3b32141672cb6872ab12d7fa6765405a.pdf

Media

Part of Beteem na Białej Rusi / Lud, 1923, t. 22

extracted text
MATERJAŁY I NOTATKI ETNOLOGICZNE.
„Betleem“ na Białej Rusi.
Tekst jasełek niżej podany (po białorusku „batlejka“) jest
drobnym szczątkiem widowiska ludowego bardzo rozpowszech­
nionego niegdyś na Rusi litewskiej. Zabawa ta, urządzana dla
dzieci i dorosłych podczas świąt Bożego Narodzenia (białoruskich
„kolad“) cieszyła się wielkiem powodzeniem zarówno u miejskiej
ludności, jak w zapadłych zaściankach, wśród drobnej t. zw. „szaraczkowej“ szlachty. Dowodzi tego między innemi ta okoliczność,
że pewien zaścianek pod m. Nieświeżem ma nazwę „Batlejka“.
„Betleem“ to zapisano w bieżącym roku, według ustnej relacji
i pokazu akcji przez obywatela m. Nieświeża Konstantego Fiedźka,
lat 38, z zawodu szewca. Choć kolędnicy białoruscy nigdy nie
byli zawodowcami i pochodzili przeważnie z niezamożnych miesz­
czan i podmiejskich rolników, rozwiniętych nieco więcej umysłowo
i estetycznie, niż lud wiejski, przedstawienia takie od dawnych
czasów odgrywały wybitną rolę w twórczości tego ludu. Szopka
ta więc jest do pewnego stopnia odbiciem jego bytu materjalnego
i duchowego w przeszłości i w chwili obecnej.
„Betleem“ dzisiejsze, zachowując ogólną treść dawną, różni
się od niego głównie formą zewnętrzną. Szopka dawna, swoj­
skiego wyrobu, przedstawiała jednopiątrową, drewnianą skrzynię
(1 lh X 1 metr), od przodu otwartą, zaopatrzoną nad frontem
dwoma świecznikami i ozdobioną u góry trzema wieżami. Zewnątrz
i wewnątrz była ona dość gustownie pomalowana lub upiększona
kolorowym papierem. Lalki były starannie wystrugane z drzewa
i także pomalowane lub oklejone różnobarwnym papierem. Wpro­
wadzano je na scenę z obu stron szopki przez drzwiczki zapomocą
drucików, które trzymał w ręku stojący w tyle szopkarz. Ten
„betlejarz“ kierował ich ruchami z pod spodu wzdłuż zamaskowanej
Lud. T. XXII.

9

130

zajęczą skórką szczeliny w podłodze. Tekst zwykle wygłaszał sam
główny kolędnik, gospodarz szopki, zmieniając głos stosownie
do roli męskiej lub żeńskiej i intonując niekiedy we dwa-trzy
głosy. Podczas przedstawienia przyśpiewywał chór, złożony z kilku
osób „betlejarzy“, i przygrywała muzyka z 1 — 2 muzykantów
(harmonja i skrzypce).
Na pierwszem piętrze szopki odbywały się zwykle sceny reli­
gijne, w których występowały figurki, przedstawiające aniołów,
zwiastujących śpiewem Narodzenie Chrystusa, Matkę Najświętszą
ze św. Józefem przy żłobie w stajence betlejemskiej, wołu i osła,
hołd trzech króli, przyczem figurki Matki Boskiej, św. Józefa
i Dzieciątka Jezus, a także zwierząt były nieruchome. Na parterze
odgrywały się sceny obyczajowe, związane z biblijnemi podaniami,
jednakże pełne trafnej satyry na współczesne warunki miejscowe.
Będąc przystosowane często do dobrze znanych tamtejszych spo­
łecznych działaczy, przez złośliwe oświetlenie ich wad wywoływały
nieraz bardzo wiele wesołości wśród obecnych. Figurki, które
zwykle występowały na dole, to — król Herod, hetman, żyd, ży­
dówka, kozak, mużyk, baba, polak, węgier, doktor (który nie
leczy, a kaleczy), cygan, djabeł, kozioł i t. d.
Współczesna szopka, zachowująca, jak wyżej powiedziano,
nieco dawnych tradycyj w treści, zewnętrznie jest dziś tylko
nędzną parodją dawnej. Wskutek wojny, która nazbyt srodze od­
biła się na tym kraju (w ciągu siedmiu lat zmiana siedmiu władz),
sprzęty, ozdoby i same figurki uległy zniszczeniu, naprawa zaś
ich z powodu drożyzny materjału, jest obecnie bardzo kosztowna
i nie opłaca się wcale. Z tego przedewszystkiem powodu najcie­
kawszy zabytek ludowego dramatu, wywodzącego swoje pocho­
dzenie z pierwszych czasów chrześcijaństwa i zreformowanego
pod wpływem średniowiecznych misterjów, ulega powoli zupeł­
nemu zanikowi bez jakiejkolwiek nadziei na odrodzenie.
Z punktu widzenia językowego, raczej fonetycznego, miej­
scowość ta na Białej Rusi posiada gwarę południowo-zachodnią
białoruską z „akaniem“, bezdźwięcznem „h“ i twardem „r“, przy
wielkim wpływie polszczyzny na język miejscowy. Wskutek zaś
tego, że uzyskaliśmy to „Betleem“ od człowieka pochodzenia
miejskiego, narzecze to nie może uchodzić wcale za ludowe, lecz
tylko za nawpół ludowe (podmiejskie).
Objaśnienie znaków : u = u krótkie ; c = cc

