e9e8ae3dd813320599fc94953a076a8a.pdf
Media
Part of Notatki etnologiczne/ Lud, 1914-1918, t. 20
- extracted text
-
Notatki etnologiczne.
1. Do ofiar ludzkich przy nowej budowie.
Z powodu niedawnego odkrycia na zamku wawelskim,
w którem niektórzy pragną widzieć potwierdzenie przesądu
o konieczności złożenia ofiary ludzkiej, jeśli budowa ma być
trwałą, pozwolę sobie wskazać kilka szczegółów z różnych
stron świata i czasów, należących do tego koła wierzeń. Oto
np. Shway Yoe w dziele „Burma, his life and notions* (s. 476 7)
donosi: „Przy zakładaniu nowej stolicy zawsze się tu grzebie
żywcem pewną liczbę ludzi. Czyni się w tern przekonaniu, że
tak pogrzebani stają się nat-thehn (duchami opiekuńczymi),
a ich duchy krążą po miejscu śmierci tych ludzi i napadają
każdego, kto się zbliża do niego ze złymi zamiarami“ (prw.
„The Journal of the Royal Asiatic Society“ 1897, s. 424—5).
W czasopiśmie „Revue des traditions populaires“ (t. XII,
s. 333) przytoczono przysłowie luksemburskie: „Aus engem
neien haus musz éen heraus“ (z nowego domu ktoś musi wyjść),
którego znaczenie jest takie, że jeden z członków rodziny, zaj
mującej dom nowozbudowany, musi umrzeć w ciągu roku ;
jestto naturalnie przeżytek owego przesądu. U nas na Podhalu
jeszcze za czasów Pola pamiętano zwyczaj zagrzebywania czło
wieka żywcem dla zaznaczenia kopców granicznych. Jan Grze
gorzewski , przypominając go w swojej najnowszej książce
0 „Albanii i Albańczykach“ (odb. z „Przewodnika naukowego
1 literackiego“ Lw. 1914, s. 2-3is. 143) przytacza odpowie
dnie legendy bałkańskie, jedną albańską o obrzędowem zamu
— 293 —
Notatki etnologiczne.
rowaniu kobiety przy budowie mostu „lisiego“ w Dibrze i drugą
serbską o zakopaniu kobiety przy budowie zamku w Skodrze
(Skutari).
2. Przesądy, dotyczące wisielca.
Właśnie czytam w „Słowie polskiem“ (1914, nr. 178, s. 11)
w artykuliku o „Afrykańskich znachorach“ następujące donie
sienie: „Sąd okręgowy w Lydenburgu sądził znachora murzyń
skiego, któremu udowodniono morderstwo... Podczas przesłu
chania wyszły na jaw straszne rzeczy i zwyczaje kra
jowców... Według zeznań drugiego (świadka) znachorzy
używają w tamtych stronach ciała ludzkiego do ce
lów leczniczych. Zaklinacze pogody używają pewnych czę
ści ciała, które ucinają trupom“. Tymczasem takie same „stra
szne rzeczy i zwyczaje“ praktykują się i w cywilizowanej Europie.
Oto z rozprawy H. Prenna „Einiges über Bauernaberglauben
im Bezirk Braunau am Inn“ (w czasopiśmie „Zeitschrift für
österreichische Volkskunde“ R. 1897, t. III, s. 280; dowiadujemy
się, że tam trupowi wisielca wycinają z pewnego, „nienazwalnego“ miejsca kawał ciała, palą go i zacierają na proszek,
którego dają do zażycia choremu na febrę. Zapewne też podo
bne praktyki leczniczo-znachorskie mieli na oku owczarze, któ
rzy pod Zawierciem (w Królestwie Polskiem) w lesie porębskim
w maju 1897 roku ucięli do połowy język i trzy palce u pra
wej ręki, a dwa u lewej wisielcowi Andrzejowi Plucie, włościa
ninowi z Niwek pod Siewierzem. Donoszący o tern „Tygodnik
piotrkowski“ (R. 1897, nr. 22, s. 3-4) dodaje, że nadto „drzewo,
na którem Pluta wisiał, było obłamane z gałęzi i obłupane
z kory“, co znowu było dziełem znachorek.
