R_4_z_1-2_całość.pdf
Media
Part of Lud t. 4 (cz. 1-2) / Lud 1898, t. 4
- extracted text
-
L
CJD
-ORGAN
TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we LWOWIE
POD RED.AKCY.1
Dra ANTONIEGO KALINY.
Tom I""\7". -
Zeszyt .l.
WE LWOWIE 1898.
NAKŁADEM
TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO.
Z Drukarni Ludowej pod zarz. St. BaJ lego.
Adres Redakcyi: Lwów, ulica Zimorowicza 7.
T:E!EŚĆ:
J. Witort: Zarysy prawa zwyczajowego lu~u lite~sk_ieg? (Ciąg dalszy)
St. Zdziarski: Pierwiastek ludowy w poezy1 A. l\I1ckiew1cza
.
.
Dr. K. J. Gorzycki: Antropologia rasowa .
..
S. Udziela: Bajki i opowiadania ludu krakowskiego
Fr. Rawita- Ga.wroń~ki: Szczedrówki z Tarnawy
.
W. Słuzewski: Powinszowanie na nowy rok w Buczaczu .
.
.
.
Rozbiory i sprawozdania: Se z at o ar e a: Director Artur Gorowei. Falticeni
1897 (Dr: Fr. Krcek) str. 94; Dr. prof. Kaindl Raimund Fryderyk: Rozprawy odnoszące się do etnografii Bukowiny i wschodnieJ
Galicyi (O. M. Źukowski) str. 95; Seweryn Udziela: Tyniec pod
względem topograficzno-etnograficznym. Wieliczka 1897 (A. Kalina) .
Sprawy Towarzystwa :
Regulamin dla odd ialów Towarzystwa ludoznawcze go
Sprawozdanie z IV. Walnego Zromadzenia
Bilaas kaso.wy
Bilans majątkowy .
Preliminarz na rok 1898
Posiedzenia .Zarządu .
.
.
.
Zgromadzenie miesięczne Towarzystwa
Dary
.
.
.
.
.
.
.
.
Stosunki Towarzystwa z innemi towarzystwami i redakcyami i-,ism
Spis członków .
Str.
1
31
60
80
84:
93
100
101
li.15
108
110
112
114:
115
115
117
118
Komitet redakcyjny:
Dr. Aleksander Czołowski, Dr. Benedykt Dybo Nski. Dr. K. I. Gorzycki, Dr. Aleksander Kolessa, Henryk Kasperowicz, Dr. Franciszek Kr(~ek,
Dr. Jan Leciejewski, Dr. Stanisław Eljasz-Radzikowski, Stefan Ramułt, Wład.
Rebczyński, Dr. Antoni Rehmann, Dr. Eugeniusz Romer, prof. Autoni Sienicki, prof. Miecz. Sołtys, dyrekt. Ludwik Wierzbicki, Mi\rya Wo.Iska Dr.
Aleksander Zalewski .
. . , - Biblioteka Towarzystwa (instytut zoologiczny c. k. uniwersytetu,
Il. p1~tro) otwartl}i jest dla Clło,ków zaw~ze w niedziel~ od godziny 3-ciej
do 5-tej po południu.
--
Pok wito w a n ie.
Do 31. stycznia 1898. zapłacili wkładk~ nar,t~pujl}icy C.donkowie zamiejr,cowi: Karol Falkiewicz 4 zlr. za rok 1896; za rok 189 7: Jerzy Michejda 1 złr., Ksawery Mroczk0 2 złr., Michał Wiszniewski 1.50 złr., Michał Markowski 1.50 złr., Wanda Gara.towska 2.50 złr., Jan Ożana 1.50 złr,
Bazyli Jurkowski 2 złr., ks. Jan Siemieński za r. 1896 i 97, 6 złr.
Za rok 1898: Wydział Rady powiat. w Lisku 4 zlr., księgarnia Gerold et Comp. w ,viedniu 4 złr., Dr. ks. Jan Ciemniewski 2 złr., Szymon
Gonet 50 et., Marcin Rembacz I złr., .Józef Farny 1 złr., Szymon Matusiak 4 złr.
Skarbnilt.
L lJ D
ORGAN
TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we LWOWIE
POD REDAKCYĄ
Dra ANTONIEGO KALINY.
Bocznik: cz"'1"a-rty.
WE LWOWIE 1898.
NAKŁADEM
TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO.
Z Drukarni Ludowej pod zarz. St. Baylego.
Adres Redakcyi: Lwów, ullca Zlmorowicza 7.
?
PIS
RZECZY
zawartych w IV. roczniku.
I. Rozprawy.
Str .
. J. Witort: Zarysy prawa zwyczajowego ludu litewskiego 1, 119, 239, 359
, St. Ztlziarski: Pierwiastek ludowy w poezyi A. Mickiewicza 31, 150, 256, 381
, Dr. K. J. Gorzycki: Antropologia rasowa .
60
·. Dr. l\L Allerhand: Przysięga kobiety ciężarnej u Żydó;
180
. Dr. Fr. Krcek: Pisanki w Galicyi
186
• L. Młynek: Życie sierskich pasterzy p1·zed 20 laty
274
Dr. Fr. Krcek : Sobótka w Galicyi
308
A. Sienicki: Czy się wyradzamy?
401
Ign. Piątkowska: Obyczaje ludu ziemi sieradzkiej
410
0
II. Zbiory materyalów etnograficznych.
8. Udziela: Bajki i opowiadania ludu Krakowskiego
• Fr. Rawita-Gawroński: Szczedrówki z Tarnawy .
W. Służewski: Powinszowanie na nowy rok w Buczaczu
• A. B. Fiillbier: Piosenki Jabłonkowskie
, Al. Koch: Poświęcanie pól
1 S. U dzieła : Hagada
• Ant. Siewiński : Bajka o ciekawej babie
' Tenźe: Bajka o pastuszku
· Magierowski: Słowniczek gwary ludowej w ziemi sanockiej
Ch. : l\fateryały do etnografii Żydów polskich
• L. Młynek: Przyczynek do polskiej Hagady
1
80
84·
93
174
184
290
300
305
307
436
·439
III. Rozmaitości.
'-- Dr. Koehler.: Czy prawda, że srebrniki małe, w ziemi znajdywane,
są główkami św. Jana Chrzciciela?
, Szcz. Musiał: Do obrzędów wigilijnych
.
: Ks. W. Skopiński: Do zwyczajów wielkanocnych
325
325
326
l:itr.
1
K. Nikosiewicz: W sprawie pisanek Wielkiejnocy
t Fr. Kr.: Napoje wyskokowe w czasach przedhistorycznych
, Fr. Kr: Typ wielkoruski
Kr: Statystyka Ukrainy
~ Fr. Kr.: Towarzystwo dla ludoznawstwa austryackiego
; :Fr. Kr.: Pijany jak Polak
,,Fr. Kr.: Muzeum antropologiczno-etno~raficzne w Petersburgu
. Fr. Kr.: Polska w piosncJ żydowskiej
Dr. St. Eljasz-Radzikowski: Dzwon zatopiony
N. Fr : Do artykułu o przysiędze kobiety ciężarnej u .Żydów
, A. Koch : Święcenie wieńców zbożowych .
.
, Fr. R.- G. : Dzieło W. Andrejewa o russk. weselnych pieśniach
i obrzędach
1 Fr.
326
327
327
328
440
441
441
441
442
442
443
444
IV. Rozbiory i Sprawozdałliu.
, 8ezatoarea, Directo1· Artm· Gorowei. },alticeni 1897 (Dr. ],r. Krcek)
94
Dr. prof. Kaindl Raimund Fryderyk: Rozprawy odnoszące się do
etnografii i Bukowiny i wschodniej Galicyi (O. M Żukowski) .
95
, Sew. Udziela: Tyniec pod względem topografi~no · etnograficznym
(Ą Kalina)
100
• Dr. Zofia Daszyńska : Zary~ ekonomii społe<'znej (Dr. K. J. Gorzycki) 231
: Jan Świętek: Lud nadrabski (L. Młynek) .
.
.
. 329
, K. Potkański: Kraków przed Piastami (Dr. K. J. Gorzycki)
336
•Folklore. polonais, Paris 1898 (Dr. },r. Krr.ek)
~38
Folklorystyka w Rosyi (H. Kasperowicz)
•339
·Biełorusskoje Poleśie (H. Kasperowicz).
340
, K. Strekelj: Slovenske narodne pesmi (Dr. J. Leciejewski)
444
, Dr. A. Radić Osnova za sabirańe i proucavańe gradże o narodnom
zivotu (Dr. J. Leciejowski).
445
• Ateneum. Warszawa 1897. (J Witort).
446
, K. Kautsky: Entstehung der Ehe und der Familie (H. Kasperowicz) 449
, G. Simmel : Zur Sociologie der Religi on (H. Kasperowicz)
449
V. Sprawy T,,warzystwa.
Regulamin dla oddziałów Towarzystwa lndoznawczego
101
Sprawozdanie z IV. Walnego Zgromadzenia
105
Bilans kasowy
108
Bilans majątkowy
110
Preliminarz na rok 1898.
112
Posiedzenia Zarządu
114, 235, 341, 450
Zgromadzenia miesięczne naukowe
115, 236, 345, 452
Dary
115, 237, 346, 453
Stosunki Towarzystwa z innemi towarzystwami
redakcyami pism
117, 238, 347: 454
Str.
Spis członków
Sprawozdanie Oddziałów w Buczaczu
w Wieliczce
"
Polemika
Sprostowanie
Wspomnienie pośmiertne lL. Malinowski)
118, 238, 347, 454
342
344, 451
347, 353
4b4
118
Spis współpracowników
których prace zostały umieszczone w roczniku IV:
Dr. M. Allerhand (Lwów).
Ch. (Lwów).
N. Fr. (Litwa).
A. B. l,iillbier (Jabłonków Szląsk
austr.).
Dr. K. J. Gorzycki (Lwów).
Dr. Ant. Kalina (Lwów).
H. Kasperowicz (Wiedeń).
Al. Koch (Siedlce pow. N. Sącz).
Dr. Koehler (Poznań).
Dr. },r. Krcek (Lwów).
Dr. J. Leciejewski (Lwów).
L. Magierowski (Jaćmierz).
L. Młynek (Tarnów).
Szczep. Musiał (Złota pow. Brzeski).
Kajetan, Nikosiewicz (Kuty).
lgn. Piąlkowska (Sieradz).
Dr St. Eljasz-Radzikowski (Lwów)
Fr. Rawita-Gawroński (Lwów).
Ant. Sienicki (Lwów).
Ant. Siewiński (Ostrów ad Sokal).
Ks W. Skopiński (Padew pow.
Mielecki).
W. Służewski (Buczacz).
S. U dzieła (Wieliczka).
Jan Witort (Poniewież gub. Kowieh).
Stan. Zdziarski (Lwów'.
O. M. Żukowski •(Czer~iowee.)
ZARYSY PRAWA ZWYCZAJOWEGO
ludu lite-w-skiego.
(Ciąg dalszy*).
ROZDZIAŁ
II.
Prawo rzeczowe.
:I.
We wstępie omówiłem juź dostatecznie kwestyę przekształ
cenia się własności feodalnej w Litwie w ściśle prywatną, które
uświęc1ła Unia Lubelska, stanowiąc: ,,że feuda albo lenna wedle
każdego przywileju wiecznymi czasy dziedziczone być mają, nie
przywodząc ich w żadną wątpliwość którymkolwiek obyczajem
i wykładem (Vol. Leg. tom II. str. 775 §. 18.). Pomimo jednak
urzędowego zniesienia feodalizmu, zwyczaj rozdawania ziem prawem feodalnem nie ustał zupełnie. Tak królowie rozdawali dobra
pod nazwą lennych z pewnemi zastrzeżeniami co do spadkobrania
oraz możności infeodacyi (wrazie braku potomstwa płci męzkiej)
aż do r. 177 5. t. j. do uznania dóbr królewskich za własność narodową; czynili to i ludzie prywatni, bo nawet III. Statut uznał
za konieczne opisać stosunki, wynikające z tych nadań (rozdz. III.
art. 30). Nadania te w dobrach duchownych zniosła w r. 1633.
komisya Rewizyjna (archiwum kap. Wileńskiej), świeckie zaś
dobra lenne dotrwały aż do tej pory, chociaż w bardzo małej
liczbie: w dzisiejszej gub. Kowieńskiej cały obszar dóbr lennych
i pojezuickich wynosił razem 5652,25 dzies. gruntów! Dotąd stanowią one zupełnie osobną kategoryę własności ziemskiej i w zasadzie uważają się za dobra skarbowe, znajdujące się w uziedzicznej dzierżawie właścicieli, którzy ją uiszczają w opłatach minimalnych i stałych.
Fakt ten nie ma znaczenia poważniejszego. Nie mają również
znaczenia szczątki własności zbiorowej, szlacheckiej, czyli t. zw.
*) zob. Lud III. str. 293.
I
1
powiatów ki, po litewsku kan.. :;:5iri~. Ie-: J '\, ••
· ' rze książąt
11 vch
żmudzkich niekiedy nada wali całeJ
che~.: rri :...<,
•·VL,
powiatów żmudzkich całe obszary ziemi
~ uz; ,-;._.. w.·,.
z prawem ciąć, kosić i pasać bydło lub komt;, •1e :-1 ...
Z biegiem czasu ziemie te różnemi drogami stały się w1u. • . Jscią
prywatną. Wedle podań z niektórych powiatówek wyrosły fortuny,
niemal magnackie, wszakże dotąd ocalała jedna powiatówka czyli
puszcza po\viatowa, mianowicie Ejragolska. Prawnie ten obszar
ziemi, dziś nieużytki, należy do szlachty dawnego pow. Wieloń~
skiego, w rzeczywistości zaś stanowi własność niczyją, res nullius.
Przed kilku laty rozpoczął się proces o nią, bo ta powiatówka
zawiera przeszło 100 włók ziemi, ale nasze wnuki nie doczekają
się końca tej sprawy t. j. podziału ziemi pomiędzy właścicieli.
Inne formy zbiorowej własności nie istnieją, bo pastwiska
w spólne chyba nie mogą być uważane za nią. Pastwiska wspólne
stanowią własność dworską, której nie mozna prawnie uszczuplić,
ale lasy, rosnące na nich, można sprzedawać na wyrąb, bo one
należą stanowczo do właściela, gromada ma prawo pasanb na
nich swego bydła w ilości nieograniczonej, zarówno jak i dwór.
Jestto niewatpliwie przezytek dawno minionej epoki, który zachował się dzięki poddaństwu. Nie można w nim widzieć prawa
serwitutowego, albowiem jego źródło jest zgoła inne.
Pojedyńcze jednostki z ludu, nawet przed 1861 r., posiadały
niekiedy własność ziemską, bo u nas było sporo t. z. ludzi wolnych, którzy nigdy nie byli poddanymi, nigdy nie byli przypisanymi do ziemi. Oprócz tego po wypadkach 1831 r. rozkazano
szlachcie wylegitymować się ze swego sz1achectwa, ale kilkadziesiąt tysięcy braci niewylegitymowanych, z rozkazu Mikołaja I.· stworzyli osobną komórkę stanową 11 jednodworców", których w 1841 r.
kazano zaliczyć w poczet włościan państwowych, zachowując im
jednak własność prywatną. Roku 1846, 26. (14.) lutego rozcią
gnięto na nich kompetencyę miejscowych instytucyi ministerstwa
dóbr państwa, ostatecznie urządzono ich w r. 1855., ale prawa
póżniejsze, z dnia 12. stycznia 1866 r., 13. marca 1867 r., zla!y
ich zupełnie z włościanami. wszakże zachowując im własność prywatną,
ziemską.
Byli też - włościanie, uwolnieni z poddaństwa
i obdarowani ziemią, ale było ich bardzo mało.
vVogóle nie ulega zaprzeczeniu, iż przed zniesieniem podda11stwa istniała już drobna własność chłopska, prawnie podlega0
1
.,
*) W 1843 r. ,,jednodworców" narachowano 22704 mężczyzn, ludzi
zaś wolnych w dobrach państwowych -- 8562 m"ż.
-3jące prawom państwowym, faktycznie zaś - zwyczajowym. Prawo
zwyczajowe w tym kierunku nie mogło nigdy rozwinąć się należycie, bo ulegało wpływom najróżnorodniejszym. U przednio poddani w dohrach królewskich i starości11skich władali ziemią na
zasadzie starych zwyczajów i obyczajów, rzec można - na zasadzie
prawa zwyczajowego, które do pewnego stopnia było uznawane
przez sądy patrymonialne, a nawet Asesoryę W. ks. Litewskiego,
albowiem do niej mogli odwoływać sitc w swych sporach włoś
cianie królewscy i starościńscy. Ogólna patryarchalność stosunków, oraz namiętne przywiązanie do przeszłości swojskiej długo
jeszcze nakazywały dziedzicom uwzglęą.niać w swem postępowaniu
z poddanymi stare zwyczaje i obyczaje ludowe. Wiemy dobrze,
że ks. Ogiński zawsze uwzg]ędniał prawne pojęcia ludu i nigdy
nie wyrokował w żadnej sprawie pomimo rady 12 starych włoś
cian, wybranych przez gromady. Był to wyjątek, ale w każdym
razie właściciele ziemscy stosowali się zwykle do ludowych pojęć
prawnych, które w znacznej części zgadzały się z ich intt.resami.
.
Mniemam, iż słowa, przytoczone powyżej, tłómaczą poniekąd
wyjaśniają rozwój własnościowego prawa zwyczajowego na nieruchomości, oraz jego niedostatki i braki. Należy tu też uwzglę
dnić rozwój i przeobrażanie się rodziny, który znajduje się zawsze
w ścisłtj a wzajemnej zależności od rozwoju stosunków własnościo
wych; nie można też zapominać i' o przeszłości historycznej. Faktycznie lud lit~i nie wyrobił pojęcia osobistej w!asności ziemskiej,
znał on tyilfo własńość rodową. Przecież był on już na drodze
wyrobienia pojęcia własności osobistej, bo prawo rozporządzenia
i alienacyi własności rodowej już skoncentrovvał w ręku głowy
rodu, który mógł nią rozporządzać dowolnie, byle bez widocznej
krzywdy członków. Ale nawet i ta zasada nie cieszyła sie uznaniem ogolnem.
Lud litewski nie stanowi wyjątku: wszędzie własność osobista
powstała z własności rodowej w drodze powolnego a stopniowego
przeobrażania się i przekształcania, Niewątpliwie - spólnoty rod.linne wyprzedzają w czasie nietylko własność osobistą, ale nawet
i spólnoty wiejskie (gmina sąsiedzka), których początek kryje się
we własności rodowej. Wiemy dobrze, że wśród Słowian zachodnich istnienie spólnot rodzinnych, ściśle związanych z rodziną
patryarchaln~i, nie ulega ani najmniejszemu zaprzeczeqiu; znali
je doskonale Polacy, Czesi i inni. Znają je także Białorusini, albowiem dotąd istnieją one śród tego ludu, zwłaszcza. w głuchych
zakątkach Białorusi Cf'ntr.d11ej. Śród Słowian południowych pa-
J
-4nującą dotąd formą pożycia jest pożycie w zadrudze t. j. w spół
nocie rodzinnej. Trudno też zaprzeczyć, by dzisiejsze rosyjskie
gminne władanie ziemią i współczesna organiz~cya gminy nie
pochodziły od rozrodzonych i pomięszanych spólnot rodzinnych.
Co się zaś tyczy gminy rosyjskiej na północy, to rozwinęła się
ona ze spólnot rodzinnych, dzięki warunkom ekonomicznym, oraz
fiskalnym celom rządu; stało się to w gub. Archangielskiej pomiędzy 1812 - 1820 r. W swej rozgłośnej książce p. t. n Własność
włościańska na północy skrajnej" p Aleksandra J efimienkowa
stanowczo udowodniła, że koloniści nowgorodzcy osiadali spólnotami rodzinnemi czyli "pieczyszczami" l w staro-francuskiem prawie spotykamy termin podobny - le feu), jak wyrażają się akty
urzędowe. Stopniowo pod wpływem czynników, przeważnie ekonomicznych, rozpadały się one, przeobrażając się w gminę są
siedzką; ostateczną przyczyną, która zakończyła ten proces, były
rewizye t. j. spisy ludności w celach określenia wysokości pogłównego.
Badania p. Jefimienkowej ograniczyły się na gub. Archanale pp. Sokołowskij, M. Kowalewski i inni stanowczo te
wywody rozciągnęli nietylko na północ Rosyi, ale nawet i na
południe.
Dziś już można twierdzić, iż gmina rosyjska jest wytworem rozpadania się spólnot rodzinnych. Wiemy zresztą, iż
one dotąd nawet istnieją, albowiem „rcdzina wielka" (bolszaja
siemja) nie jest niczem innem, jeno tylko spólnotą rodzinną. Nasze
spólnoty rodzinne, o których pisałem w rozdziale uprzednim, są
niewątpliwie nieco zmienionemi spólnotami dawnemi, w których
prawa członków zwiększyły się, władza zaś zwierzchnika zmniejszyła się; prawdopodobny skutek współczesnych prądów indywidualistycznych. Reforma 1861 r. zastała tę formę ~ładania ziemią
i pożycia rodzinnego; §. 81, ustawy miejscowej usankcyonował
ten stan rzeczy, stanowiąc, że grunta nadane są własnością całej
rodziny, nie zaś jej zwierzchnika, na którego imię zostały zapisane.
Artykuł ów nie dopuszcza osobistego władania i użytkowania,
a tern bardziej prawa dowolnego rozporządzania i alienacyi, ale
jednocześnie też uznaje własność rodową i jakby prawa zwierzchnika rodu czy rodziny, albowiem na jego imię grunta nadane
zostały zapisane; na niego też spadły wszelkie opłaty indemnizacyjne, tudzież podatki państwowe, opłaty gminne i powinności
naturalne, ciężące na nich. Sama ustawa nie określiła ściśle
znaczenia wyrazu "rodzina"; ten brak usunęły dopiero wyroki
drugiego Departamentu Senatu Rządzącego, najwyższej instancyi
w spraw ach włościańskich. Okazało się, że członkami rodziny
gielską,
-5są te wszystkie osoby, które zostały za takowych uznane i upisane w aktach nadawczych lub lustracyjnych (dla b. włośdan
państwowych). To określenie ,nie usunęło wszystkich wątpliwosci
i nieporozumień, bo zdarzało się, iż nie wszyscy członkowie rodziny byli zapisani za takowych.
Wedle prawa pisanego zwierzchnik rodziny nie jest ani
właścicielem gruntów nadanych, ani posiada prawo dowolnego rozporządzania niemi, ale prawo zwyczajowe przyznaje mu to zupeł
nie, a w każdym razie nie zaprzecza dowolnego rozporządzenia
i alienacyi. Że taki jest pogląd prawa zwyczajowego, to nie
ulęga zaprzeczeniu. ,,Gruntem nadanym zawsze rozporządza się
i zarządza patryarchalnie, niepodzielnie i samodzielnie OJcrnc
w charakterze głowy rodziny, a pozostali członkowie podlegają
bezwarunkowo jego rozporządzeniom patryarchalnyrn. W •razie
śmierci ojca prawo rozporządzenia się i gospodarowania na gruntach nadanych wedle wiekowych poglądów prawnych włościan
litewskich winno przejść do syna najstarszego, wrazie jego nie-.
zdolności do następnego i t. d". - mówi p. Friedman. Zawsze
w każdej rodzinie czy to małej, czy licznej, gospodarzem jest jej
zwierzchnik i wedle ludu takowym być powinien najstarszy; do
niego należą wszelkie rozporządzenia gospodarcze; on ma prawo
zawierać wszelkie urnowy, zaciągać pożyczki, sprzedawać, kupować i t. d. Nikt z członków nle może mu dawać żadnych wskazówek lub rozkazów; nikt nie może wtrącać się w jego rozporządzenia gospodarcze: można mu tylko radzić.
Jeżeli na czele
rodziny stoi brat starszy lub nawet matka, to wszystkie te prawa
przysługują im w charakterze zwierzchników.
Takie są poglądy ludu na prawa zwierzchnika rodziny w zakresie gospodarstwa wspólnego; rozumie się - przypuszcza się,
iż zwierzchnik będzie korzystał z nich tylko dla dobra ogólnego.
Jasnem jest, iż pomiędzy niemi a §. 81. ustawy miejscowej istnieje
sprzecznosć zasadnicza, albowiem ów artykuł prawny stanowczo
wzbrania dowolne rozporządzenie i alienacyę, oraz nie dopuszcza
osobistego władania i użytkowania, chce widzieć w członkach
rodziny współwłaścicieli równoprawnych, nie zaś - niemal najmitów, jakimi są u nas członkowie rodziny wobec jej zwierzchnika.
Artykuł ów to zastosowanie pewne rosyjskiego prawa zwyczajowego; praktyka sądowa postarała się stosować je, o ile
można, szeroko, zwłaszcza po wprowadzeniu reformy sądowej
w 1883 roku, pomimo tego, iz lud litewski nigdy nie znał i nie
zna „ wspólnego władania i użytkowania" (sowmiestnaho władienja
i polzowanja). W swej bezwzględności zasadę tę nietylko władze
-
6 -·
sądowe, ale i administracyjne (komisarze dla spraw włościanskich
i ich Zjazdy) stosują zawsze i wszędzie, narzucając ją sądom
gminnym (włościańskim) i ludowi.
Ustawa miejscowa dozwala podziały gruntu nadanego na
części, nie mniejsze od I o dies. ziemi, ale i te prawne podziały
dziś rzadko bywają zatwierdzane formalnie i prawnie. Rozumie
się cała ta działalność jest zupełnie bezowocną, bo lud nie
uznaje „wspólnego władania i uzytkowania«. Na tle tej kolizyi
prawnej rozwinęło się niesłychane pieniactwo, wyrosły piękne
kwiatki )>prawdziwie fałszywych świadków", krzywoprzysięstwa
i t. d. Zawsze wrazie sporów maj.-ltkowych sądy skazują procesujących się włościan na „wspólne władanie i użytkowanie", ale
ich wyroki zawsze pozostają „na papierze". ,, W rzeczywistości mówi p. Friedman - to wspólne władanie i użytkowanie, wywołuje cały szereg nieporozumień, kłótni, sporów i procesów,
wycieńczających, rujnujących i męczących obie strony, doprowadza
je do tego, że dobrowolnie dzielą pomiędzy sobą faktycznie, ale
nie prawnie, mienie sporne. Obawiając się, by zebranie gminne
nie odmówiło zatwierdzenia tych podziałów, unikają one sądów
gminnych i koronnych, a natomiast zawierają urnowy notaryalne
„ wględem porządku wspólnego korzystania z dochodów mienia
spornego", określając, rozumie się, z jakiej części którego każdy
ma korzystać" *).
Dawniej spadki i podziały stosowały się zwykle do norm
prawa zwyczajowego, które wogóle starało się usuwać rozdrabianie gospodarstw włościańskich. Starszy lub młodszy syn osiadali,
lub dzielili ojcowiznę, jeśli można było ze względów gospodarczych, lub zadawalniali się wypłatą, szli na nadomników (uszkurów),
służbę i t. d., nie było takiej chęci posiadania ziemi, zwłaszcza
własnej. Zresztą dziś zaczyna rozwijać się silnie poczucie indywidualne, które dawniej zaledwo tlało. Wszystkie te okoliczności
oraz ciężkie warunki życiowe wywołują i rozbudzają instynkty
ściśle egoistyczne a ich urzeczywistnienie niekiedy lud widzi we
władaniu kawałkiem ziemi. Trzeba tu podkreślić ujemne wpływy
doradców pokątnych, ludzi zwykle bez czci i wiary, ,,z pod ciemnej gwiazdy•, jak mówią u nas. Ci ludzie stanowczo wyzyskują
włościan, nie gardząc źadnymi środkami.
Często zdarza się,
iż procesujący się chłopi wydzierżawiają im swoje grunta, zawierajqc kontrakty notaryalne na imię osób trzecich, na 6- 12 lat.
Sprawy takie nie obchodzą się bez jednania świadków, spajania
*) Prawne poglądy i obyczaje, str. 83-84.
-7ich, podkupywania, składania świadomie fałszywych krzywopuysięstw, a nawet niekiedy zabójstw i kryminałów. W tej też okoliczności wszyscy, mający styczność z ludem, widzą przyczynę
obniżania się uczuć rodzinnych i w ogóle poziomu moralnego, bo
nikt prawie i nic nie przeciwdziała wpływom ujemnym.
Przytaczam tu kilka przykładów, ilustrujących prawne poglądy ludu. Po śmierci ojca grunta nadane (20 dies.) przeszły do
kilku synów; starszy zastąpił miejsce zmarłego w gospodarstwie,
młodsi domagają się podziału. Sąd gminny Erswiłkowski postanowił: ,.procesujący się winni. żyć razem, młodsi słuchać starszego i matki, a starszy ma otrzymywać wszystkie dochody i zaspakajać wydatki". Ten sam sąd dwom procesującym się braciom
nakazał gospodarzyć wspólnie, nadmieniając, że młodszy winien
słuchać starszego jak ojca (wyroki 1874 r. 1. 41, oraz 1874 r. 1. 26).
W ogóle lud mniema, że gospodarstwem może kierować tylko jeden gospodarz, przeto nawet bratu, mieszkającemu oddzielnie a
żonatemu, winna wydawać się za jPgo pracę w gospodarstwie
wspólnem pewna część produktów. Tak sąd gminny Szymkajcki
nakazał bratu starszemu wydawać młodszemu, który miP.szkał
z żoną osobno, tyle to a tyle i takich to a takich produktów
(wyrok 1871 r. 1. 34). Sądy ludowe uznawały zawsze, że prawo
rozporządzenia mieniem wspólnem. należy tylko do gospodarza
głównego, jakby zwierzchnika. Bracia gospodarzą wspólnie i jeden z pośród nich bez zapytania, sprzedał sieczkarnię... Brat
starszy, gospodarz, oskarżył go o kradzież. Napróżno oskarżony
tłómaczył się, że „jest członkiem rodziny i ma prawo wziąć
i sprzedać sieczkarnię", ale sąd nie zgodził się z tym poglądem
i skazał go na areszt (Wilkijski sąd gminny wyrok 1890 r. 1. 17).
W tymże samym też sądzie gminnym toczyła się sprawa następna.
Brat młodszy, współgospodarz, sprzedał za 26 rub. wędlin, nie
pytając nikogo o pozwolenie. Starszy zaskarżył go o kradzież
wyrok - 1896 r. I. 17. - uznał go winnym i skazał na wypłatę
26 rub.
W tych wyrokach wyraża się zupełnie jasno pogląd ludu na
prawo rozporządzenia własnością wspólną, ale dziś coraz to trudniej a trudniej godzić te poglądy z prawem pisanem, oraz rozwijającym się indywidualizmem... A jednak potrafiono znaleść
pewne
środki
zaradcze, które
pozwalają
zadość uczynić
słusznym
wymaganiom
osobistym
oraz obejść
przepisy
prawr.e, wzbraniające podziały. Uprzednio w kilku słowach wspomniałem o tern; tu pomówię o tej kwestyi nieco obszerniej. Przedewszystkiem nasi włościanie usuwają tę sprzeczność w drodze
-8umowy rejentalnej; faktycznie grunta są podzielone, bo za warto
formalną umowę o warunkach wspólnego władania i użytkowania,
w której dokładnie a ściśle określono, z jakiej części gruntów
ma każda strona korzystać. Zwykle też dodaje się, źe łamiący
umowę winien wnieść pewną sumę stronie przeciwnej.
Umowy
podobne kosztują nieco, przeto biedniejsi ograniczają się zwykle
umowami domowemi 1 które niekiedy zaświadczają u władz gminnych. W tych wypadkach praktykują się złożenia kaucyi na ręce
osób trzecich, wiarogodnych, niekiedy weksle, poręki i t. d. Uży
wają też formy umowy dzierżawnej współwłaściciel wydzierżawia:
część swoją za pewną płatę, pobieraną z góry, wkładając natomiast na dzierża,vcę obowiązek uiszczania podatków i opłat ~minnych oraz powinności naturalnych. Prawnie grunta nie są podzielone, ale faktycznie -- tak. Władze gminne, acz o tem zwykle
wiedz4 dobrze, nigdy nie wtrącają . się w te kwestye. W ten
sposób należy tłómaczyć szereg spraw, toczących się w sądach
gminnych, grunta nadane nie są podzielone, dwaj bracia gospo
darzą na nich wspólnie i... prawują się o przekos łąki. Oczywiście
- faktycznie mamy dwóch samodzielnych gospodarzy, niezależnych
ale prawnie stanowiących jedno gospodarstwo. Ta okoliczność
wywołuje bardzo liczne nieporozumienia, spory, kłótnie, bijatyki
i t. d., niekiedy dochodzi nawet do krwawych zatargów. bo w rubryce „wypadki" gazety urzędowej można często spotykać takie
wiadomości: ,,NN. w sporze o ziemię ze swym bratem MN. pchnął
go nożem".
Przytaczam tu kilka przykładów, wyświetlających moje
słowa. We włości Sołockiej dwaj bracia, podzieleni faktycznie
i żonaci. długie Iata żyli w zgodzie, ale kobiety pokłóciły się z powodu spichlerzyka; w kłótni przyjęli udział mężowie .... Na sądzie
wyjaśniło się wszystko rwyrok 1893 r. I. 81.).
W gminie Rymszańskiej bracia podzieleni pokłócili s-ię z sobą z powodu prawa przepędu bydła; w kłótnię wtrąciły sie.; kobiety. strony porwały koły i widły ... W czasie bijatyki zabito konia i ciężko skaleczono dziecko,
które przypadkowo znalazło się na polu bitwy (wyrok 18q2 r.
1. 23). Vv innej znowu gminie - Tawrogińskiej - sąd musiał
zjechać na miejsce, by pogodzić braci niepodzielonych prawnie
a procesujących się o grunta (wyrok 1896 r. 1. 64. ). W razie sporów
podobnych strony niekiedy uciekają się do sądu polubownego, uznając zań sąd gminny miejscowy, który w takich razach może wyrokować w sprawach cywilnych, których wartość powództwa przenosi
100 rub. Przytaczam bardzo rzadki przykład takiego
rozstrzygni~cia sporu. Mają pomi~dzy sobą proces i nienawiść z powodu
-9kawałka ziemi... i pragnąc te nieporozumienia wzajemne skończyć
raz na zawsze, ale nie maiąc możności osią~nąć dobrowolnie cel
upragniony, na zasadzie 99 i 100 art. ustawy ogólnej o włościanach ... zgadzamy się na wyrok sądu polubownego w składzie takim .... i zobowiązujemy się uledz jego wyrokowi, jaki zapadnie,
zupełnie ściśle, żadnych praw na zaskarżenie wyroku zapadłego
sobie nie zachowujemy, w czem podpisujemy się .... Pomimo tego
podania sprawa ostatecznie nie została załatwioną (Bernatowski
sąd gminny, wyrok 1886 r. 1. 25).
Pomimo wszelkich zakazów i przeszkód prawnych podziały
mnożą się, przybierając najrozmaiti:ize formy, uwarunkowane tysiącem przyczyn drobnych, ściśle miejscowych.
Wogóle jednak
trzeba rozróżniać dwie zasady, kierujące podziałami: starą i nową.
"\Vedle starej nie wszyscy członkowie uczęstniczą w nich ; ich
udział określa się wolą starszeg-o, bądż zwy cza jem starodawnym ;
kobiety usuwały się zawsze od ziemi, ale wypłacano im wynagrodzenie; do nich też należała cała gotówka rodzinna. Nowa
zasada jest zgoła odmienną; wszyscy członkowie rodziny uczę
stniczą w podziale na jednakowych prawach; niekiedy nawet i
kobiety nie usuwają się od ziemi, lubo częściej wypłacają im
wartość gruntu, przypadającego na ich dolę.
Odbywają się one
zawsze za wspólną zgodą lub wyrokami sądów gminnych, jeśli
strony nie doszły do porozumienia. Wyroki takie dawniej spotykały sie często, dziś tylko wyjątkowo.
Dawniej podział następo
wał zwykle za życia ojca lub starszego
w rodzinie i stosownie
do jego wskazówek: uwzględniano zwykle zdolności gospodarcze,
zalety moralne i stan familijny oraz wiek, np. starszy otrzymywał
chatę ojcowską i większą część gruntu
(w niektórych okolicach
najmłodszy); inni dostawali części mniejsze, inni znów - wypłaty
w gotówce i ci zwykle szli na nadomników. Córkom dawano posagi ; uczęstniczyły tei one w podziale ruchomości; posag matczyny zawsze należał do nich. Rozumie się - zabezpieczano tei
środki do życia członkom rodziny, niezdolnym do pracy. Niekiedy
spotykamy, nawet dziś, takie formy podziału; następują one zwykle, gdy ojciec z powodu starości lub niedołęstwa zrzeka się
gruntu na rzecz swych dzieci. W takim razie jego wola kieruje
podziałem. Tak we włości Żagorskfoj ojciec swój grunt, 50 dies.,
podzielił pomiędzy 2 synów, ale starszy otrzymał 42 dies, młodszy
zaś tylko 8 dies. (wyrok 1884 r. 1. 143). Niekiedy testamenty
zawierają i ściśle określają sposób podziału gruntów nadanych
i mienia; pisałem o tern w rozdziale uprzednim i przytoczyłem
parę przykładów odpowiednich. Zdarza się :Jeż, iż ojciec, czy
/
-
10 -
starszy wydziela czę1jć gruntów wspólnych oddzielającemu się
Synowi; ma to zawsze miejsce, jeśli syn żeni się za pozwolen~m
rodziców. Muszę nadmienić, że takie rozporządzenia są sprzeczne
z prawem pisanem, lubo zgodne ze zwyczajowem. Sądy gminne
w sprawach podobnych zawsze trzymają się prawa zwyczajowego.
Wogóle jednak z;isada stara traci swą powagę, nowa natomiast - zyskuje coraz więcej zwolenników. Zasada równości bywa
posuwaną aż do granic ostatecznych: ,, w domowych umowach o
podziałach warunkuje się nawet, kto z współuczęstników winien
pogrzebać rodzic.ów i ściśle określa się udział każdego w kosztach
pogrzebowych" - mówi p. Gukowskij '(Pamiętnik gub. Kowień
skiej na 1895 r. str. 178). We włości Kwiatkowskiej z tego powodu wywiązała się cała sprawa; na sądzie wyjaśniło się, że
starszy syn zrobił trumnę, młodszy wykopał mogiłę, najmłodszy
zaś-- opłacił księdza. Tego ostatniego jednak sąd skazał na wypłacenie starszym braciom 13 rub., ponieważ „on mało uczestniczył w wydatkach pogrzebowych, o czem sąd sam wie doskonale"
(wyrok 1889 r. I. 16) Charakterystyczny to wyrok, ale podobne
spotykają się bardzo rzadko! Tak w gminie Irasskuńskiej bracia
przeprowadzili podział mienia wspólnego z niesłychaną zręcznością i
przezornością: nie zapomniano podzielić szynki, ważącej 20 funt,
a nawej starej skóry końskiej (wyrok 1886 r. I. 4). W innej zno wu gminie bracia dzieląc się, rozpiłowali na dwie równe połówki
bierwionko *). W ogóle zasada równości arytmetycznej bywa dziś
zwykle przestrzeganą najusilniej.
Podziały odbywają się bez wszelkiego udziału władz gminnych; prawo zwyczajowe nie wymaga na nie żadnego pozwolenia. Starają się jednak o ich zatwierdzenie przez Zebranie gromadzkie wówczas tylko, gdy są one prawne, ale i to rzadko. Jeżeli strony nie mogą porozumieć się, to uprzednio zwracały się
do sądów gminnych z prośbą o podział. Przed laty kilkunastu
nie odmawiały one pomocy, dziś nie ważą si~ tego robić z po-wodu nakazów komisarzy do spraw włościańskich lub ich Zjazdów. Przytaczam parę przykładpw z przeszłości niedawnej. ,,Cho
ci..1.ż wedle prawa oraz okólnika Naczelnika kraju z dnia 10. marca
1865 r. I. 559. wypadałoby korzystać z gruntu nadanego całej rodzinie, ale ponieważ Wirwiłło (powód) jest nie najlepszego charakteru i, żeby uniknąć różnych intryg pomiędzy nimi - grunty
i zabudowania podzielić na części równe pomiędzy nim i wdową
*) Są,d gminny Jutyncki r. 1889. 1. 1.
-
11 -
Anielą (matką powoda) z wychowańcem,
synem brata powoda"
- pisał w swym wyroku sąd gminnny Szydłowski z r. 1870 za
1. 3. W tejże gminie dwaj bracia zwrócili się do komisarza do
spraw włościańskich, by ich pogodził; komisarz nakazał sądowi
pogodzić ich oraz określić porządek wspólnego władania i użyt
kowania gruntem nadanym. Sąd "ze względu na niespokojny
charakter Ż. w żaden sposób nie może zgodzić się, by bracia
mieszkali razem, bo z tego powodu, jak można spodziewać się,
wynikną połajanki i bijatyki, a nawet od ,,czego Boże uchowaj, - zabójstwa"; - nakazał zbudować powodowi osobną chatę,
a grunt podzielił na 2 równe części (wyrok 1871 r. 1. g).
Dziś ta droga podziałów została stanowczo zaniechaną, zastąpiła ją inna, mianowicie wyroków sądów polubownych, z
którymi spotykamy się często, zwłaszcza na Żmudzi głębokiej.
W gminie Kurszanskiej zwołano sąd polubowny, który starszemu
bratu przysądził chatę ojcowską oraz trzecią część gruntów, dwom
2
młodszym zaś razem z matką /3
(wyrok 1891 r., 1. 63). We
włości Poddubiskiej zapadł wyrok następny: najstarszy brat otrzymał cały grunt nadany, 31 dies., wypłaci wszy młodszemu 3 1 7 rub.,
a średni zrzekł się swych praw za umorzenie 3 1 7 rub. długu;
przedstawiono kwit pocztowy w dowód przesłania pieniędzy nąj
młodszemu, który wyemigrował do Ameryki (księga umów 1895
r. 1. 4). Praktykuje się też sposób podziałów w formiP. dobrowolnego zrzeczenia się praw do gruntów nadanych; niekiedy dzieje
się to na mocy wyroków sądów polubownych, niekiedy zaś umów, wnosz~nych do księgi aktów cywilnych, istniejącej przy
każdym urzędzie gminnym. •Ostatni przykład przytoczony zawierał też coś bardzo podobnego, bo oczywiście dług ów był fikcyjny. Przytaczam jednak jeszcze parę przykładów. Brat młodszy
zrzeka się swoich praw na rzecz starszego za wynagrodzenie,
określone przez sąd polubowny.
Nawiasem doddm, że sędziowie
w umowie postawili warunek, by starszy sprawił młodszemu wesele (księga umów gminy Abelskiej 1892 r. l. u). We włości
Jużynckiej brat ustąpił bratu „po umowie odjemnej" (po otricatielnomu dokumientu) swe prawa na 18,73 dies. gruntu wspólnego
za 300 rub. W tej gminie dużo spotyka się umów podobnych
(księga umów 1889 r. 1. 4, g, 10).
Często też strony po prostu zawierają umowę formalną, nie
uciekając się do sądów polubownych. Zwykle zapisują ją w księ
gach umów, by uprawnić poniekąd i zabezpieczyć podziały. Oto
szereg przykładów, zaczerpniętych z księgi umów gmin następ
nych. W Krożańskiej brat ustępuje bratu 5 dies. za 300 rub.
-
12 --
w Kołtyniańskiej - półtora dies. ze 25 rub., w Łabardzewskiej 13 dies. za 500 rub. i t. d. Nadmieni.am, że w tych okolicach spotykamy zrzeczenia się przez kobiety praw do gruntów nadanych.
Tak siostra zrzeka się praw swoich do ziemi na rzecz brata za
2 krowy, macocha ustępuje diesiatynę swoją ziemi za 40 rub. i owcę
(księg-i umów Krożańska 18q2 r. I. 5; Kołtyniańska 1892 r. I. 1;
ł~ahardzewska 1877 r. l. 30; Konstatynowska 1892 r. 1. 114 oraz
Szymkajcka 1871 r. 1. 16). O zasadach mrów podziałowych będzie
mowa w rozdziale o umowach.
Podział ukończono, ale bywa niekiedy dużo biedy z amatorami „wspólnego władania i użytkowania", tern bardziej, że pretensye podobne zwykle znajdują poparcie w zjazdach komisarzy
do spraw włościańskich, niekiedy zaś nawet - w sądach ogólnopaństwowych. Pragnąc zapewnić sobie spokojne władanie gruntem nadanym, należy zabezpieczyć je całym ~zeregiem dokumentów prawnych, bezspornych, by uniemożliwić rozmaite pretensye
amatorów wspólnego władania i użytkowania - mówi p. Gukowskij .. *). Przytaczam tu przykład odpowiedni, niemożliwy w innym zakątku Europy. We włości Żagorskiej brat zrzekł się na
rzecz swego rodzonego prawa na 38 dies. gruntów wspólnych;
umowę zawarto formalną i zaniesiono ją do księgi umów gminy
Żagorskiej. Upłynęło lat kilka. Wtem zjawia się on do sądu
gminnego i na mocy nakazu intromisyjnego, wydanego przez
Izbę Cywilno-kryminalną w Kownie, źąda wwiązania *) (intrornisyi) do trzeciej części gruntów, do których prawa zrz~kł się
dobrowolnie, co dowodziła 'umowa uprzednia. Sąd gminny zjechał
na miejsce i wykonał wwiązanie, przyczem staruszkę_ matkę wyrzucono z chaty, wyznaczaiąc jej na mieszkanie chlew (wyrok
1884 r. I. 118 ). Nawiasem nadmieniam, iż do reformy sądowej podobne wyroki spotykały się, dziś są one niemożliwe. Ale jednak
próby nie ustają: amatorowie „ wspólnego władania i użytkowania"
w takich wypadkach zwracają się dziś już nie do sądów ogólnopaństwowych, lecz włościańskich, gminnyc~, chociaż one powództwa podobne zwykle odrzucają, jeżeli zeznanie świadków wiarogodnych lub dowody piśmienne istnieją a potwierdzją sam fakt
zrzeczenia się. Przedawnienie w tych sprawach prawie nic nie
znaczy. Sądy gminne powołują się na nie nader rzadko, bo zreszta
*) Pamittnik gub. Kowieńskiej na r. 1896. str. 176.
*~) Użyłem tu zamiast ,.intromisyi terminu wwi~zanie", bo spotykam
go w pierwszym przekładzie statutu z r. 1614.
-
13 -
samo prawo zwyczajowe ma o niem bardzo niedokładne i nieścisłe
pojęcie.
Dość powiedzieć, iż dotąd nie określiło
ono nigdy
terminu, który w każdym wypadku poszczególnym
zależy
od okoliczności rozmaitych. Przytaczam przykład odpowiedni.
We włości Kurszańskiej zjawił się amator wspólnego władania
i użytkowania, który zażądał, by sąd nakazał jego bratu, gospodarzowi, dopuścić go doń. N a posiedzeniu sądowem okazało się,
iż pozywający przed 20 laty zrzekł się swych praw na rzecz
obecnego właściciela, co udowodnionem zostało zeznaniami
świadków; dokumentów żadnych nie okazano,
bo umowa była
słowną.
Sąd powództwo odrzucił, przyznając przedawnienie (wyrok 1893 r. 1. 32).
W ogóle lud ściśle odgranicza i wyróżnia grunta nadane od
nabytych, nazywając je własnością wykupową lub niewolną. Nadaje on jej znaczenie własności rodowej, tylko do gruntów nadanych stosuje on nazwy: ojcowizna i rnacierzyzna. Ojcowizna - to
grunta, otrzymane po ojcach, wogóle - w linii męskiej; rnacierzyzna ma znaczenie odwrotne: to g-runta, które dostały się w linii żeńskiej. VvT ogóle jednak lud stosuje do własności ukazowej
swe pojęcia o prawie alieanacyi, które koncentruje się w ręku
głowy rodziny. Pomimo zakazu prawnego sprzedaźy gruntów nadanych, nasi włościanie sprzedają je i kupują, nie zwracając ani
najmniejszej uwagi na prawo pisane. Rozumie się - konieczność
życiowa wytworzyła pewne normy prawne, które zastępują zakazaną umowę sprzedazną.
Praktyka zyciowa wyrobiła dwa sposoby: pierwszy z nich, oparty jest na tym artykule Ustawy o włoś
cianach, który grunt wykupiony uznaje za właśność prywatną, podlegającą ogólnemu prawu cywilnemu z zastrzeżeniem tylko, że
rnoźe go nabyć wyłącznie osoba stanu włościańskiego.
Robi się
to tak: sprzedający wydaje kupującemu notaryalny kontrakt dzierżawny na lat 12, z obowiązkiem wznowienia go po upływie pierwszego dwunastolecia. Roczna opłata dzierżawna - to suma po•
datków oraz opłat indemnizacyjnych i gminnych; naturalne powinności spełnia sarn dzierżawca, który też opłaca podatki, opłaty
i t. d. Opłata dzierżawna za 24 lata wnosi się po zaś·wiadczeniu
kontraktu, na którym pisze się pokwitowanie z uiszczenia połowy
sumy umówionej, drugą zaś zabezpiecza oblig sprzedającego na
imię kupującego z terminem 12 letnim, w dodatku wydają się obligi, by zabezpieczyć wykonanie urnowy. Po ukończeniu wykupu
łatwo już będzie na mocy istniejącego długu i ogólnych przepisów prawnych uzyskać zatwierdzenie prawa wła:·mości.
-
14 -
Drugi sposób jest nieco inny. Sprzedający wystawia na imię
kupującego weksle, które on natychmiast zaczyna egzekwować,
zwracając egzekucyę na grunt nadany. By umożliwić jego sprzedaż, wnoszą się do Izby skarbowej (Urzędu podatkowego, Gubernialnego) skapitalizowane opłaty indemnizacyjne i nabywa się
grunt z licytacyi publicznej. Konkurencyi zapobiega się przez sporządzenie fikcyjnege 12-letniego kontraktu dzierżawnego, na którym kwituje się z pobrania całej dzierżawy za ten przeciąg czasu
z góry. Rozumie się - ziemie nadane czyli ukazowe mogą nabywać tylko osoby stanu włościańskiego, nie mniej jednak- zgoda
wszystkich współwłaścicieli jest konieczną. Tu należy nadmienić,
że prawo zwyczajowe nie zna ani prawa blizkości, ani prawa wy.
kupu rodowego: ich śladu nawet nikt nie spotykał nigdy, chociaż uprzednio istniały one niewątpliwie. ,,W ten sposób mówi p. Friedman str. 92. - włościanie, acz drogą nielegalną, sprzedają swoje prawa własności do gruntów nadanych ukazem".
Widzimy zatem, że wszelkie usiłowania prawne, wszelkie
zabiegi, których celem było i jest utrzymanie włościan na pewnym
poziomie kulturalnym, nie doprowadziły do rezultatów pożądanych;
prawo starało się zapobiedz koncentracyi własności nadanej w ręku
osób poszczególnych - z jednej strony, z drugiej zaś - usuwać,
o ile się da, przyczyny wytwarzania się proletaryatu wiejskiego.
Życie okazało się silniejszem niż przepisy prawne: własność ukazowa koncentruje się, wytwarza się powoli stan zamożnych gospodarzy, chłopów, oraz wzrasta szybko ilość bezrolnych. Dokła
dnych a szczegóło\.vych danych statystycznych nie posiadamy, ale
nawet istniejące stwierdzają niewątpliwie koncentracy<, własności
ukazowej - z jednej strony, z drugięj zaś - rozdrobienie, niekiedy niemal nawet t. z. "sproszkowanie''.
I:::C.
Przechodząc do ogólnych pojęć o prawie własności ludu litewskiego, muszę nadmienić, że wogóle nie są one ani zbyt jasne,
ani zbyt określone, ale w każdym razie można je odtworzyć z dostateczną ścisłością, uwzględniając ogólne pojęcia mas ludowych
o własności oraz okoliczności miejscowe, wyjątkowe, do których
niewątpliwie nalezą wpływy klas wyższych, nawet u nas przesiąkłych poglądami kwirytów na tę kwestyę. Prawo zwyczajowe
zua już własność osobistą nawet na ziemię, przeważnie dzięki
wpływom prawodawstwa i kultury, ale dotąd nie zdobyło się
jeszcze na zupełne usunięcie śladów dawniejszego poglądu. Lud
-
15
zna elementy własności ziemskiej, mimo to jednak nie zawsze
i nieściśle rozróżnia prawo własności od prawa posiadania. J estto
moje zdanie, różniące się nieco od zdania p. Friedmana, ale podzielają je wszyscy ludzie, obcujący z ludem. Że tak jest, zdaje
się nie ulegać zaprzeczeniu: wiadomo dobrze, że lud grunta, które
bardzo długo dzierżawił i płacił za nie dzierzawę _stałą, zwykle
uważa za swoją własność osobistą, której nie można go pozbawić.
Istnieje nawet w miejscowym języku polskim wyraz nzasiedzia•
łość", który oznacza pewne prawa długoletniego dzierżawcy do
gruntów dzierżawionych. Pogląd ten niejednokrotnie lud wyrażał
bardzo jasno:
dość tu przypomnieć tłómaczenia się „wolnych
ludzi", gdy ich eksmitowano. Zwykle tak samo tłómaczą się dłu
goletni dzierżawcy, chociaż nie mogą rościć pretensyi do praw
należnych ludziom wolnym.
Zdaje mi się, iż wedle ludu praca
około
ziemi nadaje pracownikowi pewne prawa na nią,
j~tto, bodaj, pogląd bardzo rozpowszechniony. Praca tworzy
własn ość - mniema lud, dlatego wszystko to, co istnieje pomimo
pracy ludzkiej, jest dostępnem dla wszystkich, jest jakby "włas
nością Bożą", z której korzystać może każdy. . . Wedle ludu lasy
stare, nie zasadzone ręką ludzką, a istniejące od czasów niepamiętnych, są dotąd jeszcze jakby własnością Bożą, która należy
wprawdzie do pana, ale z której pan nie może zabraniać korzystać wszystkim potrzebującym. Dotąd samowolne poręby w lasach
pańŚkich lub skarbowych lud nie uznaje za kradzież, lubo dziś
nie pochwala ich, ale patrzy na nie bardzo pobłażliwie. Są nawet
lasy, z których wedle ludu - ma prawo każdy korzystać,
bez żadnej ujmy dla siebie; są to przęważnie lasy skarbowe,
z których za dawnych czasów (do 1837 r.) korzystali włościanie
królewscy i starościńscy. Podania o tern zachowały się dotąd.
Jagody, grzyby, orzechy i zioła lekarskie należą do wszystkich,
każdy ma je prawo zbierać, gdzie mu się podoba, nie pytając
niczyjego pozwolenia. Jest to przekonanie, tak głęboko zakorzenione w prawnem poczuciu ludu, że je zwykle tolerują; ze zgrozą
lud wymienia nazwiska tych właścicieli ziemskich, którzy negują
to jego „prawo odwieczne" ... Bywało nawet, że na gwałty odpowiadał gwałtami.
Przed kilku laty odebrario od dziewczyny
koszyk z jagodami, ubranie całe i puszczono ją nagą ... "Vv... kil_ka
dni spłonął piękny borek sosnowy: podpalono go. \Vogóle
z obawy „sprawiedliwości ludowej" dwory tolerują zwykle połowy
ryb i raków w rzekach, stanowiących własność prywatną. Wedle
ludu ryby i raki w jeziorach i rzekach stanowią własność wspólną,
gdy natomiast połowy w stawach i sadzawkach, sztucznie zary•
-
16 -
bionych, uważają się za kradzież bardzo haniebną. Ten sam pogląd, ale z pewnemi zmianami, lud stosuje do lasów, w których
prowadzi się gospodarstwo prawidłowe i nie wolno jest zbierać jagód, grzybów i orzechów w młodych zagajnikach; kradzieżą jest wyrąbanie lub zniszczenie drzewa, zasadzonego ręką
ludzką lub rosnącego na polu samotnie. W pow. Rosieńskim
spalono przez ;wa wolę dziką gruszę; winni zapłacili odszkodowanie i zostali ukarani chłostą. *). Właściciel ziemski zasadził
i troskliwie pielęgnował borek sosnowy; okoliczni włościanie porobili znaczne w nim szkody, wyrąbawszy kilkadziesiąt drzewek.
~oszkodowany zwrócił się do sądu gminnego w Erżwiłkach: sąd
skazał winnych na odszkodowanie materyalne oraz ukarał surowo
,,by- szanowali pracę ludzką" (1874 r. 1. 29).
Do własnosci wspólnej, Bożej, należą też zwierzęta dzikie
i ptactwo. Lud nie zna prawa polowania: włościanie myśliwi, nie
pytając nikogo, polują na cudzych gruntach i w cudzych la~achr..
Włościanie też nigdy nie zabraniają polować na swojej ziemi;
jeżeli zdarzają się niekiedy podobne zakazy, to źródło ich zawsze
tkwi w urazach osobistych, w chęci zapłacenia pięknem za nadobne. Znałem właściciela ziemskiego, który bardzo dokuczał sąsie
dnim włościanom, a był człowiekiem małej wartości moralnej;
otóż mu chłopi zabronili polować na swoi.eh gruntach. . . Nie zastosowa:ł się on do tego zakazu, polował; złowiono go, odebrano
broń, ubranie zwierzchnie i puszczono... Sprawa. skończyła· się
na niczem. Nadmieniam też, że lud uważa za swój święty obowiązek zawsze i wszędzie tępić drapieżne zwierzęta i ptaki oraz
żmije.
Wogóle śmiało rzec można, iż z pojęciem prawa własności
lud za wsze łączy pojęcie pewnej ilości pracy, zastosowanej do
poszczególnych rzeczy i kawałków gruntu. Ziemia uprawna, wszEJkie wytwory pracy ludzkiej, zwierzęta i ptactwo udomowione,
wzajemne zobowiązania się pieniężne i t. d., są to wogóle objekty
własności. Lud nie rozumie i nie zna prawa własności na wytwory
nie materyalne, co wogóle stosuje się do wszystkich mas ludowych. Subjektem własności może być każda osoba fizyczna, nawet
dzieci, w których imieniu występują wówczas rodzice lub opiekunowie prawni; osób prawnych lud nie zna, zatem nie zna wła
sności zbiorowej. vVprawdzie w zakresie t. z. własności ukazowej istnieją u byłych włościan państwowych pastwiska wspólne,
*) S\d gminny Szymkajcki 1870 r. l. 52.
-
17 -
które należą do całej wsi, ale tylko niemożliwość fizyczna chroni
je od podziału pomiędzy właścicieli. Jeżeli uda się czc~ść jego zamienić w grunta orne, to zawsze je dzielą posród gospocfarzy.
Jest jeszcze jeden przykład własności zbiorowej : gm madzie
_R umszyskiej nadano prawo połowu ryb na Niemnie na własność
wspólną, albowiem rzeka została uznaną za nieużytki*), których podzielić nie było można. Zdarza się, ii włościanie kupują na spółkę
ziemie i lasy na wyrąb, ale po uko11cteniu kupna natychmiast
dzielą je proporcyonalnie do wysokości sum wniesionych. V,,;T ogóle
lud nie zna ani zrzeszonego gospodarstwa, ani zrzeszonej pracy,
oprócz t. z. tłoki, przeżytku dawno minionej doby; indywidualizm
ekonomiczny panuje niepodzielnie. Prawo zwyczajowe zna już
tylko ogólne formy nabywania własności; jeżeli istniały dawniej
inne formy, obrzędy i symbole, to dziś zachowały się tylko ich
ślady, tak nikłe, że ich odtworzyć nie mozna. Zdarza się dotąd
jeszcze, że sprzadający ziemię daje kupującemu w obecności świad
ków jej grudkę lub roślinkę wyrwaną z korzeniem; jestto zanikający już przeżytek.
Lud dzieli własność na ukazową, którą nazywa też wykulub niewolną, oraz nabytą czyli wolną; znany też
jest jej podział na ruchomą i nieruchomą. O_ ile prawo zwyczajowe ściśle rozróinia własność ukazową od nabytej, o tyle niemal
plącze pojęcie własności nieruchomej i ruchomej. Tak budowle
gospodarskie raz zaliczają się do nieruchomości, drugi raz do ruchomości; to samo stosujt się do bydła niezbędnego do uprawy.
Rzecz jasna: określenie własnm'.;ci wykupowej zostało zaczerpnię
tem z prawa pisanego.
Do własności nieruchomej należy przedewszystkiem ziemia ...
Posiadanie ziemi ma w oczach ludu znaczenie ogr~mne; złożyły
się na nie i przeżytki wierzeń dawniejszych, dotąd bardzo żywe,
i wiekowe tradycye ludu rolniczego, jak litewski, i okoliczności
współczesne. Dotąd lud wierzy głęboko, iż ziemia jest jakby
matką wszechrzeczy, istot,\ rozumną i moralną, która karze i nagradza swe dzieci. Ziemia rodzinna gra wielką rolę w życiu ludu:
każdy pragnie być pogrzebionym w swej ,,ziemi rodzinnej"; często
jej szczyptę zabierają z sobą emigranci do Nowego Świata, by
w razie zgonu zasypano nią im oczy ... Zna też lud formę przypową, rodową
*) Z tego powodu wynika tyle spraw i sporów, że s1d gminny Romszyski zrzekł się w tej kwe~tyi swej władzy sądowniczej, przekazuj1c jfł
gromadzie R11msz)sl;iej (\\yrok 1879 r. l. 15).
sięgi
z kawałkiem darniny na głowie, uważanej za bardzo uroW podaniach ludu, np. w znanej legendzie o Sicińskim,
pośle upickim, ziemia połknęła zamek, jego zonę, czeladź i cały
dobytek za karę, wywołaną uciskiem ludu; istnieją też i inne podania podobne ... Ziemia dotąd często nazywa się jeszcze matką ...
Rolnictwo, jedyny dotąd niemal środek do życia ludu litewskiego,
tylko spotęgowało jej cześć i uznanie, które dziś wyraza się zwykle w gorącem pożądaniu kawałka gruntu na własność. W prawie własności do kawałka ziemi zawiera się niemal cała treść
żyda zwykłego włościanina litewskiego; z tern prawem związane
są jego najlepsze uczucia, najwznioślejsze marzenia i naj wytrwalsza praca. We własności nasi chłopi widzc1c jąkiś cel podniosły,
niemal święty, który wypełnia treść ich zycia moralnego i fizycznego ; w niem tkwi - wedle nich największe szczęście
i największa suma radości życiowych. W każdym razie, jak są
dzą słusznie, dla naszych włościan kawałek gruntu jest tak drogim, jak rodzina własna. W cdle ludu - tylko włościanie rolni
.;ą ludźmi w pełnem znaczeniu tego wyrazu, którym należą się
obowiązki i godności. Nasi włościanie mniemają dotąd, iż jedynym celem, godnym istoty ludzkiej, jest praca własnoręczna na
własnym zagonie. Nie zupełnie~obcymi są te poglądy nawet drobnej i średniej szlachcie: na każdym kroku można przekonać się
o tern ...
Nie dziw więc, że śród ludu poglądy te zachowały się tak
żywo! Nasz włościanin swój kawałek gruntu strzeże jak oka w głowie,
zwłaszcza pilnuje granic. Wedle prawa zwy~zajowego granice, miedze i kopce, są święte i nietykalne. Sypanie kopców granicznych
do niedawna jeszcze było połączone z oryginalnym, szeroko rozpowszechnionym zwyczajem: ćwiczono na nich młodzież i dzieci,
a potem obdarowywano, by na 2awsze pamiętano granicę. llyłem
świadkiem, jak oshyiały chłop zeznał pod przysięgą, iż doskonale
pamięta kopiec graniczny, albowiem ćwiczono go na nim, a potem dano mu czapkę wisien; miał wówczas około 15 lat. Przed
laty dwudziestu kilku, gdy po długim procesie pomiędzy dwiema
gromadami przeprowadzono ostatecznie granicę i usypano kopce,
to na pamiątkę oćwiczono dziatwę obojga wsi, obdarowano ją ła
kociami, a potem postawiono krzyże. Jest to prastary zabytek, bodaj przeżytek ofiar krwawych, składanych w miejscach granicznych. Granice też określają niekiedy rowy, których psuć nie
wolno. Jeżeli rzeka rozgranicza grunta dwóch właścicieli, to kaida
jej poło wa należy do tego, którngo własnością jest brzeg; zmiana
kierunku nurtu główn-.:-go nie zmienia granicy. Jeżeli rzeka uforczystą.
-
19
muje wysepkę napływową, to ona (wysepka) należy do tego wła
ściciela, do kt,Srego należy ta połowa rzeki, gdzie się znajduje wysepka. To samo stosuje się do jezior, jeżeli one stanowią granice.
W ogóle prawo zwyczajowe uświęr,a i nakazuje surowo nietykalność granic, ale nakazy te i zwyczaje przekraczają się usta.
wicznie.
Istnieje tu pewna różnica pomiędzy gruntami właścicieli
ziemskich i włościan; ci ostatni o wiele chętniej i częściej naruszają pierwsze, niż drugie, chociaż prawo zwyczajowe nie zna
tej różnicy. Rzecz jasna: dwory nigdy nie są w stanie tak pilnować swych granic, jak drobni właściciele ... poprostu z przyczyn
czysto fizycznych. Zresztą dwór z powodu czy to przeorania m:edzy, czy to przekosu łąki nie rozpocznie sprawy w sądach pokoju,
bo się nie opłaci. Inna rzecz włościanin; swemu sąsiadowi nie
ustąpi on ani piędzi ziemi, ani wiązki siana : zapłaci pięknem za
nadobne, Należy jednak zaznaczyć, że na pograniczu Kurlandzkiem i wogóle w tych miejscowościach, gdzie lud jest bardziej
uspołeczniony, naruszenia granic zdarzają się o wiele rzadziej, niż
gdzieindziej.
Powierzchnia gruntu, stanowiącego własność prywatną, należy wyłącznie do jego właściciela; nikt nie ma do niej praw
żadnych krom tych, których mu udzieli właściciel. Wedle prawa
zwyczajowego może on wzbronić przejazdu, przepędu bydła, przejścia, a nawet pasania na ścierniskach i ugorach. Należy tu jednak zauważyć, że zwykle na ścierniskach pasie się bydło gromadzkie; jest to ustępstwo, wywołane koniecznością. Wszelkie
zabudowania lub posiewy, zrobione na cudzych gruntach, należą
do ich właściciela; w tych wypadkach lud nie rozró.żnia dobrej
i złej wiary. Zdaje się jednak, iż sądy gminne zaczynają już rozróżniać w sprawach podobnych tę okoliczność, tak W<..1..Żną: w wypadku pierwszym przysądzają niekiedy tylko odszkodowanie za
grunta zajęte, a same budowle każą znosić, oddając materyał ich
właścicielowi; zboże zasiane dozwala się sprzątnąć i zabrać sobie.
Takie wyroki spotykają się, ale zapadają one wówczas tylko,
gdy sam sąd jest osobiście przekonany, że zaszła pomyłka, sło_
wem istniała wiara dobra. Częściej atoli ta okoliczność nie
uwzględnia się: sądy wprost nie tyl_ko .zasądzają odszkodowanie
ale nawet budowle i zasiewy. Pogląd prawa zwyczajowego w tej'
kwestyi nie jest zupełnie jasny; trzeba sądzić, iż to wszystko za•
leży od różnych okoliczności miejscowych. Rzeczy znalezione na
gruncie cudzym, należą nie do znalazcy, ale do właściciela gruntu;
wyji.~tek stano\vi;~ tyłku zbłąkane zwierz~ta domowe i ptactwo
-
20 -
które należy zwrócić właścicielowi. Utajenie rzeczy znalezionej na
cudzym gruncie lub przywłaszczenie zwierząt zbłąkanych, prawo
zwyczajowe uznaje za jedną z najbardziej hańbiących form
kradzieży,
Do właściciela ziemi należy też jej wnętrze: należą doń nieskarby zakopane w niej, przeto nie wolno ich szukać
bez jego pozwolenia. Zwykle bywa, że włościanin, podejrzewając istnienie skarbu na swym zagonie, zawiadamia o tern osoby
blizkie; poszukiwania odbywają się razem. Czy istniały dawniej
jakieś pojęcia o podziale skarbów znalezionych, niewiadomo, ale
znaleziona przed kilku laty, przypadkowo, przy kopaniu rowu,
moneta starożytna, złota i srebrna, została sumiennie podzieloną
pomiędzy znalazcami, o ile można było dowiedzieć się.
W drugim przypadku parobek wyorał garnek ze sztabkami srebrnemi,
formy łodziowatej (prawdopodobnie pioruny litewskie), i pokryjomu sprzedał żydom. Jego gospodarz, włościanin, właściciel grun tu, wytoczył mu proces przed sądami pokoju, który skończył się
na niczem. Nie zna prawo z .vyczajowe własności minerałów, znajdujących się w ziemi; o tej formie własności lud nie ma nawet
najmniejszego pojęcia. Nie wolno wprawdzie bez pozwolenia wła
ściciela kopać torfu, ale to tylko bodaj dlateg-o, że w ten sposób narusza się jego prawo do własności powierzchni torfowiska.
Zwyczaje odnoszące się do prawa używania torfowisk, istnieją
tylko w pr)W. Rosieńs~im, bo tam lud już opala torfem z powodu braku lasów; zdaje się --- streścić je można w tych sło
wach: ,,do kogo należy grunt, do tego i torf"'.
Łąki zwłaszcza spławne, są nie mniej pilnie strzeżone niż
role, ale z powodu braku miedz rozgraniczających, bywa zwykle
bardw dużo sporów, kłótni, a niekiedy i bijatyk o przekosy. Po
łąkach nie wolno ani chodzić, ani na wet zbierać szczawiu ; po
skoszeniu_ i sprzęcie siana, prawo wypasu n.1leży tylko do właści
ciela.
Ma też lud niejakie pojęcia o prawie własności wody. Powyżej nadmieniłem już, że rzeka, która rozgranicza właścicieli,
należy do nich do połowy. Właściciel zaś każdej połowy nie ma
jednak prawa ani zbudować grobli, sięgającej brzegu drugiego,
nie swego, ani też postawić młyna lub podnieść czy obniz.yć poziom wody bez zgody wszystkich osób w tern zainteresowanych.
Gdy przed kilku czy kilkunastu laty włościanin zbudował młyn
na dopływię Muszy i przez to podniósł poziom wody, która zalała łąki jego sąsiadów, to wyrok sądowy skazał go na zapłace
nie ods1.kodowania oraz znie:-;ienie młyna.
wątpliwie
-
21 -
Włościanie
nasi prawie nie posiadają lasów; do posiadanych
'zwyczajowe, które określa wog-óle prawa
przepędu bydła przez cudze grunta, przejazdu i t. d. Muszę nadmienić, iż prawo przejazdu, już istniejące, wedle ludu nie może
być zniesionem.
Zdarza się, że właściciele ziemscy kasują niekiedy drożki polowe, ale to zawsze wywołuje protest ludu, który
niekiedy próbuje dochodzić. swego prawa rzekomego w drodze
stosują zwykle prawo
sądowej.
Wogóle lud pilnie ochrania role i łąki, ale ta ochrona bardzo często jest nader niedołężna. Z tego powodu wynika bardzo
dużo spraw o t. zw. szkody. które są źródłem nieskończonych waśni,
kłótni i bijatyk. Drugiem źrodłem, bodaj ważniP-jszem, są ustawiczne naruszenia granic, przywłaszczania gruntów i t. d. Nasz
włościanin. lubo niesłychanie szanuje własność swoją, nie szanuje
cudzej: chłop nie ustąpi ani piędzi swojej ziemi. owszem - pragnie jej przysporzyć... wszelkimi środkami, nie zważając na nic
więc worze się w gru'nta sąsiada, przekosi mu łączkę i t. p. Ale
i sąsiad pilnuje swego, a żywi takież same chęci i pragnienia;
stąd nieuniknione zajścia i nieporozumienia. ,,Żeby odzyskać swoje
naruszone prawo, częstokroć posiadające małą wartość, włościa
nie uciekają się do wszelkich środków, nie krępując się niczem
i nie cofając się przed kosztami; pod tym względem nic nie jest
w stanie utrzymać ich na wodzy. nardzo często wartość przedmiotu lub strat, o które spór się toczy, nie przenosi pół rubla,
a na procesa sądowe ... wydają oni dziesiątki i setki rubli, a niekiedy nawet rujnują się zupełnie• - mówi p. Friedman. Niewątpliwie tak jest. jest nawet nieco gorzej, albowiem „wszelkie
środki'• sprowadzają się nader często do środków, które należy
stanowczo potępić ze względów religijnych i etycznych, jeżeli nawet
pominiemy społeczne. Najlepsi śród włościan słusznie tłumaczą to
pieniactwo namiętnem przywiązaniem do ziemi przesiąkniętej potem
i krwią wieśniaczą, moralno społecznymi ideałami ludu oraz braldem śdśle określonego prawa materyalnego i przewodu sądo•
wego, których prawo zwyczajowe zastąpić nie może, zwłaszcza
przy bardzo wadliwej organizacyi sądów gminnych.
Przytaczam tu kilka spraw wynikłych z zatargów o ziemię;
przytaczam je, by oświecić, do jakiej zaciętości dochodzą nawet
litwinki, tak potulne zwykle. W czasie zatargów granicznych fona
właściciela rzuciła się z nożem w ręku na swą przeciwniczkę,
ciężko poraniła ją i jednem uderzeniem wbiła nóż pod serce koniowi, którym orano grunt sporny (sąd gminny Wiewirżański
wyrok 1875 r. 1. 50). W innej znowu gminie kobieta wskoczyła
-
22 ---
na sporny grunt z garnkiem rozstopionej smoły, którą wylała na
głowę swego sąsiada (sąd gminny Skawdwilski wyrok 1872 r.
1. 8). Litania podobna długą jest, ale dość już przykładów przytoczonych.
Jeszcze kilka słów o sprawach, których przyczyną są „szkody":
one nader charakterystyczne, albowiem rzucają jaskrawe świa
tło na psychikę_ "ludu". We włości Skawdwilskiej wypędzano
krowę ze szkody, ale tak gorliwie, że połamano jej nogi i wybito oko; potem ją dorznięto i zjedzono. Właścicielka wystąpiła
z żądaniem 12 rub. odszkodowania; przysądzono 11 rub., ,,bo bydło teraz bardzo tanie" (wyrok 1874 r. 1. 29). W tejże włości
trójka koni zrobiła szkody tylko na 15 kop. - wedle oceny biegłych; zatrzymano je, okropnie bito i 4 doby nie karmiono. Gdy
właściciel zjawił się po nie, to był obity· aż do krwi; winnych
skazano na 5 rubli odszkodowania i s dni aresztu (wyrok 1874 r)
1. 15). W innej gminie kury i kaczki zrobiły szkody na 15 rubli,
przysądzono 7 rub. (sąd gminny Aleksandrowski wyrok 1891 r:
1. 381). W tych sprawach przedawnienie nie istnieje, sądy skazują
za szkody popełnione przed trzema i czterema laty, znacznie
jednak obniżając; odszkodowanie (sąd gminny Aleksandrowski wyroki 1891 r. 11. 381 i 4).
są
Niekiedy jednak kwestye podobne załatwiają się w sposób
patryarchalny, ojcowski. Pewien właściciel ziemski pow. Poniewiezkiego mówi zawsze chłopom, których bydło dwór zajął:
"to nie wasza wina, a pastuchów, przyszlijcie ich do mnie, a koni"e
czy hydło bierzcie sobie"!_ Gospodarze posyłają do dworu pastuchów, a we dworze zwykle oćwiczą ich za niedbalstwo. Okoliczni włościanie nie roszczą jednak za to żadnych pretensyi (nie
płacą odszkodowania), a nawet żyją z dworem w dobrej zgodzie,
który co prawda nigdy nie odmawia im swej pomocy.
iście
Na
zakończenie
słów
parę
o tych
przekroczeniach prawa
własności, których ludnie uważa za szkodę, nie uważa za złe. Groch
zasiany przy drodze, wolno szczypać każdemu, ale tylko nie schodząc z drogi albo nie wyłażąc z rowu; nie wolno iść dalej. Owoce
drzew przydrożnych stanowią własność publiczną, z której każdy
może korzystać. Jeżeli gałęzie drzew owocowych, zas~dzonych
nawet za ogrodzeniem, zwieszają się nad drogą lub ścieżką, to
wolno je zrywać, a tembardziej podnosić opadłe. Można też, nie
pytając niczyjego pozwolenia, spasać przejzdnym rowy przydrożne
oraz korzystać ze studzien, leżących tuż obok. Ich właściciel nie
-
23 -
za to pretensyi, ale może odmówić wiadra do
wody, lubo lud na tę odmowę patrzy bardzo krzywo,
uważając ją za dowód braku uczuć ludzkich.
ma prawa
ro:kić
zaczerpnięcia
Prawo 2wyczaiowe, jakem uprzednio nadmienił, nie zna ści
własności ruchomej, albowiem zalicza niekiedy
do niej budowle gospodarskie. W ogóle jednak takie braki są właści
we pojęciom prawnym, nieujętym w ścisłe normy prawa pisanego.
Ten brak podzielają wraz z prawem zwyczajowem litewskiem
prawo wielkorosyjskie i ruskie, jak świadczą prof. Pachman
i Kistiakowskij. Mimo to jednak pojęcia ludowe o własności ruchomej są o tyle rozwinięte i określone, że je można odtworzyć•
Przedewszystkiem objektem własności ruchomej są wszystkie przed~
mioty materyalne, do których wytworzenia przyczyniła się tak
lub owak praca ludzka, oraz wzajemne zobowiązania się, posiadające wartość materyalną; nie sądzę. by lud uznawał wartości
nie materyalne.. . Próbowano raz wytłumaczyć nieco otartemu
włościaninowi znaczenie honoraryum literackiego; nie mógł zrozumieć: ,.za co pytał płacą.
jeśli kto pisze prawdę,
boć
obowiązany jest głosić pra.wdę"? ,,A za robotę? - Każdy musi
pracować dla prawdy, bo tak Pan Bóg nakazuje".
W~zakże lud
rozumie wynagrodzenie z.1 usługi osobiste i społeczne; gaże urzę
dników i sędziów przyrówuywa do zasług. Niewątpliwie wszelkie
cechy najzupełniejszej wbsności osobistej noszą rzeczy użytkowe:
odzież. stroje, ozdoby, narzędzia rzemieślnicze i t. d. v,..r zwykłej
rodzinie włościańskiej sprzęty domowe, lapasy żywności, narzę
dzia gospodarcze, konie, bydło i wogóle cały „dobytek" stanowią
własność osobistą, ale należącą do obu małżonków. Do obu mał·
żonków też należą wytwory gospodarstwa, produkty hodowli koni,
bydła, ptactwa, ogrodowizny, owoce i t. d.
Prawo rozporządzenia przysług-uje jednak nie w stopniu równym obu małżonkom: mąż niewątpliwie ma pierwszeństwo, może
on dowolnie rozporządzać całem mieniem ruchomem oprócz bardzo nielicznych przedmiotów, które wyłącznie należą do żony,
jako to: dochody z gospodarstwa mlecznego, owoców, ogrodowizn,
ptactwa, wełny, cieląt i t. d., konie i źrebięta - to wyłączna.
jakby własność gospodarza. Warto nadmienić, iż w okolicach
w któryc1' hodowla ptactwa przybiera charakter przemysłowy
żona zaczyna powoli tracić swe prawo wyłączne doń; to samo'
stosuje się do lnu (ściślej włókna), uprawianego na sprzedaż, wo·
słego określenia
24 góle można powiedzieć, że żona może dowolnie rozpor1.ądzać tą
cu~ścią mienia wspólnego, d0 której wytworzenia najbardziej
przyczyniła się jej praca. Rozumie się kobieta zamężna może
posiadać swoją własność ściśle osobistą, do której należą rzeczy
użytkowe! zarobek, dary i t,. d.; każdy i każda posiada to prawo.
Wogóle prawo zwyczajowe zna ścisłą własność osobistą, której
pojęcie różni się od pojęć klas wyższych; drobne różnice dotyczą .
przeważnie zakresu prawa własnościowego oraz rozporządzenia ....
Lud uznaje prawo użycia, ale zupełnie nie uznaje prawa nadużycia: pot_ępia on je bardzo surowo_.
Wedle jego pojęć nikt
nie ma prawa niszczyć swe mienie. Lud mniema też, że nikt nie
może korzystać z prawa swego na ruchomości, jeżeli jest ono
połączone z krzywdą osób trzecich.
Zdarzało się, że nad marnotrawcami na żądanie ich żon lub krewnych, a nawet domniemanych spadkobierców, uchwały gromadzkie ustanawiały opiekę.
Jest to zasada ogólna, dotąd pilnie przestrzegana; najczęściej
stosują ją gromady w interesach źon i dzieci. Poza temi ograniczeniami ogólnemi niema innych. Rzeczy znalezione w miejscach
publicznych, należą do znalazcy; jeśli znalazły je 2 osoby, to należą one do tej, która spostrzegła pierwsza.
Rzecz znaleziona
winna być zwrócona właścicielowi, który obowiązany jest wypła
cić wynagrodzenie, t. z. znaleźne. Jego wysokość ściśle nie
określa się, ale w każdym razie musi do pewnego stopnia odpowiadać wartości przedmiotu zwróconego.
W ogóle włościanie
ukrywają zwykle rzeczy znalezione; to przywłaszczenie nie uważa
się za karygodne, lubo jest nagannem. Prawo zwyczajowe wymaga, by o tern ogłaszano publicznie. Dawniej wszystkie rzeczy
znalezione odnoszono zwykle na probostwo, a w niedzielę księża
z ambony ogłaszali o tern; gdy znależli się właściciele, wydawano
je im, zawsze żądając znaleźne!:_'"o. Zwyczaj ten nie zanikł jeszcze
zupełnie; dotąd często proszą księży, by ogłaszali z ambony o
rzeczach straconych lub zwierzętach zbłć\kanych. Ogłoszenia te
zazwyczaj skutkuj~\; znaleźne płaci się zawsze. Wedle prawa należy rzeczy znalezione składać w Urzędzie gminnym, ale ten
przepis nasi włościanie stosują tylko do zwierZL\t zbłąkanych, których przywłaszczenie uważa się za najgorszą formę kradzieży,
zwłaszcza koni.
W pojęciach ludu o prawie własnoś'ci na zwierzęta udomowione zachowało się nieco śladów przeszłości zamierzchłej ; najwyraźniej występują one w prawie bartniczem, które dotąd jeszcze
zachowało się dobrze. I nie dziw! Pszczelnictwo niegdyś posiadało dla ludu litewskiego znaczenie ogromne. Można •o niem są-
25 dzić z tych faktów, które n~m przekazali historycy, oraz d,dsiej-
szych poglądów ludowych na pszczołę. Pszczoła - ,, to pracownica Boża"; g~zechem jest nie tylko zabija<\ ale nawet drażnić
ją; pszczoła nie zdycha, lecz „umiera", a te n sposób wyrażenia je~t
bardzo rozpowszechniony. Ponieważ jest ona pracownici.\ Bożą,
przeto wolno w największe nawet święta pracować w pasiece
około ulów. Pszczoła przynosi szczęście gospodarzowi, a wiodą
się one tylko człowiekowi uczciwemu. Te wierzenia są jeszcze
dziś nader żywe; można więc przypuszczać, czem były one przed
dawnemi laty! "\Vedle Narbutta istniała nawet niegdyś nso bna
bogini: która opiekowała się pszczołar1i; *) nazywano ją jakoby
Austheja. Pisał o niej też Lasicki w swej znanej książce o „Bogach zmudzkich" (,,De diis Samogitarum''); w tej pracy znajd u.
jemy ważny ustęp, poświP;cony ówczesnemu znaczeniu pszczel•
nictwa dla kraju. Mówi też o tern Gwagnin w swej książce
o ,,Sarmacyi Europejskiej" (,,Sarmatia Europea"). Nawet jeszcze
przed laty kilkudziesięciu ta gałąź gospodarstwa posiadała znaczenie niepoślednie: pszczelnictwo bartne upadło zupełnie około
18-lo r. Pozostały tylko pasieki, ale ich liczba do niedawnych
czasów zmniejszała ~ię coraz bardziej, dzięki przeważnie rozwojowi
rolnictwa. Dodam, że Statut Litewski ochraniał je bardzo gorliwie, skaznjąc winnych niszczenia barci na ogromne grzywny
(rozdział X. art. 3 punkty 3, 4 i 5 oraz art. 13 i 14).
Dziś pszczelnictwo ma znaczenie bardzo podrzędne, mimo to
jednak cieszy się wielkiem uznaniem śród ludu; mieć ~ak najwię
cej ulów, jest dotąd jak najgorętszem pragnieniem włościan miejscowych. Pszczół kupić nie można, wic~c wieśniak stawia ul pusty
na drzewie, rosna.cem na jego gruntach, lub w ogrodzie, a nawet
niekiedy w lesie, ale zawsze „na szczęście'' jakiejś młodej osoby,
która słynie ze swej praw ości. Jeżeli rój osiedli się w ulu, staje
się własnością tego, do kogo należał ul, oraz do tej osoby, na
której szczęście postawiono go, rozumie si{: - stosuje si{~ to tylko
do ulów postawionych na gruncie własnym. Tacy współwłaści
ciele roju nazywajzi. się bitnikami {po litewsku -- bicziules, od
bittes -- pszczoła), a spółka taka zwie sic, bitnictwem (bicziuliste).
Kto pierwszy rój zobaczył, ten <los taje coś tak smacznego do jedzenia, jak miód, oraz podarek drobny; kto pomógł z<ljąć go,
ten otrzymuje koszul(, i s1iodnie, jeśli jest 1m;żc.zyzną, koszulę zaś
bardzo długą, je:'.;li jest kubietq. Robi sil, to, by pomocnicy nie
*) Dzieje
str. 78.
starożytne
narodu litewskiego.
'Wilno 1835 r.,
tom I•
-
26 -
,.. zuli zazdrości, bo zabija ona pszczoły. Jeśli właściciel widział
rój ulatujący, to śledzi go; gdy osiądzie w lesie, to zabiera do
własnej pasieki; jeżeli zaś osiedli się w ulu, to właściciele roju
i ula stają się bitnikami. Właściciel ula winien pszczoły doglądać
a na rok przyszły oddać połowę miodu temu, z którego pasieki
wyle.ciał rój; tem się bitnictwo to kończy. Jeżeli jeden z współ
właścicieli roju nie ma szczęścia do pszczół, to ustępuje go za
kieliszek wódki lub szklankę piwa, ale połowę miodu otrzymuje
coro~znie. Rój niepostrzeżony należy do tego, na czyim gruncie
osiadł, ale właściciel (gruntu) winien wyszukać tego, z czyjej pasieki ów rój wyleciał; jeżeli znajdzie, stają się oni bitnikami.
Bitnictwo bywa dwojakiem: jednorocznem pomiędzy właści
cielem roju i ula oraz stałe, trwające aż do śmierci jednego z bitników lub utraty prze z właściciela roju wiary w uczciwość swego
wspólnika. Oid·rnie połowy miodu zebranego - to dług honorowy, o który bitnik nie ma prawa upominać się, ale nigdy nie
zdarza się, by zapomniano o tern. Niepotrzebna jest zgoda osoby,
na której szczęście osadza się rój; owszem -- ta okoliczność winna
pozostać w tajemnicy, az nie wręczą jej połowy miodu otrzymanego. Dotąd zdarza się, że bitnikami są nawet wielcy właściciele
ziemscy z najzwyklejszymi włościanami, ale tylko bardzo popu•
larni i szanowani przez lud. Zdarza się, że ,,wieśniak lub wieś
niaczka... w najświąteczniejszem ubraniu zajeżdża przed dwór,
wyjmuje garnki i miodem i udaje się z nimi" do pana lub pani,
bywa przyjmowany jako gość w pokoju i ugoszczony za stołem
paf1stwa; rozmawiają z nim po żmudzku". Ten zwyczaj zachował
się tylko na głębokiej Żmudzi, lubo bitnictwo jest bardzo rozpo •
wszechnione nietylko śród włościan, ale nawet śród szlach ty
zwłaszcza zagonowej. Zdaje się, jak gdyby lud uważał za zaszczyt
pozostawać w stosunkach
bitnictwa z wybitnemi jednostkami,
które otacza czcią i szacunkiem. Tak zmarły ks. Moczulski, proboszcz reform owa ny w Birżach, miał kilkudziesięciu bitników
nawet śród włościan katolików ....
Widzimy więc w tych zwyczajach, ktore objąłem nazwą
prawa bartnego, dużo przeżytków .doby zamierzchłej; nie spoty•
kają się one w takiej ilości w innych dziedzinach ludowego prawa
rzeczowego, lubo i tam ich nie brakuje. Wedle ludu nie wolno korzystać z cudzych rzeczy lub zwierząt; prawo zwyczajowe surowo
potępia i karze takie nadużycia. Przytaczam parę przykładów
rzucająch jaskrawe światło na tę kwestyę. \\T jasną noc księży
cową kilku wyrostków złowiło na pastwisku cudze konie; hasało
na nich; sąd gminny Erżwiłkowski wyrokiem z r. 1874. za I. 23.
-
27 -
skazał winnych na chłostę. W gminie K wietkowskiej za obcinanie
ogonów końskich, ćwiczono winnego (wyrok 1889 r. 1. 24). W gminie Skopiskiej dano włościaninowi list do przeczytania; przeczytał i podarł na drobne ka wałki, nie pytając pozwolenia właści
clela; &ąd wyrokiem swym z r. 1879 za 1 1, skazał go na chłostę.
Wogóle zasada, że każdy ma prawo rozporządzać się rzeczą doń
należącą, występuje jak najwyraźniej z zastrzeżeniem, o którem
wspomniałem uprzednio.
Zna. jednak prawo zwyczajowe prastary przeżytek wspólnoki rodowej. W razie konieczności ratowania życia ludzkiego
lub grozy klęski spolecznej, wolno nawet g.vałtem wziąć przedmioty,
niezb~dne do ratunku. Wedle ludu wzbronienie korzystania z nich
w tych wypadkach, jest nie tylko czynem nie ludzkim, grzechem
ciężkim,
ale nawet przestępstwem, karanem bardzo surowo.
„W tych wypadkach nietylko nie pytają zwykle pozwolenia lub
zgody na skorzystanie z przedmiotów, mogących służyć przy ga
szeniu pożaru lub ratowaniu mienia od ognia, ale nawet gwałtem
biorą te rzeczy, do kogoby one nie należały, czy do włościan,
czy też do osób stanów innych 11 - mówi p. Friedman str. 83.
I rzeczywiście tak jest: byłem świadkiem, jak zabrano gwałtem
konie włościańskie, konieczne do wożenia wody w czasie pożaru.
Gdy paliła się pewna wieś, mieszkańcy zabrali gwałtem konie
dworskie, bo właściciel ziemski ich nie dał dobrowolnie; chciał
on potem wytoczyć proces włościanom, ale pod naciskiem oburzonej opinii publicznej cofnął ten zamiar. Vv ogóle ta zasada
uznaje się niemal powslechnie; chyba rzadko kto nie podziela
tego poglądu.
Prawo zwyczajowe, jakem wspomniał powyżej, posuwa się nawet o wiele dalej: karze ono - surowo takiego rodzaju postępki.
Wiem dobrze, iż w r. 1887 w czasie rozlewu Muszy dwaj chłopi,
przeprawiając si~ przez rzekę, zaczęli tonąć, bo czółno przewróciło
się; widzieli to włościanie orzący swe grunta.. Na brzegu znalazła się łódka i wiosła, ale jej właściciel nie dał: ,,ani umiecie
ani co! I sami utoniecie i czółno utopicie"! Włościanie wzięli j ~
gwałtem, właściciel jednak bronił i nawet uderzył jednego z ratujących; poturbowano go. Ludzi ton-1cych wyratowano. W kilka
~ygodni potem sąd gminny Poswolski z własnej inicyatywy pobiągnął go do odpowiedzialn0ści ka1 nej, co zdarza się bardzo
rz~dko. Gdy na posiedzeniu sądowem wyjaśniły się okoliczności
, e1 sprawy, skazał go "za odmowę pomocy ginącym i derpiącym''
ra chłostę i grzywny; nadmieniam sam sąd, wbrew prawu,
:1atychmiast wykonał wyrok. Nasz włościanin prawdopodobnie nie
28 postąµilby
tak, był to Lotysz, kolonish. Wi_adomo też dobrze, że
s,tdy włościański,, odrzucają skargi osób, wnoszących je za samowolne zabranie koni, niezbędnych do sprowadzenia księdza
lub lekarza., ale tu ostatnie tylko w wypadkach wyjątkowych.
Niekiedy nawet skazują one winnych na grzywny, areszt lub
chłostę ... w razie czegoś nadzwyczajnego, oburzającego. Wątpli
wem jest, czy wolno zabrać cudze konie, by ścigać złodziejów?
\V niektórych okolicach niewątpliwie - tak, w innych - nie,
żadnej zasady stałej dopatrzyć się tu nie można, albowiem wszys-'
tko zależy od okoliczności miejscowych.
Pozostaje mi teraz omówić darowizny wedle prawa zwyczajowego. Przedewszystkiem podkreślam, iż lud nasz nie zna stałego
a jasnego określenia darowizny; zreszt,i to rzecz zwykła w prawie zwyczajowem, nieznającem zadnej kodyfikacyi, Niew,ttpliwie
jt-!dnak istnieją pewne poglądy, w których trzebcL 1.•względnić prastare przężytki oraz brak myśli przewodniej; zwyczaj obdarowywania nie jest rozpowszechniony. Każdy ma prawo darować tę
tylko rzecz, która należy do,i wyłącznie; jeżeli składają sie niekiedy dary od osób zbiorowych, czy też maUonków, to ta okoliczność podkreśla się za\vsze Nie mniej zasadniczymi rysami µojt~ć naszego ludu o darowiznach są ich obrzędowość tudzież moźno~ć odebrania darów w razie zmiany okoliczności.
Do obrzę
dów weselnych nale},y też wzajemne obdarowywanie się. Matka
chrzestna winna zawsze darować dziecku koszulkę, czepeczek
i krzyżyk; narzeczona obdarza narzeczonego, narzeczony zaś- ją
i t. d. W tych razach zwyczaj mniej więcej określa rodzaj i wartość d;irów. Muszę tu nadmienić, iż obdarowani poczuwają się do
obowiązku wywzajemnienia się darami, których wartość wogóle
winna odpowiadać wartości otrzymanych. Dar nie stanowi bezwarunkowej własności osoby, której go ofiarowano; jeże~i warunki zmienią sie::, to należy go zwrócić.. . J estto zasada ogólna,
którą uświęcają nawet wyroki sądów gminnych. Przytaczam przykład, nader charakterystyczny. Narzeczony darował swej lubej
w zajezdnym domu przy traktamencie „po znajomości w miłości"
zegarek, rękawiczki i rubla, gdy atoli poślubiła ona innego, zażądał w drodze sądowej zwrotu darowanych rzeczy. Luba wy:-;tąpiła z powództwem o zwrot obrączki i chustek darowanych mn
wedle zwyczaju. Sąd gminny Kiejdański, rozważywszy tę spraw~,
uznał, iż podarki narzeczonego kosztowały o 6 rub. więcej niż
dary narzeczonej, przeto skaZJ.ł ją na zapłacenie mu 6 rub.; luba
zapłaciła (wyrok 1883 r. 1. 57). Takie wyroki spotykamy, ale dość
-
29
rzadko, bo sprawy podobne nie dochodzą zwykle do sądów
gminnych.
Objektem darowizny mogą być wszelkie przedmioty krom
metalowych, zwłaszcza ostrych: nie godzi się wedle ludu dawać
podarki podobne, bo mogą wywołać one kłótnie i nieporozumienia wzajemne, a nawet nienawiść. Jest to wierzenie bardzo rozpowszechnione. By uniknąć złych skutków, które wywołuje podarowanie przedmiotu metalowego, należy zapłacić zań, chociażby
najlichszą monetką, ale miedzianą.
