57948d80d7bbeac879fe0e8134ef9bd4.pdf
Media
Part of Rozbiory i sprawozdania / Lud, 1900, t. 6
- extracted text
-
—
198
Fonograf na usłu gach luüoznawstwa, o czem wzmiankuje dr. Fr. Krcek
(por. L u d V. str. 177), używ any i na Węgrzech. Pan Béla Vikár zbiera zapomocą.
fonografu pieśni ludowe z melodyami w rozmaitych okolicach Węgier. (Ethnologische.
.Vtittheilungen aus Ungarn, 1898, str. 40).
D r. St. E.-B.
Uroki. W Glinianach (miasteczko niedaleko Lwowa), gdy matka odłączy dzie
cię od piersi raz, a potem mimo to w zruszona płaczem dziecka da mu ssać,
dziecię to, gdy wyrośnie, rzuca uroki, na kogo się tylko popatrzy. — Gdy chłop
jedzie w pole, a spotka takiego, który rzuca uroki, powinien się wrócić, inaczej napewne nieszczęście go czeka: wóz połamie, przewróci się itp.
Takiego, który rzuca uroki, można uleczyć. Idzie się do studni i czerpie
do naczynia 3 razy wody. Przynosi się ją do domu, nalew a np. do szklanki z na
czynia tego wodę trzy razy, trzymając naczynie ręką, ale na w ywrót tj. ręką wykrę
coną, w ięc przeciwnie, nie jak się zwykle trzyma. Po tej szklanki rzuca się dziewięć
jarzących węgli. Jeźli istotnie ten, którjr miał siłę rzucania uroków, był takim, tedy
węgle idą na dół, woda ogromnie się burzy i pryska w górę, a człowiek byw a
uleczony. Jeźli zaś nie był takim, iżby uroki rzucał, wtedy węgle spokojnie spłyną,
i zostaną na wierzchu wody.
J ó ze f znad Wiszenhi.
K w estyonaryusz o Kazimierzu — królu „chłopków“.
1) Nazwy miejscowości, biorących swój początek od imienia Kazimierza W iel
kiego, lub czynów jego tak domowych, jakoteż publicznych.
2) Podania ludowe o jego urodzeniu i zgonie.
3) Religijność Kazimierza W. i jego pobożne fundacye.
4) Miłość jego dla Esterki i stąd płynące łaski na Żydów.
5) Myśliwskie króla zabawy.
6) Zamiłowanie budownictwa.
7) Działalność prawodawcza.
8) Opieka nad biednymi i uciśnionymi.
9) Miłość stąd ludu i nazwy, jakiemi go obdarzano.
10) Przysłowia, legendy i pieśni, związane z osobą Kazimierza W.
M ichał Rawicz Witanowski.
Podając pow yższy kwestyonarjusz, upraszam y Szan. Czytelników Ludw
o łaskawe nadsyłanie odpowiedzi, czyto na wszystkie pytania, w nim się mieszczące,
czyteż na poszczególne tylko. Samo się przez się rozumie, że odpowiedzi te w inny
się obracać w ramach opowiadań ludowych, które wiernie z oznaczeniem miejsca
należy podać. (Bedakcya).
ROZBIORY i SPRAWOZDANIA
L udw ik K rzyw icki: Historya rozwoju społecznego (historya ku ltu ry). W W ar
szawie ■w yszedł niedawno II. tom »Poradnika dla samouków« pod redakcyą Piotra
Chmielowskiego, Ludwika Krzywickiego i Adama Malerburga. Ten tom obejmuje na
uki filologiczne i historyczne, a p. Ludwik Krzywicki opracow ał wstęp do nauk hi
storycznych (str. 188 —204) i historyę t. zw. społeczną czyli historyę rozwoju społeczne-
—
199
—
go (str. 486 do 565). Historya rozwoju społecznego nie wyklucza historyi politycznej,
ale ponadto ma zadanie szersze, określone najpierw przez Jezuitę Lafitana (1670 — 1740),
a później przez Klemma (r. 1843). Klemm mianowicie pisał: »Jak nauki przyrodnicze
b adają szczegółowo i rozważają ogólnie ziemię i zjawiska, zachodzące na niej,
p rzy niej, w niej i koło niej etc... podobnież i dziejopis powinien badać ludzkość,
jako całość we wszystkich jej częściach, jej powstanie, rozwój, istotę, byt i przemiany
w e w szystkich względach i kierunkach i starać się je zrozumieć i przedstawić«.
W skład tak pojmowanej nauki dziejów wchodzi obok niezbędnych wiadomości
z dziedziny ekonomii społecznej — także etno- i soeyologia; to też w artykule p.
Krzywickiego znajdujemy obszerny spis książek z zakresu obu wspomnianych gałęzi
w iedzy, a przeznaczony dla użytku samouków. Spis ten — tak samo jak w innych
dziełach »Poradnika dla samouków«, ułożony jest w edług metody pedagogicznej, t. j.
podzielony na t. zw. »stopnie«, mające odpowiadać kolejnym »stopniom« sam o
kształcenia. Oprócz części ogólnej spisu — mamy w »stopniu« III - cim działy specyalne, a mianowicie bibliografię, obejmującą: archelogię przedhistoryczną, technologię,
etnologię, rozwój języka i pisma, rozwój strony duchowej, rozwój kultur religijnych
i wreszcie t. zw. socyologię szczegółową. We wszystkich dziełach mamy książki
wyliczone, które stoją w bliższym lub dalszym stosunku z ludoznawstwem, pojmowanem jako umiejętność, a nie tylko jako gromadzenie mechaniczne materyałów etno
graficznych. W ten sposób dał nam p. Ludwik Krzywicki w ram ach: »Poradnika dla
sam ouków« cenne wskazówki, w edług których można oryentować się w nabywaniu
w iadomości ludoznawczych i w ten sposób nabywać stopniowo — iż się tak w y
rażę — specyalnego wykształcenia w etnologii. Naturalnie — wskazówki p. Krzywic
kiego nie są zawsze wyczerpujące, a to nie z winy autora, lecz dlatego, że wiele'
książek m usiał p. Krzywicki pominąć lub tylko wspomnieć o nich pokrótce ze wzglę
dów czysto wydawniczych — cenzuralnych. Luki w ten sposób powstałe łatw o je
dnak uzupełnić dla »samouka«, któryby w myśl wskazówek p. Krzywickiego i na
podstawie książek przez niego poleconych chciał nabywać stopniowo wiadomości
z zakresu całej »historyi rozwoju społecznego« lub w tych ramach — specyalnie
z zakresu ludoznawstwa.
Dr. K. J. Gorzycki.
Zofja Strzetelska-Grynbergowa. Staromiejskie, ziemia i ludność, opracow ała.
Praca nagrodzona na konkursie ogłoszonym przez Zarząd Muzeum imienia Dzieduszyckich. Lwów. Nakładem Muzeum imienia Dzieduszyckich, 1899, in 8° str.
4 ni. 4“ V ili -{- 676 -j- 2 ni. Z drukarni E. Winiarza.
Praca ta, stosownie do wymogów konkursu, podzielona została na dwie części :
historyczną i etnograficzną. Części pierwszej na tem miejscu oceniać nie możemy —
zająć się tedy w ypada drugą, która mieści się w rozdziale 2 i 8— 14 książki p. Grynbergowej. Rozdział 2-gi właściwie o tyle tyczy się etnografii, o ile. mowa jest w nim
•o glebie, będącej w posiadaniu chłopów, a więc o ile może być przyczynkiem do
ekonomicznego położenia włościan. Autorka wyczerpująco opowiada o wartości roli
na podstawie zapisków komisyi szacunkowej i o płodach kopalnianych a więc
o nafcie, węglu i pokładach solnych, jako też o płodach roślinnych. Dalszy ciąg
tej materyi napotykam y dopiero w rozdziale VIII-ym, w którym przedstawiwszy
ogólny stan powiatu staromiejskiego pod względem statystycznym, zajmuje się autorka
stosunkam i ekonomiczno-gospodarczymi chłopów, a nakoniec przemysłem powiatu.
Rozdział dopiero IX-ty rozpoczyna właściwy dział etnograficzny, treścią zaś jego
je s t opis stroju ludu tutejszego, jakoteż typu ludności. Dawny strój swój w obecnych
—
200
—
czasach lud zatraca z dniem każdym coraz więcej, zw łaszcza ubiór niewieści ulega
ciągle przemianom; mężczyźni za to są w tym względzie bardzo konserwatywni.
Lud tutejszy przeważnie ruski — wierzy w całe mnóstwo uroków, zamawiań i t. dTo też niech nam wolno będzie zwrócić uwagę na charakterystyczniejsze zabobony
i na wspólne z wierzeniami ludu polskiego. Co się tedy tyczy leczenia chorób dzie
cięcych — to przeciwko konwulsyom używa lud następującego środka, iż kładzie
dziecię na progu od izby i przykrywa nieckami od chleba. Tegoż samego środka
używ ają i na febrę. Przeciw szkodliwości ukąszenia węża odmawiają tajemną mo
dlitwę, a jeźli kto by się natarł lubyskiem — do tego żaden wąż nie będzie miał
przystępu. Naturalnie lud w powiecie staromiejskim, jak wogóle lud ruski, ma ogro
mne zaufanie do wróżek i wróżbitów i do nich garnie się po poradę chętnie w każdem
nieszczęściu i wogólności wiara w nadnaturalne zjawiska i W3idarzenia jest ogromna.
Co się tyczy upiorów, to tak samo jak u naszego ludu — sypią tam mak w usta
umarłemu, ażeby nie w staw ał po śmierci. Z wierzeń dalej analogicznych z naszem i
należy wymienić to, że upiór może przemienić się w zwierzę, lub też to, iż jeśli
zm arły mąż prz 3rchodzi do żony — to ona powinna mu powiedzieć, że idzie za
innęgoj a z pewnością upiór nie powróci. Do najbardziej charakterystycznych wierzeń
należy następujące, że jeźli żona lub kochanka chce ukarać swego męża lub ulu
bionego za niewierność — może za pomocą czarów sprawić, iż on będzie latał w po
wietrzu aż do śmierci bez wytchnienia.
Od czarów przechodzimy do czarownic, szczegóły jednakowoż ich tyczące się
są zupełnie analogiczne z powszechnie znanymi u nas. Szkoda tylko, że dział ten
cały wierzeń nie został ułożony "podług pewnego szematu, bo w nim nadzw ycza
trudno się znaleść, tak wierzenia wszystkie są ze sobą pomięszane i nieuporządkowane. Dalsze rozdziały nie nadają się do szczegółowego omówienia — ani 11-ty,
zawierający obrzędy weselne, ani 12-ty, traktujący o pieśniach ludowych, ani 13-ty,
którego treścią rozbiór mowy ludowej, bo jak z jednej strony streszczenie zajęłoby
wiele miejsca, tak znowu z drugiej nie przyniosłoby wielu nowych wiadomościRozdział 14-ty, którego treścią są szkoły w powiecie staromiejskim, kończy dział
etnograficzny.
Stanisław Zdziarski.
Jan Aleksander Bayger, Powiat trembowelski. Szkic geograficzno-historyczny
i etnograficzny zebrał (sic ¡J. Rzecz odznaczona na konkursie Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie nagrodą Wys. c. k. Ministerstwa wyznań i oświaty. Lwów.
Nakładem autora. 1899. in 8°. str. VIH
319.
