925bdcf46d470c85230385e5dacdf0ab.pdf

Media

Part of Z puszczy Kurpiowskiej / Lud, 1897, t. 3

extracted text
64 —



Z puszczy kurpiowskiej.
Podaje
Ä -

(P ieśn i w e s e ln e ze w si O b ierw i, p a ra f. O s tr o łę c k a i z okolicy M yszyńca).

G d y p aro b cza k , lub 'częściej je g o ro d zice u p a trz ą ja k ą d ziew ­
czy n ę d la n ieg o za żonę, w ów czas w so b o tę u d ad zą się do ro d z i­
ców m łodej raj (sw at) z p a ro b c z a k ie m , b y p ro sić ich o rę k ę owej
d ziew czy n y . W sz e d łsz y do izby i p o ch w aliw szy P a n a B o g a sło w y
N iech b ędzie p o ch w alo n y Jezu s C h ry stu s ! raj za c z y n a rozm ow ę
n a s tę p u ją c ą *) :
„ Ja k się m acie W a le n ty ? Co tam u w as .słychać?
— J a k to u n a s sły c h a ć ! zdrow im , ch w alić P a n a B o g a. Cóz
ta m w as tu sp ro w ad ziło , mój F ra n c is k u ?
J a w ám za raz to poziem , ze ja tu p rz y je ch ałe m do was,
bo mi n a ra ili, ze tu u w as d o sta n ie p rząd k i.
— K ie d y je sc e sw o jeg o nie p o p rz ęd ły .
T o ć m oze n ám jednej i u d zielicie, n ie ziem , k tó re j — c h y b a
A n to si ?
— N o ! to A n to siu pojad zies? C h y b a nie, A n to sia odpow iada.
No, mój W a le n ty , te ra z w ám p ra w d ę poziem , ze ja p rz y je ­
ch ałem z Ja n k ie m D o re ń sk im do w asej A n to si w za ręc y n y , су
p o zw o licie jem sie ozienieć?
W a le ty o d p o w ia d a : ja k o n a so b ie zechce.
F ra n c is z e k raj : m oja A n to siu ! pow iedz nám .
— J á tam n ie ziem ; jeżeli ociec i m a tk a zechcą, to jâ je g o
chcę, mój W a le n ty .
T o juz się m łodzi chcą. T o te ra z się u k lo ń ta ojcu i m atce.
W y c h o d z i A n to sia i J a n e k i c a łu ją ojca i m a tk ę i ra ja F r a n ­
ciszka, a raj p o w ia d a : T eraz s y k u jta sie do k o ścio ła, bo to juz
w iecór, cas z zapow iedziam i.
R a j p y ta się ojców p a n n y m łodej : trz e b a i p iw a?
— No, to tam i p rz y w ie śta , ojce m łodej o d p o w ied z ie li“.
P o w ró ciw sz y od zapow iedzi, za p rasz ają s ą sia d ó w i znajom ych
n a zaręczy n y . S ta rz y je d z ą i piją, a p a ro b c y i d ziew czę ta tańczą,
śp iew ając ro z m a ite pieśni.
Z n ied zieli n a p o n ie d z ia łe k w ieczorem p a n n a m łoda z a p rasz a
k a w a le ró w i p a n n y n a m u zy k ę C ałą noc tań czą, jed zą i p iją aż
do ra n a . R a n o p a n n a m ło d a idzie po w si i za p ra sz a g o sp o d a rz y

*) S p isan a p rzez w ieśn iak a we wsi Obierwi.

— 65 —
i g o sp o d y n ie, k tó ry c h , g d y się zbiorą, częstuje piw em i c h le b e m
razow ym .
G d y już czas do ślu b u w yjeżdżać, zaśp iew ają *) :
O j! wyrządzaj sie n a d o b n a Antosiu, rozm yślej s i e !
— A juści j a sie, a ju ś ci j a sie rozmyślcłum,
O jca matule, ojca m atule opuściełam.

G d y m ają w siad a ć n a wóz, śp iew a ją :
P rz e p r o ś A n to siu t a t u lk a sw eg o ; (bis)
T a tu l e k k o chan y stoji sfrasowany,
Ze dziewcyna idzie między obce ludzie,
J a k ow iecka n ik a (ja k a ) zb łąk an a.
P r z e p r o ś córecko m a tu le swoje ! (bis)
M a tu la s tro s k a n a stoji sfrasow ana,
Ze c ó re c k a idzie m iedzy obce ludzie,
J a k ow iecka z b łąk a n a.
P rz e p r o ś sio strzyck o bracisk a swojego ! (bis)
B ra c is e k s tro s k a n y stoji sfrasow any itd.