Jeżeli ktoś otrzymał w darze
szpilki, igły lub nożyce, wogóle przedmioty bardio ostre, to wi•
nien obdarującego z lekka ukłuć.
Mogą też być przedmiotem
darowizn nieruchomości n. p.
ziemia. W tym wypadku ostatnim lud ściśle odróżnia własność
niewolną, ukazową, rodową ,,od wolnej, nabytej". Parę słów o darowiznach pierwszego rodzaju. Zdarzają się one nader rzadko;
mówiąc ściśle, należy je nazwać zamaskowaną formą dziedziczenia spadkowego. Darowizny podobne nie zdarzają się nigdy, jeżeli gospodarz ma dzieci; niekiedy natomiast praktykują się one,
gdy w ten sposób chcą przekazać grunta dzieciom adoptowanym
czy przy-branym lub wychowańcom. Dawniej taki akt darowizny
był słowny i mimo to stosowarro się doń święcie ; dziś sporządza
się go w drodze rejentalnej, ale najbliżsi krewni zawsze .starają
się go obalić. ,,Sprawy podobne wszczynaj4 się zawsze w sądach
gminnych, które zwykle takie powództwa uznają za słuszne
i prawne" - mówi p. Friedman str. 80. Przytaczam tu przykład
odpowiedni. Pewien wło:kianin swój grunt nadany - 8, 5 dies.
- darowuje swemu pasierbowi „za jego stalą przychylność i po•
słuszeństwo oraz przywiązanie". W akcie darowizny powiedziano,
że kto zechce obalić tę jego wolę, winien będzie zapłacić obdarowanemu 300 rub. _(gmina Dryświacka, księga umów, 1879 r.
1. 3). Jest to zwykły warunek, który choć poniekąd zabezpiecza
obdarowanego. Niekiedy nasi włościanie podarowujć~ grunta wolne,
ale bardzo rzadko, bo w takich razach stosują się zwykle do poglądów swych n·ajbliższych krewnych, stanowiących coś w rodzaju rady rodowej; nie zdana się prawie, by zgodziła się ona
na us:rnięcie krewniaków od spadku. Umowy potlolmP- za,"·~ze
zawierają się w drodze notaryalnej; są one zupełnie prawne, a zatem wykonalne. Innych form darowizny nieruchomości lud
nie zna.
Ruchomości wogóle są najczęściej przedmiotami, które lud
ofiaruje jako dary. Powyżej nadmieniłem, il bardzo cz~sto dary
noszą cechy obrzędowe. Do nich nalezą te, które lud składa nie-
-
30 -
kiedy osobom powaźanym w dowód swego uznania i szacunku:
jeżeli na weselu był ksiądz lub inny gość poważny, to zawsze
gospodarstwo go obdarza. Wedle zwyczaju należy kobietom, zbiew lasach pańskich jagody, grzyby czy orzechy, stawić
się we dworze z da·rami np. koszykiem jagód lub.orzechów, wiankiem grzybów suszonych i t. d. Często zdarza się, iż darami lud
okazuje swoją wdzięczność; w ten sposób niekiedy wyraża on
swe uznanie dla lekarzy lub adwokatów... Jestto naddatek, bo
honoraryum zwykłe płaci się zawsze ...
Na końcu słów parę o podarkach przedślubnych
poślubnych; przedewszystkiem o pierwszych.· Są one konieczne, niezbędne: narzeczony musi obdarzyć swoją narzeczoną, ta zaś narzeczonego. W różnych okolicach kraju
dary owe różnią się, ale bardzo nieznacznie; w każdym razie narzeczona winna złożyć w darze ręczniki lub płótno własnej roboty. Obdarza ona nietylko oblub:eńca, ale i inne osoby, uczestniczące w obrzędach weselnych; sama też otrzymuje dary odpowiednie. Dary poślubne są nader rzadkie; wogóle w okolicach
ściśle litewskich nie istnieje, bodaj, ani najmniejszy ślad „poldarku porannego" (Morgengabe), ale w powiatach nadgranicznych
ub u ludności mieszanej z białoruską niejakie przeżytki tego
zwyczaju można spotykać. Nie umiem wykazać ich pochodzeni ~
chociaż ludy słowiańskie, tak pokrewne litewski.emu, znały go.,
W południowo-wschodniej części pow. Nowo-Aleksandrowskiego
o ludności litewsko-białoruskiej, rytuał weselny zachował ślad podarku porannego: jest to dar, który składa pan młody swej żonie
nazajutrz po nocy ślubnej; otrzymuje też ona dary od rodziców
mężowskich. Inne obrzędy weselne, które następują potem, wskazują, iż owe dary są odszkodowaniem za wianek ... Zresztą zwyczaje owe oraz pokrewny im zwyczaj „pokładzin" należą stanowczo do zamierających* W wyrokach sądów ludowych, których
przejrzałem sporo, znalazłem tylko jeden wyrok, który tu przytoczę zaraz, ale uprzednio nadmienię, że, mojem zdaniem, stanowi
on wyjątek: mniemam - lud litewski nie uznaje prawa odszkodowania za wianek. W pow. Wiłkomierskim robotnica wiejska
wystąpiła z powództwem, żądając odszkodowania za wianek orar.
wypłacenia należnych jej 5 rub.; zapozwanym został pracodawca,
miejscowy zamożny włościanin. Na posiedzeniu sądowem oskarżenie
zostało stwierdzonem ale tylko w części pierwszej; strony pogouziły
się za 7 rub. odszkodowania (sąd gm. Towiański wyrok 1890. l. 33.).
rającym
Jan H:itm·t.
*) Swad'ba u litowskich Biełornsow (Wernlc Białorusinów litewskich)
Pami~tni k gub. Kow. 18~4 r. Nr. 141.
Pierwiaste~ ludowy wpoezyi A. Mic~iewicza.
Jedną
z najgłówniejszych zasług, a zarazem znamieniem bardzo
było to, iż jego zwolennicy postawili sobie za
zasadę z poezyi ludowej zaczerpnąć ducha dla poezyi artystycznej. Romantyzm bowiem, sprzyjając wszelkim usiłowaniom indywidualizmu, podniósł też wysoko
prawa indywidualności u w~zystkich narodów.
Indywidualne zaś te cechy poszczególnych narodów leżały w jego zamierzchłej dClbie źycia, w jego legendach, zwyczajach, obrzędach
i pieśniach ludowych. Myty starożytnego świata klasycznego już po
tylekroć wyzyskiwane nie mogły dostarczyć nowego materyału,
zabrano si~ więc do pracy w innym kierunku i zaczęto zbierać podania i pieśni pogardzonego gminu. Z niepomiernym zapałem rzucono
się do odgrzebywania tych skarbów ukrytych w tajemniczem łonie
ludu, zaczęto czerpać dowoli z tego zapomnianego źródła, szukano
treści rodzimej, przydatnej do artistycznego obrobienia w odradzającej
się poezyi. Ruch ten idący równocześnie z kierunkiem romantycznym,
któr,· u narodów słowiańskich wyprzedził o wiele wcześniej sam romantyzm, wywołały d~iela Herdera: Uber Ossian und die Lieder der
alten Volker, - Aehnlichkeit der mittleren englisclien und deutschen
Diclttkunst, - Vorrede zu den Volksliedern i Stimmen der Volker in
Liedern. 1).
Pierwszym naszym uczonyn:, który zwrócił uwagę na doniosłe
znaczenie pieśni i podań ludowych, był Ks. Hugo Kolt(Jtaj, który
ważne m romantyzmu
1) W Dalmacyi wychodzi zbiór poez) i, pomi~dzy któremi znajdują, si~
i pieśni lodowe : A. K a s i c h. Ra z g o v o r u g od u i n a r o d a s l ov i n s kog a. Ven. 1801. U f::erbów w roku 1814. wydaje Vu k Stefan o v i ć Kar ad ż i ć swój zbiór - Mała prost o n ar o du a s la v e u os r p s k a p j e s u a r i ca ; w 1O lat później ogłasza tenże saw autor
Srpske ąarodne pjesme. U Czechów wydaje w latach 18221827. F. Uelakowskj·: Slovanske narodni piesne, R. Rittersberg: Ntirodni pjesne sebrauć ... Prah11 1825., tudzież
częściowo w zbiorze J. H. Gallas: .Muza .Moraw~ka. Bern. 1813.
Najwi~kszy ruch na tem polu ukazuje si'- w Rosyi, co zawdzięczyć należy
mnóstwu pracowuików jak: Kałatalin: Nowiejszij wsieobszczij
pjeseunik, 1810; Pracz (1815); Dan iłów: Drewnija ruskija
s t i c ho t w or e n i j a s t ar i n n y c h m a ł o r os s i j s k i c h p i es e ń. 1819.
Russkij" skaski 1820. 5 tomów; Popow: Nowiejszij wsieobnczij i połnyj piesennik.1819. 6 tomów; Hllsskija narodu.
piesui. i820. 2 tomy; w tym mniej więcej czasie, w latach 1823-18ż7.
wychc.dzi zbiór pieśui słowackich Szafarzika: Pisuć svćtske lidu
S l O V e n 8 k eh o.
też
-
32 -
w liście swoim pisanym dnia 15. lipca 1802 rc,ku z więzienia oło
munieckiego do Jana Maja, krakowskiego księgarza, rozwinął pomiędzy innemi vrojekt spisywania szczegółów tyczących się zycia,
zwyczajów i obyczajów ludu. List ten przesłano Tadeuszowi Czackiemu, a ten zakomunikował go„ Towarzystwu przyjaciół nauk" w Warszawie, skutkiem czego już wkrótce, bo w roku 1805. wydrukowano
w Pamiętnikit W ar sza wskim - Swa dwa, wesela, urodziny i ckrzciny
u ludu ruskiego Rusi Czerwonej W roku 1810. znowu drukuje Jan
Paweł Woronicz swoją Rozprawę o pidniacli narodowyclt, czytaną
jeszcze w roku 1805. na jednem z posiedzeń „Towarzystwa przyja
ciól Nauk" 1), w roku następnym wydaje lqnacy Czerwi,tski we Lwowie Opis obyczajów ludu ruskiego okolfry za-dniestrskiej między Stryjem
·a l.1omnicq,, a w sześć lat później Marya Czarnoicska przedstawia w
Dziennilcu Wilettskim zwyczaje ludu na Białorusi, przyczem podaje
p10snki przezeń spiewaoe 1).
Tymczasem wśród zaczync1jącej się JUŻ walki między dawnemi
a nowemi pojęciami u~azała się rozprawa, nie przechylająca się stanowczo na żadną stronę, a pisana z wielką ostrożnością i umiarkowaniem, - Brodzińskiego: O klasyczno.foi i romantyczno.,foi, drukowana
w pi~ciu zeszytach Pamirtnika Warszawskiego od maja do lipca
1818 roku. W niej odezwał się Brodziński do młodego pokolenia
uwielbiającego utwory ·romantyków niemieckich, którzy często, nieraz
nawet do znudzenia wprowadzali na scenę duchy i upiory, ażeby
„nie porywało się w niepewny lot", a natomiast wskazuje mu, skłt·l
winn0 czerpać. pomysły do J!Owych utworów.
„Jakó Polacy· przywiązani do ziemi ojców, nie szukajmy do
wspomnienia przodków wzorów w rycerskiej poezyi średnich wieko w,
malujmy ich sposobem obywatelskich rycerzów,· zaj~tych rad11 o ich
dobru, zyjących z rolnictwa, nie warujących się po skalach jak orły,
nie wypadających z gniazd swoich jak orły na zdobycz. po bliskich
równinach, nie za sławę dam swoich, ale za ziemię walczących ...
„Romantycznoś~ią naszą są nasze n'iegdy.~ ·miasta, kt6ryrlt obwody
j,uż
czarna rola przykryła, smutne grody,
w których nasi królowie
Roczniki Tow. Warsz. przyj. Nauk. VI. str. 308.
2) Szczegóły powyższe zaczerpnl}łein z niektóremi' zmianami lub dopełnieniami z dzieła Dr-a P. C hm i e l o wskiego : Ad am Mick i ew i cz Warszawa 1886. L str. 154 i' nast, jakoteż z jego referatu czytanego na zjeździe im. Kochanowskiego w Krakowie • p. t. J a k n a l e t y
t\'aktować utwory poezyi ludowej ·w historyi literatury
po I s k i r j. (A· r r, lf i w n m • Il o u z i ej ó w oś w i at y i 1 i te r a t. w P o Is ce. Kraków 1886. V. E-tr. 36-37).
•
1)
-
38 -
przemieszkiwali, a do których murów terai wieśniacy strzechy swoje
przytykają; stolica, gdzie teraz na oddzielnej ziemi spią dwie ukochane rodziny królów naszych i tylu rycerzów; Sybilla, gdzie marne
pozostałki świetności naszej przed zagładą uniesiono; mogiły ryce1·zów 1), które po niwach naszych wszędzie napotykamy; rycerstwo,
co na wzór Eaeasza zniszczoną opuściło Troję, nie dla zakładania
nowej siedziby na ziemi latyńskiej, ale dla dochowania oręża z okupem krwi za cudzą sprawę, aby z nim wrócić do grobu ojczyzny
z niesłychaną nadzieją".
Brodzi11ski idzie jeszcze dalej, wypowiada mianowicie zdanie,
kiedy i w jaki sposób literatura nasza będzie mogla się odrodzić
i skąd pozyska siły do nowego życia:
„Jeżeli jest powinnością poety - mówi w oświeconym
wieku szanować gust powszechny, jeżeli pamiętać będzie, że przepisy
sztuki nie są wymysłem, ale że je rozsądek z natury wyczerpał, że
te przeto równie jak natura każdemu za wskazówkę sluzyć powinny;
świętszym nierównie jest jego obowiązkiem czerpać z pieśni ludu,
jako z natury", gdyż „niezawodną jest rzeczq, że pieśni ludu są
.tródłem najpiękniejszej poezyi i że sztuka robiąca z nich całość,
uwiecznia zarazem i charakter narodu i jego oświecenie.... Na p1esniach ludu ugruntowała się poezya Greków, Anglików, do nich wrócili Niemcy".
Badania na polu etnografii nie ustawały tymczasem. Najsilniejszą
ich podporą był Adam Czarnocki, znany powszechnie pod nazwiskiem
Zoryana Dołęgi Chodakowskiego, - zagorza,ły czciciel starożytności
słowiańskich, który w tych latach rozpoczął był pieszą wędrówkę po
ziemiach polskich i ruskich. :i). Owocem tych mozolnych poszukiwań
była rozprawa jego p. t. O Slowict,tszczy.źnie przed Cltrześcija1istwem
1) T~ sam4 myśl powtarza Brodziński w swoim utworze p. t. O poe z y i. (Dr. Bełcikowski odnosi czas jego powstania do r. 1816).
»Na jakiej ziemi, z jakim ludem żyjesz razem,
Takiego twoje pienia niech będą, obrazem ....
Ty, cenią,c wszędzie piękność, wł as n 4 śp ie w aj ziem i ę,
Ruiny, smntne świadki dawnej .duchów chwały,
Mogiły, co z oj czy z n ą, synów pogrzebały".
:i) A. J. P y p i n. Z o r i a n D o ł ę g a C h o d a k o w s k i j ( W i e s t n i k
J ewropy. 1886). L. Sowiński-Zdanowicz. Rys dziejów literatury polskiej. Wilno. 1875. II. Fr. Rawita Gawroński.
Z o r y a n Do ł ~ g a C h o d a ko w ski (Pr ze w od n i k n a u ko wy i 1 iter ac ki. 1897.XXV.marzec i nast.), A. Pypin. Istorija russkoj
e t n o g r a fi i. III. 44 i nast.
3
-
34 -
drukowana w Owiczeniacli naukowych wydawanych w Krzemieńcu
w 1818 roku.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych
odległych stronach,-pisał Chodakowski,-· trzeba spieszyć na jego uczty,
zabawy i różne przygody. Tam w dymie wznoSLl}cym się nad gło
wami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne spiewy i wśród
pląsów prostoty odzywają się imiona bogów zapomnianych. W tym
gorzkim zmroku dostrzec można świecące mu trzy księźyce, trzy zorze
dziewicze, siedm gwiazd wozowych. Tam zorza Lelowa zbliża się do
młodego miesiąea, miłość nowożeńców i gody zwiastuje; tam zorza
księżycem ogrodzona lub zawojką pokryta, ślubną przysięgę tłómaczy.
Dotąd jeszcze trzy rzeki płyną pod sieni lubowników, udzielają świę
tej wody do korowaja i kołaczów. Dotąd zawodzą się w nuceniach
podolskich wróżby na tychże rzekach, jak Bizantyckie kroniki wspominają. Jeszcze cichy Dunaj, jak ów Ganges, jest wodą świętą, pełną
uroków, miłości i szczęścia, i na powierzchni swojej niesie korab
czerwienny z okwitością swadziebną. Jeszcze sfop wyzłacać jadą d0
Lwowa. Dziewica między dwoma lwami stojąc bez bojaźni, oddaje
rękę Junoszy. Strusie pióra i pawie ogony zdobią wieńce i głowy
poszlubione, a czerwiec z maliną mięszany stanowi chwalę czystości
dochowanej. Rusa kosa pod Kijowem, zloty warkocz w Krakowie biorą
pierwszeństwo. Jelenie, rysie, łabędzie i sokoły nie zapomniały Jeszcze
przynosić kochankom wieńców i pierścieni. Sierocie iabierającej się
do ślubu opiewają dąbrowę pełną pni bez zieloności. Jeszcze mosty
ścielą się ze trzciny, gdy dzieci mają upaść do nóg rodzicom, a drugie usłane pierścieńmi i perłami znajdują się po drodze kochanków". 1).
Za przykładem Chodakowskiego rzucono się teraz z zapałem do
poezyi ludowej i wnet, bo już w tymże sawym roku, lfrystyan Laclt
Szynna, profesor warszawskiego uniwersytetu, otrzymawszy od tego
zbieracza wszystkiego, co się ludu tyczyło, zbiór pieśni wiejrskich doprzejrzenia, drukuje dwie z nich w oryginale czerwono-ruskim, jakoteż
w polskiej przeróbce w Dzieunikzt H'ilr,tskim, a w roku 1819 wydaje
w Pamiętniku .Naukowym naśladowanie ballady Burgera Lenora p. t.
lfoniilla i Leon, jako też swoje Uwagi nad ballad(J Biirgem „Leonura" 'J).
W. Surowiecki d'1lej pisze swoje spostrzezenia nad Chodakowskiego
U Slowiwtszczyżnie przed Chrzciciwtstwem, 3 ) w Pamirtniku zaś Naulcowym mamy podaną Wia<lomoić o dziełach W. Stef. Kamdżicza wraz
z krótką jego biografią. W roku znowu 1820 w czasopiśmie Pszczółka
1) Cytuję wedłag wydania Helzla. Kraków. 1835. str. 9-10.
2
) '1.' a m ż e. Il. str. 2 75 - 28 :2.
3) Pamilj)tnik Warszawski. 1819. XIV. str. 35 i nast.
-
35 -
Krakowska III. str. 3. drukuje J. K. RzesiJtski „dumę narodową" p. t.
Sobótka, jakoteż w tamże samem piśmie „dumę z powieści ludu
wiejskiego" p. t. Obrom i Nida (str. 161 ). O rok wcześniej już znajdujemy w T11godniku Wile1tskim (IX, str. 276-277) osobną rubrykę dla
rzeczy ludowych p. n. ,,Etologia", w której wydrukowano rzecz jakiegoś bezimiennego autora p. t. Oórzędy weselne ludu wiejskiego w gn •
bernii mi,tskiej w powiecie bm·ysowskim, przyczem pieśni weselne zarówno w oryginale jak i w polskim przekładzie były przytoczone,
potem czytamy tam Piosnkę pospólstwa esto,fakiego przetłumaczoną
przez Leona Rogalskiego i Emeryka Staniewicza - Spiewy ludu litewskiego 1). Tenże sam Rogalski drukuje dalej Piosnkę ukrai1tskq
o Bohdanie Chmielnickim l) i Piosnkę weselnq, ludu litewskiego 3). Ruch
w tym kierunku nie ustaje, owszem potęguje się, gdyż już w tym
samym roku drukuje J_an Łasicki swoją rozprawę 4) O bogach Źmu
azinów, w roku zaś 1820 mamy szereg pism z tego zakresu n. p.
O sobótce i O przesqdach ludu nieznaJomych autorów, tudzież Teodom
Narbutta O obyczajach ludu i O cudaeh historycznych.
Na szczególniejszą jednakże uwagę ze względu na tre8ć swoją
zasługuje list Lacha Szyrmy do redaktora Dziennika Wilettskiego, jako
przedmowa do drukowanych tamże przeróbek dwu wyżej wspomnianych pieśni - Jaś i Zosia i Zdanek i Halina. Ze wszech miar ciekawy ten list, należy on bowiem do jednych z pierwszych głosów
podniesionych u nas w sprawie pieśni ludowych i irh znaczenia dla
poezyi kunsztownej, przytaczamy go poniżej w calości tern bardziej,
że wszędzie bywał zazwyczaj milczeniem pomijany.
,,Przesyłam W. Panu dwie dumki szczerosłowiańskie, bo z podań ludu wiejskiego wyjęte, i podług dwóch śpiewów ruskich do siebie
dosyć podobnych osnowane. Dzięki winienem J. P. Chodakowskiemu,
który nie tylko tego źródła mi użyczył, lecz i cały swój zbiór śpiewów
wiejskich mozolnie zebrany do przeczytania pozwolił. Mając sposobność do przyswojenia myśli ogółu, spiewy wiejskie składających,
napojony ich duchem a szc:rngólniej ponurą ich smętnością, starałem
się ją przelać w moje rymy nie mięszając weń bynajmniej obcych,
nie pod naszem niebem urodzonych myśli, i nie odstępując nigdzie
od dawnej prostoty, chyba wówczas, kiedy ona w nieokrzesaną
1) Tamh. 1820. VIII. 377 i nast, IX. 5n-58, 118-121, 177183. X. 9-15, 187-192.
2) Tamże. IX. str. 347-350.
3) Tamże. X. str. 381.
4) Por. E. Mierzyński, Jan .tas_icki (Roczniki Tow.
przyj. n a u k. Kraków, 1870.)
-
36 -
gminność wpadała, i wyzszość światła wieku naszego wymagała koniecznie _jakiejś odmiany. Co się tyczy dodatków, które porównywując
moje dumki z dwoma tu dołączonymi śpiewami wit:ijskiemi za pierwszym rzutem oka dostrzec można, te zdawały mi się potrzebne dla
ich zaofrrąglema, i do nadania im niejakiej wyrazitości zwłaszcza, że
w podobnych pismach wolny polot wyobraźni jest dogodniejszy aniżeli niewolnicze naśladownictwo.
Wszelakoż i 'łv tem, co się dodawało, pilne miałem baczenie na to, ażeby wszystko albo zgadzało
się z dawnymi przesądami, zabobonnością i obyczajami, albo przynajmniej nie było im przeciwne. Pożyteczną nader byłoby rzeczą,
Mości Redaktorze, gdyby się zatrudnić zbieraniem pieśni gminnych,
baśni, powieści, przesądów, wróżb, śpiewów i t. p., zbieranina ta napozór tylko nikczemna i z ułamków tylko złożona mogłaby wielce
posłużyć do wyjaśnienia historyi obyczajów, rzuciłaby światło na
dzieje polityczne, na obrzędy religijne i bóstwa poprzedzające naukę
Chrystusa, co więcej, możeby idąc za podobieństwem sprawdziła te
szerzące się w świecie wnioski: że kolebka naszego dziecii1stwa
i plemienia jest nad Gangesem. Oprócz tego co za niP,przebrany skatb
byłby to dla rymotwórstwa naszego; wówczas to Mości Redaktorze nie
zarzucanoby „Dzienników",!,, Pamiętników" i Tygodników" i inszych
pism obcymi nam wyrażeniami, które będąc dla wielu niezrozumiałe
z obojętnością bywają przyjmowane, czczem tylko napełniając uszy
brzmieniem, a nie trafiając do serca i nie ogrzewając go. Na równinach słowiańskich, na polach naszych przodków między naszą bracią
nastręczają się nam skromne kwiaty zachwycenia: zbierajmy je troskliwie i w duchu wdzięczności dla naszych dawnych ojców. Nie
mogą one wprawdzie iść z owemi w porównanie, które kwitnęły
niegdyś pod niebem lagodnem Jonii, ani też ze swoją rodziną w pochmurnej Szkocyi, atoli hodowane i uprawiane od zwolenników dobrego smaku, od wielbicieli Greków, Rzymian, Teutonów i innych
narodów, które narodowość ważnym poezyi przedmiotem uczyniły,
łatwo się od skazy uchowają, rozmnożą się licznie i dla ojczystej
literatur'lf wydndzq plon obfity. Jeśli nie chcemy w naukach nadobnych
być tylko naśladowcami, lecz i oryginalne a do tego czysto narodowe
posiadać dziP.la, uratujmy te starożytne zabytki, na które czas coraz
ostrzejszy nastawa, i grozi utratą. Są one szczątkami gmachu niegdyś
okazałego, który runął w zwaliskach, ale może nam jeszcze do wzniesienia Świątyni Narodowości za w~gielny posłużyć kamień. Zniżmy
się więc pod strzechy tam nasza "s~dziwa narodowość." 1).
„
') Dziennik Wileński. 1818. I. str. 486-496.
-- 37 List ten Lacha Szyrmy miał bardzo doniosłe w swoim czasie
znaczenie, i kto wie, czy nie więcej oddziałał na młodzież, aniżeli
rozprawa Brodzińskiego. Mogłoby się atoli komu zdawać, że to przypuszczenie jest może trechę zanadto śmiałe. My wprawdzie nie mamy
na jego poparcie pewnych i jawnych dowodów, rozprawa jednakże
O klasyczno.fri i romantyczności, która, naszem zdaniem, nie miała
tak wielkiego znaczenia, jak to wielu jej przypisuje, nas na ten
waiosek naprowadrn. Brodziński bowiem nie mógł się jeszcze wtedy
był otrząść z pod przemożnego wpływu idyllicznego Gessnera; podnosi on wprawdzie pierwiastek ludowy w poezyi, jednakże nie w ta'1cim znaczeniu, jakbyśmy to dzisiaj rozumieli. Z jego pojęcia wieje
duch sentymentalny, gdyż zdaniem jego literatura nasza była narodową tak u Szymonowicza i Zimorowicza jak u Karpińskiego lub
Reklewskiego. Co się zaś tyczy sztuki, artyzmu w wykonaniu, - to
pod tym względem zapatrywania Brodzińskiego nie wiele się różniły od
dawnych, w czem właśnie widać dobrze to przywiązanie się do reguł
francuskiego pseudoklasycyzmu. n Poezya nasza, - pisał w jednam
miejscu, - ma tę szczególną własność, że nie tylko malowanie tegoczesnych OÓ?Jczajów i ob1·zędów nie jest stosowne Jej powadze, chyba
gdy je przez podobieństwo i przypomnienie do starożytności zbliżamy,
ale nawet naz1l'iska tegoczesne, a szczególniej z obcych wzięte narodów,
zdają się być odbijajqcemi i nieznośnemi w plynieniu śpiewów naszych,
gdy przeciwnie wszelkie starożytne nazwislca, szczególniej greckie
brzmiq najpi·zyiemniej•.
Te ciągle zastrzeżenia nie mogły nikogo zadowolnić. List zaś
Lacha Szyrmy miał tę wyższość nad rozprawą Brodzińskiego, iż dawał wyraźne wskazówki co do sposobu korzystania ze skarbów poezyi
ludowej, dlatego też musiał ku sobie bardziej pociągnąć mfode pokolenie, któremu nie wystarczała taka równowaga między sztuką a naturą, jakiej się radził trzymać Brodziński. Młodzież wolała bujać
wśród świata nadnaturalnych zjawisk, gdzie wszystko jest otoczone
tajemniczością, ona wolała stokroć romance hiszpańskie lub angielskie
i niemieckie ballady„ aniżeli sentymentalną poezyę, która nie miała
już więcej sit by nadal mogła wystarczyć znużonym nią umysłom.
Wpływ zatem Lacha Szyrmy, sądzę, musiał dalej sięgnąć, aniżeli
samej rozprawy Brodzińskiego.
Nikt wogóle nie był zadowolonym z niej ; - wnet bowiem, bo
już w styczniowym zeszycie Dzicnnilca TVile1,skiego 1819, I., str. 2- 27.
Jan Śniadecki zabrał głos w imię zdrowego rozsądku i dobrego smaku
przeciwko kierunkowi romantycznemu w swoich uwagach O pismach
lclasycznyclt i romantycznydt. Najzacięciej zaś występował przeciwko
wprowadzaniu czarownic, duchów i upiorów, czem rzeczywiście ów-
-
38 -
cześni poeci niemieccy nadmiernie się posługiwali: ,. Wprowadzają
dziś na scenę schadzki czarownic, ich gusła i wieszczby, duchów
chodzących i upiorów, rozmowy dyabłów i aniołów i t. d. Cóż tu
w tern nowego i dowcipnego? wszystkie baby wiedzą dawno o tych
pięknościach i mówią o nich ze śmiechem pogardy. Te niedołężności
i brednie przywołane z wieków grubijańst wa, łatwowierności i zabo •
bonu, mająż bawić i uczyć w ośmnastym i dziewiętnastym wieku,
nie tylko ludzi dobrze wychowanych, ale nawet nieokrzesane pospólstwo ? ".
"
Rozprawa ta Śniadeckiego wywołała wiele uwag i krytyk. Jeszcze
tego samego roku w Pamidniku Warszawskim XIV, str. 458-477 wydrukował jakiś bezimienny~ autor swoje Uwagi nad Jana Śniadeckiego
rozprawą o pisniacli k7 asycznyclt i romantycznych, który od samego początku nie szczędzi Śniadeckiemu nagany: .Nie przez płochość, powiada on - nie przez upór, ani chęć oryginalności romantyczność
się zrodziła, powstała ona z serca ludzkiego, równie jak wszystkifl
inne na świecie bądź w naukach, bądź w moralności odmiany. Zbieg
okoliczności, ponurość krajów pólnocnych, różność stanu. politycznego
Anglii i Niemiec, wydobyte szczątki starożytnej Skandynawów poezyi,
przvwiązanie mieszkańców do dawnych zwyczajów swojej ojczyzny,
nadały ich poez:vi charakter, który romantycznością nazwano. Chcieć
więc romantyczność wyśnliewać, jest chcieć wyśmiewać charakter
narodowy, który, chociażby nie był godny zalety, jako dzieło nie ludzi,
lecz samego przyrodzenia, ludziom wyrzucać i na urągowisko wystawiać jest to nierozsądkiem i rzeczą godną pogardy".
1.
W takiej to chwili ogólnej walki nowych prądów z zastarzałym
pseudoklasycyzmem francuskim, - zjawił się geniusz, który potrafił·
prawdziwego doszukać się piękna i nową pieśń stworzyć z zapomnianej ludowej legendy. I wszystko sprzyjało wielkiemu przeznaczeniu
poety .... Urodzony w zacisznym kącie litewskim, wychowany bądź na
wsi, bądż w niewielkiej mieścinie, miał sposobność zetknąć się· z ludem, którego fantastyczne płody były pierwszą karmą duchową Adama.
W latach dziecięcych, w tych latach „sielskich i anieiskich ", wzrastał
otoczony ludźmi, ktorych opowieści i legendy poważny nań urok wywierać umiały. Jednym z takich ludzi był stary sługa Błażej, przezwany przez o_ica poety Ulissesem, ,,bo co wieczór bajał o prawdziwych i zmyślonych swoich podróżach najdziwniejsze rzeczy, których
dzieci, zbiegłszy się do piekarni, tak chciwie słuchały, że ich potem
nakłonić nie można było do pójścia spać. Ulubionym przedmiotem
opowiadań jego były fantastyczne przygody, których jakol:>y doznał
w domu poprzedniego swego pana „farmazona", a więc „w zmowie z nieczystymi duchami".
Ktoś
raz wspomniał o nagłej
śmierci jednego z sąsiednich obywateli; na to Błażej tajemniczą
przybrał minę i odezwał się ponuro, że wie, co to znaczy. Oczywiście
zaezęto go prosić,, ażeby się wiadomością swoją ze słuchającymi podzielił Błażej milczał przez chwilę, a potem zaczął opowiadać, jak
był świadkiem równie nagłej a dziwnej śmierci w okolicy. Raz w lipcu
pan jego zawołał go wieczorem i kazał zaprządz sanki, wyprowadzić
je na tiziedziniec, a samemu pójść spać. Zdziwiony mocno takim
rozkazem, postanowił zbadać, co z tego będzie; uczepił się zatem
z tylu u sanek. zarzuciwszy na siebie dywan, którym- przykrył siedzenie. Tak przyczajony doczekał północy. Wówczas z;awil się pan
jAgo w dziwnem jakiemś ubraniu, długim płaszczem okryty, i siadłszy
do sani, wziął lejce i konie biczem zaciął. Sanie, lekko podniósłszy
się w górę, żwawo w powietrzu płynąć zaczęły, o łokieć jaki nad
ziemią. Pewny. że pan jego wcale się obecności sługi nie domyślił,
wychylił Błażej głowę z pod dywanu; a że noc była jasna, księżycowa,
doskonale mógł się • rzypatrywać tej cudownej podróży, Wkrótce
z różnych stron zaczęły się zlatywać takież same napowietrzne sanie,
i coraz to dłuższy orszak ciągnął w stronę dworu jednego znanego
„farmazona". Niebawem zajechano przed dom iskrzący się od świateł
w oknach. Korzystając z ogólnego zamięszania przy wysiadaniu z sań,
Błażej wyskoczył i wraz z służbą wszedł na pokoje. Znalazł tu
wszystkich, ,,farmazonów" z okolicy; byli tam panowie i panie w bogatych ubiorach, tylko dziwnie jakoś wyglądały twarze mężczyzn, a
u kilku dam ze zgrozą dostrzegł wystające z pod strojnych, wloką
cych się po ziemi sukień długie kosmate ogony. Kapela grała hucznie,
chciał się jej bliżej przypat-zyć i zobaczył, że struny skrzypiec z rozpalonego były drutu. Odwrócił się strachem przejęty i wziął z tacy
kieliszek wina; 5,zczęściem kapnęła mu na rękaw kropelka i jak iskra
przepaliła sukno; nie pił więc straszliwego płynu, miał się na baczności, zdaleka tylko patrzał i słuchał. Wkrótce ucichła mu :yka
i wśród uroczystej ciszy wszyscy udali się do sąsiedniej sali, gdzie
na ścianach kirem obitych wisiały portrety samych „farmazonów".
Naczelnik zgromadzenia powiedział wówczas, że jeden z braci zdradził, że nazwisko winowajcy dotąd niewiadome i że na to się zebrali,
aby się przekonać. kto był winien, i ukarać go z całą surowością.
Poczem wziąwszy świecę w rękę zbliżał się kolejno do każdego wizerunku i bacznie mu się przypatrując, zapytywał: czyś ty złamał
przysięgę? W ten sposób obszedłszy prawie całą salę, zatrzymał się
przed jednym s ostatnich portretów. Gdy strasine zaklęcie wymówił,
-
40 -
zaczerwieniły się na płótnie lica winowajcy. Wówczas ze wszystkich
stron podniosły się przekleństwa, a naczelnik zawoławszy groźnie :
winien, winien śmierci! - nożem przebił pierś zdrajcy. W kilka
dni później, - mówił Bła!ej, kończąc opowiadanie, - dowiedziałem
się, że nagle umarł ten „farmazon", którego portret był przekMty" 1).
Te podania i opowieści musiały głęboko się wyryć w pamięci
Adama, albowiem kiedy później podczas pobytu jego w Paryżu przyniesiono mu zbiory i,ieśni i bajek gminnych krakowskich~ litewskich,
ruskich, galicyjskich, powiedział przyjacielowi: ,,Dziwna rzecz, że
wszystkie z bardzo małymi wyjątkami, te pieśni słyszałem i wyuczyłem się ich dzieckiem, w Nowogródku, w rodzicielskim domu.
Służąca nasza Gąsiewska umiała je wszystkie i śpiewała z dziewfzętami przycbodzącemi prząść. Mogę dziś jeszcze każdą zanócić
i hłędy wydawców sprostować" 2 ).
Sama nadto okolica Nowogródka pagórkowata nieco, bawiła jego
oko rozmaitością widóków, musiała też pobudzać małego chłopczyn~
1) M. Gore ck a. Wspomnie n i a o A. Mick ie w i cz u, cytowane u Dr-a P. Chmielowskiego. A. Mickiewicz. I. str. 26-27,
2
) Rozmowa spisana przez Aleksandra Chodźkę 25. czerwca 1846 r.
w dziele Wł. Mi ck i e w i c z a. Ż y w o t A. Mi ck i e w i c z a , Poznań
1890. I. str. 8-9. - Mickiewicz wyraził też zdanie, ~e .,,najlepit:.j zebrane, bo sumiennie i bez pretensyi pieśni krakowskie, najgorzej klechdy
Wójcickiego. Są one pokiereszowane i to tylko treści naszych bajek". Znajdował „najpiękniejsze piosnki o kukułce i Psałterza pieśni. Arcydziełem
poezyi jest kolenda". Na egzemplarzu dzieła „Pieśni polskie i ruskie luda
ga1icyjskiego z muzykli instrumentowaną przez K. Lipińskiego zebrał i wydał Wacław z Oleska. We Lwowie 1833". Mickiewicz uczynił par~ poprawek w pieśni nr. 132 str. 105. W tekście drukowanem jest:
,, Sówka po boru Iata,
Kasia z J asienkiem gada,
Nie gadaj Kasiu z Jasiem,
Będziesz miała l'lokoła ! "
,,Cóż Ci sówko do tego,
Do eokoła m_ojego ?
Mam te ja rbdu dosyć".
Mickiewicz sprostował to zwrotkę jak następuje:
,,Nie gadaj Kasiu z Jasiem,
B~dzie sokół pod pasem,
Cóż ci sówko do tego,
Do sokoła mojego?
Mamie ja urody dosyć".
-
41 -
do częstych wycieczek, wśród których poznał dobrze lud litewski, po,,ku czemu zapewne
przyczyniło się i to, - pisze Ignacy Domejko, - że małe miasteczko
Nowogródek nie wiele się różniło od wsi i zaścianków naszych. Życie
szkolne było raczej wiejskie. Przypatrywał się kiermaszom, targom
i odpustom, bywał na weselach chłopskich, dożynkach i pogrzebach.
Stąd też za szkolnego jeszcze życia uboga strzecha i pieśń gminna
roznieciły w nim pierwszy ogień poetyczny". 1). Sam nawet poeta
mówi nam o tern w Pieśni Wajdeloty:
lubił jego pieśni i legendy, wierzenia i zabobony,
,, Słuchałem piosnek -
nieraz kmieć stoletni,
oraczem,
Stanął i zagrał na wierzbowej fletni
Pacierz umarłych; lub wymownym płaczem
Was głosił, wielcy ojcowie - bezdzietni:
Echa mn wtórzą, ja słuchałem zdała,
Tym mocniej widok i piosnka rozżala:
Żem był jedynym widzem i słuchaczem.
Jako w dzień Sfłdny z grobowca wywoła
Trlłcając kości żelazem
Umarłą przeszłość trąba archanioła,
Tak na dżwięk pieśni, kości z pod mej stopy
W olbrzymie kształty zbiegły się i zrosły.
Z gruzów powstajl} kolumny i stropy,
Jeziora puste brzmi'ł licznemi wiosły,
I widać zamków otwarte podwoje,
Korony książ11t, wojowników zbroje,
Śpiewają wieszcze, tańczy dziewic grono,
Marzyłem cudnie, srodze mię zbudzono!"
Nie będziemy tu kreślić stopniowego rozwoju umysłu Mickiewicza w czasach jego pobytu na uniwersytecie, zaznaczymy tylko ten
fakt, iź to głębokie uczucie, jakie wyniósł poeta ze swej pierwszej
młodości sp~dzonej z dala od gwaru miast, miłości legend i wszystkiego, co jest własnością twórczego zmyslu ludu, zostało w nim na
chwilę zagłuszone. Dla lepszej zaś illustracyi ówczesnych poglądów
l\Iickiewicza na istoty świata nadziemskiego, które niebawem w jego
utworach miały zająć niepoślednie miejsce, przytaczamy poniżej jeden
ustęp z poematu Tomaszewskiego i recenzyę tegoż przez naszego
poetę.
„Gdy tak oba swe ~ycie poświęcaj, sławie
I walczą, z sobą, żą,dzą, zwycięstwa zagrzani,
Jędza, chcąc dać Palisznie pomoc w tej rozprawie
Trą,ra Zaprzańca lecąc z piekielnej otchłani,
Ten pada na przemokłej rosą, ranną trawie .... "
1) O młodości Mickiew iczn. List J.Domejkido Jl.Zaleskiego
1872. IV. str. 37-38.
Przeglfłd lwowski.
-
42 -
Posłuchajmy też zarazem, jak się zapatruje nasz
krytyk na tę
istotę nadprzyrodzoną:
"~kąd się wzięła nagle ta jędz~? -
pisze Mickiewicz. Dlaczego
odpowiedzieć. Dodamy tylko, aby życzyć należało poetom, żeby albo na zawsze tę jędzę ze swoich poematów wygnali, albo przynajmniej nie tak
ją często i nie w tym sposobie wprowadzali".
S.łowem, poglądy Mickiewicza nie przekraczały w tym czasie
granic zakreślonych przez pseudoklasyczną krytykę i były niejako
dalekiem echem obcych pojęć, przejętych bądz to pod wpływem nau•
czycieli, bądź też filareckiego otoczenia.
Dopiero gdy się l\fickiewicz zaznajomił tak z utworami nowej
szkoły poetów niemieckich, jak nie mniej i z artykułami polemicznymi
za i pm~ciw nowemu kierunkowi, o których już wyżej była mowa,
kiedy ujrzał, że i jego koledzy jak T. Zan i Czeczot piszą na wzór
obcych utwory, w któryl'.!h lud ze Rwemi pojęciami na pierwszy plan
fię wysunął, wtedy dopiero w umyśle jego zaczęły się• odnawiać dawne słyszane legendy i pieśni, i one to wsunęły mu pióro do ręki .....
Ballady .Mickiewicza podniosły odrazu zapoznane dotychczas
prawa uczucia i fantazyi. J tli to bowiem samo, iż lud wieśniaczy
wraz z jego pojęciami i wierzeniami wprowadzono na scenę w rzeczywistej prostocie, Il'liwności i postaci, - było ogromnym krokiem
naprzód, który miał niebawem wydźwignąć literaturę naszą z upadku,
a nawet postawić ją na równi z poezyą i~.mych, ościennych narodów.
Minęły już bowiem czasy sielankopisarzy Gawińskiego, Szymonowicza i Zimorowiczów, minęły czasy zgnuśniałej saskiej epoki, kiedy
to lud występował jako niewolnicy żywcem z greckiej tragP-dyi wyjęci, świat też starożytny zbyt był nas odległy, zbyt przeżyte jego
ideały, aby poeci, którzy, nawiasem powiedziawszy, wcale ich nierozum'ieli, mogli się do nich zbliżyć, choćby tak tylko jak Jan z Czarnolasu. Umysły tak się były zrosły z pojęciami i wyobrażeniami koryfeuszów francuskiego pseudoklasycyzmu, na których ustach powtarzali się ciągle tacy prawodawcy jak Arystoteles, Quintilian i Horacy
a niej mniej i greccy tragicy, których atoli mało kto czytał w oryginale, mało kto ich myśli i ducha mógł pojąć i zrozumieć, iż trzeba
było wielkich sil i większych jeszcze nowych czynników, ażeby można
było uwagę społeczeństwa zaJąć, wyobraźnię oczarować i podniecić,
trzeba było nadto wrodzonego talentu i uczucia, które byłyby zdolne
wlać w te świeze czynniki właściwe im życie, we właściwem przedstawić je świetle.
Fantazya ludui - ta niewyczerpana krynica skarbów uczucia,
~ ięcej Palisznie niż Zaprzańcowi sprzyjała? N a to trudno
mogla tylko jedna poruszyć spiące umysły, znużone
ciągiem
powta-
-
43 -
rzaniem starożytnych poElań mitycznych, jako też greckich i rzymskich bohaterów. Wszak naród nasz posiadał swoich własnych Lecha z orlętami, Popiela, Piasta i aniołów bożych, Kraka i Wandę
i wielu, wielu innych, których dzieje snujące się oko-ło gontyn pogań
skich wśród odwiecznych lasów, bogów siedziby, zapisali jeszcze śre
dniowieczsi nasi kronikarze, wszak naród nasz posiadał, i starannie
z pokolenia w pokolenie prtekazywał swoje zabobony i wierzenia,
otoczone mdą tajemiczości i cudowności, wszak posiadał ty le pieśni,
które powtarzał z pokolenia w pokolenie - wszystko to atoli leżało
od wiek wieków odłogiem.
I teraz dopiero wskrzesił je nasz poeta do nowego życia, ażeby
poezyi narodowej. On poznał, czem można
zająć schorzałe umysły, w których atoli nie wygasł był jeszcze pociąg do nadnaturalnych, nadprzyrodzonych, niepojętych wydarzeń. Mickiewicz przynosił do swo1ch utworów wyobraźnię, jakiej było potrzeba,
ażeby owe motywy z ust gminu zaczerpnięte, odtworzyc z całą prawdą,
z calem życiem, ażeby one mogły przemówić do przekonania i uczucia ogółu. Mickiewicz posiadał ten zasób czucia dla wszystkiego, co
się ludu tyczyło, on go poznał do samej głębi jego duszy, on bacznie
umiał dostrzedz drobne nawet rysy jego charakteru i usposobienia.
Dusza poety była bowiem nadzwyczaj wrażliwą na wszystkie struny
i tony ludowej poezyi. Poezya zaś nasza potrzebowała właśnie takiego a nie innego geniuszu, ogół bowiem z pierwszemi balladamf
naszego poety zaczął tak na lud i twory jego fantazyi, jak też i na
poezyę innem patrzeć okiem. Teraz dopiero poznał on, jakie nieprześcignione skarby kryły się tyle stuleci wśród tych prostych tłu
mów; może nawet z początku, przyzwyczajony do poniżenia i pogardy dla niego, nie wierzył i nie chciał wierzyć, ażeby te piękności
od niego swoj brały początek. Dość na tern, iż umysły społeczeń
stwa wraz i jego fantazyę, która została silnie tym pierwiastkiem
cudowności podrażnioną, odrazu zawojowano. Terai dopiero pękły
węzły krępujące fantazyę, natura wzięła górę nad sztuką, sentymentalną czułostkowość zastąpiło rzewne, lecz prawdziwe uczucie, poezya stawała się teraz rdzennie narodową. Pieśń gminna odniosła
zupełne zwycięstwo nad zastarzałym duchem klasycyzmu, sam nawet
Mickie Nicz odczuwał dobrze tę potęgę i niezwyciężoną moc ludowej
legendy wołając w natchnionej Pidni lVajdeloty:
się stały podporą upadłej
„O wieści gminna ! ty arko przymierza
Mi~dzy dawnemi i młodszemi laty:
W tobie lud składa broń swego rycerza,
Swych myśli prz~dze i swych uczuć kwiaty.
-
44 -
Arko, tyś ~adnym nie złamana ciosem,
Póki ci~ własny twój lud nie znieważy ;
O pieśni gminna, ty stoisz na straty
Narodowego pamiątek kościoła,
Z archanielskiemi skrzydłami i głosem Ty czasem dziertysz i broń archanioła.
Płomień rozgryzie malowane dzieje,
Skarby mieczowi spustoszą, złodzieje,
Pieśń ujdzie cało, tłum ludzi obiega
A jeśli podłe dosze nie nmiejq,
Karmić ją talem i poić nadziE'ją,
Ucieka w góry, do gruzów przylega,
I stamt'ld dawne opowiada czasy .... "
Jak wielkiego mistrzostwa i geniuszu potrzeba było do owła
dnięcia tą gęślą czarodziejską, ażeby z niej choćby tylko znośne wydoł.yć tony, o tern przekonali się niebawem wszyscy nieudolni naśla
dowcy Mickiewicza, którzy na jego sposób i w jego duchu starali
się tworzyć ballady. Każdemu _z nich zdawało się, że to tak łatwo
wymyślić piewszą lepszą bajkę o upiorze, któraby się roiła w dalszym ciągu od duchów, mogił, krzyżów i t. p. hyperromantycznych
akcesoryów, dodać dalej do tego wszystkiego sporą dozę mglistości,
niejasności i ponurych krajobrazów, i ballada gotowa. ,,Nie dziw
1
więc, - pisze jeden z współczesnych ), że zamiast r,ięknego jelenia
łowią strasznego dzika lub potwornego niedźwiedzia. Posłyszeli, że
dziwność jest duchem, znamieniem i najwyższą romantyczności ozdobą,
chwytają więc z Goszczyńskiego sowy, puhacze i wisielców, z Mickiewicza czatyrdahy, namazy, kurhanki i 1 • d. nie· mając pojęcia, że
każdy płód poetyczny z sfery sobie właściwej czerpać powinien swoje
piękności".
Tak się też rzeciywiście rzecz miała z późniejszymi naśla
dowcami Mickiewicza, którzy, nie znając ludu bezpośrednio, a pamiętając słowa Fryderyka Schlegla, iż „dziko rosną piękne kwiaty
wiosenne w naszych lasach" a jeszcze piękniejsie u obcych narodów,
brali poszczególne motywy bądź z ballad naszego poety, bądź też
z ballad t. z. niemieckiej szkoły romantycznej, która często doprowadzała do ekstrawagancyi uczuciowych i fantastycznych. Wiadomo zaś,
iż każdy naród posiada odrębne cechy indywidualne leżące w podaniach i opowieściach ludowych, dlatego też musieli z połączonych
ze sobą; w jednę całość kilku sprzecznych elementów, stworzyć niemożliwą balladę. Mickiewicz wprawdzie korzystał takźe prócz z po1
)
Biblioteka polslia. Warszawa, 1826 III. str. 230.
-
45 -
dań ludowych nie mmeJ 1 z ballad niemieckich poetów, on atoli nie
kształcił
swoich utworów na płodach t. z. ,,szkoły romantycznej .. ,
lecz na balladach twórców odrodzenia niemieckiej poezyi jak Burgera,
Gothego i Schillera, a zapożyczywszy od nich samą tylko formę, starał się ją zapełnić treścią rodzimą, snutą na złocistej kanwie baśni,
legend i pieśni polskiego i litewskiego gminu.
Zanim przystąpimy do ballad naszego poety, musimy się
rozpatrzeć w jednym z jego utworów, pomiefi1zczonych pomiędzy balladami, którego aloli w żaden sposób do nich zaliczyć me można,
a który bezwarunkowo poprzedził ich napisanie. W Roraantycznołci
wprowadza Mickiewicz na scenę obłąkaną dziewczynę - Karusię,
która z żalu za zmarłym kochankiem postradała zmysły; nie mogąc
zaś zapomnieć o kochanku, zawsze i wszędzie go szuka, - my nawet
widzirny ją w chwili pieszczot ze zmarłym, słyszymy, jak z nim rozmawia, a po jego zniknięciu omdlewa. Wątek sam zatem epiczny,
którego poeta użył jako osłony i podpory dla wypowiedzema swoich
myśli i zapatrywań na nowy kierunek poezyi, wydaje się na pierwsze
wejrzenie być wymysłem fantazyi tem bardziej, że akcyi w nim szeroko zakreślonej nie ma wcale i zdaje mi się, że wszyscy o tej kwestyi do dzisiaj tak sądzili.
W kompozycyi tego utworu widzimy jeden pierwiastek, który
się przezeń ciągle przewija w ten sposób, że czytelnik nie wie właś
ciwie, czy Karusia widziała rzeczywiście kochanka, czy to tylko było
jej fikcyą. rra niejasność utworu jest, mojem zdaniem, zupełnie wytłómaczoną Mickiewicz bowiem chciał w tym utworze zastosować
motyw bardzo powszechny w wierzeniach ludu naszego, motyw, który
i później zualazł u niego raz jeszcze zastosowanie, - powrotu zmarłego na świat, jednak usłyszał równocześnie inn~ 0powieść ludową,
w któreJ podobnie jak w Romantyczności występuje kobieta na swój
los biadajqca. rre dwa atoli pierwiastki nie dały się tak sprządz
razem, aieby z nbh mogła powstać jedna całość i stąd tei czytelnik
popada w wątpliwość, o której co dopiero mówiliśmy.
A teraz przypatrzmy siQ blizej genezie samego utworu. Główny
podkład i wzór, na którym nasz poeta osnuł opowiedzianą przez
siebie scenę - stanowi opowieść ludowa, bardzo prosta w treści
jak i sam wypadek w Romantycznoici. Baśni takiej wprawdzie nie
zapisano u nas nigdzie, że zaś ona istnieć musiała, na to naprowadza
nas analogiczna ukraińska logenda.
Umarł w jednej wsi gospodarz, "pozostała po nim nieszczęśliwa
młoda wdowa z trojgiem niedorosłych sierót, poczęła bardzo smucić
się, tęsknić, płakać, na los swój wdowieński wyrzekać. Wyjdzie, bywało, na podwórze, albo wypadnie na ulice jakby nieprzytomna
46 i pocznie głosić; ,,Męzu ty mój, gołąbku ty mój miły ... jak że ty mnie
rozdzieliłeś ... jak ze ty mnie porzuciłeś samą jedn~ z gospodarką
i z sierotami ... a wróć się do mnie ... mój ty sokoliku najdroższy. Ty
i dziatki swoje osierociłeś i mnie nieszczęsną zrobiłeś" 1).
Z głównej myśli tej legendy przebija się też i sama akcya Romantyczności, Mickiewicz tylko zmienić ją musiał stosownie do swego
celu i zastosować do swojej sfery myśli mimo że prostoty wcale nie
uszczuplił. Zmienił tedy ową wdowę na dziewczynę, a męża tamtej
na kochanka, nić jednakże obu faktów ta sama, bo zarówno u Mickiewicza jak i tam kochanek umiera, dziewczyna płacze 1 tęskni, tak
samo dalej poznajemy ją na ulicy "miasteczka", obłąkaną, jak w ludowej legendzie „nieprzytomną". Opowieść .ednakże gminna nic nam
nie mówi o tern mniemanem okazaniu się zmarłego, słyszymy z ust
wdowy tylko podobne życzenie, i tu właśnie sięgn~ Mickiewicz po
odpowiedne akcessorya do wierzeń ludowych. Lud bowiem powiada,
iż tęsknota pozostałych i płacz ich, który nie może być odrazu zła
godzony, zaklc:>ca spokój zmarłemu, który chciałby zapomnieć o minionem życiu. W staje tedy z grobu i wychodzi na śv. iat, gdyż śmierć
nie może całkowicie przeciąć owych węzłów, jakie łączyły zmarłego
z pozostałymi. Według pojęć ludu musi koniecznie istnieć jakiś słały
związek pomiędzy tymi, którzy zeszli z tego świata, a tymi, którzy
ich zgon opłakują. Takie właśnie wierzenia dały Mickiewiczowi popęd do wprowadzenia zmarłego kochanka na płacz Karusi przed jej
oczy i dlatego to lud w jego baladzie powiada, że dusza zmarłego
jest „przy swej Karusi".
Wierzeń podobnych w powrót zmarłego do swojej żony lub kochanki, istnieje niezliczone mnóbtwo, o tern zresztą jeszcze raz obszerniej w innem będziemy mówić miejscu, tu tylko przestanę na podaniu kilku bibliograficznych wskazówek tego motywu. 2).
1
)
A. Pod ber e lil ki. Mate r y a ł y do dem o n o log i i lud u
Zbiór w i ad om. do a n trop o l. kr aj owej. IV.
str. 11-12.
2) Kolb erg O. Lud. Krakowskie. VII. Kraków, 1874. str.
64. nr. 133. 8. Cis ze w ski. L ud rol n i cz o - g 6 r n i c z y z okol i c
Sł a w ko w a w po wiecie olkuskim, Z bi ó r
w i ad. XI. str. 11.
nr. 7. str. 12. nr. 15--16. S. Ulanowska. Wśród ludu krak owskiego. W is la I. str. 99. J. Św 1 ~tek Lud n ad rabski.
Kraków, 1893. str. 495 i 499. A. Afanasiew. Russkija skaski.
Moskwa, 1860. V. str. 45, W. Bugiel. Aus dem rutheniscben
Volksglauben, Zeitschrift fur osterr. Volkskunde. 1895.
I. str. 295.
ukraińskiego,
- 47 Nadto i ten szczegół o niedobrej macosze jest żywcem z ludowego życia skreślony, jak też nie mniej i samo zniknięcie kochanka
na głos koguta znajduje potwierdzenie w zabobonach ludowych, które
mówią, że głos tego ptaka odpędza dyabły i duchy 1).
2.
Pierwsza ballada naszego poety w duchu nowej poezyi nie tylko
z ludowej piosenki, lee:.,; nawet musiała poniekąd. Mickiewicz nie tylko z zamUowania, lecz i z obowiązku na nim
ciężącego, jako na nauczycielu historyi literatury, zapoznał się był
juz z Wiesławem Brodzińskiego, drukowanym od lutego do czerwca
roku 1820. w szpaltach Pamiftnika Warszawskiego. W nim ujrzał nasz
poeta świat wiejski w zupełnie innej szar.ie, aniżeli go dotychczas
przedstawiano. Nie było tam postaci na wzór sielankowych bohaterów poprzedniego stulecia, lecz zato typy ludowe, wiernie z jego życia
codziennego zdjęte wraz z całą sferą obyczajów, zabobonów i pieśni.
Motywy ludowe wzięte ściśle z zycia narodowego, były w Wiesławie
z historyczną wiernością i dokładnością skreślone.
Bez wątpienia znal też już podówczas nasz poeta obszerną rozprawę dawnego swego profesora Leona Borowskiego p. t Uwagi nad
że wzięła treść swoję
poezyq. i wymowq, pod wzgl~dem iclt podobie,tstwa i różnicy, drukowaną
t. r. w Dzienniku Wile1tskim. Uczony ten poszedł w swoich zapatrywaniach cokolwiek dalej aniżeli sam Brodziński w rozprawie O klasyczno:Jci i Romantyczno:Jci, bo chociaż nie radził bawić się „oburzaniem imaginacyi i czułości wystawą okropnych zbrodni albo straszeniem obrazami duchów i upiorów", to przecie jako jedyne źródfo,
z którego poezya polska miała czerpać nowe siły żywotne, ażeby się
odrodzić w poezyę narodową, wskazywał pieśni i gminne podania.
n Gdybyśmy, - mówi Borowski, - chcieli być troskliwymi w ich
wysz.ukaniu, nietylko byśmy głębiej zdolali przeniknąć właściwy poetycki sposób myślenia i czucia przodków naszych, lecz może by si~
odkryły starozytne powieści, dumy religijne i historyczne podania,
godne iść w porównanie z pięknemi balladami angiebkierni i poezM
trubadurów. Dotąd, gdyśmy tego nie uczynili, wolimy się niedbale
1) L. Siemieński. Pod a n i a i Le gen dy. Poznań, 1845.
str. 46. Lu d wi k z Pok ie w i a. Lit w a. Wilno, 1846. str. 124 Z.
Gloger. ~abobony i muiemania ludu nadnarwiańskiego,
Zbiór wiad. I. str. 101. ll. Gustawicz. Podania, przes'}dy,
g a d k i i n a z wy 1 u d o we w d z i e d z i u i e p r z y r o d y, tamże V.
str. 160. nr. 3. Dr. R. Kain dl. Die lluzulen. Wien, 1894. str. 81,
-
48 -
stosować do naszego wieku, w którym światło filozofii spędziło blogi
urok poezyi i na wzór innych narodów usiłujemy śpiewać dla czystego rozsądku".
Teraz zaczął sobie :Mickiewic~ przypominać owe pieśni i wierzenia zasłyszane jeszcze w latach dziecięcych w domu rodzicielskim,
a że one tkwiły już silnie w jego umyśle, - na to najlepszym, sądzę,
dowodem będzie jego najpierwsza ballada - Lilie. Sam poeta przyznaje .si~ otwarcie, iż treść jej zaczerpnął „z pieśni gminnej", kazdy
nawet przeciętny czytelnik porównawszy tekst ballady z pieśnią ludową, zaraz łatwo tę zawisłość spostrzeże l). Nie powiedział nam
jednakze przez to samo jeszcze wiele, zamilczał bowiem zupełnie,
w jakim ją waryancie i w jakich okolicach słyszał, gdyż pieśni analogicznych z jego utworem mamy dość sporą ilość.
Dr. H. Biegeleisen w swojem studyum, tyczącem się tegoż samego
tematu, powiada wprawdzie, iż nasz poeta „słyszał t~ piosnkę najprawdopodobniej w warjancie pol.ikim z oko lic wileńskich" :1 J, lecŻ
cóż, gdy zaraz na następnej stronie wchodzi z wypowiedzianem co
dopiero zdaniem w sprzeczność mówiąc, ze Mickiewicz znał „prawdopodobnie najlepiej pieśń litewską". My atoli dziś żadnego z tych
dwu powyższych przypuszczeń na pewno przyjąć nie możemy, mając
na oku tę okoliczność, co nasz poeta przez „śpiewy gminne" rozumiał. W jednej bowiem z uwag do swojej rozprawki o Karpińskim
tak pisze: ,,Lud polski w Litwie mówi dyalektem ruskim zmieszanym z polską mową, albo językiem litewskim zupełnie od słowiań
skiej mowy różnym. Przez śpiewy gminne, o których wspominamy,
rozumiemy spiewy polskie, ballady i sielanki, powtarzane między drobną szlachtą i klasą służących mówiących po polsku Niektóre z tych
spiewów noszą piętno starożytności, ale kiedy się one tworzyły, czy
w Litwie, czy z Polski przeniesione, dotąd nikt sobie pracy nie zadał
wybadać". 3)
Nieraz wprawdzie odstępował nasz poeta od tej reguły, czerpiąc
materyał legendowy do swoich ballad z pieśni litewskich, te atoli są
tak różne całym swoim charak erem i kolorytem od ballad polskich,
Na to pokrewieustwo pierwszy zwrócił uwag~ K. Wł. W oj ci ck i.
1ud u Biało c hr ob at ów, Ma z ur ów i Rus i. Warszawa,
1836. I. str. 115.
2) Moty wy l ud o we w bal ad zie A. Mickiewicz a „Lil je".
(Wisła, V. str. 75).
3) Dr. R. Piłat.Nieznana rozprawka Mickiewicza o Karpińskim. Pami~tnik Tow. liter. im. A. Mickiewicza. 1890.
IV. str. 181.
1
)
Pieśni
ich na pierwszy rzut oka bez fr ndu mozna odróir~ •r Pieśni
polskich o liliach mamy tak znaczną ilo;;ć, i tak one w,:;iy3Lkie
zarówno dobrze podchodzą pod osnawę utworu l\Iickiewicu, iz wybierając z .vi.ch jednę a odrzuca;ąc inne, wielki byśmy nawet błąd
popełnili. Bo e:zyz „drnbna szłae:ht~ i kla~;a sluzących", • od których
mógł nasz poeta analogiczrnł pieśń słyszeć, nie pocllodzila z najrozmaitszych okolic? Któz zresztą mógłby zaręczyć, co najprawdopodobniejszem nam się wydaje, czy Mwkiewici nie slssiat I.ej ballady
w hilku lub kilkunastu wa1·yantach pochodzących z ruinych, czasem
jak najodleglejszych diielnic Polski, których warunki miejscowe mogły
dowolnie zmienić treść p10stmki '? Sądzę tedy, ze daleko mu iejszy błąd
popełnimy, porównując balladę .Miekie\\icza ze wszystkimi znanymi
nam jej waryantami, które tu poniżej podaję 1).
że wpływ
zaś
1) W ac ław z O1eska. Pi a śni po 1ski e o. m. str. 505. nr. 26 •
K. Wł. Wojci(;ki. Pieśni ludu o. m. IL str. 30i i 305. Tenże
Z ary s y dom owe. Warszawa, 1842. HL str. 233-234 nr. 1. J. Lip iński. Piosnki ludu Wielkop~>lskiego. Po.tmań, 1842. str.
6-8. K. Wł. W oj ci ck i. Hist IJ r y a liter at ur y polskiej. Warszawa 1846. I. str. 191 i 255-257. O. K:olbcrg. Pieśni ludu polskiego. Warszawa, 1857. str. 13-26. ur. 3 a--3 z. str. 301. nr. 3 dd
-3ee., muzyk~ f>Odał L. Sowiński. Chants polonais. nr. l. K.
Ko zł o ws ki. L ud, pieśni, podania, baśnie, zwycz~je i przes4dy ludu
z Mazowsza Czerskiego. Warszawa, 1867. str. 300-301. S. Petr ow.
Lud ziemi dobrzyńskiej, Zbiór wiad. o. m. Il. s1,r. 4142. nr. 9-10 i str. 61-62. nr. 54--55 i str. 82. nr. 91. O. Ko 1ber g.
Lud. W. Ks. Poznańskie. Kraków, 1879. Xll. str. 2HL nr. 423., te n że.
Lud. Lubelskie. Kraków, 1883. XV I. str. 294. nr. 480., te n że. Lud.
Kraków, 1884. XVH. str. 238. J. Lipiński. .Piosnki ludu wielkop o Isk i ego, Z b i ó r w i ad. Kraków, 1884. VHL str. 7 4. nr. 20.
Dr. A. C i n ci a ł a. ,pi e ś n i l u d u ś 1 ą s k i e g o z o k o l i c C i e s z y n a.
tamże. Kraków, 1885. IX. str. 24\:ł- 250. nr. 279. O. Ko 1 ber g,
Ma z o ws z c. Kraków, 1886. Il. str. 105. nr. 242. IV. str. 320. nr. ~45.
S. C is ze wski. Lud ro l n i cz o - g ó r n i c z y, Z b i ó r. w i ad. X. str.
295. M. Fe der owski. Lud z ok o lic Z arek, Siewie r z a
i Pilicy. Warszawa, 1~88. I. str. 201-2U3. nr. 127. S. Chełchowski.
M a t e r y a ł y d o e t n o g r a f i i 1 u d u z o k o l i c P r z a s n y s z a.
Wisła, 1888.Il. str.133-134 ur. 3. Z. Gloger. Długosz i pieśni
polskie, tamże, 1889. lli. str. 6-7. tegoż. Starodawne dumy
i pieśni. atr. 68. Z. Wasilewski. Jagodne. Warszawa, 1889. str.
184-187. nr. 119. Kolberg. Lud . .t~czyckie. Kraków, 1889.
XXII. str. 130. nr. 222., tegoz. Mazowsze. Kraków, 18~0. V. str.
287-288. nr. 316. Z. Gloger. Pieśni Ludu, muzyk~ opracował Z.
Noskowski. Kraków, 1892. str. 167- 169. nr. 33. J. Świ~tek. Lud
nadrabski. litr. 169. B. Pawłowicz. Kilka rysów z iycia ludu
w Z al a s o wej , Ma tery a ł y a n trop. - ar che o l. I. str. 263-264.,
4
-
50-
Mickiewicz ni~ omylił się tym razem w wyborze tematu, bo za•
równo jego starożytność 1), jak też nie mniej i ta okoliczność, że
zbrodnia popełniona przez żonę i kara za nią nastręczały doskonały
wątek do utworzenia ballady, musiały go zachęcić do opracowania
tej ponętnej a prostej ludowej piosenki. Pobudką zaś do napisania
Lilij nie mógł być atoli ów tragizm w pieśni „skutków niewierności
niewieściej, około której obracało się w życiu i w poezyi zranione
serce poety", a który utkwił „tak glębobo w jego fantazyi", jakby
tego chciał Dr. Biegeleisen (str. 75.) Bo że ta ballada powstała w roku
1820., na to się nawet sam Dr. Biegeleisen zgadza, (str. 82.), a wówczas przecież nie mogło być jeszcze mowy o jakichś przejściach lub
zawodach miłosnych u naszego poety, których dopiero niebawem miał
się stać ofiarą.
Porównując pieśni
ludowe z balladą Mickiewicza, musi każdy
odrazu zauważyć ten szczegół, iż na dziesięć początkowych wierszy
ballady aż dziewięć wcielił poeta do swego utworu. Celem zaś lepszego uwidocznienia zestawiam analogiczne ustępy obok siebie:
(pieśń ludowa):
.,,Pa n i pa n a z ab ił a,
(wszystkie wary anty).
S c h o w a ł a go w ogr o d zie (Poznańskie)
Przy tej studziennej wodzie,
Lelij na nim nasiała (Przasnysz)
I tak sobie sp ie w a ła: (Warszawa)
Ro ś n ij , rutko, wys o ko ,
Jak pa n 1e ż y g ł ~bok o. (prawie zawsze)
. . . . . . . . . . .
Śliczniejszy k w i a t,
niźli ja".
(Żychlin.)
L. M a g i e r o w s k i. K i 1 k a w i a d o m o ś c i o I u d z i e p o 1s k i m z e
wsi Wesołej, Zbiór wiad. XIII. str. 162. nr. 1.
Rusko-ukraińskie: Gał o w ac kij. N ar o d n ij a pi es n i g a 1 i ck oj
i ugorskoj Rusi. Moskwa, 1878. II. str. 729. i nast. P. Czubiń
s kij.Trudy etnograf. st at is t. e ks pe di ci i w z ap ad n o rus ski
kraj. S.Pietierburg. V. str. 839-841. nr. 410. Dr. H. Biegieleisenj
Motywy ludowe str. 95.
.
Białoruskie: W. W ery ho. Du m k i b i a ł or u s k ie ze wsi Gł~
bokiego w pow. Lidzkim gub. wileńskiej, Zbiór w i ad. Kraków, 1889.
XIII. str. 84. A.· Hur y n o w i cz. Zbiór rzec z y białoruskich,
tamże. Kraków, 1893. XVH. str. 173-174. nr. 98.
1) Por. Z. Gloger. Zk~d powstała ballada Lilie? Kłosy.
1888. II. str. 432., t ego ż. Dług os z i pieśni str. 1-8., gdzie autor
odnosi jej genez~ do analogicznego wypadku w XV. stuleciu. Przedrukował
Dr. H. Biegeleiseu: Motywy ludowe, str. 94-95.
(Li I ie):
,,Pani zabija pana,
Zabiwszy grzebie w g aj u ,
Na łl}czce p r z y r u c z a j u ,
Grób 1 i 1 i j Ił z a s i e wa ,
Zasiewajl}C tak sp ie w a:
Rośnij kwiecie wysoko,
J a k p a n I e ź y g ł ~ b o k o.
J a k p a n 1e ź y g ł ~ b o k o,
Tak ty rośnij wysoko".
Analogia ta jest zbyt wyrąźna, abyśmy potrzebowali o meJ
choćby cośkolwiek jeszcze więcej powiedzieć; świadczy ona nadto
wymownie o tern wielkiem wrażeniu, jakie pieśń ludowa pozostawiła
na umyśle poety.
Fakt sam zabójstwa męża przez niewiern, żon~ był, jak to już
wyżej powiedzieliśmy, doskonałym wątkiem, na którym mozna było
śmiało os'.luć całą balladę, - pieśń jednakże ludowa, rozbrzmiewająca po dziś dzień na szerokich obszarach Polski, nie zawierała sama
w sobie nadmiaru materyałów, którychby mógł był poeta użyć do
swego utworu. Pieśr1 ludowa z właściwym sobie realizmem musiała
przedstawić zemstę braci i karę za grzech przez „panią" popełniony,
Mickiewicz atoli, którego pociągał podówc·zas ku sobie nadnaturalny
bieg wypadków, odstąpił w znacznej części od obranego wzoru. Poeta
bowiem nie chciał wprowadzić do swojej ballady owej zwierz~cej chuci
krwawego odwetu, a chociaż i u niego „pani" straszną kar~ za swą
zbrodnię ponosi z przyczyny zamordowanego męża, chociaż i~ niego
złe ·nie odnosi podobnie jak i u ludu zwycięstwa rad dobrem, - to
wszystko jednakże inną postępuje drogą. .Mickiewicz wolał wprzódy
roztoczyć przed oczyma czytelnika obraz duszy tej morderczyni męza,
wolał podwoić karę tem, i.z własne sumienie odbiera jej przytomność
z ciągłej obawy przed karą, jaka niechybnie nastąpić musiała. Prowadzi nas tedy wraz z „skrwawioną" zabójczynią, w której się natychmiast bezpośrednio po spełnionej zbrodni głos sumienia rozbudza,
do lasu, do chatki zgrzybiałego starca-pustelnika. Od pierwszej juz
chwili, w której splamiła swoje ręce krwią niewinnie zgładzonego
męża, ciągle juz kroczy za nią owa odwieczna lecz zaw5ze tą. sama
Nemezis. W oczach „pani'' wszystko wygląda inaczej, każdy szelest
ją trwoży, - i tam dopiero, przed pustelnikiem odsłania si~ w całej
nagości jej czarny charakter, tu dopiero dowiadujemy się, jaka była
przyczyna tego straszliwego jej kroku. Powód zabójstwa nie był
inny jak w pieśni ludowej, bo i tam podobnie jak w Liliach spełnia
ona ten czyn dlatego, że pod nieobecność m~ża, który na wojn~ wyruszył, ,,syna powiła" ...
-
52 -
Mickiewicz atoli wyzyskawszy ten szczegół do swego utworu,
nie omieszkał równocześnie go w innej przedsta.wić szacie. Poeta
podkłada w tym miejscu tło dziejowe, zgodne zupełnie z prawdą
historyczną, przenosząc nas w Ciasy Bolesl'awa Smiałego i jego wyprawy na Ruś Cierwoną w o bro11 ie wypędzonego księcia Izasława.
Tak samo bowiem wedtug opo~ ieści naszych kronikarzy, - wiele
niewiast nie mog:1cych s;ę doczekać powrotu męzów, weszło w haniebne zwią/4ki z pozostałymi w domu, gdy król atoli z wyprawy powrócił, srodze ubrał wiarołomne żony. 1).
Nie inaczej miała się tei rzecz i w Liliach. nP.mi" nnie dochowała wia1'y" mę~owi, który „z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany", teraz więc z słusznej obawy przed karą, chcąc się pozbyć
Obkarzycie-la, bez wahania przyk?ada swoją rękę do tego straszliwego
czynu. Sumienie własne jednaKowo~ nie daje jej spokoju, ono jeszcze
teraz obudza w niej niepewność, czy ta nowa zbrodnia się nie wykryje. Woli zatem wszystko poświęcić, byleby jej zbrodnia w ukryciu
nadal pozostała, a sumienie ucichło ... Lecz starzec wnet z jej słów
poznaje, iż nie przychodzi do niego z prawdziwym żalem i skruch4
w sercu, - bojażń tylko- przed karą była jednym i wyłącznym tego
czynnikiem. Kilku więc nic nieznacz~cemi napozór słowy przywraca
jej chwilowy spokój:
,,Rzuć bojaźń, rozjaśń
lica,
Wieczna twa tajemnica.
Bo takie są,dy boże,
Iż
co ty zrobisz skrycie,
tylko wydać może;
A mą.ż twój stracił życie".
Mą,ż
Tajemnicze te słowa zdołały bez wielkiego trudu przekonać
„pani4", że wina jej nie tak znowu wielka, jak ona sama przedtem
s;idzi.a. Mickiewicz zwolna odsłania nam coraz głębiej jej charakter,
teraz ona „z wyroku rada" nie wahałaby się raz jeszcze taki sam
popełnić uczynek, gdyby tego konieczność wymagała. Ani nawet
drobne dzieci, nieznaczna reminiscencya z piosenki ludowej, nie s~
zdolne wzbudzić w niej żalu, - i tu spełniają się słowa pustelnika:- ów strach przed karą zakreśla przed jej oczyma jakieś fantasty~
czne kształty strasznych widziadeł, na kazdym kroku widzi ona jakąś
marę, każdy szmer wprawia j4 w nieopisane przerażeaie:
1) Por.
Fr.
Stefczyk.
Upadek
Bolesława
(Ateneum 1885. I. str. 294). od słów: ,,Rege siquidem" ...
Śmiałego·
"Nie wygnać z myśli grzechu.
Zawsze na sercu nudno,
Nigdy na ustach śmiechu,
Nigdy snu na źrenicy I".
Poeta skreślił nam doskonale obraz tych katuszy, jakie zabójczyni ponosić musiała, już samo kilkakrotne powtórzenie powyższych
słów bylo w stanie wywołać w czytelniku należyte wrażenie. rreraz
zapożycza się znowu Mickiewicz z pieśni ludowej, bo i u niego powracają bracia z dalekiej wyprawy:
,,Id ż Ha n ko przez dziedziniec,
C z y n i e j a d fł tu goście.
Idź na dziedziniec i w las,
Czy kto n ie j e dz ie do n as?".
'rak samo i owa zbrodniarka z ludowej :ballady mówi:
,,Wyjrzyj, dziewcz~, w ciemny las,
Czy n i e j e dz i e kto do n as".
Nadto też i w słowach „pani", wyrzeczonych do pustelnika, sły
chać odgłos powyższych wierszy:
,,I pójdę do klasztoru,
I pójdę w ciemny las" ....
W odpowiedzi dalej sługi na powyższe zapytanie "pani",
ludowych strofek:
znać
wyraźny wpływ
,,J a d ą, , j a d l1 w ti;: stron~,
Tuman na drodze wielki,
Rżą, rżą, k o n i k i w r o n e ,
Ostre błyszczą, s z ab e I k i ,
Jad ą,, j a d ą, p a n o w i e,
Nieboszczyka bratowiel''.
Z małemi tylko zmianami mówi taż sama sługa we wszystkich
prawie waryantach ludow0j ballady:
,,Jad fł, jad Ił pa n o wie,
Nieboszczyka bratowie;
Poczem żeś ich poznała,
Coś ich braćmi nazwała?
P o k o n i k a c h p o w r o ny c h,
Po pałaszach oprawnych".
(Płock.)
-
54 -
I w dalszym ciągu ballady Mickiewicza nie ust~puje ta zawisłośó: tak samo też w pieśni ludowej przyjeżdżają bracia:
,,P y tają, si ~ o brat a:
W i t a J n a m b r a t o w a,
Nieboszczyka katowa !
Gd z i e ś nam brat a podziała ?
N a woj n e m go wysłała".
W balladach atoli ludowych bracia wiedzą już o krwawym czynie,
jakiego się dopuściła ich bratowa, dlatego też nie dziw, w jaki się
z nią sposób i jakiemi słowy witają. Przeciwnie Mickiewicz nie chciał
w ten sposób prowadzić akcyi swego utworu, która tą drogą musiałaby się niebawem zakończyć, a zakończyłaby się niechybnie
krwawą zemstą. Mickiewicz wybrał tu o wiele poetyczniejszy motyw,
- przemienią mianowicie mścicieli w kochanków, a z tą zmianą mu·
siał też naturalnie znacznie od pieśni ludowoj odstąpić. U niego bowiem bracia nic nie wiedzą o tern, co zaszło przed ich przybyciem,
spodziewają się zastać brata w domu:
,,A witajże, czy zdrowa,
W i t aj ż e n a m b r a t o w a.
Gd z ie brat?" i,Nicboszczyk brat,
Już pożegnał ten świat''.
,,Kiedy?'' - ,,Dawno rok miną,ł,
Umarł... n a w oj n ie zginllł".
,,Brat zdrowy i ochoczy,
Ujrzysz go na twe oczy';.
Pani ze sttachu zbladła,
Zemdlała i upadła" ....
Dlatego też w balladzie Mickiewicza starają się "panią" uspokopodczas gdy w pieśni ludowej bez namysłu na jej kl;imstwo, iż
brat dotychczas z wojny nie powrócił, - oświadczają iż
ić,
. . . . ,,my z wojny jedziemy
nie widzieli
Brataśmy
Jak bratowa ujrzała,
To aże im zemglała''.
(Radomskie).
Z pnemianą braci-oskarzycieli i sędziów w kochanków bratowej,
odstępuje poeta całkowicie od treści ludowej ballady. Mickiewicz bowiem wzi4ł z niej sam fakt tylko jako tez niektóre pomniejsze akcessorya, w wykonaniu zaś kary na wiarołomnej „pani" innym poszedł
torem. Pomija całe śledźtwo prowadzone przez braci, pomija dalej
samo zakończenie utworu, tam bowiem, -
z pieśni tak silny wionie
realizm, że poeta nie mógł się w żaden sposób zdecydować na przyjęcie tego motywu do swojej ballady. Poprowadził natomiast akcyę
tak, ażeby zbrodnia sama na jaw wyjść musiała; nie są tu bracia
przyczyn11 rozwiązania całej akcyi, lecz właśnie owa nadnaturalna
siła, do której zarówno lud w swoich wierzeniach jak nie mniej sam
Mickiewicz nie małą przywiązywał wagę w zastosowaniu do artystycznej poezyi.
W Liliar.lt bracia na prośby bratowej zostają u niej, ona zaś
widząc, iż zbrodnia się ukryła przed światem i ludźmi, postanawia
do dawnych zbrodni jeszcze jednę dorzucić. I rzeczywiście, myśli
jej i zamiary niedługo mają się spełnić. W sercach obu braci wzmaga
się z dniem każdym miłość ku bratowej, o której zbrodni nic a nic
nie wiedzą, niebawem nawet widząc, iż brat nie powraca, nabierają
przekonania, że istotnie musiał poledz na wojnie.
Nie zwlekają zatem dłużej, lecz każdy spieszy wyznać swą miłość bratowej. ,, Pani" udaje się znów do pustelnika, znów po raz wtóry
słyszymy z ust jej spowiedź, lecz ciągle bez skruchy. Nieustanna ta
obawa przed karą, na jaką zasłużyła, jednakże już nie z ręki ludzkiej, strach i lęk przed zemstą jakąś niewidomą czy to z ręki męża
- nieboszczyka, czy Boga samego, odbiera jej przytomność. Strach
ten odbiera jej zarazem całe szczęście, jakie jej teraz stoi otworem,
bo gdzie krokiem się ruszy, tam larwy jakieś wyrastają z pod ziemi·
a co usłyszy, to jęk jakiś dziwny i „coś", co straszy w komnatach.
Wszystkie te widma - to głos jej sumienia, które jeszcze nie zamarło na zawsze, to były jego ostatnie wysiłki, ażeby morderczynię
przywieść do opamiętania i pokuty. Mimo, iż wie dobrze, że nad
nią „boża kara" zawisła, mimo rad pustelnika, ona na samo wspomnienie, iż może zabitego męża jeszcze ujrzeć, - popada w tak
gwałtowne przerażenie, te traci zupełnie prawie samowiedzę. Pomię
szanie to niezwykle i ten lęk nieustanny przebija si~ jak najlepiej
w jej odpowiedzi: ona początkowo nie chce wierzyć, iż coś podobnego pustelnik przed chwil11 powiedział, sądzi, że to tylko się
jej przysłyszało.
,,Co, co ? jak, jak? mój ojcze !
Nie czas już, ach nie czas !
To źelazo zabójcze
Na wieki dzieli nas!"
I ta ostatnia próba odwrócenia zbrodniczej kobiety od nowego
grzechu - nie powiodła się znowu. Przestrach jej atoli umie pustelnik jak pierwej kilku słowami odwrócić:
-
56 -
,.Idź
za mą,!, póki pora,
Nie lękaj siQ upiora.
Martwy si~ nie ocuci,
Twarda wieczności brama;
I mąż twój nie powróci,
Chyba zawołasz sama".
Lecz czy te słowa
miały jakie znaczenie,
a raczej jaką podwionie z nich niewypowiedziana? Ja sądzę,
iż w ustach pur..Lelnika jako rada, o której „pani" na przyszło5ć winna
była pamięfać niem:lannie, miały one donośne :1.naczenie. Lud bowiem
wierzy 1 iż zmarły na wezwanie któregokolwiek z krewnych lub przyjaciół może się ukazać 1) i właśnie o tern powinna była ,,pani" nie
zapominać, gdyż właśnie przez to, iż chciała tego mieć mężem, czyje
lilie w wieńcu ślubnym były, wywołała z grobu zabitego męfa. Oprócz
tej rady nie omieszkał jej pustelnik dać sposobu, w jaki miafa wybrać sobie męża. A sposób ten był od dawna praklykowany, gdyż
właśnie przypomina on t. z. ,,sądy boże" z wieków średnich. Zreszt~
c~y właśnie te słowa pustelnika:
stawę, gdyż tajemniczość
,.Najlepsza będzie droga,
si~ na los i Boga'· ....
Zdać
nie są jakąś daleką, choćby drobną reminiscencyą tychże?
A ów pustelnik w balladzie Mickiewicza, czy nie jest tez poniekąd figurą wziętą wprost z legend i opowiadań ludowych? Każdy
z nas nasłuchać. się musiał dość bajek, w których nader często występują na scenę świątobliwi starcy, co zdała od zgiełku światowego
pobożny pędzą żywot i często dobrą radą ludziom w pomoc przychodzą. Sądzę, że ta osoba pustelnika jest tak skreśloną, jak ją sobie
nasz lud wyobraża, bo i cała postać jego, i ta chatka w dzikiem
ustroniu leśnem, i te poważne słowa, jakie z ust- jego słyszymy, są
zapewne dalekiem echem tych legend, jakich poeta nie mało słyszał
w dzieciństwie. Przytoczonych zresztą poniżej tu kilka legend, kreślących posłanie pustelników 2), wskazuje, że i taż postaó w Liliach
z ust ludu wyjść mogla.
1) J. Gluziński. Włościanie polscy z okolic Zamościa
i R r ub i es z o w a. (K. Wł. W ó j ci ck i. Ar c h i wu m d o m o w e. Warszawa, 1856. str. 524.) przedl'ukowal O. Ko Iber g. Lud. XVII. str.
96. nr. 6.
2) O. Kolberg. Lud. III. str. 153. nr. 20. i 188-189. nr. 40;
VIII. str. 69. nr. 27 i str. 82. nr. 81 i str. 94. nr. 36; XIV. str. 166.
nr. 36. B. Grabowski. Podania i legendy_ zapisane u autorów
-
57 -
„
Lecz mimo tego, iż „pani„ sądzi, że już teraz nie boi si~ upiora",
jednakże ciągle ją jakiś nieopisany strach goni, kiedy szmer liścia
złowrogim się do niej odzywa jękiem,· wszystko w około niej powtaua
te straszne słowa: ., To ja twój mąz, twój mąż !". Zatwardziałość
atoli zabójczyni jest już za wielka, ażeby się w niej żal mógł obudzić,
- bez namysłu wykonuje radę pustelnika.
Obaj bracia zrywają kwiaty, plotą wieńce, a ona wybiera z nich
jeden ... Teraz dopiero zaczyna się los nieubłagany mścić na morderczyni. Bracia nie mogą rozpoznać swoich wieńców, obaj bowiem
z lilij je uwili. Od słów zwaqy przychodzi do krwawej między nimi walki.
I ten motyw walki o rękę kobiety mógł wziąć Mickiewicz taHe
z poezyi ludowej, gdyż element ten jest czesto przedmiotem pieśni i legend gminnych. Tak n. p. w jednej bardzo dawnej piosence, bo wspomnianej już przez Górnickiego 1), znajdujemy ślady podobnego sporu
braci: "Ono trzy braciszkowie spierali się o jodnę dziewczynę, któryby ją dostać miał. Jeden mówi: ,,to moja", drugi mówi: ,;jak Dóg
da", a trzeci mówi: ,, moja najmilejsa, cemuieś tak nie wesoła?" 2 ).
Motyw ten zresztą jest szeroko rozpowszechniony wśród ludów sło
wiańskich 3); Mickiewicz przyjął tez go do swojej ballady widząc, iż
on jest zupełnie z duchem poezyi ludowej zgodny. Co prawda, zmienił też go zupełnie tak, iż w jego utworze należy on do bardzo drobnych reminiscencyi. Przez to atoli, iż pani zapomniawszy zupełnie
o przestrodze pustelnika, by nigdy nie wzywała zabitego męfa, właśnie
go teraz sama wywołała chcąc zostać żoną tego, czyje by?y lilie
w wianku jej ślubnym, - katastrofa od dawna nad nią wi,;;ząca
spada nagle, niespodzianie. Mąt-upiór na jej wezwanie wstaje z grobu
staropolskich, Wisła. IV. str. 39. nr. 18. A. Federowski Lud
okolic Ż 1 arek. II. str. 325. A. Leskien u. K. Brugmann Litbauische Volkslieder u. Miihrchen. Strassburg, 18~2. str. 490.
i nast. nr. 41. J. Chudiakow. Wielikorusskija skaski. Moskwa, 186~.
III. str. 11.
1) K. Wł. Wójcicki. Zarysy domowe. II. str. 223. III. str. 234.
J. Świętek. Lud nadrabski. str. 219. nr. 61.
2) Dr. W. Kętrzyński. O MBzurach. Poznań, 1872. str. 55--60.
Por. O. Kolberg. Lud. II. str. 144-. nr. 175. IV. str. 47-48. nr. 208209. VI. str. 329. Wacław z Oleska. Pieśni str. 504. nr. 24. Wł.
Wojcicki. Pieśni. I. str. 127, 136, 317. II. str. 291. Nesselman.
Dainos. nr. 183. Czubinskij. Trudy V. str. -223-224. nr. 448.
3) Dr. Biegieleisen wylicza w swojej rozprawie o Motywach lud o·
wych str. 79 -80. mn651two przykładów, świadczl}cych, jak dalece był ten
element używany w poezyi ludowej.
-58 i wchodzi do kościoła. Teraz już niechybnie kara musi spotkać niewierną.
Lecz i ten rys nadzwyczaj charakterystyczny, iż zmarły wstaje
z grobnego posłania, ponieważ z jego grobu lilie do wianka zerw~no,
jest takte zupełnie zgodny z duchem wierzeń ludowych. Motywu tego
użył też i później Mickiewicz w swojej balladzie p. t. Switeź, gdyż
i tam kara za zerwanie lilii ,,car-ziela" spotyka każdego śmiałka.
A tradycya ludowa obcych wprawdzie narodów podaje nam podobne
wierzenia; tak n. p. lud we wschodnich Prusiach wierzy, iż kto zerwie „sedum telephium' 1 z grobu zmarłego, ten tym czynem pozbawia
go spokoju 1).
,, W strz~sła si~ cerkwi posada,
Z zrębu wysuwa się zrą,b,
Sklep trzeszczy, głąb zapada,
Cerkiew zapada się w gł(łb.
Ziemia j(ł zwierzchu kryje,
Na niej rosną. lilije,
A rosną, tak wysoko,
Jak pan leżał głęboko".
Ślady podobnych wierzeń, iż wiarołomstwo żony w nadprzyro-
dzony sposób zasłużon~ otrzymuje karę, znajdujemy często w poezyi ludowej. Motyw ten zarówno jak i zabójstwo męża przez żonę
znajduje szerokie zastosowanie w ustach ludu, który opowiada, iż
gdy żona po mniemanej śmierci męża wyszła po raz drugi za mąż,
- jej pierwszy małżonek przybywa w postaci wilkołaka pod drzwi,
a gdy go zapytano kim by był, - odpowiada temi samami słQwami,
co i mąż zabity w balladzie Mickiewicza: - ,,To ja, twój mąż !",
poczem rzuca sit; na żonę i pożera ją 2), w innej znowu baśni ze
sobą porywa 3). Podobnych wierzeń mamy bardzo wiele, jak o tern
świadczy wymownie ich spis bibliograficzny \\ studyum Dr-a Biegeleisena 4). Mickiewicz jednakże wybrał inny rodzaj kary, który jest
bardzo szeroko rozpowszechniony między wszystkimi ludami indo1) Biegeleisen. su-. 93.
2) L. Siemieński. Podania i legendy str. 137-138. nr. 142.,
przedrukował K. Wł. Wojcicki. Klechdy, starotytne podania i powieści ludowe. Warszawa, 1876. str. 63.
3) O. Kolberg. Lud. XIX. str. 231-233. K. Brzozowski. Pieśni
ludu nadniemeńskiego z okolic Aleksoty. Poznań, 1884. str.
122-123.
4) Motywy ludowe, str. 102-103.
-
59 -
europ. plemienia, a o którym przy rozbiorze 8witezi nieco obszerniej
pomówimy. Cerkiew zapada si~ w ziemię 1), a z nią wiarołomna żona
i morderczyni męża i obaj kochankowie, bracia zabitego ....
Oprócz tych głównych motywów, z których poeta złożył ramy
swojej ballady, widzimy w samym utworze jeszcze wiele drobniejszych elementów pochodzących bądź z wierzeń, bądż też z przesądów
ludowych. I tak owe lilie, które wyrastają z krwi niewinnie zgladzonege mc;ża, ażeby się potem stać bezpośrednim powodem wykrycia
zbrodni i kary za nią, znajdują się w wierzeniach wszystkich ludów
słowiańskich, motyw ten nadto sięga bardzo odległych czasow, gdyż
już w serbskich rapsodach ludowych z krwi zabitej przez brata siostry, - kwiaty u i polu wyrastają. 2).
Dalej owo krakanie wron złowróżbne i jęki puhaczy w czasie
gdy ,.pani skrwawiona'' udaje się do pustelnika po radę, jest również
jednym z pomniejszych ornamentów, których źródło leży w zabobonach ludu naszego; lud bowiem wierzy, iż głos tych ptaków jest
1) W jeziorze Trzemeszeńskiem zapadł się ko~ciół i dzwony. Por. O.
Kolberg. Lud XV. str. 52-53. Pod wsią Trzebonią miało w jeziorze
zatoną,ć miasto, niedaleko zaś jeziora w rozpa.dtinie kościół.
O. K n o op.
Podania i opowiadania z W. Ks. Poznańskiego, Wisła. VIII. str.
780. nr. 4., koło wsi Strzelczewa kofoiół, str 732. nr. 9; tak samo stało
się pod Swarczynowem, str. 733. nr. 11., pod Konecznikiem i Mogilnem
str. 735. nr. 3-4, w stawie Murzyńskim zapadł się kościół. nr. 5; pod
Ociętem zaś zamek i kofoiół, IX. str. 344. nr. 9. Por.: S. Udziela. Lud
polski w powiecie Ropczyckim w Galieyi, Zbiór wiad. XVI. str.
36. nr. Sa2. A. Czołowski. Z przenłości Jezupola i okolicy, Przewodnik naukowy i literacki 1889. XVII. str. 824. W. Rugiel. Aua
dem ruthenischen Volksglanben. I. str. 306. Dr. R. Kaindl. Die
Buzulen. str. 101. A. Afanasief. Poeticzeskija wozzrienija Sła
wian na prirod.u. Moskwa, 1869. II. str. 630-631. M. Małynowskij.
Proetonarod n i opowidan ia, (Kalendar Towarystwa i meny Kac zkowskoho. Lwiw, 1888. str. 171. E. Veckenstedt. Mythen, Sagen
n. Legenden der Zamaiten (Lithauer.) Heidelberg, 1883. II. str. 188.
nr. 6, 8, 12, 13. E. Je I i nek. Ja sem i st i nem. V Pradze, 1894.
II. itr. 72.
2) Por: Vnk Stefanovic Karadzić. Srpeke narodne pjeeme·
U Bei!u, 1845. I. str. 14--18. Podobne wierzenie znajdują sio też i u B,
Petra n o wicza: S rp s ke narod ne pj es me iz Bo s ne i Herc o gov i n e.
U Beogradu, 1867. Zdaje się jednak, źe pieśń ta jest tylko parafrazą, po przedniej. Przełożono ją i na język niemieoki. Talvj. Volkslieder der
Serben. Leipzig, .J.853. I. str. 28:J-287. Por: E. Bojanowski. Piefoi
serbskie. Marzanna, noworocznik. Wrocław, 1834. str. 191. O przemianie dusz zmarłych w lilie por: Dr. H. Biegelei,qen. Motywy Indowe,
str. 88-89 i str. 92., tudzież moje przypiski do Switezi.
-
60-
głosem jakiegoś nieszczęścia. Zbroczona zaś suknia pani krwią
męża, jest także reminiscency11 z pieśni ludowych, w których bracia
znalazłszy krew na szatach, pytają bratowę o powód jej • rozlania.
