7765463a0391718653aaae855859d05a.pdf

Media

Part of Opowiadania o dyable / Lud, 1897, t. 3

extracted text
-

152



„O t patrzcie do w ody, co ich tam j e s t “. A to b a r a n y W o jtk o w e
o db ijały się w e wodzie, żydy myśleli, że to p ra w d ziw e. Zaczęli
te d y j e d e n po d ru g im s k a k a ć do w ody, a że żaden z nich nie
um iał p ły w a ć , zaczęli się topić. A w iecie przecież, że k to się
topi, to rę k a m i ro b i i bije po wodzie, bo się chce ra to w a ć . W o j ­
t e k widząc to, z a w o ła ł: „P atrzcie, ja k oni was w o ła ją “. T e d y oni
w s z y s c y h u rm e m j a k ż a b y zaczęli s k a k a ć do w o d y i w y to p ili się
h e t do jedneg-o, a W o j t e k z ow cam i szczęśliwie wrócił do domu.
O d teg o czasu omijają żydzi to m iasto, j a k b y b y ło zapow ietrzone,
bo ją się bow iem , b y im znow u ja k i W o j t e k k o ń c a nie dpjechał.
A n to n i Siewiński.

@p@wSiip)iè @ dfifblte«
P rz y to c z o n e o p o w ia d a n ie sły szałem od żołnierza, b ę d ą c z nim
pew nej n ocy n a w a rcie (podczas mojej służby wojskowej). Żoł­
nierz ten poch od ził z okolic B rz e ż a n i spędził życie swe na s ł u ­
żbie po g o sp odarzach.
P o d cza s służby u p e w n e g o b o g ac za za u w a ż y ł on, że g o s p o ­
darz jeg-o.m a d y ab ła. G o sp o d arz zw y k le p ił ca ły dzień w k a r ­
czmie, nic nie robił, a dobrze m u się wiodło. D y a b e ł ów m iał
p o stać c z arn e g o kota, siedział n a stry c h u koło kom in a, a g o ­
s p o d y n i d a w a ła m u k a ż d e g o r a n k a niesolone mleko.
G o sp o d y n i b y ł a u cz ciw ą k o b ie tą i m ężow i w y rz u ty cz y n iła
z powodu, że pije i z d y a b łe m trzym a, on j e d n a k n a s w ą żonę
b u rc zał i ch m u rz y ł się.
R a z , b y ło to w je sien i, po całod ziennem m łó cen iu pszenicy,
p o m y ś la ł sobie p a r o b e k , że d o b rz e b y by ło s k ra ść tro ch ę pszenicy,
sp rz ed ać i zabaw ić się za to, zwłaszcza, iż niejeden mu tę u w a g ę
już robił. N a b r a ł w ięc pszen icy do w o rk a i w y s z e d ł ze sto d o ły
n a chw ilkę, a b y ło już ciemno. G d y w rócił, a b y z a b rać w o re k
z pszenicą, sko czy ł z g ó r y n a w o re k cz arn y ko t i rz e k ł „ne r u s z “ !
P a r o b k o w i w ło sy się najeżyły i nie inógł przem ó w ić — w y d o s ta ł
się ja k o ś ze stodoły, z a m k n ą ł i ta k i w y s tra s z o n y w szedł do izby.
G o s p o d y n i p o s ta w iła p rz e d nim m iskę z piero gam i, lecz z a u w a ­
żyła, że s m utn y, p y t a 'a więc, c o b y m u się stało, on j e d n a k nie
ch ciał się p rz yzn ać , co zaszło i wziął się do jedzenia.
W k r ó t c e w szed ł g o sp o d arz, b y ł p o d p ity i spojrzaw szy c h m u r­
nie n a p a r o b k a , z a w o łał go n a d w ó r i k a z a ł iść ze so b ą do s t o ­
doły. P rzyszli, zaświecili, a k o t cz a rn y n a w o rk u siedzi.

