9aa99aeac3e36208b2a8ee1839816c72.pdf
Media
Part of Gadki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa / Lud, 1914-1918, t. 20
- extracted text
-
„G á d k i“
z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.
Zebrał: SZYMON GONET ze Suchej.
W tomie IV, dziale II Materyałów antrop., archeol. i etnogr.
Akademii Umiejętności w Krakowie (str. 226— 282) mieszczą się
spisane przezemnie „Opowiadania ludowe z okolicy Andrycho
wa". Opowiadania te pochodzą z grupy wsi, pod miasteczkiem
Andrychowem leżącej, do której należą: Rzyki, Targanice, Sul
kowice, Roczyny, Brzezinka, Bulowice, Wieprz, Zagórnik i Inwałd.
Obecnie podaję opowiadania ludowe ze wsi Inwałdu, które
tamże podczas dziewięcioletniego pobytu zebrałem. Opowiada
nia te nazywa lud „gadkami“, a są one tak ze. względu na
treść, jak i na gwarę dość ciekawe. Gadki te są uporządko
wane i napisane gwarą ludu tej wsi. Właściwością tej gwary
jest to, że 1) samogłoski nosowe ę, ą, brzmią jak o ; 2) samo
głoska e przed nosowem m, n, w środku wyrazu brzmi ró
wnież jak o. Obie te właściwości są oddane przez o i o, dla od
różnienia od zwykłego o. Wspólne z innemi gwarami ma ta
gwara np. nagłos u przed o początkowem wyrazu, wymawia
nie / jak u, ścieśnienie o przed n i wiele innych.
I. Bajki.
1. Spotkanie śpika z muchom.
Jednego casu spotkał sie śpik z muchom. — Kaz ty, ko
chaná mucho idzies? — „Ido z miasta na wieś“. — A pocóź
— 246 —
Gáilki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.
ty tam idzies?
„W mieście nié mám co robić, przychodzi
z guodu umrzeć, bo nié mam tam co jeś. W mieście jak wpa
dną panu do rosołu, to pan mie weźmie za nogi, każdo mojo
koś i nogi uoblize i rzuci na zfomio. A talerz to tak pieknie
zléze, ze sie nie mám c«m pożywić. Jeszce'im mało tego, to
mie zatruwajom. Na wsi wpadnó gospodynie do śmietany, to
mie weźnie na łyżko i rzuci na ziomi« razem ze śmietanom,
tak mám co jeś i já i moje towarzyski. W gárkak poostawiá
gospodyni różne rzecy i jedzenia na miskak niepomytyk, a na
samyk dzieckak, co to tam jes jeś! A kaz ty, śpiku idzies?“
— Já zaś id; do miasta, bo na wsi nié mám co robić.
Chuop mie wysmarká, rznie mnom o ziemio ze wszyćkik sił
tak, że sie uozlec- na wszyćkie strony i jeszce mie nogom
podepta, a nosa se utrze do grubego troka. Pań w mieście
weźnie mie do biały, wyprasowany, wykrochmalony ustki,
przeźry sie we mnie jak w zwierciadle, zawinie pieknie i sowa
do kieśnie.
lnwałd, 1897.
Franciszek Polak z Rynku. (Frańcisek Polák z Ronku).
II. Legendy.
2. uO grzybak.
Kiedy jeszce Pánjezus chodziuł po niskości tego świata,
napotkał raź ze świotym Piotrem kosmrza, któremu przy
nieśli z chałpy na śniadanie k«s ’) chleba ze serom. Kosiarz
położuł se koso, lég se na zimni i jád. Tak sie śwmty Pietr
pytá Pánjezusa: - Cy tez ton cuowiek nié má za to grzechu,
ze lezy i jé?
Pánjezus nic mu nie pedział, jono kázat mu
kosić za tego kosiarza, podwil oń nie pośniada. Światy Pietr
pocon kosić, ale nie kosiut jak kwandrac i tak sie zmocuł2),
zesapał i spociul, az i Pán jezu sowi sie go żal zrobiło i mówi
mu : — Piętrzę, juz bédzie doś.
Jak Pietr koso połozuł,
mówi mu Pánjezus: — Ton, co kosiut, to nie na to se zarobiuł, aby leziit i jád, ale na to, coby mu do goby jedzonie po
dawali.
1 pośli dali. Przechodzili kole pola, na ktorom rós
jocmioń. Świotomu Piętrowi kciało sie jeś, bo sie kosiarkom
zmocuł, tak urwał kłysko3), co Pánjezus nie widział, aostar
na roce *) zíárka, usuł do goby ’) A tu sie Pánjezus pytá: —
’) Kęs, kawałek, 2) zmęczył,
’•) kłósko, kłos,
- 247 —
4) ręce, *) gęby
Szymon Gonet.
Co más w gobie? — Pietr wypluł ziárka na ziomie i mówi:
„Miátek ziarka, ale wyplułek“. — No, to sie nie straci — obzywásie Pánjezus - z tego bédom grzyby.
I od tego casu som grzyby.
Sułkowice, 1888.
Antoni Drąg, (Antoni Dryng).
3. « O wychowaniu świętego Grzegorza.
Świsty Grzegorz jak sie urodziul, wziona go matka do kosyka, dała mu táblicki, piéniodzy na życie, a śrebra na nauko
i pouozyła przy morzu. Gdy rybák posed ryb łowić, náláz tego
Grzegorza i wzion go do siebie. Chuopiec miał pa miąć, był
chytry do nauki, á chodziuł ś nim rybaków chuopák do skoły.
Ráz, gdy sie oba pokłócili, chuopak zawołał na Grzegorza: —
Ty znajduchu ! — Gdy Grzegorz przysed do domu, spytał sie :
Mamo, znajduk já jes ? ! — „Tak jes, znajdukześ jes'“ — Kiedyk znajduk, to já pódo. „To idź, bździna tu po tobie!“ No
i Grzegorz posed. Sed bez las, spotkał zbóji, spytali go, ka
idzie ? — Tam, ka i wy. — „Co bédzies robiuł?“ — To, co
i wy. — „No, pódź z nami!“ Pośli na smontarz l), na którym
była pochowana pani bardzo bogata. «Otworzyli grób i kázali
Grzegorzowi wejś, zebrać kosztowne rzecy z te pani. Grzegorz
właz do grobu i zebrał pieszczenie złote, mentale srébne, uodziénie wyzłacane. Grzegorz to z pani zebrał, podał zbójom
i wysed. Zbóje znowu mu kázali wleź do grobu po kosulo.
Grzegorz właz, zbóje go zawarli i pośli. — Grzegorz wrescał
i gwałtu wołał całom noc. Gdy gróbarka wysła w nocy i posłysała krzyk, wesła do izby i opedziała gróbarzowi : — Wies
ty, co pani sie na sm«ntárzu dzieje?
Gróbárz posed, «otworzuł grób i chuopiec wysed. Ton chuopiec był u gróbarza,
«opedział wszyćko i znouj posed dali. — Juz Grzegorz urós
i była «ogłosona wojna, ze kto je wygrá, bédzie sie zoniuł
z królowom. Grzegorz posed i «ogłosiuł, ze ón wygra t-> woj
no. I wygrał i z królowom sie «ozoniuł2), ale me wiedział z ja
kom. Te táblicki, co mu matka dała do kosyka, miał zawdy ze
sobom, a teraz miał je w szafce skowane. Ile razy przysed ku
ty szafce, zawdy płakał. Królowy dziwno było, co ón tak przy
ty száfco płace i ráz jak Grzegorza nie było, posłała po ślu
sarza. Ślusarz przysed, «oderwał zámek i «otworzuł. Gdy kró') cmentarz, 2) ożenił.
— 248
Gádk' z Inwałdu, w okolicy Andrychowa
łowa użrała táblicki, zemglała '), bo to óna dała te tablicki
swemu sanowi do kosyka, a ton son był teraz jeji .możem 2).
Jak Grzegorz uwidział zemglałom królowe, «$krzesił je,
a óna mu «opedziała o wszyćkiem. Grzegorz porzuciuł króle
stwo i posed do tego samego rybaka, co sie u niego od maleńkości chował i spytał sie go, cy tu nié ma ka jakie jaskinie,
i zroncuł;>) rybakowi, coby go zanknuł4), a kłuć rzuciuł do
morza. Rybak tak zrobiuł, a Grzegorz w jaskini pokutował.
A jak wybierali na «Ojca świ«tygo, «obeśniło sie bisku
powi, ze jes kasik taki, zęby był na «Ojca świ«tygo. 1 śli, sukàli, sukali po cały okolicy takiego. Weśli do tego rybaka i py
tali: Cy nié ma tu ka takiego w jaąjdni ? Rvbák «opowiedział,
ze jes, a juz sied om roków temu, jak takiego zanknuł i kluc
rzuciuł do morza. A było to pod wiecérz; rybacka stroiła ryby
na wiecerzo i nalazła kluc w rybie. Rybak poznał, ze to ton
kluc od jaskinie. Wzioni kluc, pośli, «odOmkli5), a ś wio ty Grze
gorz klocałfi) w jaskini cały blady ; siedom roków nic nie jád
i nie piuł, a żywy był. Wzioni Grzegorza i kazał sie zaprowa
dzić do królowy. Jak tam przysed Grzegorz, wysuchał7) kró
lowo, «ozgrzysuł *) je, a potom tyiknul !l) je palcem w gbwn
i «ozesuła 10) sie w prok lł).
