fa41e4249df9166fa85969b789cb9c2f.pdf
Media
Part of Kilka szczegółów ludoznawczych z powiatu bobreckiego / Lud, 1902, t. 8
- extracted text
-
ł\ilka szczegółów lu d o z n a w c zy c h
? pöuHalu b o b re e k ieS 6 Z ebrał
PROP. BRONISŁAW GUSTAWICZ.
B ad ają c w la ta c h 1876, 1877 i 1878 w czasie w a k a c y i szkol
n y c h florę p o w iatu b o b re c k ie g o 1), czyniłem , o ile m i się sposobność
n a d a rz y ła , n o ta tk i ludoznaw cze. K ilka szczegółów ze b ran y c h we
w siac h D ź w i n o g r o d z i e i D z i e w i ę t n i k a c h podaję poniżej.
1. Dźwinogród.
W ieś D ź w i n o g r ó d w ra z z p rzysiółkiem Ż u k o w e m leży
w pow iecie b o breckim , w północnej jeg o części, tu ż n a d g ra n ic ą
p o w iatu lw ow skiego, w okolicy nizkiej (250 m . n. p. m .), b ag n istej
n a d p otokiem H orożanką, k tó ry w północno-zachodniej stro n ie w si
zasiliw szy się w o d am i potoków W odnickiego i K ocurow skiego,
tw o rz y rzeczkę K ab an ów kę, p ra w y dopływ P ełtw i. W r. 1880 w ieś
ta liczy ła dom ów 253, a m ieszk ań có w 1524, m iędzy n im i rei igii
rzy m sk o -k ato lick iej 84, grecko-katolickiej 1363, żydów 77. N ależy
do p a ra fii rz y m sk o -k ato lick iej w S tarem siole, od ległem 7 km . n a
południow y zachód. W e w si zaś j e s t p a ra fia ln a cerk iew g reck o
k a to lic k a pod w ezw an iem św. M ikołaja.
1. P o d a n i e o ws i .
P o d łu g opow ieści ludow ej w ieś ta b y ła ongi m iastem , a to
n a w e t grodow em . B ył tu gród k sią ż ą t ru sk ic h . Do dziś d n ia poka‘) Br. G ustaw icz. Zapiski florystyczne z pow iatu bobreckiego. — Osobne odbicie
z XIV. tom u S p raw o zd ań Komisyi F izjo g ra fic z n e j A kadem ii Umiej, w K rakowie.
1880. S tr. 19. — W ro zpraw ce tej znajdzie czytelnik opis tej okolicy pod w zględem
oro-hydrograficznym i florystycznym .
— 266 —
żują tu wały, wpośród których wznosił się w arow ny zam ek i cer
kiew, a poza nim i miejsce, gdzie leżał cm en tarz1).
2. S k a r b y .
Na m iejscu, gdzie w znęsił się zam ek, są u k ry te olbrzymie
skarby i złota bryczka, zwrócona dyszlem ku południowi. Część
tych skarbów m iała pew na kobieta w pierw szy dzień W ielkanocy
podczas samego nabożeństw a zabrać, a to. w sposób następujący.
Góra, a raczej wyniosłość nieznaczna, sztucznie usypana, n a której
gród się wznosił, m iała się daw nym i czasy n a W ielkanoc podczas
rezurekcyi otwierać. Owa kobieta słysząc o tem , udała się raniutko
przed rezurekcyą w to m iejsce z m ałem dziecięciem na rękach.
Podczas nabożeństw a otw iera się góra, kobieta wchodzi tam , a w i
dząc bardzo wiele skarbów , sadza dziecię n a stole pom iędzy sk a r
bam i i nabiera srebra i złota, ile może unieść. U radow ana tem
bogactw em w ybiega, zapom niaw szy dziecięcia. W raca w net po nie,
ale góra ju ż zaw arła się. Zrozpaczona, m atk a nie widzi innego sp o
sobu, ja k czekać do przyszłych św iąt w ielkanocnych. Miejscowy
paroch m iał jej powiedzieć, że znajdzie dziecię żywe i w ydostanie
je stam tąd, ale gdy je w yniesie n a powietrze, w tej chwili umrze.
T ak też stać się miało.
