07f86b69f09e98e8d9ad741cead56e0f.pdf

Media

Part of Stan włościański w utworach poetyckich pisarzy doby renesansowej / Lud, 1914-1918, t. 20

extracted text
WACŁAW NARTOWSKI.

Stan włościański w utworach 4721
.
‘ ' pisarzy
polskich doby renesansowej (XVI wieku).
Zarys studyum historyczno-literackiego.

III.

Lud Jako temat w poezyi renesansowej.
1. Społeczna dola ludu wiejskiego.
Zanim zaczniemy czytać z kart naszych poetów, musimy
najpierw roztworzyć odpowiedni rozdział „Historyi chłopów
w Polsce“, by wniknąć w panujące podówczas stosunki społe­
czno-ekonomiczne. Niestety, historyi takiej do dziś brak1) a bada­
nia, przez Maciejowskiego, Czackiego i Lelewela rozpoczęte, nie
wydały jeszcze dla stworzenia syntezy wystarczających rezulta­
tów; mamy zaledwie okruchy badań monograficznych, niejedno­
krotnie świetnych, ale do całości jeszcze daleko, ponieważ
jednak bez zapoznania się z historyą chłopa w XVI w. nie
możemy należycie zrozumieć naszej literatury pięknej, należy
więc sięgnąć do opracowań szczegółowych i podać przynajmniej
najbardziej podstawowe wiadomości.*2)
*
*
*
ł) Broszura Gorzyckiego p. t. „Historyą chłopów...“ jest tylko
szkicem nie odpowiadającym tytułowi.
2) Rozdział ten oparty na pracach wymienionych na wstępie histo­
ryków, szczególnie O. Balzera, M. Bobrzyńskiego i. St. Kutrzeby.


1

1

Wacław Nartowski.

Stan włościański, jak słusznie podkreślił prof. Balzer,
musiał wszędzie w Europie czekać XIX stulecia, zanim prawa
jego obywatelskie w pełni zostały uznane. Ale ekonomiczne
i prawne położenie włościan polskich jest przecież w porówna­
niu ze stosunkami zagranicznymi niewątpliwie pomyślniejsze.
Jakież było to położenie i jakie czynniki na nie się złożyły?
Kiedy przez powolny, ale ciągle naprzód idący rozwój
dziejowy wyodrębniła się szlachta jako stan przodujący, uprzewilejowany, ludność nierycerska, woini czy niewolni zlewają się
w ciągu XIII wieku w jedną masę ludności, której położenie
było nieraz przykre. Nim jednak te ewolucye dobiegły końca,
zjawił się nowy czynnik : kolonizacya wsi na prawie niemieckiem ; ona zmieniła stosunek osadnictwa do pana. Osadzony
na kawałku gruntu wieśniak stawał się wieczystym czynszownikiem; zobowiązany był do opłaty pewnego stałego, niezbyt
zresztą wysokiego czynszu na rzecz pana; w zamian za to po
spłaceniu czynszu, drobnych danin in natura i wypełnieniu
ewentualnej pańszczyzny1) nie mógł być przez pana, wbrew
swej woli, z gruntu rugowany. Miał więc możność, pracując na
swój własny rachunek, przy zwiększonej intenzywności pracy
gospodarczej (pług żelazny, trój połówka), dorobić się względnego
dostatku i zapewnić byt sobie i swej rodzinie.
Przeniesienie z miejsca na miejsce a nawet opuszczenie
gruntu, acz określone przepisami osobnymi, było rzeczą dopusz
czalną. Osadnicy tworzyli osobną gminę z dziedzicznym na czele,
niezależnym od pana sołtysem, który wraz z dobranymi przez
się ławnikami sprawował władzę sądową. Przeważna jednak
ilość wsi, skolonizowana na prawie polskiem, polskimi osadni­
kami, miała mniej swobodne stanowisko, większe ciężary w robociźnie, zależność od patryarchalnej jurysdykcyi pana, brak samo­
rządu,
stanowisko to było przecież korzystniejsze, aniżeli da­
wniej, bo wskutek podniesienia uprawy, przy określonych cię­
żarach, byt chłopa był znośny.
Ustrój społeczeństwa, wytworzony w drugiej połowie wieków
średnich, to nie równouprawnienie wszystkich wobec prawa,
zasady tej wówczas nie znano, ale stan równowagi, pojętej w tern

’) Robocizna, o ile była zastrzeżona w umowie, wynosiła ledwie
2—4 dni na rok z łanu.

__ 2 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

znaczeniu, że każdy stan miał pewną samodzielność, miał zape­
wnioną potrzebną ochronę, prawne i dane warunki rozwoju
indywidualnego, według maksymy: jeden obok drugiego, ale bez
uszczerbku drugich.
" Pod koniec wieków średnich, w XV wieku zarysuje się
ten misterny gmach organizacyi społecznej, opartej na równo­
wadze i wzajemności świadczeń, a poczyna się okres przewagi
szlachty. Czynnikiem, który dokonywa zmiany istniejącego po­
rządku społecznego, to zmiana warunków bytu. W ciągu XV
wieku pokazują się ślady dążeń nowych, występujących silnie
przy końcu tegoż stulecia i w ciągu wieku XVI.
Dotąd siła majątkowa posiadłości ziemskiej była zależna
od sumy uiszczanych czynszów i danin. Gospodarstwo rolne,
przez samych panów na własną rękę prowadzone t. z. gospo­
darstwo folwarczne, było źródłem podrzędnem dochodów szlach­
cica, zajętego przeważnie rzemiosłem rycerskiem. Teraz zaczyna
się nowy okres. Szlachta przekuwa oręż na lemiesz, gdyż służba
wojskowa traci na uroku i znaczeniu wobec pojawienia się wojsk
zaciężnych (wynalazek prochu). Wojny nie przynoszą korzyści
materyalnych a główny dochód szlachcica w postaci czynszu,
wobec powszechnej redukcyi pieniądza, zmniejsza się w odwrot­
nym stosunku do stopy życia, która podnosi się wskutek roz­
woju handlu i oświaty (podróże do Włoch). Równocześnie
rośnie zapotrzebowanie produktów rolnych ; potrzebuje ich wieś,
której ludność wzrasta, potrzebują jeszcze bardziej wzrastające,
dzięki rozwojowi handlu, miasta.
Dodajmy uzyskanie przez Polskę drogi wodnej, łączącej
ziemie polskie z Zachodem (rezultat pokoju toruńskiego z r.
1466), któremu własna produkcya zaczyna nie wystarczać,
i widok złotych żniw, jakie dawała gospodarka folwarczna, pro­
wadzona na pustkowiach Rusi Czerwonej, a uzyskamy szereg
czynników, które skłoniły szlachtę do podniesienia produkcyi
zboża, zapewniającej znaczne dochody.
Okazuje się potrzeba rozszerzenia gospodarstwa folwar­
cznego, aby jak największą ilość zboża na eksport uzyskać.
O wartości wsi stanowi już obecnie nie ilość opłacanych czyn­
szów, ale ilość skupionych łanów, nadających się do uprawy
zboża. Szlachta nie tylko podnosi czynsze, ale stara się rozsze­
rzyć folwark. Budzi się tendencya do uzyskania jak największych
obszarów rolnych, a także taniego na nich robotnika, bo cze­

Wacław Nartowski.

ladź dawna nie wystarcza. 1 wówczas zauważyła szlachta, że
chłop ma się nie najgorzej dzięki pracy usilnej, którą wytrze­
bione lasy zamienia na niwy urodzajne. Dawnemu szlachcicowi
wystarczały złote ostrogi chwały wojennej, a złote kłosy pozo­
stawiał chętnie trwającemu w ciągłym znoju chłopu. Obecnie
zapragnął szlachcic wczasów i sięgnął po krwawy pot wieśniaka,
co złote wydawał plony. Teraz spostrzegła szlachta zazdrosneni
okiem, że „niektórzy kmiecie, jakby żadnem prawem nie byli
związani, rosną w pychę, w kosztowności i wydatki zbytkowne
i inne rzeczy czynią, które stanowi ich nie przystają“ — jak
głoszą słowa konstytucyi sejmowej z r. 1496. To zrodziło
pańszczyznę.
Istniała wprawdzie już dawniej lekka robocizna, wykony­
wana stosownie do umowy, zawartej przez osiadających kmieci,
ale była nieznaczną, bo panowie jej nie potrzebowali wobec
szczupłych rozmiarów gospodarki folwarcznej. Teraz ze zmianą
gospodarki rozpowszechnia się pod koniec XV wieku system
pańszczyźniany. Dni robocizny rosną, poczyna się ograniczanie
wolności opuszczania wsi, co prawnie zatwierdzają konstytucye
sejmowe w r. 1493, następnie w r. 1496 (Konstytucya Olbrachtowskal, a później szereg innych (1501, 1505, 1510, 1511),
któremi przykuto chłopa do roli (glebae adscriptus)Z motywami tych ustaw drakońskich szlachta się nie kryje,
jak świadczą wyraźnie ustępy w aktach ustawodawczych, w któ­
rych szczerze przyznawano, że „szlachta nie może powiększyć
swego majątku inaczej, jak tylko przez pracę kmieci“, albo, że
„szlachta w braku pracujących kmieci nie znajdzie zaspokojenia
swoich potrzeb“.
Przywiązanego tak do roli chłopa obciąża szlachta corazto cięższą robocizną, wreszcie statuty toruński i bydgoski z r.
1520 postanawiają ogólnie, co niektóre ziemie już wcześniej
u siebie wprowadziły, że chłop z każdego łanu obowiązany jest
odbyć co najmniej jeden dzień pańszczyzny w tygodniu, gdzie
zaś wytworzył się zwyczaj, dalej pod tym względem idący, a więc
dwa lub więcej dni pańszczyzny, zwyczaj ten i nadal ma być
przestrzegany.
Jak ustawa powyższa sankcyonuje zasadę przymusowej,
bezpłatnej robocizny dla pana, tak ustawa z r. 1532, postana­
wiająca, że żadnemu chłopu nie wolno się ruszyć ze wsi bez
zezwolenia pańskiego, niszczy doszczętnie osłabioną już poprze— 4 —

Stan wtościafiski w utworach poetyckich doby renesansowej.

dniemi konstytucyami, zwłaszcza Olbrachtowską z r. 1496, swo­
bodę chłopa.
Mocą statutu wareckiego z r. 1423 wolno było panu sku­
pić lub zmusić do sprzedaży sołtysowstwa sołtysów „nieużyte­
cznych i opornych“. Ustawa ta, dozwalająca swobodną interpretacyę, sprawiła, że wnet zniknęli sołtysowie „buntownicy“,
a funkcye ich sądownicze objęli panowie, dzięki czemu arogowali sobie następnie via facti prawo sądzenia swoich poddanych.
Tak pogrzebana została w gruzach zasady równowagi
społecznej wolność chłopa; został on glebae adscriptus i zdany
na pańską wolę i niewolę, z której mogła go wyzwolić chyba
ucieczka lub łaska pańska.
Odpowiedź na pytanie, czemu przypisać należy, że tak
wielka zmiana obyła się bez poważniejszych rozruchów i nie
wywołała walk, analogicznych do niemieckich wojen chłopskich,
znajdziemy w fakcie, że przewrót ten-dokonał się drogą ewolucyi powolnej. Od r. 1421, w którym jeden ze statutów mazo­
wieckich wprowadza obowiązkową pańszczyznę, do r. 1520
(statuty toruński i bydgoski), tożto całe stulecie; od r. 1423,
w którym statut warecki dał prawną podstawę wywłaszczania
sołtysów, do r. 1563, w którym stwierdzono, że wszystkie
sołtysostwa są na skupie, to 140 lat; od lat 1496 i 1501,
w których usunięto możność pozywania chłopa przed sąd
miejski i grodzki — po przez r. 1518, kiedy król Zygmunt 1.
zrzekł się rozpatrywania skarg chłopskich przeciw panom —
do r. 1573 t. j. stwierdzenia, iż pan jest jedynym i ostatecznym
sędzią dla chłopa a wola pańska we wszystkich sprawach spor­
nych wyłącznie rozstrzygającą, gdyż pan dzierży jurysdykcyę
patryarchalną nad chłopem, a tern samem immanentnie w niej
tkwiące ius vitae ac necis ■— to przeszło pół wieku ; stopniowo
więc, nie gwałtownie odbywał się proces zawarcia chłopa
w kluby poddaństwa, które nie było jednakowe : inne w królewszczyznach, inne w dobrach duchownych, inne we wsiach
szlacheckich.
Mimo wszystko, mimo ciężary nakładane, chłop w wieku
XVI nie był naogół w zupełnie beznadziejnem położeniu, gdyż
fakt, że przeważa wówczas typ gospodarstw półłanowych,
a nawet łanowe nie są rzadkie, powodował, że kmieć mógł
przy intenzywnej pracy wyżyć jako tako. Nadto gromadne zbiegostwo kmieci, przeciw któremu szlachta daremnie drogą pra­
- 5 —

Wacław Nartowski.

wodawczą zabezpieczyć się chciała, zmuszało pana do ograni­
czania wymagań, by nie wywoływać utraty rąk roboczych.
W większości wypadków nie cierpiał wówczas chłop nędzy,
a ciężary pańszczyźniane nie przekraczały jeszcze jego sił, co
nastąpiło w stuleciach następnych.
Już jednak w wieku XVI wieśniak polski jest przykuty do
roli, wyjęty z pod wszelkiej opieki prawa (tylko w dobrach
kościelnych i w królewskich można było wnosić skargi w razie
pokrzywdzenia) tak, że „nie było dla niego żadnego właściwie
prawa“ — iak pisze prof. Balzer *) — „chyba niem nazwiemy
wolę pana. Oddano w ręce pana nieograniczoną dyspozycyę
osobą, majątkiem, życiem chłopa, cóż więc było mu (panu)
jeszcze oddać? Zyskali panowie wszystko, czego pragnąć mogli,...
kwitł handel zbożowy Polski w stuleciu XV, XVI, XVII, ale
ten sukces ekonomiczny trzeba było okupić niewolą całego,
miliony głów liczącego stanu. Nad strasznem zjawiskiem nie­
wiele bolała szlachta polska. „Szlachcic szczycić się może, iż
wiosek i poddanych swoich niejako udzielnym jest monarchą“
pisał z lekkiem sercem moralista XVII wieku, Fredro. Był wię­
cej jak monarchą, był właścicielem“.
Ostatnie słowa prof. Balzera, zawierające stwierdzenie
faktu, że szlachta niewiele bolała nad niewolą ludu, wydaje się
nam przesadną generalizacyą opinii, bądź co bądź niejednolitej,
wszakże prócz Fredry wydał wiek XVII i Starowolskiego
i autora satyry o „opresyi chłopskiej“ Opalińskiego i autora
„Lamentu chłopskiego“ i tylu innych, którzy bynajmniej nie
przechodzili „z lekkiem sercem“ obok niedoli kmiecej.
Jakie były poglądy poetów w tej. sprawie, to w obrębie
XVI wieku wyjaśni studyum niniejsze.

Na wstępie możemy stwierdzić, że większość poetów wieku
złotego znajdzie się wobec dokonanego, a raczej wobec dobie­
gającego końca procesu tworzenia się poddaństwa ludu wiej­
skiego. Okres przejściowy nie znalazł w literaturze odgłosu;
pisarze tej doby, o ile z zachowanych pism wnioskować można,
przemilczeli zupełnie ten przewrót społeczny, czego przyczyny
*) O Balzer, Konstytucya 3 maja. Studya nad historyą prawa pol­
skiego, t. II, str. 318.

6

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

szukać należy w tem, że piśmiennictwo polskie, zwłaszcza świec­
kie, było jeszcze w pieluchach, a nadto, że proces ten, jak
wspomnieliśmy, odbył się drogą ewolucyi powolnej.
Poza konstytucyami sejmowemi jedyny wiersz, satyra na
leniwych chłopów (w. XV) daje świadectwo, że kmiecie „chy­
trze bydlili z pany“, że „wiele się w ich sercu plotło“, gdy
przymuszono ich do daremszczyzny na pańskim łanie, że jak­
byśmy dziś określili, stawiali bierny opór „robiąc silno obłu­
dnie“, gdyż wychodzili późno i pracowali najmniej pod różnymi
pozorami, „chcąc zlichmanić ten dzień wszystek“.
Niezadowolenie szlachty z takiego obrotu sprawy znajduje
wyraz w tej właśnie satyrze, tchnącej niechęcią do opornych
chłopów, a musiało być powszechne, skoro inny, późniejszy
autor rozszerzył znacznie tę skargę na lenistwo chłopskie
i wstawił ustępy, na które niewątpliwie pisałby się autor pier­
wowzoru, uważający pewnie także kmieci za „dziwne stworze­
nie“, w których „żadnego statku nie“, bo prostota ich pozorna,
ale właściwa im raczej chytrość, gdyż „chodzi jako prawy wo­
łek, ale jest chytry pachołek“.
Inne uzupełnienia podadzą jakby komentarz do wyjątko­
wych ustaw, przywiązujących chłopa do ziemi, skoro ten
„chytrszy niźli człowiek iny, nosi rad chybné nowiny“ i żąda
„mieć pana nowego“ a nawet czeladź od pana odwabia, „do
innego ją przywabia“. Nadto skarży się autor, że podarki jak
kury, chłop chce „zapić“ potrójnie, — co wskazuje, że istniał
zwyczaj częstowania chłopów za „pocztę“, — a owies przynosi
zmieszany z plewami. Tyle o kmieciach, a zagrodnicy, to jest
chłopi osadzeni na ogrodach, „też łotrowie“ okradają szlachcica.
Te dwie satyry, zachowane w rękopisach, to jedyne świa­
dectwa „chytrości“, „łotrowstwa“ i „przechernej a sztucznej“
natury chłopskiej wrogo dla pana usposobionego kmiecia, je­
dyne świadectwa zmagania się kmiecia z panem, którego siła
polityczna zgniecie opornych. I zniknie z kart literatury „chytry
kmieć“ a miejsce jego zastąpi kmiotek, kmiotaszek, chłopek,
który będzie budził tylko politowanie i współczucie. Ta małoznaczna napozór zmiana nazw, to świadectwo dokonania się
zupełnej przemiany stosunków społecznych wsi polskiej. Sto­
pnie rozwojowe tego epizodu historycznego zakryła przeszłość,
zostawiając sam łakt. Suche tylko świadectwa konstytucyi sej­
mowych lub inwentarze poszczególnych wsi wskażą etapy
7

Wacław Nartowski.

i kierunek ewolucyi społecznej, — w literaturze pięknej, w poezyi
zabraknie świadectw lub nie zachowają się dla potomności.
Milczenie to trwa do r. 1543, w którym Rej obdarzy pi­
śmiennictwo polskie swą świetną „Rozprawą“. W niej kwestya
włościańska znajduje wyraz dobitny. Wójt, głowa wsi, skarży
się na kmiecą niewolę, zachęcony łaskawemi słowy pana, który
przejąwszy się nowinkami, spiera się z plebanem. Narzekania
na nadużycia duchowieństwa, którym pan przytakuje, ośmielają
chłopa do wypowiedzenia żalów nad niedolą kmiecą. 1 żali się
wójt, że każdy „ubogiego kmiecia ćwiczy“ a „prostym zewsząd
nędza...“ „nam chudym prostaczkom zewsząd cirpieć niebora­
kom“; poczem wylicza ciężary na chłopów nałożone1):
„— — jako Marcin2) nastanie.
Snadnie wnet szczkawka ustanie,
Dajże czynsz, dajże kokoszy
Dajże sep, sery, gęś, jajca
Mniema, żem ten rok panem był,
To w niwecz, com się narobił“.

W dalszym ciągu narzeka wójt, że musi dać i owies, że
„wina“ (t. ]. kara) spotyka go o byle co :
„Bo tam snadnie o niezgodę,
Często baran mąci wodę.
Bo jako się tego ustrzedz
A co sobie ma prostak rzec?
Azać on w prawie ćwiczy?“
a każdy pan nad chłopem:
„urzędnik, wójt, sołtys, pleban,...
Temu daj gęś, temu kokosz“.

Jak widzimy, wójt nie przepomni swojej osoby, lecz siebie
także wymieni pośród tych, co nad chłopem starszują i ciągną
zeń zyski. Pana obwini, że trapi poddanych nadzwyczajnemi
robociznami t. z. tłokami, na które chłop rzekomo z własnej
woli miał iść, spodziewając się poczęstunku s).* 2 3
') L. c. str. 27-9.
2) W dzień św. Marcina składano czynsze. (Wizerunek, IV., 513).
3) Przy tłokach przyjmował pan chlebem i piwem. (Pawiński, Pol­
ska XVI. w.).

8

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.
„A przedsię na tłokę robić
Czasem proszą, czasem chcą bić“.

Widocznie jednak tłoki nie zawsze były wypływem dobrej
woli chłopów, bo lubujący się w kalamburach poeta doda:
„Sprawnie ją nazwali tłoką,
Bo tam czasem i grzbiet sztuką“ [raczej stłuką].

Następnie skarży się wójt na podatki t. z. pobory, wierdunki, które bezwzględnie egzekwują od chłopów:
„A nie daszli, wezmą ciążą, Ł)
Abo cię samego zwiążą,
By więc i dzieci zastawić,
Musisz się dusznie 2) wyprawić“.

Podejrzliwy wójt przypuszcza, że nie wszystkie pieniądze
dochodzą do kas, gdyż poborca, co miał domek odarty, ma
wnet i komin murowany, ale to nie jego sprawa, więc, choć
go doszły rozmaite wieści, po chłopsku powiada:
„Ale snadź co nam do tego,
Niechaj patrzy każdy swego,
Niechaj oni co chcą czynią,
Kiedy ja mam kwitacyją!“ 3)

Wreszcie jakby uprzedzając zarzut, że chłopi nie ponoszą
ciężaru służby wojskowej, wywodzi, że i „nasi“ płużą (oddają
usługi), bo spiżują wozy: dają rydle, siekiery, powrozy, sery,
krupy, składają podatek na żołnierze, co potem, zamiast zabez­
pieczyć pokój, łupią tychże kmiotków :
„Niedługo panował chłopek;
Wrzeszczy baran, leci snopek,
A jestli nie pomoże Bóg,
I jałochnie wziąć pewno w róg“ *4).2 3

Nie darują i kokoszy — czego świadectwem trwałem na­
zwa wojny kokoszej ; wobec wszystkiego zachowuje wójt pra­
wdziwie chłopską wyrozumiałość i rezygnacyę :
„Zaż to nowina na świecie
Iż kto kogo może, gniecie“ 5).
') ciążą = karą.
2) dusznie = duchem, szybko.
3) I. c. str. 29.
*) Tamże str. 30, w. 865 8.
") Tamże str- 30, w. 869—70.

9

Wacław Nartowski.

Stan prawny włościan określają wiersze 957—960J).
„Wszystko nájmem dzierżemy“ opowiada wójt, stąd i bez po­
zwu można chłopa usunąć: „Wnet wypadaj, kiedyć każą“. Więc
kiedy chcą, to chłopa wywłaszczą i z „dzierżenia wybiją“.
Nic dziwnego, że drugi „rozmówca“, pan, zgani wójta, iż
za głęboko zabrnął i „barzo na szrot puścił mowę“ i radzi
mu, by się „nie ochynął“ (narażał na niebezpieczeństwo"!,
sam jednak uznaje zło, wynikłe ze zbytku w ubiorach, który
powoduje ucisk kmiotków:
— — Owy stradyotki *2)
Toć dziś barzo gnębią kmiotki.
Drugi więc się z wioską mija,
Rozwiodła go z nią delija“.

Streściliśmy tu obszernie wywody wójta,' które są pierwszą
znaną nam skargą na ucisk kmiecy, przybraną w formę wier­
sza. Rejestr żalów chłopa jest tak zupełny, że późniejsze nie­
wiele dodadzą. Różne skargi na niedolę kmiecą przekaże lite­
ratura, inni autorowie wnikną może głębiej w ocenę faktu,
żaden jednak nie przedstawi losu kmiecego z takim naturali­
zmem, z taką prawdą, wykluczającą niedowierzanie, jak Rej;
czytelnik doznaje wrażenia bezpośredniości, może dzięki formie
dyalogowej a jeszcze bardziej wskutek tonu i języka, tak mało
odbiegającego od mowy chłopskiej, z której poeta, osłuchany
z mową ludu, przejął wiele zwrotów i wyrażeń.
W „Wizerunku“ napomknie Rej także o kmiotkach, po­
wtarzając ogólne skargi, a nadto poda nowy przykład, jak nizko
ceniono chłopa, skoro urazy sąsiedzkie na jego skórze wyró­
wnywano.
„Więc jedno nędzne kmiotki między sobą męczą;
Chociaj naszy wygrali, owi przedsię jęczą.
Bo kiedy pan wojuje, już daj, chłopie, kury,
Byś już je wierę miał wyłupić i skóry ;
’) Tamże str. 33, w. 957—60.
„Bo wszytko nájmem dzierżemy
Jedno, iż tak nie baczymy;
Wnet wypadaj, kiedyć każą,
Bo wnet bez pozwu wszytko sskażą“.
2) L. c., str. 57, w. 1757—60 — stradyotka = krótka szata

— 10 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej
Dajże owies, daj siano a biegaj po piwo,
Bo już więc tam szynkuje, by w karczmie, co żywo,
Aleć mu ich ja stłukę aż do dziesiątego.
A cóż ci krzyw nędzniczek, przecz nie bijesz pana ?
Otóż masz sprawiedliwość“...1)

Na innetn miejscu „Wizerunku“ oskarża Rej szlachtę o roz­
rzutność i marnotrawienie dorobku pracy chłopa:12)
„Owo co przez cały rok wyrobią chłopi,
To on za jeden tydzień wszystko w brzuch zatopi“.

Refleks stosunków pańszczyźnianych znajdziemy również
w dyalogach Wita Korczewskiego. Pleban w drugiej rozmowie
wymienia, gdy zakwestyonowano jego prawo do dziesięcin, cię­
żary i daniny, które składali chłopi na rzecz panów. Ustęp ten
charakterystyczny przytoczymy w całości :
„Ale jako miły panie!
Zaż wy też to ominiecie,
Co wam winni dawać kmiecie :
Kury, jajca, rolne czynsze
I k’temu podatki insze?
A kiedy czynicie wiece.
A przyniosą pocztę kmiecie,

Zaż nie mówicie do sługi,
Który popisuje długi :
„Odbierz to, bracie, od kmieci
A pisz, którzy nie przynieśli,
Nauczeć ja pany chłopy
Chodzić na wiece bez poczty !“ 3)

Chłopi także musieli przygotowywać siana i owsy na uży­
tek pana, gdy zjeżdżał do wsi na chwilowy pobyt, o czem
świadczy inny ustęp4).
Wystawny i zbytkowny tryb życia szlachty, którego koszta
pokrywał rad nie rad chłop, karcił nie tylko Rej, ale także
Stanisław ze Szczodrkowic, który w swym dyalogu występował
przeciw przepychowi — pompie, a jako przykład wytykał uro­
czyste pogrzeby, podczas których prowadzą konie, kruszą kopie
1) L. c., XI., w. 891 -902. Prot. Briickner zestawia ten ustęp z ana­
logicznym z „Zwierciadła“ k. 72).
z) Tamże, III., w. 675—6.
3) L. c., str. 54 — wiece = roki sądowe; poczta — podarek.
4) Tamże, str 59.

— 11

Wacław Nartowski

przy zwłokach zmarłego a nadto przybierają kmiotki w kapy,
które im następnie zabierają, albo zà które zapłacić każą. Po­
dobne zaś pogrzeby urządzają nie jakiemuś wybitnemu ryce­
rzowi, ale często takiemu, co
„Nie bił się nigdy z Turczynem.
Jedno z kmiotki łamał koły,
Drąc im z gumna, z obór woły“ 1).

Szczodrkowic wyraźnie zaznacza swą sympatyę dla ludu
a ucisk chłopski wzbudza w nim gniew płomienny; poeta, sam
głęboko wierzący, grozi karami pośmiertnemi temu, co „złupił,
zlichwił, wymordował, z kmiotka człeka ubogiego“, dowodząc,
że „psałterze, trycezymy ni żałomsze“ nie pomogą zdziercom*2).
Sędziwy Bielski (ur. w r. 1495), dla którego żywą była
jeszcze tradycya kmiecia swobodnego, przedstawi ucisk kmiecy
w satyrze p. t. „Rozmowa baranów“ w osobnym ustępie (Roz­
dzielenie IX obejmujące dwadzieścia wierszy3) :
„Kmiecy lud, pospolicie chłop przezywamy,
Choda wszyscy z ich prącej dobrze używamy“.

Więc chłop to przezwisko „kmiecego ludu“, co żyje jako
niewolnicy mimo, że jest podstawą dobrobytu ekonomicznego
narodu :
„Co żywo imi żywię, nakoniec i wilcy,
Pan zje wołu, wilk konia, pleban dziesięcinę,
Jeszcze wsadzą, ubiją i założą winę“.

Następnie wspomni Bielski o urzędniku, „co kijem chłopu
dopierze" i lada z jakiej przyczyny winę (grzywnę) z niego bie­
rze; wspomni, że na nadużycia „urzędników“ głusi są pan i król,
ostatni — jak wiemy — od r. 1518 zawarł ucho na skargi kmiece.
Wtórząc Frycza wywodom o karze za mężobójstwo, napiętnuje
poeta nieludzki statut, co chłopa-człowieka niżej zwierzęcia
szacuje, bo „człowiek za dziesięć grzywien, szkapa za sto
złotych".
Nieiitościwym panom grozi Bielski, podobnie jak Szczodr­
kowic a potem i inni, karą boską. Ironicznym zwrotem, że
chłopi dlatego zwierzęta pociągowe chowają, by panowie ich
’) Tamże, str. 66—7.
2) L. c., str. 62.
3) L. c., str. 50—1.

-

n

-

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

samych nie zaprzęgali do pługów, poeta kończy ustęp, opisu­
jący dolę chłopską.
Także w „Sejmie niewieścim“ nie zapomina Bielski o kmie­
ciach ; już pierwsza niewiasta, wydrwiwająca męskie rządy,
wytknie, że panowie na sejmach tylko o wyzyskaniu chłopa
myślą :
„Ta ich rada na sejmie, chłopka na wsi złupić“1).

Zarzut ten, acz przesadnie zgeneralizowany, nie był jednak
bezpodstawny, jak świadczą liczne konstytucye o chłopach,
w szczególności długa litania uchwał w sprawie zbiegostwa. —
„W artykułach, od białych głów podanych“, wypowiada się
autor w kwestyi włościańskiej następująco:
„Naszy kmiecie dawali nieznośne pobory
A musiał nań drugi zbyć i woła z obory;
Chcąc my kmiotkom folgować i swojemu stanu,
Po dwa groszy matce swej złożym na rok z łanu“2).

Ta chęć ulżenia kmiotkom i swojemu stanu znalazła wyraz
także w poprzedniej satyrze, w której poeta zaleca :
„Abyśmy im też na czas w czem pofolgowali,
Przez kilka lat dziesięcin i ospów nie brali“J).
Czy autor ma tu na myśli dziesięciny, składane ducho­
wieństwu, których już Rej radził na wojsko zużyć, — czy pragnął,
by też i szlachta coś niecoś pofolgowała, — trudno na pewne
twierdzić. Doraźny jednak sposób załatwienia kwestyi włościań­
skiej świadczy o braku zasadniczego traktowania sprawy. Kmiot­
kom chciano pomagać, lecz nie chciano ani grosza uronić
z swych dochodów, nie dziw więc, że w sferze realnych inte­
resów pryskały mydlane bańki projektów ulżenia poddanym.
Podobnie jak Rej, narzekał Bielski na gwałty żołnierskie
na chłopach. W „Sejmie niewieścim“ upomina „Matka ziemi
polskiej“ białogłowy-żołnierze, by nikt nie płakał na ich gwałty,
lepiej zapłacić kokosz łub woła, niżby kto miał łzy ronić z ich
winy, wszak wolą Bożą jest: „aby prosty lud miał swoje ży­
wienie“.
Ucisk kmiecy tern bardziej raził poetę, że pamiętał dawne
lata prostoty szlacheckiej, kiedy stosunek do chłopa nie przy-* 2 3
') L. c., w. 15, str. 59.
2) Tamże, w. 645—8, artykuł 18, str. 82.
3) L. c., w. 831—2, str. 51.

— 13 —

Wacław Nartowski.

brał jeszcze formy tak jaskrawej, jak obecnie w okresie roz­
kwitu kultury szlacheckiej:
„Czytajcie jedno dzieje stare swoich przodków,
Jakie rady miewali, nie łupiący kmiotków.
Choć my je dziś zowiemy prostaki,

Gdyby też zmartwychwstali, zwaliby nas żaki“1)
I wspomni o tych przodkach obszerniej, „co te wielkie
gospodarstwa mieli sobie za nic“, co „woleli wszyscy społu
przyczyniać królestwa, niźli patrzeć własnego kmiotka łupiestwa“, co staczali boje z Rusią, Wołochy i Prusy*2) i przesta­
wali na małem; lecz obyczaje się zmieniają „inaksze obyczaje,
inaksze dziś sprawy“, dawna „pobożna taniość“ zgasła a nastały
niebywałe dawniej łupiestwa. Kupcy i rzemieślnicy „łupią“ na
targach, a zmianę tę chłop odczuwa najboleśniej:
„A przez kmiotka idzie pot, robiąc na to, krwawy“8).

Wspomina poeta, że mieszczanie narzekają na drożyznę,
lecz to tylko wymówka, bo żyją wystawnie, popijając dobre
wina, gdy tymczasem :
„Kmiotek tylko w niedzielę piwa trochę skusi,

Już na to cały tydzień ciężko robić musi“3);
lub na innem miejscu :
„Hojniej żywię kożusznik na swój mały notek,
Niźli na wsi nieborak, orząc pługiem kmiotek:
Bo nie umie folować, wszywać uszu, nóżek,
Jedno prosto do pługa wziąć wołu za rożek“4).

Satyry Bielskiego to cenny komentarz do nagich faktów,
podanych przez historyę; ich autor, starzec około 70 letni,
umysł trzeźwy, co przeciw prawdzie rozumu nie umiał grze­
szyć, da nam w swych wierszach ilustracyę przełomu ekono­
micznego wówczas, kiedyto szlachta już się zadomowiła, wielkie
gospodarstwa zaczęła wprowadzać, a zbytek, wyższa stopa ży­
cia i drożyzna spowodowały odchylenie się od tradycyi przod­
ków „nie łupiących kmiotków“. Bielski powtórzy za Rejem,
choć od niego niezależnie, szereg grawaminów chłopskich,
wprawdzie w mniej barwnych słowach, zato z prawdziwie oj­
cowską troską o dobro społeczne, która nie pozwalała mu je­
') L. c., str. 86, w. 753—4.
2) Tamże, str. 27. w. 136—50.
3) Rozmowa baranów, str. 30, w. 215—232.
4) Tamże, str. 37, w. 423 - 6. notek = stan.

— 14

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

dynie zło stwierdzić, ale kazała szukać leku dla uzdrowienia
organizmu, szukać środków zaradczych, choć niedostatecznych
może, lecz mających źródło w szlachetnej chęci poprawy Rzeczy­
pospolitej.
Jan Kochanowski nie wypowie się w „kwestyi
chłopskiej“. Wie, że wszystko myśliwcy na tym święcie a „mo­
żniejszy podlejszego gniecie,“1) lecz z panującymi stosunkami
nie zechce kruszyć kopii w obronie kmieci. Ucisku ludu poeta
nie dojrzał, czy też nie uważał za odpowiednie napiętnować,
jak wskazuje poemat „Satyr“. Autor, idący tu w ślad myśli
podkanclerzego Myszkowskiego, milczy zupełnie o nie­
doli kmiecej, choć w mowie dygnitarza koronnego nie brak
skargi na ucisk chłopów. Wymowne to milczenie uwypukli
odpowiedni ustęp propozycyi sejmowej podkanclerzego. Oto
w dyaryuszu sejmu z r. 1563 czytamy: „kmiecie, rzemieśl­
nicy niewolą śc i śni en i, kupcy, mieszczanie znędzeni
a prawie zniszczeni i inni wszystkie członki R. P., które acz
podlejsze niż stan rycerski a tak potrzebne, że bez nich R. P.
żadną miarą stać nie może, prawie zemdleli a upadli...“2). Poeta
z wyżyn Kaliiopy nie dojrzał jednak, czy też nie chciał widzieć
położenia tych „podlejszych członków R. P.“, co stanowili
podstawę bogatej kolumnady ówczesnych polskich wielmoży,
śpiewał wjęc dla tych i o tych, co pieśni byli godni i pieśń
zrozumieć mogli, nie zważając na bezimienny tłum kmieci
i mieszczan, na których pracy spoczywał śmiałemi wieżycami
indywidualizmu wystrzelający gmach szlacheckiej organizacyi
społecznej. Ucisk społeczny widział poeta także za granicą
i uznał go może za powszechny a zarazem konieczny.
Podobnie zbliżony do Kochanowskiego poglądami i aspiracyami, towarzysz po piórze, wykształcony dworak, iegista
Piotr Royzyusz będzie, dalekim od krytyki ówczesnego
ustroju socyalnego; obruszy się wprawdzie uczony Hiszpan na
bezkarne mężobójstwo, przyklaskując jakby planom Frycza,
lecz surowy sąd o chłopach, szczególnie litewskich i żmudzkich,
których niechlujstwo razi wytwornego humanistę, tłumaczy
') Na XII tablic ludzkiego żywota. Pieśni, t. II, str. 492, wyd. jubi­
leuszowe.
a) oziałyński: Źródłopisma do dziejów Unii Korony Polskiej
str. 195.

— 15 -

Wacław Nartowski.

powód przemilczania ucisku chłopskiego, który uczony prawnik
usprawiedliwiał brakiem kultury chłopa.
Co ominął, lub nad czem przeszedł do porządku autor
„Satyra“, tego dopełni inny autor, zachęcony do pisania tymże
właśnie poematem. „Wołają satyrowie i leśni faunowie“, czemużby także autor „Proteusa abo Odmieńca“ nie miał
swego głosu dołączyć do chóru pisarzy, których celem była
„res publica emendata“ a bodźcem „ingens morům depravatio“,
tem bardziej, że frazes ten powtórzony początkowo dla efektu
literackiego, za panią matką literaturą klasyczną, coraz bardziej
przestawał być czczym frazesem i nabierał wagi i waloru miana
istotnego stanu rzeczy.
Wobec tego wyda autor . Proteusa“ gorący apel do szlachty,
do tych bogów ziemskich, który zawrze w słowach : „Chciwościom swym nierozumnym każcie mówić ciszej!“1). Reforma
jest konieczna, bo państwo to okręt, co „bez mała tonie“, nę­
dzny „stan niewolniczy“, nędzny i swobodny a przyczyna tego
tkwi w „zdradnych pożytkach“, dla których wszędzie dość pła­
czu i ucisku. „Chciwościoni swym nierozumnym każcie mówić
ciszej“ — więc i poddanych nie należy uciskać „podatkiem nie­
słusznym", bo przez to można postradać zbawienie duszy*2).
Prawo nie zabezpiecza słuszności „chudzinie“3), możni uchodzą
bezkarnie, podobnie żydzi4)5— a lud szemrze, (baby na targo­
wisku, chłopi przy „pełnej“), choć szlachta tych głosów nie
słyszy i słyszeć nie chces).
Z autorem „Proteusa“ zamykamy szereg poetów doby Zygmuntowskiej, następni poeci wystąpią wśród zmienionych sto­
sunków społeczno-politycznych. Wygaśnięcie Jagiellonów po
mieczu i następująca z kolei doba królów elekcyjnych nie mi­
nie bez widocznego przeobrażenia się czynników decydujących
w państwie. Szlachta, która za Jagiellonów utożsami pojęcie
narodu z swym stanem, wzrośnie podczas bezkrólewi w siłę,
starając się uczynić królów powolnem narzędziem swoich
aspiracyi.
*) L. c. w. 95.
2) Tamże, w. 957—8
s) Tamże, w. 699—700.
4) „Aza żydowie nie są złodzieje domowi... Ale który z nich wisi...“
Tamże, w. 694—5.
5) L. c., w. 76-80.

— 16

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Proces zniszczenia wolności kmiecej i nałożenia pęt pań­
szczyźnianych zamknął się na drodze ustawowej jeszcze za
ostatnich Jagiellonów, w dobie królów elekcyjnych egzekwuje
szlachta już nabyte przywileje i zacieśnia więzy poddaństwa.
Niezdrowy, bo zbudowany na barkach jednej warstwy, pań­
stwowy ustrój społeczny, zaczyna się zwolna wyradzać, prze­
chodząc w stadyum pasorzytnictwa : szlachta poczyna przekra­
czać granice nacisku, wywieranego na warstwy ludowe, i przy­
gotowuje tern samem przyszłą zawieruchę społeczną; jedynie
dzielne rządy Batorego, wzmacniając państwo, odsuwają kata­
strofę, która nastąpi w następnem stuleciu1).
Zwłaszcza na ziemiach ruskich, do których zbiega się tłum
szlachty, żądnej szybkiego zbogacenia się, zaczyna wzrastać
ucisk chłopski, — tu też zapłonie krwawo żagiew buntu, ma­
jąca ogniem i mieczem spustoszyć państwo polskie. Rosnące
naprężenie stosunków społecznych znajdzie wyraz jaskrawy
w poezyi lubelskiego mieszczanina, który, znając położenie ludu,
podniesie głos, aby wypowiedzieć ostrzegawcze memento.
Sebastyan Fabian Klonowicz nie poskąpi lu­
dowi wiejskiemu miejsca w swych pieśniach ; carmina Acerni,
choć doda, mają jednak niejednokrotnie vulgarem materiam.
Lecz w „Roxolanii“ nie będzie miejsca na kwestyę społe­
czną; poeta, olśniony bujną przyrodą małopolską, zdumiony
ekscentrycznością życia halickich włościan, nie poruszy nuty
społecznej. W poemacie lśnią barwne plamy krajobrazu, zary­
sowuje się sylwetka chłopa i jego ëpya Kai íjpépai, lecz w głę­
bię stosunków społecznych poeta nie wnika. Prócz apostrofy
przeciw żydom, w której autor-mieszczanin daje upust rasowej
niechęci do innowierców, brak momentów społecznych. Zmylićby mogły wprawdzie wzmianki o „czarnej doli ludu“, o „do­
tkliwej nędzy“, o „służebnej niew'oli“ żyjących jak zwierzęta
pasterzy, spotykane w przekładzie Syrokomli, lecz tekst orygi­
nału *2) zestawiony z przekładem wykaże, że wzmianki te są
*) Pierwsze początki buntów kozaków przypadają już na koniec
wieku XVI, są to rozruchy pod wodzą Mazura Krzysztofa Kosińskiego,
następnie pod wodzą Nalewajki (r. 1592—6).
2) Zestawienie tekstów:
„Nie myśl, że dola pasterzów we- ] „Quid si pastorům répétas ab
[soła,
[origine vitam,

— 17 —

2

Wacław Nartowski.

wtrętami autora przekładu, niezbyt ścisłego na ogół, zupełnie
swobodnego w tym właśnie ustępie.
To jakby beztroskie pomijanie zaogniającej się kwestyi
społecznej, jakie spotykamy w „Roxolanii“, odbija jaskrawo od
następnego poematu, którego jakby główną oś stanowić będzie
wzajemny stosunek stanów, od „Victoria Deorum“.
Nie wiemy, kiedy powstał wierszowany traktat o prawdziwem szlachectwie, prócz daty (r. 1587) na końcu pierwszej dedykacyi, ofiarującej utwór Firlejowi, brak świadectw pewnych
i nie podlegających zakwestyonowaniu. Wprawdzie rok wydania
ustalony przez Mierzyńskiego1) (mianowicie r. 1595 lub począ­
tek 1596) i Garlickiego2) określa czas wydania poematu, to' je­
dnak geneza, kwestya redakcyi zostaje nadal niejasną. Poza hi­
potezami Mierzyńskiego, który na r. 1585 naznacza początek
pisania utworu, i Garlickiego, który dość dowolnie przypuszcza,
że Klonowicz rozpoczął pisać „Victorię“ w r. 1581—2, nie
mamy żadnych wiadomości. W r. 1587, w którym wydrukowana
została pierwsza przedmowa musiał być poemat w całości lub
znacznej części wykończony, ale redakcya ostateczna, jak słu­
sznie Mierzyński i Garlicki przypuszczają, mogła odbiegać od
pierwotnej; zmian tych jednak wskazać nie możemy2), choć
długi czas opracowywania dzieła, owocu „complurium annorum“, wskazuje to, że utwór przebywał różne fazy. Nie jest
więc wykluczonem, że ustępy, określające społeczne stanowisko
Czarna ich dola i dotkliwa
Quae mireris, erunt lector arnice
[n ędza,
[tibi.
Non datur ad doctos pubes cicuTu małe dziecię nie wie, co to
[randa magistros.
[szkoła,
Sed datur ad pastus erudienda
Błąka się w lesie i trzodę zapę[dza,
'
[gregum. '
Żyjąc z bydlęty, staje się jak
Victitat in silva cum brutis bruta
[iuvencus,
[zwierzę,
Servans perpétua sedulitate peW służebnej nędzy rodzi się
[cus“.
[i roście“.
(Poxolania edidit Mierzyński,
(Przekład Syrokomli w „Bi­
Berlin, 1857, w. 605-10).
bliotece powszechnej“, str. 29,
w. 605 n.).
') Mierzyński: De vita Acerni. Berlin, 1857, str. 74—80.
2) Garlicki: Uwagi nad Klonowicza Vict. Deorum. Spraw. gimn.
Brzeżany, 1884, str. 17—27.
3) Prócz małoznaczących wzmianek o Akademii Zamojskiej, o Wła­
dysławie IV i T. Zamojskim, które musiały być później dodane.

— 18 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

autora, są rezultatem redakcyi późniejszej, wszak trudno przy­
puścić, by w kilka lat po powstaniu „Roxolanii“ mógł poeta
napisać poemat, który rozsnuje tak ciemny obraz.. Ani ewolucya pojęć i poglądów autora ani rozwój stosunków społecznych
nie mogły biedź w tak szybkiem tempie.
Stosunki społeczne pogorszyły się w Polsce szczególnie
po śmierci Batorego; wówczas też mogły powstać lub uledz
zasadniczej zmianie ustępy, przedstawiające ucisk społeczny ludu
wiejskiego. Lecz kwestyę tę, pozostającą ciągle w sferze domy­
słów, zostawmy na uboczu, a przejdźmy do szczegółowego
omówienia utworu, który pomimo niefortunnej konstrukcyi
i wielu wcale nie poetycznych wtrętów, stanowić będzie pod­
stawę nie tylko dla charakterystyki społecznych poglądów autora,
ale także całej epoki. Wszak po „Victoria Deorum“ spodziewał
się Klonowicz nieśmiertelnej sławy, w niej traktował „regiam
materiam“, pracując nad głównem swem dziełem szereg lat, by
po latach zapomnienia znowu zabłysnąć chwałą zasłużoną.
Rozpatrzyć ten prawie 20.000 wierszy liczący traktat wierszo­
wany godzi się tern bardziej, że prócz J. I. Kraszewskiego, który
podał pierwszy obszerniejszą wiadomość o poemacie i świetne
streszczenie utworu, nie wielu historyków literatury chciało prze­
czytać do końca tę t. z „sturamienną satyrę“, a niektórzy, jak
Ehrenberg, woleli wydawać sądy, opierając się tylko na stre­
szczeniu Kraszewskiego, aniżeli zapoznać się z samym utworem.
Nie dziw więc, że około nieznanego utworu powstało wiele le­
gend, przez tradycyę przekazanych, około których nagromadziły
się nowe pseudonaukowe legendy, bo zaznajomienie się z sa­
mym poematem dopiero niedawno zastąpiło snucie fantasty­
cznych bajek, rosnących bujnie na podłożu rudymentarnej ignorancyi tekstu.
1 tak błąkają się dziś jeszcze wzmianki o rzadkości pisma,
choć zostało do dziś 13 znanych egzemplarzy tego pono ni­
szczonego poematu, gdy tymczasem inne dzieła, bynajmniej
nikogo nie urażające, zaginęły zupełnie, bądź też zachowały się
w unikatach Liczba 13 egzemplarzy wobec tego, że dzie'o mo­
gło być wytłoczone w nie więcej jak kilkuset egzemplarzach,
jest wcale pokaźną, że zaś poznanie pisma tak obszernego jest
utrudnione, to wina potomności, która nie pomyślała o prze­
druku. Czas niszczy bezwzględnie; pochodzące z XIX w. prze­
druki „Roxolanii“ i wzorowe wydanie „Flisa“ przez Węclew-

Wacław Nartowski

skiego, wnet zrównają się liczbą zachowanych egzemplarzów
z „Victoria Deorum“.
W znanych nam indeksach „librorum prohibitonirn“, jeźli
pominiemy autora „Akcyi przeciw Jezuitom“ — o Klonowiczu
brak wzmianki, mimo że stale wymienia się autora „Victoriae“
jako pisarza, przez kościół zakazanego.
Inna legenda o „sturamiennej satyrze“, powtarzana bez­
myślnie przez szereg historyków, powinna zniknąć po wykaza­
niu łączności poematu z ówczesną literaturą parenetyczną
przez Lewickiego 1J, który oparł swe wywody na rozprawie
prof. Bruchnalskiego o Reju*2),3 gdzie Rejowski „Żywot czło­
wieka poczciwego“ otrzymał wyczerpujący indeks protoplastów,
wśród powszechnej literatury parenetycznej.
Pomińmy inne legendy, jak kwestyę tytułu, którą oma­
wiam osobno, a rozpatrzmy dzieło Acerna ze względu na sto­
sunek autora do ludu wiejskiego.
Już w przedmowie do „Victoria Deorum“, dedykowanej
z kolei Gorayskiemus), znajdujemy wśród wyznań, wyjaśnia­
jących cel utworu, napisanego, jak sam autor uznaje, z większą
starannością aniżeli powodzeniem (maiori fartasse cura quam
felicitate), zwrot, wskazujący, że troska o los uciskanego gminu4)*
skłoniła go do napisania dzieła.
W dalszym ciągu oświadcza poeta, że zepsucie zuchwałe
obyczajów powoduje go do ujęcia za pióro, i dlatego utwór
w wielu miejscach zbliża się do satyrycznej uszczypliwości tak,
że może do siebie zastosować zdanie: Si natura negat, facit
indignatio versum-'). Wyznanie to cenne, gdyż następnie zoba­
czymy, które ustępy wywołały u poety ową indignatio, że zbli­
żał się do „satyrycznej uszczypliwości“ (satirica petulantia);
czego nie mógł Klonowicz opisywać bez słusznego gniewu,
„sine iusta bile“ 6). Poeta zamierzał bowiem pisać stylem pro­
') Lewicki K., Klonowicza V. D na tle literatury renesansowej.
Spraw. gimn. I. Stanisławów, 1911.
2) Bruchnalski W., Twórczość pisarska Reja. Rozprawy Ak. Um.
w. filol., t. 44.
3) Victoria Deorum. Epistula dedicatoria, str. 10.
4) „pauperis plebeculae humilitas conculcetur“ Vict Deor., Epi­
stula dedict. str. 10.
6) Epistula dedicat. do Gorayskiego, str. 11.
c) Tamże, str. 16.

— 20

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

stym i unikać jaskrawości (puro et non affectato stylo), gdyż
chciał być „monitor" nie „derisor“, uważając, że „christiano
viroa nie przystoi ostrość i uszczypliwość Persyuszów, Hora­
cych, Juwenalów; „Nobis certe Musa cordi, non Erinnys
więc „gdy gryzę, sercem gryzę“ — mógł powtórzyć za później­
szym poetą autor dzieła „Victoria“.
1 rozpocznie poważnie lubelski vates swe „doctae lucubrationes“, analizując istotę szlachectwa zgodnie z zapowiedzią
w tonie, zbliżonym do dysputy a niejednokrotnie blizkim nawet
gawędzie. Satirica petulantia przejawia się dopiero, gdy poeta
zacznie opisywać morum depravatio (R. XXI); ostrzej wypowie
poeta swój sąd o księżach (R. XXIV str 171—82), ale dopiero
rozdział XXV111 wytłumaczy, dlaczego Klonowicz uważał za po­
trzebne w przedmowie się usprawiedliwiać, uprzedzając zarzuty
zbyt satyrycznego naświetlenia. Tu poeta „reprehendit ipsos
etiam dynastas et magnates et eos, qui ex oppressione hominum
opes impias congerunť, a nadto „addita est rusticorum et
agricolarum... deploratio“. W ustępach tych nie poskąpi autor
jaskrawych słów i całą ich siłą, jakby taranem, uderzy w twier­
dzę gwałtów i nadużyć. Oceniał to Klonowicz i dlatego zastrze­
gał się w dedykacyi i w pierwszym rozdziale i tłumaczył przed
czytelnikiem, by — gdy go porwie vehementia maior — nie
dopatrywał się przyczyny tego w „animi vitium“ autora, ale
w naturze rzeczy przedstawianych, które budzą gniew słuszny :
„Tu materiam libri culpare memento,
Quae rapit in praeceps, iusti foecunda furoris!“ ')
Chociaż więc Klonowicz „endentulus esse volebat“, ude­
rzył w ustępach, omawiających poddaństwo, w ton skargi na­
miętnej, apelując do starszyzny narodu, której z Bożego do­
pustu poddany lud winien jest trud i doroczne haracze. Wy
obalacie — zawoła — dawne prawa i ustawy, wzmagając nie
zwykłą robociznę, i poddajecie lud w ręce rządców o twardych
sercach, co gorzej pijawek wysysają siły żywotne ludu. Chłop,
równy wygłodzonej owcy, a rządcy-ekonomowie jak Iwy szale­
jące na pustyni nie znają litości ; nie wzruszy ich nikt, choćby
płakał krwawemi łzami ; dręczą oni kmiotka i wyssawszy szpik
z kości, omal że nie obdzierają z skóry umierającego.
’) Rozdział 1, str. 6.

