0921ba47ac2c26d52dd9413c7452187d.pdf

Media

Part of Uwagi nad pieśniami ludu wielickiego / Lud, 1897, t. 3

extracted text
Uwagi nad pieśniami ludu wielickiego.
N apisał

Lad-wilt IMIłjmełs:
k m i e ć ze S i e r c z y .

„O w ieści gm inna! ty arko przym ierza
M iędzy daw nem i i m łodśzem i laty :
W tobie lud sk ład a broń swego rycerza,
Swych m yśli przędzę i swych uczuć kw iaty11.

A. Mickiewicz.

L u d wiejski w o k olicach W ieliczki, b ę d ą c d o p o e z y i
i m u z y k i n a d e r usposobiony, tw o rz y sobie d la osłody ciężkiej
p r a c y rolniczej różne p iesenk i, k tó re pospolicie n a z y w a „śp iew ­
k a m i “, „ś p ie w a m i“ i „p ieśn ia m i“. U s p o s o b i e n i e , t o u n i e g o ,
p o d o b n i e j a k i u l u d u w og ó l e , j e s t w y p ł y w e m owej
c i ą g ł e j , b e z p o ś r e d n i e j s t y c z n o ś c i z p r z y r o d ą . Im
p rz y ro d a otaczająca lud ja k i je s t bardziej dla n ieg o z a g a d k o w ą
i tajem niczą, w zb udzającą z jednej s tro n y p ełn o p o dziw u i za­
ch w y tu, a z drugiej w zniecającą dużo o b a w y i strac h u , te m w ię ­
cej n a s tra ja jeg o serce do w y n u rz e n ia uczuć za p o m o c ą m o w y lub
śpiew u, tem w iększy w y w ie ra w p ły w n a rozw inięcie się je g o p o ­
ezyi i nierozłącznej jej to w a rz y s z k i — muzyki. U s ta ro ż y tn y c h
J n d ó w w y w o ła ł z a p a ł do poezyi m a j e s t a t у с z n y s z u m 1 as ó w , p o k ry w a ją c y c h s to k i n ie b o ty c z n y c h g ó r h i m a l a j s k i c h ,
s z u m w ó d w a rtk o sp ły w a ją c y c h n a dolinę G a n g e s u . P ie ś n i
R z y m i a n i G re k ó w w y k o ły s a ło b u r z l i w e m o r z e . S z e l e s t
w iatrów w pustyni, p r z e s y p u j ą c y c h piaski z miej­
s c a n a m i e j s c e , u spo so bił A r a b a do je g o s e n n y c h m arzeń.
A kto n a u c z y ł a lp ejsk ieg o g ó r a la ow y ch p ię k n y c h „ A lm lie d e r “?
Ileż w dzięk ów poezyi ro zlała p rz y ro d a w śró d naszego zapomnianeg'o
ludu p o d k a r p a c k i e g o ? S z u m o w e j „ł o z y r o z c z o c h r a n e j
n a d j a z e m “, ś w i s t w i a t r u w s t r z ą s a j ą c e g o „ p o l e ­
n i a m i “ w czasie po n u ry ch wieczorów' zimowych,
regularny
stuk tartaku,
plusk
kąpiącego
się
g ł a z u u p r o g ó w W i l g i : oto m i s t r z e p o e z y i i mu z y k i
ś r ó d tu tejszego l u d u w o k olicach W ieliczk i.
T re ś c ią ty c h p io s e n e k j e s t zawsze jak ieś w ięk sze lub mniej-,
sze zd arzen ie z życia sielskiego. P r z y b y c i e n a ś w i a t no-

-

848 —

wego sąsiada, chrzest, swaty, wesele, pogrzeb; po­
cząt ek i koni ec każdej pory, o b c ho dy d oro czn e i piel­
g r z y m k i do mi e j s c ś w i ę t y c h , z a j ę c i a g o s p o d a r s k i e ;
s w a r y , k ł ó t n i e ; p o g ł o s k i o wo j n i e , p o b ó r do w o j s k a ,
woj ac zka: oto chwile p o e t y c k i e g o n a t c h n i e n i a wie­
l i c k i e g o w i e ś n i a k a 1). U c i e c h a , r a d o ś ć , t ę s k n o t a , m i ­
łość, na dz i e j a , z a wód, s mu t e k ; szał g n i e w u i n a m i ę t ­
n o ś c i , z a p a ł r e l i g i j n y , o b a w a , t r o s k a o ż y c i e : o t o ma t ę r y a ł , z k tó re g o W ie lic z a n ie tw orzą sw oje „żałosne" i „w esołe
ś p i e w k i “ „w ojeńskie ś p i e w y “ i „nobożńe pieśni". C h a r a k t e r
i c h z a t e m je s t b a rd z o rozm aity, p o w i ę k s z e j c z ę ś c i l i r y ­
czny, s i e l a n k o wy . P r z e b i j a się b o w i e m w nich j a k b y
w e z w i e r c i a d l e c a ł y s t a n d u s z y w i e ś n i a k a . N ie p o trze b a
w c ale w y p y ty w a ć się o jeg o dolę, jeg o sm utek, je g o m iłe lub
p rz y k re po łożenie : w y s ta r c z y p rz y słu c h ać się z u w a g ą je g o p ie ­
śniom w e so ły m i s m u tn y m , b y już przez to sam o n a b y ć n a le ż y ­
te g o w y o b ra ż e n ia o stanie rzeczy. T r e ś ć , m e l o d y a, s p o s ó b
o d ś p i e w a n i a t y c h pieśni, o k o l i c z n o ś c i im t o w a r z y ­
s z ą c e : w s z y s t k o to z d r a d z a
nastrój wielickiego
chłopa, jego stan, w ja k im się znajduje.
Z asta n a w ia ją c się w ięc głębiej n a d .pieśn iam i W ieliczan, n a ­
leży p ró c z ich treści i m elodyi tak że wziąć p o d szczególną
u w a g ę sposób ich w y g ła s z a n ia t. j. g e s t y i m t o w a r z y s z ą c e
t u d z i e ż c h w i l ę i c h o d ś p i e w a n i a , k tó r e są w ścisłym
zw iązku z u sposobien iem t. j. s ta n e m duszy w ieśn iak a . W i e ś n i a k
bow iem , k i e d y m u coś n a s e rc u dolega, nie ś p ie w a n ig d y „ś p ie ­
w k i" wesołej, ale s m u t n ą ; nie rz u c a się on w te d y śród śpiewu,
jak to czyni, k ie d y j e s t w d o b ry m hu m o rze i śp ie w a p ieśn i w e ­
sołe. N a d to nie śp ie w a p ieśn i m iło śn y c h , jeźli m iłość już daw n o
u n ie g o w yszum iała.

w eseln e.
W esele w iejskie s tan o w i n ie ty lk o w życiu lu d u w a ż n ą c h w ilę
p o d w zg lęd em s p o łe c z n o - o b y c z a jo w y m , d ając ą e tn o g ra fo w i s p o ­
sob n o ść do s tu d y ó w i o b s e r w a c y i je g o zw yczajów , ąle ono jest
zaraz em je d n ą z t y c h szczęśliw ych chw il życia w ieśniaka, w k t ó ­
ry c h c h a r a k t e r je g o ob jaw ia się w całej pełn i w pieśn i, a dla
’) P oró w , „ ś p i e w k i “ owym chw ilom to w a rzy s z ące u ludów m ie s z k a ­
jąc y c h n ad R a b ą ( J a n S w ię te k : L u d N a d ra h s k i. K r a k ó w 1 8 9 3 ), po dobnie
u R usinów (Ź egota P a u l i : Pieśni ludu ru skie go Lwów 1 8 3 9 ), innych ludów
po lsk ich ( 0 K o lb e r g : L u d polski, E . G ołęb iow sk i: L u d po lsk i, N esse lm a n n :

-

849



bad a cza podaje b o g a t y m a te r y a ł do stu d y ó w jeg o m u zykalno -w ok a ln y c h popisów. D la te g o też od nich ro b im y po cz ątek , tr z y ­
mając się p rz y te m te g o porządku, jak i zwyczaj w eselny i c h r o ­
no log iczn e n a s tę p s tw o p o s z c z eg ó ln y ch obrzęd ów podają. O brzędy
te są tłem, na k tó re m snują się pieśni w eselne a tre ś c ią ich jest
życie w ieśn iak a codzienne, je g o d o b ra i zła dola, jeg o życzenia
i nadzieje. P r z y p a tr z m y się im bliżej i to w tej formie, w jakiej je
n am sam lud podaje w ra m a c h n atu ra ln y c h , obejm ujących p o je d y n ­
cze części wesela. Oto m nóstw o „ c h ło p ó w “ i „ c h ło p a k ó w “, „ b a b “
i „ d z ie łu ch “ „sypie się" k u n a m n aprzeciw . „ S k r z y p e k “ jakiś
m ło d y g r a od ucha, aż dusza się w człow ieku raduje. D ru g i
starsz y jegom ość, „przebiero n a k ł a r n e c i e “. J a k iś sta ro w in a cią­
g n ie s m y k po s tru n a c h basetli.
W i t a j ą n a s poczciw i z w y cza­
jem p ra s ta ry m , k t ó r y się n a tem zasadza, że p rz y b y w a ją c y c h g o ­
ści n a w esele w itają w szy scy weselniCy, n a w e t ci sami, co d o ­
p iero p rzed chw ilą b y li w itani. Zwyczaj te n pow szechnie o d b y w a
się z w ie lk ą p o m pą. K a p e l a g r a m a r s z a :
A j a k ci jo p o w ę d ru je :
M atce, lojcu podziękuje.
G ro jc ie m i! trą b c ie mi!
A jo j a d e w kroj !

