Paschę Żydzi obsyłają ich miodem i macami:
zwykle też mają w zapasie tanie papierosy, cygara i t. d., kobietom dają często kawałki cukru, zalane kilku kroplami anodyny,
której użycie zaczyna rozpowszechniać się.
Ustęp poprzedni poświęciłem tej gałęzi prawa zwyczajowego,
które traktuje o kupnie - sprzedaży lub zamianie ruchomości,
teraz zaś skreślę słów kilka o umowach jawnych, piśmiennych,
dotyczących nieruchomości. Włościanie, jakem rr..ówił uprzednio,
nie krępują się żadnemi ograniczeniami, które prawo stosuje do
własności ukazowej; • w rozdziale uprzednim omówiłem
dokładnie tę kwestyę, przeto nie wracam do niej. ,~Własność wolna", włościańska podlega ogólnemu prawu cywilnemu, zatem
przejście jej z rąk do rąk odbywa się wedle przepisów prawnych; nie spotykamy w tych umowach ani śladów poglądów
prawnych ludu. W rozdziale też poprzednim przytoczyłem cały
szereg faktów i przykładów, dotyczących umów podziałowych,
gruntami nadanymi (str. 275-290). Tu zaś, jakem pisał w tern
miejscu, skreślę ogólne podstawy tych umów wedle prawnych
pojęć ludu. U mowy podobne zawsze zawierają się w obecności
świadków, a za zgodą wszystkich współwłaścicieli; żadnego pozwolenia władz gminnych nie wymaga się Wedle starych zwyczajów najstarszy czy najmłodszy winien posiadać pewne przywileje; zwykle otrzymywał on chatę ojcowską i większy kawałek
gruntu; pozostali bracia dzielili się porówno, siostry usuwano od
ziemi, ale wypłacano im posagi; do nich też należała cała gotówka
pozostała oraz pos~g i osobiste mienie matczyne.
Ruchomości dzielono na części równe; niekiedy w ich podziale uczestniczyły dzieci adoptowane lub przybrane. Krewni
odgrywali rolę bardzo poważną, wyrażając swym udziałem jakby
-
129 -
zatwierdzenie umowy podziałowej przez cai:y ród. Takie są pod stawy główne, ale w czasach ostatnich zachodzą w nich zmiany nader
poważne: zasada równości arytmetycznej pomiędzy braćmi zyskuje
coraz więcej uznania. Siostry zaczynają w niektórych okolicach zy •
skiwać prawo do gruntu, które znajduje uznanie nawet w sądach
gminnych. Przeważnie na pograniczu pruskiem coraz częściej rozpowszechniają się rozmaite formy zrzeczenia się swych praw do udziału
w podziale mienia wspólnego. W ogóle konieczność życiowa zmienia
i modyfikuje stare podstawy umów podziałowych, których przykłady przytoczyłem w rozdziale uprzednim. Umowy te najcu,ściej
są słówne; jeżeli kreślą je na pa pierze i uprawniają, to one są
zwykle zamaskowane, by uniknąć przepisów prawnych o niepodzielności gruntów nadanych.
Umowy dzierżawne są nader rozpowszechnicme; zawierają je zwykle na piśmie tylko wówczas,
gdy wartość przenosi 100 rub., acz spotykają s~ę wyiątki liczne.
Dawniej nie znano umów piśmiennych. Dawniejsze urr.owy dzierżawne wyróżniają się stanowczo od dzisiejszych; tu trzeba nadmienić, że nawet właściciele ziemscy, zwykle stosowali prawo
zwyczajowe do dzierżawców drobnych, nietylko włościan, ale
nawet i szlachciców zagonowych. Dawniejsza umowa dzierżawna
wyróżniała się stałością opłaty, ulegającej zmianom nader rzadko
oraz daninami i robocizną, w których uiszczano część tenuty dzierżawnej. Było to bardzo naturalnem i zrozumiałem w epoce. gospodarstwa niemal naturalnego. Zdarzało się często, że właściciel
ziemski wydzierżawiał drobne kawałki swych gruntów za stałą
opłatę, zazwyczaj nizką, niejakie daniny i robocizny. Dzierżawa
była bezterminowa,~ a właściciel miał zawsze prawo usuni\Ć dzierżawcę, wrazie przekroczenic1. umowy zwyczp.jowej, zwykle domniemanej. Dziś ze zmianą warunków stara forma dzierżawy drobnej
prawie zanikła; spuścizną po niej pozostały tylko robocizny,
w których uiszcza się część opłaty. Słówność umów, ich bezterminowość i daniny znikły doszczętnie.
Nawiasem nadmieniam,
iż tacy drobni dzierżawcy zwykle mniemali, że mają prawo wła
dania wieczystego gruntem za opłatą stałej dzierżawy czyli czynszu.
W tym poglądzie ludowym tkwi, bodaj, głównc1. przyczyna zatargów pomiędzy właścicielami ziemskimi a drobnymi dzierzawcami,
popieranymi przez sądy niższe (sądy pokoju) i administracyę. By
uniknąć pretensyi do „zasiedziałości gruntu", ziemia wydzierżawia
się nie inaczej, jak tylko za kontraktem prawnym i to najdłużej
na 12 lat; dziś w umowie dzierżawnej ściśle określają się wzajemne prawa i obowiązki, oraz warunki, których przekroczenie
unieważnia ją. Rozmaite robocizny utrzymały się jednak dotąd;
-
130 -
zwykle kontrakty omawiają szczegółowo ile, kiedy i jakich dni
roboczych ma odrobić dzierżawca. Niekiedy włościanie małorolni
lub bezrolni, czasami kobiety-komornice, wydzierżawiają od właś
cicieli ziemskich kawałki gruntu pod ziemniaki, uiszczając płatę
robocizną, miarą zwykłą jest przestrzeń ziemi, niezbędna do posadzen-ia pura kartofli. Zdarza się też, ze za wydzierżawienie
-łączki lub rowów czyli ściślej wykoszenie ich i spasienie włoś
cianie zobowiązują się „odrabiać dni" ; jestto forma dzierżawy.
1,ud ogromnie niechętnie ucieka się do niej, bo widzi w niej i zupełnie słusznie - wyzysk okropny: za prawo posadzenia pura
ziemniaków trzeba odrobić 3 -6 dni letnich, roboczych, których
wartość wynosi przeciętnie od 76 kop. do 1 rub. 50 kop.! Korzystają z tego chętnie nietylko dwory, ale i chłopi zamozniejsi, by
zapewnić taniego robotnika na czas żniw.
Spotyka się też u nas forma dzierżawy, nieznana w innych
okolicach Europy, oprócz cesarstwa Rosyjskiego. Zdarza się; że
urzędy gminne wydzierżawiają grunta, nadane włościanom, samowolnie, bez zgody ich właścicieli, wrazie nieakuratności w wypła
caniu podatków lub wykonaniu powinności naturalnych. Dzierżawcami takimi są zwykle chłopi lichwiarze; mając stosunki
z urzędem gminnym, wydzierżawiają oni za bezcen grunta \Vła
ścicieli nieopłacających akuratnie podatków. "Często zdarza się
- mówi p. Friedman str. 95. - że grunta, za które moznaby
zapłacić 100-150 rub. dzierżawy, wydzierżawiane są za 30- 40
rub. Takimi dzierżawcami bywaią zwykle włościanie lichwiarze".
Istnieje u nas nietylko wśród ludu, ale nawet wśród drobnych
rolników stanów innych szczególna forma dzierżawy, zwana póło
wnictwem; opłata dzierżawna -- to zwykle połowa całego urodzaju. Połownik sam obrabia ziemię, zasiewa, zbiera plony, korzysta z lokalu, opału i t. d., ale musi oddać połowę zbiorów rolnych
w stanie Rprzedażnym n. p. zboze w ziarnie, len we włóknach
wyczesanych i wyczochranych i t. d. Jest to forma dzierżawy
bard-żo rozpowszechniona, a ciesząca się uznaniem wśród ludu ;
zwyczaje odpowiednie, dotąd przestrzegane pilnie, ściśle określają
wzajemne stosunki i prawa właściciela i połownika. Dostawa ich
główna to sumienność, której przekroczenie, nawet sąd_y wło
ścia11skie, karza,, surowo.
Spotykają się też, lubo rzadko, formy
pólownictwa zbiorowego, kilku rolników, posiadających inwentarz
żywy i pewne kapitały, łączą się razem, by na połowę wydziP-rżawić większy folwark. Przytaczam przykład, znany mi dobrze.
Przed kilkunastu laty cała wieś 1 złożona z 11 chat byłych poddanych, wydzierżawiła. za połowę zbiorów folwark, do którego
-
131
uprzednio należała; nadmieniam ·_ stosunki pomiędzy dworem
a wioską zawsze były dobre, nawet za czasów poddaństwa. Wieś
wywiązała się bardzo sumiennie ze swych obowiązków, ale po
upływie paru lat włościanie pokłócili się z sobą i spółka rozchwiała się.
