392f27d53744a1a23dc10c5d72ecbf1c.pdf
Media
Part of Bajki z okolicy Jaćmierza / Lud, 1902, t. 8
- extracted text
-
—
180
—
je d n a k , b y cię tw ój stry j nie sk rzy w d ził, zebraliśm y w szy stk ie
nasze sk a rb y i schow aliśm y je tu w sk rz y n i, w iedząc n ap ew n e,
že g d y po nas obejm iesz zam ek i będziesz ro b ił tu p o rz ąd k i,
s k a rb y te znajdziesz. M asz je użyć n a p o p ra w ę zam ku, lu b na
o b ro n ę ojczyzny. A tera z cału jem y Cię serdecznie i do zobacze
n ia n a ta m ty m świecie.« N a k o ń cu b y ły p odpisy.
J a ś p rz ecz y ta w szy to pism o, u d a ł się w p ro st do ra d n y ch
i zw ołał ich. T u p o k a z a ł im list rodziców i p rz e d sta w ił im sw oją
k rzy w d ę. D o w ied ział się stry j o przyjeździe b ra ta ń c a i w szedł na
salę z p y szn ą m iną i drw inam i. L ecz J a ś nie w iele ju ż j sobie
z n ieg o robił, ty lk o p o k a z a ł m u list ojca i m atki. S try j zbladł,
n ie rz ek ł an i słow a, ty lk o poszedł do zam ku, zeb rał czem prędzej
sw oje m a n a tk i i sw oich ludzi, p o jech a ł i nie w rócił więcej. T a k
J a ś zo stał p a n e m B ełza i sw oich sk arb ó w .
Czyż po ty m Ja s iu nie zostało w B ełzie żad n y ch pam iątek?
N ie, bo on nie p o słu c h a ł ra d y rodziców , ale zabraw szy
s k a rb y , p o jech ał i p rz e p a d ł tam gdzieś bez w ieści.
Co się ty c z y p o d ziem nego k u ry ta rz a , m a on b y ć jeszcze
d o ty ch czas n a p rz estrze n i p ra w ie i k ilo m e tra t. j. od tera źn iej
szego Z am eczku po p o d s ta rą rzeką, aż do p iw n ic p o d kościołem .
Ö ile w tem p ra w d y niew iadom o.
Antoni Siewiński.
(Z o k o l i c y J a ć m ie r z a ) .
I 0 zbóju i organiście.
Jedèn ojciec m iał trzoch synów. Nié miał ich czem chować,
bo był bièdny. Idźcie ode mnie, szukajcie se chleba! — Tak oni
pośli w las. Dwech pośli na jedne dròge lasu i żaśli za granice’)
tym lasem. Za granicom przyśli do jednego miasta. Jeden trafiuł
do zègarmistrza, nauczuł sie zegarków robić: drugi znalàz organiste,
nauczuł sie organistostwa. Trzeci idzie lasem drógom innom, podybuje go zbój : Dzie ty idziesz mój synku ? J a ide szukać chleba.
C zybyś.do nas nie przystał? Do zboi przystanę, dlaczego. Wzion
b Za granice, znaczy do sąsiedniej wsi lub miasta.
181
go ze sobâ do lasu; kazàî mu położyć palee na klocu, że mu utnie
Wzion topór i zaniós sie. Czegóż nie ucinasz, a ja jeno próbuje,
czy bedziesz odważny. To jedna sztuka. Pogoni rzeźnik jutro ja
łówkę, żebyś jà odebrał a on żeby eie nie widział. B yła tam u zboi
tabakierka złota, wzion on tą tabakierkę złotą i poszed w las, na
dródze położył wieczko, poszed dali tą dròga położył tabakierkę.
Rzeźnik goni jałówkę, zdybał wieczko z tabakierki, nie wzion go
i gada, co mi z wieczka. Groni dali, a to goni, a tu leży złota ta
bakierka, uw iązał jałówkę u drzewa a wróciuł sie po to wieczko.
