c89af5d36af9767b257f35ced7e7c8c6.pdf
Media
Part of Świat zmarłych . Zwyczaje i zapatrywania ludu polskiego w Galicyi zachodniej/ Lud, 1902, t. 8
- extracted text
-
—
48
—
p o w a b u i zajęcia. P rof. M alinow ski w swej ro z p raw ie »O nie
k tó ry c h w y razach lu d o w y ch polskich« (K rak ó w 1892. N akł. A kadU m iejętności) w y k azu je w p ły w k o lo n izacy i ru m u ń sk iej, k tó ra
m iała sięgać, aż n a M oraw ę. K to wie jed n ak , czy p o cz ątk u ty c h
w ielu w y ra zó w i zw yczajów nie n ale ż a ło b y szukać w bardziej
zam ierzchłej przeszłości — n a razie je d n a k tru d n o o tem ja k i
k o lw iek sąd w ydać.
Dziś g d y z p o stęp em k u ltu ry z n ik n ęły niep rzejrzan e b o ry ,
zm alały s ta d a ow iec, d ra p ie żn i ich n iep rz y jaciele zostali w y t ę
pieni, n a p ó ł dzicy juhasi, bacow ie i zbójnicy zam ienili się
w sp o k o jn y ch i db ały ch o d o b ro gości g o sp o d a rz y i p rz e w o d n i
kó w , dziś re sz tk a te g o p aste rsk ie g o życia, k tó re ty lk o siłą w a
ru n k ó w p rz y ro d y g ó rsk iej m usi się n ad a l u trzy m y w a ć, stanow i
n iejak o p a m ią tk ę i obraz d aw n y ch m inionych czasów , o k tó ry c h
g ó ra le w sw ej piosence z żalem w spom inają :
Zahucały góry, zasum iały lasy :,
»Kany sie podziały nase dawne easy«.
Dr. Zygmunt Jaworski.
Г
Ś w ia t
z m a rły c h .
Zwyczaje i zapatrywania ludu polskiego w Galicyi zachodniej.
P rze d zgonem .
C złow iek p rz y ch o d zą cy do k o g o w czasie obiadu, w ró ż y
so b ie d łu g ie życie.
G d y p ań stw o m łodzi idą do ślu b u i sp o tk ają się z o rsz ak iem
p o g rz eb o w y m alb o zastan ą w kościele k a ta fa lk , um rze w n e t
jed n o z nich.
Jeżeli się n a ołtarzu po stro n ie p a n a m łodego św iece ciem niej
św iecą, oznacza to, że będzie krócej żył, niż żona i na o dw rót.
K to z p a ń stw a m łodych zg u b i pierścionek, w n et umrze.
C złow iek m ający żyłę przez nos, nie będzie d łu g o żył —
ró w n ież »nie będzie się chow ać« dziecko, k tó re p rzy ch o d ząc n a
św iat, nie m a p aznogei, alb o g d y m a o b rączk ę n a głow ie.
—
49
—
G d y w y p a d n ie ko m u w czasie ob iad u w ilijnego ły żk a
z rę k i, to k to ś z to w a rz y stw a nie doczeka drugiej w ilii.
G d y k u ra pieje, pies w yje, g d y się kom u śni, że w p ad a
w dół szczególnie w a p ie n n y , lub w idzi b iałą gęś, m a to oznaczać,
że w dom u n a stą p i w n e t w y p a d e k śm ierci.
G d y ro ln ik o w i ziem ia b ard zo dobrze obrodzi, g d y w ogóle
n iezw y k le do b rze m u się pow odzi, w y c ią g a z te g o w ńiosek, że
B ó g d arzy go tą pom yślnością d lateg o , bo to będzie o statn i ro k
je g o g o sp o d ark i.
D om , k tó ry m a śm ierć naw iedzić, opuszczają ptaki.
Jed n e m u ch ło p u przep o w ied ziały w oły, że g o za ty d zień
w yw iozą n a cm entarz. B y d ło bow iem m ów i w nocy z dnia 24.
na 25 g ru d n ia.
