35d8a6360e4a08209d838be660addda9.pdf

Media

Part of Z nad Wisłoka. Rysy etnograficzne wsi Białobrzegi w pow. łańcuckim / Lud, 1902, t. 8

extracted text
Z nad Wisłoka.
Rysy etnograficzne ze wsi Białobrzegi w powiecie łańcuckim.

W e s e 1 e*).
M ałżeństw a k o jarz ą się po w iększej części w g ra n ic a c h w si
rodzin n ej m łodej p ary . D w u d z iesty ro k życia m łodzieńca, zw anego
tu pospolicie rwyroutem“, a o śm n a sty u dziew czyny j e s t n ajp o sp o ­
litsz y p rz y za w ie ra n iu zw iązków m ałżeń sk ich . Młodzi zapoznają się
m iędzy sobą n a ja rm a rk a c h , ta r g a c h , o d p u sta c h , n a zabaw ach
w k a rc z m ie , w e se la c h , w drodze do kościoła i z kościoła, a n ie ­
rzad k o ta k ż e p rz y rob o tach polnych. P ow ziąw szy w z ajem n e sk ło n ­
ności k u sob ie, d a ją sobie słowo lub rę k ę , że „jedno d ru g ie będzie
chciało“ i że się „pobie rą “, jeże li tylko „ojcow ie“ n ie sp rzeciw ią
się ich zw iązkow i. W rę k u rodziców stro n obu bow iem spoczyw a
o stateczn a decyzya. R zadkie są w y p a d k i k o ja rz e n ia się m a łż e ń stw
w b rew woli rodziców, chociażby „jedno d ru g ie m u n á b a rd z i sie w i­
działo“. S iła m a ją tk o w a ta k je d n e j, ja k i d rugiej s tro n y m łodych
bardzo w a ż n ą , m oże n a w e t n a jw a ż n ie jsz ą o d g ry w a rolę w w y m a ­
g a n ia c h rodziców , poza n ią idzie pracow itość i g o spodarność, dalej
m o ra ln e , n ie n a g a n n e życie, a dopiero n a o sta tn im p lan ie stoi u ro d a
i pociąg w zajem n y , k tó re m im oto przecież są g łów nym m otorem
zabiegów m łodych. Z auw ażyć należy w sza k że, że m łodzieniec ju ż
p rzed tem ro z p a tru je się należycie w s to su n k a c h m ajątk o w y c h rodzi­
ców dziew czyny, zan im zaw iąże z n ią bliższą znajom ość z m y ślą
o ożenieniu. R zadko też się z d a rz a , ab y w y ro st w w yborze n a rz e ­
czonej n a tra fił n a siln iejszy opór ze stro n y sw oich rodziców i nie
zdołał ich u p ro sić do rozpoczęcia u k ład ó w p rz ed ślu b n y ch z rodzi­
cam i dziew czyny, skoro im ośw iadczy, że „dziw ka m u sie n a p ra *) Białobrzegi leżą tuż nad Wisłokiem; mieszka w nich, podobnie jak
w sąsiednich wsiach ludność czysto polska. Grunta są piaszczyste, żyzne, wie­
śniacy względnie zamożni, lasy w pobliżu, głównie należące do dóbr hr. Poto­
ckiego. Kościół i szkoła ludowa w miejscu.

— 246 —
w d e w idzi i ch ciałb y sie ź n ią ożenić“ . Często ta k ż e sam i rodzice
p o m y ślą o m ałże ń stw ie s y n a z dziew czy n ą, k tó ra im w p a d ła w oko,
i n ie o g ląd ając się n a niego w iele, s ta ra ją się o przeprow adzenie
sw o ic h . zam iarów .
J a k gdzieindziej w śró d lu d u , ta k i tu taj k a w a le r lu b jego
rodzice w y sy ła ją w sw em im ie n iu bądź p rz y jazn eg o sobie gospo­
d a rz a , b ądź n á w e t nieżonatego chłopa do rodziców dziew czyny,
k tó rzy , w y c h w a la ją c zalety sw ego p ro teg o w an eg o , s ta ra ją się ich
w y b a d ać, czy byliby sk ło n n i w ydać za niego sw ą córkę. O dbyw a
się to p rzy n a p itk u , k tó ry w y słan iec p rzy n o si ze sobą. W razie
pom y śln ej odpow iedzi, k aw aler, czyli, ja k tu m ó w ią, ndmilejszij
w y b iera się w n ajb liższy ch d n ia c h ze sw oim ojcem do rodziców
d ziew czy n y na zciloty, przy n o sząc ze sobą zw ykle b eczu łk ę lub „półb ec zek “ p iw a i g arn ie c do dw óch w ódki. N a w stęp ie po zw ykłem
p ozd ro w ien iu i p o w itan iu ojciec k a w a le ra prosi o k ieliszek lub
s z k la n k ę i za sia d a za' stołem n ap rzec iw gospodarza i gosp o d y n i,
k tó ra , k rz ą ta ją c się po iz b ie , z a trz y m u je się od czasu do czasu przy
stole. Po k rótszej lu b dłuższej rozm ow ie, toczącej się koło gospo­
d a rs tw a lu b n ajśw ież szy ch w iejsk ich w ypadków , przechodzi powoli
i stopniow o do w y jaw ien ia celu sw y ch odw iedzin. D ziew czy n a,
św iad o m a do b rze, o co chodzi, k ry je się ty m cza sem po za piec,
to n a p o le, to do kom ory w ychodzi, chw ilam i tylko rz u c a ją c okiem
u k rad k o w o n a p rzybyłych. R odzice j ą w o łają do sto łu ; o n a , w s ty ­
dząc się i za sła n ia ją c oczy fa rtu s z k ie m , zbliża się n ieśm iało , p rz y j­
m u je w reszcie p o d an y sobie k ieliszek w ódki lu b sz k la n k ę p iw a od
ojca m ło d zień ca, cału jąc go w rę k ę , odw raca się potem i w y p ija
tr u n e k , ro zlew ając w bok cz ąstk ę n a podłogę dla o k az an ia, że „pić
n ie lu b i“. N a z a p y ta n ie , czy będzie chciała u b ieg ająceg o się o jej
rę k ę , o b ejm uje ojca i m a tk ę za no g i i o św iad cza, że zgodzi się
z ich wolą. K aw aler, k tó ry dotąd p ra w ie b ie rn ą rolę o d g ry w a , k ła ­
n ia ją c się li do n ó g ojcu i m atce dziew czyny i cału jąc ich ręce
p rzy o d d aw an iu i o d b ieran iu od n ic h k ielisz k a lu b s z k la n k i, za­
czy n a coraz w ięcej się ożyw iać, zbliża się do dziew czyny, k tó ra
n a bok się u s u w a , i za w iązu je z n ią rozm ow ę. T y m czasem ojcow ie
obu stro n u k ła d a ją się o w yposażenie m łodych. U k ład y te toczą
się g łów nie koło ilości m orgów g r u n tu , j a k ą m a zap isać je d n a
stro n a córce, a d ru g a synow i. O becnie je s t bow iem w yp o sażan ie
dzieci ziem ią przez rodziców pow szechne ; rz ad k ie są n a to m ia st
p rz y k ła d y w y p o saż an ia p ieniężnego n a w e t córek. Z am ożniejsi go­
spodarze „ d a ją “ za sy n em lub córką po p a rę m orgów pola, „chud o b n ie jsi“ po m o rg u , lu b pół m o rg a , obow iązani przy tern w esprzeć
m łode m ałżeń stw o , choćby sk ro m n y m d a tk ie m pieniężnym . U kłady