Temczasem wzion jałówkę zbój, odwiązał jà i zawiód ja do dołka
w lesie i uciął jè łeb z karkiem i zaniós jà do wielgiego jeziora,
jeno jè było widać troche rogi.
П. 0 trzech braciach.
Było trzoch braci, dwecb mądrych a jedèn głupi. Głupi szed
na jarm ak i złapał wilka. Przyprowadził go do domu. Mądry brat
przyszed do niego, ażeby mu tego zwierza przedał a on mu powie
dział, źe mu nie tak przeda, ale mu i da, ażeby go puścił do stajni
na noc, źe mu nałowi bydła. B rat uradowany puścił go do stajnie.
W ilk co zjàd, to zjàd a reszte pozaduszał i pod dźwirzami poskła
dał. Rano ten brat otwièra, nie może otworzyć i aż z radości
skacze, że mu tyło bydła namnożył. Otworzył, a tu bydło było
pozaduszane. B rat mądry poszed do głupiego, że mu podusiuł a on
sie go spytał, czyźeś mu co dał jeść — a odpowiedział, źe mu nie
dał. Toś sobie sam winien. Ten mądry brat wzion znów, zaprowa
dził do drugiego mądrego, ażeby go puścił do stajnie na noc. Rano
w stał i patrzy a bydło leży pozaduszane. Poszoł do niego, źe mu
zadusiuł, on powiedział, źe i jemu zadusiuł — a on powiedział,
żeby sie z niego nie śmiał.
Idzie (głupi) znowu i złapał zająca. M ądry przyszed do niego,
ażeby mu go przedał a on powiedział, źe mu da, jak bedà mieli
list pisać — niek mu uwiažá i pieniendzy, źe sie za trzy dni wróci.
Puścili go i zatrzaskali w ręce a on sie już nie wrócił.
Głupi robiuł pałkę, mądry brat pytał, na co to? a on odpowiedział, że jak żona wylezie na piec, urżnie jà w łeb, a ona odmłodnieje. Mądry brat kazał wyleść na czeluście i urznół jà w łeb
i zabiuł. Dał drugiemu, ażeby kazał wyleść na piec urznół jà w łeb
i zabiuł. Ten brat poszoł do niego i powiedział, że zabiuł a on
no ta i jà zabiuł, a czegoś mi nie powiedział? Bo byś sie ze
mnie śmiał.
—
182
III. O kogucie i kuree.
Babka m iała kurkę a dziadek koguta. Babce kurka niesła
jaja a kogut dziadkowi piał. Dziadek kazał pójść kogutowi szukać
jedzènia. Idzie, idzie, nadybał wilka. Zjèm eie, wieś do mego brzu
cha, tam bedziesz miał dosyć jedzenia. Idzie, idzie, nadybał lisa.
L is gada, zjem eie, wieś do mego brzucha, tam bedziesz miał dosyć
jedzènia. Idzie, idzie, przyszoł do dwora. Puścili go do koński stajni
a on wypuściuł wilka, a wilk pozaduszał konie. W tedy puścili go
do kur, że go kury zadziòbià, bo to nie swój. W tedy wypuścił lisa
a on pozjadał i pozaduszał kury. Puścili go pod połke. Pieniendzy
kogut nabrał, dzie móg i poszed do dziadka. Dziadku dejcie m iarki,
bedziemy mierząc pieniondze. Namierzyli trz y miarki.
Babka kazała też pójść kurze. Idzie, idzie, nadybał jà wilk
i zjad.
IV. 0 głupim.
Jedna kobièta m iała syna głupiego. W ypraw iła go do Sanoka
z m iarka żyta. M atka mu kazała mówić: „Dej Boże szczęście“,
gdy kto pracuje. Wieźli umarłego, ten powiedzie! : „Dej Boże
szczęście“. Ludzie go zaczęli bić — to ty mówisz: „Dej Boże
szczęście“1 T y mówisz, żeby nas wiece umierało. Przyszoł dò dòm.
