f0a807f1daff0c726a7499020ed0b512.pdf
Media
Part of Lis mikita w bajce i wierzeniu ludowem wschodnich Azyatów / Lud, 1902, t. 8
- extracted text
-
Lis milata w bajce i wierzeniu ludo wem
u w schodnich Azyatów.
Odczyt m iony na posiedzeniu naukowem Chrzanowskiego
Oddziału
Towarzystwa
ludoznawczego w Krzeszowicach dnia 24. marca 1900, tudziez na Walneni Zgroma
dzeniu Oddziału Tow. ludozn. w Wieliczce dnia 11. kwietnia 1900.
Żadne zwierzę nie zajęło w bajce i baśni ludowej wszelkich
czasów i wszelkich narodów ta k w ybitnego stanowiska, co lis mikita, ów najw iększy chytrzeć i fra n t z pomiędzy w szystkich czworo
nogów. Chytrośó, z k tó rą z jednej strony umie podejść podstępnie
upatrzone swe ofiary, a z drugiej ujść zasadzek swych wrogów,
zrobiła go w bajce przedstawicielem podstępu i przebiegłości.
A chilles, idealna postać bohaterów homerycznych, odznaczający
się siłą, zręcznością i nadzw yczajną odwagą, poległ w wrzawie
wojennej. Jego zbroję, k tó ra m iała przypaść najdzielniejszem u i najzasłużeńszemu z orszaku bohaterów w ostatecznem zdobyciu T roi,
przyznało zgromadzenie książąt i wodzów nie Ajasow i W ielkiem u,
synow i sławnego Telamona, k róla w yspy Salam iny, jednoczącemu
w sobie surową, ale ślepą siłę, lecz jego współzawodnikowi, tj.
przemyślnemu, przebiegłemu Odyssejowi, k tó ry ju ż w ielokrotnie dał
dowody nie ty lk o swego nieustraszonego anim uszu i rycerskiego
m ęstwa, lecz słu ży ł także niejedną dobrą radą, pełną przebiegłego
w ybiegu i podstępu wojennego, a którego los przeznaczył, aby wojska
greckie doprowadził do ostatecznego pełnej chw ały zw ycięstwa.
W ta k i sam sposób zwycięża Beineke-lis w niemieckiej baśni
zwierzęcej swego największego w roga i zaw istnika, tj. w ilka, —
ale nie siłą. Jak ż e łatw o byłby mu uległ w boju! W szyscy p rz y
jaciele lisa przew idują nieuniknioną klęskę jego. W i l k , p rzed sta
w iciel b ru taln ej s iły , z początku je st górą nad lisem, przedstaw icie
lem zręczności, przebiegłości. W otoczeniu lw a-kró la nieustanna wrze
w alk a między tem i odwiecznemi stronnictw am i, z których każde
chce panować, jedno teroryzm em , drugie podstępem i ehytrością. Że
d ru g ie pokonyw a pierwsze, zgodne to z n a tu rą rzeczy, inteligencya
bowiem potężniejszą nieraz byw a od siły fizycznej. Oba te jednak
stro n n ictw a w ostatecznych swych dążeniach p rzedstaw iają się ze
stro n y ujemnej, jedno zam ieniając w ładzę w przemoc u cisk ają cąs
drugie przeistaczając rozum w zdradliw ą przebiegłość. W końcu
Beineke-lis zw ycięża i otrzym uje najw yższą godność kanclerza państw a.
Otóż ta chytra, przebiegła i podstępna zdradliwość charakteryzuje
znakom icie całą. istotę lisa-mikity.
A b y w yjaśnić, dlaczego lis zażyw a w wysokim stopniu^bałwochwalczej czci u w szystkich praw ie ludów wschodniej A zyi, przedew szystkiem zaś u Chińczyków, a więc ludu napółoświeconego, zbo
czym y cokolwiek od właściwego tem atu.
D w ie zw łaszcza są przyczyny, dla któ ry ch m istrz m ik ita doszedł
do owej boskiej czci, a przyczyny te m ają również swe źródło
w jego przysłow iow o znanej chytrości i przebiegłości. Albo uchodzi
on u wschodnich A zyatów za zw ierzę poświęcone bogu bogactw a,
tj. ta k zwanemu „ T sa i-sh e n “ czyli „M am m o n o w i“, albo je st nim
n aw et sam, albo też wreszcie przypisują m u zdolność przybierania
n a się wszelkiej możliwej postaci, ba naw et nieśm iertelność. N ie
śm iertelność zaś zawdzięcza on tej okoliczności, iż p rz y swej chytrości
udało mu się — w edług pojęć C hińczyków — posiąść „ e l i k s y r
ż y c i a “, ów cudowny, czarodziejski napój, k tó ry jeszcze dzisiaj
zaw raca wschodnim A zyatom głowę, podobnie ja k niegdyś zdobycie
i posiadanie go było u nas w E uropie najw yższym , najbardziej
upragnionym ideałem każdego alchem isty i cudownego /le k a rz a
średnich wieków. Otóż co żadnemu śm iertelnikow i z pom iędzy ludzi,
mimo najw iększych starań , nie udało się do tej pory, to zdołał
zdobyć lis-m ikita swoją podstępną, przebiegłą i zdradziecką ehytrością.
L is nie je st jedynem zwierzęciem, co odbiera cześć boską od
ludów wschodniej A zyi. Północne bowiem C hiny podobne zdolności
i skłonności, jak ie dzierży lis, przypisują jeszcze czterem innym
zw ierzętom ; Chiny zaś południowe czczą ty lk o lisa. P rzyczyny tego
zjaw iska szukać należy w wielkiej różnicy, ja k a zachodzi między
ludnością, zam ieszkującą olbrzym i szm at ziemi A zyi wschodniej.
Chińczyk południow y spogląda z pew ną pogardą na C hińczyka pół
nocnego, po większej części nieokrzesanego, ja k g d y b y b y ł innej
ra sy , innego plemienia. Chińczycy północni byli w odległych czasach
szam anam i, a k u lt szamanów przyjm ow ał zawsze pew ną liczbę
zw ierząt za półbogów, albo też przynajm niej uw ażał je za isto ty
n a rów ni stojące z człowiekiem. Jeszcze dzisiaj uniew innia się np.
In d y an in A m ery k i północnej przed niedźwiedziem, swym domnie
m anym stry jaszk iem , zanim go zabije, że do tego czynu zmusza go
w alk a o b y t, konieczność. W Chinach południow ych zaś panow ał
k u lt wężów i drzew, zanim buddyzm rozjaśnił nieco um ysły ludzkie.
E ty k a K onfucego nie zapuściła jeszcze do dziś dnia praw dziw ych
korzeni w życie duchowe nieokrze sanego ludu i prawdopodobnie nie
dopnie tego, gdyż je st dla niego nieprzystępną, niezrozum iałą.
