f9c09f245db44f756e8b47601ce29eaa.pdf
Media
Part of Z dziejów zbójców tatrzańskich/ Lud, 1914-1918, t. 20
- extracted text
-
Notatki etnologiczne.
stemi były i w Polsce. Tutaj to, jak i gdzieindziej, niejednokro
tnie wyzyskiwano te posądzenia dla celów prywatnych, używając
ich jako środków do osiągnięcia swych osobistych zamiarów.
O takiem to właśnie posądzeniu o czary, które ściśle łączy się
z walką prowadzoną między starostą czorsztyńskim Janem Ba
ranowskim a miasteczkiem Krościenkiem, mówią nam akta
grodzkie krakowskie (Castr. Crac. Rei. t. 47 p. 1955—56). W nich
to bowiem w dniu 23. lipca 1622 r. podstarości Czorsztyński
Jakób Zaleski, zanosi imieniem swego pana Jana Baranow
skiego protest przeciwko urzędowi i mieszczanom krościeńskim,
iż nie chcieli sądzić mieszczanki podejrzanej o czary. Podejrze
nie takie padło na Dorotę żonę Wojciecha sługi miejskiego
w Krościenku, którą rzekomo słudzy starosty pojmali na fol
warku starościńskim „między bydłem na gusłach“ i oddali do
więzienia miejskiego, żądając osądzenia jej według istniejących
praw. Wprawdzie „urząd zupełny tameczny“ (krościeński) ze
brał się na żądanie starosty dla sądzenia tej sprawy, ale ci to
właśnie sędziowie — jak zeznaje podstarości — potajemnie się
namówiwszy, nie wiedzieć dlaczego a „snacz obawiającz się, aby
też i inszych mieszczek albo i żon samychże nie powołała,
(sprawa o czary) sządzić nie chcieli i zaraz z ratusza do do
mów swych rozeszli się“. Tego rodzaju postąpienie oburzyło
już i tak zagniewanego starostę, oburzyło go zaś tembardziej,
że w jego rozumieniu mieszczka Dorota przyprawiła go o wiel
kie szkody, „tak w nabiałach, jako i inszych pożytkach“, które
obliczał sobie na 1000 grzywien polskich. Jak zeznaje Jakób
Zaleski, starosta nie omieszka dochodzić swej szkody na urzę
dzie krościeńskim, czy jednak dochodził, i czy chociaż w pe
wnej mierze doprowadził do zrealizowania swoje pretensye,
akta nie podają nam wiadomości.
Dr. Józef Rafacz.
Z dziejów zbójców podtatrzańskich.
Słusznem wydaje się porównanie zasłużonego badacza
wieku XVII, wypowiedziane przy sposobności buntu Kostki-Napierskiego, iż Podhale nosiło podobny charakter na poł.-zachodnich granicach Polski, co Sicz zaporoska ze swą niesforną lu
dnością kozacką na kresach wschodnich J). Jak ci bowiem cel
’) Kubala, Szkice hist. t. 1. str. 320.
—
303
Notatki etnologiczne.
swój widzieli w ustawicznych walkach z Tatarami i Turkami,
nie zapominając równocześnie o łupieniu dworów i folwarków
na terytoryum polskiem, tak i energia mieszkańców skalnego
i nieurodzajnego Podhala, nie wysilała się tylko na uprawianiu
jałowego gruntu i wypasaniu stad bydła na halach tatrzańskich,
czy wzgórzach okolicznych. Niejednokrotnie czując, że środki
zdobyte pracą nie wystarczą na wyżywienie się do nowych
zbiorów, lub jedynie chcąc dać upust swej energii, zbierała się
młodzież odważniejsza z poszczególnych wsi, organizowała się
w t. zw. „bursy“ zbójeckie, a mając na swem czele wytrawnego
przywódcę, ruszała w doliny tak polskie, jak częściej jeszcze
w węgierskie — szczególnie w Liptów i Orawę — ażeby tam
łupić dwory szlacheckie,, czy plądrować po domach miejskich.
