95c1fa44aeda8cd4c96b6d1a3cd67857.pdf

Media

Part of Zapiski z powiatu limanowskiego / Lud, 1922, t. 21

extracted text
214

który odmianki te przytacza (Zap. Nauk. Towar. im. Szewczenki,
t. 97, s. 74—85), czytamy naprzykład: „Tretia wstanę, chyżu
zamete, umyła sia, pomodłyt sia, woźme, — frysztyk s poriadkom
zhotowyt i dast swomu gawalirowi jisty“. Czy jednak mamy tu
istotnie wpływ, filjację, czy też jedynie przypadkową zgodność,
o tern wyrokować możnaby jedy.ůe na podstawie ustnych odmianek polskich, — i dlatego na ich wykryciu tak mi bardzo zależy.
Poznań, 10. VI. 1922.

PROF. DR. WITOLD KLINGER.

tapioki z powiatu limanowskiego.
Zapiski o niektórych zwyczajach i wierzeniach ludowych
w pow. limanowskim (wsi: Chyszówki, Jurków, Półrzeczki, Wil­
czyce) pochodzą od jurkowskiego proboszcza, ks. Michała SROKI.
Mój udział ogranicza się jedynie do przesłania prośby o robienie
spostrzeżeń z pewnego zakresu folkloru, oraz do zestawienia i upo­
rządkowania luźnych notatek.
*

*
*

1. Wiara w strzygi. W Chyszówkach zmarła niedawno Marja,
żona Szymona Jani. Wdowiec, człowiek chorowity, często zrzędził
i narzekał na zięcia Smolenia. W styczniu b. r. podczas takiego
utyskiwania, wyraził się następująco : „A cemuz tu matka z grobu
nie przydzię, coby ci łeb urwała“. Przerażony zięć chwycił w tej
chwili kredę, święconą w dzień Trzech Króli, i naznaczył na
drzwiach krzyżyki, aby matka nieboszczka nie miała dostępu
do chałupy.
Szymon Lach z Chyszówek opowiadał szczegółowo o środ­
kach obronnych przeciw strzygom. W adwencie zabija się koguta
lub „zającka“ (królika); mięso się spożywa, a krew zbiera i za­
rabia ciastem. W każdym domu jest taki placek, a u Lacha po­
został jeszcze po ojcu. Jest to „placek św. Tomy“, gdyż pieką
go 21 grudnia w dzień św. Tomasza. Jest lekarstwem przeciw
strzygom. Strzyga ma taką moc, że koszulę i otarga i potnie
„jakieby scury jom pogryzły“. Gdy „chyci“ człowieka, dają mu
spożyć „placuś św. Tomy“. Sam Lach poznał dowodnie jego
skuteczność „Jägern lig na wyrku, — podaje — zaceno mnie
trząść, złapała mnie strzyga. Wtedy pisali po mnie świąconom

