R_4_całość.pdf

Media

Part of Tom 4 (całość) / Lud 1898, t. 4

extracted text
L

CJD
-ORGAN

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we LWOWIE
POD RED.AKCY.1

Dra ANTONIEGO KALINY.

Tom I""\7". -

Zeszyt .l.

WE LWOWIE 1898.
NAKŁADEM

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO.

Z Drukarni Ludowej pod zarz. St. BaJ lego.
Adres Redakcyi: Lwów, ulica Zimorowicza 7.

T:E!EŚĆ:
J. Witort: Zarysy prawa zwyczajowego lu~u lite~sk_ieg? (Ciąg dalszy)
St. Zdziarski: Pierwiastek ludowy w poezy1 A. l\I1ckiew1cza
.
.
Dr. K. J. Gorzycki: Antropologia rasowa .
..
S. Udziela: Bajki i opowiadania ludu krakowskiego
Fr. Rawita- Ga.wroń~ki: Szczedrówki z Tarnawy
.
W. Słuzewski: Powinszowanie na nowy rok w Buczaczu .
.
.
.
Rozbiory i sprawozdania: Se z at o ar e a: Director Artur Gorowei. Falticeni
1897 (Dr: Fr. Krcek) str. 94; Dr. prof. Kaindl Raimund Fryderyk: Rozprawy odnoszące się do etnografii Bukowiny i wschodnieJ
Galicyi (O. M. Źukowski) str. 95; Seweryn Udziela: Tyniec pod
względem topograficzno-etnograficznym. Wieliczka 1897 (A. Kalina) .
Sprawy Towarzystwa :
Regulamin dla odd ialów Towarzystwa ludoznawcze go
Sprawozdanie z IV. Walnego Zromadzenia
Bilaas kaso.wy
Bilans majątkowy .
Preliminarz na rok 1898
Posiedzenia .Zarządu .
.
.
.
Zgromadzenie miesięczne Towarzystwa
Dary
.
.
.
.
.
.
.
.
Stosunki Towarzystwa z innemi towarzystwami i redakcyami i-,ism
Spis członków .

Str.
1

31
60
80
84:
93

100
101
li.15
108
110
112
114:
115
115
117
118

Komitet redakcyjny:
Dr. Aleksander Czołowski, Dr. Benedykt Dybo Nski. Dr. K. I. Gorzycki, Dr. Aleksander Kolessa, Henryk Kasperowicz, Dr. Franciszek Kr(~ek,
Dr. Jan Leciejewski, Dr. Stanisław Eljasz-Radzikowski, Stefan Ramułt, Wład.
Rebczyński, Dr. Antoni Rehmann, Dr. Eugeniusz Romer, prof. Autoni Sienicki, prof. Miecz. Sołtys, dyrekt. Ludwik Wierzbicki, Mi\rya Wo.Iska Dr.
Aleksander Zalewski .

. . , - Biblioteka Towarzystwa (instytut zoologiczny c. k. uniwersytetu,
Il. p1~tro) otwartl}i jest dla Clło,ków zaw~ze w niedziel~ od godziny 3-ciej
do 5-tej po południu.

--

Pok wito w a n ie.
Do 31. stycznia 1898. zapłacili wkładk~ nar,t~pujl}icy C.donkowie zamiejr,cowi: Karol Falkiewicz 4 zlr. za rok 1896; za rok 189 7: Jerzy Michejda 1 złr., Ksawery Mroczk0 2 złr., Michał Wiszniewski 1.50 złr., Michał Markowski 1.50 złr., Wanda Gara.towska 2.50 złr., Jan Ożana 1.50 złr,
Bazyli Jurkowski 2 złr., ks. Jan Siemieński za r. 1896 i 97, 6 złr.
Za rok 1898: Wydział Rady powiat. w Lisku 4 zlr., księgarnia Gerold et Comp. w ,viedniu 4 złr., Dr. ks. Jan Ciemniewski 2 złr., Szymon
Gonet 50 et., Marcin Rembacz I złr., .Józef Farny 1 złr., Szymon Matusiak 4 złr.
Skarbnilt.

L lJ D
ORGAN

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we LWOWIE
POD REDAKCYĄ

Dra ANTONIEGO KALINY.

Bocznik: cz"'1"a-rty.

WE LWOWIE 1898.
NAKŁADEM

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO.

Z Drukarni Ludowej pod zarz. St. Baylego.
Adres Redakcyi: Lwów, ullca Zlmorowicza 7.

?

PIS

RZECZY

zawartych w IV. roczniku.
I. Rozprawy.
Str .

. J. Witort: Zarysy prawa zwyczajowego ludu litewskiego 1, 119, 239, 359
, St. Ztlziarski: Pierwiastek ludowy w poezyi A. Mickiewicza 31, 150, 256, 381
, Dr. K. J. Gorzycki: Antropologia rasowa .
60
·. Dr. l\L Allerhand: Przysięga kobiety ciężarnej u Żydó;
180
. Dr. Fr. Krcek: Pisanki w Galicyi
186
• L. Młynek: Życie sierskich pasterzy p1·zed 20 laty
274
Dr. Fr. Krcek : Sobótka w Galicyi
308
A. Sienicki: Czy się wyradzamy?
401
Ign. Piątkowska: Obyczaje ludu ziemi sieradzkiej
410
0

II. Zbiory materyalów etnograficznych.
8. Udziela: Bajki i opowiadania ludu Krakowskiego
• Fr. Rawita-Gawroński: Szczedrówki z Tarnawy .
W. Służewski: Powinszowanie na nowy rok w Buczaczu
• A. B. Fiillbier: Piosenki Jabłonkowskie
, Al. Koch: Poświęcanie pól
1 S. U dzieła : Hagada
• Ant. Siewiński : Bajka o ciekawej babie
' Tenźe: Bajka o pastuszku
· Magierowski: Słowniczek gwary ludowej w ziemi sanockiej
Ch. : l\fateryały do etnografii Żydów polskich
• L. Młynek: Przyczynek do polskiej Hagady
1

80
84·

93
174
184
290
300
305
307
436
·439

III. Rozmaitości.
'-- Dr. Koehler.: Czy prawda, że srebrniki małe, w ziemi znajdywane,
są główkami św. Jana Chrzciciela?
, Szcz. Musiał: Do obrzędów wigilijnych
.
: Ks. W. Skopiński: Do zwyczajów wielkanocnych

325
325
326

l:itr.
1

K. Nikosiewicz: W sprawie pisanek Wielkiejnocy

t Fr. Kr.: Napoje wyskokowe w czasach przedhistorycznych

, Fr. Kr: Typ wielkoruski
Kr: Statystyka Ukrainy
~ Fr. Kr.: Towarzystwo dla ludoznawstwa austryackiego
; :Fr. Kr.: Pijany jak Polak
,,Fr. Kr.: Muzeum antropologiczno-etno~raficzne w Petersburgu
. Fr. Kr.: Polska w piosncJ żydowskiej
Dr. St. Eljasz-Radzikowski: Dzwon zatopiony
N. Fr : Do artykułu o przysiędze kobiety ciężarnej u .Żydów
, A. Koch : Święcenie wieńców zbożowych .
.
, Fr. R.- G. : Dzieło W. Andrejewa o russk. weselnych pieśniach
i obrzędach
1 Fr.

326
327
327
328
440
441
441
441
442
442
443
444

IV. Rozbiory i Sprawozdałliu.
, 8ezatoarea, Directo1· Artm· Gorowei. },alticeni 1897 (Dr. ],r. Krcek)
94
Dr. prof. Kaindl Raimund Fryderyk: Rozprawy odnoszące się do
etnografii i Bukowiny i wschodniej Galicyi (O. M Żukowski) .
95
, Sew. Udziela: Tyniec pod względem topografi~no · etnograficznym
(Ą Kalina)
100
• Dr. Zofia Daszyńska : Zary~ ekonomii społe<'znej (Dr. K. J. Gorzycki) 231
: Jan Świętek: Lud nadrabski (L. Młynek) .
.
.
. 329
, K. Potkański: Kraków przed Piastami (Dr. K. J. Gorzycki)
336
•Folklore. polonais, Paris 1898 (Dr. },r. Krr.ek)
~38
Folklorystyka w Rosyi (H. Kasperowicz)
•339
·Biełorusskoje Poleśie (H. Kasperowicz).
340
, K. Strekelj: Slovenske narodne pesmi (Dr. J. Leciejewski)
444
, Dr. A. Radić Osnova za sabirańe i proucavańe gradże o narodnom
zivotu (Dr. J. Leciejowski).
445
• Ateneum. Warszawa 1897. (J Witort).
446
, K. Kautsky: Entstehung der Ehe und der Familie (H. Kasperowicz) 449
, G. Simmel : Zur Sociologie der Religi on (H. Kasperowicz)
449

V. Sprawy T,,warzystwa.
Regulamin dla oddziałów Towarzystwa lndoznawczego
101
Sprawozdanie z IV. Walnego Zgromadzenia
105
Bilans kasowy
108
Bilans majątkowy
110
Preliminarz na rok 1898.
112
Posiedzenia Zarządu
114, 235, 341, 450
Zgromadzenia miesięczne naukowe
115, 236, 345, 452
Dary
115, 237, 346, 453
Stosunki Towarzystwa z innemi towarzystwami
redakcyami pism
117, 238, 347: 454

Str.

Spis członków
Sprawozdanie Oddziałów w Buczaczu
w Wieliczce
"
Polemika
Sprostowanie
Wspomnienie pośmiertne lL. Malinowski)

118, 238, 347, 454
342
344, 451
347, 353
4b4
118

Spis współpracowników
których prace zostały umieszczone w roczniku IV:
Dr. M. Allerhand (Lwów).
Ch. (Lwów).
N. Fr. (Litwa).
A. B. l,iillbier (Jabłonków Szląsk
austr.).
Dr. K. J. Gorzycki (Lwów).
Dr. Ant. Kalina (Lwów).
H. Kasperowicz (Wiedeń).
Al. Koch (Siedlce pow. N. Sącz).
Dr. Koehler (Poznań).
Dr. },r. Krcek (Lwów).
Dr. J. Leciejewski (Lwów).
L. Magierowski (Jaćmierz).
L. Młynek (Tarnów).

Szczep. Musiał (Złota pow. Brzeski).
Kajetan, Nikosiewicz (Kuty).
lgn. Piąlkowska (Sieradz).
Dr St. Eljasz-Radzikowski (Lwów)
Fr. Rawita-Gawroński (Lwów).
Ant. Sienicki (Lwów).
Ant. Siewiński (Ostrów ad Sokal).
Ks W. Skopiński (Padew pow.
Mielecki).
W. Służewski (Buczacz).
S. U dzieła (Wieliczka).
Jan Witort (Poniewież gub. Kowieh).
Stan. Zdziarski (Lwów'.
O. M. Żukowski •(Czer~iowee.)

ZARYSY PRAWA ZWYCZAJOWEGO
ludu lite-w-skiego.
(Ciąg dalszy*).

ROZDZIAŁ

II.

Prawo rzeczowe.
:I.
We wstępie omówiłem juź dostatecznie kwestyę przekształ­
cenia się własności feodalnej w Litwie w ściśle prywatną, które
uświęc1ła Unia Lubelska, stanowiąc: ,,że feuda albo lenna wedle
każdego przywileju wiecznymi czasy dziedziczone być mają, nie
przywodząc ich w żadną wątpliwość którymkolwiek obyczajem
i wykładem (Vol. Leg. tom II. str. 775 §. 18.). Pomimo jednak
urzędowego zniesienia feodalizmu, zwyczaj rozdawania ziem prawem feodalnem nie ustał zupełnie. Tak królowie rozdawali dobra
pod nazwą lennych z pewnemi zastrzeżeniami co do spadkobrania
oraz możności infeodacyi (wrazie braku potomstwa płci męzkiej)
aż do r. 177 5. t. j. do uznania dóbr królewskich za własność narodową; czynili to i ludzie prywatni, bo nawet III. Statut uznał
za konieczne opisać stosunki, wynikające z tych nadań (rozdz. III.
art. 30). Nadania te w dobrach duchownych zniosła w r. 1633.
komisya Rewizyjna (archiwum kap. Wileńskiej), świeckie zaś
dobra lenne dotrwały aż do tej pory, chociaż w bardzo małej
liczbie: w dzisiejszej gub. Kowieńskiej cały obszar dóbr lennych
i pojezuickich wynosił razem 5652,25 dzies. gruntów! Dotąd stanowią one zupełnie osobną kategoryę własności ziemskiej i w zasadzie uważają się za dobra skarbowe, znajdujące się w uziedzicznej dzierżawie właścicieli, którzy ją uiszczają w opłatach minimalnych i stałych.
Fakt ten nie ma znaczenia poważniejszego. Nie mają również
znaczenia szczątki własności zbiorowej, szlacheckiej, czyli t. zw.

*) zob. Lud III. str. 293.
I

1
powiatów ki, po litewsku kan.. :;:5iri~. Ie-: J '\, ••
· ' rze książąt
11 vch
żmudzkich niekiedy nada wali całeJ
che~.: rri :...<,
•·VL,
powiatów żmudzkich całe obszary ziemi
~ uz; ,-;._.. w.·,.
z prawem ciąć, kosić i pasać bydło lub komt;, •1e :-1 ...
Z biegiem czasu ziemie te różnemi drogami stały się w1u. • . Jscią
prywatną. Wedle podań z niektórych powiatówek wyrosły fortuny,
niemal magnackie, wszakże dotąd ocalała jedna powiatówka czyli
puszcza po\viatowa, mianowicie Ejragolska. Prawnie ten obszar
ziemi, dziś nieużytki, należy do szlachty dawnego pow. Wieloń~
skiego, w rzeczywistości zaś stanowi własność niczyją, res nullius.
Przed kilku laty rozpoczął się proces o nią, bo ta powiatówka
zawiera przeszło 100 włók ziemi, ale nasze wnuki nie doczekają
się końca tej sprawy t. j. podziału ziemi pomiędzy właścicieli.
Inne formy zbiorowej własności nie istnieją, bo pastwiska
w spólne chyba nie mogą być uważane za nią. Pastwiska wspólne
stanowią własność dworską, której nie mozna prawnie uszczuplić,
ale lasy, rosnące na nich, można sprzedawać na wyrąb, bo one
należą stanowczo do właściela, gromada ma prawo pasanb na
nich swego bydła w ilości nieograniczonej, zarówno jak i dwór.
Jestto niewatpliwie przezytek dawno minionej epoki, który zachował się dzięki poddaństwu. Nie można w nim widzieć prawa
serwitutowego, albowiem jego źródło jest zgoła inne.
Pojedyńcze jednostki z ludu, nawet przed 1861 r., posiadały
niekiedy własność ziemską, bo u nas było sporo t. z. ludzi wolnych, którzy nigdy nie byli poddanymi, nigdy nie byli przypisanymi do ziemi. Oprócz tego po wypadkach 1831 r. rozkazano
szlachcie wylegitymować się ze swego sz1achectwa, ale kilkadziesiąt tysięcy braci niewylegitymowanych, z rozkazu Mikołaja I.· stworzyli osobną komórkę stanową 11 jednodworców", których w 1841 r.
kazano zaliczyć w poczet włościan państwowych, zachowując im
jednak własność prywatną. Roku 1846, 26. (14.) lutego rozcią­
gnięto na nich kompetencyę miejscowych instytucyi ministerstwa
dóbr państwa, ostatecznie urządzono ich w r. 1855., ale prawa
póżniejsze, z dnia 12. stycznia 1866 r., 13. marca 1867 r., zla!y
ich zupełnie z włościanami. wszakże zachowując im własność prywatną,
ziemską.
Byli też - włościanie, uwolnieni z poddaństwa
i obdarowani ziemią, ale było ich bardzo mało.
vVogóle nie ulega zaprzeczeniu, iż przed zniesieniem podda11stwa istniała już drobna własność chłopska, prawnie podlega0

1

.,

*) W 1843 r. ,,jednodworców" narachowano 22704 mężczyzn, ludzi
zaś wolnych w dobrach państwowych -- 8562 m"ż.

-3jące prawom państwowym, faktycznie zaś - zwyczajowym. Prawo
zwyczajowe w tym kierunku nie mogło nigdy rozwinąć się należycie, bo ulegało wpływom najróżnorodniejszym. U przednio poddani w dohrach królewskich i starości11skich władali ziemią na
zasadzie starych zwyczajów i obyczajów, rzec można - na zasadzie
prawa zwyczajowego, które do pewnego stopnia było uznawane
przez sądy patrymonialne, a nawet Asesoryę W. ks. Litewskiego,
albowiem do niej mogli odwoływać sitc w swych sporach włoś­
cianie królewscy i starościńscy. Ogólna patryarchalność stosunków, oraz namiętne przywiązanie do przeszłości swojskiej długo
jeszcze nakazywały dziedzicom uwzglęą.niać w swem postępowaniu
z poddanymi stare zwyczaje i obyczaje ludowe. Wiemy dobrze,
że ks. Ogiński zawsze uwzg]ędniał prawne pojęcia ludu i nigdy
nie wyrokował w żadnej sprawie pomimo rady 12 starych włoś­
cian, wybranych przez gromady. Był to wyjątek, ale w każdym
razie właściciele ziemscy stosowali się zwykle do ludowych pojęć
prawnych, które w znacznej części zgadzały się z ich intt.resami.
.
Mniemam, iż słowa, przytoczone powyżej, tłómaczą poniekąd
wyjaśniają rozwój własnościowego prawa zwyczajowego na nieruchomości, oraz jego niedostatki i braki. Należy tu też uwzglę­
dnić rozwój i przeobrażanie się rodziny, który znajduje się zawsze
w ścisłtj a wzajemnej zależności od rozwoju stosunków własnościo­
wych; nie można też zapominać i' o przeszłości historycznej. Faktycznie lud lit~i nie wyrobił pojęcia osobistej w!asności ziemskiej,
znał on tyilfo własńość rodową. Przecież był on już na drodze
wyrobienia pojęcia własności osobistej, bo prawo rozporządzenia
i alienacyi własności rodowej już skoncentrovvał w ręku głowy
rodu, który mógł nią rozporządzać dowolnie, byle bez widocznej
krzywdy członków. Ale nawet i ta zasada nie cieszyła sie uznaniem ogolnem.
Lud litewski nie stanowi wyjątku: wszędzie własność osobista
powstała z własności rodowej w drodze powolnego a stopniowego
przeobrażania się i przekształcania, Niewątpliwie - spólnoty rod.linne wyprzedzają w czasie nietylko własność osobistą, ale nawet
i spólnoty wiejskie (gmina sąsiedzka), których początek kryje się
we własności rodowej. Wiemy dobrze, że wśród Słowian zachodnich istnienie spólnot rodzinnych, ściśle związanych z rodziną
patryarchaln~i, nie ulega ani najmniejszemu zaprzeczeqiu; znali
je doskonale Polacy, Czesi i inni. Znają je także Białorusini, albowiem dotąd istnieją one śród tego ludu, zwłaszcza. w głuchych
zakątkach Białorusi Cf'ntr.d11ej. Śród Słowian południowych pa-

J

-4nującą dotąd formą pożycia jest pożycie w zadrudze t. j. w spół­
nocie rodzinnej. Trudno też zaprzeczyć, by dzisiejsze rosyjskie
gminne władanie ziemią i współczesna organiz~cya gminy nie
pochodziły od rozrodzonych i pomięszanych spólnot rodzinnych.
Co się zaś tyczy gminy rosyjskiej na północy, to rozwinęła się
ona ze spólnot rodzinnych, dzięki warunkom ekonomicznym, oraz
fiskalnym celom rządu; stało się to w gub. Archangielskiej pomiędzy 1812 - 1820 r. W swej rozgłośnej książce p. t. n Własność
włościańska na północy skrajnej" p Aleksandra J efimienkowa
stanowczo udowodniła, że koloniści nowgorodzcy osiadali spólnotami rodzinnemi czyli "pieczyszczami" l w staro-francuskiem prawie spotykamy termin podobny - le feu), jak wyrażają się akty
urzędowe. Stopniowo pod wpływem czynników, przeważnie ekonomicznych, rozpadały się one, przeobrażając się w gminę są­
siedzką; ostateczną przyczyną, która zakończyła ten proces, były
rewizye t. j. spisy ludności w celach określenia wysokości pogłównego.

Badania p. Jefimienkowej ograniczyły się na gub. Archanale pp. Sokołowskij, M. Kowalewski i inni stanowczo te
wywody rozciągnęli nietylko na północ Rosyi, ale nawet i na
południe.
Dziś już można twierdzić, iż gmina rosyjska jest wytworem rozpadania się spólnot rodzinnych. Wiemy zresztą, iż
one dotąd nawet istnieją, albowiem „rcdzina wielka" (bolszaja
siemja) nie jest niczem innem, jeno tylko spólnotą rodzinną. Nasze
spólnoty rodzinne, o których pisałem w rozdziale uprzednim, są
niewątpliwie nieco zmienionemi spólnotami dawnemi, w których
prawa członków zwiększyły się, władza zaś zwierzchnika zmniejszyła się; prawdopodobny skutek współczesnych prądów indywidualistycznych. Reforma 1861 r. zastała tę formę ~ładania ziemią
i pożycia rodzinnego; §. 81, ustawy miejscowej usankcyonował
ten stan rzeczy, stanowiąc, że grunta nadane są własnością całej
rodziny, nie zaś jej zwierzchnika, na którego imię zostały zapisane.
Artykuł ów nie dopuszcza osobistego władania i użytkowania,
a tern bardziej prawa dowolnego rozporządzania i alienacyi, ale
jednocześnie też uznaje własność rodową i jakby prawa zwierzchnika rodu czy rodziny, albowiem na jego imię grunta nadane
zostały zapisane; na niego też spadły wszelkie opłaty indemnizacyjne, tudzież podatki państwowe, opłaty gminne i powinności
naturalne, ciężące na nich. Sama ustawa nie określiła ściśle
znaczenia wyrazu "rodzina"; ten brak usunęły dopiero wyroki
drugiego Departamentu Senatu Rządzącego, najwyższej instancyi
w spraw ach włościańskich. Okazało się, że członkami rodziny
gielską,

-5są te wszystkie osoby, które zostały za takowych uznane i upisane w aktach nadawczych lub lustracyjnych (dla b. włośdan
państwowych). To określenie ,nie usunęło wszystkich wątpliwosci

i nieporozumień, bo zdarzało się, iż nie wszyscy członkowie rodziny byli zapisani za takowych.
Wedle prawa pisanego zwierzchnik rodziny nie jest ani
właścicielem gruntów nadanych, ani posiada prawo dowolnego rozporządzania niemi, ale prawo zwyczajowe przyznaje mu to zupeł­
nie, a w każdym razie nie zaprzecza dowolnego rozporządzenia
i alienacyi. Że taki jest pogląd prawa zwyczajowego, to nie
ulęga zaprzeczeniu. ,,Gruntem nadanym zawsze rozporządza się
i zarządza patryarchalnie, niepodzielnie i samodzielnie OJcrnc
w charakterze głowy rodziny, a pozostali członkowie podlegają
bezwarunkowo jego rozporządzeniom patryarchalnyrn. W •razie
śmierci ojca prawo rozporządzenia się i gospodarowania na gruntach nadanych wedle wiekowych poglądów prawnych włościan
litewskich winno przejść do syna najstarszego, wrazie jego nie-.
zdolności do następnego i t. d". - mówi p. Friedman. Zawsze
w każdej rodzinie czy to małej, czy licznej, gospodarzem jest jej
zwierzchnik i wedle ludu takowym być powinien najstarszy; do
niego należą wszelkie rozporządzenia gospodarcze; on ma prawo
zawierać wszelkie urnowy, zaciągać pożyczki, sprzedawać, kupować i t. d. Nikt z członków nle może mu dawać żadnych wskazówek lub rozkazów; nikt nie może wtrącać się w jego rozporządzenia gospodarcze: można mu tylko radzić.
Jeżeli na czele
rodziny stoi brat starszy lub nawet matka, to wszystkie te prawa
przysługują im w charakterze zwierzchników.
Takie są poglądy ludu na prawa zwierzchnika rodziny w zakresie gospodarstwa wspólnego; rozumie się - przypuszcza się,
iż zwierzchnik będzie korzystał z nich tylko dla dobra ogólnego.
Jasnem jest, iż pomiędzy niemi a §. 81. ustawy miejscowej istnieje
sprzecznosć zasadnicza, albowiem ów artykuł prawny stanowczo
wzbrania dowolne rozporządzenie i alienacyę, oraz nie dopuszcza
osobistego władania i użytkowania, chce widzieć w członkach
rodziny współwłaścicieli równoprawnych, nie zaś - niemal najmitów, jakimi są u nas członkowie rodziny wobec jej zwierzchnika.
Artykuł ów to zastosowanie pewne rosyjskiego prawa zwyczajowego; praktyka sądowa postarała się stosować je, o ile
można, szeroko, zwłaszcza po wprowadzeniu reformy sądowej
w 1883 roku, pomimo tego, iz lud litewski nigdy nie znał i nie
zna „ wspólnego władania i użytkowania" (sowmiestnaho władienja
i polzowanja). W swej bezwzględności zasadę tę nietylko władze

-

6 -·

sądowe, ale i administracyjne (komisarze dla spraw włościanskich
i ich Zjazdy) stosują zawsze i wszędzie, narzucając ją sądom
gminnym (włościańskim) i ludowi.
Ustawa miejscowa dozwala podziały gruntu nadanego na
części, nie mniejsze od I o dies. ziemi, ale i te prawne podziały
dziś rzadko bywają zatwierdzane formalnie i prawnie. Rozumie
się cała ta działalność jest zupełnie bezowocną, bo lud nie
uznaje „wspólnego władania i uzytkowania«. Na tle tej kolizyi
prawnej rozwinęło się niesłychane pieniactwo, wyrosły piękne
kwiatki )>prawdziwie fałszywych świadków", krzywoprzysięstwa
i t. d. Zawsze wrazie sporów maj.-ltkowych sądy skazują procesujących się włościan na „wspólne władanie i użytkowanie", ale
ich wyroki zawsze pozostają „na papierze". ,, W rzeczywistości mówi p. Friedman - to wspólne władanie i użytkowanie, wywołuje cały szereg nieporozumień, kłótni, sporów i procesów,
wycieńczających, rujnujących i męczących obie strony, doprowadza
je do tego, że dobrowolnie dzielą pomiędzy sobą faktycznie, ale
nie prawnie, mienie sporne. Obawiając się, by zebranie gminne
nie odmówiło zatwierdzenia tych podziałów, unikają one sądów
gminnych i koronnych, a natomiast zawierają urnowy notaryalne
„ wględem porządku wspólnego korzystania z dochodów mienia
spornego", określając, rozumie się, z jakiej części którego każdy
ma korzystać" *).
Dawniej spadki i podziały stosowały się zwykle do norm
prawa zwyczajowego, które wogóle starało się usuwać rozdrabianie gospodarstw włościańskich. Starszy lub młodszy syn osiadali,
lub dzielili ojcowiznę, jeśli można było ze względów gospodarczych, lub zadawalniali się wypłatą, szli na nadomników (uszkurów),
służbę i t. d., nie było takiej chęci posiadania ziemi, zwłaszcza
własnej. Zresztą dziś zaczyna rozwijać się silnie poczucie indywidualne, które dawniej zaledwo tlało. Wszystkie te okoliczności
oraz ciężkie warunki życiowe wywołują i rozbudzają instynkty
ściśle egoistyczne a ich urzeczywistnienie niekiedy lud widzi we
władaniu kawałkiem ziemi. Trzeba tu podkreślić ujemne wpływy
doradców pokątnych, ludzi zwykle bez czci i wiary, ,,z pod ciemnej gwiazdy•, jak mówią u nas. Ci ludzie stanowczo wyzyskują
włościan, nie gardząc źadnymi środkami.
Często zdarza się,
iż procesujący się chłopi wydzierżawiają im swoje grunta, zawierajqc kontrakty notaryalne na imię osób trzecich, na 6- 12 lat.
Sprawy takie nie obchodzą się bez jednania świadków, spajania

*) Prawne poglądy i obyczaje, str. 83-84.

-7ich, podkupywania, składania świadomie fałszywych krzywopuysięstw, a nawet niekiedy zabójstw i kryminałów. W tej też okoliczności wszyscy, mający styczność z ludem, widzą przyczynę
obniżania się uczuć rodzinnych i w ogóle poziomu moralnego, bo
nikt prawie i nic nie przeciwdziała wpływom ujemnym.
Przytaczam tu kilka przykładów, ilustrujących prawne poglądy ludu. Po śmierci ojca grunta nadane (20 dies.) przeszły do
kilku synów; starszy zastąpił miejsce zmarłego w gospodarstwie,
młodsi domagają się podziału. Sąd gminny Erswiłkowski postanowił: ,.procesujący się winni. żyć razem, młodsi słuchać starszego i matki, a starszy ma otrzymywać wszystkie dochody i zaspakajać wydatki". Ten sam sąd dwom procesującym się braciom
nakazał gospodarzyć wspólnie, nadmieniając, że młodszy winien
słuchać starszego jak ojca (wyroki 1874 r. 1. 41, oraz 1874 r. 1. 26).
W ogóle lud mniema, że gospodarstwem może kierować tylko jeden gospodarz, przeto nawet bratu, mieszkającemu oddzielnie a
żonatemu, winna wydawać się za jPgo pracę w gospodarstwie
wspólnem pewna część produktów. Tak sąd gminny Szymkajcki
nakazał bratu starszemu wydawać młodszemu, który miP.szkał
z żoną osobno, tyle to a tyle i takich to a takich produktów
(wyrok 1871 r. 1. 34). Sądy ludowe uznawały zawsze, że prawo
rozporządzenia mieniem wspólnem. należy tylko do gospodarza
głównego, jakby zwierzchnika. Bracia gospodarzą wspólnie i jeden z pośród nich bez zapytania, sprzedał sieczkarnię... Brat
starszy, gospodarz, oskarżył go o kradzież. Napróżno oskarżony
tłómaczył się, że „jest członkiem rodziny i ma prawo wziąć
i sprzedać sieczkarnię", ale sąd nie zgodził się z tym poglądem
i skazał go na areszt (Wilkijski sąd gminny wyrok 1890 r. 1. 17).
W tymże samym też sądzie gminnym toczyła się sprawa następna.
Brat młodszy, współgospodarz, sprzedał za 26 rub. wędlin, nie
pytając nikogo o pozwolenie. Starszy zaskarżył go o kradzież
wyrok - 1896 r. I. 17. - uznał go winnym i skazał na wypłatę
26 rub.
W tych wyrokach wyraża się zupełnie jasno pogląd ludu na
prawo rozporządzenia własnością wspólną, ale dziś coraz to trudniej a trudniej godzić te poglądy z prawem pisanem, oraz rozwijającym się indywidualizmem... A jednak potrafiono znaleść
pewne
środki
zaradcze, które
pozwalają
zadość uczynić
słusznym
wymaganiom
osobistym
oraz obejść
przepisy
prawr.e, wzbraniające podziały. Uprzednio w kilku słowach wspomniałem o tern; tu pomówię o tej kwestyi nieco obszerniej. Przedewszystkiem nasi włościanie usuwają tę sprzeczność w drodze

-8umowy rejentalnej; faktycznie grunta są podzielone, bo za warto
formalną umowę o warunkach wspólnego władania i użytkowania,
w której dokładnie a ściśle określono, z jakiej części gruntów
ma każda strona korzystać. Zwykle też dodaje się, źe łamiący
umowę winien wnieść pewną sumę stronie przeciwnej.
Umowy
podobne kosztują nieco, przeto biedniejsi ograniczają się zwykle
umowami domowemi 1 które niekiedy zaświadczają u władz gminnych. W tych wypadkach praktykują się złożenia kaucyi na ręce
osób trzecich, wiarogodnych, niekiedy weksle, poręki i t. d. Uży­
wają też formy umowy dzierżawnej współwłaściciel wydzierżawia:
część swoją za pewną płatę, pobieraną z góry, wkładając natomiast na dzierża,vcę obowiązek uiszczania podatków i opłat ~minnych oraz powinności naturalnych. Prawnie grunta nie są podzielone, ale faktycznie -- tak. Władze gminne, acz o tem zwykle
wiedz4 dobrze, nigdy nie wtrącają . się w te kwestye. W ten
sposób należy tłómaczyć szereg spraw, toczących się w sądach
gminnych, grunta nadane nie są podzielone, dwaj bracia gospo
darzą na nich wspólnie i... prawują się o przekos łąki. Oczywiście
- faktycznie mamy dwóch samodzielnych gospodarzy, niezależnych
ale prawnie stanowiących jedno gospodarstwo. Ta okoliczność
wywołuje bardzo liczne nieporozumienia, spory, kłótnie, bijatyki
i t. d., niekiedy dochodzi nawet do krwawych zatargów. bo w rubryce „wypadki" gazety urzędowej można często spotykać takie
wiadomości: ,,NN. w sporze o ziemię ze swym bratem MN. pchnął
go nożem".
Przytaczam tu kilka przykładów, wyświetlających moje
słowa. We włości Sołockiej dwaj bracia, podzieleni faktycznie
i żonaci. długie Iata żyli w zgodzie, ale kobiety pokłóciły się z powodu spichlerzyka; w kłótni przyjęli udział mężowie .... Na sądzie
wyjaśniło się wszystko rwyrok 1893 r. I. 81.).
W gminie Rymszańskiej bracia podzieleni pokłócili s-ię z sobą z powodu prawa przepędu bydła; w kłótnię wtrąciły sie.; kobiety. strony porwały koły i widły ... W czasie bijatyki zabito konia i ciężko skaleczono dziecko,
które przypadkowo znalazło się na polu bitwy (wyrok 18q2 r.
1. 23). Vv innej znowu gminie - Tawrogińskiej - sąd musiał
zjechać na miejsce, by pogodzić braci niepodzielonych prawnie
a procesujących się o grunta (wyrok 1896 r. 1. 64. ). W razie sporów
podobnych strony niekiedy uciekają się do sądu polubownego, uznając zań sąd gminny miejscowy, który w takich razach może wyrokować w sprawach cywilnych, których wartość powództwa przenosi
100 rub. Przytaczam bardzo rzadki przykład takiego
rozstrzygni~cia sporu. Mają pomi~dzy sobą proces i nienawiść z powodu

-9kawałka ziemi... i pragnąc te nieporozumienia wzajemne skończyć

raz na zawsze, ale nie maiąc możności osią~nąć dobrowolnie cel
upragniony, na zasadzie 99 i 100 art. ustawy ogólnej o włościanach ... zgadzamy się na wyrok sądu polubownego w składzie takim .... i zobowiązujemy się uledz jego wyrokowi, jaki zapadnie,
zupełnie ściśle, żadnych praw na zaskarżenie wyroku zapadłego
sobie nie zachowujemy, w czem podpisujemy się .... Pomimo tego
podania sprawa ostatecznie nie została załatwioną (Bernatowski
sąd gminny, wyrok 1886 r. 1. 25).
Pomimo wszelkich zakazów i przeszkód prawnych podziały
mnożą się, przybierając najrozmaiti:ize formy, uwarunkowane tysiącem przyczyn drobnych, ściśle miejscowych.
Wogóle jednak
trzeba rozróżniać dwie zasady, kierujące podziałami: starą i nową.
"\Vedle starej nie wszyscy członkowie uczęstniczą w nich ; ich
udział określa się wolą starszeg-o, bądż zwy cza jem starodawnym ;
kobiety usuwały się zawsze od ziemi, ale wypłacano im wynagrodzenie; do nich też należała cała gotówka rodzinna. Nowa
zasada jest zgoła odmienną; wszyscy członkowie rodziny uczę­
stniczą w podziale na jednakowych prawach; niekiedy nawet i
kobiety nie usuwają się od ziemi, lubo częściej wypłacają im
wartość gruntu, przypadającego na ich dolę.
Odbywają się one
zawsze za wspólną zgodą lub wyrokami sądów gminnych, jeśli
strony nie doszły do porozumienia. Wyroki takie dawniej spotykały sie często, dziś tylko wyjątkowo.
Dawniej podział następo­
wał zwykle za życia ojca lub starszego
w rodzinie i stosownie
do jego wskazówek: uwzględniano zwykle zdolności gospodarcze,
zalety moralne i stan familijny oraz wiek, np. starszy otrzymywał
chatę ojcowską i większą część gruntu
(w niektórych okolicach
najmłodszy); inni dostawali części mniejsze, inni znów - wypłaty
w gotówce i ci zwykle szli na nadomników. Córkom dawano posagi ; uczęstniczyły tei one w podziale ruchomości; posag matczyny zawsze należał do nich. Rozumie się - zabezpieczano tei
środki do życia członkom rodziny, niezdolnym do pracy. Niekiedy
spotykamy, nawet dziś, takie formy podziału; następują one zwykle, gdy ojciec z powodu starości lub niedołęstwa zrzeka się
gruntu na rzecz swych dzieci. W takim razie jego wola kieruje
podziałem. Tak we włości Żagorskfoj ojciec swój grunt, 50 dies.,
podzielił pomiędzy 2 synów, ale starszy otrzymał 42 dies, młodszy
zaś tylko 8 dies. (wyrok 1884 r. 1. 143). Niekiedy testamenty
zawierają i ściśle określają sposób podziału gruntów nadanych
i mienia; pisałem o tern w rozdziale uprzednim i przytoczyłem
parę przykładów odpowiednich. Zdarza się :Jeż, iż ojciec, czy

/

-

10 -

starszy wydziela czę1jć gruntów wspólnych oddzielającemu się
Synowi; ma to zawsze miejsce, jeśli syn żeni się za pozwolen~m
rodziców. Muszę nadmienić, że takie rozporządzenia są sprzeczne
z prawem pisanem, lubo zgodne ze zwyczajowem. Sądy gminne
w sprawach podobnych zawsze trzymają się prawa zwyczajowego.
Wogóle jednak z;isada stara traci swą powagę, nowa natomiast - zyskuje coraz więcej zwolenników. Zasada równości bywa
posuwaną aż do granic ostatecznych: ,, w domowych umowach o
podziałach warunkuje się nawet, kto z współuczęstników winien
pogrzebać rodzic.ów i ściśle określa się udział każdego w kosztach
pogrzebowych" - mówi p. Gukowskij '(Pamiętnik gub. Kowień­
skiej na 1895 r. str. 178). We włości Kwiatkowskiej z tego powodu wywiązała się cała sprawa; na sądzie wyjaśniło się, że
starszy syn zrobił trumnę, młodszy wykopał mogiłę, najmłodszy
zaś-- opłacił księdza. Tego ostatniego jednak sąd skazał na wypłacenie starszym braciom 13 rub., ponieważ „on mało uczestniczył w wydatkach pogrzebowych, o czem sąd sam wie doskonale"
(wyrok 1889 r. I. 16) Charakterystyczny to wyrok, ale podobne
spotykają się bardzo rzadko! Tak w gminie Irasskuńskiej bracia
przeprowadzili podział mienia wspólnego z niesłychaną zręcznością i
przezornością: nie zapomniano podzielić szynki, ważącej 20 funt,
a nawej starej skóry końskiej (wyrok 1886 r. I. 4). W innej zno wu gminie bracia dzieląc się, rozpiłowali na dwie równe połówki
bierwionko *). W ogóle zasada równości arytmetycznej bywa dziś
zwykle przestrzeganą najusilniej.
Podziały odbywają się bez wszelkiego udziału władz gminnych; prawo zwyczajowe nie wymaga na nie żadnego pozwolenia. Starają się jednak o ich zatwierdzenie przez Zebranie gromadzkie wówczas tylko, gdy są one prawne, ale i to rzadko. Jeżeli strony nie mogą porozumieć się, to uprzednio zwracały się
do sądów gminnych z prośbą o podział. Przed laty kilkunastu
nie odmawiały one pomocy, dziś nie ważą si~ tego robić z po-wodu nakazów komisarzy do spraw włościańskich lub ich Zjazdów. Przytaczam parę przykładpw z przeszłości niedawnej. ,,Cho
ci..1.ż wedle prawa oraz okólnika Naczelnika kraju z dnia 10. marca
1865 r. I. 559. wypadałoby korzystać z gruntu nadanego całej rodzinie, ale ponieważ Wirwiłło (powód) jest nie najlepszego charakteru i, żeby uniknąć różnych intryg pomiędzy nimi - grunty
i zabudowania podzielić na części równe pomiędzy nim i wdową
*) Są,d gminny Jutyncki r. 1889. 1. 1.

-

11 -

Anielą (matką powoda) z wychowańcem,

synem brata powoda"
- pisał w swym wyroku sąd gminnny Szydłowski z r. 1870 za
1. 3. W tejże gminie dwaj bracia zwrócili się do komisarza do
spraw włościańskich, by ich pogodził; komisarz nakazał sądowi
pogodzić ich oraz określić porządek wspólnego władania i użyt­
kowania gruntem nadanym. Sąd "ze względu na niespokojny
charakter Ż. w żaden sposób nie może zgodzić się, by bracia
mieszkali razem, bo z tego powodu, jak można spodziewać się,
wynikną połajanki i bijatyki, a nawet od ,,czego Boże uchowaj, - zabójstwa"; - nakazał zbudować powodowi osobną chatę,
a grunt podzielił na 2 równe części (wyrok 1871 r. 1. g).
Dziś ta droga podziałów została stanowczo zaniechaną, zastąpiła ją inna, mianowicie wyroków sądów polubownych, z
którymi spotykamy się często, zwłaszcza na Żmudzi głębokiej.
W gminie Kurszanskiej zwołano sąd polubowny, który starszemu
bratu przysądził chatę ojcowską oraz trzecią część gruntów, dwom
2
młodszym zaś razem z matką /3
(wyrok 1891 r., 1. 63). We
włości Poddubiskiej zapadł wyrok następny: najstarszy brat otrzymał cały grunt nadany, 31 dies., wypłaci wszy młodszemu 3 1 7 rub.,
a średni zrzekł się swych praw za umorzenie 3 1 7 rub. długu;
przedstawiono kwit pocztowy w dowód przesłania pieniędzy nąj­
młodszemu, który wyemigrował do Ameryki (księga umów 1895
r. 1. 4). Praktykuje się też sposób podziałów w formiP. dobrowolnego zrzeczenia się praw do gruntów nadanych; niekiedy dzieje
się to na mocy wyroków sądów polubownych, niekiedy zaś umów, wnosz~nych do księgi aktów cywilnych, istniejącej przy
każdym urzędzie gminnym. •Ostatni przykład przytoczony zawierał też coś bardzo podobnego, bo oczywiście dług ów był fikcyjny. Przytaczam jednak jeszcze parę przykładów. Brat młodszy
zrzeka się swoich praw na rzecz starszego za wynagrodzenie,
określone przez sąd polubowny.
Nawiasem doddm, że sędziowie
w umowie postawili warunek, by starszy sprawił młodszemu wesele (księga umów gminy Abelskiej 1892 r. l. u). We włości
Jużynckiej brat ustąpił bratu „po umowie odjemnej" (po otricatielnomu dokumientu) swe prawa na 18,73 dies. gruntu wspólnego
za 300 rub. W tej gminie dużo spotyka się umów podobnych
(księga umów 1889 r. 1. 4, g, 10).
Często też strony po prostu zawierają umowę formalną, nie
uciekając się do sądów polubownych. Zwykle zapisują ją w księ­
gach umów, by uprawnić poniekąd i zabezpieczyć podziały. Oto
szereg przykładów, zaczerpniętych z księgi umów gmin następ­
nych. W Krożańskiej brat ustępuje bratu 5 dies. za 300 rub.

-

12 --

w Kołtyniańskiej - półtora dies. ze 25 rub., w Łabardzewskiej 13 dies. za 500 rub. i t. d. Nadmieni.am, że w tych okolicach spotykamy zrzeczenia się przez kobiety praw do gruntów nadanych.
Tak siostra zrzeka się praw swoich do ziemi na rzecz brata za
2 krowy, macocha ustępuje diesiatynę swoją ziemi za 40 rub. i owcę
(księg-i umów Krożańska 18q2 r. I. 5; Kołtyniańska 1892 r. I. 1;
ł~ahardzewska 1877 r. l. 30; Konstatynowska 1892 r. 1. 114 oraz
Szymkajcka 1871 r. 1. 16). O zasadach mrów podziałowych będzie
mowa w rozdziale o umowach.
Podział ukończono, ale bywa niekiedy dużo biedy z amatorami „wspólnego władania i użytkowania", tern bardziej, że pretensye podobne zwykle znajdują poparcie w zjazdach komisarzy
do spraw włościańskich, niekiedy zaś nawet - w sądach ogólnopaństwowych. Pragnąc zapewnić sobie spokojne władanie gruntem nadanym, należy zabezpieczyć je całym ~zeregiem dokumentów prawnych, bezspornych, by uniemożliwić rozmaite pretensye
amatorów wspólnego władania i użytkowania - mówi p. Gukowskij .. *). Przytaczam tu przykład odpowiedni, niemożliwy w innym zakątku Europy. We włości Żagorskiej brat zrzekł się na
rzecz swego rodzonego prawa na 38 dies. gruntów wspólnych;
umowę zawarto formalną i zaniesiono ją do księgi umów gminy
Żagorskiej. Upłynęło lat kilka. Wtem zjawia się on do sądu
gminnego i na mocy nakazu intromisyjnego, wydanego przez
Izbę Cywilno-kryminalną w Kownie, źąda wwiązania *) (intrornisyi) do trzeciej części gruntów, do których prawa zrz~kł się
dobrowolnie, co dowodziła 'umowa uprzednia. Sąd gminny zjechał
na miejsce i wykonał wwiązanie, przyczem staruszkę_ matkę wyrzucono z chaty, wyznaczaiąc jej na mieszkanie chlew (wyrok
1884 r. I. 118 ). Nawiasem nadmieniam, iż do reformy sądowej podobne wyroki spotykały się, dziś są one niemożliwe. Ale jednak
próby nie ustają: amatorowie „ wspólnego władania i użytkowania"
w takich wypadkach zwracają się dziś już nie do sądów ogólnopaństwowych, lecz włościańskich, gminnyc~, chociaż one powództwa podobne zwykle odrzucają, jeżeli zeznanie świadków wiarogodnych lub dowody piśmienne istnieją a potwierdzją sam fakt
zrzeczenia się. Przedawnienie w tych sprawach prawie nic nie
znaczy. Sądy gminne powołują się na nie nader rzadko, bo zreszta

*) Pamittnik gub. Kowieńskiej na r. 1896. str. 176.
*~) Użyłem tu zamiast ,.intromisyi terminu wwi~zanie", bo spotykam
go w pierwszym przekładzie statutu z r. 1614.

-

13 -

samo prawo zwyczajowe ma o niem bardzo niedokładne i nieścisłe
pojęcie.
Dość powiedzieć, iż dotąd nie określiło
ono nigdy
terminu, który w każdym wypadku poszczególnym
zależy
od okoliczności rozmaitych. Przytaczam przykład odpowiedni.
We włości Kurszańskiej zjawił się amator wspólnego władania
i użytkowania, który zażądał, by sąd nakazał jego bratu, gospodarzowi, dopuścić go doń. N a posiedzeniu sądowem okazało się,
iż pozywający przed 20 laty zrzekł się swych praw na rzecz
obecnego właściciela, co udowodnionem zostało zeznaniami
świadków; dokumentów żadnych nie okazano,
bo umowa była
słowną.
Sąd powództwo odrzucił, przyznając przedawnienie (wyrok 1893 r. 1. 32).
W ogóle lud ściśle odgranicza i wyróżnia grunta nadane od
nabytych, nazywając je własnością wykupową lub niewolną. Nadaje on jej znaczenie własności rodowej, tylko do gruntów nadanych stosuje on nazwy: ojcowizna i rnacierzyzna. Ojcowizna - to
grunta, otrzymane po ojcach, wogóle - w linii męskiej; rnacierzyzna ma znaczenie odwrotne: to g-runta, które dostały się w linii żeńskiej. VvT ogóle jednak lud stosuje do własności ukazowej
swe pojęcia o prawie alieanacyi, które koncentruje się w ręku
głowy rodziny. Pomimo zakazu prawnego sprzedaźy gruntów nadanych, nasi włościanie sprzedają je i kupują, nie zwracając ani
najmniejszej uwagi na prawo pisane. Rozumie się - konieczność
życiowa wytworzyła pewne normy prawne, które zastępują zakazaną umowę sprzedazną.
Praktyka zyciowa wyrobiła dwa sposoby: pierwszy z nich, oparty jest na tym artykule Ustawy o włoś­
cianach, który grunt wykupiony uznaje za właśność prywatną, podlegającą ogólnemu prawu cywilnemu z zastrzeżeniem tylko, że
rnoźe go nabyć wyłącznie osoba stanu włościańskiego.
Robi się
to tak: sprzedający wydaje kupującemu notaryalny kontrakt dzierżawny na lat 12, z obowiązkiem wznowienia go po upływie pierwszego dwunastolecia. Roczna opłata dzierżawna - to suma po•
datków oraz opłat indemnizacyjnych i gminnych; naturalne powinności spełnia sarn dzierżawca, który też opłaca podatki, opłaty
i t. d. Opłata dzierżawna za 24 lata wnosi się po zaś·wiadczeniu
kontraktu, na którym pisze się pokwitowanie z uiszczenia połowy
sumy umówionej, drugą zaś zabezpiecza oblig sprzedającego na
imię kupującego z terminem 12 letnim, w dodatku wydają się obligi, by zabezpieczyć wykonanie urnowy. Po ukończeniu wykupu
łatwo już będzie na mocy istniejącego długu i ogólnych przepisów prawnych uzyskać zatwierdzenie prawa wła:·mości.

-

14 -

Drugi sposób jest nieco inny. Sprzedający wystawia na imię
kupującego weksle, które on natychmiast zaczyna egzekwować,
zwracając egzekucyę na grunt nadany. By umożliwić jego sprzedaż, wnoszą się do Izby skarbowej (Urzędu podatkowego, Gubernialnego) skapitalizowane opłaty indemnizacyjne i nabywa się

grunt z licytacyi publicznej. Konkurencyi zapobiega się przez sporządzenie fikcyjnege 12-letniego kontraktu dzierżawnego, na którym kwituje się z pobrania całej dzierżawy za ten przeciąg czasu
z góry. Rozumie się - ziemie nadane czyli ukazowe mogą nabywać tylko osoby stanu włościańskiego, nie mniej jednak- zgoda
wszystkich współwłaścicieli jest konieczną. Tu należy nadmienić,
że prawo zwyczajowe nie zna ani prawa blizkości, ani prawa wy.
kupu rodowego: ich śladu nawet nikt nie spotykał nigdy, chociaż uprzednio istniały one niewątpliwie. ,,W ten sposób mówi p. Friedman str. 92. - włościanie, acz drogą nielegalną, sprzedają swoje prawa własności do gruntów nadanych ukazem".
Widzimy zatem, że wszelkie usiłowania prawne, wszelkie
zabiegi, których celem było i jest utrzymanie włościan na pewnym
poziomie kulturalnym, nie doprowadziły do rezultatów pożądanych;
prawo starało się zapobiedz koncentracyi własności nadanej w ręku
osób poszczególnych - z jednej strony, z drugiej zaś - usuwać,
o ile się da, przyczyny wytwarzania się proletaryatu wiejskiego.
Życie okazało się silniejszem niż przepisy prawne: własność ukazowa koncentruje się, wytwarza się powoli stan zamożnych gospodarzy, chłopów, oraz wzrasta szybko ilość bezrolnych. Dokła­
dnych a szczegóło\.vych danych statystycznych nie posiadamy, ale
nawet istniejące stwierdzają niewątpliwie koncentracy<, własności
ukazowej - z jednej strony, z drugięj zaś - rozdrobienie, niekiedy niemal nawet t. z. "sproszkowanie''.
I:::C.
Przechodząc do ogólnych pojęć o prawie własności ludu litewskiego, muszę nadmienić, że wogóle nie są one ani zbyt jasne,
ani zbyt określone, ale w każdym razie można je odtworzyć z dostateczną ścisłością, uwzględniając ogólne pojęcia mas ludowych
o własności oraz okoliczności miejscowe, wyjątkowe, do których
niewątpliwie nalezą wpływy klas wyższych, nawet u nas przesiąkłych poglądami kwirytów na tę kwestyę. Prawo zwyczajowe
zua już własność osobistą nawet na ziemię, przeważnie dzięki
wpływom prawodawstwa i kultury, ale dotąd nie zdobyło się
jeszcze na zupełne usunięcie śladów dawniejszego poglądu. Lud

-

15

zna elementy własności ziemskiej, mimo to jednak nie zawsze
i nieściśle rozróżnia prawo własności od prawa posiadania. J estto
moje zdanie, różniące się nieco od zdania p. Friedmana, ale podzielają je wszyscy ludzie, obcujący z ludem. Że tak jest, zdaje
się nie ulegać zaprzeczeniu: wiadomo dobrze, że lud grunta, które
bardzo długo dzierżawił i płacił za nie dzierzawę _stałą, zwykle
uważa za swoją własność osobistą, której nie można go pozbawić.
Istnieje nawet w miejscowym języku polskim wyraz nzasiedzia•
łość", który oznacza pewne prawa długoletniego dzierżawcy do
gruntów dzierżawionych. Pogląd ten niejednokrotnie lud wyrażał
bardzo jasno:
dość tu przypomnieć tłómaczenia się „wolnych
ludzi", gdy ich eksmitowano. Zwykle tak samo tłómaczą się dłu­
goletni dzierżawcy, chociaż nie mogą rościć pretensyi do praw
należnych ludziom wolnym.
Zdaje mi się, iż wedle ludu praca
około
ziemi nadaje pracownikowi pewne prawa na nią,
j~tto, bodaj, pogląd bardzo rozpowszechniony. Praca tworzy
własn ość - mniema lud, dlatego wszystko to, co istnieje pomimo
pracy ludzkiej, jest dostępnem dla wszystkich, jest jakby "włas­
nością Bożą", z której korzystać może każdy. . . Wedle ludu lasy
stare, nie zasadzone ręką ludzką, a istniejące od czasów niepamiętnych, są dotąd jeszcze jakby własnością Bożą, która należy
wprawdzie do pana, ale z której pan nie może zabraniać korzystać wszystkim potrzebującym. Dotąd samowolne poręby w lasach
pańŚkich lub skarbowych lud nie uznaje za kradzież, lubo dziś
nie pochwala ich, ale patrzy na nie bardzo pobłażliwie. Są nawet
lasy, z których wedle ludu - ma prawo każdy korzystać,
bez żadnej ujmy dla siebie; są to przęważnie lasy skarbowe,
z których za dawnych czasów (do 1837 r.) korzystali włościanie
królewscy i starościńscy. Podania o tern zachowały się dotąd.
Jagody, grzyby, orzechy i zioła lekarskie należą do wszystkich,
każdy ma je prawo zbierać, gdzie mu się podoba, nie pytając
niczyjego pozwolenia. Jest to przekonanie, tak głęboko zakorzenione w prawnem poczuciu ludu, że je zwykle tolerują; ze zgrozą
lud wymienia nazwiska tych właścicieli ziemskich, którzy negują
to jego „prawo odwieczne" ... Bywało nawet, że na gwałty odpowiadał gwałtami.
Przed kilku laty odebrario od dziewczyny
koszyk z jagodami, ubranie całe i puszczono ją nagą ... "Vv... kil_ka
dni spłonął piękny borek sosnowy: podpalono go. \Vogóle
z obawy „sprawiedliwości ludowej" dwory tolerują zwykle połowy
ryb i raków w rzekach, stanowiących własność prywatną. Wedle
ludu ryby i raki w jeziorach i rzekach stanowią własność wspólną,
gdy natomiast połowy w stawach i sadzawkach, sztucznie zary•

-

16 -

bionych, uważają się za kradzież bardzo haniebną. Ten sam pogląd, ale z pewnemi zmianami, lud stosuje do lasów, w których
prowadzi się gospodarstwo prawidłowe i nie wolno jest zbierać jagód, grzybów i orzechów w młodych zagajnikach; kradzieżą jest wyrąbanie lub zniszczenie drzewa, zasadzonego ręką
ludzką lub rosnącego na polu samotnie. W pow. Rosieńskim
spalono przez ;wa wolę dziką gruszę; winni zapłacili odszkodowanie i zostali ukarani chłostą. *). Właściciel ziemski zasadził
i troskliwie pielęgnował borek sosnowy; okoliczni włościanie porobili znaczne w nim szkody, wyrąbawszy kilkadziesiąt drzewek.
~oszkodowany zwrócił się do sądu gminnego w Erżwiłkach: sąd
skazał winnych na odszkodowanie materyalne oraz ukarał surowo
,,by- szanowali pracę ludzką" (1874 r. 1. 29).
Do własnosci wspólnej, Bożej, należą też zwierzęta dzikie
i ptactwo. Lud nie zna prawa polowania: włościanie myśliwi, nie
pytając nikogo, polują na cudzych gruntach i w cudzych la~achr..
Włościanie też nigdy nie zabraniają polować na swojej ziemi;
jeżeli zdarzają się niekiedy podobne zakazy, to źródło ich zawsze
tkwi w urazach osobistych, w chęci zapłacenia pięknem za nadobne. Znałem właściciela ziemskiego, który bardzo dokuczał sąsie­
dnim włościanom, a był człowiekiem małej wartości moralnej;
otóż mu chłopi zabronili polować na swoi.eh gruntach. . . Nie zastosowa:ł się on do tego zakazu, polował; złowiono go, odebrano
broń, ubranie zwierzchnie i puszczono... Sprawa. skończyła· się
na niczem. Nadmieniam też, że lud uważa za swój święty obowiązek zawsze i wszędzie tępić drapieżne zwierzęta i ptaki oraz
żmije.

Wogóle śmiało rzec można, iż z pojęciem prawa własności
lud za wsze łączy pojęcie pewnej ilości pracy, zastosowanej do
poszczególnych rzeczy i kawałków gruntu. Ziemia uprawna, wszEJkie wytwory pracy ludzkiej, zwierzęta i ptactwo udomowione,
wzajemne zobowiązania się pieniężne i t. d., są to wogóle objekty
własności. Lud nie rozumie i nie zna prawa własności na wytwory
nie materyalne, co wogóle stosuje się do wszystkich mas ludowych. Subjektem własności może być każda osoba fizyczna, nawet
dzieci, w których imieniu występują wówczas rodzice lub opiekunowie prawni; osób prawnych lud nie zna, zatem nie zna wła­
sności zbiorowej. vVprawdzie w zakresie t. z. własności ukazowej istnieją u byłych włościan państwowych pastwiska wspólne,

*) S\d gminny Szymkajcki 1870 r. l. 52.

-

17 -

które należą do całej wsi, ale tylko niemożliwość fizyczna chroni
je od podziału pomiędzy właścicieli. Jeżeli uda się czc~ść jego zamienić w grunta orne, to zawsze je dzielą posród gospocfarzy.
Jest jeszcze jeden przykład własności zbiorowej : gm madzie
_R umszyskiej nadano prawo połowu ryb na Niemnie na własność
wspólną, albowiem rzeka została uznaną za nieużytki*), których podzielić nie było można. Zdarza się, ii włościanie kupują na spółkę
ziemie i lasy na wyrąb, ale po uko11cteniu kupna natychmiast
dzielą je proporcyonalnie do wysokości sum wniesionych. V,,;T ogóle
lud nie zna ani zrzeszonego gospodarstwa, ani zrzeszonej pracy,
oprócz t. z. tłoki, przeżytku dawno minionej doby; indywidualizm
ekonomiczny panuje niepodzielnie. Prawo zwyczajowe zna już
tylko ogólne formy nabywania własności; jeżeli istniały dawniej
inne formy, obrzędy i symbole, to dziś zachowały się tylko ich
ślady, tak nikłe, że ich odtworzyć nie mozna. Zdarza się dotąd
jeszcze, że sprzadający ziemię daje kupującemu w obecności świad­
ków jej grudkę lub roślinkę wyrwaną z korzeniem; jestto zanikający już przeżytek.

Lud dzieli własność na ukazową, którą nazywa też wykulub niewolną, oraz nabytą czyli wolną; znany też
jest jej podział na ruchomą i nieruchomą. O_ ile prawo zwyczajowe ściśle rozróinia własność ukazową od nabytej, o tyle niemal
plącze pojęcie własności nieruchomej i ruchomej. Tak budowle
gospodarskie raz zaliczają się do nieruchomości, drugi raz do ruchomości; to samo stosujt się do bydła niezbędnego do uprawy.
Rzecz jasna: określenie własnm'.;ci wykupowej zostało zaczerpnię­
tem z prawa pisanego.
Do własności nieruchomej należy przedewszystkiem ziemia ...
Posiadanie ziemi ma w oczach ludu znaczenie ogr~mne; złożyły
się na nie i przeżytki wierzeń dawniejszych, dotąd bardzo żywe,
i wiekowe tradycye ludu rolniczego, jak litewski, i okoliczności
współczesne. Dotąd lud wierzy głęboko, iż ziemia jest jakby
matką wszechrzeczy, istot,\ rozumną i moralną, która karze i nagradza swe dzieci. Ziemia rodzinna gra wielką rolę w życiu ludu:
każdy pragnie być pogrzebionym w swej ,,ziemi rodzinnej"; często
jej szczyptę zabierają z sobą emigranci do Nowego Świata, by
w razie zgonu zasypano nią im oczy ... Zna też lud formę przypową, rodową

*) Z tego powodu wynika tyle spraw i sporów, że s1d gminny Romszyski zrzekł się w tej kwe~tyi swej władzy sądowniczej, przekazuj1c jfł
gromadzie R11msz)sl;iej (\\yrok 1879 r. l. 15).

sięgi

z kawałkiem darniny na głowie, uważanej za bardzo uroW podaniach ludu, np. w znanej legendzie o Sicińskim,
pośle upickim, ziemia połknęła zamek, jego zonę, czeladź i cały
dobytek za karę, wywołaną uciskiem ludu; istnieją też i inne podania podobne ... Ziemia dotąd często nazywa się jeszcze matką ...
Rolnictwo, jedyny dotąd niemal środek do życia ludu litewskiego,
tylko spotęgowało jej cześć i uznanie, które dziś wyraza się zwykle w gorącem pożądaniu kawałka gruntu na własność. W prawie własności do kawałka ziemi zawiera się niemal cała treść
żyda zwykłego włościanina litewskiego; z tern prawem związane
są jego najlepsze uczucia, najwznioślejsze marzenia i naj wytrwalsza praca. We własności nasi chłopi widzc1c jąkiś cel podniosły,
niemal święty, który wypełnia treść ich zycia moralnego i fizycznego ; w niem tkwi - wedle nich największe szczęście
i największa suma radości życiowych. W każdym razie, jak są­
dzą słusznie, dla naszych włościan kawałek gruntu jest tak drogim, jak rodzina własna. W cdle ludu - tylko włościanie rolni
.;ą ludźmi w pełnem znaczeniu tego wyrazu, którym należą się
obowiązki i godności. Nasi włościanie mniemają dotąd, iż jedynym celem, godnym istoty ludzkiej, jest praca własnoręczna na
własnym zagonie. Nie zupełnie~obcymi są te poglądy nawet drobnej i średniej szlachcie: na każdym kroku można przekonać się
o tern ...
Nie dziw więc, że śród ludu poglądy te zachowały się tak
żywo! Nasz włościanin swój kawałek gruntu strzeże jak oka w głowie,
zwłaszcza pilnuje granic. Wedle prawa zwy~zajowego granice, miedze i kopce, są święte i nietykalne. Sypanie kopców granicznych
do niedawna jeszcze było połączone z oryginalnym, szeroko rozpowszechnionym zwyczajem: ćwiczono na nich młodzież i dzieci,
a potem obdarowywano, by na 2awsze pamiętano granicę. llyłem
świadkiem, jak oshyiały chłop zeznał pod przysięgą, iż doskonale
pamięta kopiec graniczny, albowiem ćwiczono go na nim, a potem dano mu czapkę wisien; miał wówczas około 15 lat. Przed
laty dwudziestu kilku, gdy po długim procesie pomiędzy dwiema
gromadami przeprowadzono ostatecznie granicę i usypano kopce,
to na pamiątkę oćwiczono dziatwę obojga wsi, obdarowano ją ła­
kociami, a potem postawiono krzyże. Jest to prastary zabytek, bodaj przeżytek ofiar krwawych, składanych w miejscach granicznych. Granice też określają niekiedy rowy, których psuć nie
wolno. Jeżeli rzeka rozgranicza grunta dwóch właścicieli, to kaida
jej poło wa należy do tego, którngo własnością jest brzeg; zmiana
kierunku nurtu główn-.:-go nie zmienia granicy. Jeżeli rzeka uforczystą.

-

19

muje wysepkę napływową, to ona (wysepka) należy do tego wła­
ściciela, do kt,Srego należy ta połowa rzeki, gdzie się znajduje wysepka. To samo stosuje się do jezior, jeżeli one stanowią granice.
W ogóle prawo zwyczajowe uświęr,a i nakazuje surowo nietykalność granic, ale nakazy te i zwyczaje przekraczają się usta.
wicznie.
Istnieje tu pewna różnica pomiędzy gruntami właścicieli
ziemskich i włościan; ci ostatni o wiele chętniej i częściej naruszają pierwsze, niż drugie, chociaż prawo zwyczajowe nie zna
tej różnicy. Rzecz jasna: dwory nigdy nie są w stanie tak pilnować swych granic, jak drobni właściciele ... poprostu z przyczyn
czysto fizycznych. Zresztą dwór z powodu czy to przeorania m:edzy, czy to przekosu łąki nie rozpocznie sprawy w sądach pokoju,
bo się nie opłaci. Inna rzecz włościanin; swemu sąsiadowi nie
ustąpi on ani piędzi ziemi, ani wiązki siana : zapłaci pięknem za
nadobne, Należy jednak zaznaczyć, że na pograniczu Kurlandzkiem i wogóle w tych miejscowościach, gdzie lud jest bardziej
uspołeczniony, naruszenia granic zdarzają się o wiele rzadziej, niż
gdzieindziej.
Powierzchnia gruntu, stanowiącego własność prywatną, należy wyłącznie do jego właściciela; nikt nie ma do niej praw
żadnych krom tych, których mu udzieli właściciel. Wedle prawa
zwyczajowego może on wzbronić przejazdu, przepędu bydła, przejścia, a nawet pasania na ścierniskach i ugorach. Należy tu jednak zauważyć, że zwykle na ścierniskach pasie się bydło gromadzkie; jest to ustępstwo, wywołane koniecznością. Wszelkie
zabudowania lub posiewy, zrobione na cudzych gruntach, należą
do ich właściciela; w tych wypadkach lud nie rozró.żnia dobrej
i złej wiary. Zdaje się jednak, iż sądy gminne zaczynają już rozróżniać w sprawach podobnych tę okoliczność, tak W<..1..Żną: w wypadku pierwszym przysądzają niekiedy tylko odszkodowanie za
grunta zajęte, a same budowle każą znosić, oddając materyał ich
właścicielowi; zboże zasiane dozwala się sprzątnąć i zabrać sobie.
Takie wyroki spotykają się, ale zapadają one wówczas tylko,
gdy sam sąd jest osobiście przekonany, że zaszła pomyłka, sło_
wem istniała wiara dobra. Częściej atoli ta okoliczność nie
uwzględnia się: sądy wprost nie tyl_ko .zasądzają odszkodowanie
ale nawet budowle i zasiewy. Pogląd prawa zwyczajowego w tej'
kwestyi nie jest zupełnie jasny; trzeba sądzić, iż to wszystko za•
leży od różnych okoliczności miejscowych. Rzeczy znalezione na
gruncie cudzym, należą nie do znalazcy, ale do właściciela gruntu;
wyji.~tek stano\vi;~ tyłku zbłąkane zwierz~ta domowe i ptactwo

-

20 -

które należy zwrócić właścicielowi. Utajenie rzeczy znalezionej na
cudzym gruncie lub przywłaszczenie zwierząt zbłąkanych, prawo
zwyczajowe uznaje za jedną z najbardziej hańbiących form
kradzieży,

Do właściciela ziemi należy też jej wnętrze: należą doń nieskarby zakopane w niej, przeto nie wolno ich szukać
bez jego pozwolenia. Zwykle bywa, że włościanin, podejrzewając istnienie skarbu na swym zagonie, zawiadamia o tern osoby
blizkie; poszukiwania odbywają się razem. Czy istniały dawniej
jakieś pojęcia o podziale skarbów znalezionych, niewiadomo, ale
znaleziona przed kilku laty, przypadkowo, przy kopaniu rowu,
moneta starożytna, złota i srebrna, została sumiennie podzieloną
pomiędzy znalazcami, o ile można było dowiedzieć się.
W drugim przypadku parobek wyorał garnek ze sztabkami srebrnemi,
formy łodziowatej (prawdopodobnie pioruny litewskie), i pokryjomu sprzedał żydom. Jego gospodarz, włościanin, właściciel grun tu, wytoczył mu proces przed sądami pokoju, który skończył się
na niczem. Nie zna prawo z .vyczajowe własności minerałów, znajdujących się w ziemi; o tej formie własności lud nie ma nawet
najmniejszego pojęcia. Nie wolno wprawdzie bez pozwolenia wła­
ściciela kopać torfu, ale to tylko bodaj dlateg-o, że w ten sposób narusza się jego prawo do własności powierzchni torfowiska.
Zwyczaje odnoszące się do prawa używania torfowisk, istnieją
tylko w pr)W. Rosieńs~im, bo tam lud już opala torfem z powodu braku lasów; zdaje się --- streścić je można w tych sło­
wach: ,,do kogo należy grunt, do tego i torf"'.
Łąki zwłaszcza spławne, są nie mniej pilnie strzeżone niż
role, ale z powodu braku miedz rozgraniczających, bywa zwykle
bardw dużo sporów, kłótni, a niekiedy i bijatyk o przekosy. Po
łąkach nie wolno ani chodzić, ani na wet zbierać szczawiu ; po
skoszeniu_ i sprzęcie siana, prawo wypasu n.1leży tylko do właści­
ciela.
Ma też lud niejakie pojęcia o prawie własności wody. Powyżej nadmieniłem już, że rzeka, która rozgranicza właścicieli,
należy do nich do połowy. Właściciel zaś każdej połowy nie ma
jednak prawa ani zbudować grobli, sięgającej brzegu drugiego,
nie swego, ani też postawić młyna lub podnieść czy obniz.yć poziom wody bez zgody wszystkich osób w tern zainteresowanych.
Gdy przed kilku czy kilkunastu laty włościanin zbudował młyn
na dopływię Muszy i przez to podniósł poziom wody, która zalała łąki jego sąsiadów, to wyrok sądowy skazał go na zapłace­
nie ods1.kodowania oraz znie:-;ienie młyna.
wątpliwie

-

21 -

Włościanie

nasi prawie nie posiadają lasów; do posiadanych
'zwyczajowe, które określa wog-óle prawa
przepędu bydła przez cudze grunta, przejazdu i t. d. Muszę nadmienić, iż prawo przejazdu, już istniejące, wedle ludu nie może
być zniesionem.
Zdarza się, że właściciele ziemscy kasują niekiedy drożki polowe, ale to zawsze wywołuje protest ludu, który
niekiedy próbuje dochodzić. swego prawa rzekomego w drodze
stosują zwykle prawo

sądowej.

Wogóle lud pilnie ochrania role i łąki, ale ta ochrona bardzo często jest nader niedołężna. Z tego powodu wynika bardzo
dużo spraw o t. zw. szkody. które są źródłem nieskończonych waśni,
kłótni i bijatyk. Drugiem źrodłem, bodaj ważniP-jszem, są ustawiczne naruszenia granic, przywłaszczania gruntów i t. d. Nasz
włościanin. lubo niesłychanie szanuje własność swoją, nie szanuje
cudzej: chłop nie ustąpi ani piędzi swojej ziemi. owszem - pragnie jej przysporzyć... wszelkimi środkami, nie zważając na nic
więc worze się w gru'nta sąsiada, przekosi mu łączkę i t. p. Ale
i sąsiad pilnuje swego, a żywi takież same chęci i pragnienia;
stąd nieuniknione zajścia i nieporozumienia. ,,Żeby odzyskać swoje
naruszone prawo, częstokroć posiadające małą wartość, włościa­
nie uciekają się do wszelkich środków, nie krępując się niczem
i nie cofając się przed kosztami; pod tym względem nic nie jest
w stanie utrzymać ich na wodzy. nardzo często wartość przedmiotu lub strat, o które spór się toczy, nie przenosi pół rubla,
a na procesa sądowe ... wydają oni dziesiątki i setki rubli, a niekiedy nawet rujnują się zupełnie• - mówi p. Friedman. Niewątpliwie tak jest. jest nawet nieco gorzej, albowiem „wszelkie
środki'• sprowadzają się nader często do środków, które należy
stanowczo potępić ze względów religijnych i etycznych, jeżeli nawet
pominiemy społeczne. Najlepsi śród włościan słusznie tłumaczą to
pieniactwo namiętnem przywiązaniem do ziemi przesiąkniętej potem
i krwią wieśniaczą, moralno społecznymi ideałami ludu oraz braldem śdśle określonego prawa materyalnego i przewodu sądo•
wego, których prawo zwyczajowe zastąpić nie może, zwłaszcza
przy bardzo wadliwej organizacyi sądów gminnych.
Przytaczam tu kilka spraw wynikłych z zatargów o ziemię;
przytaczam je, by oświecić, do jakiej zaciętości dochodzą nawet
litwinki, tak potulne zwykle. W czasie zatargów granicznych fona
właściciela rzuciła się z nożem w ręku na swą przeciwniczkę,
ciężko poraniła ją i jednem uderzeniem wbiła nóż pod serce koniowi, którym orano grunt sporny (sąd gminny Wiewirżański
wyrok 1875 r. 1. 50). W innej znowu gminie kobieta wskoczyła

-

22 ---

na sporny grunt z garnkiem rozstopionej smoły, którą wylała na
głowę swego sąsiada (sąd gminny Skawdwilski wyrok 1872 r.
1. 8). Litania podobna długą jest, ale dość już przykładów przytoczonych.
Jeszcze kilka słów o sprawach, których przyczyną są „szkody":
one nader charakterystyczne, albowiem rzucają jaskrawe świa­
tło na psychikę_ "ludu". We włości Skawdwilskiej wypędzano
krowę ze szkody, ale tak gorliwie, że połamano jej nogi i wybito oko; potem ją dorznięto i zjedzono. Właścicielka wystąpiła
z żądaniem 12 rub. odszkodowania; przysądzono 11 rub., ,,bo bydło teraz bardzo tanie" (wyrok 1874 r. 1. 29). W tejże włości
trójka koni zrobiła szkody tylko na 15 kop. - wedle oceny biegłych; zatrzymano je, okropnie bito i 4 doby nie karmiono. Gdy
właściciel zjawił się po nie, to był obity· aż do krwi; winnych
skazano na 5 rubli odszkodowania i s dni aresztu (wyrok 1874 r)
1. 15). W innej gminie kury i kaczki zrobiły szkody na 15 rubli,
przysądzono 7 rub. (sąd gminny Aleksandrowski wyrok 1891 r:
1. 381). W tych sprawach przedawnienie nie istnieje, sądy skazują
za szkody popełnione przed trzema i czterema laty, znacznie
jednak obniżając; odszkodowanie (sąd gminny Aleksandrowski wyroki 1891 r. 11. 381 i 4).



Niekiedy jednak kwestye podobne załatwiają się w sposób
patryarchalny, ojcowski. Pewien właściciel ziemski pow. Poniewiezkiego mówi zawsze chłopom, których bydło dwór zajął:
"to nie wasza wina, a pastuchów, przyszlijcie ich do mnie, a koni"e
czy hydło bierzcie sobie"!_ Gospodarze posyłają do dworu pastuchów, a we dworze zwykle oćwiczą ich za niedbalstwo. Okoliczni włościanie nie roszczą jednak za to żadnych pretensyi (nie
płacą odszkodowania), a nawet żyją z dworem w dobrej zgodzie,
który co prawda nigdy nie odmawia im swej pomocy.
iście

Na

zakończenie

słów

parę

o tych

przekroczeniach prawa

własności, których ludnie uważa za szkodę, nie uważa za złe. Groch

zasiany przy drodze, wolno szczypać każdemu, ale tylko nie schodząc z drogi albo nie wyłażąc z rowu; nie wolno iść dalej. Owoce
drzew przydrożnych stanowią własność publiczną, z której każdy
może korzystać. Jeżeli gałęzie drzew owocowych, zas~dzonych
nawet za ogrodzeniem, zwieszają się nad drogą lub ścieżką, to
wolno je zrywać, a tembardziej podnosić opadłe. Można też, nie
pytając niczyjego pozwolenia, spasać przejzdnym rowy przydrożne
oraz korzystać ze studzien, leżących tuż obok. Ich właściciel nie

-

23 -

za to pretensyi, ale może odmówić wiadra do
wody, lubo lud na tę odmowę patrzy bardzo krzywo,
uważając ją za dowód braku uczuć ludzkich.

ma prawa

ro:kić

zaczerpnięcia

Prawo 2wyczaiowe, jakem uprzednio nadmienił, nie zna ści­
własności ruchomej, albowiem zalicza niekiedy
do niej budowle gospodarskie. W ogóle jednak takie braki są właści­
we pojęciom prawnym, nieujętym w ścisłe normy prawa pisanego.
Ten brak podzielają wraz z prawem zwyczajowem litewskiem
prawo wielkorosyjskie i ruskie, jak świadczą prof. Pachman
i Kistiakowskij. Mimo to jednak pojęcia ludowe o własności ruchomej są o tyle rozwinięte i określone, że je można odtworzyć•
Przedewszystkiem objektem własności ruchomej są wszystkie przed~
mioty materyalne, do których wytworzenia przyczyniła się tak
lub owak praca ludzka, oraz wzajemne zobowiązania się, posiadające wartość materyalną; nie sądzę. by lud uznawał wartości
nie materyalne.. . Próbowano raz wytłumaczyć nieco otartemu
włościaninowi znaczenie honoraryum literackiego; nie mógł zrozumieć: ,.za co pytał płacą.
jeśli kto pisze prawdę,
boć
obowiązany jest głosić pra.wdę"? ,,A za robotę? - Każdy musi
pracować dla prawdy, bo tak Pan Bóg nakazuje".
W~zakże lud
rozumie wynagrodzenie z.1 usługi osobiste i społeczne; gaże urzę­
dników i sędziów przyrówuywa do zasług. Niewątpliwie wszelkie
cechy najzupełniejszej wbsności osobistej noszą rzeczy użytkowe:
odzież. stroje, ozdoby, narzędzia rzemieślnicze i t. d. v,..r zwykłej
rodzinie włościańskiej sprzęty domowe, lapasy żywności, narzę­
dzia gospodarcze, konie, bydło i wogóle cały „dobytek" stanowią
własność osobistą, ale należącą do obu małżonków. Do obu mał·
żonków też należą wytwory gospodarstwa, produkty hodowli koni,
bydła, ptactwa, ogrodowizny, owoce i t. d.
Prawo rozporządzenia przysług-uje jednak nie w stopniu równym obu małżonkom: mąż niewątpliwie ma pierwszeństwo, może
on dowolnie rozporządzać całem mieniem ruchomem oprócz bardzo nielicznych przedmiotów, które wyłącznie należą do żony,
jako to: dochody z gospodarstwa mlecznego, owoców, ogrodowizn,
ptactwa, wełny, cieląt i t. d., konie i źrebięta - to wyłączna.
jakby własność gospodarza. Warto nadmienić, iż w okolicach
w któryc1' hodowla ptactwa przybiera charakter przemysłowy
żona zaczyna powoli tracić swe prawo wyłączne doń; to samo'
stosuje się do lnu (ściślej włókna), uprawianego na sprzedaż, wo·
słego określenia

24 góle można powiedzieć, że żona może dowolnie rozpor1.ądzać tą
cu~ścią mienia wspólnego, d0 której wytworzenia najbardziej
przyczyniła się jej praca. Rozumie się kobieta zamężna może
posiadać swoją własność ściśle osobistą, do której należą rzeczy
użytkowe! zarobek, dary i t,. d.; każdy i każda posiada to prawo.
Wogóle prawo zwyczajowe zna ścisłą własność osobistą, której
pojęcie różni się od pojęć klas wyższych; drobne różnice dotyczą .
przeważnie zakresu prawa własnościowego oraz rozporządzenia ....
Lud uznaje prawo użycia, ale zupełnie nie uznaje prawa nadużycia: pot_ępia on je bardzo surowo_.
Wedle jego pojęć nikt
nie ma prawa niszczyć swe mienie. Lud mniema też, że nikt nie
może korzystać z prawa swego na ruchomości, jeżeli jest ono
połączone z krzywdą osób trzecich.
Zdarzało się, że nad marnotrawcami na żądanie ich żon lub krewnych, a nawet domniemanych spadkobierców, uchwały gromadzkie ustanawiały opiekę.
Jest to zasada ogólna, dotąd pilnie przestrzegana; najczęściej
stosują ją gromady w interesach źon i dzieci. Poza temi ograniczeniami ogólnemi niema innych. Rzeczy znalezione w miejscach
publicznych, należą do znalazcy; jeśli znalazły je 2 osoby, to należą one do tej, która spostrzegła pierwsza.
Rzecz znaleziona
winna być zwrócona właścicielowi, który obowiązany jest wypła­
cić wynagrodzenie, t. z. znaleźne. Jego wysokość ściśle nie
określa się, ale w każdym razie musi do pewnego stopnia odpowiadać wartości przedmiotu zwróconego.
W ogóle włościanie
ukrywają zwykle rzeczy znalezione; to przywłaszczenie nie uważa
się za karygodne, lubo jest nagannem. Prawo zwyczajowe wymaga, by o tern ogłaszano publicznie. Dawniej wszystkie rzeczy
znalezione odnoszono zwykle na probostwo, a w niedzielę księża
z ambony ogłaszali o tern; gdy znależli się właściciele, wydawano
je im, zawsze żądając znaleźne!:_'"o. Zwyczaj ten nie zanikł jeszcze
zupełnie; dotąd często proszą księży, by ogłaszali z ambony o
rzeczach straconych lub zwierzętach zbłć\kanych. Ogłoszenia te
zazwyczaj skutkuj~\; znaleźne płaci się zawsze. Wedle prawa należy rzeczy znalezione składać w Urzędzie gminnym, ale ten
przepis nasi włościanie stosują tylko do zwierZL\t zbłąkanych, których przywłaszczenie uważa się za najgorszą formę kradzieży,
zwłaszcza koni.
W pojęciach ludu o prawie własnoś'ci na zwierzęta udomowione zachowało się nieco śladów przeszłości zamierzchłej ; najwyraźniej występują one w prawie bartniczem, które dotąd jeszcze
zachowało się dobrze. I nie dziw! Pszczelnictwo niegdyś posiadało dla ludu litewskiego znaczenie ogromne. Można •o niem są-

25 dzić z tych faktów, które n~m przekazali historycy, oraz d,dsiej-

szych poglądów ludowych na pszczołę. Pszczoła - ,, to pracownica Boża"; g~zechem jest nie tylko zabija<\ ale nawet drażnić
ją; pszczoła nie zdycha, lecz „umiera", a te n sposób wyrażenia je~t
bardzo rozpowszechniony. Ponieważ jest ona pracownici.\ Bożą,
przeto wolno w największe nawet święta pracować w pasiece
około ulów. Pszczoła przynosi szczęście gospodarzowi, a wiodą
się one tylko człowiekowi uczciwemu. Te wierzenia są jeszcze
dziś nader żywe; można więc przypuszczać, czem były one przed
dawnemi laty! "\Vedle Narbutta istniała nawet niegdyś nso bna
bogini: która opiekowała się pszczołar1i; *) nazywano ją jakoby
Austheja. Pisał o niej też Lasicki w swej znanej książce o „Bogach zmudzkich" (,,De diis Samogitarum''); w tej pracy znajd u.
jemy ważny ustęp, poświP;cony ówczesnemu znaczeniu pszczel•
nictwa dla kraju. Mówi też o tern Gwagnin w swej książce
o ,,Sarmacyi Europejskiej" (,,Sarmatia Europea"). Nawet jeszcze
przed laty kilkudziesięciu ta gałąź gospodarstwa posiadała znaczenie niepoślednie: pszczelnictwo bartne upadło zupełnie około
18-lo r. Pozostały tylko pasieki, ale ich liczba do niedawnych
czasów zmniejszała ~ię coraz bardziej, dzięki przeważnie rozwojowi
rolnictwa. Dodam, że Statut Litewski ochraniał je bardzo gorliwie, skaznjąc winnych niszczenia barci na ogromne grzywny
(rozdział X. art. 3 punkty 3, 4 i 5 oraz art. 13 i 14).
Dziś pszczelnictwo ma znaczenie bardzo podrzędne, mimo to
jednak cieszy się wielkiem uznaniem śród ludu; mieć ~ak najwię­
cej ulów, jest dotąd jak najgorętszem pragnieniem włościan miejscowych. Pszczół kupić nie można, wic~c wieśniak stawia ul pusty
na drzewie, rosna.cem na jego gruntach, lub w ogrodzie, a nawet
niekiedy w lesie, ale zawsze „na szczęście'' jakiejś młodej osoby,
która słynie ze swej praw ości. Jeżeli rój osiedli się w ulu, staje
się własnością tego, do kogo należał ul, oraz do tej osoby, na
której szczęście postawiono go, rozumie si{: - stosuje si{~ to tylko
do ulów postawionych na gruncie własnym. Tacy współwłaści­
ciele roju nazywajzi. się bitnikami {po litewsku -- bicziules, od
bittes -- pszczoła), a spółka taka zwie sic, bitnictwem (bicziuliste).
Kto pierwszy rój zobaczył, ten <los taje coś tak smacznego do jedzenia, jak miód, oraz podarek drobny; kto pomógł z<ljąć go,
ten otrzymuje koszul(, i s1iodnie, jeśli jest 1m;żc.zyzną, koszulę zaś
bardzo długą, je:'.;li jest kubietq. Robi sil, to, by pomocnicy nie

*) Dzieje
str. 78.

starożytne

narodu litewskiego.

'Wilno 1835 r.,

tom I•

-

26 -

,.. zuli zazdrości, bo zabija ona pszczoły. Jeśli właściciel widział
rój ulatujący, to śledzi go; gdy osiądzie w lesie, to zabiera do
własnej pasieki; jeżeli zaś osiedli się w ulu, to właściciele roju
i ula stają się bitnikami. Właściciel ula winien pszczoły doglądać
a na rok przyszły oddać połowę miodu temu, z którego pasieki
wyle.ciał rój; tem się bitnictwo to kończy. Jeżeli jeden z współ­
właścicieli roju nie ma szczęścia do pszczół, to ustępuje go za
kieliszek wódki lub szklankę piwa, ale połowę miodu otrzymuje
coro~znie. Rój niepostrzeżony należy do tego, na czyim gruncie
osiadł, ale właściciel (gruntu) winien wyszukać tego, z czyjej pasieki ów rój wyleciał; jeżeli znajdzie, stają się oni bitnikami.
Bitnictwo bywa dwojakiem: jednorocznem pomiędzy właści­
cielem roju i ula oraz stałe, trwające aż do śmierci jednego z bitników lub utraty prze z właściciela roju wiary w uczciwość swego
wspólnika. Oid·rnie połowy miodu zebranego - to dług honorowy, o który bitnik nie ma prawa upominać się, ale nigdy nie
zdarza się, by zapomniano o tern. Niepotrzebna jest zgoda osoby,
na której szczęście osadza się rój; owszem -- ta okoliczność winna
pozostać w tajemnicy, az nie wręczą jej połowy miodu otrzymanego. Dotąd zdarza się, że bitnikami są nawet wielcy właściciele
ziemscy z najzwyklejszymi włościanami, ale tylko bardzo popu•
larni i szanowani przez lud. Zdarza się, że ,,wieśniak lub wieś­
niaczka... w najświąteczniejszem ubraniu zajeżdża przed dwór,
wyjmuje garnki i miodem i udaje się z nimi" do pana lub pani,
bywa przyjmowany jako gość w pokoju i ugoszczony za stołem
paf1stwa; rozmawiają z nim po żmudzku". Ten zwyczaj zachował
się tylko na głębokiej Żmudzi, lubo bitnictwo jest bardzo rozpo •
wszechnione nietylko śród włościan, ale nawet śród szlach ty
zwłaszcza zagonowej. Zdaje się, jak gdyby lud uważał za zaszczyt
pozostawać w stosunkach
bitnictwa z wybitnemi jednostkami,
które otacza czcią i szacunkiem. Tak zmarły ks. Moczulski, proboszcz reform owa ny w Birżach, miał kilkudziesięciu bitników
nawet śród włościan katolików ....
Widzimy więc w tych zwyczajach, ktore objąłem nazwą
prawa bartnego, dużo przeżytków .doby zamierzchłej; nie spoty•
kają się one w takiej ilości w innych dziedzinach ludowego prawa
rzeczowego, lubo i tam ich nie brakuje. Wedle ludu nie wolno korzystać z cudzych rzeczy lub zwierząt; prawo zwyczajowe surowo
potępia i karze takie nadużycia. Przytaczam parę przykładów
rzucająch jaskrawe światło na tę kwestyę. \\T jasną noc księży­
cową kilku wyrostków złowiło na pastwisku cudze konie; hasało
na nich; sąd gminny Erżwiłkowski wyrokiem z r. 1874. za I. 23.

-

27 -

skazał winnych na chłostę. W gminie K wietkowskiej za obcinanie
ogonów końskich, ćwiczono winnego (wyrok 1889 r. 1. 24). W gminie Skopiskiej dano włościaninowi list do przeczytania; przeczytał i podarł na drobne ka wałki, nie pytając pozwolenia właści­
clela; &ąd wyrokiem swym z r. 1879 za 1 1, skazał go na chłostę.
Wogóle zasada, że każdy ma prawo rozporządzać się rzeczą doń
należącą, występuje jak najwyraźniej z zastrzeżeniem, o którem
wspomniałem uprzednio.
Zna. jednak prawo zwyczajowe prastary przeżytek wspólnoki rodowej. W razie konieczności ratowania życia ludzkiego
lub grozy klęski spolecznej, wolno nawet g.vałtem wziąć przedmioty,
niezb~dne do ratunku. Wedle ludu wzbronienie korzystania z nich
w tych wypadkach, jest nie tylko czynem nie ludzkim, grzechem
ciężkim,
ale nawet przestępstwem, karanem bardzo surowo.
„W tych wypadkach nietylko nie pytają zwykle pozwolenia lub
zgody na skorzystanie z przedmiotów, mogących służyć przy ga
szeniu pożaru lub ratowaniu mienia od ognia, ale nawet gwałtem
biorą te rzeczy, do kogoby one nie należały, czy do włościan,
czy też do osób stanów innych 11 - mówi p. Friedman str. 83.
I rzeczywiście tak jest: byłem świadkiem, jak zabrano gwałtem
konie włościańskie, konieczne do wożenia wody w czasie pożaru.
Gdy paliła się pewna wieś, mieszkańcy zabrali gwałtem konie
dworskie, bo właściciel ziemski ich nie dał dobrowolnie; chciał
on potem wytoczyć proces włościanom, ale pod naciskiem oburzonej opinii publicznej cofnął ten zamiar. Vv ogóle ta zasada
uznaje się niemal powslechnie; chyba rzadko kto nie podziela
tego poglądu.
Prawo zwyczajowe, jakem wspomniał powyżej, posuwa się nawet o wiele dalej: karze ono - surowo takiego rodzaju postępki.
Wiem dobrze, iż w r. 1887 w czasie rozlewu Muszy dwaj chłopi,
przeprawiając si~ przez rzekę, zaczęli tonąć, bo czółno przewróciło
się; widzieli to włościanie orzący swe grunta.. Na brzegu znalazła się łódka i wiosła, ale jej właściciel nie dał: ,,ani umiecie
ani co! I sami utoniecie i czółno utopicie"! Włościanie wzięli j ~
gwałtem, właściciel jednak bronił i nawet uderzył jednego z ratujących; poturbowano go. Ludzi ton-1cych wyratowano. W kilka
~ygodni potem sąd gminny Poswolski z własnej inicyatywy pobiągnął go do odpowiedzialn0ści ka1 nej, co zdarza się bardzo
rz~dko. Gdy na posiedzeniu sądowem wyjaśniły się okoliczności
, e1 sprawy, skazał go "za odmowę pomocy ginącym i derpiącym''
ra chłostę i grzywny; nadmieniam sam sąd, wbrew prawu,
:1atychmiast wykonał wyrok. Nasz włościanin prawdopodobnie nie

28 postąµilby

tak, był to Lotysz, kolonish. Wi_adomo też dobrze, że
s,tdy włościański,, odrzucają skargi osób, wnoszących je za samowolne zabranie koni, niezbędnych do sprowadzenia księdza
lub lekarza., ale tu ostatnie tylko w wypadkach wyjątkowych.
Niekiedy nawet skazują one winnych na grzywny, areszt lub
chłostę ... w razie czegoś nadzwyczajnego, oburzającego. Wątpli­
wem jest, czy wolno zabrać cudze konie, by ścigać złodziejów?
\V niektórych okolicach niewątpliwie - tak, w innych - nie,
żadnej zasady stałej dopatrzyć się tu nie można, albowiem wszys-'
tko zależy od okoliczności miejscowych.
Pozostaje mi teraz omówić darowizny wedle prawa zwyczajowego. Przedewszystkiem podkreślam, iż lud nasz nie zna stałego
a jasnego określenia darowizny; zreszt,i to rzecz zwykła w prawie zwyczajowem, nieznającem zadnej kodyfikacyi, Niew,ttpliwie
jt-!dnak istnieją pewne poglądy, w których trzebcL 1.•względnić prastare przężytki oraz brak myśli przewodniej; zwyczaj obdarowywania nie jest rozpowszechniony. Każdy ma prawo darować tę
tylko rzecz, która należy do,i wyłącznie; jeżeli składają sie niekiedy dary od osób zbiorowych, czy też maUonków, to ta okoliczność podkreśla się za\vsze Nie mniej zasadniczymi rysami µojt~ć naszego ludu o darowiznach są ich obrzędowość tudzież moźno~ć odebrania darów w razie zmiany okoliczności.
Do obrzę­
dów weselnych nale},y też wzajemne obdarowywanie się. Matka
chrzestna winna zawsze darować dziecku koszulkę, czepeczek
i krzyżyk; narzeczona obdarza narzeczonego, narzeczony zaś- ją
i t. d. W tych razach zwyczaj mniej więcej określa rodzaj i wartość d;irów. Muszę tu nadmienić, iż obdarowani poczuwają się do
obowiązku wywzajemnienia się darami, których wartość wogóle
winna odpowiadać wartości otrzymanych. Dar nie stanowi bezwarunkowej własności osoby, której go ofiarowano; jeże~i warunki zmienią sie::, to należy go zwrócić.. . J estto zasada ogólna,
którą uświęcają nawet wyroki sądów gminnych. Przytaczam przykład, nader charakterystyczny. Narzeczony darował swej lubej
w zajezdnym domu przy traktamencie „po znajomości w miłości"
zegarek, rękawiczki i rubla, gdy atoli poślubiła ona innego, zażądał w drodze sądowej zwrotu darowanych rzeczy. Luba wy:-;tąpiła z powództwem o zwrot obrączki i chustek darowanych mn
wedle zwyczaju. Sąd gminny Kiejdański, rozważywszy tę spraw~,
uznał, iż podarki narzeczonego kosztowały o 6 rub. więcej niż
dary narzeczonej, przeto skaZJ.ł ją na zapłacenie mu 6 rub.; luba
zapłaciła (wyrok 1883 r. 1. 57). Takie wyroki spotykamy, ale dość

-

29

rzadko, bo sprawy podobne nie dochodzą zwykle do sądów
gminnych.
Objektem darowizny mogą być wszelkie przedmioty krom
metalowych, zwłaszcza ostrych: nie godzi się wedle ludu dawać
podarki podobne, bo mogą wywołać one kłótnie i nieporozumienia wzajemne, a nawet nienawiść. Jest to wierzenie bardzo rozpowszechnione. By uniknąć złych skutków, które wywołuje podarowanie przedmiotu metalowego, należy zapłacić zań, chociażby
najlichszą monetką, ale miedzianą.
Jeżeli ktoś otrzymał w darze
szpilki, igły lub nożyce, wogóle przedmioty bardio ostre, to wi•
nien obdarującego z lekka ukłuć.
Mogą też być przedmiotem
darowizn nieruchomości n. p.
ziemia. W tym wypadku ostatnim lud ściśle odróżnia własność
niewolną, ukazową, rodową ,,od wolnej, nabytej". Parę słów o darowiznach pierwszego rodzaju. Zdarzają się one nader rzadko;
mówiąc ściśle, należy je nazwać zamaskowaną formą dziedziczenia spadkowego. Darowizny podobne nie zdarzają się nigdy, jeżeli gospodarz ma dzieci; niekiedy natomiast praktykują się one,
gdy w ten sposób chcą przekazać grunta dzieciom adoptowanym
czy przy-branym lub wychowańcom. Dawniej taki akt darowizny
był słowny i mimo to stosowarro się doń święcie ; dziś sporządza
się go w drodze rejentalnej, ale najbliżsi krewni zawsze .starają
się go obalić. ,,Sprawy podobne wszczynaj4 się zawsze w sądach
gminnych, które zwykle takie powództwa uznają za słuszne
i prawne" - mówi p. Friedman str. 80. Przytaczam tu przykład
odpowiedni. Pewien wło:kianin swój grunt nadany - 8, 5 dies.
- darowuje swemu pasierbowi „za jego stalą przychylność i po•
słuszeństwo oraz przywiązanie". W akcie darowizny powiedziano,
że kto zechce obalić tę jego wolę, winien będzie zapłacić obdarowanemu 300 rub. _(gmina Dryświacka, księga umów, 1879 r.
1. 3). Jest to zwykły warunek, który choć poniekąd zabezpiecza
obdarowanego. Niekiedy nasi włościanie podarowujć~ grunta wolne,
ale bardzo rzadko, bo w takich razach stosują się zwykle do poglądów swych n·ajbliższych krewnych, stanowiących coś w rodzaju rady rodowej; nie zdana się prawie, by zgodziła się ona
na us:rnięcie krewniaków od spadku. Umowy potlolmP- za,"·~ze
zawierają się w drodze notaryalnej; są one zupełnie prawne, a zatem wykonalne. Innych form darowizny nieruchomości lud
nie zna.
Ruchomości wogóle są najczęściej przedmiotami, które lud
ofiaruje jako dary. Powyżej nadmieniłem, il bardzo cz~sto dary
noszą cechy obrzędowe. Do nich nalezą te, które lud składa nie-

-

30 -

kiedy osobom powaźanym w dowód swego uznania i szacunku:
jeżeli na weselu był ksiądz lub inny gość poważny, to zawsze

gospodarstwo go obdarza. Wedle zwyczaju należy kobietom, zbiew lasach pańskich jagody, grzyby czy orzechy, stawić
się we dworze z da·rami np. koszykiem jagód lub.orzechów, wiankiem grzybów suszonych i t. d. Często zdarza się, iż darami lud
okazuje swoją wdzięczność; w ten sposób niekiedy wyraża on
swe uznanie dla lekarzy lub adwokatów... Jestto naddatek, bo
honoraryum zwykłe płaci się zawsze ...
Na końcu słów parę o podarkach przedślubnych
poślubnych; przedewszystkiem o pierwszych.· Są one konieczne, niezbędne: narzeczony musi obdarzyć swoją narzeczoną, ta zaś narzeczonego. W różnych okolicach kraju
dary owe różnią się, ale bardzo nieznacznie; w każdym razie narzeczona winna złożyć w darze ręczniki lub płótno własnej roboty. Obdarza ona nietylko oblub:eńca, ale i inne osoby, uczestniczące w obrzędach weselnych; sama też otrzymuje dary odpowiednie. Dary poślubne są nader rzadkie; wogóle w okolicach
ściśle litewskich nie istnieje, bodaj, ani najmniejszy ślad „poldarku porannego" (Morgengabe), ale w powiatach nadgranicznych
ub u ludności mieszanej z białoruską niejakie przeżytki tego
zwyczaju można spotykać. Nie umiem wykazać ich pochodzeni ~
chociaż ludy słowiańskie, tak pokrewne litewski.emu, znały go.,
W południowo-wschodniej części pow. Nowo-Aleksandrowskiego
o ludności litewsko-białoruskiej, rytuał weselny zachował ślad podarku porannego: jest to dar, który składa pan młody swej żonie
nazajutrz po nocy ślubnej; otrzymuje też ona dary od rodziców
mężowskich. Inne obrzędy weselne, które następują potem, wskazują, iż owe dary są odszkodowaniem za wianek ... Zresztą zwyczaje owe oraz pokrewny im zwyczaj „pokładzin" należą stanowczo do zamierających* W wyrokach sądów ludowych, których
przejrzałem sporo, znalazłem tylko jeden wyrok, który tu przytoczę zaraz, ale uprzednio nadmienię, że, mojem zdaniem, stanowi
on wyjątek: mniemam - lud litewski nie uznaje prawa odszkodowania za wianek. W pow. Wiłkomierskim robotnica wiejska
wystąpiła z powództwem, żądając odszkodowania za wianek orar.
wypłacenia należnych jej 5 rub.; zapozwanym został pracodawca,
miejscowy zamożny włościanin. Na posiedzeniu sądowem oskarżenie
zostało stwierdzonem ale tylko w części pierwszej; strony pogouziły
się za 7 rub. odszkodowania (sąd gm. Towiański wyrok 1890. l. 33.).
rającym

Jan H:itm·t.
*) Swad'ba u litowskich Biełornsow (Wernlc Białorusinów litewskich)
Pami~tni k gub. Kow. 18~4 r. Nr. 141.

Pierwiaste~ ludowy wpoezyi A. Mic~iewicza.
Jedną

z najgłówniejszych zasług, a zarazem znamieniem bardzo
było to, iż jego zwolennicy postawili sobie za
zasadę z poezyi ludowej zaczerpnąć ducha dla poezyi artystycznej. Romantyzm bowiem, sprzyjając wszelkim usiłowaniom indywidualizmu, podniósł też wysoko
prawa indywidualności u w~zystkich narodów.
Indywidualne zaś te cechy poszczególnych narodów leżały w jego zamierzchłej dClbie źycia, w jego legendach, zwyczajach, obrzędach
i pieśniach ludowych. Myty starożytnego świata klasycznego już po
tylekroć wyzyskiwane nie mogły dostarczyć nowego materyału,
zabrano si~ więc do pracy w innym kierunku i zaczęto zbierać podania i pieśni pogardzonego gminu. Z niepomiernym zapałem rzucono
się do odgrzebywania tych skarbów ukrytych w tajemniczem łonie
ludu, zaczęto czerpać dowoli z tego zapomnianego źródła, szukano
treści rodzimej, przydatnej do artistycznego obrobienia w odradzającej
się poezyi. Ruch ten idący równocześnie z kierunkiem romantycznym,
któr,· u narodów słowiańskich wyprzedził o wiele wcześniej sam romantyzm, wywołały d~iela Herdera: Uber Ossian und die Lieder der
alten Volker, - Aehnlichkeit der mittleren englisclien und deutschen
Diclttkunst, - Vorrede zu den Volksliedern i Stimmen der Volker in
Liedern. 1).
Pierwszym naszym uczonyn:, który zwrócił uwagę na doniosłe
znaczenie pieśni i podań ludowych, był Ks. Hugo Kolt(Jtaj, który
ważne m romantyzmu

1) W Dalmacyi wychodzi zbiór poez) i, pomi~dzy któremi znajdują, si~
i pieśni lodowe : A. K a s i c h. Ra z g o v o r u g od u i n a r o d a s l ov i n s kog a. Ven. 1801. U f::erbów w roku 1814. wydaje Vu k Stefan o v i ć Kar ad ż i ć swój zbiór - Mała prost o n ar o du a s la v e u os r p s k a p j e s u a r i ca ; w 1O lat później ogłasza tenże saw autor
Srpske ąarodne pjesme. U Czechów wydaje w latach 18221827. F. Uelakowskj·: Slovanske narodni piesne, R. Rittersberg: Ntirodni pjesne sebrauć ... Prah11 1825., tudzież
częściowo w zbiorze J. H. Gallas: .Muza .Moraw~ka. Bern. 1813.
Najwi~kszy ruch na tem polu ukazuje si'- w Rosyi, co zawdzięczyć należy
mnóstwu pracowuików jak: Kałatalin: Nowiejszij wsieobszczij
pjeseunik, 1810; Pracz (1815); Dan iłów: Drewnija ruskija
s t i c ho t w or e n i j a s t ar i n n y c h m a ł o r os s i j s k i c h p i es e ń. 1819.
Russkij" skaski 1820. 5 tomów; Popow: Nowiejszij wsieobnczij i połnyj piesennik.1819. 6 tomów; Hllsskija narodu.
piesui. i820. 2 tomy; w tym mniej więcej czasie, w latach 1823-18ż7.
wychc.dzi zbiór pieśui słowackich Szafarzika: Pisuć svćtske lidu
S l O V e n 8 k eh o.
też

-

32 -

w liście swoim pisanym dnia 15. lipca 1802 rc,ku z więzienia oło­
munieckiego do Jana Maja, krakowskiego księgarza, rozwinął pomiędzy innemi vrojekt spisywania szczegółów tyczących się zycia,
zwyczajów i obyczajów ludu. List ten przesłano Tadeuszowi Czackiemu, a ten zakomunikował go„ Towarzystwu przyjaciół nauk" w Warszawie, skutkiem czego już wkrótce, bo w roku 1805. wydrukowano
w Pamiętnikit W ar sza wskim - Swa dwa, wesela, urodziny i ckrzciny
u ludu ruskiego Rusi Czerwonej W roku 1810. znowu drukuje Jan
Paweł Woronicz swoją Rozprawę o pidniacli narodowyclt, czytaną

jeszcze w roku 1805. na jednem z posiedzeń „Towarzystwa przyja
ciól Nauk" 1), w roku następnym wydaje lqnacy Czerwi,tski we Lwowie Opis obyczajów ludu ruskiego okolfry za-dniestrskiej między Stryjem
·a l.1omnicq,, a w sześć lat później Marya Czarnoicska przedstawia w
Dziennilcu Wilettskim zwyczaje ludu na Białorusi, przyczem podaje
p10snki przezeń spiewaoe 1).
Tymczasem wśród zaczync1jącej się JUŻ walki między dawnemi
a nowemi pojęciami u~azała się rozprawa, nie przechylająca się stanowczo na żadną stronę, a pisana z wielką ostrożnością i umiarkowaniem, - Brodzińskiego: O klasyczno.foi i romantyczno.,foi, drukowana
w pi~ciu zeszytach Pamirtnika Warszawskiego od maja do lipca
1818 roku. W niej odezwał się Brodziński do młodego pokolenia
uwielbiającego utwory ·romantyków niemieckich, którzy często, nieraz
nawet do znudzenia wprowadzali na scenę duchy i upiory, ażeby
„nie porywało się w niepewny lot", a natomiast wskazuje mu, skłt·l
winn0 czerpać. pomysły do J!Owych utworów.
„Jakó Polacy· przywiązani do ziemi ojców, nie szukajmy do
wspomnienia przodków wzorów w rycerskiej poezyi średnich wieko w,
malujmy ich sposobem obywatelskich rycerzów,· zaj~tych rad11 o ich
dobru, zyjących z rolnictwa, nie warujących się po skalach jak orły,
nie wypadających z gniazd swoich jak orły na zdobycz. po bliskich
równinach, nie za sławę dam swoich, ale za ziemię walczących ...
„Romantycznoś~ią naszą są nasze n'iegdy.~ ·miasta, kt6ryrlt obwody
j,uż

czarna rola przykryła, smutne grody,

w których nasi królowie

Roczniki Tow. Warsz. przyj. Nauk. VI. str. 308.
2) Szczegóły powyższe zaczerpnl}łein z niektóremi' zmianami lub dopełnieniami z dzieła Dr-a P. C hm i e l o wskiego : Ad am Mick i ew i cz Warszawa 1886. L str. 154 i' nast, jakoteż z jego referatu czytanego na zjeździe im. Kochanowskiego w Krakowie • p. t. J a k n a l e t y
t\'aktować utwory poezyi ludowej ·w historyi literatury
po I s k i r j. (A· r r, lf i w n m • Il o u z i ej ó w oś w i at y i 1 i te r a t. w P o Is ce. Kraków 1886. V. E-tr. 36-37).

1)

-

38 -

przemieszkiwali, a do których murów terai wieśniacy strzechy swoje
przytykają; stolica, gdzie teraz na oddzielnej ziemi spią dwie ukochane rodziny królów naszych i tylu rycerzów; Sybilla, gdzie marne
pozostałki świetności naszej przed zagładą uniesiono; mogiły ryce1·zów 1), które po niwach naszych wszędzie napotykamy; rycerstwo,
co na wzór Eaeasza zniszczoną opuściło Troję, nie dla zakładania
nowej siedziby na ziemi latyńskiej, ale dla dochowania oręża z okupem krwi za cudzą sprawę, aby z nim wrócić do grobu ojczyzny
z niesłychaną nadzieją".
Brodzi11ski idzie jeszcze dalej, wypowiada mianowicie zdanie,
kiedy i w jaki sposób literatura nasza będzie mogla się odrodzić
i skąd pozyska siły do nowego życia:
„Jeżeli jest powinnością poety - mówi w oświeconym
wieku szanować gust powszechny, jeżeli pamiętać będzie, że przepisy
sztuki nie są wymysłem, ale że je rozsądek z natury wyczerpał, że
te przeto równie jak natura każdemu za wskazówkę sluzyć powinny;
świętszym nierównie jest jego obowiązkiem czerpać z pieśni ludu,
jako z natury", gdyż „niezawodną jest rzeczq, że pieśni ludu są
.tródłem najpiękniejszej poezyi i że sztuka robiąca z nich całość,
uwiecznia zarazem i charakter narodu i jego oświecenie.... Na p1esniach ludu ugruntowała się poezya Greków, Anglików, do nich wrócili Niemcy".
Badania na polu etnografii nie ustawały tymczasem. Najsilniejszą
ich podporą był Adam Czarnocki, znany powszechnie pod nazwiskiem
Zoryana Dołęgi Chodakowskiego, - zagorza,ły czciciel starożytności
słowiańskich, który w tych latach rozpoczął był pieszą wędrówkę po
ziemiach polskich i ruskich. :i). Owocem tych mozolnych poszukiwań
była rozprawa jego p. t. O Slowict,tszczy.źnie przed Cltrześcija1istwem
1) T~ sam4 myśl powtarza Brodziński w swoim utworze p. t. O poe z y i. (Dr. Bełcikowski odnosi czas jego powstania do r. 1816).
»Na jakiej ziemi, z jakim ludem żyjesz razem,
Takiego twoje pienia niech będą, obrazem ....
Ty, cenią,c wszędzie piękność, wł as n 4 śp ie w aj ziem i ę,
Ruiny, smntne świadki dawnej .duchów chwały,
Mogiły, co z oj czy z n ą, synów pogrzebały".

:i) A. J. P y p i n. Z o r i a n D o ł ę g a C h o d a k o w s k i j ( W i e s t n i k
J ewropy. 1886). L. Sowiński-Zdanowicz. Rys dziejów literatury polskiej. Wilno. 1875. II. Fr. Rawita Gawroński.
Z o r y a n Do ł ~ g a C h o d a ko w ski (Pr ze w od n i k n a u ko wy i 1 iter ac ki. 1897.XXV.marzec i nast.), A. Pypin. Istorija russkoj
e t n o g r a fi i. III. 44 i nast.
3

-

34 -

drukowana w Owiczeniacli naukowych wydawanych w Krzemieńcu
w 1818 roku.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych
odległych stronach,-pisał Chodakowski,-· trzeba spieszyć na jego uczty,
zabawy i różne przygody. Tam w dymie wznoSLl}cym się nad gło­
wami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne spiewy i wśród
pląsów prostoty odzywają się imiona bogów zapomnianych. W tym
gorzkim zmroku dostrzec można świecące mu trzy księźyce, trzy zorze
dziewicze, siedm gwiazd wozowych. Tam zorza Lelowa zbliża się do
młodego miesiąea, miłość nowożeńców i gody zwiastuje; tam zorza
księżycem ogrodzona lub zawojką pokryta, ślubną przysięgę tłómaczy.
Dotąd jeszcze trzy rzeki płyną pod sieni lubowników, udzielają świę­
tej wody do korowaja i kołaczów. Dotąd zawodzą się w nuceniach
podolskich wróżby na tychże rzekach, jak Bizantyckie kroniki wspominają. Jeszcze cichy Dunaj, jak ów Ganges, jest wodą świętą, pełną
uroków, miłości i szczęścia, i na powierzchni swojej niesie korab
czerwienny z okwitością swadziebną. Jeszcze sfop wyzłacać jadą d0
Lwowa. Dziewica między dwoma lwami stojąc bez bojaźni, oddaje
rękę Junoszy. Strusie pióra i pawie ogony zdobią wieńce i głowy
poszlubione, a czerwiec z maliną mięszany stanowi chwalę czystości
dochowanej. Rusa kosa pod Kijowem, zloty warkocz w Krakowie biorą
pierwszeństwo. Jelenie, rysie, łabędzie i sokoły nie zapomniały Jeszcze
przynosić kochankom wieńców i pierścieni. Sierocie iabierającej się
do ślubu opiewają dąbrowę pełną pni bez zieloności. Jeszcze mosty
ścielą się ze trzciny, gdy dzieci mają upaść do nóg rodzicom, a drugie usłane pierścieńmi i perłami znajdują się po drodze kochanków". 1).
Za przykładem Chodakowskiego rzucono się teraz z zapałem do
poezyi ludowej i wnet, bo już w tymże sawym roku, lfrystyan Laclt
Szynna, profesor warszawskiego uniwersytetu, otrzymawszy od tego
zbieracza wszystkiego, co się ludu tyczyło, zbiór pieśni wiejrskich doprzejrzenia, drukuje dwie z nich w oryginale czerwono-ruskim, jakoteż
w polskiej przeróbce w Dzieunikzt H'ilr,tskim, a w roku 1819 wydaje
w Pamiętniku .Naukowym naśladowanie ballady Burgera Lenora p. t.
lfoniilla i Leon, jako też swoje Uwagi nad ballad(J Biirgem „Leonura" 'J).
W. Surowiecki d'1lej pisze swoje spostrzezenia nad Chodakowskiego
U Slowiwtszczyżnie przed Chrzciciwtstwem, 3 ) w Pamirtniku zaś Naulcowym mamy podaną Wia<lomoić o dziełach W. Stef. Kamdżicza wraz
z krótką jego biografią. W roku znowu 1820 w czasopiśmie Pszczółka
1) Cytuję wedłag wydania Helzla. Kraków. 1835. str. 9-10.
2
) '1.' a m ż e. Il. str. 2 75 - 28 :2.
3) Pamilj)tnik Warszawski. 1819. XIV. str. 35 i nast.

-

35 -

Krakowska III. str. 3. drukuje J. K. RzesiJtski „dumę narodową" p. t.
Sobótka, jakoteż w tamże samem piśmie „dumę z powieści ludu
wiejskiego" p. t. Obrom i Nida (str. 161 ). O rok wcześniej już znajdujemy w T11godniku Wile1tskim (IX, str. 276-277) osobną rubrykę dla
rzeczy ludowych p. n. ,,Etologia", w której wydrukowano rzecz jakiegoś bezimiennego autora p. t. Oórzędy weselne ludu wiejskiego w gn •
bernii mi,tskiej w powiecie bm·ysowskim, przyczem pieśni weselne zarówno w oryginale jak i w polskim przekładzie były przytoczone,
potem czytamy tam Piosnkę pospólstwa esto,fakiego przetłumaczoną
przez Leona Rogalskiego i Emeryka Staniewicza - Spiewy ludu litewskiego 1). Tenże sam Rogalski drukuje dalej Piosnkę ukrai1tskq
o Bohdanie Chmielnickim l) i Piosnkę weselnq, ludu litewskiego 3). Ruch
w tym kierunku nie ustaje, owszem potęguje się, gdyż już w tym
samym roku drukuje J_an Łasicki swoją rozprawę 4) O bogach Źmu­
azinów, w roku zaś 1820 mamy szereg pism z tego zakresu n. p.
O sobótce i O przesqdach ludu nieznaJomych autorów, tudzież Teodom
Narbutta O obyczajach ludu i O cudaeh historycznych.
Na szczególniejszą jednakże uwagę ze względu na tre8ć swoją
zasługuje list Lacha Szyrmy do redaktora Dziennika Wilettskiego, jako
przedmowa do drukowanych tamże przeróbek dwu wyżej wspomnianych pieśni - Jaś i Zosia i Zdanek i Halina. Ze wszech miar ciekawy ten list, należy on bowiem do jednych z pierwszych głosów
podniesionych u nas w sprawie pieśni ludowych i irh znaczenia dla
poezyi kunsztownej, przytaczamy go poniżej w calości tern bardziej,
że wszędzie bywał zazwyczaj milczeniem pomijany.
,,Przesyłam W. Panu dwie dumki szczerosłowiańskie, bo z podań ludu wiejskiego wyjęte, i podług dwóch śpiewów ruskich do siebie
dosyć podobnych osnowane. Dzięki winienem J. P. Chodakowskiemu,
który nie tylko tego źródła mi użyczył, lecz i cały swój zbiór śpiewów
wiejskich mozolnie zebrany do przeczytania pozwolił. Mając sposobność do przyswojenia myśli ogółu, spiewy wiejskie składających,
napojony ich duchem a szc:rngólniej ponurą ich smętnością, starałem
się ją przelać w moje rymy nie mięszając weń bynajmniej obcych,
nie pod naszem niebem urodzonych myśli, i nie odstępując nigdzie
od dawnej prostoty, chyba wówczas, kiedy ona w nieokrzesaną

1) Tamh. 1820. VIII. 377 i nast, IX. 5n-58, 118-121, 177183. X. 9-15, 187-192.
2) Tamże. IX. str. 347-350.
3) Tamże. X. str. 381.
4) Por. E. Mierzyński, Jan .tas_icki (Roczniki Tow.
przyj. n a u k. Kraków, 1870.)

-

36 -

gminność wpadała, i wyzszość światła wieku naszego wymagała koniecznie _jakiejś odmiany. Co się tyczy dodatków, które porównywując
moje dumki z dwoma tu dołączonymi śpiewami wit:ijskiemi za pierwszym rzutem oka dostrzec można, te zdawały mi się potrzebne dla
ich zaofrrąglema, i do nadania im niejakiej wyrazitości zwłaszcza, że
w podobnych pismach wolny polot wyobraźni jest dogodniejszy aniżeli niewolnicze naśladownictwo.
Wszelakoż i 'łv tem, co się dodawało, pilne miałem baczenie na to, ażeby wszystko albo zgadzało
się z dawnymi przesądami, zabobonnością i obyczajami, albo przynajmniej nie było im przeciwne. Pożyteczną nader byłoby rzeczą,
Mości Redaktorze, gdyby się zatrudnić zbieraniem pieśni gminnych,
baśni, powieści, przesądów, wróżb, śpiewów i t. p., zbieranina ta napozór tylko nikczemna i z ułamków tylko złożona mogłaby wielce
posłużyć do wyjaśnienia historyi obyczajów, rzuciłaby światło na
dzieje polityczne, na obrzędy religijne i bóstwa poprzedzające naukę
Chrystusa, co więcej, możeby idąc za podobieństwem sprawdziła te
szerzące się w świecie wnioski: że kolebka naszego dziecii1stwa
i plemienia jest nad Gangesem. Oprócz tego co za niP,przebrany skatb
byłby to dla rymotwórstwa naszego; wówczas to Mości Redaktorze nie
zarzucanoby „Dzienników",!,, Pamiętników" i Tygodników" i inszych
pism obcymi nam wyrażeniami, które będąc dla wielu niezrozumiałe
z obojętnością bywają przyjmowane, czczem tylko napełniając uszy
brzmieniem, a nie trafiając do serca i nie ogrzewając go. Na równinach słowiańskich, na polach naszych przodków między naszą bracią
nastręczają się nam skromne kwiaty zachwycenia: zbierajmy je troskliwie i w duchu wdzięczności dla naszych dawnych ojców. Nie
mogą one wprawdzie iść z owemi w porównanie, które kwitnęły
niegdyś pod niebem lagodnem Jonii, ani też ze swoją rodziną w pochmurnej Szkocyi, atoli hodowane i uprawiane od zwolenników dobrego smaku, od wielbicieli Greków, Rzymian, Teutonów i innych
narodów, które narodowość ważnym poezyi przedmiotem uczyniły,
łatwo się od skazy uchowają, rozmnożą się licznie i dla ojczystej
literatur'lf wydndzq plon obfity. Jeśli nie chcemy w naukach nadobnych
być tylko naśladowcami, lecz i oryginalne a do tego czysto narodowe
posiadać dziP.la, uratujmy te starożytne zabytki, na które czas coraz
ostrzejszy nastawa, i grozi utratą. Są one szczątkami gmachu niegdyś
okazałego, który runął w zwaliskach, ale może nam jeszcze do wzniesienia Świątyni Narodowości za w~gielny posłużyć kamień. Zniżmy
się więc pod strzechy tam nasza "s~dziwa narodowość." 1).



') Dziennik Wileński. 1818. I. str. 486-496.

-- 37 List ten Lacha Szyrmy miał bardzo doniosłe w swoim czasie
znaczenie, i kto wie, czy nie więcej oddziałał na młodzież, aniżeli
rozprawa Brodzińskiego. Mogłoby się atoli komu zdawać, że to przypuszczenie jest może trechę zanadto śmiałe. My wprawdzie nie mamy
na jego poparcie pewnych i jawnych dowodów, rozprawa jednakże
O klasyczno.fri i romantyczności, która, naszem zdaniem, nie miała
tak wielkiego znaczenia, jak to wielu jej przypisuje, nas na ten
waiosek naprowadrn. Brodziński bowiem nie mógł się jeszcze wtedy
był otrząść z pod przemożnego wpływu idyllicznego Gessnera; podnosi on wprawdzie pierwiastek ludowy w poezyi, jednakże nie w ta'1cim znaczeniu, jakbyśmy to dzisiaj rozumieli. Z jego pojęcia wieje
duch sentymentalny, gdyż zdaniem jego literatura nasza była narodową tak u Szymonowicza i Zimorowicza jak u Karpińskiego lub
Reklewskiego. Co się zaś tyczy sztuki, artyzmu w wykonaniu, - to
pod tym względem zapatrywania Brodzińskiego nie wiele się różniły od
dawnych, w czem właśnie widać dobrze to przywiązanie się do reguł
francuskiego pseudoklasycyzmu. n Poezya nasza, - pisał w jednam
miejscu, - ma tę szczególną własność, że nie tylko malowanie tegoczesnych OÓ?Jczajów i ob1·zędów nie jest stosowne Jej powadze, chyba
gdy je przez podobieństwo i przypomnienie do starożytności zbliżamy,
ale nawet naz1l'iska tegoczesne, a szczególniej z obcych wzięte narodów,
zdają się być odbijajqcemi i nieznośnemi w plynieniu śpiewów naszych,
gdy przeciwnie wszelkie starożytne nazwislca, szczególniej greckie

brzmiq najpi·zyiemniej•.
Te ciągle zastrzeżenia nie mogły nikogo zadowolnić. List zaś
Lacha Szyrmy miał tę wyższość nad rozprawą Brodzińskiego, iż dawał wyraźne wskazówki co do sposobu korzystania ze skarbów poezyi
ludowej, dlatego też musiał ku sobie bardziej pociągnąć mfode pokolenie, któremu nie wystarczała taka równowaga między sztuką a naturą, jakiej się radził trzymać Brodziński. Młodzież wolała bujać
wśród świata nadnaturalnych zjawisk, gdzie wszystko jest otoczone
tajemniczością, ona wolała stokroć romance hiszpańskie lub angielskie
i niemieckie ballady„ aniżeli sentymentalną poezyę, która nie miała
już więcej sit by nadal mogła wystarczyć znużonym nią umysłom.
Wpływ zatem Lacha Szyrmy, sądzę, musiał dalej sięgnąć, aniżeli
samej rozprawy Brodzińskiego.
Nikt wogóle nie był zadowolonym z niej ; - wnet bowiem, bo
już w styczniowym zeszycie Dzicnnilca TVile1,skiego 1819, I., str. 2- 27.
Jan Śniadecki zabrał głos w imię zdrowego rozsądku i dobrego smaku
przeciwko kierunkowi romantycznemu w swoich uwagach O pismach
lclasycznyclt i romantycznydt. Najzacięciej zaś występował przeciwko
wprowadzaniu czarownic, duchów i upiorów, czem rzeczywiście ów-

-

38 -

cześni poeci niemieccy nadmiernie się posługiwali: ,. Wprowadzają
dziś na scenę schadzki czarownic, ich gusła i wieszczby, duchów
chodzących i upiorów, rozmowy dyabłów i aniołów i t. d. Cóż tu
w tern nowego i dowcipnego? wszystkie baby wiedzą dawno o tych
pięknościach i mówią o nich ze śmiechem pogardy. Te niedołężności
i brednie przywołane z wieków grubijańst wa, łatwowierności i zabo •
bonu, mająż bawić i uczyć w ośmnastym i dziewiętnastym wieku,
nie tylko ludzi dobrze wychowanych, ale nawet nieokrzesane pospólstwo ? ".
"

Rozprawa ta Śniadeckiego wywołała wiele uwag i krytyk. Jeszcze
tego samego roku w Pamidniku Warszawskim XIV, str. 458-477 wydrukował jakiś bezimienny~ autor swoje Uwagi nad Jana Śniadeckiego
rozprawą o pisniacli k7 asycznyclt i romantycznych, który od samego początku nie szczędzi Śniadeckiemu nagany: .Nie przez płochość, powiada on - nie przez upór, ani chęć oryginalności romantyczność
się zrodziła, powstała ona z serca ludzkiego, równie jak wszystkifl
inne na świecie bądź w naukach, bądź w moralności odmiany. Zbieg
okoliczności, ponurość krajów pólnocnych, różność stanu. politycznego
Anglii i Niemiec, wydobyte szczątki starożytnej Skandynawów poezyi,
przvwiązanie mieszkańców do dawnych zwyczajów swojej ojczyzny,
nadały ich poez:vi charakter, który romantycznością nazwano. Chcieć
więc romantyczność wyśnliewać, jest chcieć wyśmiewać charakter
narodowy, który, chociażby nie był godny zalety, jako dzieło nie ludzi,
lecz samego przyrodzenia, ludziom wyrzucać i na urągowisko wystawiać jest to nierozsądkiem i rzeczą godną pogardy".

1.
W takiej to chwili ogólnej walki nowych prądów z zastarzałym
pseudoklasycyzmem francuskim, - zjawił się geniusz, który potrafił·
prawdziwego doszukać się piękna i nową pieśń stworzyć z zapomnianej ludowej legendy. I wszystko sprzyjało wielkiemu przeznaczeniu
poety .... Urodzony w zacisznym kącie litewskim, wychowany bądź na
wsi, bądż w niewielkiej mieścinie, miał sposobność zetknąć się· z ludem, którego fantastyczne płody były pierwszą karmą duchową Adama.
W latach dziecięcych, w tych latach „sielskich i anieiskich ", wzrastał
otoczony ludźmi, ktorych opowieści i legendy poważny nań urok wywierać umiały. Jednym z takich ludzi był stary sługa Błażej, przezwany przez o_ica poety Ulissesem, ,,bo co wieczór bajał o prawdziwych i zmyślonych swoich podróżach najdziwniejsze rzeczy, których
dzieci, zbiegłszy się do piekarni, tak chciwie słuchały, że ich potem
nakłonić nie można było do pójścia spać. Ulubionym przedmiotem

opowiadań jego były fantastyczne przygody, których jakol:>y doznał
w domu poprzedniego swego pana „farmazona", a więc „w zmowie z nieczystymi duchami".
Ktoś
raz wspomniał o nagłej
śmierci jednego z sąsiednich obywateli; na to Błażej tajemniczą
przybrał minę i odezwał się ponuro, że wie, co to znaczy. Oczywiście
zaezęto go prosić,, ażeby się wiadomością swoją ze słuchającymi podzielił Błażej milczał przez chwilę, a potem zaczął opowiadać, jak
był świadkiem równie nagłej a dziwnej śmierci w okolicy. Raz w lipcu
pan jego zawołał go wieczorem i kazał zaprządz sanki, wyprowadzić
je na tiziedziniec, a samemu pójść spać. Zdziwiony mocno takim
rozkazem, postanowił zbadać, co z tego będzie; uczepił się zatem
z tylu u sanek. zarzuciwszy na siebie dywan, którym- przykrył siedzenie. Tak przyczajony doczekał północy. Wówczas z;awil się pan
jAgo w dziwnem jakiemś ubraniu, długim płaszczem okryty, i siadłszy
do sani, wziął lejce i konie biczem zaciął. Sanie, lekko podniósłszy
się w górę, żwawo w powietrzu płynąć zaczęły, o łokieć jaki nad
ziemią. Pewny. że pan jego wcale się obecności sługi nie domyślił,
wychylił Błażej głowę z pod dywanu; a że noc była jasna, księżycowa,
doskonale mógł się • rzypatrywać tej cudownej podróży, Wkrótce
z różnych stron zaczęły się zlatywać takież same napowietrzne sanie,
i coraz to dłuższy orszak ciągnął w stronę dworu jednego znanego
„farmazona". Niebawem zajechano przed dom iskrzący się od świateł
w oknach. Korzystając z ogólnego zamięszania przy wysiadaniu z sań,
Błażej wyskoczył i wraz z służbą wszedł na pokoje. Znalazł tu
wszystkich, ,,farmazonów" z okolicy; byli tam panowie i panie w bogatych ubiorach, tylko dziwnie jakoś wyglądały twarze mężczyzn, a
u kilku dam ze zgrozą dostrzegł wystające z pod strojnych, wloką­
cych się po ziemi sukień długie kosmate ogony. Kapela grała hucznie,
chciał się jej bliżej przypat-zyć i zobaczył, że struny skrzypiec z rozpalonego były drutu. Odwrócił się strachem przejęty i wziął z tacy
kieliszek wina; 5,zczęściem kapnęła mu na rękaw kropelka i jak iskra
przepaliła sukno; nie pił więc straszliwego płynu, miał się na baczności, zdaleka tylko patrzał i słuchał. Wkrótce ucichła mu :yka
i wśród uroczystej ciszy wszyscy udali się do sąsiedniej sali, gdzie
na ścianach kirem obitych wisiały portrety samych „farmazonów".
Naczelnik zgromadzenia powiedział wówczas, że jeden z braci zdradził, że nazwisko winowajcy dotąd niewiadome i że na to się zebrali,
aby się przekonać. kto był winien, i ukarać go z całą surowością.
Poczem wziąwszy świecę w rękę zbliżał się kolejno do każdego wizerunku i bacznie mu się przypatrując, zapytywał: czyś ty złamał
przysięgę? W ten sposób obszedłszy prawie całą salę, zatrzymał się
przed jednym s ostatnich portretów. Gdy strasine zaklęcie wymówił,

-

40 -

zaczerwieniły się na płótnie lica winowajcy. Wówczas ze wszystkich
stron podniosły się przekleństwa, a naczelnik zawoławszy groźnie :
winien, winien śmierci! - nożem przebił pierś zdrajcy. W kilka
dni później, - mówił Bła!ej, kończąc opowiadanie, - dowiedziałem
się, że nagle umarł ten „farmazon", którego portret był przekMty" 1).
Te podania i opowieści musiały głęboko się wyryć w pamięci
Adama, albowiem kiedy później podczas pobytu jego w Paryżu przyniesiono mu zbiory i,ieśni i bajek gminnych krakowskich~ litewskich,
ruskich, galicyjskich, powiedział przyjacielowi: ,,Dziwna rzecz, że
wszystkie z bardzo małymi wyjątkami, te pieśni słyszałem i wyuczyłem się ich dzieckiem, w Nowogródku, w rodzicielskim domu.
Służąca nasza Gąsiewska umiała je wszystkie i śpiewała z dziewfzętami przycbodzącemi prząść. Mogę dziś jeszcze każdą zanócić
i hłędy wydawców sprostować" 2 ).
Sama nadto okolica Nowogródka pagórkowata nieco, bawiła jego
oko rozmaitością widóków, musiała też pobudzać małego chłopczyn~

1) M. Gore ck a. Wspomnie n i a o A. Mick ie w i cz u, cytowane u Dr-a P. Chmielowskiego. A. Mickiewicz. I. str. 26-27,
2
) Rozmowa spisana przez Aleksandra Chodźkę 25. czerwca 1846 r.
w dziele Wł. Mi ck i e w i c z a. Ż y w o t A. Mi ck i e w i c z a , Poznań
1890. I. str. 8-9. - Mickiewicz wyraził też zdanie, ~e .,,najlepit:.j zebrane, bo sumiennie i bez pretensyi pieśni krakowskie, najgorzej klechdy
Wójcickiego. Są one pokiereszowane i to tylko treści naszych bajek". Znajdował „najpiękniejsze piosnki o kukułce i Psałterza pieśni. Arcydziełem
poezyi jest kolenda". Na egzemplarzu dzieła „Pieśni polskie i ruskie luda
ga1icyjskiego z muzykli instrumentowaną przez K. Lipińskiego zebrał i wydał Wacław z Oleska. We Lwowie 1833". Mickiewicz uczynił par~ poprawek w pieśni nr. 132 str. 105. W tekście drukowanem jest:
,, Sówka po boru Iata,
Kasia z J asienkiem gada,
Nie gadaj Kasiu z Jasiem,
Będziesz miała l'lokoła ! "

,,Cóż Ci sówko do tego,
Do eokoła m_ojego ?
Mam te ja rbdu dosyć".

Mickiewicz sprostował to zwrotkę jak następuje:
,,Nie gadaj Kasiu z Jasiem,
B~dzie sokół pod pasem,
Cóż ci sówko do tego,
Do sokoła mojego?
Mamie ja urody dosyć".

-

41 -

do częstych wycieczek, wśród których poznał dobrze lud litewski, po,,ku czemu zapewne
przyczyniło się i to, - pisze Ignacy Domejko, - że małe miasteczko
Nowogródek nie wiele się różniło od wsi i zaścianków naszych. Życie
szkolne było raczej wiejskie. Przypatrywał się kiermaszom, targom
i odpustom, bywał na weselach chłopskich, dożynkach i pogrzebach.
Stąd też za szkolnego jeszcze życia uboga strzecha i pieśń gminna
roznieciły w nim pierwszy ogień poetyczny". 1). Sam nawet poeta
mówi nam o tern w Pieśni Wajdeloty:

lubił jego pieśni i legendy, wierzenia i zabobony,

,, Słuchałem piosnek -

nieraz kmieć stoletni,
oraczem,
Stanął i zagrał na wierzbowej fletni
Pacierz umarłych; lub wymownym płaczem
Was głosił, wielcy ojcowie - bezdzietni:
Echa mn wtórzą, ja słuchałem zdała,
Tym mocniej widok i piosnka rozżala:
Żem był jedynym widzem i słuchaczem.
Jako w dzień Sfłdny z grobowca wywoła
Trlłcając kości żelazem

Umarłą przeszłość trąba archanioła,

Tak na dżwięk pieśni, kości z pod mej stopy
W olbrzymie kształty zbiegły się i zrosły.
Z gruzów powstajl} kolumny i stropy,
Jeziora puste brzmi'ł licznemi wiosły,
I widać zamków otwarte podwoje,
Korony książ11t, wojowników zbroje,
Śpiewają wieszcze, tańczy dziewic grono,
Marzyłem cudnie, srodze mię zbudzono!"

Nie będziemy tu kreślić stopniowego rozwoju umysłu Mickiewicza w czasach jego pobytu na uniwersytecie, zaznaczymy tylko ten
fakt, iź to głębokie uczucie, jakie wyniósł poeta ze swej pierwszej
młodości sp~dzonej z dala od gwaru miast, miłości legend i wszystkiego, co jest własnością twórczego zmyslu ludu, zostało w nim na
chwilę zagłuszone. Dla lepszej zaś illustracyi ówczesnych poglądów
l\Iickiewicza na istoty świata nadziemskiego, które niebawem w jego
utworach miały zająć niepoślednie miejsce, przytaczamy poniżej jeden
ustęp z poematu Tomaszewskiego i recenzyę tegoż przez naszego
poetę.

„Gdy tak oba swe ~ycie poświęcaj, sławie
I walczą, z sobą, żą,dzą, zwycięstwa zagrzani,
Jędza, chcąc dać Palisznie pomoc w tej rozprawie
Trą,ra Zaprzańca lecąc z piekielnej otchłani,
Ten pada na przemokłej rosą, ranną trawie .... "
1) O młodości Mickiew iczn. List J.Domejkido Jl.Zaleskiego
1872. IV. str. 37-38.

Przeglfłd lwowski.

-

42 -

Posłuchajmy też zarazem, jak się zapatruje nasz

krytyk na tę

istotę nadprzyrodzoną:

"~kąd się wzięła nagle ta jędz~? -

pisze Mickiewicz. Dlaczego
odpowiedzieć. Dodamy tylko, aby życzyć należało poetom, żeby albo na zawsze tę jędzę ze swoich poematów wygnali, albo przynajmniej nie tak
ją często i nie w tym sposobie wprowadzali".
S.łowem, poglądy Mickiewicza nie przekraczały w tym czasie
granic zakreślonych przez pseudoklasyczną krytykę i były niejako
dalekiem echem obcych pojęć, przejętych bądz to pod wpływem nau•
czycieli, bądź też filareckiego otoczenia.
Dopiero gdy się l\fickiewicz zaznajomił tak z utworami nowej
szkoły poetów niemieckich, jak nie mniej i z artykułami polemicznymi
za i pm~ciw nowemu kierunkowi, o których już wyżej była mowa,
kiedy ujrzał, że i jego koledzy jak T. Zan i Czeczot piszą na wzór
obcych utwory, w któryl'.!h lud ze Rwemi pojęciami na pierwszy plan
fię wysunął, wtedy dopiero w umyśle jego zaczęły się• odnawiać dawne słyszane legendy i pieśni, i one to wsunęły mu pióro do ręki .....
Ballady .Mickiewicza podniosły odrazu zapoznane dotychczas
prawa uczucia i fantazyi. J tli to bowiem samo, iż lud wieśniaczy
wraz z jego pojęciami i wierzeniami wprowadzono na scenę w rzeczywistej prostocie, Il'liwności i postaci, - było ogromnym krokiem
naprzód, który miał niebawem wydźwignąć literaturę naszą z upadku,
a nawet postawić ją na równi z poezyą i~.mych, ościennych narodów.
Minęły już bowiem czasy sielankopisarzy Gawińskiego, Szymonowicza i Zimorowiczów, minęły czasy zgnuśniałej saskiej epoki, kiedy
to lud występował jako niewolnicy żywcem z greckiej tragP-dyi wyjęci, świat też starożytny zbyt był nas odległy, zbyt przeżyte jego
ideały, aby poeci, którzy, nawiasem powiedziawszy, wcale ich nierozum'ieli, mogli się do nich zbliżyć, choćby tak tylko jak Jan z Czarnolasu. Umysły tak się były zrosły z pojęciami i wyobrażeniami koryfeuszów francuskiego pseudoklasycyzmu, na których ustach powtarzali się ciągle tacy prawodawcy jak Arystoteles, Quintilian i Horacy
a niej mniej i greccy tragicy, których atoli mało kto czytał w oryginale, mało kto ich myśli i ducha mógł pojąć i zrozumieć, iż trzeba
było wielkich sil i większych jeszcze nowych czynników, ażeby można
było uwagę społeczeństwa zaJąć, wyobraźnię oczarować i podniecić,
trzeba było nadto wrodzonego talentu i uczucia, które byłyby zdolne
wlać w te świeze czynniki właściwe im życie, we właściwem przedstawić je świetle.
Fantazya ludui - ta niewyczerpana krynica skarbów uczucia,
~ ięcej Palisznie niż Zaprzańcowi sprzyjała? N a to trudno

mogla tylko jedna poruszyć spiące umysły, znużone

ciągiem

powta-

-

43 -

rzaniem starożytnych poElań mitycznych, jako też greckich i rzymskich bohaterów. Wszak naród nasz posiadał swoich własnych Lecha z orlętami, Popiela, Piasta i aniołów bożych, Kraka i Wandę
i wielu, wielu innych, których dzieje snujące się oko-ło gontyn pogań­
skich wśród odwiecznych lasów, bogów siedziby, zapisali jeszcze śre­
dniowieczsi nasi kronikarze, wszak naród nasz posiadał, i starannie
z pokolenia w pokolenie prtekazywał swoje zabobony i wierzenia,
otoczone mdą tajemiczości i cudowności, wszak posiadał ty le pieśni,
które powtarzał z pokolenia w pokolenie - wszystko to atoli leżało
od wiek wieków odłogiem.
I teraz dopiero wskrzesił je nasz poeta do nowego życia, ażeby
poezyi narodowej. On poznał, czem można
zająć schorzałe umysły, w których atoli nie wygasł był jeszcze pociąg do nadnaturalnych, nadprzyrodzonych, niepojętych wydarzeń. Mickiewicz przynosił do swo1ch utworów wyobraźnię, jakiej było potrzeba,
ażeby owe motywy z ust gminu zaczerpnięte, odtworzyc z całą prawdą,
z calem życiem, ażeby one mogły przemówić do przekonania i uczucia ogółu. Mickiewicz posiadał ten zasób czucia dla wszystkiego, co
się ludu tyczyło, on go poznał do samej głębi jego duszy, on bacznie
umiał dostrzedz drobne nawet rysy jego charakteru i usposobienia.
Dusza poety była bowiem nadzwyczaj wrażliwą na wszystkie struny
i tony ludowej poezyi. Poezya zaś nasza potrzebowała właśnie takiego a nie innego geniuszu, ogół bowiem z pierwszemi balladamf
naszego poety zaczął tak na lud i twory jego fantazyi, jak też i na
poezyę innem patrzeć okiem. Teraz dopiero poznał on, jakie nieprześcignione skarby kryły się tyle stuleci wśród tych prostych tłu­
mów; może nawet z początku, przyzwyczajony do poniżenia i pogardy dla niego, nie wierzył i nie chciał wierzyć, ażeby te piękności
od niego swoj brały początek. Dość na tern, iż umysły społeczeń­
stwa wraz i jego fantazyę, która została silnie tym pierwiastkiem
cudowności podrażnioną, odrazu zawojowano. Terai dopiero pękły
węzły krępujące fantazyę, natura wzięła górę nad sztuką, sentymentalną czułostkowość zastąpiło rzewne, lecz prawdziwe uczucie, poezya stawała się teraz rdzennie narodową. Pieśń gminna odniosła
zupełne zwycięstwo nad zastarzałym duchem klasycyzmu, sam nawet
Mickie Nicz odczuwał dobrze tę potęgę i niezwyciężoną moc ludowej
legendy wołając w natchnionej Pidni lVajdeloty:
się stały podporą upadłej

„O wieści gminna ! ty arko przymierza
Mi~dzy dawnemi i młodszemi laty:
W tobie lud składa broń swego rycerza,
Swych myśli prz~dze i swych uczuć kwiaty.

-

44 -

Arko, tyś ~adnym nie złamana ciosem,
Póki ci~ własny twój lud nie znieważy ;
O pieśni gminna, ty stoisz na straty
Narodowego pamiątek kościoła,
Z archanielskiemi skrzydłami i głosem Ty czasem dziertysz i broń archanioła.
Płomień rozgryzie malowane dzieje,
Skarby mieczowi spustoszą, złodzieje,
Pieśń ujdzie cało, tłum ludzi obiega
A jeśli podłe dosze nie nmiejq,
Karmić ją talem i poić nadziE'ją,
Ucieka w góry, do gruzów przylega,
I stamt'ld dawne opowiada czasy .... "

Jak wielkiego mistrzostwa i geniuszu potrzeba było do owła­
dnięcia tą gęślą czarodziejską, ażeby z niej choćby tylko znośne wydoł.yć tony, o tern przekonali się niebawem wszyscy nieudolni naśla­
dowcy Mickiewicza, którzy na jego sposób i w jego duchu starali
się tworzyć ballady. Każdemu _z nich zdawało się, że to tak łatwo
wymyślić piewszą lepszą bajkę o upiorze, któraby się roiła w dalszym ciągu od duchów, mogił, krzyżów i t. p. hyperromantycznych
akcesoryów, dodać dalej do tego wszystkiego sporą dozę mglistości,
niejasności i ponurych krajobrazów, i ballada gotowa. ,,Nie dziw
1
więc, - pisze jeden z współczesnych ), że zamiast r,ięknego jelenia
łowią strasznego dzika lub potwornego niedźwiedzia. Posłyszeli, że
dziwność jest duchem, znamieniem i najwyższą romantyczności ozdobą,
chwytają więc z Goszczyńskiego sowy, puhacze i wisielców, z Mickiewicza czatyrdahy, namazy, kurhanki i 1 • d. nie· mając pojęcia, że
każdy płód poetyczny z sfery sobie właściwej czerpać powinien swoje
piękności".

Tak się też rzeciywiście rzecz miała z późniejszymi naśla­
dowcami Mickiewicza, którzy, nie znając ludu bezpośrednio, a pamiętając słowa Fryderyka Schlegla, iż „dziko rosną piękne kwiaty
wiosenne w naszych lasach" a jeszcze piękniejsie u obcych narodów,
brali poszczególne motywy bądź z ballad naszego poety, bądź też
z ballad t. z. niemieckiej szkoły romantycznej, która często doprowadzała do ekstrawagancyi uczuciowych i fantastycznych. Wiadomo zaś,
iż każdy naród posiada odrębne cechy indywidualne leżące w podaniach i opowieściach ludowych, dlatego też musieli z połączonych
ze sobą; w jednę całość kilku sprzecznych elementów, stworzyć niemożliwą balladę. Mickiewicz wprawdzie korzystał takźe prócz z po1

)

Biblioteka polslia. Warszawa, 1826 III. str. 230.

-

45 -

dań ludowych nie mmeJ 1 z ballad niemieckich poetów, on atoli nie
kształcił

swoich utworów na płodach t. z. ,,szkoły romantycznej .. ,
lecz na balladach twórców odrodzenia niemieckiej poezyi jak Burgera,
Gothego i Schillera, a zapożyczywszy od nich samą tylko formę, starał się ją zapełnić treścią rodzimą, snutą na złocistej kanwie baśni,
legend i pieśni polskiego i litewskiego gminu.
Zanim przystąpimy do ballad naszego poety, musimy się
rozpatrzeć w jednym z jego utworów, pomiefi1zczonych pomiędzy balladami, którego aloli w żaden sposób do nich zaliczyć me można,
a który bezwarunkowo poprzedził ich napisanie. W Roraantycznołci
wprowadza Mickiewicz na scenę obłąkaną dziewczynę - Karusię,
która z żalu za zmarłym kochankiem postradała zmysły; nie mogąc
zaś zapomnieć o kochanku, zawsze i wszędzie go szuka, - my nawet
widzirny ją w chwili pieszczot ze zmarłym, słyszymy, jak z nim rozmawia, a po jego zniknięciu omdlewa. Wątek sam zatem epiczny,
którego poeta użył jako osłony i podpory dla wypowiedzema swoich
myśli i zapatrywań na nowy kierunek poezyi, wydaje się na pierwsze
wejrzenie być wymysłem fantazyi tem bardziej, że akcyi w nim szeroko zakreślonej nie ma wcale i zdaje mi się, że wszyscy o tej kwestyi do dzisiaj tak sądzili.
W kompozycyi tego utworu widzimy jeden pierwiastek, który
się przezeń ciągle przewija w ten sposób, że czytelnik nie wie właś­
ciwie, czy Karusia widziała rzeczywiście kochanka, czy to tylko było
jej fikcyą. rra niejasność utworu jest, mojem zdaniem, zupełnie wytłómaczoną Mickiewicz bowiem chciał w tym utworze zastosować
motyw bardzo powszechny w wierzeniach ludu naszego, motyw, który
i później zualazł u niego raz jeszcze zastosowanie, - powrotu zmarłego na świat, jednak usłyszał równocześnie inn~ 0powieść ludową,
w któreJ podobnie jak w Romantyczności występuje kobieta na swój
los biadajqca. rre dwa atoli pierwiastki nie dały się tak sprządz
razem, aieby z nbh mogła powstać jedna całość i stąd tei czytelnik
popada w wątpliwość, o której co dopiero mówiliśmy.
A teraz przypatrzmy siQ blizej genezie samego utworu. Główny
podkład i wzór, na którym nasz poeta osnuł opowiedzianą przez
siebie scenę - stanowi opowieść ludowa, bardzo prosta w treści
jak i sam wypadek w Romantycznoici. Baśni takiej wprawdzie nie
zapisano u nas nigdzie, że zaś ona istnieć musiała, na to naprowadza
nas analogiczna ukraińska logenda.
Umarł w jednej wsi gospodarz, "pozostała po nim nieszczęśliwa
młoda wdowa z trojgiem niedorosłych sierót, poczęła bardzo smucić
się, tęsknić, płakać, na los swój wdowieński wyrzekać. Wyjdzie, bywało, na podwórze, albo wypadnie na ulice jakby nieprzytomna

46 i pocznie głosić; ,,Męzu ty mój, gołąbku ty mój miły ... jak że ty mnie
rozdzieliłeś ... jak ze ty mnie porzuciłeś samą jedn~ z gospodarką­
i z sierotami ... a wróć się do mnie ... mój ty sokoliku najdroższy. Ty
i dziatki swoje osierociłeś i mnie nieszczęsną zrobiłeś" 1).
Z głównej myśli tej legendy przebija się też i sama akcya Romantyczności, Mickiewicz tylko zmienić ją musiał stosownie do swego
celu i zastosować do swojej sfery myśli mimo że prostoty wcale nie
uszczuplił. Zmienił tedy ową wdowę na dziewczynę, a męża tamtej
na kochanka, nić jednakże obu faktów ta sama, bo zarówno u Mickiewicza jak i tam kochanek umiera, dziewczyna płacze 1 tęskni, tak
samo dalej poznajemy ją na ulicy "miasteczka", obłąkaną, jak w ludowej legendzie „nieprzytomną". Opowieść .ednakże gminna nic nam
nie mówi o tern mniemanem okazaniu się zmarłego, słyszymy z ust
wdowy tylko podobne życzenie, i tu właśnie sięgn~ Mickiewicz po
odpowiedne akcessorya do wierzeń ludowych. Lud bowiem powiada,
iż tęsknota pozostałych i płacz ich, który nie może być odrazu zła­
godzony, zaklc:>ca spokój zmarłemu, który chciałby zapomnieć o minionem życiu. W staje tedy z grobu i wychodzi na śv. iat, gdyż śmierć
nie może całkowicie przeciąć owych węzłów, jakie łączyły zmarłego
z pozostałymi. Według pojęć ludu musi koniecznie istnieć jakiś słały
związek pomiędzy tymi, którzy zeszli z tego świata, a tymi, którzy
ich zgon opłakują. Takie właśnie wierzenia dały Mickiewiczowi popęd do wprowadzenia zmarłego kochanka na płacz Karusi przed jej
oczy i dlatego to lud w jego baladzie powiada, że dusza zmarłego
jest „przy swej Karusi".
Wierzeń podobnych w powrót zmarłego do swojej żony lub kochanki, istnieje niezliczone mnóbtwo, o tern zresztą jeszcze raz obszerniej w innem będziemy mówić miejscu, tu tylko przestanę na podaniu kilku bibliograficznych wskazówek tego motywu. 2).
1
)

A. Pod ber e lil ki. Mate r y a ł y do dem o n o log i i lud u
Zbiór w i ad om. do a n trop o l. kr aj owej. IV.
str. 11-12.
2) Kolb erg O. Lud. Krakowskie. VII. Kraków, 1874. str.
64. nr. 133. 8. Cis ze w ski. L ud rol n i cz o - g 6 r n i c z y z okol i c
Sł a w ko w a w po wiecie olkuskim, Z bi ó r
w i ad. XI. str. 11.
nr. 7. str. 12. nr. 15--16. S. Ulanowska. Wśród ludu krak owskiego. W is la I. str. 99. J. Św 1 ~tek Lud n ad rabski.
Kraków, 1893. str. 495 i 499. A. Afanasiew. Russkija skaski.
Moskwa, 1860. V. str. 45, W. Bugiel. Aus dem rutheniscben
Volksglauben, Zeitschrift fur osterr. Volkskunde. 1895.
I. str. 295.
ukraińskiego,

- 47 Nadto i ten szczegół o niedobrej macosze jest żywcem z ludowego życia skreślony, jak też nie mniej i samo zniknięcie kochanka
na głos koguta znajduje potwierdzenie w zabobonach ludowych, które
mówią, że głos tego ptaka odpędza dyabły i duchy 1).

2.
Pierwsza ballada naszego poety w duchu nowej poezyi nie tylko
z ludowej piosenki, lee:.,; nawet musiała poniekąd. Mickiewicz nie tylko z zamUowania, lecz i z obowiązku na nim
ciężącego, jako na nauczycielu historyi literatury, zapoznał się był
juz z Wiesławem Brodzińskiego, drukowanym od lutego do czerwca
roku 1820. w szpaltach Pamiftnika Warszawskiego. W nim ujrzał nasz
poeta świat wiejski w zupełnie innej szar.ie, aniżeli go dotychczas
przedstawiano. Nie było tam postaci na wzór sielankowych bohaterów poprzedniego stulecia, lecz zato typy ludowe, wiernie z jego życia
codziennego zdjęte wraz z całą sferą obyczajów, zabobonów i pieśni.
Motywy ludowe wzięte ściśle z zycia narodowego, były w Wiesławie
z historyczną wiernością i dokładnością skreślone.
Bez wątpienia znal też już podówczas nasz poeta obszerną rozprawę dawnego swego profesora Leona Borowskiego p. t Uwagi nad
że wzięła treść swoję

poezyq. i wymowq, pod wzgl~dem iclt podobie,tstwa i różnicy, drukowaną
t. r. w Dzienniku Wile1tskim. Uczony ten poszedł w swoich zapatrywaniach cokolwiek dalej aniżeli sam Brodziński w rozprawie O klasyczno:Jci i Romantyczno:Jci, bo chociaż nie radził bawić się „oburzaniem imaginacyi i czułości wystawą okropnych zbrodni albo straszeniem obrazami duchów i upiorów", to przecie jako jedyne źródfo,
z którego poezya polska miała czerpać nowe siły żywotne, ażeby się
odrodzić w poezyę narodową, wskazywał pieśni i gminne podania.
n Gdybyśmy, - mówi Borowski, - chcieli być troskliwymi w ich
wysz.ukaniu, nietylko byśmy głębiej zdolali przeniknąć właściwy poetycki sposób myślenia i czucia przodków naszych, lecz może by si~
odkryły starozytne powieści, dumy religijne i historyczne podania,
godne iść w porównanie z pięknemi balladami angiebkierni i poezM
trubadurów. Dotąd, gdyśmy tego nie uczynili, wolimy się niedbale
1) L. Siemieński. Pod a n i a i Le gen dy. Poznań, 1845.
str. 46. Lu d wi k z Pok ie w i a. Lit w a. Wilno, 1846. str. 124 Z.
Gloger. ~abobony i muiemania ludu nadnarwiańskiego,
Zbiór wiad. I. str. 101. ll. Gustawicz. Podania, przes'}dy,
g a d k i i n a z wy 1 u d o we w d z i e d z i u i e p r z y r o d y, tamże V.
str. 160. nr. 3. Dr. R. Kain dl. Die lluzulen. Wien, 1894. str. 81,

-

48 -

stosować do naszego wieku, w którym światło filozofii spędziło blogi
urok poezyi i na wzór innych narodów usiłujemy śpiewać dla czystego rozsądku".
Teraz zaczął sobie :Mickiewic~ przypominać owe pieśni i wierzenia zasłyszane jeszcze w latach dziecięcych w domu rodzicielskim,
a że one tkwiły już silnie w jego umyśle, - na to najlepszym, sądzę,
dowodem będzie jego najpierwsza ballada - Lilie. Sam poeta przyznaje .si~ otwarcie, iż treść jej zaczerpnął „z pieśni gminnej", kazdy
nawet przeciętny czytelnik porównawszy tekst ballady z pieśnią ludową, zaraz łatwo tę zawisłość spostrzeże l). Nie powiedział nam
jednakze przez to samo jeszcze wiele, zamilczał bowiem zupełnie,
w jakim ją waryancie i w jakich okolicach słyszał, gdyż pieśni analogicznych z jego utworem mamy dość sporą ilość.
Dr. H. Biegeleisen w swojem studyum, tyczącem się tegoż samego
tematu, powiada wprawdzie, iż nasz poeta „słyszał t~ piosnkę najprawdopodobniej w warjancie pol.ikim z oko lic wileńskich" :1 J, lecŻ
cóż, gdy zaraz na następnej stronie wchodzi z wypowiedzianem co
dopiero zdaniem w sprzeczność mówiąc, ze Mickiewicz znał „prawdopodobnie najlepiej pieśń litewską". My atoli dziś żadnego z tych
dwu powyższych przypuszczeń na pewno przyjąć nie możemy, mając
na oku tę okoliczność, co nasz poeta przez „śpiewy gminne" rozumiał. W jednej bowiem z uwag do swojej rozprawki o Karpińskim
tak pisze: ,,Lud polski w Litwie mówi dyalektem ruskim zmieszanym z polską mową, albo językiem litewskim zupełnie od słowiań­
skiej mowy różnym. Przez śpiewy gminne, o których wspominamy,
rozumiemy spiewy polskie, ballady i sielanki, powtarzane między drobną szlachtą i klasą służących mówiących po polsku Niektóre z tych
spiewów noszą piętno starożytności, ale kiedy się one tworzyły, czy
w Litwie, czy z Polski przeniesione, dotąd nikt sobie pracy nie zadał
wybadać". 3)
Nieraz wprawdzie odstępował nasz poeta od tej reguły, czerpiąc
materyał legendowy do swoich ballad z pieśni litewskich, te atoli są
tak różne całym swoim charak erem i kolorytem od ballad polskich,

Na to pokrewieustwo pierwszy zwrócił uwag~ K. Wł. W oj ci ck i.
1ud u Biało c hr ob at ów, Ma z ur ów i Rus i. Warszawa,
1836. I. str. 115.
2) Moty wy l ud o we w bal ad zie A. Mickiewicz a „Lil je".
(Wisła, V. str. 75).
3) Dr. R. Piłat.Nieznana rozprawka Mickiewicza o Karpińskim. Pami~tnik Tow. liter. im. A. Mickiewicza. 1890.
IV. str. 181.
1

)

Pieśni

ich na pierwszy rzut oka bez fr ndu mozna odróir~ •r Pieśni
polskich o liliach mamy tak znaczną ilo;;ć, i tak one w,:;iy3Lkie
zarówno dobrze podchodzą pod osnawę utworu l\Iickiewicu, iz wybierając z .vi.ch jednę a odrzuca;ąc inne, wielki byśmy nawet błąd
popełnili. Bo e:zyz „drnbna szłae:ht~ i kla~;a sluzących", • od których
mógł nasz poeta analogiczrnł pieśń słyszeć, nie pocllodzila z najrozmaitszych okolic? Któz zresztą mógłby zaręczyć, co najprawdopodobniejszem nam się wydaje, czy Mwkiewici nie slssiat I.ej ballady
w hilku lub kilkunastu wa1·yantach pochodzących z ruinych, czasem
jak najodleglejszych diielnic Polski, których warunki miejscowe mogły
dowolnie zmienić treść p10stmki '? Sądzę tedy, ze daleko mu iejszy błąd
popełnimy, porównując balladę .Miekie\\icza ze wszystkimi znanymi
nam jej waryantami, które tu poniżej podaję 1).
że wpływ

zaś

1) W ac ław z O1eska. Pi a śni po 1ski e o. m. str. 505. nr. 26 •
K. Wł. Wojci(;ki. Pieśni ludu o. m. IL str. 30i i 305. Tenże
Z ary s y dom owe. Warszawa, 1842. HL str. 233-234 nr. 1. J. Lip iński. Piosnki ludu Wielkop~>lskiego. Po.tmań, 1842. str.
6-8. K. Wł. W oj ci ck i. Hist IJ r y a liter at ur y polskiej. Warszawa 1846. I. str. 191 i 255-257. O. K:olbcrg. Pieśni ludu polskiego. Warszawa, 1857. str. 13-26. ur. 3 a--3 z. str. 301. nr. 3 dd
-3ee., muzyk~ f>Odał L. Sowiński. Chants polonais. nr. l. K.
Ko zł o ws ki. L ud, pieśni, podania, baśnie, zwycz~je i przes4dy ludu
z Mazowsza Czerskiego. Warszawa, 1867. str. 300-301. S. Petr ow.
Lud ziemi dobrzyńskiej, Zbiór wiad. o. m. Il. s1,r. 4142. nr. 9-10 i str. 61-62. nr. 54--55 i str. 82. nr. 91. O. Ko 1ber g.
Lud. W. Ks. Poznańskie. Kraków, 1879. Xll. str. 2HL nr. 423., te n że.
Lud. Lubelskie. Kraków, 1883. XV I. str. 294. nr. 480., te n że. Lud.
Kraków, 1884. XVH. str. 238. J. Lipiński. .Piosnki ludu wielkop o Isk i ego, Z b i ó r w i ad. Kraków, 1884. VHL str. 7 4. nr. 20.
Dr. A. C i n ci a ł a. ,pi e ś n i l u d u ś 1 ą s k i e g o z o k o l i c C i e s z y n a.
tamże. Kraków, 1885. IX. str. 24\:ł- 250. nr. 279. O. Ko 1 ber g,
Ma z o ws z c. Kraków, 1886. Il. str. 105. nr. 242. IV. str. 320. nr. ~45.
S. C is ze wski. Lud ro l n i cz o - g ó r n i c z y, Z b i ó r. w i ad. X. str.
295. M. Fe der owski. Lud z ok o lic Z arek, Siewie r z a
i Pilicy. Warszawa, 1~88. I. str. 201-2U3. nr. 127. S. Chełchowski.
M a t e r y a ł y d o e t n o g r a f i i 1 u d u z o k o l i c P r z a s n y s z a.
Wisła, 1888.Il. str.133-134 ur. 3. Z. Gloger. Długosz i pieśni
polskie, tamże, 1889. lli. str. 6-7. tegoż. Starodawne dumy
i pieśni. atr. 68. Z. Wasilewski. Jagodne. Warszawa, 1889. str.
184-187. nr. 119. Kolberg. Lud . .t~czyckie. Kraków, 1889.
XXII. str. 130. nr. 222., tegoz. Mazowsze. Kraków, 18~0. V. str.
287-288. nr. 316. Z. Gloger. Pieśni Ludu, muzyk~ opracował Z.
Noskowski. Kraków, 1892. str. 167- 169. nr. 33. J. Świ~tek. Lud
nadrabski. litr. 169. B. Pawłowicz. Kilka rysów z iycia ludu
w Z al a s o wej , Ma tery a ł y a n trop. - ar che o l. I. str. 263-264.,
4

-

50-

Mickiewicz ni~ omylił się tym razem w wyborze tematu, bo za•
równo jego starożytność 1), jak też nie mniej i ta okoliczność, że
zbrodnia popełniona przez żonę i kara za nią nastręczały doskonały
wątek do utworzenia ballady, musiały go zachęcić do opracowania
tej ponętnej a prostej ludowej piosenki. Pobudką zaś do napisania
Lilij nie mógł być atoli ów tragizm w pieśni „skutków niewierności
niewieściej, około której obracało się w życiu i w poezyi zranione
serce poety", a który utkwił „tak glębobo w jego fantazyi", jakby
tego chciał Dr. Biegeleisen (str. 75.) Bo że ta ballada powstała w roku
1820., na to się nawet sam Dr. Biegeleisen zgadza, (str. 82.), a wówczas przecież nie mogło być jeszcze mowy o jakichś przejściach lub
zawodach miłosnych u naszego poety, których dopiero niebawem miał
się stać ofiarą.

Porównując pieśni

ludowe z balladą Mickiewicza, musi każdy
odrazu zauważyć ten szczegół, iż na dziesięć początkowych wierszy
ballady aż dziewięć wcielił poeta do swego utworu. Celem zaś lepszego uwidocznienia zestawiam analogiczne ustępy obok siebie:
(pieśń ludowa):

.,,Pa n i pa n a z ab ił a,
(wszystkie wary anty).
S c h o w a ł a go w ogr o d zie (Poznańskie)
Przy tej studziennej wodzie,
Lelij na nim nasiała (Przasnysz)
I tak sobie sp ie w a ła: (Warszawa)
Ro ś n ij , rutko, wys o ko ,
Jak pa n 1e ż y g ł ~bok o. (prawie zawsze)

. . . . . . . . . . .
Śliczniejszy k w i a t,

niźli ja".

(Żychlin.)

L. M a g i e r o w s k i. K i 1 k a w i a d o m o ś c i o I u d z i e p o 1s k i m z e
wsi Wesołej, Zbiór wiad. XIII. str. 162. nr. 1.
Rusko-ukraińskie: Gał o w ac kij. N ar o d n ij a pi es n i g a 1 i ck oj
i ugorskoj Rusi. Moskwa, 1878. II. str. 729. i nast. P. Czubiń­
s kij.Trudy etnograf. st at is t. e ks pe di ci i w z ap ad n o rus ski
kraj. S.Pietierburg. V. str. 839-841. nr. 410. Dr. H. Biegieleisenj
Motywy ludowe str. 95.
.
Białoruskie: W. W ery ho. Du m k i b i a ł or u s k ie ze wsi Gł~­
bokiego w pow. Lidzkim gub. wileńskiej, Zbiór w i ad. Kraków, 1889.
XIII. str. 84. A.· Hur y n o w i cz. Zbiór rzec z y białoruskich,
tamże. Kraków, 1893. XVH. str. 173-174. nr. 98.
1) Por. Z. Gloger. Zk~d powstała ballada Lilie? Kłosy.
1888. II. str. 432., t ego ż. Dług os z i pieśni str. 1-8., gdzie autor
odnosi jej genez~ do analogicznego wypadku w XV. stuleciu. Przedrukował
Dr. H. Biegeleiseu: Motywy ludowe, str. 94-95.

(Li I ie):

,,Pani zabija pana,
Zabiwszy grzebie w g aj u ,
Na łl}czce p r z y r u c z a j u ,
Grób 1 i 1 i j Ił z a s i e wa ,
Zasiewajl}C tak sp ie w a:
Rośnij kwiecie wysoko,
J a k p a n I e ź y g ł ~ b o k o.
J a k p a n 1e ź y g ł ~ b o k o,
Tak ty rośnij wysoko".

Analogia ta jest zbyt wyrąźna, abyśmy potrzebowali o meJ
choćby cośkolwiek jeszcze więcej powiedzieć; świadczy ona nadto
wymownie o tern wielkiem wrażeniu, jakie pieśń ludowa pozostawiła
na umyśle poety.
Fakt sam zabójstwa męża przez niewiern, żon~ był, jak to już
wyżej powiedzieliśmy, doskonałym wątkiem, na którym mozna było
śmiało os'.luć całą balladę, - pieśń jednakże ludowa, rozbrzmiewająca po dziś dzień na szerokich obszarach Polski, nie zawierała sama
w sobie nadmiaru materyałów, którychby mógł był poeta użyć do
swego utworu. Pieśr1 ludowa z właściwym sobie realizmem musiała
przedstawić zemstę braci i karę za grzech przez „panią" popełniony,
Mickiewicz atoli, którego pociągał podówc·zas ku sobie nadnaturalny
bieg wypadków, odstąpił w znacznej części od obranego wzoru. Poeta
bowiem nie chciał wprowadzić do swojej ballady owej zwierz~cej chuci
krwawego odwetu, a chociaż i u niego „pani" straszną kar~ za swą
zbrodnię ponosi z przyczyny zamordowanego męża, chociaż i~ niego
złe ·nie odnosi podobnie jak i u ludu zwycięstwa rad dobrem, - to
wszystko jednakże inną postępuje drogą. .Mickiewicz wolał wprzódy
roztoczyć przed oczyma czytelnika obraz duszy tej morderczyni męza,
wolał podwoić karę tem, i.z własne sumienie odbiera jej przytomność
z ciągłej obawy przed karą, jaka niechybnie nastąpić musiała. Prowadzi nas tedy wraz z „skrwawioną" zabójczynią, w której się natychmiast bezpośrednio po spełnionej zbrodni głos sumienia rozbudza,
do lasu, do chatki zgrzybiałego starca-pustelnika. Od pierwszej juz
chwili, w której splamiła swoje ręce krwią niewinnie zgładzonego
męża, ciągle juz kroczy za nią owa odwieczna lecz zaw5ze tą. sama
Nemezis. W oczach „pani'' wszystko wygląda inaczej, każdy szelest
ją trwoży, - i tam dopiero, przed pustelnikiem odsłania si~ w całej
nagości jej czarny charakter, tu dopiero dowiadujemy się, jaka była
przyczyna tego straszliwego jej kroku. Powód zabójstwa nie był
inny jak w pieśni ludowej, bo i tam podobnie jak w Liliach spełnia
ona ten czyn dlatego, że pod nieobecność m~ża, który na wojn~ wyruszył, ,,syna powiła" ...

-

52 -

Mickiewicz atoli wyzyskawszy ten szczegół do swego utworu,
nie omieszkał równocześnie go w innej przedsta.wić szacie. Poeta
podkłada w tym miejscu tło dziejowe, zgodne zupełnie z prawdą
historyczną, przenosząc nas w Ciasy Bolesl'awa Smiałego i jego wyprawy na Ruś Cierwoną w o bro11 ie wypędzonego księcia Izasława.
Tak samo bowiem wedtug opo~ ieści naszych kronikarzy, - wiele
niewiast nie mog:1cych s;ę doczekać powrotu męzów, weszło w haniebne zwią/4ki z pozostałymi w domu, gdy król atoli z wyprawy powrócił, srodze ubrał wiarołomne żony. 1).
Nie inaczej miała się tei rzecz i w Liliach. nP.mi" nnie dochowała wia1'y" mę~owi, który „z królem Bolesławem poszedł na Kijowiany", teraz więc z słusznej obawy przed karą, chcąc się pozbyć
Obkarzycie-la, bez wahania przyk?ada swoją rękę do tego straszliwego
czynu. Sumienie własne jednaKowo~ nie daje jej spokoju, ono jeszcze
teraz obudza w niej niepewność, czy ta nowa zbrodnia się nie wykryje. Woli zatem wszystko poświęcić, byleby jej zbrodnia w ukryciu
nadal pozostała, a sumienie ucichło ... Lecz starzec wnet z jej słów
poznaje, iż nie przychodzi do niego z prawdziwym żalem i skruch4
w sercu, - bojażń tylko- przed karą była jednym i wyłącznym tego
czynnikiem. Kilku więc nic nieznacz~cemi napozór słowy przywraca
jej chwilowy spokój:
,,Rzuć bojaźń, rozjaśń

lica,

Wieczna twa tajemnica.
Bo takie są,dy boże,


co ty zrobisz skrycie,
tylko wydać może;
A mą.ż twój stracił życie".
Mą,ż

Tajemnicze te słowa zdołały bez wielkiego trudu przekonać
„pani4", że wina jej nie tak znowu wielka, jak ona sama przedtem
s;idzi.a. Mickiewicz zwolna odsłania nam coraz głębiej jej charakter,
teraz ona „z wyroku rada" nie wahałaby się raz jeszcze taki sam
popełnić uczynek, gdyby tego konieczność wymagała. Ani nawet
drobne dzieci, nieznaczna reminiscencya z piosenki ludowej, nie s~
zdolne wzbudzić w niej żalu, - i tu spełniają się słowa pustelnika:- ów strach przed karą zakreśla przed jej oczyma jakieś fantasty~
czne kształty strasznych widziadeł, na kazdym kroku widzi ona jakąś
marę, każdy szmer wprawia j4 w nieopisane przerażeaie:

1) Por.

Fr.

Stefczyk.

Upadek

Bolesława

(Ateneum 1885. I. str. 294). od słów: ,,Rege siquidem" ...

Śmiałego·

"Nie wygnać z myśli grzechu.
Zawsze na sercu nudno,
Nigdy na ustach śmiechu,
Nigdy snu na źrenicy I".

Poeta skreślił nam doskonale obraz tych katuszy, jakie zabójczyni ponosić musiała, już samo kilkakrotne powtórzenie powyższych
słów bylo w stanie wywołać w czytelniku należyte wrażenie. rreraz
zapożycza się znowu Mickiewicz z pieśni ludowej, bo i u niego powracają bracia z dalekiej wyprawy:
,,Id ż Ha n ko przez dziedziniec,
C z y n i e j a d fł tu goście.
Idź na dziedziniec i w las,
Czy kto n ie j e dz ie do n as?".

'rak samo i owa zbrodniarka z ludowej :ballady mówi:
,,Wyjrzyj, dziewcz~, w ciemny las,
Czy n i e j e dz i e kto do n as".

Nadto też i w słowach „pani", wyrzeczonych do pustelnika, sły­
chać odgłos powyższych wierszy:

,,I pójdę do klasztoru,
I pójdę w ciemny las" ....
W odpowiedzi dalej sługi na powyższe zapytanie "pani",
ludowych strofek:

znać

wyraźny wpływ

,,J a d ą, , j a d l1 w ti;: stron~,
Tuman na drodze wielki,
Rżą, rżą, k o n i k i w r o n e ,
Ostre błyszczą, s z ab e I k i ,
Jad ą,, j a d ą, p a n o w i e,
Nieboszczyka bratowiel''.

Z małemi tylko zmianami mówi taż sama sługa we wszystkich
prawie waryantach ludow0j ballady:
,,Jad fł, jad Ił pa n o wie,
Nieboszczyka bratowie;
Poczem żeś ich poznała,
Coś ich braćmi nazwała?
P o k o n i k a c h p o w r o ny c h,
Po pałaszach oprawnych".
(Płock.)

-

54 -

I w dalszym ciągu ballady Mickiewicza nie ust~puje ta zawisłośó: tak samo też w pieśni ludowej przyjeżdżają bracia:

,,P y tają, si ~ o brat a:
W i t a J n a m b r a t o w a,
Nieboszczyka katowa !

Gd z i e ś nam brat a podziała ?
N a woj n e m go wysłała".

W balladach atoli ludowych bracia wiedzą już o krwawym czynie,
jakiego się dopuściła ich bratowa, dlatego też nie dziw, w jaki się
z nią sposób i jakiemi słowy witają. Przeciwnie Mickiewicz nie chciał
w ten sposób prowadzić akcyi swego utworu, która tą drogą musiałaby się niebawem zakończyć, a zakończyłaby się niechybnie
krwawą zemstą. Mickiewicz wybrał tu o wiele poetyczniejszy motyw,
- przemienią mianowicie mścicieli w kochanków, a z tą zmianą mu·
siał też naturalnie znacznie od pieśni ludowoj odstąpić. U niego bowiem bracia nic nie wiedzą o tern, co zaszło przed ich przybyciem,
spodziewają się zastać brata w domu:
,,A witajże, czy zdrowa,
W i t aj ż e n a m b r a t o w a.
Gd z ie brat?" i,Nicboszczyk brat,
Już pożegnał ten świat''.
,,Kiedy?'' - ,,Dawno rok miną,ł,
Umarł... n a w oj n ie zginllł".
,,Brat zdrowy i ochoczy,
Ujrzysz go na twe oczy';.
Pani ze sttachu zbladła,
Zemdlała i upadła" ....

Dlatego też w balladzie Mickiewicza starają się "panią" uspokopodczas gdy w pieśni ludowej bez namysłu na jej kl;imstwo, iż
brat dotychczas z wojny nie powrócił, - oświadczają iż
ić,

. . . . ,,my z wojny jedziemy
nie widzieli

Brataśmy

Jak bratowa ujrzała,
To aże im zemglała''.

(Radomskie).

Z pnemianą braci-oskarzycieli i sędziów w kochanków bratowej,
odstępuje poeta całkowicie od treści ludowej ballady. Mickiewicz bowiem wzi4ł z niej sam fakt tylko jako tez niektóre pomniejsze akcessorya, w wykonaniu zaś kary na wiarołomnej „pani" innym poszedł
torem. Pomija całe śledźtwo prowadzone przez braci, pomija dalej

samo zakończenie utworu, tam bowiem, -

z pieśni tak silny wionie
realizm, że poeta nie mógł się w żaden sposób zdecydować na przyjęcie tego motywu do swojej ballady. Poprowadził natomiast akcyę
tak, ażeby zbrodnia sama na jaw wyjść musiała; nie są tu bracia
przyczyn11 rozwiązania całej akcyi, lecz właśnie owa nadnaturalna
siła, do której zarówno lud w swoich wierzeniach jak nie mniej sam
Mickiewicz nie małą przywiązywał wagę w zastosowaniu do artystycznej poezyi.
W Liliar.lt bracia na prośby bratowej zostają u niej, ona zaś
widząc, iż zbrodnia się ukryła przed światem i ludźmi, postanawia
do dawnych zbrodni jeszcze jednę dorzucić. I rzeczywiście, myśli
jej i zamiary niedługo mają się spełnić. W sercach obu braci wzmaga
się z dniem każdym miłość ku bratowej, o której zbrodni nic a nic
nie wiedzą, niebawem nawet widząc, iż brat nie powraca, nabierają
przekonania, że istotnie musiał poledz na wojnie.
Nie zwlekają zatem dłużej, lecz każdy spieszy wyznać swą miłość bratowej. ,, Pani" udaje się znów do pustelnika, znów po raz wtóry
słyszymy z ust jej spowiedź, lecz ciągle bez skruchy. Nieustanna ta
obawa przed karą, na jaką zasłużyła, jednakże już nie z ręki ludzkiej, strach i lęk przed zemstą jakąś niewidomą czy to z ręki męża
- nieboszczyka, czy Boga samego, odbiera jej przytomność. Strach
ten odbiera jej zarazem całe szczęście, jakie jej teraz stoi otworem,
bo gdzie krokiem się ruszy, tam larwy jakieś wyrastają z pod ziemi·
a co usłyszy, to jęk jakiś dziwny i „coś", co straszy w komnatach.
Wszystkie te widma - to głos jej sumienia, które jeszcze nie zamarło na zawsze, to były jego ostatnie wysiłki, ażeby morderczynię
przywieść do opamiętania i pokuty. Mimo, iż wie dobrze, że nad
nią „boża kara" zawisła, mimo rad pustelnika, ona na samo wspomnienie, iż może zabitego męża jeszcze ujrzeć, - popada w tak
gwałtowne przerażenie, te traci zupełnie prawie samowiedzę. Pomię­
szanie to niezwykle i ten lęk nieustanny przebija si~ jak najlepiej
w jej odpowiedzi: ona początkowo nie chce wierzyć, iż coś podobnego pustelnik przed chwil11 powiedział, sądzi, że to tylko się
jej przysłyszało.
,,Co, co ? jak, jak? mój ojcze !
Nie czas już, ach nie czas !
To źelazo zabójcze
Na wieki dzieli nas!"

I ta ostatnia próba odwrócenia zbrodniczej kobiety od nowego
grzechu - nie powiodła się znowu. Przestrach jej atoli umie pustelnik jak pierwej kilku słowami odwrócić:

-

56 -

,.Idź

za mą,!, póki pora,
Nie lękaj siQ upiora.
Martwy si~ nie ocuci,
Twarda wieczności brama;
I mąż twój nie powróci,
Chyba zawołasz sama".
Lecz czy te słowa

miały jakie znaczenie,

a raczej jaką podwionie z nich niewypowiedziana? Ja sądzę,
iż w ustach pur..Lelnika jako rada, o której „pani" na przyszło5ć winna
była pamięfać niem:lannie, miały one donośne :1.naczenie. Lud bowiem
wierzy 1 iż zmarły na wezwanie któregokolwiek z krewnych lub przyjaciół może się ukazać 1) i właśnie o tern powinna była ,,pani" nie
zapominać, gdyż właśnie przez to, iż chciała tego mieć mężem, czyje
lilie w wieńcu ślubnym były, wywołała z grobu zabitego męfa. Oprócz
tej rady nie omieszkał jej pustelnik dać sposobu, w jaki miafa wybrać sobie męża. A sposób ten był od dawna praklykowany, gdyż
właśnie przypomina on t. z. ,,sądy boże" z wieków średnich. Zreszt~
c~y właśnie te słowa pustelnika:
stawę, gdyż tajemniczość

,.Najlepsza będzie droga,
si~ na los i Boga'· ....

Zdać

nie są jakąś daleką, choćby drobną reminiscencyą tychże?
A ów pustelnik w balladzie Mickiewicza, czy nie jest tez poniekąd figurą wziętą wprost z legend i opowiadań ludowych? Każdy
z nas nasłuchać. się musiał dość bajek, w których nader często występują na scenę świątobliwi starcy, co zdała od zgiełku światowego
pobożny pędzą żywot i często dobrą radą ludziom w pomoc przychodzą. Sądzę, że ta osoba pustelnika jest tak skreśloną, jak ją sobie
nasz lud wyobraża, bo i cała postać jego, i ta chatka w dzikiem
ustroniu leśnem, i te poważne słowa, jakie z ust- jego słyszymy, są
zapewne dalekiem echem tych legend, jakich poeta nie mało słyszał
w dzieciństwie. Przytoczonych zresztą poniżej tu kilka legend, kreślących posłanie pustelników 2), wskazuje, że i taż postaó w Liliach
z ust ludu wyjść mogla.
1) J. Gluziński. Włościanie polscy z okolic Zamościa
i R r ub i es z o w a. (K. Wł. W ó j ci ck i. Ar c h i wu m d o m o w e. Warszawa, 1856. str. 524.) przedl'ukowal O. Ko Iber g. Lud. XVII. str.
96. nr. 6.
2) O. Kolberg. Lud. III. str. 153. nr. 20. i 188-189. nr. 40;
VIII. str. 69. nr. 27 i str. 82. nr. 81 i str. 94. nr. 36; XIV. str. 166.
nr. 36. B. Grabowski. Podania i legendy_ zapisane u autorów

-

57 -



Lecz mimo tego, iż „pani„ sądzi, że już teraz nie boi si~ upiora",
jednakże ciągle ją jakiś nieopisany strach goni, kiedy szmer liścia
złowrogim się do niej odzywa jękiem,· wszystko w około niej powtaua
te straszne słowa: ., To ja twój mąz, twój mąż !". Zatwardziałość
atoli zabójczyni jest już za wielka, ażeby się w niej żal mógł obudzić,
- bez namysłu wykonuje radę pustelnika.
Obaj bracia zrywają kwiaty, plotą wieńce, a ona wybiera z nich
jeden ... Teraz dopiero zaczyna się los nieubłagany mścić na morderczyni. Bracia nie mogą rozpoznać swoich wieńców, obaj bowiem
z lilij je uwili. Od słów zwaqy przychodzi do krwawej między nimi walki.
I ten motyw walki o rękę kobiety mógł wziąć Mickiewicz taHe
z poezyi ludowej, gdyż element ten jest czesto przedmiotem pieśni i legend gminnych. Tak n. p. w jednej bardzo dawnej piosence, bo wspomnianej już przez Górnickiego 1), znajdujemy ślady podobnego sporu
braci: "Ono trzy braciszkowie spierali się o jodnę dziewczynę, któryby ją dostać miał. Jeden mówi: ,,to moja", drugi mówi: ,;jak Dóg
da", a trzeci mówi: ,, moja najmilejsa, cemuieś tak nie wesoła?" 2 ).
Motyw ten zresztą jest szeroko rozpowszechniony wśród ludów sło­
wiańskich 3); Mickiewicz przyjął tez go do swojej ballady widząc, iż
on jest zupełnie z duchem poezyi ludowej zgodny. Co prawda, zmienił też go zupełnie tak, iż w jego utworze należy on do bardzo drobnych reminiscencyi. Przez to atoli, iż pani zapomniawszy zupełnie
o przestrodze pustelnika, by nigdy nie wzywała zabitego męfa, właśnie
go teraz sama wywołała chcąc zostać żoną tego, czyje by?y lilie
w wianku jej ślubnym, - katastrofa od dawna nad nią wi,;;ząca
spada nagle, niespodzianie. Mąt-upiór na jej wezwanie wstaje z grobu
staropolskich, Wisła. IV. str. 39. nr. 18. A. Federowski Lud
okolic Ż 1 arek. II. str. 325. A. Leskien u. K. Brugmann Litbauische Volkslieder u. Miihrchen. Strassburg, 18~2. str. 490.
i nast. nr. 41. J. Chudiakow. Wielikorusskija skaski. Moskwa, 186~.

III. str. 11.
1) K. Wł. Wójcicki. Zarysy domowe. II. str. 223. III. str. 234.
J. Świętek. Lud nadrabski. str. 219. nr. 61.
2) Dr. W. Kętrzyński. O MBzurach. Poznań, 1872. str. 55--60.
Por. O. Kolberg. Lud. II. str. 144-. nr. 175. IV. str. 47-48. nr. 208209. VI. str. 329. Wacław z Oleska. Pieśni str. 504. nr. 24. Wł.
Wojcicki. Pieśni. I. str. 127, 136, 317. II. str. 291. Nesselman.
Dainos. nr. 183. Czubinskij. Trudy V. str. -223-224. nr. 448.
3) Dr. Biegieleisen wylicza w swojej rozprawie o Motywach lud o·
wych str. 79 -80. mn651two przykładów, świadczl}cych, jak dalece był ten
element używany w poezyi ludowej.

-58 i wchodzi do kościoła. Teraz już niechybnie kara musi spotkać niewierną.

Lecz i ten rys nadzwyczaj charakterystyczny, iż zmarły wstaje
z grobnego posłania, ponieważ z jego grobu lilie do wianka zerw~no,
jest takte zupełnie zgodny z duchem wierzeń ludowych. Motywu tego
użył też i później Mickiewicz w swojej balladzie p. t. Switeź, gdyż
i tam kara za zerwanie lilii ,,car-ziela" spotyka każdego śmiałka.
A tradycya ludowa obcych wprawdzie narodów podaje nam podobne
wierzenia; tak n. p. lud we wschodnich Prusiach wierzy, iż kto zerwie „sedum telephium' 1 z grobu zmarłego, ten tym czynem pozbawia
go spokoju 1).
,, W strz~sła si~ cerkwi posada,
Z zrębu wysuwa się zrą,b,
Sklep trzeszczy, głąb zapada,
Cerkiew zapada się w gł(łb.
Ziemia j(ł zwierzchu kryje,
Na niej rosną. lilije,
A rosną, tak wysoko,
Jak pan leżał głęboko".
Ślady podobnych wierzeń, iż wiarołomstwo żony w nadprzyro-

dzony sposób zasłużon~ otrzymuje karę, znajdujemy często w poezyi ludowej. Motyw ten zarówno jak i zabójstwo męża przez żonę
znajduje szerokie zastosowanie w ustach ludu, który opowiada, iż
gdy żona po mniemanej śmierci męża wyszła po raz drugi za mąż,
- jej pierwszy małżonek przybywa w postaci wilkołaka pod drzwi,
a gdy go zapytano kim by był, - odpowiada temi samami słQwami,
co i mąż zabity w balladzie Mickiewicza: - ,,To ja, twój mąż !",
poczem rzuca sit; na żonę i pożera ją 2), w innej znowu baśni ze
sobą porywa 3). Podobnych wierzeń mamy bardzo wiele, jak o tern
świadczy wymownie ich spis bibliograficzny \\ studyum Dr-a Biegeleisena 4). Mickiewicz jednakże wybrał inny rodzaj kary, który jest
bardzo szeroko rozpowszechniony między wszystkimi ludami indo1) Biegeleisen. su-. 93.
2) L. Siemieński. Podania i legendy str. 137-138. nr. 142.,
przedrukował K. Wł. Wojcicki. Klechdy, starotytne podania i powieści ludowe. Warszawa, 1876. str. 63.
3) O. Kolberg. Lud. XIX. str. 231-233. K. Brzozowski. Pieśni
ludu nadniemeńskiego z okolic Aleksoty. Poznań, 1884. str.
122-123.
4) Motywy ludowe, str. 102-103.