Z prawdziwą radością należy powitać monografię powiatu trembowelskiego,
gd 37ż szan. autor w łożył w nią spory zapas wiadomości, większy żmudnej pracy
i chyba największej sumienności, jakiej na każdym kroku daje liczne dowody. Co
się tyczy części historycznej — to o niej zdania — jako niefachowi — wypowie
dzieć nie możemy, częścią za to etnograficzną tem lepiej zająć się możemy, z tem
większą łatwością skontrolować pracę i sumienność autora jeśteśm y w stanie, gdyż
pow iat to graniczący bezpośrednio z ziemią naszą rodzinną, w którym wiele chwil
przeżyliśmy w najpierwszej młodości, w którym na wędrówkach i poszukiwaniach
etnograficznych spędziliśmy parę lat temu czas dłuższy. Zaczyna się tedy dział
etnograficzny charakteryst37ką ludu — niewielkiej inteligencyi, stąd też niskiego po
ziomu moralnego. To też dziwi nas, iż szan. autor, który tak znakomicie oddał
pobożność ludu tego, nie zechciał zająć się moralnością ludu, której brak wielki tw orzy
dziwny dyssonans mimo pracy księży z pobożnością nieudaną. Stosunki miłosne
—
201
—
zdarzają się często — mimo, że skutki ich są niemal żadne, dzięki środkom tajemnym
używ anym przez dziewczęta do spędzenia płodu, który, gdyby przyszedł na św iat
— stałby się niemałym ciężarem dla matki. A jeźli już do tego przyjdzie — to
zazw yczaj ojciec dziecięcia musi się żenić z dziewczyną czy to pod wpływem
nauk księdza, czy też pod wpływem namów krewnych dziewczyny. Skąd się bierze
ta łatwość nawiązywania stosunków miłosnych i dla czego kościół im nie jest
w stanie zapobiedz, dlaczego gęsto niemoralność w tym względzie się w ydarza
mimo żywej wiary, jaką odznacza się chłop tutejszy — o tern nie miejsce tutaj
mówić. Lud wogóle jest bardzo ciemny.
Opisawszy ubiór chłopów i niewiast, który nie jest tak malowniczy i piękny
jak na Ukrainie, przechodzi autor do opisu chaty, gęsto illustrowanego planam i
i rysunkami — typ ten zresztą domu jest powszechny na całem Podolu, podobnie jak
powszechnym i jednakim jest typ karczmy. Następnie mówi autor szeroko o obrząd
kach dorocznych i weselu — a to w szystko zostało nadzwyczaj wiernie zebrane
z ust ludu — szkoda tylko, że zapomniano tu dodać melodye pieśni, z których
niejedna jest bardzo charakterystyczna, a zarazem piękna, Dalsza część działu etno
graficznego wypełniona jest podaniami i wierzeniami ludowemi. I ten punkt je st
najsłabszym w całej książce — autor bowiem podał tylko parę legend, zresztą mniej
ciekawych o zaklętych skarbach, zapadłych dzwonach, upiorach i wilkołakach.
Z własnego zaś doświadczenia wiemy, iż w jednem tylko Nałużu spisaliśmy 300
podań, między któremi były tak interesujące jak w arjant baśni lenorowej, lub bajki
o piszczałce, która jęczała
»Pomalu, pomalu
Krauczyku hraj,
A memu serdeńku
Żal ne wrywaj.
Brat mene wbyw,
Na łani skryw, —
Za toho wepryka,
Szczo w sadi ryw.«
Co się tyczy tedy podań, to musimy autorowi zrobić zarzut, że o ich zebra
niu należytem nie pomyślał, co jest prawdziwą szkodą niepowetowaną dla cało
kształtu surowego materyału folklorystjmznego, jaki został w pracy p. Baygera su
miennie zebràùÿ. Również zauważyliśmy pewne luki w wierzeniach, jakie autor
podaje, one jednak nie wyrządzają szkody większej, gdyż ogólne pojęcie o mniema
niach ludowych w powiecie trembowelskim można sobie dobrze na podstawie tych
■szczegółów, które przyniosła omawiana przez nas książka, wyrobić. Krótka notatka
o mowie ludowej kończy zarys etnograficzny pow. trembowelskiego. Na pochw ałę
pracowitości i skrzętności p. Baygera należy dodać, że postarał się on o fotografie
typów ludowych z różnych okolic powiatu i podał je w swojej książce w doskonałem
■odbiciu nie zważając, że przez to podnosi o paręset złr. koszta wydania.
Stanisław Z dziarski.
Kallenbach Józef : Tło obrzędowe „Dziadów“.
Studyum porów nawcze
w »Roku Mickiewiczowskim, Księdze pamiątkowej wydanej staraniem Kółka Mickie
wiczowskiego we Lwowie«. Str: 35 —56. włącz. Lwów ІЗІУЗ, Nakład księgarni
Altenberga.
I.
Autor przytacza we wstępie »określenie znaczenia tego obrzędu ludowego«
podane przez samego Mickiewicza w jego przedmowie do »Dziadów« w ydanych
—
202
—
w Wilnie 1823, i w yraża żal, że poeta tylko tak skąpą pod tym względem zostaw ił
nam wzmiankę. Mickiewicz bowiem »był jeszcze naocznym świadkiem tych obrzę
dów« ; m ógł więc wiele ciekawego o nich napisać i w ten sposób naszemu ludoznaw .
stw u wielką wyświadczyć przysługę, tem bardziej, że z czasem te »Dziady«, wsku
tek nieżyczliwego dla nich usposobienia na plebanii i we dworze«, zaczęły się stawać
coraz rzadszymi. Narbutt n. p. »pilnie zajmujący się kw estyą obchodu ludowego:
Dziadów«, trafia już w r. 1835. tylko na szczątki tej uroczystości. Za czasów Mi
ckiewicza odbyw ała się ona jeszcze powszechnie na Białej Rusi, chociaż po najwię
kszej części potajemnie zdala ode dworu i plebanii.
Zapytuje dalej autor, co mogło lud nakłonić do pielęgnowania tak starannego
uroczystości poświęconej zmarłym przodkom, iż mimo wyraźnej niechęci księży
i dworu potrafiła ona przetrwać aż do naszych czasów, boć i »dziś jeszcze obcho
dzą Dziady na Białej Rusi, jakkolwiek nie tak świetnie jak za młodych lat Mickie
w icza«. Odpowiedzi na to pytanie szuka autor w kulcie 2 marłych przodków ludu
białoruskiego, który to kult »korzeniami swymi sięga do prastarych pokładów
w spólności indo-europejskiej«. W tym celu rozbiera »cześć oddawaną zmarłym
przodkom« u najważniejszych plemion szczepu indo-europejskiego, zaczynając od
ludów »odległej starożytności t. j. od Indów i Greków.«
II.
»Cześć dla zmarłych« u Indyan omawia bardzo pobieżnie, głównie
dług ksiąg praw Manu. Księgi te «nie dają nam wielu szczegółów o tym obchodzie
zmarłych, dlatego że w epoce, kiedy księgi te były spisane, już wiara w metampsychózę w zięła była górę nad starszemi wierzeniami indyjskiemi. Ale już to sam o,
że praw odawca m usiał przejąć do ksiąg swych także stare wierzenia dowodzi, że
zakorzenione były silnie w powszechnej trądy су і«. I dziś jeszcze »Indowie składają
sw ym dziadom ofiary« : z ryżu mleka i owoców. »Jeżeli się zaniecha ofiar, dusza
zm arłego opuszcza swój grób i staje się duszą błędną, dręczącą ludzi żyjących
(upiorem)». »Uczta żałobna ma« zatem »na celu zapewnienie życzliwości dla pozo
stałej rodziny«.
Podobne objawy uczucia oddawania czci rodzicom nie tylko za życia ale i po
śmierci widzi autor »u wszystkich niemal ludów na kuli ziemskiej : u Chińczyków,
w śród dzikich w Afryce i w Australii«, jednakow oż ich nie wylicza ani nie opisuje.
Dłużej znacznie zastanaw ia się autor nad kultem nieboszczyków u staroży
tnych Greków i przytacza wzmianki o tym kulcie zachowane w pismach Homera,
Plutarcha, Aischylosa, Sofoklesa, Demostenesa, Luciana, Epikura i innych, n. p. »na
grobie Patrokla składa Achilles dzbany miodu i oliwy«. Grecy oddają cześć »herosom«
jako ojcom i protoplastom miast, krajów i rodów. Ateńczycy wyznaczają »karę śmier
ci na w odzów swoich za to, że pozostawili ciała zmarłych żołnierzy bez pogrzebu«
»Po bitwie pod Plateami pogrzebano żołnierzy na polu bitwy«. »Platejczycy zobo
wiązali się corocznie urządzać ucztę pogrzebow ą dla zmarłych. W rocznicę bitwy
udaw ali się w wielkiej procesyi na mogiłę, kryjącą zwłoki dzielnych wojowników
i składali im mleko, wino, oliwę, tudzież zabijano ofiarę. Złożywszy pokarmy na
mogile, wzywali osobną formułką zmarłych, aby przyszli i spożywali ucztę«. Klitemnestra posyła na grób Agamemnona »pokarmy i napoje». Elektra składa ojcu libacyę
na grobie i modli się do niego. Epikur »zastrzega sobie cześć i ofiary dla swojej
duszy« w pozostawionym testamencie. W Atenach obchodzono 5-go Boëdromion
Genćsia »jako wspólne święto zmarłych«. W trzeci dzień św iąt kwietnych Anthestëria
obchodzono na cześć Hermesa jako tow arzysza dusz zmarłych uroczystość po domach
zw aną h ý t r o i lub h ý t r a i (hýtra), na której ugaszczano dusze zmarłe« w garnkach
gotow anem i jarzynam i i nasionami«, a w końcu w ypraszano je za drzwi formułką
po
—
203
—
»tbýraze këres, uk eť Anthestěria«. Ta formułka w zakończeniu »Dziadów« greckich
pow tarza się u Rzymian — a nawet słyszymy ją na Białej Rusi.
Podobnie w ykazuje autor cześć oddawaną zmarłym u Rzymian. I oni mimo
swojej trzeźwości i praktyczności wierzyli w duchy i upiory. W edług Plauta dusza
błąka się po śmierci, ponieważ przy grzebaniu zwłok nie zachowano wszystkich
obrzędów. „W ergiliusz na wielu miejscach mówi o składaniu pokarmów i napojów
dla zmarłych«. Z miajsc tych zaś widać, że przy oddawaniu czci zmarłym kierowali
się Rzymianie względem »zabezpieczenia się od szkód, które mógłby wyrządzić za
niepokojony duch zmarłego«: »placantur sacn'ficiis, ne noceant«. Owidiusz w F a
stach mówi o duszach zmarłych i o tem, że żywią się pokarmami, złożonymi dla
nich« — a następnie w sposób malowniczy opisuje nam rzymską uroczystość za
dusze zmarłe zw aną »Lemuriami«. Uroczystość ta kończy się, formułką: »Manes
exite paterni!« Cicero wspomina o uczcie na cześć zmarłych zwanej »parentatio«
czyli »dziadami«.
Omawiając wszystkie powyżej przytoczone przykłady kultu nieboszczyków
u starożytnych ludów, stara się autor równocześnie wykazać prawdziwość wypowie
dzianego na początku twierdzenia, że cześć oddawana zmarłym jest źródłem w szy
stkich kultów na Swiecie. »Bez wątpienia natrafiamy tu na samo źródło wszelkiej
wiary w dusze i jesteśm y skłonni uznać jako poczucie trafne to mniemanie, które
w owym najstarszym familijnym kulcie dusz widzi zapowiedź wszelkiego kultu dal
szych w spólnot obrzędowych«.
III.
