ff6215b8bdf092c9c699fef944a90a44.pdf
Media
Part of Wśród mar / Lud, 1902, t. 8
- extracted text
-
183 —
wszystko słyszało i zawlekło sie do goła i zaczęło robié dziurę po
pod trám i po pod trám tak lazło, że aź mu sie skóra z piec
zdarła. To dzièwcze uciekało a natenczas nadszeł szander i spytał
sie, czegoś takie skrwawione i swoim płaszczem odział go. Przyszoł
do zbójców i mówiuł, na co tak palicie, źe aź oknami płomień bu
cha a zbójowà mówi, na chléb, proszę pana. A szander p y ta sie,
gdzie macie to ciasto? A zbójowà mówi, gdziesi tam stoi, pono
w komorze. Szukał szander tego ciasta, ale nigdzie go nie było.
I to dzièwcze natenczas przyszło do sieni i szander mówiuł : To
wy chcieli to dziecko upiec! Nie nie, proszę pana. Oddejcie mu te
pieniondze, chtóreście mu wzieni i wtedy wszystkich pokuł i zabrał.
Leon Magieromski.
W ś r ó d
m a r .
W powiecie dolińskim, u podnóża pasm a karpackiego roz
siadła się nad rzeką Łom nicą m ała mieścina górska, Perehińskiem zwana.
Dzieckiem jeszcze będąc w tych stronach, słyszałem z ust
pew nego w iekow ego m ieszkańca tejże okolicy, że Perehińsko
dawno bardzo przez ludzi uciekających przed tataram i, przegna
nych przez góry, »perehińciw« — jak m aw iał — założonem zo
stało. —
T u wśród gór, szukając przelękły lud schronienia przed
ordą, osiadł, kryjąc się początkowo w odwiecznych borach ; na
stępnie z kryjów ek wyszedłszy, nad brzegiem Łom nicy, na rów
ninie góram i i rzeką zamkniętej osiedlać się począł.
Od tych »perehińciw« ma też rzekom o m iasteczko nazwę
swą wywodzić.
P erehińsko i dalej na południe Jasień, tudzież osady Kuźminiec i Podlute zamieszkuje lud górski, niezamożny, przesądny,
żyjący w świecie mar, czarów, legend i baśni, podobnie jak Huculi, a zwany powszechnie Bojkami.
Pow odów jego bujnej w yobraźni szukać należy w łonie
dzikiej przyrody, otaczającej górala, tego syna puszczy, k tó ry
wśród borów, gó r i strum yków rodzi się i umiera.
A le też i nie dziw — okolica tak a ow ładnie naw et czasami
w yobraźnię człowieka o wyższym stopniu rozwoju um ysłow ego,
—
184
k tó ry doznając złudzeń, żyje w śró d tej dziczy, ja k o b y w zacza
ro w an ej k rain ie. A ileż to skał, w ąw ozów i szczytów g ó rsk ich
o k sz ta łta c h dziw acznych, fa n ta sty c z n y c h p o d n ieca w y o b ra źn ię
lu du, je st m o ty w em baśni, leg en d , p o d a ń i p rzesąd ó w i w k o ń cu
nazw ę sw ą ow ym leg en d o m zaw dzięcza. In n e znów k ry ją w sobie
h isto ry ę m in ionych w ieków , p rz e ż y tą i d o tąd p o śró d ' lu d u tra d y
cy jn ie p rzech o w an ą.
I z niżej o p isan y ch je d n a le g e n d a je s t czysto w y tw o ru im ag in a c y i ludow ej, d ru g a o sn u ta n a tle w y p a d k ó w d aw n y ch , w y
p ad k ó w h isto ry czn y c h .
T u ż n ad P o d lu te m , od s tro n y zachodniej w znosi się g ó ra
>Mali« zw ana, n a k tó re j m iała b o g in i lasó w — ja k niesie w ieść
g m in n a — p o w ić 7 dziew cząt przez lu d »m ajkam i« nazw anych.
O d ty c h »m ałych« nazw an o też g ó rę »Mali«.
