8955d912e0ea42d69d0c5bc1d975123e.pdf

Media

Part of Totemizm i egzogamia / Lud, 1913, t. 19

extracted text
BRONISŁAW MALINOWSKI.

Totemizm i Egzogamia.
(Dokończenie).

W poprzednich dwóch częściach tego artykułu, podałem
krótki przegląd faktów totemicznych. Obecnie przystępuję do
przedstawienia frazerowskiej teoryi totemizmu.
Jak kilkakrotnie zaznaczałem powyżej, przegląd zjawisk
totemicznych podany przez Frazera, jest zestawieniem opisów
czerpanych ze źródeł i powtórzonych in crudo, tak jak je autor
tam znalazł. Jest to poprostu kompilacya, dokonana z nie­
zmierną erudycyą, bardzo wartościowa dla studyującego, ale
nie przetrawiona i nie ujęta w ramy teoretyczne. Niema tam
żadnego opracowania faktów, zebrania ich w jakiś schemat,
wyodrębnienia typowych form i elementów istotnych ; niema
podziału na grupy, ani nawet ogólnej charakterystyki totemi­
zmu w różnych prowincyach etnograficznych. Autor właściwie
niczem nie ułatwia oryentacyi, jasnego i szybkiego rozejrzenia
się w faktach. Jeżeli zadanie nauki widzimy w ścisłym i zwię­
złym opisie i ujęciu faktów, osiągniętym przez dokładną ich
klasyfikacyę, stworzenie uogólnień i podciągnięcie pod tak utwo­
rzone pojęcia ogólne faktów specyalnych, w takim razie, dzieło
Frazera, które nic z tego nie daje, nie jest we właściwem słowa
znaczeniu, dziełem naukowem.
Pisane pięknie i pełne interesujących dygresyi, czyta się
łatwo ; ale ciężko się asymiluje i bynajmniej łatwem nie jest

— 153 —

Bronisław Malinowski

pojęciowe strawienie materyału tam zawartego. Możnaby się
przynajmniej spodziewać, że w teoretycznej części autor wyna­
grodzi te braki, poda retrospektywnie nić, wiążącą fakty i drogę
odbytą wśród chaosu zjawisk luźnie zebranych, spojrzeniem
wstecz pozwoli ujrzeć w zwięzłej i organicznie związanej per­
spektywie. Tak jednak nie jest. Teoretyczna część, zawarta
w IV. tomie jest bardzo krótka — w tem nie byłoby jeszcze
nic złego! — ale, jakościowo, jest zupełnie niedostateczna.
Składa się ona z 3 rozdziałów. W pierwszym, najkrótszym ])
zawarte są uwagi ogólne o niektórych właściwościach totemi­
zmu i egzogamii. W rozdziale drugim*
2) podane są badania
autora i innych nad początkami totemizmu; w trzecim nakoniec 3), mowa jest o początkach egzogamii. W dwu tych osta­
tnich rozdziałach, badane są problemy specyalne, nie mogące
rzucić światła na systematykę zjawisk totemicznych; jedynem
więc miejscem, w którem autor mógłby był poświęcić parę
słów temu ważnemu zadaniu, jest 40 stron rozdziału pierw­
szego ; ale, jak się przekonamy, nawet tam niema tego, czego
by się można spodziewać.
Rozpocznijmy od rozdziału trzeciego — o początkach
egzogamii, ponieważ przedmiot ten nie będzie nas dłużej inte­
resował, trzeba się więc z nim odrazu szybko załatwić 4).
Po krytyce i odrzuceniu teoryi Mc Lermana, Westermarcka
i Durkheima o początkach, egzogamii, Frazer przyjmując mniej
więcej poglądy Morgana, rozwija następnie swoje, pokrewne.
Według Frazera egzogamia powstała jako świadoma reforma,
przeprowadzona w czasach, kiedy ludzkość znajdowała się
w stadyum „promiscuity“, to znaczy ogólnej, niczem nie uregu­
lowanej kohabitacyi 5). Celem tej reformy, dokonanej przez ja­
kichś pierwotnych a mądrych prawodawców, było zapobieżenie
’) Pod tytułem „Totemism & Exogamy“ ; tom IV. str. 1—40.
2) „The Origins of Totemism“ IV. str. 40—71.
3) „The Origins of Exogamy“ IV. str. 71—169.
4) Poglądy Frazera na egzogamię podane zostały w paru słowach
już powyżej, przy omawianiu faktów australskich. W samej rzeczy czy­
tając wywody 3. rozdz. IV. tomu, ma się wrażenie, że autor miał przed
oczyma wyłącznie tamte fakty. Tutaj rozwija on swoje poglądy tylko tro­
chę szerzej i dlatego raz jeszcze trzeba do nich na krótko powrócić.
5) Jak wiadomo taki stan społeczny postulowany był przez Mor­
gana, którego teorye o pierwotnych formach rodziny i ich rozwoju Fra­
zer naogół akceptuje. Teorye te były nieraz poddawane zasadniczej kry -

— 154 —

Totemizm i egzogamia

kazirodztwu. Frazer bowiem przyjmuje, że wstręt do kazirodztwa
wytworzył się i był bardzo wyraźny przed zaprowadzeniem
reformy.
Ale skąd się ten wstręt wziął, i jaką racyę mieli ludzie,
ażeby przeprowadzać tak skomplikowaną i daleko idącą re­
formę? Frazer sam jasno rozumie i przyznaje, że nie mogło
to być uświadomienie sobie przez dzikich jakichś praw biolo­
gicznych, co do których zresztą nawet współcześni uczeni nie
są całkiem w zgodzie; ani, tern mniej, jakieś moralne wyobra­
żenia, które są zawsze skutkiem społecznego stanu rzeczy, ni­
gdy jego przyczyną. Ażeby wywikłać się z tej trudności, Frazer
rot przypuszczenie, że wstręt do kazirodztwa spowodowany
był zabobonną wiarą w jego szkodliwy wpływ na płodność ludzi
i zwierząt.
Przypuszczano, że stosunki blizkich krewnych wywołują
w plemieniu bezpłodność i zagrażają ogólnym źródłom żywno­
ści, przeszkadzając zdolnym zwierzętom rozmnażać się i jadal­
nym roślinom rozrastać się, czyli krótko mówiąc przypuszczano,
że skutkiem kazirodztwa jest bezpłodność kobiet, zwierząt
i roślin“ ł).
Podobne przesądy istnieją obecnie u wielu ludów.
Każda taka teorya, podana w skróceniu, pozbawiona siły
argumentów szczegółowych i materyału faktycznego, przytoczo­
nego na jej poparcie — musi tracić, i wydawać się słabszą niż
jest w istocie. Ale teorya Frazera nie wiele zyskuje przy czy­
taniu jej in extenso. Teorya ta, jest to szereg hipotez — o pier­
wotnej „promiscuity", o świadomie przeprowadzonej wielkiej
reformie społecznej, o wstręcie do kazirodztwa, o zabobonnem
źródle tegoż — hipotez, które odnoszą się wszystkie do „pier­
wotnego“ stanu ludzkości, a są tak bardzo specyalne i konkre­
tne, że nie dadzą sie ani udowodnić ani nawet uczynić prawdopodobnemi przez ogólne rozważania o naturze człowieka pier­
wotnego. Pomimo to mogłyby mieć wartość jako hipotezy
czyste, gdyby roztwierały teoretycznie szersze horyzonty, gdyby
w ich świetle można było ugrupować fakty w jakiś nowy, orga­
tyce, zwłaszcza zaś hipoteza pierwotnej „promiscuity“, w którą już dziś
mało kto wierzy. Najszersza i najbezwzględniejsza krytyka poglądów
Morgana znajduje się w klasycznem dziele Edw. Westermarcka „History
of Human Marriage“. [Istnieją przekłady niemiecki i francuski].
') Frazer, Tot. & egzogamy IV. §. 3.

