da7820683153be874e6676b86e0ed631.pdf
Media
Part of Przyczynek do wierzeń ludowych / Lud, 1897, t. 3
- extracted text
-
-
142 -
K t o w y szedłszy z domu, z a p o m n ia ł sobie czegoś wziąć, n iech
się n ig d y nie w raca, b o g o s p o t k a p ew n ie jak ieś nieszczęście
w drodze, jeżeli wróci się po rzecz zapom nianą.
G d y sro k a skrzeczy n a płocie, p rz y b ę d ą g nście do do m u ;
jeżeli ta s ro k a m a d łu g i ogon, będzie gość w długiej kapocie.
Niedziela, poniedziałek, w to re k i c z w a rte k n a z y w a ją się m a
s n ý m i dniam i, bo w te dni w olno jeść m ięso ; g d y w te dn i
ro z p o c z y n a się siejbę, w szy stk o się udaje.
P r z e d k tó r y m dom em s o w a zahuczy, k to ś tam umrze.
G d y k o t d ra p ie p a z u ra m i po koszyczku, b ędz ie mróz.
K r ó l i k s k ac ząc y w skazuje, że będzie wiatr.
G d y słońce zachodzi p o d chm urę, zachodzi p r ę d k o ; jask ó łk i
n iz k o la ta ją ; sól się to p i — b ędz ie deszcz.
K o g u t p ie ją c y n a płocie, zw iastuje słotę, g d y pieje n a ziemi,
będzie p o g o d a. M ó w ią : K o g u t pieje n a grzędzie, J a k b y ło , ta k
będzie — A g d y n a ziemi, S p r a w a się odm ieni.
Szym o n Gonet.
Przyczynek de wierzeń ludowych.
W з zeszycie „ L u d u “ z r. 1896 u m ieścił p. A. S ie w iń sk i a r
t y k u ł p. t. „ W ie rz e n ia ludu o chow ańcu,. farm azonach , p łan etn ikac h , m iesięczn ikach i b ł ę d a c h 1) “. — A u t o r zaś „ D o d a tk ó w i d ro
b ia z g ó w lu d o z n a w c z y c h “ w 4 zeszycie, k ry ją c y się p o d literam i
L. M., n a str. 366 pisze: „D o str. 254. N a le ż a ło b y z e b rać co
w ie m y o p ła n e tn ik a c h . Czy lud w ierzy, że w czasie b u rz y p łan etn ik d źw ig a c h m u ry ? Czy je s t przesąd , że p ła n e tn ik i lu b ią słono
j e ś ć ? “ i t. d.
J) Str. 2 5 2 -2 5 6 .
—
143
—
Zbierając z a b o b o n y w Jać m ie rzu i P o s a d z ie jaćm ierskiej
(pow. sanocki), s p o tk a łe m się z te g o rodzaju w ierzeniam i: „K a ż d a m
cjrmure trz y m a sz tć re c h m ałych chłopów, zw an y ch „ p ła n e tn ik a m i“,
jeżeli utrzy m a jà m , je p og oda, jeżeli puszczam , deszcz. G d y się
ch m u ra wyleje, to lecàm w p o w ie trz u “. Czy lubią słono jeść, o tem
nie słyszałem . N a do w ód zaś, j a k n iebezp ieczną rzeczą je s t im
uchybić, op ow iadają, że raz p rz y je ch ał tu „ p ła n e tn ik “ n a siw ym
koniu, b a b a w y g n a ła go m ie tłą i b y ł a ulewa.
G d y m o w a o deszczu, p rz y ta cza m i inne z a b o b o n y tu te j
szych ludzi, ty czące się jego p rz epo w iada nia , b icia piorunów , g-as zenia o g n ia p o w stałeg o sk u tk ie m pioru nu, o g ra d z ie , tęczy, śniegu,
p rz e p o w ia d a n iu w iatru i t. p.