3. Z a t o p i o n y d z w o n .
W Dźwinogrodzie w spom ina lud o zapadłej cerkwi. W skazy
wano m i to m iejsce, które obecnie zajm uje bagno, dość nieprzy
stępne, trzciną i szuw arem zarośnięte. Że cerkiew, czy też dzwony
zapadły się w tem m iejscu, opowiada lud następujące zdarzenie.
Pew ien gospodarz poszedł w to m iejsce łowić ryby, gdyż dawniej
był tu staw , i zarzucił sieć. Sieć ta zaczepiła się w wodzie o jak iś
przedm iot, ta k że jej nie mógł w yciągnąć. W tedy ry b ak rozgnie
w any rzek ł: „A cóż tam za dyabeł tam się zam otał!“ — W tej
chwili odczepiła się sieć, a w wodzie dał się słyszeć trzy k ro tn y
głos dzwonu.. Chociaż później ju ż pomocy Bożej wzyw ał, dzwonu
znaleźć nie m ógł; zapadł się bowiem napowrót. Gdyby był zrazu
P P odanie to odnosi się praw dopodobnie do D ź w i n o g 'r o d u , (rus Z w i
n i l i o r od), daw niej m iasteczk a, dziś w si w poiv borszezoyvskim, n a d D niestrem ,
przy ujściu D źwiniaczki. N ależy do rzędu b ard zo daw n y ch osad. Z y v e n i h o r o d
u N estora, S i v i n i h o r o d u innych latopiscóyy ruskich, S y v i n i g r o d i S iv i n s g r ó d u k ro n ik arz y polskich. Był w p o siad an iu k sią ż ą t ruskich, k tó rz y w znieśli
tu zam ek obronny. W r. 1240 T a ta rz y obrócili m iasto i zam ek w perzynę.
— 267 —
Boga prosił o pomoc, a czarta wcale nie wspominał, byłby dzwon
wydostał.
4. P o d a n i e o s t w o r z e n i u ś w i a t a .
Na początku oblewała kulę ziem ską w oda; duch tylko Boży
unosił się nieustannie nad nią. Umęczony duch Boży chciał w y
począć. Atoli lądu stałego nigdzie nie 'było. Trzeba go było dopiero
stworzyć. Posyła więc duch Boży przewódcę aniołów n a dno n ie
zm ierzonych przepaści wody, aby w ydostał stam tąd garść nam ułu,
mówiąc przy tom słow a: „ B i o r ę c i ę w i m i ę B o ż e “. — Przewódca uniesiony pychą i ufny w swą moc i wiedzę, zapragnął sam
zostać Bogiem. Spieszy n a dno wód, a ująw szy w dłoń nam ułu,
rzecze: „ B i o r ę c i ę w i m i e m o j e “. — Gdy wyszedł z wody,
nam uł znika, a lądu żadnego nie spostrzegł. Pospieszył tedy po raz
w tóry n a dno wód, a biorąc nam ułu, tesarne rzecze słowa, co przed
tem. I teraz sk u tk u żadnego nie odniósł. Dopiero gdy po raz trzeci
ujął nam ułu i w yrzekł: „ B i o r ę c i ę w i m i ę B o ż e “, powstał ląd
stały na kształt małego krążka, na którym strudzony Bóg wypo
czywając usnął. Niepoham owana chęć w yw yższenia się nad Boga
i zostania nim , w yw ołuje w tym przewódcy aniołów m yśl straszną,
m yśl utopienia śpiącego Boga. U chw yciwszy go więc, toczy ku
wodzie. Lecz im dalej toczy, tem więcej lądu stałego przybyw a.
Zw raca się w stronę przeciw ną, dzieje się to samo, i znowu w inną,
i znowu w inną, lecz Boga do wody zatoczyć nie może. Pow stał
tylko przez to niezm ierzony ląd i cztery strony św iata, t . j. północ,
południe, wschód i zachód.
Dla Boga był anioł taki niebezpieczny. Trzeba go się było
koniecznie pozbyć. Przyw ołuje zatem do siebie św. Michała i prosi
go, aby przewódcy aniołów władzę, k tórą tenże w nadanym sobie
m ieczu m iał, w ja k i sposób starał się odebrać. Św. Michał m yślał
nad tem dość długo, wreszcie w ym yślał. Otóż w dzień nader go
rący zaprasza przewódcę aniołów, aby m u tow arzyszył w kąpieli.