3. Do wierzeń o bazyliszku.
A. Harou w artykule p. n. „De Haan en de Hen in het
Volksgeloof“ (Kogut i kura w wierzeniach ludowych), druko
wanym w czasopiśmie „Ons Volksleven“ (t. X, r. 1898, s. 230)
przypomina przekonanie, które „panowało w średniowieczu, że
bazyliszek wylęga się z jaja koguciego“. Jakoż znajduję tę wiarę
skodyfikowaną w wierszu łacińskim alegorycznego poematu śre
dniowiecznego o kogucie, ogłoszonego przez E, du Mérila
294
—
Notatki etnologiczne.
w książce „Poésies populaires latines do moyen âge“. (W Pa
ryżu 1847, str. 14):
Basiliscus nascitur ovis de gallorum.
Jak tenże wydawca zaznacza, dziś jeszcze lud w Normandyi wierzy, że w jajach, zniesionych przez koguty, kryje
się wąż, a Theophilus w swej „Diversarum artium schedula“
(s. 180j przypisywał jego krwi, odpowiednio przyrządzonej,
siłę przemienienia kruszców. Inny badacz francuski, dr. Pommerol, w rozprawie swej p. n. „Folklore de l’Auvergne“
(w czp. Revue des traditions populaires, r. 1897, t. XII, s. 550)
podaje, co słyszał od Owerniaków, jako niekiedy w kurnikach
znachodzą małe jajka bez żółtka, które są zniesione przez
koguta, a z których wylęga się wąż, jeśli się je włoży do
gnoju. Podobne wierzenia nie są i naszemu ludowi obce. Tak
np. dr. J. Karłowicz, omawiając ks. G. Pobłockiego „Słownik
kaszubski“ (w „Pracach filologicznych“ Warsz. t. II, s. 317),
do wyrazu troszczérz dodaje uwagę, którą tu powtórzę, bo
niema jej pod tymże wyrazem w „Słowniku gwar polskich“:
„jajko małe, zniosek, znosek, mizynka na Podolu; z tego ja
jeczka, według podań naszych, rodzi się zły duch, ba
zyliszek, latawiec itd. Słoworód Karłowicza tego wyrazu
(od troch = kroch), jako chybiony, pomijam. O zn(i)osku pro
szę porównać „Słownik gwar polskich“ pod tymże wyrazem
i uwagi moje z powodu użycia jego przez Słowackiego w tragedyi, zwanej „Horsztyńskim“ („Pamiętnik literacki“ Lwów,
r. 1913, t. XII, s, 66).
W niewątpliwym, choć nieco dalszym związku z temi wie
rzeniami jest podanie anamickie, które opowiedział G. Dumoutier w wymienionem wyżej piśmie franc. „Revue des trąd. popul.“
t. XII, s. 418—9: „Królowa kraju Tu’, zniósłszy jaje, wstydziła
się tego i kazała je porzucić na brzegu rzeki. Pewien mieszka
niec Ko Do-ka, polując w tej okolicy, zobaczył, że jego pies
wraca do niego z jajem w pysku, które znalazł. Myśliwy za
brał jaje do domu, podłożył je swym kwokom, a gdy jaje na
reszcie pękło, zamiast pisklęcia wyłoniło się z niego dziecko
cudownie pięknej budowy. Pies zaś ów zdechł nagle i zoba
czono z czoła jego wyrastające rogi. Podczas gdy dziwowano
się temu cudowi, ogon jego zmienił swój kształt, wydłużył się,
pies ostatecznie przemienił się w smoka i uleciał w po
wietrze“.
— 295 —
Notatki etnologiczne.
4. Wymuszanie urodzaju na drzewach owocowych.
J. St. Bystroń w t. XVIII „Ludu“ (s. 92—111) zebrał dość
obficie przykłady bicia drzew owocowych celem spotęgowania
ich płodności. Ale pomieszał je z najrozmaitszymi innymi ob
rzędami, które wprawdzie mają na celu urodzaj owoców, je
dnak wypływają najwidoczniej z innych źródeł i pobudek. Tym
czasem należałoby zdaniem mojem oddzielić ofiary, drzewom
składane, od bicia, zwłaszcza, że lud bije w tym samym celu
nietylko drzewa, lecz i samice i — kobiety.