-

59 -

europ. plemienia, a o którym przy rozbiorze 8witezi nieco obszerniej
pomówimy. Cerkiew zapada si~ w ziemię 1), a z nią wiarołomna żona
i morderczyni męża i obaj kochankowie, bracia zabitego ....
Oprócz tych głównych motywów, z których poeta złożył ramy
swojej ballady, widzimy w samym utworze jeszcze wiele drobniejszych elementów pochodzących bądź z wierzeń, bądż też z przesądów
ludowych. I tak owe lilie, które wyrastają z krwi niewinnie zgladzonege mc;ża, ażeby się potem stać bezpośrednim powodem wykrycia
zbrodni i kary za nią, znajdują się w wierzeniach wszystkich ludów
słowiańskich, motyw ten nadto sięga bardzo odległych czasow, gdyż
już w serbskich rapsodach ludowych z krwi zabitej przez brata siostry, - kwiaty u i polu wyrastają. 2).
Dalej owo krakanie wron złowróżbne i jęki puhaczy w czasie
gdy ,.pani skrwawiona'' udaje się do pustelnika po radę, jest również
jednym z pomniejszych ornamentów, których źródło leży w zabobonach ludu naszego; lud bowiem wierzy, iż głos tych ptaków jest
1) W jeziorze Trzemeszeńskiem zapadł się ko~ciół i dzwony. Por. O.
Kolberg. Lud XV. str. 52-53. Pod wsią Trzebonią miało w jeziorze
zatoną,ć miasto, niedaleko zaś jeziora w rozpa.dtinie kościół.
O. K n o op.
Podania i opowiadania z W. Ks. Poznańskiego, Wisła. VIII. str.
780. nr. 4., koło wsi Strzelczewa kofoiół, str 732. nr. 9; tak samo stało
się pod Swarczynowem, str. 733. nr. 11., pod Konecznikiem i Mogilnem
str. 735. nr. 3-4, w stawie Murzyńskim zapadł się kościół. nr. 5; pod
Ociętem zaś zamek i kofoiół, IX. str. 344. nr. 9. Por.: S. Udziela. Lud
polski w powiecie Ropczyckim w Galieyi, Zbiór wiad. XVI. str.
36. nr. Sa2. A. Czołowski. Z przenłości Jezupola i okolicy, Przewodnik naukowy i literacki 1889. XVII. str. 824. W. Rugiel. Aua
dem ruthenischen Volksglanben. I. str. 306. Dr. R. Kaindl. Die
Buzulen. str. 101. A. Afanasief. Poeticzeskija wozzrienija Sła­
wian na prirod.u. Moskwa, 1869. II. str. 630-631. M. Małynowskij.
Proetonarod n i opowidan ia, (Kalendar Towarystwa i meny Kac zkowskoho. Lwiw, 1888. str. 171. E. Veckenstedt. Mythen, Sagen
n. Legenden der Zamaiten (Lithauer.) Heidelberg, 1883. II. str. 188.
nr. 6, 8, 12, 13. E. Je I i nek. Ja sem i st i nem. V Pradze, 1894.
II. itr. 72.
2) Por: Vnk Stefanovic Karadzić. Srpeke narodne pjeeme·
U Bei!u, 1845. I. str. 14--18. Podobne wierzenie znajdują sio też i u B,
Petra n o wicza: S rp s ke narod ne pj es me iz Bo s ne i Herc o gov i n e.
U Beogradu, 1867. Zdaje się jednak, źe pieśń ta jest tylko parafrazą, po przedniej. Przełożono ją i na język niemieoki. Talvj. Volkslieder der
Serben. Leipzig, .J.853. I. str. 28:J-287. Por: E. Bojanowski. Piefoi
serbskie. Marzanna, noworocznik. Wrocław, 1834. str. 191. O przemianie dusz zmarłych w lilie por: Dr. H. Biegelei,qen. Motywy Indowe,
str. 88-89 i str. 92., tudzież moje przypiski do Switezi.

-

60-

głosem jakiegoś nieszczęścia. Zbroczona zaś suknia pani krwią
męża, jest także reminiscency11 z pieśni ludowych, w których bracia
znalazłszy krew na szatach, pytają bratowę o powód jej • rozlania.
Nie mniej też i owe strachy, jakie głos sumienia wywołuje przed jej

oczyma, są zupełnie zgodne tak z duchem wierzeń ludowych, jak i
poezyi romantycznej. Jak bardzo zaś przejął się Mickiewicz ludową
piosenką - na to najlepszym dowodem będzie ta okoliczność iż
rytm swojej ballady urobił na rytmie tejże i zastósowal prostotę wyrażenia do dykcyi ludu. Słowem, ballada ta wskazuje nam na początkującą ale zdolną rękę poety, który zaczynał naprawdę kłaść wę­
gielny kamień pod budowę nowej świątyni Muz - nie helikońskich.
Stanisław Zdziarski.

Antropologia rasowa.
Ludwilc Krzywicki'.. Kurs systematyczny antropologii. I. Rasy fizyczne. Warszawa. Druk K. Kowalewskiego, Mazowiecka 8° r. 1897.

Czrm jest, czyli jakie miejsce pośród innych nauk zajmuje antropologia, najtrafniAj określił jeden z najzn~komitszych wspókzesnych antropologów Qua trnfago s.Pisze on tak: ,,Antropologia bada
człowieka w sposób monograficzny tak, jak czyni to naturalista
względem kazdego stworzenia. Wyraz ów (tj. antl'opologia) oznacza
historyę naturainlł człowieka, jak m:imo]ogia historyę ss;:1 ków
entomologia - historyę owadów. Nauka ta obejmuje opis zewnę
trzny człowieka, studya porównawcze nad organami i ich dzia,talńo§cią, badanie odmian, jakie spostrzegamy w typie zasadniczym
wreszcie analizę instynktów ludzkich i zwyczajów". St6sownie do
tego zakresu -- dzielimy antropologię na 4 działy. Te s~ : 1. zestawienie organizmu ludzkiego ze zwierzęcymi, azeby cz,fowiekowi wyznaczyć przynalezne miejsce w 5kali klasyfikacyjnej gatunków;
jestto t. zw. ,, antropologia zoologiczna". 2. Rodow6d grup plemiennych i wpływ tego składu na zwyczaje i instytucyo ludów, tj. antropologia etniczna 3. Stosunek między naturą człowieka a objawami zycia gromadnego - tj. antropologia społeczna; wreszcie 4.
antropologia rasowa, zajmująca się specyalnie róznicami t. zw. ras
ludzkich. Ksiązka p. Krzywickiego, którą om6wić zamierzamy jest popularnym .kursem" - antropologii rasowej; autor zapowiada.

-

61 -

jednak w przedmowie, że z czasem „kurs" ten uzupełnL Pominiętą
zostanie w nim tylko antropologia zoologiczna, dlatego sądzę, że
autor uwaza ją słusznie za integralną część nauki - zoologii, która
też z tego wlaśuie względu posiada już w nauce polskiej powaznych
przedstawicieli wśród - przyrodników.
Antropologia jest nauką nową. W starozytności przyrodnicy
zwracali wprawdzie uwagę na różnice w budowie organizmów
ludzkich, ale czynili to tylko mimochodem, dorywczo; w średnio­
wieczu nauki przyrodnicze leżały odłogiem - to tez i o antropologii nie myślano nawet. Dopiero rozwój nauk przyrodoznawczych
w XVIII. w., ów rozwój, który, jak słusznie podnosi Taine, był jednym z zasadniczych elementów naukowych prądu rewolucyjnego
i jako taki łączył się mniej lub więcej ściśle z życiem społecznem,
wyłonił z siebie także między innemi antropologię, jako osobną naukę.
W r. 1764. zajmuje się A u bet o n badaniami porównawczemi położe­
nia otworu potylicowego; Blum en bach r. 1775. porównuje kszta.Jty
czaszek od góry, a Camp er r. 1791. - z boku. Niestety! - musia.Ja pierwsze ledwie swe kroki w nauce stawiająca antropologia
przejść, jak każda prawie nowa umiejętność - przez krzyzową
próbę swej wytrzymałości w stosm;1ku do polityki i to - nie do tej
polityki, która stanowi część naukowych studyów t. zw. społecznych,
ale - do politycznych zagadnień chwili, czyli do t. zw. ,,polityki
bieżącej". Wojna domowa w Stanach Zjedn. Ameryki plnc. o zniesienie czarnego niewolnictwa prowadziła się nie tylko na polu bitew, ale także w szpaltach pism peryodycznych, przy czem plantatorzy z po,łudnia starali się na zasadzie antropologicznej dowodzić,
że ich murzyński niewolnik już rasowo do emancypacyi społecznej
• wcale się nie nadaje, naodwrót zaś zwolennicy zniesienia niewolnictwa wysnuwali na tej samej podstawie jak najoptymistyczniejsze
wnioski o rasie czarnej. Naturalnie w obu wypadkach musia.ła młoda
nauka wysługiwać się polityce i z tego tę tylko korzyść wyniosła,
że staws:t:y się jedną z umięjętnych osi, około których krążyły rozbudzone antagonizmy spułeczno-polityczne, z,lączyła się ściślej, anizeli przedtem z umiejętnościami spofecznemi i z tego powodu poczęła ku sobie pociągać szersze grona badaczy. Jakoż w r. 1859.
za wiązało się w Paryzu pierwsze naukowe towarzystwo antropologiczne i równocześnie rozpocz~y się poszukiwania Pa wł a Br o ca,
którego można bezprzecznie uwazać za właściwego twórcę - dzisiejszej nauki antropologicznej.
Pierwsze odczyty Broca w paryskiem towarzystwie biologicznem eieszyły się uadzwyczajnem zainteresowaniem się inteligentnej
publiczności francuskiej, a chociaż z biegiem czasu - zapal ten o

wiele zmniejszył się - to jednak lody, oddzielające antropologię
od nauk t. zw. uniwersyteckich, zostały juz stanowczo przełamane.
Od tego tez czasu iwrócily na badania antropologiczne uwagę swą
takze rządy w poszczególnych państwach europejskich; rozpoczęły
się ankiety statystyczne nad badaniem włosów, cery i oczu, pomiary
wzrostu rekrutów, czaszek dziatwy szkolnej i t. p.
W nauce polskiej rozwój antropologicznych badań łączy się
w Galicyi najpierw z nazwiskami J Koper n icki e g Q i J. Maj er a,
obecnie zaś wydaje Akademia umiej. w Krakowie „Zbiory wiadomości do antropologii krajowej". W Królestwie antropologowie, jak
A. Zakrzewski, Dr. Dudrewicz, Dr. Olec1mowicz, Dr. TalkoHryncewicz i i. wydali szereg rozpraw, drukowanych, Juzto w Galicyi - w wspomnianym „Zbiorze wiadomości do antropologii kraj owej", juzto w warszawskim czasopismie ludoznawczem „Wiśle".
We Lwowie wyklada,ł antropologię w popularny sposób dla kobiet
prof. Dybowski i otworzył dla niej swe ramy organ tutejszego Tow·
ludoznawczego „Lud".
Autor, którego rozprawę mamy przed sobą, p. Ludwik Krzywicki zajmował się początkowo antropologią tylko ze stanowiska
nauk społecznych, dopiero w r. 1893. wydał obszerny zarys antropologii etnicznej p. t. Ludy (w Warszawie), który spotkał si1; z przy.
chylnem przyjęciem w nauce i zachęcił p. Krzw. do dalszej pracy
w tym kierunku. ,,Kurs systematyczny antropologii" - ukazał się
w r. 1897. Na razie pisze autor wyłącznie o „rasach fizycznych";
mają zaś niebawem ukazać się w druku dalsze części „kursu" t. j.
rasy psychiczne, typy emocyonalne, rasy lingwistyczne i - rasy
etniczne.
I.
Odmiany przyrodnicze w budowie organizmów ludzkich, t. j.
rasy, podobne są do pierwiastków w chemii o tyle, że łączą się,
czyli mięszają ze sobą. Dzieje się to zawsze i wszędzie nawet wśród
ludów, stojących na najniższych szczeblach rozwoju cywilizacyjnego.
W razie np. napadów międzyplemiennych najezdcy niszczq prze•
waznie tylko męzczyzn, z pozostałemi zaś przy zyciu kobietami
wchodzą w związki płciowe. Taki sam - dodam-skutek "rasowy"
spowodowuje znaczny u ludów nieucywilizowanych zwyczaj porywania kobiet lub nawet męzczyzn z obcych plemion, jakkolwiek
bezpośredni cel takiego porywania jest natury ekonomicznej tj. chęć nagromadzenia zywioJu niewolniczego. W ogóle faktem jest, że
ani nienawiści plemienne, ani tez fanatyzmy religijne, lub tez glębo-

-

63-

kie przedziały ekonomiczno-społeczne i prawne nie powstrzymywały
i po dziś dzień nie powstrzymują przedstawicieli ras odrębnych od
wzajemnego mięszania się. Dzisiaj znajdujemy mięszańców nawet
na najdrobniejszych wysepkach, podczas gdy t. zw. ,,czyste rasy"
występują tylko w pojedyńczych i bardzo rzadkich okazach. Doszło
do tego, ze wśród rodzeństwa odnajdujemy różne znamiona rasowe,
a „rasa czysta" - jak całkiem słusznie twierdzi francuski antropolog To p_i n ar d, ,,jest jedynie pojęciem abstrakcyjnem,lbo w szczepie
ludzkim nie istnieje". Wobec takiego faktycznego .stanu rzeczy, metodą ogólną w badaniach antropologicznych musi być analiza istniejących ras mięszanych, w czem przypomina antropologia chemię, dążącą do rozkładania ciał złożonych na chemiczne pierwiastki.
W analizie swej posiada jednak chemik ustaloną już ściśle drogę
badania, podczas gdy antropolog ma przed sobą tylko typy rasowe,
częstokroć wcale niecharakterystyczne. Jakoż dochodzi się metodą
analityczną w antropologii nie do -samego źródła, t. j. do rasowych
typów „pierwotnych"; przeważnie - wobec faktu, ze rasy zawsze
się z sobą krzyzowały, uzyskujemy tylko typy przecięciowo czyste.
Mimoto jednak - dotarła już antropologiczna analiza do tego ogólnego, zasadniczo ważnego rezultatu, ze odrzuca obecnie zupełnie
wulgarny podział na rasy t. zw.: kaukazką, murzyńską, mongolską
i malajską.
N. p. ,,kaukazka" Europa wykazuje nie tylko wielkie mięsza­
niny rasowe, ale ponadto wiemy, że poszczególne typy, spotykane
w ogólnej masie tych krzyżowań, pochodzą z· róznych okolic ziemi,
jak np. typ blondynowy - prawdopodobnie z Europy pó.łnocnej,
długogłowi bruneci z nad morza Śródziemnego, krótkogłowcy z Iranu
lub Turkestanu i tp. Nie można nawe-t mówić o „kaukazkich" rasach, albowiem rasy, które należałoby tutaj zaliczać - nie dają
się sprowadzić do wspólnego antropologicznego mianownika, natomiast mamy wśród ludności europejskiej rasy takie, jak długogłowy
blondyn (homo europeus), nadśródziemnomorzec {homo mediterraneus), krótkogłowiec alpejski (homo alpinus) i -- rozumie się nawięcej typów mięszanych. Tak samo najwięcej stosunkowo odosobnieni murzyni wykazują kilka typów rasowych zupełnie różnych,
o których tyle tylko mozna powiedzieć, ze posiadają kilka cech
wspólnych, lub wahających się około wspólnej normy. ,,Naród" pisze p. Krzywicki - ,,pod względem antropologicznym możemy
porównać do lasu, zalanego przez wodę. Z pośród toni wynurza
się tu wierzchołek pojedyńczego drzewa, tam widać tylko parę gałązek lub nawet listków, ówdzie sterczy parę drzew, jedno obuk

-

64 -

drugiego. Gdzieniegdzie zaś dostrzegamy gaJ'.ęzie tylko po przez
wodę" (str. 11).
Podobnie przedstawia się oku antropologa naród pod względem
rasowym. ,,Gdzieniegdzie dostrzega on wśród ludności krajowej typy względnie czyste. Jeszcze częściej obecność ich wykazują pojedyńcze rysy. Najczęściej zaś typy rasowe są tak zatarte, że dopiero przy pomocy sondy, tj. analizy, mozna je wykryć z pośród
domieszki wzajemnej". Czy jednak i jakie istnieją prawa - krzy.
zowania się ras między sobą? Istnieją, - ale tylko niektóre zostały
dotychczas częściowo - poznane. N. p. - jedna część twarzy po<-.1odzi od ojca, druga od matki. Włosy u mi0szańców są różnoro­
dne, czyli wogóle - sprzęzenie rasowe, zwlaszcza,jeśli w związku
małzeńskim łączą się typy, okazujące znaczne róznice, przedstawia
się jako połączenie mechaniczne.
N. p. Rodzice:
Dzieci:
Bj·•'y i Murzynka; Dziewczyna: prawa polowa biała, lewa
czarna.
Murzyn i biaJ'.a; Dziewczyna: biała, tył i lewe lędźwie czarne.
To prawo, że mięszaniec jest rodzajem zlepka mechanicznego,
jest kluczem analizy antropologicznej; swoją drogą - nie jest jednak ono zupełnie ścisłem, bo mechaniczne sprzęzenie dostraja się
z czasem do pewnego wspólnego typu na przestrzeni danej grupy
rasowej, co bardzo analizę utrudnia.
Inne prawo sprzęzenia orzeka, ze dwa typy - mięszając się
wzajemnie - odznaczają się niejednakową siłą przekazywania swoich cech - potomstwu. N. p. mun~yn w związku z białą rasą przewaza, tak samo brunet w związku z typem blondynowym. Prze~
waźa takze ciemna bar-wa oczu. Często zdarza się także, że męz­
czyźni odrózniają się rasowo od kobiet, np. w N. Meksyku Indyanki przypominają typ mongołoksztaUny silniej, aniżeli mężczyźni,
u nas zaś - w Galicyi typ semicki bardziej jest widocznym u Zydówek, aniżeli u Zydów. Jakie są przyczny takich zjawisk - jest
rze~zą niepewną; istnieją tylko mniej lub więcej prawdopodobne
hyptezy.
P. Krzywicki przytacza także ceiem popularniejszego przedstawienia rzeczy kilka przykładów analizy pierwiastków rasowych
(str. 16-21). U galicyjskich Podhalan n. p. mamy procentowo bardzo mało osób o śniadej cerze, więcej już ciemnookich, a włosy są
przewaznie barwy eiemnej. Wyłącz4jąc z jednej strony osoby o cerze
białej, jasnej barwie oezu i wJ'osów, - z drugiej zaś - o cerze
śniadej, czarnych oczc1ch i włosach, otrzymujemy dwa przeci~ciowo

czyste typy rasowe: blondynów i brunetów. Procentowo jest tu
blondynów znacznie więcej, aniżeli brunetów, a najwięcej mięszań­
ców o biaJej cerze i jasnej barwie oczu z w.losami barwy ciemnej.
Zważywszy, że brunet odznacza się większą siłą przekazywania
swojej barwy włosów potomstwu, aniżeli blondyn, dochodzimy do
wniosku, że Podhalanie dzisiejsi powstali ze zmięszania się wzglę­
dnie nielicznego typu brunetów ze znacznie liczniejszymi blondynami,
przy czem obcej przymieszce opierała się silnie barwa skóry, silniej
jeszcze oczu, najmniej zaś - włosów. W taki sposób powstała na
Podhalu t. zw. ,,rasa lokalna'', t. j. typ ciemnowłosy o jasnej h-\-:t.rwie oczu.
U mongo.tokształtnych Kirgizów przypada największy stosunkowo procent osób - na typ o płaskich nosach, podczas gdy liczba
osób wypukło i wklęslonosych równoważy się wzajemnie. Mierząc
ich wzrost (Dr. Seeland) widzimy, że przecięciowo jest o.'.·--:iajwyż­
szym u grupy wypuklonosej, a najniższy - u wklęsfonosej; naodwrót - szerokość twarzy jest najmniejszą u wypukłonosych, a
największą u wklęslonosych. Porównawszy dodatkowo inno
jeszcze znamiona rasowe, jako to barwę oczu, zarost i tp., dochodzimy do wniosku, ze u Kirgizów - z typem względnie niskorosłym o szerokiej twarzy, wklęsłym nosie, ciemnej barwie oczu i bez
zarostu na brodzie, zmięszał się typ wzrostu wyższego o twarzy
wąskiej, wypuk,łonosy, jasnooki i brodaty, tj. - ze mamy przed
sobą „rasę lokalną" powstaJą, z skrzyzowania się typu mongolskiego
z innym jakimś, podobnym do typów t. zw. ,,kaukazkich'·.
Dla zlJadania skladu rasowego Zydów - brak statystyki cech
antropologicznych; p. Krzywicki przedstawia nam jednak rezultat
własnych badań rasowych nad ludnością żydowską, w Warszawie
- a to w formie tabeli, uzmysłowiają,cej skład rasowy tej ludności.
Tabela ta przedstawia się następująco:
nos delikatny, budowa { typy, spotykane
,,sucha'' ciała
wśród Semitów

czaszka podłu­
żna

właściwości powyższe {
nie tak wyraźne

1.,yp ciemny
(włosy

gładkie)

okrągła l

czaszka
{,,krótka")

l

typy, spotykane
na płdn. Europy

rysy „kaukazkie"

typy, spotykane
{ w okolic. Alp.

nos zgięty „semicki"

typy, spotykane
{ w Armenii.
i

Typ ciemny J
(włosy

wełniste)

l

czaszka zwykle
podłużna

cz. podłużna

{

66 nos szeroki, płaski,
czoło w tył podane,
szczękokostność.

„murzyń-

{typy skie"

skandyj nos ,,kaukazki", oczy ~f typynawskie,
niemieckie
l
I
północno

bł~kitne

typy polskie,

Typ jasny I
\
czaszka okrągła
(,,krótka")

„kaukazki", oczy
I nos _siwe,
j czeskie, alszatyni
zackie

'

policzki
I nos wklęsły,
szerokie

l

{

typy, ci,1żące ku
mongołokształt-

nym.

Tabela ta jest poniekąd wzorom analizy pierwiastków rasowych,
w stosunku zaś do swej treści dowodzi stanowczo, ze o czystym
przecigciowo typie rasowym „semickim" u Zydów warszawskich nie
mozna dzisiaj nawet mówić, lecz przeciwnie - typ ten i spokrewniony z nim typ południowo europejski jost wśród tych Zydów
wcale rzadkim i zwykle sprzężonym rasowo z typami t. zw. ,,kaukazkimi". Co więcej - dwa inne zasadnicze typy rasowe żydowskie
- warszawskie, tj. typ ciemny - wełnistow~osy i typ jasny, nie
wykazują. cech „semickich", lecz murzyńskie, płnc. europejskie, sło­
wiańskie i mongofokszta.J'.tne.
II.

Przy takich i tp. analizach pierwiastków rasowych nie mozna
na porównywaniu i opisie barwy włosów, oczu, cery
-- tudziez kszta,łtów nosa i czaszki. Br o ca (t 1880). dokonywal pomiarów na całych szkieletach i doszedł tą drogą, do wniosku, ze
najważniejsze dla antropologa są pomiary czaszek i miednic. Sztukg
mierzenia czaszek nazywamy kraniologią, a miednic - pelwimetryq.
Do dziś dnia najwięcej rozwingra się kraniologia, operująca najliczniejszym materyalem faktycznym, ale obok dlugości i szerokości
czaszek wazne są niemniej takze inne cechy, jako to barwa oczu
i włosów, wysokość nosa i szerokość jego przy osnowie, oraz wzajemna odległość pewnych punktów twarzy, wreszcie wzrost i stosunek jego do wysokości czaszki i kończyn. Pomiary wspomniane
doprowadzily do ustalenia pewnych t. zw. n wskaźników", które stanowią obecnie najwazniejsze kryterya analizy antropologicznej
Są one:
ograniczyć się

-

67 -

1. Wskaźnik wlosowy (W w.), tj. stosunek najmniejszej średnicy
przecięcia poprzecznego w.fosa do największej.
2. Wskaźnik czaszkowy (Ws. cz.), tj. stosunek pomiędzy najszerszą średnicą poprzeqmą, a największą podłużną czaszki w plaszczyźnie mniej więcej poziomej. Według tego wskaźnika rozróż­
niamy:
a) mugog.towców (dolichocefalicznych), u których ws. cz. jest
niższy od 77 do 78 cm.
b) Pośredniogłowców (mezocefalicznych), Ws. cz. między 77,78
a 80 cm. i
c) Krótkogłowców (brachycefalicznych), Ws. cz. wyższy - jak
80 cm.
3. Wskażnik nosowy (Wn.), t. j. stosunek między największą
szerokością otworu nosowego, a jego wysokością od podstawy do
korzenia. Mamy więc wązkonosych (Wn. niższy od 48), średnionosych,
(Wn. między 48 a 53) i szerokonosyt;h (Wn. wyzszy od 53); wreszcie ostatni wskaźnik, polegający na wysunięciu górnej szczęki,
czyli t. zw. ,,szczękokostność". Naturalnie - wskaźniki te wskutek
krzyżowań ulegają silnym wahaniom nawet w obrębie ludów wzglę­
dnie izolowanych, to też w analizach pierwiastków rasowych bierzemy pod uwagę tylko typy przecięciowo w danej grupie etnicznej
- najliczniejsze. Analizy, dokonane za pomocą wskaźników są
jednak mimo wspomnianych wahań i nieuwzględniania typów zbyt
nielicznych -ściśle umiejętnymi, a Q u et e 1et przedstawia je nawet
graficznie: (por. u Krzywickiego str. 31-34). Inna rzecz, że z powodu nierównomiernego do innych pomiarów rozwoju kraniologii,
jako tez w braku dostatecznej ilości czaszkowych także pomiarów
- antropologia nie może dzisiaj jeszcze poszczycić się rezultatami
swych badań w części nawet takimi, jak inne umiejętności starsze;
jest ona tedy ciągle jeszcze nauką przyszłości, ale znajduje się już
na najlepszej drodze swego rozwoju.
W czasie wojny domowej w Ameryce p.łnc. rozpowszechnił
się zwyczaj badania wzrostu rekrutów i stamtąd przeszedł do państw
europejskich. Wazniejsze jeszcze dane antropologiczne zebrano
drogą spostrzezeń nad barwą oczów, włosów i skóry, dokonanych
w niektórych krajach na wielką skalę - wśród dziatwy szkolnej.
W Niemczech dokonano r. 1875. takich spostrzezeń 7. milj., w Belgii
r. 1879. - 600·000., w Szwajcaryi r. 1881. - 400·000., a w Austryi
r. 1884. '2 1/1 milj. W Anglii dokonano znacznej liczby takich samych
spostrzezeń drogą usiłowań prywatnych. We Francyi robił liczne
badania antropologiczne Topinard, w Norwegii Dr. Arbo, w Danii -Hansen i i„ co wszystko razem pozwoliło na jakie takie wmay•
*

-

68 -

zenie typów przecięciowych antropologiczna rasowych w Europie
środkowej. W Rosyi dopiero świeżo og,łosił Zograf rezultat spostrzeżeń antropologicznych nad 30.000 Wielkorusów, z krajów zaś poza
europejskich posiadamy tylko fragment.a takich badań, co rozumie
się wobec setek milionów ludzi na ziemi jest -· prawie niczem
jeszcze. W Galicyi cenny materyai nagromadzono skutkiem usiłowań I. Kopernickiego i I. Majera, ale materya,ł ten jest przecież
tak jeszcze nielicznym, że mozna by,ło zeń wysnuć tylko· jeden
bardzo ogólny wniosek - mianowicie, że „Polacy, Rusini i Żydzi,
niezaprzeczenie krótkog,łowi w rozmaitym stopniu, są równie niezaprzeczenie rasami mięszanymi". W ziemiach polskich ongiś, zostających obecnie pod panowaniem Rosyi najwięcej stosunkowo
spostrzeżeń antropologicznych zebrano nad ludnością Król. polskiego.
Brak dostatecznej ilości materyałów faktycznych, na których mo.
znaby oprzeć uogólnienia umiejętnie - antropologiczne, pozwala na
ułożenie tylko zbyt ogólnikowego przeglądu typów rasowych, obecnie
istniejących, ale i ten już nawet przegląd - różni się, jak wspomnieliśmy powyz, od dotychczasowych wulgarnych podzia.łów rasowych pośród ludzi.

lll.
Pojęcie

rasy, wzg Iędnie typu rasowego polega na fakcie, że
budowie organizmu różnice nie przypadkowej i czasowej natury ,lecz przekazywane od pokolenia do pokolenia.
Rozpatrzmy n. p. różnice migdzy Murzynem a podłużna gfowym
blondynem. Zabarwienie ciemne nie ogranicza się u pierwszego li
tylko na warstwy skórne zewnętrzne, lecz obejmuje i tkanki wewnętrzne. Mięśnie np. u Murzyna są barwy Żó.łtawo brunatnej; nawet różnice fizyolugiczne (epoka płciowej dojrzałości) wyróżniają go
z pośród innych ras, a najwięcej od d,ługog,łowych blondynów. Co
więcej lekarze stwierdzają także różnicę w krwi i motywują w ten
sposób znane fakta, że zaraz-;ki chorobowe okazują u Murzynów i białych różną ouporność; związki płci biad'.ej z czarną - dążą zaś
ku bezpłodności. Silnie .w literaturze naukowej zoologicznej dyskutowana kwestya, czy te różnice organizmów ludzkich nalezy pojmować jako odmiany, czy też jako osobne gatunki •· nie jest po
dziś dzień definitywnie załatwioną; dla antropologii ma jednak zdaniem p. Krzyw. cały ten spór - tylko znaczenie scholastyczne
- wystarczc,1, fakt stwierdzony pozytywnie, że róznice wspomniane
rzeczywiście istnieją. Drugim takim stwierdzonym faktem jest to,
o czemeśmy juz kilkakrotnie wspol_llinali, mianowicie, ze czyste typy
wśród ludzi istnieją w

-

69 -

rasowe Sc!, dzisiaj i były już w bardzo odleg,?ej przeszło§ci - tylko
abstrakcyą,, natomiast występuj<!, wszędzie w mniejszej lub większej
liczbie „rasy lokalne", jako następstwo - krzyżowań. Charakterystycznym przyk.fadem takiej .,rasy lokalnej" są, w Europie Baskowie,
mieszkający w płdn. ką,cie Francyi i p,tnc. Hiszpanii. Jestto oaza
lingwistyczna i antropologiczna, pozostała po rasie licznej, wchło­
niętej przez napad aryjski. Mają, oni charakterystyczny typ głowy,
zanikający poza ich siedzibami, a zbliżony do typów starożytnych
Egipcyan i obecnych Berberów z tą, jednak lokalną różnicą, że dlu goglowość Berberów zamibni,ta się u Basków wskutek krzyżowań
- na krótkawą budowę czaszki. Mimo, ze rasy lokalne są, wytworem najróżnorodniejszych krzyżowań - daje się jednak zauważyć
pośród nich pewien bliższy lub dalsży stopień pokrewieństwa. Negry! np. afrykański przypomina Negrytów, a ros,ły Papuańczyk
zbliza się do Murzyna. Istnieją, także typy, które wykazują pozorne
powinowactwo jednocześnie z kilku innymi. N. p. Buszmen posiada
pewne cechy murzyńskie, inne zaś mongoloksztaltne; - tak samo
Australczyk zajmuje środek między Murzynami, a t. zw. ,,rasą, kaukazką,". Ten stan rzeczy i brak dostatecznej ilości danych antropologicznych, uzyskanych drogą analizy - nie pozwala dzisiaj
·jeszcze na ścisłą, naukową, klasyfikacyę typów rasowych lokalnych
w szersze grupy rasowe, opierające się na bliższym lub da Iszym
stopniu rasowego pokrewieństwa. Na podstawie faktów zbadanych
skłania się jednak większość antropologów do przyjęcia trzech typów zasadniczych, tj. czarnego, żó.ttego i białego, o czem -p. Krzw.
mówi dopiero przy końcu swego „kursu antrop."; ja jednakże uważałem za konieczne zmienić w sprawozdaniu porządek rzeczy autora
dlatego, że i sam p. Krzw. także rozpatruje poszczególne typy „rasowe lokalne" na podstawie wspomnianych trzec.h typów zasadniczych.
Rozpatrywać je będziemy w porządku, wskazanym przez autora t. j. najpierw typy czarne, później żółte, a wreszcie - białe.
a) Typy czarne istnieją, obecnie w masowem nagromadzeniu
w Afryce, Indyach przedgangesowych, na wyspach polynezyjskich - tudzież w zmniejszonej liczbie skutkiem wytępienia wewnątrz lą,du australskiego. Z wysp polynezyjskieh i t. zw.
archipelagu sundajskiego - sięgają, ,,czarni" w coraz mmeJszej
liczbie daleko na północ-aż do pMn. Japonnii i amerykańskiej Kalifornii, gdzie znów spotykają się z czarnymi afrykańskimi, przesa
dzonymi w wielkiej liczbie na ziemię amerykańską przez handlarzy
niewolnikami. Odliczywszy jednak Murzynów amerykańskich - jako
immigrantów - mamy trzy geograficznie i etnicznie odrębne tery.

-

70-

torya ludów czarnych, tj. wyspy polynezyjskie, Indye przodgan gesowe i - Afrykę.
W rozległem terytoryum wyspiarskiem - g?M.wnem ogniskiem
siedzib plemion czarnych jest N. Gwinea i sąsiednie wyspy po ląd
australski i N. Kaledonię; stąd rozeszły się te plemiona po innych
wyspach polynezyjskich aż - po Amerykę. W obrębie calAgo tego
terytoryum - mamy trzy wybitnie od siebie różniące się typy rasowo antropologiczne, t. j. negrylski, papuański i australski. Typ
australski tak dalece wyróżnia się od innych sąsiednich, że niektórzy antropologowie chcieli go zaliczyć do śniadych typów rasy białej,
podczas - gdy niskorośli Negryci i wysokiego wzrostu Papuasi są, jako we.łnistow.tosi pokrewni afrykańskim Negrylom i Murzynom. Rasy lokalne, powstale ze skrzyzowania tych trzech typów, s~
bardzo liczne, ponadto istnieją zupełnie nie czarne domieszki nawet
na N. Gwinei, gdzie spotykamy typy także aryo i semitoksztaltne.
Czarni" w Indyach przedgangesowych -- są po odliczeniu napływów mniej Jicznych do dziś dnia ponawiających się -- skrzyżo­
wanymi .potomkami pierwotnych mieszkańców półwyspu. By1i to
zdaje się częścią Negryci - częścią zaś ludy typu australskiego i
obie te „czarne" rasy - przekształciły się pod wpływem krzyżowań
z najazdem tybetańskich MongoMw na rasę lokalną,, t. zw. protodrawidyjs~ą. Był to jeszcze - dodam - typ przeważnie czarny;
czarna barwa skóry przeważa.la jeszcze i u późniejszych Drawidów,
powstałych pod wpływem krzyzowań plemion protodrawidyjskich
z nowemi falami najezdczych MongoMw. Wreszcie uderzył - jak
wiadomo, o Indye najazd ludów białych t. zw. aryjskich, które osiadły głównie w dolinach Indu i Gangesu. P. Krzw. urywa na tym
fakcie dzieje rasowego przekształcania się Indyi; ja pozwolę sobie
dodać, że ludność aryo-indyjska - mimo, że jako osobna kasta"
wyodrębniała się celowo z pośród Drawidów -uległa przecież krzyżowaniu się z nimi. Mamy na to dowód zarówno antropologiczny
w analizie rasowej dzisiejszych Aryów indyjskich, jako też nawet
dowód historyczny, bo najczystsi najozdcy aryjscy tj. bramini i szlachta nazywali lud aryo indyjski kastą, wai<;ya tj. brunatną. Dzi:siaj
- po najazdach Turańczyków, semitoksztaltnych Arabów i blondynowych Anglików - przedstawia się ludność Indyi przedgange-sowych jakoby jakiś „śmietnik ras lokalnych", wśród których silnie
skrzyzowani „czarni'' utrzymują się tylko w najmniej dostępnych
okolicach górzystych Dekanu.
Także w „czarnej" - geograficznie i etnicznie wyodrębnionej
Afryce wykryto cały szereg typów, powstałych z krzyżowań. Połą­
czono je na zasadzie pokrewieństw rasowych w 3 typy ogólniejsze
11

11

-

71 -

negrylski i buszmeński. Murzyn jest wysokorosJ'ym
długogłowcem rasowo, a społecznie nomadą,, _]ub rolnikiem; Negryl,
krótkoglowiec drobnego wzrostu~ _nie wyszedł jeszcze poza społecznie
kulturny szczebel życia myśliwskiego. Buszmeni, zamieszkujący
p.fdn. Afrykę, są, wogóle barwy skóry jaśniejsu~j, przypominającej
Judy mongołokształtne i tworzą w sprzężeniu z sąsiedniemi rasami
dwie znaczrn~ ,,rasy lokalne", tj. ,Judzi czerwonych" - czyli Hottentotów i „ludzi czarnych", tj. Kafrów.
Ku północy - mięszają się „czarni" afrykańscy wszystkich
odcieni z ludnością „białą" semitokształtną i ci mięszańcy do sp6tki
z Europejczykami - lub w walce z nimi rozpościerają, się coraz
szybciej ku południowi „czarnego lądu'', jako ż wielu względów
osławieni „cywilizatorzy" Afryki.
b) Typy Jólte dostm~galne są już w porzeczach Łaby i Wisły,
zaczynają przeważać między Wołgą i Ura]em, panują w środkowej
i wschodniej Azyi, wreszcie stanowią jedną z gMwnych rasowych
domieszek t. zw. ,,czerwonych" ludów amerykańskich. Typy te są
antropologicznie - stosunkowo dokładnie określone. W swej formie względnie najczystszej odznaczają się wzrostem średnim,
twarzą - jakby od przodu spłaszczoną, małemi oczami, skośnie osad~onemi, uw,tosieniem slabem i źółtą barwą, skóry rozmaitych odcieni od białego prawie -- do oliwkowego i czerwonawego. Typ ten
znajduje się w liczebnej, społecznej i kulturnej przewadze w Chinach, .Japonii i Indo-Chinach, to też chiński ideał piękności kobiecej
- określa nam źwięźle i dosadnie doskonałe rysy tej ludności
"Kobieta - chińska - powinna być delikatnie zbudowaną, posiadać drobny, sp.taszczony nosok, oczy - podobne kształtem do migdaMw i mało od siebie odlrgłe, brwi w kształcie półksiężyca, szyję
dostatecznie krótką, uszy nieznacznej grubości, łono niewielkie i cienkie ramiona•. Przyjąwszy, zgodnie z faktycznym stanem rzeczy ~tepowców mongolskich za rdzeń tych typów - dostrzegamy, że
dokoła tego ośrodka rasowegc rozci~ga się pas mięszańców, przez
których dochodzimy ku wschodowi do ras zupełnie już innych, tj.
do Ajnów i Indonezejczyk6w, ku po,tudniowi - do Drawidów, a ku
zachodowi - do ludów białych europejskich. Ogó.t tych żółtych
i ż6.łtawych typów, zwany w antropologii „mongołokształtnymi", sta
nowi wielką masę ludnościową,, bo oko,ło 44¾ całego znluclnienia ziemi.
Ta wie]ka liczba luc16w ż6łtych, dla których nie wystarczają już
ziemie przez nich zajęte - jest - dodam, główną przyczynll masowej emigracyi t. zw. ku1isów, tj. robotników chińskich do Ameryki
i Australii. Przybyszów tych stara się miejscowa ludność robotnirza
wydalać, bo kulisi obniżają bardzo cenę pracy robotniczej, nie tylko
tj

murzyński,

4

-

72 -

wskutek zwiększania podaży tej pracy, ale więceJ Jeszcze dlatego,
lub inne zupełnie od miejscowych ludów wymogi
życiowe i kulturne wogóle. Mimoto napływ ich powstrzymywać
nie daje się już; co więcej - w czasie ostatniej chińsko-japońskiej
wojny wyfonily się poważnie traktowane obawy, że - jeśli z czasem ludność Żó-łta przyswoi sobie wojenną kulturę techniczną, europejską, co np. w Japonii - jest już faktem prawie zupełnie dokonanym, to wówczas może się stać niebezpieczną dla t. zw. ,,europejskiej'' - cywilizacyi. Już dzisiaj - - przyjaźny stosunek dyplomatyczny Chin z Rosyą, - pojmowany jest w Chinach, ba nawet
w ostatnich czasach przez posła rosyjskiego w Pekingu, jako wyraz
solidarnośći państw o ludności rasy żółtej, a skierowany przeciw jak się często publicyści rosyjscy wyrażają, - ,,zgniłej" cywilizacyi
Zachodu. W skutek licznych i róznorodnych krzyżowań powstaty
wśród ludów żółtych bardzo liczne „rasy lokalne", a europejskich
Finów web.tonęli rasowo w wielkiej części - Sfowianie. Posuwając
się od Chin ku zachodowi, dostrzegamy: 1-mo coraz bielszą karnacyę
z odpowiednią, barwą, włosów i oczów, 2-do coraz nizszy Ws. cz.
tj. zblizają,cy się do podłuznog.towości. Nie ulega jednak także wąt­
pliwości, że nawet w ognisku masowego rozsiedlenia ludów żółtych
- mięszańcy są, - regułą. Na japońskiej wyspie Yesso mieszka
nieliczny 10-20 tysięcy głów liczący - lud Ajnów, pokrewny raczej typom białym, anizeli zóltym. Obok Ajnów istnieją, inne jeszcze
zbliżone do nich nieliczne typy rasowe, które razem z Ajnami można
uważać za ślad prastarej azyatyckiej formacyi rasowej, pokrytej
pokładami napływów późniejszych. Te prastare typy sięgają, również
aż do Ameryki, to też niektórzy antropologowie przypuszczają, że
są, to resztki licznej niegdyś rasy o białej lub białawej barwie skóry,
wchtoniętej przez ludy żó.łte. Nap,ływ taki ludów mongoloksztal'tnych widać po dziś dzień wyraźnie na płw. indochińskim. Ludy
żółte zajęły tam doliny rzeczne przy ujściach, a w głębi kraju
istnieją typy indonezyjskie, nawet mięszańcy drawidyjscy i negryccy;
czaszki zaś wahają się od silnej krótkog.łowości do równie silnej
długogłowości. Dostrojenie mięszańców na tle ż6łtej barwy skóry
- do najbardziej stosunkowo jednolitego typu - dokonało się wskutek losów dziejowych - najsilniej w Chinach. W Azyi płd. wschodniej i na okalających ją. wyspach umieszczano ongiś odrębną, ,,rasę
malajską"; dzisiaj wiemy,• że ta wrzekoma „rasa" jest tylko bezładnc1,
mięszaniną typów zasadniczych: czarnego, białego i - zó.l'teg.J.
W tej mięszaninie typów - zaliczają antropologowie typ t. zw.
indonezyjski do - białych. Rzeczywiście typ ten posiada cerę
względnie jasną, wfosy miękkie i inne fizyczne cechy ludów białych
że mają niskie -

-

73 -

-- tudzież ich ruchliwość. Narzucił np. swój język czarnym plemionem wyspiarskiem, dal najazdem swym w VIII w. przed Chryst.
początek państwu japońskiemu i howaskiemu na Madagaskarze,
a nawet w Peru i Kalifornii dostrzegają, niektórzy domieszki indo•
nezyjskie. W górach Chin i Ind o-Chin zachowali się ci Ind onezej •
czycy w względnej czystości rasowej, uchroniwszy się przed najazdem
Indów żó.łtych i tam też zapewne była ich pierwotna ojczyzna. An•
tropologia „czerwonych" ludów amerykańskich jest zaledwie fragmentarycznie zbadaną; tyle wiemy, że ludy te nie stanowią, odręb­
nej rasy, lecz są rezultatem pokrzyżowania klku za.8adniczych ty·
pów, z których przynajmniej Indonezejczycy i domieszki żółte pochodzą, z lądu starego. Przeważa wogóle typ mongołoksztaltny, bo
nawet barwa skóry jest raczej zó.łtawą, aniżeli „czerwoną".
c) Typy białe zaludniały .._ jak antropologia -~ wskazuje - szerzej niegdyś ziemię, aniieli przypuszczano dawnh:Jj. Poznaliśmy już
szczątki tej „białej" formacyi wśród ludów żótt.ych w kącie płn.
wsch. Azyi i płdn. zach. Ameryki, na wyspach Polinezyi i w górach
Indo-Chin. Dzisiaj gros ludów „białych" zamieszkuje wybrzeża morza
śródziemnego i prawie całą Europę sięgając stąd aż do białej
ludności Indyi przedgangesowych - na wschód, na zachód zaś do
Ameryki - jako potomkowie zdobywców i późniejszych immigrantów europejskich na ziemi ludów „czerwonych". W centralnem, tj.
nadśródziemnomorskiem i europejskiem terytoryum dzisiejszych ludów
białych - wyróżnia antropologia trzy główne typy. Są one: 1. typ
nadśródziemnomorski (homo maditerraneus) -- podłużnogłowy bru•
net z śniadą cerą, 2. Europejczyk (homo-europeus) podłużno­
g,towy blondyn o jasnej barwie skóry i oczu, tudzież wysokiego
wzrostu i 3. typ t.· zw. ,,alpejski" (homo alpinus) tj. krótkogłowy
brunet o ciemnej barwie oczu. Nadśródziemnomorzec jest podstawowym typem rasowym w krajach nad morzem śródziemnem, a więc
na wybrzeżach p,tn. Afryki, p.łd. zachodniej Azyi wraz z Arabią
i płdn. Europy, a 2 inne gMwne typy biate zamieszkują przedewszystkiem Europę i zrnięszaJy się tutaj z sobą najsilniej w pasie środkowym. Ludność biała irańska i hindustańska uległa silnie
wpływowi domieszek ż6łtych i czarnych; immigranci zaś europejscy
w Ameryce wykazują sprzężenie z typami immigrantów czarnych
i lokalnymi „czerwonymi".
Obszary lądu nad morzem śródziemnem uchodzą za odrębną
prowincyę ziemi pod względem flory i fauny, a antropologia dodaje, że odrębność ta okazuje się także w stosunkach rasowych·
Rasa biała, zwana typem nadśródziemnomorskim, jest podstaw owo
już wprawdzie zbiorem wielu typów pomniejszych, ale posiadają-

-

74 -

cych kilka znamiennych rysów wspólnych, jako to: corę śniadą,
ciemne włosy, czarne oczy, wzrost średni, i silną długogłowość.
Inna rzecz, że zaludnienie dzisiejsze torytoryów nadśródziem­
nomorskich - składa się nietylko z przedstawicieli rozpatrywanego
typu. N. p. archipelag kanaryjski odznacza się tern, że każda wyspa posiada odmienny skład rasowy z silną domieszk~. semicką.
U-płnc
afrykańskich Berberów widzimy obok narlśródziemnomor­
ców - także blondynów, przypomina,iących chłopów płn. niemieckich, a w Lombardyi są dość liczni krótkogłowcy. Z nad morza
śródziemnego rozszerzył się nadśródziemnomorzec na dalsze terytorya np. w Anglii - w Europie środkowej, a nawet na ziemiach
polskich. Za przedstawicieli rasy nadśródziemnomorskie.i - odłamu
semickiego uchodzą także Zydzi. W gruncie rzeczy są, oni jedyni 0
przedstawicielami semicko-kupieckiej kult.nry - silnie jui zmodyflkowanaj pod wpływem otoczenia, w jakiem znajdują się w ciągu
wieków. Rasowo - są, tak, jak i inne ludy - mifszaniną typów.
N. p. Zyd zachodnio-rosyjski i polski odznacza się szeroką twarzą
i nosem, jasnymi wlósami i siwemi oczami - rozumie się przecię­
ciowo. Są to oznaki dowodzące, że przesiąkł tą, ~amą krwi~, która
płynie w żyłach lurłności s~siedniej. Jeśli sąrlzić ze statystyki,
to ws. cz. posiadałby więcej może pierwiastku polskiego lub zachodnio ruskiego, aniżeli prahebrejskiego. Jak dalece zaś różnią się
Zydzi między sobą rasowo - pod wpływem swego otoczenia, świarl­
czy o tern bardzo dobitnie fakt, że Zydzi plnc. europejscy są, <Uugogłowcami, a płdn europe_iscy -- krótkogłowcami. Z barlań J. Ma_
jera i J. Kopernickiego w Galicyi okazuje się, że Zydówki więcei
rysów semickich przechowały. aniżeli Zydzi ; to samo wykryły badania Dra Talko-Hryncewicza nad ludnością, żydowsk~. na
Ukrainie. W Europie środkowej i północrn~.i badania antropologiczne
postąpiły naprzód o tyle, że posiadamy tutaj dokładną, stosnnkowo
statystykę barwy oczów i witosów dziatwy szkolnej; to jednak pozwala tylko na przybliżone wnioski, ponieważ witosy CZQsto z wiekiem ciemnieją,. Og6.łem zbadano w krajach środkowo i p,łn. europejskich 10,07f>,OO0 dzieci. Z tego okazujo si~, że blondyni przeważają, na północy, a bruneci w górskich pasmach Europy środkowej.
Słowianie, bardziej uposażeni w pierwiastek ciemny s~ często
wyspami antropologicznemi wśród blondynów płnc niemieckich.
Ku zachodowi - ci blondyni zmniejszają się liczebnie w tak znacznym stopniu, że Francya nawet w swych najjaśniejszych departamentach - wykazuje mniejszy procent blondynów, aniżeli najciemniejsze okręgi Niemiec, natomiast ku płnc. zachodowi i północy
tj, w Anglii i Skandynawii mamy silniejszą,, anizeli w Niemczech

-

75-

przewagę blondynów. Wog61e da się stwierdzić, że blondyni -

nai •
iczniejsi w Islandyi i Skandynawii - tudxież bardzo liczni w Anglii
li na pomorzu m6rz bałtyckiego i niemieckiego - spadają, procentowo ku połd. zar.hodowi i pMn. wschodowi, ale - ,iako oazy antropologiczne sięgają nawet do Europy południowej i płnc. Afryki.
Blondyn enropejski, skrzyżowany z różnymi żywiołami obcymi da,t początek mi0szańcom, którzy od przodków blondynowycb odziedziczają częście.i barwę oczów, aniżeli włosów - n. p. liczny wśród
S.towian typ szaro lub błękitnookiego szatyna. Mięszaniec taki jrst
ponadto zwykle krótkogłowym - po krótkogłowcach Europy środ­
kowej i ten typ krótkogłowego blondyna wzmaga się ku połdn.
i wschodowi Niemiec, tj. tak samo, jak liczba ciemnowłosych. Krótkogłowcy względnie najczystsi z mniP.j więcej ciemną, barwą, wło­
sów i oczów zamieszkują w Europie terytoryum wzdłuż linii od
przylą,dku Finistere do Sabaudyi, oraz górzyste kraje ~rodkowo europejskie. Z tego powodu nadano krótkogłowcowi europejskiemu
ogólną nazwę ,,człowieka alpejskiego". Blondyn długog,łowy jest
europejską rasą, zupełnie i por.a Europą, istnieje tylko w postaci
oaz antropologicznych; przeciwnie -- krótkogłowiec zamieszkuje
jeszcze masą zwartą terytorya zachodnio azyatyckie. Pozwolę sobie
w tym miejscu zwrócić uwagę na t. zw. w antropo-i etnologii
,,kwestyę aryjską,". Faktem jest, że znaczna grupa białych mieszkań­
ców europejskich wyszła w przedhistorycznych czasach z wspólnego pnia t. zw. aryjskiego. Stwierdzono to najpierw na podstawie
badań lingwistyczno-por6wnawczych nad językami, które bezsprzecznie wykazują, ·wspólne aryjskie pochodzenie. W skutek tego utarło
się w nauce zapatrywanie, że wszystkie ludy, które można zaliczyć
do grupy aryjskiej - językowo, należą tern samem także do rasowych i etnicznych potomków Aryów i, że wszelkie dzisiaj między
nimi napotykane różnice są tylko rezultatem późniejszych krzyżo­
wań. W ten sposób zaliczono do Aryów całą ludność europejską,
z wyjątkiem prastarych oaz etnicznych, jak np Baskowie i dop,ły­
wów mongoloksztaJ'tnych, jak Madziarowie i i.; ponadto wykryto, że
ludność biaJ'a zachodniej Azyi i Indyi przedgangesowych, jest również aryjską,. Dzisiaj pod wpływem ro7.woju badań et.no-i-antropologicznych prz~knnano się, że jednak lingwistyczna li tylko podstawa - nie jest dostatecznem kryteryum do stwierdzenia pochodzenia aryjskiego poszczególnych ludów. Aryowie narzucili swój język
wielu plemionom ras innych np. Nadśródziemnomorcom w Europie
i częściowo Drawidom w Hindustanie. To samo musiało się stać
także na przestrzeni środkowej i pólnocnej Europy, bo - jak wykazaliśmy - ludy tutaj mieszkające - językowo aryjskie - na-

- 76 leią, jednak antropologicznie do dwóch odmiennych zasadniczo ty-

pów ·rasowych, tj. długogłowych blondynów i krótkog,łowych brunetów. Z tego powodu rozwinął się - po dziś dzień definitywnie
nie zaJatwiony spór umiejętny, czy za aryjskich przodków należy
uważać blondynową rasę, czy też krótkog,łowych brunetów, i równocześnie rozpoczę.ty się poszukiwania za praaryjską ojczyzn~. Kwestye te łączą się ze sobą ściśle, bo gdyby się okazało, ze pierwotną
ojczyzną Aryów były kraje p,łn. europejskie to tern samem
stwiordzonemby było, że Aryowie byli długogłowymi blondynami;
w razie przeciwnym - musielibyśmy uznać ich za czarnowłosych
krótkogłowców, których ojczyzną pierwotną by,ły najpra wdopodohnie.i stepy nad morzem Czarnem aż po „bramę narodów' Nie myślę tutaj wchodzić w szczegóły tej kwestyi; zaznaczam tylko, że
fakt antropologiczny zamieszkania aryjskich lingwistycznie terytoryów azyatyckich przez ludność krótkog,rową - ciemnow,łosą jest
najsilniejszym dowodem, mogącym stwierdzić, że także europejscy
Aryowie są potomkami tej samej rasy. Także badania - osobliwie
Dra Fligiera - nad ojczyzną praaryjską przemawiają, !silniej za tern,
te ojczyzną tą były stepy nadczarnomorskie, a nie kraje p.tnc. europejskie. Tak tedy wszystko przemawia więcej za tern, że przod~
ków aryjskich należy widzieć w typie „alpejskim", podczas gdy
typ b]ondynowy zmięszal się z Aryami na terytoryum starożytnej
Germanii, przyjął od nich język i początki kultury, ale zachował
po dziś dzień swe zasadnicze niearyjskie cechy antropologiczne, osobliwie w Skandynawii, gdzie masowego naporu Aryów prawdopodobnie nigdy nie było. P. Krzywicki całej tej „kwestyi aryjskiej"
na razie wcale nie porusza - być może, ze zajmie się nią szczegółowo w dalszych, zapowiedzianych częściach swego „kursu antropologii", mianowicie przy sposobności omawiania t. zw. ,,ras lingwistycznych".
1



IV,
Zbliżając się ku wschodniej Europie, znajdujemy się pod wzglrdem ilości danych antrcpologicznych w gorszym położeniu, aniżeli
na ziemiach środkowo i północno europejskich, dlatęgo analiza rasowa ludów. słowiańskich jest znów tylko fragmentaryczną. U Polaków
i Rusinów w Galicyi ws. cz. jest prawie jednakowym, natomiast
w barwie oczów i włosów przeważa u Rusinów typ ciemny. J. Majer dowodzi, że wogóle powaga typu białego u Polaków jest dwa
razy większą,, aniżeli u Rusinów. Jeżeli za tym samym antropolologiem przyjmiemy, że typ jasny jest pratypem s,towiańskim, to tak-

-

77 -

ze musimy zauwazyć, ze u Polaków i Rusinów opierała się silnie
obcej przymieszce barwa skóry, silniej jeszcze barwa oczów, a najmniej kolor włosów; ostatni najwięcej przyczynił się do zmodyfikowania pratypu i to więcej u Rusinów, jak u Polaków. Rusiński typ
ciemny wzmaga się liczebnie ku morzu Czarnemu, a zmniejsza się
przez Małorosyę ku linii Dniepru, naodwrót długoglowość jest według badań Dra Talko Hryncewicza rzadszą u Rusinów nad Dnieprem, anizeli w Galicyi. Skkad rasowy Wielkorusów poddał świeżo
analizie rasowej Zograf na przestrzeni trzech gubernii. Z niższym
wzrostem idzie tam w parze krótkog.fowość wraz z ciemną barwą,
oczów i wfosów; wysokiemu zaś wzrostowi towarzyszy jasna barwa oczów i włosów, oraz mpiej częsta krótkogłowość. Wysokorosły
typ zachował się najlepiej na pograniczu gubernii jarosławskiej
i niżnonowogrodzkiej t. j. tam, gdzie najwcześniej osiedli koloniści
słowiańscy i waręgscy; niski typ występuje najobficiej w terytoryach
ongiś finskich, t. j. rasowo mongołokształtnych. W porównaniu
z Białorusinami - są Wielkorusi wogóle bardziej i liczniej -- krótkog,łowi. Okolice nad Dnieprem, wykazujące stosunkowo liczny typ
blondynowy, połączony nie rzadko z długogłowością - dowodzą
antropologicznie, ze Dniepr by,ł arteryą przenikania plnc. europejskich blondynowców na południe, co nie mniej silnie stwierdza historya (najazdy Gotów i Waręgów). Pomiary Anuczyna wzrostu rekrutów stwierdzają, ze przecięciowo wysokorosły rekrut pochodzi
z nad BaJtyku, Litwy i ciekawym sposobem - Uako oaza antropologiczna) - z Rosyi płdn. Najniższy wzrost rekruta wykazano
w Król. Polskiem, co daJo powód do sporu o wyradzaniu się Polaków.
Na ziemiach polskich jest wiele ras lokalnych, jak np. Księżacy
z pod Łowicza, Podhalanie i t. p.; Krzywicki przypuszcza, ze rasy
te wytwarza.ty się w czasach gospodarki naturalnej wzd,tuz brzegu
rzek. O ile antropologicznie dotychczas zanalizowano je - to okazują się w Polsce, podobnie jak na Rusi dwa zasadnicze środ­
kowo i p,łn. europejskie typy, tj. blondynowy i ciemny w bardzo rozmaitych sprzęzeniach. Okaza.ły się takze róznice antropolologiczne między-klasowe; np. Dr. Olechnowicz dowodzi, ze szlachta
odznacza się wzrostem stosunkowo wyzszym i liczniejszą krótkog,ł ow ością, anizeli chłopi, wśród których odpowiednio do silniejszej
długog,łowości napotykamy takze częściej błękitną barwę oczów.
Ponadto da się zauważyć, ze: 1-mo Karpaty polskie posiadają ludność obficiej blondynową, anizeli pogórze i równiny; 2 do Rusini
posiadają wogóle większy procent zywiołów ciemnych (por. j. w.)
i 3-cio na wschód ku Dnieprowi i na pó.łnoc ku Białej Rusi widzimy blondynów przecięciowo więcej, aniżali u Polaków galicyjskich. ·

1- 78 _Ten ostatni fakt wskazuje, że zywioły ciemne wkraczały z nad
morza Czarnego, tj. drogą - uwazaną przez Dr. Fligiera za pierwszy gościniec wędrówkowy, wiodący do zach. Europy ludność aryjską.
Na podstawie tego, co przedtem o „kwestyi aryjskiej" powiedzia,.łem,
sądzę, że aryjski napływ krótkog,łow~ów ciemnowłosych - zajął
przedewszystkiem ziemie podkarpackie (z ominięciem pasm górskich)
i posunął się, jak i p. Krzywicki· przypuszcza, dalej na zachód przez
pole morawskie; natomiast nad Wis,łą środkową i dolną widzimy
przewagę typu jasnego w miarę zblizania się ku północy. Wskutek
tego uważa J. Majer typ jasny za pierwotny u ludu polskiego, acz
obecnie silnie z typem ciemnym skrzyzowany. Gdyby się to okazało rzeczywiście ogólnym faktem antropologicznym na ziemiach
polskich, to tern samem musielibyśmy przyjąć, że ongiś ludność
nadwiślańska była rasowo najblizej spokn,wioną z sąsiednią ludnością germańską. Jakoż historya stwierdza, że siedziby germańskie
aż do VI w. po Chr. sięga.ty poza Wisłę.

V.
Nader zajmującą częścią nauki antropologicznej są dzieje antropologiczne ludzkości, badane głównie na podstawie t. zw. kopalnych czaszek. I tak okazuje się, że już w najodleglejszej znanej
epoce bytności cztowieka na ziemi, tj. w epoce czwartorzędowej należeli ówcześni mieszkańcy Europy i Ameryki do kilku 0dmiennych typów rasowych, podzielonych najprawdopodobniej na odręlme
rasowo i lingwistycznie hordy pierwotne. Poniewaz przeciąg czasu
między czaszką kopalną a nami - nie daje się zbadać antropologicznie, otóż - przynajmniej co do czasów przedhistorycznych,
dzieje rasowe ludzkości muszą pozostać pokryte ciemną mg,łą.
W zakresie czasów historycznych - możemy już korzystać z róznych źródeł, acz pośrednich np. z dziel sztuki starożytnej. Typy
ludzkie oddawano tam często z ca,łą możliwą wyrazistośc.;ią i tą drogą
dochodzimy np. do wniosku, że typy: semicki, chamicki i murzyński
istnieją już 40-60 wieków na ziemi w różnorodnych rozumie się
sprzęzeniach. W Europie środkowej i północnej - okazują czaszki
kopalne, ze pierwotną ojczyzną blondynowca by,ła ~kaudynawia,
a we Francyi przed najazdem Keltów mieszka.ta liczna rasa t. zw.
cromagnolska, której ostatni ślad widzimy w Baskach. Uył np. także
czas, kiedy ludy czarne odgrywały znacznie donioślejszą rolę, aniżeli dzisiaj; zaludniały one - oprócz swych dzisiejszych terytoryów,
obie Imlye. p,łn. Japonię, Beludżystan i moze nawet Arabię; natomiast 1....... ~'5lte siedziaty wówczas na niewielkiej J;>rzestrzelli. .Po-

-

79 -

łudniowe

Chiny i Indochiny zajmowaJy ludy biaJe, a Europę zaludniali tylko długogłowcy jasno i ciemnowłosi. Przewroty rasowe
nie ukończy,ły się po dziś dzień; obecnie żyjemy w epoce najazdów
rasy białej. Odłam ten rasowy liczył np. w czasie odkrycia Ameryki tylko 23¾ zaludnienia ziemi, a dzisiaj liczy blisko 50°Jo. Te
przewroty i ustawiczne sprzężenia rasowe - pozwalają w stosunku do ,,kwestyi narodowościowej'' tyle tylko zauważyć, że „antropologiczna fizyognomia ludu zależy od żywio.tu najbardziej przewazającego, który uderzając w oczy najczęściej umys.łowi spostrzegacza zasłania inne". Jestto rozumie się dla określenia faktu
istnienia różnych narodowości zupełnie niedostatecznem kryteryum;
jednak - narodowość opiera się nie na rasowej wspólności, lecz
1ingwistyczno kulturnej, pod którą ukrywa się antropologiczna
różnorodność. Nawet dostrojenie ras lokalnych do pewnego jednolitego typu narodowego - jest dzisiaj niemożliwem nawet u narodów tak silnie wyodrc;bnionych pod każdym względem, jak npChińczycy. Ten Kate powiada, że „rasa jest jednością anatomiczną naród zaś, utworzony z wielkości anatomicznych - spojonych wę­
złem politycznym lub lingwistycznym". Jeszcze dalej idzie Hovelacque, który sądzi, że dzisiaj uawet na wspólności lingwistycznej
niepodobna oprzeć „idei narodowościowej" i dlatego uważa naród
za „kategoryQ społeczną''· Dokfadniejszym jest Topinard. Jego zdaniem ,,narodowość jest sojuszem politycznym, zrodzonym przez okoliczności, rozwijającym się dzięki ukszta,łtowaniu geograficznemu
kraju, jedności jgzykowoj i religijnej, spojonym przez zwyczaje
i w~pomnienia wspólnej sławy i cierpień, dodatkowo zaś przez interes". Pojgcię „rasa" jest według niego „idei narodowościowej" zupc,łnie obcem. N. p. o czem zresztą już wspomnieliśmy - przesz.łość antropologiczna ziem s.łowiańskich okazuje dwie rasy zasadnicze t. j. długogłowców jasnych i ciemnowłosych krótkogłowców,
z których pierwsi byli - zdaniem Kopernickiego, nie tylko rasą
germanokszta.Jtną, ale wprost Germanami jeszcze w czasach ztipeih1ie historycznych. Rzeczywiście historya stwierdza, że w Polsce
i na Hus.i osiedlili się Germanie - jużto, jako najezdcy, ju.ż też drogą stopniowej immigracyi. Ci Germanie stanowią pod względem
rasowym - jeden z zasadniczych typów narodów słowiańskich.
Dr. K. J. Gorzycki

Bajki i opo wiad ania Iudu kr akowski ego.
Wędrówka

po śmierci.

Między wieśniakami ze wsi Grojca (powiat Biała) krąży
takie opowiadanie :
Ostatni 1, Chwalibogów, właścicieli Grojca, był panem bardzo
złym i za czasów pańszczyźnianych krzywdził ludzi. Gdy umarł
przed paru laty, widywali go ludzie chodzącego po polach, po
groblach i około dworu. Pewnego razu powracał ś. p. ksi0cdz
Woźniak, proboszcz miejscowy z Oświęcimia, późno w nocy z swo
im parobkiem. Gdy przejeżdżali koło cmentarza, zobaczyli, że
ktoś wyszedł z furtki cmentarnej i obok koni ścieżką szedł równo
z jadącymi. Bał się parobek i ksiądz także. Wreszcie gdy przyjechali ku dworowi, osoba idąca weszła w bramę i zniknęła
w parku. WtedY. zapytał ksiądz parobka, czy poznał tego, co
szedł. Parobek mówi, że to pan Chwalibóg. Ksiądz go też po zn a
alf' zakazał parobkowi mówić o tern zdarzeniu. Parobek jednak
wygadał się,
Opowiedziała

Rozalia Nitka.

Djabeł i niedźwiedź.
Obrał

sobie djabeł siedzibę w młynie. Co noc o dwunastej
do młynnicy i robił ludziom psoty. W żaden sposób
nie mogli się go pozbyć. Raz wieczorem przyszedł do młyna
cygan z niedźwiedziem i prosił o nocleg. Młynarz pozwolił mu
przenocować się w młynnicy razem z niedżwiedziem. Gdy o dwunastej w nocy, jak zwykle, przyszedł djabeł, zobaczył w kącie
śpiącego cygana i niedźwiedzia. Nie wiedząc, co to jest a chcąc
znowu wyrządzić psotę nową, skoczył na niedźwiedzia i począł
go targać za kudły. Przebudził się niedźwiedź, a rozgniewany
rzucił się na djabła i chwycił go w swoje łapy potężne. Tak
okropnie pobił djabła, że ten zaledwie wydarł się mu i uciekł
z młyna. Jakiś czas nie pokazywał się djabeł w młynnicy, ale
fal mu jej było opuścić, a bał się strasznie niedźwiedzia. W reszcie
postanowił dowiedzieć ~ię, co się dzieje w młynie, przyszedł
i siadł sohie na dachu, na kalenicy, ale do młynnicy nie zajrzał.
przychodził

-

81 --

Gdy przechodził młynarz z domu do stajni przez podwórze, zapytał
djabeł:

-

Miela, jest tam kycia?

C„ miało znaczyć: ~Młynarzu, jest tam niedżwiedż ?11
Młynarz myślał, że się

go djabeł pyta o

kotkę,

która oko-

ciła się właśnie, więc rzekł:

-

O, jest, jest kycia. Teraz

się okociła i

ma cztery młodE.

kocięta.

Sądząc, że przybyło niedżwiedzi

w młynie,

zawołał

- Kiedy tak, to już więcej nie przyjdę.
I poszedł. Od tego czasu mieli ludzie spokój w
djabeł nie pokazał się już nigdy.

djabeł.

młynie,

bo

Ze Starego Sqcza.

Jak można pozyskać mleczność krów.
Jest zwyczaj w okolicy Za tora, że gospodynie jadą w Wielki
do klasztoru do Kęt po święcone ziele i każda zanosi po•
darek zakonnikom za to ziele. Bogatsze gospodynie dają cielęta,
mniej zamożne gęsi, kury i t. p.
Dwie kobiety, kmiotki z Piotrowic, pobiły się na weselu
a potem zaskarżyły do sądu. Gdy je przesłuchiwano w sądzie
w Zatorze, opowiedziała jedna z nich Rzepianka, że przy folwarku
„Pod lipkami" są dwa drzewa powstałe z parku hrabiego
Potockiego. Pod temi drzewami jest żabka, która ma głowę żaby
a resztę ciała podobną du ciała ludzkiego. Gdy gospodyni
po wraca z Kęt, każda idzie pod te drzewa, ale jedna o drugiej
nie może wiedzieć, i rzuca dziewięć razy po listku święconego
ziela. Ta żabka nic nie je prze rok cały, tylko w Wielki piątek
świeże ziele. Która z kobiet przysz-ła pier\vsza, żabka zjadia jej
ziołka i tej kobiecie dawały howy dużo mleka przez cały rok.
Rzepianka chodziła tam dawniej z matką swoją a żabka zjadała
od nich listki. Przypadkowo podpatrzyły ją sąsiadki i dowiedziały
sią o sposobie pozyskania wielkiej ilości mleka. Bajerka uprzedziła Rzepiankę w przyszłym roku; z czego powstała nienawiść
między obyd wierna a na weselu pokłóciły siq i pobiły.
piątek

Sąd

w Zatorze poprosił praktykanta gospodarczego, aby się
przekonał, czy tam jest żaba pod tymi krzakami. Rzeczywiście
znalazł tam pan Kozik ropuchę, któn\ zastrzelił, aby położyć tamę
6

-

82 --

gusłom. Kobiety uczuły stratę wielką, płakały za tą żabą, a Rzepianka nienawidzi pana Kozika, chociaź jest jej bliskim krewnym.
Od tego czasu coraz rzadziej jeżdżą gospodynie do Kęt po ziele
do klasztoru.

Dlaczego szewcy piją w niedziele i poniedziałki?
Przypadkiem zabił szewc psa, a cech szewski, uznając, iż
tym postępkiem został cały stan szewski pohańbiony, zabronił
temu szewcowi zajmować się więcej rzemiosłem. Skończył szewc
buty ostatnie, które miał jeszcze w robocie dla pana i strapiony
poszedł je odnieść. Zauważył pan zmartwienie szewca, a że mu
ciągle dobre buty robił, więc go zapytał o przyczynę. Opowiedział szewc, co się stało, że przypadkiem psa zabił, że za to wyrzucili go z cechu, a on z żoną i pięciorgiem dzieci chyba z głodu
zginie, skoro mu nie wolno prowadzić dalej rzemiosła. Oburzył
się pan tym nielitościwym postępkiem szewców, którzy dla jednego psa skazali na głód całą rodzinę, siedmioro ludzi. Zapłacił
szewcowi za buty i kazał mu przynieść zabitego psa i przyobiecał
wyratować z nieszczęścia.
Na niedzielę zaprosił pan wszystkich szewców do siebie na
ucztę. D2iwili się wszyscy łasce pańskiej, ale przybyli. Przyjął
ich pan uprzejmie, usadził za stołem i zachęcał, aby jedli i pili.
Na ostatnią potrawę dostali szewcy pieczeń z zabitego psa, którego pan kazał kucharzowi dobrze przyrządzić. Gdy zjedli wszystko
ze smakiem, po skończonej uczcie odezwał się pan do szewców:
- \Vyrzuciliście z cechu biednego szewca za to, że przypadkiem psa zabił, nie mając litości nad nim, jego żoną i pię­
ciorgiem dzieci. Teraz zjedliście wszyscy piecze11. z tego psa. Któż
go.rszy, czy ten, co psa zabił, czy ten, co go zjadł?
Co się działo z szewcami po tei wspaniałej uczcie, na której
sobie dobrze podjedli i podpili, nie trzeba gadać. Więc żeby
przytłumić w sobie ten niesmak i wstręt, gdy wybiegli z pałacu,
pili w mieście całą niedzielę i voniedziałek i tak piją do drugiego
dnia, bo samo wspomnienie, że psa zjedli, napełnia ich obrzydzeniem.
Opowiadanie to, które słyszałem od kow..i.la w Krakowie
w grudniu 1896 roku, przypomniało mi podobne zdarzenie opisane
w dziele: ,,Porz<\dek sądów y spraw mieyskich prawa Mayde-

-

83

burskiego w Koronie Polskiej" i t. d., wydanie z roku 1760
w Przemyślu, a mianowicie w księdze tego prawa zatytułowanej:
n Tytuły prawa maydeburskiego do porządku i do artykułów ... "
i t. d. str. 185 wiersz czternasty z góry i dalsze opiewają dosło­
wnie jak następuje:
"Dobrze jeden Pan w Polszcze w m1esc1e swoim uczynił,
gdy się dowiedział, iż szewcy nie dopuścili robić rzemiosła je•
dnemu Mistrzowi między sobą, iż psa kopytem zabił, w ten czas
gdy mu był kołacz z masłem uchwycił. Kazał w mieście zapuścić
sieci na psy w święto, kiedy rzemieślnicy ::;chadzki miewają.
A gdy ich niemało nagnanych było, rozkazał wszystkim szewskiego cechu, począwszy od starszych, aż do młodszych, aby
każdy po psie zabił; co wszyscy uczynić musieli. A iżby byli od
przełożonych w mieście nagany nie mieli, musiał y Burmistrz y
Rayce po psie za.bić, y sam· też Pan na ostatek psa zabił, chci\C
im to pokazać przykładem swoim, aby to znali a dobrze się
nauczyli, iż pies bestya nigdy tego nie godzien, aby człowiek
w takiej wzgardzie y odrzuceniu dla niego być miał. Także,
gdy wszyscy po psie zabili, uczynili się wszyscy krom żadnych
przywilejów jednako godnymi y poczciwemi, nie inaczey, jakoby
też sarny albo zające w sieci, będąc na najlepszym myśliwstwie
pobili. Dopiero na sobie poznali, iż niesłusznie nad bratem swoim
uczynili, gdy go dla psa z rzemiosła zrzucali, a prawie jakoby
bezecnym czynili".
Dla wyjaśnienia dodać winienem, iż wy.dawca z roku 1 760
n Prawa maydeburskiego" wspomina, że· między rzemieślnikami
rozpowszechnił się z wyczaj uważać zabicie psa za takie bezecef1stwo, że sprawca owego nie godzien jest należeć do jednego
cechu z porz,~dnymi ludźmi. To też wykluczali takiego z· cechu.
vVydawca z roku 1760 „Prawa maydeburskiego" gorszy się tym
zwyczajem i wykazuje jego niedorzeczność i nieludzkość.

Sewe1·yn Udzieła.

-

84 -

Szczedrówki z Tarnawy
(Powiat Dobromilski).
zebrał

fR, jł.AWITA-,PAWROŃSKI.

Uwagi wstępne.
Muszę przedewszyskiem usprawiedliwić się, dlaczego używa­
alfabetu łacińskiego. Według mego zdania odpowiada on
najlepiej każdej fonetyce rozmaitych odcieni mowy rusii1skiej,
a w ten sposób pozwala uniknąć prawdziwego chaosu w wymawianiu, istniejącego tam wszędzie, gdzie spisywacze posługi wali
się grażdanką, wprowadzając do niej dowolne znaki i dowolne
zbliżenia dźwięków.
Dla lingwisty, dla filologa może w tym
chaosie fonetycznym, wymagającym nietylko znajomości języka
rusińskiego, lecz także osobnej
nauki odczytywania i odgadywania rzeczywistych dżwięków, znajdą się jakie wskazówki, dla
etnografa są wszystkie próby oddawania niby dokładnego dźwię­
ków prawie zupełnie zbyteczne, tembardziej, że sama owa dokła­
dność jest bardzo podejrzaną i niepewną.
W obec tego wolałem
się trzymać drogi pośredniej, zachowując tylko wybitniejszą akcentacyę i dźwięk przeważaj,~cy: pis z o u, sza b 1e u, ja zamiast:
pis z o u, sza w 1e 11, i a -jak piszą niektórzy. Litera, chociażby nad
nią postawić dziesięć znaczków i połączyć z rozmaitemi innemi
miękczącemi, nie da dokładnego pojęcia o dźwięku. Trzeba by
chyba stworzyć jakiś odrębny język i alfabet.
Wobec tego wszystkiego wolałem posługiwać się alfabetem
łem

łacińskim.

Nie wszystkie pieśni, zapisane tutaj, należą do typu szczedrówek, że jednak w Tarnawie lud śpiewa je w czasie szczedrowania, nie widziałem racyi, dla której możnaby je z tej grupy
wyłączyć.

Czytelnik znajdzie tu bądź motywy główne, bądź też tylko
niektóre cechy - jak styl, porównania, a nawet zwroty - podobne do ukraińskich, podolskich, woły11skich szczedrówek, zebranych przeważnie u Antonowicza i Dragomanowa (.Mało ros s.
Isto r. pieśni t. I.), jakoteż Czubińskiego (Trudy etnograf.st at is t - e ks pe di ci i w jugo-z ap. kraj. t. III.) i u wielu

-

85

innych zbieraczy. Nie zająłem si~ porównaniem tych motywów,
bo uważam tę sprawę za przedwczesną; jesteśmy jeszcze ustawicznie w stadyum gromadzenia materyału, porównanie może nastąpić dopiero po zebraniu. Robione przed wcześnie i dorywczo
nie da pożądanego rezultatu, a nawet dokładnych wskazówek
geograficznego i narodowego rozprzestrzenienia się pewnego motywu literackiego. Nie o wszystkich grupach poezyi ludowej
można to samo powiedzieć.
Pomimo to wszystko niepodobna nie zauważyć w tych szczedrówkach pewnych rysów znamiennych. Niektóre z nich (I, III,
VII,) powtarzają niewyraźne echa dawnego zbójnictwa, inne jakiś
wypadek dziejowy, znany widocznie na całej Rusi, ale tu, na wyżynach podkarpackich, zatarty i spłowiały. Prośba dziewczyny
o wykupienia z niewoli (VI) zdaje się wyrażnie wskazywać na
gospodarstwo zagonów tatarskich. W reszcie przeważa motyw
życia domowego, pJ.tryarchalnego, niepozbawiony w rozwinięciu
bardzo pięknych i poetyckich momentów.
W ogóle jednak rzecz biorąc, ani motywy literackie, że tak
powiem, ani ich obrobienie nie odznacza się wielkiem i zaletami.
Zarówno co do myśli jak i obrazowania, można powiedzieć, że
nie wyróżniają się one, ani rozwinięciem ani wykończeniem. Z wyjątkiem niektórych pieśni, obejmujących wypadki z życia codziennego i o dziewczynie wziGtej w niewolę, reszta daje zaledwie
mgliste pojęcie o jakimś fakcie dziejowym. W czasie zapisywania
znalazłem wytłumacz~nie tego zjawiska: piewca przystosowuje
pieśft swoją do pewnych istniejących okoliczności, wsuwa nowe
zwroty, imiona, wyrazy i przez to ćałość modyfikuje. Nic przeto
dziwnego, że z przebiegiem wieków pieśt1 traci swój pierwotny
charakter zupełnie. Widziałem takie przystosowanie, że tak powiem, na gorącym uczynku. Przy zapisywaniu było obecnych
dwóch synów moich w mundurach szkolnych. Szczodrownica imię
jednego znała, a o drugiego wprost zapytała i natychmiast do
pieśni wprowadziła Andrunia, Zygmunia i mundur.
Niektóre wybitniejsze akcenty znaczyłem kreską w górze
nad literą akcentowaną.
Formy gramatyczne, a. szczególnie spadkowanie nie zawsze
w o ł y ne znajszow
w o ł y w ne znajszow. Formy
te pozostawiłem bez zmiany.
Wymawianie niektórych wyrazów także niejednostajne; myłejka
myłeńka, cztyry
s ztyry i in.

=

prawidłowe:

=

=

--· 86 -

I.
Strilaj Andruniu z WtJgier na Polszcz u
Na koniu.
Hej, złote pióreczka snt w polu.
ho tri rozbijnyki,
Na koniu.

Nadybały

Hej, złote pióreczka sot w polu.
Czy majesz Andruniu swoho tateńka,
Na koniu.
Hej, złote pióreczka sut w polu.
Maju tatejka sam misiaczeńka.
Strilaj Andruniu z Węgier na Polszcz n
Na koniu.
Maju matinko jak łastiwoczku
Na koniu.
Hej, złote pióreczka sot w polu.
Strilaj Andruniu z Węgier na J>olszczo
Na koniu.
Hej, złote pióreczka sut w f>Olu.
Strilaj Andruniu z Węgier na Polszcz u
Na koniu.
łlej, złote pióreczka sut w polu.

Czy ma.jesz Andruniu swoja rodyno
Na koniu.
Hej. złote pióreczka sut w polo.
Strilaj Andruniu z Węgier na Polszczu
Na konin.
Czy majesz Andrnniu swoju myłeńku
Na koniu.
- Maju myłeńko w swoim serdeńku.
Iluwaj zdorowyj, rosły wesełyj
Na koniu.
I z ciłym domom, z hospodom Bobom
Z witcom, z matkoju i z myłe{1.koju.
7. stycznia~ 1897.

Rózia HałaJlco.

II.
Oj rano, rano kuroi'1ki piły,
Oj isze ra11sze Zygmunio wstaw,
Pan Zvgmunio wstaw, try świcy szuka w,
Pry perszyj świci łyczeńko wmywaw,
Pry drohij świci w mundur sia wbyraw,
Pry tretij świci na konia sidaw.
Na konia sidaw, na wijnu jichaw.
Wyprawlaw jeho tateńko jeho.
Jicbaj synońku kraj na wijnońku,
Na pered no stań, z zadu ne zistań,
Na seredyni wojska sia trymaj.
Synok ne słuchaw, wse napered staw.
Na pered staje, szableu zwywaje.
Pidozriw jeho sam pan kril jeho.
Czyj to synoczok na. pered staje,
Na pered staje, szableu zwywaje.
Dawbym za nioho swoju króliwnu,
Swoju króliwno i piw królestwa.

Rózia Hala/ko.
III.
Na mistoczku, na rynoczku,
mid, horyłoczku,

Pyły mołódci

Pyły, pyły, n!łpywały

I Marysiu pidmawlały :
„Maryś, Maryś idy z na.my
Na ten wózek malowany."
- Ja ne siadu, ne pojido,
Tatuneczka ne widjidu,
Na mistoczku, na rynoczku
Pyły mołodci mid, boriłoczku,
Pyły, pyły, napywały

I Marysiu pidmawlały:
„Maryś, Maryś si daj z na.my
Na ten wózek malowany."
- Ja ne ~iadu, ne pojidu
Mamuneńku ne widjidu.
Na mistoczku, na rynoczku
(jak wylej).
Ja sestrijczki ne widjido.
Na mistociku, na rynoczku (jak wyiej).

Ja brate1ika ne widjidu.
Na mistoczku, na rynoczko
(jak wyżej).
Ja rodyny ne wi~idu.
Na mistoczku, na rynoczku
(jak wyżej).
Oj, ja siadu, oj pojida
I z myłe11kim se widjidu.

Rózia llalajko.

IV.
1. W czystejkim polu, na bołoniu
Horyt' świca, ne whasąie,
Tam pan Micl1alu kamii1 łupaje,
Kami1i lupaje, cerkwu muruje.
Kłycze, kłycze tatune11ka,
Dodaj ty mi sribla, złota.
Wsieho ti daju, szczo w doma majo,
Ne sribła, ne złota, bo ho ne majo.

9. W czystym polu, na bołoniu
(jak wyżej)
Kłycze, kłycze mamuneńku
(jak wyżej)

3 W czystym polu, na bołoniu
(jak wyżej)
Kłycze, kłycze bratuneńko.

(jak wyżej)
4. W czystym polu, na bołoniu
(jak wyżej)
Kłycze, kłycze

rodynoi'1ki
(jak wyżej)

5. W czystym polu, na bołoniu
(jak wyżej)
Kłycze, kłycze myłe1ikoi

(jak wyźej)
Maryśka Duć/co.

-

8U

V.
J ..

Zakwiły wyszni. czereszni wid sońcia
Krasna Hanusiu, witwory wik01icia.
- J ahe ja otworytojki jak maju,
Koły wid manm1iki dozwołe1ika ne maju.

2.

Zakwiły

Koły

3.

wid tatuneuka dozwołe1ika ne majo.

Zakwiły
Koły

4.

wyszni, czereszni wid so11cia
(jak wyżej).

wyszni (jak wyżej).
wid sestryc} ki dozwole11ka ne maju.

Zakwiły
Koły

wyszni (jak wyżej).
wid rodyny dozwołeuka nc maja.

5. Oj idu wże, jdu, taj póspiszaju,
Bo wid myłoho dozwołeńko maju.

Rózia llalajko.

VI.
1. W czystejkim polu, pry bołoniu
Wzialy Tatary Kasiunia moju.
Wziały, \Jl'zialy ia ruczejku,
Pidnesły ju wysoczejko.
- rratuu, tatu1i 1 tatuneuku
Wykup mene z newołe11ki.
- Ne dojidu, 11e dostuplu,
Z newołeuki ne wykuplu.
2. W czystejkim polu, pry bołoniu
(jak wyżej).
Brate, brate, bratuneuko
(jak wyżej).
3. W czystejkim polu, pry bołoniu
(jak wyżej).
Sestre, sestre, sestrycze1iko
(jak wyżej).

4. W czystejkim polu, pry bołoniu
(jak wyżej).

- uu Oj rodyno, rodyno11ko
(jak wyżej).
5. W czystejkim polu, pry bołonin
(jak wyżej).
Myłyj, myłyj, myłyneńkij

Wykup mene z newołejki.
-- Już dojidn już dostuplu,
Z newołejki tia wykupln.

Rózia Halajko.

VII.

I. W nowych siniach horyt' świca,
Tam pan Michalu konyka kuje,
Mate1ika. mu poświcuje.
- Oj de kujesz, de pojidesz?
-- Za. horoju, po diwoju.
Jest tam diwka. ja. wdatnaja
Szcze do toho bohataja,
Bez deń chodyt w łepesyni *),
A bez niczku w karmazyni.
2. W nowych siniach horyt' świca
(jak wyżej).
Tatejko mu poświcuje
(jak wyżej).
3. W nowych siniach horyt' świca
(jak wyżej).
Bratejko ma poświcuje
(jak wyżej).

4:. W nowych siniach horyt' świca
(jak wyżej).
Sestreńka

mu poświcuje
(jak wyżej).

5. W nówych einia.ch horyt' świca
(jak wyżej).
Rodyna mu poświcoje
(jak wyżej).
*} Liche ubranie, szmaty.

6. W nowy eh siniacb boryt' świca.
Myłeńka mu poświcoje,
- Oj de kujesz, de pojidesz ?
·-- Za horoju, po diwoju.
Jest tam diwka ja wdatnaja
Szcza do tobo bohataja,
Bez deń chodyt w łepesyni,
A bez niczku w karmazyni.
Oj już kuju, już pojidu,
Z myłeńkoju sy przyjidu.

Rózia Halajko.
VIII.

1. Pas Iwanejko w horoj stadejko,
Ja w horodojku, pry barwinojku.
Jak si stadejko rozihrało,
Zełen barwinok wytałabało.
Jdy mi tatejku, stadejko znajdy,
Ja w horodojku, pry barwinojku.
Tatejko piszow, stada ne znajszow,
Ja w horodojku, pry barwinojku.

2.

Pas Iwanejko w horoj stadejko
(jak wyżej).
Jdy mi mamunejko, najdy stadejko
(jak wyżej).

3. Pas Iwanejko w horoj stadejko
(jak wyżej).
Jdy bratejku, najdy stadejko
(jak wyżej).
4. Pas Iwanejko w horoj stadejko
(jak wyżej).
Jdy sestryczko, najdy stadojko
(jak wyżej).
5.

Pas Iwanejko w horoj stadejko
(jak wyżej).
Jdy rodyno, najdy stadejko,

6. Pas Iwanejko w horoj stadejko
(jak wyżej).

Jidy myłe11ka, najdy stadejko.
i najsda
Ja w horodo11ku pry barwino11ku.
Myłe1ika piszła

Jłozio

Jlalajko

IX.
Pasła Maryni woły w jałyni,
Hej, pry zełene11kij dolyni.
Wołojki pasła, wynojko wyła,
Hej, w jałyni, pry zełe11e1Udj dolyni.
Jdyż mi tatejku, wołojki znajdy Tatei'1ko piszow, woły ne znajszow.
2. Pasła Maryni woły w julyni
(jak wyżej).

1.

Mamunejka piszb, woliw ne znajszła,
3.

Pasła

Maryni woły w jałyni
(jak wyżej).

Bratejko piszow, woliw ne znajszow.
4.

Pasła

Maryni woły w jałyni
(jak wyżej).

Sestryczka piszła, woliw ne znajszła.
5.

Pasła

Maryni woły w jałyni
(_jak wyżej).

Roiłyna

6.

Pasła

pis złe, wołi w ue znaj szła.

Maryni woły w jałyni
(jak wyżej).

Myłejka piszła

i woły znajszła.

Mgry.~ka Dućko.

X.
1. Pidi Lwowo'll, pid Krakowom
Tam pan Fedunio na koniu hraje,
Na koniu }Haje, szableu zwywaje,
SzaLleo zwywaje, mnr protynaje.
Da:ut mu dajut ,:ztyry par konej.
Win toto bere a ue diakuje,
Win si tym darom ne kontentuje.

2. Pidi L~owom, pid Krakowom
(jak wyżej).
Daj ut mu daj ut sztyry par woływ,
(jak wyżej).

3. Pidi Lwowom, pid Krakowom
(jak wyżej).
Dajut mu dajot sztyry par telet
(jak wyżej).

4:. Pidi Lwowom, pid Krakowom
(jak wyżej).
Dajnt mo dajut greczunju panno.
Win to to bere i już diakuje,
Win sia tym darom już kontentuje.

Powjnszowanie na now~ rok
w J3uc2aczu.
Winszuj u wam tym nowym rokom, aby~te w szcziśtiu, zdorowiu prosia - w radosty, wesołosty druhoho roku doczekały.

,vadyły

Wid nowoho roku do

Błahowiszczenia,

W oskresenia do W oznesenia -

do Woskresenia wid W oznesenia do sto lit!

a wid

Poki Pan llih naznaczyw wik, aby żyły, panowały, po smerty w nebi
carstwa koron u try mały, aby zdorowi, weseli jak wesna a bohati jak wo siń buły!

W. Stużewsl:i.

ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Sezatoarea. Director Artur Gorover. Vol. IV. FalticenI, tipografia
M. Saidman, 1897. 8° str. ni. 2, II. I. 240.
Pod napisem przytoczonym właśnie ( czytaj go: Szjedzotoarja tzn.
Prz11idki), wydaje p. A. Gorowie w Folticzjeni od lat 4 bardzo cenne pismo
ludoznawcze rumuńskie. Ponieważ Rumuni stanowi11i poważną cz~ść mieszakańców Bukowiny i czi;;ściej stykają sit;; bezpośrednio ze szczepami sło­
wiańskimi, muszl} rzeczy narodu tego zajmować też każdego Słowianina, tym
bardziej Polaka i Rusina. To też Towarzystwo nasze weszło w stosunek
wymiany swego organu z panem Gorowjejem, a podpisany uważa sobie za
obowi4zek zwrócenie uwagi na treść rocznika „Prządek", świeżo ukouczonego, nie wą,tpi4c, że posłuży nit: jednemu ludoznawcy wskazówkfłi pożyteczn11i.

Jak na teraz pismo rumuńskie głównie zbiera to, co się przechowało
w ustach lodu. Opracowań prawie że niema w roczniku; nawet w zestawianie paralel i analogii pozarumuusldch nie bawi się, z małymi wyjątkami
wcale. Mamy wii;;c przedewszyst.kiem w roczniku IV. szereg 11 opowiada1i"
(Powieszt') zebranych przez pp. M. Lupieska, Gr. Koata, S. Papieska, N.
Matijeska, Al. Wasilja i W. Sali;; : o popie, który koniecznie pragną,l zo ·
baczyć djahła, (str. l-3), o dwu braciach,
bezdzietnym bogaczu i dzieciatym biedaku (3-5), o Panu Bogu i św. Pietrze (str. 6, należy do rzędu
t. zw. etjologicznych i tłumaczy, dlaczego Rumuni porówoujfłi Greków z kozami), o starej i ułomnej babie, której zachciało sit;; młodego mtża' ( 159
- 60), o ksii;;ciu „Chiriviu·' i jego trzech synach (1G9-177), o ksi~ciu
i popie (185-191), o Mańce z pola „limpului", (najobszerniejsza powióść
z wszelkiemi właściwościami narzeczowemi, str. 193 - 205), wresicie o babce
i wnuczce (siedmiogrodzka, str. 2 25 - 7).
Tu też należy fraszka, zaph1ana przez Lu pieska o cyganie „staroście',
(230-1 ). Cyganów też dotyczy notatka S. Popieska „Siva" (str. 6-7 ),
gdzie podaje piosnki;; kolędnicz11 Cyganów, którzy, jak u nas z gwiazk,i,
chodzi po domach z głowąi świńską, owinitt4 w chustę, ozdobioną, perła­
mi i naszyjnikiem dukatowym, a spoczywaj4cą na tacy. 'f~ głow~ zwą
wspomnianem imieniem, które według mego zapatrywania bezw1tpieuia pozostaje w związku z hinduskiem bóstwem Śiwą.
Najwi~cej miejsca zajmują, wierzenia. Nas może najbardziej zaJąc
dalszy ci1g artykułu Eljasza Wiesłowskiego (Veslovschi) ,, Wierzenia ludowe
na Bukowinie; rozdziały VI- Vlll. dotycz, mianowicie tradycyi o wojewodzie
Saeie, mogiły pewnej koło wsi l\lonostioary (w pow. sereckim), zwanej mogiłfłi kul (rnowila ku gloancje), z którą, łfłczy si~ tradycya o strasznej walce
Stefana wojewody z Turkami i pewnego krzyża kamiennego, do którego jest
przywiązana powieść o ubogiej wdowie (str. 206 - 9J. Zresztą, i w tym
dziale najwi~cej artykułów pochodzi z pióra pana Lupieska, mianowicie:
,,z czego powstała kobieti" l wedle tradycyi rumuuskiej z psiego ogona, st.
17 7 - 8), o sprzedawaniu dzieci (228-30), o wierzbie w lecznictwie ludowem (182- 6) i dalszy ciąg artykułu „Lecznictwo weterynaryjne ludowe"
(121-9). Pan T. K. Joniesk podaje 51 wróżb .meteorologicznych Iudowych
(str. 119-20) w rodzaju ta1ich: ,,Gdy pubacze krzyczą, btdzie deszcz padać'',
,,kiedy p6y się tarzają _po 2iemi: b~dzie śnież) ć'' itp. P. Papachati podaje

-

95 ·-

parę szczegółów z życia ludowego Aromunów, mi~dzy innemi powiastkę lodowi
z Epir a „Dlaczego dyabeł ma jedną, nogę'', oraz wierzenia, dotyczą,ce
,,młodego" księżyca (str. 161-9). Również wierzeń o dyable dotyczy notatka S. Michojljeska „Dracuzu. (str. 179-182). By wreszcie z prozJł
skończyć,
wymieniam zebrane przez G. Morkuljeska i M. Lupieska
t. zw. łamigłówki językowe w rodzaju naszych „Chrzą,szcz brzmi w trzcinie"
(str. 227).
W dziale poezyi ludowej najważniejszym i największym jest zbiór zagadek ludu romuńekiego„ podany przez samego redaktora (str. 33-112),
ułożony według ich tematów w porządk11 abecadłowym.
Na razie sięga od
,,Acul" (igły) do nFemeea mi1.ritatii" (_kobiety zamężnej) i pod 130 nagłówkami zbiera blisko 3 razy tyle zagadek, przedtem przeważnie porozrzucanych po różnych pismach i dziełach ; przy tem nie brak zagadek, nie
drukowanych dotychczas. Redaktor p. Gorowje podaje przytem wiele paralel z innych języków; niestety nie zauważyłem między nimi paralel sło­
wiańskich.
Gdy zbiór dobiegnie końca, co oby jak najprędzej nastą,piło,
warto b~dzie go porównać ze zbiorami naszymi.

Po pracy redaktora samego drugie miejsce należy si~ rozprawie p.
G. Morkuljeska "Rumuni w pieśniach ludu bułgarskiego", której rozdziały II
i III., drukowane w roczniku. omawianym podajlł przekłady pieśni o wo jewodach Danie, Janku (Jankulu) i hospodarze Murczji.
Z pomiędzy licznych pieśni :udowych, podanych zresztą przez kilko
innych zbieraczy, wymienię tylko Adamiesztjana starą pieśń dłuższą, (8-zgłos­
kowiec, jak z prawidła bywa w pieśniach podanych w roczniku) ;,Mój hajduk'' (_str. 130 -134).
Nie brak też zaklęć, dostarczonych głównie przez T. Boloszjela. Jeśli
wspomn~ jeszcze Micbojljeska artykuł, omawiaj,cy sposoby sporz,dzania
różnych cztśei-' llhł'ania ludowegó, przyrz,dów i potraw w okręg11 suczawskim (_str. 113-S)"i jego szkic ludoznawczy o wsi ,,Dolhjeszti-Marl''' tegoż
okręgu (str. 16--18), to przeszedłem pobieżnie treść całego rocznika; bibliografia bowiem, pomieszczona w „Przą,dkach 11 , poza su :he wyliczenia
kilko tytułów i to rozpraw do,ć daw nycb prawie nie wychodzi.

Dr. Eranc,iszek Krcek:

Dr. prof. Kaindl Raimund Fryderyk : Rozprawy odnoszące si~
do etnografii Bukowiny i wschodniej Galicyi.
Dr. liaindl jest od szeregu lat nader gorliwym badaczem etnograficzuych stosunków na Bukowinie i w Galicyi. Z szczególniejszem zamiło­
waniem oddaje się poznawaniu Rusinów bukowińskich i galicyjskich.
Owocem tych bada11 jest spora liczba dłuższych i krótszych rozpraw,
napisanych barwnie i zajmujqco a zaopatrzonych udatnemi ilustro.cyami.
Glówmi zalet~ rozpraw Dr. K. jest dokładuość i wierność opisu; autor chodził bowiem, jak ongi niewygasłej pami~ci O. Kolberg, pomiędzy lud wiejski,
przebywał często między nim, widział jego dolę i niedolę, poznał go w róż­
nych chwilach i "arunkach życia ; - opisy jego są, zatem wiernem streszczeniem prawdziwych stosunków. Pracami swemi potratił rozbudzić wi;ksze
zainteresowanie w szerszych kolach i zachęcił innych do pracy w t,ym kierunku, jak to prezydent wiedeuskiego towarzystwa antropologicznego
w „Mittheilungen·' Tom 24 str. [20] i Tom 27. str. [38] z uznaniem
stwierdza.

-

96 --

Prace Dr. K. nie s11i obce i za granicą, gdzie spotkało je należne im
uznanie. Nadmienić wypada, że antropologiczne towarzystwo we Wiedniu
prace Dr. K. gorliwie popiera; zarząd c. k. nadwornego muzeum poruczył
mu zakupno zbioru przedmiotów huculskich; muzeum dla ludoznawstwa
w Lipsko. mianowało go swym pełnomocnikiem; znakomity badacz R. Andree
wydawca czasopisma "Globus", uast~pnie F . .Kauitz, K. Weinhold, M. Ilartels i wielu innych wydało bardzo korzystny są,d o jego rozprawach; niektóre z takowych zostały przetłumaczone na język polski i ruski. Obszerniejsze sprawozdanie o pracach etnograficznych Dr .. K. napisał M. Kordoba
w czasopiśmie „Zapyski nauk. tow. im. Szewczenka".
Jest wi~c rzecz1 wskazaną zapoznać czytelników Ludu z licznemi
pracami Dr. K. i podać w krótkości treść takowych.
Die Ruthenen in de1· Bukowina I i II. 8°, str. 87 i 98. (Czerniowce
1889. H. Pardini) cena 50 kr.· Autor poprzedza SWl)i prac~ historycznym
poglą,dem na przeszłość Rusinów; omawia w~drówk~ Słowian i stara sio
oznaczyć czas i warunki, w jakich nastiwiły osiedlenia Rusinów na Buko •
w101e. Nastopnie opisuje życie, działalność, oświat._ i zababony ruskich
polan, czyli jak ich autor w swych nowszych pracach popularnie nazywa Rusnaków.
Materyał cały podzielony jest na nast~puj1ce rozdziały: dziecko, chło­
pak i dziewczyna, stosunek miłosny, swaty i wesele, m~żczyzna i kobieta,
rodzina, służba, śmierć i pogrzeb, chata i ohejście, wieś, poglłldY prawne,
uprawa roli i ogrodu, hodowla bydła i przemysł domowy, kalendarz 8Wi\teczny, szatan, duchy, r.zary, wykładanie snów, sztuka lecznicza, ciała niebieskie i zjawiska przyrody, zwierz~ta i rośliny, podania i baśnie. Dodać
wypada, że opis powyższy tyczy si~ przedewszystkiem Rusnaków, zamieszkujących północni Bukowint; o innych, mieszkajfłcych nad Serethem, zamierzał Dr. K. pisać w III. cztści.
Ponieważ jeduak wykazało si~, że ci nie
różnił} si~ w ogólności w życiu i zwyczajach od swych północnych sąsiadów,
odstf!pil od tego zamiaru.
Die Jluzulen. 1/w Leben, ihre Sitten uud ,ihre Volbuberliefernng.
Mit 30 Abbildungcn und 1 Farbeudrurktafel. Lex 8° 130 str. (Wien, 189a.
A. Bulder; cena 2 fi. 50 kr.). W wydaniu wytwornem, w zupełności zadawalniajł}cem najwybredniejsze wymagania estetyczne, grupuje autor cały materyał podobnie jak w pracy poprzedniej.
Dodać tylko nalc:ży, że pieśni
i przysłowia są traktowane w osobnym rozdziale. Ozdobą, książki Sł} udatne
ryciny i tablica kolorowana z wzorami harwnych tkauin huculskich.
Kte,ine Sttui'ien. 8-o 45 str. l Uzernowitz 1893. II. Pardini, cena 60 et.)
W broszurze tej zasługuje na wyróżnienie rozprawa p. t. ,,:L,auhc1·glauóe óei
den Rusnaken ", traktuj1ca o wierze lu1lu w cz;.u ownice, wiedimy, wróżki,
spodoby wróżenia, zakltcia i t. p., opisane s4 równie i środki przeciwdziałają,ce czarom.
Nie mniej ciekaw4 jest rozprawa p. t. ,,Jud Selmann",
przetłumaczona także na j~zyk ruski przez 1. Fedorowicza (Bukowyna 1896.
Nr. 67 ). Wywody swe w powyższej rozprawie opiera autor na aktach miasta Drohobycza i lokalizuje w ten sposób opowiadanie o żydzie Zelmanie,
znane zresztą nietylko we wscllouniej Galicyi ale i na Podolu i Wołyniu.
Ilaus und lfof 11ei dcn Jluzulcn .Mit ~28 Abbildungen. (Odbitka
z Mittl.ieilungen der An1lirorologisclrnn Geliellscł.Jaft". Wien, 1896. 2 złr.
50 r.t.). W rozp1awie powJ żsiej opisuje autor na podstawie bogatego ma-

-

97 -

teryału,

zebranego podczas licznych podróży, nie tylko chat~ i ob~jście, huculskie wraz z poszczególnemi cz,;iściami, ale podaje także zababonne zwyczaje, tyczą,ce si~ pomieszka11 i sprz~tów domowych. Wielka liczba dokła­
dnych ilnstracyi poqnosi wartość tej pracy.
Jlaus und Hoj bei den Rusnaken. Mit einer Einleitung t1ber den
Namen der Rutbenen. Mit 12 Abbildungen. ( Odbitka z „Globus" T. 71.
Nr. 9). Autor opisuje m:eszkania Rusnaków w podobny sposób, jak w rozprawie poprzedniej. W przedmowie zaznacza autor, że mianem ,,Rusin',
oznacza wszystkich mówi4cych po rusku. Tych dzieli potem na mieszkańców
równin t. j. Rusnaków, ruskich mieszka11ców gór t. J. Hucułów, nast~pnie
Bojków i Łemków.
Die volksthumlichen Rechtsanschauungen bei den R:usnaken und lluzulen. (Odbitka z ,,Globus" rr. 66. Nr. 17.). Praca ta, oparta ua dokła­
dnej znajomości ludu ruskiego, omawia wyczerpują,co prawa rodzinne i spadkowe, stosunek służby do służbodawcy, wspóiność mieszka11, gościnaość,
poj~cia przcst~pstw i zbrodni u ludu i t. d. Niektóre ustawy wydajJł si~
Hucułom niesprawiedliwemi, tak samo jak uważnjl} wyroki s,dowe raz za
nadto łagodne, drugi raz za surowe. Wszystkie ustawy pochodzą, od cesarza,
tylko ,,niesprawiedliwe" rozporzą,dżenia przypisujJł u~z,;idnikom. Cesarz jest
dobrym, tylko jego „komisarze" to źli ludzie, to wrogowie ludu. Kradzież
zwyczajna nie je~t przestępstwem, tylko okradzenie cerkwi lu~ pasieki jest
grzechem. Fałszywie możua przysitgać, trzeba tylko podczas przysiegi trzymać kamieu pod pach1&, Również nie uważa si~ za grzech obicie żyda lub
kłótliwej baby.
Charakterystycznym rysem u Hucułów jest nader niski poziom moralności. Autor, opierają,c si!J na datach statystycznych, dowodzi, iż w niektórych siołach liczba i1ieślubnych dzieci dochodzi do 4U°Jo. Rozprawa koucży
si~ opisem iakładów, nagrody za znalezione przedmioty, oraz zwyczajów
przy kupnie i sprzedarzy.
Viehzucht und V1:ehzauber in dcn O::;tkarpaten. (Odbitka z „Globus',
T. 6D. Nr. 24). Praca ta była zamieszczona w jezyku polskim w Jl. Tomie
czasopisma ,,Lud''; jest przeto znan4 czytelnikom Ludu.
Neue Beitri.ige zu1· Ethnologie 1-f,lld J'olli:skunde du l!u::ulen. l\I t 8
Abbilduugeu ( OJ.biLka z „Globus· T. 68. Nr. 5.J zawiera zajmują,ce wiadomości z iJcia, zwyczajów, ohyclaJÓW i zaLobouów u Hucułów.
Fe!ilkalcndei' del' l~usnaken und lluzulen. (Odbitka z ,,Mittheilungen
<ler geogr. GesellscLaft•·. Wien HHHi J. W rozprawie powyiszej przytacza
autor długi szereg prastarych zwyczajów, które przechowały si~ posróli Hucułów i Rusinów i są, po dziś dzie11 obserwowane podczas świąt Bożego .Narodzenia, \Vielkiejnocy, Zielonych Świl)it i wogóle podczas wszystkich świłłt
całego roku. Na ·szczególniejszlł wzmiauke zasługują, nader ciekawe szczegóły o świttach wołów, łasic, żmiji, błyskawic i grzmatów i t. d.
Ugrupowanie materyału jest ściśle zastosowane do kalendarza.
Die Wa!trheit iiber die lluzulen. (Odbitka z „Mitth. der geogr. Gescllscbaft' '. Wien 1894). W rozprawie tej podaje autor charakterystyk~
Hucułów i zbija fałszywe twierdzenia, jakie o nieb pisali Franzos, Diefeubach, Hellwald i Bilcbuer.
Die lVetterzaube1"c·i bei den Rusnakcn und Jiuzulcn. ( Oubitka z ,,Mitth.
der geogr. Gese11schaft'· Wien 1894). W powyższej pracy omawia autor
']

-

98 -

zabobouy ludu ruskiego, tycz,ce si~ gradów, burz, deszczu, śniegu, czarownic wywołują,cych gradobicie i t. p. Szcz;ególniej ciekawe s4 podania o babie Eudochii, której przypisuj4 burze marcowe.
Por. ,, Wetterglaube u. Wetterzauberei bei den Ostslawen" (Leipz. Zoil.
Wiss, Beilage 1893. Nr. 122.
Die See le und ihr Aufenthalt~ort nach dem 'Pode im Vol/csglauben
de1· Ruthenen und Huzulen. (Globus 'f. 67. Nr. 23.) Rozprawa ta
zawiera wiadomości o poj~ciu duszy, jej rozłą,czcniu od ciała, w~drówce
w świat pozagrobowy, wreszcie o niebie i o piekle.
Die Czorna Horn als Oultstiitte de1· Jluzulen. (Ausla.nd 1893. Nr. 40).
zawiera podania, oduosz4ce si~ do tego najwyższego szczytu w huculskich
Karpatach.
Die Huzulen, eine Skizze. (,,Ausland" 1893. Nr. 2). podaje najważ­
niejsze szczegóły o Hucułach.
Der Prophet, ein Bild aus dem Leben der Jluzulen. (,, Muu chen er
Allg. Zeitung" 1894, Nr. 254), tłumaczone na ruski j~zyk przez O. Makoweja (nBukowyna" 1895. Nr. 28). W szkicu tym opisuje autor pojawie•
nie si~ chłopskiego proroka w latach 1893 14 na llukowinie, wyst\lpujlłcego
przeciw piciu wódki, oraz zakopywanie wódki w ziemię, która to procedura
ma zapobiedz pijaństwu.
Kos11wgonische Sagen der Ruthenen und Huzulen. l„Leipziger Zeitung 1' ,
Wiss. Beilage 1894, Nr. 130). Zawiera podania ludowe o stworL.eniu świata,
potopie, końcu świata, o olbrzymach i karłuch, o powliltauiu ludzi i zwiemat i t. d.
Die Weihnachtsfeier in der Bukowina und
m, Galizien. (nLe.ipziger Zeitung'·, Witt. Beilage 1894, Nr. 15~ .) opisuJe zwyciaJe łuduwe puliczas świąt .liożego Narodzeuia, Nowego Roku i Trzech króh.
Aus dem Volksglauben de1· galizischen Ruthenen. (,,Globus, 'l'. 64.

Nr. 6.) przedstawia rozmaite zwyczaje, zabobony i t. p.
Vollcsglaube de1· Ruthenen in Galzien. ~lieilage der n Leipziger Zeitung" 1894, Nr. 13.) zawiera podania, baśnie 1 zabobouy.
Baba Jaudocha Dokia. (Ethnologische Mittheiluugen aus Unga.rn, II,
222. nast.) opisuje obszernie wyżej v,ymienione podauie o witJczneJ kobiecie
Jaudochii, której przypisuje lud nagłe zmiany powietna, burze i śnitżyce,
przypadaj,ce na wiosn~ w czasie ekwinokcyalnym.
Die Huzuien. Eine orientierende Skizze. (Wiener Zeitung 1897, Nr.
190). Krótki artykuł, napisany z okazyi wystawy zb10ru huculskich rzeczy,
zakupionych przez autora dla muzeum przyrot.imczego we Wiedmu .
. Die lluzulen. (Oesterr.-uug. Revue T. 21. str. 2u9J. W art)knle tJm
streszcza autor w krótkości liczne swe rozprawy, tyczące sifJ Hucuło,v. ł'o­
leca si~ go szczególnie tym, którzy pragnlł poznać w .krótkoiści uajważnrnJ­
aze szczegóły o Hucułach.
Im, Pruththal. Beitrage zur C>sterr. Hausforschung. Mit 41 Abbildungeu,
(Odbitka z :Mitth. der Antrop. Gescllschaft 1897). !'raca ta zawiera v,ażue
uzup ełuienia wyżej wspomnianej rozprawy: ,,Haus und Hof l>ei den Huzu-

-

!J9 -

len". Autor op1suJe w meJ huculskie chaty, ich nrz1dzenie, oraz w zakrec
ten wchodzące zabobony. Nader dokładne ryciny i fotografie ilustrują, znakomicie tekst.
W czasopiśmie 1 0esterr. Forst- und Jagdzeitung" 1897. Nr. 38. rozpoczął Dr. K. szereg artykułów omawiajfłcych myślistwo i 1·ybolostwo u Hucułów. W pierwszym artykule znajdujemy ogólny pogliłd historyczny i opis
przyborów myśliwskich. Treść„ następnych artykułów tworzyć bfJd'ł zabobony i tajemnice myśliwskie. Artykuły powyższe są po części ilustrowane.
W tern miejscu wypada \łspomnieć o mniejszych przyczynkach do ludoznawstwa, drnkowanych w czas'lpiśmie „Am Urquell" T. I -V.: Blitz
und Donner; das Weltende; Hausbau und Bauopfer bei den Huzulen; H~
xeuglaube; Teufelsglallbe; Eid; Alpdriicken; Baba Jaudocha; Bida; Kinderre1me; Zauberei; Miirchen i t. d. Także rozmaite bafoie i podania z Galicyi i Bukowiuy, umieszczone w czasopiśmie ,,Zeitsr,h1·ift fur Volkskunde"
I. tLipsk 1888.) jak n. p. Die Tochter des Schulzen und der Kirchensanger; Herkunft der Masuren ; die Zerstreunng der l\iasurern i t. d.
Oprócz roz.praw o Rusinach i Hucułach pisał Dr. K. także o innych
plemionach a miano wi cie :
O Lipowanach w „Ausland" 1892. Nr. 11; w „Leipz. Zeit. Wiss.
Beilage 1893. Nr. 23.; w n Globus" T. 64. Nr. 3; we wspomnianych wy;.ej
„Kleina Studien ". ( Czeruiowce, Pardiui 1893), wreszcie w ob3zernej pracy
,,Das Entsteben und die Entwickelung der Lipp:>waner-colonien in der Bukowina" (Archiv fur osterr. Geschicbte T. 83).
Przyczynki do ludoznawstwa rnrnwiskiego dostarczył D ... K. w wymienionem jut czasopiśmie „Am Urquell; w Buk. Runds~hau" Nr. 1890.
ogłosił podanie
o powstaniu rzeki Dorny. Uwzględnić należy ta.kh rozprawy autol'a, od,10sz,ce si~ do nowszycb robót do etnografii i geografii rumuńskiej (,,Globus T. 62. Nr. 7; T. 63. Nr. 11; T. 65. Nr. 13).
Wiadomości o Cyganach na Bukowinie podaje Dr. K. w czasopiśmie
,Audland" 1891. Nr. 51, oraz w roczniku bukowińikiego muzeum krajowego rr. V.
W czasopiśmie „Das Archiv" (Berlin 1890. Nr. 13.) ogłasza Ur. K.
dziwaczne i nader oryginalne zaklęcia, maj11ice na celll zualezienie skarbów;
treść powyższej pracy za.czerpnl}l autvr z pol8kiego manuskryptu, znalel:ionego w Galicyi. Czasopismo „z;eitschrift fur Volkskunde" (ilel'lin 1897,8.)
drukuje sporlł ilość polskich śpiewek, wierszyków i zabaw dziecinnych, zebranych przez Dr. K. na Bukowinie i we wschodniej Galicyi.
O Niemcach na Bukowinie 11apisał Dr. K. następuj11ce rozprawy: 1)
Die Volksdichtong der deutschen Ansiedler in der Bukowfna in ihrer Beziehnug znr deutschen Dichtung im Westen (,, Wiss. lleilage d. Leipz. Zeitung'' l8U6. Nr. 15.J; 2) Liebeslieder der Deutsc4en in der Bukowina,
tamże Nr. 76); 3) Die Deutschen in der Buko ,vina (tamźe Nr. 134); 4) Die
llerkunft der Deutschen in der Bukowina (,,Aus allen Welttheilen", Berlin
1897. Nr. 9); 5) Die kulturelle Bedeutung der Deutschen in der Bukowina
(tamże Nr. 22); 6) Kinderlieder, !Hilhsel, Spiele (,,Zeitschrift fiir Volkskunde, Berlin 1897.), wreszcie 7) E·in deutsches Beschworungsóuch \Zeitschrift filr Ethnologie, Berlin 1893) .Manuskrypt powyższej rozprawy zna•
lazł autor na· Bukowinie.

-

1(1 -·

O Żydach napisał: Jiidischer To<łtenglaube in Rumiiuien (Leipz. Zeit.
1895. Beilage 274). Jildische Sa.ge liber die Entstehung cl. l◄h-dbehens" (Verhandl. d. Berl. Gesellsch. f. Anthropologie 1893. str, [370} ).
W końcu wypada zwrócić uwag~ na historyczne prace Dr. K. a mianowicie na jego ,,Landeskunde du Bukowina'' ( Czernowitz, Pardiui 1895.)
z wieloma ilustracyami i mapą,; oraz ,. Geschichte der Bukowina·' 1, l l
i III. (Ciernowitz, Pardin. 18~8--1897; illustr.), -w których znajduje si~
nie jedna ważna wiadomość z dziedziny archeologii i etnografii.
W rozprawach: ,, Uber die Besiedclung da Bukowinai; i Die Ver•
theilung der Siedclungen in del' Bukozcina" l Odbitki „z Mitth. der· geogr.
Gesellschaft, Wien, 1891 i 1892) rozwodzi si~ autor o wzroście ludności
i osiedleniach tejże na Bukowinie.
Praca nader zajmuj~ca i o ile mi wiadomo pierwsza w tym kierunku.
Z powyższego długiego spisu rozpraw Dr. K. wynika pracowitość,
skrz~tność badacza, którego prace zasługuj11 na bliższe poznanie.

Czerniowce.
O. M. Zukowski.

Seweryn Udziela. Tyniec pod wzgli;dem topograficzno-etnograficznym.
W Wieliczce. Nakładem autora. Druk J. Litwiu.skiego 1897. 8-vo mał. str. 17.
Z~służony na polu ludoinawstwa poi. autor w dziełko, którego tytuł
powyżej przytoczyłem, podaje niejako wzór, według którego tego rodzaju
prace wykonane być majfł. Chodzi tu bowiem o opis topograficzno-etnograficzny, w którym zawarte być ma wszystko, co zasługuje na u wag\} tak ze
wzgl~du na położenie jako też i bistory~ danej miejscowości. Wykonanie takiej pracy może odbywać si~ tylko siłami zbiorowemi według pewnego uło­
żonego planu, która gdy obejmie jak największ11i Ilość miejscowości. kraj
cały, może posłużyć za źródło najpewniejsze dla każdego, zajmuj11icego si~
krajoznawstwem naszem. Dlatego też krok ten, uczyniony przez p. Udziell.l,
zasługuje nie tylko na uznanie, ale także na naśladowanie przez wszystkich,
którym znajomość kraju, ludu i jego stosunków jest czemś więcej, aniżeli
zabawki amatorski.
Dla czytelników Ludu, od których w pierwszym rz(;ldzie spodziewać siQ
możemy, iż czynem
popr11 te szlachetne usiłowania, wchodzą,ce w zakres
programowej pracy naszego Towarzystwa) przytaczam te punkta. z odezwy
p. Udzieli, o których opisanie przedewszystkiem chodzi:
1. Nazwa \\ioski (miasta) urzędowa i ludowa, jeżeii taka istnieje.
2. Na.iwa mieszkańca i mieszkanki otworzona· od nazwy wioski (miasta).
3. Podanie ludowe o powstaniu wioski (miasta) i tłómaczenie Indowe samej nazwy.
4. N otatki typograficzne (położenie wsi, miasta) i t. p.
5. Nazwy części wsi (miasta), przysiołków, nazw ulic i dróg.
6. Nazwy gór i pagórków, lasów, zarośli i krzaków.
7. Nazwy jaskiń, uzelkich wydr11żeń i zagłiiJbie11, dolin.
8. Nazwy wód stojących i bież11cych, źródeł, studni, stawów, moczarów, błot.
9. Nazwy pól ornych i ogrodów.
10. Nazwy łlłk, pastwisk, pola.n, nieużytków.
11. Nazwy karczem.

,,Przy tych nazwa1~h n:,leży p:>tl ać, jak sobie lod te nazwy tłumaczy,
pr1,ywi~rrn11e d'l nil!h lc,;rn1ly, bajki i w~pomuienia ludowe. Tak samo
nazwy, jak opowiahnia~ i wyji:l.śuicn ~a ludu należy spisywać wiernie tak, jak
je lud podaje".
A."' Kalina.

podać

S P RA W Y T O W A R Z Y S T W A.

REGULAMIN
dla Oddziałów ,,Towarzystwa Ludoznawczego".
(Uchwalony l).a posiedzeniu Zarządu Tow. d. 20. listopada 1897 r.).

I. Zawiązanie oddziału.
§. 1. Oddziały Towarzystwa. ludoznaw.

zawięzuję,

się

na podstawie

§. 3. statutu Tow. ust. 7.
§. ~- Oddziały moią powstawać we wszystkich „powiatach" galicyjskich
z dowolną ilością członków, wskazanem jednakże jest, ateby oddział liczył
w chwili zawiązania się najmniej 5 czynnych członków Tow.
Uwag a. W razie, gdyby do oddziału powiatowego przystąpić chcieli
poszczególni członkowie czynni Tow. z sę,'3iednich powiatów, w których oddziały osobne nie istnieję, wówczas mogił to uczynić za zgodlł Zarz,du
oddziału.

II. Cel.
§. 3. Celem oddziałów jest ogólny, statutem okreUony cel Towarz.,
tj. ,, umiej~tne badanie ludu polskiego i sąsieduich, oraz rozpowszechnianie
zebranych o nim wiadomości". Różnica w celu polega. w tern tylko, te całe
Tow. dąźy do osiągnięcia swego celu - bez żadnych ograniczeń terytoryalnych, oddziały zaś mają na oku - głównie powiaty, w których i dla których założone zostały.
§. 4. Ażeby wskazany cel osiągnąć, należy badać zarówno zewn~trzne
życie ludu, jako też jego właściwości psychiczne i twórczość omysłow1 i na tej ogólnej pods'·awie należy zbierać materyaly ludoznawcze.
§. 5. W jaki sposób i w jakim zakresie materyały ludoznawcze ma.j11
być zbierane, oznaczy każdy oddział w swym własnym zakresie i stósownie
do swych lokalnych stosunków; jedynie dla ułatwienia. c;ołącza si~ do regulaminu szkic schematyczny układu gotowego zbioru materyałów, umieszcźony
na str. 24 - 26. rozprawy p. A. Strzeleckiego p. t. ,,Ludoznaw&two i zbieranie materyałów ludoznawczych". We Lwowie r. 1895,

-

102 -

III. Środki.
§. 6. Cel swój ma katdy oddział prawo oei11gaó takimi samymi środ­
kami, jakimi na mocy statutu §. 3. do 1, 2. 4, 8. rozporządza Tow.
Uwag a. §. 3. statutu ad 3, ,,rozpowszechnianie zebrany(~h o lodzie
wiadomości w pismach i innych wydawnictwach, tudzież za pośrednictwem
własnego organu" należy ze stanowiska oddziałów pojmować w ten sposób, że wszelkie takie „zebrane wiadomości" po winne być przedt wszystkiem
nadsyłaue do umieszczenia w organie Towarzystwa, t. j „Ludzie"; wru.zi0
zaś gdyby którykolwiek z oddziałów zamierzał przystąpić do jakiegoś
. wydawnictwa, mr.jącego na oku miejsP.owe stosunki ludoznawcze w swym
powiecie. wćwczas może zarzą,d oddziału uczynić to dopiero za poprzedniem
porozumieniem się z centralnym Zarządem Tow. i za. jego zgod1.
§. 7. W własnym zakresie może 01ldział układać, drukować I dla
swej okolicy (powiatu) rozsyłać kwestyonaryasze ludoznawcze, jożto ogólne,
jużto w kwestyach specyalnych, jak n. p. sobótki, pisanki, poj~cia religijne,
społeczne, prawne u ludu i t. p.

IV. Prawa i obowiązki członków oddŻiału.
§. 8. Oprócz czyunych członków Tow. ludoznaw., mogą także należeć
do oddziałów człoekowie honorowi i korespondenci Towarzystwa, o ile znajdoją sit w danym powiecie.
§. 9. Prawa i obowi4zki członków oddziałów są wogóle takie same,
jak wszystkich innych
członków
Towarzystwa według ~- 1O, 11 i 12
statutu z tym dodatkiem, że ci członkowie podlegają także własnym władzom
oddziałowym.

§. l O. Scyssye wszelkie między członka.mi i władzami oddziałów rozstrzyga najpierw centralny Zarząd Tow., ostatecznie zaś Walne Zgromadzenie
Tow., ale wnioski przygotowane w łonie odth:iałów dla Walnego Zgromadzenia
Tow. muszą być zgłoszone przynajmniej na 7 dni przed Walnem Zgromadieniem -- pisemnie na ręce prezesa Tow.
§. 11. Każdy oddział zaraz po swem ukonstytuowaniu si~ powinien
o tem na ręce prezesa Tow. do centralnego Zarządu. Zarz:id centr.
ma prawo kontrolowania czynności, majątku i władz oddziałów, tudzież może
istnienie oddziału zawiesić; o ostateczne'll zaś ich zniesieniu rozstrzyga
Walne Zgrom. Tow.
donieść

§. 12. Do wia<loroości centr. Zarzą,du ma każdy odział podać imiona,
nazwiska i miejsce zamieszkania przewodniczącego, sekretarza i skarbnika
oddziału.

V. Władze oddziałowe.
§. 13. Władzami oddziałowemi Sfł :
1. Ogólne zebranie członków oddziału.
2. Zarz11d.

-

103 -

A) Ogólne ::euranie.
§. 14. Ogólne zebrania

są,

zwyczajue. Zwyczajne odbywaj, si~ raz
zatą,da
przynaj-

w roku w miesią,cu grudaio, nadzwyczajne zaś, jeśli tego

mniej

1/

3

członków oddziału.

§. 15. Zarzą•l oddziału zawiadamia wszystkich
o ogólnem zebraniu pisemnie najm'liej 7 dni naprzód.

członków

oddziała

§. 16. Ogólnemu zebraniu przewodniczy przewodniczlJJCY oddziału, lub
w jego zastępstwie każdy inny członek 1.arzfłdu oddziałowego - do tego
przez przewodoicz1Jicego umocowany, jednak nie sekretarz oddziału, bo ten
rodwadzi protokół ogólnego zebrania.
§. 17. Do zakresu działania ogólnego zebrania należy:
a) Wybór przewodnicz1Jicego i członków zarzlłdu.
h) Załatwianie roczne ·o sprawozdania z czynności Zamidu oddz., oraz
uchwalanie budtetu na rok następny.
c) Rozporzlłdzanie majątkiem oddziała i ustanawianie wysokości samy na
wydatki nadzwyczajne.
Uwag a: Poniewat pienią,dze na nadzwyczajne wydatki oddziałowe
obcią,tałyby członków Tow. nadwytkami ponad
przewidziane statutem Tow.
zwykłe wkładki członków czynnych, to ogólne zebranie oddziałowe może
nad wytki takie uch walić dopiero w razie zgodzenia si~ na nie 2/ 3 członków
oddziału i podać o tej uchwale wiadomośó centrl. Zarzą,dowi Towarz. do
zatwierdzenia.
cl) Załatwianie wniosków Zarzą,da i członków.
e) Propozycye zmiany regulaminu oddziała, które mogą, wejść w tycie po
zatwierdzeniu ich przez centrl. Zarząd Tow.
/) Załatwianie zażaleń członków na Zam1d oddziału.
g) Rot.wiązanie oddziału za poprzedniem porozumieniem się z centraloem
Zarządem Tow.
§. 18. Do prawomocności uchwał ogólnego zebr. oddział. potrzebni
jest obecnośó przynajmniej 2 / 3 członków oddz.
Jeśli na pierwszem ogólnem zebranin nie zbierze się potrzebna ilośó
członków, Zarzfłd ocidz. zwoła najdalej do 15. dni ponowne ogólne zebranie,
którego uchwały będą, p~awomocne bez wzgl~du na ilość obecnych
członków.

§. 19, Uchwały na ogólnem zebraniu zapadaj11i zwykłfł wi~kszości1
z wyjl}itkiem uchwał - przewidzianych w §. 17. ad c. w uwadze.
W razie równości głosów rozstrzyga. przewodniczą.cy oddz.
§. 20. Ogólne zebr. oddz. uie może powziąć żadnych ncbwał, które
stałyby w sprzeczności z postanowieniami statutu Tow. ludoznaw., regalaminem oddziała, tudzież z uchwałami centralnych wład·z Tow.
§. 21. Odpisy protokołów ogólnych zebrań odsyła przewodniczą.cy oddz.
do zatwierdzenia ceutrl. ~arzfłdowi Tow.
§. 22. Wrazie, gdyby ogólne zebr. oddz. miało jakiekolwiek wą,tpli­
wości w interpelacyi statutu, zarzfłdzeń centrl. władz Tow. lub postanowieli
głosów

-

104 -

regulaminu oddz., nale!y odnośne zapytania i wnioski przesłać natychmiast
do rozstrzygni~cia central. Zarz1dowi Tow. na r~ce pi·ezesa Tow.

B) Zarzq,d oddziału.
§. 23. Zarz11d odd~. składa si~ z przewodniczfłcego i najmniej czterech
którzy z pomiędzy siebie wybierają sekretarza i skarbnika
oddziału;
wrazie gdyby okazała si~ potrzeba zwiększenia liczby członków
Zarzl}du oddz., należy wniosek odnośny podać do uchwały ogólnego
zebr. oddz. i przesłać do zatwierdzenia centrl. Za.rządowi Tow. W własnym
zakresie może jednak Zar1a1d oddz. kooptować członków nadliczbowych
z listy członków oddziału, którzy biorą, udział w posiedzeniach Zarządu
oddz. z głosem doradczym.
członków Zarzą,dn,

§. 24. Ogólne zebr. oddz. wybiera Zarz11d z pomi~dzy swych członków
na rok jeden.
§. 25. Posiedzenia
w miesią,cu.

Zarzą,du

oddz. odbywaj11

się

przynajmniej raz

§. 27. Do zakresu działania Zarządu należy :
a) Wykonywanie uchwał central. władz Towarzyi:itwa i ogMnych zebrań oddz
b) Załatwianie bieżą,cych spraw oddziału, jeżeli te nie s1 zastrzeżone do decyzyi centrl. władz Tow.
c) Przyjmowanie darów i zapisów na rzecz Tow. i przesyłanie takowych
do centrl. Zarządu Tow.
d) Zarząd maj~tkiem oddziału.
e) Układanie regulaminów dla fonkcyonaryuszy Zarządu oddz.
/) Przygotowywanie sprawozdań i wniosków dla ogólnego zebrania oddz.
i ewentualnie dla centrl. władz Tow.
g) Wszelkie zarządzenia do osiągnięcia celów oddziału, jak n. p kierowanie poszukiwaniami systematycznemi na polo ludoznawstwa krajowega,
zbieraniem materyałów ludoznawczych i t. p.
lt) Utrzymywanie żywego i ciągłego stosunku z centralnemi władzami
Towarz.
§ 27. Do ważności uchwał Zarządu oddz. potrzebną jest obecność
przynajmniej 2 członków i przewodniczącego. Uchwały zapadają bezwzględnłł!
wi~kszością, głosów; przewodnicz4cy rozstrzyga w razie równości głosów.

VI. Prawa i obowiązki funkcyonaryuszów Zarządu oddz.
§. 28. Przewodniczący oddz. reprezentuje oddział wobec centrl. wiadz
Tow. i dlatego zostaje w ciągłych stosunkach z prezesem 'l,ow., ktbry
wszelkie życzenia oddziału komunikuje centrl. Zarzą,<lowi lub cwcutuąlnie
Walnemu Zgrom. Tow.

§. 29. Przewodniczący oddz. czuwa nad wykonaniem regulamiuu oddz.,
przewodniczy wszelkim zebraniom oddz. i Za.m1du, tudzież komunikuje im
uchwały i Wdkazówki centralnych władz Tow.

-

105 --

§. 30. Wrazie przeszkody lub nieobecności przewodniczącego oddziału

zastępuje go

sekret ar z oddz., z wyjątkiem przewodniczenia na ogólnycb.
zebr. oddz., §. 16. regl.
§. 31. Skarbnik zam1dza maj,tkiem oddziału pod kontroli przewodniczącego i władz centralnych Tow. Zarzllid centr. Tow. może go ponadto
upoważnić do zbierania wkładek od członków Tow. i przesyłania ich na
ręce skarbnika rrowarzystwa. Zatrzymuje 5 °Io ogólniej sumy wkładek człon­
ków rrow., którzy do oddziału naleią,. Inne czynności skarbnika określi katdy
oddział w własnym zakresie.

VlI. Majątek oddziałów.
§. 32. Majątek oddziałów składa się:
1. Z 5°/0 ogólnej sumy wkładek członków oddziała.
2. Z nadzwyczajnych dodatków do wkładek określonych w 17. ad c.
w uwadze.
3. Z własnych dochodów oddziała, pochodz!Jicych z odczytów publicznych, pogadanek i innych te~o rodzaju przedsiębiorstw, dozwolonych statutem Tow. i postanowieniem §. 6 regulaminu.
§. 33. Zestawianie roczne, dochodów i wydatków oddziału - pod11isaue przez przewodnicz11cego i skarbnika - przesyła tenże z końcem grudnia każdego roku na r~ce prezesa Tow. do wiadomości i ·zatwierdzenia
centrl. ZarzfłdU Tow.
§. 34. Ze względu, te mają.tek oddziałów jest pośredni() własnością. całego
Tow. - przechodzi tenże wrazie rozwiązania oddziału w posiadanie Tow.
lodoznw, przy czem skarbnik rozwifłzauego oddziału zobowią,zanym jest do
oddania powierzonego sobie majłltku w ręce Zarzą,du Tow. za pośrednictwem
skarbnika Tow.

VIII. Postanowienia końcowe.
§. 35. Wszelkie spory w zakresje oddziałów i ich władz rozstrzygaj1
centralne władze Tow., które tet decydują, o zawi1zaniu i istnieniu oddziałów.

§. 36.

Całoroczne

sprawozdanill z czynności oddziału
przesyła
nddz. w miesi,co grudniu każdego rok11 do centr. Zarzą,du
Tow. na ręce prezosa, celem skontrolowania ich i umieszczenia w organie
Tow. ,,Ludzie".
§. 37 . .Jeśli w danej miejscowości, w której oddział powstllł - znajduje si~ delegat Tow. - przedtem przez centralny Zarząd zamtanowany,
wówczas skla<ia tenże swe czynności w ręce konstytującego si~ ogólnego
zebrania oddziałowego.
przewodniczą,cy

lI. Sprawozdanie z IV. Walnego Zgromadzenia.
Czwarte Walne Zgromadzenie Towarzystwa odbyło sie dnia 18. styczuia b. r. w sall ratusza lwowskiego w obecności kilku iziesięciu członków.

-- lOo Przewodniczył prezes Towarzystwa prof. dr·. Antoni Kalina, protokół
sAkretarz Towarzystwa dr. K J. Gorzycki.
I. W zagafenin podniósł przewodniczący, te jakkolwiek Towarzystwo
lntłoznawcze jest młode. gdyż liczy dopiero niespełna 3 lata istnienia, to
jednak już dzisiaj można skonstatować, że znajduje sig na najlepsze,j drocize ro7.woju. Członków liczy dzisiaj Tow1rzystwo zwyż 300, co w porównaniu z zadaniem Tow., jest wprawdzie nie wiele, - ale w stosunku do innych Tow. naukowych w kraju jest do~tatecznym dowodem, że Towarzystwo
1.Rpuściło już daleko korzenie swego bytu wśród społeczeństwa polskiego,
Gr os członków Towarzystwa dobiera się głównie z inteli~eucyi, natomiast
ludzi z t. zw sfer wyższych bardzo mało. Za granicą lndoznaw3twem zajmują, sie. llOrliwie wszystkie klasy społeczne - u nas jestto dopiero postu latem. Celem Tow. jest ba<łać lud polski i są,siadnie, a więc jest to zadanie
godne jak najszerszego zainteresowania się. Ażeby to zainteresowanie obudzić - rozsyłał Zarz!łd Tow. kwestyonaryusze ludoznawcze i próba ta powiodła się, Mianowicie Z11,rz1d wysłał ~ kwestyonaryusze, jeden pisankowy
(po polsku 1410 egzemplarzy i po rusku 1310 do 1200 miejscowości) ważny także dla przemysłu domowego, bo motywa, znajdujące się na pisankach - powtarzają się także na kilimkach itp. Dragi kwestyonaryusz
sobótkowy, drukowany tylko po polska 1039 egzemplarzy, bo zwyczaj obchodu
sobótki w okołicach ruskich jest nieznany.
Organ Tow. "Lud" znajduje się na najlep~zej drodze rozwoju i potradł wyrobić 1obie Już pewne grono współpracowników i to takich, którzy
grzedtem nigdy nę. polu naukowem nie występowali, eo samo przez się jaź
wskazuje, że ludoznawstwem zaczyna się już ogół Il nas zainteresowywuć.
Wydaliśmy hkże "Pieśni nabożneic 9 zeszyty op1rte na mótywach ludowych.
Mają one to zadanie, ażeby pieśni kościelne od naleciałości niekiedy
wprost operetkowych oczyścić. Wydawnictwo to ma zapewnioną przyszłość.
W uznaniu działalności Tow. - Sejm krajowy udzielił sabwencyę
200 zł.. a Rada miasta Lwowa również 200 zł. Obu instytocyom wyraża
przewodnicz11cy w imieniu Towarzystwa publiczne podzi~kowanie.
Lud jest dzisiaj na u!łtach wszystkich; my więc - maj11c na cela
obj e k ty w n e poznania ludu - idziemy z prądem społecznym Lud poznany i zrozumiany stanie się bez kwestyi jednym z najważniejszych czynników w naszym rozwoju społecznym i narodowym. nadając umiejętnie lad,
dątymy tem samem także do poznania kultury nal'Odowej a jej podstaw.
IT. Sekretarz Tow. Dr. K. J. Gorzycld odczytał szczegółowe sprawozdanie z działalności Zanąda Tow. w r. I 897. Liczba członków wzrosła
ponad liczb~ preliminowaną, osiągneła bowiem cyfrę 62 (preliminowano f>O).
,.Piefoi nabotne" rozchodzą się pomyślnie. Drog11i rozsyłki kwestyonaryuszów uzyskaliśmy cenne materyały ludoznawcze. Równowaga kasowa prawie
zupełna. Biblioteka wzrosła i będzie otwartfł dla członków Tow. (tomów 850).
Stosunki z zairanicznemi towarzystwami ludoznawczemi ożywione. Zawilłza­
liśmy muzeum etnograficzne. Rozwój
czasopisma .,,Lnd" jest zadowalniający. Sprawozdanie przyj~ło Wal. Zgrom. jednogłośnie do zatwierdzajllcej
pisał

wiadomości.

III. Zastępca skarbnika Tow. p. Stanisław Bal, który w miejsce
p. Stefana Ramułta, przez dłuższy czas ciętko złożonego chorobą,, przez
kooptacy~ zoliltał wybrany, odczytał sprawozdanie kasowe, które Walne Zgromadzenie przyj~ło do wiadomości,

-

107 -

IV. Na wniosek referenta komisyi kontrulującej P· B. Lewickiego,
udzielono Zarządowi absolutoryum i pod1.iękowauo skarbnikowi za sumienny
zarzlłd fundus.,,ami Towarzystwa.
V. W spr11wo2daniu bibliotokarza Tow. Dr. Krceka podniesiono, te
Tow. rląży do stworzenia biblioteki przeważnie ludoznawczej. Posiada znaCZDJł iloBć czasopism, których w ostatnim roku przybyło i~6 i spora liczba
książek. Biblioteka zostanie otwor,oną, dla użytku członków. Walne Zgrom.
sprawozdanie powyższe przyj~ło,
VI. Następnie referował preliminarz na rok 1898 p. Bal, podaj1c
wymogi w kwocie 137 4 zł., a pokrycie 1288 ił. 89 et, wskutek tego preliminowany niedobór wynosi 8:j zł. 11 et. Pokrycie niedoboru spodziewa si@
Tow. ze subwencyi. Preliminarz ten- uchwalono
VII. Wybory. Prezesem Tow. na wniosek p. Kolbuszowakiego WY•
brano ponownie przez aklamacyę P1·of. Dr. Antoniego Kalinę.
Z as tęp cami prze w o dni czą ce go obrano pp. Ludwika Wierzhiclciego, Dyrektora kolei pa1istwowych i Jana Ihnatowicza, Radnego
miejskiego. Do Zarządu wybrano w myśl statutów Tow. 5 członków w miejsce wylosowanych. Przez aklamacy~ wybrano p. Stanisława Bala, na wnio•
sek p. Lewickiego. Kartkami wybrani zostali Dr. A. Kolessa, kuston
Wlad. Rebrz,111tsld, prof. M. Sołtys i pani Narya Wolska.
Do komisyi kontrolującej zostali wybrani: Dr. Jan Niemiec, Ks. Józef
lfrechowiez i Bolesław Lewirlci.
Pl'of. Jflynf'/r, któremu prezes wyrJ.Ził podziękowanie imieniem Tow.
za zaloienie Oddziału Tow. w Buczaczu, stawia wniosek, ażeby urz,dzać
odczyty ludoznawcze na prowincyi i wybrać ad hoc osobuą komisy~. Dr.
Kr(':ek:proponuje natomiast urz11:d m1ie zebrań ludoznawczych w stosownych
miejscowo~ciach połciczonych z przedstawieniem ważniejszych zwyczajów lodowych. Na wniosek p. Pie1·zcltaly, przekazano t~ spraw~ Zarz,dowi Towarzystwa do przychylnego załatwienia.
Ilol. Lewicki wnosi, ażeby Zarząd Tow ·udał ei~ do Dyrekcyi szkoły
i.n. Mickiewicza z prośbą, o udzielenie sali gimnastycznej na naukowe zebrania miesicczne. Spraw:1 t~ poruczono na wniosek p. Kolbuszow:utiego do załatwienia Zarz11idowi.
~a tem obrady zakończono.

-

108 -

A) Bilans
za czas od 1. stycznia

Przychód.
L. p.

Szczegółowo

T y t u ł

--

----•

zh'.

1,

Ilazem

-~-- --

I

et.

I

Reszta kasowa z r. 1896.
1. gol()wką
2. w pocztowej kasie osr.czędności

et.

złr.

9:-3

78

108

OG

IH·

201
i

2.

I
i

Wpisowe i wkładki członków:
1. zamiejsrowych :

a) zaległe n7.50{ gotówką 227 50}
b) bieżące 209.:=_ p k. osr.cz. ~

306

50

·HU

85

2. miejscowych:

a) zaległe

\

b) bieżące (

gotówką

·1-2·50
377·35

72(j

I

35

I
I

Subwencye:

3.

1. Sejm krajowy
4.
5.

6.

2. Rada miasta Lwowa
Prenumerata czasopisma ,.Lud"
Sprze(laż wydawnictwa ,,Pieśni nabożne'' .
Odsetki z pocztowej kasy oszcr.ę-

-

200
200

I

dnośei

7.

58

50

45

-

2

,16
11

,j.()()

2

Zwroty zaliczek

\

U3u

I

I 2b
I

kasowy.
Rozchód.

do ;H. g1·1ulnia 1897.

I

I Szczegółowo I

T y t u ł

L. p. ,.

I

Razem

zlr. -T

;c~J złr. I et.

:H

13

Wydatki administracyjne

1.

Towarzystwa:
1. kancelaryjne
2. druk zaprn:-izm'i, odezw i t. p.
3. porlorya

21

-1:. oprn wa książek
5 kursor

3·i

57
88

2H
12

27

li.

2.

f>O

różne

71•

181

5U

75

825

Ol>

17U
17

6U

196

16
70

15
88

87

03

H5

8!J

Wydatki na czasoJ>ismo
,,Lucl":
1. druk i pripier
a) zaległe
b) bicż.ice
2. ebpedycya i drolme
redak<'yi
il. hono~·arya aulorskin
'1-. rabat ksi1~garni

3,

'1Ul ·8U

755

wydatki
81
50

Wyclatki na wydawnictwo
"Pieśni nabożne"":

1. drnk i papier
a.) ,,Pic~nr nabożnych".
b) prospektów
2. koszta wysyłki
4·.

15!J·20 --

Wydntkl na kwestyonaryusze
z ludoznawstwa:
1. druk i papier
~- koszta wysyłki i mne

ó.

Ueszta kasowa na rok 1898.
1. w pocztowej ka:-;ic oszczędno~ei
101
U1
2. gotówka
43
U8
1-----1----

1----------------1----1-•----1----

1J3(j

2G

-----1-

B. Bilans maStan <•zynny

1.

I

2.
3.

Szczegółowo

Tytuł

L.p.

----

Reszta kasowa z dniem 31. gru1lnia 1HU7.
Odsetki: 1) w poczt. kasie oszcz.
2) w galic. banku kred.

-

--

złr.

I et.

2

47

-

Razem

13

zk

I et.

14,5

HU

2

tj()

238

75

387

I 21'.

-

Zaległe wkładki:

1) 25 członków miejs<>owych
2) 4o członków zamiejscowy;:>h

71
1fi7

-

75

-

.I
We Lwowie, dnia 1 7. stycznia I 8U8.

Dr. Antoni Kab'.na
prezes.
Komisya kontrolująca sprawt!ziła na dniu diisiejszym pr;t,edłożone
sobie rachunki z obrnlu funduszów rrowar,,,ystwa lmlo:maw<'zego, porównała
je z alegatami kasowymi i zbadaw:-5zy takowtl ws;t,1~c·hstronnie, po~wiadc•;t,a,
że zna]a,,,ła wszystkie w największym porządku i w ;t,go<l,,,ic zalega tam i; przy
czem podnosi z naciskiem, że wszelkie racltUnki, zestawione prze,,, ·skarbnika
Towarzystwa, p. Stanisława Bala, wzorowo są prowad;t,one, zae,,,em stawia
wniosek, by Walne Zgromadzenie udzieliło \Vydziułowi 'l\nvarzyslwa absolutoryum z rachunków za rok 18U7., a zara;t,em wyraziło tak p. prrzesowi, jak w szczególności p. skarbnikowi µodziękowanie i uznanie za śeis.te,
umiejętne i wzorowe prowadzenie ksiąg i rachunków.
We Lwowie, dnia 17. stycznia 18U8

Komisya kontrolu,jąca:
Bolesław

Lewi'.cla'..

Dl'. J. Nienriec.

Dr. R. Hulci;ycki.

-

111

jątkowy (pieniężny)

Stan bierny
L. p.

Szczegółowo

Tytuł

------

zlr.

1.
2.
3.
4.

--~--

I

Za druk i papier rzasopisma „Lud''
Za dl'uk odezw, zaprosze11 i t. <l.
Za druk i papie1· wydawnictwa „Pieśni naboine''
Nadwyika w stanie czynnym, t. J·
rzysty maj,1tek Towarzystwa w
picni:idzach

I

Stam·slaw ]]al.

skarbnik

et.

Razem
--------~-

zlr.

et.

121
20

3H
72

GU

-

1 7H

13

387

24·

--

Preliminarz
Wymogi
Wyniklośe

z roku 1897

Tytuł

L. p.

,_

l11·climin11je się
na rok lbDS
- --

--~

zk

I et.

zk

I

--

et.

I

I

1

I

Wydatki aclministracyjnc Tow.
1. kancclary jne
2. drnk iapl'OSZCll,

-

-

20

-

·Hl
30

-

13

-

ollciw i t. d:

a) zaległe

1·0

3i

50

--

21

57

3.j.

8H

28
12

74
27

263
1·U1

11

·1·5
10

81

(j()

-

50

50

--

B

75

1ij

---

(H)

-

120



2. Koszta wysyłki

17U
1i'

---

G~J

18

--

4

Wydatki na kwestyonaryusze ludoinawcze

87

UJ

5

Res7.la ka;-;uwa:
a) w poezl. kasie oszcz. 10l.U1
-1-H.U8
b) gotówką.

1-.i-5

8U

U36

2G

bJ bieżące
3. porlorya
4. oprawa książek.
5. kursor
'
6. róine
2

'

-

-

Wydatki na czasop. ,,Lud'':
1. druk i papier:
a) zaległa należytośe

b) na rachunek bie:i.ący
2. ekspedycya i drobne

8U

-

122
700

-

wydatki

redakcyi
3. honorarya autorskie
4. rabat k::;ięgarni

3

-

BO
1-0
15

Wydatki na wydawnictwo
„Pleśni nabożne"

1. druk i papier a) zakgłe .

b) bwiąc:(\.

---

---~

I

lJ·r. Antoni J(alinu
pn•zcs

13H

1--:-_-

I~
I

-

113 -

na rok 1898"
Pokrycie
Tytuł

L.p.

Wynikłość

Preliminuje siQ

z roku 1'-!)7

na rok 18DS

złr.

1

1-3

2. w pocztowej kasie oszczę1lnośri

101

2. bieżące

3

-1-2
U7

50
50

50

zamiejsc.

a) 011 członków miejHc.
Ó) ,,
n
zamICJSC.

377
20V

35

1-00

,,

et.

70

250

Subwencye:
1. Rada miasta Lwowa
2. Sejm krajowy

200
58

7

Prenumerata czasopisma „Lud"
Sprze1laż wydawnictwa „Pieśni naboine" .
Odselki w pocztowej kasie oszcz1~·
dności ,
Zwroty zaliczek

8

Reszta kasowa z r. 1896:

2. w

pocztowej

kasie

200

200

1. gotówką

50

68

100

45
2
2

46

93

78

108

06

11

3
2

oszczę(l-

ności

u

'

Wkładki członków:

b) ,,

6

złr.

1. gotówką

1. zaległo a) od członków miejscow.

5

et.

Reszta kasowa z roku 1897.

2

,}

I

Preliminowany niccloL(,r z kot'1cem
roku 18B8.

1136

Stanisław Bal

skarbnik

I 26
I

85

11

1374

I-

1-

-

114 -

V. Fosiedzenia, Zarządu.
Szóste posiedzenie Zarzą,du odbyło si12 dnia 2. listopada 1897 r.
Obecni pp.: Bal, Dr. Gorzycki, Dr. Krcek, Leeg, Rebczyński, Sienicki
Sołtys.

Przewodniczył

prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1. Przyj12to 10. nowych członków Ci Sił: Józef Baran, nauczyciel -·
Poremba; Dr. prof. Placyd Dziwiński -· Lwów; Dr. Jan Leciejewski
naucz. IV. gimn. -- Lwów; Michał Markowski - nauczyciel, Buczacz ;
Stanisław Rosso wski redaktor „Słowa Polskiego"- Lwów; Rada pow.
w Samborze; Dr. med. W. Sobierau.ski - prof. uniw. Lwów; H. Ułaszyn,
słuchacz filozofii Kraków i M. Wiszniewski - nauczyciel, Buczacz.
2. Za1St. skarbnika Tow. p. Bal zdał spraw~ z stanu funduszów Towarzystwa. Za pomocą, zleceń pocztowych i zwykłych upomnieu urgowano
razem 115 członków, ażeby zapłacili zaległe wkładki. Na to wplyn12ło wkła­
dek razem od 24 członków w łą,cznej kwocie 101 złr. 50 et.
Po dokładuem przejściu listy członków niepłacllcych regularnie wkładek wykreślił Zarzą,d na wniosek p. Bala wszystkich tych, którzy zalegali z wkładki}
3-letaią z liczby członków.
3. Uchwalono zleceniami pocztowemi ścią,gnijć zaległości od prenumeratorów „Pieśni nabożnych''.
4. Uchwalono drukować 2-gi zeszyt ,,Pieśni nabożnych•' w 2000 egi.
5. Uchwalono rozesłać do pism codziennych treść 4 zeszytu „Ludu'' wraz z ocen~ Dr. K. J. Gorzyckiego o całym roczniku_ umieszczon11i w ,,Sło­
wie Polskim'·.
6. Polecono bibliotekarzowi Tow., ażeby zakupił piecz~ć dla biblioteki
Tow. po możliwie najniższej cenie.
7. Uchwalono regulamin dla Oddziałów Towarzystwa, który wypracował sekretarz Tow.; regulamin ten polecono wydrukować w „Ludzie" i sporzą,dzić zeń odbitk~ dla użytku oddziałów.
8. Na prośb12 Komitetu odczytowego 100-letniego jnbileszu urodzin A.
Mickiewicza, uchwalano wzią,ć udział w obchodzie jubileuszowym i w tym
celu w myśl wniosku prezesa Tow. sporządzono dla tegoż Komitetu list12
członków Tow., których należałoby zaprosić do komitetów lokalnych na
prowincyi, majllcych si12 zają,ć urz1Jidzeniem obchodu.
9. Na sobot12 dnia 27, b. m. przeznaczono odczyt p. A. Sienickiego.
(W zamian odbył si~ 4. grudnia. odciyt Dr. K. J. Gorzyckiego).
Siódme po siedzenie Z ·a r z 4 du odbyło si12 dnia 8. stycznia
1898 r.
Obecni pp.: Bal, Dr. Gorzycki, Dr. Krcek i Rebczyi1ski.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1. Przyj~to 12 nowych członków. Ci są: P. Banach - naucz. Uu•
czacz; Gonet Szymon, kier. naucz. Inwałd; Wanda Guratowska - naucz.
Buczacz; A. Janicki, insp. okrg. Buczacz ; A. Jezierski, oficyał Rady Pow.
Buczacz; L. Krzywicki - literat, Warszawa; A. Orzechowski, naucz. Buczacz; Artur Schleyen - inżynier, Lwów; Wł. Służewski - naucz. gmn.
lluczacz; K. 'l'elis2ewski - notaryus1, Buczacz; ,,Zjednoczenie" - Stowarzyszenie kształc4cej si~ młodzieży - Lwów.

2. Przyjęto do zatwierd1.ają,eej wiadomości sprawozdanie delegata Tow.
w Uuczaczu o _iałożeniu oddziału Tow. Przewodniczącym oddziałn został
wybrany p. L. Młynek, zast. przewd. Dr. med. Hirschler, skarbnikiem
A. Janicki i sekret11rzem P. Banach. Oddział ten, stosownie do statutu
Tow., wytkn4ł sobie 4 pnnkta jako program swej pracy i I) ugruntowanie
oddziału na
silnej podstawie przez pozyskanie jak najwięcej członków
i przyjaciół,
2) zbadanie ludu i jego właściwości w powiecie Buczackim,
3) pouczanie się wzajemnie za pomocą, odczytów, pism i pogadanek nau kowycb o ludzie buczackim, 4) założenie muzeum ludoznawczego w powiecie, które mieściłoby w sobie wszystlw, co stoi w związku z ludem, jego życiem
domowem i społec~nem, oraz wytworami jego dnchowej i techni~znej pracy.
3 Przyjęto do zatwierdzajllcej wiadomości sprawozdania delegatów pp.
prof. Młynka, Świętka i Zawiliń~kiego, przy czem ostatniego - na jego
własną prośbę zwolniono od obowiązków delegata Tow. w Krakowie.
4. _Dr. Krcek zdał sprawę z rozsyłki kwestyonaryusza sobótkowego.
Na 1100 rozesłanych egzemplarzy - nadeszło dotychczas 57 odpowiedzi,
głównie od nauczycielstwa ludowego.
Z kwest. pisankowego polecono Dr.
Krcekowi zdać spraw~ w „Ludzie'' (II. za r. 1898).
5. Prezes Tow. doniósł, że 2000 e~ zempl. 2-go zeszytu „ Pieśni nabożnych" już wydrukowano i rozesłano z tego 411 egzempl. Ściąganie za•
ległości od prenumeratorów "Pieśni:, jest w toku.
6. Uchwalono wnieść petycye o subwencyę dla Towarzystwa do Sejmu
Kraj„ Lwowskiej Kasy Q3zczędności i do Rady miasta Lwowa. Wystosowanie tych petycyi poruczono prezydyum Tow.
7. Uchwalono drukować 1-szy zeszyt „Ludu" za r. 1898. w 600
egzem pl.
8. W myśl postanowienia statutu Tow. wylosowano z
Zarz!idu
Tow. 4. członków tj. pp. Kolbuszowskiego, Niemiłowicza, Rebczyńskieg o
i Sołtysa.
11. Termin zwyczajnego walnego zgrom. Tow. za r. 1898. oznaczono
na 18 bm. i polecono prezydyum Tow .. ażeby członków miejscowych i oddziałowych zaprosiło na to walne zgrnmarizouie imiennie; reszt~ zaś przez
ogłoszenie terminu zgromadzenia w Dziennikach lwowskich i krakowskich.

VI. Zgromadzenie miesięczne Towarzystwa..
Tr z e c i e Z g r o m a a d z e n i e n a u k o we T o w a r z y s t w a od•
si~ w sobotQ dnia 4. grudnia 1897 r. \V sali geograf. na uniwersytecie. Dr. K. J. G01·zycld odczytał rzecz p. t. : ,,Anłi'opolo!]ia 1·ctsowa'' ( na
podstawie dzieła p. Krzywickiego). Odczyt ten został wydrukwany w ,,Ludzie'' IV., zesz. I. str. 60. i dlatego nie streszczamy go tutaj.

było

VII. Wyka.z da.rów na, rzeoz Towarzystwa..
1. Akademia umiejętności w Krakowie: Lud białoruski na Rusi litewskiej przez Mich. Federowskiego. Tom I. Kraków, 1897.
2. Taż. : Materyały antropologiczno-archeologiczne i etnograficzne.
Tom II. Kraków, 1897.
3. Dr. J. Polivka: Doktor wszystkowiedz. Warszawa, 1896.

4. Dr. Z. Celichowski: M. Mosswida Waitkuna przekład litewski
Te Deum laudamus z r. 1549., Poznań, 1897.
5. Król. czesk. Towarzystwo nauk.: Vcstnik za r. 1896.
6. Toż.: Vjrroeni zprawa za rok 1896.
7. Toż.: Kolturni styki Cech s cizinou az do valek husitskych sepsal
Ferd. Tarda. Praha 1897.
8. Towarzystwo Przyjaciół nauk.: Roczniki Tom XXIV. zeszyt 2.
Poznań 1897.
9. Dr. Koehler prace swą,: Przyczynek do historyi trą,du w W. Ks.
Poznańskiem. Poznań 1897.
10. Juljan Jaworskij swą, praci;: Gromovyja strelki. Kiew 1897.
11. Ces. ros. geograf. Towarzystwo Troickosa.w, Kiachtinsk. Otdel :
Otczet za 1896. Protokoły za r. 1896. Nr. 1.
12. Toż.: I Talko, Hryncewicz: Klimat 'froickosawska-Kiachty v higicniczeskom otnoszenii. Irkuck 1897.
13. Otto Knoop swą, rozprawi;: Plattdeutsches aus Hinterpommern.
Rogasen 1890:91.
14 Tenże rozprawe: Dr. A. Haas: Dr. Storch im Monde des pommerschen Volkes. Stettin 1894.
15. Dr. E. Mogk, Lipsk rozprawe: dr. A. Liucke: Ueber den gegeuwartigen Stand der Volkskunde. Dresden 1897.
16. Jan Witort: Erazm Majewski: Roślina i wyraz chmiel. Warszawa 1893.
17. Tenże: Sumcow: Skazanija o prowaliwszychsia gorodach. Charkow 1896.
18. M. Maciejowski: 36 dziel i rozpraw odnoszą,cych si~ do ludoznawstwa polak. i ogólnego i 2 r~kopisy.
19. O. Knoop, Rogóźno, swe dzieło: Sagen u. Erzablungen au9 dem
Kreise Kolberg-Korlin. Kolberg 1898.
20. Tenże: Rogasener Familienblatt 1897. nr. 1-15.
21. L. Magierowski naucz. Jaćmierz. Kalendarz Naukowy na r. 1865.
22. '1.1enże: Atlas minor itd. opera Tobiae Conradi Lotteri. Aug. Vind.
t~b. 19.
23. Redakcya Wisły, wszystkie roczniki Wisły, począ,wszy od I do
XI. zesz. 3.
24, Dr. E. Muka: Pschedienak. Protyka sa Sserbow na leto 1898.
Do muzeum:
1. Pani Helena Dybowska Lwów: 13 sztuk poja~ków litewskich i 1
czepiec litewski
2. Marya Wysłouchowa Lwów: Pierniki i fidrygałki śląskie i 1 gwizdaw~a.
3. M. Maciejowski, Lwów: 46 sztuk pisanek z Sokalskiego i Kornicy.
4. Tenże: Wyroby gliniane z Huty Szklanej, Kolbuszowy, Huty lubelskiej.
5. Tenze: Świstaki i zabawki dziecinne, wyrób gliniany, Starasól.
6. Tenże: Ozdobne naczynia kuchenne ludowe, wyroby włościańskie
w Pistynie, Komornie, Kolbuszowie, Jaworowie.
7. 'ren że : Zabytki archeologiczne pochodz1ce z Macorzyna koło Żół­
kwi, Czuczuawy koło Buska, Holoska i Janowskiego.
pieśni

8. L. Magierowski, na 1cz. z Jaćmierza: 5 starych monet srebrnych
i 1 miedziani.
Składaj1c serdeczne p1dziękowanie Szan. ofiarodawcom za te dary,
prosimy o dalsze na rzecz 'rowarzystwa.
1

VIII. Wykaz Towarzystw naukowych i redakcyi pism z któremi Towarzystwo zawiązało stosunki.
1. Ceska spąlecnost zemevcdna, która posyła swój organ: Sbornik red.
Dr. Jogef Frejlach i D1·. Jindr-ich Metelka. Praha.
2. Maćica serbska w Budyśinje, po9yła swe wydawnictwo (fa,sopis,
red. Dr. E. l\'.luka, Budysin.
3. Vt1rein fur bayeriscbe Volkskunde und Mundartenforschuug. Wnrzburg
posyła swój organ: Mittheilungen und Umfragen zur bayerischen Volkskunde
hrgg. v. Dr. O. Brenner.
4. Verein fur sachsisr.he Volkskunde posvła swój organ: Mittheilungeu
des Vereins fiir saechs. Volkskunde hrgg. v. Prof. Dr. E. Mogk. Leipzig.
5. Verein for siebeubiirgische Landesknnde posyła swój orgau: Korrespondenzblatt red. v. Dr. A. Schullerus, Hermannstadt.
6. La Societó d'anthropologie de Paris, posyła swoj organ B11lletin.
Redakcye:
1. Beitrage zur deutsch-bohmischem Volkskunde geleitet v. Prof. Dr.
A. Hauffen, Prag.
2 Blatter fiir Pommersche Volkskunde b.rgg. v. O. Knoop u. Dr. A.
R aas. Labes.
3. Ethnographia red. Dr. Munkacsi llernat. lludapest.
4. Kvety, red. Vaclav C1ech. Praba.
5. Nase tloba red. prof. Dr. 'l'. G. Masaryk. Praha.
R. Ruch społeczny red. Dr. A. Górski. Kraków.
7. Sezatoarea red. Artur Gorover. Falticeni.

IX. Spis członków Towarzystwa.
298. Banach Paweł, kierown. szk. lud. Buczacz.
299. Chmielewski Tadeusz c. k. leśniczy Mikulic~yn.
300. Dr. Dziwiński Placyd, prof. politechniki. Lwów.
301. Fiillbier Alojzy Benjamin, rolnik, Jabłonków-~azy, Szlą,sk austr.
302. Gonet Szymon, naucz. Inwałd p. Andrychów.
303. Guratowska Wanda, nauczycielka, Buczacz.
304. Jan icki Aleksander, inspektor okręg. szk. lud. llnczacz.
305. Jankowski Władysław, słuch. filoz8f. Lwów.
306. Jezierski Antoni, oficyał Rady powiat. Buczacz.
307. Kasperowicz Henryk, słuch. politechniki. Lwów.
308. Komornicki Stefan, dzicrlawca dóbr, w Rossochaczu p. Ja-

gielnica.
309. Komorowska Aniela, l\fikuliczyn.
310. Krzywicki Ludwik, literat. Warszawa.
311. Langer Joachim, kier. szkoły bar. Hirscha, B11czacz.

312. Dr. Leciejewski Jan, prof. IV. gimn. Lwów,

313. Markowski Michał, naucz. Buczacz.
314. Mazur Józef, prof. gimn. Stanisławów.
315 Nowak Rudolf, kand. naucz. Cieszyn.
316. Orzechowski Adam, naucz. Buczacz.
317. Poloszynowicz Włodzimie1·z, słu~b. praw. Lwów.
318. Anna z Działyńskich hr. Potocka. Rymanów.
319. Rossowski Stanisław, redaktor „Słowa Polskiego". Lwów.
320. Schleyen Artur, inżynier. Lwów.
•321. Służewski Włodzimierz, prof. gimu. Bucucz.
322. Dr. Wacław Sobierański, prof uniw. L'\'ÓW.
323. Dr. Szamed Izydor, lekat·z. Lwów.
324. Teliszewski Konstanty, ck. notaryusz. Buczacz.
325. Tyczyński Stefan, słuch. praw. Lwów.
326. Wiszniewski Michał, naucz. Buczacz.
327. Wolska .Marya. Lwów.
328. Zjednoczenie. Stowarzysz. kształmpej się młodzieży we Lwowie.

t

LUCYAN MALINOWSKI
Dnia 15. stycznia br. umarł L. Malinowski, profesor filologii słowiar'.i­
skiej uniw. Jagiellońskiego. Urodzony r. 1839. w J aroszewicach w Lubelskiem, uczęszezał do gimnazyum w Lublinie, zkąrł po złożeniu egzaminu
dojrzałości udał się na uniwersytet warszawski, w którym słuchał filologii
słowia11skiej. Otrzymawszy stopie11 magistra filologii, udał się do Jeny, Berlina. Petersburga i Krakowa, gdzie otrzymał miejsce suplenta przy gimnazyum św. Anny. W roku 1872. uzyskał w Lipsku stopień doktora, na pod
stawie rozprawy doktorskiej p. t. Ueber die Oppeln'sche Mundart in OberSchlesien, do której zebrał materyał językowy w podróży, odbytej r. 1869.
po Górnym Szląsku i Węgrzech. Powołany na katedrę filologii słowiańskiej
do Krakowa r 1877., został wybrany członkiem czynnym Akademii umiejętności
r. 1880. a 1882. sekretarzem Wydziału filologicznego, na którem stanowisku
pozostał at do śmierci.
Działalność naukowa śp. Malinowskiel?O obracała się około bada11 nad
językiem polsk. w dwojakim kierunku: z jednej strony badał język staropolski, wydawał _jego zabytki starodawne w krytycznem opracowaniu, z drugiej strony przedmiotem jego pracy był język dzisiejszy, mianowicie jego
narzecza lodowe. Na tern polu położył Mal. rzeczywiste zasługi. W pracach
swych odznaczał się wielką sumiennością i gruntownością, zbierał materyał
gwarowy nie tylko bezpośrednio z ust ludu, nle także opracowywał go na
pod'iltawie czy to drukowanych źródeł, czy też dostarczonych zapisków przez
swych uczniów. Sam rozmiłowany w badaniach gwar ludowych, umiał zamiłowanie to obudzić takte w swych uczniach, z których niejeden zaznaczył
się pięknym przyczynkiem na polu filologii polskiei.
Przedwczesna śmiere
śp. Mal. pozbawiła naukę polską wydatnej siły, której brak odczujl\ wszyscy,
którym język ojczysty jest drogi, a w którego historyi imię Malinowskiego
pięknami zapisało się zasługami.

Z Drukirni Ludow aj pud zarządem Stanisława Baylego.

L LJ D
ORGAN

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we LWOWIE
POD HEJ)AKCY,,~

Dra ANTONIEGO KALINY.

Tozn :IV. -

Zeszyt ~-

' 1

• ..: \

WE LWOWIE 1898.
NAKŁADEM

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO.

Z Drnknrni J.urlowej por! zarz. St. Ba:ylf!go.

Adres Rerlakcyi: Lwów, ulica Zlmorowicza 7.

,

,

TEESO:

Str.

J. Wilorl: Za1·ysy prawa zwyczajowego ludu litewskiego (Uiąg dalszy)
8t. ictziarski: l'ierwiastek ludowy w poezyi A. :Mickiewicza (Ciąg dalszy)
A. ll. Fiillbier: Piosnki Jabłonkowskie
Dr. l\L Allerhand: Przysięga kobiety cięzarnej u Żydów
Al. Koch : Poświęcanie pól
Dr. Fr. lfrcek: Pisanki w Galicyi
Rozbiory i sprawozdania: Vr. Z o fi a Dasz y 11 ska: Zarys ekonomii społecznej (Vr. K .T. Gorzycki)
'Sprawy Towarzystwa:
Posiedzenia Zarządu .
Zgromadzenie miesięczne Tow„u·zystwa
Dary
Stosunki Towarzystwa z inncmi tuwa1·zystwami i redakcyami pism
Spis członków .

ll!J
15(.1
174:
180
l~ł

186

Komitet rctlakcyJuy:
Dr. Aleksander Czołowski,
Dr. Benedykt Dybowski, Fran,:iszck
Ra wita - Gawro11ski, Dr. K. I. Gorzycki. Dr. Aleksander Kolcssa, Henryk
Kasperowicz, Dr. Franciszek Kr(':lek, Dr. J ;i.n Leciejewski, Dr. Stanisław
Eljasz - Radzikowski, Stefan Ramułt, Władysław Rebc?:yński, Dr. Antoni
Rehmaun, Dr. Eugeniusz Romer, prof. Antoni Sieuicki, prof. Miecz. Sołtys,
dyrekt. Lu1lwik ·wierzbicki, Marya Wolska. Dr. Alek,auder Zalewski.

..... Biblioteka Towarzystwa (instytut zoologiczn-y c. k. uniwersytetu:
Il. p1etro) otwartą jest dla Członków za.w:ize w :'.lieJziel~ od godziny 3-cicj
do 5-tej po południu.

Pokwitowanie.
Do dnia 20. marca 18!J8 :.-::apłaeili wkłatlkl;l na::itępnjący Uzłonkowic
zamiejscowi:
1. Dyrekcya :,;zkoły sztuk pięknych w Kntkowie pre n n mer at ę
„Ludu 1' za rok 18U8 w kwocie f> złr ; :Muzeum XX. Czartoryskich
w Krakowie prenumeratę :,Ludn" za HHJ8 rnk .5 złr.
2. "\Vkładkę na rok HHJH·: Henryk Ułaszyn zk 1·02, ,Józef
Mazur 2 złr., Ksawery l\Iroczko 3 złr., Dyre~cya girpnazyum w Sanoku
5 złr., "\Vydział Rady powiat. w :-3amborzn -i· zh.
a. Zalcgłoś6 z roku 1897: ~Lefan Sas Dobrzański~ złr.
Stan/tilaw Bal
ski:.rbuik.

ZARYSY PRAWA ZWYCZAJOWEGO
ludu lite"W"skiego.
(Ciąg dalszy*).

ROZDZIAŁ



III.

m o w y.

Zaczynam rozdział niniejszy stwierdzeniem faktu, że prawo
zwyczajowe ludu litewskiego nie posiada ogólnego pojęcia o umowach, lubo zna dokładnie ich rodzaje poszczególne. Ta okoliczllOŚĆ oraz wyroki sądów w~ościańskich, a niekiedy nawet polubownych i zwyczaje, określające stosunki rzeczowe i osobiste,
dają możność odtworzyć całokształt poglądów ludu na tę dziedzinG
prawa, chociażby w zarysach głównych. Jasnem jest --· prawo
zwyczajowe, nigdy ani kodyfikowane, ani uświęcone wyrokami
sądów najwyższych, nie mogło wyrobić stałych norm prawnych
w tej sferze stosunków społecznych: w miarę rozwoju ludu rozwijały się lub zanikały jego części poszczególne, zwłaszcza pod
wpływem przeobrażeń się układu ekonomicznego.
Poszczególne
gałęzie prawa zwyczajowego z tego zakresu stosunków życiowych
rozwinęły się niejednakowo.
Najbardziej określonymi i jasnymi
są pogh\dy ludu na umowy osobiste, acz w nich zachowały się
jeszcze przeżytki czasów dawnych, O wiele mniej są jasne i określone odpowiednie pojęcia prawne z zakresu umów rzeczowych,
przyczem nadmienić winienem, że wpływ ogromny wywarły na nic
prawodawstwo cywilne oraz klasy wyższe. Z tego względu dziś
juz stare poglqdy prawne w tej dziedzinie stosunków zyciowych
zanikają do tego stopnia, ze niekiedy trudno je odtworzyć, hu
spotykamy się tylko z ich śladami niewyraźnymi. \V każdyn~
razie lud zna poszczególne formy umów rzeczowych, lubo nie-

"') Zob. Lud. l V , str. 1.

-- 120
które określa niemal wedle obowiązującego prawa cywilnego, natomiast do innych stosuje w pewnym zakresie swe pojęcia prawne,
niezbyt jasne i wyrobione. ,,Stałego i określonego pojęcia o pożyczce, jako formie osobnej umów prawnych, w ścisłem, prawnem
i praktycznem znaczeniu tego wyrazu lud jeszcze nie wytworzył
a praktyka sądów włościańskich nie wyrobiła; nie wyróżniają sif,
one z pośród ogólnej masy umów gospodarskich" - mówi p.
Friedman str. 95. Zdanie to podzielam w zupełności, nawet ·rozciągam je na inne dziedziny stosunków rzeczowych, ale o tem
bP.dzie mowa poniżej, gdy będę mówił o umowach rzeczowych.
Teraz słów kilka o ogólnych podstawowych pojęciach umowy
wedle ludu. Mog,\ ją zawrzeć dwie strony, prawosposobne do jej
zawarcia. Warunkiem nieodzownym, koniecznym jest ich dobra
wola i zgoda wzajemna, albowiem wszelki przymus, w jakiejby to
nic był formie, unieważnh ją w zasadzie. Nadmieniłem o prawosposobności stron, warunku nieodzownym.
Prawosposobność tę lud
określa dość wyrażnie: zależy ona od stanu umysło\vego i rodzinnego, położenia ekonomicznego, płci, wieku i zalet czy wad osobistych. Prawosposobność zawsze łączy się z poczytalno 1;cią
umysłową, przeto chorzy umysłowo, idyoci i t. d. nie są prawo:-;posobnymi. Ale prawo zwyczajowe zna tylko to założenie ogólne,
nie dając żadnych ,vskazówek w wypadkach poszczególnych; stan
świadomości ocenia się na mocy pojęć ludowych o cierpieniach
umysłowych, pojęciach bardzo nieokreślonych.
Rozumie się -objektami umów rzeczowych mogą być tylko przedmioty, stanowiące własność prywatną, albo _bezsporne prawa władania i użyt­
kowania nieruchomości lub ruchomości. Jestto warunek nieodzowny, albowiem każdy może dowolnie rozporządzać się tylko
własnością swoją lub należącem doń prawem bezspornem, rzeczowem. Mężczyzna posiada większy zakres praw i obo\yiązków
niż kobieta, przeto jego prawosposobność jest większą.
Kobieta
zamężna nie może zawrzeć umowy, dotyczącej pewnych części
mienia małźeńskiego np. umowa, zawarta przez nią a dotycząca
sprzedaży zboża, koni, bydła i niektórych innych przedmiotów,
jest Lezprawną i nieważną. Nie może też m~żatka bez pozwolenia m~ża zawrzeć żadnej umowy osobistej np. wydalić się na
służbę, jeżeli żyje razem z mężem. Kobieta samodzielna ma pod tym
względem takie same prawa co i mężczyzna.
Dzieci wogóle nie
mogą zawierać żadnych umów rzeczowych bel pozwolenia rodziców, dle ta zasada dopuszcza pewne wyjątki dla synów pełno­
letnich. Pełnoletność lud określa dojściem do zupełnej dojrzałości
fizyczrn~j i umysłowo- moralnej; stałego wieku dla jej uznania nie

-

121 -

ma, wszystko zależy od okoliczności w każdym wypadku poszczególnym. W ogóle lud uznaje 2 2 - 23 lata za przeciętny wiek, określający pełnoletność mężczyzny, 18-20 lat dziewczyny. Niepełnoletni nie mogą zawierać umów rzeczowych, 1.le zawarte przez
nich w dobrej wierze, bez żadnej straty osobistej i ze zrozumieniem rzeczy, sądy włościańskie uznają zwykle za ważne, niekiedy
nawet odrzucając zasadę, która wzbrania dzieciom wszelkich zobowiązań się materyalnych wbrew woli rodziców. Muszę tu nadmienić, iż umowa najmu stanowi wyjątek i mogą ją zawrzeć nietylko niepełnoletni, ale nawet i małoletni, byle nie dzieci,:,).
Treść umów może być bardzo różna; ich objektami bywaj,\
zwykle nieruchomości, wszelkie przedmioty wartościowe, prawa
władania i użytkowania, wzajemne zobowiązania się, usługi osobiste, praca własna i t. d. Nieodzownymi warunkami prawności
i ważności umowy są: zgodność jęj treści z prawem zwyczajowem,
religią, moralnością ludową i wierzeniami, wogóle - z całokształ­
tem życia ludu litewskiego. Muszę tu zrobić jedno zastrzeżenie:
oto umowy osobiste nie zawsze ściśle zgadzają się z wymaganiami religii i moralnemi pojęciami ludu, mimo to jednak sądy wło­
ściańskie nie odmawiają niekiedy w takich wypadkach swej pomocy. Zdarza się to wprawdzie rzadko, ale zdarza się; być może
powodują się one w wypadkach podobnych czysto ludzkiem uczuciem . . . . Wedle ludu wszelka umowa, której treść jest sprzeczna
z jego pojęciami życiowemi, nie posiada ani najmniejszego znaczenia; jej złamanie nie prowadzi do odszkodowania ....
Dziś już lud nie zna żadnych symbolów i obrzędów przy zawieraniu umów, ale dotąd zachowały się ich przeżytki niektóre>.
Do nich należą uściśnienie wzajemne rąk, podanie „n;ki kosmatej" (t. j. owiniętej w połę ubrania lub róg chusty), ,,mohorycz"
(litkup) i t. d.; są to juz szczątki nikłe, nieposiadające znaczenia
prawnego. Wyjątek chyba stanowi „mohorycz", który niekiedy
służy dowodem, że ugoda została zawartą lub rzecz sprzedane:\
rzeczywiście.

Umowy· bywają słowne i pisemne; pierwsze zawsze dotyczą
najmu, bo lud w tym zakresie stosunków życiowych nie zna innych. Istnieje śród ludu przekonanie, że nie godzi się je zawierać
na piśmie, albowiem ustanowitoby to - wedle niego - coś w rodzaju niewoli lub pańszczyzny. J estto wierzenie tak gł,)boko zakorzenione, że wszelkie przepisy prawne o t. z. ksi,\ŻP.czkach dla

*) Lud nie odróżnia ściślJ małoletności od niepełnoletności.

-

122 --

robotników wiejskich pozostały literą martwą; w ksi~gach umów,
znajdujących się przy U rzędach gminnych, niema bodaj zapisanej ani jednej umowy najmu. Być może - wierzenie to jest
przeżytkiem dawnego ukupnictwa, którego pamięć zanikła, albowiem zniósł je ~ już Zygmunt August. Umowy słowne dawniej
ogarniały całą niemal sferę wzajemnych stosunków włościan, ale
z biegiem czasu zwęża się ona coraz bardziej, lubo nawet dziś
jest jeszcze bardzo szeroką. Dawniej umowy na piśmie, znane
oddawna, zaświadczano zwykle w urzędach gminnych, wnosZc\C je
<lo ksiąg odpowiednich, które istnieją przy nich ; dziś wszystkie
ważniejsze, których wartość przenosi 100 rub., za wie rają się przed
regentem. Rozumie się - do ostatnich stosują się ogólne normy
prawne, do innych zaś - prawo zwyczajowe.
Jednym z koniecznych warunków prawności umowy jest
obecność świadków wiarogodnych ; nigdy nic nie słyszałem o umowie zawartej bez nich; to samo potwierdzają wszyscy znawcy
życia ludu. Świadkami stanowczo być nie mogą ludzie nawet
o podejrzanej wartości moralnej, a tembardziej karani złodzieje,
pijacy, rozpustnicy i t. d.; nie mogą też być nimi ludzie obcy,
nieobeznani z warunkami m1eJscowyini. Wyrażenie „człowiek
obcy" posiada znaczenia różne i niekiedy oznacza ono pojęcie
narodowościowe,
najczęściej zaś religijne; tak w okolicach
fiirż włościanin, kalwinista z wyznania jest „swoim", gdzie indziej
znowu obcym ; ,:ydzi miejscowi zawsze i wsz~dzie uważają się za
obcych.
Wiarogodność świadków zale~y od wielu okoliczności; przedewszystkiem zwraca się tu uwagę na ich wartość moralną, zamożność, niekiedy stanowisko urzędowe i t. d. Świadectwo włoś­
cianina rolnego więcej znaczy, niż bezrolnego, urzędnika gminnego z wyborów - ni.z zwykłego członka gminy; zresztą ocena
wiarogodności świadków zależy wyłącznie od sądów _gminnych,
które kierują się w tych razach podstawami róznemi, przeważnie
jednak wymienionemi powyżej. Zawierając umowę, zawsze starają zię uprosić na świadków ni\jbliższych i najpoważniejszych
krewnych stron obu; ich udział jest jakby przyzwoleniem i zatwierdzeniem umowy przez cały ród, zwłaszcza wymaga ~ię tego,
gdy w drodze polubownej strony załatwiają jakiś spór zaciąty.
Rozumie się - świadkowie winni być pełnoletni i prawosposobni. Kobiety stanowczo nie mogą być; świadkami przy zawieraniu
umów rzeczowych, dotycz.\cych nieruchomości; mogą jednak
świadczyć i świadczą ,ve wszelkich umowach innego rodzaju,
lubo zawsze starają się je usuwać od za:;wiadczeń ważniejszych.

-

123 -

Swiadkowie WP-dle zwyczaju nie pobieraj,t wynagrodzenia .źadne.::ro,
ale strony winne uraczyć ich należycie; jezeli umowa jest waż­
niejsią, to dla nich warzy się pi wo, które dotąd niezupełnie straciło !;Woje uprzednie znaczenie obrzędowe.
W zakończenie nadmieniam, ze kobiety wogóle usuwają sie od zaświadczania umów
na piśmie, lubo mogą to robić z zastrze.zeniem uprzedniem i same
one uważają to za niewłaściwe, a lud przypisuje mniej wagi
i znaczenia świadectwu kobiety niż mężczyzny. Ważnem jest i po•
żądanem, by świadkowie zaopatrzyli umow~ w pieczęcie, bo ta
okoliczność wedle ludu - wzmacnia jej prawność i wykonał- .
ność'; w tem, bodaj, tkwi główna przyczyna, dla której podpisy
urzędników gminnych wraz z ich pieczęcią są tak cenione.
Wykonanie umowy zabezpiecza się w sposób bardzo różny ;
prawo zwyczajowe wa dobrze instytucyę poręki. Porqc.znikam i
zwykle bywają najbliżsi, najpoważniejsi krewni i powinowaci stron
obu. Ich udział jeRt równoznaczny z zapewnieniem, że cały ród
.zobowh\zuje się wykonać umowę zawartą ; jestto przeżytek dawnej
solidarności rodowej, dotąd jeszcze istniejący,
lubo zanikający
i w praktyce posiadający małe znaczenie. Wogóle -- porc:cznikami mogą być ci tylko ludzie, którzy dają gwarancyę możnrnki
wyegzekwowania od nich odszkodowania, jeżeli umowa zostanie
złamaną. Kobiety mogą być poręcznikami o tyle, o ile posiadają
mienie osobiste; zresztą od nich wymagają się takie same warunki, co i od mężczyzn. Bardzo rzadko jednak można spotkać poręcznictwo kobiet, wyjątek chyba stanowi~ umowy pożyczkowe,
zwłaszcza weksle, których lud zaczął używać od lat kilkunastu.
Poręcznicy nie otrzymuią wynagrodzenia żadnego, należy się im
tylko ugoszczenie sowite, a niekiedy - dary drobne; jestto stary
pogląd prawny, który dziś idzie w zapomnienie, bo coraz częściej
a części~j słyszeć o „wyrazach wdzięczności" t. j. gotówce, darach i t. d.
Zna też prawo zwycząjowe i inne formy zabezpieczenia
umowy zawartej. Do najbardziej znanych i najstarożytniejszych
nale.zy niewątpliwie zastaw, do najnowszych - weksle obu stron,
które składają się na ręce osoby trzeciej, wiarogodnej. Do starożytnych tez form należy niewątpliwie zadatek; jestto pewna suma,
wniesiona przez jedną stronę drugiej, by zabezpieczyć wykonanie
umowy. Wedle prawa zwyczajowego cały zadatek ginie, jeżeli
strona przeciwna odrzuci się od umowy, chociażby nawet z tego
powodu nie wynikło ani str~t, ani kosztów żadnych. \V' ogóle złamanie uwowy czy jej c,drzucenie, za wsze prowadzi do przejścia
za<latku na zupełną własność tej strony, która go otrzymała. Jest

-

124 -

to ogólny pogfo,d prawny, podzielany nietylko pr,rnz lud, ale nie„
mal przez wszystkich. Nie można nawet wytłómaczyć, że w takich wypadkach tylko taka część zadatku r.ale~y do strony, posiadającej go, jaka odpowiada rzeczywistej wartości poniesionych
strat i kosztów. Ten pogląd ogromna większo~ć mieszkańców naszej ziemi tłómaczy koniecznością ukarania strony, winnej złama­
nia czy odrzucenia umowy. Lud to zapatrywanie podziela w zupełności, posuwając je nawet .o wiele dalej. Niewątpliwie, że źró ·
dłem tego poglądu jest epoka prastarych stosunków ekonomicznych, wśród których zabezpieczenie mienia czy też praw na pracę
ludzką było niemal wszystkiem, człowiek zaś niczem ; niewąt•
pliwie -- jego źródło tkwi też w przeżytkach poglądów niewolniczych na stosunki ludzkie. Zasada: ., wszelkie zobowiązanie się
czynić co lub nie czynić w razie niedotrzymania, prowadzi do_
wynagrodzenia strat i kosztów poniesionych", nie prędko jeszcze
uzyska uznanie ogólne.
Prawo zwyczajowe wyróżnia złamanie umowy, wywołane
okolicznościami niezależnemi od dobrej woli stron obu; wogóle
niemożliwość wykonania znosi samą umowę. W takich razach odszkodowania poszukiwać nie można; zadatek, czy też inne zabezpieczenie winne być zwrócone. Inna natomiast rzecz, zerwanie
czy złamanie umowy, zależne od woli jednej strony; w tym wypadku druga ma zawsze prawo do odszkodowania strat i kosztów
bezpośrednich, nie zaś -- pośrednich.
Niekiedy nawet złamanie
umowy osobistej sprowadza na winnych kary surowe. Zasada odszkodowania jest tak ogólnie uznaną przez lud, ze niekiedy sądy
włościańskie skazują „cudzołożc hv" na wynagrodzenie strat, wynikłych z ich postqpku, albowiem dotąd lud w małzeństwie widzi
coś bardzo pokrewnego z umową.
Najwięcej starych poglądów
ludowych na karalność złamania umowy przechowało się w zwyczajach, dotyczących najmu; samowolne opuszc~enie służby lub
zrzeczenie się obowiązków przyjętych jest występnem, karygodnem. W tych wypadkach żadne okoliczności nie usprawiedliwiajćl i nie tłómaczą winnych ; rodzice też są odpowiedzialni za
swoje dzi~d; to samo sto1:,uje się do opiekunów. Być może ten pogląd tłómaczy się zwyczaje rn, który zezwala rodzicom wynaj m ywać swe dzieci niepełnoletnie na służbę.. . . W sprawach
podobnych sądy włościańskie nie uwzględniają zwykle żadnych
pobudek, nawet moralnych i sam fakt porzucenia służby już wystarcza. Przytaczam parę przykładów bardzo jaskrawych. Robotnica porzuciła służbę, bo gospodyni biła ją, podejrzewając o sto-

sunki miłosne ze swym mężem.

Sprawa wytoczyła si~ przed są-

-

125

dein gminnym Tryskim; wyrok - 1880 r. 1. 16. - skazał oskarżoną na zapłacenie ·18 rub. odszkodowania, a jej ojca - na 2 dni
aresztu „za odmawianie córki od służby". W tej samej gminie sąd
skazał ojca na chłostę za to, że odebrał córk{~ od gospodarza,
który zagrażał jej czci niewieściej. (Wyrok 1880 r. 1. 41).
Mówiąc szczegółowo o umowach najmu, przytoczę nieco wi<-,cęj przykładów, rzucających nader jaskrawe światło na poj(,cia
prawne. Tu nadmienię tylko, iż są właściciele ziemscy, którzy
me wahają się udawać do sądów włościańskich, by w drodze
grozby karnej utrzymać u siebie służbę wyzyskiwaną. Co gorwj
- opinia publiczna nie dość potępia tych panów, nawet znaczna
część szlachty gotowa przyklasnąć temu zwyczajowi, którego znaczenia wprost nie rozumie.... Zjazdy komisarzy do spraw włoś­
ciańskich, w charakterze instancyi kasacyjnej dla S,\dów gminnych
walczą z tern uporczywie, kasując, o ile można, wyroki S,\dowe,
ale dotąd ta walka jest nie mal bezowocną.
Rozumie się - w razie złamania umowy wszelkie zabezpieczenia materyalne przechodzą na zupełną własność strony poszkodowanej. Prawo zwyczajowe nie zna w wypadkach podobnych
żadnych ustępstw, żadnych okoliczności łagodzących. Jeżeli strona
poszkodowana nie mogła wyegzekwować odszkodowania od strony
przeciwnej, to jej poręcznicy odpowiadają swem mieniem calem
i wyjątków niema. W takich wypadkach sądy włościańskie Si.\
zwykle bardzo surowe; nawet egzekucya ich wyroków zwykle
następuje rychło, acz w wypadkach innych każe na siebie ciekać
bardzo długo.
W zakończenie tego ustępu nadmienię, i:: prawo zwyczajowe
nie rozróżnia ~ciśle umów rzeczowych a osobistych, zwłaszcza
w kwestyi pożyczek. Tu też trzeba zanotować, że nie zna ono
pojęcia urnowy zamiany, oraz kupna sprzedaży, jako osobnych
form prawnych, lubo zwyczaje odpowiednie zachowały się jeszcze
dotąd. Przytaczam ich wiązankę małą, bo zanikają one....
Zamiana praktykuje się dziś już bardzo rzadko, najczęściej w formie
wypłaty w naturze za robotę wykonaną. Miarą wartości rzeczy
zamienianych jest już dziś pieniądz, nasi włościanie dotąd jeszcze
posługują się dawnemi miarami i wagami, nawet niekiedy rachują na złote i grosze; miary urzędowe nie zyskały uznania,
tylko zboże zaczynają już sprzedawać na wagi.
Jednostką miary dla ciał płynnych i sypkich jest kwarta;
4 kwarty stanowią garniec, 24 garncy - pur (miara ciał sypkich,
ziemniaków, owoców i t. d.). Niekiedy pur dziel.i na 4 sieki, po
6 garncy w każdym; pur żmudzki, czylj "akteju" ma 28 garncy.