Praktykowali to zaś nie tylko górale podtatrzańscy. System zbójectwa rozwinięty był od wczesnych bardzo czasów na całem
Podkarpaciu, czemu dopomagała ta okoliczność, iż stosunki
z Węgrami nie zawsze były przyjazne i niejednokrotnie wyprawa
łupieska idąca ze stron polskich, była tylko odwetem za nie
dawną węgierską. Rzadko gościł spokój na tej granicy polskowęgierskiej. Nie pomagało ćwiartowanie, nie pomagało wyry
wanie kleszczami rozpalonemi ciała schwytanych zbójców —
ci bowiem zawsze znajdowali chętnych następców i naśladowców,
znajdywali zaś tembardziej, że odważniejsi i bardziej wsławieni,
wyrastali w oczach ludu na bohaterów, że niejedna udana wy
prawa znalazła swój wyraz w pieśni ludowej. Czyż trzeba przy
pominać Janosika, lub na Wschodzie Dobosza? Zaznaczyć zaś
trzeba, że w oczach ludu „zbójnicy“ nie byli zjawiskiem nienormalnem, że nie rozsiewali oni postrachu po wsiach, owszem
ludność ochraniała ich w razie niebezpieczeństwa, zwłaszcza, że
niejedna rodzina miała swego członka w bursie zbójeckiej. Był
to objaw zrozumiały dla ludu i nie uważano w tern zajęciu nic
zdrożnego — zbójnicy bowiem byli wypływem drzemiącej ener
gii, która me mogła się w inny sposób wyładować, skoro lu
dność -=- z małymi wyjątkami — miała zamknięte szeregi
wojskowe.
W źródłach historycznych już dosyć wcześnie spotykamy
się z wzmiankami — może urywkowemi — o zbójnikach, a im
dalej w czasy nowsze, tern fakty bardziej się mnożą. Już klasztor
Cystersów założony w Ludzimierzu miał ucierpieć „od synów
Beliala łupiestwem zajętych rozmaite... przeszkody i krzy—
304
—
Notatki etnologiczne.
wdy“ ') a w końcu nie mogąc w tych warunkach egzystować, prze
niósł swą siedzibę — gdzieś po r. 1241 —do Szczyrzyca2). Niema
wątpliwości, iż pod „synami Beliala“ należy rozumieć rozbój
ników, którzy rekrutowali się zarówno ze strony polskiej, jak
i węgierskiej, stanowiąc walną przeszkodę w normalnem osad
nictwie tych okolic. Uznawano tę przeszkodę nawet w doku
mentach lokacyjnych wSi zakładanych na tych terytoryach. Kiedy
w r. 1335 Urbanowi z Grywałdu dano pozwolenie na założenie
Dębna, to dziedzice wsi uwolnili go od wszelkich służb „quia
in métis Hungarie multas occupaciones sustinuit“. 3) Co więcej,
podobnie jak Cystersi i Klaryski musiały zmienić swą stałą sie
dzibę, ponieważ ciągle zagrażały im bandy zbójców. 4)
Takich wypadków możnaby wyliczyć więcej — dużoby
nam mogły powiedzieć w tej kwestyi akta sądowe miast wojew.
krakowskiego 6), a i w aktach grodzkich znajdzie się wiele wzmia
nek w tej sprawie. Charakterystycznym zwłaszcza jest proces,
jaki prowadzi się w dniu 26. kwietnia 1628 r. w sądzie wójtow
skim nowosądeckim, przeciwko 4 zbójcom obwinionym o dwu
krotny napad na dwór Tobiasza Jakhńskiego w Siekierczynie ®).
Według twierdzenia wspomnianego Jaklińskiego pierwszy napad
miał miejsce w nocy z soboty na niedzielę dnia 1. sierpnia
1626 r„ brało zaś w nim udział do 40 zbójców, którzy umieli
się dobrze obłowić, przyszedłszy w tak poważnej sile. W rok
później dnia 4. września 1627 r. zdarzył się drugi napad, w któ
rym zbójcy nie zadowolili się złupieniem dworu, ale chcąc żyw
cem dostać w swe ręce właściciela „ogień założyli i dwór...
spalili“. Na szczęście Jakliński zdołał się wymknąć, musiał je
dnak pozostawić w rękach zbójców swą małżonkę, którą oni
świeczkami przypiekali, aby się dowiedzieć o schowanych pie
niądzach i klejnotach. Przy tym drugim napadzie musieli dobrze
zabudowania dworskie spustoszyć, skoro wymusili zeznanie na
Jaklińskiej i zabrali ze sobą „pieniądze, złoto, srebro i klej
noty“. Było tak rzeczywiście, skoro później jeden ze zbójców
‘) Długosz. Dzieła wszystkie (wyd. Przeździeckiego) t. 111 str. 233.
