10c584495dc31a4bf5bd04563f9c1270.pdf
Media
Part of O miłości u ludu w życiu i pieśni / Lud, 1902, t. 8
- extracted text
-
Ö miłości u ludu w życiu i pieśni*).
W A n ty g o n ie , n ieśm ierteln ej trag e d y i S ofoklesa, 2343 la t tem u
w ystaw io n ej w A te n a c h , czy tam y przy k o ń cu 3. a k tu w iersz n a s tę
pu jący , któ ry , p rzy sto so w an y nieco do n asz y ch w yobrażeń, ta k t ł u
m aczy K orneli U je jsk i:
Miłości, któż cię zwycięży :
Wszak równie grot twój się miecie
I na serce wielkich męży
I na ust dziewczęcych kwiecie. —
Morza przelatasz i błonie,
Kędy strumień brzęczy,
I syn nicestwa i ten, co swe skronie
W nieśmiertelne liście wieńczy,
Dla ciebie szaleństwem płonie . . . .
Słow a ta k d aw n e a m y śl ic h całkiem dzisiejsza. W ierzy m y
dziś w szyscy, że n ajo g ó ln iejszy m w y razem tej siły m o ra ln e j, k tó ra
łączy lu d zi w ro dziny, ro d zin y w społeczeństw a i p a ń stw a a w sz y st
k ic h i w szy stk o z B o g iem , j e s t m iło ść , — św ia t i jego p o rz ą d e k , to
dzieło m iłości bożej. B iorąc n a u w a g ę zn aczen ie w y ra zu w ciaśniejszy m z a k re s ie , w co d zien n em jeg o ro z u m ie n iu , zauw ażyć m u sim y
*) Rzecz niniejsza, odczytana na ogólnem zebraniu członków Buczackiego
Oddziału Tow. ludozn. 21. stycznia 1900., obecnie na nowo została przejrzana
i w miarę potrzeby poprawiona i uzupełniona. Obrazy i pieśni w tej rozprawie
zaw arte,m alują stan rzeczy z przed lat około dwudziestu, dziś już nieco zmie
niony. Miejscem jest Trzęsówka, wieś w powiecie kolbuszowskim, wówczas mająca
stary (z r. 1777.) kościół parafialny, stary pałko i starą szkołę „trywialną“, dziś
zaś w miejsce starej nową szkołę murowaną a nadto pocztę, kółko rolnicze ze
sklepem, czytelnię i żandarmeryę. — Całość opracowana na podstawie mojej
dokładnej znajomości języka i obyczajów mieszkańców tejże wsi Trzęsówki; pieśni
nie starszych nad 10—15 lat dostarczyli mi częściowo siostra moja Agnieszka,
dotąd zamieszkała w Trzęsówce i brat Jan, magister zakonny w Dobromilu, naj
więcej zaś i najpiękniejszych brat mój Walenty, uczeń gimnaz., zmarły w 17. r.
życia w Buczaczu 15. listop. 1900. Rzecz o stanie bezżennym i dotyczące pieśni
odnoszą się do czasów nieco nowszych a przysłał m ije obecny proboszcz i wielki
dobroczyńca Trzęsówki ks. Andrzej Konieczny.
15
— 226 —
że są sp o łecz eń stw a, n a w e t in te lig e n tn e , dla k tó ry c h m iłość to
czczy w y raz a jego dźw ięk w d u szach n ie z n a jd u je echa ; n ie m i
łość k o jarz y rodziny, to w arzy stw a i w iąże w całość społeczeństw o,
ale b ez w zg lęd n a , s z o rstk a , często b ru ta ln a w ła d z a , którci im ię
in te re s , z y s k , pożytek. I to w łaśn ie n a z y w a się cy w ilizacy ą, p o stę
pem , w y ższą k u ltu rą .
A p rzecież u przew ażnej części ludzkiego sp o łeczeń stw a rzecz
m a się in aczej. T em p a ń s tw e m , w k tó re m s ta re rz ąd zą p ra w a , to
lud. T u m iłość p a n u je niepodzielnie i bez w spółzaw odnika.
Z n am y życie tego o ra cza , co potem zlan y chodzi za pługiem ,
lu b zw ozi owoce sw ej pracy , albo p asie to w arzy szy sw y ch p ra c
i tro s k , k o n ie , b y d ło , lecz zn a m y je p o w ierzch o w n ie, bo w głąb
je g o d u szy n ie sposób n a m za jrzeć ; a przecież to życie cięż k ie,
s m u tn e , p ełn e tro s k i stra c h u — od k olebki aż do g r o b u — ja k o b y
p ro m ień bożego słońca ośw ietla i ożyw ia ogień m iłości.
Że ta k j e s t , w prow adzę n a dowód p a ste rz a i p a s te r k ę , w spo
m n ian eg o oracza i jeg o połow icę i k ażę im opow iadać p ie śn ią
sw e ż y c ie , sw e u c z u c ia , rozw ijać „m yśli p rzęd zę“ i sy p ać „uczuć
k w ia ty “.
W ja k ic h ż e k ie ru n k a c h objaw ia się m iłość u chłopka oracza,
u d ziew czyny w ie śn ia c z k i? Nie w in n y c h , j a k u n a s , ale silniej,
ale idealniej i szczerzej. M iłuje B oga ta k , j a k u czy go katech izm ,
chow a p rz y k a z a n ia , śp iew a p ie ś n i, h y m n y i m odlitw y n a cześć
B oga i Ś w ię ty c h , p rz e strz e g a zw yczajów i u sta w k o śc ie ln y c h , ja k o
p o śred n io od B oga pochodzących i m iłość B oga je s t p o d staw ą całej
jeg o e ty k i, w szelkich objaw ów jeg o m oralnego życia. M iłuje tak że
o jczy zn ę, co p ra w d a , n ie ta k , j a k m y, ale pod w ielu w zględam i
sz c z e rz e j, niż m y. M iłuje swój ję z y k i to ja k n a jc z y stsz y — g d y
m u si u ży ć w y ra zu obcego, p rz ek rę ca go w n iem iło sie rn y sposób,
b y choć z pozoru w y d ał się sw oj-skim , w łasn y m . N ie lu b i zm ieniać
sw ej siedziby, p rz y w iąza n y je s t do roli pradziadow skiej i tylko
ciężk ą k oniecznością p rz y n ag lo n y j ą porzuca. Z w yczaje i obyczaje,
k tó ry c h n a w e t śla d y w in te lig e n tn y c h sfe ra c h zag in ęły , on chow a
s ta ra n n ie t a k , ja k p rzed w iek am i. P ie lę g n u je cn o ty ojców, obcych
(i cudzoziem ców ) się boi i n ie m a do n ic h za u fa n ia a p rz y n a jm n ie j
m a się p rz ed n im i n a ostrożności. To je s t p ra k ty c z n a m iłość ojczy
zny, bardzo dobra.