Zasię w samej stolicy C hin, tj. w Pekiniej i w najbliższej jej
okolicy, ludność czci ty lk o cztery zw ierzęta jako półbogi, zwłaszcza
l i s a , w ę ż a , ł a s k ę i j e ż a . Zowią je „S su -h sien “, tj. c z t e r e m a
geniuszami, czterema nieśmiertelnymi.
W Tyencynie, mieście położonem na południe od Pekinu,
i w w ielu innych miejscowościach, do tej czwórki półbożków p rz y
b yw a jeszcze p ią ty półbożek, tj. s z c z u r . Tę p iątk ę św iętych zwie
rz ą t zowią „ W u -ta -c h ia “, co znaczy: „ p i ę ć w i e l k i c h r o d z i n “,
albo „ p i ę ć d o s t o j n y c h r o d z i n “. Tw orzą one dobrze u wschod
nich A zyatów znaną pentalogię: „H u, h u a n g , po, lin, h u i“. Zowią
ją także: „Y eh -ch ia“, tj. „ i z b ą p a n ó w “ (patres conscripti), albo
też „H sien -ch ia“, tj. „ r o d z i n ą g e n i u s z ó w “, albo po prostu^
„ g e n i u s z a m i “.
To, cośmy powyżej powiedzieli, w ym aga k ilk u wyjaśnień. Przez
w yraz „H sie n “, k tó ry zw ykle tłóm aczym y w y ra zem : „ g e n i u s z “,
rozum ieją Chińczycy to, co ongi w R zym ie i Grecyi oznaczały
m uzy i inni niżsi bogowie, d i i m i n o r u m g e n t i u m . M itologia
chińska zn a początkowo ty lk o ośm tak ich geniuszów, między nimi
jedną boginię „p o -hua-hsien“, tj. „ b o g i n i ę k w i a t ó w “. Z biegiem
czasu pojęcie to „h sie n “ rozszerzyło się cokolwiek, bo miano „h sie n “
nadają ju ż większej liczbie bogiń, z pomiędzy których na wspom
nienie zasługuje bogini „ch u i-h sien “, tj. bogini wodna, nimfa. Tej
to bogini czyli tem u żeńskiemu geniuszowi poświęcony je s t piękny,
niedawno do E u ro p y sprowadzony chiński narcyz, „c h u i-h sien -h u a“,
tj. k w i a t w o d n e j b o g i n i , bardzo ulubiony k w iat przez kobiety
chińskie i japońskie. W ogóle słowo „h sie n “ oznacza u wschodnich
A zy ató w w ielokrotnie to, co m y rozumiemy przez demony, kobolty,
kołbuki, dyabełki, dziwoźony, ru sa łk i i t. d. W wielu przypadkach
różne znaczenia tego w yrazu ta k się mieszają z sobą, że trzeba do
piero samemu w ybrać z pomiędzy nich znaczenie właściwe. Chiński
znak piśm ienny n a ten w yraz „h sien “ przedstaw ia człowieka sto ją
cego obok góry, albo też na górze, z czego, możemy w ysnuć p rz y
puszczenie, że siedzibę tych geniuszów „h sie n “ umieszczono na
górach. A może niegdyś przez w yraz „h sien “ rozumiano coś takiego,
ja k w staro ży tn ej G recyi przez nim fy leśne, P an i t . d. ?
W y raz „chia" oznacza właściw ie dûm, a źe w Chinach każdy
dom je s t zw yczajnie m ieszkaniem ty lk o jednej rodziny, więc w yraz
ten możemy tłómaczyó po prostu przez „ r o d z i n a “. „C h ia“ ato li
może oznaezaó także głowę rodziny, p an a domu, po prostu „ p a n a “
(porównaj łacińskie dom inus i dom us).
B ajki i baśnie ludowe m ają bardzo w ielki urok, a w zbieraniu
ich najw iększym skrupułem je st to, źe są niewyczerpane. Sądzim y
nieraz, żeśmy zebrali sumiennie m atery ał do jakiegoś przedm iotu,
ja k np. w obecnym p rz y p ad k u do baśni lisiej, a tym czasem przy
porządkow aniu i u k ładaniu go okazują się na wsze stro n y gałązki
i pędy, k tó re ja k u pnącej rośliny od pnia m acierzystego przecią
g ają się do sąsiedniego krzewu, aby tu uczepiwszy się go nowy
znaleźó pokarm i dalej się rozkrzew iać. A ja k ogrodnik nie może
odciąć ty ch pędów jako zbyteczne, jeżeli nie chce zepsuć ogólnego
wrażenia, ogólnego pokroju rośliny, ta k samo i nasz tem at zmusza
nas do bujania po innej dziedzinie chińskiej baśni zwierzęcej i do
w ciągania jej w nasz zakres dla lepszego zrozum ienia rzeczy. D la
tego też pozwolim y sobie zatrzym ać się cokolwiek obszerniej nad
innem i zw ierzętam i, w skład rzeczonej pentalogii wchodzącemi.
W prow adzenie w ę ż a w zakres pięciu zw ierząt-geniuszów daje
się łatw o uspraw iedliw ić jako przeżytek starożytnego k u ltu wężów.
W baśniach zwierzęcych krajów zachodnich odgryw a zdrada i podstęp
węża w ielką rolę, a w chińskiej baśni wąż przedstaw ia wogóle
istotę sprzyjającą człowiekowi. Uznane za państw ow e w Chinach
religie nie próbow ały, ani nie zdołały węża napiętnow ać jako
sym bol „ z ł e g o “.
Ł a s k a „ h u a n g -sh u -lan g “, tj, żó łty w ilk szczurzy, odgryw a
u ludu całkiem podobną rolę co lis, z tą ty lk o różnicą, że je s t dobroduszniejszej n a tu ry . Ł ask a nagabuje i drażni więcej ludzi, niż
im szkodzi, je st zatem koboltem w lepszem znaczeniu tego słowa.
Chiński wieśniak łatw iej przeboli, że m u łask a w ypije ja ja kurze,
albo, że zabije pilne kwoczki, aniżeli wieśniak nasz lub innej n aro
dowości. N iejednokrotnie cieszy się on raczej z tego — rozumie się
samo przez się, jeżeli szkoda nie je s t z b y t w ielką, — niżby m iał
się smucić, a w tedy geniusz ła sk a je st dla jego rodziny życzliw y
i będzie jej z pewnością przy sp arzał dóbr ziemskich, doczesnych.
ft
—
9
—
Dziwnem się ty lk o wydaje, źe do pentalogii wciągniono ta k ie
niepokaźne zwierzę, jakiem je st właśnie j e ż , k tó ry nie je st obda
rzony ani szczególniejszą inteligencyą, ani też nie posiada w ybitnych
przym iotów . Podczas gdy lud umie opowiadać tysiączne^historyjki
0 wężach i łasce, to rzadko kiedy słyszeć można baśń, w którejby
jeż albo geniusz-jeż odgryw ał ja k ą poważniejszą rolę. Znaną mi
je s t następująca jedyna baśń chińska o jeżu.
H az w ieśniak chiński zobaczył w nocy w ogrodzie swoim jeża.