Z anim śm ierć naw iedzi czyj dom, zapow iada sw oje przyjście
ró żn y m i znakam i. I ta k : G d y o b y w a te l w W a d o w icac h K u z ia
m iał um rzeć, chodziło coś po tro tu a rz e koło o k n a o 12. godzinie
w no cy — ch o ry K u zia nie doczekał ran a.
B ezp rzy czy n o w e trzeszczenie szkła pod n o g am i zapow iada
tak że śm ierć. K o b ie ta G ó rsk a zbierając się do kościoła, uczyła,
że jej szkło trzeszczy p o d n o g am i, pom im o, że g o tam nie b y ło .
N a stę p n eg o dnia p rz y szła w iadom ość, że ch rzestnik te g o pań stw a,
u k tó re g o służyła, um arł. T ym sposobem d aw ał znać o swojej
śm ierci.
Ś m ierć chodzi za k ażd y m człow iekiem , ale pokazuje się
ty lk o odw ażnym , a b y człow iek b o jaźliw y nie p rz eląk ł się i nie
um arł. P rzy ch o d zi o n a kom inem , lu b d ziu rk ą od klucza. Ś m ierć
czyli »kością« (p o w iat w ielicki) ukazuje się zw y k le jak o w y so k a
sm u k ła k o b ieta, o w in ięta w p rześcieradło z k o są w rę k u . M ałym
dzieciom , leżącym na łożu śm iertelnem , po k azu je się najczęściej
w p o staci k o ta.
T om asz G ó rsk i szedł od sw ojego ojca do A d am sk ieg o
i sp o tk a ł się koło g o d zin y 12. w nocy z k o b ie tą w y so k ą b iałą
i p o ch w alił P a n a B o g a, ale ona nic m u nie odpow iedziała.
W te d y G ó rsk i sp o jrzał jej ciekaw ie w oczy, a ona dopiero z a
p y ta ła »Coś ta k i c ie k a w y ? — M ezes człow iecze!« P rze lę k n io n y
począł u ciek ać i p rz y b y w szy do dom u, z a trzasn ą ł drzw i czemprędzej za so b ą i p o ło ży ł się n a ty c h m ia st spać, nie m ów iąc nic
nikom u. D o p iero n a d ru g i dzień opow iedział sw ojej kobiecie
o tem zdarzeniu.
P ew n em u chłopu b y ła śm ierć w kum y, n astęp n ie d ała m u
ró żn e zioła, zapom ocą k tó ry c h m ógł leczyć chorych, ale ty lk o
У
—
50
—
w ty m w y p a d k u , jeżeli ją zobaczy sto jącą w n o g a c h p rz y łóżku
c h o reg o . (D la te g o chłopa bow iem m iała ona b y ć zaw sze w i
dzialną.) G d y b y ato li za b rał się do leczenia w w y p a d k u , jeże lib y
się zjaw iła w gło w ach , ściąg n ie n a siebie u tra tę tej m ocy. P e w ie n
p a n w e dw orze chorow ał, a g d y g o n ik t nie m ógł uleczyć, za
w ezw ano te g o chłopa. T en, g d y przyszedł, zobaczył śm ierć s to
jącą w no g ach , w ięc za b rał się do leczenia i rzeczyw iście p rz y
p o m o cy ziół i odp o w ied n ich m odlitw u leczy ł pana. A le raz za
szedł ten chłop do ubogiej k o b ie ty , leżącej n a łożu śm iertelnem
i zd jęty litością n ad płaczącem i dziećm i, zaczął ją leczyć, m im o,
że śm ierć zo b aczy ł w gło w ach . W z ią ł się ato li n a wybieg" i a b y
m ieć śm ierć w n o g ach , k az ał odw rócić łóżko. S z tu k a je d n a k się
nie u d ała, g d y ż śm ierć się ro z g n ie w ała i odjęła m u d a r leczenia
in n y ch .
Ś m ierć p o sy ła p o słańców . R a z u p ew n eg o szedł chłop przez
las i słyszał, że coś o k ro p n ie piszczy. G d y się d o k o ła o g ląd n ął,
zo b aczy ł dużą k o ść za k o rk o w an ą . G d y p o d n ió sł ją i w y ją ł k o re k ,
w y sk o cz y ła z kości śm ierć, ujęła g o za szyję i poczęła g w a łto w
nie ściskać. C hłop ted y k rz y c z y : »P ani śm ierć zlituj się, nie d uś!
