a359d797f3928adeea6216f41e5826f1.pdf

Media

Part of Polscy Górale tatrzańscy / Lud, 1897, t. 3

extracted text


226



POLSCY CÓRALE TATRZAŃSCY
czyli

Podhalanie i Tatry na poczÿkn wieku Ш,
Rękopis współczesny przetłómaczył, wydał i objaśnieniami opatrzył
S ta -n ii-la i-u

's.

W stęp .
W B ib lio tece Ja g ie llo ń sk ie j znajduje się od n ie d a w n a rę k o p is,
ozn aczo n y liczb ą 5320, m ający za p rz ed m io t lu d i p rz y ro d ę w T a ­
tra c h . P rze jrzen ie rę k o p isu te g o p rz ek o n ało m nie, że p o sia d a
w a rto ść i g o d zien je st ogłoszenia.
R ę k o p is te n o p ra w io n y w o k ła d z in k i daw ne z p rz ed la t k ilk u ­
dziesięciu, w ielk o ści ćw ia rtk i, o 27 k a rtk a c h , n a p isa n y je s t w j ę ­
zy k u n iem ieck im . P o ró w n a n ie tre śc i z n ad p isem , w k tó ry m w y ­
m ien io n o p o czątk o w e g ło s k i a u to ra F . K ., dozw ala o d k ry ć
n azw isk o F r a n c i s z к a K l e i n a , leśn icz eg o za k a m e ry czyli
za czasó w p o sia d a n ia k ró le w sk ic h p o lsk ich d ó b r s ta ro s tw a now o­
ta rs k ie g o p rzez s k a rb a u stry a c k i.
O ow ym K le in ie doszedłem do n a stę p u ją c y c h szczegółów .
K le in d o sta ł się n a p o sa d ę w d o b ra ch n o w o tarsk ic h , w ja k iś
czas po ro z b io rze P o lsk i i po zajęciu ich n a w łasność s k a rb u
a u s try a c k ie g o . P ie rw o tn ie b y ł z a rz ą d c ą K uźnic w K o ście lisk ac h ,
w la ta c h 1805 — 1809, p o tem leśniczym w B u k o w in ie (około r. 1827)
n a d ro d ze do M o rsk ieg o O ka. O b d a rzo n y u m y słem b ad aw czy m
zaczął się p rz y g lą d a ć p iln ie ludow i i p rz y ro d zie w T a tra c h , a
w y n ik i sp o strzeżeń sw oich sp isa ł w: p rą c y , o k tó rej w łaśn ie m ów ię.
Z ży ty z lu d em tu tejszy m zn a ł go dobrze, o ile oczyw iście m ógł
dojść do zro zu m ien ia jeg-o ja k o cudzoziem iec
U s ta rsz e g o p o k o len ia G ó rali ta trz a ń sk ic h p o zo stała jeszcze
s ła b a p am ięć K le in a , p rz y n ajm n iej w iedzą coś o nim , że b y ł le ­
śniczym za K a m e ry , a p o tem za H om olaczów . N a w e t nazw isko
je g o u le g ło p rz e k sz ta łc e n iu w duchu w y m a g a ń n arzec za p o d h a ­
la ń sk ie g o i m ian o w ali g o g ó ra le „ K la jn y m “. W n a stę p n y c h la ta c h
m ia ł się te n „ K la jn y “ p rz en ieść do W ę g ie r zaraz n a sąsiedni
Spisz*) i b y ł leśn iczy m w Ja w o rz y n ie ’ S p isk ie j. P odobno, o ile
*) Piszę Spisz, a nie Spiż, ponieważ pisownia
słuszna, o czera bliżej w objaśnieniach pod 20).

przez sz je st jedynie

15

— 226 —
n ie zaw odzą o p o w iad a n ia sta rsz y c h g ó ra li, K le in m iał ja k ie ś
p rz y k ro śc i z żoną i z te g o p o w o d u ze zm a rtw ie n ia o d e b ra ł so b ie
życie w y strz ałem .
W czasach, g d y K le in sp isy w a ł sw oje sp o strze żen ia n ad
ludem tatrz ań sk im , nie istn ia ło jeszcze w ła śc iw ie lu d o zn aw stw o ,
to też dziw ić się n a w e t w y p a d a , że zw ró cił u w a g ę n a w iele rzeczy
g o d n y c h z a sta n o w ien ia u g ó ra li. P a tr z a ł po p ro stu n a lud, i to
co w idział, s p is a ł bez w y silan ia się w sp o só b zw y k ły , często bez
w y b o ru treści. Co się n ad a rzy ło , to sp isy w a ł, aż z te g o u ro sła
rzecz obszern iejsza. O d czasu, g d y K le in p a trz a ł n a lu d n a P o d ­
h a lu zm ieniło się w iele. R o z b ió r P o ls k i i p rz e k sz ta łc e n ie w a ru n ­
k ó w , w ja k ic h d o tąd ro zw ijał się lud ta trz a ń s k i, odb iło się n a
całej isto cie g ó ra li. O w iele dzik szy w p o ró w n a n iu z dzisiejszym
stan em , lu d g ó ra ls k i w id ział K le in w całej n ag o ści, z n a p ra w d ę
ż y jący m i zb ó jn ik am i, n ied łu g o potem już p o d a n io w y m i ty lk o ,
z p e łn y m zasobem podań, zabobonów , w łaściw y ch sobie w y o b rażeń ,
zw yczajów . W p ra w d z ie w w ielu m iejscach p ra c y K le in a m ożnaby
p ra g n ą ć w ięcej szczegółów , w ięcej is to tn y c h spostrzeżeń, ale i za
to, co p o zo staw ił, n a le ż y mu b y ć w dzięcznym . T rz e b a pam iętać,
że z czasów ta k sto su n k o w o d aw n y c h nie p o s ia d a p iśm ie n n ic tw o
ta trz a ń s k ie żadnej p ra c y dotyczącej lu d u tu tejszeg o . W y sz ło
w p ra w d z ie n iew iele opisów T a tr, d o ty c z ą c y c h i polskiej stro n y
ty c h g ó r, ale za jm u jący ch się przew ażn ie p rz y ro d ą lub d o ty k a ją ­
cy ch zaledw ie p o b ieżn ie lu d u g ó ra lsk ie g o , a p o ch o d z ący c h od
ludzi m ało co o b e z n a n y c h z tą okolicą. T em b ard ziej należy cenić
p ra c ę człow ieka, co w ięk sz ą część ży cia sp ęd ził śró d o w eg o ludu
n a tle T a tr i m ia ł sp o so b n o ść p o zn ać go, o ile o czy w iście b y ł
w stan ie, ja k o cudzoziem iec, n ie m ający poczucia dla sło w iań sk ieg o
d u ch a ludu. K le in ja k o N iem iec i ja k o u rz ę d n ik p a ń s tw a zaborczeg'0, usiłująceg-o z a p ro w ad z ić n o w y p o rz ą d e k i w y p len ić sta re
n ą w y k n ie n ia , z isto ty rzeczy b y ł n a ra ż o n y n a ro z lic z n e . p rz y k ro ­
ści od lu d u ta trz a ń s k ie g o , zw łaszcza od ro zbójników , to też m u­
s ia ła się o d b ić w jego p ra c y p ew n a n iech ę ć do te g o ludu.
G łó w n ą część p ra c y K le in a zajm uje opis zbójników i ich
sp ra w e k . O prócz w łasn e g o o p o w iad a n ia w łą c z y ł K le in w sw ą
p ra c ę w sp o m n ie n ia o zb ó jn ik ach ta trz a ń sk ic h , z e b ran e przez B lum en feld a, leśn iczeg o k a m e ra ln e g o w W ito w ie i P o ro n in ie . B lum enfeld z n araże n ie m ży cia u g a n ia ł się przez la t k ilk a n a śc ie za
zb ó jn ik am i, ch cąc ich w yplenić, a za to o trz y m a ł n a w e t p o ch w ałę
od rz ąd u a u stry a c k ie g o .
K le in zw ra c a ł też u w a g ę n a T a try . P ie rw sz y w ziął się do
p o m ie rz e n ia p o w ierzch n i je z io r ta trz a ń sk ic h , p rz y n ajm n iê j k ilk u

— 227 n ajg łó w n iejszy c h . C hociaż p ra c a je g o nie b y ła d o k ład n a, ale p rz e ­
cież przez la t wiele, b y ła je d y n ą i k o rz y s ta li z niej w szy scy p i­
szący o T a tra c h . P ró c z te g o b a d a ł g łęb o k o ść M o rsk ieg o O ka,
a p o m ia r jeg o d o p iero n ied aw n o został p o p ra w io n y i z a stą p io n y
n o w y m n au k o w y m E. D ziew u lsk ieg o .
N a w iele w ażn y ch p y ta ń z dziedziny z n a w stw a T a tr i ludu
ta trz a ń s k ie g o z n a jd ą się w sk azó w k i w p ra c y K le in a . W s p ó łc z e śn i
m u p o d ró żn icy zw ied zający T a try z a się g a li ra d i zb ie ra li w ia d o ­
m ości do w łasn y c h opisów z u s t K lein a. N a w e t d a się o dszukać
w dziele S y d o w a p o d ró ż u ją ceg o po T a tra c h w r. 1827 w k ilk u
m iejscac h ślad, że p is a ł n a. p o d staw ie zapisków czy n io n y ch z opo­
w iad a ń K le in a , k tó ry c h ę tn ie u d zielał w iadom ości.
W p ra c y K le in a znać, że u k ła d a ł ją człow iek nie b ard zo
b ie g ły w w ła d a n iu piórem . S ty l nie w y ro b io n y , za n ad to je d n o ­
stajn y , sposób o p o w iad a n ia n iera z p o zo staw ia jący w iele do ż y ­
czenia.