D ru ż b o w ie w yw ijają chustkam i, ju h a ją „ w y k rę c a ją c " się
p rz e d m u z y k ą n a cienkich obcasach . „ B a b y jascą" przy płocie,
aż g łucho; młodzi, strzelają p ro c h e m n a w iw a t ’j. „ S y p n ą w s z y
t a l a r k a do b a s ó w “, w ch o d zim y do sieni. N a p ro g u w itają n as
„p aństw o m ło d z i“, ona z w iank iem m irto w y m n a głow ie, on
z ró ż czk ą . „ ro z m ajero n o w ą“ p rz y boku.
Wianek
ów i r ó ż c z k a są g o d ł e m p a n i e ń s k i e j
n i e w i n n o ś c i . „ U tra c ić w i o n e k “ zn aczy tyle, co u tra c ić p a n ie ń ­
sk ą niew inność. „ W io n e k zielony n a g łó w c e d z ie w c y n y “ jest
n ajw ięk sz y m jej s k arb em , jej „w ianem " do któreg-o je d y n ie k o ­
ch a nek , jej p rz y szły mąż, m a praw o, sk oro się z nią ożeni. P od o b n e z n a c z e n i e ma w i a n e k i u i n n y c h n a r o d ó w
4 1 0 D ainos m it d e u ts c h e r Ü b e rs e tz u n g u. M usik beilege B e r li n 1 8 5 4 . K u r s c h a t : G ra m m a tik d e r lithauischen S p rach e. H alle. 1 8 7 6 i t. p.), u Styryjczyków (D r. A. S c h lo s s a r: D eutsche V o lk slie d e r aus S te ie rm a rk , I n n s b ru c k .
1 88 1 i t. p. Spis pieśni niem ieckich w ieśniaków t. j. dzieł tra k tu ją c y c h
o nich, znajduje się w d z ie le : P a u l : G run driss d er g erm an isc h en Ph ilolo ­
gie I I . В.)
'‘j P o r ó w : pow itanie wielkich d y gn itarzy pań stw a po m iastach , gdzie
ta k ż e bez muzyki, k a n t a t i wystrzałów się nie obejdzie. P odobny temu j e s t
zwyczaj p oż egn an ia gości weselnych.

s ł o w i a ń s k i c h n p) u R u sin ó w , a p odo bnie ta k ż e i u Litw inów .
U G e rm a n ó w w ia n e k jak o sy m b o l p an ieńskiej czystości, ów
„ E h r e n k r a n z “, już dzisiaj prawdę n iezn any . W z m i a n k i o w ia n k a c h
w poezyi ludowej G e rm a n ó w n ależ ą dzisiaj do rzadkości, n a t o ­
m iast u n a ro d ó w słow iań sk ich są one g łó w n y m jej przedm iotem .
D aw niej w ito w ian k i z ro z m a ity c h ziół i k w ia tó w np. z ru ty , b a r ­
w inku, le w a n d y i białej lilii, m ięty , kalin y , poleju itp. Dziś wiją
ty lk o w ian k i b a r w in k o w e u b iedniejszych, m irto w e i czasem ro z­
m a ry n o w e u. b o g a ty c h . M iejscam i k u p u ją
w ian k i sztuczne,
k tó ry c h g łó w n ie żydzi dostarczają. W e d ł u g k w ia tó w w ian k o w y ch ,
0 k t ó r y c h w z m ian k i n a p o ty k a m y , m ożna w p rz yb liż en iu oznaczyć
czas p o w s ta n ia o d n o ś n y c h pieśni np. pieśni, w k t ó r y c h je s t m o ­
wa o rucie, poleju, k alin ie i t. p. stanow czo zaliczyć należy do
b a rd zo stary c h , k tó re p o w s ta ły wówczas, k i e d y m irt i r o z m a r y n
jeszcze słow iańskim ludom b y ł y c a łk ie m n iezn an e. R o z m a r y n o w e
1 m irto w e w ia n k i zaczęły się dopiero w cz asach późniejszych p o ­
jaw iać n a ta rg a c h . S p rz e d a w a li je z w y k le żydzi, k tó rz y znow u
s p ro w a d zali je od N iem ców . D o rozpo w szec h n ien ia w ia n k ó w m i r ­
to w y c h i ro z m a ry n o w y c h w ielce p rz y c z y n iły się tak że dw ory,
a n a w e t k ościoły. O prócz w ia n k ó w dla p a n n y mł. i róźczki dla
p a n a mł., wiją ta k ż e z p ow yż p rz y to c z o n y c h k w ia tó w „ ró żcz k i“
dla „d ru żbó w “, „ d r u h ie n “ i „starostó w w e se la “ . Z sieni idziem y
do izdebki, przyozdob ion ej w ró ż n e k w i a t y 1). Częstują n a s k a w ą
i „ k u k io łk o m “ 2) W t e m je d e n z gości w e se ln y c h staje p rzed m u ­
z y k ą 3) i s y p n ą w s z y ,,pore łu p o k ó w “ do b asów , zaczyn a nucić
ochoczo od czasu do czasu p rz y tu p u ją c n o g ą :
„Kiedyśmy się ześli, ciezwa sie weszoło :
Weźwa się za rąki, obróćwa sie w koło! Dana ino d a n a ! “ 1)

4) Zdobienie domu, w którym odbywa się wesele, w różne kwiaty, je st
także innym ludom właściwe, Zobacz: E. Gołębiowskiego: Lud polski.
2) „Kukiołki golkoskie“ są sławne w okolicach Wieliczki. „Kawa
z kukiołką“ jest pierwszem „pocęsnem“ na weselu, potem dają chléb ze
serem, „koloce“ , na ostatku tru n e k : zwykle piwo i wódkę, czasem wino
i to tylko dla gości wybranych. Oprócz tego je st wieczerza składająca się
z potraw gotowanych.
3) W dzień „cepiu“ t. j. w drugi dzień wesela zaczyna się zabawa
dopiero po południu i rozpoczynają ją sami „starosto w ie“ t. j. gospodarze
starsi. „Drużbowie“ są bowiem zajęci „druz backą“ t. j. „prosacką ńa we­
sele“ ; to samo pan młody i pani młoda. Drućhny zwykle przychodzą na
wesele dopiero wieczorem, „skoro się poodbywajo z bydłem“ .
*) '.Draga część tego krakowiaka „D a n a ino dana etc.“ odpowiada
niemieckim „J ad le ro m “ , Porów : Dr. Schlossa.

851
Zrozumieli to inni sąsiedzi, bo zaraz p o b r a w s z y 's i ę w pary,
stan ęli tuż za sw oim „ k u m e m “ . W e s o ło ś ć m aluje im się po t w a ­
rzach. M uzy k a g ra. Z aczynają pląsy, w y ś p iew u ją c p rz y tein różne
„ k r a k o w i a k i “ , piosenk i w esołe i żywe. B a r t o s z ś p i e w a
o s w y m k a r y m koniku, k t ó r y mu się w s t a j n i pasie:
„ K a ry konik, kary, kwiotek mo na cole“ :
„ J a k łon sie wypasie, pojadę ś nim w pole“ .

„ K o n i k k a r y “ albo ,,s i w y “ („sim el“ ,) c i s a w y, „ g n i a d y “,
j e s t - u l u b i o n, y m p r z e d m i o t e m n a s z y c h „ ś p i e w e k “
p o d o b n ie jak n a L i t w i e “ „ ju e b e ry tis z irg y tis “ , albo n a R u s i: ,,kon y k w o ro n e ń k ij“ . Z a k o c h a n y L itw in , ja d ą c n a k a r y m k o n ik u do
swojej „ m e r g y t é “ śpiew a sobie, obiecując mu, że skoro prz y ja d ą
n a zieloną ł ą k ę t. j. tam , gdzie p a s ie je g o H a n u s ia k ró w ki, n a ­
pasie g o b ia łą k oniczy nką. P o d o b n ie ru sk i m ołojec p rz em aw ia do
s w e g o k o n i a : ,,0 ko n iu mij, k o n iu w oro neńkij, oj czoho ty stoisz
n a stajni sm u tn eń k i, g d zie znow u „ k o n ik w r o n y “ użala się n a
sw eg o pana, k t ó r y pije w karczm ie, a k o n ia u słup a trz y m a i nic
mu je ś ć nie daje.
J a k u lud ów n a sz y ch k oń je s t u lu b io n y m p rz ed m io te m
pieśni, t a k u l u d ó w a l p e j s k i c h j e s t „ k r o w a “ np. „G eh
n a her, g e h n a h e r da, g e h n a h e r da m ei K u h , u n d w er wird
di d enn fu ttern , w o a n n і h e ire th e n t h u a ? “ ś p iew a sobie a lp e js k a
„ S c h w o a g e r i n “, m a ją c a z a m ia r w yjść w k ro tc e za mąż. P r z y k ł a ­
d ó w ta k ic h d a ło b y się przyto c zy ć m nóstw o. P o ch o d zi to stąd,
że u lu d ó w słow iańskich, g łó w n ie pó łn o cn y ch , o d g r y w a w ażn ą
rolę w życiu w ło ścian in a chod o w la koni, zaś u ludów niem ieckich,
zw łaszcza p o łu d n io w y c h , cho dow la b y dła.
Jeszcze B arto sz nie skończył, a już zaczy n a M ateusz na tę
sa m ą nutę, ale o czem innem :
„Chociaż jo se chociaż kumornicy synek,1)
To i tak pojadę z pszenicom1) na rynek ;
A będo sie, będo kmiecie *) dziwowali,
Skądże kumornicy pszenicy nabrali! J u h ! j u k ! 4)

4) „Zogrodnicy synek“ .
2) Końcówka: ,,om“ zamiast ą w 6 przyp, 1. p. powszechna, wogóle
ą = om, ę == en.
3) U Górali, na Rusi = „gazda“ = na Mazurach sołtys, u nas kmieć
(niem. Bauer) = G anzpaur“ , miejscami: „bogać“ .
4) Porów : styryjskie „Juchezery“ .