Przechodząc w nasze strony i do naszych czasów, omawia autor mimo
chodem wzmianki o czci nieboszczyków zawarte w pismach Tertuliana, św. Augu
styna i Focyusza. Pisarze ci zajęli »nieprzychylne stanowisko wobec dorocznych
uczt dla zmarłych« i »wywodzą obrządek ten z odległej starożytności, kiedy to
krew miała bym dla dusz zmarłych niezbędnym pokarmem«. Ciekawym jest np. opis
tego tradycyjnego obrzędu w słowniku Focyusza pod wyrazem k a t h ć d r a według
którego Grecy mieli się 4 razy do roku zgromadzać na grobie nieboszczyka i tam
w śród wspólnej uczty cześć mu pośmiertną oddawać. Autor jest zdania, że zwyczaj
ten w formie powyższej rozszerzył się z Grecyi przez Bułgaryę i Ruś południową
na północ i jako dowód przytacza podobny opis »Dziadów«, wyjęty z »Ludu« Go
łębiowskiego. Uroczystość, ta jest pomieszana ze zwyczajami miejscowymi i kończy
się podobnie jak u Greków formułką: »Jadłyście, piłyście, teraz idźcie precz!«
W Wielkopolsce, Małopolsce, na Mazowszu i tp. spotyka autor tylko małe
ślady »Dziadów«, co przypisuje wpływom duchowieństwa katolickiego i powiada, że
zwyczaj ten w tych stronach zanikł »bezpowrotnie«, w co nam się wierzyć bynajmiej
nie chce. Inaczej przedstawia się według niego rzecz nad Dniestrem, na Białej Rusi
i na Litwie. Tu przytacza opisy zaduszek przez Czerwińskiego, Maryi Czarnowskiej,
Narbutta, Federowskiego i stwierdza »z zadowoleniem folklorysty,cznem, że na Białej
Rusi w miejscowościach niedalekich od stron rodzinnych Mickiewicza przechowało
się pojącie o znaczeniu i istocie »Dziadów« względnie czyste i dokładne«. »Dziady
bowiem — jak z dotychczasowego przedstawienia wynika — są prastarym obrząd
kiem czci 'dla zmarłych oddawanej przez głowę rodziny żyjącej głowom zmarłym
tejże rodziny, zatem obrządkiem kať cxohén rodzinnym. Celem zaś było pozyskanie
sobie życzliwości zmarłych przez spełnienie niezbędnej dla owych zmarłych ofiary«.
Zdaniem ludu uroczystość »Dziadów« obchodzoną jest na to, »żeby dusze z tamtego
świata żyjącym sprzyjały, bo skoro im lżej, to i one proszą Boga, aby w gospo
darstwie się szczęściło«,
— . 204
-
Oprócz Rusi i Litwy znają ten zwyczaj starodawny pod koniec XIX wieku,
w Bretanii. Autor opisuje go na podstawie- badań bretońskiego poety Anatola le Graz.
Ma on dużo cech wspólnych z »Dziadami białoruskimi i nazyw a się »Nocą zmarłych.
Składa się z modlitw w kostnicy za dusze zmarłe, procesyi po cm entarzu i uczty
familijnej przy palącym się ognisku na cześć zmarłych. Pośród uczty toczą się roz
mowy o zmarłych aż.do północy. Koło północy ustępują żywi ciepłego miejsca przy
kominku umarłym, bo »zmarłym zimno«. Gospodyni nadto nakryw a stół dla nich
a na stole staw ia: kawałki słoniny, placki hreczane i ogromny dzban mleka. Daje
się także niebawem słyszeć za oknami śpiew żałobnego chóru starców, przedstawia
jących dusze zmarłe, które przybyły na ucztę.
»Oto szczątki Dziadów bretońskich« — kończy autor swoje wywody — »Są
one nadzwyczaj ważne, przechowały bowiem szczegóły takie, jakich napróżno szu
kaliśmy w opisach Dziadów litewsko-ruskich a które, i to jest celem naszych wy wo
dory: odnajdziemy u Mickiewicza.
IV.
Autor przeszedłszy w ten sposób znane mu resztki »Dziadów«, przechowy
wanych dotąd w piśmiennej i ustnej tradycyi starożytnych i. późniejszych ludów,
w raca napow rót do »Dziadów« Mickiewicza i oświadcza, -że »Dziady« Mickiewicza
»nietylko jako prześliczna fantazya poetycka zajmują jedno z pierwszych miejsc
w piśmiennictwie naszem, ale, że utwór ten ma bezwzględną w artość dla ludoznawstwa, a to w przedmiocie, sięgającym samego brzasku cywilizacyi ludzkiej«. »Do
słowniej, niż się n a m . dotychczas wydawać mogło, należy brać oświadczenie poety:
śpiewy obrzędowe, gusła i inkantacye są po większej części wiernie, a niekiedy do
słownie z gminnej poezyi wzięte«. Tu autor przechodzi punkt za punktem uroczys
tość »Dziadów« w edług opisu Mickiewicza i stwderdza, że nietjdko wiernie zgadzają
się z najlepszym typem do dziś przechowanych »Dziadów« u Greków, Rzymian,
na Białej Rusi i w Bretanii, ale, że nawet wiele nieznanych tam rzeczy wyprowa
dzają i wyjaśniają. Najważniejsze momenty tych »Dziadów« są: nocna wędrówka
wieśniaków z jadłem i napojami na groby, pieśni i płacze starców ; gromadzenie
się duszyczek, zaklęcia; ugoszczenie ich; ojców dzieje (wypominki); koniec i ro
zejście się po dwónastej.
Na zakończenie objaśnia autor, jak pow stała i rozwinęła się główna idea
»Dziadów« w umyśle Mickiewicza — i wkońcu jaki przybrała kształt. » W i a r a
w w p ł y w św iata n i e w i d z i a ln e g o , duchowego, na sferę myśli i dzia
łań l u d z k i c h — oto idea — m a t k a p o ls k ie go p o e m a t u ; idea ta ro
zwija się p o s t ę p o w o w różnych częściach dramatu, prz y b ie ra ją c
r ó ż n e k s z t a ł t y s t o s o w n i e do r ó ż n i c y m i e j s c i epok. «
Jak z powyższego przedstaw ienia rzeczy w ynika, autorowi rozchodzi się
głównie o odszukanie głównej idei — »tła», na jakiem Mickiewicz osnuł czynność
dram atyczną swoich »Dziadów«, i po krótkich w'ywodach dochodzi do stanowczego
wniosku, że jest niem (zdaniem jego najstarszy) kult religijny na świecie, wspólny
wszystkim aryoeuropejskim ludom, t. j. w iara w ciągłe obcowanie ludzi żyjących
z nieboszczykami i we wzajemny ich wpływ na siebie.
Praca p. Kallenbacha jako »studyum porównawcze«, mimo swej zaokrąglonej
całości i literackiego wygładzenia, robi przecież wrażenie pobieżnego — elaboratu.
Wszędzie daje się uczuć brak fachowego pogłębienia przedmiotu, a przedewszystkiem przy omawianiu kultu nieboszczyków u Słowian. O kulcie nieboszczyków
u Germanów zupełnie autor zapomniał. W szakże już sam Mickiewicz powiedział, że
zwyczaj częstowania umarłych zdaje .się być w spólny wszystkim pogańskim ludom
■w dawnej Grecyi... w S k a n d y n a w i i . . . Należało więc pójść w kierunku przez niego
—
2o5
wskazanym — a praca zyskałaby na gruntowności. Wiadomo przecież, że do dziś
dnia u Niemców, Duńczyków, Norwegów, Szwedów i im pokrewnych ludów, odby
w ają się uczty pogrzebowe, w których i umarli niewidzialnie biorą udział. Umar
łym Germanom dawano jadło i napój do grobu. Na grobach znajdowały się w tym
celu umieszczone kamienie ofiarne »Opfersteine«. Skandynawskie »sogur« opowiadają
nam, ie jeszcze w chrześcijańskich czasach na stypach pogrzebowych zjawiały się
dusze umarłych i spożyw ały przeznaczone im jadło i napój »erfiol«. Także u Sach
sów znane były uczty żałobne odprawiane na grobach nieboszczyków : »oblationes,
quae in quibusdam locis ad sepulchra mortuorum fiunt«. Dalej powiada autor, że
u nas w Polsce (»w Wielkopolsce, Małopolsce i na Mazowszu«) kult nieboszczyków
pod postacią »Dziadów« »zanikł bezpowrotnie«. Tak źle znowu nie jest. W szakżeż
znane są u nas »Dziady« wiosenne pod nazw ą »Rękawek«, »Emausów«, »Małsów«, »Malajsów«, »Smigusztu«, Święconego«, »Hajiłek«, »Gajówek«, »Majówek«
i t. p. a »Dziady« jesienne w formie »oświecania i zdobienia grobów na Zaduszki«,
»dawania na wypominki«, dawanie jałm użny ubogim »za dusze zmarłe« i t, p.
»Dziady« zimowe znane są pod nazwą »Godów« przygotowane dla »Comyg Dziw«,
do których się i »Dusze pokutujące« zaliczają. Niebrak »Dziadów« letnich w postaci
»świencynio wionków«, »świencynio zielo i łowoców polnyg«, które się chowa
pod strzechę, w iesza ponad oknami i drzwiami lub stawia koło drogi. W szystko to
czyni się dla polnych »Dziw«,, a są niemi pokutujące dusze zmarłe. Komuż nie są
znane nasze stypy pogrzebowe, kto nie słyszał o biesiadach dusz zmarłych w »Noc
zaduszną«, o ich zgromadzeniach, nabożeństwach, procesyach i t. р.?! To wszystko
nasze »Dziady« polskie: lachowskie, mazurskie, śląskie, ruskie i litewskie. One istnieją,
one się odbywają po dziś dzień w rozmaitych formach — tylko trzeba wiedzieć
0 nich i umieć je rozpoznać. Tego autor nie uczynił, przez co praca jego pod tym
wzglądem bardzo a bardzo szwankuje.
Co do niektórych zdań wypowiedzianych przez autora, to stanowczo nie wie
rzym y temu, aby kult umarłych był źródłem i początkiem wszystkich kultów religijnych
na świecie. W szak kult przodków po śmierci nastał dopiero wtedy, odkąd w yrobił się
kult tych przodków za życia — a więc odkąd wytworzyło się pojęcie rodziny,
pojęcie wspólności — a to przecież niezaraz nastąpiło. Człowiek, zanim nauczył się
sznanow ać swoich rodziców — swoich przełożonych w gromadzie, z pewnością
umiał już szanować i czcić istoty, których się m usiał bać, a temi były zwierzęta
dzikie i siły przyrody. Kult zwierząt i zjawisk przyrody : oto pierwsze uczucia' reli
gijne. Po nich idzie kult ludzi żyjących — na ostatku dopiero kult nieboszczyków
1 ich .duchów,- które zapełniają całą przyrodę i tw orzą otoczenie »Dziw« rządzących.