Lecz lu d m iłu je ojczyznę i n a n asz sposób, o ile pozna je j
h isto ry ę w szk o le, czy z k a z a ń pleb an a. — W pieśn iach ślad y są
liczn e , że m iłość B oga i ojczyzny bu d ziła n a tc h n ie n ie dom orosłych
poetów.
— 227 —
P obożne p ie śn i czysto ludow e z n a m y w w y k w in tn e j szacie
poetów n a sz y c h ja k K ochanow skiego, K a rp iń sk ieg o i in n y ch . P ie śn i
zaś opiew ających m iłość ojczyzny w k ie ru n k a c h w yżej w sp o m n ia
n y c h je s t niew iele. W ogólności tre śc ią ich to np.: żal po strac ie
ojcow izny, tę s k n o ta za d o m em , g d y j e s t się n a w o jn ie, często
w y śm iew a n ie obcych a zach w alan ie ojcow skiego k ą ta i w s i, ja k o
n ajlep sz y ch n a św iecie. Np.
1. Bedzie wojna, bedzie,
Kto na nią pojedzie ;
Niejedna matusia
Płakać syna bedzie.
2. W Krakowie na sali
Niemcy tańcowali ;
Polak wąsem ruszył,
Niemcy uciekali.
Że i h isto ry czn e w y p a d k i, o ile doszły u szu lu d u , odbiły się
w jeg o p ie ś n i, dowodzi u ry w e k :
3. Dana, moja, dana,
Ojczyzna kochana;
A ja do ojczyzny:
Ojczyzna sprzedana.
W n ajp o w szech n iejszem ro z u m ie n iu m iłość oznacza chęć i ż y
czliw ość w z ajem n ą jed n ej płci dla d rugiej. T a k się rzecz m a i u lu d u ;
n a tem też polu n a jb u jn ie jsz e i n ajp ię k n ie jsz e p ieśń zn alazła k w iaty ,
k tó re zasiliły fa n ta z y ę n asz y ch n ajw ięk sz y ch m istrzów sło w a, ja k
to dobrze zn am y , a i zobaczym y z p rzytoczonych piosnek.
M iłość m łodych płci obojga uśw ięco n y m zw yczajem m a za cel
ty lk o m ałżeń stw o . T a m iłość rodzi się i d o jrz e w a , o siąg a w spo
m n ia n y cel — o siąg n ąw szy n ie o s ia d a , ale dobroczynny w p ły w dalej
szerzy, ro zgałęzia s ię , p o tę ż n ie je , lecz n ie o p ad a ; g a ś n ie , z d m u
c h n ię ta przez śm ierć a przecież żyje i za grobem .
W całem zaś tem życiu m iłości n aju ro d z ajn iejszem polem to
czas p o w staw a n ia i d o jrzew an ia m iło ści, czas p rz e d ślu b n y ; tu też
z a trz y m a jm y się dłużej i z b ierajm y te k w ia ty p ie ś n i, bo ich tu
najw ięcej.
D ziew ica w zd y ch a do m iłości:
4 . Świeci, miesiąc świeci,
Gwiazdy pomagają,
Moje czyrne (czarne) oczka
Kochania nie znają.
15*
— 2Ž8 — .
Albo jeszc ze w y raźn iej :
5.
Wejże (Weźże) mnie, sokole,
Na skrzydełka swoje
I zanieś mnie, zanieś,
Gdzie kochanie moje.
6 . Ojże, moja ojże,
Na którego (tego i owego) pojrzę,
A na mego Jasia;
Dajże mi go, Boże!
7. Moja matusienko,
Dajcież mnie za Jasia,
Spodobały mi sie
Kółeczka u pasa.
A nie tak kółeczka
Ino oczka jego :
Moja matusienku
Dajcież mnie za niego.
i
ч
Albo żarto b liw ie:
8.
Ojże ino, nie inaczej,
Dobrze mi się Jasiu znaczy ;
Taki dobry, jaka i ja,
Nie będzie: mnie nigdy bijał.
J a k z p io sn ek w id a ć , w ie jsk im bo g d an k o m podobają się ła d n i
chłopcy. J e m u zaś podoba się w ięcej gospodarność d ziew czy n y :
9. Pojechałbym do ni,
Ale nie mam koni,
Bo mi się spodobał
Porządeczek u ni.
Nie tak porządeczek,
Ino ona sama ;
Wyleciała oknem
Dała koniom siana.
S cen a o p isan a w pio sn ce 9. odnosi się do pierw szej jego
w izy ty w dom u je j rodziców . N ie g a rd z i je d n a k i on ła d n ą tw a
rz y c z k ą :
10.
Na wysokim dębie_
Turkoczą gołębie ;
Tę dziewczynę lubię.
Co ładna na gębie.
— 229 —
Z n an a n a m je s t p io sn k a n asz y ch p a n ie n : „...pościłabym środy,
żeby m i się d o stał ja k i chłopiec m łody. P o ściłab y m środy, p ościła
bym p ią tk i, żeby m i się d ostał n a Zielone ś w ią tk i“. Z n ajd u jem y
tu podobną pieśń. Lecz — rzecz ciekaw a — w iejsk ie p a n n y , w idać,
sierd zistsze s ą , bo n ie p a n n a , ale k a w a le r tu chce pościć i nie
tylk o w p ew ne d n i, ale n a w e t la ta c a łe :
11.