Poszli. Rozebraw szy się n a brzegu, weszli w wodę i kąpią się dość
długo. Nareszcie powiada św. M ichał: „ Kt o z n a s n a j d ł u ż e j
w y t r z y m a p o d w o d ą ? “ — Dali tedy n u rk a ; ale św. Michał
w ydostaje się w tej chwili n a powierzchnię, spieszy n a brzeg,
a chw yciw szy za miecz przew ódcy aniołów, robi nini nad wodą
krzyż. W okam gnieniu woda skrzepła i okryła się grubą lodową
powłoką. Anioł-przew ódca chce w ydostać się, lecz nie ta k to łatwo.
Zebraw szy w szystkie swoje siły, przedziuraw ia lód, ale św. Michał,
k tó ry n a to ju ż był przygotowany, w tej samej chwili zarzuca m u
— 268 —-
łańcuch żelazny na szyję i do tej pory ta k przykuty i poskrom iony
przewódca aniołów w tem m iejscu siedzi, i siedzieć będzie aż do
końca świata.
5. S m o k.
Lud tutejszy opowiada o smoku, do węża nieco podobnym ,
lecz daleko w iększym , postaci dziwacznej, potw ornej. Sm ok ten
przebyw ając w lesistych Gołogórach, w yrządzał ogrom ne spustosze
nia m iędzy bydłem . Znalazł się je d n a k rycerz, który wyśledziwszy
jego p a r z e l i s k o 1), w n astępujący sposób go zabił. Na tem parzelisku w ykopał trzy dołki, w których um ieścił trzy moździerze,
a zapomocą sznura nasaletrow anego połączył proch w m oździerzach
się znajdujący z m iejscem , z którego sm oka dobrze mógł widzieć.
Gdy smok w yszedł n a swoje parzelisko i n a moździerze się poło
żył, zapalił szn u ry ów rycerz. Po chwili doszedł ogień do moździe
rzy, a gdy w ystrzeliły, sm oka w kaw ałki poszarpały. Smok ten
m iał bardzo donośnie św istać, a bydło zabijał tak, że zw inąw szy
się w kłębek, toczył się nad er chyżo i uderzyw szy w ten sposób
w wołu lub inne zwierzę, w yw racał je n aty ch m iast i pożerał swoją
ofiarę.
6. C z a r o w n i c a J a z i a .
W okolicy leśnej m iała niegdyś przem ieszkiw ać czarownica,
nazw iskiem J a z i a . Miała ona 12 głów, 6 po praw ej, a 6 po lewej
stronie. Siedzibę swoją m iała w skale, z pod której w ytryskało
źródło. Lud okoliczny m usiał jej codzień dostarczać po jednem
dziecku, które pożerała. Gdy dziecka nie otrzym ała, zatrzym yw ała
wodę i w ten sposób zm uszała ludność do daniny. Na zgrom adze
niu uradzono, aby każda rodzina po kolei dziecię zanosiła czaro
w nicy przed jaskinię. P rzyszła kolej na wojskowego pana, który
w żaden sposób nie chciał dać dziecięcia. Czarownica zatam ow ała
wodę; ludzie z p rag n ien ia m ało co nie m arli. W ojskow y atoli uli
tował się ludu i przyrzekł zabić czarow nicę ; wziąwszy więc z sobą
kilka szabel dobrze wyostrzonych, udał się do siedziby tego potworu.
Szablą w praw ej ręce odciął jej za jed n y m zam achem 6 głów
z jednej, a szablą w lewej 6 głów z drugiej strony. T ak pozbyła
się ludność strasznej plagi, a kraj z wdzięczności w ynagrodził
hojnie wojskowego.
*) W y raże n ie ludow e =
oparzelisko, oparzysko,
— 269 —
7.
C z a r o w n i c a
M a r y n a .