m ajątk o w e rodziców obu stro n kończą się w k ilk a dn i dotyczącym
ak te m n o ta ry a ln y m w m ieście; je ż e li się zaś rozbiją podczas zalót
czy to ze w z g lę d u , że „ojcu dziew czyny coś się n ie w idzi u wyro s ta “, n. p. za m ało m a m a ją tk u lub n ie d aje d o stateczn ej rę ■
k o jm i, że będzie d obrym m ężem lu b dobrym g o sp o d arzem , czy
te ż , że ojciec m łodzieńca żąda znacznego p o sa g u , a ojciec dzie­
w czy n y d ać go nie chce, a p rz y n ajm n ie j n ie chce go n o tary a ln ie
za p isać, w ów czas w y ro st k ła n ia się w p a rę d n i potem niedoszłym
teścio m , d o m ag a się zw rotu „ s tra ty “ „zrobionej“ n a zaloty. N ie­
k ied y sam i rodzice dziew czyny, u p rzed zając k a w a le r a , odsyłają m u
tę s tra tę , p y ta ją c tylko o jej w ysokość.
Po p o ro zu m ien iu się ojców obu stro n co do w y posażenia ko­
ja rz ą c e j się p ary , u d a ją się oboje m łodzi zaraz w n ajb liższą sobotę
b ąd ź pieszo, b ądź w ozem w to w arzy stw ie d w u gospodarzy do p ro ­
b o stw a „na pacierze'1 i k a w a le r „daje na zapowiedzi“.
W czasie w y g ła sz a n ia zapow iedzi z am bony w kościele, p a n n a
m łoda w y sz u k u je sobie m iędzy g o spodyniam i s ta rs z ą kobietę i w jej
to w arzy stw ie chodzi po w si rodzinnej i sąsied n ich od dom u do
d o m u , p rosząc o błogosław ieństw o. Zw yczaj te n je s t tern ciekaw szy,
że w y ra zem b ło g o sław ień stw a są p o d ark i, ja k ie p a n n a m łoda do­
sta je po d o m ach , do k tó ry c h po owe błogosław ieństw o w stęp u je.
D ają jej gospodynie „spom ogę“, ja k ą k tó ra m oże i u w a ża za sto­
so w n ą: „páre g re jc a ró w “, ta m ta „g arn iec zio rek “ (ziarna), ow a k u rę
lu b k o g u ta , ow a g ę ś, in n a znow u „m ałe p ro sią tk o “ i t. d. Z biera­
n in a ta p rz ed staw ia się czasem dość p o k a ź n ie , zw łaszcza, że
rzadko k to , choćby dla sam ego s k ru p u łu , odm aw ia p a n n ie m łodej
b ło g o sław ień stw a w owej form ie. Z aznaczyć w y p ad a w szelako, że
lu d n ie o k reśla tego zw yczaju w y ra zam i „chodzenie p a n i m łodej
po b ło g o sław ień stw ie“, ale m ów ią zazw yczaj : „p a n n a m łoda chodzi
po w spo m o ży n ie“. N iezależnie od tego p a n n a m łoda „ s p ra sz a “ ze
sw ej stro n y s ta rs z ą d ru ż k ę i staro stó w ze s ta ro ś c in a m i, d ru ž k am i
i d ru ż b a m i, p a n m łody znow u ze sw ej stro n y starszeg o d ru ż b ę,
tud zież starostów , staro ścin y , d ru ż k i i drużbów . Do dw orów , leśn ictw
i do p ro b o stw a z zaproszeniem n a w esele u d a ją się ju ż oboje
młodzi.
D ru ż y n a w e se ln a prócz gości, za p ra sz a n y c h n a u cztę i za b aw ę ,
sk ła d a się śred n io ze czterech staro stó w i z ty lu ż staro śc in (żony
staro stó w są staro ścin am i), ale tylko dw ie p a ry z n ic h a s y s tu ją
p rz y obrzędzie ślu b n y m w kościele, dw óch zaś staro stó w i dw ie
sta ro śc in y zo stają w dom u „przy piw ie i já d le “, t. j, dla poczynie­
n ia p rz y g o to w ań n a p rzy jęcie d ru ż y n y w eselnej po pow rocie z k o ­
ścioła. D ru ź ek i d rużbów je s t liczba w z g lę d n a; w m iarę zam ożności