131

OSOBY.
Król Herod: długie włosy i broda, płaszcz purpurowy, nagłowie
złota korona, w prawej ręce złote berło.
Królowa: włosy długie, rozpuszczone, białe ubranie, korona.
Hetman: biały kontusz, biała rogatywka z piórem, w ręce szabla
„na baczność“.
Żyd: rude włosy i broda, długi, czarny chałat („łapserdak“),
czapka lisia zimowa, wierzch aksamitny, białe pończochy, pantofle z zadartemj nosami, na plecach duży garb.
Żydówka: peruka, czarna atłasowa suknia, żółta chustka.
Cudzoziemiec: czarny surdut, białe spodnie o jednej nogawicy,
oberwanej po kolano, czapka czerwona, rogatywka, w prawej ręce chu­
steczka biała, w lewej laseczka.
Polak: czarna marynarka, kapelusz słomiany biały, w ustach fajka.
Doktór: czarny fraczek, biały krawat, w ręce buława.
Węgier1): czarne ubranie, magierka2) z brylem, na ramionach
kufer z towarem.
Węgierka: niebieski gorset, czerwona spódnica, kapelusz żółty
z piórem.
Kozak: mundur czerwony, zielony pas, spodnie szerokie niebieskie
ze złotym lampasem, czapka barania czarna z czerwonym wierzchem,
buty wysokie z ostrogami, w ręce nahajka.
Sołdat: biała bluza, żółty pas, czarne spodnie, czapka biała
z czerwonem obramieniem, buty wysokie, w ręce szabla.
Mużyk: długie włosy i broda, szara siermięga, czerwony pas,
czapka zimowa, wysoka, granatowa, z zielonym wierzchem, na nogach
łapcie, niepomiernie duży brzuch.
Baba: obszerny żółty gorset, niebieska spódnica, czerwona chustka.
Anioł: biała suknia ze srebrnemi skrzydłami, w ręce gałązka
zielona.
Djabeł: czarny, wysmukły z ogonem, długiemi uszami i długiemi
rogami, zęby i oczy czerwone.
Wilk, kozioł i koza.
Trzej królowie, płaszcze kolorowe, złote korony, w rękach złote
skrzynki.
Scena przedstawia duży pokój, wyklejony czerwonym perkalem i zaopatrzony
w parę drzwi po obu przeciwnych stronach. W środku pokoju przy tylnej ścianie
złoty tron.