-

153 -

G ospodarz w te d y (jak o pow iadający mówił) w sp osó b p o ­
w ażny a groźny zbu rczał p a r o b k a , w y p o w ie d z ia ł, mu służbę i za
p a rę dni w y p łac iw szy zasłu ż o n ą należytość i d a w sz y też należną
bieliznę, k a z a ł m u iść ze służby z tem zastrzeżen iem , a b y p sze­
nicę, k tó r ą m iał zam iar skraść, z a b ra ł sobie, co tenże uczynił,
i zaniósł pszenicę do sw eg o Znajomego diaka. W k r ó tc e , mówi,
w y s ta ra łe m się o służbę u g o s p o d arza na drugiej wsi.
R a z u p e w n e g o j a d ę z •g o sp o d arzem na ja rm a rk , ro z m a w iam y
po drodze, ja o p o w ia d a m m u o sw oim p o p rz ed n im gospod arzu ,
dojeżdżam y do m ia s ta i po drodze z d y b u jem y m oją p o przedn ią
g o s p o d y n ię, j a d ą c ą też n a jarm a rk . U cie szy ła się,gd y mię ujrzała,
poczem poszliśm y w trójkę do szynku. T u zaczęliśm y zaraz m ó ­
w ić o ty m cz arn y m k o c ie
g o s p o d y n i za czę ła n a rz e k a ć na swój
los i n a męża, co z d y a b łe m trzym a.
N a to mój n o w y g o sp o d a rz p o d a ł jej radę, ażeby m leko koto w i posoliła — a w ten sposób k o t a się pozbędzie.
R o z je c h a liś m y się, a z d y b a w s z y się znow u w k ró tc e w m ie­
ście, p ow ied z ia ła nam , że soliła m leko k ilk a razy, mąż ją bił za
to i zginęło im k ilk a sztuk b y d ł a i konie. K o t soloneg'o m lek a
jeść nie chciał,
Mój n o w y g o sp o d a rz p o m y ś la ł i rzecze do g o sp o d y n i : Zbliża
się teraz J o rd a n , więc weźcie n aczyn ie i s tań cie sobie n a J o rd a n
u w ró t k o ło sw eg o domu. G dy ludzie b ę d ą ze św ięconą wodą
w racać, niech w am 9 osób naleje do w aszeg o nac zy n ia po trochę
w ody, n a stę p n ie zaś weźcie diak a, niech w dzień J o rd a n u (po n a ­
bożeństw ie) p o m ieszk a n ie wasze i całe obejście dobrze tą wodą
św ięc o n ą w yk ropi.
P o te m rozjechaliśm y się.
N adszedł Jordan, a ja na to św ięto w róciłem do swojej wsi
do k re w n y c h . W y s z liś m y z cerkw i, ja idę koło m ieszkania m ego
d a w n e g o g o s p o d a rz a i słyszę, że coś b a rd z o k rz y czy „pecze, pecz e “. Ludzie zaczęli się schodzić n a ten k rz y k i b y ło nas tam
dość takich, cośm y ten k rz y k „ p e cze“ słyszeli. K r z y k w y d a w a ł
■dy ab e ł, dlatego, że diak w y k ra p ia ł dom z obejściem w o d ą ś w ię­
coną. N a reszc ie k r z y k ten p rzenió sł się n a d w ó r i widzieliśm y,
j a k w rogu, g dzie się dw a płoty schodzą n a ogrodzie, b u c h n ą ł
z k rz a k a b z in y ogień, a n a s tę p n ie zaśm ierdziała sm oła. K r z y k
ustał, ty lk o k r z a k bziny b y ł troch ę osm olony. Mój g osp o d arz
daw ny , w y s p o w ia d a ł się, pro sił m ię do s ieb ie i rzekł, że w y b a ­
w iłem jeg'o duszę z m o cy dy abła.
On b y ł się d y a b łu na 25 la t zapisał, po k t ó ry m czasie m iał
go do p ie k ła zabrać. Jeszcze ro k, a ju ż b y go d y a b e ł zabrał.