I świoty Grzegorz «ostał «Ojcem świotym.
Inwałd, 1897.
Franciszek Stuglik (Swaciák).
III. Klechdy.
4. Chuop i świoty P i e t r.
Ráz chodziuł chuop ze świotym Pietrem po kolodzie l2)
w niebie. Juz «obeśli po całom niebie i przyśli na koniec nie
ba Naśli l3) tam chuopów móconcyk u) zboze. Chuopu, który
chodziuł po kolodzie, zecnyło sie15), ale mé móg nijak śleź1®)
bo był koniec nieba. Tak prosiuł tyk chuopów. aby mu pora
dzili, jak má śleź z nieba. Óni mu poradzili, coby ukrociuł17)
dugie porwósło18) z plew i spuściuł sie na dół. Ale to porwósło sie zerwało i chuop wpád na pół do ziomie. Myśli se, jak
sie wyrwać śni. Wyblescuł1<J) ślepie i ujźrał lisa, który sie krd') zemdlała, s) mężem, ■■) polecił, 4) zamknął, 5) odemkli, c) klęczał,
7) wyspowiadał, 8) rozgrzeszył, s) uderzył, a właściwie : trącił, in) rozsy
pała się *') w proch, la) kolędzie, 13) spotkali, '") młócących,16) sprzykrzyło
się, l6) zleźć, ri) ukręcił, 1B) powTÓsło, 19) wytrzeszczył oczy.
— 249 —
Szymon Gonet.
ciuł J) wele niego. Lis sie wele niego kroci, az go cliuop za
»ogon chyciuł i krzyknuł : Hej ta rata ! — Lis sie zerwał, az
se »ogon urwał, ale i chuopa wyciognol ze ziemie.
Inwałd, 1895 r.
Jan Smaza.
5. Trzy c o ty.
Jedoń parobek był na suzbie i za cały rok dostał wysugi ') w Nowy rok tylko trzy cötys). Posed gościńcem i miał
sukać kaińdzi suzby. Spotkał dziadka, który go prosiuł, by go
com »opatrzył- Ón powiada: Mám jono trzy coty, macie jedón.
— Idzie dali, spotkał znouj dziadka, który go prosiuł o jałmu
żno i dał mu drugiego cota. Idzie dali i zesed sie z trzecim
dziadkiem i dał mu tego »pstatniego cota. Jak juz był bez grejcara, spotkał sie z Panjezusem i świotym Pietrem Pánjezus sie
go spytał, co kce za te trzy cr>ty. Pietr wystawiuł palec do góry
na znak, aby kciał niebo, ale parobek przyskocuł i ubiuł mu
palec. Parobek tak powiedział : „kce tako lásko, gdy kto przyńdzie po mio, to go ta láska wsadzi do wienziéniá. To za jedon
cót. A za drugi kcfi takie buty, ze jak je »obuje, coby nie ucićk.
Za trzeci grejcár kc<> taká torbo, ze jak kto przyńdzie po nimo,
coby skocył do ty torby, i nie wysed, podwilJ) mu sám nie
porocO ń śni wyléž“. 1 dostał se wszyćko, co kciał.
1 posed
z tom i znaláz se suzbo. Gospodarze na ty suzbie byli bardzo
skirniB) i dopalowali7) mu na ni. Parobek wition laskę, jak
»ozwinol do koła siebie, tak w jedny kwili byli wszyscy we
wienziéniu. Posed na inne mieśces). Miał buty pod stołom,
a wnik se chował pienibdze. Gospodarz sie na te pienibd/e
ulakomiuł i kciał je zebrać, ale skocył do buta i nié móg ni
jako wyjś. Parobek idzie i mówi tak : — Tamzeście pośli ? Pocakájcie, já wám tam dám piéniňdze! — Zbmł gospodarza
kfest{l) i posed na trzecie mieśce. Tam przysed po niego djebał i kciał go wzionś. Parobek »otworzuł torbo, a djebał sko
cył do nié. Przysła śmierć djebła ratować, ale tez wpadła do
torby. Parobek zył bardzo dugo, az cie mu zecnyło i wypuściuł śmierć z torby. Ta uciekła i była szcośliwa, ze je wypuściuł. Djebła nie wypuściuł i djebał zdek 7) w torbie z guodu.
Parobek jak pomar, był zbawiony.
Inwałd, 1897.
Jan Kolber z Korczy. (Ján Kojber z Korce).
‘) kręcił, -) zasługi, :!) centy. 4) dopóki, ') rozkażę, “) sprzeczni,
7) dokuczali, *) miejsce, 9 fest mocno, l0) zdechł.
-
250
Gádki z InuaJdu, w okolicy Andrychowa.
6. Marysia i Kasia.
Miała matka dwie córki : Marysio i Kasio. Kasin lubiła
a Marysi nie lubiła. Kasin ubierała, a Marysi tylko jedno kosulko sprawiła na zimo i na lato. Ráz w zimie kázala Marysi,
aby sła na drzewo do lasu w bosu '). Biedna dziéwcOna sła
i płakała, bo jé zimno było. W tom spotkał je Pánjezus i spy
tał się jé, cego place. Óna wszyćko «opedziała. Pánjezus spy
tał sie jé, cyby sła do niego na suzbo. Dziewcnna töm sie bar
dzo uradowała. Pánjezus wzion je za rocko i posed śniom do
dymu “). Gdy przyśli, dał jë ma łom łyzeckb kasy i kazał jé
gotować w bardzo duzom gárku. Jak nagotowała i pojadła,
kazał jé Pánjezus pomyć pieska i kotka i dać im jeś. Gdy Ma
rysia to zrobiła, posła spać. Pánjezus posed kaś w nocy, a Ma
rysia, «ostała z pieskiem i kotkiem sama. Wtom przysło coś
ku dźwiom i woła tak : — Marysiu, kotku, piesku, puśtam ! —
Kotek i piesek /„/odpowiedzieli : — Nie puszcymy, pokil nám
nie przyniesiecie pełno //oboro krów ! — Przynieśli krowy
i znouj przysło i wołało, by puścić. — Nie puszcymy, pokil
nie przyniesiecie pełno skrzynio złotyk trzewików! — I przy
nieśli i znouj sie burzom. -- Nie puszcymy, pokil nie przynie
siecie pełno skrzynio złotego odzienia ! — Wreszcie przysła
dwonástá godzina i /„/odesło. Pánjezus przysed do dymu i opo
wiedział Marysi, że to byli szatani. Pánjezus kazał jé dojić
krowy. A na górze był świoty Józef i dzióbał krowo śpilkom,
lá przekonania, co Marysia zrobi. Krowa nie kciała stać, ale
Marysia mówiła do nié : — Stoj, ciciusiu ; stój, ciciusiu ! —
Jak podojiła krowo, kazał jé Pánjezus, zęby sła na góro i po
brała se jakom kce skrzynio. Marysia /„/obrała nábrzydso, zaprzogła pieska i kotka i jechała do matk.i- Bez dróge piesek
i kotek mówili : — Zadnia zbyrk, 'przednio zbyrk. dobrze sie
jedzie ! — Gdy Marysia przyjechała do dymu, matka /„/otwarła
skrzynio, w który było pełno złota. Matce było żal, ze Mary
sia ma tyle złota, a Kasia nié má. Kazała Kasi, aby i óna sła
na suzbo. Kasia sła drogom i płakała. Spotkał ci je Pánjezus
i spytał sie, cy kce iś do niego na suzbo. Óna pedziała, ze pódzie. Jak przyśli, kazał jé Pánjezus ugotować małom łyżko
kasy, dać jeś pieskowi i kotkowi i pomyć ik. Kasia nic nie
zrobiła. Pánjezus zgniewał sie na nie i kciał je //odprawić, ale
kazał jé jeszce, aby sła dojić krowy. Świoty Józef był na góJ) w bosu - boso, 2) do domu.
—
251
—
Szymon Gonet
rze i dzióbał krowo śpilkom. Kasia klopa ł) na krowo, ze nie
kce stać i nie podojiła je. Pánjezus kazał jé se wybrać skrzy
nio, jako kce. Wybrała se nápiekniéjsň, zapr/ugła pieska i kotka
i jechała do matki. Drogom kotek i piesek mówili: — Zadnia
zbyrk, przednia zbyrk, źle sie wiezie1 — Gdy przyjechali do
matki, uciesyła sie matka, ze Kasia bédzie miała téla złota, co
i Marysia. Matka »otwiera skrzynie : a tu pełno gadów. Te
gady wyskocyły i zjadły matko i Kasio, a Marysia deptała po
gadak, a nic sie jé nie stało. Marysia żyła pobożnie i miała
sie dobrze.
Inwałd, 1897.
Marysia Stuglicánka od Walcáka.
7. a. Wybawiony za „B ó g zapłać“.