Cudzoziemiec (wchodzi z niskim ukłonem do publiczności)
Laudatur Jezus Chrystus! Padam, padam do nóg panom moim dobro) Węgier
na Rusi Litewskiej jest synonimem każdego podróżnego
wędrowca-przekupnia manufaktury, drobnej galanterji i perfum, który przed
wojną w głuchych zaściankach był bardzo pożądanym gościem i często udzielał
nawet porady lekarskiej.
-) Magierka
męski kapelusz okrągły z pawiem piórem — tradycja
o sprowadzeniu w w. XVI z Gdańska na Ruś Litewską magierek całemi kopami.

9*

132

dziejatn. Jako ja jestem herlak wądrujący po cudzych krajach i miastach
chadzący i miałam państwom jakaj awantury pawiedzieć. Miałam ja ojca
czużaziemca u makawaj sukienca. Więc wyszłam ja na ryneczak ksią­
żeczki sprzedawać i napatkałam trzech trąbaczów, i dawaj mnie nama­
wiać. I więc przystałam ja da jednego i lecz i tego niepewnego: ja chcia­
łam się nauczyć nauki ad niego. I wyuczył mój miły pan, lecz ne tego:
gęsi kraść, kury bić i więcej nic da tego. Ale jak byłam pechołek
zdatny da tego, więc ukrad gęsiora i kura zdechłego, i więc przyniosłam
memu panu, ale on za to mnie i pochwalił, ale dał mnie sztuk paczenia,
jak dał mnie pięściu w kark, to wylaciałam z izby aż da sieniu. I byłam
ja zagranico i tam mnie bardzo panny kachali, ale mnie zato nic nie da­
wali. I byłam ja u jednaj króleuny, i ona mnie też bardzo kachała i jusz
i bukiet da szlubu wydała, ale jak ja się jej naprzykrzył, ona mnie bakombart i wąs wyrwała i won wygnała. Mam pałeczka z pot króleustwa,
co popędzi życia czużoziemca, mam na szeji cztery chustki, a u kieszenie
same pustki, piąta w ręku pożyczona i ta pogląda w swoja strona. Mam
czapeczka kolarowa, co moja mamunia da skrzyni chowa, cztery rogi
wnet go góry i baranek świnej skury.
Kozak (nagle wpadając). Czołom ty, Ciszku!
Cudzoziemiec. Zdarou, braciszku !
Kozak (surowo). Ty szto szalisz?
Cudzoziemiec. Á ty szto hawarysz?
Kozak. Hawary mnie pa łacinie, kak baćwinie.
Cudzoziemiec. Kostu — mostu, saligru — maligru, prypleskantus — ceotentus.
Kozak. Da szto ty hawarysz po łacinie, kak baćwinie. Da wot
ja ciebie skażu ruskim jazykom, kak nyńcze Isus Chrystos naradził sia,
do źwinicie, szto ja ździeś nachadził sia. Był takoj — ta bakalar, wziął
piki w obie ruki, da stupaj, durak, ty da raspuki (bije cudzoziemca
nahajką).

Cudzoziemiec. Oj, zaczekaj, kazacze-łajdacze, ja ci z pot pol­
skiego wytłumaczę.
Kozak (krzyczy głośno). Ujdi pad abacht (wyprowadza go za
drzwi, poczem zwraca się do publiczności). Praszu, gaspadá, pastaranica,
búdet Karol na tron sadica.
Król (wchodzi, siada na tronie, i mówi uroczyście do publiczności).
Zasiadam, zasiadam dziś na tron jedyny, ażebyś króla i głos nie obminoł.
Jako ja jestem królem Herodam, jako ja jestem u króleuskaj purpury,
nikto ma sprzeciwiać się u majej pańskiej natury. A zawołajcie do mnie
Lejbu, życiu kachanego. Jako on jest mądrej głowy, to on niech dziś
przyjdzie do razmowy.
Kozak prędko odchodzi i wraca wnet z żydem.
Żyd (z niskim ukłonem, uniżenie). Icach-micach, monahchicach,
biegałam, biegałam z hadościo otwiedzieć mości khóla z zecnościo.
A cego będzie khól ode mnie pothembował?
Król. Opowiedz mnie, Lejbu, życie kachany, o ile temu mieśięcy
minęła, jak te dziecie narodziła.

