10ffb894daa377c3a1b5f85b11eb6304.pdf
Media
Part of Ocieka, pow. Ropczyce/ Lud, 1924, t. 23
- extracted text
-
MATERJAŁY ETNOGRAFICZNE.
Ocieka.
(Zapiski etnograficzne z lat 1899—1907).
Zaledwie o 10 km. na północ od Ropczyc leży na równinie
piasczystej wioska Ocieka z kościółkiem parafjalnym i około
2.000 dusz. Osada to stara, a początek jej nieznany ginie w mroku
wieków, jak nieznany jest czas, kiedy wystawiony został miejscowy
kościółek drewniany.
W opisie ludu ropczyckiegox) uwzględniłem także Ociekę
i sąsiednie wioski, ale materjału etnograficznego — ma się rozu
mieć — nie wyczerpałem, a nie wyczerpał go także i p. Józef
Sulisz2), który dorzucił do mojej pracy sporo wiadomości.
Skoro więc nadarzyła się sposobność w latach 1899—1907
zebrałem znów garstkę szczegółów z Ocieki i pobliskich miejsco
wości i ten przyczynek podaję poniżej.
Święta Bożego Narodzenia.
Wyk.
W wigilję Bożego Narodzenia wieczór po pośniku przebie
rają się chłopi i straszą dzieci, — mówią im też, że w kominie
siedzi Wyk i nim też straszą dzieci.
Nie mogłem się dowiedzieć nic bliższego o tym Wyku.
Bobrowa, pow. Mielec 21 grudnia 1899.i
' *) „Materjaly etnogr. z miasta Ropczyc i okolicy“ — Zbiór wiad. do antr.
kraj. tom X. — „Wspomnienia z przeszłości Ropczyc" — Tarnów 1888. — „Piski
w mieście Ropczycach i okolicy“ Tarnów 1888. — „Poczucie piękna u ludu ropcżyckiego“; „Religja i modlitwa u ludu ropczyckiëgo“, „Chata w Ropczycach
i okolicy“ — Wisła, tom 111.-— „Lud polski w powiecie ropczyckim w Galicji“,
„Zbiór wiad. do antr. kraj. tom XIV, XV i' XVI.
a) „Zapiski etnogr. z Ropczyc“ — „Lud“, tom XII; „Przyczynek do
mętowania i do zabaw dziecinnych w Ropczycach"; „Rymowane imiona z Rop-
Ocieka pow. Ropczyce.
Po północy z-.Bożego Narodzenia na św. Szczepana idzie
parobczak do domu, w którym zamierza się żenić. Do towarzystwa
przybiera sobie jednego lub dwóch rówieśników. Jeżeli się dziew
czyna spodziewa takich odwiedzin, stara się w nocy izbę zamieść
a śmiecie wyrzucić. Gdy młodzieniec zastanie izbę zamiecioną, sam
ją zaśmieca, upuszczając potrosze słomy, którą z sobą przyniósł
i ukrył pod płaszczem. Skoro rozrzucił już przyniesioną słomę,
zamiata całą izbę starannie, w końcu zapytuje:
— Czy nas przyjmiecie, bośmy już izbę zamietli?
Jeżeli młody jest po myśli rodziców i dziewczyny, otrzymuje
odpowiedź :
— Przyjmujemy.
A wtedy chłopcy przynoszą z sieni napitek, który z sobą
przynieśli i tam pozostawili i zaczyna się pierwsza zabawa. Jeżeli
jednak otrzyma odpowiedź odmowną,- to natychmiast opuszcza
dom i z wszelkich dalszych starań rezygnuje.
Zdarza się czasem, że zastanie izbę niezamiecioną. W takim
wypadku nie rzuca już konkurent słomy, ale zabiera dziewczynie
buty, lub jakąkolwiek część jej ubrania, następnie zamiata izbę.
Jeżeli zostanie przyjęty, natenczas nie chce butów oddać,
drażni się z dziewczyną, zabawa się tym sposobem urozmaica
i przewleka, a rqdzice poczuwają się do obowiązku wykupienia
zabranej rzeczy i posyłają po wódkę lub piwo.
Zapisano w styczniu 1907 r.
Szop ka.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Po świętach Bożego Narodzenia chodzą chłopaki niżej lat 20
ze szopką. Ubranie ich zwyczajne, tylko na głowach mają kape
lusze przyozdobione różnokolorowemi kawałkami papieru, wyglą
dają jakby hełmy. Przyszedłszy pod okna, śpiewają zwykle kolędę :
„Wśród nocnej ciszy...“, lub: „W żłobie leży...“, a zawołani do
czyc“, „Cech tkacki w Ropczycach“ — Lud tom XIV; „Szkoła w Ropczy
cach w XVII w.“ — Lud. tom XV.
129
izby, dają przedstawienie, pokazując w szopce rozmaite lalki, które
wyobrażają pasterzy, mędrców ze wschodu, króla Heroda i t. d.
Pokazaniu każdej lalki towarzyszy stosowne przemówienie lub śpiew.
Najpierw ukazują się pasterze, przyczem śpiewają „Pasterze
bieżeli i t. d.“, dwie zwrotki. Przy ukazaniu się Trzech Królów
śpiewają: „Bóg się rodzi, gwiazda wschodzi, trzej królowie od
wschodu... i t. d.“. Ukazuje się król Herod z żołnierzem, swoim
sługą i mówi:
Ach, biada, biada mnie Herodowi,
Utrapionemu wielce królowi!