215

krydom; mamusia zrobili na mnie krzyz na głowie, na rąkach,
dali mi jeść placuś św. Tomy. Wsadzili mie pod pierzyną —
i ustało. Nijakiego lekarstwa mi nie dali, ino rzecy kościelne
świącone i domowe“.
W domu Szymona Kuchty w Jurkowie opowiadano taką
histo-ję o strzydze. Do ojca Szymka Lacha przyszedł chłop po
śmierci i „mordował“ (męczył) go na śnie całą noc; ale on był
silny i wytrzymał. Wtedy nieboszczyk wybrał się na drugą noc
na osiedle i „mordował“ dziewczynę, aż wreszcie zamordował.
Jako środek przeciw strzydze polecali opowiadający to zdarzenie
wdzianie ubrania, które się miało podczas pierwszej spowiedzi.
Strzyga rzuca się nietylko na ludzi; w skrzyni potrafi pogryźć
ubranie, „jakby nożycami ściął“.
Kobietę, której strzyga ugryzła palce u nóg, widziała na
własne oczy Franciszka Kuchtowa z Jurkowa. Opowiadała również,
iż pewien chłop pojawiał się po śmierci we wsi i „mordował“
ludzi na śnie. Naw.edzani „mordowiskiem“ radzili się nawet
księży, jak się bronić, ostatecznie jednak poradzili sobie sami.
Oto wykopali trupa i przewrócili go w grobie plecami do góry.
Przestał wówczas męczyćJ). A kiedy strzygę pytano, dlaczego
ludzi niepokoi, tłumaczył, że miał dwa „duchy“, z których jeden
spoczywał w ziemi, a drugi musiał chodzić po świecie.
Jan Kołodziej z Jurkowa z całą stanowczością twierdzi, że
strzyga „zetnie flaki w człowieku“, jeżeli się jej nie zaradzi. —
„Tatę gdy strzyga chyciła, to pili swój mocz; zgięli rękę i podło­
żyli pod głowę, to mu cały rękaw pogryzła tak, jakby myszy
pocięły“.
Przeciw strzydze bronią również „bazie“ z palm święconych,
o czem niżej mowa.
2. Lekarstwa. Na przeziębienie dobre jest psie sadło; trzeba,
aby miało trzy lata. (Opow. Jan Paminik z Jurkowa.)
Na1 ranę z ukąszenia węża używa się w Jurkowie ślubnej
wstążki. Kiedy raz wąż ukąsił chłopaka w nogę, obwiązano ranę
ślubną wstążką, namoczoną w wodzie, do której narzucano żab.
(Ten zabieg widział ks. Sroka.)*)
*) Podobny wypadek z Wieprza w pow. żywieckim podały w styczniu tego
roku czasopisma krakowskie. Samobójcę, aby nie straszył po śmierci, przewró­
cono w trumnie plecami do góry i przybito gwoździem do dna.
15*

216

Ludwika Jania z Jurkowa podała, że w zapusty topi gospo­
dyni słoninę, którą święci się na Wielkanoc. Przechowywana po­
tem w komorze, służy orzeciw chorobom i „dla duchów“.
3. Zwyczaje wielkotygodniowe. Palmy na niedzielę palmową
robi się z liwiny1), która rośnie w ogródkach. Do niej dobierają
trzcinę, wiążą pręciem, a potem batami. Do kościoła niosą palmy
chłopcy, w ich braku i kobiety2).
Istnienie strzygi (p. wyżej) nie ulega dla tutejszego ludu
żadnej wątpliwości. Kiedy człowieka chwyci, to potrafi i udusić.
Nieraz chorego „łapie takie mordowisko“, iż nawet zęby zacięte
trzeba łyżką odważać. Otóż dla przywrócenia zdrowia pali się
„bazie“ święconych palm i okadza niemi „mordowanego“ przez
strzygę.
Zwyczaju palenia Judasza w Wielkim tygodniu niema.
W Wielką sobotę wiążą ludzie „głowianki“ z tarki, „babcarki“ lub „liski“. Grzeją je w ogniu święconym, poczem chowają
w domu, a palą wtenczas, gdy zanosi się na burzę lub grad.
Wbijają je wówczas do ziemi na krzyż z palmami
Dawniej robili chłopcy drewniane kłapaczki, nieśli do kościoła
w Wielki piątek, a po Gorzkich Żalach klekotali niemi w powrocie
do domu. W Dobrej Gorzkie Żale bywały dawniej późno wie­
czorem; czasem dopiero o 11-ej w nocy wracano z nich do domu.
Jan Miśkowiec z Gruszowca i Franciszek Marek „z brzegu“
w Dobrej przywieźli palmy z Jerozolimy, dokąd cd byli pielgrzymkę,
i nosili tylko te przez kilka lat do kościoła w palmową niedzielę.
Wszystkie wymienione relacje o wielkanocnych zwyczajach
pochodzą od Szymona Palkija z Półrzeczek.
Szymon Lach z Chyszówek pamięta, że dawniej wstążkami
z palm w'ązano ręce i nogi umarłego. — „Nie wiem na co, ale
mi się zdaje, że na to, aby umarły nie straszył. Moja mamusia
tegc nie robiła, bo w to nie wierzyła,' ale na osiedlu to robili
wszej“.
I w Chyszówkach opala się po dziś dzień „głowiankę“,
związaną pręciem z głogów; robią to w Wielką sobotę nad świę­
') iwa, rodzaj wierzby.
') W dzień Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia) żaden „chłop“ (mężczyzna)
nie weźmie ziela do kościoła.
s) Wedle Jana Kołodzieja z Jurkowa z głowianek robi się kołki do jarzma
»a woły; takie jarzmo nie gniecie karku i nie ociera skóry.