^
Dolina, dolina,
Wtej. dolinie kościół —
Żeby mi cię dali,
Trzy lata bym pościł.
Trzy lata bym pościł
I cztery niedziele,
Żeby mi cię dali
Twoi przyjaciele.
Do tej p io sn k i jeszcze w rócim y.
D ziew czy n a m a rz y o c h ło p c u , to znow p rz ek o m arz a się z nim ,
b ęd ąc z n im ra z e m :
12. Wiewióreczka w lesie
Orzeszek ni i nieśie.
Niesie, niesie wianek
Do mnie mój kochanek.
13. Oluś ! moja, Oluś !
N ie. dałaś mi doróść :
Doglądałaś na mnie,
Niby na latorość.
14. Kochajże mnie, kochaj
Ino'nie powiadaj,
Gorzałki mi nie daj,
Koło mnie nie siadaj.
W tej p iosnce 14. rzecz dzieje s ię , j a k w id a ć , n a schadzce
w k a rc z m ie , ale coram publico. D ziew czyna ra d a z jeg o uczucia,
ale n ie chce jeszcze n a ra ż a ć się n a zazdrość lub obm ow ę p rz y
jaciółek.
C hłopiec c h ę tn ie sobie p rzy p o m in a sw oją lu b ą , jej stro je , je j
za jęcia, d ro g ę, po k tó rej chodziła itp.:
15. Hej z pola, z pola
Wola,ski gnała,
Wybity, wyszyty.
Fartuszek miała.
— 230 —
16. Ola moja, Ola,
Ścieżka koło pola,
Którędy chodziła
Kochaneczka moja.
17. Ola, moja Ola,
Idą wołki z pola,
Idzie i cielisia,
Goni ją Marysia.
18. Oj w lesie, w lesie
Zamroczyłem się,
Zdybałem dziewczynę.
Ucieszyłem się.
N azn acza je j sch ad zk ę a zaw sze ja k ą ś ro m an ty c zn ą. P rzypop o m in ają się g aje, k alin y , ogrody i a lta n y n a sz y c h poetów np.:
19. Siwy konik, siwy.
Siod (deczko niesie ;
Czekaj mnie dziewczyno
W kalinowym lesie.
2 0 . Jadę ja se jadę
Na koniku gniadem,
Czekaj mnie dziewczyno
Pod wiśniowym sadem.
P rz y s łu c h a jm y się ich rozm ow ie, czyto n a sch a d zce , czy
w dom u je j m a tk i, czy też po drodze z k o ścio ła, k ied y on j ą p ro
w ad zi „za rę k ę “ . R ozm ow a to o rzeczach w ielu i o n iczem a dla
n ic h ta k p rz y je m n a :
21.
Gorzała lipka i jawór ;
Gdzieżeś się, Jasiu zabawiał ?
Zabawiłem się u Zosie,
Pasła koniki po rosie.
2 2 . Od Krakowa jadę,
Krzemienista droga;
Daj dziewczyno gęby,
Bój' się Pana Boga.
Dałabym ci gęby,
Żebyś nie powiedział,
Bo ja bym tak chciała,
Żeby nikt nie wiedział.
23. Diewczyno, kocham cię,
Nikomu nie dam cię,
— 231 —
Nie dam c íq nikomu,
Wezmę cię do domu.
24. Dyna, moja, dyna,
Ja parobek, ty dziewczyna,
Ja parobek chleba krajać,
Ty dziewczyna gęby dajać.
25. Dziewczyno, dziewczyno.
Tyś moja, tyś moja,
Bo ja cię prowadził
Za rękę z kościoła.
To ju ż o b razek bardzo czuły, k ied y dw oje m łodych prow adzi
się „za rę k ę “ z k o ścio ła, to ju ż dalszy k ro k n a drodze m iłości.
P ie rw sz y zaś k ro k ,' zaw iązanie u n a s rozm aicie się o d b y w a , ta k i
J a ś u rz ąd za to j a k n ajp ro ściej. P rzy p u ść m y , że w iezie drzew o z lasu
i sp o tk a d ziew czy n ę , k tó ra m u się „podoba“. W ięc spojrzy n a n ią
z u k o sa i z n ie n a c k a „ c h la śn ie “ b a te m po bosych n o g a c h , aż dziewrczy n a „siędzie“. Z bolu coś przem ów i zw ykle nie bardzo u p rz e j
m eg o , albo ro zg n iew a się i ciśnie za n im ja k im k a m ie n ie m , ale
w g ru n c ie rzeczy ra d a zap o zn an iu się i przed m a tk ą się chw ali,
że „ Ja sie k się do niej za le ca“. A le w róćm y do za k o ch an y ch ju ż
i słu c h a jm y dalej. Oto obiecuje je j złote góry, przyczem w idać
znajom ość g eo g rafii :
26. Ty moja dziewczyno,
Ty moja jodyno,
Ja tobie pojadę
Do Węgier po wino.
Albo g rozi, że u m rz e , jeżeli nie będzie łask aw a.
27. Kamień na kamieniu,
Na kamieniu kamień ;
Pamiętaj dziewczyno,
Moje imię na nim.
C zasem ona prosi go o coś:
28. W polu ber, w polu ber,
Na porębie proso ;
Kup mi Jasiu, buty,
Niech nie chodzę boso.
29. W polu ber, w polu ber,
Na porębie manna;
Kup mi Jasiu buty,
Niech ja będę panna.
— 232 —
J a k d o tąd, w szy stk o idzie n ib y z p łatk a. T y m czasem n ie róże
ty lk o z n a jd u ją ko ch an k o w ie po drodze do ś lu b u ; s ą , i ciern ie n ie
ra z bardzo p rzy k re. S ą one m oralnej i fizycznej n a tu ry . P ierw sze
to albo w s trę t i niechęć d ziew czyny do chłopca, albo niechęć jej
k re w n y c h do n ie g o , d ru g ie to m a ją tk o w e ró ż n ic e , choć te n ie często
o d g ry w ają ja k ą ś rolę, bo p a ry do b ierają się zw ykle jed n ak o w o
posażne albo p o łączo n em i,siłam i zdolne p o k ry ć b ra k i. In n e , ale ju ż
m oraln ej n a tu ry c ie r n ie , to boleść ro z łą k i, g d y on idzie n a w ojnę,
s tą d oboje ró w n y m ciosem są d o tk n ię c i; lecz najcięższa m oże boleść,
g d y je d n a s tro n a d ru g ą o p u ś c i, porzuci bez w zględu n a przyczynę.