A gdy się dowiedział, że się narodziło w Betlejem jakiści
małe dzieciątko, natychmiast swe sługi posyła:
Do Betleem biegajcie,
I tam do jednego dzieciątka małego główki wyścinajcie!
Po tych słowach odchodzi żołnierz, a po chwili przychodzi
żyd, któremu syna zabito i mówi do króla Heroda:
Królu Herodzie!
Cóż za złość miał do mojego Abramka,
Żeś mu główką ściął dzisiejszego ranka?
Król Herod odpowiada:
Idź precz żydzie przeklęty,
Boś mi zakrwawił serca mementy!
Żyd:
Nie, nie przepadnie wina
Za mojego syna,
Bo będzie taki uribel,
Co ci go weźmie duszę na skibek
(Odchodzi)
Śmierć (przychodzi) :
Stawam przed tobą, królu Herodzie, biała, koścista,
Ale ty się nie obronisz, choćbyś miał żołnierzy trzysta.
Herod:
Nie takiem ja strachy miał,
Alem się ich nic nie bał;
A i ciebie się nie boję,
Bo silnie przed tobą stoję.
Śmierć:
Nie po to ja przyszła, żebym się z tobą wadziła,
Tylko żebym cię ze świata zgładziła.
(Ścina mu głowę)
Lud. T. XXIII.
9
D j a b e 1 (wchodzi) :
Królu Herodzie, za twoje zbytki,
Pójdziesz do piekła, boś wielce brzydki.
(Bierze go z sobą)
Zyd (wchodzi i śpiewa):
Niesłychane o takim smutku,
Co się tam stało w miasteczku Gródku
Naszego Chaima,
Słynnego rabina,
Syn szedł raz ze szkół z wielką słabością,
Upadł na kamień z wielką zemdlością.
(Upada)
Sura (jego żona wbiega, chwyta go za brodę i podnosi):
Wstaj Mojsie,
Trzymaj się,
Bo nasza praca
Do wody się wtacza,
Zyd (wstaje, chwyta Sure, tańczy z nią i śpiewa):
Dobrze Pan Bóg uczynił
Ze nam siabes przyczynił.
(Wychodzą).
Polak (wchodzi i śpiewa):
Jestem polskie dziecko, szlacheckiego rodu,
Mój ojciec powroźnik, a brat buty robi.
Szlachcianka (przychodzi do niego, tańczą obydwoje
po chwili wychodzą).
Jaś (wchodzi i mówi) :
Roku zeszłego
Miałem dość wszystkiego*
Ale Kasia szelma była,
Wszystko przejadła, przepiła,
Jeszcze się mnie bić chwyciła.
Kasiu! Kasiu!
Kasia (wchodzi):
Jak się masz Jasiu ? Każmy sobie krakowiaka zagrać ! (Mu
zyka gra, oni tańczą, potem odchodzą).
Kowal wchodzi z kowalką, która śpiewa :
Kowalu, kowalu, w tej brudnej koszuli,
Jakże się do ciebie kowalka przytuli?
(Tańczą).
*
.. •■•'J'
.
131
Kumowie dwaj wchodzą i mówią :
Pierwszy:
Hej, kumie! Kiedy wy mi oddacie te pół połcia słoniny,
Coście pożyczyli jeszcze zeszłej zimy ?
Drugi:
Mój kumeńku, mój kumeńku, nie mówcież mi tego,
Bo aż mnie zabolała głowa od razu jednego!
Pierwszy:
Ej, kumie, nie odwodźcie se burłakiem
Żebym was nie uderzył po głowie cepakiem!
(Bije go, wyrzuca za drzwi, a potem śpiewa):
Jakem ja se był na roli,
To ja był bogaty:
Cztery koty do roboty,
Piąty pies kudłaty!
A moja Marynka
To ładna dziewczynka,
Jak mi nie wierzycie,
To się przypatrzycie!
Marynka wchodzi i tańczą oboje.
Po nich ukazuje się dziadek i żąda pieniędzy. — Gdy
dostanie, wychodzi babka i śpiewa:
A mój dziaduś wielce dobry,
Ma pieniędzy pełne torby!
(Odchodzą).
Czarownica (wchodzi, robiąc masło i śpiewa):
Deszczyk idzie, słońce świeci,
Czarownica masło kłóci ;
A bodajżci pokłóciła,
Do góry dnem wyrzuciła!
(Wychodzi).
Cygan (z niedźwiedziem wchodzi i śpiewa):
Hasa, hasa!
Niedźwiedź z łasa!
Myśliwy ukazuje się i zabija niedźwiedzia. Cygan z obu
rzeniem woła:
Całym świat zeszedł, jeszczem nie słyszał,
Co mnie spotyka w tej szopie dzisiaj.
Na tem kolędnicy kończą przedstawienia.
Podał Teofil Mleczko, naucz. 1907 r.
9*
“
.y jmi
- - •- ~
132
Świat nadzmysłowy.
G n i o t e k.
Ocieka, pow. Ropczyce.
W Ociece utrzymują, że g ni otek wygląda tak, jak dziecko,
tylko jest bardzo ciężki. Dobrym sposobem uwolnienia się od
gniotka jest przeżegnać się myślą. O gniotku nasłuchać się tu
można bardzo wiele opowiadań, z których kilka podaję poniżej.
I.
Męża Józefy Stręczkowej gniótł gniotek przez dwa lata.
