d07f82c7ae7e88165a2ff9979e04ce79.pdf
Media
Part of Pierwiastek ludowy w poezyi F. D. Kniaźnina / Lud, 1902, t. 8
- extracted text
-
Pierwiastek ludowy w poezyi F. D. Kniaźnina.
B y ł czas, k ie d y m ów iono, że »nasz H e lik o n za piecem ,
a m uzy u b y d ła« , albo też od sy łan o p o etó w do p iek arn i, a b y
posłuchali, »co m iędzy so b ą g w a rz ą B arto sze i K a ś k i« 1). B y ł czas,
k ie d y ch łop w p oezyi b y ł tak iem cuchnącem stw orzeniem , że
k r y ty k a lite ra c k a w z d ry g a ła się n a je g o w idok. Słow em , b y ło to
u nas, m iędzy r. 1823. a 30., w czasie znanej w a lk i k lasy k ó w
z ro m an ty k am i.
A b y ł ta k i o k re s w tej sam ej P olsce, i to n a w iele la t przed
rom an ty zm em , k ie d y P o la c y ro zlubow ali się w chłopie, w praw dzie
nie w e w siach, ale u siebie : w dom ach, pałacach, salonach, p ark ach .
B y ł w ięc lu d w o b ro tach dw a ra z y (nie m ów iąc o dzisiejszej
dobie). W X I X . w. m iał chłop n a sobie sierm ięgę, w u stach
nieuczoną, p ro s tą i p ro s ta c k ą m ow ę, w sercu uczucie, ja k ie m a
ch łop w o g ó le, a w ted y , w X V I I I . w, b y ła to postać, k tó re jb y
nie m ożna zaliczyć do żadnej z w a rstw społecznych. B y ła to
k o m b in acy a jak ich ś ob cy ch W pływów , k lasy cz n y ch rem iniscencyi,
fa łszy w eg o pojęcia o tem , ja k lu d w y g lą d a , chęci o d etch n ien ia
po e lu k u b ra c y a c h »trzeźw ego rozum u«, jak iejś czułostkow ości
i m ody ; słow em : lu d sztuczny. A w ięc w y o b ra żan o sobie, że
p a s te rk i chodzą w a tłaso w y c h sukniach, g łęb o k o w y cięty ch , na
g ło w ac h m ają p e ru k i, w rę k u zg ra b n e laseczki, n a n o g ac h b iałe
p a n to fe lk i, że p ro w a d zą w y k w in tn e rozm ow y o ow ieczkach, b a
ra n k a c h i o m iłości z p o d o b n y m i do siebie p asterzam i, k tó rz y
tak że b y li p ięk n ie u b ran i, um yci i uczesani, m ieli lak ierk i n a
n o g ach , a w sercu m iłośne zap ały . T y m to osóbkom p rz y g ry w a ła
fletnia p astu sza, śp iew a ły słow iki i g ru c h a ły tu rk a w k i, dzw o n iły
dzw onki n a ró żo w y ch w stążeczkach u szyi b aran k ó w , a czasem
n a w e t z a b łą k a ł się m iędzy nie sta ro ż y tn y am or i strz a łą ugodził
w serce ja k ie g o ś K o ry d o n a , Pfllona, M edona, lub jak iejś K lim en y ,
A m ary li, E lm iry , F ilo re ty , M ilony, Ism eny, N e e ry etc. P o eci p i
sali sielan k i o tak im ludzie, dw o ry b a w iły się w sielanki, p rze
b ieran o się, g ru c h a n o ; ot ta k : p o u r p asse r le tem ps. W lite ra
tu rze w ięc X V Í IL w. odbiło się życie ów czesne (swoim zw rotem
do sztucznej ludow ości) w pow odzi sielan ek , k tó re są tak że
sztuczne i sen ty m en taln e. T y p o w ą przed staw icielk ą je st sielan k a
»L au ra i P ilon« i zresztą w szędzie są p o d o b n e p a s te rk i do tej,
*) Siemieński, Portrety literackie, III. str. 307—S,
_
128
—
co »przyj źródle pila, Ijlś lic z n ą sw oją n o g ę zabłociła« (K arp .
» R o zstan ie się M edona« IV . w yd. B obrow icza str. 280); w szy scy
p asterze p o d o b n i do ow ego K o ry d o n a , k tó r y »zem dlał od żałości«,
k ie d y »D afne... coś ch c ia ła m ów ić o m iłości« (K a rp . »D afne
i K o ry d o n « , X V . str. 299).
A le ro k 1787. i 8. p rz y n ió sł spo łeczeń stw u p o lsk iem u dziw ną
now ość, n a k tó rą m y dziś p a trz y m y , ja k n a p rz ed św it ro m an
tyzm u. B y ły to n ie k tó re u tw o ry w dziełach F r, D . K n iaź n in a .
I tam b y ły sielan k i p a te ty c z n e , p a n ę g iry k i, e ro ty k i sen ty m en taln e,
ale b y ło k ilk a rzeczy, k tó re dziw nie o d b ija ły od n a c ią g a n y c h sie
lan ek ; k ilk a p o sta c i n ie p o d o b n y c h do salo n o w y ch p a s te re k i p a
sterzy . "W tej m ask arad zie p o k a z a ł się ja k iś realizm i p ra w d a.
Zanim przejdziemy do dzieł, które są najbardziej znamienne
w tym eksperymencie poety, zwrócimy uwagę na kilka drobia
zgów, które także mogą zadziwić.
N a p rz ó d idzie tu, już ty le k ro tn ie p rz y ta c z a n a przez h isto ry
k ó w lite ra tu ry »B abia g ó ra , do P a w ła C zem pińskiego, g d y o b
jeżd żał g ó ry k ra k o w s k ie « 1). C zytam y tam o » K re m p ack ich km ochach«, »w idm ach«, d y ab łac h , u p io ra c h i czarach, o tem , że te
p o tę g i zam ieniają ludzi w »żmije, ro p u c h y i sroki«. W id zim y
tak i o b ra z;
. . . . »powietrze świszczy,
Wzjeźone w łosy powstają...