Te fazy swego rozwoju wykazują nam wszystkie religie świata. Pamiętajmy, że
każde religijne uczucie człowieka jest miarą jego inteligencyi. N ie r e l i g i a d a j e
c z ł o w i e k o w i i n t e 1i g e n с у ę, a l e i n t e l i g e n c y a d a j e c z ł o w i e k o w i
r e l i g i ę . Człowiek żyjący dziko, który się nigdy nad życiem swojem nie zastanawia,
nie ma pragnienia, aby to życie trwało i po śmierci. On żyje dla chwili a nie dla
wieczności. Umysł jego nigdy po za grób nie sięga. Zatem i religia jego jest tylko
religią chwili. Przedmiot jego czci i uwielbienia — jego bóstwo: to chwilowy strach
i niebezpieczeństwo. To dziki zw ierz: niedźwiedź, w ilk; lew, tygrys; to straszne
zjawisko przyrody: mróz, piorun, ogień, światło, woda i t. p. Również nie mogę
się zgodzić z autorem, aby śmierć miała zwrócić uwagę człowieka na życie poza
grobowe. Sen, który jest niejako obrazem tego życia pozagrobowego, pierwszy pod
sunął przecież ludziom myśl, że obok życia zwykłego jest jeszcze życie inne — a
obaczyć go można, kiedy się oczy zamknie i przestanie brać udział w tem życiu —
—
206
—
t. j. we śnie lub po śmierci. Mniemanie to potwierdza ta okoliczność, że we śnie
widzi się ukochane osoby, które przecież nie żyją — a z nami mówią, jedzą, piją
i t. p. Ba nawet ci nieboszczykowie, którzy się nam we śnie pokazują, opowiadają
o wszystkiem, co robią na tamtym świecie; dodają żyjącym rady i nimi się opie
kują. Zanim więc człowiek ma czas zastanawiać się nad śm iercią i dalszemi jej
następstwam i: o n to w s z y s t k o w e ś n i e w i d z i g o t o w e . Tego rodzaju za
stanawianie się nad śmiercią, jak to autor rozumuje i na przykładzie usiłuje w ykazać,
jest już szczytem inteligencyi człowieka — jest najwyższym szczeblem w rozwoju
jego pierwotnej religii naturalnej, zaczynającej się od kultu zwierzęcego, a kończącej
się kultem duszy. To początki filozofii i wszystkich religij mających swe źródło
w kontemplacyi.
Mimo tych wszystkich braków i usterek praca p. Kallenbacha je s t ważnym
przyczynkiem do naszego ludoznawstwa i nie należy jej lekceważyć. Toteż pozw o
liliśmy sobie napisać o niej dokładne sprawozdonie.
L . Młynek.
„Ateneum“ Z roku 1898. W roczniku »Ateneum« za rok 1898, niema ani je
dnego artykułu, dotyczącego bezpośrednio ludoznawstwa, ale znajdujemy kilka prac
odnoszących się do dziejów kultury; 2 z nich dotyczą przeważnie dziejów umysłowości u nas mianowicie: »Jan Kochanowski w świetle ostatnich wyników kry
tyki historycznej« p. Ferdynanda Hoesicka, oraz »z dziejów różnowierców polskich«
prof. A. Brücknera. Profesor slawistyki na wszechnicy w Berlinie podaje dwie bar
wne obrazowe, a ściśle historycznie skreślone, biografie znakomitych reformatorów
religijnych: Marcina Czechowica, aryanina i Jana Łaskiego, niegdyś księdza katolickiego,
potem gorliwego apostoła reformy kościelnej w duchu kalwinizmu.
Prof. Brücner, od lat kilku stale umieszcza w Ateneum, pod nazw ą »z dziejów
różnowierców polskich« biografie znakomitych reformatorów, niegdyś tak głośnych,
a sławnych, dziś zaś zapomnianych jak n. p. Andrzej W olan. Autor nie przypisuje
wielkiego znaczenia reformacyi w Polsce, z czem nie zupełnie mogę się zgodzić,
choćby n. p. tylko dlatego, że reformacya ogromnie się przyczyniła do rozwoju
i podniesienia języka polskiego. Na Litwie kalwinizm, popierany bardzo gorliwie
a szczodrze ręką takiego potentata jak ks. Mikołaj Czarny Radziwiłł, w ojewoda W i
leński, niósł kulturę zachodnią w szacie polskiej, najbardziej przyczyniając się do
polonizowania kraju ; w szak niemal wszystkie potężne rody białoruskie, wyznania
wschodniego, przechodzą na kalwinizm, a potem w epoce reakcyi — na katolicyzm .
Taki los spotkał kniaziów Czartoryjskich, Czetwertyńskich i Pruńskich, dospot Zenowiczów, Naruszewiczów i wielu wielu innych. W szak poraz pierwszy na Litwie
w szkołach kalwińskich, zaczęto uczyć po polsku, a wkrótce- i wszystkie przedmioty
wykładać w tym języku. W szak też wielki a niespożyty pomnik języka polskiego,
przekład biblii Radziwiłłowskiej, to też rezultat protenstantyzmu, w szczególności
kalwinizmu. Kalwinizm na Litwie położył pierwsze podstaw y oświaty ludowej.
Kiedyś pisałem : »Wiadomo dobrze, jak reforma religijna ciężko zaw ażyła na losach
Litwy i Żmudzi, przyspieszając głównie proces polonizowania się, co zadało cios
śmiertelny wszechwładnej dotąd białoruszczyźnie. Mimo to, język litewski pozostał
i nadal tylko mową gminu, chociaż znaleźli się ludzie, pragnący go podnieść do go
dności języka literackiego i w yzyskać w celach propagandy religijnej...
Czem była u nas reformacya, opisuje Jaroszew icz: »plebani albo byli rugo
wani z kościołów i posiadłości, albo ożeniwszy się sami zamieniali je^na kalwińskie
zbory. Pustoszały klasztorne mury. W ywracano ołtarze, niszczono obrazy, zniew a
—
207
-
żano miejsca święte i groby przodków ; krew naw et zbryzgała niektóre kościoły
Siedemset parafij rzymsko - katolickich liczono na Litwie przed reformą, a około roku
1566 zaledwie sześć księży zostało na Żmudzi, w innych zaś powiatach tylko może
tysiączny uniknął reformy«. (Obrazy Litwy II., 36).
Obok kalwinizmu bujnie krzewił się aryanizm.... Nim jednak to się stało (nim
nastąpiła reakcya katolicka), w parze z tym ruchem religijnym — a poniekąd za jego
podnietą — szedł silny ruch umysłowy, którego narzędziem był język polski. W ów
czas to z fundacyi książąt Radziwiłłów pow stały szkoły protestanckie, które długo
utrzym ały się na poziomie ówczesnej pedagogii; w nich to po raz pierwszy w bjrłem W. Ks. Litewskiem zaczęto uczyć języka polskiego, rugując cerkiewno-słowiański. Mikołaj Czarny ks. Radziwiłł prawdziwy apostoł kalwinizmu, hojnie w spierał
uczonych i uczących się; w celu przygotowania zdolnych nauczycieli, ustanow ił
przy wszechnicach : w Królewcu i Oksfordzie stypehdya : w swych dobrach zakładał
zbory, a przy każdym parafialnym powstawała szkoła. W obrębie dzisiejszej gub.
kowieńskiej, z Łukaszewiczem w ręku naliczyłem przeszło 50 zborów, z których
około 40 było parafialnych ; istniało prawdopodobnie tyleż i szkół. W nich uczono
dziatwę obojga płci czytać, pisać i rachować, tudzież zasad wiary niezbędnych do
konfirmacyi; język liturgiczny zboru, przy którym istniała szkoła, b y ł językiem wy
kładowym, przeto większa część była litewska. Tu dodam kilka słów tylko : jeżeli
dziś jeszcze, większa połowa ludności litewskiej umie czytać, przynajmniej modlite
wnik, to niewątpliwie jest skutek dawnego rozpowszechnienia kalwinizmu i walk
z nim katolicyzmu, który potem posługiw ał się tą samą bronią. W czasie ustano
wienia Komisyi edukacyjnej jej reformy tylko w bardzo słabym stopniu dotknęły
szkoły ludowe ; poruczyła je ona pieczy duchownych katolickich, wszakże rozcią
gając nad niemi w zasadzie swój dozór zwierzchni. Jej starania natrafiły jednak n a
grunt dobry: światły człowiek a gorliwy obywatel, ks. Jan Lopaciński, biskup żmudzki, nakazał, żeby z funduszów kościelnych w każdem miasteczku parafialnem była
założona szkoła, w której księża po litewsku winni byli uczyć dziatwę nauki religii,
czytania, pisania, rachunków i śpiewu kościelnego, oraz w niektórych ważniejszych
—' języka polskiego i łaciny. Uchwałę tę wykonano tern łacniej, że ruchliwy biskup
corocznie, wizytując kościoły, zwiedzał szkoły, 'egzaminował dzieci, zachęcał do na
uki, a i sam uczył je w szkole w W irżuwianach, swej zwykłej rezydencyi. W ogóle
dzieje protenstantyzm u są u nas bardzo, mało znane; nawet Kornel Ujejski — ch lu
ba naszego narodu, dopuścił się w pewnym wierszu błędu ogromnego :
»Mój pradziad, sól w oku całemu aryaństwu,
Bo błędy, na starość, odprzysiągł kacerskie«.
Pradziad Kornela Ujejskiego mógł żyć w połowie w. XVIII a już konstytucya
sejmowa z roku 1658 nakazuje wywołanie z kraju aryanów.
W swej pracy prof. Brückner mówi : Lecz straszna nędza materyalna — to
jeszcze nie najsłabsza strona polskiej reformacyi. Co ważniejsza, w głowach pol
skich korzeniła się ta reforma niesłychanie płytko, wyskakiw ała też z nich, za byle
jakim powodem, bez śladu. Wiecznie chwiejny Zygmunt August może uchodzić za
typ większości polskich protestantów : starczy że ks. biskup uchwyci za cugle
Woźniki królewskie, aby króla do katolickiego kościoła naw rócić; wobec byle ener
giczniejszego ruchu, protestantyzm polski zaraz mięknie. Albo taki stary Tarnow ski :
protestanci liczą go już z tryumfem do sw oich; on uwierzył już, że papież to.
»antykryst« i ma jeszcze tylko dwa szkropuły (co do znaczenia słów Pańskich przy
wieczerzy świętej i co do zużytkowania dóbr kościelnych) — w istocie umiera ka
tolikiem. A cóż tacy Uchański, Orzechowski i tylu innych? Uskarżamy się słu szn ie,
-
208
—
■ze za granicą o naszych znakomitościach zbyt malo i więdzą i piszą: leoz cóż od
powiemy sami na zarzut, że zagranica ceni wysoko Polaka i zbiera skrzętnie każdy,
choćby najdrobniejszy ślad jego życia lub pisma, a dostrzega z boleścią »w jak
przekrzywionych rysach whasna ojczyzna postać jednego z największych i najszla
chetniejszych swych synów podziśdzień przechowuje«. I rzeczywiście, o Janie’
Łaskim u nas dosyć ghucho. Bo i któżby się spodziewał znaleść np. w zbiorze 300
listów sławnych mężów, jakie Holender Gabbema w r. 1663 i 1668 wydał, sporą
w iązankę listów (od i) do Łaskiego pisanyeh; albo n. p. w zbiorze listów oryginal
nych co do reformacyi angielskiej wydanym przez Parker’s Society, znaleść sprawo
zdania piw ow ara angielskiego Burchera, albo Utenhora z Krakowa i indziej z lat
1557 i 1558 tyczących znowu Polaka? Sława imienia polskiego sięgała wtedy rze
czywiście daleko. Inny uczony, Holender, dr. Abraham Knyper, w yszedłszy zestudyów nad Łaskim (w stosunku do Kalwina), przystąpił do zebrania wszystkiego, co
po Łaskim w druku, rękopismach i listach pozostało i w ydał w dwóch sporych to
mach (r. 1866) co po latach pracy z bibliotek i archiwów europejskich, od Dublina
do Petersburga rozjeżdżając, uzbierał. On zamierzał w tomie osobnym dodać i nowy
życiorys Polaka, lecz zamiar ten spełnił później zamiast niego znany H. Dalton
w obszernej, gruntownej i pięknie napisanej pracy »Johannes a Lasco« (Gotha ISSI,
str. 577), przetłómaczonej późiiiej na język holenderski i angielski; z pracy tej ko
rzystał głównie i J. Pascal, »Jean de- Lasco, son temps, sa vie, ses oeuvres«, 1894 r.