133

Żyd. Jeżeli pan khól chce wiedzieć, to ja bez swoich talemuty
nie mogę powiedzieć (krzyczy do żony). Sochę! Ezer-mous wajzdam
talemut ghous.
Żydówka wchodzi z talmudem.
Żyd (czyta). Bahuchaty Edynoj, elehejnu malehoj, cibełe tatę, cibełe marne, i lipa wysoko i na koheń hłyboko, a chto tetu lipu budzie
kapać, to pa wiek budzie pan bywać (zbliża się do króla). Mości khólu,
jus temu dziewięć miesięcy minęło, jak te dziecię nahodziło. I co wie­
działam, to powiedziałam, niech khól dahować raczy. Całuje pańskie
stopy (kłania się do nóg królowi i odchodzi).
Król wnet zasypia i mocno chrapie.
Djabeł (wchodzi, a nachylając się do ucha królewskiego szepce).
Menge-usz, królu monarchu zacny, nie bądź się tak baczny, każ iść
rycerzu do Betleem i niech wytnie dziatki niemowlęte, białe (tj. żeńskiej
płci) niech przepuści, a wytnie chłopczęta, synu swemu też nie sfalguj,
a do jednego wszystkich wymorduj (odchodzi).
Król (budząc się ze snu, do publiczności). Opowiem państwu
jawnie co sie (sic!) mnie dzisiej w śnie śniło. I ja z jednym przyjacielam
w jednym miejscu byłam, i on mnie dobrej rady nadawał. I zawalajcie
do mnie hetmana — bitnego pana!
Kozak odchodzi i powraca z hetmanem.
Hetman (wchodząc, poważnie). Stanęłam na roskos, najjaśniejszy
panie, i gotów wypełnić twe roskazanie.
Król (powoli i pouczająco). O, pojdźże, rycerzu, do Betleem
i wytni dziatkie niemowlęte, białe ci przepuść, a wytni chłopczęta,
a także i synu memu nie sfalguj, a co do jednego lub wszystkich wy­
morduj.
Hetman spiesznie odchodzi.
Anioł (wchodzi, smutny). Ach, królu, królu Heradzie, co się
dzieje w twojem rodzie. Zginęłaś bezpiecznie, straciłaś niebo wiecznie.
Król (tonem wyzywającym). A co mnie po niebie, kiedy żal
karony, wole być królem, niżeli zbawionym.
Królowa (wchodzi, posępnie). Ach, królu, królu, mój miły panie,
na coż mię tak rozżalił i wszystki niewinne dziatki popalił. Jedne po­
palił, drugie pozabijał i wszystkich z nich nie ażywił.
Król (głośno, z gniezvem). Idź precz, skąd jesteś, nie słucham
żadnaj waszaj rady, tylko mam uwaga rzetelności swojej.
Królowa (ze łzami). Ach, pójdą, pójdą w ciemne lasy, w bystre
skały, ażebyś moje oczy nie widziali i uszy nie słyszeli, i napotkam
jakiego zwierza, niech mnie życie odbierze.
Król (surowo). O, idź, idź, tam cię paspieszysz, sama siebie
tym nie ucieszysz.
Hetman (nagle wpada, niosąc głowę królewicza-niemowlątka na
końcu szabli, uroczyście). Otosz, dapełniłas twemu roskazowi, wytneł te
dziatki, nie przepuścił i synowi. Oto masz dokumant — syna swego
głowa, aby się nie rozjaśnił ten testament nowy.
Król (w smutku, miękko). Ach, głowa, głowa syna mego, gdym

134

się widza zabitego, żegnam cię, najukochańszo żono moja. O, podajcie,
podajcie mnie poginała, niech ja sam siebie przebije, żadnego dnia, manientu na święcie nie żyje (spada z tronu, pada na podłogę, na bok —
nieżywi]).