D eszcz lub słotę p rz e p o w ia d a ją z k r a k a n i a w ro n (tłuczenia),
„ k u m a n ia " żab w p rz y d ro ż n y c h fosach, ’ p a sie n ia się k u r (dłużej
niż zw ykle) w ieczór i la ta n ia ja s k ó łe k p o n a d ziemią.
T ęczę jasn ą zow ią „ w o d n istą“ i w różą słotę.
T ęc za pije wodę, podczas czeg'0 sły chać „ fo rk an ie“ — g d y b y
k to podszedł, to b y g o „ f o rk ła “.
,G d y dziecko „n ieo k rzcz o n e“ um rze, to p o siedm iu latach,
licząc od urodzenia, la ta w no cy i w o ła „k rz tu “- W t e d y kto to
słyszy, p o w in ien je ochrzcić sło w y :
Jeżeliś p an n a ,
N ie k ci b edz ie A n n a ;
Jeżeliś pàn,
N ie k ci bed zie Jàn,
cz'#iiąc przy tem znak k rz y ż a ś w ię te g ę w pow ietrzu. T a dusza
i „ k rz c z ą c y “ b e d à zbawieni. Jeżeli ta k ie g o dziecka n ich t nie
okrzci, to bijàm za niém p io ru n y . O gnia, p o w s ta łe g o z pioruna,
nie móż czém inném ugasić, jeno owczém mlékiem.'
G d y g r a d pad a , w y rz u cają n a o g ró d pociask, ło p a tę łub
p rz e ta k 2).
Z ac zerw ien ien ie n ie b a przy zachodzie sło ń ca uw ażają za w ró
żbę w iatru.
W ie r z ą , że są złe w iatry , k tó re m o g ą s prow a d zić chorobę.
D alej w ierzą w o tw iera n ie się nieba, podczas czego m ają
dusze doń wchodzić. C złow iek żyjący, o c o k o lw iek b y w te d y prosił
P . B o g a, z o stałb y w y słu c h a n y .
K o m e to m i in n y m zjaw iskom teg o rodzaju p rz y p is u ją w różbę
w o jn y lub pom oru.
2)
skiego.
Z tym zab o b o n e m s p o tk ałem się ta k ż e w W eso łej,
pow. brzozow
-
144 —
O p ie rw szy ch ś n ie g a c h m ów ią, że n a jp ie w je s t ptaszy, dalej
g ę s i i pastuszy, a wreszcie księży, teg o n ic h t nie zwycięży.
Z a b o b o n y w w igilię i sam o B oże N a rodzenie są tu
pujące :
n astę
W w igilię B o ż e g o N.; po w ieczerzy je kw ilą, w c h tó ry w p o
to k a c h i stu d n ia c h zam ia st w ody je wino.
W te n dzień, tak że po w ieczerzy, ch ło piec lub dziew czyna,
k tó ra m a p a ś ć k ro w y , zbiera łyżki, wiąże sianem , o b ie g a dom
trz y ra z y i k ład zie n a stole p o d o brus, n a to, a b y się jej b y d ło
w lecie nie ro z b ie g ało 3).
W sam zaś dzień B o żeg o N., p rz ed w sch o d e m słoń ca, m yją
się s re b rn ą m onetą, j a k b y m ydłem , a b y byli t a k zdrowi, j a k
pieniądz.
O złych d u c h a c h o p o w iad a ją :
G d y sk u tk ie m p rz e c ią g u p o w s ta n ie tu m a n kurzu, m ów ią, że
w nim d y a b e ł tańcuje, a g d y co cisnąć — porw ie.
O p ó łn o cy schodzą się n a d ro g a c h k rz y ż o w y c h złe duchy.