126 -Płyny mierzą

kwartami, garncami i beczkami, których objętość
jest różna. Dotąd lud posługuje się przeważnie łokciem, dzieląc
go na 1 2 cali; płótno ma osobną miarę, zwaną „stanem" ; nieokreślona to wielkość .... W różnych okolicach bywa różną. Wagi
używają się dawne, zanikły tylko nazwy cetnara i kamienia, natomiast zyskał prawo obywatelstwa pud, znany zresztą oddawna.
Ziemię niekiedy mierzą jeszcze włokami, które zawierają po 30
morgów ( 20 dies.), ale lud posługuje się przeważnie diesiatyną,
miarą urzędową.

Dokonywając .zamiany, każdą rzecz ocenia się zwykle w monecie; wymaga się równej wartości, by ten akt został dokonany.
Dziś zamiana praktykuje się wogóle bardzo rzadko; niekiedy zamieniajq zwierzęta udomowione, najczęściej konie. Taka .zamiana.
odbywa si<; w obecności świadków; obie strony obowiązane są
sumiennie określić wartość zamienianych przedmiotów, bynajmniej
nie ukryw..ijąc stron ujemnych. "\\;" razie wykrycia złej woli zamiana unieważnia się; w takim razie przedmioty zamienione,
winne być zwrócone właścicielom uprzednim. Jeżeli podstępnie '
zamieni.:t konia dychawicznego, wydając go za zdrowego, to w tej
okoliczności lud widzi podstęp, który nawet może być karany
kryminalnie. Vil ogóle zła wiara jednej strony zwalnia drugą od
obowiązku dotrzymania umowy zamiany. Wszelkie straty i szkody,
wynikłe z tego powodu, winna zapłacić strona przeciwna; jestto
zasada .ogólna, którą przestrzegają sądy gminne.
Żadnych szczególnych obrzędów i symbolów przy akcie zamiany lud już nie zna, powstałe szczątki stosują się też do urno~
wy kupna - sprzedaży, przeto kilka słów o nich skreślę poniżej
nieco. Nadmienię tu, iż nie wolno sprzedawać rzeczy ostrych,
ale należy zamieniać je na przedmioty metalowe. Tern wierzeniem tłómaczy się ta okoliczność, że za rzecz metalową lud najcząściej płaci miedziakami lub srebrem.
Nie wolno też sprzedawać pszczół, jak.em mówił uprzednio, można je tylko zamieniać.
Inne natomiast przedmioty można kupować i sprzedawać, byle
tylko osoba sprzedająca miała na to prawo; o ograniczeniach pod
tym względem kobiet zamężnych wspominałem już.
Prawo zwyczajowe zna sprzedaż z prawem odkupu na warunkach, umówionych z góry; niedotrzymanie ich pozbawia prawa
wykupu. W tych wypadkach zwykle oznacza się termin przedawnienia. Warunki te mogą być bardzo różne. Jestto coś w rodzaju pożyczki pod zastaw; urnowa mało znana a rzadka. Kupujący ma prawo targować się do upadłE.go; nikt mu tego za złe

nie bierze, ale lud patrzy krzywem okiem na "podbijanie ceny"

-

127 -

t· j. jej podnoszenie; sprzedający nie ma prawa ukrywać złych
stron sprzedawanej rzeczy. Jeżeli ta okoliczność wykryje si<~, to
umowa sprzedażna unieważnia się ; winny musi zapłacić odszkodowanie, a nawet można go zaskarżyć do sądu. Niekiedy daje
się zada.tek; jeżeli umowa sprzedażna zostanie zerwaną z winy
osoby, która go wzięła, to musi on być zwróconym. Wrazie prze•
ci wn ym - nie. Jeżeli sprzedaje się konia, to razem z uzdą, która
stanowi rzecz dodatkową. Wogóle rzecz sprzedaną należy oddawać po otrzymaniu pieniędzy, albowiem ta okoliczność stanowi
chwilę przejścia prawa własności, nie zaś -- umowa zawarta.
Zdarzają się wypłaty pieniężne rozłożone na raty ściśle określone ;
w tych wypadkach nabywca po spłaceniu pierwszej otrzymuje
przedmiot kupiony, ale właściciel uprzedni zachowuje prawo odebrania go aż do wypłacenia ostatniej, rozumie się tylko - wrazie niezachowania warunków umówionych. Wogóle sprzedaj,\cy
winien postępować sumiennie, bez krzywdy kupującego; post<wowanie inne lud uznaje za karygodne; sądy gminne podzielają ten
pogląd. ,Zgodnie z nim sprzedaż rzeczy kradzionej uniewazma
się; rzecz zwraca się właścicielowi, a poszkodowany ma prawo
poszukiwać zwrotu wartości wydanej na złodzieju, jestto okolicz •
ność zwiększająca winę. Nie godzi się nic kupować od pijanego
lub nieprzytomnego ; jeżeli jednak coś rzeczywiście kupiono, to
wrazie skargi akt kupna sprzedaży uznaje się za ważny, gdy nie
jest połączony z krzywdą. Wedle ludu korzystać ze stanu nieświadomości sprzedającego lub kupującego jest czynem nagannym
nawet karygodnym; prawo zwyczajowe uznaje to za oszustwo.
Niekiedy, lubo już rzadko, płata pobiera się bądź w naturze
np. w pewnej ilości zboża, wełny, lnu i t. d., bądż w robociżnie.
Zdarza się, że włościanin kupuje jakiś przedmiot (zwykle we dworze lub u swych sąsiadów), a wartość jego wypłaca pracą osobistą; na przednowku w sposób podobny sprzedają zboże np. za
pur żyta liczą tyle to a tyle letnich dni roboczych, męskich zwykle 6- 10 dni. Lud patrzy bardzo krzywem okiem na to, bo taka
sprzedaż na kredyt zazwyczaj łączy się z wyzyskiem, któr.v on
odczuwa.
W zakończenie kilka słów o przeżytkach, dotąd jeszcze istniejących w tej dziedzinie zycia ludu. Wedle wierze11 ludowych
S,\ osoby, które posiadają „dobrą lub złą rękę" i czyli ,,lekką",
lub „ciężką" i wszystko co się nabędzie od pierwszej, wiedzie się
n. p. krowy są zdrowe, a mleczne i t. d., natomiast osoba o nrP.ce
złej" lub "ciężkiej" wywiera wpływ zgubny na to wszystko, co
kiedyś należało

do niej i kupione konie czy krowy zdychają, kury

-

128 '-

nie niosą się i t. d. Wierzenie w „lekką rękę" sięga bardzo głę­
boko. Jeśli chcą, by włosy dziewczęciu rosły <lobrze, należy je
ostrzyclz lekką n:ką. W tej sferze życia ludu spotykamy coś w ro
dzaju spółki z kupcami, rodzaj kundmaństwa, zwłaszcza na Żmu­
dzi głębokiej. Włościanie, nabywający stale towary u pewnego
kupca, prowadzącęgo handel uczciwie, nazywają go „biczulis6ó
(bitnik!) t. j. tą samą nazwą, jak członków spółki pszczelarskiej.
Tego wyrazu lilewskiego nie umiem oddać po polsku, bo w polszczyźnie miejscowej wyraz „bitnik" używa się w znaczeniu okreś­
lonem w rozdziale uprzednim. Pewien stosunek zobowiązuje obie
strony: ,,biczules" -- zwykle Żyd starej daty - poczuwa się do
obowiązku sumiennego postępowania i częstowania kiedy niekiedy
włościan, ci zaś ostatni - do składania podarków: kura, gęś, wózek drew i t. d. Na Paschę Żydzi obsyłają ich miodem i macami:
zwykle też mają w zapasie tanie papierosy, cygara i t. d., kobietom dają często kawałki cukru, zalane kilku kroplami anodyny,
której użycie zaczyna rozpowszechniać się.
Ustęp poprzedni poświęciłem tej gałęzi prawa zwyczajowego,
które traktuje o kupnie - sprzedaży lub zamianie ruchomości,
teraz zaś skreślę słów kilka o umowach jawnych, piśmiennych,
dotyczących nieruchomości. Włościanie, jakem rr..ówił uprzednio,
nie krępują się żadnemi ograniczeniami, które prawo stosuje do
własności ukazowej; • w rozdziale uprzednim omówiłem
dokładnie tę kwestyę, przeto nie wracam do niej. ,~Własność wolna", włościańska podlega ogólnemu prawu cywilnemu, zatem
przejście jej z rąk do rąk odbywa się wedle przepisów prawnych; nie spotykamy w tych umowach ani śladów poglądów
prawnych ludu. W rozdziale też poprzednim przytoczyłem cały
szereg faktów i przykładów, dotyczących umów podziałowych,
gruntami nadanymi (str. 275-290). Tu zaś, jakem pisał w tern
miejscu, skreślę ogólne podstawy tych umów wedle prawnych
pojęć ludu. U mowy podobne zawsze zawierają się w obecności
świadków, a za zgodą wszystkich współwłaścicieli; żadnego pozwolenia władz gminnych nie wymaga się Wedle starych zwyczajów najstarszy czy najmłodszy winien posiadać pewne przywileje; zwykle otrzymywał on chatę ojcowską i większy kawałek
gruntu; pozostali bracia dzielili się porówno, siostry usuwano od
ziemi, ale wypłacano im posagi; do nich też należała cała gotówka
pozostała oraz pos~g i osobiste mienie matczyne.
Ruchomości dzielono na części równe; niekiedy w ich podziale uczestniczyły dzieci adoptowane lub przybrane. Krewni
odgrywali rolę bardzo poważną, wyrażając swym udziałem jakby

-

129 -

zatwierdzenie umowy podziałowej przez cai:y ród. Takie są pod stawy główne, ale w czasach ostatnich zachodzą w nich zmiany nader
poważne: zasada równości arytmetycznej pomiędzy braćmi zyskuje
coraz więcej uznania. Siostry zaczynają w niektórych okolicach zy •
skiwać prawo do gruntu, które znajduje uznanie nawet w sądach
gminnych. Przeważnie na pograniczu pruskiem coraz częściej rozpowszechniają się rozmaite formy zrzeczenia się swych praw do udziału
w podziale mienia wspólnego. W ogóle konieczność życiowa zmienia
i modyfikuje stare podstawy umów podziałowych, których przykłady przytoczyłem w rozdziale uprzednim. Umowy te najcu,ściej
są słówne; jeżeli kreślą je na pa pierze i uprawniają, to one są
zwykle zamaskowane, by uniknąć przepisów prawnych o niepodzielności gruntów nadanych.
Umowy dzierżawne są nader rozpowszechnicme; zawierają je zwykle na piśmie tylko wówczas,
gdy wartość przenosi 100 rub., acz spotykają s~ę wyiątki liczne.
Dawniej nie znano umów piśmiennych. Dawniejsze urr.owy dzierżawne wyróżniają się stanowczo od dzisiejszych; tu trzeba nadmienić, że nawet właściciele ziemscy, zwykle stosowali prawo
zwyczajowe do dzierżawców drobnych, nietylko włościan, ale
nawet i szlachciców zagonowych. Dawniejsza umowa dzierżawna
wyróżniała się stałością opłaty, ulegającej zmianom nader rzadko
oraz daninami i robocizną, w których uiszczano część tenuty dzierżawnej. Było to bardzo naturalnem i zrozumiałem w epoce. gospodarstwa niemal naturalnego. Zdarzało się często, że właściciel
ziemski wydzierżawiał drobne kawałki swych gruntów za stałą
opłatę, zazwyczaj nizką, niejakie daniny i robocizny. Dzierżawa
była bezterminowa,~ a właściciel miał zawsze prawo usuni\Ć dzierżawcę, wrazie przekroczenic1. umowy zwyczp.jowej, zwykle domniemanej. Dziś ze zmianą warunków stara forma dzierżawy drobnej
prawie zanikła; spuścizną po niej pozostały tylko robocizny,
w których uiszcza się część opłaty. Słówność umów, ich bezterminowość i daniny znikły doszczętnie.
Nawiasem nadmieniam,
iż tacy drobni dzierżawcy zwykle mniemali, że mają prawo wła­
dania wieczystego gruntem za opłatą stałej dzierżawy czyli czynszu.
W tym poglądzie ludowym tkwi, bodaj, głównc1. przyczyna zatargów pomiędzy właścicielami ziemskimi a drobnymi dzierzawcami,
popieranymi przez sądy niższe (sądy pokoju) i administracyę. By
uniknąć pretensyi do „zasiedziałości gruntu", ziemia wydzierżawia
się nie inaczej, jak tylko za kontraktem prawnym i to najdłużej
na 12 lat; dziś w umowie dzierżawnej ściśle określają się wzajemne prawa i obowiązki, oraz warunki, których przekroczenie
unieważnia ją. Rozmaite robocizny utrzymały się jednak dotąd;

-

130 -

zwykle kontrakty omawiają szczegółowo ile, kiedy i jakich dni
roboczych ma odrobić dzierżawca. Niekiedy włościanie małorolni
lub bezrolni, czasami kobiety-komornice, wydzierżawiają od właś­
cicieli ziemskich kawałki gruntu pod ziemniaki, uiszczając płatę
robocizną, miarą zwykłą jest przestrzeń ziemi, niezbędna do posadzen-ia pura kartofli. Zdarza się też, ze za wydzierżawienie
-łączki lub rowów czyli ściślej wykoszenie ich i spasienie włoś­
cianie zobowiązują się „odrabiać dni" ; jestto forma dzierżawy.
1,ud ogromnie niechętnie ucieka się do niej, bo widzi w niej i zupełnie słusznie - wyzysk okropny: za prawo posadzenia pura
ziemniaków trzeba odrobić 3 -6 dni letnich, roboczych, których
wartość wynosi przeciętnie od 76 kop. do 1 rub. 50 kop.! Korzystają z tego chętnie nietylko dwory, ale i chłopi zamozniejsi, by
zapewnić taniego robotnika na czas żniw.
Spotyka się też u nas forma dzierżawy, nieznana w innych
okolicach Europy, oprócz cesarstwa Rosyjskiego. Zdarza się; że
urzędy gminne wydzierżawiają grunta, nadane włościanom, samowolnie, bez zgody ich właścicieli, wrazie nieakuratności w wypła­
caniu podatków lub wykonaniu powinności naturalnych. Dzierżawcami takimi są zwykle chłopi lichwiarze; mając stosunki
z urzędem gminnym, wydzierżawiają oni za bezcen grunta \Vła­
ścicieli nieopłacających akuratnie podatków. "Często zdarza się
- mówi p. Friedman str. 95. - że grunta, za które moznaby
zapłacić 100-150 rub. dzierżawy, wydzierżawiane są za 30- 40
rub. Takimi dzierżawcami bywaią zwykle włościanie lichwiarze".
Istnieje u nas nietylko wśród ludu, ale nawet wśród drobnych
rolników stanów innych szczególna forma dzierżawy, zwana póło­
wnictwem; opłata dzierżawna -- to zwykle połowa całego urodzaju. Połownik sam obrabia ziemię, zasiewa, zbiera plony, korzysta z lokalu, opału i t. d., ale musi oddać połowę zbiorów rolnych
w stanie Rprzedażnym n. p. zboze w ziarnie, len we włóknach
wyczesanych i wyczochranych i t. d. Jest to forma dzierżawy
bard-żo rozpowszechniona, a ciesząca się uznaniem wśród ludu ;
zwyczaje odpowiednie, dotąd przestrzegane pilnie, ściśle określają
wzajemne stosunki i prawa właściciela i połownika. Dostawa ich
główna to sumienność, której przekroczenie, nawet sąd_y wło­
ścia11skie, karza,, surowo.
Spotykają się też, lubo rzadko, formy
pólownictwa zbiorowego, kilku rolników, posiadających inwentarz
żywy i pewne kapitały, łączą się razem, by na połowę wydziP-rżawić większy folwark. Przytaczam przykład, znany mi dobrze.
Przed kilkunastu laty cała wieś 1 złożona z 11 chat byłych poddanych, wydzierżawiła. za połowę zbiorów folwark, do którego

-

131

uprzednio należała; nadmieniam ·_ stosunki pomiędzy dworem
a wioską zawsze były dobre, nawet za czasów poddaństwa. Wieś
wywiązała się bardzo sumiennie ze swych obowiązków, ale po
upływie paru lat włościanie pokłócili się z sobą i spółka rozchwiała się.

Spotykamy też, lubo bardzo rzadko, wydzierżawianie domów;
„bardzo rzadko", bo niewielu znajdzie się, którzyby tego
potrzebowali. W naszych wsiach, zwykle bardzo małych, rzemieśl­
ników niema; mieszkają oni w miasteczkach, tak licznych,
a w każdym niemal dworze jest kowal dworski, który zaspakaja
wszystkie potrzeby włościan pcbliźszych. Zna też lud wydzierża­
wianie bydła; zwykły termin tej dzierżawy od św. Jerzego do św.
Michała; płaci się od krowy. Przychowek należy do właściciela.
Czasami dzierzawią włościanie ogrody owocowe, przewozy i t. d.
ale szczególnych zwyczajów prawnych, określających stosunki
wzajemne, już niema. Czy były dawniej? Nie wiem, śladów nie
mówię

spotykałem.

Dużo natomiast zabytków przeszłości, pochodzących z czasów gospodarstwa naturalnego, spotykamy w umowach pożycz­
kowych. Uprzednio wspomniałem już był, że prawo zwyczajowe
nie wyr6żnia ich ściśle z pośród ogółu rzeczowych umów gospo
darczych; sądy włościańskie tei nie wyrobiły ścisłego określenia
pojęcia pożyczki z jednej strony, lichwy z drugiej. Sądzę, iż
nie m";.ją oni pojęcia o nadużyciach kredytu rujnującego dłużnika.,
bo nawet procenta lichwiarskie -qznają za prawne i słuszne.
Przykłady przytoczę nieco potem, teraz zaś b~dę mówił o pojf;ciu
umowy pożyczkowej.
Przedewszystkiem prawo zwyczajowe zna pożyczki w naturze; rzeczywiście - przed kilkudziesif;ciu laty nit było słychać
. -- jak mówią - o pożyczkach w gotówce wśród włościan. Były
one bezprocentowe, ale pożyczający, zwracając przedmiot poży­
czony, winien był złożyć pewien naddatek, pewien dar, wyrażąjąc
tern swą wdzięczność. Jeżeli pożyczka była udzieloną z powodu
kl~ski pożaru, to nie składano daru owego; ten Z\vyczaj zachował
się dotąd. W ogóle wśród ludu pożyczka w naturze z terminem
nieokreślonym, a bez naddatku, jest środkiem niesienia pomocy
pogorzelcom i t. d.; niesie on niekiedy takiego rodzaju pomoc
nawet popularnym osobom stanów innych. Z biegiem czasu
naddatek ów, pierwotnie dar dobrowolny, stał siG obowiązkowym;
powoli określono jego wysokość w zależności od ukoliczności rozmaitych. Dziś nawet śród włościan, zamozniejszych a przestrzegających pilnie .-,tare zwyczaje, wzajemne pożyczki w naturze są

-

132 -

zwykle bezprocentowe, ale dary dobrowolne składają się. Można
w zamian przedmiotu pożyczonego zwrócić inny, równej wartości,
ale wówczas dar dodatkowy jest obowiązkowy. Pożyczają też nasi
włościanie zwierzęta udomowione; przychówek ich zawsze· należy
do właściciela. W ogóle przedmiotami pożyczek mogą być wszelkie
ruchomości; udzielać je może ten, do kogo one należą rzeczywiście.
Jeżeli stanowią one własność wspólną n. p. małżeńską, to zwyczaj nakazuje, by udzi~lano je za zgodą obu małżonków.
Ta.kie były zwyczaje, stosowane przez lud do umów pożycz­
kowych, które zawsze zawierano słównie, ale w obecności świadków;
niekiedy rachunki wzajemne prowadzono pismem obrazowem,
które dotąd jeszcze nie zanikło doszczętnie. W miarę przeobrażania się gospodarstwa naturalnego w towarowe umowy pożycz­
kowe zaczęły przybierać formę odmienną: zjawiły się pożyczki
w gotówce, powstało i rozwinęło się pojęcie procentu, w który
pn.ekształcił się ów dar dodatkowy. Jednocześnie zaczęto zawierać
umowy pożyczkowe na piśmie, uprawniać je i t. d.; świadkowie,
znani oddawna, stali się koniecznymi; zjawili się poręcznicy.
Wystąpiły też na jaw rozmaite formy zabezpieczenia umów pozyczkowych t. j. zwrotu długu: zastaw gruntów i ruchomości,
poręcznictwo i t. d. Nareszcie, ale bardzo niedawno, lud obeznał
się z obligami i wekslami; dziś już są okolice, w których wło­
ścianie znają się dobrze na prawie wekslowem, jak świadczy p.
Gukowskij o włościanach z nad pogranicza pruskiego *). Dziś
umowy pożyczkowe zawsze zawierają się w obecności świadków,
którymi mogą być wogóle ludzie prawosposobni. Procenta już
sa. konieczne, lubo dot~\d niekiedy pobierają się w naturze; zdarza.
si(, to nawet wrazie udzielenia pożyczki w gotówce. Przytaczam
tu kilka przykładów, A. pożycza sasiadowi dwa pury żyta na
przednówku z obowiązkiem zwrócenia w jesieni 3 purów; za pur
grochu należało oddać w jesieni 2 pury i gęś na św. Marcina.
Przed sądem gminnym w Ejragole wytoczono proces o zwrot 56
rubli, pożyczonych przPd 15 laty, z dodatkiem 5 rub. kosztów
:-:;.:\dowych. Okazało się, ze dłużnik dawał corocznie w zamian
procentów 4 pury żyta, pur grochu, gęś na św. Marcin, oraz odrabiał 10 dni roboczych; powództwo uznano za słuszne (wyrok
I 890 r. l, 45) **).

:t.) Pamiętnik gub. Kowieńskiej na r. 1893. sl.r. 157.
**) Fakty te cytuję z prary ,,kilka słów o lichwie gub. Kowieńskiej".
Ateneum 18UG r. IX. sfr. 476 1 478.

-

133 -

Przytoczone przykłady są jednak niedostateczne, albowiem
tylko wypadki poszczególne, przeto przytaczam nieco
faktów ogólniejszych. ,, W gminie Wiekszańskiej" - mówi p.
Gukowskij - sąd rozstrzygał sprawę, w której powodem był żyd,
karczmarz, pożyczający pieniądze po 30%; sąd uznał powództwo
słusznem, a procent- zwykłym". Tenże badacz życia ludu w pow.
Szawelskim dodaje, że śród włościan wysokie procenty SL\ rzeczą
bardzo zwykłą; wedle praktyki sądowej 30¾ nie stanowi jeszcze
zbyt wysokich!*). To samo spotykamy też w powiatach innych.
Dawniej prawie nie znano zabezpieczenia pożyczki: wystarczało słowo dłużnika i zeznar.ia świadków. Dziś natomiast wymaga
się jej zabezpieczenie: kredyt osobisty przeobraża się w rzeczowy.
Najbardziej rozpowszechnioną formą zabezpieczenia jest zastaw;
nim mogą być wszystkie przedmioty, posiadające jakąbądż wartosć, nie wyłączając naturalnie gruntów lub bezspornych praw na
nie. Przedewszystkiem s~ reślę słów kilka o ruchomościach, o<ldawanych w zastaw. Oceniają się one zwykle nizko, ale w każdym
razie pożyczka jest niższą od oceny. Za całość zastawu oupowiada
osoba, która go wzięła; w razie uszkodzenia winna zap!acić odszkodowanie odpowiednie. Jeżeli pożyczkę zabezpieczono bydłem,
to przypłodek należy do właściciela; za sztuki zdechłe nikt nie
odpowiada; inwentarz rzadko daje się w zastaw. Je.zeli pożyczka
jest większą, to zabezpieczają ją zwykle ziemią wydzierżawiaj;:\c
grunt wierzycielowi na ściśle określony termin. Niekiedy dają
w zastaw zasiewy, które wierzyciel - w razie niewypłacalności
dłużnika - ma prawo zebrać i sprzedać; wedle ludu ta sprzedaż
kwituje ctług. Nie stosuje się to jednak do łąk; siano skoszone
uważa się zwykle tylko za procent.
Dziś lud zna już rozmaite formy wzajemnych zobowiązań
się kredytowych; jestto nabytek czasów ostatnich.
Często mozna
spotykać w praktyce sądów gminnych dokumenty podubne, pi•
sane niemożliwym językiem rosyjskim, niekiedy nawet na papierze
stemplowym, a zaopatrzone pieczęcią urzędnika gminnego, który
występował w charakterze świadka. Prawnego znaczenia wi~kszość
ich nie posiada, służą one tylko faktycznymi dowodami pożyczki;
to samo stosuje się zwykle do wekslów włościańskich ... z powodu niezachowania form przepisanych. Sądy gminne jednak
uznają ich ważność i prawno~ć. Nadmieniam, iź pożyczki większe
zawierają sią dziś przed regentem, który nadaje im formę prawm\;
omawiają

*) Pamiętnik gub. Kowieńskiej 1896 r. str. 164·.

-- 134 -·
rozumie się

nie będę o nich mówił; przytoczę tu tylko kilka
o które sprawy toczyły się w sądach wło­
:;;ciai1skich. Nadmieniam - wszelkie naruszenie umowy pożycz­
kowej wywołuje sprawę cywilną o zwrot; poręcznicy odpowiadają
zwykle na równi z dłużnikiem. Trzeba tu tei dodać, że niekiedy
w powództwach o zwrot długu kryje si~ zamaskowana sprzedaz
. gruntów. Wierzyciel, wrazie niewypłacalności dłużnika, nie ma
prawa zająć jego mienie; jez.eli zajmie, to p~awo zwyczajowe
uznaje to za samowolę, którą karze surowo. Włościanin pożyczył
od swego sąsiada 4 ft. wełny; po kilku latach sąsiad, nie doczeka wszy się zwrotu pożyczki, zabrał 3 owce dłużnikowi i zarznął;
skórami pokwitował dług a mięso zjadł za procent; sąd gminny
J eleonorowski - wyrok 1889 r. 1. 11. - skazał go na zapłacenie
12 rub. odszkodowania i 3 dni aresztu, a 4 ft. wełny pożyczonej
darował dłużnikowi. Jestto zasada ogólna, uznawana powszechnie:
nikt sam swego długu egzekwować nie moze, robi to sąd.
Należy podkreślić, iż wogóle sądy włościańskie, niekiedy
wyróżniające się swą pobłażliwością, nie znają miłosierdzia dla
dłużników niewypłacalnych. Ta surowość tłórnaczy się pojęciami
o prawie własności - z jednej strony, z drugiej zaś - składem
sądu ( chłopi zamożni) i jego zależnością od najbogatszych, najwpływowszych gospodarzy. W ogóle sądy gminne, jak· lud mówi
z goryczą, są poblażli we dla bogatych, surowe - dla biednych.
Powstało nawet przysłowie: "czyja butelka większa, ten ma
słuszność", powtarzane w okolicach Rogowa (pogranicze pow.
Wiłkomierskiego i Poniewieskiego). Sądy niekiedy nawet wierzq
niemal n:i. słowo wierzycielowi; tak sąd gminny Bernatowski powództwo o 100 rub., stwierdzone przez jednego świadka, uznał
za wazne, nawet w nieobecności poZ\~anego; sumę tę wyegzekwowano (wyrok 1885 r. 1. 25). Ni~kiedy w sprawach podobnych
wydają one wyroki ·niezmiernie oryginalne a cnarakterystyczno :
przed sądem gminnym w Płungianach toczy się sprawa o Żwrot
13 rub., które przysądzono powodowi, ale za jego zgocl.\ dłużnik
musiał je oddać na mszę ( wyrok 1886 r. 1. 25).
Trzeba tei. zanotować, że w tych sprawach przedawnienie
niemal nie istnieje, o którem zresztą prawo zwyczajowe ma poj<~cic bardzo nieokreślone. Ktoś żąda zwrotu 2 bierwion, poi.yczonych przed 7 laty; sąd gminny Aleksandrowski wyrokiem z 188 1
r. 1. 13. zasąllza to powc><lztwo. Pożyczyno 8 łokci samodziału;
po upływie 10 lat zai,ldano zwrotu; s.:t<l gminny w Ta wrogach
zasądził zwrot (wyrok 1891 r. 1. 325). Przykłady te rzucajq nader
jaskra we światło na pojP.cic ludu o przedawnieniu. :Należy też podprzykładów pożyczek,

-

135 -

kreslić, że egzekucya sądowa w tych sprawach następuje zwykle rychło, gdy w innych natomiast każe czekać długo. Do sądu gminnego
w Łuk~ikach zapozwano włośclanina, żądając odeń, na mocy dwóch
dokumentów, wypłaty 21 rub. Na sądzie okazało się, iż pozwany
uważał dług pierwszy (10 rub.) za umorzony, albowiem w ciągu
10 lat sadził dla wierzyciela po 2 pury ziemniaków, za drugi zaś
dał 20 wozów siana. Wierzyciel zeznał, że to były tylko pro~
centy; sąd ten pogląd podzielił (wyrok 1877 r. 1. 17). Teraz jeden
przykład sprawy pożyczkowej, w której należy, bodaj, widzieć
zamaskowany akt kupna-sprzedaży. Włościanka M. zgodziła sią
za 400 rub. długu ustąpić na zawsze 5.5 dies. gruntów, które· naleźały do niej. Sąd zgodził się z tern i wydał wyrok odpowiedni,
którego mąż nie mógł obalić (sąd gminny Sołocki wyrok 1893 r.
1. 1). W tejże samej gminie włościanin za 800 rub. długu zrzP-kł
się 9.5 dies. gruntów nadanych wraz z zabudowaniami. Motywy
wyroku są nader troskliwie wyłuszczon·e; nie zapomniano nawet
dodać, że „w rodzinie Z. (nazwisko dłużnika) nigdy nie było
umysłowo-chorych" (wyrok 1893 r. 1. 5). Wogóle kredyt ludowy,
rzeczowy udziela się na warunkach nader ciężkich, niekiedy graniczących wprost z lichwą.
Prawo zwyczajowe nie zna pojęcia lichwy: lud wprawdzie
potępia zbyt wysokie procenty i zbyt ciężkie warunki kredytu,
ale to potępienie nie jest ściśle określonem i jasnem; uznaje on
to wszystko za czyny niemoralne, ,,bezbożne" nawet, ale nie karalne w drodze sądowej. Słowem - nikt nie może być karany
za warunki, chociażby najcięższe, na których udziela się kredyt,
albowiem każdemu wolno z niego korzystać lub nie; jestto umowa
dobrowolna, jak lud mniema. Rzeczywiście z powodu warunków
gospodarstwa naturalnego, lichwa w swej formie towarowej rzec można - nie istniała po wsiach; dopiero stopniowe przeobrażenie się stosunków ekonomicznych wytworzyło grunt przyjazny dla jej rozwoju. Muszę tu zanotować, że pewne rozporzą­
dzenie rządu utrudniło włościanom kredyt rzeczowy. W myśl tego
rozporządzenia nie wolno ani zająć, ani sprzedać z licytacyi tych
ruchomości, które są konieczne do prowadz.enia gospodarstwa.
N a pozór rozporządzenie to, zaczerpnięte, bodaj, z pra woda ws twa
Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej, jest ludzkiem i rozumnem, ale jego wykonanie oddziałało ujemnie. Rzecz w tern, iz
kwestyę, co jest koniecznie potrzebnem do prowadzenia gospodarstwa, rozstrzyga dowolnie Urząd gminny t. j. wójt prawnie,
faktycznie - pisarz gminny. O tej stronie działalności urzędów
gminnych oficyalny Parnit;tnik gub. Kowieńskiej na r. 1896. str.

10

-

136

163. tak się wyraża: ,, nie można zauważyć z tego powodu, że
przy egzekucyach z włościan na rzecz właścicieli ziemskich i wogóle osób prywatnych ci przedstawiciele władzy (urzędnicy gminni)
szeroko korzystają z prawa vet o, gdy komornik sądowy z na•
kazem egzekucyjnym zajmuje mienie włościan. W niektórych
razach cierpią na tern bardzo interesy rolnictwa, oraz towarzystw
wkładowo-zaliczkowych, albowiem uiszczenie się wło:kian ze swych
długów zależy niemal od ich dobrej woli".
Tu należy dodać słów parę: za dług nieprzenoszący I oo rub.
można zapozwać włościanina do sądów gminnych, które wyroki
swoje w sprawach podobnych egzekwują surowo, ale osoby
wszystkich innych stanów troskliwie unikają sądów włościa11skich,
woląc mieć do czynienia z sądami koronnymi. Dajmy na to A.
wygrał sprawę, uzyskał nakaz egzekucyjny i posłał komornika
sądowego, uprzednio zapłaciwszy mu strawne i milowe, by wykonał wyrok, ale pan wójt nie pozwolił zająć ruchomości, bo niezbędne są do prowadzenia gospodarstwa . . . .
I wyrok sądowy
pozostanie „na papierze"! Dziś już nikt nie udziela włościanom,
nieposiadającym gruntów na prawie własności osobistej, ani najmniejszego kredytu. ,,Nikt" ów należy - rozumie się - nie do
włości:tn, bo sami oni pośród siebie umieją doskonale egzekwować wszelkie należności. Dziś już doszło do tego, źe towarzystwa
wkładowo-zaliczkowe, których celem jest ułatwienie kredytu drobnego, odmawiają poi.yczek włościanom, jeżeli pożyczający
i dwaj jego poręczyciele nie złożą zaświadczenia urzędu gminnego, ze posiadają ruchomości, które mofoa zająć i sprzedać.
I :aktyka rozszerzyła to rozporządzenie niezmiernie szeroko:
władze gminne nie pozwalają zajmować ruchomości b. wolnych
ludzi, którzy zalegają dworom w opłatach za ziemię; by tego
uniknąć, dwory opłacają wójta, a głównie pisarza.
Przytoczone fakty rzucają niejakie światło na kwestyę rozpowszechniania się lichwy, która już ogarnęła wsie, nie spotykając
żadnego przeciwdziałania.
Przytaczam tu kilka przykładów, rzucających jaskrawe światło na pogh\dy sądów gminnych na lichwę.
Sąd gminny Erzwiłkowski wydał wyrok następny: ,,chłop poży­
czył 800 rub., a za procenty oddał ~woją chałupę wraz z gruntem,
potem zaskarżył wierzyciela. Obie strony zgodziły się, by sąd
gminny rozstrzygał tę sprawę w charakterze sądu polubownego.
Sąd gminny orzekł, że pozwany zobowiązuje się powodowi dawać
aż do śmierci corocznie po 4 pury żyta i owsa, 3 pury jęczmienia,
ka wałek ogrodu na zasadzenie 3 purów ziemniaków, 20 ft. lnu,

-

137 -

oraz karmić krowę i owcę, a na pogrzeb dać 20 rub.; grunt zaś
- przeszło 30 dies. ziemi --- wraz z zabudowaniami przysądził
pozwanemu (wyrok 1884 r. 1. 51). W tej gminie - mówi p. Gukowskij 24°/1 -36¾ nie są uważane za ciężkie. ,,Wogóle sądy
ludowe nie uznają karalności lichwy; spraw o to nie spotyka sią
w cale, natomiast egzekwują one długi lichwiarskie z całą surowością i energią, na którą zdobyć się mogą.
Powiem więcej :
uświęcają one nawet umowy, które p. Gubernator nazywa wprost
nlichwiarskiemi". W memoryale, zawierającym rezultaty rewizyi
instytucyi rządowych i włościańskich (wydrukowanym w dodatku
do Nr. 80. Kowieńskich Wiadomości Gubernialnych z r. 1893)
p. Klingenberg przytacza kilka przykładów, które jego słowami
powtórzę: ,,Do księgi umów zapisują się kontrakty na dzierżaw0
gruntów aż do zwrotu pożyczonych na ich zastaw pieniP;dzy,
(umowy 2, 4, 5). nawet z obowiązkiem przedłużenia kontraktu.
Z tekstu umowy pierwszej widać, że dzierżawca zapłacił arendą
za lat 4 z góry; umowy podobne noszą jawnie lichwiarskie cechy
(Sąd Skawdwilski 1892 r.).
W gminie Krożańskiej „Umowy zawierają się jawna-bezprawne i lichwiarskie, zwłaszcza dużo ich zawarto w r. 1892;
w gminie Pojurskiej „umowy noszą cechy jawnego bezprawia
i oszustwa (1892 r.) i t. d . .,Kilka słów o lichwie w gub. Kowieńskiej". *).

W ostatnich też czasach wytworzył się typ chłopa lichwiarza, nieznany przedtem. P. Friedman tak określa lichwiarza wiejskiego: ,, wysokość pobieranych procentów, terminy, spłaty i fe my zabezpieczenia długu niczem nie różnią się od warunków
praktykowanych przez lichwiarzy nie włościan. Różnica polega
tylko na tern, że działalność chłopa lichwiarza jest znacznie szkodliwsza, niż działalność lichwiarza, nie mieszkającego na wsi.
Chłop lichwiarz, zamieszkały na miejscu, pobiera procent zbożem
i robocizną, których dłużnik prawie nie może obrachować" str. 9.
Do tych słów niewiele co można dodać; nadmienię tylko, iż sądy
i urzędy gminne często są zależne od lichwiarzy, rozumie się pośrednio. Nowo wydana ustawa przeciwko lichwie pozostała literą martwą, bądź z powodu trudności dochodzenia sądowego
w takich sprawach, bądź z niechęci wszczynania procesów podobnych, bądź tt:Ż z niskiego poziomu etyki publicznej.

*) Ateneum 1895 r zesz. IX. str. 4 79 i 480.

*

-

138 -

:c:c.
Teraz skreślę odpowiednie pojęcia i poglądy prawa zwyczajowego, które dotyczą umów osobistych. Przedewszystkiem będę
mówił o umowie najmu, w której ocalało tyle prastarych prawnych pojęć ludowych tak charakterystycznych. U prze1nio nadmieniłem, iż umowy najmu zawsze zawierają się słownie; piśmien­
nych lud ohawia się jak cyrografów dyabelskich, bynajmniej nie
przesadzając. Przytoczyłem też prawdopodobne źródło tego przezytku. Nadmienię tu, że prawo zwyczajowe wogóle reguluje stosunki wynikające z umowy najmu; stosują je dwory do służby
folwarcznej narówni z wł0ścianami. Nawet w miastach wzajemne
stosunki panów, a służących określają się niem, lubo z pewnymi
wyjątkami. Wedle zwycz~ju umowy najmu zawierają się pod
koniec roku: w jednych okolicach na św. Mikołaja, w innych zaś
- na Boże Narodzenie. Zwyczaj też każe dawać robotnikowi
wiejskiemu kilka dni wypoczynku, zwykle tydzień. Żadnych legitymacyi lub paszportów nie wymaga się, bo wogóle wynajmują
tylko robotników znanych, pośrednio lub bezpośrednio; zresztą
wszyscy najmici są włościanami miejscowymi, obcych nie spotykamy. Przy zawarciu umowy daje się zwykle zadatek odpowiedni
<lo zasług; włościanie zawierają umowy podobne zawsze przy
świadkach, inni obchodzą się bez nich.
Za małoletnich umowy zawierają rodzice lub opiekunowie,
pobierają też za nich nietylko zadatek, ale nawet zasługi. Prawo
zwyczajowe dozwala małoletnim zawierać umowy najmu, bynajmniej nie zwracają uwagi na zgodę starszych, chociaż zasada
ogólna wymaga bezwarunkowo ich zgody.
Wzajemne stosunki najmitów do pracodawców dotąd określają się jeszcze niemal wyłącznie dawnymi zwyczajami i poglą­
dami, w których zachowało się tyle przezytków epoki pa:tryarchalnej. Nietylko włościanie, ale nawet i dwory w swych stosunkach z najmitami kieruja się podstawami prawa zwyczajowego,
lubo ostatnie coraz częściej zaczynają uwzględniać wymagania
współczesne, oraz względy etyczno-humanitarne. Z tego powodu,
omawiaj<1cc tę stronę kwestyi umowy najmu, określę naprzód wzajemne stosunki najmitów do włościan pracodawców, potem zaś <lo dworu.
Przedewszystkiem robotnik w rodzinie włościańskiej jest jej
członkiem; jego położenie niczem zasadniczem nie wyróżnia się od
położenia synów gospodarskich : razem pracuje, je i spi, obcuje

-

139 -

jak równy z równymi; jednakowo podlega patryarchalnej władzy
gospodarza, pracodawcy. Wrazie lenistwa czy niedbalstwa lub
nieposłuszeństwa nie ominie go połajanka, a nawet „pyskowanie".
Jeżeli uznaje siebie winnym, to nie poczuwa się obrażonym,
zwłaszcza gdy gospodarz jest człowiekiem leciwym. Wie dobrze,
że w razie choroby otoczą go opieką, zrobią wszystko, co w danych okolicznościach będzie można; za straty i szkody przypadkowe zasług nie wytrącą .... prędzej obiją, gdy szkoda będzie
większą. Pracuje jak każdy członek rodziny włościańskiej, ani
mniej, ani więcej. Jeżeli latem czasem dzień roboczy przeciL1cga
się aż do późna, to obok siebie widzi na zagonie synów i córki
gospodarskie.
Zasługi określają się zwyczajowo, zależnie od przymiotów
osobistych, płci i wieku. Najmici dzielą się na parobków i pół­
parobków. Pierwsi otrzymują płacę niemal w dwa razy większą
niż drudzy; dziewczęta służbowe stanowią jedną kategoryę. Zasługi zależą od przymiotów osobistych i wydajności pracy. Wogóle władza pracodawcy n·ad najmitami i robotnicami może być
śmiało przyrównaną do władzy rodziców nad dziećmi, ale nie
utożsamianą, bo zakres jej jest szczuplejszy. Analogia ta dość
ściśle oddaje zasadnicze rysy tych stosunków : jak w rodzinie
córki zależą przeważnie od matki, tak robotnice -- od gospodyni.
Obowiązki rodziców względem dzieci lud stosuje dotąd, acz z pewnemi zastrzeżeniami, do obowiązków pracodawców względem
najmitów; za ich postępowanie moralnie odpowiedzialnym jest
gospodarz.... Uprzednio nawet zdarzało się niekiedy, że sądy
gminne karały pracodawców za wykroczenia ich najmitów, jak
dotąd karzą rodziców za „niepowstrzymanie" dzieci od występków.
Pisząc o pozostałościach karnego prawa zwyczajowego, przytoczę
przykłady odpowiednie. Pogląd ten podzielają też sądy włościań­
skie, stając zwykle po stronie pracodawców, których poczytują
jakby za drugich rodziców. Sar.1i najmici podzielają też opinie
podobne: dotąd nie uważa się za niesprawiedliwość ze strony
pracodawcy, jeśli obatoży swego robotnika za jakiebądź wykroczenie: ,,pan sprawiedliwy, ale zły (piktas) -- mówią włościanie
o pewnym właścicielu ziemskim - jeżeli z fajką zobaczy przy
budowlach, to da w pysk, ale słusznie".
Wszakże przekroczenia normy zwyczajowej przez pracodawce
wywołuje bardzo ostry protest, który znajduje czasami uwzglę~
dnienie nawet w sądach gminnych. W tych wypadkach nietylko
zwalniają one najmitów od odpowiedzialności karnej, ale nawet
przysądzaj,l, im odszkodowanie.

Trudno określić, co należy rozu-

mieć

przez te naruszenia norm zwyczajowych? Zdaje się, iż
wszystko zaleźy w wypadkach poszczególnych od okoliczności
miejscowych. W wypadku, przytoczonym poniżej, było odmówienie strawy mięsnej w czasie zapust, zatem przekroczenie zwyczajowe. W gminie Żagorskiej gospodarz wytoczył proces trzem
robotnikom, oskarźając ich o porzucenie służby i żądając 90 rub.
odszkodowania. Na posiedzeniu sądowem okazało się, iż robotnicy
sa.: katolikami, powód zaś - protestantem; we wtorek zapustny
dano im na obiad śledzie, nie zaś kiełbasy i mięso, "jak tego
dnia zwykle robią katolicy". Nie dość tego: najmici zażądali
jeszcze g rub. odszkodowania od pracodawcy. Sąd powództwo
pracodawcy odrzucił, a najmitom przysądził 9 rub. odszkodowania
"za zawód" (wyrok 1884 r. 1. 43). Najczęściej zdarza się, iż sc1,dy
gminne uznają złą strawę t. j. nieodpowiadającą przeciętnym wymaganiom ludowym za powód dostateczny do porzucenia służby
i zwalniają robotników od wszelkiej odpowiedzialności. To pojęcie
jest bardzo względnem: na pograniczu kurlandzkiem czeladź
dworska otrzymuje 3- 4 razy tygodniowo mięso (zwykle pośle­
dniejsze gatunki wędlin lub słoniny), w innych zaś miejscach tylko dwa razy: w niedzielę i w czwartek; w każdym razie 3
razy dziennie strawa winna być gorąca. Te wymagania obniżają
się stopniowo, ale jeszcze utrzymują się tu i ówdzie.
Płaca robocza określa się śród włościan niemal jeszcze zwyczajowo, ale coraz bardziej a bardziej zaczynają na nią oddziały­
wać czynniki ekonomiczne. Mogę twierdzić stanowczo, iż wyższą
ona jest w okolicach, posiadających więcej bezrolnych, niż w tych,
w których znajdujemy bardzo dużo włościan małorolnych n. p. na
pograniczu kurland:t:kiem, w północnych częściach powiatów Szawelskiego i Poniewieskiego, o gruntach urodzajnych, wysokiej
względnie kulturze rolnej i wielkiej ilości bezrolnych ( około 50¾)
jest ona o wiele wyższa, niż w okolicach innych, nieposiadających
warunków wspomnianych. Rzecz jasna: włościanin małorolny
trzyma ~ię oburącz swego gruntu i sprzedaje swą pracę za bezcen,
byle tylko wyżyć i nie opuścić go!
W zwyczajach ludu, dotyczących płacy roboczej, zachowało
się jeszcze sporo zabytków czasów dawnych: dotąd bardzo często
uiszczają ją w naturze. Nawet robotnicy stali, wynajęci rocznie
czyli t. z. czeladź, dotąd jeszcze otrzymuje część zasług w naturze: wedle powszechnego zwyczaju każdy pracodawca musi zaopatrzyć swych najmitów w kożuchy. Jestto warunek ściśle przestrzegany ; w niektórych okolicach wynajmują robotników
z obowiązkiem dostarczania im odzieży zwykłej, przeciętnej, ale

zwyczaj ten zanika już, lubo jego pozostałości przechowują się
dotąd: w jednych okolicach gospodarz winien dać służbie obuwie,
w innych odzież zimową i t. d. Robotnicy „na odzieży gospodarskiej" pobierają zasługi niższe ... Dotąd jeszcze zdarza się, zwła­
szcza na pograniczu Kurlandzkiem wśród tamecznych włościan
zamożnych, że robotnik, oprócz zasług, otrzymuje t. z. hondę;
jestto kawałek gruntu, który gospodarz zasiewa określoną ilością
ziarna i siemienia; zbiory należą wyłącznie do robotnika. We
włości Podbirżańskiej parobek pobiera 5-1 o rub. płacy rocznej
i hondę następną: 14 garncy lub 16-jęczmienia, 24- owsa i 24ziemniaków; to znaczy, iż do niego należy cały urodzaj z tego
posiewu W gminie Czypiańskiej „bonda" wynosi: pur żyta i po
pół pura jęczmienia i owsa. Trzeba dodać, że parobek-bondnik
ma gotowe utrzymanie i przyodziewek od gospodarza. Niekiedy
część wynagrodzenia stanowi przysiewek t. j. prawo robotnik
zasiać na gruncie gospodarskim pewną ilość garncy
zboża
lub lnu.
Ilość dni roboczych wynosi około 300, bo wszelkie święta
katolickie ściśle bywają obchodzone; obchodu dni galowych lud
nie zna. Długość dnia roboczego określa zwyczaj starodawny:
dzień roboczy trwa latem od wschodu do zachodu słoftca z godzinnemi przerwami na odpoczynek pośniadaniowy i poobiedni.
Zdaje się - położenie robotnika wiejskiego u włościan jest lepszem, niż we dworze, lubo praca w chacie jest cięższą i intensywniejszą, ale wynagradza to stanowisko równości moralnej; wogóle chętniej najmują się do włościan niż do dworów. Robotnik
nasz jest bardzo dalekim od ideału robotnika okresu kapitafo;tycznego; jestto, bodaj, robotnik z okresu gospodarstwa naturalnego,
szybko przeobrażający się na modłę współczesną.
W zakończenie jeszcze słów parę: stosunki wzajemne gmatwają się coraz bardziej; coraz częściej, nawet u nas, zaczyna występować i przybierać formy odpowiednie zasadnicza sprzeczność
pomiędzy interesami pracodawcy a najmitów. Mamy już małe
zmowy robotników wiejskich! ...
Osobną grupę śród najmitów stanowią pastusi.
Każda gromada ma swego pastucha głównego, którngo w miejscowym ję­
zyku polskim nazywają „skierdziem". Skierdź winien być człow;e­
kiem statecznym i niezbyt młodym; winien on znać się na chorobach bydła i wierzeniach ludowych, dotyczących zwierząt udomowionych. Każda gospodyni wypędza bydło po raz pierwszy
rózgą, poświęconą w niedzielę kwietną. Wypędzajr1cc, należy je
pokropić wodą święconą i obkurzyć ziółkami, poświęconemi na

-

142 lloże Ciało,

co chroni bydlęta od szkody, chorób, uroku niekiedy
lub też czarownicy, która w niektórych okolicach istnieje i odbiera mleko krowom*). Pastuch główny odpowiada za całość
stada gromadzkieg-o; on też odpowiada za szkody, które bydłO'
moźe wyrządzić. Prawdopodobnie z tego powodu posiada on zwfczajowo niemal ojcowską władzę nad pastuszkami, których kiiku
ma zawsze do pomocy. Wynajmuje go gromada od wiosny a~ do
późnej jesieni. Zwyczajowo karmi go każda chata po kolei; odzież
musi mieć własną. Oprócz płacy, z góry umówionej, zawsze otrzymuje on od każdej sztuki bydła rogatego po 2-3 garnce zboża,
po garncu zaś od owcy. W jesieni składają mu dary, jeśli ani
jedna sztuka nie zginęła, ani zdechła z jego winy. W niektórych
okolicach pastuch obowiązany jest zaopatrzyć wieś całą w miotły. W czasie pasania bydła pastusi zwykle trudnią się wyplataniem łapci, które dotąd są jeszcze w użyciu.
Zwyczajowo obchodzą oni na drugi dzień Zielonych Świątek
swoje własne święto. '\\,.,. edle zwyczaju w przeddzień obdarzają ich
słoniną i jajami, z których sporządzają jajecznicę.
Przy rozpalonym ogniu, do którego nawet dziś rzuca się
jeszcze trochę strawy, śpiewano dawniej pieśni obrzędowe, wysławiające, ,,boginię o włosach złotych;" dziś zamilkły one na
zawsze.
W zakończenie nadmienię, iż przebaczenie pastuchowi straty,
poniesionej z jego winy, lud uważa za czyn bardzo pochwalny,
który gładzi dużo grzechów. Nawiasem nadmieniam, że wspólność
pastwiska, oraz konieczność wspólnego korzystania zeń stwarza
jakby coś w rodzaju solidarności gromadzkiej, tak rzadkiej u nas
wobec hasła: ,,każdy za siebie". Przytaczam jedyny, znany mi
przykład solidarnego wystąpienia gromady. We włości Surwiliskiej gromada wspólnie wynajęła na lato byka reproduktora,
ale właściciel po paru tygodniach odebrał go. Wytoczono mu
proces o 40 rub. odszkodowania, które przysądzono (wyrok 1872
r. 1. 40). Dziś chyba już nic podobnego spotkać nie można, jeżeli
spór nie toczy się o pastwiska wspólne ....
W ustępie powyższym skreśliłem zasady główne, któremi
kierowano się w sprawach najmu; dziś ulegają one przeobraże-

*) We wsi Pojodzie, leżącej 0 kilkanaście kilometrów od Poniewieża,
opinia wioskowa wskazuje palcami kobietę, wdowę, chałupnicę, która
słynie za czarownicę, odbierającą mleko krowom (mielżynie); widziano j~,
jakoby bosą w koszuli, zbierającą rosę święto-ja:ńską.

-

143 -

niom się stopniowym, na które przeważny wpływ wywierają nowe
warunki ekonomiczne. Dawna „czeladź gospodarska" zanikła lub
zanika stanowczo: w zamian dawnego robotnika nieżonatego, mieszkająceg-o we dworze i pobierającego opłatę przeważnie w gotówce i t. d., zjawił się najmita żonaty, mieszkający osobno, pobierający znaczną część zasług w naturze i t. d. słowem tak
zwany ordynarczyk, a na Żmudzi głębokiej --- kumieć. Dziś,
coraz częściej, nawet włościanie zamożniejsi usuwają czeladź, zastępując ją ordynarczykami. Ordynarczyk -- to robotnik żo­
naty, który za swą pracę otrzymuje osobne mieszkanie, kawałek ogrodu, opał, pewną ilość produktów w naturze, oraz kilkanaście czy kilkadziesiąt rubli w gotówce; za to niekiedy nawet
jego żona lub dzieci winne „odrabiać dni". Termin najmu - rok,
który zaczyna się od św. Jerzego; urnowa zawiera się zwykle na
piśmie z zastrzeżeniem prawa właściciela zerwać ją w każdej
chwili bez podania przyczyn. W ogóle zależność tego nowego
typu najmitów od pracodawców jest o wiele większa, niż dawnej
czeladzi gospodarskiej. Jej zakres i formy bywają bardzo różne,
ale zwykle nie przekraczają granicy stosunków ekonomicznych.
Twierdzą, iż ordynarczyk o wiele więcej zbliza się do ideału robotnika współczesnego niźli parobek dawniejszy. Trzeba tu podkreślić, że patryarchalność w stosunkach wzajemnych zaczyna
zanikać szybko, ale smutno wyznać, że w zamian jej tylko wyjątkowo ustanawia~ą się stosunki lepsze oparte na uznaniu godności ludzkiej w ordynarczyku.
Warunki najmu są nader różne; można tylko śród tego
chaosu podkreślić kilka zwyczajów, uznawanych ogólnie. Oto
każdy ordynarczyk zawsze i wszędzie winien posiadać własne,
osobne mieszkanie i składy, opał i kawał ogrodu warzywnego. W wielu bardzo okolicach zyskali oni już prawo na bezpłatną pomoc lekarską w razie choroby lub nieszczęśliwego wypadku, ale zasadę tę uznają tylko dwory; włościanin nie wyrzuci z chaty chorego, owszem - zwykle otoczy go opieką, ale
na tern kończy się wszystko. Co do wynagrodzenia ordynarczyków przytaczam kilka przykładów, zaczerpniętych ze źródeł
urzędowych. W majętności Grasunach ordynarczyk pobiera 23 rub.
oraz po 12 purów żyta i jęczmienia, 4 pury owsa, pur grochu,
2 pury soli, wóz siana, kawałek ogrodu i prawo utrzymania jednej krowy na karmie dworskim. W Anksztelkach: 20 rub., 12
pur6w żyta, 10 purów jęczmienia, po 2 pury owsa i grochu, 25
ft. lnu czesanego, oraz sadzi dla siebie 4 pury ziemniaków. Dodam, że żony ordynarczyków obowiązane są odrobić po 30 dni

-

144 -

letnich (pow. Szawelski). Pokroje: 50 rub. po 2 pury żyta i jęcz­
mienia, pur grochu i wóz siana; oprócz tego dwór daje mu ogród
warzywny, kawałek pola na 2 pury ziemniaków i na każde 2 roclziny dojną krowę, a wieprzka na Iloie Narodzenie. Brunowiszki:
30 rub., 18 purów żyta 113 purów jęczmienia, 5 purów owsa, po
2 wozy siana i słomy jarej, 400 sążni kw. ogrodu i kawałek ziemi na 2 pury ziemniaków. Wolno też paść na dworskiem pastwisku 3 krowy i 3 owce; dwór daje podściółkę, ale zabiera nawóz. Dwa ostatnie przykłady pochodzą z pod Kurlandyi (powiat
Poniewieski); jest to, bodaj, maksimum wynagrodzenia, ale w tych
okolicach żony ordynarczyków winne odrabiać 30-50 • dni roboczych. Najgorszem bodaj jest położenie ordynarczyków w pow.
Rosieńskim. Tam nietylko sam kumieć obowiązany jest pracować
codziennie, ale nawet jego żona i dzieci muszą stawić się na robotę
na pierwsze żądanie właściciela za płacę, określoną z góry. Sprawozdanie urzędowe wyraża się o tern krótko a węzłowato: ,,odbywają pańszczyznę". Stosunki podobne istnieją też w pow. Felszewskim, w innych dzieje się nieco lepiej, ale nie o wiele. Bardzo trudno powiedzieć coś stanowczego o sumiennem wykonywaniu umów zawartych: ordynarczycy niemal powszechnie skarżą
się na pracodawców; ci zaś ostatni - na nich. Właściciele ziemscy tylko w bardzo rzadkich wypadkach uciekają się do ochrony
sądów gminnych: albowiem odpowiednie zwyczaje prawne ludu
stoją w rażąCf~j sprzeczności z współczesnemi pojęciami etycznemi
o umowie najmu, które większość podziela. Jeżeli zaś nawet i nie
podziela, to chęć uniknięcia przykrych stcsunków z pisarzem
włościańskim i sędziami wstrzymuje od tego kroku ... słowem tylko ludzie bardzo niewybredni etycznie niekiedy zanoszą skargi
do sądów gminnych na swych najmitów wrazie zerwania umowy.
Inaczej postępują włościanie: sprzeczności wskazanej powyżej oni
ani rozumieją, ani odczuwają i dlatego nie krępują się bynajmmeJ. Wedle ich zdania niema w tern nic oburzającego, że za
porzucenie służby sąd gminny każe ochłostać robotnika! To też
sądy gminne są zawalone sprawami podobnemi, zwłaszcza na
głębokiej Żmudzi.

Uprzednio nadmieniłem i udowodniłem, że w tych wypadkach żadne okoliczności nie uwzględniają się: sam fakt wystarcza.
Tu przytoczę kilka przykładów, by jaskrawiej oświetlić tę stronę
umowy najmu, która jest niewątpliwie przeżytkiem dawno minionej epoki. ,,Za zawód gospodarzowi i porzucenie służby" sąd
gminny Janowski skazał robotnika na chłostę (wyrok 1885 r., 1.
47). Gospodarz bardzo źle obchodził się z pastuszkiem wyrostkiem;

-

145 -

matka dowiedziawszy się o tern, odebrała chłopca; oskarżono kokietę. Sąd gminny w Worniach skazał ją na zapłacenie 10 rub.
odszkodowania, oraz 3 dni aresztu (wyrok , 886 r. 1. 5 1). Ojciec
wynajął syna na lato, za past.uszka; otrzymał za to zgóry 8 rub.,
pur jęczmienia i 2,5 pud. siana; w 5 tygodni potem odebrał
chłopca; albowiem obchodzono się z nim bardzo źle .... Na mocy
wyroku sądowego musiał zapłacić 3 rub. odszkodowania, oraz
zwrócić pobrane pieniądze, zbole i siano (Sad gminny Skiemski
wyrok 1889 r. 1. 16). ,,z pośród spraw cywilnych, rozstrzyganych
przez sądy gminn~, należy wyróżnić w osobną grupę i wyodrę­
bnić te, których źródłem jest umowa najmu; zwykle skarżą się
pracodawcy. \\r szędzie gospodarze skarżą się na robotników za
samowolne porzucenie służby lub niezjawienie się na nią po
otrzymaniu zadatku; skarżą się nareszcie na rodziców, którzy
niekiedy umieją wynająć swe dzieci na służbę dwom, trzem osobom i pobrać od nich zadatki. Taksamo postępują robotnicy
dorośli, samowolnie porzucając jedrn~go gospodarza, a przystając
na służbę do drugiego; swoje postępowanie tłómaczą oni zwykle
na posiedzeniu sądowem złem obejściem sią lub strawą niemożliwą" mówi p. Gukowskij *).
Jestto strona odwrotna, którą przytoczyłem, by oświetlić
jaskrawiej tę sferę życia ludu. Przytaczam tu też jeszcze parę
przykładów, wyróżniających się niezmiernie oryginalnymi warunkami najmu. W gminie Okmiańskiej matka oddała swą córkę na
słuźbę z warunkiem, by ją w ciągu 2 lat nauczono czytać i obeznano „z prawidłami wiary protestanckiej". U płynął termin: okazało się, że dziewczyna nie umie ani czytać, ani katechizmu;
matka zażądała 24 rub. odszkodowania, które przysądzono, albowiem ,,dziewczyny nie nauczono czytać" (wyrok 1882 r. 1. 33).
W innej znowu gminie matka oddała swą córkę nieletnią na służbę,
a pracodawca zobowiązał się poślubić ją po dojściu do pełnole­
tności, oraz przekazać jej swój grunt; po 4 latach porzuciła ona
służbę i wystąpiła z powództwem, żądając odszkodowania. Na posiedzeniu sądowem, gospodarz twierdził, iż chce spełnić zobowią­
zania się przyjęte, ale powódka o jego poślubieniu nie chce ani
słyszeć, chociaż domaga się gruntu; przysądzono jej 16 rub. 50
kop. odszkodowania (sąd gminny Krukowski Wyroki 1883 r. 11.
5 i 6).
Pozostaje m1 Jeszcze omówić umowy inne, które zna prawo
zwyczajowe. Do ich rzędu należy przedewszystkiem zaliczyć

*) Pami~tnik gub. Kowieńskiej na r. 1886. str. 160.

umowy nadomnicze, w których osoba wysuwa się na plan pierwszy,
czynniki zaś materyalne - na dalszy; z tego powodu zaliczyłem
je do umów osobistych. Często zdarza się, iż wdowa dzietna, posiadająca gospodarstwo, a nie mająca możności sama załatwić się
z uiem, bierze "narlomnika" (uszkurisa) do pomocy, zawierając
z nim osobną umowę, bądż słowną, bądź na piśmie; niekiedy poś!ubia go nawet, ale nie zawsze. W obu wypadkach jednak
umowa gra rolę przeważną; warunki jej są nader różne. Zwracam
uwagę na terminowość: zawiera się ona albo do dojścia do peł­
noletności synów, albo na ~ci'śle określoną ilość lat. Należy ro•
zumieć to w tern znaczeniu, że po upływie terminu nadomnik
traci swe prawa gospodarcze, traci prawo rozporządzania się.
K westya pożycia n:iałżeńskiego, jeżeli ślub został za warty, pozostawia się zwykle otwartą, chociaż prawo zwyczajowe daje możność żonie w tych wypadkach usunąć męża z chaty, z czego
kobiety niekiedy korzystają. Uprzednio omówiłem podstawy i
stosunki majątkowe, wynikające z nadomnictwa, jeśli kobieta poślubi nadomnika. Zwyczaje podobne stosują się też do tych wypadków, gdy ona bierze go w charakterze pomocnika czy też
rządcy. I w takich razach nadomnik winien wnieść „posag", który
zwraca się mu w raiie złamania umowy lub upłynięcia jej terminu; ma on też zawsze prawo do wynagrodzenia za prowadzenie
gospodarstwa.
Jego stanowisko często jest nie do pozazdroszczenia: jeśli
nawet kobieta go poślubiła, to w każdym razie krewni żony lekceważą i poniewierają nim, sama żona ma nad mężem stanowczą
przewagę w życiu rodzinnem, która wzrasta coraz bardziej. Jeżeli
nie jest on mężem, to odgrywa rolę pośrednią pomiędzy gospo•
darzem a najmitą. Nieco inne jest stanowisko nadomnika, gdy
poślubia on jedynaczkę gospodarską; w tych wypadkach, zwłaszcza
po śmierci rodziców, staje się on rzeczywistym gospodarzem
i głową rodziny.
Dawniej dość chętnie szli "na dom" zwykle młodsi synowie
gospodarscy, którym wypłacono gotówką lub produktami należną
im część mienia wspólnego; dziś praktykuje się to coraz rzadziej,
albowiem czynniki ekonomiczne zaczynają odgrywać rolę coraz
poważniejszą a związki rodzinne i ich powaga słabną, co stawia
w przykrą zależność nadomnika. Zależność tę odczuwają dziś
silniej, niż uprzednio, bo niewątpliwie rozwój indywidualizmu
zrobił znaczne postępy. By zilustrować słowa, powyżej skreślone,
przytaczam parę przykładów, wyświetlających poglądy ludowe.
We włości Sigumskiej kobieta wzięła nadomnika na 20 lat,

-

147 -

wkrótce potem poślubiła go, ale po 14 latach odumarła. Do
terminu pozostawało lat 6, mimo to pasierb wyrzucił
jczyma z chaty. Wywiązała się sprawa: na posiedzeniu sądowe m
okazało się, iż "posag" nadomnika był następny: 34 pury żyta,
oo purów jęczmienia, 4 wozy i sanie, parę wołów, owca, 3 gęsi,
koń, 2 kozuchy, 2 siermięgi, spodnie samodziałowe i 30 rub. pieniędzmi; powód żądał po 50 rub. wynagrodzenia za każdy rok,
,,służby". Sąd uznał słuszność jego powództwa, co zapisanem zostało w protokole i orzeczeniu sądowem, ale odmówił wydania
wyroku, bo wysokość powództwa przenosiła jego kompetencyę
(wyrok 1878 r. I. 37). Sprawę przekazano sądom pokoju. W gminie Rymszańskiej krewni wdowy gospodarskiej wyszukali dla
niej nadomnika, zobowiązując go wnieść w gospodarstwo 185 rub.
z zastrzeżeniem, że osoba, która zechce go do ukończenia terminu (pełnoletność syna kobiety) usunąć, winna mu zwrócić pieniądze pobrane oraz wypłacić po 10 rub. wynagrodzenia za każdy
rok służby; jeżeli on sam zechce porzucić chatę, to winien pozostawić gospodarstwo w takim stanie, w jakim je objął. Sporzą­
dzono opis szczegółowy, wedle którego wartość jego wynosiła
130 rub. (księga umów 1893 r. I. 3). v;; umowie tej nie powiedziano ani słówka o wzajemnych stosunkach gospodyni i nadomnika. Zwykle takie blizkie a długoletnie stosunki prowadzą
bądź do małżeństwa, bądź do pożycia na wiarę, które w takich
razach toleruje się otwarcie; nadmieniam; iż takim nadomnikiem
może być tylko kawaler.
W zakończenie zanotuję, że wedle poglądu ludu wdowy
dzietne a posiadające gospodarstwo samodzielne, winne za wsze
wziąć nadomników; w tych razach krewni najbliżsi zwykle zmuszają je do tego.
To samo stosuje się do kobiet, na których
ręku pozostało gospodarstwo własne z powodu nieobecności mę­
żów. Tak krewni zmusili kobietę wziąć nadomnika, albowiem jej
mąż został skazany na Sybir. Podobne wypadki powtarzają się
niekiedy ...
Teraz skreślę słów kilka o umowach ściśle osobistych, których treść nie licuje z poglądami prawa zwyczajowego. Są to
przeważnie umowy,
niekiedy zawarte na piśmie, a dotyczące
wzajemnych stosunków pomiędzy mężczyzną a kobietą. Z powodu
swej treści, zwykle sprzecznej z zasadniczymi poglądami moralnymi lurlu, są one bezprawne i nieważne, lubo niekiedy urzędnicy
gminni (wójci i sołtysi) zaświadczają je wyc1snięciP-m pieczęci urzędowej; niekiedy też stwierdzają je swymi podpisami
świadkowie. Sądy gminne nigdy nie uznawały i nic uznają ich

ukończenia

-

148 -

ważności i prawności, ale uwzględniają niekiedy w sprawach
o pożycie nieślubne. Wiemy, że prawa dochodzenia ojcostwa lud
nie uznaje, ale prawo zwyczajowe zna odszkodowanie za straty
i koszty, wynikłe z powodu ciąży i połogu. Otóż w sprawach
podobnych niekiedy uwzględniają się podobne umowy lub ndokumenty 11 jak się wyraż ają sądy. W gminie Wiekszniańskiej była
sprawa następna: kobieta zapozwała swego kochanka, żądając od
niego środków na utrzymanie dziecka. Na posiedzeniu sądowem
przedstawiono umowę, w której dokładnie były opisane jej obowiązki jako gospodyni i "żony czasowej" z zastrzeżeniem, że w razie urodzenia się dziecka otrzyma ona 10 rub. oraz po 3 pury
żyta i jęczmienia i 5 arszynów płótna. Zboże ona otrzymała, ale
płótna i pieniędzy nie.
Umowa, nazwana ,,dokumentem polubownym" (mirolubiwyj dokument), była podpisaną przez świadków
i wójta. Sąd ją uwzględnił: powódce przysądzono 11 rub. 25 kop.
a świadkom „za czetyrochkratnuju wołokitu" - 4 rub. 50 kop.
(wyrok 1879 r. 1. 3). Widziałem kilka takich umów, pochodzących
z nad granicza północnego pow. Szawelskiego i Rosieńskiego;
sporządzone były w okropnym języku rosyjskim, a omawiały
warunki pożycia nieślubnego. Forma była w ogóle taka: N. N.
zgadza się przyjąć służbę u gospodarza M. M. i zastąpić mu gospodynię i żonę, a w razie urodzenia dziecka M. M. winien wypłacić takie to a takie odszkodowanie.
Kilka z nich były zaświadczone przez świadków (nawet kobiety) i zaopatrzone w pieczęcie urzędników gminnych. Mniemam - można je wytłómaczyć
chyba przypuszczeniem, że w ten sposób kobiety pragną zabezpieczyć si~ t. j. zapewnić sobie należne wedle prawa zwyczajowego odszkodowanie za połóg. Tak na tę kwestyę zapatruje się
też p. Gukowskij. *).
Przytaczam tu kilka umów, zaczerpniętych z praktyki sądów
gminnych, a rzucających jaskrawe światło na życie ludu i stosunki obecne. Wiemy dobrze, czem jest u nas pieniactwo; wierny,
że sam lud nawet uznaje je za prawdziwą klęskę, to też spotykamy niekiedy umowy, bardzo oryginalne a przenoszące nas
w dobę zamierzchłą. Przed sądem gminnym w Wiekszniach stan ..\wszy osobiście włościanie Wajkus i Lenkus, zeznali dobrowolnie, że wielokrotnie bili się pomiędzy sobą (nieskolkokratno
mieżdu soboju dowierszali draku) i na przyszłość, ,,by uniemożli­
wić wzajemne kłótnie, waśnie, bijatyki, procesy, obrazę Boską
0

*) Pami~tnik gub. kowie11skiej na J 896 r. str. 163.

-

149 -

i ludzką" proszą zapisać i wnieść do ksiąg sądowych, co niżej
następuje: jeżeli sami oni albo ich żony, albo dzieci pobija się,
to „oba podlegamy bez wszelkiego sądu chłoście i każdy ma
otrzymać po 20 rózg''; złożyli też oni na żądanie sądu zobowią­
zanie się podobne na piśmie. Zjazd komisarzy do spraw włościań­
skich uznał to orzeczenie za słuszne i nieulegające odmianie
( wyroki 1876 r. 11. 8 i 9). W gminie Popielańskiej wniesiono do
ksiąg sądowych umowę następną: 2 kobiety po długich bardzo
waśniach i kłótniach, oraz bijatykach licznych prosiły, by sąd
kazał zapisać ich zobowiązanie się wzajemne i winna rozpoczęcia
kłótni lub waśni musi zapłacić 5 rub. kary. Sąd zgodził się na
to.... Pok('j jednak trwał bardzo krótko, bo w kilka tygodni
potem kobiety wczepiły się sobie we włosy. Na posiedzeniu są­
dowem powstała kwestya, która z nich wywołała kłótnię? Obie
przeciwniczki uznają siebie za niewinne. Sqd zawezwał biegłych,
a w ich liczbie felczera, który zeznał, że obie kobiety mają charaktery bardzo gniewliwe i obie są pokryte siniakami. Na mocy
tego orzeczenia skazano obie na 5 rub. grzywny, którą miały zapłacić po połowie (wyrok 1886 r. 1. 147.).
U mowy podobne przenoszą nas o kilka wieków wstecz ....
Spotykamy też jeszcze jeden przeżytek okresu solidarnej pracy
rodowej, mianowicie t. z. tłok~. Tłoka - to umowa domniemana,
której celem jest niesienie pomocy praca wspólną; znaji\ ją dobrze ludy słowiańskie: śród Rosyan zwie się ona „pomocz".
Tłoka -- to zrzeszona praca kilku gromad w celach wspólnych;
bardzo często w tej formie lud niesie pomoc pogorzelcom lub
ofiarom jakiejbądź innej klęski elementarnej. W tych razach
z inicyatywy kilku włościan leciwych a szanowanych powszechnie
zjawia się ludność z własnerni narzędziami pracy i własnem pozywieniem. Jeżeli zaś zapraszają na tłokę, to wszystkich pracują­
cych należy nakarmić dobrze i uraczyć; za robotę nie płaci się.
Tłoki istnieją zwykle w formie pierwszej t. j. niesienia pomocy
ofiarom wypadków nieszczęśliwych. Spotykamy je niekiedy i rodzaju innego n. p. wrazie konieczności gwałtownej sprzętu zboża
lub siana, naprawy grobli po wylewach i t. d. Lud tu nie zna
żadnych wyjątków, ale osoba zapraszająca na nią, winna cieszyć
się jego uznaniem i opinią człowieka uczciwego. Niektórzy wła­
ściciele ziemscy, popularni ~ród lud, korzystają z tego zwyczaju :
by sprzątnąć zboże, zwołują na dzień oznaczony tłokę, warzą piwo,
suto raczą robotników, a nawet obdarzają ich niekiedy. Lud pracuje chętnie i ochoczo. Nitkiedy w ten sposób on urównoważa
ciężary publicznie uznawane przezet'1 za zbyt uciażliwe dla osób

-

160 -

poszczególnych. Tak w pow. Poniewieskim był folwark, do którego należało utrzymanie w dobrym stanie grobli, prowadqcej
przez błoto, co pociągało koszta znaczne; korzystali z niej wło­
ścianie 3 wsi pobliskich .... Otóż kilka razy do roku wraz z dworem poprawiali tę groblę; dwór nigdy nie płacił, ale zawsze
suto raczył robotników. Gdy roboty większe, wówczas dla pracowników warzą piwo.
Oczywi~cie - jestto już przeżytek dawno minionej epoki,
nowych form zrzeszenia pracy lud nie zna.
Jan Witort.

PierwiasM ludow~ w poez1i A. Mic~iewicza.
(Ciąg

dalszy"').

3.

Mickiewicz przekonawszy się na Liliach, jak takie motywy dadoskonale do artystycznej zastosować poezyi, kształcił nieu-

dzą się

stannie swoj~

wyobraźnię

i udoskonalał pióro.

O tem możemy się

przekonać choćby z samej tylko Świtezi, w której postęp poety jest

odrazu widoczny, postęp mianowicie w tym kierunku, że poeta umie
już zgromadzić większą liczb~ luźnych elementów nawet bardzo od
siebie dalekich i tak je z sob~ połączyć, jak gdyby były z jednego
wykute kamienia. tastanówmy się więc chwilę nad genezą samego
pomysłu ballady.
Sam pomysł utworu wziął, podobnie jak większa część ballad,
swój początek z gminnych podań i pieśni. A że takie podan:a o jeziorze
~witezi krązyły w ustach okolicznego ludu, na to wskazują wymownie
własne słowa Mickiewicza, wypowiedziane w późniejszych latach do
Aleksandra Chodźki, e chwilach najszczęśliwszych w zyciu poety podczas pobytu w 'ruhanowiczach: ,, Wystucltawszy raz bardzo zajmu,jgccj bajki, opowiadanej przez rybaka, Marya (Wereszczakówna) obmcajfJC s1·ę do mnie, zawołała: ,, Oto poezya, napisz coś takiego. 'Pe wyrazy
głęboko wpoiły się w duszę mojq i'. odt(Jd wzi<Jlem mój kiet·imek poety-

*J Zob. Lud IV. st.r. 31.

-

151 -

czny" 1). Mając tedy poddostatkiem materyałów surowy{!h, wziętych
z ust ludu, a ze wszech miar przydatnych do artystycznego obrobienia, jak: rusałki, podania o zapadnięciu się miast, charakterystyczne
z~ola - ,1cary", za których zerwaniem każdy trupem paść musi, mając zatem gotowy epicki wątek, który mu był niezbędnie potrzebnym
do utworzenia ballady, łatwo je wszystkie razem połączył w swoim
twórczym umyśle, połączył przyczynę, dla której się miasto w ziemię
zapadło zo skutkiem: niewiasty chcąc ujść sromoty i hańby, zo
stały w świtezianki zamienione. Pomysłu zaś do niej dostarczyła mu
nazwa ziół rosnących bujnie nad brzegiem jeziora, jak nie mniej
gminne podanie i ludowe wierzenia o przemianie ludzi w drzewa
lub kwiaty. Treść więc już miał gotową, złożoną z rodzimych pierwiastków, które jego fantazya zręcznie połączyć umiała.
Poznawszy w ogólnych zarysach czynniki, które skłoniły poetę
do napisania Switezi, rozpatrzmy je bliżej, abyśmy mogli dokładnie
je zbadać, miarę ich wpływu należycie oznaczyć, a nadto też poznać,
jak one się kolejno w wyobraźni poety przeksitalcać musiały, ażeby
mu mogły posłużyć jako obrobiony materyał do sformowania togo
utworu.
Cala ballada da się podzielić na dwie zupełnie odrębne części,
z których jednę stanowi opis jeziora i opowiadanie o przygotowaniach do wykrycia tajemnic Switezi; należy tu również akcya sama
aż do połowu prześlicznej mieszkanki spokojnych wód litewskich
W ogóle można powiedzieć, iż prawie cała połowa ballady, mianowicie - od początku aż do tego ustępu, gdzie rusałka zaczyna opowiadać o dziejach miasta, które stało na miejscu jeziora, jest tylko
ramą otaczającą wątek balladowy, jest niejako introdukcyą, wstępem
do właściwej ballady. Opowieść zaś świtezianki stanowi część drugą,
a raczej samą, że tak powiem, balladę.
Co się zaś tyczy motywów, których Mickiewicz użył do napisania obu części Świtezi, możemy śmiało powiedzieć, iż brał je
w pierwszej części ballady z nielicznymi tylko wyjątkami z wł~snych
wrażeń i własnej wyobraźni, w drugiej dopiero części czerpał obficie
z nieprzebranego skarbu legend, pieśni i wierze11 ludowych, które
były dlań niejako pochodnią rozświecającą dalsz4 drogę w pierwszej
dobie jego poetyckiej twórczości.

Opis jeziora zgadza się jak najzupełniej z opisem tegoż, skreślo­
nym przez Domejkę, który powiada, że jest ona, "opmwuc odwie,·zu('1) Wł. Mirki ew i cz. Żyw ot.. I. str. 9-10.
11

-

152 -

mi sosnami i Jodłami, porosłe na brzegach ajerem i trzciną, a czyste
ja/.~ zwierciadło w przestrzeni." 1). Według Mickiewicza jest Hwitei
tak samo:
„gę st ą,

p o b o k ac h p us z c z ą, o c z e r n i o n a
A gładka jak szyba lodu''.

Również i dalszy ciąg opisu tego prześlicznego krajobrazu podczas nocy księżycowej, kiedy to człowiek stanąwszy nad brzegiem,
przeciwległego końca jeziora wśród nocnej mgławicy dojrzeć nie może,
a z pod stóp jego praw ie aż ku n ie b u szklana się ro z pościer a równina, jest jak najwierniejszem odbiciem wrażm1
poety, który jak wiemy z jego własnego opowiadania "całe noce
w lasach nad jeziorami" nieraz przepędzał, i zapewne rozmarzony
tym przepięknym widokiem Świtezi, swój zachwyt w formie poetyckiej wyraził.
rreraz więc właśnie przypomina sobie Mickiewicz opowieści starca
o widmach i upiorach, które tam nad jeziorem w nocy między sobą
bój toczą zażarty, - a każdego na ich wspomnienie dziwny jakiś niepokój ogarnia. Te słowa wypowiedziane przez poetę w balladzie, dają
nam znowu najlepsze świadectwo o tern, iż Mickiewicz musiał znać
podania o tern jeziorze krążące wśród okolicznego ludu, one wskazują nam nadto, jak silnie musiały działać na wyobraznię młodego
romantyka te rodzime, w kraśną, fantastyczną szatę przybrane legendy, - i tu już wkracza w twórczość poety gminna poezya:

,,Nieraz śród wody gwar jakoby w mieście,
Ogień i dym bncha g~sty,
I zgiełk walczlłcych i w r z a s k i n i e w i eś c i e
I dz w o n ów g w a ł t i zbrój chrz~sty.
Nagle dym spada, hałas si~ uśmierza,
N a brzegach tylko szum jodły,
W wodach gadanie cichego pacierza,
I dziewic i a ł os n e modły".

W całej Polsce istnieje niezliczone mnóstwo podań i baśni o zamiastach, zamkach, kościołach i domach, na których miejscu
wystąpiły jeziora. Winę przypisuje zazwyczaj ludowa legenda bezbozności mieszkańców, których Bóg za ich grzechy, podobnie jak biblijnych mieszkańców Sodomy i Gomory, w ten straszny sposób ukapadłych

1
) O młodości Mickiewicza, str. 38--39.

-

153 -

rał.

Lecz nie dość na tem, - i teraz jeszcze daje się słyszeć nieraz
daleko z pod wody dobywający chrzęst mieczów lub odgłos dzwonów
ponury, który ludziom nieustannie przypomina winę i karę bozą. Podania takie traktujące bądź o zapadłych miastach lub dzwonach itp.
przytaczam ponizej, 1) tu tylko jedno powtórzę w całości, ono bowiem
jest zupełnie analogiczne z powyzej przytoczonym ustępem ballady
Mickiewicza: ,,Na wzgórzach Luba~za miał stać niegdyś zamek, za
karę jednak zapadł się on w ziemię, tegoz samego losu doznał i kościół w poblizu stojący. Teraz tez częstokroć dqbywają się ze środka
ziemi ponure dźwięki dzwonów, często tez widzą okoliczni mieszkańcy
1

) Nie tylko u nas,
lecz pośród wszystkich narodów słowiauskich
ogromna ilość podań i legend, uależą,cych do tego cyklu baśni, które
od wielu wieków utkwiły eHnie w pami~ci ludu. Niektóre z nich dopiero historycy wieków średnich z zapomnienia do życia na nowo wskrze sili, jak n. p. czeskie podanie o mieście Winecie, którem si~ obszernie zajmował Szafarzyk: O jmenu a polozeni mesta Vinety, jinak Jumina 1
Julina, Jomsburku. Sebrane spisy. Praha, 1865. III. str. 45-71.
Rozpraw~ t~ przei:ożono też i na j~zyk niemieaki w Jordan a : Ja hr buch
f ii r s 1 a v i s c h e L i t t e r a t u r , K u n s t u u d W i s s e n s c h a f t. I V.
'.22-29, 189-193 i 216 -221.
Z miejsc, gdzie dziś jeziora istniej1, a gdzie dawniej miasta według
wierzeń
ludu znajdować si~ miały, wymieni~ niektóre, przyczem podajQ
odnośną, bibliografi~. Cz~ść miasta Żnina w Poznańskiem miała si~ zapaść
pod wod~. Kolberg O. Lud. V. 15, 361 48. IX. str. 37. X. str. 17,
128, 139- -140. XI. str. 10-11, 15, 109. XXI. str. 142. W powiecie
Rówieńskim gubernii Woły11skiej zapadła si~ w jezioro wieś Poczajów. E.
Hulikowski. Zapiski etnograficzne z Ukrainy, Zbiór wiad. III. str.
73. nr. 11. Por. VII. str. 69. nr. 129. S. Ciszewski. Lud rolniczog ó r n i c z y VIII. str. 58. nr. 3. M. R a w i cz - W i t a n o w ski. L u d w s i
Stradomia str. 118-119, nr. 1-2., tudzież w osobnej odbitce str.
l O:i-1 OG. ill'. 1-2. S. Ul a il o wska. Ł ot y s ze 1 n f la il t po l ski c 1t,
Zbiór wiad. XVIII. str. 234. O. Kolberg Lud. XXIlI. str. 222.
w przypisku i 223. Pod Odrzywołem zapadło si~ miasto w ziemi~, granic~
zaś jego oznaczaj11i góry okalają,ce kotlin~. K. Ko zł o w ski. Wy c ie cz k a
w Opończyńskie. Kronika rodzinna. Warszawa, 1876. II. str.
300. nr. 19., przedrukował. O. Ko 1ber g. Lud, XX. str. 252. nr. 17.
Pod Straupitz w .Łużycach miało jakieś miasto zatoną,ć we wodzie, w jeziorze zaś białogórskiem pod Pieni11i zatoną,ł jakiś bliżej nieokreślony starożytny zamek, według innej zaś wersyi tegoż podania miasto Stary Chociebuż. E. Ku h n. lJ er Spr ee w ald n ud se i n e Ile w o h ner. Kottbus,
1889. We wsi Łysinach, w Poznańskiem jest staw zwany Stilzsee, na którego miejscu stać niegdyś miało miasto pogańskie. O. K n o op. P od a n i n
i op o w i ad a n i a, VIII. str. 730. nr. 3. Opodal wsi Zielonej Góry zapadło
si~ miasto w ziemi(J tamże: str. 734. nr. 5. w Miłosławiu zamek, tamże :
str. n3. nr. 1O., a koło wsi Wińca karczma, ti.omże nr. 13. Podobny fakt
zaszedł pod Kaszczorem o. m. IX. str. 307-309. nr. 7-8. Pod wsią

kr11iży

.,,

-

154 -

okropne u-idma i slyszq niezro:mmicde glosy; luz .fJd/1 pó1uoc w/1 i'~!J
nilcnq, wszystkie zjrrwi."1a,, widać tylko migające się światełka, pod ziemią tylko pł'zyttumione glosy jutrznię cltomlnn spiewr(jlf H 1).
Niemożliwą

dziś

jest rzeczą wskazać na pewno, jakiej p()eta
użył legendy, czy tej, czy moze innej; takich bowiem poua11, jak to
juz widzieliśmy, istnieje niesłychana ilość. Doiść, że zapadnięcie się
miasta było jednym z głównych motywów, na których :Mickiewicz
snuł nić swego utworu, około niego dopiero grupowały się inne pierwiastki ludowej wiary, których tez wpływ pozostał mniej lub więcej
widoczny. Ta okoliczność naprowadza nas nadto na przypuszcze ie,
iż Mickiewicz przyjął tt:n element z baśni ludowej bez żadnej zmiany,
zwroty nawet poszczególne są u niego takie same, jak w gminnem
podaniu, a że w przytoczonej legendzie zapadł się zamek w ziemię,
nie zaś w jezioro, to, sądzę, nie potrzebuje osobnego wytłu­
maczenia.
Dalszy ciąg utworu wydaje się być płodem fantazyi, którego,
jak to dotychczas mniemano, zmuszała konieczność, ażeby połączyć
w jakiś sposób początek z balladą, jak też nie mniej i ta okoliczność,
aby sam fakt prawdopodobniejszym się dla czytelnika wydał i tern
silniej przemawiał do jego przekonania i uczucia. r_rak jednak nie jest,
treści bowiem, surowego materyału, dostarczyła Mickiewiczowi znowu
ludowa legenda, zapisana jeszcze przez Stryjkowskiego 2), a że nasz
poeta znał w tym samym czasie, kiedy pisał Świtei, jego Kronil.·ę,
o tern, sądzę, nie potrzebujemy chyba nic więcej powiedzieć. Z lej

Hutkami w krakowski em zapadła si~ karczma, a na jej miejscu powstał staw.
S. Ciszewski. Krakowiacy. Kraków, 1895. I. str. 20. nr. 33.
Zresztą, por: O. Knoo p. Podani a VIII. str. 740-745. nr. 2- 20. IX.
str. 341-344. nr. 3-10. str. 470-472. nr. 1, 4, 5, 11. str. 475. nr.
4-6. z. Gloger. Podróż Niemnem. Wisła, 1888, II. str.
63-64. M. Toppen. Wierzenia mazurskie. Wisła, 1893. VlI.str.
10 i 18. Dr. K. Maty as. Nasze sioło, tamże, str. 99---100. Dr. A.
Mierzyński.
Przyczynki do mitologii porównawczej.
Warszawa, ld67. str. 11. Ks. Sadok Ilarą,cz. llajki, po dania ....
n a Rus i. Tarnopol, 1866. str. 76 - 80. B. Gos ta w i cz. Wyciec z ka
w Czorsztyńskie. War:tzawa, 1881. str. 156-157. Hr. 10. M. Dowojna Sylwestrowicz. Podania tmujdzkie. I. s,r. 176. IL str.
52, 402, 418. Najobszerniej o tym przedmiocie traktuje prof. M. S u me o w. Podania o zapadłych miast1P,ch. Charków, 1896.
1) L. Siemie11ski. Podania i legendy. str. 58. nr. 51., jest
to przedruk, jak inne legendy jego, z jakiegoś staropolskiego historyka, którego atoli nie cytuje.
'J) Wiadomość t~ zawdzi~czam uprzejmości prof. Dra R. Piłata

-

155 -

to legendy zaczerpnął Mickiewicz szczegó.ły o przygotowaniach do
zbadania tajemnic jeziora. Celem zaś lepszego uwydatnienia tej zawisłości poety od Kronild Stryjkowskiego przytaczam ponizej cały
ów ustęp:
,.Ukazała się i wz,iawiła pokusa jakaś w tejze Krakowskiej ziemi: albowiem jezioro niektóre bardzo szerokie przenagabianiem djabelskim od używania i łowienia ryb ludziom było odjęte; a gdy w zimie lodem umarzło, zebrali się do niego sąc,ierlzi, z processią kap.ła­
nów, chorągwie z krzyżami i reliquiami świętymi, ch~ąc tym gwałt
djabelski odpędzić, niosąc i letanje spiewając; przywieźli też z sobą
niewody i sieci i wody święconej na opętaną. A gdy niewód zapuścili
w przerębli: za pierwszym razem, gd_v ciągnęli rybitwowie, trzy małe
rybki wywlekli, drugim ciągnieniem nic, tylko niewód zwiniony i powikłany, za trzecim zaś razem pokussę, albo cudo jakieś okrutnie
straszliwe z kozią głową, a na kształt ognia pałającymi oczyma wyciągnęli'' 1).
Na pierwszy rzut ,,ka każdy łatwo pozna, iż Mickiewicz z tego
właśnie źródła utworzył odpowiedni ustęp swojPj balladv. Nie mówił
nam wprawdzie o tern. tak jak Stryjkowski, że rusałki obrawszy sobie
w tem jeziorze mieszkanie, nie dozwalały połowu ryb, lecz że tak
być musiało, tego dowodzi ta pewność poety, który wie dobrze, iż
rybacy ,,pewnie nie złowią ni oka". Tak samo też w Switezi, jak
i u Stryjkowskiego"

„Tak wi~c na msz~ w niejednym ko,ciele
I ksilldz przyjechał z Cyryna.
na brzegu, ubrał si~ w ornaty,
Przeżegnał, prac~ pokropił" ...

Stam,lł

Podobnie jak Stryjkowski tak też i Mickiewicz siecie nazywa
,,niewodem", i chociaż nie opisuje wcale owej straszliwej dziewicy,
którą rybacy podług Kroniki mieli wyciągnąć, wpływ jednakże tego
miejsca uwidocznił się także w balladzie, kiedy Mickiewicz się pyta,
czy ma powiedzieć „ jakie złowiono straszydło".
Na tam kończy się też cała analogia, poeta bowiem nie chciał
wprowadzać na scenę jakiejś straszliwej larwy, i tu już wkracza
Mickiewicz w świat wierzeń ludQwych tego cyklu, który jest może
1) Kronika polska, litewska, zmódzka i t. d. Warszawa,
1846. I. str. 313-314. Przedrukowali L. Siemie11ski. Podania, str.
44 i O. I{ o l ber g. Lud. V. str. 23-24. nr. 24.

-

156 -

najbardziej rozpowszechnionym wśród ludów słowiańskich. Pierwotne
bowiem ludy, w zamierzchłych wiekach starożytno<§ci, upostaciowały
wszystkie zjawiska przyrody. U wszystkich ludów można odnaleźć
ślady tych upoetyzowanych wierzeń, jakoby w obłokach mieszkały
dziewice. Z biegiem jednakże stuleci zmieniły się te fantastyczne
wierzenia, a z tą zmianą przeszły i dziewice, zwane odtąd wodnemi
lub morskiemi pannami, na ziemię. W taki też sposób pojawiają się
z kolei Najady, Syreny, Nereidy, u Rzymian nimfy różnego rodzaju,
bądź w lasach, bądź też w głębinach rzek i jezior zamieszkałe,
u Germanów Niksy, u Serbów Wiły, u Rosyan i Rusinów - Rusałki
]ub :Majki, w Czechach wodne panny, na Litwie Świtezianki i t. p.
inne poetyczne postacie. że wiara w te istoty sięga u Słowian hardzo
odległej doby - na to mamy wiarygodne świadectwo kronikarza Prokopiusza, który mówi, że „Słowianie czcili rzeczne nimfy''. Poławianie zaś
siecią tych tajemniczych mieszkanek jeziór jest także dość powszechnym
motywem: i tak np. pani S. Ulanowska zapisała jedno takie podanie
mianowicie, że pewien chłop łapiąc ryby, złowił w stawie topielca 1),
podobną wersyę przytacza i Gliński z tą tylko odmianą, że u niego
miejsce topielca zajmuje urocza rusałka 2).
Legend takich istnieje wiele 3) - prawdopodobnem jest tedy, iż
:Mickiewicz musiał słyszeć podanie takie, w którem występowała rusałka, podobnie jak w powyżej wzmiankowanej baśni, lub też że chcąc
się zastosować do obranego tematu, samowolnie zmienił topielca na
rusałkę. Jakie podanie słyszał Mickiewicz - dowodów wprawdzie na
to nie mamy, ja jednakże sądzę, iż o wiele pewniejszem byłoby przypuszczenie, ze poeta użył tu właśnie legendy o rusałce, gdyż, jak to
później zobaczymy, całą piękność Świtezianek i ich urok, jaki na
ludzi wywierają, odtworzył wiernie podług gminnych wierzen i zabobonów. Uwagę zaś jego na tego rodzaju opowieści zwrócić musiało

Wśród ludu krakowskiego, str. 73.
Bajarz polski. Wilno, 1862. IV. str. 35.
3) Podobn" legendę przytacza K. M. Br z o z owski. Pie ś n i I ud u,
str. 20-21. nr. 9. L. Siemieński. Podania, str. 44-45. m·. :35.
M. Dragomanow. Swod małoruskich priedanij. Kijew, 1876.
str. 48. A. Zwongow. Oczerk wierowanij krestian Jełatom­
s ka w o uje zda (Et n ogr.
Ob o z r ie n i je. II. str. 71'>.). W Poznauskiem opowiadają, że pod wsią, Kaszczorem ukazała si~ tajemnicza
dziewica w ziemnej rozpadlinie, K n o op. O. Pod a G i a i op owi a da n i a,
JX. str. 307-308. nr. 7. Taki sam wypadek wydarzył się tcź w Pritdacll, tamże, nr. 8.
1

2

)

)

-

157 --

podanie zapisane przez Str1jkowskiego, a zwłaszcza samo zakoń­
czenie.
świtezianka ta była doskonale obmyślanem przez poetę zjawiskiem, ona bowiem dostarczyła mu nietylko materyału poetycznego
z podań i legend ludowych, lecz takze nadarzyła doskonalą sposobność do uświetnienia rodu Wereszczaków, osobliwie zaś jego ukochanej l\Iaryli i tu podkłada poeta tło historyczne, równie jak
wprowadzone postacie bajecznej osnowy. Z jej to ust dowiadujemy
się o dziejach zatopionego miasta, którego ona była heroiną:
,,Lękasz się niewcześnie,

Idź k~d.y sława cię woła,
Bóg nas obroni: dziś nad miastem we śnie
Widziałam jego anioła.

Okr4żył Świteź miecza blyskawiclł

I nakrył złotemi pióry
I rzekł mi: póki męże za g1·anic fł,
Ja bronię żony i córy''
Ten szczegół o sile nadprzyrodzonej, broniącej miasto od przemocy wrogów, wziął Mickiewicz takze z poezyi ludowej. Wszak powszechnie u nas znana legenda o obronie Częstochowy przez ks.
Kordeckiego głosi, iz lud widywał podczas oblęzenia klasztoru przez
Szwedów Przenajświętszą Pannę unoszącą się nad tą malutką twierdzą i odwracającą pociski nieprzyjaciół. 1) Podobna legenda krąży takze
o obronie miasta Lwowa od Kozaków, 2) o obronie twierdzy Salzwedel,
gdzie aniołowie osłaniali szańce i okopy 3), jakotez i o obronie Poczazowa od hordy tatarskiej, gdzie Matka Boska raziła pociskami oblę­
gających 4).
Gdy więc car ruski nadciagnął pod miasto, ona jedna nie traci
nadziei w pomoc boską, nie rospacza, a choć lęka się hańby ze strony
wrogów, stara się wszelkim sposobem odwieść towarzyszki od strasznej zbrodni samobójstwa, gdy jednakże tego osiągnąć nie może,
błaga Boga o śmierć z Jego ręki :
1) K. Wł. W oj ci ck i. li isto r y a lit c rat u ry, I. str. 94.
2) Dr. F. Pappće. Historya miasta Lwowa. Lwów, 1894.
str. 115.
3
) Grimm.
Ha u s ma. r c he n. I. str. 224.
6) W. Hnatiuk. Lirnyki. (Etnograficznyj zbirnyk. Lwiw,
1896, Il. str. 31. nr. 7).

-

158 --

,,W tern jakaś białość nagle mię otoczy,
Dzień zda si~ sp~dzać noc ciemnfl,
Spuszczam ku ziemi przerdone oczy,
J oż ziemi nie ma podemną.
Takeśmy uszły zhańbienia i rzezi,
Widzisz to ziele dokoła,

To są małżonki i córki Świtezi,
Które Bóg przemienił w zioła''.
I tu także do skreślenia tego obrazu przemiany niewinnych
dziewic w symbol czystości -- lilie, użył poeta barw prostych lecz
harmonijnych z wieści i gminnej legendy. Sam bowiem nawet o tem
wspomina w objaśnieniach do Gra.Ż!Jny. że ,.słyszał od profesora
Onacewicza, iż w rękopisie kronikarza Wołyńskiego jest wzmianka
o dawnym czynie niewiast jakiegoś miasta litewskiego, które po
wyjściu mężów na wojnę, same murów broniły, a nie mogąc oprzeć
się nieprzyjaciołom, przeniosły dobrowolną śmierć nad niewolę" 1). To
atoli podanie nie wystarczało poecie do określenia takiej sytuacyi,
jaką widzieliśmy w balladzie: tu bowiem Bóg sam wyzwala oblężone
niewiasty z rąk wroga przez zatopienie miasta, podczas gdy tam
widzimy tylko scenę wzajemnego mordu. Mógł wprawdzie Mickiewicz
połączyć te wszystkie motywy: scenę mordu, element obrony miasta
przez nadnaturalną siłę i nakoniec wierzenia o zatopion reb miastach
w jedną całość - i w ten sposób stworzyć sytuacyę kończącą utwór.
Więcej jednak prawdopodobnem wydaje nam się to, iż poeta połą­
czyć mógł tylko ową scenę wyżej przytoczonej przez siebie legendy
z jakąś drugą, gdzie już moc Boża chroni w analogiczny, co i u niego
sposób, ludzi podobnym losem zagrożonych. Że zaś to było bardzo
możliwem -- na to dowód w legendzie z pod Krakowa, która opowiada, że kiedy w czasie napadu Tatarów mniszki śćigane przez nich
schroniły się do kapliczki i gdy dzicz pogańska była już blisko, kapliczka zapadła się w ziemię, ,. a dotgd s(IJSZ.'J lud nielciedy z 1wd ziemi
gfos dz1ronka i .~piew zakonnic" 2). Widzimf zate,m, ze obie sytuacye
w s,,•itezi w tej legendzie są tak do siebie zbliżone, że trudno nawet
powątpiewać, by poeta z podobne~o podania przy tworzeniu wspom niliuego ustępu nie mógł korzysta~, polączywszy go zręcznie z poprzednim.

1) Dzieł a A. Mick ie w i cz a wyd. Dr. H. Biegeleiscn. Lwów,
1893. I. str. 266.
2) O. Kolberg. Lud. V. str. 15.

-

159 -

Tak samo i szczegóły o liliach, które jako znamiona niewinności
wyrastają na miejsce dziewic Switezi, zaczerpnął równiez Mickiewicz
z wierzeń ludowych 1). U wszystkich bowiem narodów indo-europejskich
panuje silna wiara w przemianę ludzi w kwiaty, w których dusza zmarłego
nadal po śmierci tyje. Najwięcej ślHdów tych wierzeń za~howało się
w pieśniach ludu ukraińskiego 2). Ponizej podaję bibliograficzne wskazówki lagend tłumaczących nam przemianę ludzi w kwiaty i dalsze
zycie dusz ludzkich, jakotez znaczenie lilij w naszych pieśniach ludowych. 3)
Mickiewicz jednakze przejął z wierzeń ludowych lilie nietylko
jako symhol czystości, on poszedł wraz z wiarą ludu je~zcze dalej,
nadal bowiem, jak widzimy, tym kwiatom moc nadnaturalną, czaro·
1
) Ludwik

z Pok ie w i 11. Lit w a. str. 81. Ness e 1ma n n.
Dainos oder lithauische Volkslieder, Berlie, 1835. str. 185
-186. Przyrodnik. Lwów, 1873. str. 42-43. A. Grusze ck i. Z n ac ze n ie świata roślinnego w podaniu i poezyi. Biblioteka
W ars z a wska. 1877. IV. str. 405. O. Ko 1ber g. Lud. XV. str. G2 -64. S. C h eł c bo w ski: P o wie ś ci i op o w i a d a n i a l u d o w c
z okolic Przasnysza. I. str. 131.
2) A. Afanasiew. Poeticzeskija wozzrieni.ia. II. str.
4 15, 478--480. III. str. 214., tegoż: Rnskija ska ski. I. str. 120.
A. Nowosielski. Lud ukraiński. I. str, 105, 194-. IT. str. 267,
5 00 --508. Para zakochanych umiera z miłości, dziewczyna zamieniła się
w lilię, kozak w rozmaryn. Bes id a. 1872. VI. str. 29. Por: Et n ogr a f.
zamitki N. Sumcowa (Etnogr. Obozrienije.) Moskwa. 1889. III.
str. 120. Gałowackij. Narodnij a piesni III. str. 254. Matka
otruła syna i synowę: na grobie syna wyrasta jawor, nad synową brzoza,
tamte: II. str. 585. O metamorfozie w kwiaty: N. Kos tom ar o w.
Wolińskija narodnija piesni Małorusskij litieraturnyj
Sb O r n i k. Saratow. 1859. str, 234. Et n ogr a f. Ob o z r ie n i je. VI. str.
234., a nadto rozprawa Jaszcz ur z Y ń ski ego: O p r ie w rias z cz ieni j ac h w m a ł o ruski c h s k a s k a c h , K i j e w s ka j a S t a r i n a
1891. I. str, 445-465,
3 ) O znaczeniu lilii w pieśniach
polskich: Go ł ę bi owski. Lu d
polsk·i. Warszawa. 18}l0, str. 72. K. Wł. Wojcicki. Pieśni ludu.
J. str. 4 7. IT. str. 27. Ze go ta Pa u I i. Pieśni 1ud u po Is kic go
w Galicyi. Lwów, 1896. str. 111---112. K. Wł. Woj cieki. Zarysy
domowe. II. str. 324. III. str. 349. O. Kolberg. Pieśni ludu. str.
10 22 168 170. tegoż: Lud. III. str. 236, 261, 278, 295. IV. 24-,
25: 35: VI. ~tr. 123, 152. IX. str. 275. X. str. 217, 301, 309. XI. str.
197. XII. str. 223. XVIII. str. 96, 141. A. Petrow. Lud ziemi Hobrzyńskiej. II. str. 74. Ks. Wł. Siarkowski. Materyały do
e t n O g r a t i i l u d u p o l s k i e g o z o k o 1 i c K i e l c. Z b i ó r w i a d.
IV. str. 120,167, O. Kolberg. Właściwości, pieśni i ta1ice
ludu ziemi dobrzyńskiej, tamże: VI. str. 145. Ks. W. Siar-

-

160 -

dziejską, gdyż

kto tylko poważy s:ę po nie rękę wyciągn,11, mus i do•
ich potęgi i mocy, która nań działa zabójczo. Motyw ten
jest dosć powszechnym elementem tradycyi ludowej, i tak np według tyrolskiego podania, chłopiec, który zerwał lilię, z grobu św.
Andrzeja z Rimi, ściągnął na swoją rodzinę tyle nieszczęść, że mało
z niej kto naturalną zmarł śmiercią , w nadreńskiej znowu balladzie
wójt wziąwszy na siebie koszulę utkaną z roślin rosnących na gro•
back, umarł w dzień swego ślubu. 1) Przykładów takich znalazłoby się
znacznie więcej, niestety u obcych tylko narodów. Ja sam w ciasie
moich poszukiwań etnograficznych słyszałem często przestrogę, aieby
nie zrywać kwiatów rosnących na cmentarzu, prlyczyny jej jednakze
nie udało mi się nigdy wyśledzić. Mimo to jednak chociaz nie spot„
kalem podobnego przykładu w wierzeniach naszego ludu, jestem przekonany o ich istnieniu, chociażby tylko z tego zabobouu, o którym
co tylko mówiłem. Że zaś ich nigdzie dotychczas nie zapisano, tłó­
maczę tem, iż u nas dopiero w najnowszych czasach zaczęto kłaść
większy nacisk na tego rodzaju szczegóły, podczas gdy przedtem spi •
sywano tylko pieśni i prozaiczne legendy ludowe. W kaźdym razie
najlepszym na to, że istniały i źe je Mickiewicz znać mu1:,iał, do wo dem, będą słowa naszego poety wypowiedziane pod koniec balladyświadczyć

,, Choć czas te dzieje wymazał z pami~ci,
Pozostał sam odgłos kary,
Dotąd w swych baśniach prostota go święci,
I kwiaty nazywa cary".
Widzimy zatem, że na genezę Switezi złożyło się wiele motywów. Mickiewicz sięgał po maleryały do surowych, jeszcze nie obrobionych wzorów, pomysłu zaś samego dostarczyło mu nieprzebrane
źr6dło legend i wierzeń ludowych, które się następnie w balladzie
około trzech głównych ugrupowały motywów, a niemi byly podanie o przygotowaniach do połowu rusałki, obrona miasta przez niewiasty i na koniec jego zatonięcie w jezioro.· Jednakze ono nie nak o w s k i. M a t e r y a ł y do e t n o gr a fi i 1u du z o k o 1i c P i n c z o w a.
IX. !iltr. 17-19, str. 60. nr. 52. Dr. A. Cinc iała. Pieśni lud n str.
178. nr. 17. str. 190. nr. 55. w pieśniach litewskich: Ness el man.
D a i n o s. str. 2 7, 48, 8 5, 9 2, 11 7, 179 . i w. i n. O. K o I h e r g. P i e ~ n i
ludu I i tewskiego. str. 194, 200, 202, 219. P. Kih ort. Próbki
piosnek litewskich, Wisła, 1887. I. str. 194,271. K. Brzozowa k i. P i e ś n i 1 u d u. str. 44 - 4 5. nr. 2 7.
:i) K. Ge i b. V o 1 ks s a gen des Rhei n land es. Heidelberg.
1828. st1·. 130. cytow~ue u Hi e g el eis en a. o. m.

-· 161 stępuje

tak jak u ludu za karę za grzechy, owszem przeciwnie - jako
pomoc od Boga w cudowny sposób. Nie możemy się zatem nigdy
zgodzić z lakiem przypqszczeniem, jakoby właśnie „pomysł do ballad o świteziankach nasunę,ły poecie epizody włoskiego poematu,
w którym Tasso z wielkim smakiem i artyzmem odtworzył fantastyczne kreacye młodzieńczej wyobraźni ludów południa i zachodu".
Pan Chlebowski, gdyź on to _postawił tę hypotezę, opiera się na niektórych analogicznych punktach, jakie widział w Jerozolimie i Swifezi.
,,Ów bór litewski, wśród którego ,,szatan wyprawia harce"
i „larwy się szamocą", gdzie „śród wody gwar jakoby w mieście,
ogień i dym bucha gęsty", gdzie się rozlega ,,zgiełk walczących
i wrzaski niewieście i dzwonów gwałt i zb1 ój chrzęsty, - mówi
szanowny autor, - jest zmniejszoną i zmodyfikowaną kopią lasu,
w którym rycerze Goffreda tak długo walczą z prr.eEzkodami złych
duchów.
Jeden z tych odważnych:
. . . . ,.obaczy w lesie
Ogniste miasto . . . .
. . . . nagle ognie znikntłY straszliwe
A na ich miejscu g~ste chmul'y ~stały

Wiatr, pisk, szum morski, ogień nadstawiony
I ryk zwierzęcy .
"

Pod wpływem tych strachów serce mężnego Tankreda :
,,Fałszywym

larwom zwieść się dopuściło".

,, Ów anioł, którego widziała we śnie córka Tuhana z ballady,
jak nokrążył Świteź miecza błyskawicą i nakrył zlolemi pióry", występuje kilkakrotnie w ,,Jerozolimie" jako specyalny stróż Goffreda,
którego osłania skrzydłami przed ciosami nieprzyJaciół". 1 J
Przypuszczenie to możnaby przyjąć, choć sama analogia bardzo
daleka i niepewna, gdybyśmy nie wiedzieli, że Mickiewicz miał pried
sobą gotowe wzory ludowej poezyi. Mickiewicz znał wprawdzie dobrze poemat Tassa, znal jednak też zarazem o wiele wcześniej takież same motywy ludowe, bo już w czasach swego dzieciństwa. Mo1) Grażyna i jej stosunek do „Jerozolimy" Tassa
w przekładzie Kochanowskiego. Ateneum, 1885. Ili. str. 28 -29.

-

162 -

żebnem

jest tylko to, że epizody tego poematu zwróciły uwagę naszego poety na analogiczne legendy ludowe, pomysł sam jednak stworzył Mickiewicz z wierzeń i baśni gminnych".
Zresztą te same analogiczne zwroty są, jak to widzieliśmy, w ludowych podaniach o wiele
więcej zbliżone do Swiłezi, aniżeli ustępy z ~rassa.

4.
Nieraz już, tak w rozbiorze ballad Mickiewicza 1), jak też
i w szkicu, który miał wykazać wpływ naszego poety na Szewczenkę 1).
powtórzył Dr. Tretiak twierdzenie, jakobv Mickiewicz rusałki swoje
"natchnął wyższą myślą" zarówno w S1nite.ziance, o której jeszcze
mówić będziemy, jak też nie mniej i w Rybce.
"Jego Świtezianki, - mówi autor, - nie są syrenami wabią­
cemi w zdradzieckie nurty każdego wędrowca jedynie przez wrodzoną
chęć gubienia męskiego rodzaju, ale występują jako mścicielki mę­
skiej wi~rolomności wzglęiłem kobiet~ '). Zdanie to utrzymało się czas
dłuższy niepoddawane przez nikogo w wątpliwość, dopóki Dr. A. Kolessa w swojem dziele, w którvm wykazał jak n::1jdokladniej wpływ
oezyi naszego wieszcza na utwory największego z poetów ukraiń­
skich Szewczenkę, jakoteż zarazem ogromne braki w roznrawie. Dra Tretiaka tyczącej się tego samego tematu, nie zbił rzeczowymi a poważnymi dowodami tej hipotezy 1). Dr. Tretiak jednakże nie dał za
wygran~, w recenzyi bowiem powyższego dzieła Dra Kolessy 5) widząc, że nawet małej C'zęści uczynionych mu zarzntów odeprzeć nie
zdoła, postanowił przynajmniej rzeczy tyczące się ściśle Mickiewicza
ratować z pod ostrego pióra bardzo naówczas młodego literata.
Jednakże
gdyby był bliżej nad samą zastanowił się
treścią zamiast zapuszczać się w wycieczki przeciwko osobie Dra
Kolessy, byłby poznał. dlaczego ta rusałka w balladzie p. t. S,ritezianka karze tak straszną śmiercią młodego strzelca, czy może za
grzechy ludzkie? Nie. Młodzian kochał ją przedtem gorącą miłością,
kiedy mu się objawiła w postaci zwykłej „dziewczyny z pod lasku",
1) M i c k i e w i cz w W i I n i e
Kownie. Lwów, 1884. JL
str. 45.
2
)
P r o w p ł y w M i c k e w y c z a n a p o e z i j u S z e w c z e n k a,
Krakiw, 1892. str. 8.
3
} Mfokiewicz
w Wilnie. II. str. 36-37.
") M i c k e w y c z a S z e w c z e n k o. Lwi w, 18 9 4-. str. 24.
5) Kwartalnik Historyczny. Lwów, 1895. str. 550-551.

-

163 -

a kochał ją dlatego, że nie ujrzał dotąd jeszcze piękniejszeJ od niej
istoty. Lecz kiedy mu się ukazała w takiej pełni wdzięków i krasy,
o jakiej on nigdy pomyśleć się nawet nie ważył, wtedy też bez namysłu pociągnęła ku sobie tego, któl'y jej dozgonną miłość był zaprzysiągł. A więc za cóż karze go „Swilezianka", - czy może za
,,grzechy ludzkie"? - bynajmniej, tylko za krzywdę jej samej wyrzą­
dzoną, za wiarołomstwo względem niej popełnione.
Zupełnie tak samo ma się rzecz i w llybce. Mickiewicz bowiem nic nam nie mówi o grzechach, jakich ów pan mógl się dopuścić przed poznaniem nieszczęśliwej Krysi, ona zatem karze go
znowu tylko za niewierność względem niej, a nie względem jakiejś
innej dziewczyny. A ze to Krysia o śmierć go przyprawić musiała,
nie zaś jej "siostry Świtezianki", jakby tego chciał Dr. Tretiak, na to
dowód jego jest wcale niedostateczny. Szan. autor snać gdyby był sobie
przeczJtał uważniej balladę, byłby sam odpowiedź na swój dowód
znalad, gdyż zaraz w następującej zwrotce, po przytoczonych przez
niego wierszach, tłómaczy sam poeta jak najwyraźniej powód narzekań Krysi, które według zdania Dra Tretiaka „ nie mają sensu"
wobec dowodu Dra Kolessy. Owszem, - mają one sens i to wielki,
Krysia bowiem żali się przed świteziankami na sw(.j los okrutny dlatego jedynie, ażeby usprawiedliwić choć w części swoją winę, jakiej
się dopuszcza przez samobójstwo, groźba zaś jej wskazuje właśnie
na to, że w razie, gdyby pan przyMzedł nad rzekę, to ona sama go
ukarze, wcale zaś nam nic nie mówi o zemście świtezianek. Sądzę,
ze nie było to tak trudnem do zrozumienia, iż zarówno „Świtezianka"
jak i „Uybka" karzą kochanków za krzywdę im tylko wyrządzoną, nie
zaś za ich grzechy, o których zresztą nic a nic nie wiemy.
Widzimy zatem, ze rusałka Mickiewicza wyobrażona w Rybce
nie ma tego charakteru „istot karzących grzechy ludzkie", gdyz poeta odtworzył ją wiernie podłu~ wyobrazeń ludu niciego z nich nie
ujmując. W tej atoli balladzie ukazuje się nadto jeden zupełnie nowy
motyw, jaki powstał w duszy poety pod wpływem ówczesnych prądów
czasu i jego młodocianego wieku. Mickiewicz patrzeic na to życie
ludu, dostrz.3gł w niem jedną wadę fatalną, która przygniatała najświ~tsze jego uczucia, gdyż nieraz przemoc brutalna zdzierała świę­
tokradzką ręką wianek ze skroni dziewiczej. On patrzał na bezprawia, jakich się dopuszczali zupełnie bezkarnie panowie na tym
biednym, poniżonym ludzie od radła i brony: ,, Kobietę w czasie głodu
na Białorusi przedawano w Petersburgu za t0O franków. Ze wstydem
wyznać należy, iż panowie niektórzy polscy tego towaru dostarczali",
powiada :Mickiewicz w przypiskach do Dziodó11,.

164 :W obronie tedy owych nieszczęśliwych, znieważonych dziewcząt,
przed areopagiem ludzkości podniósł nasz poeta głos, jeden z pierwszych w naszej literaturze. Owocem zaś tego głębokiego zastanowienia się nad niedolą ludu i zywego z nim wspókzucia, była ballada, druga
z daty napisania w cyklu ballad świteziowych, jakoteż nie mniej odpowiedni ustęp drugiej części Dziadów, kiedy to pod oknem kaplicy pojawia
się widmo nieboszczyka pana wioski, proszącego zebranych na zaduszki o małą miarkę wody, lub o dwa ziarna pszenicy. Ptaki jednakże duchy zmarłych jego poddanych, z których jeden zginął
pod rózgami z rozkazu owego okrutnego dziedzica, i wdowa zamarzła z dziecięciem na drodze nie znalazłszy przytułku we dworze,
zjadają wszystkie pokarmy, jakie guślarz strasznemu widmu podaje:
,,Nie znałeś litości panie!
Hej, sowy, puhacze, kruki,
I my nie znajmy litości:
Szarpajmy jadło na sztuki,
A kiedy jadła nie stanie,
Szarpajmy ciało na sztuki,
Niechaj nagie świec, kości".
Zawiązek osnowy Rybki,

który zrodził się w umyśle poety, by
panów nad chłupami, rozszerzył l\lickiew icz pod wpływem ludowej opowieści, jakoteż własnej twórczej wyobraźni. Już sam fakt niewierności pana dla biednej wiejskiej dziewczyny,
która go „tak szczerze kochała", że ·nie ważyła się na wet pomyśleć
0 zmienności uczuć kochanka, wydarzał się niestety tak często, iż
żył nie tylko w pamięci współczesnych mu świadków, lecz przeszedł
nawet i do ustnej tradycyi ludowej. Oto n. p. ,,syn bogatego gospodarza Maciej pokochał ubogą dziewczynę i przyrzekł z nią się oże­
nić. Nie dotrzymał słowa jednakże, porzucił biedną i postanowił poślubić bogatszą. Porzucone dziewczę umierając wyrzekło zaklęcie, iżby
przeniewierca po smierci swej przemieniony został w kamień" .1)
Przypatrzywszy się tej legendzie, :A) łatwo poznać, iż w niej mieści
się cała prawie osnowa Rybki, że zaś Mickiewicz mesiał znać podobną opowieść, na to mamy wiarygodne jego świadectwo w przypisku
umieszczonym zaraz pod tytułem ballady, sam bowiem poeta mówi,

przeciwdziałać

znęcaniu

się

1) I. Piq,tkowska. Z życia ludu w ziemi Kaliskiej.
Wisła, 1889. III str. 7ol.
2) Stosunki miłosne wieśniaków skreśliła najlepiej i najobszerniej:
E. J c le 11 s k a. W i e ś K o m ar o w i c z c w p o w i c c i c M o z y r s ki m.
Wisła, V. str. 322-331 i 494- 495.

165 jej zaczerpnął „ze sp1ewu gminnego". Tak bowiem
opowiei;ci ludowej, jak i u l\Iickiewicza bogacz pokochał
biedną wiejską dziewczynę, przysięga jlł nawet zaślubić, wnet jednak
opuszcza kochankę, która jego słowu zupełnie zawierzyła i „księżnę
za zonę bierze". Ludowa opowieść milczy wprawdzie zupełnie
o dziecięciu, które przynosiło wstyd matce, i chociaż Mickiewicz mógł
znać te motywy, gdyż i one się często w ustach lucłu powtarzaj4,
chociaż mógł je żywcem wciągnąć do swej ballady, my atoli nie mając pewnych na to dowodów, zgodzić się z tem musimy, że poeta,
któremu ta ludowa opowieść, jaką co tylko przytoczyliśmy, była za
szczupł4, aby mogla wypełnić całą balladę, sięgał po nowe ornamenta
do swojej wyobraźni, która mu też jak najlepsze podała motywy,
zupełnie z życiem ludu zgodne, że poeta chc4c dalej konsekwentnie
przeprowadzić karę, jaka spotkała pana za grzech jego, dał dziewczynie dziecko, a tern samem też powiększył wagę występku bogatego pana i jego wiarolomności. Bez tego bowiem dziecięcia wina
jego byłaby za mała, aby mogła tak straszną wywołać karę.
Krysia widząc swój wianek dziewiczy stargany, wiedząc też
dobrze, iż odtąd stanie się pośmiewiskiem wsi całej, nie zna iunego
środka, jak tylko śmierć, która jedna mogła znmknąć jej uszy na
obelzywe glosy, jakie miały ją już odtąd ciągle prześladować. Motyw
ten śmierci nieszczęśliwej dziewczyny widzioliśmy już w ludowej
opowieści, Mickiewicz przyjął go też bez wahania do swego utworu,
on bowiem niósł zarazem i cudowność wydarzeń, któr4 lud do zmarłych tak chętnie przywiązuje. Krysia topi się w rzece pozostawiając
swoje dziecię na opiece wiernego sługi" i przemienia się w rybkę•
rusałkę. Że element ten fantastyczny zgadza się w zupełności z wiarą
litewskiego ludu, - na to mamy niezbity dow6d w pismach L. A .
.Jucewicza (Ludwik z Pokiewia), który między innemi powiada, iż
uziewczyna, która utopiła się z rospaczy, lub któr4 mściwa utopiła
ręka, zamienia się według wierzenia Litwinów w narzeczonq rzeld.luh
iz
w

treść



jez1·(1ra. 1)

1'lotyw ten zgonu Krysi mogł też Mickiewicz widzieć i w innej
która jest szeroko rozpowszechniona na obszarach całej
Polski, Litwy i Ukrainy, a ta mówi, że królewicz ożeniwszy się
z ubogą sierotką, której brat przemienił się w baranka lub wołu,
gdy napił si~ z jego śladu wody, wyjechał raz z domu i wtedy to
zona powiła mu syna. Wiedźma jednakze zazdroszcząc królowej
szczęścia, utopiła ją, swoją zaś córkę w jej szaty ubrała. Po powrobaśni ludowej,

1) L u d w i k z Po k i e w i a. Lit w a. str. 35.

-

166 -

cie król nie domyślił się niczego, nowa królowa atoli znalazła się
w kłopocie. gdyż nie miała mleka, ażeby karmić niemowlę. Wt',ł
tedy, który wiedział o wszystkiem, nosił codziennie dziecię na rogach
nad sadzawkę i śpiewał i
,,Rysiu, Rysiu siostro moja,
Dziecia płacze, cycki chocze,
Dziecia płacze, cycki chocze" 1).

Na ten głos śpiewającego wynurzała się z wody pół-kobieta,
pM-ryba i karmiła dziecię, które następnie wół odnosił napowrót do
domu. Gdy sit; król jednak o lem od słuzby dowiedział poszedł sam
nad wodę, aby wybadać tajemnicę. Rybka opowiedziała mu całą swoją
1) Por.: strofki ludowe w podobnych opowieściach:
a)

"Marysiu ! rysiu !
Śliwon płacze,

Piersi chocze".
L. Siemiei'1ski. Podania. str. 123. nr. 126.
o)

,,Marysiu rybko !
Płyń a płyń szybko,
Twój synek mały,
Płacze zgłodniały

Chce piersi ! "
AJ. Gliński. Bajarz. I. str. 202-218.

c) W innej legendzie matka zamienia się w goł~bicę

przyleciawszy

w n~cy woła:

,,Kucharzu, kucharzu!
mi okieneczko,
Nakarmię se dziecią,teczko,
A czy spilł psy pod kuchnicą,,
Czy spi pan mój z niewolnic1''.
Otwóż że

K. Kozłowski. Lud. str. 300-304.
d)

,,Kucharzu, szafarzu!
ty niewolnik z niewolnicfł,
Podaj że mi dzieciąteczko,
Niech go nakarmi,;, niech go nakarmi~ I"

Czyś

-

1G7 -

niedolę, winę swą wiedi ina życiem przypłaciła,
żył szczęśliwie

a król z dawną żoną

i długo, mówi ludowa legenda ).
la wzięła, jak to niebawem zobaczymy, nie mały udział
w genezie Ryblci. Mickiewiczowi bowiem nie wystarczał sam motyw
sprzeniewierzenia się pana i kary za to poniesionej, przemieniwszy
zaś Krysię w rybkęrusałkę, szukał jakiegoś łącznika pomiędzy nią,
a jej dziecięciem. ł„ącznik zaś ten niezbędnie potrzebny, nasunęła mu
znowu opowieść ludowa. Mickiewicz bowiem widząc, że w niej baranek lub wół przynosi dziecię nad wodę, zamienił go w sługę, który
równi ez musiał dziecię do „rybki" nad wodę przynosić, ażeby jego
g,tód zaspokoić i maleństwo od płaczu utulić.
W słowach starego sługi, który woła Krysię, by dała ssać dzieciątku, słychać wyrainy oddiwięk ludowych strofek:
1

Opowieść

T am ż e: str. 307.
c)

,,Kuku, kucharzu, cy śpis, cy nie cujes?
Cy śpi poganica, mego kochanica?''

J. Chełchowski.
78. nr. 70.
f)

Powieści

opowiadania. II. str.

70-

,,Przypły11, przypłyń gąsieuko,
Przypłyu, priypłyń. siostreńko,

Niech nie płacze dzieciąte11ko''.

O. Kolberg. Lud. XVII. str. 187-188. nr. 4.
g)

,,Wypłyń,

wyply1\ złote kaczę,
r.rwoje dziecifJ bardzo płacze''.

K. Sarnowska. Dwie bajki z Łowicza.
799- 801. nr. 2.
Z)

S. Ciszewski.

Wisła,

VIII. str.

,, Wypuyu, wyptlYń, z110ta piana
Twoje dzieci~ zapi1kane".
Krakowiacy.

W waryancie zapisanym przez

I. str. 75. nr. 64.

D r. K. Maty as a nie ma ani
śladu owych rymowanych strofek. Por: Z z a kr a k o ws k i h ro g at e k.
Wisła, VIII. str. 237. nr. 1.
1) Dr. J. Karłowicz. Podania i bajki zebrane na Litwie. Zhiór wiad. IX. str. 253--255. nr. 17.
12

c

-

168 -

,,Ach któż da piersi dzieci4tku !
Ach! gdzie ty, Krysiu, ach gdzie ty?''

I w dalszym ciągu ballady widzimy ci11głą zawisłość od tejże
ludowej legendy, gdyż w niej „na ten spiew poruszały się fale i głos
odpowiadał :
,.Mech płacze! cóż mu płacz nada!
M oj e o c z k i rosa wy j a d a ,
Moje r4czki w trawie wi~znfł,
Moje nóżki w piasku grzęzn4 !
Wybija się z sił z ostatka
Biedna matka!" 1)

Niedalekiem niejako echem tych słów cichej skargi nieszczęśli­
wej matki są słowa odpowiedzi rusałki Krysi Mickiewicza:
,,Tu jestem w rzece u spodu,
Cichy mu głos odpowiada:
Tutaj drż~ cała od chłodu,
A ż w i r m n i e o c z ki wy J a d a.
Przez :i wir, przez ostre kamuszki
Fale mnie gwałtowne niosą,
Pokarm mój kor alk i, muszki,
A zapijam zimn4 rosą."

Mickiewicz jednakże poszedł nie tylko w tern za ludowemi legendami, wyrazy nawet poswzególne zapamiętał i do swego wprowadził utworu, jak o tern moze poświadczyć słowo "kamuszek",
które się cz~sto powtarza w pieśniach ludu litewskiego 2), a które
dopiero za pośrednictwem Mickiewicza dostało się do Husalki Dniep1·ow,u' Puszkina 3).
1) A. J. Gliński. Bajarz. I. str. 202--218. Motywy Rybki widzimy też w ukraiu.skich pieśniach i podauiach : U ud cz e n k o. Już n or us ski ja skaski. IL str. 51. M. Dragomauow. Swod. mał. pried.
str. 352. P. Czubi11skij. Trudy. IL str. 459-465. nr. 141. Kulisz. Zapiski o jużnoj Rusi. II. str. 24. Etnograficzeskoje
Obozrienije. VIII str. 155. J. Moszyńska. Bajki i zagadki
1udu ukraiuskiego. Zbiór wiad. IX. str. 99--102. nr. 8.
W niemieckiej legendzie: Grimm. Bajki dom o w e i dziec i n n e
I. str 69-71. nr. 11.
:1) Lud w i k z Pok ie w i a. Li twa. str. 82. A. Petr o w. Lud
ziemi dobrzyuskiej, str. 62. nr. 54.
3) Dr. O. Tret i a k. Pr o w p ł y w 1\1 i c k e w y c z a. str. 9-1 O.

169 -

W końcu na usilne prośby sługi wynurza się z kryształowej
wód toni matka dziecięcia w postaci złocistej rybki:
,, Wtem rybią łuskę odwinie,
Spojrzy dziewicy oczyma.
Z głowy jasny włos wypłynie,
Szyjka cieniuchna Rię wzdyma.
ł{a

licach różana krasa.
Piersi jak jabłuszka mleczne,
Rybią, ma pletwę do pasa'' ....
Również

i ten fakt wynurzenia się rusałki wziął l\Iickiewicz
bez żadnej zmiany z ust ludu, w przytoczonej bowiem powyżej legendzie wypływa tak samo świtezianka, aby dać piersi
dzieciątku. Tu atoli, świtezianka występuje w odmiennej anizeli w poprzedniej balladzie postaci, tu b0wiem do połowy tylko ma postać
dziewicy. Kształty jej równie piękne jak w Sw1'.tezt'., urocze, pociąga­
jące, a jednak li tylko z legend i wierzeń ludowyeh skreślone, bo
i w gminu opowieściach ukazuje się często „pół-panna, pól-ryba zachwycającego lica, cudownych oczu, uroczego uśmiechu, czarownego
głosu i wdzięcznej po pas kibici" 1).
rrak samo też jak w ludowej legendziP, matka - rusałka nakarmiwszy dziecię, kołysze je do snu, a napieściwszy się z niem do
woli, napowrót postać rybki przybiera. Myśl samą o tej macierzyń„
skiej trosce Krysi o niemowlę mogły l\Iickiewiczowi nasunąć oprócz
ludowej legendy także i wierzenia ludu, z którego pieśni on nową
nić wysnuł do swojej poezyi.
Wszak i lud wierzy, iż matka po
śmierci przychodzi często do swego dziecięcia, ,,karmi je, kółysze do
snu i potem znowu do ciemnPj odchodzi mogiły 2). Wierzenia te są
rozpowszechnione szeroko, o czem można się przekonać z ponizej
przytoczonych bibliograficznych wskazówek.
dosłownie,

1) A. ,J. Gli11ski. Bajarz. IV. str. :35. Por: O. Kolberg. Lnd.
VII. str, 25. nr. 35. VIII. str. 9. nr. 6. XII. str. 277. nr. 536. te n że
Mazowsze, V. str. 367, Z. Wasilewski. Jagodne. str. 96. nr. 24.
l) Grimm. Hausmiirchen str. o0. nr. 9. str. 70. nr. 10. W.
No wicki. S tu dy u m n ad w i er z en i am i i wy o braże n i am i l ud u u as ze go. Bibl. Warsz. 1893. IV str. 97. A. Petrow. Lnd ziemi dobrzyńskiej str. 129. nr. 67. A. Afanasiew. Poeticz. wozzr. nr.
str. 545. O. Kolberg. L n d. VII. str. 58. nr. 117. XIX. str. 114. nr.
446. Gazeta Lubelska. 1871. ur. 40. Dr. T. Kopernicki. Przyczynek do etnogr a fi i I u cl u ruskiego n a W o ł y n i u. Zbiór w i ad. XI.
str. 196, 1\1. Top pen. Wierzenia m:1zurskic. str. 794. Kolh erg
*

-

170 -

Nareszcie przyszla godzina kary za tę ciężką zbrodnię, jakiej
pan względem uwiedzionej dopuścił dziewczyny. Niebaczny wychodzi z żoną na przechadzkę w to właśnie miejsce, gdzie Krysia
niedawno śmierć w falach z jego przyczyny znalaiła. Długo nie było
widać starego sługi z dziecięciem, który nie śmiał wyjść nad rzekę
przed powrotem pana, lecz gdy noc nastała nareszcie, a nikt nie powracał, wyszed,t sługa z gęstwiny, w której się był ukrył z diiecię­
ciem, gdy w tem :
się

,, Uderza go widok nowy,
Gdzie pierwiej rzeczułka ciekła,
Tam suchy piasek i rowy.
Na brzegach porozrzucana
Wala się odzież bez ładu,
Ani pani, ani pana
Nie widać nigdzie ni śladu.
Tylko z zatoki połowE&
Sterczał wielki głazu kawał

I dziwną kształtu budową
Dwa ludzkie ciała udawał."
Próżno wolał na Krysię nikt się nie ukazał.
Przypominamy sobie, że dziewczyna umierając zaklęła kochanka,
by po swej śmierci w kamień się obrócił. ,,I tak też się stało niebawem. Maciej umarł, a ziemia go przyjąć nie chciała, lecz w postaci kamienia wyrzuciła na powierzchnię". 1) Że przykładów takich
znalazłoby się znacznie więcej, - o tern ani wątpić nie można. Wiara
bowiem luda w zakl~cie jest nadzwyczaj silna, a początek swój wzięła
w bardzo dawnych czasach, bo i dzisiaj zachowały się jej ślady w naszych przysłowiach n. p. ,,kląć w żywe kamienie" lub „milczy jak

Ohełms kie, wydał

Dr. J. Kopem icki. Kraków. 1891. Il. str. 140. Wi-

sła, VIII. str. 148 i 150. nr. 7. XI str. 586 A. Ile z ze nb erg er. Lit t ha u is che

Forschungen. str. 83-84. Dr. J. Karłowicz. Sierota w pieśniach
ludu. Upominek dla Orzeszkowej. Petersburg, 1893. str. 279. B.
Petranowić. Srpske nar. pjesme. str. 377-386 L. Siemie{1ski.
Pieśni skandynawskie
Poznau., 1843. str. 42. i nast. L. Potocki.
Pieśni ludu na północy. Biblioteka Warszawska. 1844. II. str.
295 i 524-527. l\I. Fed er owski. Lud biało r n ski. 1. str. 53.
nr. 158-159. i str. 58. nr. 172 -173. Noworocznik płci pi~knej
poświęcolly. Warszawa, 1833. str. 135--130.
1) I. Pi ą, t ko wska. Z życia I ud u o. m. Por: l\I. Do w oj n o
Sylwestrowicz. Podania żmojdzkie. II. str. 65.

-

171 -

Inna znowu legenda ludowa mówi, że „w kamień przez zaklęcie. obróconą zo~tała dziewczyna we wsi Młynach pod Strzelnem.
Poszła ona po wodę i długo nie wracała. Zniecierpliwiona gospodyni
zawołała: ,,A bodaj się w kamień zamieniła I kiedy tak długo z wodą
nie wraca". I zamienioną została owa dziewczyna w kamień, który
po dziś dzień niedaleko tej wsi się znajduje". 1)
Widzimy zatem, że i motyw tej strasznej kary, jaka spotkała
uwodziciela, zaczerpnął znowu Mickiewicz z nieprzebranej skarbnicy
wierzeń i przesądów ludu, który nie znając dokładnie praw przyrody,
a mając nadto nadzwyczaj bujną wyobraźnię, tłumaczy sobie wszystkie zjawiska na swój sposób, one są dla niego czemś niezwykłem,
zaklęty".

niepojętem.

W genezie zatem Rybki należy rozróżnić dwa główne motywy,
na których osnuł Mickiewicz całą baJladę, -- jednym z nich - opowieść o niewiernym kochanku, drugim baśń o rusałce, która dziecię co wieczór karmiła. Około tych dwóch elrnentów ugrupował poeta
cały szereg szczegółów zgodnych zupełnie z wiarą ludu, całą mas~
pomniejszych ornamentów, które nie tylko ze sobą się razem zgadzały,
lecz wogóle mogły dać o poecie bardzo chlubne świadectwo, że się
kształcił w łączeniu poszczególnych motywów, że umiał je zmieniać
i zastosowywać według potrzeby tak, iż nieraz dość od siebie dalekie akcesorya wychodziły z pod jego pióra jako wykończona całość.
Dr. rrretiak :i) atoli sądzi, iż poeta nie umiał połączyć należycie matki
rusałki z dziecięciem. ,,Dwa te motywy, powiada szan. autor, nie dały się sprządz tak, aby je można zakończyć razem: to też
1) O. Kolberg. Lud. XV. str. 51. nr. 3. Por: tamże, nr. 4,
5, 6. III. str. 34. przypisek. V. str. 48. X. str. 139. A. A fa n asie w.
Poeticz. wozzr. II. str.503. i n. str. 674 i n. P.Czubińskij. Trudy
I. str. 89. 1\I. F cd er o w ski. Lud ok o I i c Ż arek. Il. str. 328. O.
Kuo op. Po dau i a. IX. str. 477. nr. I. str. 478. nr. 3. wogóle 477481. M. I. Mały n o w ski j. Pr os to n ar od n i op o wid a n i a. str.
185 i 190. N. 1. Siła roditielskago zaklatija po narodnim
r a ·z ka z am K np i a 1'.t ska go u j ez da C h ark o ws ko j gu b. Et n ogr a fi cz. Ob o z r ie n i je. III str. 41. L. Siemieński. Pod a n i a.
str. 86-87. nr. 83. W. von Schulenburg. Die Steine im Volksg I a u b e n d e s S p r e e w a I d e s. Z e i t s c h r i f t f tł r E t h n o I o g i e.
Berlin, 1880. XII. str. 252-260. K. W. W o J ci ck i. Kl ech dy. str.
9 3 - 9 4. R. Z a w i I i i1 s k i. P o d a o i a g ó r a l i b e s k i d o w y c h. W i s ła ,
II. str. 23-24. Tworzymir. Wyjaśnienie pocz1Jitku niektó•
ryc h przysłów. Bib I i ot eka W ars z a wska. 1864. I. str. 274-.
i nast. M. Fed er owski. Lud białoruski I. str. 165. nr. 512
-514 ..
:i) A. Mick ie w i cz. li, str. 48-49.

-- 172 ·pier·wszy motyw się skończył, kiedy drugi wisiał i poeta nie wiedział,
co z nim zrobić. Odrzucić go całkiem ·1 Szkoda! ten drugi motyw
wprowadził właśnie do ballady najpiękniejsze strofy... Więc cóż
innego? Oto rzucić taJcmnicę na zakończenie i w jej cieniu urwać
nić drugiego motywu".
Ja ato'i sądzę, że i ten pogh1d Dra Trr,tiaka nie jest zupełnie
słuszny. Owszem, oba motywy t. j. matkę ; dziecię połączył poeta
tak razem, ze je równocześnie zakończył nie urwawszy wcale drugiego. ~ądzę nawet, źe nie potrzebuję moich słów bliżej uzasadniać,
gdyż za zniknięciem Krysi-świtezianki musiał się skończyć i drugi
motyw, -- sługa nie miał już po co przychodzić z dziecięciem, które
zresztą nie było działającą osobą, autorowi Rybki nie chodziło o nie
wcale, gdyż ono nie mogło się było przyczynić do rozwoju akcyi
balladowej.

5.
Wszystkie niemal ballady i romance są ściśle związane z wypadkami życia poety, szczt,gólniej zaś te, które powstały w okresie
niepewności, jaka ogarniała Mickiewicza przed ślubem Maryli. Kiedy
Mickiewicz po feryach wakacyjnych 1820 roku wyjechał do Kowna,
unosząc ze sobą gałązkę cyprysu i splotek włosów kochanki - widząc
się zagrożonym w swoich marzeniach przez możniejszego rywala,
jakkolwiek jeszcze nie tracił nadziei w spełnienie swoich zamysłów,
popadał jednak już wtedy czasami w melancholijną zadnmę, do czego
się zapewne musiała przyczynić i ta samotność, w jakiej podczas pobytu w Kownie pozostawał. Owocem takiej chwilowej zadumy była
romanca -- Kurhanek Maryli, w której poeta wieszczem niejako ogarniony przeczuciem przewidział niedaleki koniec swoich miłosnych
zapałów.

Powszechnie dotychczas mniemano, iż ów napis pod nagłówkiem
utworu umieszczony - ,,myśl ze ipfrwn litew~kie!Jo", jest pozbawiony
wszelkiej fakty~znej podstawy, a został chyba dlatego tylko wydrnkowany, ażeby tem lepiej ukryć i zaciemnić stosunek poety z Marylą.
My jednakze ośmielamy się nad tem zdaniem położyć, jeśli dziś nie
stanowcze vetu, to przynajmniPj wielki znak pytania.
Wiadomem jest to, iz lud białoruski i litewski udaje się w dzie11
zaduszuy na groby i tam nuci zalosne śpiewy, których początek sięga
bardzo odległej starożytności: ,,Matka po córce lub synie - córka
po ojcu lub matce - żona po męfo, ko<;hanka po ulubionym i t. d.
de iure głosić czyli płakać muszą .... Naiwność ich wyrzeka1i, używa­
nych do tego śpiewu jest do nieopisania l Jest to długa rozmowa

-

173 -

z umarłym w kształcie narzekań, zapytywań 9 przeprosin i t. cl." 1).
Na podstawie więc tego szczegółu sądzę, iz przypisek Mickiewicza,
jakoby myśl do Kurhanka :Maryli została z poezyi ludu zaczerpnięta,
- nie jest dla nas bez znaczenia. Bo czyż inaczej przedstawia się
nam cała akcya zawarta w utworze? Wszak i tam tak samo kochanek, matka i przyjaciółka wychodzą nad mogiłkę .Maryli, aby zapła­
kać nad jej przedwczesnym zgonem, wszak i u Mickiewicza eały
sposób nawet ich wysłowienia się i owych skarg nadgrobnych odpowiada zupełnie pojęciom i wyobrażeniom prostego ludu. Weźmy n. p.
taką zwrotkę ze skargi matki :
,,Kto nas na obiad zawoła?
Kto z nami 1,itdzie do stola ?
Niemasz, ach niemasz komu!"

lub ze skargi przyjaciółki:
,, Któż mi zwierzy sit szczerze,
si~ ja powierzt ?"

Komuż

a czyż nie czuć w nich dźwięku żałobnej mudy litewskiej :
,,A! kto mi teraz ręce, kto nogi ogrzeje ?
J{to włos mej głowy zaczesze i splecie ?
Kto mi twan moję obmyje ?
Kto mi słodkie powie słowo?" 2).
Myśl więc

sama mogła być wzięta z jednego z takich spiewów
)udowych, co zaś to była za pieśń. z której Mickiewjcz zaczerpnął
pomysł, a może poniekąd i treść do ·swego utworu, tego mimo
długich 1 mozolnych poszukiwań wykryć nie byliś1riy w stanie. Wszystkie wogóle osoby byłyby zupełnie zgodnie przedstawione z charakterem czysto ludowym, gdyby nie sama forma, w jakiej Mickiewicz
akcyę utworu starał się przepruwa<lzić.
Niezawodnie pod wpływem
Karpińskiego, - uciekł się do wyraźenia skargi ludu w formie konwencyonalnej sielanki, która mogła odpowiadać uczuciom tylko wyzszych warslw społeczeństwa, nigdy zaś ludu.

1

A. Rypi11ski. Białoruś. Paryż, 1840. str. 61-62. Por.
XI. str. 586.
2
) J. I. Kraszewski.
Litwa, Wilno, 184fi. I. str. 314. Por.
tenże, Daiuos. (Athaeneum 1844. II. str. 147-149. nr. 3--5).
)

Wisła,

C, d, n.

Stanisław

Zdziarski.

Piosnki

Jabłonkowskie.
(Śh1sk austr.).

Lamenta Jackowe. 1).
1.

Boże, lloże ! cóż
Uhoć

sie dzieje, nic rodzi sic, choć sic sieje,
sie sadzóm ty ziemnioki, wiclko bieydo na ty Jacki.

2. Dawniej o moc lepi było, kiedy tu w gorach sie rodziło,
To i Jacek móg podskoczić, i wiesioło se zanucić.
3. Z browaru piwa dość mioł, grzotóm 2) sebie także pijoł,
Przi cymbale i fagocie śpiewał piskoł w cudnej nucie.
4. Na śniodanie pojod sebie szkopowiny tłóstej godnie,
Uwarzonej z ziemniokami, aże fuczoł za krosnami.
5. Na połednie wieprzowiny funt i wiencej, jak to użymy,
W niedziele zaś krzonu miska, jak oliwa tako polywka.
6. Na wieczerze to mi wiP,yrzcie, jeśli kłamiym, to wy zmiyrzcic,
Brutfan 3) jelit z ziemniakami, i kapusta ze szpyrkami.
7. O dziewióntrj bóch do łóżka, hrapoł sebie, aże Maroszka
Prziśła k'niemu, aby . . . . . . . . . . . . . . . . .

8. Stowaj Jacku, stawaj. miły, bo godziny już wybiły,
W oło rano jego żonka, a na stole już prażonka. 4).
9. Hóp do galot 5), hóp do ciżem 6), przeżegnoł sie świyntym
[krziżym,

Biere wode umywo sie, rzyko głośno Ojczynasze.
10. Dzieci go zaś posłóchały, przełożonych szanowały,
Z Justicarym 7) sprawy ni mioł, a Nofara 8) ani nie znoł.

Jaś

1) Nazwa Jackowie pochodzi z węgierskiego - Jacygowie lSzulnok komitat Bezyni, Jaś Apóty, Jacygćn Komitot},
2) wódka warzona,
3
/ rondel,
•) potrawa z mąki domowej upieczona i umaszc;,,;onn,
& ) spodnie,
8) Luty kordyLony z kuczkami u wierzchu ozdobione
7) najwyższy urzędnik arcyks, Kamery w pow. Jabłonkowskim,
8

)

rejent,

-- 175 -

11. Taki żici miywoł Jacek, pokiel jeście móndry Jacek,
Z Ilrandenburkieym 1) i Orawóm 2) konał 8) handel z do[bróm mrawóm 4).

12. Pokiel 5) jeście Bogu słóżił a dowcipu swojigo użił,

Nie cyganił, nie lacbmanił 6), cudzych dobrów nie potyr[manił 1 ).

13. Gdy mioł litość nad nyndznymi, rod odpuścioł drugim winy,
Gdy chamowoł jenzyk ostry, nie obmółwoł braty, siestry,

14. Wtedy zbożo dość było, ziemnioków sie urodziło,
Krowy dobrze sie doiły, śliwki, gruszki sie rodziły.
15. Bóg im bowiem błogosławił, nyndzy żodnej mu nie stawił,
W dornie jego i na polu, aby wolnym był od l>0la.
16. Miewoł

strzybła,

złota

dosyć,

nie potrzebowoł przyndze
[nosić

Na ramieniach lebo w kobieli 8), jeżdził we wózku jak
[w pościeli.
1 7. Woda zdrowo z pod Dadoka 9 ) do stawu i na młyn ciykła,
Mleł zboża na miel'Zice 10 J, pili mlyko i że1'iczice 11 )

18. Gdy sioł sebie do kościoła, świeciła sie kamizola 11 ).
Futrym cistym podsiwano, koszula plócicnno bioło.
19. W świynto i niedziele wdycki, nosił na szyrokim pasie
Nogawice 13 ) jako sprenżiny, nie cierpiał w nieb żodnej żimy,

20. Mentyk t-ł) modry z wyłóżkami, ze strzybernynii kneflami u.),
A lau.coszki bardzo śliczne: miały na nim miejsce liczne.
1

handel pl'ótncm z Prusakami,
handel płótnem z Arawcami na Węgrzech - Arva Komitat na 'Węgrzech,
3
) prowadiil,
•) z uczciwością,
~) pok~d,
11
) nie próżniaczył,
7) nie przehulał,
8
) nóżka
drewniana, na której nosili tkacze )Jrzęd:r.i; do domu,
11
} Żródłu sły1111e ze zimnej wody przy Jabloukowie w Szi g Id,
10
) korzel: 1
2

)
)

11

)

Żl~ntyca,

surdut z dwiema rzędami srebrnych guzikow,
13 ) obcisłe spodnie kroju w<;gierskiegu ze sznurami,

12

)

Ił) kożuch

jak żupan,

H,) guziki,

ze

srebrnymi

guzikami,

łańcuszkami,

haczkami

d.

t.

podobny

21.

176 -

baranica 1), kieróm 2) dała Kotelnica 3),
Gdy tam liszki jeście pobyt i dobry kiermaś miały.
Głowe kryła

22. Bóty nosił truc 4) Madziara i móg z nimi do kościoła,
Wstampić śmiało, i na fa.re, a nie byłby dostoł kory!
23. Dziewuchi i kobietki szwarne ") chwały godne a nie marne,
Trudno ci tu opisować, krase ieh wyrysować.
24.

Były

to insie czasy, dwacatników 6 ) pełne kapsy,
Drzewa nazbyt wsicki lasy, ści~ścią, zewsiónd aż po pasy.

25. Ale teraz cóż sie stało, nendzy dość a zbożo mało,
Straśnóm bieyde każdy klepie, Boże! kiedyś to bedzie lepi.
26.

Nimaś

teraz skiel dobierać, ani sie 11 kogo wspierać,
Bo kapsy i piwnice suchotami wyschły szwarnie. 7).

27. Gumna próżnE', sklepy puste, ziemnioki zgniły a kapusta
Mokra wielki, jaki były, bardzo nam też zniweciły.
28.

Strzybło, złoto i łańcuszki, pasy drogi i orpanty 8),
Nogawice, mentyk, mycka powandrowały już do Ićka.

29. W zimnej izbie wilki wyjóm 9), strzewa 1 0 J chodzóm z pro[cesyjóm,
Kamizole potargane, płócienioćki 11 ) poszarpane.
30. Wieprzków nimoś, bo już w Szigle 12 ) narobili z przyndzóm
!_figle 13 ),
Ani piwo też nic warzóm, kotły kupił żidek z kadzóm 14 ),

1) czapka z kureczką i aksamitem futrowana jesl z wydry albo z lisiej skóry,
') którll,
3) nazwa lasu w pcw, Jabłonkowskim,
4) jak Madziarzy,
6) hoie,
8 ) moneta 20 ctn. za cesarza Franc. I. i Ferdynanda II. srebrna,
'') zuaczy tyle cu „za bardzo, za dużo",
8) łańcuszki filigranowej czystej ro boty,
9) wilki wyją - znaczy tyle, że dzieci z głodu płaczą, że się im chce jeść,
io) strzewa chodzą z procesyą - znaczy tyle, że z głodu kiszki w brzuchu
skurczały, (strzewa-kiszki ),
1
J) spodnie z białego płótna do roboty, za krosna na dzie1·1 powszedni,
12
) miejscowość pod Jabłonkowem, w kt, rej wybudowano pru:dzalnię,
13
) narob1li z przędzy figle znaczy tyle, że fabryka zrobiła konkurencyę tkaczom
Jabłonkowskim, których było do 1860 ,. 600 tkaczy,
11) kadzia,

-

177 -

31. Przi tym tkactwie cóż zarobiś, tyn pożitek lachko 1) zjysz,
Musiś giuónć w tych ponurach, gdy cie żidek mo w pa[ zurach.
32.

Jużby człowiek

niemal sebie żici odjół w taki bieydzie,
Ale jeście niechóm tego, wybaw Panie mie od złego.

33. Bo choć jest tych grzychów brzymie, przeca :i) Jacek sie
[ nie zmienił,
Ani w N i e me a, ani w Mad z i ar a , chowa dziatków
[ swoich wiare.

W dzień św. Grzegorza Wielkiego,
I

12. Marca.
Obchód w ,Jabłonkowie. 3).
Uhodzy chłapcy z Jabłonkowa ustroiwszy obrazkami, wstążkami i preclikau1i (obwarzanki) młodą hrzezinę 1 niosąc ją, ohcbodzą z koszykiem na ręku po
dornach. Przy lem śpiewają pieś1i n·1sl~pującą:

1.

Dziś święntego

Grzegorza,
Kicrego 4 J Bóg z za morza
Cudnóm rynków 5) wyprowadził,
Na papieski tron posadził.

2. Gdo swe dziotki miłuje,
Im przeszkodzo złego,
A do szkoły je piłuje, 6)
Ać sie uczom tego.
3. Najprzód Roga poznania,
Stworziciela swego,
Jego przykazań pełoiynia,
Ku czci i chwale Jego.

1) lekku,
3 ) przceiez,
3
) Jako przyczynek du artykułu „Gregorjanki", Lu<l Ir, str, 1D8., podajemy OWi.\
notatkę u tym ubchudzie, jaki po dziś dzicr"i się oduywa jeslCle 1 oraz i pieśń, którą
miał ułożyć śp. Adam Sikora, tkacl-poela w Jaułonkowil! (Re<l.).
4) którego,
6) ręką,
6) pilnie uczęszcza,

-

178 -

4. Z tego pożitek bedzie,

Gdy z wiaróm i nadziejóm,
Oraz z miłościwym syndzióm, 1 )
Zbawi sie kolejóm. 4)

5.

Jeśli

dziatek nimocie,
To mi na papiyr 3 ) dej cie,
Jednym groszym albo dwiyma, ł)
Mało zubożicie.

fi.

Bedyme 5 ) za was prosw
Ojca niebieskiego,
Aby was racził przipuscić
Do królestwa swego.

Proś~a tolen~nitów ministrantów Ja~łontowstic~ ,
którzy chodzą w godni święta po domach i o dary proszą.

1. Prosime was miły Panie - O jaki podarowanie,
Stała sie nóm wielko bieyda
Wygorzała nom kolyba. 6 ).
2. Trzeba nóm budować nowóm
Jako w Iletlemie takowóm,
Ażebyśmy w ni mógli z rana -- Chwalić niebieskigo Pana.

Piosnka o Jackowie 7) (Jabłonkowie).
I. Stónd pujdzieym w te piekuc czasy
Het przez gory i przez laciy,
Przez Godule 6) Jaworowy 9),
Do samego Jabł6nkowa.

1) si;dzią,
2)
8

koleją,

papier,
•, dwiema,
S) będziemy.
11
) kolt:ba na szaJasiu, gdzie pasterze mieszkają.
7 ) tak nazywają górale na całym Śląsku Jabłonków (Jacków-Ja~ów),
8) góra w okolicy Trzy11ca

1
9) góra w okolicy Trzy11ca,
)

179 2.. A choć my sie tak zmacholi, 1)
Śpiwać bedyme 2) wom doli,
O ostatnim ślói'lskim 3 ) mie;cie,
Jabłónkowie i przcdmiejściu. 4).
3. W Jabłónkowie sóm Jackowie, 6)
Rozumióm każdej mowie,
Handlujóm z Uchrami 6), z Turkem, 7)
Śli na sza11cc 6) z Brandenburkiym. 9)
4. Po różnych krajach handlujóm,
Kandy 10) pomyśli, tam wandrujóm,
Z wsickigo pozitck majóm,
Z fortelu 11 ) sie uie wydajóm.
5. W Orawie 12 ) we dnie i z rana,
Uwidzi Jabłónkowiana,
Bo tam majóm czynste ' 3) sprawy,
Kiere 1.4) nie sóm B) dlo zabawy.
6. Jak sie wsiscy pozbiyrajóm
Do domów, a w nich zostanóm,
Wtenczas isty 16 ) znak już bedzie,
Że sónd 17 ) Boski pryndko t&) przijdzie,
7. Nie wiym 19) wiyncej 10) w mojej mowie,
Powiedzieć o Jablónkowie,
Przctóż niechóm jego chwały,
llom już stracił koncept cały.

Alojz;11 BenJamin ·Fiillbier.

1) ukonali - ustali w podróży 2) będziemy, 3) śląskim, ') część .miasteczka
6) Jabłonkowian nazywają Jackowie, Jaśowie, z węgiers. Jaeygów, 8) Wę­
grami, 7) Turkiem 8) śza11ce, warownia w Mostach gminie za Jabł. na granicy węgiers.
nad Jahł". przełęczą. wybudowana przez X. Adama Wacława Ciempińskiego w r. 1678.,
9) tak nazywają Prusaków w Jabłonkowie. Szli 11a sza11ce z Brandenburgiem, znaczy
tyie, że w ciągu 7-let. wojny z .Maryq Teresą byli Prusacy w Jabłonkowie i wzięli na
przewódzcę jednego J.icka,
ażeby ich prowadził na sza11ce, i tak w naslępn. lataeh:
174~. li4t 17:,7, li5!ł, 17!50., a ostatni napad Prusaków w r. 1762. w ciągu 7-let. wojny.
W roku I~Go w wojnie austr.-pruskiej znów szli na szai1ce po ostatni raz, 10 ) gdzie.
'') ze sprytu się nie wydają, 12 ) Orawa stolica na Węgrzech-Arva-komitat w podtalrzu
położona. Jabłonk. handlowali płótnem z Orawcami, całym,
a) częste znaczy, ze zawsze, U) które, 1i) sq, 16 ) pewny znak, • 7 ) sąd, 11 ) prędko, 19 ) wiem, 20 ) więcej,
Jabłonków,

ROZMAITOŚCI LUDOZNAWCZE.

Przysięga ke biety cięzarnej u Zydów.
:r.
U Żydów tak samo jak u innych ludów napotykamy wierzenie, że za.
chowanie si~ kobiety ci~żarnej może zaszkodzić jej lub też dziecii;iciu, które
się narodzi. I tak n. p. u Żydów panuje wierzenie o zapatrzeniu sii;i ; kobieta ciężarna nie powinna zaglądać przez dziurkę od klucza, gdyż dziecię
będzie ciekawe; nie powinna nikomu nic zabierać, gdyż dziecię bi;idzie zło­
dziejem; nie powinna jeść owoców bliźniaczych, gdyż dostanie bliźnia­
ki i t. p. 1).
Do zwyczajów, albo powiedzmy raczej do prawa zwyczajowego u Ży­
dów należy przepis, że kobieta cii;iżarna nie może składać przysięgi, wzgl~rlnie
że od jej wykonania jest uwolnion~. I n innych ludów znajdujemy to wierzenie; i tak zapewnia Ploss (Das Weib t I str. 508), że w Oldenburgu
kobieta ciężarna nie powinna składać przysięgi.
Fakt, że kobieta ciężarna u Żydów nie składa przygię~i, jest po•
wszechnie znanym. Ilekroć żydówce, znajdującej się w stanie błogosławio nym, wypadnie w sądzie składać przysięgQ we własnej sprawie, albo też
świadczyć, uchyla się od tego, a wsze1kio groźby sądowe, a nawet i możli­
wość przegrania sprawy z powodu niewykonania przy9iQgi. nie zdoła wpły­
nąć na jej postanowienie.
Z licznych wypadków, które mi są, znane ze spraw sądowych i o których osobiście się przekonałem, przytaczam następujące!
1) W sprawie pewnej firmy węgierskiej przeciw X , prowadzonej w r.
1894. przed Slłdem krajowym we Lwowie, dozwolono pozwanej wyrokiem
przysiądz. Pozwana zgłosiła się do przysięgi, na terminie jednakowoż
wyznaczonym w tym celu, prosiła o odroczenie, powołując si~ na to, że znajduje się w stanie brzemiennym, a prrnpisy religijne żydowskie nie zezwnlają,
na złożenie przysięgi przez kobiet~ ci'ilżarną,. Sąd odmówił prośbie i uznał
przysięgę za niewykonaną.
2) W procesie drobiazgowym firmy lwowskiej Mojżesza Woska przeciw X., prowadzonym w r. 1896. przed siidem powiatowym m. del. sekc. I.
we Lwowie, S'ildzia, kierują.cy rozpraw4, postanowił przesłuchać i zaprzysią,dz
pozwami.
Ta oświadczyła jednakowoż, ~e przysięgi nie złoży ze względu na
stan brzemienny, wobec czego s~dzia zasą,dzil ją, na zapłacenie sumy, której
domagał si~ oskarżyciel.
1) Prw. o zachowaniu s:Q kol,iely cięzarnej u rozmaitych ludów PI os s,
llas Weih in der Natur u Viil1.erkund<', t I. slr. fi()j i n. (:~. wyrl.); tego z: I>as
I\ ind in Brauch u. Sille dN V iii ker t. J., slr. fi i n.; F. 8 Kr a us s. Sille und
Rrnuch der Siidslaven 18b5. str. !'ii'i4 i n.; Ta I ko- II r y n c c w i cz, Zarysy
lecznirlwa ludowego na Tiusi południowej slr. o~ i 430

-

181 -

3) W sprawie Wilhelma Bubera przeciw Abrahamowi S. zast~pca powoda powołał na świadka żonę pozwanego, obecną, w sali rozpraw. Ta nie
chciała jednakowoż zeznawać, powołując się na widoczny swój stan brze•
mienny.

4) W sprawie X. przeciw H. z., prowadzonej w sądzie powiatowym
w Przeworsku, uchwalono przesłuchanie świadka A. z. Z. T. Są,d przeworski
wezwał są,d lwowski o przesłuchaniu wymienionej; ta jednak nie stan~ła na
terminie, lecz wniosła prośbę o udzielenie kilkumiesięcznej zwłoki do zło­
żenia świadectwa, powołując się na to, że znajduje się w stanie błogosła­
wionym i z tego powodu nie może złożyć przysięgi. S!id przychylił się do
tej prośby.
5) W spruwie Markusa Graffa przeciw Amalii H. o wypowiedzenie
pomieszkania oświadczyłem awizatce, jako jej zastępca, że będzie masiała
złożyć w Bildzie przysięgę na okoliczości, naprowadzone przez nią,.
Na to
odrzekła, że sędzia nie może do tej przysięgi dopuścić wobec tego, iż ona
znajduje się w stenie brzemiennym.
6) W sprawie drobiazgowej Szymona Tremskiego przeciw B. H. miał
pozwany wykonać przysięgę. rrego jednakowoż nie chciał uczynić i zawarł
z powodem ugodę. Zapytany o powód, oświadczył mi, że córka jego jest
w stanie błogosławionym i dlatego on jako jej ojciec przysięgi nie może
wykonać.

J:J:.
Sprawa czy kobieta ciężarna u Żydów ma obowhizek wykonania przyprzedmiotem anormowania przez ustawodawstwa

sięgi, była niejednokrotnie
państwowe 1).

I tak pruska ordynacya s4dowa z zeszłego stulecia zawiera postanowienie, że stan ciężarny Żydówki nie jest powodem do zwolnienia jej od
wykonania przysięgi w razie sprzeciwienia się strony drogiej, co wskazoje
na to, iż panowało przeciwne przekonanie :.i).
W Autryi w r. 1836. Najwyższa władza sprawiedliwości (Oberste
Juslizstelle) we Wiedniu z powodu rzeczy\\istf'go wypadku wystosowała zapytanie do rabinów i władz krajowych, czy można dopuścić żydowski} kobietfJ
ciężarną, do przysiegi. Mannheimer słynny rabin we Wiedniu, i rabini w Czechach i na Morawie ośwhdczyli si~ przeciw dopn~zczeniu. Tak samo oświad­
czył si~ rzqd krajowy w Czechach, natomiast rz4d w Anstryi niższej za dopuszczeniem 3).
W nowszem ustawodawstwie niema postanowienia co do przysifJgi
kobiety ciężarnej. W każdym razie przytoczone przykłady świadczl} o tern,
że Żydówki ciQżarue nie chciały przysięgi wykonać
1) l'rw. nr a Z. Fra n k I a „Die Eidesleislung der Juden in theologischer
und historischer Beziehunt' 2. wyd. 18.i7. str. 123, 124 i 127.
2) PosJanowienia państwowe dotyczą często także kobiety w okresie menstruacyi. U .Zyd()\V kobieta w tym czasie przysięgi wykona<: nie może.
8) G. W o I f: Ocschichl(! det· Ju<len in Wien ( IIJfifi-187/JJ, Wied. 1~7" r.,
s. 145, nr. 1.

J:J:J:.
Kobiety cięźarne powołują się zawsze na przepis religijny żydows'ki,
który im zabrania składania przysięgi. T:ikiego samego zdania jest w ogóle
lad żydowski Przepisy ·więc wedle tego zdania nie mają takiego znaczenia,
iżby- zwalniały k0bietę cięfarną, od obowiązku składania przysięgi i nie
zmuszały jej do tego, a tylko
w razie jej zgodnego oświadczenia zezwala}y ua wykonanie, lecz są przykazaniami, z których przekroczeniem łączą.
się katy. bądź to doczesne, bą,dż wieczne.
Zdanie to jednak jest mylnem.
W biblii niema przepisu, którJby kobiecie ciężarnej zabraniał złożenia
przysięgi 1 ). Owszem Numeri (Roźdz. V. 11-31), normują, pl'Zysięgę kobiety, posądzonej o cndzQłostwo, tzw. Sota, a ta mogła nawet w stanie cii;żarnym składać pnysięgę 2). W tym wypadku przys 1 ęga 1:iyła dozwoloną,
o przymusie jednak niema mowy. Później w Clw~cn JIIi:s;:pot (roź<lz. 911. §.
6.) zawarte było postanowienie, że kobiety ciężarnej do wykonania przysięgi
zmusić nie można. Podczas gdy więc przepis biblijny hył specyah..ym, ten
przepis był ogólnym Nie doszedł on jednak jeszcze do zakazu. l>opiero
z biegiem czasu wytworzyło się prawo zwyczajowe, które z zezwoleuia zrabiło zakaz, tak że kobiecie ciężarnej nietylko wolno się uchylić od złożenia
przysięgi, lecz wprost wykonanie tejże jest jej zakaz anem.
PrzPkonanie
o zakazie składania przysięgi przez kobiet~ ciężarną jest tak głębokiem, że
nietylko nic wykonuje ona przysięgi formalnej, lecz nawet nie zaklina się,
gdyż to stoi na równi z przysięgą :-1).

:CV.
Jak powstało zdanie, że kobieta ciężarna nie powinna • składać przysięgi? Prz-edewszyslkiem wypada zaznaczyć, że Żydzi w ogóle niechętnie
składają przysięgę. Każdemu prawnikowi znane SI} wyp~dki w których Żyd

tylko dlatego przegrał spra"ę, że nie złożył przysięgi. Zyd w procesie stara
się, aby tylko przeciwnik złożył przysięgę, i prosi swego adwokata. aby dbał
o to, by on sam nie musiał jej składać. Jeżeli zapada uchwala przesłuchania
pod przysięgą, Źyd gotów jest się pogodzić. Sędzia, znający Żydów, przerywa po wydaniu uchwały tego rodzaju rozprawę na kilka minut i z reguły
następuje ugoda. Nieraz napierają sami Zydzi na Żyda, który winien
złożyć przysięgę, aby się pogodził. Jeżeli Żyd w drobnej sprawie chce zło­
żyć przysięgę, lub ją składa, inni go przeklinajl},
Byłem raz obecny przy
rozprawie, gdzie Żydzi urządzili składkę, aby zapłacić kwotę żądaną, przeciwllikowi Żyda, który miał pnysiądz, byle uwolnić swego współwyznawcę
od przysięgi. Ta niechęć do składania przysięgi objawia się nawet u inte-

') Prw. Wolfgang - W c s s el y. Kann eine jUdische Frnu wiihrend
ihrer Schwangcrschart nach Grundsii.lzen des jiidisclH·11 l,irchenrechles ,ur Ahlegung eines E:des zugelassen und im W<~i 5erungsfalle deni verhaltcn wcrclen ·, 1'!,c111is
1837., str. 10, i n.
1
) Prw. o tej przy,iędzc i jej dalszym rozwoju - J) us cha k.
Das mosaischlalmudische Ehere<·ht, Wiede11 l.'JG4-., str, 2~, 1::31 i n,
3
1 \V Hzymie były Westalki zwolnione od przysiQgi; jlmncn dialis nic mógł
wcale jPj składać.

ligentnych Żydów. Jeżeli ktoś jest powołany na ~wiadka, stara !iiię strony
pogodzić, aby nie składać świadectwa. Znam wypadek, gdzie świadek przez
dwa lata godził strony, jedynie aby nie składać świadectwa.
Jeżeli taka niechęć do składania przysięgi istnieje u Żydów w ogóle,
to tem łatwiej można j4 wytłumaczyć u kobiety cieżaruej, która się znajduje w nienormalnym stanie psychicznym. ·wzgl4d na przyszłe dziecii: odgrywa znaczną rolę. Wogóle panuje przekonanie, że pewne zachowanie się
kobiety brzemiennej wpływa na dziecię. 'rak i w razie składania przysięgi
przez ciężarną. mogłoby dziecię otrzymać skłonność do składania przy!łięgi,
co wobec niechgci Żydów do przysięgania byłohy złem
Podobne wierzenie znachodzimy wedle Plos.m (Das Weib) na malajskim
archipelagu, gdzie kobieta ci~żarna nie może być świadkiem w są.dzie, aby
nie być obecną. przy kłótni. W tym bowiem wypadku kłótliwość mogłaby
przejść na dziecię. Inne wierzenie twierdzi, że dziecię miałoby ci4gle ze
s1dami do czynienia. Także w Rzymie, Atenach i Egipcie nie mogły kobiety ciężarne stawać w s1dzie.
Także i forma przysięgi Slłdowej wpłynąć mogła na to, że kobieta
ciężarna jej nie chce wykonać. Składający przysięgę wzywa Boga na świadka,
że jego twierdzenie jest prawdziwem i zarazem ściąga kary na siebie na
wypadek, gdyby przysięga była fałszywą.
Kara musiałaby trafić w razie krzywoprzysięstwa i dziecię w łonie
matki, jako czę~ć składow4 jej samej. Dlatego też twierdzi kobieta
ciężarna, że nie przysięga, ponieważ tylko za siebie może wykonać przysięgę,
a nie za dziecię.
Z drugiej strony w dawnej formie przysięgi wzywał przysięgający potomstwo na mściciela fałszywej przysięgi 1). Gdyby kobieta ciężarna przysięgę złożyła, dzieci~ przy tern obecne wiedziałoby o fałszywej przysiędze
i pomściłoby ją. Aby temu zapobiedz, nie składa ci'i)żarna przysięgi.
Zewnętrzna forma przysięgi, a mianowicie jej formalności, które z c_zaeem powstały i po części przez ustawodawstwo paustwowe tylko dla Zydów zaprowadzone zostały, mogły też przyczynić się do tego, że kobieta
ciężarna nie
wykonywała przysięgi
Już samo upomnienie na skutki
krzywoprzysięstwa było tak strasznem, że mogło niekorzystnie oddziałać na
Ci'i)żarn!Js; cóż dopiero forma, zwłaszcza, ie wyszukiwano najrozmaitsze utrudnienia 2 ).
Jak już l'yżej wspomniałem, u niektórych lodów kobieta nic może być
świadkiem, jeżeli znajduje się w stanie błogosławionym.
Prusiech zacho dnich, na Pomorzu, na Śląsku i na Rusi nie może być nawet matklł chrzestną t. j. świadkiem chrztu (Plos::;, das Weib) Jako powód przytacza się,
że kobieta ciężarna nie wie, co się dokoła niej dzieje, zatem świadczyć
nie może.
Ten powód u Żydów nie wpłyn1ł na zakaz składania przysięgi przez
kobietę ciężarn4. Prawo żydowskie zna świadków, nie zna jednak przysięgi

,v

1
) Prw.
.Tu 1 ius z a II ap p 1 a. nDer F,id im alten Testament",
(h. r.) s. 17.
2) Prw. wyżej przytoczone dzieło Frankla.

Lipsk

rn

-

184 --

świadka 1) ; dopiero

w XIV wieku pod wpływem ustawodawstwa pa11stwowego
pod przysięgfł.
Zakaz składania przysięgi przez kobiet~ ci~żarnl\ i przekonanie o złych
skutkach tegoż przekroczenia tak się zakorzeniły, że nawet krewniacy nie
chcą wykonywać przysięgi, gdy kobieta znajduje si~ w stanie brzemiennym.
Wyżej przytoczyłem przykład, w którym ojciec nie złożył przysięgi z powodu, że córka jego znajdowała się w stanie błogosławionym.
słuchano świadków

Dr. lrl Allerhand.

Ze zwyczajów wielkanocnych.
Poiwięcanie

pól.

W parafii siedleckiej (Siedlce, Przycież, .Łęka) w powil'cie nowosądec­
kim w drugie święto wielkanocne jest taki zwyczaj, że do dnia budzi gospodarz pastucha i parobków swych, aby- szli z wodą, święconą, z krzyżykami
i wiązkami słomy (okłoty) do pól, gdzie s1 oziminy pozasiewane. Do ka:
żdej oziminy wtyka z jednego i z drugiego końca krzyżyk, pokropi swi~couą, wodą, a potem pali garściami słomę ze wszystkich stron, aby dym
obsiadł całkiem ozimin~.
Krzyżyków narobiłł jeszcze w wielkim tygodniu z palm święconych
w niedzielę palmową,. Jeden krzyżyk przybija gospodarz nad sienią, domu
swojego. Krzyżyków takich jest czasem kilkanaście nad sienią, 1 tak długo
pozostają dopóki same nie odpadnQ. Ma to chronić od wszelkiej choroby
i in.wet od ŚOJierci.
Palmy święcone w niedzielę polmow11 są, nieraz wysokie do, 10 łokci,
poubierane w pąsowe a czasem w różnobarwne wstą,żki i batogami nowymi
lub postronkami puwią,zanc. Im tęższą, palmę czyli wyższą, parobek lub pastuch uszykuje t. j. zrobi, to za większego zucha uchodzi. Czasem z 1:1ą,­
siedztwa kilku razem składa się na uwicie takiej wielkiej raczej wysokiej
palmy.
Palmy takie wifłżłł z trzciny palmowej, z gałą,zek iwy, kłokoczki i sakwaczu ( berberys n i leszczyny). Leszczyna, jako cienkie długie prttY, stanowi podpórkę czyli rusztowanie, na około której wiją gałązki iwy z kotka.mi. Na wierzchu jest albo pęk bazi albo krzyż zrobiony z palmy.
Postronki nowe dostarcza gospodarz, a kiedy s~ poświęcone, SQ potem w poszanowaniu, bo zaraz~ bydła majfł odpędzać. Batogów nakręcić
z konopi musi sam pastuch, często dziewka i gospodyni dostarczają, wstą­
żek do ubrania, a gdy palma zbiorowa, to która dziewka wii;cej i ładni~j­
szych wstążek dostarczy, jest więcej honorowanfł od parobków.
1
) Prw. Fr a n k I a o. m. s. 44 i Mojzesza. Blocha „nie Civilpror.ess-Ordnung
nar.h rnos, 1 isch-rahhinischem Hechte", Budapeszt, 18~i. str. 48. (,Jahresbericht
dt.•r Landes-HahLinerschule z r. 1881/2).

185 Wod~ świi;coma z wielkiego tygodnia musi mieć katdy gospodarz
w domo we flaszce. Gdy ma jej za mało, wtedy parobek idą,c w pole
z konewką, lub dzbankiem, rozpuszcza j'ł zwykłą wodą źródlaną,.
Do pokropienia / używa kropidła a w braku tegoż robi wi4zank~
i wiecb~ z żytnich kłosów i takową, kropi. Po pokropieniu palą, okłoty słu­
my dlatego, ażeby nie było zarazy czyli śnieci w pszenicy lob żysicy
w życie.
Ognie p&ilą, w E~ce, w Mogilnie wieczór we wielki czwartek tak zwanego Jodasza. Robią, chłopaki wiechcie doże ze słomy i nabijają, na tyki,
idą, z niemi na pastwiska lub na pagórki i tam wśród krzyku palą, je.

Aleksander Koch
nauczyciel w Siedlcach.

Pisanki w Galicyi.
Zestawienie materyalu, zebranego w r. 1897. staraniem Towarz.
ludoznawczego.
Podał Dr. JmANCISZEK KRÓEK.

Com w 1. 1892. i 1893. mógł przedsiębrać zaledwie na małą, stopę,
jako jednostka i niezasobna i mało znana, to dzięki staraniom Towarzystwa
ludoznawczego udało się w r. z. daleko lepiej. Dwa tysiące z górą, kwestyonaryuszy w sprawie pisankowej, rozesłane w oho językach krajowych po
Galicyi 1), wywołały 199 odpowiedzi, nieraz bardzo szczegółowych i pouczających, a w katdym razie rozszerzajf1cych zakres wiadomości naszych o zwyczaju prastarym malowania jaj w okresie wielk!rnocnym i Świąt Zielonvch.
Nie dają, one jednak całokształtu i z drugiej strony przy wielu brakach metodycznych mogłyby nasuwać pytanie, czy ma cel zeetawianie z nich mo •
zajki takiej, jaką, są, oba sprawozdania moje z poszukiwań wspomnianych
już lat dawniejszych ll),
Uprzedzają,c te i inne podobne zarzuty, oświad­
czam, że sam najlepiej odczuwam strony ujemne tych sprawozdań -- nie
wyłączają,c niniejszego, a jeżeli mimo to próbuję znów sklecić jaką taką
całość z odpowiedzi zeszłorocznych, to czynię tak, by w pierwszym rz~dzie
dać dowód tym osobom, które pośpieszyły z odpowiedziami na pytania, donich wystosowane, że nie lekceważymy sobie ich pracy i nie myślimy jej
chować pod korcem, a powtóre i dla swej korzyści i innych zdać sooic
sprawę z braków, które trzeba jeszcze uzupełnić, i zwrócić uwagę chętnych
badaczy, jak należy zajmować się sprawą pisanek i w których kierunkach
wytężyć usiłowania w przyszłości.
Przedewszystkiem zestawiam spis szan. korespondentów, względnie
korespondentek naszych z r. z., z dołączeniem miejscowości, które poszczególne odpowiedzi obejmuj4, - w układzie według powiatów, który sam już
uwidocznia, w których stronach na.leży jeszcze dalej badać zwyczaj pisankowy.

1) Cyfry szczegółowe rozsyłki kwestyonaryuszy

w r. z.

podano w nLudzie",

t. III, str. i85.
2) Pisanki w Galicyi, I,
(Odbitki ze Szkoły).

We Lwowie 189:1, 8° str, 20 i Ir.

1894. 8° str. 20.

Nadesłali

zatem odpowiedzi (n. -

I. Pow. bialski -

nauczycieel[ka]:

o.

II. Pow. bobrecki - 3 rus.
1. Sztogryn Stefan n., Horodyszcze kr6l. i wsi Slłsiednie.
2. Kobylański Edward n., Boryn·icze.
3. :topaczy{1ski Jan k1, Podsosnów i są,s.: Dźwinogród, Horodysławice, Podjarków, Romanów i t. d.

III. Pow. bocheński -

6 pol.

4. Grnbenthal Marjan n., Lipnica mu1·owana.
6. Krukowa Marja n., Uście solne, Besów, Cerekiew, Niedary,
Świnary.

6. Łabno Józef n , Borek i s,s.
7. Szaper Jan n., Brzeźnica,
8. Dadej Emil n., Ifrzyżanowice
~- Mucha Józef n., Okulice.

IV. Pow. bohorodczański -

okolica.

2 r.

10. Szawiński Mikołaj n., Bohorodczany st.
195. Basarab Michał n., Lachowce.

V. Pow. horszczowskl -

3 r.

11. Stefanowicz Leoncjusz n., Chudykowce
mielnicki.
12. Lisieniecki Jan n., Strzałkowce.
13. Krasnożon Jan n., B1'.clowce n. D.
rabja, Tyśmienica).

VI. Pow. brodzki -

6 p.

cały

cały

+ 5 r.

19. Krausa Jadwiga n., Lopatyn.
20. (Turkiewicz Jan ks.), Ponik,w w. i Wołochy.
21. Stećków Piotr n., 'Toporów i okol.
22. Warecki Aleksander n., Bielawce.
23. Szewczykowski Mikołaj n , Boldw·y.
24. Chodorowski Sozant, Heni6w.

IO p.

~5. Skrzelowski Franciszek n., Szczepanów.
2G. Bartosz Jan n., Wojakowa.

Sł}dowy

powiat, (też Ilesa-

14. Bitschanowa Marja n., Kadłubiska.
15. Wolanin Marja n., Jazłowczyk i WAi okol.
16. Ant'lniewicz Stanisława n., Koniuszków i Sl}S.
17. .tebedyńska Fryderyka n., Stanisławczyk.
18. Maodyczewski Eugienjusz, sł. filoz., Balin.

VII. Pow. brzeski -

rejon

188 27. Bernacka Wiktorja n., Zakliczyn n. D.
28. Morawiecka Ludwika n., Pa.le.foica.
29. Kłosińska Michalina· n., Zaborów.
30. Jarosz Jan n., Borzęcin.
31. Glińska Marja n., Mokrzyska.
32. Musiał Szczepan n., Złota,
33. Capikowa Marja n., Uszew i okol.
19 I. Gacek Adolf n., Niedzieliska.

okol.

+

VIII. Pow. brzeżański -

5 p.
3 r. [P 153, 185].
34. Bieniowski Stanisław n., K1·zywe i przys. Józefówka.
35. Surowiecka Leontyna n., Potok.
36. Kurzbauer Artur n., Plaucza w. i s1s.: Glinna, Kra sua,
Płaucza m.
37. Makohouski Mieczysław n , Glinna i okol.
38. i 39. Chomicki Jan n. i Jabłoński Jan ks., Wybudów, (też
Niezna'lów).
40. Drewnicki Mikołaj n., Pol'uczyn i s1s.: Buszcze, Dryszczów,
Strychańce, Szumlany, Żuków, (też Załucze k. Śniatyna
i Rybno pow. kosow.)
41. Kordoba Teodor ks, Brzeżany.

IX. Pow. brzozowski

5 p.

42. Wojnarowski Karol n., Golcowa.
43. Krynicki Adam n , Ila1·ta i s1s.
44. Mą.czka Walenty ks, Wesoła (też okolica Brzozowa).
45. S-;kowski Antoni ks , Ba.chórz.
46. Niflmiec Jan dyr. szk, B1·zozów wsi powiatu.

X. Pow. buczacki -

1 p.

+ 2 r.

47. Turczański Józef n. w Potoku złotym, llubin.
48. Tenże, Potok zloty i okol.: Hu bin, Porchowa, Skomorochy,
Snowidów, Sokołów.
49. Kizimowicz Michał n., Kujdanów i okol.: Bielawce, Bobulińce, Dobropole, Ossowce.

XI. Pow. chrzanowski -

5 p.

50. Polaczek Stanisław n., Krzeszowice
51. Milerowicz Jadwiga n , Regulice.
52. Sieprawski Tomasz n., Nowa Górka, Czerna, Mi~kinia,
Ostrtżnica.

53. Bielecki Jan n., Byczyna i okol.
193. Nieszczyńska Teresa n., &czakowa wieś.

XII. Pow. cieszanowski -

3 p.

+ 1 r.

54. Pawlaw1ki Sylwester n., Lipowiec.
55, Kwiatkowski Marjan n., Bihale.

-

189 -

56. Kozłowska Melanja n., Sucliawola.
57. Peł ech Eustachy ks., Lówcza i Huta st.

a. r.

XIII. Pow. czortkowskl -

57. Zacharjasiewicz J,uljan n., Szulhanówka.
58. Rykała Jan n., Swidowa.
Dobromilski Djonizy n., Czortków.

XIV. Pow. dąbrowski -

4 p.

59. Skibińska Stefanja n., Dąb1·owa.
60. Wajdowicz Antoni n., Szczucin i przynależne : Dą,browice,
Kępa, Lubasz, Eęka, Świdrówka, Wola i t. d.
61. Mróz Jakub n., Maniów i okol. (pow. mieleckiego): Borowa,
Górka, Otał~ż, Surowa i t. d.
192. Grodziński Aleksander n., Bolesław i parafia.

XV. Pow. dobrom liski -

2 p.

+ 9 r.

62. Obłój Ludwik ks., Malawa.
63. Burczyk Mik. Feliks ks., Palkenberg (osadnicy polscy),
Hójsko, Nowosiółkf, Sierakowce (polacy i rusini).
64. Żurawiecka J. Hr., Jawornik mski i są,s.: Lipa, Pifbtkowa,
Siedliska, Ulucz, Żohatyn.
65. Pałys Jakub n., Kniażypol.

X VI. Pow. dc,lf ńskl -

1 p.

+ 2 r.

66. Pociej Józef n., Dolina i są,s.
67. Byrczak Jan ks,, Podóereże, Hoszów, Tiapcze.
68. Michałowski Jerzy n., Nizw1, i są,s.: Ilemuia, Kaina, Kuiaziołuka, Lolin, Maksymówka, Nowosielica, Nowoszyn, Pacyków, Roztoczki, Wełdzirz.

XVII. Pow. drohobycki -

4 r.

69. Dowbniak Jan n., Uliczna, Popiele i Radelicz (prw. 72),
oraz z pow. stryj. Dołholuka i Żydaczów. Dubrawka, pow.
przemysk. Barycz.
70. Ja błoński Andrzej n., ( Nahujowice ), powiat.
71. Kiszyk Stef. ks., Opaka i okręg są,d. podbuski.
72. Komarnicki Jan ks., llomcko i Radelicz (pow. 6U ).

XVIII. Pow. gor1ickl -

1 p.

+ 2 r.

73. Bubniak Wasyl, Rozclziele.
74. Sorokiewicz J. ks., Bodnad..:a.
75, Lityński J, ks., Ha,iczowa Ropki

okol,

190 -XIX. Pow. gródecki -

1 p.

+ 7 r.

76. Cbechliliski Teof. n., Ro<latycze (prw. 78).
s~s.: Bar,
Bratkowice (p. 82), Tucz~py, Wołczuchy.
77. Olchowy Włodz. ks., Dobrzany i Putiatycze.
78. Sarmatiuk Konst. n., Wiszenka w. i sąs. : Dąbrowica, Leś­
niowice, Łozina, Malczyce, Mszana, Obroszyn, Rodatycze,
Rokitno, Wiszenka m., Wroców, Zaszkowice i pow. (p. 76,
80--- 1 i 83).
79. Hnatyszczak Leon ks., Uhe1'ce niezabitowskie.
80. Jezierski Dym. n., Dąb1'owica (p. 78) i st1,s.: Jaśniska,
~ozina, Majdan, Rokitno, Stawki, Stradcz, Wereszczyca,
Wisienka m. i w. (p. 78_), oraz w pow. Młkiew.: llliu.sko,
Krecbów, Polana.
81. Charlampowicz Waler. ks., Zawidowice i Zaszkowice (p. 78).
82. Derżko Józ., Jlalfrzanów i s4s.: Bratkowice (p. 76), Drozdowice, Rzeczyczany.
83. Strzelbicki N. ks., Wielkopole (też Mszana [p. 78] i w pow.
kamion. Horpyna).

XX. Pow. grybowski -

o.

XXI. Pow. horQdeński -

4 r.

Korniów, Olejowa, Seme•
84. Charuk Szym. n., Rakowiec
nówka i t. d.
85. Bilinkiewicz Em. n., Stl'zelcze.
86. Radzikiewicz Aleksandra n., Czemiatyn i s4s.: Głuszków,
Toporowce, 'fyszkowce, Wierzbowce i t. d.
87. Szłemko And. n., Repuży,ice.

XXII. Pow. husiatyński -

3 r.

88. Humeniuk Paw. n., Szydluwce
sąs.: Bodna.rówka, Sidorów,
Suchodół, Zielona.
89. Krukiewicz Albin n., Tlu:-;te,ikie rrowste11ke ).
197. Ulwa11ski Mik. n., ..Jlszaniec i okol.

XXIII. Pow. ,jarosławski •·-- 2 r.
90. Sanocki L. ks", Mitkiliz nowy i stary, Tuchla.
91. Matiuk Ant. ks., Lwd.:i i okol.

XXIV. I>ow. jasielski -

2 p.

92. Sarna Wład. ks., Szebn·ie i s4s.: llajdy, Białkówka, Budzisz
Chrzl}stówka, Moderówka, Niepla., Zimnawoda.
V3. Biesiadzki Teof. Ks., Bączal i parafja.

-

191

XXV. Pow. ,jaworowski -

7 r.

94. Lityński M. ks., Mużylowice, Mołoszkowice, Otomla, Podłuby,
Przyłbice, Toczapy.
95. Jakliniec Mich. djak, Glfriice i są,s. : Budzy11, Sarny, Wola
glinicka i t. d.
96. Demkowicz Mich. n., Rogóżno i sąs.
97. Woloszyński W. ks.: Wiel'zbiany i okol.
98, Zagajewicz Was. ks., Kobylnica ntska, i okol.
99. Hawlicki Ant. n., Chotym·ec i wszystkie wsi pow.
199. Sprys Grzegorz ks., Chotyniec, są,s. Młyny, Groszowice, Zaleska wola i cały pow.

XXVI. Pow. kałuski -

1 p.

+ 5 r.

100. Mazanowski Józ. ks., ( 'l'użyłów), cała okol. Kałasza.
101. Kurdydyk O. n, Kalttsz i wsi tego pow.: Jasie(1, Kadobna,
Mysłów, Podgórki, Uhrynów ś1·.; pow. rohat.; Bołszów,
Hanowce, Kunaszów, Rozwiany, Słobótka bołszowiecka;
pow. stanisław. (p. LIX): Hanusowce, l{ołodziejówka,
Mykityńce, Wołczyniec; pow. stryj. Skole.
102. Szaraniewicz Michał n. gimn., Sta,[ków i sąs. pow. kał.:
Długa (Dow ha), Humenów, Niegowca, Wierzchnia, Zahałów,
Zawadka, Zbora, pow. żydacz.: llujanów, Kotoryny, Manasterzec, Protesy i t. p.
103. Czaprayski Al. dyr. szk., Wojnilów,
104. Pawłowicz Ant. n., Krasna i okol.
105. Nasa.Iski Jdr. n., Przewoziec i Medyuia

XXVII. Pow. kamionecki -

3 r. [prw. 83).