852 W r e s z c i e c a ł a i zba z a m i e n i a się w j e d e n w i e l k i
ul: w s z y s t k o s i ę wi e r c i , w s z y s t k o f r u g a , w s z y s t k o
b r z ę c z y , a k a ż d e o s w o i c h s p r a w a c h , co g o n a j b l i ż e j
o b c h o d z ą . T e n o roli, t e n o p ł u g u ; ta o c ó r k a c h , t a
0 s y n i e , t e n o k o n i a c h , t a o k r o w a c h . W t e m ,,uciena
m u z y k a 1'.1) W ie ś n ia c y i w ieśniaczk i w y c h o d z ą do sieni, ocierają
spo con e czo ła; ko biety w achlują „ z o p ask am i“ .
M im owoli p y t a m y się teraz sam i siebie, czem u w ieśniacy
wieliccy, zeszedłszy się do s ą s ia d a n a z a b a w ę w eselną nie p rz e ­
stają n a zw ykłej „ p ija ty c e “, p o łączon ej z u cz tą І ożyw ioną p o g a ­
d a n k ą o rzeczach co dziennych, n a w y k o n a n iu k ilk u s k o k ó w tańcow ych, n a ob serw o w an iu , j a k d ru d z y tańczą, n a ro b ie n iu u w a g
1 s postrzeżeń w e se ln y c h — ale w szy sc y : stary , m łody, m ały i
w ielki cisną się k u m uzyce. P o co ? Czy może, a b y się tu »wyh u l a ć “ do s y t a ? czy może tę lub o w ą w ieśn iac zk ę w ta ń c u uści­
snąć, słów ko do niej szepnąć, p rz y p o d o b a ć jej się, p o d ra żn ić ją ?
W c a l e nie. T u zn ikają w szelkie chuci i za m ia ry l u b i e ż n e 1). W i e ­
ś n i a k z o k o l i c y W i e l i c z k i po nic i n n e g o n a za­
b a w ę w e s e l n ą nie idzie, j a k t y l k o p o t o , a b y się
d o s y t a n a ś p i e w a ł i w f o r m i e u l u b i o n e j „śpiewki,,
śród muzyki i w esołych
pląsów
wypowiedział
w s z y s t k o , co go boli, c z e m się cieszy, c z e m u się
r a d u j e i c z e g o s i ę b o i . P ie ś ń j e g o : to w y le w jego uczuć,
jego myśli, je g o g n ie w u i miłości. N ie jadło, nie t r u n e k w abi wie­
lick ieg o ch ło p a do sąsiad a n a w esele ; nie p rzyjaźń i b r a te r s k ie
uczucia, ale ś p iew i m u z y k a p o łącz o n e z tań ce m :
„Nie potom tu przyślą, żebym jadła, p i ł a ,
Inom po to przysła, żebym sie ciesyła“ ,

to znaczy, żebym : śp ie w a ła i „ h u la ła “.
N ic też dziw nego, że n iera z ludność tutejsza, b lisk o z trzech
wsi sp roszo n a n a wesele, potrafi je d n y m ciąg ie m p rz y jednej
beczce piw a, p a r u flaszkach w ódki, tro c h e séra i c h le b a b a w i ć
s i ę p r z e s z ł o t r z y d n i t. j. i. dzień: „ślub u“ , 2. „ c e p in “,
3. „ p o p r a w in " . D o teg o p rz y łą c z a się jeszcze dzień 4. „ w i l i j o
ś l u b u “ czyli „ d o b r o n o c “, zna n a n a L itw ie p o d n az w a „k u n ig a ') t. j. przestała grać. Muzyka gra tak dłngo, jak długo jej się p o ­
doba; zależy to od wynagrodzenia, kto da „szóstoka11, temu muzyka gra
blisko pół godziny, za 4 et. gra blisko „k w a d ra n s“. Najkróciej gra śród
„cepin“, gdzie dużo zależy na czasie i na tem, aby wszystkie „drucłmy
Starościnę wytańcowały młoduchę porzomnie“ .

— 853 w a tiia“ a na P o d la s iu p o d n a z w ą „z alu b in “. J e s t t o c h w i l a ,
w k t ó r e j „ p a n n a m ł o d a “, na P o d la s iu „k n ia c h in ią “, w K r a k o w sk iem „ m ło d u ch ą“ nazw ana, z a s t a n a w i a s i ę n a d p r z y ­
s z ł y m s w y m s t a n e m m a ł ż e ń s k i m . J e s t sm utną, p łacz e
p o d o b n ie j a k i n a Litwie. W t y d z i e ń p o „ p o p r a w i n a c h “
o d b y w a j ą s i ę „p r z e w o z i n y !‘, nie t a k j a k na Litw ie, gdzie
przew oziny n astęp u ją zaraz n a d ru g i dzień po weselu. W o s ta t­
n ich czasach trw a ją w e se la nieco króciej. P o w o d e m te g o jest
w p ły w m iasta, gdzie w esela trw a ją je d n ą dobę.
W i e l i c z a n i n na w e s e l u s t o j ą c p r z e d k i l k u g r a j ­
k a m i w t o w a r z y s t w i e swej W i e l i c z a n k i , s t a j e się
p r a w i e n i e p r z y t o m n y m : z a p o m in a o świecie, m u z y k a g ra ,
on stoi, spaceruje; to sk ac ze j a k szalony, to znow u k ro c z y ja k
p o w o ln y m u ł. „ Ś p ie w k i“ s y p ią m u się j a k z r ę k a w a : wesołe,
s m u t n e ; to płacze, to się śm ieje; tu p ie nogą, aż p o d ło g a trzeszczy
a ziem ia dud ni :
„Podkówecki dajcie łoguia, bo dziewcyua tego godna ;
А су godna, су nie godna, podkówecki dajcie łognia!
Podkówecki łognia dajo : wiekcie z butów wyglądajo.
Podkówecki łognia dajo: jaz lobcasy łodpadajo“ .1)

Już „łob cas łod lecioł“ już i p o deszw a „ło dłazi“: on nie p y t a 1
jen o „śp iew o “, a „ h a lo “ on p rz ed nią, ona za nim ; on p rz y s ia d a ,
o na k lę k a ; ta ucieka, on ją łapie, to znow u oboje h asa ją nie
d o ty k a ją c ziemi, tak, że aż b a b y siedzące koło ś cian y u cie k a ją
z k rz y k ie m do sieni, bo jąc się, b y im się co od rozochoconej
p a r y nie dostało.
T a n ie c w oko licach W ie lic z k i jest b ard zo p r o s t y ; p o l e g a
bow iem na szybkich obrotach p o j e d y n c z y c h
par
„ d o k o ł a p o i z b i e 1', sto sow n ie do ta k tu i te m p a gra n ej i śp ie­
w anej m elodyi. O p r ó c z t e g o t a ń c z ą t u t a k z w a n e g o „lo­
b i g a n e g o “ „ł o g r o d n i к a.“, „p o 1 o n o s a “ i w i e l e i n n y c h .
D o k o ł a t a ń c z ą w s z y s t k i e „ k r a k o w i a k i 1', k t ó r e t u
n a z y w a j ą się t a k ż e „suwanym", n a d t o mazurki, z w a ­
n e , ,t r z e s i o n у m" — ,.ło b i e g a n e g o“ ta ń c z y ty lk o je d n a p a r a
a najwyżej dw ie p a r y n a krzyż. W t e d y k o b ie ty uciekają, a męszczyźni je gonią. S k o ro m ężczyźni d o g o n ią sw e „toniecnice",
ta ń c z ą z niem i w koło, w y sk a k u ją c , j a k t y lk o m o g ą najszybciej
1)
„Podkówecki" są tém w poezyi Wieliczau, czém „pentinéiiai“
w „dajnach“ Litwina. Pierwszą zwrotkę tej piosenki tańczy Wieliczanin
przytupując w podłogę i trącając podkówkę o podkówkę.

-

854 -

i najwyżej. Т о znow u się puszczają i n aw zajem g o n ią , ty m ra zem
k o b ie ta mężczyznę. P r z y p o m in a n a m ten rodzaj t a ń c a n ie k tó re
fig ury z „ m a z u ra “, — „ Ł o g r o d n i k “ jest rodzajem „ k a d r y l a “ ,
tań czonego w trz y p a ry , m ożn a g o uw a żać za je d n e z figur „ m a ­
z u ra“ . „ P o l o n o s a “ tańczą p o s p o łu k o b ie ty j a k i mężczyźni
u staw ien i w koło i trz y m a ją c y się za ręce. J e s t w ielkiem p r a ­
w d o p odo bieństw e m , że ó w „ m a z u r“ , k t ó r y s ta ł się u lu b io n y m
ta ń c e m n aro d o w y m , w łaśnie z ty c h 3 rodzajów t a ń c a w iejskiego
pow stał. M a z u r a w z n a c z ę n i u d z i s i e j s z e m l u d w i e j s k i
n i e z n a , ale zna je g o p o jedyn cz e figury, jak o o d rę b n e d la siebie
tańce. „ Z o b i e g a n y “ p rz y p o m in a n am ta k ż e p o n ie k ą d p o d la s k ą
„ z aw ieru ch ę“ i g r e c k ą „ ł a p a n k ę “ . N ie k tó re z ty c h ta ń c ó w p rz e d ­
s ta w ił p o ety cz n ie K . B ro d z iń sk i w sw y m „ W ie s ł a w i e “ .
K i e d y skończyli g o spod arze, w ystęp ują do ta ń c a drużbow ie.
I n n y wiek, i n n a e p o k a : i n n e myśl i, i n n e u c z u c i a ,
i n n e „ s t a n y “, i n n e ś p i e w y . J a ś „ K m ie c ik “ ująw szy H a n u s ię
„ W o jt ó w n ę “ za rękę, p ro w a d zi j ą n a śro dek. P o w s t a ł szm er w o ­
koło. H a n u sia p ło nie z nieśm iałości i rą c z k ą b ielszą od śniegu
z a sła n ia sobie oczy: „E, Jasiu, p ro s e eie, puś mie, bo jo jesce n i ­
g d y nie t o ń c y ł a ! “ szepcze m u b ie d n a do ucha, p a trz y j a k b y m u
się w y d rz eć n a p ole i z n ik n ą ć pom iędzy d ru c h n a m i „N ie puscoj
J a s i e k “ wołają inni drużbow ie i klaszcząc r ę k a w rękę, s taw a ją
s znu rem za swoim „ k o m ra te m “ 1). J a ś staje p rz ed m u z y k ą i rz u ­
cając ta la r a do b asów , daje zn a k „ s k r z y p k o m “, b y do g r a n ia
b y li gotow i. Cisza w około. Jaś, u nió słsz y się z H a n u s ią p ra w ie
n a sa m e palce, z miną p o c h y lo n ą i g o to w ą do s z y b k ie g o s k o k u
l e k k o ko ły sze rę k a m i i zaczy n a n u cić: ,
„Eod Krakowa corno chmura, dys leje, dyś leje :
Kgdys jo się nieborocek podzieje, pod zieje ?2)

Jeszcze o statn ich słó w nie domówił, g d y n a g le m u z y k a n a ­
p ełn iła chatę. C a ł a i z b a z a m i e n i ł a s i ę w z a k l ę t e k o ł o

4)
Przed każdym tańcem wychodzi najpierw ten przed muzykę, kto
„toniec p lá ci“. Za nim ustawiają, sie rzędem jego przyjaciele, zwani także
„kom rátam i“ albo „braćm i“. Skoro muzyka zaczyna grać, przodujący śpiewa
i razem ze swoimi „k om rátam i“ obchodzi po izbie w koło. Każdy z nich
upatruje sobie dziewczynę i szybko porywa do tańca. Bardzo częste wszy­
scy stają do tańca z tancerkami już poprzednio wybrauemi.
2) Tę pieśń można także śpiewać w tempie powolnem. Dzieje się to
jeżeli śpiewający rozważa w myśli jej treść i równocześnie przypomina so­
bie własne przygody miłośne : ja k szedł do swej dziewczyny i w drodze
napadł go deszcz ulewny i t. p. Śpiewka ta należy zatem do pieśni drużbackich, zalotnych.