W te n c z a s raj zaw oła p a n n ę m łodą i p a n a m łodego, c h w y ­
ciw szy ich za rę k ę i trzy m a ją c w yw ołuje z k o lei c a łą fam ilię
ja k o to : ojca, m atk ę, b ra c i i siostry. P a n . m łody i p a n i m ło d a
p rz e p ra sz a ją ich, a ojciec i m a tk a u d zielają p a rz e m łodej b ło g o ­
sła w ie ń stw a ro d zicielsk ieg o . N a stę p n ie raj w sad z a p a n n ę m łodą
n a furę i odjeżdżają do ślubu.
G d y po ślu b ie z k o śc io ła jad ą, śp ie w a ją :
W y s ła z kościołecka, ju z nie p anienecka,
Świeci sie, nici sie n a głozie siatecka.
— J a k e m była m łoda, zienam r o z y k sia te k ,
A teraz do soli ch u stk a albo płatek .
Oj ! kiedy j á była młodo panienecko,
Z id zieli mie chłopcy mało skałecko,
A teraz nie zidzo (widzą) sy ro k am i drzw iam i,
S pojrzę n a młodego, za’eje sie łzami,
M yślałaś dziewcyno, ze to bendo żarty,
Świece sie świeciły, ksiondz rozłozył k a r t y ;
M yślałaś dziewcyno, ze to żarty były,
Świece zaśw iaciały, worgany zagrały.
M yślałaś dziewcyno, com ci sie zalecał,
K upsiłem ci psiwka — k aw a lers k i zwycáj.
— M yślałeś J a s ie ń k u , zem ci j e wypsiła,
Stoji n a stoliku, bom je postaw iła.
' ) Z a p isa n e w Myszyńcu.

5

-

66 —

G d y p rz y ja d ą z k o śc io ła do dom u, d ru h n y
śp ie w a ją :

i dru żb o w ie za­

W kościele bylim, d o brze sie sprawilim ,
J a s i u l a z A nto sio ju z my ożenili, (bis).

D o o b iad u s ta rsz y d ru ż b a zasad za g o sp o d a rz y i g o sp o d y n ie
za d w a sto ły , a d ru h n y za trzeci, m łodszy im u słu g u je, p o d ając
ta le rz e z jad łem i o d b ierając pró żn e. P o d k o n ie c o b ia d u d ru h n y
za śp ie w ają :
Dziękuje my P a n u Bogu, dziękujem i to bie w a s i e c i 1),
Z p ane m g o sp od arzem , z p anio g o spo dy nie za ten obiad za dobry.
Dali nám dość grochu, a to wszystko cukrow y, do o biad u gotowy.
Dziękujem y P a n u Bogu, d ziękujem i tob ie wasieci itd.
Podaw ali nám dość kap usty , a to wszystko k ra ja n a , do obiadu z rz ąd zo n a .
D zięk u jem y P a n u Bogu i t. d.
Po dali dość kartofli, a to wszystko z ru solem , do o b iad u zrządzo ny m .
D zięk ujem y P an u Bogu i t. d.
Dali nám dość mięsa, a to wszystko piecone, do o biadu zrzą d z o n e
D z ięk u je m y P a n a Bogu i t. d.
Po dali nám dość k asy , a to w szystko ja gla na , do obiadu p r z y b r a n a .
D z ięk u je m y P a n u B og u i t. d.

P ó o b ied zie m łodsi o d ejd ą z m u zy k ą do innej c h a łu p y i tam
ta ń c z ą aż g d y czas n ad ejd zie oczepin. W te n c z a s p a n i m ło d a z a ­
p ro s i g o s p o d y n ie i da im piw a. G o sp o d y n ie siad ają za stoł, b io rą c
p a n ią m ło d ę p o m ięd zy siebie. D ru h n y z a sia d łsz y ró w n ie ż n ao k o ło
te g o stołu, ś p ie w a ją :
Ju z za stoły z a siad ajo 2),
0 m ym zián k u r e d e m ajo ;
R edzo red zo, co z nim zrobić,
Z iá n e k zdjąć, cepek włożyć.
R edzo red zo gospodynie,
Mój ziá n u sek m a rn ie zginie.
R edzo red zo, g osp od arze,
Mój z iá n u s e k w duze słazie.
1 wy d ru h n y mówcie za mno,
Mozę j e s c e bede panno.
K u l n i z ián u s ek po stole,
Do p a n i m a t k i w sokole,
Po stoliku bukowym, po obrusie cynowym.
P a n i go m a t k a nie przyjmá,
Bo w nim nadzieji nic nie má.
Z iá n k u mój ziánusku, coś mi ta k załośliwy ? !

l ) Ze wsi Obierw i. —

2) Myszyniec.