G dy ostrożnie p rzy b liży ł się do niego, w idział najw yraźniej, że jeż
m odlił się do księżyca Jeż bowiem siedział na ty ln y ch nóżkach
p ro s to 'i b ił najwidoczniej pokłony „p a i-i“.
„P ai-і“ — je st to pełne uszanow ania pozdrowienie, jakie winien
je st sy n rodzicom lub jakie należy się osobom starszy m ; jest ono
zaszczytniejsze niż zw yczajne pozdrowienie, p rz y którem praw ą
pięść w ciska się w lewą dłoń i w tem położeniu obie ręce podnosi
się nieco ponad piersi i obniża, mówiąc sło w a: „ching-la, ch in g -la“,
albo krócej : „ c h in g “. P rzy pozdrowieniu „pai-і“ należy w powyższy
sposób złożone ręce podnieść kilkakrotnie aż do czoła i nazad
spuścić.
Ten sposób pozdraw iania w yjaśnia nam dostatecznie owego
jeża. J e ż bowiem, którego obserwował wieśniak, m ył sobie tylko
przednie łapki, tj. języczkiem je oblizyw ał.
Daleko zawilej przedstaw ia się półbóstwo s z c z u r a . W nie
których okolicach, np. w Pekinie, nie uznają wcale szczura za „ś w i ę t e g o g e n i u s z a “. Mówią tu nie o „ W u -ta -c h ia “, tj. o p i ę c i u
ś w i ę t y c h r o d z i n a c h “, lecz ty lk o o „S su -h sien “, tj. o „ c z t e r e c h
g e n i u s z a c h “. Szczur pentalogii zowie się „ p o “, a nie „ s h u “ albo
„lao -sh u ", ja k go lud poprostu mianuje. W y raz „po" da nam
pewne w yjaśnienie. W y ra z ten „ p o “ oznacza właściw ie bobra. Z nali
go ongi dobrze starodaw ni szamanie północnych Chin, Mongolii
1 M andżuryi. B obry zam ieszkują jeszcze dzisiaj w znacznej liczbie
S yberyę i najbardziej na północ położone dzielnice Chin. Zręczność
i biegłość bobra w budowie swych m ieszkań kazały wnosić o wielkiej jego inteligencyi, k tó ra owym daw nym ludom pierw otnym
m usiała imponować. Porównaj np. stanowisko bobra w podaniach
In d y an am erykańskich, a więc także szamanistów. Być więc może
że cześć oddaw ana pierw otnie bobrowi, z biegem czasu przeszła na
szczura, k tó ry także je st gryzoniem, daleko pospolitszym niż bóbr.
S tąd „ s z c z u r “ znalazł się w pentalogii.
—
10
—
A le dodać muszę, źe w yraz „ p o “ oznacza jeszcze co innego*
P odług za p atry w a ń Chińczyka „ p o “ oznacza duszę zw ierzęcą, a w yraz
„ h u n “ duszę duchową czyli ducha, „ P o “ je st w ypływ em żeńskiego,
„ h u n “ zaś męskiego p ierw iastka starożytnej filozofii chińskiej. „ H u n “
po śmierci człowieka wstępuje w prost do nieba, a „ p o “ idzie do
ziemi i zostaje „ s t r a c h e m “, „ d u c h e m “ w bajkach, baśniach i po
daniach o stráchach.
W szy stk ie zw ierzęta, tw orzące pentalogię, posiadają — jak
powyżej powiedziałem — zdolność przybierania na się wszelkiej
możliwej postaci i są nieśm iertelne. W szelako nie je s t im wrodzona
n a tu ra g e n i u s z a czyli „ h s ie n “ ; m uszą ją dopiero zdobyć długo
trw a łą i ciężką pracą. Proces przem iany w geniusza je st nader
powolny. M uszą przetrw ać próbę czyli now icyat, trw a ją c y około
500—600 la t wieszczych, zanim osiągną nieśmiertelność. „ R o k w i e
s z c z y “ liczy ato li ty lk o 50 zw yczajnych dni ziemskich. Zatem
okres próbny trw a daleko krócej, niż się wydaje, bo przeciętnie 76
l a t ziemskich. J u ż w przeciągu tego czasu, gdy owa przem iana
dosięgła pewnego stopnia, mogą owe demony, owe niby-duchy,
niby-geniusze, opętać ludzi w podobny sposób, ja k np. dyabeł bi
blijny. O tej zdrożności i niegodziwości, mianowicie lisa, pomówimy
poniżej cokolwiek obszerniej. J e s t to w łaśnie jeden z w ażnych punk
tów baśni lisiej u wschodnich A zyatów .
G dy przem iana zw ierzęcia w geniusza się dokonała, mogą w tedy
zw ierzęta, do pentalogii należące, przyjm ow ać każdego czasu w szelką
m ożliw ą postać. Zupełnie to samo czynią w średnich w iekach „cza
ro w n ic e “ i „czarn o k siężn icy “ ; — są to nazw y, które kościół nasz
n arzucił stary m leśnym koboltom, dziwoźonom, boginkom i t. d. —
„Z ostać cz aro w n ic ą“ w gruncie rzeczy nie je st niczem innem, ja k
ty lk o za pomocą wszelkich napojów czarodziejskich, których z n a
jomość w ym aga szczególniejszej roztropności, przyswoić sobie te
w łasności i te przym ioty, k tóre posiadały kobolty, dziwożony, r u
sałki, topielice, nim fy leśne naszych starodaw nych podań słow iań
skich i germ ańskich.
Jeżeli okoliczności tego w ym agają, przem ienia się geniusz
zw ierzęcy w podeszłego, czcigodnego starc a z długą, siwą brodą.
Chcąc ato li w yśm iać się i w ydrw ić z lubieżnika i u k arać go, prze
m ienia się on w tedy w piękną, m łodą dziewicę, uposażoną we wszelkie
pow aby i wdzięki ciała.
Sposoby, jakich używ a lis, aby stać się geniuszem, tru d y
i mozoły, jak im w czasie próby musi się poddać, nie są nam biednym
śm iertelnikom znane. Podług opowieści Chińczyków, k tó rzy w tej
—
и
-
spraw ie m ają jakieś wiadomości, powszechnie w ierzą, źe lis udaje
się n a w ysoką, oddzielnie wznoszącą się górę. Tam przebyw a k ilk a
la t odludnie i bierze ty lk o roślinny pokarm . G dy słońce wejdzie
ponad poziom, musi ustaw icznie patrzeć w jego tarczę i kierować
oczyma za niem, aż do zachodu jego. T ak samo winien obserwować
i tarczę księżyca. Podczas tej obserw acyi czy to ta rc z y słonecznej,
czy też księżycowej, lis powinien stać na ty ln y ch nogach i to
n a najw yższym punkcie góry i oddychać głęboko. Po pew nym czasie
nie potrzebuje już brać pokarm u. G dy już nie czuje ani głodu, ani
pragnienia, je s t to oznaką, źe proces przem iany odbywa się nor
m alnie. Dopóki odczuwa jeszcze potrzebę snu, może spać ty lk o w tedy,
g d y niem a księżyca n a niebie.