Praca Daltona nie zamierzała bynajmniej powiększyć tylko szereg dzieł o w sp ó ł
pracownikach Lutra i Zwinglego, Melanchtona i Kalwina; jego panegiryk czy apoteoza
uśw ietnia i opromienia poważną postać pclską, śledzi z ciepłem zajęciem i widocznem
wzruszeniem za każdym krokiem życia i myśli, a czerpie z ich skarbów, aby zbu
dow ać i posilić dzisiejsze pokolenia w ich walce sumień i przekonań, aby stwierdzić
radośnie, jak głęboko w przyszłość wpatrywał się Laski, jak trafnie oceniał grożące
reformacyi niebezpieczeństwa, jak dopiero nasz wiek urzeczywistnił, do czego się
on przed trzema wiekami z takiem poświęceniem przykładał. (Ateneum t. II. str. 424).
W innem miejscu, autor mówi, że o Łaskich — awanturnikach pisano u nas
ale o Janie Łaskim, najlepszym pezedstawicielu całej tej rodziny, prawie nic ; wedle
mnie, prof. Brückner wmale dobrze w ywiązał się z tego zadania.
W zeszycie lutowym umieszczono artykuł, »Anglia społeczna«, p. N. T., ści
śle, acz pośrednio związany z ludoznawstwem. Jest to sprawozdanie z pracy zbiorow'ej p. n. »Social England« jasno, a ściśle naukowo wykazującej, w jaki sposób
pow stała i rozwinęła się Anglia spółczesna. We wstępie, autor omawia znaczenie dzi
siejsze dawniejszych historyków angielskich; znaczenie to upadło, a w stuleciu bieżącem, Anglia posiadała świetny zastęp historyków: H. T. Buckie, Jerzy Grotę, To
m asz Carlyle, Lord Macaulay, E. A. Freman, J. A. Fronde, J. R. Green, a pomiędzy'
żyjącymi W. E. Lecky i Jam R. Gardiner. Z tych nazwisk do potomności przejdą
nazw iska H. T. Bouckla, Grota i Leckiego, za jego Historyę racyonalizmu w Europie.
Tomasz Carlyle okazał się reakcyjnym pamflecistą, ponieważ jego »Historya
Fryderyka Wielkiego«, jest niczem innem jeno pamfletem reakcyjnym, apoteozą za
sady, »siła stoi wyżej prawa«. Macaulay, uznaje się dziś za essayistę świetnego.......
I oczywiście, wymagania wzrosły. Dziś od historyka wymagamy, by on dokładnie
w yjaśnił powstanie i rozwój ustroju współczesnego. Oczywiście — zadanie to,
może w ykonać tylko' praca zbiorowa.
Taką właśnie pracą zbiorową jest »Social England«, na którą złożyło się
dużo autorów i autorek; kwiat umysłowości i inteligencyi angielskiej. Nie jest to
zw ykła historya królów, wojen, walk przegranych lub wygranych, wypadków ze
— 209
—
wnętrznych woale nie; jestto bistorya rozwoju społeczności angielskiej, od pierwszych
jej brzasków, aż do - ostatniego dziesięciolecia, w dziedzinie religii, prawa, nauki,
sztuki, przemysłu, handlu, literatury i obyczajów, do których włączono historyę
rozwoju i przeobrażania się stosunków rodzinnych. W ydawnictwo to rozpoczął,
w roku 1894. p. H. D. Traill, zakończono je. niedawno szczęśliwie, wydaniem tomu
VI. i ostatniego.
Wydawnictwo to odpowiada w zupełności programowi
zakreślonemu
a przynosi chlubę nietylko wydawcy, ale i wszystkim jego w spółpracownikom
i współpracowniczkom, stanowiącym kwiat umjmłowości angielskiej.
Na coś podobnego nie zdobyły się ani Francya ani Niemcy, ani Włochy, ani
wogóle nikt; ten przykład może podziała dodatnio.
W ydawca tej pracy H. D. Traill, jest bardzo dobrze znany jako krytyk, bio
graf, historyk, essayista, oraz cieszy się szerokiem, głębokiem a szczerem uzna
niem śród kół inteligencyi angielskiej, za swoją działalność w szechstronną. Otóż
wydawca we wstępie, podał program następny, wedle którego miał prowadzić ba
dania. Podzielono je na VII. działów : organizacyi cywilnej społeczeństwa, czyli
jego ustroju, religii, oświaty i wiedzy, literatury, sztuki, handlu i przemysłu, obycza
jów. Ten program jest bardzo dokładny, a ścisły, ponieważ obejmuje całe życie
społeczne. Może on służyć dowodem wysokiego stopnia inteligencyi H. D. Trailla;
to też nie dziw,- że’ około niego zgrupowało się kółko wybitnych przedstawicieli
i przedstawicielek umysłowości angielskiej.
Teraz z powodu trudności streszczenia dokładnego planu, najlepiej będzie
bodaj przytoczyć w całości ustęp odpowiedni z artykułu p. N. T. : »Uprzedza atoli
(H. D. Traill) we wstępie, że dział pierwszy, poświęcony organizacyi cywilnej spo
łeczeństwa, będzie obejmował, obok głównych wypadków politycznych, rozwój
instytucyi administracyjnych, w których się w yraża życje jego. Co do drugiego, po
święconego religii, okazało się niezbędnem nie tracić- nigdy z oczu potrójnego za
patryw ania się na nią, jako na wiarę, na obrządki kościelne i na dyscyplinę. Dopóki
trw ała jedność Kościoła, nie było potrzeby traktować każdego z tych poddziałów
odrębnie, ale stało się to niezbędnem od epoki reformacyi, a następnie rozpadnięcia
się protestantyzmu na rozmaite sekty. W dziale trzecim, poświęconym oświacie
i wiedzy, we wcześniejszych epokach rozwoju narodowego, są to pojęcia nieledwie
identyczne; oczywista, że im bardziej zbliżamy się ku naszym czasom, tem większa
staje się konieczność traktowania każdego z tych czynników odpowiednio do w pływ u,
jaki wywierał na organizacyę społeczną. To samo da się powiedzieć o dziale
czwartym, poświęconym piśmiennictwu. Są oddalone epoki, w których jest ono
jednoznaczne z ośw iatą i wiedzą ścisłą, ale niebawem rozgraniczenie ich i sam o
dzielne istnienie literatury nie ulega ju ż wątpliwości. W piątym dziale, traktującym
o sztuce, długo będzie mowa prawie wyłącznie o architekturze, i to o architekturze
religijnej; malarstwo, rzeźba w ystępują dopiero na scenę znacznie później. Gdy
w szóstym autorowie biorą pod uwagę handel i przemysł, to są uprawnieni z po
czątku do traktowania pod jędną rubryką rolnictwa i przemysłu, ale następnie nie
tylko, że rozdzielone być muszą, ale nawet sam handel roztrząsnąć wypada odrębnie
wewnętrzny, a odrębnie zagraniczny. Najoryginalniej w tym programie zapowiada
się dział ostatni, poświęcony zwyczajom i obyczajom. Mamy tu do czynienia z pier
wiastkami pozbawionymi ścisłości, lekceważonymi dotąd przez historyków i trudnymi
istotnie do ujęcia. Znajdują się one w bezpośredniej zależności od religii, od oświaty,
od stanu przem ysłu; ale są, rzec można, ostatnim rezultatem życia społecznego,
14
—
210
—
wykładnikiem cyw ilizacji w danej chwili dziejowej. Rozdziały tu sig odnoszące wy
w ołały najw yższy interes u publiczności i najwięcej się przyczyniły do powodzenia
«Historyi« społecznej.
We wstępie p. H. D. Traill, podał też ogólną charakterystykę działów po
szczególnych, podkreślając rysy najcharakterystyczniejsze Do takich ciekawych cha
rakterystyk, należy charakterystyka pow stania i rozwoju języka angielskiego, na
który złożyło się tyle języków i pierwiastków językowych, to też nie dziw, że
trzeba było aż VI. wiek, żeby go można było użyć, w utworach literatury nadobnej,
które zjawiają się dopiero pod koniec wieku XIII. (Chauser). Niemniej charakterystycznym
jest ustęp o obyczajowości. H. D. Traill podkreśla, że poziom obyczajowości
znacznie podniósł się, że obyczaje domowe, społeczne i moralne, uszlachetniły,
oczyściły się.... Wogole p. H. D. Traill sądzi słusznie, że obyczaje dawne wydają
się Anglikom spółczesnym grubymi, wstrętnymi, a nawet często niemoralnymi, ale
dodaje, że nasi potomkowie to samo powiedzą o naszych obyczajach i zwyczajach.
Tom pierwszy zaczyna się od opisu ustroju społecznego Anglii, przed wylą
dowaniem legionów Cezara w 55 roku przed Narodź. Chrystusa. Dawniejsi historycy
zwracali bardzo mało uwagi na ten peryod, ale współcześni poprawili ten błąd,
ponieważ ustrój społeczny ludów zamieszkujących Anglię ówczesną, w yw arł w pływ
potężny na dalszy rozwój społeczny. Ustęp ów, o Anglii przed najściem Rzymian,
należy do pióra p. Edwarda Owen’a, a najście Rzymian, ich panowanie prawie 5.
wiekowe, opisał F. T. Richards ; oba te opisy stanowią część osobną tomu I. za
tytułow aną »Anglia przed Anglikami«. Panowanie rzymskie nie wywarło wpływu
głębszego, albowiem po ustąpieniu legionów w 441 roku naszej ery, jego ślady
znikły zaraz doszczętnie; ludność miejscowa w raz z najezdcami Sasami w ytw orzyła
zaraz ustrój miejscowy bardzo oryginalny, który przetrw ał długie wieki.
Dalsze rozdziały tomu pierwszego obejmują dzieje prawie sześciu stuleci, ale
na tle dziejów ogólnych, autor szczegółowo rozw aża i bada powstanie i rozwój
organizacyi cywilnej, czyli ustroju społecznego, jak się należy wyrazić ściśle po
polsku. Tenże tom zawiera jeszcze dwa rozdziały; opisujące przeobrażenie się spo
łeczne, któremu uległa Anglia po zaprowadzeniu feudalizmu; jeden od Wilhelma
Zdobywcy do wydania »Magna Charta«, drugi
zaś obejmujący panowanie
Henryka III., zaznaczony powstaniem parlamentu. Tom drugi obejmuje cały
przeciąg czasu od wstąpienia na tron Edwarda I. do śmierci Henryka VII-go, t. j.
prawie całe wieki średnie, albowiem w początku XVI. stulecia z chwilą w stąpienia
n a tron Henryka VIII., znajdujemy się już u progu Anglii nowożytnej. Z powodu
wzrastającej złożoności życia społecznego pan FI. D. Traill zaprosił kilku uczonych,
mianowicie wzięli udział w tej pracy profesorowie wszechnicy w Cambridge’u, co
je st w ażnem : wiadomo, że dwie stare wszechnice angielskie bardzo różnią się p o
między sobą kierunkiem swych poglądów ; o ile Oksfordska hołduje tradycyjności
i prawowierności o tyle Cambridgska — liberalizmowi i humanizmowi. W tomie drugim
spotykam y rozdział pod tytułem »Rozwój procedury sądowej«; p. Maitland, prof.
z Cambridge’a, omawia i bada powstanie i rozwój prawa zwyczajowego, — tej obrony
tradycyjnej swobód obywatelskich. Dobry humor, z którym profesor opisuje usiło
w ania sędziów, by pogodzić nakazy religijne z surowością prawa, bynajmniej nie ubliża
powadze pracy. Charakterystycznym jest też opis ówczesnej medycyny i terapeutyki ;
leki, tradycyjnie otrzymane od lekarzy bizantyjskich, dawane były chorym pośród
uroczystych obrzędów; n. p. pośród odmawiania pacierzy, śpiewania hymnów i t. d.
