6ae931382404cec4a6f1463159d76b94.pdf
Media
Part of Zabawy sierskich pasterzy przed 20 laty / Lud, 1902, t. 8
- extracted text
-
—
22
-
Zabawy sierskich pasterzy przed 2 o laty.
P asterze siersey z przed la t 20 pędzili bardzo wesoły żyw ot
„p rzy b y d le“ 2). Nie było dnia, w którym by sobie jakiej nowej nie
w y m y ślili zabaw y. Dziś baw ili się „We wojs/to“3J, j u t r o „ W zbój i “*),
„Przerywany liról“b) , „Kotek i m yška“e), „Wilcek“1) , „G ąski“*),
„ Ptoki “ 9), „ Ciuciubabka “1°), „ Zającki“1°), „Krycie “1°)> „Zgadowany “
i t. p .10) g ry praw ie nig d y nie schodziły z icb pasterskiego re p er
to áru , a g d y im się i to u przykrzyło, to m ieli tysiące innych mniej
znanych zabaw , k tó ry ch sami byli au to ra m i11). B aw ili się „ W górnistwo“ t2) t „ We weszele“13), „ We wójta“ 14), „ W janiołów j i djobłów“ib),
„ W żydów “16) , „ W szkołę“11): co którem u n a m yśl p rzy szło 18).
Charakterystycznem przy tych wszystkich zabawach było to,
źe prawie żadna nie obeszła się bez „goniénio“ i „bieio“, a nadto,
że każda niemal zabawa musiała się zaczynać pewną stałą form ułką
i to albo jakim ś niezrozumiałym monologiem albo dyalogiem paru
osób — a zawsze do wiersza. Bez takiego wstępu zabawa była nie
raz niemożebną, bo jej brakowało właściwego zawiązania czynności
dram atycznej19), której ostatecznym celem z jednej strony było zła
panie i obicie po kolei każdego uczestnika, a z drugiej nie dać się
ani złapać ani obić. W łaściwego zakończenia odpowiadającego mniej
więcej początkowi zabawy nie było wcale. Kiedy ostatni uczestnik
został złapany i obity, albo kiedy się pasterzom jedna gra uprzy
krzyła, wszyscy w ołali: „W co innego! bowwa sie w co innego!“
i zaraz po krótkiej naradzie rozpoczynano nową g rę20). Reżyserem
był zawsze autor albo najlepszy mówca. W iek śród zabawy nie
miał żadnego znaczenia, lecz zdrowy pasterski dowcip. Kiedy obmy
ślono inną grę, dyrygujący zaw ołał: „Chłopoki do mnie! bawiwa
się“ w to i w to... (tu wymienił nazwisko gry). W szyscy pasterze
zlecieli się natychm iast do niego i ustaw ili w koło, w szereg albo
w gromadkę, gotowi na rozkazy. Część pasterzy pilnowała tym cza
sem bydła.
D la lepszego zrozumienia tych zabaw przypatrzm y się niektó
rym z bliska. Dajmy także baczną uwagę na różne okoliczności,
które zw ykły im jako intermezza tow arzyszyć21).
W zajoncki.
J e s t godzina 10 . rano. D zień jesienny — jasny, ale niew yraźny.
J u ż dawno „po zb ió rk ag “ 22). Pajęczyna wlecze się po ścierniach
i p rzelatu je pow ietrzem w długich taśmach.
—
23
—
K m i e c i k 23) L u d w i k , Pieckówecki: Pietrek, Sobek i W ałek,
Jasiek Śtańdecka, F ran k a i Magda : Baranionki pozganiali krowy „do
kupy“ i sami zaczęli się bawić. Najpierw wyskoczył Kmiecik z po
środku i krzyknął : „Ciiłopoki, dziełuchy, bowwa sie w co!" Za nim
odezwali się: Śtańdecka, Piechowecki i Baranionki: „Ano dobrze,
bowwa sie, ale w co?!“ Kmiecik na to : „Wiecie co, bowwa sie
w zającki!" — „W zającki, w zającki!“ wołali pasterze i zaczęli
się skupiać około Kmiecika jako swojego „pana"3*). Ten usiadł pod
wierzbą na kamieniu i naprzód wysunął jedno kolano, a inni po
kładli na niem wkoło po wskazującym palcu od prawej ręki. Kmie
cik położył na jednym z nich swój palec i przesuwając go kolejno
na wszystkie inne, dawał im następujące po większej części niezro
zumiałe nazwy, mające zarazem znaczenie liczb porządkowych :
„Ańc, pańć, kuśty, glańc;
Amai, udy, amai, ańc.