J a k już wspomniałem, ludzie napróżno, aż do tej pory szukali
elik sy ru życia, owego kam ienia m ądrości; ale ch y try lis by ł szczę
śliw szy i 'przebieglejszy, bo go zaiste znalazł. A le zanim ten długo
trw a ły proces przem iany jego w ducha-geniusza się ukończy, pod
lega i on śmierci. Oszczep albo k ula myśliwego mogą go w k ilk u
m inutach oddać w szpony śmierci, której ujść usiłuje on od la t
w ielu z wielkim mozołem i trudem . A le ta k a zuchwałość m yśliwego
nie pozostaje bezkarnie, nie ujdzie mu płazem. D usza bowiem lisa
zabitego przyjm uje na się inne ciało i poczyna na nowo długoletni
i ciężki proces m etam orfozy. W cześniej czy później pomści się na
zbrodniarzu, bo takiego czynu nie zapomina on nigdy, a rzadko
kiedy przebacza.
O takiej zemście niezbyt dawno p isały gazety japońskie. Pod
czas przedstaw ienia teatraln eg o dobył a r ty s ta niespodzianie miecza
i ku w ielkiem u przerażeniu widzów ściął w ich oczach głowę dru
giem u grającem u artyście. M orderca zw aryow ał nagle. A. za p rz y
czynę tego obłąkania podaw ał lud i prasa, że „jeden z przodków
tego a r ty s ty przed bardzo wielu la ty zran ił liśa-geniusza. Od tego
czasu z każdej gen eracyi tejże rodziny ktoś nagle dostaw ał pomięszania zm ysłów. Otóż i tu na ty m artyście w y w arł zemstę lisgeniusz“.
Członkowie pentalogii „W u -ta -c h ia “ w yw ierają wogóle bardzo
w ielki w pływ na socyalne życie ludzi. Mogą one wzbogacić lub
zubożyć człowieka. K ażdy Chińczyk potrafi przypadki nagłego bo
g actw a lub nagłego zubożenia w yprow adzić z w pływ u ty ch pięciu
geniuszów zwierzęcych. W skutek tego uw ażają je ludzie w yłącznie
za bogów bogactwa. N a obrazach i w izerunkach widzimy je zawsze
ze sztu k ą srebrnej m onety zwanej „sy c ce“ (tj. trzew ik) w ręce,
tudzież u stóp ich bajeczną miseczkę „ch u -p ao -p en “, „w k t ó r e j
g r o m a d z i s i ę b o g a c t w o " . D latego też po stodołach, gum nach
i ogrodach staw iają Chińczycy dla nich m ałe ołtarze, zowiące się
„tsai-sh ąn -fan g “, tj. „ d o m b o g a b o g a c t w a “ czyli „ d o m P l u
t o n a “. Eów nieź w pomieszkaniach w yznaczają im często m ałe
miejsce, gdzie staw iają im m ałe naczyńka z pokarmem , poniekąd
ja k b y ofiarę. W zam ian za to spodziewa się rodzina od nich dóbr
doczesnych. C hińczyk zatem bije czołem przed „ b o g a c tw e m “. Ale
„pai tsai-sh en -ti pu sh a o ", tj. „ t a k i c h , k t ó r z y m o d l ą s i ę d o
b o g a M a m m o n a j e s t w i e l u “, pow iada stare i praw dziw e
przysłow ie chińskie. W e w szystkich swych zap atryw aniach o życiu je st
Chińczyk w ielkim m atery alistą, a to z powodu nader tw ardej w a lk i
o b y t. B o g a c tw a — w edług jego pojęcia — przynoszą z sobą w szystko
inne dla niego pożądane. „ W s z e c h m o c n y d o l a r “ sprow adza
Chińczykowi w szelką szczęśliwość nietylko na ziemi, ale i na drugim
świecie. W ty m celu sypią przyjaciele z papieru zrobione trzew iki
srebrne po drodze podczas pogrzebu, aby nieboszczykowi srebro ta k
otw ierało drogi w podziemiu, ja k się to działo na ziemi za życia
doczesnego. Czyż nie żąd ał sam s ta ry C haron jednego obola, aby
duszę zm arłego G reka przewieźć przez rzekę S ty k s? N a ziemi bo
gactw o otw iera drzw i pałaców bogaczy i w pływ ow ych urzędników ,
a w owym drugim świecie bram y upragnionego raju.
Bogactwo należy do trzech szczęśliwości, k tóre już na ziemi
posiąść może człowiek pobożnym żyw otem doczesnym ; dwie drugie
szczęśliwości tw orzą długie życie i męskie potomstwo. Cynicy w y
m ieniają jeszcze Czwartą szczęśliwość Chińczyka, a je st nią piękna
broda. Chociaż m ała, rzadka, szćzecinkow ata broda Chińczyka nie
w ydaje się nam być ładną, przecież je s t ona pragnieniem i dum ą
każdego syna niebieskiego państw a. Zw yczaj atoli pozw ala mu z a
puścić brodę dopiero z czterdziestym rokiem życia, albo gdy został
dziadkiem w rodzinie, co w skutek powszechnych wczesnych m ał
żeństw mianowicie w Chinach południowych, je st bardzo możliwe.
Jeżeli C hińczyk doczeka się brody, czesze i pielęgnuje ją w w y
sokim stopniu.
Zw ierzęta należące do „ W u -ta -c h ia “ rade są bardzo z czci, ja k ą
im śm iertelnicy oddają. Te zwierzęta, które jeszcze nie dokonały
zupełnej przem iany, doznają w swych m ozolnych trudach znacznego
u łatw ien ia przez składane im ofiary, m odlitw y i kadzidła. Te zaś
zw ierzęta, k tóre już odbyły swój czas próbny, czyli now icyat, cieszą
się z składanych ofiar i m odlitw i zażyw ają ty m sposobem osią
-
13
—
gniętych zaszczytów swego wysokiego dostojeństwa. Poczuw ają się
one w tedy do obowiązku, aby ludziom oddającym im cześć i czoło
bitność, pomódz swem błogosławieństwem . Cuda czynią one na
wsze strony. Jeżeli człowiek postaw i czarkę z wodą przed ich o łta
rzam i i skrzyniam i, to k ilk a kropel tej wody w ystarcza później,
aby wyleczyć wszelkie możliwe choroby. Woda ta zowie się „ Chusch e n -sch u i“, t. j. „ ś w i ę t ą w o d ą o d m ł a d n i a j ą c ą “.