Pozw ólm y im sam y m śpiew ać sw e żale:
30. Dolina, dolina,
W dolinie brzezina;
Wzionbym eie dziewczyno,
Nie da eie rodzina.
P rz y p o m in a się p io sn k a 11., w k tó rej „p rzy jaciele“ czyli k re w n i
n ie chcą dać dziew czyny.
31. W niedzielę rano, (2 razy)
Drobny deszcz pada:
Już moja dziewczyna ( 2 razy)
Do mnie nie gada.
To znów ona tę s k n i:
32. Czego ty płaczesz, czego żałujesz,
Diewczyno moja'?
Jakże nie mam płakać (2 razy)
Nie będę Twoja.
P e w n ą re z y g n ас у ę o b u stro n n ą zaw iera n a s tę p u ją c a pieśń,
w k tó rej chłopiec d la w z ajem n ej pociechy i je j i sobie przepow iada
le p sz ą , p a ń s k ą p rzy szło ść:
33. Ty pójdziesz ścieżką (2 r.)
A ja gościeńcem,
Ty będziesz panią (2 r.)
Ja będę księdzem.
Przed tobą będą (2 r.)
Czapki zdejmować,
A mnie jako księdza (2 r.)
W rękę całować.
— 233 —
A gdy pomrzemy, ( 2 razy)
Każemy sobie
Złote litery ( 2 r.)
Wybić na grobie.
N astępne--dw ie p io sn k i ciekaw e. W pierw szej plotki są p rz y
czy n ą ro złączen ia, w d rugiej zachodzi p rzeszkoda k a n o n ic z n a i ry w a l
n a d o b itk ę, j a k w y p ły w a z s e n s u :
34. Kochałem cię kochał,
Jako swoją duszę,
Przez ludzkie gadanie
Opuścić cię muszę.
35. Napiszę, napiszę
Karteczkę do Rzyma,
Gzy mi się należy
Stryj owa dziewczyna,
Nie twoja karteczka,
Nie twoje pisanie,
Nie twoja dziewczyna.
Nie twoje kochanie.
Moja to karteczka,
Bp ja ją napisał,
Moja to dziewczyna,
Bo ja ją kołysał.
U sp o so b ien ie u m y s łu , ja k o je d n a z cech c h a ra k te ru w a żn ą
o d g ry w a rolę i m oże być przeszkodą lub p rz y k ro śc ią :
36. Zielony gaiku,
Zielony, nacięty,
Nie dajże mi, Boże.
Dziewczyny zawziętej.
N ierów ność s ta n u j e s t przeszkodą. Szczególniej czułe są n a
n ią d ziew częta, zn acznie w ięc ej, niż n asze ideały. P odczas gdy
z ty c h k ażd y poszedłby za k sięcia albo jeszcźe w yższego, w iejsk i
id e a ł m ów i w p ro s t:
37. Dana, moja, dana,
Nie pójdę za pana,
Tylko za takiego,
Jaka i ja sama.
Co n a jw y ż e j, zgodzi się pójść za- te g o , co słu ży u p a n a , bo
choć w su rd u c ie ch o d zi, to przecież on dla niej z w ielu w zględów
bliższy :
— 234 —
38. Dana, moja, dana,
Nie pójdę za pana,
Tylko za leśnicę, (leśniczego i gajowego)
Kupi mi spódnicę.
M niej ju ż w y tłu m a c z o n ą , ale i rz ad szą je s t niech ęć chłopca
do d ziew czyny m im o je j p rz y m ila n ia się :
39. Nie pogiądaj na mnie,
Bo nie pójdziesz za mnie,
Pojrzyj se na tego,
Co pójdziesz za niego.
In n a w y ra źn ie n a rz e k a n a chłopców nieżyczliw ość :
40. Toczy mi się, toczy
Wianek po ulicy,
Gdzie się rozpodzieli
Moi zalotnicy ?
Jeden poszedł na flis,
Drugi na zające,
Trzeci wołki pasie
Na zielonej łące.
W y raże n ie „ n a flis “ stą d pochodzi, że d aw niej z ty c h stro n
chodzili n a zarobek ja k o flisacy n a W isłę do N adbrzezia i T a r n o
b rzeg a s tą d o k ilk a m il odległego. „N a za ją c e “ znaczy n a polo
w a n ie a p rzen o śn ie ta k ż e n a w łóczęgę po św iecie.
N ajh ardziej m iło sn y ból to te n , k tó ry pochodzi z rozłączenia,
g d y d w a se rc a , co dla siebie bić poczęły, n a g le ja k ą ś n iezw y k łą
przeszk o d ą zostały rozgrodzone a n ie m iały dość czasu , b y się do
tego przyzw yczaić. Z lis ta m i, rzecz n ie ła tw a , bo niezaw sze u m ie ją
p isać i n ie p o trafilib y sw y ch uczuć w y lew ać n a papier, w ogóle
m iłość n a odległość tu rzeczą n ie z n a n ą , choć czasem i lis ty się
piszą.
G dy zd arzy się rozłączenie n a zaw sze, g d y albo u m ie ra je d n o ,
albo oddali się n a bardzo dłu g o , w ta k im razie tę sk n o ta i boleść
dręczy serce przez czas ja k iś , ale w y śp iew a w szy się p ie ś n ią , w y
p łak aw szy żalem , w stosunkow o k ró tk im czasie p rz y ci cha i znika.
U m iera ń z tę sk n o ty i zaw iedzionej m iłości b ra k p ra w ie zupełny.
P o słu c h a jm y je d n a k p ie śn i:
41. Wyleć ptaszku w górę,
Daj dziewczynie wiadę,
Powiedz jej odemnie,
Że ja do niej jadę.