G o sp o d arz ów ch c ia ł mię za s y n a p rz y ją ć i g o s p o d a rstw o
swoje zapisać, lecz j a nie chciałem .
S ta ra łe m się d o w ie d z ie ć , o ile o p o w ia d a ją c y z m y śla , lu b o p o w ieść
sw ą n a p ew no zn a d o b rz e , z a d a w a łe m ró ż n e p y ta n ia , o p o w ia d a ją c y p r z y ­
s ię g a ł się, że to, co m ó w ił, je m u c a łk ie m p e w n ie się w y d a rz y ło i w ie lu
lu d z i o te m p o św ia d c z y ć m oże, — p o n ie w a ż z n im ra z e m sły sz e li k r z y k
„p ecze, p e c z e “ ,
,,
ó ■? • 7 •

”r

’ r

Ľ r on. bw idm clu.

S t r Z 3 7 ’g ' O n . i e L u d nasz przez wyraz, „ s trz y g o ń “ rozum ie d u c h a ludzkiego,
k t ó r y po wyjściu z ciała plącze się p o św iecie i n iepo koi żyją­
cych. Czy co złego cz yn ią ży jącym strzy go nie, pow iedzieć nie
m ogę, a rów nież nie wiem. czy „ s tr z y g o ń “ a „ s t r z y g a “ są i d e n ­
ty c z n e g o znaczenia. O s trz y g o n ia c h s ły szałem w S p y tk o w ic a c h
p o d Zatorem , tudzież w T a r g a n ic a c h i S u łk o w ic a c h k oło A n ­
d ry ch ow a.
W S p y tk o w ic a c h t a k b y ło :
„U k arc z m a rz a B o r g e n ic h ta p r a c o w a ł codziennie p ew ie n
chłop, k t ó r y zm a rł nagle. Zajęciem teg'o ch ło p a by ło z a m ia ta n ie
izby szynkow nej, noszenie wody, rą b a n ie drew i in n a d robna,
dom ow a o b sługa. U siebie w ch a łu p ie p ra c o w a ł on dop iero po
p o w ro c ie z k a r c z m y i zw yk le zajęty b y ł ro b ien ie m sieczki dla
b y d ła, co w y k o n y w a ł n a stry ch u . P o jeg o nagłej śm ierci, k u
w ielk iem u zdziw ieniu k arczm arza, ktoś w n ocy zam iata izbę,
d rw a rąbie, wodę nosi, a po p ó łn o c y p rz e sta je p ra co w ać . W dom u
ró w nież k u w ielk iem u p rz e ra żen iu pozostałej w d o w y , k to ś rżnie
sieczkę n a strych u, schodzi n a dół, idzie do stajn i i z a k ła d a k r o ­
w om słom ę w jaślach.
H is to r y a ta p o w ta rz a się re g u la rn ie w n o c y do p ó łn o cy
przez p rz eciąg jed n e g o m iesiąca. D o m y s ł jest n atu ralnie, że chłop
z m a rły je s t „ s trz y g o n ie m “, chodzi po no cy i w yk onu je te prace,
k tó re z w y k ł b y ł za życia w y k o n y w a ć .
Żyd i żona zm arłeg o, zak ło p o ta n i, udali się z tą s p ra w ą do
k s ię d z a i w e d łu g op ow iad a n ia , ksiądz poszed ł z g ra b a rz e m na
c m en ta rz, k a z a ł o d k o p a ć g ró b n ieb oszczy ka, a ciało je g o w tr u ­
m nie b ę d ą c e odw rócić tw a rz ą do d n a t r u m n y ; a po za sy p a n iu
grobu, pom odlił się n a d nim i od te g o czasu ch łop zm arły „strzygoń* nie p o k a z y w a ł się ani w karczm ie, ani w d o m u “.
W T a r g a n ic a c h chodził strz y g o ń w nocy, w y k o n y w a ł r ó ­
wnież w szelkie ro b o ty , a n a w e t chciał sp ać z p o z o sta łą w d o w ą ;

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.