Spotykamy też, lubo bardzo rzadko, wydzierżawianie domów;
„bardzo rzadko", bo niewielu znajdzie się, którzyby tego
potrzebowali. W naszych wsiach, zwykle bardzo małych, rzemieśl
ników niema; mieszkają oni w miasteczkach, tak licznych,
a w każdym niemal dworze jest kowal dworski, który zaspakaja
wszystkie potrzeby włościan pcbliźszych. Zna też lud wydzierża
wianie bydła; zwykły termin tej dzierżawy od św. Jerzego do św.
Michała; płaci się od krowy. Przychowek należy do właściciela.
Czasami dzierzawią włościanie ogrody owocowe, przewozy i t. d.
ale szczególnych zwyczajów prawnych, określających stosunki
wzajemne, już niema. Czy były dawniej? Nie wiem, śladów nie
mówię
spotykałem.
Dużo natomiast zabytków przeszłości, pochodzących z czasów gospodarstwa naturalnego, spotykamy w umowach pożycz
kowych. Uprzednio wspomniałem już był, że prawo zwyczajowe
nie wyr6żnia ich ściśle z pośród ogółu rzeczowych umów gospo
darczych; sądy włościańskie tei nie wyrobiły ścisłego określenia
pojęcia pożyczki z jednej strony, lichwy z drugiej. Sądzę, iż
nie m";.ją oni pojęcia o nadużyciach kredytu rujnującego dłużnika.,
bo nawet procenta lichwiarskie -qznają za prawne i słuszne.
Przykłady przytoczę nieco potem, teraz zaś b~dę mówił o pojf;ciu
umowy pożyczkowej.
Przedewszystkiem prawo zwyczajowe zna pożyczki w naturze; rzeczywiście - przed kilkudziesif;ciu laty nit było słychać
. -- jak mówią - o pożyczkach w gotówce wśród włościan. Były
one bezprocentowe, ale pożyczający, zwracając przedmiot poży
czony, winien był złożyć pewien naddatek, pewien dar, wyrażąjąc
tern swą wdzięczność. Jeżeli pożyczka była udzieloną z powodu
kl~ski pożaru, to nie składano daru owego; ten Z\vyczaj zachował
się dotąd. W ogóle wśród ludu pożyczka w naturze z terminem
nieokreślonym, a bez naddatku, jest środkiem niesienia pomocy
pogorzelcom i t. d.; niesie on niekiedy takiego rodzaju pomoc
nawet popularnym osobom stanów innych. Z biegiem czasu
naddatek ów, pierwotnie dar dobrowolny, stał siG obowiązkowym;
powoli określono jego wysokość w zależności od ukoliczności rozmaitych. Dziś nawet śród włościan, zamozniejszych a przestrzegających pilnie .-,tare zwyczaje, wzajemne pożyczki w naturze są
-
132 -
zwykle bezprocentowe, ale dary dobrowolne składają się. Można
w zamian przedmiotu pożyczonego zwrócić inny, równej wartości,
ale wówczas dar dodatkowy jest obowiązkowy. Pożyczają też nasi
włościanie zwierzęta udomowione; przychówek ich zawsze· należy
do właściciela. W ogóle przedmiotami pożyczek mogą być wszelkie
ruchomości; udzielać je może ten, do kogo one należą rzeczywiście.
Jeżeli stanowią one własność wspólną n. p. małżeńską, to zwyczaj nakazuje, by udzi~lano je za zgodą obu małżonków.
Ta.kie były zwyczaje, stosowane przez lud do umów pożycz
kowych, które zawsze zawierano słównie, ale w obecności świadków;
niekiedy rachunki wzajemne prowadzono pismem obrazowem,
które dotąd jeszcze nie zanikło doszczętnie. W miarę przeobrażania się gospodarstwa naturalnego w towarowe umowy pożycz
kowe zaczęły przybierać formę odmienną: zjawiły się pożyczki
w gotówce, powstało i rozwinęło się pojęcie procentu, w który
pn.ekształcił się ów dar dodatkowy. Jednocześnie zaczęto zawierać
umowy pożyczkowe na piśmie, uprawniać je i t. d.; świadkowie,
znani oddawna, stali się koniecznymi; zjawili się poręcznicy.
Wystąpiły też na jaw rozmaite formy zabezpieczenia umów pozyczkowych t. j. zwrotu długu: zastaw gruntów i ruchomości,
poręcznictwo i t. d. Nareszcie, ale bardzo niedawno, lud obeznał
się z obligami i wekslami; dziś już są okolice, w których wło
ścianie znają się dobrze na prawie wekslowem, jak świadczy p.
Gukowskij o włościanach z nad pogranicza pruskiego *). Dziś
umowy pożyczkowe zawsze zawierają się w obecności świadków,
którymi mogą być wogóle ludzie prawosposobni. Procenta już
sa. konieczne, lubo dot~\d niekiedy pobierają się w naturze; zdarza.
si(, to nawet wrazie udzielenia pożyczki w gotówce. Przytaczam
tu kilka przykładów, A. pożycza sasiadowi dwa pury żyta na
przednówku z obowiązkiem zwrócenia w jesieni 3 purów; za pur
grochu należało oddać w jesieni 2 pury i gęś na św. Marcina.
Przed sądem gminnym w Ejragole wytoczono proces o zwrot 56
rubli, pożyczonych przPd 15 laty, z dodatkiem 5 rub. kosztów
:-:;.:\dowych. Okazało się, ze dłużnik dawał corocznie w zamian
procentów 4 pury żyta, pur grochu, gęś na św. Marcin, oraz odrabiał 10 dni roboczych; powództwo uznano za słuszne (wyrok
I 890 r. l, 45) **).
:t.) Pamiętnik gub. Kowieńskiej na r. 1893. sl.r. 157.
**) Fakty te cytuję z prary ,,kilka słów o lichwie gub. Kowieńskiej".
Ateneum 18UG r. IX. sfr. 476 1 478.
-
133 -
Przytoczone przykłady są jednak niedostateczne, albowiem
tylko wypadki poszczególne, przeto przytaczam nieco
faktów ogólniejszych. ,, W gminie Wiekszańskiej" - mówi p.
Gukowskij - sąd rozstrzygał sprawę, w której powodem był żyd,
karczmarz, pożyczający pieniądze po 30%; sąd uznał powództwo
słusznem, a procent- zwykłym". Tenże badacz życia ludu w pow.
Szawelskim dodaje, że śród włościan wysokie procenty SL\ rzeczą
bardzo zwykłą; wedle praktyki sądowej 30¾ nie stanowi jeszcze
zbyt wysokich!*). To samo spotykamy też w powiatach innych.
Dawniej prawie nie znano zabezpieczenia pożyczki: wystarczało słowo dłużnika i zeznar.ia świadków. Dziś natomiast wymaga
się jej zabezpieczenie: kredyt osobisty przeobraża się w rzeczowy.
Najbardziej rozpowszechnioną formą zabezpieczenia jest zastaw;
nim mogą być wszystkie przedmioty, posiadające jakąbądż wartosć, nie wyłączając naturalnie gruntów lub bezspornych praw na
nie. Przedewszystkiem s~ reślę słów kilka o ruchomościach, o<ldawanych w zastaw. Oceniają się one zwykle nizko, ale w każdym
razie pożyczka jest niższą od oceny. Za całość zastawu oupowiada
osoba, która go wzięła; w razie uszkodzenia winna zap!acić odszkodowanie odpowiednie. Jeżeli pożyczkę zabezpieczono bydłem,
to przypłodek należy do właściciela; za sztuki zdechłe nikt nie
odpowiada; inwentarz rzadko daje się w zastaw. Je.zeli pożyczka
jest większą, to zabezpieczają ją zwykle ziemią wydzierżawiaj;:\c
grunt wierzycielowi na ściśle określony termin. Niekiedy dają
w zastaw zasiewy, które wierzyciel - w razie niewypłacalności
dłużnika - ma prawo zebrać i sprzedać; wedle ludu ta sprzedaż
kwituje ctług. Nie stosuje się to jednak do łąk; siano skoszone
uważa się zwykle tylko za procent.
Dziś lud zna już rozmaite formy wzajemnych zobowiązań
się kredytowych; jestto nabytek czasów ostatnich.
Często mozna
spotykać w praktyce sądów gminnych dokumenty podubne, pi•
sane niemożliwym językiem rosyjskim, niekiedy nawet na papierze
stemplowym, a zaopatrzone pieczęcią urzędnika gminnego, który
występował w charakterze świadka. Prawnego znaczenia wi~kszość
ich nie posiada, służą one tylko faktycznymi dowodami pożyczki;
to samo stosuje się zwykle do wekslów włościańskich ... z powodu niezachowania form przepisanych. Sądy gminne jednak
uznają ich ważność i prawno~ć. Nadmieniam, iź pożyczki większe
zawierają sią dziś przed regentem, który nadaje im formę prawm\;
omawiają
*) Pamiętnik gub. Kowieńskiej 1896 r. str. 164·.