— 235 —
A jak nie dojadę,
Będę listy pisał,
Choćby mnie płakała,
Nie będę jej słyszał.
42. Będzie wojna będzie,
Kto na nią pojedzie,
Niejedna dziewczyna (waryant por.
Płakać chłopca będzie.
43. Chłopcy się żenicie,
Wojny nie boicie,
. A ja nieboraczek
Muszę być wojaczek.
44. Oj ożeniłem się
Na bidę, na bidę,
Pono cię dziewczyno
Odyjdę, odyjdę.
1)
To znów u ry w e k dłuższego opow iadania o P odolance, k tó rą
P odolak opuścił. Ś piew ano zw rotek k ilk a , ale w m oim zbiorze z n a
lazła się tylko jed n a. P ie śń z n a n a i gd ziein d ziej, w całości z n a j
d u je się u K o lb erg a:
45. Na podolu leży kamień,
Podolanka siedzi na nim,
Siedzi, płacze lamentuje,
Białe rączki załamuje.
M iłość dzieci d la rodziców i n a odw rót, o czem tu dodatkow o
tylk o w sp o m n ę, j e s t zn a czn a , ale pozbaw iona w szelkiej czułostkow ości ta k szkodliw ej n iera z w w y c h o w an iu m łodego pokolenia.
W ięcej serdeczności p rz ed staw ia sto su n e k córki (na w ydaniu) do
m a tk i, k tó ry też zachow uje się i po w y jściu jej za m ąż. M atce
zw ierza się w sw y ch kłopotach i tę sk n o ta c h ■
— m a tk ę też w ięcej
k o ch a niż o jca, któ rego n a to m ia st w ięcej się boi. Oto có rk a będąca
w obcej w s i, praw dopodobnie n a służbie, ta k tę s k n i za m a tk ą :
46. A idźże mi głosie
Po majowej rosie,
Niechże mie mój głosik
Do matusi niesie.
Wyjdzie malusieńka
I będzie słuchała;
Śpiewa moja córka,
Com ją wychowała.
— 236 —
P odobnie tk liw ą w dzięczność córki d la m a tk i zaw iera pio sn k a
w e se ln a :
47. Jak ci ja se pójdę,
Pójdę powędruję,
Mojej matusieńce
Pięknie podziękuję,
Dajże Boże zdrowie
Tej mojej matusi,
Co mnie wychowała
Sama robić musi.
P o słu c h a jm y i sieroty, k tó rą rodzice o d u m arii ; p rz y k ra je j dola:
48. Rodzice, rodzice,
Wy w grobie leżycie,
Ja się poniewieram,
Wy o tern nie wiecie.
Żebyś, ojcze, wiedział,
Co się dziej ď ze mną,
Powstałbyś ty z grobu,
Płakałbyś nademną.
Ze te n ra j z ie m sk i, k tó ry czasem stw a rz a m iłość, bez bolu,
p rz y k ro śc i, zaw odów zdobyć się n ie d a , m ów i o tern ogólnie p rz e
p ię k n a , choć k ró c iu tk a p io se n k a :
■49. Kochanie, kochanie
Gorsze niż więzienie,
Z więzienia wyjść może,
Z kochania broń Boże.
N aw iasem w sp o m n ę ta k ż e , że są i śro d k i n a m iłość, o k tó ry ch
je d n i ż a rte m , in n i z p rz ek o n an iem opow iadają, że sk u tk u ją . S ą to
zioła albo z ry w an e o p ew n y m cz asie, albo o trzy m a n e od jak iej
pobożnej n iew iasty , k tó ra j e św ięciła n a w ielu o d p u stach , albo
ja k ie ś ta jn e śro d k i, o k tó ry c h n ie chcą m ów ić. Z w ykle ta k ie „ziółko“
trze się n a proch i w sy p u je do pieczyw a. U żyw a się n a n ie w ie r
n y c h albo n a o ciąg ający ch się kochanków , albo dla zw ab ien ia ich
do siebie. Sposobności ty lk o trz e b a , a b y m u dać zjeść te n p lace k
(o n a p o ju n ie słychać) m iło sn y a „będzie za n ią la ta ł“, j a k opętany.
J a k w szęd zie, ta k i tu ta j m iłość i z śm ieszn ej s tro n y b y w a
u w a ż a n a , zw łaszcza, g d y się o b jaw ia w śród w a ru n k ó w m n iej sto
sow nych. P io sn k i podnoszą te śm ieszne- stro n y , czasem są tylko
w y b ry k ie m dobrego h u m o ru np.:
— 237 —
50. (Piosnka weselna)
Tralala pszeniczka,
Tralala owies,
Nie chce mnie kawaler,
Weźnie mnie wdowiec.
51. Ja do gęsi, ty do gęsi,
Poszły gęsi, niema gęsi ;
Poszły gęsi na wodę ;
Tyś mnie, Maryś opuściła,
A ja ciebie nie mogę.
52. Żebym ja był księdzem,
Tobym śluby dawał,
Która panna ładna,
Sobie bym zostawiał.
53^ Jak ci ja pojadę
Z góry do doliny,
Będą mnie płakały
Trzęsowskie dziewczyny.
54. Żebyś była katoliczka, katoliczka,
Całowałbym twoje liczka, twoje liczka,
Aleś ty jest luteránka, luteranka
55. W olszynie ja wołki pasła,
a) hola la,la, la, la,
W olszynie mnie nocka zaszła, Ъ) raz, dwa, trzy,
W olszynie ja wołki zgubiła, a) j. w.
W olszynie mnie matka biła,b)
w.
Ktoby mi te wołki znalazł,
a)
Dałabym mu gęby zaraz.
b)
Poszedł Jasio do olszyny,
a)
Przygnał wołki swej Maryni.
b)
Marynia się radowała,
a)
I Jasiowi gęby dała.
b)
M iłość niedozw olona k arze się p iek łem , am o ry w spóźnionym
w iek u b y w ają w y śm iew an e.
56. Parobeczku gładki,
Nie chodź do mężatki :
Będziesz w piekle gorzał
Po same łopatki.
Po same. łopatki,
Po same ramiona:
Dopięro się dowiesz,
Co to cudza żona.