Nie mniej też i owe strachy, jakie głos sumienia wywołuje przed jej
oczyma, są zupełnie zgodne tak z duchem wierzeń ludowych, jak i
poezyi romantycznej. Jak bardzo zaś przejął się Mickiewicz ludową
piosenką - na to najlepszym dowodem będzie ta okoliczność iż
rytm swojej ballady urobił na rytmie tejże i zastósowal prostotę wyrażenia do dykcyi ludu. Słowem, ballada ta wskazuje nam na początkującą ale zdolną rękę poety, który zaczynał naprawdę kłaść wę
gielny kamień pod budowę nowej świątyni Muz - nie helikońskich.
Stanisław Zdziarski.
Antropologia rasowa.
Ludwilc Krzywicki'.. Kurs systematyczny antropologii. I. Rasy fizyczne. Warszawa. Druk K. Kowalewskiego, Mazowiecka 8° r. 1897.
Czrm jest, czyli jakie miejsce pośród innych nauk zajmuje antropologia, najtrafniAj określił jeden z najzn~komitszych wspókzesnych antropologów Qua trnfago s.Pisze on tak: ,,Antropologia bada
człowieka w sposób monograficzny tak, jak czyni to naturalista
względem kazdego stworzenia. Wyraz ów (tj. antl'opologia) oznacza
historyę naturainlł człowieka, jak m:imo]ogia historyę ss;:1 ków
entomologia - historyę owadów. Nauka ta obejmuje opis zewnę
trzny człowieka, studya porównawcze nad organami i ich dzia,talńo§cią, badanie odmian, jakie spostrzegamy w typie zasadniczym
wreszcie analizę instynktów ludzkich i zwyczajów". St6sownie do
tego zakresu -- dzielimy antropologię na 4 działy. Te s~ : 1. zestawienie organizmu ludzkiego ze zwierzęcymi, azeby cz,fowiekowi wyznaczyć przynalezne miejsce w 5kali klasyfikacyjnej gatunków;
jestto t. zw. ,, antropologia zoologiczna". 2. Rodow6d grup plemiennych i wpływ tego składu na zwyczaje i instytucyo ludów, tj. antropologia etniczna 3. Stosunek między naturą człowieka a objawami zycia gromadnego - tj. antropologia społeczna; wreszcie 4.
antropologia rasowa, zajmująca się specyalnie róznicami t. zw. ras
ludzkich. Ksiązka p. Krzywickiego, którą om6wić zamierzamy jest popularnym .kursem" - antropologii rasowej; autor zapowiada.
-
61 -
jednak w przedmowie, że z czasem „kurs" ten uzupełnL Pominiętą
zostanie w nim tylko antropologia zoologiczna, dlatego sądzę, że
autor uwaza ją słusznie za integralną część nauki - zoologii, która
też z tego wlaśuie względu posiada już w nauce polskiej powaznych
przedstawicieli wśród - przyrodników.
Antropologia jest nauką nową. W starozytności przyrodnicy
zwracali wprawdzie uwagę na różnice w budowie organizmów
ludzkich, ale czynili to tylko mimochodem, dorywczo; w średnio
wieczu nauki przyrodnicze leżały odłogiem - to tez i o antropologii nie myślano nawet. Dopiero rozwój nauk przyrodoznawczych
w XVIII. w., ów rozwój, który, jak słusznie podnosi Taine, był jednym z zasadniczych elementów naukowych prądu rewolucyjnego
i jako taki łączył się mniej lub więcej ściśle z życiem społecznem,
wyłonił z siebie także między innemi antropologię, jako osobną naukę.
W r. 1764. zajmuje się A u bet o n badaniami porównawczemi położe
nia otworu potylicowego; Blum en bach r. 1775. porównuje kszta.Jty
czaszek od góry, a Camp er r. 1791. - z boku. Niestety! - musia.Ja pierwsze ledwie swe kroki w nauce stawiająca antropologia
przejść, jak każda prawie nowa umiejętność - przez krzyzową
próbę swej wytrzymałości w stosm;1ku do polityki i to - nie do tej
polityki, która stanowi część naukowych studyów t. zw. społecznych,
ale - do politycznych zagadnień chwili, czyli do t. zw. ,,polityki
bieżącej". Wojna domowa w Stanach Zjedn. Ameryki plnc. o zniesienie czarnego niewolnictwa prowadziła się nie tylko na polu bitew, ale także w szpaltach pism peryodycznych, przy czem plantatorzy z po,łudnia starali się na zasadzie antropologicznej dowodzić,
że ich murzyński niewolnik już rasowo do emancypacyi społecznej
• wcale się nie nadaje, naodwrót zaś zwolennicy zniesienia niewolnictwa wysnuwali na tej samej podstawie jak najoptymistyczniejsze
wnioski o rasie czarnej. Naturalnie w obu wypadkach musia.ła młoda
nauka wysługiwać się polityce i z tego tę tylko korzyść wyniosła,
że staws:t:y się jedną z umięjętnych osi, około których krążyły rozbudzone antagonizmy spułeczno-polityczne, z,lączyła się ściślej, anizeli przedtem z umiejętnościami spofecznemi i z tego powodu poczęła ku sobie pociągać szersze grona badaczy. Jakoż w r. 1859.
za wiązało się w Paryzu pierwsze naukowe towarzystwo antropologiczne i równocześnie rozpocz~y się poszukiwania Pa wł a Br o ca,
którego można bezprzecznie uwazać za właściwego twórcę - dzisiejszej nauki antropologicznej.
Pierwsze odczyty Broca w paryskiem towarzystwie biologicznem eieszyły się uadzwyczajnem zainteresowaniem się inteligentnej
publiczności francuskiej, a chociaż z biegiem czasu - zapal ten o
wiele zmniejszył się - to jednak lody, oddzielające antropologię
od nauk t. zw. uniwersyteckich, zostały juz stanowczo przełamane.
Od tego tez czasu iwrócily na badania antropologiczne uwagę swą
takze rządy w poszczególnych państwach europejskich; rozpoczęły
się ankiety statystyczne nad badaniem włosów, cery i oczu, pomiary
wzrostu rekrutów, czaszek dziatwy szkolnej i t. p.
W nauce polskiej rozwój antropologicznych badań łączy się
w Galicyi najpierw z nazwiskami J Koper n icki e g Q i J. Maj er a,
obecnie zaś wydaje Akademia umiej. w Krakowie „Zbiory wiadomości do antropologii krajowej". W Królestwie antropologowie, jak
A. Zakrzewski, Dr. Dudrewicz, Dr. Olec1mowicz, Dr. TalkoHryncewicz i i. wydali szereg rozpraw, drukowanych, Juzto w Galicyi - w wspomnianym „Zbiorze wiadomości do antropologii kraj owej", juzto w warszawskim czasopismie ludoznawczem „Wiśle".
We Lwowie wyklada,ł antropologię w popularny sposób dla kobiet
prof. Dybowski i otworzył dla niej swe ramy organ tutejszego Tow·
ludoznawczego „Lud".
Autor, którego rozprawę mamy przed sobą, p. Ludwik Krzywicki zajmował się początkowo antropologią tylko ze stanowiska
nauk społecznych, dopiero w r. 1893. wydał obszerny zarys antropologii etnicznej p. t. Ludy (w Warszawie), który spotkał si1; z przy.
chylnem przyjęciem w nauce i zachęcił p. Krzw. do dalszej pracy
w tym kierunku. ,,Kurs systematyczny antropologii" - ukazał się
w r. 1897. Na razie pisze autor wyłącznie o „rasach fizycznych";
mają zaś niebawem ukazać się w druku dalsze części „kursu" t. j.
rasy psychiczne, typy emocyonalne, rasy lingwistyczne i - rasy
etniczne.
I.
Odmiany przyrodnicze w budowie organizmów ludzkich, t. j.
rasy, podobne są do pierwiastków w chemii o tyle, że łączą się,
czyli mięszają ze sobą. Dzieje się to zawsze i wszędzie nawet wśród
ludów, stojących na najniższych szczeblach rozwoju cywilizacyjnego.
W razie np. napadów międzyplemiennych najezdcy niszczq prze•
waznie tylko męzczyzn, z pozostałemi zaś przy zyciu kobietami
wchodzą w związki płciowe. Taki sam - dodam-skutek "rasowy"
spowodowuje znaczny u ludów nieucywilizowanych zwyczaj porywania kobiet lub nawet męzczyzn z obcych plemion, jakkolwiek
bezpośredni cel takiego porywania jest natury ekonomicznej tj. chęć nagromadzenia zywioJu niewolniczego. W ogóle faktem jest, że
ani nienawiści plemienne, ani tez fanatyzmy religijne, lub tez glębo-
-
63-
kie przedziały ekonomiczno-społeczne i prawne nie powstrzymywały
i po dziś dzień nie powstrzymują przedstawicieli ras odrębnych od
wzajemnego mięszania się. Dzisiaj znajdujemy mięszańców nawet
na najdrobniejszych wysepkach, podczas gdy t. zw. ,,czyste rasy"
występują tylko w pojedyńczych i bardzo rzadkich okazach. Doszło
do tego, ze wśród rodzeństwa odnajdujemy różne znamiona rasowe,
a „rasa czysta" - jak całkiem słusznie twierdzi francuski antropolog To p_i n ar d, ,,jest jedynie pojęciem abstrakcyjnem,lbo w szczepie
ludzkim nie istnieje". Wobec takiego faktycznego .stanu rzeczy, metodą ogólną w badaniach antropologicznych musi być analiza istniejących ras mięszanych, w czem przypomina antropologia chemię, dążącą do rozkładania ciał złożonych na chemiczne pierwiastki.
W analizie swej posiada jednak chemik ustaloną już ściśle drogę
badania, podczas gdy antropolog ma przed sobą tylko typy rasowe,
częstokroć wcale niecharakterystyczne. Jakoż dochodzi się metodą
analityczną w antropologii nie do -samego źródła, t. j. do rasowych
typów „pierwotnych"; przeważnie - wobec faktu, ze rasy zawsze
się z sobą krzyzowały, uzyskujemy tylko typy przecięciowo czyste.
Mimoto jednak - dotarła już antropologiczna analiza do tego ogólnego, zasadniczo ważnego rezultatu, ze odrzuca obecnie zupełnie
wulgarny podział na rasy t. zw.: kaukazką, murzyńską, mongolską
i malajską.
N. p. ,,kaukazka" Europa wykazuje nie tylko wielkie mięsza
niny rasowe, ale ponadto wiemy, że poszczególne typy, spotykane
w ogólnej masie tych krzyżowań, pochodzą z· róznych okolic ziemi,
jak np. typ blondynowy - prawdopodobnie z Europy pó.łnocnej,
długogłowi bruneci z nad morza Śródziemnego, krótkogłowcy z Iranu
lub Turkestanu i tp. Nie można nawe-t mówić o „kaukazkich" rasach, albowiem rasy, które należałoby tutaj zaliczać - nie dają
się sprowadzić do wspólnego antropologicznego mianownika, natomiast mamy wśród ludności europejskiej rasy takie, jak długogłowy
blondyn (homo europeus), nadśródziemnomorzec {homo mediterraneus), krótkogłowiec alpejski (homo alpinus) i -- rozumie się nawięcej typów mięszanych. Tak samo najwięcej stosunkowo odosobnieni murzyni wykazują kilka typów rasowych zupełnie różnych,
o których tyle tylko mozna powiedzieć, ze posiadają kilka cech
wspólnych, lub wahających się około wspólnej normy. ,,Naród" pisze p. Krzywicki - ,,pod względem antropologicznym możemy
porównać do lasu, zalanego przez wodę. Z pośród toni wynurza
się tu wierzchołek pojedyńczego drzewa, tam widać tylko parę gałązek lub nawet listków, ówdzie sterczy parę drzew, jedno obuk
-
64 -
drugiego. Gdzieniegdzie zaś dostrzegamy gaJ'.ęzie tylko po przez
wodę" (str. 11).
Podobnie przedstawia się oku antropologa naród pod względem
rasowym. ,,Gdzieniegdzie dostrzega on wśród ludności krajowej typy względnie czyste. Jeszcze częściej obecność ich wykazują pojedyńcze rysy. Najczęściej zaś typy rasowe są tak zatarte, że dopiero przy pomocy sondy, tj. analizy, mozna je wykryć z pośród
domieszki wzajemnej". Czy jednak i jakie istnieją prawa - krzy.
zowania się ras między sobą? Istnieją, - ale tylko niektóre zostały
dotychczas częściowo - poznane. N. p. - jedna część twarzy po<-.1odzi od ojca, druga od matki. Włosy u mi0szańców są różnoro
dne, czyli wogóle - sprzęzenie rasowe, zwlaszcza,jeśli w związku
małzeńskim łączą się typy, okazujące znaczne róznice, przedstawia
się jako połączenie mechaniczne.
N. p. Rodzice:
Dzieci:
Bj·•'y i Murzynka; Dziewczyna: prawa polowa biała, lewa
czarna.
Murzyn i biaJ'.a; Dziewczyna: biała, tył i lewe lędźwie czarne.
To prawo, że mięszaniec jest rodzajem zlepka mechanicznego,
jest kluczem analizy antropologicznej; swoją drogą - nie jest jednak ono zupełnie ścisłem, bo mechaniczne sprzęzenie dostraja się
z czasem do pewnego wspólnego typu na przestrzeni danej grupy
rasowej, co bardzo analizę utrudnia.
Inne prawo sprzęzenia orzeka, ze dwa typy - mięszając się
wzajemnie - odznaczają się niejednakową siłą przekazywania swoich cech - potomstwu. N. p. mun~yn w związku z białą rasą przewaza, tak samo brunet w związku z typem blondynowym. Prze~
waźa takze ciemna bar-wa oczu. Często zdarza się także, że męz
czyźni odrózniają się rasowo od kobiet, np. w N. Meksyku Indyanki przypominają typ mongołoksztaUny silniej, aniżeli mężczyźni,
u nas zaś - w Galicyi typ semicki bardziej jest widocznym u Zydówek, aniżeli u Zydów. Jakie są przyczny takich zjawisk - jest
rze~zą niepewną; istnieją tylko mniej lub więcej prawdopodobne
hyptezy.
P. Krzywicki przytacza także ceiem popularniejszego przedstawienia rzeczy kilka przykładów analizy pierwiastków rasowych
(str. 16-21). U galicyjskich Podhalan n. p. mamy procentowo bardzo mało osób o śniadej cerze, więcej już ciemnookich, a włosy są
przewaznie barwy eiemnej. Wyłącz4jąc z jednej strony osoby o cerze
białej, jasnej barwie oezu i wJ'osów, - z drugiej zaś - o cerze
śniadej, czarnych oczc1ch i włosach, otrzymujemy dwa przeci~ciowo
czyste typy rasowe: blondynów i brunetów. Procentowo jest tu
blondynów znacznie więcej, aniżeli brunetów, a najwięcej mięszań
ców o biaJej cerze i jasnej barwie oczu z w.losami barwy ciemnej.
Zważywszy, że brunet odznacza się większą siłą przekazywania
swojej barwy włosów potomstwu, aniżeli blondyn, dochodzimy do
wniosku, że Podhalanie dzisiejsi powstali ze zmięszania się wzglę
dnie nielicznego typu brunetów ze znacznie liczniejszymi blondynami,
przy czem obcej przymieszce opierała się silnie barwa skóry, silniej
jeszcze oczu, najmniej zaś - włosów. W taki sposób powstała na
Podhalu t. zw. ,,rasa lokalna'', t. j. typ ciemnowłosy o jasnej h-\-:t.rwie oczu.
U mongo.tokształtnych Kirgizów przypada największy stosunkowo procent osób - na typ o płaskich nosach, podczas gdy liczba
osób wypukło i wklęslonosych równoważy się wzajemnie. Mierząc
ich wzrost (Dr. Seeland) widzimy, że przecięciowo jest o.'.·--:iajwyż
szym u grupy wypuklonosej, a najniższy - u wklęsfonosej; naodwrót - szerokość twarzy jest najmniejszą u wypukłonosych, a
największą u wklęslonosych. Porównawszy dodatkowo inno
jeszcze znamiona rasowe, jako to barwę oczu, zarost i tp., dochodzimy do wniosku, ze u Kirgizów - z typem względnie niskorosłym o szerokiej twarzy, wklęsłym nosie, ciemnej barwie oczu i bez
zarostu na brodzie, zmięszał się typ wzrostu wyższego o twarzy
wąskiej, wypuk,łonosy, jasnooki i brodaty, tj. - ze mamy przed
sobą „rasę lokalną" powstaJą, z skrzyzowania się typu mongolskiego
z innym jakimś, podobnym do typów t. zw. ,,kaukazkich'·.
Dla zlJadania skladu rasowego Zydów - brak statystyki cech
antropologicznych; p. Krzywicki przedstawia nam jednak rezultat
własnych badań rasowych nad ludnością żydowską, w Warszawie
- a to w formie tabeli, uzmysłowiają,cej skład rasowy tej ludności.
Tabela ta przedstawia się następująco:
nos delikatny, budowa { typy, spotykane
,,sucha'' ciała
wśród Semitów
czaszka podłu
żna
właściwości powyższe {
nie tak wyraźne
1.,yp ciemny
(włosy
gładkie)
okrągła l
czaszka
{,,krótka")
l
typy, spotykane
na płdn. Europy
rysy „kaukazkie"
typy, spotykane
{ w okolic. Alp.
nos zgięty „semicki"
typy, spotykane
{ w Armenii.
i
Typ ciemny J
(włosy
wełniste)
l
czaszka zwykle
podłużna
cz. podłużna
{
66 nos szeroki, płaski,
czoło w tył podane,
szczękokostność.
„murzyń-
{typy skie"
skandyj nos ,,kaukazki", oczy ~f typynawskie,
niemieckie
l
I
północno
bł~kitne
typy polskie,
Typ jasny I
\
czaszka okrągła
(,,krótka")
„kaukazki", oczy
I nos _siwe,
j czeskie, alszatyni
zackie
'
policzki
I nos wklęsły,
szerokie
l
{
typy, ci,1żące ku
mongołokształt-
nym.
Tabela ta jest poniekąd wzorom analizy pierwiastków rasowych,
w stosunku zaś do swej treści dowodzi stanowczo, ze o czystym
przecigciowo typie rasowym „semickim" u Zydów warszawskich nie
mozna dzisiaj nawet mówić, lecz przeciwnie - typ ten i spokrewniony z nim typ południowo europejski jost wśród tych Zydów
wcale rzadkim i zwykle sprzężonym rasowo z typami t. zw. ,,kaukazkimi". Co więcej - dwa inne zasadnicze typy rasowe żydowskie
- warszawskie, tj. typ ciemny - wełnistow~osy i typ jasny, nie
wykazują. cech „semickich", lecz murzyńskie, płnc. europejskie, sło
wiańskie i mongofokszta.J'.tne.
II.
Przy takich i tp. analizach pierwiastków rasowych nie mozna
na porównywaniu i opisie barwy włosów, oczu, cery
-- tudziez kszta,łtów nosa i czaszki. Br o ca (t 1880). dokonywal pomiarów na całych szkieletach i doszedł tą drogą, do wniosku, ze
najważniejsze dla antropologa są pomiary czaszek i miednic. Sztukg
mierzenia czaszek nazywamy kraniologią, a miednic - pelwimetryq.
Do dziś dnia najwięcej rozwingra się kraniologia, operująca najliczniejszym materyalem faktycznym, ale obok dlugości i szerokości
czaszek wazne są niemniej takze inne cechy, jako to barwa oczu
i włosów, wysokość nosa i szerokość jego przy osnowie, oraz wzajemna odległość pewnych punktów twarzy, wreszcie wzrost i stosunek jego do wysokości czaszki i kończyn. Pomiary wspomniane
doprowadzily do ustalenia pewnych t. zw. n wskaźników", które stanowią obecnie najwazniejsze kryterya analizy antropologicznej
Są one:
ograniczyć się
-
67 -
1. Wskaźnik wlosowy (W w.), tj. stosunek najmniejszej średnicy
przecięcia poprzecznego w.fosa do największej.
2. Wskaźnik czaszkowy (Ws. cz.), tj. stosunek pomiędzy najszerszą średnicą poprzeqmą, a największą podłużną czaszki w plaszczyźnie mniej więcej poziomej. Według tego wskaźnika rozróż
niamy:
a) mugog.towców (dolichocefalicznych), u których ws. cz. jest
niższy od 77 do 78 cm.
b) Pośredniogłowców (mezocefalicznych), Ws. cz. między 77,78
a 80 cm. i
c) Krótkogłowców (brachycefalicznych), Ws. cz. wyższy - jak
80 cm.
3. Wskażnik nosowy (Wn.), t. j. stosunek między największą
szerokością otworu nosowego, a jego wysokością od podstawy do
korzenia. Mamy więc wązkonosych (Wn. niższy od 48), średnionosych,
(Wn. między 48 a 53) i szerokonosyt;h (Wn. wyzszy od 53); wreszcie ostatni wskaźnik, polegający na wysunięciu górnej szczęki,
czyli t. zw. ,,szczękokostność". Naturalnie - wskaźniki te wskutek
krzyżowań ulegają silnym wahaniom nawet w obrębie ludów wzglę
dnie izolowanych, to też w analizach pierwiastków rasowych bierzemy pod uwagę tylko typy przecięciowo w danej grupie etnicznej
- najliczniejsze. Analizy, dokonane za pomocą wskaźników są
jednak mimo wspomnianych wahań i nieuwzględniania typów zbyt
nielicznych -ściśle umiejętnymi, a Q u et e 1et przedstawia je nawet
graficznie: (por. u Krzywickiego str. 31-34). Inna rzecz, że z powodu nierównomiernego do innych pomiarów rozwoju kraniologii,
jako tez w braku dostatecznej ilości czaszkowych także pomiarów
- antropologia nie może dzisiaj jeszcze poszczycić się rezultatami
swych badań w części nawet takimi, jak inne umiejętności starsze;
jest ona tedy ciągle jeszcze nauką przyszłości, ale znajduje się już
na najlepszej drodze swego rozwoju.
W czasie wojny domowej w Ameryce p.łnc. rozpowszechnił
się zwyczaj badania wzrostu rekrutów i stamtąd przeszedł do państw
europejskich. Wazniejsze jeszcze dane antropologiczne zebrano
drogą spostrzezeń nad barwą oczów, włosów i skóry, dokonanych
w niektórych krajach na wielką skalę - wśród dziatwy szkolnej.
W Niemczech dokonano r. 1875. takich spostrzezeń 7. milj., w Belgii
r. 1879. - 600·000., w Szwajcaryi r. 1881. - 400·000., a w Austryi
r. 1884. '2 1/1 milj. W Anglii dokonano znacznej liczby takich samych
spostrzezeń drogą usiłowań prywatnych. We Francyi robił liczne
badania antropologiczne Topinard, w Norwegii Dr. Arbo, w Danii -Hansen i i„ co wszystko razem pozwoliło na jakie takie wmay•
*
-
68 -
zenie typów przecięciowych antropologiczna rasowych w Europie
środkowej. W Rosyi dopiero świeżo og,łosił Zograf rezultat spostrzeżeń antropologicznych nad 30.000 Wielkorusów, z krajów zaś poza
europejskich posiadamy tylko fragment.a takich badań, co rozumie
się wobec setek milionów ludzi na ziemi jest -· prawie niczem
jeszcze. W Galicyi cenny materyai nagromadzono skutkiem usiłowań I. Kopernickiego i I. Majera, ale materya,ł ten jest przecież
tak jeszcze nielicznym, że mozna by,ło zeń wysnuć tylko· jeden
bardzo ogólny wniosek - mianowicie, że „Polacy, Rusini i Żydzi,
niezaprzeczenie krótkog,łowi w rozmaitym stopniu, są równie niezaprzeczenie rasami mięszanymi". W ziemiach polskich ongiś, zostających obecnie pod panowaniem Rosyi najwięcej stosunkowo
spostrzeżeń antropologicznych zebrano nad ludnością Król. polskiego.
Brak dostatecznej ilości materyałów faktycznych, na których mo.
znaby oprzeć uogólnienia umiejętnie - antropologiczne, pozwala na
ułożenie tylko zbyt ogólnikowego przeglądu typów rasowych, obecnie
istniejących, ale i ten już nawet przegląd - różni się, jak wspomnieliśmy powyz, od dotychczasowych wulgarnych podzia.łów rasowych pośród ludzi.
lll.
Pojęcie
rasy, wzg Iędnie typu rasowego polega na fakcie, że
budowie organizmu różnice nie przypadkowej i czasowej natury ,lecz przekazywane od pokolenia do pokolenia.
Rozpatrzmy n. p. różnice migdzy Murzynem a podłużna gfowym
blondynem. Zabarwienie ciemne nie ogranicza się u pierwszego li
tylko na warstwy skórne zewnętrzne, lecz obejmuje i tkanki wewnętrzne. Mięśnie np. u Murzyna są barwy Żó.łtawo brunatnej; nawet różnice fizyolugiczne (epoka płciowej dojrzałości) wyróżniają go
z pośród innych ras, a najwięcej od d,ługog,łowych blondynów. Co
więcej lekarze stwierdzają także różnicę w krwi i motywują w ten
sposób znane fakta, że zaraz-;ki chorobowe okazują u Murzynów i białych różną ouporność; związki płci biad'.ej z czarną - dążą zaś
ku bezpłodności. Silnie .w literaturze naukowej zoologicznej dyskutowana kwestya, czy te różnice organizmów ludzkich nalezy pojmować jako odmiany, czy też jako osobne gatunki •· nie jest po
dziś dzień definitywnie załatwioną; dla antropologii ma jednak zdaniem p. Krzyw. cały ten spór - tylko znaczenie scholastyczne
- wystarczc,1, fakt stwierdzony pozytywnie, że róznice wspomniane
rzeczywiście istnieją. Drugim takim stwierdzonym faktem jest to,
o czemeśmy juz kilkakrotnie wspol_llinali, mianowicie, ze czyste typy
wśród ludzi istnieją w
-
69 -
rasowe Sc!, dzisiaj i były już w bardzo odleg,?ej przeszło§ci - tylko
abstrakcyą,, natomiast występuj<!, wszędzie w mniejszej lub większej
liczbie „rasy lokalne", jako następstwo - krzyżowań. Charakterystycznym przyk.fadem takiej .,rasy lokalnej" są, w Europie Baskowie,
mieszkający w płdn. ką,cie Francyi i p,tnc. Hiszpanii. Jestto oaza
lingwistyczna i antropologiczna, pozostała po rasie licznej, wchło
niętej przez napad aryjski. Mają, oni charakterystyczny typ głowy,
zanikający poza ich siedzibami, a zbliżony do typów starożytnych
Egipcyan i obecnych Berberów z tą, jednak lokalną różnicą, że dlu goglowość Berberów zamibni,ta się u Basków wskutek krzyżowań
- na krótkawą budowę czaszki. Mimo, ze rasy lokalne są, wytworem najróżnorodniejszych krzyżowań - daje się jednak zauważyć
pośród nich pewien bliższy lub dalsży stopień pokrewieństwa. Negry! np. afrykański przypomina Negrytów, a ros,ły Papuańczyk
zbliza się do Murzyna. Istnieją, także typy, które wykazują pozorne
powinowactwo jednocześnie z kilku innymi. N. p. Buszmen posiada
pewne cechy murzyńskie, inne zaś mongoloksztaltne; - tak samo
Australczyk zajmuje środek między Murzynami, a t. zw. ,,rasą, kaukazką,". Ten stan rzeczy i brak dostatecznej ilości danych antropologicznych, uzyskanych drogą analizy - nie pozwala dzisiaj
·jeszcze na ścisłą, naukową, klasyfikacyę typów rasowych lokalnych
w szersze grupy rasowe, opierające się na bliższym lub da Iszym
stopniu rasowego pokrewieństwa. Na podstawie faktów zbadanych
skłania się jednak większość antropologów do przyjęcia trzech typów zasadniczych, tj. czarnego, żó.ttego i białego, o czem -p. Krzw.
mówi dopiero przy końcu swego „kursu antrop."; ja jednakże uważałem za konieczne zmienić w sprawozdaniu porządek rzeczy autora
dlatego, że i sam p. Krzw. także rozpatruje poszczególne typy „rasowe lokalne" na podstawie wspomnianych trzec.h typów zasadniczych.
Rozpatrywać je będziemy w porządku, wskazanym przez autora t. j. najpierw typy czarne, później żółte, a wreszcie - białe.
a) Typy czarne istnieją, obecnie w masowem nagromadzeniu
w Afryce, Indyach przedgangesowych, na wyspach polynezyjskich - tudzież w zmniejszonej liczbie skutkiem wytępienia wewnątrz lą,du australskiego. Z wysp polynezyjskieh i t. zw.
archipelagu sundajskiego - sięgają, ,,czarni" w coraz mmeJszej
liczbie daleko na północ-aż do pMn. Japonnii i amerykańskiej Kalifornii, gdzie znów spotykają się z czarnymi afrykańskimi, przesa
dzonymi w wielkiej liczbie na ziemię amerykańską przez handlarzy
niewolnikami. Odliczywszy jednak Murzynów amerykańskich - jako
immigrantów - mamy trzy geograficznie i etnicznie odrębne tery.
-
70-
torya ludów czarnych, tj. wyspy polynezyjskie, Indye przodgan gesowe i - Afrykę.
W rozległem terytoryum wyspiarskiem - g?M.wnem ogniskiem
siedzib plemion czarnych jest N. Gwinea i sąsiednie wyspy po ląd
australski i N. Kaledonię; stąd rozeszły się te plemiona po innych
wyspach polynezyjskich aż - po Amerykę. W obrębie calAgo tego
terytoryum - mamy trzy wybitnie od siebie różniące się typy rasowo antropologiczne, t. j. negrylski, papuański i australski. Typ
australski tak dalece wyróżnia się od innych sąsiednich, że niektórzy antropologowie chcieli go zaliczyć do śniadych typów rasy białej,
podczas - gdy niskorośli Negryci i wysokiego wzrostu Papuasi są, jako we.łnistow.tosi pokrewni afrykańskim Negrylom i Murzynom. Rasy lokalne, powstale ze skrzyzowania tych trzech typów, s~
bardzo liczne, ponadto istnieją zupełnie nie czarne domieszki nawet
na N. Gwinei, gdzie spotykamy typy także aryo i semitoksztaltne.
Czarni" w Indyach przedgangesowych -- są po odliczeniu napływów mniej Jicznych do dziś dnia ponawiających się -- skrzyżo
wanymi .potomkami pierwotnych mieszkańców półwyspu. By1i to
zdaje się częścią Negryci - częścią zaś ludy typu australskiego i
obie te „czarne" rasy - przekształciły się pod wpływem krzyżowań
z najazdem tybetańskich MongoMw na rasę lokalną,, t. zw. protodrawidyjs~ą. Był to jeszcze - dodam - typ przeważnie czarny;
czarna barwa skóry przeważa.la jeszcze i u późniejszych Drawidów,
powstałych pod wpływem krzyzowań plemion protodrawidyjskich
z nowemi falami najezdczych MongoMw. Wreszcie uderzył - jak
wiadomo, o Indye najazd ludów białych t. zw. aryjskich, które osiadły głównie w dolinach Indu i Gangesu. P. Krzw. urywa na tym
fakcie dzieje rasowego przekształcania się Indyi; ja pozwolę sobie
dodać, że ludność aryo-indyjska - mimo, że jako osobna kasta"
wyodrębniała się celowo z pośród Drawidów -uległa przecież krzyżowaniu się z nimi. Mamy na to dowód zarówno antropologiczny
w analizie rasowej dzisiejszych Aryów indyjskich, jako też nawet
dowód historyczny, bo najczystsi najozdcy aryjscy tj. bramini i szlachta nazywali lud aryo indyjski kastą, wai<;ya tj. brunatną. Dzi:siaj
- po najazdach Turańczyków, semitoksztaltnych Arabów i blondynowych Anglików - przedstawia się ludność Indyi przedgange-sowych jakoby jakiś „śmietnik ras lokalnych", wśród których silnie
skrzyzowani „czarni'' utrzymują się tylko w najmniej dostępnych
okolicach górzystych Dekanu.
Także w „czarnej" - geograficznie i etnicznie wyodrębnionej
Afryce wykryto cały szereg typów, powstałych z krzyżowań. Połą
czono je na zasadzie pokrewieństw rasowych w 3 typy ogólniejsze
11
11
-
71 -
negrylski i buszmeński. Murzyn jest wysokorosJ'ym
długogłowcem rasowo, a społecznie nomadą,, _]ub rolnikiem; Negryl,
krótkoglowiec drobnego wzrostu~ _nie wyszedł jeszcze poza społecznie
kulturny szczebel życia myśliwskiego. Buszmeni, zamieszkujący
p.fdn. Afrykę, są, wogóle barwy skóry jaśniejsu~j, przypominającej
Judy mongołokształtne i tworzą w sprzężeniu z sąsiedniemi rasami
dwie znaczrn~ ,,rasy lokalne", tj. ,Judzi czerwonych" - czyli Hottentotów i „ludzi czarnych", tj. Kafrów.
Ku północy - mięszają się „czarni" afrykańscy wszystkich
odcieni z ludnością „białą" semitokształtną i ci mięszańcy do sp6tki
z Europejczykami - lub w walce z nimi rozpościerają, się coraz
szybciej ku południowi „czarnego lądu'', jako ż wielu względów
osławieni „cywilizatorzy" Afryki.
b) Typy Jólte dostm~galne są już w porzeczach Łaby i Wisły,
zaczynają przeważać między Wołgą i Ura]em, panują w środkowej
i wschodniej Azyi, wreszcie stanowią jedną z gMwnych rasowych
domieszek t. zw. ,,czerwonych" ludów amerykańskich. Typy te są
antropologicznie - stosunkowo dokładnie określone. W swej formie względnie najczystszej odznaczają się wzrostem średnim,
twarzą - jakby od przodu spłaszczoną, małemi oczami, skośnie osad~onemi, uw,tosieniem slabem i źółtą barwą, skóry rozmaitych odcieni od białego prawie -- do oliwkowego i czerwonawego. Typ ten
znajduje się w liczebnej, społecznej i kulturnej przewadze w Chinach, .Japonii i Indo-Chinach, to też chiński ideał piękności kobiecej
- określa nam źwięźle i dosadnie doskonałe rysy tej ludności
"Kobieta - chińska - powinna być delikatnie zbudowaną, posiadać drobny, sp.taszczony nosok, oczy - podobne kształtem do migdaMw i mało od siebie odlrgłe, brwi w kształcie półksiężyca, szyję
dostatecznie krótką, uszy nieznacznej grubości, łono niewielkie i cienkie ramiona•. Przyjąwszy, zgodnie z faktycznym stanem rzeczy ~tepowców mongolskich za rdzeń tych typów - dostrzegamy, że
dokoła tego ośrodka rasowegc rozci~ga się pas mięszańców, przez
których dochodzimy ku wschodowi do ras zupełnie już innych, tj.
do Ajnów i Indonezejczyk6w, ku po,tudniowi - do Drawidów, a ku
zachodowi - do ludów białych europejskich. Ogó.t tych żółtych
i ż6.łtawych typów, zwany w antropologii „mongołokształtnymi", sta
nowi wielką masę ludnościową,, bo oko,ło 44¾ całego znluclnienia ziemi.
Ta wie]ka liczba luc16w ż6łtych, dla których nie wystarczają już
ziemie przez nich zajęte - jest - dodam, główną przyczynll masowej emigracyi t. zw. ku1isów, tj. robotników chińskich do Ameryki
i Australii. Przybyszów tych stara się miejscowa ludność robotnirza
wydalać, bo kulisi obniżają bardzo cenę pracy robotniczej, nie tylko
tj
murzyński,
4
-
72 -
wskutek zwiększania podaży tej pracy, ale więceJ Jeszcze dlatego,
lub inne zupełnie od miejscowych ludów wymogi
życiowe i kulturne wogóle. Mimoto napływ ich powstrzymywać
nie daje się już; co więcej - w czasie ostatniej chińsko-japońskiej
wojny wyfonily się poważnie traktowane obawy, że - jeśli z czasem ludność Żó-łta przyswoi sobie wojenną kulturę techniczną, europejską, co np. w Japonii - jest już faktem prawie zupełnie dokonanym, to wówczas może się stać niebezpieczną dla t. zw. ,,europejskiej'' - cywilizacyi. Już dzisiaj - - przyjaźny stosunek dyplomatyczny Chin z Rosyą, - pojmowany jest w Chinach, ba nawet
w ostatnich czasach przez posła rosyjskiego w Pekingu, jako wyraz
solidarnośći państw o ludności rasy żółtej, a skierowany przeciw jak się często publicyści rosyjscy wyrażają, - ,,zgniłej" cywilizacyi
Zachodu. W skutek licznych i róznorodnych krzyżowań powstaty
wśród ludów żółtych bardzo liczne „rasy lokalne", a europejskich
Finów web.tonęli rasowo w wielkiej części - Sfowianie. Posuwając
się od Chin ku zachodowi, dostrzegamy: 1-mo coraz bielszą karnacyę
z odpowiednią, barwą, włosów i oczów, 2-do coraz nizszy Ws. cz.
tj. zblizają,cy się do podłuznog.towości. Nie ulega jednak także wąt
pliwości, że nawet w ognisku masowego rozsiedlenia ludów żółtych
- mięszańcy są, - regułą. Na japońskiej wyspie Yesso mieszka
nieliczny 10-20 tysięcy głów liczący - lud Ajnów, pokrewny raczej typom białym, anizeli zóltym. Obok Ajnów istnieją, inne jeszcze
zbliżone do nich nieliczne typy rasowe, które razem z Ajnami można
uważać za ślad prastarej azyatyckiej formacyi rasowej, pokrytej
pokładami napływów późniejszych. Te prastare typy sięgają, również
aż do Ameryki, to też niektórzy antropologowie przypuszczają, że
są, to resztki licznej niegdyś rasy o białej lub białawej barwie skóry,
wchtoniętej przez ludy żó.łte. Nap,ływ taki ludów mongoloksztal'tnych widać po dziś dzień wyraźnie na płw. indochińskim. Ludy
żółte zajęły tam doliny rzeczne przy ujściach, a w głębi kraju
istnieją typy indonezyjskie, nawet mięszańcy drawidyjscy i negryccy;
czaszki zaś wahają się od silnej krótkog.łowości do równie silnej
długogłowości. Dostrojenie mięszańców na tle ż6łtej barwy skóry
- do najbardziej stosunkowo jednolitego typu - dokonało się wskutek losów dziejowych - najsilniej w Chinach. W Azyi płd. wschodniej i na okalających ją. wyspach umieszczano ongiś odrębną, ,,rasę
malajską"; dzisiaj wiemy,• że ta wrzekoma „rasa" jest tylko bezładnc1,
mięszaniną typów zasadniczych: czarnego, białego i - zó.l'teg.J.
W tej mięszaninie typów - zaliczają antropologowie typ t. zw.
indonezyjski do - białych. Rzeczywiście typ ten posiada cerę
względnie jasną, wfosy miękkie i inne fizyczne cechy ludów białych
że mają niskie -
-
73 -
-- tudzież ich ruchliwość. Narzucił np. swój język czarnym plemionem wyspiarskiem, dal najazdem swym w VIII w. przed Chryst.
początek państwu japońskiemu i howaskiemu na Madagaskarze,
a nawet w Peru i Kalifornii dostrzegają, niektórzy domieszki indo•
nezyjskie. W górach Chin i Ind o-Chin zachowali się ci Ind onezej •
czycy w względnej czystości rasowej, uchroniwszy się przed najazdem
Indów żó.łtych i tam też zapewne była ich pierwotna ojczyzna. An•
tropologia „czerwonych" ludów amerykańskich jest zaledwie fragmentarycznie zbadaną; tyle wiemy, że ludy te nie stanowią, odręb
nej rasy, lecz są rezultatem pokrzyżowania klku za.8adniczych ty·
pów, z których przynajmniej Indonezejczycy i domieszki żółte pochodzą, z lądu starego. Przeważa wogóle typ mongołoksztaltny, bo
nawet barwa skóry jest raczej zó.łtawą, aniżeli „czerwoną".
c) Typy białe zaludniały .._ jak antropologia -~ wskazuje - szerzej niegdyś ziemię, aniieli przypuszczano dawnh:Jj. Poznaliśmy już
szczątki tej „białej" formacyi wśród ludów żótt.ych w kącie płn.
wsch. Azyi i płdn. zach. Ameryki, na wyspach Polinezyi i w górach
Indo-Chin. Dzisiaj gros ludów „białych" zamieszkuje wybrzeża morza
śródziemnego i prawie całą Europę sięgając stąd aż do białej
ludności Indyi przedgangesowych - na wschód, na zachód zaś do
Ameryki - jako potomkowie zdobywców i późniejszych immigrantów europejskich na ziemi ludów „czerwonych". W centralnem, tj.
nadśródziemnomorskiem i europejskiem terytoryum dzisiejszych ludów
białych - wyróżnia antropologia trzy główne typy. Są one: 1. typ
nadśródziemnomorski (homo maditerraneus) -- podłużnogłowy bru•
net z śniadą cerą, 2. Europejczyk (homo-europeus) podłużno
g,towy blondyn o jasnej barwie skóry i oczu, tudzież wysokiego
wzrostu i 3. typ t.· zw. ,,alpejski" (homo alpinus) tj. krótkogłowy
brunet o ciemnej barwie oczu. Nadśródziemnomorzec jest podstawowym typem rasowym w krajach nad morzem śródziemnem, a więc
na wybrzeżach p,tn. Afryki, p.łd. zachodniej Azyi wraz z Arabią
i płdn. Europy, a 2 inne gMwne typy biate zamieszkują przedewszystkiem Europę i zrnięszaJy się tutaj z sobą najsilniej w pasie środkowym. Ludność biała irańska i hindustańska uległa silnie
wpływowi domieszek ż6łtych i czarnych; immigranci zaś europejscy
w Ameryce wykazują sprzężenie z typami immigrantów czarnych
i lokalnymi „czerwonymi".
Obszary lądu nad morzem śródziemnem uchodzą za odrębną
prowincyę ziemi pod względem flory i fauny, a antropologia dodaje, że odrębność ta okazuje się także w stosunkach rasowych·
Rasa biała, zwana typem nadśródziemnomorskim, jest podstaw owo
już wprawdzie zbiorem wielu typów pomniejszych, ale posiadają-
-
74 -
cych kilka znamiennych rysów wspólnych, jako to: corę śniadą,
ciemne włosy, czarne oczy, wzrost średni, i silną długogłowość.
Inna rzecz, że zaludnienie dzisiejsze torytoryów nadśródziem
nomorskich - składa się nietylko z przedstawicieli rozpatrywanego
typu. N. p. archipelag kanaryjski odznacza się tern, że każda wyspa posiada odmienny skład rasowy z silną domieszk~. semicką.
U-płnc
afrykańskich Berberów widzimy obok narlśródziemnomor
ców - także blondynów, przypomina,iących chłopów płn. niemieckich, a w Lombardyi są dość liczni krótkogłowcy. Z nad morza
śródziemnego rozszerzył się nadśródziemnomorzec na dalsze terytorya np. w Anglii - w Europie środkowej, a nawet na ziemiach
polskich. Za przedstawicieli rasy nadśródziemnomorskie.i - odłamu
semickiego uchodzą także Zydzi. W gruncie rzeczy są, oni jedyni 0
przedstawicielami semicko-kupieckiej kult.nry - silnie jui zmodyflkowanaj pod wpływem otoczenia, w jakiem znajdują się w ciągu
wieków. Rasowo - są, tak, jak i inne ludy - mifszaniną typów.
N. p. Zyd zachodnio-rosyjski i polski odznacza się szeroką twarzą
i nosem, jasnymi wlósami i siwemi oczami - rozumie się przecię
ciowo. Są to oznaki dowodzące, że przesiąkł tą, ~amą krwi~, która
płynie w żyłach lurłności s~siedniej. Jeśli sąrlzić ze statystyki,
to ws. cz. posiadałby więcej może pierwiastku polskiego lub zachodnio ruskiego, aniżeli prahebrejskiego. Jak dalece zaś różnią się
Zydzi między sobą rasowo - pod wpływem swego otoczenia, świarl
czy o tern bardzo dobitnie fakt, że Zydzi plnc. europejscy są, <Uugogłowcami, a płdn europe_iscy -- krótkogłowcami. Z barlań J. Ma_
jera i J. Kopernickiego w Galicyi okazuje się, że Zydówki więcei
rysów semickich przechowały. aniżeli Zydzi ; to samo wykryły badania Dra Talko-Hryncewicza nad ludnością, żydowsk~. na
Ukrainie. W Europie środkowej i północrn~.i badania antropologiczne
postąpiły naprzód o tyle, że posiadamy tutaj dokładną, stosnnkowo
statystykę barwy oczów i witosów dziatwy szkolnej; to jednak pozwala tylko na przybliżone wnioski, ponieważ witosy CZQsto z wiekiem ciemnieją,. Og6.łem zbadano w krajach środkowo i p,łn. europejskich 10,07f>,OO0 dzieci. Z tego okazujo si~, że blondyni przeważają, na północy, a bruneci w górskich pasmach Europy środkowej.
Słowianie, bardziej uposażeni w pierwiastek ciemny s~ często
wyspami antropologicznemi wśród blondynów płnc niemieckich.
Ku zachodowi - ci blondyni zmniejszają się liczebnie w tak znacznym stopniu, że Francya nawet w swych najjaśniejszych departamentach - wykazuje mniejszy procent blondynów, aniżeli najciemniejsze okręgi Niemiec, natomiast ku płnc. zachodowi i północy
tj, w Anglii i Skandynawii mamy silniejszą,, anizeli w Niemczech
-
75-
przewagę blondynów. Wog61e da się stwierdzić, że blondyni -
nai •
iczniejsi w Islandyi i Skandynawii - tudxież bardzo liczni w Anglii
li na pomorzu m6rz bałtyckiego i niemieckiego - spadają, procentowo ku połd. zar.hodowi i pMn. wschodowi, ale - ,iako oazy antropologiczne sięgają nawet do Europy południowej i płnc. Afryki.
Blondyn enropejski, skrzyżowany z różnymi żywiołami obcymi da,t początek mi0szańcom, którzy od przodków blondynowycb odziedziczają częście.i barwę oczów, aniżeli włosów - n. p. liczny wśród
S.towian typ szaro lub błękitnookiego szatyna. Mięszaniec taki jrst
ponadto zwykle krótkogłowym - po krótkogłowcach Europy środ
kowej i ten typ krótkogłowego blondyna wzmaga się ku połdn.
i wschodowi Niemiec, tj. tak samo, jak liczba ciemnowłosych. Krótkogłowcy względnie najczystsi z mniP.j więcej ciemną, barwą, wło
sów i oczów zamieszkują w Europie terytoryum wzdłuż linii od
przylą,dku Finistere do Sabaudyi, oraz górzyste kraje ~rodkowo europejskie. Z tego powodu nadano krótkogłowcowi europejskiemu
ogólną nazwę ,,człowieka alpejskiego". Blondyn długog,łowy jest
europejską rasą, zupełnie i por.a Europą, istnieje tylko w postaci
oaz antropologicznych; przeciwnie -- krótkogłowiec zamieszkuje
jeszcze masą zwartą terytorya zachodnio azyatyckie. Pozwolę sobie
w tym miejscu zwrócić uwagę na t. zw. w antropo-i etnologii
,,kwestyę aryjską,". Faktem jest, że znaczna grupa białych mieszkań
ców europejskich wyszła w przedhistorycznych czasach z wspólnego pnia t. zw. aryjskiego. Stwierdzono to najpierw na podstawie
badań lingwistyczno-por6wnawczych nad językami, które bezsprzecznie wykazują, ·wspólne aryjskie pochodzenie. W skutek tego utarło
się w nauce zapatrywanie, że wszystkie ludy, które można zaliczyć
do grupy aryjskiej - językowo, należą tern samem także do rasowych i etnicznych potomków Aryów i, że wszelkie dzisiaj między
nimi napotykane różnice są tylko rezultatem późniejszych krzyżo
wań. W ten sposób zaliczono do Aryów całą ludność europejską,
z wyjątkiem prastarych oaz etnicznych, jak np Baskowie i dop,ły
wów mongoloksztaJ'tnych, jak Madziarowie i i.; ponadto wykryto, że
ludność biaJ'a zachodniej Azyi i Indyi przedgangesowych, jest również aryjską,. Dzisiaj pod wpływem ro7.woju badań et.no-i-antropologicznych prz~knnano się, że jednak lingwistyczna li tylko podstawa - nie jest dostatecznem kryteryum do stwierdzenia pochodzenia aryjskiego poszczególnych ludów. Aryowie narzucili swój język
wielu plemionom ras innych np. Nadśródziemnomorcom w Europie
i częściowo Drawidom w Hindustanie. To samo musiało się stać
także na przestrzeni środkowej i pólnocnej Europy, bo - jak wykazaliśmy - ludy tutaj mieszkające - językowo aryjskie - na-
- 76 leią, jednak antropologicznie do dwóch odmiennych zasadniczo ty-
pów ·rasowych, tj. długogłowych blondynów i krótkog,łowych brunetów. Z tego powodu rozwinął się - po dziś dzień definitywnie
nie zaJatwiony spór umiejętny, czy za aryjskich przodków należy
uważać blondynową rasę, czy też krótkog,łowych brunetów, i równocześnie rozpoczę.ty się poszukiwania za praaryjską ojczyzn~. Kwestye te łączą się ze sobą ściśle, bo gdyby się okazało, ze pierwotną
ojczyzną Aryów były kraje p,łn. europejskie to tern samem
stwiordzonemby było, że Aryowie byli długogłowymi blondynami;
w razie przeciwnym - musielibyśmy uznać ich za czarnowłosych
krótkogłowców, których ojczyzną pierwotną by,ły najpra wdopodohnie.i stepy nad morzem Czarnem aż po „bramę narodów' Nie myślę tutaj wchodzić w szczegóły tej kwestyi; zaznaczam tylko, że
fakt antropologiczny zamieszkania aryjskich lingwistycznie terytoryów azyatyckich przez ludność krótkog,rową - ciemnow,łosą jest
najsilniejszym dowodem, mogącym stwierdzić, że także europejscy
Aryowie są potomkami tej samej rasy. Także badania - osobliwie
Dra Fligiera - nad ojczyzną praaryjską przemawiają, !silniej za tern,
te ojczyzną tą były stepy nadczarnomorskie, a nie kraje p.tnc. europejskie. Tak tedy wszystko przemawia więcej za tern, że przod~
ków aryjskich należy widzieć w typie „alpejskim", podczas gdy
typ b]ondynowy zmięszal się z Aryami na terytoryum starożytnej
Germanii, przyjął od nich język i początki kultury, ale zachował
po dziś dzień swe zasadnicze niearyjskie cechy antropologiczne, osobliwie w Skandynawii, gdzie masowego naporu Aryów prawdopodobnie nigdy nie było. P. Krzywicki całej tej „kwestyi aryjskiej"
na razie wcale nie porusza - być może, ze zajmie się nią szczegółowo w dalszych, zapowiedzianych częściach swego „kursu antropologii", mianowicie przy sposobności omawiania t. zw. ,,ras lingwistycznych".
1
•
IV,
Zbliżając się ku wschodniej Europie, znajdujemy się pod wzglrdem ilości danych antrcpologicznych w gorszym położeniu, aniżeli
na ziemiach środkowo i północno europejskich, dlatęgo analiza rasowa ludów. słowiańskich jest znów tylko fragmentaryczną. U Polaków
i Rusinów w Galicyi ws. cz. jest prawie jednakowym, natomiast
w barwie oczów i włosów przeważa u Rusinów typ ciemny. J. Majer dowodzi, że wogóle powaga typu białego u Polaków jest dwa
razy większą,, aniżeli u Rusinów. Jeżeli za tym samym antropolologiem przyjmiemy, że typ jasny jest pratypem s,towiańskim, to tak-
-
77 -
ze musimy zauwazyć, ze u Polaków i Rusinów opierała się silnie
obcej przymieszce barwa skóry, silniej jeszcze barwa oczów, a najmniej kolor włosów; ostatni najwięcej przyczynił się do zmodyfikowania pratypu i to więcej u Rusinów, jak u Polaków. Rusiński typ
ciemny wzmaga się liczebnie ku morzu Czarnemu, a zmniejsza się
przez Małorosyę ku linii Dniepru, naodwrót długoglowość jest według badań Dra Talko Hryncewicza rzadszą u Rusinów nad Dnieprem, anizeli w Galicyi. Skkad rasowy Wielkorusów poddał świeżo
analizie rasowej Zograf na przestrzeni trzech gubernii. Z niższym
wzrostem idzie tam w parze krótkog.fowość wraz z ciemną barwą,
oczów i wfosów; wysokiemu zaś wzrostowi towarzyszy jasna barwa oczów i włosów, oraz mpiej częsta krótkogłowość. Wysokorosły
typ zachował się najlepiej na pograniczu gubernii jarosławskiej
i niżnonowogrodzkiej t. j. tam, gdzie najwcześniej osiedli koloniści
słowiańscy i waręgscy; niski typ występuje najobficiej w terytoryach
ongiś finskich, t. j. rasowo mongołokształtnych. W porównaniu
z Białorusinami - są Wielkorusi wogóle bardziej i liczniej -- krótkog,łowi. Okolice nad Dnieprem, wykazujące stosunkowo liczny typ
blondynowy, połączony nie rzadko z długogłowością - dowodzą
antropologicznie, ze Dniepr by,ł arteryą przenikania plnc. europejskich blondynowców na południe, co nie mniej silnie stwierdza historya (najazdy Gotów i Waręgów). Pomiary Anuczyna wzrostu rekrutów stwierdzają, ze przecięciowo wysokorosły rekrut pochodzi
z nad BaJtyku, Litwy i ciekawym sposobem - Uako oaza antropologiczna) - z Rosyi płdn. Najniższy wzrost rekruta wykazano
w Król. Polskiem, co daJo powód do sporu o wyradzaniu się Polaków.
Na ziemiach polskich jest wiele ras lokalnych, jak np. Księżacy
z pod Łowicza, Podhalanie i t. p.; Krzywicki przypuszcza, ze rasy
te wytwarza.ty się w czasach gospodarki naturalnej wzd,tuz brzegu
rzek. O ile antropologicznie dotychczas zanalizowano je - to okazują się w Polsce, podobnie jak na Rusi dwa zasadnicze środ
kowo i p,łn. europejskie typy, tj. blondynowy i ciemny w bardzo rozmaitych sprzęzeniach. Okaza.ły się takze róznice antropolologiczne między-klasowe; np. Dr. Olechnowicz dowodzi, ze szlachta
odznacza się wzrostem stosunkowo wyzszym i liczniejszą krótkog,ł ow ością, anizeli chłopi, wśród których odpowiednio do silniejszej
długog,łowości napotykamy takze częściej błękitną barwę oczów.
Ponadto da się zauważyć, ze: 1-mo Karpaty polskie posiadają ludność obficiej blondynową, anizeli pogórze i równiny; 2 do Rusini
posiadają wogóle większy procent zywiołów ciemnych (por. j. w.)
i 3-cio na wschód ku Dnieprowi i na pó.łnoc ku Białej Rusi widzimy blondynów przecięciowo więcej, aniżali u Polaków galicyjskich. ·
1- 78 _Ten ostatni fakt wskazuje, że zywioły ciemne wkraczały z nad
morza Czarnego, tj. drogą - uwazaną przez Dr. Fligiera za pierwszy gościniec wędrówkowy, wiodący do zach. Europy ludność aryjską.
Na podstawie tego, co przedtem o „kwestyi aryjskiej" powiedzia,.łem,
sądzę, że aryjski napływ krótkog,łow~ów ciemnowłosych - zajął
przedewszystkiem ziemie podkarpackie (z ominięciem pasm górskich)
i posunął się, jak i p. Krzywicki· przypuszcza, dalej na zachód przez
pole morawskie; natomiast nad Wis,łą środkową i dolną widzimy
przewagę typu jasnego w miarę zblizania się ku północy. Wskutek
tego uważa J. Majer typ jasny za pierwotny u ludu polskiego, acz
obecnie silnie z typem ciemnym skrzyzowany. Gdyby się to okazało rzeczywiście ogólnym faktem antropologicznym na ziemiach
polskich, to tern samem musielibyśmy przyjąć, że ongiś ludność
nadwiślańska była rasowo najblizej spokn,wioną z sąsiednią ludnością germańską. Jakoż historya stwierdza, że siedziby germańskie
aż do VI w. po Chr. sięga.ty poza Wisłę.
V.
Nader zajmującą częścią nauki antropologicznej są dzieje antropologiczne ludzkości, badane głównie na podstawie t. zw. kopalnych czaszek. I tak okazuje się, że już w najodleglejszej znanej
epoce bytności cztowieka na ziemi, tj. w epoce czwartorzędowej należeli ówcześni mieszkańcy Europy i Ameryki do kilku 0dmiennych typów rasowych, podzielonych najprawdopodobniej na odręlme
rasowo i lingwistycznie hordy pierwotne. Poniewaz przeciąg czasu
między czaszką kopalną a nami - nie daje się zbadać antropologicznie, otóż - przynajmniej co do czasów przedhistorycznych,
dzieje rasowe ludzkości muszą pozostać pokryte ciemną mg,łą.
W zakresie czasów historycznych - możemy już korzystać z róznych źródeł, acz pośrednich np. z dziel sztuki starożytnej. Typy
ludzkie oddawano tam często z ca,łą możliwą wyrazistośc.;ią i tą drogą
dochodzimy np. do wniosku, że typy: semicki, chamicki i murzyński
istnieją już 40-60 wieków na ziemi w różnorodnych rozumie się
sprzęzeniach. W Europie środkowej i północnej - okazują czaszki
kopalne, ze pierwotną ojczyzną blondynowca by,ła ~kaudynawia,
a we Francyi przed najazdem Keltów mieszka.ta liczna rasa t. zw.
cromagnolska, której ostatni ślad widzimy w Baskach. Uył np. także
czas, kiedy ludy czarne odgrywały znacznie donioślejszą rolę, aniżeli dzisiaj; zaludniały one - oprócz swych dzisiejszych terytoryów,
obie Imlye. p,łn. Japonię, Beludżystan i moze nawet Arabię; natomiast 1....... ~'5lte siedziaty wówczas na niewielkiej J;>rzestrzelli. .Po-
-
79 -
łudniowe
Chiny i Indochiny zajmowaJy ludy biaJe, a Europę zaludniali tylko długogłowcy jasno i ciemnowłosi. Przewroty rasowe
nie ukończy,ły się po dziś dzień; obecnie żyjemy w epoce najazdów
rasy białej. Odłam ten rasowy liczył np. w czasie odkrycia Ameryki tylko 23¾ zaludnienia ziemi, a dzisiaj liczy blisko 50°Jo. Te
przewroty i ustawiczne sprzężenia rasowe - pozwalają w stosunku do ,,kwestyi narodowościowej'' tyle tylko zauważyć, że „antropologiczna fizyognomia ludu zależy od żywio.tu najbardziej przewazającego, który uderzając w oczy najczęściej umys.łowi spostrzegacza zasłania inne". Jestto rozumie się dla określenia faktu
istnienia różnych narodowości zupełnie niedostatecznem kryteryum;
jednak - narodowość opiera się nie na rasowej wspólności, lecz
1ingwistyczno kulturnej, pod którą ukrywa się antropologiczna
różnorodność. Nawet dostrojenie ras lokalnych do pewnego jednolitego typu narodowego - jest dzisiaj niemożliwem nawet u narodów tak silnie wyodrc;bnionych pod każdym względem, jak npChińczycy. Ten Kate powiada, że „rasa jest jednością anatomiczną naród zaś, utworzony z wielkości anatomicznych - spojonych wę
złem politycznym lub lingwistycznym". Jeszcze dalej idzie Hovelacque, który sądzi, że dzisiaj uawet na wspólności lingwistycznej
niepodobna oprzeć „idei narodowościowej" i dlatego uważa naród
za „kategoryQ społeczną''· Dokfadniejszym jest Topinard. Jego zdaniem ,,narodowość jest sojuszem politycznym, zrodzonym przez okoliczności, rozwijającym się dzięki ukszta,łtowaniu geograficznemu
kraju, jedności jgzykowoj i religijnej, spojonym przez zwyczaje
i w~pomnienia wspólnej sławy i cierpień, dodatkowo zaś przez interes". Pojgcię „rasa" jest według niego „idei narodowościowej" zupc,łnie obcem. N. p. o czem zresztą już wspomnieliśmy - przesz.łość antropologiczna ziem s.łowiańskich okazuje dwie rasy zasadnicze t. j. długogłowców jasnych i ciemnowłosych krótkogłowców,
z których pierwsi byli - zdaniem Kopernickiego, nie tylko rasą
germanokszta.Jtną, ale wprost Germanami jeszcze w czasach ztipeih1ie historycznych. Rzeczywiście historya stwierdza, że w Polsce
i na Hus.i osiedlili się Germanie - jużto, jako najezdcy, ju.ż też drogą stopniowej immigracyi. Ci Germanie stanowią pod względem
rasowym - jeden z zasadniczych typów narodów słowiańskich.
Dr. K. J. Gorzycki
Bajki i opo wiad ania Iudu kr akowski ego.
Wędrówka
po śmierci.
Między wieśniakami ze wsi Grojca (powiat Biała) krąży
takie opowiadanie :
Ostatni 1, Chwalibogów, właścicieli Grojca, był panem bardzo
złym i za czasów pańszczyźnianych krzywdził ludzi. Gdy umarł
przed paru laty, widywali go ludzie chodzącego po polach, po
groblach i około dworu. Pewnego razu powracał ś. p. ksi0cdz
Woźniak, proboszcz miejscowy z Oświęcimia, późno w nocy z swo
im parobkiem. Gdy przejeżdżali koło cmentarza, zobaczyli, że
ktoś wyszedł z furtki cmentarnej i obok koni ścieżką szedł równo
z jadącymi. Bał się parobek i ksiądz także. Wreszcie gdy przyjechali ku dworowi, osoba idąca weszła w bramę i zniknęła
w parku. WtedY. zapytał ksiądz parobka, czy poznał tego, co
szedł. Parobek mówi, że to pan Chwalibóg. Ksiądz go też po zn a
alf' zakazał parobkowi mówić o tern zdarzeniu. Parobek jednak
wygadał się,
Opowiedziała
Rozalia Nitka.
Djabeł i niedźwiedź.
Obrał
sobie djabeł siedzibę w młynie. Co noc o dwunastej
do młynnicy i robił ludziom psoty. W żaden sposób
nie mogli się go pozbyć. Raz wieczorem przyszedł do młyna
cygan z niedźwiedziem i prosił o nocleg. Młynarz pozwolił mu
przenocować się w młynnicy razem z niedżwiedziem. Gdy o dwunastej w nocy, jak zwykle, przyszedł djabeł, zobaczył w kącie
śpiącego cygana i niedźwiedzia. Nie wiedząc, co to jest a chcąc
znowu wyrządzić psotę nową, skoczył na niedźwiedzia i począł
go targać za kudły. Przebudził się niedźwiedź, a rozgniewany
rzucił się na djabła i chwycił go w swoje łapy potężne. Tak
okropnie pobił djabła, że ten zaledwie wydarł się mu i uciekł
z młyna. Jakiś czas nie pokazywał się djabeł w młynnicy, ale
fal mu jej było opuścić, a bał się strasznie niedźwiedzia. W reszcie
postanowił dowiedzieć ~ię, co się dzieje w młynie, przyszedł
i siadł sohie na dachu, na kalenicy, ale do młynnicy nie zajrzał.
przychodził
-
81 --
Gdy przechodził młynarz z domu do stajni przez podwórze, zapytał
djabeł:
-
Miela, jest tam kycia?
C„ miało znaczyć: ~Młynarzu, jest tam niedżwiedż ?11
Młynarz myślał, że się
go djabeł pyta o
kotkę,
która oko-
ciła się właśnie, więc rzekł:
-
O, jest, jest kycia. Teraz
się okociła i
ma cztery młodE.
kocięta.
Sądząc, że przybyło niedżwiedzi
w młynie,
zawołał
- Kiedy tak, to już więcej nie przyjdę.
I poszedł. Od tego czasu mieli ludzie spokój w
djabeł nie pokazał się już nigdy.
djabeł.
młynie,
bo
Ze Starego Sqcza.
Jak można pozyskać mleczność krów.
Jest zwyczaj w okolicy Za tora, że gospodynie jadą w Wielki
do klasztoru do Kęt po święcone ziele i każda zanosi po•
darek zakonnikom za to ziele. Bogatsze gospodynie dają cielęta,
mniej zamożne gęsi, kury i t. p.
Dwie kobiety, kmiotki z Piotrowic, pobiły się na weselu
a potem zaskarżyły do sądu. Gdy je przesłuchiwano w sądzie
w Zatorze, opowiedziała jedna z nich Rzepianka, że przy folwarku
„Pod lipkami" są dwa drzewa powstałe z parku hrabiego
Potockiego. Pod temi drzewami jest żabka, która ma głowę żaby
a resztę ciała podobną du ciała ludzkiego. Gdy gospodyni
po wraca z Kęt, każda idzie pod te drzewa, ale jedna o drugiej
nie może wiedzieć, i rzuca dziewięć razy po listku święconego
ziela. Ta żabka nic nie je prze rok cały, tylko w Wielki piątek
świeże ziele. Która z kobiet przysz-ła pier\vsza, żabka zjadia jej
ziołka i tej kobiecie dawały howy dużo mleka przez cały rok.
Rzepianka chodziła tam dawniej z matką swoją a żabka zjadała
od nich listki. Przypadkowo podpatrzyły ją sąsiadki i dowiedziały
sią o sposobie pozyskania wielkiej ilości mleka. Bajerka uprzedziła Rzepiankę w przyszłym roku; z czego powstała nienawiść
między obyd wierna a na weselu pokłóciły siq i pobiły.
piątek
Sąd
w Zatorze poprosił praktykanta gospodarczego, aby się
przekonał, czy tam jest żaba pod tymi krzakami. Rzeczywiście
znalazł tam pan Kozik ropuchę, któn\ zastrzelił, aby położyć tamę
6
-
82 --
gusłom. Kobiety uczuły stratę wielką, płakały za tą żabą, a Rzepianka nienawidzi pana Kozika, chociaź jest jej bliskim krewnym.
Od tego czasu coraz rzadziej jeżdżą gospodynie do Kęt po ziele
do klasztoru.
Dlaczego szewcy piją w niedziele i poniedziałki?
Przypadkiem zabił szewc psa, a cech szewski, uznając, iż
tym postępkiem został cały stan szewski pohańbiony, zabronił
temu szewcowi zajmować się więcej rzemiosłem. Skończył szewc
buty ostatnie, które miał jeszcze w robocie dla pana i strapiony
poszedł je odnieść. Zauważył pan zmartwienie szewca, a że mu
ciągle dobre buty robił, więc go zapytał o przyczynę. Opowiedział szewc, co się stało, że przypadkiem psa zabił, że za to wyrzucili go z cechu, a on z żoną i pięciorgiem dzieci chyba z głodu
zginie, skoro mu nie wolno prowadzić dalej rzemiosła. Oburzył
się pan tym nielitościwym postępkiem szewców, którzy dla jednego psa skazali na głód całą rodzinę, siedmioro ludzi. Zapłacił
szewcowi za buty i kazał mu przynieść zabitego psa i przyobiecał
wyratować z nieszczęścia.
Na niedzielę zaprosił pan wszystkich szewców do siebie na
ucztę. D2iwili się wszyscy łasce pańskiej, ale przybyli. Przyjął
ich pan uprzejmie, usadził za stołem i zachęcał, aby jedli i pili.
Na ostatnią potrawę dostali szewcy pieczeń z zabitego psa, którego pan kazał kucharzowi dobrze przyrządzić. Gdy zjedli wszystko
ze smakiem, po skończonej uczcie odezwał się pan do szewców:
- \Vyrzuciliście z cechu biednego szewca za to, że przypadkiem psa zabił, nie mając litości nad nim, jego żoną i pię
ciorgiem dzieci. Teraz zjedliście wszyscy piecze11. z tego psa. Któż
go.rszy, czy ten, co psa zabił, czy ten, co go zjadł?
Co się działo z szewcami po tei wspaniałej uczcie, na której
sobie dobrze podjedli i podpili, nie trzeba gadać. Więc żeby
przytłumić w sobie ten niesmak i wstręt, gdy wybiegli z pałacu,
pili w mieście całą niedzielę i voniedziałek i tak piją do drugiego
dnia, bo samo wspomnienie, że psa zjedli, napełnia ich obrzydzeniem.
Opowiadanie to, które słyszałem od kow..i.la w Krakowie
w grudniu 1896 roku, przypomniało mi podobne zdarzenie opisane
w dziele: ,,Porz<\dek sądów y spraw mieyskich prawa Mayde-
-
83
burskiego w Koronie Polskiej" i t. d., wydanie z roku 1760
w Przemyślu, a mianowicie w księdze tego prawa zatytułowanej:
n Tytuły prawa maydeburskiego do porządku i do artykułów ... "
i t. d. str. 185 wiersz czternasty z góry i dalsze opiewają dosło
wnie jak następuje:
"Dobrze jeden Pan w Polszcze w m1esc1e swoim uczynił,
gdy się dowiedział, iż szewcy nie dopuścili robić rzemiosła je•
dnemu Mistrzowi między sobą, iż psa kopytem zabił, w ten czas
gdy mu był kołacz z masłem uchwycił. Kazał w mieście zapuścić
sieci na psy w święto, kiedy rzemieślnicy ::;chadzki miewają.
A gdy ich niemało nagnanych było, rozkazał wszystkim szewskiego cechu, począwszy od starszych, aż do młodszych, aby
każdy po psie zabił; co wszyscy uczynić musieli. A iżby byli od
przełożonych w mieście nagany nie mieli, musiał y Burmistrz y
Rayce po psie za.bić, y sam· też Pan na ostatek psa zabił, chci\C
im to pokazać przykładem swoim, aby to znali a dobrze się
nauczyli, iż pies bestya nigdy tego nie godzien, aby człowiek
w takiej wzgardzie y odrzuceniu dla niego być miał. Także,
gdy wszyscy po psie zabili, uczynili się wszyscy krom żadnych
przywilejów jednako godnymi y poczciwemi, nie inaczey, jakoby
też sarny albo zające w sieci, będąc na najlepszym myśliwstwie
pobili. Dopiero na sobie poznali, iż niesłusznie nad bratem swoim
uczynili, gdy go dla psa z rzemiosła zrzucali, a prawie jakoby
bezecnym czynili".
Dla wyjaśnienia dodać winienem, iż wy.dawca z roku 1 760
n Prawa maydeburskiego" wspomina, że· między rzemieślnikami
rozpowszechnił się z wyczaj uważać zabicie psa za takie bezecef1stwo, że sprawca owego nie godzien jest należeć do jednego
cechu z porz,~dnymi ludźmi. To też wykluczali takiego z· cechu.
vVydawca z roku 1760 „Prawa maydeburskiego" gorszy się tym
zwyczajem i wykazuje jego niedorzeczność i nieludzkość.
Sewe1·yn Udzieła.
-
84 -
Szczedrówki z Tarnawy
(Powiat Dobromilski).
zebrał
fR, jł.AWITA-,PAWROŃSKI.
Uwagi wstępne.
Muszę przedewszyskiem usprawiedliwić się, dlaczego używa
alfabetu łacińskiego. Według mego zdania odpowiada on
najlepiej każdej fonetyce rozmaitych odcieni mowy rusii1skiej,
a w ten sposób pozwala uniknąć prawdziwego chaosu w wymawianiu, istniejącego tam wszędzie, gdzie spisywacze posługi wali
się grażdanką, wprowadzając do niej dowolne znaki i dowolne
zbliżenia dźwięków.
Dla lingwisty, dla filologa może w tym
chaosie fonetycznym, wymagającym nietylko znajomości języka
rusińskiego, lecz także osobnej
nauki odczytywania i odgadywania rzeczywistych dżwięków, znajdą się jakie wskazówki, dla
etnografa są wszystkie próby oddawania niby dokładnego dźwię
ków prawie zupełnie zbyteczne, tembardziej, że sama owa dokła
dność jest bardzo podejrzaną i niepewną.
W obec tego wolałem
się trzymać drogi pośredniej, zachowując tylko wybitniejszą akcentacyę i dźwięk przeważaj,~cy: pis z o u, sza b 1e u, ja zamiast:
pis z o u, sza w 1e 11, i a -jak piszą niektórzy. Litera, chociażby nad
nią postawić dziesięć znaczków i połączyć z rozmaitemi innemi
miękczącemi, nie da dokładnego pojęcia o dźwięku. Trzeba by
chyba stworzyć jakiś odrębny język i alfabet.
Wobec tego wszystkiego wolałem posługiwać się alfabetem
łem
łacińskim.
Nie wszystkie pieśni, zapisane tutaj, należą do typu szczedrówek, że jednak w Tarnawie lud śpiewa je w czasie szczedrowania, nie widziałem racyi, dla której możnaby je z tej grupy
wyłączyć.
Czytelnik znajdzie tu bądź motywy główne, bądź też tylko
niektóre cechy - jak styl, porównania, a nawet zwroty - podobne do ukraińskich, podolskich, woły11skich szczedrówek, zebranych przeważnie u Antonowicza i Dragomanowa (.Mało ros s.
Isto r. pieśni t. I.), jakoteż Czubińskiego (Trudy etnograf.st at is t - e ks pe di ci i w jugo-z ap. kraj. t. III.) i u wielu
-
85
innych zbieraczy. Nie zająłem si~ porównaniem tych motywów,
bo uważam tę sprawę za przedwczesną; jesteśmy jeszcze ustawicznie w stadyum gromadzenia materyału, porównanie może nastąpić dopiero po zebraniu. Robione przed wcześnie i dorywczo
nie da pożądanego rezultatu, a nawet dokładnych wskazówek
geograficznego i narodowego rozprzestrzenienia się pewnego motywu literackiego. Nie o wszystkich grupach poezyi ludowej
można to samo powiedzieć.
Pomimo to wszystko niepodobna nie zauważyć w tych szczedrówkach pewnych rysów znamiennych. Niektóre z nich (I, III,
VII,) powtarzają niewyraźne echa dawnego zbójnictwa, inne jakiś
wypadek dziejowy, znany widocznie na całej Rusi, ale tu, na wyżynach podkarpackich, zatarty i spłowiały. Prośba dziewczyny
o wykupienia z niewoli (VI) zdaje się wyrażnie wskazywać na
gospodarstwo zagonów tatarskich. W reszcie przeważa motyw
życia domowego, pJ.tryarchalnego, niepozbawiony w rozwinięciu
bardzo pięknych i poetyckich momentów.
W ogóle jednak rzecz biorąc, ani motywy literackie, że tak
powiem, ani ich obrobienie nie odznacza się wielkiem i zaletami.
Zarówno co do myśli jak i obrazowania, można powiedzieć, że
nie wyróżniają się one, ani rozwinięciem ani wykończeniem. Z wyjątkiem niektórych pieśni, obejmujących wypadki z życia codziennego i o dziewczynie wziGtej w niewolę, reszta daje zaledwie
mgliste pojęcie o jakimś fakcie dziejowym. W czasie zapisywania
znalazłem wytłumacz~nie tego zjawiska: piewca przystosowuje
pieśft swoją do pewnych istniejących okoliczności, wsuwa nowe
zwroty, imiona, wyrazy i przez to ćałość modyfikuje. Nic przeto
dziwnego, że z przebiegiem wieków pieśt1 traci swój pierwotny
charakter zupełnie. Widziałem takie przystosowanie, że tak powiem, na gorącym uczynku. Przy zapisywaniu było obecnych
dwóch synów moich w mundurach szkolnych. Szczodrownica imię
jednego znała, a o drugiego wprost zapytała i natychmiast do
pieśni wprowadziła Andrunia, Zygmunia i mundur.
Niektóre wybitniejsze akcenty znaczyłem kreską w górze
nad literą akcentowaną.
Formy gramatyczne, a. szczególnie spadkowanie nie zawsze
w o ł y ne znajszow
w o ł y w ne znajszow. Formy
te pozostawiłem bez zmiany.
Wymawianie niektórych wyrazów także niejednostajne; myłejka
myłeńka, cztyry
s ztyry i in.
=
prawidłowe:
=
=
--· 86 -
I.
Strilaj Andruniu z WtJgier na Polszcz u
Na koniu.
Hej, złote pióreczka snt w polu.
ho tri rozbijnyki,
Na koniu.
Nadybały
Hej, złote pióreczka sot w polu.
Czy majesz Andruniu swoho tateńka,
Na koniu.
Hej, złote pióreczka sut w polu.
Maju tatejka sam misiaczeńka.
Strilaj Andruniu z Węgier na Polszcz n
Na koniu.
Maju matinko jak łastiwoczku
Na koniu.
Hej, złote pióreczka sot w polu.
Strilaj Andruniu z Węgier na J>olszczo
Na koniu.
Hej, złote pióreczka sut w f>Olu.
Strilaj Andruniu z Węgier na Polszcz u
Na koniu.
łlej, złote pióreczka sut w polu.
Czy ma.jesz Andruniu swoja rodyno
Na koniu.
Hej. złote pióreczka sut w polo.
Strilaj Andruniu z Węgier na Polszczu
Na konin.
Czy majesz Andrnniu swoju myłeńku
Na koniu.
- Maju myłeńko w swoim serdeńku.
Iluwaj zdorowyj, rosły wesełyj
Na koniu.
I z ciłym domom, z hospodom Bobom
Z witcom, z matkoju i z myłe{1.koju.
7. stycznia~ 1897.
Rózia HałaJlco.
II.
Oj rano, rano kuroi'1ki piły,
Oj isze ra11sze Zygmunio wstaw,
Pan Zvgmunio wstaw, try świcy szuka w,
Pry perszyj świci łyczeńko wmywaw,
Pry drohij świci w mundur sia wbyraw,
Pry tretij świci na konia sidaw.
Na konia sidaw, na wijnu jichaw.
Wyprawlaw jeho tateńko jeho.
Jicbaj synońku kraj na wijnońku,
Na pered no stań, z zadu ne zistań,
Na seredyni wojska sia trymaj.
Synok ne słuchaw, wse napered staw.
Na pered staje, szableu zwywaje.
Pidozriw jeho sam pan kril jeho.
Czyj to synoczok na. pered staje,
Na pered staje, szableu zwywaje.
Dawbym za nioho swoju króliwnu,
Swoju króliwno i piw królestwa.
Rózia Hala/ko.
III.
Na mistoczku, na rynoczku,
mid, horyłoczku,
Pyły mołódci
Pyły, pyły, n!łpywały
I Marysiu pidmawlały :
„Maryś, Maryś idy z na.my
Na ten wózek malowany."
- Ja ne siadu, ne pojido,
Tatuneczka ne widjidu,
Na mistoczku, na rynoczku
Pyły mołodci mid, boriłoczku,
Pyły, pyły, napywały
I Marysiu pidmawlały:
„Maryś, Maryś si daj z na.my
Na ten wózek malowany."
- Ja ne ~iadu, ne pojidu
Mamuneńku ne widjidu.
Na mistoczku, na rynoczku
(jak wylej).
Ja sestrijczki ne widjido.
Na mistociku, na rynoczku (jak wyiej).
Ja brate1ika ne widjidu.
Na mistoczku, na rynoczko
(jak wyżej).
Ja rodyny ne wi~idu.
Na mistoczku, na rynoczku
(jak wyżej).
Oj, ja siadu, oj pojida
I z myłe11kim se widjidu.
Rózia llalajko.
IV.
1. W czystejkim polu, na bołoniu
Horyt' świca, ne whasąie,
Tam pan Micl1alu kamii1 łupaje,
Kami1i lupaje, cerkwu muruje.
Kłycze, kłycze tatune11ka,
Dodaj ty mi sribla, złota.
Wsieho ti daju, szczo w doma majo,
Ne sribła, ne złota, bo ho ne majo.
9. W czystym polu, na bołoniu
(jak wyżej)
Kłycze, kłycze mamuneńku
(jak wyżej)
3 W czystym polu, na bołoniu
(jak wyżej)
Kłycze, kłycze bratuneńko.
(jak wyżej)
4. W czystym polu, na bołoniu
(jak wyżej)
Kłycze, kłycze
rodynoi'1ki
(jak wyżej)
5. W czystym polu, na bołoniu
(jak wyżej)
Kłycze, kłycze myłe1ikoi
(jak wyźej)
Maryśka Duć/co.
-
8U
V.
J ..
Zakwiły wyszni. czereszni wid sońcia
Krasna Hanusiu, witwory wik01icia.
- J ahe ja otworytojki jak maju,
Koły wid manm1iki dozwołe1ika ne maju.
2.
Zakwiły
Koły
3.
wid tatuneuka dozwołe1ika ne majo.
Zakwiły
Koły
4.
wyszni, czereszni wid so11cia
(jak wyżej).
wyszni (jak wyżej).
wid sestryc} ki dozwole11ka ne maju.
Zakwiły
Koły
wyszni (jak wyżej).
wid rodyny dozwołeuka nc maja.
5. Oj idu wże, jdu, taj póspiszaju,
Bo wid myłoho dozwołeńko maju.
Rózia llalajko.
VI.
1. W czystejkim polu, pry bołoniu
Wzialy Tatary Kasiunia moju.
Wziały, \Jl'zialy ia ruczejku,
Pidnesły ju wysoczejko.
- rratuu, tatu1i 1 tatuneuku
Wykup mene z newołe11ki.
- Ne dojidu, 11e dostuplu,
Z newołeuki ne wykuplu.
2. W czystejkim polu, pry bołoniu
(jak wyżej).
Brate, brate, bratuneuko
(jak wyżej).
3. W czystejkim polu, pry bołoniu
(jak wyżej).
Sestre, sestre, sestrycze1iko
(jak wyżej).
4. W czystejkim polu, pry bołoniu
(jak wyżej).
- uu Oj rodyno, rodyno11ko
(jak wyżej).
5. W czystejkim polu, pry bołonin
(jak wyżej).
Myłyj, myłyj, myłyneńkij
Wykup mene z newołejki.
-- Już dojidn już dostuplu,
Z newołejki tia wykupln.
Rózia Halajko.
VII.
I. W nowych siniach horyt' świca,
Tam pan Michalu konyka kuje,
Mate1ika. mu poświcuje.
- Oj de kujesz, de pojidesz?
-- Za. horoju, po diwoju.
Jest tam diwka. ja. wdatnaja
Szcze do toho bohataja,
Bez deń chodyt w łepesyni *),
A bez niczku w karmazyni.
2. W nowych siniach horyt' świca
(jak wyżej).
Tatejko mu poświcuje
(jak wyżej).
3. W nowych siniach horyt' świca
(jak wyżej).
Bratejko ma poświcuje
(jak wyżej).
4:. W nowych siniach horyt' świca
(jak wyżej).
Sestreńka
mu poświcuje
(jak wyżej).
5. W nówych einia.ch horyt' świca
(jak wyżej).
Rodyna mu poświcoje
(jak wyżej).
*} Liche ubranie, szmaty.
6. W nowy eh siniacb boryt' świca.
Myłeńka mu poświcoje,
- Oj de kujesz, de pojidesz ?
·-- Za horoju, po diwoju.
Jest tam diwka ja wdatnaja
Szcza do tobo bohataja,
Bez deń chodyt w łepesyni,
A bez niczku w karmazyni.
Oj już kuju, już pojidu,
Z myłeńkoju sy przyjidu.
Rózia Halajko.
VIII.
1. Pas Iwanejko w horoj stadejko,
Ja w horodojku, pry barwinojku.
Jak si stadejko rozihrało,
Zełen barwinok wytałabało.
Jdy mi tatejku, stadejko znajdy,
Ja w horodojku, pry barwinojku.
Tatejko piszow, stada ne znajszow,
Ja w horodojku, pry barwinojku.
2.
Pas Iwanejko w horoj stadejko
(jak wyżej).
Jdy mi mamunejko, najdy stadejko
(jak wyżej).
3. Pas Iwanejko w horoj stadejko
(jak wyżej).
Jdy bratejku, najdy stadejko
(jak wyżej).
4. Pas Iwanejko w horoj stadejko
(jak wyżej).
Jdy sestryczko, najdy stadojko
(jak wyżej).
5.
Pas Iwanejko w horoj stadejko
(jak wyżej).
Jdy rodyno, najdy stadejko,
6. Pas Iwanejko w horoj stadejko
(jak wyżej).
Jidy myłe11ka, najdy stadejko.
i najsda
Ja w horodo11ku pry barwino11ku.
Myłe1ika piszła
Jłozio
Jlalajko
IX.
Pasła Maryni woły w jałyni,
Hej, pry zełene11kij dolyni.
Wołojki pasła, wynojko wyła,
Hej, w jałyni, pry zełe11e1Udj dolyni.
Jdyż mi tatejku, wołojki znajdy Tatei'1ko piszow, woły ne znajszow.
2. Pasła Maryni woły w julyni
(jak wyżej).
1.
Mamunejka piszb, woliw ne znajszła,
3.
Pasła
Maryni woły w jałyni
(jak wyżej).
Bratejko piszow, woliw ne znajszow.
4.
Pasła
Maryni woły w jałyni
(jak wyżej).
Sestryczka piszła, woliw ne znajszła.
5.
Pasła
Maryni woły w jałyni
(_jak wyżej).
Roiłyna
6.
Pasła
pis złe, wołi w ue znaj szła.
Maryni woły w jałyni
(jak wyżej).
Myłejka piszła
i woły znajszła.
Mgry.~ka Dućko.
X.
1. Pidi Lwowo'll, pid Krakowom
Tam pan Fedunio na koniu hraje,
Na koniu }Haje, szableu zwywaje,
SzaLleo zwywaje, mnr protynaje.
Da:ut mu dajut ,:ztyry par konej.
Win toto bere a ue diakuje,
Win si tym darom ne kontentuje.
2. Pidi L~owom, pid Krakowom
(jak wyżej).
Daj ut mu daj ut sztyry par woływ,
(jak wyżej).
3. Pidi Lwowom, pid Krakowom
(jak wyżej).
Dajut mu dajot sztyry par telet
(jak wyżej).
4:. Pidi Lwowom, pid Krakowom
(jak wyżej).
Dajnt mo dajut greczunju panno.
Win to to bere i już diakuje,
Win sia tym darom już kontentuje.
Powjnszowanie na now~ rok
w J3uc2aczu.
Winszuj u wam tym nowym rokom, aby~te w szcziśtiu, zdorowiu prosia - w radosty, wesołosty druhoho roku doczekały.
,vadyły
Wid nowoho roku do
Błahowiszczenia,
W oskresenia do W oznesenia -
do Woskresenia wid W oznesenia do sto lit!
a wid
Poki Pan llih naznaczyw wik, aby żyły, panowały, po smerty w nebi
carstwa koron u try mały, aby zdorowi, weseli jak wesna a bohati jak wo siń buły!
W. Stużewsl:i.
ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Sezatoarea. Director Artur Gorover. Vol. IV. FalticenI, tipografia
M. Saidman, 1897. 8° str. ni. 2, II. I. 240.
Pod napisem przytoczonym właśnie ( czytaj go: Szjedzotoarja tzn.
Prz11idki), wydaje p. A. Gorowie w Folticzjeni od lat 4 bardzo cenne pismo
ludoznawcze rumuńskie. Ponieważ Rumuni stanowi11i poważną cz~ść mieszakańców Bukowiny i czi;;ściej stykają sit;; bezpośrednio ze szczepami sło
wiańskimi, muszl} rzeczy narodu tego zajmować też każdego Słowianina, tym
bardziej Polaka i Rusina. To też Towarzystwo nasze weszło w stosunek
wymiany swego organu z panem Gorowjejem, a podpisany uważa sobie za
obowi4zek zwrócenie uwagi na treść rocznika „Prządek", świeżo ukouczonego, nie wą,tpi4c, że posłuży nit: jednemu ludoznawcy wskazówkfłi pożyteczn11i.
Jak na teraz pismo rumuńskie głównie zbiera to, co się przechowało
w ustach lodu. Opracowań prawie że niema w roczniku; nawet w zestawianie paralel i analogii pozarumuusldch nie bawi się, z małymi wyjątkami
wcale. Mamy wii;;c przedewszyst.kiem w roczniku IV. szereg 11 opowiada1i"
(Powieszt') zebranych przez pp. M. Lupieska, Gr. Koata, S. Papieska, N.
Matijeska, Al. Wasilja i W. Sali;; : o popie, który koniecznie pragną,l zo ·
baczyć djahła, (str. l-3), o dwu braciach,
bezdzietnym bogaczu i dzieciatym biedaku (3-5), o Panu Bogu i św. Pietrze (str. 6, należy do rzędu
t. zw. etjologicznych i tłumaczy, dlaczego Rumuni porówoujfłi Greków z kozami), o starej i ułomnej babie, której zachciało sit;; młodego mtża' ( 159
- 60), o ksii;;ciu „Chiriviu·' i jego trzech synach (1G9-177), o ksi~ciu
i popie (185-191), o Mańce z pola „limpului", (najobszerniejsza powióść
z wszelkiemi właściwościami narzeczowemi, str. 193 - 205), wresicie o babce
i wnuczce (siedmiogrodzka, str. 2 25 - 7).
Tu też należy fraszka, zaph1ana przez Lu pieska o cyganie „staroście',
(230-1 ). Cyganów też dotyczy notatka S. Popieska „Siva" (str. 6-7 ),
gdzie podaje piosnki;; kolędnicz11 Cyganów, którzy, jak u nas z gwiazk,i,
chodzi po domach z głowąi świńską, owinitt4 w chustę, ozdobioną, perła
mi i naszyjnikiem dukatowym, a spoczywaj4cą na tacy. 'f~ głow~ zwą
wspomnianem imieniem, które według mego zapatrywania bezw1tpieuia pozostaje w związku z hinduskiem bóstwem Śiwą.
Najwi~cej miejsca zajmują, wierzenia. Nas może najbardziej zaJąc
dalszy ci1g artykułu Eljasza Wiesłowskiego (Veslovschi) ,, Wierzenia ludowe
na Bukowinie; rozdziały VI- Vlll. dotycz, mianowicie tradycyi o wojewodzie
Saeie, mogiły pewnej koło wsi l\lonostioary (w pow. sereckim), zwanej mogiłfłi kul (rnowila ku gloancje), z którą, łfłczy si~ tradycya o strasznej walce
Stefana wojewody z Turkami i pewnego krzyża kamiennego, do którego jest
przywiązana powieść o ubogiej wdowie (str. 206 - 9J. Zresztą, i w tym
dziale najwi~cej artykułów pochodzi z pióra pana Lupieska, mianowicie:
,,z czego powstała kobieti" l wedle tradycyi rumuuskiej z psiego ogona, st.
17 7 - 8), o sprzedawaniu dzieci (228-30), o wierzbie w lecznictwie ludowem (182- 6) i dalszy ciąg artykułu „Lecznictwo weterynaryjne ludowe"
(121-9). Pan T. K. Joniesk podaje 51 wróżb .meteorologicznych Iudowych
(str. 119-20) w rodzaju ta1ich: ,,Gdy pubacze krzyczą, btdzie deszcz padać'',
,,kiedy p6y się tarzają _po 2iemi: b~dzie śnież) ć'' itp. P. Papachati podaje
-
95 ·-
parę szczegółów z życia ludowego Aromunów, mi~dzy innemi powiastkę lodowi
z Epir a „Dlaczego dyabeł ma jedną, nogę'', oraz wierzenia, dotyczą,ce
,,młodego" księżyca (str. 161-9). Również wierzeń o dyable dotyczy notatka S. Michojljeska „Dracuzu. (str. 179-182). By wreszcie z prozJł
skończyć,
wymieniam zebrane przez G. Morkuljeska i M. Lupieska
t. zw. łamigłówki językowe w rodzaju naszych „Chrzą,szcz brzmi w trzcinie"
(str. 227).
W dziale poezyi ludowej najważniejszym i największym jest zbiór zagadek ludu romuńekiego„ podany przez samego redaktora (str. 33-112),
ułożony według ich tematów w porządk11 abecadłowym.
Na razie sięga od
,,Acul" (igły) do nFemeea mi1.ritatii" (_kobiety zamężnej) i pod 130 nagłówkami zbiera blisko 3 razy tyle zagadek, przedtem przeważnie porozrzucanych po różnych pismach i dziełach ; przy tem nie brak zagadek, nie
drukowanych dotychczas. Redaktor p. Gorowje podaje przytem wiele paralel z innych języków; niestety nie zauważyłem między nimi paralel sło
wiańskich.
Gdy zbiór dobiegnie końca, co oby jak najprędzej nastą,piło,
warto b~dzie go porównać ze zbiorami naszymi.
•
Po pracy redaktora samego drugie miejsce należy si~ rozprawie p.
G. Morkuljeska "Rumuni w pieśniach ludu bułgarskiego", której rozdziały II
i III., drukowane w roczniku. omawianym podajlł przekłady pieśni o wo jewodach Danie, Janku (Jankulu) i hospodarze Murczji.
Z pomiędzy licznych pieśni :udowych, podanych zresztą przez kilko
innych zbieraczy, wymienię tylko Adamiesztjana starą pieśń dłuższą, (8-zgłos
kowiec, jak z prawidła bywa w pieśniach podanych w roczniku) ;,Mój hajduk'' (_str. 130 -134).
Nie brak też zaklęć, dostarczonych głównie przez T. Boloszjela. Jeśli
wspomn~ jeszcze Micbojljeska artykuł, omawiaj,cy sposoby sporz,dzania
różnych cztśei-' llhł'ania ludowegó, przyrz,dów i potraw w okręg11 suczawskim (_str. 113-S)"i jego szkic ludoznawczy o wsi ,,Dolhjeszti-Marl''' tegoż
okręgu (str. 16--18), to przeszedłem pobieżnie treść całego rocznika; bibliografia bowiem, pomieszczona w „Przą,dkach 11 , poza su :he wyliczenia
kilko tytułów i to rozpraw do,ć daw nycb prawie nie wychodzi.
Dr. Eranc,iszek Krcek:
Dr. prof. Kaindl Raimund Fryderyk : Rozprawy odnoszące si~
do etnografii Bukowiny i wschodniej Galicyi.
Dr. liaindl jest od szeregu lat nader gorliwym badaczem etnograficzuych stosunków na Bukowinie i w Galicyi. Z szczególniejszem zamiło
waniem oddaje się poznawaniu Rusinów bukowińskich i galicyjskich.
Owocem tych bada11 jest spora liczba dłuższych i krótszych rozpraw,
napisanych barwnie i zajmujqco a zaopatrzonych udatnemi ilustro.cyami.
Glówmi zalet~ rozpraw Dr. K. jest dokładuość i wierność opisu; autor chodził bowiem, jak ongi niewygasłej pami~ci O. Kolberg, pomiędzy lud wiejski,
przebywał często między nim, widział jego dolę i niedolę, poznał go w róż
nych chwilach i "arunkach życia ; - opisy jego są, zatem wiernem streszczeniem prawdziwych stosunków. Pracami swemi potratił rozbudzić wi;ksze
zainteresowanie w szerszych kolach i zachęcił innych do pracy w t,ym kierunku, jak to prezydent wiedeuskiego towarzystwa antropologicznego
w „Mittheilungen·' Tom 24 str. [20] i Tom 27. str. [38] z uznaniem
stwierdza.
-
96 --
Prace Dr. K. nie s11i obce i za granicą, gdzie spotkało je należne im
uznanie. Nadmienić wypada, że antropologiczne towarzystwo we Wiedniu
prace Dr. K. gorliwie popiera; zarząd c. k. nadwornego muzeum poruczył
mu zakupno zbioru przedmiotów huculskich; muzeum dla ludoznawstwa
w Lipsko. mianowało go swym pełnomocnikiem; znakomity badacz R. Andree
wydawca czasopisma "Globus", uast~pnie F . .Kauitz, K. Weinhold, M. Ilartels i wielu innych wydało bardzo korzystny są,d o jego rozprawach; niektóre z takowych zostały przetłumaczone na język polski i ruski. Obszerniejsze sprawozdanie o pracach etnograficznych Dr .. K. napisał M. Kordoba
w czasopiśmie „Zapyski nauk. tow. im. Szewczenka".