-

355



uganiają cych niemal w powietrzu p a ro b k ó w i dzie­
w e k . B iad a temu, к toby teraz nos m iędzy nich w ściubił i chciał
przeszkodzić im w ru c h u ! J a ś podniósł ch u stk ę do g ó ry : w szy ­
stko stanęło, k o ły sząc się z lekka.
M u zy k a przycichła. J a ś śp iew a dalej :
„A póde jo do dziewcyny : do sodku, do sodku,
Przenocuj mie, moja Hanuś, mój kwiotku, mój kwiotku !

Po Jasiu, k tó ry dość dłu go rozwodził się o swej H a n u s i i
wielkiej ku niej miłości, w y s tą p ił „ P ą k l i m e n c “, b r a t H a nusi, s t a r ­
szy p aro b c z a k , ale jeszcze „ k a w a lir “, w y słu żo n y k a p r a l p rz y
ułanach. P rz y s z ły m u na p a m ię ć la ta sp ędzone p rz y w o jsk u. Zro­
b iw szy „ ś te llu n g “ p rzed m u zy k an ta m i, rz e k ł im k o m p le m e n t woj­
s k o w y : P ożw ólcie, panow ie, że jo szobie żaśpiw om ło szwoji wojacz cze !“ 1) „ P r o s i w a ! “ ozw ały
się g łosy. W s z y s c y słuchają
z zajęciem. Z ac zął:
„Jagem sluzuł przy dworze,
P rz y francuskim tamborze“ .'2)

„ T a m b o r “ oznacza tu fran c u s k ą kapelę. W ia d o m o bowiem , że
n a d w o ra c h p o lsk ich u trz y m y w a n o w ła s n e ork iestry , złożone
prz ew aż n ie z W ł o c h ó w i' F ran c u zó w . T a zw ro tk a w skazuje d la­
te g o na dość d aw n e po cho d z en ie całej p io sen ki. „ T a m b o r “' w p o ­
jęciu ludo w em oznacza b ę b e n wielki, p o tem k ap e lm istrza , a w k o ń ­
cu i całą kapelę; p orów , w y raz poł. słow. „ t a m b u r ic a “, niem .
i franc, „ t a m b o u r “ zz b ę b e n i „ b ę b n ia r z “). B y ć p rz y w ojsku ,
„ ta m b o r e m “ jest jeszcze po dziś dzień dla w ło ścian in a tutejszego
w ielk im zaszczytem , nic też dziwnego, że jeden z nich w czasach

J) Znaną je st rzeczą, że wysłużeni przy wojsku wieśniacy, wróciwszy
do domu, starają się narzeczem miejskiera posługiwać, przyczem je d n ak
z powodu braku wprâwy popadają w przesadę tj. „czedżo z miejszka“ albo
„ż pańszka“ zamiast mówić „po wsiosku“ . Podobnie i „P ąklim enc“ ;
P ¡5, n-K l i m e n с, por. P é j m a t k a == Pani -f- matká, P o m b ó g — Pan
~j- bóg i t p. Jestto znana kontrakcya podob, w niemieckiem przy imio­
nach własnych: np. Gustaf - G iint-stab-K riegs-stab, W alth er-W alt-heri itp.
por. niem. herr-hêriro.\ Reguły „Sandhi“ w języku staroindyjskim również
do tego zdążają. Porów, podobne reguły w pismach „N othera“ zachowane.
Przez kontrakcyę rozumiemy wszelkiego rodzaju „stopienia się“ (Verschemlzungen) czy to 2 czy więcej zgłosek lub słów, a nawet zdań, tak w ustach
j a k i na papierze.
2)
W każdej zwrotce powtarza się wyraz ostatni, a nadto cały wiersz
ostatni. Jest to naśladowanie wielkiego bębna grającej kapeli.

-

356 -

daw n y ch , zostaw szy „ ta m b o r e m " t. j. m u zy k iem p rz y dw orskiej
kapeli, aż „ L o r e n k ę “ d o sta ł w n agrod ę, j a k się w d alszym cią g u
okaże. B y le k to nie móg'ł zostać t a m b o r e m i b y le k to nie m ó g ł
d ostać jednej z p a n ie n d w o rsk ic h w n a g r o d ę .
W izbie p o w s ta ł .w ielki ruch. W s z y s c y zam iast m y śleć
0 tańcu, sk u p ia ją się k o ło d o św iad c zo n eg o w iarusa. S ta r z y s p o ­
g lą d a ją po swoich sy n ac h , k o b ie ty po sw oich mężach. C hłopcy
1 dziew częta op arłsz y się w zajem nie n a ram ionach, nie spuszczają
ócz z P a n a — „ K li m e n c a “, k t ó r y ś p ie w a dalej. M u z y k a g r a s p o ­
kojnie, to w a rz y s z ą c je g o p ie ś n i:
2. Wysłuzułem Lorenke,
Siedmi lotek ') panienke, panienke,
Siedmi lotek panienke.

„ L o r e n k a “ imię dla Indu obce, stąd często „ p r z e k r ę c a n e “ na
„Grlorenke“, „ G lo ry jk e “, „ K l o r e n k e “, „ L o re n c ie “, „G lo re n c ie “,
„ K lo r e n c i e “, „L o rcie“, „G lorcie“, „ K lo r c ie “ i t. p. S to i ono j e ­
d n a k zaw sze zg odnie do w iersza d ru g ie g o tej samej zw ro tk i. O b a
tnie j s c a p o k a zu j ą n a o b c e p o c h o d z e n i e tej „ ś p i e w y
w o j e ń s k i “. P r a w d o p o d o b n ie jest o n a tłó m aczen iem z ja k ie g o ś
nam niezn a n eg o o ry ginału. D o m y sł nâsz p o p ie r a ta okoliczność,
że „ śp iew a“ ta m imo s w y c h p rz e ró ż n y c h form p o s ia d a treść
p ie rw o tn ą nie zm ienioną, w skazującą n a je d e n s ta ły t e k s t w o b ­
cym języku. W k a ż d y m r a z i e n i e p o w s t a ł a o n a m i ę ­
dzy l u d e m , lecz g d z i e ś na dworze. L u d p rz yc .z y n ił
s i ę t y l k o d o j e j r o z p o w s z e c h n i e n i a . G ru n to w n e stud y u m tej pieśni, ja k o n a d e r c ie k a w e g o o b jaw u w dziedzinie, poezyi ludowej, b y ło b y wielce pożąd ane.
3. Eobiecali mi jo dać,
Siedym lotek pooekać,
Sicdym lotek pocekać.
4. Siedym lotek pocekoł
I na wojnę pojechoł, pojechoł,
I na wojnę pojechoł.
5. Jo na wojnie wojowoł,
Mój konieek chorowoł, ehorowoł,
Mój konieek eh o ro w o ł2).

i)
bardzo młodą,. L iczba 7 je st podobnie ja k „ 3 “ i „ 9 “ najpospoli­
ciej przez lud używaną. W ogóle liczby nieparzyste.
:1) Choroba konika na wojnie, albo w podróży oznacza według m n ie­
mania ludu nieszczęście w domu.

— 357 6. Skorom z wojny powracoł,
Mój konicek wywracoł, wywracoř,
Mój konicek wywracoł 1J.
7. Przyjechołem przed wrota: 2)
„Moja Lorciu, pójzeta, pójzeta,
Moja Lorciu pójzeta ! 3)
8. Wysła pani w zieleni: 4)
„Twoja Lorcia juz w ziemi, już w ziemi,
Twoja L orcia juz w ziemi“.
9. Wysła pani w żołobie :
„Twoja Lorcia już w grobie, już w grobie,
Twoja L orcia już w grobie“. 5)
10. Jo na konia prędko siod
I na ji grób pojechoł, pojechoł,
I na ji grób pojechoł.
11. Przyjechołem na ji gró b:
K onik noskom : tup, tup, tup,
K o n ik noskom : tup, tup, tup !

tup, tup !

12. „Kto tupko po mym g ro b ie ? “
„Jo ta, Lorciu, do ciebie, do ciebie !
Jo ta, Lorciu do ciebie !