— 238 —
57. Stare baby narzekają,
Że ich chłopcy nie kochają,
A to co ? a to co ?
Stare baby ladaco !
58. A mój tatuś nieboszczyczek,
Daj mu, Boże niebiosa,
Stare baby brał na taki (taczki)
I wywoził do łasa.
„P rzy Bożej pom ocy“ , przebyw szy bez sz w a n k u dolegliw ości
i k lopoty n a drodze m iłości n a p o ty k a n e , dopływ a w reszcie p a ra
m łoda do u p ra g n io n e g o p o rtu , do ślu b u a raczej do w esela. J e s t
to je d y n y c z a s, w k tó ry m uśw ięco n y m zw yczajem wolno p arze
oraczów zapom nieć, o codziennych k ło p o tach , w olno oddać się ra d o
ści bez o g ran iczen ia. D latego też szczogólniej d ziew czy n a m arz y
0 te m , aby w esele w ypadło ja k n a jh u c z n ie j, b y trw ało ja k n a j
d łu ż e j, bo to w calem życiu je d y n a w ią z a n k a chw il ja s n y c h , w ol
n y c h , w e so ły c h ; po n ic h ju ż n a s tę p u je d łu g ie , sza re pasm o dni
p racy , d n i trudów , oznaczone w życiu w spólnem w ieśniaczej p a ry
m ia n e m : „b ie d a “. Z a p y ta n y lu b z a p y ta n a , co u niego lu b u niej
s ły c h a ć , o d p o w iad a; „ S ta ra b ied a“. S tą d i p rz y sło w ie : „W esele, oj
w esele, po w eselu b ie d a “.
U roczystość to p e łn a cerem onii i sym bolicznych zw yczajów ,
k tó rej opis d o k ład n y za ją łb y sporą k sią ż k ę , ale że to k o ro n a ty ch
zabiegów m iło sn y c h , p ie śn ią szczególniej u św ie tn io n a a w p ieśn i
tej cały sk a rb ra d o ści, h u m o ru , ż a rtu , sym boliki j e s t złożony, w ięc
p rz y to c z ę , co ciek aw sze, n a dow ód, że u roczystość ta k w a żn a
w ży ciu i p ie śn i u dzieliła n a tc h n ie n ia , n a d a ła je j n a w e t osobne
piętno.
W e sela części w ogólnych zary sach s ą : 1. p rzy g o to w an ie i ze
b ra n ie się g o ści, w icie rózgi i pochód do kościoła, czyli czas przed
ślu b e m , 2. ślu b , 3. pow rót od ś lu b u , u c z ta , zaczep m y czyli u b r a
n ie p a n n y m łodej w czepiec, w reszcie u c z ta w e se ln a g łó w n a , często
1 ta k zw. p o praw iny, bezpośrednio po w eselu lub w ty d zień później.
C ałość zab iera p ra w ie p ełn e trz y d n i i ty leż nocy. T a ń c e , śpiew y,
m u z y k a — w y jąw sz y k ró tk i spoczynek i p o k rzep ian ie się sn em
i ja d łe m — trw a ją bez przerw y.
P o słu c h ajm y ty c h p ie ś n i:
Oto p rz y w iciu „rózgi“ śp iew a ją d ru ż k i: (Rózgą n a z y w a się
rodzaj b u ła w y w e se ln e j, p rz y b ra n e j k w ia ta m i, w ia n k a m i z b a r
w in k u , ja b łk a m i i w stążk am i)
— ‘239 —
59. Panie Boże, dopomóż nam
T q różyczkę uwić
I nazajutrz raniuteńko
Weselu usłużyć.
60. Miesiączek świeci,
Dajcież nam nici
I soli chleba,
Bo nam go trzeba.
61. Wijemy rózeczki,
Z drobnej niteczki,
Taczamy po stole ;
A. przy parzcie się, matusiu
To wysługi moje.
N u ta p ieśn i je s t p rz e c ią g ła , te m a tu d o starcza robota sam a,,
j a k w 59— 61., albo p ań stw o m łodzi i ich ro d z in a , albo drużbow ie:
62. Rozleciały się siwe gołąbeczki
Po lipach, po lipach;
Po czem poznać młodego ?
Po ślipiach po ślipiach.
63. Przyjechał do mnie,
Ubrał się szumnie,
Odął się, jak sowa;
Ni z nim pomówić, ni pożartować —
Nieszczęsna moja głowa.
64. Powiadaliście moja matusiu,
Nie dam cię, Maryś, nie dam;
Teraz mnię dajecie,
Serce mi krajecie :
Wydam cię, Maryś wydam.
W y b ie ra ją c się do ślu b u śp iew a ją :
65. Hej zaprzęgajcie kare koniki
Wszystkie cztery do cugu ;
Wybierajże się, nasza Marysiu
Do ślubu, hej do ślubu, do ślubu.
66. Idzie wesele, idzie wesele,
Nie ma kto prowadzić —
Trzeba drużbusia, trzeba drużbusia
Do aresztu wsadzić.
67. A nade wsią ruciany wianeczku, nade wsią,
Wybrał se Jasio, wybrał se Jasio Maryś najlepszą.
— 240 —
Wybrał se ją nad ludzi,
Niechże się z nią nie wstydzi.