— 248 —
w esela dochodzi sześciu i w ięcej. M iędzy d ru ž k a m i p ry m trz y m a
n a js ta rs z a d ru ž k a ; n ie o d stęp u je o n a a n i n a k ro k p a n i m łodej
i d latego za p ew n e n a z y w a się pospolicie „relownica“. To sam o za­
d an ie p rz y p a n u m łodym sp e łn ia d ru ż b a , zw an y „ sta rs z y m “.
D ru g ie m iejsce m iędzy d ru ž k a m i za jm u je d ru ž k a , zw an a „poclwiergchńicą“. P o d w ierz ch n ica „niesie widię“ podczas ja z d y n a ślub
do k o ścio ła, siedząc n a je d n y m w ozie z p a n n ą m łodą. W iecha w e­
seln a j e s t to m ały k rz acz ek je d lin y , p rzy stro jo n ej w białe p ió rk a
k acze lu b g ę sie , obw ieszony ró żn em i w stą ż e c z k a m i, z „obarzankiem“ u w ie rz c h o łk a , z pod któ reg o zw iesza się jabłko.
U roczystość w e se ln a po czy n a się od „g ra n ia n a dorą n o c“ .
G rajk o w ie, k tó ry c h p a n m łody zm aw ia w w ilię ślu b u , przychodzą
w ieczorem tego d n ia p rz ed dom rodziców p a n i m łodej i g ra ją n a ­
przód p rzed ok n am i okolicznościow ą p io s n k ę , n u c o n ą przez s ta r ­
szego d ru ż b ę , poczem zap ro szen i do izby i uczęsto w an i jad łem
i n a p itk ie m , g ra ją c jeszcze dom ow nikom do ta ń c a , rozchodzą się
w reszcie do dom u koło północy.
N a zaju trz w czas ran o zjeżdżają się staro sto w ie ze sta ro śc in a m i
i d ru ž k a m i, z b ierają się dru żb o w ie, zjaw ia się p a n m łody i zbliża
się powoli p ierw szy a k t u ro c z y sty w esela. Je d e n ze staro stó w po­
w s ta je , z a trz y m u je się otoczony o rszak iem w eseln ik ó w p rz ed m łodą
p a rą i p rz em aw ia do niej po w ażn ie, czyli, j a k tu m ów ią
w sk az u jąc n a w ażność zw iązków m a łż e ń sk ic h , k tó re m a ona za­
w rz eć n ieb aw em . S kończyw szy, sta ro sta poleca obojgu m łodym
„u ch y cić ojców za n o g i“, k tó rz y sied zą za sto łe m , i prosić o bło­
g o sław ień stw o . P a n n a m łoda w y b u c h a g ło śn y m p łacz em , p an
m łody łez w strz y m a ć n ie m o że, cała d ru ż y n a bardzo rozczulona.
Po b ło g o sław ień stw ie rodziców obojga m łodych przychodzi kolej n a
bło g o sław ień stw o k re w n y c h i pow inow atych. P ro si o n ie p a n n a
m ło d a, o b ejm u jąc za nogi każdego z osobna.
W ychodzą w reszcie z dom u. S taro sto w ie, sta ro śc in y i d ru ż k i
z p a n n ą m łodą w sia d a ją n a wozy, drużbow ie i p a n m łody dosia­
d a ją koni. D ru ż y n a sz y k u je się do pochodu. D rużbow ie n a k o n iach
w y su w a ją się n ap rzó d n a czoło o rsz a k u , za n im i ru sz a wóz ze
sta ro sta m i i s ta ro śc in a m i, dalej wóz z p a n n ą m łodą i z dru žk am i,
tu ż za ty m wozem zw ykle p a n m łody i to w arzy szący m u sta rsz y
d ru ż b a n a k o n iach , z a m y k a pochód wóz z g ra jk a m i. C h a ra k te ry ­
sty czn ą je s t rzeczą, że p a n n a m łoda stoi n a w ozie przez całą drogę
z dom u do kościoła, n ap rzec iw niej siedzi „p o d w ierzch n ica“ z „ w ic h ą “
w rę k u . M uzy kanci g ra ją n ie m a l bez przerw y. D ru ż k i zaw odzą
okolicznościow e pio sen k i n. p.:

— 249 —„Do kościoła jedziewa,
Marysieńko wieziewa,
Do domu Bożego...
Do stanu małżeńskiego“ .
W n iezn a czn e m o d daleniu od kościoła m ilk n ą św ieckie pio­
se n k i, a n a to m ia st d ru ż y n a w e se ln a śp iew a dw ie p ieśn i do M atk i
B oskiej.
P rz y drodze w pobliżu kościoła z a trz y m u ją się w ozy i u s ta ­
w ia ją się rzędem . D ru ż y n a opuszcza w ozy i ko n ie i u d aje się do
ko ścio ła; je d e n ze staro stó w spieszy n a p le b a n ię , aby uw iadom ić
proboszcza o p rz y b y ciu w esela i prosić go o udzieienie ś lu b u ;
m łodzi ty m czasem p rzy g o to w u ją się do spow iedzi.
Po spow iedzi i p rzy jęciu św. k o m u n ii pań stw o m łodzi klęczą
n a sto p n iach w ielkiego o łta rz a , k u k tó re m u zbliża się zaraz d ru ­
ż y n a w eseln a. R ozpoczyna sią a k t ślu b n y . Z auw ażyć w y p a d a , że
p rz y to m n iejsza p a n n a m łoda s ta ra się p rz y cisn ąć k olanem choćby
nieco „w ąsg i“ (poły) su k m a n y p a n a m łodego, ab y stosow nie do
rozpow szechnionego tu p rz e są d u p ozyskać ty m sposobem n a d n im
w ładzę. N a to m iast w zachow aniu się d ru ż y n y w eselnej n ie u d erza
n ic szczególnego.
D opiero p rzy w y jściu z kościoła podw ierzchnica zry w a „chyżo“
o b w arzan ek z w iech y i chow a do „ z a p a sk i“ lub w c h u stec zk ę,
k tó rą trz y m a w rę k u , n a s tę p n ie z a ś , zerw aw szy ja b łk o , oddaje je
„w oźnicy“ z podw ody p a n i m łodej. P rzychodzi kolej n a obieranie
pió rek z w iechy. R zucają się k u niej w szy stk ie d ru ż k i; k ażd a
z n ic h ra d a b y p ierw sza u ch w y cić za g ałązk ę z piórkam i. U trzy ­
m u je się bow iem p rz e s ą d , że k tó ra p ierw sza za n ią u ch w y ci, ta
p ierw sza p rzed iń n e m i „w yda się za chłopa“.
Po ogołoceniu w iechy, której w szak że n ie p o rz u cają, ale za­
b ie ra ją do dom u n a p a m ią tk ę , d ru ż y n a w e se ln a za jm u je wozy
i k o n i d o siad a, ru s z a atoli w pochód w o d w ro tn y m p o rz ąd k u , niż
n a ślu b p rzy jech ała. N astrój je j n a d e r w esoły. G rajkow ie poczynają
„ciąć od u c h a “, d ru ż k i i sta ro śc in y śpiew ać w eseln e piosenki.
N agle w szak że w strz y m u je konie w oźnica, chow a „ b a tó g “ i ośw iad­
cza stan o w czo , że „dalej n ie pojedzie, bo n ie m a czem ko u i poga­
n ia ć “. Zgorszone tem n ib y d ru ż k i, docinają w o ź n ic y :
„Nasz woźnica łysy,
Bat mu zjadły myszy!
Hej danaż moja, dana,
Dana, dana, dana...“
A le w oźnica n ie daje się n a stra sz y ć pio sen k ą i , n ie ru sz a ją c
się z m ie js c a , ciągle sw oje pow tarza. Nie pozostaje dru żk o m nic