Stręczka krył się przed nim na noc, gdzie mógł, ale napróżno.
Bywało, położy się w kącie izby — gniotek przychodzi i gniecie ;
drugiej nocy śpi w drugim kącie izby, — znowu go gniecie;
innej nocy w trzecim kącie, zaś go gniecie. Porzucił Stręczka
izbę, poszedł do stajni i położył się w żłobie. Znalazł go i tam
gniotek i gniótł. Zrozpaczony wylazł na strych stajni i tam się
do spania ułożył. Przyszedł w nocy gniotek i pod konie go
zrzucił.
Odtąd postanowił Stręczka nie spać, ale czatować na gniotka,
by go złapać. Trzeciej nocy spędzonej bezsennie przyszedł gnio
tek i lezie na niego, zaczynając od wielkiego palca u nogi, po
tem na brzuch się posunął i już chciał go za szyję rękami objąć,
gdy Stręczka chwycił go za rękę i rzucił od siebie całą siłą. Tak
ciężki był gniotek, że Stręczka przesilił rękę tak, że dwa tygo
dnie nie mógł nią ruszyć. Odtąd nie gniótł go już gniotek nigdy.
II.
Toli godocie o gniotku, a dyć mnie downijsemi casami co
trochę gniot gniotek. Roz nawet zdarłam mu copke z głowy,
ale wzięło mnie jakieś obrzydzenie, jak krojne te copke na zie
mie, to jaze jękło w izbie. Żałowałam potem, zem mu te copke
oddała, ale to zawse cłowiek taki mądry po niewcasie.
III.
A pamiętacie, jak to tę dziewkę na Zogrodach gniot gnio
tek ? Jakże sie to ona nazywała ? By zdechło, nie mogę se przy
pomnieć! — Przecie ją tak gniotek gniot, że ji krew usa mi sła.
— A bo gniotek ssie krew z usów — objaśniał Struziak.
133
Jaze raz chopaki : Ziętarczyk, Zrywaców Jonek i od starego
Walka Józef, ten co łońskiego roku do Hameryki pojechał, zasa
dziły sie na niego, żeby go chycić.
Siedzą, siedzą w nocy po omacku, udają, ze śpią. Naraz
rozlyg sie sum w kuminie i... brzdęk ! Spadło cosik na blochę.
Zaświcą, patrzą, a tu stoi przy dźwiach mały chłopocek w kape
lusiku. Jak tez nie skocą z pasami, jak nie wezmą rznąć! Ponoć
go tam straśnie zbiły, ale sie jem wydar i uciek kuminem.
Opow. Karolina Droguta, 1907 r.
Mamuny.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Mamuny, zwane także boginami są podobne do ludzi,
ale mniejsze, brzydkie i nie mówią, tylko miauczą. Mamuny prze
bywają na brzegach rzek lub w rzekach.
I.
Raz w nocy swysaua Cyranowo w Ociece, ze cosi we drzwi
skrabie. Woło na swojygo chłopa:
— A idzino wyźryj, co tam za psiaparo jakosi skrabie do
drzwi.
Porwał Cyron połę, wylecioł i zobacył mamuny. Ze ino
go mamuny zeźrały, zacęły uciekać do rzyki i... chlap ! chlap !
chlap! wszyćkie powskakiwoły do wody. A Cyron wrzescy:
— Psia... psia... psia krew! Choroby! Toście tu przysły?! —
gruch! za niemi do wody.
Zamiaucały ino boginy i wyleciały na drugi brzeg i zacęły
lecieć ku chałupom niedaleko rzeki. Dopadły chałupy Ciołka
Franka, wdarły sie na górę i tam do rana siedziały, miaucały
i wrzescały.
Jak sie o tern po wsi rozniosło, to było śmiechu i opowia
dania na dugi cas.
II.
Jedny babie w Woli Ocieckiej porwały boginy dziecko,
a swoje podrzuciyły. To dziecko miaucało i miaucało i nic jeść
nie chciało i nic nie rosło. Az jednygo dnia poschodziyły sie somsiadki i powiadają:
134
— To przecie nie wase dziecko, bo nic do wos nie po
dobne. Nic innygo sie nie stało, ino mamuny wom dziecko odmieniyly. Weźcie — powiada jedna baba — wody do skorupek
z joj, zagotujcie te wodę, potem ją oziąbcie i dejcie dziecku pić.
Weźcie także brzezową rózgę i bijcie nią dziecko.
Kobieta wszyćko zrobiła, jak ji somsiadka poradziła. Jaz tu
mamuna wpodo, cisko ji dziecko na łóżko i mówi:
— Jo twoje dziecko obserwuje, nie bije go i ze skorupek
mu jeś nie daje !
Porwała swoje dziecko i uciekła.
III.
Jedna baba posła przed wywodem po wodę za miedzę.
A było to wiecorem. Na drodze spotkała trzy mamuny: jedna
była staro i kulo wo, a dwie młode i silne. Te dwie młode po
rwały babę i wleką, a ta trzecio ni mogła im nadoleć, ino zda
leka wołała:
— Babu, babu! trzymoj sie miedzy i chyć sie dzwona!
(Hypericum perforatum).
Baba łapie, łapie, jaz namacała to ziele. W ty chwily puściuły ją mamuny, a pobiegły do ty stary, zacęły ją bić, potem
ją porwały i poleciały, a baba wróciła do dom.
IV.