— 155 —

Bronisław Malinowski

nicznie powiązany sposób. Ale tak nie jest ; teoretycznie nie
dają one nic nowego i nie pozwalają na głębsze ujęcie faktów.
Gorzej, są zupełnie fałszywe z ogólnych względów. Główna pozycya Frazera, wynik świadomej reformy, jest całkowicie prze­
ciwna naukowym zasadom, według których wszelkie zasadni­
cze zmiany społeczne muszą odbywać się powoli, pod działa­
niem różnorodnych sił ; jako wynik zarówno świadomych, roz­
myślnych czynów grup czy jednostek, jakoteż zmian zupełnie
automatycznych i niedostrzeżonych przez społeczeństwo; przyczem ten drugi czynnik odgrywa niewątpliwie znacznie donio­
ślejszą rolę. Wybrać tedy jeden z najmniej ważnych czynników
społecznego zlewania się i powiedzieć: „w tym wypadku świa­
doma reforma była wyłączną przyczyną wszystkiego, co się
stało“ — jest gorzej, niż nic nie powiedzieć. Przyjęcie hipotezy
„primitive promiscuity“ jest conajmniej naukowym anachroni­
zmem. Co się zaś tyczy przypuszczenia, że wstręt do kazirodz­
twa opartym jest na zabobonnych wierzeniach w jego szkodli­
wość — to jest ono niemniej naiwne. Wstręt taki, jeżeli istniał,
musiał być niewątpliwie wskaźnikiem ważnych instynktów, ugrun­
towanych biologicznie, które mogły krystalizować w rozmaite
wyobrażenia zabobonne. Ale istotnym był biologiczny stan rze­
czy, wtórnem zaś zjawiskiem jego wyraz w wyobrażeniach dzi­
kich. Frazer, szukając w tych przesądnych wyobrażeniach osta­
tecznej przyczyny egzogamii odwraca w swej konstrukcyi isto­
tny porządek i dlatego ta teorya, czyli ten szereg hipotez, przez
niego postawiony, jest ze wszech miar do odrzucenia.
Egzogamia jest bez kwestyi problemem biologicznym
i tylko ogólne biologiczne rozważania mogą rzucić światło na
istotę zagadnienia. Opinie biologów, przytoczone przez Fra­
zera 1), wykazują dość duże różnice i rozbieżności w poglądzie
na tę sprawę. Jeżeli jednak, idąc za większością zdań, wolno
przyjąć, że egzogamia przedstawia formę życia płciowego ko­
rzystniejszą dla gatunku, niż endogamia nieograniczona, to isto­
tna część zagadki jest rozwiązana: wiemy bowiem jakiej natury
są siły, które prowadzą ludzkość w tym kierunku. Badanie
dróg, którymi ewolucya postępowała, może dać bardzo ciekawe
rezultaty. W każdym razie trzebaby przedewszystkiem zrzec się
uprzedzenia, że taka droga była jedna, że we wszystkich swych
’) Tom IV. str. 160—169.

— 156 —

Totemizm i egzogarnia

grupach przebiegła ją jednakowo i, że wyobrażenia, które
u dzikich wytworzyły się jako odpowiedniki pewnych instyn­
któw były wszędzie te same.
Nie rozszerzając się bardziej nad problemem egzogam',
przechodzę do streszczenia i krytyki pierwszego rozdziału, w któ­
rym zamieszczone są ogólne uwagi o totemiżmie. Zagadnienie,
które Frazer najpierw stawia, jest to zasadnicze pytanie, czy te
wszystkie fakty, które opisane zostały pod nazwą totemizmu
są odmianami właściwie jednego i tego samego zjawiska? Czy
„totemizm“ posiada u wszystkich ludów, wśród których go spo­
tykamy, dostateczną ilość cech wspólnych, ażeby widzieć w nim
coś zasadniczo jednolitego?
Pytania te Frazer porusza, ale nie docenia bynajmniej ich
doniosłości i formuje je w sposób całkiem niedostateczny; są
one zaś niezmiernie ważne. W samej rzeczy, ponieważ różne
formy totemizmu przedstawiają wielkie różnice, a identycznych
całkiem form nie spotyka się nigdzie; dalej, ponieważ wogóle
spotykamy formy rudymentarne, niedoskonale rozwinięte, a ra­
czej fragmenty totemizmu; w niewielu zaś tylko wypadkach
Frazer konstatował totemizm rozwinięty w pełni i czysto — py­
tanie więc zasadnicze narzuca się samo przez się: czy różnice
są istotne czy powierzchowne; czy zbiór cech, które uwa­
żamy za totemizm pełny i czysty nie jest przez nas skonstruo­
wany dowolnie i sztucznie ?
Otóż Frazer, dotykając się tego pytania, omija je właściwie,
i zbywa cały problem paru powierzchownemi uwagami. Pisze
on poprostu : „Nikt z osób, które uważnie śledziły poprzedza­
jący przegląd faktów, nie omieszka być uderzonym ogólnem
podobieństwem wierzeń i zwyczajów, które odkryliśmy po ko­
lei u różnych plemion, należących do ras rozmaitych i mówią­
cych odmiennymi językami w wielu, bardzo odległych częściach
świata. Co prawda, zachodziły też i różnice, czasem nawet zna­
czne, w szczegółach ; ale wogóle podobieństwa stanowczo prze­
ważają, są tak liczne i blizkie, że zasługują na to, abyśmy je
objęli jedną wspólną nazwą '). Oto wszystko, co Frazer ma do
powiedzenia o tym podstawowym problemie porównawczego
badania!
Zdała od faktów, nie bawiąc się w porównania, nie wy­
') Frazer „Tot. & Exog.“ IV. str. 3.