K t o b y w te d y tam poszoł, o z d a rłb y go i o d leciały. K a ż d y tàm
dró gą, c h tó rą przyszeł. A b y się od o zd arcia ochronić, trz e b a j e
d n ą s to p ę w ło ży ć do u p iecz o n eg o k o g u ta . G d y b y s to p a nie b y ła
c a ła s c h o w a n a w k o gucie, nic b y to nie pom ogło.
G d y zając p r z e b ie g n ie p o m ięd zy domy, w ró ż ą ogień. W r ó ż ą
g o również, g d y w yje pies, u lę g n ię ty w m arcu.
In n e w ierzenia,
czasu i jako ści, są:
k tó re nie
d ad z ą się u p o rz ąd k o w ać w e d łu g
U trz y m u je się tu p rzesąd, że k to zetnie
polnej g ra n ic y , d o sta n ie „ g o ś c a 11 (reum atyzm ).
bez, zw łaszcza n a
P ło m y k i, po w stając e na m o k ry c h g ru n ta c h , u w a żają za takie,
w k t ó r y c h się p rz e p a la ją pieniądze, k ie d y ś z a k o p a n e do ziemi.
G d y b y k to rzucił n a ta k i p ło m y k p a s lub p rzesk oczył, to w p ie rw
szym razie n a d łu g o ś ć ow e g o paska, w d ru g im n a w y sok ość czło
w iek a , m u s ia łb y w y b r a ć dół, a b y je w ydo stać.
3)
skiego.
Z tym zab ob on em s p o tk ałe m
się
ta k ż e w W esołej
pow.
b rzo zow
- 145 —
G dy k o g u t pieje o godz. g wieczór, k to ś błądzi.
W i e r z ą w p rz e b y w a n ie ja s k ó łe k (w zimie) p o d lodem.
Jeżeli k to zacznie wozić o b o rn ik w poniedziałek,
m iał urodzaju n a tem polu, aż in n y wywiezie.
P rz e b ie g n ię c ie zająca lub
w ró ż b ę złego.
ko ta
nie będzie
w p o p rz e k drogi, m ają za
G d y się s p o tk a k o b ie tę z p e łn e m i k o n e w k a m i w o d y — b ę
dzie szczęście, g d y z p ró żnem i — nieszczęście.
G d y się k to uczy i je, zje i pam ięć.
P o s ły s z a w s z y św ist z niezn a n eg o powodu, mówią, że „dusza
p is z c z y “.
W is ie la k a , k tó ry zawiesił się w dom u lub w stodole, dla unik n ie n ia nieszczęścia, k tó re m a sprow adzić te n w yp a d ek , n ależy
w y n ie ś ć dziurą, w y g r z e b a n ą p o p o d próg. O burzają się, g d y r o
dzina w niesie ciało w is ie la k a przez p r ó g do izby, w różąc 7 lat
gradu. N ale ży go cho w ać tw a r z ą do ziemi.
W i e r z ą tak że w uroki, k tó re w e d łu g ich m n iem an ia m o g ą
poch odzić z w iatru , od m ężczyzny lub ko b iety . A b y zdjąć uroki,
n a b ierają do sk o p ca (do in n eg o n ac zy n ia nie można) w ody,
w miejscu, gdzie się trz y po toki lub rz ek i schodzą. N a s tę
pn ie t łu k ą k am ień , w zięty ze z w a r k i 4), u k ła d a ją zeń trzy k ó p k i
po 5 k a w a łk ó w . G d y b y się k a m ie ń ro z p ad ł n a więcej części niż
15, resztę odrzucają. T eraz w rz u c a ją k ó p k i kolejno do w o d y
w sk o p c u : g d y p ierw sza „ z a k ip i“, u ro k poch odzi od w iatru, drug a,
od mężczyzny, a jeżeli trzecia, u ro k pochodzi od ko b iety . Dalej,
m ający uroki, zm y w a w o dą ze s k o p c a tw arz, rę ce i no g i trzy
razy, tyleż ra z y popija w odę ze sk o p c a i trz y ra zy w e ń tę wodę
spluw a. P o te m o b ciera się k tó r ą k o lw ie k częścią odzieży, ale nie
4)
W y so k i c eb er na tr z e c h n cg ach, a służący do p ra n ia bielizny zap o m o cą wody, popiołu i ro z g rz a n y c h ko rzeni. Gdzieindziej zowią „ p o le w a n k ą “ .