T łó m acząc je g o p ra cę, o ile m ożności sta ra łe m się n a d a ć jej
w ięcej żyw ości i zm ienić sty l. C hcąc je d n a k pozo staw ić p rą c y
znam ię n a d a n e jej p rzez au to ra , czyniłem to ty lk o tam , g d zie n a ­
k a z y w a ła k o n ieczn o ść. W tre śc i niem ieckiej u m ieścił a u to r w iele
w y ra zó w p o lsk ic h , w z ię ty c h z n arzec za P o d h a la n i te oznaczone
są cu dzy sło w em . P ró c z te g o o k a z a ła się p o trz e b a u ży ć n ie k tó ry c h
w y ra zó w ró w n ież g ó ra lsk ic h n a o k re śle n ie zn a cze n ia słów n ie ­
m ieck ich , a o d n o szący ch się do lu d u ta trz a ń s k ie g o . P rz y p is y
au to ra , ja k ie b y ły w rę k o p isie , p o zo staw io n e są ta k sam o. P ró c z
te g o k o n iecz n ie n ależ ało d o d ać w iele o b jaśn ień w ro z m a ity c h
m iejscach opisu. Ż eby te o b jaśn ien ia nie p rz e ry w a ły to k u opisu
K le in a , ze b rałem je osobno ułożone po k o lei m iejsc, do k tó ry c h
się odnoszą, o znaczone liczb a m i p o rząd k o w em i. W ty c h o b jaśn ie­
n ia c h d o tk n ą łe m w ielu szczegółów , k tó ry c h obszerniej nie m o g łe m
tu ta j rozw inąć, o d k ład ają c sobie n a później o b ro b ien ie i o g ło sz e ­
nie tak o w y c h .
R ę k o p is w łaściw ie nie je s t p isa n y rę k ą sam eg o au to ra , ale
p rz e p is a ł g o z p ierw o w zo ru w r. 1836 J a n K a n ty A n d ru sik iew icz,
o rg a n is ta i n a u c z y c ie l w C hochołow ie p o d T a tra m i. Ó w A n d ru ­
sik iew icz je s t to ty m zn a n y m w dziejach 1846. ro k u działaczem ,
k tó ry w ó w czas n a tc h n ą ł lu d ta trz a ń s k i w ręcz o d w ro tn y m duchem ,
niż ja k im ży ł lu d gdzieindziej w G alicyi. P o d je g o p rzew o d em
lud ta trz a ń s k i zaczął zbrojne pow stanie*) n arodow e, g d y n a „ d o ­
*) P a tr z : W alery E lja s z : K a rtk a
dla kobiet, w Poznaniu. 1884.

z dziejów P odtatrza.

Dwutygodnik

ła c h “ ch ło p i za podszeptem w ro g im u rząd zili rzeź. A n d ru sik iew ic z
z b ie ra ł k siążk i i opisy ty czą ce się T a tr, w ięc o trzy m a w szy od
K le in a ciek a w y rę k o p is, p rz e p is a ł go so b ie osobno.
P ra c a K le in a p o w stała w r. 1827., te n bo w iem ro k d a się
o d szu k ać w tre ś c i o p isu n az w an y ro k iem obecnym .
T y tu ł p ra c y b rz m i nieco dziw acznie : K u rz e B e sc h re ib u n g
d er K a rp a te n aus G e b rä u c h e n d er E in w o h n er, S een , K o ście lisk er
T h aïe, M in eralien, B e rg b a u , W ä ld e rn , P flanzen, T h ie re n u n d R ä u ­
b e rn . B e sc h rie b e n von F . K .
P rze tłó m ac zy w szy opis K le in a , zach o w ałem u k ła d ta k i sam ,
co w pierw o w zo rze. A u to r p o o zn aczał n ap isam i osobne u stęp y ,
k tó re p o zo staw iłem rów nież, dodaw szy ty lk o n a p isy , k tó ry c h
b ra k o w a ło i o d d zieliw szy n ap isem o p o w iad a n ie B lu m en feld a, w c ie ­
lo n e do p ra c y K le in a . D o łąc zy łem ta k ż e spis tre śc i o p isu K le in a .
D o stęp do rę k o p isu złożonego w B ib lio tece Jag ie llo ń sk ie j
u ła tw ił mi sza n o w n y K u sto sz tejże p. D r. W ła d y s ła w W isło c k i,
u d zielił też po m ocy w n ad z o ro w an iu p rz e p isy w a c z a rę k o p isu dla
m nie, za co serd eczn e w y ra żam podziękow anie.
Treść: Zw yczaje

m i e s z k a ń c ó w . — . D r o g a d o M o r s k i e g o O k a . — M o r s k i e O ko. —
C z a rn y S taw . — P ię ć S ta w ó w . — S ie d m S taw ów . — D o lin a K o śc ie lis k . —
K o p a lin y . — G ó rnictw o. — L asy i rośliny. — Z w ierzęta. — Z b ó jn icy t a ­
t rz a ń s c y .— O p o w ia d an ie B lu m e n fe ld a o zb ó jn ik ach — W łaściw o ści zbó jn ik ó w .

K rótk i opis T a t r 1
)
składający się z op:su zw yczajów mieszkańców , jezio r, doliny K ościelisk, m ine­
rałów , górnictw a lasów, roślin, zw ierząt i zbójników
przez

IE1.

Zw yczaje mieszkańców.
„ G ó ra l“ ta trz a ń s k i m a w z ro st m ierny'x'), siln e ko ści i m ięśnie,
ja s n ą zd ro w ą ce rę tw a rz y i b ard zo b ia łe zęby, k tó re zaw dzięcza
jed zen iu „ m o s k a la “**) i żuciu ż y w ic y 2). G ó ra l od d ziec iń stw a w y trz y ­
m ały je s t n a w p ły w y p o w ietrz n e, d la te g o latem i zim ą uży w a j e ­
d n a k ie g o o d zien ia ; w n ajw ięk szy upał***) ja k i w n ajcięższe zim no
*) We wsiach leżących p od sam ëm i T a tra m i, j a k np.
Olczy i wielu innych z n a jd u ją się ludzie silnie zbudowani.

w Z ako p an em ,

**) J e s tto ok rą g ły p lacek , upieczony z m ą k i owsianej,
dzień p rz y rz ąd zan y .

zazwyczaj

co-

***) у p ełni la ta w m iejscach zacisznych i ład n y ch bywa gorąco u c ią ­
żliwe. Góral w k ró tk ie j koszuli szu ka cie n ia i chłodzi się w odą ź ró dla ną.

-

2á9 -

nosi m ały o k rą g ły kapelusz, ciem n ą „c u tię“ 3), b ia łe spodnie, —
n a co su kno sam so b ie sporządza, — k tó re to o b a odzienia
nie m ają pod szew k i. K r ó tk a k o szu la p o k ry w a m u ledw o p ie rś,
n o si p as i „ k ie r p c e “, z .b o k u zaw iesza n a rzem ien iu n a b ity m g u ­
zikam i sk ó rz a n ą to rb ę , k tó ra m u słu ży za p o d u szk ę i n ig d y jej
n ie zdejm uje z sie b ie ; do niej w k ła d a k ró tk ą fajeczkę, p ien iąd z e
i inne d ro b iazg i, k tó re zn a la zł lub też u k ra d ł.
N a p le c a c h nosi in n ą to rb ę 4), sp o rz ąd zo n ą z s u k n a b ia łe g o ,
w ielk o ści d o stateczn ej do u k ry c ia dw u lub trz e c h z a ję c y ; o sła n ia
g o o n a w razie n ie p o g o d y i słu ży do p rz ech o w a n ia po ży w ien ia,
k tó re z a b ie ra z so b ą n a w y p ra w y n a c a ły tydzień. G ó ral zw y k ł
od św ię ta g ło w ę (w łosy) obficiej, niż zazw yczaj nam aszczać. K o ­
szulę w d ziew a k ró ts z ą czyściejszą i ozdobioną żółtą, m osiężną,
w ielk ą s p in k ą 5), od k tó re j zw isają krótkie, łań cu sz k i m osiężne.
W p ó łc ia ła p rz ep asu je się szerokim p a se m 6) rzem iennym , n a b ijan y m
m ały m i ro zm aitej b a rw y guzikam i*). M a ły o k rą g ły c z a rn y k a p e ­
lusz o tacza p a s e k z czerw onej w stążki, za k tó ry m z a tk n ię ta w ią­
z a n k a z k w ia tó w g ó rsk ic h lub też z cisu. N a n o g i w dziew a now e
b ia łe sp o d n ie i k ierp ce, o p atrz o n e b ia łe m i Onuckami**). T o je s t cały
strój g ó ra la o d św iętn ie u b ra n e g o do k o śc io ła lub n a inne u ro ­
c zy sto ści.
S zyję i u szy nosi g ó ra l zaw sze o d k ry te ; dla uszu sta n o w ią
o ch ro n ę od zim na g ęste, sp a d a ją c e w łosy. K o b ie ty i d ziew częta
n o szą b ia łe k o żu ch y b a ra n ie , w y trz y m u ją je d n a k zim no jeszcze
lepiej niż m ężczy źn i; często się zdarza, że w śnieg' i m rozy boso
id ą do k o ścio ła n io sąc w rę k u b ó ty , k tó re p rz y sz e d łsz y n a m iejsce
w dziew ają, a do dom u w ra cają c znow u zdejm ują.
G łó w n e p o ży w ien ie g ó ra li sta n o w i „m o sk al“, „ k lu s k i“; ziem ­
n ia k i ; w nieu ro d zaj jed zą ta k ż e zioła, liście i m łode szyszki św ie r­
k o w e 7), k tó re zow ią „m ajki“ ; p ró c z m uchom oru je d z ą p ra w ie
w szy stk ie ro dzaje g rz y b ó w bez szkody d la zdrow ia. Z darza się,
że ś n ie g p rz y sy p u je n ied o jrz ały jeszcze ow ies, łam ie go i g n ie c ie ;
o d cin ają w te d y całe k iści teg o ow sa, suszą ziarn o w raz z plew ą,
m ielą i zjad ają! B y d le rz ad k o u n ich p ad a , nim bo w iem do teg o
przyjdzie, p rz erz y n ają m u gardło***) i (choćby n a w e t k re w nie od­
ch o d ziła) u w ażają je za zd a tn e do jed ze n ia!
*) Lubią, zwłaszcza guziki żółtej barwy.
**) Im czyściejsze onucki, tem większe zdobywa sobie uznanie u nie­
wiast.
***) Jeżeli nie mają pod ręką noża, rozdzierają gardło kamieniem lub
kawałkiem drzewa.



