f0cdd78b6a66457da5770cb16e6d9cf3.pdf

Media

Part of Do legendy o pochodzeniu kobiety / Lud, 1922, t. 21

extracted text
209

dwie. Cokolwiek zaś więcej da Pan Bóg przypłodku wszystko to za
dozorcami obracać się ma, aby przynajmniej przychówek naznaczony
nie drobiem żadnym puźnym prosiąt, ale najpirwsze, najroślejsze i wychowałe oddawali. W czym ma tego pilno przestrzegać ordynarji na to
w zamku p. pisarza prowentowego osoba i toż samo doniść Zwirzch"
ności aby takowej swywoli niedopuszczać, gdzie idzie o prowent
skarbowy.
Cisz pp. dwomicy powinni robotnika wszelkiego w polu czy to
około domu szczyrze i wiernie doglądać i wszelkiej szkody pańskiej
przestrzegać, ponieważ na to ordynarją dobrą i sotaria biorą“.
Szczegółowy rozbiór stosunków hodowlanych w hrabstwie
jarosławskiem w początkach XV1I1 w. odkładamy do chwili uzy­
skania dalszego materjału rękopiśmiennego.
Lwów-Dublany.
PROF. DR. STEFAN PAWLIK.

Do legendy o pochodzeniu kobiety.
W niedawno wydanej broszurce: „Z motywów wędrownych
, pochodzenia klasycznego“ (Serja I, Poznań 1921, w „Pracach
Naukow. Uniw. Pozn. Sekc. Humanist. Nr. 5“) zajmowałem się
m. i. (s. 30—55) ciekawym wątkiem wędrownym, który niezależnie
od tego, czy występuje on w formie legendy, związanej z posta­
ciami Noego, Jez. Chrystusa, Św. Pietra, czy też — zupełnie
bezimiennej noweli, należy w każdym razie do podań ekologicz­
nych, gdyż stara się wytłumaczyć różnorodność typów i charak­
terów kobiecych przez pochodzenie ich od różnych zwierząt lub
owadów. W podaniach tych Istota wyższa czasem z własnego
popędu zmienia pewną ilość zwierząt w kobiety, częściej jednak
czyni to na prośbę pewnego ojca, który przyrzekłszy rękę jedynej
swej córki kilku starającym się, jest w kłopocie nielada : w ostatnim
wypadku te powstałe ze zwierząt kobiety są tak do owej dziewicy
podobne, że ojciec sam własnej córki poznać nie może.
Wątek ten dość stary, bo znany już w XVII w. (patrz saty­
ryczny traktat duński, omówiony przez J. BOLTEGO w „Zeitschr.
d. Ver. f. d. Volkskunde“ XI s. 252—62) i zarazem dość szeroko
rozpowszechniony, gdyż zaświadczony już dla Palestyny, Algeru,
w Europie zaś dla Serbo-Chorwatów, Bułgarów, Czechów, Ukra­
ińców, Litwinów (patrz wspomnianą pracę moją), przedstawia tyle
punktów stycznych z bardzo populamemi w starożytności satyrycznemi jambami na kobiety, które w VII jeszcze wieku przed