10
wolno, ty lk o lew ą s tro n ą A b y zaś k to in n y ty c h u ro k ó w nie d o
s ta ł — ty lk o „ w ro n a zjadła ze s ł o m ą “ — w y le w a ją tę wodę n a
strzechę, a u w o ln io n y u c ie k a do izby, nie o g ląd ają c się poza siebie.
W razie „ z a k ip ie n ia “ w szystk ich trze ch k o p ek , d o tk n ię ty
u ro k a m i musi się trz y ra z y o b m y w a ć i ty leż ra zy pop ijać i s p lu
wać, g d y ż po ch o d z ą od trzech, t. j. w iatru, m ężczyzny i k obiety.
C iekaw em jest tłu m a cze nie tutejszy ch ludzi pzoornej tw a r z y
księżyca, g ło s u ch ruściela i przep iórk i. Co do p ierw szeg o o p o
w ia d a ją : Sw. J e r z y b ę d ą c ciek a w y m , co grzmi, w yszedł n a w y
s o k ą górę, a g d y zagrzm iało, u c iek ł ze s tra c h u n a księżyc, gd zie
d o tąd p rz e b y w a . Ś w ia d e c tw e m teg o m ają b y ć oczy i nos, w idziane
n a księżycu.
D ru g ie : R a z ch ru ściel s p rz e d a w a ł p rz e p ió rc e ko rale, ch c ia ł
za nie 6 re ńsk ich , o n a d a w a ła pięć ; d lateg o chruściel w o ła sześć,
sześć ■
— a p rz e p ió rk a pięć, pięć.
L . MagierowsM,
Bajka o Wojtku.
A le bo też te żydy dad z ą się k aż d em u cz łow iekow i we znaki,
czy w e wsi, czy w mieście. S ie d z ą po k a rczm ac h , nic nie robią,
ty lk o ch ło p ó w do w ó d k i nam aw iają, inn i za łażą B ó g wie sk ąd
do wsi, chod zą po c h a łu p a c h i szachrują od p oczciw ych ludzi to
zboże, to k ła k i, to k u ry , a czasem n a w e t i c h a łu p ę z g ru n tem ,
0 w te d y to już źle. A co ich po m iastach, aż czarno. T a m to d o
p ie ro ludzi cy g a n ią , a czasem i chło pa obiją, a ta k ie to b e s ty e
n a trę tn e , że wszędzie ich pełno, n a w e t po p a ń s k ic h d w orach,
gdzie s a m y c h p a n ó w szachrują.
J e s t p rzecież je d n o m iasto w n aszym po lsk im kraju, gdzie
żydów c a łk ie m n ie m a i nie będzie. M iasto to leży h en d aleko, aż
za K r a k o w e m n a d w ie lk ą rzeką. B y ło to bardzo dawno, j a k rozposiedli się żydy w tem mieście, z a b ra li w s zy stk ie d o m y i ty lk o
je d n a p o z o s ta ła c h a łu p a , w której m ie s z k a ł W o j t e k ze żoną
1 cz w o rgiem dzieci. I je g o chcieli żydzi z ch a łu p y w y żenić, ale
ra b in im z a k a z a ł z tej prostej prz y czy n y , iż nie b y ł o b y k o m u
w szabas żydom w p iecu rozpalić, lub św ieczkę zgasić, czasem
za h a m a n a posłu żyć, lub żyd om w o d ę wozić. M iał W o j t e k konia,
i z p o cz ątk u żydom w o d ę woził, ale i teg o żydzi od n ieg o wy-