230

-

Z jadają je z najw ięk szy m sm akiem nie czując w strę tu i o b rz y ­
d z e n ia — n a w e t zd a rza ło się często, źe w y k o p y w a li w n o c y pok rÿ jo m u w ściek łe św inie, k ro w y i zjadali. W ó d k ę i m o cn y w ę ­
g ie rs k i ty to ń „b a s i a k “ 8) lu b ią n am iętn ie ; ty m dzielą się chętn ie,
a fa je c z k a ob ch odzi z u s t do ust, nie pom ijając n a w e t n ajp o śledniejszego. T an ie c, k tó ry s k ła d a się g łó w n ie z k oziołków i s k o ­
ków , lu b ią ta k ż e b ard zo . K to w ta ń c u n ajw yżej skacze, te n b y w a
przez re sz tę taiiczą cy ch szczególnie p o w a żan y ; słu ży m u p ie rwszeństw-o w w y b o rz e n ajlepszej ta n c e rk i lub takiej, k tó ra m u się
podoba. T a k im i w y siłk am i z g rzan y i p o te m o b la n y tan ce rz, ta rz a
się po ziem i d la o c h ło d y ; ta k o d św ieżony i w zm ocniony za czy n a
sk o k i n a n ow o !
G ó ra le w czasie u p ra w y ro li są b a rd zo pilni, skoro je d n a k
ta p o ra p rzejdzie, p o p ad a ją w len istw o i nic nie ro b ią aż do czasu
zb io ru o w sa i k o p a n ia ziem niaków . Jed n i z n ich id ą do W ę g ie r,
in n i k o cz u ją z b y d łe m n a p a stw isk a c h w g ó ra ch . In n i s ta ra ją się
zn aleść jeszcze w yg o d n iejszy sp o só b życia, za ra b ia ć k ra d z ie ż ą 9).
N ajw ięk szą o zd o b ą w m n iem an iu g ó ra li są w łosy, k tó re raz.
d w a razy n a ty dzień, szczeg ó ln ie w niedzielę i św ięta m aszczą
m asłem , sad łem lub innym tłuszczem ; stą d do jm u jąca i w s trę tn a
w oń, zw łaszcza w lecie i w ko ścio łach i in n y c h m iejscach ze ­
b ra n ia .
O k azu ją p rzecież, szczeg ó ln ie obecnie, sk ło n n o ść do cz y sto śc i;
lu b ią je d n a k zw łaszcza w zim ie m ieszk ać z b y d łe m w jed n ej o p a la ­
nej izbie 10), p rz ez co p o w ietrz e ze p su te ty m i w yziew am i ludzi i b y d ła
daje zaró d do ro z m a ity c h ch o ró b p o sp o ln ý c h ! I to je st p ra w d z iw a
i n ajb liższa p rz y czy n a , że g ó ra l, b u d o w y zdrow ej, silnej i w y trz y ­
m ałej, p rzecież c ierp i n a ro zm aite n ieb ezp ieczn e choroby, ja k n a
tra w ią c ą g o rą czk ę , czerw o n k ę, c h o ro b y n a rz ą d u oddechow eg'o,
g o ściec, św ierzb , a nie rz ad k o też n a p rz y m io t ! G ó ra l w ch o ro b ie
leczy się najw ięcej sam o p ie p rz o n ą silnie w ódką, m asłem , stare m
sad łem (im starsze, tem lepsze), sło d k iem m lekiem i sad łem świs t a c z e m i
sm aru je się p rz y te m tłuszczam i i w ó d k ą ; po
n am aszczen iu w y chodzi n a g o rą c y p iec albo też w chodzi do p ie c a
do śro d k a , a b y tłuszcz zm ieszany z w ó d k ą lepiej w n ik n ą ł w ciało
i sp ra w ił sk u tek . Jeż eli po zasto so w an iu ty c h lek ó w nie n a stą p i
polep szen ie, w te d y u c ie k a się do tru ją c y c h i silnie działający ch

kim
cie.

*) Sadło świstacze uważają, gó rale
za wszechmocny le k przeciw wszel­
chorobom , jeżeli on nie pomoże, to nic nie pomoże, żad en lek n a świę­
D lateg o cena maści dochodzi aż do 4 złotych.

— 231 —
ro ś lin * )1*). Jeż eli m im o to c h o ry um rze, to p o ciesz ają się tem , że
zasto so w ali w szystko, a chorem u już żaden le k a rz n a św iecie nie
b y łb y p o m ó g ł (poniew aż b y ło m u oczyw iście przeznaczone um rzeć).
Za n ajw ięk szą i najm niej u lecz aln ą chorobę, za m a tk ę w szel­
k ic h chorób u w ażają ta k zw an y u n ich g o ś c i e c 13) ; do lecz en ia
g o uży w ają ró ż n y ch am u letó w lub też u d ają się do b a b w ta je ­
m n iczo n y ch w te g o rodzaju p r a k t y k i 14). B a b y te przez w y m aw ia­
nie p ew n y ch słów i sp e łn ia n ie ró ż n y ch obrzędów , zażeg n y w u ją
czyli w y p ę d zają chorobę. T a k ie b a b y b ard zo p o w ażają, w y n a ­
g ra d z a ją c je dobrze m asłem , lnem , pien iąd zm i i t. d.
Jeżeli p rz y p ad k iem chory w yzdrow ieje, m usi jeszcze le k a rk ę
oso b n o w y n a g ro d zić, a b y tej ch o ro b ie nie d ała pow rócić. Lecz
jeżeli c h o ry w ta k ie m leczen iu zginie, m ów ią „gościec p rz e trz y ­
m a ł“ t . j. że on g o ściec p rz e trz y m a ł czyli zadaw nił.
P r z y za ślu b in a ch zaraz z a w iera ją um ow ę. N arzeczo n y p y ta
ojca o b lu b ien icy , ile sz tu k b y d ła lub ile p ien ięd z y za m y śla dać
có rce w p o sagu. Jeżeli o b ie tn ic a ojca p rz y p a d a do m yśli s ta ra ją ­
cem u się, to teg o ż dnia, zw y k le w nocy, z a w iera ją um ow ę w o b e­
cn o ści k ilk u p rz y ja c ió ł z obu stro n i w zm acn iają ją 15 do 20
k w a rta m i g'orzałki. W razie, g d y się je d n a stro n a cofnie, o b o w ią ­
zan a je s t tę i w szy stk ie inne w y d a tk i zw rócić,
P rzy za ręc zy n ac h i za ślu b in a ch zd arzają się b ła z e ń stw a , p rz e- ch o d zące w n ajn iesm aczniejsze, najlichsze ,s) p ra w ie nie do w iary .
P rz y to c z ę tu ty lk o je d e n p rz y k ła d : W dniu zaślu b in po p o w ro c ie
z k o śc io ła do dom u, -wprowadzają zgrom adzone tam k o b ie ty n a ­
rzeczo n ą do stajni, sto d o ły lub w inne m iejsce zd a la od m ężczyzn.
T u sad z ają ją n a nizki sto łeczek alb o n a w iązk ę sło m y i ta k
d łu g o sz a rp ią za szyję i głow ę, że aż jej oczy zachodzą łz a m i;
p o te m ją oczepiają, podczas g d y in n e k o b ie ty p rz y g o to w u ją g o ­
rą c ą g-orzałkę z m asłem i p iją ją sam e b ez udziału m ężczyzn.
O czep io n ą ty m sposobem o b lu b ien icę w p ro w ad zają k o b ie ty do
izby, p rz e d sta w ia ją p a n u m łodem u, zw raca jąc się do niej z rozm aitem i p y ta n ia m i, sad z ają za stół, n a stęp n ie o b d a rz a ją ją goście
w eselni k ilk o m a groszam i. P o tem o b d a ro w a n iu w noszą p o tra w y ,
k tó re z n ik a ją i p rz e p a d a ją w okam gm ieniu.
G órale, a zw łaszcza g ó ra lk i p iln ie uczęszczają do ko ścio ła,
szczeg'ólnie w dni św iątec zn e, a do te g o p rz y g o to w u ją sie w p rz e ­
d e d n iu i zjaw iają się w n ajp rzed n iejszem b ia łe m odzieniu 16).
P o sty zach o w ują ściśle i n ig d y ich nie zaniedbują, ale za to
ebz sk ru p u łu o k ra d a ją się naw zajem lub w y rz ąd za ją sobie szkody.
*) „ n i e t o t a “, „liszczy k o r z e ń “ .