Żyd (ostrożnie wchodzi, i mówi ze złośliwością). Mości knuh,
(wieprz) coś wasieści stało, cała pacacka (nereczka) na krew sia rozlała. Ja
dumau, sto ty śpis, adnos uze ty śmiehdzis. Bhuu (brał) ty z nas i dhuu
(darł) ty z nas khupawoje i mlinawoje i jakhuscyny (wysiewki, plewy)
i padhuscyny (śmiecie), ale uze ciapichaka jak ja waźmu twaja kahona,
a siadu na thona, a budu kahol nat żytkami, a ty uze budzias świntuch
nat świntuchami. Ot, kap maja ciapich Soha znała, sto ja tut panuju
i nat usimi żytkami khuluju (woła). Sohe, kum toncen majoches.
Żydówka wchodzi, muzyka gra taniec żydowski, tańczy z mężem.
Djabeł wpada, chrapiąc przeraźliwie.
Zyd (z przestrachem). Jaki tam sthach? Niechaj lepiej biahe maju
kahonu phach.
Djabeł (poważnie). Przyszedłam, przyszedłam, jako po swego,
nic nie uczyniłeś na świeci dobrego. O, nieśmy, nieśmy tam się sowicie,
gdzie czeka Nicypar (Lucyfer) twego przybycia. O, nieśmy, nieśmy, tam
się pośpieszamy, gdzie srybro i złoto będzie dosyć mamy (dusi żyda
i odchodzi z jego zwłokami, a żydówka ucieka).
Kozak (pozostając się, sam do siebie). Kak pozbyli swago pana,

budiem pić wino za zbana, budiem pić i hulać i wsiech niewinnych
mazuriej1) z Rasiji wyhaniać. (Do muzykantów). Grać mnie „baryniu“.
(Muzykanci grają „kozaczka", kozak tańczy).
Mużyk (wchodzi powoli i kłania się publiczności). Niech będzie
pochwalony, szapka sinia, a wierch zialony (spogląda dokoła). Alesz,

maje panoczki, i papau żasz ja jak u niebo: i sinia, i zielana, i popiałata
i chorasza i charaszawata. (Z podziwem). A — jej, a wo, jaszcze-j ka­
raleuski trom, ale sieuby na jom, ale baju sia, szto staić sałdatau rom (?)
(Siada na tron).
Kozak (srogo). Ty czewo mużyk siuda zaszół?
Mużyk (łagodnie). Czamuż, moj panok, pasiadzieć trocha.

Kozak. Da ty nie znajesz, czto ździeś karaleuski tron?
Mużyk (z powątpiewaniem). Szto trom (trzem), hdzież trom, kaliż
adnamu niema hdzie sieści, a ty jaszcze każasz „trom“.
Kozak. Małczy, mużyk, nie razhawárywaj. Wstawaj, durak, ździeś
karaleuski prestół.
Mużyk. Dak ty sam leś pat stół, czto ja sobaka leści pat stół (wstaje).
Kozak. Ujdi, durak, pad abacht (uderza go nahajką).
Mużyk (żałośnie). Oj, moj panok, nie biż mienie pa karku, da
zajdziam s taboju u rastaran da wypjam czarku.
Kozak puszcza go.
’) Mazury — wspomnienia o mazurach, którzy, jako osadnicy, od w. XIII
zamieszkują na Litwie wsie i zaścianki, a w czasach późniejszych trudnią się
ciesielstwem, wyrobem klepek, potaszu i t. d.