Uga, nuga,
Kotka, pies,
Gołka, półka,
Muzyk, zajac!11**)
„Zającem“ został Piechowecka Pietrek, a „psem“: Śtańdecka
Jasiek. Natychm iast więc „zając“ skrył się do ziemniaków, a po
zostali pasterze zaczęli wołać na niego po kilka razy : „Siedzi zając
pod międzom : psy mu d..e wyjedzo!" „Pies“, który dotychczas
udawał śpiącego, zerwał się czemprędzej i zaczął go tropić... Kiedy
go wytropił i począł gonić, wołali jedni pasterze: „Łuciekoj, zajoncku, bo eie chyci na śpiącku !“ a drudzy : „Do pana zającku, bo
eie chyci na śpiącku! Do pana zającku, bo eie chyci na śpiącku!“
„Zając“ uciekał, „pies“ go gonił i szczekał. Dogonił go przy Baranowyk krzokag, zaczął gryść i drapać, wreszcie przyprowadził go
„do kupy“,: posadził na osobném miejscu i udawał napowrót śpiącego
t j. „m ruzuł“ . Pozostali pasterze pokładli znowu palce na kolanie
Kmiecika jak poprzednio, a ten na nowo dawał im nazwy, a zara
zem odpowiednie liczby porządkowe:
„Ańc, pańć, kuśty, glańc;
Amai, udy, amai, ańc!
Gołka, półka, muzyk, zając!“**)
Słowa od „uga“ aż do „pies“ opuścił, bo „psa“ tym razem nie
trzeba było wybierać. Przeznaczony na „zająca“ Piechówe ka Sobek
pobiegł się schować, ale gdzie indziej. W lazł do kapusty, Kiedy
—
24
—
znowu Kmiecik i inni pasterze zaczęli wołać: „Do pana, zającku,
bo eie cbyci na śpiącku !“ zerwał się „pies“ i zaczął szukać „zająca“ .
Po cbwili w ytropił go w kapuście i usiłował złapać — ale nada
remnie. „Zając“ uciekł i przybiegł do „pana“ t. j. do Kmiecika. Ten
począł się go pytać, a „zając“ mu na to odpowiadać:
P a n : „Grdzieś, zającku, byw oł?“
Z ając: „W lesie“.
P a n : „Coś tam ro b iu ł? “
Zając: „Koszulem szywoł“.
P a n : „Co w ty koszuli b y ło ? “
Zając: „ Ig ła “.
P an : „Co w ty igle b y ło ? “
Zając: „Nici“.
P an : „Co w ty g niciag b y ło ? “
Zając: „Śpilka“.
P a n : „Co w ty śpilce było?“
Zając: „Mole“.
Pan: „Huziu zajoncka w pole!“27)
Na te słowa rzucił się „zając“ do ucieczki, a „pies“ za nim
jeszcze raz i pomimo, że wszyscy pasterze wołali ciągle : „Do pana,
zajoncku, bo eie cbyci na śpioncku!“ „zajoncek“ został schwytany
i obok pierwszego posadzony. Po Piechówce Sobku byli „zającami":
Piechówecka W ałek i obie Baranionki. Baranionke Magdę „pies“
gonił aż 3 razy i ledwie ją potrafił złapać; tak a była „krzepka“28).
Na tem skończyła się zabawa „w zajoncki“, która trw ała przeszło
godzinę29).
*
*
*
Tymczasem rozeszły się krowy „z kupy“: „Sw ajcara“30) Kmieciowa wlazła do kapusty; za nią cielęta i jedna jałów ka. „Cisula“
Piechówkowa bodła się z „Cyranom“. Słońce zaczęło dogrzewać
coraz bardziej; niektóre krowy „podnosiły łogony“31), co między
pastuchami narobiło wiele strachu. Kmiecik czem prędzej pobiegł
wyganiać „Śwajcare“ z kapusty. Zobaczyli to pasterze z Brzezin32)
i poczęli wołać, jedni: „Pozynoj, pozynoj, a jo bede kosić: Póde jo
do Kmiecia ło pastyrza prosić!“ drudzy: „Nie paś, nie puscoj na
łubkowe33) pole, Bo łubek mo dzióbek, d..e ci w ykolę!“31). Na to
wołanie ukazał się stary Kmieć na przykopie i grożąc swemu Ludwi
kowi z daleka, zbliżał się ku pasterzom. Dojrzeli to pasterze i na
tychm iast porozganiali krowy każdy w swoją stronę. Kmieć wrócił
—as
t i l domowi, przyrzekając synowi „porzomno wyówike...“ Kmiecik
zaś, aby się teraz zemścić na pasterzach z Brzezin, zaczął głośno
„turkaó“: „Tur! tu r ! tu r! tara p ata ! ta ra p a ta !“, aby im się krowy
„gziły“. W prawdzie i jego krowy poczęły „łogonów podnosić", ale
wnet potrafił je „łudobruchać“, wegnawszy je na bujną trawę. Tym
czasem krowy z Brzezin „popostawiały łogony do g óry“ i słuchając
Kmiecikowego turkanio, zaczęły się najpierw „kręcić“, a potem
uciekać ku domowi lub do Kamieńca. Pasterze z Brzezin „zarobili
krzyk": jedni przezywali Kmiecika, odpowiadając mu na jego wo
łanie: „W ylizze ji z d..y zur, z u r!“ i grozili mu „bitką“, inni
pobiegli za krowami. Za pół godziny wszystkie pastwiska były gołe,
bo i ci, którym się krowy nie „gziły“, pognali bydło do stajni...35)
W krycie.