Dodać winienem, że te geniusze spuszczają tak że pigułki
z nieba, k tó re leczą w szelką niemoc, ja k owa maść sezamowa der
wiszów w baśniach z 1001 . nocy. P igułki te zowią się „L ao-hsienw a n “, t. j. „ p i g u ł k a m i g e n i u s z ó w z n i e b a s p a d ł e m i . “
Sław a i wziętość św iątyń, czy m ałych, czy wielkich, zależy
często od tego, że w nich przebyw a albo chowany je st lis, w ąż,
jeż, albo też łaska. Zw ierzęta te czczą ludzie niekiedy daleko
więcej niż właściwe bogi. U niektórych sekt, których w Chinach
mimo zakazu je st bardzo wiele, n. p. u ta k zw anych „T ai-shangm e n “, wisi obraz czterech geniuszów „S su-hsien“ w każdym domu
członków te j.s e k ty . Do obrazu tego modlą się. Praw ie w każdym
domu znajduje się o łtarz albo przynajm niej szafka lub skrzynka
„ p i ę c i u g e n i u s z ó w “ czyli „ W u -ta -c h ia “. W geniusze zwierzęce
w ierzy lud niezłomnie ; do bogów czyli bożków, bałwanów ma on
pewne swoje wątpliwości, mianowicie co do ich mocy, potęgi i po
mocy ludziom udzielanej. G dyby jednak kto drw ił i żartow ał sobie
z bałw ochw alstw a owych geniuszów, odpowiada Chińczyk, surowym
wzrokiem przenikając śm iałka, tem i słow y: „C hang-cho hsien chia
kuo s h ih -tz u “, co znaczy: „ z a l e ż y m y co d o n a s z e g o p o w s z e
d n i e g o c h l e b a o d g e n i u s z ó w “ albo też słow y: „Kuo hsien
ch ia ti s h ih -tz u “, t. j. „ ż y j e m y z d o b r o c i g e n i u s z ó w 7“.
Za dalekoby mnie doprowadziło, gdybym opowiadał wszelkie
h isto ry jk i o w szystkich pięciu członkach pentalogii, chociażby to
ze stanow iska etnograficznego nie małego było znaczenia ; o g ra
niczę się jedynie na podaniach ludowych, które m ają za przedm iot
„ h u -h s ie n “, t. j. „ l i s a g e n i u s z a “.
Lis-geniusz, ja k inne geniusze pentalogii, posiada zdolność n a
tychm iastow ego przybierania na siebie wszelkiej możliwej postaci.
W tej chwili je st on jeszcze najodpowiedniejszym, najzw yklejszym
lisem, a za chwilę przedstaw ia ■się jako mężczyzna w7 kwiecie wieku,
a znowu potem jak o bezsilne, kwilące dziecię, albo jako cudowna,
urocza niew iasta. Panuje nad czasem i przestrzenią. Tysiące a ty -
—
14
d a c e mil przebiega w m gnieniu oka. W idzi przez zam knięte drzwi
i ściany. M atery a w szelka ustępuje pod jego rękam i, je s t plastyczną,
podatną w jego rękach. Żaden czarnoksiężnik, żadna czarow nica
nie może mu szkodzić, ani pćjść z nim w zawody, bo z nim nie
zajdzie do końca. Zwiedzie, obałamuci, oszuka każdego z łatw ościąNajm ądrzejszego zrobi najw iększym głupcem i ig raszk ą swego h u
moru. W iele opowiada o nim najpoczytniejsza w Chinach książka
p. t. „L ia o -ch ai-ch it-i“, podobna do naszych książek trak tu jący ch
o baśniach, podaniach i klechdach ludowych lub do niemieckiej
„G rim m ’a M ärchen“. Głównie w Jap o n ii spotkać się można z takiem i książkam i i nasłuchać niezliczonej ilości bajek i baśni zw ie
rzęcych.
K ażd y praw ie wschodni az y a ta doznał i doznaje wiele złego
od tego lisa-geniusza. Lis-geniusz zna najm niejsze słabostki każdego
człowieka, a na nich budując, zw abia go ułudnie i popycha do
w szystkiego możliwego. Obiecuje złote góry, a nigdy nic nie do
trzym uje. Przez lisa-geniusza przyrzeczone złoto przem ienia się
w cuchnące łajno, podobnie ja k złoto d yabła w naszych podaniach
ludowych. Skąpem u i sknerze przyobiecuje złoto i srebro, pijakow i
wino chińskie t. zw. „S am szu “, młodzieńcowi piękne dziewice. J a k
błędne św iatełko prowadzi ich lis-geniusz z ich złudnem i nadziejam i
po zwodniczych, błędnych drogach, wodzi ich ustaw icznie za nos,
aż wreszcie w yczerpani zupełnie i cokolwiek oprzytom nieni odstę
pują od pościgu za urojonym i zam iaram i.
A przecież lis-geniusz nieraz naszedł n a swego, co mu dorów nał,
ba naw et przew yższył w chytrości i przebiegłości, co go zdołał po
konać jego w łasną bronią, t. j. podstępem i chytrością. Te h isto
ry jk i przypom inają nam naszego biednego dyabła, k tó ry w ludo
wych baśniach słowiańskich i germ ańskich nieraz w yszedł jak Z a
błocki na mydle. C hińczyk objawia w tak ich razach w ielką radość.
Cieszyć się z nieszczęścia drugiego, z niepowodzenia lub z w yrzą
dzonych przez drugiego szkód, — to głów ny ry s ch a rak teru Chiń
czyka. Podam jednę ta k ą baśń chińską.
Wieczorem w racał wieśniak do domu i na drodze zeszedł się
z młodym, przystojnie ubranym człowiekiem. Po w ym ianie wszel
kich pozdrowień i oznak uprzejmości w dali się w rozmowę i szli
dalej razem. A le było coś szczególniejszego w zachowaniu się obcego,
a to wzbudzało w w ieśniaku pewne podejrzenie. Postanow ił ted y
mieć się na baczności i na w szystko, co obcy robi lub mówi, dać
należy ty pozór. R ozm aw iali swobodnie i szczerze i bez ogródek
—
15
o najrozm aitszych rzeczach, a obcy w ydaw ał się bardzo przyjem nym
tow arzyszem podróży. Nakoniec gdy się już dobrze zaznajom ili,
a do domu w ieśniaka było niedaleko, prosił obcy wieśniaka o prze
nocowanie go u siebie, bo do własnego m ieszkania m iał jeszcze k a
w ał drogi. Chętnie p rz y ją ł wieśniak obcego u siebie, bo jakoś ochło
n ął z pierwszego podejrzenia. Młodzieniec w y p y ty w a ł się tedy
o bliższe szczegóły co do m ieszkania swego gospodarza ; szczególniej
zaś d o p y ty w ał się go, czy w zagrodzie są psy, bo psów bardzo się
obawia. P y ta n ie to wznieciło w w ieśniaku na nowo podejrzenie.
W y g ląd ało to tak , ja k gdyby złodziej w praszał się na dobre do
jego domu. Zaprzeczył tedy wieśniak, mówiąc, że psów nie trzym a,
co też bardzo uspokoiło obcego. Swoją drogą za p y ta ł się gospodarza,
czego on się najwięcej obawia na św iecie?— „ J a boję się p só w “ —
— rzek ł —: „a ty czego się boisz?“ — „A ch“ — odpowiedział
w ieśniak — „największym moim postrachem są pieniądze. Ju ż sam
w idok pieniędzy przejm uje mnie lękiem i drżę w tedy na całem
ciele“.