— 21 —

Wacław Nartowski.

I rzuci Klonowicz przed oczy szlachty-ziemian straszne
oskarżenie, że rozmyślnie głusi są na skargi pospólstwa nie­
szczęsnego. — Daremnie skarży się na niedolę miserabile vulgus, — srogiego pana nie wzrusza ani niekłamany obraz bolu,
ani widok głodem trawionych członków, ani widok ludzi, co
wyglądają jak szkielety, gdyż tylko skóra ledwie okrywa ich
kości. Daremnie płyną z oczu nędzarzy potoki gorących łez
gorzkich i jęk ciężki rozrywa pierś, głucha na prośby, bezlitosna
hardość — przemyśliwa tylko nad przepychem1).
Ostre i twarde te słowa, jak miecz, — to chłopska jere­
miada, wypowiedziana wierszami poety-mieszczanina.
Lecz autor, konsekwentnie popierający racyami i przykła­
dami każdą wygłoszoną tezę, także ustępu tego nie pozostawi
bez komentarza, lecz w szeregu wierszów przedstawi ciężary
kmiotków — aerumniae nisticorum*2).
Oto chłop zawsze w biedzie, jęczy pod batem, drży, łaknie,
pragnie, ziębnie, potnieje, znosi trudy, lamentuje i wzdycha,
pracując dzień i noc — a wszystko winien niewdzięcznemu
panu, o którego korzyść dbając zatraca własne jestestwo —
{suum geniům). Praży się w skwarze lata, drży wśród wichrów
zimowych, moknie na rosie i deszczu, trudzi czeladź i sprzężaj,
— ledwie we śnie tylko odrywając oczy od pracy.
Wieśniak (rusticus) przewraca lemieszem tłustą glebę, roz­
cina, rozdrabia motykami, kruszy pługiem, robi zasiewy, doma­
gając się od ziemi żywicielki lichwy: zbioru za siew, spichrzów
pełnych za ziarna. A kiedy przyjdzie przed pana z pozdrowie­
niem, nigdy z próżnemi rękoma. Kornie oddaje podarki: to
w sianie i w plewie schowane jaja, to czyste plastry miodu na
brudnej misie, to kurczęta, wyjęte z pod osieroconej kokoszy,
lub daniny leśne. Zanim sam skosztuje, panu niesie chłop
pierwociny z ogrodu i stajni. A rosła (grandis) małżonka
poczciwego kmiotka (probi coloni) znosi mleko, leśne jagody,
świeże serki i tłuste colostrum-, przynosi zamknione w koszu
z łoziny, pilnie tuczone kurczęta, kapłony i drób inny.
Po tern schematycznem wyliczeniu trudów i kłopotów
chłopa, które zwierają się w nigdy niezamknione koło prac
wieśniaczych, ów agricolonorum immortalis labor, rozwija autor
*) Por., tekst V. D., str. 226-7.
2) Tamże, str. 227—8.

— 22 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

w następnych ustępach zatytułowanych: „Rustici altores prin­
cipům“1) i „Rusticos esse regum et procením nutritores“*2) — za­
warte w tytułach tezy. Stanowisko analogiczne podzielał był
M. Bielski, lecz co autor „Satyr“ przygodnie zaznaczył, to Klonowicz rozprowadził w obszernym wywodzie, jakby dla usu­
nięcia wszelkich wątpliwości co do społecznej roli chłopa. Nie­
stety ustępy, w których autor schodzi na pole teoretycznych
wywodów, nie dorównywują poprzednio streszczonym ani ja­
snością, ani bogactwem rodzimych motywów. Porównania,
z przesadną gorliwością czerpane z literatury klasycznej, a może
i nie jeden wywód przesłaniają tak rodzimą treść, że zapytać
można, czy autor mówi o chłopach polskich czy o niewolni­
kach lub gminie u starożytnych. Chłopstwo (rusticitas) i nie­
okrzesany gmin (plebs incondita) żywi i broni, ubiera i zdobi,
odpokutywuje winy królów i jest igraszką losu,
który trapi wieśniaków i na nich spycha wszelki trud i pracę,
by się dobrze działo magnis heroibus atque tyrannis i ich po­
tomstwu. Poddany wieśniak (villiciis) wystawia setki brogów
zboża, hoduje niezliczone trzody, wypełnia ciężką kiesę dzie­
dzica, który sprawia sobie i rumaka i złoty łańcuch i pstrą
suknię.
Charakterystycznem jest, że Klonowicz stale w stylu hu
manistycznym podnosi do wielokrotnej potęgi znaczenie królów
i ich odpowiedzialność, mimo że król wybieralny nie miał
wcale w Polsce tak wielkiego wpływu na tok spraw, słowem,
że jeźli gdzie, chyba nie w Polsce „reges erant dei mortales“.
Poeta więc odchyla się od prawdy dziejowej i ulega humani­
stycznej stylizacyi władzy królewskej a może i planowo dąży do
podniesienia autorytetu królewskiego, olśniony bohaterską po­
stacią króla, co gromił wrogów i poskramiał butnych magnatów.
Lamentacye nad niedolą kmiotków przedstawia następnie3)
poeta na nowych przykładach i rozwija szczegółowo ogólnie
wypowiedziane sądy. Pot poddanego i troska sprawia, zdaniem
póety, że pan bez troski wonieje w mieście i używa drogich
olejków i pachnideł; z pracy poddanego ma pan na uczty, na
wina „pijane duszkiem". Wielu poddanych, na których pocie
wszystko się opiera, trudzi się na roli, by nasycić żołądek
■) V. D., str. 235 i n.
-) Tamże, str. 236 i n.
3) Vict. Deor., str. 238.

- 23 —

Wacław Nartowski.

jednego ! — Nie wzrusza to serca bogacza, ów nie baczy, że
życie upływa, a szczególnie życie tyranów i kapłanów (!) nie
rzadko szybko przemija i nikną przepych i czcze tytuły. Prze­
ciwnie powodzenie rodzi surowość wobec pozostających w nie­
doli i kogo los wyżej wyniósł, ten tem bardziej uciska i gniecie
okrutnie, niepomny na los ludzki, niebaczny na opatrzność,
gniew bóstwa, bo szczęście nie chodzi w parze z pobożnością1).
Obojętność na skargi ludu widocznie bardzo gorszyła po­
etę, gdyż powtórnie ją opisuje, grożąc karą niebios.
Gdy lud płacze srogą tyranią dręczony, przemykają oczy
biesiadnicy na widok tak smutny, zatykają uszy i zawierają
twarde serce - a wołania i łzy idą przed tron Boga, który,
ulitowawszy się nad ludem, chłoszcze karami wielmożów1). Czę­
sto choroby przykuwają do łoża rozkoszników i próżniaków;
rzadko śmierć gnębicieli jest zwyczajna, a skon dostojny; nieraz
potomstwo ich podleje lub wygasa, nieraz zaś ubożeje i wraca
do lichego gminu *2).
Po opisaniu kar, dotykających nieludzkich i złych panów,
rozpisuje się Klonowicz obszernie nad strasznym losem jeńców
wojennych3). Opis ten może być zarówno kopią nieludzkich
zwyczajów rzymskich, jak i przedstawiać polskie stosunki, że
wspomniemy tylko napady tatarskie, które tysiące porywały
w jasyr. Może poeta, kreśląc jaskrawy obraz niedoli jeńców,
chciał skłonić szlachtę do łagodnego postępowania z podda­
nymi, skoro i ich podobny los w niewoli czekał.
Jak nie szczędzi Klonowicz gróźb i kar doczesnych dręczy­
cielom ludu, tak życzy pobożnej szlachcie, by kwitnęła wieczną
wiosną4) a królów — mortalia mimina — deos montâtes — na­
pomina, że po śmierci czeka ich albo raj (Elizyum) albo srogie
męki i ogień piekielny Tartaru, i polemizując z wyznawcami
Epikura, co świat pozagrobowy uważają za wymysł poetów,
nadmienia, że po śmierci przekona się każdy o prawdzie, stawszy się duchem pośród duchów.
W streszczonym powyżej rozdziale XXVIII wyczerpie Klo­
nowicz wywody i przykłady, mające na celu zniszczyć moralne
') Por., tekst. Vict. Deor., str. 239.
s) Tamże, str. 239—45, Rozdział XXVIII.
3) Tamże, str. 245—7.
4) Tamże, Ibid. str. 247—8, R. XXVIII.

— 24 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

podstawy poddaństwa i odebrać mu sankcyę etyczną a wska­
zując niebo, z którego spadną gromy kar na nieludzkich wyzyski­
waczy chłopa, skłonić panów do umiarkowania i ludzkości.
W rozdziale następnym zejdzie autor z piedestału natchnio­
nego świętym gniewem moralizatora, by racyami ex oeconomia
spowodować u szlachty zmianę postępowania z poddanymi.
Po przedstawieniu per longum et latum zajęć gospodar­
skich, jak hodowli poszczególnych rodzajów inwentarza gospo­
darczego, drobiu, pszczół i t. p. wróci poeta do kwestyi pod­
daństwa1) i podając jako przykład rolnika, który nie wszystko
zboże spożywa, lecz część na zasiew zostawia, podobnie także
pozostawia część mleka dla cieląt a część miodu pszczołom na
zimę, tak również uczciwy pan—vir bonus nie zabierze wszyst­
kiego rolnikowi, lecz tylko pewną część „iusta parte relicta“.
Bo gdy narzekają wsie i ,Justus premetur arator“, pewna
strata czeka chciwego pana; gdyż skoro zbiegną poddani od
pana-zdziercy, od gwałtowników zarządców i zdzierców pobo­
rów i gdy pan zobaczy krecie pagórki, chwasty i las zarasta­
jący na pustém polu, pustki odbieżane, chaty bez dymów,
otwarte piece... wówczas spostrzeże, że zginęła mu kura złoto
dajka, zginęły i jaja złote.
Charakterystyczny ten obraz jest świetną ilustracyą dla
wieku, w którym prawie co drugi sejm uchwalał nowe konstytucye w sprawie zbiegostwa kmiecego, jednakowoż daremnie,
bo jak nie brakło ucisku kmieci, tak i nie brakło chłopu na­
dziei na uzyskanie lepszych warunków bytu, czyto przez ucieczkę
do nowego pana, co właśnie zakładał jakąś Wolę lub Wólkę
(Słobodę-Słobódkę), zabezpieczając wolę-swobodę na określony
szereg lat, czy przez „pójście w kozaki“ na pola Ukrainy lub
przejście w „hultaje“, którym miasta dawały przytułek gościnny.
Klonowicz, jak widzimy, nie proponuje żadnej zasadniczej
zmiany stosunków pańszczyźnianych, lecz nawołuje do umiar­
kowania, łagodności, do „folgowania“ kmiotkom. „Heres igitur
sensim diiescere discat“, wzywa poeta, jakby wtórząc autorowi
„Proteusa“, co przekazywał chciwościom niemądrym ciszej mó­
wić. Szczególnie wskazane jest zdaniem Klonowicza—umiarko­
wanie dla uboższej szlachty. Niech byle kto nie pragnie spro­
') Tamże, str. 272-3, R. XXIX.

Wacław Nartovvski.

stać w przepychu królowi, na którego zbytki, purpurę i orszak
bogaty tłum rąk oddaje zyski. Niech więc nie równa się z kró­
lem szlachcic wioskowy „pauper dominus fabulosi ruris arator“1).
Poeta, jakby pobłażliwy dla przepychu i zbytku królewskiego,
gorszy się tern, że to, co przystoi monarsze, usiłuje naślado­
wać szlachetka, mający pod sobą kilku chłopów
W rozdziale 38, w którym autor zastanawia się nad istotą
wolności, powróci znowu do kwestyi poddaństwa.
Po stwierdzeniu, że czasy naturalis libertatis, kiedy wszyscy
mortales mieli aequa iura i kiedy quisque suus fuit, suoque
arbitrio vixere coloni, — ustąpiły z jednej strony tyraństwu,
z drugiej rozpasanej swawoli (vaesana licentia), oświadcza
poeta, że ani niewola (servitium) nie jest pożądana, bo niszczy —
jakbyśmy dziś powiedzieli — indywidualność (induet ingenium),
tern mniej zgubna swawola, nie nakładająca żadnych obowiąz­
ków. Liberias in medio extremorum, rozumne zrównoważenie
obu czynników może tylko stworzyć idealny ustrój społeczny2).
Wstępując następnie w ślady teoryi Sokratesa, zaświadczy Klonowicz, że vir bonus et dignus, to tylko sapiens, pełen rewerencyi dla prawa.
Wzmianka o prawach przypomina poecie „leges populari
sanguine scriptas“ si — takiem jest piętnowane wymownie przez
Frycza prawo o mężobójstwie. Śmierć „plebejusza“ okupuje
bogaty, tak, że po złożeniu oznaczonej kwoty pieniężnej, wolno
prawie bogaczowi wedle woli zabijać biedaków. Mordy te zło­
tem uprawnione uchodzą bezkarnie, wyzywając bóstwo !
Zachwalana przez Klonowicza wolność prawdziwa nie
niszczy bynajmniej porządku społecznego (ordo), przeto należy
zatrzymać różnice godności; pierwszych z ostatnimi nie chce
równać poeta, przeciwnie żąda przestrzegania różnic dla zacho­
wania harmonii społecznej; co innego boski monarcha, co in­
nego zasłużony senator, a nie biorący udziału w życiu publicznem eques, lecz różniczkować winna cnota i mądrość
W rozdziałach 39 i 40-tym, w których autor dowodzi, że
dzikość i srogie obyczaje nie są cechą charakterystyczną szla-* 2 3
') Victoria Deorum, str. 354, R. XXXIV.
2) Jest to akceptowanie także przez Frycza uznanej t. z. mieszanej
formy rządu yèvos êiKaiap^iKÔv, genus permixtum. Por. rozprawę Dr. Kota,
Wpływ starożytności klasycznej na Frycza z Modrzewia, str. 57.
3) Victoria Deorum, str. 517.

- 26 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

chectwa, atakuje ponownie tyranię, nazywając ją wymysłem
szatańskim. Tyranowie dręczą gmin, pławią się we krwi ludu
i trapią, igrając karami. Lecz to samo i ich w odwet czeka
w piekle (Tartareis flagris) a już tu dokuczają im wyrzuty su­
mienia i widma (larvae), sen niepokojące. Gdyby jednak na­
wet nie było kar w przyszłem życiu, czego nie powie żaden
„vir bonus, Christi pia dogmata secutus“, a my przecież chrze­
ścijanie *), to wzgląd na ludzką godność, na prawa natury i sąd
potomności powinien skłonić ludzi do oszczędzania ludzi, bo
należy okazać swą wyższość nad dzikiemi zwierzętami2). 1 tu
wybuchnie poeta ponownie gorzką skargą :s)
„A my ludzie! czemu ludzkie pożeramy kości
1 wszystkie z pochłoniętych ciał wyciskamy soki?
Lecz powiesz: Nie czynię tego— i wzdrygniesz się, czytając,
A tylekroć pożerasz lud i pozwalasz niszczyć
I wsie i miasta i dziedzictwo ludzkie,
Gdy dręczysz krzyżem (!), rzemieniem, żelazem
I nastajesz okrucieństwem: biczami, pracą bezsenną
Wycieńczasz łzami oczy a krwią ciało.
Zaiste dzikością wilkowicowi *4)3 tyran się równa,
Acz ludzkiej postaci łudzi łagodnością;
Wpija zęby, jak wilk, w niewinne ciało
Słabego ludu i we zbrodniach brodzi.
Szatan tę plagę wniósł na świat
Ucząc pogardzać praw hamulcem,
Podżegacz zbrodni!





—“

Następnie opisuje poeta męczeństwo pierwszych chrze­
ścijan, których męczarnie przypominają mu podobną gehennę
ludu, dręczonego przez możnowładców, tych bogoburczych
Gigantów,
„Którzy wysysają żyły ludu do szpiku kości,
Sądząc, że dla ich żołądków wszystko tu na świecie.
‘) „Nos Christicolae“ patrz Victor. Deor., str. 354, R. XXXIV.
*) Tamże, str. 569—73- R. XL.
3) Tamże, str. 573—4, R. XL, przekład własny.
4) Na marginesie objaśnia sam autor „Lycaones et Lycantropi Polonis Wilkowic“. Linde nie podaje tego wyrazu, tylko inny powszechny
o równem znaczeniu: wilkołek, także wilkołak.

— 27 —

Wacław Nartowski.
Dla nich samych tylko zasiewa się pola, złote chwieją zboża,
Statki prują przestworze, płodzą w wodzie ryby,
Dla nich samych zwierz się poprzez gąszcze błąka,
Dla nich tylko pod niebem lotne trzepoce się ptactwo,
0 nich tylko troszczą się nieba — a reszta wzgardzona.
Zasnął Bóg i przepomniał maluczkich — — —■ —
Lecz śmiertelni, lękajcie się, w wielkiej pokorze,
Pomsty bożej!...
Potopem skarani, dawni zginęli Giganci!“1)

1 słyszy poeta jakby znak archanioła, zwiastującego stra­
szne sądy Boże, co zrównają góry i przepaściste doliny ustroju
społecznego :
„Już grzmi trąba, już powietrzem głos złowrogi wstrząsa,
Wszystko zmieni i zniszczy niezwyczajny ogień,
A Bóg porówna góry i głębokie doły“.

Ustęp ten siłą żywiołową porywa czytelnika ; do wypo­
wiedzenia tych słów z mównicy trzebaby fanatycznego Sawonaroli lub namiętnego trybuna ludu, ale w roli tej poeta utrzy­
mać się nie umiał, to też sam osłabi wrażenie swych słów,
rozpocząwszy w ciągu dalszym gawędzić o potopie i dowo­
dzić, że znalezione kości olbrzymich rozmiarów stwierdzają
istnienie, mitycznych (!) Gigantów.
W rozdziale następnym 41 wróci poeta do kwestyi pod­
daństwa, przedtem jednak poświęci długi szereg mało cennych
kart opowiadaniu o Gigantach i zawile skonstruowanej alegoryi
0 Psyllach, by przy końcu rozdziału ponowić chłopską lamentacyę. „Deploratur nostrorum quoque Christianorum in subditum
vulgiis crudelitas. Quae deploratio concluditur eiusdem migi
seit plebiv encomio“, jak zapowiada treściwe argumentum na
czele rozdziału.
Tu autor ocenia poddaństwo ze stanowiska chrystyanizmu
1 wkłada w usta chłopa następującą rzewną skargę:
„Jeźliś moim bratem wspólnie odkupionym i współucze­
stnikiem sakramentów chrztu i ołtarza ; jeźliś mię nie zagarnął
w wojnie ani kupił na targu ; skoro tu ojciec i ja tu ujrzałem
światło dzienne i powietrze chciwemi zaczerpnąłem płucami :
czemuż mię uciskasz i gniewem ścigasz... lud ojczysty i trapisz
wilczem prawem Bożą czeladkę?... Czemu szalejesz, czemu od') Victoria Deorum, str. 576—7, R. XL.

— 28 —

Stan włościański w utworach poetyckich dobv renesansowej.

wracasz się z pogardą od kmiecia i świętych rolników (sanctos
agricolas) i pogardzasz w zuchwałej dumie ludem nie ginącym?“1).
Następnie wysławia poeta wartość gminu. On trwa, choć
zmieniają się króle i miasta. Lud jest wspólną ojczyzną wszyst­
kich — wszyscy zeń wychodzą i często doń wracają *2).3 Tu przy­
toczy poeta szereg przykładów wartości ludu z stosunków sta­
rożytnych, co wskazuje, że poeta dla propagandy swych idei
posiłkował się chętnie tradycyami republiki rzymskiej, sądząc
może, że wywody, oparte na cenionych podówczas powszechnie
starożytnych tradycyach, zyskają na sile przekonywującej i tra­
fią łatwiej do umysłów nowoczesnych naśladowców republiki
rzymskiej s). Niestety w przedstawianiu stosunków gubi poeta,
jak i inni humaniści, perspektywę dziejową, miesza nieraz ró­
żne pojęcia, tak, że dzisiejszy czytelnik nieraz me może po­
znać, gdzie się zaczyna przedstawienie spraw ojczystych, a gdzie
kończy kopiowanie starożytności klasycznej.
Postawiwszy pytanie, czy człowiek może być własnością
drugiego człowieka zbija Klonowicz argumenty za niewolnic­
twem przemawiające 4). „Jak może ktoś mówić, że drugi czło­
wiek jest jego własnością, skoro sam nie jest swoim, bo włada
nim fatum. Nie władając sobą, czyż godzi się chełpić posiada­
niem prawa poddaństwa, nad innymi ?“ Ten argument, opiera­
jący się na zależności od fatum, poprze autor argumentem
chrześcijańskim. Chrystus nie chce, by lud i gmin słaby był
w pogardzie, „wszystkich wołasz, o Chryste, którzy pracują
i chwieją się obciążeni wielkiem brzemieniem, i zdejmujesz cię­
żar“. Chrystusowa „dobra nowina“ rozluźniła dawne surowe
prawa, — apostołowie, jak Paweł idą w ślady mistrza z Naza­
retu, którym wzgardziło możnowładztwo (nobilitas), gdy tym­
czasem lud prosty poznał bóstwo ukryte. Poeta podkreślał do­
bitnie społeczny charakter nauki Chrystusa i jego apostołów,
by odjąć poddaństwu wszelki autorytet, by je moralnie uni­
cestwić.
Po podcięciu moralnych podstaw niewolnictwa Klonowicz
przedstawi realne stosunki życia, które naprowadzą go do wy­
*) Victoria Deor., str. 616; R. XLI.
2) Tamże, str. 617.
3) Jak żywym był ideał rzymskiej republiki w Polsce, wykazuje
cytowana powyżej rozprawa Dr. Kota4) Victoria Deor., str. 626—7.

— 29 —

Wacław Nartowski.

«

powiedzenia pod adresem szlachty ostrzeżenia: „Non est fas,
non est tutum contemnere plebem“. Gnomę tę poeta powtórzy
trzykrotnie, by tym środkiem retorycznym zwrócić uwagę na
jej znaczenie. Nie potrzeba dodawać, że autor przytem nie po­
skąpi przykładów illustracyjnych. Podkreśli więc żywiołowość
ludu, podobnego w bezwzględności do morza, przytoczy „exem­
pta classica“ z rzymskiej historyk jakto lud urządzał secesye,
walcząc z patrycy uszami, — bądź z greckiej, wygnanie Demostenesa, nie zważając na różnice, zachodzące między polskimi
poddanymi a rzymskim plebsem i greckim obywatelem. Gdyby
lud wiedział — pisze Klonowicz — jak niezwyciężone tkwią
w nim siły, pokonałby swych pogromców' ’) Siły te drzemią,
bo „niewola upadla“ (servitiurn premit virtutem) i człowiek
przyzwyczaja się do bata jak zwierzę, które mogłoby się wy­
zwolić, gdyby rozum dorównywał siłom. Tak jednak nie jest
i boskie to zrządzenie, by słuchano „lepszych“.
Nierycerski i nieporadny lud udziela nieraz pomocy, uspa­
kaja kłótnie, gasi pożary, gwałt gwałtem odpiera. Gdy na ko­
goś napadają lub ktoś jest w potrzebie, na „wołanie na gwałt“,
zbiega się lud i chroni przed rozbójnikiem i wylewami w razie
przerwania grobli.
Gdy bogacze liczą pieniądze, starszyzna knowa a wykształ­
ceni troszczą się o rzeczy, przynoszące sławę, lud stoi na straży
dobra publicznego, żyjąc sam w utrapieniu, z podłych mieszkań
śledzi bieg-wydarzeń i spieszy w potrzebie, gotów na wszystko.
On pasie, orze, walczy, poluje, żegluje, zbroi, buduje, ubiera,
służy berłom i ołtarzom — i dla siebie nic nie żąda, sądząc,
że sam wszystko winien.
W następnym rozdziale, jakby dla przeciwważenia tym
pochwałom i pochlebstwom, na cześć ludu wypisanym, po­
cznie Klonowicz chłostać „rusticitas“ — rubaszność i pro­
stactwo wiejskie, jak też i miejskie, które szczególnie razi poetę.
Prostactwo wieśniaków tłumaczy nawałem pracy, do której chłop
się urodził (operi natus), podobnie jak arkadyjski osieł (?!);
bardziej natomiast razi go brak kultury u butnej szlachty i dorobkiewiczów-mieszczan, którzy stają na przeszkodzie „viro
bono“ a obcą im sapientia zarówno jak virtus.*)
*) Vict. Deor., str. 629.

30 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Przytoczone dosłownie lub w dokładnem streszczeniu
ustępy poematu charakteryzują dosadnie społeczne stanowisko
Klonowicza. Dla uzupełnienia całości dodamy ustęp, odpowia­
dający Rejowskim skargom na nadużycia żołnierzy. W ustępie
„admonitio ad milites“ ') wz.ywa poeta żołnierzy do poszano­
wania kmiecego mienia i przedstawia, jak żołnierz pod pozo­
rem wojny pustoszy rodzinne pola, wciska się w łoża małżeń­
skie, do stajni i stodół — tak, że wątpliwem jest, kogo wła­
ściwie broni, gdyż rodacy padają pierwsi ofiarą.
Poddańcze stosunki, przedstawione w „Victoria Deorum“,
noszą na sobie wyraźną cechę satyrycznego opisu, autor też
niewątpliwie nie miał zamiaru dać objektywnego obrazu bytu
chłopa, ale pragnął przez tendencyjne naświetlenie spowodo­
wać złagodzenie stosunków pańszczyźnianych.
Dowiódłszy, że poddaństwo sprzeczne jest z nauką Chry­
stusa, ograniczył się autor do krytyki nadużyć i żądania re­
formy obyczajowej raczej, niźli społecznej. Miłość chrześcijań­
ska, charitas, dobrze zrozumiany interes ekonomiczny nakazuje
nie trapić zbytnio chłopa i nie obciążać go karami. Budowy
społecznej nie naruszał, choć podrywał fundament; pozbawia­
jąc poddaństwo sankcyi moralnej, przyznawał, że chłop jest
operi natusUcisk kmiecy znalazł w poecie obrońcę najwy­
mowniejszego ; ustępy o niewoli chłopskiej należą do najsilniej
i najbarwniej nakreślonych epizodów poematu. Poeta rozróżnia
wyraźnie „złych panów“ od ludzkich i łagodnych, a położenie
ludu przedstawia w ciemniejszych barwach, aniżeli było isto­
tnie, by wzruszyć lub nastraszyć karą boską panów odrzychłopskich, jak ich nazwie późniejszy pisarz.
Nie brak też w „Victoria Deorum“ jaśniejszych epizodów :
kilka ustępów zachwala życie chłopskie, jako wzór pogodnego
zżycia się z przyrodą. Pierwiastek satyryczny spotyka się z sie­
lankowym nastrojem pochwał „wsi szczęśliwej i wesołej", two­
rząc pozorny dysonans.
Rozdwojenie to widzimy także we „Flisie". Polska jest
krajem żyznym, tu pola bogate i żniwa spokojne, „Tu chłopek
wesół, bo pewno ma wszystko, kiedy ma żytko“ “).* 2
’) Victoria Deor., str. 620—2.
2) Flis, wyd. Węclewskiego, str. 12.


31

Wacław Nartowski.

Ma zresztą i „woły tuczne i owce rogate“, skąd odzież
ma gospodarz, mięso i ostatek w mieszek. Bogactwo drobiu,
zwierzyny i ryb „owa Polakom na niczem nie schodzi, wszystko
się rodzi“ *).
Obraz ten pogodny zaciemniają jednak skargi na „drogość“, na zanik dawnej „prostości ojczystej“ 2),2 co nastąpiło,
gdy okręty zjawiły się u Gdańska, wówczas zaczęto palić lasy
na popiół i wyrzynać na wańczosy, na co skarży się również
„Satyr“ Kochanowskiego, a szlachta wzięła się do gospodarki.
1 chociaż pan orze stare pola i nowiny pracą chłopską, który
„jak osieł“ nie osycha z potu, robiąc dzień i noc, wszystko to
szlachcicowi nie wystarcza, choć zabiera także księże dziesię­
ciny i cudzego umyka, bo „co się urodzi na polskim ugorze,
to połknie morze“. Gdańsk — to Chłańsk, zawoła poeta, co
wiedział, gdzie giną poty „cnych kmiotków'“. Wystawne życie
(„pan żyje szumno“) — to przyczyna złego; życie nad stan
sprawia, że co „pilność ugoni“, to „zbytek uroni“ — stwierdza
poeta, znający z autopsyi („ja na to patrząc") ówczesne sto­
sunki :
„Pan nie nasyci morza bezdennego,
Wsi nie nasycą pana choć jednego.
Tak wszystko ginie, co użną poddani,
Jakby w otchłani!“3)

Widząc ten stan rzeczy, poeta zawoła bezradnie: „biada
mi na świecie“, gdyż „oba potrzebni, i pan i kmiecie“, a je­
dnak sprzeczne ich tendencye i interesa gospodarcze, więc z ni­
kąd nadziei poprawy. Chciałby podać radę, wezwać do prostoty,
do zaniechania wyzysku potu kmiecego, poniechania zbytku,
widział jednak bezsilność swego głosu wobec konieczności
dziejowej ; bolało go, że życie tak odbiegało od idei, głoszo­
nych przez Chrystusa, a nic nie wskazywało lepszej przyszłości ;
czuł, że kmiotkom nie wiele pomoże a tylko na siebie ściągnie
nienawiść, więc pożaliwszy się nad swoją bezsilnością, kreślić
będzie dalsze strofy tego wierszowanego „przewodnika“ dla
flisaków.
Ostatni większy utwór Klonowicza „Worek Judaszów“
(1600) o treści wyłącznie satyrycznej spowodował poetę do po­
0 Flis, str. 13.
2) Tamże, str. 21.
3) Tamże, str. 22.

— 32 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

nownego wypowiedzenia się w kwestyi chłopskiej. W „Victoria
Deorum“ poznaliśmy zrąb poglądów Klonowicza, „Worek“ nie
przyniesie w tej sprawie wiele nowego. Podobne naświetlenie
a nawet podobne zwroty nasuwają przypuszczenie, że autor
szereg myśli i porównań przejął z „Victoria Deorum“, przy­
brawszy je w szatę rodzimą.
Szczególnie ustępy, omawiające niedolę kmiecą, są, jak
z zestawienia tekstów widzimy, prawie w połowie refleksem
wynurzeń poety w „Victoria Deorum“.
Porównajmy teksty poematów:
„A lew gwałtem wydziera, co
[ugoni, trzyma,
1 szpik z kości wysysa, krew
[z ciała wyżyma“.
Worek Judaszów (wydanie
Turowskiego str. 51. Wydanie BobrowiczaHßiblioteka kieszonko­
wa klasyków polskich“: Dzieła
Klonowicza t. II str. 11. Lipsk,
1865).

„Niechaj kto chce narzeka, niech
[krwawe izy leje,
Niech szkody swej żałuje, od fra­
sunku mdleje.
Nie ma głodny brzuch uszu, pró[żne to są słowa,
Niema uszu łakoma tajstra Ju[daszowa".
Tur. str. 54; Bobrow. str 16.

et velut 1 eo...
■.. humana medullitus ossa
exhaurire soient.
Victoria Deorum, str. 226.
At nos cur homines hominum de[pascimur ossa,
Extrahimus totos epoto corpore
[succos?“ Str. 573.

„Non flectas illos, etiam si san­
guine p 1 o r e s
str. 226.
„Si plorat populus graviore tyran[nide tortus
Obturant aures et inexorabile
[pectus. Str. 239.
„Non movet immitem dominum
[non ficta doloris
Effigies..
Ex oculis manant lacrimae...
Nonque preces illam, pietas non
[mitigat ulla“. Str. 227.

„Nie dba na ryk bydlęcy, na chłop­
skie biadanie
Łacny wilk, byle swoje odprawił
[śniadanie“.
Tur. str 54; Bobr. str. 15.

„Cur premis...
...populum iure lupino“. Str 616.

„1 y cao n e s — wilkowicy“ Str.574.

— 33 -

3

Wacław Nartowski.
„I tak lichwiarz wypija utrą pio[ne ludzie:
Jak wysysa krew ludzką p i j a w[k a na udzie.
Jak smok afrykański pragnący
[i głodny
Chce krwie Elephantowej...
Tur. str. 130; Bobr. str. 115.

„Qui venis affixi peius hirudi[n e mulgent
Viscera egenorum, et sucto
cum sanguine vitam,
Et velut ungue premit potatque,
[famelicus agnum
Collecta rabie et Libycis leo sae[vit in agris“. Str. 226.

„Jeźli kmiotków nie wyssał,
[chce jeszcze wyżymać“.
Tur. str. 134; Bobr. str. 121.

„Extrahimus totos epoto corpore
[succos . Str. £73.

„Ale rolnik opatrzny, lich[wiarz sprawiedliwy:
Kopa, lezie za pługiem zgar­
biony i krzywy.
Trapi czeladź i bydło: cie[mięży poddane,
Cierpiognie i deszcze,wia[try rozgniewane.
Wiezie gnój, radli, skrodli,
ugorzy, odwraca,
Sieje, plewie, ogania, pieniądz[mi opłaca,
Żnie, wozi, młóci, wieje, miele,
[piecze ; zatym
Karmi czeladź i bydło. Jeszcze
[mało na tym :
Bo kmiolaszek ubogi, ustawnie
[do dwora
Robi sobą i bydłem aże do wie­
czora,
Karmi sią ustawiczną bie-'
[dą i kłopotem,
Cierpi kuny, biskupy, korbacze,
[gąsiory,
Osoczniki, pochlebcę, podatki, po­
bory, —
I pany furyaty, opiłe tyrany,
Pyszne, chciwce, wszeteczne,
[gorsze niż pogany.

„Semper in aerumnis, excar[nificatur, anhelat
Arida rusticitas, horret, sitit, esu[rit, alget,
Sudat, portât onus, queritur, sus[pirat et omnes
Noctes atque dies opera[tur, et omnia debet
Ingrato domino: cuius compendia
[curans,
Decipit ipsa suum Geniům, tor[retur in aestu
Et tremit hybernis Aquilo[nibus atque pruinis,
Imbre madet, famulos si[m u 1 et veterina fatigat
Vix oculos operi furatur...
Str. 227.
„R u st i c u s...
Hic a rat, hic pingues invertit
[vomere glebas,
Proscindit, minuit r a s t r i s, of[fringitaratro

Sementimquefacit. Naturae
[cre d it o r almam
Occulit in terra Cererem, f o e[nusque reposcit.
Str. 227-8.
„... agricola... proscindit in[ertes
Atque rudos agros, invertit
[rura secundo,

— 34 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.
Tertiat, occat, arat, glebas friat
[atque fatigat. Str. 228.
Liczne wzmianki o sudor coloni
[str. 236, 238 n.
„Agricolae sancti, quos nocte
[d i e q u e fatigat
Impius etcrudelis herus,
[q u i sole coquuntur
Assiduo, quos hic emungit avara
[t y r a n n i s,
Quos feritas premit et mon[strosa s u p e r b i a calcat ?
Str. 173.
„Ach biednaż jego lichwa do[brze to zapienia,
Co mu Bóg da z wiecznego swe[go opatrzenia.
ChociaBóg sią rozgniewa
[na pieszczone pany,
Musi ten gniew odnosić na
[sobie poddany.
Przyjmi wszystko za dobre, co
[przyniesie rola;
Mówi z pokorą: Niech się dzieje
[Boża wola,
Chocia grady potłuką, choć susza
[zaszkodzi,
Chocia spasie zły sąsiad, osta­
tek ukradnie ;
Kiedy chybią ogrody, więc do la[sa na gier,
Jeźli pola szwankują, do dąbro[wy na żer.

„Quicquid délirant reges
[p lectuntur Achivi.
Str. 232.
»... plebs incondita
Expiât excessus ignobilis hostia
[regum. Str. 235.

zty sąsiad str. 504.

„Quod si spes longas operam[que fefellerit annus,
Agricolae silva s, antiqua cu[bilia, vi sunt,
Nutrices quercus et vescas undi[que fagos
Concutiunt, dum cara seges,
[Cererisque malignae
Parca manus paleam stramentaque
[inania pascit.
Str 230.
„Glandibus agricolae solantur et
[illice ventres
.. Quercus atque nuces...
.. Fungi boletorumque caterva...
Str. 230.

Wacław Nanowski.
„Nie szemrze, nie swarzy sią z zie[mią i z Bogiem,
Żywi sią nieboraczek barzo niz[kim brogiem.
Wiąc musi czekać lata i słuszne[go żniwa,
Bo zimie nie będzie żął; zamar[zła mu niwa
Z tejże lichwy daje księdzu
|d z iesiącinę
Snopki, meszne i pobór, czyn[s z e, pańską winę,
Stądże suknią konika kupić, krów[kę, wołku,
Stąd jałmużną dziadowi,
[obuwie pachołku".
Tur. wyd. str. 132; Bobr. 118—9.

„Rusticus..
Inde sacerdoti decumas Di[vumque ministris
Laetus decidit: paltem depro[mit egenis,
Inde coactori censům dependet
[avaro“.
Str. 137.

Spotykamy często te same myśli i obrazy a nawet poró­
wnania i wyrażenia. Gdyby poeta, nie lękając się narazić „Ju­
daszom zębatym“, napisał czwartą część „Worka“, znalazłyby
się tu niewątpliwie jeszcze częstsze reminiscencye z łacińskiego
traktatu o wychowaniu prawdziwego herosa, gdyż niezawodnie
poświęciłby poeta sporo miejsca uciskowi „kmiotków“, co wska­
zuje treść zamierzonej ostatniej części poematu. Oto w przed­
mowie wierszem zatytułowanej : „Autor do czytelnika“ opisuje
poeta z kolei lwią skórę;
„Czwarty rodzaj tyraństwem i mocą narabia,

Tak cudzy pot i pracę do siebie przewabia“ ‘J.
Planowana czwarta część „Worka“ nie wyszła jednak
z pod pióra Klonowicza, a poeta ogranicza się do przedstawie­
nia niedoli ludu w jednym obszerniejszym ustępie, zaczynają­
cym się od słów: „Ale rolnik opatrzny, lichwiarz sprawiedli­
wy...“*2) Ustęp ten to jakby rejestr prac chłopskich, rejestr
kłopotów i wydatków. Autor stwierdza fakty bez częstych
w „Victoria Deorum“ apelów i nawoływań do szlachty. Wobec
rosnącej reakcyi i nietolerancyi wolał może poeta nie narażać
się, lub stracił wiarę w dobrą wolę panów-furyatów, tyranów,
opilców, co wskazuje ustęp:
„Nie ma głodny brzuch uszu, próżne są to słowa,
Nie ma uszu łakoma tajstra Judaszowa“ 3).
') Worek Judaszów, wyd. Tur., str. 52; Bobrow str. 12.
2) Tamże, wyd. Tur str. 132; Bobr. str. 118—9.
3) Tamże, wyd. Tur. str. 54; Bobr. str. 16.

— 36 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Ogranicza się więc autor „Worka Judaszowego“ do zszeregowania prac i ciężarów kmiecych, tworząc jakby litanię bied
chłopskich.
Chłop-rolnik, to lichwiarz sprawiedliwy, bo pobiera lichwę
od ziemi nie ludzi, co zabraniało prawo kanoniczne, jako rzecz
niechrześcijańską, oddając pośrednio obrót pieniężny w ręce
„niesprawiedliwego“ lichwiarza : żyda Lecz ciężki los „sprawie­
dliwego' lichwiarza-rolnika ; zgarbiony nad pługiem w pocie
czoła pracuje na chleb, a nadto musi dworowi odrabiać pań­
szczyznę. Opornego lub opieszałego kmiotka czekają kary.
Kuny, korbacze, gąsiorył) itp. przyrządy służyły do karania
poddanych „wedle rozumienia swego“, co gwarantowała konfederacya radomska z r. 1573. A prawo to wykonywali niestety
także panowie-furyaci, opilce, chciwce i nieobyczajni.
O sposobach karania poddanych napomknie także Cie­
kliński, autor przekładu „Potrójnego“ Plauta*2).i W utworze tym
scenicznym występuje pachołek Wójtowie, poddany pana Skarb­
ka, który bawiąc się nieźle przy boku swego pana, marzy
o tern, by stać się wolnym i szlachcicem, a to dla ujścia przed
plagami, które mu grożą z rąk pańskich.
„Bież chutko, Wojtowicu, wracaj się do pana,
By na cię i na grzbiet twój nie spadł pogrom z pukiem
...Patrz, żeby skóra twarda, porzezana,
Wołowa nie doięłać aż do kości, jeśli
’) Korb acz = rzemień do bicia (bykowiec) — ("Linde).
Gąsior — przyrząd do wymierzania kar za mniejsze występki,
składający się z dwóch słupków na kilka łokci od siebie odległych
i dwu desek zasuwających się na podobieństwo płota w te słupki. W de­
skach były wyrżnięte otwory na szyję i ręce, do których zamykano czło­
wieka w postawie, jakby chodził po ziemi na czworakach. Takie gąsiory
znajdowały się przy domach wójtów, sołtysów, na rynkach miejskich
i dziedzińcach dworskich. Zamknięcie do gąsiora było nie tyle na ból
ile na wstyd publiczny obliczoną karą- Nazwa zdaje się pochodzić od
tego, że zamknięty do gąsiora winowajca miał z daleka postać nieco
podobną do gęsi z wyciągniętą szyją.
Tym samym rodzajem kar dawnych była kłoda (przymykanie rąk
lub nóg między dwa bierwiona drzewne) i kuna żelazna. [Wedł. Glo­
gera: Encykl. staropol.].
Kuna — żelazna obręcz do więzienia złoczyńców (Linde).
2) Piotra Cieklińskiego: Potrójny z Plauta. 1897, wydał Czubek.
Bibl pisarzy polskich.

— 37

Wacław Nartowski.
Na ten czas nie przybędziesz, gdy pan o tobie
Będzie pytał; bież prędko, nie postawaj! Zły duch
Te wymyślił z torkmyszów puhy. Tatarski to,
Psi, pogański wynalazek; nastawają na to
Miejsce korbacze, takiż niemal djabeł drugi.
Od Węgrów we trzy kije już się też bić uczą;
Mnie i jeden dębowy smagły barzo przykry“ *).

Bicie we trzy kije wspomina również Rej w „Wizerunku“:
„Chłop (woźnica) też łaje za piecem, czyrwoną maść pije,
Bo mu gędli z wieczora na trzy głosy w kije“. R. VI, 623-4.

Na innem miejscu współczuje Ciekliński z „biednymi chło­
pami“. których konie zabierają na podwody pod „skrzynki,
skrzyneczki, pudła, pudełeczka“ szlachcianek, — tak, że nie
mogą wczas zasiać ani zwieźć plonu, co w kopach gnije z po­
wodu deszczów. *2j
Obszerniej zajmują się stosunkami społecznymi wsi pol­
skiej Andrzej i Piotr Zbylitowscy.
Andrzej, chwalca zalet życia wiejskiego, napomknie, że
„robotny oracz“ to podstawa budowy społecznej 3), bo „na nic
zamki i miasta“ bez pracy oracza, który je żywi. Chłopek rów­
nież stara się, by stół szlachcica-ziemianina opływał w dostatki;
znosi kuropatwy, chwytane w sak, iużto kapłony, koźlęta, gęsi
lub kaczory — „jednak darmo nie przyjdzie on nigdy do dwo­
ru“ 4)* nawykły, że bez „poczty“ nie godzi stawać przed
panem 6).
W nutę społeczną uderzy jeszcze silniej Piotr Zbylitowski
w satyrycznym dyalogu p. t. „Rozmowa szlachcica z cudzo­
ziemcem“ 6). Podobnie jak Bielski, autor gorszy się zbytkiem
szlachty i mieszczan, opłacanym pracą chłopów — „niebora­
czków“, którym „pan chciwy“ wszystko zabiera. Opis roz­
paczliwego położenia chłopstwa przypomina jaskrawy obraz
Klonowiczowej jeremiady chłopskiej w „Victoria Deorum“. Oto
4) Tamże, str. 114—5. (pogrom z pukiem = napaść z razami, bi­
czami; z torkmyszów puhy = bicze z pociętej skóry wołowej.)
2) Ciekliński, 1- c. str. 58.
3) Żywot szlachcica we wsi, str. 16.
4) Tamże, str. 6.
6) Zob. Korczewskiego : Dyalogi, str. 54, w. 510—5.
6i „Niektóre poezye A. i P. Zbylitowskich“ wydał Turowski, Kra­
ków, 1860, paginacya każdego poematu osobna.

— 38 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

w usta cudzoziemca wkłada poeta następujący obraz niedoli
ludu:
„Podobno dla takiego waszego rozchodu
Podległo jest ubóstwo tak wielkiemu głodu.
Co to tylko zgłodniałe po polu się błąka,
A już mówić nie może, tylko trochę krząka,
A jeden widzę ze sta, co mu trochę poda
Chleba, zmiłowawszy się, albo warzy doda.
Cóż to jest przebóg żywy, co to za lud u was ?“ *)

Za ucisk i brak miłosierdzia nad „chudziną“ grozi poeta,
jak wielu innych, sądem Chrystusowym. Przyczyną tego, że
„w każdym kącie“ ubóstwo „zdycha, nie jadając chleba“, to
spust do Gdańska, na co autor narzeka podobnie, jak Klonowicz, i radzi przynajmniej w lata nieurodzajne zaniechać żywie­
nia swym chlebem świata, skoro sami mało go mamy. „Fliśnik“
przytacza w swej obronie na usprawiedliwienie „spustu“, że
w zamian przywozi na szkucie śledzie, sukno i cynę, za które
szlachcic ma wtóry zysk; dodajmy znowu przeważnie kosztem
chłopa, któremu np. za śledzie naznaczano dowolną cenę, zmu­
szając nawet czasem do kupna.
Ta litość dla chłopka-nieboraka, któremu i chleba nieraz
brakło, znajdzie wyraz ponowny w drugim poemacie Piotra
Zbylitowskiego, wychodzącym poza ramy XVI w. w „Schadzce
ziemiańskiej.“ *2) Podobnie jak M. Bielski, jak Kochanowski
i Klonowicz, zaświadcza również Zbylitowski pogorszenie sto­
sunków poddańczych. Minęły czasy, w których chłop miał rą­
cze konie do uprawy roli, w których w skrzyni leżało sto grzy­
wien, — czasy to dawne, pradziadowskie. Poeta wzywa zie­
mianina :
„Spytaj nędznej chudziny, ubogich poddanych,
Kiedy się lepiej mieli, jeśli czasów onych,
Czyli teraz za tego mościwego pana?“ 3)

I kreśli następnie rozpaczliwy obraz wsi obecnego szlach­
cica, co otoczywszy się zbytkiem, każe się tytułować; „Waszmością“. „Zinaczyły“ się wioski, nie tylko pochyliły się na dół
’) Rozmowa szlachcica, str. 42.
2) „Niektóre poezye Zbylitowskich1' wyd. Turowskiego (1. wydanie
z roku 1605).
s) Tamże, str. 16.

- 39 —

Wacław Nartowski

chałupy, ale pełno pustek na miejscach dawnych zabudowań;
chłop w biedzie, brak bydła pociągowego, brak krów, owiec, na­
rzędzi rolniczych, słowem: nędza.
„Kmiotek nędzny parę szkap tylko ma zmorzonych,
Parę wołków założnych i to wyrobionych.
Owieczka nie zaryczy, krowiczka nie ryczy,
Gospodyni na wieczór widzę nic nie liczy,
A czasem i dwa chłopi na pług się sprzęgają,
Kółek płużnych i żelaz sobie pożyczają“ Ł).

Ale i we dworze nie lepiej wskutek pijaństwa i rozpusty.
Jakież stanowisko zajmuje wobec tych stosunków autor?
Jak inni satyrycy, podobnie i Piotr Zbylitowski zawezwie
do poniechania zbytku, boć „nie na to nędzni ludzie na nas za­
rabiają“, ufając, że wówczas wystarczy i na poratowanie nędz­
nego i „przystojną“ żywność dla pana. 2) Ciekawszym aniżeli
ta poczciwa a steoretypowa rada jest ustęp „Rozmowy szlachcica
z cudzoziemcem“, przedstawiający sposób myślenia szlachcica,
który wyzyskuje chłopa 3). Poeta, zrosły z sferą ziemiańską,
podchwycił świetnie sposób kalkulacyi szlachcica wioskowego.
Argumentacyi tej przeciwstawia autor argument o wiele silniejszy
za ulżeniem kmiotkom, aniżeli obawę sądu ostatecznego lub na­
woływanie do prostoty przodków — a jest nim groza stracenia
siły roboczej chłopa. Zbylitowski znał ówczesne stosunki i oce­
niał trafnie znaczenie zbiegostwa, przeciw któremu daremnie
przez półtora wieku wydawano ciągle nowe ustawy, nie mo­
gące zatrzymać fali chłopskiej emigracyi i dlatego zapyta:
„Co potem z nami będzie, gdy tak spustoszymy
Swoje wioski, i swoje chłopki rozpłoszymy?
Orać sobie zapewne sami nie będziemy,
Ani ciężką kosą siec siana nie możemy.
A jeśli ani chłopek, ni sam robić będę,
To niedługo o głodzie w swoim kącie siędę,
A moja rodna rola odłogiem mi leży,
Ostatni chłopek ze wsi przed niewolą bieży“ 4).
*) Tamże, str. 16.
2) Tamże, str. 35.
3) Tamże, str. 41.
4) Tamże, str. 41.

40

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Takim obrazem straszy sam szlachcic, Zbylitowski, braci
ziemian, by nie „wyciskali chłopka... prawie z drogiej dusze“
na zbytkowne stroje, konie, wozy. Wprawdzie Klonowicz rów­
nież przedstawiał opłakany stan wsi, opuszczonej przez kmieci,
lecz ustęp Zbylitowskiego, pominąwszy, że w ojczystym skre­
ślony języku, o wiele silniej i dobitniej przemawia do czytelnika
Autor podkreśla stale swą łączność z szlachtą (co z nami bę­
dzie itp.) lub utożsamia swe interesa z interesami ziemian (sam
robić nie będę, ma rola, bo ja muszę obmyślić itp.), przez co
poemat uzyskuje walor bezpośredniości i nie razi moralizator­
stwem ; a nadto potęguje wrażenie kontrast przeciwstawienia
wywodów poety argumentacyi, starającej się usprawiedliwić
i wytłumaczyć konieczność podwyższenia ciężarów chłopskich.
W poezyach Zbylitowskiego poznajemy świetnie sposób
myślenia ówczesnego szlachcica; oto jak określi poeta np.
ius vitae necisque, przysługujące szlachcicowi :
„Sieła wolno, choć nie wszystko godzi,
A nawet swoje wioski wolnoby mu spalić
I poddane pościnać, wszystko z gruntu zwalić“ 1).

Lecz ta swoboda w złem gorszy poetę i dlatego pragnąłby
„korektury“ praw, by znikła nierządna wolność, pogrążająca
w niewolę.
By zilustrować wartość groźby zbiegostwa, rzuconej przez
Piotra Zbylitowskiego szlachcie, lud ciemiężącej, posłużymy
się słowami wytrawnego badacza stosunków poddańczych prof.
Bobrzyńskiego : *2) „Siły roboczej wieśniaka poszukiwał każdy,
nie gardziły nią miasta, nie wyrzekł się jej dzierżawca dóbr
królewskich. Każdy przyjmował kmiecia, który zbiegł od bliż­
szego i dalszego sąsiada, zapewniał mu swobody, których nie
miał u dawnego pana, ukrywał go przed panem, a w danym
razie bronił się przed wydaniem drogą procesu. Zakazy i wy­
roki pozostawały więc bez egzekucyi. Każdy właściciel dóbr
musiał się dobrze namyśleć, czy zwiększając ciężary poddańcze
włościanom, nie popchnie ich tern samem do ucieczki, a ma­
jętności swej nie narazi na pustkę“.
') Tamże, str. 44.
2) Karta z dziejów ludu wiejskiego w Polsce. (Rocznik Ak. Umiej.
Kraków, 1902, str. 176).