Miała baba sona, a ze była biédná i nie miała mu co dać
jeś, zawiedła go do lasu i tam kazała mu siedzieć. Gdy »odesła, przysed ku chuopcu jakiś pán i z kóńskiemi kopytami
i mówi: — Nie sedbyś ty, chuopce do mnie na suzbo? —
Chuopiec powiedział, ze pódzie. Ale pán mu mówi, żeby jeszce
»ostał w lesie, że mu przyniesie »odziënie. Gdy ton pán »od
sed, przysed ku nifimu anioł i mówi : „Oi, chuopce, coś ty
zrobiuł, tyś djebłu »obiecał iś na suzbo, a ón ci przyniesie zieleźne 2) »odzienie i potyl musis suzyć, pokil »odzienia nie zedrzes. Ale dajo ci to krédo i wodo, cingiem to ubranie tom
kredom pis, a wodom ścieraj, to prondko zedrzes“. I »odosed.
Djebał przysed, »oblek chuopáka w zieleźne ubranie i przywiód do piekła. Chuopák cingiem kredom pisał, wodom ście
rał, choć go djebli widzieli. I za rok ubranie zdar. Gdy był
w piekle wyrobił se lasko z dziurom we środku. Gdy »odchodziuł wbił laśkó na kocieł, w ktorom były duszycki i nabrał ik
do laśki. Gdy wysed z piekła i przysed na pieknom dolinę,
zbocuł se, ze má w laśce duse. Zacon tupać laskom, a z ni
wyskakowały duse, przemienione w ziárka, a kázde ziarko prze
mieniło się w »owco. Chuop tej łoki2), jak uźrół téla »owiec,
porwał drónga i kciał bić. Ale gdy był ohzko, uwidzińł, że
»owiecki, co ráz przejdom, to wióksá tráwa, wróciół się do
chałpy.
Gdy ton chuopiec pás, przysed ku nifimu świoty Pietr
i prosiuł chuopáka, aby mu » owce przedał, a ze co tylko kce,
to mu dá za nie. ‘'huopák powiedział, że kce takie skrzypce,*)
*) klęła, 2) żelazne, 3) łąki.
—
252
—
Gádki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.
co jakby na nik zagrał, to kto tylko usłysy to muzyko, coby
musiał hulać. Świonty Pietr dał mu takie skrzypce, wzion
(/owce i »odešed.
Chuopak sie uciesył bardzo i sukńł suzby. Nareście przysed do ksiodza ') i gádá mu, jeźliby mu nie podzwoluł paś
krów. Ksiodz povviedzál, coby .został. Na drugi dzień pás kro
wy i uwidziiił. ze mu dziewka niesie śniadanie. Zacon wtedy
grać. Dziewka tak sie shulała, jaze chorowała. Gdy przysła na
plewanije, »opedziała gospodyni, ze sie straśnie shulała. Na
trzeci dzień niesie pasterzowi śniadanie sama gospodyni. Chuo
pak, jak gospodynio uwidział, jeszce ładni grał. Gospodyni tak
sie shulała, jaze zemglała. Chuopák »okrzysiuł je i zawiód na
plewanije. Gospodyni »opedziała to ksiodzu. Tak znouj naza
jutrz niesie mu sám ksiodz śniadanie. Chuopák sie bardzi ucie
sył i jeszce ładni grał, a ksiodz tak sie shulał, jaze sie »oscyrwininł 3J i prosiuł chuopáka, aby ustał grać. Chuopák ustał
grać.1 Ksiodz przysed do dymu i wypodziuł chuopáka. Chuopák
sed, jaz przysed na takie pole, co nie było chałup i tam gádá :
Niek mi sie tu stanie kuźnia i siedmi celadników! — I zaráz
stała sie mu kuźnia, a w ni dużo zielaza. Kto tyiko przysed
co kupować, to kupował za „Bóg zapłać!“, bo ton chuopák,
co juz był kowalem, ani grejcara nie wzion od nikogo. A te
„Bóg zapłać“ chował do worka i juz naskładał pó:i) worka.
Nareście przysła po niego śmierć. Ón kazał jé siadnoć na tom
worku, w którym było „Bóg zapłać“. Jak se śmierć siadła, tak
sie nie rusyła z worka, jaz za jedon rok. Jak śmierć »odesła,
przysed po niego anioł. Kowal kazał mu siadnoć na worku
i znouj anioł nie rusył sie az za rok. Gdy wysiedział rok
i miał iś, kowal go »odprowadziuł. Jak śli, ujrzał kowal jabko
i kazał go aniołowi urwać. Anioł siognoł po jabko, ale mu
siał rok wisieć za jabkiem na gałozce. a kowal wróciuł do
chałpy. 1 zasioj ’f) przysed po niego djebał i musiał siedzieć na
worku rok. Gdy rok wysiedział, kowál mu tak gádá: „Cóbyś
mie ty sám nioś, tybyś mie nie unioś, niek wszyjścy w piekle,
kiela ') wás jes, przemiéniom sie w kruki i przydom“. Djebał
posed, a kowál tomcasom przewiozał worek, nastrojuł gnat zie- %
leźny i młot, a worek położył na gnacie. Gdy djebli przylecieli,
kazał sie im przemienić w mrówce i wchodzić do worka. Jak
') księdza, 2) rozczerwienił, :l)pół, 4) zaś, B) ile.
—
253
—
Szymon Gonet.
wszyjścy wleźli, zawiozńł worek i pocon mocno bić młotom.
Djebli kwiceli we worku i prosili, zęby ik juz nie bił. Wtedy
kowal kciał sie naj/ostatek uciesyć. ř/ozpálul zielazo i pocon
ik tom bić, a wtedy sie worek przetlił, a djebli pouciekali Ko
wal zył bardzo dugo, az mu sie ucnyło. Idzie do śmierci i prosi
je, coby go udusiła. Śmierć’ mu na to : „Tyś to ptaśku, co já
rok musiała siedzieć na worku; nie udusocie!“ Wtedy idzie do
nieba, a anioł tak mu mówi': „Tyś to nieboraćku, co já mu
siał rok na worku siedzieć, a rok na galozcè za jabkiem wi
sieć ; nie weznocie !“ Idzie do piekła. Jedoń djebał uwidziil go,
ucieká i gádá djebłom: „Hań Ł) ton idzie, co nás we worku
biuł i niesie na plecak młot!“ Djebli sie zlokli i zamknyli pie
kło. Kowál sobie siad za piekłem i do dziś dnia siedzi, a dje
bli po świecie nie chodzom, bo sie kowala bojom.
Inwałd. 1897.
Marya Kaczmarczykówna.
Waryant. 7 b. Wybawiony za „Bóg zapłać".
Był kowal, a wszyćko robiuł za „Bóg zapłać". Żona mu
mówiła, na co to tak robi za „Bóg zapłać“, c->m bédom żyli;
a ón je powiedział: — Nás ta Pán Bóg nie //opuści. — Tak
robiuł, że przerobiuł wszyćko. PoDm nie było ani co jeś, ani
cam palić. Posed do łasa, spotkał się z djebł-un. Djebał mu
pedział: — Sprzedej mi swoj > dus« 'T, to ci dám worek pini«dzy. — Kowal podpisał sie na kartce, a djebał miał przyjś po
niego za trzy lata. Nadchodzi trzeci rok, a ón siedzi smutny
przed kuźniom. Przychodzi do niego dziadek i pytá sie go:
Cego sie tak smucicie gospodarzu?— „Ja, pytajcie sie mie ta;
byłek w lesie, podpisałek sie djebłu i juz má po innie przyjś!"
— E, co sie ta trapicie, já wám ta doradź«.
- Dał mu ma
ści i powiedział: - Jak bédzies wiedział, ze juz má przyjś po
cio', nasmaruj krzasło i kaz mu siadtftć a ty, ze sie bédzies
zbierał, pot«m mu powieś : — „No, pódźmy juz“, a on nie bę
dzie móg wstać. Weź wtedy kija, a bij dobrze, podwil sie nie
uodrzece, ze po ci') nie przyńdzie.
I tak tez kowal zrobiuł. Djebał uciekał, co sie ani nie
//obejrzał. Na drugie dzień przysed drugi, ale t«n mu zaráz
powiedział, ze mu nie bédzie siadał Przysed i stał, a t«mcas«m
sed ta ktosik ku kuźnie, tak zły gádá: — Sowáj 3) mi« ka!
') Tam, *) duszę, s) Schowaj.
Gádki z lnwałdu, w okolicy Andrychowa.
a kowal mówi: „Wleź do worka!“ Zawiozał worek, wzion kija
i bił tela, az sie «odrzék, ze po niego nie przyńdzie Potom
przysed trzeci; juz «ostro ś nim poconał i biédny kowál juz
sie ś nim zabierał. Śli, a kowal poźrńł na grusko i prosiuł
djebła, coby mu utr/.'s paro grusek, ze bédoin mieć na dróg».