K ie d y m ajkom z g in ęła m atk a, d o sta ły się one p o d o p iek ę
m aco ch y i ta, ja k o pośledniejsza o siad ła n a g órze niższej, n a
k tó rej dziś w znosi się n o w y p a ła c m e tro p o lita ln y B ęd ąc złą dla
p asierb ic (w ję z y k u ludow ym luta), d rę czy ła je ta k , iż uciekać
m u siały za g ran icę, t. j. za rzekę, zw an ą »Łom nicą« (lub Iw a
now a) p o zo staw iając m acochę sam ą, co w idząc lud, nazw ał górę,
b ę d ą c ą sied zib ą m acochy, »Lutą*.
M ajki przeszedłszy Ł om nicę, o b ra ły sobie za m ieszkanie
szczyt w y so k i, u stó p k tó re g o w dw u p rzeciw n y ch k ie ru n k a c h
— n a w sch ód i zachód — d w a w y p ły w a ją p o to k i, jed n o m iano
»K uźm iniec« noszące.
T a m ciesząc się o d zy sk a n ą sw obodą, u jęły ła d n e g o , m ło
d eg o p a s te rz a »K użm ę«, k tó ry im n a fu jarce p rz y g ry w a ł, a one
ta ń c z y ły i »igrały« z nim sw obodne, w esołe, w olne od szy k a n
m acochy. S tą d im ię g ó ry »Ihrow yszcze«, — p o to k u »K uźm iniec«.
L ecz m ajk i nie d łu g o cieszyły się szczęściem . L u ta m acocha
d o w iedziaw szy się o ig rz y sk a c h p asierb ic, w y sła ła sw ą służbę za
grajk iem , a ta go n a szczycie n ap rzeciw »Ihrow yszcza« ująw szy,
zab iła. —
L u d znow u św ięcąc pam ięć d o k o n an e j zem sty n a niew in n y m
p asterzu , n azw ał m iejsce zb ro d n i »Z apłatą«.
A le też i k o ch a ł i szan o w ał b ard zo lud okoliczny te b iedne
dziew częta. W y p ę d z a n e tam b o w iem trz o d y ow iec s ły n ę ły w cza
sie p o b y tu m ajek n a Ih ro w y szczu z obfitości i d o b ro ci podoju.
P rz e ję te i w zruszone śm iercią K u ź m y b o g in k i, o p u ściły
sw ą d o ty ch czasow ą siedzibę i k ry ją c się w jarz e g łęb o k im , o p ła
—
185
—
k iw a ły los b ied n eg o p asterza ; a p ła k a ły ta k bardzo, źe z łez
ich p o w stało jezioro. O d te g o jezio ra znów p rz y ją ł nazw ę
»Ozirnyj«.
G łęb ia ta w p o to k u »O zirnyj«, dziś je st w idoczną. W niej
też u to n ąć m iały później m ajki, a to n ąc u c z y n iły p rz ep aść ow ą,
k tó rej — w ed le tw ierd z en ia lu d u — n ik t zm ierzyć nie jest
w stanie.
N a d m ien ię tu , że m ajki w pojęciu B ojków są tem samem.,
czem »lisny«, lu b »m aw py« u H u cu łó w ; są to nim fy.
D aw n e to czasy bardzo, k ied y k raj nasz n a p a d a ły dzikie
p lem io n a ta ta rsk ie , p ustosząc go ogniem i m ieczem, ra b u ją c
m ienie, b io rąc w ja s y r m łode siły m ęskie, a do harem ów dorodne
dziew częta i m łode k o b iety .
N iem ym p o m n ikiem tv ç h strasz n y ch dzieji są szczy ty g ó r
skie »C aryna«, »R ih« i »Syw ula« w n aszy ch K a rp a ta c h , o k tó ry c h
p o d a n ia lud ok o liczny do ty ch czas w żyw ej p rzech o w ał pam ięci.
W e d le ty ch że tra d y c y i lu d o w y ch m ieli raz T a ta rz y , p o d
czas sw y ch n ap ad ó w , ująć m łodą k ró lew n ę (w ję z y k u ludow ym :
cary n ę), sły n ącą z nadzw yczajnej urody.