217

conym ogniem, gdyż inaczej nie skutkuje. Chowają ją po izdeb­
kach w „poważnem“ miejscu t. j. pod powałą, w sąsieku, za
obrazami, bo byle gdzie nie wolno jej cisnąć. Gdy biją cioruny,
pali się głowiankę dla ochrony domu od nieszczęścia.
Szymon Kuchta z Jurkowa poucza, że we Wielką sobotę
należy zatykać krzyże ze święconych palm na rogach pola, zasia­
nego oziminą, i kropić pole święconą wodą. Wtedy zboże nie
„przerazi“ (nie usycha, nie ma nikłego ziarna) i niema „przepłochy“
t. j. pustych miejsc w kłosie.
Jan Kołodziej z Jurkowa przynosi święcone palmy z kościoła
w niedzielę palmową i chowa w stajni pod „stragarzem“. Gdy
na wiosnę wypędza bydło po raz pierwszy na paszę, to owe
palmy kładzie przed progiem, aby zwierzęta przez nie przeszły.
Chroni je to przed chorobami i nieszczęściem. Potem chowa się
znowu palmy pod „stragarz“. Gdy robią nową palmę, przywiązują
do nowego ziela nieco ze starej, zeszłorocznej palmy. Batów, któremi owiązują palmę, — w liczbie pięciu do siedmiu, — używają
przy paszeniu bydła.
4. Przy budowie domu. W Jurkowie nie kopie się funda­
mentów. Budujący odrzucają ziemię z wierzchu aż do iłu, gliniarki
i piasku ze żwirem, poczem kładą cztery kamienie czyli „pecki“
w miejscach, gdzie mają być węgły domu. Na „peckách“ spo­
czywa „przyciesie“ t. j. cztery belki, zwane „spodkami“. W spod­
kach zaciosują „gierunki“ t. zn. wiązania „na zamek“, przedsta­
wione na rysunku. (Inny, rzadszy rodzaj wiązania zwie się ,.na ząb“.)

Na każdym „gierunku“ nacinają cieśle krzyżyki, kropią święconą
wodą, zakładają ziele, święcone w dzień M. B. Zielnej, oraz pie­
niądze, głównie srebrne. Osobnych obrzędowych formułek nie
używa się w czasie tych zakładzin. jedynie przy nacinaniu krzy­
żyków mówi cieśla : „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Air.en“.
Zakładziny urządza się zwykle we środę lub w sobotę, nigdy zaś
w dzień postny.
Dalsze belki kładą na węgłach gładkich aż po „ocapy“.
„Ocapy“ osacza się znowu na „gierunkach“ nad drzwiami i oknami.
Na „gierunkach“ nadto osadza się „barty“ pod powałę i naj­
wyższe belki czyli „płatwy“. Na tak przygotowanym zrębie kładzie