Djeb'ł jak wyl.iz na grusko, a zatr/os, to wszyćkie liście i gruski
«obleciały. Kowal Wmcosoni posmarował gruske, djebńł kcińł
zćjś, ale nić móg Kowal bierze kija, a djebńł sie ubńł, a zćjś
nić móg i wyrzuciuł kowalowi pismo, co sie mu zapisał. Kowal
zył szcóśliwie do śmierci i był zbawiony.
Inwałd, 1896.
Lachendro Jan.
IV. Wierzenia.
8. «O u c n i u i majszcze.
Ráz przysed do majstra kowala uceń i kcińł sie ucyć na
kowala. Ton majster mińł książko '), do który jak się przypatrzuł, to wiedział, cy sie wyucy. Majster przypatrzuł sie do ty
ksiözki i podziedział : — No, chuopce, stoji ci sie naucyć, ale
stoji ci sie objesić. No, «ostań do nauki, ale który sie tyko
roboty chytá! bédzies, przeżegnaj sie; cy bćdzies «oblekał sie,
cy «opasowńł, cy młotem bćdzies biuł, cy pódzies wolaśka,
przy nńmnijsy robocie zawdy przeżegnaj sie! — Chuopiec, co
ino robił, zawdy sie zegnał, a jak sie zabocuł’2), to mu majster
zbocuł:!). 1 tak sio bez trzy lata. Jak sie kowalki naucuł, naucuł
sie i zegnać przy każdy robocie. Jak sie już wydzwoluł, zebrał
swój sprzat i posed do «ojców. Sed bez las i spotkał sie z wiel
kim panem, który wołał: „«objeś sie, «objeś sie!“ Celadnik na
to : „Na tom ci sie «objese?'1 — Uskubáj trawy ukróć porwó
sło, na tom powróślie «objesis sie. — Uceń uskubńł trawy,
a jak miał ukrócić porwósło, przeżegnał sie. W tom go djebńł
szczelił w pysk i ucićk. Celadnik wróciuł sie do majstra i po
dziękował mu za «ocalenie zyciń. Jak potom przysed do swyk
«ojców, tak sie go pytali, od cego mń twdrz cantom; Ón
wszystko «opowiedział i pot<>m zył se spokojnie, bo przetrzy
mał «objesénie.
Inwałd, 1897.
Skowron Jan (Skorwón Jńn).
9. «O k u p c a k, co śli na j e r m a k.
Dwa, kupcy śli na jerntak. Gdy uśli kawał drogi, zasla ik
noc w lesie. Pošli do jedny karćmy, która była w lesie, aby*)
*) książkę -) zapomniał :1) przypomniał.
— 285 —
Szymon Gonet-
przenocować. Kacmárz wzion ik do swego pokoja. Kázali mu
sobie dać jeś i za to mu zapłacili. A te pieni ądze, co ze sobom mieli, dali mu je schować. Kacmńrza łakomoś wziona
na te pieniądze i kazał kupcom iś spać do pobocny stancyje
i tam ik zamknył. Oni mieli przy sobie świecku i «oświecili je,
a gdy mieli widno w stancyji, sposzczegli w podłodze haki ;
uwchycili za te haki i «otworzyli. Przyświecili świeckom, przy
patrzyli sie pod podłoga, a tam było pełno trupów, ktoryk
kacmárz nazabijńł, poodbićrał im pieniądze i tam ik powchybował. Kupcy «báli sie, że mu pieniądze dali skować i myśleli
se, jak sie złakomi na te pieniądze, taksamo nás pozabija.
No i byli bardzo zalokniimi i zaconi se śpiewać: — Kto sie
w opieke poddá Panu swemu — aby ik Pán Bóg wyratował.
Jak odśpiewali pieś, pośli spać. O pónocy przysed kacmárz
z toporem, ze ik pozabija. Gdy wsed do stancyje, były dwa
kamienie : buchnył te kamienie, ale sie nie rusyły. Gdy przysło
rano, stało sie znów z tych kamieni dwok ludzi. Mieli iś na
jermak, ale kacmńrza nie było widać, coby ich puściuł. Było
jedno w ty komorze «okienko małe ze štábami i bez to «okiénko widzieli, jak znajomi kupcy idom na jermak. Wołali na
nik, aby śli do kacmárza, coby ik puściuł. Kacmarz pedzińł, że
im sie przyzdało, ze tam nikogo niema i me kcińł nikogo pu
ścić do ty komory Posłali kupcy po wójta i ziandarów, ale
kacmárz i ziandarowi nie kciał dać kluca od ty komory. Tak go
wchycili, zrabowali go i wzioni mu kluc. Uodemkli izbo i tamtyk dwok wyleciało i dziękowali za «ocalenie zyciń. Potom po
kazali ziandarom i wójtowi, co tam jest pod podłogom. Ka
cmárz mósińł oddać pieniądze kupcom, a ziandary skuli go
i wzioni do kreminńłu na całe życie, a chałpt? «ozwalili
z gminy.
Inwałd, 1897.
Stuglik Jan (Swata).
10. Widzenie matki umarły.
Jedna córka miała matko, która umarła. Córka zaosiała
sama, i bardzo je wcioz płakała. Prosiła ksiodza, zęby uźrała
matko umarło. Ksiodz jé podpowiedział: — „Przydź do mnio
w Dzień zńdusny, pódzies do kościoła, siadnies se w ławie,
a jak duse pódom na ochłodo, to uwidzis swojom matkę“.
Córka sie uradowała. Przysła w Dzień zadusny do kościoła
i siedzi na ławie. Przysła pónoc, duszycki sły na ochłodo
— 256
Gádki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.
a matka jé idzie na samom końcu. Była mokrá, zbabraná. Jak
uwidziała swojo córko w ławie, wziona ') matka kij i zacona
je bić, i byłaby je zabiła, gdyby je inne duszycki nie «obroniły.
Matka tak do nié mówiła: „Patrz, zawse rycys na mnio, a patrz
jaká jezdem mokrá, bo łzy twoje mnie oblały“-”— i pocona je
na nowo bić, tak, ze córka ledw ie ze życiem usła. Postanowiła
se jom juz nie płakać wiocy. Była lá matki dobrá i modliła sie
za nie, aby matka była zbawiona. Wreście i jom Pán Bóg po
wołał i córka zmarła. Matka była juz w niebie, bo sie za niom
córka modliła, orzysła tez do nieba, bo matka prosiła o nie
Pana Boga. Gdy córka wstompowała do nieba, uwidziała je
matka, uściskała i przeprosiła za to bicie.
łnwałd, 1897.
Kolber Jan z Korczy.
11. vO biedzie.
Było dwok braci ; jedon bogaty, a drugi biédák, który wyrábiál u bogáca. Raz tak mówi ton bogác do biédáka: — „Wy
bierz nálepse pole z mego, ka ci sie jeno wzda, posadź i posiéj, a jń ci dám jeszce zboża i ziomniáków“. — Biedak zrobiuł, jak mu brat poroncuł i posiał se żyta. Jak juz było doś
spore żyto, posed do pola «oglondać go i uźrał małe dziecko,
jak mu żyto wyruwało i rzucało na pole brata. Chłop woła
na co mu tak robi, a dziecko mówi: — Przenieście sie do le
śny karćmy, bo tam wase szcoście, a mnio skowájcie do becki
i puście do stawku brata.
A to była bieda. Gdy wróciół do dymu, «opedział to żo
nie, biéda skował do becki i puściuł do stawku brata, a potom
sebrał, co jono miał i posed do leśny karćmy. Tam ponaprawiał dziury i za niedługi cas zbogaciuł sie bardzo. Bogác,
jak uźrał na stawie becko, wzion, wybiuł dno; a tu widzi dzie
cka, które mu sie rzuciło na syjo i rzekło: — Juz cio teráz nie
wopuszco az do śmierci ! — I tak sie tomu bogatomu bratu zgorsyło, ze co jono ä.) zrobiuł, wszyćko sie mu niszcyło, a poza
niedługi cas spaluł sie i z ty biedy pomar.
łnwałd, 1896.
Smaza Jan.
12. yO strašáku.
Jedoń «ociec miał dwok sonów: jednego modrego, a dru
giego gupiégo. Jak im «ociec pomar, dał modry gupiomu pie
niędzy, aby sed po gorzało, ze se wypijom na pogrzebowo. Gdy
‘) wzięła, s) tylko.
257
1/
Szymon Gonet.
gupi posed, m^dry «odział sie w płakt* i pobiég raźno, aby
bratu zastompić drogo i postrasyć go. Jak sie ześli, gupi chyciuł
brata i zbiuł go «okropnie. Gdy przysed do chałpy, brat juz
tez był i pytał sie go, cy go ta co nie postrasyto. Ón mu do
powiedział, jak zbiuł strašáka Wypili se gorzałkę, ale mu sie
brat nie przywznał, ze to ón był za Strašáka. Niedaleko od jejik
chałpy była góra, na który strasowało. Jak se to modry brat
zbocył, gádá do gupiego: — Kie sie tak nic nie bojis, to idź
na to góro, ka y strasy. — I gupi posed i zastał na ty górze
pałac «oświetlony. Wsed do niégo, wláz do jednego pokoja
i naláz na stole «ozmajte potrawy, ale niegotowane. Wzion ron
del i jáj, złozył «ogień w piecu i zacon jaja smażyć, bo nabardzi lubiał jajeśnic«. W t«m woła, na niego: — Gif sie, bo
lec«! — i spadły nogi. Wzion nogi, cisnął do k«ta i smaży jaja
dali. A tu znouj woła: — Cáf sie, bo lec«! — i spád tułów
i r«ce. Cisnął ni-mii do k«ta ku nogom i znouj zacon smażyć.