Bystroń skończył żmudne zestawienia swoje nieuzasadnionem zwątpieniem. Tymczasem, gdyby był przeprowadził swe
badania w kierunku, wskazanym przezemnie wyżej, byłby się
znalazł na tej samej drodze, co J. Scheftelowitz, który — dla
zupełnie innych celów badając pochodzenie nazw indoeuropejskich członka męskiego — doszedł do poznania, że nazwy to
często identyczne z nazwą kija, prętu, a stąd do wyjaśnienia
źródła zwyczaju bicia kobiet, samic i — drzew. Oto jego wy
wody ostateczne, które pozwolę sobie przytoczyć (Indogerma
nische Forschungen r. 1914, t. 33, s. 143—4). „Ponieważ pręt
i kij były prastarymi symbolami członka męskiego, więc stąd
pochodzi pierwotny zwyczaj ćwiczenia kobiet i samic zwierząt
domowych w pewnych porach roku rózgą lub biczem w tern
przekonaniu, że przez to staną się szczególnie płodnymi. Zwy
czaj ten jest poświadczony już w VIII wieku po Chr. i można
go wykazać w całych Niemczech, Szwecyi, Austryi, Polsce, Rosyi, Anglii, Francyi i Belgii (J. A. Dulaure, Die Zeugung in
Glauben, Sitten und Gebräuchen der Völker, Leipzig 1909,
s. 19U i 192: W. Mannhardt, Wald- u. Feldkulte I2, 251 nn.; de
Nore, Coutumes, mythes et traditions s. 270; A. Kuhn, Märki
sche Sagen s. 307). Tak samo bito niegdyś w Tyrolu
włoskim drzewa w ostatni dzień zapust w mnie
maniu, że przez to staną się szczególnie pło
dne m i (Ch. Schmeller, Märchen und Sagen in Wälschtirol
1867, s. 234.“).
5. Kołtun lekiem.
W „Rozmaitościach“, piśmie dodatkowem do „Gazety lwow
skiej“ (r. 1828, str. 393 — 5 i 405—7), niejaki B. T.... ki po—
296
—
Notatki etnologiczne.
mieścił rozprawę — zresztą pełną dziwactw na temat pocho
dzenia Polaków od Hindusów (czyli, jak ich nazywa, Indyan) —
p. n. „O potrzebie zachowania nazwisk słowiańskiego języka
tak na mapach, jak w pismach, z włączoną uwagą nad począt
kiem naturalnego i sztucznego kołtuna“ *). Wyjmuję z niej nastę
pującą wiadomość, godną uwagi: „po dziś dzień w krajach da
wnej Polszczy trwa wkorzeniony zwyczaj zlepiania włosów
paschałem przy lada bolu głowy“ (s. 407). Widoczny tu zwią
zek ze zwyczajem zapuszczania kołtuna w tym samym celu,
opisanym w notatce, którą pod takim samym, jak niniejsza,
napisem ogłosiłem w tomie V „Ludu“ na s. 377. Przy tej spo
sobności dodam szczegół ze słownika- niemiecko-litewskiego
(„Deutsch-litauisches Wörterbuch“ t. II, s. 40 pod wyrazem Maar)
Kurschata, jako Litwini wierzą, że zmora, zwana przez nich
áitwars — co mojem zdaniem jest identyczne z naszą polską
oćwiarą — lub laumc, zbija ludziom włosy w kołtun.
6. W sprawie rokity cz. iwy.
Notatkę M. Rybowskiego o rokicie („Lud“ t. VI, s. 197)
mogę uzupełnić analogicznymi szczegółami, podanymi przez
W. Matlakowskiego w „Słowniku wyrazów ludowych, zebranych
w Czerskiem i na Kujawach“ (Sprawozdania komisyi językowej
Akademii umiej. Kraków t. V, s. 136) pod hasłem Liwina -. „ten
gatunek wierzby wcześnie z wiosną dostaje kotek czyli basiek
[tak !], pięknych, kanarkowo kwitnących, których lud używa na
palmy na Kwietnią niedzielę ; po poświęceniu kotki, nie roz
gryzając, trzeba połknąć, co ma chronić cały rok od bolu gar
dła“. Prw. też moje „Podobieństwa z dziedziny lecznictwa lu
dowego“ („Lud“ t. V, s. 180 i 377).