Marcin Zięba, chłopak około siedmnastu lat, ma piersi
spuchnięte i skarży się, że go boginy ssą. Broni się od nich
w ten sposób, że na noc opasuje się pasem.
V.
Najpewniej wzbroni się przystęp boginom do domu, gdy
się na drzwiach i oknach ponalepia rozmaite małpy i boginy po
wycinane z papieru.
Spis. I. 1907 r.
Czary, zabobony, przesądy, lekarstwa.
Czary na mleko.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Jedna kobieta chowała tylko jedną krowę, a miała zawsze
bardzo dużo mleka, masła i serów. Ludzie z okolicy mówili o niej
135
że umiała krowy czarować. Zamężna córka tej kobiety nigdy nie
miała tyle mleka, co matka, choć chowała dwie krowy. Gniewało
to bardzo jej męża i było powodem częstych kłopotów domo
wych i obrazy boskiej. Córka, nie mogąc tego znieść, pobiegła
raz do matki i powiada:
— Powiydcie mi, mamo, dlocego wy macie tyła mlyka od
jedny krowy, a jo od dwóch tak mało?
, Matka kazała przyjść obydwojgu do siebie i przynieść mleka.
Gdy przyszli, nalała swojego mleka na jedną miskę, a mleko córki
wlała na drugą. Z tern poszli wszyscy nad Wisłokę. Tu puściła
matka obydwie miski na wodę i kazała za niemi pilnie patrzeć
i uważać, która miska z jej mlekiem, a która z mlekiem córki.
Wnet wypłynęły z rzeki żabki zielone, węże, padalce i żmije.
Zielone żabki skierowały się do miski z mlekiem córki i otoczyły
ją pięknym wiankiem, — a węże, padalce i żmije rzuciły się na
miskę z mlekiem matki i piły je chciwie, staczając ze sobą od
czasu do czasu zajadłe walki.
— Patrzcie — powiada matka — widzicie ? To się będzie
działo ze mną i z moją duszą po śmierci, co się teraz dzieje
z mojem mlekiem.
Zięć i córka odeszli i już się im dużo mleka nie zachciewało,
luż matki więcej o radę nie prosili.
I. 1907 r.
Sposób na złodziei.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Kto chce, żeby mu złodzieje z pola nie kradli, to łatwo so
bie poradzi, ale bez „z/ęgo“ się tu nie obejdzie.
Trzeba w piątek, a jeszcze lepiej w Wielki Piątek kupić
przed wschodem słońca kłódkę, ale bez targu, to jest, zapłacić
tyle, ile zażądają. ,Tę kłódkę należy położyć na ołtarzu i pozo
stawić tam przez całą mszę świętą, następnie zrobić trzy krzyżyki
z drzewa laskowego, obejść pole trzy razy wspak, te trzy krzy
żyki wbić, lub podłożyć w trzech rogach swego pola, wreszcie
iść od miedzy dziewięć kroków w swoje pole i kłódkę zamkniętą
rzucić w środek pola.
Ktobykolwiek przyszedł na to pole kraść, czy to snopki,
-czy co innego, to pozostanie z tern w rękach i krokiem z miejsca
_ 136
nie ruszy, dopóki nie przyjdzie właściciel, lub ktobądź i nie każe
mu tego rzucić i odejść.
Spisano w styczniu, 1907 r.
Sposób na zamążpójście.
Rozedrzeć gołębia żywego na dwie połowy (chwyciwszy za
nogi) i obydwie połowy nosić pod pachami przez dziewięć dni.
Jednakże w tym czasie nie należy mówić pacierza. Skutek pewny.
Przecław, 27/1 1899.
Indyk.
Korale indycze ususzyć, zetrzeć na proszek i schować. Jest
w nich jad wielki. Gdy się ma złość do kogo, sypnąć mu
w twarz tym proszkiem, a porobią się mu na twarzy wszędzie
takie naroście, jak korale indycze. U nas we wsi jest taka baba
jedna i jeden chłopak, co mają po gębach takie korale, jak indyk,
bo im ktoś tak na złość zrobił.
Bobrowa, powiat Mielec, opow. 4/2 1900 r.
Świnie.
Gdy świnie nie chcą żreć, to trzeba dostać od dziada (że
braka) okruszyn chleba i dać je zjeść świniom, a poprawi się
im apetyt.
Przecław, 4/5 1899.
Groch.
Tego grochu, który się ma siać, czy sadzić, nie należy
przesypywać w niedzielę z jednego naczynia w drugie, bo nie
zejdzie.
Przecław, 9/4 1899.
Na różę
I.
Rozetrzeć białko z jaja z cukrem, w tern maczać kłaki lanne
i okładać miejsce różą zajęte.
II.
Miejsce zajęte różą okładać gałązkami zielonemi róży
wietrznej (ślazik pospolity).
Przecław, 1/12 1899.
137
Pisanie listów.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Początek listu musi być zawsze wierszowany, a często także
i zakończenie. Częstokroć zdarza się jednak cały list pisany wier
szem. Jako przykład przytaczam tu kilka takich listów.
I.
Wstęp :
Śniło mi się tej nocy,
Przyszli do' mnie dwaj prorocy
I tak mi prorokowali
I do mej drogiej Honorci list pisać kazali.
Nim piórem ruszę,
To Pana Boga pochwalić muszę
temi słowy: Niech będzie pochwalony i t. d. i teraz następuje właściwa treść
listu.