W rzawa straszydeł huczy i piszczy:
Miotły, latarnie spadają«2).
To znowu, że czarownice »chwytają smolnie, widła, motyki« i lecą
na nieszczęśliwego doktora, który nie wie, że tylko T w a r d o
w s k i mógł tu chodzić i zrywać zioła, bo też on »sprawę miał«
z czartem i jego siostrzycami.
Cóż to jest ? Poprostu m ateryał do ballady z epoki pierw
szego romantyzmu.
A p o słu chajm y, co m ów i »Do K a c h n y , d w o rk i B arto sz
siełan in « 3); W z g a rd z iła ś m ną! » W y so k a ś te ra z ; an i spojrzeć n a
cię: P ió rk a n a głow ie, a sam a w bław acie«, bo »rubaszny dw o
ra k za to b ą się kręci«. —- A le sp arzysz się, K a ch n o , ja k się s p a
rz y ła có rk a S zym ona, k tó ra jeszcze tera z »na one w zdychacze
g o rzk o zapłacze«.
‘) Wydanie dzieł Kn. przez Dmochowskiego. 1828 t. I. str. 107.
2) Reminiscencya z »Myszeidy«.
s) Imiona, jakby na złość późniejszym klasykom. Dzieła t. I. str. 100.
—
129
—
K a ż d y przy zn a, że to już g rzeszy przeciw ko »gustow i«; bo,
jak że m ożna p isać p o ezye o K a śc e i B arto szu , o tem , że dziew ce
sp o d o b ała się lib e ry a d w o ra k a w ięcej, niż sielan in »serca z b y t
szczerego« ! A przecież je st to odw ieczna boleść ch ło p a, se tk i
ra z y p o w tarzając y się k o n flik t m iędzy dw orem a c h a tą i trz e b a b y
ty lk o in n eg o ta le n tu i p ió ra, a m o g lib y śm y m ieć n a tu ra lis ty c z n y
o b razek uw ied zen ia i unieszczęśliw ienia dziew czyny. A le jeszcze
je d n a w ielce ciek aw a rzecz. C zytam y u M ickiew icza w ie rsz y k :
»Spojrzyj, M ary lo , gdzie się k o ńczą g aje. W p ra w o łóz g ę s ty
zaro stek , w lewm się p ię k n a d o lin a podaje«... etc., tam u p ió r s tra
szy, w reszcie p o k u tu ją c a dusza, o d k lę ta słow am i »To lubię«,
o p o w iad a dzieje sw oje i nieszczęśliw ego Jó zia, A K n ia ź n in o p o
w iad a Ja n o w i R em b ieliń sk ie m u t a k : 1)
»Janie, ten ostrów, którego pobrżeźe
W ista na koto podmywając strzeże,
Gęste miał knieje, kwitnące zagrody
I mnogie trzody«.
M ieszkał tam o n g i L u b im ir i R ó z ia . A le przy szed ł w y lew
w io sen n y , w ezb ran y ży w io ł niosąc k ry , rozbił n a strz ę p y ráj L ub im ira i R ó zi. W io s k a zalan a, dom zw alo n y został, L u b im ir pew nie
zginął, bo » R ó zia je g o b ia ła z żalu skonała« łam iąc ręce. P ra w d a ,
że t u dusze nie straszą, że t a m za boskim w y ro k iem p o k u tu je
dusza, a t u obie dusze zg u b ił w ro g i elem ent, ale t u i t a m p o e ta
o p o w iad a p o d a n i e o zdarzeniu, k tó re się stało przed w iekam i.
C zytając te n w iersz, m im ow oli m arzy nam się o »To lubię«
0 »Świtezi«. W id zim y w ięc, że p o e ta z X V I II. w. m a n a w e t
sk ło n n o ść do p o d a ń lu d o w y ch , że u ż y tk u je k le c h d y i b aśn ie, ale
zobaczym y, że w chodzi on n a w e t do wsi, k re śli p o staci w iejskie,
o tw iera serca ch ło p sk ie i ch ciałb y od b ić ich uczucia, m ow ę, zw y
czaje i obyczaje. O pisanie lu d u ta k ie g o , jak im on jest, o p isy
żyw ej, p raw d ziw ej n a tu ry , trz e b a uw ażać za najw iększą zasługę
K n iaż n in a . T o dow odzi, że »jest K n ia ź n in w sw ojej epoce zja
w iskiem n ow em i niespodziew anem i p raecu rso rem , choć sk ro m
nym , p o ez y i ro m an ty c zn ej« 2).
Z asłu g a K n ia ż n in a w y d a się w iększą, jeżeli u w zg lęd n im y
czas i śro d o w isk o , w k tó re m p o e ta żył. W y c h o w a n e k Jez u itó w
1 ich sy stem u n au k o w eg o , p rz ejęty estety czn y m ko d ek sem 18. w .
d o stał się m niej więcej w 28. r. życia (1778 zapew ne) n a d w ór
») T. VII. Oda 7. str. 143.
s) Tarnowski. Hist, liter. pois. III. str. 376.
0
—
ISO
—
X , je n e r a ła Z. P . A d am a C zarto ry sk ie g o . K siąż ęce rezy d en c y e :
P o w ąz k i a zw łaszcza P u ła w y b y ły o g n isk iem lite rac k ie m , hołdującem (rzecz n a tu ra ln a ) ów czesnem u g u sto w i a w ięc i sielankow ości,
p o d sy can ej jeszcze e g z a lta c y ą i s e n ty m e n ta ln o ś c ią księżnej Izabelli.
B y ć m oże, że k siężn a Je n e ra ło w a , zbliżyw szy się do ch a t w iej
skich, n io sła tam św iatło i dobro, ale bez w ą tp ie n ia p o p ch n ę ła
ją do te g o k ro k u u c z u c i o w o ś ć , a nie uczucie. Że fa n ta z y a
o d g ry w a ła tam g łó w n ą rolę, że ch o d z iło o w rażenie, o złudzenie
n aw et, dow odzą liczne drobiazgi. J a k ż e bow iem w y g lą d a ły P o
w ązki łu b P u ła w y ?