P rzecież ja m am słab ą żonę, m asę dzieci — cóż z niem i będzie,
g d y zo stan ą sierotam i?« N a to p a n i śm ierć m u od p o w iad a, że
o na go ta k z w dzięczności ściska i p rz y rz e k a mu, że jeszcze
d łu g o b ędzie żył, a g d y będzie m iał um rzeć, to m u poszle p o
słańców . C hłop żyje, żyje długo, aż doczek ał się, że m u w łosy
p o siw iały, zęb y w y p a d ły , stra c ił słuch, w zro k o słab ł i n o g i za
częły m u o dm aw iać posłuszeństw a. A ż n araz zjaw ia się p an i
śm ierć i zab iera go. C hłop te d y znów k rz y c z y : » P an i! czego
m nie b ierzesz? W sz a k p rz y rze k ła ś mi p o słać w p rzó d p o sła ń c ó w !
G dzież oni są?« N a to śm ierć m u o d p o w ia d a : »Czyż m ało jeszcze
m iałeś p o słań có w ? Czyż to, że ci w ło sy p o siw iały , zęb y w y
p a d ły , żeś o g łuchł, u tra c ił w zrok i siły w n o g a c h nie b y li p o s
ła ń c y ? J u ż tera z nic ci nie pom oże, — pójdź ze m ną. I z a b rała
g o i znikli oboje.
U m iera jący , zw łaszcza b o g a tsi, zapisują p ew n ą część g o
tó w k i n a m sze, w y m ag a ją , a b y g ró b b y ł w m iejscu do. słońca
w y staw io n em , suchem , d y sp o n u ją sobie, a b y im m u zy k a g ra ła na
p o g rz eb ie (mieszczanie), żeby ksiądz p rzem aw iał n ad g ro b em .
G rozi, że się »da w e znaki«, g d y b y nie uczyniono zadość jeg o
woli. P ijak , ła jd a k otrzym uje m iejsce n a g ró b p o d m urem ,.
ja k o p o g a rd liw e •— je st m u też zw ykle o b o jętn ą rzeczą, g d z ie
b ędzie p o ch o w an y . P ew ien g o sp o d arz um ierając, n a k a z a ł k re w n y m ,
—
51
—
a b y po je g o śm ierci sp raw ili ucztę dla dziadów . G d y je d n a k nie
uczy n io n o tem u zadość, nieboszczyk dop o m in ał się, strasząc do
m ow ników . S ły szan o m ianow icie w nocy stęk an ie i jęk i pod
łóżkiem , n a k tó rem ów g o sp o d arz u m arł Z abito w ięc w iep rzk a
i w y p ra w io n o u b o g im bal, d arząc ich p rz y te m pieniądzm i. To
p o sk u tk o w ało , bo jęk i u stały , a n aw et u m arły obeśnił się jednem u
z członków ro d zin y i dziękow ał za ucztę. (Zwyczaj w y p ra w ia n ia
uczty' p o śm iertn ej dla ubogich b y ł pow szechny w pow iecie
brzeskim . U czta ta trw a ła ca ły dzień, przyczem św iad k o w ie śp ie
w ali pieśni żało b n e pod przew odnictw em n ajsły n n iejszeg o o k o
liczn eg o dziada, jak im byd sw ojego czasu nieboszczyk Suchorab sk i, T e ra z p oszedł już ten zwryczaj w zapom nienie.)
P ew ien gosp o d arz, um ierając chciał, a b y żona dała po jeg o
śm ierci n a mszę, ale o n a te g o nie uczyniła pom im o przyrzeczenia.