’1) Zakrzewski St. Dzieje klasztoru Cystersów w Szczyrzycu. str. 30.
s) Kod dypl. Małop. T. I. str. 235.
4) Ks. Al. Popławski. S. Kunegunda i siostry jej... str. 241.
s) Ciekawemi zwłaszcza są zapiski sądu kresowego muszyńskiego.
°) Castr Sand. T. 117 z. 1360—1369.
305 —
20
Notatki etnologiczne.
zeznał, „że Walkosz z Białego Dunajca wziął skrzyneczkę i skrzy
nię z czerwonemi złotemi“.
Oczywiście nie odrazu udało się wyśledzić sprawców na
padu — dopiero bowiem 19. kwietnia 1628 r. poszkodowany
Jakliński mógł prezentować w grodzie sądeckim kilku podda
nych podejrzanych o napad — Stefana Kowalczyka z Drozdowa,
Marka z Cichego, który służył u karczmarza Urbana Obrochty
z tejże wsi, Łukasza Satanika z Cichego, Jana Papiesczyka z Bia
łego Dunajca i Jana Buczka z Waksmundu (gdzieindziej wywo
dzą go z Raby Wyżnej), których sąd grodzki oddał do więzie
nia wójtowskiego sądeckiego, obawiając się ucieczki obwinio
nych ’)• Nie koniec na tern — w parę dni później obwiniono
0 współudział jeszcze Bartłomieja Dziergasza z Sieniawy, Grze
gorza Knapczyka z Cichego i Urbana Rusnaka alias Obrochtę
z Cichego *2). Razem więc uwięziono 8 poddanych, ścisłe jednak
dochodzenia połączone z torturami przeprowadzono odnośnie
do czterech poddanych — Jana Buczka, Stefana Kowalczyka,
Marka i Jana Papiesczyka, z których ostatniego później pra
wdopodobnie uwolniono.
Tortury, których użyto celem wymuszenia zeznań z tych
4 zbójców, odkrywają nam niezmiernie charakterystyczne fakta.
Tak odnośnie do napadów na Siekierczynę, jak i do całego
szeregu innych wypraw zbójeckich. Męczeni bowiem zbójcy wy
mienili z górą 40 nazwisk poddanych, którzy trudnili się roz
bojem i to nietylko po dworach polskich, ale i węgierskich. Co
ciekawsze z osób, które do bursy należały, dowiadujemy się,
jak daleko rozprzestrzenione były tradycye znójnictwa, jak wielki
szmat kraju był niemi objęty. Znajdujemy tu bowiem podda
nych z Białego Dunajca, Rogoźnika i Odrowąża, Klikuszowej,
Czarnego Dunajca, Działu i Cichego, wsi należących do staro
stwa nowotarskiego — znajdujemy poddanych z Sieniawy, Rdza
wy, Rdzawki, Spytkowicz, Skomielnej, Pieniążkowic, Skawy
1 Skawic. Są tu poddani ze starostwa czorsztyńskiego, a mia
nowicie ze wsi Ochotnicy, a co więcej nawet węgierscy, jak
bracia Wilchowie, Romaniacy z Orawki 3j. Ni mniej ni więcej
tylko 23 wsi wymienili zbójcy na torturach, oskarżając poje
4) Tamże p. 1347—1348
2) Castr. Sand. T. 117 p. 1352—1353.
3) Tamże p. 1368—1369 wsi wymienione leżą przeważnie w da
wnym powiecie sądeckim.
-
306
—
Notatki etnologiczne.
dynczych poddanych z tych wsi o współudział w napadzie na
Siekierczynę. Ta znaczna ilość wsi w połączeniu ze znaczną
ilością członków jednej bandy, świadczy wymownie, że zbójnictwo było rozpowszechnione w okolicach podtatrzańskich.
Ponadto należy podnieść jeden charakterystyczny fakt. Oto
wśród poddanych, w bursie zbójeckiej znajdziemy i szlachcica,
którego nazwiska torturowani nie umieli powiedzieć, określając
go tylko „polak jeden z żółtem wąszem wysoki a brodę golił
i ten brał chusty i insze rzeczy na konia“. Szlachcic ten przy
był do nich od Sącza, w powrocie zaś z wyprawy na Siekier
czynę, dojechał z towarzyszami do Poręby i stąd na „Trubacza“ się udał, oddzielając się od zbójców ze swoim udziałem
w łupie.