Jest wi~c rzecz1 wskazaną zapoznać czytelników Ludu z licznemi
pracami Dr. K. i podać w krótkości treść takowych.
Die Ruthenen in de1· Bukowina I i II. 8°, str. 87 i 98. (Czerniowce
1889. H. Pardini) cena 50 kr.· Autor poprzedza SWl)i prac~ historycznym
poglą,dem na przeszłość Rusinów; omawia w~drówk~ Słowian i stara sio
oznaczyć czas i warunki, w jakich nastiwiły osiedlenia Rusinów na Buko •
w101e. Nastopnie opisuje życie, działalność, oświat._ i zababony ruskich
polan, czyli jak ich autor w swych nowszych pracach popularnie nazywa Rusnaków.
Materyał cały podzielony jest na nast~puj1ce rozdziały: dziecko, chło
pak i dziewczyna, stosunek miłosny, swaty i wesele, m~żczyzna i kobieta,
rodzina, służba, śmierć i pogrzeb, chata i ohejście, wieś, poglłldY prawne,
uprawa roli i ogrodu, hodowla bydła i przemysł domowy, kalendarz 8Wi\teczny, szatan, duchy, r.zary, wykładanie snów, sztuka lecznicza, ciała niebieskie i zjawiska przyrody, zwierz~ta i rośliny, podania i baśnie. Dodać
wypada, że opis powyższy tyczy si~ przedewszystkiem Rusnaków, zamieszkujących północni Bukowint; o innych, mieszkajfłcych nad Serethem, zamierzał Dr. K. pisać w III. cztści.
Ponieważ jeduak wykazało si~, że ci nie
różnił} si~ w ogólności w życiu i zwyczajach od swych północnych sąsiadów,
odstf!pil od tego zamiaru.
Die Jluzulen. 1/w Leben, ihre Sitten uud ,ihre Volbuberliefernng.
Mit 30 Abbildungcn und 1 Farbeudrurktafel. Lex 8° 130 str. (Wien, 189a.
A. Bulder; cena 2 fi. 50 kr.). W wydaniu wytwornem, w zupełności zadawalniajł}cem najwybredniejsze wymagania estetyczne, grupuje autor cały materyał podobnie jak w pracy poprzedniej.
Dodać tylko nalc:ży, że pieśni
i przysłowia są traktowane w osobnym rozdziale. Ozdobą, książki Sł} udatne
ryciny i tablica kolorowana z wzorami harwnych tkauin huculskich.
Kte,ine Sttui'ien. 8-o 45 str. l Uzernowitz 1893. II. Pardini, cena 60 et.)
W broszurze tej zasługuje na wyróżnienie rozprawa p. t. ,,:L,auhc1·glauóe óei
den Rusnaken ", traktuj1ca o wierze lu1lu w cz;.u ownice, wiedimy, wróżki,
spodoby wróżenia, zakltcia i t. p., opisane s4 równie i środki przeciwdziałają,ce czarom.
Nie mniej ciekaw4 jest rozprawa p. t. ,,Jud Selmann",
przetłumaczona także na j~zyk ruski przez 1. Fedorowicza (Bukowyna 1896.
Nr. 67 ). Wywody swe w powyższej rozprawie opiera autor na aktach miasta Drohobycza i lokalizuje w ten sposób opowiadanie o żydzie Zelmanie,
znane zresztą nietylko we wscllouniej Galicyi ale i na Podolu i Wołyniu.
Ilaus und lfof 11ei dcn Jluzulcn .Mit ~28 Abbildungen. (Odbitka
z Mittl.ieilungen der An1lirorologisclrnn Geliellscł.Jaft". Wien, 1896. 2 złr.
50 r.t.). W rozp1awie powJ żsiej opisuje autor na podstawie bogatego ma-
-
97 -
teryału,
zebranego podczas licznych podróży, nie tylko chat~ i ob~jście, huculskie wraz z poszczególnemi cz,;iściami, ale podaje także zababonne zwyczaje, tyczą,ce si~ pomieszka11 i sprz~tów domowych. Wielka liczba dokła
dnych ilnstracyi poqnosi wartość tej pracy.
Jlaus und Hoj bei den Rusnaken. Mit einer Einleitung t1ber den
Namen der Rutbenen. Mit 12 Abbildungen. ( Odbitka z „Globus" T. 71.
Nr. 9). Autor opisuje m:eszkania Rusnaków w podobny sposób, jak w rozprawie poprzedniej. W przedmowie zaznacza autor, że mianem ,,Rusin',
oznacza wszystkich mówi4cych po rusku. Tych dzieli potem na mieszkańców
równin t. j. Rusnaków, ruskich mieszka11ców gór t. J. Hucułów, nast~pnie
Bojków i Łemków.
Die volksthumlichen Rechtsanschauungen bei den R:usnaken und lluzulen. (Odbitka z ,,Globus" rr. 66. Nr. 17.). Praca ta, oparta ua dokła
dnej znajomości ludu ruskiego, omawia wyczerpują,co prawa rodzinne i spadkowe, stosunek służby do służbodawcy, wspóiność mieszka11, gościnaość,
poj~cia przcst~pstw i zbrodni u ludu i t. d. Niektóre ustawy wydajJł si~
Hucułom niesprawiedliwemi, tak samo jak uważnjl} wyroki s,dowe raz za
nadto łagodne, drugi raz za surowe. Wszystkie ustawy pochodzą, od cesarza,
tylko ,,niesprawiedliwe" rozporzą,dżenia przypisujJł u~z,;idnikom. Cesarz jest
dobrym, tylko jego „komisarze" to źli ludzie, to wrogowie ludu. Kradzież
zwyczajna nie je~t przestępstwem, tylko okradzenie cerkwi lu~ pasieki jest
grzechem. Fałszywie możua przysitgać, trzeba tylko podczas przysiegi trzymać kamieu pod pach1&, Również nie uważa si~ za grzech obicie żyda lub
kłótliwej baby.
Charakterystycznym rysem u Hucułów jest nader niski poziom moralności. Autor, opierają,c si!J na datach statystycznych, dowodzi, iż w niektórych siołach liczba i1ieślubnych dzieci dochodzi do 4U°Jo. Rozprawa koucży
si~ opisem iakładów, nagrody za znalezione przedmioty, oraz zwyczajów
przy kupnie i sprzedarzy.
Viehzucht und V1:ehzauber in dcn O::;tkarpaten. (Odbitka z „Globus',
T. 6D. Nr. 24). Praca ta była zamieszczona w jezyku polskim w Jl. Tomie
czasopisma ,,Lud''; jest przeto znan4 czytelnikom Ludu.
Neue Beitri.ige zu1· Ethnologie 1-f,lld J'olli:skunde du l!u::ulen. l\I t 8
Abbilduugeu ( OJ.biLka z „Globus· T. 68. Nr. 5.J zawiera zajmują,ce wiadomości z iJcia, zwyczajów, ohyclaJÓW i zaLobouów u Hucułów.
Fe!ilkalcndei' del' l~usnaken und lluzulen. (Odbitka z ,,Mittheilungen
<ler geogr. GesellscLaft•·. Wien HHHi J. W rozprawie powyiszej przytacza
autor długi szereg prastarych zwyczajów, które przechowały si~ posróli Hucułów i Rusinów i są, po dziś dzie11 obserwowane podczas świąt Bożego .Narodzenia, \Vielkiejnocy, Zielonych Świl)it i wogóle podczas wszystkich świłłt
całego roku. Na ·szczególniejszlł wzmiauke zasługują, nader ciekawe szczegóły o świttach wołów, łasic, żmiji, błyskawic i grzmatów i t. d.
Ugrupowanie materyału jest ściśle zastosowane do kalendarza.
Die Wa!trheit iiber die lluzulen. (Odbitka z „Mitth. der geogr. Gescllscbaft' '. Wien 1894). W rozprawie tej podaje autor charakterystyk~
Hucułów i zbija fałszywe twierdzenia, jakie o nieb pisali Franzos, Diefeubach, Hellwald i Bilcbuer.
Die lVetterzaube1"c·i bei den Rusnakcn und Jiuzulcn. ( Oubitka z ,,Mitth.
der geogr. Gese11schaft'· Wien 1894). W powyższej pracy omawia autor
']
-
98 -
zabobouy ludu ruskiego, tycz,ce si~ gradów, burz, deszczu, śniegu, czarownic wywołują,cych gradobicie i t. p. Szcz;ególniej ciekawe s4 podania o babie Eudochii, której przypisuj4 burze marcowe.
Por. ,, Wetterglaube u. Wetterzauberei bei den Ostslawen" (Leipz. Zoil.
Wiss, Beilage 1893. Nr. 122.
Die See le und ihr Aufenthalt~ort nach dem 'Pode im Vol/csglauben
de1· Ruthenen und Huzulen. (Globus 'f. 67. Nr. 23.) Rozprawa ta
zawiera wiadomości o poj~ciu duszy, jej rozłą,czcniu od ciała, w~drówce
w świat pozagrobowy, wreszcie o niebie i o piekle.
Die Czorna Horn als Oultstiitte de1· Jluzulen. (Ausla.nd 1893. Nr. 40).
zawiera podania, oduosz4ce si~ do tego najwyższego szczytu w huculskich
Karpatach.
Die Huzulen, eine Skizze. (,,Ausland" 1893. Nr. 2). podaje najważ
niejsze szczegóły o Hucułach.
Der Prophet, ein Bild aus dem Leben der Jluzulen. (,, Muu chen er
Allg. Zeitung" 1894, Nr. 254), tłumaczone na ruski j~zyk przez O. Makoweja (nBukowyna" 1895. Nr. 28). W szkicu tym opisuje autor pojawie•
nie si~ chłopskiego proroka w latach 1893 14 na llukowinie, wyst\lpujlłcego
przeciw piciu wódki, oraz zakopywanie wódki w ziemię, która to procedura
ma zapobiedz pijaństwu.
Kos11wgonische Sagen der Ruthenen und Huzulen. l„Leipziger Zeitung 1' ,
Wiss. Beilage 1894, Nr. 130). Zawiera podania ludowe o stworL.eniu świata,
potopie, końcu świata, o olbrzymach i karłuch, o powliltauiu ludzi i zwiemat i t. d.
Die Weihnachtsfeier in der Bukowina und
m, Galizien. (nLe.ipziger Zeitung'·, Witt. Beilage 1894, Nr. 15~ .) opisuJe zwyciaJe łuduwe puliczas świąt .liożego Narodzeuia, Nowego Roku i Trzech króh.
Aus dem Volksglauben de1· galizischen Ruthenen. (,,Globus, 'l'. 64.
Nr. 6.) przedstawia rozmaite zwyczaje, zabobony i t. p.
Vollcsglaube de1· Ruthenen in Galzien. ~lieilage der n Leipziger Zeitung" 1894, Nr. 13.) zawiera podania, baśnie 1 zabobouy.
Baba Jaudocha Dokia. (Ethnologische Mittheiluugen aus Unga.rn, II,
222. nast.) opisuje obszernie wyżej v,ymienione podauie o witJczneJ kobiecie
Jaudochii, której przypisuje lud nagłe zmiany powietna, burze i śnitżyce,
przypadaj,ce na wiosn~ w czasie ekwinokcyalnym.
Die Huzuien. Eine orientierende Skizze. (Wiener Zeitung 1897, Nr.
190). Krótki artykuł, napisany z okazyi wystawy zb10ru huculskich rzeczy,
zakupionych przez autora dla muzeum przyrot.imczego we Wiedmu .
. Die lluzulen. (Oesterr.-uug. Revue T. 21. str. 2u9J. W art)knle tJm
streszcza autor w krótkości liczne swe rozprawy, tyczące sifJ Hucuło,v. ł'o
leca si~ go szczególnie tym, którzy pragnlł poznać w .krótkoiści uajważnrnJ
aze szczegóły o Hucułach.
Im, Pruththal. Beitrage zur C>sterr. Hausforschung. Mit 41 Abbildungeu,
(Odbitka z :Mitth. der Antrop. Gescllschaft 1897). !'raca ta zawiera v,ażue
uzup ełuienia wyżej wspomnianej rozprawy: ,,Haus und Hof l>ei den Huzu-
-
!J9 -
len". Autor op1suJe w meJ huculskie chaty, ich nrz1dzenie, oraz w zakrec
ten wchodzące zabobony. Nader dokładne ryciny i fotografie ilustrują, znakomicie tekst.
W czasopiśmie 1 0esterr. Forst- und Jagdzeitung" 1897. Nr. 38. rozpoczął Dr. K. szereg artykułów omawiajfłcych myślistwo i 1·ybolostwo u Hucułów. W pierwszym artykule znajdujemy ogólny pogliłd historyczny i opis
przyborów myśliwskich. Treść„ następnych artykułów tworzyć bfJd'ł zabobony i tajemnice myśliwskie. Artykuły powyższe są po części ilustrowane.
W tern miejscu wypada \łspomnieć o mniejszych przyczynkach do ludoznawstwa, drnkowanych w czas'lpiśmie „Am Urquell" T. I -V.: Blitz
und Donner; das Weltende; Hausbau und Bauopfer bei den Huzulen; H~
xeuglaube; Teufelsglallbe; Eid; Alpdriicken; Baba Jaudocha; Bida; Kinderre1me; Zauberei; Miirchen i t. d. Także rozmaite bafoie i podania z Galicyi i Bukowiuy, umieszczone w czasopiśmie ,,Zeitsr,h1·ift fur Volkskunde"
I. tLipsk 1888.) jak n. p. Die Tochter des Schulzen und der Kirchensanger; Herkunft der Masuren ; die Zerstreunng der l\iasurern i t. d.
Oprócz roz.praw o Rusinach i Hucułach pisał Dr. K. także o innych
plemionach a miano wi cie :
O Lipowanach w „Ausland" 1892. Nr. 11; w „Leipz. Zeit. Wiss.
Beilage 1893. Nr. 23.; w n Globus" T. 64. Nr. 3; we wspomnianych wy;.ej
„Kleina Studien ". ( Czeruiowce, Pardiui 1893), wreszcie w ob3zernej pracy
,,Das Entsteben und die Entwickelung der Lipp:>waner-colonien in der Bukowina" (Archiv fur osterr. Geschicbte T. 83).
Przyczynki do ludoznawstwa rnrnwiskiego dostarczył D ... K. w wymienionem jut czasopiśmie „Am Urquell; w Buk. Runds~hau" Nr. 1890.
ogłosił podanie
o powstaniu rzeki Dorny. Uwzględnić należy ta.kh rozprawy autol'a, od,10sz,ce si~ do nowszycb robót do etnografii i geografii rumuńskiej (,,Globus T. 62. Nr. 7; T. 63. Nr. 11; T. 65. Nr. 13).
Wiadomości o Cyganach na Bukowinie podaje Dr. K. w czasopiśmie
,Audland" 1891. Nr. 51, oraz w roczniku bukowińikiego muzeum krajowego rr. V.
W czasopiśmie „Das Archiv" (Berlin 1890. Nr. 13.) ogłasza Ur. K.
dziwaczne i nader oryginalne zaklęcia, maj11ice na celll zualezienie skarbów;
treść powyższej pracy za.czerpnl}l autvr z pol8kiego manuskryptu, znalel:ionego w Galicyi. Czasopismo „z;eitschrift fur Volkskunde" (ilel'lin 1897,8.)
drukuje sporlł ilość polskich śpiewek, wierszyków i zabaw dziecinnych, zebranych przez Dr. K. na Bukowinie i we wschodniej Galicyi.
O Niemcach na Bukowinie 11apisał Dr. K. następuj11ce rozprawy: 1)
Die Volksdichtong der deutschen Ansiedler in der Bukowfna in ihrer Beziehnug znr deutschen Dichtung im Westen (,, Wiss. lleilage d. Leipz. Zeitung'' l8U6. Nr. 15.J; 2) Liebeslieder der Deutsc4en in der Bukowina,
tamże Nr. 76); 3) Die Deutschen in der Buko ,vina (tamźe Nr. 134); 4) Die
llerkunft der Deutschen in der Bukowina (,,Aus allen Welttheilen", Berlin
1897. Nr. 9); 5) Die kulturelle Bedeutung der Deutschen in der Bukowina
(tamże Nr. 22); 6) Kinderlieder, !Hilhsel, Spiele (,,Zeitschrift fiir Volkskunde, Berlin 1897.), wreszcie 7) E·in deutsches Beschworungsóuch \Zeitschrift filr Ethnologie, Berlin 1893) .Manuskrypt powyższej rozprawy zna•
lazł autor na· Bukowinie.
-
1(1 -·
O Żydach napisał: Jiidischer To<łtenglaube in Rumiiuien (Leipz. Zeit.
1895. Beilage 274). Jildische Sa.ge liber die Entstehung cl. l◄h-dbehens" (Verhandl. d. Berl. Gesellsch. f. Anthropologie 1893. str, [370} ).
W końcu wypada zwrócić uwag~ na historyczne prace Dr. K. a mianowicie na jego ,,Landeskunde du Bukowina'' ( Czernowitz, Pardiui 1895.)
z wieloma ilustracyami i mapą,; oraz ,. Geschichte der Bukowina·' 1, l l
i III. (Ciernowitz, Pardin. 18~8--1897; illustr.), -w których znajduje si~
nie jedna ważna wiadomość z dziedziny archeologii i etnografii.
W rozprawach: ,, Uber die Besiedclung da Bukowinai; i Die Ver•
theilung der Siedclungen in del' Bukozcina" l Odbitki „z Mitth. der· geogr.
Gesellschaft, Wien, 1891 i 1892) rozwodzi si~ autor o wzroście ludności
i osiedleniach tejże na Bukowinie.
Praca nader zajmuj~ca i o ile mi wiadomo pierwsza w tym kierunku.
Z powyższego długiego spisu rozpraw Dr. K. wynika pracowitość,
skrz~tność badacza, którego prace zasługuj11 na bliższe poznanie.
Czerniowce.
O. M. Zukowski.
Seweryn Udziela. Tyniec pod wzgli;dem topograficzno-etnograficznym.
W Wieliczce. Nakładem autora. Druk J. Litwiu.skiego 1897. 8-vo mał. str. 17.
Z~służony na polu ludoinawstwa poi. autor w dziełko, którego tytuł
powyżej przytoczyłem, podaje niejako wzór, według którego tego rodzaju
prace wykonane być majfł. Chodzi tu bowiem o opis topograficzno-etnograficzny, w którym zawarte być ma wszystko, co zasługuje na u wag\} tak ze
wzgl~du na położenie jako też i bistory~ danej miejscowości. Wykonanie takiej pracy może odbywać si~ tylko siłami zbiorowemi według pewnego uło
żonego planu, która gdy obejmie jak największ11i Ilość miejscowości. kraj
cały, może posłużyć za źródło najpewniejsze dla każdego, zajmuj11icego si~
krajoznawstwem naszem. Dlatego też krok ten, uczyniony przez p. Udziell.l,
zasługuje nie tylko na uznanie, ale także na naśladowanie przez wszystkich,
którym znajomość kraju, ludu i jego stosunków jest czemś więcej, aniżeli
zabawki amatorski.
Dla czytelników Ludu, od których w pierwszym rz(;ldzie spodziewać siQ
możemy, iż czynem
popr11 te szlachetne usiłowania, wchodzą,ce w zakres
programowej pracy naszego Towarzystwa) przytaczam te punkta. z odezwy
p. Udzieli, o których opisanie przedewszystkiem chodzi:
1. Nazwa \\ioski (miasta) urzędowa i ludowa, jeżeii taka istnieje.
2. Na.iwa mieszkańca i mieszkanki otworzona· od nazwy wioski (miasta).
3. Podanie ludowe o powstaniu wioski (miasta) i tłómaczenie Indowe samej nazwy.
4. N otatki typograficzne (położenie wsi, miasta) i t. p.
5. Nazwy części wsi (miasta), przysiołków, nazw ulic i dróg.
6. Nazwy gór i pagórków, lasów, zarośli i krzaków.
7. Nazwy jaskiń, uzelkich wydr11żeń i zagłiiJbie11, dolin.
8. Nazwy wód stojących i bież11cych, źródeł, studni, stawów, moczarów, błot.
9. Nazwy pól ornych i ogrodów.
10. Nazwy łlłk, pastwisk, pola.n, nieużytków.
11. Nazwy karczem.
,,Przy tych nazwa1~h n:,leży p:>tl ać, jak sobie lod te nazwy tłumaczy,
pr1,ywi~rrn11e d'l nil!h lc,;rn1ly, bajki i w~pomuienia ludowe. Tak samo
nazwy, jak opowiahnia~ i wyji:l.śuicn ~a ludu należy spisywać wiernie tak, jak
je lud podaje".
A."' Kalina.
podać
S P RA W Y T O W A R Z Y S T W A.
REGULAMIN
dla Oddziałów ,,Towarzystwa Ludoznawczego".
(Uchwalony l).a posiedzeniu Zarządu Tow. d. 20. listopada 1897 r.).
I. Zawiązanie oddziału.
§. 1. Oddziały Towarzystwa. ludoznaw.
zawięzuję,
się
na podstawie
§. 3. statutu Tow. ust. 7.
§. ~- Oddziały moią powstawać we wszystkich „powiatach" galicyjskich
z dowolną ilością członków, wskazanem jednakże jest, ateby oddział liczył
w chwili zawiązania się najmniej 5 czynnych członków Tow.
Uwag a. W razie, gdyby do oddziału powiatowego przystąpić chcieli
poszczególni członkowie czynni Tow. z sę,'3iednich powiatów, w których oddziały osobne nie istnieję, wówczas mogił to uczynić za zgodlł Zarz,du
oddziału.
II. Cel.
§. 3. Celem oddziałów jest ogólny, statutem okreUony cel Towarz.,
tj. ,, umiej~tne badanie ludu polskiego i sąsieduich, oraz rozpowszechnianie
zebranych o nim wiadomości". Różnica w celu polega. w tern tylko, te całe
Tow. dąźy do osiągnięcia swego celu - bez żadnych ograniczeń terytoryalnych, oddziały zaś mają na oku - głównie powiaty, w których i dla których założone zostały.
§. 4. Ażeby wskazany cel osiągnąć, należy badać zarówno zewn~trzne
życie ludu, jako też jego właściwości psychiczne i twórczość omysłow1 i na tej ogólnej pods'·awie należy zbierać materyaly ludoznawcze.
§. 5. W jaki sposób i w jakim zakresie materyały ludoznawcze ma.j11
być zbierane, oznaczy każdy oddział w swym własnym zakresie i stósownie
do swych lokalnych stosunków; jedynie dla ułatwienia. c;ołącza si~ do regulaminu szkic schematyczny układu gotowego zbioru materyałów, umieszcźony
na str. 24 - 26. rozprawy p. A. Strzeleckiego p. t. ,,Ludoznaw&two i zbieranie materyałów ludoznawczych". We Lwowie r. 1895,
-
102 -
III. Środki.
§. 6. Cel swój ma katdy oddział prawo oei11gaó takimi samymi środ
kami, jakimi na mocy statutu §. 3. do 1, 2. 4, 8. rozporządza Tow.
Uwag a. §. 3. statutu ad 3, ,,rozpowszechnianie zebrany(~h o lodzie
wiadomości w pismach i innych wydawnictwach, tudzież za pośrednictwem
własnego organu" należy ze stanowiska oddziałów pojmować w ten sposób, że wszelkie takie „zebrane wiadomości" po winne być przedt wszystkiem
nadsyłaue do umieszczenia w organie Towarzystwa, t. j „Ludzie"; wru.zi0
zaś gdyby którykolwiek z oddziałów zamierzał przystąpić do jakiegoś
. wydawnictwa, mr.jącego na oku miejsP.owe stosunki ludoznawcze w swym
powiecie. wćwczas może zarzą,d oddziału uczynić to dopiero za poprzedniem
porozumieniem się z centralnym Zarządem Tow. i za. jego zgod1.
§. 7. W własnym zakresie może 01ldział układać, drukować I dla
swej okolicy (powiatu) rozsyłać kwestyonaryasze ludoznawcze, jożto ogólne,
jużto w kwestyach specyalnych, jak n. p. sobótki, pisanki, poj~cia religijne,
społeczne, prawne u ludu i t. p.
IV. Prawa i obowiązki członków oddŻiału.
§. 8. Oprócz czyunych członków Tow. ludoznaw., mogą także należeć
do oddziałów człoekowie honorowi i korespondenci Towarzystwa, o ile znajdoją sit w danym powiecie.
§. 9. Prawa i obowi4zki członków oddziałów są wogóle takie same,
jak wszystkich innych
członków
Towarzystwa według ~- 1O, 11 i 12
statutu z tym dodatkiem, że ci członkowie podlegają także własnym władzom
oddziałowym.
§. l O. Scyssye wszelkie między członka.mi i władzami oddziałów rozstrzyga najpierw centralny Zarząd Tow., ostatecznie zaś Walne Zgromadzenie
Tow., ale wnioski przygotowane w łonie odth:iałów dla Walnego Zgromadzenia
Tow. muszą być zgłoszone przynajmniej na 7 dni przed Walnem Zgromadieniem -- pisemnie na ręce prezesa Tow.
§. 11. Każdy oddział zaraz po swem ukonstytuowaniu si~ powinien
o tem na ręce prezesa Tow. do centralnego Zarządu. Zarz:id centr.
ma prawo kontrolowania czynności, majątku i władz oddziałów, tudzież może
istnienie oddziału zawiesić; o ostateczne'll zaś ich zniesieniu rozstrzyga
Walne Zgrom. Tow.
donieść
§. 12. Do wia<loroości centr. Zarzą,du ma każdy odział podać imiona,
nazwiska i miejsce zamieszkania przewodniczącego, sekretarza i skarbnika
oddziału.
V. Władze oddziałowe.
§. 13. Władzami oddziałowemi Sfł :
1. Ogólne zebranie członków oddziału.
2. Zarz11d.
-
103 -
A) Ogólne ::euranie.
§. 14. Ogólne zebrania
są,
zwyczajue. Zwyczajne odbywaj, si~ raz
zatą,da
przynaj-
w roku w miesią,cu grudaio, nadzwyczajne zaś, jeśli tego
mniej
1/
3
członków oddziału.
§. 15. Zarzą•l oddziału zawiadamia wszystkich
o ogólnem zebraniu pisemnie najm'liej 7 dni naprzód.
członków
oddziała
§. 16. Ogólnemu zebraniu przewodniczy przewodniczlJJCY oddziału, lub
w jego zastępstwie każdy inny członek 1.arzfłdu oddziałowego - do tego
przez przewodoicz1Jicego umocowany, jednak nie sekretarz oddziału, bo ten
rodwadzi protokół ogólnego zebrania.
§. 17. Do zakresu działania ogólnego zebrania należy:
a) Wybór przewodnicz1Jicego i członków zarzlłdu.
h) Załatwianie roczne ·o sprawozdania z czynności Zamidu oddz., oraz
uchwalanie budtetu na rok następny.
c) Rozporzlłdzanie majątkiem oddziała i ustanawianie wysokości samy na
wydatki nadzwyczajne.
Uwag a: Poniewat pienią,dze na nadzwyczajne wydatki oddziałowe
obcią,tałyby członków Tow. nadwytkami ponad
przewidziane statutem Tow.
zwykłe wkładki członków czynnych, to ogólne zebranie oddziałowe może
nad wytki takie uch walić dopiero w razie zgodzenia si~ na nie 2/ 3 członków
oddziału i podać o tej uchwale wiadomośó centrl. Zarzą,dowi Towarz. do
zatwierdzenia.
cl) Załatwianie wniosków Zarzą,da i członków.
e) Propozycye zmiany regulaminu oddziała, które mogą, wejść w tycie po
zatwierdzeniu ich przez centrl. Zarząd Tow.
/) Załatwianie zażaleń członków na Zam1d oddziału.
g) Rot.wiązanie oddziału za poprzedniem porozumieniem się z centraloem
Zarządem Tow.
§. 18. Do prawomocności uchwał ogólnego zebr. oddział. potrzebni
jest obecnośó przynajmniej 2 / 3 członków oddz.
Jeśli na pierwszem ogólnem zebranin nie zbierze się potrzebna ilośó
członków, Zarzfłd ocidz. zwoła najdalej do 15. dni ponowne ogólne zebranie,
którego uchwały będą, p~awomocne bez wzgl~du na ilość obecnych
członków.
§. 19, Uchwały na ogólnem zebraniu zapadaj11i zwykłfł wi~kszości1
z wyjl}itkiem uchwał - przewidzianych w §. 17. ad c. w uwadze.
W razie równości głosów rozstrzyga. przewodniczą.cy oddz.
§. 20. Ogólne zebr. oddz. uie może powziąć żadnych ncbwał, które
stałyby w sprzeczności z postanowieniami statutu Tow. ludoznaw., regalaminem oddziała, tudzież z uchwałami centralnych wład·z Tow.
§. 21. Odpisy protokołów ogólnych zebrań odsyła przewodniczą.cy oddz.
do zatwierdzenia ceutrl. ~arzfłdowi Tow.
§. 22. Wrazie, gdyby ogólne zebr. oddz. miało jakiekolwiek wą,tpli
wości w interpelacyi statutu, zarzfłdzeń centrl. władz Tow. lub postanowieli
głosów
-
104 -
regulaminu oddz., nale!y odnośne zapytania i wnioski przesłać natychmiast
do rozstrzygni~cia central. Zarz1dowi Tow. na r~ce pi·ezesa Tow.
B) Zarzq,d oddziału.
§. 23. Zarz11d odd~. składa si~ z przewodniczfłcego i najmniej czterech
którzy z pomiędzy siebie wybierają sekretarza i skarbnika
oddziału;
wrazie gdyby okazała si~ potrzeba zwiększenia liczby członków
Zarzl}du oddz., należy wniosek odnośny podać do uchwały ogólnego
zebr. oddz. i przesłać do zatwierdzenia centrl. Za.rządowi Tow. W własnym
zakresie może jednak Zar1a1d oddz. kooptować członków nadliczbowych
z listy członków oddziału, którzy biorą, udział w posiedzeniach Zarządu
oddz. z głosem doradczym.
członków Zarzą,dn,
§. 24. Ogólne zebr. oddz. wybiera Zarz11d z pomi~dzy swych członków
na rok jeden.
§. 25. Posiedzenia
w miesią,cu.
Zarzą,du
oddz. odbywaj11
się
przynajmniej raz
§. 27. Do zakresu działania Zarządu należy :
a) Wykonywanie uchwał central. władz Towarzyi:itwa i ogMnych zebrań oddz
b) Załatwianie bieżą,cych spraw oddziału, jeżeli te nie s1 zastrzeżone do decyzyi centrl. władz Tow.
c) Przyjmowanie darów i zapisów na rzecz Tow. i przesyłanie takowych
do centrl. Zarządu Tow.
d) Zarząd maj~tkiem oddziału.
e) Układanie regulaminów dla fonkcyonaryuszy Zarządu oddz.
/) Przygotowywanie sprawozdań i wniosków dla ogólnego zebrania oddz.
i ewentualnie dla centrl. władz Tow.
g) Wszelkie zarządzenia do osiągnięcia celów oddziału, jak n. p kierowanie poszukiwaniami systematycznemi na polo ludoznawstwa krajowega,
zbieraniem materyałów ludoznawczych i t. p.
lt) Utrzymywanie żywego i ciągłego stosunku z centralnemi władzami
Towarz.
§ 27. Do ważności uchwał Zarządu oddz. potrzebną jest obecność
przynajmniej 2 członków i przewodniczącego. Uchwały zapadają bezwzględnłł!
wi~kszością, głosów; przewodnicz4cy rozstrzyga w razie równości głosów.
VI. Prawa i obowiązki funkcyonaryuszów Zarządu oddz.
§. 28. Przewodniczący oddz. reprezentuje oddział wobec centrl. wiadz
Tow. i dlatego zostaje w ciągłych stosunkach z prezesem 'l,ow., ktbry
wszelkie życzenia oddziału komunikuje centrl. Zarzą,<lowi lub cwcutuąlnie
Walnemu Zgrom. Tow.
•
§. 29. Przewodniczący oddz. czuwa nad wykonaniem regulamiuu oddz.,
przewodniczy wszelkim zebraniom oddz. i Za.m1du, tudzież komunikuje im
uchwały i Wdkazówki centralnych władz Tow.
-
105 --
§. 30. Wrazie przeszkody lub nieobecności przewodniczącego oddziału
zastępuje go
sekret ar z oddz., z wyjątkiem przewodniczenia na ogólnycb.
zebr. oddz., §. 16. regl.
§. 31. Skarbnik zam1dza maj,tkiem oddziału pod kontroli przewodniczącego i władz centralnych Tow. Zarzllid centr. Tow. może go ponadto
upoważnić do zbierania wkładek od członków Tow. i przesyłania ich na
ręce skarbnika rrowarzystwa. Zatrzymuje 5 °Io ogólniej sumy wkładek człon
ków rrow., którzy do oddziału naleią,. Inne czynności skarbnika określi katdy
oddział w własnym zakresie.
VlI. Majątek oddziałów.
§. 32. Majątek oddziałów składa się:
1. Z 5°/0 ogólnej sumy wkładek członków oddziała.
2. Z nadzwyczajnych dodatków do wkładek określonych w 17. ad c.
w uwadze.
3. Z własnych dochodów oddziała, pochodz!Jicych z odczytów publicznych, pogadanek i innych te~o rodzaju przedsiębiorstw, dozwolonych statutem Tow. i postanowieniem §. 6 regulaminu.
§. 33. Zestawianie roczne, dochodów i wydatków oddziału - pod11isaue przez przewodnicz11cego i skarbnika - przesyła tenże z końcem grudnia każdego roku na r~ce prezesa Tow. do wiadomości i ·zatwierdzenia
centrl. ZarzfłdU Tow.
§. 34. Ze względu, te mają.tek oddziałów jest pośredni() własnością. całego
Tow. - przechodzi tenże wrazie rozwiązania oddziału w posiadanie Tow.
lodoznw, przy czem skarbnik rozwifłzauego oddziału zobowią,zanym jest do
oddania powierzonego sobie majłltku w ręce Zarzą,du Tow. za pośrednictwem
skarbnika Tow.
VIII. Postanowienia końcowe.
§. 35. Wszelkie spory w zakresje oddziałów i ich władz rozstrzygaj1
centralne władze Tow., które tet decydują, o zawi1zaniu i istnieniu oddziałów.
§. 36.
Całoroczne
sprawozdanill z czynności oddziału
przesyła
nddz. w miesi,co grudniu każdego rok11 do centr. Zarzą,du
Tow. na ręce prezosa, celem skontrolowania ich i umieszczenia w organie
Tow. ,,Ludzie".
§. 37 . .Jeśli w danej miejscowości, w której oddział powstllł - znajduje si~ delegat Tow. - przedtem przez centralny Zarząd zamtanowany,
wówczas skla<ia tenże swe czynności w ręce konstytującego si~ ogólnego
zebrania oddziałowego.
przewodniczą,cy
lI. Sprawozdanie z IV. Walnego Zgromadzenia.
Czwarte Walne Zgromadzenie Towarzystwa odbyło sie dnia 18. styczuia b. r. w sall ratusza lwowskiego w obecności kilku iziesięciu członków.
-- lOo Przewodniczył prezes Towarzystwa prof. dr·. Antoni Kalina, protokół
sAkretarz Towarzystwa dr. K J. Gorzycki.
I. W zagafenin podniósł przewodniczący, te jakkolwiek Towarzystwo
lntłoznawcze jest młode. gdyż liczy dopiero niespełna 3 lata istnienia, to
jednak już dzisiaj można skonstatować, że znajduje sig na najlepsze,j drocize ro7.woju. Członków liczy dzisiaj Tow1rzystwo zwyż 300, co w porównaniu z zadaniem Tow., jest wprawdzie nie wiele, - ale w stosunku do innych Tow. naukowych w kraju jest do~tatecznym dowodem, że Towarzystwo
1.Rpuściło już daleko korzenie swego bytu wśród społeczeństwa polskiego,
Gr os członków Towarzystwa dobiera się głównie z inteli~eucyi, natomiast
ludzi z t. zw sfer wyższych bardzo mało. Za granicą lndoznaw3twem zajmują, sie. llOrliwie wszystkie klasy społeczne - u nas jestto dopiero postu latem. Celem Tow. jest ba<łać lud polski i są,siadnie, a więc jest to zadanie
godne jak najszerszego zainteresowania się. Ażeby to zainteresowanie obudzić - rozsyłał Zarz!łd Tow. kwestyonaryusze ludoznawcze i próba ta powiodła się, Mianowicie Z11,rz1d wysłał ~ kwestyonaryusze, jeden pisankowy
(po polsku 1410 egzemplarzy i po rusku 1310 do 1200 miejscowości) ważny także dla przemysłu domowego, bo motywa, znajdujące się na pisankach - powtarzają się także na kilimkach itp. Dragi kwestyonaryusz
sobótkowy, drukowany tylko po polska 1039 egzemplarzy, bo zwyczaj obchodu
sobótki w okołicach ruskich jest nieznany.
Organ Tow. "Lud" znajduje się na najlep~zej drodze rozwoju i potradł wyrobić 1obie Już pewne grono współpracowników i to takich, którzy
grzedtem nigdy nę. polu naukowem nie występowali, eo samo przez się jaź
wskazuje, że ludoznawstwem zaczyna się już ogół Il nas zainteresowywuć.
Wydaliśmy hkże "Pieśni nabożneic 9 zeszyty op1rte na mótywach ludowych.
Mają one to zadanie, ażeby pieśni kościelne od naleciałości niekiedy
wprost operetkowych oczyścić. Wydawnictwo to ma zapewnioną przyszłość.
W uznaniu działalności Tow. - Sejm krajowy udzielił sabwencyę
200 zł.. a Rada miasta Lwowa również 200 zł. Obu instytocyom wyraża
przewodnicz11cy w imieniu Towarzystwa publiczne podzi~kowanie.
Lud jest dzisiaj na u!łtach wszystkich; my więc - maj11c na cela
obj e k ty w n e poznania ludu - idziemy z prądem społecznym Lud poznany i zrozumiany stanie się bez kwestyi jednym z najważniejszych czynników w naszym rozwoju społecznym i narodowym. nadając umiejętnie lad,
dątymy tem samem także do poznania kultury nal'Odowej a jej podstaw.
IT. Sekretarz Tow. Dr. K. J. Gorzycld odczytał szczegółowe sprawozdanie z działalności Zanąda Tow. w r. I 897. Liczba członków wzrosła
ponad liczb~ preliminowaną, osiągneła bowiem cyfrę 62 (preliminowano f>O).
,.Piefoi nabotne" rozchodzą się pomyślnie. Drog11i rozsyłki kwestyonaryuszów uzyskaliśmy cenne materyały ludoznawcze. Równowaga kasowa prawie
zupełna. Biblioteka wzrosła i będzie otwartfł dla członków Tow. (tomów 850).
Stosunki z zairanicznemi towarzystwami ludoznawczemi ożywione. Zawilłza
liśmy muzeum etnograficzne. Rozwój
czasopisma .,,Lnd" jest zadowalniający. Sprawozdanie przyj~ło Wal. Zgrom. jednogłośnie do zatwierdzajllcej
pisał
wiadomości.
III. Zastępca skarbnika Tow. p. Stanisław Bal, który w miejsce
p. Stefana Ramułta, przez dłuższy czas ciętko złożonego chorobą,, przez
kooptacy~ zoliltał wybrany, odczytał sprawozdanie kasowe, które Walne Zgromadzenie przyj~ło do wiadomości,
-
107 -
IV. Na wniosek referenta komisyi kontrulującej P· B. Lewickiego,
udzielono Zarządowi absolutoryum i pod1.iękowauo skarbnikowi za sumienny
zarzlłd fundus.,,ami Towarzystwa.
V. W spr11wo2daniu bibliotokarza Tow. Dr. Krceka podniesiono, te
Tow. rląży do stworzenia biblioteki przeważnie ludoznawczej. Posiada znaCZDJł iloBć czasopism, których w ostatnim roku przybyło i~6 i spora liczba
książek. Biblioteka zostanie otwor,oną, dla użytku członków. Walne Zgrom.
sprawozdanie powyższe przyj~ło,
VI. Następnie referował preliminarz na rok 1898 p. Bal, podaj1c
wymogi w kwocie 137 4 zł., a pokrycie 1288 ił. 89 et, wskutek tego preliminowany niedobór wynosi 8:j zł. 11 et. Pokrycie niedoboru spodziewa si@
Tow. ze subwencyi. Preliminarz ten- uchwalono
VII. Wybory. Prezesem Tow. na wniosek p. Kolbuszowakiego WY•
brano ponownie przez aklamacyę P1·of. Dr. Antoniego Kalinę.
Z as tęp cami prze w o dni czą ce go obrano pp. Ludwika Wierzhiclciego, Dyrektora kolei pa1istwowych i Jana Ihnatowicza, Radnego
miejskiego. Do Zarządu wybrano w myśl statutów Tow. 5 członków w miejsce wylosowanych. Przez aklamacy~ wybrano p. Stanisława Bala, na wnio•
sek p. Lewickiego. Kartkami wybrani zostali Dr. A. Kolessa, kuston
Wlad. Rebrz,111tsld, prof. M. Sołtys i pani Narya Wolska.
Do komisyi kontrolującej zostali wybrani: Dr. Jan Niemiec, Ks. Józef
lfrechowiez i Bolesław Lewirlci.
Pl'of. Jflynf'/r, któremu prezes wyrJ.Ził podziękowanie imieniem Tow.
za zaloienie Oddziału Tow. w Buczaczu, stawia wniosek, ażeby urz,dzać
odczyty ludoznawcze na prowincyi i wybrać ad hoc osobuą komisy~. Dr.
Kr(':ek:proponuje natomiast urz11:d m1ie zebrań ludoznawczych w stosownych
miejscowo~ciach połciczonych z przedstawieniem ważniejszych zwyczajów lodowych. Na wniosek p. Pie1·zcltaly, przekazano t~ spraw~ Zarz,dowi Towarzystwa do przychylnego załatwienia.
Ilol. Lewicki wnosi, ażeby Zarząd Tow ·udał ei~ do Dyrekcyi szkoły
i.n. Mickiewicza z prośbą, o udzielenie sali gimnastycznej na naukowe zebrania miesicczne. Spraw:1 t~ poruczono na wniosek p. Kolbuszow:utiego do załatwienia Zarz11idowi.
~a tem obrady zakończono.
-
108 -
A) Bilans
za czas od 1. stycznia
Przychód.
L. p.
Szczegółowo
T y t u ł
--
----•
zh'.
1,
Ilazem
-~-- --
I
et.
I
Reszta kasowa z r. 1896.
1. gol()wką
2. w pocztowej kasie osr.czędności
et.
złr.
9:-3
78
108
OG
IH·
201
i
2.
I
i
Wpisowe i wkładki członków:
1. zamiejsrowych :
a) zaległe n7.50{ gotówką 227 50}
b) bieżące 209.:=_ p k. osr.cz. ~
306
50
·HU
85
2. miejscowych:
a) zaległe
\
b) bieżące (
gotówką
·1-2·50
377·35
72(j
I
35
I
I
Subwencye:
3.
1. Sejm krajowy
4.
5.
6.
2. Rada miasta Lwowa
Prenumerata czasopisma ,.Lud"
Sprze(laż wydawnictwa ,,Pieśni nabożne'' .
Odsetki z pocztowej kasy oszcr.ę-
-
200
200
I
dnośei
7.
58
50
45
-
2
,16
11
,j.()()
2
Zwroty zaliczek
\
U3u
I
I 2b
I
kasowy.
Rozchód.
do ;H. g1·1ulnia 1897.
I
I Szczegółowo I
T y t u ł
L. p. ,.
I
Razem
zlr. -T
;c~J złr. I et.
:H
13
Wydatki administracyjne
1.
Towarzystwa:
1. kancelaryjne
2. druk zaprn:-izm'i, odezw i t. p.
3. porlorya
21
-1:. oprn wa książek
5 kursor
3·i
57
88
2H
12
27
li.
2.
f>O
różne
71•
181
5U
75
825
Ol>
17U
17
6U
196
16
70
15
88
87
03
H5
8!J
Wydatki na czasoJ>ismo
,,Lucl":
1. druk i pripier
a) zaległe
b) bicż.ice
2. ebpedycya i drolme
redak<'yi
il. hono~·arya aulorskin
'1-. rabat ksi1~garni
3,
'1Ul ·8U
755
wydatki
81
50
Wyclatki na wydawnictwo
"Pieśni nabożne"":
1. drnk i papier
a.) ,,Pic~nr nabożnych".
b) prospektów
2. koszta wysyłki
4·.
15!J·20 --
Wydntkl na kwestyonaryusze
z ludoznawstwa:
1. druk i papier
~- koszta wysyłki i mne
ó.
Ueszta kasowa na rok 1898.
1. w pocztowej ka:-;ic oszczędno~ei
101
U1
2. gotówka
43
U8
1-----1----
1----------------1----1-•----1----
1J3(j
2G
-----1-
B. Bilans maStan <•zynny
1.
I
2.
3.
Szczegółowo
Tytuł
L.p.
----
Reszta kasowa z dniem 31. gru1lnia 1HU7.
Odsetki: 1) w poczt. kasie oszcz.
2) w galic. banku kred.
-
--
złr.
I et.
2
47
-
Razem
13
zk
I et.
14,5
HU
2
tj()
238
75
387
I 21'.
-
Zaległe wkładki:
1) 25 członków miejs<>owych
2) 4o członków zamiejscowy;:>h
71
1fi7
-
75
-
.I
We Lwowie, dnia 1 7. stycznia I 8U8.
Dr. Antoni Kab'.na
prezes.
Komisya kontrolująca sprawt!ziła na dniu diisiejszym pr;t,edłożone
sobie rachunki z obrnlu funduszów rrowar,,,ystwa lmlo:maw<'zego, porównała
je z alegatami kasowymi i zbadaw:-5zy takowtl ws;t,1~c·hstronnie, po~wiadc•;t,a,
że zna]a,,,ła wszystkie w największym porządku i w ;t,go<l,,,ic zalega tam i; przy
czem podnosi z naciskiem, że wszelkie racltUnki, zestawione prze,,, ·skarbnika
Towarzystwa, p. Stanisława Bala, wzorowo są prowad;t,one, zae,,,em stawia
wniosek, by Walne Zgromadzenie udzieliło \Vydziułowi 'l\nvarzyslwa absolutoryum z rachunków za rok 18U7., a zara;t,em wyraziło tak p. prrzesowi, jak w szczególności p. skarbnikowi µodziękowanie i uznanie za śeis.te,
umiejętne i wzorowe prowadzenie ksiąg i rachunków.
We Lwowie, dnia 17. stycznia 18U8
Komisya kontrolu,jąca:
Bolesław
Lewi'.cla'..
Dl'. J. Nienriec.
Dr. R. Hulci;ycki.
-
111
jątkowy (pieniężny)
Stan bierny
L. p.
Szczegółowo
Tytuł
------
zlr.
1.
2.
3.
4.
--~--
I
Za druk i papier rzasopisma „Lud''
Za dl'uk odezw, zaprosze11 i t. <l.
Za druk i papie1· wydawnictwa „Pieśni naboine''
Nadwyika w stanie czynnym, t. J·
rzysty maj,1tek Towarzystwa w
picni:idzach
I
Stam·slaw ]]al.
skarbnik
et.
Razem
--------~-
zlr.
et.
121
20
3H
72
GU
-
1 7H
13
387
24·
--
Preliminarz
Wymogi
Wyniklośe
z roku 1897
Tytuł
L. p.
,_
l11·climin11je się
na rok lbDS
- --
--~
zk
I et.
zk
I
--
et.
I
I
1
I
Wydatki aclministracyjnc Tow.
1. kancclary jne
2. drnk iapl'OSZCll,
-
-
20
-
·Hl
30
-
13
-
ollciw i t. d:
a) zaległe
1·0
3i
50
--
21
57
3.j.
8H
28
12
74
27
263
1·U1
11
·1·5
10
81
(j()
-
50
50
--
B
75
1ij
---
(H)
-
120
-·
2. Koszta wysyłki
17U
1i'
---
G~J
18
--
4
Wydatki na kwestyonaryusze ludoinawcze
87
UJ
5
Res7.la ka;-;uwa:
a) w poezl. kasie oszcz. 10l.U1
-1-H.U8
b) gotówką.
1-.i-5
8U
U36
2G
bJ bieżące
3. porlorya
4. oprawa książek.
5. kursor
'
6. róine
2
'
-
-
Wydatki na czasop. ,,Lud'':
1. druk i papier:
a) zaległa należytośe
b) na rachunek bie:i.ący
2. ekspedycya i drobne
8U
-
122
700
-
wydatki
redakcyi
3. honorarya autorskie
4. rabat k::;ięgarni
3
-
BO
1-0
15
Wydatki na wydawnictwo
„Pleśni nabożne"
1. druk i papier a) zakgłe .
b) bwiąc:(\.
---
---~
I
lJ·r. Antoni J(alinu
pn•zcs
13H
1--:-_-
I~
I
-
113 -
na rok 1898"
Pokrycie
Tytuł
L.p.
Wynikłość
Preliminuje siQ
z roku 1'-!)7
na rok 18DS
złr.
1
1-3
2. w pocztowej kasie oszczę1lnośri
101
2. bieżące
3
-1-2
U7
50
50
50
zamiejsc.
a) 011 członków miejHc.
Ó) ,,
n
zamICJSC.
377
20V
35
1-00
,,
et.
70
250
Subwencye:
1. Rada miasta Lwowa
2. Sejm krajowy
200
58
7
Prenumerata czasopisma „Lud"
Sprze1laż wydawnictwa „Pieśni naboine" .
Odselki w pocztowej kasie oszcz1~·
dności ,
Zwroty zaliczek
8
Reszta kasowa z r. 1896:
2. w
pocztowej
kasie
200
200
1. gotówką
50
68
100
45
2
2
46
93
78
108
06
11
3
2
oszczę(l-
ności
u
'
Wkładki członków:
b) ,,
6
złr.
1. gotówką
1. zaległo a) od członków miejscow.
5
et.
Reszta kasowa z roku 1897.
2
,}
I
Preliminowany niccloL(,r z kot'1cem
roku 18B8.
1136
Stanisław Bal
skarbnik
I 26
I
85
11
1374
I-
1-
-
114 -
V. Fosiedzenia, Zarządu.
Szóste posiedzenie Zarzą,du odbyło si12 dnia 2. listopada 1897 r.
Obecni pp.: Bal, Dr. Gorzycki, Dr. Krcek, Leeg, Rebczyński, Sienicki
Sołtys.
Przewodniczył
prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1. Przyj12to 10. nowych członków Ci Sił: Józef Baran, nauczyciel -·
Poremba; Dr. prof. Placyd Dziwiński -· Lwów; Dr. Jan Leciejewski
naucz. IV. gimn. -- Lwów; Michał Markowski - nauczyciel, Buczacz ;
Stanisław Rosso wski redaktor „Słowa Polskiego"- Lwów; Rada pow.
w Samborze; Dr. med. W. Sobierau.ski - prof. uniw. Lwów; H. Ułaszyn,
słuchacz filozofii Kraków i M. Wiszniewski - nauczyciel, Buczacz.
2. Za1St. skarbnika Tow. p. Bal zdał spraw~ z stanu funduszów Towarzystwa. Za pomocą, zleceń pocztowych i zwykłych upomnieu urgowano
razem 115 członków, ażeby zapłacili zaległe wkładki. Na to wplyn12ło wkła
dek razem od 24 członków w łą,cznej kwocie 101 złr. 50 et.
Po dokładuem przejściu listy członków niepłacllcych regularnie wkładek wykreślił Zarzą,d na wniosek p. Bala wszystkich tych, którzy zalegali z wkładki}
3-letaią z liczby członków.
3. Uchwalono zleceniami pocztowemi ścią,gnijć zaległości od prenumeratorów „Pieśni nabożnych''.
4. Uchwalono drukować 2-gi zeszyt ,,Pieśni nabożnych•' w 2000 egi.
5. Uchwalono rozesłać do pism codziennych treść 4 zeszytu „Ludu'' wraz z ocen~ Dr. K. J. Gorzyckiego o całym roczniku_ umieszczon11i w ,,Sło
wie Polskim'·.
6. Polecono bibliotekarzowi Tow., ażeby zakupił piecz~ć dla biblioteki
Tow. po możliwie najniższej cenie.
7. Uchwalono regulamin dla Oddziałów Towarzystwa, który wypracował sekretarz Tow.; regulamin ten polecono wydrukować w „Ludzie" i sporzą,dzić zeń odbitk~ dla użytku oddziałów.
8. Na prośb12 Komitetu odczytowego 100-letniego jnbileszu urodzin A.
Mickiewicza, uchwalano wzią,ć udział w obchodzie jubileuszowym i w tym
celu w myśl wniosku prezesa Tow. sporządzono dla tegoż Komitetu list12
członków Tow., których należałoby zaprosić do komitetów lokalnych na
prowincyi, majllcych si12 zają,ć urz1Jidzeniem obchodu.
9. Na sobot12 dnia 27, b. m. przeznaczono odczyt p. A. Sienickiego.
(W zamian odbył si~ 4. grudnia. odciyt Dr. K. J. Gorzyckiego).
Siódme po siedzenie Z ·a r z 4 du odbyło si12 dnia 8. stycznia
1898 r.
Obecni pp.: Bal, Dr. Gorzycki, Dr. Krcek i Rebczyi1ski.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1. Przyj~to 12 nowych członków. Ci są: P. Banach - naucz. Uu•
czacz; Gonet Szymon, kier. naucz. Inwałd; Wanda Guratowska - naucz.
Buczacz; A. Janicki, insp. okrg. Buczacz ; A. Jezierski, oficyał Rady Pow.
Buczacz; L. Krzywicki - literat, Warszawa; A. Orzechowski, naucz. Buczacz; Artur Schleyen - inżynier, Lwów; Wł. Służewski - naucz. gmn.
lluczacz; K. 'l'elis2ewski - notaryus1, Buczacz; ,,Zjednoczenie" - Stowarzyszenie kształc4cej si~ młodzieży - Lwów.
2. Przyjęto do zatwierd1.ają,eej wiadomości sprawozdanie delegata Tow.
w Uuczaczu o _iałożeniu oddziału Tow. Przewodniczącym oddziałn został
wybrany p. L. Młynek, zast. przewd. Dr. med. Hirschler, skarbnikiem
A. Janicki i sekret11rzem P. Banach. Oddział ten, stosownie do statutu
Tow., wytkn4ł sobie 4 pnnkta jako program swej pracy i I) ugruntowanie
oddziału na
silnej podstawie przez pozyskanie jak najwięcej członków
i przyjaciół,
2) zbadanie ludu i jego właściwości w powiecie Buczackim,
3) pouczanie się wzajemnie za pomocą, odczytów, pism i pogadanek nau kowycb o ludzie buczackim, 4) założenie muzeum ludoznawczego w powiecie, które mieściłoby w sobie wszystlw, co stoi w związku z ludem, jego życiem
domowem i społec~nem, oraz wytworami jego dnchowej i techni~znej pracy.
3 Przyjęto do zatwierdzajllcej wiadomości sprawozdania delegatów pp.
prof. Młynka, Świętka i Zawiliń~kiego, przy czem ostatniego - na jego
własną prośbę zwolniono od obowiązków delegata Tow. w Krakowie.
4. _Dr. Krcek zdał sprawę z rozsyłki kwestyonaryusza sobótkowego.
Na 1100 rozesłanych egzemplarzy - nadeszło dotychczas 57 odpowiedzi,
głównie od nauczycielstwa ludowego.
Z kwest. pisankowego polecono Dr.
Krcekowi zdać spraw~ w „Ludzie'' (II. za r. 1898).
5. Prezes Tow. doniósł, że 2000 e~ zempl. 2-go zeszytu „ Pieśni nabożnych" już wydrukowano i rozesłano z tego 411 egzempl. Ściąganie za•
ległości od prenumeratorów "Pieśni:, jest w toku.
6. Uchwalono wnieść petycye o subwencyę dla Towarzystwa do Sejmu
Kraj„ Lwowskiej Kasy Q3zczędności i do Rady miasta Lwowa. Wystosowanie tych petycyi poruczono prezydyum Tow.
7. Uchwalono drukować 1-szy zeszyt „Ludu" za r. 1898. w 600
egzem pl.
8. W myśl postanowienia statutu Tow. wylosowano z
Zarz!idu
Tow. 4. członków tj. pp. Kolbuszowskiego, Niemiłowicza, Rebczyńskieg o
i Sołtysa.
11. Termin zwyczajnego walnego zgrom. Tow. za r. 1898. oznaczono
na 18 bm. i polecono prezydyum Tow .. ażeby członków miejscowych i oddziałowych zaprosiło na to walne zgrnmarizouie imiennie; reszt~ zaś przez
ogłoszenie terminu zgromadzenia w Dziennikach lwowskich i krakowskich.
VI. Zgromadzenie miesięczne Towarzystwa..
Tr z e c i e Z g r o m a a d z e n i e n a u k o we T o w a r z y s t w a od•
si~ w sobotQ dnia 4. grudnia 1897 r. \V sali geograf. na uniwersytecie. Dr. K. J. G01·zycld odczytał rzecz p. t. : ,,Anłi'opolo!]ia 1·ctsowa'' ( na
podstawie dzieła p. Krzywickiego). Odczyt ten został wydrukwany w ,,Ludzie'' IV., zesz. I. str. 60. i dlatego nie streszczamy go tutaj.
było
VII. Wyka.z da.rów na, rzeoz Towarzystwa..
1. Akademia umiejętności w Krakowie: Lud białoruski na Rusi litewskiej przez Mich. Federowskiego. Tom I. Kraków, 1897.
2. Taż. : Materyały antropologiczno-archeologiczne i etnograficzne.
Tom II. Kraków, 1897.
3. Dr. J. Polivka: Doktor wszystkowiedz. Warszawa, 1896.
4. Dr. Z. Celichowski: M. Mosswida Waitkuna przekład litewski
Te Deum laudamus z r. 1549., Poznań, 1897.
5. Król. czesk. Towarzystwo nauk.: Vcstnik za r. 1896.
6. Toż.: Vjrroeni zprawa za rok 1896.
7. Toż.: Kolturni styki Cech s cizinou az do valek husitskych sepsal
Ferd. Tarda. Praha 1897.
8. Towarzystwo Przyjaciół nauk.: Roczniki Tom XXIV. zeszyt 2.
Poznań 1897.
9. Dr. Koehler prace swą,: Przyczynek do historyi trą,du w W. Ks.
Poznańskiem. Poznań 1897.
10. Juljan Jaworskij swą, praci;: Gromovyja strelki. Kiew 1897.
11. Ces. ros. geograf. Towarzystwo Troickosa.w, Kiachtinsk. Otdel :
Otczet za 1896. Protokoły za r. 1896. Nr. 1.
12. Toż.: I Talko, Hryncewicz: Klimat 'froickosawska-Kiachty v higicniczeskom otnoszenii. Irkuck 1897.
13. Otto Knoop swą, rozprawi;: Plattdeutsches aus Hinterpommern.
Rogasen 1890:91.
14 Tenże rozprawe: Dr. A. Haas: Dr. Storch im Monde des pommerschen Volkes. Stettin 1894.
15. Dr. E. Mogk, Lipsk rozprawe: dr. A. Liucke: Ueber den gegeuwartigen Stand der Volkskunde. Dresden 1897.
16. Jan Witort: Erazm Majewski: Roślina i wyraz chmiel. Warszawa 1893.
17. Tenże: Sumcow: Skazanija o prowaliwszychsia gorodach. Charkow 1896.
18. M. Maciejowski: 36 dziel i rozpraw odnoszą,cych si~ do ludoznawstwa polak. i ogólnego i 2 r~kopisy.
19. O. Knoop, Rogóźno, swe dzieło: Sagen u. Erzablungen au9 dem
Kreise Kolberg-Korlin. Kolberg 1898.
20. Tenże: Rogasener Familienblatt 1897. nr. 1-15.
21. L. Magierowski naucz. Jaćmierz. Kalendarz Naukowy na r. 1865.
22. '1.1enże: Atlas minor itd. opera Tobiae Conradi Lotteri. Aug. Vind.
t~b. 19.
23. Redakcya Wisły, wszystkie roczniki Wisły, począ,wszy od I do
XI. zesz. 3.
24, Dr. E. Muka: Pschedienak. Protyka sa Sserbow na leto 1898.
Do muzeum:
1. Pani Helena Dybowska Lwów: 13 sztuk poja~ków litewskich i 1
czepiec litewski
2. Marya Wysłouchowa Lwów: Pierniki i fidrygałki śląskie i 1 gwizdaw~a.
3. M. Maciejowski, Lwów: 46 sztuk pisanek z Sokalskiego i Kornicy.
4. Tenże: Wyroby gliniane z Huty Szklanej, Kolbuszowy, Huty lubelskiej.
5. Tenze: Świstaki i zabawki dziecinne, wyrób gliniany, Starasól.
6. Tenże: Ozdobne naczynia kuchenne ludowe, wyroby włościańskie
w Pistynie, Komornie, Kolbuszowie, Jaworowie.
7. 'ren że : Zabytki archeologiczne pochodz1ce z Macorzyna koło Żół
kwi, Czuczuawy koło Buska, Holoska i Janowskiego.
pieśni
8. L. Magierowski, na 1cz. z Jaćmierza: 5 starych monet srebrnych
i 1 miedziani.
Składaj1c serdeczne p1dziękowanie Szan. ofiarodawcom za te dary,
prosimy o dalsze na rzecz 'rowarzystwa.
1
VIII. Wykaz Towarzystw naukowych i redakcyi pism z któremi Towarzystwo zawiązało stosunki.
1. Ceska spąlecnost zemevcdna, która posyła swój organ: Sbornik red.
Dr. Jogef Frejlach i D1·. Jindr-ich Metelka. Praha.
2. Maćica serbska w Budyśinje, po9yła swe wydawnictwo (fa,sopis,
red. Dr. E. l\'.luka, Budysin.
3. Vt1rein fur bayeriscbe Volkskunde und Mundartenforschuug. Wnrzburg
posyła swój organ: Mittheilungen und Umfragen zur bayerischen Volkskunde
hrgg. v. Dr. O. Brenner.
4. Verein fur sachsisr.he Volkskunde posvła swój organ: Mittheilungeu
des Vereins fiir saechs. Volkskunde hrgg. v. Prof. Dr. E. Mogk. Leipzig.
5. Verein for siebeubiirgische Landesknnde posyła swój orgau: Korrespondenzblatt red. v. Dr. A. Schullerus, Hermannstadt.
6. La Societó d'anthropologie de Paris, posyła swoj organ B11lletin.
Redakcye:
1. Beitrage zur deutsch-bohmischem Volkskunde geleitet v. Prof. Dr.
A. Hauffen, Prag.
2 Blatter fiir Pommersche Volkskunde b.rgg. v. O. Knoop u. Dr. A.
R aas. Labes.
3. Ethnographia red. Dr. Munkacsi llernat. lludapest.
4. Kvety, red. Vaclav C1ech. Praba.
5. Nase tloba red. prof. Dr. 'l'. G. Masaryk. Praha.
R. Ruch społeczny red. Dr. A. Górski. Kraków.
7. Sezatoarea red. Artur Gorover. Falticeni.
IX. Spis członków Towarzystwa.
298. Banach Paweł, kierown. szk. lud. Buczacz.
299. Chmielewski Tadeusz c. k. leśniczy Mikulic~yn.
300. Dr. Dziwiński Placyd, prof. politechniki. Lwów.
301. Fiillbier Alojzy Benjamin, rolnik, Jabłonków-~azy, Szlą,sk austr.
302. Gonet Szymon, naucz. Inwałd p. Andrychów.
303. Guratowska Wanda, nauczycielka, Buczacz.
304. Jan icki Aleksander, inspektor okręg. szk. lud. llnczacz.
305. Jankowski Władysław, słuch. filoz8f. Lwów.
306. Jezierski Antoni, oficyał Rady powiat. Buczacz.
307. Kasperowicz Henryk, słuch. politechniki. Lwów.
308. Komornicki Stefan, dzicrlawca dóbr, w Rossochaczu p. Ja-
gielnica.
309. Komorowska Aniela, l\fikuliczyn.
310. Krzywicki Ludwik, literat. Warszawa.
311. Langer Joachim, kier. szkoły bar. Hirscha, B11czacz.
312. Dr. Leciejewski Jan, prof. IV. gimn. Lwów,
313. Markowski Michał, naucz. Buczacz.
314. Mazur Józef, prof. gimn. Stanisławów.
315 Nowak Rudolf, kand. naucz. Cieszyn.
316. Orzechowski Adam, naucz. Buczacz.
317. Poloszynowicz Włodzimie1·z, słu~b. praw. Lwów.
318. Anna z Działyńskich hr. Potocka. Rymanów.
319. Rossowski Stanisław, redaktor „Słowa Polskiego". Lwów.
320. Schleyen Artur, inżynier. Lwów.
•321. Służewski Włodzimierz, prof. gimu. Bucucz.
322. Dr. Wacław Sobierański, prof uniw. L'\'ÓW.
323. Dr. Szamed Izydor, lekat·z. Lwów.
324. Teliszewski Konstanty, ck. notaryusz. Buczacz.
325. Tyczyński Stefan, słuch. praw. Lwów.
326. Wiszniewski Michał, naucz. Buczacz.
327. Wolska .Marya. Lwów.
328. Zjednoczenie. Stowarzysz. kształmpej się młodzieży we Lwowie.
t
LUCYAN MALINOWSKI
Dnia 15. stycznia br. umarł L. Malinowski, profesor filologii słowiar'.i
skiej uniw. Jagiellońskiego. Urodzony r. 1839. w J aroszewicach w Lubelskiem, uczęszezał do gimnazyum w Lublinie, zkąrł po złożeniu egzaminu
dojrzałości udał się na uniwersytet warszawski, w którym słuchał filologii
słowia11skiej. Otrzymawszy stopie11 magistra filologii, udał się do Jeny, Berlina. Petersburga i Krakowa, gdzie otrzymał miejsce suplenta przy gimnazyum św. Anny. W roku 1872. uzyskał w Lipsku stopień doktora, na pod
stawie rozprawy doktorskiej p. t. Ueber die Oppeln'sche Mundart in OberSchlesien, do której zebrał materyał językowy w podróży, odbytej r. 1869.
po Górnym Szląsku i Węgrzech. Powołany na katedrę filologii słowiańskiej
do Krakowa r 1877., został wybrany członkiem czynnym Akademii umiejętności
r. 1880. a 1882. sekretarzem Wydziału filologicznego, na którem stanowisku
pozostał at do śmierci.
Działalność naukowa śp. Malinowskiel?O obracała się około bada11 nad
językiem polsk. w dwojakim kierunku: z jednej strony badał język staropolski, wydawał _jego zabytki starodawne w krytycznem opracowaniu, z drugiej strony przedmiotem jego pracy był język dzisiejszy, mianowicie jego
narzecza lodowe. Na tern polu położył Mal. rzeczywiste zasługi. W pracach
swych odznaczał się wielką sumiennością i gruntownością, zbierał materyał
gwarowy nie tylko bezpośrednio z ust ludu, nle także opracowywał go na
pod'iltawie czy to drukowanych źródeł, czy też dostarczonych zapisków przez
swych uczniów. Sam rozmiłowany w badaniach gwar ludowych, umiał zamiłowanie to obudzić takte w swych uczniach, z których niejeden zaznaczył
się pięknym przyczynkiem na polu filologii polskiei.
Przedwczesna śmiere
śp. Mal. pozbawiła naukę polską wydatnej siły, której brak odczujl\ wszyscy,
którym język ojczysty jest drogi, a w którego historyi imię Malinowskiego
pięknami zapisało się zasługami.
Z Drukirni Ludow aj pud zarządem Stanisława Baylego.
L LJ D
ORGAN
TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we LWOWIE
POD HEJ)AKCY,,~
Dra ANTONIEGO KALINY.
Tozn :IV. -
Zeszyt ~-
' 1
• ..: \
WE LWOWIE 1898.
NAKŁADEM
TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO.
Z Drnknrni J.urlowej por! zarz. St. Ba:ylf!go.
Adres Rerlakcyi: Lwów, ulica Zlmorowicza 7.
,
,
TEESO:
Str.
J. Wilorl: Za1·ysy prawa zwyczajowego ludu litewskiego (Uiąg dalszy)
8t. ictziarski: l'ierwiastek ludowy w poezyi A. :Mickiewicza (Ciąg dalszy)
A. ll. Fiillbier: Piosnki Jabłonkowskie
Dr. l\L Allerhand: Przysięga kobiety cięzarnej u Żydów
Al. Koch : Poświęcanie pól
Dr. Fr. lfrcek: Pisanki w Galicyi
Rozbiory i sprawozdania: Vr. Z o fi a Dasz y 11 ska: Zarys ekonomii społecznej (Vr. K .T. Gorzycki)
'Sprawy Towarzystwa:
Posiedzenia Zarządu .
Zgromadzenie miesięczne Tow„u·zystwa
Dary
Stosunki Towarzystwa z inncmi tuwa1·zystwami i redakcyami pism
Spis członków .
ll!J
15(.1
174:
180
l~ł
186
Komitet rctlakcyJuy:
Dr. Aleksander Czołowski,
Dr. Benedykt Dybowski, Fran,:iszck
Ra wita - Gawro11ski, Dr. K. I. Gorzycki. Dr. Aleksander Kolcssa, Henryk
Kasperowicz, Dr. Franciszek Kr(':lek, Dr. J ;i.n Leciejewski, Dr. Stanisław
Eljasz - Radzikowski, Stefan Ramułt, Władysław Rebc?:yński, Dr. Antoni
Rehmaun, Dr. Eugeniusz Romer, prof. Antoni Sieuicki, prof. Miecz. Sołtys,
dyrekt. Lu1lwik ·wierzbicki, Marya Wolska. Dr. Alek,auder Zalewski.
..... Biblioteka Towarzystwa (instytut zoologiczn-y c. k. uniwersytetu:
Il. p1etro) otwartą jest dla Członków za.w:ize w :'.lieJziel~ od godziny 3-cicj
do 5-tej po południu.
Pokwitowanie.
Do dnia 20. marca 18!J8 :.-::apłaeili wkłatlkl;l na::itępnjący Uzłonkowic
zamiejscowi:
1. Dyrekcya :,;zkoły sztuk pięknych w Kntkowie pre n n mer at ę
„Ludu 1' za rok 18U8 w kwocie f> złr ; :Muzeum XX. Czartoryskich
w Krakowie prenumeratę :,Ludn" za HHJ8 rnk .5 złr.
2. "\Vkładkę na rok HHJH·: Henryk Ułaszyn zk 1·02, ,Józef
Mazur 2 złr., Ksawery l\Iroczko 3 złr., Dyre~cya girpnazyum w Sanoku
5 złr., "\Vydział Rady powiat. w :-3amborzn -i· zh.
a. Zalcgłoś6 z roku 1897: ~Lefan Sas Dobrzański~ złr.
Stan/tilaw Bal
ski:.rbuik.
ZARYSY PRAWA ZWYCZAJOWEGO
ludu lite"W"skiego.
(Ciąg dalszy*).
ROZDZIAŁ
tł
III.
m o w y.
Zaczynam rozdział niniejszy stwierdzeniem faktu, że prawo
zwyczajowe ludu litewskiego nie posiada ogólnego pojęcia o umowach, lubo zna dokładnie ich rodzaje poszczególne. Ta okoliczllOŚĆ oraz wyroki sądów w~ościańskich, a niekiedy nawet polubownych i zwyczaje, określające stosunki rzeczowe i osobiste,
dają możność odtworzyć całokształt poglądów ludu na tę dziedzinG
prawa, chociażby w zarysach głównych. Jasnem jest --· prawo
zwyczajowe, nigdy ani kodyfikowane, ani uświęcone wyrokami
sądów najwyższych, nie mogło wyrobić stałych norm prawnych
w tej sferze stosunków społecznych: w miarę rozwoju ludu rozwijały się lub zanikały jego części poszczególne, zwłaszcza pod
wpływem przeobrażeń się układu ekonomicznego.
Poszczególne
gałęzie prawa zwyczajowego z tego zakresu stosunków życiowych
rozwinęły się niejednakowo.
Najbardziej określonymi i jasnymi
są pogh\dy ludu na umowy osobiste, acz w nich zachowały się
jeszcze przeżytki czasów dawnych, O wiele mniej są jasne i określone odpowiednie pojęcia prawne z zakresu umów rzeczowych,
przyczem nadmienić winienem, że wpływ ogromny wywarły na nic
prawodawstwo cywilne oraz klasy wyższe. Z tego względu dziś
juz stare poglqdy prawne w tej dziedzinie stosunków zyciowych
zanikają do tego stopnia, ze niekiedy trudno je odtworzyć, hu
spotykamy się tylko z ich śladami niewyraźnymi. \V każdyn~
razie lud zna poszczególne formy umów rzeczowych, lubo nie-
"') Zob. Lud. l V , str. 1.
-- 120
które określa niemal wedle obowiązującego prawa cywilnego, natomiast do innych stosuje w pewnym zakresie swe pojęcia prawne,
niezbyt jasne i wyrobione. ,,Stałego i określonego pojęcia o pożyczce, jako formie osobnej umów prawnych, w ścisłem, prawnem
i praktycznem znaczeniu tego wyrazu lud jeszcze nie wytworzył
a praktyka sądów włościańskich nie wyrobiła; nie wyróżniają sif,
one z pośród ogólnej masy umów gospodarskich" - mówi p.
Friedman str. 95. Zdanie to podzielam w zupełności, nawet ·rozciągam je na inne dziedziny stosunków rzeczowych, ale o tem
bP.dzie mowa poniżej, gdy będę mówił o umowach rzeczowych.
Teraz słów kilka o ogólnych podstawowych pojęciach umowy
wedle ludu. Mog,\ ją zawrzeć dwie strony, prawosposobne do jej
zawarcia. Warunkiem nieodzownym, koniecznym jest ich dobra
wola i zgoda wzajemna, albowiem wszelki przymus, w jakiejby to
nic był formie, unieważnh ją w zasadzie. Nadmieniłem o prawosposobności stron, warunku nieodzownym.
Prawosposobność tę lud
określa dość wyrażnie: zależy ona od stanu umysło\vego i rodzinnego, położenia ekonomicznego, płci, wieku i zalet czy wad osobistych. Prawosposobność zawsze łączy się z poczytalno 1;cią
umysłową, przeto chorzy umysłowo, idyoci i t. d. nie są prawo:-;posobnymi. Ale prawo zwyczajowe zna tylko to założenie ogólne,
nie dając żadnych ,vskazówek w wypadkach poszczególnych; stan
świadomości ocenia się na mocy pojęć ludowych o cierpieniach
umysłowych, pojęciach bardzo nieokreślonych.
Rozumie się -objektami umów rzeczowych mogą być tylko przedmioty, stanowiące własność prywatną, albo _bezsporne prawa władania i użyt
kowania nieruchomości lub ruchomości. Jestto warunek nieodzowny, albowiem każdy może dowolnie rozporządzać się tylko
własnością swoją lub należącem doń prawem bezspornem, rzeczowem. Mężczyzna posiada większy zakres praw i obo\yiązków
niż kobieta, przeto jego prawosposobność jest większą.
Kobieta
zamężna nie może zawrzeć umowy, dotyczącej pewnych części
mienia małźeńskiego np. umowa, zawarta przez nią a dotycząca
sprzedaży zboża, koni, bydła i niektórych innych przedmiotów,
jest Lezprawną i nieważną. Nie może też m~żatka bez pozwolenia m~ża zawrzeć żadnej umowy osobistej np. wydalić się na
służbę, jeżeli żyje razem z mężem. Kobieta samodzielna ma pod tym
względem takie same prawa co i mężczyzna.
Dzieci wogóle nie
mogą zawierać żadnych umów rzeczowych bel pozwolenia rodziców, dle ta zasada dopuszcza pewne wyjątki dla synów pełno
letnich. Pełnoletność lud określa dojściem do zupełnej dojrzałości
fizyczrn~j i umysłowo- moralnej; stałego wieku dla jej uznania nie
-
121 -
ma, wszystko zależy od okoliczności w każdym wypadku poszczególnym. W ogóle lud uznaje 2 2 - 23 lata za przeciętny wiek, określający pełnoletność mężczyzny, 18-20 lat dziewczyny. Niepełnoletni nie mogą zawierać umów rzeczowych, 1.le zawarte przez
nich w dobrej wierze, bez żadnej straty osobistej i ze zrozumieniem rzeczy, sądy włościańskie uznają zwykle za ważne, niekiedy
nawet odrzucając zasadę, która wzbrania dzieciom wszelkich zobowiązań się materyalnych wbrew woli rodziców. Muszę tu nadmienić, iż umowa najmu stanowi wyjątek i mogą ją zawrzeć nietylko niepełnoletni, ale nawet i małoletni, byle nie dzieci,:,).
Treść umów może być bardzo różna; ich objektami bywaj,\
zwykle nieruchomości, wszelkie przedmioty wartościowe, prawa
władania i użytkowania, wzajemne zobowiązania się, usługi osobiste, praca własna i t. d. Nieodzownymi warunkami prawności
i ważności umowy są: zgodność jęj treści z prawem zwyczajowem,
religią, moralnością ludową i wierzeniami, wogóle - z całokształ
tem życia ludu litewskiego. Muszę tu zrobić jedno zastrzeżenie:
oto umowy osobiste nie zawsze ściśle zgadzają się z wymaganiami religii i moralnemi pojęciami ludu, mimo to jednak sądy wło
ściańskie nie odmawiają niekiedy w takich wypadkach swej pomocy. Zdarza się to wprawdzie rzadko, ale zdarza się; być może
powodują się one w wypadkach podobnych czysto ludzkiem uczuciem . . . . Wedle ludu wszelka umowa, której treść jest sprzeczna
z jego pojęciami życiowemi, nie posiada ani najmniejszego znaczenia; jej złamanie nie prowadzi do odszkodowania ....
Dziś już lud nie zna żadnych symbolów i obrzędów przy zawieraniu umów, ale dotąd zachowały się ich przeżytki niektóre>.
Do nich należą uściśnienie wzajemne rąk, podanie „n;ki kosmatej" (t. j. owiniętej w połę ubrania lub róg chusty), ,,mohorycz"
(litkup) i t. d.; są to juz szczątki nikłe, nieposiadające znaczenia
prawnego. Wyjątek chyba stanowi „mohorycz", który niekiedy
służy dowodem, że ugoda została zawartą lub rzecz sprzedane:\
rzeczywiście.
Umowy· bywają słowne i pisemne; pierwsze zawsze dotyczą
najmu, bo lud w tym zakresie stosunków życiowych nie zna innych. Istnieje śród ludu przekonanie, że nie godzi się je zawierać
na piśmie, albowiem ustanowitoby to - wedle niego - coś w rodzaju niewoli lub pańszczyzny. J estto wierzenie tak gł,)boko zakorzenione, że wszelkie przepisy prawne o t. z. ksi,\ŻP.czkach dla
*) Lud nie odróżnia ściślJ małoletności od niepełnoletności.
-
122 --
robotników wiejskich pozostały literą martwą; w ksi~gach umów,
znajdujących się przy U rzędach gminnych, niema bodaj zapisanej ani jednej umowy najmu. Być może - wierzenie to jest
przeżytkiem dawnego ukupnictwa, którego pamięć zanikła, albowiem zniósł je ~ już Zygmunt August. Umowy słowne dawniej
ogarniały całą niemal sferę wzajemnych stosunków włościan, ale
z biegiem czasu zwęża się ona coraz bardziej, lubo nawet dziś
jest jeszcze bardzo szeroką. Dawniej umowy na piśmie, znane
oddawna, zaświadczano zwykle w urzędach gminnych, wnosZc\C je
<lo ksiąg odpowiednich, które istnieją przy nich ; dziś wszystkie
ważniejsze, których wartość przenosi 100 rub., za wie rają się przed
regentem. Rozumie się - do ostatnich stosują się ogólne normy
prawne, do innych zaś - prawo zwyczajowe.
Jednym z koniecznych warunków prawności umowy jest
obecność świadków wiarogodnych ; nigdy nic nie słyszałem o umowie zawartej bez nich; to samo potwierdzają wszyscy znawcy
życia ludu. Świadkami stanowczo być nie mogą ludzie nawet
o podejrzanej wartości moralnej, a tembardziej karani złodzieje,
pijacy, rozpustnicy i t. d.; nie mogą też być nimi ludzie obcy,
nieobeznani z warunkami m1eJscowyini. Wyrażenie „człowiek
obcy" posiada znaczenia różne i niekiedy oznacza ono pojęcie
narodowościowe,
najczęściej zaś religijne; tak w okolicach
fiirż włościanin, kalwinista z wyznania jest „swoim", gdzie indziej
znowu obcym ; ,:ydzi miejscowi zawsze i wsz~dzie uważają się za
obcych.
Wiarogodność świadków zale~y od wielu okoliczności; przedewszystkiem zwraca się tu uwagę na ich wartość moralną, zamożność, niekiedy stanowisko urzędowe i t. d. Świadectwo włoś
cianina rolnego więcej znaczy, niż bezrolnego, urzędnika gminnego z wyborów - ni.z zwykłego członka gminy; zresztą ocena
wiarogodności świadków zależy wyłącznie od sądów _gminnych,
które kierują się w tych razach podstawami róznemi, przeważnie
jednak wymienionemi powyżej. Zawierając umowę, zawsze starają zię uprosić na świadków ni\jbliższych i najpoważniejszych
krewnych stron obu; ich udział jest jakby przyzwoleniem i zatwierdzeniem umowy przez cały ród, zwłaszcza wymaga ~ię tego,
gdy w drodze polubownej strony załatwiają jakiś spór zaciąty.
Rozumie się - świadkowie winni być pełnoletni i prawosposobni. Kobiety stanowczo nie mogą być; świadkami przy zawieraniu
umów rzeczowych, dotycz.\cych nieruchomości; mogą jednak
świadczyć i świadczą ,ve wszelkich umowach innego rodzaju,
lubo zawsze starają się je usuwać od za:;wiadczeń ważniejszych.
-
123 -
Swiadkowie WP-dle zwyczaju nie pobieraj,t wynagrodzenia .źadne.::ro,
ale strony winne uraczyć ich należycie; jezeli umowa jest waż
niejsią, to dla nich warzy się pi wo, które dotąd niezupełnie straciło !;Woje uprzednie znaczenie obrzędowe.
W zakończenie nadmieniam, ze kobiety wogóle usuwają sie od zaświadczania umów
na piśmie, lubo mogą to robić z zastrze.zeniem uprzedniem i same
one uważają to za niewłaściwe, a lud przypisuje mniej wagi
i znaczenia świadectwu kobiety niż mężczyzny. Ważnem jest i po•
żądanem, by świadkowie zaopatrzyli umow~ w pieczęcie, bo ta
okoliczność wedle ludu - wzmacnia jej prawność i wykonał- .
ność'; w tem, bodaj, tkwi główna przyczyna, dla której podpisy
urzędników gminnych wraz z ich pieczęcią są tak cenione.
Wykonanie umowy zabezpiecza się w sposób bardzo różny ;
prawo zwyczajowe wa dobrze instytucyę poręki. Porqc.znikam i
zwykle bywają najbliżsi, najpoważniejsi krewni i powinowaci stron
obu. Ich udział jeRt równoznaczny z zapewnieniem, że cały ród
.zobowh\zuje się wykonać umowę zawartą ; jestto przeżytek dawnej
solidarności rodowej, dotąd jeszcze istniejący,
lubo zanikający
i w praktyce posiadający małe znaczenie. Wogóle -- porc:cznikami mogą być ci tylko ludzie, którzy dają gwarancyę możnrnki
wyegzekwowania od nich odszkodowania, jeżeli umowa zostanie
złamaną. Kobiety mogą być poręcznikami o tyle, o ile posiadają
mienie osobiste; zresztą od nich wymagają się takie same warunki, co i od mężczyzn. Bardzo rzadko jednak można spotkać poręcznictwo kobiet, wyjątek chyba stanowi~ umowy pożyczkowe,
zwłaszcza weksle, których lud zaczął używać od lat kilkunastu.
Poręcznicy nie otrzymuią wynagrodzenia żadnego, należy się im
tylko ugoszczenie sowite, a niekiedy - dary drobne; jestto stary
pogląd prawny, który dziś idzie w zapomnienie, bo coraz częściej
a części~j słyszeć o „wyrazach wdzięczności" t. j. gotówce, darach i t. d.
Zna też prawo zwycząjowe i inne formy zabezpieczenia
umowy zawartej. Do najbardziej znanych i najstarożytniejszych
nale.zy niewątpliwie zastaw, do najnowszych - weksle obu stron,
które składają się na ręce osoby trzeciej, wiarogodnej. Do starożytnych tez form należy niewątpliwie zadatek; jestto pewna suma,
wniesiona przez jedną stronę drugiej, by zabezpieczyć wykonanie
umowy. Wedle prawa zwyczajowego cały zadatek ginie, jeżeli
strona przeciwna odrzuci się od umowy, chociażby nawet z tego
powodu nie wynikło ani str~t, ani kosztów żadnych. \V' ogóle złamanie uwowy czy jej c,drzucenie, za wsze prowadzi do przejścia
za<latku na zupełną własność tej strony, która go otrzymała. Jest
-
124 -
to ogólny pogfo,d prawny, podzielany nietylko pr,rnz lud, ale nie„
mal przez wszystkich. Nie można nawet wytłómaczyć, że w takich wypadkach tylko taka część zadatku r.ale~y do strony, posiadającej go, jaka odpowiada rzeczywistej wartości poniesionych
strat i kosztów. Ten pogląd ogromna większo~ć mieszkańców naszej ziemi tłómaczy koniecznością ukarania strony, winnej złama
nia czy odrzucenia umowy. Lud to zapatrywanie podziela w zupełności, posuwając je nawet .o wiele dalej. Niewątpliwie, że źró ·
dłem tego poglądu jest epoka prastarych stosunków ekonomicznych, wśród których zabezpieczenie mienia czy też praw na pracę
ludzką było niemal wszystkiem, człowiek zaś niczem ; niewąt•
pliwie -- jego źródło tkwi też w przeżytkach poglądów niewolniczych na stosunki ludzkie. Zasada: ., wszelkie zobowiązanie się
czynić co lub nie czynić w razie niedotrzymania, prowadzi do_
wynagrodzenia strat i kosztów poniesionych", nie prędko jeszcze
uzyska uznanie ogólne.
Prawo zwyczajowe wyróżnia złamanie umowy, wywołane
okolicznościami niezależnemi od dobrej woli stron obu; wogóle
niemożliwość wykonania znosi samą umowę. W takich razach odszkodowania poszukiwać nie można; zadatek, czy też inne zabezpieczenie winne być zwrócone. Inna natomiast rzecz, zerwanie
czy złamanie umowy, zależne od woli jednej strony; w tym wypadku druga ma zawsze prawo do odszkodowania strat i kosztów
bezpośrednich, nie zaś -- pośrednich.
Niekiedy nawet złamanie
umowy osobistej sprowadza na winnych kary surowe. Zasada odszkodowania jest tak ogólnie uznaną przez lud, ze niekiedy sądy
włościańskie skazują „cudzołożc hv" na wynagrodzenie strat, wynikłych z ich postqpku, albowiem dotąd lud w małzeństwie widzi
coś bardzo pokrewnego z umową.
Najwięcej starych poglądów
ludowych na karalność złamania umowy przechowało się w zwyczajach, dotyczących najmu; samowolne opuszc~enie służby lub
zrzeczenie się obowiązków przyjętych jest występnem, karygodnem. W tych wypadkach żadne okoliczności nie usprawiedliwiajćl i nie tłómaczą winnych ; rodzice też są odpowiedzialni za
swoje dzi~d; to samo sto1:,uje się do opiekunów. Być może ten pogląd tłómaczy się zwyczaje rn, który zezwala rodzicom wynaj m ywać swe dzieci niepełnoletnie na służbę.. . . W sprawach
podobnych sądy włościańskie nie uwzględniają zwykle żadnych
pobudek, nawet moralnych i sam fakt porzucenia służby już wystarcza. Przytaczam parę przykładów bardzo jaskrawych. Robotnica porzuciła służbę, bo gospodyni biła ją, podejrzewając o sto-
sunki miłosne ze swym mężem.
Sprawa wytoczyła si~ przed są-
-
125
dein gminnym Tryskim; wyrok - 1880 r. 1. 16. - skazał oskarżoną na zapłacenie ·18 rub. odszkodowania, a jej ojca - na 2 dni
aresztu „za odmawianie córki od służby". W tej samej gminie sąd
skazał ojca na chłostę za to, że odebrał córk{~ od gospodarza,
który zagrażał jej czci niewieściej. (Wyrok 1880 r. 1. 41).
Mówiąc szczegółowo o umowach najmu, przytoczę nieco wi<-,cęj przykładów, rzucających nader jaskrawe światło na poj(,cia
prawne. Tu nadmienię tylko, iż są właściciele ziemscy, którzy
me wahają się udawać do sądów włościańskich, by w drodze
grozby karnej utrzymać u siebie służbę wyzyskiwaną. Co gorwj
- opinia publiczna nie dość potępia tych panów, nawet znaczna
część szlachty gotowa przyklasnąć temu zwyczajowi, którego znaczenia wprost nie rozumie.... Zjazdy komisarzy do spraw włoś
ciańskich, w charakterze instancyi kasacyjnej dla S,\dów gminnych
walczą z tern uporczywie, kasując, o ile można, wyroki S,\dowe,
ale dotąd ta walka jest nie mal bezowocną.
Rozumie się - w razie złamania umowy wszelkie zabezpieczenia materyalne przechodzą na zupełną własność strony poszkodowanej. Prawo zwyczajowe nie zna w wypadkach podobnych
żadnych ustępstw, żadnych okoliczności łagodzących. Jeżeli strona
poszkodowana nie mogła wyegzekwować odszkodowania od strony
przeciwnej, to jej poręcznicy odpowiadają swem mieniem calem
i wyjątków niema. W takich wypadkach sądy włościańskie Si.\
zwykle bardzo surowe; nawet egzekucya ich wyroków zwykle
następuje rychło, acz w wypadkach innych każe na siebie ciekać
bardzo długo.
W zakończenie tego ustępu nadmienię, i:: prawo zwyczajowe
nie rozróżnia ~ciśle umów rzeczowych a osobistych, zwłaszcza
w kwestyi pożyczek. Tu też trzeba zanotować, że nie zna ono
pojęcia urnowy zamiany, oraz kupna sprzedaży, jako osobnych
form prawnych, lubo zwyczaje odpowiednie zachowały się jeszcze
dotąd. Przytaczam ich wiązankę małą, bo zanikają one....
Zamiana praktykuje się dziś już bardzo rzadko, najczęściej w formie
wypłaty w naturze za robotę wykonaną. Miarą wartości rzeczy
zamienianych jest już dziś pieniądz, nasi włościanie dotąd jeszcze
posługują się dawnemi miarami i wagami, nawet niekiedy rachują na złote i grosze; miary urzędowe nie zyskały uznania,
tylko zboże zaczynają już sprzedawać na wagi.
Jednostką miary dla ciał płynnych i sypkich jest kwarta;
4 kwarty stanowią garniec, 24 garncy - pur (miara ciał sypkich,
ziemniaków, owoców i t. d.). Niekiedy pur dziel.i na 4 sieki, po
6 garncy w każdym; pur żmudzki, czylj "akteju" ma 28 garncy.
126 -Płyny mierzą
kwartami, garncami i beczkami, których objętość
jest różna. Dotąd lud posługuje się przeważnie łokciem, dzieląc
go na 1 2 cali; płótno ma osobną miarę, zwaną „stanem" ; nieokreślona to wielkość .... W różnych okolicach bywa różną. Wagi
używają się dawne, zanikły tylko nazwy cetnara i kamienia, natomiast zyskał prawo obywatelstwa pud, znany zresztą oddawna.
Ziemię niekiedy mierzą jeszcze włokami, które zawierają po 30
morgów ( 20 dies.), ale lud posługuje się przeważnie diesiatyną,
miarą urzędową.
Dokonywając .zamiany, każdą rzecz ocenia się zwykle w monecie; wymaga się równej wartości, by ten akt został dokonany.
Dziś zamiana praktykuje się wogóle bardzo rzadko; niekiedy zamieniajq zwierzęta udomowione, najczęściej konie. Taka .zamiana.
odbywa si<; w obecności świadków; obie strony obowiązane są
sumiennie określić wartość zamienianych przedmiotów, bynajmniej
nie ukryw..ijąc stron ujemnych. "\\;" razie wykrycia złej woli zamiana unieważnia się; w takim razie przedmioty zamienione,
winne być zwrócone właścicielom uprzednim. Jeżeli podstępnie '
zamieni.:t konia dychawicznego, wydając go za zdrowego, to w tej
okoliczności lud widzi podstęp, który nawet może być karany
kryminalnie. Vil ogóle zła wiara jednej strony zwalnia drugą od
obowiązku dotrzymania umowy zamiany. Wszelkie straty i szkody,
wynikłe z tego powodu, winna zapłacić strona przeciwna; jestto
zasada .ogólna, którą przestrzegają sądy gminne.
Żadnych szczególnych obrzędów i symbolów przy akcie zamiany lud już nie zna, powstałe szczątki stosują się też do urno~
wy kupna - sprzedaży, przeto kilka słów o nich skreślę poniżej
nieco. Nadmienię tu, iż nie wolno sprzedawać rzeczy ostrych,
ale należy zamieniać je na przedmioty metalowe. Tern wierzeniem tłómaczy się ta okoliczność, że za rzecz metalową lud najcząściej płaci miedziakami lub srebrem.
Nie wolno też sprzedawać pszczół, jak.em mówił uprzednio, można je tylko zamieniać.
Inne natomiast przedmioty można kupować i sprzedawać, byle
tylko osoba sprzedająca miała na to prawo; o ograniczeniach pod
tym względem kobiet zamężnych wspominałem już.
Prawo zwyczajowe zna sprzedaż z prawem odkupu na warunkach, umówionych z góry; niedotrzymanie ich pozbawia prawa
wykupu. W tych wypadkach zwykle oznacza się termin przedawnienia. Warunki te mogą być bardzo różne. Jestto coś w rodzaju pożyczki pod zastaw; urnowa mało znana a rzadka. Kupujący ma prawo targować się do upadłE.go; nikt mu tego za złe
nie bierze, ale lud patrzy krzywem okiem na "podbijanie ceny"
-
127 -
t· j. jej podnoszenie; sprzedający nie ma prawa ukrywać złych
stron sprzedawanej rzeczy. Jeżeli ta okoliczność wykryje si<~, to
umowa sprzedażna unieważnia się ; winny musi zapłacić odszkodowanie, a nawet można go zaskarżyć do sądu. Niekiedy daje
się zada.tek; jeżeli umowa sprzedażna zostanie zerwaną z winy
osoby, która go wzięła, to musi on być zwróconym. Wrazie prze•
ci wn ym - nie. Jeżeli sprzedaje się konia, to razem z uzdą, która
stanowi rzecz dodatkową. Wogóle rzecz sprzedaną należy oddawać po otrzymaniu pieniędzy, albowiem ta okoliczność stanowi
chwilę przejścia prawa własności, nie zaś -- umowa zawarta.
Zdarzają się wypłaty pieniężne rozłożone na raty ściśle określone ;
w tych wypadkach nabywca po spłaceniu pierwszej otrzymuje
przedmiot kupiony, ale właściciel uprzedni zachowuje prawo odebrania go aż do wypłacenia ostatniej, rozumie się tylko - wrazie niezachowania warunków umówionych. Wogóle sprzedaj,\cy
winien postępować sumiennie, bez krzywdy kupującego; post<wowanie inne lud uznaje za karygodne; sądy gminne podzielają ten
pogląd. ,Zgodnie z nim sprzedaż rzeczy kradzionej uniewazma
się; rzecz zwraca się właścicielowi, a poszkodowany ma prawo
poszukiwać zwrotu wartości wydanej na złodzieju, jestto okolicz •
ność zwiększająca winę. Nie godzi się nic kupować od pijanego
lub nieprzytomnego ; jeżeli jednak coś rzeczywiście kupiono, to
wrazie skargi akt kupna sprzedaży uznaje się za ważny, gdy nie
jest połączony z krzywdą. Wedle ludu korzystać ze stanu nieświadomości sprzedającego lub kupującego jest czynem nagannym
nawet karygodnym; prawo zwyczajowe uznaje to za oszustwo.
