14150efb6ace5c60cb24a6128acd86a0.pdf
Media
Part of Opowiadanie z Poniewieża / Lud, 1902, t. 8
- extracted text
-
— 405 —
W e r o n k a posukáj se pieszczonka.
W o j t e k bez portek.
Podobne przezw iska rym ow ane do im ion spotyka się w w iel
kiej liczbie n a w si, słyszeć je m ożna szczególnie z u s t dzieci
i podrostków. Zbiór przezw isk takich przydać się może do przed
staw ienia rozwoju i tw orzenia się poezyi i rym otw órstw a ludowego.
Powyższe przykłady w padły m i pod pióro przy zapisyw aniu tekstów
gwarowych.
Jan Franciszek Magiera.
O p o w ia d a n ie z P o n ie w ie ż a .
Był kowal biedny, robił on cóść z drzew a, zastrzem pił sobie
palce; rozpuch jem u palec, poszedł on do doktora, a doktor powie
dział, że „bez 3 ruble operacyi robić nie będę“. P łak ał on i prosib
że „nie m am z czego 3 rub. dać“, a doktor „w szystko jed n o “ po
w iedział, że „bez 3 rub. operacyi nie będę robił“. Przyszed on do domu
i mówi do żony, że doktor bez 3 m b. operacyi nie robi, a żona
powiedziała, że trzeba przedać ostatki i palce wyleczyć. Zebrał
kowal biedny 3 rub., ponios do doktora, a doktor rano jeszcze był
nie u b ran y , chodził w szlafroku, miczce i palił fajka n a długim
cybuku. W zioł 3 rub. od biednego kow ala, zrobił operacya, napisał
recept i posłał do apteki. Dali lekarstw o w aptece, powrócił do
dom u, przeszed tydzień, wygoił palec i mówił do swojej żony, że
„będę i ja doktorem , doktor ta k letko zarabia pieniędzy; nie prze
szła godzina, zarobił 3 rub., a ja biedny na 3 rub. pracuje cały
tydzień“. A żona odpowiedziała: „jak będziesz doktorem , kiedy nic
nie um iesz, ni pisać ni czytać“ .
Ale kowal jed n a k doktorem chce być; rozprzedał kowadła,
m łoty, dłuta, m iech, zebrał pieniądze sw oje, najoł k w atera, w y
staw ił tablica z nadpisem : „doktor i znachar propażnych w ieszczej“.
U jednego pułkow nika była sodierżanka, a pułkow nik chciał żenicie
z ino pano, a ta sodierżanka nie chciał trzym ać u siebie. Były
u pułkow nika dw a źrebcy hodow ane w domu. Razu pewnego w y
jech ał pułkow nik do swojej narzeczonej, a ta sodierżanka nam ów iła
fu rm an a, zabrała złoto, srebro i dwa źrebcy te i uciekła. Pułkow nik
— 406 -
powrócił, niem a sodierżanki, ni złota, n i srebra; pułkow nik nie
żałui n i sreb ra, n i złota, aby tylko jo pozbył. Zachodzi do stajn i
zobaczyć źrebcy swoje, patrzy, źrebcy nie m a; bardzo odżałowany
przyszed do pokoju, u b rał sie i furm anow i kazał u bracie, założyć
k o n ia, pojado szukać źrebcy. Jado ulico, patrzy w ystaw iona tablica,
patrzy n a tablica napisany, że „doktor i znachar propażnych w iesz
czej“. W syła fu rm a n a zapytać, gdzie są p an a źrebcy, a kowal,
ubraw szy sie w szlafroku i w m yczce, pali fajka n a długim cyb u k u ; zapytui fu rm a n kow ala, gdzie są pułkow nika źrebcy, a ko
w al n a to nic nie odpowiedział, tylko m ów i, że bez 3 m b . nic nie
będzie. W ychodzi furm an do pana i mówi do p a n a , że kowal mówi,
