77eda9823a56f357d701d3c462f76cc8.pdf

Media

Part of Bajki i opowiadania ludu krakowskiego / Lud, 1902, t. 8

extracted text


58



G w iazdy

13) O gwiazdach spadających powiadają, źe to „wicher“ spada.
Burza
14) Podczas burzy zażegnają ją, żegnając z progu kociubą.
15) Czarownica czarownicy nie może szkodzić.
16) Jeżeli kko jedzie albo idzie wieczorem koło „głębokiego
jeziora“ pod Krotoszynem, to go „złe“ wokoło jeziora prowadzi, a po­
tem wodzi po polu i tłucze go, jak ma przy sobie co poświęcouego
i wezwie Boga na pomoc, to to odżegna, a jak nie, to go zatłucze
na miejscu.
Grad
17) J a k grad zacznie padać, to trzeba ziarko gradu rozgryść na
cztery kaw ałki i rzucić na krzyż, jeden na chałupę, drugi na pole,
trzeci na podwórze, czwarty na zagumniak, a zaraz przestanie.
Krotoszyn.
Raz u jednego gospodarza było mleko zepsute, on sobie za­
siadł w chliwku i czatował. Przyszedł pies, zaraz tego psa chwy­
cił za szyję na sznurek i bił, z tego psa zrobił się kot, bił tego
kota, bo wiedział, że to „złe“ i z tego kota zrobiło się reszoto
zaczepione sznurkiem za dziurkę, znowu bił to reszoto i zrobiła się
baba złapana sznurkiem za gębę i zaczęła się prosić, że już więcej
nie pójdzie psuć mleka a ten ją puścił.
M. Ketlicz.

Bajki i opowiadania ludu krakowskiego.
Wędrówka po śmisrci.

Między wieśniakami ze wsi Grójca (powiat Biała) krąży takie
opowiadanie :
Ostatni z Chwalibogów, właścicieli Grójca, był panem bardzo
złym i za czasów pańszczyźnianych krzyw dził ludzi. Gdy um arł
przed paru laty, widywali go ludzie chodzącego po polach, po gro
blach i około dwora. Pewnego razu powracał ś. p. ksihdz Woźniak,
proboszcz miejscowy z Oświęcima późno w nocy ze swoim parobkiem.
Gdy przejeżdżali koło cmentarza, zobaczyli, źe ktoś wyszedł z furtk i
cmentarnej i obok koni ścieżką szedł równo z jadącymi. Bał się
parobek i ksiądz także. Wreszcie gdy przyjechali ku dworowi, osoba
idąca weszła w bramę i zniknęła w parku. W tedy zapytał ksiądz
parobka, czy poznał tego, co szedł. Parobek mówi, że to pan Chwalibóg. Ksiądz go też poznał, ale zakazał parobkowi mówić o tern
zdarzeniu. Parobek jednak w ygadał się.
Opowiedziała: Rozalia N itka.