Niekiedy, lubo już rzadko, płata pobiera się bądź w naturze
np. w pewnej ilości zboża, wełny, lnu i t. d., bądż w robociżnie.
Zdarza się, że włościanin kupuje jakiś przedmiot (zwykle we dworze lub u swych sąsiadów), a wartość jego wypłaca pracą osobistą; na przednowku w sposób podobny sprzedają zboże np. za
pur żyta liczą tyle to a tyle letnich dni roboczych, męskich zwykle 6- 10 dni. Lud patrzy bardzo krzywem okiem na to, bo taka
sprzedaż na kredyt zazwyczaj łączy się z wyzyskiem, któr.v on
odczuwa.
W zakończenie kilka słów o przeżytkach, dotąd jeszcze istniejących w tej dziedzinie zycia ludu. Wedle wierze11 ludowych
S,\ osoby, które posiadają „dobrą lub złą rękę" i czyli ,,lekką",
lub „ciężką" i wszystko co się nabędzie od pierwszej, wiedzie się
n. p. krowy są zdrowe, a mleczne i t. d., natomiast osoba o nrP.ce
złej" lub "ciężkiej" wywiera wpływ zgubny na to wszystko, co
kiedyś należało
do niej i kupione konie czy krowy zdychają, kury
-
128 '-
nie niosą się i t. d. Wierzenie w „lekką rękę" sięga bardzo głę
boko. Jeśli chcą, by włosy dziewczęciu rosły <lobrze, należy je
ostrzyclz lekką n:ką. W tej sferze życia ludu spotykamy coś w ro
dzaju spółki z kupcami, rodzaj kundmaństwa, zwłaszcza na Żmu
dzi głębokiej. Włościanie, nabywający stale towary u pewnego
kupca, prowadzącęgo handel uczciwie, nazywają go „biczulis6ó
(bitnik!) t. j. tą samą nazwą, jak członków spółki pszczelarskiej.
Tego wyrazu lilewskiego nie umiem oddać po polsku, bo w polszczyźnie miejscowej wyraz „bitnik" używa się w znaczeniu okreś
lonem w rozdziale uprzednim. Pewien stosunek zobowiązuje obie
strony: ,,biczules" -- zwykle Żyd starej daty - poczuwa się do
obowiązku sumiennego postępowania i częstowania kiedy niekiedy
włościan, ci zaś ostatni - do składania podarków: kura, gęś, wózek drew i t. d. Na Paschę Żydzi obsyłają ich miodem i macami:
zwykle też mają w zapasie tanie papierosy, cygara i t. d., kobietom dają często kawałki cukru, zalane kilku kroplami anodyny,
której użycie zaczyna rozpowszechniać się.
Ustęp poprzedni poświęciłem tej gałęzi prawa zwyczajowego,
które traktuje o kupnie - sprzedaży lub zamianie ruchomości,
teraz zaś skreślę słów kilka o umowach jawnych, piśmiennych,
dotyczących nieruchomości. Włościanie, jakem rr..ówił uprzednio,
nie krępują się żadnemi ograniczeniami, które prawo stosuje do
własności ukazowej; • w rozdziale uprzednim omówiłem
dokładnie tę kwestyę, przeto nie wracam do niej. ,~Własność wolna", włościańska podlega ogólnemu prawu cywilnemu, zatem
przejście jej z rąk do rąk odbywa się wedle przepisów prawnych; nie spotykamy w tych umowach ani śladów poglądów
prawnych ludu. W rozdziale też poprzednim przytoczyłem cały
szereg faktów i przykładów, dotyczących umów podziałowych,
gruntami nadanymi (str. 275-290). Tu zaś, jakem pisał w tern
miejscu, skreślę ogólne podstawy tych umów wedle prawnych
pojęć ludu. U mowy podobne zawsze zawierają się w obecności
świadków, a za zgodą wszystkich współwłaścicieli; żadnego pozwolenia władz gminnych nie wymaga się Wedle starych zwyczajów najstarszy czy najmłodszy winien posiadać pewne przywileje; zwykle otrzymywał on chatę ojcowską i większy kawałek
gruntu; pozostali bracia dzielili się porówno, siostry usuwano od
ziemi, ale wypłacano im posagi; do nich też należała cała gotówka
pozostała oraz pos~g i osobiste mienie matczyne.
Ruchomości dzielono na części równe; niekiedy w ich podziale uczestniczyły dzieci adoptowane lub przybrane. Krewni
odgrywali rolę bardzo poważną, wyrażając swym udziałem jakby
-
129 -
zatwierdzenie umowy podziałowej przez cai:y ród. Takie są pod stawy główne, ale w czasach ostatnich zachodzą w nich zmiany nader
poważne: zasada równości arytmetycznej pomiędzy braćmi zyskuje
coraz więcej uznania. Siostry zaczynają w niektórych okolicach zy •
skiwać prawo do gruntu, które znajduje uznanie nawet w sądach
gminnych. Przeważnie na pograniczu pruskiem coraz częściej rozpowszechniają się rozmaite formy zrzeczenia się swych praw do udziału
w podziale mienia wspólnego. W ogóle konieczność życiowa zmienia
i modyfikuje stare podstawy umów podziałowych, których przykłady przytoczyłem w rozdziale uprzednim. Umowy te najcu,ściej
są słówne; jeżeli kreślą je na pa pierze i uprawniają, to one są
zwykle zamaskowane, by uniknąć przepisów prawnych o niepodzielności gruntów nadanych.
Umowy dzierżawne są nader rozpowszechnicme; zawierają je zwykle na piśmie tylko wówczas,
gdy wartość przenosi 100 rub., acz spotykają s~ę wyiątki liczne.
Dawniej nie znano umów piśmiennych. Dawniejsze urr.owy dzierżawne wyróżniają się stanowczo od dzisiejszych; tu trzeba nadmienić, że nawet właściciele ziemscy, zwykle stosowali prawo
zwyczajowe do dzierżawców drobnych, nietylko włościan, ale
nawet i szlachciców zagonowych. Dawniejsza umowa dzierżawna
wyróżniała się stałością opłaty, ulegającej zmianom nader rzadko
oraz daninami i robocizną, w których uiszczano część tenuty dzierżawnej. Było to bardzo naturalnem i zrozumiałem w epoce. gospodarstwa niemal naturalnego. Zdarzało się często, że właściciel
ziemski wydzierżawiał drobne kawałki swych gruntów za stałą
opłatę, zazwyczaj nizką, niejakie daniny i robocizny. Dzierżawa
była bezterminowa,~ a właściciel miał zawsze prawo usuni\Ć dzierżawcę, wrazie przekroczenic1. umowy zwyczp.jowej, zwykle domniemanej. Dziś ze zmianą warunków stara forma dzierżawy drobnej
prawie zanikła; spuścizną po niej pozostały tylko robocizny,
w których uiszcza się część opłaty. Słówność umów, ich bezterminowość i daniny znikły doszczętnie.
Nawiasem nadmieniam,
iż tacy drobni dzierżawcy zwykle mniemali, że mają prawo wła
dania wieczystego gruntem za opłatą stałej dzierżawy czyli czynszu.
W tym poglądzie ludowym tkwi, bodaj, głównc1. przyczyna zatargów pomiędzy właścicielami ziemskimi a drobnymi dzierzawcami,
popieranymi przez sądy niższe (sądy pokoju) i administracyę. By
uniknąć pretensyi do „zasiedziałości gruntu", ziemia wydzierżawia
się nie inaczej, jak tylko za kontraktem prawnym i to najdłużej
na 12 lat; dziś w umowie dzierżawnej ściśle określają się wzajemne prawa i obowiązki, oraz warunki, których przekroczenie
unieważnia ją. Rozmaite robocizny utrzymały się jednak dotąd;
-
130 -
zwykle kontrakty omawiają szczegółowo ile, kiedy i jakich dni
roboczych ma odrobić dzierżawca. Niekiedy włościanie małorolni
lub bezrolni, czasami kobiety-komornice, wydzierżawiają od właś
cicieli ziemskich kawałki gruntu pod ziemniaki, uiszczając płatę
robocizną, miarą zwykłą jest przestrzeń ziemi, niezbędna do posadzen-ia pura kartofli. Zdarza się też, ze za wydzierżawienie
-łączki lub rowów czyli ściślej wykoszenie ich i spasienie włoś
cianie zobowiązują się „odrabiać dni" ; jestto forma dzierżawy.
1,ud ogromnie niechętnie ucieka się do niej, bo widzi w niej i zupełnie słusznie - wyzysk okropny: za prawo posadzenia pura
ziemniaków trzeba odrobić 3 -6 dni letnich, roboczych, których
wartość wynosi przeciętnie od 76 kop. do 1 rub. 50 kop.! Korzystają z tego chętnie nietylko dwory, ale i chłopi zamozniejsi, by
zapewnić taniego robotnika na czas żniw.
Spotyka się też u nas forma dzierżawy, nieznana w innych
okolicach Europy, oprócz cesarstwa Rosyjskiego. Zdarza się; że
urzędy gminne wydzierżawiają grunta, nadane włościanom, samowolnie, bez zgody ich właścicieli, wrazie nieakuratności w wypła
caniu podatków lub wykonaniu powinności naturalnych. Dzierżawcami takimi są zwykle chłopi lichwiarze; mając stosunki
z urzędem gminnym, wydzierżawiają oni za bezcen grunta \Vła
ścicieli nieopłacających akuratnie podatków. "Często zdarza się
- mówi p. Friedman str. 95. - że grunta, za które moznaby
zapłacić 100-150 rub. dzierżawy, wydzierżawiane są za 30- 40
rub. Takimi dzierżawcami bywaią zwykle włościanie lichwiarze".
Istnieje u nas nietylko wśród ludu, ale nawet wśród drobnych
rolników stanów innych szczególna forma dzierżawy, zwana póło
wnictwem; opłata dzierżawna -- to zwykle połowa całego urodzaju. Połownik sam obrabia ziemię, zasiewa, zbiera plony, korzysta z lokalu, opału i t. d., ale musi oddać połowę zbiorów rolnych
w stanie Rprzedażnym n. p. zboze w ziarnie, len we włóknach
wyczesanych i wyczochranych i t. d. Jest to forma dzierżawy
bard-żo rozpowszechniona, a ciesząca się uznaniem wśród ludu ;
zwyczaje odpowiednie, dotąd przestrzegane pilnie, ściśle określają
wzajemne stosunki i prawa właściciela i połownika. Dostawa ich
główna to sumienność, której przekroczenie, nawet sąd_y wło
ścia11skie, karza,, surowo.
Spotykają się też, lubo rzadko, formy
pólownictwa zbiorowego, kilku rolników, posiadających inwentarz
żywy i pewne kapitały, łączą się razem, by na połowę wydziP-rżawić większy folwark. Przytaczam przykład, znany mi dobrze.
Przed kilkunastu laty cała wieś 1 złożona z 11 chat byłych poddanych, wydzierżawiła. za połowę zbiorów folwark, do którego
-
131
uprzednio należała; nadmieniam ·_ stosunki pomiędzy dworem
a wioską zawsze były dobre, nawet za czasów poddaństwa. Wieś
wywiązała się bardzo sumiennie ze swych obowiązków, ale po
upływie paru lat włościanie pokłócili się z sobą i spółka rozchwiała się.
Spotykamy też, lubo bardzo rzadko, wydzierżawianie domów;
„bardzo rzadko", bo niewielu znajdzie się, którzyby tego
potrzebowali. W naszych wsiach, zwykle bardzo małych, rzemieśl
ników niema; mieszkają oni w miasteczkach, tak licznych,
a w każdym niemal dworze jest kowal dworski, który zaspakaja
wszystkie potrzeby włościan pcbliźszych. Zna też lud wydzierża
wianie bydła; zwykły termin tej dzierżawy od św. Jerzego do św.
Michała; płaci się od krowy. Przychowek należy do właściciela.
Czasami dzierzawią włościanie ogrody owocowe, przewozy i t. d.
ale szczególnych zwyczajów prawnych, określających stosunki
wzajemne, już niema. Czy były dawniej? Nie wiem, śladów nie
mówię
spotykałem.
Dużo natomiast zabytków przeszłości, pochodzących z czasów gospodarstwa naturalnego, spotykamy w umowach pożycz
kowych. Uprzednio wspomniałem już był, że prawo zwyczajowe
nie wyr6żnia ich ściśle z pośród ogółu rzeczowych umów gospo
darczych; sądy włościańskie tei nie wyrobiły ścisłego określenia
pojęcia pożyczki z jednej strony, lichwy z drugiej. Sądzę, iż
nie m";.ją oni pojęcia o nadużyciach kredytu rujnującego dłużnika.,
bo nawet procenta lichwiarskie -qznają za prawne i słuszne.
Przykłady przytoczę nieco potem, teraz zaś b~dę mówił o pojf;ciu
umowy pożyczkowej.
Przedewszystkiem prawo zwyczajowe zna pożyczki w naturze; rzeczywiście - przed kilkudziesif;ciu laty nit było słychać
. -- jak mówią - o pożyczkach w gotówce wśród włościan. Były
one bezprocentowe, ale pożyczający, zwracając przedmiot poży
czony, winien był złożyć pewien naddatek, pewien dar, wyrażąjąc
tern swą wdzięczność. Jeżeli pożyczka była udzieloną z powodu
kl~ski pożaru, to nie składano daru owego; ten Z\vyczaj zachował
się dotąd. W ogóle wśród ludu pożyczka w naturze z terminem
nieokreślonym, a bez naddatku, jest środkiem niesienia pomocy
pogorzelcom i t. d.; niesie on niekiedy takiego rodzaju pomoc
nawet popularnym osobom stanów innych. Z biegiem czasu
naddatek ów, pierwotnie dar dobrowolny, stał siG obowiązkowym;
powoli określono jego wysokość w zależności od ukoliczności rozmaitych. Dziś nawet śród włościan, zamozniejszych a przestrzegających pilnie .-,tare zwyczaje, wzajemne pożyczki w naturze są
-
132 -
zwykle bezprocentowe, ale dary dobrowolne składają się. Można
w zamian przedmiotu pożyczonego zwrócić inny, równej wartości,
ale wówczas dar dodatkowy jest obowiązkowy. Pożyczają też nasi
włościanie zwierzęta udomowione; przychówek ich zawsze· należy
do właściciela. W ogóle przedmiotami pożyczek mogą być wszelkie
ruchomości; udzielać je może ten, do kogo one należą rzeczywiście.
Jeżeli stanowią one własność wspólną n. p. małżeńską, to zwyczaj nakazuje, by udzi~lano je za zgodą obu małżonków.
Ta.kie były zwyczaje, stosowane przez lud do umów pożycz
kowych, które zawsze zawierano słównie, ale w obecności świadków;
niekiedy rachunki wzajemne prowadzono pismem obrazowem,
które dotąd jeszcze nie zanikło doszczętnie. W miarę przeobrażania się gospodarstwa naturalnego w towarowe umowy pożycz
kowe zaczęły przybierać formę odmienną: zjawiły się pożyczki
w gotówce, powstało i rozwinęło się pojęcie procentu, w który
pn.ekształcił się ów dar dodatkowy. Jednocześnie zaczęto zawierać
umowy pożyczkowe na piśmie, uprawniać je i t. d.; świadkowie,
znani oddawna, stali się koniecznymi; zjawili się poręcznicy.
Wystąpiły też na jaw rozmaite formy zabezpieczenia umów pozyczkowych t. j. zwrotu długu: zastaw gruntów i ruchomości,
poręcznictwo i t. d. Nareszcie, ale bardzo niedawno, lud obeznał
się z obligami i wekslami; dziś już są okolice, w których wło
ścianie znają się dobrze na prawie wekslowem, jak świadczy p.
Gukowskij o włościanach z nad pogranicza pruskiego *). Dziś
umowy pożyczkowe zawsze zawierają się w obecności świadków,
którymi mogą być wogóle ludzie prawosposobni. Procenta już
sa. konieczne, lubo dot~\d niekiedy pobierają się w naturze; zdarza.
si(, to nawet wrazie udzielenia pożyczki w gotówce. Przytaczam
tu kilka przykładów, A. pożycza sasiadowi dwa pury żyta na
przednówku z obowiązkiem zwrócenia w jesieni 3 purów; za pur
grochu należało oddać w jesieni 2 pury i gęś na św. Marcina.
Przed sądem gminnym w Ejragole wytoczono proces o zwrot 56
rubli, pożyczonych przPd 15 laty, z dodatkiem 5 rub. kosztów
:-:;.:\dowych. Okazało się, ze dłużnik dawał corocznie w zamian
procentów 4 pury żyta, pur grochu, gęś na św. Marcin, oraz odrabiał 10 dni roboczych; powództwo uznano za słuszne (wyrok
I 890 r. l, 45) **).
:t.) Pamiętnik gub. Kowieńskiej na r. 1893. sl.r. 157.
**) Fakty te cytuję z prary ,,kilka słów o lichwie gub. Kowieńskiej".
Ateneum 18UG r. IX. sfr. 476 1 478.
-
133 -
Przytoczone przykłady są jednak niedostateczne, albowiem
tylko wypadki poszczególne, przeto przytaczam nieco
faktów ogólniejszych. ,, W gminie Wiekszańskiej" - mówi p.
Gukowskij - sąd rozstrzygał sprawę, w której powodem był żyd,
karczmarz, pożyczający pieniądze po 30%; sąd uznał powództwo
słusznem, a procent- zwykłym". Tenże badacz życia ludu w pow.
Szawelskim dodaje, że śród włościan wysokie procenty SL\ rzeczą
bardzo zwykłą; wedle praktyki sądowej 30¾ nie stanowi jeszcze
zbyt wysokich!*). To samo spotykamy też w powiatach innych.
Dawniej prawie nie znano zabezpieczenia pożyczki: wystarczało słowo dłużnika i zeznar.ia świadków. Dziś natomiast wymaga
się jej zabezpieczenie: kredyt osobisty przeobraża się w rzeczowy.
Najbardziej rozpowszechnioną formą zabezpieczenia jest zastaw;
nim mogą być wszystkie przedmioty, posiadające jakąbądż wartosć, nie wyłączając naturalnie gruntów lub bezspornych praw na
nie. Przedewszystkiem s~ reślę słów kilka o ruchomościach, o<ldawanych w zastaw. Oceniają się one zwykle nizko, ale w każdym
razie pożyczka jest niższą od oceny. Za całość zastawu oupowiada
osoba, która go wzięła; w razie uszkodzenia winna zap!acić odszkodowanie odpowiednie. Jeżeli pożyczkę zabezpieczono bydłem,
to przypłodek należy do właściciela; za sztuki zdechłe nikt nie
odpowiada; inwentarz rzadko daje się w zastaw. Je.zeli pożyczka
jest większą, to zabezpieczają ją zwykle ziemią wydzierżawiaj;:\c
grunt wierzycielowi na ściśle określony termin. Niekiedy dają
w zastaw zasiewy, które wierzyciel - w razie niewypłacalności
dłużnika - ma prawo zebrać i sprzedać; wedle ludu ta sprzedaż
kwituje ctług. Nie stosuje się to jednak do łąk; siano skoszone
uważa się zwykle tylko za procent.
Dziś lud zna już rozmaite formy wzajemnych zobowiązań
się kredytowych; jestto nabytek czasów ostatnich.
Często mozna
spotykać w praktyce sądów gminnych dokumenty podubne, pi•
sane niemożliwym językiem rosyjskim, niekiedy nawet na papierze
stemplowym, a zaopatrzone pieczęcią urzędnika gminnego, który
występował w charakterze świadka. Prawnego znaczenia wi~kszość
ich nie posiada, służą one tylko faktycznymi dowodami pożyczki;
to samo stosuje się zwykle do wekslów włościańskich ... z powodu niezachowania form przepisanych. Sądy gminne jednak
uznają ich ważność i prawno~ć. Nadmieniam, iź pożyczki większe
zawierają sią dziś przed regentem, który nadaje im formę prawm\;
omawiają
*) Pamiętnik gub. Kowieńskiej 1896 r. str. 164·.
-- 134 -·
rozumie się
nie będę o nich mówił; przytoczę tu tylko kilka
o które sprawy toczyły się w sądach wło
:;;ciai1skich. Nadmieniam - wszelkie naruszenie umowy pożycz
kowej wywołuje sprawę cywilną o zwrot; poręcznicy odpowiadają
zwykle na równi z dłużnikiem. Trzeba tu tei dodać, że niekiedy
w powództwach o zwrot długu kryje si~ zamaskowana sprzedaz
. gruntów. Wierzyciel, wrazie niewypłacalności dłużnika, nie ma
prawa zająć jego mienie; jez.eli zajmie, to p~awo zwyczajowe
uznaje to za samowolę, którą karze surowo. Włościanin pożyczył
od swego sąsiada 4 ft. wełny; po kilku latach sąsiad, nie doczeka wszy się zwrotu pożyczki, zabrał 3 owce dłużnikowi i zarznął;
skórami pokwitował dług a mięso zjadł za procent; sąd gminny
J eleonorowski - wyrok 1889 r. 1. 11. - skazał go na zapłacenie
12 rub. odszkodowania i 3 dni aresztu, a 4 ft. wełny pożyczonej
darował dłużnikowi. Jestto zasada ogólna, uznawana powszechnie:
nikt sam swego długu egzekwować nie moze, robi to sąd.
Należy podkreślić, iż wogóle sądy włościańskie, niekiedy
wyróżniające się swą pobłażliwością, nie znają miłosierdzia dla
dłużników niewypłacalnych. Ta surowość tłórnaczy się pojęciami
o prawie własności - z jednej strony, z drugiej zaś - składem
sądu ( chłopi zamożni) i jego zależnością od najbogatszych, najwpływowszych gospodarzy. W ogóle sądy gminne, jak· lud mówi
z goryczą, są poblażli we dla bogatych, surowe - dla biednych.
Powstało nawet przysłowie: "czyja butelka większa, ten ma
słuszność", powtarzane w okolicach Rogowa (pogranicze pow.
Wiłkomierskiego i Poniewieskiego). Sądy niekiedy nawet wierzq
niemal n:i. słowo wierzycielowi; tak sąd gminny Bernatowski powództwo o 100 rub., stwierdzone przez jednego świadka, uznał
za wazne, nawet w nieobecności poZ\~anego; sumę tę wyegzekwowano (wyrok 1885 r. 1. 25). Ni~kiedy w sprawach podobnych
wydają one wyroki ·niezmiernie oryginalne a cnarakterystyczno :
przed sądem gminnym w Płungianach toczy się sprawa o Żwrot
13 rub., które przysądzono powodowi, ale za jego zgocl.\ dłużnik
musiał je oddać na mszę ( wyrok 1886 r. 1. 25).
Trzeba tei. zanotować, że w tych sprawach przedawnienie
niemal nie istnieje, o którem zresztą prawo zwyczajowe ma poj<~cic bardzo nieokreślone. Ktoś żąda zwrotu 2 bierwion, poi.yczonych przed 7 laty; sąd gminny Aleksandrowski wyrokiem z 188 1
r. 1. 13. zasąllza to powc><lztwo. Pożyczyno 8 łokci samodziału;
po upływie 10 lat zai,ldano zwrotu; s.:t<l gminny w Ta wrogach
zasądził zwrot (wyrok 1891 r. 1. 325). Przykłady te rzucajq nader
jaskra we światło na pojP.cic ludu o przedawnieniu. :Należy też podprzykładów pożyczek,
-
135 -
kreslić, że egzekucya sądowa w tych sprawach następuje zwykle rychło, gdy w innych natomiast każe czekać długo. Do sądu gminnego
w Łuk~ikach zapozwano włośclanina, żądając odeń, na mocy dwóch
dokumentów, wypłaty 21 rub. Na sądzie okazało się, iż pozwany
uważał dług pierwszy (10 rub.) za umorzony, albowiem w ciągu
10 lat sadził dla wierzyciela po 2 pury ziemniaków, za drugi zaś
dał 20 wozów siana. Wierzyciel zeznał, że to były tylko pro~
centy; sąd ten pogląd podzielił (wyrok 1877 r. 1. 17). Teraz jeden
przykład sprawy pożyczkowej, w której należy, bodaj, widzieć
zamaskowany akt kupna-sprzedaży. Włościanka M. zgodziła sią
za 400 rub. długu ustąpić na zawsze 5.5 dies. gruntów, które· naleźały do niej. Sąd zgodził się z tern i wydał wyrok odpowiedni,
którego mąż nie mógł obalić (sąd gminny Sołocki wyrok 1893 r.
1. 1). W tejże samej gminie włościanin za 800 rub. długu zrzP-kł
się 9.5 dies. gruntów nadanych wraz z zabudowaniami. Motywy
wyroku są nader troskliwie wyłuszczon·e; nie zapomniano nawet
dodać, że „w rodzinie Z. (nazwisko dłużnika) nigdy nie było
umysłowo-chorych" (wyrok 1893 r. 1. 5). Wogóle kredyt ludowy,
rzeczowy udziela się na warunkach nader ciężkich, niekiedy graniczących wprost z lichwą.
Prawo zwyczajowe nie zna pojęcia lichwy: lud wprawdzie
potępia zbyt wysokie procenty i zbyt ciężkie warunki kredytu,
ale to potępienie nie jest ściśle określonem i jasnem; uznaje on
to wszystko za czyny niemoralne, ,,bezbożne" nawet, ale nie karalne w drodze sądowej. Słowem - nikt nie może być karany
za warunki, chociażby najcięższe, na których udziela się kredyt,
albowiem każdemu wolno z niego korzystać lub nie; jestto umowa
dobrowolna, jak lud mniema. Rzeczywiście z powodu warunków
gospodarstwa naturalnego, lichwa w swej formie towarowej rzec można - nie istniała po wsiach; dopiero stopniowe przeobrażenie się stosunków ekonomicznych wytworzyło grunt przyjazny dla jej rozwoju. Muszę tu zanotować, że pewne rozporzą
dzenie rządu utrudniło włościanom kredyt rzeczowy. W myśl tego
rozporządzenia nie wolno ani zająć, ani sprzedać z licytacyi tych
ruchomości, które są konieczne do prowadz.enia gospodarstwa.
N a pozór rozporządzenie to, zaczerpnięte, bodaj, z pra woda ws twa
Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej, jest ludzkiem i rozumnem, ale jego wykonanie oddziałało ujemnie. Rzecz w tern, iz
kwestyę, co jest koniecznie potrzebnem do prowadzenia gospodarstwa, rozstrzyga dowolnie Urząd gminny t. j. wójt prawnie,
faktycznie - pisarz gminny. O tej stronie działalności urzędów
gminnych oficyalny Parnit;tnik gub. Kowieńskiej na r. 1896. str.
10
-
136
163. tak się wyraża: ,, nie można zauważyć z tego powodu, że
przy egzekucyach z włościan na rzecz właścicieli ziemskich i wogóle osób prywatnych ci przedstawiciele władzy (urzędnicy gminni)
szeroko korzystają z prawa vet o, gdy komornik sądowy z na•
kazem egzekucyjnym zajmuje mienie włościan. W niektórych
razach cierpią na tern bardzo interesy rolnictwa, oraz towarzystw
wkładowo-zaliczkowych, albowiem uiszczenie się wło:kian ze swych
długów zależy niemal od ich dobrej woli".
Tu należy dodać słów parę: za dług nieprzenoszący I oo rub.
można zapozwać włościanina do sądów gminnych, które wyroki
swoje w sprawach podobnych egzekwują surowo, ale osoby
wszystkich innych stanów troskliwie unikają sądów włościa11skich,
woląc mieć do czynienia z sądami koronnymi. Dajmy na to A.
wygrał sprawę, uzyskał nakaz egzekucyjny i posłał komornika
sądowego, uprzednio zapłaciwszy mu strawne i milowe, by wykonał wyrok, ale pan wójt nie pozwolił zająć ruchomości, bo niezbędne są do prowadzenia gospodarstwa . . . .
I wyrok sądowy
pozostanie „na papierze"! Dziś już nikt nie udziela włościanom,
nieposiadającym gruntów na prawie własności osobistej, ani najmniejszego kredytu. ,,Nikt" ów należy - rozumie się - nie do
włości:tn, bo sami oni pośród siebie umieją doskonale egzekwować wszelkie należności. Dziś już doszło do tego, źe towarzystwa
wkładowo-zaliczkowe, których celem jest ułatwienie kredytu drobnego, odmawiają poi.yczek włościanom, jeżeli pożyczający
i dwaj jego poręczyciele nie złożą zaświadczenia urzędu gminnego, ze posiadają ruchomości, które mofoa zająć i sprzedać.
I :aktyka rozszerzyła to rozporządzenie niezmiernie szeroko:
władze gminne nie pozwalają zajmować ruchomości b. wolnych
ludzi, którzy zalegają dworom w opłatach za ziemię; by tego
uniknąć, dwory opłacają wójta, a głównie pisarza.
Przytoczone fakty rzucają niejakie światło na kwestyę rozpowszechniania się lichwy, która już ogarnęła wsie, nie spotykając
żadnego przeciwdziałania.
Przytaczam tu kilka przykładów, rzucających jaskrawe światło na pogh\dy sądów gminnych na lichwę.
Sąd gminny Erzwiłkowski wydał wyrok następny: ,,chłop poży
czył 800 rub., a za procenty oddał ~woją chałupę wraz z gruntem,
potem zaskarżył wierzyciela. Obie strony zgodziły się, by sąd
gminny rozstrzygał tę sprawę w charakterze sądu polubownego.
Sąd gminny orzekł, że pozwany zobowiązuje się powodowi dawać
aż do śmierci corocznie po 4 pury żyta i owsa, 3 pury jęczmienia,
ka wałek ogrodu na zasadzenie 3 purów ziemniaków, 20 ft. lnu,
-
137 -
oraz karmić krowę i owcę, a na pogrzeb dać 20 rub.; grunt zaś
- przeszło 30 dies. ziemi --- wraz z zabudowaniami przysądził
pozwanemu (wyrok 1884 r. 1. 51). W tej gminie - mówi p. Gukowskij 24°/1 -36¾ nie są uważane za ciężkie. ,,Wogóle sądy
ludowe nie uznają karalności lichwy; spraw o to nie spotyka sią
w cale, natomiast egzekwują one długi lichwiarskie z całą surowością i energią, na którą zdobyć się mogą.
Powiem więcej :
uświęcają one nawet umowy, które p. Gubernator nazywa wprost
nlichwiarskiemi". W memoryale, zawierającym rezultaty rewizyi
instytucyi rządowych i włościańskich (wydrukowanym w dodatku
do Nr. 80. Kowieńskich Wiadomości Gubernialnych z r. 1893)
p. Klingenberg przytacza kilka przykładów, które jego słowami
powtórzę: ,,Do księgi umów zapisują się kontrakty na dzierżaw0
gruntów aż do zwrotu pożyczonych na ich zastaw pieniP;dzy,
(umowy 2, 4, 5). nawet z obowiązkiem przedłużenia kontraktu.
Z tekstu umowy pierwszej widać, że dzierżawca zapłacił arendą
za lat 4 z góry; umowy podobne noszą jawnie lichwiarskie cechy
(Sąd Skawdwilski 1892 r.).
W gminie Krożańskiej „Umowy zawierają się jawna-bezprawne i lichwiarskie, zwłaszcza dużo ich zawarto w r. 1892;
w gminie Pojurskiej „umowy noszą cechy jawnego bezprawia
i oszustwa (1892 r.) i t. d . .,Kilka słów o lichwie w gub. Kowieńskiej". *).
W ostatnich też czasach wytworzył się typ chłopa lichwiarza, nieznany przedtem. P. Friedman tak określa lichwiarza wiejskiego: ,, wysokość pobieranych procentów, terminy, spłaty i fe my zabezpieczenia długu niczem nie różnią się od warunków
praktykowanych przez lichwiarzy nie włościan. Różnica polega
tylko na tern, że działalność chłopa lichwiarza jest znacznie szkodliwsza, niż działalność lichwiarza, nie mieszkającego na wsi.
Chłop lichwiarz, zamieszkały na miejscu, pobiera procent zbożem
i robocizną, których dłużnik prawie nie może obrachować" str. 9.
Do tych słów niewiele co można dodać; nadmienię tylko, iż sądy
i urzędy gminne często są zależne od lichwiarzy, rozumie się pośrednio. Nowo wydana ustawa przeciwko lichwie pozostała literą martwą, bądź z powodu trudności dochodzenia sądowego
w takich sprawach, bądź z niechęci wszczynania procesów podobnych, bądź tt:Ż z niskiego poziomu etyki publicznej.
*) Ateneum 1895 r zesz. IX. str. 4 79 i 480.
*
-
138 -
:c:c.
Teraz skreślę odpowiednie pojęcia i poglądy prawa zwyczajowego, które dotyczą umów osobistych. Przedewszystkiem będę
mówił o umowie najmu, w której ocalało tyle prastarych prawnych pojęć ludowych tak charakterystycznych. U prze1nio nadmieniłem, iż umowy najmu zawsze zawierają się słownie; piśmien
nych lud ohawia się jak cyrografów dyabelskich, bynajmniej nie
przesadzając. Przytoczyłem też prawdopodobne źródło tego przezytku. Nadmienię tu, że prawo zwyczajowe wogóle reguluje stosunki wynikające z umowy najmu; stosują je dwory do służby
folwarcznej narówni z wł0ścianami. Nawet w miastach wzajemne
stosunki panów, a służących określają się niem, lubo z pewnymi
wyjątkami. Wedle zwycz~ju umowy najmu zawierają się pod
koniec roku: w jednych okolicach na św. Mikołaja, w innych zaś
- na Boże Narodzenie. Zwyczaj też każe dawać robotnikowi
wiejskiemu kilka dni wypoczynku, zwykle tydzień. Żadnych legitymacyi lub paszportów nie wymaga się, bo wogóle wynajmują
tylko robotników znanych, pośrednio lub bezpośrednio; zresztą
wszyscy najmici są włościanami miejscowymi, obcych nie spotykamy. Przy zawarciu umowy daje się zwykle zadatek odpowiedni
<lo zasług; włościanie zawierają umowy podobne zawsze przy
świadkach, inni obchodzą się bez nich.
Za małoletnich umowy zawierają rodzice lub opiekunowie,
pobierają też za nich nietylko zadatek, ale nawet zasługi. Prawo
zwyczajowe dozwala małoletnim zawierać umowy najmu, bynajmniej nie zwracają uwagi na zgodę starszych, chociaż zasada
ogólna wymaga bezwarunkowo ich zgody.
Wzajemne stosunki najmitów do pracodawców dotąd określają się jeszcze niemal wyłącznie dawnymi zwyczajami i poglą
dami, w których zachowało się tyle przezytków epoki pa:tryarchalnej. Nietylko włościanie, ale nawet i dwory w swych stosunkach z najmitami kieruja się podstawami prawa zwyczajowego,
lubo ostatnie coraz częściej zaczynają uwzględniać wymagania
współczesne, oraz względy etyczno-humanitarne. Z tego powodu,
omawiaj<1cc tę stronę kwestyi umowy najmu, określę naprzód wzajemne stosunki najmitów do włościan pracodawców, potem zaś <lo dworu.
Przedewszystkiem robotnik w rodzinie włościańskiej jest jej
członkiem; jego położenie niczem zasadniczem nie wyróżnia się od
położenia synów gospodarskich : razem pracuje, je i spi, obcuje
-
139 -
jak równy z równymi; jednakowo podlega patryarchalnej władzy
gospodarza, pracodawcy. Wrazie lenistwa czy niedbalstwa lub
nieposłuszeństwa nie ominie go połajanka, a nawet „pyskowanie".
Jeżeli uznaje siebie winnym, to nie poczuwa się obrażonym,
zwłaszcza gdy gospodarz jest człowiekiem leciwym. Wie dobrze,
że w razie choroby otoczą go opieką, zrobią wszystko, co w danych okolicznościach będzie można; za straty i szkody przypadkowe zasług nie wytrącą .... prędzej obiją, gdy szkoda będzie
większą. Pracuje jak każdy członek rodziny włościańskiej, ani
mniej, ani więcej. Jeżeli latem czasem dzień roboczy przeciL1cga
się aż do późna, to obok siebie widzi na zagonie synów i córki
gospodarskie.
Zasługi określają się zwyczajowo, zależnie od przymiotów
osobistych, płci i wieku. Najmici dzielą się na parobków i pół
parobków. Pierwsi otrzymują płacę niemal w dwa razy większą
niż drudzy; dziewczęta służbowe stanowią jedną kategoryę. Zasługi zależą od przymiotów osobistych i wydajności pracy. Wogóle władza pracodawcy n·ad najmitami i robotnicami może być
śmiało przyrównaną do władzy rodziców nad dziećmi, ale nie
utożsamianą, bo zakres jej jest szczuplejszy. Analogia ta dość
ściśle oddaje zasadnicze rysy tych stosunków : jak w rodzinie
córki zależą przeważnie od matki, tak robotnice -- od gospodyni.
Obowiązki rodziców względem dzieci lud stosuje dotąd, acz z pewnemi zastrzeżeniami, do obowiązków pracodawców względem
najmitów; za ich postępowanie moralnie odpowiedzialnym jest
gospodarz.... Uprzednio nawet zdarzało się niekiedy, że sądy
gminne karały pracodawców za wykroczenia ich najmitów, jak
dotąd karzą rodziców za „niepowstrzymanie" dzieci od występków.
Pisząc o pozostałościach karnego prawa zwyczajowego, przytoczę
przykłady odpowiednie. Pogląd ten podzielają też sądy włościań
skie, stając zwykle po stronie pracodawców, których poczytują
jakby za drugich rodziców. Sar.1i najmici podzielają też opinie
podobne: dotąd nie uważa się za niesprawiedliwość ze strony
pracodawcy, jeśli obatoży swego robotnika za jakiebądź wykroczenie: ,,pan sprawiedliwy, ale zły (piktas) -- mówią włościanie
o pewnym właścicielu ziemskim - jeżeli z fajką zobaczy przy
budowlach, to da w pysk, ale słusznie".
Wszakże przekroczenia normy zwyczajowej przez pracodawce
wywołuje bardzo ostry protest, który znajduje czasami uwzglę~
dnienie nawet w sądach gminnych. W tych wypadkach nietylko
zwalniają one najmitów od odpowiedzialności karnej, ale nawet
przysądzaj,l, im odszkodowanie.
Trudno określić, co należy rozu-
mieć
przez te naruszenia norm zwyczajowych? Zdaje się, iż
wszystko zaleźy w wypadkach poszczególnych od okoliczności
miejscowych. W wypadku, przytoczonym poniżej, było odmówienie strawy mięsnej w czasie zapust, zatem przekroczenie zwyczajowe. W gminie Żagorskiej gospodarz wytoczył proces trzem
robotnikom, oskarźając ich o porzucenie służby i żądając 90 rub.
odszkodowania. Na posiedzeniu sądowem okazało się, iż robotnicy
sa.: katolikami, powód zaś - protestantem; we wtorek zapustny
dano im na obiad śledzie, nie zaś kiełbasy i mięso, "jak tego
dnia zwykle robią katolicy". Nie dość tego: najmici zażądali
jeszcze g rub. odszkodowania od pracodawcy. Sąd powództwo
pracodawcy odrzucił, a najmitom przysądził 9 rub. odszkodowania
"za zawód" (wyrok 1884 r. 1. 43). Najczęściej zdarza się, iż sc1,dy
gminne uznają złą strawę t. j. nieodpowiadającą przeciętnym wymaganiom ludowym za powód dostateczny do porzucenia służby
i zwalniają robotników od wszelkiej odpowiedzialności. To pojęcie
jest bardzo względnem: na pograniczu kurlandzkiem czeladź
dworska otrzymuje 3- 4 razy tygodniowo mięso (zwykle pośle
dniejsze gatunki wędlin lub słoniny), w innych zaś miejscach tylko dwa razy: w niedzielę i w czwartek; w każdym razie 3
razy dziennie strawa winna być gorąca. Te wymagania obniżają
się stopniowo, ale jeszcze utrzymują się tu i ówdzie.
Płaca robocza określa się śród włościan niemal jeszcze zwyczajowo, ale coraz bardziej a bardziej zaczynają na nią oddziały
wać czynniki ekonomiczne. Mogę twierdzić stanowczo, iż wyższą
ona jest w okolicach, posiadających więcej bezrolnych, niż w tych,
w których znajdujemy bardzo dużo włościan małorolnych n. p. na
pograniczu kurland:t:kiem, w północnych częściach powiatów Szawelskiego i Poniewieskiego, o gruntach urodzajnych, wysokiej
względnie kulturze rolnej i wielkiej ilości bezrolnych ( około 50¾)
jest ona o wiele wyższa, niż w okolicach innych, nieposiadających
warunków wspomnianych. Rzecz jasna: włościanin małorolny
trzyma ~ię oburącz swego gruntu i sprzedaje swą pracę za bezcen,
byle tylko wyżyć i nie opuścić go!
W zwyczajach ludu, dotyczących płacy roboczej, zachowało
się jeszcze sporo zabytków czasów dawnych: dotąd bardzo często
uiszczają ją w naturze. Nawet robotnicy stali, wynajęci rocznie
czyli t. z. czeladź, dotąd jeszcze otrzymuje część zasług w naturze: wedle powszechnego zwyczaju każdy pracodawca musi zaopatrzyć swych najmitów w kożuchy. Jestto warunek ściśle przestrzegany ; w niektórych okolicach wynajmują robotników
z obowiązkiem dostarczania im odzieży zwykłej, przeciętnej, ale
zwyczaj ten zanika już, lubo jego pozostałości przechowują się
dotąd: w jednych okolicach gospodarz winien dać służbie obuwie,
w innych odzież zimową i t. d. Robotnicy „na odzieży gospodarskiej" pobierają zasługi niższe ... Dotąd jeszcze zdarza się, zwła
szcza na pograniczu Kurlandzkiem wśród tamecznych włościan
zamożnych, że robotnik, oprócz zasług, otrzymuje t. z. hondę;
jestto kawałek gruntu, który gospodarz zasiewa określoną ilością
ziarna i siemienia; zbiory należą wyłącznie do robotnika. We
włości Podbirżańskiej parobek pobiera 5-1 o rub. płacy rocznej
i hondę następną: 14 garncy lub 16-jęczmienia, 24- owsa i 24ziemniaków; to znaczy, iż do niego należy cały urodzaj z tego
posiewu W gminie Czypiańskiej „bonda" wynosi: pur żyta i po
pół pura jęczmienia i owsa. Trzeba dodać, że parobek-bondnik
ma gotowe utrzymanie i przyodziewek od gospodarza. Niekiedy
część wynagrodzenia stanowi przysiewek t. j. prawo robotnik
zasiać na gruncie gospodarskim pewną ilość garncy
zboża
lub lnu.
Ilość dni roboczych wynosi około 300, bo wszelkie święta
katolickie ściśle bywają obchodzone; obchodu dni galowych lud
nie zna. Długość dnia roboczego określa zwyczaj starodawny:
dzień roboczy trwa latem od wschodu do zachodu słoftca z godzinnemi przerwami na odpoczynek pośniadaniowy i poobiedni.
Zdaje się - położenie robotnika wiejskiego u włościan jest lepszem, niż we dworze, lubo praca w chacie jest cięższą i intensywniejszą, ale wynagradza to stanowisko równości moralnej; wogóle chętniej najmują się do włościan niż do dworów. Robotnik
nasz jest bardzo dalekim od ideału robotnika okresu kapitafo;tycznego; jestto, bodaj, robotnik z okresu gospodarstwa naturalnego,
szybko przeobrażający się na modłę współczesną.
W zakończenie jeszcze słów parę: stosunki wzajemne gmatwają się coraz bardziej; coraz częściej, nawet u nas, zaczyna występować i przybierać formy odpowiednie zasadnicza sprzeczność
pomiędzy interesami pracodawcy a najmitów. Mamy już małe
zmowy robotników wiejskich! ...
Osobną grupę śród najmitów stanowią pastusi.
Każda gromada ma swego pastucha głównego, którngo w miejscowym ję
zyku polskim nazywają „skierdziem". Skierdź winien być człow;e
kiem statecznym i niezbyt młodym; winien on znać się na chorobach bydła i wierzeniach ludowych, dotyczących zwierząt udomowionych. Każda gospodyni wypędza bydło po raz pierwszy
rózgą, poświęconą w niedzielę kwietną. Wypędzajr1cc, należy je
pokropić wodą święconą i obkurzyć ziółkami, poświęconemi na
-
142 lloże Ciało,
co chroni bydlęta od szkody, chorób, uroku niekiedy
lub też czarownicy, która w niektórych okolicach istnieje i odbiera mleko krowom*). Pastuch główny odpowiada za całość
stada gromadzkieg-o; on też odpowiada za szkody, które bydłO'
moźe wyrządzić. Prawdopodobnie z tego powodu posiada on zwfczajowo niemal ojcowską władzę nad pastuszkami, których kiiku
ma zawsze do pomocy. Wynajmuje go gromada od wiosny a~ do
późnej jesieni. Zwyczajowo karmi go każda chata po kolei; odzież
musi mieć własną. Oprócz płacy, z góry umówionej, zawsze otrzymuje on od każdej sztuki bydła rogatego po 2-3 garnce zboża,
po garncu zaś od owcy. W jesieni składają mu dary, jeśli ani
jedna sztuka nie zginęła, ani zdechła z jego winy. W niektórych
okolicach pastuch obowiązany jest zaopatrzyć wieś całą w miotły. W czasie pasania bydła pastusi zwykle trudnią się wyplataniem łapci, które dotąd są jeszcze w użyciu.
Zwyczajowo obchodzą oni na drugi dzień Zielonych Świątek
swoje własne święto. '\\,.,. edle zwyczaju w przeddzień obdarzają ich
słoniną i jajami, z których sporządzają jajecznicę.
Przy rozpalonym ogniu, do którego nawet dziś rzuca się
jeszcze trochę strawy, śpiewano dawniej pieśni obrzędowe, wysławiające, ,,boginię o włosach złotych;" dziś zamilkły one na
zawsze.
W zakończenie nadmienię, iż przebaczenie pastuchowi straty,
poniesionej z jego winy, lud uważa za czyn bardzo pochwalny,
który gładzi dużo grzechów. Nawiasem nadmieniam, że wspólność
pastwiska, oraz konieczność wspólnego korzystania zeń stwarza
jakby coś w rodzaju solidarności gromadzkiej, tak rzadkiej u nas
wobec hasła: ,,każdy za siebie". Przytaczam jedyny, znany mi
przykład solidarnego wystąpienia gromady. We włości Surwiliskiej gromada wspólnie wynajęła na lato byka reproduktora,
ale właściciel po paru tygodniach odebrał go. Wytoczono mu
proces o 40 rub. odszkodowania, które przysądzono (wyrok 1872
r. 1. 40). Dziś chyba już nic podobnego spotkać nie można, jeżeli
spór nie toczy się o pastwiska wspólne ....
W ustępie powyższym skreśliłem zasady główne, któremi
kierowano się w sprawach najmu; dziś ulegają one przeobraże-
*) We wsi Pojodzie, leżącej 0 kilkanaście kilometrów od Poniewieża,
opinia wioskowa wskazuje palcami kobietę, wdowę, chałupnicę, która
słynie za czarownicę, odbierającą mleko krowom (mielżynie); widziano j~,
jakoby bosą w koszuli, zbierającą rosę święto-ja:ńską.
-
143 -
niom się stopniowym, na które przeważny wpływ wywierają nowe
warunki ekonomiczne. Dawna „czeladź gospodarska" zanikła lub
zanika stanowczo: w zamian dawnego robotnika nieżonatego, mieszkająceg-o we dworze i pobierającego opłatę przeważnie w gotówce i t. d., zjawił się najmita żonaty, mieszkający osobno, pobierający znaczną część zasług w naturze i t. d. słowem tak
zwany ordynarczyk, a na Żmudzi głębokiej --- kumieć. Dziś,
coraz częściej, nawet włościanie zamożniejsi usuwają czeladź, zastępując ją ordynarczykami. Ordynarczyk -- to robotnik żo
naty, który za swą pracę otrzymuje osobne mieszkanie, kawałek ogrodu, opał, pewną ilość produktów w naturze, oraz kilkanaście czy kilkadziesiąt rubli w gotówce; za to niekiedy nawet
jego żona lub dzieci winne „odrabiać dni". Termin najmu - rok,
który zaczyna się od św. Jerzego; urnowa zawiera się zwykle na
piśmie z zastrzeżeniem prawa właściciela zerwać ją w każdej
chwili bez podania przyczyn. W ogóle zależność tego nowego
typu najmitów od pracodawców jest o wiele większa, niż dawnej
czeladzi gospodarskiej. Jej zakres i formy bywają bardzo różne,
ale zwykle nie przekraczają granicy stosunków ekonomicznych.
Twierdzą, iż ordynarczyk o wiele więcej zbliza się do ideału robotnika współczesnego niźli parobek dawniejszy. Trzeba tu podkreślić, że patryarchalność w stosunkach wzajemnych zaczyna
zanikać szybko, ale smutno wyznać, że w zamian jej tylko wyjątkowo ustanawia~ą się stosunki lepsze oparte na uznaniu godności ludzkiej w ordynarczyku.
Warunki najmu są nader różne; można tylko śród tego
chaosu podkreślić kilka zwyczajów, uznawanych ogólnie. Oto
każdy ordynarczyk zawsze i wszędzie winien posiadać własne,
osobne mieszkanie i składy, opał i kawał ogrodu warzywnego. W wielu bardzo okolicach zyskali oni już prawo na bezpłatną pomoc lekarską w razie choroby lub nieszczęśliwego wypadku, ale zasadę tę uznają tylko dwory; włościanin nie wyrzuci z chaty chorego, owszem - zwykle otoczy go opieką, ale
na tern kończy się wszystko. Co do wynagrodzenia ordynarczyków przytaczam kilka przykładów, zaczerpniętych ze źródeł
urzędowych. W majętności Grasunach ordynarczyk pobiera 23 rub.
oraz po 12 purów żyta i jęczmienia, 4 pury owsa, pur grochu,
2 pury soli, wóz siana, kawałek ogrodu i prawo utrzymania jednej krowy na karmie dworskim. W Anksztelkach: 20 rub., 12
pur6w żyta, 10 purów jęczmienia, po 2 pury owsa i grochu, 25
ft. lnu czesanego, oraz sadzi dla siebie 4 pury ziemniaków. Dodam, że żony ordynarczyków obowiązane są odrobić po 30 dni
-
144 -
letnich (pow. Szawelski). Pokroje: 50 rub. po 2 pury żyta i jęcz
mienia, pur grochu i wóz siana; oprócz tego dwór daje mu ogród
warzywny, kawałek pola na 2 pury ziemniaków i na każde 2 roclziny dojną krowę, a wieprzka na Iloie Narodzenie. Brunowiszki:
30 rub., 18 purów żyta 113 purów jęczmienia, 5 purów owsa, po
2 wozy siana i słomy jarej, 400 sążni kw. ogrodu i kawałek ziemi na 2 pury ziemniaków. Wolno też paść na dworskiem pastwisku 3 krowy i 3 owce; dwór daje podściółkę, ale zabiera nawóz. Dwa ostatnie przykłady pochodzą z pod Kurlandyi (powiat
Poniewieski); jest to, bodaj, maksimum wynagrodzenia, ale w tych
okolicach żony ordynarczyków winne odrabiać 30-50 • dni roboczych. Najgorszem bodaj jest położenie ordynarczyków w pow.
Rosieńskim. Tam nietylko sam kumieć obowiązany jest pracować
codziennie, ale nawet jego żona i dzieci muszą stawić się na robotę
na pierwsze żądanie właściciela za płacę, określoną z góry. Sprawozdanie urzędowe wyraża się o tern krótko a węzłowato: ,,odbywają pańszczyznę". Stosunki podobne istnieją też w pow. Felszewskim, w innych dzieje się nieco lepiej, ale nie o wiele. Bardzo trudno powiedzieć coś stanowczego o sumiennem wykonywaniu umów zawartych: ordynarczycy niemal powszechnie skarżą
się na pracodawców; ci zaś ostatni - na nich. Właściciele ziemscy tylko w bardzo rzadkich wypadkach uciekają się do ochrony
sądów gminnych: albowiem odpowiednie zwyczaje prawne ludu
stoją w rażąCf~j sprzeczności z współczesnemi pojęciami etycznemi
o umowie najmu, które większość podziela. Jeżeli zaś nawet i nie
podziela, to chęć uniknięcia przykrych stcsunków z pisarzem
włościańskim i sędziami wstrzymuje od tego kroku ... słowem tylko ludzie bardzo niewybredni etycznie niekiedy zanoszą skargi
do sądów gminnych na swych najmitów wrazie zerwania umowy.
Inaczej postępują włościanie: sprzeczności wskazanej powyżej oni
ani rozumieją, ani odczuwają i dlatego nie krępują się bynajmmeJ. Wedle ich zdania niema w tern nic oburzającego, że za
porzucenie służby sąd gminny każe ochłostać robotnika! To też
sądy gminne są zawalone sprawami podobnemi, zwłaszcza na
głębokiej Żmudzi.
Uprzednio nadmieniłem i udowodniłem, że w tych wypadkach żadne okoliczności nie uwzględniają się: sam fakt wystarcza.
Tu przytoczę kilka przykładów, by jaskrawiej oświetlić tę stronę
umowy najmu, która jest niewątpliwie przeżytkiem dawno minionej epoki. ,,Za zawód gospodarzowi i porzucenie służby" sąd
gminny Janowski skazał robotnika na chłostę (wyrok 1885 r., 1.
47). Gospodarz bardzo źle obchodził się z pastuszkiem wyrostkiem;
-
145 -
matka dowiedziawszy się o tern, odebrała chłopca; oskarżono kokietę. Sąd gminny w Worniach skazał ją na zapłacenie 10 rub.
odszkodowania, oraz 3 dni aresztu (wyrok , 886 r. 1. 5 1). Ojciec
wynajął syna na lato, za past.uszka; otrzymał za to zgóry 8 rub.,
pur jęczmienia i 2,5 pud. siana; w 5 tygodni potem odebrał
chłopca; albowiem obchodzono się z nim bardzo źle .... Na mocy
wyroku sądowego musiał zapłacić 3 rub. odszkodowania, oraz
zwrócić pobrane pieniądze, zbole i siano (Sad gminny Skiemski
wyrok 1889 r. 1. 16). ,,z pośród spraw cywilnych, rozstrzyganych
przez sądy gminn~, należy wyróżnić w osobną grupę i wyodrę
bnić te, których źródłem jest umowa najmu; zwykle skarżą się
pracodawcy. \\r szędzie gospodarze skarżą się na robotników za
samowolne porzucenie służby lub niezjawienie się na nią po
otrzymaniu zadatku; skarżą się nareszcie na rodziców, którzy
niekiedy umieją wynająć swe dzieci na służbę dwom, trzem osobom i pobrać od nich zadatki. Taksamo postępują robotnicy
dorośli, samowolnie porzucając jedrn~go gospodarza, a przystając
na służbę do drugiego; swoje postępowanie tłómaczą oni zwykle
na posiedzeniu sądowem złem obejściem sią lub strawą niemożliwą" mówi p. Gukowskij *).
Jestto strona odwrotna, którą przytoczyłem, by oświetlić
jaskrawiej tę sferę życia ludu. Przytaczam tu też jeszcze parę
przykładów, wyróżniających się niezmiernie oryginalnymi warunkami najmu. W gminie Okmiańskiej matka oddała swą córkę na
słuźbę z warunkiem, by ją w ciągu 2 lat nauczono czytać i obeznano „z prawidłami wiary protestanckiej". U płynął termin: okazało się, że dziewczyna nie umie ani czytać, ani katechizmu;
matka zażądała 24 rub. odszkodowania, które przysądzono, albowiem ,,dziewczyny nie nauczono czytać" (wyrok 1882 r. 1. 33).
W innej znowu gminie matka oddała swą córkę nieletnią na służbę,
a pracodawca zobowiązał się poślubić ją po dojściu do pełnole
tności, oraz przekazać jej swój grunt; po 4 latach porzuciła ona
służbę i wystąpiła z powództwem, żądając odszkodowania. Na posiedzeniu sądowem, gospodarz twierdził, iż chce spełnić zobowią
zania się przyjęte, ale powódka o jego poślubieniu nie chce ani
słyszeć, chociaż domaga się gruntu; przysądzono jej 16 rub. 50
kop. odszkodowania (sąd gminny Krukowski Wyroki 1883 r. 11.
5 i 6).
Pozostaje m1 Jeszcze omówić umowy inne, które zna prawo
zwyczajowe. Do ich rzędu należy przedewszystkiem zaliczyć
*) Pami~tnik gub. Kowieńskiej na r. 1886. str. 160.
umowy nadomnicze, w których osoba wysuwa się na plan pierwszy,
czynniki zaś materyalne - na dalszy; z tego powodu zaliczyłem
je do umów osobistych. Często zdarza się, iż wdowa dzietna, posiadająca gospodarstwo, a nie mająca możności sama załatwić się
z uiem, bierze "narlomnika" (uszkurisa) do pomocy, zawierając
z nim osobną umowę, bądż słowną, bądź na piśmie; niekiedy poś!ubia go nawet, ale nie zawsze. W obu wypadkach jednak
umowa gra rolę przeważną; warunki jej są nader różne. Zwracam
uwagę na terminowość: zawiera się ona albo do dojścia do peł
noletności synów, albo na ~ci'śle określoną ilość lat. Należy ro•
zumieć to w tern znaczeniu, że po upływie terminu nadomnik
traci swe prawa gospodarcze, traci prawo rozporządzania się.
K westya pożycia n:iałżeńskiego, jeżeli ślub został za warty, pozostawia się zwykle otwartą, chociaż prawo zwyczajowe daje możność żonie w tych wypadkach usunąć męża z chaty, z czego
kobiety niekiedy korzystają. Uprzednio omówiłem podstawy i
stosunki majątkowe, wynikające z nadomnictwa, jeśli kobieta poślubi nadomnika. Zwyczaje podobne stosują się też do tych wypadków, gdy ona bierze go w charakterze pomocnika czy też
rządcy. I w takich razach nadomnik winien wnieść „posag", który
zwraca się mu w raiie złamania umowy lub upłynięcia jej terminu; ma on też zawsze prawo do wynagrodzenia za prowadzenie
gospodarstwa.
Jego stanowisko często jest nie do pozazdroszczenia: jeśli
nawet kobieta go poślubiła, to w każdym razie krewni żony lekceważą i poniewierają nim, sama żona ma nad mężem stanowczą
przewagę w życiu rodzinnem, która wzrasta coraz bardziej. Jeżeli
nie jest on mężem, to odgrywa rolę pośrednią pomiędzy gospo•
darzem a najmitą. Nieco inne jest stanowisko nadomnika, gdy
poślubia on jedynaczkę gospodarską; w tych wypadkach, zwłaszcza
po śmierci rodziców, staje się on rzeczywistym gospodarzem
i głową rodziny.
Dawniej dość chętnie szli "na dom" zwykle młodsi synowie
gospodarscy, którym wypłacono gotówką lub produktami należną
im część mienia wspólnego; dziś praktykuje się to coraz rzadziej,
albowiem czynniki ekonomiczne zaczynają odgrywać rolę coraz
poważniejszą a związki rodzinne i ich powaga słabną, co stawia
w przykrą zależność nadomnika. Zależność tę odczuwają dziś
silniej, niż uprzednio, bo niewątpliwie rozwój indywidualizmu
zrobił znaczne postępy. By zilustrować słowa, powyżej skreślone,
przytaczam parę przykładów, wyświetlających poglądy ludowe.
We włości Sigumskiej kobieta wzięła nadomnika na 20 lat,
-
147 -
wkrótce potem poślubiła go, ale po 14 latach odumarła. Do
terminu pozostawało lat 6, mimo to pasierb wyrzucił
jczyma z chaty. Wywiązała się sprawa: na posiedzeniu sądowe m
okazało się, iż "posag" nadomnika był następny: 34 pury żyta,
oo purów jęczmienia, 4 wozy i sanie, parę wołów, owca, 3 gęsi,
koń, 2 kozuchy, 2 siermięgi, spodnie samodziałowe i 30 rub. pieniędzmi; powód żądał po 50 rub. wynagrodzenia za każdy rok,
,,służby". Sąd uznał słuszność jego powództwa, co zapisanem zostało w protokole i orzeczeniu sądowem, ale odmówił wydania
wyroku, bo wysokość powództwa przenosiła jego kompetencyę
(wyrok 1878 r. I. 37). Sprawę przekazano sądom pokoju. W gminie Rymszańskiej krewni wdowy gospodarskiej wyszukali dla
niej nadomnika, zobowiązując go wnieść w gospodarstwo 185 rub.
z zastrzeżeniem, że osoba, która zechce go do ukończenia terminu (pełnoletność syna kobiety) usunąć, winna mu zwrócić pieniądze pobrane oraz wypłacić po 10 rub. wynagrodzenia za każdy
rok służby; jeżeli on sam zechce porzucić chatę, to winien pozostawić gospodarstwo w takim stanie, w jakim je objął. Sporzą
dzono opis szczegółowy, wedle którego wartość jego wynosiła
130 rub. (księga umów 1893 r. I. 3). v;; umowie tej nie powiedziano ani słówka o wzajemnych stosunkach gospodyni i nadomnika. Zwykle takie blizkie a długoletnie stosunki prowadzą
bądź do małżeństwa, bądź do pożycia na wiarę, które w takich
razach toleruje się otwarcie; nadmieniam; iż takim nadomnikiem
może być tylko kawaler.
W zakończenie zanotuję, że wedle poglądu ludu wdowy
dzietne a posiadające gospodarstwo samodzielne, winne za wsze
wziąć nadomników; w tych razach krewni najbliżsi zwykle zmuszają je do tego.
To samo stosuje się do kobiet, na których
ręku pozostało gospodarstwo własne z powodu nieobecności mę
żów. Tak krewni zmusili kobietę wziąć nadomnika, albowiem jej
mąż został skazany na Sybir. Podobne wypadki powtarzają się
niekiedy ...
Teraz skreślę słów kilka o umowach ściśle osobistych, których treść nie licuje z poglądami prawa zwyczajowego. Są to
przeważnie umowy,
niekiedy zawarte na piśmie, a dotyczące
wzajemnych stosunków pomiędzy mężczyzną a kobietą. Z powodu
swej treści, zwykle sprzecznej z zasadniczymi poglądami moralnymi lurlu, są one bezprawne i nieważne, lubo niekiedy urzędnicy
gminni (wójci i sołtysi) zaświadczają je wyc1snięciP-m pieczęci urzędowej; niekiedy też stwierdzają je swymi podpisami
świadkowie. Sądy gminne nigdy nie uznawały i nic uznają ich
ukończenia
-
148 -
ważności i prawności, ale uwzględniają niekiedy w sprawach
o pożycie nieślubne. Wiemy, że prawa dochodzenia ojcostwa lud
nie uznaje, ale prawo zwyczajowe zna odszkodowanie za straty
i koszty, wynikłe z powodu ciąży i połogu. Otóż w sprawach
podobnych niekiedy uwzględniają się podobne umowy lub ndokumenty 11 jak się wyraż ają sądy. W gminie Wiekszniańskiej była
sprawa następna: kobieta zapozwała swego kochanka, żądając od
niego środków na utrzymanie dziecka. Na posiedzeniu sądowem
przedstawiono umowę, w której dokładnie były opisane jej obowiązki jako gospodyni i "żony czasowej" z zastrzeżeniem, że w razie urodzenia się dziecka otrzyma ona 10 rub. oraz po 3 pury
żyta i jęczmienia i 5 arszynów płótna. Zboże ona otrzymała, ale
płótna i pieniędzy nie.
Umowa, nazwana ,,dokumentem polubownym" (mirolubiwyj dokument), była podpisaną przez świadków
i wójta. Sąd ją uwzględnił: powódce przysądzono 11 rub. 25 kop.
a świadkom „za czetyrochkratnuju wołokitu" - 4 rub. 50 kop.
(wyrok 1879 r. 1. 3). Widziałem kilka takich umów, pochodzących
z nad granicza północnego pow. Szawelskiego i Rosieńskiego;
sporządzone były w okropnym języku rosyjskim, a omawiały
warunki pożycia nieślubnego. Forma była w ogóle taka: N. N.
zgadza się przyjąć służbę u gospodarza M. M. i zastąpić mu gospodynię i żonę, a w razie urodzenia dziecka M. M. winien wypłacić takie to a takie odszkodowanie.
Kilka z nich były zaświadczone przez świadków (nawet kobiety) i zaopatrzone w pieczęcie urzędników gminnych. Mniemam - można je wytłómaczyć
chyba przypuszczeniem, że w ten sposób kobiety pragną zabezpieczyć si~ t. j. zapewnić sobie należne wedle prawa zwyczajowego odszkodowanie za połóg. Tak na tę kwestyę zapatruje się
też p. Gukowskij. *).
Przytaczam tu kilka umów, zaczerpniętych z praktyki sądów
gminnych, a rzucających jaskrawe światło na życie ludu i stosunki obecne. Wiemy dobrze, czem jest u nas pieniactwo; wierny,
że sam lud nawet uznaje je za prawdziwą klęskę, to też spotykamy niekiedy umowy, bardzo oryginalne a przenoszące nas
w dobę zamierzchłą. Przed sądem gminnym w Wiekszniach stan ..\wszy osobiście włościanie Wajkus i Lenkus, zeznali dobrowolnie, że wielokrotnie bili się pomiędzy sobą (nieskolkokratno
mieżdu soboju dowierszali draku) i na przyszłość, ,,by uniemożli
wić wzajemne kłótnie, waśnie, bijatyki, procesy, obrazę Boską
0
*) Pami~tnik gub. kowie11skiej na J 896 r. str. 163.
-
149 -
i ludzką" proszą zapisać i wnieść do ksiąg sądowych, co niżej
następuje: jeżeli sami oni albo ich żony, albo dzieci pobija się,
to „oba podlegamy bez wszelkiego sądu chłoście i każdy ma
otrzymać po 20 rózg''; złożyli też oni na żądanie sądu zobowią
zanie się podobne na piśmie. Zjazd komisarzy do spraw włościań
skich uznał to orzeczenie za słuszne i nieulegające odmianie
( wyroki 1876 r. 11. 8 i 9). W gminie Popielańskiej wniesiono do
ksiąg sądowych umowę następną: 2 kobiety po długich bardzo
waśniach i kłótniach, oraz bijatykach licznych prosiły, by sąd
kazał zapisać ich zobowiązanie się wzajemne i winna rozpoczęcia
kłótni lub waśni musi zapłacić 5 rub. kary. Sąd zgodził się na
to.... Pok('j jednak trwał bardzo krótko, bo w kilka tygodni
potem kobiety wczepiły się sobie we włosy. Na posiedzeniu są
dowem powstała kwestya, która z nich wywołała kłótnię? Obie
przeciwniczki uznają siebie za niewinne. Sqd zawezwał biegłych,
a w ich liczbie felczera, który zeznał, że obie kobiety mają charaktery bardzo gniewliwe i obie są pokryte siniakami. Na mocy
tego orzeczenia skazano obie na 5 rub. grzywny, którą miały zapłacić po połowie (wyrok 1886 r. 1. 147.).
U mowy podobne przenoszą nas o kilka wieków wstecz ....
Spotykamy też jeszcze jeden przeżytek okresu solidarnej pracy
rodowej, mianowicie t. z. tłok~. Tłoka - to umowa domniemana,
której celem jest niesienie pomocy praca wspólną; znaji\ ją dobrze ludy słowiańskie: śród Rosyan zwie się ona „pomocz".
Tłoka -- to zrzeszona praca kilku gromad w celach wspólnych;
bardzo często w tej formie lud niesie pomoc pogorzelcom lub
ofiarom jakiejbądź innej klęski elementarnej. W tych razach
z inicyatywy kilku włościan leciwych a szanowanych powszechnie
zjawia się ludność z własnerni narzędziami pracy i własnem pozywieniem. Jeżeli zaś zapraszają na tłokę, to wszystkich pracują
cych należy nakarmić dobrze i uraczyć; za robotę nie płaci się.
Tłoki istnieją zwykle w formie pierwszej t. j. niesienia pomocy
ofiarom wypadków nieszczęśliwych. Spotykamy je niekiedy i rodzaju innego n. p. wrazie konieczności gwałtownej sprzętu zboża
lub siana, naprawy grobli po wylewach i t. d. Lud tu nie zna
żadnych wyjątków, ale osoba zapraszająca na nią, winna cieszyć
się jego uznaniem i opinią człowieka uczciwego. Niektórzy wła
ściciele ziemscy, popularni ~ród lud, korzystają z tego zwyczaju :
by sprzątnąć zboże, zwołują na dzień oznaczony tłokę, warzą piwo,
suto raczą robotników, a nawet obdarzają ich niekiedy. Lud pracuje chętnie i ochoczo. Nitkiedy w ten sposób on urównoważa
ciężary publicznie uznawane przezet'1 za zbyt uciażliwe dla osób
-
160 -
poszczególnych. Tak w pow. Poniewieskim był folwark, do którego należało utrzymanie w dobrym stanie grobli, prowadqcej
przez błoto, co pociągało koszta znaczne; korzystali z niej wło
ścianie 3 wsi pobliskich .... Otóż kilka razy do roku wraz z dworem poprawiali tę groblę; dwór nigdy nie płacił, ale zawsze
suto raczył robotników. Gdy roboty większe, wówczas dla pracowników warzą piwo.
Oczywi~cie - jestto już przeżytek dawno minionej epoki,
nowych form zrzeszenia pracy lud nie zna.
Jan Witort.
PierwiasM ludow~ w poez1i A. Mic~iewicza.
(Ciąg
dalszy"').
3.
Mickiewicz przekonawszy się na Liliach, jak takie motywy dadoskonale do artystycznej zastosować poezyi, kształcił nieu-
dzą się
stannie swoj~
wyobraźnię
i udoskonalał pióro.
O tem możemy się
przekonać choćby z samej tylko Świtezi, w której postęp poety jest
odrazu widoczny, postęp mianowicie w tym kierunku, że poeta umie
już zgromadzić większą liczb~ luźnych elementów nawet bardzo od
siebie dalekich i tak je z sob~ połączyć, jak gdyby były z jednego
wykute kamienia. tastanówmy się więc chwilę nad genezą samego
pomysłu ballady.
Sam pomysł utworu wziął, podobnie jak większa część ballad,
swój początek z gminnych podań i pieśni. A że takie podan:a o jeziorze
~witezi krązyły w ustach okolicznego ludu, na to wskazują wymownie
własne słowa Mickiewicza, wypowiedziane w późniejszych latach do
Aleksandra Chodźki, e chwilach najszczęśliwszych w zyciu poety podczas pobytu w 'ruhanowiczach: ,, Wystucltawszy raz bardzo zajmu,jgccj bajki, opowiadanej przez rybaka, Marya (Wereszczakówna) obmcajfJC s1·ę do mnie, zawołała: ,, Oto poezya, napisz coś takiego. 'Pe wyrazy
głęboko wpoiły się w duszę mojq i'. odt(Jd wzi<Jlem mój kiet·imek poety-
*J Zob. Lud IV. st.r. 31.
-
151 -
czny" 1). Mając tedy poddostatkiem materyałów surowy{!h, wziętych
z ust ludu, a ze wszech miar przydatnych do artystycznego obrobienia, jak: rusałki, podania o zapadnięciu się miast, charakterystyczne
z~ola - ,1cary", za których zerwaniem każdy trupem paść musi, mając zatem gotowy epicki wątek, który mu był niezbędnie potrzebnym
do utworzenia ballady, łatwo je wszystkie razem połączył w swoim
twórczym umyśle, połączył przyczynę, dla której się miasto w ziemię
zapadło zo skutkiem: niewiasty chcąc ujść sromoty i hańby, zo
stały w świtezianki zamienione. Pomysłu zaś do niej dostarczyła mu
nazwa ziół rosnących bujnie nad brzegiem jeziora, jak nie mniej
gminne podanie i ludowe wierzenia o przemianie ludzi w drzewa
lub kwiaty. Treść więc już miał gotową, złożoną z rodzimych pierwiastków, które jego fantazya zręcznie połączyć umiała.
Poznawszy w ogólnych zarysach czynniki, które skłoniły poetę
do napisania Switezi, rozpatrzmy je bliżej, abyśmy mogli dokładnie
je zbadać, miarę ich wpływu należycie oznaczyć, a nadto też poznać,
jak one się kolejno w wyobraźni poety przeksitalcać musiały, ażeby
mu mogły posłużyć jako obrobiony materyał do sformowania togo
utworu.
Cala ballada da się podzielić na dwie zupełnie odrębne części,
z których jednę stanowi opis jeziora i opowiadanie o przygotowaniach do wykrycia tajemnic Switezi; należy tu również akcya sama
aż do połowu prześlicznej mieszkanki spokojnych wód litewskich
W ogóle można powiedzieć, iż prawie cała połowa ballady, mianowicie - od początku aż do tego ustępu, gdzie rusałka zaczyna opowiadać o dziejach miasta, które stało na miejscu jeziora, jest tylko
ramą otaczającą wątek balladowy, jest niejako introdukcyą, wstępem
do właściwej ballady. Opowieść zaś świtezianki stanowi część drugą,
a raczej samą, że tak powiem, balladę.
Co się zaś tyczy motywów, których Mickiewicz użył do napisania obu części Świtezi, możemy śmiało powiedzieć, iż brał je
w pierwszej części ballady z nielicznymi tylko wyjątkami z wł~snych
wrażeń i własnej wyobraźni, w drugiej dopiero części czerpał obficie
z nieprzebranego skarbu legend, pieśni i wierze11 ludowych, które
były dlań niejako pochodnią rozświecającą dalsz4 drogę w pierwszej
dobie jego poetyckiej twórczości.
Opis jeziora zgadza się jak najzupełniej z opisem tegoż, skreślo
nym przez Domejkę, który powiada, że jest ona, "opmwuc odwie,·zu('1) Wł. Mirki ew i cz. Żyw ot.. I. str. 9-10.
11
-
152 -
mi sosnami i Jodłami, porosłe na brzegach ajerem i trzciną, a czyste
ja/.~ zwierciadło w przestrzeni." 1). Według Mickiewicza jest Hwitei
tak samo:
„gę st ą,
p o b o k ac h p us z c z ą, o c z e r n i o n a
A gładka jak szyba lodu''.
Również i dalszy ciąg opisu tego prześlicznego krajobrazu podczas nocy księżycowej, kiedy to człowiek stanąwszy nad brzegiem,
przeciwległego końca jeziora wśród nocnej mgławicy dojrzeć nie może,
a z pod stóp jego praw ie aż ku n ie b u szklana się ro z pościer a równina, jest jak najwierniejszem odbiciem wrażm1
poety, który jak wiemy z jego własnego opowiadania "całe noce
w lasach nad jeziorami" nieraz przepędzał, i zapewne rozmarzony
tym przepięknym widokiem Świtezi, swój zachwyt w formie poetyckiej wyraził.
rreraz więc właśnie przypomina sobie Mickiewicz opowieści starca
o widmach i upiorach, które tam nad jeziorem w nocy między sobą
bój toczą zażarty, - a każdego na ich wspomnienie dziwny jakiś niepokój ogarnia. Te słowa wypowiedziane przez poetę w balladzie, dają
nam znowu najlepsze świadectwo o tern, iż Mickiewicz musiał znać
podania o tern jeziorze krążące wśród okolicznego ludu, one wskazują nam nadto, jak silnie musiały działać na wyobraznię młodego
romantyka te rodzime, w kraśną, fantastyczną szatę przybrane legendy, - i tu już wkracza w twórczość poety gminna poezya:
,,Nieraz śród wody gwar jakoby w mieście,
Ogień i dym bncha g~sty,
I zgiełk walczlłcych i w r z a s k i n i e w i eś c i e
I dz w o n ów g w a ł t i zbrój chrz~sty.
Nagle dym spada, hałas si~ uśmierza,
N a brzegach tylko szum jodły,
W wodach gadanie cichego pacierza,
I dziewic i a ł os n e modły".
W całej Polsce istnieje niezliczone mnóstwo podań i baśni o zamiastach, zamkach, kościołach i domach, na których miejscu
wystąpiły jeziora. Winę przypisuje zazwyczaj ludowa legenda bezbozności mieszkańców, których Bóg za ich grzechy, podobnie jak biblijnych mieszkańców Sodomy i Gomory, w ten straszny sposób ukapadłych
1
) O młodości Mickiewicza, str. 38--39.
-
153 -
rał.
Lecz nie dość na tem, - i teraz jeszcze daje się słyszeć nieraz
daleko z pod wody dobywający chrzęst mieczów lub odgłos dzwonów
ponury, który ludziom nieustannie przypomina winę i karę bozą. Podania takie traktujące bądź o zapadłych miastach lub dzwonach itp.
przytaczam ponizej, 1) tu tylko jedno powtórzę w całości, ono bowiem
jest zupełnie analogiczne z powyzej przytoczonym ustępem ballady
Mickiewicza: ,,Na wzgórzach Luba~za miał stać niegdyś zamek, za
karę jednak zapadł się on w ziemię, tegoz samego losu doznał i kościół w poblizu stojący. Teraz tez częstokroć dqbywają się ze środka
ziemi ponure dźwięki dzwonów, często tez widzą okoliczni mieszkańcy
1
) Nie tylko u nas,
lecz pośród wszystkich narodów słowiauskich
ogromna ilość podań i legend, uależą,cych do tego cyklu baśni, które
od wielu wieków utkwiły eHnie w pami~ci ludu. Niektóre z nich dopiero historycy wieków średnich z zapomnienia do życia na nowo wskrze sili, jak n. p. czeskie podanie o mieście Winecie, którem si~ obszernie zajmował Szafarzyk: O jmenu a polozeni mesta Vinety, jinak Jumina 1
Julina, Jomsburku. Sebrane spisy. Praha, 1865. III. str. 45-71.
Rozpraw~ t~ przei:ożono też i na j~zyk niemieaki w Jordan a : Ja hr buch
f ii r s 1 a v i s c h e L i t t e r a t u r , K u n s t u u d W i s s e n s c h a f t. I V.
'.22-29, 189-193 i 216 -221.
Z miejsc, gdzie dziś jeziora istniej1, a gdzie dawniej miasta według
wierzeń
ludu znajdować si~ miały, wymieni~ niektóre, przyczem podajQ
odnośną, bibliografi~. Cz~ść miasta Żnina w Poznańskiem miała si~ zapaść
pod wod~. Kolberg O. Lud. V. 15, 361 48. IX. str. 37. X. str. 17,
128, 139- -140. XI. str. 10-11, 15, 109. XXI. str. 142. W powiecie
Rówieńskim gubernii Woły11skiej zapadła si~ w jezioro wieś Poczajów. E.
Hulikowski. Zapiski etnograficzne z Ukrainy, Zbiór wiad. III. str.
73. nr. 11. Por. VII. str. 69. nr. 129. S. Ciszewski. Lud rolniczog ó r n i c z y VIII. str. 58. nr. 3. M. R a w i cz - W i t a n o w ski. L u d w s i
Stradomia str. 118-119, nr. 1-2., tudzież w osobnej odbitce str.
l O:i-1 OG. ill'. 1-2. S. Ul a il o wska. Ł ot y s ze 1 n f la il t po l ski c 1t,
Zbiór wiad. XVIII. str. 234. O. Kolberg Lud. XXIlI. str. 222.
w przypisku i 223. Pod Odrzywołem zapadło si~ miasto w ziemi~, granic~
zaś jego oznaczaj11i góry okalają,ce kotlin~. K. Ko zł o w ski. Wy c ie cz k a
w Opończyńskie. Kronika rodzinna. Warszawa, 1876. II. str.
300. nr. 19., przedrukował. O. Ko 1ber g. Lud, XX. str. 252. nr. 17.
Pod Straupitz w .Łużycach miało jakieś miasto zatoną,ć we wodzie, w jeziorze zaś białogórskiem pod Pieni11i zatoną,ł jakiś bliżej nieokreślony starożytny zamek, według innej zaś wersyi tegoż podania miasto Stary Chociebuż. E. Ku h n. lJ er Spr ee w ald n ud se i n e Ile w o h ner. Kottbus,
1889. We wsi Łysinach, w Poznańskiem jest staw zwany Stilzsee, na którego miejscu stać niegdyś miało miasto pogańskie. O. K n o op. P od a n i n
i op o w i ad a n i a, VIII. str. 730. nr. 3. Opodal wsi Zielonej Góry zapadło
si~ miasto w ziemi(J tamże: str. 734. nr. 5. w Miłosławiu zamek, tamże :
str. n3. nr. 1O., a koło wsi Wińca karczma, ti.omże nr. 13. Podobny fakt
zaszedł pod Kaszczorem o. m. IX. str. 307-309. nr. 7-8. Pod wsią
kr11iży
.,,
-
154 -
okropne u-idma i slyszq niezro:mmicde glosy; luz .fJd/1 pó1uoc w/1 i'~!J
nilcnq, wszystkie zjrrwi."1a,, widać tylko migające się światełka, pod ziemią tylko pł'zyttumione glosy jutrznię cltomlnn spiewr(jlf H 1).
Niemożliwą
dziś
jest rzeczą wskazać na pewno, jakiej p()eta
użył legendy, czy tej, czy moze innej; takich bowiem poua11, jak to
juz widzieliśmy, istnieje niesłychana ilość. Doiść, że zapadnięcie się
miasta było jednym z głównych motywów, na których :Mickiewicz
snuł nić swego utworu, około niego dopiero grupowały się inne pierwiastki ludowej wiary, których tez wpływ pozostał mniej lub więcej
widoczny. Ta okoliczność naprowadza nas nadto na przypuszcze ie,
iż Mickiewicz przyjął tt:n element z baśni ludowej bez żadnej zmiany,
zwroty nawet poszczególne są u niego takie same, jak w gminnem
podaniu, a że w przytoczonej legendzie zapadł się zamek w ziemię,
nie zaś w jezioro, to, sądzę, nie potrzebuje osobnego wytłu
maczenia.
Dalszy ciąg utworu wydaje się być płodem fantazyi, którego,
jak to dotychczas mniemano, zmuszała konieczność, ażeby połączyć
w jakiś sposób początek z balladą, jak też nie mniej i ta okoliczność,
aby sam fakt prawdopodobniejszym się dla czytelnika wydał i tern
silniej przemawiał do jego przekonania i uczucia. r_rak jednak nie jest,
treści bowiem, surowego materyału, dostarczyła Mickiewiczowi znowu
ludowa legenda, zapisana jeszcze przez Stryjkowskiego 2), a że nasz
poeta znał w tym samym czasie, kiedy pisał Świtei, jego Kronil.·ę,
o tern, sądzę, nie potrzebujemy chyba nic więcej powiedzieć. Z lej
Hutkami w krakowski em zapadła si~ karczma, a na jej miejscu powstał staw.
S. Ciszewski. Krakowiacy. Kraków, 1895. I. str. 20. nr. 33.
Zresztą, por: O. Knoo p. Podani a VIII. str. 740-745. nr. 2- 20. IX.
str. 341-344. nr. 3-10. str. 470-472. nr. 1, 4, 5, 11. str. 475. nr.
4-6. z. Gloger. Podróż Niemnem. Wisła, 1888, II. str.
63-64. M. Toppen. Wierzenia mazurskie. Wisła, 1893. VlI.str.
10 i 18. Dr. K. Maty as. Nasze sioło, tamże, str. 99---100. Dr. A.
Mierzyński.
Przyczynki do mitologii porównawczej.
Warszawa, ld67. str. 11. Ks. Sadok Ilarą,cz. llajki, po dania ....
n a Rus i. Tarnopol, 1866. str. 76 - 80. B. Gos ta w i cz. Wyciec z ka
w Czorsztyńskie. War:tzawa, 1881. str. 156-157. Hr. 10. M. Dowojna Sylwestrowicz. Podania tmujdzkie. I. s,r. 176. IL str.
52, 402, 418. Najobszerniej o tym przedmiocie traktuje prof. M. S u me o w. Podania o zapadłych miast1P,ch. Charków, 1896.
1) L. Siemie11ski. Podania i legendy. str. 58. nr. 51., jest
to przedruk, jak inne legendy jego, z jakiegoś staropolskiego historyka, którego atoli nie cytuje.
'J) Wiadomość t~ zawdzi~czam uprzejmości prof. Dra R. Piłata
-
155 -
to legendy zaczerpnął Mickiewicz szczegó.ły o przygotowaniach do
zbadania tajemnic jeziora. Celem zaś lepszego uwydatnienia tej zawisłości poety od Kronild Stryjkowskiego przytaczam ponizej cały
ów ustęp:
,.Ukazała się i wz,iawiła pokusa jakaś w tejze Krakowskiej ziemi: albowiem jezioro niektóre bardzo szerokie przenagabianiem djabelskim od używania i łowienia ryb ludziom było odjęte; a gdy w zimie lodem umarzło, zebrali się do niego sąc,ierlzi, z processią kap.ła
nów, chorągwie z krzyżami i reliquiami świętymi, ch~ąc tym gwałt
djabelski odpędzić, niosąc i letanje spiewając; przywieźli też z sobą
niewody i sieci i wody święconej na opętaną. A gdy niewód zapuścili
w przerębli: za pierwszym razem, gd_v ciągnęli rybitwowie, trzy małe
rybki wywlekli, drugim ciągnieniem nic, tylko niewód zwiniony i powikłany, za trzecim zaś razem pokussę, albo cudo jakieś okrutnie
straszliwe z kozią głową, a na kształt ognia pałającymi oczyma wyciągnęli'' 1).
Na pierwszy rzut ,,ka każdy łatwo pozna, iż Mickiewicz z tego
właśnie źródła utworzył odpowiedni ustęp swojPj balladv. Nie mówił
nam wprawdzie o tern. tak jak Stryjkowski, że rusałki obrawszy sobie
w tem jeziorze mieszkanie, nie dozwalały połowu ryb, lecz że tak
być musiało, tego dowodzi ta pewność poety, który wie dobrze, iż
rybacy ,,pewnie nie złowią ni oka". Tak samo też w Switezi, jak
i u Stryjkowskiego"
„Tak wi~c na msz~ w niejednym ko,ciele
I ksilldz przyjechał z Cyryna.
na brzegu, ubrał si~ w ornaty,
Przeżegnał, prac~ pokropił" ...
Stam,lł
Podobnie jak Stryjkowski tak też i Mickiewicz siecie nazywa
,,niewodem", i chociaż nie opisuje wcale owej straszliwej dziewicy,
którą rybacy podług Kroniki mieli wyciągnąć, wpływ jednakże tego
miejsca uwidocznił się także w balladzie, kiedy Mickiewicz się pyta,
czy ma powiedzieć „ jakie złowiono straszydło".
Na tam kończy się też cała analogia, poeta bowiem nie chciał
wprowadzać na scenę jakiejś straszliwej larwy, i tu już wkracza
Mickiewicz w świat wierzeń ludQwych tego cyklu, który jest może
1) Kronika polska, litewska, zmódzka i t. d. Warszawa,
1846. I. str. 313-314. Przedrukowali L. Siemie11ski. Podania, str.
44 i O. I{ o l ber g. Lud. V. str. 23-24. nr. 24.
-
156 -
najbardziej rozpowszechnionym wśród ludów słowiańskich. Pierwotne
bowiem ludy, w zamierzchłych wiekach starożytno<§ci, upostaciowały
wszystkie zjawiska przyrody. U wszystkich ludów można odnaleźć
ślady tych upoetyzowanych wierzeń, jakoby w obłokach mieszkały
dziewice. Z biegiem jednakże stuleci zmieniły się te fantastyczne
wierzenia, a z tą zmianą przeszły i dziewice, zwane odtąd wodnemi
lub morskiemi pannami, na ziemię. W taki też sposób pojawiają się
z kolei Najady, Syreny, Nereidy, u Rzymian nimfy różnego rodzaju,
bądź w lasach, bądź też w głębinach rzek i jezior zamieszkałe,
u Germanów Niksy, u Serbów Wiły, u Rosyan i Rusinów - Rusałki
]ub :Majki, w Czechach wodne panny, na Litwie Świtezianki i t. p.
inne poetyczne postacie. że wiara w te istoty sięga u Słowian hardzo
odległej doby - na to mamy wiarygodne świadectwo kronikarza Prokopiusza, który mówi, że „Słowianie czcili rzeczne nimfy''. Poławianie zaś
siecią tych tajemniczych mieszkanek jeziór jest także dość powszechnym
motywem: i tak np. pani S. Ulanowska zapisała jedno takie podanie
mianowicie, że pewien chłop łapiąc ryby, złowił w stawie topielca 1),
podobną wersyę przytacza i Gliński z tą tylko odmianą, że u niego
miejsce topielca zajmuje urocza rusałka 2).
Legend takich istnieje wiele 3) - prawdopodobnem jest tedy, iż
:Mickiewicz musiał słyszeć podanie takie, w którem występowała rusałka, podobnie jak w powyżej wzmiankowanej baśni, lub też że chcąc
się zastosować do obranego tematu, samowolnie zmienił topielca na
rusałkę. Jakie podanie słyszał Mickiewicz - dowodów wprawdzie na
to nie mamy, ja jednakże sądzę, iż o wiele pewniejszem byłoby przypuszczenie, ze poeta użył tu właśnie legendy o rusałce, gdyż, jak to
później zobaczymy, całą piękność Świtezianek i ich urok, jaki na
ludzi wywierają, odtworzył wiernie podług gminnych wierzen i zabobonów. Uwagę zaś jego na tego rodzaju opowieści zwrócić musiało
Wśród ludu krakowskiego, str. 73.
Bajarz polski. Wilno, 1862. IV. str. 35.
3) Podobn" legendę przytacza K. M. Br z o z owski. Pie ś n i I ud u,
str. 20-21. nr. 9. L. Siemieński. Podania, str. 44-45. m·. :35.
M. Dragomanow. Swod małoruskich priedanij. Kijew, 1876.
str. 48. A. Zwongow. Oczerk wierowanij krestian Jełatom
s ka w o uje zda (Et n ogr.
Ob o z r ie n i je. II. str. 71'>.). W Poznauskiem opowiadają, że pod wsią, Kaszczorem ukazała si~ tajemnicza
dziewica w ziemnej rozpadlinie, K n o op. O. Pod a G i a i op owi a da n i a,
JX. str. 307-308. nr. 7. Taki sam wypadek wydarzył się tcź w Pritdacll, tamże, nr. 8.
1
2
)
)
-
157 --
podanie zapisane przez Str1jkowskiego, a zwłaszcza samo zakoń
czenie.
świtezianka ta była doskonale obmyślanem przez poetę zjawiskiem, ona bowiem dostarczyła mu nietylko materyału poetycznego
z podań i legend ludowych, lecz takze nadarzyła doskonalą sposobność do uświetnienia rodu Wereszczaków, osobliwie zaś jego ukochanej l\Iaryli i tu podkłada poeta tło historyczne, równie jak
wprowadzone postacie bajecznej osnowy. Z jej to ust dowiadujemy
się o dziejach zatopionego miasta, którego ona była heroiną:
,,Lękasz się niewcześnie,
Idź k~d.y sława cię woła,
Bóg nas obroni: dziś nad miastem we śnie
Widziałam jego anioła.
Okr4żył Świteź miecza blyskawiclł
I nakrył złotemi pióry
I rzekł mi: póki męże za g1·anic fł,
Ja bronię żony i córy''
Ten szczegół o sile nadprzyrodzonej, broniącej miasto od przemocy wrogów, wziął Mickiewicz takze z poezyi ludowej. Wszak powszechnie u nas znana legenda o obronie Częstochowy przez ks.
Kordeckiego głosi, iz lud widywał podczas oblęzenia klasztoru przez
Szwedów Przenajświętszą Pannę unoszącą się nad tą malutką twierdzą i odwracającą pociski nieprzyjaciół. 1) Podobna legenda krąży takze
o obronie miasta Lwowa od Kozaków, 2) o obronie twierdzy Salzwedel,
gdzie aniołowie osłaniali szańce i okopy 3), jakotez i o obronie Poczazowa od hordy tatarskiej, gdzie Matka Boska raziła pociskami oblę
gających 4).
Gdy więc car ruski nadciagnął pod miasto, ona jedna nie traci
nadziei w pomoc boską, nie rospacza, a choć lęka się hańby ze strony
wrogów, stara się wszelkim sposobem odwieść towarzyszki od strasznej zbrodni samobójstwa, gdy jednakże tego osiągnąć nie może,
błaga Boga o śmierć z Jego ręki :
1) K. Wł. W oj ci ck i. li isto r y a lit c rat u ry, I. str. 94.
2) Dr. F. Pappće. Historya miasta Lwowa. Lwów, 1894.
str. 115.
3
) Grimm.
Ha u s ma. r c he n. I. str. 224.
6) W. Hnatiuk. Lirnyki. (Etnograficznyj zbirnyk. Lwiw,
1896, Il. str. 31. nr. 7).
-
158 --
,,W tern jakaś białość nagle mię otoczy,
Dzień zda si~ sp~dzać noc ciemnfl,
Spuszczam ku ziemi przerdone oczy,
J oż ziemi nie ma podemną.
Takeśmy uszły zhańbienia i rzezi,
Widzisz to ziele dokoła,
To są małżonki i córki Świtezi,
Które Bóg przemienił w zioła''.
I tu także do skreślenia tego obrazu przemiany niewinnych
dziewic w symbol czystości -- lilie, użył poeta barw prostych lecz
harmonijnych z wieści i gminnej legendy. Sam bowiem nawet o tem
wspomina w objaśnieniach do Gra.Ż!Jny. że ,.słyszał od profesora
Onacewicza, iż w rękopisie kronikarza Wołyńskiego jest wzmianka
o dawnym czynie niewiast jakiegoś miasta litewskiego, które po
wyjściu mężów na wojnę, same murów broniły, a nie mogąc oprzeć
się nieprzyjaciołom, przeniosły dobrowolną śmierć nad niewolę" 1). To
atoli podanie nie wystarczało poecie do określenia takiej sytuacyi,
jaką widzieliśmy w balladzie: tu bowiem Bóg sam wyzwala oblężone
niewiasty z rąk wroga przez zatopienie miasta, podczas gdy tam
widzimy tylko scenę wzajemnego mordu. Mógł wprawdzie Mickiewicz
połączyć te wszystkie motywy: scenę mordu, element obrony miasta
przez nadnaturalną siłę i nakoniec wierzenia o zatopion reb miastach
w jedną całość - i w ten sposób stworzyć sytuacyę kończącą utwór.
Więcej jednak prawdopodobnem wydaje nam się to, iż poeta połą
czyć mógł tylko ową scenę wyżej przytoczonej przez siebie legendy
z jakąś drugą, gdzie już moc Boża chroni w analogiczny, co i u niego
sposób, ludzi podobnym losem zagrożonych. Że zaś to było bardzo
możliwem -- na to dowód w legendzie z pod Krakowa, która opowiada, że kiedy w czasie napadu Tatarów mniszki śćigane przez nich
schroniły się do kapliczki i gdy dzicz pogańska była już blisko, kapliczka zapadła się w ziemię, ,. a dotgd s(IJSZ.'J lud nielciedy z 1wd ziemi
gfos dz1ronka i .~piew zakonnic" 2). Widzimf zate,m, ze obie sytuacye
w s,,•itezi w tej legendzie są tak do siebie zbliżone, że trudno nawet
powątpiewać, by poeta z podobne~o podania przy tworzeniu wspom niliuego ustępu nie mógł korzysta~, polączywszy go zręcznie z poprzednim.
1) Dzieł a A. Mick ie w i cz a wyd. Dr. H. Biegeleiscn. Lwów,
1893. I. str. 266.
2) O. Kolberg. Lud. V. str. 15.