-

232 —

Z ab o b o n y ta k ja k u w szy stk ich ludów z a co fa n y ch w o św ia ­
cie są ro zp o w szechnione. W ie rz ą w czaro w n ice, k tó ry c h p so ty
o d b ijają się p rz ed ew sz y stk ie m n a b y d le , n a m lek u i n a w y ro b ie
m a sła ; w ierzą w zjaw isk a duchów szczeg ó ln ie rodziców , p rz y ja ­
c ió ł i t. d. ” )
L u b ią p rz ep o w ied n ie i ra d zą się ich zw łaszcza w p rz y p a d ­
k ac h zło dziejstw a lu b in n e g o nieszczęścia.
N a śm ierć są o b o jętn i; rz a d k o ojciec o p łak u je dziecko, m ąż
żonę i n ao d w ró t. R acz ej m ałżeństw o cieszy się ze śm ierci jedneg'O
z dw ojga, b y le ty lk o coś zy sk a ć n a p o w tó rn y m ślubie. R ó w n ież
cieszy się b r a t i sio s tra ze śm ierci ro d z eń stw a, a b y w ięcej odzie­
d z ic z y ć 18).
O ile g ó ra l tu tejszy w y d a je się b y ć u sp o so b ie n ia d o b ro d u ­
sznego, p rz y ja cielsk ieg o , o ty le je s t on p rz y te m c h y try , p rz e b ie g ły
i m ściw y. N a w e t p rz eb ac zy w szy daw no w y rz ąd zo n ą so b ie z n ie ­
w a g ę, s ta ra się p rz y danej sp o so b n o ści n ie za p o m n ie ć jej i pom ścić.
Jeżeli sam n ie m oże teg-o zrobić, to n ajm u je sobie p o m o c n i­
k ów alb o p rzek azu je dzieciom w y k o n a n ie . Z łośliw ość n a w e t p o ­
su w a d alek o , a b y ły p rz y p a d k i, że m szczono się p o d p alan ie m .
Jeżeli g ó ra l p oczuw a się do w in y i znajdzie się prócz te g o
w rę k a c h sp raw ied liw ości, je s t w te d y ła g o d n y , d o b ro d u szn y , ja k
w ilk w dole, p e łz a ją c y i p o k o rn y . Lecz n a w olności w lesie ze­
b ra n i g ó ra le są g ru b ia ń sc y , b u tn i, zuchw ali i hardzi, a także
s k ło n n i do ro zlew u k rw i. S łó w o b e lż y w y c h m ają dosyć, a p o p rz e ­
d zają one zazw yczaj b ija ty k ę .
N a d zw y cz ajn ą trw o g ę czuje g ó ra l p rz ed stan em ż o łn iersk im I9).
A b y go u n ik n ą ć k a le c z y sobie rę c e i n o g i i o b rz y n a uszy. P rz y
p o b o rz e w ojskow ym p o d a je p rz eró ż n e c h o ro b y i p rz e k rz y w ia ciało
w ro zm aite p o staci i zapuszcza k o łtu n . O jczyznę k o c h a b ard zo .
Ż o łn ierze p o siw ie li w w ojsku i k tó rz y b y m ogli w o b cy m k ra ju
w służbie lub też w z a k ła d zie in w alid ó w w yżyć, w ra c a ją do oj­
czyzny. W ró c iw sz y do dom u, je s t g ó ra l ty m sam ym , jak im b y ł
p rz ed w stąp ien iem do w o jsk a; żyje n ęd zn ie ch leb em ow sianym ,
zd o b y ty m słu żb ą lu b w y ż e b ra n y m .
G ó ra le z p rz y ro d z e n ia są d o b ry m i cieślam i, a zd arzają się też
n iera z m iędzy n im i sto larze. T o m ają w sp ó ln eg o z c y g a n a m i w ę­
g iersk im i, że ta k ja k oni z p rz y ro d z e n ia są k o w alam i, ślu sarzam i
i m u zy k an ta m i i ta k sam o m ają p o c ią g do k rad zieży , p rz e p o w ia ­
dali i k o czo w n ictw a. I rzeczy w iście g ó ra le m ają w lecie w iele
p a s tw is k w e w si oraz p o la n y i h ale w g ó ra ch , k tó re kolejn o u ż y t­
k u ją i b y d łem sp asają 20).

-

233 -

Droga do Morskiego Oka.
W ą z k i ch o d n ik w io d ący do M orskiego O ka, w y d e p ta n y ty lk o
p rzez trzo d y p a s ą c y c h się ow iec, b y ł p rz ed r. 1806 zn an y ty lk o
p asterzo m , strzelco m kozic, i k ilk u k orzeniarzom 21). Jeszcze r. 1806,
g d y J e g o c. k. W y so k o ść a rc y k sią ż e Jó ze f p a la ty n z k ilk o m a d o ­
sto jn ik am i k ró le s tw a w ę g ie rsk ie g o w swojej najw yższej obecności
zw iedził M o rsk ie O ko, b y ł d o stęp do n ieg o b ard zo tru d n y i u c ią ­
żliwy. D o piero r. 18 i i podczas zw ied zan ia T a tr przez g u b e rn a to ra
k ra ju J. E xc. P io tr a v. G oes, d ro g ę do M o rsk ieg o O k a w iodącą,
z ro b ił ó w czesn y c. k. zarząd n o w o ta rsk i i d o p ro w a d ził do stan u
j e z d n e g o 22) ; ja k o też i te ra z d ro g a ta n ie ty lk o w d o sk o n ały m
stan ie się znajduje, a n a w e t o b ecn y w łaśsiciel ziem ski p. E m an u el
H o m o latsch , g o rliw y o dobro publiczne, ro z szerz y ł ją tak , że może
uch o d zić za je d n ą z n ajp ew n iejszy ch i n ajlep sz y ch d ró g w s to ­
su n k u do w a ru n k ó w i w łaściw ości tej o k o licy g ó rsk iej.
O prócz w ielu rzeczy g o d n y c h w idzenia, k tó re g o ście w ty ch
śn ieżn y ch g ó ra c h ta trz a ń sk ic h najw ięcej odw iedzają i podziw iają,
n ajo so b liw szem i są R y b i e czyli ta k zw ane M o rsk ie O ko, P ię ć
S ta w ó w i d o lin a K o śc ie lisk 23).
Morskie Oko 24).
J e s t ono zw łaszcza od p o łu d n ia otoczone s k a ła m i k o ń czy stem i, n ied o stęp n em i, p o p rz ery w a n em i zielonem i u p ła z k a m i (na
k tó ry c h daw niej trz y m a ły się kozice, te ra z p rzep ło szo n e w g łę b sz e
o k o lice g ó rsk ie, s k u tk ie m częstszeg o zw ied zan ia M o rsk ieg o O ka).
J e d e n szczyt ty c h s k a ł w y o b ra ża p o sta ć ludzką, k tó rą zow ią s ta ­
rzy, a też i dzisiejsi g ó ra le w ję z y k u o jczy sty m „M n ich e m “. O bok
w y p ły w u z M o rsk ieg o O ka, g d zie p s trą g i zw łaszcza w p o g o d n y
w ieczór ig ra ją c sk aczą w g órę, w znosi się p ię k n y , o k rą g ły , ro ­
m an ty cz n y , zielony p a g ó re k , n a k tó ry m je g o b isk u p ia m ość n aj­
d o sto jn iejszy b isk u p ty n ie c k i G rzeg o rz T o m asz Z ieg ler k a z a ł w y ­
staw ić k rzy ż z n a p ise m : „H ic non p lu s u ltra non su p ra n isi in
C ruce D o m in i N o stri Je su C h risti“ - - - d n ia 29. lip ca r. 1823 25J M or­
sk ie O ko m a p o w ierzch n i 56 m orgów , 41 iD sążni a g łę b o k ie
je s t n a 32 sążn i w stro n ie p o łu d n io w o -zach o d n iej 2e). P rz e p ły w a ją
je p e łc ią 27), co u ła tw ia u ciążliw ą d ro g ę do C zarn eg o S ta w u .
O b o k ro z m a ity c h osobliw ości g o d n y c h w idzenia, w a rto też
p o słu c h a ć w y strz a łu b ro n i a zw łaszcza m oździerza ; echo je g o ro z­
*) Podług starego podania miano znaleść w Morskiem Oku szczątki
okrętów i skrzyneczkę z kosztownościami. Ta baśń utrzymuje się aż dotąd
między tutejszymi i spiskimi góralam i2Э). Maneat fides penes auctores.



234 —

le g a się ja k b rzm ien ie o d leg łeg o g ro m u lu b k ilk u k ro tn y w y s trz a ł
d ziałow y.
W y p ły w z M o rsk ie g o O k a je s t d o sy ć obfity, tw o rz y b y s tr ą
rz e k ę „ B ia łk ę “ 38), k tó ra się łącz y pod w sią D ę b n em z rz ek ą D u ­
najcem .
T a k ż e ze w z g lę d u na zasad y zdrow otne znajdzie tu ta k s ta ry
ja k sc h o rz a ły ch w ile w y tc h n ie n ia i uciech y , zw łaszcza ci, co c ie r­
p ią n a u ciążliw ości ż o łąd k o w e i tra p ie n i b y w a ją b ra k ie m ła k n ie ­
nia. W ie lu , k tó ry m n ie sm a k o w a ły w in n y c h k ą p ie la c h leczniczych
p ieczeń an i też in n e p rz y sm a k i, o d zy sk a ło n ajlep sz ą chęć do ja d ła
b ez p o m o cy lek arsk ie j i bez u ż y w a n ia g o rż k ic h leków . Z drow i
je d n a k i do b rze tra w ią c y , co p rzy szli do M o rsk ieg o O k a z p u s tą
to rb ą , m usieli się n ieraz uciec do m o sk a la (chleb o w sian y ) lub
re sz te k ch leb a. D la te g o n ajlep sza rad a, a b y ci co c ie rp ią n a b ra k
łak n ien ia, n ic (oprócz sta re g o d o b reg o wina) ze so b ą n ie b ra li,
a p ili sk w ap liw ie tę c z y stą w zm acn iającą żo łąd e k w odę z M or­
sk ie g o O k a ! Lecz. ci, co zaw sze m ają d o b re ła k n ie n ie , niech się
z a o p a trz ą w obfity za p as żyw ności (a b y g io d u nie cierp ieć). D la
w y go d n ej p o d ró ż y po T a tra c h po lecić m ożna n a stę p u ją c y p r z e p is :30)
J e żeli zechcesz T a tr y zwiedzać z p rzyjem no śc ią,
R a d z ę ć p o stą p ostrożnie, z c a łą przezo rn ośc ią.
Z ab ierz ze sob ą wszystko, czego ci p o tr z e b a —
Nie zapomnij pieczeni, ni wina, ni cbleba.
Bo choć chętna, lecz ch ud a sp o tk a cię gościna,
M lekiem , miodem nie płynie bowiem B ukow ina,
W siano, słomę d o sta tn ia , n ie b o g a ta zbożem,
A przec ież t r u d n o ja k o ś wyżyć słowem Bożem.
C hleba, mięsa, ja r z y n y n ik t ci tu nie sp r z e d a ,
A ni nie p o d a ru je , sam niem a, więc nie da.
N ie raz przyjdzie mech pijać, z a m ia st sm acznej kawy,
W miejsce wytw ornych lodów, lizać śniegu ławy.
Nie m ianuj sk ąp stw em biedy, k t ó r a tu taj gości,
Bo skąpstw o znajdziesz racze j p o śró d obfitości.
. Ale za to :
Nocleg, stajn ię, drw a, wodę d ostaniesz w gościnie,
J e ś li wody nie lubisz — sam pomyśl o winie !
S i vis p e rm e a re carp a tic o s m ontes
H ic c e loci b ib ’r e viuum, et non fontes ;
H a b e to Omnium n e c e ss a rio ru m furam ,
Accipe tec u m panem , vinum, ass a tu ram .
N am B u kow ina non e s t ta l is locus
U b i g ra tis d a r i p o ssit cibus a tq u e potus,
H icce p e r e g r i n a n non est jo cu s,
Assam fotum bàm d e n e g a t d a re focus,

— 235 —
E r g o si hic vis iucunde p e re g rin a ri,
D ebebis de necessariis assidue sollicitari.
U t vacuo ta n isterio non venias,
Sed tibi domi id piene im pleas.
Ceterum,
H ospitium , stab ula, aquam et ligna
Obtinebis, e t alia h o sp italitatis signa.