A tu woła: — Cáf sie, bo leco! — „To leć, jak más lecieć,
bo jak nagotujo, to ci ani spróbować nie dám“. I spadła guowa.
Cisnoł to do k«ta, nasmażył jáj i zacon jeś A tu wstał z k«ta
i idzie ku stołu i prosi, zęby mu dał «odróbko l) Gupi łaps
rest« i zjád wszyćko. 1 t m z k«ta kciał zbić gupca, ale gupi był
mocny, bo se pojád i zbiuł tego szczygonia. Od tego casu już
tam nigdy nie strasowało.
Inwałd, 1897.
Smaza Jan.
13. Bez rok w kopalni.
Ráz śtyrek chuopów wybrało sie po złoto, dyjamont, po
srebro do babi góry. Wykopali wielg« dziur« w górze, dali kol
bre B) i wiadro na dugi linie i spuścili jednego we wiadrze gł«boko po t«n dyjamont A gdy im juz nakład wiadro dyjamontu
to wyciogn«li; a gdy nawyciogali bardzo dużo, zawołali, ze do
syć. A mieli tego w dole wyci«gn«ć i śnim sie dzielić. 1 nie
wyciognoli go, ale «ostawili w ziomi i pojechali. Ton w zi«mi
zaostał, «obziérá sie i widzi dźwi. «Otworzuł je a tam widniusińko od dyjamontu. Przypatrzuł sie chuop pod nogi, leżał tam
lew. Posed ku t«mu lwu i leżeli se «oba. Jak sie lwu kciało
jeś, posed, polizał dyjamontowy słup i nie kciało mu sie jeś,
Chuop tez tak robiuł i zył tam rok. Ciepło miał, widno miał,
*) odrobinę, 2) korbę.
—
258
Gádki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.
jeś mu sie nie kciało. Na drugi rok znouj ci przyjechali po
złoto, śrebro i dyjamont. Przyjechało ik śtyrek; trzek ciogło
a jednego spuścili do kopalnie. Ten usłysał, ze tam ktosik sie
tuce i posed ku nk>mu. Ten, siedzoncy juz rok w ziomi, poznał
go i jak juz nabrali skarbów dosyć, kázal sie sám náprzodzi
\vyci"gn«ć, a potom tégo nowégo, co zaostál. Tomcasom ton
lew stał sie w ducha zi mnégo i jak go juz ciągli, przecion pal
cami line, a t«n spad na sám spód kopalnie. Ton duk zawołał
za nim: — Nie bédzies juz wi»cy stál nikomu na zdradzie! —
Ton spadnioty náwiocy namawiał, coby tégo piérségo zaostawili w dole. A ci pojechali ze skarbami. Kto komu stoji na
zdradzie, tak mu sie dzieje.
inwałd, 1897.
Stuglik Jan (Swata).
14. Kto postanowiuł lutersko wiaro.
Miała matka córko, a ta córka nié mogła sie wydać- Ma
tka już tak powiedziała : — Aby i djebał przysed, tobych mu
je dała. - No i przysed djebał i córka sie wydała za niego.
Ton djebał był dobrym gospodarzem, wszyćko /oskazował, co
majom robić, jak go w domu nie bédzie. No i miał chuopca.
Jak ton son podrós, stary djebał udek i juz sie wiocy nie po
kazał. Ton son //obstawał za tégo //ojca, chodziuł do skoły, ucuł
sie pilnie, a gdy sie naucuł wszyćkiegó, zacou nawracać na
luterskom wiarę. Ułożył sobie dwie ksiozki, jedno katolickom
a drugo luterskom i posed do /Ojca świontego, aby mu potwierdziuł jedno ksiozko. /Ociec świoty posed do drugiego pokoja po piecotko, ton podłozuł mu ksiozke luterská, /ociec
świonty mu przybiuł, ton, wzion i zawar, skowál, podzionkował
i posed. Pokazał narodowi, ze mu /Ociec świoty stwierdziuł
wiarę lutersko, zącon nawracać i mówiół kazania z te ksiozki.
1 dużo sie podało na luterskom wiarę Kázal potom ze studni
wylác wodo i wybrać i nawieź kamieni, a jednego chuopa zgodziuł tak, co nik nie wiedział. Kázál temu chuopu wykopać
dziuro na boku w ty studni i sować sie do ty dziury. Nasło sie
ludzi, ton miał kazanie z ty ksiozki i rzuciuł je do ty studnie
a tamton chuop porwał ksiozko i wyruciuł na wirch. Ludzie
myśleli, ze to Pán Bóg wyrzuciuł. Potom kazał to studnie zachybać tomi kamieniami. Ludzie zaconi chybać kamienie i za
bili tego chuopa. A nik o chuopie nie wiedział i nie wydało
— 259 —
Szymon Gonet.
sie, a dużo ludzi podało sie na luterskom wiarę Od tego
casu jest wiara luterská, a postanowiuł je son djebła.
Inwałd, 1897.
Franciszek Stuglik (Swata).
15. «O panu na pokucie.
Była jedna córka, która mieskała przy uojcach, ale w oso
bny izbie a «ojcowie jé także w osobny. A w piotom dymie
od nik siedział pán, który chodziuł do nié i grywał śniom
w karty. Tégo pana «oddali ku wojsku, a przy wojsku umar.
Choć był umarty, chodziuł zawse do nié. Ta nic o tem nie
wiedziała, ze ón umar, a ino ráz pytała sie go, cemu tak pó
źno przychodzi? Ón na to nic jé nie «odpowiedział. Ráz sposzczegła, że ten pán był w bosu, wziona kobylico, udzirgała mu
na palcu w prawy nodze i uwiła na wielgi palec kapko bawełny.
Gdy ón sed, to sie snuła bawełna. Tak ón zased do kościoła,
siád pod beckom i tam pokutowáh Óna na drugi dzień sła do
kościoła za tom niteckom z ty bawełny i wiedziała, ka ón jes.
Ton cuł jom i krzyknoł na nio : — Tuś szelmo, a wrócis sie za
ráz szelmo : — Óná sie wróciła do dymu. Wiecór idzie ten po
kutnik do nié i woła: — Puś szelmo! — a óna: - Nie puszco! — Tak ón na to! — Pocakáj, jitro rano bedzie twój
«ociec gotowy! — Rano umar uociec, a córka kazała popod
próg wykopać dziuro, ażeby bez nie przesunoć trugno. Na dry
gom noc przysed ton pokutnik i kciał, coby go puściła, ale
óna nie. Tak ón znouj woła: — Pamiotáj, jitro bédzie twoja
matka gotowá ! — 1 tak sie stało. Córka kazała pogrzeb zro
bić taki, jaki miał uociec. Pomyślała sobie; — No, dzisiaj
wiecór przydzie po nmio! — Pokutnik idzie, woła: — Puś
szelmo !
a óna : — Nie puszco ! — Pamiotáj, ty bédzies na
jitro gotowá ! — Przysło rano, umarła, pochowali iom przy
kościele. Za kilka dni wyrós na jé grobie piękny kwiátek. Prze
jeżdżał tanitody bogaty chuop ze synom, któromu zawóniał ton
kwiátek, posed, zerwał go i załozył se za kapelus. Gdy zaje
chali do dymu, powiecerzali ; uostały próżne gárnecki ; polegali
wszyjścy, a son ciesuł sie bardzo tom kwiatkiem. W te razy
wychodzi z kwiatka piekná panna i tak mówi : — Oj, zjedli
wszyćko, a mnie nic nie «ostawili ! — i znikła. Rano son uopowiedział to i/ojcu, a «ociec kázát na drugi dzień po wiecerzy
uostawić gárnecek kawy i bułko. Gdy juz wszyścy polegali,
przysła piękno panna, siadła na stoiku i zacona jeś. Teraz
— 260 —
Gádki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.
«ociec wstaje i chycił je, a óna go prosi i mówi, ze jom ton
son wybawiał. I pozostała tam bez kilka lát, a son postanowiuł sie śniom żenić. Óna kazała wyrobić w murze dziuro; je
dno wraziła roce z jedny, a drugie z drugie strony, i chycili
sie za roce ; taki mieli ślub. Za jakiś cas miała chuopca, który
sie dobrze ucuł, ale to jom nie ciesyło.
Ráz sła do tego kościoła, ka był ton pokutnik, a ton
jeszce pokutował pod beckom i wołał na nie: — Idzies ty
ode mnie szelmo ! - ale óna była juz wybawiono, modliła sie
nad nim i został ón wybawiony i jeji rodzice Potom dopiero
żyła se spokojnie.
Inwałd, 1895.
Polak Jan.