-
159 -
Tak samo i szczegóły o liliach, które jako znamiona niewinności
wyrastają na miejsce dziewic Switezi, zaczerpnął równiez Mickiewicz
z wierzeń ludowych 1). U wszystkich bowiem narodów indo-europejskich
panuje silna wiara w przemianę ludzi w kwiaty, w których dusza zmarłego
nadal po śmierci tyje. Najwięcej ślHdów tych wierzeń za~howało się
w pieśniach ludu ukraińskiego 2). Ponizej podaję bibliograficzne wskazówki lagend tłumaczących nam przemianę ludzi w kwiaty i dalsze
zycie dusz ludzkich, jakotez znaczenie lilij w naszych pieśniach ludowych. 3)
Mickiewicz jednakze przejął z wierzeń ludowych lilie nietylko
jako symhol czystości, on poszedł wraz z wiarą ludu je~zcze dalej,
nadal bowiem, jak widzimy, tym kwiatom moc nadnaturalną, czaro·
1
) Ludwik
z Pok ie w i 11. Lit w a. str. 81. Ness e 1ma n n.
Dainos oder lithauische Volkslieder, Berlie, 1835. str. 185
-186. Przyrodnik. Lwów, 1873. str. 42-43. A. Grusze ck i. Z n ac ze n ie świata roślinnego w podaniu i poezyi. Biblioteka
W ars z a wska. 1877. IV. str. 405. O. Ko 1ber g. Lud. XV. str. G2 -64. S. C h eł c bo w ski: P o wie ś ci i op o w i a d a n i a l u d o w c
z okolic Przasnysza. I. str. 131.
2) A. Afanasiew. Poeticzeskija wozzrieni.ia. II. str.
4 15, 478--480. III. str. 214., tegoż: Rnskija ska ski. I. str. 120.
A. Nowosielski. Lud ukraiński. I. str, 105, 194-. IT. str. 267,
5 00 --508. Para zakochanych umiera z miłości, dziewczyna zamieniła się
w lilię, kozak w rozmaryn. Bes id a. 1872. VI. str. 29. Por: Et n ogr a f.
zamitki N. Sumcowa (Etnogr. Obozrienije.) Moskwa. 1889. III.
str. 120. Gałowackij. Narodnij a piesni III. str. 254. Matka
otruła syna i synowę: na grobie syna wyrasta jawor, nad synową brzoza,
tamte: II. str. 585. O metamorfozie w kwiaty: N. Kos tom ar o w.
Wolińskija narodnija piesni Małorusskij litieraturnyj
Sb O r n i k. Saratow. 1859. str, 234. Et n ogr a f. Ob o z r ie n i je. VI. str.
234., a nadto rozprawa Jaszcz ur z Y ń ski ego: O p r ie w rias z cz ieni j ac h w m a ł o ruski c h s k a s k a c h , K i j e w s ka j a S t a r i n a
1891. I. str, 445-465,
3 ) O znaczeniu lilii w pieśniach
polskich: Go ł ę bi owski. Lu d
polsk·i. Warszawa. 18}l0, str. 72. K. Wł. Wojcicki. Pieśni ludu.
J. str. 4 7. IT. str. 27. Ze go ta Pa u I i. Pieśni 1ud u po Is kic go
w Galicyi. Lwów, 1896. str. 111---112. K. Wł. Woj cieki. Zarysy
domowe. II. str. 324. III. str. 349. O. Kolberg. Pieśni ludu. str.
10 22 168 170. tegoż: Lud. III. str. 236, 261, 278, 295. IV. 24-,
25: 35: VI. ~tr. 123, 152. IX. str. 275. X. str. 217, 301, 309. XI. str.
197. XII. str. 223. XVIII. str. 96, 141. A. Petrow. Lud ziemi Hobrzyńskiej. II. str. 74. Ks. Wł. Siarkowski. Materyały do
e t n O g r a t i i l u d u p o l s k i e g o z o k o 1 i c K i e l c. Z b i ó r w i a d.
IV. str. 120,167, O. Kolberg. Właściwości, pieśni i ta1ice
ludu ziemi dobrzyńskiej, tamże: VI. str. 145. Ks. W. Siar-
-
160 -
dziejską, gdyż
kto tylko poważy s:ę po nie rękę wyciągn,11, mus i do•
ich potęgi i mocy, która nań działa zabójczo. Motyw ten
jest dosć powszechnym elementem tradycyi ludowej, i tak np według tyrolskiego podania, chłopiec, który zerwał lilię, z grobu św.
Andrzeja z Rimi, ściągnął na swoją rodzinę tyle nieszczęść, że mało
z niej kto naturalną zmarł śmiercią , w nadreńskiej znowu balladzie
wójt wziąwszy na siebie koszulę utkaną z roślin rosnących na gro•
back, umarł w dzień swego ślubu. 1) Przykładów takich znalazłoby się
znacznie więcej, niestety u obcych tylko narodów. Ja sam w ciasie
moich poszukiwań etnograficznych słyszałem często przestrogę, aieby
nie zrywać kwiatów rosnących na cmentarzu, prlyczyny jej jednakze
nie udało mi się nigdy wyśledzić. Mimo to jednak chociaz nie spot„
kalem podobnego przykładu w wierzeniach naszego ludu, jestem przekonany o ich istnieniu, chociażby tylko z tego zabobouu, o którym
co tylko mówiłem. Że zaś ich nigdzie dotychczas nie zapisano, tłó
maczę tem, iż u nas dopiero w najnowszych czasach zaczęto kłaść
większy nacisk na tego rodzaju szczegóły, podczas gdy przedtem spi •
sywano tylko pieśni i prozaiczne legendy ludowe. W kaźdym razie
najlepszym na to, że istniały i źe je Mickiewicz znać mu1:,iał, do wo dem, będą słowa naszego poety wypowiedziane pod koniec balladyświadczyć
,, Choć czas te dzieje wymazał z pami~ci,
Pozostał sam odgłos kary,
Dotąd w swych baśniach prostota go święci,
I kwiaty nazywa cary".
Widzimy zatem, że na genezę Switezi złożyło się wiele motywów. Mickiewicz sięgał po maleryały do surowych, jeszcze nie obrobionych wzorów, pomysłu zaś samego dostarczyło mu nieprzebrane
źr6dło legend i wierzeń ludowych, które się następnie w balladzie
około trzech głównych ugrupowały motywów, a niemi byly podanie o przygotowaniach do połowu rusałki, obrona miasta przez niewiasty i na koniec jego zatonięcie w jezioro.· Jednakze ono nie nak o w s k i. M a t e r y a ł y do e t n o gr a fi i 1u du z o k o 1i c P i n c z o w a.
IX. !iltr. 17-19, str. 60. nr. 52. Dr. A. Cinc iała. Pieśni lud n str.
178. nr. 17. str. 190. nr. 55. w pieśniach litewskich: Ness el man.
D a i n o s. str. 2 7, 48, 8 5, 9 2, 11 7, 179 . i w. i n. O. K o I h e r g. P i e ~ n i
ludu I i tewskiego. str. 194, 200, 202, 219. P. Kih ort. Próbki
piosnek litewskich, Wisła, 1887. I. str. 194,271. K. Brzozowa k i. P i e ś n i 1 u d u. str. 44 - 4 5. nr. 2 7.
:i) K. Ge i b. V o 1 ks s a gen des Rhei n land es. Heidelberg.
1828. st1·. 130. cytow~ue u Hi e g el eis en a. o. m.
-· 161 stępuje
tak jak u ludu za karę za grzechy, owszem przeciwnie - jako
pomoc od Boga w cudowny sposób. Nie możemy się zatem nigdy
zgodzić z lakiem przypqszczeniem, jakoby właśnie „pomysł do ballad o świteziankach nasunę,ły poecie epizody włoskiego poematu,
w którym Tasso z wielkim smakiem i artyzmem odtworzył fantastyczne kreacye młodzieńczej wyobraźni ludów południa i zachodu".
Pan Chlebowski, gdyź on to _postawił tę hypotezę, opiera się na niektórych analogicznych punktach, jakie widział w Jerozolimie i Swifezi.
,,Ów bór litewski, wśród którego ,,szatan wyprawia harce"
i „larwy się szamocą", gdzie „śród wody gwar jakoby w mieście,
ogień i dym bucha gęsty", gdzie się rozlega ,,zgiełk walczących
i wrzaski niewieście i dzwonów gwałt i zb1 ój chrzęsty, - mówi
szanowny autor, - jest zmniejszoną i zmodyfikowaną kopią lasu,
w którym rycerze Goffreda tak długo walczą z prr.eEzkodami złych
duchów.
Jeden z tych odważnych:
. . . . ,.obaczy w lesie
Ogniste miasto . . . .
. . . . nagle ognie znikntłY straszliwe
A na ich miejscu g~ste chmul'y ~stały
Wiatr, pisk, szum morski, ogień nadstawiony
I ryk zwierzęcy .
"
Pod wpływem tych strachów serce mężnego Tankreda :
,,Fałszywym
larwom zwieść się dopuściło".
,, Ów anioł, którego widziała we śnie córka Tuhana z ballady,
jak nokrążył Świteź miecza błyskawicą i nakrył zlolemi pióry", występuje kilkakrotnie w ,,Jerozolimie" jako specyalny stróż Goffreda,
którego osłania skrzydłami przed ciosami nieprzyJaciół". 1 J
Przypuszczenie to możnaby przyjąć, choć sama analogia bardzo
daleka i niepewna, gdybyśmy nie wiedzieli, że Mickiewicz miał pried
sobą gotowe wzory ludowej poezyi. Mickiewicz znał wprawdzie dobrze poemat Tassa, znal jednak też zarazem o wiele wcześniej takież same motywy ludowe, bo już w czasach swego dzieciństwa. Mo1) Grażyna i jej stosunek do „Jerozolimy" Tassa
w przekładzie Kochanowskiego. Ateneum, 1885. Ili. str. 28 -29.
-
162 -
żebnem
jest tylko to, że epizody tego poematu zwróciły uwagę naszego poety na analogiczne legendy ludowe, pomysł sam jednak stworzył Mickiewicz z wierzeń i baśni gminnych".
Zresztą te same analogiczne zwroty są, jak to widzieliśmy, w ludowych podaniach o wiele
więcej zbliżone do Swiłezi, aniżeli ustępy z ~rassa.
4.
Nieraz już, tak w rozbiorze ballad Mickiewicza 1), jak też
i w szkicu, który miał wykazać wpływ naszego poety na Szewczenkę 1).
powtórzył Dr. Tretiak twierdzenie, jakobv Mickiewicz rusałki swoje
"natchnął wyższą myślą" zarówno w S1nite.ziance, o której jeszcze
mówić będziemy, jak też nie mniej i w Rybce.
"Jego Świtezianki, - mówi autor, - nie są syrenami wabią
cemi w zdradzieckie nurty każdego wędrowca jedynie przez wrodzoną
chęć gubienia męskiego rodzaju, ale występują jako mścicielki mę
skiej wi~rolomności wzglęiłem kobiet~ '). Zdanie to utrzymało się czas
dłuższy niepoddawane przez nikogo w wątpliwość, dopóki Dr. A. Kolessa w swojem dziele, w którvm wykazał jak n::1jdokladniej wpływ
oezyi naszego wieszcza na utwory największego z poetów ukraiń
skich Szewczenkę, jakoteż zarazem ogromne braki w roznrawie. Dra Tretiaka tyczącej się tego samego tematu, nie zbił rzeczowymi a poważnymi dowodami tej hipotezy 1). Dr. Tretiak jednakże nie dał za
wygran~, w recenzyi bowiem powyższego dzieła Dra Kolessy 5) widząc, że nawet małej C'zęści uczynionych mu zarzntów odeprzeć nie
zdoła, postanowił przynajmniej rzeczy tyczące się ściśle Mickiewicza
ratować z pod ostrego pióra bardzo naówczas młodego literata.
Jednakże
gdyby był bliżej nad samą zastanowił się
treścią zamiast zapuszczać się w wycieczki przeciwko osobie Dra
Kolessy, byłby poznał. dlaczego ta rusałka w balladzie p. t. S,ritezianka karze tak straszną śmiercią młodego strzelca, czy może za
grzechy ludzkie? Nie. Młodzian kochał ją przedtem gorącą miłością,
kiedy mu się objawiła w postaci zwykłej „dziewczyny z pod lasku",
1) M i c k i e w i cz w W i I n i e
Kownie. Lwów, 1884. JL
str. 45.
2
)
P r o w p ł y w M i c k e w y c z a n a p o e z i j u S z e w c z e n k a,
Krakiw, 1892. str. 8.
3
} Mfokiewicz
w Wilnie. II. str. 36-37.
") M i c k e w y c z a S z e w c z e n k o. Lwi w, 18 9 4-. str. 24.
5) Kwartalnik Historyczny. Lwów, 1895. str. 550-551.
-
163 -
a kochał ją dlatego, że nie ujrzał dotąd jeszcze piękniejszeJ od niej
istoty. Lecz kiedy mu się ukazała w takiej pełni wdzięków i krasy,
o jakiej on nigdy pomyśleć się nawet nie ważył, wtedy też bez namysłu pociągnęła ku sobie tego, któl'y jej dozgonną miłość był zaprzysiągł. A więc za cóż karze go „Swilezianka", - czy może za
,,grzechy ludzkie"? - bynajmniej, tylko za krzywdę jej samej wyrzą
dzoną, za wiarołomstwo względem niej popełnione.
Zupełnie tak samo ma się rzecz i w llybce. Mickiewicz bowiem nic nam nie mówi o grzechach, jakich ów pan mógl się dopuścić przed poznaniem nieszczęśliwej Krysi, ona zatem karze go
znowu tylko za niewierność względem niej, a nie względem jakiejś
innej dziewczyny. A ze to Krysia o śmierć go przyprawić musiała,
nie zaś jej "siostry Świtezianki", jakby tego chciał Dr. Tretiak, na to
dowód jego jest wcale niedostateczny. Szan. autor snać gdyby był sobie
przeczJtał uważniej balladę, byłby sam odpowiedź na swój dowód
znalad, gdyż zaraz w następującej zwrotce, po przytoczonych przez
niego wierszach, tłómaczy sam poeta jak najwyraźniej powód narzekań Krysi, które według zdania Dra Tretiaka „ nie mają sensu"
wobec dowodu Dra Kolessy. Owszem, - mają one sens i to wielki,
Krysia bowiem żali się przed świteziankami na sw(.j los okrutny dlatego jedynie, ażeby usprawiedliwić choć w części swoją winę, jakiej
się dopuszcza przez samobójstwo, groźba zaś jej wskazuje właśnie
na to, że w razie, gdyby pan przyMzedł nad rzekę, to ona sama go
ukarze, wcale zaś nam nic nie mówi o zemście świtezianek. Sądzę,
ze nie było to tak trudnem do zrozumienia, iż zarówno „Świtezianka"
jak i „Uybka" karzą kochanków za krzywdę im tylko wyrządzoną, nie
zaś za ich grzechy, o których zresztą nic a nic nie wiemy.
Widzimy zatem, ze rusałka Mickiewicza wyobrażona w Rybce
nie ma tego charakteru „istot karzących grzechy ludzkie", gdyz poeta odtworzył ją wiernie podłu~ wyobrazeń ludu niciego z nich nie
ujmując. W tej atoli balladzie ukazuje się nadto jeden zupełnie nowy
motyw, jaki powstał w duszy poety pod wpływem ówczesnych prądów
czasu i jego młodocianego wieku. Mickiewicz patrzeic na to życie
ludu, dostrz.3gł w niem jedną wadę fatalną, która przygniatała najświ~tsze jego uczucia, gdyż nieraz przemoc brutalna zdzierała świę
tokradzką ręką wianek ze skroni dziewiczej. On patrzał na bezprawia, jakich się dopuszczali zupełnie bezkarnie panowie na tym
biednym, poniżonym ludzie od radła i brony: ,, Kobietę w czasie głodu
na Białorusi przedawano w Petersburgu za t0O franków. Ze wstydem
wyznać należy, iż panowie niektórzy polscy tego towaru dostarczali",
powiada :Mickiewicz w przypiskach do Dziodó11,.
164 :W obronie tedy owych nieszczęśliwych, znieważonych dziewcząt,
przed areopagiem ludzkości podniósł nasz poeta głos, jeden z pierwszych w naszej literaturze. Owocem zaś tego głębokiego zastanowienia się nad niedolą ludu i zywego z nim wspókzucia, była ballada, druga
z daty napisania w cyklu ballad świteziowych, jakoteż nie mniej odpowiedni ustęp drugiej części Dziadów, kiedy to pod oknem kaplicy pojawia
się widmo nieboszczyka pana wioski, proszącego zebranych na zaduszki o małą miarkę wody, lub o dwa ziarna pszenicy. Ptaki jednakże duchy zmarłych jego poddanych, z których jeden zginął
pod rózgami z rozkazu owego okrutnego dziedzica, i wdowa zamarzła z dziecięciem na drodze nie znalazłszy przytułku we dworze,
zjadają wszystkie pokarmy, jakie guślarz strasznemu widmu podaje:
,,Nie znałeś litości panie!
Hej, sowy, puhacze, kruki,
I my nie znajmy litości:
Szarpajmy jadło na sztuki,
A kiedy jadła nie stanie,
Szarpajmy ciało na sztuki,
Niechaj nagie świec, kości".
Zawiązek osnowy Rybki,
który zrodził się w umyśle poety, by
panów nad chłupami, rozszerzył l\lickiew icz pod wpływem ludowej opowieści, jakoteż własnej twórczej wyobraźni. Już sam fakt niewierności pana dla biednej wiejskiej dziewczyny,
która go „tak szczerze kochała", że ·nie ważyła się na wet pomyśleć
0 zmienności uczuć kochanka, wydarzał się niestety tak często, iż
żył nie tylko w pamięci współczesnych mu świadków, lecz przeszedł
nawet i do ustnej tradycyi ludowej. Oto n. p. ,,syn bogatego gospodarza Maciej pokochał ubogą dziewczynę i przyrzekł z nią się oże
nić. Nie dotrzymał słowa jednakże, porzucił biedną i postanowił poślubić bogatszą. Porzucone dziewczę umierając wyrzekło zaklęcie, iżby
przeniewierca po smierci swej przemieniony został w kamień" .1)
Przypatrzywszy się tej legendzie, :A) łatwo poznać, iż w niej mieści
się cała prawie osnowa Rybki, że zaś Mickiewicz mesiał znać podobną opowieść, na to mamy wiarygodne jego świadectwo w przypisku
umieszczonym zaraz pod tytułem ballady, sam bowiem poeta mówi,
przeciwdziałać
znęcaniu
się
1) I. Piq,tkowska. Z życia ludu w ziemi Kaliskiej.
Wisła, 1889. III str. 7ol.
2) Stosunki miłosne wieśniaków skreśliła najlepiej i najobszerniej:
E. J c le 11 s k a. W i e ś K o m ar o w i c z c w p o w i c c i c M o z y r s ki m.
Wisła, V. str. 322-331 i 494- 495.
165 jej zaczerpnął „ze sp1ewu gminnego". Tak bowiem
opowiei;ci ludowej, jak i u l\Iickiewicza bogacz pokochał
biedną wiejską dziewczynę, przysięga jlł nawet zaślubić, wnet jednak
opuszcza kochankę, która jego słowu zupełnie zawierzyła i „księżnę
za zonę bierze". Ludowa opowieść milczy wprawdzie zupełnie
o dziecięciu, które przynosiło wstyd matce, i chociaż Mickiewicz mógł
znać te motywy, gdyż i one się często w ustach lucłu powtarzaj4,
chociaż mógł je żywcem wciągnąć do swej ballady, my atoli nie mając pewnych na to dowodów, zgodzić się z tem musimy, że poeta,
któremu ta ludowa opowieść, jaką co tylko przytoczyliśmy, była za
szczupł4, aby mogla wypełnić całą balladę, sięgał po nowe ornamenta
do swojej wyobraźni, która mu też jak najlepsze podała motywy,
zupełnie z życiem ludu zgodne, że poeta chc4c dalej konsekwentnie
przeprowadzić karę, jaka spotkała pana za grzech jego, dał dziewczynie dziecko, a tern samem też powiększył wagę występku bogatego pana i jego wiarolomności. Bez tego bowiem dziecięcia wina
jego byłaby za mała, aby mogła tak straszną wywołać karę.
Krysia widząc swój wianek dziewiczy stargany, wiedząc też
dobrze, iż odtąd stanie się pośmiewiskiem wsi całej, nie zna iunego
środka, jak tylko śmierć, która jedna mogła znmknąć jej uszy na
obelzywe glosy, jakie miały ją już odtąd ciągle prześladować. Motyw
ten śmierci nieszczęśliwej dziewczyny widzioliśmy już w ludowej
opowieści, Mickiewicz przyjął go też bez wahania do swego utworu,
on bowiem niósł zarazem i cudowność wydarzeń, któr4 lud do zmarłych tak chętnie przywiązuje. Krysia topi się w rzece pozostawiając
swoje dziecię na opiece wiernego sługi" i przemienia się w rybkę•
rusałkę. Że element ten fantastyczny zgadza się w zupełności z wiarą
litewskiego ludu, - na to mamy niezbity dow6d w pismach L. A .
.Jucewicza (Ludwik z Pokiewia), który między innemi powiada, iż
uziewczyna, która utopiła się z rospaczy, lub któr4 mściwa utopiła
ręka, zamienia się według wierzenia Litwinów w narzeczonq rzeld.luh
iz
w
treść
„
jez1·(1ra. 1)
1'lotyw ten zgonu Krysi mogł też Mickiewicz widzieć i w innej
która jest szeroko rozpowszechniona na obszarach całej
Polski, Litwy i Ukrainy, a ta mówi, że królewicz ożeniwszy się
z ubogą sierotką, której brat przemienił się w baranka lub wołu,
gdy napił si~ z jego śladu wody, wyjechał raz z domu i wtedy to
zona powiła mu syna. Wiedźma jednakze zazdroszcząc królowej
szczęścia, utopiła ją, swoją zaś córkę w jej szaty ubrała. Po powrobaśni ludowej,
1) L u d w i k z Po k i e w i a. Lit w a. str. 35.
-
166 -
cie król nie domyślił się niczego, nowa królowa atoli znalazła się
w kłopocie. gdyż nie miała mleka, ażeby karmić niemowlę. Wt',ł
tedy, który wiedział o wszystkiem, nosił codziennie dziecię na rogach
nad sadzawkę i śpiewał i
,,Rysiu, Rysiu siostro moja,
Dziecia płacze, cycki chocze,
Dziecia płacze, cycki chocze" 1).
Na ten głos śpiewającego wynurzała się z wody pół-kobieta,
pM-ryba i karmiła dziecię, które następnie wół odnosił napowrót do
domu. Gdy sit; król jednak o lem od słuzby dowiedział poszedł sam
nad wodę, aby wybadać tajemnicę. Rybka opowiedziała mu całą swoją
1) Por.: strofki ludowe w podobnych opowieściach:
a)
"Marysiu ! rysiu !
Śliwon płacze,
Piersi chocze".
L. Siemiei'1ski. Podania. str. 123. nr. 126.
o)
,,Marysiu rybko !
Płyń a płyń szybko,
Twój synek mały,
Płacze zgłodniały
Chce piersi ! "
AJ. Gliński. Bajarz. I. str. 202-218.
c) W innej legendzie matka zamienia się w goł~bicę
przyleciawszy
w n~cy woła:
,,Kucharzu, kucharzu!
mi okieneczko,
Nakarmię se dziecią,teczko,
A czy spilł psy pod kuchnicą,,
Czy spi pan mój z niewolnic1''.
Otwóż że
K. Kozłowski. Lud. str. 300-304.
d)
,,Kucharzu, szafarzu!
ty niewolnik z niewolnicfł,
Podaj że mi dzieciąteczko,
Niech go nakarmi,;, niech go nakarmi~ I"
Czyś
-
1G7 -
niedolę, winę swą wiedi ina życiem przypłaciła,
żył szczęśliwie
a król z dawną żoną
i długo, mówi ludowa legenda ).
la wzięła, jak to niebawem zobaczymy, nie mały udział
w genezie Ryblci. Mickiewiczowi bowiem nie wystarczał sam motyw
sprzeniewierzenia się pana i kary za to poniesionej, przemieniwszy
zaś Krysię w rybkęrusałkę, szukał jakiegoś łącznika pomiędzy nią,
a jej dziecięciem. ł„ącznik zaś ten niezbędnie potrzebny, nasunęła mu
znowu opowieść ludowa. Mickiewicz bowiem widząc, że w niej baranek lub wół przynosi dziecię nad wodę, zamienił go w sługę, który
równi ez musiał dziecię do „rybki" nad wodę przynosić, ażeby jego
g,tód zaspokoić i maleństwo od płaczu utulić.
W słowach starego sługi, który woła Krysię, by dała ssać dzieciątku, słychać wyrainy oddiwięk ludowych strofek:
1
Opowieść
T am ż e: str. 307.
c)
,,Kuku, kucharzu, cy śpis, cy nie cujes?
Cy śpi poganica, mego kochanica?''
J. Chełchowski.
78. nr. 70.
f)
Powieści
opowiadania. II. str.
70-
,,Przypły11, przypłyń gąsieuko,
Przypłyu, priypłyń. siostreńko,
Niech nie płacze dzieciąte11ko''.
O. Kolberg. Lud. XVII. str. 187-188. nr. 4.
g)
,,Wypłyń,
wyply1\ złote kaczę,
r.rwoje dziecifJ bardzo płacze''.
K. Sarnowska. Dwie bajki z Łowicza.
799- 801. nr. 2.
Z)
S. Ciszewski.
Wisła,
VIII. str.
,, Wypuyu, wyptlYń, z110ta piana
Twoje dzieci~ zapi1kane".
Krakowiacy.
W waryancie zapisanym przez
I. str. 75. nr. 64.
D r. K. Maty as a nie ma ani
śladu owych rymowanych strofek. Por: Z z a kr a k o ws k i h ro g at e k.
Wisła, VIII. str. 237. nr. 1.
1) Dr. J. Karłowicz. Podania i bajki zebrane na Litwie. Zhiór wiad. IX. str. 253--255. nr. 17.
12
c
-
168 -
,,Ach któż da piersi dzieci4tku !
Ach! gdzie ty, Krysiu, ach gdzie ty?''
I w dalszym ciągu ballady widzimy ci11głą zawisłość od tejże
ludowej legendy, gdyż w niej „na ten spiew poruszały się fale i głos
odpowiadał :
,.Mech płacze! cóż mu płacz nada!
M oj e o c z k i rosa wy j a d a ,
Moje r4czki w trawie wi~znfł,
Moje nóżki w piasku grzęzn4 !
Wybija się z sił z ostatka
Biedna matka!" 1)
Niedalekiem niejako echem tych słów cichej skargi nieszczęśli
wej matki są słowa odpowiedzi rusałki Krysi Mickiewicza:
,,Tu jestem w rzece u spodu,
Cichy mu głos odpowiada:
Tutaj drż~ cała od chłodu,
A ż w i r m n i e o c z ki wy J a d a.
Przez :i wir, przez ostre kamuszki
Fale mnie gwałtowne niosą,
Pokarm mój kor alk i, muszki,
A zapijam zimn4 rosą."
Mickiewicz jednakże poszedł nie tylko w tern za ludowemi legendami, wyrazy nawet poswzególne zapamiętał i do swego wprowadził utworu, jak o tern moze poświadczyć słowo "kamuszek",
które się cz~sto powtarza w pieśniach ludu litewskiego 2), a które
dopiero za pośrednictwem Mickiewicza dostało się do Husalki Dniep1·ow,u' Puszkina 3).
1) A. J. Gliński. Bajarz. I. str. 202--218. Motywy Rybki widzimy też w ukraiu.skich pieśniach i podauiach : U ud cz e n k o. Już n or us ski ja skaski. IL str. 51. M. Dragomauow. Swod. mał. pried.
str. 352. P. Czubi11skij. Trudy. IL str. 459-465. nr. 141. Kulisz. Zapiski o jużnoj Rusi. II. str. 24. Etnograficzeskoje
Obozrienije. VIII str. 155. J. Moszyńska. Bajki i zagadki
1udu ukraiuskiego. Zbiór wiad. IX. str. 99--102. nr. 8.
W niemieckiej legendzie: Grimm. Bajki dom o w e i dziec i n n e
I. str 69-71. nr. 11.
:1) Lud w i k z Pok ie w i a. Li twa. str. 82. A. Petr o w. Lud
ziemi dobrzyuskiej, str. 62. nr. 54.
3) Dr. O. Tret i a k. Pr o w p ł y w 1\1 i c k e w y c z a. str. 9-1 O.
169 -
W końcu na usilne prośby sługi wynurza się z kryształowej
wód toni matka dziecięcia w postaci złocistej rybki:
,, Wtem rybią łuskę odwinie,
Spojrzy dziewicy oczyma.
Z głowy jasny włos wypłynie,
Szyjka cieniuchna Rię wzdyma.
ł{a
licach różana krasa.
Piersi jak jabłuszka mleczne,
Rybią, ma pletwę do pasa'' ....
Również
i ten fakt wynurzenia się rusałki wziął l\Iickiewicz
bez żadnej zmiany z ust ludu, w przytoczonej bowiem powyżej legendzie wypływa tak samo świtezianka, aby dać piersi
dzieciątku. Tu atoli, świtezianka występuje w odmiennej anizeli w poprzedniej balladzie postaci, tu b0wiem do połowy tylko ma postać
dziewicy. Kształty jej równie piękne jak w Sw1'.tezt'., urocze, pociąga
jące, a jednak li tylko z legend i wierzeń ludowyeh skreślone, bo
i w gminu opowieściach ukazuje się często „pół-panna, pól-ryba zachwycającego lica, cudownych oczu, uroczego uśmiechu, czarownego
głosu i wdzięcznej po pas kibici" 1).
rrak samo też jak w ludowej legendziP, matka - rusałka nakarmiwszy dziecię, kołysze je do snu, a napieściwszy się z niem do
woli, napowrót postać rybki przybiera. Myśl samą o tej macierzyń„
skiej trosce Krysi o niemowlę mogły l\Iickiewiczowi nasunąć oprócz
ludowej legendy także i wierzenia ludu, z którego pieśni on nową
nić wysnuł do swojej poezyi.
Wszak i lud wierzy, iż matka po
śmierci przychodzi często do swego dziecięcia, ,,karmi je, kółysze do
snu i potem znowu do ciemnPj odchodzi mogiły 2). Wierzenia te są
rozpowszechnione szeroko, o czem można się przekonać z ponizej
przytoczonych bibliograficznych wskazówek.
dosłownie,
1) A. ,J. Gli11ski. Bajarz. IV. str. :35. Por: O. Kolberg. Lnd.
VII. str, 25. nr. 35. VIII. str. 9. nr. 6. XII. str. 277. nr. 536. te n że
Mazowsze, V. str. 367, Z. Wasilewski. Jagodne. str. 96. nr. 24.
l) Grimm. Hausmiirchen str. o0. nr. 9. str. 70. nr. 10. W.
No wicki. S tu dy u m n ad w i er z en i am i i wy o braże n i am i l ud u u as ze go. Bibl. Warsz. 1893. IV str. 97. A. Petrow. Lnd ziemi dobrzyńskiej str. 129. nr. 67. A. Afanasiew. Poeticz. wozzr. nr.
str. 545. O. Kolberg. L n d. VII. str. 58. nr. 117. XIX. str. 114. nr.
446. Gazeta Lubelska. 1871. ur. 40. Dr. T. Kopernicki. Przyczynek do etnogr a fi i I u cl u ruskiego n a W o ł y n i u. Zbiór w i ad. XI.
str. 196, 1\1. Top pen. Wierzenia m:1zurskic. str. 794. Kolh erg
*
-
170 -
Nareszcie przyszla godzina kary za tę ciężką zbrodnię, jakiej
pan względem uwiedzionej dopuścił dziewczyny. Niebaczny wychodzi z żoną na przechadzkę w to właśnie miejsce, gdzie Krysia
niedawno śmierć w falach z jego przyczyny znalaiła. Długo nie było
widać starego sługi z dziecięciem, który nie śmiał wyjść nad rzekę
przed powrotem pana, lecz gdy noc nastała nareszcie, a nikt nie powracał, wyszed,t sługa z gęstwiny, w której się był ukrył z diiecię
ciem, gdy w tem :
się
,, Uderza go widok nowy,
Gdzie pierwiej rzeczułka ciekła,
Tam suchy piasek i rowy.
Na brzegach porozrzucana
Wala się odzież bez ładu,
Ani pani, ani pana
Nie widać nigdzie ni śladu.
Tylko z zatoki połowE&
Sterczał wielki głazu kawał
I dziwną kształtu budową
Dwa ludzkie ciała udawał."
Próżno wolał na Krysię nikt się nie ukazał.
Przypominamy sobie, że dziewczyna umierając zaklęła kochanka,
by po swej śmierci w kamień się obrócił. ,,I tak też się stało niebawem. Maciej umarł, a ziemia go przyjąć nie chciała, lecz w postaci kamienia wyrzuciła na powierzchnię". 1) Że przykładów takich
znalazłoby się znacznie więcej, - o tern ani wątpić nie można. Wiara
bowiem luda w zakl~cie jest nadzwyczaj silna, a początek swój wzięła
w bardzo dawnych czasach, bo i dzisiaj zachowały się jej ślady w naszych przysłowiach n. p. ,,kląć w żywe kamienie" lub „milczy jak
Ohełms kie, wydał
Dr. J. Kopem icki. Kraków. 1891. Il. str. 140. Wi-
sła, VIII. str. 148 i 150. nr. 7. XI str. 586 A. Ile z ze nb erg er. Lit t ha u is che
Forschungen. str. 83-84. Dr. J. Karłowicz. Sierota w pieśniach
ludu. Upominek dla Orzeszkowej. Petersburg, 1893. str. 279. B.
Petranowić. Srpske nar. pjesme. str. 377-386 L. Siemie{1ski.
Pieśni skandynawskie
Poznau., 1843. str. 42. i nast. L. Potocki.
Pieśni ludu na północy. Biblioteka Warszawska. 1844. II. str.
295 i 524-527. l\I. Fed er owski. Lud biało r n ski. 1. str. 53.
nr. 158-159. i str. 58. nr. 172 -173. Noworocznik płci pi~knej
poświęcolly. Warszawa, 1833. str. 135--130.
1) I. Pi ą, t ko wska. Z życia I ud u o. m. Por: l\I. Do w oj n o
Sylwestrowicz. Podania żmojdzkie. II. str. 65.
-
171 -
Inna znowu legenda ludowa mówi, że „w kamień przez zaklęcie. obróconą zo~tała dziewczyna we wsi Młynach pod Strzelnem.
Poszła ona po wodę i długo nie wracała. Zniecierpliwiona gospodyni
zawołała: ,,A bodaj się w kamień zamieniła I kiedy tak długo z wodą
nie wraca". I zamienioną została owa dziewczyna w kamień, który
po dziś dzień niedaleko tej wsi się znajduje". 1)
Widzimy zatem, że i motyw tej strasznej kary, jaka spotkała
uwodziciela, zaczerpnął znowu Mickiewicz z nieprzebranej skarbnicy
wierzeń i przesądów ludu, który nie znając dokładnie praw przyrody,
a mając nadto nadzwyczaj bujną wyobraźnię, tłumaczy sobie wszystkie zjawiska na swój sposób, one są dla niego czemś niezwykłem,
zaklęty".
niepojętem.
W genezie zatem Rybki należy rozróżnić dwa główne motywy,
na których osnuł Mickiewicz całą baJladę, -- jednym z nich - opowieść o niewiernym kochanku, drugim baśń o rusałce, która dziecię co wieczór karmiła. Około tych dwóch elrnentów ugrupował poeta
cały szereg szczegółów zgodnych zupełnie z wiarą ludu, całą mas~
pomniejszych ornamentów, które nie tylko ze sobą się razem zgadzały,
lecz wogóle mogły dać o poecie bardzo chlubne świadectwo, że się
kształcił w łączeniu poszczególnych motywów, że umiał je zmieniać
i zastosowywać według potrzeby tak, iż nieraz dość od siebie dalekie akcesorya wychodziły z pod jego pióra jako wykończona całość.
Dr. rrretiak :i) atoli sądzi, iż poeta nie umiał połączyć należycie matki
rusałki z dziecięciem. ,,Dwa te motywy, powiada szan. autor, nie dały się sprządz tak, aby je można zakończyć razem: to też
1) O. Kolberg. Lud. XV. str. 51. nr. 3. Por: tamże, nr. 4,
5, 6. III. str. 34. przypisek. V. str. 48. X. str. 139. A. A fa n asie w.
Poeticz. wozzr. II. str.503. i n. str. 674 i n. P.Czubińskij. Trudy
I. str. 89. 1\I. F cd er o w ski. Lud ok o I i c Ż arek. Il. str. 328. O.
Kuo op. Po dau i a. IX. str. 477. nr. I. str. 478. nr. 3. wogóle 477481. M. I. Mały n o w ski j. Pr os to n ar od n i op o wid a n i a. str.
185 i 190. N. 1. Siła roditielskago zaklatija po narodnim
r a ·z ka z am K np i a 1'.t ska go u j ez da C h ark o ws ko j gu b. Et n ogr a fi cz. Ob o z r ie n i je. III str. 41. L. Siemieński. Pod a n i a.
str. 86-87. nr. 83. W. von Schulenburg. Die Steine im Volksg I a u b e n d e s S p r e e w a I d e s. Z e i t s c h r i f t f tł r E t h n o I o g i e.
Berlin, 1880. XII. str. 252-260. K. W. W o J ci ck i. Kl ech dy. str.
9 3 - 9 4. R. Z a w i I i i1 s k i. P o d a o i a g ó r a l i b e s k i d o w y c h. W i s ła ,
II. str. 23-24. Tworzymir. Wyjaśnienie pocz1Jitku niektó•
ryc h przysłów. Bib I i ot eka W ars z a wska. 1864. I. str. 274-.
i nast. M. Fed er owski. Lud białoruski I. str. 165. nr. 512
-514 ..
:i) A. Mick ie w i cz. li, str. 48-49.
-- 172 ·pier·wszy motyw się skończył, kiedy drugi wisiał i poeta nie wiedział,
co z nim zrobić. Odrzucić go całkiem ·1 Szkoda! ten drugi motyw
wprowadził właśnie do ballady najpiękniejsze strofy... Więc cóż
innego? Oto rzucić taJcmnicę na zakończenie i w jej cieniu urwać
nić drugiego motywu".
Ja ato'i sądzę, że i ten pogh1d Dra Trr,tiaka nie jest zupełnie
słuszny. Owszem, oba motywy t. j. matkę ; dziecię połączył poeta
tak razem, ze je równocześnie zakończył nie urwawszy wcale drugiego. ~ądzę nawet, źe nie potrzebuję moich słów bliżej uzasadniać,
gdyż za zniknięciem Krysi-świtezianki musiał się skończyć i drugi
motyw, -- sługa nie miał już po co przychodzić z dziecięciem, które
zresztą nie było działającą osobą, autorowi Rybki nie chodziło o nie
wcale, gdyż ono nie mogło się było przyczynić do rozwoju akcyi
balladowej.
5.
Wszystkie niemal ballady i romance są ściśle związane z wypadkami życia poety, szczt,gólniej zaś te, które powstały w okresie
niepewności, jaka ogarniała Mickiewicza przed ślubem Maryli. Kiedy
Mickiewicz po feryach wakacyjnych 1820 roku wyjechał do Kowna,
unosząc ze sobą gałązkę cyprysu i splotek włosów kochanki - widząc
się zagrożonym w swoich marzeniach przez możniejszego rywala,
jakkolwiek jeszcze nie tracił nadziei w spełnienie swoich zamysłów,
popadał jednak już wtedy czasami w melancholijną zadnmę, do czego
się zapewne musiała przyczynić i ta samotność, w jakiej podczas pobytu w Kownie pozostawał. Owocem takiej chwilowej zadumy była
romanca -- Kurhanek Maryli, w której poeta wieszczem niejako ogarniony przeczuciem przewidział niedaleki koniec swoich miłosnych
zapałów.
Powszechnie dotychczas mniemano, iż ów napis pod nagłówkiem
utworu umieszczony - ,,myśl ze ipfrwn litew~kie!Jo", jest pozbawiony
wszelkiej fakty~znej podstawy, a został chyba dlatego tylko wydrnkowany, ażeby tem lepiej ukryć i zaciemnić stosunek poety z Marylą.
My jednakze ośmielamy się nad tem zdaniem położyć, jeśli dziś nie
stanowcze vetu, to przynajmniPj wielki znak pytania.
Wiadomem jest to, iz lud białoruski i litewski udaje się w dzie11
zaduszuy na groby i tam nuci zalosne śpiewy, których początek sięga
bardzo odległej starożytności: ,,Matka po córce lub synie - córka
po ojcu lub matce - żona po męfo, ko<;hanka po ulubionym i t. d.
de iure głosić czyli płakać muszą .... Naiwność ich wyrzeka1i, używa
nych do tego śpiewu jest do nieopisania l Jest to długa rozmowa
-
173 -
z umarłym w kształcie narzekań, zapytywań 9 przeprosin i t. cl." 1).
Na podstawie więc tego szczegółu sądzę, iz przypisek Mickiewicza,
jakoby myśl do Kurhanka :Maryli została z poezyi ludu zaczerpnięta,
- nie jest dla nas bez znaczenia. Bo czyż inaczej przedstawia się
nam cała akcya zawarta w utworze? Wszak i tam tak samo kochanek, matka i przyjaciółka wychodzą nad mogiłkę .Maryli, aby zapła
kać nad jej przedwczesnym zgonem, wszak i u Mickiewicza eały
sposób nawet ich wysłowienia się i owych skarg nadgrobnych odpowiada zupełnie pojęciom i wyobrażeniom prostego ludu. Weźmy n. p.
taką zwrotkę ze skargi matki :
,,Kto nas na obiad zawoła?
Kto z nami 1,itdzie do stola ?
Niemasz, ach niemasz komu!"
lub ze skargi przyjaciółki:
,, Któż mi zwierzy sit szczerze,
si~ ja powierzt ?"
Komuż
a czyż nie czuć w nich dźwięku żałobnej mudy litewskiej :
,,A! kto mi teraz ręce, kto nogi ogrzeje ?
J{to włos mej głowy zaczesze i splecie ?
Kto mi twan moję obmyje ?
Kto mi słodkie powie słowo?" 2).
Myśl więc
sama mogła być wzięta z jednego z takich spiewów
)udowych, co zaś to była za pieśń. z której Mickiewjcz zaczerpnął
pomysł, a może poniekąd i treść do ·swego utworu, tego mimo
długich 1 mozolnych poszukiwań wykryć nie byliś1riy w stanie. Wszystkie wogóle osoby byłyby zupełnie zgodnie przedstawione z charakterem czysto ludowym, gdyby nie sama forma, w jakiej Mickiewicz
akcyę utworu starał się przepruwa<lzić.
Niezawodnie pod wpływem
Karpińskiego, - uciekł się do wyraźenia skargi ludu w formie konwencyonalnej sielanki, która mogła odpowiadać uczuciom tylko wyzszych warslw społeczeństwa, nigdy zaś ludu.
1
A. Rypi11ski. Białoruś. Paryż, 1840. str. 61-62. Por.
XI. str. 586.
2
) J. I. Kraszewski.
Litwa, Wilno, 184fi. I. str. 314. Por.
tenże, Daiuos. (Athaeneum 1844. II. str. 147-149. nr. 3--5).
)
Wisła,
C, d, n.
Stanisław
Zdziarski.
Piosnki
Jabłonkowskie.
(Śh1sk austr.).
Lamenta Jackowe. 1).
1.
Boże, lloże ! cóż
Uhoć
sie dzieje, nic rodzi sic, choć sic sieje,
sie sadzóm ty ziemnioki, wiclko bieydo na ty Jacki.
2. Dawniej o moc lepi było, kiedy tu w gorach sie rodziło,
To i Jacek móg podskoczić, i wiesioło se zanucić.
3. Z browaru piwa dość mioł, grzotóm 2) sebie także pijoł,
Przi cymbale i fagocie śpiewał piskoł w cudnej nucie.
4. Na śniodanie pojod sebie szkopowiny tłóstej godnie,
Uwarzonej z ziemniokami, aże fuczoł za krosnami.
5. Na połednie wieprzowiny funt i wiencej, jak to użymy,
W niedziele zaś krzonu miska, jak oliwa tako polywka.
6. Na wieczerze to mi wiP,yrzcie, jeśli kłamiym, to wy zmiyrzcic,
Brutfan 3) jelit z ziemniakami, i kapusta ze szpyrkami.
7. O dziewióntrj bóch do łóżka, hrapoł sebie, aże Maroszka
Prziśła k'niemu, aby . . . . . . . . . . . . . . . . .
8. Stowaj Jacku, stawaj. miły, bo godziny już wybiły,
W oło rano jego żonka, a na stole już prażonka. 4).
9. Hóp do galot 5), hóp do ciżem 6), przeżegnoł sie świyntym
[krziżym,
Biere wode umywo sie, rzyko głośno Ojczynasze.
10. Dzieci go zaś posłóchały, przełożonych szanowały,
Z Justicarym 7) sprawy ni mioł, a Nofara 8) ani nie znoł.
Jaś
1) Nazwa Jackowie pochodzi z węgierskiego - Jacygowie lSzulnok komitat Bezyni, Jaś Apóty, Jacygćn Komitot},
2) wódka warzona,
3
/ rondel,
•) potrawa z mąki domowej upieczona i umaszc;,,;onn,
& ) spodnie,
8) Luty kordyLony z kuczkami u wierzchu ozdobione
7) najwyższy urzędnik arcyks, Kamery w pow. Jabłonkowskim,
8
)
rejent,
-- 175 -
11. Taki żici miywoł Jacek, pokiel jeście móndry Jacek,
Z Ilrandenburkieym 1) i Orawóm 2) konał 8) handel z do[bróm mrawóm 4).
12. Pokiel 5) jeście Bogu słóżił a dowcipu swojigo użił,
Nie cyganił, nie lacbmanił 6), cudzych dobrów nie potyr[manił 1 ).
13. Gdy mioł litość nad nyndznymi, rod odpuścioł drugim winy,
Gdy chamowoł jenzyk ostry, nie obmółwoł braty, siestry,
14. Wtedy zbożo dość było, ziemnioków sie urodziło,
Krowy dobrze sie doiły, śliwki, gruszki sie rodziły.
15. Bóg im bowiem błogosławił, nyndzy żodnej mu nie stawił,
W dornie jego i na polu, aby wolnym był od l>0la.
16. Miewoł
strzybła,
złota
dosyć,
nie potrzebowoł przyndze
[nosić
Na ramieniach lebo w kobieli 8), jeżdził we wózku jak
[w pościeli.
1 7. Woda zdrowo z pod Dadoka 9 ) do stawu i na młyn ciykła,
Mleł zboża na miel'Zice 10 J, pili mlyko i że1'iczice 11 )
18. Gdy sioł sebie do kościoła, świeciła sie kamizola 11 ).
Futrym cistym podsiwano, koszula plócicnno bioło.
19. W świynto i niedziele wdycki, nosił na szyrokim pasie
Nogawice 13 ) jako sprenżiny, nie cierpiał w nieb żodnej żimy,
20. Mentyk t-ł) modry z wyłóżkami, ze strzybernynii kneflami u.),
A lau.coszki bardzo śliczne: miały na nim miejsce liczne.
1
handel pl'ótncm z Prusakami,
handel płótnem z Arawcami na Węgrzech - Arva Komitat na 'Węgrzech,
3
) prowadiil,
•) z uczciwością,
~) pok~d,
11
) nie próżniaczył,
7) nie przehulał,
8
) nóżka
drewniana, na której nosili tkacze )Jrzęd:r.i; do domu,
11
} Żródłu sły1111e ze zimnej wody przy Jabloukowie w Szi g Id,
10
) korzel: 1
2
)
)
11
)
Żl~ntyca,
surdut z dwiema rzędami srebrnych guzikow,
13 ) obcisłe spodnie kroju w<;gierskiegu ze sznurami,
12
)
Ił) kożuch
jak żupan,
H,) guziki,
ze
srebrnymi
guzikami,
łańcuszkami,
haczkami
d.
t.
podobny
21.
176 -
baranica 1), kieróm 2) dała Kotelnica 3),
Gdy tam liszki jeście pobyt i dobry kiermaś miały.
Głowe kryła
22. Bóty nosił truc 4) Madziara i móg z nimi do kościoła,
Wstampić śmiało, i na fa.re, a nie byłby dostoł kory!
23. Dziewuchi i kobietki szwarne ") chwały godne a nie marne,
Trudno ci tu opisować, krase ieh wyrysować.
24.
Były
to insie czasy, dwacatników 6 ) pełne kapsy,
Drzewa nazbyt wsicki lasy, ści~ścią, zewsiónd aż po pasy.
25. Ale teraz cóż sie stało, nendzy dość a zbożo mało,
Straśnóm bieyde każdy klepie, Boże! kiedyś to bedzie lepi.
26.
Nimaś
teraz skiel dobierać, ani sie 11 kogo wspierać,
Bo kapsy i piwnice suchotami wyschły szwarnie. 7).
27. Gumna próżnE', sklepy puste, ziemnioki zgniły a kapusta
Mokra wielki, jaki były, bardzo nam też zniweciły.
28.
Strzybło, złoto i łańcuszki, pasy drogi i orpanty 8),
Nogawice, mentyk, mycka powandrowały już do Ićka.
29. W zimnej izbie wilki wyjóm 9), strzewa 1 0 J chodzóm z pro[cesyjóm,
Kamizole potargane, płócienioćki 11 ) poszarpane.
30. Wieprzków nimoś, bo już w Szigle 12 ) narobili z przyndzóm
!_figle 13 ),
Ani piwo też nic warzóm, kotły kupił żidek z kadzóm 14 ),
1) czapka z kureczką i aksamitem futrowana jesl z wydry albo z lisiej skóry,
') którll,
3) nazwa lasu w pcw, Jabłonkowskim,
4) jak Madziarzy,
6) hoie,
8 ) moneta 20 ctn. za cesarza Franc. I. i Ferdynanda II. srebrna,
'') zuaczy tyle cu „za bardzo, za dużo",
8) łańcuszki filigranowej czystej ro boty,
9) wilki wyją - znaczy tyle, że dzieci z głodu płaczą, że się im chce jeść,
io) strzewa chodzą z procesyą - znaczy tyle, że z głodu kiszki w brzuchu
skurczały, (strzewa-kiszki ),
1
J) spodnie z białego płótna do roboty, za krosna na dzie1·1 powszedni,
12
) miejscowość pod Jabłonkowem, w kt, rej wybudowano pru:dzalnię,
13
) narob1li z przędzy figle znaczy tyle, że fabryka zrobiła konkurencyę tkaczom
Jabłonkowskim, których było do 1860 ,. 600 tkaczy,
11) kadzia,
-
177 -
31. Przi tym tkactwie cóż zarobiś, tyn pożitek lachko 1) zjysz,
Musiś giuónć w tych ponurach, gdy cie żidek mo w pa[ zurach.
32.
Jużby człowiek
niemal sebie żici odjół w taki bieydzie,
Ale jeście niechóm tego, wybaw Panie mie od złego.
33. Bo choć jest tych grzychów brzymie, przeca :i) Jacek sie
[ nie zmienił,
Ani w N i e me a, ani w Mad z i ar a , chowa dziatków
[ swoich wiare.
W dzień św. Grzegorza Wielkiego,
I
12. Marca.
Obchód w ,Jabłonkowie. 3).
Uhodzy chłapcy z Jabłonkowa ustroiwszy obrazkami, wstążkami i preclikau1i (obwarzanki) młodą hrzezinę 1 niosąc ją, ohcbodzą z koszykiem na ręku po
dornach. Przy lem śpiewają pieś1i n·1sl~pującą:
1.
Dziś święntego
Grzegorza,
Kicrego 4 J Bóg z za morza
Cudnóm rynków 5) wyprowadził,
Na papieski tron posadził.
2. Gdo swe dziotki miłuje,
Im przeszkodzo złego,
A do szkoły je piłuje, 6)
Ać sie uczom tego.
3. Najprzód Roga poznania,
Stworziciela swego,
Jego przykazań pełoiynia,
Ku czci i chwale Jego.
1) lekku,
3 ) przceiez,
3
) Jako przyczynek du artykułu „Gregorjanki", Lu<l Ir, str, 1D8., podajemy OWi.\
notatkę u tym ubchudzie, jaki po dziś dzicr"i się oduywa jeslCle 1 oraz i pieśń, którą
miał ułożyć śp. Adam Sikora, tkacl-poela w Jaułonkowil! (Re<l.).
4) którego,
6) ręką,
6) pilnie uczęszcza,
-
178 -
4. Z tego pożitek bedzie,
Gdy z wiaróm i nadziejóm,
Oraz z miłościwym syndzióm, 1 )
Zbawi sie kolejóm. 4)
5.
Jeśli
dziatek nimocie,
To mi na papiyr 3 ) dej cie,
Jednym groszym albo dwiyma, ł)
Mało zubożicie.
fi.
Bedyme 5 ) za was prosw
Ojca niebieskiego,
Aby was racził przipuscić
Do królestwa swego.
Proś~a tolen~nitów ministrantów Ja~łontowstic~ ,
którzy chodzą w godni święta po domach i o dary proszą.
1. Prosime was miły Panie - O jaki podarowanie,
Stała sie nóm wielko bieyda
Wygorzała nom kolyba. 6 ).
2. Trzeba nóm budować nowóm
Jako w Iletlemie takowóm,
Ażebyśmy w ni mógli z rana -- Chwalić niebieskigo Pana.
Piosnka o Jackowie 7) (Jabłonkowie).
I. Stónd pujdzieym w te piekuc czasy
Het przez gory i przez laciy,
Przez Godule 6) Jaworowy 9),
Do samego Jabł6nkowa.
1) si;dzią,
2)
8
koleją,
papier,
•, dwiema,
S) będziemy.
11
) kolt:ba na szaJasiu, gdzie pasterze mieszkają.
7 ) tak nazywają górale na całym Śląsku Jabłonków (Jacków-Ja~ów),
8) góra w okolicy Trzy11ca
•
1
9) góra w okolicy Trzy11ca,
)
179 2.. A choć my sie tak zmacholi, 1)
Śpiwać bedyme 2) wom doli,
O ostatnim ślói'lskim 3 ) mie;cie,
Jabłónkowie i przcdmiejściu. 4).
3. W Jabłónkowie sóm Jackowie, 6)
Rozumióm każdej mowie,
Handlujóm z Uchrami 6), z Turkem, 7)
Śli na sza11cc 6) z Brandenburkiym. 9)
4. Po różnych krajach handlujóm,
Kandy 10) pomyśli, tam wandrujóm,
Z wsickigo pozitck majóm,
Z fortelu 11 ) sie uie wydajóm.
5. W Orawie 12 ) we dnie i z rana,
Uwidzi Jabłónkowiana,
Bo tam majóm czynste ' 3) sprawy,
Kiere 1.4) nie sóm B) dlo zabawy.
6. Jak sie wsiscy pozbiyrajóm
Do domów, a w nich zostanóm,
Wtenczas isty 16 ) znak już bedzie,
Że sónd 17 ) Boski pryndko t&) przijdzie,
7. Nie wiym 19) wiyncej 10) w mojej mowie,
Powiedzieć o Jablónkowie,
Przctóż niechóm jego chwały,
llom już stracił koncept cały.
Alojz;11 BenJamin ·Fiillbier.
1) ukonali - ustali w podróży 2) będziemy, 3) śląskim, ') część .miasteczka
6) Jabłonkowian nazywają Jackowie, Jaśowie, z węgiers. Jaeygów, 8) Wę
grami, 7) Turkiem 8) śza11ce, warownia w Mostach gminie za Jabł. na granicy węgiers.
nad Jahł". przełęczą. wybudowana przez X. Adama Wacława Ciempińskiego w r. 1678.,
9) tak nazywają Prusaków w Jabłonkowie. Szli 11a sza11ce z Brandenburgiem, znaczy
tyie, że w ciągu 7-let. wojny z .Maryq Teresą byli Prusacy w Jabłonkowie i wzięli na
przewódzcę jednego J.icka,
ażeby ich prowadził na sza11ce, i tak w naslępn. lataeh:
174~. li4t 17:,7, li5!ł, 17!50., a ostatni napad Prusaków w r. 1762. w ciągu 7-let. wojny.
W roku I~Go w wojnie austr.-pruskiej znów szli na szai1ce po ostatni raz, 10 ) gdzie.
'') ze sprytu się nie wydają, 12 ) Orawa stolica na Węgrzech-Arva-komitat w podtalrzu
położona. Jabłonk. handlowali płótnem z Orawcami, całym,
a) częste znaczy, ze zawsze, U) które, 1i) sq, 16 ) pewny znak, • 7 ) sąd, 11 ) prędko, 19 ) wiem, 20 ) więcej,
Jabłonków,
ROZMAITOŚCI LUDOZNAWCZE.
Przysięga ke biety cięzarnej u Zydów.
:r.
U Żydów tak samo jak u innych ludów napotykamy wierzenie, że za.
chowanie si~ kobiety ci~żarnej może zaszkodzić jej lub też dziecii;iciu, które
się narodzi. I tak n. p. u Żydów panuje wierzenie o zapatrzeniu sii;i ; kobieta ciężarna nie powinna zaglądać przez dziurkę od klucza, gdyż dziecię
będzie ciekawe; nie powinna nikomu nic zabierać, gdyż dziecię bi;idzie zło
dziejem; nie powinna jeść owoców bliźniaczych, gdyż dostanie bliźnia
ki i t. p. 1).
Do zwyczajów, albo powiedzmy raczej do prawa zwyczajowego u Ży
dów należy przepis, że kobieta cii;iżarna nie może składać przysięgi, wzgl~rlnie
że od jej wykonania jest uwolnion~. I n innych ludów znajdujemy to wierzenie; i tak zapewnia Ploss (Das Weib t I str. 508), że w Oldenburgu
kobieta ciężarna nie powinna składać przysięgi.
Fakt, że kobieta ciężarna u Żydów nie składa przygię~i, jest po•
wszechnie znanym. Ilekroć żydówce, znajdującej się w stanie błogosławio nym, wypadnie w sądzie składać przysięgQ we własnej sprawie, albo też
świadczyć, uchyla się od tego, a wsze1kio groźby sądowe, a nawet i możli
wość przegrania sprawy z powodu niewykonania przy9iQgi. nie zdoła wpły
nąć na jej postanowienie.
Z licznych wypadków, które mi są, znane ze spraw sądowych i o których osobiście się przekonałem, przytaczam następujące!
1) W sprawie pewnej firmy węgierskiej przeciw X , prowadzonej w r.
1894. przed Slłdem krajowym we Lwowie, dozwolono pozwanej wyrokiem
przysiądz. Pozwana zgłosiła się do przysięgi, na terminie jednakowoż
wyznaczonym w tym celu, prosiła o odroczenie, powołując si~ na to, że znajduje się w stanie brzemiennym, a prrnpisy religijne żydowskie nie zezwnlają,
na złożenie przysięgi przez kobiet~ ci'ilżarną,. Sąd odmówił prośbie i uznał
przysięgę za niewykonaną.
2) W procesie drobiazgowym firmy lwowskiej Mojżesza Woska przeciw X., prowadzonym w r. 1896. przed siidem powiatowym m. del. sekc. I.
we Lwowie, S'ildzia, kierują.cy rozpraw4, postanowił przesłuchać i zaprzysią,dz
pozwami.
Ta oświadczyła jednakowoż, ~e przysięgi nie złoży ze względu na
stan brzemienny, wobec czego s~dzia zasą,dzil ją, na zapłacenie sumy, której
domagał si~ oskarżyciel.
1) Prw. o zachowaniu s:Q kol,iely cięzarnej u rozmaitych ludów PI os s,
llas Weih in der Natur u Viil1.erkund<', t I. slr. fi()j i n. (:~. wyrl.); tego z: I>as
I\ ind in Brauch u. Sille dN V iii ker t. J., slr. fi i n.; F. 8 Kr a us s. Sille und
Rrnuch der Siidslaven 18b5. str. !'ii'i4 i n.; Ta I ko- II r y n c c w i cz, Zarysy
lecznirlwa ludowego na Tiusi południowej slr. o~ i 430
-
181 -
3) W sprawie Wilhelma Bubera przeciw Abrahamowi S. zast~pca powoda powołał na świadka żonę pozwanego, obecną, w sali rozpraw. Ta nie
chciała jednakowoż zeznawać, powołując się na widoczny swój stan brze•
mienny.
•
4) W sprawie X. przeciw H. z., prowadzonej w sądzie powiatowym
w Przeworsku, uchwalono przesłuchanie świadka A. z. Z. T. Są,d przeworski
wezwał są,d lwowski o przesłuchaniu wymienionej; ta jednak nie stan~ła na
terminie, lecz wniosła prośbę o udzielenie kilkumiesięcznej zwłoki do zło
żenia świadectwa, powołując się na to, że znajduje się w stanie błogosła
wionym i z tego powodu nie może złożyć przysięgi. S!id przychylił się do
tej prośby.
5) W spruwie Markusa Graffa przeciw Amalii H. o wypowiedzenie
pomieszkania oświadczyłem awizatce, jako jej zastępca, że będzie masiała
złożyć w Bildzie przysięgę na okoliczości, naprowadzone przez nią,.
Na to
odrzekła, że sędzia nie może do tej przysięgi dopuścić wobec tego, iż ona
znajduje się w stenie brzemiennym.
6) W sprawie drobiazgowej Szymona Tremskiego przeciw B. H. miał
pozwany wykonać przysięgę. rrego jednakowoż nie chciał uczynić i zawarł
z powodem ugodę. Zapytany o powód, oświadczył mi, że córka jego jest
w stanie błogosławionym i dlatego on jako jej ojciec przysięgi nie może
wykonać.
J:J:.
Sprawa czy kobieta ciężarna u Żydów ma obowhizek wykonania przyprzedmiotem anormowania przez ustawodawstwa
sięgi, była niejednokrotnie
państwowe 1).
I tak pruska ordynacya s4dowa z zeszłego stulecia zawiera postanowienie, że stan ciężarny Żydówki nie jest powodem do zwolnienia jej od
wykonania przysięgi w razie sprzeciwienia się strony drogiej, co wskazoje
na to, iż panowało przeciwne przekonanie :.i).
W Autryi w r. 1836. Najwyższa władza sprawiedliwości (Oberste
Juslizstelle) we Wiedniu z powodu rzeczy\\istf'go wypadku wystosowała zapytanie do rabinów i władz krajowych, czy można dopuścić żydowski} kobietfJ
ciężarną, do przysiegi. Mannheimer słynny rabin we Wiedniu, i rabini w Czechach i na Morawie ośwhdczyli si~ przeciw dopn~zczeniu. Tak samo oświad
czył si~ rzqd krajowy w Czechach, natomiast rz4d w Anstryi niższej za dopuszczeniem 3).
W nowszem ustawodawstwie niema postanowienia co do przysifJgi
kobiety ciężarnej. W każdym razie przytoczone przykłady świadczl} o tern,
że Żydówki ciQżarue nie chciały przysięgi wykonać
1) l'rw. nr a Z. Fra n k I a „Die Eidesleislung der Juden in theologischer
und historischer Beziehunt' 2. wyd. 18.i7. str. 123, 124 i 127.
2) PosJanowienia państwowe dotyczą często także kobiety w okresie menstruacyi. U .Zyd()\V kobieta w tym czasie przysięgi wykona<: nie może.
8) G. W o I f: Ocschichl(! det· Ju<len in Wien ( IIJfifi-187/JJ, Wied. 1~7" r.,
s. 145, nr. 1.
J:J:J:.
Kobiety cięźarne powołują się zawsze na przepis religijny żydows'ki,
który im zabrania składania przysięgi. T:ikiego samego zdania jest w ogóle
lad żydowski Przepisy ·więc wedle tego zdania nie mają takiego znaczenia,
iżby- zwalniały k0bietę cięfarną, od obowiązku składania przysięgi i nie
zmuszały jej do tego, a tylko
w razie jej zgodnego oświadczenia zezwala}y ua wykonanie, lecz są przykazaniami, z których przekroczeniem łączą.
się katy. bądź to doczesne, bą,dż wieczne.
Zdanie to jednak jest mylnem.
W biblii niema przepisu, którJby kobiecie ciężarnej zabraniał złożenia
przysięgi 1 ). Owszem Numeri (Roźdz. V. 11-31), normują, pl'Zysięgę kobiety, posądzonej o cndzQłostwo, tzw. Sota, a ta mogła nawet w stanie cii;żarnym składać pnysięgę 2). W tym wypadku przys 1 ęga 1:iyła dozwoloną,
o przymusie jednak niema mowy. Później w Clw~cn JIIi:s;:pot (roź<lz. 911. §.
6.) zawarte było postanowienie, że kobiety ciężarnej do wykonania przysięgi
zmusić nie można. Podczas gdy więc przepis biblijny hył specyah..ym, ten
przepis był ogólnym Nie doszedł on jednak jeszcze do zakazu. l>opiero
z biegiem czasu wytworzyło się prawo zwyczajowe, które z zezwoleuia zrabiło zakaz, tak że kobiecie ciężarnej nietylko wolno się uchylić od złożenia
przysięgi, lecz wprost wykonanie tejże jest jej zakaz anem.
PrzPkonanie
o zakazie składania przysięgi przez kobiet~ ciężarną jest tak głębokiem, że
nietylko nic wykonuje ona przysięgi formalnej, lecz nawet nie zaklina się,
gdyż to stoi na równi z przysięgą :-1).
:CV.
Jak powstało zdanie, że kobieta ciężarna nie powinna • składać przysięgi? Prz-edewszyslkiem wypada zaznaczyć, że Żydzi w ogóle niechętnie
składają przysięgę. Każdemu prawnikowi znane SI} wyp~dki w których Żyd
tylko dlatego przegrał spra"ę, że nie złożył przysięgi. Zyd w procesie stara
się, aby tylko przeciwnik złożył przysięgę, i prosi swego adwokata. aby dbał
o to, by on sam nie musiał jej składać. Jeżeli zapada uchwala przesłuchania
pod przysięgą, Źyd gotów jest się pogodzić. Sędzia, znający Żydów, przerywa po wydaniu uchwały tego rodzaju rozprawę na kilka minut i z reguły
następuje ugoda. Nieraz napierają sami Zydzi na Żyda, który winien
złożyć przysięgę, aby się pogodził. Jeżeli Żyd w drobnej sprawie chce zło
żyć przysięgę, lub ją składa, inni go przeklinajl},
Byłem raz obecny przy
rozprawie, gdzie Żydzi urządzili składkę, aby zapłacić kwotę żądaną, przeciwllikowi Żyda, który miał pnysiądz, byle uwolnić swego współwyznawcę
od przysięgi. Ta niechęć do składania przysięgi objawia się nawet u inte-
') Prw. Wolfgang - W c s s el y. Kann eine jUdische Frnu wiihrend
ihrer Schwangcrschart nach Grundsii.lzen des jiidisclH·11 l,irchenrechles ,ur Ahlegung eines E:des zugelassen und im W<~i 5erungsfalle deni verhaltcn wcrclen ·, 1'!,c111is
1837., str. 10, i n.
1
) Prw. o tej przy,iędzc i jej dalszym rozwoju - J) us cha k.
Das mosaischlalmudische Ehere<·ht, Wiede11 l.'JG4-., str, 2~, 1::31 i n,
3
1 \V Hzymie były Westalki zwolnione od przysiQgi; jlmncn dialis nic mógł
wcale jPj składać.
ligentnych Żydów. Jeżeli ktoś jest powołany na ~wiadka, stara !iiię strony
pogodzić, aby nie składać świadectwa. Znam wypadek, gdzie świadek przez
dwa lata godził strony, jedynie aby nie składać świadectwa.
Jeżeli taka niechęć do składania przysięgi istnieje u Żydów w ogóle,
to tem łatwiej można j4 wytłumaczyć u kobiety cieżaruej, która się znajduje w nienormalnym stanie psychicznym. ·wzgl4d na przyszłe dziecii: odgrywa znaczną rolę. Wogóle panuje przekonanie, że pewne zachowanie się
kobiety brzemiennej wpływa na dziecię. 'rak i w razie składania przysięgi
przez ciężarną. mogłoby dziecię otrzymać skłonność do składania przy!łięgi,
co wobec niechgci Żydów do przysięgania byłohy złem
Podobne wierzenie znachodzimy wedle Plos.m (Das Weib) na malajskim
archipelagu, gdzie kobieta ci~żarna nie może być świadkiem w są.dzie, aby
nie być obecną. przy kłótni. W tym bowiem wypadku kłótliwość mogłaby
przejść na dziecię. Inne wierzenie twierdzi, że dziecię miałoby ci4gle ze
s1dami do czynienia. Także w Rzymie, Atenach i Egipcie nie mogły kobiety ciężarne stawać w s1dzie.
Także i forma przysięgi Slłdowej wpłynąć mogła na to, że kobieta
ciężarna jej nie chce wykonać. Składający przysięgę wzywa Boga na świadka,
że jego twierdzenie jest prawdziwem i zarazem ściąga kary na siebie na
wypadek, gdyby przysięga była fałszywą.
Kara musiałaby trafić w razie krzywoprzysięstwa i dziecię w łonie
matki, jako czę~ć składow4 jej samej. Dlatego też twierdzi kobieta
ciężarna, że nie przysięga, ponieważ tylko za siebie może wykonać przysięgę,
a nie za dziecię.
Z drugiej strony w dawnej formie przysięgi wzywał przysięgający potomstwo na mściciela fałszywej przysięgi 1). Gdyby kobieta ciężarna przysięgę złożyła, dzieci~ przy tern obecne wiedziałoby o fałszywej przysiędze
i pomściłoby ją. Aby temu zapobiedz, nie składa ci'i)żarna przysięgi.
Zewnętrzna forma przysięgi, a mianowicie jej formalności, które z c_zaeem powstały i po części przez ustawodawstwo paustwowe tylko dla Zydów zaprowadzone zostały, mogły też przyczynić się do tego, że kobieta
ciężarna nie
wykonywała przysięgi
Już samo upomnienie na skutki
krzywoprzysięstwa było tak strasznem, że mogło niekorzystnie oddziałać na
Ci'i)żarn!Js; cóż dopiero forma, zwłaszcza, ie wyszukiwano najrozmaitsze utrudnienia 2 ).
Jak już l'yżej wspomniałem, u niektórych lodów kobieta nic może być
świadkiem, jeżeli znajduje się w stanie błogosławionym.
Prusiech zacho dnich, na Pomorzu, na Śląsku i na Rusi nie może być nawet matklł chrzestną t. j. świadkiem chrztu (Plos::;, das Weib) Jako powód przytacza się,
że kobieta ciężarna nie wie, co się dokoła niej dzieje, zatem świadczyć
nie może.
Ten powód u Żydów nie wpłyn1ł na zakaz składania przysięgi przez
kobietę ciężarn4. Prawo żydowskie zna świadków, nie zna jednak przysięgi
,v
1
) Prw.
.Tu 1 ius z a II ap p 1 a. nDer F,id im alten Testament",
(h. r.) s. 17.
2) Prw. wyżej przytoczone dzieło Frankla.
Lipsk
rn
-
184 --
świadka 1) ; dopiero
w XIV wieku pod wpływem ustawodawstwa pa11stwowego
pod przysięgfł.
Zakaz składania przysięgi przez kobiet~ ci~żarnl\ i przekonanie o złych
skutkach tegoż przekroczenia tak się zakorzeniły, że nawet krewniacy nie
chcą wykonywać przysięgi, gdy kobieta znajduje si~ w stanie brzemiennym.
Wyżej przytoczyłem przykład, w którym ojciec nie złożył przysięgi z powodu, że córka jego znajdowała się w stanie błogosławionym.
słuchano świadków
Dr. lrl Allerhand.
Ze zwyczajów wielkanocnych.
Poiwięcanie
pól.
W parafii siedleckiej (Siedlce, Przycież, .Łęka) w powil'cie nowosądec
kim w drugie święto wielkanocne jest taki zwyczaj, że do dnia budzi gospodarz pastucha i parobków swych, aby- szli z wodą, święconą, z krzyżykami
i wiązkami słomy (okłoty) do pól, gdzie s1 oziminy pozasiewane. Do ka:
żdej oziminy wtyka z jednego i z drugiego końca krzyżyk, pokropi swi~couą, wodą, a potem pali garściami słomę ze wszystkich stron, aby dym
obsiadł całkiem ozimin~.
Krzyżyków narobiłł jeszcze w wielkim tygodniu z palm święconych
w niedzielę palmową,. Jeden krzyżyk przybija gospodarz nad sienią, domu
swojego. Krzyżyków takich jest czasem kilkanaście nad sienią, 1 tak długo
pozostają dopóki same nie odpadnQ. Ma to chronić od wszelkiej choroby
i in.wet od ŚOJierci.
Palmy święcone w niedzielę polmow11 są, nieraz wysokie do, 10 łokci,
poubierane w pąsowe a czasem w różnobarwne wstą,żki i batogami nowymi
lub postronkami puwią,zanc. Im tęższą, palmę czyli wyższą, parobek lub pastuch uszykuje t. j. zrobi, to za większego zucha uchodzi. Czasem z 1:1ą,
siedztwa kilku razem składa się na uwicie takiej wielkiej raczej wysokiej
palmy.
Palmy takie wifłżłł z trzciny palmowej, z gałą,zek iwy, kłokoczki i sakwaczu ( berberys n i leszczyny). Leszczyna, jako cienkie długie prttY, stanowi podpórkę czyli rusztowanie, na około której wiją gałązki iwy z kotka.mi. Na wierzchu jest albo pęk bazi albo krzyż zrobiony z palmy.
Postronki nowe dostarcza gospodarz, a kiedy s~ poświęcone, SQ potem w poszanowaniu, bo zaraz~ bydła majfł odpędzać. Batogów nakręcić
z konopi musi sam pastuch, często dziewka i gospodyni dostarczają, wstą
żek do ubrania, a gdy palma zbiorowa, to która dziewka wii;cej i ładni~j
szych wstążek dostarczy, jest więcej honorowanfł od parobków.
1
) Prw. Fr a n k I a o. m. s. 44 i Mojzesza. Blocha „nie Civilpror.ess-Ordnung
nar.h rnos, 1 isch-rahhinischem Hechte", Budapeszt, 18~i. str. 48. (,Jahresbericht
dt.•r Landes-HahLinerschule z r. 1881/2).
185 Wod~ świi;coma z wielkiego tygodnia musi mieć katdy gospodarz
w domo we flaszce. Gdy ma jej za mało, wtedy parobek idą,c w pole
z konewką, lub dzbankiem, rozpuszcza j'ł zwykłą wodą źródlaną,.
Do pokropienia / używa kropidła a w braku tegoż robi wi4zank~
i wiecb~ z żytnich kłosów i takową, kropi. Po pokropieniu palą, okłoty słu
my dlatego, ażeby nie było zarazy czyli śnieci w pszenicy lob żysicy
w życie.
Ognie p&ilą, w E~ce, w Mogilnie wieczór we wielki czwartek tak zwanego Jodasza. Robią, chłopaki wiechcie doże ze słomy i nabijają, na tyki,
idą, z niemi na pastwiska lub na pagórki i tam wśród krzyku palą, je.
Aleksander Koch
nauczyciel w Siedlcach.
Pisanki w Galicyi.
Zestawienie materyalu, zebranego w r. 1897. staraniem Towarz.
ludoznawczego.
Podał Dr. JmANCISZEK KRÓEK.
Com w 1. 1892. i 1893. mógł przedsiębrać zaledwie na małą, stopę,
jako jednostka i niezasobna i mało znana, to dzięki staraniom Towarzystwa
ludoznawczego udało się w r. z. daleko lepiej. Dwa tysiące z górą, kwestyonaryuszy w sprawie pisankowej, rozesłane w oho językach krajowych po
Galicyi 1), wywołały 199 odpowiedzi, nieraz bardzo szczegółowych i pouczających, a w katdym razie rozszerzajf1cych zakres wiadomości naszych o zwyczaju prastarym malowania jaj w okresie wielk!rnocnym i Świąt Zielonvch.
Nie dają, one jednak całokształtu i z drugiej strony przy wielu brakach metodycznych mogłyby nasuwać pytanie, czy ma cel zeetawianie z nich mo •
zajki takiej, jaką, są, oba sprawozdania moje z poszukiwań wspomnianych
już lat dawniejszych ll),
Uprzedzają,c te i inne podobne zarzuty, oświad
czam, że sam najlepiej odczuwam strony ujemne tych sprawozdań -- nie
wyłączają,c niniejszego, a jeżeli mimo to próbuję znów sklecić jaką taką
całość z odpowiedzi zeszłorocznych, to czynię tak, by w pierwszym rz~dzie
dać dowód tym osobom, które pośpieszyły z odpowiedziami na pytania, donich wystosowane, że nie lekceważymy sobie ich pracy i nie myślimy jej
chować pod korcem, a powtóre i dla swej korzyści i innych zdać sooic
sprawę z braków, które trzeba jeszcze uzupełnić, i zwrócić uwagę chętnych
badaczy, jak należy zajmować się sprawą pisanek i w których kierunkach
wytężyć usiłowania w przyszłości.
Przedewszystkiem zestawiam spis szan. korespondentów, względnie
korespondentek naszych z r. z., z dołączeniem miejscowości, które poszczególne odpowiedzi obejmuj4, - w układzie według powiatów, który sam już
uwidocznia, w których stronach na.leży jeszcze dalej badać zwyczaj pisankowy.
1) Cyfry szczegółowe rozsyłki kwestyonaryuszy
w r. z.
podano w nLudzie",
t. III, str. i85.
2) Pisanki w Galicyi, I,
(Odbitki ze Szkoły).
We Lwowie 189:1, 8° str, 20 i Ir.
1894. 8° str. 20.
Nadesłali
zatem odpowiedzi (n. -
I. Pow. bialski -
nauczycieel[ka]:
o.
II. Pow. bobrecki - 3 rus.
1. Sztogryn Stefan n., Horodyszcze kr6l. i wsi Slłsiednie.
2. Kobylański Edward n., Boryn·icze.
3. :topaczy{1ski Jan k1, Podsosnów i są,s.: Dźwinogród, Horodysławice, Podjarków, Romanów i t. d.
III. Pow. bocheński -
6 pol.
4. Grnbenthal Marjan n., Lipnica mu1·owana.
6. Krukowa Marja n., Uście solne, Besów, Cerekiew, Niedary,
Świnary.
6. Łabno Józef n , Borek i s,s.
7. Szaper Jan n., Brzeźnica,
8. Dadej Emil n., Ifrzyżanowice
~- Mucha Józef n., Okulice.
IV. Pow. bohorodczański -
okolica.
2 r.
10. Szawiński Mikołaj n., Bohorodczany st.
195. Basarab Michał n., Lachowce.
V. Pow. horszczowskl -
3 r.
11. Stefanowicz Leoncjusz n., Chudykowce
mielnicki.
12. Lisieniecki Jan n., Strzałkowce.
13. Krasnożon Jan n., B1'.clowce n. D.
rabja, Tyśmienica).
VI. Pow. brodzki -
6 p.
cały
cały
+ 5 r.
19. Krausa Jadwiga n., Lopatyn.
20. (Turkiewicz Jan ks.), Ponik,w w. i Wołochy.
21. Stećków Piotr n., 'Toporów i okol.
22. Warecki Aleksander n., Bielawce.
23. Szewczykowski Mikołaj n , Boldw·y.
24. Chodorowski Sozant, Heni6w.
IO p.
~5. Skrzelowski Franciszek n., Szczepanów.
2G. Bartosz Jan n., Wojakowa.
Sł}dowy
powiat, (też Ilesa-
14. Bitschanowa Marja n., Kadłubiska.
15. Wolanin Marja n., Jazłowczyk i WAi okol.
16. Ant'lniewicz Stanisława n., Koniuszków i Sl}S.
17. .tebedyńska Fryderyka n., Stanisławczyk.
18. Maodyczewski Eugienjusz, sł. filoz., Balin.
VII. Pow. brzeski -
rejon
188 27. Bernacka Wiktorja n., Zakliczyn n. D.
28. Morawiecka Ludwika n., Pa.le.foica.
29. Kłosińska Michalina· n., Zaborów.
30. Jarosz Jan n., Borzęcin.
31. Glińska Marja n., Mokrzyska.
32. Musiał Szczepan n., Złota,
33. Capikowa Marja n., Uszew i okol.
19 I. Gacek Adolf n., Niedzieliska.
okol.
+
VIII. Pow. brzeżański -
5 p.
3 r. [P 153, 185].
34. Bieniowski Stanisław n., K1·zywe i przys. Józefówka.
35. Surowiecka Leontyna n., Potok.
36. Kurzbauer Artur n., Plaucza w. i s1s.: Glinna, Kra sua,
Płaucza m.
37. Makohouski Mieczysław n , Glinna i okol.
38. i 39. Chomicki Jan n. i Jabłoński Jan ks., Wybudów, (też
Niezna'lów).
40. Drewnicki Mikołaj n., Pol'uczyn i s1s.: Buszcze, Dryszczów,
Strychańce, Szumlany, Żuków, (też Załucze k. Śniatyna
i Rybno pow. kosow.)
41. Kordoba Teodor ks, Brzeżany.
IX. Pow. brzozowski
5 p.
42. Wojnarowski Karol n., Golcowa.
43. Krynicki Adam n , Ila1·ta i s1s.
44. Mą.czka Walenty ks, Wesoła (też okolica Brzozowa).
45. S-;kowski Antoni ks , Ba.chórz.
46. Niflmiec Jan dyr. szk, B1·zozów wsi powiatu.
X. Pow. buczacki -
1 p.
+ 2 r.
47. Turczański Józef n. w Potoku złotym, llubin.
48. Tenże, Potok zloty i okol.: Hu bin, Porchowa, Skomorochy,
Snowidów, Sokołów.
49. Kizimowicz Michał n., Kujdanów i okol.: Bielawce, Bobulińce, Dobropole, Ossowce.
XI. Pow. chrzanowski -
5 p.
50. Polaczek Stanisław n., Krzeszowice
51. Milerowicz Jadwiga n , Regulice.
52. Sieprawski Tomasz n., Nowa Górka, Czerna, Mi~kinia,
Ostrtżnica.
53. Bielecki Jan n., Byczyna i okol.
193. Nieszczyńska Teresa n., &czakowa wieś.
XII. Pow. cieszanowski -
3 p.
+ 1 r.
54. Pawlaw1ki Sylwester n., Lipowiec.
55, Kwiatkowski Marjan n., Bihale.
-
189 -
56. Kozłowska Melanja n., Sucliawola.
57. Peł ech Eustachy ks., Lówcza i Huta st.
a. r.
XIII. Pow. czortkowskl -
57. Zacharjasiewicz J,uljan n., Szulhanówka.
58. Rykała Jan n., Swidowa.
Dobromilski Djonizy n., Czortków.
XIV. Pow. dąbrowski -
4 p.
59. Skibińska Stefanja n., Dąb1·owa.
60. Wajdowicz Antoni n., Szczucin i przynależne : Dą,browice,
Kępa, Lubasz, Eęka, Świdrówka, Wola i t. d.
61. Mróz Jakub n., Maniów i okol. (pow. mieleckiego): Borowa,
Górka, Otał~ż, Surowa i t. d.
192. Grodziński Aleksander n., Bolesław i parafia.
XV. Pow. dobrom liski -
2 p.
+ 9 r.
62. Obłój Ludwik ks., Malawa.
63. Burczyk Mik. Feliks ks., Palkenberg (osadnicy polscy),
Hójsko, Nowosiółkf, Sierakowce (polacy i rusini).
64. Żurawiecka J. Hr., Jawornik mski i są,s.: Lipa, Pifbtkowa,
Siedliska, Ulucz, Żohatyn.
65. Pałys Jakub n., Kniażypol.
X VI. Pow. dc,lf ńskl -
1 p.
+ 2 r.
66. Pociej Józef n., Dolina i są,s.
67. Byrczak Jan ks,, Podóereże, Hoszów, Tiapcze.
68. Michałowski Jerzy n., Nizw1, i są,s.: Ilemuia, Kaina, Kuiaziołuka, Lolin, Maksymówka, Nowosielica, Nowoszyn, Pacyków, Roztoczki, Wełdzirz.
XVII. Pow. drohobycki -
4 r.
69. Dowbniak Jan n., Uliczna, Popiele i Radelicz (prw. 72),
oraz z pow. stryj. Dołholuka i Żydaczów. Dubrawka, pow.
przemysk. Barycz.
70. Ja błoński Andrzej n., ( Nahujowice ), powiat.
71. Kiszyk Stef. ks., Opaka i okręg są,d. podbuski.
72. Komarnicki Jan ks., llomcko i Radelicz (pow. 6U ).
XVIII. Pow. gor1ickl -
1 p.
+ 2 r.
73. Bubniak Wasyl, Rozclziele.
74. Sorokiewicz J. ks., Bodnad..:a.
75, Lityński J, ks., Ha,iczowa Ropki
okol,
190 -XIX. Pow. gródecki -
1 p.
+ 7 r.
76. Cbechliliski Teof. n., Ro<latycze (prw. 78).
s~s.: Bar,
Bratkowice (p. 82), Tucz~py, Wołczuchy.
77. Olchowy Włodz. ks., Dobrzany i Putiatycze.
78. Sarmatiuk Konst. n., Wiszenka w. i sąs. : Dąbrowica, Leś
niowice, Łozina, Malczyce, Mszana, Obroszyn, Rodatycze,
Rokitno, Wiszenka m., Wroców, Zaszkowice i pow. (p. 76,
80--- 1 i 83).
79. Hnatyszczak Leon ks., Uhe1'ce niezabitowskie.
80. Jezierski Dym. n., Dąb1'owica (p. 78) i st1,s.: Jaśniska,
~ozina, Majdan, Rokitno, Stawki, Stradcz, Wereszczyca,
Wisienka m. i w. (p. 78_), oraz w pow. Młkiew.: llliu.sko,
Krecbów, Polana.
81. Charlampowicz Waler. ks., Zawidowice i Zaszkowice (p. 78).
82. Derżko Józ., Jlalfrzanów i s4s.: Bratkowice (p. 76), Drozdowice, Rzeczyczany.
83. Strzelbicki N. ks., Wielkopole (też Mszana [p. 78] i w pow.
kamion. Horpyna).
XX. Pow. grybowski -
o.
XXI. Pow. horQdeński -
4 r.
Korniów, Olejowa, Seme•
84. Charuk Szym. n., Rakowiec
nówka i t. d.
85. Bilinkiewicz Em. n., Stl'zelcze.
86. Radzikiewicz Aleksandra n., Czemiatyn i s4s.: Głuszków,
Toporowce, 'fyszkowce, Wierzbowce i t. d.
87. Szłemko And. n., Repuży,ice.
XXII. Pow. husiatyński -
3 r.
88. Humeniuk Paw. n., Szydluwce
sąs.: Bodna.rówka, Sidorów,
Suchodół, Zielona.
89. Krukiewicz Albin n., Tlu:-;te,ikie rrowste11ke ).
197. Ulwa11ski Mik. n., ..Jlszaniec i okol.
XXIII. Pow. ,jarosławski •·-- 2 r.
90. Sanocki L. ks", Mitkiliz nowy i stary, Tuchla.
91. Matiuk Ant. ks., Lwd.:i i okol.
XXIV. I>ow. jasielski -
2 p.
92. Sarna Wład. ks., Szebn·ie i s4s.: llajdy, Białkówka, Budzisz
Chrzl}stówka, Moderówka, Niepla., Zimnawoda.
V3. Biesiadzki Teof. Ks., Bączal i parafja.
-
191
XXV. Pow. ,jaworowski -
7 r.
94. Lityński M. ks., Mużylowice, Mołoszkowice, Otomla, Podłuby,
Przyłbice, Toczapy.
95. Jakliniec Mich. djak, Glfriice i są,s. : Budzy11, Sarny, Wola
glinicka i t. d.
96. Demkowicz Mich. n., Rogóżno i sąs.
97. Woloszyński W. ks.: Wiel'zbiany i okol.
98, Zagajewicz Was. ks., Kobylnica ntska, i okol.
99. Hawlicki Ant. n., Chotym·ec i wszystkie wsi pow.
199. Sprys Grzegorz ks., Chotyniec, są,s. Młyny, Groszowice, Zaleska wola i cały pow.
XXVI. Pow. kałuski -
1 p.
+ 5 r.
100. Mazanowski Józ. ks., ( 'l'użyłów), cała okol. Kałasza.
101. Kurdydyk O. n, Kalttsz i wsi tego pow.: Jasie(1, Kadobna,
Mysłów, Podgórki, Uhrynów ś1·.; pow. rohat.; Bołszów,
Hanowce, Kunaszów, Rozwiany, Słobótka bołszowiecka;
pow. stanisław. (p. LIX): Hanusowce, l{ołodziejówka,
Mykityńce, Wołczyniec; pow. stryj. Skole.
102. Szaraniewicz Michał n. gimn., Sta,[ków i sąs. pow. kał.:
Długa (Dow ha), Humenów, Niegowca, Wierzchnia, Zahałów,
Zawadka, Zbora, pow. żydacz.: llujanów, Kotoryny, Manasterzec, Protesy i t. p.
103. Czaprayski Al. dyr. szk., Wojnilów,
104. Pawłowicz Ant. n., Krasna i okol.
105. Nasa.Iski Jdr. n., Przewoziec i Medyuia
XXVII. Pow. kamionecki -
3 r. [prw. 83).
106. Spolitakiewicz Grz. n., Grabowa i okol.
107. Zacharjasiewicz Al. n., Opłucko.
108. Ka.liniewicz Fitem. n., Lany i s4s.: Jazieuica poi.
Ruda.
XXVIII. Pow. koJbuszowskl -
rus.,
4 p.
109. Krzywka Wład. n., ½ielouka,
110. Fr4czek Józ. n., Kolbuszowa dolna I rnue wsi pow.
111. Wisz Jan n., Ko11w1•1;w i okol. : Brzostowa góra (p. 112),
Cmolas, Hadykówka, Huta, Majdan i t. d.
112. Dobr~ański Ferd. n., Brzostowa góra (p. 111).
XXIX. Pow. kołomyjski -
3. r.
113. Szlemkiewicz Klem. n., Podhajczyki i okol. : Gwoździec,
Kobylec, Nazorna, Turka, Zahajpolę.
114. Dcmianczuk Al. n., Osfrmciec i sąs.: Chwaliboga, Czechów,
Ostapkowce, Rohynia, Rosochacz, Winograd.
115. Jarmołowicz de toziński J. n., Kumicz i całe Pokucie}.
192 -
XXX. Pow. kosowski -
4 r. [p. 40].
116. Morowyk Mich. n., Krasnoila i: Hołowy, Jasieniów, Jaworów, Perechrestne, Sokołówka, Żabie i cały pow. (p. 196).
117. Fandarys Tom. n., Kofmacz (p. 196).
118. Kisielewski Teof. n., Zabie-Ilcia (p 116 i 196).
196. Harmatij Ellk. n., K1·zy1corównia, Brustury, Hołowy,
Jasieniów górny, Jaworów, Kosmacz, Krasnoila, Perechrestne, Polanki, Rzeczka sokołowska, Ustrzyki, Żabie
(p 116 i 118).
XXXI. Pow. krakowski
- 3 p.
119. Piechnik Stef. n, Wulfra.
120. Holcer '11ad. n , Ciyżyny i l~~g.
121. Barzycka Aniela n. 1 Buleclwwice.
a p.
XXXll. Pow. krośnieński -
122. Kotula Tad. dyr. szk., Krosno i okol.
123. Skórski Anatol n , Kombumia i okol.
I ~8. Siostry Felicyanki, Iwonicz.
XXXIII. I>ow. łańcucki -
6 p.
+ 1 r.
124. Szumańska Hel n., Żukl·in i s11is.: Krzeczowice, Łopuszka.
125. Rurka J. ks. i Tarkowski M. n., Grodzisko miast., G.
dolne i górne i s4s. wieś ruska Dembno.
126. Smolkowa Em. n., Przeworsk, przedm. Budy przew., Gniewczyoa i Gorliczyna.
127. Kluz P. n., Białoboki, Czarna i Demboo k. Leż.
128. Kruczek Gwalb. n., Mfrocin.
129. Wydział pow. łaucucki, powiat.
130. Iwasiówka Marja, Dembno (p. 125 127).
XXXIV. I>ow. lhnanowskf -
1 p.
1 a1. HołubowicE Stanisława n , Limanowa.
XXXV. Pow. Ilski -
2 p.
+ 3 r.
132. Gajdówna Kat. n., Be1'eska i SJłS. (p. 135).
133. Ziobro Józ. o .. lloczew i są,s.
134. Jasienicki Cypr. ks, Balir1ród i Sti;:żnica
135. ~adyżyński Mich. ks., Bereska i BlłS, (p. 132),
136. Ilnicki Włodz. ks., Wa,ikowa.
-
H)3 -
XXXVI. Pow. lwowski -- 2 p. + 1 r.
137. Rotter Ant. n., ½u111·za.
138. Goli11ski St. n., Bilka król.
139. Bożejko J. ks., Rokitno.
XXXVII. Pow. mielecki - 3 p. [prw. 61 ].
140. Hodbod Edw. n., Wula mielecka.
14 I . Duszkiewicz J óz. n , Wola plawska.
142. Chrobaczyński Józ. n., Czajkowa
XXXVIII. Pow. mośclskl 143. Szpakowski
Rudniki.
2 p.
Staniał.
n.,
llodynie i BłłS,:
Lacka
W<Jla,
144. Nahlikowa Paul. n., Adamowska Wula .
.
XXXIX. Pow. myślenicki 145. Pitala Józ. n,
1 p.
Stróża
i okol.
XL. l,ow. nadwórniańskl -
1 r.
146. tuciów J. u., Nadwóma.
XLI. l,ow. niski -
2 p. [prw. 179].
147. Zygmunt Em. ks„ Stany, Dojanów, Maziarnia, Przyszów.
148. Stefanowski Tom. ks., Pysznica i parafja.
XLII. Pow. nowosądecki -
o.
XLllI. Pow. nowota1skl -- 2 p.
149. Bieroński Winc. dyr. szk., Czamy Dunajec i okol.: Dystre
stare i nowe, Chochołów, Ciche, M.i~dzyczerwienue,
Podczerwone (p. 150), Ratułów, Rogoźnik, Wróblówk1J,
zresztlł okolica N. Targu, Poronina i Zakopanego.
150. Fila9 Woje. n., Podczerwone (p. 149) i okol.
XLIV. Pow. pllzlcńskl -
1 p.
I 5 I. Ziemba Igo. ks, Jodłowa.
XLV. Pow. podgórski -
o.
XLVI. Pow. podhajecki -
2 r.
152. Eubkowicz J. n., JJn,ilczc.
153. Sendecki Józ. dyr. szk., Podhajce
Narajów.
XLVII. Pow. 1>rzemyski - 1 p.
w pow. brzeżańskim
= 2 r. [prw. 69].
154. Błahuta Tom. ks., Ujkowice parafja.
155. Seneta Mik. ks., Byk6w i są,s.: Chodnowice, Cyków, Hulilsaków, Nowosiółki, Pleszewice, Popowice.
156. Ludkiewicz Józ. ks., Borszowice.
XLVIII. Pow. 1>rzemyślańskl -
1 p.
+ 3 r.
157. Tarnawski Iz. n., Krosienko i okol.
158. Powch Mik, n., Kl'zywicc i okol.: Gliniany,
Przemyślany,
Złoczów.
159. Szweć Atan., Uciechowice, Ostalowice, Źydowice.
160. Murzyn Grz. n., Słuwita.
XLIX. Pow. rawski 2 p.
+ 6 r.
161. Czajkowska Anna n., Ulh6wek.
162. Wawrzyszczuk Fil. pis. gm., Uhn6w i są,s.
163. Sajko J. n., Chlewczany, Choronów, Karów.
164. Kułynycz Al. n., Wie1'zóica, Gole, Kamieniec woł., Kornie,
Machnów, Nowosiółki, Podd~bce, Rzeczki, Ruda, Wilki,
Zabór.
I 65. Załużny Cyr. 11, Eaw,-yków i cały pow.