Chłopak im ieniem Iw aś zakochał się był w młodej dziewczynie,
nie wiedząc o tem, że je s t czarownicą. Przez dw a wieczory przy
chodziła M aryna do Iwasia, a w yryw ając m u włos z głowy i trzy
razy w to m iejsce palcem uderzając, przem ieniła go w siwego
konia, siadała n ań i objeżdżała w szystkie granice. O godzinie 12.
w nocy przyjeżdżała n a m iejsce pierwotne, gdzie z konia znowu
stał się Iwaś. Ale Iwaś o niczem nie wiedział, czuł się tylko b a r
dzo zmęczonym, mówiąc, że m iał bardzo ciężki sen. M aryna odsy
łała chłopaka zaraz do chaty, polecając m u, aby się przez noc
i dzień n astępny dobrze w yspał, bo inaczej m ógłby um rzeć. Na
trzecią noc przestrzegła Iw asia sta ra czarownica, je m u bardzo ży
czliwa, mówiąc m u, że gdyby się z nim ta k n a trzecią noc stało,
natenczas z pew nością by um arł. „ J e ż e l i c h c e s z “, — mówiła
sta ra czarownica — „ a b y o n a u m a r ł a , a n i e t y, t o g d y w i e
c z o r e m p r z y j d z i e o n a do c ie bi e, w y r w i j j e j w ł o s
z g ł o w y , u d e r z w to m i e j s c e t r z y r a z y p a l c e m , a n a
t e n c z a s ty na niej p o jed ziesz, gdzie zechcesz; ona
z a ś p r z e s t a n i e ż y ć “. — Iw aś usłuchał, a zam ieniw szy M arynę
w klacz, po w szystkich granicach na niej jeździł. N a drugi dzień
M aryna um iera, zastrzegając sobie, aby j ą Iw aś przez trzy nocy
pilnował, t. j. siedział przy jej katafalku. Rodzice jej wym ogli to
na Iw asiu za bardzo wielkim okupem.
S tara czarownica, która Iw asia przestrzegła pierw szy raz, daje
m u na pierw szą noc książkę, z której m iał się modlić przy k a ta
falku M aryny, pomimo, że czytać nie um iał. Czarownica jed n ak ,
która potrafi w szystko zdziałać, spraw iła też to n a Iw asiu, że tenże
przy pierw szem otw arciu książki zaraz z niej um iał czytać. O 12.
godzinie w nocy w staje M aryna, rozpaczając za Iwasiem . W idzieć
go nie mogła, ponieważ książka robiła go niew idzialnym . Za chwilę
kładzie się znowu do trum ny. Gdyby była Iw asia zobaczyła, byłaby
go pewnie udusiła.
Na ńoc drugą otrzym ał Iwaś od starej czarownicy tak ą sam ą
książeczkę, do tego jeszcze święconą wodę i kropidło ; czarownica
nakazała mu, aby się ciągle modlił i wodą kropił. O północy w staje
znowu M aryna, rozpaczając za Iw asiem ; kładzie się napow rót do
trum ny, nie widząc nikogo. Po chwili wchodzi do chaty niezliczona
chm ara czarownic, w celu pom szczenia się n a Iwasiu. Ćma tych
czarownic nie m ogłaby się była w postaci ludzkiej pomieścić w chacie
i n a podwórzu ; więc w szystkie przem ieniły się w m yszy. Ale
Iwasiowi nic nie mogły zrobić, bo je wodą święconą kropił i w ten
— 270 —
sposób od siebie odpędzał. Czarownice widząc to, w yszły na po
dwórzec,, szukają n a śm ieciu u b a r к ó w 1), a znalazłszy je, rzucają
n a strzechę i zapalają chatę. W szystko spaliło się doszczętnie,
prócz Iw asia i M aryny, bo m iejsce to kropił św ięconą wodą.
Noc trzecią m iał Iwaś przepędzić n a grobie. S tara czarownica
doradza m u kupić tyle płótna, aby się cały n a trzy łokcie grubo
niem owinął.
Przed północą w szystkie czarownice przychodzą n a grób M a
ryny, a widząc tam Iwasia, w yciąga każda jed n ę n itk ę z płótna
i oddala się. Gdyby był nie m iał tego płótna na sobie, byłyby go
czarownice rozszarpały w kaw ałki, ponieważ byłyby ciało jego sk u
bały. M aryna w stała też z grobu, a widząc Iw asia swego, objęła go
wpół, ucałow ała i pół tw arzy zębam i m u odgryzła. W szelako stara
czarownica, co tyle dobrego m u w yśw iadczyła, znalazła też radę
n a to, dając m u cudowną m aść, która za pierw szem przyłożeniem
ranę zupełnie zgoiła.