Po południu tego samego dnia pognał Kmiecik krowy do Łolsy n y 36). W pobliżu pasła Mikulonka, Symsconki, Kusinowny i Zorębionki. Zrazu panowała cisza. K rowy rzuciły się na traw ę i sku
bały ochoczo. Kmiecik wylazł na wysoką olszynkę — „huśtał się“
na gałęziach i wygwizdywał różne melodye. Potem zaczął mówić
rozmaite kazania, n. p. „Ło cornym baranie“, „Ło pietrusce“ i. t. d.
nucił wesołe „śpiewki“ 37), w końcu począł wołać na Mikulonke, na
Symsconki, Zorębionki i na Kusinke, aby przygnali swoje krowy
ku Łolsynie i przyszli się do niego bawić. Antosia Mikulonka,
która dotąd pasła na Kamieńcu38) „robiła piece i piekła chleb
z iłu “, dała się pierwsza namówić i wegnała krowy do Potoka,39),
a sama poszła do Kmiecika. Za nią przygnały Symsconki : Anto
sia i Marysia, Zarębionki: Magda i M arysia — naostatku Jasiek
Kusinka. „No, w co bedziewa sie baw ić?“ krzyknął Kusinka. „Jo
nie wiem“, rzekł mu Kmiecik. „Bowwa sie w „K rycie“ ! „W kry
cie“ ! „W krycie“ ! wołały pasterki i usiadły wkoło Kusimki, który
nadstaw ił kolano i czekał, aż wszyscy nań palce położą*0). Kiedy
wszyscy byli gotowi zaczął mówić, co następuje :
„Angjel, bangjel, fussi leer.
Mzikater, muzileer,
Efla, brefla, kraus,
Cukier, bukier, aus !“ *’)
dając w ten sposób każdemu po kolei odpowiednie nazwisko i liczbę.
„Efla“ i „brefla“ m usiały się „kryć“ w odpowiednie miejsce, a „aus“
„mrużyć“, to jest spać tak długo, aż tam te zaw ołały: „ Ju ż !“
—
26
Skoro „efla i „brefla“ się skryły i zaw ołały: „ J u ż !“ zerw ał się
„aus“ i biegł ioh szukać. Jeźli którą znalazł, przywiódł ją „do
k u p y “ i znowu wszyscy na nowo kładli palce, a Kusinka dawał
im nazwiska i liczby. Nowa „efla“ i nowa „brefla“ się „ k ry ły “,
a „aus“ „sukoł“. J a k znalazł którą, sta ra ł się ją złapać i przypro
wadzić do „kupy“. Zabawa trw ała tak długo, aż wszyscy wzięli
udział w „K ryciu“ i w szukaniu42).
W szczygonia43).
Jeszcze ostatni nie skończyli „K rycia“, a już zaczęli inni
wołać: „Bowwa się w Szczygonia!“ „No, dobrze“, odparł Kusinka
„ale ponawracojwa sekrow y, bo nom sie porozchodziły do szkody!“
W okamgnieniu były krow y znowu razem, a pasterze i pasterki go
towali się do nowej zabawy. K usinka położył się na ziemi tak,
jak kładą umarłych do trum ny, i udawał „Szczygonia“. Kmiecik,
Symsconki, M ikulonka i Zorębionki zaczęli chodzić koło niego
i mówić głośno: „Pićrso godzina: Szczygoń.śpi ! 2. godzina: Szczygoń śpi! 3. godzina: Szczygoń śpi! 4. godzina: Szczygoń śpi! 5.
godzina : Szczygoń śpi ! 6. godzina : Szczygoń śpi ! 7. godzina : Szczy
goń śpi! 8. godzina: Szczygoń śpi! 9. godzina: Szczygoń śpi! 10.
godzina: Szczygoń śpi! 11. gcdzina: Szczygoń śpi! 12. godzina44) :
Szczygoń, wstaj ! K luski d aj!“ Na te słowa zerw ał się „Szczygoń“
i zaczął gonić wszystkich^ którzy go zbudzili, a kogo złapał i obił,
ten musiał być „Szczygoniem“ i tak, kiedy wszyscy po kolei
„Szczygoniami“ byli, zabawa się skończyła.
*
*
*
Pasterze chcieli nową grę obmyślić, lecz w tern ukazała się
Józka Kmiecionka „dziełucha łot Km iecia“, która przyniosła bratu
„juzyne“. Kmiecik począł jeść. Kmiecionka tymczasem przyjrzała
mu bydła. K usinka i Mikulonka pognali bydło ku swoim domom,
Zorembionki i Symsconki na swoje ugory, wyczekując także „juzyny45) “. Bydło chodziło im ładnie, a one nie mając, co robić zazaczęły jedne śpiewań, drugie zbierały .„piecorki do fartuchów “.