106. Spolitakiewicz Grz. n., Grabowa i okol.
107. Zacharjasiewicz Al. n., Opłucko.
108. Ka.liniewicz Fitem. n., Lany i s4s.: Jazieuica poi.
Ruda.

XXVIII. Pow. koJbuszowskl -

rus.,

4 p.

109. Krzywka Wład. n., ½ielouka,
110. Fr4czek Józ. n., Kolbuszowa dolna I rnue wsi pow.
111. Wisz Jan n., Ko11w1•1;w i okol. : Brzostowa góra (p. 112),
Cmolas, Hadykówka, Huta, Majdan i t. d.
112. Dobr~ański Ferd. n., Brzostowa góra (p. 111).

XXIX. Pow. kołomyjski -

3. r.

113. Szlemkiewicz Klem. n., Podhajczyki i okol. : Gwoździec,
Kobylec, Nazorna, Turka, Zahajpolę.
114. Dcmianczuk Al. n., Osfrmciec i sąs.: Chwaliboga, Czechów,
Ostapkowce, Rohynia, Rosochacz, Winograd.
115. Jarmołowicz de toziński J. n., Kumicz i całe Pokucie}.

192 -

XXX. Pow. kosowski -

4 r. [p. 40].

116. Morowyk Mich. n., Krasnoila i: Hołowy, Jasieniów, Jaworów, Perechrestne, Sokołówka, Żabie i cały pow. (p. 196).
117. Fandarys Tom. n., Kofmacz (p. 196).
118. Kisielewski Teof. n., Zabie-Ilcia (p 116 i 196).
196. Harmatij Ellk. n., K1·zy1corównia, Brustury, Hołowy,
Jasieniów górny, Jaworów, Kosmacz, Krasnoila, Perechrestne, Polanki, Rzeczka sokołowska, Ustrzyki, Żabie
(p 116 i 118).

XXXI. Pow. krakowski

- 3 p.

119. Piechnik Stef. n, Wulfra.
120. Holcer '11ad. n , Ciyżyny i l~~g.
121. Barzycka Aniela n. 1 Buleclwwice.

a p.

XXXll. Pow. krośnieński -

122. Kotula Tad. dyr. szk., Krosno i okol.
123. Skórski Anatol n , Kombumia i okol.
I ~8. Siostry Felicyanki, Iwonicz.

XXXIII. I>ow. łańcucki -

6 p.

+ 1 r.

124. Szumańska Hel n., Żukl·in i s11is.: Krzeczowice, Łopuszka.
125. Rurka J. ks. i Tarkowski M. n., Grodzisko miast., G.
dolne i górne i s4s. wieś ruska Dembno.
126. Smolkowa Em. n., Przeworsk, przedm. Budy przew., Gniewczyoa i Gorliczyna.
127. Kluz P. n., Białoboki, Czarna i Demboo k. Leż.
128. Kruczek Gwalb. n., Mfrocin.
129. Wydział pow. łaucucki, powiat.
130. Iwasiówka Marja, Dembno (p. 125 127).

XXXIV. I>ow. lhnanowskf -

1 p.

1 a1. HołubowicE Stanisława n , Limanowa.

XXXV. Pow. Ilski -

2 p.

+ 3 r.

132. Gajdówna Kat. n., Be1'eska i SJłS. (p. 135).
133. Ziobro Józ. o .. lloczew i są,s.
134. Jasienicki Cypr. ks, Balir1ród i Sti;:żnica
135. ~adyżyński Mich. ks., Bereska i BlłS, (p. 132),
136. Ilnicki Włodz. ks., Wa,ikowa.

-

H)3 -

XXXVI. Pow. lwowski -- 2 p. + 1 r.
137. Rotter Ant. n., ½u111·za.
138. Goli11ski St. n., Bilka król.
139. Bożejko J. ks., Rokitno.

XXXVII. Pow. mielecki - 3 p. [prw. 61 ].
140. Hodbod Edw. n., Wula mielecka.
14 I . Duszkiewicz J óz. n , Wola plawska.
142. Chrobaczyński Józ. n., Czajkowa

XXXVIII. Pow. mośclskl 143. Szpakowski
Rudniki.

2 p.

Staniał.

n.,

llodynie i BłłS,:

Lacka

W<Jla,

144. Nahlikowa Paul. n., Adamowska Wula .

.

XXXIX. Pow. myślenicki 145. Pitala Józ. n,

1 p.

Stróża

i okol.

XL. l,ow. nadwórniańskl -

1 r.

146. tuciów J. u., Nadwóma.

XLI. l,ow. niski -

2 p. [prw. 179].

147. Zygmunt Em. ks„ Stany, Dojanów, Maziarnia, Przyszów.
148. Stefanowski Tom. ks., Pysznica i parafja.

XLII. Pow. nowosądecki -

o.

XLllI. Pow. nowota1skl -- 2 p.
149. Bieroński Winc. dyr. szk., Czamy Dunajec i okol.: Dystre

stare i nowe, Chochołów, Ciche, M.i~dzyczerwienue,
Podczerwone (p. 150), Ratułów, Rogoźnik, Wróblówk1J,
zresztlł okolica N. Targu, Poronina i Zakopanego.
150. Fila9 Woje. n., Podczerwone (p. 149) i okol.

XLIV. Pow. pllzlcńskl -

1 p.

I 5 I. Ziemba Igo. ks, Jodłowa.

XLV. Pow. podgórski -

o.

XLVI. Pow. podhajecki -

2 r.

152. Eubkowicz J. n., JJn,ilczc.
153. Sendecki Józ. dyr. szk., Podhajce
Narajów.

XLVII. Pow. 1>rzemyski - 1 p.

w pow. brzeżańskim

= 2 r. [prw. 69].

154. Błahuta Tom. ks., Ujkowice parafja.
155. Seneta Mik. ks., Byk6w i są,s.: Chodnowice, Cyków, Hulilsaków, Nowosiółki, Pleszewice, Popowice.
156. Ludkiewicz Józ. ks., Borszowice.

XLVIII. Pow. 1>rzemyślańskl -

1 p.

+ 3 r.

157. Tarnawski Iz. n., Krosienko i okol.
158. Powch Mik, n., Kl'zywicc i okol.: Gliniany,

Przemyślany,

Złoczów.

159. Szweć Atan., Uciechowice, Ostalowice, Źydowice.
160. Murzyn Grz. n., Słuwita.

XLIX. Pow. rawski 2 p.

+ 6 r.

161. Czajkowska Anna n., Ulh6wek.
162. Wawrzyszczuk Fil. pis. gm., Uhn6w i są,s.
163. Sajko J. n., Chlewczany, Choronów, Karów.
164. Kułynycz Al. n., Wie1'zóica, Gole, Kamieniec woł., Kornie,
Machnów, Nowosiółki, Podd~bce, Rzeczki, Ruda, Wilki,
Zabór.
I 65. Załużny Cyr. 11, Eaw,-yków i cały pow.
166. Ośmiełowski Mik. ks., Biała k. Mag. i okol.
167. Daniłów J_ ks., Radrnż.
168. Sawczak Eljasz n., Potylicz i okol.

o. [prw. 101].

L. Pow. rohatyński LI. Pow. ropczycki -- o.
LIi. Pow. rudcńskl -

1 p.

+ 1r

169. Herman Wład. ks., Tuligłowy i sąs.: Hołodówka,
170. Łomnicki Sawa ks., Kupnowice i okol.

Lill. l,ow. rzeszowski -

l\lałpa.

1 p.

171. Kwiatkowski Leon ks.,
Konkolówka, Ł,&ka.

Błażuwa,

Białka,

Brzeg n.

st.,

-

LIV. Pow. samborski -

195 -

+ 2 r.

2 p.

172. Chmielowski Fel. ks., Czys:d.-i i okol.

173. Maszewska Wład., Wqjutycze i okol.
174. Czajkowski Jul. ks., llo1'odyszczc, Sza<le.
175. Bilińska Hel., Olszani7c.

LV. Pow. sanocki -

+ 1 r.

1 p.

176. Magierowski L. n , Ja6mim·z i okol.: Bażanówka,
Odrzechowa, Posada jaćmierska, Zarszyn miast.
177. Kmicikiewicz R. ks., Zmradka. ryman.

Długie,

LVI. i INII. Pow. skałacki i śniatyński- o. [p. 40j.
LVIII. Pow. sokalski -

1 r.

178. Czernecki Was. ks., Sielec bełsld.
LIX. Pow. stanisławowski -

LX. Pow. staromie,jski. -

O. [prw. 1011.

3 r.

179. Zubrzycki Mich. ks., Jfarnni(';c i Rlł'3, wsi, należ1ce do pow.
starom., nisk. i tnrczai'1.
180. Tuna Hil. ks., 1,w;:-:.ki 11m1·., Ilerezów, Tarnawka.
181. !{unicki 'l\ ks., /,aw,•,;w i okol.

LXI. Pow. stryjski -- O. Ip. 69, 1011.
LXII - LXVII Pow. strzyzowski, tarnobrzeski, taruo1•olski,
tarno1'·skl, tlumaeki, trembowelski - O.
LXY'lll. I•ow. turczański -- 1 p. Ip. 179 I.
182, Sielecki (?), Turka, cały pow.

LXIX-LXXI Pow. waclowicki, wfolicki i zalr.szczycki -- o.
LXXII. Pow. zbaraski -

1 p.

+ 2 r.

183. Dowosser P. n., Toki.
184. Drozdowski (?), J(lebanówka, Korszyłówka.
185. l{aczała And. ks., Medyn (też pow. hrzcia1i.

LXXIII. Pow. złoczowski -

o. lP- 158

185 I,

złoczow).

-

19G -

LXXVI. Pow. Żółkiewski --- 3 r. [prw. 80].
186. Kalitowski Em. dr., Mosty wiel. i okol.
187. Dołżycki K. ks., Dzibulki.
188. Zalitacz Al. ks. ½ólta,ice i okolica (odpowiedz~ na podst.
słów Maru11ki Małojid i Kaśki Jaszczyszyn z Z.).

LXXV. J>ow. Żydaczowski -

1 p. I prw. 69, 102].

189. Słotołowicz J., ·Żydaczów i pow. cały.

LXXVI. Pow Żywiecki -- O.
( 190 - 199, nadesłane później, włożono vod powiaty odpowiednie :
190-XII., 191-VII .. 192-XIV., 193-XI., 194-XIII.,
195-IV.. 196-XXX.). 197-XXII., 198 - XXXII.,
199 -XXV. -- Pisanki otrzymaliśmy od:
14, 47, 50, 78, 83, 100, 110, 113, 117, 157, 176, 183.)

Z kolei wypadałoby podać spis abecadłowy miejscowości, uprawiających
twyczaj ,,malowania" jaj podziśdzień jeszcze. Ale licząc si~ ze szczupłością,
miejsca, którem mogę rozporządzać, nie podaj~ go, choć sporządziłem go
sobie na podstawie odpowiedzi powyższych. Zaznaczam tylk.o, że obejmuje
on z górą 400 nazw, i podaj~ te numery odpowiedzi, wzgl'i)dnie spis tych
miejscowości, w których według twierdzenia łaskawych korespondentów naszych zwyczaj ten n ie i s t n i ej e już dzisiaj. Oto spis ich :
Bachórz, Białoboki, Bolesław (pow. dąbrow. ), Borek, Borzęcin, Brzeź­
nica, Czarna (pow. łańc.), Czyżyny, Glinice (nb. bez okolicy, bo w tej
malują), Golcowa, Grabowa, Hnilcze, Horucko, Iwonicz, Kombornia, Kujdanów ( cz'i)ŚĆ wsi szlachecka, w chłopskiej bowiem kraszą), Limanowa, Lipnica mur., Łęg, Maniów (bez okolicy), Mokrzyska, Nadwórna, :Siedzieliska,
Ostałowice, Palt śnica k. Zakliczyna, Regulice, Stróża/ Szczepanów, Uciechowice, Wesoła, Wojakowa, Wola mielecka, Wolica, Żydowice (hn. nry 4, 6,
7, 25, 26, 28, 30- 1, 42-5, 49 w cz'i)ści, 51, 61 w części, 72 w cz.,
95 w cz., 106, 119, 120, 123, 127 w cz., ]31, 140, 145, 146, 152 w cz.,
159, 191, 192, 198). I ten spis niewolny od wątpliwości. Według bowiem
korespondentów 72, 129 i 150, Radelicz, cały pow. łaucucki i Podczerwone
należałyby również do pozycyi minusów, czemu sprzeciwiaj'} się odpowiedzi
69, szereg korespondentów i Łańcuckiego i 149; w tych razach przechylam się na stron~ tych ostatnich, bo raczej korespondent, przecz4cy istllienin
„malowania" jaj, nie zauważył zwyczaju tego w danej miejscowości, niżby
przeciwnik jego dopatrzył się go tam, gdzie go niema. Opieram swój sposób
widzenia też na tej okoliczności, że nawet w spisie podanym niebrak miejscowości, którym zwyczaj ów nie był dawniej obcym. Tak n. p. w 25. ,,dawniej podobno - pisze korespondent - mieli jaja gotować w czarnej farbie,
zwanej bryzelją,", w Maniowie (61.) istniał dawniej ten zwyczaj, ale zarzucono go i to dopiero od lat 1 O, w 127. był, ale zaginął również, korespondentka z Limanowej (131.), obecnie osoba 60. letnia prawie, przypomina
sobie ze swych lat młodszych, że widywała tam pisanki "zdaje . się, że
w domach mieszcza11skich", co uważa za „naleciałość z Rusi", w 159.
zwyczaj pisankowy od 1889 r. zaczl}ł gin4ć tak szybko, że do z. r. zagin'łł

-

197 -

zupełnie i korespondent nawet widział się zmuszonym prosić Tow. naszego
o wzory celem wskrzeszenia tego zwyczaju 1); nr. 42 wyraża się bardzo
zagadkowo, że zwyczaj "malowania" jaj w Golcowej jest „tak, jakby wcale
nieznany od dawnych czasów". Inni korespondeuci, mianowicie: 4, 6--7,
30-1. 49, 72, 106, 119, 120, 123, 150. 191 i 198, dodaj/}, że nawet
dawniej zwyczaj ten nie istniał w miejscach ich pobytu, wzgl~dnie oko licz·
•nych l). O ile mają słuszność, w to nie mog~ wchodzić.
Prawdopodobnie do grupy powyższej wypada też zaliczyć Wesolę,
której korespondent, proboszcz miejscowy od lat przeszło 20, twierdzi, że
tyłka kobieta, pochodzą,ca z Brzozowskiego, trudni się tam „tą, zabawką, bez.
znaczenia".
Przechodz~ do grupy drugiej - plusów. Tu przedewszystkiem nasuwa
się pytanie, czy zwyczaj nasz jest, że tak powiem, rodzimym, odwiecznym,
czyliteż przejętym ską,tlin4d w czasach nowszych. Niestety na to pytanie
nie dano z wielu stron żadnej odpowiedzi (2, 15, 19-21, 24, 38-9, 53,
57, 59, 62, 69, 73- 6, 79, 88, 92, 95, 100, 107, 109, 118, 122, 126,
U7, 134, 143, 148, 153, co do Podhajec, 154, 160, 172: 176-80, 186,
188-9, 193, 196-- 7); odpowiedź, potwierdzającą, możliwość pierwszą, dali
kores.: 1, 3, 5, 8, '10-3. 16-8, 22-- 3 (jednobrzmiące co do joty), 27,
29, 32, 34-7, 30-1, 46-8. 47. (tylko co do wsi chłopskiei), 52. 54-6,
59-61, 63-8, 70-1, 77, 80, 81 (co do Zawidowie), 82--7, 90--1, 93,
9H-9, 101-5, 108, 110-7, 121, 124-5, 128, 130, 132- 3, 135-9,
141--2, 144, 147 (od „przeszło 150 lat"), 149, 151, 153 (w Na.rajowie),
155-7, 161 - 71, 173-5, 181-2, 183, (od lat 40 kraszą też), 187, 190,
194-5, 199. Nie wszędzie - roz'lmie si~ - zwyczaj „malowania" jaj
(tak we wzory, jak i bez nich) utrzymuje si~ w równej sile. Owszem liczni
korespondenci donoszą o jego upadku stopniowym, którego stopniem pośre­
dnim jest ograniczanie si~ na jed1u; barwę i opu!:!zczanie wzorów. Tak
smutne wieści tego rodzaju zasłali koresp.: 3, 9 (gdzieniegdzie malują), 13
(w Tyśmienicy coraz wi~cej tylko hałunek), 29 (rzadko kraszą, tylko „dla
uciechy dzieci .. ), 40, 46 (upadek trwa od lat 20), 52 (malują, zaledwie
w kilku domach dzieci szkolne „dla zabawki", zreszt1 zarzucono zwyczaj
ten od lat 15), 60 (malują tylko w niektórych domach), 61 (w Maniowie
tylko w 2 domach z. r. malowano), 62, 66, 77-8, 83 l Wielkopole), 89
(przed 30 laty pisanki były, dziś hałunki), 94, 101, 105, 108, 110 (mniej,
niż przed 10 laty), 111, 112 (tylko w J chacie, zresztą od blisko 10 lat
zaniechano), 121 (tylko w niektórych domach), 1~4, 125 (w Grodzisku),
130 (mało tu malują, na św. Jerzego przynoszą tu malowane jaja „mazurki".

1 ) Zacne to st:1rauie tego
człowieka podziela wiele nauczycieli i nauczycielek
ludowych, jak widać z odpowiedzi nadt>słanych.
Oto w 32. korespondentka, będąca tam na posadzie od r. 18H?, zaprowadziła
„opisywanie jaj w w, środę·' między dziatwą szkolną, w G8. 1 gdzie dotychczas znano
tylko hałunki, ,, prowadza nau, zycid kraszenie, w 4:1., t. j. w osadzie niepolskiego pochodzenia, slkała też wpływa na rozpowszechnienie się tego Jwycz~ju; 72. donosi
o nieudałej próbie w tym kierunku pewnej nauczycielki w tej okolicy.
2) Koresp. 28 i 131 dają odpowiedź chwiejną, bo ograniczoną wyrazami „zdaje
się". Także odp. 146 budzi wątpliwości, bo korespondent ledwie od lat 2 jest tu na
po sari zie. Nie dają żadnej oclpowiedzi w sprawie przeszłości: 26, 44-n, 51, !l5 co do
Ci linie, J40, 145 - 6, 19:2.

198
ze wsi s11siedniej), 138, 151, 158, 163, 169 (zwyczaj już prawie ustał), 170,
173, 180 (b. rzadko w latach ostatnich), 184 (przed Dlisko 30 laty były tu
pisanki, dziś hałunki, toż. w 38), i 90 i 194 (najstarsi pamiętają pisanki tylko
sporarlycznie, zresztą hałunki). Powody zanifchania, względnie zaniedbywania
zwyczaju kraszenia jaj bywają dwojakiego rodzaju. Przedewszystkim bieda
ekonomiczna powoduje rodziców do zabraniania dzieciom tej uciechy (1 O1),
na ubóstwo, biedę i ciężkie czasy, w których lepiej jaje sprzedać, niż barwić,
zwalają też winę ludzie, zapytywani przez koresp. 1 70, 180, 184 i 190;
produkcya fabryczna, mianowicie wyrób tzw. papierów pisankowych, wpłynął
na upadek wyrobów własnoręcznych w 66. Ale toby nie był powód najważ­
niejszy. Ten jest gł0hszy, wjęcej duchowej natury, a przeziera z przeważnej
części korespondencyi, które wogóle zastanawiały się nad powvdami tego
upadku. Oto zanika tradycya, tzn. zwyczaje i podania, które pisaniu jaj nadawały pewne uzasadnienie. Tak n. p. 157 i 169 zgodnie kładą nacisk na
to, że v,ykorzenienie w ich miejscowościach zwyczaju częstowania dziewcząt
w zapusty przez parobczaków w karczmie, za które pierwsze odwzajemniały
się drugim na Wielkanoc, odjęło pisankom żywotność. Korespond. 40 i 111
skarżą się na to, że młodzi nie znają żadnych podań, któreby uzasadniały
potrzebę malowania jaj i uważają, je li jako :zabawkę, która ostatecznie ~ychodzi z mody (prw. ostatni motyw w 40, 62, 122), a więc bywa coraz
lekceważonl} ( 46, 78, 111) i traci popularność (125. z Grodziska), zwła­
szcza że lenistwa (94) i niedbalstwa (101) niebrak nigdy. Gdzie starzy
ludiie, przedewszystkiem kobiety, te uosobienia tradycyi przeszłości, nie zerliali z tym zwyczajem, tam jeszcze on tleje jako tako; lecz jeśli i oni go
nie. pielęgnują, upada, jak w 105 i 108. Ostatecznie wymarcie starców
i kobiet-specyalistek sprowadza zanik zwyczaju 1) ( 46).
A więc wszystko stoi ludźmi. Ten fakt tłumaczy nam też wprost przeciwne zjawisko, które odejmuje obrazowi, nakreślonemu właśnie, trochf przyczarnego kolorytu. W wielu miejscowościach, gdzie dawniej robiono tylko
hałnnki (mniejsza o to, czy od wieków, czy wskutek zaniedbania z czasem
pisanek), wpływ nauczycielstwa rozpowszechnia zwyczaj sporządzania wzo•
rzystych pisanek, szkoda tylko, że wzory zwykle biorą dzieci z rysunków
szkolnych, które zamało jeszcze, a raczej wcale nie uwzględniają motywów
ornamentyki ludowej. Do takich miejscowości należą te, które podano n. p.
pod nrami 58, 113. Wpływ szkoły okazał się tak doniosłym, ~.e nawet tam,
gdzie przedtem zwyczaj ten był nieznanym, dzięki przeważnie nauczycielkom
przyjmuje silJ i rozwija n .. P. w 32 ( od r. 1893) i 43.

Wpływ Bukowiny, względuie Besarabii podziałał błogo w tym kierunku
na 11 i 13 ., a kwest)'onaryuszowi naszemn przypisuje koresp. 50. większe
zainteresowanie się ludu tym zwyczajem w jego miejscowości. Pocieszająco
brzmi4 też odp. 65, 109, 148, 149, 165 i 168.
Co do cz as u, w którym zwyczaj ,..malowania" jaj się uprawia,
przedstawiają odpowiedzi chaos rozmaitości, tern większy, ze szan. korespondenci bardzo nieściśle oznaczajl:Ji okres ten czasu. Co bówiem mog4 zna-

') Ciekawy powód podaje koresp. 151, który tu powtarzam na jego odpowie•
nLecz teraz rzadziej można ~ię spotkać z pisankami, gclyż przez styczność
z agitatorami wyborczymi, jak również przez wpływy Stojałowskiego etc., lud więcej myśli
o polityce i panoszeniu się, o przestrajaniu w ciemne ubrania i w jebwabie, - gdy mu
obiecują złote czasy, aniżeli o siermiędze i swoich pięknych zwyczajach".
dzialność;

czyć wyrażenia

takie, jak: ,,na Wielkanoc" (46 co do wsi ruskich, 127), ,,ocl
Wielkanocy" (109, 171, 147), ,, w czasie wielkanocnym" (112), ,, w czasie od
świą,t wielkanocnych" (165), ,,podczas samych świą,t wielkanocnych" (132) 1
nie umiem osądzić 1). w,tpliwości takich co krok pełno, toteż z góry uprzedzam, że i to, co iestawiam poniżej, nie może rościć sobie pra\\a do znpełnej pewności.

Przedewszystkiem kiedy zaczynają, malować jaja? Najwcześniejszy termin możliwy, tj. pocz1tek wielkiego postu, sputkamyw116(gdzie
si~ga do w. soboty), 148 i 196 (aż do Ziei. Świąt) ; 11. wyraża si~ niejasno: ,, w poście, najbardziej- w ostatnim tygodnia, a także do Ziei. Świfłt".
O,lpowiedż 148. podaje zreszt1 dwa terminy, czynią,c je zależnymi od zjawisk meteorologicznych; mianowicie jeżeli czas jest pi~kny i niema śniegn,
to malaj4 w tamtej miejscowości przez cały post, a jeżeli zimno i śnieg, to
zaczynają, dopiero w w. tygodniu.
Cz~ściej już t e r m i n a quo stanowi śr o do poście, tzn. 4. niedziela posta, przyczem okres ten zwykle
kończy się z Wielkanocą,, mianowicie w 85. (,,piszą" od środopościa, ale
„krasz11"tzn.barwi1 dopiero w w. tyg.), 114-5, 117 (do w. soboty), 118
1 188 (do Wniebowstl}pienia); 130. tylko warunkowo należy tutaj, bo w miejscowości korespondenta maluj11 od polowy postu tylko „na sprzedaż'~. W 86.
począ,tek stanowi niedziela „kres top ok ł o n n a", ale najwi~cej maluj!!'
w w. tygodniu. Posuwamy si~ o tydzień, a wi~c do n ie dz ie I i Cz arn ej; i jej niebrak amatorów. Oto bowiem od przedostatniego tygodnia
postu biorłł się do pisania jaj w 13. ( do Wniebowstąpienia), 82 (do Wielkanocy), 98 ( do w. pilłtku) i 166 ( do niedzieli przewodniej).
Nastaje niedziela kwietnia, a z nil} wielki tydzie11. To
okres, w którym najwi~cej, najcz~ściej, przeważnie itd. - jak si~ rozmaicie wyrażajl} korespondenci nasi - oprawia sitl zwyczaj, nas obchodzą,cy;
nawet tam, gdzie przedtem zaczt;to „pisać" 1 w tygodniu tym czyni si~ to
dalej, zwykle intenzywniej. Toteż wszystkie odpowiedzi, wyliczone już wyżej, należy również mieć na wzgl~dzie przy rubryce tego tygodnia.
Jeżeli
je pomijam, to tylko dlatego, ie chodzi mi teraz o termin, z którym zaczyna si~ pisanie. Otóż u ie d z ie 1 ~ kw i e t n i ą jako pocz~tek pisania podaj, koresp.: 3, 20, 22-3, 68, 71 (niedz. ,,szatkowa"), 79, 84, 87, ~0-1,
95, 97 (najwięcej w niedz. kw. i w. pil}tek), 149, 155-6. Inni mniej SI}
dokładni i mówią, wogóle o
w. tygodni u bez wyszczególnienia dnia,
mianowicie: 1, 9, 17, 21, 35, 37, 41, 46 (w miejscowościach z ludności11i
polsk11), 47-8, 55, 60, 62, 64, 76-7, 81, SS, 89, 93-4, 103, 105,
108, 113, 122, 125 tczasem zaczynaj!} już w w. tyg.), 130, 141, 157,
160, 162, 178, 181, 183, 185, 193, 194. Od poniedziałku wielkiego,
czyteż kwietniego, zaczynają, w 12., 96 i 161; w 15. pisz1 „głównie w 4
pierwsze dni 14 w. tyg. aż do czwartku włą,cznie, koresp. 80 zaś wykreśla
nadto poniedziałek i zaczyna od w tor ku, 182. od środy 2). Zagadkowym
jest koresp. 176, który pisze, że najwi~cej maluj11i jaja w w. środt;, ,,nie
wyłą,czają,c i innych dni w. tygodnia". Na dobre Jednak czynność ta zaczyna Bitl od cz wart ku, tj. od kiedy dziatwa nie ma nauki szkolnej. 'l'aki

1)
2)

Nie

odpowiedzieli

na

to

pytanie

W Uszwi (33) korespondentka

w w. środę,

jako

w

tylko

korcsp, 58

wprowadziła

od

i

12G.

r. 1893

malowanie

jaj i to

dzie1i wolny od nauki szkolnej.

14

-

200 -·

przynajmniej motyw spotykamy cz~sto w odpowiedziach, tu należą,cych. Otóż
od czwartku zaczynaj11i: 16, 56, 67, 73, 78, 99, 102, 128, 137, 139, 158,
169, 174, 179, 184, 197, 199; w Kałuszu (101} ograniczają, si~ nawet na
czwartek „żywnyj" 1). Na rozstajnych drogach stoją odpowiedzi: 10, 18,
49 i 153, które mówilł, ogólnikowo o "ostatnich" dniach w. tyg., nie oznaczaj11ic, odkłłd je wypada liczyć, czy od czwartku, czy od pi11itku; równie
nie jesf mi jasnem, co znaczy: ,, przed sam Ił Pas ką" (tj. Wielkanocą)
180. Cz~ściej jeszcze, niż w w. czwartek zaczynajl} pisać jaja w w. pi ą,­
t e k, który na Rusi uchodzi za świ~to, a wi~c dzieu wolny od pracy,
w którym tylko „ bawić si~ można" (prw. 14, 36, 101 co do Bobzowa,
184). Tu należ11 mianowicie, jak mi si~ zdaje, nry: 5, 14, 27, 29, 32, 34-,
36, ó0, 53 -4, 63, 69 (Uliczno), 70, 74, 92, 100, 101 (Bolszów), 104,
107, 121, 124, 134-5, 138, 143, 152, 163, 164 (pi4tek nazwano tu
,,Płaszcziwnycia"), 168, 176, 190, 195. Na w. sobo~~ wyznaczaj1 t~
czynność, względnie od niej datujl} korespondenci: 2, 24, 38, 52,· 57, 59,
61, 65, 66 (Dolina), 75, 88, 111, 133, 144, 151, 154, 167, 170; w tej
grupie jedynie G5, 144, 151, 154 i 157 nie ograniczajl} malowania do
w. soboty.
Ostateczny 1 J termin rozpocz~cia malowania jaj stanowi tydzień
świą,teczny. I tak od niedzieli świ1tecznej zaczynaj1136 i 187 (,,uedila św i tła"). Ogólnikowo o tygodniu świlłtecznym mówił}: 110, 125, 137,
142 i 172. Od po n ie działku wielkanocnego datuj11i rzecz koresp.
8 i 173; w 73 najwi~cej malują, w ten dzie11 i wtorek.
Załatwiwszy si~ z terminem początkowym ( a quo) przechodz~ do terminu końcowego (ad quem). Niemo~,na go oznaczyć w tych razach, gdzie
korespondenci mówi11i ogólnikowo o w. tygodniu (1, 9, 17, 19, 21, 35, 37,
41, 46 co do ludności poi., 47-9, 60, 62, 73, 77, 85, 89, 93, 103, 108,
113, 122, 130, 183, 185, 193-4), o ostatnich dniach jego (10, 18, 180,
o 2 ost. tygodniach przed Wielkanocą, (82), o w. środzie „nie wył11icza­
ją,c innych dni w tyg." (112 3). Zreszt11i jako terminy ostateczne w w. tygodniu podają: środę 33 (terminus a qzw i ad quem); czwartek
84 (od nicdz. kw.), 101 (Kałusz, li ten dzień),128 (litendziei'1); piQitek
14, 98, 101, 156 (od niedz. kw.), 160, 163, 169, 174, 197; sobotę,
a to: a) w dłuższych terminach 91, 116, 186, b) w obr~bie w. tyg. 88,
117, 149, c) od w. wtorku 141, <l) od w. środy 182, e) od w. czwartku
16, 67, 107, 139, f) od w. piątku 5, 27, 29, 32, H, 50, 53-4, 63, 69
(z wyj. Uliczna), 92, 100, 121, 134 -5, 143, 152, 177, 184, g) li w sobot~
2, 24, 38, 52, 57, 59, 61, 66, 75, 111, 170. Koreap. 127. mówi o Białobokach i Czarnej, że tam malowano „na Wielkanoc", a 56. podaje jako
termin ostateczny „n ie dz ie I~ rano"; niewiadomo, czy wł11cznie, czy też
wyłącznie należy rozumieć wyrażenia: ,,aż do Zmartwychwstania" (3, 95,
ll8), ,,do wielkanocnych świą,t" (90), ,,do Wełykdnia" (114)? do „nie1) W 179., gdzie czwartek ten tak samo nązywają, najwi~cej barwią (n~lywczat'")
.
Jaja, bo jak twierdzą, w duiu tym pisanki najmniej się psują; podobne wierze1•:e łączy
się w 7 2. z w. piątkiem.
1) Zastrzegam sic:, jeśli tego wogólc potrzeba, że r,ic wchodzę tu w stronę gienetyczno-dziejową zwyczaju, jeno mówię o stanie rzeczywistym, chisiejszym.
3) Nie wchodzą naturalnie w rachubę 58 i 165 nie mówiące , ie o terminie,
1
1 wszystkie pr zecz,1cc o cipo\\ ieclzi.

-

201

dzieli świ~tecznej" (162, "woskresnoj" 115). W 8. oba terminy zliawaj!Ji
siew poniedziałku wielkanocnym, w 151. dzień ten stanowi zakończenie krótkiego okresa pisania jaj, który zaczyna sit tam w w. sobot~.
Do wtorku malujl} w 153. Najpóźniej do niedzieli przewodniej,
zwanej też n Tomynl}" (Tomaszowi}), wzgl~dnie do pi11itku lub soboty przed
nil}, krasz1 w miejscowościach, wymienionych przez korespondentów: 12,
15, 20, 22 -3, 36, 40, 68, 71, 74, 81, 83, 86-7, 96, 99, 102, 104-5,
137, 144, 155, 161, 164-, 166-7, 175, 178 -9, 187, 189, 190, 195,
199. Dalszy termin stanowi św. Wojciec'b (23.kwietnia)w 138. Nie wąt­
pi~, że dzień ten pozostaje w pewnym związku przyczynowym z terminem,
który 148. i 157. oznaczają na "mniej wiecej" 2 tygodnie po Wielkanocy,
rzeczywiście bowiem dzień 23. kwietnia np. w r. b. kończy drugi tydzie11
poświ11teczny. Termin ten zreszt1 zdaje si~ - jest pochodzenia i natury miejscowej, podobnie jak 8. maj a st. st. (św. Joana Boh.) w 168.,
gdzie wtedy sporzą,dzają, pisanki na jarmark w nadziei wielkiego popytu za
nimi, lub św. Jerzego ruskiego w 165 1), albo wreszcie 21. maj a (św.
O. Mikołaja rusk.) w 166. Korespondenci 13, 159, 180 (co do Tarnawki),
181 i 188 ograniczaJłł malowanie jaj do W n ie bo ws t 4 pie n i a (,, Woznesenia "). Pozostają, wreszcie Zie l o n e 8 w i ą, t k i jako termin krańcowy
i to w b. wielu miejscowościach, bo w: 11, 46 (w .miejscowościach ruskich),
55, 64-5, 69 (Uliczno), 7_0, 76 ("miejscami", zresztl} do przew: niedź.),
78-80, 94, 97 (I. dzie11 8w.), 109 (najwi~cej w tyg. przed Z. 8w.), 110
(gdzieniegdzie), 124 (I. dz. Z. Św. wi~cej nawet, nii ua Wielkanoc), 125,
127 (w Dembnie na ruskie Z. św.), 132-3, 134 (do niedz. ,,świtłoj" tj.
I. dnia św.), 136, 142, 147, 154, 158, 171, 172 (rzadko), 173 (niektórzy tylko), 196. Ostatnia odpowiedź arcyciekawa i poniekl}d rzuca światło
na zwyczaj "kukuców", znany w Brusturach, i składania pisanek na grobach zmarłych, który zapisałem w swem sprawozdaniu II. za r. 1893 :i) ze
Steniatyna i Iloty obedyńskiej. Według niej bowiem robi4 pisanki: ,, Wid
poczatku wełykoho postu do Zełenych 8wiat s. je. Di do w oj su bo ty
(Zaduszna) u budIJi dny."
Trudnił} si~ malowaniem jaj wszyscy bez różnicy płci i wieku, ktokol wick ma ch~ć ku temu, czas wolny i jaki taki smak w 14, 19, 35, 58,
84, 93, 100, 116, 118, 126, 138, 144, 170, 179, 182, 196 3 ). Wogóle
zajęcie to zdaje się być przywilejem płci pi~knej i dzieci, bo nawet i ci,
którzy stwierdzaj1.1i dopuszczalność mticzyzn, czynią, to z zastrzeżeniami
najrozmaitszemi w rodzaj n: "czasem, bardzo rzadko męszczyźni" (i to zwykle parobcy nieżonaci), albo „przeważnie kobiety i dziewcz~ta." Do tej
grupy należą odpowiedzi: 11, 13, 61, 68, 70 (tu starcy), 85 (kobiety,
rzadzieJ dziewcz~ta, najrzadziej męszczyfoi), 86, 97 (tu stare kobiety
') Korespondent 165. powołuje się na przysłowie miejscowe: ,,na Jura wylizła
wie z pys:rnki kura.." W !BU. i w Dembnie (1.:;l5) w tym dniu pisanki sq poszukiwane.
2) l'rw. Pisanki w Galicyi I[ ( odb. ze Szkoły). We Lwowie 1894, str. H> i 18.
Nieprzypadkowym wydaje mi sir też fakt, że dniem, w którym _najczęściej kr,1szq jaja,
jest sobota, czy to wielka, czy przewodnia, czy też przed Ziei. Sw.
3 ) Mimo to w 116. z powodu licznych zajęć polnych (,,wesnuwania·') z:ijmuje
się pisankami zwykle jakaś biedniejsza kobieta, która nic ma pola, a wifc i zajęl: rolnych. l'oclobnie donosi 8:";, Żadnej odpowiedzi na to pytanie nie daje 18:l. Szczególnego rodzajn podział pracy przedstawia HH, gdzie piszą żonaci (czolowiki) i kawalerowie (molodci), a krasz~ kobiety i dziewczęta,"

-

202 -

i "chłopy" rzadko), 99, 157 (meszczyźni b. mało, albo wcale nie), 172,
181 (czasem i parobcy, nigdy żonaci), 184. Również wyraźnie przyznają
prawo do robienia pisanek te odpowiedzi, w których mowa
o specyalistach 1) (p. n). Natomiast nie umiem orzec, czy wyrażenie 127.
,,przeważnie kohiety" ma na oku przewag~ niewiast zam~żnych nad dziewczętami, czyteż nad płcią, brzydklł; za możliwością, drugą, przemawia ta
okoliczność, że koresp. mówi też o specyalistach.
Taksamo nie wiem, czy
odmienność szyku w wyrażeniu „kobiety (wzgl. gospodynie) i dziewczęta
(wzgl. molodycie)" - mianowicie „dziewcz~ta i kobiety" - oznacza przewag~
tych, które w danym razie wymieniono naprzód. Dla dokładności zatem
o<l<lzielQ odpowiedzi, przyznajlłce przywilej rzeczony płci słabszej, na 2 grupy,
wskazane ~ateryałen1. A więc o kobietach i dziewczętach" mówi Ił : 5 ( w Niedarach i 8winiarach), 12, 16 -7, 20 (rzadko), 27, 34, 38, 40, 47, 48
(z wyj. Snowidowa), 50, 55-7, 59, 71, 74-6, 87, 92, 96, 102, 107--8,
113--4-, 121, 130, 132---3, 135, 137, 142, 148-9, 152---3, 155,
165---7, 188-9, l!J5, 1!)9, - o „dziewcz~tach i kobietach": 36, 41, 49,
65, 73, 90 (najwi~cej), 147,158, 168, 178, 197. Niech nikt nie s4dzi,
bym si~ bawił w wyszukiwanie trudności i wą,tpliwości, stanowil}C grupy na
tak kruchej podstawie, jak szyk wyrazów. Niebrak ci bowiem odpowiedzi,
przyznających dziewczętom przewag~ nad kobietami w tym kierunku i ograniczają,cych niewiasty zam~żne do robienia pisanek dla dzieci lub rodziny
najbliższej, podczas gdy dziewczęta maluj4 nietyllrn dla domu, ale i na podarunki dla parobczaków. Mam tu na myśli odp.: 15, 22-3, 40, 6:3, 67,
69, ""8-9, 8:d, 88, 91, 9ł, 110, 122, 127-8, 134-, 143, 151, 154-, 161,
1 Y5, 184 (w Korszyłówce), 186, 190. Tylko dziewczętom rewindykuj4
prawo to kore!łp.: 1, 3, 5 (co du Uścia solnego, Cerekwi i Desowa), 9, 32,
37, 54, 59, 62, 64 (co do Jawornika rusk.), 66 (w Dolinie), 77, 80--1, 101,
10a, I:36, 139,156,159, 164, 171, 173-4, 177,180,187, 193,przeciwnie
tylko kobietom: 24, 29, 53, 58, 89, 112 (gdzie teraz zarzucono ten zwyczaj, bo dzieci mają, obecnie dość kłopotu ze szkolą i nic należy ich zabawiać pisankami), 185. "Wie die Alten sun,ąen, sn zn·itschern d'ie Jungcn" za przykładem starszych idą też dzieci i w wielu razach występują. jużto
jako pomocnicze siły, kształc,ce si~ pod okiem owych na rozsadników dawnego zwyczaju i dawnych tradycyi rysunków, barw itp., jużteż jako dziś
jedyni uprawiacze zwyczaju, zaniedbanego przez dorosłych. Tu Icategoryi
nie przeprowadzam, wyliczam tylko odpowiedzi, mówil}ce o dzieciach płci
obojej, jako działaczach. s, to odp.: 8, 10, 52, 60, 83, 92, 104, 11 O,
124, 132, 176, 183, 184 (w Klobanówce).
W sprawie pytania, czy w danej miejscowości istnieją osoby, zajmujące się specyalnie (a więc nie przygodnie) przygotowywaniem pisanek, odpowiedzi wypadły bardzo chwiejnie, ponieważ wielu korespondentów nic
zdało sobie naletycie sprawy z poj~cia „specyalisty", które trzeba takimmo
rozumieć, jak w innych wszelkich czynnościach ludzkich.
Toteż to, co
wywnioskowałem z mglistych wyrażeń kwestyona.ryuszy, prosz~ brać cum
grano salis. Ponieważ w kwestyi specjalistów ważniejszym momentem jest
mężczyznom



1) Wngólc tak do tej, jak i następnych grup należy zawsze doliczać odpowiednią
grup,; ~pecyalistów , w gł. i-pccyalistck, o ile odpowiedzi sq wyraźne, czego niestety
o przeważPej części ich co do tego punktu przynajmniej niemożna twierdzić,

-

203 -

pytanie, czy dzieri, oni monopol w swem r~ku we wsi danej, niż to, czy
do tej, czy owej płci, Sł} tego lub owego stanu, przeto zestawiam
naprzód te odpowiedzi, które znają, tylko specyalistów jako uprawiaczy
zwyczaju omawianego. W 33. sama korespondentka tylko robi pisanki dla
dziatwy szkolnej; ale ten wypadek nie należy właściwie do zakresu bada11
naszych, taksamo, jak dla ludoznawstwa obojętnym jest szczegół, podany
przez koresp. 63. o nauczycielce w Falkenbergu, pannie Ra.dlmesserównie,
która umie niezwykle pięknie malować pisanki. Nas mogą, zajmować tylko
takie doniesienia, jak 44., gdzie tylko jedna kobieta, która przybyła tam
z okolic Ilrzowwa, trudni się robieniem pisanek dla użytku i zabawy innych, 105 (Perewoziec), gdzie tylko pewien staruszek maluje za wynagrodzeniem, lub 179., gdzie monopol ten spoczywa w ręku Matrony Sawczakowej z Grąziowej. Nadto tylko specyaliści (wzgl. specyalistki) są, czyn•
nymi w: 2, 21, 95, 98, 100, 111, ll5, 118, 125, 160, 163 (w Chlewczanach i Choron owie), 169, 196. Natomiast obok innych mieszkańców
wsi działają, specyaliści, cieszl!C się nieraz bardzo wielką, wziętością w: 3,
11, 13-4, 16-7. 18 (przewatnie), 19-20, 22-3, 36, 46 (zwykle), 48
(w Snowidowie), 56 (pi~ć we wsi), 69-70, 76, 78, 80, 86-8, 91, 96-7,
99, 102-3, 109, 110 (przeważnie), 113-4:, 117-8, 128, 130, 137,
141-2, 148, 153, 155, 157 (przeważnie), 161-2, 164-5, 166 (przeważnie), 167 --8. 171 ('?), 172 (wyjl}tkowo), 173 (przeważnie), 184 (w Korszyłówce), 186, 188-9, 190 (w Hucie st.), 199; do grupy tej wypada też
zaliczyć 64-., gdzie obok Jawornika ruskiego mieszka kobieta specyalistka,
pochodząca gdzieś zpod Sambora, i 147., gdzie osobliwie celuje jako specyalistka Ansa Kozieł ze Stanów. <Jo do płci, to tylko 100, 105, 118,
164 i 196 mówią, o specyalistach X męszczyznach wył1cznie 1); 70, 100,
115, 117--8, 163 (w Karowie), 164 i 196 przyznaj~ ten monopol płciom
obojgu. Pomiędzy specyalistkami kobietami a dziewczętami mało korespondentów czyni różnicę. Według tych, którzy dotykają, tej kwestyi , tylko
dziewczęta Sił specyalistkami w: 80, 111 ( dwie czy trzy we wsi), 128,
161, przeważnie one w: 18 i 109. Tylko o ko bietarh mówią: 3, 46, 78,
125, 160, 179 i 199 (,,starsze, praktykowane"), o ich przewadze 14, 110
i 157. Z reszty tylko 15, 22-3, 69, 95, 115, 118, 162, 163 i 164
mówi:i o ,,kobietach i dziewczęta.eh", inne bowiem zadowalają, si~ ogólnikowym terminem "specyalistek ".
Jednostki, zajmujące si~ malowaniem pisanek, czynilJi to dla innych
bezinteresownie w 33, 36 (nawet niekiedy dajlJi własną, krask,;), 70, 76,
100, 109, 111, 128, 141-2, 153 (w cz~ści), 16~, 164-6, 190. Zadarmo
lub za bardzo małem wynagrodzeniem piszlJi w 80., a także w 89., gdy
jeszcze tam byli specyaliści, pisano za małą zapłatę. O wynagrodzeniu
wspomina też 161., ale nie określa go bliżej, a 181. mówi również ogólnikowo o wynagrodzeniu „pieniężnem" 2). Zwrotem kosztów kraski, wosku
itp. w materyałach, nie pieniądzach zadowalają, si~ w 15., a niekiedy tet
w 148. Zresztą wyaagrodzenie jest dwojakie: albo w wiktuałach, albo
w pieniądzach. W kategoryi pie1·wszej jedynie 125. i l 9R. odbiegaj11 nieco
od normy płacenia białemi jajami za pisane ; mianowicie w 126., gdy się
należą,

1) \V 89. byli dawniej, dzi~ ich niema.
2) Nic odpo\\-iadają nic na to pytanie korcsp. 2 14, 78, 113 i 147.
1

204 rozchodzi o większ, ilość pisanek, daj11 specyalistkom w nagrodę za trud
"zboża, kartofli lub omasty", 196. zaś mówi o „oczkowem", ,,dziesięcinie",
,,skoromiu" i mące, - w obu zreszt11 znane też wynag1·odzenia pieniężne.
Zwykłą jednak rekompenzat~ w wiktlłałach stanowilł jaja. niepisane w zamian za pisane i to w najrozmaitszym stosunku 1). Najniższą, chyba stopfJ
znajdujemy w 11., gdzie specyalistka bierze ¼ albo 1/5 jaj, danych jej do
opisania. Dwa jaja za sporz1dztmie 5 pisanek biorą w 22 -3 i 160, trzy
zaś za t~sam~ liczb~ w 46. Namalowanie pary pisanek płaci sie jeduem
jajkiem białem w 105, 137, 172 i 199 l), a w 97. ,,napisanie i ukraszeszeuie" jednej pisanki nagradza się jednem jajkiem, które w 96. możn 1,
zastąpić 1 centem.
Wreszcie handel zamienny istnieje w 64, gdzie par~
pisanek oddaje specyalistka za 3 białe jaja, oraz w 48. i 125., gdzie jedna
pisanka płaci sie parą białych. Przy zapłacie pieniężnej najtaniej wypada
pisanie hurtowne od „kłani", tzn. półkopy (nazw~ te podaje 13). Mianowicie płacą od niej 5 et. na farbe i 2 jaja w 115., 10 et. w 13, 20 et.
w 86. i 188., gdzie wosk, barwiki i przyrząd do pisania idą na koszt
"artystki" samej, a najwyżej 20- 30 et. w 114. Na sztuki robota pła.ei
sie drożej, bo najmniej 1 et. za pare (21.), 2 et. od 3 pisanek (18.), lub
1 et. za jedne pisankę (17, 19, 155, 168); w 56. oprócz ceny drugiej
musi osoba zamawiają,ca dostarczyć wosku, ą w 118. oprócz l et. od sztoki
(albo 2 i wyżej) jeszcze strawy (,,charcz"). Trzech centów za parę żądaj:i
w 3., 95 (w cześci) i 98, dwu od jednej w 16 (Koniuszków), 20 i 186,
a pi'iiciu za pare w g5 ( w cześci). Trzy centy bior11 za pisank~ w 115,
17 J i 163 (Karów), cztery w 163 (Chlewczany i Choronów), a pięć brała
Sawczakowa na jarmarku w 179., skoro za półkopy wzięła l zł. 50 et.
Wysokości wynagrodzenia nie oznacza 12., tak jak 'in natum przedtem.
Sposób malowania jaj na jedu~ barwę, bez wzorów, jest zanadto znany
i jednolity, ażebym się miał rozwodzić tu nad nim, zwłaszcza. że do zgrupowania okoliczności drugorzednych, jak np. pytania, jak długo jaja leżą,
w barwiku itp., brak odpowiednich danych w materyalc naszym. Wystar _•zy
wyliczyć tych korespondentów, którzy utrzymują,, że w miejscowościach, po·
danych przez nich, sporz4dzajł}i li Jednobarwne, bezwzorcowe kraszanki. Szereg ten stanowilł odp.: I, 24, (dawniej też 25), 29, 35, 39, 41, 49,
52-3, 58 --9. 69 (Rade licz), 143, 152, 185 i 197, oraz pare następnych,
gdzie dawniej były też pisanki, dziś jednak są tylko jednobarwne bez wzorów ,,hałunki : 38, 40, 66, 89 i 184 3). Daleko częściej spotykamy w ma
teryale naszym - co nie przes4dza bynajmniej stanu rzeczywistego - kraszenie jedn4 barwą, obok pisania wzorów na tle jeduo- i kilkobarwnem. Tu
nalcżą,odp.: 2-3, 5, 8--9, 12-3, 15-17, 18(przeważnie I-barwne), 19-20, 22-3, 27 (rzadko pisanki), 32, 34, 36, 48, 50, 65 - -7, 63, 65, 68,
70, 75, 77, 80-1, 84-- 8, 91, 96- 8, I 01-2, 103 (rzadko pisanki), 104,
108, 126, l13, 133 (w domach szlach. I-barwne, na wsi pisanki), 138, 14 I,
149, 153, 168, 161, 166, 168, 182, 183 (w Tokach pisanki, w okolicy

1) Tu znów pomijam odp. 12, 130, 153 (w części), 167 i HiD, które ni e podają
tego slosunku.
2) Tak roznmiem wyrażenie ) D!J. ,,za trele jajec".
1) Do tej grupy zaliczyłem też wszyslkie kraszanki nakrapiane czyli pstre, gdzie
przecie o wz0rcach nit: może Lyć mowy, jak w S, 13, 16-7,
&1, 101 12(j i H)7

tu,

-

205 -

kraszanki), 186 (przeważnie pisanki), 19(-6. Tylko o wzorzystych pisankach mówi11: 11, 14, 21. (33), 37. 39 (Nieznanów). 46 -7, 54,
60-2, 94, 67, 69 (oprócz Radelicza), 71, 73-4, 76, 78, 82 -3, 90,
92-5, 99 -100, 105, 109-11, (112 były), 114-8, 121-2, 12!, 126 -8,
180, 132, 134-7, 139, 142, 144, 147-8, 151, 154-7, 160, 162-5,
167, 169-81, 187-90, 193, 199. Nie odróżniłem w obu ostatnich grupach pisanek, które powstają przez manipulacyę z woskiem (i w ogóle tłu­
szczem), od tych, które powstają, w sposób inny. Dla zupełności zestawiam,
z kolei osobno pisanki, które powstają, nietylko tą, metodą, ale także z bałn
nek I-barwnych: a) przez wydrapanie na nich wzorca zapomocą, narzędzia
ostrego ts. 15, 17, 36, 63, 70, 81, 138, 153, 162, 177 (w Mościskiem)
1 79, 194 i 195; b) przez działanie kwasu solnego ( Salzsaul'e, po ludowemu „zaldzajer") 193. i innego w 50., gdzie korespondent domyśla siQ
kwasu winnego.
Załatwijmy się teraz z nazwami jaj malowanych.
Jednobarwne, bez
wzorów, znamy pospoliciejako „hałunki" (1, 3, 12, 13. 34-5, 48 -9, 58,
66, 68, 79. 85-7, 89, 101 li w Rohatyńskiem, 102-3, 113, 152 -3,
158-9, 184 w Klebanówce dawniej, 195-7), względnie „ałunki" (38
i 184). Nazwa ta niekiedy objęła też właściwe pisanki dzięki temu, że
i przy ich sporzą,dzaniu używają krasek z ałunem (36, 40, 57, 104 i 160).
Nie pozostaje z ni~ w zwią,zku, ani znaczeniowym, ani słoworodowym, wyraz
,,halka" (80, 98, 135) ,,chałka" (B6_), względnie „banka", który'Il też
chrzczą jaja barwione, bez wzorów, słusznie bowiem koresp. 133 zwraca uwagę
na to, że jestto wyraz ten sam, co nasza „gałka''. Ponieważ czynność barwienia _jaja
nazywają kraszeniem lub malowaniem, a pisaniem w ścisłem tego wyrazu
znaczeniu tylko rysowanie wzorów na jajo, przeto spotykamy się tet z nazwami .,kraszanki" (2, 15-6, 18-20, 22-4, 36, 41, 65, 69 w Radeliczu, 70, 78 na Podolu, 88, 91, 1Ol. 107, 183 okol., 184-5, 194, 197)
i ,,malowanki" (9, 27, 52-3, 59,117,141,182), lub poprostu ,,kraszone''
(50), ,,malowani jajcia" (75) i . ,jajcia, maluwani ałunkami'' (10) 1). Chwiejność 88., gdzie na I-barwne jaja używa się nazwy tak hałunek, jak kraszanek, oraz 37., gdzie ta sama chwiejność nazwy widoczna, ale dotyczy
właściwych pisanek, wreszcie 80, 83, 98 ( w Kobylnicy rusk. pisanki, w okol.
kraszanki), 167 i 189, gdzie jaja wzor:i:yste zowią, kraszankami albo pisankami, - łatwo motna wytłumaczyć, gdy si~ uwzględni jako moment rozstrzygają,cy przy nazwaniu czynność kraszenia, czyli malowania.
Taksamo wyjaśniam sobie to zjawisko, le wszelkiego rodzaju barwione jaja nazwał lud
ogólnikowo „jajami malowanymi" (8, 32), lub „iajami farbowanymi" (8, 149),
a ostatecznie nawet właściwe pisanki „malowankami" (142), ,,kraszankami"
(160), lub „krasymi jajciami" (165 dawniej). Mniej jui znanymi są, nazwy
dla jaj 1-barwnych: ,,sływki" (tzn. śliwki w 78, 97, 108, 161, 166, 168,
186 2), nazwa pochodząca od podobieństwa jaja, zabarwionego na ciemno1) Majac na oku właśnie owę czynność kraszenii przcdcwszystkicm, n::izywajl\
w 15., 36 i 70 kraszankami nawet jaja pstre, lub takie, na których wzory wykonano
już Jll'l okraszeniu dzięki no!ykowi. W 52. nazywaja jaja 1-barwne „malowankami chi11skirni" - według koresp. stqd, że kury chi11skie też znoszą jaja barwne, żółte.
2) Tensam motyw, :który wskazałem wyżej i w uw. 1. doprowadził mieszkai1c6w Msi:ińca {179) do mówienia o „sływkach" i ,,<;ływezyty,'' choć rozumieją przez to
tosamo, co sioła sąsiedni!! przez ,,pisanki'' i ,,pisać",

-

206 -

czerwono lub czarno, do owocu śliwy, ,,mazaj ki" (16., gdzie dotyczy jaj
upstrzonych przez gotowanie w owinięciu z różnobarwnego sukna) i „ha pt u szk i" (56).
Jaja, malowane na jednę lub więcej barw, z wzorcem białym lub
nadto innobarwnymi, ZOWifł powszechuie „pisankami"
ruska „pysankami"), a wi~c koresp. 2-3, 11-6, 18-23, 27, 33-4, 36, 46, 48, 50,
5-t, 60-5, 67- -8, 69 (z wyj, Radelicza), 70-1, 73-4, 76, 78-9, 82,
84-- 6, 88, 90 -7, 99--103, 105, 107-9, 113-8, 122, 124-8, 132--7,
I 39, 141-2, 144, 151, 153-8, IR0-6, 168-78, 180-3, 186-8, 190,
193 -6 i 199; nazwy tej używano też dawniej w 89., 159 i 184, gdy jeszcze uprawiano ten zwyczaj. W paru z tych odp. obok nazwy, podanej
właśnie, figuruje też nazwa mazurska „piski" (63. 109, 125, 127, 130,
J,12), która panuje wyłą,cznie w 110-ll i 147--8, a panowała w 112.,
póki tam malowano jaja. Unikatem jest nazwa ruska "try n as tka", uży­
wana w 186. dla oznaczenia pisanki, kraszonej w 3 barwikach: Mltym,
czerwonym i czarnym. Po tern, com podniósł już wyżej przy kraszankach,
nie zadziwi chyba nikogo ani ten fakt. że w 5, 17, 55, 77, 81 i 138 „pisanki'' zowiłł się wszystkie jaja malowane, a w 143 i 197. tylko bezwzorzyste. Korespondenci 75. i 87. wreszcie utrzymują,, że w ich wsiach
nazywają, pit:ianki podług wzorów, ogólnej zaś nazwy nie podają.
Nie myśl«J podawać szczegółowo sposobu sporzt1dzania pisanek właści­
wych, bo w tym kierunku zaledwie 40 korespondentów zdobyło się na opisy
uokładnicjszc nieco, ale zresztą, także dość brnkliwie, tak, że nie opłaci si~
trud odtwarzania typów jakichś tego procederu. Zadowol~ się tylko przytoczeniem paru, które bą,dźto powinny służyć na przyszłość za wzór dla innych, bądź też zasługujlł na uwage szczególniejszfł ze wzgledu na pewne
szczegóły charakterystyczne, w nich zawarte.
Jako wzór, niedoścignieny
przez inne odpowiedzi, powtarzam to, co odpisała na pytanie 5. korespondentka 15. : ,,Malowanie czyli pisanie jaj odbywa si~ przeważnie w sposób
nast~pują,cy.
Przedewszystkiem wybiera si~ do tego jaja małe, okr11głe i ile
możności najświeższe.
Przed pisaniem si~ ich nie myje. Niektóre dziewcz~ta poprzestają, na tern, że wybrane jaja rzucaj fi do namoczonej kraski,
przyrzlłdzonej w niepolewanym i koniecznie nowym garnku (najcześciej
w tzw. ,,siwaku") przez zagotowanie kraski lnb trzasek, kupionych w mieście, zagotowanego płynu nie odcedzajłł, a jaja wrzucaj Ił tam dopiero
po miernem ostudzenia . . . Jaja tylko ukraszone, bez rysunków, nazywaj4
kr as z a n kam i, a zaopatrzone w rysunki - pisankami. Niektóre rysuj4 potem kraszanki scyzorykiem w różne krzyżyki, drabinki, stsenki itp.
(głównie rysunkj o prostych liniach), lecz rysowanie to praktykuje się dość
rzadko. Do p is a n i a jaj służy narz~dzie zwane „ko s t k Ił" . Taka kostka
składa siQ z rl}czki, podobnej do prostej, szkolnej, centowej rą.czki do pisania, zaopatrzonej na jednym końcu w cieńkQi blaszanlł rurkę. Za materyał do pisania służy zwykły pszczelny, żółty wosk, roztopiony w czcrepku ;
kostkQ macza si~ w wosku, zanurzajf1C weń rurk-; blaszaną, rozgrzewa wosk
jeRzcze bardziej w płomieniu świecy lub kaganka i poci4~a nim po jaju dowolne linie. Miejsca, powleczone woskiem, zostant1 na jaju po ukraszeniu
białymi, reszta powierzchni jaja zabarwi si~ kraskfł.
Przeważnie są. tu pisanki o jednej barwie, tj. jaja, ukraszone na czerwono o białym rysunku,
a zdarzajEJi się też pisanki czarne o rysunku białym i żółtym, czasem zaś
czarne o rysunku białym, żółtym i czerwonym. Dwu- lub trzybarwne ry-

c~

-

207 -

sanki robi si~ w ten sposób, te naJpterw wrzuca się JaJa, popisane woskiem,
do roztworu, sporządzonego ze świetej kory jabłoni i ukrasza na żółto,
ukraszone pisze si~ znowu i wrzuca do kraski czerwonej, a ukraszone na
czerwono można jeszcze dalej pisać i ostatecznie ukrasić w czarnych trzas kach.. Innych kolorów, jak np. niebieskiego lub zielonego, nic znajtL w tutejszej okolicy na pisankach, zwłaszcza że niema tutaj zwyczaju malowania
jaj za pomocą ufarbowanych płatków sukiennych. Naturaluie pisanie jaj kilku
barwami trwa stosunkowo dłutej, -- nieraz cały tydzie11, i zajmują się
niem t.yl ko dziewczęta bieglejsze w tym za.wodzie, zuane już we wsi z tego
względu.
l\Iożna śmiało powiedzieć, że rysunki ną, pisaukanh z tutejszej
okolicy są po największej części bardzo nieforemne i rzadko kiedy można
napotkać lepsze okazy. Rysunek kostki do pisania jest zupełnie pojedyuczy:

Kraszanki bywają, zawsze gotowane, pisanki gotuj11s po największej części;
gotowane nacieraj4 smalcem celem nadania połysku".
Podobnie, choć nieco mniej szczegółowo odpowiada na pytanie, ua s
obchodzące obecnie, korespondent 36. Z odpowiedzi jego podnosz~ szczegół
o obwijaniu jaj nićmi celem uiyskania przy kraszeniu wtp;iutkich kresek
białych, do którego zbliża się doniesienie koresp. 76, że w Hodatyczach
i okol. ,.obwią,zują, również jaje lnem i tak kraszą".
Unicum opist1 (z ilustracyą,) ,,nakrapiania'; cz. pstrzenia jaj, pomalo •
wauych na jednę barw~, stanowi odp. 10 l. Czynność ta odbywa si~ w ten
sposób, że popod szczoteczkę do Wl!SÓW ( czy w barwiku, czy w wosku
umaczaną,, niewidać z odpowiedzi), przesuwa się grzebieu, ułożony poziomo,
tak, żeby zawadzał o ubarwione ko11cc szczeciny i spu~zczał ros!J CIJŁCk ua
podłożone jaje.
Zresztą osięgają, skutek podobny zwykle przez marmurowe
papierki, sukno różnobarwne itp.
W podobnie niezwykły sposób biorą, si~ do wyskrabywania wzorca. na
jajach malowanych w Msza11cu ( 179). Gdzieindziej zwykle słuty do te~o
nożyk (cyganek), scyzoryk, igła lub szydło. Tutaj piszą, wzoncc kawałkiem,
wyłamanym z siekiery - i co uchodzi za najlepsze z kosy, czerepu, rączki,
scyzorykiem, oraz połową, nożyczek rozerwanych, zwłaszcza że jąi wygodnie
trzymać w reJce; wosku do rllbienia wzorów nie używaj!} wcale, ~o możnaby
wytłumaczyć wzgl~dami ekonomiczncmi i brakiem tego materyalu, który
w 32 i 149. doprowadził zmyślnych wieśniaków do zast\lpowania go tłu­
szczem jakimkolwiek, wzglQduie łojem, a w wielu razach przyczynił Si'J do
zaniku zwyczaju omawianego. Ale to tłumaczenie nie wystarcza już w przypadku 196 , gdzie wyskrabujlł wzory na hałunkach „scyzorykiem z ułama­
nem ostrzem". Pewien związek gienetyczny - zdaje mi się - istnieje mi~dzy
179. a 195., choć go bliżej nie umiem określić ; wchodzi 011 w sfer~ wicrzc11,
czy przesą,dów, uzasadnionych zapewne w okolicznościach, nieodkrytych przez
korespondentów wymienionych.
Tam, gdzie wosk wchodzi w gr~ przy pisaniu wzorców, niezb~unym
jest przyrz11d, któryby go w stanie na pół płynnym przenosił w ż:bdauych
kierunkach i rozmiarach na powierzchniQ jaja. Niestety blisko BO korespondentów, którzy mówią, o pisaniu woskiem, pominęło sprawę przyrzą,<lu milczeniem. Z reszty zaledwie 7 nadesłało 9 okazów przyrządu, a 2G objaśniło

-

208 -

opisy, nieraz bardzo meJasne, rysunkami 1). Wobec tego trudno mi zdać
sobie jasno sprawę ze wszystkich zagadnień, ł11czą,cych się ze sprawi tego
przyrządu do pisania. To tylko wydaje mi się rzeczą, pewną, że nazwy jego,
choć pierwotnie były związane z charaliterem rzeczy samej, dziś nie majft
z nią, albo nic, albo mało co do czynienia ; na tensam typ bowiem wykazuje materyał nazw parę i naodwrót pod jednq, nazwą skupiają, się typy
wcale odmienne. Toteż zestawię osobno nazwy, a osobno t.ypy tego przyrz:ido, o ile - rozumie się -- mogę ich dojść z opisów niezupełnych przy
pomocy dostarczonych oryginałów i rysonków.
„Kulka" - nazwa, używana przeważnie na zachodzie, a widocznie
starożytna. bo według mego zdania pozostają,ca w związku z wyr. "kula"
w znaczeniu laski, a nie znanej figury geometrycznej, zachodzi w odp. 56,
76, 80, 82 --3, 91, 97-'3 (dwa najdokładniejsze opisy), 130, 138-9, 158,
16 7 - 8 i 190. Również polską, co do pochodzenia musi być nazwa „d z i ade k", podana przez 154., a wyraiuie wskazana przez korespondenta 69.,
jako barycki synonim dubrawczańskiego "pysarja"; zresztą s 1 ma forma gło­
sowniowa ruska "dziadyk". w :jakiej występuje w 188., przemawia wyrażnie
za polskością tej nazwy. I "s ze I ą, h k" wreszcie, używany w 154., jako
synonim "dziadka", a zresztl} znany też w tej formie w 3, 125, 169
i 172-3, choć wyraz pierwotnie niepolski, pewnie dopiero z zachodu dostał się do Gali cyi wschodniej, gdzie koresp. 3. podaje go ze swej wsi
w formie „szeluzok". W stronach ruskich natomiast najpopularniejszą, nazwą
przyrzą,du omawianego jest wyraz „ki st ka" (kostka), jak piszą, niektórzy
według słoworodu), który występuje ta'Il w licznych odmianach narzeczowych,
a mianowicie: w formie, przytoczonej właśnie w 11, 13, 20, 87, 107, 115,
117, 161, 163-4 i 165, w formie r,kiska'"' w 135, ,, kestka" w 86, 160 i 181,
,,kiestka'' w 84, ,,keska" w 186; także 15. i 162. należy zą,liczyć do ruskich,
choć korospoudenci pis il} zpolska „kostka".
Zdrobniał!} formę „kistoczka"
podaje 12 i 196, podobnie jak 98, dla kulki zdrobniałą, ,,kuloczka". Nazw,;i
.. pys ar" spotykamy w Dubrawce (69). 101 i 136, "pysak" w 68.,
,,pyszuk" w 196, a „pysałcie" w 134. Unikaty nadto stanowią:
„ I i j ka'"' (130 jako synonim kulki), "ryjec pisanek " (.141 bez
opisu), ,,ryłeć" (Il synonim kostki), "koszyczok"(199) ,,pióro" (111).
Trudniejsza sprawa z kategoryzacyą, i opisaniem typów poszczególnych
przyrzq,du, którego nazwy podaliśmy. Przedcwszystkiem należy odróżnić dwa
działy główne, oparte u" dwu odmiennych zasadach użycia wosku.
Jeden
wychodzi z założenia, że wosk stopiono poprzednio w jakiemś naczyniu (na
która może by także warto zwrócić uwag,;i większą, niż to czyniono dotychczas), ~ pisząca osoba poprzestaje na wykorzystaniu zasady przyczepności
i przenosi zapomocl} rurki włoskowatej, zanurzonej w płynnym wosku,
krople tłuszczu na jaje wąziutkimi kreskami. Stosownie do tego robi sobie
przyrząd, którego typ najdokładniej opisał koresp. 97 w sposób nast~pujący: "Jestto iejkowata trąbka (rurka) 6-8 mm. dł., której otwór górny
ma l1/~-2, dolny zaś około 3 /_1 mm. średnicy; wprawiona jest w pręcik
długości 5-7 cm., a około 3 mm. grubości, robi11i ją z cieńkiej blaszki
mosi~inej (używanej do okucia fajek)". W dziale tym różnice tylko nie') Oryginały nadesłali koresp. : 83, 117, 148, 160 i 1!10 po jednym, oknie 134
i 138 w dwu różnych typach, rysunki zaś podali: 1!5, 20, G4, W ( <lwa), 70 82, 84, !Jl,
97-8, 100- 1, 111, llG (dwa), U5, 135, 13tl, 158, 160, 16i- 4, lo8, 186, 190 i Hi6.
1

-

209 -

znaczne są możliwe i zachodzą. Mianowicie rozchodzi si~ tylko o „ wprawienie" rurki w patyczek, a to może być czworakie: 1) albo wpycha si~
rurk~ na patyczek tak, że tworzą rodzaj rączki z piórem, a wi~c jednl,l
linj~ (20. i zdaje si~ 154); 2) albo przytwierdza si~ rurkę do końca rączki
zapomocą języczka, wzgl~dnie nici, pod kątom prostym (15 i 76); a) alboteż przywięzuje si~ rurk~ pod patyczkiem nieco przed ko11cem ( 138 i 162) 1) ;
4) albo wreszcie -- i to grupa najliczniejsza - patyczek przedziurawia
się w poprzek opodal ko11ca,
lub zlekka rozszczepia wzdłuż, a w dziurkę
wzgl~doie rozchylenie nowoutworzone, l<tóre 190. zwie po rusku „ ros kił",
wtyka sie rurkę tak, że przechodzi przez patyk nawskróś i oba jej ko11ce
są widoczne (13. 81-2, 87, 91, 97, 115, 125, 133-5, 138,158, 163-4,
168-9 i 188). Ponieważ rurk~ tf;l zwija się zwykle na igle, szpilce, wło­
sieniu lub szczeci, przeto w typie 84. i 196., które szczeci nie wyjmują po
zwini~ciu trą,bki wzorem innych, ale pozostawiają w rurce. widzę tylko ma.łoważnlł odmiankQ typów 2) i 4), powyżej opisanych 2).
Do działu tego należą prawdopodobnie też przyrządy, używane w 19, 56, 95, 104, 107, 166-7
i 190, ale dokładniej niemożna ich rozmieścić z powodu wadliwości opisów.
Drugi dział opiera się na zasadzie, że tak powiem), bij as owej „omnia
mea 111ecu1n po1·to". Tu już niepotrzeba na wosk osobnego naczyńka, choćby
czerepku, lub nakrywki fajkowej, bo tu rezerwoarem tym jest sam przyrząd
do pisania. W tym celu musi być większy i mieć kształt odpowiedni, by
wosk, we11. włożony, mógł po stosownem ogrzaniu spłynąć na zewnątrz i wykreślić żądane wzorce na jaju. Kształtem takim jest lejek o wielkiej śre­
dnicy górnej, a niemal włoskowatym otworze u doła, albo o szczelinie nieznacznej w miejscu spojenia dwu ścian blaszki, z której powstał. Taksam8
i zupełnie równolegle z działem pierwszym i tu można rozróżnić cztery poddziały: 1) lejek przymocowywa si~ w linji równoległej do rozszczepienego
patyczka u końca tak, że powstaje - jak dowcipnie zaznaczono w 46. przyrząd podobny do kapturka, którym gaszą świece w kościele (H, 111
i 199); 2) lejek umieszcza si~ taksamo, jak w 2) działu pierwszego, przyczem albo przylega do końca patyczka (fHJ, 139), albotcż oddzielony jest
odeń dłuższym języczkiem mosiężnym 3) (100); 3) lejek wisi pod patyczkiem,
ni byto jakie wiaderko (115, jeśli rysunek trafny); 4) Jejek osadzony w rozszczepionych ramionach drewienka (69, 98, 1Ol, 160). Do działu rrugiego
należy też zaliczyć 33, 68, 86, 109, 126--7, 130, 150 i 181, choć niemożna bliżej ozn11.czyć ich cech z 11owodu ogólnikowych otlpowicdzi.
Inne
odpowiedzi, mówil}ce li o „blaszkach, zwini~tych w trą,l,k1J", ,, żela zka.ch"
itp., budzą wątpliwości wi~ksze jeszcze, bo niemożna dojść wogóle, do którego działu należą; to też je pomijam.
1) W 186. zamiast rurki znajdujemy haczyk z drutu w tym typie; JG7. mówi
o „kólcc oło\\iancj'' (?), przytwierdwnej do patyez.ka.
1) I 11. mówi o kilku włosieniach końskich, umicszczonych w skręconej cie11kicj
Llaszce.
3) Mówię „mosiężny", Lo można uważać niemal za prawidło, widocznie uświęcone
jakąś tradycyą. obracanie na przyrząd ten Llaszki mosicżncj z fajki chłopskiej, gliuianej
( prw. D7-8, 100,104, 127, 134, 154, 164, 16G-7, 172, 181 itd), ok~wki la~iemki do
trzewików (188) ; odp. 12 mówi o „ostrym przyrządzie z mosiądzu. Siad używani~ du
tego celu drobnej monety, skądteż powstała nazwa szelążka, znajdujemy zalcd\\ ie
w 3 (gdzie używają półkrcjcara I. j. ,,helera"), 173 (gdzie mowa o starym pieni;1<lzu)
i może w W., gdzie LJaszka nie śmie mieć ,,końca", tzn. chyba - musi Lyć okrągłą.

-

210 -

Obok tych jednak przyrzą,dów, bezwą,tpienia przekazywanych tradycyq,
z pokolenia w pokolenie, istniej11 inne, które dopiero w nowszych mogły
powstać czasach (i to łatwych do oznaczenia), lub są przygodne, wywołane
warunkami chwili li1b miejsca, a wreszcie zanikiem tradycyi. Do przecie nikt
uie zaprzeczy, że łatwiej wzią,ć szpilk~ i główkł)i jej, umaczao11 w wosku,
kreślić wzorce pewne na jaju, niż robić z twardej monety lub blaszki fajczanej jakieś rurki włoskowate, c1,y też lejki, wiązać je do patyka i t. d.
'roteż zwyczaj używania szpilki, wetkniętej w drzewce, co przypomina starożytmi rohatyn~ w miniaturze, uwatam za zmodernizowanie dawnej tradycyi
przez wykorzysta.nie nowożytnego wynalaiku; popiera mój sposób pojmowania
oup. 80., gdzie ze szpilką, postępuje się nawet w tensam sposób, jak z lejkiem, bo ugina się ją, w rozszczepionym patyczku pod kątem prostym, a więc w formie zachował się przeżytek.
Szpilkę, wetkniętą w drzewce, jako przyrząd wymieniajq wyraźnie:
64, 126, 134 i 136-7; o „szpilkach" bez dokładniejszego opisu mówią,:
46, 73-4, 79, 82, 88, 93-4, 124, 130, 142, 155, 174-5, 180 i 189,
o „pałeczkach od szpilek" 60 i 92, a o „główkach szpilek" 37, 54, 62-3,
69 (Popiele i Uliczno), 70-1, 138, 154, 171, 173, 176 i 184 (Korszyłówka). W 36. i 88 tęsamę rolę odgrywa igła, w 121. drut, a w 1g_ ,,kosteczka" cienka, jeśli tu nie zaszło jakie nijporozumieoie między szan. korespondentką, a osobl}, która jej udzieliła tej wiadomości.
Taksamo, jak szpilk~,' pojmuję zastą,pienie przyrnidu dawnego piórem
stalowem, którego używają, w 121. 157-8, 183 i 193 (tu piszlł kwasem
wzorzec na jaju); pióra gęsiego używaj Ił w 5. i 144. Dowodem km1cowego
zaniku tradycyi jest zadowolenie si~ pr~cikiem, patyczkiem, ostro zaci~tym
(32, 34, 36, 77-8, 83, 92, 121, 153), ,,szpilkq, z osikowego drzewa"
(170), zapałki (189), oraz zwykł11 słomklł (18, 93, 153).
Wzorce, pisane woskiem na jaju, a bardzo dowcipnie nazwane przez
lud w l 00. ,, n a pisk am i" 1), trodno ułożyć w całość systematyczną,, gdy
si~ niema do każdej nazwy choćby rysunku, że - nie powiem - oryginalnego okazu. A właśnie ja si~ znajduj~ w tem truduem położeniu. Kto
przy1Jał pisanki, podano już na czele :;prawozdania niniejszego. Nadto kilk uuastu korespondeutów objaśniło swe odpowiedzi rysunkami napiiek (ogółem IG7 odmianek), z których celują wykonaniem i obfitością kor. 69 (11
napisek), 85 (31 n.) i 97 1_52 odmiany). Niestety kilku podało rysunki bez
nazw (15, 21, 55 - rysunki ważne, bo robione przez uczenicę Il. kl. szkoły
w llihalach, Anu~ Frankowską,, - 62, 64, 111, 162); także przy okazach
zaniedbano dorzucenia nazw. Jeżeli jeszcze odliczymy korespondentów, któn:y,
stwierdzajlJ:c istnienie uapisek, nie podają ani nazw, ani wzorów, dlatego, że
zuaniem ich albo uapiski noszą nazwę, odpowiadająeą ich treści (5 i 32 -3),
alhoteż niema nazw stałych (15, 19-20, 22-3, 75, 93, 121, 133, 135,
137, 152, 193), wzgl~duie nie doszły one do wiadomości korespondentów
(27, 5B, 181), albo wreszcie milcz!} poprostu w tej kwestyi (18, 20, H3_,
127, 141, 157, 182): to liczba odpowiedzi dodatnich co do pytania 7. naszego kwcstyooarynsza obniży się bardzo. Mimoto liczba 11azw napisck jest
tak wielk4, że wprost zdumiewa; a naleiy""zaz:aaczyć, że tacy np. korespondenci
115., lub 117, któriy podają, icli 27, wzgl~duie 33, sami dorzucają, uwag~,
j) Odtąd b~dę używał nazwy tej w znaczeniu, określonem właśnie.

-

211 -

jako niewyczerpali całego zasobu motywów. Gdybym miał rysunki, lub okazy
potrzebne, przed sob:Ji, starałbym się ugrupować napiski według motywów
i nazwy same postawił na planie drugim. Ponieważ jednak ich nie mam, wychodzę od nazw, nadawanych napiskom przez lud, i układajlłc je według
zakresu, z jakiego s4 czerpane, - co nie przesą,dza pytania, o ile jeden
motyw występuje pod kilku nazwami w różnych miejscowościach, - zwrócę
uwagę na postać nazw tych, zewnętrzną,, językową,. Formy mianowicie, w jakich podaję te wyrazy, powtarzam dosłownie według brzmienia ich w odpowiedziach nadesłanych. Zaczynam od zakresu pojęć geometrycznych, przejdę
następnie kolejno do rzeczy, otaczajqcych na ziemi jednostkę, od najbliższych
do najdalszych, - do 3 królestw przyrody, a skończę niebem i pojgciami religijnemi.
Napiski zatem noszą, nazwy nast~puj,ce:
I. z geometryi: kropki 93, 111, 142; kreski 8, 34, 60, 92--3,
kryski 56, linijki 111, paski 8, 19, 36, pasmużki 161, obręcz C3, ohrl!cki
149 (dokoła jaja); kratki 8, 19, 101, 12G, krateczki 92, 122, kratia 76
kliu.czykom gdzieindziej); moroszka wzgl. mereżka 94, mereszki 56, 98,
1<>3, 186, mereżanki 155, maluwanle mereszkowano 99; łai'1cuch 13, łai'1cuszek 76 (z konikami i „kulczykowaty kolcowat.y" ), łaocuszok 7--t-, 94, 105,
130, łai'1cuszki 110-1, 125,148, 1'19,172, łancoszki 179,190 (Huta st);
krywuł ka 3, 7 4, 9,-t-, krywuł ki rrn, 79, 9 J, 105, 13 i, 153, 155, 1 GI, l 7 5,
179; zakruciachy o9 (Dubrawka i Uliczno), zakrucicchy 56, zakraćke 188,
zakrućki 9G-7, zakruczki 90-1, I 58, zakrntki 82, 1GB 1); zawytuszka
19G; kaczała 136, kaczeła 199 (linja skr~cona ślimakowato), kaczy Ici G9
(Popiele i Uliczno -- kolo promieniste) ; ohnylci 8:> (esy); pererwa 13, 85
(ciła), SG, 1 l 5, połowyna pererwy 85, polowynki 79 {?), bezkonecznyk 13,
117, UJ6, piw~ezkonecznyk 117; kuczcr(i) 196, knczeri 12 (wielkie X
pisane), 13, 84, kuczeryki 85 (podobne do „koników"), kuczerjawi 87; hoczaste HHl; kłynci 78, 165, kłyi'1ci 97, 16G, 168, 196 (odmiana "lrnżnszok"),
kłynczyki 67 (abo trykutnyki), G9 (Dnbrawka), 104, 188, kntoczki 178,
sorok klynciw rn, 84-5, sorok kłynczykiw 86, 115, sorokkłyńczyk 196,
sorokkłyńczyki 87 ; perepłety niiki 13, 85; Zflbki 92, zuby 19H, zubci fi6,
!lO, 196, zubczyki 163; gzygzaki 60 -1 ; krużylcia 68, kółko 7o (z promieniami śl imukowatymi), kółka 5, 46, 60, 62, 142, 148, 154, l 72- 3, 189,
kołecka 149, kółeczka 125 -6, 132, 142, kołe3a 95 (kółka i kacrnla),
kilka 90, 190 {~ów cza), kołeska 103, ko liczka 1, 112, (niby kolo wozowe
bez zwona prw. "kwiatki" 73), 134, 179, koliczki 136, koliściata 97, kołiszczata 13V, 175, kołitczata 77, piwkoliszczata 175, okruhłyi kilka i promeny 167, korali 70 (= 62 ·"kółka"); kupki i kupki kupkowyi 66;
II. z o tocz en i a rzec z owego: a) zagroda i inne budo\Vle:
brama 196, wikna 97 (= wiatrak), wikońci 84, wikou.cia 106, stowpyki
I 05, ohnyki 117, witrak 163, młynki 14 7, 153, 169. młyny 148 ; l>) przybory i narztdzia gospodarskie: kołodoczki 85, kluczi 97, kluczowi 85, klucziwska 115, kloezkata 117; tarełyki 97 (= nkratia" 76), wahy 68, za1) Pod tą nazwq kryje ~ie często swastyka trójzębna i citerozęh11:1, którq na pi!-ankec h wskazał M. Żmig,odzki w swtj notatce o tym znaku (w 11'?'.,~lc); zrcsztq wy•
krętasy te, które przypominają udc1zająco fihuły z wykc,palisk przecltlticJuwych, kryją się
eż pod i1111ymi nazwami, np. rn5. oznacza je jako „koła", inni jako „ślimaczki''.

-

212 -

snowałka 13, motowyła 97, motowylci i bukłażki 85, besahy 13, baryłka
13-4, baryłki 84, baryłkowa 115; grabie 48, 76, 111, 142, 171, hrabli

12-3, 36, 164, hrabci 84, 103, 107, 116, 155, 158, 175, hrabelci 69
(D11brawka), hrabelki 85, 102, 105, 161, 166, 196, hrabelkowa 115, hrabczysti 87, malowanie hrabczaste 99, borony 102, cep 48, ryska! 12, roskałyki 84, ryskałyki 85, ryskałewa 115, kosy 48, kosyczky 100, sierpy
171, serpyk 84, oatrewcia 196, widła 48, topirczyki 117, derewce 117,
164, wózki 154, drabina 34, 124, 142, drabyna 164, drabynka 69, (Popiele), 74, 79, 94, 163, 190 (Łówcza), drabinki 15-6, 50, 61, 173, drabynki 3, 11, 69 (Dubrawka), 77, 80, 89, 97-8, 102, 104, 134, 136, 159,
166, 175, 177, 179-80, 186, 190 (Huta st.), drabunke abo naławyci 188,
porosznycia 196, porusznyk 118 ; c) potrawy: ko basy 155;
III. z przyrody: a) świat roślinny: kwiaty 5, 33, 37, 46 (siedmiolistkowe), 48, 75, 93, kwity 2, 199 (biłyj, żowtyj), ćwity 65, 81,
184 (dawniej), kwitka 74, ćwitki 11, 164, ćwitoczki 132, kwiatki 73,
(siedmiolistkowe), 148, 176, kwiatki lub drapaczka kwiatowa 76 (podobizna
palmy przedświą,tecznej), kwiateczki 110 (= słońce promieniste), kwiatuszki 138, zile 37 (== kwiaty), wazoniki (z kwiatami) 50, 125, ćwit ternowyj 105, barwinok I OJ, hwozdyk 114, rozmaryn i róża 126 (malują, dziewcz~ta), róża 14, 50, 61, roza 13, 36, 64, 84, 88, 100, 116 (pojedyucza),
117, róże 111, rużi i r. popereczni 85, rożi 107, 114, 155, 194, roża
podwojna 115, dwi rożi 13, 86, szist' roż 13, 117 i 85 (rut), rożewi 87,
mak 84, 194; rózgi 110, rószczki 154, 169, rizhy 91, rizka 94, ricka
117, rizki (riski) 78, 95- 6, - jak chwiejnym jest ten termin, dowodzi
wyrażenie odp. 97 „rizki abo prutyki", obok 78 "prutyki abo hilei•' 1), pr~ciki 189, prut 56; gał~zie 124, gałą,zki 16, 36 (ng. smereki bez pnia,
owini~te dokoła jaja"), 7 6 (podobne całkiem do rózg u), 12 5-6, 154, 17 3,
189, chabinki 172, hałuski wzgl. hałuzki 69, (Uliczno „abo sosenka"),
82, 100, 104, lOG, 153, 195, smereka wih. 167, hałuśki ~O, szpylki 136,
sosna 12-3, 36, 114, sosny 84, sosnyna 105, sosnowi 87, sosenka 130;
sosenki 15- 6, sosonki 85, 89, s.mereka p. 14, r. 36, smerek r. 168, 178,
smeryki 78, 164, smereczka 190, smereczki 56, 91, ta9, 165 - 6, 186,
smeryczki 163; paporot' 16G; listki 37, 46, 48, 60, 62, 148, J54, 171,
łystki 180, 184 (dawniej), listeczki 17, 50, Gł, łystoczki 12, 65, 70, 78,
88, 90, 10n, 1a2, 144, 153, 155--6, 158, 160, 164, 174, 177, urn;
baźki (bucki) 125, szutka (baźka) 68, dziabki 74 (napisano „bziabki"!J, l:14,
173, 175, ciapki 153, prw. wyżej drapaczk~ kwiatową, 125, buczyj
suk 85 (w kształcie klinów_); jal>łinka 13, jabłoka 170, czeresznowa 117 ;
ohiroczki i harbuzowa Jl5, fasuli 13, fasulki 85, 114, 196, fasolka 118,
fasolkowa 115; kolos i kołosiwka 196, pszenyczka 104 (z tem utożsamiam
11 ó. ,,perłowa''), jaczmenyk i owes (wiwsyk) 68, hałuski wiwsa 195, krupki 56;
/J) świat źwierz~cy: ptaki 5, 85, (,,import. z Bukowiny·'), ptaszki
125, kryła 9G, krylci 100, krylcia 78; łastiwka 36 (na gnieździe), kurka
196, kurza stopka 142, kurjacza łabka 196 k. łapki 13, k. łaboczki 105,
k. palcia 158, k. pazur i 78, husiacza łabka l 96, soroczi łapki 7 4, 85,

1) .. ,,Ililc·i" ruski~

puchod1.:1 1. tcgosamego pierwh,-tkn, co c1.cskie ,,hu!, holi"
jak sądzę -- w wyr. , golt:11"
'
'

ln~ka, l-1J; w polskim pierwiastek len odnajdujemy ,,nagolenice", części uzbrojeni~, pokrywającej nogi.

s. łaby 84, 115, woroniacza łabka l 9o, łapka wzgl. łabka 76, 94, łapki
55, 79, 97, 134, 186, łapci 165, łaby 199; kaczka 13, 196, kaczki 50,
kaczata 103, 155, kaczurowa 85, motyl 84, motyli 11, motylka 7 4, motyłyk 117, motyłewa 115, muchy 147, woczka ćmuky 78, zazulani czerewyki 85; pają,ki 147, pawuk 13, 84, pauk 130, pawuki 65, pauczki 11,
pawuczki 85, pauczkowa 115, słymaczui 163, żabki 107 (w 74. napisano
„rabka", może błą,d tylko zam. "żabka"?); ryba 196, ryby 117; krowa
124, korowa 88, ki{1 196 (z żownyrom), konyk 88, koniki 76 (== .,zakruciachy" różnego rodzaju), konyki 117; barao, barania hołowa i barańczyk
19H, baraniaczi roby 84- 6, 115, 196, baranieczi r. 87, baraniczi r. 117, ołenewi roby 19H, zając 124, zaj acz i uszka 19 6 1 zaiczi u. 115, zajczi u.
13, 85, kriłyki 79, kriłyke 188, pieski 124, - wreszcie c) postaci ludzkie:
pan i pani 125, pany, osoby Hil, pajace pojedyńczo, lub parami trzymają.ce si~ za r~ce 171; cz~ści ciała : głowy 5, bołowkowa 117, wolosia 97,
serce 76, 97, podowfoa ruczka (?) 115, kolena 19H, babyne kolino 186;
cz~ści ubrania i przybory toaletowe: kożuszok 196 (== "kłyńci), portki
84, czobitok 19G, czoboty 114, czerwoni cz. 85, czerewyki 114, rukawy
84, prosti r. rn, pysani r. 1%, krnczeni r. 13, 85-7, 114, hrebinci 94,
hrebenci 114, hrebińczyk 19H, hrebinczyki la, 97, kałytki 13, 85, kałiszczetka ( ? ) 94 ;
IV. ciał a n ie bies k ie (przeżytki dawnych kultów) : słońce
z promieniami 4fi, l-i3, misiać 117, mi,iaci 781 179, miesią,czki 7H (2 sierpy,
ro,i,dzielone „rózgą," pionową), misiczki 79, misiaczi nlyczkill5, misiać
i źwizdy :rn, gwiazda 14, 124, zwizda 114, źwizda Hm, gwiazdy 50, 189,
zwizdy 2, 70, 9G, 97 (== słońce z prom.), 188, 195 (,,== kwiatki"), źwizdy
12, 1O1,dźwizdy 18H, gwiazdki fi, 17, rn, tW-1, G3, 84,109 (ośmioboczne),
114, 148, zwizdki 82, gwiardeczki 11 O ( sześcio- i ośmioboczne), zwizdoczki
(Hl (Dubrawka), 80, 174, źwizdoczki 117, zori lHl, zirki lOH, zirnyczki 159 ;
V. po j ę ci a po w stałe pod wpływem chrześc i a ń st w a
Trijcia 17 5, t.rijci 179; prawa <Io Boba doroha Sti; marijczka (marijka,
Marija) 19H; krzyż 34, 50, fi I, 148, chrc11t 12, (H, 70, 84-, 88, 10:J, 106,
11 h, 158, HiO, ma, 170, 1 %, chl'est brreziwskij 117, krzyże 11 l, 171,
chresty '35, 155, 164, krestyk 2, biłyj k. 115, krzyżyki 15, 17, 46, 54,
61, 63, krzyziki 149 (zwykle wcwnątl'z kółka), krzyżyki ur., 134, lGI,
cbrestyki 69 (Duhrawka), 80, 94, 96, 100, 104-, 107, urn, 15a, HiH, 1G7,
17fi, 187, 195, krestyki a, G7, 74, 77-8, 82, 174, 178, chreszczyki 11,
!17, 1G5, 18'1, kreszczyki li.W, chrcstata 117, chrestati 86 - 7, krcstykowa
115, chrestykowata. 113 ; paszczyn cbrcst 13, paskowyj chrest 114, paska
84, pasoczka 117, pasoczki 85-6, Welykdeu. 84; Boży grób, świ~te obrazy
i baranki 128 ; cerkow tJ6 (krzyż ozdobny), cerkwa I UG, cerkowcia 114,
118, cerkowcewa 115, monastyr 117, dzwi(n)nyczka 117, 196; popyki
13, popiwka 118, popowi płeczi 13, 86 1).
1) Nie pomieściłem w grupach powyższych ani nazw, niejasnych mi pocl wzglfrlem treści, lub formy: korołt:we sidło 1:3 i 86, samoticzka l:l i 19G, mctanlr.i 56, fełuny
68 i fełon llJli, czownyki 84, cloritaki (l) aliu stchaki i komanyci,1 97, nastnnka (?), hiłokrylka, zaspilpycia, tracz, osmogatunkowa i mnohoraka czorna 117 1 dziobt:i'1ka 118,
hasamany l(jJ, ryty (?) 170, melclyk, dziuhla, ustawoczki i herbenyczka l!IG, - ani
nazw, oznaczających tylko pochodzenie danego wzoru: hucułka, kniaż<lwirska, matiiwska,

·- 214 Do barwienia jaj ożywaj, mnóstwa bar w i k ów wynalazku własnego,
sprytnie własności roślin poszczególnych w tym kierunku. Im
a dodam - i szybciej bi;;dziemy badać zwyczaj pisania jaj,
tym wi~cej tych barwików odkryjemy. Toteż podczas gdy w sprawozdaniu
swem pierwszem l.QOgłem nieliczne tylko barwiki domorosłe wskaiać, już
w nast~pnem przybyły nowe, a obecnie do dawnych znów mog~ dorzucić
par~. Powtarzam jednak: ,, badajmy szybciej!", bo kraski kupne rozpowszechniają, si~ coraz bardziej, swą, taniością, i łatwością, nabywania ich
wypieraj11ic barwiki domowe, do których wytworienia niekiedy potrzeba za
wiele zachodów.
Najjaśniejszy barwik, bo żółty (z odcieniem kanarkowym) uzyskuje
lud z k ·or y jabłoni młodej, niedojrzałej, samej, lub też z przymieszkami.
.Dy nie wybiegać poza materyał, dostarczony przez korespondentów, i nie
domyślać si~ zawiele w niejasnych nieraz ogólnikach, utrzymuj~ kategorye,
wynikaj,ce z ich odpowiedzi: a) kora jabłoni 11, 15, 13, 22-3, 39, 54,
78, 83, 85, D7, 105 (tylko w teoryi), 107, 115 -6, 125, 130, 137 ("jabłonczyna" ), 147, IGI i 163 (,,żowtwyłou), 162, 164-5, 167, 182-a,
190; b) kora z j. niedojrzałej 50, 55 (zielony b.!), 138, 172; r.) kora
z j. młodej 19, 40, 81, 84, 95 -6, DB, 103, 108, 110 (poza Kolbuszową,),
114, 155, 164, 196; d) kora j. dzikiej 16, 20 (,,kwaszenina"); eJ kora
j. kwaśnej 13 (i liście), 8G-7, 118, 184; /) kora j. słodkiej 1, 3, ti 7,
82, Ul, 168, IDB (i to jednej nnjlepszej we wsi); g) liście j. 19G; lt) biel
z gałą,zek j. 7G. Nadto używają, kory j. jako domieszki do ziela le~nego,
zwanego "zełenycia", celem uzyskania barwika żółtego {,,żowtyło") w 180,
w 56. zaś jako trzecia w tym zwią,zku wyst~puje jemioła l»j am eł o", zbie1·ane na sosnach); w 14. dodają, kor~ j. do kwiatów „majówki błot n ej",
o. w 148. kor~ j. kwaśnej do rośliny leśnej, zwanej "łazibrzochem" - zawsze w tym samym celu. Ziela, wymienionego właśnie, używają, wprawtlzie
pod inną, nazwą, bo „łazi ziele", ale z równym skutkiem w 111 ; w I 2G.
po roślin~ ,, t o c z y ś w i at" chodzi w tym celu aż do Rudnika, gdzie pod
lasem ją zbierają i susz, na lat par~. Może też nie pomyl~ si~ bardzo,
jeśli do barwików żółtych zalicz~ rośliny n,.1,st'ilpoją,ce, wymienione bez bliż­
szego określenia barwików, które z nich wywarzaj11: ,,ł o tas z (jaskir)"
78, "m o ł o cz i j (pesie mołoczko)" J !Jo, listki kwiatku ma 1wy i kr ok os z 1G. Jeżeli zaś koresp. 165 mówi o „pyłysznyku" jako o barwiku
żółtym, to myli si~ poniek11id, bo jestto barwik zielony, choć może bardzo
jasny, a wi'i:C zbliżony do żółtego; zrel5ztą, ma towarzysza w swym bł~dzic,
bo 78. mówi o "pałasznyka", jako barwią,cym na sino. Jedynie trafnie sądzi;; określa rzecz 120., mówią,c, że "widłak" barwi na zielono.
Widłak zaś, używany też w· 1OLI., to nic ionego, jak »Peł c s z ny k", wspomniany też w 164. - jak dowodzi 1 GB., gdzie dodano termin łać.
,,lycopodium clavatum":1).
zużytkowują,c
dokładniej -

rcmczo11ka i wcrhiżska lli"i, ilcziLa, kołomyjka i pros kurka Il 7, - ani wreszcie liter~
które pisza w ;l i lt4, wzgl'rclllie imion i zcl:1.i"1, które piszą na jajach w 5,
:10
(głównie „Alleluja" i ,,Jezus'•), ui (Alleluja), b!l 1 !ID (Chrystus woskres), 1:rn. Blc;<luie
jako nazwy napisek puda no: w 8. ,,pstruka1c jajka", w 7K. ,,na slywku••, w 117 ,,nrnluwanka•', w li6. ,,marmurek'•, ho Lo nie są nazwy wzorów, tylko jaj malowanych.

xa,

2) l'rw. ,,Pisanki w Gal." II. st. 12, gdzie podano rt,wnicż ,,pełesznik ~ lyco-

podium''.

-

215 -

Oprócz widłaka zna barwnictwo ludowe także inne barwiki zielone,
w pierwszym rz~dzie młode żyto ozime i inne z bo ta i tra wy. Oto one :
1) ozimina bez oznaczenia gatanku 5, 8, 27 1 29, 59, 90 (,,zełenyna"), 92,
183; 2) żyto 2-3, 34, 36, 49-50, 54, 64, 76, 79, 88 (.,zełeno"), 89,
91, 93 105 (tylko w teoryi), 130, 14 7, 151, 153, 157 (w okol. Plenikowa),
158, 160, 168, 175, 180, 185 (Żółkiewskie i Brzeżańskie), 193; c) psze•
nica 50, 65; d) trawa 59, 61, 77 (i liście), 94, 122, 141, 169 (,,dutkowa
tr. "), 171; e) ,,trociny zpod siana" 53. Z innych roślin dostarczaj4 tego
barwika: w 13. ziarna „słonecznika" 1) i róża; w 168, 160, 166 i 195
kwiat zasuszony f joł ka, w 36. korzeń, a w 52. listki pokrzywy; koresp. 115 wspomina o korzeniu „kropywy żałystoj ", jako o barwiku Młtym,
ale pewnie chodzi tu o żółto-zieloni barwo, a nazwa sama rośliny jest
przekr~ceniem pokrzywy (prw. czeskie „koprziwa"
pokrzywa). Listki
drzew spełniaj, podobne zadanie w 77 i 109, a kora j a s i o n u w Korszyłówce (184). W tejże wsi służy do tego samego celu „krwawnyk",
który używa si~ też - choć bardzo rzadko - w 168. (,,krowawnyk"),
oraz w 64. (»krawnik" !) ; w 34. barw~ zieloni uzyskuje si~ z listków
barwinku, w 78 z ziela "kraczka".
Barwik czerwony... Przedewszystkiem musz~ uprzedzić, że czerwoność u ludu to poj~cie bardzo obszerne, bo obejmuje od barwy pomarańczowej pocz1wszy wszystkie odcienie aż do najciemniejszego karminu.
Dopiero po tem zastrzeżeniu mog~ bez dalszych omówień zestawić jako
barwiki czerwone domorosłe: a) listki, wzgl~dnie łupy cebuli, barwik może
najpowszechniej znany, bo używany w 1-2, 5, 8-9, 11, 14, 16- 8,
21- 3, 27, 29, 32, 34, 36, 40, 46, 49 - 50, 52 - 5, 59-62, 64-5, 70,
74-5, 77-8. 80-3, 88-93, 97-8, 100-1. 103-4, 108-11, 121-2,
124, 126, 130, 133-4, 141- 2, 144, 147, 149, ló1, 154, 157- 8, 160,
163 (w Karowie), 164-9, 171-3, 175, 177, 180, 182, 184 (Klebanówka i Korszyłówka), 185 (Brzeżańskie i Złoczowskie), 188, 190, 193,
196-7 i 199 2), - nadto jako domieszka do brezylii w 71 i 76, a do
Kruszyny w 69); b) korzeń, który wykopuj11 z ziemi, zreszt'ł nieoznaczony
bliżej, w 7 4; c) kruszyna z domieszką łupin cebuli 69; d) "pidlaseć" daje
barwik siny w 78.
Barwiki przejściowe od czerwieni do czarności stanowi,: a) kora
d~bowa 70, 97, 105 (w teoryi), 170 (,,b. różowy"!), 184 (Korszyłówka,
,,b. czarny"); n) kora z olchy czarnej 93 (,,ciemnofjoletowy" ), 103, 154,
168, 165, 175, wzgl~dnie szyszki olchowe 8 (,,czarny"), 69; c_) ,,trzaski
ze śliwek" 177; d) jagody bzu czarnego 169, 176; e) czernice 78 (,,czarny").
By wyczerpać cały zasób barwików domowych, musz~ jeszcze wymienić wspomniane bez blitszych objaśnień: ,,ćwitłuszk~" i bazie brzozy w 11.,
bazie osiki 169., liście brzozy 196., korzeń "kołotiwci", kwiatu rosną,cego
na miedzach nisko, nito „kołotiwki" z drobnymi listeczkami naokoło, w 75.,

=

1) Chyba nieogrodowego, ale ,.sasanki", zwanej też przez lud słonecznikiem;
prw. ,, Pisanki w Gal.'' Il. l 2.
2) W 163, 18ł i 188 nazwano ten materyał „cebułyna'' wzgl. ,.cebulyna"; 184.
dodaje, że daje on barwę niebardzo czerwoną , ale wyr:1źną, zwaną „materynka", a pisanki taki: zowią tam „materynczane". W 196. ,,materynkę'' wymieniono jako barwik
bok cebuli, jakgdyby coś innego.

16

-

216 -

roślin~ ,,zanowit" 117, wzgl. ,,zanowat'" 196 i plew~ breczanlł w 40, 57,
86 i 183-4.
Barwiki knpne, które musz11i wchodzić w rachub~ tam, gdzie zarzucono domowe, wył,cznie używane Bił w 66, 102, 105, 107 (z wyj. żółtego),
112, 127, 135 --6, 139, 152, 156, 15U, 168 (w Chlewczanach i Choronowie), 174, 184, 187, 189, l 90 (w Łówczy), i I 97, nadto przeważają tam,
gdzie rozchodzi si~ o barwy jaskrawe, - powtarzam wywody kore::ip. 36, jak czerwonlł, niebiesk11i, czarną/'. A wi~c trzaseczki z drzewa brazylijskiego pernambuco", zwane b razy l ją, i podobnie, a barwią.ce z dom ieBzką, ałunu jużto na czerwono, jużtet na. czarno, są, w użyci. 1. w nast~pujących miejscowościach i noszą, naBtlilpuj~ce nazwy: a) brazylja 21, 56, 69,
82, 89, 99, 104, 117, 135, 147, 167, 172, 174, 182; b) brezylja 16,
19-20, 22- 3, !l7, 87, 40, 46, 52, 54, 60, 63, 65, 68, 70, 75, 84, 88,
91-2, · 96-7, 100-1, 108, 110--1, 122, 125, 130, 132-4, 136,
141-4, 152-6, 160 (,,kraska"), 162, 163 (w Chlewczanach i Chorono•
wie), 169, 173-8, 181, 195--6: c) bredzylja 179, importowana z Chyrowa i Starego miasta; d) brazelja 67 ; e) brezelJa 71, 73, 180; j) bryzelja 50, 62, 151, 17J, (dawniej też 25); g) bryzylja 170; h) bronze]ja.
58 ; i) bryzelina 5. Nadto zapewne z tlł kraską identycznymi Bil „trzas( ecz)ki", o których mowa w 11, 15, 36, 7~, 87, 97,114,125,162,168
(i nieb.), 183, 186, 188 1) i ·,,kraski" czerwone i czarne, używane w 1, 3,
14, 18 ( także fjolet.), 19, 20, 22--3, 32, 34: (i nieb.), 39, 41, 78, 85- 6,
137 i 164. Zresztą „krasek" i „farb" nie wiem, co począ,ć, bo ogólniki
o barwikach, kupowanych u żydów (64, 199), w aptekach i drogieryach
(115) "itp. _(12-13, 17, 21, 32, 38, 47, 49, 55, 59, 61, 69, 74-~5, 77-8,
80, 83 --4, 88, 90, 92, H4-6, 98--101, 104, 108, 116--8, 124, 12fi,
130, 138, 142, 14 7, 155, 157, 161, 163 w Karo wie, I 6G, 185, 190
w Hucie st., 194-ó) nie wyjaśniajlł sprawy, o ile nie towarzyszy im
uwaga, że barwiki te zawierajlł ałun (2 - 3, 10, 16, 19 - 20, 36, :38, 40,
66, 68, 79, 97, 130, 152-3, 159, 176, 18·4-5, 195-7). Bywaj4 bowiem też farby anilinowe w użyciu, które wyraźnie wspomina 28, 67, 103
i 153; anilinową, barw11 musi być także proszek zielony, barwi4cy na czerwono (39), oraz inne kupne barwiki zielone, o których mowa w 4 l i 96.
Garbnikiem, kupowanym w Bochni, p0Błaguj4 si~ w 8. Zresztą, z 1 chodzą:
karmin (92), farbka do bielizny (96 „siwiec", 126 do malowania „111
marmurek" przy pomocy białka, .149), ultramaryn (50), atrament (2, 104),
koperwas (76), bibułki i papierki różnobarwne (16, 59, 63, 193), kawałki
kolorowego sukna i szmat (2, 59, 61, 109, 190), oraz wiktuały, mianowicie kawa (50), cynamon (149) i sza fr a n 2, 5, 16 i 18.
Idąc porzą,dkiem pytań, pozostawiam spraw~ barw pisankowych na
koniec, a zajm~ si~ podaniami o począ,tku zwyczaju, nas obchodzą,cego.
Podania te 'są bez wyją,tku etjologicznymi, tzn. podają przyczyny, widocznie
wymyślone później w celu uzasadnienia zwyczaju, którego przyczyny wła­
ściwe już nie są wiadomymi ludowi.
Dowodzi tego ich pokost c·luześciań­
ski, pod którym być może, kryje si~ coś starszego, ale już niedostrzegalnego. Wszystkie mianowicie łą,czą, począ,tek malowania pisanek z życiem





1) Może tosamo znaczą „tesyna" (158) i .,tysyna" (163), i kraska, zwana „zazulb '' (35 ).

Jezusa Chrystusa. Że zaś nie mylt sit w pojmowaniu charakteru tych podań, dowodzi np. 142, która podaje jako począ,tek i powód malowania jaj
możliwie najwcześniejszy okres życia Zbawiciela, mianowicie to, że: Jezus,
będąc dzieckiem, bawił si~ jajkiem; a całe to podanie ma za cel uzasadnienie zwyczaju malowania pisanek dla dzieci, pochrześniaków (prw. 142,
36, 75, 170 -1 itp.). Ale to jedyne podinie, siegaj11,ce w ten okres ; zreszt1 bowiem . wi1że lud zwyczaj ten z męką, Chrystusową,. Zestawię je ko·
lejno. Najczęściej spotykamy legiendt, że Matka Boska, chcą,c wyprosić
Syna swego od śmierci, ,,zolot11 kistoczk11 kupyła", opisała woskiem jaja,
ukrasiła i zaniosła je Pi łato wi z prośbą , by wypuścił Chrystusa ; Piłat odrzekł, że nie może uczynió tego, ponieważ już go Żydzi umęczyli, co usły­
szawszy N. P. Marya padła zemdlona na ziemię; pisanki wypadły z koszyka
i rozkociły" si~ po całym świecie. Tak opowiada rzecz tę_ wierszowana
legienda ruska w 38, podobnie prozą 68 ), gdzie zaznacwno, że stało si~
to w czasie, kiedy Chrystus modlił się na Górze Oliwnej; inne tylko ułamki
jej powtarzają. Np. 86. używa na darowaniu pisanek „poganinowi cesa•
rzowi" bez żadnej dalszej konkluzyi, w 98. i 181. prosi Matka Boska nie
o uwolnienie Syna, (bo tak - jak w 86. -- to niemożliwe, ponieważ Chrys •
tus wisi już na krzyżu), ale o pozwolenie zdjęcia Jego ciała. W 74. powiadaj, tylko, że N. P. Marya napisała sama pisanki w barwie czarnej
i czerwonej, które rozsypały sit po świecie. Do 98. zbliża sit 168., według
którego pisankami wykupiono ciało Chrystu~a od Piłata. Najpóźniejszy moment wybiera w grapie tej 99., gdzie Matka Boża już po śmierci Syna
pierwsza pisan.ki malowała. Również męka Chrystusa stanowi tło, ale bezpośrednimi sprawcami powstania zwyczaju omawianego są żydzi w grupie drogiej podań, do której należą odp. 133, 154, 157, 84 i 50. Mianowicie w 133. podanie powiada, że kiedy żydzi pojmali Pana Jezusa,
wtenczas anieli nasypali pisanek, aby żydowstwo tern zabawić i przez to
przeszkodzić dręczeniu Chrystusa. Bardziej po ziemska i jakby dla uzasadnienia prawdziwości przysłowia: ,, Ohe1·chez la femme!" powtarzam
dowcip korespondenta opowiadaj4 sobie rzecz tt w 154: nie anieli to
byli, ale żydówki, które chclłc odcią,gaą,ć braci i kawalerów swoich od
udziału w męce Chrystusa, malowały jaja, pokazywały im rozmaite „figle"
na jajach i tym sposobem odwodziły od złego czynu. W 157. twierdz4, że
żydzi rzucali kamieniami na Jezusa Chrystusa, gdy go prowadzono na Golgot~, i z ich kamyków powstały pisanki; kombinacylł 154. i 157. stanowi podanie 84., bo i tu z kamyków powstają, pisanki, ale przemiana ta
dzieje sit z woli Boga, którym je 'nak kieruje pobudka tasama, co w 133.
i 154, mianowicie oszczędzenie mąk Chrystusowi. Podanie, zachowane
w 50., jakby przez mgłę tylko prąpomina grup~, właśnie omówioną,, bo
każe malować pisanki na pamiątkę tego, że żydzi chcieli Pana Jezusa ukamieniować; w 87. ogólnikowo podają, jako powód to, że z kamieni, które
żydzi ciskali na Chrystusa, powstały pisanki.
Również żydzi są, działaczami w okresie, następującym po męce, a stanowifłcym tło podań w 85. 1 90.
Oto w 85. rzucaj4 na grób Chrystusa
"kuliki" (kuliste kamyki), które po zmartwychwstaniu Jego rozpraszają,
się po świecie, .a uderzając o siebie, rysujlł si~ wzajem i tworzą pierwsze
pisanki (co za racyonalizm !) ; w 90. kamyki, narzucane na g1ób przez ży­
dów, a zamienione w malowane jaja, daj1 nasttpnie tn.y Marye straży, by
im pozwoliła zaJrzeć do grobu Bożego.



-"218--Z t, odmian, podania wkraczamy do grupy innej, ł1czl}cej sifJ już ze
Zmartwychwstaniem, a odznaczają,cej si~ tonem odmiennym, bo wesołym
W 13. mówią, starzy ludzie, że gdy Jezus zmartwychwstał, ;,kociły si~"
(toczyły) za nim pisanki i hałanki. W 196. począ,tek pisankom dała N. P.
Marya, malując je na pami11tk~ owej chwili radośnej dla dzieci, - a wifJC
motyw, od którego zacz~liśmy przegllłd tych podań; arcynowożytnie wyglą,da podanie 125., każą,ce św. :tucyi malować pisanki i ofiarować je zmartwychwstałemu Chrystusowi.
Do motywu o trzech Maryach (p. w. 90) nawi11izuje 40., gdzie korespondent nie mógł si~ dowiedzieć niczego od mło­
dych, natomiast pewien bardzo stary człowied: opowiedział mu, co na.stopuje:
,,Jaja maluj Ił ludzie na t~ pami4tk\), że jak J. Chr. zmartwychwstał, a Marje szły i o tem opowiadały ludziom, to żydzi rzucali na nie kamieniami,
a z tych kamieni robiły si~ pisanki. Lali na nie też pomyje, z tych
pomyj robiła si~ czysta woda; dlatego w poniedziałek wielkanocny si\) oblewają/'. Nie potrzebuj~ chyba ~wracać uwagi na przeniesienie motywu o ży­
dach z grupy innej. - W Korszyłówce ( I 84) jest podanie, że zwyczaj
malowania kraszanek powstał stl}d, iż swego czasu apostołowie dawali je
chrześcianom celem oznajmienia im, jako nadszedł czas Zmartwychwstania
i radości. Podobnie o pisankach, jako o pamią,tce radości z powodu tego
zdarzenia, mówią,: 36. (,,by zwi~kszyć uciech~ dziatwy, cała bowiem przyroda niejako cieszy si~ i raduje, że P. Jezus zmartwychwstał"), 153, 167,
32 (gdzie barwy pewne na jaju oznaczaj, t~ radość, której też sobie życz1,
dziel1c si\) jajem). Również symbol widzi w nich lud z 117., maluj1c pisanki dlatego, że „Chrystus wstał z grobu, jak z jaja kurczfJ". Szczególnie symbolistycznie pojmuje lud barwy pisanek, o czem niżej.
Koresp. 157, który zapisał podanie o pisankach - kamykach, wspomniane
już poprzednio, donosi tet, że w jego miejscowości obiega też inne zwi1zane z dziejami polsk.imi. Oto Tatarzy mieli raza pewnego wyrzn1ć ludzi na cmentarzu
podczas świ~t wielkanocnych, a w krwi zamaczały siv jaja, przeznaczone
na poświtcenie". Również niedawne czasy dały rzekomo powód do malowania pisanek według mniemania ludu w 48. i 54. Podania oba należ1 do
cyklu, że tak powiem - zelmanowskiego 1). Mianowicie 54. wyraźnie odnosi pocz,tek zwyczaju do czasów, ,,jak Zelmanowi dawali (je) za otwarcie
cerkwi"; w 48. zaś lud mówi: nŻeby przypodobać si\) żydom, którzy mieli
prawo nad cerkwiami, malowały dziewcztta pisanki i składały w darze ży­
dom, a ci pozwalali bawić si~ im koło cerkwi".
Omawiaję,c podania o pocz,tku zwyczaju malowania pisanek, musiałem
też wł'łczyć i te, które zarazem uzasadniaj, utrzymanie siv zwyczaju tego
podziśdzień.
Pozostaje mi jeszcze przytoczyć part, które majłł właśnie
ostatni cel na oku. Zapisano je w 64, 101, 155, 190 i 196 (w ;tówczy).
PowtórzfJ głos 155. w dosłownym przekładzie: n Pisanki malujłł, bo żyj1
jeszcze 4 żydzi w Jerozolimie, którzy m~czyli J. Chrystusa, i ciłłgle żyj1
i dr~człł si~ ze zgryzoty, że żyj1, że to uczynili, i pytają, lodzi, bł1kaj,cych
si\) po Wschodzie, czy jeszcze pisz, pisanki, czy krowa rodzi krase ciel~ta,
czy liście na orzechu wołoskim jest jeszcze. Gdyby nie pisano, to oniby



1 J O Zelmanie prw. ,,Pisanki w Galicyi" I. s. 19 i uw. 15., H, s. 18 i uw. 21.;
niedawno poświęcił mu osobn~ monografJę F. Zych; co do mnie, trwam na swem sta
nowisku odpornem przeciw z:ikusom mologizowauia tej postaci.

-

219

umarli i zakończyli swe m~ki i byłby koniec świata ; dlatego godzi si~
a nawet koniecznie trzeba malować pisanki". W Łówczy (190) twierdzi
że jeśli zagin1 pisanki i „koladka", to bt;dzie już koniec świata (prw. 64,
gdzie to tylko od pisanek zależy). Tensam motyw musi kierować ludem
w 196., skoro powiedziano tam korespondentowi naszemu, że maluj1 jaja,
ażeby antychryst, (który przecie pozostaje w zwi1zku z końcem świata),
nie nabrał siły i nie zerwał „łanciw", które nań nałożono - zapewne
w piekle. Z 101. wprawdzie wyraźnie nie zapisano żadnego podania, ale
przytoczono zwyczaj, który opiera siQ na podaniu o zwią,zku przyczynowym
końca świata z zaniechaniem zwyczaju tego: mianowicie w Bowszowie i okolicy po obłnszczeniu hałunek rzucaj Ił skorupki na ohidne misce", ażeby
po nich nie stą,pano, albo na wode także 97., przyczem powiadają., że zapłynfł do
,,Rachmaniw" akurat na ich "Wełykdeń", który dlatego zowią, ,,rachmań­
skij Wełykdeń". Nie przypominam sobie, żeby kto wyjafoił to imiQ, widocznie szczepowe; dlatego podnosz~ domysł swój, który pozwalam sobie uwaźać za pewnik, że Sl}to
Brahmanowie", owa kasta kapłańska hinduska,
która jako kwiat swego narodu mogła w ustach oddalonego ludu słowjań­
skiego dać nazwQ całemu szczepowi. Jak11 drogą nazwa ta doszła do Rusi•
nów: czy przez tradycy~ ustni}, czyli też drogą, literacką, (np. za pośrednic­
twem legiendy o Buddzie w przeróbce chrześciańskiej, znanej pod nazw1
,,Barlaama i Joasafa" ), w to wchodzić ani tu miejsce, ani pora.





Zresztą korospondenci nasi albo nie mogli si~ dopytać żadnych poalbo przeczą, ich istnieniu, albo powtarzają, za ludem : ,,Jak było dawniej, tak i teraz; jak robili dziadowie, tak i my". Temi słowy uzasadnia
lud swe trwanie przy zwyczaju malowania jaj w 65., a mutatis mutandis
w wielu innych miejscach, np. Il, 15, 47, 65, 185, 144, 149 (w narzeczu
podhalan: ,,Babka tak robili, to i my bedemy" ), 151, 156, 165, 170. 188,
194. Korespondent 66. donosi, że - o ile mógł wybadać ludzi na cmentarzu cerkiewnym w Dolinie w czasie świąt - ,,przypowiastki" o pisankach
Bił taki~ same, jakie sit;; zawierajlł w ustt;;pie, zamieszczonym w ruskiej czytance na naukQ dopełaiają,cą, cz. II. p. n. ,,Pysanki". Niestety nie mam
ksi1żki tej pod r~ką, , nie mog~ wi~c stwierdzić, czy podania, tam przytoczone, zgadzają, siQ z którem z podaó, omówionych wyżej.
Jakikolwiek zreszt11i był pocz11itek pisanek, zajmuj1 one w życiu ludn
dziś jeszcze niepoślednie stanowisko.
Obdarzaj11i si~ niemi nawzajem, płacą,
za usługi wyświadczone, ba nawet zdobywaj, je sobie gwałtem. Wszystko
to jednak wykazuje tyle odcieni, tyle widocznych naleciałości z zakresu
innych wierzeń i zwyczajów, że wielka kategoryzacya tego chaosu wydaje
mi si~ nieprowadzą,c11i do celu. Toteż streszcz~ materyał, który mam pod
r~ką., tylko '\V najogólniejszych zarysach.
dań,

Najcz~stsze SI} odpowiedzi tego rodzaju : ,, Dziewcz~ta dają, pisanki
parobczakom", - a daj\ jako odpłat~ za zabawe lub napitek zapustny.
Jako typową, w tym kierunku, przytocz~ odpowiedź 35. : ,, W tapusty przed
wielkim postem (,, wełyke puszczenie"), gdy parobcy w gospodzie (karczmie)
urzJłdzaj~ zabaw~, a przy muzyce przyśpiewujlł,c, ta1iczlł z dziewkami, kupuj1 pierwsi, t. j. parobcy, dziewkom piwo i przeką,ski, na jakie tylko
wiejska gospoda zdobyć si~ może; w zamian zaś za to, gdy nadejdą świ~ta
wielkanocne, obowi1zaną, jest dziewka, któr11 niegdyś parobek uraczył w goś-

-

220 -

podzie, dać temu ostatniemu 4-6 par 1) pisanek. Jeszcze pół biedy,
gdyby tylko jednemu! Tymczasem za szklankę piwa obowiązani jest obdarzyć kraszankami dwu : jednego, co trzyma szklankę piwa, i drugiego, co ją,
nibyto usuwającą się od tego ~byt delikatnego traktamenciku, doń „prytiahaje" (używa prynuki). Obowiązek ten dawania kraszanek parobkom istnieje
i jest legalny, chociażby dziewka podczas ceremonii uraczania się nie wypiła szklanki piwa, a tylko, osłoniwszy się fartuszkiem (,,zapaskoju"), delikatnie i nieśmiało piwa „pokuszała". Dodajmy, że takich szklaneczek
piwka nie od jednego i nie jednę „pokuszaje", a przyznamy, że nic dziwnego, gdy biedaczka musi 1 1/ 2 kopy i więcej hałunek przygotować". Istnienie tegosamego zwyczaju w swej okolicy stwierdza też 38., gdzie za
szklankę piwa dziewczyna daje na święta 5-1 O pisanek ( dawniej nawet
30). W 63. "obiega wersya, że chłopaki, dajlltc w zapusty napitek dziewojom, temsamem za.mawiają sobie już naprzód od nich pisanki". W 91. zabawa zapustna i picie piwa, zapłaconego przez parobków, odbywa się nie
w karczmie, jeno w jakiejś chacie, do której się młódź schodzi. Za piwo
zapustowe odpłacaj\ się pisankami też w 184-., za piwo i gorzałkę w 98.,
tylko o gorzałce „na puszczyni" mówi 79. Odpowiedzi 20. i 46. (co do
wsi ruskich) tak są wystylizowane, że możnaby z nich domyślać się, iż
w odpowiednich miejscowościach dziewczę obdarza kawalera. pisankami, by
zniewolić go dopiero do odwzajemnienia się podarkiem lub poczęstunkiem.
Domysł ten potwierdzajlł: odp. 173., gdzie parobcy za pisank~ wielkanocne
odpłacają się "fundowaniem" piwa na Ziei. św. na odpuście w Barbarze"
(miejscu odpustowem pod Strzałkowicami), - 188., gdzie parobcy obdarzeni kupują za to dziewuchom na prażnik Uspenja" jabłek, i 180., o której niżej. Dziwne przesuni~cie czasu obdarowywania fundatorów zapnstowych
pisankami nastąpiło w Gniew czynie ( 126 ), gdzie dziewczęta rozdają pisanki
dopiero w Zielone Święta.
Nie za napitek, lecz za hulankę i tany w zapusty odpłacają się
w paru okolicach. Tu znów przytoczę jako charakterystyczni} odp. 154:
„W zapusty w czasie wesel lub zabaw „na ostatki" dziewczyna chce się
wytańczyć ; młodzian, upatrzywszy sobie jednę lub dwie, spragnione tau.cu,
tymże wyłącznie ofjaruje swoję r~kę i nogi.
Za· to wytańczenie posyła mu
dziewczyna p o W i e I k i ej n o cy przez starszą jaką, kobiet~ 1 / 2 do 1 kopy
pisanek w chustce. Młodzialł chustkę i jaja zatrzymuje, a z szarmanteryi
kupuje jej i odsyła wstążkt wartości 1-2 zł. wedle możności swojej. Ten
zwyczaj egzystuje jeszcze, ale i on ginie, bo gin:i, tańce zapustne i mało
jest na podzielonych gruntach dziewcząt, któreby były w stanie kopę pisanek posyłać". Mniej wymagającymi są parobcy w 156., gdzie za wytań­
czenie w puszczenie" dajlł im dziewuchy po 3 pisanki w święta. Nie podaj\
ilości pisanek: 102, 125, 159 i 172.
W 102. dziewczyna, obdarowując
swych taneczników z „puszczenia" pisankami w poniedziałek lub wtorek
wielkanocny, odpowiada tym, którzy nie zasłu:.i'yli sit im w ten sposób,
a żądają pisanek: ,,Ne krutyła sia dymka w tanci, ne wziała sia farba
jajcia 2). W 125. pisanki stanowią, odpłatę jużto za hulankę, jużto za







1) W Potyliczu (186.) również parami zawsze malują pisanki i parami darowują
parobkom; jeżeli pisanka nieparzysta, albo brzydko namalowana, parobek rzuca nią za
dającą.

2) Prw. przysłowie: ,,Ne krutyła sia (hulała) spidnyczka (diwczynoczka), ne
sia pysanoczka" (Pisanki w Galicji I, str, 17).

wkrasyła

-

221 -

traktament; w 172. nadto prócz taneczników dostają je muzykanci za swą,
gr~ w zapusty. Podobnie, jak wyżej podałem wypadki, gdzie dziewczęta
dają, pisanki, że tak powiem p r a en u m er a n do, taksamo w 180. czynią,
by zapewnić sobie taneczników "przy rozmaitych okazjach". Mniej cierpliwości, a więcej praktyczności okazujlłi dziewczęta w 14., bo gdy w niedzielę wielkanocną. dająi parobkom na cmentarzu koło cerkwi pisanki, do•
staj{J, w zamian nieraz kilkadziesiąt centów, jeżeli pisanki ładne, no i ofjarują,ca ładna, a co ważniejsza bogata, -- nadto zaś chłopcy puszczają się
z nimi zaraz w tany. R')lę zapłaty względnie okupu odgrywajlłi pisanki
w szeregu miejscowości, w których obdzielanie nimi parobków odbywa się
w tzw. oblewany poniedziałek. Mianowicie stosownie do tego, czy uważają,
oblanie wodą w dniu tym za coś nieprzyjemnego, sromotnego, czyteż coś
zaszczytnego, pochlebnego, - (de gustibus non est disputandum) - daj Ił
dziewcz~ta parobkom pisanki przed śmigusem, by go uniknąć, lub po nim.
Okupem w tym razie Blłi pisanki w 2., gdzie parobcy oblewają, te dziew •
częta, które nie wykupią, się jajami, taksamo w 67., (w pow. drohobyckim
i żydaczowskim 69), 85 - 6, 99, 177 (?), w Eówczy 190). Tu należy
63., gdzie wprawdzie poniedziałek oblewany ustą,pił swych praw wtorkowi
wielkanocnemu, jednak zwyczaj śmigusa, przed którym dziewczęta uciekają,
znajduje uzasadnienie w starych dziejach", wspomiuają,cych, ,, iż chrześcj anie w Jerozolimie gromadzili się kupkami na rynku i ulicach, rozmawiajqc
o Zmartwychwstaniu, a żydzi oblewali ich wodą, aby ich rozpędzić". W 5 6.
I 67. parobcy wydzierają, dziewczęciu pisanki gwałtem, jeżeli si~ nie okupi
przed oblaniem. Przeciwnie zapłatę za śmigus stanowi11i pisanki w 14,
47-8 i 84; ostatnia odpowiedź rozszerza jednak ten zwyczaj na ogół
ludności, bo tam każdy bez różnicy płci i wieku nagradza oblewającego
1 lub· 2 pisankami, względnie ałunkami. Niejasno wyraża się 66. : "Zabawy z pisankami są, w dniu śmigusa takie, że dziewcz~ta mieniaj1 je
z parobkami;" podobnie 103.
Często cel podarku, czynionego z pisanek przez dziewkę parobkowi,
na pozór niewidoczny, niemal żaden, co daje pole do różnych tłumaczeć,
doszukiwania się przyczyny tego wyszczególnienia i otwiera furtkę symbolizmowi. Tak np. 73. donosi, ie dziewcz~ta z •pisankami idą na święta
koło cerkwi i dają 2 -3 pisanek stojącym w furtce parobkom, z którymi
sympatyzują. W ten sposób pisanka urasta do godności dziewosłęba, jak
się dowcipnie wyraził jeden z naszych korespondentów, tak w: 27, 73,
97, 107-8, 110, 116, 127, 135, 156 (w niedz. przewod.), 162-4, rn7,
168 (w Potyliczu w niedz. przewod.) i 199, gdzie to wprost powiedziano,
jak zapewne i w innych razach, gdzie korespondenci zadowolają, się ogólnikiem: ,,Dziewcz~ta dają pisanki parobkom" (19, 2L-3, 40, 74---5, 82,
95 na WielkaD.oc albo „na przewody", 115, 122, 136, 139. 158, 160,
165, 174, l 86 w poniedziałek wielkanocny i w niedz. przewodnią,). Że tu
poza niewinnym na pozór podarkiem tkwi myśl głębsza, wskazuje odp. 173.
Tam mianowicie parobcy nigdy nie zjadają pisanek, ,,bo w nich znajdują
się czary, które im dziewczęta zadają w celu żeniaczki lub zemsty".
Może
też obawa tych czarów jest powodem, że nieraz parobcy dają, dzieciom pi_
sanki, otrzymane od dziewuch (np. 95, 112, 144 i 175). Zresztą sami
chłopcy dają, dowód, że rozumiejlł ukryty cel podarku, skoro w 173. otrzy mawszy pisanki od dziewczyny niecierpianej, rzucają, ' jaje o ziemię lub do



-

222 -

wody, a w 117, 166, 168 i 197 za pisankę odwzajemniaj, się pisanką, naturalnie tylko tym dziewczętom, które im si~ podobajfł.
Jeśli się zgodzimy

na takie pojmowanie celu dawania pisanek parobzrorumienie użycia przemocy ze strony tychże tam, gdzie
dziewczęta nie chcą, dać pisanek dobrowolnie, nie przedstawi chyba trud·
nośei.
W tych razach bowiem parobek odsłania pierwszy swe zapędy miłofoe: siłą,, z jaką, niegdyś jego pra-pra-praszczur zdobywał sobie żonę ,
stara sie zaimponować dziewczęciu i według starej, a dotychczas skutecznej
recepty pozyskać jej serce i ręki;. Tak rozumiem np. odpowiedź 15., która
brzmi: ,, Przez wszystkie 3 dni świą,t wielkanocnych zbiera się ludność tutejsza na cmentarzu i tam przynosz11 dziewcz~ta z sobą, pisanki. Zabawa
polega głównie na ogl4danin rysunków i dziewczęta dbajlł o to, by każdej
pisank~ chwalono więcej od pisanki drogiej dziewczyny. Pisankami obdarowują, parobków według sympatyi.
Każdy z parobków stara si,;, o to, aby
zabrać większą, ilość pisanek od drugiego, toż nieraz zdarzają, si~ wypadki,
że wydzierają, je dziewczętom gwałtem, przyczem zdarzają, si,;, nieraz wypadki niebardzo przyjemne, jeżeli np. pisanka była surową," 1). Podobnie
wyraża się 165.: ,,Gdy dziewczę idzie do kościoła, albo wychodzi z kościoła,
parobcy biorą, jl}, jeden pod jedno rami~, drugi pod drugie, i proszą, sło­
wami : Pachnusiu, Pachnusiu, podarujte pysanku ! i prowadz11 j11 za furtkę
koło cerkwi na cmentarzu". Rozumie się, że opornej zabierają, pisank~
gwałtem, taksamo jak w 55, 64, 68, 134, 137, 168, 174.
Tylko o wydzieraniu pisanek przemocą, mówił}: 34, 54, 56 (w 2. i 3, dzień świą,t),
71, 100, 107, 125, 133, 136, lH (podczas hahułek), 153, 161, 163-4,
175 (w 1. dzień przed nieszporami podczas babulek), 178, 186, 195 (na
cmentarzu w święta) i 199 (tu parobek uważa sobie za zaszczyt odebranie
pięknej dziewczynie pisanki w całości).
Wcale szorstkie formy wykazuje
zwyczaj ten w 154., gdzie parobczak, spotkawszy dziewczyn~ w okresie od
Wielkiejnocy do Ziel. Świflt, przeszukuje jfł i przetrzą,sa zwykle gwałtem
„po kieszeniach i nie po kieszeniach", szukają,c pisanek. Wybryki takie
powoduj1 t~pienie zwyczaju pisankowego, jako niemoralnego, ze strony duszpasterzy i rodziców i stą,d si~ tłumaczy, że w 179, gdzie dawniej parobcy
odbierali pisanki młodym m~żatkom, spotkanym na drodze do matki z „paschą,", zwyczaj rzeczony podupadł.
Łagodniej natomiast wy3tępuje ten rabunek w 99., gdzie parobcy w 2. i 3. dniu świ11it odprowadzaj, dziewczęta
„przed i po odprawie" i wypraszaj11 sobie u nich pisanki, w 111 , gdzie
w 2. dzień świą,t chodzi} w tym celu po domach, w których niebrak dziewczą,t, lub czatują, na przechodz11c, dziewczynę i upominają, się o 1 choćby
pisankę , w 127 ., gdzie dziewcz\;ta po to pisz, pisanki, by chłopcy

kom

nieżonatym,

1) Wypadki te nieprzyjemne, polegające na rozduszeniu surowej pisanki, którą
dziewucha ukrywa za pazuchą , mają zresztą także swoje znaczenie i - wątpię - czy
dziewusze wydają się tak nieprzyjenmemi, jak szan. korespondentowi. Wszak inny
korespondent ( 125.) wyraźnie świadczy, że dziewczęta w niedzielę popołudniu i wieczorem noszą pisanki za pazuchą, by parobcy dobijali się o nie, bo dziewczyna zyskuje
przez to na wziętości, a w 133. dziewczyna pozwala się schwytać, przeszukać i pozba•
wić pisanek, bo ,,ma nadzieję, że ten się z nią ożeni, który zabrał pisanki''.

223 przychodzili do domu, oraz w 151., gdzie parobcy wykradaj, dziewczfJtom
pisanki schowane 1).
To chodzenie po domach wydaje mi si~ wdarciem si~ w przywileje
wieka dziecięcego; przypomina bowiem "kukuce" i „perepiczki" z Brustur,
o których mówiłem w II. sprawozdaniu swem za r. 1893 (Pisanki w Galicyi II, str. 15), a nawet koresp. 161. wyraźnie zastrzega to prawo małym chłopcom, którzy chodzą, ,,chrystowaty" i dostają, po domach pisank~
albo "sływku". Pole bowiem zabawy dla dorosłej młodzi w dni świą,teczne
stanowi plac, okalają.cy cerkiew (kościół), zwykle będ,cy starym zwyczajem-cmentarzem. Tu się odbywa to, com opisał wyżej, często w pol,czeniu z zabawą, ,,hab u ł e k ", choć w materyale naszym zaledwie parę razy nazwano rzecz tę po
imieniu 2) natura.lnie w kilku formach narzeczowych (36. jahiłki, 37. baułki,
41. haiłki, 144. bałahuwki, 167. hahiwki, 175. hahiłki, 182. hałajowka);
nazwa, podana przez 79. ,,rnahiwki" jest zapewne zlewem dwu wyrazów:
,,hahiwka" i "majiwka ". Zabaw~ tę opisuje 182. tymi wyrazy: n W wielką,
niedzielę po sumie i po posiłku domowym gromadzi się młodzież wiejska
na placu, okalaj11icym cerkiew, gdzie dziewcz~ta sposobem mniej lob więcej
etykietalnym proszone bywają. przez chłopców o obdarzenie ich pisankami te si~ drożą, i tak zabawa toczy się do zmroku. Tosamo powtarza sifJ
przez drugi i trzeci dzień świą,t z towarzyszeniem cią,głem dzwonienia na
dzwonicy". W 37. dziewczfJta śpiewają, przytem pieśń o Zalmanie, w innych
miejscowościach łą,cz11 si~ z tem inne zabawy, nieraz zdeje się - arcydawne. Do takich archaicznych zaliczam zabaw~, opisaną, w 36. w sposób
następujfłCY:
,,Dawniej robiono w kraszankach otwór w 2 miejscach, przez
te otwory przewlekano sznurek, a kilka takich sznurków z nawleczonymi
kraszankami, jeden pod drugim, stanowiły kilka sznurów ogromnych korali,
które zawieszano, - jak to i dziś jeszcze nazywają,, - dziadowi (did)
pod szyj,. Dziś u nas taki d1'.d nie ma korali, jeno zamaskowany z ogromlllł czapk4, strasznymi zębami z kory, z rozczochranymi włosami z prz~dziwa, podpasany przewróslem, ugania z długim batem, podobnym raczej
do cepa, podczas tzw. jahiłki i prosi na klęczkach ochrypłym głosem, (by
go . nie poznano, - również nikomu z tych, co go przebierają,, niewolna
wyjawić, kto on jest), przechodniów o wsparcie, które otrzymaw1zy, składa
ręce, całuje i dzi~kuje, jak tylko może, przeprowadza. przechodnia, odpfJdzają,c przytem batem dziatwiJ, by nie cisnęła si~ do jego dobrodzieja i nie
przeszicadzała mu w przechodzie.
W razie zaś, gdy mu przechodzień odmówi wsparcia, zmienia did korn11 postaw~, grozi batem i gotów nim poczęstować" 1). W 175. bawi11 się przy wykrzykiwaniu „hahiłki" także w "oboroha" i i,husej". Najczęściej jednak spotyka się, jak w 167., grv, polegają,cą, na bici u p is a n ki o pi s a n k ~ , przyczem ten, kto końcem
ostrzejszym pisanki swojej stłucze pisankę przeciwnika, wygrywa jl}, lub
nawet cały zasób pisanek przegrywają,cego. Nie obywa si~ przytem bez podst~pów; mianowicie używają, nieraz jaj pantarczych, lub pisanek, wypełnio1) Nie wiem, co począć z odp, 35, 58, 86, 179, 181, 196, które mówią o wzajemnym odbieraniu sobie pisanek, względnie mienianiu się niemi, nie określając bliż.ej ~ni
wieku, ani płci osób.
2') Niejeden z wyżej podanych przypadków wydzierania pisanek odbywa się za•
pewne podczas „hahułek", choć korespondenci nie mówią o tern.
1) Nie tu miejsce wykazywać na innostronne zjawiska równoległe; zwrócę tyl~o
uwagf na konika źwierzynieckiego i słowack::\ ,,jizda kralów'',

-

224: -

nych smoli}, by zagarną,ć plon jak największy. Gr~ tę znają, w: 13, 16, 40
(w Rybnie), 56, 63, 69 (Barycz), 81, 90-1, (przed 20 laty też w 113),
115 (w pow. śaiatyńskim), 116 (w Kutach i okol.), 125 (w Dembnie 1, urn,
141, 162, 167, 169, 187-8 i 196 (koło Kut). Zwykle nazywa się to:
czokanie (40) lub cokanie (69), cokanki (196), cokaty sia (69, 1 lG), wzglę­
dnie z przestawką, - kocanie (113, 115), kocaty sia (13);· 187. nazywa
grę tę „towkacz", a 188. czynność samą, ,, tow katy", czemu odpowiada polskie „tłuczenie" (169). W Dembnie zapraszają się do niej wyrazami: ,,Kumajmy się ! ", a w 56.: ,, \Vybywajmo sia, czyja mocnijsza". Taksamo 90.
i 91. mówią, o tem „wybywaty sia", 63. o „biciu", a 16. nazywa gr~ tę
gra nna wybitki"'. Szumnie brzmi jej nazwa w 141. : ,, Wojna pisanek".
Co do udziału w grze tej, to nie ogranicza jej ani płeć, ani wiek, jedynie
siła faktów wyklucza z niej starszych ludzi, zobojętniałych na podobne
drobnostki.
Inn11 zabawę, kończącą, się też często rozbiciem pisanki, a temsam~m
klęski} tego, który winien jest rozbiciu, stanowi gra, nazwana przez koresp.
11. burdq,. Oto „na kilka kroków rzuca jeden do drugiego pisanką, jak
gałką,; jeżeli złapie, to zostaje jego, jeżeli nie i jajko się stłucze, to musi
dać całą, pisankę". W 88. bawią się taksamo w dYtójkę i to dzieci, ale
trzeba 10 razy złapać pisankę, by ją, zdobyć sobie; w 176. chłopcy „chopkają," tzn. podrzucajł} pisanki i łapią w ręce, dzh:iwczęta na rodołek.
Nie
można os,dzić, czy szereg odpowiedzi (1, 8, 19, 40, 55 1), 65, 73, 76, 78,
96, 104, 124, 153, 169, 184, 189, 199), w których mowa o podrzucaniu
jajka do góry i łapaniu bez bliższych szczegółów, ma na myśli też „burdęi",
czy tylko nic nieznaczą,cą, igraszkę diiecinną, naśladownictwo nieudałe tego,
co czynią, z lepszem powodzeniem parobcy. Mianowicie w niektórych miejscowościach (15, 34, 68, 70, 153, 179) przerzucają, parobcy pisanki przez
dach cerkwi, względnie kościoła, a w 179. także przez strzechę chaty.
:lireszt4 istniej11i różne inne gry, przy których pisanki wchodzą, w rachublil,
jak np. gra w karty o pisanki (11), zakłady o nie (99), wyścigi (126 na
Dudach przeworskich, w Gniewczynie) ; w 135. bawi11i się w ·ten sposób, że
dziewczę pokazując pisankę, woła : ,, Pysanka, pysanka !" i .ucieka, a aciekaj,c podaje jaja innej dziewczynie i młody parobczak musi zgadywać, gdzie
się pisanka znajduje, jeżeli chce ją, zdobyć. Jakiego rodzaju SI} zabawy
w 3, 9, 77, 110, 128, 135- 6, 142, 148, 157, 182, 186 - przeważnie
dziecięce, nie można orzec z powodu lakonicznych odpowiedzi.
Zresztą pojmowanie pisanek jako podarków wielkanocnych, które widnieje ze zwyczajów, opisanych już wyżej, jest u ludu bardzo powszechne.
W 15. przybiera ono tak szerokie rozmiary, że tam w czasie od świ4t
wnocnych aż do niedzieli przewodniej dodają do każdego podarunku kilka
pisanek. I indziej obdarzajlł się niemi przy różnych sposobnościach, n. p.
w 41. przy hahałkach, w 71. po nieszporach w dzieu .'Zmartwychwstania.
Na Podhalu ( 149.) dzielą silił pil!lankami w ten sposób, żt starsi, tz. rodzice
i dziadkowie, dostają po calem jaju, słudzy i dzieci po pół, a u nhrnbsich"
(bogatszych) gazdów dostają wszyscy po 2, luli przynajmniej po 1 1/,! jaja
Także o ubogich nie zapominają, przy rozdawnictwie pisauek, jak o tern
1
) Tu rzucają pisanki na łąkę, zwaną llołotce, niedaleko cerkwi i dzieci łapią je.
W 73. również odbywa się to na łące.

-

225 --

wyraźnie wspominają, 19, 36, 117, co mofo niekoniecznie wsz~dzie wynika
z 1r iłosierdzia chrześcjauskiego, ale może jest nieświadomlji reminiscencyl}
z czasów panowania zwyczajo „dida", o którym była mowa wyżej. Przedewszystkiem jednak pisanki dostają, si'i} dzieciom w darze od starszych, a t'l
nietyle od rodziców, ile od matek chrzestnych (n. p. 82, 97, 115, 142)
i innych krewnych, od osób cudzych, przybywaj11cych w gościnę do domu
ich rodziców (np. 101, 134, 156), lub od parobczaków, którzy je znowu
otrzymuj I} od dziewcząt (p. w. o tem ). Wyliczać wszystkich odpowiedzi,
w których mowa o pisankach, jako o podarkach, nie będę, bo od tej zasady
nieliczne· chyba wyilłtki. Wspomnij} tylko te wypadki, gdzie dar ten dotyczy kościoła, wzgl~dnie osób, w nim zajętych.
I tak do cerkwi ofiarują, na Rusi pisanki przy „mirowanin" dla księ­
dza w 19, 115, 158. W 199. w niedzielę przowodnią, kładlł na tacy przy
„mirowaniu" pisankę zamiast krejcara, w tensam dzień w 152. dziewcz'i}ta
przynoszlł pisanki do cerkwi dla księdza, a w 179. dziewcz'i}ta i młode kobiety kładq, je na tacy na „artos·'; w 156. dziewczęta czyniq, to w którymkolwiek z 3 dni świ11itecznych podczas nieszporów na „parastasy:', a w 1 96.
na nie i na ,,służb'i}". Także dla służby kościelnej przeznaczajlł je w 15.
Więcej znaczenie okrasy majl} pisanki w 36. (gdzie je przechowuj1 w cerkwi przez rok, a dawniej zatknięte na gałljizce „ternyny" w wazoniku umieszczano na ,,prestołi" zamiast kwiatów sztucznych) i w 195., gdzie niemi
kraszl} ,,knyszi", niesione w sobotę i niedzielę przewodnil} do cerkwi.
Natomiast głębokiej starożytności sięgać musi zwyczaj, który dziś
wprawdzie wyglą,da na opłatę za modły księdza na grobach zmarłych, ale
·zbyt przypomina ,,Dziady'', by go można od nich oddzielać. O zwyczaju
tym korespondent 36 , nieskąpią,cy swych uwag nad wierzeniami, z któremi
lud łlłczy pisanki, pisze, co następuje: 11 Niemało pisanek dostaje się na
cmentarz, gdzie duszpasterz odprawia na grobach za dusze zmarłych par ast as y. Dzieje się to w poniedziałek wielkanocny. Jut od rana widać
pełne kobiałki, zdlJifające w stronę wiecznego spoczynku.
W ręku znów
innych wiernych widać napełnione chlebem i jajami (pisankami) chustki,
niesione nader ostrożnie z wielk'ł pomn, a równocześnie z wyrazem jakiejś
niezwykłej rezygnacyi i pobożności, również w to zaciszne astronie, które
w tym czasie roi się i pstrzy zbyt jaskrawemi barwami. Na grobach bowiem
pełno chleba i kraszanek, rzadziej zamiast tych ostatnich białe jaja.
Kto
chce, by za duszę jego krewnego odprawiono par as ta s , musi zaopatrzyć
się w trzy bochenki chleba, 6 kraszanek i 45 et, z tem wszystkiem podą,żyć na cmentarz i tam je ustawić na grobie.
Pisanki, po oddzieleniu
jednej z każdej grupy dla djaka, a jednej dla pał am ar a (kościelnego,
co świecy zapala i gasi, węgle potrzebne do kadzenia przynosi i dmąc na nie
rozżarza je), zebrano w worki wędrują na furach z chlebem na plebanję,
skfłd pragnący je mieć, mogił otrzymać, dając w zamian jaja surowe i to
pod dość korzystnymi warunkami: trzy bowiem kraszanki za dwa jaja surowe. Powodem tej niskiej wartości kraszanek jest zapewne wielka ich ilość,
bo przypuśćmy, że parastasów odprawi się tylko 150, wi~c, gdyby dawano
tylko po 5 pisanek, to już powstanie suma 7 50". Zanim przejdę do omówieniu, co robilł z pisankami po świętach, parę
słów o przesądaclJ, sporadycznie zauważonych, a związanych z pisankami
i świ~tami wielkanocnemi. Oto np. 36. donosi, że dawniej w tamtejszej
miejscowości „ brano gał\zkę cierniową, (ternyny) i na jej kolce zakładano

-

226 -

kraszanki. Tak przystrojon11 gał,zkt wtykano nastt;pnie w jakiś rodzaj pieczywa, np. pask4il lub bab~, a na wierzchu na tej gałą,zce stawiano pieczonego gołtbia, ubranego w pozłótk~ (pozołoczenoho). Taki gołąb na gał11zce
z kraszankami służył do upiQkszenia świ11tecznego i paradował zwykle
z wielklł pompfł na cmentarzu cerkiewnym przy poświ~caniu". W 19. po
ugotowaniu jaj myją si4il wszyscy w domu t11 wod11, w której je warzono,
a to twarz, rtce i nogi, ażeby im nie „pękały". W 85. dziewczt;ta i parobcy nalewaj11 na Wielkanoc wody w miskę, rzucają, w nią czerwone hałunki i „bałaban" (tj. dawniejszy czwórak miedziany) i myj~ sit w tej wodzie, ażeby być rumianymi ; paralela tego zwyczaju z myciem sifJ w wodzie
na Trzech Króli widoczna.
Przypisuj11 też bą,dźto jaju wielkanocnemu, bfłdźteż skorupce jego różne
skutki, przeważnie dobroczynne, rzadziej zgubne. Prima caritas ab ego!
A wite w 27. zakopują, skorupki z malowanek na grzą,dkach w tem przekonaniu, że z nich wyrasta marzanna wonna, lekarstwo przeciw kolkom;
w 130. wierz11, że z łupin wyrzuconych wyrasta ziele „maruna", a WifJC
obracają, si~ w tym samym zakreisie wierzeń, co w 27.
Natomiast w 149.
każdy z domowników oddaje gospodyni czą,stkt jajka świtconego, które
otrzymał od niej, a gaździna daje ją, bydełku swemu, mówią,c: ,,Nacies-i wy,
moje kro wecki, jałówecki, tego swienconego jajecka na zdrowie, na SC4ilSCie!"
Do kurczą,t mówi: ,,A wy, cipusie, niescie jajecki !" Taksamo w 196. niektórzy trą, łupy i dają, je ze straw11 bydłu (,, marżyni" ), podczas gdy inni
wyrzucają, łupy.
Także powodzenie bydła mają, na celu tam, gdzie jak
w 179. - pastuchy noszą, z sobą, pisanki na pole, lub - jak w miejscowościach polskich pow. brzozowskiego (4-6). -- obdzielaj11 jajami pastuchów, •
Ptdz11cych pierwszy raz z wiosną, bydło w pole. W 85. kto chce mieć czarne
jagnitta, daje owczarzowi na Wnoc czarne hałunki, kto białe, daje mu
zwykłe jaje gotowane.
175. oświadcza wprost, że maluję. pisanki w tym
celu, ażeby bydełko chowało sit pięknie. W 151. racz11 kury pisankami, ale
dopiero po 2 tygodniach, w razie gdy pisanka si~ zepsuje; niezepsut1 bowiem spożywaj1 sami. Natomiast baczą, (np. 130) bardzo, by kura nie spożyła łupiny pisankowej , gdyż toby poci1gn~ło z~ sob1 pypeć dla niej
(,,piejaty"). W 109. maj11 na oku bujny plon pszenicy, gdyż wynoszą, stare
pisanki na pele i składają, w niej, aby takie ziarnka urosły. W 60. skorupki przechowujłł do Ziel. Świą,t, a potem rozrzucaj, mi~dzy grz~dy warzyw, aby tym sposobem zabezpieczyć je przed robactwem. W 149. zagrzebywanie ich w ogródku ma na celu odpędzenie myszy i kretów. Przeciw drugim broni1 si~ w 93. zakopywaniem w stodole na toku kości z mi~siwa świtconego, gdzie nadto jedniJ kość zawsze rzucają, do studni, lub
wogóle jakiejś wody (- zdaje mi się, że to resztka tradycyi o „Rachmanacb" ), a skorupki wynoszą, do sadu i tam kład11 szczególnie pod drzewkami świeżo zaszczepionemi. O wyrzucaniu skorupek na grz1dkt , bez
podania jednak motywów, mówi też 8. W 19. wyrzucają, skorupy na rozsad~, aby jej kury nie psuły grzebaniem, a nadto wylewają, na nią, wod~,
poiostałą, z pisanek, w której się myli poprzednio, aby uchronić rozsadę od
.,,muszki". I wróżby łłlCZlł z pisankami. Tak np. w 93., gdzie przechowuj11
je tylko do niedzieli przewodniej, coś wróżą, z nich na rok nast~pny. W 173.
wróż'ł o rychłem zamą,żpójściu dziewczęcia, kraszą,cego jaje ; mianowicie je•
żeli mu sit; pisanka nie uda,
to znaczy barwik si~ jej nie czepi, dziewczyna wyjdzie za Wfłż w tym jeszcze roku, natomiast nie wyjdzie, jeżeli pi-

-

227 -

się ładnie.
W 182. przeciwnie rój parobczaków, otaczajl}cych
w święta i dopraszających się o pisanki, które naturalnie musz,
być ładne, jest dla niej prognostykiem prędkiego pójścia zam4ż.

sanka uda

dziewczynę

Zabobony ł'lCZlli się z samem pisaniem jaj w 196., gdzie podczas tej
w chacie nie może się znajdować „dubyło·• (garbnik), niemożna
wspominać o zmarłych, nie może jej sprawować kobieta
w czasi periody",
bo kraska nie chwyci się dobrze; starannie też tam nakrywajfi jaja przy
pisaniu, aby uroki z oczu nie zaszkodziły krasce. W 15. natomiast panuje
przes1d, że aby pisanki dobrze się udały, należy je wrzucać do kraski w w.
czwartek, w chwili, gdy dzwonifi na wieczorne nabożeństwo (Strast'), a dobywać w w. sobotę, gdy zadzwoni11i na rezurekcyę.
czynności



W kwestyonaryoszu naszym pytaliśmy dalej: ,,Jak długo przechowuj1
pisanki, lub tylko same z nieb skorupki malowane i co z niemi robi1 ?"
Niestety szan. korespondenci nie odróżnili po największej części w swych odpowiedziach tych dwu możliwości, mianowicie: czy przechowuj11i całe pisanki,
czyteż tylko skorupki, że już pominę niedokładności co do czasu przechowania 1). Toteż w tym kierunku przedstawienie poniższe musi szwankować.

Najkrócej przechowuj, tam, gdzie w cil}gu świ'lt zjadaj!} pisanki ; wypadek to najczętszy, więc obejdzie się bez zestawień cyfrowych. Po tym
terminie idzie niedziela przewodnia w: 1- 2, 32, 37, 54, 66, 71, 77, 84,
87-8, 90, 93 (tylko jedna), 98, 108, 114, 116-7, 139, 153, 158 (gatowane), 161, 178. 182, 186, 189, 190 (Huta st.), 199. Najdłużej 2 tygodnie w: 104, 11>1, 176, 184. Do św. Jerzego, względnie św. Mikołaja
rusk. w 190, do Wniebowstąpienia 13, 47, 56, 68, 91, (128), 156, 160,
166-7. Bardzo cztsto przechowuj I} pisanki do Zielonych Świfłt, bo w : 15,
55, 60, 62, 73-4, 97, 110, 113, 128, 133--5, 137-8, 148, 155, 169,
177, 188. O przechowywaniu ich przez rok cały mówi11: 70, 84-6, 97,
99, 107, 109, 147, 178 i najczęściej te także, które mówi'ł o przechowywaniu skorup pisankowycb. Być na.wet może, że i przytoczone codopiero
odpowiedzi dotycz!} skorup, pozostałych po wypróżnieniu wnętrza, zwłaszcza
te nigdzie nie znajduję uwagi, którl} podaje 117., iż przechowujl} tylko parę
pisanek, zasuszonych w piecu, i że w przeważnej cz,;ści tych odpowiedzi
rozchodzi siv o zachowanie „ na piski", a więc skorupy.
Skorup utywają przedewszystkiem jako okrasy w izbie. A więc układaj1 je na
oknie (3, 90), wieszaj'ł „na hradach" i w k'łcie nad łóżkiem (71), ozdabiaj'ł niemi
nswołok" od jednej ściany do drugiej ( 12, 163 ), a jut najczęściej obrazy
świ~tych.
W tym wypadku nieraz dorabiaj'l pisance skrzydełka z papieru
barwnego i główkę ptasi1 z wosku, czyli robi'ł gołębia (19. gołtbie, 3. hołubczyki, 11. hołubci, 49. hołubi, 89. holubcia, bez nazwy 88. i 118). Zwykle zaś wydr'lżone pisanki nizaj1 na sznurki i okalajl} takim wieńcem barwnym rzeczone obrazy, lub na.sadzaj, na patyczki i gwoździ dokoła nich, nito
orzechy. Tak bywa w: 12, 13 (tylko piękniejsze), 15, 20, 22-3, 36, 48,
66, 63, 69, 70 (Ułiczno i Popiele), 76--86, 95-8, 104 (b. rzadko), 105,

1) Takimi ogólnikami, jak „długi czas", ,,miesil}C i więcej'' itd., operują np. koresp. S, 41, 63 1 103, 162, 181 (tu twierdzą, że pisanki, pisane w w. tygodniu, przet1wają rok cały) i inni. Lepiej nic nie pisać. niż używać takich ogólnik6wt

-

228 -

107 1), 108, 114-6, 118, 124--5, 137, 139, 157-8, (159 dawniej),
163-4, 167-8, 172, 175, 185-6, (188), 189, 195-6, 199. Motywem
p, zechowywania skorupek aż do roku następnego bywa często chęć zachowania niezwykłego wzorca na pisank~ , co korespondenci podnosz1 nieraz.
W inne motywy jak np. przechowywanie pisanki, jako drogiego daru od
ukochanej itp, nie wchodzę. Poniewat. jaje jest święconem, przeto i skorupki nie godzi si~ narażać na profana.cy~. ,Jeżeli więc . gdzie nie przechowuj11 pisanek, to starają. sii;i zniszczyć skorupki w sposób, który w wielu
religjach służy do tegosamego celu: palą. Tak np. w 50. czynią to z tem
uzasadnieniem, że Sił one świi;icone, w 52. podobnie, bez motywów w 193;
w 15. zadowalają. si~ tem, że skorupki pozostają, na cmentarzu, gdzie sii;i
bawi4 pisankami, a wi~c na miejscu poświi;iconem. Czy rzucanie ich na
strzech~ (54, 57) nast~puje z tejsamej chęci ochrony ich przed profanacyą,,
czyteż pozostaje w zwią,zku z ciskaniem pisanek ponad dach cerkwi (p. w.),
nie umiem rozstrzygnqć.
Najmniej zadowoli ma.teryał nasz badacza, któryby chciał zeń zaczerpną.ć danych o tradycyjności pewnych barw na pisankach, o łą,czności pewnych kombinacyi z pewnymi wzorcami, o zwi4zku ich z całą kolorystyką.
i symboliką. ludową,, o pobudkach psychicznych używania tej, a nie innej
barwy. Kilku zaledwie korespondentów zdobyło się na obszerniejsze enuucyacye. Przytoczi;i je, jako przykład, godny naśladowania. Oto pisze 32.:
„Słyszałem następujące opowiadanie : barwa fioletowa lub niebieska oznacza
żałobi;i wielkopostną,, te barwy, umieszczone na jajku wielkanocuem, oznaczają
koniec żałoby, a obok nich barwy żółte, czerwone, zielone, różowe, bladoróżowe oznaczają. radość ze zmartwychwstania Chrystusa Pana. Barwa
pisanek nie jest wii;ic przypadkowa, O\\szem środkowy pas jaja jest zwykle
przez pół niebieski, a przez pół fjoletowy, obie zaś strony obok środkowego
pasa s1 wesolemi barwami pomalowane". Symbolistycznie tłumaczą barw~
czerwoną. w 63., gdzie twier'1z1, ,,że to pamią,tka czerwonej krwi Chrystusa" taksamo w 80. Indziej' lud powtarza znane swe zdanie o czerwonej barwie:
,,Co czerwone, to fajne" (68., podobnie 1.), lub „Szczo czerwone, to krasne"
(134) i tern uzasadnia zamiłowanie w czerwonych pisankach. Ciekawe spostrzeżenie czyni 163. : ,, Tutaj zwykle bywają pisanki żółte i czerwone, bo
tutejsi mieszkańcy, szczególnie kobiety, noszą, i chustki tych barw, -- w Karowie czerwone, jak burak i czarne marmurowo, bo tam też tak kobiety
si~ nosz11, a także męszczyźni chustki takie noszą pod szyją,". Podobnie
koresp. 13. zwraca uwagę na stosunek barwy pisanek do barw, używanych
zresztlł przez lud miejscowy, mianowicie na pisankach uważają, za najpi~kniejsz11-czerwonf.ł, natomiast wyszywki ich na rękawach u koszul są ciemne,
a kwiatek na głowie najpiękniejszy czornobrywyj ", z czego koresp. wyciąga wniosek, że czerwonej barwy używają, li jako oznaki żałoby ( z wyczaj em ruskim). Niestety takich uwag poskąpili nam inni korespondenci. Muszi;i
więc co do barw, używanych na pisankach, poprzestać na suchej statystyce
cyfrowej, niedostatecznej bezwątpienia i bezdusznej.
Najczęściej spotykamy barwę czerw o n ą, w odcieniach najrozmaitszych. Tylko jej używaj'} w 3 (hałnnki), 37, 58, 71, l 25 (Dembno ), 134,



1) Tu wiszą póty, póki nie bielą chaty na nowo, tzn. do Ziel. Śwtątek.
termin podają też jako zwykły I 57. i 195.

Ten

-

229 -

144, 156„ 159, 172, 176. Panuje nad innymi w: 13, 15-6, 18 -9, 32,
35, 46, 54--5, 63-4, 77, 80, 84, 88-91, 95, 97-8, 105 (Perewoziec),
107 (hałonki tylko czerw.), 110, 121--2, 125, 130, 132-3, 135, 137--9,
152-5, 158, 163, 165, 167, 174, 181, 186, 194, 199. Ma współza­
wodniczk~ lub towarzyszk~ tylko w czarnej: 20, 22-3, 56, 65-6, 104,
136, 164, 166, 173, 179. W kombinacyi z żółtą, i czarni} zachodzi na pisankach w: 23, 82, 114, 128, 163, 168, 178, 186-8. Czerwony, zielony,
czarny: 2, 5, 8, 102. Zresztą o czerwonej cbok innych barwie m6wi11 :
10-4, 17, 27-8, 33-4, 38, 41, 48, 50, 52-3, 59, 67, 70, 76, 7~,
87, 89, 92-4, 96, 101, 103-4, 109, 115-6, 126, 151, 153, 175-_7,
180, 193 -4, 189 - 90, 193, 195-7.
- Druga z kolei nojczi,tsza barwa to c z ar n a, znów w różnych odcieniach. Rzadko wprawdzie wyst~puje sama, jak w Medyni (105), w 33.,
gdzie wzór na niej lepiej wypada, w 142, 148, 161-2 i 168, oraz naprzemian z czerwoną, lub obok niej (p. w.), - natomiast obok innych spotykamy ją, cz~sto, bo w: 3, l O -3, 15, 19 -20, 22-3, 34, 41, 46,
49, 64, 70, 76, 78, 94, 96--7, 107, 115-6, 125, 127 (obok fjolet.)
138,154, 158, 165, 174-7, 183-4, 189-90. Z jej odcieni brunatna
(bronzowa, kawowa) panuje w 50 i 110, nadto zachodzi w 38, 67, 92, 97
(obok czerw. najcz~ściej) i l 99.
F jo Ie t, trzecia. barwa żałobna, bywa w użyciu w: 17- , 32, 50,
54 (stale obok czerw.), 67. 93, 1 Ol, 109 (stale), 111, 127 (obok c,arn.),
130, 151 (zwykle). Tu dodaj~ zaraz siną (,,hołubia") i niebieski}, bo - co
zresztą, wszystkich odpowiedzi dotyczy -· określenia barw tak są, chwiejne
w naszej mowie codziennej, że niejednokrotnie może temi nazwami oznaczono fjoletOWIJ. Otóż sin4 znachodzimy w: 10-1, 13, 18, 38, 48--9,
78, 85 (sine pisanki import. z Bukowiny), 89, 97, 101, 103-4, 115,
153, 155, 158, 174-5, 186,194 (przeważnie), 195-7; niebie~k4
w: 11, 32, 34, 35 (stale obok czerw.), 50, 52 (przeważnie nieb. lub żółte),
63 (ciemnobłęk.), 7G, 92 (szafir.), 122, 138, 147.
Zieloną,, pominitwszy kombinacy~ z czerwoną, i czarm1i (p. w.),
spotyka sit w: 11--2, 27-8, 32, 34, 48-50, 53, 70, 76, 78, 89, 92-4,
104, 107, 109 (stale), 110 (w okol.), 115- 6, 122, 126, 147, 151, 153,
155,_175, 180, 183-4, Hł3; 195-6.
Ż ó ł ta (nb. najczęściej z listków cebuli - a wi~c żółtość b. wzgl~dna)
w: 10-:3, 16 -7, 20, 32-4, 38, 41, 48, 50, 52 (obok nieb.), 65 (albo
czar.), 76, 78, 89, 96, 101, 103, 107, 111, 115, 116 (przew.) 126, 130,
147, 153-4, 175, 180, 183 -4, 190, IU3, 194 (przeważnie), 196-7;
tylko we wzorze w: 3, 14, 22-3, 82, 95, 98,114,128,137,155,163.
Dla zupełności wymieniam tych korespondentów, którzy utrzymuj11i, że
u nich użycie barwy pewnej jest zupełnie przypadkowe, nie ma głtbszej
przyczyny. S4 to koresp.: 5, 8, 10, 17, 21, 34, 38, 40, 60-1, 69, 92,
100, 116, 118, 124, 130, 141, 149, 158, 169, 182.
*
*
*
wyczerpany jako tako. Chodzi teraz o to, ażeby uwagi,
które nasuwa, a które podałem w sprawozdania niniejszem, pobudziły ch~tnych czytelników do poświęcenia. baczniejszej uwagi zwyczajowi pisankowemu i przysporzyły nowego materyału archiwum Towarzystwu ludoznawczego,
w którem materyał za r. 1897 spocznie obecnie. Śmiem zatem prosić o jak
Materyał

-

230 -

najliczniejsze nadsyłanie wiadomości o tym zwyczaju z miejscowości, ściśle
określonych, a zarazem o ile możności też potrzebnych rysunków , ,napisek''
(wzorów) z oznaczeniem barw, egzemplarzy przyrządów do pisania i oryginałów pisanek z oznaczeniem pochodzenia każdego egzemplarza.
Okazy,
które najlepiej przesyłać w pabzce, wypełnionej sieczki, trocinami, lub pakułami, wejdl} w skład zbioru pisanek, zapoczl!itkowanego w r. z., a złożonego
w muzeum naszem. Należy zaś tak okazy te, jakoteż odpowiedzi na kwe•
styonaryusz, który dla szybszego przegl1do zagadnień, obehodzą.cych nas
pod wzgl~dem ludoznawczym, przedrukowywam poniżej, przesyłać pod adresą,
przewodnicz1cego Towarzystwa ludoznawczego :

Dr. Antoni Kalina
prof. wszechnicy

we Lwowie, ul. Zimorowieza 1. 7.

DODA·TEK.

Kwestyonaryusz w sprawie pisanek.
1. Czy w miejscowości, zamieszkanej przez P. T. Pana lub s11siednich
(i w których) znanym jest zwyczaj malowania jaj ?
2. Czy w oko1icy Pańskiej istniał dawniej zwyczaj przygotowywania
pisanek (jaj malowanych), a dziś czy zarzucono go, od jak dawna i z jakiego powodu?
3. W jakim czasie zajmoj'ł sit malowaniem jaj? czy podczas wielkiego
postu (od kiedy do kiedy), czy w wielkim tygodniu (w których dniach), czy
w tygodniu świą.tecznym ( do niedzieli przewodniej), czy też około Zielonych
Świ,tek?

4. Kto maluje jaja: kobiety, dziewcz~ta, czy też mtżczyźni? Czy
sobie sam maluje, czyteż sq, specyaliści lub specyalistki, którzy
robi1 to za pewnem wynagrodzeniem (za jakiem)?
5. W jaki sposób malują jaja?
U w ag a. Istnieje kilka sposobów malowania jaj, n. p. 1) jaja maluj1
na jeden kolor albo pstrz1; 2) ozdabiają, rysunkiem kreskowym w dwu lub
wi~cej barwach ; to białe kreski powstaj1 wskutek tego, że przed włożeniem
jajka do barwika pewne miejsca zapisuje si~ woskiem ( narzodzie do p i·
s a n i a ma szczególn,ł nazwt; radzi byśmy mieć opisy, rysunki, a jeszcze
bardziej oryginalne okazy tego narzędzia); 3) wzorzec wydrapują, na ubarwionem jajku jakiemkolwiek narzędziem.
6) Jak nazywają, jaja malowane sposobami wspomnianymi w pytaniu
5. (piski, pisanki), malowanki, rysowanki i t. p.?
7. Jak nazywajl} wzorce na jajkach malowanych (krzyż, róża, grabie,
kaczki, kowbasa, łystoczki i t. p.). ?
każdy

-

231 -

8. Czy używaj11i barwików miejscowych - (listków cebuli, kory z niedojrzałej jabłoni, barwionych sukien i t. d.),
czyteż kupnych (krasek, brezylii i t. p _)?
9. Jakie istnieją wierzenia i podania o początku i powodach malowania pisanek, ohrzQdy i przysłowia, związane ze zwyczajem malowania jaj?
I O. Jakie istnieją zabawy pisankami? Jak nazywa się bicie jajka
o jajko?
11. Jak długo przechowuj2} pisanki (do ~ielonych Świ11itek, cały rok
i t. p.), lub tylko same z nkh skorupki malowane i co z niemi rohil}?
12. Jakiej barwy przeważnie bywają pisanki i ,llaczego; czy barwa
jest zupełnie przypadkową, czy stale zachowywaną w pewnej okolicy, albo
stale zastosowaną do pewnego wzorca'?

ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Dr. Zofia Daszyńska: Za1·ys ekonomii społecznej. L!'6w. Nakładem
ksi~garni polskiej 1898.
Podr~cznik ekonomii społecznej - jest u nas zawsze poż4danym, nawet bez wzgltdn na jego mniejszą, - lub wi~ksz1 wartość umiejętnlł, Nauka
gospodarcza, maj1ca w myśl monizmu socyologicznego Marksa, znaczenie
podstawowej wiedzy dla wytłómaczenia sobie całej n nadbudowy" społecznej,
jest wśród naszego społeczeństwa mało rozpowszechnionlł i traktowan~ jużto
dorywczo, już też ściśle - ale tylko w nielicznej grapie specyalistów. Wobee tego coraz cz~ściej można si~ obecnie u nas spotykać z broszor1 raczej
agitacyjnlł, aniżeli umiej~tn11i-gospodarcz4; lob też naodwrót z ściśle napisani} :monografią ekonomiczną, - obliczonlł z samej konieczności przyczynoweJ na nieliczne grono czytelników. Z podręczników, obejmujących cało­
kształt nauki może być ekonomia prof. Bilińskiego uważaną po części
za przeRtarzałą, ponadto zaś nie odznacza si~ wcale koniecznlli w JJodr~czniku
zwi~złością, i przy tem jasnością, wykładu. Przetłómaczony na język polski
podręcznik nauki gospodarczej Giue'a jest, rozumie się, podobnie - jak jego
autor - nacechowanym pewnlji jednostronnośći4 umiejętną, i w przeciwie1istwie do ksią,żki profesora BHińskiego - zanadto popularnie napisanym.
„Zarys ekonomii społecznej" Dr. ~Daszyńskiej zajmuje niejako pośrednie
miejsce między Biliu.skim a Gide'm. Jest napisany umięjętnie, ale nie zbyt
sucho; uwzględnia najnowsze zdobycze wiedzy bez popadania w tcndecyjnl!
jednostronność .... ale też ta dą,żność do bezstronności wycisn~ła na "Zarysie'•
pi~tno eklektyzmu umiejętnego, co spotkało się z zarzutem ze strony recenzenta w łamach n Tygodnia" ( dodatku do Kurjera Lwowskiego").
Zarzut ten, przewidziany zresztlli przez autork~ w „Przedmowie" do
,,Zarysu", należy jednak zdaniem mojem sprowadzić do właściwej miary.
Dr. Daszyńska przyznaje - co prawda sama, że „za punkt. wyHri!\ nic
1(j

śłużyła jej żadna

232

z wyznawanych dziś teoryi"; w istocie rzeczy jednak
eklektyzm ten polega tylko na dwóch najdonioślejszych teoryach ekonomicznych, tj, na założeniach t. zw. szkoły psychologicznej, reprezentowanej dzisiaj przeważnie na uniwersytetach austryackich i na naukowym socyalizmie.
Autorka wyjaśniła to swoje stanowisko również w „Przedmowie", to też
eklektyzm jej nie jest wcale wynikiem unikania wszelkich założei'1 zasadniczych,
lecz zupełnie świadomem i celowem dą,żeniem do syntezy umiej~tnej. Inna rzecz,
że nie wydaje mi się usprawiedliwionym ogólny poglą,d Dr. Daszyńskiej, jakoby
szkoła psychologiczna była ściślejszą od naukowego socyalizmu w czysto teoretycznych działach nauki gospodarczej, pozostawiając socyalizmowi tylko „najkonsekwentniejsze od innych teoryi przeprowadzenie poj~cia rozwoju we wszystkich dziedzinach gospodarczego życia"; mimo to jednak widzę w objaśnieniach
szkoły psychologicznej i teoretycznych założeniach naukowo socyalistycznych
wiele uzupe)niejących się wzajemnie punktów stycznych i to nawet w teoryi
wartości, tj. w najbardziej dzisiaj rozbieżnych stanowiskach obu szkół. Temu
memu zapatrywaniu dałem wyraz raz już w łamach .,,Ludu", omawiając rozprawę prof. Czerkawskiego p. t. ,, Wielkie gospodarstwa, ich istota i znaczenie" ("Lud" III. 3 str. ~73 i nast.), a więc tem samem uważam wrzekomy ekletyzm Dr. Daszyńskiej za usprawiedliwiony -- rozumie si<J jednak
z zastrzeżeniem, jakie podałem.
„Zarys" swój podzieliła Dr. Daszyńska na 6 działów. Dwa pierwsze
działy tj. ,, Gospodarstwo społeczne i jego te .. rya" i „ Warunki rozwoju
gospodarstwa społecznego" mają znaczenie pedagogiczne, t. j. wprowadzają
czytelnika stopniowo w zrozumienie zakresu, rozwoju, metod i znaczenia
nauki gospodarc,ej. Wychodzą,c zasadniczo z faktu „różnorodności wśród
działalności gospodarczej", daje antorka pośrednio wyraz swej zależności
,, w czysto teoretycznych działach nauki gospodarczej" od szkoły psychologicznej. Socyalizm naukowy uważa „różnorodność wśród działalności gospodarczej" za zjawisko - dają.ce si~ sprowadzić w ogólnych rysach, do monizmu. Tym monizmem jest wysnuwanie różnorodnych działau gospodarczych z teoryi wartości Marksa i monizm ten przeszedł także na rozpatrywania dziejów ludzkośc.i jako „nadbudowy" jednego podstawowego czynnika,
tj. objawów i rozwoju życia gospodarczego. System ten - ściśle logicznie
i konsekwentnie w dziełach Marksa i jego nast~pców przeprowadzony, natrafił na wieloraką opozycyę, a Bobra Bawerk - najwybitniejszy reprezentant
szkoły psychologicznej uzasadniają,c premisy swej teoryi wartości, pisze
z przek42em: ,,Sie verdankt żhr Dasein nicht der Lupe des einthe1:tungssUchtiuen
Louike1·s, sondern sie leut im, Volk, das sie kennt und ausiiht etc... (llobm
Bawerk: Kapitał u. Kapitalzins II. s. 142). Czy stawiając na czele swego
„Zarysu" - ,,różnorodność zjawisk gospodarczych'·, uczyniła to autorka
celowo ze względów pedagogicznych, lub też ściśle umiej~tnych -- nic wła­
ściwie na rzeczy nie zmienia, bo jestto w każdym razie jak wspomniałem, zasadniczy wyraz priejęeia si~ Dr. Daszyńskiej pogl4dami szkoły piycliologicznej w działach teoretycznych. Swoją, drogą to przej~cie si~ - trzymane w granicach krytycznych, przez dokładną, bardzo u autorki znajomość
zasadniczych założeń naukowego socyalizmu - nie zawsze może być konsekwentnem i tak np. w ostatnich działach swej ksi4źki (,,Podział dóbr"
i ,; pożycie'') schodzi Dr. Daszyńska bardzo cz~sto na grunt ściśle naukowosocyalistyczny, czego jednak za ujmę dla ,,Zarysu" wcale uważać nie należy,
raczej -- za zalet~. W ten sposób eklektyzm autorki wychodzi bczwarun-

-

233 -

/

kowo poza granice kompilowania rótnych poglą,dów; przeciwnie staje si~ nieraz podstawą oryginalności zapatrywań, na któryrh ści§le umiejętne uzasadnienie nie mogło być swojf)i drogi\ miejsce w , Zarysie" --- w podrę­
czniku.
Znając ogólne umiejętne stanowisko autorki „ZarysJt" moźemy teraz z kolei rzeczy przejść do niektórych szczegółów, które zdaniem mojem
sprostowaćby nalebło.

Pisząc

na str. 7.,

że

„gospodarcza

działalność

obejmuje

wszelkie

czynności ludzkie, cłąź11ice do zasookoienia potrzeb materyalnycb'' cieśniła Dr. Daszyńska tę .,działalność", która w istocie rzeczy dąży

zado
zaspokojenia całPj skali różnorodnych -- a nie tylko specyalnie ,,materyalnych" potrzeb. Nie sądzę także, ja\coby ,,char~kter gospodarczy epoki zmieniał się zależnie od tego. czy w działalności ekonomicznej danego okresu
przeważi,ły egoistyczne dążności jednostki, czy też szerokie interesy gatunku". Jeśli w jakiej nauce. to właśnie w ekonomii nie możemy uznawać
inne.i etyki - jak tylko społeczną, będącą wytworem współdziałania zjawisk
życia gospodarczego; a jeśli tak to przeciwstawianie ,,egoistycznych
dążności jednostki'' ,.lllzerokim interesom eatunto" jest raczej ekscerptem
z ogólnie i zawsze w1·zekomo obowiązujących norm etycznych, aniżeli wynikiem przekonania, że epoki gospodarcze, zmieniając się na zasadzie „interesu gospodarczego", dążą. w kierunku możliwPgo uharmonizowania „egoistycznych dążności jednostki" z ,.szerokim interesem gatunku'' (str. 10).
W rozwoju epok gospodarczych (str. 14) rozróżnia Dr. Daszyńska systemy: rodzinny, wymienny i przyszłościowy-bezwymienny. Włafoiwie „system
rodzinny" możemy nezwaó tylko rodowo-plemiennym, lob archaiczno-komuuistycznym: pojęcie bowiem „rodziny" oznacza w socyologii odmienny od
pojęcia .. rodu" (związku „rodów''-plemienia) fakt ewolucyi społecznej.
Sądzę, że t.akże nazwę „system bezwymienny ' należBłoby zmienić
raczej na .,pnrhiałowy", bo ,.bezwymienność" zupełna wykluczyćby musiała.
także ,,podział" . .,Podz!ał nalltąpi pisze Dr. Daszyńska na zasadzie ilości
wykonanej pracy lub zapotrzebowania''. Jestto pogląd rzeczywiście par excellence - e'k1ektyczny, bo przewidywanie podziału na ,,zasadzie ilości wykonanej pracy" wynika koniecznie z zasadniczych założeń naukowego socyalizmn, a .,podział na zasadzie zapotrzebowania" jest konsekwencyą zasadniczych 1.ałożeń szkołv psvchologicznej, dopatrującej się miernika wartości nie
w ilości nagromadzonych w ,,dobrach" pracy, ale w stosunku dóbr gospodarczych do subjektywnych (względnie przeciętnych) potrzeb jednostki. Dr.
Daszyńska jednak kilkakrotnie jeszcze staje na takiem utrakwistycznem stanowis'kn, tj. nie chce przesądzać tej kwestyi, chociaż w teoryach kapitału,
wartości i ceny przechyla się stanowczo ku szkole psychologicznej. Mimo to
~ sądzę, że utrakwizm taki jest dopuszczalny nie tylko ze względów praktycznych - usunięcia tej kwestyi z pod rozbioru szczegółowego; przeciwnie
11; teni włwfo1'e pJ"zewidy1caniu ust?'oju przywlo.idou;ego można dostrzedz owo
uzupełnianie s1·0 ieol'etyczne porlstawowych zasad szkoły JJsyclwlogiczneJ
i nltukmuo socyalisfycznr;j, o kt61·em _już J>1'ZBdtem wspomniałem. W szkole
nauk. socyalist. zarzuca się zasadniczo, że oparłszy pojęcie wartości (ale
i nio użytkowości) na społecznie niezbędnym czasie użytecznej pracy - nie
podaje pozytywnego sposobu obliczania tego czasu pracy w dobrach gospodarczycll (mających być up. wydzielonymi za I ~odziuę pracy). Szkoła psychologiczna - wychodi4c z założenia, że wartość (użytkową) mierzymy na

*

-

234 -

zasadzie stosunku dóbr do subjektywnych naszych potrzeb, a objektywnie
(jako wartość zamienną), normuje jq, rynek towarowy (cena), - nie daje
nam naodwrót możności obliczania ,,objektywnej wartości'' w przyszłości;
rynek towarowy bowiem jest związany ściśle tylko z dzisiejszą, gospodarką
wymienn&, Pominąwszy już kwestyę, czy j o ile dzisiaj także można identyfikować pojęcie ,,wartości objektywnej" z cen, - znajdujemy si~ przy przewidywaniu przyszłego ustroju gospodarczego -- ,,podziałowego" - pozornie
bez wyjścia - wobec kwestyi miernika tego podziału. J eżli mówi się, że
podział ów ma się mierzyć sumq, potrzeb jednostki na zasadzie 1n·zecirtnej
skali ;~yduicej w danem terytoryum i teclmiczno-społeczoym rozwoju gospodarczym, to otrzymujemy w rezultade utopijny komunizm, obliczony na zaspokojenie potrzeb - bez względu na pracę, (t. j. gospodarczą działalność
jednostki). Naodwrót zaś -- jeśli mówimy o podziale na „zasadzie ilości
wykonaneJ społecznie niezbędnej (i użytecznej) pracy" - tef stajemy wobec
kwestyi duwolne,qo oceniania tejże pracy w stosunku do potrzeb.
Ale. . już dzisiaj normuje się ogólnie cena pracy na zasadzie uiininutl.nych kosztów zaspokojenia potrzeb robotnika w g1·anicach 1n·zeci!:-tnej skali ;~yciuwej (rozumie się nie bez waha.11, oscylujących około
tej normy); wyobraźmy zaś sobie takie normowanie celowe -- nie mi•
nimalne, ale maksy,nalne do [Jfonicy p1'zecirtnej skali życiowej, a wówczas utopijny komunizm, dający się wysnuć jako najdalsza konsekwencya
z założe11 teoretycznych szkoły psychologicznej, - oparty o zasadę podziału
dóbr w stosunku do obliczonej na, podstawie przec,i~tnych poil'zeb robutnika
( wogóle jednostki" pracującej wytwarzajłłcej dobra) - okazi.1je się wcale nie
utopi.inem przewidywaniem t. zw. kollektywizmu Jeśli tedy Dr. Daszyńska
w talciem, przcwidyzcaniu - trzyma się drogi pośredniej, to sądzę, że bez puti'zeby pł'zyjmowania zasady teoł'etycznych założe,i szkoły psycholouicznej
z wcz9lrdnieuiem tylko jej obja .;n/di,, - postwuje ściśle umiejrtnie; tylko
zamiast mówić o ,,podziale na zasadzie ilości wykonanej pracy lub zapotrzebowania" -- możnaby zdaniem mojem przewidywać podział „na za:,adzie
. ilo:~ci 1cykonanr:j pm.cy, obliczonej w stosunku 'l'. na podstawie p1·zecirtnie
maksymalnego -::apotrzclHncania''. Konsekwentnie do takiego sformułowania
tej zasadniczej kwestyi przyszłościowej - naleźałoby mi analizować szczegółowo czysto teoretyczne działy ,,Zarysu'', tj. ,,Wytwarzanie" i ,,Zamian~"
- na zasadzie poglądów naukowego socyalizmu; ale taka analiza -- przekroczyłaby zanadto ramy sprawozdania i recenzyi; zresztą byłaby w istocie
rzeczy mało oryginał nem przerabianiem na nowo zarzutów, stawianych naukowemu socyalizmowi przez ekonomistów szkoły psychologicznej i naodwrót;
tylko wogóle powtarzam raz jeszcze, że względny utrakwizm w tym kierunku
stanowiący całą podstawę ,,eklektyzmu'' Dr. Daszyńskiej, jest zdaniem
mojem, ale bez potI-zeby negowania zasadniczych, teoretycznych założeń na-- ..
ukowego socyalizmu, dopuszczalnym i w wielu razach koniecznym. Że utrakwizm wspomniany przechyla si~ w ostatnich dwóch działach „Zarysu" silu ie
ku naukowemu socyalizmowi -- wspomniałem już przedtem; całkiem uatu·-ralnie, zrnsztą, jeiHi zważymy, ż~ zrozumienie i umiejętne pogł~bienie „podziału dóbr" i „spożycia" łączy si~ ściślej, aniżeli czysto teoretyczne ocenianie kapitału, wartości, ceny, pienitdzy i tp. - z kwestyą robotniczłł ową, iż się tak wyrażi~ spolecrno-politycznłł emanacyą_ -- ustroju towarowego w praktyce, a naukowego socyalizmu - w teoryi.

235 -Kończą,c na tern moje uwagi, pozwol~ sobie w kilku słowach oznaczyć
stosunek nauld ekoaomicznej do ludoznawstwa. Chcemy badać warstwy ludowe pod każdym w.zgl~dem, a więc takte ze stanowiska ich poglądów
i potrzeb gospodarczych. Wobec tego nauka gospodarcza jest dla nas nie

tylko potrzebną,, ale wprost -

niezbędną,.

W tem to celu zawiązał

~arząd

Tow. ludoznawczego w 1 roku swego istnienia obok innych - także sekcyę
ekonomiczną, która jednak tak, jak w~zystkie prawie istniała tylko teoretycznie. Obecnie w m,iarę 1·uzwuju naszego 'l'ou:a1'zy:-;twa -- teorya ta 1no!Jla1Jy sądzf zej:Jć w 1•e:-;zcie na grnnt 1·ealny, a pieru·szym ku temu celuu:i
k1·okie1n byłoby wydawnictwu popularnego , Za'l'!JSU nauki go:-;poda1·cząf' dla
waJ·:-;tw ludow!]ch, upartego na uuu;wiony·m .,Za1·ysie" JJr. Da:,;zy1i:-;kiej J'ozumie sir z udpowiedniemi mud!Jfikacyami, poczynionemi za eicenlualn<f
zgudą autorki.

S P RA W Y T O W A R Z Y S T W A.
I. Posiedzenie Zarządu.
Pierwsze po siedzenie Z ar z 4 da z a r. 1898. odbyło si'i)
dnia 29. stycznia br.
Obecni: Pp. Bal, prof. Dr. Dybowski, Dr. Gorzycki, lhuatowici, Dr.
Krcek, Rarnułt, Sienicki i pni Marya Wolska.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1. Przyjęto 13 nowych członków: t j. T.1d. Chmielewski c. k. leśnik
Mikuliczyn ; Aniela Komorowska nauczycielka Mikuliczyn ; Stefan Komornicki (Rosochacz); Wł. Jankowski (sł. filoz. Lwów); Joachim Langer (kier.
szkoły br. Hirscha, Buczacz); Józ"f Mazur (prof. gimn., Stanisławów); Rudolf Nowak (kand. naucz., Cieszyn) ; Anna hr. Potocka (Rymanów) ; Włodz,
Połoszynowicz (sł. praw, Lwów); Dr. med. Izydor Szamed. (Lwów); Stefan
rryczyński (sł. praw, Lwów); Henryk Kasperowicz (sł polit, Lwów); Marya
Wolska, (Lwów).
2. Wybrano funkcyonaryaszów Zarządu: Sekretarzem Tow. został
obrany ponownie Dr. Gorzycki, skarbnikiem p. Bal, bibliotekarzem Dr.
Kn~ek. Redaktorem „Ludt1" obrano ponownie prof. Dr_ A. Kalinę, a administratorem wvdawnictw p. Ihnatowiczll. Zarz.t!d muzeum etnogrf. powicrz~no
nadal kustoszowi p. Rebczyńskiemu.
3. Człoukami komitetu redakcyjnego „Ludu" zostali wybrani: 1- mo
prezes, sekretarz i bibJi,)tekarz Towarz., 2-do z łona „ Z1rządu" pp. prof.
Dr. Dybowski, Fr. Ra.wita-Gawroński, Dt·. Kolessa, Ramult, Rebczy{1ski,
Sienicki, Sołt.ys. Wierzbicki i pni Wolska. :3-io z poza Zarz,iiiu: pp. Dr.
Czołowski, K. Kasperowicz, Dr. St. Eliasz-Radzikowski, Dr. Homer, rektor
prof. Dr. Rehman, i Dr. Zaleski.
4. Uchwalono na prośb~ wydawnictwa ,,Czytelni Polskiej'' w Krakowie
--· dołą.czyć program tego wydawnictwa do I zeszytu „Ludu''.

-

236 --

5. Bibliotekarz Tow. zawiadomił, że biblioteka Tow. będzie otwartą
dla członków Tow. zawsze w niedzielę od godz. 3-5 popłd.
6. Uchwalono w zasidzie, że posiedzenia Tow. maj4 się odbywać na
uniwersytecie przed miesi~cznemi zebraniami Towarzystwa.
7. Kooptowano do Zuzą.du Dr. St. Eliasza-Radzikowskiego.
8. Na najbliższe posiedzenie miesięczne Tow. naznaczono odczyt p.
Sienickiego (Ludność miasta · Warszawy pod względem fizycznym).
D r u g i e p o s i e d z e ni e Z a r z ą d u o d b y ł o s i ę d n i a 2 7.
marca 1898.
Obecni: Pp. Bal, R1wita-Gawroński, Dr. Gorzycki, Ihnatowicz, prof.
Kolcssa, Dr. Krcek, Pierzchała, Dr. E. Radzikowski i prof. Sołtys.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina
1. Przyrnto 22 nowych członków.
2. Uchwalono wydać 3-ci Zeszyt ,,Pieśni nabożnych'' przed Świ~tami
Wielkiejnocy.
3. Prezes Tow. doniósł, że subwencyi na rok bież11cy otrzymało Tow.
200 złr. w. a. od Sejmu i 100 złr. w. a. od lwowskiej Kasy Oszcz~dności.