16. Ka djebał nie może, tam babo pośle.
Jedno małżeństwo straśnie sie kochało. Djebłu było zázdroś, kciał ik skusić i siedział se pod piecem. Siedom roków
już tam siedział i nic nie wskórał. Ráz przysła tam po ubó
stwie stará dziadówka ; gospodarz był w polu, a gospodyni
w komorze na drugi stronie. Jak dziadówka użrala djebła, tak
sie go pytá: — Cóz ty tu djebełku robis?------- Bez siedom
roków siedzo tu pod piecem, a nijak gospodarzy skusić nié
mogo!
„A co mi dás, to já poredzo? — — Dám ci
korzec złota i złote trzewiki“.-------To uciekaj stod, a mnie
"ostaw! — Djebał udek' kominem; «otwiérajom sie dźwi
i wysła gospodyni. Widzi dziadówko, ze klocy i modli sie ; tak
jom opatrzyła.
Dziadówka pytá sie: - „Moja gosposiu, cy wás kochá
was? — Gospodyni mówi, że siedom lát żyjoni ze sobom
bardzo szcośliwie. — „Ej, żebyście gosposiu wiedzieli jedon
sposób, toby wás gospodarz jeszce bardzi kochał!“ — Gospo
dyni, jako to ze gupiá baba, potraktowała dziadówko, a ta jé
tak dorádzo : — Trzeba wzioć brzytwo, a jak gospodarz bédzie
spał, musicie go «ogolić wé śnie, to wás bédzie jeszce bardzi
kochał,
Zaorała sie i posła do pola ká gospodarz ?<orał.
Gospodyni wyjona brzytew z kuferka i wraziła pod poduško,
a u nás sie mówi, pod zágówek.
Dziadówka przysła do gospodarza, pokwaliła Pana Boga
i mówi mu: „Ej, gospodarzycku, byłak ta u wasy i widziałak,
jak se na wás strojiła brzytwo, bo wás kce w nocy zabić!“ —
Gospodarz sie «ozeźluł, nie kciał wierzyć, ale za kwilo położył
261 —
Szymon Gonet.
«oranie i przysed do chałpy. «Otwiera do kuferka, patrzy, a tu
brzytwy nié ma. Suká i naláz je pod zágówkiem. Zacon swojo
kobieto bić, a w ty złości chyciuł za brzytwo i poderznuł je
garło. Gupi chuop posed do kreminału na całe życie. Djebał
tak sie wywdzioncuł dziadówce, ze jak przysła po ton korzec
złota, urwał jé łeb i zawlók do piekła.
lnwałd, 1896.
Pietraszek Stanisław. — (Pietrásek Stásek.i
17. M y n á r z i jégo dukáty.
Był ráz jedou žebrák, który chodziuł do jednego mynarza
i dostajał od niego zawdy śniadanie i wiecerzo. Raz spoźniuł
se na wiecerzo, przysed późno na noc, a we młonie wszyjścy
spali i we młonie nie měli. Posed ton žebrák do stodoły, za
zrób wláz i legnył se w słymie. Za kwilo przysed do stodoły
mynárz ze światłom i łopatom i wybrał na środku gumna dół,
poleciał do młona, przyniós ćwierć dukatów i wsuł je do dołu.
Potom poleciał drugi ráz po dukáty do mona
a bez ton cas
wyskocul žebrák za zrobu, nabrał dukatów do torby i skowńł
sie za zrobom.
Mynárz przyniós drugom i trzeciom ćwierć, zasul je ziomiom, zarównał to mieśce i powiedział: - Oddajo ci, djeble
te dukáty, a kto tu bédzie «orał sześcioma cárnomi psami,
tomu te dukáty «oddáš! — Mynárz posed do dymu, a žebrák
uciék z ty stodoły, co jom mynárz djebłu poroncul. Žebrák
miał se torbo dukatów i pojechał w dalekie kraje i «ostał
kupcem. Dobrze mu sie więdło i po kilkunastu latak zbogaciuł
sie i o ty stodole zabocył. Ráz jechát z towarem bez te wieś,
ale już z mona nie było ani znaku. Ale stała tam mała chálpka,
w który siedział biedny chuop. Kupcowi złymało się koło
u wozu, posed do tej chałpy i prosiuł o pożycanie mu koła,
abo też i sprzedać. Chuop mu koła pożycał, a jak sie «ozgadali, tak sie kupiec dowiedział, ze stary mynárz pomar, ze sie
mon spaluł, a ón se postawiuł chałpWf na ty pogorzeli i tu
siedzi. Kupiec se zbocył, jak stary mynárz stodoło djebłu zroucył. Spytał sie chuopa. cy wié dokumentnie, ka stała stodoła.
Chuop skazał to mieśce. - No, to dobrze; idźcie teraz do
dwora i poproście dziedzica, coby wám pożycał sześ cárnyk*)
*) młyna.
— 20 2
Gádki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.
psów, a sami zróbcie lá nik mały pug i necie je niom orać.
Já jado do miasta i tam bédo hanglił, a wy przydźcie ku mnie,
jak to wszyćko bédzie gotowe, bo tu som duze píéniodze. —
Chuop sie wystarał o wszyćko i posila po kupca. Kupiec przy
jeżdża i pytá sie: —Skażcie mi, ka było gumno w té stodole! —
Chuop pokazał. Kupiec kazał mu tomi cárnemi psami przeorać
to gumno trzy razy. Za trzecim razem zacony sie suć z gumna
dukáty, a za niomi wyleciał djebał i krzyknył na kupca: Kieby
já był miał wtoncás moc, kies te dukáty brał, byłbyk ci łeb
ukrociuł. — I znik. Chuop sie przestrasuł, ale mu kupiec '/opo
wiedział o toni, ze té piéniodze były starego mynarza, a dał je
djebłu, coby mu pilnował. Chuop podzielił się dukatami
z kupcom i juz mu bieda nie dopalowała.
Inwałd, 1896.
Legień Józef. (Józof.)
V. Baśnie.
a.) uO djebłak.
18. C h u o p i djebał.
Jeden chuop imał wielgi majotek, a nié miał dzieci, tyko
zon o. Ráz mówiuf do zony, coby sprzedali gospodarztwo, a żyli
se z precentu. Kobieta mu to ukwaliła, przedali majotek. ino
se wymówili jedno izbo, coby mieli ka siedzieć. Ton chuop
mówi babie: — Przedaliśmy majotek, a nic my tez Panu Bogu
nie (iokfiarowali, trzeja mu ta co '/okfiarować ! — Baba mówi: —
Kupze choć świec, to mu choć zaświecis!
Chuop kupiuł świec i przy kázdom óntarzu ’) '/oświeciuł
dwie, a zaostała mu jedna i nié miał jé ka zaświecić. Chodzi
se po kościele i medytuje, kaby tu jom zaświecić i uwidział na
«obrazie sądu '/ostatecnego djebła i '/oświeciuł to świeco djebłu
i posed do dymu. W nocy »/obeśniło mu sie, ze go to kto
woła, słysał guos i u widział djebła. Mówi mu tak djebał: Wstań i podź! - A ton chuop mówi, coby pocakał, jono sie
/obleče w portki, bo jes w gaciak. Ale ton djebał mówi mu,
zęby sed tak jak jes, bo nié má casu cakać. Chuop w^tał
i tylko wzion kapelus i pośli. Djebał go zaprowadziuł do lasu
i pod bukiem kazał mu kopać. Chuop pedział djebłu, com
bédzie kopał. Djebał dał mu kopko, ale chuop nié móg kopać.
Tak djebał wzion pazurami '/ozkopał dół i wyjon kocioł wielgi
') ołtarzu.
— 263 —
Szymon Gonet.
dukátów i kazał wziońć chuopu te dukáty. Chuop sie spytał
djebła:— Do cegóz wezno?—Djebał mu pedział, zęby sewlók
gacie i zwiozał nogawice. Chuop tak zrobiuł. Used kos drogi,
«oztargały sie gacie i dukáty sie «ozkidały. Znouj sie wrócili
i kazał mu djebał, zęby zebrał dukáty do kosule. I chuop tak
zrobił, ale se znouj kosula potargała i wzion do kapelusa, ale
i ton kapelys sie yoztargał. Djebał mu tak mówi: — Wies co
chuopie, zakop dół, a przyjdzies kiejindzi ! — Chuop zakopał
dół, ale mówi: — „Kiej nie bédo wiedział ka!“ — Djebał mu
mówi: — „To se zrób na tom rnieścu znak, to trefis!“ — Chuop
mówi, ze położy potargane gacie, ale djebał mu odęadziuł, bo
jagby kto sed, toby gacie wzion.
— „Zrób se tak, by ci sie kce srać, to, nasraj na znak !
Chuop pedział, ze mu sie kce, «ozkrocuł *) sie, bardzo sie
gniecie i srá na łeb babie. Baba go bije i mówi : — Idzies ty
paskudo srać na pole, nie mnie na guowo! — A chuop mówi :
Dejze babuś spokój, bo robio znak!“
W tom sie obudziuł, a ón myślał, ze mu to baba w lesie
mówi. I tak na śnie wyrygtował djebał chuopa za do, ze mu
i«oświćciuł świecko.
łnwałd, 1896.