Symsconki usiadły na kamieniu, rw ały „rozchodnik“ i w iły wionki
do „Kmieciowy kaplicki“. M arysia równała gałązki i podawała
Antosi, a ta układała je na „wiklowym pręcie“ i wiązała traw a.
W pół godziny już były 4 wianki gotowe.
27
—
Jakaś baba idąc polami, „miała potrzebę“ i weszła „na łusiotke46)“ do pobliskiego żyta. Spostrzegły to natychm iast chłopaki
„łot K lim cyka“ i poczęły na nią wołać:
„Nie tam sr..., gdzie widać:
Do prosa, tam rosa —
Do konopi, tam nolepi47) ! “
Za nimi ozwały się Symsconki, Zorembionki, Kmiecik i inni
pastyrze, którzy paśli blisko i niebawem cała okolica napełniła się
nawoływaniem do porządku i przyzwoitości... Zawstydziła się baba
i musiała wyjść ze żyta czemprędzej.
Śród tego minął wieczór. Słońce chyliło się ku zachodowi.
K rowy najadły się „jak becki“. Pasterze zaczęli je „zaganiać ku
chałpie“, śpiewając przez drogę.
W pytkę.
Było to we święty Michał48): Kmiecik pognał swoje bydło do
W ódek49). Przybył tam także z końmi na łąkę brat jego Jasiek,
który wówczas był. „poganiacem“ i wkrótce m iał zostać „parobkem“.
Na drugiej łące pasły Łoprysionki swoje krowy. Opodal na ugorze
Botecko Franek, a poniżej W yligalonki. Łoprysionki : Hanusia i M a
rysia były to zgrabne dziewczęta i bardzo wesołe ; W yligalonki :
Józka i H anka więcej powolne. Skoro spostrzegły, źe Kmieciki
przybyli z bydłem i końmi do Wódek, natychm iast pognały ku
nim swe krowy i razem z innemi zachęcały ich do jakiej pasterskiej
zabawy. Kmiecik starszy, chociaż nie bardzo chętnie, zgodził się na
to i objął kierownictwo. Młodszy, Ludwik, zaraz ustaw ił wszystkich
pasterzy w koło i sam stanął tuż obok Hanusi, z którą najbardziej
lubił się bawić. Hanusia aż kw ikła z radości, że Ludw ika po
rządnie „pytką" wytrzepie. W łaśnie cała gromada postanowiła bawić
się „w p y tk ę “. Pasterze i pasterki ustawiwszy się w koło, trzym ali
ręce w tyle. Kmiecik Jasiek wziął chustkę do ręki, skręcił ją
mocno we dwoje, zrobił na końcu duży węzeł i schował ją do r ę
kawa. Potem chodził wzdłuż koła i mówił:
„Idzie lis kole drogi,
Nimo renki ani nogi:
Kogo pytka przyłodzieje,
Ten się ani nie spodzieje“.
Kończąc ostatnie słowa, wręczył chustkę Hanusi Łoprysionce,
a ta nuże zaczęła Ludwika Kmiecika silnie nią okładać. Ludwik
-
28
—
w nogi — H anusia za nim, bije a bije. W tem się biedna potknęła
i upadła, a Ludwik tymczasem uciekł do koła na swoje miejsce.
H anusia zerwała się szybko i nie mogąc już więcej bić Ludwika,
zaczęła chodzió wokoło i mówić te same słowa, co przedtem mówił
Kmiecik Jasiek, a skończywszy, wręczyła chustkę Ludwikowi. Ten
zaczął bić i gonić swoją sąsiadkę Hankę W yligalonkę, która oble
ciała miejsce zabawy wkoło i stanęła znowu na swojem miejscu.
Ludwik chodził teraz koło bawiących się i mówił: „Idzie lis“ i t. d.
(jak wyżej) i dał „pytkę“ swemu bratu Jaśkowi, stojącemu obok
Loprysionki Marysi. T a uciekała, a ten ją gonił i tak trw ała za
bawa, aż każdy z pasterzy wziął w niej udział. Ostatni zakoń
czył g rę50).
*
*
*
Wtem śród zabawy ktoś się mocno „skurzuł". Kmiecik pierw
szy poczuł i posądzał o to Botecke Franka. Pow stała stąd sprzeczka.
Botecko w ołał: „Kto pocuł, ten wytocuł! a Kmiecik na to : „Kto
powtórzuł, ten sie sk u rz u ł!“ i obaj wskazywali palcem na siebie.