— 41 —

*

Wacław Nartowski

Poświadczają to konstytucye sejmowe, jak cytowana1)
przez prof. Bobrzyńskiego z r. 1593, w której czytamy: „swa­
wola wielka w ludziach plebei generis utriiisque sexus bardzo
się rozbieżata, tak, iż kmiecie z ról, zagrodnicy z zagród, sy­
nowie kmiecy i córki ich od rodziców swych, słudzy od pa­
nów na hultajstwo uciekają...“
Zbiegostwo kmieci było więc niewątpliwie czynnikiem ła­
godzącym poddaństwo, lecz wartość tego regulatora ciężarów
kmiecych była ograniczona trudnościami wychodźtwa ; nie mógł
uciekać ten, co miał jaki taki inwentarz gospodarczy, — więc
przeceniać jej nie należy, jak to czyni historyk cytowany2).
Także w pismach Szymonowicza znajdziemy cenne
przyczynki do charakterystyki poddaństwa kmiecego. Są to dwie
sielanki, które mącą jakby pogodny ton reszty „sielanek“ —
jedna to „Pastuszy“ (XVII) druga powszechnie znany poemat:
„Żeńcy“.
W pier wszej3) rozmawia dwóch pasterzy, Soboń i Symich,
0 ucisku, jakiego doznają od urzędników, już „ubóstwu“ i pola
1 łąki odjęli, teraz bronią wstępu do lasów i nie pozwalają
paść w lesie. Lecz Soboń nie kłopoce się zakazem, ufny, że
jakim podarkiem zyska zezwolenie urzędnika, który i tak dba
tylko o swoje dobro. Dawania podarku odradza drugi pasterz
w obawie, by przez to nie wprowadzić nowej daniny, i tak
przedstawia rozwój stosunków pańszczyźnianych 4):
„Dawno tak baba rzekła: co dalej, to gorzej,
Dziś szczyptami odprawisz, jutro nasyp sporzej.
Naciężej nogę wstawić. 1 te dziesięciny
Naprzód nastały barzo z niewielkiej przyczyny.
Przedtem nic nie dawano Darmośmy pasali,
Bryndzę tylko, albo ser na pocztę naszali ;
Potem barana; alić tego zawsze chciano —
Na koniec dziesiątego co rok wytykano.
Teraz na nowe co się da urzędnikowi,
Wciągnie się to w obyczaj ; bo skoro się dowie
Pan tego, będzie kazał sobie za swe płacić.
') Tamże, str. 186.
2) Tamże, str. 184.
3) Szymonowicz S., Sielanki i kilka innych pism polskich. Wyda­
nie Stan. Węclewskiego, Chełmno, 1864, str. 105 i n..
4) Tamże, str 106, w. 19—32.

- 42 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.
I tak musimy na tern dwojako utracić,
Bo i urzędnik będzie macał swojej dziury
Na ostatek nas będą drzeć tylko nie z skóry“.

Soboń nie radzi tak ostro brać się do rzeczy a raczej od­
dać się opiece Boga, który daje dla wilka i dla człeka złego
i dla pana, więc nie godzi wszystkiego odbiedz, a jeźli grozi
jakaś strata, szkodę Bóg nagrodzi.
W sielance „Żeńcy“ jest przedstawiona scena z żniw. Żni­
wiarki, Oluchna i Pietruchna, skarżą się na twarde serce urzędnika-starosty, który, stojąc nad żeńcami z maczugą i biczem
u pasa, nawołuje do roboty : pożynaj, nie postawaj ! Nahajki
swej, zwanej korbaczem, nie nosi daremnie; oto widzimy, jak
katuje jakąś Maruszkę : „ciął ją przez łeb — krwią się obliznęła“. Krwawa ta sylwetka jest jakby dopełnieniem Klonowiczowych skarg na twarde serca „urzędników“.
Po wyczerpaniu głosów, charakteryzujących społeczną
dolę chłopów, rozpatrzmy stosunek pana do ludu wiejskiego.
Zupełna zależność chłopa powoduje lekceważenie ludu, —
„kmiecie swe stroi pan dziwnie k’ swej myśli i zimie i lecie“ ; *)
pan, używający złotej wolności, świadom jest przepaści, która
dzieli szlachcica od chłopowica,2) choć nie braknie panów, co
rozmiłowani w gospodarstwie, zadowoleni z dobrobytu, odno­
sili się do chłopków z patryarchalną łaskawością: „Z kmiot­
kami sprawa, moja zabawa,“3) mógł powtórzyć niejeden zie­
mianin, co nie był twardy dla poddanych.
Kmiecia uznaje szlachcic za swą własność (kmiotki gnąbią nam bez winy), stąd płyną dobre i złe następstwa. Kmiot­
kowi wyrządzoną krzywdę uważał szlachcic za własną i wsta­
wiał się za nim w sądzie, gdzie zresztą chłop nie istniał jako
własnowolną jednostka. Zaznacza to dobitnie Pan w „Rozprawie“
Rejowskiej :4)
„Bo pan musi strzedz twej krzywdy
Aby jej niskąd nie miał nigdy“.
’) Rej, Wizerunk, R. X., w. 65—6.
2) Grotowski: Socrates.
3) Piotr Zbylitowski, Kondycya szlachecka. Wyd. Tur., str. 65.
4) Rozprawa, str. 35, w. 1026—7.

— 43 —

Wacław Nartowski.

Podobnie Pan w „Rozmowach“ Korczewskiego : v
„Wspominasz tu, księże, poczty,
Kury, jajca, czynsz doroczny ;
Toć my od poddanych mamy,
Iż się za nie zastawiamy,
Broniąc ich od wszelkiej krzywdy.
By jej nie zaznali nigdy“.

Identyfikowanie pana z kmieciami zaznacza i ustęp „Wize­
runku",2) w którym Rej gani zwyczaj szlachty wyrównywania
wzajemnych uraz na skórze chłopów. Kmiotkiem rozporządza
pan jak przedmiotem; ciągłe skargi na zbytek szlachty wspo­
minają niejednokrotnie o zastawianiu kmiotka na zakupno ada­
maszku lub kosztownego powozu 3).
Lecz nie wszyscy poddani znajdowali się w jednakowym
stosunku do pana, którego, o ile nie mieszkał we wsi, zastę­
pował prawie przysłowiowo surowy i nieuczciwy urzędnik;4)
oto pośród gminu wieiskiego wybijał się na czoło wójt, nadto
pewne uprzywilejowane stanowisko miał włodarz, młynarz5)
i karczmarz. Wójt stanowisko swe szczególniejsze zawdzięczał
łasce pańskiej, ale pomimo braku praw rzeczywistych miał pe­
wne względy u dworu, które mu jednały znaczenie pośród
chłopów. Na niego spływał drogą tradycyi urok dawnej władzy
sołtysiej, on był teraz także pośrednikiem między dworem
i gromadą, lecz bez dawnej siły i wpływu Rej, ceniąc oddzia­
ływanie wójta na wieś, napisze:6) jaki wójt taka i gromada,
a w „Rozprawie“ przedstawi śmiałka, co nie lęknie się panu
i plebanowi prawdy rzec w oczy. Wójt reprezentuje jakby t. z.
chłopski rozum, czego przykładem świetnym jest t. z. sołtys
w komedyi „Sołtys z klechą“.
Musiało jednak z biegiem czasu pogorszyć się stanowisko
wójta, skoro tenże autor „Krótkiej rozprawy“, gdzie wójt śmie
‘) Rozmowy polskie: Rozmowa wtóra Str. 54, w. 516— 521.
*) R XI, w. 891-902 (Zob. Lud XX s. 11).
3) Bielski, Rozmowa baranów '.VII), w. 741 — 4 str. 4”; Zbylitowski: Wieśniak, w. 69—73; Rej, Wizerunk, R. II., w. 355- 6.
4) „Źli urzędnicy. Ano co więc z nędznika i z skóry wygnębią“. Rej, Wizerunek, R. II., w. 619.
5) „Urzędnik z młynarzem“ Reja Apophtegmata, wyd. Kallenba­
cha, str. 87.
6) „Bo jaki więc wójt bywa, taka i gromada,
A jaki bębennica, taka i biesiada“. Wizerunk, R VII, w. 1115—6.

— 44 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

„przemówić“ pana, przedstawi w „Zwierciadle“ wójta, któremu
się dziwują, że się do dworu ciśnie, gdzie nim jak osiem ro­
bią, łają mu a czasem i we grzbiet dadzą ; — prawda to, mówi
wójt, ale miło rm iż się z panem namówię a iż mnie panem
wójtem zową1). Przystęp do dworu wyzyskuje wójt przeważnie
na swą korzyść, szkodząc nierzadko niemiłym sobie sąsiadom.
Sylwetkę takiego wójta, intryganta widzimy w „Zwierzyńcu“
w epigramie p. t „Wójt“. Wobec chłopów udaje ich obrońcę,
radząc zebrać się dla ochrony przed nowym starostą (ekono­
mem), u dworu zaś zachwala swą wierność, przedstawia nieza­
dowolenie gromady i wskazuje kilku rzekomych sprawców
rozruchu *2).3
Piecza nad gospodarstwem domowem M należała do dwo­
rek, podczas gdy nadzór w gospodarstwie powierzony był wło­
darzowi, którym bywał chłop; zwierzchnikiem jego — sta­
rostą — nie był prosty chlopowic. lecz przeważnie jakiś szlachcic-chudopachołek. Stanowisko i zajęcia włodarza określa Rej
trafnie w poświęconym włodarzowi epigramacie :
„ . ■ sam nic nie robi, jedno rozkazuje,
A pan starosta też rad, iż mu pochlebuje“ 4).

Włodarz, mając podobnie jak wójt, przystęp łatwy do
pana, doznawał niejednokrotnie przejawów łaski lub niełaski
pańskiej. W braku gościa lub innego miłego towarzysza nie
ograniczał się czasem pan do instrukcyi gospodarczych, lecz
w przystępie dobrego humoru uczęstował starego włodarza, by
zasięgnąć wiadomości o czasach dawnych. Przy dzbanie powie­
dział włodarz niejedno, co zresztą ukrywał, bojąc się słów­
kiem wylecieć. Taką rozmowę skreślił dziedzic pól czarnoleskich
w wierszu p. t. „Przymówka chłopska“ 5). Forma dyalogu
i szczery realizm, przebijający z słów chłopa, wspominającego
z żalem czasy ojców, kiedy nie gardził pan kmiotka swojego
osobą i razem pijali, nie bacząc na „postawę“, ale na „wątek“,
]) Cytat wedle Briicknera monografii o Reju str, 305.
a) Rej, Zwierzyniec, j. w., CXXXIV str. 269.
3) „Dwornie z ko! ty się teraz przesypiasz w porudnie
Likorys krowy doi... itd.“ Szymonowicz, Sielanka XIII. Zalo­
tnicy, wydanie Węclewskiego, str. 82, w. 161—4.
4) Rej, Zwierzyniec, j. w. str. 268.
5) J. Kochanowskiego. Pieśni, księgi pierwsze (Bibl. powszechna
Złoczów, Nr. 559—560, str. 34).

45 -

Wacław Nartowski

nadaje krótkiemu, bo zaledwie dziesięć wierszy obejmującemu
wierszowi urok dziwny. Zdaje się czytelnikowi, że widzi poetę,
rozmawiającego z włodarzem i rodzi się mimowolny żal, czemu
poeta poskąpił więcej obrazków z życia chłopa, które jako
ziemianin znać przecie musiał.
Gorszem pod względem ekonomicznym i społecznym od
stanowiska kmieci, było położenie czeladzi. Miał ją zarówno
zamożniejszy kmieć, jak i pan ; lecz gdy u kmiecia nieliczna
czeladź stanowiła jakby rzeczywistą część rodziny, u pana prze­
ciwnie wielka ilość służby zdana była zupełnie na łaskę i nie­
łaskę. Panujące w tej mierze stosunki odkrywa przed czytelni­
kiem wierszowany „noworocznik“ gospodarski, w którym cze­
ladzi sporo poświęcono miejsca, podając jakby instrukcye dla
służbodawców i służących 0.
Autor nakazuje szanować sługę jak brata i wpierw napomnąć słowami, a dopiero, gdy nie posłucha, może pan uka­
rać nieposłusznego wedle woli, ale „nie stłuc, zranić, zabić jako
tyran“, bo to grzech wielki przed Bogiem. Kto dosłuży, winien
otrzymać płacę (myto) ; sług nie należy często odmieniać, po­
dobnie czeladzi nie radzi autor zmieniać często panu. Oto wska­
zówki udzielane czeladzi:
„Służ ty na roki panu dobremu,
Nie tułając sie z domu do domu.
Służ panu wiernie a nie na oko
Dzierż sie jak płota pana pierwszego,
Nie frymarcz sie co rok na inszego“ 2).

Były to jednak pia desideria panów, bo dalsze wiersze po­
dają szereg użaleń na czeladź, o którą musi pan starać się,
choć „służy łotrowsko“ ; gospodarz zmuszony jest folgować
słudze, bo ten „rzeczy : zły pan, u niego nie będę“. Widocznie,
że dawniej były stosunki lepsze, bo autor, narzekając na opie­
szałość służby, pisze:
„Zła teraz czeladź, nie chce nic cierpieć
I pana ledwie nad sobą chce mieć,
Do roboty trudno ją przynękać“ 3).
’) Gospodarstwo dla młodych a nowotnych gospodarzów teraz
znowu na ten nowy rok poprawione i rozszerzone przez M. W., 1596.
J) Tamże, s. Dlt r.
3) Tamże, str. D,, v

— 46 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowe*

Winę złych stosunków przypisuje lekkomyślności i utracyuszostwu czeladzi :
„Co przez rok wysłużył na swym panie,
Do kilku niedziel tego nie ostanie,
A choć się ma dobrze u jednego,
Zda mu się źle; chce zaś do drugiego
A gdy sie dostanie do inszego,
Musi robić, jak i u pirwszego“ ').

Nęciła nadto czeladź swoboda, dlatego ciągną do miast,
wolą — jak narzeka autor ziemianin, mikstatnikami być i robić
na dni ; „ale mistami rzadko grosz zbije, dwa dni robiąc, w trzeci
to przepije“ 2), inni idą w „hultaje“, kradnąc po wsiach, za co
nie raz gardłem płacą, jak to opisuje Klonowicz w „Worku
Judaszowym“.
O czeladzi nie zapomni też Rej. W „Wizerunku“ wzmian­
kuje o służbie dworskiej i gospodarczej3), w „Zwierzyńcu“ zaś
opisuje czeladź w osobnym epigramie 4). Oto służba skarży się
przed panem, że cierpi już pół roku brak obuwia, pan nakłania
w patryarchalnym tonie swoje „dziatki“ do dalszej cierpliwości :
„Trwaliście dłużej, dzieJ, już dotrwacie mało,
Ażby sie na tych targach wżdy co uprzedało,
1 u mnieć silny deiekt, wierę, na kalecie,
1 w mieściechmy potrosze winni, sami wiecie !“

W następnych wierszach znajdujemy wyjaśnienie przyczyny
tych zbyt szerszych wynurzeń pana przed swą czeladką:
„Ale nie dziw, iż słudzy i pan nic nie mają,
Bo jaki pan, taki kram, równo dopijają !“

A może nawet pijali przy jednym stole; co tak gorszyło
zamożniejszą szlachtę, że wydano ustawę zabraniającą pociąga­
nie do odpowiedzialności sądowej chłopa, któryby szlachcica
razem pijącego poturbował.
*

Poznaliśmy utwory poetyckie w. XVI, omawiające społe­
czną dolę ludu wiejskiego Zaprawione przeważnie barwą saty') Tamże, str. D2 r.
2) Tamże, D, r- Mistatnik = drążkarz, posługacz.
3) Wizerunk, R. VI., w. 598—624 o woźnicy; R. VI., w. 522—8
o masztelarzu ; R. VIII., w. 439—40 o pastuchu.
4) Zwierzyniec, str. 267, CXXXI.

— 47 —

Wacław Nartowski.

ryczną, odsłaniają one, pomimo jednostronności, spowodowanej
tendencyą reformatorską, spory rąbek prawdy historycznej
i ukazują, że poezya XVI w. nie przemilczała kwestyi wło­
ściańskiej. Pierwsza z wieku i wartości podniesionych mo­
mentów Rejowska „Krótka rozprawa“ i Klonowicza krytyczne
sądy, zawarte w „Victoria Deorum“, to pierwszorzędnej war­
tości pisma ze względu na poetyckie wyrażenie istniejących
podówczas opinii. Inni poeci i inne pisma dorzucą szereg mniej
lub więcej cennych dopełnień, które uplastycznią całokształt
bytu społecznego chłopa, widzianego w różnych czasach, na
rozmaitych szczeblach socyalnego ustroju, przez autorów ró
żnych stanów, reprezentujących różne poglądy.

2. Prace wieśniacze.
Poeci malarzami zajęć wieśniaczych.

Większość poetów nie uważała za godne trudu opisywania
zajęć codziennych chłopa. Pisarze jak Rej, Korczewski i inni
tylko przygodnie uczynią w tym względzie wzmianki szczupłe;
i tak Korczewski napomknie o zwożeniu drzew do lasu '), au­
tor „Rozprawy krótkiej o niektórych ceremoniach“ wkłada
w usta klechy, wyliczenie kilku prac rolniczych 2) a Rej wspo­
mina jużto o pastuchu, co „jedno z kobiałką nad trzodą stoi
a do łasa pogląda, bo się wilka boi“ 3) ; jużto o pracy „oraczy“
przy świetle księżyca 4), jużto o chłopie, którego zajęciom rol­
niczym stale towarzyszy wrona 5), itp. ®).
Zajęcia rolnicze i gospodarcze uważano za coś zbyt po­
wszechnego, zbyt powszechnie znanego, by je opisywać wier­
szami. Dopiero pierwszy Jan Kochanowski, znający niewątpliwie
starożytne opisy trudów wieśniaczych a może i renesansowe
poematy włoskich autorów, uczyni w tej mierze wyłom, gdy
') L. c., str. 16, w. 257—8.
2) L. c., str. 18.
3) Wizerunek, R. VIII., w. 439 —40.
4) Tamże, R. I., w. 79—82.
r') Tamże, R. VII., w. 1050.
") Figliki. As, V-, Ac r.

48

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

skreślił w VI pieśni „Sobótki“ pory żniw, kiedy żyto w polu
„dostawa“ i czeka żniwa, przyczem wspomni o malowniczej
pracy żniwiarzy :
„Sierpa trzeba oziminie,
Kosa się zejdzie jarzynie,
A wy, młodszy, noście snopy,
Drudzy, układajcie kopy“ 1).
Opis ten skromny nie przedstawi w całej pełni obranego
zajęcia rolniczego ; malowniczy obraz dożynek znajdzie wyraz
zaledwie w kilku wierszach, w których poeta wspomni, że go­
spodarzowi ofiarowany bywa wieniec, gdy wszystko zboże już
zżęte. Po zebraniu zboża i złożeniu w brogi czeka żeńców od­
poczynek miły. Zajęcia rolnicze przedstawia także pieśń XII
„Sobótki“; tu poeta wzmiankuje o orce i innych zajęciach go­
spodarza :
„On łąki, on pola kosi,
A do gumna wszystko nosi.
Skoro ten siew odprawiemy,
Komin w koło obsiędziemy" 2).
Gospodarz też zajmuje się łowami, troska o czeladź i opa­
truje dobytek. Pracę z nim podziela „skrzętna gospodyni“; ona
dba o jadło i dogląda bydła, które pasie pasterz przygrywając
na fujarce. Zajęcia te rblnicze przedstawia poeta tak ogólnie, że
równie odnosić się mogą do życia zasobnego kmiecia, jak
i szlachcica-szaraczka, parającego się pospodarką. Pieśń XII
„Sobótki“ należy do szeregu poematów, przedstawiających wiej­
ską szczęśliwość, których pierwowzoru dostarczyła literatura
klasyczna, i jest pierwszym poematem tego rodzaju w literatu­
rze polskiej, jak cały poemat pierwszem literackiem przedsta­
wieniem zajęć rolniczych, sprawowanych przeważnie przez
chłopa.
Obraz zajęć ludu jest w poemacie Kochanowskiego, mimo
że całość tchnie wsią polską, pozbawiony szczegółów rodzi­
mych, któreby wybiły na nim znamię opisu stosunków ro­
dzimych.
Obszerniej zajmie się życiem wieśniaczem dopiero Klonowicza „Roxolania“, następnie tegoż „Victoria Deorum“ i „Flis“.
') Pieśni, ks. III., str. 106, wyd. Bibl. powszechnej.
2) Tamże, str. 114—5.

— 49 —

4

Wadaw Nartowski.

Chronologicznie pierwsza „Roxolania“ zawiera piękny obraz
życia ludu halickiego; w „Victoria Deorum“ znajduje się sche­
matyczny opis prac rolniczych wedle pór roku ; „Flis“ przed­
stawia zawód i sposób życia flisaków.
„1 szczęsne wioski odwiedzić się godzi“ ') to jakby motto,
które można zamieścić na czele „Roxolanii“, gdyż wieś przed­
stawia poeta, sądząc, że jest carminé digna. Autor kreśli naj­
pierw w efektownych barwach krajobraz wsi halickiej, poświę­
cając szczególną uwagę opisowi krasy lasów, a na tle bujnej
przyrody miejscowej szkicuje sylwetkę chłopa, co, jakby zro­
śnięty z lasem, korzysta z bogactw natury. Rustica turba umie
wszystko odpowiednio zużytkować. Chłop wyrabia pługi, wy­
gina obwody do kolas i wozów, które sporządza umiejętnie,
zastępując żelazo drewnem ;a) on wie, jakiego drzewa użyć na
dyszel, jakiego na osie, jakiego na soszne zęby s). Zrębane dęby
i jawory koci wieśniak do domu, suszy a następnie po zmo­
czeniu wygina dowoli i robi wozy, których koła niesmarowane
skrzypią zdaleka 4).
Szczególnego trudu wymagało zrobienie sochy „z łęgiem
garbatym, z rękojeścią krzywą i z wielkimi zęby“. Wzór sochy
i maź skrzypiących wzięli Haliczanie od sąsiednich Podolan,
którzy z trudem orzą rolę w sześć par wołów, pędzonych biczy­
skiem poganiacza, straszącego je przekleństwamiB).
Lasy nie tylko obfitują w drzewo, ale i wś ód nich znajdują
się bujne pastwiska, na których trawa przerasta grzbiety by­
dląt; tu kwitnie pasterstwo. Poeta opisuje stado kóz, których
broni dzielny kozieł, poczem przedstawia, jak pasterz żyje
z trzodą pod niebem, tworząc z nią niby nierozdzielną całość.
Przebywa on stale z bydlem w lasach i powraca chyba wtedy,
gdy woły mają być wzięte na rzeź lub użyte do pracy. Wół,
jakby przeczuwał utratę swobody, niechętnie rozstaje się z sta­
dem, które żegna rykiem. Zależnie od wyglądu idzie bydło albo
do jarzma lub pod nóż; co w tej sprawie rozstrzyga, opisuje
poeta obszernie, przypominając sobie może wywody doświad„Dicite et fortunati rura beata soli“. Roxolania, w. ł. 2; w. p.
2, str. 9.
2) Tamże, w. ł. 211—8; w. p. 206—216, str. 16.
’) Tamże, w. i. 219-230; w. p. 217-28, str. 16.
4) Tamże, w. ł. 241-251; w. p. 241-254 i 259—68, str. 17—18.
5) Tamże, w. ł. 287 -306; w. p. 285—304, str. 18.

- 50 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

czonego chłopa-gospodarza, co objaśniał ciekawemu mieszcza­
ninowi tajniki hodowli ') i napomknął także o zabobonnych
wierzeniach ludowych 2).
Niewyszukane i skromne jest życie pasterza : namiot z chróstu zastępuje mu dom, podobnie jak zamiast stajni służy za­
groda, najeżona kolcami jodeł, które chronią przed wilkami.
W zimie karmi pasterz trzodę zapasami, poczynionymi w lecie,
a czasem wypędza bydło do boru, gdzie skubie zachowaną pod
jodłami trawę. Krowy doi sam pasterz, zastępujący w tej pracy
kobiety. Czasem wyrządza mu znaczne szkody podstępny wąż,
który owinąwszy się koło nogi wysysa mleko krów, za co sro­
dze mści się pasterz, gdy napotka szkodnika. Obszerny barwny
opis przedstawia pasterza, który wśród przekleństw pałką za­
bija płaza. Następnie poeta przedstawia mleczne gospodarstwo
pasterzy, przyczem poświęca wiele miejsca przyrządzaniu bryn­
dzy, którą pasterz oddaje panu 3). [""Zycie pasterskie jest życiem
prostaczem, młodzież nie zna światłych nauczycieli, lecz od
dzieciństwa żyje pośród bydła, zajęta pracą. [Nie brak im jednak
rozrywek. Usiadłszy pod drzewem, przygrywają na fujarce i nucą
jużto „stare baje“, jużto pieśni miłosne, smutne i wesołe. Nie
brak także zabaw. „Hajducy“ uprawiają taniec z żelazem w ręku,
chłopacy pną się odważnie po wierzchołkach drzew i skacząc
z konaru na konar, szukają z narażeniem życia jemioły, uży­
wanej jako lep na ptactwo, na które pasterz, zwyczajnie na­
miętny ptasznik, zastawia pilnie sidła i pułapki 4).
Nie tylko chów bydła i ptasznictwo zajmuje wieśniaka,
wybiera on również miód z pni, które drąży dla pszczół, a starsi
polują na dzikiego zwierza, głównie niedźwiedzia, którego przyu­
czają do tańców przy odgłosie trąbki a następnie oprowadzają
po wsiach i miastach 6). Na polowaniach zyskuje chłop prócz
mięsa rozmaite futia, które obok wełny wozi na targi.
Typ chłopa, występującego w „Roxolanii“, to zapobiegliwy
pasterz lub zręczny kołodziej, postać na wskroś rodzima, choć
przedstawiona za pośrednictwem obcej mowy w poemacie, wzo­
rowanym na autorach starożytnych. Jak chłop w „Roxolanii“
') Roxolania, w ł. 307-383; w. p. 305 380, str. 19-21.
Ł) Tamże, w. p. 382—4 ; 387—8, str. 22.
3) Tamże, w. ł. 571- 604; w. p. 570—600, str. 27.
4) Tamże, w. ł. 605—690; w. P- 603—675, str. 28—31.
■’) Tamże, w. ł. 691—757; w. p. 676—735, str. 31—33.

— 51 —

*

Wacław Nartowski.

jest wiernem odbiciem realistycznem, tak w „Victoria Deorurn“
spotykamy dwa różne sposoby przedstawiania chłopa. Jeden —
to rolnik idyliczny, poprzestający na małem, drugi święty pra­
cownik, uciskany przez pana. Pierwszy typ jest biegunowo od­
mienny od realistycznego ujęcia wieśniaka, które znajdujemy
w „Roxolanii“. Chłop, opisany w „Roxolanii“, jest skory do
bitki i pijatyki, nie wstydzi się nawet kradzieży ; agricola bonus
et prudens, przedstawiony w „Victoria Deorum“, nie pragnie
cudzej własności, zadowolony z posiadanego przy krynicy domu,
nie zazdrości nikomu. Jako uczciwy czynszownik na małym
gruncie skromnie orze własnymi wołami ziemię urodzajną
i zbiera drobne plony, nie pragnąc pałaców i zbytków. Rolę
swą kocha nad majestat i poprzestaje na małem. Pracowicie
uprawia wino (!), oliwkę (!) i inne owoce *)•
Idyliczne ujęcie tematu i obce szczegóły lokalne ujawniają
od razu źródło i literacki wzór, kopiowany przez poetę.
Na kartach dalszych Klonowicz opisuje „rem pecuaricim11,
Bydło ryczy, samce staczają walki, naśladowane pizez młode
cielęta, a pasterz trzody, znający tysiące wołów po imieniu,
używa, po dokonaniu dziennej pracy, wczasu miłego, spiąć
w cieniu na zielonej trawie pod starym dębem lub w jaskini,
gdy tymczasem szum potoku lub jeziora uprzyjemnia mu wy­
poczynek 2).
Podobnie stylizowany następuje przegląd pór roku. Więc
najpierw wiosna urocza, wraca słonko, bujna ziemia wydaje,
zbytkowne kobierce kwiatów, wracają ptaki, odzywa się śpiew
słowika — kwiaty, wreszcie, śpiewy zwiastują odrodzenie przy­
rody.3) Następnie pora zbiorów, foeniscicium. Krzywe kosy
tną siano, składane w wielkie stogi, łąki porastają ponownie,
dając otawę. Wreszcie żniwo- Wystawieni na żar słoneczny żeńcy
(messor apricus) zbierają plony a wreszcie wygotowuje operosus urator ze zboża uwity wieniec, który wiesza się u stropu
na znak zakończenia żniwa; ziarno z tego wieńca rzuca się
następnie jako pierwszy zasiew.4) Z kolei studia auiumnalia,
zbiór rozmaitych płodów i- owoców jak: gruszki, grona (!).
b Victoria Deorum, str. 132 4.
s) Tamże, str. 134—6.
3) Tamże, str. 135—6.
4) Tamże str. 136—7.

— 52 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

orzechy, żołędzie, bukwy. Drzewa obnażają się z liści i puste
są krzewy winne. Pachnie piwnica starymi zapasami a nowy
moszcz pieni się w beczkach. Wieśniak ofiarowuje Bogu słoną
mąkę i kołacze a kapłanowi składa chętnie dziesięcinę, część
daje biednym i wypłaca poborcy chciwemu podatek. Po doko­
naném winobraniu czas na łowy ; w siecie i na lep chwyta wie­
śniak drozdy i inne ptactwo1) Zimą wyprawia się na łowy
i poluje z psami w czasie księżycowych nocy na wilki i inną
zwierzynę. Skrzętna gospodyni zarządza domem, robi zapasy
żywności, pilnuje przędziwa, zbiera ogrodowinę. Gotuje potrawy
jarskie i mleko, okraszając jadło resztką uda lub słoniną, suszy
sery i przygotowuje wino. Tu następuje opis sceny rodzinnej,
dostosowany do stylu idylicznego : matka podaje ojcu do piesz­
czot nakarmione u piersi dziecię. Dostatek jednak nie zawsze
dopisuje, nieraz rolnik zadawala się wodą i solą a nawet na czczo
kładzie się do snu, jednakże bez narzekań. To hiberna studia,
obraz zimowych wieczorów.
Idyiiczne ujęcie życia wieśniaczego odbija jaskrawo od
następnych skarg autora „Victoria Deorum“ na nędzę kmiot­
ków; poeta, pragnąc wykazać zalety życia wiejskiego, nie od­
tworzył współczesnego życia zgodnie z rzeczywistością, ale ra­
czej poszedł w ślady starożytnych chwalców sielskości. Uległość
wzorom klasycznym odbiera ustępom tym charakter rodzimy,
bo znajdujemy tu szczegóły obce wsi polskiej. Zresztą sama
terminologia, tu stosowana, różni się od spotykanej w innych
ustępach „Victorii Deorum", mowa tu o rolniku, wieśniaku
agricola, rusticus, nie zaś o poddanym, zwanym w poemacie
odpowiednio do analogii stosunków rzymskich: colonus. Sie­
lankowemu przedstawieniu życia wieśniaka mógł odpowiadać
żywot ziemianina szlachcica, pana choćby na dwu chłopach,
lub zagrodowego sztachetki, co sam pracował jak chłop na Ma­
zowszu, nie zaś byt chłopa pańszczyźnianego.
Następnie kreśli Klonowicz typowo sielankowy obraz po­
wrotu bydła, kiedy z zachodem słońca ryk napełnia wieś a pył
pokrywa drogi. Lecz poeta nie poprzestaje na samym opisie
epizodu, ale podaje szczegóły gospodarstwa i przedstawia, jak
dziewka wiejska (rustica virgo) śpiewając, doi krowy a nastę­
pnie karmi wieprze i tuczy bydło, zamknięte w przegrodach.
‘) Victoria Deorum, str. 137—8-

- 53 -

Wacław Nartowski.

Z wracającymi wołami, końmi i mułami spieszy do gorącej
strawy czeladź i zdawszy rachunek z dziennej czynności, udaje
się na krótki wypoczynek, by z pianiem kura znowu ruszyć do
pracy1).
Następne karty „Victorii“ zawierają już nie obrazki z ży­
cia wiejskiego, ale szczegółowy na szeregu stron rozprowa­
dzony traktat o rolnictwie; poeta opisuje hodowlę bydła roga­
tego, owiec, koni, nierogacizny, wreszcie drobiu i pszczół, nie
pominie także uprawy wina i sadownictwa2), nie zapomni
i o szkodnikach rolnika, o myszach.3)
Na nutę pochwały zaśpiewa też wolny od tendencyi spo­
łecznej Andrzej Zbylitowski, idąc w ślady autora „Pieśni o so­
bótce“. Laudator sui temporis skreśli wśród opisu wczasów
szlachcica dwie ulubione przez sielankopisarzy sceny z życia
wiejskiego : jedną to powrót bydła, drugą żniwa.
Wieczorem bieży bydło do domu, towarzyszą mu pasterze,
przygrywający na piszczałkach, nie brak i dziewek wiejskich,
pasterek.
„I młode pastereczki w płótnie biało tkaném,
Każda co z łasa niesie w wieńcu przewijanym :
Ta orzechy, ta rydze, ta słodkie maliny,
Ta dojrzałe podziemki, ta czarne jeżyny,
Ta w koszu plecionym wieniec kadzidłowy,
Owa wiązań bukwic, ta kwiat kalinowy“.4)

Z kolei poeta przedstawia scenę sianokosów ; widzimy ko­
siarzy z kosami na ramionach, idących do pracy5). Nie pomi­
nie też poeta żniw, opisanych dwukrotnie, raz w „Żywocie
szlachcica we wsi“, następnie w poemacie p t. „Wieśniak“.
Późniejszy opis, doskonalszy pod względem wykończenia, ma
wiele zwrotów wspólnych z pierwszym. Przytaczamy go w ca­
łości, podkreślając zwroty, powtarzające się w tych epizodach :
„Kiedy letnie przyjdzie żniwo,
To z sierpem w pole co żywo,
Wojsko białe ławą swoją,
Mężczyzny zaś indziej stoją;
‘) Victoria Deorum, str 140.
2) Tamże, str. 249—61, Rozdz. 29.
’) Tamże, str. 504.
4) Żywot szlachcica wyd. Turowskiego, str. 12,.
E) Tamże, s. 12.

— 54 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.
To gadki czynią pokryte,
To śpiewają rozmaite ;
Tam jedni zboże zżynają,
Drudzy flaszki wytrząsają;
Siedzą czasem w leśnym chłodzie,
Przy strumiennej zimnej, wodzie,
Kiedy południe przyśpieje
A gorące słońce grzeje.
Potym jedni noszą snopy,

Drudzy układają w kopy,
Drudzy gęstą trawę koszą
A do gumna wszystko noszą.1)
Kładą jedne zboża w stogi,
A drugie w poszyte brogi,
Albo też sterty stawiają,
Skąd i miasta żywność mają“.

Tu dodać należy, że zwroty o „gadkach pokrytych“ i „śpie­
wach rozmaitych“ są dosłowną reminiscencyą z XII pieśni
„Sobótki“; podobnie wiersze: Potem jedni noszą snopy - Dru­
dzy układają w kopy“ — są dosłownem powtórzeniem analo­
gicznego ustępu w VI pieśni Sobótki. (Porówn. wyżej str. 49).
Inne wiersze A. Zbylitowskiego wzmiankują bądź o młó­
ceniu zboża, które się cepami w stodole „kołacze“, bądź o je­
siennej orce, którą wykonywają wołami, orząc ziemię twardym
lemieszemi)
2).
Od „Sobótki“ Kochanowskiego, a szczególnie pieśni dwu­
nastej, inaugurującej polską sielankę, widzimy, że pierwiastek
sielskości w szeregu pism jak: „Roxolania“, „Victoria D orum“,
sielskie obrazki Zbylitowskiego wzmacnia się i zyskuje na wy­
razistości. Brak jednak talentu inwencyjnego sprawi, że istotnym
sielankopisarzem będzie dopiero Szymonowicz, który stworzy
rodzimą sielankę, zgodną nie tylko z prawdziwem życiem, ale
także tchnącą prawdziwym czarem poezyi. Nie wszystkie je­
dnak sielanki Simonidesa są równomierne co do wartości;
sławę u potomnych zapewniły mu szczególnie t. z. realistyczne
sielanki, między któremi na pierwszy plan wysuwają się „Żeńcy“.
i)Wieśniak, w. 165-185. Wojsko białe = białogłowy ; przyśpiać =
szybko przybiedz.
!) Tamże, w. 181—92, w. 200—3.

— 55 —

Wacław Nartowski.

Tu poeta przedstawia pierwszy typową później postać ekonoma,
zaopatrzonego w nieodłączną nahajkę, który, nie zważając na
zmęczenie żeńców, napędza do pracy i bezwzględnym tonem
rozkazu wydaje polecenia: „Pożynaj, nie postawaj!“ lub
„Kładźcie sierpy, kupami do jadła siadajcie,
W kupach jedzcie, po chróstach się nie rozchadzajcie“.

Praca żeńców czy trudy pasterskie i gospodarskie zajęcia
wszystko to w sielankach odpowiednio jest uwzględnione. Poeta
umie prozaiczne zajęcia, jak dojenie krów lub cięcie sieczki,"
uczynić wdzięcznym momentem poematu.
Odrębny typ chłopa stworzyła potrzeba przewozu zboża
drogą wodną do Gdańska. „Flisowskie abo bosmańskie sprawy“
opisał wyczerpująco Klonowicz, sam uczestnik podróży Wisłą.
Poeta zaczyna ab ovo, bo przedstawia początki żeglugi na Wi­
śle, przyczem uzna promy za chłopski wynalazek, zrodzony
z potrzeby przeprawiania przez rzekę ludzi i wozów. Przewo­
źnik u promu to osobliwy typ chłopa, dumny z swego za­
wodu, pozwala sobie na grube żarty i klnie dla nadania sobie
większego autorytetu 1). - Potrzebę promu uznaje poeta, na­
rzekając na szkuty, komięgi i dubasy, na których wywozi się
zboże z kraju; wie jednak, że wzywania do zaniechania flisu
nie osiągną celu, bo chęć zysku i urok życia flisackiego po­
kona lęk przed niebezpieczeństwem żeglugi. „Kiedy flis zasma­
kuje komu, już się na wiosnę nie zostoji w domu“, lecz pod
wodzą szypra, hetmana wyprawy, płynie do Gdańska, zaopa­
trzony w „flisacką jarzynę“ — głównie groch, — którą ceni
nad wszelkie przysmaki.
Poeta radzi flisakom zwolna zaprawiać się do zawodu
i naprzód wozić drzewo tratwami, następnie płynąć komięgą,
wreszcie dubasem albo małą szkutą. Rozmaity towar przewo­
zili flisacy: wańczosy (klepki) i popiół, jagły i żyto lub pszenicę.
Szkutę budował szkutnik Mazur, „dowcipny gbur“. Na
przodzie umieszczał sztabę, u tyłu rufę, przy obu burtach wio­
sła (t. z. pojazdy), wreszcie osadzał maszt z reją, na której za­
wieszano żagiel ; wszystko to opisuje poeta z nadzwyczajną do­
kładnością, która mu nie pozwala zapomnąć o ścieku (pluga­
wej zęzie). Na drogę zaopatrują się flisacy w potrzebną na 3
‘) Flis, wyd. Węclewskiego, str. 19.

56 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

miesiące żywność; tworzą ją groch i kasza, mięso wieprzowe
i chleb.
Gdy flisacy wysiądą na ląd, zbierają chróst, przy którym
gotują jadło; gęsi lub inny drób, napotkany wówczas, zabie­
rają, bacząc tylko, by właściciel nie schwytał ich na kradzieży.
Statki wyprawy prowadzi szyper, zwany rotmanem; jemu pod­
lega czeladź. Wszyscy używają gwary flisowskiej, przyjętej od
Niemców — „nie dziwuj że nam, że źle wymawiamy, co z Nie­
miec mamy“ •). Poeta podaje dwadzieścia kilka wyrazów, wpla­
tając je zręcznie w tok opowiadania. Nieobeznany z rzemio­
słem flisackiem t. z. frycz, otrzymywał u Nogatu chłostę pła­
zem szabli z rąk „starosty“ dla tern trwalszego zapamiętania
języka i spraw flisowskich.
Poznanie biegu Wisły i licznych przybrzeżnych miejsco­
wości a także wielu miast i wsi o różnorodnej ludności spra­
wiało, że flisak stawał się „gębatym“, bo miał o czem opowia­
dać. Nowy przysiek (siekierka) i sukno lub ubranie gotowe —
to zwyczajne korzyści, które nagradzały flisowi trudy i niebez­
pieczeństwa żeglugi; nieraz przywoził także rodzinie i najbliż­
szym cenne gościńce 2).
O tern wszystkiem informuje wyczerpująco Klonowicz
w utworze, stworzonym na podstawie dorywczych 'dwuniedzielna
praca) wspomnień z podróży, podczas której poeta z ust Stasz­
ków i Prokopów poznał tajniki życia orylskiego.
') Wokabularz flisowski, podany przez poetę, zawiera następujące
wyrażenia: ląd — ziemia lub brzeg główny; brzeg płaski = b. nizki ;
brzeg ostry = b. wysoki; licbtować = wyrzucać balast; mialcza = mie­
lizna; samica = główne koryto Wisły; lacha = odnoga Wiślana, po­
wstała wskutek wylewów ; fryjor — wiosna ; Wiślisko = dawne koryto
Wisły; ostrów = wyspa porosła dębami lub topolą; kępa = wyspa
piaszczysta, lub porosła chróstem; zator = nowe koryto, powstałe wsku­
tek zamulenia dawnego; wart = krzywy, kręty nurt rzeki; prąd, prądowina = drzewa porwane wodą; wanna = nurt między prądem a ostro­
wem; wilk = zanurzony „prąd“ zgniły; rafa - - skała podwodna; hak =
piasek; trel = ścieżka flisowska; bździel - młyn pobrzeżny; mamka =
mgła; stryj = wiatr; ciotuchna = wrona; broda = przód okrętu; ksiądz
Wojciech = bocian.
Ostatnią nazwę wyprowadza Ad. Kleczkowski z niemieckiej nazwy
Adebar, używanej w niektórych częściach Niemiec na oznaczenie bo­
ciana. Słowo Adebar pomieszała etymologia ludowa z Adalbertem - Woj­
ciechem. (Patrz: Poradnik językowy, 1907, t. VII, str. 79—80).
2) Porównaj rozprawę Dra. M. Janika: Flisacy. (Lud, t. X, 1904).

57 —

Wacław Nartowski.

Jeżeli do omówionych pism dodamy opis żniwa, skreślony
w osobnym wierszu przez K. Miaskowskiego *), i szereg wzmia­
nek i napomknień, dotyczących zajęć chłopa, a rozprószonych
po rozmaitych utworach, uzyskamy możność określenia, o ile
prace codzienne gminu wiejskiego zużytkowali literacko poeci
badanego okresu 2), przedtem jednak rozpatrzymy wierzenia
i zwyczaje ludowe, odzwierciedlone w poezyi,

3. Wierzenia Ludowe.
Wiadomą jest rzeczą, jak wielką u ludów pierwotnych a na­
stępnie u ludu wiejskiego — rolę odgrywają wierzenia religijne.
W nich mieści chłop swe życie psychiczne, a religia i jej obrzędy
zaspakajają niemal wszystkie jego potrzeby intelektualne. Ciekawem więc będzie ujrzeć życie religijne chłopa w poezyi XVI
wieku. Chłop polski jest już od dziesięciu stuleci chrześcijani
nem i to wyznawcą przeważnie rzymskiego kościoła; dziewięć
wieków wyrugowało prawie zupełnie dawne wierzenia i obrzędy,
z których pozostały zaledwie refleksy nieznaczne lub ślady
obrzędów przy zmienionej wartości symbolicznej.
W wieku XVI duchowieństwo nie zajmuje się propagandą
„nowej wiary“, lecz jest stróżem utrwalonych już tradycyą wie­
rzeń religijnych, stróżem jednak bardziej dbałym o własne zy­
ski aniżeli o religijną żarliwość wiernych. Stan duchowny za­
pomniał w Polsce już wówczas o erze apostolskiej, a wzmo­
cniony licznymi przywilejami i fundacyami, hojnie od królów
szafowanymi, wzrósł w potęgę, dyktującą podczas w. XV swą
wolę monarsze. Wiek XVI, wiek reformacyi, nie miał także
w Polsce minąć bez przełomu. Straciwszy cel walki i trudów,
syte dostojeństw i bogactw ziemskich duchowieństwo podupa­
dło — a wiew reformacyjny z zachodu wprowadził falę kryty­
cyzmu i reakcyę przeciw średniowiecznej wszechwładzy kleru.
Wzmagająca się w siłę i żądna przewagi nad królem szlachta
dostrzegła w duchowieństwie niebezpiecznego rywala, chętnie
*) Zbiór rytmów, wyd. Turowskiego, str. 281—2.
s) M. W. Gospodarstwo dla nowotnych gospodarzów; Klonowicz:
Worek Jitdaszów.

— 58 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

więc przerzuciła się do obozów różnowierczych, by złamać do­
minujący wpływ kleru, który stracił dawną spoistość i siłę mo­
ralną wskutek wewnętrznych rozterek. Jakże zachował się wo­
bec nowinek lud wiejski?
Historya stwierdza, że lud tylko w małej liczbie, w okoli­
cach poblizkich Prusom zmienił wiarę, zresztą pozostał przy
kościele katolickim. Przyczyny zjawiska tego szukać należy
w obrębie kwestyi społecznej. Jak podkreślanie niedoli ludu
przez niemieckich protestantów zyskało niemieckich chłopów
dla nowej narodowej religii, tak fakt, że ruchem protestanckim
w Polsce kierowała szlachta i wielmoże, co bynajmniej nie
pragnęli zmian stosunków poddańczych na korzyść chłopa,
wpłynął na to, że lud nie widząc korzyści w zmianie religii,
został przy dawnej wierze. Znośniejszy los poddanych w do­
brach kościelnych, zżycie się z obrzędowością katolicką, nieprzy­
stępny dla prostego sposób propagowania nowej religii i wiele
innych ubocznych czynników sprawiło, że lud polski w więk­
szości pozostał głuchym na „nowinki“, chociaż go docho­
dziła wrzawa walk o sumienie". Jedyna sekta, która odnosiła
się szczerze do ludu i współczuwała z jego niedolą, wypłynęła
w Polsce już w początkach reakcyi katolicyzmu. Zresztą Aryanie, mało zgodni co do zasad swej nauki, byli z powodu zby­
tniego podkreślania intelektualnych walorów sektą niezdolną
objąć masy szlacheckiej, a tern mniej mogli przemówić do
chłopa. Choć więc na synodach omawiali kwestyę poddaństwa,
choć społecznie skrajniejsi kwestyonowali prawo posiadania
poddanych, a nawet porzucali ziemiaństwo, jak Niemojewski,
lub uwalniali swych poddanych, jak Jan Przypkowski, właści­
ciel wielu wsi, co „cmethones et subditos suos eorumque progeniem ab omnibus angariis liberos faciť — nie znosząc rozdźwięku między doktryną a życiem, to jednak nie zyskali wielu
naśladowców pośród szlachty ani zrozumienia i oddźwięku
u ludu ‘).
W sferę wierzeń ludu wiejskiego wprowadzają nas dyaIogi o tendencyi reformacyjnej, za którymi pojawią się prze­
ciwne „nowinkom“ — pisma katolickie. W znacznej mierze są
to odgłosy polemiki zażartej, odbywającej się w Niemczech, nie
') T. Grabowski : Literatura aryańska w Polsce, str. 66 i n.

— 59 —

Wacław Nartowski.

brak im jednak rodzimej treści, tern cenniejszej, że dotykającej
wierzeń ludowych.
Już w „Krótkiej rozprawie“ pomieszcza Rej trafną chara­
kterystykę wiary chłopa, wkładając w usta wójta słowa :
„Miły panie, my prostacy
A cóż wiemy nieboracy?
To mamy za wszytko zdrowie,
Co on (ksiądz) nam w kazanie powie“.1)
Podobnie powiada „Kmieć“ w „Rozmowach polskich1,
Korczewskiego :*2)3
„—------------ biblijej nie umiem,
Telko to powiadam śmiele,
Co słyszę od kaznodzieje“ i t. d.,
i nic dziwnego, wszak chłop wyjątkowo nie był analfabetą,
a do większości — jeżeli nie ogółu — odnoszą się słowa
„Studenta“ : „ty a b c d nie znasz“, boć „kmieca rzecz pług,
cepy, radło nie to obiecadło“, co sam Kmieć przyznaje:
„Jać nie cztę pisma, ni piszę,
Ale tak z kazania słyszę“. 8)
Spór między duchowieństwem katolickiem a szlachtą kal­
wińską, czy innego heretyckiego wyznania, nadto nierzadkie
nadużycia duchowieństwa katolickiego musiały jednak skłonić
chłopa do zastanowienia się nad stosunkiem do kleru, lecz tu
żądania chłopów nie przekroczą dążenia do usunięcia nadużyć
i ulżenia w ciężarach t. j. daninach, składanych na rzecz ko­
ścioła ; dogmatów chłop nie zechce zmieniać, bo teologią się
parać nie umiał i nie chciał a do obrzędów nawykł siłą tradycyi.
Nie zapalając się do sporów religijnych, wystąpił jednak,
po zachwianiu autorytetu plebańskiego, chłop przeciw daninom
rozlicznym, a to tern bardziej, że wskutek nacisku ze strony
szlachty zmalały dochody kmiece. Skargi i zatargi na tle pobo­
rów księżych przechowała nam literatura złotego wieku.
W „Krótkiej rozprawie“ narzeka wójt, że księża wybierają
dziesięcinę i kolędę a nadto, gdy ksiądz wejdzie do chaty, to
i kukłę ze stoła zabierze, posypawszy solą i pokropiwszy w za') L. c., str. 5, w. 54—7.
2) L. c-, str. 11, w. 224—6.
3) Tamże, str. 7, w 113—4.


60



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

mian izbę. Lecz chłop przeciw temu nie protestuje ufny, że się
kiedyś za to „z świętemi pobraci“. Skoro nie da daniny, wyklnie go ksiądz, strasząc piekłem za zaleganie ze świętopie­
trzem, kolędą lub dziesięciną 1).
„Jedno kiedy przydzie święto,
Usłyszysz, iż cię zaklęto ;
Wójt, Bartek, Maciek z Grzegorzem
Nie uleży przed tym gorzem ;
Świętopietrze u jednego,
A kolenda u drugiego.
Trzeci też pokupił winę:
Nie rychło zwiózł dziesięcinę“.
Wspominając o grożących gradach bądź pomorze wprasza
się ksiądz na obiad i narzeka na niedbałość o duszę, czego
świadectwem, iż zapomnieli o księdzu „jak bydło“ i nie dają
już dwie niedziele żadnych ofiar.
To treść kazań, o Bogu ksiądz rzadko prawi ; zaklnie więc
Rejowski wójt po chłopsku:
„Wszystko chce brać, dać mu psią mać,
A o Bogu nic nie słychać“ 2).
Dalsze ustępy „Rozprawy“ przedstawiają szczegółowo spo­
łeczny zatarg między duchowieństwem a chłopem. Najprzykrzejszym ciężarem dla chłopa była dziesięcina, której uciążliwość
chłop odczuł tern silniej, skoro pan podwoił ilość danin i za­
przągł go w jarzmo pracy pańszczyźnianej. Narzeka więc wójt
Rejowski3) na to, że ksiądz przewraca na polu snopki i szuka
lepszej kopy, a gdy ją naznaczy wiechą, powiada: „Nie mnie
to dasz — synku — Bogu“. Dziesięcinę tę muszą nadto sami
chłopi zwozić spiesznie do stodół księdza, więc skrobią się
w łeb, bo nie odpoczęli jeszcze po zwózce dla pana. Są prócz
dziesięciny i inne pobory : ksiądz dzwoni po kolędzie a „nie
') L. c. str. 11.
2) L. c. str. 11, w. 251—2.
3) Tamże, str. 31 :
„Kto umrze, kto się urodzi,
Kto ślubi, kto się rozwodzi,
1 cokolwiek kto chce sprawić.
Musi okrążne postawić.
1 kołaczać nie oświęcą,
Aż dasz łopatkę cielęcą“, str. 32. w. 931—7.