— 67 Kulni z iá n u s e k po stole,
Do p a n a ojca w sokole,
P o stoliku bukowym, po obrusie cynowym.
A ta tu le k go nie przy jm á ,
Bo w nim nad zie ji nic nie má.
Z iá n k u mój ziánusku, coś mi ta k załośliwy ? !
K ulni z ián u s ek po stole,
Do p a n a młodego w stodole.
A pan młody go p rzyjm á,
B o w nim nadzieje w szystkie má.
Z ián k u mój zián usk u, coś mi t a k weseluchny.

P o te m zdejm ują jej w ia n e k z g ło w y i zaśp iew ają :
Mój z iá n u s k u lawendowy,
Nie wracaj sie z mojej głowy.
I spadł i spadł, p o k ru s u ł sie,
J a s ie n e c e k pociesuł sie.

N a stę p n ie w ezm ą talerz, staw iają go n a stole, a n a nim p o ­
łożą czepiec z w ian k iem i zaczyna się sp rz ed aż w ia n k a . G o sp o ­
d y n ie k u p co m z ró ż n y ch k ra jó w p o d a ją cenę np. stu ru b li i okseft
wina,- a po d łu g im ta rg u sp rz ed ają g o za d w a o k sefty p iw a.
M u zy k a zag ra, a k u p c y w o łają : „P an o w ie m łodzi, ko m u się godzi
i ch w y ciw szy rę k a m i za czepiec z w iankiem , ta ń c z ą i skaczą,
b rz ą k a ją c w talerz, aż się stłu cze. W ó w cza s k u p c y o d p rzed ają go
ty m sam y m gosp o dyniom , k tó re śp iew a ją :
Ola, ala, ola, a la ‘) !
A zidzisze s t a r s a d r u h n o ,
Go mnie dzisiáj, to bie j u t r o ;
D ajze, dajze, nie załujze,
Choć ru b e l k a ofiaruj ze.
A zidzisze m ło dsa d ru h n o itd.
A zidzisze sta rsy drużba,
J a k a tw oja służba;
D ajze, dajze, nie załujze,
Choć trzy ru ble ofiarujze.
A zidzisze młodsy drużba,
Dzisiáj tw oja słu żb a;
D ajze, dajze, nie załujze,
Choć pięć ru bli ofiarujze.
N ám sio w szystkim t a k zidzi,
M ło dsy d ru ż b a starsego zawstydzi.
A zidzisze s ta rs y bracie,
J a k dziś twoi siostrze, płace ;

‘) Obierwia.

— 68 —
Dajze, dajze, nie zalujze,
Choć pięć ru b li ofiarujze.
T rz e b a ji na sitko,
T r z e b a ji n a w szistko;
D ajze, dajze, nie zalujze,
Choć pięć rub li ofiarujze.
A zidzita wy stryjowie,
Co j á m ám dziś n a swej głowie;
D ajta, d ajta , n ie załujta,
Choć po dziesięć rubli ofiarujta.
A zidzita wy przyjaciele,
J a k a mi sie d ro g a ściele;
D a jta , dajta, nie załujta,
Choć po pięć ru b li ofiarujta.
A zidzita gospodarze,
Z a w a la lista na łazie ;
D a jta , dajta, nie z a łu jta ,
Choć po rub lu ofiarujta.
A zidzita gospodynie,
T rz e b a noza, tr z e b a skrzynie ;
Dajta, d a jta , nie załujta,
Choć po złotówce ofiarujta itd.

L elu ja, leluja, prześlicnego G-rzela ^
N ie będziecie zidzieć mojego w esela (bis),
Bo moje wesele za K rakow em będzie.
Na mojem weselu siedmi królów będzie (bis),
B ędo tam kro lo zie i oficerozie,
Będo po prazia li z iá n u s k a na głozie.
Co to za dziewcyna, co ji k ró l e słuzo,
O n a m á zián usek p rz e k ła d a n y rozo.
Z eb y to ta k B ó g d a ł i j á takb y chciała,
Z eby ta k z ziánu skiem z a raz u m ierała ,
Ociec by żałował, m a tk a by p ła k a ła ,
Chłopcy by mie nieśli, k a p e la by grała.

O ! siano siano, tyło go kopa,
D ajze mi Boże dobrego chłopa,
Zeby mie bijál, go rza łk i nie piját,
W k a rc m ie nie siádál, z jan so nie gadál.

A
A
A
A
ł)

N astępn e

n a je z ie rz e kosycek plywá,
nas p a n e č e k do nas p rzy b y w á ;
n a tem niebzie g zio zd k a jaś n ie je,
nas p an eče k do nas sie śmieje.

pieśni

weselne

spisałem

w M yszyńcu.