Czarny Staw.
O d d a lo n y od M o rsk ieg o O ka n a 1.800 k ro k ó w n a południow schód, m a p o w ierzch n i 37 m o rg ó w 1.48iD sążni. To jezio ro je s t
c ałk o w icie zw łaszcza od stro n y w schodnio-południow ej otoczone
sk a ła m i n ied o stęp n y m i w k s z ta łc ie k o tła , nie p o sia d a w cale p s trą ­
gów , ja k M o rsk ie O k o ; w oda w niem w y d aje się czarną, od czego
też n az w an e C zarnym S ta w em 31).
Pięć S taw ów .
J e z io ra zw an e „Pięć S ta w ó w “ od d alo n e są od d ro g i w io d ą­
cej do M o rsk ieg o O ka, n a p ięć g'odzin; d o stęp do n ich doliną
„ R o s to k i“ nie je s t w p ra w d z ie n ieb ezp ieczn y , ale z pow odu ciągłeg'o p o d n o sze n ia się w g ó rę b ard zo u ciążliw y. Z ty c h P ięciu
S taw ó w g ó rn y b y w a jeszcze w lip cu p o k ry ty lodem (n azyw ają go
g ó ra le : „Z a m arzłe“). D o ln y je s t o so b liw y ta k ze w zględu n a z n a ­
czne ro zm iary , ja k ró w n ież z pow odu w ielk ieg o w o dospadu, ja k i
w y tw a rz a .
A n g lik W a d e B ro w n e z T rin ity Colleg-e Cam bridg-e (który
o b jech a ł c a łą E u rope, A zyę, E g ip t) zw iedził te P ię ć S taw ó w d nia
13. lis to p a d a 1825 r. w n ajp ięk n iejszą, n ajciep lejszą po g o d ę, (k tó ra
w T a tra c h je st w tej po rze w ielk ą rzadkością). U czo n y te n p o ­
d ró ż n ik p rz y zn ał, że g d y b y ów w o d o sp ad b y ł w ięcej p io n o w y
(niż jest), to m u siałb y zająć m iędzy n ajw iększym i w odospadam i
w E u ro p ie p ierw sze m iejsce *).
Jezio ro , z k tó re g o w y p ły w a w o d o sp ad , m a p o w ierzch n i
40 m o rg ó w i 8ooD s ą ż n i 32).
Siedm S t a w ó w 33).
N ajw ięk szy z ty c h „S iedm iu StawówT“ je s t C zarny sta w o p o ­
w ierzch n i 45 m o rg ó w здоП sąż n i; zw iedzają je rzadziej niż wyż
*) W czasie trw ałej posuchy je s t ten wodospad nieznaczny, istotnie
tr u d się nie opłaci, aby podejm ow ać ta k p rz y k re i męczące stą p a n ie w górę.
E x p e r ie n tia Illustrissim i Comitis Domini Szembek.

-

236 —

w y m ien io n e. J. E. g u b e r n a to r g a lic y jsk i v. G oes, k tó ry r. 1811
zw iedził w szy stk ie osobliw ości T a tr, z a d a ł so b ie tru d zobaczyć
tak że i te S ied m S taw ów .
N a b rz eg u te g o S ta w u C zarnego znaleźli ju h a si ro k u 1784
o g ro m n eg o n ied źw iedzia p rz ech o d z ące g o już w zg n ilizn ę (k tó ry
z ła p w ielk ich i w łosów b ia ły c h na głowrie b y ł p o d o b n y do n ie ­
d źw iedzia b ia łe g o czyli lo d o w ateg o ). G łow ę te g o nied źw ied zia
o d esłan o ja k o o so bliw ość do ów czesnego zarząd u n o w o ta rsk ie g o .
P ró c z o p isan y ch je z io r śró d n ajw y ższy ch g ó r są jeszcze liczne
in n e je z io ra różnej w ielkości, o d w ied zan e przez kozice, tutaj ch ę­
tn ie się p a s ą c e i przez strzelcó w , polu jący ch n a nie (czyli „koz ia rz y “) 34).
Dolina K o ś c ie lis k 35).
O so b liw a ta k ze w zględu n a g ó rn ictw o 36j, k tó re tu od k ilk u ­
se t la t zw łaszcza za o sied len ia się .Sasów n a L ip to w ie i S p iszu , aż
do n aszych czasów ze zm iennem szczęściem b y ło u p ra w ia n e , ja k o
też ze w zględu n a ro m a n ty c z n e w id o k i i inne zajm ujące szcze­
g ó ły .
U w ejścia i w yjścia ujm ują tę dolinę dw ie ścian y sk aln e,
p o m ięd zy k tó re p rzez rz e k ę C zarn y D u n a je c w iedzie, m o st d re ­
w n ian y . P rz e d tą b ra m ą w stę p n ą je s t źródło w o d y najczystszej,
b ard zo zim nej, k rz y ształo w ej, k tó re u trzy m u je w c ią g ły m ru c h u
dw ie n ie d a le k o stojące kuźnice i ta rta k , a n ig d y , n aw et w n a j­
w iększe zim no nie z a m a r z a 37). W śro d k u tej doliny, g d zie się
w ie rz c h o łk i s k a ln e w znoszą p o n ad ch m u ry , je s t ja s k in ia zbójecka,
z k tó re j zbójcy p o d łu g sta re g o p o d a n ia lu d o w eg o p o d ró ż n y c h ,
ja k o też in n y c h ludzi, tru d n ią c y c h się k u p ie c tw e m z W ę g ra m i
p o d p a try w a li, łu p ili, a w razie o p o ru n a w e t z a b ija li38).
W n o w szych czasach szczeg ó ln ie w o k re sie nieszczęsnych
w ojen od r. 1805 do 1817 z a n ie p o k o iła tę ok o licę p o d o b n a zg raja
zbójów , k tó ra się n a w e t d o p uszczała w y b ry k ó w po łączo n y ch z m ę ­
cz arn iam i i zab ijan iem . Z d n ia n a dzień w z ra sta ją c e i p rz y b ie ra ­
ją c e zu c h w alstw o tej zg ra i zbójców , zm usiło ó w czesn y zarząd
sk a rb o w y d ó b r n o w o ta rs k ic h do w ezw an ia od w ład zy p o m o cy
w ojskow ej, k tó ra też p rz y b y ła w raz z sądem w ojennym . W s k u te k
te g o g d y n ie k tó ry c h zbójców z ty c h z g ra i w y łap ali - i w y w ie­
szali, w róciło b ez p ie cze ń stw o zupełne, zw łaszcza p o n a s ta ły m p o ­
k o ju i n ik o g o z p o d ró ż n y ch w ięcej nie niepokojono.
N ied a le k o tej, ja s k in i zbójeckiej u d erza w zrok p o d ró ż n eg o
s k a ła w k sz ta łc ie s o w y , siedzącej n a oddzielnym k a m ie n iu i n a
łu p czatującej, k tó re jb y n a w e t sztu k a rz e ź b ia rsk a nie zd o łała w yśniie-



m

-

niciej p rz ed staw ić. W tej zab aw ce p rz y ro d y najw ięcej zadziw iającem je s t to, że p o stać so w y z obu stro n w id zian a zaw sze pozo­
staje je d n a k a i n ie z m ie n n a 39).
Ś ro d k iem g ro ź n ie p ię k n y c h w idoków w iedzie po d ró żn eg o
d ro g a po zielonej p o lan ie do d rugiej b ra m y , w k tó rej ta k ja k
i w b ra m ie w stępnej je s t m ost d la p rz e b y c ia C zarn eg o D u n ajca.
N ied alek o teg o w ązkiego p rz ejścia znachodzi się podziem na,,
n a w iele sążni d łu g a i w y so k a ja sk in ia, z k tó re j w y p ły w a n a j­
czy stsza w oda. W niej są ślad y daw nej p ra c y g órniczej, oprócz
teg o m o żn a zau w ażyć różne znaki h iero g lifo w e i p o d p isy nazw isk 40).
N a zew nętrznej ścian ie tej ja sk in i w y ry te są se tk i n az w isk p o ­
d ró żn y ch n a p a m ią tk ę odbytej p o d r ó ż y 41). Z w iedzający tę dolinę
w śród ta k ic h w id o k ó w m ogą p rz e d sta w ić so b ie w bujnej w y o b ra ­
źni d aw n e dzieje ry c e rsk ie , tu rn ie je w a lc ząc y ch i ich siedziby.
W k o ń cu ta cu d o w n a d o lin a m a się jeszcze u p ięk szy ć przez
to, że w łaściciel jej p. E m a n u e l H o m o latsch , n ad z w y cz ajn y lubow n ik p rz y ro d y i sztuki, zam ierza to m iejsce zajm ujące i ciekaw e
w T a tra c h p rzy o zdobić ro z m a ity m i b u d y n k a m i dla zarządu dóbr
o raz d la p rz y je m n o śc i i w y g o d y p o dróżnych.

Kopaliny (m inerały).
Jeszcze do dziś d n ia w iele p ra w ią b a je k o sk a rb a c h 42), k tó re
tu w T a tra c h m ają w u k ry c iu spoczyw ać, o b o g a ty c h ż y ła c h zło­
ty c h i sre b rn y ch , d y am en ta ch , zło ty ch ja ja c h i. w ielu in n y c h k o ­
sztow nościach, ja k ie rzekom o w y k o p u ją w p e w n y c h czasach obcy,
zw ani u tu tejszy ch „cudzoziem cam i i c z a rn o k się ż n ik a m i“. B a śn ie
te m ają zw o len n ik ó w jeszcze i dzisiaj n a w e t śród ro z sąd n iejszy ch
ludzi, k tó rz y u w ied zen i b a jk am i tra c ą m ienie i zdrow ie n a s z u k a ­
n iu ty c h u k ry ty c h sk arb ó w , co w ięcej n iek tó rz y z n ich tę g łu p o tę
p rz y p ła c a ją życiem . P ra w d ą w tern w szy stk iem je s t to, że o b cy c h
p o szu k iw aczy z ło ta p rz y n ę c iły n ie ty lk o te rozpow szechnione za ­
b o b o n n e w ieści, ale n a d to jeszcze p ew n e książeczki*), za w ie ra ją c e
opis ty c h u k ry ty c h sk a rb ó w g ó rsk ich , k tó re d o w cip n i ża rto w n isie
k u w łasn ej u ciesze i zabaw ie, a n a u ż y te k g łu p có w i z a b o b o n n y ch
ludzi w y m yślili i p rz y te m d ro g o sp rzed aw ali.