166. Ośmiełowski Mik. ks., Biała k. Mag. i okol.
167. Daniłów J_ ks., Radrnż.
168. Sawczak Eljasz n., Potylicz i okol.
o. [prw. 101].
L. Pow. rohatyński LI. Pow. ropczycki -- o.
LIi. Pow. rudcńskl -
1 p.
+ 1r
169. Herman Wład. ks., Tuligłowy i sąs.: Hołodówka,
170. Łomnicki Sawa ks., Kupnowice i okol.
Lill. l,ow. rzeszowski -
l\lałpa.
1 p.
171. Kwiatkowski Leon ks.,
Konkolówka, Ł,&ka.
Błażuwa,
Białka,
Brzeg n.
st.,
-
LIV. Pow. samborski -
195 -
+ 2 r.
2 p.
172. Chmielowski Fel. ks., Czys:d.-i i okol.
173. Maszewska Wład., Wqjutycze i okol.
174. Czajkowski Jul. ks., llo1'odyszczc, Sza<le.
175. Bilińska Hel., Olszani7c.
LV. Pow. sanocki -
+ 1 r.
1 p.
176. Magierowski L. n , Ja6mim·z i okol.: Bażanówka,
Odrzechowa, Posada jaćmierska, Zarszyn miast.
177. Kmicikiewicz R. ks., Zmradka. ryman.
Długie,
LVI. i INII. Pow. skałacki i śniatyński- o. [p. 40j.
LVIII. Pow. sokalski -
1 r.
178. Czernecki Was. ks., Sielec bełsld.
LIX. Pow. stanisławowski -
LX. Pow. staromie,jski. -
O. [prw. 1011.
3 r.
179. Zubrzycki Mich. ks., Jfarnni(';c i Rlł'3, wsi, należ1ce do pow.
starom., nisk. i tnrczai'1.
180. Tuna Hil. ks., 1,w;:-:.ki 11m1·., Ilerezów, Tarnawka.
181. !{unicki 'l\ ks., /,aw,•,;w i okol.
LXI. Pow. stryjski -- O. Ip. 69, 1011.
LXII - LXVII Pow. strzyzowski, tarnobrzeski, taruo1•olski,
tarno1'·skl, tlumaeki, trembowelski - O.
LXY'lll. I•ow. turczański -- 1 p. Ip. 179 I.
182, Sielecki (?), Turka, cały pow.
LXIX-LXXI Pow. waclowicki, wfolicki i zalr.szczycki -- o.
LXXII. Pow. zbaraski -
1 p.
+ 2 r.
183. Dowosser P. n., Toki.
184. Drozdowski (?), J(lebanówka, Korszyłówka.
185. l{aczała And. ks., Medyn (też pow. hrzcia1i.
LXXIII. Pow. złoczowski -
o. lP- 158
185 I,
złoczow).
-
19G -
LXXVI. Pow. Żółkiewski --- 3 r. [prw. 80].
186. Kalitowski Em. dr., Mosty wiel. i okol.
187. Dołżycki K. ks., Dzibulki.
188. Zalitacz Al. ks. ½ólta,ice i okolica (odpowiedz~ na podst.
słów Maru11ki Małojid i Kaśki Jaszczyszyn z Z.).
LXXV. J>ow. Żydaczowski -
1 p. I prw. 69, 102].
189. Słotołowicz J., ·Żydaczów i pow. cały.
LXXVI. Pow Żywiecki -- O.
( 190 - 199, nadesłane później, włożono vod powiaty odpowiednie :
190-XII., 191-VII .. 192-XIV., 193-XI., 194-XIII.,
195-IV.. 196-XXX.). 197-XXII., 198 - XXXII.,
199 -XXV. -- Pisanki otrzymaliśmy od:
14, 47, 50, 78, 83, 100, 110, 113, 117, 157, 176, 183.)
Z kolei wypadałoby podać spis abecadłowy miejscowości, uprawiających
twyczaj ,,malowania" jaj podziśdzień jeszcze. Ale licząc si~ ze szczupłością,
miejsca, którem mogę rozporządzać, nie podaj~ go, choć sporządziłem go
sobie na podstawie odpowiedzi powyższych. Zaznaczam tylk.o, że obejmuje
on z górą 400 nazw, i podaj~ te numery odpowiedzi, wzgl'i)dnie spis tych
miejscowości, w których według twierdzenia łaskawych korespondentów naszych zwyczaj ten n ie i s t n i ej e już dzisiaj. Oto spis ich :
Bachórz, Białoboki, Bolesław (pow. dąbrow. ), Borek, Borzęcin, Brzeź
nica, Czarna (pow. łańc.), Czyżyny, Glinice (nb. bez okolicy, bo w tej
malują), Golcowa, Grabowa, Hnilcze, Horucko, Iwonicz, Kombornia, Kujdanów ( cz'i)ŚĆ wsi szlachecka, w chłopskiej bowiem kraszą), Limanowa, Lipnica mur., Łęg, Maniów (bez okolicy), Mokrzyska, Nadwórna, :Siedzieliska,
Ostałowice, Palt śnica k. Zakliczyna, Regulice, Stróża/ Szczepanów, Uciechowice, Wesoła, Wojakowa, Wola mielecka, Wolica, Żydowice (hn. nry 4, 6,
7, 25, 26, 28, 30- 1, 42-5, 49 w cz'i)ści, 51, 61 w części, 72 w cz.,
95 w cz., 106, 119, 120, 123, 127 w cz., ]31, 140, 145, 146, 152 w cz.,
159, 191, 192, 198). I ten spis niewolny od wątpliwości. Według bowiem
korespondentów 72, 129 i 150, Radelicz, cały pow. łaucucki i Podczerwone
należałyby również do pozycyi minusów, czemu sprzeciwiaj'} się odpowiedzi
69, szereg korespondentów i Łańcuckiego i 149; w tych razach przechylam się na stron~ tych ostatnich, bo raczej korespondent, przecz4cy istllienin
„malowania" jaj, nie zauważył zwyczaju tego w danej miejscowości, niżby
przeciwnik jego dopatrzył się go tam, gdzie go niema. Opieram swój sposób
widzenia też na tej okoliczności, że nawet w spisie podanym niebrak miejscowości, którym zwyczaj ów nie był dawniej obcym. Tak n. p. w 25. ,,dawniej podobno - pisze korespondent - mieli jaja gotować w czarnej farbie,
zwanej bryzelją,", w Maniowie (61.) istniał dawniej ten zwyczaj, ale zarzucono go i to dopiero od lat 1 O, w 127. był, ale zaginął również, korespondentka z Limanowej (131.), obecnie osoba 60. letnia prawie, przypomina
sobie ze swych lat młodszych, że widywała tam pisanki "zdaje . się, że
w domach mieszcza11skich", co uważa za „naleciałość z Rusi", w 159.
zwyczaj pisankowy od 1889 r. zaczl}ł gin4ć tak szybko, że do z. r. zagin'łł
-
197 -
zupełnie i korespondent nawet widział się zmuszonym prosić Tow. naszego
o wzory celem wskrzeszenia tego zwyczaju 1); nr. 42 wyraża się bardzo
zagadkowo, że zwyczaj "malowania" jaj w Golcowej jest „tak, jakby wcale
nieznany od dawnych czasów". Inni korespondeuci, mianowicie: 4, 6--7,
30-1. 49, 72, 106, 119, 120, 123, 150. 191 i 198, dodaj/}, że nawet
dawniej zwyczaj ten nie istniał w miejscach ich pobytu, wzgl~dnie oko licz·
•nych l). O ile mają słuszność, w to nie mog~ wchodzić.
Prawdopodobnie do grupy powyższej wypada też zaliczyć Wesolę,
której korespondent, proboszcz miejscowy od lat przeszło 20, twierdzi, że
tyłka kobieta, pochodzą,ca z Brzozowskiego, trudni się tam „tą, zabawką, bez.
znaczenia".
Przechodz~ do grupy drugiej - plusów. Tu przedewszystkiem nasuwa
się pytanie, czy zwyczaj nasz jest, że tak powiem, rodzimym, odwiecznym,
czyliteż przejętym ską,tlin4d w czasach nowszych. Niestety na to pytanie
nie dano z wielu stron żadnej odpowiedzi (2, 15, 19-21, 24, 38-9, 53,
57, 59, 62, 69, 73- 6, 79, 88, 92, 95, 100, 107, 109, 118, 122, 126,
U7, 134, 143, 148, 153, co do Podhajec, 154, 160, 172: 176-80, 186,
188-9, 193, 196-- 7); odpowiedź, potwierdzającą, możliwość pierwszą, dali
kores.: 1, 3, 5, 8, '10-3. 16-8, 22-- 3 (jednobrzmiące co do joty), 27,
29, 32, 34-7, 30-1, 46-8. 47. (tylko co do wsi chłopskiei), 52. 54-6,
59-61, 63-8, 70-1, 77, 80, 81 (co do Zawidowie), 82--7, 90--1, 93,
9H-9, 101-5, 108, 110-7, 121, 124-5, 128, 130, 132- 3, 135-9,
141--2, 144, 147 (od „przeszło 150 lat"), 149, 151, 153 (w Na.rajowie),
155-7, 161 - 71, 173-5, 181-2, 183, (od lat 40 kraszą też), 187, 190,
194-5, 199. Nie wszędzie - roz'lmie si~ - zwyczaj „malowania" jaj
(tak we wzory, jak i bez nich) utrzymuje si~ w równej sile. Owszem liczni
korespondenci donoszą o jego upadku stopniowym, którego stopniem pośre
dnim jest ograniczanie si~ na jed1u; barwę i opu!:!zczanie wzorów. Tak
smutne wieści tego rodzaju zasłali koresp.: 3, 9 (gdzieniegdzie malują), 13
(w Tyśmienicy coraz wi~cej tylko hałunek), 29 (rzadko kraszą, tylko „dla
uciechy dzieci .. ), 40, 46 (upadek trwa od lat 20), 52 (malują, zaledwie
w kilku domach dzieci szkolne „dla zabawki", zreszt1 zarzucono zwyczaj
ten od lat 15), 60 (malują tylko w niektórych domach), 61 (w Maniowie
tylko w 2 domach z. r. malowano), 62, 66, 77-8, 83 l Wielkopole), 89
(przed 30 laty pisanki były, dziś hałunki), 94, 101, 105, 108, 110 (mniej,
niż przed 10 laty), 111, 112 (tylko w J chacie, zresztą od blisko 10 lat
zaniechano), 121 (tylko w niektórych domach), 1~4, 125 (w Grodzisku),
130 (mało tu malują, na św. Jerzego przynoszą tu malowane jaja „mazurki".
1 ) Zacne to st:1rauie tego
człowieka podziela wiele nauczycieli i nauczycielek
ludowych, jak widać z odpowiedzi nadt>słanych.
Oto w 32. korespondentka, będąca tam na posadzie od r. 18H?, zaprowadziła
„opisywanie jaj w w, środę·' między dziatwą szkolną, w G8. 1 gdzie dotychczas znano
tylko hałunki, ,, prowadza nau, zycid kraszenie, w 4:1., t. j. w osadzie niepolskiego pochodzenia, slkała też wpływa na rozpowszechnienie się tego Jwycz~ju; 72. donosi
o nieudałej próbie w tym kierunku pewnej nauczycielki w tej okolicy.
2) Koresp. 28 i 131 dają odpowiedź chwiejną, bo ograniczoną wyrazami „zdaje
się". Także odp. 146 budzi wątpliwości, bo korespondent ledwie od lat 2 jest tu na
po sari zie. Nie dają żadnej oclpowiedzi w sprawie przeszłości: 26, 44-n, 51, !l5 co do
Ci linie, J40, 145 - 6, 19:2.
198
ze wsi s11siedniej), 138, 151, 158, 163, 169 (zwyczaj już prawie ustał), 170,
173, 180 (b. rzadko w latach ostatnich), 184 (przed Dlisko 30 laty były tu
pisanki, dziś hałunki, toż. w 38), i 90 i 194 (najstarsi pamiętają pisanki tylko
sporarlycznie, zresztą hałunki). Powody zanifchania, względnie zaniedbywania
zwyczaju kraszenia jaj bywają dwojakiego rodzaju. Przedewszystkim bieda
ekonomiczna powoduje rodziców do zabraniania dzieciom tej uciechy (1 O1),
na ubóstwo, biedę i ciężkie czasy, w których lepiej jaje sprzedać, niż barwić,
zwalają też winę ludzie, zapytywani przez koresp. 1 70, 180, 184 i 190;
produkcya fabryczna, mianowicie wyrób tzw. papierów pisankowych, wpłynął
na upadek wyrobów własnoręcznych w 66. Ale toby nie był powód najważ
niejszy. Ten jest gł0hszy, wjęcej duchowej natury, a przeziera z przeważnej
części korespondencyi, które wogóle zastanawiały się nad powvdami tego
upadku. Oto zanika tradycya, tzn. zwyczaje i podania, które pisaniu jaj nadawały pewne uzasadnienie. Tak n. p. 157 i 169 zgodnie kładą nacisk na
to, że v,ykorzenienie w ich miejscowościach zwyczaju częstowania dziewcząt
w zapusty przez parobczaków w karczmie, za które pierwsze odwzajemniały
się drugim na Wielkanoc, odjęło pisankom żywotność. Korespond. 40 i 111
skarżą się na to, że młodzi nie znają żadnych podań, któreby uzasadniały
potrzebę malowania jaj i uważają, je li jako :zabawkę, która ostatecznie ~ychodzi z mody (prw. ostatni motyw w 40, 62, 122), a więc bywa coraz
lekceważonl} ( 46, 78, 111) i traci popularność (125. z Grodziska), zwła
szcza że lenistwa (94) i niedbalstwa (101) niebrak nigdy. Gdzie starzy
ludiie, przedewszystkiem kobiety, te uosobienia tradycyi przeszłości, nie zerliali z tym zwyczajem, tam jeszcze on tleje jako tako; lecz jeśli i oni go
nie. pielęgnują, upada, jak w 105 i 108. Ostatecznie wymarcie starców
i kobiet-specyalistek sprowadza zanik zwyczaju 1) ( 46).
A więc wszystko stoi ludźmi. Ten fakt tłumaczy nam też wprost przeciwne zjawisko, które odejmuje obrazowi, nakreślonemu właśnie, trochf przyczarnego kolorytu. W wielu miejscowościach, gdzie dawniej robiono tylko
hałnnki (mniejsza o to, czy od wieków, czy wskutek zaniedbania z czasem
pisanek), wpływ nauczycielstwa rozpowszechnia zwyczaj sporządzania wzo•
rzystych pisanek, szkoda tylko, że wzory zwykle biorą dzieci z rysunków
szkolnych, które zamało jeszcze, a raczej wcale nie uwzględniają motywów
ornamentyki ludowej. Do takich miejscowości należą te, które podano n. p.
pod nrami 58, 113. Wpływ szkoły okazał się tak doniosłym, ~.e nawet tam,
gdzie przedtem zwyczaj ten był nieznanym, dzięki przeważnie nauczycielkom
przyjmuje silJ i rozwija n .. P. w 32 ( od r. 1893) i 43.
•
Wpływ Bukowiny, względuie Besarabii podziałał błogo w tym kierunku
na 11 i 13 ., a kwest)'onaryuszowi naszemn przypisuje koresp. 50. większe
zainteresowanie się ludu tym zwyczajem w jego miejscowości. Pocieszająco
brzmi4 też odp. 65, 109, 148, 149, 165 i 168.
Co do cz as u, w którym zwyczaj ,..malowania" jaj się uprawia,
przedstawiają odpowiedzi chaos rozmaitości, tern większy, ze szan. korespondenci bardzo nieściśle oznaczajl:Ji okres ten czasu. Co bówiem mog4 zna-
') Ciekawy powód podaje koresp. 151, który tu powtarzam na jego odpowie•
nLecz teraz rzadziej można ~ię spotkać z pisankami, gclyż przez styczność
z agitatorami wyborczymi, jak również przez wpływy Stojałowskiego etc., lud więcej myśli
o polityce i panoszeniu się, o przestrajaniu w ciemne ubrania i w jebwabie, - gdy mu
obiecują złote czasy, aniżeli o siermiędze i swoich pięknych zwyczajach".
dzialność;
czyć wyrażenia
takie, jak: ,,na Wielkanoc" (46 co do wsi ruskich, 127), ,,ocl
Wielkanocy" (109, 171, 147), ,, w czasie wielkanocnym" (112), ,, w czasie od
świą,t wielkanocnych" (165), ,,podczas samych świą,t wielkanocnych" (132) 1
nie umiem osądzić 1). w,tpliwości takich co krok pełno, toteż z góry uprzedzam, że i to, co iestawiam poniżej, nie może rościć sobie pra\\a do znpełnej pewności.
Przedewszystkiem kiedy zaczynają, malować jaja? Najwcześniejszy termin możliwy, tj. pocz1tek wielkiego postu, sputkamyw116(gdzie
si~ga do w. soboty), 148 i 196 (aż do Ziei. Świąt) ; 11. wyraża si~ niejasno: ,, w poście, najbardziej- w ostatnim tygodnia, a także do Ziei. Świfłt".
O,lpowiedż 148. podaje zreszt1 dwa terminy, czynią,c je zależnymi od zjawisk meteorologicznych; mianowicie jeżeli czas jest pi~kny i niema śniegn,
to malaj4 w tamtej miejscowości przez cały post, a jeżeli zimno i śnieg, to
zaczynają, dopiero w w. tygodniu.
Cz~ściej już t e r m i n a quo stanowi śr o do poście, tzn. 4. niedziela posta, przyczem okres ten zwykle
kończy się z Wielkanocą,, mianowicie w 85. (,,piszą" od środopościa, ale
„krasz11"tzn.barwi1 dopiero w w. tyg.), 114-5, 117 (do w. soboty), 118
1 188 (do Wniebowstl}pienia); 130. tylko warunkowo należy tutaj, bo w miejscowości korespondenta maluj11 od polowy postu tylko „na sprzedaż'~. W 86.
począ,tek stanowi niedziela „kres top ok ł o n n a", ale najwi~cej maluj!!'
w w. tygodniu. Posuwamy si~ o tydzień, a wi~c do n ie dz ie I i Cz arn ej; i jej niebrak amatorów. Oto bowiem od przedostatniego tygodnia
postu biorłł się do pisania jaj w 13. ( do Wniebowstąpienia), 82 (do Wielkanocy), 98 ( do w. pilłtku) i 166 ( do niedzieli przewodniej).
Nastaje niedziela kwietnia, a z nil} wielki tydzie11. To
okres, w którym najwi~cej, najcz~ściej, przeważnie itd. - jak si~ rozmaicie wyrażajl} korespondenci nasi - oprawia sitl zwyczaj, nas obchodzą,cy;
nawet tam, gdzie przedtem zaczt;to „pisać" 1 w tygodniu tym czyni si~ to
dalej, zwykle intenzywniej. Toteż wszystkie odpowiedzi, wyliczone już wyżej, należy również mieć na wzgl~dzie przy rubryce tego tygodnia.
Jeżeli
je pomijam, to tylko dlatego, ie chodzi mi teraz o termin, z którym zaczyna si~ pisanie. Otóż u ie d z ie 1 ~ kw i e t n i ą jako pocz~tek pisania podaj, koresp.: 3, 20, 22-3, 68, 71 (niedz. ,,szatkowa"), 79, 84, 87, ~0-1,
95, 97 (najwięcej w niedz. kw. i w. pil}tek), 149, 155-6. Inni mniej SI}
dokładni i mówią, wogóle o
w. tygodni u bez wyszczególnienia dnia,
mianowicie: 1, 9, 17, 21, 35, 37, 41, 46 (w miejscowościach z ludności11i
polsk11), 47-8, 55, 60, 62, 64, 76-7, 81, SS, 89, 93-4, 103, 105,
108, 113, 122, 125 tczasem zaczynaj!} już w w. tyg.), 130, 141, 157,
160, 162, 178, 181, 183, 185, 193, 194. Od poniedziałku wielkiego,
czyteż kwietniego, zaczynają, w 12., 96 i 161; w 15. pisz1 „głównie w 4
pierwsze dni 14 w. tyg. aż do czwartku włą,cznie, koresp. 80 zaś wykreśla
nadto poniedziałek i zaczyna od w tor ku, 182. od środy 2). Zagadkowym
jest koresp. 176, który pisze, że najwi~cej maluj11i jaja w w. środt;, ,,nie
wyłą,czają,c i innych dni w. tygodnia". Na dobre Jednak czynność ta zaczyna Bitl od cz wart ku, tj. od kiedy dziatwa nie ma nauki szkolnej. 'l'aki
1)
2)
Nie
odpowiedzieli
na
to
pytanie
W Uszwi (33) korespondentka
w w. środę,
jako
w
tylko
korcsp, 58
wprowadziła
od
i
12G.
r. 1893
malowanie
jaj i to
dzie1i wolny od nauki szkolnej.
14
-
200 -·
przynajmniej motyw spotykamy cz~sto w odpowiedziach, tu należą,cych. Otóż
od czwartku zaczynaj11i: 16, 56, 67, 73, 78, 99, 102, 128, 137, 139, 158,
169, 174, 179, 184, 197, 199; w Kałuszu (101} ograniczają, si~ nawet na
czwartek „żywnyj" 1). Na rozstajnych drogach stoją odpowiedzi: 10, 18,
49 i 153, które mówilł, ogólnikowo o "ostatnich" dniach w. tyg., nie oznaczaj11ic, odkłłd je wypada liczyć, czy od czwartku, czy od pi11itku; równie
nie jesf mi jasnem, co znaczy: ,, przed sam Ił Pas ką" (tj. Wielkanocą)
180. Cz~ściej jeszcze, niż w w. czwartek zaczynajl} pisać jaja w w. pi ą,
t e k, który na Rusi uchodzi za świ~to, a wi~c dzieu wolny od pracy,
w którym tylko „ bawić si~ można" (prw. 14, 36, 101 co do Bobzowa,
184). Tu należ11 mianowicie, jak mi si~ zdaje, nry: 5, 14, 27, 29, 32, 34-,
36, ó0, 53 -4, 63, 69 (Uliczno), 70, 74, 92, 100, 101 (Bolszów), 104,
107, 121, 124, 134-5, 138, 143, 152, 163, 164 (pi4tek nazwano tu
,,Płaszcziwnycia"), 168, 176, 190, 195. Na w. sobo~~ wyznaczaj1 t~
czynność, względnie od niej datujl} korespondenci: 2, 24, 38, 52,· 57, 59,
61, 65, 66 (Dolina), 75, 88, 111, 133, 144, 151, 154, 167, 170; w tej
grupie jedynie G5, 144, 151, 154 i 157 nie ograniczajl} malowania do
w. soboty.
Ostateczny 1 J termin rozpocz~cia malowania jaj stanowi tydzień
świą,teczny. I tak od niedzieli świ1tecznej zaczynaj1136 i 187 (,,uedila św i tła"). Ogólnikowo o tygodniu świlłtecznym mówił}: 110, 125, 137,
142 i 172. Od po n ie działku wielkanocnego datuj11i rzecz koresp.
8 i 173; w 73 najwi~cej malują, w ten dzie11 i wtorek.
Załatwiwszy si~ z terminem początkowym ( a quo) przechodz~ do terminu końcowego (ad quem). Niemo~,na go oznaczyć w tych razach, gdzie
korespondenci mówi11i ogólnikowo o w. tygodniu (1, 9, 17, 19, 21, 35, 37,
41, 46 co do ludności poi., 47-9, 60, 62, 73, 77, 85, 89, 93, 103, 108,
113, 122, 130, 183, 185, 193-4), o ostatnich dniach jego (10, 18, 180,
o 2 ost. tygodniach przed Wielkanocą, (82), o w. środzie „nie wył11icza
ją,c innych dni w tyg." (112 3). Zreszt11i jako terminy ostateczne w w. tygodniu podają: środę 33 (terminus a qzw i ad quem); czwartek
84 (od nicdz. kw.), 101 (Kałusz, li ten dzień),128 (litendziei'1); piQitek
14, 98, 101, 156 (od niedz. kw.), 160, 163, 169, 174, 197; sobotę,
a to: a) w dłuższych terminach 91, 116, 186, b) w obr~bie w. tyg. 88,
117, 149, c) od w. wtorku 141, <l) od w. środy 182, e) od w. czwartku
16, 67, 107, 139, f) od w. piątku 5, 27, 29, 32, H, 50, 53-4, 63, 69
(z wyj. Uliczna), 92, 100, 121, 134 -5, 143, 152, 177, 184, g) li w sobot~
2, 24, 38, 52, 57, 59, 61, 66, 75, 111, 170. Koreap. 127. mówi o Białobokach i Czarnej, że tam malowano „na Wielkanoc", a 56. podaje jako
termin ostateczny „n ie dz ie I~ rano"; niewiadomo, czy wł11cznie, czy też
wyłącznie należy rozumieć wyrażenia: ,,aż do Zmartwychwstania" (3, 95,
ll8), ,,do wielkanocnych świą,t" (90), ,,do Wełykdnia" (114)? do „nie1) W 179., gdzie czwartek ten tak samo nązywają, najwi~cej barwią (n~lywczat'")
.
Jaja, bo jak twierdzą, w duiu tym pisanki najmniej się psują; podobne wierze1•:e łączy
się w 7 2. z w. piątkiem.
1) Zastrzegam sic:, jeśli tego wogólc potrzeba, że r,ic wchodzę tu w stronę gienetyczno-dziejową zwyczaju, jeno mówię o stanie rzeczywistym, chisiejszym.
3) Nie wchodzą naturalnie w rachubę 58 i 165 nie mówiące , ie o terminie,
1
1 wszystkie pr zecz,1cc o cipo\\ ieclzi.
-
201
dzieli świ~tecznej" (162, "woskresnoj" 115). W 8. oba terminy zliawaj!Ji
siew poniedziałku wielkanocnym, w 151. dzień ten stanowi zakończenie krótkiego okresa pisania jaj, który zaczyna sit tam w w. sobot~.
Do wtorku malujl} w 153. Najpóźniej do niedzieli przewodniej,
zwanej też n Tomynl}" (Tomaszowi}), wzgl~dnie do pi11itku lub soboty przed
nil}, krasz1 w miejscowościach, wymienionych przez korespondentów: 12,
15, 20, 22 -3, 36, 40, 68, 71, 74, 81, 83, 86-7, 96, 99, 102, 104-5,
137, 144, 155, 161, 164-, 166-7, 175, 178 -9, 187, 189, 190, 195,
199. Dalszy termin stanowi św. Wojciec'b (23.kwietnia)w 138. Nie wąt
pi~, że dzień ten pozostaje w pewnym związku przyczynowym z terminem,
który 148. i 157. oznaczają na "mniej wiecej" 2 tygodnie po Wielkanocy,
rzeczywiście bowiem dzień 23. kwietnia np. w r. b. kończy drugi tydzie11
poświ11teczny. Termin ten zreszt1 zdaje si~ - jest pochodzenia i natury miejscowej, podobnie jak 8. maj a st. st. (św. Joana Boh.) w 168.,
gdzie wtedy sporzą,dzają, pisanki na jarmark w nadziei wielkiego popytu za
nimi, lub św. Jerzego ruskiego w 165 1), albo wreszcie 21. maj a (św.
O. Mikołaja rusk.) w 166. Korespondenci 13, 159, 180 (co do Tarnawki),
181 i 188 ograniczaJłł malowanie jaj do W n ie bo ws t 4 pie n i a (,, Woznesenia "). Pozostają, wreszcie Zie l o n e 8 w i ą, t k i jako termin krańcowy
i to w b. wielu miejscowościach, bo w: 11, 46 (w .miejscowościach ruskich),
55, 64-5, 69 (Uliczno), 7_0, 76 ("miejscami", zresztl} do przew: niedź.),
78-80, 94, 97 (I. dzie11 8w.), 109 (najwi~cej w tyg. przed Z. 8w.), 110
(gdzieniegdzie), 124 (I. dz. Z. Św. wi~cej nawet, nii ua Wielkanoc), 125,
127 (w Dembnie na ruskie Z. św.), 132-3, 134 (do niedz. ,,świtłoj" tj.
I. dnia św.), 136, 142, 147, 154, 158, 171, 172 (rzadko), 173 (niektórzy tylko), 196. Ostatnia odpowiedź arcyciekawa i poniekl}d rzuca światło
na zwyczaj "kukuców", znany w Brusturach, i składania pisanek na grobach zmarłych, który zapisałem w swem sprawozdaniu II. za r. 1893 :i) ze
Steniatyna i Iloty obedyńskiej. Według niej bowiem robi4 pisanki: ,, Wid
poczatku wełykoho postu do Zełenych 8wiat s. je. Di do w oj su bo ty
(Zaduszna) u budIJi dny."
Trudnił} si~ malowaniem jaj wszyscy bez różnicy płci i wieku, ktokol wick ma ch~ć ku temu, czas wolny i jaki taki smak w 14, 19, 35, 58,
84, 93, 100, 116, 118, 126, 138, 144, 170, 179, 182, 196 3 ). Wogóle
zajęcie to zdaje się być przywilejem płci pi~knej i dzieci, bo nawet i ci,
którzy stwierdzaj1.1i dopuszczalność mticzyzn, czynią, to z zastrzeżeniami
najrozmaitszemi w rodzaj n: "czasem, bardzo rzadko męszczyźni" (i to zwykle parobcy nieżonaci), albo „przeważnie kobiety i dziewcz~ta." Do tej
grupy należą odpowiedzi: 11, 13, 61, 68, 70 (tu starcy), 85 (kobiety,
rzadzieJ dziewcz~ta, najrzadziej męszczyfoi), 86, 97 (tu stare kobiety
') Korespondent 165. powołuje się na przysłowie miejscowe: ,,na Jura wylizła
wie z pys:rnki kura.." W !BU. i w Dembnie (1.:;l5) w tym dniu pisanki sq poszukiwane.
2) l'rw. Pisanki w Galicyi I[ ( odb. ze Szkoły). We Lwowie 1894, str. H> i 18.
Nieprzypadkowym wydaje mi sir też fakt, że dniem, w którym _najczęściej kr,1szq jaja,
jest sobota, czy to wielka, czy przewodnia, czy też przed Ziei. Sw.
3 ) Mimo to w 116. z powodu licznych zajęć polnych (,,wesnuwania·') z:ijmuje
się pisankami zwykle jakaś biedniejsza kobieta, która nic ma pola, a wifc i zajęl: rolnych. l'oclobnie donosi 8:";, Żadnej odpowiedzi na to pytanie nie daje 18:l. Szczególnego rodzajn podział pracy przedstawia HH, gdzie piszą żonaci (czolowiki) i kawalerowie (molodci), a krasz~ kobiety i dziewczęta,"
-
202 -
i "chłopy" rzadko), 99, 157 (meszczyźni b. mało, albo wcale nie), 172,
181 (czasem i parobcy, nigdy żonaci), 184. Również wyraźnie przyznają
prawo do robienia pisanek te odpowiedzi, w których mowa
o specyalistach 1) (p. n). Natomiast nie umiem orzec, czy wyrażenie 127.
,,przeważnie kohiety" ma na oku przewag~ niewiast zam~żnych nad dziewczętami, czyteż nad płcią, brzydklł; za możliwością, drugą, przemawia ta
okoliczność, że koresp. mówi też o specyalistach.
Taksamo nie wiem, czy
odmienność szyku w wyrażeniu „kobiety (wzgl. gospodynie) i dziewczęta
(wzgl. molodycie)" - mianowicie „dziewcz~ta i kobiety" - oznacza przewag~
tych, które w danym razie wymieniono naprzód. Dla dokładności zatem
o<l<lzielQ odpowiedzi, przyznajlłce przywilej rzeczony płci słabszej, na 2 grupy,
wskazane ~ateryałen1. A więc o kobietach i dziewczętach" mówi Ił : 5 ( w Niedarach i 8winiarach), 12, 16 -7, 20 (rzadko), 27, 34, 38, 40, 47, 48
(z wyj. Snowidowa), 50, 55-7, 59, 71, 74-6, 87, 92, 96, 102, 107--8,
113--4-, 121, 130, 132---3, 135, 137, 142, 148-9, 152---3, 155,
165---7, 188-9, l!J5, 1!)9, - o „dziewcz~tach i kobietach": 36, 41, 49,
65, 73, 90 (najwi~cej), 147,158, 168, 178, 197. Niech nikt nie s4dzi,
bym si~ bawił w wyszukiwanie trudności i wą,tpliwości, stanowil}C grupy na
tak kruchej podstawie, jak szyk wyrazów. Niebrak ci bowiem odpowiedzi,
przyznających dziewczętom przewag~ nad kobietami w tym kierunku i ograniczają,cych niewiasty zam~żne do robienia pisanek dla dzieci lub rodziny
najbliższej, podczas gdy dziewczęta maluj4 nietyllrn dla domu, ale i na podarunki dla parobczaków. Mam tu na myśli odp.: 15, 22-3, 40, 6:3, 67,
69, ""8-9, 8:d, 88, 91, 9ł, 110, 122, 127-8, 134-, 143, 151, 154-, 161,
1 Y5, 184 (w Korszyłówce), 186, 190. Tylko dziewczętom rewindykuj4
prawo to kore!łp.: 1, 3, 5 (co du Uścia solnego, Cerekwi i Desowa), 9, 32,
37, 54, 59, 62, 64 (co do Jawornika rusk.), 66 (w Dolinie), 77, 80--1, 101,
10a, I:36, 139,156,159, 164, 171, 173-4, 177,180,187, 193,przeciwnie
tylko kobietom: 24, 29, 53, 58, 89, 112 (gdzie teraz zarzucono ten zwyczaj, bo dzieci mają, obecnie dość kłopotu ze szkolą i nic należy ich zabawiać pisankami), 185. "Wie die Alten sun,ąen, sn zn·itschern d'ie Jungcn" za przykładem starszych idą też dzieci i w wielu razach występują. jużto
jako pomocnicze siły, kształc,ce si~ pod okiem owych na rozsadników dawnego zwyczaju i dawnych tradycyi rysunków, barw itp., jużteż jako dziś
jedyni uprawiacze zwyczaju, zaniedbanego przez dorosłych. Tu Icategoryi
nie przeprowadzam, wyliczam tylko odpowiedzi, mówil}ce o dzieciach płci
obojej, jako działaczach. s, to odp.: 8, 10, 52, 60, 83, 92, 104, 11 O,
124, 132, 176, 183, 184 (w Klobanówce).
W sprawie pytania, czy w danej miejscowości istnieją osoby, zajmujące się specyalnie (a więc nie przygodnie) przygotowywaniem pisanek, odpowiedzi wypadły bardzo chwiejnie, ponieważ wielu korespondentów nic
zdało sobie naletycie sprawy z poj~cia „specyalisty", które trzeba takimmo
rozumieć, jak w innych wszelkich czynnościach ludzkich.
Toteż to, co
wywnioskowałem z mglistych wyrażeń kwestyona.ryuszy, prosz~ brać cum
grano salis. Ponieważ w kwestyi specjalistów ważniejszym momentem jest
mężczyznom
„
1) Wngólc tak do tej, jak i następnych grup należy zawsze doliczać odpowiednią
grup,; ~pecyalistów , w gł. i-pccyalistck, o ile odpowiedzi sq wyraźne, czego niestety
o przeważPej części ich co do tego punktu przynajmniej niemożna twierdzić,
-
203 -
pytanie, czy dzieri, oni monopol w swem r~ku we wsi danej, niż to, czy
do tej, czy owej płci, Sł} tego lub owego stanu, przeto zestawiam
naprzód te odpowiedzi, które znają, tylko specyalistów jako uprawiaczy
zwyczaju omawianego. W 33. sama korespondentka tylko robi pisanki dla
dziatwy szkolnej; ale ten wypadek nie należy właściwie do zakresu bada11
naszych, taksamo, jak dla ludoznawstwa obojętnym jest szczegół, podany
przez koresp. 63. o nauczycielce w Falkenbergu, pannie Ra.dlmesserównie,
która umie niezwykle pięknie malować pisanki. Nas mogą, zajmować tylko
takie doniesienia, jak 44., gdzie tylko jedna kobieta, która przybyła tam
z okolic Ilrzowwa, trudni się robieniem pisanek dla użytku i zabawy innych, 105 (Perewoziec), gdzie tylko pewien staruszek maluje za wynagrodzeniem, lub 179., gdzie monopol ten spoczywa w ręku Matrony Sawczakowej z Grąziowej. Nadto tylko specyaliści (wzgl. specyalistki) są, czyn•
nymi w: 2, 21, 95, 98, 100, 111, ll5, 118, 125, 160, 163 (w Chlewczanach i Choron owie), 169, 196. Natomiast obok innych mieszkańców
wsi działają, specyaliści, cieszl!C się nieraz bardzo wielką, wziętością w: 3,
11, 13-4, 16-7. 18 (przewatnie), 19-20, 22-3, 36, 46 (zwykle), 48
(w Snowidowie), 56 (pi~ć we wsi), 69-70, 76, 78, 80, 86-8, 91, 96-7,
99, 102-3, 109, 110 (przeważnie), 113-4:, 117-8, 128, 130, 137,
141-2, 148, 153, 155, 157 (przeważnie), 161-2, 164-5, 166 (przeważnie), 167 --8. 171 ('?), 172 (wyjl}tkowo), 173 (przeważnie), 184 (w Korszyłówce), 186, 188-9, 190 (w Hucie st.), 199; do grupy tej wypada też
zaliczyć 64-., gdzie obok Jawornika ruskiego mieszka kobieta specyalistka,
pochodząca gdzieś zpod Sambora, i 147., gdzie osobliwie celuje jako specyalistka Ansa Kozieł ze Stanów. <Jo do płci, to tylko 100, 105, 118,
164 i 196 mówią, o specyalistach X męszczyznach wył1cznie 1); 70, 100,
115, 117--8, 163 (w Karowie), 164 i 196 przyznaj~ ten monopol płciom
obojgu. Pomiędzy specyalistkami kobietami a dziewczętami mało korespondentów czyni różnicę. Według tych, którzy dotykają, tej kwestyi , tylko
dziewczęta Sił specyalistkami w: 80, 111 ( dwie czy trzy we wsi), 128,
161, przeważnie one w: 18 i 109. Tylko o ko bietarh mówią: 3, 46, 78,
125, 160, 179 i 199 (,,starsze, praktykowane"), o ich przewadze 14, 110
i 157. Z reszty tylko 15, 22-3, 69, 95, 115, 118, 162, 163 i 164
mówi:i o ,,kobietach i dziewczęta.eh", inne bowiem zadowalają, si~ ogólnikowym terminem "specyalistek ".
Jednostki, zajmujące si~ malowaniem pisanek, czynilJi to dla innych
bezinteresownie w 33, 36 (nawet niekiedy dajlJi własną, krask,;), 70, 76,
100, 109, 111, 128, 141-2, 153 (w cz~ści), 16~, 164-6, 190. Zadarmo
lub za bardzo małem wynagrodzeniem piszlJi w 80., a także w 89., gdy
jeszcze tam byli specyaliści, pisano za małą zapłatę. O wynagrodzeniu
wspomina też 161., ale nie określa go bliżej, a 181. mówi również ogólnikowo o wynagrodzeniu „pieniężnem" 2). Zwrotem kosztów kraski, wosku
itp. w materyałach, nie pieniądzach zadowalają, si~ w 15., a niekiedy tet
w 148. Zresztą wyaagrodzenie jest dwojakie: albo w wiktuałach, albo
w pieniądzach. W kategoryi pie1·wszej jedynie 125. i l 9R. odbiegaj11 nieco
od normy płacenia białemi jajami za pisane ; mianowicie w 126., gdy się
należą,
1) \V 89. byli dawniej, dzi~ ich niema.
2) Nic odpo\\-iadają nic na to pytanie korcsp. 2 14, 78, 113 i 147.
1
204 rozchodzi o większ, ilość pisanek, daj11 specyalistkom w nagrodę za trud
"zboża, kartofli lub omasty", 196. zaś mówi o „oczkowem", ,,dziesięcinie",
,,skoromiu" i mące, - w obu zreszt11 znane też wynag1·odzenia pieniężne.
Zwykłą jednak rekompenzat~ w wiktlłałach stanowilł jaja. niepisane w zamian za pisane i to w najrozmaitszym stosunku 1). Najniższą, chyba stopfJ
znajdujemy w 11., gdzie specyalistka bierze ¼ albo 1/5 jaj, danych jej do
opisania. Dwa jaja za sporz1dztmie 5 pisanek biorą w 22 -3 i 160, trzy
zaś za t~sam~ liczb~ w 46. Namalowanie pary pisanek płaci sie jeduem
jajkiem białem w 105, 137, 172 i 199 l), a w 97. ,,napisanie i ukraszeszeuie" jednej pisanki nagradza się jednem jajkiem, które w 96. możn 1,
zastąpić 1 centem.
Wreszcie handel zamienny istnieje w 64, gdzie par~
pisanek oddaje specyalistka za 3 białe jaja, oraz w 48. i 125., gdzie jedna
pisanka płaci sie parą białych. Przy zapłacie pieniężnej najtaniej wypada
pisanie hurtowne od „kłani", tzn. półkopy (nazw~ te podaje 13). Mianowicie płacą od niej 5 et. na farbe i 2 jaja w 115., 10 et. w 13, 20 et.
w 86. i 188., gdzie wosk, barwiki i przyrząd do pisania idą na koszt
"artystki" samej, a najwyżej 20- 30 et. w 114. Na sztuki robota pła.ei
sie drożej, bo najmniej 1 et. za pare (21.), 2 et. od 3 pisanek (18.), lub
1 et. za jedne pisankę (17, 19, 155, 168); w 56. oprócz ceny drugiej
musi osoba zamawiają,ca dostarczyć wosku, ą w 118. oprócz l et. od sztoki
(albo 2 i wyżej) jeszcze strawy (,,charcz"). Trzech centów za parę żądaj:i
w 3., 95 (w cześci) i 98, dwu od jednej w 16 (Koniuszków), 20 i 186,
a pi'iiciu za pare w g5 ( w cześci). Trzy centy bior11 za pisank~ w 115,
17 J i 163 (Karów), cztery w 163 (Chlewczany i Choronów), a pięć brała
Sawczakowa na jarmarku w 179., skoro za półkopy wzięła l zł. 50 et.
Wysokości wynagrodzenia nie oznacza 12., tak jak 'in natum przedtem.
Sposób malowania jaj na jedu~ barwę, bez wzorów, jest zanadto znany
i jednolity, ażebym się miał rozwodzić tu nad nim, zwłaszcza. że do zgrupowania okoliczności drugorzednych, jak np. pytania, jak długo jaja leżą,
w barwiku itp., brak odpowiednich danych w materyalc naszym. Wystar _•zy
wyliczyć tych korespondentów, którzy utrzymują,, że w miejscowościach, po·
danych przez nich, sporz4dzajł}i li Jednobarwne, bezwzorcowe kraszanki. Szereg ten stanowilł odp.: I, 24, (dawniej też 25), 29, 35, 39, 41, 49,
52-3, 58 --9. 69 (Rade licz), 143, 152, 185 i 197, oraz pare następnych,
gdzie dawniej były też pisanki, dziś jednak są tylko jednobarwne bez wzorów ,,hałunki : 38, 40, 66, 89 i 184 3). Daleko częściej spotykamy w ma
teryale naszym - co nie przes4dza bynajmniej stanu rzeczywistego - kraszenie jedn4 barwą, obok pisania wzorów na tle jeduo- i kilkobarwnem. Tu
nalcżą,odp.: 2-3, 5, 8--9, 12-3, 15-17, 18(przeważnie I-barwne), 19-20, 22-3, 27 (rzadko pisanki), 32, 34, 36, 48, 50, 65 - -7, 63, 65, 68,
70, 75, 77, 80-1, 84-- 8, 91, 96- 8, I 01-2, 103 (rzadko pisanki), 104,
108, 126, l13, 133 (w domach szlach. I-barwne, na wsi pisanki), 138, 14 I,
149, 153, 168, 161, 166, 168, 182, 183 (w Tokach pisanki, w okolicy
1) Tu znów pomijam odp. 12, 130, 153 (w części), 167 i HiD, które ni e podają
tego slosunku.
2) Tak roznmiem wyrażenie ) D!J. ,,za trele jajec".
1) Do tej grupy zaliczyłem też wszyslkie kraszanki nakrapiane czyli pstre, gdzie
przecie o wz0rcach nit: może Lyć mowy, jak w S, 13, 16-7,
&1, 101 12(j i H)7
tu,
-
205 -
kraszanki), 186 (przeważnie pisanki), 19(-6. Tylko o wzorzystych pisankach mówi11: 11, 14, 21. (33), 37. 39 (Nieznanów). 46 -7, 54,
60-2, 94, 67, 69 (oprócz Radelicza), 71, 73-4, 76, 78, 82 -3, 90,
92-5, 99 -100, 105, 109-11, (112 były), 114-8, 121-2, 12!, 126 -8,
180, 132, 134-7, 139, 142, 144, 147-8, 151, 154-7, 160, 162-5,
167, 169-81, 187-90, 193, 199. Nie odróżniłem w obu ostatnich grupach pisanek, które powstają przez manipulacyę z woskiem (i w ogóle tłu
szczem), od tych, które powstają, w sposób inny. Dla zupełności zestawiam,
z kolei osobno pisanki, które powstają, nietylko tą, metodą, ale także z bałn
nek I-barwnych: a) przez wydrapanie na nich wzorca zapomocą, narzędzia
ostrego ts. 15, 17, 36, 63, 70, 81, 138, 153, 162, 177 (w Mościskiem)
1 79, 194 i 195; b) przez działanie kwasu solnego ( Salzsaul'e, po ludowemu „zaldzajer") 193. i innego w 50., gdzie korespondent domyśla siQ
kwasu winnego.
Załatwijmy się teraz z nazwami jaj malowanych.
Jednobarwne, bez
wzorów, znamy pospoliciejako „hałunki" (1, 3, 12, 13. 34-5, 48 -9, 58,
66, 68, 79. 85-7, 89, 101 li w Rohatyńskiem, 102-3, 113, 152 -3,
158-9, 184 w Klebanówce dawniej, 195-7), względnie „ałunki" (38
i 184). Nazwa ta niekiedy objęła też właściwe pisanki dzięki temu, że
i przy ich sporzą,dzaniu używają krasek z ałunem (36, 40, 57, 104 i 160).
Nie pozostaje z ni~ w zwią,zku, ani znaczeniowym, ani słoworodowym, wyraz
,,halka" (80, 98, 135) ,,chałka" (B6_), względnie „banka", który'Il też
chrzczą jaja barwione, bez wzorów, słusznie bowiem koresp. 133 zwraca uwagę
na to, że jestto wyraz ten sam, co nasza „gałka''. Ponieważ czynność barwienia _jaja
nazywają kraszeniem lub malowaniem, a pisaniem w ścisłem tego wyrazu
znaczeniu tylko rysowanie wzorów na jajo, przeto spotykamy się tet z nazwami .,kraszanki" (2, 15-6, 18-20, 22-4, 36, 41, 65, 69 w Radeliczu, 70, 78 na Podolu, 88, 91, 1Ol. 107, 183 okol., 184-5, 194, 197)
i ,,malowanki" (9, 27, 52-3, 59,117,141,182), lub poprostu ,,kraszone''
(50), ,,malowani jajcia" (75) i . ,jajcia, maluwani ałunkami'' (10) 1). Chwiejność 88., gdzie na I-barwne jaja używa się nazwy tak hałunek, jak kraszanek, oraz 37., gdzie ta sama chwiejność nazwy widoczna, ale dotyczy
właściwych pisanek, wreszcie 80, 83, 98 ( w Kobylnicy rusk. pisanki, w okol.
kraszanki), 167 i 189, gdzie jaja wzor:i:yste zowią, kraszankami albo pisankami, - łatwo motna wytłumaczyć, gdy si~ uwzględni jako moment rozstrzygają,cy przy nazwaniu czynność kraszenia, czyli malowania.
Taksamo wyjaśniam sobie to zjawisko, le wszelkiego rodzaju barwione jaja nazwał lud
ogólnikowo „jajami malowanymi" (8, 32), lub „iajami farbowanymi" (8, 149),
a ostatecznie nawet właściwe pisanki „malowankami" (142), ,,kraszankami"
(160), lub „krasymi jajciami" (165 dawniej). Mniej jui znanymi są, nazwy
dla jaj 1-barwnych: ,,sływki" (tzn. śliwki w 78, 97, 108, 161, 166, 168,
186 2), nazwa pochodząca od podobieństwa jaja, zabarwionego na ciemno1) Majac na oku właśnie owę czynność kraszenii przcdcwszystkicm, n::izywajl\
w 15., 36 i 70 kraszankami nawet jaja pstre, lub takie, na których wzory wykonano
już Jll'l okraszeniu dzięki no!ykowi. W 52. nazywaja jaja 1-barwne „malowankami chi11skirni" - według koresp. stqd, że kury chi11skie też znoszą jaja barwne, żółte.
2) Tensam motyw, :który wskazałem wyżej i w uw. 1. doprowadził mieszkai1c6w Msi:ińca {179) do mówienia o „sływkach" i ,,<;ływezyty,'' choć rozumieją przez to
tosamo, co sioła sąsiedni!! przez ,,pisanki'' i ,,pisać",
-
206 -
czerwono lub czarno, do owocu śliwy, ,,mazaj ki" (16., gdzie dotyczy jaj
upstrzonych przez gotowanie w owinięciu z różnobarwnego sukna) i „ha pt u szk i" (56).
Jaja, malowane na jednę lub więcej barw, z wzorcem białym lub
nadto innobarwnymi, ZOWifł powszechuie „pisankami"
ruska „pysankami"), a wi~c koresp. 2-3, 11-6, 18-23, 27, 33-4, 36, 46, 48, 50,
5-t, 60-5, 67- -8, 69 (z wyj, Radelicza), 70-1, 73-4, 76, 78-9, 82,
84-- 6, 88, 90 -7, 99--103, 105, 107-9, 113-8, 122, 124-8, 132--7,
I 39, 141-2, 144, 151, 153-8, IR0-6, 168-78, 180-3, 186-8, 190,
193 -6 i 199; nazwy tej używano też dawniej w 89., 159 i 184, gdy jeszcze uprawiano ten zwyczaj. W paru z tych odp. obok nazwy, podanej
właśnie, figuruje też nazwa mazurska „piski" (63. 109, 125, 127, 130,
J,12), która panuje wyłą,cznie w 110-ll i 147--8, a panowała w 112.,
póki tam malowano jaja. Unikatem jest nazwa ruska "try n as tka", uży
wana w 186. dla oznaczenia pisanki, kraszonej w 3 barwikach: Mltym,
czerwonym i czarnym. Po tern, com podniósł już wyżej przy kraszankach,
nie zadziwi chyba nikogo ani ten fakt. że w 5, 17, 55, 77, 81 i 138 „pisanki'' zowiłł się wszystkie jaja malowane, a w 143 i 197. tylko bezwzorzyste. Korespondenci 75. i 87. wreszcie utrzymują,, że w ich wsiach
nazywają, pit:ianki podług wzorów, ogólnej zaś nazwy nie podają.
Nie myśl«J podawać szczegółowo sposobu sporzt1dzania pisanek właści
wych, bo w tym kierunku zaledwie 40 korespondentów zdobyło się na opisy
uokładnicjszc nieco, ale zresztą, także dość brnkliwie, tak, że nie opłaci si~
trud odtwarzania typów jakichś tego procederu. Zadowol~ się tylko przytoczeniem paru, które bą,dźto powinny służyć na przyszłość za wzór dla innych, bądź też zasługujlł na uwage szczególniejszfł ze wzgledu na pewne
szczegóły charakterystyczne, w nich zawarte.
Jako wzór, niedoścignieny
przez inne odpowiedzi, powtarzam to, co odpisała na pytanie 5. korespondentka 15. : ,,Malowanie czyli pisanie jaj odbywa si~ przeważnie w sposób
nast~pują,cy.
Przedewszystkiem wybiera si~ do tego jaja małe, okr11głe i ile
możności najświeższe.
Przed pisaniem si~ ich nie myje. Niektóre dziewcz~ta poprzestają, na tern, że wybrane jaja rzucaj fi do namoczonej kraski,
przyrzlłdzonej w niepolewanym i koniecznie nowym garnku (najcześciej
w tzw. ,,siwaku") przez zagotowanie kraski lnb trzasek, kupionych w mieście, zagotowanego płynu nie odcedzajłł, a jaja wrzucaj Ił tam dopiero
po miernem ostudzenia . . . Jaja tylko ukraszone, bez rysunków, nazywaj4
kr as z a n kam i, a zaopatrzone w rysunki - pisankami. Niektóre rysuj4 potem kraszanki scyzorykiem w różne krzyżyki, drabinki, stsenki itp.
(głównie rysunkj o prostych liniach), lecz rysowanie to praktykuje się dość
rzadko. Do p is a n i a jaj służy narz~dzie zwane „ko s t k Ił" . Taka kostka
składa siQ z rl}czki, podobnej do prostej, szkolnej, centowej rą.czki do pisania, zaopatrzonej na jednym końcu w cieńkQi blaszanlł rurkę. Za materyał do pisania służy zwykły pszczelny, żółty wosk, roztopiony w czcrepku ;
kostkQ macza si~ w wosku, zanurzajf1C weń rurk-; blaszaną, rozgrzewa wosk
jeRzcze bardziej w płomieniu świecy lub kaganka i poci4~a nim po jaju dowolne linie. Miejsca, powleczone woskiem, zostant1 na jaju po ukraszeniu
białymi, reszta powierzchni jaja zabarwi si~ kraskfł.
Przeważnie są. tu pisanki o jednej barwie, tj. jaja, ukraszone na czerwono o białym rysunku,
a zdarzajEJi się też pisanki czarne o rysunku białym i żółtym, czasem zaś
czarne o rysunku białym, żółtym i czerwonym. Dwu- lub trzybarwne ry-
c~
-
207 -
sanki robi si~ w ten sposób, te naJpterw wrzuca się JaJa, popisane woskiem,
do roztworu, sporządzonego ze świetej kory jabłoni i ukrasza na żółto,
ukraszone pisze si~ znowu i wrzuca do kraski czerwonej, a ukraszone na
czerwono można jeszcze dalej pisać i ostatecznie ukrasić w czarnych trzas kach.. Innych kolorów, jak np. niebieskiego lub zielonego, nic znajtL w tutejszej okolicy na pisankach, zwłaszcza że niema tutaj zwyczaju malowania
jaj za pomocą ufarbowanych płatków sukiennych. Naturaluie pisanie jaj kilku
barwami trwa stosunkowo dłutej, -- nieraz cały tydzie11, i zajmują się
niem t.yl ko dziewczęta bieglejsze w tym za.wodzie, zuane już we wsi z tego
względu.
l\Iożna śmiało powiedzieć, że rysunki ną, pisaukanh z tutejszej
okolicy są po największej części bardzo nieforemne i rzadko kiedy można
napotkać lepsze okazy. Rysunek kostki do pisania jest zupełnie pojedyuczy:
Kraszanki bywają, zawsze gotowane, pisanki gotuj11s po największej części;
gotowane nacieraj4 smalcem celem nadania połysku".
Podobnie, choć nieco mniej szczegółowo odpowiada na pytanie, ua s
obchodzące obecnie, korespondent 36. Z odpowiedzi jego podnosz~ szczegół
o obwijaniu jaj nićmi celem uiyskania przy kraszeniu wtp;iutkich kresek
białych, do którego zbliża się doniesienie koresp. 76, że w Hodatyczach
i okol. ,.obwią,zują, również jaje lnem i tak kraszą".
Unicum opist1 (z ilustracyą,) ,,nakrapiania'; cz. pstrzenia jaj, pomalo •
wauych na jednę barw~, stanowi odp. 10 l. Czynność ta odbywa si~ w ten
sposób, że popod szczoteczkę do Wl!SÓW ( czy w barwiku, czy w wosku
umaczaną,, niewidać z odpowiedzi), przesuwa się grzebieu, ułożony poziomo,
tak, żeby zawadzał o ubarwione ko11cc szczeciny i spu~zczał ros!J CIJŁCk ua
podłożone jaje.
Zresztą osięgają, skutek podobny zwykle przez marmurowe
papierki, sukno różnobarwne itp.
W podobnie niezwykły sposób biorą, si~ do wyskrabywania wzorca. na
jajach malowanych w Msza11cu ( 179). Gdzieindziej zwykle słuty do te~o
nożyk (cyganek), scyzoryk, igła lub szydło. Tutaj piszą, wzoncc kawałkiem,
wyłamanym z siekiery - i co uchodzi za najlepsze z kosy, czerepu, rączki,
scyzorykiem, oraz połową, nożyczek rozerwanych, zwłaszcza że jąi wygodnie
trzymać w reJce; wosku do rllbienia wzorów nie używaj!} wcale, ~o możnaby
wytłumaczyć wzgl~dami ekonomiczncmi i brakiem tego materyalu, który
w 32 i 149. doprowadził zmyślnych wieśniaków do zast\lpowania go tłu
szczem jakimkolwiek, wzglQduie łojem, a w wielu razach przyczynił Si'J do
zaniku zwyczaju omawianego. Ale to tłumaczenie nie wystarcza już w przypadku 196 , gdzie wyskrabujlł wzory na hałunkach „scyzorykiem z ułama
nem ostrzem". Pewien związek gienetyczny - zdaje mi się - istnieje mi~dzy
179. a 195., choć go bliżej nie umiem określić ; wchodzi 011 w sfer~ wicrzc11,
czy przesą,dów, uzasadnionych zapewne w okolicznościach, nieodkrytych przez
korespondentów wymienionych.
Tam, gdzie wosk wchodzi w gr~ przy pisaniu wzorców, niezb~unym
jest przyrz11d, któryby go w stanie na pół płynnym przenosił w ż:bdauych
kierunkach i rozmiarach na powierzchniQ jaja. Niestety blisko BO korespondentów, którzy mówią, o pisaniu woskiem, pominęło sprawę przyrzą,<lu milczeniem. Z reszty zaledwie 7 nadesłało 9 okazów przyrządu, a 2G objaśniło
-
208 -
opisy, nieraz bardzo meJasne, rysunkami 1). Wobec tego trudno mi zdać
sobie jasno sprawę ze wszystkich zagadnień, ł11czą,cych się ze sprawi tego
przyrządu do pisania. To tylko wydaje mi się rzeczą, pewną, że nazwy jego,
choć pierwotnie były związane z charaliterem rzeczy samej, dziś nie majft
z nią, albo nic, albo mało co do czynienia ; na tensam typ bowiem wykazuje materyał nazw parę i naodwrót pod jednq, nazwą skupiają, się typy
wcale odmienne. Toteż zestawię osobno nazwy, a osobno t.ypy tego przyrz:ido, o ile - rozumie się -- mogę ich dojść z opisów niezupełnych przy
pomocy dostarczonych oryginałów i rysonków.
„Kulka" - nazwa, używana przeważnie na zachodzie, a widocznie
starożytna. bo według mego zdania pozostają,ca w związku z wyr. "kula"
w znaczeniu laski, a nie znanej figury geometrycznej, zachodzi w odp. 56,
76, 80, 82 --3, 91, 97-'3 (dwa najdokładniejsze opisy), 130, 138-9, 158,
16 7 - 8 i 190. Również polską, co do pochodzenia musi być nazwa „d z i ade k", podana przez 154., a wyraiuie wskazana przez korespondenta 69.,
jako barycki synonim dubrawczańskiego "pysarja"; zresztą s 1 ma forma gło
sowniowa ruska "dziadyk". w :jakiej występuje w 188., przemawia wyrażnie
za polskością tej nazwy. I "s ze I ą, h k" wreszcie, używany w 154., jako
synonim "dziadka", a zresztl} znany też w tej formie w 3, 125, 169
i 172-3, choć wyraz pierwotnie niepolski, pewnie dopiero z zachodu dostał się do Gali cyi wschodniej, gdzie koresp. 3. podaje go ze swej wsi
w formie „szeluzok". W stronach ruskich natomiast najpopularniejszą, nazwą
przyrzą,du omawianego jest wyraz „ki st ka" (kostka), jak piszą, niektórzy
według słoworodu), który występuje ta'Il w licznych odmianach narzeczowych,
a mianowicie: w formie, przytoczonej właśnie w 11, 13, 20, 87, 107, 115,
117, 161, 163-4 i 165, w formie r,kiska'"' w 135, ,, kestka" w 86, 160 i 181,
,,kiestka'' w 84, ,,keska" w 186; także 15. i 162. należy zą,liczyć do ruskich,
choć korospoudenci pis il} zpolska „kostka".
Zdrobniał!} formę „kistoczka"
podaje 12 i 196, podobnie jak 98, dla kulki zdrobniałą, ,,kuloczka". Nazw,;i
.. pys ar" spotykamy w Dubrawce (69). 101 i 136, "pysak" w 68.,
,,pyszuk" w 196, a „pysałcie" w 134. Unikaty nadto stanowią:
„ I i j ka'"' (130 jako synonim kulki), "ryjec pisanek " (.141 bez
opisu), ,,ryłeć" (Il synonim kostki), "koszyczok"(199) ,,pióro" (111).
Trudniejsza sprawa z kategoryzacyą, i opisaniem typów poszczególnych
przyrzq,du, którego nazwy podaliśmy. Przedcwszystkiem należy odróżnić dwa
działy główne, oparte u" dwu odmiennych zasadach użycia wosku.
Jeden
wychodzi z założenia, że wosk stopiono poprzednio w jakiemś naczyniu (na
która może by także warto zwrócić uwag,;i większą, niż to czyniono dotychczas), ~ pisząca osoba poprzestaje na wykorzystaniu zasady przyczepności
i przenosi zapomocl} rurki włoskowatej, zanurzonej w płynnym wosku,
krople tłuszczu na jaje wąziutkimi kreskami. Stosownie do tego robi sobie
przyrząd, którego typ najdokładniej opisał koresp. 97 w sposób nast~pujący: "Jestto iejkowata trąbka (rurka) 6-8 mm. dł., której otwór górny
ma l1/~-2, dolny zaś około 3 /_1 mm. średnicy; wprawiona jest w pręcik
długości 5-7 cm., a około 3 mm. grubości, robi11i ją z cieńkiej blaszki
mosi~inej (używanej do okucia fajek)". W dziale tym różnice tylko nie') Oryginały nadesłali koresp. : 83, 117, 148, 160 i 1!10 po jednym, oknie 134
i 138 w dwu różnych typach, rysunki zaś podali: 1!5, 20, G4, W ( <lwa), 70 82, 84, !Jl,
97-8, 100- 1, 111, llG (dwa), U5, 135, 13tl, 158, 160, 16i- 4, lo8, 186, 190 i Hi6.
1
-
209 -
znaczne są możliwe i zachodzą. Mianowicie rozchodzi si~ tylko o „ wprawienie" rurki w patyczek, a to może być czworakie: 1) albo wpycha si~
rurk~ na patyczek tak, że tworzą rodzaj rączki z piórem, a wi~c jednl,l
linj~ (20. i zdaje si~ 154); 2) albo przytwierdza si~ rurkę do końca rączki
zapomocą języczka, wzgl~dnie nici, pod kątom prostym (15 i 76); a) alboteż przywięzuje si~ rurk~ pod patyczkiem nieco przed ko11cem ( 138 i 162) 1) ;
4) albo wreszcie -- i to grupa najliczniejsza - patyczek przedziurawia
się w poprzek opodal ko11ca,
lub zlekka rozszczepia wzdłuż, a w dziurkę
wzgl~doie rozchylenie nowoutworzone, l<tóre 190. zwie po rusku „ ros kił",
wtyka sie rurkę tak, że przechodzi przez patyk nawskróś i oba jej ko11ce
są widoczne (13. 81-2, 87, 91, 97, 115, 125, 133-5, 138,158, 163-4,
168-9 i 188). Ponieważ rurk~ tf;l zwija się zwykle na igle, szpilce, wło
sieniu lub szczeci, przeto w typie 84. i 196., które szczeci nie wyjmują po
zwini~ciu trą,bki wzorem innych, ale pozostawiają w rurce. widzę tylko ma.łoważnlł odmiankQ typów 2) i 4), powyżej opisanych 2).
Do działu tego należą prawdopodobnie też przyrządy, używane w 19, 56, 95, 104, 107, 166-7
i 190, ale dokładniej niemożna ich rozmieścić z powodu wadliwości opisów.
Drugi dział opiera się na zasadzie, że tak powiem), bij as owej „omnia
mea 111ecu1n po1·to". Tu już niepotrzeba na wosk osobnego naczyńka, choćby
czerepku, lub nakrywki fajkowej, bo tu rezerwoarem tym jest sam przyrząd
do pisania. W tym celu musi być większy i mieć kształt odpowiedni, by
wosk, we11. włożony, mógł po stosownem ogrzaniu spłynąć na zewnątrz i wykreślić żądane wzorce na jaju. Kształtem takim jest lejek o wielkiej śre
dnicy górnej, a niemal włoskowatym otworze u doła, albo o szczelinie nieznacznej w miejscu spojenia dwu ścian blaszki, z której powstał. Taksam8
i zupełnie równolegle z działem pierwszym i tu można rozróżnić cztery poddziały: 1) lejek przymocowywa si~ w linji równoległej do rozszczepienego
patyczka u końca tak, że powstaje - jak dowcipnie zaznaczono w 46. przyrząd podobny do kapturka, którym gaszą świece w kościele (H, 111
i 199); 2) lejek umieszcza si~ taksamo, jak w 2) działu pierwszego, przyczem albo przylega do końca patyczka (fHJ, 139), albotcż oddzielony jest
odeń dłuższym języczkiem mosiężnym 3) (100); 3) lejek wisi pod patyczkiem,
ni byto jakie wiaderko (115, jeśli rysunek trafny); 4) Jejek osadzony w rozszczepionych ramionach drewienka (69, 98, 1Ol, 160). Do działu rrugiego
należy też zaliczyć 33, 68, 86, 109, 126--7, 130, 150 i 181, choć niemożna bliżej ozn11.czyć ich cech z 11owodu ogólnikowych otlpowicdzi.
Inne
odpowiedzi, mówil}ce li o „blaszkach, zwini~tych w trą,l,k1J", ,, żela zka.ch"
itp., budzą wątpliwości wi~ksze jeszcze, bo niemożna dojść wogóle, do którego działu należą; to też je pomijam.
1) W 186. zamiast rurki znajdujemy haczyk z drutu w tym typie; JG7. mówi
o „kólcc oło\\iancj'' (?), przytwierdwnej do patyez.ka.
1) I 11. mówi o kilku włosieniach końskich, umicszczonych w skręconej cie11kicj
Llaszce.
3) Mówię „mosiężny", Lo można uważać niemal za prawidło, widocznie uświęcone
jakąś tradycyą. obracanie na przyrząd ten Llaszki mosicżncj z fajki chłopskiej, gliuianej
( prw. D7-8, 100,104, 127, 134, 154, 164, 16G-7, 172, 181 itd), ok~wki la~iemki do
trzewików (188) ; odp. 12 mówi o „ostrym przyrządzie z mosiądzu. Siad używani~ du
tego celu drobnej monety, skądteż powstała nazwa szelążka, znajdujemy zalcd\\ ie
w 3 (gdzie używają półkrcjcara I. j. ,,helera"), 173 (gdzie mowa o starym pieni;1<lzu)
i może w W., gdzie LJaszka nie śmie mieć ,,końca", tzn. chyba - musi Lyć okrągłą.
-
210 -
Obok tych jednak przyrzą,dów, bezwą,tpienia przekazywanych tradycyq,
z pokolenia w pokolenie, istniej11 inne, które dopiero w nowszych mogły
powstać czasach (i to łatwych do oznaczenia), lub są przygodne, wywołane
warunkami chwili li1b miejsca, a wreszcie zanikiem tradycyi. Do przecie nikt
uie zaprzeczy, że łatwiej wzią,ć szpilk~ i główkł)i jej, umaczao11 w wosku,
kreślić wzorce pewne na jaju, niż robić z twardej monety lub blaszki fajczanej jakieś rurki włoskowate, c1,y też lejki, wiązać je do patyka i t. d.
'roteż zwyczaj używania szpilki, wetkniętej w drzewce, co przypomina starożytmi rohatyn~ w miniaturze, uwatam za zmodernizowanie dawnej tradycyi
przez wykorzysta.nie nowożytnego wynalaiku; popiera mój sposób pojmowania
oup. 80., gdzie ze szpilką, postępuje się nawet w tensam sposób, jak z lejkiem, bo ugina się ją, w rozszczepionym patyczku pod kątem prostym, a więc w formie zachował się przeżytek.
Szpilkę, wetkniętą w drzewce, jako przyrząd wymieniajq wyraźnie:
64, 126, 134 i 136-7; o „szpilkach" bez dokładniejszego opisu mówią,:
46, 73-4, 79, 82, 88, 93-4, 124, 130, 142, 155, 174-5, 180 i 189,
o „pałeczkach od szpilek" 60 i 92, a o „główkach szpilek" 37, 54, 62-3,
69 (Popiele i Uliczno), 70-1, 138, 154, 171, 173, 176 i 184 (Korszyłówka). W 36. i 88 tęsamę rolę odgrywa igła, w 121. drut, a w 1g_ ,,kosteczka" cienka, jeśli tu nie zaszło jakie nijporozumieoie między szan. korespondentką, a osobl}, która jej udzieliła tej wiadomości.
Taksamo, jak szpilk~,' pojmuję zastą,pienie przyrnidu dawnego piórem
stalowem, którego używają, w 121. 157-8, 183 i 193 (tu piszlł kwasem
wzorzec na jaju); pióra gęsiego używaj Ił w 5. i 144. Dowodem km1cowego
zaniku tradycyi jest zadowolenie si~ pr~cikiem, patyczkiem, ostro zaci~tym
(32, 34, 36, 77-8, 83, 92, 121, 153), ,,szpilkq, z osikowego drzewa"
(170), zapałki (189), oraz zwykł11 słomklł (18, 93, 153).
Wzorce, pisane woskiem na jaju, a bardzo dowcipnie nazwane przez
lud w l 00. ,, n a pisk am i" 1), trodno ułożyć w całość systematyczną,, gdy
si~ niema do każdej nazwy choćby rysunku, że - nie powiem - oryginalnego okazu. A właśnie ja si~ znajduj~ w tem truduem położeniu. Kto
przy1Jał pisanki, podano już na czele :;prawozdania niniejszego. Nadto kilk uuastu korespondeutów objaśniło swe odpowiedzi rysunkami napiiek (ogółem IG7 odmianek), z których celują wykonaniem i obfitością kor. 69 (11
napisek), 85 (31 n.) i 97 1_52 odmiany). Niestety kilku podało rysunki bez
nazw (15, 21, 55 - rysunki ważne, bo robione przez uczenicę Il. kl. szkoły
w llihalach, Anu~ Frankowską,, - 62, 64, 111, 162); także przy okazach
zaniedbano dorzucenia nazw. Jeżeli jeszcze odliczymy korespondentów, któn:y,
stwierdzajlJ:c istnienie uapisek, nie podają ani nazw, ani wzorów, dlatego, że
zuaniem ich albo uapiski noszą nazwę, odpowiadająeą ich treści (5 i 32 -3),
alhoteż niema nazw stałych (15, 19-20, 22-3, 75, 93, 121, 133, 135,
137, 152, 193), wzgl~duie nie doszły one do wiadomości korespondentów
(27, 5B, 181), albo wreszcie milcz!} poprostu w tej kwestyi (18, 20, H3_,
127, 141, 157, 182): to liczba odpowiedzi dodatnich co do pytania 7. naszego kwcstyooarynsza obniży się bardzo. Mimoto liczba 11azw napisck jest
tak wielk4, że wprost zdumiewa; a naleiy""zaz:aaczyć, że tacy np. korespondenci
115., lub 117, któriy podają, icli 27, wzgl~duie 33, sami dorzucają, uwag~,
j) Odtąd b~dę używał nazwy tej w znaczeniu, określonem właśnie.
-
211 -
jako niewyczerpali całego zasobu motywów. Gdybym miał rysunki, lub okazy
potrzebne, przed sob:Ji, starałbym się ugrupować napiski według motywów
i nazwy same postawił na planie drugim. Ponieważ jednak ich nie mam, wychodzę od nazw, nadawanych napiskom przez lud, i układajlłc je według
zakresu, z jakiego s4 czerpane, - co nie przesą,dza pytania, o ile jeden
motyw występuje pod kilku nazwami w różnych miejscowościach, - zwrócę
uwagę na postać nazw tych, zewnętrzną,, językową,. Formy mianowicie, w jakich podaję te wyrazy, powtarzam dosłownie według brzmienia ich w odpowiedziach nadesłanych. Zaczynam od zakresu pojęć geometrycznych, przejdę
następnie kolejno do rzeczy, otaczajqcych na ziemi jednostkę, od najbliższych
do najdalszych, - do 3 królestw przyrody, a skończę niebem i pojgciami religijnemi.
Napiski zatem noszą, nazwy nast~puj,ce:
I. z geometryi: kropki 93, 111, 142; kreski 8, 34, 60, 92--3,
kryski 56, linijki 111, paski 8, 19, 36, pasmużki 161, obręcz C3, ohrl!cki
149 (dokoła jaja); kratki 8, 19, 101, 12G, krateczki 92, 122, kratia 76
kliu.czykom gdzieindziej); moroszka wzgl. mereżka 94, mereszki 56, 98,
1<>3, 186, mereżanki 155, maluwanle mereszkowano 99; łai'1cuch 13, łai'1cuszek 76 (z konikami i „kulczykowaty kolcowat.y" ), łaocuszok 7--t-, 94, 105,
130, łai'1cuszki 110-1, 125,148, 1'19,172, łancoszki 179,190 (Huta st);
krywuł ka 3, 7 4, 9,-t-, krywuł ki rrn, 79, 9 J, 105, 13 i, 153, 155, 1 GI, l 7 5,
179; zakruciachy o9 (Dubrawka i Uliczno), zakrucicchy 56, zakraćke 188,
zakrućki 9G-7, zakruczki 90-1, I 58, zakrntki 82, 1GB 1); zawytuszka
19G; kaczała 136, kaczeła 199 (linja skr~cona ślimakowato), kaczy Ici G9
(Popiele i Uliczno -- kolo promieniste) ; ohnylci 8:> (esy); pererwa 13, 85
(ciła), SG, 1 l 5, połowyna pererwy 85, polowynki 79 {?), bezkonecznyk 13,
117, UJ6, piw~ezkonecznyk 117; kuczcr(i) 196, knczeri 12 (wielkie X
pisane), 13, 84, kuczeryki 85 (podobne do „koników"), kuczerjawi 87; hoczaste HHl; kłynci 78, 165, kłyi'1ci 97, 16G, 168, 196 (odmiana "lrnżnszok"),
kłynczyki 67 (abo trykutnyki), G9 (Dnbrawka), 104, 188, kntoczki 178,
sorok klynciw rn, 84-5, sorok kłynczykiw 86, 115, sorokkłyńczyk 196,
sorokkłyńczyki 87 ; perepłety niiki 13, 85; Zflbki 92, zuby 19H, zubci fi6,
!lO, 196, zubczyki 163; gzygzaki 60 -1 ; krużylcia 68, kółko 7o (z promieniami śl imukowatymi), kółka 5, 46, 60, 62, 142, 148, 154, l 72- 3, 189,
kołecka 149, kółeczka 125 -6, 132, 142, kołe3a 95 (kółka i kacrnla),
kilka 90, 190 {~ów cza), kołeska 103, ko liczka 1, 112, (niby kolo wozowe
bez zwona prw. "kwiatki" 73), 134, 179, koliczki 136, koliściata 97, kołiszczata 13V, 175, kołitczata 77, piwkoliszczata 175, okruhłyi kilka i promeny 167, korali 70 (= 62 ·"kółka"); kupki i kupki kupkowyi 66;
II. z o tocz en i a rzec z owego: a) zagroda i inne budo\Vle:
brama 196, wikna 97 (= wiatrak), wikońci 84, wikou.cia 106, stowpyki
I 05, ohnyki 117, witrak 163, młynki 14 7, 153, 169. młyny 148 ; l>) przybory i narztdzia gospodarskie: kołodoczki 85, kluczi 97, kluczowi 85, klucziwska 115, kloezkata 117; tarełyki 97 (= nkratia" 76), wahy 68, za1) Pod tą nazwq kryje ~ie często swastyka trójzębna i citerozęh11:1, którq na pi!-ankec h wskazał M. Żmig,odzki w swtj notatce o tym znaku (w 11'?'.,~lc); zrcsztq wy•
krętasy te, które przypominają udc1zająco fihuły z wykc,palisk przecltlticJuwych, kryją się
eż pod i1111ymi nazwami, np. rn5. oznacza je jako „koła", inni jako „ślimaczki''.
-
212 -
snowałka 13, motowyła 97, motowylci i bukłażki 85, besahy 13, baryłka
13-4, baryłki 84, baryłkowa 115; grabie 48, 76, 111, 142, 171, hrabli
12-3, 36, 164, hrabci 84, 103, 107, 116, 155, 158, 175, hrabelci 69
(D11brawka), hrabelki 85, 102, 105, 161, 166, 196, hrabelkowa 115, hrabczysti 87, malowanie hrabczaste 99, borony 102, cep 48, ryska! 12, roskałyki 84, ryskałyki 85, ryskałewa 115, kosy 48, kosyczky 100, sierpy
171, serpyk 84, oatrewcia 196, widła 48, topirczyki 117, derewce 117,
164, wózki 154, drabina 34, 124, 142, drabyna 164, drabynka 69, (Popiele), 74, 79, 94, 163, 190 (Łówcza), drabinki 15-6, 50, 61, 173, drabynki 3, 11, 69 (Dubrawka), 77, 80, 89, 97-8, 102, 104, 134, 136, 159,
166, 175, 177, 179-80, 186, 190 (Huta st.), drabunke abo naławyci 188,
porosznycia 196, porusznyk 118 ; c) potrawy: ko basy 155;
III. z przyrody: a) świat roślinny: kwiaty 5, 33, 37, 46 (siedmiolistkowe), 48, 75, 93, kwity 2, 199 (biłyj, żowtyj), ćwity 65, 81,
184 (dawniej), kwitka 74, ćwitki 11, 164, ćwitoczki 132, kwiatki 73,
(siedmiolistkowe), 148, 176, kwiatki lub drapaczka kwiatowa 76 (podobizna
palmy przedświą,tecznej), kwiateczki 110 (= słońce promieniste), kwiatuszki 138, zile 37 (== kwiaty), wazoniki (z kwiatami) 50, 125, ćwit ternowyj 105, barwinok I OJ, hwozdyk 114, rozmaryn i róża 126 (malują, dziewcz~ta), róża 14, 50, 61, roza 13, 36, 64, 84, 88, 100, 116 (pojedyucza),
117, róże 111, rużi i r. popereczni 85, rożi 107, 114, 155, 194, roża
podwojna 115, dwi rożi 13, 86, szist' roż 13, 117 i 85 (rut), rożewi 87,
mak 84, 194; rózgi 110, rószczki 154, 169, rizhy 91, rizka 94, ricka
117, rizki (riski) 78, 95- 6, - jak chwiejnym jest ten termin, dowodzi
wyrażenie odp. 97 „rizki abo prutyki", obok 78 "prutyki abo hilei•' 1), pr~ciki 189, prut 56; gał~zie 124, gałą,zki 16, 36 (ng. smereki bez pnia,
owini~te dokoła jaja"), 7 6 (podobne całkiem do rózg u), 12 5-6, 154, 17 3,
189, chabinki 172, hałuski wzgl. hałuzki 69, (Uliczno „abo sosenka"),
82, 100, 104, lOG, 153, 195, smereka wih. 167, hałuśki ~O, szpylki 136,
sosna 12-3, 36, 114, sosny 84, sosnyna 105, sosnowi 87, sosenka 130;
sosenki 15- 6, sosonki 85, 89, s.mereka p. 14, r. 36, smerek r. 168, 178,
smeryki 78, 164, smereczka 190, smereczki 56, 91, ta9, 165 - 6, 186,
smeryczki 163; paporot' 16G; listki 37, 46, 48, 60, 62, 148, J54, 171,
łystki 180, 184 (dawniej), listeczki 17, 50, Gł, łystoczki 12, 65, 70, 78,
88, 90, 10n, 1a2, 144, 153, 155--6, 158, 160, 164, 174, 177, urn;
baźki (bucki) 125, szutka (baźka) 68, dziabki 74 (napisano „bziabki"!J, l:14,
173, 175, ciapki 153, prw. wyżej drapaczk~ kwiatową, 125, buczyj
suk 85 (w kształcie klinów_); jal>łinka 13, jabłoka 170, czeresznowa 117 ;
ohiroczki i harbuzowa Jl5, fasuli 13, fasulki 85, 114, 196, fasolka 118,
fasolkowa 115; kolos i kołosiwka 196, pszenyczka 104 (z tem utożsamiam
11 ó. ,,perłowa''), jaczmenyk i owes (wiwsyk) 68, hałuski wiwsa 195, krupki 56;
/J) świat źwierz~cy: ptaki 5, 85, (,,import. z Bukowiny·'), ptaszki
125, kryła 9G, krylci 100, krylcia 78; łastiwka 36 (na gnieździe), kurka
196, kurza stopka 142, kurjacza łabka 196 k. łapki 13, k. łaboczki 105,
k. palcia 158, k. pazur i 78, husiacza łabka l 96, soroczi łapki 7 4, 85,
1) .. ,,Ililc·i" ruski~
puchod1.:1 1. tcgosamego pierwh,-tkn, co c1.cskie ,,hu!, holi"
jak sądzę -- w wyr. , golt:11"
'
'
ln~ka, l-1J; w polskim pierwiastek len odnajdujemy ,,nagolenice", części uzbrojeni~, pokrywającej nogi.
s. łaby 84, 115, woroniacza łabka l 9o, łapka wzgl. łabka 76, 94, łapki
55, 79, 97, 134, 186, łapci 165, łaby 199; kaczka 13, 196, kaczki 50,
kaczata 103, 155, kaczurowa 85, motyl 84, motyli 11, motylka 7 4, motyłyk 117, motyłewa 115, muchy 147, woczka ćmuky 78, zazulani czerewyki 85; pają,ki 147, pawuk 13, 84, pauk 130, pawuki 65, pauczki 11,
pawuczki 85, pauczkowa 115, słymaczui 163, żabki 107 (w 74. napisano
„rabka", może błą,d tylko zam. "żabka"?); ryba 196, ryby 117; krowa
124, korowa 88, ki{1 196 (z żownyrom), konyk 88, koniki 76 (== .,zakruciachy" różnego rodzaju), konyki 117; barao, barania hołowa i barańczyk
19H, baraniaczi roby 84- 6, 115, 196, baranieczi r. 87, baraniczi r. 117, ołenewi roby 19H, zając 124, zaj acz i uszka 19 6 1 zaiczi u. 115, zajczi u.
13, 85, kriłyki 79, kriłyke 188, pieski 124, - wreszcie c) postaci ludzkie:
pan i pani 125, pany, osoby Hil, pajace pojedyńczo, lub parami trzymają.ce si~ za r~ce 171; cz~ści ciała : głowy 5, bołowkowa 117, wolosia 97,
serce 76, 97, podowfoa ruczka (?) 115, kolena 19H, babyne kolino 186;
cz~ści ubrania i przybory toaletowe: kożuszok 196 (== "kłyńci), portki
84, czobitok 19G, czoboty 114, czerwoni cz. 85, czerewyki 114, rukawy
84, prosti r. rn, pysani r. 1%, krnczeni r. 13, 85-7, 114, hrebinci 94,
hrebenci 114, hrebińczyk 19H, hrebinczyki la, 97, kałytki 13, 85, kałiszczetka ( ? ) 94 ;
IV. ciał a n ie bies k ie (przeżytki dawnych kultów) : słońce
z promieniami 4fi, l-i3, misiać 117, mi,iaci 781 179, miesią,czki 7H (2 sierpy,
ro,i,dzielone „rózgą," pionową), misiczki 79, misiaczi nlyczkill5, misiać
i źwizdy :rn, gwiazda 14, 124, zwizda 114, źwizda Hm, gwiazdy 50, 189,
zwizdy 2, 70, 9G, 97 (== słońce z prom.), 188, 195 (,,== kwiatki"), źwizdy
12, 1O1,dźwizdy 18H, gwiazdki fi, 17, rn, tW-1, G3, 84,109 (ośmioboczne),
114, 148, zwizdki 82, gwiardeczki 11 O ( sześcio- i ośmioboczne), zwizdoczki
(Hl (Dubrawka), 80, 174, źwizdoczki 117, zori lHl, zirki lOH, zirnyczki 159 ;
V. po j ę ci a po w stałe pod wpływem chrześc i a ń st w a
Trijcia 17 5, t.rijci 179; prawa <Io Boba doroha Sti; marijczka (marijka,
Marija) 19H; krzyż 34, 50, fi I, 148, chrc11t 12, (H, 70, 84-, 88, 10:J, 106,
11 h, 158, HiO, ma, 170, 1 %, chl'est brreziwskij 117, krzyże 11 l, 171,
chresty '35, 155, 164, krestyk 2, biłyj k. 115, krzyżyki 15, 17, 46, 54,
61, 63, krzyziki 149 (zwykle wcwnątl'z kółka), krzyżyki ur., 134, lGI,
cbrestyki 69 (Duhrawka), 80, 94, 96, 100, 104-, 107, urn, 15a, HiH, 1G7,
17fi, 187, 195, krestyki a, G7, 74, 77-8, 82, 174, 178, chreszczyki 11,
!17, 1G5, 18'1, kreszczyki li.W, chrcstata 117, chrestati 86 - 7, krcstykowa
115, chrestykowata. 113 ; paszczyn cbrcst 13, paskowyj chrest 114, paska
84, pasoczka 117, pasoczki 85-6, Welykdeu. 84; Boży grób, świ~te obrazy
i baranki 128 ; cerkow tJ6 (krzyż ozdobny), cerkwa I UG, cerkowcia 114,
118, cerkowcewa 115, monastyr 117, dzwi(n)nyczka 117, 196; popyki
13, popiwka 118, popowi płeczi 13, 86 1).
1) Nie pomieściłem w grupach powyższych ani nazw, niejasnych mi pocl wzglfrlem treści, lub formy: korołt:we sidło 1:3 i 86, samoticzka l:l i 19G, mctanlr.i 56, fełuny
68 i fełon llJli, czownyki 84, cloritaki (l) aliu stchaki i komanyci,1 97, nastnnka (?), hiłokrylka, zaspilpycia, tracz, osmogatunkowa i mnohoraka czorna 117 1 dziobt:i'1ka 118,
hasamany l(jJ, ryty (?) 170, melclyk, dziuhla, ustawoczki i herbenyczka l!IG, - ani
nazw, oznaczających tylko pochodzenie danego wzoru: hucułka, kniaż<lwirska, matiiwska,
·- 214 Do barwienia jaj ożywaj, mnóstwa bar w i k ów wynalazku własnego,
sprytnie własności roślin poszczególnych w tym kierunku. Im
a dodam - i szybciej bi;;dziemy badać zwyczaj pisania jaj,
tym wi~cej tych barwików odkryjemy. Toteż podczas gdy w sprawozdaniu
swem pierwszem l.QOgłem nieliczne tylko barwiki domorosłe wskaiać, już
w nast~pnem przybyły nowe, a obecnie do dawnych znów mog~ dorzucić
par~. Powtarzam jednak: ,, badajmy szybciej!", bo kraski kupne rozpowszechniają, si~ coraz bardziej, swą, taniością, i łatwością, nabywania ich
wypieraj11ic barwiki domowe, do których wytworienia niekiedy potrzeba za
wiele zachodów.
Najjaśniejszy barwik, bo żółty (z odcieniem kanarkowym) uzyskuje
lud z k ·or y jabłoni młodej, niedojrzałej, samej, lub też z przymieszkami.
.Dy nie wybiegać poza materyał, dostarczony przez korespondentów, i nie
domyślać si~ zawiele w niejasnych nieraz ogólnikach, utrzymuj~ kategorye,
wynikaj,ce z ich odpowiedzi: a) kora jabłoni 11, 15, 13, 22-3, 39, 54,
78, 83, 85, D7, 105 (tylko w teoryi), 107, 115 -6, 125, 130, 137 ("jabłonczyna" ), 147, IGI i 163 (,,żowtwyłou), 162, 164-5, 167, 182-a,
190; b) kora z j. niedojrzałej 50, 55 (zielony b.!), 138, 172; r.) kora
z j. młodej 19, 40, 81, 84, 95 -6, DB, 103, 108, 110 (poza Kolbuszową,),
114, 155, 164, 196; d) kora j. dzikiej 16, 20 (,,kwaszenina"); eJ kora
j. kwaśnej 13 (i liście), 8G-7, 118, 184; /) kora j. słodkiej 1, 3, ti 7,
82, Ul, 168, IDB (i to jednej nnjlepszej we wsi); g) liście j. 19G; lt) biel
z gałą,zek j. 7G. Nadto używają, kory j. jako domieszki do ziela le~nego,
zwanego "zełenycia", celem uzyskania barwika żółtego {,,żowtyło") w 180,
w 56. zaś jako trzecia w tym zwią,zku wyst~puje jemioła l»j am eł o", zbie1·ane na sosnach); w 14. dodają, kor~ j. do kwiatów „majówki błot n ej",
o. w 148. kor~ j. kwaśnej do rośliny leśnej, zwanej "łazibrzochem" - zawsze w tym samym celu. Ziela, wymienionego właśnie, używają, wprawtlzie
pod inną, nazwą, bo „łazi ziele", ale z równym skutkiem w 111 ; w I 2G.
po roślin~ ,, t o c z y ś w i at" chodzi w tym celu aż do Rudnika, gdzie pod
lasem ją zbierają i susz, na lat par~. Może też nie pomyl~ si~ bardzo,
jeśli do barwików żółtych zalicz~ rośliny n,.1,st'ilpoją,ce, wymienione bez bliż
szego określenia barwików, które z nich wywarzaj11: ,,ł o tas z (jaskir)"
78, "m o ł o cz i j (pesie mołoczko)" J !Jo, listki kwiatku ma 1wy i kr ok os z 1G. Jeżeli zaś koresp. 165 mówi o „pyłysznyku" jako o barwiku
żółtym, to myli si~ poniek11id, bo jestto barwik zielony, choć może bardzo
jasny, a wi'i:C zbliżony do żółtego; zrel5ztą, ma towarzysza w swym bł~dzic,
bo 78. mówi o "pałasznyka", jako barwią,cym na sino. Jedynie trafnie sądzi;; określa rzecz 120., mówią,c, że "widłak" barwi na zielono.
Widłak zaś, używany też w· 1OLI., to nic ionego, jak »Peł c s z ny k", wspomniany też w 164. - jak dowodzi 1 GB., gdzie dodano termin łać.
,,lycopodium clavatum":1).
zużytkowują,c
dokładniej -
rcmczo11ka i wcrhiżska lli"i, ilcziLa, kołomyjka i pros kurka Il 7, - ani wreszcie liter~
które pisza w ;l i lt4, wzgl'rclllie imion i zcl:1.i"1, które piszą na jajach w 5,
:10
(głównie „Alleluja" i ,,Jezus'•), ui (Alleluja), b!l 1 !ID (Chrystus woskres), 1:rn. Blc;<luie
jako nazwy napisek puda no: w 8. ,,pstruka1c jajka", w 7K. ,,na slywku••, w 117 ,,nrnluwanka•', w li6. ,,marmurek'•, ho Lo nie są nazwy wzorów, tylko jaj malowanych.
xa,
2) l'rw. ,,Pisanki w Gal." II. st. 12, gdzie podano rt,wnicż ,,pełesznik ~ lyco-
podium''.
-
215 -
Oprócz widłaka zna barwnictwo ludowe także inne barwiki zielone,
w pierwszym rz~dzie młode żyto ozime i inne z bo ta i tra wy. Oto one :
1) ozimina bez oznaczenia gatanku 5, 8, 27 1 29, 59, 90 (,,zełenyna"), 92,
183; 2) żyto 2-3, 34, 36, 49-50, 54, 64, 76, 79, 88 (.,zełeno"), 89,
91, 93 105 (tylko w teoryi), 130, 14 7, 151, 153, 157 (w okol. Plenikowa),
158, 160, 168, 175, 180, 185 (Żółkiewskie i Brzeżańskie), 193; c) psze•
nica 50, 65; d) trawa 59, 61, 77 (i liście), 94, 122, 141, 169 (,,dutkowa
tr. "), 171; e) ,,trociny zpod siana" 53. Z innych roślin dostarczaj4 tego
barwika: w 13. ziarna „słonecznika" 1) i róża; w 168, 160, 166 i 195
kwiat zasuszony f joł ka, w 36. korzeń, a w 52. listki pokrzywy; koresp. 115 wspomina o korzeniu „kropywy żałystoj ", jako o barwiku Młtym,
ale pewnie chodzi tu o żółto-zieloni barwo, a nazwa sama rośliny jest
przekr~ceniem pokrzywy (prw. czeskie „koprziwa"
pokrzywa). Listki
drzew spełniaj, podobne zadanie w 77 i 109, a kora j a s i o n u w Korszyłówce (184). W tejże wsi służy do tego samego celu „krwawnyk",
który używa si~ też - choć bardzo rzadko - w 168. (,,krowawnyk"),
oraz w 64. (»krawnik" !) ; w 34. barw~ zieloni uzyskuje si~ z listków
barwinku, w 78 z ziela "kraczka".
Barwik czerwony... Przedewszystkiem musz~ uprzedzić, że czerwoność u ludu to poj~cie bardzo obszerne, bo obejmuje od barwy pomarańczowej pocz1wszy wszystkie odcienie aż do najciemniejszego karminu.
Dopiero po tem zastrzeżeniu mog~ bez dalszych omówień zestawić jako
barwiki czerwone domorosłe: a) listki, wzgl~dnie łupy cebuli, barwik może
najpowszechniej znany, bo używany w 1-2, 5, 8-9, 11, 14, 16- 8,
21- 3, 27, 29, 32, 34, 36, 40, 46, 49 - 50, 52 - 5, 59-62, 64-5, 70,
74-5, 77-8. 80-3, 88-93, 97-8, 100-1. 103-4, 108-11, 121-2,
124, 126, 130, 133-4, 141- 2, 144, 147, 149, ló1, 154, 157- 8, 160,
163 (w Karowie), 164-9, 171-3, 175, 177, 180, 182, 184 (Klebanówka i Korszyłówka), 185 (Brzeżańskie i Złoczowskie), 188, 190, 193,
196-7 i 199 2), - nadto jako domieszka do brezylii w 71 i 76, a do
Kruszyny w 69); b) korzeń, który wykopuj11 z ziemi, zreszt'ł nieoznaczony
bliżej, w 7 4; c) kruszyna z domieszką łupin cebuli 69; d) "pidlaseć" daje
barwik siny w 78.
Barwiki przejściowe od czerwieni do czarności stanowi,: a) kora
d~bowa 70, 97, 105 (w teoryi), 170 (,,b. różowy"!), 184 (Korszyłówka,
,,b. czarny"); n) kora z olchy czarnej 93 (,,ciemnofjoletowy" ), 103, 154,
168, 165, 175, wzgl~dnie szyszki olchowe 8 (,,czarny"), 69; c_) ,,trzaski
ze śliwek" 177; d) jagody bzu czarnego 169, 176; e) czernice 78 (,,czarny").
By wyczerpać cały zasób barwików domowych, musz~ jeszcze wymienić wspomniane bez blitszych objaśnień: ,,ćwitłuszk~" i bazie brzozy w 11.,
bazie osiki 169., liście brzozy 196., korzeń "kołotiwci", kwiatu rosną,cego
na miedzach nisko, nito „kołotiwki" z drobnymi listeczkami naokoło, w 75.,
=
1) Chyba nieogrodowego, ale ,.sasanki", zwanej też przez lud słonecznikiem;
prw. ,, Pisanki w Gal.'' Il. l 2.
2) W 163, 18ł i 188 nazwano ten materyał „cebułyna'' wzgl. ,.cebulyna"; 184.
dodaje, że daje on barwę niebardzo czerwoną , ale wyr:1źną, zwaną „materynka", a pisanki taki: zowią tam „materynczane". W 196. ,,materynkę'' wymieniono jako barwik
bok cebuli, jakgdyby coś innego.