— 69 N ie 'c h c ie l iś c ie m am u lu posłuchać muzyki,
J a k zagrali p od okankiem jako sławziki ;
A t e r a mnie je s t nie mniło,
Nie tr z e b a mnie zanić było,
M am ulo m oja!
Cegoześ mie m am u leńk o za mąz wydała,
K ied y j á sie w gospodarście nie ro z p o z n a ła ;
Ni j á up rz ąść, ni j á usyć,
D o p ie r o mie tr z e b a ucyć,
M am ulo moja !

Z n áj mam ulu, znáj, komu corke dáj ;
Nie dajze ji za ladajakiegoś, ji urody zál.
Bo ji u ro d a j a k b y stra woda,
P ra w e licki j i sie zrnm ieniło j a k po ln a róża.
Bo po lna ró ża raz do ro k u kście,
Cianzko tem u sercowi, k to kogo nie chce.

G ra ju g rá c y k i, skoco koniki,
W y rz ą d z a j sie nadobno dziewcyno, rozmyślej sie.
A o na stała, ro z p o z i e d z ia ł a : o j ! nie,
Bo j á u swoji m am uli zo stane sie.
R odzice, moje rodzice, co mie t a k młodo zanieie ?
Gy wám j á nie p o słu sn a była, су wám w cem przew inęła ?

Z ie lo n a ru tk a , ja łoziec,
L ep sy k aw a ler j a k wdoziec,
B o wdoziec będzie w y m aw iál:
L e p s o j á pierso zonke m iá t;
I dzieci bando płakały,
B o d a j m acochy nie znały.

Jas io k o nie poił, K a sia wode brała,
J a ś so b z ie zaśpiewał. K asia zap ła kała.
Nie p ła c K a s i o nie płac, bendzies ty ci moja,
P r z y w io z ę ja b łu sk o z tu re ckie go pola.
Przyzioze, przyzioze i ro z k r a je na krzyz,
P od o b n o dziewcyno krzywo na mie patrzy s.

P o sła do sad ań k u , ro z s y p a ła wiśnie,
Gdzie mi sie pod ziały me panieńskie myśli.
P o sła do sa d a ń k u , ro zs y p ala ka rty ,
Gdzie mi sie podziały me panieńskie żarty .
P rzy śli chłopcy przyśli, wszystkie p ann y wziani,
A mie s ie ro te ń k e ostazili sami.

— 70 —
Piosnka o żołnierzu.
W y rz ą d z a ła sio stra b r a t a (bis)
N a wojenke na trzy l a t a ; (bis)
J a k sie m łodsa doziedziała,
K o n ik a m u osiodłała,
K on ika m u osiodłała.
J a d z i Ja s ia n k u na w o jenk e, (bis)
N abierz sio strze n a sukienke,
N a sukienke cerw onego,
N a fa r tu se k jadw abnego.
Wy żołnierze, z ołnierzyska
N ie zidzieliście bra cisk a.

(bis)

Zidzielim go n a Podolu, (bis)
G łowa je g o n a k am ianiu ,
K ó n ik je g o wedle niego,
K o p ie n o zk ą, żałuje go.
K iedy j á m iał swego pana,
Z y rá l j â g o łe ziarna,
T e ra z nie mám z ia r n k a słomy,
O bjed zą mie k r u k i , wrony.

„Fry c ó w k a“.
Z w yczaj, o k tó ry m tu ta j chcę pow ied zieć słów k ilk a , b y ł d a ­
w niej, ja k m i w P u ż n ik a c h opow iadano, b a rd zo ro z p o w sz e c h n io n y ;
z czasem coraz b ard ziej z a c ie ra ł się, aż w reszcie c a łk ie m z a g in ą ł.
Od d w ó ch la t n ie m a g o już w sa m y c h P u ż n ik a c h , gdzie najdłużej
jeszcze b y ł się p rzech o w ał. B y ć m oże, że w in n y c h okolicach
znajduje się jeszcze, a w ted y tem łatw iej b ęd zie m ożna o nim ze ­
b ra ć ja k ie ś w iadom ości, b ard ziej szczegółow e.
C h ło p ak , m ając szesn aście — sied em n a śc ie lat, z a czy n a już
kosić. K o sz e n ie je s t d o sy ć cięż k ą p ra c ą dla p o c z ą tk u ją c e g o ; do
nieg o trz e b a siły i zręczności. To też m ło d y ta k i d o p iero w y ra ­
b ia ją c y się k o siarz, z w y k ł chodzić z k o są w y łączn ie n a sw oją
niw ę, g d zie m ó g ł kosić, ja k długo chciał, w ypocząć k ie d y chciał.
N a cu d z ą n iw ę u d a w a ł się dopiero po dłuższej p ra k ty c e i to ty lk o
n a ta k ą , g d zie nie b y ło w iększej liczb y k o sia rz y . P o dw u- lub

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.