W P o w ąz k ach , w p ię k n y m zresztą p a rk u , b y ły p o u staw ian e
całe sze reg i ch a te k . C hatki m ieli w szy scy : i m alarz n a d w o rn y ,
i g u w e rn a n tk a , i o chm istrzyni, i p o e ta nasz, i w szy stk ie dzieci
księstw a. Co w ięcej ! K a ż d a c h a tk a m iała g o d ła, odpow iednio do
te g o , k to w niej m ieszkał. B y ł tam w ięc kosz b ia ły c h róż i nap is
»dobroć«, g a łą z k a d ęb o w a i n ap is »stałość«, zięb a i »wesołość«.
K a ż d y szczęśliw y m ieszkaniec takiej ch a tk i m iał też i o g ró d e k ,
g d zie codzień aż do p o łu d n ia g ra b ił, siał, ko p ał, sadził, szc zep ił1).
N ie inaczej b y ło w P u ła w a c h , g dzie urządzono »dziką p ro
m enadę« w p a rk u an g ielsk im , b u d o w a n o w dzięczne m ostki, g lo ry e tk i, p a w ilo n y , w y k u w a n o sztuczne g ro ty w sztucznych skałach,
a stare m u lirn ik o w i k az an o siad y w a ć p rz y g ro c ie i g ra ć n a teorb ąn ie. F a n ta z y a księżnej zaw sze p ra c o w a ła : ona tw o rz y p ro je k ty
do sielan ek , u rz ąd za żyw e o b ra zy , rzu ca m yśli, k tó re p o e ta nasz
u b ie ra w sz a ty p o ety czn e. K się ż n a b y ła se n ty m e n ta ln a .
B y ł to ten sam sen ty m en talizm , k tó ry później k a ż e jej um ie
ścić w dom u g o ty c k im ta k ie rzeczy, ja k »traw k i z półn. prow in cy i an g ielskiej« zerw an e n a d aw n em obozow isku A g r y k o li2),
»C ząstki k am ien ia z g ro b u R o m e a i J u lii« 3), b a n a w e t »Części
ko ści R o m e a i J u lii« 4).
A le w ró ćm y do K n iaż n in a . K n ia ź n in przez 14 la t p a trz a ł
n a to i p isał sztuki lu d o w e d la te a tru lu d o w eg o , m ógł p rzesią
k n ą ć tą fa łsz y w ą ludow ością, a przecież nie całkiem zeszedł na
m anow ce i zdołał czasem trzeźw o p a trz e ć na lu d w iejski. To
je g o w ielk a zasługa.
P rzejd źm y do n ajlep szeg o m oże dzieła K n ia ż n in a do »Cy
g an ó w « . M a to b y ć »opera«, a le nie je st o p erą, ani d ram atem ,
0 Dębicki L. Puławy, t. I. str. 109 i nast.
8) str. 30. 8) str, 30. 4) str. 57. Poczet pamiątek zachowanych w domu go
tyckim w Puławach. W arszawa 1828.
-
131
-
ty lk o sielan k ą sceniczną. T re ść n ik ła i z n a n a : C y g a n k a k ra d n ie
we w si dw oje dzieci, p o tem błądzi z b a n d ą po św iecie, p rz y u cza
dzieci do »rzem iosła« cy g a ń sk ie g o , w reszcie w ra c a do onej wsi
i lito ścią zdjęta, o ddaje dzieci b o lejąc y m jeszcze rodzicom «. —
A le n ie o treść chodzi, lecz o to, że choć w iele tam je s t rzeczy
słab y ch , to d o b re są zbiorow e scen y z życia cy g a ń sk ie g o , bo
je s t w nich p ra w d a, realizm i życie. P rz y te m trafi się czasem
jak iś zw ro t, ja k a ś p io sen k a z tak iem zacięciem ludow em , ta k
u ch w y co n a, że od razu u derza w oczy. N p, z d u etu S ta c h a i C hi
ch y (t. V. Str. 2 2.).
On: »Już mam gotowy
I wóz na stronie;
U tej dąbrowy
Czekają konie«.
Ona: »Radabym jechać,
W jaką chcesz drogę,
Ale zaniechać
Matki nie mogę«.
A już bard zo w y b ijają się w szystkie sceny życia c y g a ń sk ie g o
A. I. sc. i. 2. 3., A . II. sc. 2. w różenie Ja w n u ty . N a w e t p o rw an ie
dzieci m a uzasad n ienie w o b y cz ajach cy g a ń sk ic h , g d y ż ...»nic
droższego n a św iecie n a d po to m stw o nie m ają C y g an ie. U p o
śled zo n a n iep ło d n o ścią C y g an k a, g o to w a u k ra ść cudze dziecko,
a b y się ty lk o im ieniem m atk i p o ch lu b ić m o g ła « 1).
Jest u Kniaźnina i charakterystyka Cyganów, tego ludu
koczowniczego, który nie ma stałych siedzib, ale obchodzi cały
świat, kryjąc się pod szałasami: » s z a t e r « , » c z a t e r « 2). Cyganie
śpiewają :
»Cóż my mamy? ot te szatry
które grodzą cztery wiatry« (str. 8.).
Jest też ciekawy opis »smagańca«, który u Cyganów jest
karą za kradzież »lecz nie tak za występek, jako raczej, że niedość był zręczny w ukryciu kradzieży«3). I u Kniaźnina Cygan
bierze kije za to, że nic nie ukradł. Część kradzieży należy za
wsze oddać »wojewodzie« ; tu takim »cyganem starszym« jest
Moryga. Smaganiec zaś tak się odbywa : W innny rozbiera się
do koszuli. Cyganie robią koło trzymając w rękach »czupny«
(kije). Zwierzchnik łaje go, mówi, że mogliby go zabić,- powiesić,
utopić, ale nie robią tego, bo stałby się żerem dla ryb lub p ta
ków ; więc tylko waleczni młodzianie wyliczą mu »czupnenca
') Tyg. Ш, t. III. str. 8 »Cyganie w Polsce« K. Wł.