G d y m iesiąc od śm ierci u p ły n ą ł, zaczęło strasz y ć w ieczoram i,
ale ty lk o w ted y , g d y się lam p a nie św ieciła. K o b ie ta dała n a
k ilk a m szy św., ale- to nie ustaw ało. U d a ła się w ięc do księdza
o ra d ę i pom oc. K siąd z u d ał się tam ze żan d arm am i, bo sądził,
że to m oże k to ś ta k ie g o figla sobie u rz ąd za ; w szędzie przeszu
kan o , p rzedsięw zięto w szelkie śro d k i bezpieczeństw a i siedziano
p rz y św ietle do pó źn a w nocy. S koro ty lk o zgaszono lam pę,
zaczęło coś zaraz rzu cać ziem niakam i, tłu c się ceb rzy k am i i tem
p o d o b n e a w a n tu ry w y p ra w iać. Zaśwfiecono lam p ę i opatrzono
w szędzie, czy czego nie m a, ale nic nie by ło , iy lk o zauw ażono,
że księdza zg in ął k rz y ż y k ze stołu. N aten czas zaczął ksiądz p ro
sić d u ch a o k rz y ż y k m ó w iąc: »Jó zefk u oddajże mi krzyżyk.«
W te j chw ili k rz y ży k p rzeleciał n ad głow am i obecnych i u p a d ł
n a stół. K siąd z ciąg n ą ł d alej: - »Józefku przecież ja ciebie d y s
pon o w ałem na śm ierć, rozgrzeszyłem cię i sądzę, że nie jesteś
w p iekle.« N a to o d p u k ał duch, że nie. N a p y ta n ie : »W czyścu»?
o d p u k a ł: ta k . C zegóż w ięc chcesz — m szy ? Znów o d p u k a ł duch
tak . »Ileż chcesz Jó ze fk u , a b y m szy odpraw iono« ? W te d y duch
zaczął p u k a ć i n a p u k a ł 10. G d y o d p raw io n o ш m szy, p rzestało
strasz y ć
U m ierający w idzi w szy stk ie g rz ech y przed sobą. J a k dobrze
służy ł P a n u B o g u , to w idzi anioła. N iek ied y op o w iad a o ta c z a
jący m go, że raz po raz się drzw i o tw ierają i że w chodzi nimi
lu b w ychodzi śm ierć — k tó rą zazw yczaj p o k a z u je — czasem widzi
d y ab ła. G d y ch o ry k o n a, zb ierają się koło n ieg o krew ni, dają
g ro m n icę -do rę k i, a b y go p ro w ad ziła do nieba i służyła m u
ja k o b ro ń od czarta, odm aw iają L itan ię do P a n a Jez u sa kona-*
—
52
—
ją c e g o , lub do M atki B oskiej i m o d litw y »siedm zam ków «. G d y
k o n a ją c y nie m oże skonać, k ła d ą g o n a rów nej słom ie, d lateg o ,
bo ta je s t w o ln a od w ęzłów , k tó re są sym bolem zw iązan ia
d u szy z ciałem i u tru d n ia ją rozłączenie się, alb o w k ła d a ją mu
n a szyję różaniec, szkaplerze, n ie k ie d y u b iera ją go w su k n ię
ślu b n ą, w k ła d a ją m u ślu b n y p ie rśc io n e k n a palec, w reszcie
d zw onią w dzw onek k o n ając y ch . J e s t pożądane, ab y , g d y c h o ry
k o n a i k o n w u lsy e rw ą jeg o szczękam i, nad staw io n o m u m iędzy
zęb y k o stk ę k re d y . G d y zęb y m u się zetną zostaje w u stach
u cięty k a w a łe k k re d y . P o sk o n an iu w yjm uje się te n k aw ałek
z u st i k to się nim o k ry d u je d o k o ła, m oże w szędzie pójść a nie
b ędzie w idzianym .
P rz y p ew n y m um ierający m zeb ran i b y li k re w n i i sąsiedzi
i śp iew ali pieśni żałobne. P rze w o d n ik tej cerem onii, nie z a m k
n ąw sz y książki, poszedł do d ru g ie g o pokoju, p o k rz ep ić się k ie
liszkiem w ódki. N a g le zam knęło coś k siążk ę z ta k im hukiem ,
że w całem dom ostw ie m ożna g o b y ło usłyszeć. W te d y p rz e
w o d n ik w ró cił do u m arłe g o , d o k o ń czy ł m o d litw y i śp iew y , zam k
n ą ł k siążk ę i po szed ł n a noc do w łasn eg o dom u.