210

Chr. napisał Simonides z Amorgos, a także z satyryczną również
gnomą nieco późniejszego Fokylidesa z Miletu (VI w.), będącą
zresztą prostém skróceniem tychże jambów, iż w wyraźnej sprzecz­
ności z uczonymi, którzy na Wschodzie poszukiwali ojczyzny po­
dania, nie wahałem się wysunąć przypuszczenia, że mamy w niem
mniej lub więcej skażone i zniekształcone odbicie tematu Simonidesowego. Twierdzenie to, choć wygłoszone zostało w bardzo
oględnej, hipotetycznej formie, wywołało jednak natychmiast za­
strzeżenie ze strony prof. T. SINKl, który w omówieniu pracy
mojej (Przegląd Warszawski, 1921, Nr. 2, s. 247) m. i. pisze:
„mimo całej metodyczności dowodzenia i stwierdzenia faktu, że
Simonides z Amorgos był przez całe wieki znany i naśladowany
w Grecji, trudno się oprzeć wrażeniu, że jak zupełnie odruchowo
nazwie ktoś w afekcie niewiastę suką czy świnią, czy znowu
pochwali w niej pracowitość mróweczki czy pszczółki, tak na pod­
stawie tych samych asocjacyj mogły powołać (zapewne: powstać)
niezależnie od Simonidesa niektóre z przytoczonych opowiadań“.
Droga do wyjaśnienia kwestji, czy mamy tu wynik działającej
w ciągu wieków tradycji klasycznej, jak pozwoliłem sobie przy­
puszczać, czy też twór samoistnie, spontanicznie powstały, jak
mniema prof. SINKO, prowadzi oczywiście nie przez polemiczną
szermierkę z wybitnym filologiem krakowskim, którego sceptycyzm
wobec braku niektórych ogniw w odtwarzanym przezemnie łań­
cuchu zahaczających o się momentów tradycji daje się łatwo zro­
zumieć, lecz przez takie pomnożenie materjału faktycznego, któreby
pozwoliło ustalić ściśle teren, wytknąć granice rozpowszechnienia
naszego motywu: dziś posiadamy zaledwie 10 odmianek, dość
kapryśnie porozrzucanych po rozmaitych krajach Europy, Azji
i Afryki. Dlatego też zwracam się tu do miłośników i znawców
polskiej literatury ludowej z gorącą prośbą o ogłoszenie, względnie
wskazanie w piśmie nrniejszem polskich odmianek zajmującego
nas dzisiaj wątku, o ile spotykali się z nim jużto w ustach ludu,
jużco w zbiorach materjałów etnologicznych drukowanych lub
rękopiśmiennych. Osobiście mam wrażenie, że odmianka polska
odnaleźć się musi, — i utwierdza mnie w tem oczekiwaniu
nietylko rozumowanie ogólne, że skoro motyw nasz spotyka się
w Czechach, na Litwie i na Ukrainie, to trudno przypuścić, by
go wcale nie było w leżącej pośrodku Polsce, ale przedewszystkiem zupełnie nowy dla mnie, w czasie pisania po­

211

wyższej pracy mojej nieznany jeszcze fakt, że wyżej wspomniane
pomysły mizogynów greckich w wiekach ubiegłych ubierane były
w wiersze polskie i urabiały w odpowiednim kierunku fantazję
poetycką.
Dzięki wysokiej uprzejmości prof. dr. B. ERZEPKIEGO, nie­
strudzonego badacza pomników języka i literatury staropolskiej,
mam możnoćć podzielenia s!ę z czytelnikami „Ludu“ ważnemi
dla naszego zagadnienia wyjątkami z przygotowywanego przezeń
do druku nieznanego poemaciku „Gospodyni dobra“, który sam
odnalazca na podstawie wskaźników rzeczowvch i językowych
uważa za twór autora wielkopolskiego wieku XVII-go. Przytaczam
przedewszystkiem początek utworu (w. 1—10):
Filozof jeden w mądrości dobrze doświadczony,
Bacząc, jak się ludzie skarżą często na złe żony,
Jął rozmyślać, skąd w małżeństwie takie zamieszanie,
A potym nam na przestrogę to zostawił zdanie.
Wiedźcie, mówi, którzy macie chęć do ożenienia,
Iż różnego białegłowy wszystkie przyrodzenia.
Bo jedne jadem i złością psy wściekłe przechodzą,
Drugie, jak koń, jedno chodzą buczno sobie chodzą.
Trzeci rodzaj w ochędóstwie podobny do świnie,
Czwarty pszczołom przyrównany gospodarstwem słynie.
Mają zatem kobiety jakby cztery odmienne godła, wysta­
wione na chorągwi herbowej (w. 43 — 6):
Pies u pierwszej na chorągwi psa drugiego kąsa,
U drugiej koń wykiełzany w złotym rzędzie pląsa,
U trzeciej świnie z kałuży tylko widzieć wpoły,
Na ostatniej do ulika lecą z miodem pszczoły.
— pomysł, który w krótszem i w szczegółach niezupełnie
uzgodnionem ujęciu powraca raz jeszcze pod koniec utworu:
Na tej psi, na drugiej konie, a na trzeciej świnie,
Czwarta pszczoła, bo nieznaczna, rzadko się nawinie.
Odmiennemu tych czworga pochodzeniu i klejnotowi herbo­
wemu najzupełniej odpowiada ich zgoła odmienne w życiu postę­
powanie (w. 49—68):