Nie on jednak był naczelnikiem bursy zbójeckiej, ponie
waż ten wywodził się z łona poddanych. Jak wynika z zeznań
zbójców, kierownictwo to nie zawsze spoczywało w jednych
rękach, wymieniają oni bowiem jako naczelnika dawnych wy
praw, nie żyjącego już w tym czasie Babulaka, nowszych zaś
a między niemi napadów na Siekierczynę, Kaspra Szarka, Czarnotę, sołtysa z Działu Grzegorza Dzielskiego i syna jego Krzy
sztofa. Prawdopodobnem jest jednak, iż mimo tych kilku kie
rowników, właściwa władza spoczywała w rękach Kaspra Szarka.
On to bowiem męczył Jaklińską, mając do pomocy Jaśka Samalaka z Rdzawki i Marka z Cichego, on podpalał dwór, on
to w końcu dzielił zdobyczą towarzyszy. Rozumieli to zresztą
sędziowie i dlatego to pilnie wypytują zbójców o miejsce jego
zamieszkania, dowiadując się, że najczęściej przebywa „u Jagule
karczmarki na Odrowążu“, to znowu, że „zimował tej zimy
u Smarza na Odrowążu“.
Ciekawą teraz jest rzeczą, czy zdobycz zbójecka, tak z Sie
kierczyny, jak i z innych miejscowości opłacała sowicie ponie
sione trudy. Oto z Siekierczyny zabrano czerwone złote w nie
wiadomej bliżej ilości, szaty Tobiasza Jaklińskiego, karabiny
i jakąś ilość chust wyszywanych. Widzimy więc, że zdobycz ta
mniejszą jest, niż to podawał Jakliński w swem zeznaniu. Nic
też dziwnego, że i udziały poszczególnych zbójców nie mu
siały być wielkie. Oto Buczek miał otrzymać z pierwszej
wyprawy 3 złp., Kowalczyk zaś 10 złp., skądinąd zaś dowia
dujemy się, że za pierwszą wyprawę na Siekierczynę każdy
z uczestników otrzymał po 3 złp., co jest zresztą zrozumiałe
— 307 —
*
Notatki etnologiczne
wobec wielu uczestników wyprawy. N'e wiele jednak zabraw
szy u Jaklińskiego, potrafili się dobrze zaopatrzyć gdzie
indziej — w drodze bowiem powrotnej z Siekierczyny napadli
na miasteczko Tymbark, zabiwszy tam 2 czy 3 mieszczan i po
męczywszy 4 innych, zabrali 1000 złp. „i szat niemało“ '). Jest
rzeczą zrozumiałą, że te dwie wyprawy na Siekierczynę, łącznie
z napadem wykonanym na ziemianina Wierzbiętę i na miasto
Tymbark, nie były jedynemi dla wspomnianych zbójców. Nie
mogły być jedynemi, skoro Buczek na torturach zeznał, iż zbójnictwem zajmował się od lat trzech, inny zaś zbójca Marek
z Cichego należał do bursy od lat czterech, wciągnięty do niej
przez herszta Babulaka, który życiem przepłacił swój proceder.
Z tym to właśnie Babulakiem, z Lubtaczykiem i Jaśkiem Dzielczykiem wspomniany zbójca Marek „chodził na rozbój na Wę
gry, ale ich śnieg zapadł“, przyczem nawiasowo należy zazna
czyć, że i pomysł napadu na dwór w Siekierczynie wyszedł od
Babulaka. Nie była to jedyna wyprawa w strony węgierskie —
dowiadujemy się bowiem, że Stefan Kowalczyk z Jaśkiem Szaflarem był najpierw w Biało® na wyprawie zbójeckiej, a później
na Bukowinie w państwie orawskiem. Co więcej — Bartek Galiczak z Białego Dunajca z towarzyszem plądrował przez.pe
wien czas po Liptawie.
Chodząc na te wyprawy zbójeckie, nic dziwnego że mu
sieli zbójcy mieć wiele ludzi zabitych przez siebie na sumieniu.
Charakterystyczną jednak jest rzeczą, iż w rzędzie ofiar figurują
także poddani, co tern smutniejsze światło rzuca na nich, że
przyzwyczailiśmy się uważać ich chwilami — mimo zdrożnych
postępków — za obrońców uciśnionej ludności chłopskiej. Kiedy
bowiem po spaleniu dworu w Siekierczynie szli zbójcy na Bar
cice, chłopa spotkanego w lesia zabił Kasper Szarek obawiając
się z jego strony zdrady. Kiedyindziej Bartosz Knapczyk zabija
chłopa „pdniżej sołtysa Piekielnickiego“, a Galiczak karczmarza
Guta z Białego Dunajca. Co więcej — Stefan Kowalczyk zabił
kobietę zwaną „Gibaczką“ z przenajęcia szwagra swego Gibasiczka, ale mu za to nic nie dał“.