61



Wacław Nartowski.

daszli, kląć będzie“, ale „dać przedsię, gdzie wziąć, tu wziąć?“
— chłop lamentuje. Lęk przed spowiedzią i piekłem, którem
ksiądz grozi, sprawia, że chłop, chcąc nie chcąc, musi dawać
księdzu ciągłe daniny, czy przy chrzcinach czy ślubie, czy roz­
wodzie, i kołacza nie poświęci ksiądz, aż otrzyma łopatkę cie­
lęcą. Prostym zewsząd bieda dla łakomstwa panów i księży.
W niewoli społecznej pogrążony chłop musiał analogi­
cznie, jak Wójt Rejowski, narzekać i dojść do konkluzyi:
Zły,, dzwonek (ksiądz) a gorsza kłoda“ ') (dyby pańskie)

Plebana wiejskiego widzimy także w „Rozprawie“ Rejowskiej ; przymawia on szlachcie, wielkich stanów nie rusza­
jąc, poskramia zapędy oratorskie Wójta, a wreszcie kończy spór
pokojowo. Również w dyalogu p. t. „Rozprawa krótka a pro­
sta o niektórych ceremoniach“ widzimy plebana wiejskiego ;
nierzadki to pewnie typ, choć skreślony ręką nieprzychylnego
protestanta; ksiądz ten biblii nie czytał a pismem świętem się
nie zabawia, „każe“ z sexterników przepisywanych i choć uboga
plebania i nie każdy kolędy da a nawet dziesięcinyby nie dali
ani świętopietrza, gdyby nie strach przed klątwą; to jednak
nie zraża plebana, który obiecuje sobie i konopne wybrać *2).
W tymże dyalogu skarży się gospodarz na stan duchowny, na­
rzekając, że przed Wielkanocą najgorzej „owce“ poddane tra­
pią, odmawiając sakramentu tuż przed otwartemi ustami, jeźli
nie dostaną kolędy i świętopietrza. Daremne skargi biedaka,
który użala się, że chyba dziecię musiałby zastawić na opłaty.
Ksiądz bezwzględnie odpędza ubogiego:
„Rzecze : idź precz, nic ci z tego,
Nie dam ci ciała bożego“.
Idzie biedak, zalewa się łzami, żona nie da mu święco­
nego, sąsiedzi zaś naigrawają się zeń, nazywając kacerzem —
i tak, zamiast ulgi, w większą rozpacz się pogrąża 3).
Dyalog Szczodrkowica i „Komedya o mięsopuście“ za­
rzucają księżom niemoralne życie, jest to tern bardziej chara­
kterystyczne, że Szczodrkowic jest sam katolikiem a „Komedya
o mięsopuście“ ma również tendencyę katolicką.
') Tamże str. 27. w. 779.
2) „Trzy nieznane dyalogi z w. XVI“, wydanie Dr. Celichowskiego.
Str. 25-6.
s) Tamże, str. 27-8.

— 62 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Typ dodatni księdza przedstawia Wit Korczewski. Włada­
jący biegle łaciną — odparowuje pleban argumenty studenta
z Niemiec przeciw obrzędom katolickim i broni prawa klątwy
i dziesięciny; pamiętając dawne czasy prostoduszności kmiecej,
użala się na to, że dziś chłopi „wysadzają się na złości“; by­
wało tak i dawniej, ale nie na wsi, dziś wieś się zrównała
z miastem ’). Rygorystą pleban nie jest, pozwala swój „reż
wiać“ i w niedzielę*2); wobec pana ukłonny skarży się na nie­
dostatek, choć chłopi zazdrosnem okiem spoglądają na zamo­
żność plebańską 3).
Osnowę drugiego dyalogu stanowi spór o dziesięcinę;
a autor ukaże wzajemne stosunki plebanii, dworu i chat chłop­
skich.
Oto chłopi wyklęci za niedawanie dzięsięciny, zbili po pi­
janemu klechę; sprawę tę przedstawia pleban panu a dowiódł­
szy słuszności pretensyi i prawa klątwy, zyskuje aprobatę pana,
który obiecuje kłodą skarać chłopów, odmawiających dziesię­
ciny, natomiast domaga się zaprzestania wyklinań :
„Każę płacić dziesięciny,
Aby te klątwy nie były ;
A będzielić co dłużen kmieć,
Do mnie się w tej rzeczy mieć,
Nie do pozwu, ni do klątwy,
Bo to na kmiecia strach wątły;
Rychlejci się kłody lęknie,
Gdy go w niej posadzą pięknie“ 4).
Jak protestanckie dyalogi starają się przez podkreślanie
nadużyć księży, zwłaszcza wyzysku pod postacią rozmaitych
poborów, wzbudzić reakcyę przeciw duchowieństwu, tak kato­
lickie pisma, jak Korczewskiego, przedstawiają plebana w świe­
tle korzystnem i wkładają mu w usta argumenty, broniące stanu
duchownego i jego działalności. Pośrednie stanowisko zajmuje
Klonowicz, który stwierdza dobitnie swą przynależność do ko­
ścioła katolickiego, lecz chłoszcze nie mniej dotkliwie łakom') L. c. sir. 41.
-) Tamże str. 40, w. 147; reż = żyto (L.)
3) Tamże str. 45, w. 283—5:
„Wszak bogata plebanija
Dobrze plebanowi doi,
Jako mówią kmiecie moi“.
4) L. c„ str. 82, w. 1260—7.

— 63 —

Wacław Nartowski.

stwo bądź też pyszałkostwo duchowieństwa, szczególnie niż­
szego, polecając duchowieństwu wyższemu, biskupom, troskę
o zgodne z nauką Chrystusa życie księży.
Pleban, przedstawiony przez Korczewskiego, zasługuje
jeszcze z jednego względu na uwzględnienie szczególne, że jest
w pewnej acz skromnej mierze szermierzem równości stanów.
Gdy Pan, polemizując w sprawie płacenia księżom dziesięcin,
podnosi, że nie jest to słuszne, by szlachcic dawał daninę księ­
dzu kmiotowicowi albo mieszczaninowi, w każdym razie nie
„ziemianinowi“, odpowiada pleban „apophtegmą“, dowodzącą
„i ż e ś m y wszytko jednacy“1), i przytacza je po ła­
cinie i niemiecku i po polsku w następującem brzmieniu:
„Gdy, prawi, Jadam rąbał drwa,
A Jewa zaś kądziel przędła,
I gdzież tam byli szlachcicy,
Gdyż obadwa robotnicy?“ 2)
Na rajskich praojców powoła się także później Klonowicz
w „Victoria Deorum“ 3). Przytoczona legenda o pierwszych ro­
dzicach rodu ludzkiego była prawdopodobnie często używanym
orężem przez księży nieszlacheckiego pochodzenia, lekceważo­
nych przez ziemian, aczkolwiek wielu wolało ukrywać swe po­
chodzenie, gdy tymczasem księża, pochodzący z szlachty, radzi
popisywali się swymi herbami4).
') Tamże, str. 66, w. 873.
2) L. c., str. 66—7 :
„Jest, panie, przypowieść jedna
A zową ją apophtegma,
Która w sobie tę rzecz znaczy,
lżeśmy wszytko jednacy;
A ma się tak temi słowy
Według tej łacińskiej mowy:
„Quum Adam ligna fingeret,
Eva vero, uxor, neret,
Ecquis, obsecro, nobilis
Erat in diebus illis?“
Cytowany powyżej czterowiersz:
„Niemcy też to wykładają,
Tak swym językiem sprachają:
„Da Adam hackt’ und Eva spann,
Wer was da ein Edelmann?“ w. 870—887.
3) L. c. str. 39, R. V.
4) Tamże, R. 24.

— 64 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Dla uzupełnienia obrazu spraw kościelnych na wsi mu­
simy zapoznać się z dwoma nieodłącznymi famulusami ple­
bana: klechą i wytrykuszem.
Postać klechy zarysowywa się już wyraźnie w „Rozprawie
krótkiej o niektórych ceremoniach“. W dyalogu tym występuje
klecha, zwany także mistrzem, i w obszernym wywodzie określa
swoją podrzędną rolę ‘j. Ze słów klechy wnioskujemy, że był
używany do wszelkich posług, w kościele musiał śpiewać i grać
na organach w gospodarstwie plebańskiem musiał we wszystkiem pomagać, wzamian za to otrzymywał od plebana jadło.
Klecha mógł czasem liczyć na to, że zostanie plebanem, jeźli
zyskał sobie kolatora (podawcę) a plebanowi składnie usługiwał.
W „Rozmowach Korczewskiego“ wylicza wytrykusz obo­
wiązki klechy:
„Twój urząd kościół otwierać,
Zwonić, mszą w niedzielę śpiewać ;
Tyś mistrzem i tyś zwonarzem...“ 2)
4) Klecha:

„Jać zaiste o to nie dbam,
Boć bénéficia nie mam.
Choć też i księdzem nie będę,
Swą się robotą pożywię.
Kto dobrej chce służby dostać,
Musi się przód zasługować :
Trzeba podawcę darować,
Plebanowi nasługiwać;
Takież też kucharce jego,
Chceszli użyć dnia dobrego.
A gdy przyjdzie miłe lato,
Stanieć to wszystko za to,
Mistrzem złą dziorę zasłonić,
Siano grabić, snopie nosić:
Mistrzu, do broga układaj,
Abo z woza w bróg podawaj.
Nie dadząć jeść nic dobrego:
Serwatki, mleka kwaśnego.
W kościele wszyscy fukają,
Stojąc u ołtarza, łają.
By też jedną notą zmylił,
Za grzech ma, byś chłopa zabił.
Na wozie na gody jadą —
Chcęli jeść, muszę piechotą*', str. 17—8.
s) L. c., str. 36, w. 57-70.

— 65 —

5

Wacław Nartowski.

Klecha zobowiązany jest także do usługi plebańskiej, układa
snopy w stodole, grabi siano na polu, rąbie drzewa na opał
i wiele innych prac spoczywa na nim, jak pieczenie opłatków,
czyszczenie statków kościelnych i ubieranie ołtarzy '). Klecha
miał też szczególny udział przy funkcyi wyklinania (za co nie
lubili go chłopi), mianowicie gasił wówczas świecę, dla podnie­
sienia wrażenia aktu klątwy *2)3 To czynił każdy klecha; czy
także malowanie krężelów i wrzecionek „grynszpanem“, darowywanych niewiastom, było tradycyjnym zwyczajem, trudno
orzec, wiemy tylko, że tak zyskiwał względy kmiotówien nie­
szczęśliwy klecha, opisany przez Korczewskiego •’). Nadto za­
rządzał klecha-mistrz szkołą, w której uczył rudymentów łaciny,4)
ograniczając się przeważnie do ministrantury. Znajomość łaciny,
posiadanie kilku książek, w skórę oprawnych i znajomość śpiewu
liturgicznego wywyższała go nad tłum laików tak, że przez lud
uważany był za osobę napół duchowną, tern bardziej, że
zdarzało się, iż klecha zostawał plebanem.
Klechowie rekrutowali się często z wykolejonych uczniów
akademii i dlatego uważali się za najmędrszych we wsi po ple­
banie, choć częsty nałóg pijaństwa obniżał ich powagę wśród
chłopów. Przykładem starcia się uczoności klechy z chłopskim
rozsądkiem i domorosłym dowcipem jest komedya: „Sołtys
z Klechą“.
f Niższym sługą kościelnym był wytrykusz, ecclesiae oeconomus, krzątający się w kościele przy zapalaniu i gaszeniu
świec. Klonowicz wspomina w „Worku Judaszowym“ o wytrykuszu, co potrząsa na kiju zawieszoną puszką z dzwonkiem,
w którą zbierał ofiary. Dzwonkiem, przymocowanym do kutasapod puszką potrząsał wytrykusz, by zwrócić na siebie uwagę
i spowodować datki liczng,.
Jeźli klechę możnaby zestawić z dzisiejszym organistą,
wytrykusza chyba z dziadkiem kościelnym ; wieki wiele zmie­
niły, niedawna jednak przeszłość, kiedy organista był zarazem
nauczycielem wiejskim.
') Korczewski, Rozmowy polskie, str. 39.
2) Tamże, str. 38.
3) Tamże str. 41. w. 185 -7; krężel = wyższa część kądzieli, gdzie
zawiesza się przędziwo; gryszpan (grynszpan) — zielona rdza na miedzi
(Grünspan), zielona farba L.
*) „Sołtys z klechą, komedya'1.

66



Stan włościański W utworach poetyckich doby renesansowej.

Na ziemiach ruskich było inne duchowieństwo. Tu chciwy
na grosz, pop brodaty, zaślubiony z dziewicą, sprawuje obo­
wiązki religijne; takiego popa opisuje w „Roxolanii“ Klonowicz,
nie szczędząc mu przycinków.
Rozpatrzmy w dalszym ciągu, jaki wpływ na życie reli­
gijne wywierało opisane powyżej duchowieństwo wiejskie, wraz
ze zcharakteryzowanymi organami podwładnymi. Z księdzem
stykał się lud przy spełnianiu rozmaitych obrzędów, a niektóre
z nich znajdą wyraz w poezyi XVI wieku.
Obraz chrztu mamy w „Roxolanii“, jest to cnrzest ruski.
Kuma niesie dziecko do cerkwi i prośbę o sakrament popiera
datkiem, kapłan prócz polania głowy namaszcza chryzmem
czoło, pierś i usta i nadaje imię, z którego wróżą dziecku
przyszłość 1).
Inny autor nieznanego nazwiska, Anonim-protestant, opi­
sał chrzciny chłopskie 2).
* Poeta pomija liturgiczny obrzęd a daje
natomiast ciekawy opis uczty na chrzcinach, tern bardziej cie­
kawy, że opowiedziany „grubą chłopską mową“, jak zapowiada
tytuł. Dwóch parobczaków, z których jeden imieniem Stach,
przedstawia szczegółowo ucztę chrzestną W izbie wielka ciżba,
bo ludzi zeszło się wiele, tak, że chociaż stawali na palcach,
mało widzieli. Goście jedli stojąc i podawali sobie nawzajem
jadło ze stoła. Oto jakby opis przysmaków :
„ .. . w jakąś brzeczkę chleba nam nakrzyli,
A my co rychlej z krzynowa grabili.
Staszko potem nasz wyrwie pod pazuchą
Jakąś grzaneczkę ogorzałą, suchą,
Co mu ją któraś Haleńka podała,
A też podomno sama nazbyt miała :
Bo wżdy po prawdzie onackiego grochu
Było zgolemo, ale mniej, niż prochu ;
Placków, moskalów, — tych nie liczemy,
Jedliśmy gębą, bo to wżdy umiemy.
Toć, panie, uczta...“ 3)
') „Roxolania“, wiersz tekstu 1485—1510, w. przekł. 1436—52.
2) Anonima-protestanta: Erotyki, fraszki itd., str. 25—7.
3) L. c., str. 26, w. 11—12. Brzeczka = polewka piwna, — krzynow = misa drewniana,— onacki = powodujący wzdęcie,
zgolemo =
dużo - - moskal = placek z otrębów.


67

X-

Wacław Nartowski.

Opowiadający wspomina o „nieżadnych“ Ł) dziewkach,
które nęciły chłopaków, leniących się iść do pługa, lecz pa­
mięć o kijach, gorszych niźli prosta chłosta, kazały mieć się
na baczności.
Wiersz ten, jak większość fraszek autora,
Ichnie, acz
rubasznem, jednak prawdziwem życiem, a choć może ma ustępy
ultra-realistyczne, oddaje nam wierniej ówczesną obyczajowość,
aniżeli idyliczne wiersze, opisujące chłopa jako sielankowego
pasterza, śpiewającego jak romantyk pochwały na cześć uko­
chanej.
W „Roxolanii“ znajdujemy prócz opisu chrztu na Rusi
także opis osobliwego obyczaju, mającego znamiona obrzędu
kościelnego, to pobratymstwo. U ołtarza zaprzysięgają so­
bie mężowie wieczystą przyjaźń, która rzadko była zrywaną
i łączy zaprzysiężonych silniej niż związki krwi 2). Zwyczaj ten,
rozpowszechniony u Słowian południowych, nie obcy dawniej
na ziemiach polskich, jak stwierdza Klonowicz, nie wygasł dziś
zupełnie, bo oto Franciszek Gawroński odnalazł w wioskach
za Dobromilem ślady tego obrzędu wśród ludu 3),
Klonowicz również, kreśląc żywot hahckiego chłopa od
kolebki do trumny, przekaże potomności obraz pogrzebu wiej­
skiego łl. Na końcu „Roxolanii“ opowiada poeta obszernie, jak
przy zwłokach chłopa zawodzi płatna płaczka i wylicza cnoty
i majętności zmarłego Kto dziś będzie świadkiem pogrzebu
chłopskiego na wschodnich kresach ziem polskich, ten spo­
strzeże, jak — po odrzuceniu klasycznych wtrętów, psujących
całość, np. wzmianki o gęsi kapitolińskiej — Klonowicz świe­
tnie pochwycił ton i uwydatnił ch; rakter żalów, wygłaszanych
za zmarłym, dziś wprawdzie nie przez płatną płaczkę, co może
i nie było zawsze dawniej, lecz przez owdowiałą żonę lub osie­
roconą dziatwę. Wyliczanie majętności zmarłego z dokładnem
podaniem szczegółów jak w „Rcxolanii“ (ogród, siedm par cie-* 2 3 4
') Tamże str. 26—7. Wyrażenia .Nieżadne“ wydawca nie objaśnia,
według Lindego oznacza nieżadne = liebrzydkie (dzisiejsze : niczego) ;
w tern znaczeniu spotykamy ten wvraz w pismach Reja.
2) L. c., w. ł. 1549—58; w. przekł. 1491-1498, s>r. 58.
3) Gawroński Rawita Fr.; Pobratymstwo i posestrie. (Lud, t. III,
J. 1897, str. 137 i n.; tamże podana literatura przedmiotu, więc prace No­
wosielskiego, Sumcowa, T. Grabowskiego i innych.
4) L. c., w. ł. 1707—1804; w. przekł. 1635—1725, str. 62—5.


68



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

lic, piętnaście wołów, dwadzieścia krów, nierogacizna, kury,
gęsi etc.) stanowi po dziś dzień, obok retorycznych pytań: kto
będzie troskał się o dom? - kto orał rolę? — pasł trzody? itp.
główną osnowę żalów *). Zewnętrzne okazanie żalu w długich
„zawodzeniach“ jest nie tylko psychiczną potrzebą osieroconej,
ale stało się zwyczajem, tradycyą utwierdzonym, od którego
uchylanie się lud g. 'S jeszcze uważa za objaw lekceważenia
zmarłego. Prócz poch .ał zmarłego opłakująca wdowa, matka
lub sierota nie zapomina także dziś o swym stosunku osobi­
stym do zmarłego i żona, podobnie jak w poemacie Klonowicza, załamując ręce, zapyta, kto jej zastąpi zmarłego, a matka
wyliczy podczas pogrzebu dzieci, swoje trudy i zasługi rodzi­
cielskie.
To pierwotne źródło poezyi ludowej, z którego drogą
artystycznej stylizacyi powstały ozdobne żale, nenie i treny, nie
wysycha i dziś, choć artyzm zmienił do niepoznania pierwotną
wspólną osnowę, — lecz płynie dalej i wyjawia uczucia dawne
jak ludzkość, płynie i wylewa nieraz z żywiołową siłą przejawy
bolu, których u natur prostych nie przesypał jeszcze szary
proch konwencyonalizmu.
Obok zawodzeń płaczki, która pada na ziemię przed
otwartą mogiłą, najważniejszą częścią pogrzebu chłopskiego jest
tak zwana dziś, „odprawa" czyli egzekwie żałobne, których
forma zależna jest jak dawniej tak i dziś od zamożności zmar­
łego. Jeźli zmarły był bogatym, przybierał ten obrzęd na Rusi
formę szczególniejszą; mianowicie ksiądz śpiewał lub pisał na
karcie polecenie zmarłego św. Piotrowi. Klonowicz przytacza
podobne pismo, wystosowane do legendarnego klucznika wrót
niebieskich, św. Piotra, w którym „pop" zaświadcza, że zmarły
iu'an był wiernym wyznawcą greckiej wiary, zachowywał ściśle
posty, szczególnie ku czci św. Piotra i prosi o przyjęcie zmar­
łego do niebios, choć był tylko prostaczkiem rolnikiem. Jeźliby
kto, zmylony klasycznymi ornamentami stylu Klonowiczowskiego, wątpił w autentyczność podanego przez poetę pisma do
Świętego i uważał go za wytwór fantazyi poetyckiej, to odkry­
cie fragmentu białoruskiego tekstu listu do św. Piotra położy1
1) Paczowskyj Dr., Narodnyj pochoronnyj obrjad na Rusy. (Zwit
Akadem, gimn., Lwów, 1903).

— 69 —

Wacław Nartowski.

kres wszelkiej niepewności. Znaleziony przez dra F. Krćeka ')
w zbiorze rękopisów z XVI XVII w. list do św. Piotra two"
rzy jakby pendent do ustępu „Roxolanii“. Ciekawy ten fragment
przedstawia osobliwego autoramentu ascetę ruskiego, raba bo­
żego, Jarmoła Ochanciewicza Ciuchaja, który również, jak przez
Klonowicza opiewany Iwan, nie grzeszył wytwornoscią, również
pościł twardo na intencyę św. Piotra; nadto nie gardził go­
rzałką, „a Lachów i wiery ich kak szatana nienawidzieł“.
Liczne uroczystości kościelne, a nawet podobnie jak dziś
uroczyście obchodzone święta Bożego Narodzenia, nie zachęciły
poetów do opisania tych barwnych obrzędów i zwyczajów. Rej
wspomni tylko przygodnie o chodzeniu z wilkiem po kolędzie a),
inni wspominają tylko o „kolędach“, jako poborach księżych.
Nie jesteśmy jednak całkiem pozbawieni wiadomości o obrzę­
dach ludowych, oplatających się około tego wesołego święta
kościelnego; pozostały kolędy z XVI w.
Pieśni te, napisane in vulgari,3) to nie tylko zbiór kolęd,
') List do św. Piotra (Lud, t. 5, r. 1899, str. 79, podług rękopisu
Bibl. Ossol., Nr. 739, k. 13).
Hramata pisana do Swieteho Pietra od wsich blahowiernychChrzescyan Rusiej za propodobnym Rabom
Bożym Jarmo łom Ocbanciewiczom Ciuchaj bratu priatelu zahoworniku. S. Piotru oddwierniemu Carstwa nie­
bie s n o h o.
Oznajmujem tobie, S. Pietre, sto tych proszłych czasów stało sięPerestawił sie z sieho święta na on swiet rab Boży, Jar. Ochanciewicz
Ciuchaj, kotory mieskal podle cerkwi Swiętoho Fudora a Swietoje M...y.
1 był to czołowiek wielmi nabożny, szto wsie około cerkwi worobie
miotłom ohaniał, w dolhom kożuchu baraniom bez pojesa i bez nahawic hodzil, borody i hołowy nikok nie czosał, nosa nikok nie ucierał,
tylko jazykiem lizał, nochty nie obrezywał, czoboty, czerewiki dziohciom
mazywał, czosnak, cybulu, rybu hniłuju, pliuskwy z podliewu, hroch
z niedźwieziem ochonem wielmi rad jedał, horelku kwartoju brahukowscom (?) duchom pijał, w sobotu na złość Lachom woron, sorok
i miaso pożywał, Lachów i wiery ich ocannoje, kak szatana nienawi­
dzieł, howiejno twoje, święty Pietre, szescz niedzieł twierdo pościł. I Ty,
święty Pietre, za takowyje jeho swiętyje dzieła stobiesi jeho, do carstwa
niebiesnoho puscził! Paklissby to nie uczynił, a sieho raba Bożegi do
carstwa niebiesnoho nie puścił, wiedajże ty o tom, sto my twojego po, u
nie budziem puszcie. (1) A czy... (w pisowni zmodernizowanej).
!) „Wizerunek“, II, w. 480.
3) Przedrukowane przez Bobowskiego w dziele : Polskie pie­
śni katolickie od najdawniejszych czasów do końca XVI wieku. (Rozpr.
Ak. Um. wydz. Filol., t. 19, str. 179—264, 264—330).

70



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej,

ludowi znanych i przez lud śpiewanych, ale też świadectwa, że
w XVI w. wystawiane były w kościołach franciszkańskich ja­
sełka, składające się z wielkiej szopki, figur Maryi, Józefa, dzie­
ciątka i klęczących woła i osła. Kolędy, znalezione w rękopi­
sach z r. 1521 i 1551, rozpatrzył szczegółowo prof. Windakiewicz *) i stwierdził na ich podstawie, że odwiedzanie jasełek na
Boże Narodzenie, Nowy rok, Trzech Króli było zwyczajem
powszechnym, że wobec nich nie tylko klękano i śpiewano, ale
był szereg innych zwyczajów, jak kołysanie kolebki Jezusa, do­
zwolone pannom i dzieciom, podczas gdy starsi pokładali ja­
błuszka „przed obrazek Jezusków“; na Trzech Króli brano i tu­
lono Jezusa, śpiewając pieśni, naśladujące śpiewanie piastunek
przy dzieciach („Ninaj, ninaj“).
Jasełka wprowadzone już w wieku XV, musiały być w wieku
XVI rozpowszechnione a antropomorficzny kult dzieciątka szcze­
gólnie działał na lud wiejski, który z pietyzmem szczególnym
uwielbiał Boga, złożonego w „jasełkach“ i wylewał całe ciepło
uczuć rodzicielskich litując się nad ubóstwem dzieciątka Bo­
żego, które w nim budziło jakieś dziwne roztkliwienie i ta­
jemne uczucia radosne. Śpiewał więc lud z zapałem poddane
mu przez Franciszkanów kolędy w języku ojczystym i napeł­
niał śpiewem polskim kościoły, choć duchowieństwo katolickie
niechętnie to znosiło, popierając śpiew łaciński, wykonywany
przez kantorów - mistrzów. Mimo jednak przeciwdziałanie kleru
katolickiego, lud wiejski wywalczył prawo polskiej pieśni, która
już w w. XVI rozbrzmiewała w dniach Bożego Narodzenia,
Wielkanocy i Zielonych Świątek *2).3
Niestety nie przechowały się ludowe cantiones in vulgari
sermone, które duchowieństwo tępiło, uważając je, jak określa
synod z r. 1602, jako „inconcinnae et minus devotae“, bo lud
wplatał w nie własne pojęcia, często rubaszne i naiwne, jak to
widzimy w kolędzie cytowanej przez Briicknera s), zaczynającej
się od słów: „Mesyasz przyszedł na świat prawdziwy“. Widocznem jednak, że już w XVI w. kiełkował zaród ludowych pie
śni na Boże Narodzenie, skoro w w. XVII powstaną tak liczne
kolędy i pastorałki, w których pasterzy biblijnych lud przed­
stawi jako prostych, rodzimych Bartków.
') Windakiewicz, „Teatr ludowy w Polsce“, str- 43—6.
2) Bobowski, I c., wstęp, str. 11, 15 i n., 17—19.
3) Dzieje literatury polskiej, wydanie I, t. 1, str. 88.

- 71 —

Wacław Nartowski.

Więcej, aniżeli chrzciny, obrzęd pogrzebowy i radosne
święto Bożego Narodzenia, nęcił poetów obraz zbiorowej pra­
ktyki religijnej, jakim był kiermasz, na którym gromadziły się
setki wiernych, żądnych bądź pociechy religijnej, bądź zetknię­
cia z większem zbiorowiskiem dla zabawy i rozrywki.
Kiermasz, odpust odbywał się corocznie w każdej pa­
rafii w dzień patrona miejscowego, szczególne jednak znaczenie
miały kiermasze, urządzane w większych miejscowościach, albo
też słynących cudownymi obrazami, zwyczajnie przy klaszto­
rach. Kiermasze były potrzebą wierzącej masy ludowej, a po­
nieważ przynosiły zyski urządzającym, więc kościoły i klasztory
starały się o jak najwspanialsze urządzanie uroczystości, by wy­
wołać jak najliczniejszy napływ pątników. Te tłumne obchody
raziły protestantów, przeciwnych kultowi obrazów i odpustom,
które stanowiły religijną podstawę kiermaszów, starali się więc
osłabić wartość cudownych miejsc, oskarżali księży o brak re­
ligijnej podniosłości kiermaszów, a wartość ich redukowali do
zyskownych przedsiębiorstw. Nie dziw więc, że kalwin Rej wy­
szydzi w „Krótkiej rozprawie“ kiermasz i naszkicuje karykatu­
ralny obraz uroczystości.
Autor piszący z ironią o wierze w szczególne funkcye
pewnych świętych, jak opiekowanie się przez Lenarta końmi,
wieprzami przez św. Antoniego i t. p., nie pochwali pątniczki,
co z kobiałką na szyi, w której gomółka i powałka (bochenek
chleba), nawiedza odpusty:
„Mniema, że wszystko sprawiła
Że tam z tą kobiałką- była,
Że już siedm dusz wybawiła,
Sama się ósma upiła“ 1).

Odpust przedstawia poeta w drastycznych rysach, uważa­
jąc go za wyzysk ludu. Szczególnie razi Reja - kalwina pomie­
szanie zabaw z funkcyami religijnemi:
1 „Bo się już więc tam łomi chróst,
Kiedy się zejdą na odpust:
Ksiądz w kościele woła, wrzeszczy,
Na cmentarzu beczka trzeszczy,
Jeden potrząsa kobiałką,
’) L. c. str. 9 w. 184—7.

— 72 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowe).

Drugi bębnem i piszczałką,
Trzeci wyciągając szyję,
Woła, do kantora pije ;
Kury wrzeszczą, świnie kwiczą,
Na ołtarzu jajca liczą:
Wierechmy odpust zyskali,
lżechmy się napiskali“ ').

Muzyka na bębnie i piszczałce, śpiew, składanie na ofiarę
kur, jaj, świń, zgiełkliwy tłum ludzi a przytem widok pijaków,
przypijających, bądź wleczonych do chróstu 2), gorszy Reja, wy­
znawcę „czystej wiary“, „niezepsutej“ rzymskiemi przymieszkami.
Uroczysta forma kiermaszów i wystawny ceremoniał ko­
ścielny przemawiał jednak żywo do duszy chłopskiej« uwie­
rzymy więc Korczewskiemu3), gdy kmieciowi, byłemu wytrykuszowi, każe bronić zwyczaju palenia licznych świec w kościele
skoro szynkarka paduchom w karczmie świeci, — jakże nie
świecić Bogu na chwałę -- boć chłop nasz pragnął jak naj­
jaskrawszych wrażeń zewnętrznych a obcym się czuł w skrom­
nym zborze protestanckim, gdzie "kontemplacya zastępywała
miejsce barwnego ceremoniału katolickiego kościoła, i gnie­
wem musiał zapłonąć, gdyby ktoś chciał usunąć zewnętrzny
przepych kościołów, który mu ułatwiał korzenie się przed ma­
jestatem Boga. Było to potrzebą naiwnej psychiki pobożnego
chłopa, by kiermasz uderzał go świetnością, by:
„Gorzało świec barzo wiele
Wszędzie, po wszytkim kościele“.
Podobnie broniłby każdy chłop i innych obrzędów litur­
gicznych kościoła katolickiego, gdyż to, co raziło poetę prote­
stanta, odpowiadało właśnie ludowi, tak że to, co autor „Wi­
zerunku“ napisał dla wyszydzenia księży, katolik Korczewski
mógł włożyć w usta jakiemuś kmieciowi, jako pochwałę szcze­
gólnej gorliwości duchowieństwa 4)
’) „Krótka rozprawa“, w. 188—199, str. 9—10.
5) Tamże, w. 195, 209—10, str. 10.
3) „Rozmowy polskie“, w. 421—45, str. 19.
ł) „Wizerunek“, ks. XII, w. 277—81 :
„Tłuką dzwony, śpiewają, kropidły machają,
Kurzą, piszczą w organy, nizko się kłaniają,
Zioła święcą i świece, chodzą po kolędzie,
Z wodą świętą i z solą też biegają wszędzie,
Ognie palą...“

73 —

Wacław Nartowski.

Na temat kiermaszu osnuł Szymonowicz IX „sielankę“ pod
tymże tytułem „Kiermasz“. Nazwiska interlokutorów obce, ale
treść rodzima. Oto charakterystyczny początek:
,,Tyrsys: To z kiermaszu Menalka?
Menalka:
Z kiermaszu, mój bracie;
Aza nie znać?
Tyrsys:
Znać, aż miło patrzeć na cię.
Menalka: To dlaczego? czy, żem się trochę więcej napił?...“’)
Menalka wyjaśnia następnie, że wrócił szybcej z kiermaszu,
by dom nie był bez opieki, gdyż czeladź została na kiermaszu
dla tańców, a następnie wspomina dawne świetne kiermasze,
na których ucho pieściły śpiew i muzyka:
„Przed laty zewsząd bywał gmin ludu niemały,
A dziś o nabożeństwie więcej coś gadają,
A starożytne święte zwyczaje ustają“ *2).3
Z tych słów poznajemy, że nabożeństwo nie stanowiło
głównej atrakcyi kiermaszów, ale owe „starożytne zwyczaje“.
Po kiermaszach włóczyła się masa wydrwigroszów; włó­
czędzy ci bądź zbierali datki na szpitale i kościoły, nosząc że­
lazne puszki i mos ężny dzwonek, lecz co uzbierali, obracali na
własne potrzeby^); bądź były to rozmaite dziady i kaleki, które,
wskutek rzeczywistej czy udanej ułomności, wyłudzały w naj­
rozmaitsze sposoby pieniądze, nie brzydząc się także kradzieżą.
Zna ich Klonowicz i w części wtórej „Worka Judaszowego“
(O skórze lisiej i naturze lisiej), w której piętnując tych, co
pod płaszczykiem nabożeństwa oszukują, wylicza szczegółowo
tytuły ich oszustw. Więc najpierw tacy, którzy żebrząc „na
Boga, na ubogie“, „na kościół, na jakiego świątka“, przywła­
szczają sobie następnie uzyskane ofiary 4). Czasem oszuści zmy­
ślają widzenie, mówią, że ujrzeli pod borem Matkę Boską, która
kazała w tern miejscu wystawić kościół i pod tym pozorem
wyłudzają od ludu prostego chleby (powałki), sery (gomółki)
i pieniądze. Oszustwo takie popierają nieraz klechy i księża
prości i powodują pielgrzymki, a potem z łatwowiernych pą­
tników „kury, jajca, szelągi, kukle, świeczki łupią“. Klonowicz,
') L. c., wyd. Węclewskiego, w. 1—5, str. 48.
’2) Tamże, w. 25—8, str. 50.
3) „Worek Judaszów“, wyd. Turów., str. 104: wyd. Bobrowicza str.78.
4) Tamże, wyd. Turowskiego, str. 104—5.

— 74 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

sam głęboko wierzący, oburza się na takie nadużywanie świę­
tości i obwinia duchowieństwo : proboszczów i biskupów, że nie
tępią należycie zła, które się rozkrzewia. Gdy biskup daleko a
loci Ordinarius nie wie o niczem, oszuści ciągną zyski i póma:
gają prostakom po staremu błądzić, zowiąc tego, kto gani te
brednie, heretykiem.
Tu Klonowicz1), przywykły każde zjawisko poddawać pod
sprawdzanie ścisłej analizy, przedstawi charakter wiary ludu.
Prostaczkowie są ciemni, błądzą po staremu a ci wyzyski­
wacze, to „ślepi wodzowie ślepych“; — lud jest łatwowierny
i pragnie cudów, których nie bada, lecz ślepo w nie wierzy, na
wieść o niezwykłem wydarzeniu pragnie ujrzeć miejsce cudo
wne i doznać cudu, narażając się lekkomyślnie na straty i wy­
zysk. Jakby podchwytując sceny z codziennego życia, przed­
stawia Klonowicz, jak kobieta opuszcza krosna i kądziel, opu­
szcza dobytek i gospodarstwo i idzie dla tern większego umar­
twienia o żebraczym chlebie, do rzekomo cudownego miejsca —
w nadziei uzyskania zbawienia. Kobiety, jako bardziej wrażliwe,
pierwsze idą na lep wieści o cudzie, lecz i mężczyźni nie są
krytyczniejsi ; poniecha pługu gospodarz i sługa i spieszą bez
pozwolenia starszych, do miejsca „cudownego“. Po drodze
czynią znaki i tak wiążą powrósłami krzyże po polach, rzucają
w jednem miejscu na kupę kije lub kamienie, „wiją kiczki
z brzeziny“ — podobnie jak to i dziś po wiekach lud gdzienie­
gdzie robi przy miejscach odpustowych, uznanych za cudowne.
[ Na miejscu rzekomo cudownem zbiera oszust - wytrykusz datki
rzekomo na nowy kościół, dzwoniąc zwłaszcza długo nad do­
statniej ubranym; ksiądz wzywa z ambony^do ofiar » prosta­
czkowie „mają się do moszen“ i „hojną ręką“ dają na budy­
nek kościelny, tak, że wytrykusz zaledwie zdąży każdemu po
dziękować słowami: „Bóg zapłać!'1 Następnie dzielą się łupem
wydrwigrosze a nawet pan, chociaż heretyk, bierze udział w po­
dziale.
Podobnie oszukują zaopatrzeni w listy z pieczęcią kwestarze, którzy wypróżniają w krzakach pełne puszki ; skutek tego
taki, że kościoły zaniedbane (do „kościoła ciecze“), ale świecą
się nowe szczyty i dachy gontowe u wytrykusza, — dzwonnica
') L. c., wyd. Tur. str. 105 6.

— 75

Wacław Nartowski.

obdarta, pochyla się, ale na córce kościelnego pozłociste pasy,
a cała rodzina używa wczasów. 1)
Nieodstępną plagą wszystkich odpustów i kiermaszów jest
zgraja dziadów i kalek, których Klonowicz tak charakteryzuje: 2)
»- — —
— najdują się mnodzy,
Bogu, ludziom nieprawi, dziwacy ubodzy.
Jedni żebrzą niesłusznie, i duży i zdrowi.
Chytrzy, zakapturani, manią ludzi owi.
Zakrywa się kostyra, złodziej w sprośnych szmatach,
Zakrywa się niecnota młody w starych łatach,
Obwija ręce, nogi, chocia go nie bolą ;
Mogąc rzemięsło robić, mogąc orać rolą.
Czyni się głuchym, niemym, ślepym i kaducznym.
A on łotrem wierutnym i przecherą sztucznym.
Także też baby — —
— • -- —
— —
— — — — — — —
o jałmużnę proszą
Najdziesz wiele opiłych, szalonych żebraków,
Chocia chorych, ułomnych, i rozpustnych żaków,
Zazdrościwych, swarliwych, gnojków i kalików,
Słupków i też piecuchów, szubrawców i smyków,
Którzy za łby o miejsce, o jałmużnę chodzą,
Mocniejszy nad słabszymi częstokroć przewodzą.
Kosturami szermują, czasem się i ranią,
Czasem w robocie bywa groch i piwo z banią.
Nie masz zgody i rządu, ludzi odtrącają
Od jałmużny; kulami, kijmi wykracają«. s)

Środowisko ludzi podobnego typu przedstawia także
„Tragedya.żebracza" w r. 1552; tu żebracy mają nawet swego
starostę, który przewodzi na odbywającem się w karczmie we­
selu dziadowskiem. Późniejszy poemat »Peregrynacya dziadow­
ska« z r. 1614 jest jakby rewią rozmaitego rodzaju dziadów,
oszustów, bab i czarownic.
’ Charakter żebractwa w Polsce to także ciekawy przyczy­
nek dla ocenienia kultury organizmu, na którym podobne pasorzyty mogły grasować.*)
*) „Worek Judasz.“, wyd. Tur., str. 107.
2) Tamże, wyd. Tur. str. 107—8.
3) „Worek Judaszów“, wyd. Turów. str. 107—8; kaduczny = epile­
ptyczny, słupek = oprawca.


76



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Wiadomości, czerpane z pism Klonowicza, są dla histo­
ryka kultury nader cennem źródłem ; Klonowicz to nie Rejkalwin, niechętny katolicyzmowi, ani ultrakatolik Korczewski, ale
krytyczny, choć nie mniej szczery wyznawca kościoła katolickie­
go. Jest wprawdzie charakterystyczny szczegół przemilczania
kultu Maryi w utworach Klonowicza, bo oprócz zbyt może
swobodnego tonu ustępu o rzekomem zjawieniu się Matki Bo­
skiej, brak innych wzmianek, a nawet przy opisie nieba, przed­
stawionego zgodnie zresztą z pojęciami kościoła, nie mówi
poeta o „diva Maria“ lecz »Diva Virtus«, której przypisuje sze­
reg atrybucyi, zdobiących w literaturze zwyczajnie postać Maryi1).
Fakt ten zestawiony z ustępami, które obszernie rozpa­
trują życie Chrystusa i apostołów, może jednak tylko zakwestyonować gorliwość kultu Maryi, którego nadużywanie zarzu­
cali pokrewni duchowo poecie Aryanie, szczególnie Czechowic,
co drwił z »częstochowskiej deski«, czczonej przez lud tak bez­
względnie, że do Częstochowy przywożono zwyczajnie chorych
umysłowo, spodziewając się tu uzdrowienia, jak świadczą współ­
czesne świadectwa. Ale to nie może zachwiać ortodoksyi ka­
tolickiej poety. Przekonania religijne autora »Victoria« należy
określić jako ściśle katolickie, o charakterze rygorystycznym.
Czary i gusła. Dziady żebrzące a szczególnie baby,
rzekomo lekarki, przyczyniały się do rozpowszechnienia i utrwa­
lenia guseł i zabobonów, przeniesionych z zachodu z kościo­
łem chrześcijańskim, albo też rodzimych, opierających się na
resztkach wierzeń pogańskich.
Wierzenia ludowe, znajdujące wyraz w gusłach i zabobo­
nach, towarzyszyły religii kościoła. Jak z jednego pnia biorą soki
odżywcze szlachetne gałęzie owocowego drzewa i dziczki, wyra­
stające bujnie, jeźli ich nie zetnie ręka starannego ogrodnika, tak
z jednego podłoża naiwnej psychiki ludowej czerpały siłę i moc
religia kościoła i pierwotne bądź pochodne wierzenia ludowe.
Starcy, dziady, którzy byli w pierwotnych czasach strażni­
kami rodzimych wierzeń ludowych, pielęgnowali później jako
żebracy, zabezpieczeni przykazaniem miłosierdzia, nie mniej
gorliwie jużto pierwotne, strącone z piedestału świętości wie­
rzenia pogańskie, jużto roznosili, pielgrzymując po Europie,
świeże nowinki guseł i zabobonów, które rodziły się i pełzały
0 „Victoria Deorum“ R. 44, s. 671.

— 77

Wadaw Nartowski.

na poziomie niekrytycznym średniowiecza, co wydało wpraw­
dzie wyższe umysły, podobne subtelnością i pietyzmem dla
wyższych celów wieżom gotyckich tumów, wystrzelających w górę
tylko rzadko i wyjątkowo ponad tłum nizki. Wiara w zabobony
i czary wybujała szczególnie pośród patologicznych jednostek
płci żeńskiej i stworzyła nierzadki w życiu i literaturze współ­
czesnej typ czarownicy — baby ')•
0 czarownicach i czarach wspomina wśród polskich po­
etów pierwszy Hussovianus w pieśni o żubrze; poeta zżyty
z głębiami puszcz litewskich, w których przechowały się długo
resztki dawnych wiar, podaje szereg cennych rewelacyi z za
kresu ówczesnych wierzeń ludowych.
1 tak w opisie puszczy napomknie poeta, że rosną tu zioła,
które lud w lasach zamieszkały szczególną otacza czcią z), żyją
głuszce, stanowiące pokarm dla ciała i umysłu (!) *3);* przedziwna
jakaś siła zezwala na wspólne użytkowanie dóbr przyrody, jak
łowienie ptactwa, ryb, zrywanie owoców, bo „lex omnibus una",
a kto temu — że tak nazwiemy — komunizmowi się sprze­
ciwi, tego spotyka kara : ginie ptactwo, znikają ryby, rzedną
owoce ł). Poeta stwierdza na podstawie autopsyi podobne wy­
darzenia 5), sam nie wie, czy to wola boska, czy dzieło sztuk'
czarnoksięskich, wierzy jednak w siłę zaklęć (verborum) i pie­
śni złowieszczych (carmina diva), tak, że baśń o Medei wydaje
się mu tu na północy prawdopodobną, zważywszy obecne cuda,
chociaż wszystkiemu przeczą chrześcijanie (!). Ci zwykli ludzi,
podejrzanych o tajne sprawy, rzucać na stos, lub wrzucać do
wody ze związanemi rękami i nogami ; jeźli tonie, niewinny,
przeciwnie: winny! Autor przytacza podobny wypadek, którego
wraz z tysiącznym ludem był świadkiem. Woda nie przyjmuje
głowy obrzydłej, ogień natomiast niszczy te potwory. Wątpią­
cym obiecuje autor, że mogą na Litwie sprawdzić jego słowa,
gdzie często takie sprawy się wydarzają.
Czary, według słów Hussowczyka, zwyczajne u złych ko­
') Zob. rozprawę J. Karłowicza: Czary i czarownice w Polsce.
(Wisła, t. I>.
*) ,.De bysonte carmen“, w. 267—8. (Flores... quos inter silvas rustica turba colit)
3) Tamże, w. 278—9. (corporis et mentis.)
*) Tamże, w. 283—326.
■’’) Tamże, w. 287, 291.

78

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

biet, nierzadko praktykują zniewieściali mężowie, lecz autor to
pomija, nie chcąc przedłużać tych tak ciekawych rewelacyi,
udzielonych per occasionem, dodaje tylko wzmiankę o ocza­
rowanym, pustym gaju, z którego nikt nie ma pożytku.
O czarach i czarownicach dowiemy się obszerniej z komedyi ludowej, w której postać haby - czarownicy występuje
wcale często.
„Tragedya żebracza, nowo uczyniona“ w r. 1552 wyliczy
między „personami“, występującemi w tej t. z. tragedyi, dwie
czarownice: Mitianę i Magorę.
W rozmowie wtórej „Rozmów polskich“ W. Korczewskiego
występuje także czarownica zwana „babą“. '] Baba ta przycho
dzi powitać pana, wracającego po długiej nieobecności; plebana
nie wita, gdyż gniewa się nań z powodu wyklęcia, które za­
brania jej wstępu do kościoła, przez co traci darowywane powałki. Na pytanie pana, co złego zrobiła, że podpadła klątwie,
wylicza ciekawy rejestr grzechów. 1 tak czarowała, dając dziewki
za mąż, by ich mężowie nie bili ani się nie upijali, stryjowi
„skaziła“ oczy, lecz z tego ma korzyść, bo każdy ślepca obda­
rzy, a nadto czyniła i inne czary, co sama wyznaje :
„Wwiliją świętego Jana
Doiłam mleka ze zwona,
Ale telko jeden szkopiec,
Bo mi nie chciało więcej ciec“.

Do reszty nie chce się przyznać z obawy przed plebanem,
lecz to już wystarcza panu do uznania słuszności klątwy ple­
bańskiej, baba nie klątwy winna, woła pan, ale stosa drew
i ognia. Daremnie baba stara się pozyskać pana, przedstawia­
jąc, że w modlitwach prosi Boga o utwierdzenie go w wierze;
pan nie chce jej słuchać i odsyła ją do czarta. Widząc że u pana
nic nie wskóra, zapowiada baba, że wróci do kądzieli, ale przed
plebanem się nie ukorzy :
„Ale wżdy jeszcze nie amen
W tej rzeczy z księdzem plebanem“.
O babskich czarach napomni też Rej w „Wizerunku“ :
„Wicher...
* A czasem więc pomyli szyki przed babami,
’) L. c., str. 69—72, w. 932—991.

- 79 -

Wacław Nartowski.

Które też jakieś czary więc na to miewają
A łotrowie czartowie więc im pochlebiają“. *)

W komedyi „Marancya“ daje wróżka pannom ziela na
siedrzy (może raczej nasięźrzy), które, noszone na szyi, przy­
ciąga miłośników, i grabki nietoperzowe, któremi kochanego
przywabić a obojętnego można odstręczyć. Wróżka, do której
udaje się Marancya, czyni osobliwe zaklęcia i wymawiając nie­
zrozumiałe słowa2), wzywa do zjawienia się dyabła rokitki,
przyczem czyni znaki krzyża i używa grosza i zwierciadła.
Pisma Klonowicza, niewyczerpana skarbnica wiadomości,
odnoszących się do ówczesnego życia, i tutaj nie zawiodą
W „Roksolanii“ czytamy: ')
„Umieją ważyć czarodziejski trunek
Tutejsze wróżki i starzy wróżbici.
Widziałem nieraz o wieczornym mroku
Lecące baby i wróżki złowieszcze;
Widziałem, jako w bezchmurnym obłoku
Swemi zaklęćmi sprowadzały deszcze.
Potrafią wodę zaburzyć wyrazem,
Szkodzić zasiewom, załamywać żyto
1 doić powróz, a za każdym razem
Mleko z powroza wytryska obfito.
Nieraz kochanek posłuszny ich woli.
Choćby z za morza do kochanki przyjdzie".
„Philtra veneficum Russis dominantur in oris,
Est quoque Sagarum Russica terra ferax.
Vidi ego decrepitas maires volitare per umbrarn,
Et vidi volucres tempore noctis anus.
V i d i m u s e sudo pluvias deducere coelo
Incantatrices carminé saepe suo,* 2 3
') L c., R X, w. 472-5.
2) Oto tekst zaklęcia:
„Bzdurum, Badurum f Bożą t i świętych t pomocą,
W tym zwierdedle barani niech się zaraz kocą;
Rokitka przybądź spieszny, proszę, niech objawię,
Co się dzieje — — — — — — — — —
Miglans, figlans, już wynidź
— — — — —
Appas ei korosz, podaj grosz a nań dwakroć dmuchn^
A po trzykroć na jasne to zwierciadło chuchni'.
(Wiszniewski: Histor. liter t. VII, str. 263).
3) Przekład str. 58, w. 1501—12; wiersz tekstu łac. 1561—1572.

— 80 —

t
«

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Flumina cum ventis, et mixta tonitrua nimbis,
Heu segeti grando Carminé iussa nocent.
V i d i m u s et niveum fluxisse funě cruorem,
Ubere non vaccae copia tanta fluit.
Saepe furens iuvenem per carmen arnica .reduxit,
Quamvis caeruleum trans mare vectus erat“.

Ostatniego dzieła sił czarnoksięskich nie wymienia poeta
gołosłownie, lecz jako przykład kreśli romantycznym duchem
owianą balladę o Fedorze, co, nie mogąc ugasić miłości pło­
miennej ku Fedorowi, błaga wróżbiarkę o przywrócenie jej ko­
chanka. Skłoniona darami wróżka obiecuje jej przywołać uko­
chanego, jeźli wieczorem w czasie nowiu dopełni "tajemnych
obrzędów, na które składają się: warzenie prosa na łonie,
użycie ziela czarodziejskiego i zaklęcia. Fedora wykonywa po­
lecenia wróżki i oto zjawia się kozieł z nozdrzami płomie­
niem buchająccmi i posłuszny rozkazowi czarownicy, przynosi
powietrzem ponad wody, góry, miasta Fedora i oddaje go stę­
sknionej kochance 1).
Klonowicz, jakby szczególną uwagę zwracając na ludowe
wierzenia, poda w pismach swych szereg przesądów ludowych.
Z życia pasterzy zanotuje poeta, uważane za tak wielką zbrodnię,
zabijanie ciołka ssącego pierś,2) że równoważono je z mężobójstwem ;3) z życia zwierząt, pisząc o niedźwiedziach, wspomni
o płodzie niedźwiedzim, pono niepodobnym do rodzicieli, jak
powiadają (fertur)*4).2 *
Przy opisie Krasnostawu, wzmiankując o rybołostwie,
oświadcza się Klonowicz, podobnie jak powyżej wymieniony
Hussovianus, za wspólnem używaniem wody, wszak rzeki ani
jeziora nikt nie kopał, więc jako dary Boże winny służyć ogó­
łowi. Jak wolno ptaszki łowić w powietrzu, któż ośmieli się
bronić wolnego połowu! I podobnie jak Hussowczyk, Stwierdzi,
że mnóstwo ryb znajduje się w wolnej dla połowu rzece, gdy
tymczasem z jezior zabronionych ryby giną:
') Roxolania, wiersz tekstu 1575—1706; wiersz przekładu 1515—
1633 str
2) Tamże, w. t. 385—6; w. p, 383—4, str. 22.
:l) Tamże, w. t. 389—90; w. p. 387—8, str. 22.
4) Tamże, w. t. 705—15; w p. 695—702, str. 32.