16
-
216 -
roślin~ ,,zanowit" 117, wzgl. ,,zanowat'" 196 i plew~ breczanlł w 40, 57,
86 i 183-4.
Barwiki knpne, które musz11i wchodzić w rachub~ tam, gdzie zarzucono domowe, wył,cznie używane Bił w 66, 102, 105, 107 (z wyj. żółtego),
112, 127, 135 --6, 139, 152, 156, 15U, 168 (w Chlewczanach i Choronowie), 174, 184, 187, 189, l 90 (w Łówczy), i I 97, nadto przeważają tam,
gdzie rozchodzi si~ o barwy jaskrawe, - powtarzam wywody kore::ip. 36, jak czerwonlł, niebiesk11i, czarną/'. A wi~c trzaseczki z drzewa brazylijskiego pernambuco", zwane b razy l ją, i podobnie, a barwią.ce z dom ieBzką, ałunu jużto na czerwono, jużtet na. czarno, są, w użyci. 1. w nast~pujących miejscowościach i noszą, naBtlilpuj~ce nazwy: a) brazylja 21, 56, 69,
82, 89, 99, 104, 117, 135, 147, 167, 172, 174, 182; b) brezylja 16,
19-20, 22- 3, !l7, 87, 40, 46, 52, 54, 60, 63, 65, 68, 70, 75, 84, 88,
91-2, · 96-7, 100-1, 108, 110--1, 122, 125, 130, 132-4, 136,
141-4, 152-6, 160 (,,kraska"), 162, 163 (w Chlewczanach i Chorono•
wie), 169, 173-8, 181, 195--6: c) bredzylja 179, importowana z Chyrowa i Starego miasta; d) brazelja 67 ; e) brezelJa 71, 73, 180; j) bryzelja 50, 62, 151, 17J, (dawniej też 25); g) bryzylja 170; h) bronze]ja.
58 ; i) bryzelina 5. Nadto zapewne z tlł kraską identycznymi Bil „trzas( ecz)ki", o których mowa w 11, 15, 36, 7~, 87, 97,114,125,162,168
(i nieb.), 183, 186, 188 1) i ·,,kraski" czerwone i czarne, używane w 1, 3,
14, 18 ( także fjolet.), 19, 20, 22--3, 32, 34: (i nieb.), 39, 41, 78, 85- 6,
137 i 164. Zresztą „krasek" i „farb" nie wiem, co począ,ć, bo ogólniki
o barwikach, kupowanych u żydów (64, 199), w aptekach i drogieryach
(115) "itp. _(12-13, 17, 21, 32, 38, 47, 49, 55, 59, 61, 69, 74-~5, 77-8,
80, 83 --4, 88, 90, 92, H4-6, 98--101, 104, 108, 116--8, 124, 12fi,
130, 138, 142, 14 7, 155, 157, 161, 163 w Karo wie, I 6G, 185, 190
w Hucie st., 194-ó) nie wyjaśniajlł sprawy, o ile nie towarzyszy im
uwaga, że barwiki te zawierajlł ałun (2 - 3, 10, 16, 19 - 20, 36, :38, 40,
66, 68, 79, 97, 130, 152-3, 159, 176, 18·4-5, 195-7). Bywaj4 bowiem też farby anilinowe w użyciu, które wyraźnie wspomina 28, 67, 103
i 153; anilinową, barw11 musi być także proszek zielony, barwi4cy na czerwono (39), oraz inne kupne barwiki zielone, o których mowa w 4 l i 96.
Garbnikiem, kupowanym w Bochni, p0Błaguj4 si~ w 8. Zresztą, z 1 chodzą:
karmin (92), farbka do bielizny (96 „siwiec", 126 do malowania „111
marmurek" przy pomocy białka, .149), ultramaryn (50), atrament (2, 104),
koperwas (76), bibułki i papierki różnobarwne (16, 59, 63, 193), kawałki
kolorowego sukna i szmat (2, 59, 61, 109, 190), oraz wiktuały, mianowicie kawa (50), cynamon (149) i sza fr a n 2, 5, 16 i 18.
Idąc porzą,dkiem pytań, pozostawiam spraw~ barw pisankowych na
koniec, a zajm~ si~ podaniami o począ,tku zwyczaju, nas obchodzą,cego.
Podania te 'są bez wyją,tku etjologicznymi, tzn. podają przyczyny, widocznie
wymyślone później w celu uzasadnienia zwyczaju, którego przyczyny wła
ściwe już nie są wiadomymi ludowi.
Dowodzi tego ich pokost c·luześciań
ski, pod którym być może, kryje si~ coś starszego, ale już niedostrzegalnego. Wszystkie mianowicie łą,czą, począ,tek malowania pisanek z życiem
„
„
1) Może tosamo znaczą „tesyna" (158) i .,tysyna" (163), i kraska, zwana „zazulb '' (35 ).
Jezusa Chrystusa. Że zaś nie mylt sit w pojmowaniu charakteru tych podań, dowodzi np. 142, która podaje jako począ,tek i powód malowania jaj
możliwie najwcześniejszy okres życia Zbawiciela, mianowicie to, że: Jezus,
będąc dzieckiem, bawił si~ jajkiem; a całe to podanie ma za cel uzasadnienie zwyczaju malowania pisanek dla dzieci, pochrześniaków (prw. 142,
36, 75, 170 -1 itp.). Ale to jedyne podinie, siegaj11,ce w ten okres ; zreszt1 bowiem . wi1że lud zwyczaj ten z męką, Chrystusową,. Zestawię je ko·
lejno. Najczęściej spotykamy legiendt, że Matka Boska, chcą,c wyprosić
Syna swego od śmierci, ,,zolot11 kistoczk11 kupyła", opisała woskiem jaja,
ukrasiła i zaniosła je Pi łato wi z prośbą , by wypuścił Chrystusa ; Piłat odrzekł, że nie może uczynió tego, ponieważ już go Żydzi umęczyli, co usły
szawszy N. P. Marya padła zemdlona na ziemię; pisanki wypadły z koszyka
i rozkociły" si~ po całym świecie. Tak opowiada rzecz tę_ wierszowana
legienda ruska w 38, podobnie prozą 68 ), gdzie zaznacwno, że stało si~
to w czasie, kiedy Chrystus modlił się na Górze Oliwnej; inne tylko ułamki
jej powtarzają. Np. 86. używa na darowaniu pisanek „poganinowi cesa•
rzowi" bez żadnej dalszej konkluzyi, w 98. i 181. prosi Matka Boska nie
o uwolnienie Syna, (bo tak - jak w 86. -- to niemożliwe, ponieważ Chrys •
tus wisi już na krzyżu), ale o pozwolenie zdjęcia Jego ciała. W 74. powiadaj, tylko, że N. P. Marya napisała sama pisanki w barwie czarnej
i czerwonej, które rozsypały sit po świecie. Do 98. zbliża sit 168., według
którego pisankami wykupiono ciało Chrystu~a od Piłata. Najpóźniejszy moment wybiera w grapie tej 99., gdzie Matka Boża już po śmierci Syna
pierwsza pisan.ki malowała. Również męka Chrystusa stanowi tło, ale bezpośrednimi sprawcami powstania zwyczaju omawianego są żydzi w grupie drogiej podań, do której należą odp. 133, 154, 157, 84 i 50. Mianowicie w 133. podanie powiada, że kiedy żydzi pojmali Pana Jezusa,
wtenczas anieli nasypali pisanek, aby żydowstwo tern zabawić i przez to
przeszkodzić dręczeniu Chrystusa. Bardziej po ziemska i jakby dla uzasadnienia prawdziwości przysłowia: ,, Ohe1·chez la femme!" powtarzam
dowcip korespondenta opowiadaj4 sobie rzecz tt w 154: nie anieli to
byli, ale żydówki, które chclłc odcią,gaą,ć braci i kawalerów swoich od
udziału w męce Chrystusa, malowały jaja, pokazywały im rozmaite „figle"
na jajach i tym sposobem odwodziły od złego czynu. W 157. twierdz4, że
żydzi rzucali kamieniami na Jezusa Chrystusa, gdy go prowadzono na Golgot~, i z ich kamyków powstały pisanki; kombinacylł 154. i 157. stanowi podanie 84., bo i tu z kamyków powstają, pisanki, ale przemiana ta
dzieje sit z woli Boga, którym je 'nak kieruje pobudka tasama, co w 133.
i 154, mianowicie oszczędzenie mąk Chrystusowi. Podanie, zachowane
w 50., jakby przez mgłę tylko prąpomina grup~, właśnie omówioną,, bo
każe malować pisanki na pamiątkę tego, że żydzi chcieli Pana Jezusa ukamieniować; w 87. ogólnikowo podają, jako powód to, że z kamieni, które
żydzi ciskali na Chrystusa, powstały pisanki.
Również żydzi są, działaczami w okresie, następującym po męce, a stanowifłcym tło podań w 85. 1 90.
Oto w 85. rzucaj4 na grób Chrystusa
"kuliki" (kuliste kamyki), które po zmartwychwstaniu Jego rozpraszają,
się po świecie, .a uderzając o siebie, rysujlł si~ wzajem i tworzą pierwsze
pisanki (co za racyonalizm !) ; w 90. kamyki, narzucane na g1ób przez ży
dów, a zamienione w malowane jaja, daj1 nasttpnie tn.y Marye straży, by
im pozwoliła zaJrzeć do grobu Bożego.
„
-"218--Z t, odmian, podania wkraczamy do grupy innej, ł1czl}cej sifJ już ze
Zmartwychwstaniem, a odznaczają,cej si~ tonem odmiennym, bo wesołym
W 13. mówią, starzy ludzie, że gdy Jezus zmartwychwstał, ;,kociły si~"
(toczyły) za nim pisanki i hałanki. W 196. począ,tek pisankom dała N. P.
Marya, malując je na pami11tk~ owej chwili radośnej dla dzieci, - a wifJC
motyw, od którego zacz~liśmy przegllłd tych podań; arcynowożytnie wyglą,da podanie 125., każą,ce św. :tucyi malować pisanki i ofiarować je zmartwychwstałemu Chrystusowi.
Do motywu o trzech Maryach (p. w. 90) nawi11izuje 40., gdzie korespondent nie mógł si~ dowiedzieć niczego od mło
dych, natomiast pewien bardzo stary człowied: opowiedział mu, co na.stopuje:
,,Jaja maluj Ił ludzie na t~ pami4tk\), że jak J. Chr. zmartwychwstał, a Marje szły i o tem opowiadały ludziom, to żydzi rzucali na nie kamieniami,
a z tych kamieni robiły si~ pisanki. Lali na nie też pomyje, z tych
pomyj robiła si~ czysta woda; dlatego w poniedziałek wielkanocny si\) oblewają/'. Nie potrzebuj~ chyba ~wracać uwagi na przeniesienie motywu o ży
dach z grupy innej. - W Korszyłówce ( I 84) jest podanie, że zwyczaj
malowania kraszanek powstał stl}d, iż swego czasu apostołowie dawali je
chrześcianom celem oznajmienia im, jako nadszedł czas Zmartwychwstania
i radości. Podobnie o pisankach, jako o pamią,tce radości z powodu tego
zdarzenia, mówią,: 36. (,,by zwi~kszyć uciech~ dziatwy, cała bowiem przyroda niejako cieszy si~ i raduje, że P. Jezus zmartwychwstał"), 153, 167,
32 (gdzie barwy pewne na jaju oznaczaj, t~ radość, której też sobie życz1,
dziel1c si\) jajem). Również symbol widzi w nich lud z 117., maluj1c pisanki dlatego, że „Chrystus wstał z grobu, jak z jaja kurczfJ". Szczególnie symbolistycznie pojmuje lud barwy pisanek, o czem niżej.
Koresp. 157, który zapisał podanie o pisankach - kamykach, wspomniane
już poprzednio, donosi tet, że w jego miejscowości obiega też inne zwi1zane z dziejami polsk.imi. Oto Tatarzy mieli raza pewnego wyrzn1ć ludzi na cmentarzu
podczas świ~t wielkanocnych, a w krwi zamaczały siv jaja, przeznaczone
na poświtcenie". Również niedawne czasy dały rzekomo powód do malowania pisanek według mniemania ludu w 48. i 54. Podania oba należ1 do
cyklu, że tak powiem - zelmanowskiego 1). Mianowicie 54. wyraźnie odnosi pocz,tek zwyczaju do czasów, ,,jak Zelmanowi dawali (je) za otwarcie
cerkwi"; w 48. zaś lud mówi: nŻeby przypodobać si\) żydom, którzy mieli
prawo nad cerkwiami, malowały dziewcztta pisanki i składały w darze ży
dom, a ci pozwalali bawić si~ im koło cerkwi".
Omawiaję,c podania o pocz,tku zwyczaju malowania pisanek, musiałem
też wł'łczyć i te, które zarazem uzasadniaj, utrzymanie siv zwyczaju tego
podziśdzień.
Pozostaje mi jeszcze przytoczyć part, które majłł właśnie
ostatni cel na oku. Zapisano je w 64, 101, 155, 190 i 196 (w ;tówczy).
PowtórzfJ głos 155. w dosłownym przekładzie: n Pisanki malujłł, bo żyj1
jeszcze 4 żydzi w Jerozolimie, którzy m~czyli J. Chrystusa, i ciłłgle żyj1
i dr~człł si~ ze zgryzoty, że żyj1, że to uczynili, i pytają, lodzi, bł1kaj,cych
si\) po Wschodzie, czy jeszcze pisz, pisanki, czy krowa rodzi krase ciel~ta,
czy liście na orzechu wołoskim jest jeszcze. Gdyby nie pisano, to oniby
„
1 J O Zelmanie prw. ,,Pisanki w Galicyi" I. s. 19 i uw. 15., H, s. 18 i uw. 21.;
niedawno poświęcił mu osobn~ monografJę F. Zych; co do mnie, trwam na swem sta
nowisku odpornem przeciw z:ikusom mologizowauia tej postaci.
-
219
umarli i zakończyli swe m~ki i byłby koniec świata ; dlatego godzi si~
a nawet koniecznie trzeba malować pisanki". W Łówczy (190) twierdzi
że jeśli zagin1 pisanki i „koladka", to bt;dzie już koniec świata (prw. 64,
gdzie to tylko od pisanek zależy). Tensam motyw musi kierować ludem
w 196., skoro powiedziano tam korespondentowi naszemu, że maluj1 jaja,
ażeby antychryst, (który przecie pozostaje w zwi1zku z końcem świata),
nie nabrał siły i nie zerwał „łanciw", które nań nałożono - zapewne
w piekle. Z 101. wprawdzie wyraźnie nie zapisano żadnego podania, ale
przytoczono zwyczaj, który opiera siQ na podaniu o zwią,zku przyczynowym
końca świata z zaniechaniem zwyczaju tego: mianowicie w Bowszowie i okolicy po obłnszczeniu hałunek rzucaj Ił skorupki na ohidne misce", ażeby
po nich nie stą,pano, albo na wode także 97., przyczem powiadają., że zapłynfł do
,,Rachmaniw" akurat na ich "Wełykdeń", który dlatego zowią, ,,rachmań
skij Wełykdeń". Nie przypominam sobie, żeby kto wyjafoił to imiQ, widocznie szczepowe; dlatego podnosz~ domysł swój, który pozwalam sobie uwaźać za pewnik, że Sl}to
Brahmanowie", owa kasta kapłańska hinduska,
która jako kwiat swego narodu mogła w ustach oddalonego ludu słowjań
skiego dać nazwQ całemu szczepowi. Jak11 drogą nazwa ta doszła do Rusi•
nów: czy przez tradycy~ ustni}, czyli też drogą, literacką, (np. za pośrednic
twem legiendy o Buddzie w przeróbce chrześciańskiej, znanej pod nazw1
,,Barlaama i Joasafa" ), w to wchodzić ani tu miejsce, ani pora.
„
„
Zresztą korospondenci nasi albo nie mogli si~ dopytać żadnych poalbo przeczą, ich istnieniu, albo powtarzają, za ludem : ,,Jak było dawniej, tak i teraz; jak robili dziadowie, tak i my". Temi słowy uzasadnia
lud swe trwanie przy zwyczaju malowania jaj w 65., a mutatis mutandis
w wielu innych miejscach, np. Il, 15, 47, 65, 185, 144, 149 (w narzeczu
podhalan: ,,Babka tak robili, to i my bedemy" ), 151, 156, 165, 170. 188,
194. Korespondent 66. donosi, że - o ile mógł wybadać ludzi na cmentarzu cerkiewnym w Dolinie w czasie świąt - ,,przypowiastki" o pisankach
Bił taki~ same, jakie sit;; zawierajlł w ustt;;pie, zamieszczonym w ruskiej czytance na naukQ dopełaiają,cą, cz. II. p. n. ,,Pysanki". Niestety nie mam
ksi1żki tej pod r~ką, , nie mog~ wi~c stwierdzić, czy podania, tam przytoczone, zgadzają, siQ z którem z podaó, omówionych wyżej.
Jakikolwiek zreszt11i był pocz11itek pisanek, zajmuj1 one w życiu ludn
dziś jeszcze niepoślednie stanowisko.
Obdarzaj11i si~ niemi nawzajem, płacą,
za usługi wyświadczone, ba nawet zdobywaj, je sobie gwałtem. Wszystko
to jednak wykazuje tyle odcieni, tyle widocznych naleciałości z zakresu
innych wierzeń i zwyczajów, że wielka kategoryzacya tego chaosu wydaje
mi si~ nieprowadzą,c11i do celu. Toteż streszcz~ materyał, który mam pod
r~ką., tylko '\V najogólniejszych zarysach.
dań,
Najcz~stsze SI} odpowiedzi tego rodzaju : ,, Dziewcz~ta dają, pisanki
parobczakom", - a daj\ jako odpłat~ za zabawe lub napitek zapustny.
Jako typową, w tym kierunku, przytocz~ odpowiedź 35. : ,, W tapusty przed
wielkim postem (,, wełyke puszczenie"), gdy parobcy w gospodzie (karczmie)
urzJłdzaj~ zabaw~, a przy muzyce przyśpiewujlł,c, ta1iczlł z dziewkami, kupuj1 pierwsi, t. j. parobcy, dziewkom piwo i przeką,ski, na jakie tylko
wiejska gospoda zdobyć si~ może; w zamian zaś za to, gdy nadejdą świ~ta
wielkanocne, obowi1zaną, jest dziewka, któr11 niegdyś parobek uraczył w goś-
-
220 -
podzie, dać temu ostatniemu 4-6 par 1) pisanek. Jeszcze pół biedy,
gdyby tylko jednemu! Tymczasem za szklankę piwa obowiązani jest obdarzyć kraszankami dwu : jednego, co trzyma szklankę piwa, i drugiego, co ją,
nibyto usuwającą się od tego ~byt delikatnego traktamenciku, doń „prytiahaje" (używa prynuki). Obowiązek ten dawania kraszanek parobkom istnieje
i jest legalny, chociażby dziewka podczas ceremonii uraczania się nie wypiła szklanki piwa, a tylko, osłoniwszy się fartuszkiem (,,zapaskoju"), delikatnie i nieśmiało piwa „pokuszała". Dodajmy, że takich szklaneczek
piwka nie od jednego i nie jednę „pokuszaje", a przyznamy, że nic dziwnego, gdy biedaczka musi 1 1/ 2 kopy i więcej hałunek przygotować". Istnienie tegosamego zwyczaju w swej okolicy stwierdza też 38., gdzie za
szklankę piwa dziewczyna daje na święta 5-1 O pisanek ( dawniej nawet
30). W 63. "obiega wersya, że chłopaki, dajlltc w zapusty napitek dziewojom, temsamem za.mawiają sobie już naprzód od nich pisanki". W 91. zabawa zapustna i picie piwa, zapłaconego przez parobków, odbywa się nie
w karczmie, jeno w jakiejś chacie, do której się młódź schodzi. Za piwo
zapustowe odpłacaj\ się pisankami też w 184-., za piwo i gorzałkę w 98.,
tylko o gorzałce „na puszczyni" mówi 79. Odpowiedzi 20. i 46. (co do
wsi ruskich) tak są wystylizowane, że możnaby z nich domyślać się, iż
w odpowiednich miejscowościach dziewczę obdarza kawalera. pisankami, by
zniewolić go dopiero do odwzajemnienia się podarkiem lub poczęstunkiem.
Domysł ten potwierdzajlł: odp. 173., gdzie parobcy za pisank~ wielkanocne
odpłacają się "fundowaniem" piwa na Ziei. św. na odpuście w Barbarze"
(miejscu odpustowem pod Strzałkowicami), - 188., gdzie parobcy obdarzeni kupują za to dziewuchom na prażnik Uspenja" jabłek, i 180., o której niżej. Dziwne przesuni~cie czasu obdarowywania fundatorów zapnstowych
pisankami nastąpiło w Gniew czynie ( 126 ), gdzie dziewczęta rozdają pisanki
dopiero w Zielone Święta.
Nie za napitek, lecz za hulankę i tany w zapusty odpłacają się
w paru okolicach. Tu znów przytoczę jako charakterystyczni} odp. 154:
„W zapusty w czasie wesel lub zabaw „na ostatki" dziewczyna chce się
wytańczyć ; młodzian, upatrzywszy sobie jednę lub dwie, spragnione tau.cu,
tymże wyłącznie ofjaruje swoję r~kę i nogi.
Za· to wytańczenie posyła mu
dziewczyna p o W i e I k i ej n o cy przez starszą jaką, kobiet~ 1 / 2 do 1 kopy
pisanek w chustce. Młodzialł chustkę i jaja zatrzymuje, a z szarmanteryi
kupuje jej i odsyła wstążkt wartości 1-2 zł. wedle możności swojej. Ten
zwyczaj egzystuje jeszcze, ale i on ginie, bo gin:i, tańce zapustne i mało
jest na podzielonych gruntach dziewcząt, któreby były w stanie kopę pisanek posyłać". Mniej wymagającymi są parobcy w 156., gdzie za wytań
czenie w puszczenie" dajlł im dziewuchy po 3 pisanki w święta. Nie podaj\
ilości pisanek: 102, 125, 159 i 172.
W 102. dziewczyna, obdarowując
swych taneczników z „puszczenia" pisankami w poniedziałek lub wtorek
wielkanocny, odpowiada tym, którzy nie zasłu:.i'yli sit im w ten sposób,
a żądają pisanek: ,,Ne krutyła sia dymka w tanci, ne wziała sia farba
jajcia 2). W 125. pisanki stanowią, odpłatę jużto za hulankę, jużto za
„
„
„
1) W Potyliczu (186.) również parami zawsze malują pisanki i parami darowują
parobkom; jeżeli pisanka nieparzysta, albo brzydko namalowana, parobek rzuca nią za
dającą.
2) Prw. przysłowie: ,,Ne krutyła sia (hulała) spidnyczka (diwczynoczka), ne
sia pysanoczka" (Pisanki w Galicji I, str, 17).
wkrasyła
-
221 -
traktament; w 172. nadto prócz taneczników dostają je muzykanci za swą,
gr~ w zapusty. Podobnie, jak wyżej podałem wypadki, gdzie dziewczęta
dają, pisanki, że tak powiem p r a en u m er a n do, taksamo w 180. czynią,
by zapewnić sobie taneczników "przy rozmaitych okazjach". Mniej cierpliwości, a więcej praktyczności okazujlłi dziewczęta w 14., bo gdy w niedzielę wielkanocną. dająi parobkom na cmentarzu koło cerkwi pisanki, do•
staj{J, w zamian nieraz kilkadziesiąt centów, jeżeli pisanki ładne, no i ofjarują,ca ładna, a co ważniejsza bogata, -- nadto zaś chłopcy puszczają się
z nimi zaraz w tany. R')lę zapłaty względnie okupu odgrywajlłi pisanki
w szeregu miejscowości, w których obdzielanie nimi parobków odbywa się
w tzw. oblewany poniedziałek. Mianowicie stosownie do tego, czy uważają,
oblanie wodą w dniu tym za coś nieprzyjemnego, sromotnego, czyteż coś
zaszczytnego, pochlebnego, - (de gustibus non est disputandum) - daj Ił
dziewcz~ta parobkom pisanki przed śmigusem, by go uniknąć, lub po nim.
Okupem w tym razie Blłi pisanki w 2., gdzie parobcy oblewają, te dziew •
częta, które nie wykupią, się jajami, taksamo w 67., (w pow. drohobyckim
i żydaczowskim 69), 85 - 6, 99, 177 (?), w Eówczy 190). Tu należy
63., gdzie wprawdzie poniedziałek oblewany ustą,pił swych praw wtorkowi
wielkanocnemu, jednak zwyczaj śmigusa, przed którym dziewczęta uciekają,
znajduje uzasadnienie w starych dziejach", wspomiuają,cych, ,, iż chrześcj anie w Jerozolimie gromadzili się kupkami na rynku i ulicach, rozmawiajqc
o Zmartwychwstaniu, a żydzi oblewali ich wodą, aby ich rozpędzić". W 5 6.
I 67. parobcy wydzierają, dziewczęciu pisanki gwałtem, jeżeli si~ nie okupi
przed oblaniem. Przeciwnie zapłatę za śmigus stanowi11i pisanki w 14,
47-8 i 84; ostatnia odpowiedź rozszerza jednak ten zwyczaj na ogół
ludności, bo tam każdy bez różnicy płci i wieku nagradza oblewającego
1 lub· 2 pisankami, względnie ałunkami. Niejasno wyraża się 66. : "Zabawy z pisankami są, w dniu śmigusa takie, że dziewcz~ta mieniaj1 je
z parobkami;" podobnie 103.
Często cel podarku, czynionego z pisanek przez dziewkę parobkowi,
na pozór niewidoczny, niemal żaden, co daje pole do różnych tłumaczeć,
doszukiwania się przyczyny tego wyszczególnienia i otwiera furtkę symbolizmowi. Tak np. 73. donosi, ie dziewcz~ta z •pisankami idą na święta
koło cerkwi i dają 2 -3 pisanek stojącym w furtce parobkom, z którymi
sympatyzują. W ten sposób pisanka urasta do godności dziewosłęba, jak
się dowcipnie wyraził jeden z naszych korespondentów, tak w: 27, 73,
97, 107-8, 110, 116, 127, 135, 156 (w niedz. przewod.), 162-4, rn7,
168 (w Potyliczu w niedz. przewod.) i 199, gdzie to wprost powiedziano,
jak zapewne i w innych razach, gdzie korespondenci zadowolają, się ogólnikiem: ,,Dziewcz~ta dają pisanki parobkom" (19, 2L-3, 40, 74---5, 82,
95 na WielkaD.oc albo „na przewody", 115, 122, 136, 139. 158, 160,
165, 174, l 86 w poniedziałek wielkanocny i w niedz. przewodnią,). Że tu
poza niewinnym na pozór podarkiem tkwi myśl głębsza, wskazuje odp. 173.
Tam mianowicie parobcy nigdy nie zjadają pisanek, ,,bo w nich znajdują
się czary, które im dziewczęta zadają w celu żeniaczki lub zemsty".
Może
też obawa tych czarów jest powodem, że nieraz parobcy dają, dzieciom pi_
sanki, otrzymane od dziewuch (np. 95, 112, 144 i 175). Zresztą sami
chłopcy dają, dowód, że rozumiejlł ukryty cel podarku, skoro w 173. otrzy mawszy pisanki od dziewczyny niecierpianej, rzucają, ' jaje o ziemię lub do
„
-
222 -
wody, a w 117, 166, 168 i 197 za pisankę odwzajemniaj, się pisanką, naturalnie tylko tym dziewczętom, które im si~ podobajfł.
Jeśli się zgodzimy
na takie pojmowanie celu dawania pisanek parobzrorumienie użycia przemocy ze strony tychże tam, gdzie
dziewczęta nie chcą, dać pisanek dobrowolnie, nie przedstawi chyba trud·
nośei.
W tych razach bowiem parobek odsłania pierwszy swe zapędy miłofoe: siłą,, z jaką, niegdyś jego pra-pra-praszczur zdobywał sobie żonę ,
stara sie zaimponować dziewczęciu i według starej, a dotychczas skutecznej
recepty pozyskać jej serce i ręki;. Tak rozumiem np. odpowiedź 15., która
brzmi: ,, Przez wszystkie 3 dni świą,t wielkanocnych zbiera się ludność tutejsza na cmentarzu i tam przynosz11 dziewcz~ta z sobą, pisanki. Zabawa
polega głównie na ogl4danin rysunków i dziewczęta dbajlł o to, by każdej
pisank~ chwalono więcej od pisanki drogiej dziewczyny. Pisankami obdarowują, parobków według sympatyi.
Każdy z parobków stara si,;, o to, aby
zabrać większą, ilość pisanek od drugiego, toż nieraz zdarzają, si~ wypadki,
że wydzierają, je dziewczętom gwałtem, przyczem zdarzają, si,;, nieraz wypadki niebardzo przyjemne, jeżeli np. pisanka była surową," 1). Podobnie
wyraża się 165.: ,,Gdy dziewczę idzie do kościoła, albo wychodzi z kościoła,
parobcy biorą, jl}, jeden pod jedno rami~, drugi pod drugie, i proszą, sło
wami : Pachnusiu, Pachnusiu, podarujte pysanku ! i prowadz11 j11 za furtkę
koło cerkwi na cmentarzu". Rozumie się, że opornej zabierają, pisank~
gwałtem, taksamo jak w 55, 64, 68, 134, 137, 168, 174.
Tylko o wydzieraniu pisanek przemocą, mówił}: 34, 54, 56 (w 2. i 3, dzień świą,t),
71, 100, 107, 125, 133, 136, lH (podczas hahułek), 153, 161, 163-4,
175 (w 1. dzień przed nieszporami podczas babulek), 178, 186, 195 (na
cmentarzu w święta) i 199 (tu parobek uważa sobie za zaszczyt odebranie
pięknej dziewczynie pisanki w całości).
Wcale szorstkie formy wykazuje
zwyczaj ten w 154., gdzie parobczak, spotkawszy dziewczyn~ w okresie od
Wielkiejnocy do Ziel. Świflt, przeszukuje jfł i przetrzą,sa zwykle gwałtem
„po kieszeniach i nie po kieszeniach", szukają,c pisanek. Wybryki takie
powoduj1 t~pienie zwyczaju pisankowego, jako niemoralnego, ze strony duszpasterzy i rodziców i stą,d si~ tłumaczy, że w 179, gdzie dawniej parobcy
odbierali pisanki młodym m~żatkom, spotkanym na drodze do matki z „paschą,", zwyczaj rzeczony podupadł.
Łagodniej natomiast wy3tępuje ten rabunek w 99., gdzie parobcy w 2. i 3. dniu świ11it odprowadzaj, dziewczęta
„przed i po odprawie" i wypraszaj11 sobie u nich pisanki, w 111 , gdzie
w 2. dzień świą,t chodzi} w tym celu po domach, w których niebrak dziewczą,t, lub czatują, na przechodz11c, dziewczynę i upominają, się o 1 choćby
pisankę , w 127 ., gdzie dziewcz\;ta po to pisz, pisanki, by chłopcy
kom
nieżonatym,
1) Wypadki te nieprzyjemne, polegające na rozduszeniu surowej pisanki, którą
dziewucha ukrywa za pazuchą , mają zresztą także swoje znaczenie i - wątpię - czy
dziewusze wydają się tak nieprzyjenmemi, jak szan. korespondentowi. Wszak inny
korespondent ( 125.) wyraźnie świadczy, że dziewczęta w niedzielę popołudniu i wieczorem noszą pisanki za pazuchą, by parobcy dobijali się o nie, bo dziewczyna zyskuje
przez to na wziętości, a w 133. dziewczyna pozwala się schwytać, przeszukać i pozba•
wić pisanek, bo ,,ma nadzieję, że ten się z nią ożeni, który zabrał pisanki''.
223 przychodzili do domu, oraz w 151., gdzie parobcy wykradaj, dziewczfJtom
pisanki schowane 1).
To chodzenie po domach wydaje mi si~ wdarciem si~ w przywileje
wieka dziecięcego; przypomina bowiem "kukuce" i „perepiczki" z Brustur,
o których mówiłem w II. sprawozdaniu swem za r. 1893 (Pisanki w Galicyi II, str. 15), a nawet koresp. 161. wyraźnie zastrzega to prawo małym chłopcom, którzy chodzą, ,,chrystowaty" i dostają, po domach pisank~
albo "sływku". Pole bowiem zabawy dla dorosłej młodzi w dni świą,teczne
stanowi plac, okalają.cy cerkiew (kościół), zwykle będ,cy starym zwyczajem-cmentarzem. Tu się odbywa to, com opisał wyżej, często w pol,czeniu z zabawą, ,,hab u ł e k ", choć w materyale naszym zaledwie parę razy nazwano rzecz tę po
imieniu 2) natura.lnie w kilku formach narzeczowych (36. jahiłki, 37. baułki,
41. haiłki, 144. bałahuwki, 167. hahiwki, 175. hahiłki, 182. hałajowka);
nazwa, podana przez 79. ,,rnahiwki" jest zapewne zlewem dwu wyrazów:
,,hahiwka" i "majiwka ". Zabaw~ tę opisuje 182. tymi wyrazy: n W wielką,
niedzielę po sumie i po posiłku domowym gromadzi się młodzież wiejska
na placu, okalaj11icym cerkiew, gdzie dziewcz~ta sposobem mniej lob więcej
etykietalnym proszone bywają. przez chłopców o obdarzenie ich pisankami te si~ drożą, i tak zabawa toczy się do zmroku. Tosamo powtarza sifJ
przez drugi i trzeci dzień świą,t z towarzyszeniem cią,głem dzwonienia na
dzwonicy". W 37. dziewczfJta śpiewają, przytem pieśń o Zalmanie, w innych
miejscowościach łą,cz11 si~ z tem inne zabawy, nieraz zdeje się - arcydawne. Do takich archaicznych zaliczam zabaw~, opisaną, w 36. w sposób
następujfłCY:
,,Dawniej robiono w kraszankach otwór w 2 miejscach, przez
te otwory przewlekano sznurek, a kilka takich sznurków z nawleczonymi
kraszankami, jeden pod drugim, stanowiły kilka sznurów ogromnych korali,
które zawieszano, - jak to i dziś jeszcze nazywają,, - dziadowi (did)
pod szyj,. Dziś u nas taki d1'.d nie ma korali, jeno zamaskowany z ogromlllł czapk4, strasznymi zębami z kory, z rozczochranymi włosami z prz~dziwa, podpasany przewróslem, ugania z długim batem, podobnym raczej
do cepa, podczas tzw. jahiłki i prosi na klęczkach ochrypłym głosem, (by
go . nie poznano, - również nikomu z tych, co go przebierają,, niewolna
wyjawić, kto on jest), przechodniów o wsparcie, które otrzymaw1zy, składa
ręce, całuje i dzi~kuje, jak tylko może, przeprowadza. przechodnia, odpfJdzają,c przytem batem dziatwiJ, by nie cisnęła si~ do jego dobrodzieja i nie
przeszicadzała mu w przechodzie.
W razie zaś, gdy mu przechodzień odmówi wsparcia, zmienia did korn11 postaw~, grozi batem i gotów nim poczęstować" 1). W 175. bawi11 się przy wykrzykiwaniu „hahiłki" także w "oboroha" i i,husej". Najczęściej jednak spotyka się, jak w 167., grv, polegają,cą, na bici u p is a n ki o pi s a n k ~ , przyczem ten, kto końcem
ostrzejszym pisanki swojej stłucze pisankę przeciwnika, wygrywa jl}, lub
nawet cały zasób pisanek przegrywają,cego. Nie obywa si~ przytem bez podst~pów; mianowicie używają, nieraz jaj pantarczych, lub pisanek, wypełnio1) Nie wiem, co począć z odp, 35, 58, 86, 179, 181, 196, które mówią o wzajemnym odbieraniu sobie pisanek, względnie mienianiu się niemi, nie określając bliż.ej ~ni
wieku, ani płci osób.
2') Niejeden z wyżej podanych przypadków wydzierania pisanek odbywa się za•
pewne podczas „hahułek", choć korespondenci nie mówią o tern.
1) Nie tu miejsce wykazywać na innostronne zjawiska równoległe; zwrócę tyl~o
uwagf na konika źwierzynieckiego i słowack::\ ,,jizda kralów'',
-
224: -
nych smoli}, by zagarną,ć plon jak największy. Gr~ tę znają, w: 13, 16, 40
(w Rybnie), 56, 63, 69 (Barycz), 81, 90-1, (przed 20 laty też w 113),
115 (w pow. śaiatyńskim), 116 (w Kutach i okol.), 125 (w Dembnie 1, urn,
141, 162, 167, 169, 187-8 i 196 (koło Kut). Zwykle nazywa się to:
czokanie (40) lub cokanie (69), cokanki (196), cokaty sia (69, 1 lG), wzglę
dnie z przestawką, - kocanie (113, 115), kocaty sia (13);· 187. nazywa
grę tę „towkacz", a 188. czynność samą, ,, tow katy", czemu odpowiada polskie „tłuczenie" (169). W Dembnie zapraszają się do niej wyrazami: ,,Kumajmy się ! ", a w 56.: ,, \Vybywajmo sia, czyja mocnijsza". Taksamo 90.
i 91. mówią, o tem „wybywaty sia", 63. o „biciu", a 16. nazywa gr~ tę
gra nna wybitki"'. Szumnie brzmi jej nazwa w 141. : ,, Wojna pisanek".
Co do udziału w grze tej, to nie ogranicza jej ani płeć, ani wiek, jedynie
siła faktów wyklucza z niej starszych ludzi, zobojętniałych na podobne
drobnostki.
Inn11 zabawę, kończącą, się też często rozbiciem pisanki, a temsam~m
klęski} tego, który winien jest rozbiciu, stanowi gra, nazwana przez koresp.
11. burdq,. Oto „na kilka kroków rzuca jeden do drugiego pisanką, jak
gałką,; jeżeli złapie, to zostaje jego, jeżeli nie i jajko się stłucze, to musi
dać całą, pisankę". W 88. bawią się taksamo w dYtójkę i to dzieci, ale
trzeba 10 razy złapać pisankę, by ją, zdobyć sobie; w 176. chłopcy „chopkają," tzn. podrzucajł} pisanki i łapią w ręce, dzh:iwczęta na rodołek.
Nie
można os,dzić, czy szereg odpowiedzi (1, 8, 19, 40, 55 1), 65, 73, 76, 78,
96, 104, 124, 153, 169, 184, 189, 199), w których mowa o podrzucaniu
jajka do góry i łapaniu bez bliższych szczegółów, ma na myśli też „burdęi",
czy tylko nic nieznaczą,cą, igraszkę diiecinną, naśladownictwo nieudałe tego,
co czynią, z lepszem powodzeniem parobcy. Mianowicie w niektórych miejscowościach (15, 34, 68, 70, 153, 179) przerzucają, parobcy pisanki przez
dach cerkwi, względnie kościoła, a w 179. także przez strzechę chaty.
:lireszt4 istniej11i różne inne gry, przy których pisanki wchodzą, w rachublil,
jak np. gra w karty o pisanki (11), zakłady o nie (99), wyścigi (126 na
Dudach przeworskich, w Gniewczynie) ; w 135. bawi11i się w ·ten sposób, że
dziewczę pokazując pisankę, woła : ,, Pysanka, pysanka !" i .ucieka, a aciekaj,c podaje jaja innej dziewczynie i młody parobczak musi zgadywać, gdzie
się pisanka znajduje, jeżeli chce ją, zdobyć. Jakiego rodzaju SI} zabawy
w 3, 9, 77, 110, 128, 135- 6, 142, 148, 157, 182, 186 - przeważnie
dziecięce, nie można orzec z powodu lakonicznych odpowiedzi.
Zresztą pojmowanie pisanek jako podarków wielkanocnych, które widnieje ze zwyczajów, opisanych już wyżej, jest u ludu bardzo powszechne.
W 15. przybiera ono tak szerokie rozmiary, że tam w czasie od świ4t
wnocnych aż do niedzieli przewodniej dodają do każdego podarunku kilka
pisanek. I indziej obdarzajlł się niemi przy różnych sposobnościach, n. p.
w 41. przy hahałkach, w 71. po nieszporach w dzieu .'Zmartwychwstania.
Na Podhalu ( 149.) dzielą silił pil!lankami w ten sposób, żt starsi, tz. rodzice
i dziadkowie, dostają po calem jaju, słudzy i dzieci po pół, a u nhrnbsich"
(bogatszych) gazdów dostają wszyscy po 2, luli przynajmniej po 1 1/,! jaja
Także o ubogich nie zapominają, przy rozdawnictwie pisauek, jak o tern
1
) Tu rzucają pisanki na łąkę, zwaną llołotce, niedaleko cerkwi i dzieci łapią je.
W 73. również odbywa się to na łące.
-
225 --
wyraźnie wspominają, 19, 36, 117, co mofo niekoniecznie wsz~dzie wynika
z 1r iłosierdzia chrześcjauskiego, ale może jest nieświadomlji reminiscencyl}
z czasów panowania zwyczajo „dida", o którym była mowa wyżej. Przedewszystkiem jednak pisanki dostają, si'i} dzieciom w darze od starszych, a t'l
nietyle od rodziców, ile od matek chrzestnych (n. p. 82, 97, 115, 142)
i innych krewnych, od osób cudzych, przybywaj11cych w gościnę do domu
ich rodziców (np. 101, 134, 156), lub od parobczaków, którzy je znowu
otrzymuj I} od dziewcząt (p. w. o tem ). Wyliczać wszystkich odpowiedzi,
w których mowa o pisankach, jako o podarkach, nie będę, bo od tej zasady
nieliczne· chyba wyilłtki. Wspomnij} tylko te wypadki, gdzie dar ten dotyczy kościoła, wzgl~dnie osób, w nim zajętych.
I tak do cerkwi ofiarują, na Rusi pisanki przy „mirowanin" dla księ
dza w 19, 115, 158. W 199. w niedzielę przowodnią, kładlł na tacy przy
„mirowaniu" pisankę zamiast krejcara, w tensam dzień w 152. dziewcz'i}ta
przynoszlł pisanki do cerkwi dla księdza, a w 179. dziewcz'i}ta i młode kobiety kładq, je na tacy na „artos·'; w 156. dziewczęta czyniq, to w którymkolwiek z 3 dni świ11itecznych podczas nieszporów na „parastasy:', a w 1 96.
na nie i na ,,służb'i}". Także dla służby kościelnej przeznaczajlł je w 15.
Więcej znaczenie okrasy majl} pisanki w 36. (gdzie je przechowuj1 w cerkwi przez rok, a dawniej zatknięte na gałljizce „ternyny" w wazoniku umieszczano na ,,prestołi" zamiast kwiatów sztucznych) i w 195., gdzie niemi
kraszl} ,,knyszi", niesione w sobotę i niedzielę przewodnil} do cerkwi.
Natomiast głębokiej starożytności sięgać musi zwyczaj, który dziś
wprawdzie wyglą,da na opłatę za modły księdza na grobach zmarłych, ale
·zbyt przypomina ,,Dziady'', by go można od nich oddzielać. O zwyczaju
tym korespondent 36 , nieskąpią,cy swych uwag nad wierzeniami, z któremi
lud łlłczy pisanki, pisze, co następuje: 11 Niemało pisanek dostaje się na
cmentarz, gdzie duszpasterz odprawia na grobach za dusze zmarłych par ast as y. Dzieje się to w poniedziałek wielkanocny. Jut od rana widać
pełne kobiałki, zdlJifające w stronę wiecznego spoczynku.
W ręku znów
innych wiernych widać napełnione chlebem i jajami (pisankami) chustki,
niesione nader ostrożnie z wielk'ł pomn, a równocześnie z wyrazem jakiejś
niezwykłej rezygnacyi i pobożności, również w to zaciszne astronie, które
w tym czasie roi się i pstrzy zbyt jaskrawemi barwami. Na grobach bowiem
pełno chleba i kraszanek, rzadziej zamiast tych ostatnich białe jaja.
Kto
chce, by za duszę jego krewnego odprawiono par as ta s , musi zaopatrzyć
się w trzy bochenki chleba, 6 kraszanek i 45 et, z tem wszystkiem podą,żyć na cmentarz i tam je ustawić na grobie.
Pisanki, po oddzieleniu
jednej z każdej grupy dla djaka, a jednej dla pał am ar a (kościelnego,
co świecy zapala i gasi, węgle potrzebne do kadzenia przynosi i dmąc na nie
rozżarza je), zebrano w worki wędrują na furach z chlebem na plebanję,
skfłd pragnący je mieć, mogił otrzymać, dając w zamian jaja surowe i to
pod dość korzystnymi warunkami: trzy bowiem kraszanki za dwa jaja surowe. Powodem tej niskiej wartości kraszanek jest zapewne wielka ich ilość,
bo przypuśćmy, że parastasów odprawi się tylko 150, wi~c, gdyby dawano
tylko po 5 pisanek, to już powstanie suma 7 50". Zanim przejdę do omówieniu, co robilł z pisankami po świętach, parę
słów o przesądaclJ, sporadycznie zauważonych, a związanych z pisankami
i świ~tami wielkanocnemi. Oto np. 36. donosi, że dawniej w tamtejszej
miejscowości „ brano gał\zkę cierniową, (ternyny) i na jej kolce zakładano
-
226 -
kraszanki. Tak przystrojon11 gał,zkt wtykano nastt;pnie w jakiś rodzaj pieczywa, np. pask4il lub bab~, a na wierzchu na tej gałą,zce stawiano pieczonego gołtbia, ubranego w pozłótk~ (pozołoczenoho). Taki gołąb na gał11zce
z kraszankami służył do upiQkszenia świ11tecznego i paradował zwykle
z wielklł pompfł na cmentarzu cerkiewnym przy poświ~caniu". W 19. po
ugotowaniu jaj myją si4il wszyscy w domu t11 wod11, w której je warzono,
a to twarz, rtce i nogi, ażeby im nie „pękały". W 85. dziewczt;ta i parobcy nalewaj11 na Wielkanoc wody w miskę, rzucają, w nią czerwone hałunki i „bałaban" (tj. dawniejszy czwórak miedziany) i myj~ sit w tej wodzie, ażeby być rumianymi ; paralela tego zwyczaju z myciem sifJ w wodzie
na Trzech Króli widoczna.
Przypisuj11 też bą,dźto jaju wielkanocnemu, bfłdźteż skorupce jego różne
skutki, przeważnie dobroczynne, rzadziej zgubne. Prima caritas ab ego!
A wite w 27. zakopują, skorupki z malowanek na grzą,dkach w tem przekonaniu, że z nich wyrasta marzanna wonna, lekarstwo przeciw kolkom;
w 130. wierz11, że z łupin wyrzuconych wyrasta ziele „maruna", a WifJC
obracają, si~ w tym samym zakreisie wierzeń, co w 27.
Natomiast w 149.
każdy z domowników oddaje gospodyni czą,stkt jajka świtconego, które
otrzymał od niej, a gaździna daje ją, bydełku swemu, mówią,c: ,,Nacies-i wy,
moje kro wecki, jałówecki, tego swienconego jajecka na zdrowie, na SC4ilSCie!"
Do kurczą,t mówi: ,,A wy, cipusie, niescie jajecki !" Taksamo w 196. niektórzy trą, łupy i dają, je ze straw11 bydłu (,, marżyni" ), podczas gdy inni
wyrzucają, łupy.
Także powodzenie bydła mają, na celu tam, gdzie jak
w 179. - pastuchy noszą, z sobą, pisanki na pole, lub - jak w miejscowościach polskich pow. brzozowskiego (4-6). -- obdzielaj11 jajami pastuchów, •
Ptdz11cych pierwszy raz z wiosną, bydło w pole. W 85. kto chce mieć czarne
jagnitta, daje owczarzowi na Wnoc czarne hałunki, kto białe, daje mu
zwykłe jaje gotowane.
175. oświadcza wprost, że maluję. pisanki w tym
celu, ażeby bydełko chowało sit pięknie. W 151. racz11 kury pisankami, ale
dopiero po 2 tygodniach, w razie gdy pisanka si~ zepsuje; niezepsut1 bowiem spożywaj1 sami. Natomiast baczą, (np. 130) bardzo, by kura nie spożyła łupiny pisankowej , gdyż toby poci1gn~ło z~ sob1 pypeć dla niej
(,,piejaty"). W 109. maj11 na oku bujny plon pszenicy, gdyż wynoszą, stare
pisanki na pele i składają, w niej, aby takie ziarnka urosły. W 60. skorupki przechowujłł do Ziel. Świą,t, a potem rozrzucaj, mi~dzy grz~dy warzyw, aby tym sposobem zabezpieczyć je przed robactwem. W 149. zagrzebywanie ich w ogródku ma na celu odpędzenie myszy i kretów. Przeciw drugim broni1 si~ w 93. zakopywaniem w stodole na toku kości z mi~siwa świtconego, gdzie nadto jedniJ kość zawsze rzucają, do studni, lub
wogóle jakiejś wody (- zdaje mi się, że to resztka tradycyi o „Rachmanacb" ), a skorupki wynoszą, do sadu i tam kład11 szczególnie pod drzewkami świeżo zaszczepionemi. O wyrzucaniu skorupek na grz1dkt , bez
podania jednak motywów, mówi też 8. W 19. wyrzucają, skorupy na rozsad~, aby jej kury nie psuły grzebaniem, a nadto wylewają, na nią, wod~,
poiostałą, z pisanek, w której się myli poprzednio, aby uchronić rozsadę od
.,,muszki". I wróżby łłlCZlł z pisankami. Tak np. w 93., gdzie przechowuj11
je tylko do niedzieli przewodniej, coś wróżą, z nich na rok nast~pny. W 173.
wróż'ł o rychłem zamą,żpójściu dziewczęcia, kraszą,cego jaje ; mianowicie je•
żeli mu sit; pisanka nie uda,
to znaczy barwik si~ jej nie czepi, dziewczyna wyjdzie za Wfłż w tym jeszcze roku, natomiast nie wyjdzie, jeżeli pi-
-
227 -
się ładnie.
W 182. przeciwnie rój parobczaków, otaczajl}cych
w święta i dopraszających się o pisanki, które naturalnie musz,
być ładne, jest dla niej prognostykiem prędkiego pójścia zam4ż.
sanka uda
dziewczynę
Zabobony ł'lCZlli się z samem pisaniem jaj w 196., gdzie podczas tej
w chacie nie może się znajdować „dubyło·• (garbnik), niemożna
wspominać o zmarłych, nie może jej sprawować kobieta
w czasi periody",
bo kraska nie chwyci się dobrze; starannie też tam nakrywajfi jaja przy
pisaniu, aby uroki z oczu nie zaszkodziły krasce. W 15. natomiast panuje
przes1d, że aby pisanki dobrze się udały, należy je wrzucać do kraski w w.
czwartek, w chwili, gdy dzwonifi na wieczorne nabożeństwo (Strast'), a dobywać w w. sobotę, gdy zadzwoni11i na rezurekcyę.
czynności
„
W kwestyonaryoszu naszym pytaliśmy dalej: ,,Jak długo przechowuj1
pisanki, lub tylko same z nieb skorupki malowane i co z niemi robi1 ?"
Niestety szan. korespondenci nie odróżnili po największej części w swych odpowiedziach tych dwu możliwości, mianowicie: czy przechowuj11i całe pisanki,
czyteż tylko skorupki, że już pominę niedokładności co do czasu przechowania 1). Toteż w tym kierunku przedstawienie poniższe musi szwankować.
Najkrócej przechowuj, tam, gdzie w cil}gu świ'lt zjadaj!} pisanki ; wypadek to najczętszy, więc obejdzie się bez zestawień cyfrowych. Po tym
terminie idzie niedziela przewodnia w: 1- 2, 32, 37, 54, 66, 71, 77, 84,
87-8, 90, 93 (tylko jedna), 98, 108, 114, 116-7, 139, 153, 158 (gatowane), 161, 178. 182, 186, 189, 190 (Huta st.), 199. Najdłużej 2 tygodnie w: 104, 11>1, 176, 184. Do św. Jerzego, względnie św. Mikołaja
rusk. w 190, do Wniebowstąpienia 13, 47, 56, 68, 91, (128), 156, 160,
166-7. Bardzo cztsto przechowuj I} pisanki do Zielonych Świfłt, bo w : 15,
55, 60, 62, 73-4, 97, 110, 113, 128, 133--5, 137-8, 148, 155, 169,
177, 188. O przechowywaniu ich przez rok cały mówi11: 70, 84-6, 97,
99, 107, 109, 147, 178 i najczęściej te także, które mówi'ł o przechowywaniu skorup pisankowycb. Być na.wet może, że i przytoczone codopiero
odpowiedzi dotycz!} skorup, pozostałych po wypróżnieniu wnętrza, zwłaszcza
te nigdzie nie znajduję uwagi, którl} podaje 117., iż przechowujl} tylko parę
pisanek, zasuszonych w piecu, i że w przeważnej cz,;ści tych odpowiedzi
rozchodzi siv o zachowanie „ na piski", a więc skorupy.
Skorup utywają przedewszystkiem jako okrasy w izbie. A więc układaj1 je na
oknie (3, 90), wieszaj'ł „na hradach" i w k'łcie nad łóżkiem (71), ozdabiaj'ł niemi
nswołok" od jednej ściany do drugiej ( 12, 163 ), a jut najczęściej obrazy
świ~tych.
W tym wypadku nieraz dorabiaj'l pisance skrzydełka z papieru
barwnego i główkę ptasi1 z wosku, czyli robi'ł gołębia (19. gołtbie, 3. hołubczyki, 11. hołubci, 49. hołubi, 89. holubcia, bez nazwy 88. i 118). Zwykle zaś wydr'lżone pisanki nizaj1 na sznurki i okalajl} takim wieńcem barwnym rzeczone obrazy, lub na.sadzaj, na patyczki i gwoździ dokoła nich, nito
orzechy. Tak bywa w: 12, 13 (tylko piękniejsze), 15, 20, 22-3, 36, 48,
66, 63, 69, 70 (Ułiczno i Popiele), 76--86, 95-8, 104 (b. rzadko), 105,
1) Takimi ogólnikami, jak „długi czas", ,,miesil}C i więcej'' itd., operują np. koresp. S, 41, 63 1 103, 162, 181 (tu twierdzą, że pisanki, pisane w w. tygodniu, przet1wają rok cały) i inni. Lepiej nic nie pisać. niż używać takich ogólnik6wt
-
228 -
107 1), 108, 114-6, 118, 124--5, 137, 139, 157-8, (159 dawniej),
163-4, 167-8, 172, 175, 185-6, (188), 189, 195-6, 199. Motywem
p, zechowywania skorupek aż do roku następnego bywa często chęć zachowania niezwykłego wzorca na pisank~ , co korespondenci podnosz1 nieraz.
W inne motywy jak np. przechowywanie pisanki, jako drogiego daru od
ukochanej itp, nie wchodzę. Poniewat. jaje jest święconem, przeto i skorupki nie godzi si~ narażać na profana.cy~. ,Jeżeli więc . gdzie nie przechowuj11 pisanek, to starają. sii;i zniszczyć skorupki w sposób, który w wielu
religjach służy do tegosamego celu: palą. Tak np. w 50. czynią to z tem
uzasadnieniem, że Sił one świi;icone, w 52. podobnie, bez motywów w 193;
w 15. zadowalają. si~ tem, że skorupki pozostają, na cmentarzu, gdzie sii;i
bawi4 pisankami, a wi~c na miejscu poświi;iconem. Czy rzucanie ich na
strzech~ (54, 57) nast~puje z tejsamej chęci ochrony ich przed profanacyą,,
czyteż pozostaje w zwią,zku z ciskaniem pisanek ponad dach cerkwi (p. w.),
nie umiem rozstrzygnqć.
Najmniej zadowoli ma.teryał nasz badacza, któryby chciał zeń zaczerpną.ć danych o tradycyjności pewnych barw na pisankach, o łą,czności pewnych kombinacyi z pewnymi wzorcami, o zwi4zku ich z całą kolorystyką.
i symboliką. ludową,, o pobudkach psychicznych używania tej, a nie innej
barwy. Kilku zaledwie korespondentów zdobyło się na obszerniejsze enuucyacye. Przytoczi;i je, jako przykład, godny naśladowania. Oto pisze 32.:
„Słyszałem następujące opowiadanie : barwa fioletowa lub niebieska oznacza
żałobi;i wielkopostną,, te barwy, umieszczone na jajku wielkanocuem, oznaczają
koniec żałoby, a obok nich barwy żółte, czerwone, zielone, różowe, bladoróżowe oznaczają. radość ze zmartwychwstania Chrystusa Pana. Barwa
pisanek nie jest wii;ic przypadkowa, O\\szem środkowy pas jaja jest zwykle
przez pół niebieski, a przez pół fjoletowy, obie zaś strony obok środkowego
pasa s1 wesolemi barwami pomalowane". Symbolistycznie tłumaczą barw~
czerwoną. w 63., gdzie twier'1z1, ,,że to pamią,tka czerwonej krwi Chrystusa" taksamo w 80. Indziej' lud powtarza znane swe zdanie o czerwonej barwie:
,,Co czerwone, to fajne" (68., podobnie 1.), lub „Szczo czerwone, to krasne"
(134) i tern uzasadnia zamiłowanie w czerwonych pisankach. Ciekawe spostrzeżenie czyni 163. : ,, Tutaj zwykle bywają pisanki żółte i czerwone, bo
tutejsi mieszkańcy, szczególnie kobiety, noszą, i chustki tych barw, -- w Karowie czerwone, jak burak i czarne marmurowo, bo tam też tak kobiety
si~ nosz11, a także męszczyźni chustki takie noszą pod szyją,". Podobnie
koresp. 13. zwraca uwagę na stosunek barwy pisanek do barw, używanych
zresztlł przez lud miejscowy, mianowicie na pisankach uważają, za najpi~kniejsz11-czerwonf.ł, natomiast wyszywki ich na rękawach u koszul są ciemne,
a kwiatek na głowie najpiękniejszy czornobrywyj ", z czego koresp. wyciąga wniosek, że czerwonej barwy używają, li jako oznaki żałoby ( z wyczaj em ruskim). Niestety takich uwag poskąpili nam inni korespondenci. Muszi;i
więc co do barw, używanych na pisankach, poprzestać na suchej statystyce
cyfrowej, niedostatecznej bezwątpienia i bezdusznej.
Najczęściej spotykamy barwę czerw o n ą, w odcieniach najrozmaitszych. Tylko jej używaj'} w 3 (hałnnki), 37, 58, 71, l 25 (Dembno ), 134,
„
1) Tu wiszą póty, póki nie bielą chaty na nowo, tzn. do Ziel. Śwtątek.
termin podają też jako zwykły I 57. i 195.
Ten
-
229 -
144, 156„ 159, 172, 176. Panuje nad innymi w: 13, 15-6, 18 -9, 32,
35, 46, 54--5, 63-4, 77, 80, 84, 88-91, 95, 97-8, 105 (Perewoziec),
107 (hałonki tylko czerw.), 110, 121--2, 125, 130, 132-3, 135, 137--9,
152-5, 158, 163, 165, 167, 174, 181, 186, 194, 199. Ma współza
wodniczk~ lub towarzyszk~ tylko w czarnej: 20, 22-3, 56, 65-6, 104,
136, 164, 166, 173, 179. W kombinacyi z żółtą, i czarni} zachodzi na pisankach w: 23, 82, 114, 128, 163, 168, 178, 186-8. Czerwony, zielony,
czarny: 2, 5, 8, 102. Zresztą o czerwonej cbok innych barwie m6wi11 :
10-4, 17, 27-8, 33-4, 38, 41, 48, 50, 52-3, 59, 67, 70, 76, 7~,
87, 89, 92-4, 96, 101, 103-4, 109, 115-6, 126, 151, 153, 175-_7,
180, 193 -4, 189 - 90, 193, 195-7.
- Druga z kolei nojczi,tsza barwa to c z ar n a, znów w różnych odcieniach. Rzadko wprawdzie wyst~puje sama, jak w Medyni (105), w 33.,
gdzie wzór na niej lepiej wypada, w 142, 148, 161-2 i 168, oraz naprzemian z czerwoną, lub obok niej (p. w.), - natomiast obok innych spotykamy ją, cz~sto, bo w: 3, l O -3, 15, 19 -20, 22-3, 34, 41, 46,
49, 64, 70, 76, 78, 94, 96--7, 107, 115-6, 125, 127 (obok fjolet.)
138,154, 158, 165, 174-7, 183-4, 189-90. Z jej odcieni brunatna
(bronzowa, kawowa) panuje w 50 i 110, nadto zachodzi w 38, 67, 92, 97
(obok czerw. najcz~ściej) i l 99.
F jo Ie t, trzecia. barwa żałobna, bywa w użyciu w: 17- , 32, 50,
54 (stale obok czerw.), 67. 93, 1 Ol, 109 (stale), 111, 127 (obok c,arn.),
130, 151 (zwykle). Tu dodaj~ zaraz siną (,,hołubia") i niebieski}, bo - co
zresztą, wszystkich odpowiedzi dotyczy -· określenia barw tak są, chwiejne
w naszej mowie codziennej, że niejednokrotnie może temi nazwami oznaczono fjoletOWIJ. Otóż sin4 znachodzimy w: 10-1, 13, 18, 38, 48--9,
78, 85 (sine pisanki import. z Bukowiny), 89, 97, 101, 103-4, 115,
153, 155, 158, 174-5, 186,194 (przeważnie), 195-7; niebie~k4
w: 11, 32, 34, 35 (stale obok czerw.), 50, 52 (przeważnie nieb. lub żółte),
63 (ciemnobłęk.), 7G, 92 (szafir.), 122, 138, 147.
Zieloną,, pominitwszy kombinacy~ z czerwoną, i czarm1i (p. w.),
spotyka sit w: 11--2, 27-8, 32, 34, 48-50, 53, 70, 76, 78, 89, 92-4,
104, 107, 109 (stale), 110 (w okol.), 115- 6, 122, 126, 147, 151, 153,
155,_175, 180, 183-4, Hł3; 195-6.
Ż ó ł ta (nb. najczęściej z listków cebuli - a wi~c żółtość b. wzgl~dna)
w: 10-:3, 16 -7, 20, 32-4, 38, 41, 48, 50, 52 (obok nieb.), 65 (albo
czar.), 76, 78, 89, 96, 101, 103, 107, 111, 115, 116 (przew.) 126, 130,
147, 153-4, 175, 180, 183 -4, 190, IU3, 194 (przeważnie), 196-7;
tylko we wzorze w: 3, 14, 22-3, 82, 95, 98,114,128,137,155,163.
Dla zupełności wymieniam tych korespondentów, którzy utrzymuj11i, że
u nich użycie barwy pewnej jest zupełnie przypadkowe, nie ma głtbszej
przyczyny. S4 to koresp.: 5, 8, 10, 17, 21, 34, 38, 40, 60-1, 69, 92,
100, 116, 118, 124, 130, 141, 149, 158, 169, 182.
*
*
*
wyczerpany jako tako. Chodzi teraz o to, ażeby uwagi,
które nasuwa, a które podałem w sprawozdania niniejszem, pobudziły ch~tnych czytelników do poświęcenia. baczniejszej uwagi zwyczajowi pisankowemu i przysporzyły nowego materyału archiwum Towarzystwu ludoznawczego,
w którem materyał za r. 1897 spocznie obecnie. Śmiem zatem prosić o jak
Materyał
-
230 -
najliczniejsze nadsyłanie wiadomości o tym zwyczaju z miejscowości, ściśle
określonych, a zarazem o ile możności też potrzebnych rysunków , ,napisek''
(wzorów) z oznaczeniem barw, egzemplarzy przyrządów do pisania i oryginałów pisanek z oznaczeniem pochodzenia każdego egzemplarza.
Okazy,
które najlepiej przesyłać w pabzce, wypełnionej sieczki, trocinami, lub pakułami, wejdl} w skład zbioru pisanek, zapoczl!itkowanego w r. z., a złożonego
w muzeum naszem. Należy zaś tak okazy te, jakoteż odpowiedzi na kwe•
styonaryusz, który dla szybszego przegl1do zagadnień, obehodzą.cych nas
pod wzgl~dem ludoznawczym, przedrukowywam poniżej, przesyłać pod adresą,
przewodnicz1cego Towarzystwa ludoznawczego :
Dr. Antoni Kalina
prof. wszechnicy
we Lwowie, ul. Zimorowieza 1. 7.
DODA·TEK.
Kwestyonaryusz w sprawie pisanek.
1. Czy w miejscowości, zamieszkanej przez P. T. Pana lub s11siednich
(i w których) znanym jest zwyczaj malowania jaj ?
2. Czy w oko1icy Pańskiej istniał dawniej zwyczaj przygotowywania
pisanek (jaj malowanych), a dziś czy zarzucono go, od jak dawna i z jakiego powodu?
3. W jakim czasie zajmoj'ł sit malowaniem jaj? czy podczas wielkiego
postu (od kiedy do kiedy), czy w wielkim tygodniu (w których dniach), czy
w tygodniu świą.tecznym ( do niedzieli przewodniej), czy też około Zielonych
Świ,tek?
4. Kto maluje jaja: kobiety, dziewcz~ta, czy też mtżczyźni? Czy
sobie sam maluje, czyteż sq, specyaliści lub specyalistki, którzy
robi1 to za pewnem wynagrodzeniem (za jakiem)?
5. W jaki sposób malują jaja?
U w ag a. Istnieje kilka sposobów malowania jaj, n. p. 1) jaja maluj1
na jeden kolor albo pstrz1; 2) ozdabiają, rysunkiem kreskowym w dwu lub
wi~cej barwach ; to białe kreski powstaj1 wskutek tego, że przed włożeniem
jajka do barwika pewne miejsca zapisuje si~ woskiem ( narzodzie do p i·
s a n i a ma szczególn,ł nazwt; radzi byśmy mieć opisy, rysunki, a jeszcze
bardziej oryginalne okazy tego narzędzia); 3) wzorzec wydrapują, na ubarwionem jajku jakiemkolwiek narzędziem.
6) Jak nazywają, jaja malowane sposobami wspomnianymi w pytaniu
5. (piski, pisanki), malowanki, rysowanki i t. p.?
7. Jak nazywajl} wzorce na jajkach malowanych (krzyż, róża, grabie,
kaczki, kowbasa, łystoczki i t. p.). ?
każdy
-
231 -
8. Czy używaj11i barwików miejscowych - (listków cebuli, kory z niedojrzałej jabłoni, barwionych sukien i t. d.),
czyteż kupnych (krasek, brezylii i t. p _)?
9. Jakie istnieją wierzenia i podania o początku i powodach malowania pisanek, ohrzQdy i przysłowia, związane ze zwyczajem malowania jaj?
I O. Jakie istnieją zabawy pisankami? Jak nazywa się bicie jajka
o jajko?
11. Jak długo przechowuj2} pisanki (do ~ielonych Świ11itek, cały rok
i t. p.), lub tylko same z nkh skorupki malowane i co z niemi rohil}?
12. Jakiej barwy przeważnie bywają pisanki i ,llaczego; czy barwa
jest zupełnie przypadkową, czy stale zachowywaną w pewnej okolicy, albo
stale zastosowaną do pewnego wzorca'?
ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Dr. Zofia Daszyńska: Za1·ys ekonomii społecznej. L!'6w. Nakładem
ksi~garni polskiej 1898.
Podr~cznik ekonomii społecznej - jest u nas zawsze poż4danym, nawet bez wzgltdn na jego mniejszą, - lub wi~ksz1 wartość umiejętnlł, Nauka
gospodarcza, maj1ca w myśl monizmu socyologicznego Marksa, znaczenie
podstawowej wiedzy dla wytłómaczenia sobie całej n nadbudowy" społecznej,
jest wśród naszego społeczeństwa mało rozpowszechnionlł i traktowan~ jużto
dorywczo, już też ściśle - ale tylko w nielicznej grapie specyalistów. Wobee tego coraz cz~ściej można si~ obecnie u nas spotykać z broszor1 raczej
agitacyjnlł, aniżeli umiej~tn11i-gospodarcz4; lob też naodwrót z ściśle napisani} :monografią ekonomiczną, - obliczonlł z samej konieczności przyczynoweJ na nieliczne grono czytelników. Z podręczników, obejmujących cało
kształt nauki może być ekonomia prof. Bilińskiego uważaną po części
za przeRtarzałą, ponadto zaś nie odznacza si~ wcale koniecznlli w JJodr~czniku
zwi~złością, i przy tem jasnością, wykładu. Przetłómaczony na język polski
podręcznik nauki gospodarczej Giue'a jest, rozumie się, podobnie - jak jego
autor - nacechowanym pewnlji jednostronnośći4 umiejętną, i w przeciwie1istwie do ksią,żki profesora BHińskiego - zanadto popularnie napisanym.
„Zarys ekonomii społecznej" Dr. ~Daszyńskiej zajmuje niejako pośrednie
miejsce między Biliu.skim a Gide'm. Jest napisany umięjętnie, ale nie zbyt
sucho; uwzględnia najnowsze zdobycze wiedzy bez popadania w tcndecyjnl!
jednostronność .... ale też ta dą,żność do bezstronności wycisn~ła na "Zarysie'•
pi~tno eklektyzmu umiejętnego, co spotkało się z zarzutem ze strony recenzenta w łamach n Tygodnia" ( dodatku do Kurjera Lwowskiego").
Zarzut ten, przewidziany zresztlli przez autork~ w „Przedmowie" do
,,Zarysu", należy jednak zdaniem mojem sprowadzić do właściwej miary.
Dr. Daszyńska przyznaje - co prawda sama, że „za punkt. wyHri!\ nic
1(j
śłużyła jej żadna
232
z wyznawanych dziś teoryi"; w istocie rzeczy jednak
eklektyzm ten polega tylko na dwóch najdonioślejszych teoryach ekonomicznych, tj, na założeniach t. zw. szkoły psychologicznej, reprezentowanej dzisiaj przeważnie na uniwersytetach austryackich i na naukowym socyalizmie.
Autorka wyjaśniła to swoje stanowisko również w „Przedmowie", to też
eklektyzm jej nie jest wcale wynikiem unikania wszelkich założei'1 zasadniczych,
lecz zupełnie świadomem i celowem dą,żeniem do syntezy umiej~tnej. Inna rzecz,
że nie wydaje mi się usprawiedliwionym ogólny poglą,d Dr. Daszyńskiej, jakoby
szkoła psychologiczna była ściślejszą od naukowego socyalizmu w czysto teoretycznych działach nauki gospodarczej, pozostawiając socyalizmowi tylko „najkonsekwentniejsze od innych teoryi przeprowadzenie poj~cia rozwoju we wszystkich dziedzinach gospodarczego życia"; mimo to jednak widzę w objaśnieniach
szkoły psychologicznej i teoretycznych założeniach naukowo socyalistycznych
wiele uzupe)niejących się wzajemnie punktów stycznych i to nawet w teoryi
wartości, tj. w najbardziej dzisiaj rozbieżnych stanowiskach obu szkół. Temu
memu zapatrywaniu dałem wyraz raz już w łamach .,,Ludu", omawiając rozprawę prof. Czerkawskiego p. t. ,, Wielkie gospodarstwa, ich istota i znaczenie" ("Lud" III. 3 str. ~73 i nast.), a więc tem samem uważam wrzekomy ekletyzm Dr. Daszyńskiej za usprawiedliwiony -- rozumie si<J jednak
z zastrzeżeniem, jakie podałem.
„Zarys" swój podzieliła Dr. Daszyńska na 6 działów. Dwa pierwsze
działy tj. ,, Gospodarstwo społeczne i jego te .. rya" i „ Warunki rozwoju
gospodarstwa społecznego" mają znaczenie pedagogiczne, t. j. wprowadzają
czytelnika stopniowo w zrozumienie zakresu, rozwoju, metod i znaczenia
nauki gospodarc,ej. Wychodzą,c zasadniczo z faktu „różnorodności wśród
działalności gospodarczej", daje antorka pośrednio wyraz swej zależności
,, w czysto teoretycznych działach nauki gospodarczej" od szkoły psychologicznej. Socyalizm naukowy uważa „różnorodność wśród działalności gospodarczej" za zjawisko - dają.ce si~ sprowadzić w ogólnych rysach, do monizmu. Tym monizmem jest wysnuwanie różnorodnych działau gospodarczych z teoryi wartości Marksa i monizm ten przeszedł także na rozpatrywania dziejów ludzkośc.i jako „nadbudowy" jednego podstawowego czynnika,
tj. objawów i rozwoju życia gospodarczego. System ten - ściśle logicznie
i konsekwentnie w dziełach Marksa i jego nast~pców przeprowadzony, natrafił na wieloraką opozycyę, a Bobra Bawerk - najwybitniejszy reprezentant
szkoły psychologicznej uzasadniają,c premisy swej teoryi wartości, pisze
z przek42em: ,,Sie verdankt żhr Dasein nicht der Lupe des einthe1:tungssUchtiuen
Louike1·s, sondern sie leut im, Volk, das sie kennt und ausiiht etc... (llobm
Bawerk: Kapitał u. Kapitalzins II. s. 142). Czy stawiając na czele swego
„Zarysu" - ,,różnorodność zjawisk gospodarczych'·, uczyniła to autorka
celowo ze względów pedagogicznych, lub też ściśle umiej~tnych -- nic wła
ściwie na rzeczy nie zmienia, bo jestto w każdym razie jak wspomniałem, zasadniczy wyraz priejęeia si~ Dr. Daszyńskiej pogl4dami szkoły piycliologicznej w działach teoretycznych. Swoją, drogą to przej~cie si~ - trzymane w granicach krytycznych, przez dokładną, bardzo u autorki znajomość
zasadniczych założeń naukowego socyalizmu - nie zawsze może być konsekwentnem i tak np. w ostatnich działach swej ksi4źki (,,Podział dóbr"
i ,; pożycie'') schodzi Dr. Daszyńska bardzo cz~sto na grunt ściśle naukowosocyalistyczny, czego jednak za ujmę dla ,,Zarysu" wcale uważać nie należy,
raczej -- za zalet~. W ten sposób eklektyzm autorki wychodzi bczwarun-
-
233 -
/
kowo poza granice kompilowania rótnych poglą,dów; przeciwnie staje si~ nieraz podstawą oryginalności zapatrywań, na któryrh ści§le umiejętne uzasadnienie nie mogło być swojf)i drogi\ miejsce w , Zarysie" --- w podrę
czniku.
Znając ogólne umiejętne stanowisko autorki „ZarysJt" moźemy teraz z kolei rzeczy przejść do niektórych szczegółów, które zdaniem mojem
sprostowaćby nalebło.
Pisząc
na str. 7.,
że
„gospodarcza
działalność
obejmuje
wszelkie
czynności ludzkie, cłąź11ice do zasookoienia potrzeb materyalnycb'' cieśniła Dr. Daszyńska tę .,działalność", która w istocie rzeczy dąży
zado
zaspokojenia całPj skali różnorodnych -- a nie tylko specyalnie ,,materyalnych" potrzeb. Nie sądzę także, ja\coby ,,char~kter gospodarczy epoki zmieniał się zależnie od tego. czy w działalności ekonomicznej danego okresu
przeważi,ły egoistyczne dążności jednostki, czy też szerokie interesy gatunku". Jeśli w jakiej nauce. to właśnie w ekonomii nie możemy uznawać
inne.i etyki - jak tylko społeczną, będącą wytworem współdziałania zjawisk
życia gospodarczego; a jeśli tak to przeciwstawianie ,,egoistycznych
dążności jednostki'' ,.lllzerokim interesom eatunto" jest raczej ekscerptem
z ogólnie i zawsze w1·zekomo obowiązujących norm etycznych, aniżeli wynikiem przekonania, że epoki gospodarcze, zmieniając się na zasadzie „interesu gospodarczego", dążą. w kierunku możliwPgo uharmonizowania „egoistycznych dążności jednostki" z ,.szerokim interesem gatunku'' (str. 10).
W rozwoju epok gospodarczych (str. 14) rozróżnia Dr. Daszyńska systemy: rodzinny, wymienny i przyszłościowy-bezwymienny. Włafoiwie „system
rodzinny" możemy nezwaó tylko rodowo-plemiennym, lob archaiczno-komuuistycznym: pojęcie bowiem „rodziny" oznacza w socyologii odmienny od
pojęcia .. rodu" (związku „rodów''-plemienia) fakt ewolucyi społecznej.
Sądzę, że t.akże nazwę „system bezwymienny ' należBłoby zmienić
raczej na .,pnrhiałowy", bo ,.bezwymienność" zupełna wykluczyćby musiała.
także ,,podział" . .,Podz!ał nalltąpi pisze Dr. Daszyńska na zasadzie ilości
wykonanej pracy lub zapotrzebowania''. Jestto pogląd rzeczywiście par excellence - e'k1ektyczny, bo przewidywanie podziału na ,,zasadzie ilości wykonanej pracy" wynika koniecznie z zasadniczych założeń naukowego socyalizmn, a .,podział na zasadzie zapotrzebowania" jest konsekwencyą zasadniczych 1.ałożeń szkołv psvchologicznej, dopatrującej się miernika wartości nie
w ilości nagromadzonych w ,,dobrach" pracy, ale w stosunku dóbr gospodarczych do subjektywnych (względnie przeciętnych) potrzeb jednostki. Dr.
Daszyńska jednak kilkakrotnie jeszcze staje na takiem utrakwistycznem stanowis'kn, tj. nie chce przesądzać tej kwestyi, chociaż w teoryach kapitału,
wartości i ceny przechyla się stanowczo ku szkole psychologicznej. Mimo to
~ sądzę, że utrakwizm taki jest dopuszczalny nie tylko ze względów praktycznych - usunięcia tej kwestyi z pod rozbioru szczegółowego; przeciwnie
11; teni włwfo1'e pJ"zewidy1caniu ust?'oju przywlo.idou;ego można dostrzedz owo
uzupełnianie s1·0 ieol'etyczne porlstawowych zasad szkoły JJsyclwlogiczneJ
i nltukmuo socyalisfycznr;j, o kt61·em _już J>1'ZBdtem wspomniałem. W szkole
nauk. socyalist. zarzuca się zasadniczo, że oparłszy pojęcie wartości (ale
i nio użytkowości) na społecznie niezbędnym czasie użytecznej pracy - nie
podaje pozytywnego sposobu obliczania tego czasu pracy w dobrach gospodarczycll (mających być up. wydzielonymi za I ~odziuę pracy). Szkoła psychologiczna - wychodi4c z założenia, że wartość (użytkową) mierzymy na
*
-
234 -
zasadzie stosunku dóbr do subjektywnych naszych potrzeb, a objektywnie
(jako wartość zamienną), normuje jq, rynek towarowy (cena), - nie daje
nam naodwrót możności obliczania ,,objektywnej wartości'' w przyszłości;
rynek towarowy bowiem jest związany ściśle tylko z dzisiejszą, gospodarką
wymienn&, Pominąwszy już kwestyę, czy j o ile dzisiaj także można identyfikować pojęcie ,,wartości objektywnej" z cen, - znajdujemy si~ przy przewidywaniu przyszłego ustroju gospodarczego -- ,,podziałowego" - pozornie
bez wyjścia - wobec kwestyi miernika tego podziału. J eżli mówi się, że
podział ów ma się mierzyć sumq, potrzeb jednostki na zasadzie 1n·zecirtnej
skali ;~yduicej w danem terytoryum i teclmiczno-społeczoym rozwoju gospodarczym, to otrzymujemy w rezultade utopijny komunizm, obliczony na zaspokojenie potrzeb - bez względu na pracę, (t. j. gospodarczą działalność
jednostki). Naodwrót zaś -- jeśli mówimy o podziale na „zasadzie ilości
wykonaneJ społecznie niezbędnej (i użytecznej) pracy" - tef stajemy wobec
kwestyi duwolne,qo oceniania tejże pracy w stosunku do potrzeb.
Ale. . już dzisiaj normuje się ogólnie cena pracy na zasadzie uiininutl.nych kosztów zaspokojenia potrzeb robotnika w g1·anicach 1n·zeci!:-tnej skali ;~yciuwej (rozumie się nie bez waha.11, oscylujących około
tej normy); wyobraźmy zaś sobie takie normowanie celowe -- nie mi•
nimalne, ale maksy,nalne do [Jfonicy p1'zecirtnej skali życiowej, a wówczas utopijny komunizm, dający się wysnuć jako najdalsza konsekwencya
z założe11 teoretycznych szkoły psychologicznej, - oparty o zasadę podziału
dóbr w stosunku do obliczonej na, podstawie przec,i~tnych poil'zeb robutnika
( wogóle jednostki" pracującej wytwarzajłłcej dobra) - okazi.1je się wcale nie
utopi.inem przewidywaniem t. zw. kollektywizmu Jeśli tedy Dr. Daszyńska
w talciem, przcwidyzcaniu - trzyma się drogi pośredniej, to sądzę, że bez puti'zeby pł'zyjmowania zasady teoł'etycznych założe,i szkoły psycholouicznej
z wcz9lrdnieuiem tylko jej obja .;n/di,, - postwuje ściśle umiejrtnie; tylko
zamiast mówić o ,,podziale na zasadzie ilości wykonanej pracy lub zapotrzebowania" -- możnaby zdaniem mojem przewidywać podział „na za:,adzie
. ilo:~ci 1cykonanr:j pm.cy, obliczonej w stosunku 'l'. na podstawie p1·zecirtnie
maksymalnego -::apotrzclHncania''. Konsekwentnie do takiego sformułowania
tej zasadniczej kwestyi przyszłościowej - naleźałoby mi analizować szczegółowo czysto teoretyczne działy ,,Zarysu'', tj. ,,Wytwarzanie" i ,,Zamian~"
- na zasadzie poglądów naukowego socyalizmu; ale taka analiza -- przekroczyłaby zanadto ramy sprawozdania i recenzyi; zresztą byłaby w istocie
rzeczy mało oryginał nem przerabianiem na nowo zarzutów, stawianych naukowemu socyalizmowi przez ekonomistów szkoły psychologicznej i naodwrót;
tylko wogóle powtarzam raz jeszcze, że względny utrakwizm w tym kierunku
stanowiący całą podstawę ,,eklektyzmu'' Dr. Daszyńskiej, jest zdaniem
mojem, ale bez potI-zeby negowania zasadniczych, teoretycznych założeń na-- ..
ukowego socyalizmu, dopuszczalnym i w wielu razach koniecznym. Że utrakwizm wspomniany przechyla si~ w ostatnich dwóch działach „Zarysu" silu ie
ku naukowemu socyalizmowi -- wspomniałem już przedtem; całkiem uatu·-ralnie, zrnsztą, jeiHi zważymy, ż~ zrozumienie i umiejętne pogł~bienie „podziału dóbr" i „spożycia" łączy si~ ściślej, aniżeli czysto teoretyczne ocenianie kapitału, wartości, ceny, pienitdzy i tp. - z kwestyą robotniczłł ową, iż się tak wyrażi~ spolecrno-politycznłł emanacyą_ -- ustroju towarowego w praktyce, a naukowego socyalizmu - w teoryi.
235 -Kończą,c na tern moje uwagi, pozwol~ sobie w kilku słowach oznaczyć
stosunek nauld ekoaomicznej do ludoznawstwa. Chcemy badać warstwy ludowe pod każdym w.zgl~dem, a więc takte ze stanowiska ich poglądów
i potrzeb gospodarczych. Wobec tego nauka gospodarcza jest dla nas nie
tylko potrzebną,, ale wprost -
niezbędną,.
W tem to celu zawiązał
~arząd
Tow. ludoznawczego w 1 roku swego istnienia obok innych - także sekcyę
ekonomiczną, która jednak tak, jak w~zystkie prawie istniała tylko teoretycznie. Obecnie w m,iarę 1·uzwuju naszego 'l'ou:a1'zy:-;twa -- teorya ta 1no!Jla1Jy sądzf zej:Jć w 1•e:-;zcie na grnnt 1·ealny, a pieru·szym ku temu celuu:i
k1·okie1n byłoby wydawnictwu popularnego , Za'l'!JSU nauki go:-;poda1·cząf' dla
waJ·:-;tw ludow!]ch, upartego na uuu;wiony·m .,Za1·ysie" JJr. Da:,;zy1i:-;kiej J'ozumie sir z udpowiedniemi mud!Jfikacyami, poczynionemi za eicenlualn<f
zgudą autorki.
S P RA W Y T O W A R Z Y S T W A.
I. Posiedzenie Zarządu.
Pierwsze po siedzenie Z ar z 4 da z a r. 1898. odbyło si'i)
dnia 29. stycznia br.
Obecni: Pp. Bal, prof. Dr. Dybowski, Dr. Gorzycki, lhuatowici, Dr.
Krcek, Rarnułt, Sienicki i pni Marya Wolska.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1. Przyjęto 13 nowych członków: t j. T.1d. Chmielewski c. k. leśnik
Mikuliczyn ; Aniela Komorowska nauczycielka Mikuliczyn ; Stefan Komornicki (Rosochacz); Wł. Jankowski (sł. filoz. Lwów); Joachim Langer (kier.
szkoły br. Hirscha, Buczacz); Józ"f Mazur (prof. gimn., Stanisławów); Rudolf Nowak (kand. naucz., Cieszyn) ; Anna hr. Potocka (Rymanów) ; Włodz,
Połoszynowicz (sł. praw, Lwów); Dr. med. Izydor Szamed. (Lwów); Stefan
rryczyński (sł. praw, Lwów); Henryk Kasperowicz (sł polit, Lwów); Marya
Wolska, (Lwów).
2. Wybrano funkcyonaryaszów Zarządu: Sekretarzem Tow. został
obrany ponownie Dr. Gorzycki, skarbnikiem p. Bal, bibliotekarzem Dr.
Kn~ek. Redaktorem „Ludt1" obrano ponownie prof. Dr_ A. Kalinę, a administratorem wvdawnictw p. Ihnatowiczll. Zarz.t!d muzeum etnogrf. powicrz~no
nadal kustoszowi p. Rebczyńskiemu.
3. Człoukami komitetu redakcyjnego „Ludu" zostali wybrani: 1- mo
prezes, sekretarz i bibJi,)tekarz Towarz., 2-do z łona „ Z1rządu" pp. prof.
Dr. Dybowski, Fr. Ra.wita-Gawroński, Dt·. Kolessa, Ramult, Rebczy{1ski,
Sienicki, Sołt.ys. Wierzbicki i pni Wolska. :3-io z poza Zarz,iiiu: pp. Dr.
Czołowski, K. Kasperowicz, Dr. St. Eliasz-Radzikowski, Dr. Homer, rektor
prof. Dr. Rehman, i Dr. Zaleski.
4. Uchwalono na prośb~ wydawnictwa ,,Czytelni Polskiej'' w Krakowie
--· dołą.czyć program tego wydawnictwa do I zeszytu „Ludu''.
-
236 --
5. Bibliotekarz Tow. zawiadomił, że biblioteka Tow. będzie otwartą
dla członków Tow. zawsze w niedzielę od godz. 3-5 popłd.
6. Uchwalono w zasidzie, że posiedzenia Tow. maj4 się odbywać na
uniwersytecie przed miesi~cznemi zebraniami Towarzystwa.
7. Kooptowano do Zuzą.du Dr. St. Eliasza-Radzikowskiego.
8. Na najbliższe posiedzenie miesięczne Tow. naznaczono odczyt p.
Sienickiego (Ludność miasta · Warszawy pod względem fizycznym).
D r u g i e p o s i e d z e ni e Z a r z ą d u o d b y ł o s i ę d n i a 2 7.
marca 1898.
Obecni: Pp. Bal, R1wita-Gawroński, Dr. Gorzycki, Ihnatowicz, prof.
Kolcssa, Dr. Krcek, Pierzchała, Dr. E. Radzikowski i prof. Sołtys.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina
1. Przyrnto 22 nowych członków.
2. Uchwalono wydać 3-ci Zeszyt ,,Pieśni nabożnych'' przed Świ~tami
Wielkiejnocy.
3. Prezes Tow. doniósł, że subwencyi na rok bież11cy otrzymało Tow.
200 złr. w. a. od Sejmu i 100 złr. w. a. od lwowskiej Kasy Oszcz~dności.
4. Uchwalono posłać 2-gi zeszyt „Ludu" tym nie członkom Tow.
którzy 1-szy zeszyt przyjęli i nie wrócili go.
5. Uchwalono wysłać pozostałe egzemplarze kwestyonaryusza pisankowego do tych powiatów, do których w roku zeszłym kwestyonaryusza nie
posłano.
6. Uchwalono drukować odt!łd Lud w 600 egzempl.
7. Na wniosek Dr. Krceka wybrano komisyę złożoną z Dr. Gorzyckiego, Dr. Krceka, Dr. Eliasza - Radzikowskiego i Bron. Sokalskiego,
która ma ułożyć program wydawnictwa popularnych 1>rac traktujących o po
szczególnych działach wchodzących w zakres ludoznawstwa.
8. Na najbliższe posiedzenie miesi~czne naznaczono odczyt p. Grzegorzewskiego na dzie11 2. kwietnia.
II. Zgromadzenie miesięczne Towa_rzystwa.
Pierwsze
Zgrom adze a ie
n a u ko we
To w.
za. rok 1898.
odbyło si~ dnia 6. lutego 1898. P. A. S ie n icki odczytał rzecz p. t.
Ludność miast.a Warszawy pod względem fizycznym (na podstawie pracy A.
Za.krze wskiego).
Odczytu tego, który będzie wydrukowany w „Ludzie", nie streszczamy
na tern miejscu.
Drugie Zgromadzenie Naukowe Tow. odbyło si~ dnia
I. marca br.
Na porządku dziennym był odczyt p. Z dz i a r ski ego p. t. ,,O motywach ludowych w poezyi M. Gosławskiego". Prelegent odczytał cz~ść
swego obszemiejszego studyum nad Gosławskim i wykazał, że w „Podolu',
i innych utworach tego poety widać jak najwyraźniej wpływ pieś11i, lcgeuJ,
tudzież podai'1 historycznych ludu podolskiego. W ożywionej dyskusyi nad
tym odczytem zabierali głos pp. prof. Dr. Kalina, Dr. <łor;r,ycki, Dr. Krcl'k,
Dr. Leciejewski i prelegent.
-
237 -
III. Wyka.z da.rów na. rzecz Towarzystwa..
25. Slovenska Matica swe wydawnictwo: Letopis za leto 1897. urcdil
A. Bartel.
-- Zabavna Knjiżnica, t. X.: Trojka, povest. Ljubjana 1897.
Dr. K. Glaser: Zgodovina slovenskega slovstwa, t. III., zesz. 2.
Slovenska zemlja, t. II. Trst in htra, spisał _S. llutar, 1897.
Slovenske narodne pesmi, uredil Dr. K. Strekelj, zes. 3.
Knezova knjiznica, zesz. 4. Ljubljana 1897.
Elektrika nje proizvajanje in oporaba, spisał I. Snbic. Ljobljana 1897.
26. Maryan Gorzkowski, Kraków, swe prace : O rusińskiej i rosyjskiej
szlachcie. Kraków 1876.
Dominikanie za Dnieprem. Kraków 187 6.
Przegląd kwestyj spornych o Rosi. Kraków 1877.
Szkice z białej Krynicy. Kraków 1881.
Wskazówki do nowego obrazo J. Matejki Wernyhora. Kraków 1884.
27. Fr. Rawita-Gawroński • swe dzieło: Zoryan Dołęga Chodakowski.
Jego życfo i praca. Lwów 1898.
28. Jogoslav. Akadcmija znanosti i umjetnosti, Zagreb: Zbornik za
narodni zivot. i obieaje juznih Slavena. Svezak II. oredio Dr. A. Radić
Zagrcb 1897.
29. Museum pri°1myslovó pro v}chodni Cechy, sprawozdanie kuratoryi
za 1897 r.
- Óesky Graduał literaW Cbrudim1Jkfch z doby kol r. 1570. v.
Chrudimi 1898.
30. Dr. R. Fr. Kaindl prace swe: Kleine neitrii.ge zur Kunde der
Bukowina. 1-te Folgo. Czernowitz 1897.
- Bei den Iluzolen im Pruthtbal. Wien 1897.
31: Dr. I. Polivka swą pracę: Seit wclcher Zeit wcrden die Greise
nicbt mehr getotet. Wien 1898.
32, Dr. Z. Celichowski: Mikołaja Reja Kupiec w Królewcu r. 1548.
Z egzemplarza Iliblioteki Kórnickiej. Poznań 1898.
33. Dr. Eug. Homer swąi prac'il: Spis prac odnoszą,cych się do fizyografii ziem polskich za lata 1S9 l-95. Lwów 1898.
34. Matice Óeska w Pradze. Óasopis Musca kr:ilovstvi ceskeho, rocznik 1896--97.
35. Towarzystwo im. Szewczenki we Lwowie. Et.nograficznyj zbirnyk
T. II. Ilf. Lwów 1896, 1897.
3G. Alojzy Benjamin Fiillbier : Adam Sikora: Kolenda. pastuszków.
Frysztat 1866.
- Pamiątka z Salajki. Cieszyn 1895.
37. Wasil Łukicz. Twory Stefana Rudaf1skoho. Tom II. Lwów 1896.
38. Spolecnost musejni w llrne : Frantisek SuiW. Sesit I. od Dr. P.
Vychodila. Brno 1898.
39. Księgarnia Polska, Lwów Dr. Daszy11ska: Zarys ekonomii społe
cznej ( egzemplarz recenzyj ny).
-
238 -
Do muzeum:
Pani Helena Dybowska, Lwów, kilkadziesi~t tkanin litewskich.
IV. Stosunki Towarzystwa. z innemi towarzystwa.mi i reda.koya.mi pism.
1. Hrvatsko arheolosko Dl'llstwo u Zagrebu, które posyła swój organ :
VjestniK red. Dr. J ozef Ilrunsmid.
2. Hrvatsko starinarsko Droztvo u Kninu, które posyła swój organ :
Starohrvatska prosvjeta red. Frano Radić.
3. Matice srpka u N owome Sadu, która posyła swój organ : Letopis
red. Milan Savić.
4. Folk Lore Seciety, Londyn, kt9re posyła swój organ: Folk-Lorr.
5. Towarzystwo Bureau of ethnology. Washington, Ameryka.
6. TowarzyBtwo R. Accademia dei Lincei, Rzym.
7. Towarzystwo: R. Istituto oricntale, Neapol.
Redakcye:
1. Ons Volksleven red. Joz. Cornelissen i I. Il. Vervliet. Antverpen.
2. Volkskunde. Tijdschrift voor Nederlandsche Folklore red. Pol de
Mont i A. de Cock, Gont i Deventer.
V. Spis nowych członków.
329. Dr. Allerhand Maurycy, koncypient adwokacki, Lwów.
330. Dr. Chiger Maurycy, adwokat, Lwów.
3:31. Dr. ks. Jan Ciemniewski, katecheta scmin. naucz. 'rarnopol.
332. Domagalska Karolina, Lwów.
333. Dyrekcya gimnazynm w Sanoku.
334. Dr. Feld Izaak, adwokat, Lwów.
33fi. Dr. Gabel Henryk, kand. ndwok., Lwów.
336. Dr. Griinberg Józef, koncypient adwok., Lwów.
a37. Lettner Gustaw, prof. II. gimnaz., Lwów.
338. Dr. Malz Dawid, kand. adwok., Lwów. •
339. Podlacha Władysław, słuch. filoz., Lwów.
340. Pini Tadeusz, prof. II. gimn , Lwów.
341. Dr. Romer Eugeniusz, prof. szkoły realn., Lwów.
342. Sclrnaider Józef, c. k. leśnik, Tartarów.
343. Schneider Stanisław, prof. V. gimn., Lwów.
344. Sprecher Max, fabrykant, Lwów.
345. Stand Adolf, kand. prawa, Lwów.
346. Dr. Wasser Oziasz, kand. adwok., Lwów.
347. Witryol Artur, naucz., Lwów.
348. Wydział Rady powiat. w Lisku.
349. Wydział Rady powiat. w Samborze.
350. Zdziarski Stanisław, słuch. filoz., Lwów.
351. Związek naukowo-literacki, Lwów.
Z Drukarni Ludowej pod zarządem
Stanisława
Baylego.