' 2) I g n a c y D a n i ł o w i c z : »0 Cyganach, wiadomość hist, czytana na posie
dzeniu pubi. Césars. Uniwers. wileńsk. d. 30/VI 1824. Wilno 1824 str. 37 i
T e o d o r N a r b u t t : Rys historyczny ludu cygańskiego. Wilno 1830 str. 37.
s) Narbutt str. 126.
—
132
-
ftiarena«. W n e t ten, do k tó re g o w in o w ajca stoi ty łem u d erza go
i zm usza g o do o b ró cen ia się, a b y d ru g i tosam o zrobił. B ity r a
chuje ra zy , śpiew ając : o glu n o , o duito, o trito , o szarto, o panczo ctc. do stu, a starsz y p o w ta rz a :
»Ne kheł mangi mauszły wawreski,
Dujo me tut marawa bułeski«1)!
co K n ia ź n in p rzeło ży ł (str. 15):
»Nuże: tańcuj nie ustawaj
A drugiemu tył podawaj«
i ja k tw ierd zi N a rb u tt, o d d ał to »z n iejak ą ś praw dorzecznością«.
B iją d elin k w en ta , aż te n zaw oła »0 szeło«, sto (» W y ta ń czy łe m
ju ż i do sta« str. 16). B iją w ięc 100 razy , jeśli zaś w inow ajca
zem dleje, czekają z flegm ą, aż się p o d n iesie i stan ie znow u do
sm ag ań ca.
Jeszcze in n y zw yczaj o p isał K n iaź n in , a to : w różenie (A. II.
sc. 2.), zw an e » p ra k ty k ą cy g a ń sk ą« przez K lo n o w icz a t. j. k o rz y
stan ie z łatw o w iern o ści i p ro s to ty ludu, O dgadyw anie z linii rą k
p rzy szło ści. (D aniłow icz str. 44.). M istrzy n ią tu jest J a w n u ta , ale
jej sztu k a je s t n iew ielk a , bo m ając do czy n ien ia z p ijan em ch ło
p stw em k ażd em u m ów i, że się u p ił, że w szy stk o przep ił, że go
zg u b i g o rz a łk a ; o d g ad u je, że c h ło p a żona za nos wodzi, że dzie
w czy n ie serce za ch ło p cam i w y s k a k u je ; a w szyscy się d z iw u ją :
»Ah, jakże ona zgadła?
Ale jak, ale jak! (str. 30).
B ezw aru n k o w o w ziął to p o e ta z a u to p sy i i w c ią g n ął do
sw ej »opery«.
P o d n ie ść n ależ y jeszcze to, co b y ło rzeczą podów czas rz a d k ą
w lite ratu rz e, w sielan k a ch : szczegóły, w zięte z rzeczyw istości !
W s z y s tk o to się dzieje n a ziemi, w istn iejący ch m iejscow ościach,
nie n a księżycu ani w k ra ju w y m arzonym . S am p o e ta pisze, że
rzecz się dzieje »niedaleko w si P a n i M ieleszkow ej«, J a w n u ta zaś
je s t C y g a n k ą z P o k u cia, b y ła n a P o d o lu , w Ja sn e j -górze,
w K o n s ta n ty n o w ie , B iało cerk w i, C udnow ie (str. 5 4 — 5 ). — A le
zm ieniają się d e k o ra c y e i w idzim y p o lsk ą wieś. W p ra w d z ie w ieś
ta leży tu ż p o d bo k iem P u ła w , w ieśn iacy k o ch a ją »dobrą, p anią«,
k siężn ę Je n e ra ło w ą , C zarto ry sk ą, sam p o e ta n a p isa ł »T roiste
w esele« ty lk o d la te a tru p u ła w s k ie g o , a le w p ro w ad ził do sztuki
lud... p raw d ziw y .
Narbutt str. 135—6. i Daniłowicz str. 53,
—
133
—
N iedarm o się M ary n ie śn iły 3 po ch o d n ie, ą o g ień znaczy :
w esele. M a bo ona 3 córki : B asię, H e le n k ę i Zosię. B asia ko ch a
S ta ch a, G ó ra la ; ty lk o , że ten ekonom chce ją w y sw a ta ć za B a r
tk a , sw eg o sługę. H e le n k a k o ch a F ilo n a , a Zosia, jeszcze dziecko,
co najw yżej lu b i się b aw ić z K o stu siem , pasterzem . W sz y stk ie
3 p a r y schodzą się, rozm aw iają b ard zo idylicznie, śp iew a ją pieśni
(często liry k i au tora). Z jaw ia się i B a rte k , k tó ry n ad a rem n ie za
leca się do B asi — i K o z ak , k tó ry śp iew a ru sk ie p io sen k i i p ró
b u je zalecać się do H e le n k i (choć sp rz y ja F ilo n o w i), A le w P u
ław ach zbliża się »św ięto pani« i coś tam p a ń stw o »myślą«
0 n aszy ch p a ste rk a c h . N a g le zjaw ia się ekonom i zw iastuje, że
p ań stw o »um yślili dziś szczególniej dom w asz sobie uszczęśliw ić
1 łączą ow e 3 p a ry , lecz żądają, b y się w esele o d b y ło w ich
oczach. W sz y stk o się k o ń czy »P rzyśpiew kam i«, str. 229 t. III.)1)
g d zie k a ż d y w y p o w ia d a co d a »dobrej pani« n a im ieniny. Cie
k aw e, że te p rz y śp ie w k i p rz y p o m in a ją je d n ą zn an ą k o lęd ę (»Lu
lajże Jezuniu«), bo K o stu ś z a g ra p a n i n a flecie, Zosia jej za
tań czy , F ilo n d a jej złap an e 2 g o łęb ie »co g ru c h a ły n a dębie«,
S tach... w iązk ę sian a (!), B asia w ieniec ze ż y ta . W sz y scy się cie
szą, w szyscy g o to w i żyć i um ierać d la P an i.