Inne przeznaczenie mają bazie z palm poświęconych u ka
tolików niemieckich, osiadłych na Węgrzech a zwanych Hiencami (Hienzen). Oto, gdy nadciągnie burza, kobiety wrzucają
je do ognia — widocznie jako środek ochronny (prw. Ethno
logische Mitteilungen aus Ungarn t. V, s. 16).
') Przytaczam napis, autora i miejsce dlatego tak dokładnie, bo
„Bibliografia Rozmaitości“, ułożona przez W. Staniszewskiego („Stulecie
Gazety Lwowskiej“ t. Hl cz. I we Lwowie 1913) opuściła to wszystko,
jakkolwiek prof. W. Bruchnalski w swojej „Historyi Rozmaitości“ („Stu
lecie" j. w. t. 11 cz. 1, s. 128) zapisał ten kryptonim na karb pisarza Galicyanina, widocznie tę rozprawę mając na oku.
— 297
Notatki etnolugiczne.
7. Dlaczego cygan nie je fasoli?
W streszczeniu pracy K. Zielińskiego p. n. „Baśnie cyga
nów polskich“ („Wisła“ X, 1896), podaném przez S. Udzielę na
s. 411 t. VI „Ludu“, czytam, że gdy cygan nie mógł unieść
worka złota, dyabeł przyrzekł mu pomoc pod warunkiem, że
cygan zje miskę fasoli. Jednakże ten wolał odrzec się złota, niż
jeść fasolę. Skąd taki brak chciwości u cygana? Dlaczego nie
chciał jeść fasoli? Sądzę, że należy szukać przyczyny w prze
sądzie, który szkoła pitagorejska miała szerzyć śród Greków,
iż dusza człowieka przechodzi w bób, a więc nie wolno jeść
tego owocu strączkowego. Ta okoliczność pozwala też przy
puszczać, że cygańską baśń ta pierwotnie nie była — cyganie
przejęli ją widocznie stamtąd, gdzie wierzenie podobne pano
wało, a więc np. Grecyi.
8. Wróżenie z kichania.
Ze Lwowa znam szczegół, że kichanie w niedzielę na czczo
oznacza podobanie się komuś. Zwykle jednak kichanie jest złą
wróżbą i to nie od dzisiaj i nie tylko i u nas. Oto np. już w in
dyjskiej Atharwawedzie (X 3, 6) czytamy: „Przed kichaniem
złowróżbnem, przed złowrogim głosem ptaka ś a k u n i ustrzeże
cię amulet z drzewa powałki (Crataeva Roxburghii, po sanskrycku warana)“.
9. Do czarów miłosnych.
Podczas pewnej rozprawy sądowej we Lwowie jedna ze
świadczących kobiet wyznała, że oskarżonej osobie (znachorce
czy znachorowi) dała kawałek swej koszuli ze śladami mie
siączki w celu pozyskania tymi czarami osoby kochanej. Po
dobna myśl tkwi w w. 28. pieśni 85 ks. X Rygwedy (o mał
żeństwie Surji), który odmawia się „bei Ablegung des befleckten
Brauthemdes nach der Brautnacht“: „Dunkelroth ist es: ein
Zauber, Ansteckung ist drin eingesalbt. Ihre Sippe gedeihet nun:
in Bande aber fällt ihr Mann“. Weber dodaje do tego
przekładu (Ind. Studien V, 187)'uwagę . „Mit den Wahrzeichen
der Defloration wird im ganzen Orient noch jetzt viel Hocuspocus getrieben, hauptsächlich freilich bei den semit. Völkern.
Besonders bekannt ist dergl. von den Drusen u. den Aegyptern“.
— 298 -
Notatki etnologiczne.
10. Ołów materyałem amuletowym.
Warto podkreślić fakt dziwnej zgodności : Ołów (po sanskrycku sisa —), nie wspomniany jeszcze nigdzie w Rygwedzie,
w późniejszej Atharwawedzie, klasycznej księdze zabobonnych
praktyk hinduskich, wymieniany jest jako używany na amulety
(prw. cytaty w dziele H. Zimmera „Altindisches Leben“ s. 53),
to samo przeznaczenie miał też ołów w starożytnym Rzymie,
jak dowodzą np. „Sethianische Verfluchungstafeln aus Rom“,
wydawnictwo R. Wunscha z r. 1898.