Postanowiono zatem rzecz sądownie rozstrzygnąć. W szyscy ustaw ili
się w koło, a Kmiecik Jasiek' stanął w pośrodku i zaczął „sądzić“,
kładąc każdemu rękę na piersiach po kolei:
„Jestu miendzy nami tako ju rk a ..51)
Co wybiro z kałam orza piórka —
Sucho rzepa, suchy krzon,
K to sie zebździoł : a to łon —
Ten som pon: Pa-bi-jon...“
Ostatni, któremu Kmiecik, wymawiając „-jon“ położył rękę na
piersiach, był winowajcą i takim właśnie był Botecko mimo licz
nych zaprzeczeń z jego strony. Kmiecik Ludwik w ygrał proces
i wszyscy zaczęli Botecke skubać po ty łk u i gonić go po łące.
*
*
*
Nagle ukazał się na drodze wiodącej z Brzezin żyd z „Roznoski karćm y“. W szyscy pasterze skierowali się ku niemu i zaczęli
wołać: „W is52) ty żyda! wis ty żyda!“ Żyd groził im kijem: „Pódź,
to ci z kijem leb rozbije!“ Lecz pasterze nic sobie z tego nie robili,
ale obskoczyli go dokoła: „D ali53) żyda! dali ż y d a !“ i poczęli go
„batogami ćwiokać“54). Żyd z początku oganiał się kijem, ale potem
-
29
-
віє mogąc dać sobie rady, zaczął zmykać ku wsi. Chłopaki i dziew
częta za в і т : Jedni „porozali“ go bryłami, drudzy biii batam i —
reszta śmiała się i wołała za nim „Żydzie! g.... za tobom idzie;
woło, kwicy, żebyś mu doł cycy!“ Kiedy żyd już był daleko, pa
sterze wrócili do bydła i przyśpiewywali mu ja k tylko umieli tak
długo, aż zniknął im całkiem z oczu.
Słońce tymczasem wskazywało już 10. godzinę” ). W Wieliczce
ozwały się dzwony, zwołujące ludzi na nabożeństwo. Pasterze po
gnali ku domowi, aby mogli pójść do kościoła „na sumę“5").
W srocke.
Kapicka Wojtuś, Erancisia łot Stańdy, Piechówconka M arysia
i wiele innych dzieci wygnało gęsi ku dworowi na ściernie. Dzień
był pogodny — owsiana ściernią pełna była „kłosia“57) i traw y,
więc też gąski chodziły ładnie i zbierały owies. Dzieci usiadły razem
pod „Pańskim dębem“58) i zaczęły się bawić. Kapicka wyrobił
w „przykopie“ 59) duży piec z kominem i zaczął w nim palić. Stańdzionka nazbierała dużo „śeiernionki“ i „krówskich łajen“. Piechów
conka narobiła „chleba z g lin y “ — m iała także „łopatkę“ i „¡ioeiosek". Kapicka napaliwszy w piecu, wymiótł ogień, a Piechówconka
wsadziła chleb. Kiedy chleb był w piecu i dzieci czekały, aż się
upiecze, pobiegła Stańdzionka i narw ała grochu. Inne dzieci zaczęły
się prosić, aby im go dała. Ona jednak kazała im sobie go wygrać
i uszykowała je do gry „w srocke“.
Wszyscy usiedli na „przykopie“. Stańdzionka wzięła „stroncko“
grochu do ręki, pokazała je Piechówconce i rzekła: „Srocka jedzie“.
Piechówconka jej odpowiedziała: „A jo po n i“.
Stańdzionka: „W iela koni?“
Piechówconka: „Sześć!“
Stroncko liczyło 6 ziarnek, więc Piechówconka dostała „stroncko“. Potem Stańdzionka przyszła do Kapicki i rzekła do niego jak
przedtem do Piechówconki: „Srocka jedzie“. K apicka: „A jo po|ni“.
Stańdzionka: „W iela ko n i?“ Kapicka: „Stéry“. „Stroncko“ miało
6 grochów, zatem Kapicka nie dostał nic. Tak szła Stańdzionka od
jednego do drugiego i które dziecko zgadło liczbę ziarnek grochu,
to dostało „stroncko“, a nie, to zjadała je Stańdzionka. Skoro się
skończył groch, skończyła się i gra.
W konopki.
Łoprysionka Hanusia przygnawszy krowy do domu, nie spróżnowała ani chwilki, bo zaraz m atka w ynalazła jej nowe zajęcie.
— so —
Oto właśnie kazała jej bawić maleńką W iktusię, a sama poszła
przygotować naczynie „do doja“. Hanusia „nie skrzyw iła się“ b y
najmniej, ale z największą ochotą „porwała dziecko na rękę“ i po
biegła z niem „na łogród“, aby się przypatryw ać, jak się inni
malcy przy bydle zabawiają. Luzarowna Józia, W yligałki : Sobek
i Domin, W orońcyk Wojtek i wiele innych dzieci ustawiło się do
zabawy „w konopki“. Utworzyli duże koło, pochwytali się za ręce
i poruszając się ciągle w prawo lub lewo, przyśpiewywali innym
dzieciom, stojącym na uboczu, chcąc je w ten sposób do siebie
przywabić :
„Bawilimy sie w konopki —
Ale były małe snopki :
Mało noSj mało nos —
A ty Hanuś choć do nos !“
Hanusia posadziła W iktusię na traw niku i sama przyłączyła
się do zabawy śpiewając razem z niemi:
„Bawilimy się w konopki“ i t. d.