4. Uchwalono posłać 2-gi zeszyt „Ludu" tym nie członkom Tow.
którzy 1-szy zeszyt przyjęli i nie wrócili go.
5. Uchwalono wysłać pozostałe egzemplarze kwestyonaryusza pisankowego do tych powiatów, do których w roku zeszłym kwestyonaryusza nie
posłano.

6. Uchwalono drukować odt!łd Lud w 600 egzempl.
7. Na wniosek Dr. Krceka wybrano komisyę złożoną z Dr. Gorzyckiego, Dr. Krceka, Dr. Eliasza - Radzikowskiego i Bron. Sokalskiego,
która ma ułożyć program wydawnictwa popularnych 1>rac traktujących o po
szczególnych działach wchodzących w zakres ludoznawstwa.
8. Na najbliższe posiedzenie miesi~czne naznaczono odczyt p. Grzegorzewskiego na dzie11 2. kwietnia.

II. Zgromadzenie miesięczne Towa_rzystwa.
Pierwsze

Zgrom adze a ie

n a u ko we

To w.

za. rok 1898.

odbyło si~ dnia 6. lutego 1898. P. A. S ie n icki odczytał rzecz p. t.
Ludność miast.a Warszawy pod względem fizycznym (na podstawie pracy A.

Za.krze wskiego).
Odczytu tego, który będzie wydrukowany w „Ludzie", nie streszczamy
na tern miejscu.
Drugie Zgromadzenie Naukowe Tow. odbyło si~ dnia
I. marca br.
Na porządku dziennym był odczyt p. Z dz i a r ski ego p. t. ,,O motywach ludowych w poezyi M. Gosławskiego". Prelegent odczytał cz~ść
swego obszemiejszego studyum nad Gosławskim i wykazał, że w „Podolu',
i innych utworach tego poety widać jak najwyraźniej wpływ pieś11i, lcgeuJ,
tudzież podai'1 historycznych ludu podolskiego. W ożywionej dyskusyi nad
tym odczytem zabierali głos pp. prof. Dr. Kalina, Dr. <łor;r,ycki, Dr. Krcl'k,
Dr. Leciejewski i prelegent.

-

237 -

III. Wyka.z da.rów na. rzecz Towarzystwa..
25. Slovenska Matica swe wydawnictwo: Letopis za leto 1897. urcdil
A. Bartel.
-- Zabavna Knjiżnica, t. X.: Trojka, povest. Ljubjana 1897.
Dr. K. Glaser: Zgodovina slovenskega slovstwa, t. III., zesz. 2.
Slovenska zemlja, t. II. Trst in htra, spisał _S. llutar, 1897.
Slovenske narodne pesmi, uredil Dr. K. Strekelj, zes. 3.
Knezova knjiznica, zesz. 4. Ljubljana 1897.
Elektrika nje proizvajanje in oporaba, spisał I. Snbic. Ljobljana 1897.
26. Maryan Gorzkowski, Kraków, swe prace : O rusińskiej i rosyjskiej
szlachcie. Kraków 1876.
Dominikanie za Dnieprem. Kraków 187 6.
Przegląd kwestyj spornych o Rosi. Kraków 1877.
Szkice z białej Krynicy. Kraków 1881.
Wskazówki do nowego obrazo J. Matejki Wernyhora. Kraków 1884.
27. Fr. Rawita-Gawroński • swe dzieło: Zoryan Dołęga Chodakowski.
Jego życfo i praca. Lwów 1898.
28. Jogoslav. Akadcmija znanosti i umjetnosti, Zagreb: Zbornik za
narodni zivot. i obieaje juznih Slavena. Svezak II. oredio Dr. A. Radić
Zagrcb 1897.
29. Museum pri°1myslovó pro v}chodni Cechy, sprawozdanie kuratoryi
za 1897 r.
- Óesky Graduał literaW Cbrudim1Jkfch z doby kol r. 1570. v.
Chrudimi 1898.
30. Dr. R. Fr. Kaindl prace swe: Kleine neitrii.ge zur Kunde der
Bukowina. 1-te Folgo. Czernowitz 1897.
- Bei den Iluzolen im Pruthtbal. Wien 1897.
31: Dr. I. Polivka swą pracę: Seit wclcher Zeit wcrden die Greise
nicbt mehr getotet. Wien 1898.
32, Dr. Z. Celichowski: Mikołaja Reja Kupiec w Królewcu r. 1548.
Z egzemplarza Iliblioteki Kórnickiej. Poznań 1898.
33. Dr. Eug. Homer swąi prac'il: Spis prac odnoszą,cych się do fizyografii ziem polskich za lata 1S9 l-95. Lwów 1898.
34. Matice Óeska w Pradze. Óasopis Musca kr:ilovstvi ceskeho, rocznik 1896--97.
35. Towarzystwo im. Szewczenki we Lwowie. Et.nograficznyj zbirnyk
T. II. Ilf. Lwów 1896, 1897.
3G. Alojzy Benjamin Fiillbier : Adam Sikora: Kolenda. pastuszków.
Frysztat 1866.
- Pamiątka z Salajki. Cieszyn 1895.
37. Wasil Łukicz. Twory Stefana Rudaf1skoho. Tom II. Lwów 1896.
38. Spolecnost musejni w llrne : Frantisek SuiW. Sesit I. od Dr. P.
Vychodila. Brno 1898.
39. Księgarnia Polska, Lwów Dr. Daszy11ska: Zarys ekonomii społe­
cznej ( egzemplarz recenzyj ny).

-

238 -

Do muzeum:
Pani Helena Dybowska, Lwów, kilkadziesi~t tkanin litewskich.

IV. Stosunki Towarzystwa. z innemi towarzystwa.mi i reda.koya.mi pism.
1. Hrvatsko arheolosko Dl'llstwo u Zagrebu, które posyła swój organ :
VjestniK red. Dr. J ozef Ilrunsmid.
2. Hrvatsko starinarsko Droztvo u Kninu, które posyła swój organ :
Starohrvatska prosvjeta red. Frano Radić.
3. Matice srpka u N owome Sadu, która posyła swój organ : Letopis
red. Milan Savić.
4. Folk Lore Seciety, Londyn, kt9re posyła swój organ: Folk-Lorr.
5. Towarzystwo Bureau of ethnology. Washington, Ameryka.
6. TowarzyBtwo R. Accademia dei Lincei, Rzym.
7. Towarzystwo: R. Istituto oricntale, Neapol.
Redakcye:
1. Ons Volksleven red. Joz. Cornelissen i I. Il. Vervliet. Antverpen.
2. Volkskunde. Tijdschrift voor Nederlandsche Folklore red. Pol de
Mont i A. de Cock, Gont i Deventer.

V. Spis nowych członków.
329. Dr. Allerhand Maurycy, koncypient adwokacki, Lwów.
330. Dr. Chiger Maurycy, adwokat, Lwów.
3:31. Dr. ks. Jan Ciemniewski, katecheta scmin. naucz. 'rarnopol.
332. Domagalska Karolina, Lwów.
333. Dyrekcya gimnazynm w Sanoku.
334. Dr. Feld Izaak, adwokat, Lwów.
33fi. Dr. Gabel Henryk, kand. ndwok., Lwów.
336. Dr. Griinberg Józef, koncypient adwok., Lwów.
a37. Lettner Gustaw, prof. II. gimnaz., Lwów.
338. Dr. Malz Dawid, kand. adwok., Lwów. •
339. Podlacha Władysław, słuch. filoz., Lwów.
340. Pini Tadeusz, prof. II. gimn , Lwów.
341. Dr. Romer Eugeniusz, prof. szkoły realn., Lwów.
342. Sclrnaider Józef, c. k. leśnik, Tartarów.
343. Schneider Stanisław, prof. V. gimn., Lwów.
344. Sprecher Max, fabrykant, Lwów.
345. Stand Adolf, kand. prawa, Lwów.
346. Dr. Wasser Oziasz, kand. adwok., Lwów.
347. Witryol Artur, naucz., Lwów.
348. Wydział Rady powiat. w Lisku.
349. Wydział Rady powiat. w Samborze.
350. Zdziarski Stanisław, słuch. filoz., Lwów.
351. Związek naukowo-literacki, Lwów.
Z Drukarni Ludowej pod zarządem

Stanisława

Baylego.

śląska Biblioteka Publiczna

ORGAN

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we LWOWIE
POD REDAKCYA

Dra A N T O N I E G O K A L I N Y .

WE LWOWIE 1898.
NAKŁADEM

TOW ARZYSTW A

LUDOZNAW CZEGO.

Z D ru k arn i Ludow ej pod zarz. St. B ajlego.
Adres R ed a k c y i: Lwów, ulica Zimorowicza 7.

J . W ito rt : Z a ry s y p ra w a z w y cz a jo w eg o lu d u lite w sk ie g o (Ciąg d a lszy )
.
St. Z d z ia rs k i : P ie rw ia s te k lu d o w y w p o é zy i A. M ick iew icza (Ciąg d a lsz y ) .
L . M ły n ek : Ż y cie sie rsk ic h p a s te rz y p rz e d 20 la ty
.
.
.
.
.
S. U d z ie la : H a g a d a .
.
.
.
.
.
.
.
.
.
A nt. S ie w iń sk i: B a jk a o c ie k aw ej b a jn e
.
.
.
.
.
.
.
T e n ż e : B a jk a o p a s tu s z k u

: ■
.
.
.
.
.
.
M a g ie ro w s k i: S ło w n ic ze k g w a ry lu d o w e j w z ie m i sa n o c k ie j
.
.
.
D r. F r. K rč e k : S o b ó tk a w feałicyi
.
.
.
.
.
.
.
.
R o z m a itości : Dr . K o e h l e r : Czy p ra w d a , że s re b rn ik i m a łe , w ziem i z n a j­
d y w a n e, s ą g łó w k am i św . J a n a C h rz c ic ie la ? str. 3 2 5 ; S z c z . M u ­
s i a ł : D o o b rz ę d ó w w ig ilijn y ch , str. 325: K s. W . S k o p i ń s k i ;
D o z w y cz a jó w w ie lk a n o cn y c h , str. 3 2 6 ; K . N i k o s i e w i c z : W s p r a ­
w ie p isa n ek i W ielk iejn o cy , str. 3 2 6 : F r K r.; N a p o je w y sk o k o w e
w c z a sa c h p rz e d h isto ry c z n y c h , str. 327; F r. K r.: T y p w ie lk o ru s k i,
str. 327; F r . K r .: S ta ty s ty k a U k ra in y , str. 828.
Rozbio ry i s p r a w o z d a n i a ; J a n Š w i e t e k ; L u d n a d ra b s k i, K ra k ó w 1893
(L. M łynek), str. 3 2 9 ; K a r o l P o t k a ń s k i : K ra k ó w p rz e d P i a ­
sta m i, K ra k ó w 1897 (D r. K . J . G orzycki), str. 3 36; F o lk lo re p o lo n a is.
P a ris 1898 (D r. F r. K rček), str. 3 38; F o lk lo ry s ty k a w Pvosyi (H . K a sperow icz). str. 339; B ie ło ru ss k o je P o le s ’ie, K ijew (H. K a s p e ro w ic z ),
str. 340.
S p raw y T ow arzystw a :
P o s ie d z e n ie Z a r z ą d u .
.
.
.
.
.
.
.
.
.
S p ra w o z d an ie o d d z ia łó w : w B u c za cz u i w W ie lic zc e
.
.
.
Z g ro m a d ze n ie m ie się cz n e T o w a rz y s tw a
.
.
.
.
.
D a ry
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
S to su n k i T o w a rz y stw a z in n em i to w a rz y s tw a m i i re d a k c y a m i p ism .
S pis n o w y c h członków
.
.
.
.
.
.
.
.
.
O dpow iedź ks. W . Z ab o rsk ie m u T . J . (D r. A. K a lin a i J. W ito r t)
.

239
256
274
290
300
305
307
308

341
342
345
346
347
347
347

Kom itet redakcyjny :
Dr. Aleksander Ozołowski, Dr. Benedykt Dybowski, Franciszek
Rawita - Gawroński, Dr. K. I. Gorzycki, Dr. Aleksander Kolessa, Henryk
Kasperowicz, Dr. Franciszek Krček, Dr. Jan Leciejewski, Dr. Stanisław
Eljasz-Radzikowski, Stefan Ramułt, Władysław Rebczyński, Dr. Antoni
Rehmann, Dr. Eugeniusz Romer, prof. Antoni Sieuicki, prof. Miecz. Sołtys,
dyrekt. Ludwik Wierzbicki, Marya Wolska, Dr. Aleksander Zalewski.

ІрЦТ” Biblioteka Towarzystwa (instytut zoologiczny c. k. uniwersytetu,
II piętro) otwartą jest dla Członków zawsze w niedzielę od godziny 3 -ciej
do 5 -tej po południu.

ZARYSY PRAWA ZWYCZAJOWEGO
l/CLd/U, litewslsiegro.
(C iąg d a lszy * ) .

ROZDZFAŁ IV.

P r a w o zw y czajo w e liarne.
I.

W a ru n k i historyczne, wśród których rozwijał się i żył lud
litewski, w yrobiły w nim niepospolity hartetnógraficzny, zwłaszcza
wśród jego gałęzi żmudzkiej. Chwilka zastanowienia się nad
przeszłością dziejową Żmudzi wystarcza, by uznać słuszność przy­
słow ia ludowego: „ziemia i niebo przeminą, a Żemajtis (Źmudzin)
zostanie“. Ale ta przeszłość dziejowa wycisnęła swoje znamię na
charakterze ludu, wytwarzając namiętne przywiązanie do swojskości, znany konserwatyzm ludowy, oraz zaciętość i upór, które
weszły w przysłowie, „zacięty jak Źmudzin“, „uparty jak Litw in“
— mówią i mówią słusznie. Rzeczywiście : lud żmudzki nie umie
ani zapominać, ani przebaczać krzywd doznanych.
P o l miał zupełną słuszność, g'dy pisał:
„Ale gdy go kto zahaczy,
To i w grobie nie przebaczy“.
Rozum ie się — w ścisłym związku z tymi rysami charakteru
ludu pozostają liczne ślady dawnych wierzeń, które dziś pozornie
godzą się z formami nowego życia, oraz religią. Zgoda ta byw a
niekiedy naruszaną, co prowadzi do zbyt niemiłych zatargów ;
spotykam y też sporo przeżytków doby minionej. Nie jest wolnem
od nich prawo karne zwyczajowe, o ile można mówić o jego
istnieniu, albowiem w ciągu tylu wieków stopniowych ograniczeń



240



uległo ono głębokim zmianom, które doprowadziły je niemal do
zaniku zupełnego. Zdaniem mojem — można mówić nie o całości
p raw a karnego, zwyczajowego, lecz tylko o jego przeżytkach
i pozostałościach, jeszcze nader licznych. Do nich przedewszystkiem należy bardzo nieznaczna różnica pomiędzy przestępstwem
a szkodą; niekiedy lu d .n a w e t je utożsam ia; dowody przytoczę
poniżej.
Nie zna też k a rn e praw o zwyczajowe ścisłego rozgraniczenia
przestępstw a a w ykroczę..iá moralneg'o.' W y ro k i sądów ludow ych
niewątpliwie stwierdzają ten p o g ląd : zdarza się, że wykroczenia
m oralne byw ają k a ra n e krym inalnie. Sąd gm iny B ernatow ski za
pożycie nieślubne b ra ta i siostry ciotecznych skazał brata na
chłostę, 7 dni aresztu i 100 rubli grzywny, a siostrę — „za roz­
pustne życie w ytrzym ać na chlebie i wodzie 3 doby z użyciem
do robót ciężkich“. W tejże gm inie skazano „za rozpustę“ 2 sio­
stry „do robót publicznych“, a inną dziewczynę Za toż samo w y ­
kroczenie moralne — „na pokutę kościelną“, której w ykonania
m iał dopilnować urząd gm inny (wyroki 1866 r. 1. 5., oraz 1867 r.
1. 4). W ó jt gm inny T aw rogi zajawił sądowi, że pewien włościanin
„prowadzi niewłaściwy obraz, życia, kłócąc się i bijąc z bratem ,
siostrą i sąsiadam i“ ; winnego skazano na 7 dni aresztu (wyrok
1891 r. 1. 1. 411). N iekiedy naw et uchylenie się od obowiązków
religijnych b yw a karanem kryminalnie. Pewien włościanin u c h y ­
lał się od spowiedzi i łam ał publicznie p osty ; t. zw. dziesiętnik
kościelny zapozwał go do sądu. Na posiedzeniu sądowem oćwiczono pozwanego i zaraz kazano odesłać „do szpitalu, by tam
nauczył się katechizmu, potem zaś odbył spowiedź“, (Andrzejewski
sąd gminny, w y ro k 1872 r., 1. 17).
P rz y k ła d y te udowodniają stanowczo, iż lud nie rozróżnia
ściśle przestępstwa od w ykroczenia mora.lneg'o. W y ro k ostatni
w y m a g a kilku słów dodatkow ych: „dziesiętnik kościelny“ — to
sługa kościelny, któreg'0 obowiązkiem było pilnować, b y p a r a ­
fianie przestrzegali nakazy religijne i moralne. Dziś już dziesię­
tników kościelnych niema, chyba tylko wyjątkowo spotkać ich
jeszcze można w najgłuchszych zakątkach głębokiej Żmudzi. P rz y ­
czyniły się do tego zakazy władz świeckiej i duchownej;, ta
osUitnia surowo zakazała proboszczom nauczać lud moralności
w sposób podobny. W y ra z „szpital“ oznacza budynek kościelny,
w którym mieszczą się żebracy miejscowi, niekiedy zaś — służba
księża (co jest już, wedle zwyczaju, nadużyciem ); niekiedy wyraz
ten oznacza w prost lokal, służący do odpoczynku, obchodu

-

241



chrzcin, wesel i t. d. Nawiasem dodam, iż proboszczowie u t r z y ­
mują niekiedy takie lokale; by ludzie nie chodzili do karczmy.
P ra w o zwyczajowe nie uznaje niemal publiczności przestęp­
s tw a ; wedle niego każde prawie przestępstwo jest sprawą czysto
osobistą, k tórą strona poszkodowana zawsze może umorzyć. Sądzę,
iż nie można wykreślić granicy, któraby oddzieliła przestępstwa
publiczne od ściśle prywatnych. W każdym razie rozmaite formy
kradzieży są wykroczeniami ściśle osobistemi, których umorzenie
zależy od woli strony poszkodowanej. W arunkiem nieodzownym
jest zadość uczynienie zupełne np. zwrot rzeczy skradzionej ; n ie ­
kiedy do tego dołącza się wym aganie, by winny przeprosił po­
krzywdzonego. Skradziono kobiecie 5 rub. ; w czasie posiedzenia
sądowego złodziej przyznał się do winy, zwrócił 5 rub. i prosił
poszkodowaną o przebaczenie, które uzyskał. Sąd, „zważywszy
na zupełne zadośćuczynienie poszkodowanej“ wybaczył mu, zwal­
niając od wszelkiej k a ry (sąd gm inny Bernatowski, wyrok 1886 r.
1- 59 )Zdarza się, że kradzież nie by w a karaną, albowiem sądy zadawalniają się zwrotem poszkodowanym rzeczy skradzionych;
wszakże winni muszą uzyskać przebaczenie, co jest warunkiem
koniecznym, ale nie zaw'sze. W gminie Popielskiej skradziono
33 ft. lnu czesanego; poszkodowany dom aga się 25 rubli odszko­
dow ania od złodzieja, k tó ry na posiedzeniu sądowem przyznał
się do w iny; przysądzono 10 rubli odszkodowania, o karze zaś
za kradzież nie było w w yroku ani wzmianki. W tejże gminie
skradziono siano, którego wartość oceniono na 30 rubli; poszko­
dowany żąda 30 rubli za siano i 10 rubli „za zabiegi sądow e“';
sąd kazał zapłacić 25 rub. za siano i 5 rub. „za zabiegi“. W gm i­
nie W idzkiej zwolniono od wszelkiej odpowiedzialności złodzieja,
k tó ry w yciągnął z kieszeni portm onetkę z 10 rub. 20 - kop. ; k a ­
zano tylko zwrócić rzecz skradzioną i pieniądze. O przebaczeniu
winnemu nie było mowy, (wyroki 1888 r. 11. 2 i 20, oraz W idzki
— 1882 r. 1. 1). W ogóle takie wyroki spotykają się dość często;
stanow ią one dowód niewątpliwy, iż lud niemal utożsamia prze­
stępstwo ze szkodą, oraz uznaje je za sprawę czysto prywatną.
Nie mniej jaskrawo występuje to utożsamienie niemal w. spra­
wach o osobiste zniewagi czynne i obelgi, które skrupulatnie
oceniają się n a tyle to a tyle rubli, tyle to a tyle purów zboża,
łokci płótna i t. d. Pow stało naw et wyrażenie osobne, spotykane
nader często w prak ty c e sądów gm innych: „obił na tyle to a tyle
rubli“ np. „pokołotił na 30 ru b .“ W ogóle prawo zwyczajowe zna
wyłącznie przestępstwo przeciwko osobom fizycznym, nie zaś —-

-

242



prawnym. W yjątkow o tylko byw ają k arane przestępstw a czy
wykroczenia przeciwko religii i moralności, oraz porządkowi pu­
blicznemu, o ile go lud rozumie; nie zna zaś ono żadnych przestępstw
ani przeciwko państwu, ani przeciwko jego ustawom, zwłaszcza
podatkow ym . W szelkie w ykroczenia przeciwko ustawom o a k c y ­
zach i cłach lud uważa za czyny moralne i praw ne i nie poczuwa
się do żadnej odpowiedzialności za nie; k a ry i grzywny, w y m ie ­
rzane w tych w ypadkach przez sądy ogólno-państwowe, uznaje
za bezpraw ne i niesprawiedliwe. Skazani po uw olnieniu z wię­
zienia są otoczeni poprzedniem poważaniem, jeżeli cieszyli się niem
do w yroku sądowego. W ogóle wszelkie uchylania się od
opłat na rzecz skarbu, ogół uważa za czyn moralnie uspraw iedli­
wiony ; rozumie s ię — robią to wszyscy o ile uda się, o ile można.
W a rto zanotować, że gorzelnie potajemne czyli t. zw. browarki istnieją niemal wszędzie, a władze w ykryw ają je stosun­
kowo bardzo rzadko : denuncyanci nie zjawiają się, lubo za denuncyacye podobne pobierają wynagrodzenie. Lud brzydzi się
tem ; wedle niego denuncyant, to człowiek z pod „ciemnej gwiaz­
d y “. Lud nie denuncyuje też Żydów, uchylających się od służby
wojskowej, pomimo 50 rubli w ynagrodzenia, albowiem „za Żyda,
Żyd musi służyć“. Przem ytnictw o nie uważa lud za żadne w y­
kroczenie; przem ytnicy cieszą się zwykle uznaniem ogólnem śród
ludności nadgranicznej. Śmiałość i odwag-a, niezbędne w tych
okolicznościach, otaczają ich naw et pew ną aureolą. W ogóle lud
uk ry w a chętnie przem ytników. Dostarczyciele i roznosiciele zaka­
zanych druków litewskich zawsze i wszędzie byw ają otaczani
uznaniem i opieką, ale nie jest to w ścisłem znaczeniu tego w y­
razu przemytnictwo ; wspom niałem o tein, b y rzucić prom yczek
światła na usposobienie ludu.
Um ie on mścić się i nie zwykł ani zapominać, ani p r z e b a ­
czać: b y w ały straszne przykłady zemsty ludowej, wywartej na
denuncyantach różnego gatunku. S p ra w y o to kończyły się zwy­
kle na niczem : nikt nic nie wie, nikt nic nie widział, nie słyszał
i t. d.... Z pomiędzy tych wszystkich w ykroczeń lud najczęściej
praktykuje przem ytnictwo ; „my nie kradniem y, tylko kupujem y
to w a r; komuż przynosim y krzyw dę? Jakie przykazanie Boże za­
brania przynosić towar z z ag ran icy “ ? — mówią zwykle przem y­
tnicy na posiedzeniach sądowych""). Słowa te streszczają w ybornie
pogląd ludu. W og'óle — wedle praw a zwyczajowego — prze-

*) Pamiętnik gub. Kowieńskiej na r. 1890 . str. 2 8 9 .

243



stępstwa. przeciwko państw u i jego ustawom istnieją o tyle tylko,
o ile krzywdzą osoby trzecie ; lud nie zna pojęcia państw a w dzisiejszem znaczeniu tego wyrazu. W e d le niego należy o tyle w y ­
konywać przepisy praw ogólno-państwowych, o ile do tego zmu­
sza konieczność, z zastrzeżeniem wskazanem uprzednio. Je st to
niewątpliwie pozostałość dawnego stanu rzeczy, nie zaś — wynik
świadomego pojęcia położenia kraju i ludu, słowem — przeżytek
poglądu na przestępstwo, jak na czyn ściśle pryw atny, który
krzywdzi osoby trzecie.
W ynikiem tego poglądu prawnego na istotę czynu przestępne­
go jest zasada, dotąd przestrzegana ogólnie: „niema skargi, niema
p rze stęp stw a “. Zdarza się wprawdzie, ale to bardzo rzadko, źe
sądy gm inne z własnej inicyatyw y wszczynają spraw y k a rn e ;
zdarza się to tylko wtedy, gdy przestępstwo wyróżnia się czemś
niezwykłem lub bardzo oburza lud. W w ypadkach zw ykłych s u ­
rowe postępowanie dzieci z rodzicami nie uznaje się za coś n a d ­
zwyczajnego, ale gdy przekracza ono pewne granice, wówczas
dopiero sądy występują z w łasną inicyatywą. G dy w gminie
Gulbińskiej dzieci (syn i córka) zaczęły niemal torturow ać m atkę
staruszkę, wówczas sąd w dał się w tę spraw ę i ukarał surowo
winnych. W spom inałem o niej w rozdziale pierwszym, mówiąc
o stosunkach dzieci do rodziców przestarzałych. Zdarza się też,
że sądy gm inne występują w obronie własnej lub urzędów gm in­
n y ch; wówczas inicyatywa rozpoczęcia sp ra w y należy do nich.
„Za okazany na sądzie h a z a r d “ (uniesienie) skazano robotnika na
areszt (sąd gm inny Towiański, wyrok 1 8 7 1 r., 1. 4 1 ). Za uc h y b ie ­
nie. sądowi sąd gm inny Traszkuński — wyrok 1 8 8 9 r. 1. 4 8 —
skazał winnego na chłostę. W w yroku sądu g-minnego Traszkuńskiego — 1 8 7 4 r. 1. 45 — czytam y: „Karola R . za nieprzyzwoite
zachowanie się w urzędzie gminnym oćwiczyć rózgam i“.
Spotykam y też jeszcze w praw ie zwyczajowem karnem prze­
żytki walk rodow ych; parę przykładów odpowiednich przytoczy­
łem w zozdziale pierwszym, mówiąc o przeżytkach ustroju rodo­
wego; zdarzyły się one w gm inach Kołtyniańskiej i Rogowskiej.
W y p a d k i podobne by w ały też w powiatach innych.
S p o ty k a m y jeszcze przeżytki odpowiedzialności rodowej,
k tóra dziś już ogTanicza się odpowiedzialnością rodziców (niekiedy
naw et najbliższych krew nych) za dzieci, zwłaszcza m atka odpo­
w iada za córki, ojciec — za synów. Dotąd pogląd ten występuje
dość jaskraw o i w praw nych pojęciach ludu, i w w yrokach sądów
gminnych, ale stopniowo zanika już. Najczęściej zdarza się, że
sądy pociągają do odpowiedzialności rodziców za przestępstwa

-

244 : ~

karne ich dzieci, nawet pełnoletnich. Przytaczam tu parę p rzy­
kładów, rzucających pewne światło na kwestyę. Nawiasowo do­
dam, że ta odpowiedzialność stosuje się przeważnie do w ykroczeń
moralnych, kradzieży i samowoli.
W g-minie Towiańskiej pastuch obił dwie dziewczynki ; w y ro ­
kiem sądu miejścoweg-o z r. 1890 1. 41. skazano ojca i syna na
areszt, podkreślając w protokole, iż ojciec jest winien, bo nie
powstrzym ał syna Górki wyróżniły się swoją rozpustą, k tóra w y ­
wołała oburzenie ogólne; sąd gm inny B ernatow ski w yrokiem swym
z r. 1856 1. 5. skazał matkę, na gTzywny. W gm inie Janowskiej
dzieci pełnoletnie •dopuściły się aktu dzikiej samowoli; sąd-w yrok
1875 r. 1. 50 — skazał rodziców na grzywny. Pew ien włościanin
ukradł 200 rub. i uciekł do A m e ry k i; przed wyjazdem zostawił
matce kilkadziesiąt rub. na życie. W ytoczono proces kobiecie ;
na posiedzeniu sądowem w ykryło się, iż pieniądze wręczono jej
przed spełnieniem kradzieży, w której m atka nie uczestniczyła ;
mimo to zażądano od niej 200 rub. odszkodowania. S ąd gm inny
K rożański uznał powództwo za słuszne, co zaznaczył w protokole
ale wyroku nie wydał, bo wysokość sumy poszukiwanej prze k ra ­
czała zakres jego kom petencyi (wyrok 1885 r. 1. 35).
D otąd jeszcze spotykam y przeżytki rodowego wym iaru spra
wiedliwości, lubo już bardzo nikłe. N iekiedy w razie wykroczeń
przeciwko podstaw om p r a w a familijnego luo innym pokrew nym
spraw y załatwiają się w obrębie blizkich tylko krew nych jedne,
i drugiej strony. Uprzednio zdarzało się, że kobietę za złamanie
w iary małżeńskiej sądzili właśni jej krew ni wraz z mężowskimi;
zachowało się o tern dużo podań i opowiadań.... Ślady tego zwy­
czaju spotykam y naw et w archiwach rodzinnych szlachty miej­
scowej. W ś ró d ludu działo się zwykle nieco inaczej : winną są ­
dzili krewni mężowscy, albowiem kobieta zamężna wedle pojęć
ludowych należała zupełnie do rodu męża. W in n e g o sądził jego
ród, jeżeli domagano się tego. Dziś te zwyczaje zanikły doszczętnie
śród klas wyższych, lubo jeszcze przed kilkudziesięciu laty były
żywe; śród ludu istnieją one dotąd, ale praktykują się bardzo
rzadko. Na pograniczu kurlandzkiem młoda m ężatka uciekła wraz
z kochankiem do Am eryki, ale krew ni złowili uciekinierkę i od­
wieźli do domu. Zebrała się rada krew nych mężowskich ; u c h w a ­
lono ukarać kobietę, a potem przebaczyć ; sama ona prosiła
o przebaczenie. Stało się wedle uchw ały: oćwiczono ją. W y p a d e k
ren rozgłosił się; lud, a naw et szlachta okoliczna, pochwalili to
postępowanie, uznając je za słuszne i sprawiedliwe. Działo się to
przed 10 laty. O ile słyszałem małżonkowie dotąd żyją z sobą

-

245

-

w zgodzie. W tych okolicach uciekł od żony młody chłopak ;
porzucona kobieta, o kilka lat starsza odeń, oskarżyła go przed
rodziną. Zbieg- znalazł się. Zebrali się najbliżsi krew ni na sądy
uznano go winnym i ukarano surowo (ochłostano). Takiego r o ­
dzaju załatwianie spraw podobnych spotykamy śród ludu, a naw et
- drobnej szlachty zagonowej, tak licznej u nas, a tak uporczy­
wie trzymającej się starych Zwyczajów i obyczajów.
Niewątpliwie — przeżytkiem zanikającej sądowej władzy
rodu jest szeroka władza rodzicielska,, k tórą sądy gm inne ochra­
niają pilnie; jej zakres — wedle pojęć ludu — wkracza stanowczo
w zakres kom petencyi sądowej. W ogóle małoletni mogą być k a ­
rani tylko przez rodziców lub opiekunów, niepełnoletni zaś — w ra­
zach wyjątkow ych — przez sądy. W w ypadku ostatnim wszystko
zależy od okoliczności miejscowych, albowiem żadnych zasad s ta ­
łych lud nie zna. W gminie Gulbińskiej do sadu,' dzierżawionego
przez Żyda, w padła banda wyrostków i zaczęła gospodarzyć po
swojemu; Żydzi złowili rabusiów, a nazajutrz dostawili do sądu.
N a posiedzeniu sądowem chłopcy twierdzili, iż jednego z pośród
nich Żydzi przywiązali do drzewa i jak o b y „kłóli p a łk ą “, ale to
twierdzenie okazało się fałszywem. Sąd gm inny wyrokiem swym
z r. 1885, 1. 35. kazał dwóch oćwiczyć „dla przykładu“ ; bylito
spraw cy główni całego najścia; innych zaś kazał ukarać rodzicom.
W wypadku podobnym tenże sąd kazał rodzicom i opiekunom
w swej obecności ukarać wyrostków, k tórych złowiono na rabunku
ogrodu owocowego i odstawiono do urzędu gminnego. Wog'óle,
zdaje się, i ż . niepełnoletni są tylko wówczas karani przez sądy,
jeżeli popełnią coś przekraczającego normę przeciętną. Muszę tu
dodać, iż ka ra sądowa nigdy nie omija głównych sprawców i inicyatorów, k a ra ta — to tylko chłosta, bo sądy nigdy nie skazują
niepełnoletnich na areszt lub grzywny.
W ogóle praw o zwyczajowe karne niemal utożsamia prze­
stępstwo ze szkodą, oraz uznaje je za sprawę czysto prywatną,
której umorzenie niemal zawsze zaleiy od strony poszkodowanej ;
w arunkiem nieodzownym jest zadość uczynienie przeciwnika. S kła­
dają się na nie przeważnie dwa czynniki główne : odszkodowanie
m ateryalne i moralne. O pierwszym pisałem już, teraz zaś kreślę
słów kilka o drugim. Oczywiście — zależy on zupełnie od stopnia
uspołecznienia strony pokrzywdzonej, przynajmniej — jeg;0 wy­
rażenie zewnętrzne. W iem y dobrze, iż stopień uspołecznienia ludu
litewskìeg'o wogóle jest dość nizki, przeto z gó ry możemy wnios­
kować, czerń są często przykłady owego zadośćuczynienia moral­
nego. Podkreślę tu dwie g ru p y faktów, rzucających jaskraw e

-

246

-

światło na tę kwestyę, mianowicie : postępowanie ludu ze złodzie­
jami koni, złowionymi na gorącym uczynku, oraz ze zwierzętami,
które wyrządziły jakąbądź szkodę. Samowolne rozpraw y ludowe
ze złodziejami, oraz zwierzętami, które złowiono w szkodzie, są
nader liczne. F a k ty odpowiednie z całą jaskraw ością wykazują
niektóre zasadnicze rysy charakteru ludu litewskiego, przeważnie
jego mściwość, która niekiedy nie zna granic. W y la n ie jej ze­
wnętrzne byw a dość często okropnem ; nie raz i nie dwa zdarzało
się, że złodzieje koni umierali śród tortur, zadaw anych z dziwną
obojętnością i uporem. Złodziejów pojmanych biją bez miłosierdzia,
kaleczą, podpiekają, torturują.... Zdarzyło się naw et na głębokiej
Żmudzi, że raz darto z koniokrada pasy.... Zdarzyło się też, że
chłopi złowionych złodziejów koni zaprzęgli do wozu i p rz y je ­
chali na nich do zarządu gminy, nie szczędząc w drodze razów.
B yw ały przykłady, że torturow ano ludzi podejrzanych, b y wymódz od nich przyznanie się do winy t. j. kradzieży koni. W o góle tak postępując lud, mniema, że ma zupełną słuszność ; nigdy
nie było przykładu, b y włościanie oskarżani o to przyznali się do
winy przed ław ą przysięgłych.
Ten pogląd ludu tłómaczy się przeżytkam i dawno minionej
doby, o których pisałem już, tudzież czynnikami uczuciowo-egoistyczńymi, nie krępow anym i ani przez religię, ani przez kulturę
etyczną. W ostatnich czasach, g d y w alka o b y t i kw estya „osta­
nia się“ tak obostrzyły się, czynniki egoistyczne zyskują p rzew ag ę
zw łaszcza, że niema żadnego przeciwdziałania. Coraz częściej
można słyszeć o w ypadkach prawdziwie dzikiego wyładow ania
uczucia zemsty, wobec której milkną wszystkie inne. P rzytaczam
przykład nader jaskrawy. W jesieni r. z. w pow. R osieńskim
zdarzył się fakt następny. M łoda mężatka, jedyna właścicielka
gruntu, zaczęła podejrzywać swego męża (nadomnika) o złamanie
w iary małżeńskiej. Podejrzenia jej wkrótce sprawdziły się; un ie ­
siona chęcią zemsty, uprosiła swe sąsiadki i sąsiadów, by złowili
jej męża na gorącym uczynku. T a k się stało, ale mąż w yrw ał
się i uciekł, ujęto tylko jego wspólniczkę, którą tak oćwiczono,
że nazajutrz zmarła i działo się to w obecności żony pokrzyw dzo­
nej i kobiet postronnych; uczestniczyły one w tej eg'zekucyi.
W a rto zanotować, iż naw et ko b iety nie poczytyw ały się za winne.
Rozum ie się — w ypadki podobne zdarzają się dość rzadko, ale
inne, na skalę mniejszą, a zupełnie odpowiednią — często; stano­
wią one zwykle treść znacznej części spraw, rozstrzyganych w są ­
dach gm innych. Gospodarz oskarża swoją służącę o kradzież
i żąda odszkodowania. Pozwana odmówiła zadosyćuczynić gospo­



247

-

darzowi, ponieważ on zadosyćuczynił sobie zupełnie, bo bił ją,
ile chciał. Sąd podzielił ten pogdąd, bo odrzucił powództwo,
a winnej za karę kazał wym yć podłogi w urzędzie gm innym (sąd
gm inny Surwiliski wyrok 1872 r. 1. 3).
Nie mniej charakterystycznem jest obejście się włościan ze
zwierzętami, złowionemi w szkodzie; wylanie uczucia zemsty spada
często na nie. Gospodarz złowił cudze świnie, skaleczył je i za­
trzym ał; zjawił się ich właściciel, ale został obity. Na posiedze­
niu sądowem pokrzywdzony żąda odszkodowania za skaleczone
świnie, a za obicie — „wedle p ra w a “. Oskarżony dom aga się 3
rubli za szkodę. Sąd skazał go na chłostę i 3 rub. odszkodowania
za okaleczenie świń W a rto nadmienić: w w yroku powiedziano,
aby chłosta odbyła się „w obecności oskarżyciela“ (sąd gm inny
K ro c k i wyrok 1880 r. 1. 16). D odatek ostatni tak charaktery­
styczny, spotykam y niekiedy w wyrokach sądów gm innych; jest
to przeżytek tych czasów, g d y oskarżyciel sam wymierzał karę
winnemu. W ogóle zabijanie i kaleczenie zwierząt, przyłapanych
na szkodzie, spotyka się nader często : w jednej gminie R um szyskiej w ciągu roku takich spraw było kilkanaście. A ile ich
nie doszło do sądu? Na głębokiej Żmudzi, zwłaszcza w pow. Rosieńskim, dzieje się jeszcze gorzej.... W ogóle bardzo trudno okre­
ślić ścisłe, co lud nazywa przestępstwem, co oznacza to pojęcie ?
Mniemam, iż ścisłego określenia dać nie można, bo samo prawo
zwyczajowe nie zna go, W każdym razie przestępstwo — to
przeważnie taki czyn, który szkodzi osobie trzeciej lub ogólnym
interesom pewnej grupy społecznej, ale o tyle, o ile lud je rozu­
mie i odczuwa. W yjątkow o przestępstwami są niektóre czyny,
skierow ane przeciwko podstawom etyki ludowej i wierzeń prze­
ciętnych, panujących śród ludu.
W o góle praw o zwyczajowe rzadko uwzględnia pobudki moralne,
okoliczności i t. d. ; sam fakt zwykle wystarcza. Praw o zwyczajowe
karne nie rozróżnia usiłowania przestępstwa od samego przestęp­
stwa. Usiłowanie przestępstwa zwykle pozostaje bezkarnem, jeżeli
zaś sądy gm inne karzą za nie, to zwykle uważają je za przestępstwo
osobne. P rz y k ła d odpowiedni przytaczam. Przed sądem gm in n y m
Szydłowskim staje osobiście ojciec wraz z córką i zanosi skargę na
syna sweg-o sąsiada, który do dziewczyny „gwałtem przystępow ał“,
g d y sam a jedna młóciła w to k u ; na jej krzyki nadbiegli ludzie....
Oskarżony „nic złego jej nie zrobił“, ale chwycił za gardło jedną ręką,
drugą zaś — za warkocze, za co sąd kazał go oćwiczyć, uważając
ten postępek za obelgę czynną (wyrok 1870 г. 1 15). Oczywiście —



248



usiłow anie zg w a łc e n ia sąd pu ścił płazem ,
Obelgę czynną.

skazując go

tylk o

za

W a rto podkreślić, iź sądy gminne, puszczając bezkarnie usi­
łowania, karzą niekiedy pogróżki K obieta skarży się sądowi, że
N. N. з razy w yw alał wrota jej domu „nawozem“ *). Na posie­
dzeniu sądowem przebaczyła ona winnemu, ale sąd go ukarał,
albowiem on groził staroście (sołtysowi) zrobić to samo, a s ta r o ­
sta miał córki (sąd g m inny Botocki wyrok 1873 r. 1. 38). T akich
przykładów można przytoczyć sporo.
Prawo zwyczajowe karne nie zna też zbiegu przestępstw ;
jeżeli spraw a podobna wytoczy się przed sądy gminne, to one
zwykle k a rz ą za jedno tylko, pomijając inne; przestępstwem karane.m b yw a jednak zawsze najważniejsze, inne zaś — tylko oko­
licznościami, zwiększającemi winę. W e so łe towarzystwo, złożone
z podchmielonej młodzieży, rozgromiło, chatkę pewnej biednej k o ­
b iety ; w oskarżeniu powiedziano nawet, że chatkę „ zrujnow ano“Na posiedzeniu sądowem oskarżeni tłómaczyli się, że „zrobili to
nie z rozmysłem, albowiem byli pijani“. Sąd skazał wszystkich
winnych na chłostę „bez praw a a pelacyi“, stosując karę do stopnia
udziału w tym czynie występnym, W w yroku powiedziano też,
że w razie powtórzenia czegoś podobnego, gm ina winnych ześle
na S y b ir; oprócz tego skazano ich na areszt i odszkodowanie
sowite (sąd gm inny Andrzejewski, w yrok 1876 r. 1. 85).
W tym w yroku spotykam y już wskazówkę na różne stopnie
współudziału w przestępstwie, nie dość ściśle określone. Wog'óle
prawo zwyczajowe zna je, ale rozróżnia niedokładnie : wyróżnia
ono tylko sprawców głów nych i wspólników oraz —■ w spraw ach
o kradzież — paserów. Nim jed n a k skreślę o tern coś niecoś,
przedtem należy omówić kw estyę poczytalności. Lud ją zna, ale
określa w zarysach najogólniejszych. Poczytalnym i są ludzie,
o zdrowych zmysłach — oto jest określenie ogólne, ale co należy
rozumieć przez „zdrowe zm ysły“, nie da się ściśle określić... W y ­
padki poszczeg-ólne — to rzecz in n a: w nich okoliczności roz­
strzygają to pytanie. W każdym razie ludzie umysłowo chorzy
są wolni od wszelkiej odpowiedzkilności karnej ; za ich czyny o d ­
powiadają najbliżsi krew ni lub opiekunowie, ale tylko cywilnie,
płacąc odszkodowanie. Toż samo stosuje się do przestępstw, p o ­
pełnionych przez m ałoletnich lub niepełnoletnich, wszakże z za­

•*) Wywalać wrota nawozem lub wysmarować je dziegciem, oznacza
żę w tym domu mieszka kobieta rozwiązłego życia.



249

~

strzeżeniem, że w niektórych razach rodzice ich lub opiekunowie
m ogą być karani kryminalnie. Pobiły się dzieci, a na mocy w y ­
roku sądu gm innego w Botokach z. r. 1873 1. 54. grzyw nę zapła­
cili rodzice. K ilka przykładów podobnych przytoczyłem uprzednio.
Zna też prawo zwyczajowe karne okoliczności, łagodzące
winę, które jednak nie dadzą się ująć w pewne normy określone,
albowiem wszystko zależy od widzimisię sędziów, okoliczności
miejscowych i t. d
W każdym razie należy do nich przedewszystkiem uprzednie postępow anie nieskazitelne, wiek, s ta n o ­
wisko społeczno-ekonomiczne, miejsce, czas i t. d., n, p. kradzież
nocna, popełniona w miejscu u stron nem, byw a k araną lżej, niźli
spełniona w dzień biały i w miejscu publicznem. W tych w y­
padkach zwraca się zawsze pilną u w a g ę na okoliczności, z k tó ­
rych można wnioskować o przyszłem postępowaniu winnegoUpicie się stanowczo nie należy do okoliczności łagodzących winę,
jeżeli .udowodnionem zostanie, że winny upił się naumyślnie,, by
popełnić przestępstwo, to należy ono do okoliczności zwiększają­
cych winę. Do nich należą też niewątpliwie n a g a n n e '! złe życie,
czas, miejsce i t. d. W łościanin ukradł w niedzielę trochę lnu;
w yrok: ,5 rub. grzywien i rubla na ubogich, bo „kradzież s p e ł­
nioną została w dzień świąteczny“ (sąd gm inny Suszołacki wyrok
1886 r. 1.). Kradzież dzienna karze się surowiej niż nocna i t. d.
P ra w o zwyczajowe karne zna recydyw ę; jestto okoliczność
stanowczo zwiększająca winę, Za kradzież drobnostki z n a n y
złodziej uleg'1 chłoście ; ta okoliczność została, podkreśloną w w y­
roku sądu gm innego Rogow skiego z r. 1882 1 100. W łam anie
się i podkop stanowczo nie są uznawane za okoliczności zwiększa­
jące winę; prawo zwyczajowe karne nie zna ich, co zresztą s p o ­
tykam y też w praw ach zw yczajow ych rosyjskiem i ruskiem, jak
świadczą Pachm an i Kistiakowśkij.
Nie zna też ono czyli raczej nie określa ściśle przedaw nienia :
oskarżony przed 3 laty u k rad ł g'ęś z wozu na rynku; miejsce
spełnienia kradzieży podkreślono w wyroku. Sąd gm inny Szwiekszniawski wyrokiem z i8go. r. 1. 303. skazał go na chłostę. Go­
spodarz poznał piłę, skradzioną u niego przed 10 laty. Sąd
gm inny Jurborski wyrokiem z r. 1891 1. 25. kazał zwrócić piłę,
zapłacić g rubli odszkodowania, oraz aresztować winnego na
2 dni.
P ra w o zwyczajowe karne zna i uznaje konieczność samo­
o b rony; ta konieczność zwalnia od wszelkiej odpowiedzialności
karnej i cywilnej, ale jej przekroczenie byw a karanem, acz bardzo
lekko. W ogóle jednak niema żadnych pojęć, uznawanych ogólnie



250

-

którem iby sądy gminne kierowały się w sprawach podobnych ;
zresztą są one bardzo rzadkie.
Uprzednio wspomniałem, iż ludowe pojęcia ka rn e rozróżniają
różne stopnie współudziału w przestępstwie. Ten pogląd wyraża
się stopniowaniem kary, stosowanej do winnych ; nie można w tej
kwestyi zanotow ać czegoś stałego, ogólnie uznawanego, ale
w każdym razie spraw cy bywają karani najsurowiej. D a w n e
kary, którem i uprzednio posługiwało się karne prawo zwyczajowe,
znikły już od wielu wieków; dotąd jednak wśród ludu zachow ały
się podania o nich. Zdarza się często słyszeć, że włościanie s a r­
kają na dzisiejszy system karny, potępiając jego łagodność. W e d le
nich n. p, złodziejów należy wieszać, zabójców rodziców lub s ta r ­
szych a bardzo blizkich k r e w n y c h — topić w worze wraz z kotem,
psem i wężem i t. d. Można słyszeć niekiedy włościan, ubolew a­
jących nad łagodnem postępowaniem z oskarżonymi w czasie
śledztwa: wedle wielu należy „przymusić ich do przyznania się
do w in y “.
Dziś praw o zwyczajowe zna tylko te rodzaje kar, na które
zezwala og'ólna ustawa o włościanach z r. 1861 t. j. roboty pu­
bliczne i areszt maximum na 7 dni, grzy w n y do wysokości 100
rub. i chłostę. Rozporządzenia późniejsze ograniczyły sferę jej
zastosowania; dziś nie ulegają chłoście b. urzędnicy gminni, k o ­
biety. osoby, które pokończyły szkoły średnie, nieskazitelni żoł­
nierze dymisyonowani, kawalerowie krzyża św. Jerzego i t . d. ;
maximum uderzeń — 20 rózg'. Chłostę prak ty k u ją tak często sądy
gminne, że należy pomówić o niej nieco dokładniej. Przedew szyskiem granice jej zastosowania, wykreślone przez prawo, bywają
przekraczane ustawicznie : spotykam y wyroki, skazujące na c h ło ­
stę b. żołnierzy i urzędników gminnych, kobiety, dziewczęta
i t. d. Za brzydkie •wymyślanie około kościoła na cmentarzu sąd
gm inny Tow iański wyrokiem z r. 1876 1. 27 kazał b. żołnierza
oćwiczyć. Do tegoż sądu gm innego zaniesiono skargę, w które j
powód pisał: „kiedy on pędził ze szkody gęsi, około 20 sztuk,
to ich właścicielki n a p a d ły na nieg'O, zbiły kamieniami i kijami
pow tarzając: ..kobieta obije, żadnego sądu nie będzie“. W y r o k
z r. 1876 1. 40. skazał je na oćwiczenie rózgami; wykonano go,
pomimo bezprawności. Należy tu jednak dodać, iż wyroki, skazu­
jące kobiety na chłostę, naw et dawniej, sp o tykały się rzadko,
a dziś spotykają się jeszcze rzadziej ; uprzednio, jak zwyczaj n a k a ­
zywał, wyroki podobne nad dziewczętami w y konyw ały kobiety.
W ogóle sądy gm inne szczodrze szafują chłostą, naruszając na
każdym kroku praw ne przepisy o niej : m aximum uderzeń wynosi



251



20 rózg, ale faktycznie ono nie istnieje. R o b ią zwykle t a k : gdy
odliczą kilka rózg, wówczas wójt, który kieruje egzekucyą, mówi :
„raz“ ! Albo też biją z obu stron, licząc dwa uderzenia za jedno.
W każdym razie jednak przestrzega się pilnie, by chłosta nie do­
prowadziła do uszkodzenia stanu zdrowia. Przytaczam tu niejakie
dane, dotyczące zastosowania tej k a ry w sprawach kryminalnych.
W sądach gm innych pow. Kowieńskiego od 1880 roku skończyło
się chłostą 55,8% ogółu spraw karnych, w 1890 roku — tylko
28,4%. Nie można z tego faktu wnioskować, b y jej zastosowanie
zmniejszało się : tak w pow. Rosieńskim w r. 1880 wyroków, ska­
zujących na chłostę, było 101, w roku zaś 1890 — 124. W ogóle
w pow. Szawelskim w ciągu ostatnich 10 lat zapadło 1223 w y ­
roki, skazujące na karę cielesną t. j. 29% ogółu spraw karnych.
Przypuszczają, że praw ie trzecia część spraw karnych kończy się
w ten sposób.
W e d le ludu chłosta nie jest k a rą hańbiącą; lud ją p r a k ty ­
kuje bardzo często. Mniemam —- ten pogląd ludowy daje nam
wskazówkę, iż źródłem tej kary jest władza rodu lub później, n a ­
czelnika rodziny patryarchalnej. W czasach ostatnich zaczyna
powoli rozwijać się pogląd odm ienny; powoli powstaje pojęcie,
iź chłosta obniża g-odność ludzką. Zdaje się — źródłem teg'o po­
glądu jest rozwijające się poczucie indywidualistyczne, które prze­
cieka w m asy ludowe, pomimo 'warunków nieprzyjaznych. Lekcye
hum anizm u dają ludowi przeważnie nowe sądy wedle ustaw 1864
r., a poniekąd młodsze pokolenie warstw przodujących. Środkiem
uniknięcia chłosty, na którą skazał sąd gminny, jest zwykle świa­
dectwo lekarskie, uznające jej zastosowanie za niemożliwe z po­
wodu s ta n u zdrowia winnego. Przytaczam przykład: sąd gm inny
T ry s k i skazał włościanina na chłostę; skazany przedstawił św ia­
dectwo lekarskie.
Chłostę zastąpiono grzywną (wyrok 1894
roku 1. 1).
O innych karach, na które skazują sądy gminne, niewiele co
da się powiedzieć: roboty publiczne sprowadzają się dla mężczyzn
zwykle do n a praw y budynków gm innych lub dróg, dla kobiet —
do posług domowych i mycia podłóg w urzędzie gminnym. Oso­
b n y c h budynków dla umieszczenia osób, skazanych na areszt,
niema ; zwykle g'tnina wynajmuje na ten cel jakąś chatkę
Zda­
rzało się, zwłaszcza uprzednio, że skazanych na areszt zamykano
w chlewkach, niekiedy razem z nierogacizną. Aresztowani i s k a ­
zani na roboty, publiczne winni żyć kosztem własnym, bo strawnego
nie daje się nigdy.

252
W zakończenie tego ustępu o karach kreślę słów parę
0 praw ie grom ad i gmin skazyw ania swych członków szkodliwych
na wysiedlenie do Syberyi. Nie jestto kara, k tó rą m ogłyby w y ­
mierzać sądy g-minne, jestto tylko — wedle litery praw a — śro­
dek zapobieg-awczy, ale zdarza się niekiedy, że sądy gminne,
grożą niem skazanym w razie recydyw y ; rzadko to bywa, ale
bywa. Przykładów parę przytoczyłem. Jeśli recydyw a powtórzy
się, to w takim razie zwykle zapada uchwała gminy, skazująca
recydyw istę na Sybir. Gminy korzystają z tego praw a lubo
względnie dość rzadko: ta k za okres czasu 1884 —1894 г. na mocy
uchw ał gm innych wysiedlono na S ybir z po w. Szawelskiego 123
osoby, w tej liczbie kilka kobiet. Gminy mogą też odmówić p rz y ­
jęcia osób, które odbyły k a ry poprawcze ; korzystają one z tego
prawa, ale to w7yjątkowo tylko i przeważnie w zastosowaniu do
złodziejów koni.
U staw a w łościańska nie zawiera żadnego przewodu sądowego
dla sądów gminnych. W y ro k i D rugiego D ep artam en tu S en a tu
Rządzącego, najwyższej instancyi w spraw ach włościańskich, nic
nie wyjaśniły w tej kwestyi ; stwierdziły one tylko, iż sądy
gm inne w swem postępowaniu winne kierow ać się podstawami
miejscowego p raw a zwyczajowego*).
W śró d ludu litewskiego
istniały już oddawna pewne pojęcia o przebiegu sp ra w sądowych,
lubo niezbyt jasne i określone. Praw dopodobnie ich podstawą,
był przewód sądowy dawnych sądów litew skich wedle statutu
1 organizacyi polskiej; zastosował on je faktycznie w r. 1861, gdy
poraz pierwszy zorganizowano sądy gminne. Pierw si ich org-anizatorowie, komisarze do spraw włościańskich, w ybrani z pośród
szlachty miejscowej, byli przesiąknięci duchem dawnego sądo­
w nictw a publicznego ; zresztą wkrótce po reformie włościańskiej
wprowadzono instytucyę sądów pokoju, w których przebieg spraw
odbyw a się publicznie. Dodam też, iż sam a konieczność zmusiła
usunąć z sądów gm innych biurokratyzm i formalizm, których nie
zna praw o zwyczajowe. Dzięki tym wszystkim okolicznościom,
powoli w yrobiły się pew ne pojęcia o przewodzie sądowym, prze­
strzegane pilnie w zarysach głów nych; na nich opierają się sądy
gminne, rozstrzygając wszelkie sprawy.
Nie wyrobiła się jednak dotąd różnica w postępowaniu sądowem
w spraw ach cywilnych i karnych, ale samo praw o zwyczajowe
ściśle nie określa jej. W szystkie sprawy toczą się jawnie i pu-

*) Wyroki z dnia 15 i 20 marca 1875 r, 11. 2010 i 2042 .



253



blićznie: niemą żadnych ograniczeń. R o z p ra w y sądowe odbywają
się w tym języku, którym mówi lud w danej gminie, a więc nie­
m al wyłącznie po litewsku, albowiem tylko w powiatach K o w ie ń ­
skim i W iłkom ierskim spotykam y wyjątki : odbywają się one po
polsku ; zresztą każdy wolen przemawiać jak umie. Protokóły po­
siedzeń i w yroki sporządza pisarz po rosyjsku, zwykle w języku
okropnym ; wyroki odczytują się po litewsku. Zapozwani muszą
stawić się osobiście; w ią z ie ich nieobecności spraw a odkłada się,
ale zdarza się niekiedy, iż winnego sądzą zaocznie. N iestaw ien­
nictwo lub samowolne opuszczenie posiedzenia sądowego uważa
się za przyznanie się do winy. W łościanin uderzył swego sąsiada
c e g łą ; poszkodowany żąda ю rub. odszkodowania. Na pierwsze
wezwanie sądu oskarżony nie stawił się, zjawił się dopiero na drugie
ale samowolnie opuścił sąd przed wprowadzeniem sprawy, co uznano
za przyznanie się do winy. Św iadków badano; potwierdzili oni
skargę. Sąd gm inny S ałantow ski wyrokiem z r. 1887 1. 56 skazał
go zaocznie na chłostę i wypłacenie 3 rub..20 kop. odszkodowania.
Oskarżony winien zachowywać się przyzwoicie; nie wolno
mu pod grozą k a ry wymyślać oskarżyciela i jego świadków. Po
przedłożeniu sądowi skargi ma on prawo usprawiedliwiać się
wszelkimi sposobami, bo go tu nic nie krępuje. Odprzysiężenie
się nie istnieje; nie zachowało się 0 niem nawet żadnych podań,
ale t. z. ,.przeklinanie się i bożenie“ zdarzają się, acz nie mają
znaczenia szczególnego. Bardzo ważne znaczenie posiadają zeznania
świadków ; w sądach gm innych m ogą świadczyć osoby pełnole­
tnie, nieposzlakowane, bez żadnej różnicy płci, zwłaszcza w s p r a ­
w ach karnych. W szakże ważność ich zeznań zależy od bardzo
wielu okoliczności: im świadek bardziej odpowiada ideałowi czło­
wieka, tem większe znaczenie ma jego zeznanie. Dotąd jeszcze
świadectwo włościan rolnych stawiają niekiedy wyżej od świadec­
tw a bezrolnych, mężczyzn — od kobiet i t. d. Zdarza się, że do
świadczenia w sądzie dopuszczają się małoletni, ale tylko w sp ra ­
wach karnych, a i to bardzo rzadko. W edle praw a zwyczajowego
rodzice i dzieci, oraz blizcy krew ni i powinowaci wolni są od
obowiązku świadczenia w sądzie przeciwko sobie, niekiedy to
pojęcie ściąga się na rodziców chrzestnych. T ak A leksandrowski
sąd gm inny uwolnił od : złożenia świadectwa ojca Chrzestnego
(wyrok 1888 r. 1. 4). Zdaje się jednak, że pogląd ten nie ma
uznania ogólnego ; to samo da się powiedzieć o dawnym zakazie
świadczenia sługom przeciwko panom, który dziś często byw a
przekraczanym . Nadmieniam, iż świadectwo młodszych przeciwko
starszym znaczy niewiele, acz już dopuszcza się, chociaż uprzednio

254
b y ło w zbro n io n e m . Dow ody rzeczowe posiadają największe zna
czenie w przebiegu spraw y sądowej : lice — to dowód kradzieży
spełnionej; praw o zwyczajowe zna i wyróżnia kradzież z licem.
W ogóle wiarogodność zeznań świadków ocenia się nietylko
z punktu widzenia ich wartości moralno-umysłowej, ale też ze
stanow iska ekonomicznego, wieku, płci i t. d. Lud nie uznaje za
złe jednania świadków, więcej naw et : każda strona obowiązana
jest moralnie ugościć swoich.
Fałszyw e zeznania przed sądami gm innym i praw o zwyczajo­
we surowo potępia; zdarza się niekiedy, iż sądy za to karzą
świadków kryminalnie. W sądzie gm innym Słobodzkim, powód
poszukuje 76 rub. odszkodowania „za obicie“ wedle rachunku
szczegółowego ; przysądzono mu 10 rub., ale wkrótce okazało się „że
świadkowie powoda zostali wynajęci“. Na mocy w yroku sądowego
„by usunąć podobne złe przykłady oraz dla przykładu in n y ch “ oćwiczono ich (wyr. 1883 r. 1. 5). Składanie fałszywych zeznań przed są­
dami gm innym i praw o zwyczajowe stanowczo potępia; nie stosuje
się jednak to potępienie do świadectw fałszywych, składanych
przed sądami ogólno państw ow ym i : za kilka rubli zawsze i wszę­
dzie można wynająć praw dziw ie fałszywych świadków.
Lud
chętnie zwraca się do nich w swych procesach i zatargach, nie
widząc w tem nic złego: wedle niego wszystkie środki są
godziwe, byle tylko w ygrać sprawę. W olno naw et składać p rzy ­
sięgę fałszywą, ale tylko przed sądam i państwowym i, bo gm inne
jej nie znają; pomimo religijnej formy przysięgi, krzyw oprzysię­
stwo jest bardzo rozpowszechnionem. Przyczyna tego zjawiska,
zdaniem mojem, tkwi w uznaniu nieważności przysięgi, składanej
na posiedzeniu sądowem. Z podobnym faktem spotkałem się, b a ­
dając praw o zwyczajowe karnei K irg iz ó w : wedle niego przysięg-a,
złożona przed sądami lub urzędami rosyjskimi, jest nieważną*).
Nie zna też praw o zwyczajowe ścisłej różnicy pomiędzy
spraw ą cywilną a karną, nie uznają jej też sądy gminne. Źródło

*) „Materyały do zbadania prawnych zwyczajów Kirgizów“ str. 62
i 75 . Omsk 1886 r. (po rosyjsku).
Na str. 62 tegoż wydania znajdujemy: „Przesądy i fanatyzm nie
pozostają bez wpływu na pogląd Kirgizów na przestępstwo, wywołując
niekiedy najokropniejsze przestępstwa. Tak np. śród Kirgizów, wskutek
poczucia swej odrębności narodowej w stosunku do Kosyan, rozwinęło się
przekonanie, że wszelkie stosunki z władzami rosyjskiemi trzeba tak
prowadzić, by je oszukać. Przedewszystkiem pogląd ten Kirgizów wyraża
się w stosunku do sądów rosyjskich. Fałszywe zeznania, fałszywe de-



255



tego poglądu — to zapatryw anie się na przestępstwo niemal w y ­
łącznie jako na czyn szkodliwy dla osób trzecich, o czem pisałem
już. W wyrokach sądów gm innych spotykam y niekiedy prawdziwą
zamianę ról: powód staje się oskarżonym, oskarżyciel i oskarżony
— w innym i; niekiedy w toku spraw y w ykryw ają się nowe oko­
liczności, nieznane przedtem. W tych w ypadkach sądy często
wszczynają nowe sprawy i wyrokują zaraz. Przytaczam tu kilka
przykładów, by rzucić promyczek światła na sądownictwo ludowe.
W gminie W iewirżańskiej pewien włościanin zobowiązał się za
5 rub. wypić з butelki wódki od razu; zrobił to, ale strona p rz e ­
ciwna nie chciała płacić. Rozpoczął się'proces. Miejscowy sąd
gm inny wyrokiem swym z r. 1875 1. 8 2 .skazał obu na areszt)
„aby takich zakładów nie b y ło “. Powództwo Zostało odrzuconem.
P e w n a kobieta skarży się, iż „obito ją na 2 rub.“ ; przysądzono
jej tę sumę, ale za „niepokojenie wyższej w ładzy“' kazano jej zapła­
cić 8 rub. grzywny. Okazało się, że oskarżycielka zwracała się
do sądów pokoju (sąd gm inny W iew irżański 1875 r. 1. 69). Przed
sądem gm innym w T aw rogach staje ojczym, żądając 30 rub. od­
szkodowania za pobicie pasierbicy; świadkowie skargę potw ier­
dzili, ale sąd uznał ją za niesłuszną i skazał powoda na 2 dni
aresztu (wyrok 1891 r. 1. 33). Pewien włościanin zaniósł do sądu
skargę o pobicie ; okazało się, iż skarżący i oskarżyciel byli pi­
jani. Sąd gm inny Janow ski w swym wyroku z r. 1875 1. 86 pisał:
„uwzględniając pijaństwo oskarżyciela, który w ciągu roku niemal
codzień b yw a pijanym “ skazał go na chłostę, by na przyszłość
prowadził życie trzeźwe“. W y ro k i podobne można spotykać dość
często; charakteryzują one dostatecznie przewód sądowy w sądach
gminnych.
W ykonanie wyroków zapadłych zależy wyłącznie od dobrej
woli wójta (starszyny) i sołtysów (starostów); to też lata mijają,
a one nie są egzekw owane. W y ją tek tylko stanow ią sprawy
o zwrot pożyczek lub wog'óle ' te, w których stroną zaintereso­
waną w rychłem wykonaniu wyroku są włościanie wpływow i ;
w tych w ypadkach egzekucya następuje niezwłocznie.

mmcyacye (donosy), krzywoprzysięstwo — to wszystko nie tylko dozwolonem jest, ale nawet pochwalanem, albowiem Kirgiz znajduje się tu
w walce, dla tego winien on oszukać przeciwnika, zmusić go zrobić we­
dle interesów Kirgiza. „Kłyer ustende siert dżok“ t. j. miecz warunków
nie uznaje; „dżawgo dżanyndy ber, syryndy birme“ t. j. wrogom oddaj
duszę, przysięgę, ale nie wydawaj sekretu.
.18



256

-

W zakończenie tego ustępu dodam słów parę o kom petencyi
sądów gminnych. Praw nie rozciąg'a Się ona tylko na przestępstwa
włościan, popełnione w obrębie g m in y , ale nikt dotąd nie może
określić, na jakie mianowicie. W y ro k i D rugiego D e p a rta m e n tu
senatu Rz. nie wyjaśniły nigdy tego pytania, wyjaśniając wypadki
poszczególne; zresztą spotykam y w nich sprzeczności np. kradzież
kwalifikacyjna winna nie podlegać sądom gminnym, ale sądzą
one kradzieże z włamaniem się i wyroki te zjazdy komisarzy do
spraw W łościańskich uznają za praw ne. Podobnych przy k ła d ó w
można przytoczyć dużo.
Jan Witórt.
(D o k o ń czen ie n a stą p i).

Pierwiastek M ew y w poezyi A. Mickiewicza,
(Ciąg d a lszy * ).

6.
Odtąd zmienia się kierunek w twórczości poety, odtąd stara się
Mickiewicz rozesnuć cały obraz, na bardziej ogólnych motywach z ust
ludu zaczerpniętych, zapełniając go w znacznej części wymysłem
własnej fantazyi. Wiele elementów tajemniczej, nadnaturalnej władzy
nad światem zużył był już poeta do swoich utworów, bo i rusałki,
co w głębi jezior srebrnych, kryształowych są komnat paniami, i moc
kwiatów czarodziejską — zerwanych z grobu zmarłych, co mszczą
się okrutnie za pozbawienie ich wiecznego spoczynku, i duchy, co
w nocy przestrach sieją w sercach spokojnych przechodniów i te, co po­
rywając niewierną kochankę i żonę. Wyczerpawszy tym sposobem
cały niemal materyał, przydatny do artystycznego obrobienia, oglądał
się Mickiewicz za nowymi czynnikami, które świeżem życiem zapeł­
nić mogły ramy jego utworów.
Już ta sama okoliczność, iż poprzednik jego na polu twórczości
ballad — Zan, napisał był balladę p. t. Twardowski1), musiała zwró*) J. C h o d ź k o . Dwi e k o n w e r s a c y e z p r z e s z ł o ś с i. 202-208
O d y n i e c L i s t y z po dr. 1. 1 9 3 —194 .
*) Zob. Lud. str. 150 .



257

-

cié na siebie uwagę poety, jako na zupełnie nowy element, i mimo,
źe ta ballada pojawiła się w druku dopiero w 1824 r o k u 1), mimo tego
nie należy nam wątpić, ażeby Mickiewicz nie był jej znał jeszcze
w rękopisie. A że temat to był bardzo ponętny dla młodych poetów,
0 tem wymowne może dać świadectwo nie tylko samo zajęcie się
nim naszego poety, gdyż aż trzy ballady na tle jego stworzył, lecz
1 ten szczegół, że postać Twardowskiego nieustannie, nawet w pó­
źniejszych czasasb, nie dawała spokoju umysłom, kiedy i Julian K or­
sak i Gustaw Zieliński i Józef Szujski w dramatach, a Kraszewski
w swojej powieści p. t. Mistrz Twardowski, starali się z jego dziejów
odtworzyć obrazy większych rozmiarów. Osobistość jednakże T w ar­
dowskiego dawała Mickiewiczowi treść ściśle określonego obszaru,
ściśle określonego charakteru szlachciea-rubachy, który też później
odzwierciedlił się całkowicie w balladzie p. t. Pani Twardowska, da­
wała mu treść co prawda narodową, ale już tak dobrze wszystkim
znaną, iż początkowo nie bez słuszności mógł się wahać, czy przed­
miot ten nie będzie zbyt nudnym.
Szuka tedy Mickiewicz teraz wśród legend, (ak głęboko zako­
rzenionych w umysłach ludu, szczegółów z życia tego czarodzieja mniej
znanych, które mogły mu dostarczyć pomysłu do nowego utworu.
Motywem zaś tym ze wszech miar ciekawym była opowieść obcego
wprawdzie pochodzenia, zastosowana jednakże niekiedy przez lud do
postaci mistrza Twardowskiego — o odmłodzeniu jego przez pocięcie
członków i sklejenie ich potem maścią przez niego wynalezioną. I to
był główny czynnik, który wywołał w umyśle naszego poety pomysf
do ballady o Tukaju, to był ogólny motyw, około ktorego ugrupo­
wały się kohjno i inne szczegóły, bądź z ust ludu, bądź w większej
części z fantazyi poety zaczerpnięte.
Łatwo zrozumieć, iż sama legenda była zbyt szczupłą, ażeby
poeta mógł z niej utworzyć całość, ona nie była zdolną wypełnić kon­
turów jego ballady, - i teraz właśnie przychodzi poecie z pomocą
twórcza wyobraźnia, która miała zupełnie przekształcić nawet ów po­
etyczny wątek legendarny. Poeta wprowadza przed oczy czytelnika
postać zupełnie niepodobną do Twardowskiego, — oto ,,pan mnogich
włości“ w przedśmiertnem konaniu wyrzeka skargę na los zawistny,
który go wkrótce ma życia pozbawić.
W tem nagle ukazuje się Tukajowi jakiś siwobrody starzec, i ten
mocą nadziemską bierze go z sobą z łoża boleści, a zaprowadziwszy

ľ) D z i e j e d o b r o c z y n n o ś c i k r a j o w e j i z a g r a n i c z n e j VI.
29 — 4 0 . Por. Dr. P. C h m i e l o w s k i . S t u d y a IT. 201 .
'X -



258

-

na jakiś цгоЪ w ustroni ukryty, oznajmia mu, iż jako mędrzec mędrca
cbce i może wspomódz w niedoli, może go natychmiast z choroby
uleczyć, a nawet da mu sposób tajemniczego odradzania się w ciągle
młodego człowieka, stawia zarazem jednakowoż jeden warunek, gdyż
„podług ustaw wyroku“ mógł tę tajemnicę dwom tylko ludziom za­
ufanym powierzyć, którzy jej nikomu zdradzićby nie śmieli.
Długo myśłał Tukaj nad tym warunkiem — niestety, nikogo nie
mógł znaleźć, komuby mógł zaufać — milczy więc, a gdy starzec
nie mogąc się doczekać odpowiedzi, znika z przed oczu Tukaja, który
tymczasem :
„Śród gromów, świstu i szczęku,
Czy to zły duch, czy moc Boża,
Tukaj znalazł się śród łoża,
Na swych domowników ręku“.
Taki jest keniec pierwszej części Tulcaja. Rozpatrzywszy się
w niej dokładniej, można mimo tego, iż wydaje się ona być płodem
fantazyi poetyckiej Mickiewicza, wyśledzić pewne punkty styczne
z analogicznymi utworami wyobraźni ludu, chociaż analogii zbyt ści­
słej odnaleźć nie można. Na pierwszy rzut oka nie wiemy właściwie,
kim jest starzec Polel, który przychodzi uzdrowić konającego mędrca.
Sam nawet poeta, powiada: ,,czy to zły duch czy moc Boża“, domy­
ślamy się co najwyżej, iż uie dobra musi być w tem sprawa, do­
piero po przeczytaniu drugiej części ballady wiemy już na pewno,
iż tym starym mędrcem nie jest nikt inny, jak tylko szatan w swej
własnej osobie. A ten dyabeł przychodzi Tukajowi z pomocą dopiero
w ostatniej chwili jego życia, kiedy wie napewno, źe strach przed
śmiercią i chęć dalszego życia skłonią umysł Tukaja dla jego zamia­
rów, które rzeczywiście udają się najlepiej. Tukaj widząc, iż w razie,
jeśli nie znajdzie wiernej osoby, śmierci się oprzeć nie zdoła, mówi
co prędzej: „Ja mam, ja mam przyjaciela !“ Wraz ztemi słowy „ucho­
dzi bladość z czoła“ jego, Tukaj powraca w jednej chwili do zdrowia.
Źródło tej części Tukaja leży poniekąd w legendach gminnych
tego cyklu, który jest nawet spokrewniony z legendami o mistrzu
Twardowskim, a figurą w nich działającą jest zbój Madej, którego
imię szeroko się osławiło w całej Polsce i Rusi. Przypomnijmy więc
sobie pokrótce ogólną treść baśni tego rodzaju. Zazwyczaj kupiec lub
jaki inny podróżny jedzie wieczorem, wracając z dalekiej drogi do
domu. Naraz wóz grzęźnie w błocie tak głęboko, że mimo usilnych
starań nie można go wydobyć, a tu w dodatku noc, las, znaczna od­
ległość od domostw ludzkich, wszystko to przyczynia się do obu­



259



dzenia złości w podróżnym, który naturalnie klnie na czem świaf
stoi i wywołuje temi przekleństwami moc piekielną, dyabła kuternogę ’
który wybawia go z tego kłopotu za wystawieniem cyrografu, że da
mu w zamian za tę usługę to, o czem nie wie, iź ma w swoim domu
Podróżny nie przeczuwając podstępu, zgadza się chętnie myśląc, że
to musi być jakaś nieznaczna drobnostka, jeśli o niej nie wie. Dalszy
ciąg tych baśni nie należy już do zakresu naszych badań.
A teraz rozważmy w jakim stopniu zachodzi tu stosunek po­
między temi klechdami o Madejoivem lo šu 1) a naszą balladą. Każdy,
sądzę, zauważy tu analogię widoczną, — nie w szczegółach, lecz
w ogólnej części podania. Tak bowiem u ludu, jak i w balladzie
Mickiewicza — tam podróżny — tu umierający mędrzec — pragną
uwolnić się od niebezpieczeństwa, jakie im grozi, obaj popadają
w złość i nią przywołują czatującego szatana, który też tak w balla­
dzie jak w wersyach ludowych podania o Madeju zjawia się ofiaru­
jąc swoje usługi, tego chce uwolnić z błota, tamtego od grożącej mu
śmierci, obaj wreszcie przystają na podany im przez czarta warunek
mimo, że on jest w obu utworach innego rodzaju. Słowem analogia
tu w ogólnych rysach wyraźna, pojedyncze tylko momenta akcyi
różne, pomysł sam atoli nie z innego, jak tylko z tego musiał był
wyjść źródła.
Nie tylko jednakże sam ten pomysł graniczy z wskazaną powy­
żej klechdą ludową w pewnych punktach, Mickiewicz siągnął też po
jeden szczegół i do wierzeń ludu, który zniknięcie dyabła nie inaczej,
jak nasz poeta w swojej przedstawia balladzie, jego zniknięciu towa­
rzyszy zazwyczaj i świst wichru i piekielna wrzawa. Jest to jednakże
jeden z pomniejszych szczegółów, które mogły dodać więcej roman­
tycznych barw utworowi, i znaczenia ich w genezie danego utworu
zbyt ściśle brać nie podobna. My też nie jesteśmy w stanie oznaczyć
stopnia tego pokrewieństwa, konstatujemy tylko sam fakt jako zgodny
z wiarą ludu a).
Kiedy więc Tukaj ujrzał przed sobą zbliżające się widmo śmierci,
zwyciężyła w nim trwoga przedwczesnego zgonu, bezzwłocznie decy­
duje się zatem na warunek postawiony przez tajemniczego starca —
patrzy, a tu obok niego na łożu leży pergamin, na którym czart spi­

1)
Por. S. C i s z e w s k i . K r a k o w i a c y . I. str. 6 7 —72 ur. 60 — 6 2 .
X. S a d o k B a r ą c z . B a j k i , 109— 111. O. K o l b e r g . L u d . V ili. str.
122 nr. 49 XIV. str. 197 nr. 45 i str. 203. t e n ż e . P o k u c i e . IV. str.
144 — 154 nr. 26— 28.
2) K o l b e r g . L u d XIV. j. w. wogóle we wszystkich baśniach o Madeju

-

260

-

sał cały sposób przyrządzania czarodziejskiej maści. Tu właśnie wkra­
czamy w sam środek owego motywu, ktróry nasunął poecie pomysł
do całego utworu, przechodzimy do tego ogólnego elementu z krynicy
fantazyi ludu zaczerpniętego, co poważne zajął w genezie Tukaja sta­
nowisko. I on sam jednak uległ wielu zmianom, zanim przekształcony
ukazał się w tej formie, w jakiej go dzisiaj w balladzie widzimy,
i on przybrał do siebie kilka drobniejszył akcesoryów wiary ludowej,
które mu mogły tem większej mocy dodać i tajemniczości:
„Kiedy miesiąc na młodziku,
Idź za górę do gai ku. . . “

W taki to tajemniczy sposób każe Tukajowi owa recepta dyabelska szukać ziół potrzebnych mu do przyrządzenia maści, która go
miała odmłodzić i nowe siły wlać w schorzałe ciało. Czytelnik na­
turalnie nie rozumie, skąd, na co tu potrzebna jest ta właśnie zmiana
księżyca, wszak te zioła tak czy tak musiały się na oznaczonem znaj­
dować miejscu, równie dobrze mógł je Tukaj w każdej porze zerwać.
Że jednak ten
„młodzik“ księżyca miał swoje i to nie małe znacze­
nie, o tem wiedział dobrze poeta i nie bez przyczyny zaczął od tego
przepis o zbieraniu ziół potrzebnych. Lud bowiem wierzy, iż źli lu­
dzie, jak też i czarownice zawiązują swoje stosunki z dyabłem tylko
w nocy ito tylko na nowiu księżyca, a najczęściej w „nowy czwartek3.1)
Tę właśnie okoliczność mając na względzie, zapewne pisał Mickiewicz
pierwszy wiersz, zaczynający przepisy dla Tukaja, bo nasz lud nawet
wierzy silnie oprócz tego w nadnaturalną jakąś noc księżyca na nowiu
i nieraz można usłyszeć podobne prośby do młodego miesiąca 2).

,) Por. D r. J. Karłowicz. C z a r y i c z a r o w n i c e . W i s ł a . I. 15.
K o l b e r g L u d . V II. 78. nr, 162. str. 79 nr. 165X Y II. str. 109 nr. 3.
2)
Dr. A. S é m e n o v i c . K l e i n e M i t t h e i l u n g e n A r c h i v , slav.
Phil. XI. str. 310-311 Por. A. A f a n a s i e w P o e t w o z z r . 1,426. P. C z ub i ń s k i j . T r u d y . I. 10— 11, J. G T u z i ń s k i . W ł o ś c i a n i e . 546. J.
G r i m m . D e u t s c h e M y t h o L II. 576. O. K o l b e r g L u d . XV. str 5
m. 4. XVII. str. 70. nr. 5. XIX. str. 2 0 9 — 210 nr. 8. X X II. nr. 320.
1. P i ą t k o w s k a . Z ż y c i a l u d u . 766. Ks. A. P 1 e s z с z у ń s к i. B o ­
j a r z y m i ę d z y r z e c z с y str. l o i nr. 14. Ks. W. S i a r k o w s k i . M at e r y a ł y I I . 210. L. S i e m i e ń s k i . D z i e ł a . I. 62. K. S k r z y ń s k a
W i e ś K r y n i c e . W i s l a IV. 110. J. Ś w i ę t e k. L u d n a d r a b sk 'i. 543.
T a l v j . V o l k s l i e d e r d e r S e r b e n 1 .49. M. R a w i c z W i t a n o w s k i .
L u d ws i S t r a d o m i a str. 48. nr. 2. Dr. H . von W l i s l o c k i . V o l k s ­
g l a u b e d e r M a g y a r e n 51— 52. M. Ż m i g r o d z k i . U k r a i n a 327.
M. F e d e r o w s ki , L u d . I. 256— 257 nr. 1284 i nast.
0.



261



A tu Tukaj wïasnie wchod/.i niejako z nieczystymi duchami
w związek bliższy, w związek, który go czynił panem ich czarów, pa­
nem tej potęgi, jakiej nikt posiąść nie zdołał. Lecz nie dość na tem,
czytajmy co dalej następuje:
„I d ź za górę d o g a i k u ,
Znajdziesz kamień, z p o d k a m i e n i a
B i a ł e g o u r w i j k o r z e n i a “. . ,

Słowa te tak proste nie zdają się w sobie zawierać niczego
tajemniczego a jednak i ten szczegół nie został z fantazyi twórczej poety
dla upiększenia samego tylko obrazu wysnuty, nie jest on czczym tylko
wymysłem pozbawionym wszelkiej podstawy. Co prawda, trudnoby
przypuścić na pierwszy rzut oka, ażeby Mickiewicz łączył tak odległe
motywy ze sobą, jakim jest ten właśnie, słowa powyższe bowiem
powtarzają się niemal że prawie dosłownie w ukraińskich i biało­
ruskich wersyach o tle lenorowych baśni, gdzie dziewczynie radzi
stara guślarycha zbierać zioła celem przywołania kochanka, który
gdzieś daleko w obcej stronie bez wieści zaginął. Oto słowa wróżki
„ I d y doniu d o h a j u ,
Kopaj ziła — rozmaju,
T a n a k o p aj k o r i n i a
Z p o d b i ł o h o k a m i n i a “. *)

Co prawda, trudno przypuścić, ażeby tak odległy motyw czarów
miłosnych mógł się był w chwili pisania nasunąć poecie pod pióro,
wobec faktu jednakże wyraźnej i niezaprzeczonej analogii wszelkie
dowodzenia na nic by się, mojem zdaniem, nie przydały.
I teraz możemy śmiało przystąpić do ogólnego motywu, na któ­
rego ramach osnutą została cała ballada.
„Kiedy będziesz bliski śmierci,
Każ ciało posiec na ćwierci,
W wodzie zgotować korzonki,
Pocięte namaścić członki ,
Znowu się duch z ciałem zrośnie,
W młodocianej wstaniesz wiośnie,
I możesz skutkiem tych leków,
Umierać, wstawać, wiek wieków'.

’) P or: J. G a ł o w a c k i j . N a r o d n i j a p i e s n i III. 189 — 191.
S. N e y m a n n . M a t e r y a ł y . Z b i ó r wi a d . V III. 159. Ż eg o t a P a u l i .
P i e ś n i l u d u ' r u s k i e g o . II. str. 37 nr. 34.



262



Już na samym początku zaznaczyliśmy, iż pochodzenie tego mo,
tywu o odrodzeniu się mistrza Twardowskiego przez pocięcie człon­
ków nie jest rodzimem, zarysy bowiem tego podania widzimy już
w X II wieku u Gervaniusza z Filbury w jego dziele Otia Imperialia.
Stąd też przeszło ono do dzieła angielskiego pisarza Benedykta Ale­
ksandra Nechama p.t. Denaturis rerum, poczem zostało nawet wplecione
w osnowę francuskiego romansu p. t. Faietz merueillaux de Virgille,
który też wkrótce został przełożony aż na trzy języki, bo.— angielski,
holenderski i niemiecki1). Po takiej dopiero tułaczce dochodzi i nas to
podanie, w którem już osobą działającą jest Hiszpan Marchion, w po­
czątkach drugiej połowy XVI wieku w Dworzaninie Górnickiego a następ­
nie w dziele Albrychta Stanisława Radziwiłła p. t. Diseurs nabożny z kilku
slow wzięty o wysławieniu N. F. Bogarodzicy, wydanem w Wilnie
1635 roku (roz. V. §. 3 ) 2). W taki to sposób legenda ta utarłszy sobie
grunt w Polsce, zaczęła krążyć podawana z ust do ust, aż niebawem
została przystosowaną do z?jmującej i popularnej wśród ludu postaci
polskiego czarodzieja, nie rozwinęła się jednakże w równej mierze,
jak inne o dziwach Twardowskiego legendy, dotychczas bowiem
w bardzo nielicznych się ukazuje wersyach. Taką mniej więcej jest
historya tego fantastycznego elementu, który tchnął w naszego poetę
pierwszą myśl do stworzenia ballady.
A teraz posłuchajmy analogiczną baśń o odmłodzeniu się Tw ar­
dowskiego, którą w okolicach nadnarwiańskich na Mazowszu Wój­
cicki zapisał:
„Twardowski, co całe życie pracował nad tem, aby wynaleźć
środek oparcia się śmierci, wynalazł wreszcie sposób pewny. Na kilka
lat przed porwaniem swojem zaufanemu uczniowi kazał się posiekać
w kawałki i przepisał mu jak ma dalej postępować. Uczeń rozgłosił
śmierć Twardowskiego, jakoż znikł czarownik, a tymczasem uczeń
krajał ciało jego, siekał, gotował maście i zioła. Tak'posiekawszy
maścią nasmarował, zlał sokami roślin, i złożył napowrót ciało, jak
należy. Nie pochował go na cmentarzu, ale pod murem otaczającym
go wkoło. Twardowski polecił, aby przez trzy lata, siedm miesięcy,
siedm dni i siedm godzin ciało leżało nieodkrywane. Wierny uczeń
dotrzymał wiernie przepisu i czasu odkopania grobu. O północy,
w pełni księżyca, sam z rydlem zapaliwszy siedm świec z tłustości

1) Dr. A. B e ł e i k o w s k i . P r z y c z y n e k d o g e n e z y b a l l a d y
„ T u k a j “. P a m . t o w. l i t e r . i m. A. M i c k i e w i с z a IV. 137— 138.
2) E . Ś w i e ż a w s k i . P r z y c z y n e k do s t u d y ów n a d p o d a ­
n i e m o T w a r d o w s k i m . B i b b W a r s z . 1875. III. 207,



263

-

trupiej, wziął się do roboty, zrzucił ziemię, oderwał nadgniłe wieko
Jakiż podziw! Zwłoki Twardowskiego znikły, w miejscu wiór, na
których leżały, kwitły wonne fiołki i macierzanka; na tej murawie
spoczywało snem ujęte nadobne dzieciątko, zachowawszy w zdrobnia­
łych rysach oblicze Twardowskiego. Wyjął to dziecię — zaniósł do
domu, przez noc urosło, by przez rok, za siedem dni już mówiło tak
0 wszystkiem, jak Twardowski, w siedmiu miesiącach urosło w m ło­
dzieńca. Wtedy zaczął znowu pracować odrodzony Twardowski w czarnoksięstwie ; wynagrodził sowicie wiernego ucznia, wszakże zaraz
żeby tajemnica odrodzenia nie' wyszła na jaw, zaklął go w pająka,
trzymał w swojej komnacie, mając o nim czułe staranie“.1)
Z jakiej atoli wersyi tegoż podania korzystał Mickiewicz, przy
pisaniu swego utworu, czy z tej czy z innej, — oto kwestya, którą
należy rozstrzygnąć, zanim przejdziemy do szczegółowego rozbioru
stosunku, jaki zachodzi pomiędzy wyżej przytoczną klechdą Wójcic­
kiego a lulcajem. Słusznie to już Dr. Tretiak zauważył, że „ponieważ
za tło krajobrazowe balladzie służy okolica Zaosia (jezioro Kołdyczewo, góra Żarnowa), możnaby stąd wnioskować, że podanie to
słyszał poeta w Zaosiu, dokąd, jak wiemy, jeździł często na wakacye,
bo tam mieszkała ciotka jego Stypułkowsk“ 3). Mamy nawet co prawda
1 klechdę litewską Twardowskiego, — niestety nie tego ona się ty­
czy cyklu podań o mistrzu czarodziejskiej sztuki.
Wobec tego sąd nasz musimy wydać na podstawie analogii bal­
lady Mickiewicza ze znanemi wersyami wspomnianej baśni o odra­
dzaniu sio ludzi przez pocięcie ciała i sklejenia go potem czarowną
maścią. Przeczytawszy kilka wierszy następujących niżej po właści­
wym przepisie danym Tukajowi przez dyabła, możemy, sądzę, na
nich oprzeć nasze dowodzenie:
„Jeśli użyty ktoś drugi,
Do namaszczalnej posługi,
Zwiedzion przez nasze fortele,
Innemu pokaże ziele,
Lub w oznaczonej godzinie
Twego ciała nie namaści ;
W tenczas skutek zioła zginie,
W tenczas piekło czeka waści“

Tak te słowa, jak i dalsze wahanie się Tukaja, co ma począć
z tym pergaminem, czy zgodzić się na warunki podane przez moc
’) K l e c h d y . ІГ. 168 — 170.
3) M i c k i e w i c z w W il n i e II. 88— 89,
¿i

-

264

piekielną, czy też je odrzucić ze względu na fortele, jakie mu szatan
już wprzód zapowiedział, naprowadzają nas na przypuszczenie, iż
sama tendencya utworu i dalszy ciąg jego da się już teraz przewi­
dzieć. Dyabeł chyba musiał być zupełnie pewny zwycięztwa swego
nad Tukajem jeśli mu zostawił pewien dłuższy czas do namysłu
przed daniem stanowczej odpowiedzi. A zatem i epilog ballady jasny:
Tukaj musi uledz poiędze piekła, czyli innemi słowy, nie może od­
rodzić się bądź przez ciekawość, łakomstwo lub trwogę swego przy­
jaciela, które to rządze posłużą szatanowi do przeszkodzenia zmartwych powstaniu zabitego Tukaja.
A teraz przypatrzmy się, czy w której z legend o odradzaniu
się ludzi nie znajdziemy takiego motywu, jak to się dzieje z Twar­
dowskim w tej wersyi, którąśmy co dopiero przytoczyli. Owszem,
znajdziemy takie baśnie, i tak w owym francuskim romansie o Wergilim — ciekawość niweczy plany jego; przez zaglądnięcie przed
oznaczonym czasem embryon niedojrzałego jeszcze dziecięcia objawia
się ciekawym. Nie inaczej ma się rzecz i w baśni zapisanej przez
Radziwiłła, sam nawet Dr. Tretiak stwierdza, iż baśń taką, jaką wy­
drukował wspomniany autor, słyszał w dzieciństwie 1), a więc wersye
takie i to o Twardowskim krążyły wśród ludu z tą zmianą, iż cza­
rodziej nie odradza się, jak w baśni Wójcickiego, lecz przez zbytnią
ciekawość zostaje pozbawionym życia, które dopiero zaczęło było
w odmłodzone członki wstępować. Tembardziej zaś prawdopodobnem
staje się to przypuszczenie, że i Mickiewicz słyszał je takiem, bo
dzieło Radziwiłła drukowane było na Litwie, z niego więc mógł ten
motyw przejść wprost do legend i opowieści ludowych. Sama zresztą
ballada potwierdza to ostatnie przypuszczenie, które, sądzę, wobec
tego za fakt niejako przyjąć możemy. Nie tylko bowiem w wersyaeh
tego rodzaju podań istnieje ten fakt odradzania się ludzi przy pomocy
nadziemskich potęg, on bowiem powtarza się często w szerokim cyklu
legend, legend w pełnem znaczeniu tego słowa, gdyż często można
usłyszeć opowieści o Chrystusie bądź o którym z Jego uczniów, iż
w ten sposób uzdrawiał śmiertelnie chorych ludzi t. j. pokrajawszy
ciało zlepiał je i mocą bożą do życia napowrót powoływał. Temu
aktowi jednakże obecny jest zwykle nasz typowy żydek, który na
każdym kroku chciałby robić interesa. Przypatrzywszy się całemu po­
stępowaniu Chrystusa z chorymi, zapragnął na własną rękę w ten

1) M i c k i e w i c z j. w. Dr. H. B i e g e l e i s e n w swojem wydaniu
D z i e ł M i c k i e w i c z a I. 504. cytuje A l p e n b u r g . T i r o l e r S a g e n .
308— 309. F. M. Lu - s e l . A l e x a n d r e l e G r a n d Mel. I II. 492.

265

-

sposób leczyć, co mu się atol. rresh ly n > ly nie u d a je 1). Widzimy
więc, że nie tylko w tych legendach, które przystosowano później
do osoby Twardowskiego, istnieje ta transmutacya umierających star­
ców w młodych, przy pomocy siły nadprzyrodzonej, która raz się
udaje lub nie. Dość jednak tego, takie bowiem baśnie nie należą
ściśle do zakresu naszej pracy, przytoczyliśmy je jedynie dlatego,
ażeby wykazać to pokrewieństwo dwu odmiennych rodzajów opowieści,
aby wykazać, że motyw ten istnieje też mimo, choć w innej formie od
dawna w naszych legendach ludowych.
Przypatrzmy się jednakże jeszcze samej baśni, jakich z niej
czynników zapotrzebował poeta do ram swego utworu, Juź pierwej
zauważyliśmy, że Mickiewicz zmienił poniekąd i samą klechdę, zanim
jej użył do artystycznege obrobienia w balladzie, zmienił mianowicie
podanie w tem, że u niego dyabeł daje sposób odradzania się nie­
ustannego Tukajowi, podczas gdy w innych ludowych opowieściach
Twardowski sam po długich badaniach go wynajduje własną sztuką.
Tej jednakowoż zmiany domagało się już samo założenie ballady —
nie miał bowiem poeta zamiaru skreślić nam obrazu tego czarodzieja
w jego właściwej barwie, — on wolał go przedstawić jako bezsilnego,
który tylko mocą szatańską powraca do zdrowia. I przez to też, że
mu odebrał wszystkie cechy znamionujące Twardowskiego, zmienił
zarazem i całą szatę, jaką on nosi w wyobraźni ludu. Tam bowiem
on — potężny czarodziej — wszedł już dawno w związki z nieczystą
siłą, która jego zachciankom dopomaga i w każdej chwili jego roz­
kazy bezzwłocznie wykonuje, — tu w balladzie widzimy niejako za­
wiązek tych stosunków.z czartem, początek jego działalności, a że
ona w dalszym ciągu musiałaby się była wnet zakończyć — to znowu
rzecz inna. Dalej sam sposób, w jaki miało się odbyć odmłodzenie
Tukaja, — nie jest innym, jak w przytoczonej powyżej ludowej wersyi
Twardowskiego, i otóż wszystko, co zapłodniło umysł poety zarod­
kiem balladowym.
Lecz przejdźmy juź do końca ballady. Po długim tedy namyśle
siada Tukaj, by nareszcie podpisać „pismo grzechu“ — ugodę z pie­

1)
P o r: F e d e r o w s k i . L u i . I. 11 nr. 21. M. D r a g o m a n ó w .
S w o d . ma t . p r i e d . 125. G r i m m . B a j k i . I. str. 4 3 6 —439 nr. 82.
O. K o l b e r g . L u d I I I str. 131 nr. 8. XIV. str. 167 nr. 37. A, L e s k i e n u. К B r u g m a n n . L i t h a u i s c h e V o l k s l i e d e r str. 485 — 88
nr. 39. J. M e n s i k . P o h á d k y a p o v ě s t i n á r o d a M o r a v s k é h o .
V. B r a & 1876.. str. 65. N á r o d n í b á c h o r k y a p o v ě s t i o d B o ž e n y
N ě m c o v é . V P r a z e 1880. II. 299 i 303. L. S i e m i e i í s k i . P o d a n i a
str. 154— 155 nr. 155.



266



kłem. Skreślił już właściwe słowa ugody — „Niech tak będzie“ —
gdy w tem z litery „b“ wynurzył się nagle zgrabny dyablik :
„Szyjka jak u osy wązka,
Nosik orła, bródka kozła,
A z jednej go strony końska,
Z drogiej kurza łapka wiodła.
Postać ta dyabła, nie inna, jak w wierzeniach ludu naszego ^
przychodzi w sam czas — Tukaj bowiem ciągle się jeszcze waha,
co ma zrobić ze samym podpisem, dyabeł wtedy zaciąwszy go no­
żykiem w maleńki palec, umoczył co prędzej we krwi piórko i we­
tknąwszy je w rękę Tukaja dokończył podpisu, poczem uradowany
drapnął prosto do piekła. Szczegół ten podpisania aktu t. zw. przez
lud cyrografu dyabłu, jest skreślony z najściślejszą wiernością podług
mniemania ludu, — bo i on wierzy, iż dyabłu można tylko krwią
własną zapisać swoją duszę 2). Ciekawem jest jednakże, iż dyabeł nie
żąda od Tukaja wprost zapisania mu duszy po śmierci, taką ma
pewność w udanie się owych forteli, przed którymi ostrzegał wprzód
mędrca. I w tem właśnie zachodzi maleńka różnica pomiędzy wyżej
wspoinnianemi wersyami o Madejowem łożu, gdzie za wybawienie po­
dróżnego z błota, w którem mu wóz ugrzązł, dyabeł żąda tego,
0 czem on nie wie, że ma w swoim domu, a tem było dziecię nowo­
narodzone. I zdaje się, że nie z tego tylko źródła zaczerpnął Mic­
kiewicz tych szczegółów o cyrografie, w pomoc mu zapewne przyszły
1 legendy o zaprzedaniu duszy przez mistrza Twardowskiego, w każdym
razie, czy stąd, czy z owąd znał je Mickiewicz, przecież zmieniał je
o tyle, że dyabeł pozostawia Tukaja w tej nadziei, iż jeśli dobrego
ma przyjaciela, to z tej próby cało wyjść musi — będzie się mógł
odradzać wiecznie. . ■
Na tem kończy się druga część Tukaja, a zarazem ostatnia,
którą Mickiewicz sam stworzył, wprawdzie do napisania trzeciej, we­

1) Dość tylko porównać odpowiednie ustępy w baśniach o Madeju.
2) P or : Dr. B a s s a n o v i č. F r a g m e n t a m y t k o l o g i a e . M i t t h ,
d. l e t t i s c h e n l i t t e r . G e s e l s c h a f t . II. str. 350 nr. 30. B e r w i ń s k i K. S t u d y a . II. 1 2 6 —127. S. C i s z e w s k i . К r a k o w i a c y . I.
23. Z. G l o g e r . K i l k a s ł ó w o p o d a n i a c h B i b l . W a r s z . 1867. III.
145. Dr. J. K a r ł o w i c z . C z a r y 178. O. K o l b e r g .
L u d . XIV.
1 9 7 —198., 203. ХУ. 84. XVII str. 106 nr. 15. t e n ż e . P o k u c i e ІУ.
str. 150 nr. 27. P r o c e s p r z e c i w K. K a m i e ń s k i e m u . B i b l . W a r s z .
1844. II. 215— 216 E. K u l i k o w s k i . Z a p i s k i III. str. 102. nr. 1.
L. S i e m i e ń s k i . P o d a u i a . 181. W. v o n S c h u l e n b u r g. W e n d i s c h e
S a g e n . 194, E. Y e c k e n s t e d t . M y t h e n I - |6 4 і Ц 5 — 116.



267



dług jego świadectwa dopomógł Odyńcowi, my jednakże nie możemy
jej dalej badać — z łatwo zrozumiałych powodów.
*

*

Stworzywszy z motywu o odrodzeniu się Twardowskiego balladę,
spostrzegł Mickiewicz, iż osoba wprowadzona przez niego straciła
zupełnie wszelkie cechy, jakie legenda ludowa przywiązywała do tego
nawskroś polskiego czarodzieja, że i w tym materyale, jaki jeszcze po­
został, je s t dość faktów, które z odpowiednego można jeszcze pod­
jąć stanowiska. Spostrzegł Mickiewicz ten żywioł humorystyczny, jaki
na każdym kroku w życiu Twardowskiego się objawiał, tę humory­
styczną tragiczność pojedynczych scen i wypadków jego życia, i te
właśnie elementy postanowił sprządz teraz w jedną całość. Wybór
atoli takiego a nie innego stanowiska, tego humorystycznego zało­
żenia, iż „nie taki dyabeł straszny jak go malują“, musiał zapewne
nastąpić po dłuższym namyśle, o czem nawet zdaje się świadczyć nie
tylko sama bardzo starannie wykończona forma ballady, lecz także
i ten prawdziwie żywy humor, jaki tryska z każdego wiersza utworu,
a który różni się wiele od drugiej części Tultaja, gdzie się niekiedy
poeta silił na ton żartobliwy. Ogołociwszy więc Tukaja ze wszystkich
barw właściwych mistrzowi czarodziejskiej sztuki, bierze teraz poeta
za pióro, ażeby go przedstawić w świetle jego zajęć i panowania nad
mocą dyabelską. Lecz już tu daje się spostrzegać ta łączność pomię­
dzy poprzednią balladą a Panią Twardowską. Przypominamy sobie
iż Mickiewicz zakończył drugą część Tukaja podpisaniem obopólnej
zgody pomiędzy mędrcem Mefistofelem, co zaś dalej nastąpić miało,
tego domślamy się wprawdzie, domysł jednakże nasz prędko na drugi
plan schodzi, jeśli tylko rzucimy okiem na wspomnianą balladę. Tu
bowiem widzimy Twardowskiego takim, jakim jest w calem swem
życiu, patrzymy na jego stosunki z piekłem tak, że podpisanie cyro­
grafu w poprzedniej balladzie wydaje się nam być niejako zawiąza­
niem tych stosunków, których owoce widzimy w utworze p. t. Pani
Twardowska, z niego bowiem dowiadujemy się, że dawniej już stanął
kontrakt pisemny pomiędzy naszym czarodziejem a dyabłem, wraże­
nie warunków cyrografu znika i my zaczynamy uważać go za iden­
tyczny z cyrografem, o którym jest mowa w tej balladzie. I kto wie,
czy nie z tego powodu powziął Mickiewicz zamiar do ukończenia
Tukaja, kto wie, czy z biegiem czasu ten motyw tragiczno-humorystyczny, jakiemu się teraz przypatrzył, nie skłonił go do zaniechania
tamtego utworu i do pozostawienia przeciętnego czytelnika w nie­
pewności, co się z Tukajem stało ?...



268

-

A teraz przypatrzmy się samej postaci Twardowskiego, jakim go
sobie lud w swoich legendach wyobraża ^ K. WL Wójcicki, który
pilnie zbieraì o nim opowieści, taki nam daje obraz cały żywota
i czarnoksięzkich czynów mistrza - „kuternogi“ :
„Twardowski był dobry szlachcic bo po mieczu i kądzieli.
Chciał mieć więcej lozumu niż mają drudzy poczciwi ludzie i zna­
leźć na śmierć lekarstwo, bo nie chciało mu się umrzeć. W starej
księdze raz wyczytał, jak dyabła prz/wołać można : o północnej przeto
dobie, cicho wychodzi z Krakowa, kędy leczył w całem mieście i przy­
bywszy na Podgórze, gdzie miewał w miejscu, szkołą Twardowskiego
zwanem, schadzki z dyabłem, zaczął biesa głośno wywoływać. Stanął
prędko zawezwany i jak w one czasy bywało, zawarli z sobą umowę.
Na kolanach zaraz dyabeł napisał długi cyrograf, który własną krwią
Twardowski, wyciśniętą z serdecznego palca, podpisał. Między wielu
warunkami, był ten główny: że dopóty ni do ciała ni do duszy ż a ­
dnego prawa nie ma, dopóki Twardowskiego w Rzymie nie ułapi“
„Na mocy tej to umowy dyabłu, jako swemu słudze, rozkazał
naprzód, by z całej Polski srebro naniósł w jedno miejsce i piaskiem
dobrze przysypał. Wskazał mu Olkusz; posłuszny służka dopełnił
rozkaz wTydany i z tego srebra powstała sławna kopalnia srebra
w Olkuszu. Drugą rzecz kazał: do Piaskowej skały by przyniósł skalę
wysoką, przewrócił na dół najcieńszym końcem, ażeby tak wiecznie
stała. Posłuszny giermek, jako pan kazał, postawił skałę, co dotąd
stoi i zwie się Skałą sokolą. Wszystko, co jeno zażądał żywnie, miał
na swojem zawołaniu : jeździł na malowanym koniu, latał w powietrzu
bez skrzydeł, w daleką drogę siadał na kogucie i prędzej bieżał niż
konno; pływał po Wiśle ze swoją kochanką wstecz wody bez wiosła
i żagli, a jak szkło wziął do ręki. zapalał wioski o sto mil odległe“ .
„Fani Twardowska na rynku krakowskim ulepiła z gliny dcmek,
w nim przedawała garnki i misy. Twardowski za bogatego przebrany
pana, przejeżdżając z licznym dworem kazał zawsze tłuc je czeladzi.
A kiedy żona ze złości wyklinała w pień wszystko co żyje, on sie­
dząc w pięknej kalasie, śmiał się szczerze i wesoło. Złota miał z a ­
wsze by piasku; bo co chciał, to dyabeł znosił. Kiedy długo doka') Wary anty tego podania zapisali: X. S a d o k B a r ą c z . B a j k i .
213. R. B e r w i ń s k i . S t u d y a . II. 124— 125. S. G i s z e w k i . L u d .
r o l n i c z o - g ó r n i c z y XI. str. 59— 61 nr. 5. t e n ż e K r a k o w і a су. I.
str. 22— 29 nr. 4 3 — 44. L. G o ł ę b i o w s k i . L u d . 165— 166 i 176-177
O. K o l b e r g L u d Y. 20— 25 X1Y. 201. 210. XV. 166— 167. nr. 4. XYII.
107. Dr. W. K o s i ń s k i . M a t e r y a ł y do e t n o g r a f i i . Z b i ó r wi a d .
Y. 1 9 6 — 197. L. S i e m i e ń s k i . P o d a n i a str. 150— 153 nr. 153.

-

269

-

zuje, raz byi zaszedł w bór ciemnisty, bez narzędzi czarnoksięskich.
Zaczął dumać zamyślony, nagle napada go dyabeł i żąda, aby nie­
zwłocznie udał się prosto do Rzymu. Rozgniewany czarnoksiężnik,
mocą swojego zaklęcia zmusił biesa do ucieczki; zgrzytając kłami ze
złości wyrywa sosnę z korzeniem i tak silnie uderza Twardowskiego
po nogach obu, że jedną zgruchotał całą. Od onej doby już był ku­
lawy i zwany powszechnie „kuternogą“.
„W ostatku sprzykrzywszy sobie zły duch, czekając dość długo
na duszę czarnoksiężnika, przybiera postać dworzana, i jak biegłego
lekarza zaprasza niby do swojego pana, że potrzebuje pomocy. T w ar­
dowski za posłańcem spieszy do pobliskiej wioski, niewiedząc, że
w niej gospoda nazywała się Rzymem. Skoro tylko próg przestąpił
0 nego mieszkania, mnóstwo kruków, sów, puhaczy osiadło dach cały
1 wrzaskliwemi głosy napełniało powietrze. Twardowski odrazu poznał,
co go może tutaj spotkać; więc z kołyski dziecię male, świeżo do­
piero ochrzczone, porywa drżący na ręce, zaczyna piastować, gdy
w własnej postaci wpada dyabeł do izby. Chociaż był pięknie ubrany,
miał kapelusz trójgraniasty, frak niemiecki z długą na brzuch kami­
zelką, spodnie krótkie i obcisłe, a trzewiczki ze sprzączkami i wstąż­
kami, wszyscy go poznali zaraz, bo wyglądały rogi z pod kapelusza
pazury z trzewika i harcap z tyłu. Już chciał porwać Twardowskiego
gdy spostrzegł wielką przeszkodę, bo małe dziecię na ręku, do któ­
rego nie miał prawa. Ale bies wnet znalazł sposób. Przystąpił do
czarownika i rzecze: „Quid cogitas, domine Twardowski? An nescis
pacta nostra? Verbum nobile debet esse stabile“ ! Twardowski widząc,
że nie może złamać szlacheckiego słowa, złożył w kołyskę dziecię,
a wraz ze swym towarzyszem wylecieli wprost kominem. Zawrzało
radośnie stado sów, wron, kruków i puhaczy. Lecą wyżej, coraz wy­
żej. Twardowski nie slracił ducha; spojrzy na dół — widzi ziemię;
a tak wysoko podleciał, że wsie widzi takie małe, jakby komary,
miasta duże, jakby muchy, a sam Kraków by dwa pająki razem.
Żal mu serce ścisnął: tam zostawił wszystko drogie co polubił i uko­
chał; a więc podleciawszy wyżej, gdzie ni sęp ni orzeł Karpat skrzy­
dłem wiatru nie poruszył, gdzie zaledwie okiem sięgnął, ze zmordo­
wanej piersi silnie dobędzie ostatku głosu i zanuci pieśń nabożną“.
„Była to jedna z kantyczek, które dawniej w swej młodości,
kiedy nie znał żadnych czarów, duszę -jeszcze miał niewinną, ułożył
na cześć Maryi i spiewsł zawsze codziennie. Głos jego niknie w po­
wietrzu, choć śpiewa serdecznie, ale pasterze górale, co pod nim
na górach paśli, zdziwieni podnieśli głowy,_chcąc widzieć skąd pieśń
pobo; na słowa im z chmurą przynosi. Głos jego bowiem nie poszedł



270



w górę, ale i'.rzylegl do tej ziemi, by zbudował ludzkie dusze. Skoń­
czył pieśń cała: zdziwiony wielce, patrzy, że w górę nie leci wyżej,
źe zawisł na miejscu. Spojrzy dokoła — już towarzysza nie widzi
swojej podróży, głos jeno mocny nad sobą słyszy, co brzmiał w si­
nawej chmurze: „Zostaniesz do dnia sądnego zawieszony jak teraz“.
Jak zawisł w miejscu, dotychczas buja; a choć mu słowa w ustach
zamarły, choć głosu jego nikt nie dosłyszy, starzy, co dawne pamię­
tają czasy, gdy miesiąc w pełni zabłyśnie, przed niewielą jescze laty,
wskazywali czarną plamkę, jako ciało Twardowskiego, zawieszone do
dnia sądu 1).
W takich mniej więcej zarysach przedstawia lud całe życie,
charakter i czyny mistrza-kuternogi. Rzadko zdarzy się napotkać j e ­
den rodzaj podań, któryby się odznaczał taką jednolitością, jak właśnie
klechdy o Twardowskim : we wszystkich bowiem zachował ten cha­
rakter szlachcica, którego każda zachcianka spełnić się musi, choćby
do spełnienia jej przyszło największą ponieść ofiarę. W wyobraźni
ludu rozwinął się obraz jego — na wpół tragiczny, na wpół śmieszny,
nawet poniekąd nawet żartobliwy. Bo ten Twardowski, co początkowo
chce tylko swojej bujnej fantazyi dogodzić, nie myśli wiele nad spo­
sobem, jakim cel jego ma być osiągniętym, nie myśli nad następ­
stwem swego czynu i wszystkiemi jego konsekwencyami, a nawet
wydaje się, iż nie poczytuje sobie za grzech stosunku z dy a b łe m .
Mimo pobożności, o której mogą świadczyć godzinki do Matki
Bożej przezeń ułożone — nie przemyśla nad skutkiem tego stosunku t
lecz żyje z dnia na dzień, nie oglądając się wcale przed siebie. Ufny
w swe siły, iż potrafi dyabła oszukać, żyje bez troski, bez wyrzu­
tów sumienia, i to właśnie jest cechą wybitnie ludową, gdyż w opo­
wieściach chłopa naszego dyabeł zostaje zawsze przezeń oszukany.
I ta lekkomyślność właśnie Twardowskiego dała naszemu poecie do­
skonałą sposobność do uchwycenia tej cechy jego postaci, a humo
rystyczna tragiczność bohatera, zgodna zupełnie z duchem opowieści
ludowych, wyróżnia tę balladę od wszystkich innych, z których czuć
zazwyczaj pewną cześć dla nadnaturalnych zjawisk, kiedy td tym­
czasem widocznem jest lekceważenie dyabła, który, jak powiada przy­
słowie, „nie taki straszny, jak go malują“.
Charakter ten szlachcica hulaki, co nie dba o jutro, byle się tylko
dziś dobrze zabawił, zatrzymał Twardowski w balladzie Mickiewicza p. t.

í) K. W ł. W ó j c i c k i . K l e c h d y .
u K o l b e r g a L u d . V. str. 3 3 5 - 3 3 8 .

I. 182. 210. II . 165. przedruk



271



Pani Twardowska. Mickiewicz atoli chcąc tę balladę stworzyć, ażeby
postać mistrza czarodzieja wypadia taką, jaką ją dziś widzimy, mu­
siał z legend o nim wybrać nietylko same wybitne fakta, lecz nadto
zmienić w większej części samą ogólną osnowę tych klechd, musiał
przedstawić go w takim momencie jego życia, około którego mógł
się bez trudu ugrupować ów żywioł humorystyczny : w stworzeniu
takiego właśnie momentu zapożyczył się z twórczej fantazyi.
Wprowadza tedy Mickiewicz Twardowskiego w ostatnich chwi­
lach jego czarodziejskiej działalności, kiedy władza nad nieczystą siłą
zakończyć się miała. Moment ten był jak najlepiej obmyślany, teraz
bowiem mógł poeta rozwinąć przed naszemi oczyma wszystkie wy­
bitniejsze fakta z życia mistrza kuternogi. Ażeby jednak plan ten się
udał, koniecznem było podjąć dany motyw z najogólniejszej jego
strony, koniecznem było korzystać tylko z ogólnej osnowy opowieści
0 Twardowskim, pozostałe zaś luki wypełnić wymysłem własnej wy­
obraźni w ten jednakże sposób, aby sytuacye stworzone zgadzały się
tak z duchem legend o Twardowskim, jak nie mniej z duchem prze­
sądów ludowych, mimo że nie musiały być żywcem wzięte z ust
gminu.
Nie wspomina zatem nić poeta o przeszłem życiu czarodzieja,
lecz zaczyna swój utwór od tej chwili, kiedy Twardowski dostał się
do karczmy, która miała posłużyć czartom za pułapkę na jego duszę.
Nie wspomina nam nic, tak, jak legenda ludowa, o sztukach jego
dawniej wykonanych, oczom naszym przedstawia się mimo tego postać
ta we wszystkich barwach, jakie fantazya ludu do niej przywiązuje.
1 tu podziwiać należy ów artyzm, z jakim Mickiewicz zaczyna swój
utwór, słów kilka mu wystarcza zupełnie celem dania dokładnego
pojęcia o tym polskim czarodzieju, na którego zaklęcie cień zmarłej
Barbary przesunął się przed oczyma króla.
A charakterystyka Twardowskiego w balladzie jest we wszyst­
kich rysach zgodna z tym mistrzem, którego czyny lud w swojej prze­
chował pamięci; bo i tu żyje on bez troski o jutro, wosoły płata
ciągle tylko figle, w których mu moc piekielna dopomaga: i tak żoł­
nierza za swisnięciem szabli przemienia w zająca, patrona znów
trybunału, zadzwoniwszy nań kieską, wkondla przeistacza, ze łba szew
skiego nakoniec wytacza pół beczki wódki. Fakta te mogą dać do­
sadne pojęcie o figlach, które miały zabawić całe otoczenie, a jakich
Twardowskiemu w całem życiu nie brakło, i choć nie są z tradycyi
ludu zaczerpnięte, zgadzają się jednakże najzupełniej z jego wiarą.
I dalszy ciąg ballady na podobnie ogólnych motywach jak po­
wyższe osnuty, nie odstępuje w niczem od wierzeń ludu : jak bowiem
w Tukaju ów dyabeł z litery „B“ wychodzi, ażeby traktat podpisać,
19



§72



tak podobnie i tu Mefistofel zjawia się niespodzianie z kieliszka wódki
stojącego przed Twardowskim w postaci Niemca.
Już przy poprzedniej balladzie dostatecznie wykazaliśmy, iż lud
nie inaczej wyobraża sobie postać książęcia piekieł, bo w jego po­
jęciach zawsze on jest Niemcem, cała wogóle jego szatańska mość
zupełnie jest z wierzeń ludu skreślona, choćbyśmy j ą tylko porównali
z analogiczną postacią w wyżej przytoczonej legendzie o Twardowskim.
Co prawda, zanim się ona do ballady dostała, musiał ją zmienić
w pewnych rysach poeta, a to ukazanie znowu dyabła w kieliszku
wódki jest tylko drobnym ornamentem w fantazyi poety stworzonym
mimo tego jednakże nie sprzeciwia się wierzeniom ludu, gdyż tu sam
sposób tego nagłego ukazania się jest różnym, fakt sam atoli znaj­
duje w pojęciach gminnych potwierdzenie.
Teraz dopiero dowiadujemy się o dziejach Twardowskiego.
Nadzwyczaj zręcznie wkłada je Mickiewicz w usta dyabła, przezco
uniknął przedługiej akcyi, jaką musiałby był objąć utwór, gdyby miał
pomieścić wszystkie te fakta i wtedy byłby naprawdę nudnym, to
też ten właśnie pomysł — opowiadania dyabła — należy do najlepszych
we wszystkich balladach. Teraz dopiero dowiadujemy się o zmowie
Twardowskiego z dyabłem na Łysej górze i o warunkach zawartego
tam kontraktu, którego treścią było obustronne przymierze, szatan
miał służyć Twardowskiemu dwa lata, poczem mistrz winien się był
udać do Ezymu, ażeby go tam dyabeł mógł „porwać, jak swego“.
Twardowski jednakże nie kwapił się z podróżą do piekła, i teraz do­
piero schwytał się sam w sidła, gdyż karczma ta Rzymem się zwała.
Na te słowa czarodziej zwinął się coprędzaj ku drzwiom karczmy,
aby się ucieczką ratować, szatan jednakże wie, iż szlachcic danej
obietnicy dotrzyma, i rzeczywiście — na samą wzmiankę o nobile
verbum mistrz cofa się, ażeby się oddać w moc piekła.
Przypatrzywszy się tej części ballady, nie trudno spostrzedz, iż
z ludowych legend osnowa jej wzięła swój początek : bo i tam T w ar­
dowski podobnie robi zapis o duszę, takież warunki podpisuje, tak
samo nareszcie szatan go w karczmie Rzymem zwanej chwyta. Tam
czarodziej broni się dziecięciem, do którego szatan nie ma odwagi
przystąpić — na przypomnienie jednakże swego nobile verbum za­
przestaje nawet myśleć o ucieczce1). Wogóle, cała ta część ballady
osnuta jest na znanem powszechnie podaniu, forma sama jednakże
obrobienia tej klechdy z gruntu zmieniona dała też inną fizyognomię

1) Porów. : T w o r z y mi r . W y j a ś n i a n i e p o c z ą t k u
r y c h p r z y s ł ó w . В i b i . W a r s z. 1864. I. 274 i nast,

niktó-



273



tym szczegółom w balladzie. I na tem kończy się właściwy wpływ
legend o mistrzu Twardowskim.
Nie chciał bowiem Mickiewicz wprowadzać do swojej ballady
motywu porwania Twardowskiego, nie chciał przedstawiać go zwy.
ciężonym przez szatana — lecz owszem, wychodząc z obranego na
samym początku założenia, iż dyabeł nieraz zostaje przez ludzi oszu­
kanym, odstępuje zupełnie od legend o czarodzieju i uratowaniu się
jego godzinkami do Najśw. Maryi Panny. I odtąd zaczyna pozostałą
lukę w utworze zapełniać fantazya poety, choć sytuacya sama p rzezeń wprowadzona nie sprzeciwia się duchowi wierzeń ludowych : bo
i zmienienie tego konia wymalowanego na szyldzie karczemnym
w żywego, i utoczenie hieza z piasku, i wymurowanie domu z ziarn
orzecha — nie było niczem nadzwyczajnem dla dyabła, który nie
takie] sztuki był zdolny dokazać, byle tylko dostać nareszcie czaro­
dzieja w swe ręce, kąpie się nawet w święconej wodzie, byle prę­
dzej sprawę wygrać.
„Jeszcze jedno będzie kwita,
Zaraz pęknie moc czartowska;
Patrzaj oto jest kobieta,
Moja żoneczkn Twardowska.
Przysiąż jej miłość szacunek,
I posłuszeństwo bez granic ;
Złamiesz choć jeden warunek,
Już cała ugoda za nic“

Usłyszawszy te słowa dyabeł, nie czekał już dłużej, ulotnił się
gdzieś, zanim Twardowski zdołał się opatrzyć.
Słusznie to już Dr. Tretiak przedemną zauważył, iż Mickiewicz
tworząc ten końcowy ustęp Pani Twardowskiej, mógł mieć na myśli
przysłowie: „Gdzie dyabeł nie pomoże, tam babę pośle“. Przysłowie
to — mówi szan. autor — wskazując bezsilność dyabła w pewnych
razach, przedstawia jednocześnie złą kobietę jako coś gorszego,
przebieglejszego i przewrotniejszego od samegoż czarta. Mniemam,
że to przysłowie, a raczej duch jego, nadal kierunek balladzie Mic­
kiewicza. W podaniu o Twardowskim znalazł się szczegół, który po­
zwalał poniekąd rozwinąć temat podaniowy w tym kierunku. Wiemy,
że pani Twardowska sprzedawała garnki na rynku krakowskim, i że
mąż kazał czeladzi swojej tłuc jej garnki, ażeby się potem bawić wy­
buchami jej złości. Była tedy pani Twardowska przekupką, musiała
więc mieć te wszystkie wady, jakie się łączą z pojęciem przekupki
i musiały być w niej one w wysokim stopniu spotęgowane; musiała
*



274



ona dać się we znaki mężowi, skoro temu chciało się płatać jej po­
dobne figle. Z przekupki tedy łatwo się dawała przeobrazić pani
Twardowska w złą żonę, w złą babę, z którą nawet sam dyabeł nie
umiałby dać sobie rady“1).
Wzór zaś tej niedobrej żony, przed którą sam dyabeł ucieka,
mógł nadto widzieć Mickiewicz w podaniach ludowych, gdzie dyabeł
nie wierząc w istnienie złych kobiet, zamieszkał z jedną razem. Ta
jednakże do tego stopnia się nad nim znęcała, że biedny dyabeł
uznał za najstosowniejsze uciec z pod tak gościnnej strzechy. A po­
nieważ chłop mu w ucieczce dopomógł, obiecał go zrobić bogatym.
Opętał więc, córkę bogatego pana, chłopu zaś kazał ogłosić się
doktorem, poczem za jego przybyciem opuścił opętaną. Ody j e ­
dnak zawołano chłopa do innej panny, którą ów dyabeł później opę­
tał, chłop nie znając sposobu wypędzenia dyabła, najął muzykę i ka­
zał jej grać koło domu, a sam rzecze do dyabła, iż owa kobieta idzie
za mąż i szuka go, by udał się na jej weselisko. Dyabeł przerażony
taką wiadomością uciekł czemprędzej do piekła.
Tak więc i ten szczegół o niedobrej żonie znajduje w swych
najogólniejszych rysach potwierdzenie w ludowych legendach, podo­
bnie jak i cała ballada w klechdach o mistrzu-kuternodze.
C. d. n.

Stanislaw Zdziarski.

Życie sierskicłi pasterzy przed 20 la ty 1).
Sierscy pasterze 2) przed 20 laty wcale nie stanowili osobnej kasty
między ludem wiejskim, jak się to dzisiaj miejscami napotykać zwykło 3).
Nie można ich też w żaden sposób porównywać z pasterzam i in ­
nych okolic, np. górskich, gdzie hodowla bydła zdaw na prowadzona
na w ielką skalę, spowodowała w ytw orzenie się osobnego stanu p a­
sterskiego. Nie byli to bynajmniej „ciardasie“, „gulasie“, „cikosie“
węgierskiej P usty i „kanasie“ I.lakońskiego la s u 4); nie byli to ani
„juhasie“ karpaccy 5) ani też alpejscy „sennerzy“ 6); mało wreszcie
mieli cech wspólnych z dworskim i i gromadzkimi s k o ta k a m i7), wolarz am i8) .i ow czarzam i9) ziem polskich, ruskich a naw et litew skich
trudniącym i się przez całe swoje życie wyłącznie paseniem bydła
1) M i c k i e w i c z .

II. 79 — 80.



275



i o w iec10). Sierści/ „pastusi“ z przed lat dwudziestu byli to młodzi
chłopcy i młode dziewczęta, podrostki niżej lat 15, synowie i córki sierskich włościan11), przyszli członkowie gminy, którzy swój zawód wieś­
niaczy najpierw od „pasyniou drobiu, bydła i koni zaczynali, następnie
na „parobków“ i „dziewki“ awansowali, wreszcie jako „gospodarze“
i „gospodynie'1 swoją karyerę kończyli12). Podobnie jak niegdyś w cza­
sach rycerskich, aby zostać „rycerzem“ a następnie „naczelnikiem “
pewnego oddziału drużyny wojennej, trzeba było już od samej mło­
dości jako „dw orzanin“ i „gierm ek“ zapraw iać się do życia rycer­
skiego, podobnie ja k dzisiaj między rzemieślnikami, aby zostać „cze­
ladnikiem“ a następnie „m ajstrem “, trzeba najpierw jako „chłopiec“
— „term inator“ — pracow ać i znosić wszelkie niewygody w w a r­
sztacie, m usiał dawniej także i każdy chłop sierski, aby zostać kie­
dyś porządnym „parobkem“, a następnie dobrym „gospodarzem“, być
najpierw „pastyrzem “ — i to jest właśnie, co w szystkie te 3 za­
wody: rycerski, rzemieślniczy i wieśniaczy, oprócz ich ostatecznego
celu patryotycznego m iały ze sobą w spólnego13). Wszelakoż, pod­
czas gdy oba pierwsze stany t. j. rycerstw o (dzisiejsza wojskowość)
i rzemieślnictwo niemal w szystkie kobiety od współudziału w yklu­
czały, stan rolniczy daw ał im z mężczyznami równoupraw nienie.
Tak przynajmniej było na Sierczy przed 20 laty, gdzie ta k „chłop“'
ak i „baba“ równo znaczyli, jednakow ą szkołę w życiu przechodzić
i j .cnakow e ciężary ponosić musieli.
Do piątego roku życia pozostawali dawni Sierczañie „przy donmu ” ),
pod pieką matki i „domowników' ,5). Był to czas „zbijanio bąków “
(od 3—5 l a t ) 10), który następow ał po czasie „bawinio sie przy pier­
si“ ( rok i sześ niedzil“), uczenia się „suwać na pieskag“ 17) i „gryś
węgle pod piecem “ (1—2 lat), „chodzić koło nocynio“, „po jizbie“.
„po sieni“, a wreszcie „po polu“ (od 1 roku i 6 miesięcy do 3 lat),
W piątym roku a czasem i wcześniej kazywala matka dziecku „wyglą­
dać na ku ry“, żeby nie chodziły po zbożu, i takow e zganiać, zrazu
rzadko, potem częściej, w końcu zm uszała.je całemi godzinami sie­
dzieć na polu i „kur pilnow ać“ 18), by nie „sły do szkody“. W szó­
stym i siódmym roku rozpoczynało się „pasynie gęsi“ ' 2) zwykle po
ścierniach: najpierw „przy dom u“, a potem „w polu“ ao).
Po gęsiach następowało „pilnowanie św iń21) i cieląt przy domu",
rzadko „w polu“. Mniej więcej w ósmym roki „puscały sie“ podrostki
„za krowami“ 22), najpierw w tow arzystw ie starszych, a potem same:
„na ługorze“ 23), „paśw isku“ 2:j , „na ścierni“ ; „po w ygonag“ 35) i „po
m iędzag“ — w pierwszym razie pasały się krowy „piete“ 2C) lub
chodzące „wolno“, w drugim: prowadzone „na sńurkag“. Często by­
wało, że świnie, cielęta a nawet gęsi pasło się „razem z bydłem1, a wte-

-

276



dy nie wystarczał jeden pasterz; zwykle wyruszała wtenczas wszystka
rabiata z domu „na paświsko“ : chłopcy, dziewczęta — mniejsi i więksi.
„Przy dom u“ 27) zostaw ali m alcy niżej lat pięciu; starsi tylko wtedy,
jeżeli mieli „pilnować dzieci i chalupy“ 2S).
„Na paświshu“ nigdy nie siedzieli pasterze daremnie 29); ale jedni
„nawracali krow y“ 30), drudzy: cielęta i świnie, inni wreszcie gęsi.
Biegali tu i tam , gonili się, strzelali z bicza i z klucza, bawili się,
gwizdali na palcach, na kluczu, n a g w iz d k u 31) i piszczałce32), śpie­
wali i ta ń c z y li33), napastyw ali przechodniów 34) lub innych pasterzy
— kłócili się, przezywali i b ili35). To znowu „rżnęli c h rę śc i3G), ple­
t l i 37) i szyli kapelusze, rw ali kw iaty i robili wieńce „Matce-Boski“,
zbierali grzyby, poziomki, borów ki i zioła —■ albo usiedli grom adką
i opowiadali sobie rozm aite „kistoryje“ 38), „łodgadowali zogodki“,
uczyli się pisać „na plosku“ i „ślabizowali na Grosówce“ зэ). Śród
tego nieraz „zacyno im sie bydło gzić i łozlatow ać w różne strony“.
Starsi biegali za niern i „zganiali do k u p y “, młodsi krzyczeli ze
strachu i uciekali do domu, aby o tem donieść rodzicom. Nie mało
także mieli obawy przed psem wściekłym “ 40), przed w ilk am i41),
„wilkolkam i“ 42) i t. p. „stracham i“ 43), o których między nimi n aj­
rozm aitsze krążyły w ie ś c i44).
Pasterze siérscy pasali w lecie od 5— 10 godziny rano ; wiosną
i jesionią do samego południa45). W południe „śli na tro w e“ lub „na
koni супе do dojo“ ; obrywali liście z kapusty, „nać z boroków, korpieli i zim nioków“ 46). „Przy dojeniu stoli nad krow am i“ 47), aby
jadły spokojnie i nie „bodły sie“. „Po dojeniiŕ, które zwykle było
„po łobjedzie“, biegli się kąpać do staw u lub na „Rzyki“ 48); w racali
na „wyganianie114Э), które rozpoczynało się po trzeciej t. j. „kiedy lu
W efermotów 50) zwoniono“. Wieczorem „zganiali bydło“ koło zachodu
słońca i przygotowywali „trowe do dojo“. „Po dojeniu“ znowu szli
się kąpać lub zryw ać jab łk a i gruszki po sadach — włóczyli sie po
wsi, gwizdali, śpiewali i „darli sie z psam i“. Nie jeden z nich przy
tej okazyi „oberwoł po skórze“ od swego gospodarza. Jeżeli było
wesele we wsi, staw ali zwykle w sieni lub za oknami i przypatry­
w ali się tańcom 51). W zimie pasterze mieli mało do roboty. . Skubali
pierze, „przebierali zboze do sionio“ 52), „skrobali zim nioki“ 53), „łus­
kali groch lub bób“. Czasem przynieśli ze, stodoły koniczyny, siana
lub słomy krowom, wym ieszali „parzonke“ 5'4), „stali nad krow am i“,
kołysali dzieci, „myłli na chlib“ i „zocirke“, uczyli się pisać i czy­
tać 5S) — zresztą „łobijali sie po chałupie“, nadsłuchując z cieka­
wością, co starsi opow iadali56). Koło bydła robiły w tedy dziewki
i same gospodynię. We święta щ . „na Gody“ *'’) chodzili „ze sop­
leom “ 5S) razem z parobkami, „we Smiguszne swienta“ „z łogródkem“,



277

-

nw Kwielno niedziele“ 6Э) „z kitkom “, nna Nowy roh“ „z przenicom “
i t. p., przy ozem mówili różne „íoracye“ i śpiewali „pieśni staro , św ieckie“. Do pasterzy należało także „świencynie kocianek“ 60),
„roznosynie krzyżyków “ elj , „polinie sobótek (poli u io łogni)“ 62),
„świencynie w ionków “ i „zielo“ 63). Ziele święciły także „d ziew k i").
K ażdy pasterz, osiągnąwszy mniej więcej rok 14 . życia, przygoto­
wywał' się do awansu na ..parobka11: „chodziuł łokoło koni“ i uczył
się robót w polu jak „poganiać“, „łorać“, „włócyó“, „bronow ać“,
„sioć“ i t. p wogólności, co każdem u parobkowi jest przy gospo­
darstw ie potrzebne. W szyscy nie nazywali go już wtedy „pastyrzem “
ale „poganiacem“ 65).
Po takiem przygotowaniu zostawał w miarę potrzeby грагоЪкети *s)
i niebawem obierał sobie jakiś ideał kobiecy, którem u rzadko kiedy
okazał się niewiernym. Parobek zakochany zwał się „kawalireur " ),
a dziewka jego „panną“, „kochanką“, stosunek zaś obojga do siebie:
„zalicaniem sie“, „chodzyniem do dziełuchy“, „miłością kaw alirzkom “,
albo „kochaniem sie“. B iß to czas największej ich twórczości poetyc­
kiej, której owocem zwykle były najpiękniejsze „spiwki zolotne“, „strofy
miłosne“ i „kawalirzkie nuty“.
Także i „pastyrki“ zwykle nie zostawały odrazu „dziewkami“
a zarazem „pannami“, ale i one musiały odbyć wpierw paroletni kurs
przygotowawczy jako „dziełuchy“ i „dziopy“ Bi), dziewki młodsze,
dziewkom starszym ku pomocy dodane. Do nich należało wypę­
dzanie bydła w pole, „wynosynie śniodanio“ i „juzyny pastuchom “,
przysposabianie do gotowania, „do dojo“, „wyrzucanie gnoja“, „sa­
dzenie“, „kopanie“, „zecie“ i t. p. Kiedy „dziełucha' znała ju ż wszyst­
kie roboty gospodarskie, a do tego trafił je j się ja ki „kawalir“, zosta­
wała „dziewką“ a względnie „pannom“. Awans ta k na „parobka“ ja k
i n a „dziówkę* zależał od potrzeby w gospodarstwie; następow ał
po ożenieniu się najstarszego parobka, a względnie po w yjściu za
m ąż najstarszej dziewki.
Odzienie pasterzy sierskich przed 20 laty było bardzo pojedyncze :
„koszula konopno“ eil) i „portki zgrzebne“ albo „paceśne“ 70), zwane
„kosokam i“ albo „na fuzyjce“ 71); „pas“ 72) i „górnica“ 75); w zimie
„copka sadlatû" 74), w lecie „kapelus słom iany“. „Kamizelek“ 7r’)
pierwotnie wcale nie noszono. Zimą mieli także buty, latem cho­
dzili boso 76).
„Poganiace“ dostawali ju ż „sukmany“ ''j, „kaftony z.kutosami“ 78)
i „pasy kowane“ 7ІІ), jednakowoż tylko w dni świąteczne i to nie w szę­
dzie, bo właściwie tego rodzaju ubranie należało się dopiero „pa­
robkom“. Zam iast „sadlatyg copek“ nosili poganiace „kapeluse m y­
ślenickie“ 80).



278



,,Pastyrki“ ubierały sie „w długie koszule bez nodolka: jednostalne“ 81); „kołm irz“ i „łoszyw ki“ &i) u rękaw ów były „farbowane“.
Parę „spodniceg pyrkalowyg-', pierwotnie „płóciennyg“ 83), „zopasecka“ S4), „stonik“ 85) i „w izytka“ S6), a w zimie „ k a ta n a “ 87) sta ­
nowiły główna część ubrania Na to przychodziła „chustka krociato“ ss) albo inna — na nogi „buty z choliw kam i“ 8Я) — na szyję
„pociorki- z m entolikem “ 90) — za włosy „kw iotek“ 91). Podobne
ubranie miały „diziełuchy11 i „dziewki" z bardzo małemi różni­
cami 9J).
Pożywienie pasterzy sierskich było takie same ja k i reszty „doinownikówu. Ówcześni gospodarze nie robili pod tym względem żadnych
„w yłacek“, bo pasterzam i po największej części były ich w łasne
dzieci. Zresztą i pasterze n a je m n i93), jeżeli się trafili, jedli to s a ­
mo 9i), co i drudzy.
„Pastyrze"■i „pastyrki11 sypiali w noey, gdzie które mogło, czasem
„w sta jn i“ 95), „na górze“ 95) — najczęściej „w jizbie“ 97j lub „w sto­
dole na sianie“ 9S). Bez łóżek sie obeszło. Tu i ówdzie były „wyr­
k a “ " ) lub „ślabany“ 10°). Ulubioném „ległem“ m ) pasterzy sierskich
był także „piec piekarzki“ 102) i nolepa“ 103).
Tak si§ mniejwięcej przedstawia życie pasterskie na Sierczy przed
20 laty. Dzisiaj ju ż ono prawie zupełnie obumarło. Sierczanie posia­
dają bardzo mało gruntu, chow ają niewiele bydła, gęsi i cielęta
bardzo rzadko, konie tylko w paru miejscach. Pasterzami już rzadko
są synowie i córki gospodarzy, ale poprostu najemnicy tak młodzi jak
i starzy. Najczęściej, kto m a „krow inę“, pasie ją sam „na między
lokolo zbozo“, albo wiąże „kole domu łu kołka“. Rzadko gdzie
spotkasz dziś dzieci z „lydełkem na łące'1, a jeszcze rzadziej, żeby się
baw iły razem, śpiew ały i robiły „kapeluse ze słom y“. Sierczanie są
dziś przeważnie wyrobnikami, szukającymi roboty poza granicami swojej
wsi. Z upadkiem rolnictwa w Sierczy upadł także chów bydła a z nim
i pasterstwo m ).
Dzieci do lat 6 nie mają żadnego zajęcia w domu, nie „paso k u r “
ani „gęsi“, bo choćby n aw et chciały, to ich nie wszędzie m a ją 105).
W 7 roku idą do szkoły miejskiej w Wieliczce106). Tu uczą się pisać,
czytać, rachować, po niemiecku, fizyki, botaniki, mineralogii i t. d.
— i na takich studyach przepędzają przeszło lat siedm 107). W domu
nic nie robią, w szkole także mało 108), także potem, mając blisko lat
15 , z życia wiejskiego zupełnie wykolejeni, szukają zajęcia w mieście:
jedni w rzemiośle, drudzy w kopalni, jako prości robotnicy109). Bar­
dzo m ała tylko cząstka oddaje się dalszym naukom szkolnym 110j.
To też grunta sierskie przechodzą w ręce obcych przybyszów, którzy
także po niejakim czasie za przykładem innych porzucają rolnictwo



279

i starają się o si żbę w W ieliczce lub wyjeżdżają do Krakowa
i O straw y1").
Inaczej było przed 20 laty. Każdy Herczanin od małego zapra­
wiał się do gospodarki na w s iTU). Główny nacisk kładli ojcowie na
„prantyhęu " 3). Zoologii i botaniki uczyły się dzieci przy pracy
w domu i w p olu IU), m atem atyki na „jarrnakii“ i „przy żniw ie“ " 5)
astronomii przy paseniu bydla i pilnow aniu zboża w nocy " 6J, rze­
miosła i nauki szkolnej w porze zimowej ,T7i od starszych w domu
i nauka ta wydała daleko większe owoce, aniżeli teraz, lo dostarczała
mądrych i doświadczonych gospodarzy.

UWAGI
‘) Siercza: wieś w powiecie wielickim. Porów : „L u d “ III., „Praw dę“
1896., „Słowo P o lsk ie ' 1897 „Głos N arodu“ 1896 — 1897.
?) „Pasterz“ — .pastyrz“ , „pastuch'1; rodz. ż. : „pastyrka“, .p a s tu ­
c h a“ ; z drob.: „pastusek“, „pastyrecka“; przym : „pastyrzki“, „pastusi";
„pastuski“ = jasełka, szopka, m sza pasterska.
3) Po dworach, u bogatszych „km ieci“ (we W adowickiem: u „bogotíów“, w Częstochowskiem : u „sołtysów“ i t. p.) w niektórych gminach
wiejskich i miejskich, m ających wspólne t. z. „gromadzkie paśw iska“.
4) Porów naj: A. W. Grube: „Geographische C harakterbilder“ I.
Lipsk, 1891.
6) Porów naj: St. Witkiewicz: „Na przełęczy“.
6) Dr. A. ScMossar : Deutsche Volkslieder aus Steiermark 1881.,
oprócz tego A. W . Grube jak powyżej. „Senner“, „Sente“ ten sam pier­
wiastek, co pois. : „zentyca“.
7) „Skotak“, „skotok“ pochodzi od „skot“ = bydło; porów : „skotocka“ (rodzaj żeńs.), „Skotniki“ ~ wieś w Podgórskiem.
8) „Wolarz“, „wolorz“ r z parobek od wołów; porów.: ru s: „koniar“
= parobok od koni. Podobna forma „św iniarz“ ( = handlarz świń, nie­
przyzwoity), „koniarz“ ( ~ handlarz koni).
°) „Owczarz“, „łow corz“ ~ pasterz owiec, wróż, „doktór“.
10) Również wcale nie można ich porównywać z pasterzami staro­
żytnych ludów pasterskich, o jak ich nam wspomina Biblia i inne zabytki
przeszłości. Nic też nie m ają wspólnego z ludami pasterskimi czasów dzi­
siejszych jak z Lapończykam i i t. p.
’’j Podobnie w innych okolicach Polski, R usi i Litwy W ogóle: pa­

sterzy w rodzaju „sirzkig“ napotykamy wszędzie tam, gdzie emancypacya
włościan jeszcze się całkiem nie przyjęła.
12) Jestto jeszcze bardzo dawny zabytek stosunków patry ar choinych,
gdzie członkowie familii od małego do dużego wspólnie się dorabiali, nie
posługując się wcale najemnikami. W Niemczech te czasy dawno znikły,
może prawie równocześnie z „rycerstwem średniowiecznem“. Na półwyspie
skandynawskim i na Islandyi stosunki te panowały dosyć długo, a ślady
ich mamy w podaniach rodowych. Porów. : Dr. Oscar Brenner : Altnordi­
sches H andbuch, 1882. K . Gislason : Njàlssaga 1875. Najpiękniejsze przy-

I W I I I Mli 111 11ľ! IlII



kłady patryavchalnego
i u Homera.

280

pożycia, choć nieco

odmiennego,

mamy w Biblii

ls) Ta wspólność najlepiej się przejawia w ich poezyi lirycznej
zwłaszcza erotycznej. Porów .: poezyę „rycerską.“ czyli „dw orską“, „rze­
m ieślniczą" czyli „m ieszczańską“ i „ludow ą“ czyli „wiejską“ wieków śre­
dnich i nowożytnych : w Niemczech, we Praneyi i t. p. (Minnesänger •—
Meistersinger-Volkspoesie). W szędzie dadzą się w niej wyróżnić 3 rodzaje
pieśni: I. pieśni z la t chłopięcych, II. pieśni z lat młodzieńczych, III.
pieśni wieku męskiego. Pieśni z lat młodzieńczych [II) zwane „kawaler

skiemi“ („zalecankami^ = Minnelieder) , czy to dworskie, czy miejskie,
czywiejskie — czy we Francy i, czy w Niemczech, czy u nas: prawie niczemod siebie się nie różnią — chyba sposobem wyrażenia się. W pieś­
niach I i III. gatunku różnica jest tylko w różnicy opiewanych zajęć.
Form a — ton — dążności : te same.
14) „Iło m “ = „chałpa“ wraz z zabudowaniami gospodarskiemi i ogro­
dem ; porów.: niem „H eim “. „C hałpa“, „chałupa“ = ru s.: „chata“ .
„O haupa“ (— chałpa) u Rusinów. = izba.
[S) „Domownicyu =z członkowie jednej familii.
T6) „Zbijać bąki‘‘ = : pierwotnie „zbijać bąki z cebuli“, chodzić po
grządkach cebuli“ nie chcący lub naumyślnie.
I7)
.N a pieskag" = na łap k ach ; stary chodzi „na p sa ch ,l. „Pies
(piesek)“ a właściwie tylko: „psy (pieski)“ używ : w znaczeniu „nogi
(łapki)“ zw ierzęce; porow.: bies — w znaczeniu strachu w postaci zwie­
rzęcej (bóstwa leśnego), grec.; япод-подод--rcóóeę, łaó.,: pes-dis-des.
15) Porów, śpiewkę-, „kozali mi kury paś za stodołom w prosie“ .
,9) Porów.: śpiew.: „Huślala, huś ! lala, gąsecki na wodę !*; „Posły
gęsi na stawisko, najadły się rząsy “. Porów.: nadto zabawy pasters.:
„W k u ry “, „W gąski“ i tp Na Rusi pasterze od kur, kaczek i gęsi zwą

się .jtastuchamy drobu“.
20) Porów.: zajęcie dzieci wiejskich w tym wieku w innych okolicach
Polski, na Rusi, na Litwie i t. p.
21) „P astyrze łod św iń“ — świniarcyki 1 (rus : swyniary) rzadko
używ ani; również i „łod cielont“. „ Ciežeraciorz“ — handlarz cieląt, porów :
„św iniorz“, „koniorz“ i tp.

22) „Pastyrze łod krów“ = dworscy „skołocy“,- rus: „pastuchy ro­
hatyny“. Wieśniacy wołów nie chowają, stąd „wolorz“ tylko we dworze
używany.
23) „Lugór = pole orne, przeznaczone przez 1 —3 lat na pa­
stwisko.
24) „Ł ąk a“ przeznaczona do pasenia bydła i koni.
25) „Wygon“ = „goniacka“, szeroka miedza.
2G) Krowy „spina sie śpinackam i“.
27) „Przy domu“ — ,n a łogrodzie"; „w polu“ = daleko
(porów.: na pole = na dwór).

od domu

2S) W innych okolicach Polski, na Rusi i na Litwie tak samo.
Porów : śpiewki: „Jagem pasła bydło, widziałam strasydło“ ; nadto ЫЬагоу:
„W zającki“, „W krycie“, „ W św inki“ i t. p. dla tego wieku prze­
znaczone.
2Э) Podobnie jak i pasterze innych okolic i krajów : karpaccy i wę­
gierscy Juhasie“ grają na fujarze, robią pończochy, wyrzynają łyżki, laski,

-

281

-

noże, fajki itp.; ruscy ^kaniary", „pastuchy rohatyny11, „swyniary“, „pa­
stuchy drobu“ bawią, się w rozmaite gry. Stąd też życie tych ostatnich mało
co się, różni od życia naszych pasterzy sierskżch z przed 20 laty.
30) Porów.: śpiew ; „Nie becie jo pasła, ani naw racała“.
31) „Gwizdki“ były „m ałe“ i „ciurkoty'; kupowano je „na jarm aku“
albo „na łodpuście“, stąd „gwizdki kalw aryjskie“.

за) „ľiscolkir były także dwojakie: „drewniane“ i „wierzbowe“.
Ostatnie robiono tylko na wiosnę. W jednej śpiewce jest mowa о „то
sięzny piscołce“.
33) Śpiewy i tańce pasterskie są częścią zapożyczone od starszych
częścią na pastwisku świeżo skomponowane. Zwykle towarzyszy im gra
na „piscołce“, „na grzebieniu“, czasam i na skrzypcach i zabawa „ W weszele“ lub „W k rzciny“.
34) Żydów, cyganów i t. p , także surdutowców.

. 35j Najczęściej „ze śpasu“, a dosyć często i „naprowde“.
зб) „Słoma do p lecenio', zwana także: „tręści“.
37) Plecie się: w 4, 3, 5, 6, 7 ..., ile się ręką. obstanie; nadto:
„gładko“, „w ząbki“ i „w ęza“. „W ząbki“ plecie się „w 4 “ i „7“ n a j­
częściej.
35) „P odania“, .g o d k i“; porów : średniowieczny w yraz: „aventure“,
„m aere“ .
39) „Grosówka“
mała książeczka do nauki ( = Elem entarz) ;
koszt : 1 grosz.
40J „Pies w ściekły“ jest dla pasterzy największym postrachem, dla­
tego nigdy nie trzeba mu w drogę wchodzić ani go napastywac, jak bie­
gnie drogą. „Pies wściekły“ jest ślepy i głuchy — a kąsa tylko tego,
w kogo „łebem łuderzy»“ . Niektóre stare baby umieją „wściekliznę zazegnować“, odmawiając nad raną pocirz w łopak“ .
41) „W ilk“ podobnie jak i „niedźwiedź“ uważany jest za człowieka
przemienionego w zwierze. P orów .: moją uwagę w Ludzie III. str. 171.
Opowiadają, o nim że się „nimoze zgiąć, lotego ze mo koś jednostalno“.
42J „ W ilkolki“ są to bóstwa leśne, straszące pasterzy. Z postaci po­
dobne są do mężczyzn z wilczemi głowami — porośniętych jak wilki.
Zjawiają się zwykle w czasie mgły i porywają pasterzy. Porów.: niem.:
„W erw ölfe“ (P au l: Grundris der ger. Phil. I ) , gr.: '„ХишпЗрыяОд“ (W er­
wolf = człowiek-wilk), skand.: „berserkir4 (der in Bärengewand Gehüllte).
Porów.: Leubuscher: „lieber die W erwölfe u. Thierverwandlungen im Mit­
telalter“ 1850.
43) „Strachy“ są bóstwa „złe“ wzniecające obawę. Do nich więc
należą także: „wilki“, „wilkołki“ a nawet „psy wściekłe“ . „S trachy“
w postaci zwierzęcej nazywają się „Biesami“.
44) W ieści te stanowią osobny cykiel mitologii pasterskiej, o której
przy sposobności pomówimy.
4r’) W lecie nie mogli dłużej pasać z powodu upału.
46) Drobne liście razem z gałązkami na ziemniakach, koniczynie,
karpielach, burakach, kapuście, rzepie, grochu i t. p. zowią się „nacią ' ;
pozostałe części na ziemniakach, grochu i koniczynie zowią się „badyla­
m i“. W yraz „łodyga“ nieznany.



282

17) Czynności koło bydła były następujące: „pasenie“, „pojenie“,
„dojenie“, f w yganianie“, „zaw iranie“, „stonie nad gembami“ , „rwanie
trowy do doja“, „w yrzucanie gnoja“ i „słanie“.
18) Potok uchodzący do W ilgi, sławny „B ełam i“ i przebywającymi
w nich „Topielcam i“ i „Boginkami“ .

4il) Według głównych zajęć około bydła dzielą pasterze a z nimi re­
szta ludu wiejskiego każdą dobę w zimie na: „przed dojeniem1 i „po do­
jeniu“: rano. w południe i wieczór — a w lede nadto jeszcze na: „przed
wyganianiem“ i „po wyganianiu“. Porów : podział roku według „bydlenio
sie krów", „pyrchanio sie łowiec, k ó z“ i t. p., według robót w polu i t. d.
50)
efermotów“ = Reformatów. Ciekawa przem iana r na w z po­
wodu następnego f . Jestto powszechny proces fizyologiczny przy wymowie

podobnych dźwięków : assocyacya, a stąd podstawienie podobnego organu
mownego: „W echsel der A rticulationsstellen“, porów.: A. Noreen : A ltisländische u. Altnorwegische Grammatik. 1884.; E, S ievers: Grundzüge
der Phonetik 1885.; P au l G rundris d. germ. Philologie I. Proces ten na­
zwiemy „assymilacyą11 — zaś przeciwny jemu ndyssymilacyąu. Porów.:
lii> f w ,,/a /tk a “, ł > w w „gícozra“, / > ch w „Nic/ite ( = n e f-tid a >
n if-tid a > nif-tda > nif-tte > nihhte > nichte) ; norw : / l v / a > goc : r/iliu7ian, gdzie / z powodu następ, h przemieniło się w th. Przykładów assymilacyi jest pełno we wszystkich językach. Najlepiej obserwować je w gwa­
rze dziecięcej. Porów.: P . M üller: „Sprachw issenschaft“.
51J „Pasterze za oknam i“ — „hołota“, „h ałastra“ w przeciwstawie­
niu do „weszelnych ludzi“ .
52) Zboże przebierają do siania tylko niektórzy gospodarze, zwykle
biedniejsi, którzy niewiele wysiewają. Bogatsi czyszczą zboże „na m łynku“.
53) „Skrobać zimnioki11 — obierać ziemniaki. W yraz „kartofla“ nie­
znany. „B ulw a“ ma inne znaczenie = nasienniki, korzenie niektórych
kwiatów jak piwonii i t. p. „Ziem niak“ jest dosłownóm tłómaczeniem niem :
„Erdapfel“.

54) „Parżonka“ = pożywienie dla krów w zimie. Składa się z „pliw“,
„trzyn“, „siecki“, „łupin“, „mąki“, „boroków“ i t. p. polanych gorącą,
wodą“.
55) U czą się pisać „na skrypturze łołówkem abo atram entem “, czy­
tać „na Grosówce“, na „K siążce do modlinio“, na „P rantyce“, na „K antyckag“, „Żyw otach“, „Rozm yślaniach“ i t. p.
56) „Starsi“ opowiadali najczęściej „kistoryje“ i „godki“: „Ło W a li­
górze i W yrw idąbie“, „Ło zaklenty królownie“, „Ło Rokicie“, „Ło Zwodzieielu“, „Ło T opielcag“, „Ło Płanetnikag“, „Ło Carnoksięźniku", „Ło
Sibiliji“, „Ło celebrocie“, „Ło Strachach“ i t. p. Były to poprostu wy­

kłady naszej dawnej mitologii, utrzymującej się obok mitologii nowożytnej
— napływowej.
57) Porów.: Lud. III. 171 i nast.

58) „Sopke“ nazywają, także „jasełkami“, „stajenkom“ i „żłóbkem“.
„W sopce“ widać w głębi dwa stajenne zwierzęta: osła i wołu, drabinkę
i.żłóbek ze sianem. Widzimy tam także ubogą familię wieśniaczą i kilku
„pastusków“. Mimo woli przypomina nam to ubogą chatę wiejską w porze
zimowej, gdzie zarówno ludzie jak i zwierzęta razem przed zimą — przed

283

-

mrozem i śniegiem się chronią. W żłóbku „na sianku leży małe dziecie11
— ..nowonarodzone“. Wół, osioł, pastuszkowie, wszyscy wieśniacy — cie­
szą się — wyprawiają ngodyu. i:N a godya te przybyw ają inni pastuszko­
wie a z nimi-: polne i leśne zwierzęta: „koza“, „koń", „turoń“ — a nawet
„niedźwiedź“. N ie brak i ptaków. Zdaje nam się że „w sopce“ święcą
boże narodzenie — narodzenie swego bóstwa sielskiego, które się opiekuje ich
..stajenką“, „bydełkem11, ich plonam i rolnemi. które ma w mocy w szyst­
kie zwierzęta polne i leśne — je s t ich panem i królem ; narodzenie bóstwa,
którego kult religijny streszcza się ги „Turoniu11, „Bokusie“ i „Ponjezusie“.
53)
„Smiguszne świenta“, inaczej „świenta poliwane“, następują po
„Niedzieli kw ietnej“. Tam kwiaty — nowe rośliny; Ы „śmiguszt': woda
nowy deszcz odgrywają główną rolę. „ K itka“ — pęk nowych roślin;
„łogródek“ z zielenią — zielona gałązka — „kocianka“ czyli „palma“ —
„wian ziela“ : to zwiastuny wiosny i lata — to dary ich chojności. Nowy
deszcz - nowy „łogień z nieba“ — „sobótki“: to żyzność wiosny i lata;
to ciepło nieba, które ogrzewa ziemię, jej twory — i „chroni je od zara­
zy.“ To też święta „od K wietnej niedzieli aż do M atki-Boski Siew ny“ są
potrójnym kultem : ziemi, wody і одггіа.
c0) .K ocianka“ — pąk młodych gałązek z pączkami: „baziami“
(stąd „kocianka“). „W ierzba“, „ sakłak', „ciernie“, „leszczyna“, i „rogóż“
odgrywają w „kociance“ główną rolę. Nazwa „palma“ nieznana. „Kocian­

ka“ podobna jest do „kitki“, w której przeważają kwiaty. Zamiast „kitki“
noszą w niektórych okolicach „zieloną gałąź“. „Kocianka“, „kitka“ i „ga­
łązka zielona“ są zapowiedzią, „zielonego łogródka“ — a razem z n im :
zapowiedzią „zielonego M a ja “: „majowego Króla i Króloicej“: „des Mai­

königs u. der Maikönigin“.
G|) „K rzyzyki“ robi się z „kocianek“ oświęconych w „Kwietną nie­
dzielę“', a następnie zatyka je się na „kalenicy“ domu i stodoły — także
w polu na zasianej roli. „K rzyzyki“ takie t. j . zielone gałązki oświęcone
chronią dom i zasiewy od piorunów i nawałnic. „Sakłaku“ nie może bra­
kować ani w „kociance“ ani w „krzyzyku“. „Krzyzyki“ roznosi się wśród

„kłapania“ „kłapackami“.
62)
„Sobótki“ = palące się pochodnie „z chrustu“, „słomy“ i „smo­
ły“ albo „świerczyny“. Nazywają je także „łogniami“. Sobótkami opala,
się „żytko“, ażeby się ,dolało ' i ładnie rosło — żeby mu „zaraza nie
skodziła“. Porów.: pieśń na „Sobótki“: „Toloj sie żytko — toloj ! (3 razy)“.
Zapowiedzią „sobótek jest „świecenie łognia i wody“ we „Wielgo sobote“
— kiedy pierwszy „Pieron“ uderza w wodę. i „łociepla jo , tak ze można
sie kom pać“ — „kiedy świenty Marek kładzie do wody log ar eh“.
ß3) „Swieńcenie wianków i zielo“ odbywa się w połowie czerwca

i sierpnia: „na swienty Jon“ i „na Matke Bosko Zielno . „Wionki“ robi
się ze zielo i polnych kwiatów; puszcza je się w ^Noc świentojdńską“ na
wodę. „Ziele“, t. j. duże wiany ze ziela i zboża, wstawia się po oświęceniu do zboża w polu. Jedne i drugie są środkami przecinko zarazie
i. chorobom — podobnie j a k „kocianici“.
ci) W obu powyższych ustępach je st mowa o zajęciu pasterzy sierskich przed 20 laty „na p a św isku “ i „w domu“ — w lede i w zimie.
Jak widzimy, składa stę ono z „robót około bydła“ i „zabaw“ okoliczno­
ściowych: śpiewów, tańców, przedstawień teatralnych — opowiadania: „ki-

-

284

-

storyj“ i ngodelcu, — „łodgadowanie zogodek“ — „płotanio różnych figlów
i jisó t“ —- ubocznych zajęć - chodzenia ,,po dorocnkh lobchodarlr. „Ro­

boty około bydła“ poznaliśmy, sądzę, całkiem dokładnie; o „zahawaGli“im towarzyszących napomknęliśmy tu i ówdzie przy okazyi. Aby jednak
czytelnik mógł i o nich nabyć pewnego wyobrażenia i poglądu na całość,
omówimy je w 3 następujących pracach, które zamierzamy ogłosić w naj­
bliższej przyszłości: I. „Zabawy sierskich pasterzy przed 20 laty“, II.
„Psoty i różne figliki pasterzy sierskich przed 20 laty“. Na razie wspomnę
tyiko, że zabawy same jak „W zającki“, „W krycie“, „We wojsko“,
„W zbóji“, „W świnki“, „W kury“, „W weszele“, „W krzemy“. —
ivplecione w nie śpiewy, tańce — „historyjki11, „godici11, „zógodki11; dalej
religijne „lobchody dorocnieu różne psoty i figliki niewinne, którym tak
chętnie oddają się nasi pasterze : młodzi i starsi — a z nim i czasem „pa­
robcy“ i ,,gospodarzeil\ są przeważnie wytworem ich własnej fa n ta zy i : są
pom nikam i ich poezyi dram atycznej, epicznej i lirycznej : są obrazami
z życia ludzi, zwierząt i roślin — obrazami z życia sielskiego — z życia,
przyrody, s którą obcują. Udawanie swych rodziców, braci i sióstr star­
szych — udawanie ich zajęcia — przebieranie się za „dziada11 i za „habe11
— udawanie zwierząt i — bóstw pasterskich w czasie ich uroczystości —
nawiedzanie zagród wiejskich, zwiastowanie im przez to zbliżającej się zim y ,
wiosny, lata i jesieni - oto treść tych zabaw — tej poezyi — tych obra­
zów pasterskich, które tak piękną stanoicią okrasę ich codziennych „robót
kole ly d ła u. Porów: moją „Odezwę do nauczycieli ludowych“ w „Szkol­
nictwie“ z r. 1897 .
65) „Poganiać1,1 t. j. pastuch od koni, na Rusi „kuniar1. Jak wi­
dzimy, pasterze sierscy zaczynali swoje pasterstwo od pasenia kur, kaczek,
gęci ; przechodzili do p>asenia świń, baranów, cieląt, krów (гооіогс)— a koń­
czyli paseniem koni czyli „poganianiem1'.
66) „Parobek4 : we dworze: „fornol“ ; „parobcy“ mogli być także
najemni, jak właśnie „forno.le we dworze“. Wogóle nazw y: „skotok“, „гсоlorz", „łowcorz" i „fornol" dawane są jeszczo podziś dzień tylko „paste­
rzom najem nym 11 t. j . „służbie abo celadzi". Tak sam o: „dziewka". Syno­

wie i córki „gospodarscy“ trudniący się „pasterstwem“ za młodu zwali
się tylko „pastyrzami“, „poganiacami“, „parobkami“, „dzieuchamr, „pa­
sterkami“ — albo wcale nazwy nie mieli, mimo, że roboty pasterskie
pełnili.
e7) Wyraz „kawalir“ i odpowiadający mu „panna" nie są wcale
nowymi. Porów.: „kawalirzko nuta“, „kawalirzko pieś — śpiwa“ ; tak sa­
mo:-„panieństwo“, „panieńskie lata“ odpowiednio do „kawalirzkiego wieku“.
Owszem, w yrazy te nawet są bardzo stare — aczkolwiek całkowicie lub
częściowo obce. „K aw alir": to średniowieczny „cavalir": „chevalier";
„panna" : to średniowieczna „domina, donna" — A gdybyśmy się tak za­
puścili w porównanie „kawalirzkig pieśni z miłosnemi śpiewkami niemiec­
kich Minnesängerów — prowanśalskich troubadourów; gdybyśmy się tak
przypatrzyli owym „kawalirzkim zaliconkom“ jednych i drugich — owym
scenom „pod loknam i", skradaniu się „łokienkem"; gdybyśmy się tak p rzy ­
słuchali owym chłopskim i rycerskim ,,albas", „Tagelieder", Wächterlieder
i t. d., i t. d., w żaden sposób nie moglibyśmy się wstrzym ać ob wypo­
wiedzenia, ze jedne i drugie są wielce zbliżone do siebie — że jedne i drugie
z jednego źródła pochodzą. Porów.: Bariseli „Deutsche Liederdichter des

-

285 —

12 — 14 Jhd .4 1879; jego „Schweizer Minnesänger 1886. Zeitschr : für
österr. Volkskunde III.
GS) ,.Dziełucha' zwykle — „dzioba“ więcej z pogardą.
6Э)
„Konopie“, „płótno konopne“; „koszula konopno“: długa aż po
kolana, noszona na wierzch — w środku przepasana „pasem". Porów.,
grec.: yjrcúv (cąupąicioyakoę).
70) „Paceśny“, „zgrzebny“ także „konopny“ ale w gatunku gorszym
-- chropany; szorstki jak „zgrzebło“.
71) Były bardzo wązkie jakby na „kosie“ albo na „fuzyi" robione.
72) ..Pas“, „łoposek“ ze rzemienia ze „skówką“ i „trzpieniem“.
„Łoposki“ miały nadto -schowanie na pieniądze.
73) „Płótnianka“.
74) Noszono także czapki „baraniate“.
75) Niem.-franc.: „Gilet“.
^5) Strój naszego ludu jest pod każdym względem ciekawy, „koszula11,
„kosoJci“, „copka sadlato“, „pas“ przypomina nam całkiem strój ruskich
„Jconiari“, wogólności strój ruski. „Sukmana1“, „kamizelka“, „kaftanu,
„górnica“, kapelusz, „buty z choliwkdmi“ wielce podobne są do stroju nie­
mieckich wieśniaków. Ciekawość nasza jeszcze bardziej się zaostrza, jeżeli
weźmiemy pod uwagę, że młodsi i biedniejsi noszą strój zbliżony do ru­
skiego — a starsi i bogatsi: strój podobny do stroju niemieckiego. Nie­
miecki strój był zatem modą. a ruski był strojem zwyczajnym. Obecnie,
po 20 latach ju ż z obu strojów niema ani śladu. Dziś strój ma cechę
ogólną europejską : wojskowe „bluzę“, „mantle“ i t. p. „żakiety“, anglosy,
fraki etc. Jak w poezyi tak i w stroju widać żydowski wpływ. Porów.:
moje „Uwagi n. p. 1. wiel“.
77) „Sukmana“ — płaszcz ze sukna białego: „suknianka“ przeciw­
stawienie do „płótnianki“. Tak „sukmana“ jak i „górnica“ czyli „płótnianka‘- mają „lamówki“ i „klapy“ z czerwonego sukna1 „Sukmana“ — „kafton“
— „pas kowany“ — „kopelus myślenicki“ i buty „polskie11 to strój u ro ­
czysty — narodowy Sierczanina i wszystkich Lachów. Na „sukmanę“ na
wierzch przychodzą czarne lub niebieskie „krzyze“.
7S) ..Kafton“ — „katana“ — niem. arabs.: „Kattun“. Porów.: Goe­
the : Hermann u. Dorothea : „Ungern vermiss’ ich ihn doch, den alten kat­
tunenen Schlafrock, Echt ostindischen Stoffs“. Kaftan taki jest bez rę­
kawów.
79) „Pas kowany“ jest szerszy od zwykłego pasa i wysadzany ku­
těmi centkami i guzikami poprostu „kowany“. ^Wielce przypomina dawne
pasy polskiej szlachty : „pasy słuckie“.
s0) „Lachy“ krakowskich rogatywek — „krakusek“ — nie znają, ale
kapelusze okrągłe, filcowe, niższe lub wyższe - - zwykle kupowane w My
ślenicach.
sl) Podobne jak i mężczyźni. „Mężatki“ — „baby“ — nosiły krótkie
koszule sztukowane u dołu, dlatego „z nodołkem“. „Nodołki“ służyły do
zakrycia „dołka“ niewieściego. „Nodołek“ i „gacie“ symbole małżeństwa —
¿rodek zaradczy przeciwko „urokom“.
81) „Mankiety“.

-

їШ

-

аъ) Так sumo ja k „pąstyrze“ miały takie i „pastyrkiu pierwotnie
odzież płócienną i to „konopną“; spódniczki, koszulka, fartuszek i „chust­
ka“ do „łodziono“: wszystko było z „konopnego płótna“. Porów.: odziez
letnią: Górali, Bojków i Hucułów.
8i) „Zapaska“, zopasecka“ = wyraz swojski; „fartuch“, „fartusek“
= wyraz obcy: niem. : „Vortuch“, „Vortüchel“.
85) „Stonile“: od .ston“ = część ciała i ubrania od pacli aż po
biodra: „figura“. W miejsce „stonika wszedł w niektórych wsiach „Gor­
set'. W Sierczy nie znalazł obywatelstwa nawet przed 20 laty - tem
mniej dzisiaj, gdzie sie już na dobre rozwielmożniła „sznurówka“.
SG) „Wizytka“ rzeczywiście „wizytowa“, wcięta nieco „katanka“,
zwykle z lekkiej materyi.
87) „Katana“ — ciepły, watowany „kaftan“ kobiecy po pas.
88) Malowana w „krote“, zimowa.
88) Trzewiki wtenczas rzadko były w używaniu —■ chyba „od
święta“.
90) Korale z „Matkom-Boskom“.
91) Bardzo piękny zwyczaj u młodych dziewcząt, znany w całej
Polsce i na Kusi — „Strój kobiecy11 ja k dawniej tak i teraz przypomina,
„strój niemieckich wieśniaczek“, o czém świadczą same nazwy. ,faftowanyu,
„katana“, „fartuch“, „wizytka“ i t. p. — a jeszcze, jak sie obok wieś­
niaczek naszych postawi „kawalirów* a nawet „facetów“: trudno poznać,
czy to to Laszki — czy to Niemki. Kiedyś był ten strój wielce zbliżony
do ruskiego — podobnie ja k męski.
92) Ze dawny strój naszych wieśniaków nie tylko na Sierczy, ale
w całej ,,Łaszczyźnie1 tak bardzo podobny jest do ruskiego, moina śmiało
przypuścić, ze i sposób ich życia musiał się nie wiele różnić od ruskiego —
a stąd i język, zwyczaje i obyczaje, czyli że ¡potomkowie dzisiejszych La­
chów musieli wspólnie żyć z Rusinami i z jednego gniazda z nimi pocho
dzić. Później dużo przyjęli od Niemców i stąd znacznie się zmienili.
Wreszcie klimat górzystość kraju mogła wpłynąć na zmianę ich sposobu
życia — stroju i usposobienia, jakie dziś mają.
93) „Pasterze najemi“ i reszta „celadzi11 jeszcze podziś dzień należą
u nas do familii, mimo że wcale krewnymi nie są ja k dawniej. Jestto za­
bytek dawnej „spólności“ słowiańskiej.
94) „Na śniadanie“: „ciepły zur mascony z chlebem abo ze zimniokami“, rzadziej „z pencokem“. W niektórych domach dają zamiast .zura“,
„mliko“. „Na łobiod“: „zocirke na mliku“ lub „na wodzie“, „zimnioki
mascone same abo z kapustom“ — „casami kluski lone abo prazuchy“.
„Na juzyne“: „mliko z chlebem“. „Na wiecerzo“: zur z pencokem abo
ze zmmiokami“. „Miso i rosół“ jadano w niedziele i święta. Do przysma­
ków należały: „pirogi“, „kasza jaglano“ „na mliku“ lub ze śliwkami“.
W zimie jadano : „korpiele“, marchew“, „rzepe“, „boroki“ ; w lede: „ga­
las“, „bób“, „groch“ i t. p.; , Mascono: spyrkom, sadłem i masłem1'. —
Podobne jedzenie mają niemieccy chłopi — i oni mają: „Sur“, „Sa­
ura“ i t. p.
95) „W stajni“ tak w „krówski“ jak i w „koński“ umieszczone jest
w tym celu niewielkie rusztowanie pod samą „powałą“, rodzaj „wyrka“



287

-

lub „kolosa“ — i tam znajduje się „legło“ dla 2 pasterzy, a względnie
„poganiacy“. Czasami śpią pasterze „pod gembami łu krów“ — na „jąślu“.
96) Na strychu.
91)
„Jiżbali — na Rusi „chałpa1'. Zwykle są 2 w jednym domu:
„jizba“ i „jizdebka“ — „piekarnia“ i „komnata“. „Jizdebka“ jest „lo go­
spodarza i gospodyni“ — „lo Tatunie i Mamuni“.
98) „Na przyeołku“, rzadziej , na bojisku“.
" ) „Wyrko“ = łóżko „lo pastyrza“ (niem.: Werk?).
10°) „Slabem“ = długi stół, a raczej łóżko „z wiekem“ : „Schlaf­
bank“ (Sch> ś ; porów.: sloga < Schlage, stok CNtockj“.
101) „Legło“ — miejsce do leżenia ze słomy albo ze siana: „lego­
wisko“ , „gniozdo“; porów.: niem.: Lager“.
102) „Piec pielcarszki“ tylko po większych gospodarstwach w używaniu,
Znajduje sie zwykle w „piekarni“ — obecnie wyrzucono go do sieni,
„piekarnię“ zamieniono na „kuchnię“, a w konsekwencyi „jizdebke“ na
„pokój“. Równocześnie prawie wyrzucono także „kwasiok i zur“ —■ „suk­
manę, kafton i pas kowany“ z domu, a na ich miejsce wprowadzono:
„boszcz — zupkę“ - , palito — surdut i sielki“ — „ciućpajs — knydle
transport“ — „mantel —• bluzę i hozny.
103) „Nolepa“ = nalepione z gliny ognisko, gdzie się „poluł login“
i gotowało „w gorkag jedzynie“. Jest ona starsza ‘°łod cygana“ — „pieca“
i „komina“. „Nalepa“, „sapka“, „radlo“, „kožuch“, „koszula“-. „JcosoJci“,
„cliałpa“, „hyz“ i t. p. są zabytkami starszymi jale „zur“, „syr“, , syrwotka“
„chléb“, „sukmana“, „pług“, „stodola“ i t. p. Wartoby się nadtem bliżej
zastanowić.
104) To co mówię о , Sierczy“, można dosłownie zastosować do
„Grabówek“, „Knyszkowic“, „Bogucic“, „Lednicy“, „Rożnowy“ i sąsie­
dnich wsi.
105) Dzieci niżej lat 6 zwykle same siedzą w domu — albo gonią
bezczynnie po wsi. Ojca niema w domu, bo ,,łu roboty“ lub w Ostrawie.
Matka w mieście — ale zajęta gotowaniem, sprzątaniem i t. p. Dzieci
nie wiele jej się boją, nie słuchają •— i w tak w пагорбі dzikim stanie
przepędzają pierwszy okres swego wieku dziecięcego.
loe) Sierczanie nie mają własnej szkółki, zastosowanej do ich potrzeb
wiejskich i to całe ich nieszczęście. Жа]ц. wprawdzie „Czytelnie św. Macieja“

— ale ta dopiero parę lat istnieje.
107) Czasami i dłużej, zwłaszcza, jeżeli powtarzają klasy.
io») yy sokole wymawiają się, że nie mają czasu uczyć się w domu
•— a w domu, że mają dużo zadane — że długo w szkole siedzieli i tp.
To też czas schodzi im na próżnowaniu — psotach studenckich i kłam­
stwie.
юз) p or5 W-; moj e rozprawki w „Głosie Polskim“ z r. 1888: „Dla­
czego oświata ludowa tak pomału naprzód postępuje?“ „Wady i zalety
ludu galicyjskiego“, nadto wszystkie korespondeneye „ze Śierczy“ w „Gło­
sie Narodu“ z r. 1896—1897.
110) Dotychczas Siercza wydała: 2 profesorów gimn., 8 nauczycieli
lud. i jednego księdza. — Dwaj inni księża rodem ze Sierczy pochodzą ze
20

A
i

U



288



dworu — i do Sierczy mało się przyznają. Czwarty ksiądz, obecnie pro­
boszcz, nawet jej się wypiera. Wierni Sierczy pozostali — i o niej tylko
marzą: pierwsi sześciu. Są to dawni „pasterze z przed 20 laty11.
m ) Dzisiaj na Sierczy rolnikami są tylko „baby“: baby sieją i orzą
•— baby okopują — baby zbierają z pola — baby robią koło bydła —
baby młócą. ! Chłopa w dzień trudno we wsi uświadczyć : 3/ 4 już o 5 rano
idzie do kopalni — a reszta „robi przy mularzach“ w Krakowie •—■ lub
wywędrowała do „Łostrawy“. Potrójny zatem wpływ udziela się Sierczanom. „Górnicy11 przynoszą różne nawyczki Wieliczan •— które jeszcze
najmniej są szkodliwe. „Mularze“ zato i „Łostrawiocy“ gwałtem nas „wy­
naradawiają. Zepsucie języka, obyczajów, moda i t. p. tylko przez nich
dostaje się do wsi. Tu samo dzieje się po innygh wsiach. Jestto czas przej­
ściowy z dawnego konserwatyzmu narodowego — do nagłego postępu ogólno
europejskiego.
l n ) „Przed 20 laty“ nie było ani jednego „mularza“ z zawodu —
tylko paru „górników“ i 2 „Łostrawioków“. Wszyscy „chłopi ‘ zostawali
we wsi i zajmowali się gospodarką i przemysłem domowym. „Baby“ pil­
nowały krów, gospodarstwa mlecznego i kuchni. Dziecko, ledwo się od
ziemi podniosło, już musiało rodzicom pomagać: uczyło się posłuszeństwa
b pracy — przytem zaraz nabierało doświadczenia. Piętnastoletni chłopak
sył zdolniejszy i rozsądniejszy —- bardziej rozwinięty ja k dzisiaj dwudzietoletni parobczak, czyli „facet“.
lri) „Prantyka“ = praktyka; ,.prantyką“ nazywają także „wróżbiar­
sko“ książkę, „sennik“, „Salomonowo Grłowe“ i t p.
114) Przy robocie koło. bydła, koni, świń, owiec, kóz — koło drobiu:
kur, kaczek, gęsi, „jindorów' 1 i t. p. ; przy zbieraniu trawy; przy żniwie,
plewieniu ; kąpaniu się i t. d.
115) Licząc pieniądze i plony polne.
11В)

„Wprzód pasterz zliczył gwiazdy, rolnik pozał ziemię
Niźli mędrzec oznaczył brył ognistych szlaki,
Słońce osadził, ziemi wytknął bieg trojaki“.
(Kajetan Koźmian).

117) Dawna „nauka wiejska“, odpowiadająca mniejwięcej dzisiejszej
„nauce szkoinej1, obejmowała 3 stopnie: I. naukę przygodną („przy bydle“ ,
w chwilach „wolnych od pasenio) w lede — II. naukę systematyczną
w zimie, zwykle przy pomocy osób umiejących dobrze czytać: „nauczy­
cieli lub nauczycielek wiejskich“ ; braci sióstr — a najczęściej matek
i ojców. Umieć czytać było ornbicyą każdego wieśniaka i każdej wieś­
niaczki — umieć pisać było zachcianką „bogoców“. To też czytać umieli
ptrawie wszyscy Sierczanie, a pisać tylko niektórzy. Porów.: moje „Listy
pouczające do Braci Włościan z "Wielickiego“ I. Buczacz, 1898. Pierwszy
stopień nauki nie miai właściwie żadnej nazwy. Mówiono tylko: „Jo sie
naucułem przy bydle łod Mikułki, a tamten łod Stańdecki“. Stopień drugi
nazywano „skołom zimowe;,“. Szkół zimowych w Sierczy było 2 a czasem
i więcej. Do otwarcia „szkoły zimowej“ nie potrzeba było żadnej koncesyi
jak dzisiaj do otwarcia jakiejkolwiek szkoły prywatnej. Potrzeba było

— 289 —

tylko umieć czytać i pisać i przyjąć najpierw jedno dziecko „na naukę1'.
Za tem jednem przybyło potem więcej i szkółka taka liczyła nieraz do 20
uczniów i uczennic w różnym wieku. Każde dziecko zapisane „na naukę
zimowo“ musiało mieć jakąś polską książkę do czytania — najczęściej :
„Grosówkę“. Na „Grosówce" tej poznawano najpierw „litery“, które.po­
tem składano w „sylaby“ — a te w „słowa“, czyli „ślabizowano“. Kto
potrafił dobrze „ślabizować“ na „Grosówce“ — zaczynał czytać na książce
do , modlinio“ Wyuczenie się czytania „Modlitew przy słuchaniu mszy
świętej'1, śpiewania pieśni“ było ostatecznym celem ucznia lub uczennicy
„szkoły zimowej“. Kto chciał nauczyć się pisać, to zaczynał naukę pisa­
nia po ukończonej nauce czytania. Lecz takich we wsi było niewielu.
Rachunków nie uczono wcale. „Za naukę płacono nauczycielowi lub nau­
czycielce 1 0 ct. na tydzień lub „zogon zimnioków za jednę zimę“. —
Na III. stopniu obejmowała nauka: czytanie „Żywotów“ Skargi, „Nmessera“,
„Rozmyślań o męce Pańskiej“ — wreszcie piśanie. Udzielał tej nauki
zwykle jaki wędrowny nauczyciel: student, zakonnik lub jaki wojskowy-a pozwalali sobie na nią tylko najbogatsi, którzy takiego ,,łuconego“ brali
do siebie i dawali mu całe utrzymanie. Ci wędrowni nauczyciele pocho ■
chili bardzo często z Niemiec, to też uczyli także po „niemiecku“. Byli
oni zarazem szerzy delami niemieckiej kultury : niemieckich rzemiosł, nie­
mieckiej kuchni, zujyczajów, pieśni, poclaii, „zabobonów“ i t. p., a jeżeli
uwzględnimy, ie ten napływ niemieckich nauczycieli — niemieckiej kultury
— nie tylko lokalny, ograniczony do Sierczy, ale rozciągał się na cały
lud zachodniej Polski i istniał od najdawniejszy eh czasów: ledwo zrozu­
miemy. dlaczego ten lud — aczkolwiek na wskroś polski — tak bardzo
nam Niemców pod każdym względem przypomina — i czemu tak wielce
oświatą swojej, różni się od ludów wschodniej Polski : Rusinów i Litwinów.
Chłopi, którzy nie umieli pisać po szkolnemu, posługiwali się , pismem
kréskowem“ albo „karbowem“, wyrzynanem na „wrotag łod stodoły“ , „na
bicysku“, „na dyślu“ i t. p. Stąd „karba“ oznaczała literę, a „karbowy“
pisarza; „karbować“ znaczyło tyle co „pisać“. „Karbować“ umiał każdy
chłop. , Karbowano“ zwykle liczby, nazwiska i ważniejsze zapiski gospo­
darskie. ,,Karby“ takie nieraz miały rozmaite kombinacye i podobne były
do germańskich „run ‘. Mój Ojciec np. do dziśdnia posługuje się w gospo­
darstwie , pismem karbowem“ czyli „karbami“ i znaczenie pojedynczych
„karb“ trzyma w wielkiej tajemnicy. Wobec tego wszystkiego, cośmy o szkol­
nictwie wiejskiem przed zaprowadzeniem przymusu szkolnego powiedzieli,
zarzucanie Sierczanom i wogóle ludowi naszemu „braku wszelkie oświaty“
jest dowodem wielkiej nieznajomości tego ludu i jego życia ze strony nie­
których jednostek w kraju.
Ludwik Młynek.

— 290 —

W artykule „Przypowiastka w swej wędrówce“, umieściła autorka
p. Zofia Grynbergowa w „Ludzie" tom II, str. 22—-30, ustęp nastę­
pujący, (str. 26—27).
„Pokazano mi książeczkę hebrajską p. t. llagada, co ma znaczyć
opoiviesci. Obok tekstu hebrajskiego był przekład niemiecki, więc
z niego przekonać się mogłam, że w treści (Przypowiastka- o baranku)
nic prawie nie różni się przypowieść hebrajska od polskiego układu.
Lecz gdy mi powiedziano, że powiastki z tej Hagady są religijne
prawie, że je zwykle głowa rodziny obowiązkowo opowiada dzieciom
w dniach świąt wielkanocnych, zdumiałam się naprawdę. Bo jeśl
przypowieść ta jest religijno-obrzędową, więc nie mogli żydzi wziąć
jej od chrześcian, Niemców lub Polaków. A że chrześcianie nie wzięli
jej z hebrajskiej książki, to także nie ulegało wątpliwości. Więc kto
od kogo i kiedy wziął tę pow iastkę?“.
Powyższa słuszna uwaga p. Grynbergowej zaciekawiła mię, jak
również i sama treść Hagady. Bo jeżeli „powiastki z tej H agady“
mieściły między sobą tyle ciekawą przypowiastkę o baranku, mogły
tam być oprócz niej również ciekawe i inne. Należało się zatem roz­
glądnąć w Hagadzie, jakie zawiera materyały ludoznawcze.
W ierni przykazaniu Mojżesza, który polecił żydom obchodzić
corocznie każdego 14 Nisan po południu święto paschy, czyli pa­
miątkę przeprawienia się przez Czerwone morze, urządzają wieczo­
rem tego dnia religijną ucztę w kole rodzinnem lub w kole ściślej­
szych przyjaciół, na której spożywają mięso, mace, rośliny gorzkie,
jak pietiuszkę, rzodkiew lub t p. i piją wino, a przy tem odmawiają
modlitwy, rozpamiętywają wyjście z Egiptu i przejście przez Czerwone
morze, wreszcie pouczają dzieci o tym wypadku z historyi swego n a­
rodu, tłómacząc znaczenie odnośnych ustępów z ksiąg Mojżesza i po­
dając wyjaśnienia uczonych rabinów.
Książeczka zawierająca cały rytuał modłów przy ( j wieczerzy,
opisująca jak tę wieczerzę urządzać i jak spożywać należy, podająca
odnośne wyjątki z ksiąg Mojżesza, to z pism uczonych żydowskich,
nazywa się Hagada. Oprócz ustępów z biblii traktujących o przejściu
żydów przez Morze czerwone, tłumaczenia tych ustępów i modlitw,
nie ma w Hagadzie żadnych opowiadań innych. Obejmuje ona cztery
arkusze druku w ósemce i liczy mnóstwo wydań nawet z rycinami.
Dopiero na samym końcu Hagady znajdują się dwa ustępy nie
związane ściśle z dziejami wyjścia Izraelitów z Egiptu i jak twierdzą
uczeni żydowsey, będące dodatkami najnowszych czasów. Osta-

— 291 —

tnią jest przypowiastka o baranku, którą p, Grynbergowa podała
w „Ludzie“.
Tutaj przytoczę ciekawą odmiankę tej przypowiastki o baranku,
zapisaną pod W ieliczką z ust ludu. Je st to widocznie urywek, któ­
rego końca nie umiał mi nikt dopowiedzieć. A brzmi tak:
Stworzuł Pon Bóg koze,
Zeby gruski trzęsła.
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kcą lecieć.
Stworzuł Pon Bóg piesa,
Zeby koze kąsać.
I pies nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kcą lecieć.
Stworzuł Pen Bóg kija,
Zeby piesa wybić.
I kij nie kce piesa wybić,
pies nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kcą lecieć.
Stworzuł Pon Bóg ogień,
Zeby kija spolié.
Ogień nie kce kija spolić,
I kij nie kce piesa wybić,
I pies nie kce kozy kąsać
(dalej, jak wyżej).
Stworzuł Pon Bóg wode,
Zeby ogień zaloć.
Woda nie kce ogień zaloć,
Ogień nie kce kija spolić,
I kij nie kce piesa wybić,
(dalej, jak wyżej).
Stworzuł Pon Bóg woła,
Zeby wode wypić.
I wół nie kce wody wypić,
Woda nie kce ogień zaloć,
Ogień nie kce kija spolić,
I kij nie kce piesa wybić,
I pies nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kcą lecieć.

— 292 —

Dla porównania należy jeszcze przytoczyć tę bajkę w języku
niemieckim, którą wyjmuję z Hagady drukowanej w Berlinie 1895 r.
Ein Zickelein, ein Zickelein,
das Lat gekauft der Yater mein
um zwei Pfennig.
Ein Zickelein, ein Zickelein,
Da kam die Katze und frass das Zickelein,
das Latte gekauft der Vater mein
um zwei Pfennig.
Ein Zickelein, ein Zickelein.
Da kam der Hund und biss die Katze,
die gefressen das Zickelein,
das Latte gekauft der Yater mein
um zwei Pfennig.
Ein Zickelein, ein Zickelein.
Da kam der Stock und scLlug den Hund,
der gebissen die Katze,
die gefressen das Zickelein,
das hatte gekauft.....
(i t. d., jak wyżej).
Da kam das Fauer und verbrannte den Stock,
der geschlagen den Hund,
der gebissen die Katze,
die gefressen.....
(i t. d., jak wyżej).
Da kam das Wasser und löschte das Feuer,
das verbrannt den Stock,
der geschlagen den Hund,
der gebissen.....
(i t. d., jak wyżej).
Da kam der Ochse und trank das Wasser,
das gelöscht das Feuer,
das verbrannt den Stock,
der geschlagen ,...
(i t. d., jak wyżej).
Da kam der Schlächter und schlachtete den Ochsen,
der getrunken das Wasser,
das gelöscht das Feuer,
das verbrannt.....
(i t. d., jak wyżej).