T a k w y g lą d a з T ro is te w esele«, bo inaczej nieco w y g lą d ą ją
»T rzy g o d y « .
G enezę tej »sielanki« w y jaśn ia nam nieco w stęp »Do C zy
teln ik a« . J e s t to, ja k p o w iad a au to r, pierw sze p ió ra je g o »doś
w iadczenie« d la te a tr u p u ław sk ieg o . Ż ądaniem księżnej b y ło :
zrobić coś w iejskiego«, ale, n iestety , n a p o d staw ie 3 p io sn ek
a to S zy m an o w sk ieg o »Zosiu, Zosiu, m oja luba« i 2 K n ia ź n in a :
»D arm o mi m atk o staw iasz k rosienka« i »T ekluniu, oto raz trzeci«.
Z ty c h 3 p ięśn i tro ja k ie w y p a d ło »kochanie«. P o e ta m a pew ne
w ą tp liw o ści — ale przy zn aje się, że m a też »w łasny... faw or«
dla sw ej sztuki. I nam cała rzecz m oże się podobać, bo choć
je s t b ard zo m iern a i choć m a jeszcze w iele w a d w sw ej »ludo
w ości«, to je d n a k w idać, że K n ia ź n in p am iętał, iż p o staw ił na
scenie lu d w iejski, że w jeg o u stach p o jaw iają się p ew n e o d
rę b n e w y rażen ia, p ro ste, nie ta k g ła d k ie , k tó re g o w łaśnie różnią
od k la s ośw ieceńszych. T oteż p ew n ą niesp o d zian k ę ro b ią nam
ta k ie w y ra żen ia , j a k : »Czy tu ch o ro b a ich niesie? (113); »Czy
tu w as licho p rzyniosło?« — »Idźże sobie ja k e ś przyszedł« (120)
»nuże, d z i e w k i , nie b aw cie się« (74) »w róble w y p i j a j ą proso«
*) Cytaty z »Troist. wesela podług wydania z 1787/8 t. III,
—
134
—
(8г) — » odborne ziarno« (109) i t. d. choć te g o w o g ó le nie w iele.
N ajw ięcej tej odrębności s p o ty k a m y w p ieśniach, k tó re są
alb o żyw cem w zięte od ludu, alb o też przez K n ia ź n in a tro ch ę
»ogładzone«. I w tern w łaśn ie p o le g a niezap rzeczo n a zasłu g a
p o e ty , że p o w a ży ł się w ty m czasie i w u tw o rze, przeznaczonym
d la w ielk o p ań sk ie j sceny, sięg n ąć do sk a rb n ic y p o ezy i ludow ej.
P rzed ew szy stk iem , sądzę, n a le ż y odróżnić p ieśn i czysto lu
dow e od ty ch , k tó re e tn o g ra fo w ie um ieszczają w sw oich zbiorach
p o d n a p isem : »szlacheckie«. S ą to bow iem pieśni, zw ykle m i
łosne, a lb o niew iad o m eg o a u to ra , alb o k tó re g o ś z p o p u la rn y c h
p o e tó w (K a rp iń sk ie g o , sam eg o K n ia ź n in a , J . S zy m an o w sk ieg o ,
czasem k u p le ty z o p e re te k etc.), k tó re dzięki sw ej śpiew ności, n a
stro jo w i — w eszły do dom ów szlacheckich, zo stały ich w łasnością
i b y ły n ieraz »przy luteńce« śpiew ane.
I ta k m am y p ieśń »G dym G rzelow i serce dała, ta m zabaw a,
g d zie n a s dwoje...« (A I. sc. 7) um ieszczoną też u W a c ła w a
z O le sk a 1) sub voce E . »P ieśni m iłosne«, (str. 267. za 75. ty lk o ,
że u. W . z O. je s t »Józio«). O sta tn ia s tro fk a tejże p ieśni (str. 84.):
» R az w leszczynie z nim ig rała« — c h o ć b y n a w e t nie b y ła
z p o ezy i ludow ej — m a z n ią je d n a k coś w sp ó ln eg o , ch o ćb y
ty lk o ak c eso ry u m z »leszczyną«, k tó ra w p ieśn iach lu d o w y ch
o d g ry w a p e w n ą rolę. N p. :
»Za krzewiną, za leszczyną
' pasła pastereczka.
Pastereczek do nij a óna się broni« itd.
(K o lb e rg S. X X I I . Ł ęczy ck ie str. 117); lu b p ieśń 195 (S. X X I I )
»W krzewinie, w lescynie
stała się przygoda dziewczynie« itd.8)
R ó w n ie ż S zy m an o w sk i d o stał się do zb io ru W a c ła w a z O.
ze sw o ją p io s n k ą ; »Zosiu, Zosiu m oja luba« (str. 219 w. 11. —
u K n ia ź n in a : »B asia A. II. sc. X III.).
N ie od rzeczy będzie w spom nieć tu o w p ły w ie ruskiej lu
dow ej p ieśn i n a S zy m an o w sk ieg o »Zosiu, Zosiu...«. S ą ta k ie
p u n k ty sty c z n e :
»pięknych kwiatów jesteś zguba
i różeś zgasiła...«
W . z Ol. str. 3 0 3 . w. 230.
»a w rumińciu taka syła
szczo w s i ć w i t y p o h a s y ł a « .
‘) Pieśni pois, i rus. ludu galicyjskiego. W. z 0 . Lwgw. 183!j.
s) Serya XVI. str. 260.
—
135
lub: gdyby p e r i a , każdy z ą b e k
b u z i a , j a k malina
.....................................................
s m u k ł a ś g d y b y trzcina«
» Z u b y j a k o p e r ł y czysti« (zwr. 4.)
» T a m t o pysio jak pampuch (zwr. 3.)
»Jak t o p o l a taka h o ż a « (zwr. 2.).
R ó w n ież »m azurek«, śp iew a n y przez Zosię (W iew ió reczk a
w lesie«) m a o sta tn ią zw ro tk ę lu d o w ą: A, II. sc. 2.