Z araz po sk o n an iu p o d w iązu ją um arłem u bro d ę, a b y u sta
nie zo stały o tw arte , z a m y k a ją m u p o w iek i, k ła d ą c w ty m celu
n a oczy jak iś p ien iąd z n. p. daw niejsze cz te ry c e n ty , czego ato li
nie śm ie ro b ić ojciec lub m atka. N a ty c h m ia st po sk o n an iu nie
w puszcza się n ik o g o do u m arłeg o , po n iew aż te n się w stydzi,
g d y ż n ie je st od p o w ied n io u b ra n y .
K o b ie tę u b iera ją w b ia ły fa rtu c h i k a fta n ik cz a rn y lub
g ra n a to w y — dziecko u b ie ra ją biało zdobiąc tru m n ę k w iatam i
i o brazkam i, k tó re sk ła d a ją do tru m n y . W czasie u b ie ra n ia ro z
m aw iają z u m arłym , w ołając go po im ieniu, a b y się łatw iej d a ł
u b rać. G rzebień, k tó ry m czesano um arłego, w y rzucają, bo g d y b y
się k to p o tem nim czesał, to b y m u w łosy w y p a d ły . W tru m n ie,
sp oczyw ającej n a desce, u k ła d a ją u m arłeg o ta k , a b y n o g am i b y ł
zw ró co n y do drzw i. N a noc i w te d y g d y ciało m ają już w y p ro
w adzać n a cm entarz, za m y k a ją trum nę, przyczem p rzestrze g ają,
a b y te g o nie czynił ojciec, lub m a tk a
D la s ta re g o m ężczyzny
m a b y ć tru m n a p o m alo w an a n a czarno. N iek tó rzy życzą sobie
m ieć ja k n ajzw yklejszą tru m n ę, k tó rą n iek ied y , sam i sobie ro b ią
w późnej starości (jak n. p. mój ojciec). D la k a w a le ra lub p a n n y
m alu ją tru m n ę n a biało, d la k o b ie ty starszej na orzechow o.
—
53
—
P ogrzeb.
G d y już ciało u m arłeg o m ają w ynosić n a cm entarz, zw y k ł
przem aw iać ty tu łe m p o że g n an ia najznaczniejszy g o sp o d arz tej
g m in y — k ro p ią ciało św ięconą w odą, p rz ew ra cają sto ły , stołki,
w y p ę d zają b y d ło , a b y i ono w zięło udział w p o żegnaniu, u d e rz a ją
tru m n ą o p ró g . N a w óz w ynoszą ciało najbliżsi krew n i. W czasie
p rz ep ro w a d zan ia zw łok do k o ścio ła p arafialn eg o śp iew ają n a j
częściej p ieśń : » S traszliw ego M ajestatu P anie« lu b L ita n ię do
W sz y stk ich Ś w iętych. Jeżeli ksiądz m a w yjść po ciało, to zw y k le
proszą, b y w y szed ł do m ostu najbliższego kościoła, g dzie też
zw y k li w yczekiw ać. G d y m ąż um rze, a p o została w d o w a nie
w ychodzi z
dom u zaraz za tru m n ą, utrzym ują, że pozostanie
dłu g o w d o w ą i n ao d w ró t. K ie d y tru m n ę spuszczą do g ro b u , w e
d łu g p rzep isu з ło k cie g łęb o k ieg o , sy p ie n ajp ierw ksiądz ziem ię
n a tru m n ę, a to w ty m celu, a b y dusza um arłeg o , k tó ra po są
dzie B ożym
p o w ró ciła do ciała i w niem aż do tej chw ili się
zn ajduje, o p u ściła je ; n a stęp n ie czynią to sam o w szyscy obecni
z w y ją tk ie m k re w n y ch , g d y ż ziem ia przez nich rzucona g n io tła b y
b ard zo u m arłe g o . K re w n i ro b ią sobie n a świeżej m ogile znak,
b y nie zapom nieć, g dzie ich u m a rły spoczyw a. W ty m celu w b i
ja ją p a ty k , zasad zają drzewrko, albo — co najczęściej b y w a —
staw iają k rz y ż y k z d rzew a brzozow ego nie o b ra n eg o z k o ry .