W ysoce c h a ra k te ry s ty c z n a je s t o racy a sta ro s ty w e se la ta k
zw an e „p rzep ro sin y p rz ed ślu b em ". W n ajw iększej izbie a g d y
w lecie, to w p ra w d ziw y m s a lo n ie , w stodole, za sia d ają n a ła w a c h ,
dokoła ścian u s ta w io n y c h , oboje rodzice p a ń s tw a m łodych i goście
w eselni. Młodzi obchodzą w sz y stk ic h bez w y ją tk u , śc isk a ją c za
k o lan a i p ro szą o błogosław ieństw o. K ażdy w e d łu g czułości ścisk a
ich n a w z a je m , cału je a w k aż d y m ra zie błogosław i słow y: „N iech
cię B óg b ło g o sław i“. W czasie tego obchodzenia sta ro s ta w esela
m ów i oracyę. P rz y ta c z a m n ie k tó re z n iej u stę p y , ja k o w y ja śn ia ją c e
z a p a try w a n ie lu d u n a m ałżeń stw o i obow iązki tego sta n u . W iersz
tej przem o w y n ie ta k ję d rn y , j a k p rz y ta c z a n y c h p io sn e k , bo pod
szy ta c y w iliza cy ą, ułożona w id ać przez jak ie g o ś „ s ta tk a “, co
w św iecie b y w a ł i dużo ludzi i rzeczy w id z ia ł, ale z w szy stk ieg o
n iezu p e łn ie zd aw ał sobie sp ra w ę , w ięc ję z y k n a p u sz y sty i niecałk iem ja s n y . Po p o w ita n iu zg rom adzonych gości w e se ln y ch ta k
dalej m ó w i:
68. Już rodzice swą córkę w ręce męża dają,
Tak jak Bóg oddał Ewę Adamowi w raju,
Wyście ją wychowali, jak źrenicę w oku,
Teraz was odstępuje, nie wzbraniajcież kroku.
Tylko jej z serca życzcie wszelkiego dobrego ;
Niech ją Bóg błogosławi z nieba wysokiego.
D alej prosi o błogosław ieństw o zg ro m ad zo n y ch , poczem p rz e
m aw ia do p a ń s tw a m ło d y ch :
Ty młody dziś jesteś we wielkiej żałobie,
Wszak tego nie zgadnie, co może być tobie,
Bo dziś sercem twojem sam Bóg tylko władnie,;
Znoś wszystko cierpliwie, co na ciebie padnie,
A kawalerstwo twoje zdej mu na ofiarę,
On cię z nieszczęścia wyrwie i oddali karę.
C iekaw e są n ie k tó re zw ro ty odnoszące się do obow iązków
m ałże ń sk ic h :
Miłością małżeńską będziesz kochał żonę,
Wszystkie inne z przyjaźnią skwitujesz na stronę,
Od krewnych, przyjaciół całkiem się oddalisz,
A onej się zwierzysz, przed nią się Użalisz.
A ona nawzajem tobie będzie miła,
Tern cię wszystkięm ukocha, co się w niej zawiera.
— 24І —
Nie tylko w młodych latach ale też i w starszych
kochać się potrzeba,
A Pan Bóg was będzie wspierał swojem szczęściem
z nieba.
N a stę p u je ślub. Noc n a stę p u je powoli po d n iu , przejście od
b y w a się nieznacznie. Ś lub p rz ecin a je d n y m zam ach em d aw n y s ta n
człow ieka a rz u c a go w now y. P io sn k a m alu je to u c z u c ie , a że
w ra żliw szą je s t d ziew czyna, w ięc o niej m ów i p io sn k a , o b jaśn io n a
sym b o liczn y m ob razk iem koników , m o tający ch się przy za p rzę
g an iu .
69. W polu ogródeczek,
W koło ogrodzony,
Kto mi go ogrodził?
Braciszek rodzony.
A w tym ogródeczku
Czerwone gwoździki,
Zaprzęgaj, Jasienku,
Cisawe koniki.
Jakże je zaprzęgać,
Kiedy się motają,
Ciężki żal dziewczynie,
Kiedy jej ślub dają.
Po pow rocie od ślu b u śp iew ają:
70. Cztery świece zgorzało,
Nim się stadło związało
I piątej połowa,
Nim się stała umowa.
P rz y w k ła d a n iu czepca n a głow ę p a n n y m łodej :
71. Oj lesie, lesie,
Rozwijajże się,
Nadobna Marysiu
Rozplataj że się,
72. Jak się będę czepić,
Pojrzyj do komina,
Ażebyś pierwszego
Urodziła syna,
73. Jak cię będą czepić,
Pojrzyj do powały,
By twój syn najstarszy
Miał dużo chwały.
16
— 242 —
P odczas zaczepin m łodzież tań czy . T ań ce są ro z m a ite , p rz e
w aża oberek tań czo n y podobnie, ja k n asz w alc albo m a z u rk a ; je s t
też polka, je s t i m a z u r a w n im fig u ra „p rzep ió rk ą“ zw an a często
się p o w tarza. T ań c ząc y s ta ją w d w a rzędy. Chłopiec i d ziew czyna
po obu stro n a c h każd eg o rz ęd u b ie g a ją w p o sk o k á c h , on s ta ra się
j ą sc h w y c ić , m u z y k a g ra z n a n ą m elodyę a sto jący śp iew a ją :
74. Uciekła mi przepióreczka w proso,
A ja za nią nieboraczek boso,
Trzebaby się Pani matki spytać,
Czy pozwoli przepióreczkę chytać,
A chytajże ją, mój synu chytaj,
Ino się jej pióreczek nie tykaj.
Jakże będzie przepióreczkę chytać,
Kiej nie wolno pióreczek jej tykać,
Upletę ja z złotych nitek sieci.
To się sama' przepióreczka chyci.
Młodzi p rz y zw y cz ajają się w n e t do s ta n u m ałżeńskiego. Jeg o
słodycze p rzep o w iad a im w esoła p io sn k a , śp ie w a n a p rz y ta ń c u
w czasie w esela. D la o b jaśn ien ia n a d m ie n ia m , że ożeniony k aw aler,
p o siad ający m a ją te k , n o si ty tu ł go sp o d arza, jeg o żona gospodyni,
m łodsi nie n a z y w a ją ich po im ie n iu , j a k d a w n ie j, ale ty tu łu ją :
„w y “ lu b „gospodarzu“, „gosp o d y n i“. Oto ow a p io sn k a w pierw szej
części żarto b liw a:
75. Napił się gospodarz ciepłego wina.
Szanuję gosposię koło komina.
Gosposia rada, rączkami kleszcze :
Mój gospodarzu szanuj mnie jeszcze.
Skończyło się w e se le; p ra c a , tro sk a o w y ży w ien ie w ła sn e ,
dzieci i „ d o b y tk u “, b ra k pieniędzy, je d n e m słow em „b ied a“ rozpo
czy n a się n a z a ju trz a n ajd ale j w n ie d łu g i czas po w eselu. Oto k ilk a
p io sn ek o życiu po ślu b n em i p o w eseln em :
76. Wesele, wesele,
I już po weselu,
Schowaj se wianeczek
W ogródeczku w zielu.