-- 134 -·
rozumie się
nie będę o nich mówił; przytoczę tu tylko kilka
o które sprawy toczyły się w sądach wło
:;;ciai1skich. Nadmieniam - wszelkie naruszenie umowy pożycz
kowej wywołuje sprawę cywilną o zwrot; poręcznicy odpowiadają
zwykle na równi z dłużnikiem. Trzeba tu tei dodać, że niekiedy
w powództwach o zwrot długu kryje si~ zamaskowana sprzedaz
. gruntów. Wierzyciel, wrazie niewypłacalności dłużnika, nie ma
prawa zająć jego mienie; jez.eli zajmie, to p~awo zwyczajowe
uznaje to za samowolę, którą karze surowo. Włościanin pożyczył
od swego sąsiada 4 ft. wełny; po kilku latach sąsiad, nie doczeka wszy się zwrotu pożyczki, zabrał 3 owce dłużnikowi i zarznął;
skórami pokwitował dług a mięso zjadł za procent; sąd gminny
J eleonorowski - wyrok 1889 r. 1. 11. - skazał go na zapłacenie
12 rub. odszkodowania i 3 dni aresztu, a 4 ft. wełny pożyczonej
darował dłużnikowi. Jestto zasada ogólna, uznawana powszechnie:
nikt sam swego długu egzekwować nie moze, robi to sąd.
Należy podkreślić, iż wogóle sądy włościańskie, niekiedy
wyróżniające się swą pobłażliwością, nie znają miłosierdzia dla
dłużników niewypłacalnych. Ta surowość tłórnaczy się pojęciami
o prawie własności - z jednej strony, z drugiej zaś - składem
sądu ( chłopi zamożni) i jego zależnością od najbogatszych, najwpływowszych gospodarzy. W ogóle sądy gminne, jak· lud mówi
z goryczą, są poblażli we dla bogatych, surowe - dla biednych.
Powstało nawet przysłowie: "czyja butelka większa, ten ma
słuszność", powtarzane w okolicach Rogowa (pogranicze pow.
Wiłkomierskiego i Poniewieskiego). Sądy niekiedy nawet wierzq
niemal n:i. słowo wierzycielowi; tak sąd gminny Bernatowski powództwo o 100 rub., stwierdzone przez jednego świadka, uznał
za wazne, nawet w nieobecności poZ\~anego; sumę tę wyegzekwowano (wyrok 1885 r. 1. 25). Ni~kiedy w sprawach podobnych
wydają one wyroki ·niezmiernie oryginalne a cnarakterystyczno :
przed sądem gminnym w Płungianach toczy się sprawa o Żwrot
13 rub., które przysądzono powodowi, ale za jego zgocl.\ dłużnik
musiał je oddać na mszę ( wyrok 1886 r. 1. 25).
Trzeba tei. zanotować, że w tych sprawach przedawnienie
niemal nie istnieje, o którem zresztą prawo zwyczajowe ma poj<~cic bardzo nieokreślone. Ktoś żąda zwrotu 2 bierwion, poi.yczonych przed 7 laty; sąd gminny Aleksandrowski wyrokiem z 188 1
r. 1. 13. zasąllza to powc><lztwo. Pożyczyno 8 łokci samodziału;
po upływie 10 lat zai,ldano zwrotu; s.:t<l gminny w Ta wrogach
zasądził zwrot (wyrok 1891 r. 1. 325). Przykłady te rzucajq nader
jaskra we światło na pojP.cic ludu o przedawnieniu. :Należy też podprzykładów pożyczek,
-
135 -
kreslić, że egzekucya sądowa w tych sprawach następuje zwykle rychło, gdy w innych natomiast każe czekać długo. Do sądu gminnego
w Łuk~ikach zapozwano włośclanina, żądając odeń, na mocy dwóch
dokumentów, wypłaty 21 rub. Na sądzie okazało się, iż pozwany
uważał dług pierwszy (10 rub.) za umorzony, albowiem w ciągu
10 lat sadził dla wierzyciela po 2 pury ziemniaków, za drugi zaś
dał 20 wozów siana. Wierzyciel zeznał, że to były tylko pro~
centy; sąd ten pogląd podzielił (wyrok 1877 r. 1. 17). Teraz jeden
przykład sprawy pożyczkowej, w której należy, bodaj, widzieć
zamaskowany akt kupna-sprzedaży. Włościanka M. zgodziła sią
za 400 rub. długu ustąpić na zawsze 5.5 dies. gruntów, które· naleźały do niej. Sąd zgodził się z tern i wydał wyrok odpowiedni,
którego mąż nie mógł obalić (sąd gminny Sołocki wyrok 1893 r.
1. 1). W tejże samej gminie włościanin za 800 rub. długu zrzP-kł
się 9.5 dies. gruntów nadanych wraz z zabudowaniami. Motywy
wyroku są nader troskliwie wyłuszczon·e; nie zapomniano nawet
dodać, że „w rodzinie Z. (nazwisko dłużnika) nigdy nie było
umysłowo-chorych" (wyrok 1893 r. 1. 5). Wogóle kredyt ludowy,
rzeczowy udziela się na warunkach nader ciężkich, niekiedy graniczących wprost z lichwą.
Prawo zwyczajowe nie zna pojęcia lichwy: lud wprawdzie
potępia zbyt wysokie procenty i zbyt ciężkie warunki kredytu,
ale to potępienie nie jest ściśle określonem i jasnem; uznaje on
to wszystko za czyny niemoralne, ,,bezbożne" nawet, ale nie karalne w drodze sądowej. Słowem - nikt nie może być karany
za warunki, chociażby najcięższe, na których udziela się kredyt,
albowiem każdemu wolno z niego korzystać lub nie; jestto umowa
dobrowolna, jak lud mniema. Rzeczywiście z powodu warunków
gospodarstwa naturalnego, lichwa w swej formie towarowej rzec można - nie istniała po wsiach; dopiero stopniowe przeobrażenie się stosunków ekonomicznych wytworzyło grunt przyjazny dla jej rozwoju. Muszę tu zanotować, że pewne rozporzą
dzenie rządu utrudniło włościanom kredyt rzeczowy. W myśl tego
rozporządzenia nie wolno ani zająć, ani sprzedać z licytacyi tych
ruchomości, które są konieczne do prowadz.enia gospodarstwa.
N a pozór rozporządzenie to, zaczerpnięte, bodaj, z pra woda ws twa
Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej, jest ludzkiem i rozumnem, ale jego wykonanie oddziałało ujemnie. Rzecz w tern, iz
kwestyę, co jest koniecznie potrzebnem do prowadzenia gospodarstwa, rozstrzyga dowolnie Urząd gminny t. j. wójt prawnie,
faktycznie - pisarz gminny. O tej stronie działalności urzędów
gminnych oficyalny Parnit;tnik gub. Kowieńskiej na r. 1896. str.
10
-
136
163. tak się wyraża: ,, nie można zauważyć z tego powodu, że
przy egzekucyach z włościan na rzecz właścicieli ziemskich i wogóle osób prywatnych ci przedstawiciele władzy (urzędnicy gminni)
szeroko korzystają z prawa vet o, gdy komornik sądowy z na•
kazem egzekucyjnym zajmuje mienie włościan. W niektórych
razach cierpią na tern bardzo interesy rolnictwa, oraz towarzystw
wkładowo-zaliczkowych, albowiem uiszczenie się wło:kian ze swych
długów zależy niemal od ich dobrej woli".
Tu należy dodać słów parę: za dług nieprzenoszący I oo rub.
można zapozwać włościanina do sądów gminnych, które wyroki
swoje w sprawach podobnych egzekwują surowo, ale osoby
wszystkich innych stanów troskliwie unikają sądów włościa11skich,
woląc mieć do czynienia z sądami koronnymi. Dajmy na to A.
wygrał sprawę, uzyskał nakaz egzekucyjny i posłał komornika
sądowego, uprzednio zapłaciwszy mu strawne i milowe, by wykonał wyrok, ale pan wójt nie pozwolił zająć ruchomości, bo niezbędne są do prowadzenia gospodarstwa . . . .
I wyrok sądowy
pozostanie „na papierze"! Dziś już nikt nie udziela włościanom,
nieposiadającym gruntów na prawie własności osobistej, ani najmniejszego kredytu. ,,Nikt" ów należy - rozumie się - nie do
włości:tn, bo sami oni pośród siebie umieją doskonale egzekwować wszelkie należności. Dziś już doszło do tego, źe towarzystwa
wkładowo-zaliczkowe, których celem jest ułatwienie kredytu drobnego, odmawiają poi.yczek włościanom, jeżeli pożyczający
i dwaj jego poręczyciele nie złożą zaświadczenia urzędu gminnego, ze posiadają ruchomości, które mofoa zająć i sprzedać.