Lachendro Jan.
19. Żołnierz, co chrupścokiem2) odścigał djebła.
Była jedna kasarnia, a w tej kasami byli djebli, ze sie nié
mogło wojsko «obstać. Césárz dawał piniodze żołnierzom, aby
wyścigali tyk djebłów, ale nik nie kciał. Dopiero jedon, nástarsy
żołnierz powiedział, ze jak mu césárz dá córko za zono, ze
tego djebła wyściga. Césárz «obiecał mu córko, a ton żołnierz
wzion skrzypce i chrupścok i posed do ty kasarnie. Wtem
djebli sujom sie kominem, przychodzi jedon djebał i pytá sie
żołnierza, cego se tak grá?
Żołnierz mu odpowiedział, ze se siedzi i gra «ozmaite
mazury. A djebał mu gádá: — „To mi pokáz pán tyk skrzypcy! —
— „To mi pokáz pán nogo!“ — «odpowiada żołnierz.
Jak djebał mu nogo pokazał, tak żołnierz przytnoł do
chrupścoka i zakrociuł. Djebał kwicy, wrescy, coby my puściuł
nogo, ale żołnierz nie puszco, ale jeszce barży kroci. Jak juz
*) rozkraczył się.
s) Schraubstock.
— 264 -
Gádki z Inwdłdn, w okolicy Andrychowa.
żołnierz cuł, ze se djebał urwie nogo, dopiero mu je puściuł.
Djebał komin "Dzwaluł, co uciekał i stanył pod gajom w lesie.
I djebli znikli z kasarnie, a ton żołnierz »ozoniuł sie z córkom
cesarza. Jak ton żołnierz jechał ze swom zonom bez ten las,
tak djebał woła na niego: — „Pocakaj, boś to ty, coś mi nogo
chyciuł!
Ale jak mu żołnierz pokazał chrupścok, djebał zakwicał i dopie'ro uciék do piekła.
Inwałd, 1897.
Władysław Cabak
20. Djebał utopiony z kobyłom.
Jedna baba miała taká ksiozko, co jak zacona mówić na
ty ksiozce, zaráz djebał przysed. Ráz przyleciał djebał i kciał je
podusić, ale baba była jeszce mocniéjsa niźli djebał, złapiła
djebła i powiozała go łańcuchami i uwiozała go na polu u supa.1)
A była wtedy »okropna zima, a baba jak miała niepotrzebna
wodo, to : glug! — na djebła. 1 już tam o mało nie zmárz. Jak
go uwidział parobek, zafrasował sie nad nim. Tak ton djebał
zacon go prosić, zęby go spuściuł ze supa, a za to dá mu
dużo piniodzy. Parobek go spuściuł, a djebał mu powiedział: —
Teraz pódo do dwora i tam bédo ludzi strasował, to potom
zájdzies do tego pana, ze mie wygnás. a ino sie dobrze zgódź!
Na drugo noc zacon djebał strasyć. Pán posłśł po ksiodza
jeźliby go nie wygnał. Ksiodz pokropiuł świoconom wodom,
ale nic nie pomogło. Parobek »ogłosiuł sie u pana, ze djebła
wyzonie, ale jeźli mu pán dá śtyry stówki. Pán dał piniodzy,
a parobek pochodziuł po pobudonkak z laskom, wywijał niom
i djebła wygnał. Jak sed ze dwora spotkał sie z djebłom. Dje
bał mu powiedział, ze ze pódzie strasować w lepse mieśce, ale
tam coby sie lepsi zgodziuł. Djebał posed do bogatego pana,
zęby tam parobek wiocy zarobiuł. Djebał strasuje, a nik nié
może mu dać rady. Gdy sie pán o parobku dowiedział, »obie
cał mu dać tysioc papierków, bo go było stać. Parobek poobchodziuł po pobudonkak i wyścigał djebła. Spotyka sie
ś nim i powiada mu tak — Jeszce pódo w jedno mieście, ale
mnie juz stamtod nie wyzonies, za to ześ sie z tamtomi za mało
zgodziuł. — I poleciał strasowaś do jednego ksionzyncia, a nié
mogli go nijak wyścigać. Pán dowiedział sie o tom parobku,
co strachy wygania. Ale parobek bał sie godzić bo mu djebał
') słupa.
265 —
Szymon Gonet.
powiedział, ze go z trzeciego mieśca nie wyzonie — ale sie nareście zgodziuł wyścigać djebła za dziesioc tysiocy papierków.
Pozakupował we wsi stare kolca '), posprzogał jedne z drugiemi,
a chudo kobyło zaprzog do nik z babom do tego najotom. Jak
zajechali ku zamkowi, a kolce »okropnie klekotały i kwicały,
tak djebał sie zlok, wyskocuł ku parobkowi i pytá sie go: -—
„Co znacy ta jazda?“ — Parobek mu mówi : — „Baba jedzie
po cio!‘ — Djebał prosiuł parobka, aby mu doradzili! jakie
mieśce do skrycia. Parobek na to: — „Wskoc do ty kobyły ! ‘ —
Djebał go posucha!, skocul do kobyły, bo sie ubił baby. Pán
to »oknom widział i dał parobkowi dziesioć tysiocy, a parobek
zawiód kobyło do stawu głobokićgo i tam utopiuł je z djebłom.
Inwałd, 1897.
Smaza Jan.
b ) » O losie niewtósny córki, (pasierbicy.)
21 Dwie córki.
W jednej wsi była taká chałpa, co w nić strasowalu,
a obok ty chałpy mieskała macocha, a miała dwie coiki, jedna
była po nieboszce, a drugo miała whisnom To niewłasno posićlała przoś do tego dymu, w ktorom strasowało. Ona cho
dziła Ráz kole pónocka przyśli ku nić diebli i mówiom: —
„Jedna poi tka cyrwóná, druga portka zielona, podź panno
tańcować!“ — Óna odpowiedziała. — „Kiej nić mám spizo
dzione!“ — Djebli posiadali, jak przodom, tak przodom i mi
giem sprzodli i mówiom: — Jedna portka cyrwóná, drugá
portka zielona, pódź panno tańcować!“ — „Kiej nić mám
zmotane !“ — Djebli zmotali i wołajom je do tańca. — „Kiej
nić mam póbłytków !“3 Przynieśli póblytki .i wołajom je, coby
sła tańcować. — „Kiej nie mám pioty spódnice! — 1 to przy
nieśli i nic ino: „Podź panno tańcować! — „Kiej nić mám
pioty burki!“ — Przynieśli pińć burek.
„Kiej nić mám
wstozki!“ — Przynieśli. — „Kiej nić mám koráli!1' — „Som
korále, podź panno tańcować!“ —
„Kiej nié mám jedbawny
ustecki!“------ Jes uštecka!“-------„Kiej nić mám pieniodzv!“ —
Przynieśli i wołajom je do tánca. — „Kiej jezdem nie umytá!“
— „Wcom ci wody przynieś?“------ -,Na przetacku !“ - Djebli
‘) brony.
s) półbucików.
—
266 --
Gadki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.
nosom wodo, ale im niesporo, a tu przyślą jejik godzina
i musieli uciekać.
Córka przysła do chatpy i pokazała macose wszyćko.
Macoše była zawis, ze to nié jeji córka to dostała, tak na drugom noc kázala swoi córce iś przoś do ty chałpy Przyśli ku
nié djebli i mówiom : — „Jedna portka cyrwóná, druga portka
zielona, podź panno tańcować!“ —I posła ku nim, a óni przyskucyli, urwali je guowo i postawili w //oknie Rano idzie matka
i mówi: — „Cegóz sie śmiejes?“ — Idzie do izby patrzy a tu
tułów na ziomi, a guowá urwaná z wyscérzonomi zobami ')
w //oknie. Taki był koniec ty macosyny zawiści
Inwaid, 1896.
Franciszek Kolber z Korczy.
22. i/O ć o r c e i ptáku
Jedna matka miała dwie córki: jedno własno, a drugo
mewłasno. Własno ubierała, do karćmy ś niom chodziła, do
kościoła, a niewlásná musiała być w domu i robić, co jé ká
zali. Raz kázali jé wybrać kaso z brudu i nagotować //obiad,
a one posty do kościoła. Zacona wybierać to kaso i straśnie
płakała. W tom nadlatuje pták, przynosi jé ubranie i mówi :
„Ubierz sie, idź do kościoła, a já //obiad nagotujo, ale wyjdź
przodzi z kościoła, ażebyś tu pierw przysła niźli matka^ Ubrała
sie i była piekniéjsá niz przodzi i posła do kościoła. JWszyjścy
sie na niom patrzali i śpiewała bardzo przyjemnie, az //organy
głos jej przenikał. Przysła po sumie do dymu, juz było nagotowane //Ozebrała sie, a pták skował ubranie i uciék. //O ty
pannie i/ozesło sie daleko. I królewic kcnił jom uwidzieć
i w niedzielo posed do tego kościoła, do którego chodziła ty
panna. W niedzielo, to samo było z //obiadem i ptakiem. Kró
lewic, jak u widział takom panne, kciał sie ś niom //ozonie, ale
po sumie juz je nie widział, bo do dymu prendko posła. Na
drugom niedziele nalał królewic smoły przed kościołem, a gdy
panna wracała z kościoła, //ostał jé bucik w smole Z płaceni
wróciła do dymu i powiedziała to ptakowi. Pták skował ubra
nie i uciék. Królewic puściuł sie koło ty wsi i //ogłosiuł, ze
który pannie trefi sie bucik na nogo, ta bédzie jego zonom.