81

6



i

Wacław Nartowskí.

„Vidi ego multipliées concesso flumine pisces
Et vidi vetito saepe perire lacu“ ’).

Co jednak nie razi u Hussowczyka, wprowadzającego czy­
telnika w tajemną krainę borów litewskich, to dziwi u Klonowicza. Czytelnik dzisiejszy przy powyżej przytoczonym ustępie
mirriowoli doda pytajnik i wykrzyknik; czyżby Klonowicz rze
czywiście wierzył w prawdę słów swoich? Podobne pytanie
jeszcze silniej wystąpi przy również przytoczonym powyżej re­
jestrze sprawek czarownic; że lud wierzył, iż one sprowadzają
deszcze, iż latają w powietrzu, doją mîeko z powroza czy
dzwona, jak podaje Korczewski, — to niewątpliwe, ale świa­
dectwa autopsyi z ust autora „Roxolanii“ są niespodzianką.
Powtarzane uparcie słowa „widziałem“ wydają się wtrętem
swobodnego tłumacza, sięgamy do tekstu łacińskiego, by tu
przeczytać znowu słowa: vidi... vidi... i dziwią czytelnika te
ustępy u poety, ostrożnego w podawaniu wieści fantastycznych.
Klonowicz starał się przecież o prawdziwe przedstawianie wy­
darzeń, jak świadczy ustęp o kamienieniu ścinanej sosny w oko­
licy Krasnostawu, gdzie poeta wyraźnie zastrzega się słowami
„mówią“ („fertur“) i dodaje, że nigdy tego nie widział, choć
często o tern czytywał2).
Znajdujemy jednak również inne ustępy, dowodzące, że
Klonowicz, nie zawsze chciał czy też umiał pewne zjawiska
krytycznie przedstawiać. 1 tak nazywa poeta kilkakrotnie miód
rosą niebieską, używając tego zwrotu niejako przenośnie, ale
w znaczeniu dosłownem,3) podobnie w „Worku Judaszowym“
uznaje kradzież miodu — jako rosy niebieskiej — za święto­
kradztwo 4).
') „Roxolania“, w. t. 1429 -30.
2) „Hac regione ferunt caesas lapidescere pinus,
Quod nunquam potui cernere, saepe lego“. Roxolania, w. t. 1419—
20, w. p. 1366—7, str. 54.
3) Tamże, w. t. 1007 42; w p. 961-95, str. 41-2
4) L. c., wyd. Tur. str. 73. Tu może zmyliło poetę zjawisko t. z.
spadzi, które polega na tern, że w czasie ciepłych wieczorów i nocy
wypacają z siebie liście niektórych drzew, jak leszczyny i olchy, słodkie
kropelki cieczy, zbieranej gorliwie przez pszczoły ; lud dziś jeszcze przy­
puszcza, że słodycz ta spada na liście z rosą, stąd także prawdopodo­
bnie powstała nazwa spadzi.
Srogie kary, stosowane zwłaszcza drogą odwetu, na złodziejach
barci pszczelnych, dają ciekawy przykład wpływu wierzeń ludowych na

- 8? -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

W późniejszym poemacie p. t. „Worek Judaszów“ przed­
stawi Klonowicz całkiem inaczej baby czarownice. Tu już nie
tylko nie da świadectwa ich czarom, lecz wprost uzna sztuki
czarodziejskie za oszustwo i wyłudzanie grosza, wyszydzając
owe baby, co „czarują, lekują, wróżą, wieści noszą, stadła łą­
czą, a w rzeczy o jałmużnę proszą“'). Podobnie uzna za pełne
fałszu cyganki, wróżbiarki, wyłudzające pieniądze „sztukami“,
jak jednanie młodzieńca dla białogłowy, odbieranie mleka cu­
dzym owcom i krowom, wróżenie z ręki, przywabianie sąsiedz­
kiego żyta na swe pole, podpalania, wyzysk i t. p.*2).3
Że Klonowicz jednak także później był podatny do powta­
rzania bajek, świadczą liczne ustępy. Wzmiankę o gruntach nie­
prawnie posiadanych, na których wskutek gniewu Bożego zie­
mia goreje i schnie roślinność a drzewa rosną krzywe i gar­
bate s), ustępy o sprzedawaniu hostyi Żydom i czarownicom 4)
i sprzedawaniu dzieciątek Żydom, którzy krwi niewiniątek uży­
wają przy święceniu paschy 5), zaliczyć należy niewątpliwie do
wierzeń ludowych.
By wydać stanowczy sąd, czy Klonowicz w ustępie o cza­
rownicach i innych nadprzyrodzonych wydarzeniach nakrywał
się w swych wierzeniach z wierzeniami ludowemi, czy też wa­
lor ich zredukować do zwyczajnej licencyi poetyckiej, mamy
zbyt mało pewnych wiadomości o poecie, — wiemy, że wie­
rzył częściowo w wpływ płanet na zdolności ludzkie u), poza
tern nie mamy wiadomości ścisłych. Wątpliwem jest jednak,
czy Klonowicz był w tym względzie świadomym prekurzorem
wieku, co jak gdyby wskazuje ton omawiania czarów i guseł
na Rusi:
tworzenie norm prawnych, tak surowych w prawie bartnem; jest to rze­
czą zrozumiałą, że skoro miód uważano za rosę niebieską, to święto­
kradców musiano karać surowo
') „Worek Judaszów“, wyd. Turowskiego, str. 103.
2) Tamże, , str. 68—9.
3) Tamże, str. 66:
„... na takie grunty Bóg się gniewa zgoła
I ziemia na nich gore, schną drzewa i zioła,
Sośnie krzywe się rodzą i garbate lasy
Wołają na przysięgę krzywą po wsze czasy“.
4) Tamże, str. 68- -9.
r’) Tamże, str. 88.
°) „Victoria Deorum“. Epistula dědic, ad Goraiscium.

— 83 —

*

Wadaw Nartowski.

„Erroris retinent vestigia multa vetusti,
Multa ex gentili traditione tenent“ ').

Nieco światła na tę wątpliwą kwestyę rzuciłoby zapozna­
nie się z ówczesną literaturą, omawiającą czary, jak pisma Paracelsa, — z dziełami jak np. „Teatrum diabolorum... kurze
Beschreibung allerley Laster“ itp. Klonowicz wierzył wielce
w „zdechłą skórę na pergamin wyprawioną“, że wsporriniemy
tylko, wiele kłopotu sprawiła autorowi „Victoria Deorum“ wy­
czytana w klasycznych autorach legenda o Gigantach, których
istnienia poeta-humanista z takim mozołem udowadniał, nara­
żając na ogniową próbę czytelnika, co ledwie z pobłażaniem
przerzuci te karty. O czarach i czarownicach spisali poważni
autorowie średniowiecza grube foliały, czyżby więc lubelski
mieszczanin, który z takim trudem wdrapywał się na wyżynę
doctorum, odważył się obalać wiarygodność uświęconych tradycyą autorytetów;2) mogło wprawdzie dzieło Palingeniusza


\

-

') Roxolania, w. t. 1503—4:
„Ileż tu gustów zabobonnych tleje
I ludzkich podań zastarzałych zwłaszcza“, w p. 1445 6, str. 56.
2) Dla ilustracyi wiary w czary i czarownice przytoczymy ustępy
z współczesnej broszury, która acz nie rościła sobie prawa do nauko­
wości, była wymownym obrazem zakorzenionych pośród szerokich mas
przesądów, podobnie jak później wydany przekład klasycznego, w swoim
rodzaju, dzieła: „Młota na czarownice"; jest nią wydany przez Dr. Benisa: „Postępek prawa czartowskiego przeciw narodowi ludzkiemu“
(z r. 1570. Biblioteka pisarzów polskich Ak. Urn, Kraków, 1892). W roz­
dzieleniu 21, zatytułowane m : „O czarownicach“ - - pisze autor nieznany:
„Pytałby kto statecznie, skąd to mają czarownicy i czarownice, iż
wiele operują tych rzeczy, które są pospolitym ludziom za i dziw i cuda
a jako k’temu przychodzą, iż mogą przeszkodzić ludzkim robotom,
wieszczby powiadać, latać, grady i niepogody czynić i inne
odmienności.. a to się więeej ku złemu skłania, niż ku dobremu. Św.
Augustyn o tym pisze.. “ tu następuje charakterystyka czarta, który po­
maga czarownicom. — Nauczywszy się przemawiafi czartowskich, ofiar
i posług ufają wiedźmy w moc dyabła i „według wiary ich stanie się im
tak, to jest, gdy chcą mieć deszcz, bierze piasek w ręce, miece przez
się, obróciwszy się tyłem ku wschodowi słońca, a gdy chce mieć gradt
tedy krzemienie, kiedy ludzi zwadzie abo małżeństwo, tedy drwa poprzek
kładzie przeciw onemu domowi, gdzie chce złość wyrządzić, przymawiając czartowskie słowa ; chceli kędy lecieć maścią to sprawi...; aby
świnie zdychały, warzy szczeciny świnie z udzowiskiem, i wiele innych
rzeczy takich, których może czartem sprawić“ (str. 113—4).
W rozdziale „O pokusach przeszkadzających ludziom“ czytamy ;
„Farei, czart., wkradł się między ludzi, w domiech ludzkich się lęże...
A

— 84 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

skłonić poetę do pewnego krytycyzmu, nie wiemy jednak, kiedy
zapoznał się z niem Klonowicz, a wpływ „Zodiaku“ na autora
„Victorii Deorum“ należy do zagadnień jeszcze nie zbadanych.
Więc nie rozstrzygając na tern miejscu kwestyi, czy Klonowicz
wierzył w siłę czarów, możemy jednak stwierdzić, że kilka­
krotne świadectwa autopsyi, owe kilkakrotne „vidi“ są retory­
czną figurą dla spotęgowania wrażenia poematu. Autor „Roxolanii“ starał się o wprowadzenie czytelnika w podziw i zdu­
mienie, stąd wybór egzotycznego jakby tematu, jaki przedsta­
wiał opis ziem ruskich. W „Roxolanii“ spotykamy podkreślanie
niezwykłych szczegółów, jak wierzeń zastarzałych, osobliwości
z życia pasterskiego (wyrób bryndzy, nieużywanie żelaza itp.),
które miały zaciekawić czytelnika, szczególnie cudzoziemca, bo
poemat ten miał autorowi zapewnić sławę nie tylko u roda­
ków, ale i za granicą u tych wszystkich, co używali lingua
doda. Nic więc dziwnego, że w poemacie, w którym autor
położył tak wielką wagę na tormę, użył zwrotów retorycznych,
które u dzisiejszego czytelnika mogłyby spowodować zakwestyonowanie prawdomówności autora. Klonowicz był poetą
i na ten tytuł zasługuje właśnie autorstwem „Roxolanii“ i nie­
których ustępów „Flisa“, nie należy więc w utworach tych zbyt
pedantycznie szukać prawdy objektywnej; w tym względzie
bliższym prawdy, ale dalszym poezyi będzie Klonowicz w „Vic­
toria Deorum“ i „Worku Judaszowym“, w których ulegnie kil­
kakrotnie powszechnym przesądom, pewne ustępy tendencyą
zabarwi, lecz już nie poświęci prawdy dla efektu literackiego,
nie poda płodów fantazyi za fakta realne.
Tematem zbliżoną do fantastycznego epizodu o Fedorze
w „Roxolanii“ jest XV sielanka Szymonowicza, „Czary“, choć
nie oryginalna, bo napisana według analogicznych poematów
Teokryta i Wergilego Ł), ciekawa jednak ze względu na odbie--------------

1

Tego używają czarownice w swoich czarach (jaki wielki Wojciech pisze),
iż baby, które wiedzą jego zioła w których się on kocha, narwą onych
ziół na te czasy, które ony wiedzą, naczynią z nich maści“, któremi po
dokonaniu rozmaitych przepisów tajnych pomazują kij, do tego przywią­
zują z jednego końca nietoperza, z drugiego kreta. Poczem czarownica„leci, kędy chce, nie na dobre... jedno, aby złość wyrządziła... pospolicie
ony dla mleka to czynią, aby do krów latały“ (str. 98—9).
*) Porówn. Teokryta pieśń II, Wergilego eklogę VIII, w. 64- -109,
wyd. Węclewskiego.

— 85 —

Wacław Nartowski.

gające od pierwowzorów ustępy, zwłaszcza dotyczące obrzędu
czarów. Opuszczona żona, zaklinająca czarami męża, praży
proso (gdy u Teokryta kochanka używa «Ac/hto, u Wergilego
mola), podobnie jak w „Roxolanii“; jednym z dziewięciorakich czarów, stosowanych przez małżonkę, jest tu także warze­
nie kaszy, mającej zawrzeć na „podołku“ bez ognia ’) (w „Ro­
xolanii“ używa się w tymże celu prosa). Środek ten czarodziejski
musiał być często stosowany, skoro także późniejszy Potocki
o nim wspomina w „Argenidzie“ 2). Do czarów służył również
facelit (chusteczka), nieprany, którym otarł był małżonek czoło
po ślubie. W tymże wierszu wzmiankuje Szymonowicz także
o czarownicy, co oknem na ożogu wylatywała“ ; 3j przedsta­
wienie czarownicy z ożogiem stanie się niebawem typowem
wyobrażeniem, dostosowanem niewątpliwie do tradycyi ludo­
wej ; w tej formie przejdzie czarownica do komedyi ludowej,
czego przykładem choćby „Baba“ z „komedyi rybałtowskiej“
(1615), której autor każe wystąpić na scenę z ożogiem („Tu
baba wynidzie na izbę z ożogiem i z kurzawą“)4).
W innej sielance p. t. „Żeńcy“ poeta wspomina o „Czar­
nusze“, co w zielu obmywała „domową swachę" starosty, która
pomimo zmarszczek i siwizny szalała za parobkiem s). Koń­
cowy ustęp „Czarów“ maluje — jak trafnie zanotował wydawca
Węclewski — srogość, z jaką odnoszono się wówczas do cza­
rownic, których i w Polsce niemało na stosie spłonęło ; nie
szalał tu wprawdzie powszechny, na zachodzie tak przez nie­
mieckich historyków nazywany „Hexenwahn“,6) padały jednak
także, choć nie tak liczne, ofiary zaślepienia i obskurantyzmu
kierujących czynników.
„Pal te żyły, a mów tak: kurczycie się żyły.
Bodaj się tak tej łotryni członki tak kurczyły,














Niech heclicy

’) Wyd. Węclewskiego, w. 73—4.
2) „Argenida“, w. 690: „Komu miłość praży na podołku jagły, tru­
dno zwłokę cierpi“ (według Lindego).
3) L. c., w. 62 ; ożóg : rodzaj łopaty, służącej do wygartywania wę­
gli z pieca piekarskiego.
4) L. c., str. 21.
s) Wyd. Węclewskiego, str. 116, w. 113—4.
6) Hausen Jos.: Zauberwahn, Inquisition u. Hexenprozess. Leip­
zig, 1900.


86

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej,

Tak zdrajczyną
— — włóczą po ulicy,
Niech w jej piersiach ogniste kleszcze utapiają,
Niech jej plugawe mięso sobakom miotają.
Sowo! ty hukasz w lesie, — —, — —
Niechaj tak za nią wszyscy głosem twym hukają,
Niechaj ją wszetecznicą wszyscy nazywają.
Spluń trzykroć, a przeklinaj : jako ślina pada
Na z>emię, niech na jej twarz krosta tak wysiada,
Niech ją wrzody oblegą, niech z siebie robaki
Zbiera, a w gnojach lega z lichymi żebraki“ l)-

Do przesądów ludowych zaliczyć należy także praktyki
wróżebne, dokonywane w wigilię św. Andrzeja Wspomina o nich
Bielski w „komedyi Justyna i Konstancyi“ 12), w której Panna
służebna radzi Konstancyi lać wosk na wodę w wigilię świę­
tego à ujrzy swego oblubieńca. „Aleć to sprawa niepewna“, do­
daje służąca, która zasłania się autorytetem matki : „słychałam
od swej macierze“.
Bielski, krytyczny umysł, podaje jak widzimy, wzmiankę
o wróżbach Andrzejowych nie bez zastrzeżeń : „Aleć to sprawa
niepewna1'
Prócz wymienionych przesądów ludowych zaliczyć należy
do zabobonów, tkwiących na Rusi, szczególny zwycza] dawania
przez księćlżiń zmarłemu drobnej monety 3) dla łatwiejszej drogi
w zaświaty, lub zwyczaj składania na grobach jadła i napoju,4)
które spożywać mają duchy. Ciekawe to szczegóły dla etno­
logii; ostatni łączy się z bogatą literaturą o obrzędzie dzia­
1) L. c. Wydanie Węclewskiego, str. 94—5, w. 85

116.

2) „Nalejcie wosku na wodę,
Ujrzycie swoją przygodę.
Słychałam od swej macierze,
Ody która mówi pacierze,
W wigilię Andrzeja świętego,
Ujrzy oblubieńca swego,
Aleć to sprawa niepewna...“
L. c. str. 72, w. 1753—69.
3) „Roxolania“, w. 1.1793—6 („exanimi dat vile numisma sacerdos...“)
*) Tamże, w. t 1797—1800.

Wacław Nartuwski.

dów, — pierwszy, mniej zbadany, ciekawi faktem, że różne mo­
tywy powodują ten sam obrzęd, jak wykazuje P. Sartori ).
Powyższe zestawienie czynników i przejawów życia ducho
wego ludu w zakresie wierzeń nadzmysłowych należy uzupeł­
nić relacyami, przedstawiającemi ogólny charakter psychiki re­
ligijnej.
Tu wymienimy przedewszystkiem szereg sądów Klonowicza, odnoszących się przeważnie do ludu ruskiego. Autor „Roxolanii“ stwierdza wielką pobożność chłopa ruskiego, o czem
świadczy choćby niezwykły kult zwłok, przechowywanych w ki­
jowskich pieczarach,*2)3 których powstanie przypisuje lud cudowi
a poeta dziełu przyrody. Z drugiej strony widzimy w bardzo
udatnej bajce chłopa-Rusina, tonącego w dziuple drzewnem,
.wypełnionem miodem, który błaga pomocy boskiej i w strachu
przed śmiercią w miodowej czeluści ślubuje gromnicę woskową
(cerea dona) i zbudowanie kościoła, ale po cudownem ocale­
niu przez niedźwiedzia zapomina o ślubowanych Bogu wotach").
Przesadny kult przeszłości nieznanej, dopatrywanie się cu­
downości w dziele przyrody a z drugiej strony wiarołomność,
graeca fides wobec Boga to — elementy wiary ludowej.
Obok bezmiaru guseł i zabobonów uległa wiara w to,
co przekazali starsi,4) a jako jedyny przykład ortodoksyi ludu
ruskiego ściśle wypełniane posty, które wyprzedzają festos sobrietate dies 5). W dni przedświąteczne używał Rusin tylko po­
karmów roślinnych wstrzymując się od mięsa i mleka. Dla­
tego w post nie odbierze pasterz mleka cielcowi ani nie odłą­
czy jagnięcia od piersi matczynej. Ścisły kult tradycyi religijnej,
') Sartori P., Moneta dla zmarłych (Jahresbericht d. Gymnasium
zu Dortmund, 1899), i tenże, Jadło dla zmarłych (tamże, 1903); Gaidoz,
L’obole du mort, dopełnione przez Karłowicza i Blanchetta (Melusine,
1900, X, str. 56—66, str. 114—55); Stoilov., Novae za převoz; Karadžič
t. III, 1901, str. 153-7.
2) „Roxolania“, w. t. 1343—70, w. p. 1290—1316, str 51—2.
3) Tamże, w. t 1043—1164; przekł rozdz. XXV, str. 42—6.
4) „Russia quin etiam patriis vestigia fixit
Legibus inceptam continuatque viam.
Quos Oriens sedit, observât sine crimine mores
Et semel acceptae religionis iter“. — Tamże, w. t. 1521—4; w.
p. 1463—6, str. 57.
5) Tamże, w. t. 1530.

— 88 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

splecionej z przesądami i zabobonami, powleczonymi również
świętą patyną tradycyi, to podstawy wiary ludu ruskiego.
Charakter wierzeń wyznawców kościoła rzymskiego okre­
śliliśmy przy dyalogach polemicznych, wiara to ślepa, której
przewodzą — że użyjemy słów Klonowicza — nie rzadko ślepi
wodzowie. Że chłop po dziecinnemu naiwnie wierzył i chętnie woli
Bożej się powierzał, nie chcąc przeciwdziałać rzekomym dopu­
stom Bożym, świadczy wiersz Anonima-protestanta, który opi­
suje chłopa, co dzięki indultowi papieskiemu, czuł się tak bez­
piecznym, że nie chciał gasić ognia w kominie, choć już iskry
sypały się po dachu, bo wierzył, że go zło nie spotka 1).
Poszczególne wydarzenia przypisywał chłop bezpośrednio
opatrzności Boskiej, widząc w nich nagrodę lub karę za swe
postępki; jako świetny przykład takiego poglądu posłuży epi­
zod, opowiedziany przez kmiecia w dyalogu Korczewskiego 12).
„Pomaga Bóg“ zwykł mawiać chłop XVI wieku3), podobnie
jak dzisiejszy chwali Chrystusa przy pozdrowieniu, i wierzył
bezgranicznie w pomoc boską i opatrzność, co rządzi każdym
krokiem.
W wierze przodków, okraszanej licznymi zabobonami,
tkwił chłop polski silnie i gdy w kraju zmagała się nowa wiara
z starą a nowatorzy spierali się znowu zawzięcie między sobą,
chłop posłuchał księżej rady i szukając drogi do raju, został
przy dawnych drogowskazach i dawnych przewodnikach, choć
sarkali na to protestanci, jak luteranin Seklucyan, co w przed­
mowie do Catechismusa z r. 1547 ł) wydrwiwał rady księży, co
mówią:
„I ty też, chłopie rataju,
Pytasz się drogi do raju ?
1) L. c, str 102.
2) „Rozmowy polskie“, str. 23, w. 550—6:
„Gdym się raz potkał z niedźwiedziem,
Taki mnie tam był strach nadszedł,
Do trzeciego dnia byłem medł (zemdlony)
I ślubiłem się polepszyć,
Pijaństwem więcej nie grzeszyć,
Bom baczył, iż dla pijaństwa
Przyszła na mię taka pomsta“.
;i) Tamże, str. 13, w. 289
‘) Briirl ner A., Różnowiercy polscy. Serya I, str. 243—4

— 89 —

n

"w



• ■■
Wacław Nartowski.

Byś ty oto na tym przestał,
Tak jak twój ociec trzymał“.

„Słowo Boże“, zatłumióne przez księży — jak pisał zwo­
lennik reformy, nie przyjęło się u ludu, bo prostaczkowie z przy­
czyn już omówionych nie chcieli badać „o Bodze“ i nie ufali
reformatorom.

4. Zwyczaje i obyczaje.
Po przedstawieniu codziennych prac chłopa polskiego
i niedzielnego
że tak nazwiemy, bo wówczas tylko mógł
chłop choć częściowo oderwać się od pracy — życia religij­
nego, przejdziemy do przeglądu zwyczajów i obyczajów ludu,
które pozwolą określić jego psychikę.
Tu pierwszem pytaniem bidzie, jak wyglądała chata chłop­
ska i jej mieszkaniec włościanin.
Opisu domostwa chłopskiego braknie a prócz karykatu­
ralnego szkicu izbyvwiejskiej na Litwie, przedstawionej w makaronicznym wierszu Royzyusza,1) znajdujemy zaledwie kilka
wzmianek drobnych.
Strzecha lub dachy gontowe2) okrywają dom kmiecy;
przed domem Iud obok płoty, otaczające ogród warzywny.
Wewnątrz domu znajdujemy czarną izbę, pełną dymu, bo ko­
mina brak, podobnie jak w wielu dzisiejszych kurnych chatach
chłopskich ; więc i sprzęty domowe tego chłopskiego atrium są
okopciałe, jak okopciała konewka, przy której kufel lub ..plu­
gawy“ dzban zastępuje „szklanicę“. Stół, ławka i deski narzu­
cone słomą, przeznaczone do spania, to reszta sprzętów. W izbie
znajduje także pomieszczenie bydło a to: krowy z cielątkami,
świnie z prosiętami... więc i robactwa nie brak.
Czy podobną izbę można uważać za typ powszechnie pa­
nujący, na to nie mamy świadectw w utworach poetyckich.
Spotykamy tylko drobne wzmianki, jak Kochanowskiego.3) który
') Royzius, Carmina, t. 1, str- 241. „In lituanicam peregrinationem“.
2) Klonowicz, Worek Judaszów, wyd. Tur., str. 107.
3) Pisma, t. II, str. 217, poemat p. t „Marszałek“ (w. 54) „sam roli
nie orał ani siadał w dymie“.
-

90

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

zaświadcza pośrednio, że chaty były dymne, lub Anonima-protestanta,') który w wierszowanej anegdocie o indulcie wspo­
mina o kominie chaty kmiecej.
Kilka szczegółów urządzenia chłopskiego poda Klonowicz.
W „Worku Judaszowym“ jest mowa o szatach, zawieszonych
na żerdzi t. z. grzędzie, i o domowych szczebrzuchach 2) (na­
czynie domowe). W „Victoria Deorum“ 3) wzmiankuje autor
o brudnej misie (lutea paropsis), na której wieśniak podaje
panu plastry miodu. Rej napomknie o piecu, na którym chłop
się wygrzewa 4) a na innem miejscu daje do zrozumienia, że
wójt-chłop trzymał kura i gąsiora w izbie mieszkalnejr>). An­
drzej Zbylitowskifi) mówi o skrzyni, do której chłop składał
dawniej pieniądze Obok izby mieszkalnej bywała komora i soł,
rodzaj chłopskiej spiżarni, jak stwierdza Klonowicz w „Worku
Judaszowym“ 7).
Jaką była chata polskiego włościanina, trudno osądzić na
podstawie tych wzmianek, może była schludniejszą, aniżeli izba
litewskiego mużyka, nie wiele jednak musiała się różnić od
wyglądu litewskiej, skoro nazywana była przez poetów (Biernat
z Lublina, Bielski) kuczą, a wyraz ten w słownictwie polskiem
miał już wówczas znaczenie pogardliwe -).
Słowa Kochanowskiego „nie siadał w dymie“ mogliby
powtórzyć prawie wszyscy poeci, tak przynajmniej możnaby
wnioskować na podstawie pism naszych pisarzy; widocznie
bądź też nie ciekawił ich wewnętrzny wygląd chat, bądź też
może nie uznawali za godne uwieczniać go w poezyi, chyba
dla wyśmiania w karykaturze, jak to uczynił Royziusz. Niestety*)
*) „O złym kominie, co się w nim zagorzało, a ten chciał konie­
cznie chłop indultem zagasić“ (L- c. str. 102).
*) Worek Judaszów“, wyd. Tur., str. 94.
3) „Victor. Deorum“, str. 228.
4) „Krótka rozprawa“, w. 1024, str. 35.
•’) „Wójt z panem. Apoftegmata poćciwe na osoby różne. („Wspólne
narzekanie na niedbałość naszą“ wydał J. Kallenbach, Bibl- dzieł wybór,
t. 4, str. 84).
e) „Schadzka ziemiańska“, str. 16: „Odzie ono sto grzywien, coć
w skrzyni leżały?“
’) „Worek Jud.“, wyd. Tur., str. 67. O grzędzie wspomina też Korczewski w „Rozmowach polskich...“ str. 13, w. 276.
B) Kucza szałas z chróstu. Bielski, Komedya Justyna, str. 13, w. 96—

91



Wacław Nartowski.

jednak w sarkastycznym tonie utrzymany wiersz wytwornego
cudzoziemca nie odbiegł daleko od rzeczywistości ; obraz izby,
acz o skrzywionych rysach karykatury, jest w znacznej mierze
wiernem odbiciem wyglądu faktycznego. Wątpliwości w tej mie­
rze usuwa przedstawienie wsi polskiej, podane przez współcze­
snego historyka, przychylnego niższym stanom, Marcina Kro­
mera. W dziele jego z r. 1575, tłumaczonem na obce języki,
jak niemiecki, hiszpański, pod napisem „Polonia“ 1), czytamy
w polskim przekładzie : „Wszystkie niemal wioski leżą nad je­
ziorami, rzekami lub strumieniami, pospolicie we dwa rzędy
mając postawione mieszkania wieśniaków; domki w nich
z drzewa lub gliny, nizkie, kryte po większej części słomą, nie
kiedy drzewem i nędzne... W wioskach pruskich wieśniacy
Niemcy żyją daleko schludniej... Przez większą część roku nieci
się ogień w piecach na całej Polsce, wyjąwszy Kaszubię i część
Prus, gdzie wieśniacy podczas zimy nanieciwszy wśród domu
ognisko żyją z trzodami, bydłem i innemi zwierzęty i ptactwem
domowem wśród zaraźliwej woni i dymu ; tenże obyczaj trwa
na Żmudzi i innych prowincyach na północ wysuniętych. Piece
wieśniacze zwykle dymne i bez kominów służą, krom ogrzewa­
nia mieszkań, do warzenia pokarmów i pieczenia chleba, a domy
ich pełne są gęsi, kaczek, kur z pisklęty, owiec, kóz, cieląt
i prosiąt dla ochronienia ich od zimnego mrozu. Polacy lubią
łaźnie itd.“.
Niewiele miejsca poświęcą także poeci opisowi zewnętrz­
nego wyglądu chłopa i strojów ludowych. Grotowski -) w roz­
mowie o szlachectwie podkreśla fizyczną okazałość ludzi :
„Ciało zasie u chłopa będzie ozdobniejsze
Niż u pana i teże daleko mocniejsze“.

Rej w „Przypadkach chłopa plugawego“ 3) przedstawia
chłopa-niechluję, co chodzi na wpół zgniły1. „Szalawary“ i buty
ma zabłocone, nogi brudne, włosy nawet paznokciami nie za­
czesane, suknia owalana błotem, otłuszczona, pełna pierza
i kurzu, takaż koszula, przytem wielkie paznokcie i robactwo
') „Polska czyli o położeniu, obyczajach i urzędach R. P. Kró­
lestwa Polskiego“ tłumaczył Wład Syrokomla. Wilno, IMS, str. 45
-) Grotowski Jan. Sokrates albo o szlachectwie rozmowa, b. r.
i m. w. (Egzempl. Bibl. Ossol., Nr. 5.399).
■•) „Zwierzyniec“, CXL1—IX, str. 271 — 5.

- 92 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

we włosach dopełniają obrazu chłopa, który, nie dbając o czy­
stość, żyje gorzej zwierzęcia.
.Charakterystyczną częścią stroju ludowego jest siermięga,
podana jako znamię stanu chłopskiego przez Kochanowskiego1).
W zimie przywdziewał gospodarz barani kożuch, schowany la­
tem w komorze (Rej i Klonowicz O ; ochronę nóg stanowiły
buty, u biedaka kurpie (Rej) s). We „Flisie“ 4) poeta opisuje
odświętny strój chłopa-flisaka, który można uważać za powsze­
chny wśród Mazurów ; tworzą go : sukmana karazyowa z sze­
roką krajką w białe smugi (przekobiałą), białe szarawary
i czapka t. zw. magierka (węgierka). U dziewcząt stanowił szczyt
marzeń muchalejer (materya) ceglasty i puklasty pas gdański.
Codziennym strojem dziewcząt wiejskich były płótniartki, jak
wzmiankuje Andrzej Zbylitowski ■’). Dla dopełnienia ubioru
chłopskiego wymienić należy jeszcze koszulę, której opisowi
poświęca Rej przy wizerunku chłopa plugawego osobny epi­
gram c).
Kontrastem chłopa plugawego jest flisak, co staje przed
rodzicami „wesoło, szatno, szumno“. Ani pierwszy ani drugi typ
nie da się odnieść do ogółu gminu wiejskiego, który niewiele
wprawdzie dbał o czystość i o stroje, podobnie jak i uboższa
szlachta.7) ale plugawością, przez Reja opisaną, odznaczał się
chyba w nielicznych jednostkach.
Eleganci wiejscy musieli szczególną uwagę zwracać na
obuwie i czapkę, którą zdobiono piórem ; oto jak przedstawia
wiejskiego tancerza Szymonowicz:
') „Odprawa posłów greckich“, w 174—5:
„Jeśli kto chłop, czyli sią grofem poczyta,
W siermiedzeli go widzi, w złotychli głowach“.
2) Rej „Wizerunek“, XI Klonowicz , Worek Judaszów“, wyd. Tur^
str. 94
*) Zwierzyniec „Czeladź“, str. 267; tamże „Nogi“, str. 272, wyd.
Bruchnalskiego. „Wizerunek“, IX, w. 49, „oracz ledwie w kurpiach
chodził“.
4) „Flis“ wyd. Węclewskiego, str. 113; wyd. Mrówki str. 85—6.
' 5) „Żywot szlachcica we wsi“: „Młode pastereczki w płótnie biało
tkaném“.
6) „Zwierzyniec“, str 273.
’) Por. Kromera „Polskę“, wydanie cytow., str. 47.


93

Wacław Nartowski.

„Jabym stał, jako stawam, gdy taniec wywodzę,
Piórko za czapką, gładka skorzenka na nodze“ ‘).

Korczewski informuje, jak chodzili „starsi“ ; za ich wzo­
rem każe kmieć ubrać synowi-studentowi rewerendę zamiast
stradyoty 2).
Jeźli z kolei zapytamy o sposób odżywiania się ludu,
stwierdzimy, że było lepsze, aniżeli przypuszczaćby można.
Swoboda łowienia ryb i ptactwa („Roxolania“, „Carmen
de bisonte“), korzystanie z bogactw lasu *a przedewszystkiem
wielka ilość bydła, dla którego nie brakowało paszy, powodo­
wały, że potrawy mięsne nie były rzadkością u stołu kmiecego.
Wójt skarży się w „Rozprawie“ Rejowej w te słowa na
księży,:
„I kołaczać nie oświęcą.
Aż dasz łopatkę cielęcą“ 3).

Widocznie więc święcone chłopskie opływało w dostatek
mięsa, skoro plebanowi dawano tak hojną daninę.
W „Schadzce ziemiańskiej“ 4) krytykują dworstwem zara­
żeni goście gospodarza, szlachcica starej daty, co przyjął ich
„jałowiczyzną“ pieczoną i gotowaną i szydzą z przyjęcia, które
uważają za odpowiednie dla chłopów młocków. Że młockom
dogadzano, świadczy i ustęp „Albertusa z wojny“, w którym
') „Sielanki“ : IV „Kosarze“, str. 23, w. 51—2, wyd. Węclewskiego.
Jeden z wielu przykładów przekostyumowania przez poetę klasycznych
postaci dla zbliżenia i upodobnienia do znanych typów rzeczywistych,
rodzimych.
2) „Rozmowy polskie...“ str. 13, w. 275—S6:
,<A oblecz się w rewerendę
Poczciwiej ci w rewerendzie,
Niźli w stradijocie będzie;
Zostaw też te szarawary;
Wszak masz jeszcze ubiór stary.
Chodź tak, jako naszy starszy,
A zwłaszcza tu u nas na wsi.
Onym się to zejdzie jeszcze
Przy dworze albo też mieście,
Którzy noszą takie rzeczy,
Chcąc mieć różność od nas kmieci“.
:i) „Krótka rozprawa...“, w. 935—6.
4) Op. cit., str. 26: „...jałowiczyzny napie i nawarzyć
Dla swych młocków to było tak kazać uparzyć“—

94



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

autor wzmiankuje, że Albertus posilił sie w karczmie „kioska­
mi“, które gospodyni dla młocków nagotowała l).
Przy opisie chłopskiej uczty chrzestnej nadmienia Anonimprotestant o mnogości potraw ■ brzeczka z chlebem, grzanki,
groch, placki i moskale — oto przysmaki, którymi raczyli się
szczodrze goście 2). A Klonowicz, chwaląc w „Flisie“ 7 bogac­
two ziem polskich, pisze :
„Tu chłopek wesół, bo pewnie ma wszytko,
Kiedy ma żytko“.

Nie tylko chlebodajne żyto miewał chłop-rolnik, ale także
nie brakowało mu licznego inwentarza żywego. Tuczne woły,
kosmate owce, tłuste jałówki i kozy pasące się na łąkach za­
pewniały gospodarzowi i sprzężaj do pługa i odzież wełnianą
i nabiał; nie brakło i drobiu, więc gęsi, kaczek, łabędzi(!), ku­
rów i gołębi. Lasy dostarczały zwierzyny, miodu ; jeziora, stawy
i rzeki obfitowały w ryby, nie dziw więc, że w Polsce, kraju
bogatym w.produkta surowe, pożywienie kmiecia, zwłaszcza
osiadłego na całym łanie lub półłanku, było wcale dostatnie.
A przecie powyższą pochwałę dobrobytu wieśniaka należy
raczej odnieść do bytu wieśniaka szlachcica, którego szczęście
i zasobność wysławiać było modą literacką, przejętą od kla­
sycznych chwalców sielskości. Chłop z biegiem lat coraz mniej
miał powodów do pochwały życia wiejskiego, a gdy system
folwarcznej gospodarki zaczął uszczuplać pola, uprawiane przez
włościan na użytek własny, poczęli małorolni lub bezrolni
chłopi uciekać do miast, a nawet jeżeli jeszcze na wsi zostawali,
obciążeni daninami i świadczeniami pańszczyźnianemi, coraz
mniej mieli powodu do zadowolenia, a szlachta zastępywała lud
w wznoszeniu pochwał błogiej sielskości.
Naogół jednak byt chłopa był znośny. Klonowicz, którego
drobiazgowy zmysł obserwacyjny każe odsłonić przed czytel­
nikiem zawartość chłopskiej komory, gdzie przechowuje się
„wiejskie ubóstwo“, wylicza płótno, przędziwo, kożuchy, sery,
gomółki, połcie, sadło na zimę schowane, i warzywa, co po­
zwala wnosić, że i tak skromne wymagania chłopa znajdowały
pełne zaspokojenie. Inaczej było w razie klęski nieurodzaju lub
') Wyd. z r. 1649. B. 2 (recto).
2) „Erotyki, fraszki etc., str. 25—6 (patrz wyżej str 67).
s) „Flis“, wyd. Węclewskiego, str. 12—3; wyd. Mrówki str. 17—fi.

— 95 -

Wacław Nartowbki

%

pomoru na bydło. Jak nieszczęśliwy był los wieśniaka, któremu
grady lub powódź zniszczyły plony, opisuje wymownie Klonowicz w „Victoria Deorum“ ■) i „Worku Judaszowym“ 12).3 Poeta •
przedstawia, jak lasy chronią biedaków przed śmiercią głodową,
tu zbierają oni żołędzie, nasienie buku, gier i grzyby, powodu­
jące nieraz zatrucia Równoznaczną z nieurodzajem jest klęska
pomoru bydła, która niweczy byt chłopa-pasterza. Grozę po­
moru ilustruje sielanka p. t. „Pomarlica“1).
Jak w razie klęski niezwykłej głód zazierał często do chat
włościańskich, a za nim i choroby zaraźliwe i śmierć, tak w nor­
malnych warunkach mógł chłop łatwo wyżyć a gospodarny,
łanowy kmieć nie cierpiał wcale niedostatku artykułów spo­
żywczych. Obok potraw mącznych stanowiły nabiał i mięso głó­
wną część pożywienia; pośród jarzyn nie znano podówczas wcale
ziemn.aków, podstawy późniejszego wyżywienia się chłopa, bo
jeszcze za czasów Sobieskiego pojławano je jako rzadkość na
stołach wielkopańskich. Natomiast korzystano już wówczas
z importu śledzi, które przywozili flisacy, wracając Wisłą
z Gdańska.
O życiu rodzinnem niewiele powiedzą poeci. Wobec po
wszechnego realizmu ówczesnej doby należy przypuszczać, że
uczucie miłości nie odgrywało wielkiej roli w życiu włościan.
Tylko sporadycznie mogła miłość wybujać w tej mierze, jak
to przedstawia Klonowicz w „Roxolanii“ w opisie namiętnej
Fedory, która zapłonęła gorącem uczuciem ku Fedorowi4).
Uczuciowość nie była jednak obcą ludowi, jak świadczą ustępy
„Sobótki“ i „Sielanek“ Szymonowicza. Wiele tu naśladownictwa
klasycznych wzorów i przenoszenia gorących afektów pasterzy
południa na ziemię sub arctu, gdzie uczucia nie przybierają
form tak jaskrawych, wiele jednak także pierwiastków rodzi­
mych, ojczystych.
„Panny“ w „Pieśni świętojańskiej o Sobótce“ to rade do
tańca i śmiechu dziewczęta, którym nie obce są zalecanki chło­
paków, jak „gładkiego“ Szymka, co „za trzewik zastępuje, a po­
wiada, że miłuje“. Szymek ten to przechera: z jedną „sobie
1) „Victoria Deorum“, str. 230.
2) „Worek Judasz.“, wyd. Turów., str. 132.
3) Szymonowicz, Sielanki, wyd. Węclewskiego, str. 84 i nast. (sie­
lanka XIV).
4) „Roxolania“, przekład, str. 58-62.
-

96 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

rzecz znajduje“, a drugiej nogę przystępuje1)- Kontury „panien“
w tym misternym poemaciku są jednak tak niejasne, że wątpić
możną, czy wszystkie przedstawiają kmiotówny; treścią ich
pieśni to uczucie miłosne, albo sentymentalna tęsknota za nie­
obecnym lub utraconym kochankiem, albo przemówka z wy­
rzutem-). Jeźli nie forma wszakże, to treść nie musiała odbie­
gać od pieśni dziewuch wiejskich.
Klonowicz wspomina o czułych i żałosnych pieśniach
dziewczyny wiejskiejJ), choć na innem miejscu odmówi chło­
pom uczuć subtelniejszych, co prawda w ustępie, który jedno­
stronnie wylicza wady wiejskiej rubaszności;4) zresztą sam Klo­
nowicz poda przykład siły uczuć chłopskich w balladzie o Fe­
dorze.
Szczególniejszą uwagę uczuciom miłosnym ludu poświęci
Szymonowicz Poeta, znający dobrze lud halicki, poznał też
tajniki jego serca. Znał on zalecanki młodzieży do Hasiek, Ja­
gienek, Baś, Halek i Paraszek, i choć w sielankach, przez poetę
skreślonych, przeważają klasyczne Amarylidy, Testylidy, Neery
i Likory, jednak, pomimo użycia nazw klasycznych, nie za­
niedbał autor przedstawić postaci rodzimych lub dostosować
konwencyonalnych typów do panujących w Polsce zwyczajów,
stosunków, poglądów. Świetnym przykładem przykrawywania
wzorów klasycznych na modłę rodzimą jest sielanka VIII,
p. t. „Dziewka“. Jeźli weźmiemy do ręki, za wskazówką zasłu­
żonego wydawcy St- Węclewskiego, pierwowzór Teokryta i ze­
stawimy z tekstem polskiej sielanki, dostrzeżemy, że polski
poeta nie tylko zmienił zakończenie, nie chcąc za przykładem
greckiego autora przedstawić sceny uwiedzenia dziewczyny, ale
przydał nadto szereg ustępów, charakterystycznych ze względu
na odbite w nich zwyczaje i charakter ludowy. I Dafnis, co
przyrzeka, że wiele ukochana zapragnie, tyle jej „zapisze“, a na­
stępnie daje dziewce pierścionek, obiecując przysłać „dziewosłęby“,r') i dziewka, która wspomina o skrobaniu się w głowę
przy omawianiu ślubu, jużto obiecuje wprzód wybadać zdanie
rodziców i powiadomić o tern kochanka, albo nie chce zezwo') Panna V. Wyd. Bibl. powszechnej, str. 105.
J) Porównaj pieśni panny IV, V, Vil, VIH, IX, X.
3) „Victoria Deorum“, Rozdz. 21, str. 140.
4 Por. op. cit. R. XL1 i XL11.
') „1 przyjaciele przyszlę i sam w dom przybędę“, w. 82.
-

97



7

Wacław Nartowski.

lié na swawolną pieszczotę, boć „trzeba wszędzie poczciwości“,
a nie wiedzieć, czy ojciec zezwoli na małżeństwo ; - wszystko
to rodzime i oryginalne, choć sielanka stanowi miejscami do­
słowny przekład pierwowzoru greckiego.
Podkreślenie moralności ludu, zawarte w sielance powyż­
szej, spotyka się z wręcz przeciwnemi świadectwami, zawartemi
W innych sielankach, choć te zarzuty skierowane są nie do
ogółu ale jednostek lub pewnej grupy poszczególnej (czeladź) ’).
Çenniejsze od naśladowanych są sielanki oryginalne, jak
„Zalotnicy“, gdzie obok bogatej jedynaczki Neery, która często
nowe szaty sprawiała i w srebrnym pasie chadzała, wiodąc rej
na tańcach, widzimy, jakby kontrast, biedną, krzywooką Likorę,
dzielną robotnicę, co krowy u dojnika doiła, gdy tymczasem
kochanek Licydas sieczkę rzezał. Jeźli można wątpić, by Amintasowe zachwyty nad śpiącą Neerą były odbiciem uczuć wie­
śniaczych, realny Licydas i pracowita Likora, która mu „u ro­
boty do serca przypadła“, wydają się postaciami, skopiowanemi
na wzór panującego powszechnie typu:
„Pomnisz? kiedyśmy byli pospołu na żniwie
Pszenicę_wtenczas żęto na siedzianej niwie —
Zagon twój był wedle mnie; tak ci tam służyło
Szczęście, żeć sierpa w ręku ledwie dojrzeć było,
Jeszcześ nam przyśpiewała. Przyznać ci się muszę,
Chcąc się tobie sprzeciwić, siliłem się z dusze ;
1 mówiłem do siebie: Boże, jeśli zdarzysz,
Niech tak zawsze robi wedla mnie towarzysz“ 2).
Ta zwrotka i następne, w których kochanek wychwala go­
spodarskie cnoty ukochanej, wspomina zakasane ręce piorącej
chusty a wreszcie kończy słowami : „Róbwa już razem na się,
służba nie na wieki“ i ufny w łaskę Boża zapytuje, kiedy na­
dejdzie dzień, w którym staną oboje przed ołtarzem, nie rażą
wcale sztucznością; wszystko to tak prawdziwe i rodzime a przytem piękne i proste, że wierzymy, iż poeta kreśli realny przy’) „Chociaj czeladź trzymają gorzej rui w klasztorze,
Przedsię co rok bywają z bykowem we dworze“. — „K'ermasz“,
w. 10—20, wyd. Węd., str. 4!>. (bykowe stanowiło karę pieniężną za spło­
dzenie dziecka nieślubnego). W sielance „Żeńcy" przedstawia poeta go­
spodynię starosty, która pomimo podeszłego wieku swawoliła z pa­
ro bK am i.
2) Wyd. Węcl w 131—8, str. 76 n.

— 9g —

i

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

kład sielskiei miłości , oparty na obopólnem umiłowaniu chlebodajnej pracy i ufności w łaskawość Bożą. Niewyszukane
uczucia, pogodny nastrój wiersza, prawdziwie sielski, odbija
jaskrawym kontrastem od poprzedniego ustępu, który może
nie mniej piękny, nie mniej artystycznie nakreślony, jednak bez
tej siły i tężyzny życia, która tryska z ustępu o Licydasie.
Odejmijmy klasyczne nazwiska dziarskiej parze, a całość przed­
stawi się jako wdzięczny bez skazy obrazek, w którym wiele
słońca, barw i mocy, a poszczególne postacie codzienne, opa­
lone żarem słonecznym, utrudzone codzienną pracą, lecz
w pracy tej życiodajnej rozkochane i dlatego szczęściem i zdro
wiem promieniejące.
Szymonowicz, piewca uczuć prostaczych, zapozna też czy­
telnika z tonem i barwą pieśni ludowych, gdyż pomimo arty­
stycznej transformacyi przebija ludowy charakter z niektórych
strof „sielanek“.
Cechy ludowe posiadają szczególnie czterowiersze, zamie­
szczone w VI sielance p. t. „Mopsus“, n. p. czterowiersz, za­
czynający się od słów: „Próżnoś mię pod kądzielą, matko, po­
sadziła“ (w. 73—83) lub „Gąsięta mi po trawie matka paść ka­
zała“, albo żale na los sierot u macochy („Kwoczka po brzegu
chodzi, kaczęta pływają“). Znamiona podobne noszą także inne
następne, opiewające Halenkę, Basię, Jagienkę, które przypo­
minają nawet zwrotami analogicznymi późniejsze, znane nam
pieśni ludowe, jak n. p. vhersz:
„A kiedy mię Jagienka piękna pocałuje,

Ani mleko ani jabłko tak smakuje“1),
lub
„...skoro Halenka ukaże swe lice,
Nic nie są jasne strugi, nic są krynice“12).*

Pieśni w „Sielankach“ Szymonowicza i „Sobótce“ Kocha­
nowskiego świadczą, że pieśń w w. XVI przybrała już stałe
formy. Świadectw, że lud wiejski, szczególnie kobiety pielęgno­
wały pieśń, nie braknie w poezyi Już prof Nehring8) zebrał
szereg zapisek, stwierdzających, że lud chętnie śpiewaf czy o Szafrańcu ściętym za rozboje, czy o lipce, a zwłaszcza nie żało1) Wyd. Węclewskiego, w. 125 - 6.
2) Tamże, w 129—láO, podobme w. 121—2.
a) Altpolnische Sprachdenkmäler, Berlin 18*6, str. 219 n.