I :aktyka rozszerzyła to rozporządzenie niezmiernie szeroko:
władze gminne nie pozwalają zajmować ruchomości b. wolnych
ludzi, którzy zalegają dworom w opłatach za ziemię; by tego
uniknąć, dwory opłacają wójta, a głównie pisarza.
Przytoczone fakty rzucają niejakie światło na kwestyę rozpowszechniania się lichwy, która już ogarnęła wsie, nie spotykając
żadnego przeciwdziałania.
Przytaczam tu kilka przykładów, rzucających jaskrawe światło na pogh\dy sądów gminnych na lichwę.
Sąd gminny Erzwiłkowski wydał wyrok następny: ,,chłop poży
czył 800 rub., a za procenty oddał ~woją chałupę wraz z gruntem,
potem zaskarżył wierzyciela. Obie strony zgodziły się, by sąd
gminny rozstrzygał tę sprawę w charakterze sądu polubownego.
Sąd gminny orzekł, że pozwany zobowiązuje się powodowi dawać
aż do śmierci corocznie po 4 pury żyta i owsa, 3 pury jęczmienia,
ka wałek ogrodu na zasadzenie 3 purów ziemniaków, 20 ft. lnu,
-
137 -
oraz karmić krowę i owcę, a na pogrzeb dać 20 rub.; grunt zaś
- przeszło 30 dies. ziemi --- wraz z zabudowaniami przysądził
pozwanemu (wyrok 1884 r. 1. 51). W tej gminie - mówi p. Gukowskij 24°/1 -36¾ nie są uważane za ciężkie. ,,Wogóle sądy
ludowe nie uznają karalności lichwy; spraw o to nie spotyka sią
w cale, natomiast egzekwują one długi lichwiarskie z całą surowością i energią, na którą zdobyć się mogą.
Powiem więcej :
uświęcają one nawet umowy, które p. Gubernator nazywa wprost
nlichwiarskiemi". W memoryale, zawierającym rezultaty rewizyi
instytucyi rządowych i włościańskich (wydrukowanym w dodatku
do Nr. 80. Kowieńskich Wiadomości Gubernialnych z r. 1893)
p. Klingenberg przytacza kilka przykładów, które jego słowami
powtórzę: ,,Do księgi umów zapisują się kontrakty na dzierżaw0
gruntów aż do zwrotu pożyczonych na ich zastaw pieniP;dzy,
(umowy 2, 4, 5). nawet z obowiązkiem przedłużenia kontraktu.
Z tekstu umowy pierwszej widać, że dzierżawca zapłacił arendą
za lat 4 z góry; umowy podobne noszą jawnie lichwiarskie cechy
(Sąd Skawdwilski 1892 r.).
W gminie Krożańskiej „Umowy zawierają się jawna-bezprawne i lichwiarskie, zwłaszcza dużo ich zawarto w r. 1892;
w gminie Pojurskiej „umowy noszą cechy jawnego bezprawia
i oszustwa (1892 r.) i t. d . .,Kilka słów o lichwie w gub. Kowieńskiej". *).
W ostatnich też czasach wytworzył się typ chłopa lichwiarza, nieznany przedtem. P. Friedman tak określa lichwiarza wiejskiego: ,, wysokość pobieranych procentów, terminy, spłaty i fe my zabezpieczenia długu niczem nie różnią się od warunków
praktykowanych przez lichwiarzy nie włościan. Różnica polega
tylko na tern, że działalność chłopa lichwiarza jest znacznie szkodliwsza, niż działalność lichwiarza, nie mieszkającego na wsi.
Chłop lichwiarz, zamieszkały na miejscu, pobiera procent zbożem
i robocizną, których dłużnik prawie nie może obrachować" str. 9.
Do tych słów niewiele co można dodać; nadmienię tylko, iż sądy
i urzędy gminne często są zależne od lichwiarzy, rozumie się pośrednio. Nowo wydana ustawa przeciwko lichwie pozostała literą martwą, bądź z powodu trudności dochodzenia sądowego
w takich sprawach, bądź z niechęci wszczynania procesów podobnych, bądź tt:Ż z niskiego poziomu etyki publicznej.
*) Ateneum 1895 r zesz. IX. str. 4 79 i 480.
*
-
138 -
:c:c.
Teraz skreślę odpowiednie pojęcia i poglądy prawa zwyczajowego, które dotyczą umów osobistych. Przedewszystkiem będę
mówił o umowie najmu, w której ocalało tyle prastarych prawnych pojęć ludowych tak charakterystycznych. U prze1nio nadmieniłem, iż umowy najmu zawsze zawierają się słownie; piśmien
nych lud ohawia się jak cyrografów dyabelskich, bynajmniej nie
przesadzając. Przytoczyłem też prawdopodobne źródło tego przezytku. Nadmienię tu, że prawo zwyczajowe wogóle reguluje stosunki wynikające z umowy najmu; stosują je dwory do służby
folwarcznej narówni z wł0ścianami. Nawet w miastach wzajemne
stosunki panów, a służących określają się niem, lubo z pewnymi
wyjątkami. Wedle zwycz~ju umowy najmu zawierają się pod
koniec roku: w jednych okolicach na św. Mikołaja, w innych zaś
- na Boże Narodzenie. Zwyczaj też każe dawać robotnikowi
wiejskiemu kilka dni wypoczynku, zwykle tydzień. Żadnych legitymacyi lub paszportów nie wymaga się, bo wogóle wynajmują
tylko robotników znanych, pośrednio lub bezpośrednio; zresztą
wszyscy najmici są włościanami miejscowymi, obcych nie spotykamy. Przy zawarciu umowy daje się zwykle zadatek odpowiedni
<lo zasług; włościanie zawierają umowy podobne zawsze przy
świadkach, inni obchodzą się bez nich.
Za małoletnich umowy zawierają rodzice lub opiekunowie,
pobierają też za nich nietylko zadatek, ale nawet zasługi. Prawo
zwyczajowe dozwala małoletnim zawierać umowy najmu, bynajmniej nie zwracają uwagi na zgodę starszych, chociaż zasada
ogólna wymaga bezwarunkowo ich zgody.
Wzajemne stosunki najmitów do pracodawców dotąd określają się jeszcze niemal wyłącznie dawnymi zwyczajami i poglą
dami, w których zachowało się tyle przezytków epoki pa:tryarchalnej. Nietylko włościanie, ale nawet i dwory w swych stosunkach z najmitami kieruja się podstawami prawa zwyczajowego,
lubo ostatnie coraz częściej zaczynają uwzględniać wymagania
współczesne, oraz względy etyczno-humanitarne. Z tego powodu,
omawiaj<1cc tę stronę kwestyi umowy najmu, określę naprzód wzajemne stosunki najmitów do włościan pracodawców, potem zaś <lo dworu.
Przedewszystkiem robotnik w rodzinie włościańskiej jest jej
członkiem; jego położenie niczem zasadniczem nie wyróżnia się od
położenia synów gospodarskich : razem pracuje, je i spi, obcuje
-
139 -
jak równy z równymi; jednakowo podlega patryarchalnej władzy
gospodarza, pracodawcy. Wrazie lenistwa czy niedbalstwa lub
nieposłuszeństwa nie ominie go połajanka, a nawet „pyskowanie".
Jeżeli uznaje siebie winnym, to nie poczuwa się obrażonym,
zwłaszcza gdy gospodarz jest człowiekiem leciwym. Wie dobrze,
że w razie choroby otoczą go opieką, zrobią wszystko, co w danych okolicznościach będzie można; za straty i szkody przypadkowe zasług nie wytrącą .... prędzej obiją, gdy szkoda będzie
większą. Pracuje jak każdy członek rodziny włościańskiej, ani
mniej, ani więcej. Jeżeli latem czasem dzień roboczy przeciL1cga
się aż do późna, to obok siebie widzi na zagonie synów i córki
gospodarskie.
Zasługi określają się zwyczajowo, zależnie od przymiotów
osobistych, płci i wieku. Najmici dzielą się na parobków i pół
parobków. Pierwsi otrzymują płacę niemal w dwa razy większą
niż drudzy; dziewczęta służbowe stanowią jedną kategoryę. Zasługi zależą od przymiotów osobistych i wydajności pracy. Wogóle władza pracodawcy n·ad najmitami i robotnicami może być
śmiało przyrównaną do władzy rodziców nad dziećmi, ale nie
utożsamianą, bo zakres jej jest szczuplejszy. Analogia ta dość
ściśle oddaje zasadnicze rysy tych stosunków : jak w rodzinie
córki zależą przeważnie od matki, tak robotnice -- od gospodyni.