Kwitną wonne zioła,
Zbiera miodek pszczoła,
Miód ja w ustach czujg,
Gdy cię pocałuję.
W . z O. str. 145. (K rakow iaki.)
»Kwitną różne zioła, gdzie miód zbiera pszczoła,
ja miód w ustach czuję, gdy ciebie całuję«.1)
W tejże p ieśni 2 z w ro tk a : »O bróć n a m nie oczy, A serce
w yskoczy« — p rz y p o m in a k ra k o w ia k a u W . z Ol. str. 165 :
»Ach, moja Marysiu, moje siwe oczy,
ledwie mi serduszko do cię nie w yskoczy;
serce nie wyskoczy, oczy nie w yp ad ną....«.
I K n iaź n in a liry k 18 z kś. I. »R óże, ja c y n ty . lilie« znachodzim y u W . z Ol. (str. 459. w, 350. »R óże, gw oździki, lilije«),
ale w idocznie K n iaź n in w zo ro w ał g o n a p ieśni ludow ej, śp ie
w anej p rz y »oczepinach« n p . :
»Poszła Marysia do ogroda
śliczna, rumiana jak jagoda.
Hej tam sobie rozmyślała,
z czego wianek uwić miała.....
Hej mój wianeczku z drobnej leliji
Kole ciebie się parobcy bili...«
(K o lb e rg S. X V I. str. 258 i 231).
P io se n k a, k tó rą śp iew a B asia o kokoszce,
jastrzę b ia (A. II. sc. 3.):
p o rw an ej
przez
»Ach ! kokoszka jarzębata,
Kokoszka moja włochata !
Jastrzębiu bodajeś zginął...
Zaniósł ją z sobą na gruszkę
I począł okrótnie skubać..«3)
•) A u Kochanowskiego w »Sobótce« Panna II. śpiewa: »A kiedy cię pocałuję,
trzy dni w gębie cukier czuję«.
a) Ale i tu wkradł się sentymentalizm, zdaje się przez Karpińskiego »Lament
gołębicy« (Pieśń ks. I. — 10) »Teraz pozbieram pióra rozrzucone« — taksamo
jak Zosia mówi: »Teklusiu pójdźmyż teraz piórka przynajmniej pozbierać, które tam
po niej (po kokoszce) zostały«.
136
zap ew n e ułożona p o d łu g ludow ej
(Ł ęczyckie str. 125)
—
np. u K o lb e rg a
S. X X I I .
Zagrąjze mi troskę
Za m oją k o k o s k ę ,
Zagrajze mi siła,
bo c z u b a t k a była,
bo c z u b a t k a j a r z ę b a t k a,
dała mi ją pani matka.
Skocył jastrząb na sosenkę
i przycisnął kokoskę.
Przycisnął ją cudnie —
ogonkiem na południe etc«. —
W o g ó le p io sn e k lu d o w y ch p o lsk ich p rz y to c z o n y c h d o
s ł o w n i e — u K n ia ź n in a niem a, s ą 't y l k o pieśni w y k azu jące
p ew n e rem in iscen cy e (często niezaprzeczone), albo też są w yrobem
p o e ty , ale m ają ry tm lu d o w y , śpiew ność, zak res m yśli.
N p . p io se n k a B a rtk a (А. II. sc. 6.):
»Kukaweczka kuka
nad zieloną gruszką;
A moje serduszko
Tobie, Basiu, puka«
i d alej:
»Kukułka kuka
A mnie serce puka.. «
m a b ez w aru n k o w o ry tm k ra k o w ia k a i uderzające p o d o b ień stw o
do ta k ic h k ra k o w ia k ó w ja k :
„Kukułecka kuka,
Kasia Jasia suka«
(K o lb . S. X V I I. str. 117.) lu b :
K u k u ł e c k a k u k a n a w y s o k i e j g r u see,
W yspał się Wojciech na mojej podušce«
(Ż eg o ta P a u l i 1) str. 206) — lu b te ż :
»Kukułeczka kuka, se rc e we mnie p u k a —
Co to za kawalir, co bogatej szuka«
(P auli str. 218, W a d o w ice, Sącz, T a rn ó w , Jasło).
B ard zo znam iennem je st to, że K n ia ź n in w p la ta i ru sk ie
p io sen k i (choć ruszczyzna często zepsuta). — K o zak , w y stę p u ją c y
w sztuce śp iew a te p ie śn i: A . II. sc. 6.
‘) Pieśni ludu pois, w Galicyi Ż. Pauli. Lw ów 1838.
—
137
—
Ot ja kozak Zachareńko,
Z banduroju wesełeńko,
Nikohda ja ne zapłaczu.
Huku! puku! hraju, skaczu..
H ej j a k o z a k z U k r a j i n y ,
kozak z rodu, kozak z miny!
n i h d y w żyliu n e z a p ł a c z u
h u ozu, k r z y c z u, h r aj u, s k a c z u.
Trastia tomu, chto sia bedit,
Chto nad broszom tolko sedit,
Czerez hrosza, czerez nudy,
Tnu hołubcia i prysiudy.
Trastia tomu, s z c z o s i a b i d y t ,
szczo jeno nad hriszmy sidyt!
ne z rozkoszy tylko z bidy,
tn u h o ł u b c i a , j d u w p r y s i d y .
i o d m ian k a str. 292. w. 116. (4 zw ro tk a ):
Trastia tomu, kto sia bidyt,
i nad broszom tylko sidyt;
czerez hroszy, czerez nudy
tnem’ h otubcia i prysiudy.
Z w ro tk a 4. :
»Ob, ty krasna, oh ty hoża,
koby wesna, koby roźa,
Czołom ja wam czorni oczy
Ey, chtóż la was ne ochoczy?«
m a g en ezą w k o zak u um ieszczonym u W . z Ol. str. 303. w. 130
»A k to chocze H a n d ziu znaty«, zw łaszcza w zw rotce 2. i 3.)1:
»Taka ładna j a k o ro ż a ,
jak topola taka hoża,
a w rumeńci taka syła,
szczo wsi ćwity pohasyła.