*) P a n K ierczyń ski, były a d ju n k t za rzą d u w K o ście lisk ac h , p o sia d a ł
j e d n ą t a k ą k siążeczkę, szu kał sk arb ów tam wskazanych, p rz e g rz e b y w a ł T a tr y
oraw skie, a zw łaszcza spiskie, gdzie się te sk a rb y k ry ć mają. P o p ad łs z y
w to szaleństw o nie miał spokoju, aż w k oń cu na miejscu, gdzie sądził, że
sk a rb u dobędzie , zabił go je d e n były gó rnik, k tó r y go śledził.



238



G ó r n ic tw o 43).
B y ło ono p ra w d o p o d o b n ie już w r. 1142 u p ra w ia n e za k ró la
G ejzy II. T en ż e s p ro w a d z ił n a S pisz S asów , k tó rz y się n a s tę p n ie
rozszerzyli z tej i z tam tej s tro n y T a tr i p o stę p u ją c za ślad am i
k ru sz có w d o stali się aż do w e w n ę trz n y c h dolin śró d w y so k ich
gó r, w k o ń cu n a w e t do d oliny K o ście lisk .
P o n a p a d z ie T a ta ró w r. 1241 i po u s tą p ie n iu ich po trz e c h
]a ta c h za B eli IV . p o w o łan o n a now o S asó w n a W ę g ry dla u p ra w y
k ra ju zn iszczo n eg o i w y lu d n io n eg o przez p o g a n i dla w sk rz esze­
n ia g ó rn ic tw a . N ajp raw d o p o d o b n iej je d n a k g ó rn ic tw o z tej s tro n y
T a tr p o d n io sło się za c e sarz a i k ró la Z y g m u n ta, k tó r y r. 1412
za sta w ił 13 m ia st sp isk ic h ze zam kiem i d o b ra m i lu b o w elsk iem i
k o ro n ie p o lsk iej. S ta ro sto w ie w sp o m n ian eg o zam k u m ieli sobie
p o w ierzo n e o taczać n ajw ięk sz ą p iećzą g ó rn ic tw o zw łaszcza w T a ­
trach .
W n o w szy ch cz asac h p ro w ad zili k o p a ln ie zarzu co n e ro d zin a
P ro k o p o w icz ó w ze S ta re j L u b o w n i (k tó rzy zbudow ali liczne b u ­
d y n k i p o trz e b n e do g ó rn ic tw a i m ieszk a n ia z w ielkim n ak ład e m )
ja k o też p an n a .K isz ely i D e m p k o z L ip to w a, rów nież O tto
ó w czesn y za rzą d ca k u źn ic z a k o p ia ń sk ic h i w ielu in n y c h m niej •
szych g ó rn ik ó w , k tó rz y je d n a k u to p iw sz y w tem sw oje p ien iąd z e
zniszczeli.
R o k u 1784 u siło w ali te k o p a ln ie n a p ra w ić A u s try a c y p o d
k ie ru n k ie m p. G o tie r i R u s c h b a k y , u rz ęd n ik ó w g ó rn icz y ch i h u tn i­
czych w W ito w ie . L udzie z g-min W itó w , D zian isz, C hochołów
sp ro w a d zali sre b rn ic ę i i s k r z y k 44) ze S ta re j R o b o ty 45) do K o ś c ie ­
lisk dla p rz e ta p ia n ia po 10 g ra jc a ró w za fu n t. P o n ie w a ż je d n a k
w y d a tk i k o p a lń n ie p o zo staw ały w żad n y m sto su n k u do z y sk u
z w y d o b y ty c h k ru szcó w , zatem za n ie ch an o g ó rn ic tw a . S k o ro je d n a k
w la ta c h 1810 i 1811 n a k a z a n o og ó ln e p o sz u k iw a n ia k ru sz có w
w ca łe m p a ń stw ie au stry a c k ie m , ro b io n o i tu w g ó ra c h jeszcze
o sta tn ie p ró b y , k tó re przecież p o d o b n ie się sk o ń cz y ły , ja k p o ­
p rzed n ie.
G ó rn ictw o ta k często p o dejm ow ane i znow u za n ie ch an e
w T a tra c h , p rzech o w ało się jeszcze w k o p a ln ia c h , słu żący ch do
k u źn ic żelazn y ch Z ak o p ia ń sk ic h i K o ście lisk ich . K u ź n ic e te z a ło ­
żone w c iąg u ro k u 1757 p rz ez sta ro stę p. R ic h te ra , p rz e b y ły ro z ­
m aite koleje w rę k a c h b ąd ź to rządu, bądź p o je d y n c z y c h g ó rn i­
ków . S p o tk a łb y je n ie c h y b n ie p o d o b n y los ja k i k o p a ln ie s re b ra ,
g d y b y n ie u ży w ano sztuki, g o rliw o ści, d ozoru i w y trw a ło śc i
a p rz y te m ofiar p ien ięż n y ch 46).

— 239 —
W czasie, g d y K u ź n ic e p o z o sta w a ły p o d zarządem cesarsk im ,
o d d an o im do p rz eto p ien ia la n ck o ro ń sk ie i ty n ie c k ie d ziała w o­
jen n e oraz strz e lb y o d eb ran e p o d d an y m M y ślen ick im w cenie po
i 1]* g ra jc a ra za f u n t 47).

Lasy i rośliny.
L asy T a tr n o w o ta rsk ic h s k ła d a ją się przew ażnie ze św ierków ,
niew ielu jo d eł z p rz y m ie sz k ą b u k ó w i jaw o ró w 4S); k tó ry c h je d n a k
nie szanow ano i p ra w ie ca łk o w ic ie w y tęp io n o , zw łaszcza w w y­
dziale b u k o w iń sk im . S o sn y , a szczególnie szlac h etn y m odrzew ,
k tó ry w w ielu g ó ra c h ro śn ie i d o b rze się udaje, tu taj w T a tra c h
n ależą do rz ad k o ści. Cis 49) p o d łu g o p o w iad ań sta ry c h jeszcze ż y ­
ją c y c h g ó ra li m iał b y ć częsty, czego też dow odzą p o zo stałe pnie,
lecz w y tę p ili g o p a s te rz e ow iec n a rękojeści do nożów , to p o rk ó w
i n a in n e n a rz ę d z ia p a ste rsk ie . T u i ów dzie zd arzające się m łode
cisy n iszczą p a stę rz e n a o zdoby do k a p e lu sz y i ty m sp o so b em je
tę p ią . K rz a k i, k rz e w y i in n e d rz ew a liściaste n ależ ą do rzadkości.
T u taj m uszę jeszcze w spom nieć o li m b i e 50) (P in u s C em bra,
c e d r s y b irsk i), m o g ącej dochodzić do ty sią c a la t w ieku. T o szla­
ch e tn e drzew o ro śn ie w w yższych k ra in a c h g ó rsk ic h , p o jo n e śn ie­
g iem i m g łą, orzeźw iane w iatram i. D rzew o to z rodzaju szp ilk o ­
w y ch d o sięg a w y so k o ści 80 stóp, a p o d łu g opisu Z sch o k k e’go d o ­
chodzi w iek u ty s ią c a lat. S zp ilk i lim b y p o d o b n e są do szp ilek sosny,
są je d n a k dłu ższe i m iększe. D re w n o lim b y w św ieżym sta n ie je s t
b ia łe , g d y w y sch n ie je d n a k staje się b ru n a tn e , p o dobne do d r e ­
w n a jało w ca, p ac h n ie ta k przyjem nie ja k i to, p o n iew aż zaś nie
im a się g o żad n e ro b a ctw o , d lateg o u ży w an e b y w a do w y ro b u
skrzyri, szuflad, k u fró w , bo su k n ie w n ic h zabezpieczone są od
m oli. Z p ąc zk ó w w y ra b ia ją p rz ed n i olejek, a z ży w icy zd ro w o tn y
b alsam . O rzeszk i p o d o b n e w sm ak u do m ig d ałó w je d z ą ja k o
ła k o tk i. S z la c h e tn e to drzew o d ośw iadcza k o lei in n y c h d rzew p o ­
ży teczn y ch , to jest, że rów nież je s t w y tęp ian e . T y lk o w g łęb szy c h
d o lin ach i n ie d o stę p n y c h m iejscach, d o k ą d nie się g n ę ła rę k a
n iszcząca, zach o w ało się dotychczas. P o n ie w a ż k w ia ty lim b y nie
znoszą p ó źn y ch m rozów i nie w y d a ją ziarn a dojrzałego, te n sz la ­
ch e tn y rodzaj d rzew a ca łk o w ic ie tu taj w T a tra c h zag in ie z czasem .
Co się ty c z y ziół, to te o k o lice ta trz a ń s k ie nie b y ły jeszcze
p rzez żad n eg o b o ta n ik a p o rz ą d n ie z b a d a n e 51) W iad o m o śc i w ty m
w zględzie p o le g a ją n a p o g ło sk a c h i n a p rz e lo tn y c h p o szu k iw a­
n iach , c a ła w ied za je s t d ziełem dw u do trz e c h d n io w e g o b a d a n ia .
D la d o k ład n eg o p rz e b o ta n iz o w a n ia tej o k o licy g ó rsk iej p o trz e b a b y

-

240 -

p rzez k ilk a la t b a d a ć w lecie te liczne sto k i g ó rs k ie i kotliny,
k tó re ja k o sk ie ro w a n e w ró ż n e s tro n y nieba, w y d a ją ro zm aite
i so b ie w łaściw e zioła. W sp o m n ę ty lk o o niew ielu p rz ed n iejszy ch
ziołach 52), k tó re tu te jsi i o b c y k o rz en iarz e ztąd w ynoszą, a m ia­
n o w ic ie : V a le ria n a , K o z łe k — V ero n ica, P rz e ta c z n ik — Iris silv e stris, K o sa c ie c — Islan d icu m , T arczo w n ic a isla n d z k a czyli P łu cn ik — M u scus a rb o re u s, M ech d rz ew n y — M uscus te rre s tris ,
W id ła k g o źd zisty — R o s a silv estris, R ó ż a — D oronicum , K o z ło ­
w iec — S co lo p e n d ria , Ję z y c z y c a — S a n íc u la , Z an k iel — L ich e n
e p a tic a , W ą tro b o w ie c — S am b u cu s m o n tan a, B ez •— A co n itu m ,
T o jad — R a d ix v u lp in a, L iszczy ko rzeń , L iszczy n iec czyli O strô žk a
w y n io sła — R b a p o n tic u m , R z e w ie ń po n ck i.
Z

w

i

e

r

z

ę

t

a

.