11. Do liczb świętych
W „Gazecie Lwowskiej“ 1886 (nr. 7, notatka w kronice
p. n. Przykład ciemnoty ludu) czytam, co następuje : „Niejaka
Wychowalska, żona rolnika z Wykot w pow. Samborskim za
poradą przyjaciółek i sąsiadek użyła na wyleczenie swego dziecka,
które zasłabło na oczy, wody zebranej z trzech wiejskich
studni, zmieszanej z wodą, zaczerpniętą z za dziewiątej
miedzy, a następnie podczas zamówionej u miejscowego pro
boszcza poświęconej przez księdza w cerkwi“.1
1
Do gry w pisanki.
W swych „Pisankach w Galicyi“ (I 1893, s. 19—20; II 1894,
s. 18—19 i III 1898, s. 40—1) zestawiłem przykłady polskie i małoruskie gry, uprawianej w święta wielkanocne, a polegającej
na biciu pisanką w pisankę aż do stłuczenia jednej, która się
staje własnością zwycięzcy. Tam też podałem różne nazwy tej
gry, z których najcharakterystycziiiejszą jest mr. c(z)okanie wzgl.
kocanie. Warto zaznaczyć, że gra ta znaną jest i w Niemczech
i we Francyi i na Bałkanie. Mianowicie L. Siitterlin w czo. „In
dogermanische Forschungen“ t. XXIX, s. 123 aż z sanskryckim
czasownikiem tudż — „bić, uderzać“ łączy alzacki czasownik
tocken „ bić (o tętnie), pukać (końcem jednej pisanki
uderzać o koniec drugiej“). M. Grammont zaś z oko
licy Damprichardu we Francyi przytacza gwarowy czasownik
cócii (— choquer, uderzać o co) i zwroty: „coca déz ii „bić
jaja (podczas świąt wielkanocnych) — t è coca „tu es foutu“ (jak
ten, którego jaje stłuczono i który je wskutek
- 299 —
Notatki etnologiczne.
tego traci“). Gustaw Meyer wreszcie w swej książce »Ety
mologisches Wörterbuch der albanischen Sprache“ (s. 32 pod
wyr. bel’ek) przytacza nazwę „jaja twardego i nie ulegającego
stłuczeniu“, używanego przez dzieci albańskie podczas zabawy
tłuczenia pisanki o pisankę na Wielkanoc; brzmi oná bel'eke.
Naturalnie chodzi tu — czego Meyer nie wie — o znany i śród
ludu polskiego i ruskiego podstęp, polegający na użyciu jaja
sztucznego lub pantarczego do tłuczenia jaj kurzych spółtowarzyszy zabawy.
13. Maik.
Że Niemcom nie obcy zwyczaj maiku, dowodzi nazwa
brzozy, z której go robią zwykle : Die Maie (prw. Kurschata
„Deutsch-litauisches Wörterbuch“ II, s. 42). Z Francyi zaś znam
świadectwo Grammonta, który w rozprawie swej „Le patois
de la Franche-Montagne et en particulier de Damprichard, Fran
che-Comté“ (Mémoires de la Société de linguistique 1900 t. XI,
s. 287).z tamtejszej gwary podaje jako nazwę miesiąca maja
i maiku-drzewa (arbre de mai) wyraz ma.
14. Do sobótki.
Leopold Schroeder w czasopiśmie „Wiener Zeitschrift für
die Kunde des Morgenlandes“ (r. 1895, t. IX, s. 238) łączy roz
palanie wielkich ognisk, przechodzenie przez ogień i trzymanie
lamp płonących na głowie przez noc całą, praktykowane w Indyach podczas orgii na cześć Siwy — z płonącymi pochodniami
greckich majnad, oraz z rozmaitymi orgiastycznymi zwyczajami,
dotyczącymi roślinności, krajów germańskich i romańskich, jak
Perchtenlaufen, jour des brandons itp. Zdaniem tego uczonego
te uroczystości orgiastyczne Indów bez wątpienia to samo mają
na celu, co odpowiednie zwyczaje greckie, niemieckie i romań
skie, mianowicie wzmożenie płodności w przyrodzie, względnie
też w życiu człowieka. Schroeder nie wspomniał jednak nic
o należącym do tego koła zwyczaju rzymskim, który opisał Festus. To też przypomnę go za O. Kellerem (prw. jego dzieło
„Thiere des classischen Alterthums“ s. 192). Oto lud rzymski
corocznie 15. kwietnia tuż po uroczystości bogini Ziemi (Tellus), bawił się lisami w sposób następujący : Obwiązywano li
som, poprzednio złowionym, ogony sianem, podpalano je i pę— 300
Notatki etnologiczne.