Zakończenie :
Pozdrawiam cię serdecznie i po niezliczone razy.
U.
Wstęp :
Przyleciał słowiczek
Na złoty stoliczek
I tak sobie przyśpiewnje,
Że moja przyjaciółka odemnie listu oczekuje.
Do stołu siadam,
Biały papier rozkładam
1 ciebie przyjaciółko boskimi słowami pozdrawiam :
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
I Maryja, Matka Jego,
Bo i Ona godna pozdrowienia tego.
Dowiaduję się o Twojem miłem zdrowiu i o powodzeniu. Ja z łaski Pana
Boga jestem zdrów i powodzenie moje, jak zwykle ... (następuje dalsza tresc listu).
Zakończenie :
‘Nie mam już nic więcej do pisania.
Jak cię tylko pozdrawiam przez róży kwiat,
Żeby ci był aż do śmierci miły świat;
Pozdrawiam cię także przez szklaneczkę wody,
Boś ty przyjaciółko przedziwnej urody,
Pozdrawiam cię przez promienie słońca,
Teraz ci, moja przyjaciółko, list w tych słowach skończę.
138
HI.
Wstęp:
Przyleciał słowiczek
Na złoty stoliczek... (jak wyżej cztery wiersze),
Ja długo nie czekam, lecz do stołu siadam
I ten biały papier na stole rozkładam,
Ten papier rozkładam i za pióro chwytam
I z tobą się najprzód w te słowa przywitam;
Chwytam ja za pióro dwoma paluszkami
I mówię do ciebie boskiemi słowami:
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
I Maryja, Matka Jego,
Bo i ona godna pozdrowienia tego.
Treść :
Teraz, kochana Karolciu dowiaduję się o Twojem mitem zdrowiu,
oraz i powodzeniu. Ja z łaski Pana Boga jestem zdrowa i powodzenie
moje dobre, i t. d. i t. d.
Zakończenie:
Więcej ci nie mam co pisać, tylko
Pozdrawiam cię przez kwiateczek róży,
Niechaj ci uroda aż do śmierci służy.
Pozdrawiam cię także przez te zaspy śniegu,
Żebyś nie robiła z mego listu śmiechu.
Pozdrawiam cię także przez promienie słońca
I już to pisanie w tych słowach zakończę.
IV.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja!
Do stołu siadam... (jak wyżej).
Idżże mój liściku przez góry, doliny,
Przez szerokie morza i równe krainy,
A kiedy już dojdziesz do rodzinnej strony
I powiedz odemnie — chociem oddalony:
Pod" dostatkiem chleba życzę i pieniędzy,
Żebyś nie doznała nigdy żadnej nędzy.
He wody w morzu, ile gwiazd na niebie,
Tyle szczęścia życzę ja, Karolciu, tobie:
Niechaj ci we wszystkiem pomagają z nieba
I co tylko żądasz i co ci potrzeba.
Kiedy słońce wschodzi i kiedy zachodzi,
Powiedz mi, Karolciu, jak ci się powodzi?
Ruciany listeczek bardzo prędko schnie,
Powiedz mi, Karolcin, kochasz mnie, czy nie !
Moja Karolciu, dobrzeby to było,
Zęby. twoje serce bardzo mnie lubiło.
139
Przez szerokie morza ja do ciebie płynę,
,
Jak ciebie nie widzę, to mało nie zginę.
Teraz ci winszuję zdrowia, szczęścia i wesołych świąt,
Żeby u ciebie nie był próżny żaden kąt,
Także cię pozdrawiam przez różany kwiat,
Żeby ci był miły zawsze świat.
Pisze do ciebie, twoja przyjaciółka
Józefa Myszkowska.
V.
- Z okazji nadchodzących świąt Bożego Narodzenia otrzymała nauczycielka
w Ociece od uczenicy, Bronisławy Metlak, następujący list:
Wstałam rano, raniuteóko,
Ubrałam się bieluteńko,
Wyszłam do gaju zielonego,
Znalazłam kawałek papieru białego.
Ale mi nagle wpada myśl do głowy,
Że przecież w Kółku 1) w Ociece jest papier gotowy.
Idę po ten papier i na drodze myślę,
Do kogo ja teraz ten liścik napiszę?
Słówko ulubione w mem sercu kieruje,
Chce mówić do Pani, ale się waguje,
Żebym za me słowa nie była zawstydzona,
Zamiast odpowiedzi, nie była shańbiona.
Proszę moja Pani nie róbże mi tego,
Byś mi powiedziała pół słówka marnego.
Lecz co będzie dalej, to na to nie zważam,
Ale profesorską godność Twą poważam.
Nie gniewaj się Pani, że ja piszę do Cię
Może tym liścikiem Twe serce roztoczę,
Bo cóż ja przed Tobą? Nie uszłam i śmiecia,
Boś Ty wielka Pani, a ja głupi dzieciak.
I mówię do ciebie boskiemi słowami,
Ażeby te słowa były między nami :
Jezus pochwalony teraz i na wieki
Niech nas nie opuści ze sjwojej opieki.
Jak Chrystus, Maryja nas nie opuszczają;
Tak niech Twoje dzieci pociechą ci stają.
Teraz życzę Pani święta wesołego,
Byś miała pociechę od dziecka każdego.
Kończę to pisanie — oczka zapłakane,
Bo mi się coś zdaje, że kiedy dostanę.
') Sklepik Kółka rolniczego.