Medycyna oddawała się pod opiekę kościoła. Wszechnice i kościół — były ; to in
sty tucje, przez które jednostki z w arstw niższych dostawały się na stanowiska wyższe.
—
211
—
W wieku XIII., do Oksfordu wprowadzono Dominikanów i Franciszkanów ;
stanowisko, zajęte przez władze uniwersyteckie względem tych zakonów, posiada
interes dramatyczny, albowiem często pow staw ały zatargi wzajemne, nawet walki
nietylko na pióra i na języki (dysputy), ale niekiedy nawet na pięście pomiędzy
studentami wszechnicy a braciszkami zakonu.
Tom trzeci obejmuje czas od w stąpienia na tron Henryka VIII., aż do zgonu
Elżbiety 1003 r. Jest to okres, w którym w Anglii utwierdza się reforma religijna,
połączona z prześladowaniami krwawemi za opinie religijne, a jednocześnie w ustroju
społecznym zachodzą zmiany bardzo głębokie i Anglia zaczyna stawać się Wielką
B rytanią; w tym też czasie zaczyna się wyładowywanie energii na zewnątrz, zaczyna
się kolonizacya. Z powodu wielkiej obfitości wypadków, tom trzeci jest bardzo
bogaty; mimo jednak obfitości źródeł i monografii, do tej najciekawszej epoki
w dziejach Anglii, »Social England« daje jednak dużo nowego. Autor omawianego
artykułu w Ateneum ubolewa, że dzieje literatary ówczesnej skreślił Jerzy lainsburg,
nie zaś sam p. Traili. Znajdujemy tu też pełno szczegółów o trybie życia ówczesnym,
a rozdział, który p. Fletcher poświęca obrazowi życia po miastach w epoce Tudorów, a panna M. Bateson zwyczajom i obyczajom towarzyskim za Elżbiety, po
siadają nadzwyczajny interes i rzucają jaskraw e światło na w ewnętrzny ustrój
i zewnętrzny wygląd Anglii w epoce odrodzenia« mówi p. N. T., autor artykułu
w Ateneum. W tymże tomie J. E. Syms podaje opis przeobrażenia się ekonomicz
nego, któremu uległa wówczas Anglia; to przeobrażenie się ekonomiczne, ogromnie
pogorszyło położenie ekonomiczne warstw ludowych. W krótce okazało się koniecz
nem ustanowienie prawa o biednych ; państwo zobowiązało się, dostarczać biednym
robotę, albo dawać środki utrzymania. W trzecim tomie mówi o tem dokładnie,
a szczegółowo p. Hewius, »Mamy tu i cenę artykułów żywności, i w ysokość za
robku klas robotniczych, i sposoby zaspakajania wszelkich potrzeb materyalnyci
masy społecznej odpowiednio do zajmowanego przez nie miejsca w powszechnym
organizmie; cały ustrój ekonomiczny społeczeńsw a daje nam klucz i do reforma
torskich jego usiłowań na wewnątrz i do potężnego prądu, co je parł ku zewnętrz
nym wyprawom. W tym dziale «Historya« ta odpowiada coraz wybitniej swemi
zadaniu w miarę, jak posuw a się dalej«, pisze p. N. T. Cytuję te słow a dlatego,
że one są tak jasne, zwięzłe i krótkie, że streszczać ich nie warto.
Rozdział ostatni tomu trzeciego, zatytułow any »Expansion of England«, lubo
osnuty na sławnej książce prof. Secley’a, zawiera jednak dużo poglądów oryginal
nych, a samodzielnych.
Tom czwarty zajmuje przeciąg czasu od zgonu królowej Elżbiety w roku
1603, aż do zgonu królowej Anny w roku 1714, w ciągu tego czasu zaszły wypadki
doniosłości olbrzymich; rewolucya angielska, stracenie króla Karola I. na zasadzk
wyroku sądu najwyższego, rzeczpospolita czyli raczej protektorat Kromwelowski.
restauracya, rewolucya 1688 roku, usunięcie dynastyi Stuartów, powołanie dynasty.
Hanowerskiej, wojny wewnętrzne i zewnętrzne. Bogactwo materyałów odpowiednich
zm usza autorów do szkicowania ich w zarysach ogólnych, tak że z całego tomu
p. N. T. zwraca uwagę na pracę p. Huttona o walce religijnej reakcyi angielskiej,
purytanizmie i sekciarstwie.
Rewolucya 1688 roku, była raczej spraw ą religijną niźli polityczną ; była to
reakcya protestancka przeciwko wdzierającemu się katolicyzmowi, protegowanemu
přzsz króla Jakóba II.
—
212
-
P. Jerzy lainsburg kreśli dzieje literatury tego okresu, podkreślając jej:
zasadniczą sprzeczność z literaturą okresu minionego: o ile w uprzednim przem agała
poezya, o tyle w tym, który ciągnie się do końca wieku XVIII, — proza, w szakże
z bardzo dodatnim wpływem na podniesienie stopnia umysłowości angielskiej. P. ML
Bateson, kreśląc historyę życia społecznego, podnosi rolę i znaczenie kobiety, na
przód w sferze filantropii, a potem w sferach innych. Tom piąty zawiera dziejedynastyi hanowerskiej t. j. Historyę wieku XVIII, zwykle uważanego, przez wielu,
historyków angielskich, za wiek obniżenia się poziomu społecznego, upadku moral
ności publicznej i prywatnej, oraz wyuzdania egoistycznego. Ten sąd sprawiedliw y
jest dla pierwszej połow y wieku XVIII, ale już w początku drugiej zaczynają dzia
łać prądy humanistyczne, a z Francyi zaczyna wiać ostry wiatr fizoloficzno-racyonalistyczny. Pp. Prothere i Tomasz Warner, podkreślają w tym czasie postępy rolni
ctwa, przem ysłu i handlu; handel angielski zaczyna być już wszechświatowym. P.
Smith ocenia sprawiedliwie zasługi W alpole’a, które ten minister oddał przem ysłow i
angielskiemu. Ta okoliczność każe mniemać, że o czarnych stronach działalności tegomęża stanu, o jego przekupstwach i zdzierstwach — już zapomniano w Anglii. Pod
niesienie się stopnia dobrobytu materyalnego, podniosło też niezależność osobistą,,
która w yrażała się n. p. w ustawicznych odmowach izby- gmin na podniesienie
stopy podatkowej. Ale to podniesienie się dobrobytu wraz z upodleniem się i wyco
faniem kościoła ze społecznej służby, odbiło się na obyczajach i moralności
publicznej. Przykład szedł z góry; królowie Jerzy I. i II., dawali chyba przykładynajgorsze.
P. M. Bateson maluje dwór królowej Karoliny w barw ach bardzo ciemnych,,
ale też rzucających się w oczy. Pojęcie dziś, warażane wyrazem »schocking«, n ie
istniało wówczas, jak nie istniał rów nież i ten wyraz.
P. H. D. Traill kreśli obraz stopniowego oddziaływania humanizmu, którego
dreszcze w strząsają społeczeństwem angielskiem, zmuszając je myśleć o polepszeniu
losu klasy robotniczej — a wogóle ludzi upośledzonych i nieszczęśliwych. W ielka
rewolucya francuska wywiera swój w pływ na Anglię; jej idee odbijają się w mowach
parlamentarnych głośnego Burke’a. Prądy demokratyczne zaczynają przebiegać Anglię,,
ale rychło parlament pozw ala rządowi w ystąpić przeciw nim. Rozdział ostatni tom u
piątego, zatytułow any: walka o .byt Anglii, opisuje krwawe walki z rew olucyą
francuską i cesarstwem — system kontynentalny, wypadki późniejsze, a nareszcie koń
czy się zwycięzką bitwą pod Waterloo, w dniu 1, 8, 16. czerwca 1815 r. Tom szó sty
i ostatni, obejmuje przebieg czasu od roku 1815 do wyborów z roku 1895; p. H..
D. Traill chciał ukończyć swoje wydawnictwo rokiem 1815, ale powodzenie ogrom ne
tego wydawnictwa, liczne nalegania i prośby czytelników, oraz głosy prasy pow ażnej,
skłoniły go do wydania tomu szóstego, dodatkowego. Ten tom składa się z czterech
rozdziałów, obejmujących epoki pokoju i reform, postępu i reakcyi, władzy klasy
średniej i wyniesienia się do niej demokracyi w ostatnich dwudziestu latach.
Na uwagę szczególną w tym tomie, wedle sprawozdawcy Ateneum zasługują,
prace: p. Hutton’a, o ruchu religijnym w uniwersytecie Oksfordzkim, który dopro
wadził do agnostycyzmu dzisiejszego i odrodzenia się moralnego; studyum p. H. D.
Trailla o poezyi romantycznej Byrona i Ihelley’a, stanowi przyczynek w artości nie
pospolitej do historyi literatury angielskiej. W tym tomie omówiono znacznie obszer
niej niż w uprzednich, postępy wiedzy ścisłej i jej zastosow ania praktycznego.
Sądzę, że ani w literaturach : niemieckiej, francuzkiej i włoskiej nie m a pracy
podobnej; o naszej nie ma i co mówić, a tembardziej o innych słowiańskich.
—
213
—
W szakże nie mogg nie postawić tu pytania: 'ozy z powodu obchodu 500 letniego
jubileuszu wszechnicy Jagiellońskiej, który przypada w roku bieżącym, niektórzy
z jej profesorów nie obdarzyliby nas monografiami poszczególnemi z dziedzin
niektórych naszego życia społecznego, n. p. ustrój rodowy w Polsce i jego znacze
nie, historyg kobiety w Polsce, osnutą na wynikach wiedzy współczesnej i t. d.
W szák mjr nie mamy ani historyi włościan, (historya w łościan w Polsce, p. Go
rem ykina nie jest historyą w ścisłem znaczeniu; jest pamfletem politycznym, bar
dzo rozumnjrm i odpowiednim), żydów, miast, rolnictwa, przem ysłu i handlu,
wogóle nie mamy ani jednej poważnej pracy z szerszego zakresu życia społecznego.
Prace, w rodzaju historyi górnictwa w Polsce Łabgdzkiego, lub historyi
m edycyny, już nie odpowiadają wymaganiom spółczesnym; wyjątek tylko stanowi,
praca dr. Karbowiaka »Szkolnictwo w wiekach średnich w Polsce«, oraz prace Ł u
kaszewicza.
Ja n Witort.
Dr. Karl Bücher ord. Professor der Nationalökonomie an der U niversität
L eip zig. Arbeit und Rhythmus. Zweite, stark vermehrte Auflage, Leipzig, Teuhner
1899, w 8-ce str. 412.
K a r o l B ü c h e r jest Znany powszechnie jako badacz gruntowny i głęboki.
Każda rzecz, choćby najdrobniejsza, wychodząca z pod jego pióra, ma prawie zawsze
wielki zasób oryginalności, a ta świeżość wywodów, jaka się przebija na każdej
stronnicy, mimowoli podbija czytelnika, mieszcząc w sobie jakby jakiś urok
czarowny.
Książkę, której tytuł u góry podałem, wydano po bardzo krótkim upływie
czasu w długiem bardzo powiększonem wj^daniu*) tak, że można by ją śmiało
nazw ać now ą zupełnie książką.