— 157 —

Bronisław Malinowski

mieniając nawet konkretnie co uważa za te zasadnicze po­
dobieństwa, a co za „różnicę w szczegółach“. — gołosło­
wnie twierdzi, że te zjawiska zasługują na wspólną nazwę.
Kiedy tu chodzi o rzecz zupełnie innej wagi, bo o to, czy zja­
wiska te mogą być podciągnięte pod jedno i to samo pojęcie !
Po tak krótkiem załatwieniu się z tem, coby właściwie wyma­
gało traktatu porównawczego nad zjawiskami totemicznemi we
wszystkich szczegółach, dalsza droga jest łatwa. Pierwszym kro­
kiem jest podanie definicyi, innymi słowy określenie „czystego
totemizmu“. Sposób, którym Frazer do tego dochodzi jest też
w najwyższym stopniu naiwny. Szuka on poprostu „najprymi­
tywniejszego“ z ludów, u których spotykamy totemizm i tam
znalezioną formę uważa za „typową“ i „czystą“.
Ponieważ „najpierwotniejszym“ z ludów totemicznych są
Australczycy, z pośród nich zaś, według Frazera, plemiona Cen­
tralne, zwłaszcza plemię Arunta, tam więc trzeba się zwrócić
celem znalezienia totemizmu czystego par excellence 1). Mając
australski totemizm przed oczyma, autor daje definicyę : „tote­
mizm jest to ścisły związek między grupą ludzi spokrewnionych
z jednej strony i gatunkiem naturalnych lub sztucznych przed­
miotów z drugiej“ *
2). Zdanie takie może być dobre na początku
traktatu naukowego, jako prowizoryczne określenie terminu, ale
nie jako ścisła definicya, jako ostateczny wynik tak mozolnej
pracy !
W dalszym ciągu omawianego rozdziału Frazer powtarza
ulubione swe twierdzenie, że totemizm nie jest religią i że jest
tylko „zbiorem przesądów i praktyk magicznych“34); określa
stosunek człowieka do totemu jako formę przyjaźni i powino­
wactwa i twierdzi, że z wyobrażeń tych (o pokrewieństwie czy
powinowactwie) wypłynął system zakazów zabijania i spożywa-

') Frazer w miejscu, które obecnie streszcza m, nie rozumuje expli­
cite w sposób tu oznaczony, (1-szy rozdz. IV. tomu). Ale rozumowanie
takie zawarte jest implicite w całem ujęciu totemizmu. Por. 1. część obe­
cnego artykułu o totemizmie australskim i 1. tom Frazera, str. 89 — 172.
W rozdziale, o którym mowa (1. rozdz. IV. tomu), gdziekolwiek autor
chce określić jakąś cechę czystego totemizmu, przytacza fakty środ­
kowo australskie — plemię Arunta (por. str. 4. 5, 6 7 i passim).
2) IV. str. 3 i 4.
3) IV. str. 5, 6.
4) IV. str. 4, 5.

158 —

Totemizm i egzogarriia

nia totemu, tanu totemiczne 1). Totemizm jest dawniejszy od
egzogamii i te dwa zjawiska nie są właściwie związane ze sobą,
powstały niezależnie jedno od drugiego*234*). Następnie Frazer
bada wpływ totemizmu na niektóre strony życia społecznego.
Przedewszystkiem na rozwój organizacyi ekonomicznej ; i tu do­
chodzi do rezultatów negatywnych. Wprawdzie niektóre zjawi­
ska totemiczne mają pewne podobieństwo do taktów ekonomi­
cznych w ścisłem znaczeniu tego wyrazu, ale podobieństwo to
jest tylko zewnętrzne. Właściwie wpływ totemizmu na rozwój
gospodarki jest prawie żaden sł. Następnie autor rozwija wpływ
totemizmu na ewolucyę sztuki/ł), na ewolucyę religii, przyczem
znajduje, że z totemizmu prawie nigdzie nie rozwinęła się religia s). Ale cały ten ustęp o religii i magii spaczony jest znowuż
stanowiskiem zajętem przez autora w kwestyi rozróżnienia re­
ligii od magii 6). Największą zasługę totemizmu dla rozwoju
ludzkości znajduje Frazer w wytworzeniu solidarności klanowej,
którą uważać można za podstawę wszelkiej organizacyi społe­
cznej 7). Na tern kończą się ogólne teoretyczne rozważania Frazera o totemizmie jako o zjawisku socyologicznem i psychologicznem ; o jego stosunku do pokrewnych zjawisk społecznych ;
o jego wartości dla rozwoju organizacyi społecznej i kultury —
wogóle wszystko, co autor miał do powiedzenia o tern zjawi­
sku, poza specyalnym problemem jego „początku“. Jak widać,
jest to trochę za mało!
W 2. rozdziale IV tomu Frazer rozpatruje specyalne, ale
nie mniej zasadnicze zagadnienie „początku totemizmu“ (prigins
of totemism). Najprzód podaje on przegląd szeregu teoryi da­
]) IV. str. 6-8.
2) IV. str. 8-11.
3) Frazer w tej dyskusyi mówi wyłącznie prawie o ceremoniach
Intichiuma, o których powyżej była mowa przy opisie totemizmu australskiego. Frazer jednakowoż nie widzi właściwej strony ekonomicznej
w tych ceremoniach. Powyżej w 1. części tego artykułu pokrótce zazna­
czyłem, o ile możnaby mówiu o ekonomicznem znaczeniu tych obrzędów.
Uwagi swoje opracowałem szerzej w artykule ,.The Economie Aspect
of the Intichiuma Ceremonies“ w Festskrift tillägnad Edward Westermarck,
Helsingfors 1912.
4) Str. 24—27.
6) Str. 27—38.
6J Por. powyżej, 2 część tego art.
■) Str. 38-41.