C hroniąc się p rzed p o g o n ią ojca królew nej w g ó ry nad
Łom nicą, d o stali się n a pew ien szczyt g ó rsk i, sk ąd — ja k sp o
strze g li — ża d n eg o w yjścia nie mieli. L icząc jed n ak że n a obfitość
zw ierzy n y i m ożliw e ra b u n k i w okolicy, pow zięli zam iar n a
g ó rz e tej zimę przepędzić i z w iosną dopiero dalsze z a g o n y
czynić.
C arów nej mimo poselstw a, w y d a ć nie chcieli za żadnym
o k u p em , g d y ż przeznaczyli ją n a żonę chana, co też b y ło jed n ą
z p rz y czy n zw łoki w ich odw rocie.
Z aw io d ły ich je d n a k oczekiw ania.
Z n astan ie m zim y b ra k żyw ności d o tk liw ie odczuw ać się
d aw ał, a śn ieg i w y sokie nie p o zw alały im z g ó r się w ycofać.
K ró le w n a , w y znając w iarę chrześciańską, zanosiła całym i
dniam i g o rą ce m odły do B oga, prosząc G o o ra tu n e k i p rz y
w o łu jąc n a pom oc p atro n ó w R u si. T a ta rz y zaś w m niem aniu,
iż o na g u sła i czary ja k ie ś czyni i że sw em i m odłam i ściąg a
k lę sk ę n a nich, p o stan o w ili w reszcie ją zam ordow ać.
N ie przyszło im to ta k łatw o ; o rd y ń cy , pew ni n a g ro d y od
ch an a, nie chcieli zezw olić n a p o zbaw ienie życia królew nej,
w sk u te k czego starsz y zn a sąd zw ołać p o stan o w iła.
—
186
—
W tym też celu zebrano się na połoninie jednej z gór
sąsiednich.
L ecz B ó g w y słu ch a ł w idocznie m odłów dziew częcia ; w chw ili
b ow iem g d y n a ra d ę ukończono i w y ro k śm ierci m iał zapaśćj
d ał się słyszeć n a przeciw leg łej, nadzw yczaj strom ej gó rze siln y
g ło s ro g u m yśliw skiego.
P rze raż en i T a ta rz y m niem ając, iż ich n a p a d n ię to w obozie,
zerw ali sąd i w w ielkim p o p ło c h u uciek ać poczęli, zostaw iając,
dla u n ik n ięcia p o g o n i i m ożliw ej rzezi, carów nę sam ą n a p o
łoninie.
M y śliw y, k tó ry w ró g zadął, nie przy p u szczał n aw et, a b y
w po b liżu m ieli b y ć T a ta rz y i sk iero w ał p o ch ó d swój za zw ie
rzem w in n ą zu p e łn ie stronę. C arów na zaś u d a ła się w p raw d zie
w pierw szej chw ili w k ie ru n k u sły szan eg o o dgłosu, lecz z p o
w odu, źe z rzeczonej g ó ry w io d ły aż trz y strom e g rz b ie ty , zm y
liła d ro g ę.
Idąc stokiem południow ym , zaszła na jakąś górę w ysoką,
gdzie wreszcie znużona zam ierzyła pozostać, chroniąc się w ska
łach i żyw iąc korzonkam i
W tem m iejscu do dziś dnia p o z o sta ły k am ien ie dziw nej
fo rm acy i. Z ty c h jed en p rz ed staw ia z u p e łn y k sz ta łt o tom any, na
k tó rej — w edle tw ierd z en ia lu d u — m iała sy p iać ca ró w n a ;
w o d d alen iu zaś k ro k ó w k ilk u n a stu znajduje się w y d rążen ie
w sk ale, k tó re słu ży ć m iało k ró lew n ej za schow ek jej p o ż y w ie
nia. P o p ew n y m czasie ojciec k ró lew n ej, u jąw szy n a d ołach je ń
ców ta ta rsk ic h w niew olę, dow iedział się od nich, iż ca ró w n a
ży w ą p o zo stała w gó rach , a w y p y ta w sz y się w przy b liżen iu
o k ie ru n e k d ro g i, w y b ra ł się n a poszu k iw an ie swej córki i po
w ielk ich d o p iero tru d a c h znalazł ją osiw iałą z niew oli i strachu.