— 293 —

Da kam der Todesengel und schlachtete den Schlächter,
der geschlachtet ten Ochsen,
der getrunken das Wasser,
das gelöscht......
(i t. d., jak wyżej).
Da kam der Heilige, gelobt sei Er,
und schlachtete den Todesengel,
der geschlachtet den Schlächter,
der geschlachtet den Ochsen,
der getrunken das Wasser,
das gelöscht das Feuer,
das verbrannt den Stock,
der geschlagen den Hund,
der gebissen die Katze,
die gefressen das Zickelein,
das hatte gekauft der Yater mein
um zwei Pfennig.
Ein Zickeleiu, ein Zickelein.
To jest ostatni ustęp z Hagady.
Nie mniej ciekawym jest ustęp przedostatni, który podaję ponižej;
gdyż znalazłem go także w ustach ludu polskiego. Ustęp ten w tekście
hebrajskim brzmi, jak następuje:
1. Echod mi jaudea? Echod ani jaudea,
Echod Elauhenu szebaszomaiim uwoorec,
2. Sznaiim mi jaudea? Sznaiim aui jaudea,
Sznei Luchaus Habrys,
Echod Elauhenu szehaszomaiim uwoorec.
3. Szlauszo mi jaudea? Szlauszo ani jaudea,
Szlauszo Owaus, —
Sznei Luchaus Habrys,
Echid Elauhenu .
(i t. d., jak wyżej).
4. Arba mi jaudea? Arba ani jaudea,
Arba Imohaus, —
Szlauszo Owaus,
Sznei Luchaus Habrys ...
(i t. d., jak wyżej).
5. Chamiszo mi jaudea? Ohamiszo ani jaudea,
Chamiszo Chumszei Tora, —

— 2 94 -

Arba Imohaus,
Szlauszo Owaus.....
( i t. d., jak wyżej).
6.

Szyszo mi jandea? Szyszo ani jaudea,
Szyszo Sydrei Miszno, —
Chamiszo Chumszei Tora,
Arba Imohaus.....
(i t. d., jak wyżej).

7. Siwoh mi jaudea? Siwoh ani jaudea,
Siwoh jemei Szabbato, —
Szyszo Sydrei Miszno, —
Chamiszo Chamszei.....
fi t. d., jak wyżej).
8 . Szmauna

mi jaudea? Szmauna ani jaudea,
Szmauna jemei Müloh, —
Siwoh jemei Szabbato,
Szyszo Sydrei Miszno....
(i t. d., jak wyżej).

9. Tiszoh mi jaudea? Tiszoh ani jaudea,
Tiszoh jarchei Leidoh, —
Szmauna jemei Müloh,
Siwoh jemei....
(i t. d„ jak wyżej).
10. Asoroh mi jaudea? Asoroh ani jaudea,
Asoroh Dybrajo, —
Tiszoh jarchei Leidoh,
Szmauna jemei......
(i t. d., jak wyżej).
11. Achod osor mi jaudea? Aehod osor ani jaudea,
Achod osor Kauchwajo, —
Asoroh Dybrajo,
Tiszoh jarchei......
(i t. d. jak wyżej).
12. Szneim osor mi jaudea? Szneim osor ani jaudea,
Szneim osor Siwtajo, —
Achod osor Kauchwajo,
Asoroh Dybrajo....
(i t! d., jak wyżej).

— 295 —

13. Szlauszo osor mi jaudea? Szlauso osor ani jaudea,
Szlauszo osor Midajo, —
Szneim osor Siwtajo,
Achod osor Kauchwajo,
Asoroh Dybrajo,
Tiszoh jarchei Leidoh,
Szmauna jemei Müloh,
Siwoh jemei Szabbato,
Szyszo Sydrei Miszno,
Chamiszo Ohumszei Tora,
Arba Imohaus,
Szlauszo Owaus,
Sznei Luchaus Habrys
Echod Elauchenu szebaszomaim uwooree.
Po niemiecku toż samo według Hagady :
1. Eins, wer weiss es? Eins, ich weiss es,
Eins ist unser Gott im Himmel und auf Erden.
2. Zwei, wer weiss es ? Zwei, ich weiss es,
Zwei sind des Bundes Tafeln,
Eins ist unser Gott im Himmel und auf Erden.
3. Drei, wer weis es? Drei, ich weiss es,
Drei sind die Väter,
Zwei sind des Bundes Tafeln,
Eins ist unser Gott .
(i t. d., jak wyżej).
4. Vier, wer weiss es? Vier, ich weiss es,
Vier sind die Mütter,
Drei sind die Väter,
Zwei sind des Bundes.......
(i t. d., jak wyżej).
5. Fünf, wer weiss es? Fünf, ich weiss es
Fünf sind der Thora Bücher,
Vier sind die Mütter,
Drei sind die.....
(i t. d., jak wyżej).
6.

Sechs, wer weiss es? Sechs, ich weiss es,.
Sechs sind der Mischna Ordnungen,
Fünf sind der Thora Bücher,
Vier sind......
(i t. d., jak wyżej).

— 296 —

?. Sieben, wer weiss es? Sieben, ich weiss es.
Sieben sind der Woche Tage,
Sechs sind der M'ischna Ordnungen,
Fünf sind der.....
(i t. d., jak wyżej).
8.

Acht, wer weiss es ? Acht, ich weiss es,
Acht sind der Beschneidung Tage,
Sieben sind der Woche Tage,
Sechs sind der......
(i t. d., jak wyżej).

9. Neun, wer weiss es? Neun, ich weiss es,
Neun sind der Schwangerschaft Monate,
Acht sind der Beschneidung Tage,
Sieben sind der......
(i t. d., jak wyżej).
10. Zehn, wèr weis es? Zehn, ich weiss es,
Zehn sind die Gottes-Gebote,
Nenn sind der Schwangerschaft Monate,
Acht sind der.....
(i t. d., jak wyżej).
11. Elf, wer weiss es? Elf, ich weiss es,
Elf sind die Sterne (które Józef widział we śnie)
Zehn sind die Gottes-Gebote,
Neun sind der.....
(i t. d., jak wyżej).
12. Zwölf, wer weiss es? Zwölf, ich weiss es,
Zwölf sind die Stämme,
Elf sind die Sterne,
Zehn sind die....
(i t. d., jak wyżej).
13. Dreizehn, wer weiss es? Dreizehn, ich weiss es,
Dreizehn sind Gottes Eigenschaften,
Zwölf sind die Stämme,
Elf sind die Sterne,
Zehn sind die Gottes-Gebote,
Neun sind der Schwangerschaft Monate,
Acht sind der Beschneidung Tage,
Sieben sind der Woche Tage,
Sechs sind der Mischna Ordnungen,
Fünf sind der Thora Bücher,
Yier sind die Mütter,
Drei sind die Väter,
Zwei sind des Bundes Tafeln,
Eins ist unser Gott im Himmel und auf Erden.

— 297 —

Otóż w parafii Mogilany pod Krakowem, spisałem po polsku
owo „Echod mi jaudea“. Odmawiają je tam wszyscy parafianie przy
pacierzu każdego wieczoru. Matki uczą dzieci i każdy musi tam
umieć płynnie wypowiedzieć ten dodatek do modlitwy, a to dlatego,
bo gdyby kiedy przed północą przyszedł po człowieka djabeł, albo
strzygoft i zadawał mu pytania owe, trzeba na nie płynnie odpo­
wiadać, — a temu djabeł. urwie głowę, kto zapomni odpowiedzieć
chociażby na jedno z trzynastu pytań.
Naturalnie, że tekst polski różni się od tekstu hebrajskiego
w tych punktach, gdzie się różni religia katolicka od izraelickiej. Nie
osłabia to jednak pewności, że obydwa teksty są sobie pokrewne i źe
jeden musiał pochodzić od drugiego — ja przypuszczać się ośmielę,
źe tekst żydowski jest pierwotny i że dopiero przez teologów polskich
w wiekach średnich został naśladowany.
W ustach ludu mogilańskiego brzmi on jak następuje:
1. A ty żaczku ucony,
Coś był w skole ćwicony,
Powiedz, co jest jeden?
Jeden Syn Maryi,
Co w niebie króluje,
A na ziemi panuje.
2. A ty żacku ucony,
Coś był w skole ćwicony,
Powiedz, co jest dwa ?
Dwie tablice Mojżesowe, jeden Syn Maryi,
Co w niebie króluje,
A na ziemi panuje.
3. A ty żacku.... i t. d.... co jest trzy?
Trzech patryarchów, dwie tablice Mojżesowe,
Jeden Syn Maryi....
(i t. d., jak wyżej).
4. A ty żacku.,.. i t. d
co jest śtyry ?
Śtyry listy wanielisty (ewangelistów),
Trzech patryarchów, dwie tablice....
(i t. d„ jak wyżej).
5. A ty żacku
i t. d.... co jest pięć?
Pięć ran cierpioł Pon,
Śtyry listy wanielisty,
Trzech patryarchów.. .
(i t. d., jak wyżej).

— 298
6.



A ty żacku..,. i t. d.... co jest sześć?
Sześć grają n; leliją (?) przed Najświętsą, Maryją,,
Pięć ran cierpioł Pou,
Śtyry listy....
(i t. d., jak wyżej).

7. A ty żaeku.... i t. d
co jest siedem ?
Siedem świętych Sakramentów,
Sześć grają w leliją przed Najświętsą Maryją,
Pięć ran......
(i t. d., jak wyżej).
8. A

ty żacku,... i t. d.... co jest osiem?
Osiem świętych miłości,
Siedem świętych Sakramentów,
Sześć grają w leliją....
(i t. d., jak wyżej).
' ?

9. A ty żacku.... i t. d
co jest dziewięć
Dziewięć chórów anielskich,
Osiem świętych miłości,
Siedem świętych....
(i t. d., jak wyżej).
10. A ty żaeku... i t. d.... co jest dziesięć?
Dziesięć przykozań boskich,
Dziewięć chórów anielskich
Osiem świętych.. .
(i t. d., jak wyżej).
11. A ty żacku.... i t. d.... co jest jedynoście?
Jedynoście proroków,
Dziesięć przykozań boskich,
Dziewięć chórów....
(i t. d., jak wyżej).
12. A ty żacku.... i t. d.,.. co jest dwanoście?
Dwanoście apostołów,
Jedynoście proroków,
Dziesięć przykozań....
(i t. d., jak wyżej).
13. A ty żacku ucony,
Coś był w skole ćwicony,
Powiedz, co jest trzynoście ?
Przynoście, kogut zapioł,
Djobuł się w smołę uozloł,

— 299 —

Dwanośeie apostołów,
Jedynoście proroków,
Dziesięć przykozau boskich.
Dziewięć chórów anielskich,
Osiem świętych miłości,
Siedem świętych Sakramentów,
Sześć grają, w leliją, przed Najświętsą Maryją,
Pięć ran cierpioł Pon,
Šty ry listy wanielisty,
Trzech patryjarchów,
Dwie tablice Mojżesowe,
Jeden Syn Maryi, co w niebie króluje,
A na ziemi panuje.
Czy i w innych okolicach znanem jest to wyznanie wiary, nie
wiem. Byłoby jednakże bardzo ciekawem zbadać to, a mam nadzieję,
źe Szanowna Redakcya „Ludu“ nie odmówi miejsca w swem piśmie
na pomieszczenie wszelkich dalszych przyczynków do omawianej tu
kwesty i.
Seweryn Udziela.

Bajka o ciekawej babie.
Żył raz sobie bogaty chłop. Miał on piękne gospodarstwo, konie
woły, świnie, owce, dużo pola i łąk. Jak zwyczajnie w takiem gospo­
darstwie nie mógł wszystkiemu podołać, musiał więc trzymać czela dź
a w leeie najmował nawet robotników do pomocy. Lubili u niego lu­
dzie robić, gdyż gospodarz był ludzki i wyrozumiały, a znał się on
na rzeczach, bo ludziom oprócz płacy nie żałował strawy i wódki.
Miał on młodą żonę, kochał ją bardzo, nie bił jej nigdy, nawet palca
na nią nie zakrzywił, bo był dobry — ale to właśnie było źle. Co to
warta baba nie bita? Ma ona wtenczas człowieka za nic. Jeśli więc
chcecie, by was baby kochały, obijcie ją dobrze, choć raz na rok,
wtenczas będą was szanować i kochać. Otóż baba owego gospodarza
często brykała i jeszcze mówiła przed ludźmi: ,,Mój mąż to taki rura,
źe niema podobnego na świecie, gdzie go posadzisz, tam siedzi, żeby
się choć kiedy pokłócił ze mną, choćby nawet i wybił, a to nie, ot
taki to człowiek jak fajka za grejcar. Donosili to usłużni sąsiedzi gos­
podarzowi, lecz on by nikomu wody nie zamącił, więc tylko się uśmie­
chał i swoje robił.

— 300 —

Raz, a było to z początkiem lata w same sianokosy, wynajął
sobie kosarzy do koszenia łąki. Z rana sam z nimi kosił, aby dać ze
siebie przykład i mieć dozór nad najmytami, bo wiedział o tem, źe
jak nie dołożysz okiem, to dołożysz workiem. Gdy już było blizko po­
łudnia, poszedł do domu, aby przynieść żeńcom co jeść; wziął więc
z domu bochen cbleba, narwał w ogrodzie cebuli, do korobki nabrał
soli i o flaszce nie zapomniał. W drodze wstąpił do karczmy, wziął
wódki, bo nie wypadało przyjść do robotników z gołemi rękami. Już
dochodził do swych robotników, lecz spostrzegł, że ci zbiegli w je­
dno miejsce i zaczęli krzyczeć: „W ąż! wąż! zabij! zabij! przyczem
podnieśli kosy do góry. Pospieszył i gospodarz w tę stronę, zobaczył
naprawdę węża, lecz nie dał go zabić i mówi: „Dajcie mu pokój,
niech sobie idzie, nic on nikomu złego nie zrobił, na cóż go zabijać“ .
A było to całe gniazdo, wąż ze swemi dziećmi. Zabrał się on tedy
z całą swoją rodziną i poszedł w inną stronę.
Po obiedzie zabrał gospodarz garnki i flaszkę i wracał do domu.
Gdy już był z daleka od ludzi na połowie drogi, na ścieżce zastąpił
go tensam wąż, zwinął się w kłębek i podniósł łeb do góry. Chłop
chciał go obejść, ale wąż rzekł do niego: „Stój1'! Zdziwiony gospo­
darz stanął, a wąż mówi : „Przed chwilą uratowałeś życie mnie i moim
dzieciom, chcę ci się za to odwdzięczyć, żądaj odemnie, co ci się ży­
wnie*) podoba, a dam ci“. ,,I cóż ty nędzny płazie dać mi możesz?“ za­
pytał gospodarz. „Ho, ho, ho, jak zechcesz, dam ci taką moc, że
wszystkie skarby będą przed tobą otwarte, albo dam ci długie życie,
albo dam ci taką władzę, że w każdej chwili będziesz wiedział, co
twoja żona robi lub myśli o tobie, albo będziesz rozumiał, co zw ie­
rzęta mówią“. Chłop nato: „Skarbów mi nie trza, bo mam z czego
żyć — długie życie w rękach Pana Boga, — myśli mojej żony nie
potrzeba mi, ja wiem, źe ona głupia, ale chciałbym wiedzieć, co
zwierzęta mówią ze sobą“. „A więc dobrze, daję ci tę władzę, ale
musisz się ze mną pocałować“. Chłop z początku bał się, ale wąż
zapewnił go, że mu nic złego nie zrobi, bo jest jego przyjacielem,
przystał nato. Wąż szybko uwinął mu się koło szyi i nim się chłop
połapał, już go wąż w same usta pocałował. Dopiero chłopa porwały
dreszcze ze strachu. Wąż tymczasem zesunął się w trawę i zawo­
ła ł: „Będziesz teraz wszystko rozumiał, lecz ostrzegam cię, byś n i­
komu o tem nie mówił, od kogo dostałeś tę władzę, bo gdybyś tylko
komu o tern słówko pisnął, natychmiast umrzesz“.

:f:) Żywnie, znaczy tyle co „tylko".



301

' Idzie chłop, już dochodzi do swej zagrody, patrzy, a tu u niego
w sadzie na czereśni całe stado wróbli — a wrzeszczą „ćw ir, ćwir,
ćwir, czer, czer!“ Stanął gospodarz i słucha, a wróble mówią: „Patrz,
patrz, idzie nasz pan gospodarz, a dobry to człowiek, nie spędza nas
z czereśni, nie straszy nas, nie łapie nas, a my mu szkodę robimy.
Hejże bracia lećmy na czereśnie do sąsiada, tamten to niedobry,
łapie nas, smarzy nas, a dzieciskom daje, hurra na jego czereśnie“.
I wszystkie wróble hurmem poleciały do sąsiada. Gospodarz zaśmiał
się i pomyślał: ,,Jak to dobrego człowieka nawet ptaszki znają“.
Dochodzi do wrót a tu pies z radością wybiega i: „Hau, hau,
witaj mi mój najmilszy gospodarzu, hau, hau, stęskniłem się za tobą,
hau, hau, nikogo nie kocham tak jak ciebie, hau hau ! “
Gospodarz go pogłaskał i wszedł na podwórze, a tu kury gda­
czą: T urururu-ru kodkodak“ a kogut rozgniewany na kury krzyknął:
„Ko! kokoko!“ A kury tak mówiły: „P atrz! oto idzie, idzie, żeby
choć kiedy ziarna dał, a ma tak dużo, nie ma to jak nasza poczciwa
gospodynią, ona tylko o nas pamięta“ . A kogut nato: „Cicho być,
to nasz pan, gdyby nie on, pozdychałybyście z głodu razem ze swoją
gospodynią, a więc cicho s z a .“
Gospodarz poszedł do komory, ukroił psu kawałek chleba, n a ­
brał do kapelusza najlepszych krup i rzucił kurom. „Kokoko, kokoko !“
wykrzykiwał kogut i dreptał nogami, co znaczyło : „Widzicie, widzi­
cie, gospodyni daje plewy, a gospodarz ziarno, kto lepszy ? kto lepszy“ ?
Wieczorem tego samego dnia, gdy przyszło bydło z pola, przy­
słuchiwał się gospodarz ich rozmowie. Wół, co cały dzień pługiem
orał w polu, usiadł zmęczony w oborze na słomie i drzemał, zwie­
siwszy głowę. Filut cap, co cały dzień boży figlował tylko z kozami
lu b wysypiał na pastwisku, podszedł z tyłu i kopnął go nogą, a wół
na to: „Muu!“ a kozieł ,,Bee¡“ Słucha gospodarz, że wół mówi:
„Ej dał byś sobie spokój, ja cały dzień napracowałem się w polu,
jestem kontent, iż mam trochę spoczynku, bo jutro znowu muszę
z pługiem w pole.“ „E t głupiś, mnieby się tam chciało pracować,“
mówi kozieł. „A cóżbyś na to poradził?“ pyta wół. ,,Et wiesz co;
jutro rano wywal język, wytrzeszcz oczy, naciągnij nogi, gospodarz
będzie myślał, żeś ty chory, zlęknie się i da ci spokój“, nauczał go
kozieł. „Uhm“ mruknął gospodarz i poszedł do izby.
Drugiego dnia jeszcze przed wschodem słońca, wpadł parobek
do izby i woła przestraszony : „Panie gospodarzu, wół zdycha!“ „Nic
mu nie będzie“ , mówi gospodarz, „zostaw woła, a zaprząż capa do
pługa, a nie żałuj mu tam pręta, ale go nie zabij“. Usłuchał parobek,

»

_

802 —

zaprzągł capa i pojechał w pole. Zdziwiony cap, nie wiedząc, co się
stalo, z początku zaczął skakać i nie chciał w pole jechać, lecz gdy
poczuł pręt, musiał nieboraczysko w pole jechać. Na polu jednak, ani
usz pługa uciągnąć, lecz gdy dostał z pięćdziesiąt prętów, do połu­
dnia jedną skibę wyorał. Na obiad puścił go parobek na pastwisko
między kozy, lecz on czemprędzej pobiegł do wsi do obory i już de­
likatnie nóżką go poskrobał i zaczął prosić płaczliwym głosem : ,,W stań
mój przyjacielu, idź do roboty, bo mnie tu na śm ierć ubiją“ . „Aha“
rzekł dobroduszny wół i wyzdrowiał.
Dalej przysłuchiwał się gospodarz, jak kotka uczyła swoje dzieci
owić myszy i ptaszki, jak gospodyni ze dzbanka łapką śmietankę
wyjeść i t. p.
Około południa wracał gospodarz z pola do domu, droga wiodła
blizko rzeki, obok rzeki było bagno i wielkie błoto. Tam siedziała
Świnia i ciągle coś chrusikała :
„Chruń, chruń, chruń“. Ciekawy gospodarz zatrzymał się i słu­
cha, z kim ona to tak rozmawia i zobaczył rybkę, co ze świnią kłó­
ciła się. Rybka śliczna i gładka wywijała się w wodzie jak wrzeciono,
a zobaczywszy świnię w błocie powalaną, rzekła: „A ty Świnio !
Popatrz, jaka ja ładna śliczna panna“. Ale świnią popatrzyła na n;ą
z ukosa i mówi: „Ty gorsza Świnia odemnie“. „Dlaczego ?“ pyU,
a świnią nato: „Bo jak mnie ludzie jedzą, to palce oblizują, a ciebie
jak jedzą, to ciągle spluwają pfuj! pfuj! pfuj!“.
Jednakże gospodynią zaczęła coś miarkować, iż mężowi coś
jest. Taki zamyślony, chodzi tylko po oborach, stajniach, po polu i po
lesie, ciągle coś słucha, może on nie samowity?. Pyta go tedy:
„Mój Macieju, (gospodarz Maciej się nazywał), co ci jest?“ „Et nic“,
mówi chłop i ręką machnął, niby chciał powiedzieć: „Co ci durna
babo do tego“. Ale baba nie ustąpiła i mówi: „Mój kochany, powiedz
mi, co ci brakuje, wiesz, że cię kocham nad życie, a ty mnie nie chcesz
się zwierzyć“. „Ta jabym ci powiedział, ale gdybym tylko słówko
o tem pisnął, musiałbym umrzeć“ , mówi chłop. To tern bardziej za­
ciekawiło babę, lecz na razie zmilczała, chodziła tylko jak struta,
a tak ją coś piekło, że na miejscu usiedzieć nie mogła, koniecznie
chciała, by jej mąż powiedział, co wie. Powiadają, że gdzie dyabeł
nie może, tam pośle starą babę, ale gospodynią była młoda i ładnRj
a obleśna, a taka najgorsza. —• Wiecie, co zrobiła ? Posłała do kar­
czmy po kwartę dobrej wódki, narobiła pierogów z samym serem,
upiekła kiełbasę i usmarzyła jajecznicy pełną miskę. Dała to wszy­
stko mężowi na wieczerzę i sama jadła i piła koło niego, a potem
obłapiła go rękami i całowała. Gdy sobie już chłop podpił i był już

— 303 —

w dobrym humorze, mówi mu żona: „Wiesz co mój mężu, raz kozie
śmierć, prędzej czy później to wszystko jedno, a takbym rada z tobą
razem umrzeć, ale powiedz, co wiesz“. Chłop miał już dobrze
w czubie, więc mówi. „A. już powiem, tylko przynieś kilka okłodków
słomy do chaty, żeby mi było łatwiej skonać“. (Na słomie lepiej się
um iera, niżli na pierzynie). Baba zaraz podskoczyła i już za drzwiami
prosto do stodoły po słomę pospieszyła.
Chłop tymczasem jadł kiełbasę i po kawałku rzucał psu pod
stół. Pies leżał pod stołem i był bardzo smutny, głowę zwiesił, nawet
kiełbasa mu nie smakowała. Po izbie chodził kogut, podniósł głowę
do góry i na gospodarza z politowaniem patrzał, potem przystąpił do
psa i dzióbnął go w ogon, a pies: „W errr“ a kogut: „Ko, ko, ko, ko,
ko“. „Co one tam m ów ią?“ nadstawił gospodarz uszy. Pies zaś mó­
wił tak: „Czekaj, czekaj, nie długo będziesz tak brykał, jak nasz go­
spodarz umrze, rychło ciebie gospodynią na sądny dzień żydom
sprzeda“. A na to kogut: „Ej miałbym się czem turbować, co jutro
będzie, ja tylko teraz widzę, że nasz gospodarz głupi“ . „Głupi mó­
wisz“ warknął pies ,,a to dlaczego?“. „A głupi, patrz ja mam siedm
żon, a wszystkim dam radę, on ma tylko jedną, a rady sobie dać
nie może“, mówił kogut. „I tybyś takiej babie rady nie dał“, rzekj
pies. ,,Ja ? jabym jej kazał teraz przynieść jeszcze sznur od studni,
dobrze go namoczył, potem kazałbym się babie rozebrać, a takie
bym jej sprawił smarowanie, żeby jej się odechciało tajemnic“, m ó­
wił rozgniewany kogut.
Na to weszła baba ze słomą. „Przynieś no jeszcze sznur od
studni, a namocz“, powiedział chłop. Baba zaraz przyniosła. „Teraz
rozbierz się“. Baba nie spodziewając się niczego, czemprędzej się
rozebrała. Chłop tymczasem drzwi zahaczył, złożył sznur we czworoi
ej ! jak skropi babę ! Baba w krzyk, ale chłop na to nie pyta, bije
a bije, co się wlezie. Tymczasem w kącie siedziała kwoka na ja ­
jach. Ja k każdemu wiadomo, gospodynią kwoce schlebia, aby nie
złaziła z przetaka i nie zaziębiła j a j , sam a przynosi jej ziarno i wo­
dę. Kurka zaś myśli, że ona w większych łaskach u swojej gospo­
dyni, niżeli inne kury. Kwoka więc zobaczywszy, iż gospodarz bije
gospodynię, jak nie wrzaśnie na koguta: „Ty złodzieju, to wszystko
przez ciebie, to ty namówił gospodarza, żeby on bił gospodynię“.
Kogut kwoki nie lubiał i tylko jednem okiem na nią spoglądał, chciał
jej więc coś powiedzieć, a gospodarz w tej chwili sznurem po kwoce
przez plecy: „Kodkodok“ wrzaśnie kurka a kogut: „Kokoko, kokoko ;
to znaczy: „G w ałtu“ ! „A dobrze ci tak, a dobrze ci tak“, śmiał się
21

— 304 —

kogut i dreptał nogami. Chłop otworzył drzwi, a baba tak całkiem
goła aż na ulicę wybiegła i krzyczała: , Gwałtu", a kwoka za nią.
W chacie został chłop, pies i kogut.
*

*

*

Lud wierzy w to święcie, że zwierzęta ze sobą rozmawiają
i krytykują, lub pochwalają czynności swego gospodarza. Mówią n. p.
wieśniacy, że psy przeczują nieszczęście w domu, taksamo i konie.
Jeśli w rodzinie jest smutek, udziela się to i zwierzętom Mówił mi
jeden wieśniak, że gdy konia sprzedawał, on drżał ze strachu i płakał
ze żalu, chłop go więc nie sprzedał Jeśli ma być we wsi ogień,
psy wyją i patrzą w pewuą stronę. W tej stronie wybuchnie pożar,
jak powiadają. Gdy Tatarzy napadali niegdyś na nasze ziemie, kruki
i wrcny przeczuwając żer, leciały przed nimi. Dlatego to kruki i wrony
dotychczas mają zwiastować nieszczęście. Psy zaś mając zmysły de­
likatniejsze i wrażliwsze, niż ludzie, niepokój swój zwiastowały wy­
ciem, a najbardziej tedy, gdy spostrzegły łunę od pożaru. Wszak
psy i teraz wyją, gdy zobaczą w nocy pożar, lub wschodzący księżyc
i wpatrują się w jasności. Stąd poszło, że teraz chłopi obserwują
wyjącego psa, w którą stronę ma oczy zwrócone.
Powiadają także, jeśli kto chce słyszeć mowę zwierząt, niech
w wigilię Bożego Narodzenia pójdzie o samej północy do stajni i tam
ich rozmowę usłyszy. Ezecz to jednak bardzo niebezpieczna, bo taka
ciekawość sprowadza natychmiastową śm urć. Na dowód czego opo­
wiadają takie zdarzenie:
Pewien gospodarz chcąc się przekouaé, czy woły jego naprawdę
ze sobą rozmawiają, poszedł w wigilię Bożego Narodzenia o połnocy
do obory i wylazł na strych. Wtem jeden wół mówi: „Chrystus się
narodził" ,,A tak“, rzecze drugi „lecz nawet jutro w dzień tak święty
będziemy musieli pracować“. ,,A to dlaczego?" pyta pierwszy wół.
„Czemu pytasz? wszak nasz gospodarz za chwilę umrze, a jutro
musimy go zawieść na cm entarz“. Zeszedł gospodarz ze strychu, po­
żegnał się ze żoną i dziećmi i za chwilę umarł. Woły zaś powiozły
zwłoki jego na cmentarz.

— 8 05 —

Bajeczka o pastuszku.
Pewien pastuszek bawił u pani dziecko. Wieczorem dała pani
pastuszkowi dzbanuszek pełny mleka. Pastuszek nie był głodny, wy­
brał się więc nazajutrz rano, jeszcze przed wschodem słońca, do poblizkiego miasteczka, aby mleko sprzedać, a za te pieniądze kupić
sobie to, co mu się będzie podobało W prawdzie do miasteczka nie
było daleko, ale pastuszek był maleńki, więc nogi go bolały. Jakoś
w połowie drogi leżał nad rowem kamień. Zmęczony pastuszek
usiadł na nim, dzbanuszek postawił koło nogi, oparł sobie łokieć na
kolanie, a głowę wsparł na ręku i zaczął dum ać:
„H m ? Coby ja sobie za to mleko kupił? A ha! Dostanę za mleko
cztery dutki ( 8 kr.). Za to kupię sobie podkładków (jaja, które dają
kurze do wylęgania piskląt) i podłożę pod maminą kwokę. Kwoka
wywiedzie kurczęta, będę je karmił, aż wyrosną duże kury i będą
niosły jaja. Tedy już będę własne kurki sadzał i będę miał dużo
kur. Sprzedam połowę a kupię kaczkę i znów posadzę, aż będę miał
dużo kur i kaczek. Znów sprzedam połowę i kupię gęś, posadzę i
będę miał bardzo dużo kur, kaczek i gęsi. Tedy już kupię sobie dwoje
prosiąt i będę je hodował, aż wyrosną świnie i będą małe prosięta.
Potem będę handlował i kupię cielę. Z cielęcia będzie krowa i będę
miał mleko. Aha! a czem będę ją karm ił? Oto sprzedam z połowę
kur, kaczek, gęsi, świń i kupię sobie łąkę i pole. Potem i łoszaka
kupię a wyrośnie koń, będę nim woził kamienie i zarobię dużo pie­
niędzy i kupię więcej koni i pola. Na polu będę robił, nasieję zboża,
sprzedam i będę miał dużo pieniędzy, aż kupię sobie wieś (mówi się
nieco prędzej), a gdy będę miał jedną wieś, to bardzo prędko kupię
sobie drugą, trzecią, czwartą i będę bardzo bogaty.
Aha! tedy będę już duży i będę się żenił, ale zkim? (pomału
coraz ciszej, aby słuchaczów wprawić w zamyślenie). Może z dziew­
czyną ze wsi? O nie, ja będę pan. H m ? to może z panną ze dw ora?
O! także bym nie miał roboty?! J a będę tedy wielkim panem, (prę­
dzej) Aha, już wiem, z księżniczką . . . . A jakby ona ęiebie nie
chciała ? . . . . (szybko i głośno). Co mnie nie chciała ? . . . Ja k ­
bym ją kopnął ! ! . . . . . i nogą podrzucił w górę, prosto w dzba­
nek . . . . Dzbanek się wywrócił, mleko się wylało i przepadły kury,
kaczki, gęsi, świnie, krowy, konie, pola, wsi, pieniądze i księżniczka.
Oj płakał tedy płakał ! —- „ A widzisz, na co ty księżniczkę kopał ?‘.
*

«

— 306 —

O czemś podobnam śpiewają wieśniacy następującą ruską pieśń.
1.

Zażuryw sia. czołowik, jak na świti żyty?
Kupyw ja sy kuroczku, prostaw sia żuryty ;
A knroczka tururu, teper ja sia ne żuru.

2.

Zażuryw sia czołowik, jak na świti żyty?
Kupyw ja sy kaczoczku, prostaw sia żuryty;
A kaczoczka kwa, kwa, kwa,
A knroczka tururu. teper ja sia ne żuru,

3.

Zażuryw sia czołowik, jak na świti żyty ?
Kupyw ja sy husoczku, prostaw sia żuryty;
A husoczka ge, ge, ge, a kaczoczka kwa, kwa kwa,
A kuroczka tururu, teper sia na żuru.

4.

Zażuryw sia czołowik, jak na świti żyty?
Kupyw ja sy porosia, prostaw sia żuryty;
A porosia kwi, kwi, a husoczka ge, ge, ge,
A kaczoczka kwa, kwa, kwa,
A kuroczka tururu, teper ja sia ne żuru.

o.

Zażuryw sia czołowik, jak na świti, żyty?
Kupyw ja sy telátko, prostaw sia żuryty,
A telátko me, me, me, a porosia kwi, kwi. kwi,
A husoczka ge, go, ge, a kaczoczka kwa, kwa, kwa,
A kuroczka tururu, teper ja sia ne żuru.

в.

Zażuryw sia czołowik, jak na świti żyty?
Kupy w ja sy łoszatko, prostaw sia żuryty;
A łoszatko mehehe, a telátko me, me, me,
A porosia kwi, kwi. kwi, a husoczka ge, ge, ge,
A kaczoczka kwa, kwa, kwa, a kuroczka tururu,
Teper ja sia ne żuru.
Antoni Siewiński.

307 —

SŁOWNICZEK
g w a r y lu d ow ej ¡demi sanockiej.
Wyrazy, które niżej podaję, pochodzą z Jaćmierza i Posady jaćmier­
skiej. Pewną ich część wypisałem z poprzednio zebranych pieśni *), reszta
zaś jest pochwyconą wprost z potocznej mowy tutejszych ludzi.
В a - i n o , tak
B a j d o r , dziecko
B a n o w a ć , żałować — „Kobieta
banuje za krową“
B a r a n e k , pierwiosnka pospo­
lita
B a r s , bardzo
В о с o ń , bocian
B u c h a ć , bić
Chałupa, chałupa
C i u k , kij ■
— „Wiezne ciuka na
psa“
Ciuru, ciuru wołają na kury
С o ć , choć
D r у 1i ć , popychać, szturkać
D é r y n g o w a ó , dyrygować
D z i a r g a ć , szarpać, targać
D ź w i r z e , drzwi
G d z i e k e n d y , gdzieniegdzie
Go n a , łuna — „Skąd ta „gona“
bije"
G r o n e k , reński srebrny
H e j n о к , tam
I n s t y g o w a ć , narzekać na co
J a s k o t к i , łaskotki
К a 1 i ć sie, zawalać się błotem
K i k u t , robiący lewą ręką
K r zy p o p a albo krzykopa, przy­
kopa
L o c e ć , loce, biegać -— a
Ma l i k o w a t y , np. koń, z zagię­
tym karkiem
M а г с у z , narcyz
M i a ł с z у , miauczę
M a ł к a , mąka
O b ł u c z y ć , włożyć na siebie,
ubrać
O d w i e c z e r z , po południu

*)

,,L u d ;; 189(1, str. 262— 264, -

Oj s t r z e , ostrze
O k i e s z c z y n y , swatanie, stąd
gdzieindziej „swaszczyny“
O k r o p a , strasznie, n. p. „Takie
było już dziś gorąco aż „okropa“
P a k o ś ć zrobić, zrobić szkodę
P o k a j a n i e , słowo oznaczające,
że się coś złego stało
P r z e p o m n i e с , zapomnąć
P u b 1i к a . wstyd
R y l , rydel
S i w i k , farba do prania bielizny
S ły c h n o , słychać, „Nie słychno
przepiórki“
S p l á t e к , warkocz włosów mały
a cienki
S p ł ó t n i e ć , zblednąć jak płótno
S t a j á n k o , mały kawałek pola,
przez który konie odrazu . idą
przy orce a stąd wracają
Ś w i n k a , nóż za 2 centy
S z a t r a ć , uważać na co
S z к a ł a , szkoła
S z k a r p n y , zły do jedzenia
S z a n d e r , żandarm
T r e b u c h , dziecko
TJ t ę p a . strata
W d r у 1 i ć do kupna, należeć do
kupna
Z a p o r z ą d , z a porządkiem
Z a d o s у ć , wiele, zawiele
Z a ł o m a s z , w ogóle, zachałem
Z a w o d z i ć sie, zająć się czem
Z ł a , łza
Z w a r k a , cebrzyk na 3 wyso kich nogach, a -służący do pra­
nia bielizny.
L. Magierowski.

S o b ó t k a w Galicyi.
X.
Zestawienie m ateryału, zebranego w r. 1897. staraniem Towa­
rzystw a ludoznawczego.
Podał Dr. FRANCISZEK KRČEK.

Prof. Hieronim Eopaciński (Rafał Lubicz) ogłosił w r. 1891 w V.
tomie Wisły, a następnie w osobnej odbitce, kwestyonaryusz w sprawie tzw.
s o b ó t k i . Towarzystwo ludoznawcze we Lwowie, pragnąc ze swej strony
przyczynić się do zbadania tego obrzędu, o ile on w Galicyi istnieje jeszcze,
rozesłało w r. 1897 kwestyonaryusz, opracowany na podstawie broszury
prof. Lopacińskiego, a przedrukowany poniżej w dodatku. Ograniczyło się
ze względu na swe środki li na część zachodnią kraju, polską, i w odpo­
wiedzi na tysiąc blisko kwestyonaryuszy rozesłanych otrzymało 53 egzem­
plarzy, wypełnionych jużto szczegółami pozytywnymi, jużleż przeczeniami
na pytania postawione. Z tychsamych powodów, które podniosłem w spra­
wozdaniu z kwestyonaryuszy, rozesłanych w r. z. w sprawie pisanek (prw.
Ludu t IV. zesz. 2., str. 186), i na tęsamą modłę podaję niniejszem ze­
stawienie materyału, zebranego w ten sposób, uważając to za początek po­
szukiwań, w których Towarzystwo nie myśli ustawać, postawiwszy sobie jako
jeden z punktów programu zbieranie wiadomości ludoznawczych zapomocą
kwestyonaryuszy odpowiednich.
Przedewszystkiem podaję spis tych osób, które nadesłały łaskawie od­
powiedzi na nasze zapytania, znów — jak w sprawozdauiu o pisankach z dołączeniem miejscowości, które odpowiedzi te obejmują, a w układzie
według powiatów, uwzględnionych przy rozsyłce. Oto spis odpowiedzi na­
desłanych :
I. Pow. bialski — 1.
1. Jabłoński A. n , Bulowice.
III. Pow . bocheński — 2.
J. n., Nieszkowice m. i cała zaeh, Gal.
3. Chorąży К. n., Lipnica g.

2 . Hanusiak

— 309 —

VII. Pow. brzeski

2.

4. Gacek A. d., Nìedzìeliska.
5. Musiał S. п., Złota, okol.
IX. Pow. brzozowski

7.

F. п., Krzywe i sąs.: Dydnia, Krzemienna, J a ­
błonka.
7. Niemiec J., kier. szkoły,Brzozów i całypow.
8 . Szuber P. n , Malimmka i okol.:Rymanów,
Żarszyn, Iwonicz,
Do kła, Krosno, Odrzykoñ, Jasienica i Brzozów.
9. Mielnik К , u., Jablonica poi.
10. Krynicki А. п., Harta.
11. Jaślar P. n., Blizne i okol.: Domaradz, Jasienica, Jablonica,
Kombornia, Maliuówka, Orzechówka, Brzozów i Golcowa.
12. Scbolz К. п., Orzechówka i sąsied.
6 . Łuszczki

XI. Pow. chrzanowski — 5.
13. Bielecki J. п., Byczyna, okol. Jaworzna.
14. Papuziński S. п., Chełmek.
15. Nagel А. п., Rudno i całe Wks. Krakowskie.
16. Pezdańska D. п., Wola filipowska.
17. Ziemba P. u., Ciężkowice (całe Krakowskie)
XII. Pow. eieszanowski — 2.
18. Kwiatkowski М. п., Bihale i sąs.: Eukawiec, Nowa grobla,
Czerniawee.
19. Ustyanowska А. п., Łowcza.
XIV. Pow. dąbrowski -

1.

20. Młynarski A. n , Bolesław, Kanna, Fona, Pawłów.
XVIII. Pow . gorlicki — 3.
21. Niemiec L. n, Turza i sąs.
22. Gurgul В.
п., Ropica poi.
23. Wojtalewicz F. п., Wójtowa i okol.
XX. Pow. grybowski — 1.
24. Niklas F. n , Cieniawa.
XXIV. Pow . jasiełski — 2 p.
25. Wawszczak F. п., Cieklin isąs.
26. WojnarskiR. n,, Bieździedza, Bieździadka i Lublica.

— 310

XXYIII. Pow. kolbuszow ski — L
27. Zajączkowski А. п., Kolbuszowa i álp. Kíapówka.
XXXI. Pow. krakowski — 4.
28. Holcer Т., п., Ozyzyny.
29. Sykutowska В. п., Rmsocice.
30. Urbański L. п., Wyciqée i okol.
31. Terlikiewicz T. n.; Prądnik biały.
XXXÜ. Pow. krośnieński — 1.
32. Wiater S. п., Wietrzno.
XXXIII. Pow. lim anowski — 2.
33. Drzyzga J. kier., Tymbark.
34. Szewczyk М. п., Dobra, Gruszowiec, Jurków, Ohyżówka
Potrzecki, Wilczyce i Porąbka.
XXXV. Pow. lisk i — 3.
35. Friedrich Marya п., Stefkowa.
36. Barówna H. n., Baligróg.
37. Gajdówna К. n., Bereska.
XXXIII. Powr. łańcucki — 1.
38. Szumańska H. п., Żuklin i okol.
XXXVII. Pow. m ielecki — 3.
39. Skopiński W. ks., Padew, parafia.
40. Chrobaczyński J. n., Czajkowa, Chorzelów, Malinie, wogóle
cały pow.
41. Hodbod E. n., Wola mielecka.
XXXIX. Pow. m yślenicki — 1 p.
42. Pitala J. n., Stróża i okol.
XLI1. Pow. nowosądecki — 2.
43. Smolucha С. n., Jazowsko i okol.
54. Koch A. n., SiccHee ad Stróże.

— 311 —

XLIII. Pow. now otarski — 2.
44. Bujas J. n., Maniów.
45. Marek W. n., Starébystre.
46. Godlewski A., Zaluczne i całe Podhale.
47. Bajewski J. n., Klikuszowa.
LX1I. Pow. str/yżow ski -- 1.
48. Słowikowski T. n. , Łączki.

XLV. Pow. tarnowski — 1 .
49. Klocek W. u , Poręba radlna.
LXIX, Pow. wadowicki — 4.
50. Krzyżanowska A. n., Laskowa.
51. Komędora A. n., Brzezinka.
52. Bobak J. u , Bachowice.
53. Borucka M., Rudze.
Me nadeszła żadna odpowiedź z pow. : niskiego, pilzieńskiego, pod­
górskiego i tarnowskiego ; nie mogły nadejść żadne z pow. : ropczyckiego,
rzeszowskiego, sanockiego, wielickiego i żywieckiego, ponieważ z braku
czasu nie rozesłano do nich kwestyonaryuszy. Powiatów wschodnio-galicyjskich - jak już wspomniałem — nie uwzględniono z umysłu.
Bilans zeszłorocznych poszukiwań sobótkowych zamykamy na podstawie
materyału powyższego pZwsami co do miejscowości następujących (uogólnienia,
jak „cały powiat“, „całą zach. Galicyę“ it.p. pomijam) : Bachowice, Baligród,
Bieździadka, Blizne, Bolesław, Brzezinka, Brzozów, Bulowice, Byczyna,
Chełmek, Chorzelów, Chyżówka, Ciężkowice, Czajkowa, Czyżyny, Dobra,
Domaradz, Dukla, Dydnia, Fona, Golcowa, Gruszowiec, Iwonicz, Jabłonica
pol., Jasienica, Jaworzno ok , Jurków, Kanna, Klikuszowa, Kłapówka,
Kolbuszowa, Kombornia, Krosno, Krzemienna, Krzywe, Laskowa, Lipnica
gór., Łączki, Malinie, Malinówka, Meszkowice, Odrzykoń, Orzechówka,
Padew parafia, Pawłów, Porąbka, Potrzeczki, Prądnik biały, Rudno, Rudze,
Rymanów, Starebystre, Stefówka, Stróże i ок., Tymbark. Wietrzno, Wil­
czyce, Wola filip, Wola miel., Wyciąże i o k , Załuczne, Zarszyn, Złota
i ok. (tzn. 1 - 3 , 5—9, 11— 7, 20, 26 w części, 27 —28, 30 - 6 , 39—42,
45— 8 , 50—3), — minusami co do miejscowości : Bereska, Breździedza
(oddawna), Bihale, Cieklin i sąs., Cieniawa, Czerniawce, Harta, Jazowsko,
Lublica, Źówcza, Lukawiec, Maniów, Niedzieliska, Nowa grobla, Poręba
radlna, Ropica pol., Russoeice, Siedlce ad Stróże, Turza i sąs., Wójtowa
i ок., Żuklin i o k , (tzn. 4, 10, 18—9, 21—5, 26 w części, 37— 8 ,
43 —4, 47, 49, 54). Nie należy jednak sądzić, żeby wszędzie istniał zwy­
czaj sobótkowy w równej sile, ani żeby tam, gdzie go niema dziś, również

— 312 —

nigdy przedtem nie istniał. Tak n. p. 11. zaznacza wyraźnie, że w Bliznem
przyjął się dopiero od lat 2 0 , a 46., stwierdzając istnienie jego w gminach,
zwanych „Podhalem“, dodaje, iż w Załucznem praktykują go małe dzieci
„tylko powierzchownie, dla zwyczaju"; podobnie w 7. tylko mała ilość go­
spodarzy, względnie ich dzieci, przestrzega tego zwyczaju. A więc upada
miejscami, np. w 51, gdzie niejednemu żal drzewa na spalenie; niewszędzie
upada jednak, jak dowodzi odp. 8 : „Z najwyższych szczytów pagórków na
południu od Brzozowa można spostrzedz palenie sobótek w sam dzień św.
Jana, mniej w wigilję. Cały północny stok Karpat i dolina sanocka ilumi­
nowana. Miejscowości między Rymanowem, Zarszynem, Iwoniczem, Duklą,
Krosnem, Odrzykoniem, Jasieuicą, Brzozowem, stanowią widnokrąg — na
południu zamykają Karpaty“. Naodwrót w 22., choć dziś nie palą sobótek,
starzy wiedzą, że kiedyś tak czyniono; w Lublicy (26.) istniał ten zwyczaj
do niedawna, podczas gdy w Bieździedzy (26.) nie palą już dawno, w 47.
istniał niegdyś. Nadto musiał niegdyś być znanym w Kadłubiskach (k. Na­
rola), skoro korespondentce 19. opowiadano, że tam w dzień św. Jana da­
wniej „majono“ chaty bylicą dla odwrócenia nieszczęścia, szczególnie zarazy
bydła. Natomiast nie śmiałbym podobnego wniosku wyciągnąć z doniesienia
koresp. 10., iź w Harcie w wigilię św. Jana każdy gospodarz wylewa do
dna wodę ze studni i czyści ją dokładnie, wrzucając w końcu do niej nieco
soli, wierzy bowiem, że w ten sposób wyczyszczona studnia daje przez rok
cały zdrową wodę *) ; a nie śmiałbym tego uczynić wobec uwagi szan. kore­
spondenta, iż ludność tamtejsza jest pochodzenia niemieckiego, chociaż już
zupełnie spolszczona, i zna obrzędy słowiańskie chyba tylko z historyi. Ozy
swojskim 2) był też zwyczaj, praktykowany do niedawna w Maniowie, a opi­
sany w 44., nie myślę rozstrzygać ; jako charakterystyczny opiszę go tu
wyrazami szan. korespondenta : „W tutejszej gminie istniał zwyczaj pale­
nia sobótek w każdą sobotę od Wielkiejnocy do Zielonych Świątek, t. j.
przez 7 sobót, lecz zwierzchność gminna zakazała palenia w roku 1894,
albowiem schodziła się na nie tylko młodzież starsza, c z e l a d ź obojej
płci, wyprawiali przytem grube żarty, popychania w ogień, gorszące mowy,
pijatyki, śpiewy nieprzyzwoite (karczemne). Palili ogień bez żadnego celu,
ot tak z przyzwyczajenia — palenie to datowało się od najdawniejszych
lat, lecz nikt nie umie powiedzieć, na jaką pamiątkę. Palili w różnych miej­
scach ognisko, — miejsce to nie miało nazwy, tylko s o b o t k i . Z gospo­
darzy nikt nie uczęszczał na sobotki. W Zielone Świątki, ani w dzień św.
Jana, nie palili. W sąsiednich Węgrzech również pąlą przez 7 sobót Sło­
wacy sobótki“.
Na z wa obrzędu tego, względnie ogni palonych, przeważnie waha się
między formą liczby pojedynczej a mnogiej jednego wyraził: sobótka ( 1 ,
') Zwyczaj ten zna też 2 4 , który go opisuje następującymi s ło w y : „W naszej
okolicy istnieje tylko zwyczaj w ybierania w od y ze stu d zien w w igilię św. Jana lub też
W samą uroczystość, a następnie wrzucania w nią kaw ałków żelaza i w lew ania św ię c o ­
nej w o d y u.
1)
M ów.ąc „sw ojski“, mam na m yśli tylko p och od zen ie zwyczaju tego w om a­
wianej m iejscow ości, nie przesądzam w ca le pytania, czy tak. jak się przedstaw ia tu,
formami sw em i nie odpow iada starosłow iańskim , które bardzo ła tw o m o g ły się p rze­
chować w niedostępnej S łow acczyźn ie ; liczba 7 p rzem aw ia także" za w ielką starożytn o­
ścią — znana to b ow iem „św ięta“ liczba, o czem obszerniej w osobnej rozpraw ie, którą
tem u przedm iotow i m yślę p o św ięcić,

— 313 —

obrzęd, 3, 5—9, 11—2, 14, 17, 20, 26—32, 34—5, 40—2, 48, 50—3,
sobotka w 39. ì 44.), lub sobótki (1. oguio, 2, 13 ognie, 15 —6 , 45, 33.
і 36. „palenie sobótek“); zresztą spotyka się też nazwę „ogień bystry“
w 29., „fakły“ w 47., a w 46. mówią, ^że idą świecić na żyta“.
Ok r e s ś w i ę t o j a ń s k i jako termin palenia sobótek podaje mniejsza
część zaledwie korespondentów, a to : wigilię św. Jana, tj. 23, czerwca, 4. (co
do pow. gorlickiego, 6 , 12, 20, 26. co do Bieździadki, 36, wigilię i sam
dzień tj. 23—24. t. m. — 7 (rzadziej sam dzień), 8 (mniej w wigilię), U ,
27, 32, 48, li w dzień św. Jana 35., (gdzie jednak istnieje jeszcze ter­
min drugi, р. n.), 24. czerwca i dzień następny — 9. Najbliższym tego
okresu jest termin św. Piotra i Pawła (a więc w tygodniu świętojańskim),
który jest drugim terminem palenia sobótek w 35.
Drugi okres palenia ogni to czas Z i e l o n y c h Ś w i ą t e k , O nim
ogólnikowo mówią odp.: 1, 3, 13—4, 16, 29, 31, 40—1,46 i 52, w obu
dniach jako obrzędowych : 42, 45, 51 i 53, a nadto 50. z dodatkiem soboty
przedświątecznej, podczas gdy 39. przepisuje tylko sobotę. Na pierwszy
dzień Świąt kładą ten zwyczaj : 15 (w calem W. Ks. Krakowskiem, a na­
wet za Wisłą i 30., na drugi: 2, 17, 28, 3 3 —4 dawniej też 47)., O 7 so ­
b o t a c h m i ę d z y W n o c ą a Zi el . Św. w 44. mowa była wyżej:
należy więc tylko wspomnieć jeszcze o 5., gdzie palenie ogni odbywa się
w dzień św. Szczepana (26. grudnia).
Wprawdzie wszyscy niemal korespondenci p r z e c z ą
stałości
m i e j s c a , na którem rozpalają sobótki, jednak pozwolę sobie przyznać im
słuszność do pewnego stopnia tylko w tym razie, gdzie zwyczaj sobótkowy
ogranicza się na chodzeniu z miejsca na miejsce z zapaloną pochodnią
(n. p. 45, 47,’ niegdyś i 50.), choć i tu może istnieją zwyczajowe punkty
zborne, których szan. korespondenci nie zauważyli. Podsuwają mi wątpli­
wości w tym względzie odp. 2 —3 i 15—16; i one bowiem znają zwyczaj,
praktykowany w 45., ale określają bliżej miejsca, z których młodzież roz­
biega się po polach, wzgórzach. Toteż odp. 14, 20, 40 i 42., przeczące
ogólnikowo, uważam za niedostateczne w tym punkcie i wymagające spro­
stowania, względnie uzupełnienia. Pozatem można miejsca, używane do
rozpalania ogni obrzędowych, ująć w grupy następujące : a) wyniosłości,
a więc pagórki i wzgórza, z ktorychby było widać ogień rozniecony daleko
(2 . „czasem na pagórku lub ua środku drogi“, 6 . w jednej wsi kilka ogni,
7., 8 ., 9., 11. „wzgórki, miedze wyżej położone, nawet gościniec“, 13, 17.,
26., 32 —3., w 35. tylko na górze, zwanej Żukowem, 36., w 48. wprawdzie
każdy koło swego pola, ale w miejscach najwyższych, 53.)’) ; b) równiny
i doliny. Ta druga grupa wyraźnie rozpoławia się na dwa poddziały, oparte
wprawdzie na temsamem. przeświadczeniu, bo na przywiązywaniu do miejsca
pewnych skutków, ale rozbiegające się pod różnym kątem widzenia. Ci bo­
wiem, którzy palą ognie na polach uprawnych i pastwiskach, obracają się
w kole wierzeń o siłach
opiekuńczych, zbawczych, co zresztąpotwierdza
zeznanie koresp. 5., gdzie palą ognie koło pszenicy w przekonaniu, że w ta­
kim razie pszenica nie będzie się „śniedziła“ ; ci natomiast, którzy przeno­
szą ugory, miejsca leżące odłogiem, drogi, doliny, zapewne pozostają, chocby

‘) W 15. i 16. nie zapalają wprawdzie ognia na wzgórzach, ale obiegają je z po*
ehodniam i, zapalonem i g d ziein d ziej.



314

-

nieświadomie — pod wpływem dawnych wierzeń o złych mocach, czarowni
cach i t. p,
Ogólnie o p o l a c h mówią,: (3 na osobném miejscu w polu, albo
uganiają z ogniem dokoła pól poszczególnych), 5—6, 27 (na stałem miejscu),
29 (na miejscu, zwanem s o b ó t k ą ) , 30 —1 , 39—40. Wyraźniej już, bo
o zbożach mówią : 1 (zwykle przy życie i pszenicy), 2, 5, (na polach,
zasianych pszenicą), 30, 46, (p. w. „idą świecić na żyta'1), 51 (żyto). Że
tu należy rozumieć przez pola i zboża przedewszystkiem miedze, wskazują
wyrażenia : 8 . „na miedzach“ i 1 . „na granicznych miejscach pól“, oraz
omówienia odp. 2., 30., 46. i 51. (p. w.) Nieraz też bywa, że nie palą
ogni gromadnie, ale każdy roznieca je przy swoim gruncie (5., 17., co do
okolicy Ciężkowic, 48., 51—2). P a s t w i s k a wspomniano w 16 (tu roz­
palają na pastwisku, poczem rozchodzą się po górach, w 28. 31, 33 i 34.
(gdzie podają jako motyw chęć nieuszkodzenia zabudowań1). Ug o r y wy­
stępują w: 8 ., 12. i 33—4, d o l i n y w 7., d r o g i w 8 . i 9' („krzyżowe)“.
Alternatywę do wzgórz stanowi miejsce „ pod l a s e m “ w 32. i 36.
U r z ą d z a n i e m sobótki zajmują się zwykle dzieci i młodzież płci obojga
(prw. 2— 3, 5, 7, 9, 11, 15, 28—30, 34, 39, 50 i 52). Tylko czterej ko­
respondenci (28, 32, 41 i 52.) starają się określić granice wieku tych
młodych aranżerów i aranżerek obrzędu ; wahają się one między 4tym, wzglę­
dnie 6 tym, a 15tym, względnie 20tym rokiem życia. Zresztą zadowalają się
ogólnikowymi określeniami (mały, starszy, w wieku szkolnym, wyrostek).
Ważniejszym, jednak od wieku wydaje mi się inny szczegół, podany przez
kor. 8 , 11—2, 32 —5, iż urządzenie sobótki spoczywa głównie w ręku pa­
stuszków i pastuszek — również młodych. Szczegół ten potwierdzają 47.,
gdzie „czasem pastuchy palą, lecz nic nie śpiewają przytem“, i 34., gdzie
znów młodzi wykonawcy obrzędu śpiewają pieśni „zwykle przy paszeniu by­
dła“. Że i starsi nieraz wykonują sami obrzęd omawiany, to wynika nietylko z wyznania wyraźnego kor. 7., ale i z tego faktu, że w tych razach,
gdzie — jak w 42. lub 45. — każdy z osobna pali sobótkę na swem
polu, chyba gospodarz sam to czyni. O oddzielnem urządzaniu sobótki przez
płci obie mówią tylko kor. 29. i 48. Jednej osoby, któraby zajmowała sta­
nowisko głównego aranżera i kierownika obchodu, nie znają widocznie dzi­
siaj, a kor. 40. zaznacza tylko, że dawniej bywał ktoś, co „szeregował pa­
lących sobótki’1. Ale uwaga ta dowodzi najlepiej, że korespondent szano­
wny nie zrozumiał 4. pytania kwestyonaryusza naszego taksamo, jak kor,
46, który pisze, że tam „wybierają za przewodnika takiego, co najlepiej
umie śpiewać, idzie przed innymi i patrzy z książki“. Nie o to nam cho­
dzi, bo że ktoś energiczniejszy i zdolniejszy wysuwa się na czoło gromady
młodej, to rzecz przyrodzona i niema w niej nic zwyczajowo-tradyćyjnego ;
my chcemy dojść, czy nie zachowały się ślady kapłańskich czynności z cza­
sów zamierzchłych w zwyczaju poddawania się pod rozkazy jednego kiero­
wnika uroczystości. W tym kierunku, pominąwszy obie odpowiedzi wspo­
mniane, albo nie otrzymaliśmy wyjaśnienia (13, 16, 27, 33, 36. 51), albo
spotykamy się z odpowiedzią, zaprzeczającą wybór kierownika (1, 6 , 8 —9,
14, 17, 20, 26, 28, 3 0 - 1 , 24, 41 — 2 , 45, 47—8 i 52 - 3 ) . Niolepiej
‘j I w 29, rozpalają ogień „zdala od domów“ wśród pola, zapewne z tegoż powodu rzekomego.

— 315 —

powiodło się nam z 5. pytaniem'; nie odpowiedzieli na nie kor. 13, 16, 35,
36, 39, 42 i 51, reszta zaś z wyjątkiem 12 i 35. zadowala się przecze­
niem. Być może, źe 12. nie jest odosobnionym, choć sam tylko podaje fakt,
iż p r z e d r o z p o c z ę c i e m obrzędu śpiewają pieśń do św. Jana Niepomucyna „Witaj Janie z Bolesława“, bo pieśń tę znają i nucą też gdzie­
indziej w czasie sobótki, ale nigdzie (p. n.) nieoznaczono chwili tak dokła­
dnie, jak w 12. Natomiast czemś niezwykłem, acz w części prastarém, wy­
daje mi się obrzęd, opisany przez kor. 35.: „ Dr z e wk o do palenia zwy­
kle jest gotowe około drugiej lub trzeciej godziny popołudniu.
Po
ukończeniu drzewka wybierają chłopcy z pomiędzy siebie trzech lub czterech
najsilniejszych, którzy trzymają straż około tego drzewka, aby jaki niepro­
szony gość go niepodpalił fz heców). Około zachodu słońca zbierają się
dziewczęta i chłopcy i przynoszą plecione wianki z polnych kwiatów. Z tych
wianków robią jedno wielkie koło, a w środku stawiają krzyż. Największy
wieniec kładą na sam wierzchołek tego drzewka. Jeżeli on się spali do
ostatka, to się cieszą, a jeżeli przypadkiem podczas gorenia upadnie na
ziemię niédopalony, to się smucą, że rusałki nieprzyjmą ich do siebie, bo
są grzesznemi. Po zawieszeniu wieńca na drzewku stają dziewczęta w koło
i rozpoczynają śpiewać różne pieśni, które mają na celu zwoływanie innych
na sobótkę“.
O k ą p i e l i obrzędowej przed lub po obchodzie sobótkowym zdołaliśmy
tylko od kor. 35. dowiedzieć się, że „zwykle po tej ceremonii kąpią się
chłopcy w rzece, a dziewczęta przedtem“. Śladem jej jest może jednak
wierzenie, o którembędzie mowa niżej w miejscu odpowiedniem.
O p a s y w a n i e si ę b y l i c ą zna tylko 38., gdzie „opasują się
w wigilię (św. Jana) starzy i młodzi, męszczyźui i kobiety, wierząc silnie,
że to pomoże przeciw bolowi w krzyżach“ ; choć niewymieniono tu wyraźnie
bylicy, uczyniła to ta sama korespondentka w innym związku później tak,
że nie ulega wątpliwości, iż i tu mowa o tem zielu. Mianowicie pisze, co
następuje: „W wigilię św. Jana rano zakładają pod strzechę zioła: łopuchy,
bylicę, sroczkę i żółcień. Zioła te wyjmują z pod strzechy, gdy zachoruje
który z ludzi lub inwentarza żywego. Zioła te mają być według ich zdania
bardzo pomocne w każdej chorobie“. Korespondentce 19. opowiadano, że
w okolicy Narola, mianowicie w Kadłubiskach, w dzień św. Jana dawniej
„majono“ chaty bylicą dla odwrócenia nieszczęścia, szczególnie zarazy by­
dła; czy się to utrzymało dotychczas, nie wie. Taksamo korespondent 9. do­
nosi o m a j e n i u strzech „łopuchem i gałązkami l i p o wy mi “, co pozo­
staje w związku ze szczegółem, podanym przez 46., iż tam „chłopcy
biorą lipę, tj; gałązki, i noszą za kapeluszami i umajają izby“.
Przeżytki w s p o s o b i e z a p a l a n i a ognia sobótkowego są rzadkie
bardzo. Ledwie w jednym wypadku (35.) spotykamy się z tarciem 2 drewek o siebie, obok czego jednak posługują się tam także zapałkami, nato­
miast 36. i 40. zapisują tylko tradycyę o dawniejszem „krzesaniu“ ognia.
Zresztą albo odpowiedzi przeczące (20, 30, 47), względnie żadne (29),
albo też siarniki (zapałki) opanowały pole niepodzielnie. Słabe tylko ślady
jakichś zwyczajów dawniejszych widnieją w faktach, iż w 41. i 45. zapalają
tylko pierwszą sobótkę siarnikiem, inne zaś od pierwszej, a w 7. rozpale­
nie ognia następuje z 4 stron („na cztery rogi“).
Sam o b r z ę d wykazuje w odpowiedziach, które mam pod ręką, trzy
typy. Najpospolitszy (4), a snać i najdawniejszy, przedstawia się słowami

— 316 -

kor. 16., jak następuje: a) Parobcy układają stosy z chróstu lub z drzewa,
stosy te zapalają.., ( b ) a gdy się dobrze rozpalą, przeskakują je. (c) Gonią
dziewczęta, chwytają je i zmuszają do przeskakiwania ognia, (d) Następnie
zapalają od płonących stosów kiczaki, osadzone na długich kijach (małe
snopki słomy), lub stare miotły i biegają z nimi po miedzach lub po wzgó­
rzu, wywijając nimi w rożne strony i rzucając je do zboża, rosnącego na
polach lub pomiędzy gromadki dziewcząt“. W opisie tym odróżniam cztery
momenty, które rozmaicie się kombinują i jnżto dają odmianki typów, jużteż dwa inne typy. Odmianki te są tak małoznaczne i dotyczą wszystkich
typów bez różnicy, że dla uproszczenia rzeczy załatwię się przedewszystkiem
z nimi. Co do ma t e r y a ł u na ogień główjy, to chróstu (suchych gałęzi,
zwł. drzew szpilkowych, tarniny, jałowca) używają: 2—3, 7, 12, 14, 17,
27 (w Kłapówce), 32, 46, 51, — drzewienek cz. szczypek w 11., słomy
w 3, 7, 11, 46 i 48 ; zabytek starodawny stanowi w 35. „drzewko“, o którem była mowa wyżej, a które stanowi jedyny materyał palny p o d c z a s
obrzędu wieczornego1). Oblewanie smołą lub naftą tych materyałów nastę­
puje zapewne częściej, niż to zaznaczono w odpowiedziach; jestto krok
do zmodernizowania, a ostatecznie i zagłady pięknego zwyczaju, który w 41.
szczytuje w beczce smolnej, względnie w uboższej widocznie miejscowości
45. ogranicza się na paczce drewnianej, napełnionej smołą. O materjał stara
się młodzież i w tym celu zbiera chróst od dłuższego czasu — niektórzy
korespondenci mówią nawet o ealym roku — nawet składa się na jego zakupno. Że przy paleniu sobótki nie panuje milczenie grobowe, ale owszem
życie, gwar i wrzawa, rozumie się samo przez się, choć tylko ten lub ów
korespondent wspomina o „wiwatach“, trzaskaniu z batów, lub strzelaniu
z pistoletów ; (prw. 2. i 35); w pow. gorlickim (5.) mianowicie chłopcy
wychodzą na wzgórza, gdzie się palą sobótki, i każdy trzaska z bicza tak
długo, jak długo się ogień pali. Natomiast p r z e s k a k i w a n i e o g n i a
jest już rzadkim objawem; wspominają je wyraźnie tylko 2., 7 .- 9 , 12.,
14., 17., 26., 48. i 51 2). A i w tych razach jestto albo pustota czyli —
jak pisze korŁ 8 . — „zbytek“, albo zabawa „bez wszelkiego znaczenia“
i rzadko praktykowana (7.) Jedynie w Witryłowie (podług 7.) skaczą z wiarą
w moc leczniczą skoku, czynią to bowiem dlatego, „by ich nogi niebolaly
(żeby im się nie obierały)“. Owe zbytki (8 . i 14.) polegają przeważnie na trą­
caniu w ogień dziewcząt i zmuszaniu ich do skakania przez ognisko 3).
W 17. zachował się prawdopodobnie ślad podkładu wierzeniowego tych
„zbytków“, tam bowiem „najznakomitszych gospodarzy córki biorą parobcy
niespodzianie, kołyszą (huśtają) je nad ogniem i przezeń przenoszą, a to
w tem znaczeniu: W o s t a t k i o p r ó s z o n a , w ś m i g u s p o k r o ­
p i o n a , a t e r a z o s u s z o n a z o s t a ł a ; a że do szczegółu „najznako­
mitszych gospodarzy córki“ nie należy przywiązywać zbytniej wagi, wska-

, ) M ianow icie 48. pow iada : „P o zachodzie sło ń c a zbierają się w szyscy razem ,
zapalają drzewko, a przytem śpiew ają różne p io sen k i“,
W 26. uczestnicy skaczą w o k o ło p łon ącej żerdzi, a gd y spalona kiczka sp a ­
dnie, skaczą przez nią t y ł e m ; w 36. skakano d a w n i e j przez ogień.
2)
ruskich zaś
sk akują“ .

12. donosi o swej wsi, że tam sami ch ło p cy skaczą, a le dodaje : „w e w siach
parobek chw yta za rękę dziew czynę i rozpędzając się spoinie ogień prze-,

— 317 —

zuje chociażby ta okoliczność, że bohaterkami zwyczajów wielkanocnych
również one bywają przeważnie (o czem proszę porównać moje sprawozdania
o „ P i s a n k a c h w G a l i c y i “) nie z powodów jakichś tradycyjnych, jeno
dzięki swemu stanowisku społecznemu.
Ostatni ważny moment stanowią wspomniane w kor. 14. „kiczaki“.
Najczęściej bywają to stare miotły brzozowe (2, 9, 15, 17, 27—9, 31, 45,
50—3), lub wiechcie słomy (2, 7, 20, 28, 30. mówi o „kłopeiaeh słomy“,
39, 40, 41. mówi o „witce“ słomy, 48, 52. mówi o „pochódkach“ ze słomy, 53);
zwykle tak jedne, jak drugie, osadzają na żerdzi. Smolne szczapy są w uży­
ciu w 11, 15. i 51 ; w 11. zowią je „smółkami“. Zupełnie naszę pochod­
nię przypomina „ dz i a d' , używany w 39. i opisany przez korespondenta
tamtejszego, a zapewne identyczny z pochodnią „ze smoły i szmaty“,
z którą biegają pomiędzy zboża, smoląc się nawzajem i wyrządzając „zbytka“
dziewczętom w 8 . Otóż według opisu kor. 39. ów „ d z i a d “ jestto nà dłu­
giej tyce osadzony „pęk szmat, konopi lub starych zużytych powrozów, na­
moczonych w ropie“. W 13. pochodnia taka bywa bardzo prymitywną, bo
jestto tylko „rodzaj wideł z gałęzi“, do których przymocowują zapomocą
drutu suche łuczywo; pochodnię taką nazywają „ r a ć “. Ostatecznie niebrak
takicb, którzy nie robią żadnych przygotowań, nie zbierają mioteł i t. p., tylko
wprost z rozpalonego ogniska wyciągają płonące gałęzie — ot i pochodnia! ’).
Postępują z tymi pochodniami najczęściej tak, jak podano wyżej w 14.
(prw. 3, 6 , 8 , 11—3. i 16.) W 32. z „dziadem" płonącym oblatują na­
przód ognisko dokoła, a potem zboża, rosnące w polu, przyczem wołają gło­
śno (p. n.) Odmiennie nieco postępują sobie w 11., gdzie chłopcy i dzie­
wczęta biorą po 2 smółki palące się i gdy już ognisko płonie- na dobre,
chodzą z nimi jakby ze świecami naokoło niego, przyczem chłopcy wywijają
smółkami; słomą natomiast obwijają żerdzi i albo je wbijają koło ogniska,
alboteż biorą do rąk jakoby ogromne pochodnie. W 1 2 . także nie słyszymy
0 bieganiu po polach, tylko pasterze kłaniają się zapaloną racią sąsiednim
ogniom i odbierają w zamian ukłony; nie biegają również w Ciężkowicach
(17.), ani Brzozowie (9.), zadowalając się rzucaniem w górę płonących sta­
rych mioteł (prw. 11), w 53. zaś wywijaniem nimi w powietrzu. Przechodzę
do typu II. (B). Podczas gdy w A. porządek punktów programu, podanych
w 14., był na początku rozniecenie spólnego ogniska, a na końeu bieganie
T, pochodniami po połach, to typ B. polega na jego odwróceniu. Obrzęd za­
czyna się mianowicie tem, że z poszczególnych chat, lub kilku sąsiednich,
wych; dzą dzieci (parobcy) z łuczywem, zapalają je i obiegają z niem pola
swoich ojców czy też gospodarzy, a dopiero niedopałki rzucają na kupę
1 kończą obchód spólnem ogniskiem. Tak bywa n. p. w Bieździadce, (27),
gdzie chłopcy szykują się gęsiego i z zapalonymi miotłami urządzają po­
chód w fantastycznych wężach, który trwa z pół godziny ; następnie, gdy
miotły się spalą, układają żerdki z nich na kupę i podpalają je — jak
mówią — „na ofiarę“.
Że jestto już objaw rozluźnienia tego poczucia spólnoty gminnej, która
kazała pradziadom poczynać od jednego ogniska, niepotrzeba chyba wyka­
zywać. Typ B. jest zarazem krokiem pierwszym do zaniku zwyczaju. Na­
') W 35,, gd zie palą „d rzew k o“, niem a p och od n i sp ecyalnych,
p olach .

ani b iegan ia po

— 318 -

stępny stanowi typ III. (O.), polegający na odrzuceniu punktu niegdyś pierw­
szego, a w typie B. ostatniego. Tu już niema ogniska spólnego. Co naj­
wyżej gospodarz poszczególny rozpala sobie ognisko na swych śmieciach (n.
p. 17, 51); zresztą zwykle tylko obiega z płonącą miotłą czyteż pochodnią, swe
pola (n. p. 42), względnie zleca tę czynność, dzieciom i parobkom, którzy
albo uganiają tylko wkoło swoich zbóż (2, 17. w Płazie, 51—2), albo też
zbierają się w większej liczbie i dla uciechy obiegają więcej pól razem
( 6 , 15, 2 0 , 29, 31, 40—1, 45, 48, 50) 1). Bieg ten utrzymuje się jeszcze
i utrzyma do pewnego czasu, bo opiera się na wierzeniu, o którem wspo­
minam niżej na miejscu odpowiedniem, ale ostatecznie z rozwojem oświaty
musi pójść w niepamięć, jak i reszta zwyczajów sobótkowych
Że obrzęd sobótkowy upada, dowodzą też odpowiedzi na pytanie 1 0 .,
do którego przystępuję. Mianowicie aż 17 korespondentów zaznacza, że
w ich stronach nie śpiewają żadnych pieśni podczas palenia - sobótki (2, 9,
13—5, 17, 26—7, 30 —2, 36, 4 0 —1, 47, 50, 53); kor. 20. tosamo
donosi o Bolesławiu, a czterej z tych, którzy dają zresztą odpowiedzi po­
zytywne, nie odpowiadają nic na to pytanie. Z owej siedmnastki dwoj do­
noszą jednak, że dawniej śpiewano w ich wsiach, mianowicie w 9. o „bo­
gini, co wianki dawała“, a w 36. o topie'icaeh i rusałkach. Nie wliczyłem
do cyfry tej odpowiedzi 5, której z powodu osobliwego terminu palenia
sobótki wyznaczam zawsze miejsce odrębne. I tam już nie śpiewają, ale szan.
korespondent słyszał w dawniejszych czasach różne śpiewy przy spalaniu
ognia w dzień św. Szczepana i podaje te, które zapamiętał, jakkolwiek
nie wszystkie. Śpiewały je dziewczęta, zapaliwszy sobótkę. A oto ich
brzmienie :
1. Na mojej grządeczce rosła w lecie rutka,
Dziś wśród ciężkich mrozów płonie mi sobótka.
2. Dziś mojej pszeniczce sobótkę-m spaliła,
Pamiętajże o tem, byś się nie śnieciła.
3. Ty, moja sobótko, palże mi się żywo,
Da Pan Bóg doczekać, przyjdę tu na żniwo.
4. Ty, moja sobótko, rzuć płomień w niebiosy,
Na świętego Jana zakwitną tu kłosy.
5. Zieleńże się, zieleń-ty, pszeniczko złota,
Przyjdę ja tu znowu, gdy minie sobota.

') W yjątkow e stanow isko zajmuje 5., gd zie sob ótk ę pali każdy na swem pola
w dzieli św . Szczepana, starając się o uprzedzenie innych w tej czynności, a odprawia
się ten obrzęd w sp o só b następujący: „Bardzo rano wynosi się wszystko (mowa tu i
o sianie, zbożu i sło m ie ) z izby i daje kontom albo b y d łu do zjedzenia — resztę śm ieć
zmiata zw yk le d ziew czyn a i ąibo sam a, albo w towarzystwie parobczaka, wynosi na
p ole i sp ala“.

— 319 —

Zresztą przypomina sobie tensam korespondent, że w innych pieśniach
była mowa „o rzece Dunaju (Dunajcu), o topielcach, o wianku rucianym,
o tęsknocie za ukochanym, który gdzieś daleko na wojnie zginął, albo nie­
wierny pozostał w obczyźnie“. W 52., gdzie śpiewają też różne pieśni,
nie mające żadnego prawie związku z obrzędem palenia ognia, także nie­
które piosnki mówią o Dunaju, a w innych powtarza się wyraz „leluja“ ;
w 35. zaś spotykamy się z pieśniami o Janie Kupajle i o rusałkach. Cie­
kawe byłoby poznać piosnki, nucone w 32. przez dziewczęta, w tym —
jak pisze kor. — celu, by „zwoływać innych na sobótkę“. Zresztą jeżeli
gdzie śpiewają, to albo piosnki świeckie, nie mające związku z sobótką,
albo pieśni nabożne. Ponieważ zaś — co podniesiono już wyżej — młodzież
pastusza zajmuje się sobótką szczególnie, nic dziwnego, że pomiędzy pie­
śniami spotykamy też nieraz pasterskie (prw. 3, 33--4). W 3. nucą nadto
piosnki „kawalerskie“ i obrzędowe weselne; ostatni gatunek przyjął się też
w 1 1 . i Щу, W ostatniej miejscowości śpiewają też pieśni, zwyczajne pod­
czas chrzcin, i krakowiaki1). Wszyscy zaś ci korespondenci i parę innych
(a-więc 1, 3 7, 11, 28, 33:—4, 4 5 - 6 ) przecząco odpowiadają na kwestye,
poruszone w wadze do 10. pytania naszego kwestyonaryusza. Dokategoryi
drugiej należą pieśni, używane w 6 —8 , 11 —2, 20, 46, 48. i 51. Prawie
zawsze jestto znana pieśń o Janie Niepomucynie : „Witaj Janie z Bolesława“,
jedynie bowiem w 20., 46: i 51. nie powołano jej wcale i mowa ogólnikowo
o pieśniach nabożnych (w 20. śpiewają „Serdeczna matko“ i inne). Dla­
czego śpiewają właśnie pieśń o tym świętym, to tłumaczy 48. tymi słowy :
„Panuje u nich to mniemanie, że to na tę pamiątkę palą“. Należy też do­
dać, że pieśni nabożne nuci przeważnie płeć żeńska. M u z y k a już dziś
nieczęstym gościem podczas sobótki Mówią o niej tylko 2, 7, 11, 14, 27.
(co do Kłapówki), 33, 35, 45 —6 . i 51, a i ci z zastrzeżeniami. Tak np.
w 7. muzyki niebrak 'ylko wtedy, gdy starsi gospodarze — co rzadko bywa —
biorą udział w obrzędzie; wygrywa ona w takim razie tańce zwyczajne,
a gospodarze i gospodynie tańczą w pobliżu koło ogniska, częstując się
wódką i mięsiwem. Tańce podczas obrzędu praktykują się w 2 —3,7, 11 —2
27 (w Kłapówce), 33 - 5, 46; zwykle odbywa się to n a o k o ł o ogni a,
koresp. 1 1 . jednak, mówiąc jedynie o weselnych polkach, nie określa miejsca.
Zresztą zawsze prawie obecność muzyki jest przypadkową — ot, który
parobczak umie grać jako tako, to wygrywa piosnki ludowe (prw. 32. i 51.),
a raczej przygrywa do śpiewu lub do tańca uczestnikom innym. A grają
zwykle na harmonikach ręcznych (14., gdzie niema śpiewów, 45 —6 , 51),
alboteż
na skrzypcach (35. i 45 — 6 ). Tylko 11. używa całej kapeli,zło­
żonej z 2 skrzypiec, klarnetu i basu, a towarzyszącej grą swoją śpiewom
wiejskim.
Ponieważ z zagadnieniami, pomieszczonymi w pytaniu 12., załatwiłem
się wyżej już przy pyt. 9., przechodzę wprrst do kwestyi: „Kto bierze
udział w obrzędzie?“ Tu przedewszystkiem muszę stwierdzić, że prawie
żadna odpowiedź nie dotyczy tego, o co nam chodziło w tem pytaniu, a co
wyjaśniliśmy przecie w uwadze. Jedynie kor. 8 . podkreśla, że „dziewcząt
niemoralnych nie wykluczają, owszem — czem wc z e l s z a , tem lepsza, bo,

*) Co znaczy wyrażenie 46. : „parobcy śpiew ają tak, jak u żyd a“, nie umiem s o bie w ytłum aczyć.

22

— 320 —

starsi mały biorą udział w obrzędzie“. Zresztą mamy do czynienia z samy­
mi ogólnikami w tym względzie. O udziale dzieci i młodzieży mówili ciżsami korespondenci już ex re jednego z pierwszych pytań. Podniosę więc
tylko te szczegóły z odpowiedzi na pyt. 13., które nie znalazły uwzględnie­
nia wyżej i nie mogły nieraz go znaleść, ponieważ tam chodziło o urządza­
jących obchód, a tu chodzi o biorących udział w obrzędzie. A mianowicie
charakterystyczne jest to, że w niektórych miejscowościach uczestniczy
w obrzędzie tylko mł ó d ź mę s k a w — 7. zwykle chłopcy i młodzieńcy,
w Jabłonicy (t. j. 9), wyłącznie chłopcy, starsza młodzież tam nie bierze
udziału. Taksamo, jak w 48. w 13 i 16. p r z e w a ż n i e „chłopcy szkol­
ni“, — w 26 zwykle chłopaki 1 2 —ISletnie, dziewczęta zaś tegosamego
wieku, trzymając się zdala od nich, przypatrują się tylko obrzędowi, podob­
nie w 48. chłopcy bawią się osobno, a osobno dziewczęta; 27. i 39.
mówią tylko o chłopakach, a 45. tylko o dorosłych parobczakach. Parę
odpowiedzi z niejasnemi wyrażeniami o „dzieciach, wyrostkach, młodzieży“
bez określenia płci pomijam ; zresztą bywa mowa o młodzi lub dzieciach
płci obojej. Wszyscy natomiast korespondenci, o ile wdają się w to, stwier­
dzają, że starsi biorą obecnie udział bardzo slaby w obrzędzie. Rola ich
najczęściej odpowiada roli widza na przedstawieniu, względnie stróża mo­
ralności i bezpieczeństwa. Drugą grają nieraz nienajlepiej, bo raczą się
wódką i innymi napojami (prw. 2, 3, 7, 27. co do Kłapówki), przez co
wpływają o tyle źle na młodych uczestników obrzędu, że i wśród tych pi­
cie wódki wchodzi w program (17). W 2. po obrzędzie parobcy i dziew­
częta idą do karczmy lub na zbiorową zabawę do jakiego domu, gdzie
raczą się wódeczką i piwem i przy muzyce tańczą do białego rana. W 4.
po sobótce po kilku parobków gromadzi się w domach dziewcząt, przynoszą
wódki lub wina, częstują się i przygrywają na ręcznych harmonikach, ale
nie tańczą; w 46. kończy się obrzęd nieraz pijatyką w karczmie. Czy to
jest owo„zapijanie zielonego“
(nb. w 2, 14 i 46. sobótkę palą
w Zielone
Świątki), o którem
mówi uwaga do 15. pytania naszego
kwestyonaryusza, czyteż zwyczaj, pozostający w związku ze zwyczajami
okresu pisankowego, nie umiem orzec.
Z kwestyą „zielonego“ zstępujemy z terenu obrzędowego na grunt
wi e r z e ń , łączących się z sobótką. Niektórych dotknąłem już poprzednio
mimochodem, ale ze strony czysto zewnętrznej.
Tak n.p. mówiłem już
o bieganiu po polach z płonącemzarzewiem. Tu nie będęsię powtarzał,
tylko podam uzasadnienie tego szczegółu w wierzeniach ludu. Kor. 42. do­
nosi mianowicie, że gospodarz, lub jego służący, obchodzą z ogniem łan
żyta lub pszenicy w około, „aby się udały“, przyczem wołają : „Sobótki na
Zielone Świątki“. Podobnie rzecz tę motywuje kor. 29. chęcią okadzenia
pola dymem, „by urodzaje nie zawiodły“. Tosamo wynika z wołania, to­
warzyszącego bieganiu dokoła zboża w 32. : „Uciekaj kąkolu, bo cię będę
poluł ( ~ palił)“, lub: „Uciekaj śnieciu (“ śnieci), bo cię będę świeiuł
(— świecił)“, oraz pieśni, nucone niegdyś w 5. na św, Szczepana, a przy­
toczone powyżej1). W 35. chłopcy i dziewczęta biorą głownie żarzących się
ogni, niosą do domu i wstawiają w kapustę w mniemaniu, że jej gąsienice
^ Zresztą kor. 5. wyraźnie pow iad a, że tam palą sobótkę na polach,
pszenicą, więrząc, że się p szenica nie będzie „śn ied ziła “.

zasianych

— 321 —

nie zjedzą,. Zwyczaj ten przypomina inny; opisany przez kor. 24. słowy
następującymi: „W wielki poniedziałek po Wielkanocy popołudniu obcho­
dzą pola i zatykają na rogach gałązki z ognia święconego w wielką sobotę,
i pokrapiają pola świeconą wodą. Później pomiędzy krzaczkami świeżo za­
sadzonej rozsady kapusty zatykają zrobione ze słomy i ubrane w stare
odz;enia tzw. strachy, ale nie w celu odpędzenia ptactwa lub zająców (!),
lecz aby odwrócić pierwsze wejrzenie przechodnia na tego st.acha, aby nie
dał uroków kapuście“. — W 3. i 26. wiara w to, iż pszenica się nie zaśnieci, a zboże uda, jest przywiązaną wprost do spalenia sobótki.
W 35., gdzie jeszcze zachował się zwyczaj palenia „drzewka“ Kupały,
łączy się ze spaleniem wianka, umieszczonego na jego szczycie wierzenie
następujące : „Jeżeli wianek spali się do ostatka, to się cieszą, a jeżeli
przypadkiem podczas gorenia upadnie na ziemię niedopalony, to się smucą,
że rusałki nie przyjmą ich do siebie, bo są grzesznemi“.
Puszczanie natomiast wianków na wodę znane jest według 2 . w W.
Ks. Krakowskiem tylko we wsiach, położonych nad Wisłą, i w samym K ra­
kowie w wigilię św. Jana.
W Witrylowie (7.) towarzyszy obrzędowi sobótki nieraz przebieranie
się za cyganów; co to znaczy, nie wiem.W 12 „gdy sobótka się wypali,
każdy z uczestników ręką ogień powinien przeżegnać, a to dlatego, gdyż
czasem diabeł lubi ogień rozrzucić i wzniecić pożar, do pożegnanego zaś
nie ma przystępu“.
Przyczynę skoku przez ogień podałem według wierzenia ludu witryłowskiego (7.) już wyżej. W 36. dawniej również bydlo przeprowadzano przez
ogień — po co, łatwo się domyślić przez analogię do obiegania pól, choć
nic o tem kor. nie mówi. „Wytrząsanie pcheł“ istniejew 39.
Wiara w pomoc czarowuą kwiatu paproci przy szukaniu skarbów jest
dość powszechną Kor. 5. 50 i 52, mówiąc o niej, każą czynić te poszu­
kiwania o północy w wigilię św. Jana, ale zaznaczają, że lud nie próbuje
tego środka z powodu obawy przed złym duchem, który zerwaniu kwiatu
stawia rozliczne przeszkody; według 52. „jeżeli się tylko o czemś niestosownem pomyśli, to już ten kwiat paproci zniknie“. I w 8 . dyabeł odstrasza
śmiałków od wyprawy po kwiat paproci w owę noc, a raczej północ, bo —
jak powiadają — „ktoby szedł po jej kwiat, spotka dyabła za każdym drze­
wem ; dyabli ci tak go będą długo po lesie oprowadzali po różnych błotach
i tak go w błocie otłuką, że sam będzie podobny do dyabła, a tymczasem
paproć okwitnie“. Przyczyna tych sztuczek dyabelskich tkwi w obawie ich,
aby im posiadacz kwiatu nie zabrał skarbów. Bardzo ciekawem jest opo­
wiadanie kor. 1 2 .: „O samej północy po spaleniu sobótki należy pójść
zupełnie nago i tak, by nikt się tego nie domyślał, do ogrodu, gdzie kwitnie
piwonia, lub do lasu, gdzie jest paproć. Tak piwonia, ja paproć, mają
mieć w wigilię św. Jana kwiat biały. Kto taki kwiat dostanie, wie wszyst­
kie tajemnice. Pierwszy tajemnicę o paproci miał odkryć pewien Ru s i n ,
który, idąc w nocy w wilję św. Jana przez las, nadeptał przypadkowo kwiat
paproci, a ten wpadł mu do chodaka. Rusin miał odtąd być wszystowiedzą­
cym“ . W 48. przywiązują znalezienie „szczęścia“ do znalezienia paproci
w samo południe lub o północy w wigilię lub w sam dzień św. Jana, ale
nie umieją wytłumaczyć, co to za szczęście. Jestto już dowód upadku wie­
rzenia. Co go spowodowało ? Czy może wynik ujemny prób ? Przynajmniej
9 powiada, że dawno temu i w Jabłoniey szukano kwiatu paproci, ale „to
*

322

nieprawda“ i dano pokój. A więc skiepsa, wieczny towarzysz doświadczenia,
zniszczył i tu poetyczne wierzenie !
P o w s t a n i e z w y c z a j u palenia sobótek tłumaczy sobie lud dwo­
jako, prawie nigdy jednak nie sięga poza sferę chrześcijańskich wierzeń ’).
I tak jedni łączą go z zesłaniem Ducha św. w postaci języków ognistych
na apostołów, czyli — jak mówi 5 1 . — „oświeceniem św. Ducha“ (prw. 2, 30
i 45., gdzie mówią o oświeceniu ducha, ale nie wiedzą, co to za duch).
W 40. jest podanie pokrewne, a raczej przekręcone zeń, że „gdy pogan
apostołowie nawracali na wiarę świętą, a ci nie mogli zrozumieć zesłania
Ducha św., zapalano głownię i trzymano poganom nad głową — i na tę
pamiątkę palą sobótki“. Druga grupa podań tych etyologieznych skupia się
dokoła Jana Niepomucyna. Najobszerniej opowiada podanie to kor. 12.:
„Św. Jan Niepomucyn, wezwany od króla do wyjawienia spowiedzi królowej,
został za dotrzymanie tajemnicy pochodniami smalony, a później utopiony.
Otóż kiedy prowadzono go na indagacyę, miało być bardzo ciemno i p a s t u c h o wi e przyświecali mu. Dlatego dziś palą sobótkę“ (pasterze — należy
według mnie dodać). W 26. palą sobótkę na pamiątkę tego faktu, że
gwiazdy świeciły nad miejscim, w którem utopiono tego kapłana czeskiego ;
dodaje też ten korespondent, że w okolicy tamtejszej jest rozpowszechnioną
cześć dla Niepomucyna. W 7. i 27. łączą zwyczaj ten wprost ze spaleniem
męczennika, względnie smaleniem go pochodniami, a 48. mówi ogólnikowo,
że palą sobótkę na pamiątkę tego świętego. Z imieniem tego świętego, ale
nie jego dniem, •— bo jak wiadomo, 24. czerwca jest świętem Jana Chrzci­
ciela, — łączy się też przesąd, przestrzegany z pewnością nietylko w 8 .
i 25., które go podają; mianowicie dopiero po św. Janie należy się kąpać
w rzekach. Obaj kor. podają tensam powód, który powtórzę według słów
25.: „Przed św. Janem robactwo wodne, a szczególniej węże mają moc
szkodzenia kąpiącemu się, kąsząe go. Po św. Janie tracą tę moc, gdyż
woda, którą św. Jan poświęca, w razie ukąszenia nawet leczy chorego“
W 3. niema żadnej podstawy podaniowej dla obrzędu sobótki ; palą
li dlatego, że ich „dziadkowie tak robili“ i z przesądu, że przez to zboże
porośnie lepiej.
N a z w m i e j s c o w y c h , , związanych z nazwą sobótki, nie podali
korespondenci żadnych ; jedynie — jakto zaznaczyłem już wyżej — od
kor. 29. dowiadujemy się, że w jego okolicy wzgórza, na których palą
oddawna, nazywają „sobótka“.

1) Jedynie 5. d on osi, że lud tamtejszy w ie, iż- zwyczaj ten
p ogań sk ich , a utrzymuje go, p on iew aż k o ś c ió ł go nie zakazał.

pochodzi z czasów

— 32В —

D О D A. T E K.

Kwestyonaryusz §obóťkowy.
Pytanie 1. Czy w miejscowości, zamieszkanej przez P. T. Pana, lub w są­
siednich fi w których) istnieje lub istniał dawniej zwyczaj palenia
ogni na polach w wigilię św. Jana lub w sam dzień 24. czerwca,
względnie w Zielone Świątki, Wielki Piątek, pod jesień lub w in­
nym czasie?
Pytanie 2. Jak zowią ten obrzęd (sobótka, kupała, ogień byliczny, krzesz
i t. d.)?
Pytanie 3. Czy używają stale pewnego miejsca do rozpalania tych ogni
(n. p. pod lasem, na wzgórku, nad wodą i t. d.) i jak nazywają
to miejsce ?
Pytanie 4. Czy wyb'erają kogo do urządzania obchodu sobótki, jakie obo­
wiązki nań wkładają i jak go nazywają?
Pytanie 5. Czy przed rozpoczęciem obrzędu odbywają procesyę z broną,
z zeschłą brzózką, pozostałą z Zielonych Świątek, czy też ozda­
biają kołek względnie drzewko (t. zw. kupałę, kupajlo) i wkopują
przy miejscu stosu, albo zawieszają tamże na gałęzi głowę końską
(krowią) przystrojoną? Co znaczy to drzewko lub ta głowa i co
robią z nimi?
Pytanie 6. Czy kąpią się przed obrzędem (lub może po nim)?
Pytanie 7. Czy opasują się w wigilię św. Jana lub w sam dzień rośliną,
zwaną bylicą (a może też inną i jaką), na cały dzień, lub choćby
tylko na czas palenia ogni ?
Pytanie 8. W jaki sposób zapalają ogień (czy krzeszą go lub krzesali da­
wniej zapomocą tarcia drzewa, albo też zapomoeą wiercenia kłody,
osadzonej w pniu wydrążonym) i jak nazywają te niezwykłe sposoby
wzniecania ognia?
Pytanie. 9. Jak się odbywa obrzęd i zabawa palenia sobótki?
Pytanie 10. Czy i jakie pieśni śpiewają przy rozniecaniu ognia, przy wy­
rąbywaniu drzewka (o którem mowa w pyt. 5 ), do drzewka, pod­
czas głównego obrzędu, podczas skakania przez ogień i t. d. ?
U w a g a . Prosimy o załączenie dosłownego brzmienia tych pieśni,
a gdyby to było niemożliwem, przynajmniej o zaznaczenie, które
z motywów, wymienionych zaraz niżej, zachodzą w tych pieśniach,
mianowicie czy są w nich : wzmianki o kupale, o słońcu i jego igra­
niu, o zabawie Eliasza, o zapaleniu przez Boga ognia kupały,
o bóstwie Rumerze, o Janie białym lub zielonym o lelum polelum,
o Dunaju, o topielicach i rusałkach, o górze Sobocie (sobotniej),
o paleniu sobót л, o rozdawaniu wianków dziewczętom, o dziew­
czętach upadłych ; lub przyśpiewki (refreny) : „leluja“, Bad, Did,
Sobot, Łado — łado, lub inne i jakie.



324 —

Pytanie 11. Czy grają przy obrzędzie na przyrządach (jakich) i jakie melodye ? Czy muzyka towarzyszy śpiewom, czyteż gra tylko przy­
grywki ?
Pytanie 12. Czy tańczą koło drzewka kupały (patrz pyt. 5.), lub naokoło
ognia, — czy, kto i jak skacze przez ogień ?
Pytanie 13. Kto bierze udział w obrzędzie ?
U w a g a . Chodzi o to, czy dopuszczają do zabawy dziewczęta
niemoralne, upadłe, chłopaków, posądzonych o złodziejstwo, lub
karanych więzieniem, czy starzy bywają na tej uroczystości, czy
sadzają babę lub dziewczynę (t. zw. drumlę) z kądzielą koło
ognia ?
Pytanie 14. Czy zwyczaje inne i wróżby (jakie) łączą się z paleniem
sobótek ?
U w a g a . N. p. staczanie z góry obręczy i kół w celach wróżby,
ubieranie i palenie lub topienie bałwanka (kupały), skakanie z ognia
do wody, tworzenie koła przy ogniu, „wytrząsanie pcheł“, rzucanie
ziół (jakich?) w ogień, przepędzanie bydła przez ogień itd.
Pytanie 15. Czy i jakie obrzędy lub zwyczaje odprawiają po sobótce i z ja ­
kimi pieśniami?
U w a g a . N. p. zapijanie „zielonego“, puszczanie wianków na
wodę, bieganie po polach z miotłą płonącą, szukanie skarbów przy
pomocy kwiatu paproci itd.
Pytanie 16. Czy jest lub był zwyczaj przenoszenia zarzewia z ognia so­
bótkowego do domu i przechowywania go do następnego św. Jana,
lub przynajmniej chowania popiołu ze stosu i w jakim celu?
Pytanie 17. Czy i jakie jest podanie o początku sobótek, jakie są przy­
słowia, przypowieści i zwroty mowy, dotyczące wigilii i dnia
św. Jana, kąpania się, sobótki, kwiatu paproci, puszczania wian­
ków i t. p ?
Pytanie 18. Czy są w okolicy Pańskiej nazwy miejscowe n. p. pól, wzgórzy
itd., z nazwą Sobota, Sobótka itp. i skąd te nazwy pochodzą według
podania ludowego ?

-

325

Rozm aitości,
C z y p raw d a, ź a sreb rn ik i m a łe, w z iem i zn a jd y w a n e , s ą g ł ó w ­
kami ś w . J a n a C h r z c i c i e l a ?

Taki nagłówek kładzie autor (str. 47) na jednym z ustępów
dziś bardzo rzadkiego dzieła : Nowe Ateny, albo Akademia wszelkiej
Scyencyi pełna, na różne tytuły, jak na Classes podzielona: Mądrym
dla memoryału, Idyotom dla nauki, Politykom dla praktyki, M elan­
cholikom dla rozrywki erygowana, wszystko napisał, nie przepisał,
z pracą wielką Autor enigmatice i jaw nie wierszem wyrażony:
Kościół mi daje imie, a szlachectwo ziele,
Które głowę zawraca, każe stroić trele,
to jest X. Benedykt Chmielowski, Dziekan Rohatyński, Firląjowski
Podkamieniecki Pasterz.
Roku, którego Mądrość Przedwieczna w żłobie Betleemskim
szkołę Zbawienną Światu otworzyła 1754.
W Lwowie w Drukarni J. K. M. Coli. Soc. Jesu. R. P. 1754“.
Autor walczy przeciwko zabobonowi ludu, u którego tradycye
silną mają powagę a słowa od siwej usłyszane brody, wiarogodniejsze,
niż pismo święte. „Ten tedy lud prosty, osobliwie polski, daleki
od miast wielkich, rozumiejąc, źe Święci garnki lepią, że pieniądze
z nieba spadają, źe jakiekolwiek osobliwości, których Maćko albo
Hryńka w ich wsi nie zrobi, są dziełem niebieskiem“ sądzi, źe małe
srebrne pieniążki znajdywane, w ziemi od lat tysiąca kilkuset leżące,
z głową na jednej stronie wyobrażoną, są pieniążkami św. Jan a
Chrzciciela, a głowa na nich oznacza uciętą tego świętego przez H e­
roda. Pieniążki te znaleść można, tak twierdzi lud, w życie tam, gdzie
trzy razem wyrastają kłosy w noc świętojańską, a posiał je sam św.
Jan. Szukają ich też zwłaszcza leniwcy, pijacy i łakomcy, niektórzy
zaś, aby nimi ozdobić swoją Marynkę, wieszając je jej na szyji.
Autor, który widocznie za rychło się urodził i nie odczekał
czasów obecnych, bardzo jest materyalny i tłumaczy, że zabobon ten
jest nieuzasadniony, przedewszystkiem tem, źe przecież św. Ja n nie
miałby „profitu“ z takiego rozsiewania pieniędzy, więc też ten argu­
ment powinien wstrzymać lud od takiego „bajania“. Nie św.
Jana to są główki, lecz pieniążki srebrne cesarzy rzymskich Augusta,
Tyberyusza, Wespazyana, Tyta, a najwięcej Trajana. Autor sam po­
siadał dwa, z których jeden też Trajana, a radzi: „Otóż te głowy,
czyli główki, niech prostych nauczą, źe to są Augusta albo Trajana,
a nie św. Ja n a główki“.
Ľ r. Koehler.
D o o b r z ę d ó w wigilijnych. W Złotej (o. p. Czechów, powiat
brzeski) jest zwyczaj, że w wigilię Boż. Narodzenia znosi gospodarz
do izby po snopie z każdego rodzaju zboża, wiązkę siana i wiązkę
albo więcej słomy. Część zboża i siana kładzie na stół, resztę

— 326 —
zbo::a rozstawia po kątach izby, siana zaś resztę i słomę kładzie
pod stół. Tak zasłana izba ma przedstawiać stajenkę, w której się
Chrystus narodził i niewolno jej zamiatać, aż w dzień św. Szcze­
pana bardzo rano (do dnia) 'j. Po wieczerzy wigilijnej wychodzą do­
mownicy — zazwyczaj dzieci — do sadu. Na czele dzieci, z któ­
rych każde ma pęk powróseł ze słomy, idzie dorosły mężczyzna,
uzbrojony w wielką siekierę. Mężczyzna uderza obuchem siekiery
każde drzewo, niby je ścinając, i wymawia słow a: „Nie będzie ro­
dziło“, dzieci zaś śpieszą niby na ratunek drzewa i wołają : „Dajcie
mu pokój ! Będzie rodziło“ i obwiązują drzewo, niby uszkodzone
obuchem siekiery, aby z wiosną nie uschło. To ma się przyczyniać
do urodzajności drzew.
Szczepan Musiał,
n a u cz , ludow y.

W Padwi (pow. mielecki)
odprawiają w drugi dzień świąt tzw. „święty lejek“. Chłopaki biegają
ze sikawką ręczną, by oblać jaką dziewuchę, — mniejsze chłopaki
zadowalają się trochą wody z garnuszka, a nawet z ust. Dorosłe
chłopaki często wrzucą dziewuchę do wody i wtedy uciechy dużo,
lecz zato dziewucha, jak jej zbraknie cierpliwości, obrzuci błotem
z kałuży napastników, a jak mocna, to którego też do wody wcią
gnie. Zwykle w ten dzień dziewczęta siedzą w domu, by ich nie
napastowano
J e st też zwyczaj, że dzieci graią w jaja farbowane. W tym
celu robi się wyżłobienie w drowce
(?), by tym rowkiem jajo mogło
się stoczyć ; gdzie się zastanowi, tam musi zostać. Tak kolejno pu­
szczają jajka, gotowane, farbowane i różnie pisane. Jeżeli puszcza­
jący jajko trafi spoczywające jajko poprzednika, lub kilka po drodze
ruszy, to wygrał i zabieraje sobie. Ta zabawa trw a przeszło 2 tygodnie,
jest bardzo praktykowaną i zajmującą, przytem dużo wywołuje
śmiechu. W końcu potłuczone jajka konsumują.
Ks. Wilhelm SJcopiński, proboszcz.
Do

zw yczajów

w ie l k a n o c n y c h .

W s p r a w i e p is a n e k i W ie lk ie j n o c y . P. Nikosiewicz Kajetan, słu ­
chacz I I I r. praw, rodem z Kut i tamże mający rodzinę, donosi
stamtąd, co następuje:
W poniedziałek Wielkanocny chodzą chłopcy po domach i oble­
wają wodą dziewczęta, za co dostają od gospodyń jaja lub pisanki.
Zebrawszy pewną ilość jaj, urządzają sobie zabawę, która polega
na tern, źe jeden bierze jaja w pięść, a drugi innem jajem z góry
uderza — rozbite jajo dostaje się przeciwnikowi.
W e wtorek znów dziewczęta oblewają chłopców, przybyłych
w odwiedziny do ich domu.
Ormianie nie wyrzucają skorup święconych jaj, ale zbierają je
razem i przez kilka dni przechowują, do tego dołączają nawet sko­
rupki z jaj, użytych do pieczywa wielkanocnego, poczem wszystko

*) Co w ty m d n iu ro b ią z tem zb o żem i sia n e m , p rw . w a rty k u le p. n. So-

bótlii w Galicyi, odpow iedź 5.
2) T a k p isze a u to r — czy to b łą d
u m ie m pow iedzieć. (F. K.J.

zam . de see,

czy też

z am .

dróżce, nie

— 327 —

w jaki tydzień po świętach wrzucają do potoku, (wogóle do wody
bieżącej). Mają one płynąć do jakiegoś kraju ciemnoty (Kajmanów?),
a lud wierzy, że tym sposobem przesyłają owym nieznanym miesz­
kańcom wieść o Zmartwychwstaniu Chrystusa.
W d zień z a d u s z n y — pisze tenże sam korespondent — odbywa
się w Kutach pieczenie bab, z któremi wychodzą na cmentarz ; tam
rozdają sobie wzajemnie garnek z wodą i babkę. Babka ta zowie
się p e r e p i c z k a . (NB. w Brusturach chodzą chłopcy w wielki
czwartek po chałupach za kukucami t. j. darunkami za dusze zm ar­
łych i otrzymują p e r e p i c z k i [chleb mały] — prw. dr. Fr. K r č e k ,
Pisanki w G-alicyi, II, str. 15).
N a p o j e w y s k o k o w e w c z a s a c h p r z e d h is t o r y c z n y c h . Głośny
antropolog franc., Gabryel de M o r t i H e t , w wykładzie swym „Les
boissons fermmtées“ {Revue de l’Ecole dl anthropologie 1897 i odb. 8 "
str. 22) podaje szczegóły następujące o tym przedmiocie. Mieszkańcy
osad nawodnych po półn. stronie Alp od Sabaudyi aż po Austryę
i w paśmie franc. Jury używali wina z malin i jerzyn w okresie
nowokamiennym i bronzowym, po połudn. stronie Alp od Wareza
(Varese) do Lubiany natomiast pijali wino dereniowe przez cały okres
bronzowy, począwszy od czasów protohistorycznych. Wreszcie bar­
dziej już ku południowi wszystko wskazuje na używanie wina grono­
wego w okresie bronzu, co nie m źe zadziwiać nikogo, ponieważ tam
winna macica była rośliną krajową i udawała się znakomicie. Z tego
p. M. wnioskuje, że zdanie powszechne, jakoby ją przyniesiono ze
W schodu na Zachód, jest błędnem, bo zapewne rozpowszechniała
się. w kierunku przeciwnym. Bull, de la Soc. ď anthrop. de Paris
1897 r. zesz. 5).
Fr. Kr.
T y p w ielkoruski. D r Adolf Bloch w organie Tow. antropol. p ar.
{Bulletin de la Soc. ď anthrop'. de Paris 1897, str. 462 —3) pisze w tej
sprawie: „Rysopis typowy Rosyanina jest następujący: oczy siwe,
włosy jasne u dziecka, napól chatain i blond u młodzieży, chatain
u dorosłych, nos prosty i n i e b a r d z o w y s t a j ą c y , albo też za­
darty (perkaty), zarost na policzkach nieznaczny; ale rozumie się, że
liczne są waryacye co do zarostu i nosa. Zbadawszy typ Rosyan,
chciałem porównać go z typem Słowian Warszawy, ale mogłem
tylko przekonać się, że nos i zarost Polaków tego miasta nie były
podobnymi do moskiewskich i że w tym względzie Polacy różnią się
niewiele od Europejczyków zachodnich. Z drugiej strony wiedząc,
że Węgry są pochodzenia fińsko-ugryjskiego, udałem się do Budape­
sztu celem zobaczenia, czy zachowali jakie ślady atawistyczne tego
pochodzenia, lecz nie mogłem stwierdzić żadnego śladu takiego na
Węgrach, tak z miasta, jak i na wieśniakach, których spotkałem.
Typ fiński zatem musiał uledz znacznej modyfikacyi u tej narodo­
wości“. Wreszcie znalazłszy pewne cechy wielkoruskie też u Biało­
rusinów, mianowicie nos perkaty w gub. smoleńśkiej i mińskiej,
a nawet we wsiach polskich i u Rusinów (Małorusów) gub. kijów.,
gdzie obok nosa prostego spotykamy poważny procent (17%) nosów

— 828 —

wklęsłych, konkluduje dr. B., że wszystkie trzy grupy ruskie wyka­
zują za wiele podobieństwa, by je można rozdzielać od siebie bez­
względnie — ze stanowiska antropologicznego.
Fr. Kr.
S t a t y s t y k a Ukrainy. Koniśkij Al. w 1 zesz. Literatur no-naukowego wistnyka podaje na podstawie spisu ludności w Rosyi staty­
stykę obszaru i ludności Ukrainy (tzn. gub. połtaw., podoi., wołyń.,
kijów., chersoń , Charkow., czernihow., kalerynosŁ, taur. i czarnomor­
skiej). Na obszarze 541.057 wiorst kwadr, (wiorsta == 1 kim. + 25
sążni) przypada tam 25 482.231 mieszk. (z tego 12,855.254 mężczyzn).
Płeć żeńska przeważa li w Czernihowskiem, Połtawskiem i Kijowszczyżnie i to bardzo nieznacznie. Co do ogółu zaludnienia Kijowskie przo­
duje reszcie Rosyi, bo liczy 3,564.433 mieszk.; natomiast najgęściej
zaludnionem na Ukranie jest Podole (82-7 na wiorstę kwadr.), po niem
idzie Połtawskie, (63-7), Charkowskie (52-4), reszta spada poniżej 50
aż do 27-2 (Taurya) i Czarnomorskie (28,6).
Wzrost ludności od 1851—97 największy wykazują: Chersońskie
(206%), Katerynosławskie (154), Taurya (137), Kijowszczyzna (117)
i Wołyń (104) — reszta od 92—67%. Pan K. podnosi ciekawy fakt,
że „szczero“-rosyjskie gubernie nie dorównują w tym względzie na­
wet tym ukraińskim, które wykazują najmniejsze odsetki wzrostu
ludności, bo dosięgają ledwie 62%, natom iast Witebskie i Wileńskie
102, Mohilewszczyzna 103, Mińskie 130, a 10 „gubernii Król. Pol­
skiego“ 92%.

— 329 —

ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Lud nadrabsld (od Gdowa po Bochnię). Obraz etnograficzny. Skre­
ślił Jan Świętek, członek Koinisyi antrop. Akad. Umiejętności w Krakowie
1893 str. 728. 8 °.
Autor, pochodzący złudo, „urodzony i wychowany nad brzegami Raby“ ,
pragnie tak z życia, jak i z nagromadzonego przez lata materyału skreślić
obraz Nadrabian, o ile możności zupełny“. Nizwą „Nadrabian“ czyli ludn
nadrabskiego obejmuje ^mieszkańców nadbrzeżnych Raby, w średnim jej
biegu, a mianowicie wsi: M a r s z o w i c , N i e z n a n o w i c , P i e r z c h o w a ,
(poniekąd N i e g o w i c i K r a k u s z o w i c ) , K s i ą ż n i c , Ł ę ż k o w i c ,
T a r g o w i s k a , K ł a j a, S t a n i s ł a w i e , C i k o wi c , D a m i e n i c , D ą ­
br owi cy, S t r a d o ms k a , Ni e s z k o wi c , G i e r c z y c . U a p c z y c y ,
Siedlca,
Mo s z e n i c y ,
Ch e ł ma ,
C h o d e n i c y , a częściowo
i O s t r o w a K a m e r a l n e g o — jednem słowem wsi nadrabskich, „od Gdowa
po Bochnię“.
W pracy tej dwie rzeczy najpierw uderzają czytelnika : ogrom ma­
teryału i wskutek tego wielka nieporadność autora w uporządkowaniu dzieła.
Nazbierawszy bowiem przy pomocy krewnych i znajomych bardzo wiele
pieśni, gadek, przysłów, przymówek, zagadek, przepisów i rad lekarskich,
przesądów, zabobonów, opisów rozmaitych jak : zwyczajów, obrzędów, zabaw,
gier, zajęć, zabudowań i sprzętów gospodarskich, strojów, pożywienia, zalet
i wad mieszkańców nadrabskich, słów i zwrotów ich gwary, a nie posiada­
jąc należytej wprawy, nie wiedział, jak się zabrać do zestawienia wszyst­
kiego w pewną systematyczną naukową całość, mimo, że miał ku temu naj­
szczersze chęci. Podzielił więc cały materyał na 13 rozdziałów w miarę,
jak mu się przedmioty obserwowane po sobie nastręczały i tak rozpoczął
rzecz od „Rolnictwa i przemysłu“, a względnie od „uprawy roli i zajęć go­
spodarskich“; opisał następnie „Dom“ i jego części, t, j zabudowania
i sprzęty gospodarskie ; „Lud“ i jego strój, . pożywienie, wady i zalety ;
„Uroczystości i zwyczaje“ ; „Obrzędy“ ; zestawił znane mu „Pieśni“ i „Gadki“ ;
omówił różne rodzaje „Wierzeń“ ludowych ; „Lecznictwo“ ; niektóre „Za­
bawy i gry“ ; Zagadki i łamigłówki“ ; przytoczył wiele „Przysłów i przy­
mówek“ ; skończył kilkoma uwagami gramatycznemi i małym „Słownikiem“
gwary nadrabskiej.
Nie trzeba być wielce uczonym, żeby odrazu nie spostrzedz zasadni­
czych błędów w powyższem zestawieniu, jak również luk między pojedyn­
czymi działami niczem nie wypełnionych. Autor mówi o rolnictwie, o płodozmianie, a dlaczegóż tylko półsłówkami napomyka o gatunkach tej roli
i jej płodów? Mówi o chowie zwierząt domowych, ogrodnictwie, pszczelnictwie, rybołówstwie itd , a czemuż tak mało i to tylko przygodnie wspomina
o samychże zwierzętach, drzewach, pszczołach, rybach itp. ? Do „zupełnego
obrazu etnograficznego“ tego rodzaju dokładne opisy są niezbędnie potrze­
bne, już dla samego zrozumiepia rzeczy i języka Nadrabian. Mówi autor
o przemyśle: a czy Nadrabianie wcale się ceglarstwen?. i kamieniarstwem
nie zajmują, przynajmniej jako prości robotnicy ? Mówi o domie, a o ma­
teryał budulcowy tylko przy okazyi potrąca. — Mówi o ludzie, jego życiu,
a o głównym warunku do tego życia potrzebnym, wpływającym zarówno na

— 330 —

zdrowie Nadrabian, jak i na ich usposobienie, na ich sposób myślenia, o kli­
macie i jego zmianach wspomina tylko przypadkowo ! Czy myśli autor, że
jak napisze dłuższy traktat o Topielcu lub o Płanetnikach — a o bliskości
wód i o klimacie dotyczącej okolicy nie uczyni ani słowem wzmianki, czy­
telnik jego poglądy na oba rodzaje bóstw wodnych i niebieskich jasno i do­
kładnie zrozumie? — A zresztą przyrodnik, kiedy opisuje wróbla, ażeby
ten opis nie był martwym, kaniecznie musi jeszcze wspomnieć o jego spo­
sobie życia, a przedewszystkiem, czem się żywi i gdzie przebywa : ustęp
0 kanarku mieści w sobie przynajmniej pobieżny opis jego ojczyzny —
a czytelnik „Ludu nadrabskiego“, żeby nie wiedzieć jak sobie głowę su­
szył, z „obrazu“ p. Świętka nie potrafi sobie wyobrazić, jak ta okolica wy­
gląda, gdzie ci Nadrabianie mieszkają. Stąd częste nieporozumienia między
nim a autorem. Jeżeli przy opisie zwierząt koniecznie musi się uwzględnić
wpływ przyrody, która je otacza — cóż dopiero przy opisie ludów, gdzie
ten wpływ jest daleko większy i silniejszy. Pan Świętek zatem malując „zu
pełny obraz“ ludu nadrabskiego, powinien był najpierw (I) namalować tło,
podając dokładny opis wymienionej okolicy nadrabskiej, jej ziemi, flory,
itp., a wtedy zarówno kontur jak i farby obrazu przedstawiłyby się były
w należytem świetle.
Dawszy w ten sposób tło obrazowi, powinien następnie wziąć się do
odmalowania głównego przedmiotu tego obrazu t. j. (II) samego ludu a więc
a) j e g o f i z y c z n y c h i m o r a l n y c h p r z e d m i o t ó w : ciała
1 duszy.
b) s p o s o b u je. go ż y c i a : 1 ) czem się żywi, 2 ) czem się okrywa,
3) gdzie mieszka;
c ) j e g o z a t r u d n i e n i a : 1) na roli, 2) w domu, 3) na ulicy;
w końcu
cl) j e g o w y k s z t a ł c e n i a : 1 ) jego zapatrywań religijnych dawniej­
szych i nowszych, 2) poezyi : tańca, śpiewu i muzyki ; 3) sztuki : malarstwa,
rzeźbiarstwa, budownictwa i lecznictwa ;
e) j e g o j ę z y k a .
Autor jednak, jak to już ze samego podziału widać, uczyuił prawie
całkiem inaczej. Zaczął od (c) zatrudnienia Nadrabian na roli i w domu,
pominął ulicę czyli handel, cofnął się do (5) sposobu jego życia i opisawszy
najpierw jego mieszkanie, potem odzież, a na ostatku pożywienie, cofnął
się jeszcze dalej, bo aż do (a) opisu jego wzrostu i charakteru. Po „cha­
rakterystyce“ rozpoczął ustęp (с?) o wykształceniu Nadrabian i zamiast
omówić najpierw wszystkie ich starsze i nowsze wyobrażenia; modlitwy
i praktyki religijne, a potem ich poezyę i sztukę, rozpisuje się osobno
o „uroczystościach i zwyczajach“ osobno o „obrzędach“, jakby te rzeczy
wcale do siebie nie należały — przeskakuje do poezyi : „pieśni i gadek“ —
znowu wraca do religii t. j. do „wierzeń“ i „lecznictwa“ magicznego, przyczem omawia także lecznictwo empiryczne, a załatwiwszy się z tem, cofa
się napowrót do poezyi to jest do „zabaw i gier“, „zagadek i łamigłówek".
Na końcu zamiast dokładnego opracowania gwary nadrabskiej umieszcza
tylko niewielki słowniczek i 1 2 uwag gramatycznych.
Cała praca zatem, aczkolwiek z wielkim trudem i mozołem napisana,
robi na pierwszy rzut oka wrażenie nieładu i nieporadności w ułożeniu. To
wrażenie potęguje się jeszcze bardziej, gdy zaglądniemy w szczegóły:

— 331 —

Pierwszy ustęp I. rozdziału zatytułowauy : U p r a w a r o l i i z a j ę c i a
g o s p o d a r s k i e “. Autor zamiast przedstawić wyczerpujący obraz tej
uprawy, przygauia najpierw mieszkańcom nadrabskim, że nieumieją się nale­
życie „z obornikiem“ obchodzić — wspomina o płodozmianie i załatwiwszy
się kilku słowy z orką i
siewką, odrazu przechodzi do „zajęć
gospodar
jak sprzętu siana, zboża, lnu, konopi itp. Wtem przypomina sobie o sadze­
niu ziemniaków i kapusty i poświęca mu kilka zdań po sianożęciu. O sa­
dzeniu fasoli, bobu, karpieli, buraków — o sianiu grochu, marchwi, maku,
kapusty, rzepy i. t. p. warzyw na wiosnę — o plewieniu i t. d. i t. d.
prawie zupełnie milczy. Ciekawą wreszcie jest rzećzą, źe autor „uprawę
roli“ dzieli od „zajęć gospodarskich“.
W ust. 2-im mówi o „ u r z ą d z e n i a c h r o l n i c z y c h " , w 3-eim
0 „u p r z ę ży“, w 4 o s p r z ę t a c h i n a r z ę d z i a c h g o s p o d a r s k i c h “ ,
dodajemy, że część tych narzędzi już poznaliśmy w ust. 1 . — i poznamy
jeszcze w 5. 6 i I I : 1 . 2 . Cży nie możnaby było tego wszystkiego omówić
w jednym ustępie?
Wszakżeż lud wiejski zowie „narzędzia rolnicze“,
„uprząż“, „sprzęty i narzędzia gospodarskie“, „sprzty domowe i naczynia
kuchenne“, a nawet „narzędzia rzemieślnicze“ potrzebne w gospodarstwie
wyrazem: „nocynie“ — a co najwyżej: „sprzenty i norzendzie gospo­
darskie“.
Dziwna rzecz, że antor mówiąc o „ l u d z i e “ nadrabskim, na równi ze
strojem i pożywieniem stawia jego „pościel“. Pościel na wsi należy prze­
cież wraz z łóżkiem do sprzętów gospodarskich, takich jak „skrzynka“
„somsiecek“ i t. p.
Tego rodzaju usterek odnoszących się li tylko do nieodpowiedniego
uporządkowania zebranego materyału najwięcej jest w rozdziale VIII. za­
tytułowanym „Wierzenia“
Każdy, komu wierzenia ludowe nie są obce, musi przyznać, że wszy­
stkie te wierzenia nie są niczem innem jak zwykłym kultem religijnym :
niektórych ludzi za życia, nieboszczyków po śmierci, kultem duchów i bo­
gów rządzących światem. Musi przyznać, że kult ten : ludzi i nieboszczy­
ków — duchów i bogów jest dwojakiej natury: starszy, odnoszący się do
czasów tak zwanyoh pogańskich : przeważnie swojski, i nowszy, pochodzący
już z czsów chrześcijańskiej ery, przeważnie napływowy obcy. Jeżeli tak,
to i każda praca traktująca o nim powinna mieć na sobie ctchy powyż­
szego zapatrywania. Tego jednak w rozdziale VIII nie widać. Autor bo­
wiem dzieli go na wierzenia odnoszące się do wiary: a) w „Demony“ b)
w „Czarownice, czarowników i czary“, c) we „Wisielców“ — d) do „Wszech­
świata, człowieka i jego spraw“, e) do przesądów i podań z życia zwierząt
1 /) roślin. Do demonów zalicza takie istoty jak: Topielca, Strzygonia,
Przypołudnicę, Kołtona, Inkluza, błędne Światełka, Płanetników, Zmory itp.
Demon,
oznacza u Homera to samo co i ćleóg. U Hezyoda de­
mony są to ludzie złotego wieku, którzy po śmierci stali się nadziemskiemi
istotami, opiekuńczymi duchami ludzi późniejszych, (u Rzymian : dii ludigetes). Filozofowie greccy postawili demony w środku między heroami, a bo­
gami Olimpu. Platon w swoim Sympozyonie (202. E). mówi o demonach
jakby o aniołach chrześcijańskich, którzy między ludźmi a bogami pośredni­
czą. Nowoplatończycy dopiero kult demonów wykształcili tak, jak on się
przedstawia dzisiaj u wszystkich ludów a mianowicie : Demony są to siły
nadprzyrodzone dobre i złe, które na rozkaz bogów ludźmi albo się opie­

— 332 —

kują albo im szkodzą, czyli iniiemi słowy: są to dobre i złe duchy: po­
kusy, pokuśnioki, ciorty, biesy itp. Demon według pojęcia ludowego nie ma
własnego kształtu — ale zmienia się dowoli. Temu pokazuje się w postaci
psa czarnego, tamtemu w postaci dziadka łysego i t. d. Śmierć, Topielec,
Strzygoń, Przypołudnica, Kołton, Inkluz, Światełko, Płanetnicy, Zmora itp.
mają zawsze stalą, ściśle określoną postać — ba nawet stałe miejsce po­
bytu i jedną i tę samą siłę — zatem do duchów t. j. do neoplatońskich
„demonów“ nie należą i należeć nie mogą.
Śmierć, dyabłów i t. d. zaliczył autor do „demonów“ — mimowoli
nasuwa się pytanie, a do jakichby też istot zaliczył autor: Czarownice,
Czarowników, Wisielców i t. p , którym w dziele swojem nie dał żadnej
innej nazwy, ani żadnego określenia równoważnego z „demonologią“ ?
Czarownik i Czarownica, Zmora. Wilkołak, a nawet Niedźwiedź i t. p.
według pojęcia ludu są to ludzie tak jak i my, tylko gdy my jeszcze cał­
kiem charakter ludzki zachowaliśmy, nieskazitelny ; tamtych jeszcze za życia
duch dobry lub zły: „Pombóg“ lub „Pokuśniok1, naznaczył czy to w na­
grodę czy też za karę. I tak czarownicy mają siłę czarowania, wróże :
wróżenia, zmory przemieniania się w kota i duszenia drugich; wilkołak ma
postać „pół chłopa pół-wilka“, chłop — niedźwiedź całkiem zwierzęcą i t. d.
Wszyscy zatem są ludźmi niezwykłymi, „dziwnymi“ czyli najniższego typu,
czyli greckimi r^iosç a kult odnoszący się do nich kultem ludzkim.
Równorzędnym do „kultu ludzi“ jest „kult dusz“ czyli „nieboszczyków“,
ale także niezwykłych, przez duchów naznaczonych w nagrodę lub karę :
są to dusze pokutujące, Strzygonie, błędne Światełka i t. p.
Pozostaje nam jeszcze kult bogów a nimi są: bóg topieli i wnętrza
ziemi: T o p i e l e c ; bogowie chmur, obłoków, deszczu, gromu, gradu, mrozu,
śniegu, światła słonecznego, księżycowego, gwiazd t. j. niebios: P ł a n e ­
t n i c y , L a t a w i e c , S ł o ń c e , M i e s i ą c i G w i a z d y ; boginią ziemi
i jej skarbów: „Matka nasza“ : „ Z i e m i a “ (u Rzym.: „Magna Mater,
u Grek: /lr¡¡.LÍfC7jQ).
To są wyobrażenia religijne starsze — a nowsze są te same, co ma
każdy chrześcijanin katolik. Naturalnie jedne i drugie nie występują czysto
i wzajemnie sie zabarwiły — ale autor powinien je był należycie odróżnić,
a wtedy i materyał zestawiony zarówno w VIII. jak i gdzieindziej byłby
sam przez się przypadł w należyte miejsce.
O wiele lepiej i korzystniej przedstawia się sam materyał bez względu
na jego uporządkowanie.
Autor kreśli dosyć wiernie życie swoich rodaków: ich zajęcie w każdej
porze roku i prawie o każdym czasie. Są bowiem rolnikami, a oprócz tego
trudnią się rzemiosłem domowem jak n. p tkactwem, przędzeniem, olejarstwem, szewstwem, krawiectwem i t. p. Mówiąc o zyjęciach codziennych
Nadrabian, opisuje także najdokładniej narzędzia, któremi się podczas
tego posługują. Przy spisie zabudowań gospodarskich wymienia niemal
drobiazgowo ich części składowe i domowe sprzęty. Całą zaś swoją siłę
autorską skoncentrował głównie do scharakteryzowania zarówno cielesnych
jak i duchowych zalet swych rodaków. Nadrabianie według autora są to lu­
dzie niezwykli i wyróżniający się z pomiędzy swoich sąsiadów nietylko stro
jem — ale także mową i usposobieniem. Są bowiem przeświadczeni o swojej
dawnej przynależności do dóbr królewskich. Uważają się też za Polaków,
chociaż „wszyscy są stanu chłopskiego“. Nadrabianie są nadto bardzo reli­

— 333 —

gijni, a przytem „wstrzemięźliwi w używaniu gorących napojów“. Są uprzejmi
i bardzo rozmowni Jednem słowem, z bardzo małymi wyjątkami posiadają
tylko same dobre przymioty. Mają oni mnóstwo uroczystości i zwyczajów
prawie na każdy ważniejszy dzień w roku : na święta Bożego Narodzenia,
na Nowy Rok, na Trzy króle i t. p. Nie brak im także tak zwanych obrzę­
dów jak chrzcin, wesela i t. p. właściwych innym ludom. Temu wszystkiemu
towarzyszy niezliczona ilość przeróżnych pieśni. Przy zajęciu codziennem
opowiadają sobie Nadrabianie zwłaszcza w porze zimowej rozmaite gadki
Obok swojej religijności są oni wielce zabobonni: wierzą w tak zwane de­
mony, czarowników, czarowniee, czary i t. p. Mają swoje własne wyobra­
żenia o wszechświecie i Bogu. Z temi wierzeniami łączy się ich sposób wró­
żenia i leczenia wiejskiego. Pasterze i dzieci nad Rabą bawią się w rozma­
ite gry i zabawy jak w „Aniołów i dyabłów“, w „Bąka“, „Birki1 itp. Nad­
rabianie lubią sobie zadawać zagadki i łamigłówki — a na każdą rzecz pra­
wie mają jakieś przysłowie lub jakąś przymówkę. Gwarę nadrabską autor
przedstawia nam głównie na przykładach, którymi się wśród swoich opisów
obficie posługuje, wreszcie w niewielkim słowniku umieszczonym na końcu
dzieła. Nazywa ją „mazurską“.
Lecz i pod tym względem praca p. Swiętka nie jest zupełnie wolna
od zarzutu. Jak już z powyższego przedstawienia widać, autor zbyt często
daje wyraz swoim subjektywnym zapatrywaniom, wskutek czego nieraz od­
chodzi od rzeczywistości. Bardzo to chwalebną jest rzeczą, jeżeli w swoich
rodakach widzi się tylko same dobre przymioty — ale równocześnie trzeba
sobie zadać pytanie, czy się przypadkiem rzeczy nie przecenia. Cieszyłbym
się bardzo, gdyby Nadrabianie byli tym wyjątkowym ludem, który czuje
dawną swoją przeszłość i uważali się za cząstkę narodu polskiego ; który
potulny swoim duszpasterzom pilnie uczęszcza do kościoła i unika karczmy;
który żyje przykładnie i dziatki swoje wychowuje prawdziwie po chrześci­
jańsku — doprawdy, cieszyłbym się — ale niestety, widząc i znając do­
kładnie wady i zalety Nadrabów, jako ich krewny i najbliższy sąsiad, nie
mogę uczuć tego błogiego szczęścia i tej niewypowiedzianej radości. Nad­
rabianie to zwykły sobie ludek jak cały ludek, którego jest maleńką cząstką,
skory do tańca i do różańca : do kościoła chodzi, ale i karczmy nie mija ;
kocha się i czubi, jak padnie, przestaje na wodzie, ale i trunkim nie gardzi.
O swojej narodowości wie tyle, co i jego sąsiedzi. Ten i ów nauczył się
ze szkoły i z gezet, że jest Polakiem — a reszta nie słysząc nie o bożym
świecie, wie tylko, że „pon“ i „ślacheic“ nazywają ich, dla odróżnienia od
siebie „chłopami“- Kiedy idą na jarmark do „Tymbarku“ lub do „Sońca“,
dowiadują się, że ich „Gorole“ przezywają „Lachami" a ich baby „Lachówkami“. „Telą łowelą, Lachu, zjodeś debła !" słyszą nieraz na targu w Limanowy, dokąd także zdążają i odpłacając się pięknem za nadobne, akcentują
silnie „stul młorde, Gorolu !“ Wędrując czasem na południowy w'schód za robotą,
spotykają się z „Rusnokami“, którzy ich w zamian bądź to „Lachami“, bądź
„Mazurami“ przezywają. Idąc za Wisłę na kośbę lub na młockę, bo „tam
dobrze płaco“ mówią, że „ido na Mazury“ — Z tego przecież jeszcze nie
można wnosić, żeby się uważali za „Polaków-Mazurów“, owszem, jeżeliby
już o to chodziło, to Nadrabianie podobnie jak i ich sąsiedzi prędzejby się
zgodzili na nazwę „Lachów“, jak się też w istocie sami nazywają, jeżeli
się ich ktoś koniecznie o ich narodowość wypytuje. „Polak“ dodają tylko

334

wtedy, jeżeli widzą, że komuś na tem zależy. „No dyśmy wszyscy Polocy
i ło cóż sie Panu łozchodzi
Co się tyczy ich przeszłości, to wiedzą, że „kiedyś były polskie —
ślacheckie rzondy i wsie dzieliły sie na dominikalne i rustykalne Takich
dominij było wiele — a między innemi i niepołomicko, do który i wsie
nadrabskie nolezaly“. Wtedy „panował król Kaźmierz, bardzo ślachetny mo­
narcha, co zawsze chłopów brał w łopieke i ślachcie nie dal im krzywdy
robić. Śiachta go tyz za to nie cierpiała i na zgarde przezwała go królem
chłopów“. Po nim „nastąpiuł król Sobiecki, co pobiuł Turków pod Widniem
w bardzo ciekawy sposób : kozoł ano na góze połustawiać kilka tysięcy kóp
snopków — poprzebirał ig za zołmirzów — a som z małom gorztkom Po­
loków masirował dzień i noc naokoło Widni i. Turcy sie poprzelękali, ize
Sobiecki mo tyle wojska na górze, a jesce nowe oddziały ciągle przybywajo — i co nie robić, łuciekli“... To też opowiadają, że „za króla Sobka
nie było na strzese ni snopka“. Po Sobieckim panował król Sas : to za króla
Sasa było w kraju dobrze — bo sie jadło, piło, popuscało pasa“. Potem na­
stały rzondy łostryackie. Nolepsy był cysorz Józef, bo ten chodziuł po świę­
cie i wypytowoł się ludzi ło wszyćko, су im panowie nie robio krzywdy.
Panom sie to nie podobało i zrobili powstanie polskie pod Kostuskem.
Wtedy ksiąze Poniatoskie łutopiło sie w rzyce. O bardzo dawnych czasach
wspominają, że „nieroz byli tu Tatarzy i Szwedzi. Ludzie wtedy łuciekali
z dobytkiem do lasów. Szwedzi boli sie za niemi tam iś i ażeby ik stam­
tąd wywabić, wołali, „Kaśka, Maryna, a pódze juz, bo juz Swędy posły“!
i w ten sposób ig łosukowali“- — Po za te wiadomości z przeszłości za­
równo Nadrabianie jak i ich sąsiedzi nie sięgają : stąd liczne domysły autora
w tym celu nie mają najmniejszej racyi.
Co się tyczy gwary nadrabskiej, którą autor także do mazurskiej za­
licza, to wcale nie różni się ona od gwary okolicznych sąsiadów, którzy
jak to już słyszeliśmy, Mazurami wcale nie mają być ochoty i nie są. Nad­
rabianie mówią tak samo, jak i oni. Prawie wszędzie tematowe a przemie­
nia się w o, a to głównie we wyrazach jeduozgłoskowycb, imiesł. czas przesz,
str. czyn. rodz męs., w 3 os. 1. poj. i mn. czas ter., przed wargowemi
sam. i spółgł. np. p o n , wo ł , k o ł , g o j , mo j ,
r o j , bok, doł(em ).
doł(eś), d o ł , gnoł ( em) , gnoł(eś), g n o ł ; c yt o, c y t a j o , s t r o c h o
s t r o c h a j o ; t r o w a , s z o f a , d r o b a , mo m, s t o n i t. p. Jest to
nie żadne pochylenie, jak je niektórzy nazywają, ale najzwyklejszy proces
labializacyi, ten sam co się w staro-norwegskiem i innych germańskich dyalektacb nazywa „m- przegłosem“'. (Mamy 3 rodzaje przegłosu : ¿-przegłos,
r-przeglos i м-przegłos.) W germańskich narzeczach wszędzie oznaczają je
jako zwykłe o,a co najmniej dodają do znaku o jeszcze mały haczyk (o)
u dołu, celem odróżnienia go od pierwotnego o, a nie dla zaznaczenia od­
rębnej wymowy. Dalej wszędzie przed początkową samogłoską dają Nadra­
bianie hiatus: li, j , a najczęściej wargowe l = grec.: F, np. H a n u s i a ,
J a n t o n i , J a g n i s i a , ł o k n o , ł o n , ł o c i e c i t. p; nie znają sz, cz,
ani ż np. chłop s a n u j e z a w s e z o n e ; z e g l o r z i t . p.; mają dualis
ale tylko w 1 . os. czas. i to najczęściej w znaczeniu 1 . os. pl. np. „chodźwa
chłopy do sopyl,, zamiast kreskowanego e (—é) mówią i piszą i lub y np.
c hl i b, ml i k o , s y r , s my r i t p.; końcowe éj = y ¿ ; w miejsce ę
i q występuje e, en, o, on, om. Jedyną różnicę we wymowie Nadrabiali,
która ich od sąsiadów nieco dzieli, stanowi wymowa gardłowo-językowo-

— 335 -

wargowego l, która tylko jest objawem lokalnym, mającym swój powód
w stosunkach miejscowych np. w nadrabskiej puchlinie gardła zwanej „wolą“ .
Refleksy tego t spotykamy w niektórych wsiach pow. wielickiego i innych.
Wieliczanie nazywają tego rodzaju wymowę l „balowaniem“ i wyszydzają
ją następującą przymówką : „sydlo, mydlo, motowidlo“. Podobnie wyśmie­
wają się Nadrabianie z wielickiego „balowania“, ł we Wielickiem podobnie
jak i gdzieindziej w zachodnidj Galicyi, jest czysto wargowe.
Materyał odnoszący się do wykształcenia ludu nadrabskiego został
najobficiej nagromadzony, ale cóż kiedy autor nie uwzględnił prawie żadnych
waryantów — a przy spisywaniu pieśni malo liczył się z muzyką i tańcem.
Mnóstwo wskutek tego zwyczajów, gadek, pieśni, zabobonów, przysłów, zaga­
dek a nawet zabaw podał tylko fragmentarycznie i bardzo niedokładnie.
Tłómaezy się wprawdzie prostą niemożebnością zebrania wszelkich możli­
wych wersyj dotyczącego objawu jak nie mniej opinią Komisyi antropolo­
gicznej Akademii krakowskiej, która postanowiła w zasadzie nie drukować
więcej pieśni, uznając, „że dalsze zbieranie pieśni (mniej więcej w różnych
okolicach kraju i wogóle Polski do siebie podobnych) byłoby bezcelowe,
skoro Kolberg zebrał ich do 16.000“ - wszelakoż tłómaczenie się tego rodzaju4 jak również owa opinia, na którą się autor powołuje, w oczach mo­
ich są conajmniej bezpodstawnemi Że zestawianie wszelkich możliwych wer­
syj, pieśni, gadek, przysłów, zabaw i t. p. objawów ludowej poezyi jest możebne a nawet do należytego studyum nad tymi objawami niezbędnie po­
trzebne — że tego rodzaju zbiory istnieją, polecam zarówno autorowi jak
twórcom wspomnianej opinii przejrzeć tylko jedno dziełko, jakie sobie na
razie przypominam: „A. Hruschka u. Toischer : Deutsche Volsklieder aus
Böhmen. Prag. 1881—91“. A zresztą ktokolwiek myśli na seryo o naukowem badaniu poezyi ludowej, dla tego zmiana jednego ' yrazu — jednego
taktu muzycznego danej pieśni jest niezmiernie ważnym szczegółem do wy­
tłumaczenia jej treści, melodyi, pochodzenia i pierwotnego kształtu — dla
tego nietylko zbiory Kolbergowe — ale wogóle jakie do dziśdnia u nas
istnieją nie są wystarczające. Komisya antropologiczna Akademii krakow­
skiej swojem postanowieniem, którego zresztą przyczyny nie rozumiem, czyni
ogromną krzywdę polskiemu ludoznawstwu — i spodziewam się, że wkrótce
od niego odstąpi.
Ot mniejwięcej w ten sposób przedstawia się powyższa praca p. Świątka.
Dzieło dość grube i zawierające w sobie dużo cennego z trudem i mozołem
nagromadzonego materyalu. Materyał ten jednak zebrano bez odpowiedniego
planu i należytego wyboru — a co gorsza, w uporządkowaniu jego okazano
największą bezradność i brak wszelkiej naukowej podstawy. W dodatku rzecz
samą tu i ówdzie przedstawiono zbyt podmiotowo, nadając jej pozór pewnego
nieprawdopodobieństwa. Mimo tego wszystkiego wartość dzieła niepospolita
i zasługa autora olbrzymia już dla tego samego, że po zbiorach Kolbergowych w tych stronach jest ono prawdziwym unikatem — a co się tyczy
okolic nadrabskich — pierwszą pracą oryginalną na wielką skalę. Zresztą sam
materyał, jakkolwiek on jest zestawiony, daje jeźli nie „zupełnie“ to przy­
najmniej choć w części dokładny obraz ludu nadrabskiego" i przynosi autorowi to wewnętrzne zadowolenie, że mimo swojej ciężkiej pracy urzędni­
czej ,, jak może — ku pożytkowi dobra wspólnego pomoże“
L. Młynek.
28

— 336 —
Karol P o t k a ń s k i. Kraków przed Piastami. W Krakowie. Nakładem
Akademii umiej. (Osobne odbicie z XXXV t. rozpraw wydz. hist, filozof.).
Skład główny w księgarni spółki wydawniczej polskiej. R. 1897.
„Są epoki w historyi“ — pisze p. Potkański — „tak oddalone i tak
mroczne, do których poznania tak zupełny brak źródeł, że nic o nich nie
wiemy i wiedzieć nie możemy. Wtedy stwierdzamy wprost naszą nie­
świadomość i co najwyżej stawiamy a priori pewne hipotezy, zapożyczając
się — nieraz bardzo skutecznie — u innych ludów. Wówczas historya
ustępuje miejsce socyologii, dzieje się to zazwyczaj tam, gdzie nie chodzi
o zdarzenie historyczne, ale o stan lub genezę instytucyi społecznych, sło­
wem o jakiś objaw ogólniejszy, odnoszący się do życia wewnętrznego pewnej
grupy socjalnej“. Bez kwestyi słusznie !.. Ale nie bez potrzeby wyjaśnienia.
Socyologia przecież a t, zw. prehistorya wspierają się bardzo, lecz nie po­
krywają się wzajemnie. Wprawdzie August Comte nie zastrzegł się nawet
przeciw zespoleniu zupełnemu historyi z socyologią; jednak ani on, ani jego
następcy nie uskutecznili tego postulatu. Spencer, Morgan — odnajdują
w prehistoryi i u ludów niecywilizowanych całą masę materyału soeyologicznego ; ale pierwszy uważa ten materyał tylko za część dowodzeń, mają­
cych stwierdzić ogólną jego — biologiczną teoryę socyologiczną, — drugi
zaś jest więcej etnologiem, aniżeli socyologiem. To samo da się powiedzieć
o Mac Lenanie, Taylorze, Westermarku it. d , ba nawet o Dargunie. I dla
tych uczonych jest badanie ludów „pradíikich“, dzikich i barbarzyńskich —
tylko materyalem dla socyologii, mającym głównie stwierdzić faktami etapy
rozwoju rodziny, tj. podobnie jak w najnowszych czasach u prof. Muekego.
Gumplowicz materyału tego używa dla wyjaśnienia genezy „państw“, MarksEngels i następcy dla uzasadnienia t. zw. monistycznego poglądu na rozwój
życia społecznego ; wreszcie Tarde — to socyolog — przyrodnik i prawnik,
dla którego ważniejszym jest materyał, zebrany wśród narodów cywilizowa­
nych, aniżeli prehistorya lub etnologia. Jeśli prof. Simel (Die sociale Dif­
ferenzierung) ^stwierdza w życiu społecznem ciągłe współdziałanie indywi­
duów i grup społecznych, stawiając w rezultacie jako zasadę ogólną, że
socyologia dąży do poznania praw tego współdziałania, a więc do zbadania
przedewszystkiem i określenia stosunku jednostki ludzkiej do „społeczeństwa“,
w którem żyje i na odwrót; tudzież do takiegoż zbadania stosunków grup
społecznych między sobą, — to jużcić jasnem się staje, że socyologia coraz
wyraźniej wyodrębnia się, jako osobna dla siebie gałąź wiedzy ludzkiej, dla
której prehistorya i etnologia są jednak nader ważnemi umięjętnościami pomocniczemi. Ale też i na odwrót — te pomocnicze umiejętności otrzymują
równą pomoc od socyologii, bo ta, stwierdzając pewną mniejszą lub większą
równoległość (analogiczną) zjawisk życia i rozwoju społecznego, wykazując
ją w wielkiej części właśnie na danych faktycznych, zaczerpniętych z „nauki
o ludach“ — pozwala nam bardzo często wglądnąć w najodleglejsze dzieje
ludzkości, które dla ścisłej „historyi“, opierającej się na źródłach pisanych
były dotąd bartą zakrytą. Wówczas rzeczywiście „historya ustępuje miejsce
socyologii“ i dodam także — etnologii Widzimy to n. p. w ostatnich pra­
cach prof. Balzera: do których dołącza się obecnie rozprawa p. K. Potkańskiego, słusznie przez Akademię umj. w Krakowie nagrodzona. Pod skromnym
tytułem „Kraków przed Piastami“ daje nam autor część prehistoryi polskiej,
ważny ekscerpt z doby rasowo-plemiennej ludów, które weszły później w skład
państwa Piastów. Kraków — to prastary gród plemiania Wiślan, o którem



337



mamy już wzmianki czysto historyczne — źródłowe. Plemię to zamieszki­
wało późniejszą Małopolskę, rozdzieloną na księstwa: Krakowskie i Sando­
mierskie. Nawet ten rozdział ma uzasadnienie w dobie plemiennej, bo Wi­
ślanie już wówczas na dwie grupy rozpadli się.
W podaniach ludowych o założeniu Krakowa widzi p. Potbański słu­
sznie — złączenie motywów mitologicznych i historycznych — tylko, że te
pierwsze wyprowadza z „motywu odwiecznego, a mianowicie walki dnia
z nocą, wiosny z zimą, światła z ciemnością“. Nie zgadzam się w tym wzglę­
dzie z autorem -- po prostu z tego powodu, że nie dopatruję się rozwoju
kultów w perzonifikacyach zjawisk przyrody, ale w t. zw. animizmie, okre­
ślonym przez Taylora i Spencera. Prawda, że z czasem pierwotny animizm
stawał się coraz bardziej blizki „pierwszej filozofii“, jak się wyraża Krzy­
wicki, a więc tem samem i badaniu zjawi к przyrody, ale wątpię, czy myty
tkwiące w podaniach o założeniu Krakowa — mogą pochodzić z epok
przetwarzania się pierwotnego kultu ludowego na wyższorzędny system społeczno-religijny. System taki wogóle u Słowian nigdy nie wytworzył się, bo
w chwili, kiedy może mógłby się rozwinąć — ludy słowiańskie uległy sy­
stemowi nadanemu im z zewnątrz, tj. chrystyanizmowi. Kto wie, czy p. Potkański do jaśniejszych rezultatów nie byłby doszedł, gdyby motywów mito •
logicznych o założeniu Krakowa dopatrywał się był w — animizmie. Słu­
sznie natomiast czyni, dopatrując się w mytach śladów walk międzyplemiennych; — jestto niejako historyczna część każdej mitologii, wcale wyraźna
w podaniach krakowskich. A mofywa zupełnie historyczne ? I te istnieją
w krakowskich podaniach, tylko że trudno je wydobyć z naleciałości mito­
logicznych; najwięcej stosunkowo mówi sama nazwa „Kraków“. Nie jestto
nowa ani rodowa (totemiczna), ani też patronimiczna (rodowa), ale podobnie
jak n, p. Sędziszów it.p. — nazwa ojczycowa, wskazująca, że jakiś Krak
był rzeczywiście żałożycielem „Krakowa“. Kim on był? Zapewne jednym
z naczelników rodowych lub wodzów plemiennych; przypuszczam raczej
pierwsze, a wówczas Kraków, podobnie jak Tyniec — byłby pierwotnie
grodem jednego z rodów wiślańskich. Podania z' Tyńca wskazują, co bardzo
jasno uzasadnia p. Potkański, że był to gród rodu Topór (Toporczyków),
o Krakowie zaś domyśla się, że był od początku głównym grodem całego
plemienia Wiślan. „Należy tylko przyjąć, że w ostatnich czasach doby ple­
miennej Wiślica wybiła się kosztem Krakowa“. Nie sądzę! Dowodów na to
nie mamy żadnych, a przeciwnie nazwy: Wisła, Wiślanie, Wiślica wskazują
raczej, że działo się odwrotnie, tj., że grodem plemienia Wiślan — była
Wiślica i, że dopiero w miarę rozradzania się, a więc i wędrówek rodów
wiślańskich — powstały grody rodowe, jak Sandomierz, Tyniec, Krakow
itd. Utwierdza mię w tem mniemaniu jeszcze bardziej fakt, zaznaczony zre­
sztą tamże przez autora, że Kraków — to nazwa ojczycowa, a więc względ­
nie późniejsza (prof. Balzer), podczas gdy nazwa „Wiślica“ jest rodowopatronimiczną — ergo wcześniejszą. Wiślanie wszyscy weszli za rządów Świę­
topełka w skład państwa Wielkomorawskiego i wówczas źródła wspominają
o Wiślicy, jako o głównym grodzie, aczkolwiek istniał już także Krakow
a może — jak się domyśla p. Potkański, był siedzibą biskupów katolickich,
z pośród uczniów św. Metodego. To jednak pierwotne chrześcijaństwo Wiślan
nie miało, czasu utrwalić się w plemieniu, bo upadek .Wielkich Mo
raw zniszczył związek Wiślański z państwem chrześcijańskiem i dopiero
-X -

— 338 —

podbój Krakowa przez Czechów, a później przez Polakow wprowadził doń
i do innych siedzib Wiślańskich —• chrześcijaństwo na stałe.
Autor jasno przedstawia i to nawet źródłowo dowodzi (Al. Bekri),
że Kraków za rządów czeskich wzrósł do większego, aniżeli przedtem zna­
czenia; odtąd też sądzę nstałiła się jego dominująca rola w Małopolsce —
w miejsce prastarej, podupadłej Wiślicy.
Dr. K J. Gorzychi.
Folklore polonais, folklore de la vallée de Résia. Extr. des KQVTVvaôia,
t. Y., 1898. Paris, H Welter, éditeur. 16 ka, str. ni. 2, і 215—274.
Notatka na tytule i nazwa czasopisma, z którego rzecz jest nadbitką,
poucza, iż materyał ten przeznaczony li dla uczonych i nie ma nic wspól­
nego z pornografią, choć zawiera same obscoena (dodajmy nawiasem : trys­
kające humorem niezrównanym). Zresztą samo nazwisko wydawcy ksią­
żeczki, jednego z najwybitniejszych językoznawców naszych, choć zatajone
przed ogółem, musi stanowić rękojmię naukowego celu przedsięwzięcia, któ­
re co do strony wydawniczej można tylko wspominać z najwyźszem
uznaniem.
Ludoznawstwu polskiemu przypadła w udziele lwia część książeczki
(str. 215 —64). Dział ten obejmuje 55 piosnek w 60 odmianach, rozmowę
miłosną między panną a kawalerem, prowadzoną przy mazurze, zażegnywanie liszaju i anegdotę, objaśniającą drastycznie przysłowie : „Z deszczu pod
rynnę“. Ze ścisłością sobie właściwą zapisał szan. wydawca pochodzenie
piosnek poszczególnych. I tak 27. pochodzi z gub. radomskiej, z tego 15
specyalnie z Iłżeckiego, 5 z Kieleckiego i Sandomierskiego, 1 z okolic Czer­
ska, 5 z gub. łomżyńskiej — zapewne zebrane i podane w przepisie fone­
tycznym przez samego wydawcę ; 3 ostatnie zaś, z któryeh zresztą druga
nie jest ludową, lecz — jeśli się nie mylę — fredrowską, wyjęto w pisowni
oryginalnej z rękopisu pewnego włościanina z okolicy Biały (gub. siedlec­
kiej). Materyał to pierwszorzędny do studyowania humoru i wyobraźni lu­
dowej, porównań i przenośni, rytmiki i metryki, zwrotów itd., właściwych
ludowi, oraz narzecza, podnoszą zaś wartość jego odsyłacze do poprzednich
tomów czasopisma, wymienionego w tytule, które — zdaje się — dotyczą dwu
zbiorków podobnych również polskich, nieznanych mi zupełnie, oraz wierny
przekład francuski, który uprzystępnia materyał ten ludoznawcom całego
świata do studyów porównawczych.
Do ludoznawstwa Słowian rezjańskich, którego kopalnię stanowi tom
prof. J. Baudouina de Courtenay pn. „Materialien zur südslav. Dialekte
logie u. Ethnographie. I. Resianische Texte“ (w Petersburgu, 1895), przyby­
wają w tomiku omawianym dwie piosnki ( wyże) , zapisane w r. 1890,
a odróżnione od reszty, wyjętej z owego tomu „Materyałów“, tłumaczeniem
francuskiem ; do części bowiem, przedrukowanej stamtąd, — tz. zagadka, 5
rymowanek i anegdotek, oraz 4 powiastki i dowcipy, — dodano przekład
niemiecki z „Materyałówir.
Tomikowi, wydanemu bardzo pięknie i bezbłędnie, jakby i u nas nie
potrafiono lepiej, poświęciłem wzmiankę obszerniejszą, bo wypełnia ponie­
kąd lukę dotychczasową ludoznawstwa naszego. Oby ciąg dalszy nastąpił,
a badacze nasi nie pomijali z oburzeniem świętoszków podobnych wyskoków
humoru grubego może, ale zdrowego ludu, nie kryli przykładów jego w te­
kach, lecz naśladowali wydawcę zbiorku niniejszego na pożytek nauki. O ileż

— 339 —

w fcym kierunku więcej zdziałano np. w Rosyi, gdzie dla użytku uczonych
wydano szereg podobnych zbiorków, jak sam mógłem się przekonać na to­
miku apokryfów i legiend, podanych w formie arcydrastycznej.
Dr. Fr. Krcek.
F o lk lo r y s t y k a w R o s y i . Folklorystyka jeszcze nie doszła do tego
stopnia rozwoju, w jakim znajdują się inne, towarzyszące jej umiejętności,
archeologia i geografia, bo istotnie, jak mogła ona wznieść się na wyżyny
wiedzy, kiedy dopiero 10 lat temu stoi w rzędzie samoistnych umiejętności
ludoznawczych. Mimo stosunkowo niedawnego istnienia, zdobywa ona pow­
szechne uznanie i wzbudza wielkie zaciekawienie, z dniem każdym wzmaga­
jące się, a spowodowane doniosłością i znaczeniem, jakie może okazać w po­
stępach archeologii, historyi kultury, szczególnie — religii ; znaną bowiem
jest rzeczą, że folklor odegrał wybitną rolę w powstaniu i rozpowszechnieniu
kultu religijnego. Wielu obecnie przeto jest tego zdania, że nie należy
przecież sądzić, jakoby folkrostyka nie powodowała „silnego zainteresowania“,
nie należy myśleć, że jestto nauka zgoła jednostronna, specyalna i nie przy­
czyniająca się bynajmniej do rozwoju pokrewnych gałęzi wiedzy, — prze­
ciwnie, należy podkreślić i zaznaczyć „intenzywne jej stanowisko“ wobec
dociekań nad życiem społecznem.
Folklorystyka datuje się więc od niedawna, jako nauka samodzielna.
Obecnie nie tylko w Anglii, skąd jej nazwa pochodzi, lecz we Francyi,
Niemczech, Włoszech, Hiszpanii, „nowa nauka“ rozwija się szybko, — po­
wstaje sporo specyalnych wydawnictw, omawiających nową dziedzinę, zawią­
zują się folklorystyczne towarzystwa, prowadzące szeroką i energiczną ro ­
botę na niwie badań etnograficznych, pod kierownictwem wybitnych specyalistów, jak np. Kelbra, wytrwale oddawna pracującego dla celów naukowych,
a przez uogólnienie masy faktów, uzbieranych podług wydanych kwestyonaryuszów, dochodzi do poznania rozlicznych właściwości, cech i przymiotów
ludów z doby ubiegłej.
Owe „folklorystyczoe ożywienie“ rozpowszechniło się i na Rosyę, Cał­
kiem naturalnie, że pierwsze objawy jego były nader nieliczne, słabe i chwiejne,
lecz z czasem, gdy się przekonano, że Rosya przedstawia nadzwyczaj cie­
kawe pole dla tego rodzaju badań, kwestya przyjmuje więcej pomyślny
obrót. Powstanie dwóch czasopism „FAnograjiewskoje obozrienie“ w Mcskwie
i nZiiuaja Starina“ w Petersburgu, które w pierwszej linii zajęły się „umiejętnem przeprowadzeniem sprawy“ wśród społeczeństwa rosyjskiego, tj. roz­
budzeniem pożądanego zaciekawienia, — dało możność publicznego i otwar­
tego traktowania dotychczas nieznanej dziedziny. W skutek tego powstaje
sporo zbiorów ludowych podań i bajek, jak np. „Narodnyja russkija skazki“
Afanasiewa; Zbiory Czubinskaho, Manżury — w Małorosyi; Romanowa,
Dobrowolskaho i Stejna — w Białorosyi ; Sadownikowa — w gubernii Samarskiej ; „Kawkazskija skaski i ich predania“ Dorofiejewa, zawierające
podania osietyńskie, imeretyńskie, ormiańskie, kabardyńskie i in. ; — głównie
„Sbornik swiedienij i matieriałow dla opisania plemion i miestnostiej Kawüaza“ (23 t.), obfitujący w nader bogaty materyał etnograficzny i folklory­
styczny — i wiele in. Wszystkie powyższe zbiory, jakkolwiek noszą pewne
cechy ujemne, przedstawiają jednak bardzo cenny zbiór opracowanych, a po
części i zanalizowanych materyałów, wskazujący nam charakterystyczne znamiona
podań i bajek rosyjskich, a mianowicie, że większość z nich posiada swoją

— 340 —
geografię, że one nie wszędzie s% rozpowszechnione : niektóre bajki, poda­
nia i pieśni ludowe egzystują, w pewnych tylko miejscowościach, w innych
nie spotykamy najmniejszych śladów ich istnienia.
Aczkolwiek praca na niwie badań folklorystycznych prowadzi się ener­
gicznie i uzbierano wiele podań i bajek, dotyczących rozmaitych szczepów
narodu rosyjskiego, to jednak masa utworów ludowych pozostaje jeszcze
obcą i nieznaną. Oczywiście — te ostatnie mogą się stać dobytkiem litera­
tury wówczas, gdy naukowe stowarzyszenia i'prywatne jednostki, dla których
ta kwestya przedstawia poważny cel naukowy, dołączą wszystkich starań,
aby zebrać i uporządkować rozpierzchłe na razie pamiętniki myśli ludowej,
wtedy bowiem łatwo będzie oryentować się w tem „uaturalnem bogactwie“
i odpowiedzieć na szereg pytań, które obecnie możemy tylko postawić, jak
np. czy typy zebranych dotychczas podań właściwe są tylko ludowi rosyj­
skiemu i stanowią jego własny nabytek, czy też zapożyczone są u sąsiednich
narodów ; czy tło podań jest rdzennie rosyjskie, czy ono zjawia się skut­
kiem wpływu i oddziaływania ludów zachodnich, lub wschodnich; z jakim
narodem Rosyanie mają więcej podobieństwa; u jakich ludów forma podań
jest więcej archaiczną — Rosyan zachodnich, czy Turko-mongołów ? itd. itd.
Powyższe kwestye mogą być dostatecznie i gruntownie zbadane wówczas,
kiedy większość utworów typowych zostanie poznana; przytem zgłębienie tych
kwestyi ma nader doniosłe znaczenie, gdyż wskaże nam nie tylko pewne
przymioty rozwoju kultury rosyjskiej, lecz — jaką drogą, w jakiej blizkości
odbywa się wzajemne oddziaływanie kulturalne u ludów zamierzchłej, epoki
historycznej. Są to nadzwyczaj pożądane, naukowe wskazówki dla historyi
cywilizacyi Rosyi i ludów, zamieszkałych we wschodnich jej prowincyach.
Skuteczne zaś oświetlenie tego zjawiska przyczyni się do więcej należytego
uregulowania elementarnych i prawidłowych podstaw historyi cywilizacyi
wogóle, dając bogaty i pewny przyczynek dla uogólnień socyologicznych ;
socyologia albowiem dopóty nie stanie na wyżynach wiedzy, dopóki nie zo­
stanie zbadane życie wschodu, szczególnie — świat ludów słowiańskich !
Zbieranie więc podań ludowych w Rosyi winno prowadzić się na większą
skalę, energicznie, ponieważ z dniem każdym, skutkiem wpływów ekonomi­
czno-społecznych^ przeistacza się byt ludu wiejskiego wraz z jego inte­
lektualną i psychologiczną stroną, zamieniając włościan, przywiązanych świę­
cie do swej ziemi, nawyknień, zwyczajów, poezyi i domowego ogniska,
w żywioł wędrowny, z miejsca na miejsce przechodzący i podpadający obcym
wpływom, nic wspólnego z ich własnem życiem nie mającym. Proces ten
społeczny odbywa się w Rossyi obecnie na wielką skalę; nic więc dziwnego,
że następuje szybkie wymieranie poezyi ludowej, gdyż znajduje się ona
w schronieniu nader luźnem — umyśle ludzkim, który wskutek przyczyn nie­
uniknionych musi i powinien ciągle się rozwijać i doskonalić.
!L Kasperowicz.
Biełorusskoje Polesie. Sborník etnograficzeskich matieriatow, sobrunnych M.Downarom — Zapolskim. Wyp. I. Pieśni Pinczukow. Spiriłożeniem kartiny siewiernoj czasti ujezda i siatii o goworie. Kijew.
Zbiór Downara Zapolskiego zawiera w sobie materyały, zapisane
podczas dwóch — letnich naukowych ekskursyi na Pińszczyznę, bardzo ciekawy
zakątek dla studyów krajoznawczych. Uzbierane pieśni dzieli Downar-Zapolski na pewne kategorye tak, jak to czyni tam naród, — co należy uwzglę­

-

341 -

dnić każdemu, zajmującemu się podstawowemi kwestyami, albowiem badacz
nieraz znajduje się w nader trudném położeniu, gdyż nie jest w stanie ści­
śle określić, czy dana pieśń występuje w. postaci ceremonialnej, czy też li­
rycznej ; jeżeli ceremonialnej, to z jakim obrzędem jest ona związaną, gdyż
to ma nadzwyczaj doniosłe znaczenie tak dla określenia samej pieśni, jak
również połączonego z nią obrzędu. W ramach każdego wyznaczonego przez
naród oddziału — Downar-Zapolski umieszcza pieśni z uwzględnieniem miejsc
ich rozpowszechnienia, albowiem tą drogą zapoznajemy się z charakterem
miejscowości i gwary ludowej. Oo się tyczy samego materyału, to autor od­
daje pierwszeństwo pieśniom weselnym, po czem już omawia — liry­
czne. Pieśni zaopatrzone są nader cennemi monografiami, dotyczącemi lite­
ratury przedmiotu. Ze względu na te przepisy i uwagi, praca Downara-Zapolskiego zajmuje — bez kwestyi ■
— pierwszorzędne miejsce w literaturze
rosyjskiej ; oprócz znanych powszechnie rosyjskich i polskich materyałow,
obfituje ona w zbiory innych słowiańskich narodów, jak n. p. : morawskich
pieśni Bartosa, „Mazowsze“, Kolberga i. wielu innych. Co do literatury
przedmiotu, to znajdujemy tam wzmianki o badaniach de Gubernatiów
i Mannhardta; słowem — uwagi autora stanowią całkowite badanie.
Niestety trudno powiedzieć to samo o poglądach, zawartych w drugiej
połowie jego dzieła, o stronie lingwistycznej. Chociaż praca o mowie w piń­
skim powiecie stoi wyżej ol innych w tym rodzaju utworów, dołączonych
np. do zbiorów Bułkowickiego lub pani Rodoczenko, ale przecież z wielu
względów nie odpowiada istotnym wymaganiom. Autor np. mniema, że „dyftongi“,
(podwójna samogłoska) — w miejsce starożytnego 0 — cechują mowę białorus­
ką ; w istocie owa cecha, właściwą jest nietylko mowie białoruskiej (rusińsklej),
gdyż znajdujemy ją w pamiętnikach doby zamierzchłej, w mowie południoworuskiej, również i w obecnej mowie Rusinów. Spotykamy i inne, mniej jed­
nak zasadnicze uchybienia w kwestyi badań lingwistycznych. Sam DownarZapolski jest tego zdania, że „mowa Pińczuków w s we j o s n o wi e jest
maloruską, gdyż ilość dyftongów nader nieliczna“. Poezya i zwyczaje Pinczuków wskazują nam na wspólność ich pochodzenia z Rusinami, są to
prawdopodobnie koloniści z południa.
Praca Downara-Zapolskiego, ze względu na sumienność badań autora,
nader cenny i bogaty materyał, zawierający się w niej — jest bardzo cie­
kawym i pouczającym przyczynkiem w dziedzinie studyów ludoznawczych.
И. Easperowicz.

SPRAWY

TOWARZYSTWA,

I. Posiedzenie Zarządu.
T r z e c i e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u za r. 1898 odbyło się dnia 3.
maja br. Obecni pp. Dr. Gorzycki, prof. Dr. Kolessa, Dr. Krček, p. Rebczyński i z zaproszonych na to posiedzenie członków komitetu red. „Ludu“
pp. Dr. Czołowski i Dr. Leciejewski.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1.
Przyjęto po dłuższej dyskusyi do wiadomości szkic odpowiedzi dla
Wydziału Krajowego, napisany przez prezesa Tow. na zapytanie w sprawie
założenia muzeum dla historyi kultury krajowej. W odpowiedzi tej podnie-

— 342
siouo : 1. potrzebę założenia muzeum e t n o l o g i c z n e g o ; 2. konieczność
uwzględnienia w nim wszystkich działów etnologii; 3. utworzenie oddziałów
etnograficznych, polskiego, ruskiego, ormiańskiego i żydowskiego i 4. umie­
szczenie muzeum w pałacu sztuki na placn wystawy.
2. Ekscerpt uchwalonej odpowiedzi Wydziałowi Kraj. polecono Za­
rządowi Tow. ogłosić w pismach codziennych.
Na tern obrady zakończono.
C z w a r t e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się dnia 16. maja
br. Obecni pp.: prof. Dr. Dybowski, Bal, Dr. Gorzycki, Dr. Kolessa і Dr.
Krček.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A Kalina.
1. Przyjęto 6 nowych członków.
2. Zatwierdzono oddział Towarz w Wieliczce (przewodniczący S.
Udziela).
3. Na zaproszenie centralnego komit tu dla obesłania wystawy parys­
kiej w Austryi — postanowiono odpowiedzieć przychylnie i wziąć współu­
dział w dziale etnograficznym.
4. Przyjęto do wiadomości zaproszenie z Pragi do wzięcia udziału
w 100-letnim obchodzie rocznicy urodzin Pr. Palackyego — uchwalono wziąć
udział w tym obchodzie przez wysianie delegata.
5. Na najbliższy odczyt przeznaczono rzecz radcy Baranowskiego :
O Karaitach.
6. Uchwalono rozesłać rozprawę Dr. Krčeka o pisankach (odbitka
z „Ludu“) wszystkim, którzy na kwestyonaryusz pisaukowy nadesłali od­
powiedzi.
7. Uchwalono 7 członków, zalegających z wkładkami, wykreślić z listy
członków.
8. Uchwalono rozesłać resztę egzemplarzy kwestyonaryusza sobót­
kowego.
9. Uchwalono papier i kowerty Tow. ozdobić odpowiednią winietą.
li. S p r a w o z d a n ie oddz iałów .
1. Oddział Towarzystwa ludoznawczego w Buczaczu.
O d d z i a ł z a ł oż ono- 3. g r u d n i a 1897. za staraniem del. prof.
L. Młynka — przy współudziale i gorliwem poparciu ówczesnych członków
Tow. zamieszkałych w Buczaczu : dyr. gimn. Franc. Zycha, Dra. M. liirschiera, insp. szkol. A. Janickiego, ks. J. Ścisłowskiego, profesorów: W.
Wiśniewskiego, M. Markowskiego, P. Banacha, A. Orzechowskiego, tudzież
pp. W. Uuratowskiej i A. Młynkowej.
Oddział odbył dotychczas t. j. od 3. grudnia 1897. do 15. kwietnia
1898. jedno zebranie ogólne i trzy posiedzenia Zarządu z następującym
przebiegiem :
Z e b r a n i e o g ó l n e d n i a 18. g r u d n i a 1897. Obecnych było
20 osób, między nimi 14 członków Tow. Przewodniczył del. Tow. prof. L.
Młynek, pisał protokół człon. Tow. prof. P. Banach.
W z a g a j e n i u podziękował przewodniczący obecnym, że przychyl­
ni jego zaproszeniu raczyli przybyć na zebranie — zaś członkom założycie-

343 —

lom wymienionym poprzednio, za poparcie jego usiłowania około założenia
I. oddziała Tow. ludoznawczego w Buczaczu.
W przemówieniu tem rozwinął dość obszernie cel i zadanie Tow. :
„obudzenie w o b y wa t e l a c h kraj u poczuci a na r o d o we g o
i m i ł o ś c i w s z y s t k i e g o co s w o j s k i e “ —
„Cudze chwalimy — swego nie znamy;
Sami nie wiemy, co posiadamy“.
Następnie o d c z y t a ł p i s mo od g ł ó w n e g o Z a r z ą d u Tow.
we Lwowie z 10. grugnia 1897., z a t w i e r d z a j ą c e z a ł o ż e n i e o d ­
d z i a ł u b u c z a c k i e g o , oraz kilka listów z życzeniami dla nowo po­
wstającej Instytucyi naukowej w tych stronach. Wreszcie z a w e z w a ł z e ­
b r a n y c h c z ł o n k ó w o d d z i a ł u do wy b o r u 4 c z ł o n k ó w Z a ­
r z ą d u o d z i a ł u , proponując na przewodniczącego p. dyr. Zycha, na za­
stępcę Dra Hirschlera, na skarbnika inspekt. Janickiego i na sekretarza
prof. Banacha.
Po ożywionej dyskusyi, w której zabierali głos : pp. Zych, Hirsehler,
Służewski, Banach i Guratowska, z g r o m a d z e n i j e d n o g ł o ś n i e
o b r a l i : p r z e w o d n i c z ą c y m oddziału L. Młynka, z a s t ę p c ą Dra
M. Hirschlera, s k a r b n i k i e m A. Janickiego, s e k r e t a r z e m P.
Banacha.
L. Młynek podziękował zebraniu, że raczyło go zaszczycić swoim wy­
borem na przewodniczącego, przyrzekł, że będzie się starał piastować tę
godność z jak największym pożytkiem metylko dla samego oddziału — ale
i dla „jego kochającej go macierzy“, głównego Zarządu we Lwowie. Potem
n a k r e ś l i ł p l a n , we d ł u g k t ó r e g o my ś l i r o z w i n ą ć s wo j ą
d z i a ł a l n o ś ć —- i p r o s i ł z e b r a n y c h o p r z y j ę c i e go j a k o
p o d s t a w y dl a o d d z i a ł a r a z n a z a ws z e . Plan ten obejmuje 4
punkta zasadnicze :
1. U g r u n t o w a n i e o d d z i a ł u na s i l n e j p o d s t a w i e przez
pozyskanie mu jak największej ilości członków i przyjaciół.
2. B a d a n i e l u d u i j e g o w ł a ś c i w o ś c i
w p o wi e c i e
b u c z a c k i m i sąsiednich.
3. P o u c z a n i e s i ę w z a j e m n e za p o m o c ą o d c z y t ó w ,
p i s m i p o g a d a n e k n a u k o w y c h o l u d z i e polskim i sąsiednich.
4. Z a ł o ż e n i e m u z e u m l u d o z n a w c z e g o w p o wi e c i e '
które mieściłoby w sobie wszystko, co stoi w związku z ludem, jego życiem
domowem i spolecznem, oraz wytworami jego duchowej i technicznej
pracy.
Zebranie plan powyższy przyjęło jednogłośnie, a zarazem postanowiło
bacznie przestrzegać i pilnować jego ścisłego wykonania w przyszłości.
Przewodniczący zapytał następnie, czy kto z członków nie ma jakiege
wniosku zdążającego do wskazania dróg i środków potrzebnych do wyko­
nania poszc ególnych punktów dopiero co nakreślonego planu przyszłej pracy
oddziałowej. Na wniosnk p. Guratowskiej zgromadzenie uchwaliło „pozosta­
wić pod tym względem wszelką swobodę obecnemu Zarządowi jako najleniei
świadomemu celów i zadania oddziału“,
< \ J i".'.’";; .

— 3 44 —

Na zakończenie odczytał sekretarz prof. Banach swoją pracę: „O po­
c z ą t k a c h l u d o z n a w s t w a w P o l s c e i na Rus i . Zebrani po­
dziękowali mu oklaskami.
I. P o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się dnia 10. stycznia; II.
10. lutego; III. 6. kwietnia b. r. Brali w nich udział pp. Dr. M. Hirschler,
insp. szk. A. Janicki i prof. Banach. Przewodniczył im prof. L. Młynek
Powzięto na nich. następujące uchwały:
1. Urządzić kancelaryę oddziału i zakupić potrzebne książki : dla prze­
wodniczącego, sekretarza i skarbnika; nadto postatarać się o wszystkie ro­
czniki „Ludu“ (I—IV).
2. Wylitografować ewentualnie rozesłać 200—300 egzemplarzy zapro
szeń do wybitniejszych osób w powiecio i jego okolicy, aby zechcieli przy­
stąpić na członków oddziału.
3. Wylitografować kilkaset ćwiartkowych kwesyonarynszy z różnych
działów ludoznawstwa i te rozesłać w powiecie i jego okolicy celem zebrania
potrzebnych materyałów ludoznawczych.
4. Zdać na najbliższem posiedzeniu Zarządu sprawę z dotychczaso­
wych zbiorów oddziału, prowadzonych pod kierownictwem prof. L. Młynka,
Banacha, Markowskiego, Orzechowskiego i innych.
5. Urządzić na podstawie powyższych zbiorów szereg publicznych od­
czytów: w Buczaczu, Monasterzyskach, Jazłowcu, Baryszu i Uściu solnem —
z jednej strony dla pozyskania w ten sposób mieszkańców powiatu dla dal­
szych celów oddziału buczackiego - z drugiej dla zebrania potrzebnych
funduszów na rozmaite jego wydatki.
6. Uregulować kasę oddziałową.
7. Rozpocząć akcyę celem założenia ludoznawczego muzeum w powiecie.
Z uchwał powyższych wykonano dopiero częściowo; uchwałę 1. 2. 3.
Praca oddziału idzie bardzo powoli — napotyka bowiem, jak każda instytucya początkowa, co krok na liczne przeszkody, które czasami z trudnością
tylko i pewnym wysiłkiem dają się usuwać. Zarząd żywi jednak niepłonną
nadzieję, że przy usilnej pracy do przyszłego ogólnego zebrania w r. b.
z nimi się upora i oddział wprowadzi na właściwe tory.
W Buczaczu, dnia 15. kwietnia 1898.
Dr. Mieczysław Hirschler

L. Młynek

zastępca przewodniczącego.

przewodniczący oddziału

2. Sprawozdanie z pierwszego zgromadzenia członków Towarzystwa
ludoznawczego
które odbyło się dnia 5. kwietnia 1898 roku o godzinie 5-tej po południu
w Wieliczce.
Obecni : pp. Stanisław Czerski, nauczyciel w Wieliczce, Władysław
Koch, słuchacz filozofii w Wieliczce, Józef Kownacki, słuchacz praw w Wie­
liczce, Wojciech Ozga, nauczyciel w Koźmicach Wielkich, Marcin Rembacz,
nauczyciel w Wieliczce, Jan Śliwiński, stygar w Wieliczce, Seweryn Udziela,
inspektor szkolny w Wieliczce,

— 345 ~

Zebranie zagaił Seweryn Udziela, delegat Towarzystwa ludoznawczego
i zaprosił zgromadzonych członków do ukonstytuowania się w oddział To­
warzystwa ludoznawczego i wybrania Wydziału oddziałowego.
Przez aklamacyę zostali jednogłośnie wybrani :
Seweryn Udziela przewodniczącym , Marcin Rembacz sekretarzem,
a Józef Kownacki skarbnikiem, nadto do Wydziału weszli : Władysław Koch,
Stanisław Czerski i Jan Śliwiński.
Następnie uchwalono :
1. Każdy członpk będzie się starał, aby w ciągu roku zjednać Towa­
rzystwu przynajmniej jednego nowego członka.
2. Posiedzenia wydziałowe odbywać się będą każdego miesiąca.
3. Na każdem posiedzeniu członkowie będą sobie komunikować prace
swoje z zakresu ludoznawstwa i wspierać się wzajemnie w poszukiwaniach
ludoznawczych.
Następnie Przewodniczący przedstawił zgromadzonym kilkanaście kar­
tonów zebranych przez siebie wzorów białego haftu z okolic Krakowa
ioznajmił, że gromadzi materyały do opisu miejscowości w powiecie pod
względem etnograficzno-topograficznym.
P. Rembacz oświadczył, że zbiera ludowe środki lecznicze w tutejszym!
powiecie.
P. Ozga zawiadomił, iż gromadzi przysłowia ludowe z Sierczy i Koźmic
Wielkich.
P. Śliwiński spisuje bajki i legendy górników wielickich.
Najbliższe posiedzenie oznaczono na dzień 1. maja na godzinę 11
przed południem.
Na tem posiedzenie zakończono.
Marcin Rembacz
Seweryn Udziela
Sekretarz.

Przewodniczący.

III. Zgromadzenie miesięczne Towarzystwa.
T r z e c i e zgr om, m i e s i ę c z n e To w. odbyło się w sobotę dnia
21 kwietnia w sali muzeum botanicznego na Uniwersytecie Odczytał p. Jan
Grzegorzewski rzecz p. t. „Epopeja tatrzańska o królu Wyporku г królu
Weiu*. Prelegent zapoznał słuchaczów — licznie zgromadzonych z frag­
mentami zacierającej się już obecnie u ludu tatrzańskiego epopei ludowej,
której treścią jest walka górali —• czyli państwa króla Wyporka i jego po­
tomków z królem Wężów. Przypomina to bardzo podobne epopoje u innych
ludów z epoki najazdów międzyplemiennych; wniosków jednak prelegent nie
wysnuł jeszcze żadnych, albowiem przedstawił tylko Iszą część swej pracy.
Z tego powodu została także dyskusya odłożoną aż do odczytania czę­
ści 2giej.
C z w a r t e p o s i e d z e n i e n a u k o w e odbyło się dnia 6. b. m.
w sali botan, na Uniwersytecie, na którem miał odczyt radca- szkol. Boi.
Baranowski: „O Karaitach“. Prelegent badał Karaitów w Haliczu i zwrócił
baczną uwagę na ich język. Okazało się, że jestto bez kwestyi język bardzo
zbliżony do tureckiego. Zważywszy ponadto, że Karaici przyszli do Galicyi

— 346 —

z kraju nad Donem (względnie także z Krymu), że wyróżniają się wyb'tnie
od żydów talmudystycznych wyznaniowe, ba nawet kulturnie — okazuje się,
że przynajmniej en masse nie są żydami — semitami, lecz raczej szcząt­
kiem ludu mongołokształtnego Chazarów, o którym wiadomo, że w IX.
jeszcze wieku wyznawał religię mojżeszową.
Nad odczytem tym rozwinęła się bardzo ożywiona dyskusya, w której
wzięli udział: prof Dr. Kalina, Dr. Głorzycki, Dr. Krček, Dr. Leciejewski,
Dr. Malz, p. Chajesï prelegent. Po odczycie zakomunikował prezes Tow. że
Zarząd Tow. postanowił Imo zająć się także etnologią żydowską i 2do wziąć
udział w jubileuszowym obchodzie 100 letniej rocznicy urodzin F. Palacky’ego
— przez wysłanie do Pragi — delegata.
IV Wykaz darów na rzecz Towarzystwa.
40. Společnost musejní w Brně: František Sušil, sešit 2 od dr. P.
Vychodila. Brno 1898.
41. Leo Wiener swą rozprawę: Popular poetry of the Biissian Jews.
Odbitka z Americana-Germanica (University of Pensylwania). Vol. II.
Part. I.
42. Schwerdfeger swe dziełko : Die Heimatb der Homanen (Indogermanen) TV. Crattinnen, 1898.
43. Alojzy Benj. Füllbier, Fr. Friedel: Zbiór pieśni dla ludu śląs­
kiego. Frysztat 1896.
Tenże : Fridel. Jedniodniówka Na pamiątkę wiecu polsk. w Cieszynie.
Frysztat 1897.
Tenże: Kapitał niemiecki wobec ludu polskiego na Śląsku cieszyń­
skim napisał Piastun. Frysztat 1898.
Tenże: Dr. F. Twardowski: Stosunki polskie na Śląsku. Kraków
1898 roku.
Tenże : O naszem gimnazyum. Cieszyn 1896.
44. Towarzystwo Przyj. nauk. w Poznaniu: Koczniniki T. XXIV.
zesz. 3, 4.
45. Fr. Zych swą rozprawę: Zelman Wolfowicz. Lwów 1898.
45. Jul. Jaworskij swą rozprawę: Sanct Stölpriau. Russische Para­
llelen zum 69. Fastnachtsspiele des Hans Sachs.
47. Prof. I. Polivka swą pracę: O srovnávacím studiu tradic li­
dových.
48. Stan. Polaczek swą pracę: Powiat chrzanowski w W. Ks. Krakowskiem. Kraków 1883.
49. Mikołaj Rybowski swe rozprawy : Kruk. Obrazek z historyi na­
turalnej. Lwów 1883.
Tenże: Skowronek. Kraków 1888.
Tenże: Kot domowy. Kraków 1892.
Tenże : Kuny. Lwów 1894.
Składając serdeczne podziękowanie Szan. ofiarodawcom za ich dary,
prosimy i nadal o nadsyłanie takowych na rzecz Towarzystwa.

— 347 —

V. Stosunki Towarzystwa z innemi towarzystwami i redakcyami pism.
1. Towarzystwo : The American Folk-Lore Society, które posyła swój
organ: The Journal of American Folk-Lore editor William Wells Newell.
Boston and New York.
2. Musealná slovenská společnost, która posyła swój organ : Časopis
red. A. Sokolik. Turčiansky sv. Martin.
3. Towarzystwo gieograficzne w Tokio : Tokyo geographical Society,
które posyła swój organ : The Journal of geography.
4. Towarzystwo : Musejní Spolek w Slaném, które posyła swój organ:
Slánský Obzor. red. A. Ctibor.
Redakcya: Yěstník. Rozhledy historické, topografické, statistické, ná­
rodopisné, školské a. j. po okresním hejtmanství Poděbradském, red. Frant
Hrnčíř v Bohnicích u Nymburka.
5. Towarzystwo nauk. Smithsonian Institution w Waszyngtonie, które
posyła swe publikacye.
VI Spis nowych członków.
352. Dr. Bálasils August, prof. Uniw. Lwów.
353. Burzyński Miecz, sekretarz Wydziału Rady powiat, w Buczaczu.
354. Chajes Wiktor, urzędnik bank. Lwów.
355. Czerski Stanisi, naucz., Wieliczka.
356. Ks. Gromnicki Stanisław, prałat, prob, w Buczaczu.
357. Dr. Hescheles Dawid, kand. adwok. Lwów.
358. Kółko naukowe, Wiedeń.
359. Löwenherz Henryk, słuch, praw, Lwów.
360. Mańkowski Tadeusz, słuch, praw, Lwów.
361. Maykowski Bazyli, weterynarz powiat. Buczacz.
362. hr. Potocki Oskar, Buczacz.
363. Stojowski Wład. inżynier powiat. Buczacz.
364. Wydział Rady powiat. Buczacz.

jr
Odpowiedź ks, W , Zaborskiemu T, I,
W zeszycie kwietniowym „Przeglądu Powszechnego“'rb. str. 121 i nast.
pomieścił ks. W. Zaborski T. I. ocenę pierwszych trzech roczników „Ludu“,
której nie mogę pozostawić bez odpowiedzi.
Jako redaktor czasopisma n a u k o w e g o , jakiem jest „Lud“, mogę
tylko odpowiadać za jego stanowisko naukowe i tendencyę i odpowiedzial­
ność tę przyjmuję całkiem na siebie i bez wszelkich zastrzeżeń; — nato­
miast s t r o n a n a u k o w a artykułów należy do autorów i ci też niezawo­
dnie wystąpią, w obronie zaczepionych przez Szan. recenzenta prac swoich.
Obejmując redakcyę pisma, będącego organem Towarzystwa, którego
zarazem jestem prezesem, uważałem za konieczne nadać pismu kierunek,
wskazany przez Tow. i jego organizacyę statutem określoną.