Tymczasem doszli do domu; gospodarz zaprasza uprzejmie
gościa, by wszedł do jego domu. Gdy gospodarz zam knął szczelnie
bram ę, nadszedł pies. w yczekujący z tęsknotą pana swego, łasząc
się i ciesząc z jego przybycia, a ujrzaw szy obcego, począł na niego
wściekle ujadać. Piorunem , ja k to mówią, przem ienił się przybysz
w lisa, jednym susem b y ł za m urem i zniknął.
T eraz dopiero poznał wieśniak, źe m iał do czynienia z lisemgeniuszem, tj. z „ h u -h sie n “. W nocy gdy zaledwie do snu się po
łożył, głośny rum ot pod oknem zbudził go, a spojrzaw szy ku oknu,
u jrza ł p rzy niem lisa geniusza, trzym ającego w rękach olbrzym i
wór pieniędzy. Lis-geniusz „h u -h sie n “ spoglądał na wieśniaka
z uśmiechem złośliw ym i szyderczym. W tem przypom niał sobie
w ieśniak, co podczas drogi mówił o pieniądzach i o skutkach jakie
n a nim w yw ierają. Pozornie tedy przejęty ogrom ną trw o g ą w ysko
czył z łóżka i prosił lisa, by się nad nim ulitow ał i usunął z przed
jego oczu w strę tn y worek pieniędzy. Głośno naigraw ając się wieś
niakowi, rzucał mu lis do izby pieniądze, jedną sztukę po drugiej.
Tm żałośliwiej w ieśniak krzyczał i im bardziej lam entow ał i kw ilił,
tern więcej cieszył się lis-geniusz i tem więcej pieniędzy rzucał do
izby pod nogi wieśniakowi.
N astępnej nocy pow tórzyło się to samo. Lis-geniusz pojaw ił
się znowu i rzucał pieniądze do izby wieśniaka, niby-to na śmierć
zastraszonego. A le z czasem sprzykrzyło się to i lisowi-duchowi ;
—
16
—
może pow ziął ja k i now y zamach na kogo innego, bo ju ż nie pojaw ił
się po k ilk u nocach u tego wieśniaka. W ieśniak zaś tym czasem
przez swoją przebiegłość, k tó rą w y stry ch n ął lisa na dudka, s ta ł się
bogatym człowiekiem.
Mieszkaniec wschodniej A zyi, mianowicie Chińczyk, oddaje tedy
lisowi boską cześć, bo wierzy, że może dopomódz tnu do bogactw a ;
dlatego też składa mu ofiary i modli się do lisa-geniusza, ale więcej
z obaw y przed nim. Lis-geniusz bowiem może mu szkodzić nietylko
w jego dobrach doczesnych, ale także n a jego zdrowiu. Lis-geniusz
w inien je s t wszelkich m ożliwych chorób. Jeżeli starego grzesznika
tra p i podagra, winien tem u lis-geniusz. W y b ry k i i rozpusty mło
dzieży. zb y tek w piciu i obcowanie z kurty zan k am i mszczą się ta k
łatw o i niesmacznie, a w tedy pewnikiem jest, że jedną z lubieżnie
nie kto in n y był, jeno lis-geniusz. W postaci uroczej kokietki wyssie
on niejednemu biednemu mężczyźnie wszelkie siły żywotne, albo je
ta k osłabi, że biedak staje się niedołęgą. T a k zw any „ p o strz ał“
przypisuje C hińczyk także lisowi-geniuszowi. W edług w iary średnich
wieków m ogły czarownice z wielkiej odległości zabić mężczyznę,
którem u szkodzić chciały, a którego widzieć nie m ogły, a to jednym
strzałem (apopleksya z w ynikiem śm iertelnym ), albo też zranić
silniej (apopleksya łagodna), albo też uszkodzić nieszkodliwie (postrzał).
Co u nas lud rozum iał i rozumie jeszcze przez w yrażenie „ z ł y
g o o p ę t a ł “ albo „ d y a b e ł g o o p ę t a ł “, to C hińczyk przypisuje
bez ogródki lisowi geniuszowi. Przedew szystkiem kobiety m ają
w ty m względzie najwięcej od niego do cierpienia. J e s t w istocie
faktem , że w Chinach głównie kobiety, może w skutek przeważnie
siedzącego try b u życia, jakoteż i dziedziczności, cierpią na napady
epileptyczne. N ależy w tedy zawezwać mądrego człowieka, k tó ry b y
um iał wypędzić lisa-geniusza z ciała biednej ofiary. W wielu w y
padkach „ o w y m i m ą d r y m i l u d ź m i “ są taoistyczni kapłani*).
Chodzimy po ulicy m iasta chińskiego, aby oglądnąć skromne
jego osobliwości. K ażde m iasto chińskie cechuje pewna monotonność,
k tó ra cudzoziemcowi niezbyt długo w Chinach bawiącemu, nie ta k
łatw o daje się we znaki. Jeżeli ato li je st się zmuszonym długie la ta
tam spędzić, to mało zm ieniający się pokrój m iast z biegiem czasu
staje się nużącym . Nie chcę przez to powiedzieć, żeby każde m iasto
dla siebie nie m iało w sobie czegoś osobliwego i właściwego, coby
podniecało urok nowości i ciekawości. To w łaśnie w ynaleźć w mias*) Religie państwowe w Chinach są: religia Konfucego, Buddy czyli Buddyzna
j religia Laotsego czyli Taoizm (ta o — rozum).
—
17
—
taoh chińskich jest rzeczą niełatw ą. Czyż niema tam ludzi, przewodni
ków, k tó rzy b y pod ty m względem zwrócili na to uw agę naszą? Są, ale
ci zaprow adzają cię najczęściej do św iątyń Tu widzisz św iątynie
nieba i ziemi, tam św iątynie poświęcone Konfucemu, zastępcy k u l
tu ry , a ówdzie św iąty n ie poświęcone bogowi w ojny „K uanti“. Ale
w oko w pada ci przedew szystkiem jedna św iątynia, k tó ra odznacza
się wobec innych pewnym zbytkiem , pewnym przepychem. Jeż eli
inne św iątynie są mniej lub więcej podupadłe, albo brudne, zanie
czyszczone. a k ap łan i i służba przedstaw iają ci się jako odartusy
i oszarpańce, to w y g ląd tej św iątyni wskazuje, że wydano wiele
pieniędzy na częste jej odnawianie i na utrzym anie w niej porządku
i czystości. Również służba św iątynna chodzi w czystem, ochędożnem
ubraniu. G dy ty m w Chinach niezw yczajnym widokiem zdziwieni,
zap y tam y , jakiem u to bóstwu zbudowano i poświęcono tę św iątynię,
otrzym am y odpowiedź, źe to „h u -h sien -m iao “, tj. „ ś w i ą t y n i a
l i s a - g e n i u s z a “.