dzono przestraszone zwierzęta, żywe pochodnie, przez pola —
a to w tej wierze, że tym sposobem oczyszcza się rolę od rdzy,
chroni od pożaru i zniszczenia ze strony wrogich płanet. W braku
lisów ich rolę spełniały psy rude. Dzisiejsze zwyczaje sobót
kowe francuskie i belgijskie opisują liczne notatki czasopisma
„Revue des traditions populaires“ (t. I, s. 171 ; II, 26, 336 i 538;
III, 328 i 440; V, 382 itd.) pod rubryką „Les feux de la St.
Jean“. Znaną też jest sobótka Albańczykom greckim, którzy ją
zowią zjozete te sen-jannit, t. zn. ogniem świętojańskim (prw.
G. Meyera „Etymologisches Wörterbuch der albanesischen Spra
che“ s. 71 pod wyrazem dolofange).
15. Do pierwotnego oświetlania chałup.
Do swych notatek, pod tym napisem wydrukowanych
w „Ludzie“ t. V, s. 178 i 378, dodaję, że w Głębowicach na
zywają kawałeczek drzewa smolnego do świecenia ślajsą (prw.
dra W. Kosińskiego „Niektóre właściwości mowy pisarzowickiej“ w Sprawozdaniach komisyi językowej Akad. Umiej, w Kra
kowie t. IV, s. 30i. Charakterystyczne dwa stojaki drewniane na
łuczywo, używane u Finów, a zwane w ich języku pihti, podają
rysunki 12 i 13 w t. II wydania helsyngforskiego „Kalewali“
z r. 1894—5.
16. Młocka z użyciem bydła.
Do szczegółów, w tej sprawie zapisanych przezemnie
w „Ludzie“ V, 378—9 i VII, 220, mogę z lektury dorzucić dal
sze. Oto E. Windisch przytacza w czasopiśmie „Beiträge zur
Kunde der indogermanischen Sprachen“ t. II, s. 81 z pewnego
zabytku staroiryjskiego zdanie: „ar is bésleo som in daim do
thùarcuin“ t. zn. „bo jest u nich zwyczaj, że woły młócą“. Z 70
przysłowia zaś szczepu Badagów w Indyach, podanego obok
innych w „Zeitschrift der deutschen morgenländischen Gesell
schaft“ t. VII, s. 38o, widać, że i tam używają wołów do młócki.
17. Białe raki.
Do cytatów Karłowiczowskiego „Słownika gwar polskich“
(t. V, s. 8) mogę dodać, że „białe raki = jajka“ zapisał też
H. Łopaciński (R. Lubicz) z Lubelskiego i Sandomierskiego
(Prace filologiczne t. IV, s. 183), a Gloger z Tykociń— 301
Notatki etnologiczne.
skiego (tamże s. 799). Pierwszy z nich powoływa też W. Pola
artykuł „Z pamiętników sioła“ z pod Bieskidu (w książce „Kłosy
i kwiaty" 1869, s. 8), gdzie też ta nazwa zachodzi. Ciekawą
rzecz znalazłem w warszawskiej „Gazecie polskiej“ (nr. 65 z 6.
marca 1827, s. 262); mianowicie twierdzą tam, że ze wzglę
dów przyzwoitości „nasze wieśniaczki sprzedają w War
szawie białe raki“.
18. „Polski most“.
W uzupełnieniu notatki p. St. Ciszewskiego, pod tym na
pisem ogłoszonej w „Ludzie“ (t. XVII, s. 135—7), przypominam
łacińskie przysłowie, nieco odmienne od podanego w niej, za
pisane w dziele nauczyciela Natana Chytraeusa „Variorum in
Europa itinerum deliciae seu ex variis manuscriptis selectiora
antum inscriptionum maxime recentium monumenta“ etc. (Herbornae Nassoviorum 1594, na s. 819) *), a przedrukowane wraz
z innymi „Polonikami“ przez p. Józefa Zagrodzkiego w czaso
piśmie „Muzeum" (we Lwowie, rocznik XVIII 1902, zesz. 11,
s. 741). Oto tekst :
Pons polonicus
Monachus Boëmicus
Miles Australis
'Suevica Monialis
Italia [!] devotio
Prutenorum religio
Teutonicum [!] ieiunia
Gallorum constantia
Nihil valent omnia.