Zeznania zbójców wymuszone na torturach, okazały się
co do pewnych osób i ich udziału w bandzie zbójeckiej myl,
') Wszystkie te szczegóły czerpię z aktu zawartego w Castr Sandt. 117 p. 1360- 1369.
—
308
—
Notatki etnologiczne.
nemi, co zresztą sami zbójcy przed wykonaniem wyroku śmierć
stwierdzili, odwołując niektóre z swych zeznań. Tak przedewszystkiem stało się z oskarżeniem sołtysów Miętusów — Kle
mensa z Czarnego Dunajca, Tomasza i Pawła z Cichego —
0 zamiar zamordowania starosty nowotarskiego Mikołaja Ko:
morowskiego. Wprawdzie — opierając się na zeznaniach —
uwięziono Tomasza Miętusa *), było to jednak chwilowym tylko
epizodem w sprawie, z powodu bezpodstawności podejrzenia.
Zresztą więziono, porywając z domostw i ludzi ze starostwa
nowotarskiego, których zbójcy na torturach wcale nie wymie
nili. Tak np. osadzono we więzieniu Mikołaja i Łukasza No
waczyków *2), jak również Jana Swajnosza z Cichego. Najtrudniejszem jednak było położenie Grzegorza Dzielskiego sołtysa
ze wsi Dział i dwóch jego synów Krzysztofa i Jana, których
zbójcy w zeznaniach swych bardzo obciążyli, stawiając ich na
wet na czele bandy. Nic też dziwnego, że ujęto najpierw Krzy
sztofa i Jana Dzielskich, a później po ich wyręczeniu z więzie
nia, samego sołtysa osadzono w więzieniu miejskiem sądeckiem,
z którego się ostatecznie wyłamał Sprawa Dzielskich ciągnie
się dłużej, zanitują się nią także sądy królewskie, ostatecznie
jednak i ona ucicha, ucicha jednak wtedy, kiedy już dawno
stracono najbardziej obwinionych zbrodniami zbójców 3).4
Po wyciągnięciu bowiem na torturach tych zeznań, któ
reśmy przedstawili, kiedy przekonano się dowodnie o wielkich
winach zbójców, zawyrokowano dla trzech karę śmierci, zapro
wadzając w niej tylko pewne stopniowanie, odpowiednio do
ogromu zbrodni popełnionych. Najsroższa kara spotkała Marka
z Cichego, którego skazano na trzykrotne wyrywanie mu ciała
kleszczami rozpalonemi : 1) przed ratuszem ; 2) na skrzydle mia
sta ; 31 przed bramą miasta, później zaś na spalenie na stosie
1 rozrzucenie jego popiołów. Drugi zbójca Stefan Kowalczyk
otrzymał karę lżejszą - ■ miano go rozrywać kleszczami rozpa
lonemi, a później uśmiercić przez rozerwanie hakiem żelaznym.
Ostatni Jan Buczek został skazany na ćwiartowanie, wszystkich
zaś natychmiast oddano katowi dla wykonania wyroku \. Cha*) Castr. Sand. t. 117 p, 1412-1413.
2) Tamże p. 1397—1399.
*) Dr. E. Długopolski. Rządy Mikołaja Komorowskiego na Podolu
Omówiono tam dokładnie sprawę Dzielskich.
4) Castr. Sand. t. 117 p. 1368-1369— 309 —
Notatki etnologiczne.
rakterystycznem jest jednak, iż czwartego zbójcę, branego na
tortury Jana Papiesczyka z Białego Dunajca prawdopodobnie
uwolniono — uwolniono zaś widocznie dlatego, iż nie udowo
dniono mu winy, co stwierdzili zresztą w zeznaniach i inni
zbójcy nie podając jego nazwiska. Podobnie musiano postąpić
i z innymi, uwięzionymi pod zarzutem napadu, Obrochtą, Dziergaszem, Satanikiem, Grzegorzem Knapem, skoro nie słyszymy
o zadawaniu im tortur, ani tern mniej o jakimkolwiek na nich
wyroku.
Dr. Józef Rafacz.
310
—