Obowiązki rodziców względem dzieci lud stosuje dotąd, acz z pewnemi zastrzeżeniami, do obowiązków pracodawców względem
najmitów; za ich postępowanie moralnie odpowiedzialnym jest
gospodarz.... Uprzednio nawet zdarzało się niekiedy, że sądy
gminne karały pracodawców za wykroczenia ich najmitów, jak
dotąd karzą rodziców za „niepowstrzymanie" dzieci od występków.
Pisząc o pozostałościach karnego prawa zwyczajowego, przytoczę
przykłady odpowiednie. Pogląd ten podzielają też sądy włościań
skie, stając zwykle po stronie pracodawców, których poczytują
jakby za drugich rodziców. Sar.1i najmici podzielają też opinie
podobne: dotąd nie uważa się za niesprawiedliwość ze strony
pracodawcy, jeśli obatoży swego robotnika za jakiebądź wykroczenie: ,,pan sprawiedliwy, ale zły (piktas) -- mówią włościanie
o pewnym właścicielu ziemskim - jeżeli z fajką zobaczy przy
budowlach, to da w pysk, ale słusznie".
Wszakże przekroczenia normy zwyczajowej przez pracodawce
wywołuje bardzo ostry protest, który znajduje czasami uwzglę~
dnienie nawet w sądach gminnych. W tych wypadkach nietylko
zwalniają one najmitów od odpowiedzialności karnej, ale nawet
przysądzaj,l, im odszkodowanie.
Trudno określić, co należy rozu-
mieć
przez te naruszenia norm zwyczajowych? Zdaje się, iż
wszystko zaleźy w wypadkach poszczególnych od okoliczności
miejscowych. W wypadku, przytoczonym poniżej, było odmówienie strawy mięsnej w czasie zapust, zatem przekroczenie zwyczajowe. W gminie Żagorskiej gospodarz wytoczył proces trzem
robotnikom, oskarźając ich o porzucenie służby i żądając 90 rub.
odszkodowania. Na posiedzeniu sądowem okazało się, iż robotnicy
sa.: katolikami, powód zaś - protestantem; we wtorek zapustny
dano im na obiad śledzie, nie zaś kiełbasy i mięso, "jak tego
dnia zwykle robią katolicy". Nie dość tego: najmici zażądali
jeszcze g rub. odszkodowania od pracodawcy. Sąd powództwo
pracodawcy odrzucił, a najmitom przysądził 9 rub. odszkodowania
"za zawód" (wyrok 1884 r. 1. 43). Najczęściej zdarza się, iż sc1,dy
gminne uznają złą strawę t. j. nieodpowiadającą przeciętnym wymaganiom ludowym za powód dostateczny do porzucenia służby
i zwalniają robotników od wszelkiej odpowiedzialności. To pojęcie
jest bardzo względnem: na pograniczu kurlandzkiem czeladź
dworska otrzymuje 3- 4 razy tygodniowo mięso (zwykle pośle
dniejsze gatunki wędlin lub słoniny), w innych zaś miejscach tylko dwa razy: w niedzielę i w czwartek; w każdym razie 3
razy dziennie strawa winna być gorąca. Te wymagania obniżają
się stopniowo, ale jeszcze utrzymują się tu i ówdzie.
Płaca robocza określa się śród włościan niemal jeszcze zwyczajowo, ale coraz bardziej a bardziej zaczynają na nią oddziały
wać czynniki ekonomiczne. Mogę twierdzić stanowczo, iż wyższą
ona jest w okolicach, posiadających więcej bezrolnych, niż w tych,
w których znajdujemy bardzo dużo włościan małorolnych n. p. na
pograniczu kurland:t:kiem, w północnych częściach powiatów Szawelskiego i Poniewieskiego, o gruntach urodzajnych, wysokiej
względnie kulturze rolnej i wielkiej ilości bezrolnych ( około 50¾)
jest ona o wiele wyższa, niż w okolicach innych, nieposiadających
warunków wspomnianych. Rzecz jasna: włościanin małorolny
trzyma ~ię oburącz swego gruntu i sprzedaje swą pracę za bezcen,
byle tylko wyżyć i nie opuścić go!
W zwyczajach ludu, dotyczących płacy roboczej, zachowało
się jeszcze sporo zabytków czasów dawnych: dotąd bardzo często
uiszczają ją w naturze. Nawet robotnicy stali, wynajęci rocznie
czyli t. z. czeladź, dotąd jeszcze otrzymuje część zasług w naturze: wedle powszechnego zwyczaju każdy pracodawca musi zaopatrzyć swych najmitów w kożuchy. Jestto warunek ściśle przestrzegany ; w niektórych okolicach wynajmują robotników
z obowiązkiem dostarczania im odzieży zwykłej, przeciętnej, ale
zwyczaj ten zanika już, lubo jego pozostałości przechowują się
dotąd: w jednych okolicach gospodarz winien dać służbie obuwie,
w innych odzież zimową i t. d. Robotnicy „na odzieży gospodarskiej" pobierają zasługi niższe ... Dotąd jeszcze zdarza się, zwła
szcza na pograniczu Kurlandzkiem wśród tamecznych włościan
zamożnych, że robotnik, oprócz zasług, otrzymuje t. z. hondę;
jestto kawałek gruntu, który gospodarz zasiewa określoną ilością
ziarna i siemienia; zbiory należą wyłącznie do robotnika. We
włości Podbirżańskiej parobek pobiera 5-1 o rub. płacy rocznej
i hondę następną: 14 garncy lub 16-jęczmienia, 24- owsa i 24ziemniaków; to znaczy, iż do niego należy cały urodzaj z tego
posiewu W gminie Czypiańskiej „bonda" wynosi: pur żyta i po
pół pura jęczmienia i owsa. Trzeba dodać, że parobek-bondnik
ma gotowe utrzymanie i przyodziewek od gospodarza. Niekiedy
część wynagrodzenia stanowi przysiewek t. j. prawo robotnik
zasiać na gruncie gospodarskim pewną ilość garncy
zboża
lub lnu.
Ilość dni roboczych wynosi około 300, bo wszelkie święta
katolickie ściśle bywają obchodzone; obchodu dni galowych lud
nie zna. Długość dnia roboczego określa zwyczaj starodawny:
dzień roboczy trwa latem od wschodu do zachodu słoftca z godzinnemi przerwami na odpoczynek pośniadaniowy i poobiedni.
Zdaje się - położenie robotnika wiejskiego u włościan jest lepszem, niż we dworze, lubo praca w chacie jest cięższą i intensywniejszą, ale wynagradza to stanowisko równości moralnej; wogóle chętniej najmują się do włościan niż do dworów. Robotnik
nasz jest bardzo dalekim od ideału robotnika okresu kapitafo;tycznego; jestto, bodaj, robotnik z okresu gospodarstwa naturalnego,
szybko przeobrażający się na modłę współczesną.
W zakończenie jeszcze słów parę: stosunki wzajemne gmatwają się coraz bardziej; coraz częściej, nawet u nas, zaczyna występować i przybierać formy odpowiednie zasadnicza sprzeczność
pomiędzy interesami pracodawcy a najmitów. Mamy już małe
zmowy robotników wiejskich! ...
Osobną grupę śród najmitów stanowią pastusi.
Każda gromada ma swego pastucha głównego, którngo w miejscowym ję
zyku polskim nazywają „skierdziem". Skierdź winien być człow;e
kiem statecznym i niezbyt młodym; winien on znać się na chorobach bydła i wierzeniach ludowych, dotyczących zwierząt udomowionych. Każda gospodyni wypędza bydło po raz pierwszy
rózgą, poświęconą w niedzielę kwietną. Wypędzajr1cc, należy je
pokropić wodą święconą i obkurzyć ziółkami, poświęconemi na
-
142 lloże Ciało,
co chroni bydlęta od szkody, chorób, uroku niekiedy
lub też czarownicy, która w niektórych okolicach istnieje i odbiera mleko krowom*). Pastuch główny odpowiada za całość
stada gromadzkieg-o; on też odpowiada za szkody, które bydłO'
moźe wyrządzić. Prawdopodobnie z tego powodu posiada on zwfczajowo niemal ojcowską władzę nad pastuszkami, których kiiku
ma zawsze do pomocy. Wynajmuje go gromada od wiosny a~ do
późnej jesieni. Zwyczajowo karmi go każda chata po kolei; odzież
musi mieć własną. Oprócz płacy, z góry umówionej, zawsze otrzymuje on od każdej sztuki bydła rogatego po 2-3 garnce zboża,
po garncu zaś od owcy. W jesieni składają mu dary, jeśli ani
jedna sztuka nie zginęła, ani zdechła z jego winy. W niektórych
okolicach pastuch obowiązany jest zaopatrzyć wieś całą w miotły. W czasie pasania bydła pastusi zwykle trudnią się wyplataniem łapci, które dotąd są jeszcze w użyciu.