M atka go sie pyta, czego płaczesz? Kazaliźeście mi mówić: „Dej
Boże szczęście“ wieźli umarłego, jà mówiuł: „Dej Boże szczęście“
i mie wybili.
K azała mu iść znowu z m iarka żyta do Sanoka. Siał gospo
darz zboże, ten mówiuł — miarkę żyta, miarkę żyta, miarkę żyta.
V. 0 zbójach.
Jedèn chłop miał dwa woły. Żona mu umarła, ostała córka.
Te woły pognał do m iasta i przedał. Poł pieniendzy dał swojè
córce a poł sobie i w nocy posłał córkę do ■dòm. Zaszła w las
i płakała. W idziała, że sie w lesie świeci i poszła do tego domu.
Może mnie pani przenocuje a zbójowa mówi, przenocuje a skąd ty
idziesz? mówiła zbójowà, — z miasta, Mieli ta ta dwa woły i przedaliMnie dali poł pieniendzy a poł sobie. A zbójowà sie pyta, gdzie
masz te pieniondze, dej, ja ci ich schowam a to dziewcze wiedziało,
że to zbóje i bało sie, a zbójowà mówi, co ci to córko tak goronco?
Za kwilę przyszoł zbój z lasa i pyta sie zbòjowè, czyje to dziewcze,
a zbójowà mówiła, że to skąsik przyszła. A zbójca mówiuł, wiesz
ty co, zanieś go do komory na łóżko i tam go zamkniemy i na
palisz w piecu, aż płomień bedzie buchał oknami. A to dzièwcze
183 —
wszystko słyszało i zawlekło sie do goła i zaczęło robié dziurę po
pod trám i po pod trám tak lazło, że aź mu sie skóra z piec
zdarła. To dzièwcze uciekało a natenczas nadszeł szander i spytał
sie, czegoś takie skrwawione i swoim płaszczem odział go. Przyszoł
do zbójców i mówiuł, na co tak palicie, źe aź oknami płomień bu
cha a zbójowà mówi, na chléb, proszę pana. A szander p y ta sie,
gdzie macie to ciasto? A zbójowà mówi, gdziesi tam stoi, pono
w komorze. Szukał szander tego ciasta, ale nigdzie go nie było.
I to dzièwcze natenczas przyszło do sieni i szander mówiuł : To
wy chcieli to dziecko upiec! Nie nie, proszę pana. Oddejcie mu te
pieniondze, chtóreście mu wzieni i wtedy wszystkich pokuł i zabrał.
Leon Magieromski.
W ś r ó d
m a r .
W powiecie dolińskim, u podnóża pasm a karpackiego roz
siadła się nad rzeką Łom nicą m ała mieścina górska, Perehińskiem zwana.
Dzieckiem jeszcze będąc w tych stronach, słyszałem z ust
pew nego w iekow ego m ieszkańca tejże okolicy, że Perehińsko
dawno bardzo przez ludzi uciekających przed tataram i, przegna
nych przez góry, »perehińciw« — jak m aw iał — założonem zo
stało. —
T u wśród gór, szukając przelękły lud schronienia przed
ordą, osiadł, kryjąc się początkowo w odwiecznych borach ; na
stępnie z kryjów ek wyszedłszy, nad brzegiem Łom nicy, na rów
ninie góram i i rzeką zamkniętej osiedlać się począł.
Od tych »perehińciw« ma też rzekom o m iasteczko nazwę
swą wywodzić.
P erehińsko i dalej na południe Jasień, tudzież osady Kuźminiec i Podlute zamieszkuje lud górski, niezamożny, przesądny,
żyjący w świecie mar, czarów, legend i baśni, podobnie jak Huculi, a zwany powszechnie Bojkami.
Pow odów jego bujnej w yobraźni szukać należy w łonie
dzikiej przyrody, otaczającej górala, tego syna puszczy, k tó ry
wśród borów, gó r i strum yków rodzi się i umiera.
A le też i nie dziw — okolica tak a ow ładnie naw et czasami
w yobraźnię człowieka o wyższym stopniu rozwoju um ysłow ego,