218

się i wiąże krokwie. Do pierwszej pary związanych krokwi, rozło­
żonych na zrębie, przybija się „facjaty“ t. j. dwie prostopadłe
strony dachu nad ścianami szczytowemu „Facjaty“ są zrobiöne
z desek, nieraz rozchodzących się w kształcie promieni; dwie
drugie strony dachu, t. zn. licową i plecową, pokrywa się później
gontami lub słomą. Na wierzchu jednego z „facjatów“ zakładają
cieśle wiechę z gałązek, bibułek, wstążek i chusteczki. Na „wiechowe“ dostają poczęstunek (trunki, chleb, słoninę itd.) od go­
spodyni, nie od gospodarza. Dobijają się również do skrzyni
gospodyni po jej chusteczkę, aby „wiechowe“ było dobre i „szczę­
śliwe“.
Podczas budowy uważają cieśle, aby się nie skaleczyć. Ma
to uzasadnienie w wierzeniach, iż krew padła na drzewo, powo­
duje w nowym domu zalęganie się „gady“ t. j. robactwa, głównie
„płoscyc“ czyli pluskiew.
~'dy gospodarz wprowadza się do nowego domu, nie robi
tego nigdy w dzień postny, lecz we środę lub sobotę, która jest
dniem uprzywilejowanym, jako poświęcona Matce Boskiej. I to
łączy się z wiarą w mnożenie się robactwa. — Zanim ludzie
i bydło przestąpią przy wprowadzce próg nowego budynku, wpu­
szcza gospodarz do niego takie zwierzątko, którego sam nie ma
zamiaru chować, np. kota, „zającka“ czyli królika, „morscoka“
t. j. morską świnkę. Ta istota iyjcca, która pierwsza wprowadza
się do nowego domu, nie będzie się darzyć wedle cgólnego prze­
konania i rychło „suchoty sie jej łapiom“. Stąd ani człowiek, ani
zwierzę, pożądane dla chowu, nie mogą mieć pierwszeństwa w prze­
kraczaniu progu nowe} budowli.
Wytłumaczenie tego zwyczaju słyszał Jan Kołodziej z Jur­
kowa od staruszki babki. Budował raz budowniczy wielki most,
nie mógł go jednak dokończyć z powodu przeszkód i psot ze
strony złośliwego djabła. Wreszcie zrobił układ z dokuczliwym
kusym: obiecał, że djabłu przypadnie to, co pierwsze przejdzie
przez most. „Zły“, nietyle zły, ile głupi, zgodził się na to skwa­
pliwie, licząc na obfity połów ludzkich dusz. Tymczasem budow­
niczy, ukończywszy most w spokoju, puścił świnię jako pierwszego
przechodnia i w ten sposób diabła oszukał.
Wilczycach wedle Jana Dany, nie wolno wiele mówić przy
wiązaniu „spodków“, gdyż wtedy lęgnie się robactwo. Nie należy
również „wiązać“ ich w dzień postny. Nie darzy się także wią­

219

zanie w dzień młodzianków. Najbardziej wskazane jest „zawiązanie“
domu w ten dzień, w którym było ostatnie Boże Narodzenie.
I w tej wsi robi się na węgłach krzyżyk", kładzie miedziaki,
„szóstki“ lub srebrną monetę, aby się pieniądze domu trzymały,
dodaje święconego ziela, kropi święconą wodą „na szczęście“
i odmawia „Anioł pański“. Węgły wiąże s.ę „na gładko“, a tylko
wyższe belki na „ocapach“ i pod powałą „na zęby“. Podczas
budowy uważają cieśle na to, aby się nie skaleczyć. Gdyby krew
padła na belki, należy ją zestrugać, w przeciwnym razie zalęgnie
się „gada“ i szczęścia w domu nie będzie. O tych wierzeniach
pouczają starsi cieśle młodszych robotników.
Dla wprowadzki do nowego domu uważają Wilczycanie za
najodpowiedniejsze dnie: wilję Zielonych Świątek i wilję św. Jana.
Przed wkroczeniem ludzi i bydła do chałupy, wpuszcza się i w tej
wsi naprzód takie zwierzę (mysz, szczura, ptaka itd.), którego nie
będzie się chować w gospodarstwie1).
Zakopane.
JULJUSZ ZBOROWSKI.

Przezwiska górali powiatu nowotarskiego.
7. Wieś Odrowąż.
Przezwiska mieszkańców Odrowąża zebrał w 1920 r. wedle
kwestjonarjusza Zachemski Antoni, podówczas uczeń VII klasy
gimnazjum w Nowym Targu, sam „Odrowążan“ rodem, któremu
za chętną współpracę składam tutaj podziękowanie. Kwestjonarjusz
dałem jak najprostszy. Były w nim następujące rubryki:
1) numer domu we wsi;
2) nazwiska rodzin zamieszkujących dom;
3) przezwiska (lub brak przezwisk) członków rodziny;
4) miejsce urodzenia mieszkańców, mających przezwisko ;
(ten punkt dla stwierdzenia ewentualnych różnic w prze-*)
*) W Nowym Targu, pow. nowotarski, wedle Smiałkowskiego „z pod
Niwy“, kładzie się na pierwszej „pecce“ pod węgłem srebrną lub złotą monetę,
aby „dudki“ (pieniądze) były zawsze w domu; na drugą kładą chleb święcony,
aby go nigdy nie „chybiało“ (brakło), na trzecią sól, święconą w dzień św. Agaty
dla obrony przed ogniem i piorunem, na czwartą krzak jałowca, który ma niedopuszczać do chałupy węża, jaszczurki i żaby.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.