250 —
in n e g o , j a k k u p ić m u „ b a to g “. S k ła d a ją się po k ilk a centów i w o­
źn ica po o trzy m a n iu d a tk u , z n a jd u je zaraz „ b a to g “, podcina konie
i ru s z a żw aw o w drogę. Coraz w iększe rozochocenie w id n ieje n a
tw arzac h w eselników . D ru ż k i ś p ie w a ją :
„Cieszcie się m atuleńku,
Marysia już po ślubeńku“.
N ib y w im ie n iu m a tk i odpow iadają sta ro ś c in y :
„Cóż mi za rada bedzie,
Kiedy mi robić nie bedzie.
Zamknie ją Jaś do piwnice,
Rób se Maryś na spódnice,
Na spódnice czerwono,
Na zapaskę zielono“, i t. d.
P o te m znow u :
„Na polu wielgá burzá,
Marysieńka kieby róża,
Jasiu jak lilijń,
Koło wianka sie uwijá !“
P rzy jeżd żają p rzed dom w eselny. S ta ro śc in y stosow nem i piosn­
k a m i w zy w ają m a tk ę p a n i m ło d e j, aby się ukazała. M atka w ycho­
dzi n a podw órze i za p rasz a d ru ż y n ę do izby. Za p rz estąp ien iem
progów d ru ż k a-p o d w ierzch n ica w ręcza p a n i m łodej „o b a rza n ek “,
z e rw an y p rz y kościele z w iech y w e se ln e j, k tó ry aż dotąd p rz y
sobie trzm ała. O b w arzan ek te n je s t sym bolem szczęścia w ty m
w y p a d k u , a w ręczenie go p a n i m łodej j e s t w y ra zem ży czen ia, aby
m iała pod d o statk iem „ch leb a“ n a w łasn e m gospodarstw ie.
Po ś n ia d a n iu , k tó re dziś n ierzad k o sk ła d a się z k a w y i k o ­
łaczy, p o czy n ają „tyńcować“. T ań c e p rz e c ią g a ją się do późnej nocy
z p rz erw a m i n a objad koło pierw szej godziny po p o łu d n iu i n a
p rz e k ą sk i kołaczy. W esołe o k rz y k i, żw aw e p io sen k i b rz m ią bez
k o ń ca, w rz aw a o g ro m n a, h a ła s , w ielk ie p odniecenie ogólne d ru ż y n y
w s k u te k g ę sty c h n ap itk ó w p iw a i w ódki. Zw łaszcza staro sto w ie
i s ta rs i zap ro szen i gospodarze, u sa d o w ie n i, gdzie k tó ry m oże, b y ­
n a jm n ie j nie h o łd u ją zasadom w strzem ięźliw ości.
W reszcie zm ęczenie i zaw ró t głow y od tru n k ó w w a lą z nóg
w eselników . Rozchodzą się też po północy n a o dpoczynek: je d n i
do d o m u , d rudzy, zw łaszcza dalej m ieszk ający , n o c u ją , gdzie m o g ą ,
w dom u w eselnym . N azaju trz znow u ciężka p ra c a czeka drużynę.
Koło godziny ósm ej ran o je s t ju ż n a sta n o w isk u i po ś n ia d a n iu
rozpoczyna się za b aw a , n ie z b y t w szak że ożyw iona, bo j ą k rę p u je
w czorajsze zm ęczenie i przepicie się. D opiero po obiedzie, p o d an y m