że bez 8 rub. nic nie będzie, a pan w syła i.p o w tó rn y raz do ko
w ala i kazał powiedzieć, że tobie pan da i 25 rub., nietylko 3 rub.;
a kow al w szystko jedno m ówi, że bez 3 rub. nic nie będzie. F u r
m a n , rozgniew aw szy sie, w ybrał swoje 3 rub. i podał dla kowala;
kowal wzioł kaw ałek papieru i nam alow ał n a nim kruczki, p a
łeczki, odesłał do apteki. Á ptekarzow ie n a ten papier popatrzyli
i zaśm ieli sie; dali m u proszku n a zwolnienie. F u rm a n , chcąc do
wiedzieć] sie, gdzie p an a źrebcy so, wzioł w pierw tego proszku,
a reszta panu odnios. N apadła ich wolność; podjechali oni, aż tu
w idzą karczm a. Zastanow ili sie; furm an pobieg za stodoła, patrzy
p an a źrebcy stoją w stodole. Sodierżanka zobaczyła, że pan jej
przyjeżdża, zabrała złoto, srebro, furm ana i uciekła, a p an a fu r
m an przychodzi i mówi do p an a: „wot, goworit, barin ja w pieriad
poroszku w ziął, w pieriad w znał, gdie barin a źerebcy“. Zaszli do
karczm y i kazali sam ow ar dać; w ypili h e rb a ta, pozdrowieli, wzięli
źrebcy i pojechali do domu. P a n pułkow nik w racając mimo tego
kow ala w esłał jem u 25 rub. i podzienkował.
W drugim królew stw ie zachorowała królew ska córka. Dużo
doktorów głowy położyli, a córka królew ska nie wyleczyli. Dowie
dział sie król, że je s t tak i doktor; kazał jego zawołać, a kowal
choć i niech ciał jechać, ale pod przym usem zawieźli. Pojechał ko
w al i kazał dać pokoj gdzie ta p anięka leżała; zam knąć okienicy
kazał i powiedział do rodziców, że. przez dwa tygodni wchodzić tam
n ie m ożna, że „ja m usze jed e n być z panięko“. W zioł kowal w ra
cać panięka po kow alsku; tym czasem penk panięce wrzód we
w n ętrzościach , i zrobił płu k an ie, ju ż panięka i siadać zaczęła i jeść
prosi. Przeszło dwa tygodni; w puścił ju ż on i rodzice; rodzice takie
radzi, że ich córka wyzdrowieje. Przeszło i drugie dw a tygodni,
ju ż córka zaczęła chodzić. Odjeżdża kow al do dom u, przywozi p ie
n ię d z y do nieźliczenia. Żona i dzieci nie ta k radzi z pieniędzy, jak
z swego ojca, że w życiu przyjechał. Przeszło m iesiąc; u tego samego
— 407 —
króla, u którego on m ieszkał, obekradli k red en s, król dowiedział
sie, że w jego królew stw ie je s t tak i człowiek, co zgaduje, gdzie co
kom u przepadło. Kazał zawołać jego, a on ju ż nie chciał jechać,
bo pieniędzy ju ż m iał, póki żyć będzie, ale m usiał jechać, bo król
powiedział: „jeżeli nie pojedzie, to głowa zetn ą“. Jedzi kowal; po
żegnał się z żoną i z dziećmi; wyjeżdżał ja k n a śm ierć. Pojechał
do króla. Król zawołał i powiedział: „jeżeli nie znajdziesz przepadzionych rzeczy, to głowa z e tn ą “, a kowal odpowiedział, że „proszę
m nie dać pokoj; ta rzecz prędzej nie będzie ja k m iesiąc“. Dali
pokoj kowalowi, tam je ść jem u odnosili, a kowal gniew ał sie, do
stołu stu k ał i zgadyw ał im iona, a te podchodzili pode drzw i i słu
chali, co kowal robi, a kowal słyszał ich szeptanie. Jeden mówi:
„uż tiebie u zn ał“. Na drugi dzień także samo kowal stu k a ł, gnie
w ał sie i powiedział drugiego imie. Teraz mówi trzeci: „i tiebie
u zn ał“. Na trzeci dzień także samo kowal stu k ał, gniew ał sie i trze
ciego im ie powiedział. Teraz mówi jeden do drugiego: „płocho budiet n a m , oczeń stran n o , m y byli u gosudaria w iernye, choroszie,
a tiepier ostatniem i w oram i“. Oni złożyli pieniądze w ielkie, przy
nieśli kowalowi, a kowal zapytał: „czy u was są te rzeczy co
ukradliście?“ Oni odpowiedzieli, że. są. Kazał im w szystko przy
nieść. Teraz powiedział do króla, że „nado m oju su p ru g u , odin nie
m ogu, silno u s ta ł“. Przyw ieźli żona; kowal m yślał, że będzie jem u
śm ierć, chciał pożyć jeszcze z żoną. Minęło m iesiąc; zawołał król
kow ala, mówi król do kow ala: „cztoż gołubczik, uznał uże?“
„U znał“. „Da ktoż eto diełał?“ „Da wot kto: czerti. Biłsia s nim i
tri niedieli, рока otobrał od nich wsio!“ Król zapytui: „wsio je s ť
u tiebie?“ Kowal odpowiedział: „W sio“. Teraz posłał sługi, w szystko
to przynieśli. Zaprosił gości. Zebrali sie gości. Bal był, a kowal,
choć pieniędzy i m iał, ale inszego ub ran ia sobie nie spraw ował,
tylko szlafrok, m yczka, fajka na długim cybuku. Zebrali sie gości.
Obiad będzie. Inni królowie kazali dla kow ala w rona zastrzelić
i usm ażyć n a zakąska. U sm arzyli, podali zakąska; w szystkie tale
rzy serw etkam i pozakrywali. Zaprosili w szystkich i mówili do ko
w ala: „Jeśli ty choroszij znachor’, to uznaj, czto na tarełkie dla
tiebia n a z ák u sk u ?“ Kowal złożył ręcy, kiw noł głowo i mówi: „nieszczastnaja w orona, cziego ty tu t w ięzła!“ Zapleskali ręk am i, k rzy
knęli h u ra , że kowal powiedział, co u niego n a talerzu, a kowal
to m yśląc n a siebie powiedział „w rona“. W szyscy pom yślili, że to
on powiedział, co n a talerzu. Kowalowi pieniędzy król daw ał, aż
póki on i dzieci jego żyli.
*
*
*
To opowiadanie zostało spisane dosłownie i możliwie ściśle
z u s t 13—14 letniej dziew czynki, M arcysi K urlandzkiej, córki m iesz
czanina poniew ieskiego, dziew czynki bardzo sprytnej i rozgarniętej.
Zna dużo podań ludowych i bajek, które lubi opowiadać z zapałem.
Umie czytać po polsku i trochę po rosyjsku.
Jan Witort.
pieśni ludowe z Dobczyc^.
Poważnie. M. M.
ť
32.
- 0 — «r. 1
ář
1. A za Kra-ko-wem
na bło-niu ,
---- 8 —
Wy- wi- jal Ja- sień
na ko - niu2).
2. Kasienia Jasia lubiła.
Dziecię za rączkę wodziła.
6. „A moje dziecię mam cię znać,
Kasia wójtowna twoja m ać“.
3. „Rzuć to dzieciątko do wody,
Nie będziesz miała przeszkody“.
7. W niedzielę rano dzwoniono,
Wszystkie panienki zwołano.
4. Kasienia Jasia słuchała,
Dziecię do wody wrzuciła.
8. Wszystkie panienki do rzędu,
Kasię wójtownę do sądu.
5. Rybacy ryby łowili,
I dziecię owo chycili.
9. Wszystkie panienki po mieście;
Kasia wójtowna w areszcie.
*) Miasteczko nadrabskie w pow. wielickim.
2J J. Św iętek. L ud n a d ra b s k i cfr. str. 181. Nr. 18.