140
Teraz pozdrawiam Panią przez kiteczkę maku,
Żebyś nam napiekła na święta migdałków.
Teraz życzę Pani szczęścia,
Ile panien do z^męźcia,
Ile liści na kapuście,
He ludzi na odpuście,
Ile dzwonów jest w kościele,
Tyle szczęścia, niech się Pani ściele.
Odpisałem 1907 r.
Opowiadania.
0 Panu Jezusie i o świętym Piętrzę, co zaśly na
wesele.'
Ocieka, pow. Ropczyce.
Chodziył roz Pon Jezus ze świętym Pietrem po świecie
1 przyśly do jednego domu na wesele. Gospodorz ufrymowol ich
dobrze, bo przecie przy weselu było cem. Wiecorem kazoł jem
posłać w sieni. Pon Jezus położył sie od ściany, a święty Pietr
z kraju. W nocy naschodziyło sie ciurasów *) do sieni, jak to
zwycajnie ha weselu i zacęni świętego Pietra niepokoić, pośturchały go i pobieły, a Pon Jezus nawet nic o tem nie wiedzioł,
bo spał spokojnie. Jak odesły te zbytniki, tak święty Pietr po
cichutku przeniós sie na drugą stronę i lyg se od ściany. Po
chwily wróciła znowu ta hałastra i powiadają se tak:
— Biylyśwa przedtem tamtego na kraju, to bijwa teraz
tamtego od ściany! — i wsypali drugi raz świętymu Piętrowi.
Tak to śpekulacyjo nie zawsze sie uda.
Opow. Kazimierz Ciołek, 1907 r.
O żołmiyrzu co posed we świat.
Ocieka, pow. Ropczyce.
Jeden zołmiyrz suzuł długo przy wojsku. Jak sie mu juz
wojsko uprzykrzuło, tak wziął, co se przy wojsku uskładoł i po
sed we świat.
') Ciuraś = chłopak 14—16 letni.
141
Idzie, idzie, idzie, idzie, jaz napotkoł siwygo dziadka na
drodze. „Ta — myśly se — mnie pieniędzy trzeba, ale i uonemu
trzeba“. Wyjen gros i dal mu. Ano nic^ posed dali. Idzie, idzie,
i co trochę to tego dziadka na drodze spotyka i zawse mu daje
pare grosy. Az poszczyg sie, ze pieniędzy juz mo mało. Siod se
i zacon rachować.
— Dwa grose — powiado — fajka, dwa grose tutoń, a dwa
grose popos. Darmo — myśly se — dziadowi juz ni ma co dać.
Wstał i idzie dały. Fajkę kupiuł, tutoń kupiuł, ta i fajkę
pały i idzie. Dużo juz drogi used, jak napotkał znowu tego
dziadka. Siedział pod lasem skrzywiony, suchy, biydny, jaz lytość
bierze. Wyjon mój zołmiyrz ostatnie dwa grose i powiada se tak:
— Niech ta bedzie Bogu na chwałę i mnie na pożytek! —
i dał dziadkowi. Wtedy ten dziadek, co sie mu tak co trochę
pokazowa! i o piyniądze prosiył, powiado do niygo:
— Wiys, takiś ty dobry, tageś mie wspomogoł, to jo ci
chce teroz za to zapłacić. Powiedz, cego chees, a dostanies
wszyćko.
Myśly, myśly żołmirzysko i godo:
— Chce mieć taką fajkę, zęby zawse w ni był tutoń i zawse
ogień.
— Dobrze, mos te fajkę — powiada dziadek, — a godej,
cego jesce chces.
— Chce mieć — powiada — tako torbę, coby sie w ni
wszyćko zmieściyło, co se ino pomyśle.
Dostoł torbę.
— Cego jesce żądos? — zapytoł dziadek.
— Chce mieć — powiado znowu — kluce od królestwa
niebieskiyego.
Dostoł. Jaz tu naraz uźroł zołmirz, ze przy dziadku stoi
jakiś drugi; ale nic „co bedzie, to bedzie“, pomyśloł se. Mo juz
fajkę, co sie mu zawsze bedzie kurzyć; mo torbę, co sie w ni
wszyćko zmieści, co se ino pomyśly, bedzie mioł co jeść, bedzie
mioł co pić, bo wszyćko bedzie w torbie. Nic mu juz bieda nie
zrobiy. Mo nawet kluce od królestwa niebieskiego. Ale ten dzia
dek, co sie dopiero pokozoł, powiado mu:
— Proś jesce o jedno, bo ci jesce jedno koniecnie po
trzebne.
142
Wtencos i ten dziadek, co mu jałmużnę dawał — a zołmiyrz
sie juz domyśluł, że to jest Pan Jezus, a ten drugi to^więty
Pietr — powiado:
— Proś jesce o jedno, bo ci bardzo bedzie potrzebne.
Ale zołmiyrz nic, powiada, ze juz wszyćko mo, ze mu nic
nie potrzebne. Wtedy święty Pietr powiado :
— Proś jesce o zbawienie dusne.
Zołmiyrz odpowiado, ze nie chce zbawienia dusnego, bo wystarcy mu to, co mo. Zasmuciyl sie święty Pietr, zasmuciył sie
i Pan Jezus i odeśly. Jak nie chces, to nie chces.
A zołmiyrz idzie, idzie, idzie, idzie, fajkę poli, jaze przy
chodzi do jednego domu, w którym siedzioł król. W tym dworze
była królowna, co oddawna chorowała, a nicht ji ni móg ulycyć.