Zwyczajowo obchodzą oni na drugi dzień Zielonych Świątek
swoje własne święto. '\\,.,. edle zwyczaju w przeddzień obdarzają ich
słoniną i jajami, z których sporządzają jajecznicę.
Przy rozpalonym ogniu, do którego nawet dziś rzuca się
jeszcze trochę strawy, śpiewano dawniej pieśni obrzędowe, wysławiające, ,,boginię o włosach złotych;" dziś zamilkły one na
zawsze.
W zakończenie nadmienię, iż przebaczenie pastuchowi straty,
poniesionej z jego winy, lud uważa za czyn bardzo pochwalny,
który gładzi dużo grzechów. Nawiasem nadmieniam, że wspólność
pastwiska, oraz konieczność wspólnego korzystania zeń stwarza
jakby coś w rodzaju solidarności gromadzkiej, tak rzadkiej u nas
wobec hasła: ,,każdy za siebie". Przytaczam jedyny, znany mi
przykład solidarnego wystąpienia gromady. We włości Surwiliskiej gromada wspólnie wynajęła na lato byka reproduktora,
ale właściciel po paru tygodniach odebrał go. Wytoczono mu
proces o 40 rub. odszkodowania, które przysądzono (wyrok 1872
r. 1. 40). Dziś chyba już nic podobnego spotkać nie można, jeżeli
spór nie toczy się o pastwiska wspólne ....
W ustępie powyższym skreśliłem zasady główne, któremi
kierowano się w sprawach najmu; dziś ulegają one przeobraże-
*) We wsi Pojodzie, leżącej 0 kilkanaście kilometrów od Poniewieża,
opinia wioskowa wskazuje palcami kobietę, wdowę, chałupnicę, która
słynie za czarownicę, odbierającą mleko krowom (mielżynie); widziano j~,
jakoby bosą w koszuli, zbierającą rosę święto-ja:ńską.
-
143 -
niom się stopniowym, na które przeważny wpływ wywierają nowe
warunki ekonomiczne. Dawna „czeladź gospodarska" zanikła lub
zanika stanowczo: w zamian dawnego robotnika nieżonatego, mieszkająceg-o we dworze i pobierającego opłatę przeważnie w gotówce i t. d., zjawił się najmita żonaty, mieszkający osobno, pobierający znaczną część zasług w naturze i t. d. słowem tak
zwany ordynarczyk, a na Żmudzi głębokiej --- kumieć. Dziś,
coraz częściej, nawet włościanie zamożniejsi usuwają czeladź, zastępując ją ordynarczykami. Ordynarczyk -- to robotnik żo
naty, który za swą pracę otrzymuje osobne mieszkanie, kawałek ogrodu, opał, pewną ilość produktów w naturze, oraz kilkanaście czy kilkadziesiąt rubli w gotówce; za to niekiedy nawet
jego żona lub dzieci winne „odrabiać dni". Termin najmu - rok,
który zaczyna się od św. Jerzego; urnowa zawiera się zwykle na
piśmie z zastrzeżeniem prawa właściciela zerwać ją w każdej
chwili bez podania przyczyn. W ogóle zależność tego nowego
typu najmitów od pracodawców jest o wiele większa, niż dawnej
czeladzi gospodarskiej. Jej zakres i formy bywają bardzo różne,
ale zwykle nie przekraczają granicy stosunków ekonomicznych.
Twierdzą, iż ordynarczyk o wiele więcej zbliza się do ideału robotnika współczesnego niźli parobek dawniejszy. Trzeba tu podkreślić, że patryarchalność w stosunkach wzajemnych zaczyna
zanikać szybko, ale smutno wyznać, że w zamian jej tylko wyjątkowo ustanawia~ą się stosunki lepsze oparte na uznaniu godności ludzkiej w ordynarczyku.
Warunki najmu są nader różne; można tylko śród tego
chaosu podkreślić kilka zwyczajów, uznawanych ogólnie. Oto
każdy ordynarczyk zawsze i wszędzie winien posiadać własne,
osobne mieszkanie i składy, opał i kawał ogrodu warzywnego. W wielu bardzo okolicach zyskali oni już prawo na bezpłatną pomoc lekarską w razie choroby lub nieszczęśliwego wypadku, ale zasadę tę uznają tylko dwory; włościanin nie wyrzuci z chaty chorego, owszem - zwykle otoczy go opieką, ale
na tern kończy się wszystko. Co do wynagrodzenia ordynarczyków przytaczam kilka przykładów, zaczerpniętych ze źródeł
urzędowych. W majętności Grasunach ordynarczyk pobiera 23 rub.
oraz po 12 purów żyta i jęczmienia, 4 pury owsa, pur grochu,
2 pury soli, wóz siana, kawałek ogrodu i prawo utrzymania jednej krowy na karmie dworskim. W Anksztelkach: 20 rub., 12
pur6w żyta, 10 purów jęczmienia, po 2 pury owsa i grochu, 25
ft. lnu czesanego, oraz sadzi dla siebie 4 pury ziemniaków. Dodam, że żony ordynarczyków obowiązane są odrobić po 30 dni
-
144 -
letnich (pow. Szawelski). Pokroje: 50 rub. po 2 pury żyta i jęcz
mienia, pur grochu i wóz siana; oprócz tego dwór daje mu ogród
warzywny, kawałek pola na 2 pury ziemniaków i na każde 2 roclziny dojną krowę, a wieprzka na Iloie Narodzenie. Brunowiszki:
30 rub., 18 purów żyta 113 purów jęczmienia, 5 purów owsa, po
2 wozy siana i słomy jarej, 400 sążni kw. ogrodu i kawałek ziemi na 2 pury ziemniaków. Wolno też paść na dworskiem pastwisku 3 krowy i 3 owce; dwór daje podściółkę, ale zabiera nawóz. Dwa ostatnie przykłady pochodzą z pod Kurlandyi (powiat
Poniewieski); jest to, bodaj, maksimum wynagrodzenia, ale w tych
okolicach żony ordynarczyków winne odrabiać 30-50 • dni roboczych. Najgorszem bodaj jest położenie ordynarczyków w pow.
Rosieńskim. Tam nietylko sam kumieć obowiązany jest pracować
codziennie, ale nawet jego żona i dzieci muszą stawić się na robotę
na pierwsze żądanie właściciela za płacę, określoną z góry. Sprawozdanie urzędowe wyraża się o tern krótko a węzłowato: ,,odbywają pańszczyznę". Stosunki podobne istnieją też w pow. Felszewskim, w innych dzieje się nieco lepiej, ale nie o wiele. Bardzo trudno powiedzieć coś stanowczego o sumiennem wykonywaniu umów zawartych: ordynarczycy niemal powszechnie skarżą
się na pracodawców; ci zaś ostatni - na nich. Właściciele ziemscy tylko w bardzo rzadkich wypadkach uciekają się do ochrony
sądów gminnych: albowiem odpowiednie zwyczaje prawne ludu
stoją w rażąCf~j sprzeczności z współczesnemi pojęciami etycznemi
o umowie najmu, które większość podziela. Jeżeli zaś nawet i nie
podziela, to chęć uniknięcia przykrych stcsunków z pisarzem
włościańskim i sędziami wstrzymuje od tego kroku ... słowem tylko ludzie bardzo niewybredni etycznie niekiedy zanoszą skargi
do sądów gminnych na swych najmitów wrazie zerwania umowy.
Inaczej postępują włościanie: sprzeczności wskazanej powyżej oni
ani rozumieją, ani odczuwają i dlatego nie krępują się bynajmmeJ. Wedle ich zdania niema w tern nic oburzającego, że za
porzucenie służby sąd gminny każe ochłostać robotnika! To też
sądy gminne są zawalone sprawami podobnemi, zwłaszcza na
głębokiej Żmudzi.
Uprzednio nadmieniłem i udowodniłem, że w tych wypadkach żadne okoliczności nie uwzględniają się: sam fakt wystarcza.
Tu przytoczę kilka przykładów, by jaskrawiej oświetlić tę stronę
umowy najmu, która jest niewątpliwie przeżytkiem dawno minionej epoki. ,,Za zawód gospodarzowi i porzucenie służby" sąd
gminny Janowski skazał robotnika na chłostę (wyrok 1885 r., 1.