W dzień śm ierci lu b w dzień p o g rzeb u , w rocznicę śm ierci,
w dzień u ro d zin lub w dzień Z aduszny zw y k li k re w n i d aw ać na
m szę św. za u m arłeg o . Często ta k ż e zw y k li d aw ać po p a rę ce n
tó w n a w y p o m in k i w czasie S ta c y i (drogi krzyżow ej) w m iejscach
o d p u sto w y ch (np. w O dporyszow ie koło Żabna),
W dzień Z aduszny p rzy ch o d zą do k o ścio ła na ochłodę
w szy stk ie dusze. W o k o licy K a lw a ry i Z ebrzydow skiej opow ia
d ają ludzie, że p ew n a k o b ie ta chcąc się o tem p rz e k o n a ć ,’ pozo
s ta ła n a noc w k o ściele i schow ała się p o d ław ki. O koło p ó łn o cy
zo b aczy ła ca ły zastęp dusz w chodzących do kościoła i z p rz e
strac h em u słyszała, ja k sobie m ó w iły : »Czuć w ty m kościele
duszę żyw ą«. P o czę ły jej w ięc szukać, a znalazłszy, ro z ta rg a ły
za k arę, że o k az y w ała p o w ą tp iew an ie w tej kw esty i.
P ew ien p ija k szedł z karczm y w zaduszną noc i p rzy szed łszy
p o d kościół, p o ło ży ł się spać. P rzebudziw szy się, w szedł do k o
ścioła i zobaczył, że jak iś ksiądz od p raw ia m szę św. G d y się m u
bliżej p rz y p a trz y ł, zdziw ił się bardzo, bo poznał w nim księdza,
k tó ry u m arł p rzed dziesięciu la ty . N a stę p n ie p o zn ał w tłum ie
б
—
54
—
e b e c n y c h w k o ściele sw o jeg o k m o tra, k tó ry tak że u m arł p rzed
k ilk u laty . G d y rzu cił się do ucieczki, zau w aży ł poruszenie p o m ię
d zy o b ecn ym i i usłyszał rz e g o ta n ie kości. G d y w y b ie g ł z ko ścio ła,
p rz y p o m n ia ł sobie, że to dzień zaduszny i dom yślił się, że w k o
ściele b y ły zeb ran e dusze um arłych.
S am o bójców ch o w ają p rz y m urze, w ro g a c h cm entarza,
ścieżkach, w o g ó le w m iejscach n iep o św ięcan y ch . T a k sam o m a
się rzecz z dziećm i niechrzczonem i. P o n ie w aż g ra b a rz chodzi po
w szy stk ich g ro b a ch , w ięc w in ien m ieć g ró b w p ro g u cm entarza,
b y w szy scy ludzie po g ro b ie je g o chodzili.
O duszy zm arłego.
P e w n a p a n n a śn iła się po śm ierci sw ojej znajom ej, dając jej
po lecen ie, a b y oznajm iła jej cioci, że jeszcze za życia w łożyła
b y ła do alb u m u 5 z ł , żeby zatem w y jęła je ciocia i ro z d a ła m ię
d zy u b o g ich . R zeczy w iście znaleziono 5 zł. w alb u m ie i uczyniono
zadość żąd an iu nieboszczki.
P e w n a m a tk a w y c h o w y w a ła b ard zo n ied b ałe sw oją córkę.
P o jak im ś czasie u m a rła ow a m atk a, a c ó rk a w stą p iła do k lasz
to ru i m o d liła się u staw iczn ie za m atkę. R a z p rzy szła do niej
w n o cy m a tk a i oznajm iła jej, że B ó g sk u tk iem jej m o d litw u li
to w ał się nad nią, nie sk azał jej n a m ęki czyścow e, ale n a k a z a ł
jej, b y o d b y ła p o k u tę n a ziem i, p o słu g u jąc córce i ty m sposobem
uczy n iła zadość za n ie d b an y m za życia obow iązkom w zględem córki,
O d te g o czasu p o zo staw ała p rz y córce, w y k o n y w u ją c w szelkie
p o słu g i. P o dw óch latac h p o d zięk o w ała córce n a k lęcz k ach za
jej m o d litw ę i ośw iadczyła, że się jej p o k u ta już skończyła.