Wacław Nartowski.

wał gardła przy kuflu. Do zapisków tych, czerpanych przewa­
żnie z pism prozaicznych, można przyłączyć świadectwa, za
warte w poezyi.',Prócz „Pieśni o sobótce“ J. Kochanowskiego,
której budowa sama wskazuje, że śpiewano pieśni dziewczęce
w czasie obchodu sobótkowego, i prócz niejednokrotnie może
konwencyonalnych wzmianek o śpiewających pasterzach i pa­
sterkach, mamy szereg ustępów, które dowodzą niezbicie, że
chłop polski kultywował śpiew gorliwie. Rej wspomina w „Wi­
zerunku“ o oraczu śpiewającym ^.nadobnie“ podczas nocnej
pracy przy świetle księżycowem ‘); Anonim protestant, jakby
dając świadectwo prawdziwości słów wieszcza z Czarnolasu, że
obchody sobótkowe odbywały się „me bez pieśni, nie bez gra­
nia“, zaświadcza, że niewiasty śpiewały podczas palenia so­
bótki stare pieśni2). Klonowicz zanotuje zwyczaj śpiewania
piosnki oraczej przy wyjeżdżaniu pługów na pańszczyznę, po
małych miasteczkach wykonywaną nie tylko przez mieszczan,
ale nawet przez samego burmistrza, który pierwszy pług w pole
prowadził i pierwszy też zaczynał śpiewać nieznaną nam bliżej
„piosnkę oracką“, a pospólstwo „opiewało“ czyli wtórowało3).
W „Roxolanii“ słyszymy kołysankę, śpiewaną jękliwie
w dzień i w nocy nad kolebką dziecka;4) w „Victoria Deo­
rum“ ft) poeta wspomina o wiejskiej dziewczynie, co dojąc kro­
wy, przenikliwie (acuta voce) śpiewa piosnki miłosne (questus
Veneris et carmina blanda). W „Flisie“ nadmienia „pieśń o świę­
tej Barbarce“, ułożoną przez mądrego rotmana a śpiewaną przez
flisaków c) - a nawet cały poemat, poświęcony opisowi spraw
flisowskich a napisany, „ku przestrodze i ucieszeniu szyprów•)
•) „Wizerunk“, I, w. 79 —82.
„Miesiąc też także wszystkim pracującym w nocy,
...jest... na wielkiej pomocy,
Zasz spracowany oracz nie nadobnie śpiewa,
Robiąc w jego jasności prącej swej ulżywa“.
2) Anonim-protestant: Erotyki, Fraszki etc., str. •'>(), w. 3
3) „Worek Judasz.“, wyd. Tur., str. 76.
„...pług jego (burmistrza) przodkiem
Wyjeżdża na pańszczyznę a radzieckie śrzodkiem,
Prostacy na ostatku: Burmistrz naprzód śpiewa
Onę piosnkę oracką, pospólstwo opiewa“.
4) Roxolania, w t. 1458- -1462; w. p. 1409 n., str. 55.
3) „Victoria Deorum“, str. 140, R XXI.
e) „Flis“, wyd. Mrówki, str. 69.
— 100 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

polskich, po Wiśle pływających i ku ulżeniu na wodzie tęskności ich“, ułożył w strofach nadających się do śpiewania ;
widocznie śpiew był gorliwie przez flisaków kultywowany. Inny
poeta, autor „Gęśli różnorymych“, Jan Rybiński,1) wzmiankuje
0 śpiewach podpitych chłopów, wracających z miasta.
Głosy te dowodzą, że gmin wiejski pielęgnował pieśń
świecką z równem zamiłowaniem, jak polską pieśń religijną
która, dzięki ludowi, niechętnemu niezrozumiałej łacinie, zdo­
bywała sobie należne prawa w obrębie kościoła. Donośny
śpiew, płynący z piersi chłopskich, zapełnił nie tylko kościoły
pieśniami religijnemi „in vulgari“, ale także rozlegał się w świec­
kich piosnkach jużto tęsknych jużto swawolnych wśród pól
1 chat, nie brakło go i w stajniach ani w gospodach.
Szczególnie kobiety pielęgnowały pieśń a skłaniał je do
tego, prócz wrodzonej uczuciowości, tryb zajęć kobiecych. Za­
kres prac gospodarczych kobiety wiejskiej przedstawia Szymonowicz w ustępie o Likorze 2). Gospodyni miała w swej ręce
zarząd gospodarstwa domowego, pracę -około nabiału, troskę
o drób, z czego należną daninę (sery, kurczęta itp.) odnosiła
do dworu 3).
Sylwetkę skrzętnej gospodyni wiejskiej kreśli Klonowicz
w „Victoria Deorum“ i). Ona przechowywa mienie, pilnuje do­
bytku, robi zapasy żywności, przędzie nici na tkaniny 5). Pod­
czas nieobecności męża zbiera chróst i gotuje przy ognisku
roznieconem. Następnie zastawia na stole nabiał i mączne po­
trawy, okraszone kawałkiem mięsa lub słoniną. Nadto karmi
przy piersi dziecinę, którą podaje następnie dla pieszczot ojcu.
Czasem też panuje niedostatek i wieśniak zadowolnić się musi
wodą i solą.
Piękny ten obrazek, odsłaniający życie chat, zestawić mo­
żna chyba z analogicznym opisem trosk matczynych w „Roxolanii(i). W poemacie tym przedstawia Klonowicz jednak mniej
’) „Gęśli różnorymych księga I“, gęśl III (1593).
s) Szymonowicz, Sielanki. „Zalotnicy“, str. 81—3, w. 131 n. Do
gospodyni należało doglądanie bydła, pranie chust, praca przy żniwach
3) „Victoria Deorum“, str. 228, R. XXVIII.
Ó Tamże, str. 139, R. XXI.
r’) Por. zakończenie „Zwierzyńca“:
„Bo komu inochody nie stawa, więc grędą,
A baby, gdy lnu nie masz, niech konopie przędą“.
6) „Roxolania“, w. t. 1457—84; w. p. 1409—35, str, 55—6,

101 -

Wacław Nartowski.

pogodną scenę, tu nie dobrobyt, ale nędza towarzyszy dziecku,
co płacze w kolebce. Nie uciszają dziecka kołysanka ani pocą
łunki matki ; płacze, bo głodne a pierś matki zawiędła, pusta.
Dopiero postraszone wrzuceniem do wody i oddaniem wilkowi
ucichnie niemowlę. Twardy jest los chłopskiego dziecka, owi­
nięte w szmaty ma lichy pokarm a matka rzadko go dogląda
Zdane na siebie rośnie bez opieki nauczyciela, jako chłopak
harcuje na kiju łykiem uwiązanym niby na koniu, potem łowi
ptactwo, wspina się po drzewach z narażeniem życia, a gdy
zmężnieje, czeka go ciężka praca *).
Gospodarnej Likorze i skrzętnej gospodyni, przedstawio
nej w „Victoria Deorum“, przeciwstawia wierszowana literatura
ciekawą, ze względu na bezpośredniość narracyi, opowieść
o Maśce, co źle doglądała dobytku Maćkowego, podaną przez
autora „Gospodarstwa dla młodych i nowotnych gospodarzów“ 2). Wit Korczewski napomyka o niezgodnych małżeń­
stwach, w których pijani mężowie bili żony :i).
Zycie sąsiedzkie znalazło wyraz w ujemnej formie przez
podkreślenie plagi sporów granicznych,’ które opisuje Klonor
wicz w „Victoria Deorum“ ; tenże autor wzmiankuje na innem
miejscu o złym sąsiedzie ł).
Jako zbiorowość pojawia się lud rzadko, czasem tylko
dla protestu przeciw nowym ciężarom pańszczyźnianym wy­
stąpi jako „gromada“ wobec „dworu“, zresztą łączą go jedynie
wspólne uroczystości, zwyczaje i wspólna niedola w nieszczę
ściuJ Ludową na wskroś uroczystością była sobótka. Prócz
Kochanowskiego ’) pisze o tej uroczystości tylko Anonim-pro.
testant ). Niestety ani jeden ani drugi nie poświęci opisowi
obrzędu wiele miejsca. Kochanowski opowie krótko, że na dzień
św. Jana zgodnie z zwyczajem, przez matki podanym, palono
sobótkę w czarnym lesie; około ognia.zasiadała na murawie
’) „Roxolania“ w. t. 1513—20; w. p. 1452—62, str. 56—7; w.'t.
631—90, w. p. 628—75, str. 29-31.
2) „Gospodarstwo“ przez M. W., 1596, str. D2 recto.
s) „Rozmowy polskie...“ str. 70. .
4) „Victoria Deorum“, str 503. R. XXXVIII; Worek Judaszow wyd.
Tur, str. 66 i 132.
*
5) „Pieśń świętojańska o sobótce“ Pieśni księgi trzecie, wyd. Bibl
Powszech., str. 99—116.
8) „Erótyki, fraszki“ etc. „O sobótce“ str. 50.
- 102 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

„wszytka wieś“ kołem; w pośrodku było zaszczytne miejsce
dla wiejskich honoracyorów. Wiejscy muzykanci z nadobnym
bębennicą zagrali na swych instrumentach a przed zebranych
występy wało sześć par dziewek, jednakowo ubranych, przepa­
sanych bylicą, które z kolei śpiewały pieśni przeważnie miło­
sne. Anonim-protestant przytoczy anegdotę o przygodzie, która
wydarzyła się podczas obchodu sobótki, samemu obrzędowi lu­
dowemu tymczasem poświęci zaledwie kilka wierszy, przypisu­
jąc kobietom palenie ognia sobótkowego, przy którym jedne
„stare piosenki śpiewały“ a drugie skakały przez ogień :
„Niewiasty na wsi sobótkę nieciły,
Więc jedny stare piosneczki śpiewały
A drugie przez ogień skakały“.
\

Obaj przytoczeni poeci akcentują zgodnie, że główną rolę
w obrzędzie odgrywały kobiety, — one przechowują tradycyę
obchodu, śpiewając stare pieśni a nawet skaczą przez ogień.
O bylicy, którą przepasywały się dziewki w czasie sobótki,
wspomni też inny autor, podkreślając jej-skuteczność leczniczą.
Oto w „Rozmowach“ ') Korczewskiego daje wytrykusz zbitemu
przez chłopów klesze następującą radę :
„Zmyj się święconą bylicą,
Bo tak u nas głowy leczą“.

Zbiorowo występował lud także podczas zabaw, które
wypełniały tańce o rozmaitym charakterze i rozmaitej formie.
Klonowicz opisuje w. „Roxolanii“ rodzaj tańca wojennego,
uprawianego przez pasterzy. O współudziale dziewcząt niema
wzmianki, pasterze występują z „żelazem“ w prawicy a spory
wynikłe kończą się często krwi rozlewem, to też poeta określa
je : „Non Veneris ludi, sed sunt praeludia Martis“ 12).
1) „Rozmowy polskie..“ str. 40, w. 144 6; por Reja. „Postyllę", list
201 a; „Czarownica powołana" s. 22 (wyd. w Gdańsku 1714); Fr. Gawełek. Przesądy, zabobony, środki lecznicze i wiara ludu w Radłowie (Materyały antrop. archeol i etnograficzne Ak. Um. t. XI).
2) „Roxolania“, w. t. 621— 6; w. p. 617—23, str. 29. Co było tern
żelazem, czy nóż czy topór góralski, używany podczas „zbójeckiego“
tańca tatrzańskich górali, nie wiemy. Kondratowicz wymienia w przekła­
dzie nóż, w tekście łacińskim znajdujemy tylko ogólne określenie ferrum, następnie arma corusca.


103

Wacław Nartowski.

O sobótkowym tańcu śpiewają panny w „Pieśni święto­
jańskiej...“ Po podaniu rąk pląsały dziewki w koło '), a tańce
były rozmaite ; panna 2 wymienia poszczególne rodzaje :
„Postępujmyż tedy krokiem,
Ale nie masz, jako skokiem.
Skokiem taniec nasnadniejszy,
A tem jeszcze pochodniejszy,
Kiedy w bęben przybijają“.
„Trefne plęsy z ukłony“ i „goniony“ nie były obce dzie­
wuchom wiejskim, skoro wspomina o nich Szymonowicz, przed­
stawiający w „Sielankach“ kilka tancerek wiejskich i to niezgrabną
Likorę, i Neerę, co rej w- tańcach wodziła,2) i gospodynię sta­
rosty, co choć nie młoda :
„A w karczmie albo w tańcu ptak jej nie doleci,

Gdy podołek rozpuści, wymiecie i śmieci“.3)
Tańce były ulubioną zabawą wiejską, na tańcach używała
też czeladź,4) one stanowiły atrakcyę kiermaszów,r>) one także
były obok uczty najważniejszym momentem wesela chłopskiego.
Niestety, poezya nie przekazała nam obrazu najciekaw­
szego i najbarwniejszego ludowego obrzędu. Wszakże wesele
było najgłówniejszą uroczystością w życiu chłopa, bo obrzę­
dem tym inaugurowali parobczak i dziewucha nową fazę życia,
stwarzając odrębne ognisko rodzinne na własnem gospodar­
stwie, na którem już „dla siebie“ pracowali. Znaczenie tego
aktu, który miał nadto inne wartości życia, starał się zillustrować
uroczysty obrzęd weselny, stanowiący koronę zwyczajów i obrzę­
dów .ludowych. Z XVI w. zachował się jedynie fragment „Tragedyi żebraczej“, przedstawiającej weselisko dziadów, odbyte
wśród pijatyki w karczmie. Wprawdzie Szymonowicz napisał
’) Panna 1 : „Czemu sobie rąk nie damy“,
Panna 3: „Za mną, za mną piękne koło“.
2) Sielanka „Zalotnicy“, str. 76—83, wyd- Węclewskiego: „Lubo
cie w plęsy wzięto lub do gonionego (w. 125).
3) Szymonowicz: „Sielanki“, wyd. Węclewskiego. „Żeńcy“ str. 118,
w. 151-2.
4) Tamże, por. sielankę: „iKermasz“, str. 48 n.
'■•) „On [gospodarz] w roczne święta kiermasze sprawuje,
Młódź przy poświacie po trawie tańcuje“.
Szymonowicza wiersz „Wiejska szczęśliwość“, wyd. Węclewskiego,
str. 147, w. 79—80.
— 104 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

sielankę p t. „Wesele“,1) lecz z utworu tego, wybiegającego
zresztą poza XVI w., poznajemy tylko rodzaje instrumentów,
na których grywano, jak: gęśle podgórskie, regały, skrzypice
włoskie, fletnie i piszczałki. To pominąwszy, opis sielankopv
sarza zbyt steoretypowy, wszak zebranie gości, jedzenie, picie,
muzyka, pijanie zdrowia przyszłego małżeństwa bywało na każdem weselu bez względu na stan, kraj i narodowość.
Pozatem poeta nie kreśli żadnych zwyczajów obrzędowych,
a pieśni, śpiewane na weselu, to prawie dosłowne przekłady
miłosnych pieśni Teokryta, Biona, Moschusa. Inna sielanka
Szymonowicza p. t. „Kołacze“ s), choć przedstawia scenę z ży­
cia drobnej szlachty, ma ustępy odpowiadające treścią i tonem
zwyczajom ludowym, jak ustęp o kołaczach:
„Kołacze grunt wszystkiemu, a można rzec śmiele:
Bez kołaczy jakby nie było wesele,
Laską w próg uderzono. Już kołacze dają,
A przed kołaczmi panie nadobnie śpiewają
I taniec prędki wiodą i kleszczą rękami“3).
Również treść śpiewanych pieśni, zawierających aluzye do
młodej pary a dostosowanych do obrzędu z kołaczem, mogła
odpowiadać osnowie ludowego obrzędu, wiemy bowiem, że
życie drobne j szlachty niewiele różniło się od życia kmieci.
Miaskowski wspomina o mazowieckiej szlachcie, która tak schłopiała, że nosiła siermięgę, bo też sama, nie mając poddanych,
musiała uprawiać rolę i wykonywać wszystkie prace rolnicze.
Podobnie jak opisu wesela chłopskiego, braknie też opisu
dziewosłębów4).
Jako zbiorowość występywał lud także w chwilach nie­
szczęścia lub z konieczności wobec wrogiego najezdcy. Szcze­
gólnie wschodnie kresy, po których Tatarzy zapuszczali zagony,
były narażone na ciągłe utarczki z wrogiem. Już Hussowczyk
wysławiał rycerskość wieśniaczą małopolskiego ludu, następnie
wspomni o walkach z Tatarami Klonowicz. Autor „Pożaru“
') L c., sielanka II, wyd. Węclewskiego. str. 8.
2) Sielanka XII., wydanie Węch, str. 71 n.
:!) Tamże, w. 105—9, str 74—5.
4) Obrzęd dziewosłębów spotykamy w znanej przez Wiszniewskiego
komedyi p. t. „Marancya“, lecz Matyaszek i Marancya należą do czeladzi
pańskiej, która już przyjęła miejskie zwyczaje, zresztą pochodzenie ich
ludowe jest wątpliwe.


105

Wacław Nartowski.
-

-

opisuje w wcześniejszej „Roxolanii“ chłopa, który zbrojny sieje,
żnie zboże i nie bez przyczyny obciąża sobie ramię kołczanem,
bo nieraz:
„Krew się rumieni na kłosach ze żniwa.
Nieraz gdy siądą południać żniwiarze,
Wróg uzbrojony obiad im przerywa...“.
Tatarzy niszczą i palą wsie i zabierają w jasyr powiąza­
nych łykiem jeńców; kto nie stanie do obrony z orężem w dłoni
lub nie ma sił do walki z wrogiem, popada w niewolę ])Nie dziw, że taki stan ciągłej niepewności musiał wśród
ludu kresowego wytworzyć potrzebę stałego pogotowia, co
sprawiło, że chłopstwo Ukrainy nabierało cech ludności na
wpół wojskowej, czego wyrazem stał się osobliwy charakter
t. z. kozactwa.
Tok życia, zajęcia rolnicze, położenie społeczne i wierze
nia religijne to czynniki, wytwarzające życie moralne ludu.
Wprawdzie więcej materyału dla scharakteryzowania ludu
w tym względzie dostarczyłaby współczesna literatura homile­
tyczna lub zapiski sądowe, ale także w poezyi najjaskrawsze
momenta moralnego życia chłopa wywołają wzmianki pisarzy,
które ukazują, co najbardziej uderzało współczesnych.
Wzmianki najczęstsze dotyczą przekraczania prawa wła­
sności i opilstwa. Klonowicz, aby zaznaczyć zupełny brak po­
szanowania obcej własności u chłopów ruskich, pisze :
„Kradzież jest jako przemysłu gatunek,
Kto zasię odkradnie, z odwetu się szczyci“2).
Że na innych ziemiach Rzeczypospolitej nie była kradzież
również rzadkością, świadczą liczne ustępy. W „Worku Juda­
szowym“ wymienia poeta leniwca, co „nie rad żnie, nie rad
kosi a w cieniu rad siada i żeńcom i kosiarzom z kobiałki
wyjada“ 3). Autor satyry „O przechernej i sztucznej naturze
chłopskiej“ narzeka na zagrodników, kradnących w pańskiem gumnie i w stodole. Rej wspomina w „Wizerunku“
o chłopie, zakradającym się do kabatów 4). We „Flisie“ opi') „Roxclania“, w. t. 1312—24, w. p. 1265-73. str. óO-l Por. ust.
„Worka Judaszowego“ wyd. Tur., str. 90.
2) „Roxolania“ w. t. 1559—60 (solers industriel), w. p. 1499—500,
str. 58.
:!) L. c., wyd. Turowsk., str 103.
*) L c., ks. U, w. 171—2.


106



\
Stan włościański u utworach poetyckich doby renesansowej.

suje Klonowicz? jak flis, idąc po chróst, kradnie chłopom gęsi,
które chowa do biesag ')• Zły sąsiad, opisany w „Worku Ju­
daszowym“, spasa i kradnie zboże sąsiedzkie Kwestarze wiejscy
zabierają często zebrane na ofiarę pieniądze. Słowem poczucie
obcej własności było wśród ludu słabo utwierdzone.
Nałóg pijaństwa, bądź też chłoną pijącego przedstawi sze­
reg poetów. Rej ■ zaznaczy, że „wszystka roskosz, chłopa plu­
gawego" piwem leb zamusnąć.s) Bielski, przeciwstawiając życie
chłopa zbytkowi mieszczan, podnosi, że gdy mieszczanie uży­
wają win i korzennych napojów, „kmiotek tylko w niedzielę
piwa trochę skusi“ 4) ; na innem miejscu nadmieni poeta, że
chłopi krytykują w karczmie swoich panów5), co także powtó­
rzy, niezależnie od autora „komedyi Justyna i Konstancyi“,
autor „Proteusa“, który pisze, że chłopi, niezadowoleni z ro­
snącego ucisku, szemrzą „przy pełnej“ przeciw panom l!). Korczewski 7) wkłada w usta kmieciowi opowiadanie, jak się ten
wyzbył nałogu pijaństwa. Najsilniej wystąpił przeciw opilstwu
S. Klonowicz. Szereg ustępów „Roxolanii“ i „Worka Judaszo­
wego“ omawia napoje i kreśli skutki nadużywania
Pierwszy polski szerm.erz trzeźwości zwalcza szczególnie
używanie gorzałki, gdy tymczasem piwo uznaje za napój zdrowy
dla żniwiarzy i gani tylko nadmierne picie. Poeta opisuje spoŁ
sób przyrządzania piwa i zwyczaj nadmiernego pijania na Rusi.
Wódkę uzna Klonowicz za wymysł piekielny i jej przypisuje
wiele zła, przedstawiając, jak przez jej nadużycie ludzie upo­
dabniają się do zwierząt, jak wiele powoduje ten napój prze­
kleństw, bitek i jak niszczy siły **). Również w „Worku Judaszo­
wym“ i „Victoria Deorum“ poeta piętnuje pijaństwo ; chociaż
wywody te,J) mają charakter ogólny, nie brak wskazówek, że
także do chłopów się odnoszą, bo „Worek Judaszów“ zawiera
') Op. cit., wyd. Węclewskiego, strofa 300—2, str. 70—1.
2) „Worek Judaszów“, wyd. Turowskiego, str, 132.
3) „Zwierzyniec“, wyd. Bruchnalskiego, str. 272.
4) Satyry: „Rozmowa baranów“, w. 231—2, str. 30.
6) „Komedya Justyna i Konstancyi“, wyd. Wierzbowskiego, str. 33.
6, Op. cit., w. 76 „O was przy pełnej mówią chłopi“.
7) „Rozmowy polskie.. “ w. 550—6, str. 23.
c) „Roxolania“, w. t. 833— 1006, ustęp przekładu XXI, XXII, XX1I1,
str. 36—40.
”) „Worek Judaszów“, wyd. Tur., str 123 -5. „Victoria Deorum“,
R XXXV „Incommoda ebrietatis“.

— 107 —

Wacław Nartowski.

również ustęp, który szczególnie zwraca się do gminu. Oto
w opisie napadu tatarskiego mówi poeta, że prędzej płomienie
ogarną chaty, aniżeli podpici chłopi dostrzegą nieprzyjaciela.
„Gdy się gmin nieostrożny rozpije, rozpieści,
Niż o nieprzyjacielu wieść przyjdzie, płomienie
Pierwej ujrzysz ogniste i krwawe strumienie“ ')•
Autor „Gospodarstwa“ charakteryzuje chłopów mikstatników jako utracyuszy, co „dwa dni robiąc, w trzeci to prze­
piją“ s). Baba w „Rozmowach“ Korczewskiego wyzna, że cza­
rowała, by ochronić za mąż wydane dziewki przed opilstwem
mężów:
„Iżem trochę czarowała,
Gdym dziewkę za mąż dawała
Chcąc, iżeby jej nie bijał,
A iżby się nie upijał,
Bo więc ci pijani chłopi
Radzi stroją dziwne fochy“ 3).
O fatalnych skutkach pijaństwa poda zgodny sąd także
przytaczany już dziejopis: Istnieje „obyczaj pijania po gospo­
dach, do których pospólstwo (gwoli pijania) uczęszcza. A ta
swawola tak jest powszechną u ludu, iz co powszednich dni
zarabia, w dni świąteczne na pijaństwie utrącą“ 4).
Jakby wymownym przykładem słów autora „Proteusa“, że
przy'pełnej rozwiązują się usta trwożliwych wieśniaków, jest świe­
tny wiersz dziedzica pól czarnoleskich p. t.Przymówka chłopska“.
Częstowany przez pana, samego poetę może, odważa się wło­
darz na wspomnienie dawnych czasów, kiedy pan kmiotka nie
gardził osobą i razem pijali, a choć baczny, by „słówkiem nie
' wyleciał“, oceni krytycznie teraźniejszość krótkiemi lecz ważkiemi słowami : „dziś... postawy dosyć, wątku mało“ 5).
') „Worek Judaszów“, wyd. Tur., str. 90.
2) „Gospodarstwo dla młodych a nowotnych gospodarzów..“
str. D! recto.
:5) L. c., w. 950— 5, str. 70.
4) Kromer: Op. cit. str. 53. Tamże podaje historyk jedną z pośre­
dnich przyczyn zła: „Gospody stanowią niemałe źródło dochodów pu­
blicznych i prywatnych“.
s) Kochanowski, Piesiu księgi 1, wiersz XXV11I, wyd. Bihl. po­
wszechnej, str. 34.
— 108

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Rej, co sam kielichem nie gardził i znał życie gamrackie,
jak mało kto, wytknie chłopom przesiadywanie w karczmie '),
co mimo, że było wcale powszechne, uchodziło za rzecz nie­
przystojną dla chłopów a tern bardziej dla szlachty: „Ledwie
się to i chłopom słusznie zejdzie na wsi“ 2) pisze poeta, od­
czuwający żywo przepaść stanową, dzielącą mizernego chłopka
od szlachetnie urodzonego ziemianina. Autor „Apoftegmatów“
poda również, jakby z życia potocznego wziętą rozmowę chłopa
z karczmarką, co oszukiwała chłopów przy rachunku8), a na
innem miejscu zaznaczy, że podczas kiermaszów i na św. Jana
najczęściej przekraczano miarki4).
Również, żalący się na zepsucie ludu wiejskiego, Pleban
w dyalogach Korczewskiego występuje przeciw pijaństwu, lecz
z słów jego łatwo wyczytać można, że zarzuty nie odnoszą
się do ogółu, lecz tylko do poszczególnych osobników; awan­
turników zaś m'jakôw nie brakło na wsi polskiej.
„Najdziesz pijanicę gracza,
Lepszego niźli oracza,
Lepiej umie kozyrować,
Niźli młócić albo orać;
Więc część przepije, część straci,
Potem biciem długi płaci,
Zbije tego, komu dłużen.
I chce być od długu próżen“ ■’).

Oto sylwetka wiejskiego awanturnika.
O podchmielonym chłopku, co jedzie „kwicząc“ z miasta,
napomknął Rybiński'1), a Ciekliński wprowadził na scenę w swym
swobodnym przekładzie
Potrójnego“ 7) pijanego pachołka
') „Krótka rozprawa..." str. 35 w. 1024—5.
„Jako pies na piecu tyjesz,
Siedząc w karczmie gębę myjesz“.
z) „Wizerunk", II. w. 485.
■’) „Apoftegmata“ przy Zwierciadle, wyd. Kallenbacha w Bibl. dzieł
wybór., t. 308, str. 91. Ü dopisujących fałszywie szynkarzach wspomina
także Bielski.
4) „Wizerunk“, XII, w. 991-2.
„...będziesz miał gościa..., więc chłopa oszywaj w... kaftanie,
Choć mu sie ze łba kurzy, by o świętym Janie“.
f‘) „Rozmowy polskie...“ str. 41, w. 172—9.
6) „Gęśli różnorymych“ ks. I, gęśl III.
7) Op. cit., str. 114 5.


109



Wacław Nariows,Ki

Wojtowicza, rozprawiającego o rozmaitych sposobach karania
chłopów, — prototyp to częstego w późniejszej komedyi typu
chłopa-pijaka. Charakterystycznem jest także, że wyraz chłop
w znaczeniu pogardliwem używany jest przeważnie na okresie
nie pijaka ; terminologię tę, spotykaną szczególnie u Reja i Biel­
skiego *), musiała wywołać analogia z życia codziennego,
w którem widok chlopa-pijaka musiał być częsty.
Szereg przygodnych wzmianek o ludzie wiejskim nie za­
stąpi pism, określających charakter chłopa i jego psychikę, po­
zwoli jednak, nanizany na nić krytycznego badania, na fragmen­
taryczne wprawdzie i niezupełne, jednak zawsze ciekawe odsło­
nięcie nieznanej nam psychiki ludowej z przed przeszło lat
trzystu. Świadectwa autorów są nieraz sprzeczne i różniące się,
bo nie brakło już wówczas zróżniczkowania, a pomimo swego
ubóstwa pozwolą przecie na pewne ogólne wnioski.
Jedną z głównych cech chłopa polskiego XVI w. to kon­
serwatyzm; lud żyje chętnie wspomnieniem minionej przeszło­
ści, w której i dola społeczna była lepsza i wyżycie łatwiejsze.
Dlatego odnosi się chłop nieufnie do wszelkich zmian i no­
winek :
„Bo stare ustawy,
Które są dla dobrej sprawy,
Nie mają być odmieniane,
Ale w całej chowane“ 2).

Takie stanowisko zajmuje wobec sporów religijnych i in­
nych zagadnień życia. Konserwatyzm ten widzimy także w po­
szanowaniu dawnego stroju i). Z silnej wiary ludu płynie rezygnacya, cechująca chłopa, którą scharakteryzuje dobitnie Klonowicz4). Mimo klęski, mimo krzywdy ze strony sąsiada znosi
bez szemrania swój los, nie narzeka, lecz cierpi pokornie, zda­
jąc się na zrządzenia Boże. Spotykamy wprawdzie u Bielskiego
wzmiankę o chłopie, co się „obiesił w lesie“, lecz to sprawka
„Pokusy“, jak zgodnie zwierzeniami ludu przedstawia poeta5;.
*) Por. Reja „Figliki“, Bielskiego „Sejm niewieści“, str. 77, i „Komedya Justyna i Konstancyi“, str. 68. s
2) Korczewski, Rozmowy polskie, str. 10.
Tamże, str. 13.
4) „Worek Judaszów', wyd. Tur., str. 132.
r') „Komedya Justyna i Konstancyi“, str. 33, w. 549.

/
— 110 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Rezygnacya chłopa ma źródło obok wierzeń religijnych
w poczuciu bezsilności; więc choć trapi go pan, grabi żołnierz,
a i rzadko szczędzi pleban, chłop pociesza się, że to „nie no­
wina na świecie, iż kto kogo może gniecie“ ’)■ — Filozofia ży­
ciowa ludu znajduje wyraz w przysłowiach ; niektóre z nich są
powszechną własnością narodową, inne są ściśle ludowego po­
chodzenia. Że były one wśród ludu rozpowszechnione, dowo­
dzi fakt, iż osoby stanu włościańskiego, występujące w dyalogach, często przysłowiami się posługują, jak wójt w „Rozpra­
wie“ Rejowskiej, kmieć u Korczewskiego, którzy wplatają
przysłowia dla okraszenia swych przemówień ; szczególnie czę­
ste są przysłowia u Reja, który miał W nich upodobanie nie­
zwykłe.
Ciężka praca na chleb codzienny i nierzadko odczuwany
głód, jak na przednówku lub podczas nieurodzaju, kiedyto
w leśnych płodach szukano pożywienia, wyrobił w wieśniaku
surowy realizm życia, który przejawia się w tern, że ceni tylko
dobra spożywcze. To skłania tak życzliwego przyjaciela ludu,
jakim był Klonowicz 2), do sformułowania zarzutu, że lud jest
niewolnikiem żołądka (mancipium ventris) i lekceważy „rzeczy
niejadalne“ i tych, co nie ^posiadają gumna pełnego zboża.
Chłop rzadko spogląda w niebo, nieczuły jest na pienia poe­
tów, słowem jęst prostakiem (horrida simplicitas), stąd wyraz
chłop jako synonim prostaka 3) zachowany po dziś dzień, po­
dobnie jak słowo gbur, znaczące w XVI wieku tyle, co chłop4).
Klonowicz tłumaczy prostactwo wiejskie przyrodzonem
nieokrzesaniem i wpływem otoczenia, np. ciągłem obcowaniem
z bydłem.
Wyliczając wady gminu, poeta nadmienia także, że lud
nie umie pięknie wyrażać się, nie zna dowcipem zaprawionych
żartów, lecz tylko docinki i krzyki rubaszne, kłótnie i swary.
Wszystko nazywa chłop po imieniu, głupio dogadza miłostkom
niewoląc chytrością kochanki ; przytem cechuje go brak go') Rej, „Krótka rozprawa“, str. 30.
3) „Victoria Deorum“, str. 634—5.
*) Stanisław ze Szczodrkowic, Op cit
„A święte za chłopy mają,
Prostaki je poczytują“.
4) „Lepszy byt lada u gbura
Niźli u mnie, chociam pleban“. Korczewski, Rozmowy.., str. 46.
111

Wacław Nartowski.

i
ścinności i życzliwości dla przybysza. Lecz z pism tegoż autora
i innych poetów możnaby podać przykłady wprost przeciwnych
cnót i zalet. Klonowicz wychwala w „Flisie“ chłopów jako wy­
nalazców promu i sławi zmyślność Mazurów, mistrzów w bu­
dowaniu szkut, dubasów i innych statków1); Rej przedstawia
kilkakrotnie objawy sprytu i humoru chłopskiego, także rubaszność wyrażeń wcale go nie razi, czego dowodzi fakt, że
sam pełną dłonią zaczerpnął z bogatej krynicy ludowego sło­
wnictwa ; a komedya „Sołtysa z klechą“ czyż nie jest świetnym
przykładem dowcipu i zmyślności gminu wiejskiego?
Ostrym sądom o ludzie, zawartym na początku XL11 roz­
działu „Victoria Deorum“2), odpowiadają nieprzychylne o chło­
pach \yzrrtianki w pismach Royziusza. Uczony cudzoziemiec nie
wymienia, czy mówi o polskim ludzie wiejskim, czy wogóle
o wieśniakach, gdy w trzech epigramatach omawia pokolenie
wieśniacze.
Brak umiarkowania (modus), nieporadność poza zajęciami
rolniczemu i skłonność do kłamstwa — to cechy charaktery­
styczne, podkreślone przez Royziusza, szczególnie dobitnie za­
znaczona ostatnia:
„Quam cito sol coelos et terras deseret humor,
Cultor erit veri tam cito editor agri3).
Podobnie w osobnym wierszu o chłopach żmudzkich
(De rusticis Saniagiticis) ') oskarża poeta, iż rusticus „ignarus
veri mendacia fingiť i odmawia wiarygodności tamtejszym
wieśniakom.
Ujemna ocena chłopów przez Royziusza przypomina żywo
podobną ocenę autora „Opisu sztucznej a przechernej natury
chłopskiej“ — tu i tam widocznie analogiczne poglądy społe­
czne podyktowały jednakie sądy.
Różnorodność obserwowanych typów i różnorodność in­
dywidualności pisarzy powoduje, że poezya XVI w. nie prze­
kazała nam jednolitego typu włościanina.
') „Flis“, wyd. Węclewskiego, str. 49.
!) Op. cit., str. 630 -6.
3) Royzii Carmina, t. II, str. 479, w. LIX. Epigram ten swobodnie
przetłumaczony brzmi •
„Gdy zgaśnie słońce, wyschnie woda.
Wówczas wieśniak prawdę poda“.
*) Rękopis Bibl. Ossol. Nr. 159, str. 182.
— 112 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowe).

Lud przedstawiają poeci w różnych naświetleniach z ró­
żnych punktów widzenia, także pod rozmaitemi nazwami. Jużto
piszą poeci o kmieciu, częściej o kmiotku, kmiotaszku bądź
o chłopie, chłopku, chłopisku, częściej o wieśniaku, wieśniaczku
lub oraczu ; ') często służy określenie stanu zamiast zawodu, więc
nazwa : poddany. Na miano chłopa wpłynie często nazwa sąsie­
dniego kraju, więc spotkamy gbura, ’) co powstał z niemie­
ckiego Gebauer lub siodłaka,3) który odpowiada czeskiemu
sedlakowi. Obok kmiecia, osiadłego na łąnie i półłanku, zna
poezya tylko zagrodnika, uprawiającego ogród.
W łacińskich poematach występuje rusticus, agricola, arator, bądź cmeto ; ostatni-wyraz ustępuje później słowu, podkre­
ślającemu poddańczy charakter chłopa, jakiem jest określenie :
colonus.
Kobiety wiejskie nazywają się: kmiotównemi, dziewkami,
babami, po łacinie mutier rustica, villana, uxor coloni.
Różnicę pochodzenia określają słowa, urobione na^wzór
wyrazu szlachcic, a mianowicie : chłopowic,4) kmiotowic.2)
Chłop spotyka się u poetów przeważnie z przychylną oceną,
jak świadczą stałe przydawki : sedulus („Vict. Deor“),l)peratus,
operosus („Roxol.“), non segnisl,,Vict. Deor “), bonus (ib.), probus, iustus (ib.), prudens, patiens láborum (ib.).
Niedolę ludu odzwierciedlają przydawki : miser („Vict.
Deor.“) aridus (ib.) sollicitus (ib.)
Na wygląd zewnętrzny chłopa rzuca światło atrybut:
lacertosus.
Pracujący w skwarze słonecznym chłop zasługuje na epi­
tet apricus ; jako żywiciel ludności, jest rolnik sanctus („Vict.
Deor.“), młódź jest frugalis (ib.).
Poddany, to przeważnie nieboraczek (u P. Zbylit.), nędzna
chudzina (ib.), biedny {ib.), nędzny (ib.), marny (Rej), ubogi („Wo­
rek Jud “), rzadko wesół („Flis“) ; oracz jest robotnym (u A. Zbył.)
pracowitym (ib.); flisek chudy, bywa gębaty („Flis“)
Nie brak też uiemnych epitetów, którymi szafuje Rej, więc
chłop bywa: sprosny, głupi, skowera, prostak, plugawy, obok
') U Andrzeja Zbylitowskiego.
7i U Korczewskiego.
3) U Bielskiego „Komedya Justyna“.
4) Grotowski.

113

1

Wacław Nartowaki

prostaczka ubogiego (Rej), pachołek chytry; zagrodnicy bywają
łotrowie. Autor „Victoria Deorum“ zna także vulgus immAndum,
immemor officii, cerdones tniseri; rusticitas jest horrida ; jako
myśliwy, bywa chłop crudelis
Wartość tych określeń chłopa, wystąpi tern jaskrawiej,
jeźli ją zestawimy z epitetami szlachty-panów, którzy noszą
nazwy: herus, heres, dominus, proceres - - on to jest ingratus
(„Vict. Deor.“), chciwy(u P. Zbył.), mmitis („Vict. Deor.“), a „żyje
szumno“ („Flis“). „Worek Judaszów“ wspomina o panach pie­
szczonych, o furyatach, opitych, tyranach, pysznych, chciwych,
wszetecznych, gorszych, niż pogany ; byli i dobrzy — pia nobilitas („Vict. Deor.“).
Jak różne były sądy o chłopie, tak też różnorodny był
gmin wiejski. Byli poważni kmiecie, co pilnie słuchali księżego
kazania; byli i zuchwali, co znieważali sługi kościelne (Korczewski); sprytni i dowcipni, jak Sołtys, co rozumem, choć nie
nauką, górował nad klechą; naiwni, co doktora uważali za
wszechwiedzącego lub przekręcali zlecenia lekarskie (Rej) ; podej­
rzliwi, jak wójt, co posądzał poborców o korzystanie z grosza
poborowego (Rej); wiarołomni, jak tonący w miodzie chłop
ru§ki (Klonowicz); bitni i bohaterscy, co walczyli z wrogiem
(Hussowczyk) i pijacy zniewiescialL(Klonowicz) ; nieustanni pra
cownicy, uosobienie pracowitości, którzy potem znoju wysłużyli
dla stanu kmiecego szczytny epitet „pracowitych“ (laboriosi ')
u Klonowicza) i pijacy, kostyrowie (Korczewski), a nawet zło
dzieje (Klon.) ; pokorni i uniżeni, jak zajączek (Rej , jak „prawy
wołek“, obok chytrych skowerów (Rej); gospodami, obok plu­
gawych ; litościwi, co nie żałowali wsparcia żebrakowi, i źli, co
spasali i kradli sąsiedzkie plony (Klonowicz); zamożni kmiecie
i biedacy zagrodnicy, czeladź i„,hultaje“, mikstatnicy ; przemyślni
flisacy i nieokrzesani pasterze.
To typy, spotykane w poezyi, spotykane w życiu. Osobnej
charakterystyki ludu, jako zbiorowości, prócz stronniczych wynu­
rzeń autora w „Opisaniu przechernej natury chłopskiej" i prócz
pochwały i zganienia ludu w „Victoria Deorum“, które wcho
dzą na pole ogólnych uwag o gminie i pospólstwie wogóle,
a odbiegają od rodzimego ludu, nie znajdujemy w pismach poe') W terminologii urzędowej, stany były odróżniane tytułami: „uro­
dzony“ dla szlachcica, „szlachetny“ dla mieszczanina, „niewierny“ dla
żyda, „pracowity" dla chłopa.

114 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

tów XVI wieku. ') Nie od rzeczy więc będzie zestawić powyższe
sądy o gminie polskim z jedyną współczesną charakterystyką
chłopa polskiego, podaną w rymowanej łacinie, przez niezna­
nego autora. W przekładzie swobodnym charakterystyka ta brzmi
następująco: „Chłop jest dzielny w szynku, bo mocny w piciu,
przy jedzeniu jest zwierzęcy, świnią przy pełnej. Natomiast:
w kościele jest głupi, w sprawach wyznania milczy, surowy
w rzeczach nauki. Do handlu nieskory, skąpy przy kupnie. Bie­
rze szybko, lecz oddaje opieszale. Cnotą jego pracowitość:
pilny przy orce, pilny podczas żniw. Zalet towarzyskich nie ma,
w rozmowie głuptak, w oddawanij czci naśladowca (małpa),
przemawiać się leni, szczodrości nie zna, dla zysku okłamie.
W sądzie obrotny, wobec dworu anioł, na zamku chwalca;
w gniewie dyabelski, w tańcu błazen j, t. d.“ 2)
Ocena powyższa, przeważnie ujemna, nie odmawia jednak
chłopu zupełnie cech dodatnich, przyznając pracowitość i obro­
tność. Niektóre sądy potwierdzają opinię omówionych poe­
tów lub nakrywają się z przedstawionymi typami.
Tyle nam mówi poetycka twórczość poetów złotego wieku
o chłopie, jego roli społecznej i kulturze.

5. Stosunek poezyi do ludu.
Po rozejrzeniu się w poetyckiej twórczości doby renesan­
sowej można stwierdzić, że rola ludu, jako twórcy rodzimej
literatury ludowej, nie jest znana; slaby refleks twórczości ludo') Epigramaty Royziusza pudobny zdają się mieć charakter.
s) Wiersze polityczne, przepowiednie, satyry i paszkwile z XVI w.
wydał Wierzbowski. (Bibl. zapomn poetów i prozaików). Warszawa, 1907.
Rękopis bibl. cesarskiej w Petersburgu. Mss Latin. XVII, Q. 57, f. 40„Bo każdy wiejski chłop jest miles in taberna, stultus in ecclesia,
jardus in vendendo, tenax in emendo, fortis in bibendo, angelus in aula,
Moyses in schola, praeco in praetorio, e'orius in solvendo, celer in accipiendo, tardus in restituendo, in messe sedulus in confessione mutus, in
foro astutus, in irascendo diabolus, in comedendo bestialis, In bibendo
porcus, piger in orando, diligens in arando, in largitione petra, incolloquio
niorio, inter choreas ludio, in honorando simia, in doctrina durus, in
lucro saepe periurus etc.

— 115 —

t

8*

Wacław Nartowskí.

wej u Reja (anegdoty na wsi podsłuchane), Kochanowskiego
„pieśń o sobótce“ i puścizna Klonowicza nie przedstawiają
materyału dostatecznego do wydania sądu o chłopie, jako
współtwórcy literatury warstw wyższych. Jedynie wiemy, że
z chat wiejskich wyszedł Janicki, pozatem nie znamy poetówchłopowiców.
Pism, szczególnie poezyi, nie znał chłop XVI wieku, książki
nie były dlań dostępne; tylko nieliczne wyjątki, umiejące czytać,
mogły się zapoznać z literaturą. Ruch reformacyjny, który oży­
wił intelektualnie chłopstwo niemieckie, nie zapuścił wśród ludu
polskiego głębszych korzeni ; wątpliwem jest, czy do ludu dotarły
„dla kmiotków pisąna“ Krótka Rozprawa Reja lub „Rozmowy“
Korczewskiego, które autor na kiermasze wysyłał. Nie odbie­
gniemy więc wiele od prawdy, jeżli ograniczymy percepcyę lite­
rackich utworów, przez lud poznanych, do pieśni religijnych,
legend, pieśni świeckich, powszechnie śpiewanych, i ogólnie zna­
nych anegdot i bajek. Literatura ta przechodziła do ludu prze­
ważnie z ust do ust, głównie za pośrednictwem plebana lub
klechy-kantora.
Najgłówniejszą jest rola bierna ludu. Chłop jako motyw
literacki, wątek pism, bądź materyał illustracyjny literackich pło­
dów warstw wykształconych, wystąpi w poezyi dość pocześnie,
tak, że możemy ściśle oznaczyć jego rolę i określić na podsta­
wie zebranego materyału. W rozpatrywaniu badanego zagadnie­
nia oddzielić należy chłopa
a) jako przedmiot w ujęciu społecznem, ‘to jest, kiedy
występuje jako objekt kwestyi włościańskiej;
b) jako jednostkę-indywiduum, reprezentujące pewien okre­
ślony typ w obyczajowo-kulturalnej mozaice^społeczeństwa pol­
skiego.
Społeczna dola ludu znalazła wśród poetów oddźwięk
żywy, wielu napomknie o niedoli pańszczyźnianej chłopa, a nie­
którzy omówią kwestyę chłopską w dłuższych ustępach, nawet
uczynią ją jedną z przewodnich myśli utworów. Genezy tycn
wzmianek, dłuższych lub krótszych, szukać należy w szlache­
tnej trosce o lud, który, w coraz gorsze popadając położenie,
budził współczucie poetów. Misereor supra turbam — mógł
zawołać niejeden poeta. Po słabych głosach o .miłosierdzie nad
trapionym kmiotkiem, zawartych w kazaniach katolickich kazno­
dziejów, pierwsza stanowczy głos w kwestyi chłopskiej zabrała

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

poezya reformacyjna, która miała na oku jako cel zjednoczenie
ludu dla nowych wierzeń. Ubogą jest ta literatura, przeważnie zło­
żona z dyalogów, bo chłopa polskiego ledwie musnęła reformacya religijna, a przecież jej zawdzięczamy szereg ważnych
pism, jak kalwińska „Rozprawa“ Reja, również protestancka „Roz­
prawa krótka o niektórych ceremoniach...“ i katolicka replika,
którą tworzą „Rozmowy polskie“ Korczewskiego i dyalog
Szczodrkowica. Widząc zainteresowanie chłopa niemieckiego dla
spraw religijnych, próbowano też chłopa polskiego zainteresować
walką o dogmaty, lecz chłop polski w swej większości nie rea­
gował na polemikę religijną, to też, prócz wymienionych pism,
świetnie inaugurujących tę gałąź piśmiennictwa, braknie utwo­
rów kontynuujących.
Innych autorów skłaniało do wypowiedzenia się w kwestyi
chłopskiej to, że była ona sprawą ekonomiczną ogółu szla­
checkiego, więc, jako sprawa rąk roboczych szlachty, stanowiła
temat interesujący szlaćhcica-ziemianina.
Kwestya ta rozpatrywana była na sejmach, jej poświęcił uwagę
cały szereg pisarzy politycznych, zacząwszy od Frycza z Modrze­
wia,') jak Przyłuski w „Statutach",2) Orzechowski w broszurze
na sejm z r. 1543, w „ Policyi“ i w innych pismach, 3) Anonim
w broszurze „Rozmowa Polaka z Litwinem“ z r. 1564,Ł) Białobrzesk w „Postyli“,6) Jakób Wujek,(l) Grzegorz z Żarnowca/5)
Hieronim Powodowski/) Piotr Skarga/5) Warszewicki,7) Wolan/)

') „O prawie mężobójstwa“ (1543), „O naprawie Rzeczypospoli­
tej“ (1551)
-) Statuta (1588) Liber I. De servis... agricolis.. rozdział XVilI.
3) „Res publica Polona-' (przedruk w Tomicyanach); „Policya Króle­
stwa Polskiego“. Por. Tarnowski, Pisarze polityczni XVI wieku, t I, str.
310 n.
') Wydał Korzeniowski w Bibl. pisarz poi. Ak. Urn., str. 51.
"') Postilla orthodoxa, str. 221.
“) Zob. Chrzanowski 1. Kazania sejmowe ' Skargi. Wstęp, str. 6 n ,
25 nast.
’) ..Dcoptimo statu libertatis“ (1598). Por. Tarnowski, Pisarze polit-,
t. II, str. 215.
8) Zob. Tarnowskiego „Pisarze polityczni“, t 1, str. 382 n. „O wol­
ności“ (1572).


117 —

Wacław Nartowsk'

Górnicki, ') Sebastyan Petrycy,2) Jędrzej Święcicki,3) Śmiglecki4) i inni, sprawa więc ta, jako często omawiana, musiała
być znana poetom,—sposób odnoszenia się do ludu i poglądy,
zawarte w tych pismach, musiały wpływać na naszych poetów
i ich dzieła.
Określiwszy genezę głosów poetów w kwestyi włościań­
skiej, rozpatrzmy stosunek poszczególnych ich autorów do bada­
nego zagadnienia społecznego.
Pierwszym poetą, który zajmie się społeczną dolą ludu,
to protestant Rej, szlachcic-ziemianin, przedsiębiorczy gospodarz.
Sympatya dla ludu, a także nadzieja zjednania chłopów dla
narodowej religii, spowodowała napisanie „Krótkiej Rozprawy“,
świetnego utworu, w którym autor odezwał się do ogółu w te
słowa :
„Szukajcie też czasem drogi,
Aby wżdy wytchnął ubogi.“ *)
W następnych pismach pana na Topoli, Nagłowicach i t d.,
który rozwinął gorliwą działalność kolonizacyjną i zakładał
wsie i miasta,, jak Sawczyn, Okszę, Rejowiec, słabnie chęć bro­
nienia chłopów. Czy obniżenie aktualności sprawy włościań­
skiej, która w r. 1543 znalazła wyraz żywy w szeregu pism
autorów pierwszorzędnych (dzieło Frycza i Orzechowskiego),
czy zawiedzione nadzieje protestantów na pozyskanie chłopów
dla „czystej“ wiary spowodowały zmianę poglądów poetyziemianina, trudno przesądzać. Za włościaństwem ujmie się
poeta jeszcze niejednokrotnie, lecz nigdy w sposób równie sta­
nowczy, jak w „Krótkiej Rozprawie“. ■ Sam niezawodnie pan
dobry i łaskawy, gdyż dobroduszność leżała w jego naturze
sarmackiej, lecz nie zapominający bynajmniej o własnem wzbo­
gaceniu, odezwie się poeta i później o chłopie życzliwie, żąda­
jąc szanowania kmiotków-zajączków, bo są przecież szlachcie
pożyteczni i niezbędni, lecz nutę społeczną zastąpi kreślenie
!) Tarnowski, j. w., t. II, str. 243, 249.
2) „Oekonomiki Aristotelesowej“ przekład (1602),—„Polityki" prze­
kład (1605); Tarnowski, j. w., t. II, str. 350—1.
’) „Opis Mazowsza“, przekład Wł. Smoleńskiego, Pisma history­
czne, t I.
i
4) Śmiglecki „O lichwie“, rozdział XXVI. „O powinnościach kmie­
cych“ .. wyd. V, str. 108 - 18.
■"’) „Krótka Rozprawa“, str. 44, w. 1319—20.
(

118

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

obrazków z życia codziennego, które poeta zna} dokładnie,
zżywszy się w nierozłączną całość z wsią polską
Rej w utworach doby późniejszej to nie szermierz sprawy
chłopskiej, ale felix possidens, ziemianin, którego raził bez­
względny wyzysk i łamanie patryarchalnych stosunków między
wsią a dworem. Wspólny interes ekonomiczny i podobne uspo­
sobienie sprawiło, że autor „Wizerunku“ i „Zwierzyńca“ zżył
się i zjednoczył z ogółem szlacheckim i stał się jego wyrazem.
Szlachta nie chciała reformy poddaństwa, porzucił ją także
Rej, - szlachta chciała zachować patryarchalny stosunek z kmie­
ciem uległym a pilnym, Rej również poszedł po tej linii wyty­
cznej, tłumacząc, że w własnym, dobrze zrozumiałym interesie
nie należy przekraczać pewnej granicy ciężarów kmiecych.
Innym był Marcin Bielski '), przedstawiciel ówczesnej wiedzy
ścisłej, historyk, co zabrał Polakom Wandalów, czem ściągnął
na siebie nieprzychylność szlachty, szlachcic-ziemianin także,
lecz parający się gospodarstwem z konieczności tylko, a lgnący
raczej ku miastom, których żywsze tętno życia umysłowego
przyciągało uczonego. „Przeciw prawdzie rozumu nie!“ - to
hasło pisarza, któremu pozostał wierny w miarę sił i możno­
ści. Brak temperamentu i żywiołowości Rejowskiej, usposobieijie oschłe, odmienność od ówczesnego ogółu, skazywały
go na osamotnienie. Szlachcic, wyższy jednak nad tłum głów
szlacheckich, — uczony, acz obcy nowomodnym humanistom,
po staremu krzyżową sztuką rąbał prawdę, prawdziwy typ kosty­
cznego weredyka. Widząc zło, chwyci na starość za pióro, by
spisane przy przekreśleniu kart historyi, zaostrzyć do wierszów
satyry, w której każdemu prawdę wypowie:
„Królom, panom, biskupom, wszem nie przepuszczajwa,
Nie dbając nic, chocia nam niejeden nałaje.
Nie umiewa pochlebiać, tylko prawdę szczerą
Mówić każdemu.“ r)
I będzie mówił „prawdę szczerą“, powołując się na dawne
czasy, istotnie lepsze ekonomicznie, choć nie opolerowane
humanistyczną kulturą, — czasy, w których ogół stanowili
prostacy, ale uczciwi, nie łupiący kmiotków, a dzielni w spra’) Urodź, w r. 1495, t w r. 1575. „Satyry", pisane w 1567/9, wydano
w 1586/7.
-) „Satyry“, str. 23.