P ró c z zajęcy, lisów , sa rn , w ilków , głuszców i ja rz ą b k ó w , k tó ­
ry c h się w o g ó le m ało n a p o ty k a i oprócz niedźw iedzi, k tó re z o k o ­
lic ciep lejszy ch p rz y b y w a ją , n ależ y w ym ienić p o m iędzy m ieszk a ń ­
cam i n ajw y ższy ch okolic g-órskich, św is ta k a (M us alp in u s) i kozicę
(R u p ic a p ra ), k tó re je d n a k też n ied łu g o w y g in ą 53).
K łu so w n ic y ju rg o w s c y i zak o p iań scy , k tó rz y nie p rz e strz e ­
g a ją w cale czasu o ch ro n y zw ie rz y n y i przez ca ły ro k oprócz m ie ­
sięcy zim o w y ch u staw icz n ie p rz eślad u ją te szlac h etn e zw ierzęta,
d o p ro w a d zą do zu p e łn e g o w y g u b ie n ia ty c h ż e w p rz e c ią g u la t
k ilk u . Is to tn ie jeże li w k ró tc e nie o g ra n ic z ą tej sw aw oli, to tu taj
w T a tra c h b ęd z ie n ajw ięk sz ą rz a d k o śc ią zobaczyć kozicę n a sw o ­
bodzie. N a stę p c y n asi w idzieć b ę d ą to szla c h e tn e zw ierzę ta trz a ń ­
sk ie ty lk o n a ry su n k u i b ę d ą m ogli słu szn ie się użalać n a n ie ­
d b alstw o p o p rz ed n ik ó w , k tó rz y w y d ali to zw ierzę n a zgubę.
A b y za p o b ie d z tej k a ry g o d n e j sw aw oli, w łaśc ic iel d ó b r N.
u ży ł w szelk ich śro d k ó w ; w szystkim k łu so w n ik o m w o b rę b ie
sw y ch d ó b r k a z a ł o d e b ra ć strz e lb y i strzedz ich k ro k ó w . Lecz
d ru g i w łaściel ziem ski N. N. u cz y n ił w ręcz od w ro tn ie, w ziął ty c h
k łu so w n ik ó w w obronę, p o zw ala im po lo w ać w sw oich lasac h
i u ła tw ia im m ożność k łu so w n ic tw a w cudzych. W ten sposób
w y n iszcza się zw ierzy n ę b ez m yśli o przyszłości, b y le ty lk o zad o w o ln ić sw oje p o d n ie b ie n ie i sam olubstw o.
T a k w s k u te k te g o n iezg o d n e g o z a p a try w a n ia *) w łaścicieli
ziem sk ich zu p e łn ie w y g in ą ci n a jsta rsi g ó r m ieszk a ń cy 5ł).
*) Mille hominum species.
Quot capita, t o t se nte ntia e.

_

241 -

Zbójnicy tatrzańscy55).
P o ciąg - do k ra d zieży i rozboju je s t dziedziczną sk ło n n o ścią
g ó rali. P ie rw si o sad n ic y tej o k o licy b y li zbiegam i, k tó rz y p rzed
k a r ą uszli w te p u stk i i żyli z rozboju i k ra d z ie ż y b y d ła .
P o w s ta n ia ta k często w P olsce p an u jące, zam ieszki p rz eszk a­
d za ły w p o sk ro m ien iu ty c h złoczyńców .
N a p o lan ac h o to czo n y ch g ę sty m ciem nym lasem b u d o w a li
so b ie n o ry podziem ne, zk ą d rozpuszczali z a g o n y po sąsied n ich
W ę g rz e c h i u p ro w a d zali b y d ło , zw łaszcza ow ce, k tó re m ogli d o ­
brze u k ry ć w w ielk ich , g ę sty c h lasach. W te n sp o só b zw ięk szy ł
się zasób ich b y d ła i z nim m ogli żyć n a tem p u stk o w iu zd ala od
l u d z i 56). W czasie najazdu S z w e d ó w 57), k tó ry c h oddział zaszed ł
w tę o k o licę d la o d e b ra n ia zam ku n o w o tarsk ie g o , p ró b o w ało w iele
zam ożniejszych ro d zin z m ajątk iem sch ro n ić się w g ó ry . Co uszło
p rzed m ieczem S zw edów , o b d arli, zab ili i zniszczyli ći ra b u sie
g ó rsc y . .W ta k n ieszczęsn y ch czasach zw iększył się d o b ro b y t ty c h
zb ieg ó w g ó rsk ic h , . k tó rz y się p o m ału m nożyli i w sk u tek p rz y ­
ja z n y c h o k o liczności i z p o m o cą p ien ięd zy u n ik a li k a ry .
T a k z n iew ielu n o r p o w sta ła w ieś Z akopané, k tó ra po o b e­
c n y ro k 1827 p o sia d a 339 liczb dom ów i 1.998 m ie s z k a ń c ó w 53).
D zied ziczn a n am iętn o ść k ra d z ie ż y i ra b u n k u zach o w ała się
jeszcze do n aszy ch czasów u g ó ra li, ja k k o lw ie k w m niejszym
sto p n iu niż u ich p o p rz ed n ik ó w .
P ię c io le tn ie g o ch ło p c a od d ają starsz em u p asterzo w i ow iec do
p o m o cy w p asa n iu . U czy się on od te g o sta rsz e g o śp iew a ć m ałe
k r ó tk ie pio sn k i, m ające zw iązek z krad zieżą, a ta k p rz y ro d zo n y
pociąg- do zło dziejstw a jeszcze się p o d n ieca i po b u d za. T a k i m ały
złodziej g ó ra lc z y k zaczy n a od nożów , fajek, nie zan ie ch a żadnej
sp o so b n o ści, b y le coś u k raść. K ra d n ą się naw zajem , jeżeli je d n a k
z ła p ią kog-oś n a krad zieży , to biją g o bez lito ści k a w ła k ie m
drzew a, k o p ią n o g am i i ta rg a ją za w ło sy ta k długo, aż nie daje
zn a k u życia. W te d y p iln u ją go, jeżeli je d n a k o k ła d a n y w te n
sp o só b nie w stan ie sam w ja k ie p ó ł godziny, p o d n o szą go, s ta ­
w iają n a n o g i i p rzem o cą p ro w a d z ą do w ójta, k tó ry g o sądzi
i sk azu je n a zap ła cen ie 5, 10 do 15 p ó łk w a te re k w ódki sto so w n ie
do ro z m ia ró w i ro dzaju p o p ełn io n ej k radzieży.
P rz y w jd d i do w olnego, sw o b o d n eg o życia p a ste rsk ie g o , szli
g ó ra le za słu żb ą do sąsied n ich W ę g ie r. T u zb ierali się p a ro b c y
g ó ra lsc y , tw o rz y li t. zw. „to w a rz y stw o “, o b ie ra li z p o śro d siebie
n ajśm ielszego, n ajsiln iejszeg o i n ajzg rab n iejsze g o za w odza „ h a r­
n a s ia “, k tó ry w e w szy stk ich p rzed sięw z ię ciach p o w in ien sta w a ć

16

-

24Й -

Ha czele es). O n z a ła tw ia ł sp rzeczk i m iędzy nim i, n a k a z y w a ł p o ­
słu szeń stw o i ro zd zielał łu p y .
W te n sposób p o w s ta ły tutejsze z g raje zbójeckie, k tó re n ie ­
p o k o iły o k o licę przez la t w iele i d o p u szc zały się liczn y c h o k ro ­
p n o ści, łu p iestw i zabójstw , o czem o p o w iad a n ie oddaję, p . B lum e n fe ld o w i60), k tó r y przez 22 la t p rz e śla d o w a ł tę tłu szcz ę zb ó jeck ą
często z n arażen iem życia i w ielu z n ic h o d d a ł w rę c e s p ra w ie ­
d liw o ści* ).
S k a ł a S i w a 6') n ied ale k o g ra n ic y oraw skiej, n a le ż ą c a do
p a ń s tw a C zarn o d u n ajeck ieg o , z a słu g u je n a w z m ian k ę z teg o
w zględu, że w r. 1785 z a strzelił koziarz, strze le c kozic, g n ie ż d ż ą ­
ceg o się tam orła, w ła śn ie w chw ili, g d y zjadał dziecko, p o rw a n e
g d zieś w n ieznanej o kolicy. T e n p o tw ó r o k ro p n y sp a d ł z w y so ­
k o ści 80 sążni ze s k a ły w raz z dzieckiem już p raw ie zjedzonem
i p rzez d łu g ie la ta za ch o w y w an o go k u w sp o m n ien iu oweg'O zd a­
rzenia.
D alej pow yżej stoi „ p o d H u t a m i ' 62) k rz y ż z ta b lic ą i n a p i­
sem n a p a m ią tk ę z a strzelo n eg o przez zbójników w ó jta W itow skiego
n az w isk ie m A n d rz ej S iu ty .