-

251 -

w p a rę godzin po p o łu d n iu , złożonym z grochu z ro so łem , m ięsa
z k a p u s tą , k asz y z fla k a m i i k asz y j a g la n e j, orzeźw ia się znacznie
d ru ż y n a w eselna. Z bliżają się „czep m y “ . C h m ara dziew cząt, chło­
paków , n a w e t niedorostków , zbiega się ze w si i zalega w szy stk ie
m iejsca koło d rzw i i okien. S ta rsz y d ru ż b a , in n i d rużbow ie, rękow n ic a , p o d w ierzch n ica i in n e d ru ż k i id ą w ta ń c u w zaw ody ze
sta ro sta m i i s ta ro ś c in a m i, k tó re pow oli g o tu ją się do zaczepienia
p a n i m ło d e j, d ając te m u w y ra z w okolicznościow ych piosenkach.
P a n i m łoda u c ie k a i k ry je się. S ta rszy d ru ż b a m a j ą je d n a k n a
oku i n ie pozw ala je j się o d d alać; g d y zaś p o trafi się zręcznie
w y su n ąć , d ru ż b a j ą o d szukuje i oddaje w ręce sta ro śc in , k tó re
p rz y stę p u ją do a k tu czepin. W k ła d a ją n a głow ę p a n i m łodej cien k ą
o brączkę z d rz e w a , zw an ą „chomytlcą“, o k ręcają j ą w ło sam i, a n a ­
stę p n ie w ią ż ą n a niej cie n k ą ch u stk ę. T y m czasem sta rsz y d ru ż b a
w y b ieg a z in n y m i d ru ż b am i n a pole i w sp in a się z n im i po d ra ­
b in ie n a d ach w eselnego dom u. Je d e n z a ty k a n a szczycie dachu
„ w ich ę“, s ta rs z y d ru ż b a trz y m a w rę k u m iędlicę i n ib y trz e k o ­
n o p ie , in n y znow u przędzie n a k o ło w ro tk u , n a śla d u ją c m łodą go­
sposię. Po z a tk n ię c iu w iech y p iją drużbow ie piwo z podanego im
d z b a n k a , m u szą je d n a k pozostaw ić w n im re s z tę , k tó rą w y lew ają
(„ ch lu p n ą“) n a d ach dom u. Z izby ty m cza sem d o latu ją rzew n e pio­
se n k i, śp iew an e p rz y czepinach.
P a n i m łoda zaczepiona ta ń c z y z p an e m m łodym i, j a k zw y­
czaj k a ż e , u d aje k u law ą . P o w ta rz a ją się podobne sceny, ja k ie po­
w szech n ie sp o ty k am y w śród polskiego lu d u podczas czepinow ego
obrzędu.
Późno w nocy kończy się w esele, którego „poprawiny“ odby­
w a ją się zw ykle w ty d zień potem w k arczm ie. Do k a rc z m y schodzi
się m nóstw o zn ajo m y ch prócz d ru ż y n y w eselnej i przy n a p itk u
ro zp o czy n ają się tan y . „ T y ń c u ją “ n ap rzó d sta rz y gospodarze ze
„ starem i b a b k a m i“, ab y „rodziły się konopie“ m łodej p a rz e ; później
dopiero m łodzież. D ziew częta podobnie są u b ra n e , ja k n a w eselu ,
w różnokolorow e spódnice ja s n e , k tó ry c h w d ziew ają n a siebie trzy
lu b cztery. K oszule n a n ic h z szerokiem i rę k a w a m i o m a n k ie ta c h
h a fto w a n y c h i ta k im ż e w y k ła d a n y m kołnierzu. Gdy g o rą c o , ta ń c z ą
tylko w g o rsetach . B u ty m a ją w y so k ie, zw an e „polskiem i“, o cho­
lew ach „ k a rb o w a n y c h “ w cz te ry lu b sześć fałdów , n a obcasach
nad zw yczaj w y n io sły c h , podbitych podków kam i. P odobne b u ty
no szą tak że w y ro sty, a „ ty ń c u ją “ zw ykle tylko w kam izelkach.
P o jąw szy dziew czynę do ta ń c a , s ta ją p rz ed g ra jk a m i i, „ w y tu p u ją c “,
śp iew a ją :

— 252 —
„Hej, czyja ta dzieweczka,
Co ja z nią tańcuję 1
Co sie raz wykręcę,
To ją pocałuję.,.“
D ziew czy na znow u p rz y śp ie w u je podczas ta ń c a „ n a m ile jsz e m u “,
jeże li się je j z d a je , iż o niej za p o m n ia ł:
„Oj jedzie konik, jedzie
Na szeroką drogę,
Tyś mnie, chłopczyno, zapomniał,
Ja ciebie ni mogę“.
„N ajm ilejszy “ p rz y sta je i ja k b y dla u sp ra w ie d liw ie n ia się
z z a rz u tu , pro w adzi dziew czynę do s z y n k w a s u , cz ęstu je j ą piw em
i p otem długo z n ią tańczy, za n im in n ą pojm ie do tań ca.

1. "W ie rz e n ia lu d o w e .
L u d z n a d W isło k a , podobnie j a k k a ż d y lu d w ogóle, zn a
poza pojęciem B óstw a c h rz e śc ia ń sk ie g o , w pojonem m u przez w iarę
o b jaw io n ą, w iele in n y c h istó t n ad p rzy ro d z o n y ch , k tó ry m p rz y p isu je
w ładzę n a d z w y c z a jn ą n ie tylko n a to k sp ra w lu d z k ic h , ale także
n a całą przy ro dę i jej tw ory. N aw et w ielu legendom o P a n u J e ­
zu sie i Jeg o czy n ach n ie b ra k akcesoryów , zapożyczonych b ez­
sp rzeczn ie z m itologii p o g ań sk iej. Z ty c h le g e n d p rzy to czy m y trzy,
w k tó ry c h P a n Je z u s podczas w ę d ró w ek ziem sk ich w y stęp u je
z je d n e j s tro n y ja k o m ściciel za doznane u razy, z d ru g iej zaś ja k o
d aw ca now ych p ra w przy ro d zo n y ch i stw ó rca now ych istó t o rg a ­
n iczn y ch . I ta k :
*
*

Ф

W ę d ru jąc po św iecie w to w arzy stw ie św. P io tra , w stą p ił raz
P an Je z u s do je d n e j ch ału p y , w k tó rej za sta ł b ab ę przy po ło g u ,
k a rm ią c ą w ła śn ie now orodka, i k row ę po o cielen iu , k tó rą ssało
cielę. K row a leżała p rz y cielęciu, podobnie j a k k o b ieta przy dziecku.
U litow ał się P a n Je z u s n a d cierp ien iam i k ro w y i kobiety. P o ch w y ­
cił w Sw e B oskie dłonie k ro w ę z cielęciem , w y b ieg ł n a pole i p rz e ­
rzu cił je przez d ach chałupy. Z araz po p rz e rz u c e n iu , k ro w a i cielę
zerw ały się n a ró w n e no g i i sk ak a ły . Toż sam o chciał u czy n ić
P a n Je z u s z k o b ietą i je j d ziec k iem , w róciw szy do izby. Ale ko­
b ie ta , n ie w ierząc w boskie p o słan n ictw o P a n a Je z u s a i n ie m ając
z a u fa n ia do Jego w ładzy, sp rz eciw iła się stanow czo i ośw iadczyła :
„Z abiłabym się razem z d zieck iem , g d y b y m n a to p rz y s ta ła “.