G łos L orci z g ro b u jest tu w fo rm ie zw y k łe g o zapy tania,
k tó re g o się używ a, jeźli k toś p u k a we drzwi, a b y m u otworzono.
(P ó r. dziecinną z a b a w ę w „ P t o k i “, o p is a n ą p rzezem n ie w „Zeit­
schrift für ö sterreichisch e G y m n asien 1895“ w ust. „Zu A ris to ­
p h a n e s “, gdzie „A n ioł" p u k a „ P u k ! p u k ! p u k ! “ a „ K r ó l “ się go
p y ta: „ K to t a m ? “ i t. d.) — W i a r a w ż y c i e p o z a g r o b o w e
u ludu wielickiego jest bardzo silna
W e d łu g niej
u m arli chod zą po świecie, rozm aw iają z ludźmi żyjącymi, p o m a ­
g a ją im, albo dokuczają. W i a r a ta je s t w spólna w szystkim ludom
indo europejskim .
1) = nie chciał iść, stawiał dęba, zrzucał z siebie; mówi się: „koń
mie wywróciuł“ — „ k oń mie zrzucił“ .
2) == przed bramę dw orską;
przed chałupą niema „w rót“ , lecz
„ fu rta“ , „lask a“ . P o ró w : pieśń „Przed wrotami biały kam ień“ i t. d.
W ro ta są u stodoły, przy wozowni i przy bramie dworskiej.
3) T ak prosi każdy stojący przede drzwiami, aby mu je otworzono
( = formułka). Porów . inne śpiewki i śpiewy.
4) zielony kolor u ludu oznacza żałobę. „Pani w zieleni“ = „pani
w żałobie“ ( = matka Lorci).
5) Zwrotka 9. je st objaśnieniem zwr. 8.

24

-

358 -

13. „Gdzieś podziała te szaty?
Com ci sprawił przed laty, przed laty,
Com ci sprawił przed Taty“ .

M ow a tu o p rz e d ś lu b n y c h p o d ark ach , k tó re poniżej sam a
L o rc ia wylicza. Z w y c z a j d a w a n i a p o d a r k ó w p r z e d ś l u ­
bnych i dzisiaj jeszcze dość często praktykowany.
W razie, jeżeli m ałżeństw o nie dojdzie do sku tk u , to p a n n a jest
o b o w iąz an a w szystkie p o d a r k i sw e m u za lo tnik ow i zw rócić, co się
n a z y w a „zw rotem s t r a t y “. P o n ie w a ż L o rc ia u m arła , więc jej r o ­
dzice o bow iązani b yli jej n a rz e c z o n e m u na żi^d a m e s tr a tę z w ró ­
cić, tem bardziej, że jej w c h o ro b ie nie wiele m usieli p ie lę g n o w a ć
s k o ro um arła .
14. „Mamieni dała trzewicki,
Siostrom dałam spoduicki, spódniczki,
Siostrom dałam spodnicki.
15. Księdzum dała k o r a l o 1),
By mi grali v/е troje, we troje,
By mi grali we troje.
16. I zwonili w wielgi zwon,
Żebym miała letki skon, letki skon,
Żebym miała letki skon“ .

W e d ł u g w i a r y l u d u g-łos d z w o n ó w p r z y s p i e s z a
s g o n u m i e r a j ą c y m i d u s z e ich p r o w a d z i do n i eba.
Ś p i e w k a ta p o s i a d a l i czne wary.anty.
N a m znane
są ty lk o 4, k t ó r e ogłosiliśm y w „ L u d z ie“ III. str. 166 nast. Oprócz
te g o J. Ś w ię te k i Ł u k asz G o łęb io w sk i w dziełach wyżej w y m ie ­
n io n y c h po d ają 2, a k a ż d y w in n y m kształcie. G o łęb io w sk ieg o
w a r y a n t j e s t do w o ln ą p r z e ró b k a k ilk u in n ych nam n ieznanych
w a ry a n tó w .
M e l o d y a j e s t t y l k o j e d n a , k t ó r ą przy sposobności z a ­
m ierz am y ogłosić. Ś w ię tk a te k s t je s t tak że według' tej m elo d y i
napisany. G ołęb io w sk iem u m u s ia ła o na b y ć o b cą i d l a t e g o te k s t
je g o p r z y b r a ł d ziw aczną postać.
W z m i a n k a o p o g r z e b i e w t e j p i e ś n i t. j. o m s z y
ś w. i o d z w o n a c h j e s t w p o e z y i l u d o w e j d o ś ć c z ę s t a P o r. u K u r s c h a t a (lit. g ra m . str. 457.) rozm ow ę k o c h a n k i ze
s w y m narzeczo nym , w y b ie ra ją c y m się n a wojnę i spo dziew ający m

1)
Dawać „ k o ra le“ księdzu,
wszechnym zwyczajem na wsi.

żeby

odprawił pogrzeb za nie, je st po

-

359



się, że z niej żywo nie pow róci. „ K to to śp iew a w grobie, O l u ­
b y mój d ro g i ?“ p y t a g o s trap ona. „Księża, organiści, moje d z ie ­
wczę d r o g i e “, o d p o w ia d a jej tenże. „Czy m ają b ić w dzw ony,
o lu b y mój ?“ p y t a dalej. „S to dzw onów niech naraz dzwoni,
0 m oja l u b a “ o dp o w iad a . N a d to S c h lo ssar : „H alts aus K a m e r a ­
den, b leib ts s teh en u n d setzt a b ’. W i r sein jezt schon da bei
m ein D irn d l ihr G rab. B leibts steh n und stellte nieder, aus ist,
und g e s c h eh en . J e tz t h a b ich m ein D irn d l zum letzten M al gsehn.
D ie w e il d ass die G lo ck e n so tra u r ig th u n schalln ? D a lassen s
m ein D irn d l ins G ra b eini falln, Ins G ra b eini fallen ? in die
him m lische f r e u d ! “ P o r. w yp isy niem . n a V I. gim. przez W e r ­
n era і P e t e le n z a : „da h ö rt m an Glöcklein läuten, d a h ö rt m an
J a m m e r u n d Noth; h ie r lie g e n zwei K ö n ig s k in d e r, die sind alle
b eid e t o d t ! “ i t . p. — N i g d z i e j e d n a k p r ó c z n a s z e j
„śpiewy“ niema wzmianki o dzwonieniu w chwili
k o n a n i a osób.
„ P ą k l i m e n c “ sko ńczył już dawno; m u zy k ą g r a zupełnie co
innego. N am jeszcze brzm i ciągle w uszach o w a sm u tn a „śpiew ­
k a w o je ń s k o “. R ó ż n e m yśli b ie g a ją n am po głow ie, co spow odo­
w a ło do t a k g łę b o k ie g o w zruszenia p oczciw ego żołnierza, właśnie
w chwili, k ie d y w szy stk o zeszło się weselić. B i e d n y p r z y
szedł się w yspow iadać przed wszystkimi sąsia­
d a m i , c o g o g n i e c i e . P o d o b n ie , j a k ów w ojak pieśni g m in n ej
dopiero co odśpiew anej, i nasz p a n K le m e n s wcześnie p o k o c h a ł
w dzięczną „W i k t u s i ę “'. P rz y s z ła „ b r a n k a “. W c a l e
nie liczono
się z je g o m iłosnym i a fe k ta m i k u nadobn ej „km iecionce“, lecz
g w a łte m p o rw a n o go i od staw io n o do wojska. W y b u c h ł a w o jna
z „ P ru s a m i“. K r a k o w s k i e p ółk i w s zy stk ie p ra w ie o d m a s z e ro w a ły
p o d „ T e n i g r a c “, a z nimi i nasz K le m e n s — J e g o W i k t u s i a d o ­
w ied ziaw szy się o tern, p o p a d ła w wielką- żałość i boleść za u k o ­
c h a n y m „ K lu m u s ie m “, a w reszcie w n a g ł ą chorobę. P o wojnie
k ie d y w szy stk ie w o jsk a w ra c a ły n a p o w ró t do kraju, w róc ił także
1 „ P ą k lim e n c “, ale nie zastał już „ W ik t u s i “ p rz y życiu. O d te g o
czasu s ta ł się więc coraz posęp niejszy m i w łaśn ie teraz, k i e d-y
w s z y s c y b a w i ą się w najlepsze, on b a w i się wspom­
nieniami o ukochanej W iktusi, której wierność
n a g r o b i e j e j a ż d o ś m i e r c i p o p r z y s i ą g - ł . Nic dziw ne go, że i dusza je g o ty lk o do s m u tn y c h zdolna piosenek .
N a d ru g i dzieir w e se la p rz y p a d a najw ażniejszy a k t weselny,
jak im są „ c e p in y “. B o h a t e r k ą tdg'o ob rzędu je s t p a n n a m ło da
z w ia n k ie m n iew inno ści n a głow ie.

-

360 -

P o wielu śp ie w a c h i ta ń c a c h w y stęp u je n areszcie p rz ed m u ­
zy k ę „najstarso d r u ž k a “ trzy m a ją c „panne młodo pod rę k ę i p o ­
ło żyw szy s z ó sto k a n a stole zaczy na śp iew a ć :
„Da moja Marysiu juześ se urosła :
Wielgi cas na ciebie, żebyś za mąż posła“ .

P o ty ch sło w ach m u z y k a g ra, a ona taircuje z p a n n ą m łodą
do ko ła. Za nią in n e „ d r u z k i“ pob ra w szy się param i. Znowu
staje i nuci dalej :
,,Nojmilsoś Jasiowi ze wszy-tkicb dzieweceg :
Łon ci doł serdusUo, ty mu dej wioueceg“ .

I ta k po k o l e i k a ż d a z d r u c hi en t a ń c u j e z p a n ­
n ą m ł o d ą , a k a ż d a t y l k ó o n i e j ś p i e w a i o j ej wi a n e c z k u Jedna nuci:
„ D a moja Marysiu, wionek ci się mieni,
D a spoźryjze na mój, ja k mi sie zieleni.

D ruga :
„P ragnęłaś Marysiu na kawołek siotki,
Z twojego wionecka wylatujo kwiotki.

I ta k dalej J e s t t o c h w i l a p o ż e g n a l n a . W s z y s t k i e
d z i e w c z ę t a ż e g n a j ą się ze s w o j ą k o l e ż a n k ą , k t ó r a
o p u s z c z a i c h g r o n o p a n i e ń s k i e n a z a w s z e . K a ż d a s ta ra
się ją rozweselić, p rz y w o d ząc jej n a p a m ię ć w s z y s tk ie chw ile
s p ęd z o n e w p a n ie ń s k im stanie,
k tó re g o w ia n e k m irto w y jest
sym bolem . W re s z c ie zbliża się chw ila, gdzie p a n n a m łoda m a z a ­
m ienić „wionek swój na c e p ie c “. Zbliża się chw ila jej iz e p in
Już „d ru żba p i r s y “ zajeżdża n a „sto łk u do c e p i n 11) i go n i za
p a n n ą m łodą. P a n n y uciek a ją z nią, śp iew ając p ra w ie ń a w pół
z p łaczem :
„Da moja Marysiu łuciekaj do sieni,
Bo ci starościna wionecka nie wzieni“ .