P e w ie n ch ło p b y ł b ard zo ch o ry i ¿ażąduł k siędza. K siąd z
p rzy jech ał, ale chłop b y ł w te d y w silnej g o rączce i nie m ó g ł się
spo w iad ać. K siąd z te d y pow ied ział mu, że g d y mu się p o lep szy ,
to żeb y do nieg o przyszedł. W te n sam dzień je d n a k dan o znać
księdzu, że ten chłop um arł. W iec zo re m dnia, w k tó ry m o d b y ł
się p o g rz eb , siedział ksiądz w dom u i czy tał g azetę. N a g le zjaw ia
się ten chłop. K siąd z zm ieszał się bardzo, bo w iedział, że te g o
sam eg o dnia p o ch o w ał teg o chłopa. Z a p y ta ł się g o więc, czego
chce. C hłop odpow iedział, że przecie m u k siąd z k az ał przyjść,
w ięc przy chodzi. N a to k siąd z m u odpow iedział, że g o już s p o
w iad ać nie może, bo s ta ł już przed sądem B o g a. D u ch te d y w y
szedł z w ielkim ło sk o tem i znikł.
P e w ie n p a n nie w ierzył, że dusze zm arły ch p o k az u ją się.
B y ł jed n ak ten pan bardzo dobry i m iłosierny, daw ał chętnie
—
55
-
jałm u żn y i gdzie m ó g ł spieszył b ied n y m z pom ocą P e w n e g o ra z u
u m arła żona je g o zarządcy. W k ilk a dni po śm ierci zobaczył ją
ów p an sto jącą p rz y g um nie i sp o g lą d a ją c ą ku niem u m iłosiernym
w zrokiem . P a n się jej p rz y p a trz y ł, ale przeszedł. G d y się po
chw ili obejrzał, nie zo baczył nic w tem m iejscu. P o szed ł zaraz
do zarządcy, o p o w iedział m u o tem i z a p y ta ł go, czy u czy n ił
zadość w y m ag a n io m pog rzeb o w y m , a przedew szystkiem , czy d a ł
n a m szę za- dusze zm arłej. R z ą d c a odpow iedział, że nie. W te d y
p an d ał m u p ien ięd zy, za k tó re o d p raw io n o p ew n ą ilość m szy.
P o k ilk u dniach zobaczył p a n znów tę żonę, ale ty m razem n a d
zw yczaj w esołą. G d y się k u niej p rz y b liży ł, u p a d ła m u n a znak
p o d zięk o w an ia do n ó g i nic nie pow iedziaw szy znikła.
B y ła p a ra k o ch a ją cy ch się bardzo. P e w n e g o w ieczora po
miłej rozm ow ie po szedł m łodzieniec do dom u, ale n a drodze n a
p a d ł go zbój i zastrzelił. W tej chw ili sta n ą ł przed sądem B o g a '
i zo stał sk azan y n a p o tęp ien ie. B y zaś je g o narzeczona, k tó ra
do te g o czasu w io d ła życie nie odznaczające się m oralnością,
p o p ra w iła się i u n ik n ę ła p o d o b n eg o losu, p o słał go P a n B ó g
po śm ierci do niej. P rz y b y w sz y do p o k o ju narzeczonej, rzucił jej
p ierścio n ek i odszedł, zostaw iając w y p a lo n e śla d y stó p . P rzeraziło
to ta k ow ą p an n ę, że zem dlała ze stra c h u i do p iero służoa p rz y
p ro w ad ziła ją do p rzy tom ności. O d tej chw ili p o p ra w iła życie
i w stąp iła do k laszto ru .
D aw n y m i czasy, k ie d y od nas w y sy łan o w w ielkiej ilości
pszenicę do G d ań sk a, zd arzy ł się flisakom n a stę p u ją c y w y p a d e k .
O to z b y t silna b u rza zm usiła ich do szu k an ia sch ro n ien ia w n a d
brzeżnej chacie. W szed łszy do dom u, zobaczyli w tru m n ie leżącego
um arłeg o człow ieka, k tó re g o w id o k w cale ich je d n a k nie przeraził.