Naturalnie należy czytać : Italica, Teutonorum. Chytraeus
też na s. 817 zapisał niepochlebne zdanie o Polakach : „Sarmatae edaces, superbi, furaces“ (Zagrodzki i w.). Co do przy
słowia polskiego, podanego w zbiorze przysłów chorwackich
Daniczića, nadmienię nawiasem, że zwróciłem na nie uwagę już
w swoich „Przyczynkach“ do Księgi przysłów S. Adalberga
przed laty.
f Dr. Franciszek Krtek.
Podejrzenie o czary w Krościenku *2).
Procesy o czary, a więcej jeszcze posądzenia o zmowę
z nieczystemi siłami, zdarzały się nietylko zagranicą, ale czę0 Dzieło to musiało być swego czasu bardzo potzytnem, skoro
drugie wydanie wyszło już w r. 1599, jak się dowiaduję z katalogu antykwarskiego Nr. 2 R. Hönischa w Lipsku, świeżo otrzymanego.
2) Mowa ta o miasteczku Krościenku nad Dunajcem.
~ 302 —
Notatki etnologiczne.
stemi były i w Polsce. Tutaj to, jak i gdzieindziej, niejednokro
tnie wyzyskiwano te posądzenia dla celów prywatnych, używając
ich jako środków do osiągnięcia swych osobistych zamiarów.
O takiem to właśnie posądzeniu o czary, które ściśle łączy się
z walką prowadzoną między starostą czorsztyńskim Janem Ba
ranowskim a miasteczkiem Krościenkiem, mówią nam akta
grodzkie krakowskie (Castr. Crac. Rei. t. 47 p. 1955—56). W nich
to bowiem w dniu 23. lipca 1622 r. podstarości Czorsztyński
Jakób Zaleski, zanosi imieniem swego pana Jana Baranow
skiego protest przeciwko urzędowi i mieszczanom krościeńskim,
iż nie chcieli sądzić mieszczanki podejrzanej o czary. Podejrze
nie takie padło na Dorotę żonę Wojciecha sługi miejskiego
w Krościenku, którą rzekomo słudzy starosty pojmali na fol
warku starościńskim „między bydłem na gusłach“ i oddali do
więzienia miejskiego, żądając osądzenia jej według istniejących
praw. Wprawdzie „urząd zupełny tameczny“ (krościeński) ze
brał się na żądanie starosty dla sądzenia tej sprawy, ale ci to
właśnie sędziowie — jak zeznaje podstarości — potajemnie się
namówiwszy, nie wiedzieć dlaczego a „snacz obawiającz się, aby
też i inszych mieszczek albo i żon samychże nie powołała,
(sprawa o czary) sządzić nie chcieli i zaraz z ratusza do do
mów swych rozeszli się“. Tego rodzaju postąpienie oburzyło
już i tak zagniewanego starostę, oburzyło go zaś tembardziej,
że w jego rozumieniu mieszczka Dorota przyprawiła go o wiel
kie szkody, „tak w nabiałach, jako i inszych pożytkach“, które
obliczał sobie na 1000 grzywien polskich. Jak zeznaje Jakób
Zaleski, starosta nie omieszka dochodzić swej szkody na urzę
dzie krościeńskim, czy jednak dochodził, i czy chociaż w pe
wnej mierze doprowadził do zrealizowania swoje pretensye,
akta nie podają nam wiadomości.
Dr. Józef Rafacz.
Z dziejów zbójców podtatrzańskich.
Słusznem wydaje się porównanie zasłużonego badacza
wieku XVII, wypowiedziane przy sposobności buntu Kostki-Napierskiego, iż Podhale nosiło podobny charakter na poł.-zachodnich granicach Polski, co Sicz zaporoska ze swą niesforną lu
dnością kozacką na kresach wschodnich J). Jak ci bowiem cel
’) Kubala, Szkice hist. t. 1. str. 320.
—
303