212

Pierwsza ona, jak szalona, fuka, trzaska, łaje,
Męża zgryzie, ukłopoce, naprzód mu nie daje,
Czeladź z domu powygania, klnie, markoce, biie,
Przy takiej mąż krotochwile jednej nie zażyje.
Wtóra nowe stroje zmyśla, muszcze się, bryzuje,
Ledwie stąpi, w źwierciadle się coras przeględuje,
Nad wszystide się chce wynosić, męża lekceważy,
Gospodarstwa trudno dojzrzeć, bo wiatr szkodzi twarzy.
Trzecia pilna ochędostwa, by ze świnie w domu,
Sama brudna, bo się nie chce podobać nikomu ;
W izbie, w kuchni nieporządek, wszędzie pełno śmieci,
Mąż po domu chodząc spluwa, płaczą w gnoju dzieci.
Czwarta suknie podkasawszy, prace się nie wstydzi,
Dziewki rozbudzi, robot dojrzy, kędy nierząd, widzi.
W czas i pięknie obiad wyda, czeladź rosporządzi,
Gospodarstwo idzie sporo; w niczym nie pobłądzi.
Kędy wejrzy, jako s płatka, każdy się kąt śmieje,
[A] mężowi coraz więcej przybywa nadzieje.
W domu świetno, jak w kościele, w izbie wszystko rządnie,
Uprzątniono, ustawiono każdy kęs porządnie.
Jak widzimy, ujemne typy kobiety — psa, — konia, —
świni stanowią tło ciemne i ponure, na którem tern wyraziściej
i jaśniej zarysowuje się dodatni typ kobiety — pszczoły, wzorowej
żony, matki i gospodyni, z którego charakterystyki przytoczyłem
zaledwie początek i który służy autorowi za punkt wyjścia do
roztoczenia szerokiego obrazu ówczesnego życia domowego i go­
spodarczego, pełnego interesu z punktu widzenia nietylko histo­
ryka literatury, ale także kultury i obyczajowości. Dla nas tu
ważne są jedynie ostatnie słowa poematu (w. 283—4):
Boga tedy o to proście, bo to Boskie dary,
Jeśli cię ten nie wspomoże, stracisz każdy miary.
Już początkowe słowa utworu stwierdzają, że nie jest on
zupełnie oryginalny, i zarazem wskazują kierunek, w jakim poszu­
kiwać źródeł jego należy; dla pisarzy średniowiecza, a nawet
wielu humanistów pojęcia „filozof“ i „autor starożytny“ były
jednoznaczne, a w Polsce trwało to jeszcze dłużej. Jakoż wiersze
5—-8 przedstawiają poprostu przeróbkę gnomy Fokylidesa (frg. 3
Bergk), jak widać z załączonego przekładu dosłownego: „To
także jest słowo Fokylidesa“. Z tych oto czworga (istot) powstały
pokolenia kobiet: jedna z suki, druga z pszczoły, trzecia ze świni