— 159 —

Bronisław Malinowski

wniejszych, (Spencera, Lubbocka, Haddona i paru innych, mniej
znanych etnologów amerykańskich), oraz krytykę tych teoryi.
Potem Frazer przedstawia swoje trzy teorye początków tote­
mizmu, które kolejno był rozwijał i odrzucał. Obecnie uznaje
trzecią z nich tylko.
Pierwsza teorya Frazera ł) podporządkowuje pojęcie tote­
mizmu ogólniejszej koncepcyi „duszy zewnętrznej“ (eXternal
soul). W całym szeregu wierzeń ludów pierwotnych można od­
naleźć wyobrażenie, że dusza człowieka, jego'życie, szczęście
czy zdrowie, są ściśle związane i uzależnione od iakiegoś przed­
miotu zewnętrznego. Istnienie tego wyobrażenia Frazer wraz
z kilku innymi badaczami wykazali w wielkiej ilości przy­
padków *
2).
Totem — zwierzę, roślina, lub przedmiot — są według
pierwszej teoryi Frazera specyalnym przypadkiem takiej „duszy
zewnętrznej“. Według pierwotnych wyobrażeń totemicznych, czło­
wiek „wierzy, iż dusza jego umieszczona jest dla bezpieczeń­
stwa w jakimś zewnętrznym przedmiocie, takim jak zwierzę lub
roślina; nie wiedząc jednak, które indywiduum danego gatunku
jest naczyniem jego duszy, oszczędza cały gatunek, bojąc się
ażeby właśnie nie wyrządzić szkody temu osobnikowi, z którym
los ego jest związany“ 3). Nie wdaję się nawet najogólniej
w krytykę tej niezmiernie naiwnej teoryi, ponieważ sam autor
ją odrzuca.
W drugiej swej teoryi Frazer stara się wyprowadzić istotę
totemizmu z ceremonii Intichiuma4). Totemizm był według niego
systemem kooperatywy magicznej, zaprowadzonej na podstawie
wyobrażeń, że niektórzy ludzie czy grupy ludzi mają władzę
magiczną rozmnażania pewnych zwierząt; w ten sposób tote­
mizm zaprowadził podział pracy pomiędzy pewnemi grupami,
na które plemię zostało podzielone i tak stworzył klany tote­
miczne. 1 tę drugą teoryę Frazer z czasem odrzucił.
Ostatnia teorya Frazera, ta, którą obecnie jedynie uznaje
') Pierwotnie przedstawiona w „Golden Bough“, 2 wydanie, tom
11. str. 322 i nast.
2) Por. T. i E. IV. str 53, a także odnośniki 1 i 2, gdzie Frazer
przytacza opinie Clodda i Wilkena i bibliografię przedmiotu.
3) IV. str. 54.
4j Por. 1. część obecnego artykułu o totemizmie australskim i ar­
tykuł o „Economie Aspect of the Int. Ceremonies“.

— loO —

Totettiiżm i egzogamia

dopatrując początków totemizmu w wyobrażeniach i przesądach
pierwotnych o nadprzyrodzonem wcielaniu się ludzi; innemi
słowy szuka klucza do rozwiązania zagadki totemizmu w wie­
rzeniach plemion Australii środkowej, o których szeroko mówi­
liśmy powyżej. Frazer przyjmuje, że ongi nieświadomość o rze­
czywistym przebiegu prokreacyi była ogólną — hipoteza, którą
ze wszech miar uważać trzeba za uzasadnioną 1). Wyobrażenia
zaś o tern, w jaki sposób człowiek przychodzi na świat były
mniej więcej zbliżone — tak mówi Frazer — do tych, jakie
dziś znajdujemy u niektórych plemion australskich ; skoro ko­
bieta poczuje poraz pierwszy, że zaszła w ciążę, wyobraża so­
bie, że w tej chwili coś weszło, wcieliło się w nią. Według
wierzeń Australczyków wcielają się „spirit children'\ co do któ­
rych zresztą istnieją u różnych plemion różne, a wszędzie bar­
dzo określone i szczegółowe poglądy*2). Otóż Frazer przy­
puszcza, że te wierzenia nie są zupełnie „pierwotne“, ponieważ
jego zdaniem, wyobrażenia o „spirit children“ są już wynikiem
dość długiej ewolucyi. Wśród zupełnie pierwotnych ludów,
u kolebki totemizmu, wyobrażano sobie, powiada Frazer, że
wcielały się wprost zwierzęta, rośliny, względnie inne przed­
mioty — te właśnie, które z biegiem rozwoju musiały stać się
totemami. Dlatego doniosłem jest odkrycie właśnie takich wie­
rzeń u wyspiarzy Banks Islands, dokonane przez Dra Riversa 3).
To odkrycie jest, według Frazera, owem brakującem ogniwem
w łańcuchu faktów totemicznych, na których opiera się jego
teorya. W wierzeniach Banksów odnajdujemy ten stan rzeczy,
który był właściwie pierwotnym i istotnym totemizmem, tak,
jak go kiedyś wyznawała cała ludzkość.
Znając te wierzenia, możemy wszystko zrozumieć, objaśnić
wszystkie cechy totemizmu. Na podstawie tych wierzeń pierwo­
tnych, każdy człowiek uważany był za wcielenie jakiegoś przed­
miotu, zwierzęcia czy rośliny ; stąd wynika ogólna identyfikacya
człowieka z danym gatunkiem; a jako dalsza konsekwencya, zakazy
zabijania, jedzenia, wogóle niszczenia tego gatunku ; czasem znów
odwrotnie nakaz spożywania gatunku totemicznego, ażeby się
z nim identyfikować łatwiej. Ta teorya tłómaczy także według
*) Por. co o tern powiedziałem w 1. części tego artykułu.
2) Por. powyżej 1. część tego artykułu.
3) Por. powyżej 2. część tego artykułu.

— 161 —

Bronisław Malinowski

Frazera

niezwykle

rozległy zakres gatunków totemicznych.

A także, dlaczego czasem spotykamy wyobrażenie o magicznej
władzy członków klanu nad gatunkiem totemicznym i o podo­
bieństwie członków klanu ze zwierzęciem totemicznem. Ten
ostatni punkt prowadzi nas do biologicznej podstawy, którą
Frazer stara się skonstruować dla swojej teoryi. Naiwna wiara
totemicznych ludów w podobieństwo między członkami klanu
a ich totemami jest, według Frazera, całkiem bezpodstawna.
Jest faktem ogólnie znanym, że kobiety podczas ciąży łatwo
podlegają wpływowi silnych wrażeń, które niekiedy w specyfi­
czny sposób odbijają się na płodzie. Jest to tak zwane u nas
„zapatrzenie się“. Otóż te fakty mogły być, według Frazera,
przyczyną wierzeń we ‘wcielanie się zwierząt, roślin lub przedm:otów w kobiety. W samej rzeczy, jeżeli w szeregu wypadków
ludzie prymitywni zauważyli jakiś wyraźny wpływ wywarty
przez daną rzecz na płód, mogli na tern oprzeć pogląd, że ka­
żde dziecko jest związane w jakiś mistyczny sposób z danem
zwierzęciem, rośliną lub przedmiotem.
Ponieważ zaś ludzie dzicy mają tendencye ujmowania po­
jęć abstrakcyjnych w sposób konkretny — ogólny więc związek
pojętym został jako fizyczne wcielenie.
Ta biologiczna strona teoryi Frazera byłaby niezmiernie
interesującą i stawiałaby cały pogląd w zupełnie odmiennem
świetle, gdyby nie okoliczność, że wisi ona zupełnie w powietrzu,
opiera się bowiem na faktach biologicznych, o których po za
domysłami nic pewnego nie wiemy.
Zdaje się też wynikać z przytoczonych przez Frazera przy­
kładów, że wpływ taki konstatowano tylko bardzo rzadko, w od­
osobnionych wypadkach, których interpretacya jest niewyraźna
i że te fakta nie były nigdy dostatecznie naukowo zbadane
W każdym razie, mając nieliczne przykłady takiego przypad­
kowego wpływu, nie możemy mówić o „biologicznej podstawie
totemizmu“ !
Ale ta podstawa biologiczna nie jest niezbędna dla teoryi
Frazera, której istotna część jest czysto psychologiczna i leży
w tern mianowicie, że totemizm powstał na podstawie nieznajo­
mości faktu ojcowstwa a wiary we wcielanie się w kobiety zwie­
rząt, roślin a nawet niektórych rzeczy martwych ; niezależnie od
tego czy wiara taka ma jakąś podstawę w fizyologii „zapatrzenia
się“, czy też jest czystym przesądem.