K ap łan i tej św iątyni zajm ują się głównie wypędzaniem' lisa
z ludzi przez niego opętanych. Za wyleczenie żądają pilnego sk ła
dania ofiar w św iątyniach. Po szczęśliwem uzdrowieniu musi w y
leczony oprócz tego złożyć z wdzięczności w św iątyni znaczny dar
czyli okup. "W ten sposób przychodzą te św iątynie do dość znacz
nych dochodów. W ielu chorych ślubuje, że po wyzdrowieniu św ią
ty n ię na nowo pobielą i pom alują, albo też przeprow adzą gruntow ną
jej restau racy ę swoim kosztem. Liczne tabliczki czyli w ota p rz y
ozdabiają w nętrze św iątyni ; są to d ary mniej zamożnych ludzi. N a
o łtarz u nigdy nie gasną świece i kadzidło, składane przez szuka
jących polepszenia zdrowia.
R az byłem zmuszony — pisze mi p. Z., tow arzysz z ław
szkolnych — dłuższy czas podczas moich zawodowych podróży za
baw ić w Cycykarze*), stolicy prow incyi nadam urskiej. G ubernator,
t. zw. generał ta ta rsk i, przydzielił mi do osobistej posługi i pomocy
swego sierżanta. B y ł on z n a tu ry gadatliw y, w sam raz mężczyzna,
którego mogłem o rozm aite rzeczy się w ypytyw ać. On to opowiadał
mi bardzo wiele ciekawych rzeczy o lisie-geniuszu i jego złych
czynach. M iasto C y cy k ar posiada nrędzy innemi budowlami piękną
św iątynię lisa-geniusza, k tó rą w ystaw ił z wdzięczności poprzedni
gub ern ato r za szczęśliwe, wyzdrowienie jedynego swego syna. Tenże
*) Miasto w Mandżuryi, n a południowej jej granicy, nad rzeką Nonni, Liczy.około 70,000 mk.
-
îâ
będąc chłopcem wśród zabaw zwichnął praw ą rękę, która wskutek
niezręcznego leczenia lekarza nie mogła wyzdrowieć. Chłopiec tedy
cierpiał wielkie boleści. Stroskany ojciec zwrócił się wkońcu wsku
tek porady przyjaciół do kapłana-wypędzacza lisów geniuszów. Tenże
obok swego szalbierstwa zdawał się posiadać jakieś empiryczne
wiadomości z terapeutyki. Bądź co bądź zdołał przez zręczne zło
żenie i silny masaż chorą rękę w krótkim czasie wyleczyć, a hokuspokus, jak i urządzał, posłużył mu tylko na to, aby swej wiedzy
i mocy guślarskiej zabezpieczyć przynależny respekt, przynależne
poszanowanie.
Przy wypędzaniu lisa-geniusza był mój sierżant raz obecny
i zapewniał mnie, źe stanowczo widział, ja k lis-geniusz w postaci
czarnego kota, zarażając powietrze strasznym smrodem, wyskoczył
z chorej osoby i uciekł. Zdaje się tedy, że ci kapłani egzorcyści
umieją w takim razie urządzać bardzo zręczne sztuki i sztuczki.
Tę zabobonność ludzi, mianowicie prostego ludu, wyzyskują
— rozumie się samo przez się — w wysokim stopniu matacze. Ale
Chińczykom nie można w tym względzie nic poradzić ; a czyż
u naszego ludu lepiej się dzieje? Baz — pisze mi tenże towarzysz
z ław szkolnych — jeden z jego służących nabawił się reumatyzmu
w barkach i górnem ramieniu. Zam iast posłuchać jego rady i po
radzić się znajomego lekarza-misyonarza, który byłby go za darmo
wyleczył, udał się do lekarza-czarodzieja, a ten tw ierdził stanowczo,
że go opętał lis-geniusz. Kosztowało go to wiele pieniędzy, a reu
matyzmu wcale się nie pozbył. Czyż nasz wieśniak w swej ciem
nocie i uporności nie woli iść do baby-lekarki lub chłopa-wróża,
aniżeli do lekarza ?
Uszanowanie dla lisa okazywane idzie nieraz ta k daleko, że
rozmowie nie można go nazwać swojskiem mianem „hu-li“, tj.
„ l i s e m “, lecz mianuje się go „hu-jeh“, tj. „ p a n l i s “. Oswojone
lisy w Chinach trzym ają nietylko w świątyniach, ale bardzo często
i po domach; pielęgnują je starannie i karmią, aby tylko pozyskać
ich życzliwość, ich łaskę.
Z tego, cośmy powiedzieli, należałoby przypuszczać, że w Chi
nach lisów nie zabijają. Wszelako ta k nie jest, F utro lisie jest po
owczej najbardziej rozpowszechnione i cenione, tudzież najwięcej
używane, mianowicie przez Chińczyków północnych. Chciwość, chęć
zysku przytłum ia u niejednego wszelkie skrupuły religijne i skłania
go do polowania i zabijania lisów dla pięknej jego koży. Jedna
koża lisia nie przynosi wprawdzie szczęśliwemu łowcy zbyt wiele
—
19
—
zysku. W sprzyjającej atoli porze uzyskaną kwotą pieniężną za
fu tra lisie nie można gardzić. Niektóre okolice Chin nie tylko obfi
tują bardzo w lisy, lecz handlarze są gotowi odkupić fu tra zabitych
lisów. Same Chiny przerabiają ich wielką ilość, ale z drugiej strony
rozwinął się w ostatnich latach znaczny wywóz tychże futer do
Europy, gdzie znane są one w handlu pod nazwą „ lis ó w - s h a n s i “.
Popłatne jest także polowanie na białe lisy, które znajdują się
w północnych Chinach, głównie zaś i licznie w Mongolii.
W uściech ludu krąży mniemanie, że lis pospolity dosięga
wysokiego wieku, lis biały 1000 lat, a lis czarny, właściwie nie
bieski, 10000. lat.
Lis niebieski dostarcza Chińczykom bardzo cennego futra.
Piękna koża zimowa lisa niebieskiego w arta jest około 600 koron.
F u tro z lisa niebieskiego może nosić tylko cesarz, a on jako od
znakę szczególniejszego hołdu robi z niego podarunki wysoko posta
wionym i zasłużonym dostojnikom państwa z osobném pozwoleniem
noszenia tego futra. Futrem lisa niebieskiego przyozdabiają po naj
większej części czapki albo peleryny. Utrzymują, że fu tra tego nie
ima się śnieg, ani też szron i mgła. Szronu i mgły obawiają się
Chińczycy w wysokim stopniu, bo w nich upatrują przyczyny
wielu chorób.
W edług powszechnego zdania należy odróżnić w lisie dwa g a
tunki, jeden pospolity, a drugi szczególniejszy, który może być
lisem-geniuszem. Z lisa pospolitego nic sobie nie robią myśliwi; po
lują też na niego zapalczywie, bo im szkodzić nie może, owszem
przynosi pożytek z swego futra. Lisa-geniusza atoli wystrzegają się.