P o w s t a j e w7a 1 к a m i ę d z y b a b a m i a d r u c h n a m i.
„ S ta ro ś c in ę “ w y dz ie rają dziew uchom p a n n ę m łod ą. K r a k o w i a k
’) zwyczajny stołek. Gdzieindziej jak np.
młodą na dzieży, albo na kolanach pana młodego.

na

Rusi sadzają pannę

і
— 361 —
coraz sm utniejszy zm ienia się w płacz. P ła c z liw a m e lo d y a ro z­
dziera n am serce. S t a r o ś c i n ę , o d e b r a w s z y d r u c h n o m
p a n n ę młodą, p o s a d z i ł y j ą na k olanac h drużby,
i ś p i e w a j ą “ p i e ś ł o c h m i e l u “:

*V ^i : : • j !
1.

Ze-

Г- Ч
tlг
41 .......... ....
cci
Nie

Ъ щ

m

ty chraie

p

ì - 9 . h .«
® 0
^
^
^ ^ ^ " s'
^ - dJ

z pa- nie- nek nie-

v

-- f

ш'е* bo-

г

ьr-

vÌJ

т

1

ze!

«

\ j ......
P- ----

Wię- су jak

f

- jbr juz

Niel

'if'
¡

na

ty-

ci Pom-



>

noz!

f

fK

cki nie

loz!

-

wioz! —

bnj

h д— 0 — Д—■f
-e .

к
loj

lii

-

ro- binł-byś ty

^

byś

bóg

9

dos- po-

ehmie lu!

J
mo-

ч

gze




£

C iek aw y r y m : a a b b a! a jeszcze ciek a w sza m e l o d y a.1)
P ieśń, o chm ielu n a l e ż y d o n a j s t a r s z y c h , n a co w skazuje
jej ro zp ow szechn ienie n iem al po w szystkich ziem iach P olsk i,
n a d t o m n ó s t w o w a r y a n t ó w i n a ś la d o w n ic tw tej pieśni.
Dz iś ta pieśń jest ludowi p r a w i e n i e z r o z u m i a ł a ,
s t ą d l i c z n e z m i a n y i p r z e r ó b k i . „ C h m i e l “ oznacza tu
piwo, k t ó r e n ie g d y ś b y ło je d y n y m tru n k ie m w eselny m i wogólności n ap o jem p rz y w szelkich „ z m ó w in a c h “, „zejściach“, (porów,
w y ra z „ c h m i e l i ć “, „ p o d c h m ie lo n y “). P r z y chm ielu zaw ierano
zw iązki m ałżeńskie, o d p ra w ia n o „ c h rz c in y “ i t. p. S tą d mówiono,
i śpiew ano, że „chmiel robi z p a n ie n e k n ie w ia s ty “. P ie ś ń t a m a

’) Prócz tej melodyi z uan e nam są, je s z c z e dwie in ne z ton u F - d u r
i D-moll, o k tó ry c h przy innej sposobności pomówimy.

362 p o n ie k ą d c h a r a k te r żartobliw y. P r ó c z t u p o d a n e j z w r o t k i
s ą j e s z c z e i n n e , k tó re je d n a k ż e są późniejszego pochodzenia.
2. Boj, chmielu, chmielu, ty bujne ziele,
Bez eie nie bedzie zo d n e weszele :
B oj Chmielu i t. p.
3. P o sła dziew cyna k u łogrodowi
K o p a ć w ionecka swemu wionkowi :
Boj chmielu i t. p . “

G o łęb io w sk i p rz y ta c z a 2 w a r y a n t y tej pieśni, Ś w ię te k jed en
i to niezg a d zają cy się w cale z n aszą m elodyą. tem bardziej, że
według- n iego ś p ie w k ę tę śp ie w a się „ ż w a w o “. Ż ału jem y mocno,
że nie m a m y po d r ę k ą K o lb e r g o w y c h zbiorów, b o b y ś m y tę p ieśń
p oró w n a li z p ieśn ią p o d a n ą przez niego, ale s tu d y u m tej pieśni
z o staw ia m y sobie n a później.
Przyszła i matka, by.swą córkę p o b ł o g o s ł a w i ć
n a w s t ę p i e d o s t a n u m a ł ż e ń s k i e g o . S ta ro ścin ę ś p iew a ją
w im ieniu p a n n y młodej :
„ P rz e ż e g n a j mam uniu, praw om r ą c k ą n a k r z y ż ,
Bo ju s ło s tatn i roz na mój wionek patrzy s !“

N a s tę p u je ch w ila „ c e p i n “. S t a r o ś c i n ę o d p i n a j ą p a n ­
n i e m ł o d e j w i a n e k i o b c i n a j ą w a r k o c z . 1) P a n n a m ł o ­
d a p ł a c z e śp iew a ją c:
„N icego mi nie z o l, ino tr o jg a rze cy :
W io n ec k a , w a rk o c k a i stązecki t r z e c i “ .

P ocieszają ją s ta ro ś c in y :
„N ie płacze, M a ry siu , w ytrzyjze se łocka,
Bo juz nie w yplaces swojego w io n e c k a ! “

D r u c h n y stojące w tyle
ta k p rę d k o u tra c iła w ia n e k :
Jedna:

robią

jej

w y r z u t y , że

„N ie k ciałaś M ary siu we w ionecku c h o d z ić :
K ozałaś se ż y d o m 2) cepcysko ł u g r o d z i ć ! “

1) P o ró w n . zwyczaj o d cin an ia w arko cza u Hucułów.
2) Żydzi są, m odniarzam i na wsi. Oni są główną p rzy czyn ą tego sm u ­
tnego objawu, że lud nasz z a tr a c ił daw ny strój narodow y. Oni wdarli się
w serce tego lu du wpływając na zm ian ę jeg o uśw ięconych w iekam i o b ycza­

D r u g a ; ,.P ra g n y ła ś M ary siu n a kaw ołek sieci,
Ju z ci sie wionecek n a główce nie św ie ci“ .

S k o ń c z y ły się „cepiriy“ właściwe. S ta ro ś c in ę „w y b i r a j o
n a c e p i e c “. W ie ś n ia c y i w ieśniaczki rzucają p a n n ie młodej
„na p o d o ł e k “, co kto może. N astąpiło „ w y k u p n o m ł o d u c h y “
p r z e z j e j m ę ż a . W t e m za p ia ł k o g u t „na p ié rs e w s ta n ie “ .
M im ow oli p rz y p o m n ia ł się sen znużonym oczom.
*
P ieśni wielickich, k tó ry c h tu zaledwie k ilk a p r ó b e k p o ­
znaliśm y, je s t b ard zo dużo. W i e l i c z a n i e s a m i d z i e l ą j e
n a d w i e g ł ó w n e g r u p y : n a „ w e s z o ł e “ i „ ż o ł o ś n e “,
a k a ż d ą z ty ch g ru p n a „ k r ó t k i e “ i n a „ d ł u g i e “. D o „w es z o ł y ć h “ należą w szy stk ie „ ś p i e w k i “, odznaczające się t r e ­
ścią i m e lo d y ą w esołą, do ,,ż o ł o ś n y c h “ zaś, p osiadające zaró ­
w no treść i m elod yę sm utną. .T e n p od ział o d p o w ia d a p o n ie k ą d
podziałow i m uzycznem u w e d łu g to n a c y i n a „dur*' i ,,m ollu. D o
„ k r ó t k i c h “ należ ą w szy stk ie dw u- lub cztero-w ierszow e t. j,
po siad ają ce zaledwie j e d n ą zw rotkę i zow ią się ś p i e w k a m i ,
d o „ d ł u g i c h “ z w a n y c h „ ś p i e w a m i i p i e ś n i a m i “ należą
w szy stk ie in n e m ając e więcej n a d 4 wiersze, a zatem i więcaj
n a d je d n ą zw rotkę. Ze w szy stk ich ś p ie w e k pow y żej p rz y to c z o n y c h
są zaledw ie c z te ry „ d ł u g i e “ : „ Ja g e m słuzuł p rz y d w o rz e “ i „ Ł o d
K r a k o w a corna c h m u ra “, „C hociaż jo se chociaż“, „ P o d k ó w e c k i
dajcie ł o g n t a ! “ i p o n ie k ą d „Żebyś ty c h m ie lu “ . „ K r ó t k ie “ o d p o ­
w iadają ru s k im „ k o ło m y jk o m “ a p o n ie k ą d „sz u m k o m “ , niem ieck im
„ V ie rz e ilig e n “, „ S c h n a d e rh ü p f ln “, „ P le p p a lie d ln “, „ G e s s e n h a u e rn “
і t. p., fran cu sk im „ V au d ev illes“, w łoskiem u „ R ito rn e llo “, now og re ck im „ D y s t y c h o m “ i t. p.
Oj cr ócz t e g o p o d z i a ł u m o ż n a c z a s e m s p o t k a ć
się z p o d z i a ł e m p o l e g a j ą c y m na i n n y c h o k o l i c z n o ­
ś c i a c h , o d n o s z ą c y c h się j uż to do t r e ś c i p i o s e n e k ,
j u ż t e ż do i c h m e l o d y i o d m i e n n y c h , n a w e t do t e m p a ,
d o p o c h o d z e n i a i t. p. np. ten chce, b y mu z a g ra ć „ m a r -

jów. Oni po dsu nęli w miejsce daw nych w ianków ruciany ch, barw inkow ych,
lilijowych, polejowyck i t. p. wianki m irtowe i rozm ary no w e — a dzisiaj
w miejsce tych o statn ich św ie cidła sk lepo w e. Oni dziś dostarczają, wszel­
kich strojów w eseln ych : „cepców g ro d z o n y c h “ up iększo ny ch w różne b aw id e łk a ; oni w miejsce daw nych w stążek i kwiatów podsunęli ró żne welonki
k o ro n k i i t, p. O dczuw a to ju ż sam lud i z p o g a rd ą w y raża się o nich
n aw et w swej pieśni,