— 162 —

Totemizm i egzogamia

Przejdźmy obecnie do krytyki tej teoryi, w istotnej jej
części. Głównym zarzutem, jaki zrobić można, jest ten, że się ona
opiera na fałszywem postawieniu pytania, co znów jest
w związku ze sposobem w jaki Frazer pojmuje totemizm ł).
Krytyka zasadnicza musi się więc odnieść do samego posta­
wienia problemu i wykazać, gdzie problem się znajduje. Ale na
razie chciałbym pokazać, że nawet stojąc na gruncie teoryi Frazera i przyjmując jego własne postawienie problemu, nawet wtedy
poglądy jego przedstawią szereg sprzeczności wewnętrznych i nie
wytłomaczą całej masy zjawisk, które według założenia autora
tłomaczyć powinny.
Chodzi mi tu o jasne określenie, jak Frazer stawia zasa­
dniczy problem „początków totemizmu“, jakie są twierdzenia
i hipotezy, zapomocą których stara się ten problem rozwiązać,
jakie zjawiska, jakie zagadki autorwswojem mniemaniu rozwią­
zuje a w końcu chodzi mi o wykazanie, jakie sprzeczności i tru­
dności rozwiązanie jego w całą kwestyę wprowadza.
Ponieważ według Frazera totemizm jest organiczną całością
zjawisk, które spotykamy wszędzie w zasadniczej tej samej po­
staci, które są wszędzie temsamem, więc zjawiska te musiały
mieć też wszędzie „początek“ identyczny *2).
Ten „początek“ należy określić i to jest podstawowy proble­
mat. Ale czem jest dla Frazera pojęcie „początku“? Przyjmując
nawet z autorem, że dana instytucya — jak tu, totemizm — po­
wstała wszędzie w jednakowy sposób, to do objaśnienia tego
zjawiska, do wykrycia początków, można iść różnemi drogami,
można szukać ich w rozmaitych kierunkach. Powstanie instytucyi
tak wielostronnej, tak skomplikowanej jak totemizm, musiało
odbywać się w sposób bynajmniej nie prosty i musiało zależyć
od niezmiernie różnorodnych okoliczności. Frazer nie stara się
przynajmniej w zasadzie o odtworzenie tych warunków, nawet
takich, które uważa za istotne, a to byłoby przecież jedynem
naukowem rozwiązaniem zagadnienia: o początkach totemizmu.
Frazer nie idzie tą drogą, nie zastanawia się całkiem nad ogólną
9 Por. co powyżej mówiono o definicyi totemizmu i o pominięciu
przez Frazera zasadniczego problemu porównawczego. Teorya jego nic
nie tłómaczy, nie rozszerza horyzontu, nie jest ani prawdziwa, ani fał­
szywa, lecz poprostu bezwartościowa.
2) Por. T. IV str. 42. Frazer zastanawia się nad możliwością hipo­
tezy przeciwnej, odmiennego, niejednakowego początku i odrzuca ją.

— 163 —

Bronisław Malinowski

metodą zagadnienia i nie formułuje jej eksplicite ani dla siebie
ani dla czytelnika, co właściwie rozumie przez „początek“. Po­
nieważ zaś w samem opracowaniu problemu zawarte są impli­
cite takie sprzeczności i wady, nie wątpliwem jest, że ten brak
jasno sformułowanej metody, nie jest niechęcią do formalizmu
i zbytecznego schematyzowania myśli, ale że sięga głębiej, do
samej istoty myślenia autora.
Jako na „początek“ totemizmu Frazer wskazuje na pewne
określone wierzenie t. j. na wiarę w inkarnacyę. Ludzie pierwotni
wierzą, iż zwierzęta, rośliny a nawet niekiedy i przedmioty martwe,
mogą się wprost wcielać w kobiety a z wiary tej jako prosta
logiczna konsekwencya wynikają wierzenia totemiczne, identyfikacya człowieka z totemem a jako dalsze następstwa: tabu tote­
miczne, spożywanie totemu, ceremonie na jego cześć, zarówno
jak i w chęci rozmnożenia totemu i wszystkie inne cechy totemicznego pochodzenia. Cała instytucya staje się w ten sposób
zrozumiałą, bo wszystkie jej cechy są logicznemi konsekwencyami podstawowego wierzenia. ') Takie pojęcie „początków
totemizmu“ jest illuzoryczne. Jeżeli je weźmiemy w ścisłem zna­
czeniu, t. j. jeżeli w wierzeniach tych, które Frazer uważa za
najpierwotniejsze, będziemy starali się dojrzeć przyczynę po­
wstania totemizmu ; to widać odrazu, że tłomaczenie Frazera
zawiera w sobie implicite pogląd, iż totemizm — forma organizacyi społecznej, niezmiernie zasadnicza i skomplikowana — po­
wstał jedynie drogą logicznej dedukcyi z danego wierzenia i że
ludzkość wyciągając konsekwencye logiczne z pewnego poglądu
zbudowała wielki gmach totemiczny w stadyach, odpowiadających
poszczególnym wynikom tej dedukcyi. Teorya taka nie zasługuje
na dyskusyę z wielu względów; przedewszystkiem nie czyni za­
dość socyologicznej stronie totemizmu. Wierzenia totemiczne są
ściśle połączone z ustrojem socyalnym a powstanie instytucyi
społecznych wymaga określenia warunKów socyalnych, w których
się te instytucye rozwijają, z teoryi zaś Frazera wynikałoby, że
instytucya społeczna powstała z pewnego wierzenia drogą de­
dukcyi logicznej.
Jeżeli natomiast teorya, którą obecnie analizujemy, ma nam
tylko objaśnić wewnętrzną konstrukcyę wierzeń, nie kusząc się
o genezę tychże, to znaczy nie dając „początków“, to przy
ł) Frazer 1. c. str. 6Q i 61.