Po Uoprysionce przyłączyła się do zabawy Lineosconka, za
nią inne, tak źe wkrótce koło zastało prawie cały ogród i żadne
z dzieci nie próżnowało na boku61).
W ciuciubabkę.
W tem ozwały się głosy: „Bowwa sie teroz w ciuciubabkę!“
Zgodzono się natychm iast i dwoje dzieci wystąpiło z koła na środek :
Luzarowna Józia i Łoprysik Józek. Koło stanęło i Loprysik rzekł
do Luzarowny, która miała zawiązane chustką oczy i nazyw ała się
dlatego „Ciuciubabką“:
„Babko zwonio!“
Luzarowna odpowiedziała mu :
„Nie słyse“.
Łoprysik: „Babko g rajo !“
Luzarow na: „Nie słyse“.
Łoprysik: „Babko tańco!“
Luzarowna: „Nie słyse“.
Ł oprysik: „Babko bedziecie jeś g rzy b k i? “
Luzarowna : „Bede ! Bede !“
Ł oprysik: „Posukojcie se w d..e_ ły sk i!“
Na te słowa poczęła „Ciuciubabka“ Łoprysika gonić — a on
przed nią uciekać po całem kole. Loprysikowi wolno było uciec na
SI
—
zewnątrz z koła i każda para dzieci, gdy się do niej zbliżył, pod
nosiła ręce do góry, aby mógł prędzej poza koło uciec. Luzarownie
t.j. „Ciuciubabce“ nie było wolno opuszczać koła i dlatego na zbli
żenie się jej do stojących wkoło dzieci, została przez nich odepchniętą.
„Łogiń ! ło g iń !“ wołały wtedy dzieci i zniżały ręce ku ziemi, aby
nie mogła „pod nie podlecieć“. „Babka“ musiała pozostawać w kole
tak długo, póki nie, złapała zuchwalca, który „przedrzyźniał sie z ji
ślepoty“. Złapany Łoprysik został „Ciuciubabką“ i natychm iast
zawiązano mu oczy. Po nim „Ciuciubabką“ były po kolei rozmaite
dzieci jak : W yligałka, Lencosconka i wiele innych. Zabawa trw ała
póki wszyscy pasterze i pasterki nie zostały „Ciuciubabkami“ 63).
W kaszkę.
Śród tego W iktusia zaczęła się zrzędzić i płakać. Hanusia
chcąc ją uspokoić, zaczęła jej „kaszkę warzyć“.
W zięła ją za rączkę lewą ręką, a prawą pokazywała jej dołeczek na dłoni i mówiła:
„Tu, tu, śloćka kaśke waziła —
Tu, tu, tu se d..ke śpaziła“.
Potem chwyciła ją za wielki paluszek i rzekła :
„Temu dała na misecke“ —
za wskazujący :
„Temu dała na łyzecke“ —
za średni większy :
„Temu dała do gorпеска“ —
za średni mniejszy :
„Temu dala do czupecka“ 63) —
za m ały :
„Temu łebek łu rw ała“
„Fur do potocka!“
i ręką podjechała W iktusi pod lewą „pazuske“, gdzie cliwiąc ją
i łechtajac, mówiła z uśmiechem :
„Tu sie skryła — tu, tu, tu!
—
32
-
W muške.
W iktusia z początku przypatryw ała się ciekawie „srocce“,
a potem zaczęła się śmiać głośno i przestała płakać. Lecz nie na
długo, bo wkrótce zaczęła „kwilić na nowo“ .
H anusia pobiegła ku stodole, stanęła na płocie, urw ała parę
śliwek i przyniosła dziecku na uspokojenie. W łożyła jej do rączki
a potem prosiła, aby jej napowrót oddała :
„Plosi Dziaduś na rany.
Bo mu się trzęsą g a łg a n y “.
„Plosi muska do gornuska,
Co łuprosi, hap do brzuska!“
„Plosi muska do gornuska,
Co łuprosi, łap do pyska!*
i kiedy W iktusia zbliżyła jej do ust śliwkę, chwyciła ją Hanusia
wargami. To podobało się dziecku — śmiało się i tak bawiło się
dalej.
W kosianie.
Grdy i ta zabawa uprzykrzyła się W iktusi, chwyciła ją H a
nusia za obie rączki, zaczęła nimi klaskać czyli „kosiać“, przyczem
śpiewała jej następującą piosenkę:
„Kosiany, kosiany:
Pojedziemy do mamy,
Da od mamy do ta ty
Po kozusek kudłaty —
Da łot ta ty do dziatka:
Do nom grajcor na jabka !