Tam to browy, ta m to o c z y ,
ciłuj, ciłuj, szczo sia chocze...«
P o czątek 5. z w ro tk i:
»Ot, tak po kozácky
Nyma chliba, isy (!) placki« —
m a źródło w. piosence, k tó rą w edle K o lb e rg a (S. X V I) śpiew ają
w Z am ojszczyźnie :
»Ja jestem chłop ordynacki,
niemam chleba, jadam placki«.
W ak cie II. sc. 7. je st d alszy c iąg te g o k o z a k a :
»Bodaj nasze Poberyże
1
Choť nahajka płeczy zriże,
Kozak toho ne zapłacze
Łyknet, hüczyt, hraje, skacze «
') To samo u Czubińskiego : »Trudy etnograficzesko-statystyczeskoj ekspedycyi
w zapadno-russkij kraj. Ptrsbg. 1874 t. V. str. 38., ża 90.
138
—
a u W . z 01 . str. 202:
»Bodaj nasze poberiże !
Choť nahajka płeczy zriże,
Kozak na to ne zapłacze,
hukne, krykne, hraje, skacze«.
D alej n a stę p u je :
»A tut moja czornobrywa
W biłey ruczki popłeskiwa (!)« etc.
ale nie je s t to d alszy c ią g k o z a k a (ze zb io ru pieśni), lecz raczej
rem in iscen cy a z dum ki, w k tó rej treśc ią są żale dziew czyny za
kozakiem , idącym n a w ojnę: O n ją ta k po ciesza: (w. z 01 . str.
235 w. 37.)
»Biłych ruczok ne łomaj,
czornieh oczok nie styraj,
mene z wojny ze sławoju
k’sobi ożidaj....«
W dalszym c ią g u m ow y k o za k a u siło w ał K n ia ź n in p isać po
ru sk u za le can k i k o z a k a do H elen k i. N ieszczególnie m u się to
udaje, ale w k a ż d y m razie p o czątek (»Ot ta k u nas. ,«) je st w zięty
z k o z a k a p ow yżej cy to w a n e g o (W . z 01 . str. 202. W . 1.)
»Ot tak u nas czarąbaszki,
choť po pid stił, to wse w raczki....«
Za to k o n iec:
»Dajże ruczeńku naj baczut lude,
Szczo Halineńka moja wże bude«
je st bez w ą tp ie n ia z p ieśn i ludow ej (ja sam słyszałem taką),
P o d a n ie rę k i je s t synonim em m ałżeństw a : n. p.
»Tyś moja dziewczyno
tyś moja, tyś moja,
bom cię wyprowadził
za rączkę z kościoła.«
(K o lb erg . S. X I X . str. 173, S. IV . str. 20, 42. i t. d.)
W reszcie K o z ak , w idząc, że za lo ty je g o do niczego
p ro w ad zą, k a p itu lu je i śp iew a (niżej A. II. sc. 7.):
nie
»Ne budet w mem sercu tuha;
Ne budesz ty, bude druha ! ..«
T a k ie stoickie zakończenie zalotów znajdzie się nieraz w poezyi ludow ej, n. p. W a cł. z 01 . str. 393. w. 180:
»Koły lubysz, luby duże,
a ne lubysz, ne żartujże,
-
139
—
ne zadawaj s e r e i u t u h y ,
ne woźmesz ty — woźme d r u h y. «
lu b m ęsk ie: (cy to w an y już k o zak ze zbiorów W . z Ol. str.
203 )
»Czohoż ty sia zażuryła,
skaży meni moja myła ?
n e w e ł y k a s er ci u tuha,
n e b u d e s z ty, b u d e d r u h a . «
» T roiste w esele« K n iaź n in a w yszło też w w yd. r. 1828. w t. V.
lecz p. n. »T rzy g o d y , sielan k a w 5 aktach« a w ięc je st różnica
w ty tu le i obszerności
P rz y b y w a jeszcze Ja n , o g ro d n iczek pu ław sk i, zjaw ia się
k o za k i B a rte k po to, b y w y słu ch ać szyderczej p io sen k i o w ieńcu
g ro ch o w y m , w k tó ry m m u »do tw arzy«; a rzecz k o ń czy się ta n
cam i i p ieśn iam i n a cześć p an i, k tó ra tu p rzy szła w y p ić k aw ę.
S ą i tu ta j pio senki, ś p i. .rane przez to społeczeństw o w iejskie.
N. p. k o ń co w ą pieśń »H anusia ład n a, g d y się b aw iła, M iłość ją
z d rad n a sobie złowiła« p ió ra S zy m an o w sk ieg o Jó ze fa (D zieła
jeg o I X . str. 99.), ale, ja k zw ykle u K n iaź n in a , z m aterni zm ia
nam i w tekście. S ą też p io sen k i K n ia ź n in a o »grochu strączkach«
i »róż p ączkach«, k tó re p rzy n o si K o stu ś (A. IV . str. 1221), o »w ieńcu
grochow ym «' (A. V. se. I. str. 141 ), jak iś »K rak ow iak« (A. V . sc. 5.):
»H ejże k ra k o w iacy , w esele po pracy ...« ale po d o b izn nie zn ala
złem w zb io rach pieśni ludow ych. A le i w tej p rzeró b ce »Troiste g o w esela« są p ew n e p ie rw ia stk i ludow e. N. p. w A . IV . sc. IZosia zdradza się p rz ed siostram i z m iłości k u K o stu sio w i, ale
sp o strz e g a się, że je st zan ad to szczerą, w ięc p ro si sio stry , b y o tern
p rzed m atk ą nie w spom inały. »A n a o sta te k i mówcie« pow iada.