135

Muzyk (do publiczności). Ot, majesz panki, szto mnie heta pierszaja kuciaJ) narabila, maja Ahapa jak nawaryła czornaj wieraszczaki*2),
dak ja jak namakau sia, dak ledźwia ad stała adabrau sia. Oj, oj, a pakuł
żasz ja da paroha dabiech, tak moj żywot zrabiu sia jak miech, zrabiła
sia, maje pankie, kala pupa jak stupa (moździerz drewniany), a kala
zywata to jak dobraja skawarada (patelnia). To jaszcze maja Ahapa
każe: „Somion, Somion, waźmi“, każe „pa boskamu prykazaniu try
łoszki kucy“. A majesz panoczki, jak ja uziau hety try łoszki kucy, to
nie pajci, ni pasapci. Oj, a sztosz maja Ahapa nie wyrabiała, da naparyłasz mnie mochu i czar-tapałochu i kurynaj żouci trocha, daj każe:
„Na, Somion, wypni, moźa i pamoża“. A jaż, maje panoczki, jak wypnuu heto, dak nie pamahło, da jaszcze horaj prylahło. Da majeż panki,
dzież ja nie bywau uże, da niczohaż nie pamahaja, jaszcze horaj prylahaja. Kap heto Boch nanios kaho i kap chto mienie palaczyu, to ja-i
niwiedaju czymby zapłaciu.
Doktór (wchodzi). Ty, czto mużyk mnie dasz, jeśli ja tiebia
poleczu ?
Mużyk (serjo). A sztosz, panu dać ?
Doktór. Ty mnie dasz kraśniańki pajasók i siniańki kałpaczók.
Mużyk. Moj panok, nie mahusz ja pajaska dać, bo budzie maja
żana kryczać, bo hetasz jana mnie na świata i wytkała jaho. Ale, wiedajesz, szto ja dam tabie, pan, dam tabie aśminu hreczki na pierapieczki.
Doktór. Nie żałaju etaho.
Mużyk. Nu, moj pan, choć heto pazbudu, ale z dar o uje nabudu.
Doktór. Łażyś !
Mużyk kładzie się na jeden bok.
Doktór. Nie na hety !
,
Mużyk kładzie się na drugi bok.
Doktór. Nie na hety ! Łażyś tak, kak maładyja báryszni łożacca.
Mużyk kładzie się brzuchem do góry.
Doktór uderza go buławą po brzuchu.
Mużyk (wstaje). Ot, kali dau jak rukami adniau. A ciapier kab
maja Ahapa wiedała, szto ja uże tut zdarowy (woła). Ahapka, chadzi,
chać my s taboju pojdziem „drapaka“.
Baba wchodzi i tańczy z mężem.
Mużyk (tańczy, przyśpiewywując). Paszouby ja u taniec, łapci
wałakuca, pryudaryuby drabaka abory (powrozy do łapci) parwuca.
Drapcież, dzietki, drapcież i nie szkadujcia łapci : jak hetyja pabjacie,
to baćka nowuja. Spłacie (ustaje tańczyć). Ale ot paskakau jak trascu
zjeuszy (t. j. głodny), skakau, ot skakau, alesz...
Węgier (nagle wpada i woła do nubłiczności). Asam-basam, jestem
węgier teraźniejszym czasam, mam olej, prolej, od zębów bolenie, od
') Kucia — ryż lub pszenica, gotowana z miodem podczas wilji, tu wła­
ściwie sama wilja.
2) Wiereszczaka — rozpowszechniona na Białej Rusi postna potrawa, którą
przyrządzają z białej mąki, drobnych kawałków śledzia i grzybów.

136

żełądku naruszenie, proszę u mnie kupować, a za to nie będę pieniędzy
.brać, abym tyłka z ładno panno (wyraźnie) po-tań-co-wać.
Węgierka (wchodzi). Kłaniam, panie doktoru, jestem ni chora,
ni zdrowa i chciałam poradzić się u pana doktora.
Węgier. A cósz pani może po dwórzu chodziła, to przeziębiła?
Węgierka. Zdaje się, że nie chodziła.
Węgier (chytrze). A może u pani panczoszkie nie całe, to romatys w pięty dostała (nachyla się ku jej nogom).
Węgierka. Chociaż całe, chociasz niecałe i romatys w pięty
nie dostała,
Węgier (biorąc ją za rękę). O, pokasz, pani, swoje pulsy. Ho,
u pani pulsy, jak żydouski zegarek bija, i niech weźmie tylko muzykont
(sic!) ochota i zagre „węgrzyne“ do pota, to u pani wszystko przeminie.
Węgierka. Alesz ja jestem nie taka prostaczka, ażebyś ja s pa­
nem szła „kozaczka“. Ale jak pan da talara, to ja będą s panem choć
cała noć hulała.
Węgier (do muzykantów). Proszę zagrać „węgrzyna“..
Węgier i węgierka tańczą niby „węgierkę“ i potem odchodzą.