119



Wacław NarlowsUi.

wach rycerskich. „Tak przed laty bywało" *) — napomknie sta­
rzec i skreśli ustępy satyryczne, utrzymane w tonie' gawędy,
w których podda krytyce bystro obserwowaną teraźniejszość,
„patrząc na wszystki strony, gdzie co się obraca..., kto z czyją
szkodą żywię, a kto z swym pożytkiem ; bacząc uważnie, kto
płacze, kto się z czego śmieje, po tych naszych krainach, co
się kędy dzieje.“ a) I będzie litował się nad „naszym ubogim
kmiotkiem, którego uciska szlachcic, a rzemieślnik wyzyskuje,
biorąc np. półkopek zboża za buty, za które dawniej jeno dwa
skoty płacono“ 8)
Charakterystyczneni jest, że Bielski, który o mieszczanach,
szczególnie rzemieślnikach, zawsze z przekąsem się wyraża,
pisze stale z sympatyą o chłopie. Chłop, według autora „Satyr“,
to typ cichego pracownika, co tylko myśli o żniwach, wysłu­
guje się panom, wożąc np. „tłomoki“ na wesele szlacheckie ),
i trwa ciągle w pracy^ a jedynie w niedzielę może odpocząć
i napić się piwa. Szlachta jednak kmiotka nie ceni: zastawić
wioskę, zastawić kmiotka ’) na zbytki (np. włoski adamaszek),
to rzecz zwyczajna. Tego nie robili jednak ludzie starzy, —
dawniej lepiej bywało, powtórzy poeta na ulubioną nutę. Z chęci
poprawienia zła wypływa projekt poety ulżenia kmiotkom, co
chlubnie świadczy o autorze, mimo, że „folgowanie kmiotkom
i swojemu stanu“ jest kompromisowa formułą bez politycznej
ważności.
Nie, nie tak dawniej bywało, powtórzy i młodszy Kocha­
nowski w „Przymówce chłopskiej"; w niej włodarz wspomina
o czasach, w których przedział między szlachtą a ludem nie
był jeszcze tak znaczny : „pijaliśmy razem“, a pan nie gardził
jeszcze kmiotka osobą. Czasy to, w których szlachta niewiele
różniła się od chłopa, nie posiadając jeszcze wyższej kultury.
Teraz szlachcic już nie bratał się przy kieliszku z chłopem, —
czyniły to chyba wyjątki, pijąc w karczmach, z kim się nada­
rzyło, ogół jednak raziły grubość i prostactwo chłopskie i to
tern bardziej, im bardziej szlachcic, „omazawszy gębę łaciną“,
przesiąkał kulturą włoską, która od dworu królewskiego pro') „Satyry“, str. 27,
2) Tamże, str. 28.
3) Tamże, str. 38.
4) Tamże, str. 45.
*) Tamże, str. 47.

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

mieniowała na kraj cały; i stawał się doctus i politus, a zarazem
podnosił stopę życia i zasmakował w drogich winach i małmazyach, zostawiwszy chłopom proste, rodzime piwo. Prócz
„Przymówki chłopskiej“ nie znajdzie kwestya włościańska
odgłosu w pismach Kochanowskiego. Poeta szlachcic-ziemianin,
sam pan ludzki i wyrozumiały, nie odczuwał może osobiście
potrzeby zmiany stosunków poddańczych, skoro tę sprawę prze­
milczał. Wieś spokojna i wesoła, zdaniem poety, nie potrzebowała
społecznej przebudowy, — zadowolony z pożytków, które uzy
skiwał, poeta pragnął spokoju, pozwalającego mu na beztroską
twórczość. Świadom swej artystycznej misyi, wspinał się na
szczyt Kalliopy, by zapalić na nim znicz narodowej poezyi,
o los zaś bezimiennego tłumu pigmejów nie dbał, rozdzielony
od prostaków — subtelnością wysokiej, zagranicznej kultury.
O innych, podrzędniejszych autorach przed Kochanowskim
niewiele można powiedzieć; nieznany bliżej Korczewski wspo­
mni o ciężarach pańszczyźnianych bez komentarza, natomiast
goręcej ujmie się za chłopem Stanisław ze Szczodrkowic, który,
choć szlachcic, był z domu „barzo zeszłego“ i tylko łasce
Tęczyńskiego zawdzięczał wykształcenie, gdyż wziął go, „jakoby
pastuszę od bydła“.*) Hussowczyk nie wspomina o położeniu
społecznem ludu, ale przy opisywaniu czarów oświadcza się
pośrednio za powszecnnem użytkowaniem dóbr leśnych. Szcze­
rym rzecznikiem niedoli chłopskich jest autor „Proteusa“, który
podnosi skargę na ucisk, natomiast, obok Kochanowskiego,
równie obojętnym dla kwestyi kmiecej jest Royziusz, choć popie­
rał dążenia Frycza do porównania prawa o mężobójstwie.
Położenie włościan przedstawił w pełnem świetle dopiero
Klonowicz w swem obszernem dziele, „Victoria Deorum“. Pisa­
rzowi temu, krytyka historyczno-literacka tak mało poświęciła
uwagi, że brak monografii o nim, a nawet brak rzeczowej oceny jego
pism poszczególnych. Klonowicza uznano największym satyrykiem
XVI wieku i tern określeniem jakby usunięto potrzebę głęb­
szego wniknięcia w istotę charakteru jego twórczości. Czy klasyfikacya ta jest uzasadniona, można kwestyonować właśnie
na podstawie t. zw. pism satyrycznych, w których poeta wystę­
puje raczej w roli tendencyjnego publicysty. Pisać objektywnie
poeta nie mógł, skoro tak wrażliwie reagował na wszelką
’) Epistula dedicatoria do Andrzeja Tęczyńskiego, Grabi na Tęczynie.
— 121

Wacław Nartowski.

krzywdę i wszelkie zło, szczególnie społeczne. Pełen odwagi,
Acernus podnosi głos w obronie chłopów w latach, w których
zaginęło echo Rejowskiej „Krótkiej Rozprawy“ i odważy się
omówić krytycznie szlachectwo O stosunkach poddańczych
zamieści najsilniejsze ustępy w „Victoria Deorum“ i pomimo
zastrzeżeń, że będzie pisał sine ira et studio, nie zdoła dotrzy­
mać przyrzeczenia, gdyż właśnie ira na ówczesne stosunki
i studium, by je zmienić, wkładały mu pióro do ręki.
W okresie, w którym poczęto odsuwać chłopa od praw
człowieka i czyniono zeń paryasa społeczności narodowej, poeta
rzucił w kierunku możnych gorżkie zarzuty, zrodzone z tendencyi usunięcia lub zmniejszenia zła. Ton wymownej skargi
z ustępów poematu „Victoria Deorum“ brzmi, jak potężny głos
dzwonu, ostrzegającego przed grożącem nieszczęściem. Jak
ustępy, mówiące tutaj o ucisku kmiecym ze strony możnych,
są żywym refleksem stosunków polskich, tak ustępy, w których
poeta omawia znaczenie i wartość ludu z teoretycznego punktu
widzenia, odpowiadają przeważnie stosunkom, panującym w pań­
stwach starożytnych.
Poglądy społeczne autora ilustrują rozdziały XLI i XLII.
W pierwszym autor, w todze wymownego trybuna ludo
wego, użala się na niedolę ludu i wynosi pod niebiosa cnoty
i zasługi gminu. W następnym, atakuje brudny gmin (invehitur
in vulgus immundum); tu występuje on przeciw prostactwu
chłopów i brakowi kultury i wylicza wady gminu, nie tylko wiej­
skiego, ale i miejskiego. Nieuczciwy szynkarz, zdzierca poborca,
fałszywy pobożniś i zarozumiały głupiec, przybierający pozy
senatora, i szlachcic wiejski, rubacha... wszyscy oni staną pod
pręgierzem ostrej krytyki, oskarżającej ich o rustidtas, który-to
wyraz równoznaczny słowom: prostactwo, chamstwo, brak
kultury.
Wśród oburzenia na wady gminu Acernus kreśli wiersze,
które zdają się przekreślać argumenta, naprowadzone przeciw
poddaństwu i srogości panów. Oto w rozdziale XL1I, na str
635, pisze on, że „wieśniak nic nie robi z dobrej woli, bez
chłosty i gróźb, nic nie wykonywa porządnie i tylko pod grozą
kary przyspiesza pracę, a gdy razy ustają, ustaje. Co robi
i działa, czyni wszystko obłudnie, nie pomny obowiązku, po
odjęciu strachu przed kijem. Pogardza łagodnymi i pobożnymi
królami, obojętnie znosi chłostę i wyzysk tyranów, ustawicznie
- 122 —

Stan włościański v. utworach poetyckich doby renesansowej.

pragnie nowych władców, przykrzy sobie obecnych dobrych,
opłakuje minionych“.
Ustęp ten, przypominający tonem „Opis przechernej i sztu­
cznej natury chłopskiej", razi po poprzednich pochwałach ludu.
Pozorną tę sprzeczność wyjaśni wskazanie faktu, że Klonowicz,
podobnie jak inni współcześni pisarze, o ile próbowali wznieść
się na poziom wywodów teoretycznych wobec braku materyału
porównawczego, jakim rozporządza wiedza dzisiejsza, stale
posługiwali się podpórką analogii starożytnych. Klonowicz, podo­
bnie jak inni, nie potralił przedstawić sobie społecznej roli
ludu, bez odwołania się do roli plebsu rzymskiego. Stąd prze­
sada i dysharmonia między teoretycznem ujęciem ludu, a real­
nym chłopem XVI wieku, który nie miał wpływu na wybór
króla, króla własnego prawie nie znał, podlegając absolutum
dominium pana, królującego w swojej wsi, a wobec spraw pań­
stwowych był z konieczności bierny.
Autor „Victoria Deorum“, równie jak inni współcześni,.
patrząc na stosunki przez pryzmat pojęć, zaczerpniętych z tradycyi klasycznej, napisał pochwałę i naganę ludu, nie odpo­
wiadającą stosunkom istotnym. Riisticitas gminu wiejskiego, ra­
żąca poetę uczonego (doctus vates), znajdywała usprawiedliwienie
według autora w prostocie (simplicitas) ludu, który jest operi
natus. Argumentacya ta kwestyonuje podkreślany przez kryty­
ków skrajny demokratyzm Klonowicza, to też ostatni autor,
piszący o „Victoria Deorum“,J) nazwie poetę arystokratą ducha.
Określenie to częściowo trafne; Klonowicz pragnął rządów
szlachty, ale szlachty z ducha, która miała bronić przed barba­
rzyństwem tłumu. Jeźli atoli Klonowicz mógł zarówno z innymi
humanistami powtórzyć: „Arceo vulgus profanum“, to przecie
arystokratyczność jego nie równa się poglądom innych huma­
nistów. Acernus nie patrzył na nieuctwo tłumu z pogardą, lecz
przeciwnie żałował, że lud nie może odczuć i zrozumieć jego
pieśni, — ubolewał nad tern, źe chłopak wiejski nie zna „świa­
tłego nauczyciela“, ale przeciążony pracą, żyje w sposób nie­
wiele odmienny od zwierząt. Poecie obcą była wszelka ekskluzywność, znamionująca wszelką arystokracyę,—sam nie tworzył
dla koła wybrańców, ani dla własnego zadowolenia, ale pra­
gnął dla pism swoich znaleźć poczytność w szerokich kręgach,
*

') Lewicki K., j. w., str. 38.

— 123 —

«

Wacław Nartowski.
- --





chciał, by i ludek (popellus) 'czytał te carmina docta, pisane
populari stilo, napisał nawet szyprom ku przestrodze poemat
„Flis“.
Klonowicz nienawidził tyraństwa, lecz raził go brak kul­
tury gminu, nie był jednak ani skrajnym demokratą, ani ary­
stokratą, ale in medio extremonim szczerym szermierzem cnoty
i kultury, które uważał za przewodniczki życia. Ideałem poety
to starożytny vir bonus. Jak wszyscy pisarze XVI w., wierzył
także Klonowicz, że reforma obyczajów zmieni zło panujące;
jeźli muzyka może zmienić ustrój państwa, jak powtarzano czę­
sto za Platonem, dlaczego nie miałaby go przeistoczyć reforma .
obyczajowa. Zreformowanie więc obyczajów, miało także, —
według wiary Klonowicza, usunąć wszelkie zło : znieść ucisk
kmiecy, tyraństwo magnatów, wady kleru i t. d., — słowem,
miało ufundować zwycięstwo cnoty (Victoria virtutis)
W umyśle Klonowicza nie skrystalizował się plan reformy
- społecznej, i nie dziw, skoro nie istniał on w umysłach poli­
tyków, jak u Frycza z Modrzewia, którego myśli znalazły u autora
„Victoria Deorum“ żywy refleks ; tu wymienimy jako przykład
domaganie się sprawiedliwego sądownictwa karnego. Klonowicz
patrzył na jaskrawe nadużycia i gwałty, — więc piętnował ie,
ale w węgły ówczesnego ustroju nie godził ; choc kwestyonował prawo poddaństwa, zniesienia tegoż nie żądał, hołdując
zasadzie, że chłop ma być żywicielem szlachcica z cnoty, nie
z 'urodzenia, który zajmować się winien nauką, sztukami, rze­
miosłem wojennem, a nawet rękodziełem, bo praca fizyczna nie
plami. Sprowadzone na teren realnych stosunków, życzenia poety
nie wychodzą poza obręb ówczesnej struktury społecznej: więcej
łagodności, więcej chrześcijańskiego obchodzenia się z podda­
nymi — to żądania społeczne autora „Victoria“. Równoupra­
wnienia, równości obywatelskiej w dzisiejszem tego słowa zna­
czeniu Klonowicz się nie domaga i domagać nie mógł. Nie
żądajmy od lubelskiego poety, bo chociaż był wybitną postacią
i talentem niepospolitym, pojęć i dążeń, które miała dać poto­
mnym wiekowa ewolucya, mieścił się przecie w ramach stulecia.
Klonowicz
to weredyk, nie szczędząc szlachty, nie chciał schle­
biać jednostronnie ludowi to spowodowało zamieszczenie ustę­
pów omówionych rozdziału XL11; lecz wady ludu tłumaczy
i usprawiedliwia poeta gdy tymczasem dla przywar mieszczan
i szlachty usprawiedliwienia nie znajduie.
— 124 -

Śtan włościański w utworach poetyckich ilobv renesansowej.

Poeta, napojony goryczą życia, patrzał przez ciepine szkła
pesymizmu na otoczenie, które przerastaj swą indywidualnością;
widział zło i umiał je przedstawić. Sancta indignatio, która
wybucha całą pełnią w „Victoria Deorum“, podyktowała nie­
jeden wiersz poecie, niejeden obraz lub porównanie, co zdu­
miewa czytelnika siłą ekspresyi i żywością przedstawienia. Naj­
silniejsze ustępy, to bądź przeżycia własne poety, bądź wyniki
jego lucubrationes. Klonowicz jest poetą tendencyjnym ; nie szu­
kać więc w jego pismach objektywnej prawdy, choć nie brak,
pomimo jednostronności w przedstawieniu, prawdziwych obra­
zów rzeczywistości, zaobserwowanych nie bez subtelność?
i finezyi.
W „Victoria Deorum“ poeta stoi na szczycie swej twór­
czości, w poemacie tym także podkreśla swą misyę jako wie­
szcza narodowego. Klonowicz, niezawodnie umysł wyższy, świa­
domy swej wartości moralnej i intelektualnej, okazuje tu, jakby
niezupełne skrystalizowane dążenie do ujęcia rządu dusz. Siła
ekspresyi ustępów, dotyczących niedoli chłopskiej, natchniony
zapał, z jakim poeta nawołuje do wyprawy przeciw Turkom,
przerastają to, co dać może zręczne użycie środków retory­
cznych i stawiają poetę na wyżynie „Kazan Sejmowych“ Skargi.
Warunki społeczno-polityczne, zgon Bhtorego, który zdawał się
przychylać ku myślom przewodnim, zawartym w „Victoria
Deorum“, usposobienie poety bardziej refleksyjne aniżeli do
czynu prowadzące, brak śmiałości i siły do czynnego wystąpie­
nia w roli nauczyciela narodu, skazywały Acerna na cichego
myśliciela, poetę, co długo i pilnie wygładzał heksametry swego
olbrzymiego poematu, który mu, jak ufał, zapewni nieśmiertel­
ność i uznanie należne.
Świadomość osamotnienia, wzrastająca po odumarciu pro­
tektorów, potęgowała pesymizm poety; czuł, że jest osamo­
tnionym chorążym hufca, co miał wyplenić wszystek chwast
zła z niwy ojczystej ; czuł, że słowa jego ważkie ulatują z wia
trem lub toną w zapomnieniu, gorżkniał więc coraz bardziej,
tern bardziej, że skrzydła jego fantazyi poetyckiej traciły dawną
lotność i siłę. Wyrazem tego stanu psychicznego jest „Worek
Judaszów“, poemat najmniej poetyczny, utwór nieskończony,
gdyż autor nie wierzył już może w skuteczność swych słów
i nie czuł sił do walki z „Judaszami zębatymi“.
Jeźli zapytamy się o genezę szczerego ujęcia się Klonowicza

Wacław Karłowski.

za ludem wiejskim, znajdziemy szereg okoliczności, wyjaśniają­
cych, dlaczego poeta podjął rolę obrońcy ludu przed opresyą
szlachecką i dlaczego przejął się głęboko pracą podjętą..
Stosunki społeczne na wsi mógł poznać lubelski mieszcza­
nin, gospodarując sam czy w Psarach, czy Woli Józefowskiej ;
tu mógł widzieć, jak sąsiedni ziemianie odnosili się do chłopa.
Niechęć poety-mieszczanina do szlachty warcholskiej, oddanej
zbytkom kosztem pracy biednego chłopka, którego los ciągle
się pogarszał,
nadużywającej swej przewagi na niekorzyść
mieszczan i chłopów, wyrobiła u poety szczególną wrażliwość
na nadużycia tej szlachty, którą pragnął widzieć tak wielce
odmienną. Widok zmagań się dzielnego króla z szlachtą swa­
wolną, jego zwycięskie tryumfy, sprawiły, że poeta podjął się
wyśpiewania idei, które
jak sądził, — mogły być wyrazem
pragnień Batorego. Szczególny nadto wpływ na poglądy Acerna
wywarli blizcy mu towarzysko Aryanie, skupieni zarówno w Lubli­
nie, jak w sąsiednim Rakowie.
Wszak Aryanie kwestyonowali poddaństwo; na zjazdach
i synodach była omawiana kwestya, czy godzi się wiernemu
mieć poddanych, jak świadczy podana przez Czechowica dysputa
na synodku (wiejskim 11568), którą autor streszcza w dziele
p. t. „O urzędzie miecza-“. *) Na zebraniu tern dowodził Jakób
z Kalinówki, że uczniom Chrystusowym nie godzi się dzierżyć
urzędu, mieć poddanych i czeladzi, a Grzegorz Paweł przema­
wiał przeciw poddaństwu, „gdyż to jest rzecz pogańska pano­
wać nad swoim bratem, potu jego, abo raczej krwie używać,
ono pismo św. jawnie świadczy, że Bóg z jednej krwie uczynił
rodzaj człowieczy. Wedle tego wszytcy jesteśmy sobie równi,
bo jeśliśmy wszytcy z jednej krwie, tedyśmy wszytcy sobie
bracia. A jeśli bracia a jakoż może brat nad bratem panować?
Jako może jego potu używać?“2)
Czyż nie podobnie argumentuje „Victoria Deorum“ ?
Jeźli przeczytamy ustęp tejże rozmowy: „Czart... tyrany
pobudza, którzy gwałtem pod swoje tyraństwo ludzi podbijają
’) „O urzędzie miecza“, 1583, unikat dzieła, zachowany w bibliotece
Czartoryskich ; na oprawce jego wymieniony, jako autor, Budny.
Dysputę na synodku lwiejskim, streścił A. Biiickner w dziele ..Kóżnowiercy polscy“, serya I, str. 164—181.
2) Zob. Grabowski T- Literatura aryanska w Polsce 1560—1660.
str. 69 Kraków, 1908.


126 —
0

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej,

i nieznośne służby i podatki od poddanych wyciągają i srodze
się z nimi obchodzą,“ ') — czyż nie przypomina się analogiczny
ustęp w „Victoria“ ?
Podobnie, jak rozmówcy synodu, wyprowadza także Klonowicz początek niewoli i poddaństwa od biblijnego króla Nemroda, co pierwszy nad ludźmi panował, wyzyskując ich
pracę.2)
Dysputa na synodku Iwiejskim nie była objawem wyoso­
bnionym, ideami analogicznemu przejęta była aryańska gmina
w Rakowie, a hasło głoszone, stosowano w życiu : Niemojewski rzucił życie ziemiańskie, - Jan Przypkowski, pan na kilku
wsiach, uwolnił swych poddanych od ciężarów pańszczyźnia­
nych. Skrajne poglądy społeczne szerzyły się coraz bardziej
pośród Aryan, hołdowały im najtęższe umysły, jak Niemojewski, Czechowic, a tolerancya, panująca za rządów Batorego,
który miał Aryan w najbliższem otoczeniu, sprzyjała powodze­
niu ruchu, właśnie po r. 1580 będącego u szczytu rozwoju.
Szczególnie w Lublinie potrafili Aryanie utworzyć ognisko swych
myśli, które, dzięki sile atrakcyjnej propagatorów, zyskiwały
sporo zwolenników pośród mieszczan i szlachty okolicznej.
Klonowicz nie był obcy Aryanom, z nimi łączyły go ścisłe sto­
sunki towarzyskie, czego dowodzi szereg pism Aryanom dedy­
kowanych, otoczenie zaś nie pozostało bez wpływu na poetę;
owionęła go „atmosfera, przepojona religijnością, co stwarzała
typy, daleka od życia rzeczywistego, jakiś prąd humanitaryzmu
rozlewał się w zborze, w którym mniej było chciwych nowinek
a wiele przenikniętych istotnie duchem ewangelicznym“.3)
W zestawieniu ze skrajnymi poglądami społecznymi, któ­
rych ogniskiem był Raków, gdzie n. p. Grzegorz Paweł występywal nie tylko przeciw poddaństwu, ale wogóle przeciw urzę­
dowi, karze śmierci, uwięzieniu i innym środkom gwałtownym,
blednie jaskrawość wystąpienia Klonowicza Okazuje się, że
wiele myśli postępowych, zawartych w „Victoria Deorum“, jest
bądź echem pism Frycza, lub idei, krążących w zborach Aryan.
Po poznaniu literatury aryańskiej i działalności lubelskich myśli') „O urzędzie miecza", 1583, f. 104, verso.
-) Por. streszczenie dysputy synodu w dziele Brucknera „Różnowiercy polscy“, str. 166, i „Victoria Deorum“, str 464.
3) Zob. Grabowski T.. j. w., str. 66 n.

cieli. ') przestaje dziwić lubelski poeta jako prekursor stulecia,
ale staje się tem zrozumialszym jako wybitna postać wieku,
jako poeta, odzwierciedlający w sobie poglądy społeczne
tej światłej mniejszości, której idee, zapoznane współcześnie,
zyskują po wiekach uznanie i realizacyę.
Głos Klonowicza w kwestyi włościańskiej jest tem cen­
niejszy, że w okresie reakcyi katolickiej, kiedy, prócz księdza,
nikt bezpiecznie me mógł odezwać się z głosem krytyki, poeta
wypowiadał śmiało swój sąd, stając do walki - jak sam wyka­
zuje, nierównej, w dobie, w której milczą o chłopach
Rybiński, Anonim Protestant, Kmita, Stoka Pudłowski, Szarzyński i inni. Rzadkością jest wówczas nawet wylew osobistych
sympatyi lub antypatyi w stosunku do ludu. Wyjątek w tej mie­
rze stanowi mało oryginalny poeta ks. Grabowiecki; w poezyi
reprezentuje on tych duchownych, którzy odczuwali niedolę „ro­
botnych“. Jeźli jednak pod formą prozy kaznodziejskiej znajdu­
jemy silnie akcentowane upośledzenie ludu w pismach BiaR>
brzeskiego, Powodowskiego, Skargi, to kosmopolityczny asceta,
kajający się przed Panem, wymieni zaledwie także „pot ludzi
robotnych“ jako grzech, za który uderza się w piersi :
„Pot ludzi robotnych nie może mi z ręki,
Za co ja przeklęctwo rychlej, niźh dzięki
Odnoszę...
...Masz to w ręku, Ojcze, byś mi pomógł z tego,
Skrzywdzonym nagrodził z poparcia twojego...
— — — ,—
powiadam o sobie,
lż mnie krzywda ludzka dawno boli, Boże.
Niech, proszę, twa łaska, od niej mi pomoże...
Niech ma, co kto mieć ma..“ 2)

Pod koniec wieku zaznaczą swe stanowisko wobec ludu
dwaj poeci: Andrzej i Piotr Zbylitowscy. Pierwszy ograniczy się
do stwierdzenia, że kmieć jest podstawą dobrobytu społeczeń­
stwa, lecz w sprawie socyalnego położenia chłopa nic nie ma
do powiedzenia.
„Z kmiotkami sprawa
Moja zabawa.“
') Lubowicz, Lublińskije wolnodunuy XVI w. Warszasza, 1902.

’2) Grabowiecki Sebastyan, „Rymy duchowne“, wydaw Biblioteki
pisarzy polskich Ak. Um., str.. 24, wiersz XXI.


ď

128



Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

pisał zadowolony autor „Kondycyi szlacheckiej“ i radował się
nią, której mc „nie zawada“, gdy do pracy na roli nie brak
„chłopów gromady“.])
O kmiotkach autor wie, że bywają nędzni, lecz z stanem
tym się snąć godzi pełen zadowolenia, że „z prace robotnego ora­
cza“, który do szlachcica należy, mają miasta żywność; szcze­
gół ten z lubością podkreśla, jako objaw zależności konsumentamieszczanina od producenta-ziemianina.
Odmienne stanowisko zajmuje Piotr, ujmujący się szczerze
za nędznym kmiotkiem podobnie jak Bielski.
Obok Klonowicza przedstawi niedolę wieśniaczą, piszący
na przełomie wieków, mieszczanin-poeta, autor „Sielanek“, Szymonowicz. Już w wydanem w roku 1588 „Flagellum Tivoris“
wyszydzał on wygodnisia ziemianina, używającego wczasów
kosztem pracy poddanego (poena coloni),2) następnie, poznaw­
szy życie wiejskie, jako gospodarz na Czernęcinie i Putatyńcach, gdy doznał sam zawodów i zgorzkniał życiowo, odczuł
poeta serdecznie niedolę chłopską i przedstawił w sielankach
cenne obrazki stosunków pańszczyźnianych. Z sielanek niektó­
rych wieje współczucie głębokie dla uciskanego ludu wiejskiego,
lecz uczuciu temu nie da poeta tak silnego wyrazu, jak Klonowicz. Będąc raczej artystą, aniżeli społecznikiem i publicystą,
nie zaznaczy swego stanowiska ani nie da wskazań dla społe­
czeństwa, ale, wierny roli objektywnego poety, nie pominie scen
i opisów, przedstawiających chłopską niedolę- Zostawiając czy­
telnikowi wysnuwanie wniosków praktycznych, baczył raczej na
to, aby obraz skreślony był bez skazy i by przepajał go szczery
artyzm, i w tym względzie osiągnął cel pożądany.
Osobisty swój stosunek, do ludu wiejskiego zaznaczy także,
tworzący na przełomie wieku, autor „Walety Włoszczanowskiej“,
Kasper Miaskowski. W wierszu tym, żegnając niwy włoszczanowskie, poeta nie zapomina o włościanach, do których był

') Maciejowski, Piśmiennictwo polskie. Dodatki do piśmiennictwa
t. I, str. 178- 80 Wyd. Turów., str. 65—6.
2) Flagellum livoris. Cracoviae 1588. Ode XIV, str. E. 3. verso.
(Egzempl. Bibl. Ossol. Nr. 4.406), „Tu domi strato recubas cubili, Mersus
in plumis, gemumque mulces, Exigis census inhoasque liicris, Poena
coloni“.

— 1?9 -

9

Wacław Nartowski.

w stosunku, jak wyznaje, łagodnego i dobrego pana i zacho­
wywał się prawdziwie po ojcowsku. ')
Wymieniliśmy szereg poetów, omawiających dolę społe­
czną ludu. Z przeglądu ich dostrzegamy, że kwestya włościań­
ska znalazła żywy odgłos w poezyi. W przedstawianiu sprawy,
są poeci przeważnie oryginalni, począwszy od Reja, który pierw­
szy ujął w formę wiersza sporne punkty zatargu społecznego.
Jeden Klonowicz, używając w „Victoria Deorum“ analogii sto­
sunków rzymskich, zapomina czasem, że pisze przedewszystkiem
0 Polsce i dla Polaków. Sympatya wszystkich poetów, dotyka­
jących sprawy, prócz anonimowego autora „Opisania sztucznej
1 przechernej natury chłopskiej“, jest po stronie chłopa, wszyst­
kie głosy skarżą się na ucisk kmiecy, wielu domaga się ulżenia
niedoli.
Pośród omówionych poetów zasłuży się Rej, jako pierw­
szy autor, wprowadzający świadomie chłopa do literatury, a war­
tość „Krótkiej Rozprawy“ niezależnie od tego, że autor odbie­
gnie od spółczesnych poglądów, nie zniszczeje, gdyż utwór ten
zatrzymuje znaczenie jako pierwsze literackie ujęcie kwestyi
chłopskiej, przedstawionej wśród właściwego sobie milieu w for­
mie, oddającej poglądy poszczególnych stanów przez usta odpo­
wiednich rozmówców.
Nie wiemy, o ile „Krótka Rozprawa“ wpłynęła na szereg
pisarzy późniejszych, to jednak stwierdzić można, że ci nie
dodadzą wiele nowego, co zresztą zrozumiałe wobec faktu, że
„Krótka Rozprawa“ stanowi zwięzłą, lecz trafną syntezę wzaje­
mnych stosunków dworu, plebanii i chat—szlachty, kleru i chłop­
stwa, w połowie XVI wieku.
Największa siła wystąpienia i szczerość prawdziwego przy­
jaciela ludu cechuje Klonowicza, który, znając stosunki na Rusi
i widząc iskry pierwszych buntów kozackich, bystrem okiem
przewidywał katastrofę. Klonowiczowe skargi na ucisk kmiecy,
') Żegnam was pola.
Żegnam aę dworku
Żegnam poddane rzewliwe rzewliwy,
Przeciwko którym, jeślim nie pierzchliwy,
Anim był ciężki ornym wołom w pługu,
Uchodząc długu.
Niech wżdy chowają w pamięci mię wdzięcznej
Zbiór rytmów, wyd. Turów, str. 285.

— 130

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

zwłaszcza ze strony żołnierzy, znajdą niejednokrotne echo w poezyi XVII wieku; szereg pism, jak „Lament chłopski“, „Satyry“
Opalińskiego, przypominają tonem pisma autora „Victoria Deo­
rum“, a niektóre wprost cytują Klonowicza, jak wierszowana
broszura Stanisława Witkowskiego p. t. „Pobudka“ (zr. 1621).')
W poemacie ostatnim znajdujemy ustępy, które są prawie
dosłownym przekładem „Victoria Deorum" ; autora jej Wit­
kowski ceni wysoko, cytując go obficie (10 razy) obok- pierw­
szorzędnych pisarzy starożytności.
Przepowiednie Klonowicza o karze niebios, czekającej
ojczyznę za ucisk kmiecy, nabierają — mimo, że dziś wiemy,
iż one są podobnie, jak wszelkie prorokowania upadku ojczy­
zny, refleksem literatury klasycznej a w XVI wieku panującą
manierą literacką — uroku wieszczej zapowiedzi. Szczególnie
jest to widocznem, gdy je zestawimy z obrazem czasów, kiedy
ogniem i mieczem niszczała Rzeczpospolita i, potopem najeźdców karani, ginęli Giganci-możnowładcy, do chwili, gdy walka
z wrogami zbratała w świadczonych usługach wszystkie stany,
a król, widząc jaśniejącą po zalewie tęczę miłości kraju, kajał
się i wyznawał, że „dla jęczenia w opresyi ubogiego pospólstwa
oraczów, przez żołnierstwo uciemiężonego, od Boga sprawie­
dliwą karę... ponosi“, i zobowiązał się dołożyć starań na przy­
szłość, „ażeby odtąd utrapione pospólstwo wolne było od wszel­
kiego okrucieństwa“ (Śluby Jana Kazimierza).
Charakterystycznem jest, że pisarze, urodzeni w Małopolsce (Rej, Szymonowiczl lub przebywający tu przez czas dłuższy,
różnią się w przedstawieniu doli ludu, wogóle w ujęciu roli
ludu od reszty pisarzy, tworząc, jakby grupę osobną. Barwność
obrazów, uczucie szczere i gorące w stosunku do przedstawia­
nego tematu, to nie tylko rezultat indywidualnych właściwości
pisarzy, ale wspólna cecha zasadnicza wszystkich autorów mało­
polskich. Większa swoboda ludu, blizkiego kozaczyźnie, organizacyi na pół rycerskiej, na pół zbójeckiej, nie pozbawionej
pewnego uroku poetyckiego, bujna przyroda, oddziaływająca tak
intenzywnie w kilka wieków później na poetów t. zw. szkoły
ukraińskiej, srogi ucisk chłopów w dobrach wielkopańskich,
zawiadywanych przez rządców zwykle nieuczciwych, którzy gro­
madzą materyał palny, co zapłonie pożarem wojen kozackich,
*) Pobudka ludzi rycerskich ku czułości i przestrodze dalszej
'vojny tureckiej. Zamość, str. F 1, verso.

— 131 —

9*

Wacław Nartowsk

odrębna psychika i obyczajowość ludu - - to czynniki, wpływa­
jące niewątpliwie na twórczość małopolskich pisarzy, nadając
jej szczególne cechy charakterystyczne,
Zbierając powyżej zaznaczone konkluzye, twierdzić należy,
że chociaż wielu poetów przemilczy drażliwą sprawę doli kmie­
cej, przecież obok pisarzy, jak: Kochanowski, Sęp Szarzyński,
Grochowski, Zbylitowski Andrzej, Janicki, Royziusz, Hussovianus, Dantyszek i inni, nie braknie poetów tak pośród szlachty,
jak i mieszczan, którzy ujmą się za ludem i wypełnią lukę,
pozostawioną przez poprzednich. Pisarze, jak : Rej, Bielski,
Korczèwski, Szczodrkowic, Stojeński, Klonowicz, Grabowiecki, Piotr Zbylitowski i Szymonowicz, to pokaźny szereg
autorów, co poświęcą przedstawieniu i zwalczaniu uciskukmiecego krótsze lub dłuższe ustępy, a nawet osobne pisma, dając
wyraz, że poezya, zarówno, jak prozą pisana literatura polity­
czna, podały sobie dłonie dla zwalczania zła dostrzeżonego.
Poeci nie pomijają stosunków pańszczyźnianych w swoich
utworach tak, że w poezyi XVI w. znajdziemy wprawdzie nie­
pełny obraz życia ludowego, jednak rozprószone po poszcze­
gólnych pismach wzmianki pozwalają zrekonstruować zarys
społecznego życia chłopa.
Fakt ten dowodzi, że literatura XVI w., jeźli nie powsze­
chnie, to w wieli! przedstawicielach piśmiennictwa nie gardziła
realnym bytem gminu, owszem, los chłopa był poważną troską
wielu pisarzy.
*
*

*

Jeźli zapytamy, dlaczego, pomimo tylu głosów poetów,
publicystów i kaznodziejów, położenie włościańskie nie uległo
korzystnej zmianie, odpowiedź na to pytanie znajdziemy w stwier­
dzeniu faktu, że poddaństwo, ta niewola chłopska, było konie­
cznością dziejową.
Stan społeczny, jakie zostawiło średniowiecze, stan równo­
wagi stanów, musiał runąć, jak świadczą przykłady innych naro­
dów, i musiała wystąpić grupa społeczna, czy byłby nią dwór
królewski, bądź książęcy, czy warstwa magnatów, czy wreszcie
szlachta, któraby, zdobywszy supremacyę nad innemi warstwami
społecznemi, zyskała środki, umożliwiające jej podniesienie
stopy życia, byt bez troski dla pielęgnowania sztuk, nauk i roz­
wijania własnej i narodowej indywidualności.
Warstwą tą, która to uzyskać mogła, musiała być warstwa
— 132

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

silna, i stało się nią rycerstwo, któremu musiały uledz klasy
słabsze lub niezorganizowane i nie posiadające zrozumienia
interesu zbiorowego ; takimi byli przedewszystkiem kmieciechłopi.
Przypomnijmy, że kultura starożytności, tak u Egipcyan,
jak Greków i Rzymian, rozwinęła się i wyrosła na podłożu nie­
wolnictwa. Tysiące helotów, tysiące socii, odpowiadających dzi­
siejszym mieszkańcom zamorskich kolonii, wyzyskiwanych przez
zaborców, musiały składać haracz krwawego potu, by na tern
podglebiu wyrósł bujny kwiat starożytnych organizacyi państwo­
wych i wydał, jako owoc, kulturę starożytną.
Czyż inaczej było w dobie odrodzenia kultury antycznej,
czyż można zaprzeczyć, że praca gminu miejskiego i wiejskiego
stworzyła warunki, potrzebne do przeszczepienia klasycznej
oświaty na grunt dworów i pałaców i umożliwiła rozwój rene­
sansu ?
Odrodzenie starożytności zapanowało nie tylko na gruzach
społecznego ustroju średniowiecza, ale i ewangelicznych zasad
miłości bliźniego ; walkę z dogmatami zostawił humanizm reformacyi, sam de facto obalił chrystyanjzm w życiu, torując miej­
sce do pięknej, ale egoistycznej kultury, która opanowała umy­
sły i serca tych, co nie chcieli, jak średniowieczni anachoreci,
śladami św. Aleksych, św. Elżbiet, dążyć do zatracenia swego
j a na rzecz ogółu, wierząc w życie zaziemskie, lecz przeciwnie
pragnęli rozwinąć wszechstronnie indywidualność, stać się homo
całą pełnią umysłu i zmysłu, choćby kosztem brudnego, ciem­
nego plebsu; i stwarza się nowy ład: Wieki Nowe. Kosztem mas
rozwijają się i bujnie kwitną jednostki.
Stan ten był powszechną koniecznością dziejową i Polska
nie była wyjątkiem. Zgniecenie i ograniczenie samodzielności
ekonomicznej chłopa było ekonomiczną koniecznością, jeźli
szlachta, nie ustępując z stanowiska wyłączności, w stosunku
do innych stanów, miała znaleźć środki, umożliwiające jej
zupełny rozwój sił i władz umysłowych. Jak przez wieki śre­
dnie społeczeństwo łożyło na utrzymanie duchowieństwa świe­
ckiego i klasztornego, dzięki czemu, kler mógł się stać ośrod­
kiem ówczesnej kultury, tak i szlachta, jako uprzywilejowana
cząstka społeczeństwa, musiała kosztem klasy niższej, miano­
wicie chłopów, uzyskać środki życia, któreby pozwoliły jej sta­
nąć na wyższym szczeblu kultury. Słowem, poddaństwo musiało
— 133 —

Wacław Nartowski.

istnieć, jeźli warstwa wyższa narodu miała się wydobyć z bar­
barzyństwa i dzikości średniowiecza, w którem tkwił ogół,
mimo że nieliczne jednostki celowały w naukach i sztukach.
Uboga szlachta mogła być świetnem rycerstwem, ale do zyska­
nia wyższej kultury, przy ówczesnych stosunkach (brak środków
komunikacyjnych, początkowe stadyum rozwoju drukarstwa,
wielkie koszta studyów naukowych, trudności utrzymania wyż­
szej stopy życia u ludzi, osiadłych po wsiach, gdzie nie istnieje
spólność korzystania z pewnych urządzeń, j^k n. p. biblioteki),
mogła się wznieść tylko kosztem innej warstwy słabszej
Wspaniała nasza kultura złotego wieku, rozwinęła się
przeto kosztem pracy chłopa polskiego ; on opłacał swym potem
drogie podróże po światło nauki za granicę, dawał podatek na
króla, dwór i wojsko, bez jego pracy nie mógłby w Polsce
istnieć wiek kultury i dobrobytu. Lecz ustrój ten, oparty na
korzystaniu wysiłków jednej klasy społecznej, nosił w sobie
zarodki zniszczenia dóbr kultury, które zgotował. Z wygaśnię­
ciem Jagiellonów poczyna się w dobie królów elekcyjnych
psuć nowe dzieło społeczne, szlachta przestaje się rozwijać,
choć pojawiają się licznie chlubne wyjątki. Mimo że dola chło­
pów się pogarsza, szlachta nie korzysta z uzyskanych środków,
by wzmocnić gmach narodowej kultury, lecz, straciwszy poczu­
cie swej misyi szczególnej, ogranicza się do dogadzania nizkim
instynktom i chyli się stale ku upadkowi moralnemu, który wre­
szcie jaskrawo objawi się w dobie saskiej.
. Konieczne było niewolnictwo, lecz przesadne nagroma­
dzenie dóbr materyalnych i towarzyszący temu upadek war­
tości moralnych, zniszczyły Greków; potrzebne było niewolni­
ctwo i zyski z prowincyi, by wznieść kulturę Romy, lecz dopro­
wadzone dó kresu, zgotowały upadek kulturalnych Rzymian
i przywróciły barbarzyństwo niewolników. Musiało istnieć następ­
nie w Europie poddaństwo do czasu, w którym zwyrodniały
feudalizm ustąpił po krwawych rewolucyach kapitalizmowi, zdu­
miewającemu dziełami kultury współczesność, lecz również
noszącemu w sobie zarodki skonu. Toczą się koła ewolucyi
w ciągłym pochodzie naprzód, łamią się karki schylonych pod
ciężarem robót pracowników, bo nic nie wyrugowało dotąd
pracy nad zdobyciem środków dla utrzymania bytu. Zmieniają
się ustroje, zmieniają aktorowie społecznego dramatu, którego
ideą przewodnią wyzwolenie sił twórczych człowieka i postępu,
134 —
/

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej

a jednak powtarza się stale zjawisko, że grupy społeczne, ko­
rzystające ekonomicznie z innych, utrzymują się tak długo
u steru, jak długo budują, dźwigają lub pomnażają kulturę naro­
dową i siłę narodową i ponoszą ofiary na rzecz ogółu. Skorp
braknie pierwiastka ofiarnictwa, grupa czy warstwa społeczna
staje się pasorzytniczą, potęguje korzystanie z usług innych
grup do granic wyzysku, czem kopie sobie grób i przygotowuje
miejsce dla elementów lub grup nowych, zdolnych do ofiarnej
pracy dla ogółu, które wynosi na uprzywilejowane stanowiska
fala ewofucyi czy rewolucyi.
Podobnie też w Polsce było. Koniecznością dziejową
powstało i trwało poddaństwo, wobec niej bezsilne były głosy
poetów i polityków; poddaństwo jednak, doprowadzone do
granic wyzysku, przy moralnym upadku szlachty, stało się wnet
przeżytkiem, podtrzymywanym jedynie wskutek rozkładu poli­
tycznego Rzeczypospolitej, — przeżytkiem, którego wspomnienie
razi dzisiaj, jak anachronizm. Wiek XVI, a raczej jego schyłek,
to jednak dopiero początek degeneracyi tej formy społecznej,
która, nieunikniona początkowo, konieczna później, stała się
w dalszym ciągu zgubną i szkodliwą, zależnie od postępującei
ewolucyi dziejowej. Że publicyści i poeci nasi wskazywali zło
w samych prawie początkach, że głosy ich nabierały siły
w miarę, jak cierpieć poczęła wskutek krzywdy społecznej
Rzeczpospolita, jako całość organiczna, to pozostanie trwałą
ich zasługą i chlubą bez względu na to, czy ogół podjął rzu­
cane myśli, czy je podeptał lub pominął, nie zwracając na nie
uwagi. Poezya, jako wyraz sumienia narodowego, spełniła zada­
nie, więc chwałę zapewnioną mają po wieki pieśniarze.
6. Poeci malarzami życia obyczajowego ludu.

Sam objekt kwestyi włościańskiej, chłop, jako jednostka,
żyjąca odrębnem życiem obyczajowem, wzbudził także zaintere­
sowanie poetów, wrażliwych na dolę społeczną ludu.
Tu znowu miejsce pierwsze należy się Rejowi. Chociaż
osłabła w poecie-reformatorze tendencya ulżenia kmiotkom, nie
znikło u nagłowskiego „rymarza“ upodobanie do prostej natury
chłopskiej Rej, typowy ziemianin, co stykał się często z chło­
pami, słuchał w czasie żniw piosenki żniwiarek i nieiaz wdał
się z prostaczkami w rozmowę, cenił zdrowy rozsadek i dowcip
— 135 —

I

Wacław Nartowski.

chłopski, cenił pracowitość. Sam samouk, nie przemęczony
naukami, znajdował upodobanie w sprycie chłopów, których
rubaszność nie raziła go zbytnio, choć opisywał „plugawość“
chłopa. Znajomość wsi, zdolność wczucia się w prostą psy­
chikę ludową, pozwoliła poecie na skreślenie szeregu obrazków
w „Zwierzyńcu“ i „Figlikach“, w których, pomimo ciasnych
ram ośmiowiersza, przedstawia świetnie bądź wójta intryganta,
bądź chłopa plugawego, bądź anegdotę wiejęką Widzimy, że
poeta nie tylko potrafił „materyą dobrą sprawić“, ale i „ośmią
wierszów“ sztucznie ją „wyprawić . Obrazków podobnych, poza
utworami Reja, nie znajdujemy w XVI wieku, jeden Kochanow­
ski sprostać może „Przymówką chłopską" nagłowskiemu poecie.
Rej, to poeta-obserwator; z równą ciekawością przyjrzy
się rozmaitym typom chłopa, czy będzie to wójt, uosobienie
rozumu wsi, czy plugawy chłop rażący niechlujstwem, czy
dowcipna dziewka — wszystko to zajmuje Reja ziemianina. Cie­
szy go rozmaitość poddanej rzeszy ; autor, niewybredny w wybo­
rze przedmiotów obserwacyi, co z zamiłowaniem podpatrywał
wronę, świnię, zajączka, miałżeby pogardzić kmiotkiem-zajączkiem, chłopem skowerą, chłopem podskubioną wroną, chłopem
plugawym, by Świnia?... Straciwszy z czasem odczucie sprawy
chłopskiej, jako bolączki społecznej, autor lubi chłopa niejedno­
krotnie dowcipnego, imponuje pisarzowi chłopska mowa, prostac­
ka, lecz dosadna, pełna plastyki, zdobiona częstemi przysłowiami.
„Krótka Rozprawa“ i „Figliki“, te dwa krańcowe punkty
ujęcia chłopa, wyrażają świetnie linię rozwojową pojęć autora
w stosunku do ludu. Od walki o prawo społeczne do bawienia
się chłopem rubachą, przypominającym prostactwem niedźwiedzia,
idzie droga ewolucyi poety. Chęć wzbogacenia się, chęć spo­
kojnego używania swego staniku, wybiła z głowy Reja kłopota­
nie się o los chłopka, którego oszczędzać radził i później, ale
ze względów użyteczności gospodarczej.
Realizm życia bije z kart pism Reja; życie codzienne, nawet
hypernaturalistyczne jego epizody, znajdują w nim zamiłowa­
nego malarza. Obrazki te proste, nie szukać tu subtelnej gry
światła i cieni, bo Rej, to nie natchniony artysta, ale szczery,
pełen talentu, domorosły rzemieślniczek, który zdumiewa pro­
stotą środków technicznych, ale zarazem bogactwem obserwa­
cyi i osobliwem, indywidualnem, rejowskiem ujęciem tematu.
Obrazki poetyckie Reja przypominają współczesne, proste ryciny,

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

ryte w drzewie, w których brak perspektywy, brak tła, a w kilku
prostych liniach zarysowują się wyraźnie charakterystyczne cechy
przedstawionego objektu.
Odmiennym jest Kochanowski; ten spoglądał na lud
z wyżyn humanistycznego Parnasu, z chłopem stykał się rzadko
i tylko urok sobótkowego obchodu mógł skłonić uczonego
dziedzica do przysłuchania się śpiewom dziewek wiejskich. Lecz
w poemacie, który napisze pod wpływem widzianego obrzędu,
poświęci poeta opisowi uroczystości zaledwie kilka wierszy.
Zadowolenie z życia wiejskiego, powodujące pochwałę wsi, nie
uchybi uczonemu humaniście, bo wsią zachwycali się i staro­
żytni poeci; pochwała Doroty nie różni się wiele od innych
erotyków poety, rozmaite zaś przejawy miłości, podane w pie­
śniach „panien“, są ustylizowaniem, odbiegającem daleko od
pieśni kmiotówien - słowem, całość nie jest obrazem realnej
rzeczywistości, ale pieśnią liryczną, osnutą około obrzędu ludo­
wego, który jest tylko ośrodkiem krystalizacyi uczué, jakie
Kochanowski pragnął opisać. Poeta traktuje w swej pieśni realne
zdarzenie, jak malarz, który szkicuje temat, by w artystycznej
formie wyrazić nastrój subjektywny. Wówczas nie zależy mu
na wiernem oddaniu epizodu, który służy jedynie jako sztafaż
dla przedstawienia własnych myśli i uczuć.
„Pieśń o sobótce“ jest bezsprzecznie cenną perłą poezyi
złotego wieku, lecz ludu ani pierwiastków ludowych nie szukać
w niej, rola ich podobna tu do roli ziarna piasku, co powo­
duje utworzenie cennego klejnotu ; rola ta, choć skromna, jednak
zaszczytna, bo klejnot, podobny formą do ziarnka poezyi ludo­
wej, lśni barwną tęczą przejawów uczuć miłosnych i pociąga
spokojnym czarem wsi polskiej.
Jeszcze bardziej obcym ludowi wiejskiemu jest P. Royziusz,
którego realistyczny opis izby cułopskiej przypomina Rejowskie
„Przypadki chłopa plugawego“, lecz jakże inaczej ujął wykwint­
ny humanista analogiczny temat. Makaroniczny wiersz i ton
ironiczny, zaprawiony humorem, sprawia, że całość czytamy
bez odrazy, bo rzeczy najdrastyczniejsze, bądź pominięte, bądź
podane w formie, która wskazuje, że poeta edentulus esse volebat, jakby określił Vates Sulmircensis. *
Ostatni zajmuje pierwsze miejsce w literaturze, pod wzglę­
dem przedstawienia chłopa i jego bytu. „Roxolania“ jest poe­
matem, który nie ma równego w poezyi złotego wieku. Trzecia
137

Wacław Nartowski.

część poświęcona tu planowo opisowi ludu, zamieszkałego na
Rusi. Autoi opisuje zarówno zajęcia rolnicze, jak i zabawy
i obyczaje, nie pominie guseł i wierzeń religijnych, które notuje
skwapliwie ; wprowadza pierwszy literackie ujęcie legendy i bajki
ludowej. Na szczególne «zjawisko literackie, jakiem jest bezsprze­
cznie omawiany poemat, wpłynął fakt, że poeta, olśniony pię­
knością barwnych ziem Małopolski, doznał szczególnych wrażeń
na Rusi. Na tle bujnego krajobrazu zaciekawił lubelskiego mie­
szczanina widok ludu o odmiennych cechach etnicznych. 'Poeta
zapragnął więc przedstawić ten nowy dla siebie świat, ufając
może, że egzotyczny opis w języku uczonych zjedna mu sławę
nie tylko u rodaków, ale i u obcego czytelnika. Zamieszczenie
opowieści o Fedorze zyskało autorowi nazwę zwiastuna roman­
tyzmu, niezasłużoną jednak, bo chociaż fantastyczna ballada,
podsłuchana niezawodnie z ust ludu, jest — mimo użyce
nieharmonizującej z całością klasycznej mitologii—zdumiewają­
cym fenomenem literatury złotego wieku, to jednak Klonowiczowi nie możemy przypisywać planowego wprowadzenia ele­
mentów ludowych do poezyi ; przygodne zaś stosowanie moty­
wów ludowych znajdowało przykład i sankcyę u autorów
klasycznych, którzy na kilka wieków przed epoką romantyzmu
uwzględniali świat fantazyi ludowej.
Klasyczną poezyę znał Klonowicz świetnie, tak, że jeden
z krytyków zaryzykował zdanie, iż dokładna znajomość litera­
tury antycznej zaszkodziła jego utworom. Jeźli będziemy pamię­
tali o tern, że ówczesny smak artystyczny kazał kopiować kla­
syczne wzory, które nęciły zgrabnymi zwrotami i figurami
retorycznemi, zrozumiemy, że poeta narażony był na wielką
pokusę, gdy bystra pamięć podawała mu barwnem reminiscencyami klasycznych autorów upstrzoną paletę. Rozległe oczytanie
pozwalało na popisywanie się cytatami, plastyczna mitologia
pociągała barwnością postaci, personifikujących siły kosmiczne.
Pokusy były wielkie. Uledz im znaczyło odpowiedzieć wyma­
ganiom czytelników i zyskać chwałę uczonego poety: nie dziw
więc, że poeta o miernej inwencyi popłynął z prądem.
Artystycznym sukcesem służby u starożytnych mistrzów
słowa jest świetna jako utwór poetycki „Roxolama“ ; wady
poddania się w niewolę poetów starożytnych skupiają się
w „Victoria Deorum“.
Dzieło, mające stać się pieśnią na cześć cnoty i przedsta138 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej-

wić wychowanie herosa, stało się summą scientiae auctoris,
istna silva rerum. Troska o doda materies spowodowała noto­
wanie i wcielanie w poemat każdej reminiscencyi klasycznej
czy biblijnej, - wiele ustępów wtrącono per occasionem, wsku­
tek'czego utwór zatracił harmonijną budowę, tak, że obok ustę­
pów, pełnych głębokich myśli lub uczucia, wyrażonego z siłą
w udatnej formie, spotykamy mnóstwo kart, których poetycka
forma osłania zupełny brak poezyi.
Gdy poeta pisze o zajęciach rolniczych wieśniaka, tradycya
literacka tak nad nim zacięży, że kopiuje w zupełności stosunki
rzymskie bez zmiany szczegółów lokalnych, dzięki czemu poe­
mat zawiera epizody o uprawie oliwki, wina, o figach i t. p.,
które wskazują, że autor niejednokrotnie zapominał o wsi pol­
skiej i pisał, jak gdyby żył w kraju twórcy „Georgik“. Szcze­
gólnie powiedzieć to można o ustępach, w których poeta pisze
o ludzie, jako klasie socyalnej; tu powtarza się powszechne
podówczas zjawisko, że autor, piszący o jakiejś sprawie, jako
zagadnieniu teoretycznem, stale opierał się na klasycznej tradycyi, prawie zawsze bez świadomości historycznej perspektywy.
Stąd Klonowicza vulgus. to albo rzymski plebs, lub grecki
(%'l/ios, —a nie gmin rodzimy. To utożsamianie polskiego chłopa
z klasycznym prototypem znajdziemy tylko w „Victoria Daorum“, w „Roxolanii“ jest rusticus postacią ojczystą, podobnie
flisak w poemacie „Flis“ i kmiotek w „Worku Judaszowym“.
W ślady autora „Figlików“ wstąpił Anonim-protestant.
Fraszki jego, na wskroś rodzime, malują w rubasznej, lecz
sympatycznej formie ówczesnych ludzi w życiu codziennem ;
autor przedstawia chłopów naiwnych i przemyślnych, me zawaha
się nawet użyć „grubej, chłopskiej mowy“, by czytelnika ubawić.
Brak fraszkom Anonima Rejowej zwięzłości i dosadności, nie
brak jednak humoru, często tak swawolnego, że „Figliki“ Rejowskie wydają się przy nich skromne, — nie brak werwy i pra­
wdy życia.
Andrzej Zbylitowsk^i wzmiankuje o chłopie w opisie życia
sielskiego, jakby dla wypełnienia całości obrazu, zależny w tym
względzie od Sobótkowej pieśni Kochanowskiego. Dwukrotny
opis żniwa przedstawia scenę gospodarza, znaną każdemu zie­
mianinowi, pozatem lud nie wzbudza uwagi poety. Piotr Zbylitowski podnosi momenta natury społecznej, zresztą nie pisze
o chłopie, Lud, jako temat literacki, wystąpi znowu u Szymo— 139

Wacław Nartowski.

nowicza, który, znając zamiłowanie Polaków do sielskości,
przedstawi pasterzy sycylijskich, skopiowanych wedle pieśni
idylicznych Teokryta, a następnie rodzimych chłopów, czerpiąc
wzory z obserwacyi w dzierżawionych wsiach Putatyńcach i Czernęcinie. Nie tu miejsce na szczegółowy rozbiór, dokonany zresztą
umiejętnie przez autora monografii o Szymonowiczu, K. Hecka,
który podzielił je na konwencyonalne i realistyczne. Tu stwier­
dzimy, że „Sielanki“ Szymonowicza to korona ówczesnych
wysiłków użycia ludu, jako motywu literackiego. Po pierwszych
próbach, spotykanych w „Pieśni o Sobótce“, po łacińskiej
„Roxolanii“ i niejednolitym, pod względem wykończenia „Fli­
sie“, jest to pierwsze, artystyczne opracowanie, opromienione
blaskiem prawdziwej poezyi, świadomego kunsztu i pełnego
talentu autora, który piękną, sobie właściwą polszczyzną maluje
sceny, pełne życia, piękna i prawdy.
Poeci, obierający lud jako temat swej literackiej twórczo­
ści, to albo ziemianie (Rej, Kochanowski, Zbylitowski i inni),
albo mieszczanie, co parali się gospodarką, jak Klonowicz
w Woli Józefowskiej, Szymonowicz w Czernęcinie i Putatyń­
cach. Ziemiańskie zajęcia poetów wpływają niemało na zdolność
przedstawienia społecznego czy obywatelskiego bytu chłopa
i wybijają na wszystkich utworach ziemiański charakter, który
jest szczególną cechą całej literatury Polski niepodległej. ') Żyjąc
wśród ludu, korzystając z pracy chłopa, stykali się pisarze
z ludem, widzieli jego zajęcia, bo nasuwały się im, jako codzienny
objekt obserwacyi, nic więc dziwnego, że poeci, nawet nie
piszący o ludzie, używać będą porównań, wziętych z życia
ludu,2) że niejednokrotnie, jak u Klonowicza, spotykamy wyra­
żenie ludowe, gdy Rej przyjmie wiele słów i język swój upo') Na ziemiański charakter literatury naszej XVI w. zwrócił uwagę
pierwszy Dr. Rostafiński w referacie na zjazd historyczno-literacki, p. t.
„O wpływie życia ziemiańskiego na literaturę XVI w.“ (Pamiętnik zjazdu,
wydany w Archiwum do dziejów liter, i oświaty w Polsce. KrakóV, 1886,
str. 58 n.).
2) Tu podamy szereg porównali, w których chłop jest przedmiotem
porównawczym; szczególnie częste są takie zestawienia u Reja, spotkamy
je także i ü innych poetów Niżej podane zestawienie nie jest zupełnem,
wystarczy jednak dla poparcia wyrażonego sądu. W „Wizerunku“ III, w.
27—8, czytamy :
„Lękł się...
Jako kmiotek, za pługiem, gdy skarb wyorywa“.