-

59



Dyabeł i niedźwiedź.
O brał sobie dyabeł siedzibę we m łynie. Co noc o dwunaste]
przychodził do m łynnicy i robił ludziom psoty. W żaden sposób nie
mogli się go pozbyć. R az wieczorem przyszedł do m łyna cygan
z niedźwiedziem i prosił o nocleg. M łynarz pozwolił mu przenoco­
wać się w m łynnicy razem z niedźwiedziem. G dy o dw unastej
w nocy, ja k zwykle, przyszedł dyabeł, zobaczył w kącie śpiącego
cygana i niedźwiedzia. Nie wiedząc, co to je st a chcąc znowu w y ­
rządzić psotę nową, skoczył na niedźwiedzia i począł go ta rg a ć za
ku d ły . Przebudził się niedźwiedź, a rozgniew any rzucił się na dyabła
i chw ycił go w swoje ła p y potężne. T ak okropnie pobił dyabła, że
ten zaledwie w y d a rł się mu i uciekł z m łyna. J a k iś czas nie po­
k azy w ał się dyabeł w m łynnicy, ale żal m u jej było opuścić, a b ał
się strasznie niedźwiedzia. W reszcie postanow ił dowiedzieć się, co
się dzieje w m łynie, przyszedł i siadł sobie n a dachu, na kalenicy,
ale do m łynnicy nie zajrzał. G dy przechodził m łynarz z domu do
stajn i przez podwórze, za p y ta ł dyabeł :
— Miela, je s t tam kycia?
Co m iało znaczyć: „M łynarzu, je s t tam niedźw iedź?a M łynarz
m yślał, że się go dyabeł p y ta o kotkę, k tó ra okociła się w łaśnie,
więc rzek i :
— O, jest, jest kycia. T eraz się okociła i ma cztery młode
kocięta.
Sądząc, że p rzybyło niedźwiedzi w m łynie, zaw ołał dyabeł:
— K iedy ta k , to już więcej nie przyjdę.
I poszedł. Od tego czasu mieli ludzie spokój w młynie, bo
dyabeł nie pokazał się ju ż nigdy.
Ze Starego Sącza.
Jak można pozyskać mleczność krřwy.
J e s t zwyczaj w okolicy Zatora, że gospodynie jad ą w W ielki
piątek do,klasztoru do K ę t po święcone ziele i każda zanosi podarek
zakonnikom za to ziele. Bogatsze gospodynie dają cielęta, mniej
zamożne gęsi, k u ry itp.
Dwie kobiety km iotki z Piotrow ic pobiły się na weselu a po­
tem zask arży ły do sądu. Gdy je przesłuchiw ano w sądzie w Zatorze,
opowiedziała jedna z nich R zepianka, że przy folw arku „Pod lip­
k am i“ są dwa drzew a pozostałe z p ark u hrabiego Potockiego. Pod
tem i drzewam i je s t żabka, k tó ra ma głowę żaby a resztę ciała ma
podobną do ciała ludzkiego. G dy gospodynie powrócą z K ęt, każda
idzie pod te drzewa, ale jedna o drugiej nie może wiedzieć, i rzuca
. dziewięć razy po listk u święconego ziela. T a żabka nic nie je przez
rok cały, ty lk o w W ielki piątek święcone ziele. K tó ra z kobiet
przyszła pierw sza, to żabka zjadła jej listk i i tej kobiecie daw ały
krow y dużo m leka przez cały rok. R zepianka chodziła tam dawniej
z m atk ą swoją a żabka zjadała od nich listki. Przypadkow o podpa­
trz y ły ją sąsiadki i dowiedziały się o sposobie pozyskania wielkiej
ilości mleka. B ajerk a uprzedziła R zepiankę w przeszłym roku, z czego



60



powstała nienawiść między obydwiema, a na weselu pokłóciły się
i pobiły.
Sąd w Zatorze poprosił prak ty k an ta gospodarczego, aby się
przekonał, czy tam jest żaba pod temi drzewami. Rzeczywiście zna­
lazł tam pan Kozik ropuchę, którą zastrzelił, aby położyć tamę
gusłom. Kobiety uczuły stratę wielką, płakały za tą żabą, a Rzepianka nienawidzi pana Kozika chociaż jest jej bliskim krewnym.
Od tego czasu coraz rzadziej jeżdżą gospodynie do K ęt po ziele do

klasztoru,
Dlacsegs szewcy piją w niedziele i poniedziałki?.

Przypadkiem zabił szewc psa, a cech szewski, uznając, że tym
postępkiem został cały stan szewski pohańbiony, zabronił temu
szewcowi zajmować się więcej rzemiosłem. Skończył szewc buty
ostatnie, które miał jeszcze w robocie dla pana i strapiony poszedł
je odnieść. Zauważył pan zmartwienie szewca, a źe mu ciągle dobre
buty robił, więc go zapytał o przyczynę. Opowiedział szewc, co się
stało, że przypadkiem psa zabił, że za to wyrzucili go z cechu, a on
z żoną i pięciorgiem dzieci chyba z głodu zginie, skoro mu nie
wolno prowadzić dalej rzemiosła. Oburzył się pan tym nielitośoiwym
postępkiem szewców, którzy dla jednego psa skazali na głód całą
rodzinę, siedmioro ludzi. Zapłacił szewcowi za buty i kazał mu
przynieść zabitego psa i przyobiecał wyratować go z nieszczęścia.
Na niedzielę zaprosił pan wszystkich szewców do siebie na
ucztę. Dziwili się wszyscy łasce pańskiej ale przybyli. P rzyjął ich
pan uprzejmie, usadził za stołem i zachęcał, aby jedli i pili. N a
ostatnią potrawę dostali szewcy pieczeń z zabitego psa, którego pan
kazał kucharzowi dobrze przyrządzić. Gdy zjedli wszystko ze sma­
kiem, po skończonej»uczcie odezwał się pan do szewców :
— Wyrzuciliście z cechu biednego szewca za to, że przypad­
kiem psa zabił, nie mając litości nad nim, jego żoną i pięciorgiem
dzieci. Teraz zjedliście wszyscy pieczeń z tego psa. Któż gorszy,
czy ten, co psa zabił, czy ten, co go zjadł.
Co się działo z szewcami po tej wspaniałej uczcie, na której
sobie dobrze podjedli i podpili, nie trzeba gadać. Więc żeby przy­
tłum ić w sobie ten niesmak i w stręt, gdy wybiegli z pałacu, pili
w mieście całą niedzielę i poniedziałek i tak piją do dzisiejszego
dnia, bo samo wspomnienie, że psa zjedli, napełnia ich obrzydzeniem.
Opowiadanie to, które słyszałem od kowala w Krakowie w g ru ­
dniu 1896. roku, przypomniało mi podobne zdarzenie opisane w dziele:
„Porządek sądów y spraw mieyskich praw a maydeburskiego w Ko­
ronie Polskiej...“ i t. d. wydanie z roku 1760. w Przemyślu, a mia­
nowicie w księdze tego praw a zatytułow anej : „ T y tu ły praw a m ay­
deburskiego do porządku i do artykułów ...“ i t. d str. 185 wiersz
czternasty z góry i dalsze opiewa dosłownie jak następuje:
„Dobrze jeden Pan w Polszczę w Mieście swoim uczynił, gdy
się dowiedział, iż Szewcy nie dopuścili robić rzemiesła jednemu
Mistrzowi między sobą, iż psa kopytem zabił, w ten czas gdy mu