8. U p i o r y s i e j ą z a r a z ę .
4
W Dźwinogrodzie słyszałem , że upiory p r z e r z u c a j ą się
w niektóre zw ierzęta. I ta k opowiadano m i tu taj o dwóch upiorach,
co się przedziergnęły w psy, zanim zaraza n a bydło w ybuchła.
Dwa psy, jed en biały, drugi czenvony, biegły wieczorem przez
wieś jed en za drugim , jednakow oż w pew nem oddaleniu. Pies biały
biegł pierw szy i aby schronić się przed czerwonym, w padł do stajni,
a ujrzaw szy tam parobka, błagał, aby go tenże przed napastnikiem
u k ry ł i nie w ydał go przed nim , że się tu znajduje. Nadbiegł
w reszcie pies czerwony do stajn i i spytał o białego. Odpowiedziano
m u, że niem a tu tego, za którym pyta. Ale parobek w skazał m u
drogę, którędy biały m iał się niby udać. Czerwony pobiegł. W tedy
po chwili prosi biały, aby go wypuścić, mówiąc : „ Z a m i a s t o n
m n i e , t e r a z j a j e g o z a g r y z ę i z j e m “. — Po tern zdarzeniu
w ybuchła zaraza n a bydło.
9. U p i o r y .
W e w si J a n o w i e , w powiecie gródeckim n a zachód od
Lwowa położonej, słyszałem w r. 1874 n astęp u jącą rzecz o upio
rach, którą tu taj przytaczam .
O U h a r k i = o g a r k i , g ł o w n i e z g a s z o n e . Głowni nie powinno się
rzu cać do śm iecia, bo czarow nice u m ieją niem i zap a ła ć chaty .
— 271 —
Podczas wielkiej epidem ii w r. 1831 widziano nieraz, ja k upiory
koło kościoła zaraz po zachodzie słońca otw ierały sobie groby, ja k
staw ały w szeregi niby żołnierze i fu rtk ą pod różnem i postaciam i
wychodziły poza kościół, udając się gdzieś za miasto. Gdy o pół
nocy k u r zapiał, przychodziły znowu n a cm entarz i każdy kładł
się do swego grobu. Jednego razu widziano całe stado bezrogich
stworzeń, które kw icząc wyszło od kościoła i pobiegło poza kościół.
Koło północy tosamo stado nadeszło z tej samej strony, którędy
było się udało, i ta k samo kwicząc przez fu rtk ę wróciło n a cm entarz.
Były to upiory. Innym razem widzieli ludzie, ja k upiory w białych
szatach n a koniach siw ych jeszcze przed zachodem słońca wyszły
z cm entarza i drogą przez pola pojechały gdzieś w las. Ludzie
widząc to, uciekali ja k najprędzej, albo kry li się, nic nie mówiąc
do siebie, n aw et „ B o ż e u c h o w a j ! “, tylko wzrokiem w skazując
w to m iejsce, którędy upiory biegły albo jechały.
10. C z ł o w i e k - w i a t r e m .
Lud m niem a, że każdy człowiek m usi się rodzić w dobrą lub
złą godzinę. Czasem urodzi się w tak ą godzinę, że m usi być zło
dziejem, inny znowu upiorem , w iatrem i t. p. Przy tem w szystkiem
może być człowiekiem najuczciw szym , lecz gdy nadejdzie owa
chwila, która go powołuje do przeznaczonego czynu, m usi ja k n a j
sum ienniej czyn ten wypełnić. Dlatego też są tacy ludzie, co w szy
stkiego m ają podostatkiem , a przecież kraść m uszą pomimo swej woli.