348 —

Żeby zaś praca Tow-a tem samem jego organu była wydatną, mu­
siała stanąć na gruncie pewnym, który wskazywał z jednej strony cel, jaki
Tow. sobie wytknęło, z drugiej określały środki, za pomocą których cel
ten mógł być osiągnięty. Tylko w dokładnej świadomości tak celu jako też
środków leży żywotność każdej wogóle instytucyi publicznej; — w spełnia­
niu należytem tego zadania spoczywa też pomyślny rozwój Towarzystwa lu­
doznawczego.
Dla znawcy wiadomą jest rzeczą, že na ludoznawstwo polskie przed
t r z e ma laty a podobnie i dzisiaj „składało się kilkadziesiąt tomów“ materya.łów ludoznawczych, które przecież „stanowią nie tylko w porównaniu
z zagranicą drobną jego cząstkę“, jak słusznie twierdzi ks. recenzent, ale,
co najważniejsza, nie są dostateczne, ażeby na nich można budować n a u k ę
etnografii polskiej. Otóż zadaniem tak Tow-a jako też jego organu jest za­
pełnić tę lukę w pracy naszej umysłowej. Zatem p r o g r a m czasopisma
może być taki, jaki nakreśla mu natura przedmiotu i stan, w jakim ludo­
znawstwo polskie faktycznie się znajduje a więc: a) gromadzenie materyału
ludoznawczego, Ъ) postawienie etnografii polskiej na stopniu naukowym,
czyli wytworzenie nowej gałęzi wiedzy, za jaką etnografia dzisiaj się
uważa.
Dział pierwszy — gromadzenie materyałów — spełnia Tow-o za po­
mocą swoich członków, drugi przez organ swój „Lud“. Do tego (t. j. dział
2 gi) ma służyć, według nakreślonego przezemnie planu w „Słowie wstępnem“ a) naukowe opracowanie zebranego materyału, b) samodzielne badania
w zakresie ludoznawstwa. Badania te mają być jednak przystępne, mają
zawierać streszczenie wyników prac naukowych, podjętych nad pewnemi
kwestyami a nie mają być rozprawami akademicznemi, ob.ciążonemi balastem
naukowym. Żeby obznajomić społeczeństwo polskie z nauką ludoznawstwa
i jej postępami, postanowiłem : c) podawać przegląd, ile możności dokładny,
wszystkich dzieł ludoznawczych i tych prac, które stoją w jakimkolwiek
związku z ludoznawstwem — czyli bibliografię, wreszcie umieszczać d) dział
recenzyjny.
Ks. Kecenzentowi plan ten wydaje się być za „szeroki“ i nie „rozu­
mie różnicy pomiędzy ostatnimi działami“ (t. j. bibliografią i recenzyą).
Bóżnica ta jest jasna i zrozumiała dla każdego, kto nie podsuwa autorowi
chaotycznego pomiešania pojęć, do którego nie dał powodu. Kównież i wy­
rażenie: że w bibliografii tej podane będą prace, „które stoją w jakimkol­
wiek związku z ludoznawstwem“, nawet d o s ł o wn i e w z i ę t e , nie po­
trzebują obejmować w s z y s t k i c h dzieł na świecie, ale tylko te, które są
w j a k i m k o l w i e k z w i ą z k u z ludoznawstwem. Czy i jaki związek zaś
ma jaka praca z ludoznawstwem, to wiedzieć powinien każdy, ktokolwiek
ma jakieś pojęcie o ludoznawstwie, a tem bardziej redaktor fachowego
pisma.
W tych ramach zawarta jest cała działalność dotychczasowa „Ludu“,
którego treść rozkłada się stosownie do tego planu w c z t e r y (nie t r z y,
jak pisze ks. recenzent) działy: r o z p r a w y (przedstawiające stronę nau­
kową pisma), z b i o r y materyałów, r e c e n z y e i b i b l i o g r a f i a . Czy
treść ta, wydrukowana w każdym rocznika „Ludu“, nie jest opartą na pro­
gramie ? !
Następnie Wielebny ks. Becenzent zajmuje się rozbiorem „Eozpraw“,
do których zalicza tylko prace „socyologiczne“, podczas gdy inne r o z ­

— 349 —

p r a w y , według jego zdania, należą właściwie do folkloru. Z rozpraw tych
zajmuje pierwsze miejsce odczyt D r. I. F r a n k i , miany na p i e rw s z e m zgromadzeniu miesięcznem członków Tow. p. t. Najnowsze prądy
w ludoznawstwie. Zadanie odczytu tego było informacyjne,' t. j. „określić
i scharaKteryzować'* etnografię, „dać pobieżny pogląd na jej treść i metodę14, — słowem wprowadzić niejako członków Tow-a w naukę ludoznawstwa,
zapoznać ich z teoryami panującemi w tej nauce. Rozprawa ta, według
zdania Dr. Ant. Radica, redaktora Zbornika za narodni život i običaje
južnih Slavena, t. II, str. 501, a więc pisma fachowego, wydawanego przez
Akademię nauk w Zagrzebiu, jest napisana „jasno, pięknie i przedmiotowo
i przyznaje, co przyznać trzeba tak teoryi migraeyjno-historycznej jako też
antropologicznej“, — według zdania ks. Zaborskiego jest ona niejasna, cha­
otyczna i nienaukowa, gdyż „co autor w tej rozprawie chciał wyjaśnić,
czego dowieść — nie wiadomo, jest tam mowa de o m n i b u s e t q u i b u s d a m a l i i s ; streszczenie tego artykułu jest niemożebne, gdyż każdy
niemal peryod czepia się innej umiejętności lub nauki ‘. Wobec takiego
scharakteryzowania tej pracy przez Szan. ks. recenzenta, który autorowi
odmawia wręcz wszelką znajomość przedmiotu a pracy jego wszelką wartość
naukową, nie mogę nic innego powiedzieć, jak tylko wyrazić nadzieję, że
z tym sądem o naukowem znaczeniu I. Franki na polu ludoznawstwa Szan.
ks. recenzent chyba pozostanie osamotnionym wśród wszystkich uczonych
etnografów polskich i zagranicznych. Ks. Zab. widocznie zajmuje się ludoznawstwem okolicznościowo, lub całkiem nie, więc za zdanie takie nie po­
trzebuje się gniewać ani autor, ani redakcya, tem więcej, że jest to tylko
gołosłowne twierdzenie, nie poparte żadnymi dowodami.
Inaczej się ma natomiast sprawa z zarzutem, uczynionym autorowi,
jakoby ludoznawstwo Dr. Franki było „wszechwiedzą“, która „obejmuje
w sobie, ściąga ku sobie i łączy w jedną całość organiczną wszystkie na­
uki, wszysikie gałęzie wiedzy ludzkiej“. Zdawałoby się rzeczą, nie podle­
gającą żadnej wątpliwości, że ks. recenzent powtarzając własne słowa au­
tora, słusznie mógł mu uczynić zarzut takiej ignorancyi. Tymczasem proszę
Szan. czytelnika przeczytać odnośny ustęp Dr. Franki, który tu przytaczam.
Mówiąc o „ograniczeniu zakresu ludoznawstwa przez ściślejsze określenie
pojęcia ludu“, pisze on tak: „Bądź co bądź jednak pamiętać należy, że
mamy tu do czynienia z jedną częścią tej wielkiej, na wskróś nowoczesnej na
uki, która się nazywa historyą cywilizacyi rodzaju ludzkiego i obejmuje
w sobie, ściąga ku sobie“ i t. d. Więc co I. Franko przyznaje „historyi
cywilizacyi rodzaju ludzkiego“, której ludoznawstwo jest „jedną częścią“, to
ks. recenzent chce przyznać l u d o z n a w s t w u i błąd ten, powstały
z prostego niezrozumienia szyku składniowego wyrazów (gdyż nie chcę przy­
puszczać r o z m y s ł u), składa na karb ignorancyi autora !
Lecz to nie wszystko — ks. recenzent idzie dalej w swych inkryminacyaeh i gotów zarzucić dr. France coś więcej jeszcze niż „przesadę, bałamuctwo“ gdyż „bluźnierstwo“. Czyni to wprawdzia nawiasowo, ale i w tej
formie uczyniony zarzut, gdyby był słuszny, trafiałby w równej mierze redakcyę, która umieszcza w swem piśmie takie prace. Dr. Franko chcąc na
przykładach wyjaśnić teoryę migracyjno-historyczną, wykazuje na pewnych
gałęziach wiedzy ludzkiej jej postęp i zarazem związek na pewnym stopniu
jej rozwoju z ludoznawstwem. Ks. Z. takie dowodzenie Franki nazywa „cał­
kiem fantastycznem i blędnem, w zupełnej sprzeczności z historyą i etnolo­

— 350 —

gią,“ i uwagę jego odnoszącą się do „ewolucyi dziejowej pewnej instytucyi,
pewnego wierzenia, pewnego systemu myślowego“, według której „nasze dzi­
siejsze najświętsze“ wierzenia i przekonania, przeholowane przez rozwój
dziejowy, spadną na dno potężnego strumienia cywilizacyjnego i staną się
wdzięcznym materyałem dla ludoznawców przyszłości“, piętnuje mianem
„przesady, bałamuctwa (jeżeli nie hluźnierstwa)“.
Nie potrzebuję słów tracić na dowód słuszności twierdzenia dr. Franki
mimo zaprzeczenia ks. recenzenta, który się powołuje nawet na „bistoryę
i etnologię", a’e nie wiem, jakich użyć wyrazów na scharakteryzowanie tej
metody, której się trzyma ks. Zab., by tylko potępić bliźniego. Nie potrzeba
być zawodowym etnografem; — dość przeczytać jakąkolwiek pracę etnogra­
ficzną, przejrzeć jakikolwiek zbiór materyalów ludoznawczych, by nie znaleść w nich ustępu traktującego o „wierzeniach“, w które lud wierzy ś wi ę ­
ci e, które dla niego mają to samo znaczenie jak artykuły o b j a w i o n e j
w i a r y lub dogmaty kościelne. Takie „najświętsze wierzenia“ są znane
nietylko pomiędzy masą ludową ale one są znane także warstwom inteli­
gentnym i to nietylko w dziedzinie ich codziennego życia, ale także w sfe­
rze umysłowej pracy. Ks. Zab., mimo zawodu swego kapłańskiego, widocznie
zdaje się nic nie wiedzieć o tem, ale „wierzenia“ te bierze za o b j a w i o n ą
wi a r ę , która, w myśl twierdzenia dr. Franki o ewolucyi dziejowej „prze­
holowana przez rozwój dziejowy“, powinnaby dzisiaj już przedstawiać inną
formę po tak długim czasie swego istnienia a w przyszłości stać się
wdzięcznym materyałem dla ludoznawców. Tymczasem ta w i a r a o b j a ­
wi ona , jską była od początku, nic się nie zmieniła i przez całą przy­
szłość pozostanie tą samą, o czem wie doskonale dr. Franko, choćby nawet
nie był gorliwym jej wyznawcą, ale dziwić się trzebn, jak mogła w k a p ł a n i e powstać taka myśl, że wiarę objawioną a tak samo i dogmaty kościoła
ktoś zalicza do etnografii !
Pomijam artykuł Dr. Franki „o snochactwie“, pomieszczony w Z i t j e
i S ł o w o i uwagi o nim A. Strzeleckiego w Ludzie I, str. 145, jako też
Dr. Gorzyckiego, tamże str. 277, i zarzuty ks. recenzenta podnoszone prze­
ciwko nim, które są bezpodstawne, wyrwane z toku zdania, lub niezgodne
z nauką, a przechodzę do zarzutów czynionych rozprawie A. Strzeleckiego
p. t. Z dziejów pierwotnej rodziny. Nie potrzeba dowodzić znaczenia „ro­
dziny“ w nauce i wiążących się z nią kwestyi tak w etnografii jako też
historyi, od których rozwiązania zależy wyjaśnienie wielu zagadnień nie tylko
społeczno-politycznych aie i historycznych, jak tego mamy dowód np. w naj­
świeższej rozprawie dr. B a l z e r a : Rewizya teoryi o pierwotnem osadni­
ctwie w Polsce, Kwartalnik histor. 1898, str. 21 i nast. Kwestya ustroju
pierwotnej rodziny, różne formy jej społecznej organizacyi, stanowisko w niej
kobiety i stosunek do mężczyzny, rozwój instytucyi małżeństwa — zajmują
uczonych historyków, etnografów i socyologów, których gruntowne badania,
często z wielkim podejmowane trudem, składają się już na sporą literaturę.
A. Strzelecki obrał więc sobie za zadanie w swej rozprawie dać pogląd na
te prace, zapoznać czytelników „Ludu“ z panującemi teoryami w tej kwe­
styi, — artykuł jego ma więc charakter czysto referujący, informacyjny,
w którym autor nic od siebie nie powiedział nowego, nawet nie potrzebował
dodawać, jakie jest jego osobiste na tę kwestyę zdanie.
Ks. Zab. na sprawę tę zapatruje się ze stanowiska „chrześcijan wie­
rzących“, i opierając się na „księgach objawionycn“, przyjmuje w myśl nauki

Kościoła, że ,,pierwsi ludzie, Adam i Ewa, żyli w małżeństwie, w małżeń­
stwie też i monogamii żyli ich pierwsi potomkowie“. Samo się przez się ro­
zumie, że katolik, jeżeli chce rzeczywiście uważać się za niego, nie wierzy
inaczej jak kościół naucza, ale nawet i nie katolik, na zasadzie prostej dedukcyi logicznej, nie może inaczej twierdzić, tylko że „Adam i Ewa żyli
w monogamii“, jeżeli przyjmie za pewnik, iż to byli „pierwsi ludzie“. Tego,
zdaje mi się, nikt nie przeczy a najmniej A. Strzelecki! Jeżeli natomiast
ks. recenzent twierdzi, że pierwsi rodzice nasi ,,żyli w małżeństwie sakramentalnem“, to ma słuszność ale tylko o tyle, o ile odnosi się to do sfor­
mułowania tego dogmatu przez Sobor Trydencki, gdy tymczasem jako
kapłan wie z pewnością, że prawo kanoniczne na istotę małżeństwa przed­
tem w różnych czasach różnie się zapatrywało.
Ks. Zab. mylnie sprowadza kwestyę tę na to pole, na którem wogóle
nie może być ona rozwiązaną, gdyż podobnie jak przyrodnik, chociaż przyj­
muje atomy i komórki w swoich badaniach, przecie nie poprzestaje na nich,
ale idzie dalej i obiera szerszą podstawę dla swoich poszukiwań naukowych,
tak samo i etnograf nie wiele rzuci światła na kwestyę „pierwotnej rodziny“
jeżeli poprzestanie tylko na „małżeństwie sakramenfaloem i monogamii Adama
i Ewy“. Kwestya ta wchodzi dopiero w stadyum uaukowe, jeżeli się podda
badaniu ustrój rodziny w najdawniejszych całostkach społecznych, za które
uważać trzeba rody, klany, gromady, j,hordy“, lub jak je nazwać chcemy —
sł wem spolnoty ludzkie, liczące więcej jednostek należących do tej samej
rodziny, lub do tego samego rodu Ks. Zab. o tem stadyum ewolucyi spo­
łecznej wyraża się w sposób, który wogóle usuwa się z pod dyskusyi. Przyjąwszy za pewnik, że „w małżeństwie i monogamii żyli pierwsi potomkowie
Adama i Ewy“, że „ludy stojące na najniższym szczeblu oświaty zachowały,
zasady moralności i wstydliwości, a nadto pilnie je przestrzegają w życiu“ ,
— wszelkie inne dowody i argumenta uważa za „wykwit chorobliwej wyo­
braźni, wyrośniętej na ateizmie“.
Sprowadzenie badań naukowych na tereu religijny, potępienie przeciw­
nego zdaaia w czambuł, obdarzając je mianem ateizmu, zaprzeczenie praw­
dziwości twierdzeniom uczonych o „luźnych stosunkach płciowych“, — usuwa
całkiem grunt nąuce wogóle a krytykę zamienia w gołosłowne twierdzenia.
Wobec takiego stanowiska ks. recenzenta wszelka dyskusya naukowa jest
bezprzedmiotową, ale nawet i w tym wypadku zarzuty Jego mogą spotkać
tylko autorów odnośnych dziel, którym ks. recenzent nie wierzy, ale nie
referenta A, Strzeleckiego.
Jednak ks. Zab. zmuszony jest przyznać, opierając się na księgach
objawionych, że „potomkowie pierwszych rodziców odstąpili od monogamii,
jak np. Lamech pojął dwie żony“ (St. Testament daleko więcej ich wy­
licza !), a o innych „pismo św. milczy“, że „niektóre pokolenia rozeszły się
po świecie, odstąpiły Boga, a stąd mogły odstąpić od praw moralnych, mógł
nastąpić, rozluźnić się a nawet miejscami zaniknąć pierwotny węzeł małżeń­
ski“. Pismo św. czyni nader rozumnie, że milczy o potomkach pierwszych
rodziców, gdyż chcąc wyprowadzić rozszerzenie się rodzaju ludzkiego od
j e d n e j p a r y , konsekwentnie musiałoby mówić o kaziorództwie, jak
i tego są w niem ślady (np. Lot i jego córki), a jaki był rzeczywisty sto­
sunek z ową „monogamią“ u Żydów, to ks. Zab., znając St. Testament,
wiedzieć powinien. Więc sam ks recenzent dopuszcza, że małżeństwo nie
było zawsze i wyłącznie „monogamiczne“, że był, rozluźnienia stosunków
24

35â —

moralnych, że mogio „miejscami zaniknąć małżeństwo“ ! To samo też twierdzą
autorowie, których on piętnuje mianem „ateuszów“, tylko twierdzenia ich
oparte są na spostrzeżeniach własnych lub opisach podróżników, którym
oni wierzą a on nie wierzy, uważając ich opisy za „brednie“.
O tę samą kwestyę potrąca sprawozdanie J. Witorta o pracy L. Krzy­
wickiego p. t. „ G r o m a d a pr a - d z i k a“, umieszczonej w P r a w d z i e
r. 1896 nr. 36—39. Ks. Zab. omawia wprawdzie sprawozdanie J. Witorta
o pracy Krzywickiego, ale noszącej tytuł: „ P i e r w o t n a h o r d a “, która
miała być drukowaną w A t e n e u m warszawskiem Nie wiem, z jakiej
racyi ks. recenzent wciąga w zakres swej recenzyi pra-ę, nie mającą nic
wspólnego z „Ludem“, ponieważ w nim nie podobnego J. Witort nie pisał.
Czy stało się to przez pomyłkę, czy też z rozmysłu, by jak najwięcej zebrać
zewsząd zarzutów potępiających autorów naszego pisma? Przypuszczenie
ostatnie zdaje się mieć pewne uzasadnienie w sądzie ks. recenzenta o J.
Witorcie, który (J. Witort) „ubolewa gdzieś w jednym ze swych artykułów,
że dawniejsze „luźne stosunki’płciowe“ dziś już nie istnieją“ (sic!). Jeżeli
to ma być cios wymierzony przeciwko czasopismu naszemu, by obniżyć jego
poziom „moralny“ , to w równej mierze trafia on także „Przegląd Po­
wszechny“, którego współpracownikiem jest ten sam J. Witort. Na szczęście
znam osobiście p. J. Witorta i mogę uspokoić sumienie Wielebnego księdza
Zab. co do etyki naszego wspólnego współpracownika, który nie tylko
w ty m wz g l ę d z i e , ale także w wielu innych może służyć za wzór nie
tylko dobrego pisarza ale także dobrego człowieka.
Jeszcze raz stał się powodem p. Witort ataków na swą moralność
przez ks. recenzenta a to wskutek pomieszczenia w „Ludzie1' rozprawy
p. t. Jus primae noctis, a którego odpowiedź pomieszczam poniżej.
Z odpowiedzi p. Witorta przekona się każdy, że Wielebny ks. re­
cenzent walczy i tutaj ulubionymi argumentami gołosłownymi tego rodzajn
jak „prosty fałsz“, „brednie“, przyczem nie omieszka szafować takimi za­
rzutami jak „ateizm“, „spóźnieni Wolteryanie naszego stulecia“ itp. Tego
rodzaju argumenta mają znaczenie w innej sferze i na innych miejscach
życia społecznego ; w nauce natomiast nie tylko że nie dowodzą one ni­
czego, ale przeciwnie zwracają jeszcze ostrze swoje przeciwko wyzywa­
jącemu.
Również nie świadczy to o szczerości intencyi wyświecenia prawdy,
jeżeli recenzent przekręca myśli autora, wyrywa pojedyncze wyrazy z toku
zdania, nadaje im znaczenie przeciwne, wreszcie podsuwa myśli i twierdze­
nia autorowi, wręcz jemu obce i niezgodne z prawdą, w dodatku wysoce
uwlaczajęce jego charakterowi. Każdy, komu uczciwość i honor są drogie,
wzdrygać się musi na taką potwarz, jaką bez zarumienienia mógł k a p ł a n
rzucić publicznie na człowieka, iż „ubolewa nad tern, że dawniejsze luźne
stosunki płciowe dziś już nie istnieją“ !
Jak wobec tego wydawać się muszą owe oburzenia ks. recenzenta na
„niemoralność“ naszego pisma, którego „rozprawy nie mogą przynieść lu­
dowi pożytku (jakby to było pismo przeznaczone dla ludu !), które „dążą
do podkopania wszystkich podstaw moralności“ ! ! Braknie wyrazów na scha­
rakteryzowanie takiej napaści, która upozorowaną jest zarzutami nie mają­
cymi żadnej wartości naukowej, opartą na insynuacyi i fałszach !
Sąd o naukowem znaczenia „Ludu“ wydali dawno przed ks. Zabor­
skim uczeni specyaliści w licznych pismach
fachowych : z sądu tego redakcya

— 353 —

może być całkiem zadowolona. Zdanie zaś w tej mierze ks. recenzenta nie
z tego względu jest znamienne, że jest nienaukowe, bezpodstawne, ale dla
tego, że jest tendencyjne.
Byłoby dla mnie łatwą, rzeczą, żebym, trzymając się ściśle metody
Wielebnego księdza, jaką zaaplikował w swej recenzyi naszego pisma, temi
samemi słowy, co on „Lud'', scharakteryzował znaczenie jakiejkolwiek
książki na świecie począwszy, np. od Star. Testamentu a skończywszy na
Przeglądzie powszechnym. Z „rozpraw“ , których w trzech rocznikach „Ludu“
znajduje się ogółem 53, wybrał ks. recenzent tylko t r z y (właściwie
0 t r z e c h kwestyach traktujúce), umieszczone w rocznikach z r. 1895
1 1896 i oceniwszy w sposób powyższy całą wartość czasopisma, „dziwi się,
że referent, który świeżo zdawał sprawę z tej publikaeyi Sejmowi, przed­
stawił ją jako ze wszech miar godną poparcia i zapomogę z funduszów
kraju dla niego wyjednał“. Dla redakcyi „Ludu“, dla Towarzystwa ludo­
znawczego uznanie to najwyższej naszej W ł a d z y K r a j o w e j wystarczy
zupełnie za tego rodzaju recenzyi legion a „dziwienie się“ ks. recenzenta
jaką nazwą chce obdarzyć Szan. czytelnik, pozostawiam do jego woli.
Dr. Antoni Kalina.
Powyższą „odpowiedź“ posłałem redakcyi Przeglądu Powszechnego do
wydrukowania, której jednak redakcya nie umieściła, choć się przyznała, że
,,w niejednym szczególe mam racyę przeciwko ks. Zaborskiemu, w całości
jednak ta odpowiedź nie jest sprostowaniem faktycznego błędu... ale bronie­
niem zapatrywań, które ks. Zab. zwalczał“. Gdy następnie p. J. Witorta po­
słałem odpowiedź „prostującą faktyczne błędy“ ks. Zaborskiego, redakcya
Przeglądu Powsz. i tej wydrukować „nie miała obowiązku“, uważając wi­
docznie za rzecz słuszną i uczciwą czynić napaść z poza płota na bliźniego,
ale nie pozwolić mu się bronić. Taka etyka zapewne należy do XX. wieku,
którą Przegląd Powszechny wyznaje już teraz, gdyż obecnie nie tylko zwy-.
czaj, ale i kodeks prawny napadniętemu pozwalają się bronić na tern
miejscu, gdzie został napadniętym.

Odpowiedź J, W itorta ks, W , Zaborskiemu, T, J,
Przeczytałem wzmiankę o „Ludzie“, umieszczoną w kwietniowym ze­
szycie „Przeglądu Powszechnego“ , przeczytałem.... wzruszyłem ramionami
i spytałem ze ździwieniem samego siebie: co to jest ž krytyka? — wcale
nie, bo krytyki nie ma, a tylko są wymyślania i insynuacye o nieprawdomyśluość społeczną, wyrażając się grzecznie. Sprawozdanie z trzech roczni­
ków „Ludu“ ? — też nie, bo mówi się tylko kilkanaście słów kłamliwych
o wykonaniu programu, tudzież o artykułach pp. Franki, Strzeleckiego, oraz
moich. Otóż zamierzam skreślić słów parę o poglądach rzekomo krytycznych
ks. Zaborskiego, oraz o jego sumienności w przytaczaniu i ocenie moich
poglądów.
Wyznaję, że trudną jest rzeczą polemizować z człowiekiem odrzuca­
jącym wyniki wiedzy i wogóle myśli ludzkiej, wolnej i krytycznej... Są lu­
dzie, których organizacya umysłowa jest taką, że pewne współczesne pojęcia
naukowe są dla nich niedostępne... To uwalnia mię od konieczności obala­
nia poglądów ks. Zaborskiego, ale nie uwalnia od konieczności sprostowania

— 854

jego bîçdaych i wykrętnych przytoczeń z omawianych moich artykułów lub
też dowolnego przekręcania moich poglądów.
Tu tylko słów parę o poglądach ks. Zaborskiego na socyologię. Ks.
Zab. pisze: „poważni myśliciele nie brali nigdy awanturniczych hipotez (hi­
poteza pierwotnego bezładu płciowego) skrajnych socyologów za „ostanie
słowa nauki“ ; mrzonki te, nieoparte na dowodach pozytywnych, były
tylko wykwitem chorobliwej wyobraźni, wyrośniętej na ateizmie“. A kimże
byli i są tacy wielcy myśliciele i uczeni, jak Bachofen, M-Lennau, Herbert
Spencer, Morgan i inni, w których poczet niewątpliwie trzeba zaliczyć na­
szego Darguna? Ich przekonania religijne są mi nieznane, ale niewątpliwie
nie byli oni ateistami, boć ateizm -— to metafizyka, z którą oni wspólnego
nic nie mieli, jak nie mają nic pozytywiści. Ciekawem jest odkrycie, zro­
bione przez ks. Zaborskiego : oto w r. 1884 niejakiś p. Wisłocki w swej
książce p. t. „Nauka o ludach“ obalił teorye Bachofena, M Lennau’a, Spencer’a, Morgana i innych, teorye badaniami późniejszemi wyjaśnione i po­
twierdzone. Jaka szkoda, że wielkie odkrycie p. Wisłockiego pozostaje zupełn;e nieznanem, bo w takim razie człowiek takiej miary, jak prof. Dargun, nie potrzebowałby kreślić „Dziejów rodziny pierwotnej“ (Ateneum
1891 r. zesz X I і XII str. 240—471), w której rozwija swe ciekawe po­
mysły o stopniowym rozwoju ojcowstwa na tle przeobrażeń się i rozkładu
prawa macierzyńskiego. Nie potrzebowaliby późniejsi pisarze badać tych
kwestyi, a jednak badali je gorliwie; rezultat ich badań-- to pewne ogra­
niczenie powszechności pierwotnego bezładu płciowego, nie zaś jego odrzu­
cenie. Okazało się, że nawet przy istnieniu małżeństwa parzystego istnieje
też obcowanie zbiorowe w czasie różnych uroczystości plemiennych lub też
prawo na chwilowe stosunki miłosne z kobietami innemi. O słynnej hipotezie
Westermarck’a Dargun wyraził się, nazywając ją „zasadą fałszywą“ . (Ate­
neum 1891 r. t. IV. str. 242).
Pracy Westermarck’a — „Historya małżeństwa“ — nie można ani nazwać
znakomitą, ani przyrównywać nawet do prac prof. Kowalewskiego np. „Ro­
dzina i własność“, a tem bardziej — do prac Morgan’a i Spencer’a. Westermarck krytykuje hipotezę pierwotnego bezładu płciowego, ale dowody
te są tak słabe, że nie obalają jej wcale, faktów nie odrzuca on, uznając
ich słuszność, ale stara się zwykle wytłómaczyć je w sposób inny. Rozumie
się — nie miejsce tu krytykować szczegółowo jego poglądy, ale trzeba
podkreślić śmiałość twierdzenia ks. Zaborskiego, który mniema, iż potwier­
dzają one jego wnioski. Dajmy jednak temu pokój. Wracam do rzeczy.
Przedowszystkiem podkreślam przekręcenie faktu : ks. Zaborski pisze,
że omawiam „ocenę“ pracy p. Ludwika Krzywickiego, która była drukowana
w „Ateneum“ warszawskiem p. t. „Pierwotna horda“. Otóż w tych fraze­
sach niema ani słówka prawdy : pisząc sprawozdanie z rocznika „Prawdy“
za 1896 r., omówiłem nieco szczegółowiej i streściłem w zarysach ogólnych
pracę p. Krzywickiego p. t. „Gromada pra-dzika“. W „Ludzie“ — rocznik
III. str. 371 — stoi wyraźnie: „W końcu podaję króciuchne streszczenie
pracy p. L. Krzywickiego p.~t „Gromada pra-dzika“, albowiem wyróżnia
się ona niezwykłością i oryginalnością: umieszczono ją w nr. 36, 37, 38
i 39“. Tyle A gdzież tu jest mowa o pracy p. Krzywickiego, umieszczonej
w „Ateneum“ ? Tytuł tej ostatniej brzmi „Horda pierwotna“, a ja podałem
streszczenie „Gromady pra-dzikiej! Taka to jest sumienność ks Zabor­
skiego !

— 3 55 —

Oczywiście ks. Zaborski nie czytał pilnie roczników „Ludu“ ,
lecz je wprost tylko przerzucił. Ze tak było w rzeczywistości, na poparcie
tego przytoczę cały szereg dowodów, zaczerpniętych z jego notatek o mo­
jej pracy p. t. „Jus primae noctis“. Przedewszystkiem muszę tu podkreślić,
że ani jednem słówkiem nie napomknąłem, by to prawo było wytworem
wieków średnich: owszem czarno na białem pisałem: „Przytoczone fakty —
mniemam — udowodniają dostatecznie, że prawo pierwszej nocy uie jest
wytworem feodalizmu; owszem główna przyczyna jego upaiku — to rozwój
ustroju feodalnego, który doprowadził do wykupu jus primae noctis z po­
czątku przez wasalów pochodzenia szlacheckiego, potem zaś — innych.
Było to nieodzownym warunkiem określenia wszystkich stosunków życiowych
zasadą umowy, zasadą iście feodalną. Nie małe też zasługi położył i kościół
katolicki“.
Ten ustęp świadczy wymownie, jakie poglądy uznaję; dalekie są one
od poglądów encyklopedystów, których op:nie w tej kwestyi — wedle ks.
Zaborskiego — podzielam. Jaka to przewrotność i zła wola ze strony re­
cenzenta ! Ale niedość tego : recenzent wprost twierdzi, że czerpię argu­
menty główne z Encyklopedyi, przypisując mi „naiwne przyznanie się“ do
tego. W tem niema ani słowa prawdy: „dość otworzyć głośuą encyklopedyę franc, pod artykułem „culage“, by znaleść bardzo szczegółowe dane
o jus primae noctis, które autor uznaje za nadużycie feodalizmu, prakty­
kowane przez duchowuych i świeckich właścicieli lenów feodalnych“, („Lud“
rocz. II. str. 108). Na tejże stronicy niema ani słówka, któreby pozwoliło
mniemać, żem czerpał materyały z encyklop°dyi wielkiej ; owszem na dal­
szych kartach mojej pracy są liczne dowody, z których ks. Zaborski mógłby
się przekonać, gdyby chciał, jak ostrożnie cytuję fakty, dotyczące użycia
tego prawa, a pochodzące od pisarzy nieprzychylnych kościołowi ; na stro­
nicy 112 pisałem: „Jośli urzeczywistnienie w naturze prawa pierwszej nocy
przez mnichów klasztoru św. Teodoberta (około Moutaubaue) oraz członków
kapituły katedry Lugduńskiej nie zupełnie jest pewnem, bo pochodzi od
kronikarzy i historyków z wieku XVII. i XVIII , tak nieprzychylnych ko­
ściołowi, to świadectwo prezydenta parlamentu w Bourge nie ulega zarzu­
tom podobnym. Prezydent ów w ułożonym przezeń zbiorze wyroków sądo
wych pisze: „osobiście byłem obecny przy rozsądzeniu w drodze apelacyjnej,
a w obecności biskupa miejscowego pewnego procesu z powództwa parafial­
nego ks. proboszcza o przyznanie mu prawa do stosunków miłosnych
w pierwszą noc po ślubie z żoną chłopa, jego poddanego. Parlament nie
tylko odrzucił skargę powoda, ale skazał go nawet na grzywny. Z tego wyroku
widać, że ani kościół, ani władza sądowa nigdy nie udzieliły swej saukcyi
pretensyom podobnych kapłanów, chociaż występujących w charakterze wła­
ścicieli feodalnych“ (Lud rocz. II).
Ten fakt zaczerpnąłem z pięknej prac* prof. M. Kowalewskiego p. t.
„Prawo pierwotne“ (tom II. str. 47) ; praca ta napisaną została w języku
rosyjskim i wydaną w r. 1887 ; istnieją jej przekłady na języki angielski,
francuski i szwedzki. Prof. M. Kowalewski powszechnie znany w kołach
inteligencyi europejskiej i uczonych jako wytrawny badacz socyologü i prawoznawstwa porównawczego ; jest to stanowczo wielka powaga naukowa.
Dowodem może służyć ta okoliczność, że wszechnica w Stokholmie zapro­
siła go na osobno utworzoną katedrę socyologü, zezwalając na wykłady po

— 356 —

francusku; nastąpiło t opo jego usunięciu z katedry uniwersyteckiej w Mo­
skwie z rozkazu rządu.
Właśnie z jego pracy przytoczyłem największą część faktów, dotyczą­
cą istnienia „jus primae noctis“ ; dane te mieszczą się w II. tomie jego
pracy na Str. 4 0 - 63. Krom tego korzystałem z prac Waitz’a, Liprcchta,
Lagrèze’a i innych. Wbrew zdaniu księdza Zab. kiedyś odczytałem i przestudyowalem pamflety reakcyonistów Demestre’a i Bonalde’a, bom zaintere­
sował się niemi, czytając Brandesa. Miałem nawet i przeczytałem, „Droit
du seigneur“ redaktora osławionego ľUuiver’s , Wszyscy wiemy aż nadto
dobrze, kim był Ludwik Yenillot : rozgłośnym obrońcą reakcyi umysłowej
i społecznej, zręcznym pamflecistą, zaciętym wrogiem Napoleona III, ale
nikt dotąd oprócz ks Żaborskiego nie uznawał jego powagi naukowej i nie
uzna nikt, kto umie myśleć, wnioskować i oceniać krytycznie przeszłość,
czerpiąc podstawy do krytyki w socyologii współczesnej, naukowej.
Tu pozwolę sobie przytoczyć
sąd bardzokompetentny, sąd prof. Ko­
walewskiego o wartości tej pracy: „467 stronie wymagał Yeuillot, by skre­
ślić rzekome obalenie istnienia zwyczaju nocy pierwszej. Zagadnienie, które
przedsięwziął rozwiązać autor „Droit du seigneur1, na pierwszych stronicach
swojej książki sam sformułował tak : prawo senioralne — le droit du seigneurw tem znaczeniu, jakie mu zwykle przypisuje się, nigdy nie istniało.
Wszystko, co było pisanem i mówionem w dowód istnienia tego prawa, to
tylko wymysł, kłamstwo i nieuctwo haniebne. W tej formie, w jakiej to
prawo istniało, było ono prawem sprawiedliwem, naturalnem i niewinnem“.
(Prawo pierwotne iom II. str. 33). Ale jakże pogodzić z tem prawems spra­
wiedliwem prawo „conchier avecq la dite de noepee“ (Lud rocz. II. str.
112, Kowalewski str. 46).
Jeszcze jeden fakt, tem bardziej przekonywający, że przytoczył go
Delisle, obrońca poglądów Veuilloťa: oto cytuje on dokument z r. 1419.,
w którym przy wyliczeniu praw właściciela feodalnego powiedziano wyraźnie,
że ma on prawo, gdy zechce pójść i spędzić z żoną swego poddanego jej
pierwszą noc ślubną, czemu nikt przeszkodzić nie może“. (Lud rocz. II.
str. 113. Kowalewski str. 48).
Dość tych faktów, ale jeszcze
słów parę Ks. Zaborski niewątpli­
wie wie doskonale, że w wiekach
średnich we.Francyi nie istniało ogólnie
obowiązujące prawo cywilne,, albowiem każda miejscowość rządziła się swojem własnem prawem zwyczajowem ; ks. Zaborski niewątpliwie wie, że pierwszem ogólno-francusk. prawem cywilnem był Code civile. Wie to niewątpliwie,
a pomimo tego przytacza pewne orzeczenie miejscowego prawa zwyczajo­
wego, które tak brzmi: „Item na zasadzie tego, co wyżej powiedziano,
możesz i powinieneś wiedzieć i rozumieć, iż na wypadek, gdyby pan zwierzchniczy iaceret cum utore sui feudataris aut cum filia ipsius, quae fuerit
virgo, aut cum sanguinea ipsius, wiedz, że wtedy poddany powinien być
na zawsze wyjęty z pod władzy paua“. Jestto jakoby ustęp z pracy p. A.
de Foras p. t. „Le droit du Seigneur“; sumienność zacytowania tego ustępu
jest zadziwiającą, bo ks. Zaborski nie przytacza ani stronicy, ani miejsca
wydania, ani roku. Wiemy też, jak sumiennie cytował ustępy z roczników
„Ladu“; dowód tej sumienności nowy, bom kilka już przytoczył uprzednio.
Przypuszczam jednak, że ustęp wspomniany ks. Zaborski przytoczył bez
zmian żadnych, ściśle. Cóż to dowodzi ? Tylko tyle, że w pewnej okolicy Francyi prawo wspomniane nie istniało i tyle tylko, co absolutnie nie obala mo­

— 357 —

ich dowodów istnienia tego zwyczaju. Zresztą ks. Zaborski stanowczo za­
milcza o tych ustępach mojej pracy, w których mówię o jego stopniowym
zaniku, wyrażającym się prawem jego wykupu z początku dobrowolnem,
potem zaś ohowiązkowem ; również recenzent zamilcza o moich wyjaśnieniach
opłat, pobieranych z tego tytułu przez właścicieli feodalnych.
Jeszcze jeden cytat dotyczący książki dr. Karola Schmidťa. W tym
celu (obalenia dowodów istnienia prawa seinoralnego) Schmidt nadaje humo­
rowi ludowemu znaczenie bardzo poważne i w ten sposób stara się wytłu­
maczyć i wyjaśnić zjawienie się w aktach urzędowych opisów podobnych.
Ale postępując w ten sposób, zapomina on o tej okoliczności, że humor
ludowy wyraża się często w przysłowiach prawnych, nigdy zaś — w wyro­
kach sądowych lub zapiskach prawa zwyczajowego ; zapomina on o tera, że
bardzo wątpliwem jest, by poważny a surowy Ferdynand katolicki chciał
żartować, gdy zakazał w 1486 r. właścicielom feodalnym spędzać z ich poddanką pierwszą noc po ich zamężciu“ — pisze prof. Kowalewski we wspo­
mnianej pracy na str, 35, przyznając jednak autorowi, że po ogłoszeniu jego
pracy niema już ścisłych dowodów istnienia tego prawa w Niemczech.
Teraz słów parę o istnieniu tego zwyczaju w Polsce. Ks. Zaborski
przypisuje mi zdanie, że podzie'am pogląd Czackiego na tę kwestyę, cho­
ciaż pisałem wyraźnie: „W ziemiach słowiańskich istnienie tego prawa nie
jest dotąd dostatecznie udowodnionem“. (Lud rocz. II. str. 114). Myśl tego
frazesu jest zupełnie jasną, tylko zła wola mogła ją przekręcić w ten spo­
sób, w jaki to zrobił ks. Zaborski. Jasnem jest, że wątpię w istnienie tego
prawa, bo na poparcie swego zdania przytoczyłem postanowienie Statutu
Wiślickiego. Przytoczyłem zdanie pisarzy rozmaitych narodowości, by wy­
jaśnić tę kwestyę, lecz ani jednem słówkiem nie wyraziłem swej zgody na
ich poglądy Nawet utwór poezyi ludowej, który Narbut przytacza w prze­
kładzie polskim, nie dowodzi wedle mnie istnienia w Litwie tego prawa,
chociaż wraz z dowodami istnienia władzy wielkich książąt i panów dowol­
nego rozporządzania ręką kobiet zależnych od nich oraz faktu t. z. kunicy
czyni je bardzo prawdopodobnem.
„Na ostatek postrzegamy tu zabytek prawa panów względem włościan
litewskich, których córek dziewictwo do pana należało : wolno mu było
wziąć pierwociny samemu, albo przyjąć okup, o który umawiano się z bra­
tem idącej za mąż. Nazywano to panieńskie albo kunica, jus cunagii albo cunagium“ — tak pisze Narbut w swej Historyi narodu litew­
skiego w tomie I. ns str. 338— 339. Pomimo tego świadectwa głośnego
historyka Litwy, dotąd nie podejrzanego w nieprzyjaźni ku kościołowi,
nie mogę uznać, by istnienie tego prawa było dostatezznie ndowodnionem.
Opłata kunicy — to prawdopodobnie maritagium.
Teraz słów parę o hipotezie pierwotnego bezładu płciowego czyli, jakem
się wyraził uprzednio — pierwotnego pomieszania rozrodczego. Ta hipoteza,
jest przyjętą i uznawaną przez największe powagi naukowe, albowiem wy­
jaśnia ona dokładnie, jasno, prosto i zrozumiale masę faktów z dziedziny
życia społecznego i niekiedy osobistego. Najnowsze badania ograniczyły
nieco zakres rozpowszechnienia tego stanu rzeczy śród ludów pierwotnych
ale sami jej przeciwnicy nie mogą odrzucać jej w zupełności. Tak np. Westermarck na str. 112 „Historyi małżeństwa" (przekład rosyjski) mówi wy­
raźnie, że niektóre ludy pierwotne lubo bardzo nieliczne,, żyły lub żyją
w stanie zupełnego bezładu płciowego. Zresztą należy podkreślić, że już

— 358 —

pierwsi twórcy tej hipotezy zakreślili pewne granice temu bezładowi płcio­
wemu, albowiem zawsze sprowadzali go do granic plemienia lub rodu, lub też
pewnej grupy. Badauia Fisona’a i Howitťa — Kamilaroi aut Kurnai— udo­
wodniły, że podziały na pewne grupy ograniczają, ten bezład, albowiem
stosunki miłosne są, tylko dozwolone pomiędzy osobami, należącemi do grupy
odrębnych. Sam Westermarck mówi o okresach miłosnych rodzaju ludzkiego,
stosując doń ogilne prawo fizyologiczne o okresach parzenia się, których
przeżytki widzi on w wielu faktach etnograficznych i statystycznych. Ta
hipoteza wyjaśnia nam dokładnie powstanie prawa macierzyńskiego i matryarchatu oraz takie przeżytki, jak poliandryę, lewirat, świekrostwo, jus
primae noctis, heteryzm itd. Dziś istnienie prawa macierzyńskiego, osnutego
wyłącznie na tle pokrewieństwa przez matki, tak jasnego, zrozumiałego a do­
stępnego dla umysłów pierwotnych, nie da się zaprzeczyć. Każdy niemal
rok przynosi nowe dowody jego istnienia, podał je w swej pracy „Rodzina
i własność“ prof. Kowalewski, a dotyczą one plemion górali kaukaskich —
chewsurów i pszawów. Osobiście w „Zarysach prawa zwyczajowego ludu litew­
skiego“ przytoczyłem kilka faktów, dowodzących niewątpliwie istnienia prawa
macierzyńskiego, z którego rozwinął się potem matryarckat. W tym okresie
rozwojowym kobiety wcale nie były niewolnicami mężczyzn, jak wyradł się
ks. Zaborski. Fison i Howitt mówią: „W czasie pokoju są zazwyczaj naj­
pracowitszymi robotnikami i najużyteczniejszymi członkami gminy. Podczas
wojny znowu są zupełnie uzdolnione do własnej samoobrony w każdej
chwili, i nie tylko że nie są ciężarem dla wojowników, leez w razie po­
trzeby mogą walczyć tak mężnie jak mężczyźni, a nawet z większą za:iekłością“ („Kamilaroi aut Kurnai str. 133— 147)“. Gdyby jedna połowa tego
gatunku, połowa macierzyńska, w dodatku do wielu słabości naturalnych od
początku była ofiarą złośliwego przymusu i prześladowania w ręku drugiej
silniejszej połowy, ludzkość nie pozostaliby przy życiu“ — pisze prof. Ma­
son w Woman’s Share in primitive Culture“, American Antiquariau, jan. 1889.
W zakończeniu słów parę : ks. Zaborski ironicznie radzi mi poczyty­
wać za przeżytek dawnego bezładu płciowego te luźne stosunki miłosne,
które istnieją w miastach wielkich.
Z tego powodu zauważam, źe nigdy i nigdzie nie wyraziłem ubolewa­
nia nad zanikiem bezładu płciowego, a utożsamianie przez ks. Zaborskiego
spółczesnego nierządu z dawnym stanem rzeczy i przypisywanie go mnie
tchnie poprostu taką zlą wolą, że wprost można poczytywać ich autora za
człowieka, który stanowczo rozmija się z logiką i rządzi się zasadami dzi­
wnej etyki.
Jan Witort.

mfc i, i

Z Drukarni Ludowej pod zarządem Stanisław a B aylego.

Pokwitowanie.
Zapłacili wkładki po koniec czerwca 1898 :
1) Z a r o k 1898: Dr. Ja n Bauduin de Courtenay 4 zł., Bolesław
Borysiewicz 1 zł., Tadeusz Chmielowski 1 zł. 50 ct.. ks. Jerzy C zarto­
ryski 4 zł., Dr. Stanisław E streicher 5 zł., Franciszek R aw ita Crawroński
4 zł., Błażej Jurkow ski 1 zł., Izydor K arpiński 1 zł., Kółko histor. słu­
chaczów uniw ersytetu krakowskiego 1 zł., Ludwik Krzywicki 3 zł., ks.
Platon K arpiński 1 zł., ks. Józef Londzin 4 z ł, Józef Mazur 2 zł., R u ­
dolf Nowak 1 zł. 50 ct.. ks. Stanisław Rzepecki 2 zł., Józef Schnaider
1 zł. 5 0 . ct., Antoni Siewiński 1 zł., Jó zef Śliwiński 2 zł. 50 ct., Broni^ tew ^ w id ń ic k i 1 zł., Paweł Terlik 1 zł., ks. Stan. W alczyński 3 zł.,
W ydział R ady pow. Borszczów 4 zł,, W ydział R ady pow. Lisko 1 zł.,
W ydział R ady pow. R ohatyn 4 zł., W incenty Ziarkiewicz 1 zł., Ja n
Swiętek 4 zł.
2) Z a l e g ł o ś ć z r o k u 1 8 9 7 : Leon Magierowski 2 zł.

Stanisław Bal
skarbnik.

b UD
©rgari t o w a r z y s t w a ludesrtawcsego
w y c h o d z i k w a r t a ln ie
w z e sz y ta c h objętości n a jm n iej 7 a r k u s z y
pod redakcyą

Dra A N T O N I E G O K A L I N Y .
'XTlT'a.r-u.rLlsi preivurn.era,t37-:
W Austro-Węgrzech z przesyłką pocztową . . . . rocznie S zlr. półrocznie 2 zł, 50 ct.
W Niemczeeli..................................................
„10
mrk.

5 mrk.
W krajach waluty f r a n k o w e j...................
„12
frs.

6frs.
W Królestwie Polskiem i Ces. Rosyjskiem . . . .
„ 5 rsr.

2 rsr. 50 kop.

Przedpłatę należy nadsyłać pod adresem administracyi „Ludu“,
Lwów, ulica Zimorowicza 7.
Przedpłatę przyjmują wszystkie znaczniejsze księgarnie.
Członkowie Towarzystwa ludoznawczego, którzy uiścili wkładkę ,
statutem przepisaną, otaymują „Lud“ bezpłatnie.
Artykuły, do druku przeznaczone i reklamacye nadsyłać należy do
Redakcyi (Lwów, ulica Zimorowicza 7), korespondencye i wszelkie pisma,
odnoszące się do Towarzystwa ludoznawczego, należy adresować do pre­
zesa T
ow
arzystw
a (Dr. Antoni Kalina Lwów, ulica Zimorowicza 1. 7),
zgłoszenia do Towarzystwa i wkładki przyjmuje skarbnikT
ow
. Stani­
sław Bal (Lwów, tri. Cicha 1).

Nakładem Towarzystwa ludoznawczego
w y s z ły d r u k ie m :

PIEŚNI N A B O Ż N E
na cały rok kościelny
w u k ła d z ie

c z te ro g ło s o w y m

na

c h ó r m ię s z a n y ~ i m ę z k i

o r g a n o c o n c ilie n te , d la u ż y tk u o r g a n is tó w , s z k ó ł ś r e d n ic h ,
lu d o w y c h i p e n s y o n a tó w .

Zeszyt L : Pieśni adwentowe.
Zeszyt II. Serya I.: Kolędy.
Zeszyt III. Serya L: Pieśni wielkanocne.
R e d a k to r o w i e : M. Biernacki, L. Dietz, J. Gall, H. Jarecki,
St. Niewiadomski, R. Schwarz, P . Słomkowski, M. Sołtys, X. Pr.
Walczyński, W. Żeleński. — Lwów 1897. Drukiem Z. G oil oba.

Ä “ Dzieło to wychodzić Щ т iiajmnie] w 'trzech zeszytach rocznie. I P S
Cena I-go zeszytu 2 kor.
Dla członków To w. ludoznawczego i w abonamencie 1 korona.

Cena po II. i III. zeszytu po 1 koronie.
Nabywać można w Administracyi Towarzystwa ludoznaw­
czego (ulica Zimorowicza 1. 7) lub we wszystkich księgarniach
główniejszych.
W y d aw n ictw o to o trzym ało

ap rob atę

K on systorza M e­

t r o p o l i t a l n e g o o b r z . ł a c . w e L w o w i e , a r e s k r y p t e m W y s . c . k.
R ady s z k o ln e j k r a j o w e j z d. 13. lipca 1 8 9 7 r. L. 14 .213 z o
s t a ł o p o l e c o n e d o u żytku s z k ó ł ś r e d n ic h .

г НіШіоіека ľuouczna

O R G A N

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO we
POD REDAKCYĄ

Dra A N T O N I E G O K A L I N Y .

Tona r v . — Z e s z y t -Ł.

«ёГ//

WE LWOWIE 1898.
NAKŁADEM TOW ARZYSTW A LUDOZNAW CZEGO.
Z Drukarni Ludowej pod zarz. St. Bay lego.
Adres Redakcyi: Lwów, ulica Zimorowicza 7 .

T IK IE S О:
Str.
J . W ito rt: Z a ry s y p ra w a zw y czajo w eg o lu d u lite w sk ie g o (D okończenie)
359
St. Z d z ia rs k i: P ie rw ia s te k lu d o w y w p oezyi A. M ick iew icza (Ciąg d a lszy ) .
381
A . S ie n ic k i: Czy się w y ra d z a m y ?
401
Ign. P ią tk o w s k a : O b y czaje lu d u z ie m i s i e r a d z k i e j ......................................................410
Ch ■ M a te ry a ły do e tn o g ra fii Ż y d ó w p o lsk ich
.
.
. .
.
436
L . M łynek : P rz y c z y n e k do p o lsk iej „ H ag a d y “
............................................................... 439
R o z m a i to ś c i : F r K r .: T o w a rz y stw o d la lu d o z n a w s tw a a u stry . ckiego, str. 440 ;
P ija n y j a k P o la k , str. 4 41; M uzeum a n tro p o lo g ic z n o -e tn o g ra fic z n e
w P e te rs b u rg u , str. 441 ; P o lsk a w p io sen ce ż y d o w sk ie j, str. 441 ;
D r. St. E l j a s z - B a d z i k o w s k i : D z w o n z a to p io n y , str. 442 ; N. F r.
D o a rty k u łu o p rz y się d z e k o b ie ty c ię ża rn e j u Ż ydów , str. 442;
A. K o c h : Ś w ięcenie w ie ń có w z b o żo w y c h , str. 4 43; F r. R -G -. ; D zieło
W . A n d re je w a o ru ssk . w e se ln y c h p ie śn ia c h i o b rz ę d a c h , str. 444.
Rozb iory i s p r a w o z d a n i a ; K. S tre k e lj: S lo v e n sk é n á ro d n e pesm i, L ju b lja n a
1895— 1897 (D r. J . L ec ie jew sk i), str. 4 4 4 ; D r. A. R a d i ó : O snova za
s a b ira ń e i p ro u č av a ň e g ra d ź e o n á ro d n o m živ o tu . Z ag re b 18 '7 (Dr.
J . L ec ie jew sk i), str. 4 4 5 ; A t e n e u m : W a rs z a w a 1897 (J. W ito rt),
str. 4 46;
K . K a u t s k y : E n ts te h u n g d e r E h e u n d d e r F a m ilie
(H K a sp e ro w icz ), str. 449 ; G S i m m e l : Z u r Sociologie d e r R elig io n ,
N eu e D e u tsc h e R u n d sc h a u , 1898 N r. 2 (H. K a sp e ro w icz ), str. 449.
Spraw y T ow arzystw a:
P o s ie d z e n ie Z a rz ą d u .
.
.
.
.
.
.
.
.
.
450
S p ra w o z d an ie o d d z ia łó w : w W ieliczce
.
.
.
.
.
.
451
Z g ro m a d z e n ie m ie się cz n e T o w a rz y stw a
.
.
.
.
.
452
D a ry
.
.
.
453
S to su n k i T o w a rz y stw a z innem i to w a rz y s tw a m i i re d ak c y am i pism .
454
S pis n o w y ch czło n k ó w
.
.
.
.
.
.
454
S p ro s to w a n ie
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

K om itet redakcyjny :
Dr. Aleksander Czołowski, Dr. Benedykt Dybowski, Franciszek
Rawita - Gawroński, Dr. K. I. Gorzycki, Dr. Aleksander Kolessa, Henryk
Kasperowicz, Dr. Franciszek Krček, Dr. Jan Leciejewski, Dr. Stanisław
Eljasz-Radzikowski, Stefan Ramułt, Władysław Rebczyński, Dr. Antoni
Rebmann, Dr. Eugeniusz Romer, prof. Antoni Sienicki, prof. Miecz. Sołtys,
dyrekt. Ludwik Wierzbicki, Marya Wolska, Dr. Aleksander Zalewski.

Biblioteka Towarzystwa (instytut zoologiczny c. k. uniwersytetu,
II. piętro) otwartą jest dla Członków zawsze w niedzielę od godziny 3-ciej
do 5-tej po południu.

ZARYSY PRAWA ZW YCZAJOW EGO
ruLd/o. lite-wsłsieg-o.
(C iąg d a lszy * ) .

ROZDZIAŁ IV.

Prawo zwyczajowe karne.
II.
W o g ó le lu d lite w sk i o w ład z y pań stw o w ej m a p o jęcie-b ard zo
n iejasn e i n ieo k re ślo n e , ściślej — n ie m a bodaj p o jęcia o w spółczesnem znaczeniu, w y m a g a n ia c h i p o trz e b a c h p ań stw a . C ięża ry
p u b liczn e ponosi, bo m usi, ale z w ie lk ą n iech ę cią ; n ie w a rto n a w e t
w sp o m in ać, iż k o rz y s ta z każdej sposobności, b y u ch y lić się od
nich . O p o g lą d a c h lu d o w y ch n a p rz em y tn ic tw o i p rz e k ra c z a n ie
fisk aln y ch u s ta w p a ń stw o w y c h w sp o m in ałem ju ź ; p o p ro stu lu d
w sze lk ie w y k ro c zen ia p rz eciw k o nim u p ra w n ia. O so b a p a n u ją ­
ceg o — to w e d le lu d u n iem al u o so b ien ie p ań stw a . N. P a n je s t
d o b ry , ale n ie w ie, co w y ra b ia ją je g o p o d w ła d n i ; b ezro ln i w y ­
cz ek u ją o d eń n o w y ch łask , n o w eg o n a d a n ia ziem p ań sk ich . O u rz ę ­
dach, z k tó ry m i lu d m a c ią g łą styczność, pojęcia wog'óle są n a d e r
ujem ne. N ajw iększem je g o u zn an iem cieszą się sądy, k tó ry m
p rz y p isu je on b ez stro n n o ść i spraw ied liw o ść. A le w o g ó le w sz y ­
stk ie p o g lą d y n a w yższe i śre d n ie w ładze p a ń stw o w e są b ard zo
n ie ja sn e i n ieo k re ślo n e .
N a to m ia st o u stro ju g m in n y m , z k tó ry m lu d sty k a się c o ­
dziennie, m a p o jęcie dok ład n e, w y ra żają ce się w p o g lą d a c h p ra w a
zw yczajow ego. W e d le u sta w y o w ło ścian ach , w ło ścian ie n asi cieszą
się sam o rząd em g m in n y m , ale fa k ty c z n ie nad zó r k o m isarzy do
sp ra w w ło śc ia ń sk ic h i ich zjazdów sp ro w ad ził g-о niem al do ze ra,
acz p o zo ry są zach ow ane. W k aż d y m razie g m in y sam e w y b ie ­
*) Zob. Lud. IV., str. 119.
Л Я ■'

V

25

-

360 -

ra ją w ójtów , so łty só w i sędziów , ale z a tw ie rd ze n ie w y b o ró w z a ­
leży od w ła d z y p ań stw o w e j. B ra k śró d członków g m in lu d zi św iatlejszy ch , o raz szerzące się zepsucie w śró d w y b o rc ó w i u ciąż liw e
ob o w iązk i u rz ęd n ik ó w g m in n y ch sp ra w iają, że od w y b o ró w n a
w ó jta i so łty só w u c h y la ją się n ajlep si w ło ścian ie, alb o w iem —
w ed le ludu — nie m ożna zostać człow iekiem uczciw ym , b ę d ą c
u rz ęd n ik iem g m in n y m . U rz ę d n ic y g m in n i p o b ie ra ją w y n a g ro d zen ie
za p ra cę, so łty si — z w y k le w n a tu rz e np. w g m in ie sk iem sk iej
so łty si p o b ie ra li po i rub. 50 kop. od każd ej ch aty , w g m in ie
S zaw elsk iej — p o 4 g arn . p szen icy .
W o g ó le w ładze g m in n e nie cieszą się d o b rą o p in ią w śró d
w łościan : zarzu cają im stro n n iczo ść, łap o w n ictw o , o p ieszało ść —
z b y tn ią u le g io ść b o g a ty m członkom g m iny, n ie k ie d y n a w e t w ła ­
ścicielom ziem skim i Ż ydom a ren d arzo m , zw łaszcza to o s ta tn ie
zd arza się często. M im o to p ra w o zw yczajow e n ak azu je szan o w ać
u rz ę d y i sąd y g m in n e ; w sze lk ie w y k ro c z e n ia p rz eciw k o ich p o ­
w ad ze b y w a ją k a ra n e surow o. Za „zuchw ałe zach o w an ie s ię “
w sąd zie — 2 dni a resztu (sąd g m in n y W ie w irż a ń s k i w y ro k 1875
r. 1. 7). W U rz ęd zie g m in n y m S zy m k ajck im w ło ścian ie z e b ra n i
b ard zo ostro, nie p rz e b ie ra ją c w w y ra zac h , p ro te sto w a li p rzeciw k o
u ch w ale w ó jta ; w y ro k sąd u m ie jsc o w e g o — 1872 r. 1. 4 0 — sk az ał
w szy stk ich w in n y ch n a chłostę. W innej g m in ie „za n ie w ła śc iw e
p o stę p o w a n ie w U rzędzie g m in n y m “ sk azan o w in n y ch n a a re sz t
(sąd g m in n y E rź w iłk o w sk i, w y ro k 1873 r. 1. 62). S ą d g m in n y
A n d rz ejew sk i k a z a ł oćw iczyć św iad k a , k tó ry p ija n y zjaw ił się n a
p o sied zen ie sąd o w e (w y ro k 1876 r. 1. 77). W y ro k ó w p o d o b n y ch
m ożna p rz y to c zy ć sp o ro ; stw ierd z ają one n iew ą tp liw ie, iż p ra w o
zw yczajow e zna o b razę u rzędów i sądów g m in n y ch ja k o osób
zb io ro w y ch . J e s tto w y jątek , in n e p rzy to czę później. R o z u m ie się
— p ra w o zw y czajow e k a rz e , n a w e t n ie k ie d y surow o, o b ra z ę u rz ę ­
d n ik ó w i sędziów g m in n y ch . P rz y ta c z a m p a rę p rz y k ła d ó w : ta k
za o b razę sło w n ą w ó jta sąd g m in n y A le k sa n d ro w sk i w y ro k iem
z r. 1881 1. 29 sk a z a ł w in n y ch m ężczyzn n a chłostę, k o b ie ty zaś
— n a areszt. M ałżo n k o w ie o b ra zili w sp ó ln ie so łty sa , zw ym y­
ślaw sz y g o po ro sy jsk u ; są d g m in n y A n d rz e je w sk i — w y ro k
1876 r. 1. 85 — s k a z a ł m ęża n a ch ło stę, k o b iecie zaś k az an o „m yć
3 dni p o d ło g i w U rz ęd zie w ło ściań sk im n a w łasn ej s tra w ie “.
P e w ie n po w ó d „za n ieg rzeczn o ści, p o w iedziane sę d z io m “ z o ­
s t a ł s k a z a n y n a 3 dni a re sz tu n a ch leb ie i w odzie, (sąd g m in n y
S ü rw ilisk i w y ro k 1872 r. 1. 11). W gm inie K ie jd a ń sk ie j w ło ścian in ,
o sk a rż a n y o o d k ąsz en ie p a lc a p rz eciw n ik o w i w b ijaty ce, k rz y k n ą ł

-

361 —

sęd z io m : „m ilczcie, a nie są d ź c ie “ ! O ch ło stan o go za to (w y ro k
1873 r. 1. io).
R ó w n ie ż k a ra n y m je s t w szelki o p ó r i n iep o słu szeń stw o w ła ­
dzom g m innym . W g m in ie Jan o w sk ie j w ójt k a z a ł zw iązać b. żoł­
nierza, k tó ry a w a n tu ro w a ł się, ale za sy n em ujęła się m a tk a i s ło ­
w n ie zn iew aży ła w ójta i o b ecn y ch , oraz zro b iła g e s t b ard zo n ie ­
p rzy zw o ity . Za to w szy stk o sąd g m in n y m iejscow y w y ro k ie m z r.
1875 1. 6 2 sk a z a ł k o b ie tę n a 6 d n i aresztu, o b o strzo n e g o p o stem
i ro b o ta m i p u b liczn em i. W g m in ie S zy d ło w sk iej k a ra n o ró z g am i
zło d zieja p rz e k o n a n e g o ; w tem je d e n z w idzów w y s tą p ił w jeg'O
o b ro n ie i u n iem o żliw ił w y k o n a n ie w y ro k u . N a m o cy w y ro k ó w
teg o ż sąd u g m in n eg o z r . i 8 ? 2 1.1. 2 i 3 sk azan o go „za zły p rz y k ła d
n ie p o s łu s z e ń s tw a w ład z o m “ n a chłostę, co zan iesio n o n a w e t do
p ro to k o łu . W pow . N ow o - A le k sa n d ro w sk im n iep o słu szeń stw o
w ład zo m g m in n y m k a rz ą zw y k le g rzy w n am i, ja k to dow odzą w y ­
ro k i sąd u g m in n e g o S m o łw e ń sk ie g o n. p. 1889 r. 11. 40, 47
i td. ; to sam o s p o ty k a m y i w g m in a c h in n y ch . G rz y w n y za
n ie p o słu szeń stw o w o g ó le znane są p ra w u zw yczajow em u k a rn em u .
O dm ow a p ła c e n ia p o d a tk ó w też stan o w i p rz e stę p stw o , tu
i ów dzie k a r a n e surow o. W g m in ie W ie w irż a ń sk ie j za „ n ie o p ła ­
ce n ie p o d a tk ó w i p o d m aw ian ie in n y c h “ skazano w in n y ch n a c h ło ­
s tę (w y ro k 1875 r. 1. 118); w sp o só b p o d o b n y i w sp ra w ach a n a ­
lo g iczn y c h w y ro k o w a ły in n e są d y g m in n e n. p. Ł ab o rd zew sk i —
w y ro k 1877 r. 1. 31. N ie k ie d y odm ow ę p ła c e n ia p o d atk ó w w ładze
g m in n e n ie u w ażają za p rz e stę p stw o ; w ty c h w y p a d k a c h o g ra n i­
czają się o n e o d eb ran iem g ru n tó w n a d a n y c h od w łaśc ic iela i w y ­
d zierżaw ie n iem ich oso b ie p o stro n n e j, o czem p isa łe m już. W o ­
g ó le n ie m o żn a o d p o w ied zieć ściśle n a p y ta n ie : czy lu d uw aża
o d m o w ę p ła c e n ia p o d a tk ó w za p rz estęp stw o , czy też n ie ? W róż­
n y c h o k o licac h k ra ju p o g lą d y ludow e n a tę k w e sty ę b ard zo się
różnią.
T o sam o d a się p ow iedzieć o o d ra b ia n iu sz a rw a rk u : w n ie ­
k tó ry c h o k o licac h u w ażają tę odm ow ę za czyn, k a ra n y k ry m in a l­
nie, w in n y c h zaś — za pow ód do p ro c esu cy w iln eg o lu b w y n a ­
ję c ia ro b o tn ik ó w n a k o sz t o d m aw iają cy ch . P ro c e s cy w iln y m oże
p o w sta ć ty lk o w ów czas, g d y o d m aw iający nie chce z a p ła c ić za
n ajem ro b o tn ik ó w ; sły szałem o p o d o b n y ch w y p a d k a c h , ale
w w y ro k a c h sąd ó w g m in n y c h nie sp o tk a łe m an i jed n eg o p rz y ­
k ła d u . N a to m ia s t m ożna zn aleść n a stę p n e : w g m in ie A n d rz e je w ­
skiej w ło ścian ie odm ów ili sz a rw a rk u ; „z pow odów su ro w y c h n a ­
k az ó w w ład z y p o w iatow ej o n a p ra w ie d ró g i zach o w an ia się n ie ­
p o słu sz n y c h “ (w ło śc ia n ie zw y m y śla li w ójta) dw óch z p o śró d n ich
■X-

-

362 -

k azan o o ćw iczy ć, p o z o sta ły c h zaś — ¿.posadzić n a 2_dn i do w ię­
zien ia p rz y u rzęd zie g m in n y m n a w łasn e m u trz y m a n iu “- (w y ro k
1876 r. 1. 54).
N ie m niej tro s k liw ie d b a p ra w o zw yczajow e o d o b rą sław ę
u rz ęd n ik ó w g m in n y c h ; w ogóle w szelkie p o g ło s k i u w łac zając e,
p lo tk i, p o tw a rz i o szczerstw o są k a ra n e , lu b o lu d nie ro b i p o ­
m iędzy n iem i ścisłej ró ż n ic y ; jeśli rozpuszczone one z o sta ły o u rz ę ­
d n ik ach g m in n y c h , to ta okoliczność n ależ y do okoliczności,
z w ię k szając y ch w inę. Za p lo tk ę o k ra d z ie ż y r y b y ze staw u , k tó ­
rej m iał się d o p u ścić so łty s, są d g m in n y K ro c k i w y ro k ie m sw ym
z r. 1875 1. 31 k a z a ł z a p ła c ić p o k rzy w d zo n em u 30 rub. o d szk o d o ­
w a n ia . T w derdzono p ublicznie, iż w ójt o trzy m a ł ła p ó w k ę , w iep rza ;
k az an o w in n em u z a p ła c ić 30 ru b . odszk o d o w an ia, k tó re p o szk o ­
d o w an y zło ży ł n a kościół, (w y ro k sąd u B o to c k ie g o 1873 r. 1. 33).
W o g ó le s ą d y g m in n e g o rliw ie o ch ra n ia ją nie ty lk o sw oją p o w ag ę,
ale i U rzęd ó w g m in n y c h ; w szelk ie u siło w a n ia w p ro w ad ze n ia ich
w b łą d b y w a ją k a ra n e surow o.
F a łs z y w e d e n u n c y a c y e p ra w o zw yczajow e uznaje za o szczer­
stw o, o k tó re m b ę d ę p isa ł nieco p o tem . W k a ż d y m ra zie je d n a k
z a n ie sie n ie fałszyw ej sk a rg i do sąd u je s t okolicznością, zw iększa­
ją c ą w in ę ; im s k a rg a w ażniejsza, tem o d p o w ied zialn o ść w iększa...
U c z u c ia re lig ijn e d o tąd cieszą się p e w n ą o ch ro n ą p ra w a
zw yczajow ego, k tó re k a rz e n ie k tó re w y k ro c zen ia p rz eciw k o nim .
L u d lite w sk i w o g ó le je s t bardzo re lig ijn y , duszą i ciałe m o d d a n y
k ato licy zm o w i, ale ta je g o re lig ijn o ść nie się g a w g łą b duszy,
nie pod n o si g o m o raln ie, alb o w iem sp ro w a d z a się z w y k le do
ścisłeg o p rz e s trz e g a n ia p rzep isó w i nak azó w k o ś c ie ln y c h ;, g-odzi
się o n a z d aw n em i w ierzen iam i lu d o w em i, k tó re d o tą d żyją.
Św datli księża, ja k k a to lic c y ta k k alw iń scy , zm ijący dobrze lud,
tw ierd z ą, iż pom im o p o zorów c h rz e śc ia ń stw a d o tą d 011 je s t n iem al
n a p ó ł p o g a ń sk im : tre ść n au k i C h ry stu sa je s t w p ro st d la ń dziś
jeszcze n ied o stęp n a ... R o zu m ie się — lu d bezbożność, b lu źn ierstw o, lek ce w aż en ie i z a n ie d b y w a n ie p rzep isó w k o śc ie ln y c h p o tę p ia
su row o, ale dziś już cz y n y p o d o b n e n ie są i nie m og'ą b y ć k a ­
ra n e : sp ra w o ła m a n ie postów , za n ie d b y w an ie spow iedzi i t. d.
już nie sp o ty k am y w są d a c h g m in n y ch , acz jeszcze p rz e d k ilk u ­
n a s tu la ty s p o ty k a ły się one n a g łę b o k ie j Żm udzi. Z resztą w o sta­
tn ich czasach za c z y n a ją szerzy ć się p o g lą d y o d m ien n e, b ard zo p o ­
b łażliw ie z a p a tru ją c e się n a p rz e k ra c z a n ia przep isó w k o ścieln y c h .
M ów ią zresztą o o słab ien iu u czuć re lig ijn y ch , a le w to tw ie rd z e ­
nie tru d n o u w ierzy ć : fa k ty poszczególne, k tó ry c h nie b ra k ,
nie
m o żn a u o g ó ln iać.



363 —

P o g lą d ludu n a zm ian ę w ia ry je s t w z a ry s a c h o g ó ln y ch n a ­
s tę p n y : k a ż d y w inien trzy m a ć się tej w iary , w k tó rej się u ro d z ił;
k a ż d y w inien piln ie p rz e strz e g a ć p rzep isó w swej w iary . Z m iana
re lig ii je st w ogóle p o tęp ian a ... b ez ró żn icy p o b u d ek . L u d n a w e t
p a trz y k rz y w e m okiem n a osoby, przyjm ujące k ato licy zm , co
zd a rza się n ie k ie d y : „on zd ra d z ił sw eg o B o g a, zd rad zi i naszeg o "
— m aw ia lud, acz cieszy się z n a w ró c e n ia . O g ó ln a p o g a r d a s p o ­
ty k a osoby, p rzechodzące n a w y zn an ie w sch o d n ie : lu d u w aża je
za zd rajców n aro d u . N ajpobłażliw iej sto su n k o w o z a p a tru je się
m asa lu d o w a n a p rzejście n a k alw in izm , bo to „sw oja w ia ra “ , ale
te n p o g lą d istn ieje ty lk o w o k o licach o lu d n o ści m ieszanej, kalw iń sk o -k a to lick iej np. okolice B irz ; in n e w iary są z u p e łn ie o b ce,
n ie swoje.
P rze p isy k o ścieln e p rz e strz e g a ją się p iln ie ; k o śc io ły są b ard zo
uczęszczane, św ięta obch o d zą się u ro c zy ście ; n ie w olno w nie
p ra c o w a ć (w y ją te k — p ra c a w p asiec e o k o ło ułów ), ale w olno
h u lać i p ić p o k arczm ach.... D ziś n iem a ża d n y ch p ra w ie sta ra ń
w celu u k ró c e n ia p ijań stw a, ty lk o rz ą d c y proboszczow ie stan o w ią
w y jątek , ale p rz e d p o w sta n ie m istn ia ły p arafialn e T o w a rz y stw a
W strzęm ięźliw o ści, założone z in ic y a ty w y k s. b isk u p a W o ło n czew sk ieg o ; ciesz y ły się one śró d ludu o g ro m n em uznaniem , bo
w r. 1861 ty lk o w trze ch p o w ia ta c h żm udzkich lic z y ły przeszło
100.000 członków . L udźm i obcej w ia ry lu d nie p o g ard za, ale u su w a
się od nich, stro n i; to sam o n iem al stosuje się do Żydów , ku
k tó ry m n iech ę ć i p o g a rd a w z ra s ta ją , zw łaszcza k u p o k o le n iu
m łodszem u.
D u ch o w ień stw o cieszy się w śró d lu d u w ie lk ą p o w ag ą, lubo
w cz asac h o s ta tn ic h za czy n a o n a m aleć ; zło ży ły się n a to zja­
w isk o p rz y c z y n y różne, p rz ew aż n ie je d n a k — o b n iżen ie się m ora ln o -u m y sło w e g o poziom u śró d d u ch o w ie ń stw a. D ziś zd arzają się
n ie k ie d y ta k ie w ypadki, o. k tó ry c h p rz ed k ilk u n a s tu la ty nie
m ożna b y ło a n i m yśleć. W je d n y m z p o w iató w k s. w ik ary , w e­
z w a n y do u m iera ją ceg o złodzieja koni, k tó re g o lud o k ro p n ie s k a ­
to w ał, w ta k o s try c h i siln y ch w y ra zac h g ro m ił z e b ra n y c h w ło ­
ścian, że ci p o rw a li się n a ń ; ks. w ik a ry u c ie k ł do lasu, sta m tą d
d o s ta ł się do dw oru, o d esłan o go n a p ro b o stw o .... Z a k ry s ty a n
czy o rg a n is ta u k ry ł się w zbożu, n az aju trz w ło ścian ie o d esłali
k o n ia przez Ż yda. W innem znow u m iejscu w ese ln ic y p o tu rb o w a li
ks. w ik a re g o , k tó ry zjaw ił się n a w ese lu i p o ła m a ł sk rz y p ce, b y
n ie tań czo n o , alb o w iem z a m b o n y z a k a z y w a ł ta ń c e , śp iew y i t. d.
T rz e b a p o d k re ślić, że ta k ie w y p a d k i, w y w o łan e n iew łaściw em

-

864 —

za ch o w a n ie m się księży, zd a rza ją się b ard zo rzadko, a le z d a ­
rzają się !
P ra w o zw yczajow e o c h ra n ia św ią ty n ie B o ż e ; w sze lk ie n ie­
p rz y zw o ite zach o w an ie się b ąd ź n a cm en ta rzu , b ą d ź w k o ściele
b y w a k a ra n e su row o. N a k a rta c h u p rz ed n ich p rz y to c z y łe m p rz y ­
k ła d w y ro k u , sk az u ją ceg o b. żo łn ierza n a ch ło stę za w y m y ślan ie
po ro sy jsk u n a cm en ta rzu * ). W g-minie S u rw ilisk ie j o sk arżo n o
w ło ścian in a, k tó ry ja k o b y „ tań c zy ł w k o ś c ie le “. „N ie tań cz y łem —
o d p a rł o sk a rż o n y — ty lk o szedłem p r ę d k o “, ale za to sk azan o
go n a c h ło stę (w y ro k 1873 r. 1. 65). D aw niej k a ra n o za p rz e k ro ­
czen ia k o ścieln e np. ła m a n ie postów , n iech o d z en ie do spow iedzi
i t. d. D z ie się tn ik k o ścieln y i klucz w ójt sk a rż ą się p rz ed sąd em ,
że trz e c h ro b o tn ik ó w „nie sp e łn ia św. spow iedzi już p rzeszło od
ro k u , a p o s ła n e g o z n ak a zem p rz y p ro w a d z e n ia ich do spow iedzi,
je d e n z p o śró d nich zn iew aży ł b rz y d k ie m i sło w y “. O sk arżen i u s p ra ­
w ied liw iają się, że b y li u spow iedzi, ale „ k a rtk i s tra c ili“. D z ie ­
się tn ik k o śc ie ln y tw ierdzi, iż k ła m ią . S ą d „zw ażyw szy o k o liczn o ­
ści u ch y lan ia się od św ięteg o obo w iązk u spow iedzi ro c z n e j“, s k a ­
zał w in n y ch n a chłostę, ła g o d z ą c ją d la m niej w in n eg o . P o w y ­
d an iu w y ro k u , k tó ry n ak a zan o w y k o n a ć n a ty c h m ia s t, u k a ra n y c h
o d p ro w a d zo n o do proboszcza, b y „ z a m k n ą ł ich w m iejscow ym
szp italu w celu n au c zen ia się k a te c h iz m u “, poczem m iała n a stą p ić
spow iedź. W tejże g m in ie zapożw ano do sąd u m ieszczanina telszew sk ieg o K ., k tó ry zw y m y ślał p o sła n y c h w celu p rz y p ro w a ­
d zen ia g'o do k o ścio ła. O sk a rż o n y dow odzi „ k a rtk ą ze szło ro cz n ą“,
że b y ł u sp ow iedzi i ch o d ził do k o śc io ła , „że d ziesię tn ik k o ścieln y
czep ia się doń n ie s łu s z n ie “. S ą d nie u z n a ł je d n a k te g o tłó m a cze n ia
się : „za zw y m y ślan ie d ziesiętn ik a k o ścieln e g o i u c h y la n ie się od
sp o w ied zi i słu żb y B o żej" sk a z a ł g o n a chłostę, a potem — n a
dobę a re sz tu „w form ie p o k u ty “ (sąd g m in n y A n d rz ejew sk i w y ro k i
1876 r. 11. 58 i 65).
D ziś już s ą d y g m in n e n ie znają ta k ie g o rodzaju sp ra w : ro z­
p o rz ąd ze n ia w ład z cyw ilnej i duchow nej stan o w czo u z n a ły te
p rz e s tę p s tw a rzek om e za w y k ro c z e n ia m o raln o -relig ijn e , k tó re nie
m o g ą b y ć k a ra n e w dro d ze sądow ej. P rz y ta c z a m tu p rz y k ła d
sp ra w y , k tó ra rzu ca ja s k ra w e św iatło n a uczucia re lig ijn e ludu.
P rz e d sąd em g m in n y m S u rw ilisk im staje w ieśn iac zk a i za p o zy w a
sw oją sąsiad k ę , k tó re j p rz e d 15 la ty p o ż y c z y ła p rz y św ia d k a c h
„m ed alik , p o siad ający tajem n iczą siłę cu d o tw ó rc z ą ; p o n iew a ż nie

*) Są.d gminny Towiański wyrok 1876 r. 1. 27.

— Збб —
zw rócono go, p rzeto żąd a zw rotu. P o w ó d ztw o „uznano za słuszne
i s p ra w ie d liw e “ ; n ak a zan o n a ty c h m ia s t w y e g zek w o w ać je g o w a r­
tość t. j. 30 ru b , (w y ro k 1872 r. 1. 40). W o g ó le s p ra w y n a tle
re lig ijn y ch w ierzeń lu d o w y ch n ie k ie d y d o stają się do sądów
g m in n y c h ; p rz y ta cza m n a d e r c h a ra k te ry sty c z n ą , k tó re j tło p rz e ­
n o si n as o -k ilk a w iek ó w w stecz. B a b a w o g ro d zie spokojnie s a ­
dziła ziem niaki, g d y c ó rk a jej s ą sia d k i w yszła z c h a ty i zaczęła
„sad zić“ k a m y k i w g ru n t n ie zo ran y , co — w ed le w ia ry lu d u —
m iało sp ro w a d zić nieurodzaj ziem n iak ó w ; zrobiono to przez zem ­
stę.... za czary. Z ask arżo n o ją do sądu, ale sąd skarg-ę odrzucił,
b o p u n k t trze ci uw ag'i pierw szej do a rt. 470. W ie jsk ie j U s ta w y
S ąd o w ej g ło si : „t. z. k lik u sze *), o sk arżając e in n y ch , ja k o b y oni
w y rząd zili im złe za p o m o cą w ró żen ia lub złych duchów , p o d le ­
g a ją sądom k ry m in a ln y m “ (sąd g m in n y A le k s a n d ro w s k i w y ro k
1879 r. 1. 47). O czyw iście są d uznał, iż k o b ie ta oćw iczyła d ziew ­
cz y n k ę słu szn ie, albow iem p o w o łan ie się n a a r ty k u ł p ra w a , z n ie ­
sio n eg o p rz e d k ilk u d ziesięciu la ty , je s t ty lk o w y k rę tem , k tó ry
p o d su n ął p is a rz g m inny, m atac z n ie la d a ; ja sn e m je s t — sąd n a j­
zu p ełn iej p o d z ie la ł to w ierzenie ludu. Z d arza się n iek ied y , iż
w ierzen ia lu d o w e, d o ty czą ce zm arłych, g ro b ó w i życia p o z a g ro ­
b o w eg o , d o p ro w ad zają do p rz e stę p stw , k tó re n ie k ie d y p ro w a d z ą
o sk arżo n y ch p rz e d ła w ę sąd u p rz y się g ły c h .... R z a d k o to b y w a ,
ale b y w a . W pow. P o n ie w iezk im o b w iesiła się 7oletnia w ło ścian k a,
sły n ą c a za czaro w nicę ; k sięża odm ów ili p o g rz e b a n ia zw ło k n a
cm en tarzu , chociaż z m arła z d ra d z a ła p om ięszanie zm ysłów . W ł a ­
ściciele g ru n tu , n a k tó ry m o b w iesiła się ona, n ie pozw olili ją
p o g rz e b a ć n a nim , sy n o w ie zm arłej zrobili to sam o, w ogóle n ik t
nie p o zw o lił n a sw oim g ru n c ie p o g rz eść zw ło k i sam obójczyni....
P rz y c z y n a •— to w ia ra w u p io ry , k tó re p o w stają z g ro b u i s z k o ­
dzą ludziom . R a d a w ra d ę : p o stan o w io n o n a p a stw isk u w spólnem
p o g rz e ść zw ło k i, u p rz ed n io o dciąw szy g ło w ę i położyw szy ją
m ięd zy n o g am i, a ciało — p rzy g w o źd zić do ziem i k o łk ie m d ę b o ­
w ym (dąb — to d rzew o św ięte, śró d L itw in ó w m a ta k ie znacze­
nie, ja k o sik a śró d S ło w ia n ); n ik t je d n a k w całej w si nie o d w a ­
ży ł się te g o w y k o n ać. Za p u r ziem niaków i ru b la, w y n a ję to s ta ­
re g o żołnierza d y m isy o n o w an eg o ; s ta ry w ojak, w y stro jo n y w m u n ­
d u r z k rz y żam i i m ed ala m i n a piersi, w y k o n a ł tę u ch w ałę w obec
całej w si, p o tem zaś p o sze d ł do k arczm y , u p ił się i w y g a d a ł
p rz ed ż a n d arm em z P o n ie w ieża . Ż an d a rm zaw iad o m ił o tern ofi­
*) K likuszestw o — to pewna forma histeryi, panująca niekiedy epi­
demicznie śród mężatek w E osyi i Syberyi.

366

~

cera, oficer — p ro k u ra to ry ę i w szczęła się sp ra w a . Z p o w o d a
b ra k ó w u sta w y k arn ej S ą d O k rę g o w y u n ie w in n ił o sk a rż o n y c h ;
p ro k u ra to ry a z a n io sła s k a rg ę a p e la c y jn ą (spraw ę sądzono bez
u d ziału p rz y się g ły c h ) do W ile ń sk ie j Iz b y S ądow ej, a le ta j a o d ­
rzuciła, co jeszcze bardziej u tw ierd ziło w ludzie w iarę w u p io ry .
W o g ó le g ro b y ludzi, k tó rz y m o g ą sta ć się upioram i, b y w a ją
często p ro fa n o w a n e ; lu d je z w y k le o b rz u ca k am ien iam i, n ie k ie d y
n a w e t ro zkopuje, b y przy g w o źd zić ciało do ziem i k o łk ie m d ę b o ­
w ym . W pow . P o n ie w ie z k im n a d w o rsk im cm em tarzu p o g rz e ­
b an o ciało d zieck a nieochrzczonego ; w y w o łało to o b u rzen ie śród
ludu.
W p a rę d n i p o te m p a stu si u siło w ali w e dnie ro z k o p a ć m o ­
giłę, a n a w e t w bili w n ią k ó ł d ębow y, ale słu żb a d w o rsk a p rz e ­
szk o d z iła im. Z aw iadom iono o tem w ó jta g m in y , bo nie chciano
tej s p ra w y p rz ek az y w ać p r o k u r á to r y ! ; w ójt n a ty c h m ia s t zje c h a ł
n a m iejsce i k a z a ł n a cm en tarzu , tuż o b o k m o g iły , oćw iczyć bez
m iło sierd zia w in n y ch , co zaraz zostało w y k o n a n em . W o g ó le w ie ­
rz en ia lu d o w e p ro w a d zą n ie k ie d y do w y k ro c z e ń p rzeciw k o p ra w u ,
do św ię to k ra d z tw a . O p o w iad ają, iż p rz ed k ilk u d ziesięciu la ty
chłop, m y śliw y , s trz e la ł do k rz y ż a n a ro z sta jn y c h d ro g a ch , b y
je g o s trz e lb a n ie ch y b iała . D ziś już o tem m ow y c h y b a b y ć nie
m oże, ale jeszcze p rzed k ilk u n a stu la ty złodzieje ro zk o p ali m o g iłę
i w yjęli tru p a , b y z je g o tłu szczu u lać św iecę, k tó ra ich u c z y n i­
ła b y n iew id zia ln y m i. L u d lite w sk i w ogóle o b a w ia się zm a rły c h ,
o b a w ia się cm en ta rzy , ale nie o tacza ic h ż a d n ą o p ie k ą : często
n a w iejsk ich cm en tarzach , śró d k rz y żó w sp ró c h n ia ły c h , leżący ch
n a ziem i, m o żn a w idzieć n iero g acizn ę.

III.
T eraz om ów ię pojęcia p ra w a zw yczajow eg'o o w y k ro c z e n ia c h
p rzeciw k o czy sto ści obyczajów . N ie m ożna ściśle ok reślić, ja k ie
p o g lą d y p a n u ją w śró d lu d u n a tę s tro n ę sto su n k ó w życio w y ch .
Zdaje się — o g ó ln y k o d e k s m o raln o ści płciow ej ludów c y w iliz o ­
w a n y ch je s t też k o d ek se m m o raln o ści p łcio w ej ludu lite w s k ie g o ;
ro zu m ie się — są n ie ja k ie w y ją tk i i u c h y la n ia się, u w a ru n k o w a n e
nizkim sto p n iem u sp o łecz n ien ia i k u ltu ry u m y sło w o -m o raln e j.
P o ży cie n a w iarę, a w o g ó le w szelk ie sto su n k i m iłosne, nie u św ię­
co n e przez kośció ł, są u zn a w an e za n a g a n n e i g rzeszne, n ie k ie d y
n a w e t k a ra n e . W k ażd y m ra zie je d n a k lu d ro b i p o m ięd zy n im i
ró żn ice p e w n e : ta k n. p. stałe, d łu g o le tn ie a u czciw e p ożycie n a
w iarę u znaje się n iem al za m ałżeń stw o p ra w n e . W e d le zw y cza­

-

367 —

jó w lu d o w y ch należy w ty c h w y p a d k a c h u w z g lę d n ia ć k o n ieczn o ść
fizyczną i ek o n o m iczn ą ; lud zw y k le p a trz y k rz y w em okiem n a
m ałżeń stw o d zietn ej w dow y g o sp o d arsk ie j, n ie k ie d y n a w e t usiłu je
zak azy w ać je w d ro d ze sądow ej. P rz y k ła d y o d p o w ied n e p rz y ­
to czy łem w ro zd ziale pierw szym . O tóż w ty c h w y p a d k a c h lu d
to leru je p o ży cie h a w ia rę w dow y z n ad o m n ik iem ; n ie k ie d y n a w e t
k re w n i zm uszają do te g o w dow ę, b y g o sp o d a rstw o nie u c ie rp ia ło .
T a k sam o p o b łażliw ie lu d p atrz y n a pożycie n a w ia rę je d n e g o
z w sp ó łm ałżo n k ó w w ra z ie n ieo b ec n o ści d ru g ie g o , jeżeli te g o
w y m a g a ją in te re sy gospodarczo-fam ilijne.
W o g ó le w ścisłem
zn aczen iu ty c h w y razó w lu d lite w sk i n iezb y t p rz e strz e g a cz y sto śc i
obyczajów ....
M iło sn e sto su n k i p o za ślu b n e są rozp o w szech n io n e ; w a ru n k i
życiow e, zw łaszcza p ó źn y sto su n k o w o w iek ożen k u i żam ęźcia,
o raz in n e o k o liczn ości tłó m a czą to zjaw isko. N a p o g ra n ic zu k u rla n d z k ie m z a ch o w a ły się d o tąd sobótki, k tó re noszą jeszcze w y ­
b itn e ślad y d aw n eg o św ięta w olnej m iłości. W e d le lu d u sto su n k i
m iło sn e p rz e d ślu b n e są rzeczą nag-a n n ą , ale k a r a n e b y ć m ogą
ty lk o w ra z a c h w y ją tk o w y c h ; u w ied zen ie n ie uznaje się za p rz e ­
stęp stw o . D aw niej uw odziciel w in ien b y ł k o n ieczn ie p o ślu ­
b ić u w ied zio n ą ; w ra z ie odm ow y p rzy m u szan o g o do teg o
śro d k a m i fizycznym i, je śli m o raln e nie w y sta rc z a ły . D ziś jeszc ze
za ch o w a ła się p am ięć o tem ... R o z u m ie się, w chw ili obecnej nic
p o d o b n e g o ju ż n ie istn ieje : U rz ę d y G m inne i S ą d y zm uszać do.
te g o n ie m ogą, s o lid a rn o ść g ro m a d z k a u n as nie istn ie je n iem al.
Z resztą w ed le p o g lą d ó w lu d u znaczna część w in y s p a d a n a u w ie ­
dzioną, k tó r a n ie u m ia ła „u ch ro n ić się “. U w ie d zio n a m a p ra w o
do o d szk o d o w an ia, ale ty lk o w razie u ro d z e n ia dziecka. N ie k ie d y
zd a rza ją się w y ją tk i, k tó re tłó m aczy ć n ależ y okolicznościam i niezw y k łem i. P rz e d sąd em g m in n y m D u siac k im s ta n ę ła osobiście
d ziew czy n a, s k a rż ą c się, iż jej b y ły k o c h a n e k z g w a łc ił ją, dziecko
zaś, u ro d z o n e p rzez nią, z m a rło ; żąda odszkodow ania. Ś w ia d k o ­
w ie do p ew n e g o sto p n ia stw ierd z ili zezn an ia pow ó d k i. S ą d w y ­
ro k iem sw ym z ro k u 1889 1. 6 sk a z a ł k o c h a n k a n a ch ło stę, p o ­
w ó d k ę zaś n a — „ty d zie ń p o k u ty p rz y k o ściele m iejscow ym ,
alb o w iem p o w ó d k a nie zaja w iła sąd o w i g m in n e m u o z g w a ł­
c e n iu “. W g m in ie P o n ed elsk iej u w ie d z io n a żąda 60 ru b . o d ­
szk o d o w an ia, alb o w iem p o w iła dziecko, a ta okoliczność — to
w a ru n e k n ieo d zo w n y te g o d o m a g a n ia się.; n a p o sied zen iu są dow em fa k t u w ied z en ia zo stał udo w o d n io n y . W y r o k m iejsco­
w eg o sąd u g m in n e g o z r. 1887 1. 14 zasąd ził jej pow ództw o.
W o g ó le p ra w o zw yczajow e stosuje tu zasadę, o k tó re j p isałem



368

-

już w rozdziale p ierw szy m : k ażd a m a p ra w o do o d szk o d o w a­
n ia za s tra ty i k o szty , w y w o ła n e ciążą i p o ło g iem ; p ła c i je
sp raw ca.
D ziś d ziew częta uw iedzione czy t. z. u p a d łe już n ie w y ró ż ­
n iają się stro jem od in n y c h d ziew czą t: chodzą z g ło w ą o d k ry tą ,
chociaż ta o k o liczność jeszcze n ie k ie d y razi k o b ie ty starsze, dom ag ają ce się p o k ry c ia jej g ło w y .
L u d w y ró ż n ia p e w n e sto p n ie w iny w z a k a z a n y c h sto s u n k a c h
m iło sn y c h : n ajb ard ziej p o tę p ia n y m je s t ta k i sto su n e k z m ężczyzną
obcym , zw łaszcza żołnierzem , p o lic y a n te m i t. d. nie m niej są
p o tęp ian e m iło stk i z Ż ydam i, k tó re c h y b a sp o ty k a ją się n ie z m ie r­
nie rzad k o z p o w o d u w strę tu rasow ego..,. N ajp o b łażliw iej z a p a ­
tru je się lu d n a sto su n k i m iłosne m ło d zieży w olnej, z jednej a tej
sam ej wsi. Z ak azane czy p o tę p ia n e przez p ra w n e poczucie lu d u
m iło stk i z ob cy m i b y w a ją n ie k ie d y k a ra n e w drodze sam o sąd u
ludow ego. T a k n a p o g ra n ic z u k u rla n d z k ie m oćw iczono d ziew ­
czynę za „ro m a n se z ż a n d a rm e m “. W in n y c h , pom im o p o szu k i­
w ań , nie w y k ry to .
Z na p raw o zw yczajow e k a r y „za ro z p u stę “, ale stosuje je,
ty lk o w ra zac h w y ją tk o w y c h do osób obojga p łci, p rzew ażn ie j e ­
d n a k — do n ierz ąd n ic w iejskich. D aw niej za p rz e k ro c z e n ia m o ­
ra ln o śc i płciow ej i w o g ó le czystości obyczajów k a ra n o b ard zo
su ro w o : oprócz ch ło sty , stosow anej szc zo d rz e, p ra k ty k o w a ły się
jeszcze k a r y in n e np. w y staw ie n ie w k u n ie n a c m en ta rzu p o d czas
n ab o żeń stw a. D o n ied aw n a jeszcze p rz y w ią z y w a n o w in n y c h do
słu p ó w c m e n ta rn y c h lub d rz w i k o ścieln y c h , k a z a n o obchodzić n a
k o la n a c h o k o ło k o ścio ła, leżeć k rz y ż e m p o d czas m szy i t. d.
W ty c h sp ra w a c h z w y k le ta k w y ro k o w a li pro b o szczo w ie m iej­
scow i, k tó ry m zw yczaj p rz e k a z y w a ł je do ro z sąd ze n ia ; dziś to
już w szy stk o zn ik ło doszczętnie. Jeżeli n a w e t w ło ścian ie z w ra ­
cają się w ty c h k w e sty a c h do księży, to już w y ro k i z a p ad ają
in n e, sp ro w ad zające sie p rz ew aż n ie do p o k u ty , ofiar n a k o śció ł
lu b że b rak ó w , n a g a n ę m o ra ln ą i t. d. W zn an y m m i w y p a d k u
k siąd z proboszcz sk a z a ł m ło d ą w dow ę za za k azan y s to s u n e k m i­
ło s n y n a k ilk a d z ie sią t rubli, k tó re k o b ie ta m u siała złożyć n a ż e ­
b ra k ó w ; w y ro k te n z a p a d ł n a m ocy p ro ś b y jej rodziców . Z d arza
się, iż ro dzice lub b lizcy k re w n i sam i k a rz ą ta k ie w y k ro c z e n ia ;
p ra k ty k u je je n a w e t d ro b n a sz la c h ta zagonow a. Z n an ą je s t d o ­
b rz e p ieśń szlac h eck a , ś p ie w a n a d o tą d n a L an d zie, w k tó rej
m ów i się:
„Oórunita kora, kora
Czeba .posłać po doktora.

-

369 —

Doktorowie przyjechali,
Córunitia obej rzali :
„B ajstriuk będzie mamuniu!
Stary ojciec, on nie błądził:
On sto rózeg jej osądził !
A mamunia doliczyła
I pięćdziesiąt dobaw iła“ *).

S ą d y g m in n e też n ie k ie d y k a rz ą te w y k ro c zen ia ; sto p ień
k a r y zależy o d w ielu okoliczności. P rz y ta c z a m k ilk a p rz y k ła d ó w ,
rz u cając y ch św ia tło p ew n e n a p o g lą d y ludu. P rz e d sąd em g m in ­
n y m T o w iań sk im to c z y ła się s p ra w a n a s tę p n a : p o w ó d k a J. B.
żąd a od sw eg o k o c h a n k a 30 ru b . n a u trz y m a n ie d zieck a. S ą d
g m in n y w y ro k iem sw y m z r. 1876 1. 28 p rz y s ą d z ił jej tę sum ę,
a le s k a z a ł k o c h a n k a n a 6 dni aresztu , p o w ódce zaś k a z a ł 3 dn i
m y ć p o d ło g i w U rz ęd zie g m in n y m . A . M. o sk arża n iejak ieg o ś A.,
k tó ry ją u w ió d ł o b ie tn ic ą ożenku ; u ro d ziło się dziecko, n a k tó ­
re g o u trz y m a n ie m a tk a żąd a 50 ru b . O sk arżo n y w y p ie ra ł sie, ale
p o tem p rz y z n a ł się, że „w sty c z n iu 1873 r. p o z b a w ił ją w ia n k a “
1 chce te ra z p o ślu b ić, p o n iew a ż je s t człow iekiem uczciw ym ; s tro n y
p o g o d ziły się (w y ro k sąd u g m in n eg o R o g o w s k ie g o z r. 1890 1.
29). W . w y m a g a 100 ru b . o d szk o d o w a n ia od B , k tó ry „ p rzy cz y ­
n ił się do tego, że u ro d z iła s y n a “ ; B . z a p ie ra się stanow czo. ,,C zy
ty m ożesz p rz y się g n ąć, że m ów isz p ra w d ę “ ? — p y ta s ą d .— ,,0 to
b ęd ę ja p rz y s ię g a ł za tę ła jd a c z k ę “ — o d p a rł p o z w a n y ; to o d e­
zw an ie się sąd u zn ał za o b razę. W y r o k sk a z a ł g o n a c h ło stę oraz
w y p ła c a n ie p o w ó d ce w cią g u 2 la t po 15 rub., a p o t e m — w yciągu
2 la t też ■
— p o 10 ru b ; (sąd g m in n y T ra sz k u ń sk i w y ro k 1889 r.
1. 48). W y ro k ó w p o d o b n y c h w p ra k ty c e sąd ó w g m in n y c h m ożna
s p o tk a ć sp o ro ; stw ierd z ają one n iew ątp liw ie, że uw ied zio n a m a
zaw sze p ra w o do o d szk o d o w a n ia za s tra ty p o n iesio n e z p o w o d u
ciąży i połogu.
Ś ró d lu d u lite w sk ieg o w ogóle dziś już nie sp o ty k a m y ża­
d n y ch zw yczajów , ogó ln ie u zn a w an y c h a d o ty czą cy ch k a ra n ia p.
m łodej za n iew łaśc iw e p o stę p o w a n ie p rz ed ślubem . Jeż eli n ie z a ­
ch o w an ie czy sto ści p an ień sk ie j w y w o łu je n ie z a d o w o le n ie , to
w k aż d y m ra zie z a ła tw ia się ono w najciaśn iejszem k ó łk u ro d z in nem . Ś ró d ludu lite w sk ie g o istn ie je sporo zw yczajów , u z n a w a n y c h
d o tąd , a u n iem o żliw iając y ch zach o w an ie cz y sto śc i : dość tu p rz y ­
*) O ile pamiętam, ta pieśń była umieszczoną też „w T ekstach
Szlachty Żm udzkiej“ p. Dowojny Sylwestrowicza, umieszczonych niegdyś
w „W iśle“. Słyszałem ją też.



370 —

toczyć bard zo ro z p o w szech n io n e p ożycie- m iło sn e n arz e c z o n e g o
z n arzeczo n ą do ślubu. W pow . N o w o -A le k sa n d ro w sk im , z w ła szcz a
w je g o części p o łu d n io w o -w sch o d n iej o lu d n o ści m ięszanej, b ia ło ­
rusko-] ite w skiej; s p o ty k a m y w yraźne ś la d y p o g lą d u o d m ien n eg o ;
tam zach o w an ie czystości dziew iczej do ślu b u je s t rzeczą b ard zo
w ażną. P ra w d o p o d o b n ie te n p o g lą d lu d lite w s k i p rz y ją ł od B ia ­
ło ru sin ó w , alb o w iem n o si on w y b itn e ry s y b ia ło ru sk ie . D o tą d
w szakże n iezn a n em je s t rzeczow e b a d a n ie faktów , stw ie rd z a ją c y c h
p an ień stw o p. m łodej ; sło w em — n iem a zw yczaju „zw odzić“ o b lu ­
b ie ń c a i o b lu b ien icę, a p o tem p o k az y w ać gościom koszulę. Jeżeli
nie o każe się d o w odów , to ta okoliczność o k ry w a h a ń b ą rodzinę
n arzeczo n ej, a n a n ią sp ro w a d za dużo sk u tk ó w n ie p rz y je m n y c h “
— pisze p. B o h d an o w icz* ). T e g o zw yczaju stanow czo niem a, ale
istn ieje p o k re w n y : jeżeli p. m łoda o k a z a ła się n iew in n ą, to jej
m ąż u g asz cza jej rodziców i w e se ln ik ó w sło d k ą w ódką, k tó rą
w rę cza ją w b u te lk a c h , o w in ięty ch z ie le n ią ; w ra z ie p rzeciw n y m
p o d a ją b u te lk ę p ró ż n ą i d ziu raw ą **). T a okoliczność, lu b o s p ro ­
w a d za n a p. m ło d ą i jej rodziców , zw łaszcza m atk ę, dużo p rz y ­
k ro śc i czaso w y ch , n iem a je d n a k ża d n eg o zn aczen ia w dalszem
po ży ciu m ałżeń sk iem . W o g ó le b r a k czystości dziew iczej nie m oże
b y ć k a ra n y m ; sp ra w o to w są d a c h g m in n y c h n iem a i nie b yło.
N ie b y ło też n ig d y sp ra w ża d n y ch o z a cza ro w an ie w esela,
acz lu d w tę m ożność w ierzy, lub o u c h y le n ie się od celów m ał­
ż e ń stw a ; to o sta tn ie je s t b a rd zo n a g a n n e m , a n a w e t k a ra n e m .
W pow . N o w o -A le lk sa n d ro w sk im o d b y w a ło się w esele ; w czasie
tań có w o b rzęd o w y ch z za n a d rz a p. m łodej w y p a d ł za m e k z a m ­
k nięty .... T a o koliczność ta k o b u rz y ła z e b ra n e , k o b ie ty , n ajbliższe
k re w n ia c z k i, że o ćw iczy ły p. m łodą. P o s tę p e k ten tłó m aczy się
w ierzen iem n a stę p n e m : jeżeli o b lu b ien ica nie chce m ieć dzieci,
to w in n a w czasie ślubu za g o rse m m ieć za m e k za m k n ię ty , k tó ry
w n o cy n ależ y p o ło ży ć p o d p o d u sz k ę J**). J e s t to w ierzen ie b ia ­
ło ru sk ie, k tó re g o ślad y je d n a k s p o ty k a m y w p o w ia ta c h W iłk o m iersk im i N o w o -A lek san d ro w sk im .
P ra w o zw yczajow e k a rz e z łam a n ie w iary m ałżeńskiej przez
k aż d eg o z w sp ó łm ałżo n k ó w . D a w n iej sp ra w y p o d o b n e n a le ż a ły
*) Przeżytki starożytnego światopoglądu u Białorusinów str. 121,
Grodno 1895 r. (po rosyjsku).
**) „W esele Białorusinów litew skich“ Pam ięt. gub. kow. 1894 r.
str. 1 6 2 ..
*#*) Bohdanowicz „P rzeżytki starożytnego światopoglądu u B iałoru­
sinów“. Grodno 1895 r. str. 176

-

371 —

zw y k le do ks. p ro b o szcza lu b dziedzica, dziś coraz częściej p o ­
k rz y w d zo n e io n y zanoszą s k a rg i do sądów g m in n y ch . W a rto z a ­
n o tow ać, iż s k a r g m ężow skich n a n iew iern o ść żon, p ra w ie nie
m ożna sp o ty k a ć w sąd ach g m in n y c h ; oczyw iście — sam i m ężow ie
lu b ich k re w n i n ajb liżsi (rody) z a ła tw ia ją , sp ra w y po d o b n e, k tó ­
ry c h p a rę p rz y k ła d ó w p rz y to c zy łem pow yżej. W g m in ie T a b a rdzew skiej żo n a o sk arża m ęża o złam an ie w iary ślubow anej i w s k a ­
zuje n a je g o w spólniczkę. W y r o k — 1877 r. 1. 56 — sk a z a ł obu
w in n y c h n a 5 dni ro b ó t p u b liczn y c h . A ot rz ad k i w y jątek : s k a rg a
m ęża n a żonę. W g m in ie A n d rzejew sk iej m ąż s ta n ą ł o so b iście
p rz ed sąd em i zajaw ił, że „p o d czas n ieo b ec n o ści je g o w dom u o s k a r­
ż a n y o d w ied zał je g o żonę, sk u sił i sp a ł z n ią “. O sk arżo n y okazał
się ro d em z pow . S zaw elsk ieg o , p rz eto k az an o go w y sła ć n a m iejsce
u ro d z en ia, p ro sz ą c m iejsco w ą w ładzę g m in n ą, „by nie dozw alała
jem u w y d a la ć się i u k a ra ła za m iło stk i z k o b ie tą zam ężną“; stało się
zadość tej p ro śb ie (w y ro k 1876 r. 1. 56). W e w łości T a b a rd z e w skiej n a s k a rg ę te ścia u k a ra n o zięcia (w y ro k 1877 r. 1. 33). P rz e d
sąd em g m in n y m S zaw lań sk im staje k o b ie ta zam ężna i zanosi
s k a r g ę n a sw eg o m ęża; n a p o sied zen iu sądow em m ąż p rz y z n a ł
się do w in y . W y r o k z r. 1878 1. 9 s k a z a ł go n a areszt. W o g ó le
w e d le p ra w a zw y czajow ego m ożna k a ra ć za ro zp u stę zarów no
m ężczyzn ja k i k o b ie ty : ta k sąd g m in n y .Szydłow ski — w y ro k
1869 r. 1. 23 — s k a z a ł w ie śn ia k a ,,za ro z p u stę “ n a chłostę. Ż ona
p o szu k u je ig ru b . odszk o d o w an ia, k tó re p o zw an i o d e b ra li od jej
m ęża w k arczm ie. Z zeznań św iad k ó w ok azało się, iż tam o d b y ­
w a ła się o rg ia, w k tó re j u czestn iczy ły n ie rz ą d n ic e m iejscow e.
W y r o k z a p a d ł o ry g in a ln y : „ze w zg lęd ó w n a życie n iem o ra ln e
K . tem b ard ziej, że on je s t ż o n a ty i m a dzieci, dla p rz y k ła d u d ru ­
g ic h oćw iczy ć ró z g a m i“, (sąd g m in n y K ro c k i 1875 r. 1. 17).
P rz y k ła d y k a ra n ia k o b ie t za ro z p u stę p rz y to c z y łe m u p rz e ­
dnio ; o ile m o żn a sądzić, k a ra n o ty lk o w w y p a d k a c h n a d z w y ­
czajn y ch , a p rz ed sąd a m i s ta w a ły n iem al w y łączn ie n ierząd n ice.
N ierząd je s t z n a n y ludow i, ale p ra w o zw yczajow e k a rz e g o ty lk o
w ra zac h n ad zw y czajn y ch . W ta k ic h s p ra w a c h m o ty w y w y roków
sąd o w y c h w y ra ż a ją się k ró tk o : „za ro z p u stę “ . N ierząd istn ieje
i po w siach, ale rz a d k o ; p ra w n ie m oże on istn ie ć tylko w m iastach,
a le fa k ty c z n ie ten zakaz p ra w n y n ig d y nie b y w a . p rz e strz e g a n y ,
Ź ró d łem n ierz ąd u je s t zw ykle n ęd za ostateczna. W o g ó le je d n a k
p ra w o zw y czajo w e w y ró ż n ia i k a rz e surow o w szelk ie u siło w a­
n ia sze rze n ia ro z p u sty ; ta.k n. p. p o tę p ia o n a b a rd zo surow o
stręc zy cielstw o . P rz y ta c z a m p rz y k ła d : w g m in ie S u b o ck iej w ie­
śn ia k o sk arża sw eg o są sia d a w raz z je g o żoną o stręczy cielstw o ,



372 —

albow iem , „sp ro w ad zili oni z dobrej d ro g i je g o żonę, z a p rasz ając
i u łatw iając jej sch ad zk i z ludźm i z ły m i'1, od k tó ry c h b ra li za to
p ien iąd ze. N a p o sied zen iu sąd o w em osk arżo n y zaczął za ch o w y ­
w ać się n ieg rz ecz n ie ; w y ro k m iejscow ego sąd u g m in n e g o z ro k u
1887 1. 71 sk a z a ł g o n a ch ło stę, a jeg'o żonę — n a 7 dni a re s z tu j
k w e sty a o d szk o d o w a n ia p o zo stała n ie ro z strz y g n ię tą .
W p ra w ie zw yczajow em ludow em s p o ty k a m y pew n e śla d y
pojęć o p rz e stę p stw a c h , p rz e c iw n y c h n a tu rz e ; że ta k jest, dow o­
dzą k a ry , k tó re sąd y n a k ła d a ją n a osoby, rozpuszczające p o g ło sk i
u w łaczające o ludziach, k tó rz y ja k o b y d o p u ścili się ty c h s p ro sn o śc i
Za ro z p o w szec h n ien ie p o g ło sk i o p ew n y m g o s p o d a rz u ja k o sodo­
m icie, w in n eg o s p o tk a ła ch ło sta su ro w a a p o tem po sad zo n o go
n a 7 dni do a resztu (sąd g m in n y K ro c k i w y ro k 1875 r. 1. 31).
Z daje się je d n a k , iż p o d o b n e p rz e s tę p s tw a n ie s p o ty k a ją s ię : lud
zn a je ty lk o z p o dań.
O b ra za sło w n a sto su n k o w o n ied aw n o s ta ła się w ykroczeniem ,
k a ra n e m w d ro d ze sądow ej ; p rz e d k ilk u d ziesięciu la ty lu d lite w ­
s k i n ie u zn a w ał m ożliw ości jej k a ra n ia , d o p ie ro po zniesieniu
p o d d a ń stw a sto p n io w o w y ro b iło się pojęcie odpow iednie. D ziś za
o b e lg i sło w n e są d y g m in n e k a rz ą w z g lę d n ie surow o, ale dow olnie,
b o ża d n y ch za sad p ra w n y ch , u z n a w a n y c h ogólnie, niem a. Za zw y ­
m y ślan ie od d u rn ió w — ru b la g rz y w n y , a od N iem có w i z ło d z ie ­
jó w — 2 dni k o z y i 15 ru b . od szk o d o w an ia (sąd g m in n y B e rn a to w sk i w y ro k i 1886 r. 1. 1. 27 i 62). M im o tę dow olność są d y g m in ­
n e zn ają o koliczności, zw ięk szające w in ę ; do n ich n a le ż ą s ta n o ­
w isk o społeczne, w iek, p łeć, stan zd ro w ia it.d. W o g ó le słow ne
o b elg i sta rsz y c h b y w a ją k a ra n e o w iele surow ej niż m ło d szy ch
lu b ró w n y c h ; n ie k ie d y w ty c h w y p a d k a c h do aresztu , g rz y w ie n
i o d szk o d o w a n ia p rz y łą c z a się ch ło sta. Za o b e lg ę „b rz y d k ie m i
sło w y " w in n eg o s p o tk a ła ch ło sta (sąd g m in n y E jra g o ls k i w y ro k
1890 r. 1. 34). Za zn iew ag ę n a p o sied ze n iu sądow em , okoliczność,
zw ięk szająca w in ę — c h ło sta , (sąd g m in n y K ro c k i w y ro k 1875 r.
1. 32). Z n iew ażen ie k o b ie ty w o g ó le b y w á k a ra n e m , n a w e t su ro ­
wiej nieco, niż m ężczyzny. T a k „p. F . o sk a rż y ła n iejak ieg o ś R y m k u n a sa , że on „osobiście z a d a ł jej ro z m a ite m i, n iep rz y zw o item i
s ło w am i zn iew ag ę p rz y p u b lice n a r o d u “. W y r o k : 2 d n i ro b ó t
p u b liczn y c h (sąd g m in n y R o g o w s k i 1887 r. 1. 34).
W z ajem n e o belgi, n a w e t czynne, znoszą się. P rz e d sądem
g m in n y m w T a w ro g a c h dw óch w ieśn iak ó w s k a rż y ło się w zajem nie,
że się n a p rz ó d p o k łó cili, a p o te m p o b ili; w y ro k z r. 1891 1. 304
u znał, że o b e lg i czy n n e b y ły ró w n e, p rz e to p re te n s y e w zajem ne
u m o rza ją s ię “ ; p o w ó d ztw o w zajem ne obu w ieśn iak ó w odrzucono.



373 -

N ie zaw sze je d n a k ta k b y w a : z w ło ścian , naw ym yśla.w szy so b ie
od w a ry a tó w i złodziejów , o sk arży ło się w zajem nie, są d g m in n y
S a ła n to w s k i — w y ro k z 1887 r. 1. 141 — sk a z a ł ich obu n a c h ło ­
stę i g rz y w n y .
W o g ó le w sp ra w ach o o b e lg i sło w n e są d y g m in n e często
p rz e k ra c z a ją za k re s sw ej k o m p e te n c y i i ta k one k a rz ą za o b ra zę
sło w n ą u rz ęd n ik ó w g m in n y c h t. j. w y ro k u ją w s p ra w a c h , k tó re
n ależ ą do są d u o k rę g o w e g o bez u d z ia łu p rz y się g ły c h . T a k n. p.
za o b razę w ójta k a z a n o w yliczyć 20 rózg, a s ta ro s ty (so łty sa) —
15 ró z g (w y ro k i sąd ó w g m . W ie p rz o w sk ie g o 1875 r. 1. 23 oraz
T ra s z k u ń s k ie g o 1874г. 1. 36). Z resztą p isa łe m o tem . W a rto p o d ­
k re ślić , że sp ra w y o o b elg i, ja k i w ogóle w szy stk ie, to czące się
w sąd a ch g m in n y ch , często k o ń cz ą się polubow nie.... zw y k le w k a r ­
czm ie p rz y p iw ie i w ódce. N ie k ie d y w a ru n k i u g o d y zan o szą się
do w y ro k ó w sąd o w y c h : w w y ro k u sądu g m in n eg o S u rw ilisk ie g o
z r. 1872 1. i. c z y ta m y : „poniew aż K . p o g o d ził się z R -n ą , p rz eto
o b ie c a ł jej k u p ić k w a rtę w ódki, co są d p o s ta n o w ił za p isa ć do
k się g i w y ro k ó w “. N ie za w ad z iło b y d o d a ć : „i p o sze d ł razem do
k a rc z m y ją w y p ić “ — ja k się to z w y k le dzieje. N ie k ie d y w in n i
s k ła d a ją ty tu łe m k a r y p e w n e k w o ty n a k o śció ł lu b n a ż e b ra k ó w ;
ta k w sąd zie g m in n y m S re d n ic k im w r. 1889 za łatw io n o 2 sp ra w y ,
w k tó ry c h w y d a n o w y ro k i р. 1. 1. 37 i 39.
Za o b e lg ę sło w n ą p o czy tu je się też ro zp o w szech n ien ie p o g ło ­
s e k u w ła c z a ją c y c h lu b też fa łsz y w e o sk arżen ia. L u d nie w y ró żn ia
ściśle p lo tk i od o szczerstw a, z k to re m u to żsam ia n iem al p o tw arz ;
nie zna też on zn iesław ien ia. W g m in ie S re d n ic k ie j b ra t razem
z sio strą zarzucili sąsiad o w i o jco b ó jstw o ; sąd — w y ro k 1889 r.
1. 14 — s k a z a ł b ra ta n a ch ło stę a sio strę — n a 6 d n i a re sz tu ;
sk a z a n i o d w o łali o szczerstw o i p ro sili o przeb aczen ie, k tó re o trz y ­
m ali. D o są d u g m in n e g o w Jan o w ie w dow iec z a s k a rż y ł sąsiad k ę ,
k tó ra o je g o żonie zm arłej ro z p u ściła „n iep raw id ło w e i k rz y w d ząc e
p o g ło sk i, ja k o b y ona (nieboszczka) o tru ła się, n ie chcąc porodzić
Ź y d z ia k a “, ale s k a rg i sw ej n ie udow odnił, p rz eto za p ła cił 50 k o p
g rz y w n y „za g łu p s tw o “ (w y ro k 1875 r. 1. 24). P is a rz g m in n y o sk a ­
rż y ł w ieśn iak a , k tó r y o p o w ia d a ł o nim , iż d a ł m u 50 ru b . łap o w e g o ; są d g m in n y W ie w irż a n sk i w y ro k ie m z r. 1875 1. 5. sk a z a ł
g o n a 3 dni aresztu.
N ieco p rz e d te m w sp o m n iałem , iż lud z a sk a rż e n ia fałszy w e
uzn aje za o b e lg ę słow ną, uto żsam iając je n iem al z oszczerstw em ,
to też fałszy w e d en u n c y acy e są k a ra n e . Za „fałszy w ą d en ü n c y ac y ę “, sąd g m in n y S re d n ic k i w y ro k ie m z r. 1890 1. 7. s k a z a ł w in ­
n e g o n a 10 ru b li o d szk o d o w a n ia, chociaż o sk a rż y c ie l ż ą d a ł 40 rub.

-

374

-

Za fa łsz y w ą s k a rg ę o p o serstw ie, k tó re — ja k są d p is a ł — p rz y
śniło się d e n u n c y a n to w i“ — c h ło sta (sąd g m in n y A n d rz e je w sk i
w y ro k 1877 r. 1. 27). W ie lk a szkoda, iż zjazdy k o m isa rz y do sp ra w
w ło ściań sk ich często k asu ją te w y ro k i, b o sąd y g m in n e, w y d a ją c
je, p rz e k ra c z a ją sw oją k o m p e te n c ję ; staje się zadość lite rze p ra w a ,
ale m o raln o ść p u b lic z n a cierp i n a tern.
D o o b elg s ło w n y c h trz e b a zaliczyć o b elg i, za d an e sy m b o ­
licznie. D o ta k ic h sy m b o ló w n a le ż ą n ie k tó re ru c h y c ia ła lu b g e ­
sty , ry s u n k i, o b cięcie o g o n a koniow i, n ie k ie d y zaś in n e sy m b o le
p rz ed ew sz y stk ie m o o b ra zie n iew łaśc iw y m ruchem , k tó ra p o le g a
n a o b n ażen iu i p o k a z a n iu p ew n ej części c ia ła ; tej fo rm y o b e lg i
m o g ą d o p u ścić się ty lk o k o b ie ty . D ziś s p o ty k a się o n a w y łą c z n ie
śró d n ie w ia s t ż ludu, ale p rz e d w iek iem p ra k ty k o w a ły ją n a w e t
ziem ianki, ja k to stw ie rd z a ją k się g i g ro d u U p ick ieg o . P rz e d s ą ­
d em g m in n y m R o g o w sk im w ieśn iak żąd a od n iew iasty , k tó r a go
z n ie w a ż y ła ru c h em n iep rzy zw o ity m , 5 ru b li o d sz k o d o w a n ia ; sąd
zm n iejszy ł p o w ó d ztw o do p o ło w y , ale n iep rz y zw o itą k o b ie tę „za
p o k a z a n ie d ..y “ a re sz to w a ł n a 3 dni (w y ro k 1882 r. 1. 53). T a k ie g o
ro d zaju z n ie w a g i od czasu do czasu s p o ty k a m y śró d ludu, n ie ­
k ie d y n a w e t śró d sz la c h ty szaraczk o w ej. U w a ża się je za o b ra ­
żające n a w e t m o raln o ść p u b liczn ą , p rz eto b y w a ją one k a ra n e s u ­
ro w o ; p rz y k ła d ó w p o d o b n y c h m ożna p rz y to c z y ć sporo. P o k a z a n ie
ję z y k a lub figi — to o braza. N a w e se lu w g m in ie R u m sz y sk ie j,
p ew ie n w ie ś n ia k „p o k a z a ł d ru g iem u fig ę “, za co k ro p n ię to go
k ije m ; obaj „za g ru b ia ń s tw o “ trafili do a re sz tu n a 2 dn i (w y ro k
1879 r. 1. 86).
P ra w o zw yczajow e u w aża ró w n ież za oszczerstw o ro z p o ­
w szech n ien ie ry su n k ó w k rz y w d z ą c y c h ; do sąd u g m in n e g o A le ­
k sa n d ro w sk ie g o p e w n a k o b ie ta w n io sła sk a rg ę , w k tó re j p isa ła ,
że „ p a n n a “ K . „ro zk leja w e w szelk ich p u b lic z n y c h m iejscach
k rz y w d z ą c e ją p ro k la m a c y e (okazało się — k a ry k a tu ry ) i p a s z ­
k w ile “. S ą d s-wym w y ro k ie m z r. 1879 1. 34 p rz e k a z a ł tę sp ra w ę
u rzęd o w i p ro k u ra to rsk ie m u . W k ilk a m iesięcy później to c z y ła się
w tej sam ej g m in ie s p ra w a o b a rd z o n ie p rz y z w o ity ry su n e k ,
u w ła c z a ją c y czci n iew ieściej a n a k le jo n y n a w ro ta c h c m e n ta rn y c h .
S ą d w y ro k iem sw ym z r. 1879 1. 52 sp ra w ę tę p rz e k a z a ł sędziem u
śledczem u. Z d arzają się, lu b o rz ad k o , i inne fo rm y o b e lg i za p o ­
m o cą sy m b o ló w o d p o w ie d n ic h ; p rz y ta c z a m p rz y k ła d : W g m in ie
Ja n isk ie j o d b y w a ło się w e se le ; w czasie o b ch o d u je d e n z weseln ik ó w p rz y b ił ćw iek iem d ziu ra w y k alo sz do w ró t c h a ty p. m ło­
d eg o . Z te g o w y w ią z a ła się sp ra w a : sąd w ty m czyuae u z n a ł
o b e lg ę i s k a z a ł w in n e g o n a 5 dni aresztu (w y ro k 1894 r. І. 3).

-

m

Za o b e lg ę g o sp o d a rz a lu d p o cz y tu je obcięcie o g o n a jeg-o k o n io w i.
N ie um iem w y tłó m a c z y ć te g o zw yczaju, n ie um iem w sk az ać ź ró ­
d ła je g o pochodzenia.. W p ra w d z ie u K irg iz ó w czyn ten u w a ża się
za o b ra zę i b y w a k a r a n y su ro w o ; p o w o d y są ja sn e i zro zu m iałe.
N ie m ożna p rz y p u ścić, b y te n p o g lą d d o sta ł się od k o cz o w n ik ó w
A zy i śro d k o w ej, ale istn ieje on. W iem , iż p e w ie n g o sp o d arz,
w ło ścian in , p rzez ze m stę o b c ią ł o g o n y k o n io m sw eg o s ą s ia d a ;
w y w ią z a ły się s tą d sp ra w y , k tó re o sta te c z n ie z a p ro w a d z iły w in ­
n e g o p rz e d s ą d y p rz y się g ły c h .... W są d a c h g m in n y c h sp ra w o to
n ie s p o ty k a łe m , b o sp ro w a d zają się one zw y k le do z a sk a rż e n ia
0 sam ow olę.
W o g ó le tru d n o p rz e p ro w a d z ić g ra n ic ę po m ięd zy o b elg am i
czy n n em i, b ijaty k am i, oraz o b ra ż e n ia m i cielesnem i, albow iem
w p o ję c ia c h p ra w n y c h lu d o w y ch p o m ięd zy n iem i n iem a ró żn icy
ścisłej.
P rz e d e w sz y stk ie m sk re ślę słów k ilk a o o b elg ac h czynnych.
Z daje się, iż u d e rz e n ie w p o licze k m a zn aczen ie szczególne ; lud,
b o d aj, m niem a, iż je s t to najw y ższa fo rm a o b e lg i czynnej ; w k a ż ­
d y m ra zie k a r a n ą o n a b y w a surow o. W g m in ie W o rn ie ń sk ie j
za u d e rz e n ie w tw arz w in n e g o o ch ło sta n o i sk az an o n a z a p ła c e ­
n ie io ru b . „ n a lecz en ie“ (w y ro k 1S87 r. 1. 23). A le te n p o g lą d
tru d n o p o g o d zić z p o w sze ch n ą ch ęcią o trz y m a n ia m ożliw ie w ie l­
k ie g o w y n a g ro d z e n ia za zn iew ag ę, za „b ezczeście“ — ja k p iszą
w s k a rg a c h i w y ro k a ch .
O o d szk o d o w a n iu w sp ra w a c h o o b e lg i czynne, b ija ty k i
1 u szk o d z en iach c ie le s n y c h sk re ślę słów p a r ę nieco p o tem .
O b e lg i czy n n e są n a d e r ro zp o w szechnione śró d lu d u : są d y g m inne
są z a w alo n e s k a rg a m i ro d zicó w i sta rsz y c h k re w n y c h n a dzieci
i m ło d szy ch k re w n iak ó w .... S ą d z ą one sp ra w y p o d o b n e i k a rz ą
zw y k le w in n y c h surow o, acz, ro z strząsa ją c je, p rz e k ra c z a ją sw oją
k o m p e te n c y ę : s p ra w y p o d o b n e n ależą do sąd ó w p rz y się g ły c h .
N ajw ięcej s p ra w o o b elg i czynne to czy się n a g łęb o id ej Żm udzi,
w p o w ia ta c h p o łu d n io w y c h — m niej. W y ro k i w ty c h sp ra w ach
cech u je z u p e łn a d o w o ln o ść ; za u d erzen ie w ie śn ia k a biczem —
c h ło sta, a za ob icie k o b ie ty w jed n y m w y p a d k u — 2 rub. g rz y ­
w ny, w d ru g im zaś (obita le c z y ła się u d o k to ra) — 5 rub. od­
szk o d o w an ia (sąd gm . R o z a liń s k i w y ro k i z r. 1885 11. 44 i 50 oraz
z r. 1886 1. 1). T aż sam a dow olność p an u je w szędzie. T a k sąd
g m in n y B e rn a to w sk i sk a z a ł n ieja k ie g o ś S ta n isa , k tó ry „ ro z ju ­
szyw szy się, u d e rz y ł d ru g ie g o (p rzec iw n ik a ) w po liczek , sk u tk iem
czego n a s tą p ił k rw io to k z u st, i p o w tó rn ie u d erzy ł p ię śc ią w p ie rś “
— n a 3 g o d z in y a resztu i 3 ru b . o d sz k o d o w a n ia ; nieco później
26

-

376 -

ten że są d A p o lo n ię Ł . za obicie p o lan em ry w a lk i p o sa d z ił n a 3
godz. p o d k lu cz (w y ro k i 1876 r. 11. 7 i 22). P rz e d sąd e m g m in n y m
w W o rn ia c h staje osobiście A n n a В. i sk a rż y s ię ; że ją o b ili b ez
p rz y czy n y : P io tr B art. — cepem , Jó z e f B u d r. — nog-ą, S zy m k . —
kijem , S tra w . — pięścią, a S zat. —• zam ie rza ł w id ła m i; s k a rg ę
u d o w o d n io n o . S ą d sk a z a ł B a r t , B udr. i S zym k. n a 3 dn i aresztu ,
S tra w . — n a dobę, a Szat. — u w o ln ił (w y ro k 1888 r. 116). Za
ciężkie o b ra żen ie cielesne, stw ierd zo n e przez le k arza, 3 rub. o d ­
szkodow ania, chociaż sp ra w a k w a lifik o w a ła się n ie w ą tp liw ie do
p rz y się g ły c h .
Z d arza się, że o b e lg i cz y n n e p rz y b ie ra ją fo rm y n ie z w y k łe :
p o sp rz e c z a ły się 2 ku m y , i je d n a d ru g iej „ w y ta rła jajk iem tw arz,
za co sąd g m in n y T ra sz k u iisk i w y ro k iem z r. 1890 1. 33 k a z a ł
w innej m yć 2 d n i p o d ło g i w U rz ęd zie gm in n y m . N ie k ie d y o b e lg i
cz y n n e n o szą c e c h y praw dziw ej zw ierzęcości : 2 w ie śn ia k ó w o b a ­
liło k o b ie tę n a p o d ło g ę, jed en u sia d ł n a niej, a dru g i, zerw aw szy
k a fta n ik , ch w y cił za s u tk i i za n ie w łóczył pow alo n ą, k tó ra
sk a rż y się, iż ją p ie rsi b o lą do tąd ; św iad ectw o le k a rsk ie s tw ie r­
dziło o sk arżen ie. S ą d g m in n y S o ło c k i w y ro k ie m z r. 1893 1. 56
sk a z a ł w in n y ch n a ch ło stę i w y p ła c e n ie p o k rzyw dzonej 60 rub.
o d szk o d o w an ia.
W o g ó le g ra n ic a p o m ięd zy o b e lg a m i czy n n em i w zajem nem i
a b ija ty k ą n ie d a się ściśle p rz ep ro w a d zić, albow iem jed n e często
p rz e k sz ta łc a ją się w d ru g ie . P o w o d y b ija ty k b y w a ją b a rd zo różne,
n ie k ie d y o ry g in aln e . W ie ś n ia k n a s tą p ił sw em u są sia d o w i n a n o g ę
i p rz e p ro sił go „ g rz e c z n ie “, ale sąsiad o b ił g o ,,na 5 ru b .“ , k tó re
i zap łacił, chociaż o b e lg i czynne b y ły w spólne. Z darza się, że
w b ija ty k a c h u cz estn iczą ca łe rodziny. W ta k ie j b ija ty c e u c z e ­
stn ic z y ła c ięż arn a k o b ie ta , k tó ra p rz ed sądem s k a rż y ła się, iż
m oże p o ro n ić. P o b ity żąd a 100 rub. odszk o d o w an ia. Ś w iad k o w ie
s tw ierd z ili, iż trz y m a li g o m ężczyźni, a b iły k o b iety . G d y jeg o
k re w n ia k rz u cił się m u n a ob ro n ę, k o b ie ty o b a liły g o n a ziem ię,
d e p ta ły n o g am i, b ry k a ły w tw arz i t. d. ; p o szk o d o w a n y chorow ał.
Z a c h o ro w a ła też k o b ie ta cię ż a rn a — w ed le św iad k ó w — od złości
o raz sk u tk ie m w y c ią g a n ia k o łó w z p ło tu , k tó re słu ż y ły za broń.
S ą d g m in n y K ro c k i w y ro k ie m z r. 1880 1. 18 s k a z a ł w in n y ch n a
100 ru b . o d szk o d o w a n ia. Z w y k łem je d n a k tłe m b ija ty k , b u rd ,
zw ad i t. d. je s t p ijań stw o lu d o w e ; fa k ty c z n ie 'n ie m a l k a ż d a k łó ­
tn ia po p ijan em u k o ń cz y się użyciem pięści. W ty c h w y p a d k a c h
s ą d y k a rz ą n ie ty lk o za b ijaty k i, ale i za p ijań stw o , k tó re w razach
n a d z w y c z a jn y c h je s t zw y k le k a ra n e m przez są d y g m inne. P iło 2
w ieśn iak ó w ; p o k łó cili się, p o b ili i je d e n d ru g ie m u „ n a b ry k a ł obu-

-

377 -

tem i n o g am i, ile w lazło, po tw a rz y “ . „Za p ija ń stw o “ za p ła cili obaj
p o 2 rub. g rzy w ien , a po w ó d o trz y m a ł w d o d a tk u 15 ru b . o d ­
szk o d o w a n ia (sąd g m in n y P u sz o ła c k i w y ro k 1886 r. 1. 32). W p o ­
w ażnej ro d z in ie „sp o k o jn ie“ o d b y w a ła się „ w a k a ru sz k a “ , (w ieczo­
ry n k a ); w tem p ew ie n g o ść, „p rzed staw ia ją c w idok w a ry a ta , z a ­
czął b ić i w y m y ślać in n y m “, k tó rz y go b ili te ż ; sąd „u zn ał za
d o b re, ja k o m ło d zieńca, u k a ra ć 24 rózgam i, w n ad ziei p o p ra w y
sw a w o ln ik a “ (sąd g m in n y R o z a liń s k i w y ro k 1885 r. 1. 64). W in ­
n y m w y p a d k u ta k a „ w a k a ru s z k a “ sk o ń c z y ła się gorzej, bo w o g ó l­
nej b ija ty c e p rz y ję ły u d ział i k o b ie ty , „oblew ając się p iw e m “
i rzu cając w p rz e c iw n ik ó w dzb an y , ale w in n y zn alazł się ty lk o
jed en , k tó re g o sąd g m in n y G ulbiński w y ro k iem z r, 1885 1. 37
k a z a ł oćw iczyć. H u la n k a w w esołem to w arzy stw ie z a k o ń czy ła się
o g ó ln ą b ija ty k ą , w k tó rej pew n em u w ieśn iak o w i „głow ę p rz e b ili;
p o szk o d o w a n y od k aż d e g o u c z e stn ik a b ija ty k i o trz y m a ł po 5 ru b .
a od jej s p ra w c y — 10 ru b . T en ż e sam sąd s p ra w c ę w ielkiej
b u rd y o ćw iczy ł i a re sz to w a ł n a 5 d n i (sąd gm . T o w ia ń sk i w y ro k i
1876 r. 1. 35 oraz 1890 r. 1. 35). N iek ied y b ija ty k i k o ń czą się k a ­
le c tw e m ; ta k są d g m in n y K ie jd a ń s k i ro z strz ą sa ł sp ra w ę o o d k ąszenie p a lc a w b ija ty c e , za co w in n e g o sk az an o n a c h ło stę i o d ­
szk o d o w a n ie (za p alec). P rz y k ła d te n p rz y to c z y łe m też w yżej.
W o g ó le t. z. odszk o d o w an ie b y w a za sąd za n em zaw sze, ch o ­
ciażb y p o szk o d o w a n y nie p o n ió sł ża d n y ch s tra t m a te ry a ln y c h ;
p ra w d o p o d o b n ie w idzi w niem lud p e w ie n sposób za d o śću czy n ien ia
za k rz y w d ę w y rząd zo n ą. Część odszk o d o w an ia w y zn acza się n ie ­
k ie d y w zbożu lub p ro d u k ta c h w iejsk ich ; n p . za obicie k o b ie ty
są d g m in n y T o w ia ń sk i — w y ro k 1890 r. 1. 45 — k a z a ł z a p ła c ić
jej 2 ru b . i d ać 10 g a rn c y ży ta. W o g ó le są d y g m in n e s y ste m a ­
ty c z n ie zn iżają w y so k o ść odszk o d o w an ia, alb o w iem b ard zo często
c a ła s p ra w a sp ro w a d z a się ty lk o do ch ęci jeg o o trz y m a n ia ; n. p.
zn iew ażo n a k o b ie ta żąd a 40 ru b .: p rz y sąd zo n o ty lk o 25 rub,,
a w in n eg o w d o d a tk u posadzono n a 3 dn i do a re sz tu (sąd gm .
R o z a liń s k i w y ro k 1886 r. 1. 53) i t. d. N ie k tó re też Z jazdy k o m i­
s a r z y do sp ra w w ło ściań sk ich w alczą z tem zjaw iskiem , albow iem
doszło już do teg o , że o sk arżając y n au m y śln ie w szczynają sp raw ę,
b y je o trz y m a ć ; ta k sąd g m in n y K ry n c z y ń sk i w y ro k iem z r. 1890.
1. 90 stw ierd z ił, iż p o w ó d k a k rz y c z a ła n a u m y ś l n i e , a b y o trz y ­
m ać w y n a g ro d z e n ie pieniężne.
W p o g lą d a c h ludu n a p rz e stę p stw a p rz eciw k o osobom za ­
ch o w ało się jeszcze dużo p rz eży tk ó w p ra w n y ch . P rz e d e w sz y stk ie m
p o d k re ś lić należy , że n a w e t zabójstw o do n ie d a w n a uw ażało się,
a m oże i uw aża, za sp ra w ę p ry w a tn ą , k tó rą m ożna um orzyć
*

-= -878



w dro d ze p o lubow nej. P rz y ta c z a in przylćład p o d o b n e g o z a k o ń c z e ­
n ia sp ra w y . S ą d g m in n y E jra g o lsk i w y ro k ie m sw ym z r. 1890
1. 19 za p o g o d zen iem się obu śtro n u m o rzy ł sp ra w ę o u siło w an ie
zab ó jstw a. W y r o k te n p ra w d o p o d o b n ie dowodzi, iż zabójstw o je s t
s p ra w ą p ry w a tn ą . W praw dzie p ra w o zw yczajow o nie k a rz e u si­
ło w ań , ale uznaje je za p rz e stę p stw a sam odzielne, W tej zaś s p r a ­
w ie .p o m in ięto u d e rz e n ie to p o rem w głow ę. N ig d y też są d y g m in n e
n ie ro z s trz y g a ły i nie ro z strz y g a ją sp ra w o dzieciobójstw o, k tó re
nie p o d le g a ją w p ra w d z ie ich k o m p e te n c y i, ale W ie m y dobrze, iż
b ard zo często ją p rz e k ra c z a ją one. Zdaje się, dzieciobójstw o —
w ed le lu d u . — to p rz e stę p stw o ściśle p ry w a tn e , k tó re nik o m u nie
ro b i k rz y w d y , zatem , nie m oże b y ć k á ra n é m . L u d uznaje je . za
ciężki g rz ech , a le d ziec io b ó jc zy n ie nie u le g a ją żadnej p o g a rd z ie
szczególnej. P rz y s ię g li z a p a tru ją się n a n ie b a rd z o p o b łażliw ie
p ra w d o p o d o b n ie u w a ż a ją k a r ę , w y z n acz o n ą przez k o d ek s, ża z b y t
s u ro w ą ; z w y k le albo u n iew in n ia ją je albo u znają w innem i p o rz u ­
cen ia d zieck a, g d y Sąd p o sta w i to p y ta n ie . In n y c h p rz e stę p stw
p rz eciw k o życiu lu d nie uznaje ; n ie uznaje on też p rz e s tę p s tw
p rz eciw k o zd ro w o tn o ści pu b liczn ej.
P o g lą d y lu d u n a p ra w o - w łasn o śc i w a ru n k u ją je g o p o ję c ia
o k rad zieży , sam o w oli i in n y c h w y k ro c zen ia ch p rz eciw k o p ra w u
w łasn o ści. P rz e d e w sz y stk ie m .— słów k ilk a o sam ow oli. W e d le
p ra w a zw y czajo w eg o sam ow ola je s t k a ra h ą , ale p o b łażliw ie, bo
lu d w niej w idzi p o n ie k ą d sp o só b w y m ie rz a n ia sobie s p ra w ie d li­
w o ści doraźnej. .Staje Się ono k a ra ln e m , g d y p rz e k ra c z a pew ne
g ra n ic e, zależn e w w y p a d k a c h p o szc zeg ó ln y ch od o k o liczn o ści
m iejsco w y ch . O sam ow oli, w y rażającej się k alec zen ie m zw ierząt,
p rz y d y b a n y c h w t. z. szkodzie, p isałem już, p rz e to n ie b ęd ę o tem
ro zszerzał się. P rz y ta c z a m ty lk o ; je d e n p rz y k ła d , n a d e r c h a r a k te ­
ry sty c z n y . W y ż e łe k „ p ie se k a n g ie lsk ie j ra sy d o m o w ej“, zad u sił
li g ą sią t, k tó ry c h w łaśc ic iel z a b ił g o . Za p ie sk a za b ite g o zażą­
dan o 50, ru b . o d szk o d o w an ia, w łaściciel zaś g ą s ią t o ce n ił ich
s tra tę n a 60 ru b ., a le s p ra w ę p rz e g ra ł i m u s ia ł za p ła cić za p ie s k a
25 ru b . oraz p rz e sie d z ie ć d o b ę w areszcie (sąd gm . K ro c k i w y ro k
1-888 r., 1. 38).
.
-S p o ty k am y je d n a k i in n e . form y sam ow oli : p e w ie n w ieśn iak
zw alił cudzy chlew , a m a te ry a l z a b ra ł i u ży ł. n a o p ał. W y r o k
sąd u g m in n eg o W ie lo ń sk ie g o z r. 1886 -1. 1 sk aż ał g o n a 10 ru b .g rz y w ien i 30 ru b . odszkodow ania. B ardzo często z d a rz a się, iż
tłem sam o w o li lub s p ra w p o łącz o n y ch z n ią je s t p ija ń s tw o ; u p rz e ­
d nio p rz y to c zy łem p rz y k ła d odp o w ied n i, tu dodam jeszcze p a r ę :
w g m in ie A n d rzejew sk iej w eso ła k o m p a n ia zjaw ia się do cudzego



379 —

dom u i zaczy n a ra c z y ć w ó d k ą g o sp o d arzy ; ci nie ch cą p ić i w y ­
p ra sz a ją g o ści p ijan y ch ... W ó w c z a s n a s tą p ił ro zg ro m dom u : p o ł a ­
m ano sp rz ęty , p o b ito okna, n ac zy n ia i t. d., n a w e t zru jn o w an o
piec... M iejscow y sąd g m in n y w y ro k ie m z r. 1877 1. 9 s k a z a ł w in ­
n y c h n a ch ło stę i o d szk o d o w a n ie sow ite. P rz e d Sądem g m in n y m
A le k sa n d ro w sk im s k a rż y się w ieśn iak , że w k arczm ie je g o w sp ó ł­
b ie sia d n ic y o d e b ra li odeń 6 ru b . fa jk ę i zdjęli ch o m o n t z k o n ia ;
w y ro k — 1891 r. 1. 39 -- s k a z a ł w in n y ch n a c h ło stę i o d sz k o ­
d o w a n ie . S p ra w a ta z a k ra w a już n a g ra b ie ż , ale często zd arza
się, że n ie k tó re fo rm y sam ow oli lu d nie odróżnia od g ra b ie ż y
0 k tó re j w o g ó le m a p o jęcie b a rd z o n iejasn e.
N iez b y t też ja sn e m i są p o jęcia ludow e o k ra d z ie ż y ; p ra w o
zw yczajow e ro zró żn ia k ra d zież n o cn ą od dziennej, oraz k ra d zież
sp ełn io n ą w św ięto, zresztą p isa łe m o tem . K ra d z ie ż — to s p ra w a
ściśle p ry w a tn a ; n iek ied y s ą d y z a d aw a ln iają się zw róceniem
rzeczy sk ra d z io n y c h lub odszkodow aniem , p uszczając re sz tę p ła ­
zem ; n ie zaw sze n a w e t w ym ag'a się p rz eb ac zen ia s tro n y p o s z k o ­
dow anej, ale w szy stk o zależy od okoliczności : d o w o ln o ść zu p e łn a
K o b ie ta s k ra d ła in s tru m e n ty k o w a lsk ie, k tó ry c h w a rto ść w y n o ­
s iła 30 ru b .; sąd g m in n y S re d n ic k i w y ro k ie m z r. 1890 1. 11 k a ­
zał zap łacić 20 ru b . odszkodow ania. S ą d gm . w R u m sz y s z k a c h
za k ra d zież p ro s ia k a sk a z a ł n a ch ło stę (w y ro k 1887 r. 1. 12). Za
k ra d z ie ż sp ó d n icy — 6 ru b . o d szk o d o w an ia i 3 ru b . g rz y w n y
(sąd gm . W ie lo ń sk i 1886 r. 1. 15). W ła m a n ie się nie je s t o k o li­
cznością, zw ięk szającą w in ę ; to sam o stóstije się do p o d k o p u . Za
k ra d zież m lek a i c h leb a z : p o d k o p e m i w łam an ie m się — 20 ró zg
(sąd. gm . К ro c k i w y ro k 1869 r. 1. 8); tu oczyw iście p o d k o p
1 w ła m a n ie się u zn a n e zo stały za okoliczności, zw iększające w inę.
R e c y d y w a zaw sze i w szędzie p o tęg u je o d pow iedzialność : za u k r a ­
d zenie k o sz y c z k a ja b łe k z n a n e g ' o Złodzieja s p o tk a ła chłosta
(sąd gm . J a s woju sk i w y ro k 1883 r. 1. 6).
W o g ó le w sp ra w a c h o w y k ro c zen ia ch p rzeciw k o p ra w u
w łasn o ści są d y g m in n e ustaw icznie p rz e k ra c z a ją sw oją k o m p e te n c y ę ; t a k 1sąd z ą one s p ra w y o k ra d zieże dom ow e, chociaż p o ­
d le g a ją one sąd o m p ań stw o w y m * ). R o b o tn ik u k ra d ł u sw eg o g o ­
s p o d a rz a 7 ru b . s re b rn y c h , „schow anych- p o d p u ła p e m “ : w y ro k
s k a z a ł g o n a ch ło stę : „d la p rz y k ła d u innym , a b y u n ik a li p o d o ­
b n y c h w y stę p k ó w -(są d gm . K ro c k i w y ro k 1870 r. 1. 3). Za k r a ­
dzież u g o sp o d y n i 5 g arn . grochu, 2 g a rn . m ąki jęczm iennej i 3

*) Wyrok kr. D. K. S. łtz. 1872 r. 1. 130.



380 —

fu n tó w w e łn y s ą d gra. P łu n g ia ń s k i w y ro k iem z 1885 r. 1. 20 k a z a ł
służącej zap ła cić 2 rub. k a ry .
W p o jęcia ch p ra w n y c h lu d u s p o ty k a m y jeszcze n ik łe śla d y
p o g ląd ó w , z a c z e rp n ię ty c h ze S ta tu tu L ite w s k ie g o ; do n ic h należy
po g ląd , k tó ry n ak azu je g o sp o d a rz o w i w y n a g ro d z ić s tr a ty je g o
g o ścia. P rz y ta c z a m p rz y k ła d , acz w y ją tk o w y . W ie ś n ia k z a p ro ­
sił g o śc i ; g d y ci chcieli w yjeżdżać, w ów czas z a m k n ą ł k o n ie
w stajni. N a d ra n k ie m k o n i nie b y ło : sk ra d zio n o je. G oście
w y to czy li m u p ro ces, ale p rz e g ra li : są d g m in n y R u m sz y sk i w w y ­
ro k u z r. 1888 1. 83 p isa ł, że „d aw n iej m ielib y oni słuszność, dziś
-zaś nie m a ją “. N a tejże sam ej zasadzie sąd y g m in n e n ie k ie d y
w y ro k u ją w sp ra w ach , stan o w czo p rz e k ra c z a ją c y c h z a k re s ich
k o m p e te n c y i : ta k sąd g m in n y K ro c k i sąd ził zło d zieja koni, k tó ­
re g o sk az ał n a c h ło stę i odszk o d o w an ie (w y ro k i 87o r. 1. 19).
W y r o k p o d o b n y za p ad ł też w sądzie g m in n y m W ie w irź a ń sk im
w r. 1875 1. 108.
W o g ó le w tej dziedzinie p rą w a zw y czajo w eg o s p o ty k a m y
sp oro p rz eży tk ó w , zw łaszcza w za k resie p o sz u k iw a n ia złodziejów ;
lu d zn a b a rd zo ró żn e sposoby.... N ie m o g ę ic h a n i w yliczać an i
op isy w ać, p rz y to c zę ty lk o u ry w e k c h a ra k te ry s ty c z n y z p ra c y p .
J. K ib o rta * ) : „G d y pew nej w ieśn iaczce u k ra d z io n o pieniądze, p o ­
je c h a ła do n ieg o (Juszkisa, czaro w n ik a). W y s ia d a ją c m y śli: „jeśli
on nie o d k ry je m i złodzieja, albo w sk aże g o n iew y raźn ie, d w u­
znacznie, nic m u n ie d a m “. Z o staw ia w w ozie w ó d k ę i inne g o ś ­
cińce, w chodzi. W ch acie Ju sz k isa nie ta k ja k u z w y k ły c h „b u rtin in k ó w “, k tó rz y lę k a ją się św ię to śc i: n a sto le k ru c y fik s, n a d
łóżk iem k ro p ie ln ic a ze św ięc o n ą w odą. Z aśm iał się, g d y o p o w ie ­
d ziała m u cel sw ego p rz y b y c ia i rz e k ł: „a czem uż to zo staw iła ś
w w ozie g o śc in ie c ? Czy n ie żałujesz go dla m n ie czasem ?". W i e ­
śn ia c z k a z a p ie ra się. A o n : „załóżm y się, że ta k je st! Je śli ż a łu ­
jesz, m ożesz p o ż a ło w a ć “. P rz y n io s ła m u w szy stk o , co p rz y w io zła.
Z aczął ro z k ła d a ć n a sto le k a r ty , tuż około k ru c y fik su i ta k m ó ­
w ił : „ p ien ią d ze u k ra d ła n ie ta osoba, o k tó re j m yślisz ! M asz p o ­
d ejrzen ie n a ta k ą , k tó ra w ieczn ie je s t ro zd ziaw io n a, m a blo n d
w ło sy , n iech lu jstw em i n ie d b a ło śc ią się odznacza. Z łodziejstw a
d o p u ścił się s ta ry m ężczyzna, z zęb am i ja k u p iły , z rę k o m a ja k
g ra b ie , b u rk liw y ja k niedźw iedź^ p o n u ry . P ie n ią d z e znajdują się
w szczelinie ścian y , w o b o rz e“ . O d d a ła m u g o śc in ie c i w ró c iła
urad o w an a,... N ie o d z y sk a ła s tra ty , lecz nie w in iła o to „ b u rti-

* W isła t. X I, str. 102.

-

381

-

n in k a “, g d y ż on to jej sam p rz ep o w ied ział, że je śli żałuje, może
p o żało w ać". J e s t to ty p o w a sc e n a : w y sta rc z a ona, b y s c h a ra k te ­
ry z o w ać d o statec zn ie w ie rz e n ia ludu w tej k w esty i.
P o zo staje m i ty lk o sk re ślić słów k ilk a o oszustw ie. P ra w o
zw yczajow e n ie w y ró żn ia go ściśle z p o śró d in n y c h p rz e k ro c z e ń
p rzeciw k o p ra w u w łasn o śc i ; n ie k ie d y n a w e t u w a ża za oszustw o
ra d y , d an e w złej w ierze, jeśli p rz y n io są one szkodę. T a k w g m i­
nie F ry sk ie j d o ra d c a p o k ą tn y n am ó w ił k o b ie tę , b y u p ełn o m o c n iła
go do sta w ie n n ic tw a w s ą d a c h po k o ju w S z a w la c h ; zg o d z iła się
n a to. D o ra d c a n ie p o jech a ł, sp ra w ę p rz e g ra n o . K o b ie ta z a s k a r­
ż y ła g'o do sąd u g m in n eg o , k tó ry w y ro k iem sw ym z r. 1894 1. 56
s k a z a ł go n a ch ło stę i 10 ru b . odszkodow ania. W sp ra w a c h p o ­
d o b n y ch p rz e d a w n ie n ia n ie m a : p o je d e n a s tu la ta c h k o b ie ta żąd a
zw ro tu 2 s z y n e k : w y ja śn iło się, że w ów czas g ro m a d a w y s y ła ła
do K o w n a 2 p ełn o m o cn ik ó w , k tó ry m dan o g o tó w k ę n a straw ę,
ci zaś sk o rz y sta li z tej sp o so b n o ści i w im ieniu g ro m a d y w zięli
te szy n k i. S ą d g m in n y S u rw ilisk i w y ro k ie m z r. 1872 1. 5 k a z a ł
zw rócić w a rto ść szy n ek , a w in n y c h sk a z a ł n a areszt. W o g ó le
p ra w o zw yczajow e nie zna k a ra ln o śc i w y z y sk u ; stanow czo nie
zn a ono ża d n y ch k a r za lichw ę, o czem pisałem . W w y ro k a ch
sąd ó w g m in n y c h zn alazłem ty lk o ' k a rę za p rz ek ro c zen ie p rz e p isu ,
ograniczająceg-o w y z y sk żydow ski. G ro m a d a Ł ęcze, g m in y K ro c kiej u ch w aliła , b y p o d k a r ą 25 rub. żaden g'ospodarz nie śm iał
w y d z ie rża w ić m ieszk a n ia Ż y d o w i; 3 g o sp o d a rz y p rz ek ro c zy ło ten
z a k a z ; sąd gm . K ro c k i w y ro k iem z r. 1889 1. 92 k a z a ł w innym
z a p ła cić 75 ru b . g rz y w n y , k tó re p o d zielił n a połow ę : jed n ą o d d ał
n a k o śció ł, d ru g ą zaś — n ajb ied n iejszy m czło n k o m g ro m a d y .
T ak ie m w z a ry sa c h og ó ln y ch je s t p ra w o zw yczajow e lu d u
litew sk ieg o .... M oże tu i ow dzie m ylę się.... nie w iem , ale je s t to
p ie rw sz a p ra c a te g o rodzaju w naszej lite ra tu rz e : „czem c h a ta
b o g a ta , tem r a d a “.
Jan W itort.

(Ciąg d alszy*).
7.

Miewał jednakże Mickiewicz chwile, w których spokój jego
umysłu powracał, kiedy nadzieja w spełnienie pragnień rosła, poeta
ożywiał się, nabierał pewnej swobody
wtedy to pisał „coś okropnie



882 —

coś miłośnie; o strachach i o Maryli“. Ów pociąg do poezyi ludowej
nie wygasł był jeszcze w Mickiewiczu, miał on stworzyć jeszcze wiele,
zanim go wyparł, choć niezupełnie, prąd potężniejszy, znany w dziejach
naszej literatury pod nazwą byronizmu. Sam początek ballady To lubię
wskazuje, iż i tu nie zaniedbał poeta oprzeć się na wierzeniach ludu
i jego pieśniach, których „ta ballada, — według słów jego, — jest
tłómaczeniem“.
Nim jeszcze przystąpił w swoim utworze do samego faktu, nie
omieszkał nam dać krajobrazu, całkowicie innego, jak w Liliach,
Switezi lub Bybce, tu bowiem rozpościerało się wszędzie panowanie
złych duchów.
„Tuż stara cerkiew, w niej puszczyk i sowy
Obok dzwonnicy zrąb zgniły,
A za dzwonnicą chróśniak malinowy,
A w tym chróśniaku mogiły.
Czy tam bies siedział, czy dusza zaklęta,
Że o północnej godzinie,
Nikt, jak najstarszy człowiek zapamięta,
Miejsc tych bez trwogi nie minie“.
W szystko to: i ta „stara cerkiew“ i mogiły i te strachy, co
ludzi spokojnych nieustannie trwożą o północy, wszystkie wogóle
akcessorya, użyte do skreślenia tego krajobrazu są zupełnie zgodne
z duchem pojęć ludu, który w swoich opowieściach poetyzuje takie
miejsca, zamieszkałe według jego wyobraźni przez nieczyste siły i uży­
wa podobnych szczegółów, które samemu miejscu dodają nieopisanego
uroku. Nie dziw tedy, że i Mickiewicz poszedł tą drogą, wszakżeż
ona dostarczała mu tylu elementów, które mogły odrazu wzbudzić
zainteresowanie czytelnika, i mogły nadto upiększyć sam obraz, tchnąć
weń ducha tajemniczości i ponurego pół-światła. I sam sposób, w jaki
się te strachy objawiają, znajduje zupełnie analogiczne fakta w ludo­
wej poezyi, bo zarówno ten ognik błędny, co ludzi na bezdroża spro­
wadza, jak nie mniej ów trup, który bez głowy toczy się po drodze,
i ów wilk, co śmiechem ludzkim się zaśmieje, wszystkie te orna­
menta drobne wprawdzie i nieznaczne jak z jednej strony dodają
uroku samemu obrazowi, tak też z drugiej są zupełnie zgodne z du­
chem opowieści ludu. W szystkie te elementy, z fantazyi ludu za­
czerpnięte, drobne i małoważne gdzieindziej, znalazły tu szerokie
zastosowanie i przyczyniły się, jak już powiedzieliśmy, w znacznej
mierze do upiększenia krajobrazu.
I teraz dopiero przystępuje poeta do właściwego opowiadania
którego treścią był wypadek, jakich się wiele wydarza — w w yo­
braźni ludu:

383
„R az gdy do Ruty jadę w czas noclegu,
Na moście z końmi wóz staje,
Próżno woźnica przynagla do biegu,
Hej, krzyczy, biczem zadaje.
Stoją, a po tern skaczą z całej mocy,
Dyszel przy sąmej pękł szrubie“...

Nie diugo trzebaby szukać wśród wierzeń ludowych, by nie na­
potkać podobnej sceny w gminu opowieściach. Szczególniej obfiicie
występują tego rodzaju wierzenia u ludu ukraińskiego, a wiele z nich
zupełnie niemal odpowiada swoją treścią wyżej przytoczonemu zda­
rzeniu w balladzie. I tak n. p. parobek wracał raz próżnym wozem
do domu, gdy pod pagórkiem „wóz nagle zarył się w ziemię, że aż
woły splepzyły się. Zaczęliśmy, mówi opowieść ludowa, cmokać, popę­
dzać: w prawo, w lewo ... woły dobre, mocują się, napinają się, ledwo
nakoniec ruszyły z miejsca i ciągną wóz noga za nogą, jakby pod
największym ciężarem“. I ciągle tak dalej z trudem jechano, aż
w tem gdy „coś jak skoczy z wozu, to aż wóz w stronę odskoczył,
a woły jak targnęły razem teraz z pod ciężaru wyzwolone, to i „przytykę“ od jarzma i „podherście“ w wozie złam ały“ 1).
Wierzeń takich krąży spora liczba po całej Ukrainie, a i u nas
ten motyw nie jest obcy ludowi, który zazwyczaj podobne spotkanie
ze złym duchem w ten sam, co Mickiewicz, opisuje sposób, t. j., że
jakiś niezwykły ciężar opanował wóz cały, tak, że on dalej i ruszyć
się nie mógł, aż nakoniec uwolniony od nieczystej siły pękł lub dy­
szel złamał, o czem można się dosadnie przekonać choćby tylko
z tych baśni, które zostały spisane przez niżej wspomnianego autora ’).
Lecz i dalsze szczegóły, jakie nam przynosi ballada Mickiewi­
cza, nie są obce pojęciom i wyobrażeniom ludu, gdyż i w jego zabo­
bonach przyczyną takich wypadków nie jest nic innego jak tylko
zły duch, i u niego często ukazuje się on w swojej właściwej postaci,
póki nie zniknie w ciemnościach nocy: broda jego zazwyczaj spi­
czasta, długa, twarz wychudła, niema, a tylko oczy wyraźnie słupem
stoją do góry3). Tu atoli nie poszedł poeta za powszechnem m nie­
maniem ludu, wolał bowiem wprowadzić motyw o wiele szlachetniej­
szy, który też często się w ustach ludu powtarza, Mickiewicz wpro*) A. P o d b e r e s k i . M a t e r y a ł y . str. 47. nr. M. G r a l e w s k i .
Nieco z n o t a t e k e t n o g r a f i c z n y c h .
Z b i ó r w i a d . XIII. str.
114— 115. nr. 5b.
J) A. P o d b e r e s k i . j. w. 46 —60.
*) Tamże. str. 21. nr. 6 .

— 384 —
wadza przed oczy czytelnika tajemniczą postać niewieścią w bieli.
Początkowo nie wiemy, co ona oznacza i dlaczego ludzi straszy po
rozdrożach, później dopiero z jej opowiadania dowiadujemy się o
wszystkiem i tu poeta’ wprowadza na pierwszy plan swoją miłość
z. Marylą, ćhcąc jej przypomnieć karę, jaka za złamanie danego słowa
spotkać ją miała. Owo widmo, — to dusza pokutująca Maryli, która
nie chcąc pokochać tego, który był jej od Boga za męża przeznaczo­
nym, musi teraz po śmierci błąkać się po nocy i trwożyć ludzi, póki
jej kto nie powie choć: „lubię“.
вProsił i Józio niegdyś o to słowo,
Gorzkie łzy lał nieszczęśliwy;
Proś że ty teraz, nie łzą, nie namową,

Ale przez strachy i dziwy“.
Wszystkie te romantyczne akcessorya, których w tak znacznej
liczbie użył Mickiewicz na początku swojej ballady, są tylko tłem
ogólnem, na którem poeta postanowił zakreślić szerszy obraz, w szyst­
kie one są podrzędniejszego znaczenia i jeśliśmy się nad niemi co­
kolwiek może dłużej zatrzymali, to tylko z tego względu, ażeby do­
statecznie wyjaśnić ten stosunek, jaki łączył poetę z wierzeniami
^udu, ażeby wykazać, jak wszystkie elementa wprowadzone w balla­
dzie znajdują szerokie zastosowanie w wierzeniach i demonologii
ludu naszego. Teraz dopiero gromadzi poeta motywy wiary ludowej
tego rodzaju, że mogły mu posłużyć do stworzenia pewnego cało­
kształtu opowieści, jaka w myśli jego się snuła, a materyał do niej
znalazł łatwo w pojęciach ludu o nadprzyrodzonych wydarzeniach, —
o duszach, co za pokutę tułać się muszą po świecie.
Owa „straszna martwica“, która wypływa z trzęsawisk naprze­
ciw poety, powtarza się często w opowieściach ludu oparta na tem
przekonaniu, iż dziewczyna, co żadnego kochać nie chciała, zabiega
drogę dorosłym młodzieńcom, jednę rękę kładzie na ustach, a drugą
na sercu“ J) prosząc o ratunek.
Nie inaczej przedstawia sam fakt i Mickiewicz, gdyż i u niego
musi Maryla po zgonie odbyć pokutę za to, że przeznaczonego jej
przez Boga pokochać nie chciała. Ugruntowawszy na takiem ogólnem
mniemaniu zjawisko niewieście w balladzie, nie ogranicza się poeta
na tem tylko, owszem idzie dalej w ślad za wiarą ludu, który dziwa
1)
J. G lu z iń ski . W ł o ś c i a n i e .
5 0 6 —507.
Lud, XVII. str. 86 nr. 5.
5) J. G l u z i ń s k i . j. w. 503. O. K o l b e r g , j. w.

O.

Kolberg.



385 —

opowiada o wybawieniu dusz pokutujących z mąk czyścowych. I tak
jednen z tego licznego cyklu przesądów mówi, iż „w jednem miasteczku
ilekroć parobek późną nocą wracał przez cmentarz do domu, zaw sze
widywał wysoką postać w bieli, z twarzą bladą, która starała się mu
przebiedz drogę. Raz postanowił ukarać zuchwałego przeciwnika i gdy
widmo natrętniej jak zwykle zabiegało mu drogę, hopnął je pięścią
w twarz. Natenczas widmo odrzekło: „dziękuję ci mój synu! oddałeś
mi to, co ja dałem mojemu ojcu, wybawiłeś mnie przeto z mąk czyscow ych“ 1).
Nie o wiele odstąpił Mickiewicz od wierzeń ludowych, gdyż
i u niego Maryla póty miała błąkać się po świecie, „póki mąż jaki
z tamecznego św iata“, nie powie na nią, choć: „lubię“. Analogia
ogółu podobnych wierzeń ludowych, sądzę, dość wyraźna: tak samo
bowiem i u naszego poety uratowana dusza dziękuje samemu wyba­
wcy, tak samo dalej przez wypowiedzenie jednego słowa, którego
ona w swem życiu wymówić nie chciała, uwalnia ją od dalszej mę­
czarni. Nie chcemy przez to wcale powiedzieć, jakoby powyżej przy­
toczona opowieść m iała być wzorem dla Mickiewicza w tworzeniu
tej części ballady To lubię, wierzeń bowiem analogicznych istnieje
wiele, my przytoczyliśmy ten przykład tylko dla wykazania zawisłości
poety od ogółu wierzeń ludowych.
Dzieje m iłosne Maryli — nie wskazują żadnego szczegółu, któ­
ryby mógł świadczyć o wpływie pierwiastków gminnych na umysł
Mickiewicza. Dopiero pod sam koniec jego o powiadania widzimy ślady
motywów ludowych, które jednakowoż zostały zupełnie przekształcone.
Jednym i najważniejszym zaś z nich jest porwanie Maryli przez
zmarłego kochanka, który ją:
„Porwał, udusił gęszczą dymnych kłębów,
W czyscowe rzucił potoki....“

Ustęp ten ballady ma też kilka punktów wspólnych z baśniami
o porwaniu dziewczyny już zamężnej przez szatana lub upiora (n. p.
K o l b e r g a P o k u c i e , loc. cit.), wogóle jednak na pewno o tem
nic nie możemy powiedzieć, a nawet mam pewne ślady, iż pochodze­
nia tego ustępu należałoby zupełnie gdzieindziej poszukiwać. Geneza
tego miejsca ciemna lub mglista tak dalece, źe nic stanowczego o niej
wyśledzić nie byliśmy w stanie.
I w dalszym ciągu ballady nie odstępuje poeta od powszechnej
wiary ludu, a nawet szerszy przed nami roztacza obraz mąk, jakie
1) J, G U u z i ń s k i .

Włościanie.

506.

— 386 —
musiała co dnia i co nocy owa „straszna martwica“ przebywać, —
a wszysto to znajduje potwierdzenie w ludowych wierzeniach. N ie­
możliwą byłoby tu rzeczą choćby tylko zacytować wszystkie dane
opowieści o pozagrobowej pokucie dusz ludzkich, wszystkie one je ­
dnakże zgodne są z tem, co nam mówi poeta w swoim utworze, bo
i u ludu tak samo — owe dusze straszą „w nocne chw ile“ żądając
od przechodnia pomocy, każdy z nich atoli „naklnie, nafuka, nałaje“,
gdyż i ta dusza pokutująca ostatecznych chwyta się środków 1). P o­
niżej przytaczam cały szereg przykładów mogących dać dokładne
wyobrażenie, jak sobie lud tłómaczy podobne zjawiska.
W szystkie te atoli akeesorya, których użył nasz poeta w zakoń­
czeniu ballady T o l u b i ę , jak nie mniej i sam koniec akcyi a ra­
czej opowieści owego zjawiska, które pianie koguta przerywa, są bar­
dzo drobnymi dementami, nie mającemi większego znaczenia w ge­
nezie samego utworu. Charakterystycznym jedynie ze wszech miar
jest sam koniec ballady, gdzie poeta powiada : „Patrzę aż cały wóz
stoi na łą ce“... albowiem zdaje się przypominać w ogólnych zarysach
wiele analogicznych opowiadań, z których jedno pozwolę sobie poni­
żej przytoczyć: „Jeden człowiek jadąc zobaczył błędne ogniki, od­
mówił Ojcze nasz, lecz gdy to nie pomogło, począł kląć. Błądził aż
do świtu i dopiero wtedy spostrzegł, że jest przy tej samej w si z któ­
rej wyjechał“ 2).
Cały wogóle utwór opiera się na ogólnych pojęciach i wyobra­
żeniach ludu, i to właśnie, iż Mickiewicz potrafił je tak a nie inaczej
obrobić, znamionuje, mojem zdaniem, postęp w twórczości poety. Nie
sięgał poeta po poszczególne elementa do samej głębi wierzeń ludu
nie brał ich żywcem i nie wkładał w swój utwór lecz owszem, gro­
madził takie elementa, które zarówno swoją ilością jak nie mniej
i pewną tajemniczością, potrafiły dodać uroku nieopisanego samemu
utworowi, przystroić jego tło i nadać mu właściwej barwy.
A teraz jeszcze kilka słów o przypisku, jaki umieścił Mickie­
wicz w pierwszem wydaniu ballady:
„Ta ballada jest tłumaczeniem wiejskiej pieśni; jakkolwiek za­
wiera opinje fałszywe i z nauką o czyściu niezgodne, nie śmieliśmy
nic odmieniać, aby tem wyraźniej zachować charakter gminny i dać
‘) P o r.: O. K o l b e r g . L u d . IX. 313. X. 16, 22, XV. 4 6 - 4 8
XVII. str. 91. nr. 1. T e n ż e . P o k u c i e . IV. 164 i nast. nr. 30.
K. W. W ó j c i c k i . Z a r . d o m. III. 349. W i s ł a . XI.
str. 587.
A. A f a n a s i e r . P o e t , w o z z v . II. 340. M. D r a g o m a n ó w . Swo d .
ma d . p i e d . 59.
O. K n o s p . P o d a n i a 7 2 7 —728.

— 387 —
poznać zabobonne mniemanie ludu naszego.^ Najbłędniejsze zaś jest
zakończenie tej pieśni przez śpiewanie „Anioi Pański“.
Nie potrzeba wielu dociekań, ażeby przyść do przekonania, iż
całe to usprawiedliwienie się przed czytelnikiem narzucił poecie
ówczesny zastępca rektora uniwersytetu, późniejszy biskup wileński
ks. Kłągiewicz, gdyż najlepszym, sądzę, na to dowodem będzie ta
okoliczność, iż w wydaniu niecenzuralnem paryskiem sam poeta
opuścił cały ten dopisek z wyjątkiem tylko uwagi, ż e „ta b a l l a d a
j e s t t ł u m a c z e n i e m w i e j s k i e j , p i e ś n i “. Dr. Tretiak jednakże
rozwlókłszy najniepotrzebniej swój dowód nad tą kwestyą aż na dwie
strony, — sprzeciwia się stanowczo, ażeby choćby jakaś cząstka tego
całego dopisku miała pewne znaczenie.
„Nie potrzeba dorodzić, — pisze szanowny autor, że ta ballada
nie mogła być tłómaczeniem wiejskiej pieśni. Cóż więc znaczył dopi­
sek? Oto zrobiony byl dla cenzury....1).
Czy słusznie, — czytelnik sam raczy osądzić.

8.
Myśl przewodnia, która towarzyszyła Mickiewiczowi przy pisaniu
Sivitezi, nie opuszczała go i nadal. I przy tworzeniu Świtezianki sta­
nowiącej dalszy ciąg niejako rozpoczętego cyklu, przyświecał mu ten
sam ideał miłości, jaki był bezpośrednim powodem skreślenia po­
staci Maryli w kształtach, które ją z poziomu rzeczywistości w ułudy
kraj sprowadzały, „kędy zapał tworzy cudy“... I rzeczywiście postać
Maryli zaklęta przez poetę w nieśmiertelnych rymach jego utworów,
stała się jakiemś nadnaturalnem zjawiskiem, któremu nikt nie byłby
su stanie sprostać ni wdzięków bogactwem, ni przymiotami umysłu
i serca, — w pieśni poety wzrosła ona do niezwykłych, olbrzymich
kształtów. W tej jednakże balladzie objawił się tenże sam ideał mi­
łości w odmiennych rysach i formie.
Legenda zaś ludowa o rusałkach, które niebacznych m łodzień­
ców do morskiej wciągają głębiny, dostarczyła mu surowego materyału przydatnego do artystycznego obrobienia w formie ballady.
A że podobna legenda krążyła też o Świtezi, tego dowodzi na­
stępujący przypisek poety do Świtezianki: „Jest wieść, że na brzegach.
Switezi pokazują się Ondiny czyli n im fy wodne, które gmin nazywa
Świteziankam i“. I rzeczywiście, — pieśni takie aż do dzisiaj się za­
chowały, i z nich to powziął Mickiewicz pomysł do swojej ballady
Nie są one co do treści zupełnie zgodne z balladą naszego poety,
1) M i c k i e w i c z

w W i l n i e . II. 63.

-

888 —

— na tę bowiem ostatnią ziożyły się nie tylko same motywy ludowe,
gdyż młody romantyk musiał się też często posługiwać własną fantazyą, chcąc daną opowieść zastosow ać do zamierzonego przez się
celu, do bieżącej chwili i położenia, w jakiem się znajdowała Maryla,
nadto też zapożyczył się u innych poetów tak naszych jak i nie­
mieckich, przez co znacznie musiał zmienić także samą treść ludo­
wej opowieści.
J a k Switei tak też i ta b a lla d a da się p odzielić n a dw ie części,
z k tó ry c h p ie rw sz ą sta n o w i o p ow ieść w y sn u ta z fan ta zy i po ety
o sp o tk an iu się Strzelca z d ziew czyną aż do jej zniknięcia. L ecz któż
je s t tą dziew czyną „sk ąd p rz y s z ła ? d a rm o śledzić kto p rag n ie , gdzie
u sz ła ? n ik t jej nie z b a d a ,“ dlaczego sa m p o eta nic bliższego nam

0 niej nie mówi, nasuwa się każdemu pytanie po tajemniczem jej
zniknięciu. Wprawdzie po przeczytaniu całej ballady pytanie to staje
się zupełnie jasnem mimo, że poeta nie chce się przyznać do tegoj
my jednakże już na tem miejscu musimy się nieco bliżej nad tą kwestyą zastanowić.
Mickiewicz bowiem wprowadzając tę dziewczynę, musiał mieć
jakąś realną, że tak powiem, podstawę do jej przemiany w prze­
cudną świteziankę. Fantazya ludu, utworzyła sobie nie tylko same
wodne rusałki, o których już powyżej wspominaliśmy, lud bowiem
wierzy także, iż te istoty nadziemskiej piękności zamieszkują też
1 spokojne leśne ustronia. A boginki te lasów nie ustępują w niczem
wdziękom nimf wodnych. Mają one „płeć białą, zdobną na licu
świeżym rumieńcem, a oczy czarne, pełne blasku życia, m iłości i po­
wabu ; drobne zaś ręce, drobne i składne nóżki“ dodają im „nieopi­
sanego uroku“. Skroń zdobią zwykle „w wianki i kw iaty“, niekiedy
też przybierają „dla niepoznaki postać kraśnych a hożych dziewcząt,
przez co przywabiają więcej do siebie młodzieńców. Człowiek patrząc
na nie, zachwyca się ich wdziękiem, nic nie razi jego oczuj widzi w ca­
łej postaci skromność dziewiczą, i to go wabi i przyciąga więcej “ ł).
M ickiew icz w p ra w d z ie z a n ie c h a ł zu p ełn ie o p isu w dzięków sw o ­
jej dziew icy, ta k n a g ła ato li sk ło n n o ść m łodego ku niej Strzelca m oże
n a m d ać ja k n a jd o k ła d n ie jsz e o te m pojęcie. S am fakt ato li w ziął
p o e ta p raw ie d o sło w n ie z lu d o w y ch w ierzeń m otyw te n bow iem m a
zasto so w an ie, w lite w sk ic h p io sn k a c h lud o w y ch. I ta k w jednej z n ic h
c h ło p ie c sp o ty k a d ziew czy n ę — ru sa łk ę p rzy źró d le,¿ta u jrz a w sz y go
u c ie k a , o n je d n a k ż e śc ig a ją n a koniu. W podobny sposób ja k M ic-

4) К . W. W ó j c i c k i . F a n t a s t y c z n e
X III. nr. 5.

p o s t a c i e . K ł o s y 1865.

— 389 kiewiez mówi pieśń ludowa, że napróżflo usiłował ją młodzian dopędzić, gdyż owa cud-dziewica mknęła chyżej wiatru. A kiedy
wkońcu przybiegł nad brzeg modrego jeziora, ona zaciągnęła go
w bezdenną topiel i tam na dnie miękkie mu łoże usłała... W pieśni
tej mieści się, jak widzimy, cała osnowa Świtezianki, z niej nawet
dostało się kilka reminiscencyi do ballady naszego poety:
„Dziewczę p i e r z c h a , u c i e k a
J a k s a r n a p r z e z k n i e j e “ 1).

W pieśni ludowej:
„Zawszeż p o k n i e j a c h

jak sarna

płocha...“

Nie tylko jednak ta pieśń ludowa, z której nasz poeta wziął
wątek balladowy do swego utworu, miała udział w genezie Świtezianki
Mickiewicz posługiwał się całem mnóstwem śpiewów gminnych,
z których brał pojedyncze szczegóły, łącząc je razem w jedną har­
monijną całość. Pieśń ta, którą co tylko w streszczeniu przytoczy­
liśmy, była jednakowoż za szczupłą dla naszego poety, zabrakło mu
innych akcessoryów, któreby po pewnem zmodyfikowaniu i prze­
kształceniu mogły powiększyć cały materyał balladowy. Mickiewicz
zwraca się tedy do innej pieśni tegoż samego cyklu, w której widział
wiele szczegółów przydatnych do swego utwozu.
„ B u r z a się s r o ż y , w i c h r e m wodę smaga,
P i e n i się
morze, r y c z ą ciemne f a l e ,
C h ł o p i e c z b ł ą k a n y p o w y b r z e ż u i d z i e “...“

W tem na środku jeziora wyrasta lipa, pod jej konarami zjawia
się dziewica; nad nią zaś w górze gołębie. Wnet jednak wiatr zerwał
z jej skroni wianek i uniósł daleko od płaczącej dziewicy.
Ta uj­
rzawszy gołębie, błaga je by ratowały wianek, i mieni tego swoim
kochankiem, kto jej z burzliwych fal żądany przedmiot przyniesie :
„Młodzieniec skoczył w otchłań morskiej toni,
Ściga się z wichrem, z gołąbkiem się goni,
Burza pcha wianek ku wyspie dziewczyny
Igra z chłopakiem wśród morskiej głębiny.
Chichocze dziewa, wiatr wyje, rwie woda,
Burza się sroży, szkoda chłopca, szkoda!

1)
K. M. B r z o z o w s k i . P i e ś n i l u d u , str. 21— 23. nr. 10.
L u d w i k z P o k i e w i a . P i e ś n i l i t e w s k i e , nr. 6. przedruk. W ó j ­
c i c k i . H i s t , l i t e r . I. 812— 315 nr. 2.

— 390 —
Klasnęła w dłonie ucieszona z wieńca,
Fala kołysze martwego młodzieńca“ ’).
Łatwo poznać, źe z tej pieśni zaczerpnął Mickiewicz niektórych
szczegółów do swego utworu, gdyż już pomiędzy samym początkiem
pieśni ludowej, a przytoczonym powyżej ustępem Św itezianki zachodzi
zbyt wyraźne podobieństwo nie tylko w poszczególnych zwrotach,
lecz i w całym obrazie rozhukanych fal jeziora. Jak w pieśni ludo­
wej tak i u Mickiewicza ów ,,chłopak zbłąkany^ :
„Idzi e nad wodą, b ł ę d n y k r o k ni esi e,
Błędnemi strzela oczyma.
W te m w i a t r z a s z u m i a ł po g ę s t y m l e s i e
B u r z a s i ę s r o ż y i w z d y m a“.
I w dalszym ciągu ballady Mickiewicz nie przestawał czerpać
z obfitego zdroju poezyi ludowej, gdyż i tam podobnie jak u niego
morska bogini Jurata chcąc zwabić ku sobie młodego rybaka, takim
go śpiewem nęciła:
„O rybaku p i ę k n y , mł o d y ,
P o r z u ć pracę, chodź do łodzi :
U nas wieczne t any, g o d y ,
Nasz śpiew t r o s k ę twą osłodzi2).
Podobnie też
Strzelca ku sobie:

i w utw orze

„Chłopcze

naszego

poety wabi św itezianka

mój p i ę k n y , c h ł o p c z e mój m ł o d y ,

P o r z u ć wzdyc hani a i żal e,
Do mnie tu do mnie, tu b ę d z i e m razem
P o w o d n y m p l ą s a ć krysztale“.
W innej znowu pieśni litetewskiej, która jak to powyżej mówi­
liśmy, posłużyła Mickiewiczowi za osnowę do tejże ballady, podobnie
jak w niej rusałka nazywa po dwakroć owego młodzieńca „chłop­
cem“ 3).
’) P. K i b o r t . P r ó b k i p i o s n e k . 193— 199. Por.: Ch. B a r t s c h
D a i n u ba i s a i . I. str. 156— 158. nr. 113. II. str. 180. nr. 308. J. I,
K r a s z e w s k i . D a i n o s. A t h e n e urn. 1844. II. 184. N e s s e l ma nn
L i t t h a u i s c h e V o l k s l i e d e r , nr. 84 i 89. L u d w i k z P o k i e w i a
P i e ś n i , nr. 4 S c h l e i c h e r . Mä h r с hen. nr. 20.
2) L . A. J u c e w i c z . W s p o m n i e n i a Ż m u d z i 107. t e n ż e
L i t w a . 26. L. S i e m i e ń s к i. P o d a n i a . 25.
3) K. M. B r z o z o w s k i . P i e ś n i , j. w. K. W. W ó j c i c k i .
Hi s t . l i t . j. w.



391 —

Tak samo też i w kreśleniu postaci rusałek nie przestał Mickie­
wicz czerpać z podań ludowych, bo i według nich, — rusałki są
zawsze młode i urocze, twarz ich tchnie jakąś niewypowiedzianie cza­
rującą pięknością, czarne lub zielone zawsze rozpuszczone warkocze
spadają im na ramiona aż do ziemi. Oczy czarne, niekiedy niebieskie,
bogatą okolone rzęsą. W całej ich postaci widać coś nadziemskiego,
eterycznego. W ynurzywszy ponad wodę prześliczne swe lica, śnieżyste
i pełne ramiona, czarują prześlicznym śpiewem, a głos ich ma być
tak niewypowiedzianej piękności, że ktokolwiek usłyszy porywające
dźwięki śpiewu rusałek, niewolniczo ulega wpływowi ich czaru, bez
namysłu rzuca się w nurty wód i to n ie1). Mieszkaniem zaś ich są
podwodne kryształowe pałace, błyszczące wewnątrz od złota, srebra,
dyamentów, pereł i drogich kamieni. Taki pałac podług baśni li­
tewskiej miała Jurata, królowa Bałtyckiego morza 2).
Mickiewicz jednak zużytkował nie tylko same podania ludowe,
lecz nawet poszczególne z pieśni gminnej zapamiętał zwroty jak n, p.
„igra wśród morskiej głębiny“, co u niego brzmi z maleńką zmianą :
„na średniem igra jeziorze“. Widzimy tedy, jak wiele wziął Mickiewicz
z pieśni i wierzeń gminnych, kiedy zastosował się do nich nawet
w najdrobniejszych szczegółach, żadnego z nich nie pominął, ani
piękności świtezianek, ani wpływu, jaki swym śpiewem czarownym
na ludzi wywierają, ani przepychu ich mieszkań : wszystko to skreślił
nam poeta wiernie z legend litewskiego gminu :
„A na noc w łożu srebrnej t o p i e l i
Pod namiotami zwierciadeł,
Na m i ę k k i e j wodnych lilijek bieli,
Wśród boskich usnąć widziadeł“ 3).
Nie mniejsze też roskosze obiecuje chłopcu rusałka i w ludowej
piosence :
1) Por. К . M. B r z o z o w s k i . P i e ś n i . 125 — 126. przedruk. S i e m i e ń s k i . P o d a n i a str. 1 2 4 — 125 nr. 129. O. K o l b e r g . L u d . XV.
str. 13 —14. nr. 1— 4. t e n ż e . P i e ś n i l u d u l i t e w s k i e g o 183,
L u d w i k z P o k i e w i a . L i t w a 26— 27, 32— 35. W. v o n S c h u ­
l e n b u r g . W e n d i s c h e V o l k s s a g e n . 128 і nast. L. S i e m i e n s k i .
P i e ś n i b r e t o n s k i e . 29. t e n ż e . P i e ś n i s k a n d y n a w s k i e 68.
76. K. W. W ó j c i c k i . H i s t . l i t . I. 313. E. V e c k e n s t e d t . My ­
t h e n . I, 300 — 307. t e n ż e . W e n d i s c h e S a g e n . 185, 192 i nast.
2) L. A. J u c e w i c z , W s p o m n i e n i a 102— 109. L. S i e m i e ń s k i P o d a n i a . 2 3 —26. nr. 16.
3) Jurata miała w nocy wypływać na brzeg morza, ażeby błogo czas
spędzić z kochankiem. L u d w i k z P o k i e w i a . L i t w a . 27. S i e r n i e li­
s k i . P o d a n i a , j. w.

-

892 —

„Pójdź że chłopcze ze mną,
Do m i ę k k i e j p o ś c i e l i !
Pójdź że chłopcze ze mną,
Do wodnej t o p i e l i ! “ 1).

Podobnie też jak w pieśni i legendzie ludowej, tak i u M ickie­
wicza strzelec nie mógł powstrzymać swego zapału, rzuca się na oślep
w głębinę fal jeziora, tuż, tuż przypłynie do swego cudu-dziewicy, gdy
w tern patrzy :
„Ąch ! to dziewczyna z pod lasku !
A gdzie przysięga, gdzie moja rada?
W szak kto przysięgę naruszy,
Ach biada temu, za życia biada !
I biada jego złej duszy !
A dusza przy tem świadomem drzewie
Niech lat doczeka tysią,ca
W iecznie piekielne, cierpiąc zarzewie
Nie ma czem zgasić gorąca“ .

Zaklęcie to skierowane ku osobie Maryli przez samego poetę,
który je tylko włożył w usta nadobnej świtezianki, opiera się na sze­
roko rozpowszechnionem wierzeniu ludu o metamorfozie ludzi przez
zaklęcie w drzewa. I tak n. p. lud na pińskiem Polesiu opowiada,
że jeśli kto przechodząc lasem usłyszy skrzypiące drzewo, powinien
natychmiast odmówić modlitwę za duszę w tem drzewie pokutującą,
ona bowiem w ten sposób prosi o ratunek 2), również i lud litewski
wierzy, że „drzewa w lesie mają duszę“ 3).
Tak samo i w pieśni ludowej smutny koniec spotkał niedo­
świadczonego młodzieńca, w podobny sposób znika i tajemnicza dzie­
wica w falach jeziora:
„O na po srebrnem pląsa jeziorze,
On pod tym jęczy modrzewiem“....

Końcowy ten element jest zupełnie zgodny z wiarą ludu w po­
kutę dusz po zgonie, sądzę, że nie potrzebujemy motywu tego obszer*) K . M. B r z o z o w s k i . P i o s n k i , j. w.
2) K s . W. S i a r k o w s k i . M a t e r y a ł y . . . z P i ń c z o w a . 24.
3) A. P e t r o w. L u d z i e m i d o b r z. str. 72. nr. 8. Por. B a r ­
t o s z e w i c z . H i s t , p i e r w o t n e j . P o l s k i - 1. 27. A. B o g d a n o w i c z
Pereżytki.
driewniawo mirosozercanija u Biełorussow
51. Z . M o r a w s k i , M y t r o ś l i n n y . S p r a w o z d a n i e dy r . G i m n .
Tarnów, 1884. str. 9. L u d w i k z P ok i e w ia . L i t w a. 145.

— 893 —
niej analizować zwłaszcza, że już poprzednio przy balladzie To lubię
dostatecznie został omówiony, ’j
Kiedy Mickiewicz przebywszy ciężko swój zawód miłosny, zna­
lazł formę, w jakiej mógł był jego dzieje wyśpiewać, kiedy zarówno
W a l e r y a, C i e r p i e n i e W e r t e r a i F a u s t rozbudziły w nim
uśpioną siłę twórczą i skierowały myśl ku fantastycznemu dramatowi,
wtedy też bez wątpienia sam się poecie pod pióro nasunął i ów
pierwiastek tajemniczej grozy i niezgłębionego uczucia, jaki od dawien
dawna spoczywał w ukryciu, tępiony jak najsurowiej przez ducho­
wieństwo, a którego początek gdzieś w zamierzchłych leżał wiekach,
w zabytkach pogańskich starożytnej Litwy. B ył ten element zarówno
w stanie dostarczyć mu nadnaturalnych wydarzeń, któremi mógł roz­
rządzać dowolnie, a konieczne one dlań były w tworzeniu fantasty­
cznego dramatu, jak nie mniej i samego tła tak przydatnego właśnie
w danej chwili do artystycznego obrobienia, bo i ów G-ustaw, co tak
długo kona i ta pasterka z kraśnym wiankiem na głowie i te dusze
błagające o pomoc, wszystko to mogło w tej strasznej nocy się ukazać
wywołane mocą i wolą starego guślarza, nęcone pokarmami zasta­
wionymi im na ucztę. Najiepsze wskazówki, jak i o ile ten element
ludowy brał udział w genezie poematu, może nam dać wstęp niejako
do drugiej części D z i a d ó w , umieszczony przez poetę tuż po frag­
mencie p. t. U p i ó r . Oto co pisze o tym obrzędzie Mickiewicz:
„Dziady, jest to nazwisko uroczystości obchodzonej dotąd mię­
dzy pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandyi na pa­
miątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość
ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś
ucztą kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Husiar, Guślarz, razem
kapłan i poeta. W teraźniejszych czasach ponieważ światłe ducho­
wieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnemi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo
w ięc święci Dziady tajemnie w kaplicach lub pustych domach nie­
daleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego
jadła, trunków, owoców, i wywołują się dusze nieboszczyków... Dziady
nasze mają to szczególnie, iż obrzędy pogańskie pomięszane są z wy­
obrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza, iż dzień zaduszny przy­
pada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami,
napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyścowym. Cel tak pobo­
żny, święte miejsca samotne, czas nocny, obrzędy fantastyczne, przeх) R. Z a ma r s k i . P o d a n i a i b a ś n i e . 120 i nast. M. D o w oj n a
Sy 1 we s tr o w i с z. P o d a n i a I. 230— 232. Z. W i e r z c h o w s k i . B a ­
ś n i e i p o w i e ś c i . Z b i ó r wi ad. XVI. str. 9 8 —99. nr. 4 4 - 4 5 .
-X -

— 394 —
mawiały niegdyś silnie do mojej imaginacyi, słuchałem bajek, powieści
i pieśni o nieboszczykach powracających z prośbami lub przestrogami...
Poema niniejsze przedstawi obrazy w podobnym duchu, śpiewy zaś
obrzędowe, gusta i inkantacye są po wiąkszej części wiernie, a n ie­
kiedy dosłownie z gminnej poezyi w zięte.“
Już w pierwszej części D z i a d ó w widzimy zarysy owego ża­
łobnego obrzędu, zanim atoli mógł się on na dobrej drodze rozwinąć,
sam poeta przerwał pisanie i dziś wydać się może pobieżnym szki­
cem do analogicznego obchodu w następnej części poematu. A jed­
nak już i tu odbił się wpływ ludowej piosenki na słowach „Chóru
Młodzieńców“ :
„Od lasu para gołąbków leci,
Para gołąbków, a orlik trzeci,
Uszłaś gołąbko, spojrzyj do góry,
Czy jest za tobą mąż srebruopióry ?
Nie płacz, nie wzdychaj w próżnej żałobie,
Nowy małżonek grucha ku tobie....“

A czyż o wiele
z ruskich pieśni:

inaczej

przedstawia

się ten obraz w jednej

„Oj za boroju, za wysokoju,
Tam sedyt hołub iz hołubkoju.
Oj sydiat ony, taj ciłujut sia,
Sywymy skrilciamy obijmajut sia.
Nadletiw oreł z czornyji chmary,
Rozbyw, rozihnaw hołuby z pary.
Hołubka sedyt, żełibno hude,
Szczo wże z hołubom żyty ne bude“... . 1)

Zanim atoli będziemy mogli przejść do rozpatrzenia się w sa­
mym obrzędzie Dziadów, musimy się tu już nieco zatrzymać nad wy­
żej wspomianym fragmentem, jaki poeta umieścił na czele drugiej
części poematu p. t. U p i ó r . I mimo, iż cały ten ustęp powstał pod
przemożnym wpływem innego p oety,2) mimo tego jednakże zatrzymał
cechy tych wyobrażeń, jakie się dotąd wśród ludu przechowują. Mo­
tyw ten wspólny wszystkim narodom słowiańskim zatrzymał w szę­
dzie prawie jednaki charakter, na co zdają się nawet poniekąd wska­
zywać same nazwy tych istot; tak lud ruski zowie je u p y r , czeski
^ W a c ł a w z O l e s k a . P i ś n i 444. Analogię tę zauważyłem przed
przeczytaniem studyum D r. W . B r u c h u a i s k i e g o : K i l k a m o t y w ó w
l u d o w y c h w p o e z y i M i c k i e w i c z a . Lwów 1898. str. 1 2 —13.
2) W iadomość tę zawdzięczam uprzejmości Dr. W . Bruchnalskiego.

— 395 —
u p i r u Chorwatów i Słowieueów v a m p i r , u Serbów vampir. l a m pi r, lub częściej pod przemianą wilka vukodlak, u Bułgarów v a m ­
pi r, v u p i r , u Dalmatyńeów k o z i a c, u Korutanów v e d z а с lub
s t r i g a n, u Czarnogórców t e j n a c , istniał też i na Litwie k e m a s.
Starożytne pochodzenie tego motywu przetrwało długie wieki i dzisiaj
się w podobnych kształtach w gminu opowieściach znajduje. Tak sa­
mo jak u Mickiewicza, jest on zazwyczaj pokutującym duchem sam o­
bójcy, który od czasu do czasu wychodzi z grobu, aby odwiedzić
lube strony, choć niekiedy znowu jest strasznym, okrutnym. Nie tylko
jednak sam ten rys został przez poetę schwycony, mówią
. . . . лій upi ór, s k o r o w y s z e d ł z z i e mi ,
Oc z y na g w i a z d ę p o r a n n ą w y w r ó c i ł . . . . “
A i ten rys nie jest obcy naszym zabobonom i wierzeniom, gdyż
i lud mniema, że upiór „ z a r a z po w y j ś c i u (z grobu) o c z y s w e
n a w s c h ó d o b r a c a . “ 1) Zresztą ustęp ten nie zdradza bynajmniej
więcej śladów gminnej poezyi, treść jego bowiem dalsza została po
części z życia i wypadków rzeczywistych, po części znowu pod wpły­
wem innego utworu stworzona. A teraz możemy przejść do właści­
wego obrzędu.
„Dwa razy do roku, w jesieni i na wiosnę, odbywają się Dziady
z powagą i należnem skupieniem, z prawdziwie pierwotną naiwnością.
Na wiosnę, w niedzielę przewodnią, Ś w i a t aj a zwaną, idą z każdej
chaty na cmentarz, przynoszą z sobą wódkę, jedzenie rozmaite, jaja,
zaścielają obrusem mogiłę i usiadłszy dokoła, zjadają. Wspominają
swoich zmarłych, mówiąc: „Pamiani Boże, majho baćka, niechaj
u carstwie niebieskom sopodezywaje i nam s taho święta popryjaje.“
Resztki jedzenia zostawiają na mogile. W jesieni, na początku listo­
pada, uroczystość dziadów zwykle wypada w sobotę. W wigilię posz­
czą na sucho. W sobotę rano gospodyni niesie do cerkwi na nabo­
żeństwo za dusze zmarłych konieczną na ten dzień do poświęcenia
potrawę, jest to k a m i n , składający się z miodu rozgotowanego
i z trzech bułeczek z pszennej mąki, zwanych pampuszki, które się
potem w tym miodzie maczają. Po nabożeństwie sprzątają i czyszczą
całą chatę, a ku wieczorowi zasiadają do obiadu. Na pokuci pali się
świeca- woskowa, na stole stawiają potrawy, każdy z obecnych od­
kłada na osobną miskę pierwszy kęs z każdego dania, leją tam też
i wódkę przed wypiciem. Zaczynają objad, gospodarz żegna łyżką
stojący w pośrodku stołu „kamin“ i mówi : „Światyje diedy, przy4)
J. G- ł uzi ńs ki . W ł o ś c i a n i e . 522. O K o l b e r g . Lud.
str. 95 —96 nr. 4.