— 253 —
R ozgniew ał się P a n Je z u s i zaw ołał: „K iedy n ie w ierzysz w m oc
M oją, że ty i tw oje dziecko zarazbyście chodzili, cierpże sobie dalej
i noś to dziecko za k a rę rok i niedziel sze ść“.
D latego k o b ieta nie w sta je zaraz po porodzie i dziecko je j nie
chodzi zaraz po u ro d z e n iu , j a k k ro w a i cielę; k o b ieta m u si nosić
dziecko przez ro k i sześć ty g o d n i, zan im zacznie chodzić.
*

*

*

P rz e d P a n e m Jez u sem n ie było grzybów n a św iecie; P a n
Je z u s je s t ich stw órcą. Rzecz ta k się m iała. W to w arzy stw ie św.
P io tra odw iedził raz P a n Je z u s je d n ą wdow ę, k tó ra w łaśn ie w owej
chw ili p iek ła plack i. Ś w ięty P io tr za b rał p o tajem n ie je d e n placek
i schow ał. Po w y jśc iu z chaty, szli przez las ; P a n Je z u s szedł
n ap rzó d , św. P io tr za nim . Św. P io tr, n ie chcąc się p rzy zn ać do
k rad zieży p lack a p rz y je d z e n iu , trz y m a ł go „pod p a z u c h ą “, u ry w a ł
po o d ro binie, ale co odrobinę w łoży do gęby, to P a n Je z u s o coś
go zapyta. Św. P io tr, ab y odpow iedzieć, m u siał k ą s k i w ypluw ać
n a ziem ię. Skoro ty m sposobem w y p lu ł o sta tn i k ę s , P. Je z u s p rz y ­
sta n ą ł i rz e k ł: „O glądnij się za siebie św. P io trze, co j e s t n a tw ej
ścieżce“. Św. P io tr się o g ląd n ął i zobaczył w iele grzybów ; z k a ­
żdego w y p lu teg o k ą s k a grzy b w yrósł. W te d y P . Je z u s zaw ołał :
„M yślałeś, P io trze, że n ie w idzę, co robisz. Otóż od tego czasu
b ęd ą rosły g rz y b y n a św iecie, a b y ludzie m ieli p a m ią tk ę , coś
z a w in ił“.
D latego to g rz y b y za czy n a ją się pokazy w ać od św. P iotra.
*

*

*

M atk a B oska, uchodząc z P a n e m Jez u sem do E g ip tu , chroniła
się podczas deszczu pod drzew a. W sz y stk ie p rzy jm o w ały M atkę
B o sk ą pod sw oje liście z w ielk ą ra d o śc ią ; je d n o n a w e t do tego
sto p n ia okazało sw ą uprzejm ość dla R odzicielki O dkupiciela św ia ta ,
że zw iesiło g ałęzie, ab y tem lepiej zasłonić J ą przed deszczem .
P a n Jez u s, w dzięczny za uczczenie Swej osoby, n a d a ł te m u drzew u
p o stać, ja k ą m iało, o k ry w a jąc Go z M atką. O w em drzew em b y ła
brzoza, o d tąd dopiero zw an a p łaczącą; liście tej brzozy, j a k w ia ­
dom o, zw ieszają się k u ziem i.
Znalazło się przecież jed n o drzew o, k tó re odm ówiło p rz y tu łk u
M atce B oskiej z S y n aczk iem . O trzęsło się gałęziam i i w ręcz Jej to
ośw iadczyło. R ozgniew ał się P a n Je z u s n a n ieg o ścin n e drzew o
i zaw o łał: „B odajeś się trzęsło całe ży c ie“. T a k się też stało. D rze­
w em ow em b y ła o sik a ; je j liście też d rż ą dotychczas b e z u sta n k u .

— 254 —
O osice k rą ż y tu ta j in n a jeszcze le g e n d a , k tó ra m a ju ż w ięcej
n a sobie zn am ię ch rześcijań sk ie. T rzęsien ie osiki d a tu je się w owej
leg en d zie od czasu p o b y tu P a n a Je z u sa n a Górze O liw nej. S tojąc
pod drzew em o sik o w em , d rżał Z baw iciel św ia ta n a ciele. N a tę
p a m ią tk ę trzę sie się też osika.

2. D n i u r o c z y s t e .
Ś w ięta u ro czy ste i n iedziela w y stę p u ją w pojęciach tu tejszeg o
lu d u po w iększej części w zn aczen iu podm iotow em , zaś d n i p o ­
św ięcone czci św ięty ch P a ń s k ic h częściej w zn a cze n iu przedniiotow em . W p raw d zie lu d u o sab ia n. p. św ięto B ożego N a ro d zen ia
tylko przez D zieciątko Jez u s, k tó re zsy ła n a rodzaj lu d zk i n a jró ż ­
n oro d n iejsze ła sk i i dary, objaw y czci w sze lak o , tu d zież różno­
ro d n e p ra k ty k i i pojęcia p rz esad n e , t. j. te , k tó re n ie m a ją n ic
w spólnego z p ra k ty k a m i re lig ijn e m i, n a k a z a n e m i przez kościół k a ­
to lick i, odnoszą się p ra w ie w y łąc zn ie do ś w ię ta , a nie do osoby
P a n a Jezu sa. Szczególniej n a w ilii Bożego N arodzenia w y c iśn ię te
je s t w y ra ź n ie to piętno. B ezsprzecznie p ra k ty k i owe są za b y tk ie m
p o g ań sk im , którego Kościół bądź n ie w y tę p ił, bądź k tó ry p rz y ­
odział sza tą ch ry sty a n iz m u . C ześć, ja k ą oddaw ali po g ań scy Sło­
w ian ie b ó stw u słońca z p o czątk iem r o k u , p rz en iesio n a została do
ch rześciań sk iej W ilii. T ak ie sam o zasad n icze z n a c z e n ie , k tó re m iało
dla całego ro k u p o g ań sk ie św ięto n a cześć sło ń ca, m a tak że w ilia
Bożego N arodzenia. N adprzyrodzona m oc n asz ej W ilii stresz cza się
w tem ogólnem z d a n iu ludo w e m : „C okolw iek p rz y n ie sie k o m u
W ilia Bożego N aro d zen ia, to sam o będzie się z n im pow tarzało
przez ro k c a ły “. W ilia je s t d n iem p rz e z n a c z e n ia , a to p rzezn aczen ie
m a te m w ięk sz ą doniosłość w życiu c z ło w ie k a, że sp ełn ia się ono
p ra w ie b ezw aru n k o w o w ciąg u ro k u ; skoro pierw sze je j p rz e sła n k i
w ty m d n iu się u ja w n ią poraz pierw szy, w szelkie śro d k i zaradczei och ro n n e n a n ic się n ie zdadzą. A w k sięg ę p rz ezn a cze n ia W ilii
w chodzą w szy stk ie w ażn iejsze cz y n n o ści, p rzy g o d y i losy każdego
człow ieka, tud zież otaczającej go przyrody. Z a sta n a w ia ją c się n ad
po tężn y m i w sze ch stro n n y m w pływ em W ilii, p rz y p isy w a n y m je j
przez ludow e pojęcie, odnosi się w ra ż e n ie , ja k o b y ona s k u p ia ła koło
siebie całą n ajw y ż szą w ładzę i ze sta w iała o stateczn ie ro czn y p re ­
lim in a rz losów lu d z i, św ia ta i je g o tw orów . N aw et złodziej w ciągu
ro k u będzie z p ew nością n a k ra d zieży sch w y ta n y , g d y W ilia Bo­
żego N aro d zenia w sw ym d n iu n ic m u u k ra ś ć n ie pozwoli. K om u
zaś W ilia w ciąg u ro k u śm ierć przeznaczy, te n z p ew n o śc ią pod