Gdy przysed do tego dymu, przyzuwá piersy córce, która miała
własnom matko, ale miała nogo za wielgo i przyzuwá drugiej*)
*) zębami.
267
-
Szymon Gonet.
i tf j sie trefił trzewik na nogo. W tom nadlatuje pták z ubra
niem i kazał sie jé przebrać. Jak sie uobrała, poznał je królewic
.i uozoniuł sie ś niom. A pták codziennie inne jej uobranie
przynosiuł.
Inwałd, 1896.
Jan Smaza.
23- Kobyla g u o w a.
Był uociec i matka i mieli jedno corko Marysio. Ale ta
matka umarła, a Marysia uostala sierotom. A ton uociec sie
uozoniuł. Macocha robiła Marysi wielgo krzywdo. Ráz mówiła
uojcu : „Weź to Marysio, zanieś jom do lasu, niek je wilki zjedzom, bo inacy: to abo já je zabijo, abo sama se co zrobi o.“
uOciec wzion Marysie, zawiód je do łasa, do chałpecki ; uwiozał
kijonko u supa i powiedział Marysi, ze pódzie drzewa rombać
w lesie. Nadesła noc i uociec nie przysed. Marysia była tam
trzy nocy. Na cwarto noc, jak sie Marysia modliła, zawołało
coś: — „Puś mie ta Marysiu!“ - .Marysia uotworzyła dźwi
i sposzczegła kobyla guowa. Marysia bała sie zrazu, ale gdy
kobyla, guowa prosiła Marysi, aby je wziona do chałpki, Mary
sia posadziła jom na piecu i odziała je ustkom. Na drugi dzień
juz Marysia nié miała co jeś, a kobyla guówka powiedziała:
„Nie trap sie Marusiu, weźnies mie na roce i pódzies, a já ci
bédo skazówała drogo!“
I idom, a zasły ku takiemu dobu '). Kobyla guowka zeskocyła i przemieniła sie w panio cárno ubrano, a dob przemieniuł sie w piękny dwór Pani wyjona kluc, uodomknoła
dwór i wlazły do dworu. Pani kazała Marysi podlewać kwiatki,
ptáski karmić, kurz śmiatać, a kobyla guówka posła. Jak kobyla
guówka wróciła, spytała sie Marysie, co kce za tom robote.
Marysia powiedziała, ze co kce, niek jé dá. Pani zaprowadziła
je na góro i pokazała jé kufry i kazała se wybrać, ale Marysia
nie kciała. Pani dała jé kufer sama Marysia wziona kufer,
a pani dała jé pieska i kotka, coby kufer zawieźli. 1 Marynia
pojechała, a piesek i kotek bez dróge mówili: — „Przed niom
zbyrk, za niom zbyrk, dobrze sie wiezie, jak za jakom paniom !“—
Gdy przyjechali do chałpki, uodprzogła Marysia pieska i kotka,
i kazała im iś do dworu. 1 siedziała se Marysia w tej chałpce
■) d^bu.
— 268
üadki z Inwałdu, w okolicy Andrychowa.
Ráz polowali w tom lesie, i zacono sie strasná wichura, jakby
sie kto uobjesiuł, a po ty wichurze zacono kić straśnie, tak ci
co polowali, vzešli do te chałpki. Marysia ucostowała ik pieconómi ziomniákami z masłom. Leśnicy namówiuł Marysi jednego
parobka, coby sie ś niom zoniuł. Gdy mieli iś na ślub, zapro
siła Marysia uojców do siebie. Macocha przysła na jé wesele,
to jaze zielona była od zawiści, jak uwidziała, ze Marysia wyj
muje z tego kufra piekne spódnice, burki, jedbáwne stożki,
korále, ustki, póbłytki i aftowane kosule. Córce własny ty ma
cochy było Józia. Kazała mozowi, coby je zawiód do lasu,
niek jom ta wilki zezrom. uOciec wzion Józio, zawiód do chałpecki w lesie, uwioztił kijonko u wogła i pedział, ze pódzie
drzewa rombać.' Ale uociec posed se do dymu. Gdy przysło we
wiecór, zawołało coś na nie: — „Puś mie ta Józiu!“ — A to
była kobyla guowa. Józia wysła, ale je na roce wzionś nie
kciała. Kobyla guowa prosiła, coby je posadziła na piecu
i yogrzała. Józia pedziała : — „Tako kobylá guowo, to nogami
wkopać do kota ‘). Kobylá guowa prosiła, coby jé dała co zjeś,
a óna pedziała, ze nic mé má i nic jé nie dá. Kobylá guówka
mówiła : — „Nie tráp sie, weź mie na róce i podź, a bédo ci
drogo skazywała!“ — „Taka kobylá guowo to do płakty wzionś,
a nie na roce.“ Wziona je do płakty i niesła. — Gdy przysła
ku dobowi, kobylá guowa zeskocyła i stała sie pieknom paniom
w cárnom odzieniu. Pani klucem wodomkta dwór i wlazły.
Kazała je kwiatki podlewać, ptáski karmić, kurz śrniatać, a Dani
posła. Gdy przysła pani do dwora, ptáski pozdychały od guodu,
kwiátki poskły, a kurza pełno wszodzie. Józio zastała na górze
przy kufrak. Pani sie spytała: — „Józiu, cy to twoje kufry?*■ —
— „Moje!“ — ,.A no, to se )e weź!“ Dała jé kotka i pieska
i Józia pojechała z kuframi. Piesek i kotek jechali i mówili: —
„Przed niom zbyrk, za niom zbyrk, wszystko sie wiezie, jak
za jakom furyjom ! ‘ — Przyjechali do dymu, matka sie uciesyła, \
ze Józia wiezie jeszce ładnićjsy kufer, niz Marysia. Za kwilo
uslyseli, ze kawalerze jadom. A to byli djebly. Jedoń pedział:
— „uOdenknijmy kufer!“ — Jak uodenkli, wyskocyły same
gady i udusiły matko i córko.
lnwałd, 1897.
jan Stuglik (Swaciaki.
') kąta.
— 269 —
Szymon Gonet.
c.) uO carnoksioźnikak i carównica k
24. C li u o p i c á r n o k s i o ź n i k.
Ráz posed cłiuop do łasa, a gdy tak chodziuł, zaleciało
mu sie wody pić. Zgibál sie i wybuchło Wielgie źródło wody
poprzéd niego i zacon pić. W tom razie chyciuł go ktoś za
brodo i woła: — „Podpis mi sie krwiom swojom, to cio
puszco!“ - 1 chuop sie podpisał. Carnoksiożnik mówi mu:
.Já ta po to przydo za rok i sześ niedziel !“
Chuop przy
chodzi do chałpy, a tu mu baba śległa i miała chuopca. Za rok
i sześ niedziel przysed carnoksiożnik po to dziecko, a óno było
duze i juz wszyćko mówiło. Wzion go do siebie i kazał mu
we dnie spać, a w nocy robić. Piérso noc kazał mu wymuro
wać kamienico, w drugo noc, aby nabył do stajen wołów, kuóni
i krów, a trzecio noc kazał mu mebli róznyk ponabywać.
A córka carnoksioźnika wszyćko mu to nabywała i mówiła mu
tak : „W nocy bédzies spał, a rano jak tata pódom, zbudzo cie,
wstanies i bédzies poprawiał.“ Jak carnoksiożnik przysed, pokwaluł go, ze tak umie robić i kazał mu we dnie spać. Ráz
dał mu takie pytanie:
„Mam dwanaście córek, a wszyćkie
som sobie równe, a mas mi zgadnoć, która ś njk jes imstarsa,
a jak tego nie bédzies wiedział, to de zabijo!“ — Córka carno
ksioźnika powiedziała mu tak: — „Wszyćkie bédziemy w jednom
rzondku, ale uwáz se dobrze; bédzie goniła mucha kole nas,
a który usiadnie na cole, ta bédzie nastarsá!“ — No i dobrze
mu posło. Po tom wszyćkiem carnoksiożnik wzion go spać do
siebie. Jak carnoksiożnik usnył, zebrali sie uoboje z córkom
i uciekli. Ona wziona yojcowo lásko i yobydwa uciekli za morze.
W tom naráz zrobiuł sie wielgi szum. Córka sie uobeźrała
i uwidziała swégo uojca. zaráz rzuciła to lásko za siebie i uozlały
sie wody szeroko, a uociec dali nie pojechał. Nie za długo pozonili sie i koniec.
łnwałd, 1897. Magierówna Felicya. — (Magierzonka Pela)1).
') Z nadesłanego nam zbioru 81 opowiadań i gadek ludowych
przytaczamy z powodu braku miejsca na razie 24 początkowych
270 —