47). Gospodarz bardzo źle obchodził się z pastuszkiem wyrostkiem;
-
145 -
matka dowiedziawszy się o tern, odebrała chłopca; oskarżono kokietę. Sąd gminny w Worniach skazał ją na zapłacenie 10 rub.
odszkodowania, oraz 3 dni aresztu (wyrok , 886 r. 1. 5 1). Ojciec
wynajął syna na lato, za past.uszka; otrzymał za to zgóry 8 rub.,
pur jęczmienia i 2,5 pud. siana; w 5 tygodni potem odebrał
chłopca; albowiem obchodzono się z nim bardzo źle .... Na mocy
wyroku sądowego musiał zapłacić 3 rub. odszkodowania, oraz
zwrócić pobrane pieniądze, zbole i siano (Sad gminny Skiemski
wyrok 1889 r. 1. 16). ,,z pośród spraw cywilnych, rozstrzyganych
przez sądy gminn~, należy wyróżnić w osobną grupę i wyodrę
bnić te, których źródłem jest umowa najmu; zwykle skarżą się
pracodawcy. \\r szędzie gospodarze skarżą się na robotników za
samowolne porzucenie służby lub niezjawienie się na nią po
otrzymaniu zadatku; skarżą się nareszcie na rodziców, którzy
niekiedy umieją wynająć swe dzieci na służbę dwom, trzem osobom i pobrać od nich zadatki. Taksamo postępują robotnicy
dorośli, samowolnie porzucając jedrn~go gospodarza, a przystając
na służbę do drugiego; swoje postępowanie tłómaczą oni zwykle
na posiedzeniu sądowem złem obejściem sią lub strawą niemożliwą" mówi p. Gukowskij *).
Jestto strona odwrotna, którą przytoczyłem, by oświetlić
jaskrawiej tę sferę życia ludu. Przytaczam tu też jeszcze parę
przykładów, wyróżniających się niezmiernie oryginalnymi warunkami najmu. W gminie Okmiańskiej matka oddała swą córkę na
słuźbę z warunkiem, by ją w ciągu 2 lat nauczono czytać i obeznano „z prawidłami wiary protestanckiej". U płynął termin: okazało się, że dziewczyna nie umie ani czytać, ani katechizmu;
matka zażądała 24 rub. odszkodowania, które przysądzono, albowiem ,,dziewczyny nie nauczono czytać" (wyrok 1882 r. 1. 33).
W innej znowu gminie matka oddała swą córkę nieletnią na służbę,
a pracodawca zobowiązał się poślubić ją po dojściu do pełnole
tności, oraz przekazać jej swój grunt; po 4 latach porzuciła ona
służbę i wystąpiła z powództwem, żądając odszkodowania. Na posiedzeniu sądowem, gospodarz twierdził, iż chce spełnić zobowią
zania się przyjęte, ale powódka o jego poślubieniu nie chce ani
słyszeć, chociaż domaga się gruntu; przysądzono jej 16 rub. 50
kop. odszkodowania (sąd gminny Krukowski Wyroki 1883 r. 11.
5 i 6).
Pozostaje m1 Jeszcze omówić umowy inne, które zna prawo
zwyczajowe. Do ich rzędu należy przedewszystkiem zaliczyć
*) Pami~tnik gub. Kowieńskiej na r. 1886. str. 160.
umowy nadomnicze, w których osoba wysuwa się na plan pierwszy,
czynniki zaś materyalne - na dalszy; z tego powodu zaliczyłem
je do umów osobistych. Często zdarza się, iż wdowa dzietna, posiadająca gospodarstwo, a nie mająca możności sama załatwić się
z uiem, bierze "narlomnika" (uszkurisa) do pomocy, zawierając
z nim osobną umowę, bądż słowną, bądź na piśmie; niekiedy poś!ubia go nawet, ale nie zawsze. W obu wypadkach jednak
umowa gra rolę przeważną; warunki jej są nader różne. Zwracam
uwagę na terminowość: zawiera się ona albo do dojścia do peł
noletności synów, albo na ~ci'śle określoną ilość lat. Należy ro•
zumieć to w tern znaczeniu, że po upływie terminu nadomnik
traci swe prawa gospodarcze, traci prawo rozporządzania się.
K westya pożycia n:iałżeńskiego, jeżeli ślub został za warty, pozostawia się zwykle otwartą, chociaż prawo zwyczajowe daje możność żonie w tych wypadkach usunąć męża z chaty, z czego
kobiety niekiedy korzystają. Uprzednio omówiłem podstawy i
stosunki majątkowe, wynikające z nadomnictwa, jeśli kobieta poślubi nadomnika. Zwyczaje podobne stosują się też do tych wypadków, gdy ona bierze go w charakterze pomocnika czy też
rządcy. I w takich razach nadomnik winien wnieść „posag", który
zwraca się mu w raiie złamania umowy lub upłynięcia jej terminu; ma on też zawsze prawo do wynagrodzenia za prowadzenie
gospodarstwa.
Jego stanowisko często jest nie do pozazdroszczenia: jeśli
nawet kobieta go poślubiła, to w każdym razie krewni żony lekceważą i poniewierają nim, sama żona ma nad mężem stanowczą
przewagę w życiu rodzinnem, która wzrasta coraz bardziej. Jeżeli
nie jest on mężem, to odgrywa rolę pośrednią pomiędzy gospo•
darzem a najmitą. Nieco inne jest stanowisko nadomnika, gdy
poślubia on jedynaczkę gospodarską; w tych wypadkach, zwłaszcza
po śmierci rodziców, staje się on rzeczywistym gospodarzem
i głową rodziny.
Dawniej dość chętnie szli "na dom" zwykle młodsi synowie
gospodarscy, którym wypłacono gotówką lub produktami należną
im część mienia wspólnego; dziś praktykuje się to coraz rzadziej,
albowiem czynniki ekonomiczne zaczynają odgrywać rolę coraz
poważniejszą a związki rodzinne i ich powaga słabną, co stawia
w przykrą zależność nadomnika. Zależność tę odczuwają dziś
silniej, niż uprzednio, bo niewątpliwie rozwój indywidualizmu
zrobił znaczne postępy. By zilustrować słowa, powyżej skreślone,
przytaczam parę przykładów, wyświetlających poglądy ludowe.
We włości Sigumskiej kobieta wzięła nadomnika na 20 lat,
-
147 -
wkrótce potem poślubiła go, ale po 14 latach odumarła. Do
terminu pozostawało lat 6, mimo to pasierb wyrzucił
jczyma z chaty. Wywiązała się sprawa: na posiedzeniu sądowe m
okazało się, iż "posag" nadomnika był następny: 34 pury żyta,
oo purów jęczmienia, 4 wozy i sanie, parę wołów, owca, 3 gęsi,
koń, 2 kozuchy, 2 siermięgi, spodnie samodziałowe i 30 rub. pieniędzmi; powód żądał po 50 rub. wynagrodzenia za każdy rok,
,,służby". Sąd uznał słuszność jego powództwa, co zapisanem zostało w protokole i orzeczeniu sądowem, ale odmówił wydania
wyroku, bo wysokość powództwa przenosiła jego kompetencyę
(wyrok 1878 r. I. 37). Sprawę przekazano sądom pokoju. W gminie Rymszańskiej krewni wdowy gospodarskiej wyszukali dla
niej nadomnika, zobowiązując go wnieść w gospodarstwo 185 rub.
z zastrzeżeniem, że osoba, która zechce go do ukończenia terminu (pełnoletność syna kobiety) usunąć, winna mu zwrócić pieniądze pobrane oraz wypłacić po 10 rub. wynagrodzenia za każdy
rok służby; jeżeli on sam zechce porzucić chatę, to winien pozostawić gospodarstwo w takim stanie, w jakim je objął. Sporzą
dzono opis szczegółowy, wedle którego wartość jego wynosiła
130 rub. (księga umów 1893 r. I. 3). v;; umowie tej nie powiedziano ani słówka o wzajemnych stosunkach gospodyni i nadomnika. Zwykle takie blizkie a długoletnie stosunki prowadzą
bądź do małżeństwa, bądź do pożycia na wiarę, które w takich
razach toleruje się otwarcie; nadmieniam; iż takim nadomnikiem
może być tylko kawaler.
W zakończenie zanotuję, że wedle poglądu ludu wdowy
dzietne a posiadające gospodarstwo samodzielne, winne za wsze
wziąć nadomników; w tych razach krewni najbliżsi zwykle zmuszają je do tego.
To samo stosuje się do kobiet, na których
ręku pozostało gospodarstwo własne z powodu nieobecności mę
żów. Tak krewni zmusili kobietę wziąć nadomnika, albowiem jej
mąż został skazany na Sybir. Podobne wypadki powtarzają się
niekiedy ...