Przychodzi mój zołmiyrz do tego króla i powiado, ze on mu
ulycy córkę, ale musi z nią być śtyrnoście dni zamknięty w osob
nym pokoju i zęby tam nicht nawet nie zaglądał. Ano, dobrze.
Król sie na to zgodziył i obiecoł mu nawet dać córkę za żonę,
jezely tego dokoze. Tak siedzioł zołmiyrz z królewną w osobnym
pokoju zamknięty i nie wiedzieć, jak ją tom lycył, ale lycył.
Królewnie coroz bardzi sie polepsało, ale se zołmiyrza obrzydziyła i ino prognęła, zęby jok naprędzy z tego pokoju wyjść.
Joze roz uźrała oknem ojca, narobiyła krzyku, zacęła wołać, zęby
ją puściyły, ze juz jest zdrowo. Król kozoł zaroz pokój odemknąć,
wzion córkę na pokoje, zaprosiył i zołmiyrza, usadowiył go za
stołem, doł mu dobrze jeść i pić i chcioł to, zęby sie z córką
zeniył. Ale córka ani se rzec o tem nie doła. Zołmiyrz ustąpić
nie chcioł, kozoł se dawać dobrze jeść, gotować jajeśnice, dobrze
pić i coraz sie zuchwalsem pokazowoł. Ano źle! Co to robić?
Chowały sie na dworze niedźwiedzie. Te niedźwiedzie kozoł
król wygłodzić bez dwa dni i dwie nocy i do nich kozoł zoł
miyrza zaprowadzić. Jak zaprowadzić, to zaprowadzić. Ta i wzieni
go sudzy królescy i zaprowadziyly tom, dzie ta te niedźwiedzie
siedzioły. Ze ino dźwi sie zamknyły, niedźwiedzie powyskakowały
z pierzyn — bo w taki obserwacyi były, ze w pierzynach leżały —
-i hojze, na zołmiyrza. W te razy zołmiyrz otworzył torbę, wszyćkie niedźwiedzie do ni pochwytoł, zasmyknył; jak weźnie bić
a bić, tak bije i bije. Jak je juz naproł, naproł dobrze, tak otwo
rzył torbę, puściył ich i kozoł jem przy dźwiach warować. Wszyć-
143
kie przy dźwiach dygotały ze strachu i żodyn sie rusyć nie śmioł.
Ano nic, — zołmiyrz sie w perzynach położył i leży.
Król był bardzo ciekawy, co sie tyz z nim stało. Zawołał
prefatynera (Privatdiener) i kozoł mu iś tam, kej były te nie
dźwiedzie i przypatrzyć sie, co sie dzieje. Prefatyner przychodzi
i puko do dźwi, a jeden niedźwiedź powiado:
— Cicho tom, bo jak sie pon wściece, to ci d.. e zesiece
tak, ze sie krew poleje.
Prefatyner wróciył i powtórzył te słowa królowi. Król kazał
zaroz prefatynera wyłożyć na łowe i wsypać mu 15 kijów, potem
posłoł innego suzącego. Ten przychodzi i puko we dźwi tak, jak
tamten. Niedźwiedź sie znowu odzywó:
— Cicho tam, bo jak sie pon wściece, to ci d.. e zesiece,
ze ci sie krew poleje.
Wróciył i ten suzący i zaś powtorzo królowi, co nrn nie
dźwiedź powiedzioł. Ale jesce nie skońcył, a król kozoł go kłaść
na ławę i 15 kijów mu rachować. Potem posed som król i zacon
sie do dźwi dobijać, a niedźwiedź znowu mu powiado:
— Cicho tam, bo jak sie pan wściece, to ci d.. e zesiece,
ze ci sie krew poleje.
Jak to król uswysoł, jak sie nie zgniywo, tak polecioł na
pokoje, zwołol suzbę i kozoł zołmiyrza stamtąd wyprowadzić.
Jak kozoł, tak zrobiyły, wyprowadziyły zołmiyrza, a król se myśly:
— Co tu teraz z niem zrobić?
Myśly, myśly, jaż przypomnioł se, ze niedaleko mo stary
zomek, — tak oto, jak na górze Marcina pod Tornowem. W tym
zomku nicht nie miyszkoł, bo jedno, ze juz sie walył od starości,
a drugie, ze djobły w niem siedziały i po nocach wyprawiały
strasne breweryje. Kozoł król zaprowadziyć zołmiyrza do tego
zomku i powiedzioł, ze mu go daje na miyszkanie. A no nic.
Zaprowadziyły go ta do taki wielgi soly, co ino stary stół tom
stół i stołek. Zmrocoło sie juz. Zołmiyrz chodziył, chodziył po
soly, a potem siod se na stołku i siedzi. Jak siedzi, tak siedzi.
Juz dobrze w noc było, jak zacęły sie djobły schodzić. Po chwili
jeden djobył powiado :
— Cicho, no bądźcie! Cłeco dusa śmierdzi.
Jak go uźrały, tak pyto sie go jeden djobył :
— Chtoś ty taki ?
— Jo to, co i ty — odpowiado zołmiyrz.
Niedługuśko sie odwlekło, a tu — bęc! Spadła na stół
trupia głowa. Zołmiyrz nic, siedzi. Djobył sie go znowu pyto:
— Chtoś ty taki?
— Jo to, co i ty — odpowiada.