Autor jest jednym z najwybitniejszych ekonomistów. Ale »Praca i rytm«, to
książka tylko w
części ekonomiczna. Sięga ona do1 głębin, do pierwocin życia spo
łecznego, stara się odgadnąć duszę ludów pierwotnych i na tem rządkiem tle p s y
chologii społecznej zbadać początek i powstanie pracy, początek lytmu, muzyki
pieéiv
Ma ta książka zarazem dla ludoznawstwa wielkie znaczenie,
ponieważ
autoi wszystkie swoje wywody opiera na niezliczonym szeregu pieśni ludowych,
opisów podróży w śród ludów pierwotnych, pamiętników i t. p., słowem na materjmle
folklorystycznym, umiejętnie używając tego materyału dla swych przesłanek socyologicznych.
Mimo, że
praca — mówi autor — stanowi punkt wyjścia dla ocenienia
wszelkich zjawisk życia gospodarczego, mimo to, jej istota nie została dotychczas
należycie zbadaną. Zazwyczaj u w a ż a ją się za jakąś kategoryę ekonomiczną, a jej
istotą ma być ruch, skierowany do wywołania skutków, leżących po za bezpo
średnim pożytecznym tego ruchu rezultatem. W szystkie inne ruchy, których cel leży
w nich samych, nie są pracą. Zdaniem autora, pogląd taki dałby się może utrzymać
co do pojęcia pracy, odbywającej się w wyższych stadyach rozwoju cywilizacjjnego, mylnym jest wszakże stanowczo, o ile by chciano ten pogląd zastosow ać
do wszelkich stadyów gospodarczego rozwoju, w szczególności do- pracy ludów
pierwotnych. U ludów pierwotnych bowiem granica między pracą a zabawą jest
vaczej ilościową niż jakościową. W tem pierwotnem stadyum istnieje tylko jedna
*) Dość zaznaczyć w tym względzie,
130 str., gdy obecne ma ich aż 412.
że pierwsze wydanie miało zaledwie
—
214
-
kategorya działalności ludzkiej, gdzie praca, zabaw a i sztuka tw orzą jednolitą i nierozłączoną całość.
Zazwyczaj podróżnicy uważają ludy pierwotne za leniwe. Tymczasem one
pracują i to pracują bardzo gorliwie — tylko na swój sposób. Jeśli się bowiem
uwzględni, z jednej strony zadziwiające niejednokrotnie rezultaty ich działal
ności, z drugiej strony bardzo proste środki pomocnicze, których używ ają dla w y
w ołania tych skutków, to musimy stanowczo dojść do wniosku, że nakład pracy
tych ludów jest w prost ogromny. Tylko że ta praca je st raczej obliczoną na zaspo
kojenie bezpośrednich, chwilowych potrzeb i ma charakter dorywczy, nie stały^
Zresztą potrzeby te nie mają prawie charakteru gospodarczego, owszem ' mieszczą'
one często w sobie dużo pierwiastku idealnego. Motywem, który popycha ludy
pierwotne do pracy, jest bowiem, bardzo często, radość i zadowolenie, połączone
i wynikające z samego pracowania, radość i honor, połączony z posiadaniem i uży
waniem wytw orów własnej pracy. Człowiek pierwotny rzeczywiście od innych
się o d r ó ż n i a , jeśli ozdabia swe ciało.
Już F e r r e r a zaznaczył, że nie fizyczne zmęczenie sprawia, iż ludy pierwotne
nie znoszą prawidłowej pracy. Różnica między pracą ludów pierwotnych a pracą lu
dów cywilizowanych polega na tem, że ta ostatnia wymaga od robotnika, dla u su
nięcia przeszkód, w ysiłku woli, gdy pierwsza popuszcza cugli siłom nerwowym,
nagromadzonym w centrach psychicznych. Ludy pierwotne namiętnie np. upra
wiają taniec. Zdaniem B û c h e r a ten właśnie punkt, na który zwrócił uw agę
F e r r e r a , jest bardzo ważny. Obu czynnościom jest wspólnym ich charakter autom a
tyczny. Tak samo, jak w tańcu, tak i w pracy, objawia się widoczna dążność do
rytmicznych odruchów. Zwłaszcza ujawnia się to najbardziej stanowczo w tych ro
dzajach pracy, które się prawidłowo powtarzają. Te kategorye pracy zarazem naj
więcej męczą, ponieważ warunkiem ich spełniania jest jednolite zachowanie się
ciała, ciągłe i równomierne używanie jednych i tych samych muszkułów, podczas
gdy czynności o różnym charakterze powodują różne położenie ciała, w ymagają
przeto użycia różnych muszkułów , umożliwiając każdemu z nich krótszy lub dłuższy
wypoczynek. Otóż równomierność w odruchach ciała, reguluje jak najbardziej
osczędnie wydatek sił. Ten jednolity rodzaj czynności przeważa stanowczo u lu
dów pierwotnych, z tego też pow odu i rytm w pracy objawia się tu na każdym
prawie kroku.
Z ruchem rytmicznym łączą się też wkrótce rytmiczne objawy głosowe. Tam,
gdzie sama praca takich rytmicznych odgłosów nie wywołuje, (np. teraz jeszcze
przy praniu bielizny), tam wstępuje w miejsce tych automatycznych odgłosów głos
ludzki, dźwięki rytmiczne wydający. Głosy te, początkowo pozbawione wszelkiej
treści — z czasem przekształcają się w formalne śpiewy, których treść jest dostosq-uraną do rodzaju pracy. Śpiew przy pracy działa najprzód jako rodzaj dyscypliny ro
boczej, używanej przez samychże robotników dla wywołania wspólnej i trwałej pracy
większej masy robotników. To się objawia też w treści śpiewów. I tak jedne śpiewy
wzywają tow arzyszy pracy do wspólnego, równoczesnego użycia sił, inne działają
na nich ironją i naganą, inne wreszcie w yrażają radość z rezultatów dokonanej
pracy, skargi na złą płacę i t. p. Gdy tak pierwotnie śpiewu roboczego używ ano
jako środka dyscypliny, stał się on później narzędziem papowania. Śpiewu używ a
w tym celu zarówno chiński mandaryn, jak i pan nadbałtycki.
Praca wywiera też wielki wpływ na ukształtowanie się śpiewu, poezyi i mu
zyki. Rytm w śpiewie jest skutkiem nie zaś przyczyną rytmu w pracy. Poezya,
-
215
—
w pierwotnem stadyum swego rozwoju, dostosowuje swoje w yrazy do wymogów
rytmu, przekształca język prozaiczny w język poetyczny. I na muzykę praca w y
w iera w pływ znaczny i jest źródłem jej powstania. Cały szereg kategoryi pracy
w ywołuje z natury rzeczy pewne dźwięki. Muzyka była tylko spotęgowaniem
i uszlachetnieniem tych dźwięków, często przy pomocy osobnych do tego skonstruo
wanych narzędzi. Z poezyą, muzyką i śpiewem łączy się też taniec. W szystkie te
cztery kategorye ruchów ciała ludzkiego, mają właśnie na równi z pracą tę jedną
w spólną cechę, że Są'rytmicznymi odruchami. Z czasem dopiero w tych poszcze
gólnych kategoryach sztuki — następuje większe zróżniczkowanie a element rytmu
usuw a się na drugi plan, bo obok rytmu trzeba obecnie jeszcze całego szeregu
innych czynników, by mogła być mowa o poezyi czy muzyce
Praca, sztuka i gra tworzyły przeto pierwotnie jednolitą, nierozłączną całość.
W tej pierwotnej jednolitości duchowo-fizycznej działalności człowieka, można odnaleść pierwiastki późniejszej pracy techniczno-gospodarczej, główne formy gry
i wszystkie sztuki, więc tak sztuki — ruchu, jak i sztuki — spokoju. Sztuki —
ruchu (muzyka, taniec, poezya) ujawniają się przy wykonywaniu pracy, sztuki —
spokoju (malarstwo, rzeźbiarstwo) pojawiają się w rezultatach pracy. W szędzie
brak tu jednak momentu gospodarczego. Jest to tylko wyłącznie instyktowny odruch
życiowy. Węzeł, łączący wszystkie te, tak różnorodne żywioły — to rytm, tj. upo
rządkowane ułożenie ruchów wedle czasowego ich przebiegu. Rytm w ypływ a z or
ganicznej natury człowieka. Rytm jest czynnikiem, jak najoszczędniej regulującym
użycie sił w naturalnem ujawnieniu się ciała zwierzęcego. Koń i wielbłąd poruszają
się rytmicznie, w podobny sposób jak żeglarz lub kowal. Rytm budzi jakieś uczucie
radości i zadowolenia. Jest on przeto, ' nietylko ułatwieniem pracy, ale też źródłem
sm aku estetycznego i tym żywiołem sztuki, który budzi uczucie we "wszystkich
ludziach. Przy pomocy rytmu znalazła swój w yraz odpowiedni ta zasada ekono
miczna, która wymaga, by uzyskać jak największą siłę i ochotę życiową bez
większych ofiar.
Jeśli rytm dziś utracił swe dawne znaczenie, przypisać to należy użyciu
sztucznych narzędzi pracy, które powodują inne zupełnie ruchy i zachowanie się
ciała. W tem też polega to wielkie natężenie, jakie wywołuje np. dzisiejsza praca
labryczna. Człowiek stał się niewolnikiem swego narzędzia, częścią mechanizmu
niejako. Dziś już śpiew, w śród hałasu fabrycznego, nie dał się oczywiście utrzymać.
Ale i dzisiaj jeszcze zachowały się tu i ówdzie te dawne formy jednolitości ruchów
rytmicznych i to nietylko na wsi, ale po części, przynajmniej wszędzie tam, gdzie
praca nie przestała być ręczną. Tu wszędzie człowiek dąży do rytmicznych
odruchów.
Tak się przedstawia w głównych zarysach dzieło Bûchera, które porusza
wiele kwestyi w sposób oryginalny i pobudza do głębszego zastanawiania się
nad niemi.
D r Zygm unt Gargas.
W ydaw nictw a Smithsonian Institution w W ashingtonie*). Z przesłanych
»Towarzystwu ludoznawczemu« kilkudziesięciu wydawnictw tej Instytucyi, przedsta
w iają niektóre interes ogólniejszej natury i dla tego też należy im poświęcić kilka
słów w naszem piśmie. Odsyłając ciekawych do publikacyi samych, tutaj pozwo-
*) O instytucyi tej wielkiej, z którą Towarzystwo nasze jest w stosunku za
miany pism, zob. L. Krzywicki, W isła III., 94.
-
216
—
imy sobie dać jedynie pobieżną wiadomość o tem, co każda z prac zawiera. I tak
D a n i e l G. B r i n t o n pisze o »Narodzie jako elemencie w_antropologii«. (The Nation
as an element in anthropology.) Autor przedewszystkiem wychodzi z zatożenia, że
naród nie jest jedynie wytworem historycznym, a przeciwnie więcej przyrodniczym,
że więc antropologię z tego stanowiska traktować należy. Naród, w nowoczesnem
rozumieniu tego wyrazu, jest względnie ważniejszem stadyum rozwojowem, które
poprzedziha rodzina jako jednostka społeczna, składająca klan, plemię, czy szczep.
Pierwotne Związki społeczne były oparte jedynie na krwi, więc na pokrewieństwie
i rodzina to a potem klan i plemię służyły do zcchowania cech fizycznych i psy
chologicznych danych grup ludzkich. Czystość pochodzenia była wtedy wysoko
cenioną, a ponieważ ojciec częstokroć był nieznany, pow stał system matryarchalny,
który pozw alał na przeprowadzenie genealogii. I tu oczywiście weszły w grę czyn
niki mocno - komplikujące a mianowicie sposób zawierania małżeństw, z których
jedne były endogamiczne, drugie exogamiczne. Innym czynnikiem komplikującym
było włączanie wszystkich lub pewnej części mężczyzn podbitego plemienia. Pomimo
to wszystko atoli, dobór sztuczny, działający obok naturalnego, dążył do zachowa
nia pewnych cech rodziny, klanu, plemienia lub szczepu, a na tle tej ekskluzywności
w ytw orzyła się też ciasna etyka, mająca dwa kodeksy: jeden pro foro interno,
drugi pro foro externo. W tych w arunkach nie było mowy o rozwoju indyw idua
lizmu — jednostka miała jedynie znaczenie jako część grupy, część większej
całości.