Zosia wie, co w te d y zrobić : pop łacze tro c h ę ;
»Wiem czym się zasłonić,
Gdy źle na Zosię,
P i ę k n i e się u k ł o n i ć
I skończyło się,«
T o znaczy, że a b y m atk a nie sądziła, że Zosia jest płocha, ona
się » p o k ł o n i « n a dow ód, iż chce poślubić K o stu sia. J e s t to
ty p o w y ob rzęd w eseln y u ludu. K ie d y m łodzi proszą rodziców
p rz ed ślubem o b ło g osław ieństw o, k łan iają się, a d ru c h n y śp ie w a ją 3):
» K ł a n i a j s i ę Marysiu
kłaniaj się młoda, nisko, niziusieńko,
aby było ł a d n i u s i e ń k o . «
b Cytaty podług wydania z 1828. t. V.
?) Kolberg, S. XVI. 167,
—
140
—
T ak sam o podczas »przenosin« do dom u m ło d eg o (po ślubie)
śp iew a ją (K o lb e rg , tam że 170):
»Kłaniaj sie Marysiu« i t. d.
B y ć m oże, źe nasz p o e ta w idział to n a jak iem w eselu w iejskiem .
J e s t tu i ru sk a p io sen k a, »kozak« (A.. V. sc. 5.)
»Kotyły sia wozy z hory
Na dolinie stały:
Lubyły sia czerne oczy,
Teper perestały!«
ta sam a pieśń, k tó ra je st u W a cł. z Ol. (str,353. w. 191, zw ro tk a 3. i 4.)
»Kotyły sia wozy z hory,
Na dołyni stały;
Kochały sia, lubyły sia,
Teper perestały« i t. d.
lu b ó d m ian k ę u C zu b iń sk ieg o 1) :
1
Kuryłasia doriżeńka, kuryłasia duże,
L u b y ł y s i a s y w i o c z y iz czornymi duże.
Lubyły sia, kochały sia, szczo maty ne znała,
T e p e r r o z i j s z ł y si a, jak ta czorna hmara...« itd.
P o d o b n ie ż n a stę p n a z w ro tk a :
»Tiecze riczka ne Wieliczka (!)
Ja tie (!) pereskoczu :
Wydaj mene moja mati (!)
Za koho ja choczu«.
a u W . z 01 . (str. 383. w. 231.) je s t:
»Tecze riczka newełyczka, pidu pereskoczu,
wydaj mene, moja maty, za koho ja choczu.«
u C zubińskiego z a ś 2):
»Dunaj riczka newełyczka, schoczu-pereskoczu,
Oddaj mene, moja maty, za koho ja schoczu.«
N a stę p n ej zw rotki : »D ałaż m ene m oja m aty« już nie mogłem,
odszukać w zbiorach.
S ą jeszcze dw a d ro b iaz g i K n ia ź n in a »Zosiny« i »M arynki«,
tak że sielan k i sceniczne, w k tó ry c h p o e ta znow u lu d p o lsk i n a
scenę w p row adza. A le tam o b o k p ew n y ch ry só w lu d o w y ch , sch w y
con y ch ja k b y n a g o rą c y m u cz y n k u (»jak się m acie d u s z o
ś w i ę t a « t. V. str. 163, d osyć ciek a w a rozm ow a k o b ie t w iejskich,
’) Trudy.,, t. V. str. 286. w. 566.
2) Tamże, str. 171. w. 350. lub str. 96. w. 201.
—
141
—
k tó re p lo tk am i m o g ą »rozkołatać« g ło w ę str. 163), je st znow u
d aw n a m a n ie ra : n ien atu rałn o ść, czułostkow ość (»bobkow e g a
łązki« n a w ieniec str. 168, pieśni à la K a rp iń s k i »Tum spędziła
w iek mój m łody, T u się m a Zosia rodziła« str. 158). P o d o b n ie
je st i w »M arynkach«.
B y ć może, że te rzeczy b y ły p isan e »na kolanie« ja k to
nieraz trze b a b y ło p isać d la te a tru p u ław sk ieg o .
A le w y starcza to, co je st : p o e ta przejrzał, sp o strzeg ł, ja k
lu d w istocie w y g lą d a , a n a w e t zap o zn ał się z je g o dorobkiem
um ysłow ym .
D la te g o też w ieśn iacy K n ia ź n in a m ają już inne troski, oprócz
m iłosnych, nie leją łez z lad a p rz y czy n y , nie m dleją. W ie ś ich
nie je st u ro jo n a, senna, lecz znojna, żyw a, p racu jąca, choć m iew a
też chw ile o d p o czy n k u , zabaw i radości. W ie śn ia c y w y ra żają
się jeszcze często językiem literackim , ale już n i e z a w s z e .
W t. Jankowski.
Zabawy sierskicłi pasterzy przed 20 laty.
(Dokończenie.)
Uwagi.
') Porów, moją rozpr. : „Życie pasterzy sierskich przed 20
l a t y “ uw. 64 . („ L u d “ z r. 1898 str. 294 .).
2) To też la ta pasterskie należą w życiu Sierczan do n a j
przyjem niejszych chw il młodego wieku. P rzyjaźń „przy b ydle“ na
w iązana trw a do śmierci. J e s t naw et przysłow ie na oznaczenie
brak u przyjaźni z owych czasów pasterskich: „Jo s tobom świni
nie p osoł!“ tj. mnie z tobą żadna serdeczna p rzyjaźń i zażyłość nie
łączy. Pasterze pasający razem bydło zowią się „kom panam i“ lub
„kom pankam i“ (o pasterkach); czasownik do teg o : „kompanić “.
3) Z abaw a „W e w o jsk o “ polegała głównie na m arszach przy
odgłosie trą b k i albo bębna, na w ydaw aniu komendy, na gonieniu
się i biciu. Dowódca m iał zw ykle czakę z papieru, pałasz drew niany
i „konia z p a ty k a “, na którym uganiał na w szystkie stro n y przed
wojskiem.
4) „ W zb ó ji“ bawiono się tam , gdzie był teren po tem u : „na
K am ieńcu“, „w K rz o k a g “ i t. p. rzadko kiedy w „cyrnem p o lu “ .
„Zbóje“ ci; z „H ersztem “ swoim na czele, „w arto w ali“ zw ykle
gdzie w „jaki zosadce weło d ro g i“ i ja k sie kto „nam aniuł“, to go