213

srogiej, inna jeszcze z klaczy grzywiastej. Ostatnia lekka, żwawa,
ruchliwa, urodą zaś najpierwsza. Ta, co ze świni jest srogiej, ani
zla, ani też dobra ; ta znów, co1 z suki, nieużyta i dzika ; ta
wreszcie, co z pszczoły, dobrą jest gospodynią i umiejętną pracowniczką. O taką módl się towarzyszu miły, byś pojął ją w mał­
żeństwo ponętne“. Dalej, ostatnie wiersze anonima naszego
(w. 283—4): „Boga tedy o to proście, bo to boskie dary“... są
wyraźnie podpowiedziane przez ostatni wiersz gnomy Fokylidesowej.
Co się zaś tyczy obszernej charakterystyki kobiety-suki (w. 49—52),
kobiety-klaczy (w. 53—6), kobiety-świni (w. 57—60), to jest to
dość swobodne rozwinięcie motywów, zaczerpniętych z Fokylidesą, przetkane tu i ówdzie rysami, zapcżyczonemi z jambów
Simonidesa. Z bladych i mało mówiących słów Fokylidesa o ko­
biecie- świni („ani zła, ani też dobra“) nie otrzymalibyśmy z pe­
wnością w poemacie naszym tak barwnej i dosadnej charaktery­
styki gospodyni nieporządnej, gdyby autorowi nie przypomniał
się następujący obraz z Simonidesa (frg. 7, w. 3 — 6 Bergk):
„u tej wszystko w domu, umazané błotem, w nieładzie leży i wala
się po ziemi, ona zaś sama, nieumyta i w odzieży niepranej,
w sadło porasta, siedząc wśród brudów*4. Również i charakterystyka żony-strojnisi, pochodzącej rzekomo od konia, zapożycza
barwy nie tyle u Fokylidesa, u którego czytamy jedynie: .„lekka,
żwawa, ruchliwa, urodą zaś najpierwsza“, ile z Simonidesa, który
o tym typie mówi (frg. 7, w. 58 i n.): „ta unika pracy, właściwej
niewolnikom : nie dotknie ona żaren, nie podniesie sita, nie wy­
rzuci śmieci z izby i nie siądzie przy piecu, obawiając się sadzy,
męża zaś popieści chyba tylko z przymusu. Za to kąpie się co
dzień po dwa i po trzy razy i namaszcza się olejkami, włosy zaś
zaś zawsze nosi długie, kwiatkami przytkane“. Wreszcie -— last
not least
sama teza, którą na wstępie wysuwa ów „filozof“,
zwracając się do kandydatów do stanu małżeńskiego (w, 6), „iż
różnego białogłowy wszystkie przyrodzenia“, znajduje swój odpo­
wiednik nie u Fokylidesa, lecz u Simonidesa, który również na
początku swoich wywodów kładzie ogólne twierdzenie (frg. 7,
w- 1“ 2): „Od początku Bóg różnemi uczynił umysły kobiet“.
Sądzę więc, że mam słuszne prawo twierdzić, iż anonim polski
znał nietylko .rckylidesa, ale starszego odeń Simonidesa. Dodam
na zakończenie, że żona-pszczoła u autora naszego przypomina
wzorową żonę z ustnych odmianek ukraińskich. U W. HNATIUKA,
Lud. T. XXI.

15

214

który odmianki te przytacza (Zap. Nauk. Towar. im. Szewczenki,
t. 97, s. 74—85), czytamy naprzykład: „Tretia wstanę, chyżu
zamete, umyła sia, pomodłyt sia, woźme, — frysztyk s poriadkom
zhotowyt i dast swomu gawalirowi jisty“. Czy jednak mamy tu
istotnie wpływ, filjację, czy też jedynie przypadkową zgodność,
o tern wyrokować możnaby jedy.ůe na podstawie ustnych odmianek polskich, — i dlatego na ich wykryciu tak mi bardzo zależy.
Poznań, 10. VI. 1922.

PROF. DR. WITOLD KLINGER.

tapioki z powiatu limanowskiego.
Zapiski o niektórych zwyczajach i wierzeniach ludowych
w pow. limanowskim (wsi: Chyszówki, Jurków, Półrzeczki, Wil­
czyce) pochodzą od jurkowskiego proboszcza, ks. Michała SROKI.
Mój udział ogranicza się jedynie do przesłania prośby o robienie
spostrzeżeń z pewnego zakresu folkloru, oraz do zestawienia i upo­
rządkowania luźnych notatek.
*

*
*

1. Wiara w strzygi. W Chyszówkach zmarła niedawno Marja,
żona Szymona Jani. Wdowiec, człowiek chorowity, często zrzędził
i narzekał na zięcia Smolenia. W styczniu b. r. podczas takiego
utyskiwania, wyraził się następująco : „A cemuz tu matka z grobu
nie przydzię, coby ci łeb urwała“. Przerażony zięć chwycił w tej
chwili kredę, święconą w dzień Trzech Króli, i naznaczył na
drzwiach krzyżyki, aby matka nieboszczka nie miała dostępu
do chałupy.
Szymon Lach z Chyszówek opowiadał szczegółowo o środ­
kach obronnych przeciw strzygom. W adwencie zabija się koguta
lub „zającka“ (królika); mięso się spożywa, a krew zbiera i za­
rabia ciastem. W każdym domu jest taki placek, a u Lacha po­
został jeszcze po ojcu. Jest to „placek św. Tomy“, gdyż pieką
go 21 grudnia w dzień św. Tomasza. Jest lekarstwem przeciw
strzygom. Strzyga ma taką moc, że koszulę i otarga i potnie
„jakieby scury jom pogryzły“. Gdy „chyci“ człowieka, dają mu
spożyć „placuś św. Tomy“. Sam Lach poznał dowodnie jego
skuteczność „Jägern lig na wyrku, — podaje — zaceno mnie
trząść, złapała mnie strzyga. Wtedy pisali po mnie świąconom

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.