Stosunki zmieniają się z chwilą, gd}' w miejsce idei plemiennej, pojawia się
na widowni dziejowej idea geograficzno-terytoryalna. W tem nowem stadyum dąży
się świadomie do zacierania typu rodzinnego lub klasowego z jednej, a do wytw o
rzenia nowego, obszerniejszego typu narodowego z drugiej strony. Środkami do
tego są obok organizacyi militarnej, przesiedlanie i kolonizacya, to znaczy przemie
szanie różnych pierwiastków w obrębie jednego terytoryum i wytworzenie w spól
nego języka. Jednostka traci w znacznym stopniu poczucie solidarności rodzinnej
lub rodowej, a poczuwa się do solidarności narodowej. Przy tem indywiduum
zyskuje prawa osobiste i poczucie osobistej odpowiedzialności moralnej. W tem
stadyum narodowość w pływ a silniej na modyfikacyę cech fizycznych i psychicznych,
aniżeli rasa, klimat, religia lub kultura. Moralność nie przestała być dwulicową:
różną dla siebie i przyjaciela od tej, która obowiązuje względem wroga.
Niesłychanie zajmującą kwestyę starożytności rodu ludzkiego porusza J o h n
E y a n s w rozprawie p. t. »Starożytność człowieka« (Antiquity of Man). — W krótkiej
tej rozprawce zastanaw ia się autor nad dwoma pytaniami, odnośnie do staroŻ 3'tności
rodu ludzkiego i pierwotnej kolebki rasy aryjskiej. Co do pierwszej kwestyi, to
radzi z wielkiem zastrzeżeniem przyjmować twierdzenia, jakoby . człowiek pochodził
z epoki trzeciorzędnej. Autor poddaje krytyce odkryte czaszki, kości, rzekomo ręką
ludzką obrobione, jakoteż krzemienne narzędzia i przychodzi do przekonania, że
dopóki nie będzie się miało zupełnie rozstrzygających dowodów, to nie naieży
przesuwać wieku człowieka po za ostatni peryod geogoliczny, choćby i dla tego,
że trudno przypuścić, aby w razie pochodzenia z peryodu trzeciorzędnego zdołał
zachować się całkiem niezmieniony pod względem budowy oraz innych fizycznych
własności.
Tak samo jak staroŻ 3rtność rodzaju ludzkiego, tak i kwestya kolebki rasy
aryjskiej jest jeszcze nie rozstrzygnięta. Metody ściśle filologiczne dały ostatecznie
rezultat ujemny i dzisiaj jest kwestją otwartą, czy rasa aryjska w yszła ze środkowej
Azyi, czy z północnej Europy, jak chcą Niemcy, lub z południowej, jak chcą Fran-
—
217
си//:. Zarówno jak dowody filologiczne, tak i archeologiczne nie dały wyników
rozstrzygających i kolebka obecnej ludności Europy czeka jeszcze na odkrywcę.
Za to autor z zadowoleniem zaznacza, -że w ostatnich dwudziestu kilku latach
wiele zrobiono w celu powiększenia i uporządkowania materyału antropologicznego,
dziś tak w Anglii jak na kontynencie, i więcej jest muzeów i bogatsze są. one
i wreszcie lepiej i systematyczniej ułożone, tak że badacz ma zadanie swoje, zaiste
trudne, w znacznym stopniu ułatwione. Rozprawka kończy się zwróceniem uwagi
na fakt, że ludy Afryki szybko tracą swoje specyalne właściwości i że należy je
starannie zbadać, póki jeszcze przedstawiają wartość żywych dokumentów antropo
logicznych.
Do chronologii peryodu ludzkiego powraca J. W o o d b r i d g e W a v i s
w rozprawce p. t. »Chronology of the human period«. Najwcześniejsza znana data,
to 21. Lipca 776 roku przed Chr. (zwycięstwo Coroebusa, biegacza, na igrzyskach
olimpijskich). Wstecz po za tą datą niepewność rośnie w miarę posuw ania : się coraz
dalej w tył, a jedną z wielkcih trudności porozumienia się jest fakt, że różni badacze
różnych używ ają skali. I tak np. starożytność odkrycia ocenia się w stosunku do
w spółczesnego wypadku geologicznego, albo na podstawie stopniow ego zanika
nia dzikich zwierząt w danym dystrykcie; inne skale opierają się na rozwoju sztuki
i zwyczajów, na udomowieniu zwierząt i t. d. Ponieważ używ anie różnych skal
w prow adza zamieszanie, przeto autor podaje ułożoną przez siebte, a obejmującą je
dynie Europę, skalę porównawczą, zrobioną na podstawie najznakomitszych prac
geologicznych i antropologicznych.
A r m a n d d e Q u a t r e f a g e s zajmuje się ciekawą kwestyą przybycia czło
w ieka do Ameryki w rozprawie, zatytułowanej »The advent of Man in America«.
Uczony francuski rozpoczyna od oświadczenia, że w badaniach swoich trzym ał się
zaw sze takiej zasady : po pierwsze, wykluczał wszelkie względy, płynące z dogmatu
i filozofii, a po drugie stosow ał do człowieka te same prawa, które obowiązują
resztę świata zwierzęcego i roślinnego. Pozbywszy się wszelkich przesądów, zapy
tuje autor, kto ma racyę: Monogeniści czy Polygenisoci i przychodzi do przekona
nia, że pierwsi. Geografia rozmieszczenia poucza nas, że nie ma, ani w świecie
roślinnym, ani w zwierzęcym takiego gatunku, któryby można bez zastrzeżeń nazwać
kosmopolitycznym. Twierdzenie takie, odnośnie do gatunku wielorybów (cetacea),
zostało przez wielu uczonych zaprzeczone, ale gdyby się naw et i pokazało, że
twierdzenie to jest uzasadnione i gdyby dostarczono niezbitych dowodów, jeszczeby
ono nie miało znaczenia w kwestÿi , rozmieszczenia człowieka, a to mianowicie
wskutek niezawodnego prawa opiewającego, że wielkość przestrzeni zajmowanej
przez dany gatunek, zostaje w odwrotnym stosunku do doskonałości organizacyi.
Ponieważ cetacea stoją na najniższym a człowiek na najw yższym szczeblu drabiny
ustrojowej, przeto jedno i to samo prawo biologiczne do obydwóch gatunków od
nosić się nie może. Ostatecznie dochodzi autor do wniosku, że człowiek nie był
kosmopolitą od razu, lecz stał się nim zwolna — stopniowo za pomocą ustawicznych
wędrówek, które mogły z Azyi ku Ameryce iść na dalekiej północy, w zimie ścina
jącej w lód wodę na cieśninie, jakoteż przy pomocy Alaszki i wysp Aleuckich. Ze
śm ielsze jednostki i grupy posługiw ały się i żeglugą, tego dowodzi zaludnienie
wysp Oceanu Spokojnego, cała Polynezya mogła się ostatecznie zaludnić przy p o
mocy żeglugi, a kierunek wędrówek został dokładnie określony. Autor radzi Amerykanistom badać wędrówki ludzi z Azyi ku Ameryce i przepowiada zarówno bardzo
■owocne badania, jak zdumiewające odkrycia i wnioski, które ustalą kwestyę zaludnie
n ia kontynentu amerykańskiego dziś nierozstrzygniętą.
—
218
—
P r o f . A. H. S a y o e rostrząsa kwestyę pierwotnej siedziby Aryjczyków w roz
prawie p. t. »The Primitive Home of The Aryans«. Nie możemy wdawać się w przy
taczanie dowodów i wywodów, gdyż są one czysto filologicznej a w części histo
rycznej natury, zanadto więc specyalne na to, aby nie filologa obchodzić mogty. Roz
praw ka dąży do wykazania, że kolebką rodzaju ludzkiego a przynajmniej pierwotną
siedzibą byľa nie środkow a Azya, lecz póľnocno-wschodnia Europa.
Szczególniejszy interes dla historyków przedstawia praca p r o f . J a m e s ’a
B r y c e ’a p. t. »Wędrówki ras ludzkich ze stanowiska historjmznego« (The Migrations
o f The Races of Men Considered Historicatty). Nie podobna pow tarzać tu w yw o
dów autora, ale w ystarczy może przytoczyć tytuľy pojedynczych rozdziałów, a mia
now icie: Form y wędrówek, przyczyny wędrówek, kanały, szlaki wędrówek, znaczniej
sze serye wędrówek, w spółrzędność wędrówek, wpływy wynikające z wędrówek.
Rozdział pierwszy roztrząsa trzy znane w historyi formy, jakie przybierały
w ędrów ki: przeniesienie, rozproszenie i przenikanie. Cechą typu pierwszego je st
opuszczenie przez plemię lub rasę całego terytoryum siedziby pierwotnej i przenie
sienie się do nowej okolicy. W drugim wypadku plemię lub rasa zachowuje sw e
dotychczasowe siedziby, ale w części przenosi się do nowych okolic, pustych lub
zajętych. Bardziej skomplikowana jest trzecia forma, która właściwie zasługuje n a
nazw ę kulturalnej assymilacyi. W śród przyczyn wędrówek, które dziś tak samo działają
jak działały przed wiekami, mamy trzy typow e: brak pożywienia, w ojna czyli
podbój połączony z łupiestwem i zapotrzebowanie pracy. Praca zastanawia się też
nad rolą, jaką w wędrówkach ludów odegrały warunki klimatyczne i kończy pyta
niem, co czeka ludzkość z niedaleką już chwilą, kiedy .wszystkie puste miejsca na
ziemi zostaną zajęte i dalsze wędrówki bez wzajemnego zjadania się, staną sią nie
możliwe. Oczywiście pytanie to zostaje bez odpowiedzi.
Wojciech Szukiewicz.
SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Posiedzenia Zarządu.
I. P o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się 30. stycznia 1900 r. Obecni pp. Bal,
Bruchnalski, Kolessa, Krček, Niemiec, Eljasz-Radzikowski, Sokalski, Soleski, Twardow
ski i Zdziarski. Przew odniczył prezes Tow. dr. A. Kalina.
1. Zarząd ukonstytutow ał się następująco: sekretarzem obrano p. St. Zdziar
skiego, skarbnikiem p. St. Bala, bibliotekarzem p. F. Kręeka, redaktorem »Ludu« dr.
A. Kalinę, dodając mu do, pomocy pp. Krčeka i Leciejewskiego.
2. Przyjęto 23 nowych członków.
3. Zatwierdzono Oddział w Chrzanowie, przyczem uchwalono podziękowanie
dla p. Gustawicza za staranie około założenia Oddziału. Załatwiono sprarvy admi
nistracyjne.
4. Uchwalono, ażeby Oddziały przedkładały Centr. Zarządowi sprawozdanie
ze swoich zbiorów raz w rok, ażeby zaprow adziły inwentarz zbiorów muzealnych
i bibliotecznych i by do końca marca b. r. złożyły wykaz przedmiotów, które dotąd
otrzym ały.
5. Uchwalono sporządzić inwentarz i katalog kartkowy biblioteki Tow. i starać,
się o debit na »Lud« w Rosyi.
II.
P o s i e d z e n i e Z a r z ą d u odbyło się 10. marca b, r. Obecni
Bruchnalski, Krček, Leciejewaki, Eljasz-Radzikowski i Zdziarski. Przewodniczył prezes
T ow . dr. A. Kalina.
pp.