W szystkie te jednak zabawy dziecinne uspokoiły W iktusię
tylko na chwilkę, bo zaraz zaczęła się na nowo zgrzędzić. „Chciało
jej się piersi“. To też H anusia poniosła ją czemprędzej do matki.
W cyrke.
Było to późną jesienią. Na polach już nie było ani snopka
zboża. Siana — koniczyny dawno pokoszono. Nawet ziemniaki
i kapusty po większej części uprzątnięto w porządku. Tylko pło
nące „kupy badyli“ i olbrzymie słupy szarego dymu ukazyw ały
się miejscami „po ziemniaczyskach “ i zapach pieczonych kartofli
rozchodził się w powietrzu. Klimek Baranik, Jasiek Stańdecka,
Piechowecki i Kmiecik „zegnali bydło do kupy“, a sami postano
-
33
—
wili urządzić jaką zabawą. Z początku były głosy, aby się bawiońO
„w weszele“, ale spostrzegli niektórzy, że nie ma „dziełuch" na
„panio młodo“ i na „druchny“. Wreszcie połowa oświadczyła się
za „cyrką“64). Zaraz skoczył Kmiecik Ludwik i zakreślił „bicyskem“65) wielkie koło na ścierni. Grdzie koło było niewyraźne, tam
granice w ytknięto „krowiemi łajnam i“. W środku koła zrobiono
dziurę i położono przed nią m ały kamyk. Śtańdecka „łurznął w krzokag Kmieciowyg“ 2 p a ty k i: jeden dłuższy „na cyrke“, a drugi
krótszy „na police“ i wskoczył do koła. Reszta pasterzy odbiegła
0 jakie 100 kroków i gotowa była do łapania „cyrki“. Śtańdecka
położył mniejszy patyk na kamyku tak, że jeden koniec jego spadł
do owej zrobionej dziury w środku koła — a potem dłuższym pa
tykiem uderzył zamaszyście w drugi koniec tak, że ten jak z procy
wyleciał w górę i spadł przeszło 100 kroków za kołem: w ręce
Kmiecika. Kmiecik złapawszy „cyrkę“, rzucił ją do koła i nie
chybił, bo spadła tuż u nóg Śtańdecki, pomimo, że ten usiłował
ją napowrót „palica“ podbić w górę i w ten sposób zamiar Kmie
cika udaremnić. Kmiecik w ygrał i wszedł do koła. Śtańdecka oddał
mu „cyrkę“ i „palicę“ do ręki, a sam poszedł „łapać“ z innymi.
Kmiecik ustaw ił się do „rzucania“ podobnie jak jego poprzednik
— lecz okazał się o wiele zręczniejszym, bo „cyrka“ wyleciała
bardzo wysoko, minęła łapającyeh i spadła blisko 300 kroków“6) za
kołem, nie dostawszy się nikomu do rąk. Podniósł ją Barani к i przy
niósł napowrót Kmiecikowi — a ten „rzucił“ ją powtórnie — jeszcze
wyżej i dalej jak poprzednio. Tak rzucał Kmiecik więcej jak kw a
drans. Jego „komracio zaczęli sie już gniewać na niego, bo żaden
więcej nie mógł się dostać „do koła“. Toteż zauważył to Kmiecik
1 tymrazem rzucił „cyrkę“ tylko na 200 kroków, gdzie stał Piechówecka Sobek. Po Sobku złapał „cyrke“ Pietrek, po nim W ałek,
a zanim przyszła do ostatniego pasterza — było już późno w ie
czorem i trzeba było bydło brać z pola. Rozlecieli się więc wszyscy
do swoich krów i pognali je każdy ku swemu domowi.
W złoto kule.
Na drugi dzień była niedziela, Kmiecik Ludwik i M ikułka
Jasiek przygnali wczas krowy na Kamieniec67), aby je mogli przed
„sumą“ dobrze napaść i zawrzeć do stajni. Krowy chodziły „po
rumowisku“ 68) i zryw ały różne chwasty słodkie, nie ruszając się
prawie z miejsca. Niebawem przygnały także bydło w te strony
—
34
—
obie Symsconki A ntosia i M arysia. R u sin k a i M arkoscyki szli do
kościoła — a widząc p asterzy na kamieńcu, przy łączy li się do nieb
i w krótce razem rozpoczęli szereg rozm aitych zabaw. I ta k g ra li
najpierw „W złotą k u lę “.