— 164 —

Totemizm i egzogamia

bliższem zastanowieniu się widzimy, że jest ona niczem innem jak
tautologią. Każde wierzenie, które zawiera w sobie identyfikacyę
człowieka z totemem, musi mieć za logiczną konsekwencyę
wszystkie właściwości totemiczne, (tabu, wyobrażenie o pokre­
wieństwie ludzi ze zwierzętami i inne) z tego prostego powodu,
że wszystkie te poszczególne wierzenia i akty totemiczne, są
niczem innem jak tylko określeniem stosunku człowieka do to­
temu i wyrażają treść tej identyfikacyi. Gdy drogą indukcyi po­
równamy to, co te poszczególne kanony totemiczne wyrażają,
dojdziemy w przeglądzie faktów totemicznych do wniosku, że
istotą totemizmu jest wiara w niezmiernie blizki stosunek czło­
wieka do totemu ; identyfikacya człowieka z totemem. Teorya
zaś, która na końcu indukcyjnego zbierania faktów odwraca bieg
rozumowania i z ostatniego rezultatu dedukuje na odwrót dane,
z których ten rezultat powstał, nie zasługuje na dalszą dyskusyę.
Cała zasługa teoryi Frazera, polegałaby więc na tern, że wypro­
wadza identyfikacyę człowieka z totemem z wierzeń australskich
o wcieleniu i stawia te wierzenia nie genetycznie na podstawie
totemizmu (takie pojęcie, jak widzieliśmy, nie miałoby sensu) lecz
logicznie jako u podstawy totemizmu. Ale czy to jest rezultat
posiadający wartość czy nie, nad tern nie ma się co zastanawiać,
gdyż Frazer niewątpliwe nie zamierzał dać swej teoryi tego zna­
czenia. Uważa on swe tłomaczenie za genetyczne i jako takie
poddamy je jeszcze poniżej krytyce. Że Frazer nie zdaje sobie
sprawy z tego, co właściwie chce wyjaśnić, że nie wie, co rozumie
jako „początek“ totemizmu, wypływa niezbicie z porównania
jego trzech kolejnych teoryi. W pierwszej stara się on znaleść
„początek totemizmu“ w wierzeniach o „zewnętrznej duszy“. Jak
już powyżej zaznaczyłem, jest to tłomaczenie przez sprowadzenie
do wierzeń ogólniejszych. Ten sposób tłomaczenia nie daje je­
dnak genezy totemicznych wierzeń, ani tembardziej totemiczno
społecznych instytucyi, klasyfikuje tylko te wierzenia i rzuca na
nie pewne światło.
Druga teorya Frazera, ma znów zupełnie inny charakter.
Według niej totemizm był wprowadzony jako instytucya nieracyonalna w swych środkach, ale świadoma swego celu. Tu więc
mamy istotnie podaną genezę totemizmu : ludzie pierwotni
mieli pewien cel ekonomiczny i pewne wyobrażenia jak cel ten
najlepiej osiągnąć, stworzyli więc instytucyę, w której cel i środki
znajdują pełen wyraz. Cokolwiekbądźby można tej teorvi za­
— 165 —

Bronisław Malinowski

rzucić, zwłaszcza co do pojęcia celowego zaprowadzania zasa­
dniczych reform i urządzeń przez ludzi pierwotnych, r) nie da się
zaprzeczyć, że teorya ta podaje genezę totemizmu i to nie jedno­
stronnie, samych wierzeń, ale pełną genezę totemizmu jako instytucyi społecznej. Trzecia teorya znowuż nie podaje pełnej
genezy socyologiczne; i zajmuje się jedynie wierzeniami totemicznemi. Jest ona zresztą, jak widzieliśmy, albo pozbawioną treści
tautologią, albo zupełnie błędną. Tak więc żadna z trzech teoryi
Frazera nie jest zadawalniającą z metodologicznego punktu
widzenia.
Ale nawet jeżeli się zapomni o zasadniczych zarzutach meto­
dycznych czy filozoficznych to i tak ostatnia teorya Frazera, która
jedynie nas tu obchodzi, nic nie wyjaśnia a stwarza natomiast
cały szereg sprzeczności i szereg skomplikowanych zagadnień,
zupełnie przez autora nie poruszonych. Podajemy parę przy­
kładów takich sprzeczności i trudności.
Dla czego te wierzenia, które Frazer uważa za najpierwo­
tniejsze, znajdujemy u wyspiarzy Banks Islands, to znaczy u ludu,
który stoi na znacznie wyższym stopniu kultury niż Australczycy ?
Jeżeli te wierzenia były tak silne i żywotne, że przetrwały na
wyspach Banksa poprzez wszystkie zmiany i przeobrażenia spo­
łeczne, dla czego nie stworzyły totemizmu? Jakeśmy powyżej
z naciskiem zaznaczyli (w poprzednim rozdziale tego artykułu),
odosobnione i społecznie mało ważne zjawiska na wyspie Banksa
nie mogą w żaden sposób być uważane za totemizm. I tu przy­
chodzimy do bardziej uzasadnionej trudności powyżej już za­
znaczonej. Teorya Frazera zupełnie ignoruje stronę społeczną
zagadnienia, skąd się biorąwtych pierwotnych wierzeniach tote­
micznych siły, które stwarzają klan i wogóle całą społeczną
stronę totemizmu? Teorya, którą krytykujemy, zawiera w sobie
pogląd, że wierzenia odnoszące się wyłącznie do indywiduów,
określające stosunek niektórych indywiduów do otaczającej przy­
rody, oyły źródłem skomplikowanego zjawiska społecznego, które
obejmowało grupy społeczne nie zaś indywidua. Pogląd taki,
aby miał wogóle jakiekolwek znaczenie, musiałby być rozwi­
nięty w pełni i szczegółowo, czego u Frazera nie znajdujemy.
Im głębiej wnikamy w naturę faktów socyologicznych, tern jaśniej
widzimy, że pomiędzy zjawiskami indywidualnen aspołecznemi
') Por. co powyżej powiedziałem o frazerowskiej teoryi egzogamii.