— 364 s i a “1), tarnten „w o j e ń s к i e g o “2), inny „ c i a r t a s i a “ 3), ta m te n
t a j e r k a “ 3), ów „ k r a k o w i о к a “4), in n y nareszc ie „ j a k i e g o
ś - m y ś n e g o “ 3) i t. p. W s z e la k o ź podział ten jak o trudniejszy,
ty lk o tu i ów dzie b y w a zasto sow any . N a to m ia s t po w szechnie
m ożna słyszeć: „ten śpiw o żo ło ś n ie “, ten „ w eszo ło “, ta „śpiwka
jest k ró tk o a t a d ł u g o “.
Pod w z g lę d e m h i s t o r y c z n y m d a d z ą się one po­
d z i e l i ć n a i) b a r d z o s t a r e , 2) n i e c o p ó ź n i e j s z e i 3)
t e r a ź n i e j s z e . P i e r w s z e o dznaczają sie zazwyczaj sw ą o r y ­
g in a ln ą m elodyą, ‘m ając ą m nó stw o cech w sp ó ln y c h m elo d y o m
in n y ch lu d ó w słow iańskich, a n a w e t g e rm a ń s k ic h ; c ie k a w ą b u ­
d o w ą w iersza i b o g a ty m za sob em arch aizm ó w , dziś p ra w ie dla
lu d u n iezro zum iałych, j a k to m ieliśm y sp oso bn ość o b s e r w o w a ć
n a pieśni „o ch m ie lu “, m nóstw em in te rp e la c y i i w a rjm c y i z cz a ­
sów
późniejszych. D r u g i
r o d z a j śp ie w e k stoi n a p o g r a ­
niczu m iędzy p ierw szy m a d ru g im rodzajem. Ma m n óstw o cech
daw nej przeszłości ale i b ardzo wiele cech taraźniejszości.2) T e ­
r a ź n i e j s z e ś p i e w k i ła tw e do p o z n a n ia z p o w o d u licznych
zn a m io n k u ltu ry now oczesnej, p o d której w p ły w em o n e obec n ie
p o w s ta ły i p o w stają. N a ju bo ższy t a k p o d w z g lę d em m yśli j a k
i obfitości treści je s t b ez w ą tp ie n ia ten rodzaj ostatni, chociaż
może n a jb o g a ts z y co do ilości. „ Ś p ie w k i“ b o w iem now oczesne
są p o z b a w io n e w szelkiego p ię k n a estetycznego, p o lo tu m yśli,
n a to m ia s t p e łn e w szelkiego plu g astw a, p o w s ta łe g o p o d w p ły w e m
najnowszej cy w iliza cy i p rz ew aż n ie obcej i niezdrow ej. W m iejsce
w i a n k a niew in n o ści p an ień sk ie j w y stęp u je w n ich b e z w s ty d n a
■nagość; w m iejsce zdroweg'o rozsądk u, p łask i, na w sk ro ś zdem o­
ra liz o w an y , zużyty, pijacki dowcip; w miejsce m elodyi, k rz y k u li­
czny, że m o żnab y z S chille rem z a w o ła ć : „N ichts h e ilig e s ist
m e h r “ w ty c h pieśniach, „es lösen sich alle B a n d e fro m m er
S c h e u “; das „ G u te r ä u m t den P la tz dem B ösen, und alle L a s te r
w a lte n fr e i“.

!) Z e względu па te k s t i tem po; 2) ze względu па tr e ś ć ; 3) ze
w zglądu n a p o ch o d ze n ie; 4) ze względn n a o ry ginalność i nowość swej pio­
senki i jej m elo d y i; „ sm y śn y “ = ciekawy, nowy, tr u d n y do opisania, do
ok reś len ia .
5) np. „ Jag em słuzuł p rz y d w o rz e “. I n n e pieśn i tu p rzy ta czan e np.
„śpiew ki do c o p in “ n ależą częścią do 1. częścią do drugiej k ate g o ry i.
6) W całej ro zpraw ce nie m a ani jedn ej. W ię k s z o ś ć pieśni „ k a rc é m s k i c h “ , czyli „ p ij a c k ic h “ z m ia s ta n a wieś przyniesionych pieśni ulicznych:
„ m u l a r s k i c h “, „ ż o łm ir s k ic h “ i t. p. n ależy niew ątpliw ie tu taj.

-

365 -

Oprócz tego konieczny je s t p o d z i a ł i n n y , tak że b ę d ą c y
w y p ły w e m g łęb szy c h s tu d y ó w w tym k ie ru n k u t. j. n a p i e ś n i
c z y s t o s w o j s k i e i n a p i e ś n i o b c e t a k pod w zględem
treści j a k i m e l o d y k 1) O b y d w a te ostatnie podziały, odnoszące
się zarów no do o znaczenia czasu ich p o w s ta n ia j a k i do o z n a ­
czenia ich ojczyzny, p ozo stają w b e z p o ś re d n im związku.
M e l o d y a i t e m p o pieśni wielickich są rozm aite, zależnie
od ich treści i okoliczności, śród k t ó r y c h są śpiew ane. C z y s t e j
stałej melodyi i t e m p a nie posiada praw ie żadna
p i e ś ń w i e l i c k a do t e g o s t o p n i a , że n a w e t p i e ś n i k o ­
ścielne, p o w a ż n e i p r z e w a ż n i e smutne, n a g i n a j ą się
d o u s p o s o b i e n i a i k a p r y s u W i e l i c z a n i n a . W eliczanin
j a k jest w złotym hum orze, a b ra k n ie m u śp iew e k wesołych, to
i pieśń o m ęce pańskiej potrafi zastosow ać do tańca, a j a k jest
s m utny, to i najw eselszy k r a k o w i a k b rz m i w je g o uszach ja k b y
pieśń „ p o g r z e b o w a “. P i e ś n i „ m i ł o ś n e “, „ p i j a c k i e “, p o ż e ­
g n a l n e , t a k ż e i >,woj e ń s k i e “ n a l e ż ą p o n a j w i ę k s z e j
c z ę ś c i do ż a ł o ś n y c h .
N ie k tó rz y m niem ają, ja k o b y tru n k i g o rą c e a raczej ro z p a la ­
jące p rz y c z y n ia ły się do rozw eselenia um y słu i zap om nien ia tro s k
ży cio w y ch. B y ć może, że te g o do znają lu d y z n a t u r y posępne,
m elancholiczne, flegm atyczne, j a k w iększość G e rm a n ó w teg o d o ­
znaje (Porów, h u m o ry s ty c z n ą ro z p raw ę R o s e g g e r a w jego „ H e i m ­
g a r t e n “ p o d tyt. : „ W a r u m soffen die a lte n D e u ts c h e ? “, w k t ó ­
rej pod p o k r y w k ą h u m o ru k ry je się dużo p ra w d y ) ; je d n ak o w o ż
dalekim i są od te g o S łow ianie, zw łaszcza lud polski, k tó ry pod
w p ły w e m ro z g rz e w a ją c e g o n ap o ju ty lk o h u m o r trac i i zam iast
w esołości ty lko s m u tek n a k a ż d y m k ro k u okazuje. N ieraz b y liś m y
św iadkam i, gdzie g r o m a d k a p o d c h m ie lo n y c h ch ło p k ó w w k a r c z ­
m ie nuciła pieśni p o stn e z w szelkiem n a b o ż eń stw em , nie w s t r z y ­
mując się n a w e t od łez. Nie inaczej b rz m ią pieśn i „ro zp u sn e“
w u stach n asz eg o ludu. C h ł o p e k n a s z j e s t p r a w d z i w i e
w e s o ł y t y l k o w chwili, k i e d y jest z u p e ł n i e trzeźwy.
N a w e t sa m a m uzyka, n a w e t tan iec działa po chwili n a niego p rzyg n ęb iają co — u s p o s a b ia g'o do dum ań. N a tu ra ln ie d u m an ia te,
ów sm u te k jest ty lk o chw ilow y, bo zaraz odzyskuje W ie lic z a n in
sw ą p ie r w o tn ą wesołość, k tó r a w tej chw ili o d b ija się w jego
pieśni.
’) Por. „ciartasie“, „śtajerki“, „walce*1, a wreszcie mnóstwo pieśni
czeskich. Wpływów ruskich i litewskich nie uważamy za obce, zwłaszcza,
że Lachy, Maznry, Litwini i Rusini : geograficznie, historycznie, mową, śpie­
wem a nawet charakterem ściśle do siebie należą.