Teraz skreślę słów kilka o umowach ściśle osobistych, których treść nie licuje z poglądami prawa zwyczajowego. Są to
przeważnie umowy,
niekiedy zawarte na piśmie, a dotyczące
wzajemnych stosunków pomiędzy mężczyzną a kobietą. Z powodu
swej treści, zwykle sprzecznej z zasadniczymi poglądami moralnymi lurlu, są one bezprawne i nieważne, lubo niekiedy urzędnicy
gminni (wójci i sołtysi) zaświadczają je wyc1snięciP-m pieczęci urzędowej; niekiedy też stwierdzają je swymi podpisami
świadkowie. Sądy gminne nigdy nie uznawały i nic uznają ich
ukończenia
-
148 -
ważności i prawności, ale uwzględniają niekiedy w sprawach
o pożycie nieślubne. Wiemy, że prawa dochodzenia ojcostwa lud
nie uznaje, ale prawo zwyczajowe zna odszkodowanie za straty
i koszty, wynikłe z powodu ciąży i połogu. Otóż w sprawach
podobnych niekiedy uwzględniają się podobne umowy lub ndokumenty 11 jak się wyraż ają sądy. W gminie Wiekszniańskiej była
sprawa następna: kobieta zapozwała swego kochanka, żądając od
niego środków na utrzymanie dziecka. Na posiedzeniu sądowem
przedstawiono umowę, w której dokładnie były opisane jej obowiązki jako gospodyni i "żony czasowej" z zastrzeżeniem, że w razie urodzenia się dziecka otrzyma ona 10 rub. oraz po 3 pury
żyta i jęczmienia i 5 arszynów płótna. Zboże ona otrzymała, ale
płótna i pieniędzy nie.
Umowa, nazwana ,,dokumentem polubownym" (mirolubiwyj dokument), była podpisaną przez świadków
i wójta. Sąd ją uwzględnił: powódce przysądzono 11 rub. 25 kop.
a świadkom „za czetyrochkratnuju wołokitu" - 4 rub. 50 kop.
(wyrok 1879 r. 1. 3). Widziałem kilka takich umów, pochodzących
z nad granicza północnego pow. Szawelskiego i Rosieńskiego;
sporządzone były w okropnym języku rosyjskim, a omawiały
warunki pożycia nieślubnego. Forma była w ogóle taka: N. N.
zgadza się przyjąć służbę u gospodarza M. M. i zastąpić mu gospodynię i żonę, a w razie urodzenia dziecka M. M. winien wypłacić takie to a takie odszkodowanie.
Kilka z nich były zaświadczone przez świadków (nawet kobiety) i zaopatrzone w pieczęcie urzędników gminnych. Mniemam - można je wytłómaczyć
chyba przypuszczeniem, że w ten sposób kobiety pragną zabezpieczyć si~ t. j. zapewnić sobie należne wedle prawa zwyczajowego odszkodowanie za połóg. Tak na tę kwestyę zapatruje się
też p. Gukowskij. *).
Przytaczam tu kilka umów, zaczerpniętych z praktyki sądów
gminnych, a rzucających jaskrawe światło na życie ludu i stosunki obecne. Wiemy dobrze, czem jest u nas pieniactwo; wierny,
że sam lud nawet uznaje je za prawdziwą klęskę, to też spotykamy niekiedy umowy, bardzo oryginalne a przenoszące nas
w dobę zamierzchłą. Przed sądem gminnym w Wiekszniach stan ..\wszy osobiście włościanie Wajkus i Lenkus, zeznali dobrowolnie, że wielokrotnie bili się pomiędzy sobą (nieskolkokratno
mieżdu soboju dowierszali draku) i na przyszłość, ,,by uniemożli
wić wzajemne kłótnie, waśnie, bijatyki, procesy, obrazę Boską
0
*) Pami~tnik gub. kowie11skiej na J 896 r. str. 163.
-
149 -
i ludzką" proszą zapisać i wnieść do ksiąg sądowych, co niżej
następuje: jeżeli sami oni albo ich żony, albo dzieci pobija się,
to „oba podlegamy bez wszelkiego sądu chłoście i każdy ma
otrzymać po 20 rózg''; złożyli też oni na żądanie sądu zobowią
zanie się podobne na piśmie. Zjazd komisarzy do spraw włościań
skich uznał to orzeczenie za słuszne i nieulegające odmianie
( wyroki 1876 r. 11. 8 i 9). W gminie Popielańskiej wniesiono do
ksiąg sądowych umowę następną: 2 kobiety po długich bardzo
waśniach i kłótniach, oraz bijatykach licznych prosiły, by sąd
kazał zapisać ich zobowiązanie się wzajemne i winna rozpoczęcia
kłótni lub waśni musi zapłacić 5 rub. kary. Sąd zgodził się na
to.... Pok('j jednak trwał bardzo krótko, bo w kilka tygodni
potem kobiety wczepiły się sobie we włosy. Na posiedzeniu są
dowem powstała kwestya, która z nich wywołała kłótnię? Obie
przeciwniczki uznają siebie za niewinne. Sqd zawezwał biegłych,
a w ich liczbie felczera, który zeznał, że obie kobiety mają charaktery bardzo gniewliwe i obie są pokryte siniakami. Na mocy
tego orzeczenia skazano obie na 5 rub. grzywny, którą miały zapłacić po połowie (wyrok 1886 r. 1. 147.).
U mowy podobne przenoszą nas o kilka wieków wstecz ....
Spotykamy też jeszcze jeden przeżytek okresu solidarnej pracy
rodowej, mianowicie t. z. tłok~. Tłoka - to umowa domniemana,
której celem jest niesienie pomocy praca wspólną; znaji\ ją dobrze ludy słowiańskie: śród Rosyan zwie się ona „pomocz".
Tłoka -- to zrzeszona praca kilku gromad w celach wspólnych;
bardzo często w tej formie lud niesie pomoc pogorzelcom lub
ofiarom jakiejbądź innej klęski elementarnej. W tych razach
z inicyatywy kilku włościan leciwych a szanowanych powszechnie
zjawia się ludność z własnerni narzędziami pracy i własnem pozywieniem. Jeżeli zaś zapraszają na tłokę, to wszystkich pracują
cych należy nakarmić dobrze i uraczyć; za robotę nie płaci się.
Tłoki istnieją zwykle w formie pierwszej t. j. niesienia pomocy
ofiarom wypadków nieszczęśliwych. Spotykamy je niekiedy i rodzaju innego n. p. wrazie konieczności gwałtownej sprzętu zboża
lub siana, naprawy grobli po wylewach i t. d. Lud tu nie zna
żadnych wyjątków, ale osoba zapraszająca na nią, winna cieszyć
się jego uznaniem i opinią człowieka uczciwego. Niektórzy wła
ściciele ziemscy, popularni ~ród lud, korzystają z tego zwyczaju :
by sprzątnąć zboże, zwołują na dzień oznaczony tłokę, warzą piwo,
suto raczą robotników, a nawet obdarzają ich niekiedy. Lud pracuje chętnie i ochoczo. Nitkiedy w ten sposób on urównoważa
ciężary publicznie uznawane przezet'1 za zbyt uciażliwe dla osób
-
160 -
poszczególnych. Tak w pow. Poniewieskim był folwark, do którego należało utrzymanie w dobrym stanie grobli, prowadqcej
przez błoto, co pociągało koszta znaczne; korzystali z niej wło
ścianie 3 wsi pobliskich .... Otóż kilka razy do roku wraz z dworem poprawiali tę groblę; dwór nigdy nie płacił, ale zawsze
suto raczył robotników. Gdy roboty większe, wówczas dla pracowników warzą piwo.
Oczywi~cie - jestto już przeżytek dawno minionej epoki,
nowych form zrzeszenia pracy lud nie zna.
Jan Witort.
PierwiasM ludow~ w poez1i A. Mic~iewicza.
(Ciąg
dalszy"').
3.
Mickiewicz przekonawszy się na Liliach, jak takie motywy dadoskonale do artystycznej zastosować poezyi, kształcił nieu-
dzą się
stannie swoj~
wyobraźnię
i udoskonalał pióro.
O tem możemy się
przekonać choćby z samej tylko Świtezi, w której postęp poety jest
odrazu widoczny, postęp mianowicie w tym kierunku, że poeta umie
już zgromadzić większą liczb~ luźnych elementów nawet bardzo od
siebie dalekich i tak je z sob~ połączyć, jak gdyby były z jednego
wykute kamienia. tastanówmy się więc chwilę nad genezą samego
pomysłu ballady.
Sam pomysł utworu wziął, podobnie jak większa część ballad,
swój początek z gminnych podań i pieśni. A że takie podan:a o jeziorze
~witezi krązyły w ustach okolicznego ludu, na to wskazują wymownie
własne słowa Mickiewicza, wypowiedziane w późniejszych latach do
Aleksandra Chodźki, e chwilach najszczęśliwszych w zyciu poety podczas pobytu w 'ruhanowiczach: ,, Wystucltawszy raz bardzo zajmu,jgccj bajki, opowiadanej przez rybaka, Marya (Wereszczakówna) obmcajfJC s1·ę do mnie, zawołała: ,, Oto poezya, napisz coś takiego. 'Pe wyrazy
głęboko wpoiły się w duszę mojq i'. odt(Jd wzi<Jlem mój kiet·imek poety-
*J Zob. Lud IV. st.r. 31.