— 166 —

Totemizm i egzogamia

nie ma bezpośredniej i oczywistej ciągłości rozwojowej. Grupy
społeczne nie tworzą się przez prostą sumacyę lub uogólnienie
zjawiska indywidualnego. Wierzenia, przepisy, zwyczaje, wyobra­
żenia dotyczące postępowania jednostek a nie mające żadnego
wpływu na życie społeczne, mogą się stać zasadą kształtowania
się grup tylko drogą skomplikowanego procesu integracyi spo­
łecznej.
Budując schemat ewolucyjny, trzeba proces taki określić
szczegółowo, ściśle i konkretnie, nie zaś pozostawiać domyśl­
ności czytelnika. W wypadku, o którym mewa, nie jestem zu­
pełnie w stanie sobie wyobrazić, w jaki sposób totemizm mógł
powstać z „najpierwotniejszych wierzeń“. Przypuśćmy, że w da­
ném społeczeństwie każdy człowiek uważa się za wcielenie ja­
kiegoś przedmiotu, to od takiego stanu rzeczy droga bardzo
daleka do organizacyi totemicznej z określonym stosunk. :m
klanu do plemienia, z szeregiem funkcyi wiążących członków
w jedną grupę i spajających klany w wyższą jedność plemienną.
Droga bardzo daleka i bynajmniej nie prosta, choćby dla tego,
że według wierzeń Banksów nie ma powodu, aby się nie wcie­
lała w kobiety jak największa rozmaitość przedmiotów i w zwią­
zku z tern nie ma powodu, aby się tworzyła ograniczona ilość
totemów a tern samem pewna ilość członków tego samego totemu,
Którzyby byli materyałem na klan. 1 tu napotykamy na nową
trudność: teorya ta nie tłómaczy faktu, że totemami nie są byle
jakie przedmioty, że niektóre klasy przedmiotów, najpierw zwie­
rzęta, a potem rośliny częściej występują niż inne. Czy ten fakt
nic nie znaczy, czy nic nie wyraża ? Frazer nie daje na to py­
tanie zadowalniającej odpowiedzi, bagatelizując je zupełnie. Gdy
mówi o punktach, które jego teorya wyjaśnia, dodaje : „Tłó­
maczy ona niezmiernie szeroki zakres totemów, zaczynając od
zwierząt i roślin aż do najwyższych dzieł przyrody z jednej
strony i najpodrzędniejszych wytworów człowieka z drugiej,
a to dlatego, że od promieni słońca, księżyca i gwiazd, nie ma
nic aż do najdrobniejszych przedmiotów użytku domowego,
coby nie mogło wywrzeć wpływu na wyobraźnię kobiety w kry­
tycznej epoce i zosta. utożsamionem przez nią z dzieckiem
w jei łonie“1). To już jest wprost fałszywe. Wedle tego na pod­
stawie najprostszych rozważań o prawaopodobieństwie, można1) Frazer: Tot. i egz. tom lV-ty, str. 61

— 167 —

Bronisław Malinowski

by sądzić, że różne przedmioty otoczenia bezpośredniego, po­
winny być równomiernie reprezentowane między totemami. Da­
lej, że na pierwszy plan powinny występować przedmioty, z któ­
rymi kobiety mają przedewszystkiem dużo do czynienia. Fakty
najdosadniej zadają kłam obu tym wnioskom. Prosty przegląd
porównawczy zjawisk totemicznych wskazuje, że istnieje wyraźna
przewaga zwierząt, i to takich zwierząt, które wprawdzie odgry­
wają ważną rolę w życiu mężczyzn, ale które tylko niezmiernie
rzadko mogły wywrzeć wrażenie na kobietę ciężarną. Przedmioty
natomiast będące w stałej styczności i użyciu przez kobiety, sta­
nowią wyraźną mniejszość między totemami. Tak np. w totemiźmie australskiem przedmioty codziennego użytku kobiet tak
jak kije do kopania korzeni i robaków ziemnych, naczynia
i inne rzeczy, nie są zupełnie i nigdy totemami, gdy z pośród
zwierząt najliczniejsze i najważniejsze między totemami są zwie­
rzęta, które stanowią przedmiot polowania wyłącznie mężczyzn.
Nie warto mnożyć zarzutów i uzasadniać je, skoro odrzu­
camy zasadniczo stanowisko Frazera. Zaznaczyłem parę sprze­
czności, które jego teorya za sobą pociąga, dla wykazania, że
w żadnym razie teoryi tej nie można uważać za dokładnie prze­
myślaną i czyniącą zadość faktom.
Obecnie przechodzę do zasadniczej krytyki stanowiska
Frazera i jego teoryi. Podstawowym błędem Frazera jest, jak
to już powyżej zostało wykazane, że uważa on totemizm za in­
tegralną całość, za jedność kulturalną jakby z jednego odlewu.
Że Frazer w ten sposób totemizm pojmuje i przedstawia, wi­
dzieliśmy powyżej, zresztą pojęcie to przebija się w całem jego
dziele.
Wszędzie mówi on „o przeżytkach“ właściwego totemizmu
o jego „rudymentach“, o formach totemicznych „niedostatecznie
rozwiniętych“, lub już „przekwitłych“, tak, jakby rzeczywiście
istniał idealny totemizm i różne formy, które się mniej lub wię­
cej do niego zbliżają.
Stanowisko Frazera w tym względzie nie jest odosobione,
w ten sam bowiem sposób pojmuje totemizm większość uczo­
nych, uważając, że jestto zbiór organicznie i stale ze sobą połą­
czonych cech.
Ażeby sobie dać radę z faktycznym stanem rzeczy, w któ­
rym nie spotykamy nic takiego jak „pełny totemizm“, uczeni
na równi z Frazerem muszą się z konieczności uciekać do bar­
— 168 —