Pew ien gospodarz urodził się w tak ą godzinę, że przez całe
życie m iał być w iatrem . W iał on tylko wtedy, gdy ta chwila n a
deszła. Otóż raz przerzuciw szy się w w iatr silny, ogrom ne czynił
spustoszenia. Jednem u w ieśniakow i zburzył stodołę. Ten patrząc
n a tę pustotę w iatru, cisnął nożem, którym coś robił, ze złości
w strzechę, lecz bezm yślnie. Po chwili chce noża dostać, ale tego
ju ż w strzesze nie było. W jak iś czas później wyjeżdża ten w ie
śniak w drogę i n a nocleg w prasza się podczas podróży do jednej
zagrody wieśniaczej. Gospodarz domu przyjm uje go, a że to był
ten sam człowiek, który się w w iatr przem ieniał, poznał tedy wr go
ścinie tego, co niegdyś nożem n ań cisnął. Podczas wieczerzy go
spodarz daje podróżnem u jego w łasny nóż do k rajan ia chleba Ten
poznawszy go, zasm ucił się i przeląkł. Gospodarz atoli w yjaw ia
m u teraz w szystko, a zarazem uprasza, aby tego nadal nigdy nie
czynił, ponieważ w tedy skaleczył m u rękę i nogę; on się urodził
w tak ą godzinę, że m usi być w iatrem , a wyrokowi bożemu trudno
się sprzeciwiać.
— 272 —
11. C z a r o d z i e j s k i e ź r ó d ł o .
W e w si S z o ł o m y i , 3 km . od D źw inogrodu n a zachód, z n a j
d u je się źródło czarodziejskie, do tej pory czynne. P ow stało ono
w sposób n a stę p u ją c y . P e w ie n gospodarz w y jec h ał w ołm i w sam
dzień W ielk iejnocy, ab y orać. N ie zrobił on tego z nieśw iadom ości,
lecz ty lk o dla p rz e k o n a n ia się, czy w iele ziem i tego d n ia będzie
m ógł zorać. Mówią bow iem n a te n d z ie ń : „ W e ł y k d e ń “. — Otóż
g d y ty lk o sw ą p ra cę rozpoczął, zap ad a się pod n im ziem ia i w raz
z w ołm i i p łu g ie m z n ik a pod ziem ią, a n a tern m ie jsc u w y try sn ę ło
obfite źródło. K ażdego ro k u n a W ielk a n o c w p ierw szy dzień pod
czas ra n n e g o n a b o ż e ń stw a d aje się słyszeć z w n ę trz a tego źródła
g ło s: „ He ! s o p s i u d y ! n a w e r t a j ! “.
12. T a k i e ż ź r ó d ł o .
We wsi W y s p i e , położonej nad rzeczką Św irzan w powiecie
rohatyńskim , je s t wielkie źródło pod górą, które czterem a otworam i
bucha wodą. O tern źródle gw arzy lud dźwinogrodzki, co następuje.
Na sam ą ru sk ą W ielkanoc m iała ja k a ś pani przejeżdżać przez
wieś W yspę. M ieszkańcy tam tejsi napom inali ją, by w ta k wielkie
święto nie w ażyła się dalej podróżować. Ale ona tej rady nie u słu
chała. Za to spotkało ją takie nieszczęście, że za w sią zapadła się
w ziem ię w raz z końm i i wozem. Owe cztery otwory, którym i
bucha woda tego źródła, są to te cztery konie, którym i jechała.
13. Ł y s a r o m a n o w s k a .
Od Dźw inogrodu 7 km . n a wschód leży wieś R o m a n ó w.
Nad w sią od południa w znosi się znaczna góra, zw ana Ł y s ą 1)O tej górze krąży następujące podanie w uściech tutejszego ludu.
Dawniej przed w iekam i m iała to być rów nina, a na m iejscu
tern, gdzie obecnie wznosi się góra, stał dwór z zabudow aniam i
gospodarskiem i pewnego zamożnego pana, który był w ielkim sk ą p
cem, nieużytym człowiekiem, odm aw iającym każdem u ubogiem u
w sparcia i pomocy. Na gum nie sw em staw iał zawsze ogrom ne
sterty zboża.
Raz przyszedł pielgrzym i prosił go o w sparcie; a że to było
ju ż nad wieczorem, także o nocleg. Ów bogacz nie tylko nie uczynił
zadość prośbie pielgrzym a, ale kazał naw et służbie w yrzucić go za
>) Zowią j ą ta k ż e „ R o m a n o w s k ą g ó r ą “ i „ K a m i e n n ą
W znosi się 438 m. npm. podług m ego b aro m etry czn eg o pom iaru.
g ó r ą “.