S tą d n azw a g ó ry , g dzie o d b y ł się sąd, »C aryna«, d rugiej,
sk ąd g ło s ro g u dochodził, »R ih«, a trzeciej, gdzie znaleziono
k ró lew n ę, d la te g o , iż tam osiw iała, »S yw ula«.
N a p o łu d n io w y w schód od g ó ry »Syw uli« w idzieć m ożna
k am ień o g ro m n y c h rozm iarów , u k tó re g o p odnóża znacbodzi się
n ad e r stro m a p rzepaść, o g łęb o k o ści około 50 m etrów .
W k am ien iu ty m je st dziw na fo rm a cy a fo telu staro św ie c
k ieg o , w k tó ry m — ja k w ieść niesie — m iał i m a zasiadać
d y ab eł, ciskając sta m tą d p io ru n y i b ły sk aw ice.
W ydrążenie u podnuża i na poręczach tego fotelu przed
staw iają — w edle pojęcia ludu — odciski stóp i dłoni dyabła.
~~
187
—
S zkoda, że ta k m ało p am iętam z la t m ych dziecięcych.
B o g a ta bo to o k o lica p ere h iń sk a i w p a m ią tk i k u ltu istot
n ad p rz y ro d z o n y c h i tra d y c y e lu d u i b aśn ie i le g e n d y .
W o k o licy ta k tajem niczej w iele m a te ry a łu ze b ra łb y e tn o
g ra f, po w ieścio p isarz zn a la złb y p ię k n y te m a t do pow ieści ; nie
fa ch o w y w y n o si ty lk o w rażenie, że żyje jak iem ś życiem pozag ro b o w e m w k ra in ie duchów i w idm , że żyje »w śród m ar«.
Józef Schmider.
ß a jk i i opow iadania z okolicy K rzeszow ic.
0 babie, co nigdy nic nie zamykała, a nic jej nie ukradli.
W K o ścieln ick im lesie b y ła je d n a b o g a ta b a b a — a nie
m iała c h ło p a — co n ig d y nic nie zam ykała, a przecie jej nic
nie u k ra d li. N ie b y ła to czarow nica, jeno już m iała ta k ą moc.
N ajęła m łocków do ro b o ty , zrobił się w ieczór, nie sk o ń czy li
m łócić. D ziew k a p rz y ch o d zi i p o w iad a :
— G o sp o d y n i, dejcież k łó d k ę, trza zam knąć stodołę.
— N ie zam ykaj !
— T o w am co u k ra d n ą !
— N ie u k ra d n ą, bo ja se nie dam !
W n o cy p rzy szli złodzieje, n a b ra li do w orków pszenicy,
p o d źw ig n ęli n a siebie i ja k stan ęli, ta k zostali sto ją c y n a boisku
i nie m o g li się ruszyć.
. N ad ran em g o sp o d y n i w oła :
— R e jn a , w stańże, w stań , bo m łockow ie przyszli! T rza im
u g o to w a ć ja k ie śn iadanie.
D ziew k a n a to :
— A le ! K a ż b y ta ta k w ćzas przychodzili ! D opierom się
p o ło ży ła.
G ospodyni : A le w stań, kiej ci m ówię, n ap al, u g o tu j zacierki
i ziem n iak ó w a om aść im d ęb rze, bo się dość nap raco w ali.
D z ie w k a g o tu je, a g o sp o d y n i ją p o p ę d z a :
— P rz y łó ż ta jeszcze, przy łó ż do pieca, żeby prędzej b y ło ,
bo m łockow ie g ło d ni.
D ziew k a poszła z la ta rn ią po drzew o i w idzi chłopów
w stodole. W ra c a czem prędzej do izby i m ówi ;