M ikułka usiadł na pagórku — a reszta koło niego. W ziął do
ręki 2 kam yki i na jednym z nich zrobił znaczek69). Potem dał
ręce za siebie i oba kam yki zatrzym ał w prawej. W ystaw ił następnie
obie ręce przed siebie, mając zacięte mocno obie pięści i spytał się
najpierw Kmiecika: „Gadoj, Gaduła, w który ręce złoto k u la ? “
Kmiecik wskazał na lewą rękę i nie zgadł. M ikułka dał po
nownie obie ręce za siebie, przełożył kamień ze znakiem do lewej
i potem mając zacięte pięści, wystawił obie ręce przed siebie z za
pytaniem : „Gadoj Gaduła, gdzie moja złoto k u la ? “ Kmiecik pokazał
na praw ą i tym razem zgadł. D ostał za to laskowego orzecha od
M ikułki i oba kamyki do lewej ręki. Kmiecik schował orzecha —
a kam yki przełożył do prawej i następnie wystawiając obie ręce
przed siebie, odezwał się do Antosi Symsconki : „Gadoj Gaduła, gdzie
mojo złoto k u la ? “ Symsconka zgadła za 4. razem. Po niej inne —
a kiedy już wszystkie odgadły, gra się skończyła10).
W górnistwo.
K rowy prawie jeszcze „skubały“ na tem samem miejscu, co
i poprzednio i pomimo, że grę zakończono, nikt nie odchodził „z k u p y “
— ale wszyscy czekali dalszych rozkazów starszych pasterzy.
W tem ozwał się M ikułka: „Wiecie co, bowwa sie „w górnistwo“ !
Jo tu wiem to tak i dziurze w kamieńcu, co sie możno do dołu
spuscać, a potem na wierzk wyłazić. Jeden poniesie copke w ience
nibyto kagonek ji bedzie łudawoł górnika, a reśta bedzie sie za
nim spuscała. Tymcasem dziełuchy nieg nom przypilnuje b y d ła !“
W szyscy zgodzili sie na to. Symsconki zostały przy krowach —
a „chłopoki pobiegli za Mikułkom do potoka“. Nad potokiem ■
w jednym pagórku była głęboka dziura zrobiona przez wodę i wyjście
było na dnie potoku. Czemprędzej pozdejmowali odzież i dalejże
„do dołu“ : naprzód Kmiecik z kapelusem niby kagonkem w renoe.
Za nim M ikułka i ktoś jeszcze. „Hu! hu! h u !“ jęczy „m asyna“
i wszyscy już „na dole“. „Ech! ech! ech!..“ Kopią sól... i niebawem
widać jednego górnika na dnie potoku. Niesie na plecach bryłę
ziemi... Za nim drugi i trzeci... podobnie obładowani... nibyto solą.
Złożyli sól na boku — znowu się spuszczają do szybu całkiem
—
35
~
nago, aby nie powalać i nie podrzeć odzierzy. W tem ukazał się od
domu S tary Kmieć, który zauważył, że chłopaki bydło tylko na
jednem miejscu „wisajo“ — a sami się w najlepsze w potoku bawią
i już naprzód groził im — głównie swemu Ludwikowi z daleka.
Zaledwie zobaczyli go pasterze, wypadli „z dołu“ i porwawszy
z kupy odzież, jak a była pod ręką, każdy um ykał z bydłem w swą
stronę. Pędząc za krowami, ten wdziewał koszulę, tam ten portasy —
inny kamizelkę, Kmiecik o mało, źe śród ubierania się w Mikułkowe pantalony od ojca nie dostał „palcotem“ 71), bo były na niego
ciasne i wąskie „w kroku“ tak, że zaledwie zdołał w nich naprzód
postąpić. Poczciwe „Kmiecisko“ zamiast ukarać syna, obrócił sie
w inną stronę i śmiał się serdecznie. Skoro wrócił do domu
p a
sterze zegnali znowu bydło razem i zaczęli się na nowo bawić. Tym-:
razem oddawali sobie nawzajem w pośpiechu pozamieniane suknie. Śmie
chu i żartów było co niemiara — a najwięcej z Kmiecika Ludwika.
*
*
*
Tych wszystkich zabaw umieli pasterze sierscy przed 20 la ty
tak ą wielką ilość, że chcąc je wszystkie dokładnie przedstawić,
trzebaby dosyć spore dziełko o nich napisać, co naturalnie nie jest
wcale naszym zamiarem. Nam rozchodzi się nie tak o dokładne
wyczerpanie m ateryału ludoznawczego w tym kierunku jak raczej
0 podanie najgłówniejszych cech charakterystycznych wszystkich
tych zabaw w ogólności — i dlatego zabawy powyżej przytoczone
podaliśmy tylko dla przykładu, jakby na poparcie i dla uzupełnie
nia wypowiedzianych w tym względzie zapatryw ań. Śpiewkom
1 oracyom pasterskim, zagadkom, gadkom i dorocznym obchodom,
które tu całkiem pominęliśmy — a które do pewnego stopnia
należą do zabaw pasterskich, jak to już na wielu miejscach wspo
mnieliśmy, zamierzamy w przyszłości poświęcić szereg osobnych
rozprawek’3). (Porów, uwagę 37.).
L udw ik Młynek.
(Ciąg dalszy nastąpi.)