XVII.

— 396 —
chodzicie к nam wieczerać, proszu was na wieczeru.“ Potem odnoszą
miskę z odłożonemi dla umarłych potrawami na cmentarz. Nastrój
wogóle uroczysty i poważny.“ ^
Jak to nader łatwo rozpoznać, poeta tworząc swój poemat zm ie­
nić musiał w pewnym kierunku i sam nawet obchód Dziadów. A stać
się to musiało już choćby dlatego, iż wskutek złączenia dwu moty­
wów, jednego współczesnego poecie, drugiego znanego mu jedynie
z kronikarskich zapisków, a nieistniejącego już dzisiaj. Najprzód tedy
wciągnął Mickiewicz w zupełności w ramy swego obrazu ucztę, jaką
zastawiono dla umarłych ku uczczeniu ich pamięci, nie zm ienił dalej
i samych tych potraw, jakie lud wynosić zwykł na groby, nie zm ienił
na koniec i owej wiary, iż pokarm ziemski może ulżyć duchom, co
za pokutę błąkać się muszą po ziemi. Lecz jak w fantastycznej szacie
przedstawił nam to wszystko poeta, jakie czarujące półświatła i p ół­
cienie biją z tego obrazu? Wszystko to powstało wskutek wprowa­
dzenia gnślarza, co mocą swą sięgał i w krainę zmarłych.
Już sama nazwa guślarza wskazuje, że istniał jakiś rodzaj cy­
try, który to instrument musiał być w całej słowiańszczyźnie rozpo­
wszechniony, którego używano może przy modłach pogańskich,
a z pewnością przy zaklęciach, gusłach lub czarach. Ja przynajmniej
sądzę, iż tych guślarzy nie można sobie inaczej przedstawiać jak
tylko jako poetów, kapłanów, inaczej bowiem trudnoby sobie wytłómaczyć tę wiarę, zjaką lud wierzył w ich siłę nad zagrobowym światem, samo
nawet pojęcie wyrazu „gusło“ zdaje się to przepuszczenie potwier­
dzać.
To właśnie wprowadzenie na scenę guślarza było bezpośrednim
powodem zarówno zmiany częściowej barwy całego obchodu, jak też
1)
S. J e l e ń s k a , W i e ś R o m a n i c z e . 551— 552. A. B e z z e n '
b e r g e r L i t t h . T o r s c h u n g e n . 84. S. C i s z e w s k i . L u d r o l n i c z o g ó r XI. str. 31. nr. 14. M. F e d o r o w s k i . L u d b i a ł o r u s k i I. 267.
do Ü68. J. G r l u z i ń s k i . W ł o ś c i a n i e . 551 —552. I s t o r i c z W i e s t n i k . 1896. str. 112— 113. przedruk W i s ł a . X. 853 — 854 O. K o l b e r g
M a z o w s z e . V. 371. J. I. K r a s z e w s k i .
L i t w a I. 148 — 149.
R. L u b i c z . O L i t w i e i Ż m u d z i . U p o m i n e k d l a O r z e s z k o w e j
395. M a c i e j o w s k i . P i e r w o t n e d z i e j e 4 6 8 —469. F r . M r o c z k o .
Ś ni a t y ń s z c z y z n a. 395. A. N o w o s i e l s k i . L u d u l e r . I. 136— 145.
L u d w i k z P o k i e w i a . L i t w a 2 9 3 — 294. A. R y p i ń s k i . B i a ł o r u ś
61. J. Ś w i ę t e k . L u d . 1 1 5 —117. S t r y j k o w s k i . K r o n i k . I. 150.
E. T y l o r . A n t r o p o l o g i a 3 3 0 —331. K . W. W ó j c i c k i . Z a r . d o m.
III. 335 —336. Estonowie 2. listopada w nocy zostawiają słody dla umarłych,
w Szweeyi znowu dla Elfów, których uważają za dusze potępione. U Rosyan
święcą Dziady przy końcu przdziernika w t. z. „D m i t r o w s к ą s o b o t ę“
dla dziewic skazanych po śmierci na pokutę.

— 397 —
i nadania mu tej mglistości nieprzejrzanej i tajemniczości. Owo zaś
ukazywanie się duchów zmarłych jest według mego zdania fikcyą
poetycką Mickiewicza w wielkiej części mimo, że nie jest ono pozba­
wione pewnych podstaw realnych.
^Czyścowe duszeczki!
W jakiejkolwiek świata stronie ;
Czyli dla dotkliwszej kary
W surowem wszczepiona drewnie
Gdy ją w piecu gryzą żary;
I piszczy i płacze rzewnie.
Każda spieszcie do gromady!“ . . .
Szczegół ten powtarza się dośó często w zabobonach ludu nasze­
go, gdyż i on wierzy, że gdy „drzewo piszczy w ogniu, gdy świeże,
lub w sobie ma wilgoć, że to jest dusza pokutująca. Nieraz się za­
pewne każdemu prawie słyszeć zdarzyło, iż drzewo osikowe lub inne
z liściowych, świeżo zrąbane lub nie dość wyschłe położone na ogniu
pozbywając się soków lub powietrza, częstokroć piszczy bardzo prze­
raźliwie albo żałośnie wtenczas, kiedy naczynia drzewne, włókniste
i rurkowate, ciśnione ciepłem pękają. Starzy mówią, że to się dusza
odzywa i litości żyjących błaga, aby się za nią w czyszczu pokutu­
jącą modlili i przytem rozmaite wyprowadzają gawędy“. ‘)
Wywoływanie zaś dusz zmarłych jest, jak to już wyżej zazna­
czyłem, ugruntowane na wierze ludu, iż zmarły może powstać z gro­
bu na wezwanie któregokolwiek z krewnych lub przyjaciół,2) a tem
bardziej musiało to nastąpić na przemożne zaklęcie guślarza, który
„wszedłszy w środek koła nakreślonego trupią głową, ogrodzonego
kościami zm arłych“ takim dusze śpiewem wzywał:
„I wy co w czyszczu otchłani,
Wieczyste męki znosicie,
I wy co w l e k k i c h o b ł o k a c h ,
Przepędzacie swoje życie.
I wy co w piekielnej toni,
Pod biesa rządem cierpicie,
I co wpośród naszych błoni,
Pośmiertne ciągniecie życie.

Por: J. G l u z i ń s k i . W ł o ś c i a n i e . 471. przedruk K o l b e r g
Lud. XVIII. str. 124. nr. 1. Dr. W. K o s i ń s k i . Z a p i s k i e t n o l o g i ­
czne. str. 871. nr. 10.
2) P. K o l b e r g Lud. XYIII, str. 96. nr. 6.

— 398 W z y w a m was w I m i g Chr yst usa,
P r z y b y w a j c i e , p o w i e d a. j c i e,
C z e g o w a m b r a k i co w a m d a ć ,
Dajcie nam znać, dajcie nam zn a ć “. 1)

Takich zaklęć i inkantaeyj obrzędowych, z których Mickiewicz
korzystał przy pisaniu odpowiednich ustępów poematu nie zdołaliśmy
odnaleść, mimo tego przecież w przytoczonym powyżej ustępie mo­
żna znaleść wyraźne analogen do takichże guseł w D z i a d a c h : bo
nie inaczej brzmią słowa guślarza w całym sposobie wysłowienia się,
wszak i on tak samo wzywa i tych, którzy „przykuci zbrodni łańcu­
chem “ są „blisko piekielnej jam y“, i tych, którzy „w smole płoną“
lub „marzną na dnie rzeczki“, co więcej końcowe wiersze przypomi­
nają wielce powyższą strofę. Guślarz zapaliwszy kądziel, taki zaw o­
dzi śpiew :
„Kt o z was w i e t r z n y m b ł ą d z i s z l a k i e m
Tego lekkim, jasnem znakiem,
Przyzywamy, zaklinamy.
Mówcie komu czego braknie,
K t o z w a s p r a g n i e , k t o z w a s ł a k n i e “ .....

Same wreszcie słowa powtarzające się przy końcu każdego od­
pędzania duchów: „A kysz, a k ysz!“ istnieją do dzisiaj w ustach
ludu, a nawet przeszły do mowy potocznej. Zjawienie się znowu tej
pary dzieci, Józia i Rózi ma także swój pokład w wierzeniu ludowem, iż dzieci niechrzezone muszą długi czas błądzić w powietrzu,
dopóki ich kto nie och rzci,2) owa znowu Zosia co ukazuje się ze­
branym na Dziady z „kraśnym wiankiem na głow ie“ trzymając „w rę­
ku zielony badylek“, wydaje się przypominać ową duszę pokutującą
w balladzie T o l u b i ę , gdyż i ta musi srogie męki cierpieć dlatego,
iż nikogo pokochać nie chciała :
„Do tych pasterzy goniłam stada,
Którzy mą wielbili krasę ;
Lecz żadnego nie kochałam“ ........

г) R z e c z o ś p i e w a c h l u d u . ( N o w o r o c z n i k p o l s k i p ł c i
p i ę k n e j p o ś w i ę c o n y . Warszawa. -[833. str. 132.)
2)
P. C z u b i ń s k i j . T r u d y . I. 205 — 206. D r. R. K a i n dl. D i e
H u z u l e n . 84. O. K o l b e r g . L u d . Х УІІІ. str. 94. nr. 1. L. M a g i e r o w s k i . P r z y c z y n e k do w i e r z e ń . ( Lu d . III. 143). E. K u l i k o ­
ws k i . Z a p i s k i str. 90. nr. 12. A. P o d b e r e s k i M a t e r y a ł y 5.
M. Ż m i g r o d z k i. U k r a i n a . ( Lud. II. 329).

— 399 Sam fakt w ogóle obrzędu Dziadów, jakoteż i zaklęcia dusz
zmarłych, są wzięte z ludowej poezyi, z ludowych wierzeń i zabobo­
nów, w poem acie atoli naszego poety swoją fantastycznością i grozą
dobranych należycie kontrastów tak zostały zmienione, iż napozór
zdają się być od początku do końca wymysłem twórczej wyobraźni
Mickiewicza.
Część czwarta D z i a d ó w , wypełniona dziejami miłości Gusta­
wa, nie mogła dać poecie należytego materyału, około którego mógł­
by był szerzej rozwinąć obrazy z fantanzyi ludu przejęte, i z tego
też powodu wpływ gminnej poezyi jest tu prawie niedostrzegalny.
Ze szczegółów na baczniejszą zasługujących uwagę wymienimy kilka :
i tak najprzód ów sknera „wielki lichw iarz“, co „nikogo nie obda­
rzył chlebem ni szelągiem “
„Za to i teraz po śmierci,
Nim duszną karę odbierze w piekle,
Słyszycie, jak gryzie wściekle,
Jak świdruje i jak wierci“. . . .
znajdiije potwierdzenie w wierzeniach ludowych, mówią bowiem, że
„gdy robak w drzewie wierci lub kołata, to jest dusza na pokucie“. 2)
Motyl zaś, którego Gustaw koło świecy łowi, co był za życia boga­
tym panem, a drugi „książek cenzorem “ i teraz za karę „chociaż nie
lubi światła, w światło lecić m usi“, jest także według wyobrażenia
ludu „pokutującą duszą“ i gdy „dzieci łapią je często i męczą bez
litości, wtedy starsi przestrzegają ich, by tego nie czyniły, gdyż to
są dusze zmarłych“. a) A i ta świeca, która gaśnie ze zgonem Gusta­
wa, nie jest bez podstawy, gdyż według wierzeń ludu, świeca nader
często dopala się wraz ze śmiercią człowieka, 3) przypominam tu
i owe lampki życia tak często w legendach się powtarzające.
Niektóre nakoniec zwrotki śpiewane przez Gustawa sam już
poeta opatrzył przypiekiem, iż zostały z ust tudu zaczerpnięte :
‘) J. Gr l uz i ńs ki . W ł o ś c i a n i e 471. przedruk u K o l b e r g a
Lud. XYIII. str. 124. nr. 3.
2) O. K o l b e r g Lud. XV. str. 204. nr. 18. Por. J. G l u z i ń s k i .
j. w. 457—458. nr. 4. Dr. F. S K r a u ss. P o w r ó t u m a r ł y c h na
ś wi at . Wi s ł a . IV. 680 t e n ż e . S r e é a 22. D r. J. Ne u b a ner. Di e
T h i e r e i n S p r a c h e u. B r a u c h d. E g e r l a n d de s Z e i t s c h r .
f. ö s t e r r . V o l k s k . II. 329. A. P e t r o w . Lud. str. 127 nr. 79.
3) D r. W. K o s i ń s k i . Z a p i s k i , str. 871. nr. 96. L P i ą t k o ­
ws ka. Z ż y c i a l udu. 510. L u d w i k z P o k i e w i a . Li t wa . 152.
R. Z a w i l i ń s k i . P r z e s ą d y i z a b o b o n y . Z b i ó r wi a do m. XVI.
str. 261. nr. 87.

— 400 —
„ K t o m i ł o ś c i n i e z n a , ten żyje s z c z ę ś l i w y ,
I n o c ma s p o k o j n ą , i d z i e ń n i e t ę s k l i w y “ ...

powtarza się często w pieśniach ludowych :
„Chto k o c h a n i a ni e zna
Od Boga s c ę ś 1 i w y,
Ma nockę s p o k o j n ą
D z i o n e k n i e t ę s k l i w y “ . 1)

Tak samo i śpiew Gustawa :
„Najprzód ciebie w s p o m i n a ,
Co chwila, co godzina,
P o t e m p o

A potem

r a z u

co

co

d nia,

t y g o d n i a “.

znajduje także oddźwięk w waryantach :
„ W s p o m n i s z mnie w k a ż d y
Ja ciebie r a z w t y d z i e ń “ . 2)

dzień,

Nie godzi się nam atoli zapominać i o balladzie „o Poraju s il­
nej ręki i o nadobnej Maryli“ umieszczonej pomiędzy fragmentami
pierwszej części D z i a d ó w . Ballada ta nie łącząca się bezpośrednio
z innemi częściami poematu, musiała być o wiele wcześniej napisaną,
gdyż o tem najlepsze może dać świadectwo ów pierwiastek legendar­
ny użyty do jej napisania, zupełnie treścią i sposobem traktowania
różny od innych ustępów D z i a d ó w . W utworze tym występuje, jak
wiadomo, i mistrz Twardowski, przypominający tu rysami charakteru
wielce dyabła Borutę, występuje dalej młodzieniec zaklęty, którego
ciało powoli przemienia się w kamień. Źródło tej ballady, stworzonej
z dwu rozmaitych motywów leży w legendach ludowych o zaklęciu
chłopca, który zdradziwszy tajemnicę został w kamień przemieniony
i to stopniowo, po zdradzeniu każdej tajemnicy coraz więcej kamie­

*) O. K o l b e r g . L u d . YI. nr. 842. str. 121 i 217 nr. 229. t e n ż e
W ł a ś c i w o ś c i , str. 123. nr. 61. str. 124. nr. 63. K. K o z ł o w s k i
L u d . str. 125. nr. 59. A. P e t r o w. j. w. 67 i 72. Ż e g o t a P a u l i .
P i e ś n i str. 227. nr. 11.
2)
O . K o l b e r g . P i e ś n i l u d u . 207 i 393. t e n ż e L u d . XYIIL
str. 56. nr. 169. K. K o z ł o w s k i , j. w. str. 123 nr. 55. cytowane u D r.
H. B i e g e l e i s e n a . D z i e ł a . I I 372— 373.

— 401 —
n ia ł.ł) Źródło to należy jednakże pojmować w jak naj rozleglej szych
zarysach, szczegóły bowiem stj. zresztą zupełnie odmienne. Oprócz
tej baśni, wzięła też w genezie ballady pewien udział i legenda
o zwierciedle Twardowskiego, w którem według tradyeyi straszliwe
widma ukazywać się miały. Wpływu atoli podań tego cyklu nie m o­
żna bliżej określić,

Ozy się wyradzamy?
W ro k u 1886 u k az ało się w P e te rs b u r g u w y d aw n ictw o c e n ­
tra ln e g o k o m ite tu sta ty sty c z n e g o ro ssy jsk ieg o m in istery u m s p ra w
w e w n ętrzn y c h p . t. S ta ty cze sk ij w re m ie n n ik ro ssy jsk o i Im p e ry i,
w k tó re m to dziele ogłoszono c y fry d o ty czą ce stą n u fizycznergo.
re k ru tó w , b a d a n y c h p rzez kom isye po b o ro w e w la ta c h 1874— 1883
w ro z le g łem p a ń s tw ie rosyjskiem . C yfry te s ta ły się p o d s ta w ą
w ielu b a d a ń n au k o w y ch , p rz e d o sta ły się do pow ażn y ch w y d a w n ictw eu ro p ejsk ich , b y ły n a w e t p rz ed m io te m o b sze rn y ch d y sk u sy i d z ie n n ik a rs k ic h . W y d a w a ło się, że w y d aw n ictw o urzędow e,
o p ie ra ją c e się n a m a te ry a ła c h d o starc zo n y ch przez u rzędow e k o ­
m isy e p o b o ro w e w o ln e od w szelkich te n d e n c y i ubo czn y ch , m oże
s ta ć się p o d sta w ą , n a k tó rej będzie m ożna w y c ią g ać dalsze w n io ­
s k i co do fizycznego rozw oju najro zm aitszy ch narodów , w c h o d z ą ­
cy ch w s k ła d w ielk ieg o p ań stw a ro sy jsk ieg o . P o m ię d zy innem i
p o zy c y am i um ieszczonem i w w spom nianem w y d a w n ic tw ie z n a j­
duję się ru b ry k a , p o d ając a cy fry d o ty czą ce p rz e c ię tn e g o w z ro stu
m ło d zieży p o pisow ej z ló źn y ch o k rę g ó w ad m in istracy jn y ch , jak o też liczb ę u w o ln io n y ch z p o w o d u sła b e g o ro z w in ię cia fizycznego
lu b ch o ró b ch ro n iczn y ch . W e d łu g ty c h c y fr p rz e c ię tn y w zrost m ło­
dzieży w arszaw sk iej b ad a n ej, ja k w spom niałem , w dziesięcioleciu
1874— 1883, ró w n a się 2 arszynom , 4‘43 w erszkom , czyli n a n aszą
m ia rę 1 m e tro w i 619 m ilim . tej cy fry k tó ra sam a przez się nicze­
g o n am nie tłó m aczy . Z naczenie u w y d a tn i się do p iero d o k ła d n ie j
je ż e li ją p o ró w n a m y z o d p o w ied n iem i d an em i d o ty czącem i in n y c h
n aro d ó w , n a le ż ą c y c h do p a ń s tw a rossyjskieg‘0 O tóż z p o ró w n a n ia
teg o w y n ik n ie, że p rz e c ię tn a d la m łodzieży w arszaw skiej i K ró l.
poi. je s t niższa od p rz e c ię tn e g o w zrostu S zk o tó w 0 9 1 m m . N iem ]) Por. O. Ko l b e r g . Lud. VII. str. 66. nr. 26. XVIII. str. 85
nr. 15. M. Sy 1w e s t r o w i e z P o d a n i a . I. 297 i nast. W. W e r y h .
P o d a n i a ł o t e w s k i e , str. 168. nr. 21.

— 402 —
c6w p ó łn o cn y ch o 61 m m ., K u rla n d c z y k ó w w w iek u p o p iso w y m
o 51 mm., i że w znosi się nieco p o n a d p rz e c ię tn ą dla F in n ó w i L a ­
p o ń czy k ó w , od p rzeciętn ej d la m łodzieży po p iso w ej p a ń s tw a rossy jsk ieg o o g ó łem w ziętej je s t niższą o 23 mm. P o n ie w a ż w ię k s z y
lub m niejszy w zro st d an e g o n aro d u łącz y się zw y k le z k w e sty ą
w iększej lub m niejszej dzielności fizycznej, n asu w a ło się sam o przez
się p y ta n ie , co je s t pow odem te g o objaw u, czy ta p rz e c ię tn a cy ­
fra s ta w ia ją c a P o la k ó w niżej od w szy stk ich n aro d ó w p airstw a r o ­
s y jsk ie g o p ró cz F in n ó w i L ap o ń c zy k ó w co do rozw oju fizycznego
nie je s t dow odem p o w o ln eg o w y ra d z a n ia się lu d n o ści p o lsk iej.
K w e s ty ą tą zajm ow ała się p rz e d d ziesięciu la ty sz e ro k o
p ra s a p o lsk a w W a rsz a w ie , p isa li o niej uczen i w y jaśn iając z n a ­
u k o w e g o s ta n o w is k a znaczenie ty c h cyfr, tra k to w a li je d z ie n n i­
k a rz e n a tu ra ln ie p o sw ojem u, k tó rz y b ez g łę b s z e g o w c zy tan ia
się w cy fry , nie m ając n a le ż y te g o w y k s z ta łc e n ia n au k o w eg o a z w y ­
k le p o c h o p n i do o g ó ln ie ń nie w y trz y m u ją c y c h o g n ia n a w e t le k ­
kiej k ry ty k i, staw ili dla s p o łe c z e ń stw a n asz eg o n ajsm u tn iejsze h o ­
ro s k o p y . A b y d ać w y o b ra żen ie , do ja k ic h p o tw o rn y c h w n io sk ó w
d o sz li n ie k tó rz y p u b lic y śc i n a p o d staw ie cy fr p rz y to c z o n y c h p o ­
w yżej, p rz y to c z ę zdanie p. P o p ła w sk ie g o w s p ó łp ra c o w n ik a w a r­
szaw sk ieg o G łosu. Otóż p P o p ła w s k i w ró ż y ł w nied alek iej p rz y ­
szłości śm ierć n aszem u p lem ien iu z p o w o d u je g o rzekom ej n iż­
szości i n ie fo rtu n n y c h w łaściw ości an tro p o lo g icz n v ch , w e d łu g n ie ­
go już ob ecn ie je s t w id o czn y u p a d e k in te lig e n c y i i w y m iera n ie
ży cia w d zieln icach czysto po lsk ich , a szczupła g a r s tk a osób, p ra ­
cu jący ch w y trw a le n a po lu in te le k tu a ln e m re k ru tu je się za stę p am i
w sch o d n ich k re só w etn o g ra ficzn y c h m ieszających się z M ało ru sinam i. Jeżeli w ięc m am y um rzeć, zm arn ieć ja k o ro sa , k o n k lu ­
duje p. P o p ła w sk i, (a to p o n iew a ż w y ra d z a n ie się n ie je s t u nas
o b jaw em m iejscow ym , lecz d o ty czy przew ażnej w iększości p le ­
m iona, a p rz y te m idzie z niem w p a rz e i w y jało w ien ie um ysłow o ści naszej) — to czy m ają ja k i cel w sz y stk ie u siło w an ia, w szy ­
stk ie p ra c e nasze. (G łos 1888 N r. 12).
O czyw iście, że te g o rodzaju p ro g n o s ty k i sp o ty k a ły się z n a ­
le ż y tą o d p ra w ą ze stro n y in n y c h d zien n ik arzy , ale zaw sze b y ły
w sta n ie n a stro ić p e ssy m isty c z n ie n ie k tó re sfe ry n asz eg o s p o łe ­
c z e ń s tw a , S p ra w ę w ięc n ależ ało zb a d ać z ściśle n a u k o w e g o s ta ­
n o w isk a i w y k a zać , że k w e sty ą w y ższeg o lub n iższego w z ro stu
d an eg o n aro d u nie sto i w ścisły m p rz y czy n o w y m zw iązku z w ię ­
k s z ą lu b m niejszą dzielnością fizyczną, z w y ra d zan ie m się. Z adania
te g o p o d jął się p. W ła d y s ła w W śc ie k lic a o g łaszając w A tte n e u m
z ro k u 1888 i w osobnej o d b itce ro z p ra w ę p. t. C zy się w y rad za-

— 403 —
m y ? W a rs z a w a 1888. U czo n y te n b ad a cz sp ra w sp o łecz n y ch opie­
ra ją c się n a w sp o m n ian y ch pow yżej m a te ry a ła c h jak o też n a c y ­
frach p o b o ru w o jskow ego w G alicyi i K ró le stw ie p o lskiem w w ie­
k u p o p iso w y m , rz eczy w iście w y k azu je b ard zo n izk i p rz e c ię tn y
w zro st w p o ró w n a n iu z in n y m i n a ro d a m i zam ieszkującym i A u s try ę
i R o s y ę . Z ró żn icy je d n a k przeciętn ej, k tó ra je s t w iększą d la K ró ­
le s tw a polskieg'0 an iżeli dla G alicy i a k tó rą a u to r tłó m a czy o k o ­
licznością, że w A u s try i p o p iso w i staw a ją do re w izy i w 20 r. ży­
cia, a w K ró l poi. w 21., ja k o te ż z cy fr szczeg ó ło w y ch d la o d ­
d zieln y c h k la s w iek u , z k tó ry c h p o k az u je się znaczne Zm niejsze­
n ie p ro c e n tu re k ru tó w za n izk ich w 22 ro k u życia w p o ró w n a n iu
z 20, w nio sk u je au to r, że o p ó ź n i o n y rozw ój fizyczny lu d n o ści
p o lsk iej po w o d u je znaczną liczb ę re k ru tó w za n izk ich w pierw szej
k la s ie p o b o ru . Źe P olaC y nie o dznaczają się najniższym w zrostem
w ogóle, ale n ajw iększem je g o opóźnieniem , św iad c zą c y fry z e ­
b r a n e d la lu d n o ści galicy jsk iej przez prof. M a y e ra i K o p e rn ic k ie g o p o d a n e w Z b io rach w iadom ości do a n tro p o lo g ii krajow ej
(T . I., IX .). W e d łu g b a d a ń w sp o m n ian y ch u czo n y ch w y n o si p rz e ­
c ię tn y d la P o la k ó w g a lic y jsk ic h m iędzy 20—25 r. ży cia 1622 mm,
i je s t m n iejszy od w zrostu R u sin ó w w ty m sam y m w ieku, k tó ry
w y ra ż a się w c y frze 164 cm, p o m iędzy zaś ro k iem 25 a 30 w y ­
ró w n y w a się p rz e c ię tn a w y so k o ść w obu ty ch n aro d o w o ściach .
O p ó źn ien ie zaś rozw oju fizycznego lu d n o ści polskiej w G a licy i
tłó m a czy W ś c ie k lic a n iek o rz y stn y m i w a ru n k a m i ekonom icznym i,
w śród ja k ic h lu d n o ść g a lic y js k a żyje. T ą o k o liczn o śc ią w y jaśn ia
w sp o m n ian y a u to r ta k ż e fa k t d ru g i z a c z e rp n ię ty z ty c h sam y ch
m a te ry a łó w , że P o la c y i R u s in i ta k ż e z po w o d u n ied o sta te c z n e g o
rozw oju k la tk i piersiow ej d ają n ajm n iejszy p ro c e n t z d a tn y c h do
słu żb y w ojskow ej ze w szy stk ich ludów a u stry a c k ic h .
In n ej m eto d y trzy m a się p, W śc ie k lic a o d n o śn ie do lu d n o ści
K ró le s tw a p o lsk ieg o . T u już nie m ógł a u to r p o w o ły w ać się n a
b ie d ę i n ie tłó m a c z y ć opóźniony w zrost ludności, p o n ie w a ż sta n
ek o n o m icz n y K ró le s tw a je s t znacznie lepszy, aniżeli w G alicyi,
N ie p o d ając w ięc w ątp liw o ści c y fr ro sy jsk ie g o K o m ite tu s ta ty ­
sty czn e g o , p o ciesza a u to r p u b liczn o ść p o lsk ą p o d an iem c y fr o d ­
n o szący ch się do N iem ców i Ż ydów za m ie sz k a ły c h w K ró le stw ie ,
k tó rz y an i co do w zrostu, ani co do fizycznego zd ro w ia nie ty lk o
n ie o d ró żn iają się od P o la k ó w , ale w św ietle cy fr p rz e d sta w ia ją
się zn aczn ie n iek o rz y stn ie j. I ta k n a ty sią c u w o ln io n y c h od p e ł­
n ie n ia p o w in n o ści w ojskow ej w całem K ró le stw ie p o lsk iem u w o l­
niono s ta le P o la k ó w 177%) N iem ców i87%> Ż ydów aż 297% , cza­
so w o zaś z P o lak ó w 2O0°/0, N iem ców 2i4°/o, Żydów aż 295% .

— 404 —
Z z e sta w ie n ia te g o p o k azu je się, że Ż ydzi w K ró le s tw ie d o ­
starczają sto su n k o w o najm niejszej ilości re k ru ta i że ta okoliczność
w p ły w a w o g ó ln y ch ze sta w ien iac h n a p o d w y ższen ie p ro c e n tu n ie ­
zd a tn y c h do słu żb y w ojskow ej. Żydzi dają w ięcej od P o la k ó w
o izo u w o ln io n y c h stale i o 8g n ie p rz y ję ty c h czasow o. P o n iew aż
Ż ydzi sta n o w ią */, lu d n o ści K ró le s tw a , p rzeto p o d n o szą cy frę n ie ­
zd o ln y ch do w o jsk a stanow czo o 17, a n ie z d a tn y c h czasow o o 13
n a ty siąc. P o w o łu ją c się n a s tę p n ie n a c y fry u w o ln io n y ch od s łu ­
żb y w ojskow ej w p o szc zeg ó ln y ch g u b e rn ia c h ro ssy jsk ich i p o ró ­
w n u jąc je z o dnośnem i liczbam i co do lu d n o ści polskiej jak o też
in n y c h n aro d ó w eu ro p ejsk ich , o ile o d n o śn e c y fry w ze sta w ien iac h
s ta ty sty c z n y c h is tn ie ją , w y k azu je z n ic h , że ludność K r ó le ­
stw a, choć co do w zrostu nie d o ró w n y w a innym narodom , to co
do zd ro w ia fizycznego i o d p o rn o śc i o rg a n iz m u n a w ro g ie w p ły w y
nie ty lk o nie u stęp u je, ale p rzew y ższa in n y ch . N ie m ożna w ięc
z w y so k o ści w zro stu w n io sk o w ać o o d p o rn o śc i fizycznej, g d y ż
d zieln ość fizyczna n ie je st p ro p o rc y o n a ln ą do w zrostu, ale do
silnej b u d o w y ciała. Co wyżej n a p o d sta w ie b a d a ń a n tro p o m e tr y ­
czn y ch T o p in a rd a sk o n sta n to w a n o , że ludzie w y so cy są sto su n ­
k ow o słab szej b u dow y c ia ła od n izk ich jednej i tej sam ej rasy.
W s z y s tk ie pow yżej p rz y to c z o n e arg-um enty i u w a g i ja k o te ż
n ie k tó re in n e p o d rzędniejszej w agi, o k tó ry c h nie w spom inam , są
zd an iem p. W ś c ie k lic y dow odem , że ra s a p o lsk a p o d w zględem
fizycznem nie n iszczeje: że nie m ają najm niejszej p o d sta w y ci,
k tó rz y m ów ią o ja k ie m ś w y ra d z a n iu się lu d n o ści p olskiej.
J a k w idzim y z p o w y ż sz eg o p o b ieżn e g o stre sz c z e n ia ro z p ra w y
„Czy się w y ra d z a m y “, nie p o d a ł p. W ś c ie k lic a ża d n y c h n o w y ch
fa k tó w co do s ta n u fizycznego lu d n o ści p o lsk iej, k tó re b y już p rz e d ­
tem nie b y ły znane, z a słu g a je g o p o le g a raczej n a n au k o w em ich
w y św ietlen iu .
P o zo staw iają c n a uboczu p y ta n ie , czy cy fry d o ty czące w zrostu,
rozw oju k la tk i p iersio w ej, ch o ró b i t. p. w łaśc iw o ści m łodzieży
p o pisow ej z p ew n eg o o k resu czasu, m o g ą b y ć rzeczy w iście m ia­
rą, p o d staw ą u p ra w n ia ją c a k o g o k o lw ie k do w y p ro w ad za n ia w n io ­
sk ó w o g ó ln iejszy ch co do siły życiow ej p ew n eg o n aro d u , bo a b y
stw ierd z ić d zielność fizyczną w zg lęd n ie zw y ro d n ien ie ra sy , n a le ­
ż a ło b y m oże zb a d ać jej stan fizyczny w p rz e c ią g u p a ru g e n e ra cy i i p o ró w n ać go z o b e c n y m stan em , b a d a n ie zaś p rz e p ro w a d z ić
nie ty lk o n a o so b n ik ach w p ew n y m o k re sie w ieku, ale ta k n a
d zieciach ja k i do jrzałych in d iw id y ach , czyli in n em i słow y, czy
m o żn a w o g óle m ów ić n a p o d sta w ie d o ty ch cz aso w e g o m a te ry a łu
o w y ra d z a n iu się lu b n ie w y ra d z a n iu się pew nej ra sy , p rz ech o d z ę

— 405 —
do w łaściw ej rz ecz y t. j. do p o d a n ia w y n ik ó w , do ja k ic h doszedł
p. A d a m Z ak rzew sk i w ro z p ra w ie p. t. L u d n o ść m iasta W a rs z a ­
w y, p rz y c z y n e k do c h a ra k te ry s ty k i fizycznej, ogłoszonej w I. tom ie
w y d a w n ic tw a K ra k o w . A k a d e m ii um iej, z a ty tu ło w a n ą M a te ry a ły
a n tro p o lo g icz n e i eteograficzne z r. 1896. A u to r zn an y już z p ię ­
k n ej an tro p o lo g icz n ej p ra c y p. t. W z ro s t w K ró le s tw ie P olskiem ,
w k tó rej p o słu g u ją c się w y łąc zn ie cy fram i k o m ite tu s ta ty s ty c z n e ­
go ros. m in iste ry u m sp ra w w e w n ętrzn y c h d a ł n am o b ra z w zrostu
lu d n o ści polskiej w K ró le s tw ie P o lsk ie m w e d łu g p o jed y ń cz y ch
p o w ia tó w i g u b e rn ii, a zach ęco n y p rz y c h y ln ą o cen ą pow yższej
ro z p raw y , z a b ra ł się do nowej p ra c y n a p o d staw ie obfitego m ate ry a łu , zu p e łn ie w ia ry g o d n e g o , u w z g lę d n ia jące g o różnice w y z n a ­
n iow e, co dla W a rs z a w y je s t p ra w ie ró w n o zn aczn e z n aro d o w o ­
ścią. A ch ociaż p. Z ak rzew sk i o b jął w swej p ra c y ty lk o m iasto
W a rsz a w ę , to w y n ik i, do ja k ic h doszedł, m ożna ch o ćb y w p rz y ­
bliżen iu o d n ieść do lu d n o ści ca łe g o K ró le stw a . P ra c a ta d o k o n a ­
n a z ścisło ścią i d o k ła d n o śc ią z te g o w zględu zasługuje n a sz c z e ­
g ó ln ie jsz ą u w a g ę p o n iew aż w ykazuje, że cy fra p rz e c ię tn a w zrostu lundości p o lsk iej w W a rsz a w ie stan o wczo je s t w yższą od p odanej w tylok ro tn e m w sp o m n ian em w y d a w n ictw ie ro ssy jsk iem , czyli, że w szy ­
stk ie w nioski, ja k ie p o p rz ed n io w y sn u w a n o o rzek o m em zw yrod n ia n iu czy w y ra d zan iu się plem ienia- p o lsk ieg o , są p o zb a w io n e
w szelkiej fa k ty c zn ej p o d staw y . T o ty lk o dziw na, że p u b licy ści,
k tó rz y p rzed d ziesięciu la ty ta k g łośno k rz y cze li o u p o śled zen iu
fizycznem lu d n o ści p olskiej, p ra c ę p. Z ak rzew sk ieg o po m in ęli m il­
czeniem .
P rz y jrz y jm y się jej bliżej. M a te ry a ł cyfrow y, n a k tó ry m a u ­
to r o p a rł sw oje w y w o d y , d o ty czy m łodzieży popisow ej m iasta
W a rs z a w y , p o ciąg n ię te j do o bow iązku p e łn ie n ia słu żb y w ojskow ej
w r. 1888 czyli urodzonej w r. 1868. M a te ry a ł te n pochodzi, ja k
to a u to r k ilk a k ro tn ie zaznacza, z w ia ry g o d n e g o źródła, któreg'0
je d n a k nie w y m ien ia, je s t w ięc in n y aniżeli ten, k tó ry m p o s łu g i­
w ali się w y d a w c y ro sy jsc y . O tóż m łodzieży popisow ej p o d le g a ­
jącej re w izy i lek arsk ie j, w w sp o m n ian y m ro k u b y ło w W a rs z a ­
w ie 1482, w k tó rej to liczbies-było k ato lik ó w 739, żydów 693, p ro ­
te s ta n tó w 36, p ra w o sła w n y c h 14. P o n ie w a ż p o d z ia ł w y zn an io w y
je st w W a rs z a w ie p ra w ie ró w n o z n acz n y z n aro dow ościow ym , d la ­
te g o słu szn ie a u to r uznaje k ato lik ó w za P o la k ó w , p ra w o sła w n y c h
za R o s y a n , a Ż ydów , k tó rzy choć p o d w zględem języ k o w y m i n a ­
ro d o w y m w w iększości są P o la k a m i, ja k o o so b n ą g ru p ę etniczną,
tra k tu je o ddzielnie. N ajtru d n ie j sk re ślić n aro d o w o ść p o p iso w y ch
w y k a z a n y c h w ru b ry c e p rotestantów 7, d la te g o a u to r w yznacza dla

— 406 —
nich ta k ż e o so b n ą ru b ry k ę , zresztą liczb a kalw inów , e w an g ielik ó w
j t. d. p ro te s ta n tó w je s t nieznaczna, że n a o g ó ln y re z u lta t w iele
w p ły w a ć n ie może. N ie w ielk ą też p o m y łk ę p o p e łn ia au to r, zw ra­
cając p rz e d e w sz y stk ie m u w a g ę c z y te ln ik ó w n a szczegóły d o ty c z ą ­
ce P o la k ó w i Żydów . Z liczby p o d an ej pow yżej sta w ia a u to r ty ch ,
k tó rz y w p ro st u zn a n i za n iezd o ln y c h n ie b y li p o d d a w a n i b liższym
pom iarom , a że ta k ic h b y ło 16, a zatem liczbę p o w yższą n a le ż y
zred u k o w ać do 1466 je d n o ste k , czyli 728 P o la k ó w , 689 Ż y d ó w ,
36 e w a n g ie lik ó w i 13 R o sy a n . N a pierw szej ta b lic y ze sta w ia a u ­
to r cyfrow o nad zw yczaj d ro b iaz g o w e p o m ia ry p o je d y ń c z y c h o so ­
b n ik ó w d la k ażd ej g ru p y z o so b n a w g ra n ic a c h 1/8 w e rszk a t. j.
55 mm. Z tej n astęp n e j ta b lic y w w iększe cało ści zbierającej szcze­
g ó ły , ja k o te ż z z e sta w ie n ia p o cz to w eg o p o k az u je się, że n a jli­
czniejszą w śró d m łodzieży polskiej je s t g ru p a m iesza n a je d n o ste k
0 w zroście m iędzy 165 cm .— 170, u w szy stk ich in n y c h g ru p a 1Ó0 do
165. P o ty c h z b y t szczegółow ych o b licze n ia ch dochodzi p. Za­
k rz e w sk i do w y n iku, że w śród b ad a n ej m łodzieży polskiej p rz e ­
w aża w z ro st p o n a d śre d n i z te n d e n c y ą w y ra ź n ą do w y so k ieg o , u
Ż ydów p rz ew aż a w z ro st dość p o d śre d n i i n izk i (k lasy fik a cy ę w z ro ­
stu — 160 nizki, 160 — 165 p o d śre d n i, 165— 170 p o n a d ś re d n i
1 -j- ï ?0 cm. w y so k i, p rz y ją ł a u to r z term in o lo g i a n tro p o lo g ii
T o p in ard a ). Ś re d n i zaś w z ro st w y ra ża się w n a stę p u ją c y c h cy fra c h :
d la b a d a n y c h P o la k ó w 165,5 cm Ż ydów 162,3 „
E w a n g ie lik ó w 167,6 „
R o s y a n 163,7
czyli w z ro st śre d n i całej g ru p y bez ró ż n ic y w y z n ań w y p a d a n a
164 cm , b io rą c zaś n a u w a g ę sam y ch ty lk o P o la k ó w i Żydów
163 9, P o k a z u je się już z te g o obliczenia, że w zrost śre d n i m ło ­
dzieży p o p iso w ej w arszaw sk iej w y k a z a n y przez p. Z ak rzew sk ieg o ,
zn aczn ie je s t w yższy od p rz e c ię tn e j p o d an ej w p u b lik a c y i ro sy j­
skiej, ró żn ica w ynosi 36 m m . A p rz ecież w zrost m łodzieńców
w 21 'ro k u ży c ia nie je s t jeszcze najw yższym , do ja k ie g o człow iek
w p ó źn iejszem życiu dochodzi. A n tro p o lo g fran cu zk i T o p in ard
p rz e su w a te rm in k re so w y w ty m w zględzie do 30 r. życia. Z te g o
p o w o d u a u to r o p iera jąc się n a b a d a n ia c h lu d n o ści g alicy jsk iej d o ­
k o n a n y c h przez prof. M ajera i K o p e rn ic k ie g o , w e d łu g k tó ry c h
ró ż n ic a p o m iędzy 21-ym a 26-ym ro k iem ży cia u lu d n o ści polskiej
w y ra ż a się p rz y ro ste m w yso k o ści c iała o 33 m,, p rz y jm u je te s a ­
m e ró ż n ic e d la lu d n o ści w arszaw sk iej, co daje p rz e c ię tn y w zrost
d la lu d n o ści dorosłej p o lsk ieg o p o ch o d z en ia 168,8 cm .

— 407 —
W ro zd ziale d ru g im ro z b ie ra a u to r k w e sty ę , czy nie za ch o ­
dzi ja k iś ściślejszy, p rz y c z y n o w y zw iązek p o m ięd zy w z ro stem lu ­
d n o ści w każdej części m iasta, a w a ru n k a m i ze w n ętrzn em i, w śró d
ja k ic h ta lu d n o ść żyje, czyli in n em i słow y, czy ludność m ieszk a­
ją c w lep szy c h s to s u n k a c h ek o n o m iczn y ch , w zd ro w szy ch częściach
m iasta, d o starc za w y ższy ch w zrostem p o p iso w y ch , aniżeli część pod
ty m i w z g lę d am i g o rz ej sy tu o w an a . K w e s ty ą tą odnośnie do całeg o
K ró le s tw a P o lsk ieg o zajm o w ał się już a u to r w w spom nianej p o ­
w yżej p ra c y „ W z ro st ludności K ró le s tw a p o ls k ie g o “. M a te ry a ł s ta ­
ty sty c z n y , k tó ry m p o s łu g iw a ł się autor, d o sta rc z y ł m u p ew n y ch
d a n y c h do p o s ta w ie n ia tej k w e sty i, g d y ż m ó g ł g o ro z k la sy fik o w a ć
n a d w ie części, o d p o w ied n io do c y rk u łó w p o licy jn y ch , n a k tó re
m iasto b y ło p o d zielo n e w 1888 r.; a choć te c y rk u ły n ie są o d ­
po w ied n io do zazn aczo n y ch różnic s a n ita rn y c h i co do zam ożności
ro z d zielo n e, to ja k zazn acza au to r, p o m ięd zy n iem i w y stęp u je
p e w n a g ra d a c y a dość w y raźn ie.
O tóż z c y fr p o d a n y c h i ro z k la sy fik o w an y c h b a rd z o szczeg'óło w o n a 8 ta b lic a c h p o k az u je się dość jasn o , że c y rk u ły z a m o ­
żniejsze, ja k n o w o św iec k i i za m k o w y d o sta rc z a ją n ajw ięk sz ą li­
czb ę p o p iso w y ch o d zn a cza ją cy ch się w y so k im i p o n ad śred n im
w zro stem , d zieln ice zaś uboższe, ja k p ra z k i i p o w a ck o w sk i n a jw ię ­
cej nizkich. O so b n e ta b lic e o b ejm u jące ty lk o Żydów , nie w y k a ­
zują zazn aczo n eg o dla P o la k ó w sto su n k u .
W ro z d ziale trze cim z a sta n a w ia się au to r, n a d p y ta n ie m ,
czem m o żn a w y tłó m a c z y ć ta k b iją c ą w oczy sprzeczność m iędzy
re z u lta ta m i co do p rz e c ię tn e g o w zrostu p o p iso w y ch m ia sta W a r ­
szaw y, do ja k ic h on doszedł n a p o d sta w ie u rz ęd o w eg o i ca łk ie m
w ia ry g o d n e g o m a te ry a łu , a w y n ik am i p o d a n y m i w w y d aw n ictw ie
ro sy jsk ie m , o k tó re m ty le ra z y już b y ła m ow a. P o w ta rz a m raz
jeszcze, że k o m ite t s ta ty s ty c z n y p odaje p rz e c ię tn ą 161,9 m ., Z a­
k rz e w s k i zaś 165,5; w szakżeż nie m ożna p rz y p u ścić, a b y m łodzież
p o c h o d z ą c a z te g o sam eg o m ia sta w p rz e c ią g u ła t k ilk u czy n a ­
w et k ilk u n a s tu d o szła do w y ższeg o o 36 m. p rz e c ię tn e g o w zrostu.
A u to r tłó m a czy tę ja s k ra w ą sp rz ecz n o ść n astęp u ją cem i d w o ­
m a o k o lic z n o śc ia m i: K o m ite t w sw oich o b licze n ia ch p o d a w a ł
m ia rę w zro stu p o sz c z e g ó ln y c h g ru p w c a łk o w ity c h w erszk ach
z p o m in ięciem w szelk ich u łam k ó w , a trz e b a w iedzieć, że w erszek
ro sy jsk i ró w n a się nieco m niej niż 45 mm .; do k a te g o r y i w zrostu
n. p. 2 arszy n ó w i 6 w e rszk ó w zaliczono n ie ty lk o ty c h , k tó rz y
ściśle tę m iarę m ieli, ale w szy stk ich tych, k tó rz y m ieli p o n a d to
0 Vìi 2/s i t- d- w e rsz k a w ięcej aż do 7 w e rszk ó w w y łąc zn ie
O m y łk a ta w y d a je się wpraw 7dzie p o zo rn ie n iezn aczn ą, w k ażd y m
28

— 4Ö8 —
razie je d n a k o b n iży ć m oże p rz e c ię tn ą o g ó ln ą o p rzeszło 2 cm . Z a­
u w a ż y ć tu n a le ż y ; że g ra n ic e w zrostu lu d zk ieg o w c y fra c h p rz e ­
c ię tn y c h n ie są w cale o b szern e i ta k w E u ro p ie m iędzy lu d em
n ajw y ż szy m , S zk o tam i a najn iższy m , W ło c h a m i w y n o si ty lk o
81 m m . W te m w ięc, zd an iem au to ra , tk w i b łą d g łó w n y w z e s ta ­
w ien iac h k o m ite tu sta ty sty c z n e g o . Z nacznie tru d n ie j ro z u m o w a ­
niem w y jaśn ić d ru g ą o k o liczność, n a k tó rą a u to r zw raca uw agę.
O to d la m a te ry a łu , ja k im o p eru je w ro z p raw ie , z ro b ił obliczenie
oddzielne, o p u szczając u ła m k i w erszków t. j„ p o p e łn ia ją c um y śln ie
te n sam b łąd , jak i je st w id o czn y w p ra c a c h k o m ite tu i d o szed ł
do ta k ie g o w y n ik u . W z ro s t śre d n i obliczo n y z opuszczeniem u ła m ­
k ó w w y n o siłb y 163,8 m m . dla P o la k ó w a zatem i ta k w yższy o
19 m m . an iżeli u z y s k a n y w w y d a w n ictw ie k o m ite tu . Tej d rugiej
sp rz ecz n o śc i n ie m oże so b ie inaczej w y tłu m a c z y ć , ja k ty lk o b r a ­
k iem d o k ład n o ści w c y fra c h s ta ty s ty k i urzędow ej, tem b ard ziej,
że w ia ry g o d n o ś ć je g o źró d ła n ie u le g a najm niejszej w ątp liw o ści.
O statec zn e za ła tw ie n ie tej k w e sty i je st tru d n e, poniew aż nie ł a ­
tw o w K ró le stw ie d o stać się uczonem u do w szelkich źró d eł s ta ­
ty s ty k i urzędow ej. W y ja ś n ie n ia w ięc p o d a n e pow yżej m ają z a te m
ty lk o te o re ty c z n e znaczenie.
U z y sk a w sz y w p o w y żej p o d á n y sp o só b p rz e c ię tn ą w zrostu
d la lu d n o ści polskiej w W a rs z a w ie ta k d o ro słej ja k i popisow ej,
ze sta w ia n a s tę p n ie a u to r o sią g n ię te re z u lta ty z odpow iedniem i
d an em i, d o ty czą cem i i in n y c h ludów E u ro p y , k o m b in u jąc sk a lę
w zro stu w e d łu g b a d a ń T o p in a rd a . W ze sta w ie n iu tem ob ejm u jącem 37 p o zy c y i a u łożonem w p o s tę p ie m alejący m figuruje ludność
d o ro sła m iasta W a rs z a w y p o d lic z b ą 6, m łodzież p o p iso w a 1. 16,
z czego w y n ik a, że ludność m ia sta W a rs z a w y zajm uje m iędzy lu ­
d am i E u ro p y co do w zro stu w cale p o k a ź n e m iejsce, a w yższe kate g o ry e zajm ują ty lk o S zkoci, A n g lic y , L itw in i, S zw edzi i Irla n d ­
czy cy . R ó w n ież i m łodzież p o p iso w a W a rs z a w y nie n ależ y m ię­
dzy p o p iso w y m i z całej R o sy i do n ajniższych w zrostem , ale zaj­
m uje jed n o z p ie rw sz y c h m iejsc w o g ó ln em zestaw ien iu .
W y w o d y p. Z ak rzew sk ie g o n iezg o d n e z n ajn o w sz y m i w y n i­
k a m i s ta ty s ty k i ro ssy jsk iej, znajd u ją je d n a k p o tw ie rd z e n ie w tejże
s ta ty s ty c e p rz e d 20 k ilk u la ty a m ianow icie w dziele W o je n n o -sta ty cze sk ij S b o rn ik w y d a n em w r. 1881 w P e te rs b u rg u , w k tó rem
p o p iso w y ch z K ró le s tw a p o lsk ieg o zaliczono m iędzy m łodzież n a j­
w y ższą w zro stem . R z e c z g o d n a u w a g i a n a su w a ją c a dziw ne p rz y ­
puszczen ie, p o w iad a słusznie au to r, w szy stk ie g u b e rn ie i części
p a ń s tw a n ie-p o lsk ie p o z o sta ły d o tąd w e d łu g s ta ty s ty k i urzędow ej

-

m

-

n a d aw n y ch m iejscach, ty lk o K ró le stw o P o lsk ie sp ad ło n a n a j­
niższe szczeble.
W czw artej części sw ej p ra c y zajm uje się a u to r k w e sty ą , ja ­
k i je s t s ta n zd ro w o tn y lu d n o ści W a rsz a w y n atu ra ln ie , o ile n a to
jeg o m a łe ry a ł p o zw ala. N ie b ęd ę szeroko za au to rem stresz cza ł
je g o w yw o d ó w co do tej sp ra w y , p o n iew aż d an e urzędow e znacz­
n ie m niejszą p o siad ają w artość, niż szczeg ó ły d o ty czące w zrostu.
W ia d o m o b o w iem k ażdem u, ja k często lek arze- p rz y p o b o ra ch
p o stę p u ję a rb itra ln ie i n ie je d n o k ro tn ie w ielk ie p o p e łn ia ją p o ­
m y łk i a p rzy tem u le g a ją w w y d a n iu sąd u o z d a tn o śc i lub n i e ­
zd atn o ści do słu żb y popisow ej najro zm aitszy m dozw olonym i n ie ­
dozw olonym w p ły w om , a ch o c ia żb y te w ą tp liw o ści nie istn ia ły ,
to n a s u w a się p rz y p o ró w n y w an iu o d n o śn y ch sto su n k ó w w ró żn y ch
p a ń stw a c h in n a tru d n o ść, m ianow icie różnica w n o rm ach, o b o w ią­
zu jący ch w ró ż n y c h p ań stw a ch , d la te g o p rzy to czę ty lk o o s ta te ­
czne re z u lta ty p . Z ak rzew sk ieg o .
N ie d o sta te c z n ie ro z w in ię ty ch w y p a d a w sto su n k u do liczb y
og ó ln ej m iędzy P o la k a m i 32,з°/о> m iędzy Ż ydam i 19,5%, za n ie ­
zd o ln y ch z p o w o d u chorób i w ad o rg a n ic z n y c h 4,4% P o la k ó w ,
7% Ż ydów , a w o g óle p rz y ję to 45 , 5 % ) Ż ydów 54 P%> R o s y a n 42,8%
og ó ln ej liczby. Już ta okoliczność, źe Ż ydów p rz y ję to znacznie
w ięcej, an iżeli P o la k ó w dow odzi, że g r a ła tu w idocznie w ażniej­
szą ro lę ja k a ś te n d e n c y a n iep rz y jazn a Żydom , ja k iś an tisem ity zm ,
czy n a w e t filosem ityzm , ja k się a u to r sa rk a sty c z n ie w y raża, g'dyż
Ż ydom u ła tw io n y je s t do stęp do zaszczytu „ o b ro n y o jczy zn y “.
T e n d e n c y a ta m usi się n a tu ra ln ie odbić n ie k o rz y stn ie n a p ro c e n ­
cie lu d n o ści p o lsk iej uw olnionej od w ojska, stą d też i dalsze u w a g i
co do ro zd ziału u w o ln io n y ch od p e łn ie n ia słu ż b y n a ró żn e o k rę ­
g i w a rsz a w sk ie n ie b u d zą p o w ażniejszego interesu.
T a k się p rz e d sta w ia re z u lta t ciekaw ej p ra c y p. Z ak rz e w sk ie ­
go. W p ra w d z ie a u to r nie doszedł w sw em stu d y u m do o statec zn eg o
ro z w iąza n ia k w e sty i, ja k a je s t ludność m ia sta W a rs z a w y pod w zg lę­
dem fizycznym , ro z p raw a bow iem jeg'o obejm uje zaledw ie m a łą
cz ąstk ę b a d a n e j k w e sty i, do ty czy ty lk o m łodzieży w w iek u p o p i­
sow ym ty lk o p o d w zględem w zrostu i rozw oju fizycznego, m im o
to ja k o śc isła i n a u k o w a daje o d pow iedź n a p y ta n ie p o staw io n e
w u b ie g łe m d ziesięcio leciu przez n aszy ch p u b licy stó w . P o o g ło ­
szeniu tej p ra c y n ik t nie będz-ie ro z p ra w ia ł o zw y ro d n ien iu czy
w y ra d z a n iu się lu d n o ści polskiej, k tó ra rozw ija się zu p ełn ie p ra ­
w idłow o i p o d w zględem fizycznym nie p o zostaje w ty le p o za in ­
n y m i n aro d am i.
Antoni Sienicki.

»

— 410 —

Obyczaje ludy ziem i sieradzkiej.
S z k ic

e tn o g r a fic z n y .

Niema w całej Siowiańsezyznie pomnika literackiego, któryby
sięgał' bezpośrednio czasów przedchrześcianskich ; z ustnych tedy
tradycyi, z pieśni, z obyczaju ludu badacz odczytuje zgłoski zamierz­
chłej przeszłości. Trudna to rzeczywiście kopalnia, teraźniejszość z prze­
szłością tak się w jedną zasklepiły bryłę, iż zaledwie umysł głęboko
uczony potrafi z całego ogromu rozrzuconych kartek odczytać i usy­
stematyzować pewną całość.
Naszym jednak zadaniem nie jest w dawać się w rozbiór kry­
tyczny pewnego obyczaju lub pieśni, ale podawać go tak jak słyszymy,
mając jedynie na celu, iżby praca nasza stała się pożytkiem dla in­
nych. Pozornie spisywanie rzeczy słyszanych, nie wielka to praca,
lecz kto zna dokładnie naszego wieśniaka, kto wie, ile trudności p o­
ciąga za sobą wydobycie z skrytego umysłu tego dziecka natury cho­
ciażby jednej pieśni, jednego przesądu przyzna, iż trud to mozolny,
trud nad którym lata można trawić, a i tak kopalnia cała tych na­
rodowych skarbów zaledwie nieco uchyloną zostanie. Być może,' iż
główny powód w tem leży, że wieśniak otacza swoje przesądne w ie­
rzenia pewną tajemniczością niby dziecko, lękające się kary, kryje
on je w głębi swej chaty a obcych krwią i pojęciami, ani dopuszcza
do tej skarbnicy. W szędzie jednak rzeczy są ważne, nawet piosenka
ludu potrąca często o wiarę w świat nadprzyrodzony, a niejednokro­
tnie spotykamy się w niej z zabobonami dawnych lat; to dziewczy­
na ukochanemu zadaje czarodziejskie leki, to sny złe mu napędza, sa­
mo zaś dziewczę śpiewa:
„Matko moja rodzona, dziwny sen dziś miałam, wyleciały siwe
gołębie, czarny jedwab rozrzuciły, beczkę wina wytoczyły, co ten
sen ma znaczyć Î'1
Matka mówi, „siwe gołębie, to szaty twoje, czarny jedwab, war­
kocze twoje, a beczka wina, to łzy“.
Czyż można znaleść poetyczniejsze porównanie? A ileż ich od­
najdujemy, w każdej piosence, w każdej baśni. Niema prawie pieśni,
w którejby nie odgrywała ważnego znaczenia miłość, wszędzie w ka­
żdej zwrotce uczucie to się przejawia, dwie miłości; miłość matki
i miłości dwojga młodych, oto najbardziej pospolity temat. Matka’
niby duch opiekuńczy czuwa nad kolebką dziecięcia, gdy wyrośnie,
wspiera go radą, pociesza, umacnia modlitwą i wiarą, nawet po
śmierci duch matki przychodzi do dziecięcia, nuci mu piosenki, ko­
łysze do snu i karmi. Sierota też szczególniejszą czcią otaczaną by­

— 411 —
wa w rodzinnej wiosce, zarówno dziewczę jak i chłopiec znajdą za ­
raz dobrych ludzi, którzy starają im się zastąpić zmarłych rodziców ,
kukułka owa ludowa wróżba śmierci i wesela, jest ptakiem opiekuń­
czym sieroty, ona to dobrym i czułym krewnym przylatując, opow ia­
da ucisk i niedolę, jakiej sierota doznaje. Sierota wychodząc za mąż,
śpiewa „poślę wronę w cudzą stronę po swoją rodzinę, poślę kukułkę
w surową ziemię po swego ojca.“ Wrona nadlata i wieść przynosi
„będzie rodzina“. Kukułka zaś mówi „nie będziesz miała ojca“ . Go­
łąbek także pociesza strapioną sierotę, i nieraz dopomaga w ciężkiej
pracy.
Najgorszy jednak dział w pieśni gminnej dostał się niewątpli­
wie macosze. O ile wieśniak odszukuje zawsze dodatnie strony i roz­
czula się nad losem sieroty, to macocha zwykle żle bywa opiewana,
a jedna pieśń wprost powiada:
„Cudzy ojciec matka cudza,
„Choć pogładzą to boli.“

Sierota wzywa matki, aby wstała z grobu i zaczesała jej war­
kocz, bo macocha czesząc włosy rwie i przeklina. Nie ma się gdzie
przytulić biedna sierota. „Dąb to nie ojciec, brzoza nie matka, sosna
nie siostra“. Przed ślubem dziewczę zanosząc się od łez prosi Boga,
aby pozwolił matce zejść z nieba i udzielić jej błogosławieństwa.
Inne są pieśni mające za temat uczucia dwojga zakochanych,
ton ich weselszy, a skoro dziewczę szesnastv rok kończy, gwałtem
radaby wyjść za mąż, byle wieśniak był piękny i młody jak króle­
wicz, dziewczę bez żalu pójdzie za nim aż na koniec świata, ale dla
hardego wieśniaka umie też być hardą, a skoro mówi, że posiałby
do niej swatów gdyby majątek miała, dziewczyna z dumą odpowiada
„tobym takiego zuchwalca z pługiem posyłała“. W ogóle wieśniak
nie lubi słów pieszczonych, czy to opiewa miłość, czy inne uczucia
zawsze jedność przebija w każdym słowie, wszędzie znać, że twórca
narodowych skarbów, nie uległ jzszcze rozkwileniu naszego wieku,
ani osłabieniom nerwozy.
Czas zmienia wszystko, nawet między ludem widzimy wiele za­
traconych charakterystycznych rysów. Pomiędzy innemi do wyjątków
należy wyłącznie kasta żebraków, dziadów śpiewających pieśni reli­
gijne i historyczne; wprawdzie jarmarki i odpusty dostarczają liczbę
ich dość poważną, lecz typów przeciętnych żebraka mały zaledwie
procent stanowią.
Dziad tradycyonalny ubiera się w łachmany, na plecach zawie­
sza torby, kij okuty na końcu i obleczony skórą jeżową, wielki bicz
a w ręku żółwiowa skóra do zbierania groszy, oto są przybory dzia­

412 —
dowi nieodzowne. Psy w ogóle nie znoszą dziadów ; przysłowie też
mowi: „lubią go jak psy dziada“, a ponieważ opędza się swoim bi­
czem dodają porównując, „rozpuścił się jak dziadowski bicz“, a pia­
szczyste drogi i gościńce nazwał wieśniak „dziadowską Wodą“.
W łóczęgoskie to życie musi posiadać dla ludzi tych urok, woli
bowiem żebrak swoją włóczęgę niż wszelkie domy przytułków, gdzieby mógł znaleść schronienie i opiekę.
Z kijem swoim i pieśnią wędruje siwowłosy starzec od chaty
do chaty, wszędzie znajduje jałmużnę, każdy słucha pieśni, i potrze­
buje jego rady, żebrak wioskowy wplótł się w życie naszego ludu,
iż brak jego byłby wieśniakowi przykry, opowiada on mu nowiny,
ciekawe powieści i legendy, śpiewa piosnki a często podczas zabawy
zjawia się żebrak, i gościnnie przyjęty siada z drugimi na ławie
Przysłowie m ówi: „na każdem weselu swat, na każdej stypie dziad“.
Dziadom zawdzięczamy przechowanie najstarożytniejszych pieśni re­
ligijnych, sięgających dawnych wieków, z grona też dawnych dziadów
garstka naszych współcześnych żebraków jak maroderzy z wielkiej
armii pozostała. Przytaczać pieśni ich nie będę, ponieważ to na innem miejscu uczyniłam, tu tylko dodać winnam, iż rzeczywiście dużo
jest legend i pieśni dziadowskich z wybitną właściwą sobie cechą.
Dużo w nich wyobrażeń bałwochwalczych, dużo fantastycznych po­
staci, a chociaż utraciły swe formy, to znać, iż pochodzenie ich jest
bardzo dawne.
Nietylko jednak dziady, ale i zwykli wieśniacy i nasze wieśnia­
czki naturę stroją w nadprzyrodzone postacie ; zabytek to dawnej mi­
tologii słowiańskiej. Wprawdzie nie odnajdujemy tu imion Jessa, Ży­
wi, Prowe, Niegody, ani Sitiwrata, ale posłuchajmy legend, spójrzmy
na nasze rzeki stawy i jeziora, a wszędzie wieśniak upatrzyć umie
nowe dziwy, nowe cuda.
W o d n i c y zadaniem, jak mówi lud, zwabiać wdziękami swojej
urody młodych chłopców, w uścisku zadawać im śmierć, topiąc w głę­
biach wodnych; nietylko mogą każdego uroczą postacią na pokuszenie
zwabić, ale skoro zaczną śpiewać, głos ich tak dźwięczny, iż każdy
niby szalony za nim pobiegnie. Wodnice często wychylają głowy po­
nad powierzchnię wody, rozpuszczają długie złociste lub czarne war­
kocze na wzburzone bałwany, a wówczas słychać dźwięk czarowny,
bo włos każdy brzęczy osobnym tonem. Chcąc mieć fujarkę z czystym
i przyjemnym głosem, potrzeba przy dźwiękach warkocza wykręcać
takową, i zagrać, wówczas chwyci ona także tony, które każdą roz­
pędzą troskę, i uspokoją żal serca. Są także i takie wodnice, które
wychodzą z wody, przemieniają się w ubogie żebraczki, idą do chaty
i ujrzawszy bez chrztu niemowlę przemieniają je, rzucając, w zamian

ô

— 413 —
do kolebki małe upiory. Wodnice ukazujące się w ziemi sieradzkiej,
jak m ówi imaguacya ludu, mają włosy czarne, ciemniejsze jak w in ­
nych stronach, we włosy wplatają wodne lilje i róże, niekiedy zielo­
ne wianki stroją ich czoła, a żyją rosą i wonią kwiecia.
Wieczorem przy blasku miesiąca, słychać głos boginek, podobny
on jest do kukania ptactwa, ale ucho człowieka, który nie ma grzechu,
odróżni łatwo ich szelest. Opowieść gminna mówi : „Piękna i młoda
Salka miała złą i niegodziwą macochę, która jej wszelkiemi sposoba­
mi dokuczała. Ojciec nie dbał o dziewczynę, była więc jak sierota,
a sieroty dola cięższa niż kamień. Kiedy pasła trzody, pan wielki
i bogaty spostrzegłszy ją, upodobał sobie, i pojął za żonę. Salka zo­
stawszy panną, mimo złego obchodzenia, jakiego doznawała w chacie,
nie zapomniała o macosze, zostawszy matką zaprosiła rodziców i sio­
strę przyrodnią na chrzciny. Macocha zła, a przytem czarownica sko­
ro z córką swą przyszła na owe chrzciny, wywołała Salkę przed
dom, i tu w jeziorze przy pomocy swej córki biedną kobietę utopiła,
swoją zaś córkę ubrała w jej szaty, i czarami uczyniwszy, iż stała
się podobną do zmarłej, wprowadziła do komnat pałacu. Mąż Salki
nie poznał zbrodni, dziwiło go tylko, dlaczego niemowlę płacze, sko­
ro dawniej było spokojne.
Macocha i na to miała sposób; brała dziecię, biegła nad jezioro
a nucąc piosnkę :
„Salko! Salko!
„Sylwon płacze

„Jeść chce“.
wywoływała topielicę. Salka ukazywała się nad brzegiem z pła­
czem i łkaniem karmiła przyniesionego syna ; gdy głód i pragnienie
sieroty uspokoiła, niknęła znów w głębiach wody. Wierny sługa raz
to wypatrzył, i doniósł panu, poznawszy panią swoją po wiel­
kim warkoczu, jakiego córka macochy nie miała. Pan rozkazał n a­
tychmiast obydwie zbrodniarki Żelaznem! brony rozszarpać, sam zaś
wziąwszy synka na ręce, poszedł na jezioro, i głośno przyzywał н;коchanej i dobrej Salki; próżne były wołania jego, pan nie umiał za­
klęcia; miotany więc rozpaczą rzucił dziecko do wody i utopił Odtąd
pod oknami zamku, o północy słychać zawsze płacz dzieciny, i pio­
senkę matki jakby przy kołysce nuciła.
Kie brak też w wyobraźni ludu męzkich topielców. Oito jak ieh
przedstawiają: mają zieloną brodę, i włosy długie zielone, które im
z niechcenia spadają na ramiona. Kiedy pogodna rzeka płynie eieho,
kołyszą się topielce jakby dzieci w kołysce, miły śpiew ich piyiiiàe
daleko, dziewczęta zwabione nim przybiegają, topielec taki chwyta

— 414 —
dziewczynę w jednej chwili i wciąga do czarodziejskich podwodnych
swych pałaców.
Topielcy są to ludzie ci, którzy kiedyś dobrowolnie lub przy­
padkowo zatonęli, a djabeł ich ożywił, karmią się promieniami księ­
życa niekiedy pożerają młode dziewczęta. W pośród ciszy nocnej,
kiedy księżyc świeci, pląsają wesoło, niekiedy porywają dzieci, w a­
biąc je łakociami. Chętnie też rozbitkom udzielają gościny, mają bo­
wiem pod wodą dwory bogate pełne marmurów i złota.
Wiara w czary tak jest przyrosłą do naszego wieśniaka, iż ża­
dna siła nie potrafiłaby na osłabnięcie pojęć tych wpłynąć.
Do pogańskich wierzeń należą bezwątpienia niektóre pojęcia
ludu. „Słońce ma pałac ze złota, ztąd Chrystus wyjeżdża codziennie,
trzy srebrne konie ciągną złoty i dyamentowy powóz, objeżdża nimi
po niebiosach świat cały, i z góry spogląda na ziemię, nocą kąpie
się z Aniołami w księżycu. Dobre dusze mieszkają zaś na gwiazdach.
Razu pewnego wpadły złe duchy z djabłami i zaczęły walkę zaciętą
z Bogiem i jego orszakiem. Podczas tego boju słońce zakryło się
i było z a ć m i e n i e , Chrystus wszakże poruszył ręką, a wszystkie złe
duchy strącone zostały w przepaść“. „Każdy człowiek ma swoją
gwiazdkę, na każdej gwiazdce żyeie ludzkie przymocowane jest; kiedy
człowiek umiera, spada też jego gwiazdka, z tego powstają gwiazdy
spadające“. „Mleczna droga, to droga dusz umarłych, one po niej
w kształcie ptaków krążą“. Wielka niedźwiedzica, to mieszkanie dusz,
które jeszcze nie dostąpiły łaski Bożej“. „Żorza' północna to walka
duchów dobrych ze złym i“.
W reszcie mamy dużo legendowych powieści, historye o Walidębie,
Waligórze, Alibabie, Madeju i całe szeregi innych znanych w całej
słowiańszczyznie baśni. Oto jedna z powiastek malujących wyobraże­
nia naszego ludu. „Przed stworzeniem świata nie było nic, tylko niebo
i morze. Bóg pływał po morzu w łódce, i napotkał ogromną i gęstą
pianę, w tej pianie mieszkał djabeł. „Kto żeś ty ? !I zapytał Bóg. „Weź
mnie do siebie do łódki, to ei powiem“, odpowiedział czart. „No chodź“
rzekł Bóg a zarazem usłyszał „ja jestem czart“ odpowiedź wchodzą­
cego. Milcząc płynęli.
Djabeł zaczął mówić, „dobrze by było, gdyby miejsce, na któ­
rym płyniemy było twarde“. „Będzie rzekł Bóg, zejdź na dół w mo­
rze i przynieś mi ziemi garść, mówiąc, źe niesiesz w mojem imie
niu, przynieś, uczynię z tego piasku ziem ię“. Djabeł poszedł, nabrał
piasku w garście mówiąc: „biorę cię w imieniu mojem“, Gdy wyszedł
na wierzch, piasku nie zostało ani ziarnko. Poszedł drugi raz m ó­
wiąc, „biorę cię w imieniu Jego“. Gdy wrócił, zostało mu trochę
piasku za pazurami. Bóg wziął ten piasek posypał na wodę i stała

— 415 —
się z niego ziem ia ale tylko tak duża, aby mogli się obaj wygodnie
położyć. Położyli się tedy, Bóg ku wschodowi, djabeł ku zachodowi.
Gdy djabłowi się zdało, że Bóg usnął zaczął go spychać, aby wpadł
do morza i aby utonął i zginął. Ale nadaremnie, ziemi pod Bogiem
przybywało i rozszerzyła się daleko ku wschodowi. Widząc to czart,
jął pomykać ku zachodowi, dalej ku południowi i północy a przez to
ziemia rozszerzała się w różne strony. Bóg obudziwszy się wstaj
i poszedł na niebiosy. Czart pobiegł za nim, wtedy Bóg skinął, p io ­
runy zaczęły uderzać, błyskawice zabłysły i djabeł strącony został
w przepaść.
W tej powiastce ludowej niewątpliwie zawiera się starożytne
pojęcie Słowian o stworzeniu świata. Uwagi godnem jest to, że w ka­
żdej podobnej baśni obok najwyższej dobrej Istoty mieści się zła.
Dobre bóstwo zawsze odnosi tryumf, złe strącone bywa w przepaść.
Inne podanie również może być uważane jako zabytek przeszło­
ści mianowicie: „Kiedy ziemia była jeszcze pustą, a ludzie już z raju
wypędzeni zostali, z nieba spadły cztery złote narzędzia : pług, jarzmo,
siekiera i dzban. Zrazu garstka ludzi, jaka była na świecie, lękała
się podnieść przedmioty których nie znała użytku. Najmłodszy z sy­
nów ziemi, podjął je i wkrótce nauczywszy się nimi pracować jako
najmędrszy wybrany został królem“.
Prócz wiary w rzeczy nadprzyrodzone wieśniak świat cały roślinny
i zwierzęcy potrafił nagiąć do swych pojęć; śpiewowi ptasząt, woni kwia­
tów, wszystkiem u nadał tajemniczy początek sięgający odległych w ie ­
ków. Niema najprostszej rzeczy, którejby lud nie przypisywał wa­
żniejszego znaczenia w przyrodzie „Kruk zwiastun śmierci, był pier­
wotnie człowiekiem, miał wielkie bogactwa i zamki, ale zamordował
brata, i za karę uczynił go Bóg czarnym ptakiem, który kracząe ża­
łośnie błądzić musi po św iecie“. „Kukułka niegdyś była panną, ale
ponieważ zwodziła chłopców, Bóg karząc zamienił ją w ptaka“. „Da­
wniej każdy człowiek wiedział, kiedy umrze. Raz był gospodarz, któ­
ry wiedział, że dzień mu tylko pozostawało życia. Plótł więc sobie
płot z pokrzywy; na to nadszedł Pan Jezus, było to bowiem w cza­
sach, kiedy Chrystus po ziemi chodził i pyta się go. „Na co ty czło­
wieku psujesz pokrzywę, toby ci się przydało dla bydląt twoich,
a i sam nie będziesz miał wygody, bo ci płot nie dłużej wytrwa jak
do jutra“. Otóż chłop zniżył się do kolan Boga i odpowiada. „Co mi
tam bydlęta, a dla mnie wystarczy płot, jutro mam przecież umrzeć.
Zamyślił się poważnie nad tem Chrystus, i zrobił tak, żeby ludzie
odtąd nie wiedzieli o swojej śmierci.
„Raz Matka Boska szła przez las, w krzakach ujrzała żmiję;
przestraszona przeklęła ją mówiąc : odtąd nie pójdziesz ty już więcej

— 416 —
na nogach, ale pełzać będziesz jak nić. Od tego czasu gady nie
mają nóg“.
„Zboża dawniej zupełnie inaczej wyglądały jak dzisiaj, kłosy
bowiem szły od samej ziemi przez całą długość dzisiejszej słomy
i tyle cbleba było na świecie, źe ludzie nie wiedzieli, co z nim robić.
Kiedyś matka potrzebując pieluszki dla niemowlęcia, na to miej­
sce użyła chleba. Pan Jezus nadszedł właśnie w tej chwili i wi­
dział, co ona zrobiła. Zagniewał się bardzo i postanowił zniszczyć
wszystko zboże. Porwawszy za kłos od dołu ciągnął w górę chcąc
źdźbło ogołocić z ziarna zupełnie. Na szczęście spostrzegła to Matka
Boska, i przybiegłszy rączkami swem i chwyciła zgóry, a wiele zdołała
uchwycić, tyle nam teraz zostało tego kłosa dawniejszego. „Niechże
choć to, powiedziała, będzie dla mojej zwierzynki, dla kotka i dla
pieska“. Pan Jezus nie mógł jej odmówić, bo choć on wszystko
stworzył, Matka Boska stworzyła kotka i pieska, a teraz kocha Maryą, kocha i jej stworzenia, zw łaszcza że my dziś żywimy się tylko
chlebem, który dla nich pozostał“.
„Szła też Matka Boska raz polem, była to niedziela. Z dziwie­
niem patrzy, a młoda dziewczyna sierpem wyrzyna trawę. Dlaczego
pracujesz w polu, skoro wiesz, że dziś niedziela, święto, zagadnęła
surowo Matka Boska stanąwszy przy wieśniacce. „To nie moja wina,
odrzekła zapytana, ale gospodyni przykazała mi pod groźbą, iż stracę
służbę, skoro jej trawy dla bydła nie urżnę. „Chodźmy do niej, rze­
kła Matka Boska, a skoro ujrzała winną, zagadnęła : źle uczyniłaś,
nie szanując dni przeznaconych modlitwie. Za karę wybieraj, albo
dziś umrzesz, albo przez dwa lata karmić będziesz dwoje dzieci. K o­
bieta wybrała to ostatnie, sądząc iż niebawem zostanie matką bli­
źniąt. Tak jednak nie było. Matka Boska uderzyła bowiem laseczką
w ziemię, w tej chwili dwie żmije ukazały się i kręcąc z sykiem
przypadły do piersi winowajczymi. Była to zarazem ludziom przestro­
gę, iż igrać nie wolno z nakazem Boga, i dni mu poświęconych za­
trudniać pracą“.
„Święty Józef chodząc po ziemi spotkał sierotę, którą macocha
wypędziła na śnieg, i kazała jej szukać fiołków. Dziewczę nie mogąc
ich znaleść poczęło głośno płakać, a ujrzawszy staruszka, który do­
brotliwie do niej się zbliżył, pytała go prosząc, aby jej dał jaką radę.
Św. Józef odgarnął śnieg i podał pęk kwiatków biednej sierocie a za-_
razem dodał garść całą złota. Uszczęśliwiona dziewczyna wzięła kwia
tki i pieniądze i zaniosła to wszystko macosze. Ta wszakże skoro się
dowiedziała, iż pasierbica jej dostała kwiaty i pieniądze od jakiegoś
poczciwego staruszka, ubrawszy się w suknie sieroty, sama podążyła
na to m iejsce, mając nadzieję iż starzec jej nie odróżni i tak sa m o

— 417
obdarzy jak tamtą. Rzeczywiście znalazłszy się wśród pola, ujrzała
wspomnianego staruszka, a skoro poczęła zawodzić, iż wysłano ją,
aby szukała fijołków, i źe jest bardzo biedną, grosza jednego nie
posiada, św. Józef się tak jak wprzód odgarnął śnieg, lecz o zgrozo,
zamiast fijołków i złota setki żmij poczęło pełzać i potworna maco­
cha żądłami ich zakłutą została“.
„Dwie były córki u rodziców, jedną kochali, a drugą bili, ta
kochana była zła i krnąbrna, bita zaś była łagodna i poczciwa. Kie­
dy raz wysłano ją, aby pasła trzodę, zobaczyła na koniu złocistego
rycerza, ten stanął przy niej i począł wypytywać o rodziców i siostrę,
a w końcu prosił, aby go zaprowadziła do swej chaty. Dziewczyna
zgodziła się na to, i tu z podziwieniem wszystkich złocisty rycerz
przypadł do nóg niesprawiedliwych ojców i prosił o rękę prześlado­
wanej dzieweczki, zostawiając dla niej szaty bogate z warunkiem,
aby przybrała się w nie do ślubu. Rodzice wszakże, kiedy nadszedł
dzień ślubu zam iast bitej eórki przystroili córkę kochaną, chcąc za­
mienić dziewczęta. Rycerz wszakże, który miał objawienie Boga, prze­
czuł podstęp, i przekonawszy się, rozkazał służbie zamordować całą
rodzinę, a tylko ukochane dziewczę poślubił“.
Dalej muszę przytoczyć inne powiastki ze świata zwierzęcego.
„Dwa gołąbki błądziły po świeeie, błądziły, nigdzie nie mając schro­
nienia ani gniazdka. Wśród drogi ujrzały zawieszoną gałązkę palmo­
wą, siadły na niej i smutnie zaczęły zawodzić nad swoją dolą, nad
swoim losem. Nagle łamie się gałązka, ptaszyny padają, a z żalu
żółć im się rozlała, odtąd też żaden gołąb żółci nie posiada“.
Charakterystyczna jest także powiastka o psie i wilku.
„Pewni gospodarze mieli psa; ponieważ ten na starość ogłuchł
i nie był już tak czujny jak dawniej, postanowili go wypędzić z cha­
ty. Skoro biedne psisko przywlekło się do drzwi, zaczęto nań krzyczyć i bić niemiłosiernie. Pies pełen żalu poszedł do lasu, tu ujrzał
wilka. „Jak się masz bracie“ zagadnęło psisko, proszę cię, udziel mi
rady co mam uczynić, dodał spowiadając się z swego zmartwienia.
Wilk pomyślał chwilę a następnie rzekł przekonywająco. Nie martw
się przyjacielu, mam ja na to radę, idź przed chatę, połóż się a nie
zważaj, iż cię będą wypędzać; wieczorem przychodź do mnie, ja cię
nakarmię. Skoro zaś gospodarze pójdą w pole a dziecko swe zosta­
wią na drodze, ty położ się przy nim i pilnuj. Ja przyjdę, pochwycę
dziecko a pamiętaj, abyś na mnie szczekał i gonił ; przestraszony
rzucę niemowlę, a ty otoczony odtąd powszechną opieką, żyć możesz
w wygodach długie lata“. Pies stosownie do polecenia wilka uczynił,
a żyjąc swobodnie nieraz myślał o przyjacielu, który mu dobrej rady
nie szczędził.

— 418 —
Bóżnorodność tych utworów ludowych zaiste jest wielką: wszy­
stko nasuwa się pod pióro, to obrzędy, to powieści, piosnki, podania,
zwyczaje, zabobony a wszystkiego ogrom nie zliczony. Widocznie
już praojciec nasz poganin oddając cześć bóstwu, szukał styczności
z nim przez nabożeństwo, wtedy św ięcąc dzień ten uroczyście, we­
selił się z gronem innych współbraci, i odpowiednie miał na chwilę
tę wróżby i zabawy. Zimowe gody były wówczas, gdy cała przyroda
obumarła we śnie, a dnie były najkrótsze, czas К o la d y czyli na­
szego Bożego Narodzenia albo kolędy. Obchodzony był tak w da­
wnej pogańszczyznie, zarówno jak i dziś u naszego ludu uroczyście.
Ponieważ jednak zarówno opis Bożego narodzenia jak inne doroczne
święta możliwie szczegółowo opisałam, zamilczę tu o pierwszych
zwyczajach a zajmę się opisem tych zabobonów naszego wieśniaka,
które w ostatnich czasach z ust ludu zebrałam.
Wieśniak wierzy, że choroba człeka wydarza się tylko za sprawą
djabła ; udaje się do wróżów, ci biorą święconą wodę i kropią nią
chorego, ten albo umrze albo żyć będzie. Także czytają niby, że napi­
sano w księdze, zkąd boleść pochodzi, a więc, że napił się złej wody>
że się na niego dyabeł gniewa, że czarownicę zaklął, kiedy mleko
wykradała. Jeżeli więc woda święcona nie pomaga, radzi choremu
znachor, aby chatę przestawił na inne miejsce, płot zagrodził z innej
strony, a to wpłynie na polepszenie zdrowia, a także na powodzenie
materyalne. Dyabeł bowiem się gniewa, bo może radząc się dawniej
wróżbity, zapomniał wypełnić jego rozkazy, a każdy znachor ma za
opiekuna dyabła.
Przy założeniu fundamentu pod dom gospodarz kładzie na noc
w czterech stronach kawałek chleba, i z której strony chleb na drugi
dzień zginie, tę stronę uważa wieśniak za nieszczęśliwą i spać w ro­
gu tam nie będzie, często całą część na nowo przebudowuje. Chaty
wieśniak nie wybuduje na miejscu, gdzie szła droga, dyabeł bowiem
po drodze każdej chodzi, a więc szczęście jegoby zaniepokoił.
Drzewa zwalonego piorunem w ścianę domu nie biorą, gdyż
czart sprowadza burze i zawieruchy, on to lasy wali, a drzewo pa­
dając mogło dyabła przywalić, jego mocą napoić się, a w chacie um ie­
szczone samego dyabła sprowadziłoby do niej.
Dachu wieśniak nie poszywa całego, ponieważ jest przesąd, iż
zostawioną dziurą bieda wylata.
Wprowadzając się wieśniak pierwszą noc, pozostawia koguta
w mieszkaniu, jeżeli ten pieje, dobry znak, przeciwnie wróży nie­
szczęście, a mianowicie że chata jest mieszkaniem dyabła ; ujrzawszy
go kogut przeląkł się i zamilkł.

— 419
Rozwalonego pieca po zniesionej chacie nikt do reszty nie ro­
zbiera, ponieważ tam dyabła jest siedlisko, zarówno jak i w starych
zamkach przemieszkuje on chętnie.
Bzu wyrosłego w ogrodzie Ï wierzby spróchniałej nie należy
wykopywać, bo i to siedziba dyabła; w wierzbach dyabeł przemie­
niony na puszczyka śmierć ludziom zwiastuje.
W ieśniaczka przed zasianiem nikomu ziarn żadnych nie pożycza,
bo nicby się jej w ówczas nie urodziło.
Kobyla głowa, szkielet jej, kto posiada i zawiesi w ogrodzie,
ma wszelki dobrobyt, bo w głowie tej szczęście się mieści.
Gdy owocowe drzewo nie rodzi, w Wigilję Bożego Narodzenia
gospodarz zbliża się z siekierą, strasząc, iż drzewo zetnie. Tę porę
obiera na to wieśniak, bo przekonany, jest, że kiedy Chrystus się ro­
dzi, wszystko w naturze rodzić się musi, a tylko nie chce.
W czasie nowiu wieśniak nie wywiezie w pole mierzwy, lęka
się bowiem nieurodzaju na siedm lat.
Pierwszej skiby do zasiewu nie daje ukroić pługiem takiemu,
któryby sam nie był gospodarzem; za ubogim, mówi jego przysłowie
włóczy się bieda.
Gospodyni tego dnia, kiedy mąż pierwszy raz idzie w pole, nie
daje nikomu ognia z chaty, sam zaś gospodarz bierze bochen chleba,
stawia w miejscu, gdzie zaczyna orać i prosi wznosząc oczy ku n ie­
bu, aby mu Bóg dał tyle w przyszłym plonie, aby starczyło dla niego,
dla rodziny i dla ptaka.
Paździerza od konopi wieśniak na dach nie wyrzuca, bo ścią­
gnęłoby to grady, raczej paździerze te palą, bo jest mniemanie, źe
w konopiach dyabeł
siedzi, a gdyby go nie uezarowano rzucając
w dobroczynne ognisko, zemściłby się i ludzi ukarał.
Skoro burza nadciąga, a dyabeł ją prowadzi, straszą go m ie­
szkańcy dzwonieniem, wodą święconą i obrazami religijnej treści.
Aby wróble nie jadły zasiewu zboża, bierze lud wióry ze starej
trumny i kadzi nią pole.
Gospodarz lub gospodyni pierwszą garść zboża sami żąć pow inni.
Kto ma pasiekę, po zachodzie słońca wyściela sobie w wigilją
Bożego Narodzenia uściełkami słomianemi bóty, na nowy rok prze­
wraca je od pięty do palców, wiechcie te potem wyjmuje i kadzi
niemi ule. Na W ielkanoc stara się zaś kilka razy w dzwon uderzyć,
a to aby pszczoły się ze snu zimowego pobudziły.
Kiedy gospodyni ma cielę, przez dziewięć tygodni ognia nikomu
nie wydaje, boby uległo czarom.

420 —
Bydło sprzedając nie odbiera się pieniędzy gołemi rękami, po
ukończonym targu kupujący zapija l i t k u to jest wspólny poczęstu­
nek, poczem gospodarz sprzedanego bydlęcia bierze zpod nóg jego
trochę ziemi, i posypuje ją na krzyż, często wódką przemywa bydlę­
ciu oczy życząc, aby tak jak ta wódka, co nic mu nie szkodzi, żadna
przygoda go nie dotknęła.
Jeżeli zaginie coś gospodarzowi, idzie on do znachora a ten le­
jąc wosk na wodę z figurek ulanych odgaduje złodzieja.
Od Bożego Narodzenia do Nowego roku wieśniaczkom prząść
nie wolno.
Prawdziwej liczby bydła i uli mówić się nie godzi, boby zni­
szczały.
Dyabeł przenosi góry, dźwiga pioruny, ale najmiejszej dziurki
ziem ią zatkanej nie może otworzyć.
W poniedziałek i piątek nikt w drogę nie wyrusza.
W Wigilją Bożego Narodzenia wieśniaczka przygotowuje sobie
ubrania, bo gdyby zapomniała to uczynić, to w Święto nie otworzy­
łaby skrzynki, bojąc się aby cały rok nie była ona pustą.
Źli ludzie zakładają czary robiąc zawitki w słomie łub ogonie
bydlęcia.
Zbłądzenie w drodze nie jest dziełem przypadku, ale czarcią
zemstą, dyabeł św iecąc ogniami prowadzi wędrowca na bezdroża.
Ptaki rozmawiają z sobą, puszczyki śmieją się podczas burzli­
wej nocy, bawią ich tańce i igraszki dyabła, Wirowy wicher spotkawszy kogo w polu, porywa bez śladu, jeżeli kto rzuci w wir taki po­
święcony nóż, nóź padnie i krwią będzie zbroczony.
Jaja pod kokosze nigdy parzyste, ale nie parzyste kłaść trzeba;
kiedy wylęgać się mają pisklęta, gospodyni w domu chleba nie piecze.
D zieci nie umiejące mówić, matki nie zostawiają razem, bo by
niememi zostały.
Kiedy bydlę lub człowieka ktoś po raz pierwszy widzi a ma
złe, uroczne oczy, to zwierzę i człowiek zachorować musi; spo­
strzegłszy więc niebezpieczeństwo gospodarz, wlewa do misy lub
szklanki wodę i przystępując do ogniska, bierze pojedynczo 3 razy
po 9 węgli i spuszcza do wody, także umieszcza tyle skórek od chleba
i zwraca uwagę, co tonie. Jeżeli upadną węgle, przyroczył rzecz daną
mężczyzna, jeżeli chleb, to kobieta. Wodą tą obmywają chorego,
a zdrów będzie niewątpliwie. Jeżeli wie ktoś, że ma oczy uroczne
a widzi rzecz nowo nabytą, lub dziecko po raz pierwszy, winien pa­
trzeć najpierw na swoje paznogeie.
Na Matkę Boską Gromniczną stawiają świeczki całej rodziny,
czyja prędzej zgaśnie ten przód umrze ; zwyczaj ten obchodzony jest

— 421 —
także w Anglii w dniu Nowego Eoku. Zapaloną gromnicę z kościoła
niosą wieśniacy do domu, kto płomień zachowa, albo komu 3 krople
padną na dłoń, będzie szczęśliwy rok cały.
W dzień Bożego Narodzenia zapalają chłopcy i dziewczęta
z pakuł dwa zawitki, jeden przedstawia chłopca, drugi dziewczynę.
Skoro płomienie idą ku sobie, znak dobry, gdy powiewają w przeci­
wne strony, zły znak. Również każda z dziewcząt bierze z drwalnika
po kilka drew nie licząc, w chacie dopiero rachuje, czy do pary czy
nie, to jest także wróżbą za mąż pójścia.
Skoro wiatr świszczę, mówią źe się ktoś powiesił.
Jest sposób stać się niewidzialnym, mając w ustach z kruczego
gniazda kamień.
Pies na łańcuchu gdy wyje, śmierć domownika przepowiada.
Nieparzysta liczba osób przy stole siadać nie powinna, bo i to
śmierci wskazówką.
Wywrócenie soli na stole płacz wróży.
Kiedy upadnie łyżka u stołu, któś głodny przyjdzie.
Iskra pryskająca z komina gościa miłego zwiastuje.
Grdy panna lubi zjadać kożuszki z śmietanki, będzie chłód
i deszcz na jej weselu.
Zmarszczki na czole, dołki w brodzie, oznaczają ilość mężów,
trzaskanie palców znaczy ilość dzieci.
Pęknięcie obrączki ślubnej wskazuje śmierć jednego z mał­
żonków.
Gdy w prawem uchu zadzwoni, dobry znak, w lewem zły.
Świerzbi kogo prawa ręka, wydawać będzie pieniądze, jeżeli le­
wa, brać je będzie.
Uderzyć się w łokieć, mieć czkawkę, znaczy to, iż któś mówiBoli język, kara, że się prawdy nie mówiło.
Gdy jadącemu przeleci przez drogę zając, zły znak.
Dając komu szpilkę, należy ukłóć nią, aby przyjaźń się przez
to nie zerwała,
Słońce pokazujące się na kominie znaczy mróz. Śpiewanie kosa
deszcz. Gęsi dzikie, gdy jesienią lecą nizko, znaczy niedaleką zimę,
wysoko znaczy, iż długo jeszcze będzie ciepło.
Kotek gdy uszy do góry postawi, pewny wiatr z północy, kiedy
ogon postawi, deszcz, jeżeli się skrobie po za uszkami i myje, ktoś
obcy przyjedzie, jeżeli do ognia się tuli, mróz, łapki liże, śnieg.
Do kogo się pies obcy przywiąże, sprowadza mu szczęście.
Puchacz, jak już wspominałam, przepowiada śmierć. Oto jak lu­
dowa piosenka mówi:

-

422

„Sówka po boru lata,
„Kasia z Jasiem gada,
„Nie gadaj K asiu z Jasiem,
„Będziesz miała sokoła,
„Cóż ci sowko do tego,
„Do sokoła mojego?
„Mamże ja roda dosyć,
„Będę sokoła nosić.
„Sówka po boru huka,
„K asia piastunki szuka;
„Prawdęś mówiła sówko,
„Napiszę twoje słowko
„N a maluśkiej karteczce
„Na pamiątkę dzieweczce“.

Upiór trup czerwony, także przez lud martwieć zwany, wstaje
z grobu, ludzi straszy, krew panien wysysa; promienie księżyca j e ­
go przewodnikiem. Oto co piosenka mówi:
„Księżyc świeci
„Martwieć leci
„Sukieneczka szach, szach,
„Panieneczko czy nie strach."

Jeżdżą upiory na kiju dla większego pośpiechu, nikną zaś, gdy
kogut zapieje.
Tutaj muszę także przytoczyć kilka poetycznych utworów na­
szego wieśniaka.
1.
U młynarza Marcina
Jest tam piękna dziewczyna,
Żaden o niej nie wiedział, <
Sługa dworski powiedział.
Młynarz w progi wstępuje,
Pan go winem częstuje;
Młynarz pije i płacze,
Ozem to wino zapłacę.
Pij młynarzu, masz li pić,
Kaśka moja musi być,
Choćbym stracił wszystkie wsie.
Mojej K aśki każdy chce,
Choćbym stracił cały dom
Mojej Kaśki nie wydom.
Nie mógł Pan z młynarzem poradzić,
Kazał siebie w wór wsadzić.
Zawieście mnie do młyna
Jako korzec jęczmienia,

- 423 —
Nie kładźcie mnie w młynicy,
Bo mnie zjedzą indycy ;
Postawcie mnie w komorze,
Kasia powstać pomoże.
2.
W Sieradzu na ryneczku
Siedzi panna w okieneczku,
Siedzi, siedzi, opłakuje
„Kączki sobie załamuje.
„Kiedym była panną,
Chodziliście za mną,
A teraz mnie nie widziciej
Bo mam małe dziecie“.

3.
Od Kokowic od Wróblewa
Deszczyk idzie, deszczyk kropi
Po drobnej krainie,
Kochajże mnie mój chłopczyku
Jeno nie zdradliwie.
Nie bójże się moje dziewcze,
Nie zdradzę ja ciebie,
Bodajże ja nogi złamał,
Jak pójdę od ciebie.

4.
Idzie Jaśko z miasta,
Kijem się podpiera,
Kipi z głowy czapka,
Ledwie nogi zbiera.
E cóż ci to Jaśku,
Żeś taki zuchwały?
Snać się w karczmie chłopcze
Opiłeś gorzały.
Hej dana, no dana;
Pańskiego nie robię,
Więc co nocy do rana
Będę hulał sobie.
Głupi wójt, ławnicy,
W karczmie się nie bawią,
Ino o robocie
Po próżnicy prawią.
Badzą o gromadzie.
Wciąż po polu łażą,
Mnie stoją na zdradzie,
Bo mi pić nie każą.


— 424 —
5.
Parobeczek ci ja, dobrze w polu orze,
Wszystko mi się dobrze dzieje, dzięki tobie Boże;
Głęboko zaorze, na wierzch nie zasieje,
Rolę dobrze sprawię, pług mi nie stępieje.

6.
Pod czereśniami,
Pod kalinami
Barwinek zielony.
Spiesz się mateńka,
Jaś ożeniony,
Już po ślubie.

7.
W kalinowym lesie
Wodę kamień niesie.
Maryś na nim stała,
Swe włosy czesała ;
Go włosek upadnie,
To woda zagarnie.
Płyńcież moje włosy
Do matki w rozkoszy,
Jak tam przypłyniecie,
Przed wroty staniecie ;
Pytajcież odemnie,
Nie tęskniąż bezemnie
8.
Zima zimeńka,
Bardzo bieleńka,
Czy rano nas napadniesz
Pytamy ci się.
Młoda Mary sin o
Do kogo przystajesz?
Przystałabym ja
Do mej mateńki
I do tateńki
I do siostreńki,
Ale nie chcą mnie zimować,
Dłużej w chacie swojej chować;
Przystanę więc do Jasia,
On będzie zimował,
Na wiek życia chował,
Czepeczek daruje,
Żonkę ucałuje..



425



9.
„A dalejże do komina,
A zobaczę której niema ;
Jest i Kaśka i Maryna,
Tylko mojej Zośki niem a.“

10 .
Pada rosa, pada
Po drobnej brzezinie,
Kochajże mnie mój Jasieńku,
Aby nie zdradliwie.
Moja Kasiu, moja Kasiu.
Nie zdradzę ja ciebie,
Bogdajbym ja szyję złamał
Jadący od ciebie.
Wyjechał, wyjechał
Na krzyżowe drogi
Zleciał z konia i kark skręcił
Konik pod nim nogi.
A wam panny, a wam panny
Daje do poznania,
Żebyście się nie kochały
W kawalerskim stanie,
Bo kawaler, bo kawaler
Boga się nie boi.
Zaklina się, przysięga się,
O duszę nie stoi.
Ile ości, ile ości
Na jęcznaiennem . snopie,
Tyle złości, nieszczerości
W każdziuteńkim chłopie.
Ile wełny, ile wełny
Na białej owieczce,
Tyle cnoty i szczerości
W każdej panieneczce.
11.

Nie chodź dziewcze koło woza,
Nie trzymaj się osi,
Nie daj chłopcu białej buzi,
Choć cię ładnie prosi.
Choć cię ładnie prosi, Czule ucałuje,
Jak zobaczy młodszą do niej powędruje.
12.

Z wysoka na kamień skakała kokoszka
Chciała Zośka chłopca, co dziobaty troszka

— 426 —
Co dziobaty troszka, a ma czarne oczy,
Jej serce do niego mało nie wyskoczy.

13.
Ej w stodole, ej na dole
Na nowem klepisku,
Chłopca tego pokochałam
Co ładny na pysku.

14.
Siwy konik siwy, konopiasta grzywa,
Jakem cię nie znała, byłam se szczęśliwo;
Jakem cię poznała, nie mogę być wolną,
Ani żyć bez ciebie, ani być spokojną.

15.
Wysoko, daleko dwa listeczki w parze,
Oj kto nas połączył, tego Pan Bóg skórze.

16.
Oczy moje oczy, co ja zrobię z wami,
Kiedy wciąż patrzycie tylko za chłopcami;
Tylko za chłopcami i to za ładnemi,
Oczy moje oczy, co ja zrobię z niemi.

17.
Niedaleko wody
Stoi chłopiec młody;
Żeby mi się dostał,
Suszyłabym piątki,
Aby mi się dostał
Na zielone świątki,
Do Bożego Ciała,
Zapytaj się chłopcze,
Czybym ciebie chciała.

18.
Dziwują się ludzie, żem se zaśpiewała,
Co komu do tego, gdym ochotę miała.

— 427 19.
Nikogo aie kocham, nikogo nie lubię
Tylko za mym Jankiem mało się nie zgubię.

20.

Kochaj mie dziewczyno
Chłopaka brzydkiego
Będziemy się krasić,
Jedno od drugiego.

21.
Siwy koniu, siwý koniu,
Coś tak zadumany?
Niewiesz drogi, niewiesz drogi
Do mej ukochanej?
Moja miła nas rzuciła,
Nie wyrzekłszy słowa,
Jak nie znajdziesz do niej drogi,
Zginąć nam gotowa.
Siwy koniu, siwy koniu,
Ciężko tobie będzie ;
Przegoniwszy wiatr, co wieje,
Nie spoczniemy w pędzie.
Siwy koniu, siwy koniu,
Ciężej sercu memu
Bo straciło już nadzieję,
Samo nie wiem czemu.
22.

Bodaj owa rzeczka
Szuwarem zarosła,
K tó ra mnie młodego
W obcy kraj zaniosła.
Bodaj owa rzeczka
Rybek nie rodziła,
K tóra mnie młodego
Z chatą rozłączyła.
Bodaj owa rzeczka
Wyschła do ostatka,
Że mnie tam zaniosła,
Gdzie nie znajdzie matka.
Nie trzeba ci było,
O mój chłopcze młody,
PuszczaC się tak łatwo
Na wezbrane wody ;

_ 42 a - —
Nie trzeba ci było
Z domu się wydzierać,
Nie musiałbyś teraż
Z tęsknoty umierać.
Ezeczka będzie rzeczką,
I wciąż będzie płynąć,
Wstecz nie wróci woda,
Musisz marnie zginąć.
A twojej mogiły
Nie obleją łzami,
Tylko nad nią burze
Wyć będą nocami.“

: 23.
Wysoko daleko
Żórawie latały,
Jasieńka młodego
Na koniu spotkały.
Gdzie to jedziesz Jasio,
Pytały ptaszyny,
Jasio odpowiada,
Do mojej dziewczyny.
Prędzej że, bo prędzej,
Poganiaj konika,
Bo u twojej Zosi
Znajdziesz zalotnika.
Jasio nie usłuchał,
Późno był u celu,
Zastał swoją Zośkę
Dwa dni po weselu.
Czemu żeś to Zosiu
Tak źle uczyniła,
Ja ci wierny byłem,
Ty żeś mnie zdradziła.
Miałam roczek czekać
I roczek czekałam,
Czemu nie przybyłeś,
Wiesz, że cię kochałam.,
Jasio głowę spuścił,
I rzewnie zawodził,Oj czemu ja, czemu
Drogie dziewcze zwodził,
Byłbym dziś szczęśliwy,
Szczęśliwy jak w niebie,
Gdyby wolno było
Zosiu kochać ciebie.

24.
Nade drogą stoi oset,
Nigdy nie tykany,
/

— 429 —
I rozmaryn nie zerwany
Przez wysokie ściany.
I pokrzywy nikt nie zerwie,
Bo się boi sparzyć
Także je chłopuzęta
Nie zerwią zarazem.
Dobra woda łabędziowi
A kozłowi. trawa,
Dobra panna młodzieńcowi
A wdowcowi wdowa ;
Bo u wdowy chleb gotowy,
Serce zapaliste,
U panienki złości niema,
Serce zawsze czyste.

25.
Płynie strumyk płynie,
Rybki wodę mącą,,
Ciężko żyć dziewczynie,
Gdy jej kochać nie chcą.
Lepiej kamieniowi
Na drodze spadłemu,
Niźli człowiekowi
Losem złamanemu.

26.
U dziewczyny wola
Niby pajęczyna,
Przyjedzie, namówi
Każdy ją chłopczyna ;
Przyjedzie, namówi,
Ślicznie obdaruje,
Dziewczę za nim pójdzie,
Jeszcze ucałuje.

27.
Gdzie woda od ogrodu
Kamieniami sączy,
Kasi śliczna jest uroda.
Konik jego rączy,
Rączy konik rączy,
Jeździ na nim dzielnie,
Które dziewcze zechce,
Kocha niepodzielnie.

28.
Dziewczyno dziewczyno,
Źle się z tobą dzieje
Żartujesz z chłopców,
Jak wiatr, co gdzieś wieje.

— 430 Nie ładnież dziewczyno
Igrać z sercem Jasia
On kocha cię szczerze,
I więcej od Stasia

29.

\ I/

.

Czemu nie orzesz Jasieńku,
Czemu nie orzesz?
Czy ci wołki już ostały,
Czy ci wołki popadały,
Czy sam nie możesz?
Orałcibym ja Kasieńku,
Orałbym ja orał,
Żebyś wołki poganiała,
Co staje mi buzi dała,
Orałbym ja orał.

30.
Moja matuleńku, czego wy zrzędzicie,
Od rana do nocy wciąż jeno mówicie.
O mój miły Boże, co ja temu krzywa,
Że Janek wieczorem w naszej chacie bywa.
Przypomnijcie sobie wasze młode lata,
Ja k tu do mnie Janek, chodził do was tata,
Przychodził, przychodził, co mnie tam do tego,
Kochaliście tatę, ja dziś Jaśka mego.

31.
Siwy koniku siwy,
Malowane sanki,
Pojadę, pojadę
Do mojej kochanki.
Siwy konik siwy,
Siwy jabłko wity,
Byłbym dawno księdzem
Grdyby nie kobiety;
Gdyby nie kobiety,
Gdyby nie dziewczęta,
Pościłbym ja środy,
Pościłbym ja święta.
Siwy konik siwy,
Na koniku siodło,
Aby jasieńkowi
Dobrze się powiodło.
Powiodło, powiodło

— 431
Zalecać do Basi,
Bo nim słońce zejdzie
Pójdzie znów do Kasi.
Czemu bałamucisz
Niepoûzciwy Jasiu,
Kochaj swoją. Kaśkę,
Bo ją porwie Stasiu.'

32.
Płynęły, płynęły
Na stawie łabędzie,
Kochać będę chłopca,
K tóry moim będzie ;
Kochać będę mocno
Kochać z całej siły,
Wszakże chłopiec śliczny
A dobry i miły.

33.
Stoi dziewcze młode,
Bączki załamuje,
Patrzy się na wodę,
Rzewnie popłakuje.
Czemu to łzy lejesz
Nadobna dzieweczko,
Czemu popłakujesz
Młoda panieneczko?
Jakże nie mam płakać,
I żale zawodzić,
Chcą mi zabrać chłopca
Czyż mogę się zgodzić;
Chcą mi zabrać chłopca
Mego kochanego,
Nie zgodzę się na to,
Nie porzucę jego.

34.
W topolowem lesie
Wodę piasek niesie,
Przypłynął z daleka
Wciąż dalej ucieka.

35.
W kulinowym lesie
Za szeroką drogą
Dziewcze w koszu niesie,
Kwiatów ilość mnogą.



432 —

Pocóż ci te kwiatki
Dzieweczko kochana?
Na grób dla mej matki,
Odrzecze spłakana.

36.
Oj wy tatulu
Czego zrzędzicie
Wciąż tylko na mnie
Ostro mówicie,
Oj wy tatulu,
Czego wy chcecie,
Gniewa was wszystko
Sami nie wiecie.
Wszakże ja młody
I kochać muszę,
Na starość chyba
Serce zagłuszę.

37.
Nade drogą sosna
Pozostała z lasu
Niby przypomnienie
Świetniejszego czasu ;
Pozostała sosna
Pozostała stara
Niby wieków dawnych
Zaginiona mara.
Piosenki, których szereg przytoczyłam, są zwykle towarzyszkami
tańca; wieśniak podczas każdej zabawy staje przed muzyką i zw ro­
tkę jedną śpiewa, poczem rozpoczyna znowu taniec. Zabawy odbywa­
ją się wśród ludu naszego często, mało mają bowiem wymagań, więc
też tania i ochocza jest ich rozrywka. Tańce zwłaszcza posiadają
szczególny urok nietylko dla młodzieży, ale i starsi chętnie biorą
w nim udział. Melodye są zupełnie swojskie, zastosowane do piosneki
które tancerz śpiewa. Najbardziej wesoło lud bawi się w niedzielę
każdą w karczmie, także na wesołacb, a wreszcie w dniu dożynek.
W ogóle wieśniacy tańczą dobrze i zręcznie, jeżeli przytem muzyka
ochoczo przygrywa, wpadają w szał. Chłopcy niekiedy podskakują
wysoko, wpadając następnie w takt, lub zwiesiwszy głowę i przym­
knąwszy oczy, pokrzykują w upojeniu „hu! h a !“ czasami wydają kil­
ka gwizdnięć do taktu.

— 433 —
Do tańców należy tak zwany Z a w i j a n i e c ; jest to walc tań­
czony w obiedwie strony. Największa zaleta tancerza jest w ówczas,
kiedy unosi przez cały czas dziewczynę prawie w powietrzu.
P r z e p i ó r k a , taniec, jest następujący. Dziewczęta i chłopcy
stają w dwóch zwartych szeregach naprzeciw siebie, każda para po
kolei, trzymając się za ręce nad głowami stojących, przebiega wzdłuż
obydwóch rzędów po dwa razy. Następnie tancerz puszcza rękę dzie­
wczyny, która chowa się pospiesznie za rzędy chłopców i dziewczyn.
Tancerz stara się ją złapaó lecz trudne to zadanie, gdyż stojący
w rzędach, nie dają mu przerywać łańcucha rąk, za któremi stoi dzie­
wczyna klaszcząc w dłonie. Kiedy nareszcie chłopiec schwyci tancer­
kę, wstępują do ostatniej pary szeregu. Na nowo pierwsza powtarza
tę samą scenę, z tą różnicą, że chłopiec ucieka, a dziewczę go goni,
całej zabawie towarzyszy piosnka śpiewana przy muzyce przez
wszystkich :
„Uciekła mi przepióreczka w proso
„A ja za nią nieboraczek boso,
„Chciałem ja sig pani matki spytać,
„Czy pozwoli przepióreczkę schwytać“ .

S p o d o b a n i e c . Para puszcza się tańcząc w koło, poczem
chłopiec sadza dziewczynę na nizkim stołku w środku mieszkania,
sam zaś dobiera sobie tancerza, i z nim tańczy w okół siedzącej. Po
kilku obrotach stają tańczący; jeżeli nowo przybrany tancerz nie
przypadł tancerce do gustu, ta nie powstaje z miejsca, lecz odwraca
twarz w przeciwną stronę od stojących, wtedy poprzedni tancerz
wybiera nowego towarzysza, i powtarza powyższą scenę dopóty, do­
póki dziewczę nie wybierze sobie chłopca. Panna przetańczywszy
z chłopcem dokoła, sadza go na stołku, a sama dobiera dziewczyny,
z któremi tańczy i staje, podobnie jak czynił to jej dawniejszy tancerz.
Ś p i o c h . Muzyka gra powoli usypiająco, dwaj tancerze trzyma­
jąc się za ręce, prowadzą dziewczynę, raczej niosą, ona udaje bezwła­
dną, z zamkniętemi oczyma zawisła całym ciężarem, nogami nawet
nie dotyka ziemi. W tej chwili muzyka wesoło grać zaczyna, dzie­
wczyna zrywa się i rozpoczyna taniec. Jędnego tancerka chwyta, który
ją podtrzymywał, wiruje nim, potem drugiego tak samo, i tak oby­
dwóch tancerzy utrzymuje w nieustannym ruchu. Muzyka znowu gra
wolno, tancerka w jednej chwili obezwładniona upada na ręce chło­
pców, którzy z powagą obnoszą ją w koło izby.
T o l i j a. Stawiają stół w środku, tancerze biorą się za pas, i je­
den za drugim w takt muzyki przeskakuje stół. Kto na ostatku, tego
pierwszy uderza biczem, aby zdążył za drugimi. Śpiewają przytem :

— 434 Tulija chłopcy tulija
„Tańcujcie wszyscy jak i j a “.

S i e j e ma k . Trzy pary samych chłopców w koło tańczą, po każdem
przetańczeniu koła stają przed muzyką śpiewając cztery zwrotki:
„A ty ptaszku krugulaszku
„Bywałeś ty w moim sadku,
„W idziałeś ty, ja k mak sieją,
„A to tak sieją m ak“ .

Znowu tańczą chociażby dziesięć razy w koło, po każdym razie
to samo śpiewając. Na ostatku dodają:
„Widziałeś ty, jak mak trzęsą,
A to tak, trzęsą m ak“.

Przyczem tańcząc, bierze jeden drugiego za głowę i trzęsie nią
wśród ogólnego śmiechu i radości.
C y g a n . Trzy dziewczęta i trzech chłopców biorą się za ręce,
i idąc w takt ku muzyce śpiewają :
„Jestem ci ja malusieńka, drobna,
„Będzie ze mnie gospodyni dobra,
„Będę się prędko uwijała,
„Przed wieczorem obiad wystawiała
„Kolacyę jak kury zapieją
„To się ze mnie ludzie nie naśmieją.

Poczem tańczą robiąc figurę jakby w mazurze, jedna tancerka
drugą okręca; to samo chłopcy.
K o t e k tańczony bywa przez dziewczęta. Dziesięć ich siada
w koło, a jedenasta w środku na stołku, dwunasta zaś na jednej
nodze skacze w koło siedzącej w środku przyczem śpiewa :
„W lazł kotek na płotek i mruczy,
„Wyjadł mi kapustę z donicy ;
„Weź kotka Dorotka na myszy,
„Ojciec śpi, m atka śpi, nie słyszy.

Potem bierze skacząca dziewczyna tę co siedzi, tańczy z nią
w około, sama siada smutna, źe jej kotka biorą na myszy ; wpierw
siedząca idzie do szeregu, a pierwsza z brzegu znów tańczy, tak aż
wrzystkie na wzór pierwszej uczynią.
B ą k k ł ó d k a . D ziew częta i chłopcy biorą się w koło za ręce
1 tańczą, jedna w środku stoi, po chwili koło całe staje a dziew czy­

-

435



na ze środka zbliża się do każdego osobno uderzając, m ówi „tu bąk,
tu kłódka, tu moja przegródka, przejadę ja tu ? “ Odpowiadają „przejedzie pani, jeżeli ma dobre konie \ Do końca jak się wypyta, w szy­
scy biorą się w pary i tańczą.
R zeczy w iście tw órczość ludu jest obfitą i różnorodną, tw órczość
tę w ieki całe tworzyły; daremnieby ktoś badał, kto tę lub ow ą pieśń
w ysnuł, pokolenia ca łe przetrwała ona bezw arunkow o, tylko każde
pokolenie przekazując ją sobie w spuściźnie, dodawało now e zwroty,
lub przem ieniało daw niejszą. W tem leży w łaśnie cała głębia i siła
ludowej pieśni, i w tety tylko zw ać się m oże najpełniejszym w yrazem
duchowym ludu, jego boleści, szczęścia, tęsknoty, i szyderstw a. Czę­
sto brak jej zw iązku, w iersze biegną luźnie, jeden obok drugiego, ten
nie zgadza się z tamtym, dow olnie kleją w całość różnorodne części.
D latego m am y po kilka rodzai ludow ych p ieśn i; tutaj ma cztery tam
siedm zw rotek. P ieśń ludow a była początkiem i źródłem wszelkiej
poezyi, ona jest to uczuciem oblekającem się w szatę zm ysłow ą, i budzącem now e porywy.
T reść z m ałem i odm ianam i zaw sze tu jednakowa : tysiąc lat
przedtem i tysiąc potem, lud zna tylko kochankę, dom rodzinny,
dziarskiego żołnierza, m ogiłę. Posłuchajm y go a zaśpiew a nam jednę
z tych rzew nych piosnek, niby starych a św ieżych ! Kto rozum ie du­
szę ludu, i zna jego serce, niech zastanow i się nad poetą wiejskim ,
niech patrzy nań, i m ilcząc sam pieśni jego słu ch a !
A gdyby pragnął słuchacz w ied zieć czego mu potrzeba, aby
umiał piosenkę taką w ysnuć, to ona
zaraz mu w yśpiew a brak
lasu, prostoty
uczuć, czułej m iło śc i, bólu
rozłączen ia, odwagi
m łodzieńczej, szału w esela, serca dla gw iaździstego nieba, i dla
łąk i m ajowej, gaju ze śpiew em słow ika, muzyki leśnej, pow iew ów
m ajowych i chmur, które płyną gdzieś z dala. Kto nie odczuje tego
w szystkiego, poetą być nie m oże. Prostota i szczerość, oto kolebka
pieśni, w ten sposób św iat wydaje pieśniarzy. W iejski poeta nie szuka
ani wybiera, jedno uczucie wabi m agnetycznie drugie, on sam nie
w ie często, jak piosenka powstaje, a tw orzenie się p ieśn i w ioskow ej
o tyle tylko jest rożnem od k om p o zy cji artystycznej, że śpiew ak w y­
głaszający ją z pam ięci i bez nam ysłu, dorzuca myśl now ą, żyw em
natchnioną uczuciem .
„W ieśniak śpiew ać m usi, śpiew jego istn ien iem “, pow iedział
któryś z etnografów i słusznie; ale, źe tw órczość ludu jest przeważnie
liryczną, w ięc do każdej pieśni podkłada m elodyę tak rodzim ą jak
jest rodzima i jego pieśń.

Ignacya Piątkowska.

-

436 —

P oniżej p o d a n e m a te ry a ły p o najw iększej części — choć nie
w szy stk ie — już zo sta ły o głoszone d ru k iem . O ile m i je d n a k w ia­
dom o, ledw o cz ą stk a ich zn a la zła p o m ieszczen ie w p o lsk ich z b io ­
ra c h te g o ro d zaju m a te ry a łó w (k tó ry c h — n aw ia sem m ów iąc —
je s t w o góle n iew iele) i to m nie sk ła n ia do p o d a n ia ich n a tem
m iejscu. P rz y te m , b y je u p rz y stę p n ić ta k ż e d la b ad aczy , nie z n a ­
ją c y c h ję z y k a o ry g in a łu , w n a w ia s a c h um ieszczam m ożliw ie d o ­
sło w n e tłó m aczen ie. J e s t to d la stu d y ó w p o ró w n a w cz y ch n ie ­
zb ęd n e !J.
*
*
*

I. Wyrażenia charakterystyczne. B im eilich (pom ału) ; d ra p
(d ra b ); b e h a z e rn (ośw inić, od ch a zer — Świnia).
II. Imiona własne. B eile (b ia ła ); C zarne (c zarn a); Z late (złota);
M irla (m ir) ; S la w e (słow ianin).
III. Przezwiska. B e ri k e lb a s (k ie łb a śn ik ) ; N ussen G o n sie r
(g ą s io r); R iw e n p ijo k (p ija k ); B eile k o z a k (kozaczka, h e ro d b a ­
b a) ; C hane d y p y s z k e g a b y ty (puszka, s k a rb o n k a ; k o b ie ta c h o ­
d ząca ciąg ie z b ie ra ć ja łm u ż n y dla b ie d n y c h ) ; S ru a ł k o lte n (kołtun).
IV . Przysłowia 2). A z m y szm irt g y t, sta jt m y n g y t. (Ja k się
d o b rz e sm aruje, to się do b rze stoi).
W e r zi g y t y s, y s h a lb szlecht. (K to je s t z a n a d to d o b ry m ,
je s t po p o ło w ie złym ). (Porówm aj p o ls k ie : Co za w iele, to nie
zdrow o).
Су borszcz b e d a rf m y n k a zajn. (D o b arszcz u n ie p o trz e b a
zębów ).
B e s s a r fy n d a m am y a pacz, w ie fy n a a n d e ry m a kysz.
(Lepiej od m a tk i p o licze k (sc. dostać), niż od k o g o in n e g o całus).
A m yjse m o u y d tu r m yn k a k y sz g e jb y n (B rzydkiej dzie­
w c zy n y n ie w olno całow ać).
B e s s y r dy s szlec h ty fy n y m g y ty n , aj d er dys g y ty fy n y m
szlech ty n . (L epsze złe od d o b re g o , niż dobre od z łeg o człow ieka).
V. Pozdrowienia. Chwalby. Przekleństwa. 120 ju r z o łsty m a r łejb y n . (120 la t a b y żyła). E c h b y n — b y s 120 ju a r — 50 ju a r a łt
(L iczę — do 120 la t (sc. ob y m dożył) — 50 lat).
’) Materyały te, luźnie rozrzucone, znajduję w Mittheilungen der Ges.
für jüd. Volkskunde. Heft I. 1898 Hamburg.
’) Patrz Adalberg: Przysłowia żydowskie. Wisła 1890. I. oraz B. W.
Segel: Materyały etnograficzne (Akademia umiejętności r. 1894) Kraków.

-

437 -

U w a h ! (w y raz podziw u lub- (w to w arzy stw ie sto so w n eg o
g estu ) iro n ii i ta k ż e zadow olenia).
T o jry n e znaisz, p in ię d z y nie daisz, czem u c h y c p y m aisz?
(T o ry (p ism a św ięteg o ) nie znasz, pien ięd zy n ie dajesz, czem u
bezczeln o ść m asz (jesteś)?
Z ułt, w us ir so it, y n r e t w us ir w olt. (Z apłaćcie coście w in­
n i i g a d a jc ie co chcecie).
A fe rc h a p y n y sz zołst d y k rig e n . \Ż e b j cię za b rało (porw ało)].
VI. Varia. E r re t d ir an, a k re n k t y n bouch. (W m a w ia ci,
że m asz ch o ro b ę w żo łądku).
E r k e n ein y m aro u s n e m y n dy nyszum y. (On m oże kom uś
duszę w y ciąg n ąć).
A c h y s u ry n : d y k a ły yz ci szajn. (W a d a : n a rzec zo n a je s t
z a n a d to ład n ą).
C h ełm er n aru n y m , P itk a m in ie r g an u w im , B ro d e r dzibkes,
L e m b e rg e r p ip k es, T a rn e p o łe r czy p k y s. [C hełm scy g łu p c y , podk a m ie ń s c y złodzieje, b ro d z k ie d ra b y , lw o w sk ie p ę p k i (plur. od
p ęp e k ), tarn o p o lsk ie cz y p k i (k u lk i z ciasta}].
VII. Zabobony. Wiara w duchy. Y m W irb e l zenyn du szajdym .
(W e w ich rze sied zą djabły).
W n o c S ą d n e g o d n ia nieb o szczy cy o d p ra w ia ją n ab ożeństw o.
(K się stw o poznańskie).
VIII. Zwyczaje ludowe. O b c ię te p az n o g cie w raz z trze m a k a ­
w ałeczk am i d rzew a zaw ija się w p a p ie r i rz u ca p o d szafę z k s ię ­
g a m i w b e t h am y d re sz (dom nauki). (Je st to jed y n ie w P o lsc e
p ra k ty k o w a n e ).
P rz e z ośm d n i p rz ed ślubem narzeczen i nie w y c h o d zą bez
to w a rz y s tw a , w z g lę d n ie w c a le n ie w ych o d zą razem .
W k sięstw ie p o zn a ń sk ie m p rz e rz u c a się p rz y ślu b ie p o n a d
b a ld a c h im k o g u ta i k u rę . (S y m b o l łączności).
J eż eli w ro d z in ie p o m arło k ilk o ro dzieci, to się n ad a je n o ­
w o n aro d zo n em u d zieck u im ię sk ła d a ją c e się ze s ło w a : „ e il“, lub
„j’h “ (eil, j ’h = B óg) np. R a fu e il, S zem ueil, Jisru eil, lu b : Jeszajoh, E liohn, lerm ejo h n .
K o b ie ta c ięż arn a nie p o w in n a b ra ć u d ziału w czyim ś p o ­
g rz eb ie.
B ro d a w k ę sm aru je się k rw ią gołębią, a b y znikła.
W dom u, w k tó ry m się znajduje zm arły, oraz w e w szy stk ich
d o m ach n a p ra w o i n a lew o z ty m dom em b ez p o śred n io g ra n i­
czących, w y lew a się w odę g d z ie k o lw ie k n ag ro m a d zo n ą, bo an io ł
śm ierci w tej w odzie czyści swój m iecz.



4 38



W , dom u w k tó ry m sie znajduje nieb o szczy k , sta w ia się do
o k n a sz k la n k ę w o d y i zaw iesza n ad sz k la n k ą b ia łą sz m a te c z k ę ,
b y dusza p o w ra c a ją c a m o g ła się w y k ą p ać.
D ziew czy n a nie p ow inna p o d w ieczór w ychodzić b ez fa rtu ­
szk a i p o d w iązk i.
O soba, k tó ra sobie (lub k tó re j się) p rz y sz y w a guzik, b ie rz e
do u s t k a w a łe k n ici i m ów i p a rę słów . In aczej um rze. G dy się
w ra c a z p o g rz e b u (odchodzi od grobu), rz u ca się za sieb ie p a rę
kam yków .
cii.

Przyczynek do polskiej „Hagady“.
„Stworzuł Pombóg gruske“.
( „ Ł o r a c y j o “ 1).
J eszcze w r. 1889. zapisałem sobie ciekaw ą „łoracyjo“ o „Panu
Bogu“, „grusce“, „k ozie“, „piesku“, „kijku“, „łogniu“, „w odzie“,
„w ole“, „rzeźniku“ i „djoble“, którą mi „łopow iedziała M arysia Łopzysionecka, w ójtow na ze Sirce (S ierczy)“. M iałem jej jeszcze w cale
drukiem nie ogłaszać, tem bardziej, że zachow ałem ją sobie do zbio­
rowego w ydania ilem ożności w szystkich „łoracyj w ielickich“ — ale
poniew aż p. S. U dziela w ostat. zesz. „L udu“ (IV. 291.) przytoczył
z niej już kilka uryw ków , a przytem w yraził życzenie zapoznania się
z jej całością, chcę mu w ięc zrobić m aleńką niespodziankę, czem się
także i inni czytelnicy „Ludu“ interesujący się tą spraw ą n iew ątpli­
w ie ucieszą.
Stworzuł Pombóg g r u s k e , zeby gruski ro sły ;
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg k o z e , zeby gruski trzęsła;
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg p i e s k a , zeby koze kąsoł;
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kco lecieć-

*) „ Ł o r a c y j o “ = oratio, oracyja, przemowa, mówka, „kistoryo“,
przygodka; porów: „Łopowiem wom łoracyjo“, „Łepedzioł ci mu cało łoracyo, jak co...“ = historya prawdziwego zdarzenia w formie mowy niewiązanej lub wiązanej. Przeciwstawienie do „godki“, historyi nieprawdziwego
zdarzenia.

-

439-

Stworzuł Pombóg k i j e k , zeby pieska wybić;
K ijek nie kee pieska bijać,
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg ł o g i e ń , zeby kijek spolić;
Łogień nie kce kijka spolić,
Kijek nie kce pieska bijać,
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg wo de, zeby łogień zaloć;
Woda nie kce łognia zaloć,
Łogień nie kce kijka spolić,
Kijek nic kce pieska bijać,
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
G ruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg wo ł a , zeby wode wypiul;
Wołek nie kce wody wypić,
W oda nie kce łognia zaloć,
Łogień nie kce kijka spolić,
Kijek nie kce pieska wybić,
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać,
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg r z e ź ni к a, zeby woła zabiuł;
Rzeźnik nie kce woła zabić,
Wołek nie kce wody wypić,
Woda nie kce łognia zaloć,
Łogień nie kce kijka spolić,
Kijek nie kce pieska zabić
Piesek nie kce kozy kąsać,
Koza nie kce grusek trząsać
Gruski nie kco lecieć.
Stworzuł Pombóg d j o b ł a , zeby rzeźnika wzion;
Rzeźnik juz kce wola zabić,
Wołek juz kce wode wypić,
W oda juz kce łogień zaloć,
Łogień juz kce kijek spolić,
Kijek juz kce pieska bijać,
Piesek juz kce kozy kąsać,
K oza juz kce gruski trząsać,
Gruski juz kco lecieć.
L u d w i k M ły n e k .

30
'V

— 440 —

Rozm aitości*
T ow arzystw o dla ludoznawstwa austryackiego. (V erein für
oesterr. Volkskunde), odbylo dnia 28. stycznia b. r. II I. doroczne
w alne zgromadzenie swoje w W iedniu pod przew odnictw em w icepre­
zesa, radcy dw oru prof, dra W . J a g і б a. Ze spraw ozdania, prze­
dłożonego przez se k re ta rz a , d ra M. H a b e r l a n d t a , w yjm ujem y
szczegóły następujące o czynności Tow arzystw a w roku 1897. P rzedewszystkiem otw arto 1. stycznia dla szerokiej publiczności „Muzeum
ludoznawstwa austryackiego“, którego zbiory, zyskane w ciągu 3 lat,
przedstaw iają ju ż obecnie w artość . 36.400 złr. w 9456 num erach.
W r. z. 3000 nrów do poprzednich przybyło, zw łaszcza z krajów al­
pejskich (sprzęty i przybory domowe, hafty, tkaniny, kieram ika, rzeźby
i modele chat), z M orawy (170 wyrobów kieram icznych chłopskich)
i z Czech (50 sztuk m ajoliki chłopskiej, 150 części ubrań i wyszy­
wek) oraz w szelki zbiór czepków haftow anych ludowych.
Na zbiory te wydano 6169 zł. 97 ct., nie licząc tysiąca złotych
na szafy i konserw acyę; ofiarność pryw atna i pomoc w urządzeniu
m uzeum była też bardzo w ydatną. Publiczność zw iedzała zbiory b ar­
dzo chętnie mimo, że mieściły się w stronie m iasta — co wyraźnie
w ydział podnosi — wcale nieodpowiedniej, „dokąd niełatw o ściągnąć
ludność w takich celach“; m ianow icie zwiedziło je 59é 0 osób, szcze­
gólnie wiele m ł o d z i e ż y s z k o l n e j (2000). W ydanego katalogu m u­
zealnego w yczerpano pierwszy tysiąc (po 30 ct.) i obecnie zniżono
cenę jego o połowę, podobnie jak wstęp dla m łodzieży wynosi 10 ct.
Mimo to wstępy przyniosły już 1140, a katalogi 280 zł. K sięgozbiór
jeszcze bardzo skromny, bo liczy ledwie 500 tom ów i broszur, oraz
17 pism zawodowych. N atom iast zbiory fotografii (podobizn) i ry su n ­
ków z zakresu ludoznaw stw a wynoszą już 642 sztuki. Obszernym
jest też zbiór cennych rękopiśm iennych zapisek i notât ludoznaw ­
czych.
Oprócz szeregu odczytów, wygłoszonych przez takich zaw odo­
wych znawców, jak dr. M. H aberland, dr. W. Hein, dr. M. Hoernes,
prof. dr. R. Meringer i in., urządzono 24. paźdz. zebranie wędrowne
w K rem sie n. Dum, które wpłynęło na obudzenie zajęcia dla ludo­
znaw stw a w śród m ieszczan tam tejszych. W ydano II. rocznik „Anzei­
g e r^ i II I. tom Zeitschrift für oesterr. Volkskunde ; pismo to liczy
około 750 przedpłacicieli ! W obec takiej liczby niedziw ota, że T ow a­
rzystwo w iedeńskie rozw ija się świetnie, zw łaszcza, że oprócz trzyreńskowych wkładek członków , które w r. z. przyniosły do tysiąca
złotych, otrzym uje prawie c z t e r y r a z y t y l e z a s i ł k ó w . W ym ie­
niamy je dla porów nania ze stosunkam i naszymi. Rodzina cesarska
ofiarowała na cele T ow arzystw a w r. z, 700 złr., książę L iechtenstein
500, m i n i s t e r s t w o w y z n a ń i o ś w i a t y przyznało mu zasiłek
roczny w w y s o k o ś c i IfiOO złr. (naszem u Tow arzystw u n ic ), sejm
dolnoaustryacki 100 zł. ( n a s z s e j m „ L u d o w i “ 200 zł.), rada m.
W iednia 600 zł. (rada m. Lw ow a nam 200 zł.), dolno austr. Izba h an ­
dlowa i przem ysłow a 400 zł. (lwowska 0), austr. K asa oszczędności
100 zł. (lwowska 100 zł). Ale nadto niebrak Tow arzystw u wiedeńskie"
mu hojnych założycieli — oto dwaj złożyli w r. z, 500 złr., —, ani

— 441 kredytu bardzo hojnego, bo bezodsetkow e pożyczki (zapewne na
muzeum) wynosiły 1500 zł. a 4 % -w e 16000 zł. O brót kasowy w yno­
sił ogrom ną sumę, bo praw ie 50.000 złr. W artość m ajątku Tow arzy­
stw a wynosi 49.626 złr.
W yniki 3 -letniej działalności św ietne! A jednak T ow arzystw o,
tak św ietnie w yposażone pieniężnie, nie w aha się przyznać do niem ożebności utrzym ania m uzeum w łasnem i siłam i, skoro żąda na koń­
cu stw orzenia „ p a ń s t w o w e g o Muzeum dla ludoznaw stw a austryackiego“. O ileż bardziej uspraw iedliw ionem je st żądanie naszego
T ow arzystw a, iżby kraj stw orzył i utrzym yw ał swoim kosztem podokne M u z e u m l u d o z n a w c z e we L w ow ie! Miejmy nadzieję, iż akcya,
podjęta w tym kierunku, i opinja W ydziału naszego, przedstaw iona
W ys. W ydziałow i krajow em u na jego zapytanie w spraw ie M uzeum,
którego stw orzenia życzy sobie Sejm nasz, odniesie skutek pożądany.
Z stąpm y raz z obłoków, ze sfery m arzeń i rojeń, nierozpraszajm y sił
na fantastyczne choć św ietne i błyskotliwe pomysły lwow skich L u ­
wrów, galeryi narodow ych, Muzeów brytańskich, pinakotek etc. etc.,
ale w roku m ickiewiczowskim „zestrzelm y myśli w jedno ognisko“
a stanie M u z e u m l u d o z n a w c z e k r a j o w e , które powinno już
było istnieć oddaw na, jak istnieje w Berlinie, W iedniu, P radze i sze­
regu stolic europejskich!
ľ r. K r.

Pijany jak Polak. Znane to, choć niezaszezytne dla nas przysłowie,
nieobce też ludowi flamandzkiemu, współredaktor belgijskiego pisma ludoznaw­
czego „Ons Volksleven“, J. C o r n e l i s s e n w notatce p. n. „Bezeichnungen der
Trunkenheit in der Sprache des Volkes" (Der U r q u e l l , t. I. 1897, str.
52) przytacza w formie : „Drinken gelijk een Polak (pić, jak P olak)“.
Jeżeli zważymy, że do współzawodnictwa z nami dopuszcza lud ten pomiędzy
istotami ludzkiemi tylko jeszcze templarjuszy, skasowanych jeszcze od cza­
sów J. Malaya (prw. przysłowie: „zuipen gelijk ’en Tem pelier“, żłopać, jak
templarjusz), przyjdziemy do wniosku, że ów zwrot niepochlebny dla nas
obiega Żuławy nie od dziś i nie od wieku.
(Ľ r. K r . )
Muzeum antropologiczno-etnograficzne przy ces. Akademii nauk
w Petersburgu wzrosło w r. 1897 o 1218 nrów (przeszło 2000 przedmiotów).
Najważniejszy nabytek stanowi zbiór 230 urów, dający należyte pojęcie
0 życiu, mieszkaniu, zajęciach i przemyśle Bułgarów w pierwszych latach po
oswobodzeniu zpod jarzma tureckiego. Poważny zbiór M ajsnera (2379 nrów)
dotyczy wyspy Sumatry, Szwinde dostarczył 96 nrów z zakresu ludozna­
wstwa fińskiego, Hudzienko 212 nrów z Abisynii, a Osokin nadesłał z Kjachty rzeczy dotyczące Mongołów, Burjatów zabajkałskich i t . p. (200 nrów) >
Do M u z e u m a z y a t y c k i e g o Akademii przybyło mnóstwo rękpisów budystycznych, oraz przekład rękopiśmienny wierszowany powieści o Barlaamie
1 Joasafie w narzeczu żydów perskich. ( Ż u r n . mi n . n a r . p r o ś w i e s z c z .
1898, luty).
(F r. K r .)
Polska w piosnce żydowskiej. Pąn J. Ehrlich podał w 1.1. nowej
seryi pisma D e r U r q u e l l (1897, str. 82 — 3) mętowanie dzieci żydowskoniemieekich z Czech (tzw. K e t t e n r e i m e ) , oparte widocznie na motywie
o Hamanie. Śpiewający gra rolę żyda prześladowanego, któremu dopiero
król (Mejlech) wymierza sprawiedliwość, gdy nadzorca (Pu-kid) nietylko, że
go nie obronił przed napastliwym jeźdźcem, ale nawet sam chciał obić. Nad­
zorca dzieli za to los Hamana, bo król każe go powiesić:

-

442

-

„Af e Strick müss er hängen,
In F eier müss er brennen,
Brennen werd er im Feier,
Hojlen werd’n der Geier,
Der Geier werd’n hojlen,
T r u g e n w e r d men af P o j l e n ,
A f P o j l e n w e r d m e r ’n t r u g e n ,
ď Mais werd’n ehm Kadisch nuch sugen“.
Ostatni wiersz znaczy : „myszy będą odmawiać nad nim modlitwę za
cierpiących“ i przypomina nasze pogardliwe: Psy mu marsza zagrają“.

(Fr. Er.)
„Dzwon zatopiony", baśń sceniczna napisana przez H auptm anna, a tak godnie tłóm aczona przez J a n a K asprow icza, ma w ątek
w zięty z podań ludowych.
Duchy wodne, leśne, — to dem ony m iędzynarodow e w poda­
niach wszech ludów występujące. K ryją się po lasach w wysokich
górach, dokąd dzwon z kościoła nie dojdzie swym głosem, boby je
wypłoszył na zaw sze. Bo dokąd sięga głos dzwonu, tam ju ż istoty
dem oniczne istnieć nie mogą. Podań takich i u naszego ludu sporo,
znam je też w T atrach. Niesłusznie więc pisały dzienniki lwow skie,
upatrując w baśni H auptm anna podkład czysto niem iecki, dla nas
niepożądany, a cóż dopiero (i to wytykały) ujęty naw et przez tłóm acza w szatę n aszą ludowego narzecza.
D rugi szereg podań splecionych z temi dem onieznem i, to poda­
nia o dzwonie, o głosie dzwonu z jeziora itp.
Też podobne u naszego ludu istnieją.
B aśń H auptm anna jest tylko tkana na tle folklorystyeznem , re ­
szta już jest czystą w łasnością autora. Chciałem zaznaczyć, podnieść
to tło, tyle wdzięku nadające baśni, w spraw ozdaniach z p rz e d sta ­
wienia w teatrze lwowskim zupełnie pom ijane, niezrozum iane.
Drugie słówko o sam em tłóm aczeniu — w ogóle doskonałem .
Razi w niem tylko w gw arze czarow nicy błąd jed en i to ważny,
m ianowicie przyczepianie dowolne owego znam iennego Jc gdziekolwiek
na końcu wyrazu, kiedyż to przecie należy się ono tylko pierwszej osobie
czasownika w miejscu staropolskiego cli, wym aw ianego w T atrach
jak к — np. robiłefc = robiłecA; mówiłe/c = mówiłec/г, albo np. dobrze-/r zrobił = dobrze-с/г zrobił; dobrze-A mówił = dobrze-cA mówił.
Co zaś do gry sam ej, to kiedyż doczekam y się u artystów zro­
zum ienia dla wym aw iania ludowego czyli t. zw. m azurow ania ? ! Toż
to razi uszy, po prostu przedrzeźnia wymowę ludow ą, która nie jest
tak sobie dowolna, przypadkowa, ale stała, upraw idłow ana. A rtystom
grającym wydaje się, że każde a koniecznie m usi brzm ieć w n a rz e ­
czu ludowem jak o, naw et jak ó czy u !

¡Dr. St. Eljasz Radzikowski.
Do artykułu o przysiędze kobiety ciężarnej u Żydów. (III.,
str, 180). Szanowny P anie ! Przyznam się, że w swojej dziesięciole­
tniej praktyce nie widziałem wypadku, żeby izraelitka w ciąży nie
chciała, albo nie m iała praw a składać przysięgi. Przed sądem ducho­
wnym izraelskim świadkowie nie przysięgają, tylko jedna ze stro n ,
na k tó rą rabin składa ten obow iązek: stronam i zaś kobiety tylko

— 443 w wyłącznych w ypadkach byó mogą, bo zwykle za nich w ystępują
mężowie lub krew ni.
Co się tyczy przysięgi w sądzie ogólnym, to w Rossyi izraelici
nie przyw ięzują wielkiej wagi do takiej przysięgi, albowiem dla iz ra ­
elitów jest ona ułożona inaczej, jak dla w szystkich innych wyznań.
F o rm a tej przysięgi uw łacza godności własnej izraelitów : podczas
kiedy inni przysięgają, że wypowiedzą przed sądem całą prawdę,
izraelici przysięgają, że zeznają (nie przed sądem ) ale: pieried naczalstwom po wiedomiju i zmysłu priwodiaszczych k' prisjagie t. j. dla
izraelitów sąd jest naczelstw em i w dodatku nieomylnym. W ięcej w tej
kw estyi nic dodać nie mogę.
Pozostaję z uszanowaniem

" N. Fr.

Święcenie wieńców zbożowych. Przed 14 laty panow ał w Siedl­
cach zwyczaj św ięcenia wieńców zbożowych na Matkę Boską zielną,
lecz zwyczaj ten z powodów niżej podanych ju ż ustał. — W ieniec
taki albo we d w o rz e, albo u którego m ajętniejszego gospodarza we
wsi dziewuchy z parobkam i przy śpiewie i świetle, tydzień naprzód
po nocach wiły ze sam ych kłosów pszenicy dorodnej, czy to w ąsatki
czy to gółki. W ąsatka m iała pierw szeństw o. W ieniec taki m iał kształt
wielkiej półkuli i umocowany był albo na dużej podstaw ce drew nia­
nej, albo na noszach, (jak półkula o średnicy 0'80 — 0'90 m.) Ozda­
biano go wstążkam i różnobarw nem i i obrazkam i. Dwie pary a cza­
sem 3 pary dziewcząt, na biało ubranych, i tyluż chłopców asysto­
wało przy wieńcu takowym. D ziew częta z wieńcem usadow iły się
na jednej furze w zieleń przybraną a chłopcy z m uzyką na drugą
i tak wśród śpiewu wesołego przyjeżdżali przed kościół. Czasem
u tej fury, na której był wieniec z dziew czętam i, były 2 pary koni
zaprzęgnięte i we w stążki ubrane. D ziew częta niosły wieniec z wozu
do kościoła do pośw ięcenia a po nabożeństw ie wieziono go wśród
muzyki i śpiewu do domu, gdzie go gospodarzow i wśród przem ow y
oddaw ały dziew częta a gospodarz dziękując za niego, kazał wyprawić
ucztę i grać grajkom do nocy.
D ziew częta i chłopcy powinni byli się m oralnie prow adzić. Lecz
z czasem do zw yczaju tego w kradały się także tu i ówdzie nadużycia,
bo zdarzało się, że wijąc młodzież po nocach wieniec, piła, bitki wy­
p raw iała a czasem się niem oralnie zachowywała i pożar w skutek nie­
ostrożności pow staw ał. Gdy brakło do wieńca pszenicy, albo jeżeli
gospodarz niepozw olił już dalej obżynać snopki z kłosów, wtedy
kradziono na polu obcem. Z tego skargi do wójtów, do księdza, by
wieńców takich nie święcił. Ksiądz proboszcz po w yłuszczeniu pow o­
dów zapow iedział, że od tego czasu wieńców święcić nie będzie,
więc zwyczaj ten już od lat 10 ustał. W parafii Mogilno K rw ilow a
jeszcze istnieje.
Dodać muszę, że kłosy z owego w ieńca m łócono oddzielnie
i przechowano do siania ziarno, które zasiew ano na osobnym kaw ałku
gruntu, a że było doborowe, więc wydawało zawsze lepszy plon, niż
inne.

Aleksander Koch
nauczyciel w Siedlcach.

_

444 —

W u n iw ersy te cie kijow skim na tem at, proponow any przez W y­
dział historyczno-filologiezny p. t. B u s s k i j e s w a d i e b n y j e p i e ś ­
n i i o b r i a d y , otrzym ał oprócz nagrody im ienia M. I. Pirogow a
także m edal zloty, akadem ik V II. sem estru W łodzim ierz A n d re jew.
P rac a zaopatrzona była godłem : O pieśni gm inna! Ty stoisz na straży
narodowego pam iątek kościoła, wypisana po rosyjsku. A utor rozpo­
czyna od uwag o m etodzie badania w esela rosyjskiego, podaje źródła,
zastanaw ia się nad główniejszemi z nich, daje przegląd faktów, wy­
jaśniających zasadniczy typ i główne m om enty rosyjskiego wesela, m o­
tywy literackie pieśni obrzędowych i mówi wszędzie o ich form ie
artystycznej. Niezależnie od danego m ateryału, użytego przez autora,
robi on porów nanie między weselem wielkoruskiem, m ałoruskiem i b ialoruskiem .

Fr. 1Ì-G.
S ^ rb

ROZBIORY i SPRAWOZDANIA.
K. S t r e k e l j , Slovenské národne pesmi. Izdala in založila Slo­
venska Matica. V Ljubljani 1895— 97. Snopie I. II. III. (Słowieńskie pie­
śni ludowe. W ydała swoim nakładem Matica Słowieńska. W Lublanie 1895
do 1897. Zeszyt I. II. III.)
Kiedy pod wpływem romantyzmu wszędzie rzucono się do zbierania
pieśni ludowych, uczynili to i Słoweńcy. Zbieraczy znalazło się dużo, mię­
dzy nimi nawet polski emigrant Korytko, który się schronił na ziemię słowieńską. Nie wszyscy jednak umieli je zbierać; jak się to wszędzie zdarzało
początkowo, zmieniali zbieracze pieśni często dowolnie ich tekst, mało uwzglę­
dniali dyalektyczne właściwości językowe, nie postępowali wogóle dość n a ­
ukowo, aby ogłaszane przez nich pieśni mogły służyć za podstawę badań czy
to językowych, czy porównawczych w dziedzinie poezyi ludowej. Późniejsi
badacze postępowali już racyonalniej. Zbiory ich stały się jednak z czasem
rzadkościami bibliograficznemi, inne pozostały nawet w rękopisach, z innych
ogłoszono pojedyncze pieśni w różnych czasopismach. W szystkie te pieśni,
dawniej zebrane i wydane lub w rękopisach spoczywające, wydaje obecnie
p. Strekelj, profesor nadzwyczajny języka i literatury słowieńskiej w Grodźcu.
Wyszły dotąd trzy zeszyty, zawierające 629 pieśni. Mają wyjść, jak z pros­
pektu wnosić można, jeszcze dwa zeszyty. W ostatnim ma być zawarta roz­
prawa wydawcy o poezyi ludowej słowieńskiej. Prawie wszystkie pieśni, ob­
jęte wydaniem tem, są już dawniej znane, a przynajmniej przez innych ze­
brane. Oryginalnych, przez siebie zebranych, będących zresztą tylko waryantam i innych, podaje p. Strekelj tylko sześć: Nr. 304, 385, 476, 558,
602 i 609. Odróżniają się od innych tem, że autor użył w nich nieco zmie­
nionej pisowni, aby dokładnie oddać wymowę ludową pojedynczych głosów.
Pieśni sięgających treścią swą w daleką przeszłość jest w zbiorze tym
bardzo mało. Taką jest pieśń 60, w której zachodzi wzmianka o kobie­
tach wojujących, co przypomina starożytne amazonki, kilka pieśni, opowia­
dających o bohaterach, grających przed piekłem i graniem wydobywający^
krewnych stamtąd, którzy jednakże równocześnie przemówiwszy, muszą do

— 445 —
dawnego miejsca powrócić. S | to remiaiscencye Orfeusza idącego do Hadesu
po żouę, i pieśni 6 2 6 —629, w^których młody rycerz (lub św. Jerzy) ratuje
dziewicę przed potworem woduym, co wskazuje na starożytnego Perseusza,
ratującego tak samo przed podobnym potworem Andromedę. Pieśni te są
już jednak tak zmodernizowane, że tylko fabułą swą, a nie nazwami lub kolo­
rytem przypominają pochodzenie dawniejsze.
Dla nas Polaków są także zajmujące pieśni 22, 23 i 35. Pierwsze
dwie wspominają Sobieskiego jako oswobodziciela Wiednia, ostatnia opowiada
0 jakiejś królowej polskiej, która dla zdobycia swego kochanka prowadzi
z Wenecyanami wojnę. Wyraz „polski“ ma tu jednak znaczenie „obcy, z in­
nych krajów dalekich pochodzący“ , o czem świadczy waryant tej pieśni,
nr. 36, gdzie zamiast „królowa polska“ powiedziano „królowa hiszpańska“ .
Inne pieśni historyczne odnoszą się głównie do walk z Turkami, którzy po
zajęciu Belgradu byli niedalekimi sąsiadami Słowieńców.
Co się tyczy sposobu wydania pieśni ludowych przez p. prof. Streklja'
przyznać należy, że jest zupełnie naukowy. Wydawca podaję przy każdej
pieśni waryanty jej z iunych okolic, zachowuje brzmienie pierwotne, a przy­
najmniej najlepiej zapisane pieśni, podaje wszędzie z czyich ust pochodzi,
kto ją zapisał lub drukiem ogłosił, skąd czerpał, zatrzymując przytem wszę­
dzie właściwości dyalektyczne, tak iż wydania obecnego można naukowo
używać czy to do badań językowych, czy folklorystycznych. Jedyną może wadą
jego jest, że tylko przy małej liczbie pieśni, bo przy 22, są podane nuty,
głównie podług zapisów Stanka W raża. Nie zbywało wprawdzie wydawcy na
chęci podania nut więcej p ieśn i, uważał jednak wobec niepewnych i nader
szczupłych wiadomości w tym względzie za rzecz odpowiedniejszą, nie po­
dawać nut wcale tam, gdzie nie można było autentyczności śpiewu stw ier­
dzić. Wydanie p. prcf Streklja będzie pożądanym przyczynkiem do pozna­
nia poezyi ludowej słowiańskiej
Ľ r. J. LęciejewskL
Dr. A. Radié : Osnova za sabiraúc i proučavane gradźe o národnom
životu. U Zagrebu 1897.
Akademia zagrzebska wydaje między innemi licznemi publikacyami
także : „Zborník za narodni život í običaje“ (Archiwum dla życia i obycza­
jów ludowych południowych Słowian). W artykułach przesyłanych jej do
publikacyi nie podawano często materyalu dokładnie i systematycznie. Aby
więc zbieraczom objawów życia ludowego ułatwić ich zadanie, a zarazem
spowodować dokładność w szczegółach, wydał Dr. Antoni Radić powyższy
podręcznik: „Wskazówka do zbierania i opracowywania materyału o życiu
ludowem“. Wskazówka ta je s t bardzo dokładna i wchodzi we wszystkie szcze­
góły życia ludowego. Ma następujące działy: I. Przyroda otaczająca czło­
wieka (K raj i miejęce, góry i wody, nazwy miejsc, powietrze i tem peratura1
gleba, rośliny, zwierzęta) II. Antropologia ludu (ogólna, szczególna) I I I J ę ­
zyk (narzecze, wymowa i akcent, wyrazy). ІУ . Życiowe potrzeby (sioło i okolica, dom i podwórze, budynki poza podwórzem, żywność i sprzęty, odzież
1 obuwie, strój i fryzura, opał i oświetlenie, palenie tytoniu, leki, niszczenie
zwierząt i robactwa). V. Narzędzia i ich używanie (łowieckie, rolnicze, rze­
mieślnicze, woźnicze, domowe). Z tem łączy się zajęcie ludu w domu i poza
domem, którego najrozmaitsze rodzaje „Wskazówka“ uwzględnia. YI. Życie
familijne i społeczne, przyczem najróżniejsze stosunki od kolebki do grobu
są wyliczone (Życie w zadrudze, w drużynie, w rodzinie, z sąsiadami, lata
niemowlęce, młodzieńcze, małżeństwo, starcy, życie rzemieślników i kup­



446



ców, grajków i sierot, sług, żebraków, cyganów, panów, chorych, złoczyń­
ców, pijaków ; religia, szkoła). VII. Stosunki prawne, V III. Obyczaje (co­
dzienne, doroczne, obyczaje przy narodzeniu, żenieniu się i śmierci) IX . Z a­
bawy, X. Poezya, X I. Wierzenia, X II. W iedza i zapatrywania. Podział ten,
podany tu w ogólnym zarysie, rozprowadzony jest we „Wskazówce“ bardzo
szczegółowo i umiejętnie, że wyczerpuje wszystko, cokolwiek wchodzi w za­
kres ludoznawstwa. Dodany jest także praktyczny sposób zbierania materyału folklorystycznego, a w końcu dla zrozumienia rzeczy zaopatrzona jest
jeszcze książka w szereg uwag, wyjaśniających postępowanie przy zbieraniu
materyałów pojedyńczyeh działów. „Osnowa (W skazówka)“ ta robi wrażenie
wielkiej znajomości życia ludowego i może oddać zajmującym się folklory­
styką wielkie usługi. Przy układaniu polskiej takiej wskazówki zasługuje na
uwzględnienie.

Dr. J. Leciejeivski.
A ten eu m . Warszawa 1897.

Podając sprawozdanie czasopisma tego
za rok 1897, będę pisał tylko o tych pracach, które pozostają w związku
ścisłym z łudoznawstwem. Pierwsze dwa tomy tego rocznika wyszły pod redakcyą uprzednią, 2 zaś pozostałe już pod kierunkiem nowej redakcyi.
Uprzednio redaktorem i kierownikiem głównym był Dr. P iotr Chmielowski,
powszechnie znany i ceniony uczony i literat; pod jego redakcyą pismo
było ściśle naukowem i literacko-społeczuem, dziś zmieniło ono swój kie­
runek, przybierając barwę wybitnie ugodową; redaktorem jego został p.
Wydżga.
Tom pierwszy zawiera wspomnienie pośmiertne o prof. Pawińskim,
skreślone serdecznie a wysoko podnoszące jego niezmordowaną pracowitość
i zasługi, oraz umieszczono pracę p. t. „Zpowodu artykułu A. Pawińskiego
o odpowiedzi“, zawierającą nader cenne wskazówki historyczne. Dotyczą one
prawa zwyczajowego ludu polskiego, a udowodniają stanowczo, że jeszcze
w XVI wieku przeżytki ustroju rodowego ojcowskiego były pełne życia.
Autor dowodzi, że t. z. odpowiedź była znaną nietylko szlachcie, ale i wło­
ścianom, podaje tu opis aktów odpowiednich. .Rękopis zachowuje się w a r­
chiwum kapituły krakowskiej, a dotyczy spraw, toczących się w dobrach
pabianickich w województwie Sieradzkiem, stanowiących własność tejże kapi­
tuły. Z tych wyroków widać, że wśród ludu istniały też zwyczaje podobne,
co i u szlachty, a i sądy wiejskie stosowały się też w praktyce do nich.
Przytaczam tu jeden w yrok,. dotyczący wsi Ślądkowice : „Robotni Maciej
Thokarz skarzel na Grzegorza Wuya, Isz u thego Wuya w ręku szyna
thego Thokarza Sobestiana zabitho. A:z pewnęm śwyadectwęm y lyudzmy
dobrimi wyary godnymy niewynnem szie bydz then Wuy pokazał Thedy Ich
Mcz wolnim tego Wuya uczinicz y wyeczne mylczenie nakazacz raczeły.
A izebi w pokoyu ssobą mieskaly Thedy zaklad między nymy grzywien
dziessięcz zalozicz raczely.“
Kwestya form prawnych „odpowiedzi“ włościańskich nie jest dotąd
wyjaśnioną ściśle np. nie wiemy, czy istniały jakiebądź prawne formy zwy­
czajowe, czy też nie? „Nie wiemy też, czy bywały wypadki odpowiednie ze
strony włościanina mieszczaninowi i szlachcicowi, i odwrotnie“ — mówi
autor. W każdym razie sądy wiejskie w razach wygłoszenia „odpowiedzi“
żądały złożenia radium lub groziły grzywnami, których wysokość była różna.
W tymże tomie umieszczono drugą pracę, która nadaje się do omó­
wienia w „Ludzie“, jestto „ewolucya k ary “ . Autor, dr. Juliusz Makarewicz

— 447 omawia powstanie i rozwój kary na tle etnograficznego rozwoju, uwzglę­
dniając najnowsze badania w tym kierunku. Wszakże praca ta nie wyróżnia
się jasnością i trafnością poglądów. Inne prace, umieszczone w tym tomie
posiadają, wogóle znaczenie i, przynajmniej niektóre, są ważne, ale nie wspo­
minam o nich, bo nie pozostają one w żadnym związku ściślejszym z ludoznawstwem.
Z drugiego tomu należy wymienić tylko 2 prace: „Nowa teorya socyologiczna prof. dr. Muckego“ (przez dr. K. Gorzyckiego) i „M adagaskar“
(I. Radlińskiego). O pierwszej nie będę pisał, albowiem jestto odczyt wy­
głoszony na miesięcznem naukowem zebraniu Towarzystwa ludoznawczego,
zatem znany niektórym czytelnikom „Lndu“. Nadmieniam, iż redakcya „A te­
neum“ zrobiła osobną odbitkę, która znalazła przychylne przyjęcie w pra­
sie warszawskiej. P raca p. Radlińskiego - - to kilka kartek z dziejów kolonizacyi tej wyspy, w której wspomina się o naszym ziomku Beniowskim ;
dalej autor podaje geograficzno-etnograficzny opis tej krainy i omawia przy­
szłe widoki kolonizacyi francuskiej, której wróży zupełne niepowodzenie.
W tomie trzecim w zeszycie lipcowym umieszczona jest króciutka, ale
bardzo ciekawa praca p. t. „Odcyfrowanie napisów runicznych orchońskich
i jenisejskich przez Thomsena“ (Erazma Majewskiego). Oddawna były zna­
ne t. z. runy syberyjskie, t, j. tajemnicze znaki, jakby napisy, spotykane tu,
i owdzie na skałach, zwłaszcza nad rzekami ; wszelkie próby ich odczytania
aż do ostatnich czasów nie powiodły się. Zagadkę tę dopiero rozwiązał prof,
duński Thomsen na zasadzie materyałów zebranych i dostarczonych przez
pp. Jadryncewa, H eikeľa i Radłowa. W r. 1889 Jadryncew zwrócił uwagę
na napisy, znajdujące się na pomnikach w dolinie Orchonu w okolicy da­
wnych miast Karakorum i Kara Bałgasun. W rok potem bada te napisy
Heikel, uczony fiński, a w roku następnym p. Radłów; ich badania dostar­
czyły materyałów, które pozwoliły uczonemu duńskiemu zrobić to ważne od­
krycie. Autor, p. Erazm Majewski, w swej pracy zaznajamia nas z tem od­
kryciem na zasadzie pracy prof. Thomsen’a p. t. „Déchiffrement des inseriptions de l’Orkhon et de l’Jeniss’ei“. W edle autora badacz oparł swe ro z u ­
mowania na podstawach następnych : na dwóch tych pomnikach, a na trzech
płaszczyznach były umieszczone napisy alfabetem nieznanym, na czwartej
zaś był napis chiński, który odczytano dokładnie; jego treść wyjaśniła zna­
czenie tych pomników. Ta okoliczność dała klucz pewien do odcyfrowania
napisów podobnych, znanych od bardzo dawna; nowa próba udała się. Natu­
ralnie — dość będzie wykazać czytelnikom „L udu“ tylko główną podstawę,
która doprowadziła Thomsen’a do jego odkrycia pomijając wszelkie szcze­
góły. Thomsen wykrył porządek wyrazów w napisach, porównanie poszcze­
gólnych ich liter wraz z dokładną znajomością języka wykryło kształty
przypuszczalne niektórych liter alfabetu; gdy te przypuszczenia sprawdziły
się, wówczas posunięto się o krok dalej: zaczęto odczytywać wyrazy po­
szczególne. Imiona własne, spotkane w napisie chińskim ułatwiły to zadanie.....
Po odcyfrowaniu wyrazów poszczególnych udało się odcyfrować zdanie, po­
tem zaś powoli cały napis.
To odkrycie posiada znaczenie poważne, albowiem prawdopobnie rzuci
tyle światła na dzieje kultury w Azyi, ile rzuciły odkrycia um ieję­
tności odczytywania hieroglifów egipskich i pisma klinowego ; słusznie tedy
autor przyrównywa odkrycie Thomsen’a do odkrycia Ghampollion’a (str. 152 do
157).

-

448 —

W zeszycie sierpniowym, należącym do tomu III, umieszczono kilka
artykułów, o których tu należy zrobić wzmiankę. „Z piątej części św iata“
jest streszczeniem pracy Leroy-Beaulieu p. t. „L’Australie et la nouvelle
Zelande — Les expériences sociales — Le féminisme“, umieszczonej
w „Revue des deux mondes“. Jestto opis nowych a oryginalnych warunków
życia społecznego na południowej półkuli oraz śmiałych planów na przy­
szłość i reform gruntownych. Pogląd autora to pogląd mieszczańskiego rad y k a­
lizmu francuskiego; z tego punktu widzenia zapatruje się on też na ró ­
wnouprawnienie kobiet w Nowej-Zelandyi.
Oprócz tej pracy w tym zeszycie zamieszczone są dwie inne : „Szkoły
parafialne w Polsce“ i „Ukraina ХУІ w. w świetle badań Al. Jabłonowskie­
go“, mające związek pośredni z ludoznawstwem, albowiem dostarczają sporo
materyałów do dziejów kultury. Są to sprawozdania z pracy dr. A. Karbowiaka p. t. „Szkoły parafialne w Polsce w XIII i XIV w.“ oraz sprawo­
zdanie uogólnione z tych tomów „Źródeł dziejowych“, wydawanych przez
Pawińskiego i p. Jabłonowskiego, poświęconysh geograficzno-statystyeznemu
opisowi Ukrainy i wogóle Rusi polskiej. Sprawozdanie podnosi i ocenia bar­
dzo wysoko zasługi p. Jabłonowskiego, który wyłącznie badał Ruś i U k ra­
inę oraz rozpowszechnia i popularyzuje wiadomości o stanie tych krajów
w w. XVI, obalając dużo poglądów bardzo rozpowszechnionych, a tenden­
cyjnie sfałszowanych przez historyków kijowskich, dobrze znanego au to ra­
mentu.
W tym też zeszycie umieszczono początek studyum p. Kazimierza
K rauza p. t. „Prawo retrospekcyi“, które zostało ukończonem w zeszycie
następnym. Jestto praca sumienna; p. Krauz mieszka stale w Paryżu, tam
też zostało napisane to studyum, co też poniekąd tłómaczy jego niektóre
rysy.
W zeszycie wrześniowym umieszczono pracę p. Neumannowej p. t.
„Egipt i Sudan“, zawierającą nieco ciekawych szczegółów z etnografii i hi­
story! kraju z nad Nilu ; są tu też wspomnienia osobiste, nader charakte­
rystyczne, a niepozbawione znaczenia szerszego.
Z czwartego tomu omówię tylko „Czynniki rozwoju“ p. Krzywickiego,
„Felibry i felibryzm“ p. W arskiego i „Odrębność etniczna i cywilizacya“
p. Daniłowicza-Strzelbickiego, bo te tylko prace pozostają w związku z lu­
doznawstwem w szerszem znaczeniu tego wyrazu. P . Krzywicki omawia zna­
czenie społeczne walki o byt i ostro krytykuje przekład niemiecki pracy
Beniamina Kidda p. t. „Social Evolution“, który (przekład) znany biolog
niemiecki Weissmann zaopatrzył w przedmowę nader charakterystyczną. P ra ­
ca p. Kidda — to dowód bankructwa umysłowego wyższych warstw mie­
szczańskich, niegdyś tak wolnomyślnych, które dziś w obawie współczesnego,
potężnego ruchu ludowego zaczynają szukać opieki i ochrony pod skrzy­
dłami autorytetu czynników konserwatywnych. Stosownie do ducha czasu
poglądy swoje starają się one oprzeć na podstawach wiedzy ścisłej, m iano­
wicie wywodów biologicznych, które jakoby obracają w niwecz wielkie za­
sady wolności, równości i braterstwa. Profesor Weissmann te poglądy po­
piera dowodami biologicznymi jakoby dowodzącymi, że połowa rodu ludz­
kiego, mianowicie kobiety, nie ma praw żadnych, krom obowiązków podtrzy­
mywania gatunku. Tym panom p. Krzywicki daje ostrą i należytą odprawę.
Kwestyi społecznej poświęcił też p. Daniłowicz-Strzelbicki swoje stu ­
dyum p. t. „Odrębność etniczna i cywilizacya“, w którem rozważa warunki

_

449 —

rozwoju przyszłego typu antropologicznego rasy białej. Jestto praca, którą,
albo trzeba omawiać szeroko, albo tylko podkreślić jej pojawienie sig, by
czytelnicy zwrócili na nią uwagę; na pierwsze miejsca w „Ludzie“ niema,
zrobiłem więc drugie.
„Felibry i felibryzm“ omawia ruch ludowy w południowej Francyi,
połączony z wybitnym ruchem literackim wskrzeszenia i odrodzenia lite ra ­
tury prowansalskiej, którego głównym bohaterem jest p. M istral; studyum
to nader ciekawe, a pouczające pod bardzo wielu względami. Okazuje się,
że osławiona jedność narodowościowo-francuska — to do pewnego stopnia
urojenie ; nie są też uzasadnionemi te obawy, które łączą ów ruch z wstecznictwem legitymistycznem.
J a n W ito r t.
K. Kautsky: E ntstehung der Ehe und der Fam ilie. Powyższy
utwór, mimo sporej ilości naukowych komentarzy, cechuje się wielką jasno­
ścią wywodów i pełnem uwidocznieniem przewodniej idei. Podług autora,
który rozpatruje nietylko życie pierwotnych ludów, lecz i małp, pierwszą
formą małżeństwa nie jest wspólność żon, lecz jednożeństwo skutkiem b a r­
dzo prostej przyczyny : w pierwotnem społeczeństwie mężczyzna i kobieta,
wbrew rozpowszechnionemu zdaniu, byli najzupełniej równoprawni. Ten ide­
alny, swobodny i towarzyski związek małżeński, zawarty nie na zawsze,
lecz dopóki „serce miłością p ała“, istniał już w przedhistorycznej epoce,
a obecnio jeszcze zachował się u buszmenów i innych ludów ; on rozwinął się
dwojaką drogą: u ludów,gdzie mężczyźni zajmują pierwsze miejsce, doprowadził
do poligamii, u innych, gdzie góruje kobieta, do poliandryi. Zanim owa forma
małżeństwa przeistoczyła się w patryarehalną, musiała ona przejść dwie
fazy przejściowe, stać się najpierw „Raubehe“, poczem „K aufehe"; tylko
przy tej ostatniej formie mógł się pojawić „czysty i moralny wzgląd na
kobietę“, a z rozwojem rodziny zjawia się miłość i przywiązanie rodziców
do swych dzieci. Te uczucia zupełnie nie istniały w uprzednich etapach ro ­
zwoju form małżeńskich.
Tak rozpatruje autor ewolucyę rodziny i małżeństwa i jeżeli pominie­
my kilka nasuwających się w tekście wątpliwości, a uwzględnimy nadto ścisłą
logikę jego wywodów, to otrzymamy wrażenie pełne i całkowite.

I i . K a s p e r o w ic z .

Gr. Simmel : Zur Sociologie der R eligion (Neue Beutsehe
Rundschau. 1898. Nr. 2 .) . Badania socyologiczne prowadzą się obecnie
na wielką skalę. W iele wybitnych umysłów na Zachodzie zajmuje się społe­
czeństwem, jego rozwojem i rozmaitymi czynnikami, odgrywającymi tę lub
inną rolę w postępowym rozwoju ludzkości. Skutkiem tego powstało wiele
nadzwyczaj ciekawych wywodów i rozumowań, osnutych na tle pozytywnej
i naukowej krytyki etno-socyologicznych matoryałów, żmudną i mozolną pracą
uzbieranych. Należy tu wskazać na dociekania w kwesty i „Socyologii religii“
prof, Simmela, nader utalentowanego autora szeregu prac z dziedziny nauk
społecznych.
Postaramy się dać na tem miejscu chociażby urywkową, pobieżną chara­
kterystykę poglądów autora na kwestyę do dziś dnia sporną i gruntownie
nie zgłębioną, przedstawiającą więc „żywy interes“ .
Prof. Simmel rozpatruje treść i pochodzenie religii z nader oryginal­
nego punktu widzenia. On bada ją z zupełnie nowej strony i daje bardzo
dowcipną odpowiedź. Pochodzenie religii, jej początków należy szukać nie
w t. zw. pierwotnej religii i wogóle nie w zakresie jakiejbądź religii, lecz

-

450 -

w l u d z k i c h s t o s u n k a c h , nic wspólnego z religią niemających. „Reli­
gia zanim stanie się religią“ (Die Religion bevor die Religion ist), jest
składowym elementem życia społecznego, przydającym mu specyalny odcień,
który można nazwać religijnym. Religia w ostatniem tego słowa znaczeniu
jest abstrakcyą, uogólnieniem religijnych elementów, napotykanych zbyt
często we wzajemnych stosunkach ludzi. Stając tylko na takim punkcie wi­
dzenia, możemy pojąć „Socyologię religii“, możemy zbadać gruntownie
i przyjść do względnie pewnych i trwałych rezultatów.
Autor szuka i znajduje fragmenty religii w stosunku dzieci do rodzi­
ców, entuzyasty patryoty do swej ojczyzny, entuzyasty kosmopolity do całego
społeczeństwa, w stosunkach podwładnego do swego zwierzchnika, pod
którego hypnotyczną władzą on żyje i myśli, działa i reflektuje, wreszcie
żołnierza do swej armii. Wszystkie te stosunki, mimo ich różnicy psycholo­
gicznej, charakteryzują się jednym ogólnym tonem religijnym. Tutaj atoli
widzimy religię w rozpierzchłej formie, istotna zaś religia jest deficencyacyą tych stosunków, a więc występuje w postaci abstrakcyi, oderwanej kategoryi uogólnień wolnych, konkretnych.
Istotę każdej religii autor widzi w „zależności i wzajemnem od­
działywaniu“. Bogowie wszystkich religii byli“ uosobieniem tych mianowi­
cie własności i cnót, których oni wymagali od ludzi“. Religia z psycholo­
gicznego punktu widzenia nie jest „rzeczą zupełnie skończoną, jakąś stałą
substancyą“, ona — to żywy proces, który mimo swej zmienności, rozwija się
samodzielnie każdą razą tak, że treść jej łączy się zawsze z uczuciem, k tó ­
rego rozwój przydaje tylko tej treści nową formę podobnie, ja k nowe
cząstki wcdy dają zawsze te same kolory tenczy. W tern zawiera się siła,
moc i kierunek religii.
H . K a s p e r o w ic z .

SPRAWY

TOWARZYSTWA.

I. Posiedzenie Zarządu.
P i ą t e p o s i e d z e n i e Z a r z ą d u T o w. o d b y ł o s i ę d n i a 4. L i ­
s t o p a d a b. r. Obecni pp. Bal, prof. Dr. Dybowski, Gawroński-Rawita,
Dr. Gorzycki, Ihnatowicz, Dr. Krček i prof. Dr. Kolessa.
Przewodniczył prezes Tow. prof. Dr. A. Kalina.
1. Prezes Tow. doniósł, że w myśl poprzedniej uchwały Zarządu, prezydyum Tow. prowadzi układy z Centralnym Komitetem w Wiedniu w sp ra ­
wie wzięcia udziału ze strony Tow. we wystawie paryzkiej r. 1900 i że
na uroczystości Palacky’ego reprezentował on Towarzystwo.
2. Przyjęto 17 nowych członków, natomiast wykreślono 4 z powodu
niezapłacenia wkładek.
3. Kwestyonaryusz o żywieniu się ludu wiejskiego w Galicyi, ułożony
przez p. ß . Koskowskiego oddano do zreferowania komisyi kwestyonaryuszowej.
4. Sprawę wydania następnego zeszytu „Pieśni nabożnych“ oddano
prezydyum Towarzystwa.

~ 451 5. Uchwalono — nie uwzględnić prośby Dyrekcyi Biblioteki uniw.
we Lwowie o włączenie do Biblioteki uniw. książek i czasopism z biblioteki
Towarzystwa.
6. Skarbnik Towarzystwa przedstawił stan kasy. Obecnie rozporządza
kasa Tow. funduszem 254 zł. 75 ct. w. a. (bez subwencyi).

II. S p raw o zd an ie oddziałów.
II. posiedzenie Oddziału Towarzystwa ludoznawczego w Wieliczce
odbyło się dnia 1 maja 1898 r. o godzinie 11 przed południem pod prze­
wodnictwem Pana Seweryna Udzieli. Obecni pp. Stanisław Czerski, Maksy­
milian Guńkiewicz, Władysław Koch, Józef Kownacki, Wojciech Ozga,
Marcin Rembacz i Bolesław Tync.
Odczytano i przyjęto protokół spisany na poprzedniem zgromadzeniu
członków z dnia 5 kwietnia 1898 r.
Przewodniczący zgłasza nowych członków, którzy przystąpili do Towa­
rzystwa ludoznawczego a mianowicie pp: Wawrzyniec Kosiba nauczyciel
z Prokocima, Maksymilian Guńkiewicz nauczyciel z Rybitw i Bolesław Tync
nauczyciel kierujący z Bieżanowa.
Następnie p. Marcin Rembacz odczytał kilkadziesiąt środków leczniczych,
zebranych między ludem wiejskim w powiecie wielickim i oświadczył, że
staraniem jego będzie zebrać jak najwięcej środków ludowych celem zużyt­
kowania ich w organie Towarzystwa.
Przewodniczący odczytał zajmującą pracę pt. „Podania o pierwotnych
mieszkańcach kraju“ i drugą „Napisy na belkach środkowych w izbach ludu
krakowskiego", zachęcając członków do zbierania napisów tego rodzaju.
W końcu uchwalono następne posiedzenie Wydziału odbyć w dniu
28 maja b. r. o godzinie 5 po południu.
Na tem posiedzenie zakończono.
Sekretarz :

Przewodniczący :

M a r c in R e m b a c z ,

S e w e r y n U d z ie la ,

III. posiedzenie Oddziału Towarzystwa ludoznawczego w Wieliczce
odbyło się w dniu 28 maja o godzinie 5 po południu pod przewodnictwem
Seweryna Udzieli. Obecni pp. : Władysław Koch, Józef Kownacki, Wojciech
Ozga i Marcin Rembacz.
Odczytano i przyjęto protokół z poprzedniego posiedzenia członków
Wydziału Towarzystwa z dnia 1. maja b. r.
Przewodniczący zgłasza na członka Towarzystwa Feliksa Taroniego
nauczyciela z Gaja.
Następnie Przewodniczący przedstawił 12 wzorów ozdobnych pasów,
jakich używa lud w okolicy Krakowa. Przy tem odczytał zajmujący opis
tych pasów, w których wykazał miejsca wyrobu, ich wartość itp. szczegóły.
W końcu uchwalono najbliższe posiedzenie Wydziału odbyć 19 czerwca
b. r. przed południem.
Na tem posiedzenie zakończono.
S e w e r y n U d z ie la .



452 —

IV. posiedzenie Oddziału Towarzystwa ludoznawczego w Wieliczce
odbyło się w dniu 19 czerwca 1898 r. o godzinie 11 przed południem pod
przewodnictwem Seweryna Udzieli. Obecni pp. 'Stanisław Czerski, Wojciech
Ozga i Marcin Rembacz.
Odczytano i przyjęto protokół z poprzedniego posiedzenia członków
Wydziału Towarzystwa z dnia 28 maja b. r.
Przewodniczący odczytał trojakiego rodzaju wiersze, które określił,
nadając im „Wiejscy rymotwórcy“.
W iersze te składają się z trzech oddzielnych utworów a mianowicie:
a ) L ist pisany wierszem a przeplatany prozą z Krakowa przez Piotra
Zięcika żołnierza do swojej żony, w którym objawia tęsknotę za domem
rodzinnym i przestrzega żonę, aby mu dochowała wierności.
ó) Kolenda humorystyczna, napisana wierszem przez dewotkę na cześć
konia Śzawła umieszczonego w wielkim ołtarzu u XX. Misyonarzy w Krakowie.
c) Powinszowanie napisane przez wiejskiego pisarza w imieniu gminy
Grzechyni z okazyi imienin nauczyciela.
Ńa tern posiedzenie zakończono
Sekretarz :

Prezes :

M a r c in R e m b a c z .

S e w e r y n U d z ie la .

V. posiedzenie Oddziału Towarzystwa ludoznawczego w Wieliczce
odbyło się w dniu 9 października 1898 o godzinie 11 przed południem
pod przewodnictwem Seweryna Udzieli. Obecni pp. Stanisław Czerski, W ła­
dysław Koch, Józef Kownacki, Marcin Rembacz — a jako gość Ludwik
Młynek prezes Towarzystwa w Buczaczu.
Odczytano i przyjęto protokół z poprzedniego posiedzenia członków
Wydziału Towarzystwa w dr u 19 czerwca.
Do Towarzystwa zgłosko się dwóch członków a mianowicie : Kazimierz
Jodłowski, kierownik 4-klas. szkoły męskiej w Podgórzu i Kazim ierz Swiba
nauczyciel starszy przy tejże szkołę w Podgórzu,
P. M arcin Rembacz odczytał krótki przyczynek do ludoznawstwa
„O święceniu ziela“ w dzień Wniebowstąpienia Matki Boskiej tak zwanej
„Zielnej“. Przytem przedstawił zbiór naturalnych ziół, które lud nasz zwykle
święci w tym dniu uroczystym i podał zarazem ich mniemaną skuteczność
na rozmaite choroby a zwłaszcza u bydła — oraz przeciw piorunom, silnym
i zbyt gwałtownym wiatrom sprowadzającym deszcze ulewne, czarom i roz­
maitym nieszczęściom domowym.
Na tem posiedzenie zakończono.
Sekretarz :

Prezes :

M a r c in R e m b a c z ,

S e w e r y n U d z ie la .

III. Zgromadzenie miesięczne Towarzystwa..
P i ą t e Z r g o m a d z e n i e n a u k o w e T o w. odbyło się dnia 28. czerwcaNa porządku dziennym był odczyt p. dr. J. Leciejewskiego p. t. „ P i e r w i a s t k i
s t a r o ż y t n e w p i e ś n i a c h l u d o w y c h s ł o w i e ń s k i c h . W odczycie
tym starał się autor uwydatnić motywy, pochodzące z podań mytologicznych
greckich. Odnalazł ich trzy: opis 9. krajów bajecznych, podanie o Perseuszu

-

45В —

ratującym Andromedę, i podanie o Orfeuszu i Eurydyce. Opowiadania te
zostały w poezyi ludowej bardzo zmienione; wpłynęły na zmianę tę za­
patrywania religijne, stosunki społeczne, motywy innych podań i pieśni, tak
iż często trudno się domyślić pierwotnego wątku. Zasługą jest prelegenta;
że starał się wykazać, jak treść pierwotnie pogańska zmieniała się powli na
chrześcijańską, religijną, jak pojedyńcze szczegóły dawnego podania traciły
dawny charakter, przybieraniem lub zastępowaniem ich innymi, przemienieniem
nazw i miejsca. W ten sposób przedzierzgnął się Perseusz w św. Jerzego
a Andromeda w Małgorzatę, Orfeusz w króla (węgierskiego) Macieja, w św.
Tomasza, w jakiegoś króla dziewiątego, w św. Piotra, św. Antoniego, w Pana
Jezusa a nawet w Matkę Boską, Eurydyka zaś w żonę, matkę, rodzeństwo
ratującego lub też w dusze potrzebujące wybawienia wogóle. To wszystko
zostało zabarwione jeszcze kolorytam narodowym.
Oprócz tego starał się prelegent wykazać drogę, którą te podania
przyszły do Słowieńców. Pośredniczyły w rozszerzaniu się powyższych tematów
różne podania ustne i piśmienne wieków średnich, legendy i pisma apokry­
ficzne, które jużto w części, jużto całkowicie zmieniony m ateryał przyniosły
do Słowieńców. Do wyjaśnienia tej kwestyi przyczyniła się żywa dyskusya
po odczycie,w której zabiaerli głos pp. prof. Kalina, prof. Kołessa, Dr. Krček.

17. Wykaz darów na rzecz Towarzystwa.
50. Ks. Wład. Sarna dzieło swoje : Opis powiatu krośnieńskiego pod
względem geograflczno-historycznym. Przemyśl 1898.
51. L. Magierowski rozprawę sw ą: Trwanie życia w okolicy Jaćm ie­
rza, Część 2. Kraków.
52. Jan Karłowicz rozprawę swą : Gwara Kaszubska. Warszawa 1898.
53. J. W ito rt: A. E. Bogdanowicz: Pereżitki drewnjago mirosozercanija u Bółorussow. Grodno 1895.
54. E. Monseur swą rozprawę: Ľ Inde et ľ Occident. Bruxelles
1898.
55. J. Talko - Hryncewicz swą pracę: К antropologii Welikorossow.
Semejskije (Staroobradcy) zabajkałskije. Tomsk 1898.
56. Król. Accademia dei Lincei swe wydawnictwo : Rendiconti. Yol.
VII, zesz. 1 — 6. Roma 1898.
57. Ces. Ros. geograf. Towarzystwo Troieko ■Kiacht. Oddział swe Pro­
tokoły Nr. 6. z r. 1896, nr. 1. 2. 4. z r. 1897.
58. Jul. Jaw orski swe rozprawy: Südrussische Yampyre. Berlin 1898.
i Notizen zur Geschichte der Märchen und Schwänke 1898.
59. Hrvatsko starinsko Druztvo : Starohrvatska prosvjeta. roczn. IY
nr. 1. Knin 1898.
60. Hieron. Lopaciński swą pracę : Lucyan Malinowski. Wspomnienie
pośmiertne. W arszawa 1898.
61. Museálna slovenská společnost swe wydawnictwo. Piesne ľudu
slovenského. Sošit I. Sozbieral Št. Mišik. Turö. Sv. M artin 1898.
Do m u z y u m of i a r o wa l i :

1. Józei Schnaider. T artarów : Trembitę huculską.
2. Prof. J. Mazur, Buczacz: 50 sztuk pisanek z okolicyKołomyi i Sta­
nisławowa.

— 454 —
V. Stosunki Towarzystwa z innemi towarzystwami i redakcyami ¿ísm.
1. Towarzystwo: The Anthropological Society of Washington, które
posyła swój organ : The American Anthropologist.
2. Towarzystwo : The Manchester Geographical Society posyła swój
organ: The Journal of the Manchester Geographical Society. M anchester
3. Towarzystwo naukowe estońskie (Gelehrte Estnische Gesellsc:
posyła swój organ: Sitzungsberichte der Gelehrten Estn. Gesellschaft J u .j0
(Dorpat).
4. Król. saskie Towarzystwo nauk. (Königl. sächsische Gesellschaft
der Wissenschaften in Leipzig posyła swój organ : Berichte über die Ver­
handlungen der Kgl. sächs. Gesellsch. d. Wiss.
5. Königl. Gessellschaft der Wissenschaften zu Göttnigen розу1а; ;wój
organ : Nachrichten von der König!. Gesellsch, der Wiss. Göttingen.
6. Król. Towarzystwo geograf, w Brisbane w Australii (Royal Geogra­
phical Society of A ustralasia Quensland), które przysyła swoje wydawni­
ctwa.

VI. Spis nowych, członków.
365. Ks. Jan Głowacz, prob. Brzozowa p. Gromnik.
366. Guńkiewicz Maksymilian, naucz. Rybitwy p. Bieżanów.
367. Gustawicz Bronisław, prof, gimn. Kraków.
368. Iseppi Antoni, naucz. Kraków.
369. Jodłowski Kaźm. kierownik szkoły lud. w Podgórzu.
360. Kosiba Wawrzyniec, naucz Prokocim p. Podgórze.
371. Różycki Wład. kierownik szkoły lud. w Lipnikach p. Wiśniowa
koło Dobczyc.
272. Świba Kaźm naucz. Podgórze.
373. Taroni Feliks, naucz. Gaj p. Mogilany.
3 7 4 . Tync Bolesław, kierown. szkoły lud. Bieżanów.

{ S p r o s to w a n ie .
W zeszycie 3. t. IV. „Ludu“ p. L. Młynek w recenzyi „Ł u nadrabskiego“ J. Świętka napisał na str. 335 : „Tłómaczy się (t. j. a u to r). . .
opinią Komisyi antropologicznej Akademii krakowskiej, która postanowiła
w zasadzie nie drukować więcej pieśni, uznając „ ż e d a l s z e z b i e r a n i e
p i eś ni (mniej więcej w r ó ż n y c h o k o l i c a c h k r a j n i w o g ó l e
P o l s k i do s i e b i e p o d o b n y c h ) b y ł o b y b e z c e l o w e , s k o r o Kol ­
b e r g z e b r a ł i c h d o 16. 000 “ .
Twierdzenie to recenzenta uważam za swój obowiązek jako sekretarz
działu etnologicznego Komisyi antropologicznej sprostować jako sprzeczne
z istotnym stanem rzeczy. Uchwała odnośna Komisyi antropologicznej z dnia
10. kwietnia 1894 r. opiewa: „Następnie tenże Przewodniczący (prof dr. J.
Boudouin de Courtenay) wniósł : 1) aby na przyszłość nie' przyjmować ża­
dnych zbiorów pieśni bez melodyj i dokładnego porównania z istniejącymi
zbiorami, z wyjątkiem chyba szczególnej a umotywowanej ważności przedsta­
wionych pieśni pod względem bądź to dyalektologicznym, bądź też jakim
innym“ . . . Wnioski te uchwalono“.
Zbiór wiadom. t. XVIII. str. V II.

Roman Zawiliń-H.

Pokwitowanie.
Zapłacili wkładkę po koniec października 1898 :
1) Z a r o k 1898: Jó zef B aran 1 zł., Błażej Jurkow ski 3 zł..
Ludwik Krzywicki 2 zł., Józef M azur 1 zł., Am alia Keichm anówna 2 zł.,
Teresa Świderska 2 zł., W ydział rady powiatowej jarosław skiej 4 z ł , K s.
J a n Głowacz 5 zł., prof. Bron. Gustawicz, K raków 5 zł., Mich. Zm ig.odzki 4- zł.; — nadto zapłacili w O d d z i a l e b u c z a c k i m : Mie< Jaw B urzyński 5 zł., ks. Stanisław Gromnicki 5 zł., Dr. Mieczysław
.chler 4 zł., Antoni Jezierski 2 zł 50 ct., Stefan Komornicki 5 z łr.,
Joachim Langer 1 zł. 50 ct. Bazyli Maykowski 5 zł., Adam Orzechowski
1 zł. 50., Oskar hr. Potocki 5 zł., — i w O d d z i a l e w i ś l i c k i m ;
Stanisław Czerski 1 zł. 50 ct., Maksymilian Guńkiewicz 1 zł. 50 ct.,
W aw rzyniec K osiba 1 zł. 50 ct., W ojciech Ozga 1 zł. i Seweryn U dziela 4 zł
2) Z a l e g ł o ś ć z
Ludwik Młynek 4 zł.

roku

1897:

w Oddziale

buczackim

Stanistaiv B al
skarbnik.

Odezwa,
:i W ydział uprasza usilnie P.
s co w y cli Tow arzystw a

o

T. C z ł o n k ó w z a m i e j-

pilniejsze

spłacanie

zaległych

w kładek. Z pow odu zbyt wysokiej zaległości u członków
zamiejscowych, wynoszącej z końcem października b. r. p o ­
k a ź n ą k w o t ę p r z e s z ł o 260 zł , W ydział ma do w alczenia
ze znacznem i trudnościam i i zmuszony będzie uciec się do
środków energiczniejszych, w szczególności zaś ściągać b ędzie
zaległe

w kładki

zleceniam i pocztowem i

a

w następnym

zeszycie „L udu“ ogłosi imienny wykaz zalegających.

f t 4-€\
f !

Ä

W, '

NAKŁADEM

TOWARZYSTWA LUDOZNAWCZEGO
wyszły następujące dzieła
do nabycia w Administracyi „Ludu“, Lwów, Zimorowicza 7 :
złr.

ct.

1. Program Sekcyi muzycznej Towarzystwa ludo­
znawczego. Lwów 1895
.
.
.
. — 10
2. Dr. K a r o l M á t y á s : Zapust — Popielec —
W ielkanoc. Lwów 1895
.
.
.
. — 50
3. D r. S t. E 1j a s z -E , a d z i к o w s k i : Polscy gó­
rale tatrzańscy. Lwów 1897
.
.
. — 50
4. L u d w i k M ł y n e k : Uwagi nad pieśniami ludu
wielickiego. Lwów 1897
.
.
.
. — 50
5. D r. P r . K r č e k : Pisanki w Galicyi, III. Lwów
1898
— 20
6. T e n ż e : Sobótka w Galicyi. Lwów 1898
7. L. M ł y n e k :
Lwów 1898

. — 20

Sierscy pasterze przed 20 laty.
.
.
.
.
.
. — 20

8. Pieśni nabożne na cały rok kóścielny. Zeszyt
.

2—

9. J a n W i t o r t : Zarysy prawa zwyczajowego
ludu litewskiego. Lwów 1898
.
.
. 2

I —III. Lwów 1897— 1898 .

.

.



New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.