77. Dyna, moja, dyna,
Zginęła mi inina;
Jakże niema zginąć,
Kiej pieniędzy niema.
— 243 —
78. Nie tiirbuj się Róziu,
Ma pieniążki Juziu
Sprzedał korzec maku
Wczoraj na jarmaku.
I o in n y c h n ied o lach s ta n u m ałżeńskiego m ów i p io sn k a :
79. Dana, moja, dana,
Nie moja sukmana,
Bo ja za nią piję.
Od samego rana.
Oto o b ra zek zw ykłego życia w ieśniaczego, co p ra w d a , nie
różam i u s ła n e g o , ale oprom ienionego m iło ścią, pełnego odm ian
i w ra ż e ń ; m im o pozornej-sw ej je d n o stajn o ści ro m an ty c zn e ono i nie
pozbaw ione w d zięk u poezyi.
D la k o n tra s tu w y p a d a w p a ru słow ach i p ieśn iac h w spom nieć
o sta n ie bezżen n y m . S ta re p a n n y i sta rz y kaw alerow ie to rz a d k o ść ,
bo k ażd y i k a ż d a , choćby n a jb ie d n ie js i s ta ra ją się założyć w łasn e
ognisk o i rodzinę. Są je d n a k i ta c y nieszczęśliw i. S ą n im i bez
w y ją tk u k a le k i, ale o ty c h n a m n ie chodzi — ta k m ało m a ją p ra w a
do szczęścia. — Z drow i, posażni, g d y zbiegiem okoliczności, czy
w s k u te k ja k ic h w a d c h a ra k te ru n ie w s tą p ią w zw iązki m ałże ń sk ie ,
to n iera z n a ra ż a ją się n a k p in y i przezw iska. N ajzw yklejsze p rz e
zw isko to stare j p a n n y „ c io tk a “ (lub „g ro m ad zk a c io tk a “) a s ta
rego k a w a le ra „w u jk o “ („g ro m ad zk i w u jk o “). S ta re p a n n y nie
zaży w ają tak ieg o lek ce w aż en ia, ja k o n ie -w inne sw ego s ta n u ,
ow szem o taczane b y w a ją czcią, ja k o zazw yczaj pobożne, dobro
czyn n e isto ty , śp iew ające w kościele P a n u B ogu n a ch w ałę, czasem
uczące czytać i p isać rodzeństw o lu b sąsiadów d zieci, najczęściej
prow ad zące gospodarstw o w za stę p stw ie lub obok gospodyni. P rz e
ciw n ie p ra w ie bezw zględnie w y szy d z an y i w zg ard zo n y je s t sta ry
k a w a le r i to n iety lk o , ja k długo trw a w sw ej n ie p o p ra w n o śc i, ale
g d y się n a w e t p opraw i i ożeni, ścig ają go żarty , śm iech i k p in y
J e s t on źródłem s m u t k u , żalu i niedoli dla t e j , której los nieżycz
liw y d a go za m ęża. Oto ta k a ofiara losu pociesza się ja k m oże:
80. Stary ja kawaler, stary ja na pysku,
Ale mam pieniądze w polu na owsisku.
Stary ja kawaler, stary ja na gębie,
Mamci ja pieniądze za stodołą w dębie,
In n y „robi do b rą m in ę p rz y złej g rz e “:
81. Nie będę się żenił, aż mi sto lat minie,
Będę się zalecał, niejednej dziewczynie.
15*
— m
—
82. Nie będę się żenił, nie będę się spieszył,
Będę się zalecał, będę dziewki cieszył.
83. Stary ja kawaler, broda moja siwa,
Która pójdzie za mnie, będzie nieszczęśliwa.
C zasem słowo „ s ta ry k a w a le r“ oznacza n ie tylko rzeczyw istego
stareg o k a w a le ra , ale wogóle stareg o (rozum ie się w dow ca), ż e n ią
cego się po ra z w tó ry i trz e c i, k tó ry d lateg o , że się że n i, o trzy
m u je m ian o k aw alera . Rzecz o b o jętn a, dziew czyna m łoda czuje się
n ieszc zęśliw ą, w ychodząc za stare g o a trag ic zn o ść je j położenia
w y ra źn ie zaznaczają n a stę p u ją c e p ie ś n i:
84. Dolina, dolina, w tej dolinia sosna,
Powiedzcie mi, moja mamo, dla kogom urosła 'i
Urosłaś, urosłaś dla mojej wygody,
Byś nosiła ze studzienki w koneweczce wody.
85. Na moście dudniało i psy zaszczekały,
Kiej przyjechał do dziewczyny kawaler zgrzybiały,
86 . Przy bystrym Dunaju stanęła dziewczyna,
Czemu smutno w wodę patrzysz, ty moja jedyna ?
Czy ci w domu bieda, czy cię matka ła je 1?
Mnie nie. bieda, lecz mnie matka za starego daje.
87. W ogródeczku była, dwa wianki uwiła,
Jednym głowę uwieńczyła, drugi powiesiła,
Drugi powiesiła w komorze za drzwiami,
Ile razy matka spojrzy, zaleje się łzami.
88 . W zielonym gaiku śpiewa dziś ptaszyna,
Że z rozpaczy utonęła, nadobna dziewczyna.
In n a n ie topi się, ale ta k ie życzenie w y sy ła pod ad resem s ta
reg o m ęża :
89. Starego mi dali, starego ja muszę,
Wejrzyj Boże oknem, wy drzej z niego duszę.
Co za o p łak an y l o s , ja k ż e p rz y k ry obraz p rz e d sta w ia ta k ie
życie w p o ró w n an iu z śliczn ą , choć m oże za w esołą id y llą o szczę
ściu m łodej p a ry m ałżeń sk iej (por. 75.):
Gosposia rada, rączkami kleszcze :
Mój gospodarzu szanuj mnie jeszcze !
J ó z e f Mazur.