— 273 —
bram ę i psam i wyszczwać. W tedy pielgrzym m iał go przekląć tem j
słowy: „ B o d a j m i e j s c e t o z c a l e m t w e m d o m o s t w e m
i g o s p o d a r s t w e m w к a m i e ń s i ę o b r ó c i ł o “. — I to stało
się w rzeczywistości.
'
'
Góra ta należy do form acyi trzeciorzędnej, w ystępuje tu tak
zw any kam ień ciosowy, który podlega nader szybkiem u zw ietrze
niu. Niem niej pom agają tem u zw ietrzeniu rozpadliny skał prosto
padłe do p łyt uław icenia. Skała w ietrzeje m iejscam i chyżej od dołu
niżeli u góry. Piaskow iec tedy rozsiewa się, czasem kam ienie wieli
kości chaty wieśniaczej spadają n a dół ; dlatego też góra ta z dołu
w idziana przedstaw ia widzowi dziwne postaci. Na rozsuw ające się
i spadające odłam y skał w skazuje lud, m ów iąc: „T o s ą t e s n o p y
zboża, k t ó r e n i e g d y ś u teg o b o g a c z a w s to g u spo
c z y w a ł y “.
Góra Rom anow ska w edług podania ludowego wznosiła §ię do
bardzo znacznej wysokości tak, że szczytu jej trudno było okiem
dostrzedz.
14. W ą ż.
a) W sta jn i w ieśniaka był wąż m iędzy bydłem rogatem , który
zawsze w jed n y m czasie ssał krowę, lecz tylko z jednej dój ki.
Krowa ta była ta k do węża przyzw yczajoną i przyw iązaną, że gdy
czasem jeszcze n a pastw isku była, kiedy ją wąż m iał ssać, ryczała
i biegła do stajni. A nakarm iw szy węża, znowu n a paszę wracała.
Gospodarz zabił później tego węża. Za ten czyn wyginęło mu
wszystko bydło, oprócz tej krowy.
b) W ąż, któryby przez siedm la t nie był w idziany od nikogo,
przem ienia się po upływ ie tego czasu w wielkiego, nadzwyczaj
silnego węża, którego zowią „p o w o z“. W ąż ten dusi i zabija ludzi
i bydło.
c) Opowiadał m i w Dźwinogrodzie gum ienny, że gdy orał pokazał,
m u się był płom ień w poblizkości n a zagonie. Zbliżywszy się, do
strzegł ogrom ną ilość wężów, które łaziły po głowie jednego n a j
większego, m ającego „ p o c h o ń “, t. j. koronę n a głowie. W idząc
to, oddali! się ja k najszybciej, naznaczyw szy sobie to m iejsce p a
tyczkiem . Za chwilę przychodzi znowu, lecz ju ż nic tutaj nie było.
M usiały to być pieniądze, które się suszyły.
15. R o z m a i t o ś c i .
a)
Tylko ta kaczka w ylęgnie młode, którą nie k u ra tylko
kaczka wywiodła.
18
— 274 -
b) Kto w nocy twardo śpi, pow inien się obmyć ta k ą wodą,
którąby koń ju ż m iał w pysku. Gdy się kto tą wodą obm yje przed
wschodem słońca, pew nie będzie potem spał ja k najczujniej.
c) Dziecię, które od urodzenia je s t głuche i niem e, zaczyna
w siódm ym roku czysto mówić i słyszeć.
d) Kto laską lub prętem z kory o d a rtjm uderzy człowieka,
nabaw i go suchot, a zwierzę nim uderzone ginie wkrótce.
e) P r z e c i w r o z w o l n i e n i u . Należy wziąć krom kę chleba
razowego i spalić n a węgiel. W ęgiel ten rozciera się n a miałko,
w sypuje do szklanki wody i popija potrochę. W krótce ustaje roz
wolnienie, a to tak, ja k gdyby kto nożem uciął.
f) P r z e c i w b o l e ś c i o m ż o ł ą d k o w y m . Słaby m usi trzy
razy przeleż ć przez próg, a to trzy razy n a brzuchu i trzy razy na
plecach czyli n a w znak, zawsze na przem ianę. N astępnie m usi
zażyć soli wziętej z otworu kądziołki.
g) Na gojenie ra n z poparzenia, pow stałych używ a się świeżej
skóry zdartej z żab, tylko nie z ropuch, przykładając j ą do rany.
(D okończenie n astąp ij.