P i e ś n i m i ł o s n e , p i j a c k i e , p o ż e g n a l n e i w oj e ń s k i e odznaczają się dłu ższą s w ą treścią, której p rzedm io tem
je s t ja k a ś g ł ę b o k a tę sk n o ta , żal, s k a r g a , pożądliw ość n ie z a s p o k o ­
jo n a : niemiłe, b o le s n e uczucie. N a z y w a ją się też dla o d ró ż n ie n ia
od k r ó tk ic h „ ś p ie w e k -1: „ś p i e w a m i“ i „p i e ś n i a m i “ . W e ­
sołe m elody e są o z n a k ą w e w n ę trz n e g o za dow olenia W ie lic z a n in a ,
k t ó r y w ty m stanie s taje się dow cipnym , a n a w e t usczy pliw y m .
P o n ie w a ż W ielicz an in z n a t u r y jest g w a łto w n y i lub u jący się
w ostatecznościach, więc i u m y s ł jeg'O , je g o czynność, m ow ę
i śpiew , cechuje p e w n a g w a łto w n o ść , po ry w c zo ść nieraz aż do
ostatn ich g ra n ic . N i e p o k ó j w ż y c i u , w z a c h o w a n i u s i ę ,
n a w e t w ś p i e w i e ; c i ą g ł a zmi a na , s t o s u j ą c a się do
m i o t a j ą c y c h nim uczuć: płacz p o m i e s z a n y z u ś m i e ­
c h e m , r a d o ś ć z b ó l e m , mi ł ość, do z a p a r c i a si ę z n i e ­
n a w i ś c i ą aż do w y g u b i e n i a , c h o ć b y n a w e t c a i ł e g o
rodu ludzkiego — owa burza: grzmoty, pioruny, wi­
chry, ś n i e g n a p r z e m i a n z u l e w n y m d e s z c z e m po ci­
chym i spokojnym poranku: oto c h a ra k t e r W i e l i ­
c z a n i n a , c h a r a k t e r j e g o p i e ś n i . Nic też dziw nego, źe
ocena, a raczej stu d y u m ty c h pieśni jest nadzw yczaj trudne.
P i e ś n i o b c e tr a c ą w u s ta c h W ie lic z a n in a cechę s w ą o jczy stą
do niepoznania, p rz y b ra w sz y strój wielicki. N ie ty lk o w y ra zy , a le
n a w e t treść i m elo d y a o b ca d o stają n o w e zabarw ien ie.
M n ó s t w o m e l o d y i k o m p o n u j e W i e l i c z a n i n po­
dobnie jak i swe pieśni na poczekaniu śród t a ń c a
lub pochodu weselnego. Wiele z nich rozpowszech­
n i a się dalej, j e s z c z e w i ę c e j p r z e p a d a be z śl a du. P o ­
d o b n i e i na s i ę r z e c z z p i e ś n i a m i
s t y r y j s k i e mi :
„ H äu fig entsteh e n sie im M om ent, F rö h lic h k e it u n d ü b e r m ü th ig e
L au n e im V e re in e m it g e s u n d e m W i t z b r i n g e n sie h e r v o r u n d
n ic h t selten g e s c h ie h t es, dass am n ä c h s te n T a g e von den neue n ts ta n d e n e n V ie le au c h scho n w ie d e rv e rg e s s e n sind “. (Dr. A. Schlossar). T o sam o dzieje się z p ieśn iam i na L itw ie (por. K u rs c h a t),
t o s a m o z r u s k i e m i d u m a m i , o k tó ry c h t a k się od zyw a
J. B. Z aleski :
„Gdzie to n asz y c h dum połowa ?
Z ap oro żk ich dziś ta k mało !
A miłosna ta lub owa,
0 trzech żonach, tr z e c h krynicach,
Siedm iu wodzach, stu dziewicach,
R zekłbyś : że te dumy z laty,
P rzenuciw szy błogie chwile,

367

«

P rze nu ciw szy sm utne stra ty ,
Z ludźm i głncłmą, gdzieś w m o g ile “.

Nie n ależy j e d n a k sądzićj ja k o b y m elo dye pieśni w ielickich
b y ł y już c a łk ie m dowolne, zupełnie od po szc zeg ó ln y ch i n d y w i ­
duów zawisłe, nie dające się n a g ią ć do reg*uł m uzy ki i s ta ro ż y ­
tnej m e try k i; ow szem pio sen k i wielickie śp ie w a n e ze spokojem
bez gestó w i rzucań się, w łaściw y ch W ielicz an o m , odśp iew a n e
lub o d eg ran e, niczem nie różnią się od z n a n y ch k o m p o zy cy i sz tu ­
cznych, tra c ą j e d n a k zab arw ie n ie ludowe. T o t e ż w n o t o w a n i u
p i e ś n i ludu naszeg'0 t r z e b a b y ć b a r d z o o g l ę d n y m
i n a d z w y c z a j w p r a w n y m , b y to zabarw ienie, p ra w d ę rze­
czyw istą, choć w części osiągnąć, b y z pieśn i tych . nie poro b ić
k a r y k a tu r, j a k to poczynili n a w e t bard zo pow ażni zbieracze p ie śn i
i t r a d y c y i ludow ych. T u n i e w y s t a r c z y s p y . t a ć s i ę t e g o
l u b o w e g o : „H ej J ak óbie, j a k to u was. tań cz ą lub śpiew ają na
w e se lu ? “ albo n a w e t zajść i p a trz e ć na m igający ch się wkoło
w ie ś n ia k ó w i wieśniaczki, p o d o b n e sw ym i czerw onym i strojam i
do jednej w s tę g i żarząceg'o się o g n ia w rę k u b a w ią c y c h się dzieci.
T u t r z e b a s a m e m u p o r w a ć się w t a n y z uroczą H a ­
n u s i ą a l b o W i k t u s i ą i t a ń c z y ć t a k d ł u g o to „ s u wa ­
n e g o “, t o „t r z ę s i o n e g o “, t o „ł o b i g a n e g o “, „z p r z y s i o d k a m i “, „b e z p r z y s i o d e k “, „ n a p r o s t “, „w p o p r z e k “,
„ p r z e d n i ą “, „ z a n i ą “, „z n i ą “ i „ b e z n i e j “, t o „ z . c h u s t e c k ą “, „ b e z c h u s t e c k i “, „w m a ł y p a l e c “, „w w i e l k i
p a l e c “, „ ś r e d n i “', „ s k r a j n i “, „ p r z y t u p u j ą c “, „ p r z y k l a ­
s k u j ą c “, „p oj e d y ń c z o “, „t o z n ó w r a z e m “ , a ż n o g i z d r ę ­
t w i e j ą i „ wo d a z kozdeg' 0 włosa, k o z d y n i t k i c i u r ­
k i e m sie p o l e j e , “ aż b r a k n i e k o n c e p t u i p i e n i ę d z y
w k i e s z e n i “. O p ierający swe b a d a n ia pieśni ludow ej na p rz y ­
p o m n ie n ia c h z la t dziecinnych, n a op ow iad a n iu d ru g ic h lub na
p ro stém p r z y p a t r y w a n iu się, może n a w e t przez szkła, robi n a nas
w ra ż e n ie ow e g o dzierżaw cy folw arku albo p r z y p a d k o w e g o a g r o ­
noma, co d o rw a w szy a n ty k w a r s k im sp oso bem książki „o n a w o ­
zach c h e m ic z n y c h “ jak ieg oś pro feso ra u n iw ersy te tu , chce w edług
niej pouczać sw oich p a ro b k ó w , jak m ają je g o g r u n t u p ra w iać,
sądząc, że w ten sposób czyni zadość w szelkim w y m a g a n io m ro l­
n ic tw a p o stęp o w e g o . T o też słusznie m o żn ab y o ta k im b ad a czu
p ow iedzieć słow am i wieszcza :
„ M a r tw e znasz praw dy, n iezn an e dla ludu.
W idzisz ś w ia t w p ro s zk u , w k ażdej gw iazd is kierce;

-

368 -

(

Nie znasz praw żywych, nie obaczysz cudu !
Miej serce, i p a trz a j w serce !“

F o rm a zewnętrzna pieśni wielickich jest b ar­
d z o p o j e d y n c z a , s t r o f i c z n a 1). S trofa, s k ła d a się z 2 lub
więcej w ierszy p ołącz o n y ch ze s o b ą za p o m ocą ry m u koń co w eg o
prz ew aż n ie żeńskiego- nie b r a k je d n ak ż e i ry m u m ęsk ieg o . P i e ­
ś n i n i e r y m o w a n y c h W i e l i c z a n i e n i e z n a j ą . W ie r s z e
dłuższe p o siad ają w śro dku t. z. c e z u r ę , dzielącą wiersz najczę­
ściej na 2 ró w n e części. Nie b r a k ta k ż e cezu r innych. S tro fy s k ł a ­
dają się zazwyczaj z j e d n o g a tu n k o w y c h wierszy. N ie b r a k j e ­
d n a k ż e strof, złożonych z w ierszy ró ż n o g atu n k o w y ch . P ie ś n i niestroficznych nie ma, w yjąw szy jed n o z w ro tk o w e . C o s i ę t y c z y
r o d z a j u s t ó p w i e r s z a , to m o ż n a w s z y s t k i e s t o p y
s t a r o ż y t n e j m e t r y c e z n a n e i t u w y r ó ż n i ć , tem bardziej,
że w iersz pieśni lu d o w y ch ścliśle pozostaje w związku z m u z y k ą
i m a swój m u z y k a ln y .akcent, n a w e t k r ó tk o ś ć i d ług ość zgłosek.
W ie liczanin nie zna poezyi bez tańca i muzyki. —
N a tem k o ń c z y m y nasze u w a g i n ad p ieśniam i ludu w ielickiego.

P L u d nazyw a swoje „ á p ie w k i“ „ s t r o f a m i“ np. „weszoły ś t r o f “; dalej
nazyw a ..strofam i“ części tj. zw rotki a naw et pojedyncze w iersze. N a j ­
pospoliciej je d n a k ż e używa tego w yrazu w znaczeniu „ z w r o tk a “ n. p .
„p irsy ś tro f ty śp iw k i“ i t. p.

ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
.,Ateneum", za drugie p ó łr o cze roku 1 8 9 6 W arszawa, zbioru
ogólnego tom L X X X I I I . i L X X X I V .
W tym poważnym m ie sięczn iku w arszaw skim zam ieszczono cały szereg
p rac, o k tó ry ch w zm iankę zrobić należy na stro n ic ac h „ L u d u 11. P r z e d e w szystkiem zw raca uwagę p ra c a p. A. J a b ł o n o w s k i e g o , znanego b a d a ­
cza dziejów R u s i : j e s t to studyum p. t. ,,K ozaczy zna a leg ity m iz m “ ,
om aw iające źródłowo, treściw ie a p r z e k o n y w a ją c o dzieje pow stania 2 legend
polityczno-historycznych, m ian ow icie: b ato ry ań sk ie j i b a tu ry ń sk ie j (tom I I I . ,
str. 2 4 6 )
N iemniej pięk ną a pn uc zają cą jest p r a c a p. B r ü c k n e r a :
„Z dziejów po lskich różnow ierców — A r y a n ie 11. Godnem pilnej uwagi j e s t
p r ą d ówczesny śród naszych Aryanów, t a k p okrew ny dzisiejszej n au ce hr.
L e o n a T o łsto ja „ 0 nie sprzeciw ianiu się złe m u ". Z p racy tej p rzytaczam
mały ustęp, k tó r y rzu ca ja s k r a w e światło na ówczesny stan umysłów iu te lig ency i: „ S t . R e s s k a opowiada, że ha L itw ie g ro b u p rzech rzty żydow skiego,
L e w au a, kalw ina, potem ateu sza, ziemią nie można było zasypać (str. 4 4 5 ) “ .
W ogóle p r a c a p. B r ü k n e r a zasłu gu je n a pilne odczytanie, bo r z u c a ja s k ra w e

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.