N ajspokojniej p rz y k ry li g o w iekiem , za p alili fajki i siedzieli
późno w noc, w y czek u jąc u sp o k o jen ia się żyw iołów . O koło p ó ł
n o cy strzelił n ajp ierw sęk w trum nie, a n astę p n ie w stał u m arły
i ro zp o czął b itk ę z flisakam i. Ju ż flisacy b y li blizcy p rz e g ra n e j,
pom im o, że ich k ilk u b y ło n a jed n eg o , g d y jed en sp ra w n iejszy
w ta k ic h zap asach » odw yrtnął« się n a m iejscu, chw ycił za »ksztoń«
(krtań, p o d szyją) nieboszczyka, a inni zaczęli go bić lag am i po
rę k a c h i plecach. W te d y u m a rły u p a d ł n a ziem ię, g d y ż już m i
n ęła jego g o d zin a i w a lk a się zakończyła. N a to m iast w eszła do
izby k o b ieta, k tó ra to w szystko w idziała oknem i k rz y k n ą w sz y :
»o zd rajcy ! toście się przyszli n ad um arłym znęcać?« zam knęła
drzw i i p o b ie g ła do w ó jta szukać n a nich spraw iedliw ości. Za«
j
—
56
—
g ro ż en i n iebezpieczeństw em flisacy, w y w a lili p o w ałę, n astęp n ie
w y d a rli strzech ę i uciekli.
P e w n a k o b ie ta u m ierając zo staw iła k ilk o ro m ało letn ich dzieci.
N ie za p o m n ia ła je d n a k o nich i p o za gro b em , lecz zjaw ia ła się
w dom u codziennie, m y ła je i czesała. N ajm łodsze —- n iem o w lę —
k a rm iła n a w e t w łasn ą p iersią. S k u te k a to li b y ł tak i, że dziecku
w y ro sła b ard zo w ie lk a g ło w a i czuć je b y ło ziem ią.
A b y się p o zb y ć d u ch a w ra cają ceg o do dom u, m odlą się,
d ają n a msze, k ro p ią w o d ą trzech k ró lo w ą i k re d u ją k re d ą św ięconą
ró w nież w u ro czy sto ść T rzech K ró li. Z w y k le p o tem d u ch p rz e s ta je
się u k azy w ać. G d y b y to je d n a k nie w y starczało , p o w ta rz a się to do
trzecieg o razu, a w te d y zaw sze u stan ie. Z w y k le s p o ty k a się
d u ch a w nocy, a n ie k ie d y i w dzień szczególnie w p o łudnie.
P o ja w ia on się w p o lu , w ogrodzie, w dom u, sta n ie czasem w e
d rzw iach i n a g le zniknie i t . p. . Z darzało się, że człow iek, co
n aru szy ł m iedzę, o d o ra ł sąsiad o w i p o la, siedział po śm ierci p rz y
m ied zy i p iln o w a ł te g o , rzu cając n a p rzech o d n ió w k am ien iam i
lu b b łotem . Często ta k ż e siedzi duch p o d m ostem i stra sz y prze^
cho d zący ch lu b przejeżdżających.
L u d w ierzy rzeczyw iście w p o jaw ian ie się duchów i n a tem
p o lu zd rad za n iep o śled n ią im ag in acy ę . K ie d y b r a t m ój, b ę d ą c
jeszcze k le ry k ie m b a w ił u rodziców w czasie w a k a c y i, odw iedził
g o k o le g a , obecnie p. D r. K . W p ię k n ą noc księżycow ą w yszli
n a p o b lizk ą g ó rę piaszczy stą, sk ą p o p o ro śn ię tą drzew am i i za b a
w iali się skacząc je d e n przez d ru g ie g o . W ła śn ie w te d y p rz e c h o
dził go ściń cem koło tej g ó ry szew c Ja b ło ń sk i. P o k ilk u dn iach
g ło śn o b y ło w o kolicy, że szew c Ja b ło ń s k i w ra c a ją c y z D ą b ro w y
w idział, ja k w n o c y w y p ra w ia ły d w a d y a b ły o rg ie n a gó rze
Z ającow ej (tak się n az y w a od sw o jeg o w łaściciela).
W w ielickim pow iecie u trzy m u ją ludzie, że dzieci niechrzczone u k az u ją się ja k o św ia te łk a ; w d ąb ro w sk im zaś, że są
to m ierniki, a raczej m iernicy, k tó rz y za życia źle p o la p o
m ierzy li i po śm ierci b łą k a ją się w m iejscach d o k o n an e g o f a ł
szerstw a.
Teofil Mleczko.