W końcu podam jeszcze kilka bajek Chińczyków i Mongołów,
w których lis odgrywa główną rolę. W szystkie te baśnie wykazują
przebiegłość i ehytrość mistrza lisa-mikity.
Cesarz Chin — tak opowiada stare podanie — zapytał się
raz swego doradcy, dlaczego lud obawia się i drży przed jednym
z jego ministrów? Tenże odpowiedział: Obawę, którą lud objawia
przed tym mężem, można doskonale objaśnić następującą bajką,
liaz schwycił ty g ry s lisa A ten błagając go o darowanie życia,
rzekł: „Niebo w wielkiej swej łaskawości zrobiło mnie królem
zwierząt! Jeżeli mi nie wierzysz idź naprzód, a ja pójdę za to b ą“.
T ygrys szedł naprzód, a wszystkie zwierzęta strach zdjął. Tygrys
atoli nie spostrzegł zrazu oszustwa lisa i nie poznał, że on sam
jest tym, przed którym zwierzęta się korzą. Otoż ten strach, który
sieje ów minister wśród ludu, nie tkw i w nim samym, lecz w żoł
—
20
—
nierzach będących pod jego rozkazami, zapomocą których trzym a
cały kraj w karbach.
W edług innej baśni lis i ptak zaw arły z sobą sojusz przy
jaźni i żyły razem. Gdy ptak wyleciał za żerem dla swych mło
dych,] zjadał lis regularnie jedno z nich. Powtarzało się to tak
długo, aż znikły wszystkie młode. Zapóźno spostrzegła się m atka,
jaki to smutny los spotkał jej dzieci. Postanowiła tedy zemścić się
na lisie. Podczas swoich wylotów spostrzegła raz potrzask, zasta
wiony przez myśliwego. Obietnicą obfitego łowu zdołała zwabić
tam lisa, który padł też ofiarą swej chciwości, wpadłszy w potrzask.
Raz przyszedł lis do opuszczonego dołu farbierskiego, w któ
rym znajdowało się trochę farby niebieskiej. W skoczył tedy do dołu
i pofarbował swoje futro na piękny błękit. Poszedł stąd i pokazał
się zwierzętom. Te nie poznały go i p y ta ły : „Kto jesteś?“ — Lis
odpowiedział: „Jestem królem zw ierząt“. -- Lew i inne zwierzęta
oddały mu natychm iast swoje uszanowanie, swoją czołobitność. Od
tego czasu jeździł
lis-mikita podczas swych podróży zawsze na
grzbiecie lwa i grał rolę pana i władcy nad wszystkiemi zwierzę
tami. Osobliwie dumnie zachowywał się na zgromadzeniu lisów.
W jakiś czas potem posłał on żywność i podarki wszelkiego ro
dzaju swej matce.
Wszelako m atka nie przyjęła tych darów, do
dawszy tę uwagę,
aby sobie nie zaprzątał głowę gwoli niej, lecz
poświęcił się całkowicie rządom swego nowego królestwa. Już po
przednio wybuchła zazdrość między lisami, a teraz gdy lisy dowie
działy się, skąd jest rodem ich nowy król, zwróciły się do innych
zw ierząt z temi słow y: „W asz król nie jest niczem innem jeno li
sem! Jeżeli go czcicie, szanujecie, dlaczego nas nie szanujecie? On
jest zupełnie temsamem, co i my, i niczem lepszem od n as“. —
„Jakto niż w y ? “ — zawołały zwierzęta, — „to być nie może.
W szak ma inną barwę fu tra !“ — Na to lisy: „Co się tyczy tej
barwy, to czekajcie aż do pierwszego miesiąca wiosny. W nocy
tego miesiąca, w którym panuje gwiazda „ B y k “, szczekają wszyst
kie lisy. Jeżeli który z nas nie szczeka, wypadają mu wszystkie
włosy. W owej nocy możecie pytanie rozstrzygnąć, ażali o a jest
lisem, a wtedy przekonacie się, że wasz mniemany król nie jest
niczem innem, jeno najpospolitszym lisem, zupełnie takim samym,
jak i m y“. — Gdy nadeszła wiosna, szczekały wszystkie inne lisy
głośno. Ale lis niebieski z obawy, by nie utracił włosów swoich,
także szczekał, ale tylko przytłumionym głosem, przecież jednak
tak głośno, że mogły go słyszeć inne zwierzęta. Przekonały się one
—
21
-
tedy, że ten, co sobie przywłaszczył królestwo, był tylko lisem.
Lew uniesiony gniewem z powodu tego oszustwa zabił oszusta-lisa
jednem uderzeniem łapy.
Tyle o lisie mikicie w bajce i wierzeniu ludowem Chińczyków.
Bronisław Gustawicz.
Z a m ó w ie n ie o d s ą d u .
W prawniczem piśmie rosyjskiem „Gazeta praw na“ (Juridiczeskaja gazieta 1897. nr. 94.), znalazłem Załatucbina artykulik
bardzo ciekawy, zatytułow any: „Zamówienie od sądu (Zagowor _ot
suda). Ponieważ jest to rzecz dotąd nie spotykana w naszej litera
turze ludoznawczej, przeto podaję ją czytelnikom „Ludu“ w prze
kładzie.
P rzy zwiedzaniu więzienia w E., w jednej z celi, uwięziony
Aleksander S. zwrócił się do mnie ze słowy następnemi : „My, jaśnie
wielmożny Panie, teraz nie obawiamy się W as“. „Co“? spytałem.
„Dowiedzieliśmy się zamówienie od sądu“. Pokażecie? „Proszę“.
Oto co było napisanem na kaw ałku papieru: „Kiedy będziesz
wchodził w pierwsze drzwi, to powiedz: „wspomnij o Panie o królu
Dawidzie i łagodności jego ; a wchodząc do sali sądowej, oprzyj się
0 uszak na chwilkę i powiedz: „Św. Elorjan i Laurenty, ściany
1 ław y, świadczcie za nas“. Potem czytaj, idę ja sługa Boży Ale
ksander, na sąd Piotra sługi Bożego ; ogradzam się palisadą żelazną,
a morzem błękitnem otaczam się. Kiedy ów Piotr, sługa Boży,
złamie palisadę żelazną, a morze błękitne przejdzie, wtedy on mię
weźmie ; jak pod pułapem belka zaniemiała, ta k niech Piotr, sługa
Boży, zaniemieje przedemną, Aleksandrem, sługą Bożym“.
Aleksander J . został uniewinniony, ponieważ grabież sprowa
dziła się do odebrania butelki wódki i 10 kopiejek, co uznano za
swawolę wśród wesołego towarzystwa.
Po wyroku sądowym zjawił się on do mnie z miną zwycięską,
i rzekł: „A co, Jaśnie wielmożny P an ie?“ „Nic nie zrobiliście“. Ot
co to znaczy zamówienie od sądu.
Jan Witort.
3