— 255 —
czas w ieczerzy w ilijnej a n i n ie zak o sztu je je d n e j z pod an y ch n a
stół potraw . „W iliá ra d a dzieci b ijá “; dzieci też och to stan e przez
rodziców za n iep o słu szeń stw o w e W ilię, niezaw odnie b ęd ą przez
c ały ro k „bicie b ra ły “ za podobne przew inienie. W ilia d ec y d u je ,
k tó ra d ziew czyna i k tó ry k a w a le r m a ją zaw rzeć zw iązek m a łż e ń s k i,
dobiera i n a z n a c z a n a w e t p ary , stan o w i o p rz y ja ź n i lu b nieprzyja ź n i sąsiadów , o pow odzeniu lub n iep o w o d zen iu , w y ro k u je o j a ­
kości plonów po ln y ch i owoców, u ro d z ajn y ch lu b n ie u ro d z a jn y c h ,
ro z strz y g a o ro d zaju płodu k ró w cieln y ch , d aje m ow ę b y d łu w sw oją
noc i sta n o w i o d alszy m jeg o chow ie, n iem n iej też n a k re ś la p ra w a
atm o sferze i w y ty cz a drogi i czas zjaw iskom m eteorologicznym
z n ależ y tem u w z g lę d n ie n iem pogody n a ro k cały.
P rze zn ac zen ie W ilii, chociaż n a p rz eciąg jed n eg o ro k u dość
b ez w zg lęd n e , pozostaje w e d łu g pojęć lu d o w y ch , w p ew n y m p rz y ­
czynow ym zw iązk u z postępow aniem człow ieka, tudzież z ogólnem
p rz ezn a cze n ie m , ja k ie P a n B óg z a k re śla k aż d em u śm ierteln ik o w i
n a drogę ży cia zaraz po urodzeniu. Z w y ją tk ie m w ypadków , nie
pojm o w an y ch ja k o k a r a B oża za grzechy, przezn aczen ie ogólne m a
tło w a ru n k o w e ; jeg o sp ełn ien ie się lu b n iesp ełn ien ie zależy od
człow ieka. S p ełn i się , g d y człow iek zda się n a jeg o ła sk ę i n ie ła sk ę
i n a oślep za n iem idzie. Nie sp ełn i się , gdy człow iek, nie oglą­
d ając się n a n ic i n ie u le g a ją c jeg o poryw om i w p ły w o m , w łasn ą
w olą i o w ła sn y c h siłach stan o w i o losie sw ego życia. W obec ta ­
kiego p o stęp o w an ia człow ieka przezn aczen ie ogólne m o d y fik u je się
i zm ien ia n iejak o stosow nie do p o stan o w ien ia W ilii. P rzezn aczen ie
w ilijn e re g u lu je losy i sp ra w y tego człow ieka n a ro k n a stę p n y , n a
p o d staw ie oceny jeg o m oralnej w a rto ści z ro k u upłynionego. Ale
i to p rzezn aczen ie n ie odbiera człow iekow i w oli, n ie sta w ia m u
p rzeszk ó d an i w d ąż en iach do p o praw y, an i w drodze do zep su cia,
d aje m u ty lk o skło n n ości i popędy, n a ja k ie w poprzednim ro k u
zasłu ży ł, lu b też ja k ie za stosow ne dla niego uzn aje. Od człow ieka
zależy, czy m a w alczy ć z te m i sk ło n n o ściam i i p o k u s a m i, czy też
iść za ich p rąd em . Z łam anie ich w d obrym czy złym k ie ru n k u
stan o w i p o d k ład pod w y ro k n a stę p n e j W ilii.
P rze zn ac zen ie w ilijne sk az u je w szak że n ie k ie d y człow ieka za
je g o g rz ech y n a śm ierć w ciąg u ro k u w śró d n ad z w y c z a jn y c h oko­
liczn o ści, o d stęp u jąc od po stan o w ień p rz ezn a cze n ia o g ó ln eg o , k tó re
k aż d em u człow iekow i z a k re śla k re s życia i rodzaj zgonu n ieza le­
żnie od jeg o p ostępow ania. Z w ykle atoli przezn aczen ie w ilijne
z p rz ezn aczen iem ogólnem w te m się zg a d za, że p rz y jm u je bez
zm ian y i d ługość ży cia człow ieka i rodzaj jeg o śm ie rc i, w y w ie ra