Totemizm i egzogamia

dzo wygodnego arsenału pojęć ewolucyjnych, jak „przeżytek“
„początek“, „rudyment“ i t. p. Inni autorowie czując, że tote­
mizmu nie można uważać za sztywny, jednolity zbiór różno­
rodnych zjawisk, biorą za istotę totemizmu jedną z jego cech,
np. tabu, lub totemiczne nazwy klanów lub jeszcze pochodzenie
od przodków zwierzęcych lub roślinnych. I ten pogląd znacznie
upraszcza tak teoretyczną stronę totemizmu, jak i konieczność
ściślejszego opisu, jest jednak niestety zupełnie błędny! W każ­
dym razie większość etnografów, zajmujących się tą kwestyą,
uważa totemizm za normalny szczebel religijnego rozwoju ludz­
kości, przez który każda jej gałąź w pewnych stadyach kultury
przejść musiała. Niektórzy, jak Jevons, Reinach i Durkheim
uważają totemizm za religię pierwotną „par excellence“ i starają
się wyprowadzić cały rozwój religii z totemizmu x).
Takie ujęcie totemizmu i postulowanie go jako fazy orga­
nicznej w rozwoju ludzkości, od razu budzi pewną nieufność,
jako odruch zdrowego rozsądku. Bo cokolwiekby można powie­
dzieć o postulacie jednakowej ewolucyi, przez którą cała ludz­
kość we wszystkich swych odłamach przeszła, jedno jest pewne,
że kultury i instytucye ludów znajdujących się na tym samym
stopniu rozwoju, mogą być do siebie podobne tylko o tyle,
o ile będziemy brali pod uwagę najbardziej ogólne ich cechy.
Jednem słowem, że ludzkość w każdej swej gałęzi przechodziła
stadya do siebie podobne, ale nigdy nie identyczne i że im bar­
dziej byśmy wchodzili w szczegóły instytucyi czy wierzeń, tern
mniej moglibyśmy te szczegóły postulować jako konieczne fazy
9 Do pierwszej kategoryi uczonych należą oprócz Frazera Dr. Ri­
vers: Journal anthropological Institut XXXIX; Dr. Haddon; Reports Bri­
tish Association, Belfast meeting, Presidential Address,’Section ; Jevons
Introduction to the History of Religion; Robertson Smith; Religion of
Semites; Mc'Lennan artykuły w Fortnightly Review 1869 i 1870 r. Grâbner w Reports of British Assoc. 1910; Reinach; Cultes, Mythes, Reli­
gions“ wstęp; Durkheim; Annee sociologique I rozprawa o początkach
zakazów kazirodztwa i świeżo wydana książka p. t. „Formes élémentaires
de la Religion“.
Do drugiej mniej licznej kategoryi uczonych należą: X. W. Schmidt.
Hill Tout i Powell (por- Goldenweiser loc. cit. str. 268 i nast i 276
i nast.).
Na stanowisku podobném jak zajęte przez nas stoją ; Goldenwei­
ser; por. poniżej tekst Journal of A. F. Lore 23. i v. Gennep w Revue de
l’Histoire des Religions tom 58 str. 34 i dalsze i w Folk Lore 1911 r.

— 1Ó9 —

Bronisław Malinowski

rozwoju. Możemy śmiało przyjąć, że przodkowie każdej gałęz1
ludzkości obrabiali niegdyś krzemień surowy, tak jak to czynili
w 19 wieku Tasmańczycy i dziś jeszcze niektóre plemiona australskie. Później zaczęli ten krzemień polerować, jak go pole­
rują niektóre ludy Oceanii, następnie dopiero przeszli do wy­
robów z bronzu i żelaza. Ale czy formy i sposób robienia był
wszędzie taki sam, czy proceder obróbki krzemienia był wszę­
dzie jednakowy i jednakowo się rozwijał i doskonalił, co do
tego można mieć poważne wątpliwości, a w żadnym razie nie
można tego twierdzić i na takim postulacie budować całej teoryi.
Jeżeli teraz od kultury materyalnej przejdziemy do kultury
duchowej, do religii, obyczajów, wierzeń, to musimy być zna­
cznie jeszcze ostrożniejsi. Przy obrabianiu kamienia natura materyału, cel przedmiotów i bardzo ograniczone środki techniki
pierwotnej, stanowią zbiór warunków, które bardzo ściśle okre­
ślają wytwory tej epoki. Im bardziej oddalamy się od czysto
materyalnych czynności, tern bardziej skomplikowane i nieuchwy­
tne stają się warunki przystosowania człowieka do przyrody.
To też religia, niezmiernie zróżniczkowana forma przystosowa­
nia, nie może być we wszystkich swych szczegółach identyczną
dla ludów danego stadyum kultury. Tylko najogólniejsze typy
wyobrażeń religijnych, jak np. to, co Tylor nazwał „animizmem“
mogą być właściwościami całej ludzkości, stojącej na pewnym
szczeblu rozwoju. Ale przechodząc do bardziej szczegółowych
form wierzeń, dodając do ogólnych cech „animizmu“ bardziej
wyspecyalizowane cechy, coraz bardziej konkretne formy, wi­
dzimy odrazu, jak do ogólnych właściwości duszy ludzkiej do­
dają się specyalne warunki : wpływ otoczenia, klimatu, fauny,
flory, stosunków ekonomicznych i t d. Ponieważ zaś te wszyst­
kie warunki były różne dla rozmaitych odłamów ludzkości, by­
łoby więc błędnem przyjmować, że konkretne formy wierzeń
są określone jednoznacznie stadyami ewolucyi. Otóż totemizm
„pełny i czysty“, tak pojęty, jak go pojmuje Frazer i jemu po­
dobni, jest właśnie taką niezmiernie konkretną formą wierze­
nia ; zawiera cały szereg cech szczegółowych, jest zbiorem wła­
ściwości, które na pierwszy rzut oka wydają się możliwe
w tern połączeniu, tylko dziwnym i przypadkowym zbiegiem
warunków.
Trudno uwierzyć, aby w całej ludzkości w pewnej fazie
rozwoju, występował zawsze taki sam zbieg okoliczności, albo
-- 170 —

Totemizm i egzogamia

taki niezmiernie skomplikowany zbiór warunków, któreby je­
dnakowo kształtowały tak wysoce wyspecyalizowany i skom­
plikowany produkt, jakim jest totemizm.
Dla Frazera totemizmem „czystym i pełnym“ jest totemizm
australski. Po najbardziej pobieżnem przyjrzeniu się tej formie,
widać w niej odrazu mnóstwo cech lokalnych, tak iż trudno
przyjąć, aby to było stadyum, przez które niegdyś przeszła
ludzkość cała a z nią i nasi przodkowie.
I w samej rzeczy głębsza analiza potwierdza ten odruch
zdrowego rozsądku i prowadzi do odrzucenia Frazerowskiego
ujęcia totemizmu, zarówno jak i jego sposobu tłómaczenia.
Naukowe ujęcie totemizmu wymaga przedewszystkiem wy­
czerpującej odpowiedzi na zasadnicze pytania: „Czy totemizm
wogóle istnieje“? Odpowiedź musi się oprzeć na analizie fa­
któw, które wykażę, czy istnieją cechy totemiczne, stale wystę­
pujące i jakie są te cechy? Czy totemizm jest kompleksem ta­
kich stale występujących cech, czy też istota jego da się okre­
ślić jedną cechą dominującą i t. p.? Rozwiązanie tych zagadnień
i określenie istoty totemizmu, pozwoli dopiero przejść do sy­
stematycznego badania jego genezy.
Pytania te jednak przekraczają zakres obecnego artykułu Ł).

') Próbę rozwiązania zagadnień odnoszących się do istoty i genezy
totemizmu i religii pierwotnych w ogóle, znajdzie czytelnik w pracy au­
tora o „wierzeniach pierwotnych i zróżniczkowaniu społecznem“, która
zapewne niedługo okaże się w druku.

— 171 —

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.