— 140 —

5lan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

dobni do mowy chłopskiej, od której przyjmie n. p. używanie
słów zdrobniałych.
Jeźli będziemy śledzili formę, w jakiej występuje lud
w poezyi, dostrzeżemy wielką rozmaitość. Pierwsza wprowadza
chłopa do literatury satyra, z niej przejdzie do dyalogów pole­
micznych, w których zyskawszy znaczne prawa obywatelstwa,
wróci jako stały temat satyry. Gdy mowa o zbytku, o zepsuciu
obyczajów, to niezawodnie nie braknie skargi na ucisk kmiecy.
Charakter, w jakim występuje chłop w satyrze, świadczy dobi­
tnie o jego losach. W r. 1543 mógł jeszcze wójt spierać się
z panem i plebanem i uskarżać się na swą biedę, później już
chłop sam nie staje przed oczy czytelnika, lecz tylko poeci
sami orędują w jego sprawie, by umożliwić byt tym, co się stali
igraszką w rękach szlachty. Rzadziej, aniżeli temat satyry, two­
rzy lud osnowę utworów epicznycli. Hussowczyk opisze rycer­
skość wieśniaczą, ale jako epizod poematu o innej treści, zato
Klonowicz nie poskąpi miejsca ludowi wiejskiemu. W „Roxolanii“ przedstawia zwyczaje i obyczaje i całe prawie życie „ara-

Tamże (III, w. 35Ü):
„Pomorty jako chłopi, gdy się swarzą. jęczą“.
Tamże (VIII, w. 701—2):
„rozum., to umie rządzić
...jako wójt, ty krzywdy miedzy nimi sądzić“.
Tamże (X, w. 65—6):
,
„Jako ten nikczemny świat, ty swe nędzne kmiecie,
Dziwne stroi k’swej myśli i ziemie i lecie“.
Na pytanie: „kto niebo toczy“, znajdujemy w „Wizerunku“ (X, w.
367—8) odpowiedź następującą :
„Bo jeśliby anieli nedzniejszyby byli,
By wszystko, jako chłopi, tak, za dzień robili“.
Inne pórównanie „Wizerunku“ (X, w 875—6) wskazuje przywią­
zane do chłopa pojęcie płacenia podatków :
„Tak, jako nas niektórzy w to pirwszy wprawiali,
Bychmy im (aniołom), jako chłopi, podatki dawali“.
Na innem miejscu tegoż utworu (VII, w. 1405--6) poeta nazywa
świat chytrym chłopem:
„Patrzejże tego chłopa, marnego, sprośnego,
Tego świata chytrego, na wszem obłudnego“.
O chłopie nie zapominano tamże (1, w.-344—5) przy wyliczaniach
przykładów illustracyjnych (enumeratio) :
,
„Gdyż zawżdy gęba plecie, o czym myśli głowa,
Oracz zawżdy o pługu z trzosłem, o lemieszu“.'

— 141

f

Wacław Nartowski

tora“, od kolebki do trumny, znajdując może w egzotyczności
treści usprawiedliwienie wyboru tematu. „Flis“, rodzaj pamię­
tnika wspomnień osobistych, nosi charakter epiczny, podobnie
ustępy „Victoria Deorum“, w których poeta kreśli zajęcia rol­
nicze.
Sielankowy ton, osnuty na tle życia ludowego, wprowadza
pierwszy Jan Kochanowski, który ujęty czarem świętojańskiej
nocy, podejmuje obrzęd ludowy jako ramę lirycznego poematu
o miłości i sielskości. Podobny refleks starożytnej poezyi idylicznej zamieścił mniej oryginalny autor „Victoria Deorum“.
W dziele tern spotykamy obok suchego wyliczania prac rolni­
czych, podany in crudo, nieprzetopionv materyał klasycznych
reminiscencyi, które, nie mając oryginalnej łączności, następują
po sobie w luźnym związku.
Podobną pochwałę sielskości kreślący Andrzej Zbylitowski wtrąca kilka epizodów, przedstawiających chłopa. W ślady
Klonowicza, Zbylitowskiego wstąpi Szymonowicz, któremu po­
wiedzie się stworzyć oryginalną, rodzimą sielankę. Sielanka
Achacègo Kmity: „Spitamegeraiomachia“ zawiera następujące cha­
rakterystyczne porównanie:
„Wódz
Nóg poprawia, do gardła bić sie gotuje,
Właśnie, jako chłop na wsi, kiedy się powadzi,
A w kupie, jako bydło, próbują się radzi.
Tam swego winowajca z dawna upatruje,
Nasiek o ziemię ostrzy, ręce wysmukuje“.
(Bibl. poi. pisarzy Ak. Um. Stoka, Pudłowskiego, A. Kmity: Powie­
ści wierszowane — wydał Adalberg 1897, w. 411—6)
Grabowiecki zestawia życie ludzkie z pracą młocka (Rymy
duchowne, str. 168, II, CLXXV):
„A jako czyni przy pracy młocko w i
Pożądny wiatr czeru'cowy,
W słonecznym ogniu z ziarn precz wieją plewy.
Aby też człowiekowi
Duch jego łaski wiecznej
Troski odwiewał “
W dyalogu „Albertus z wojny“ autor porównywa zmęczenie Albertusa do zmęczenia młocka:
„1 takem się roztrząsł i wszystek ukłócił,
Gorzej, niżbym dwa dni był cepami młócił“.
(Wyd. z r. 1649. B, verso).
W „Victoria Deorum“ przeprowadza Klonowicz paralelę między
nauczycielem a rolnikiem (R XX, str 119—20).

- 142 —

btaii włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

Szymonowicza, to szczyt poezyi, apoteozującej sielskość; oparł­
szy się na literackiej tradycyi starożytności, poeta stworzył
nową formę wypowiadania myśli i uczuć, formę pełną wdzięku,
zawierającą treść rodzimą, swoistą, dzięki czemu zdobywa sa­
modzielne życie w narodowej literaturze.
Równie częstym, jak w satyrze, jest chłop w fraszce, apologu, czerpiących z rodzimych motywów. Tu „Figliki“ Reja
i nie mniej drastyczne fraszki Anomma-protestanta podchwy­
tują śmieszne lub okraszone dowcipem^ momenty życia chłop­
skiego. Fraszka przypomni o ucisku pańszczyźnianym, a pod­
kreśli charakterystyczne cechy „gbura" polskiego, wytknie
śmieszność i rubaszność, okaże spryt i dowcip, nieporadność
i głupotę. Prym dzierżą tu fraszki Rejowskie, których geneza
niejednokrotnie w twórczości ludowej, rywalizującej skutecznie
z starożytnymi Likostenesami i Fedrami. Charakterystycznem
jest, że Kochanowski we fraszkach pomija chłopa. Analogiczny
do typu spotykanego we fraszkach, chłop przejdzie do komedyi
pod postacią Albertusów, bądź Sołtysów szermujących z klechą.
Gdy zbierzemy osiągnięte wyniki dokonanej analizy, po­
wiemy, że lud wiejski występuje sporadycznie w poezyi, bądź
jako przedmiot współczucia w chłoszczącej przywary satyrze;
bądź jako przedmiot śmiechu w swawolnej fraszce ; rodzima
obyczajowość nie wzbudziła zainteresowania, raczej mniej znane
rysy życia ruskiego chłopa. Lud polski był zbyt dobrze znany
szlachcie, by pożądała opisów ; zastąpiła je sielanka, przedsta­
wiając chłopa w właściwej sobie artystycznej stylizacyi, która
dostosowywa rzeczywistość do literackich wzorów, przekaza­
nych przez starożytność, W sielance góruje przeważnie artyzm
nad weryzmem, wybujałym swobodnie w hypernaturalistycznej
często fraszce. Życie ludu na ogół niewiele interesowało poe­
tów, co wskazuje brak opisu chaty chłopskiej, opisów strojów
ludowych, zupełny brak opisu wesela i dziewosłębów. Naj­
częstszym obrazem jest przedstawianie żniwa, (podane przez
Kochanowskiego, Klonowicza, Andrzeja Zbylitowskiego (dwu­
krotnie) , Szymonowicza i Miaskowskiego), sceny zbiorowej,
którą mógł widzieć każdy poeta, nie zbliżający się zbytnio do
ludu. Uwagę poetów zajęły pewne prace rolnicze : chłop orzący,
młocek, żeniec to najczęściej spotykane postacie chłopa. Czę­
stym jest także chłop-pasterz Kilku poetów opisuje wracające
pod wieczór bydło.
— 143 —

I

Wacław Nartowski

Jako motyw literacki ujmują pisarze chłopa w trojaki
sposób albo :
1) podkreślają moment społeczny (znaczenie socyalne chłopa, jego niedola społeczna) ;
2) starają się oddać rzeczywistość w ujęciu reali­
sty c z n e m ;
3) przedstawiają chłopa jako idealnego pracowni­
ka, zadowolonego z swego bytu, w stylizacyi
idy licznej.
Wszystkie te rodzaje literackiego naświetlania ludu wiej­
skiego znajdujemy w poezyi XVI w. : i społeczny kąt widzenia
satyry, i idyliczny sielanki, i realistyczny komedyi i epiki, bądź
też realistyczno-humorystyczny, występujący we fraszce i ko­
medyi ; wszystko to spotykamy w poezyi wieku, w której
nierzadko mówi się o ludzie wiejskim, ale życia ludo­
wego w niej braknie. Mówi się o chłopie, jako jednostce
społecznej i gospodarczej, indywidualne jednak życie ludu nie
znalazło wyrazu w poezyi, bo na nie nie zwracano uwagi. Jeźli
życie stanu przewodzącego w Rzeczpospolitej i jego poszcze­
gólne przejawy zarysowują się dobitnie w pismach poetów,
z życia ludowego spotykamy tylko fragmentaryczne strzępki,
które z biedą pozwalają zrekonstruować zarys życia gminu
wiejskiego.
Na odzwierciedlenie psychiki ludowej zdobyła się w części
dopiero poezya XIX w., nie szukać więc obrazu życia ludowego
w poezyi XVI w., ta pozostawi nam jednak cenną spuściznę
ciekawych „szkiców węglem“, które zarysują chociaż tylko
ogólne kontury życia chłopskiego ; chłopa, jako indywidualno­
ści odrębnej, nie przedstawi twórczość poetów złotego wieku,
podobnie bowiem jak w organizmie politycznym wyparty w mej
został chłop przez szlachtę na szary kąt literatury, (analogiczny
to objaw do innych literatur, n. p. niemieckiej i czeskiej).
Zamykając sądy, określające stosunek poezyi do ludu
w XVI w,, niech nam będzie wolno przytoczyć sąd nestora
naszej historyki literackiej, St. Tarnowskiego, który rozważając
potrzeby historyi literatury polskiej, następujące wygłosił zdanie :
„Lubimy nadewszystko zajmować się poetami: niechby
i tak było, byleśmy w nich szukali nie tyle estetycznego lub
uczuciowego, ile historycznego i cywilizacyjnego pierwiastku,
i z tego na nich patrzyli stanowiska... Historya literatury ma
— 144 —

Stau włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

być obrazem nie samej tylko artystycznej produkcyi ani sa­
mego stanu uczuć w narodzie, ale obrazem jego pojęć,
jego myśli, jego rozumu w różnych czasach i na ró­
żnych polach. Ona ma być przygotowaniem materyału dla
historyi oświaty i jej ułatwieniem, ma być pomocnicą i towa­
rzyszką historyi przez to, że szuka w książkach początków,
zwrotów lub śladów tych myśli i dążeń, które tam ukazują się
pod formą zdarzeń, ona ma być sposobem, poznania naro­
dowego charakteru i narury i zastępować choćby w małej
mierze... narodową psychologię“ ’),
Zrealizować życzenia powyższe było staraniem autora tej
pracy, a okoliczność ta, bez względu na ocenę wyników, niech
wytłumaczy układ pracy i sposób odnoszenia się do rozpatry­
wanych płodów Muzy narodowej.

Wyjaśnienie tytułu „Victoria Deorum“.
Różnie tłumaczono tytuł największego pisma Klonowicza,
a dr. Garlicki, uważając tytuł dzieła za rzecz szczególnie ważną,
poświęcił rozpatrywaniu tej kwestyi osobny rozdział w swej
rozprawie. 2) Rezultat swych dociekań Garlicki streszcza nastę­
pująco : „Klonowicz wyrazu Dei, który czytamy w napisie, nie
odnosił ani do samych bóstw pogańskich, jak to przekonany
być się zdaie Kraszewski8) i Wiszniewski,4) ani tylko do samego
Boga chrześcijańskiego, jak usiłuje koniecznie naciągnąć Macie­
jowski,5) lecz tą zbiorową nazwą chciał oznaczyć obu przed­
stawicieli cnoty i Jowisza, zwycięzcę dawnych olbrzymów,
i pogromcę wszelkich błędów, Boga chrześcijańskiego“. Garlicki
przypuszcza nadto, że autor wybrał ten właśnie tytuł dla wzbu­
dzenia ciekawości i zainteresowania czytelników.1
1) Tarnowski St.: O stanie obecnym historyi literatury polskiej
i jej potrzebach. (Archiwum do dziejów oświaty i literatury w Polsce:
t. V. str. 89).
2) Uwagi nad S. F. Klonowicza poematem „Victoria Deorum“.
(Sprawozdanie gimn. Brzeżany, 1884, str. 8—9).
3) Nowe studya literackie, t. I. str. 179 n.
4) Literatura polska, t. VII, sir 296.
r) Piśmiennictwo polskie, t. 1, str. 538.
Î 46 —

10

Wacław Nartoubki.

Wywody Garlickiego obalają hipotezy Wiszniewskiego
i Maciejowskiego, a dają w ich miejsce sumę obu. Argumentem,
mającym przemawiać za tą interpretacyą, ma być okoliczność,
że Klonowicz, jak to zauważył pierwszy Mierzyński, używa stale
mitów za alegorye. Autor rozprawy wyciąga jednak z tego zało­
żenia jednostronny wniosek, bo uważa wprawdzie Gigantów
jako alegoryę możnowładców, ale Jowisza uznaje w dalszym
ciągu za mitycznego pogromcę olbrzymów.
Powyższe tłumaczenie Garlickiego, chcąc pogodzić dotych­
czasową interpretacyę, nadaje tytułowi dualistyczny charakter,
pogańsko-chrześcijański, sprzeczny z chrześcijańskim duchem
poematu (Nos Christicolae). Hipoteza Garlickiego, pomimo
braku naukowego umotywowania, przyjęła się, gdyż była ostałniem słowem w tej kwestyi. Dopiero w 1911 r. piszący o „Victo­
ria Deorum“, Kazimierz Lewicki, stwierdza po streszczeniu wywo­
dów Garlickiego, że tłumaczenie to „nie. bardzo godzi się
z właściwą treścią“. ') Sąd ten jest zbyt ostrożny, bo śmiało
nazwać go można dowolnem przypuszczeniem, które, miasto
sprawę wyjaśnić, gmatwa ją w ciągu daiszym.
Czyżby więc tytuł dzieła miał zostać nadal zagadką?
Spróbujemy poniżej naszkicować inne wyjaśnienie tytułu,
opierając się ściśle na tekście, by uzyskać ieźii nie pewność
wywodu, to przynajmiej uchronić się od snucia fantastycznych
legend, pozbawionych naukowej wartości.
Tytuł dzieła brzmi : Victoria Deorum in qua conti n etn r vcri herois educatio.
.
Kluczem do zrozumienia tego napisu będzie określenie
znaczenia wyrazu Dei\ zbadamy więc najpierw, w jakiem zna­
czeniu poeta używa wyrazu Deus, Dei, ny módz na tej pod­
stawie wnioskować dalej.
Szukając w tekście, ujrzymy zaraz na odwrotnej stronie
karty tytułowej wzmiankę o „diis nianibus Stephani régis“, któ­
rego kilka wierszy dalej nazwie autor „patriae indiges“. W dal­
szym ciągu znajdujemy na str. 39, Rozdz. V, nazwanie Adama
ojcem królów i bogów (Pater r e g u m q u e d e u m q u e). Inny
ustęp na str. 141, Rozdz XXI, wzmiankuje, że rozkoszy unikali
dawni: duces divumque nepotes. Na str. 148, Rozdz. XXII, czy') Sprawozdanie gimnaz. Stanisławów, 1911, str. 13.

146 -

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

tamy: „Verum quid prodest abavus Caesarque Deusque
Degeneri“.
Na innem miejscu wyjaśnia autor, że nie chce lekceważyć
zasług przodków: „propositi mei non est offendere manes semideum“ (str. 143). Gdzieindziej czytamy na marginesie: „Divites
tantum in deos referti“ ; w tekście zaś:
„Crassus, Midas, Caesar...
Nempe Deos fortuna facit“ (str. 173).
Nadto znajdujemy następujące wzmianki:
„Reges esse deos mortales
...moitalia numina reges“ (str. 247).
Poeta przeciwstawia privatos equues — divosque monar
chas (str. 517).
„Nec dedignetur, nec vos fastidiat olim
Magna Deum sériés et continuanda vetusti
Spes generis Jagelloniacae, spes altera gentis
Wladislaus avo pronepos illustris, utroque
Sanguinis egregii... puer...“ (str. 676).
Młodego Zamojskiego nazywa poeta:
„Tu s em i d e i...
Filius Herois...“ (str. 680).
Dlaczego nazywa królów bogami a bohaterów półbogami,
to szczery poeta, który nie ukrywał tajników sztuki poetyckiej
i w przedmowach wyznawał szczerze swe kłopoty autorskie,
bądź wyjaśniał sposób pisania, obszernie wytłumaczy w pierw­
szej przedmowie „Victoria Deorum“, dedykowanej najpierw
Firlejowi. Tu czytamy:
„Her ou m excellentes et illustres animi non vulgari via dece
dunt, sed mortis beneficio consecrantur et recta ad superos proficiscuntur in divosque referuntur“.
Tamże pisze następnie:
„Eius modi decessus nil est aliud quam apotheosis bonoium
virtutum. Ideo quoque semideos et indigetes vocavit antiquitas, quia
divinitatis suo modo efficiuntur participes, dum ad animam humanam
accedit coelestis et immortalis afflatus et agitatiu“.
Autor wstępujący w ślady starożytnych, którzy nazywali
półbogami Achillesów, Ajaksów, Sarpedonów, Herkulesów, pój­
dzie za tradycyą literacką, urobioną przez Homera, Pindara,
— 117 —

10

Wacław Nartowski.

Wergilego, którzy uzyskali nieśmiertelność za opiewanie deorum
heroum, bonorum virorum.1)
Przytoczone przykłady pozwalają na stwierdzenie, że Klonowicz nie używa wyrazu deus, dei, wyłącznie na oznaczenie
Boga chrześcijańskiego, który ma zwykle epitety optimus i maxi
mus, ani też nie ogranićza do świata bogów olimpijskich z Jowi­
szem na czele, ale bogami nazywa także królów (Caesar, Jagellonowie i t. p.). Bpi te t divus towarzyszy stale królom i władcom,
a bohaterowie i mężowie zasłużeni, otrzymują nazwę półbo­
gów: semidei, iipvtieoí. To pozwala na wysnucie wniosku, że
w niektórych wypadkach słowo deus = rex.
Do nazywania bogami królów upoważnił poetę, prócz
tradycyi klasycznej, drugi równie ważny dla mego autorytet
powaga Pisma świętego.
Pośród psalmów Dawida znajdujemy psalm, zaczynający
się od słów: „Bóg stanął w zgromadzeniu bogów a pośrodku
bogi sądzi“ (Deus stetit in synagoga Deum, .» W psalmie tym
(82) wzywa Bóg królów do czynienia sprawiedliwości i opieki
nad ubogim, nędznym, sierotą i tak przemawia : „Jam rzekł :
jesteście bogowie i synowie najwyższego wszyscy...“
Psalm 82, jak wogóle cały psałterz, był znany całej
ówczesnej oświeconej powszechności, powoływano się nań czę­
sto, znał go też Klonowicz, jak to wskazują słowa przedmowy
do Firleja; „Deus opt(imus) max(imus), qui reges ornat., qui
illos deos et facit et vocat statque in coetu et in synagoga
illorum, ut verbis Davidis utar...“ -).
Stwierdzenie, że Klonowicz używał wyrazu deus także
jako synonimu słowa rex, pozwoli w nowy sposób wytłuma­
czyć tytuł poematu „o prawdziwem szlachectwie®
Nie każdy król miał według Kionowicza prawo do tytułu
boga, tylko ten, co odznaczył się bohaterskiemi cnotami ; król
zły to tyran podług nomenklatury Acerna. Stefan Batory, któ­
rego chwałą miał być wypełniony poemat w pierwotnej redakcyi, przedstawiał w oczach poety typ boga ziemskiego. „Divinus ille princeps non mortuus esse, sed apparere desisse videtur,
in concionem Deorum immortalium non tarn admissus quam
adscitus“.
W dalszym ciągu dedykacyi do Firleja nazywa poeta Ba*)■ Epistula dedic. do Firleja, str. A„ verso.
2) L. c., str. A;*, verso.

— 118

Stan włościański w utwoiach poetyckich doby renesansowe].

torego herosem, bóstwem opiekuńczem kraju (tanquam patriae
indigetem), którego czyny są boskie tgestina, divina) i w jego
boskie ręce (manus sanctae) składa swe dziełoJ). Następnie
nadmienia, że Batory : „roís wáXai ŤjfivMeois Kai ripoxri“ Hon tantum
conferendus verum etiam praeferendus esse videtur“.2)
Batorego uwielbiał Klonowicz i ubóstwiał, życząc mu
zwycięstwa nad butną szlachtą, która mu przypominała nie­
sfornych Gigantów, w poemacie więc prócz pochwał króla
chciał podnieść aureolę władzy królewskiej, wszak wyznaje
w przedmowie do Firleja, że skoro „Bóg królów zdobi, im
daje swoją władzę sądzenia i czyni ich bogami... to niemożliwem jest, by nie troszczył się i nie miłował tych, co blask
i chwałę królów opiewają i rozpowszechniają“.
Nie znamy pierwszej redakcyi „Victoria Deorum“, którą
poeta szereg lat po śmierci Batorego przerabiał, lecz znany
nam tekst poematu, choć o zmienionej może tendencyi, nie jest
w niezgodzie z tytułem. „Victoria Deorum“ zawiera istotnie
„regiam materiam“; „educatio herois“ to przedewszystkiem
króla, senatora, szlachcica. Jeźli zdś uwzględnimy, że wierszo­
wany traktat Klonowicza należy, jak to wykazał K. Lewicki, do
bogatego skarbca pism, których tytułem: Educatio principes,
De principe itp., a więc tworzy jedno z ogniw ówczesnej rene­
sansowej literatury paranetetycznej — to zrozumiemy znacze­
nie tytułu.
Ideałem lubelskiego poety był król - heros i heroiczna
półboska szlachta, wspierająca króla, którą „virtus nobilitat“,
bo „virtute metimur bonos animique valoje“, przytem winna
cechować bohaterów „sapientia parta labore“ i dzielność fizy­
czna, by mogli zatryumfować nad złością sług szatana (Gigan­
tów) i nad barbarzyństwem i głupotą tłumu.
Dlatego „Victoria Deorum“ oznaczała w języku poety
Victoria regum, co znowu równało się Victoria heroum et virtutis, bo król musi być herosem, by zasługiwał na nazwę boga,
na herosów zaś namaszcza jedynie cnota, niezależna od uro­
dzenia.
Zwycięstwo królów-bogów chciał wieszczyć skromny poetamieszczanin ; królów, nad którymi włada wszechwładnie Stwórca,
■) Epist. dédie. Nicol. Firlei, str. A:i recto.
-) Ibidem, str. A4 verso


149

-

Wacław Nartowski.

król królów — stąd pozornie zagadkowy tytuł poematu, który,
by zgodnie z walorem treści przetłumaczyć, brzmiałby „Zwy­
cięstwo króla-Ducha“, bądź „króla z Ducha“, choć przyziem­
nego Acerna nie stać było na genialną koncepcyę, jaką dał
w kilka wieków później niepospolity odkrywca nowych „prawd
z ducha“, Juliusz Słowacki.

Literatura przedmiotu.
Źródła poetyckie uwzględnione w pracy.
1. Biernat z Lublina: Ezop. (1522) wydał I. Chrzanowski. (Bibl.
pisarzy poi. Ak. Urn., 1910).
2. Nicolai Hussoviani: Carmina edidit Pelczar, Crac. 1894.
(Corpus antiquissimorum poetaruni Poloniae latinorum, vol. IV).
3. Sąd Parysa królewicza trojańskiego 1542. Najdawniejsza
gra polska, wydał Hieronim fcopaciński. (Prace filologiczne, t. V,
Warszawa, str. 455 —516).
4. Jacobi Philomusi Locher: Judicium Paridis, b. r. (Egz.
Bibl. Ossol. Nr. 8.886).
5. Rej Mikołaj : Krótka rozprawa między panem, wójtem a ple­
banem, 1543, wydanie Zawilińskiego. (Bibl. pisarz poi. Ak. Urn . 1892).
6. Rej Mikołaj : Wizerunek żywota człowieka poczciwego, wydał
St Ptaszycki, Petersburg, Warszawa, 1881—8.
7. Rej Mikołaj: Zwierzyniec, wydał W. Bruchnalski. (Biblioteka
pisarzy poi. Ak. Urn., 1895).
8. Rej Mikołaj: Figliki, przedruk homograficzny, wydal Wiktor
Wittyg, Kraków, 1905.
9. Rej Mikołaj : Zwierciadło (Apophtegmata, Przedmowa do
Polaka stanu rycerskiego), wydał J. Kallenbach. (Biblioteka dzieł wybo­
rowych, Nr. 308).
10. Stanisław ze Szczodrkowic: Rozmowa pielgrzyma z gospo­
darzeni, o niektórych ceremoniach kościelnych, 1549, wyd. Celichowski. (Bibl. pisarzy poi. Ak. Urn., 1900).
11. Korczewski Wit : Rozmowy polskie, łacińskim językiem prze­
platane, 1553, wydał Karłowicz. (Bibl. pisarzy poi. Ak. Urn., 1889).
12. Kochanowski Jan. Pisma, wydanie pomnikowe, 3 t. War150 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

szawa. — Pieśni ksiąg czworo (Bibl. powszechna, Nr. 559-60,
Złoczów).
13. Petrus Royzius Maureus : Carmina. Pars I i II edidit Kruczkiewicz. Crac., 1900.
14. (Piotr Stojeński-Statorius) : Proteus abo Odmieniec, 1564,
wydał Wł. Wisłocki (Bibl. pisarzy poi. Ak. Urn., 1890)
15. Bielski Marcin: Satyry. Sen majowy. Rozmowa baranów.
Sejm niewieści, wydał Wł. Wisłocki. (Bibl. pisarzy poi. Ak. Urn., 1889).
16. Grotowski Jan: Sokrates b. m. d. i r. w.
17. Bielski Marcin: Komedya Justyna i Konstancyi
wydał
Wierzbowski, Warszawa, 1896. (Bibiioîeka zapomnianych poetów i pro­
zaików polskich XVI -XVIII).
18. Joachim i Anna (komedya o niepłodności Anny S. z Joa­
chimem), wydał J. I. Kraszewski. (Ateneum, 1841, t. II, str. 95 n.).
19. Stoka, Pudłowskiego, Kmity; Powieści wierszowane (Kmity:
Spitamegeronomachia) wydał S. Adalberg (Bibl. pisarzy polskich Ak.
Urn., 1897).
20. Grabowiecki Sebastyan : Rymy duchowne, wydał Korze­
niowski. (Bibl. pisarzy poi. Ak. lim., 1893)
21. Anonim-Protestant : Erotyki, fraszki, obrazki, epigramaty,
wydał I. Chrzanowski. (Bibl. pisarzy poi. Akad. Urn., 1903).
22. Ciekliński Piotr: Potrójny z Plauta, 1593, wydał Czubek.
(Bibl. pisarzy poi. Ak. Urn., 1891).
23. Klonowicz Seb. Fabian: Pisma poetyczne polskie, wydanie
Turowskiego, Kraków, 1858.
24. Klonowicz Seb. Fabian: Roxolama, przedruk, wyd. Mierzyń­
ski, Berlin, 1857.
Klonowicz Seb. Fabian : Ziemie Czerwonej Rusi, przekład Kon­
dratowicza. (Bibl powsz., Nr. 17, Złoczów).
25. Klonowicz Seb. Fabian: Victoria Deorum, b. r. i m. w.,
26. Klonowicz Seb. F. Flis, wyd. St. Walewskiego, Chełmno
1862.
Klonowicz Seb. Fabian: Dzieła, wydanie Bobrowicza (Bibl.
kieszonkowa klasyków polskich), 2 tomy, Lipsk, 1836.
27. Rybiński Jan: Gęśli różnorymych, księga 1. 1593. (Egz.
Bibl. Ossol. Nr. 14.689).
28. Zbylitowski Andrzej: Wieśniak, wydał Wierzbowski, 1893.
(Biblioteka zapomnianych poetów i prozaików poi )
29 Andrzeja i Piotra Zbylitowskich : Niektóre poezye wydał
Turowski, Kraków, 1860.
151 —

Wacław Nartowski.

30. Szarzyński Sęp Mikołaj : Poezye, wydał Chrzanowski. (Biblpisarzy pol. Ak. Um., 1903).
31. Grochowski St. : Poezye, 21., wydał Turowski, Kraków, 1859.
32. Miaskowski Kasper: Zbiór rytmów, wydanie Turowskiego,
Kraków, 1861.
33. Szymonowicz Szym. : Sielanki. wyd.WęcIews. Chełmno 1864.
34. M. W. : Gospodarstwo dla młodych a nowotnych gospodarzów, teraz znowu na ten rok poprawione i rozszerzone, 1596. (Egz.
Bibl. Ossol. Nr. 45.637).
35. Sołtys z klechą, z wydania z r. 1616, wydał Wierzbowski.
(Bibl. zapomnianych poetów i prozaików XVI—XVIII w. Warsz , 1902)36. Komedya mięsopustna. (Prace filologiczne, t. II, str. 538 n.).
37. Prostjch ludzi w wierze nauka (Prace filologiczne, t. 111,
str. 313—56).
38. Albertus z wojny, b. r. i m. w. (Egz. Bibl Ossol. Nr. 214).
Toż, inne wydanie, Kraków 1649. (Egz. Bibl. Ossol. Nr. 213).
39. Wyprawa plebańska, Kraków, 1696. (Egz. Bibl. Ossol.
Nr. 66.357).
40. Szymonowicz Sz. : Flagellum livoris, 1588, Cracoviae. offic.
Lazaři (Egz. Bibl. Ossol. Nr. 4.496)
41. Wiersze polityczne, przepowiednie, satyry, paszkwile z XVI
w., wydał Wierzbowski. (Bibl. zapomnianych poetów i prozaików, War­
szawa, 1907).
42. Trzy nieznane dyalogi z w. XVI, wydał Ceiichowski Zyg­
munt, Poznań, 1899 (Rozprawa krótka a prosta o niektórych cere­
moniach a ustawach kościelnych. Pokusy szatańskie, rozmowa szatana
z grzesznikiem. Rozmowa księdza z popem).
43. Petrus Royziusz : Decisiones Lituanicae, Cracoviae, Siebeneicher, 1563. (Egz. Bibl. Ossol. Nr. 14.425, także rękopis, Ossol Nr. 15)
44. Peregrynacya dziadowska (1614), przedruk J. I. Kraszew­
skiego. (Pomniki do historyi obyczajów w Polsce, Warsz., 1843).
45. Witkowski Stanisław : Pobudka ludzi rycerskich ku czuło­
ści i przestrodze dalszej wojny tureckiej, Zamość 1621. (Egz. Bibl
Ossol. Nr. 18.679).
_________

Pisma prozaiczne.
1. Codex e.pistularum XV seculi t. III, edidit Lewicki (Monumenta medii aevi historica, wydaw. Akad. Urn., Kraków, 1894).
2. Działyński : Zrzódłopisma do dziejów Unn Korony Pol
skiej, 1850.
152

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

3. Modrzewski: O poprawie rzeczy pospolitej, wyd. Turow­
skiego i wyd. Bibl. Mrówki.
4. Krasiński : Polska czyli topograficzno - polityczne opisanie
Polski w w. XVI, przekład Budzińskiego, Warszawa, 1852.
5. Kromer Marc.: Polonia, 1575. Polska czyli o położeniu,
obyczajach, urzędach Rp., przetłumaczył Syrokomla, Wilno, 1853.
6. Wolan: O wolności, wyd. Turowskiego. Krak. 1859.
7. Wotum szlachcica polskiego pisane na sejmiki i sejm r. 1606.
(Egz. Bibl. Ossol. Nr 18.108).
8. Rozmowa Polaka z Litwinem, 1564, wydał Korzeniowski.
(Bibl. pisarz, poi. Ak. Urn. Kraków, 1890).
9. Białobrzeski Marcin: Poslilla ortodoxa. Kraków 1581.
10. Gostomski Anzelm: Notáty gospodarskie czyli Guspodaistwo, wydał Radwański, Kraków. 1856.
11. Skarga P. : Kazania sejmowe, wydał 1. Chrzanowski. (Bibl.
dziel chrześcijańskich, Warszawa 1912).
12. Postępek prawa czartowskiego przeciw narodowi ludz­
kiemu 1570, wydał Dr. Benis. (Bibl. pisarz, poi. Ak Urn., Kra­
ków, 1892).
13. Śmiglecki : O lichwie i wyderkach, czynszach, spólnych
zarobkach, najmach, arendach i o samokupstwie krótka nauka,
V wyd., Kraków, 1619.
14. Święcicki Jędrzej Opis Mazowsza, przetłómaczyl i wydał
Władysław Smoleński. (Pisma historyczne, t. I., str. 55 —110).
15- Czechowic (?) : O urzędzie miecza, 1583. (Egzemplarz Bi­
blioteki Czartoryskich w Krakowie).
1
16. Galii Chronicon, edidit Finkel et Kętrzyński, Lwów, 1900-

Opracowania.
1. Maciejowski W. A. : Piśmiennictwo polskie od czasów naj­
dawniejszych do r. 1830, 3 t„ Warszawa, 1851—2.
2. Tegoż, Polska aż do pierwszej połowy XVH wieku pod
względem obyczajów i zwyczajów, 4 t., Petersburg-Warszawa, 1842.
3. Wiszniewski M. : Historya literatury polskiej, 9 t.
4. Briickner A Dzieje literatury polskiej, 2 t., Warszawa, 1903.
5. Tenże, Literatura religijna w Polsce średniowiecznej. War­
szawa, 1902, t. L, Kazania i pieśni. (Bibl. dzieł chrześcijańskich).
6. Briickner A.: Róznowiercy polscy, Warszawa, 1905.
7. Bruchnalski W : Twórczość pisarska M Reja. Rozpr. Ak.
153 —

Wacław Nartowski

Um., wydz. filol., t. 44, 1908. — Tenże, Pojęcie i znaczenie poezyi
u poetów polskich XVI w. (Eos, VI, 1900). — Tenże, Literatura rene
sansowa, wykłady uniwersyteckie.
8. Kawczyński M O początkach poezyi polskiej (Kwartalnik
histor , 1889).
9. Tarnowski St. : Pisarze polityczni XVI w., 2 t„ Kraków, 1886.
10. Dobrzycki Stan. : Pieśni Kochanowskiego. (Rozpr. Ak. Um.
w. filol., t. 43, 1906).
11. Piłat R. : Historya literatury polskiej. Wykłady uniwersy­
teckie, wydane pod redakcyą W. Bruchnalskiego, t. II, część 1 i 2.
Historya poezyi polskiej w XVI i w trzech pierwszych dziesiąt
kach lat w. XVII (1500 — 1632), Lwów, 1909.
12. Kallenbach J. : Historya literatury polskiej za Zygmunta III,
wykład) uniwersyteckie. Lwów, 1907
13. Grabowski T. : Literatura aryańska w Polsce. Kraków, 1908.
14. Biegeleisen H : Dzieje literatury polskiej, 5 t Wiedeń, na­
kład Bondego, 1898—1901.
15. Chrzanowski I. : Marcfti Bielski. Warszawa, 1906. — Tenże:
Historya literatury niepodległej Polski, wyd. II, Warszawa, 1908.
16. Windakiewicz St. : Teatr ludowy w dawnej Polsce. (Roz
prawy Ak. Urn. w. filol., t. 36, str. 1—231, Kraków, 1903).
17. Sinko T. : De Romanorum viro bono (Rozprawy Ak. Urn.
w. filol., t. 36, str. 251—300. Kraków, 1913)
18. Hahn W.: Literatura dramatyczna w Polsce XVI wieku.
(Archiwum naukowe, dział I, t. 3. zesz. 3. Wyd. Tow. dla popie­
rania nauki polskiej. Lwów, 1906).
19. Heck K. : Szymon Szymonowicz, jego żywot i dzielą,
część 1. (Rozpr Ak. Urn. w. filol., t. 33; część II i III, tamże, t. 37.
Kraków, 1903)
20. Bobowski M. : Polskie pieśni katolickie od najdawniejszych
czasów do końca wieku XVI. (Rozpr. Ak. Urn. w. filol., t. 19, str.
I 475. Kraków, 1893).
21. Kot Stan.: Wpływ starożytności klasycznej na teorye po­
lityczne Andrzeja Frycza z Modrzewa. (Odbitka z Rozpraw. Ak.
Urn. Kraków. 1911).
22. Pamiętnik zjazdu historyczno-literackiego im. Kochanow­
skiego. (Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce, t. V.
Kraków, 1886).
23. Garlicki T. : Uwagi nad Seb. F. Klonowicza poematem
Victoria Deorum. (Sprawozd. gimn. w Brzeżanach, 1884).
154 —

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowej.

24. Kantecki A.: Sebastyan Klonowicz i jego poemat o Rusi.
(Przewodnik naukowy i literacki. R. W, str. 918—944, 1044 -53.
Lwów, 1875).
25. Uhma Roman: O życiu i pismach Klonowicza. (Sprawozd.
gimn. IV we Lwowie, 1884).
26. Lewicki Kazimierz: Klonowicza Victoria Deorum. (Sprawozd.
1 gimn. w Stanisławowie, 1911).
27. Lubowicz: Lublińskije wolnodumcy XVI w. Warszawa, 1902.
28. Smoleński Wład.: Szlachta w świetle własnych opinii. (Pisma
historyczne t. I, str. 1—36. Kraków, 1901).
29. Nehring Wł. : Altpolmsche Sprachdenkmäler, Berlin, 1886.
30. Karłowicz J. : Czary i czarownice w Polsce. (Wisła, t. I.).
31. Hausen J : Zauberwahn, Inquisition u. Hexenpiozes, Leip
zig, 1900.
32. .Strimmer H. : Der römische Sclavenstand dargestellt nach
den Gedichten des Horaz. (Program des Gymn. zu Meran. 1883).
33. Piotr Sartori : Moneta dla zmarłych. (Jahresbericht d. Gymn.
zu Dortmund, 1899)..
34. Tenże, Die Speisung der Toten. (Jahresbericht d. Gymn.
zu Dortmund, 1903).
35. Stoilov: Novae za převoz. Karadzic t. III, str. 153—7,1901.
36. GawelekF. : Przesądy, zabobony, środki lecznicze ! wiara ludu
w Radłowie. (Materyały antrop., archeol., etnograf, Akad. Urn , t. XI).
37. Lud
pismo etnograficzne, tomów 17, Lwów.
38. Ateneum — Biblioteka Warszawska.
39 Gargas : Poglądy ekonomiczne w Polsce XVII wieku. II
wydanie, Lwów, 1903.
40. Scherr Joh.: Deutsche Kultur u. Sittengeschichte. XI Auflage,
Leipzig, 1902.
41. Paczowskyj M.: Narodnyj pochoronnyj obrjad na Rusy. (Zwit
Akademicznoj gimnazji, Lwów, 1903).
42. Basiński St. ; Roxolania Klonowicza w stosunku do poezyi
łacińskiej. (Sprawozdanie gimnazyalne w Sanoku, 1896). Rec. Nogaja
podaje Eos t. IV, str. 105.
43. Jankowski W. : Podania we Flisie. (Pamiętnik literacki, 1902).
44. Mierzyński A. : De vita, moribus scriptisque latinis S. F.
Acerni, Berlin, 1857.
45. Möller H. : Die Bauern in der deutschen Literatur des XVI
Jrh. Dissert. Berlin, 1902.



155

Wacław Nartowski

Najważniejsze dzieła, odnoszące się do hisioryi chłopa
polskiego w XVI w.
1. Bobrzyński Michał: Dnieje Polski, 2 t., III wydanie. War­
szawa 1887.
2. Tenże: Karta z dziejów ludu wiejskiego. (Rocznik Ak. Um.
1891/2. Kraków).
3. Gorzycki K. : Zarys społecznej historyi państwa pplskiego.
Lwów, 1901.
4. Kutrzeba St. : Historya ustroju Polski w zarysie, Lwów
1905.
5. Balzer O
Konstytucya 3-go maja. (Studya nad historyą
prawa polskiego, pod redakcyą O. Balzera, t. II, str. 305—84).
6. Bujak Fr. : Studya nad osadnictwem Małopolski, część I.
(Rozprawy Ak. Urn. w histor. filoz., t. 47, 1905).
7. Pntkański K.: O pochodzeniu wsi polskiej. (Ognisko,
r. 1903. Warszawa).
8. Lubomirski T. J. : Rolnicza ludność w Polsce od XVI do
XVIII w. Warszawa, 1862, i Biblioteka Warszaw., 1858—62.
9. Ulanowski B. : Wieś polska pod względem prawnym od
w. XVI—XVIII. (Przegląd polski, 1894, i Rocznik Ak. Urn. 1893/4).
10. Piekosiński Fr.: Zdobycze szlachty polskiej w dziedzinie prawa
publicznego w wieku XV. Kraków, 1900. Rec. Rembowski w Bibl.
Warszawskiej, 1901, t. 1.
11. Guradze Fr. : Der Bauer in Posen. Beiträge zur Geschichte
der rechtlichen u wirtschaftlichen Hebung des Bauernstandes der jet­
zigen Provinz Posen, durch den preussischen Staat im /|. 1772
bis zum 1805. (Zeitschrift der Historischen Gesellschaft f. Provinz
Posen. Poznań, 1898, t. 13).
12. Lubomirski J. T. : Północno Wschodnie wołoskie osady
(Bibi warsz., 1855, t. IV).
13. Greveniz F A : Der Bauer in Polen. Berlin, 1818.
14. Knapp: Bauernbefreiung und der Ursprung der Landarbei
ter in alt. Teilen Preussens, 2 t. Leipzig, 1877 (wstęp).
15. Hüppe S. : Verfassung der Republik Polen. Berlin, 1867.
16. Smoleński Wł.: Pisma historyczne, t. 1 Warszawa, 1901.
17. Rakowski K.: Dzieje rozw. ekon. Polski. Warszawa, 1908.
18. Papée F. : Polska i Litwa na przełomie wieków średnich,
Kraków, 1904.
19. Piekosiński F. : Ludność wieśniacza doby piastowskiej Kra­
ków 1896.
20. Nowicki: Zarys historyi stanu włościańskiego południowozachodniej Rusi w XV—XVIII wieku.
21. Korzon T Wewnętrzne dzieje Polski za St. Augusta, t. I.
Warszawa, 1897.
22 Voiuniiua Legum, t I i II.
23- Pawiński A. i Jabłonowski A. : Polska XVI wieku pod
względem geograficzno-statystycznym, t. I—-XII. Warszawa (t. 1
0

— 156 —

1

Stan włościański w utworach poetyckich doby renesansowe-].

Wielkopolska; t. 3 Małopolska: t 5 Mazowsze; t. 7, II, Ruś Czer­
wona; t. 8 Wołyń i Podole ; t 9, 11 Ukraina).
24. Acta Tomiciane, t. VII.
25. Kutrzeba Stanisław : Materyały do dziejów robocizny w Pol­
sce w XVI w. Kraków, 1911
26. Czacki T. ; O litewskich i polskich prawach, wyd. Turów
skiego. Kraków. 1861, t. II

Recenzye i sprawozdania.
A. Szelągowski. Wici i Topory. Studyum nad genezą i zna­
czeniem godeł polskich i zawołań. Kraków, Akad. Urn. naKładem fundu­
szu Osławskiego, 1914. VII i 194 str. 8°.
Referat, przeznaczony do wywołania dyskusyi naukowej, urósł
w treściwą książkę, stosującą metodę folkloryczną do zagadnień heral­
dycznych, stwierdzającą, że godła herbowe i zawołania rodowe mogą
mieć podkład religijny, wierzeniowy, kultowy. Piekosińskiemu do zarchaizowania godła była potrzebna runa tyr, nasz autor sprowadza cechy
wszystkich godeł do laski, rosochy, wici,’a w dalszym ciągu odnachodzi
laskę, rosochę lub wić we wszelkich możliwych zwyczajach i instytucyach, łączy je z kultem drzewnym, kultem kłody, a stąd przechodzi' do
kultu zwierzęcego, chtomcznego i animistycznego. Zakreślił więc olbrzy­
mie swym badaniom koło, rzucił moc myśli i pomysłów nowych, wniósł
poglądy, nieraz całkiem samoistne.
Wszystko to oparł jednak na dwu przesłankach, które z góry mo­
żna i naležv zaczepić. Operuje więc najpierw materyałem, nie badając
wcale tego materyalu tj. me pytając, c/y to materyał autentyczny a da­
wny, czy też iluzoryczny a nowy' Powtóre wtacza ciągle etymologie,
wywody słowne ani pytając czy te etymologie prawdziwe a choćby
tylko możliwe. Zaczepiamy więc metodę jaką zdobywał autor swe wy­
niki i przez to samo usuwamy im wszelkie podstawy a zawieszony w po­
wietrzu nie wytrzymają żadnej krytyki.
Co do zarzutu pierwszego nadmieniamy, że autor korzysta ze
wszelkjch podań, wierzeń, zwyczajów zapisanych u naszych kiońikarzy,
historyków, etnografów bez najmniejszego zastrzeżenia, bez cienia wąt­
pliwości, me pytając o nic Mitologia Diugoszowa, konik zwierzyniecki,
topienie Marzany, dyngus i śmigus itd , wszystko stanowi dla niego pod
kład niewzruszony, prastary, rodzimy, chociaż nie trudno dowieść, że to
wszystko szczera iluzya, jak np. mitologia Długoszowa. 'Xutor wie prze­
cież, że Pomorzanie i Lucicowie nadodrzańscy, to najbliżsi Polakom
sąsiedzi, równi im pierwotnie gwarą i obyczajem. Otóż mitologię po­
morską i luc-cką znamy jako tako ze źródeł wiarygodnych XI i XII wieku,
jakżeż autor ten cud wytłumaczy, że żadna r, tych nazw mitologicznych
nadodrzańskich nie powtarza się w blizkiej Polsce u Długosza, chociaż
powtarza się na dalekiej Rusi (np. Swarożyc)? Wytłumaczenie bardzo
łatwe mitologia lucick czy pomorska jest autentyczna, Długoszowa
jest późnym wymysłem XV wieku i dlatego niema między niemi zgody
najmniejszej i dlatego mitologię Długoszową przy odtwarzaniu naszych
stosunków pierwotnych usuwać należy zupełnie. Konik zwierzyniecki —
to zabawa cechowa najzwyklejsza, przypadkiem zachowatm do cza­
sów najnowszych ; zabawa to cechowa, miejska, więc późna i żadnego
w niei związku z wierzeniami czy kultami słowiańskimi dopatrywać się

— 157 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.