Spadło potem na stół tuło, a żołmiyrz wziął głowę i doprawlył ją, do niygo. Cisnyły djobły ręce, cisnyły nogi, a cięgiem
sie go dopytują:
. — Chtoś ty taki?
A żołmiyrz za każdym razem odpowiada:
— Jo to, co i ty — i doprawia do ciała to ręce, to nogi.
Jak już tak złozył całego cłowieka, tak woło na djobłów:
— Chodźcie tu !
Przysly. Wtedy on sie ich pyto :
— Cy wszyscy jezdeście?
A djobły odpowiadają:
— Brakuje jesce jednygo, co kulawy, bo mu chłop nogę
uszczeluł ślubnym guzikiem.
— Zackać i na niygo.
Jak sie i ten kulawy przyśtotygoł, jak zołmiyrz odemknie
torbę, a zawoło:
— Właźcie tu wszyćkie!
Tak djobły powłaziyły. Tak to juz mioł od Pana Jezusa, ze
do ty torby wszyćko wlazło, co se ino pomyśloł. Jak djobły
wlazły, jak moj zołmiyrz weźmie święconą wodą kropić, jak weźnie
kredowoć święconą krydom, a bić — ale to bić! Jak nie wezną
djobły pisceć a krzyceć, a prosiyć, zęby ich puściył! Gorąco im
było przeokropnie, a z torby taki sed smród, ze — posoko —
ciężko było wytrzymać. Jak ich tak juz nabiył, fest, nabiył, tak
powiado do nich:
— Pusce wos, ale musicie mi przyrzyc i na to sie podpisać,
ze na jutro ten zomek bedzie cały ze złota: złote mury, złote po
krycie, złoto piwnica, złoto studnia, wszyćko ze złota i ze go na
zawse opuścicie.
Zaruteńko sie djobły zgodziuły na wszystko, a zołmiyrz wyrychtowoł pismo, rozpolył zelozną syne nad świycą, a nastorszy
djobył wysunył pazur z torby, przytchnył go do rozpolony syny
i podpisał papier. Jak sie potem to lichojstwo rzuci na zomek,
jak weźnie robić, to ino sum, huk i trzask było daleko swychać.
Na drugi dzień zomek cały jaze sie świeciuł od złota.
145
Król, jak zobocył taki ślicny zomek, tak chciał za to zołmiyrzowi wynogrodzić i posłoł po niygo. Ale o zołmiyrzu juz ani
swychu — posed dzieś.
Chodziył długo jesce, chodziył po świecie, jaz roz w lesie
napotkał śmierć. Ano nic. Jak jo napotkoł, tak ona mu rzece:
— Dos ty sie juz nawojacył po świecie, doś-eś sie juz na
żył, to jo cie teroz zabiorę.
Chce go brać, a ten ją do torby prędziutko chyciył, posed
z nią do jedny chałupy, co stało w lesie, wloz na piec ; jak tam
śmierć przysiod, tak siedem lot na ni siedzioł.
Tymcasem ludzie żyją i żyją, nicht nie umiyro, jaze to Pana
Jezusa zdziywiyło i mówi do świętego Pietra:
— Co to jes, ze ludzie nie mrą nic? Nikogo tu u bramy
nie widać oddowna.
A święty Pietr powiada :
— To nie pamiętos, Ponie Jezu, żeśmy śmierć posłały po
tego zołmiyrza? Pewnie ją czymo i nie chce puścić.
Po siedmi latach, jak juz zołmiyrz straśnie śmierć wysusył,
odmyknął torbę, a ona ino frunyła i więcy mu sie nawet na ocy
nie pokozała. Zołmiyrz posed znowu we świat. Chodziył, chodziył
i dokazowoł, co ino móg, ale sie mu wkońcu wszyćko uprzy
krzyło i wybroł sie do nieba. Zachodzi i puko do bramy. Wy
chodzi święty Pietr, ale ze ino go poznał, powiado :
— Idź stąd, tu ni ma lo ciebie miejsca.
Zołmiyrz prosi, a święty Pietr podo :
— Pamiętos, jogeś nie chcioł przyjąć zbawienio dusnego,
jagyeś niym zgardziył, pamiętos ? — Jesce krzyknął i zapar
dźwi.
Strapiył sie nas zołmiyrz, ale pomyśloł:
— Kiej mie w niebie nie chcą przyjąć, to pójdę do
piekła.
I posed. Zachodzi on tam, puko, otwiyrają dźwi.
Nagle zrobiył sie wielgi krzyk w piekle, zacęły djobły
wołać :
— Zapieroj dźwi ! Trzymoj ! Juz nas z jednygo miejsca wy
gnał, to onby nos tu i stąd wygnoł!
Podparły dźwi i zołmiyrza do piekła nie puściyły. Odsed
mój zołmiyrz od dźwi piekła i posed jesce pukać do niebieskich
dźwi. Puko. Wychodzi święty Pietr, a zołmiyrz juz sie nie prosi,
Lud. T. XXIII.
10
ino sie prosto do nieba garnie. Jak go polnie święty Pietr
w gębę, tak sie jaz na ścianę potocył i tak juz zostoł oparty
o ścianę i stoi ta dotąd.
Opow. Izydor Książek, 1907 r.
I) Por. A. Gliński: Bajarz polski — baśń 18. „O żołnierzu wędrowcu,
kiesce złotodajce, lulce niekurce, i o worze samochwycie“.
Kraków.
SEWERYN UDZIELA.