S o ł d a t (wchodzi do publiczności). O, posłuchajcie, moje drodzy,
co mnie dzisiaj za nieszczęście zdarzyło. Ja mam pochów przy boku
i połasz hoły w ręce, i nie jeden będzie leżał w bardzo wielkiej męce.
Hetman wpada i zabija go szablą.
Węgier (wchodzi). Co to jest takiego, trzeba jego poleczyć,
trzeba jemu dać at komara tłustości, od muchi potkowa, zajączego
biegu, panieńskiego skoku i to wszystko w jednym garku zgotować i dać
jemu wypić, i będzie zdrów jako ryba bez wody.
Anioł (spuszcza się zgóry na niteczce, śpiewając) :
Anioł pasterzom mówił:
Chrystus się wam narodził
W Betleem nie bardzo podłem mieście,
Narodził się w ubóstwie
Pan wszystkiego stworzenia.
Baba (wchodzi, tłukąc w moździerzu, i śpiewa szepleniąc). Buk
dżysz s Pana narodżył. Djabeł wchodzi i straszy ją chrapotem, baba zaś
uderza go moździerzem i zabija. Potem przeciągle śpiewa: Buk szen...
Kozak. Ty czto baba dielajesz?
Baba. Czamu, paniczyku, kuciu tauku.
Kozak. Ty nie znajesz, szto siehodnia praznik Rozdiestwa Chrystowa i nielzia rabotat’ i uchodi otsiele.
Baba. A szto ty, moj służywieńki, za pan taki, czto ja nie mahu
rabotać. Jak tabie praźnik, to praznuj, a ja pawinna sabie kuci natauczy.
Kozak zdziera z baby chustkę.
Baba. Ujdzi, panicz, da błoto, padrau chustku za dwa złota.
Kozak. Ujdi pad abacht!

137

Baba (uderzając go tłuczkiem). Ad czorta, adbaraniła sia, a sabie
at sałdata nie adbaraniu sia.
Kozak wypędza ją nahajką.
Owca (wchodzi, tańczy i śpiewa). Awieczaczka, kasmataczka,
a chtosz mianie napasie, maja mataczka. Matka stara, dońka mała, a ja
maładzieńka krosna tkała. Krosna tkuca, nitki rwuca, a za mnoju-maładoju chłopcy bjuca. Nie biecie sia. Nie swarecie sia, a za mienie
maładuju pahadziecie sia.
Kozioł wchodzi.
Owca (do niego). Ty kazioł, kazioł baradaty, da czahosz ty pryszou da majej chaty?
Kozioł. Ja pryszeł da ciebie i spadabał ja ciebie, chaczu ciebie
spadabać da-j za żynku «ziać. Ci niema u ciebie harelki (pije wódkę
z wiadra w kącie).

Owca. Nie chaczu, nie lublń, bo baradá szou-szouka, bo naszlń
na ciebie szaraho wouka (odchodzi). Kozioł tańczy, w tern wilk wpada,
oorywa go i ucieka.
Kozioł (w zębach wilka krzyczy). Nie minie!
się zgóry kolebka ze św. Dzieciątkiem.
Trzej królowie (wchodzą ze śpiewem)'.

Wtedy spuszcza

Trzej królowie dobrej wiary
Po kolendzie niosą dary,
Przynieśli Mu dary, złoto,
Mira, kadzidło i złoto (sic!).

Pozatem przedstawienie każde kończy się życzeniami, skła­
danemu gospodarzowi domu z aluzją pod adresem jego kieszeni.
Zwykle wyrażają się one w takiej pożegnalnej pieśni :
Kto był w złej doli chmuro otoczony,
Niechaj po kolendzie będzie objaśniony,
Niechajże Boga Wszechmocnego władza
Szczęścia fortuny nikt nie pogardza,
Promień na niebie pozbywa jasności,
Niechajże użyje pogodnej ludzkości,
Promień to na niebie tysiąc suplikuje,
A co za kolenda nam Pan obiecuje.
Kraków.

S. MALEWICZ.

Zapiski ludoznawcze z 1813 r.
W rękopisie Akademji Umiejętności w Krakowie nr. 1783
p. t. „Diaryusz podróży odbytej 1813 roku w Krakowskie, Gallicyą
y Sandecki Cyrkuł przez Jana Rostworowskiego, Warszawa“ znaj-

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.