-

61

-

był kołacz z masłem uchwycił. K azał w Mieście zapośeić sieci ná
psy w święto, kiedy rzemieślnicy schadzki miewają. A gdy ich nie­
mało nagnánych było: rozkazał wszystkim szewskiego cechu, po­
cząwszy od starszych aż do młodszych, áby każdy po psie zabił ; co
wszyscy uczynić musieli. A iżby byli od przełożonych w mieście
nagany nie mieli, musiał y Burm istrz y Rayce po psie zabić, y sam
też Pan ná ostatek psa zabił, chcąc im to pokazać przykładem
swoim, áby to znali á dobrze się nauczyli, iż pies bestya nigdy
tego nie godzien, áby człowiek w takiej wzgardzie y odrzuceniu
dlá niego bydź miał. Także gdy wszyscy po psie zabili, uczynili
się wszyscy krom żadnych ^ ’’zywilejów iednako godnymi y poczciwemi, nie inaczej iakoby też sarny albo zające w sieci, będąc ná
naylepszym myśliwstwie pobili. Dopiero ná sobie poznali, iż nie
słusznie nád bratem swoim uczynili, gdy go dlá psa z rzemiosła
zrzucali, á prawie jakoby bezecnym czynili.“
D la wyjaśnienia dodać winienem, iż wydawca z roku 1760.
„Praw a magdeburskiego“ wspomina, źe między rzemieślnikami roz­
powszechnił się zwyczaj uważać zabicie psa za takie bezeceństwo,
że sprawca owego nie godzien jest należeć do jednego cechu z po­
rządnymi ludźmi. To też wykluczali takiego z cechu. Wydawca
z roku 1760. „Praw a magdeburskiego“ gorszy się tym zwyczajem
i wykazuje jego niedorzeczność i nieludzkość.
Seweryn Udziela.

K ilk a

w ie rz e ń

lu d o w y c h .

W roku 1887. podałem zbiorek zabobonów z Jaćmierza i Po­
sady jaćmierskiej p. t. „Przyczynek do wierzeń ludowych“*). Dziś
podaję ich trochę, jako uzupełnienie tam tych.
1. Gdy w adwencie spadnie obfity śnieg i panują zadymki,
będzie dużo ziemniaków.
2. Gdy padający śnieg osiada na płotach i kołach, ma być
kapusta.
3. Gdy są na ścieżkach i gościńcach przylodki, mają być boby.
4. Ile dni wyjedzie gospodarz w pole przed Zwiastowaniem
N. M aryi Panny, tyle dni będzie siedział' w domu po Zwiastowaniu
(25. marca.)
5. P rzy sadzeniu ziemniaków przewracają się wzajemnie w tym
celu, aby ziemniaki były tak wielkie ja k przewrócony.
6 . P rzy sianiu lnu stawiają na zagonie grabie, aby wyrósł
ta k wysoki ja k grabie.
7. Gdy akacye silnie kw itną, będą grochy.
8 . Gdy pierwszy raz grzmi, należy się w ytalać po ziemi, aby
mieć silne plecy i nie być słabym do roboty.
*) Lud, tom III., zesz. 2. str. 142—146.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.