— 256

-

ty lk o zn a czn y w pływ n a je g o s ta n p rz ed śm ie rc ią , a n a stę p n ie jego
życie pozagrobow e.
Z p o ró w nania ty c h d w u ludow ych pojęć o p rz ezn a cze n iu w y ­
p ad a przecież, że j e s t tylko je d n o p rz e z n a c z e n ie , zak reślo n e czło­
w iekow i przez B óstw o p rz y u ro d z e n iu , podlega je d y n ie n a sch y łk u
każdego ro k u p ew n y m mody Пк асу om w m ia rę u z n a n ia W ilii.
In n e św ięta u ro c zy ste, j a k W ie lk i P ią te k , W ie lk a n o c , W n ieb o ­
w stąp ien ie P a ń s k ie , Zielone Ś w ią tk i, Boże Ciało, W sz y stk ic h Ś w ię­
ty c h , dalej w szy stk ie św ię ta , pośw ięcone czci N ajśw . M aryi P a n n y ,
tu d zież w szy stk ie niedziele (dość często m ów ią : „Ś w ięta N iedziela“),
acz lu d n a d a je im zn aczen ie podm iotow e, n ie w y stę p u ją w szelako
z ta k w ielk ą p o tęg ą w zględem p rzy ro d y i lu d z i, ja k Ś w ięta, a w ła­
ściw ie W ilia Bożego N arodzenia. W z g lę d n ie też m ało sk u p ia się
koło n ich objaw ów czci bałw ochw alczej w p rz e ż y tk a c h zw yczajo­
w ych. W sw oim sk ro m n y m zbiorze z tej okolicy, lubo stosunkow o
dość o b fity m dla n asz k ic o w an ia o k re su Ś w iąt Bożego N arodzenia,
o d n a jd u ję ty lk o sam odzielne d ziała n ie W ielkiego P ią tk u n a zjaw i­
sk a w przy rodzie i je j tw o ry ; in n e św ięta z a ś, tudzież niedziele
w sw em o żyw czem , dobroczynnem d ziała n iu p o zostają w zależności
od ró ż n y ch p ra k ty k ludzkich. O W ielk im P ią tk u je s t m ianow icie
ta k ie m n ie m a n ie : „Jeżeli W ielki P ią te k zeszłe m róz n a ziem ię, to
b ędą lich e ż y ta “.
Co do d n i, pośw ięconych czci Ś w ięty ch P a ń sk ic h , to w n ic h
Św ięci p ra w ie w yłącznie w y stę p u ją ja k o d ziałające isto ty n a d p rz y ­
rodzone i to za sp ra w ą lu d z i, a z woli N ajw yższej potęgi ; w y s tę ­
p u ją , ja k b y p o g ań scy bogow ie niższego rz ę d u , którzy, j a k w iadom o,
m ieli ty lk o m niej w ażn e m isye. J e s t n a w e t Ś w ięty (opow iadający
n ie u m iał go nazw ać), do którego m odlą się złodzieje o pow odzenie
w w y p ra w ac h dla kradzieży.
W o d a , k re d a , g ro m n ice , p alm y i zioła św ięcone w dniach
u ro c z y sty c h , n azn aczo n y ch przez Kościół o d g ry w a ją rów nież n ie ­
p o śled n ią rolę w sp ra w a c h ludzkich. W ład z a n ad p rzy ro d z o n a, ja k ą
przez p ośw ięcenie otrzym ały, n 'e m a w szak że c h a ra k te ru trw a le
n ie z m a z a n e g o ; trw a tylko ro k je d e n , licząc od d n ia , w k tó ry m
b y ły pośw ięcone. A by w n a s tę p n y m ro k u m iały sw oją w ażność,
n ależy j e p o w tórnie pośw ięcić. T a k też robią z k re d ą „trzechkrólo w ą“ i g ro m n ic ą , skoro n ie były zu ży te w ciąg u roku. Co do p a lm ,
ziół i wody, to te z re g u ły b y w a ją corocznie św ieże do św ięcenia.
In n a rzecz z ró ż a ń c a m i, s z k a p le rz a m i, k o ro n k a m i i m ed ali­
k a m i, p o św ięcanym i n a o d p u stach kościelnych. P ośw ięcenie ich
m a c h a ra k te r niezm azany.

— 257 —
Z pośw ięconych rzeczy n ajo b szern iejsze, n ie m a l nieograniczone
zasto so w an ie m a w oda św ięcona. U ż y w an a b y w a w różnorodnych
p ra k ty k a c h lu d o w y ch , ja k o broń przeciw złym duchom . A l e i w oda
zw y cza jn a , n ieśw ięco n a, m a dość w ielkie znaczenie w św iecie w ie­
rzeń i poglądów ludow ych. — K red a św ięcona broni p rz y stę p u
dyabłom i in n y m złym duchom do m iejsca przez siebie opisanego
za p o śre d n ic tw em człow ieka, św ię c o n a p a lm a , u ż y ta w e w łaściw y m
czasie w e d łu g w sk a z a n y c h przez ludow e pojęcie p ra w id e ł, chroni
bydło, a tak że i plo n y polne od szkodliw ości czarow nic i in n y c h
złych is to t, k tó ry c h lu d bliżej n ie określa. T a k ą sa m ą w ładzę m a ją
zioła św ięcone. O statn ie m a ją w szak że dość obszerne zastosow anie
w lecznictw ie. Co do szk ap lerzy , różańców , k o ro n ek i m edalików
b ra k m i w ą tk u do o sąd z en ia, czy w ludow em zastosow aniu ja k o
czy n n ik i n ad p rzy ro d zo n e, n ie w y k ro czy ły poza g ra n ic e , zak reślo n e
im p rzez n a u k ę K ościoła katolickiego.
(Dok. n.)
J a n Świątek.

Dożywocie
w Jazowsku w powiecie nowo sądeckim w XVIII. wieku.
W czasie w y cieczki m ojej w sąd e ck ie w ro k u 1901 w p a d ła
m i w ręce ]) ta k zw an a „k sięg a g ro m a d z k a “ z Jazo w sk a, w si leżą­
cej w pow iecie now o-sądeckim , n a drodze m iędzy S ączem a S zcza­
w nicą. K siążk a bardzo dobrze zachow ana, in folio, o p raw n a w te k tu rę
z g rz b ie tem sk ó rz an y m , liczy 248 k a rt, z k tó ry c h 233 je s t z a p isa ­
n y c h a 15 czy sty ch . N a pierw szej k a rc ie d u żem i lite ra m i łacińsk iem i w y p isan o d ru k ie m :
„In N om ine D om ini A m en
Tom Il-do
A d m ajo rem D ei G lo riam B eata e M ariae sem p er V irg in is et O m nium
S an cto ru m H onorem “ .
N a d ru g iej k a rc ie zaraz od góry w y p isa n e podobném p ism em ,
j a k n a k a rc ie p ierw szej :
„In N om ine D om ini A m en
R ok P a ń s k i 1754-ty
S p raw y roczne K lucza Jaz o w sk ieg o “.
I zaraz pod ty m n a p ise m n a s tę p u ją owe sp ra w y ta k cyw ilne,
j a k k a rn e i c ią g n ą się n ie p rz e rw a n ie aż do ro k u 1806. S ą tam
0 Bo tak ie rzeczy u n as tylko szczęśliw ym przypadkiem n ap o tk ać m ożna.

17

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.