Opowiadanie Blumenfelda o zbójnikach.
§•

i-

G dym d n ia 16. lip ca 1809 r. w no cy śled ził zbiegów z w ojska
i p rz ed p o b o rem , n a p o tk a łe m w jednej szopie n a rzeczonej p o la ­
nie „pod H u ta m i“ zg ra ję zbójników , złożoną z dziew ięciu ludzi
d o b rze zb ro jn y ch w noże, p is to le ty i strze lb y . Zg-raję tę, choć nie
w s p a rty d o sta te c z n ą ilością ludzi o p a trz o n y c h w broń, zaczep iłem
b ez w a h a n ia n ie ró w n ą siłą (poniew aż m nie w szyscy opuścili
i uciekli). W b itc e p ad ło z obu stro n z 50 strzałó w . W ó jt w itow ski, k tó ry mi d o trz y m y w a ł to w a rz y stw a , p a d ł zastrzelo n y , a ja
sam i leśn y o d e b ra liśm y ra n y . Ze stro n y przeciw n ej ra n iłe m
w p ie rsi z d u b eltó w k i je d n e g o zbója, k tó ry o d łą c z y ł się od z g ra i
i w ięcej się n ie pokazał. J a sam opuszczony przez w szy stk ich
sch ro n iłem się dzięki ciem nej n o cy do przeciw degłego lasu, s k ą d
d o p iero n a d ru g i dzień ra n o w śró d o g ro m n y ch uciążliw ości w ró ­
ciłem do dom u, do W ito w a .
O d n ie p a m ię tn y c h czasów b y ły T a try , ja k k aż d e g ó ry g r a ­
niczne, n ajp ew n ie jszem sch ro n ie n ie m
d la tłuszcz zbójeckich.
W s z y s tk ie sp o so b y d o tą d używ ane, a b y w y tę p ić tę zb ieran in ę,

*) v. Blumenfeld, с. к. leśniczy k am e r a ln y w W itow ie i P o ron in ie.

-

243

-

b y ły d arem n e w obec ty c h jam g ó rsk ich , ro z p ad lin i u k ry ty c h
jask iń . J a od w ażyłem się śc ig a ć tę h o ło tę zbójecką nie z a n ie d b u ­
ją c p rz y te m obo w iązków m oich leśn iczo w sk ich .
§• 2 -

R . 1805 n a p a d ła ta h a ła s tra zbójecka w lecie w b ia ły dzień
zarzą d cę K u ź n ic w K o śc ie lisk a c h , p. F ra n c is z k a K le in a 63), w k tó ­
re g o dom u p rz e b )- __
w łaśnie dw ie k o b iety , ro d z in a p e w n a
i d ziew czy n k a sześcio letn ia *).
Ci n ie p ro sz e n i g o śc ie w zięli się p rz ed ew sz y stk ie m do p rz e ­
trz ą śn ię c ia k o b ie t i p rz eszu k a n ia wozów. N ie zn alazłszy je d n a k
nic oprócz u b ra n ia , za żąd a li jeść i pić, czego im p o d d o statk iem
d ać m usiano.
N a sy c en i i p o d ch m ielen i k a z a li g-rać n a d u d ach 64), rzucili się
n a k o b ie ty , p o rw a li je bez zm iło w an ia i lito ści do tań ca , p o w a la li
czarn em i k o szu lam i nap o jo n em i cu ch n ącem m asłem ow czem
i o b c ie ra li so b ie czy stem i c h u ste c z k a m i p a ń pot, sp ły w a ją c y
z b ru d n y c h tw arzy . O w e b ie d n e b ez b ro n n e stw o rz en ia w p rz e ­
m ocy szalonej h a ła s try zbójeckiej znosiły w szy stk o , ty lk o sk a rż y ły
się -w estchnieniam i i łzam i. G d y się do w oli n a ta ń c z y li i n a d o k a zyw ali, k az ali zb ó jn ik i z najb liższeg o sza ła su p rz y n ie ść dw ie ow ce,
zarżn ąć je a m ięso u g o to w a ć w m aśle i słodkiem m leku, w w ie l­
k im k o tle n a łą c e p rz e d dom em p a n a zarządey. T y m czasem z a ­
b a w ia li się ci n a p a s tn ic y g rą , taiicem , strze la n iem i ro zm aitem i
figlam i.
P o skończonej b iesiad zie o d p ro w ad zili zb ó jn icy p a n ie aż n a
p o la n k ę K i r ę 65), g-dzie k a z a li w y n ie ść ze szopy sześć k o n e w e k
m lek a, k tó re u staw ili rzęd em i strzelili w n ie n a rozkaz h a rn a sia .
T y m o k ro p n o śc io m m u sia ły się cierp liw ie p rz y g lą d a ć b lad e
śm ierteln ie k o b ie ty razem z zarzą d cą K lein em , k tó ry p an io m d o ­
tą d to w arzy szy ł.
Co się w d u sza ch ty c h k o b ie t działo, m ożna so b ie w yobra-zić, p o n iew a ż b a ły się u staw icz n ie k rz y w d y od tej tłu szcz y bezecnej, pijanej, n ie p o p ra w n e j, p rz y w y k łej do w szelk ich okrucieństw .
J e d n a k du ch o p iek u ń cz y strz e g ł ty c h b ez b ro n n y ch , n iew in n y ch
isto t. D o p iero ok oło g o d z in y szóstej w ieczo rem o p u ściło je to po-

*) J e d n a z ty ch k o b ie t była to p. Dawidowa, dzierżaw czyni L u d ź m ie ­
rza, d ru g a p. M ik e sc h ’owa, żona byłego zarząd cy w K ościelisk ac h razem ze
swoją sześcioletnią có rec zk ą i siostrą, p ann ą. W s k u t e k tego p rz e r a ż a ją c e g o
zd a rz e n ia obie panie za cho row ały śm ierteln ie, a p. D aw ido w a z m a rła w d r u ­
gim ro k u .

— 244 —
rz ą d n e to w arzy stw o . N ie p o siad ają c się z rad o żci p ę d z iły co tchu
p rzez k am ien ie i p ia s k i; nie b ac ząc n a n ieb ezp ieczeń stw o u p a d k u .
§■3.

Z ach ęcen i ta k ie m i zab aw am i zjaw ili się ow i g o ście jeszcze
te g o sam eg o la ta (ig. sie rp n ia 1805) znow u w K o ście lisk ac h . Z u­
ch w alsi i śm ielsi pow odzeniem p o p rz ed n iem , sp ra w ili za rząd cy , nie
licząc ja d ła i. n a p itk u , k tó re m u siał d aw ać darm o, jeszcze w ielk ie
szk o d y w sto łach , sto łk a c h i in n y ch sp rz ętach , a ta k ż e pościel
b ru d zili, n a k tó rą się w p o m aza n y ch c z arn y c h k o szu lac h rzu cali.
P a n z a rzą d ca K le in u p rz y k rz y w sz y so b ie te i inne daw n iejsze
w y b ry k i, p o sta n o w ił zuchw ałym , śm iałym figlem p o zb y ć się u c ią ­
żliw y ch gości, ch o ćb y n a w e t z -n a ra ż e n ie m w ła sn e g o życia. A b y
to p o stan o w ien ie w y k o n a ć szy b k o i p ew n ie, cz e k a ł n a sp o so b n o ść,
k tó ra się też n a d a rz y ła zaraz n a d ru g i dzień.
D n ia 20. sie rp n ia za b aw iali się ow i g ó rsc y głoście z ro b o tn i­
kam i, k tó ry c h w sz y stk ic h w raz z k o b ietam i i dziećm i sp ęd z ili do
jed n ej izby. T a ń c z y li i p ili ca łą noc, d o p ó k i ich nie u m o rzy ł sen
i p ija ń stw o ; c a ły dzień nie b y ło w idać żyw ej duszy w K o ś c ie ­
lisk ach . N a w e t h ajd u k i stró ż p osłuszni ty m zbójom , razem z in ­
n y m i w y p ra w ia li w szelakie b ła z e ń s tw a , aż p o k o n a n i p ija ń stw e m
zasnęli.
D w u z nich, to je s t h a rn a ś i je g o z a stę p c a p o ło ży li się w p o ­
k o ju p a n a za rzą d cy n a sw oich strze lb a ch * ). In n i dw aj sp ali w o g r o ­
dzie p o d o k n am i dom u p a n a zarząd cy , dw aj b aw ili się z ludźm i
w k u ch n i, a je d e n s ta ł n a stra ż y p rz e d dom em .
G d y ci czterej śp ią c y p o p a d li w sen g łę b o k i, w y d o b y ł p an
z a rzą d ca d w ie sw oje s trz e lb y o stro n ab ite, sch o w a n e p o d łóżkiem
i p rz y sp o so b ił so b ie ró w n o c ześn ie u k ry tą w słom ie, dobrze w y ­
ostrzo n ą s z a b lę ; z tą sz a b lą w rę k u po zab iciu dw u zbójców ś p ią ­
cy c h w p okoju zam ierzał in n y c h dw u w k u ch n i szy b k o n a p a ść
i n ie p rz y g o to w a n y c h do o poru p o rą b a ć . P rz y te m liczy ł n a to,
źe dw aj śp ią c y w o g ro d zie i ów sto jący n a straż y nie sta w ią m u
w cale o p oru, p o n iew aż n a g łe p o d ejście i zabicie c z te rec h to w a ­
rzy szy , ty c h trze ch p o z o sta ły c h zbójców sk ło n i do u cieczk i lub
w ra zie o p o ru d o p ro w a d zi do śm ierci a to zw łaszcza d la te g o , że
p a n z a rzą d ca K le in za o p atrzo n y jeszcze i w in n e d o b rze n a b ite

*) K ażd en zbójca był za o p a trz o n y w strze lb ę k r ó t k ą lub sztuciec, dwa
pistolety, nóż kończysty z rę k o je śc ią cisową, ciupagę, b unkosz ( g r u b ą pałkę),
pewien zapas p ro c h u i ołow iu,66).



245 — :

i celne strz e lb y , b ę d ą c p rz y te m sam d o b ry m strzelcem , k ażd eg o
sw eg o strz a łu b y ł pew ien.
Z bójcy śp iący w pokoju b y li ta k je d e n od d ru g ie g o o d d a ­
leni, że p a n zarząd ca nie m ógł dać n araz strza łó w o b iem a rę k am i
do obu, d la te g o z a trz y m a ł się, a b y b y ć pew niejszym w y n ik u i ro z­
w ażał w ah ając się te b ard zo n ieb ez p iecz n e okoliczności. W tejże
chw ili w eszła je g o s ta ra m a tk a z k u c h n i do pokoju a niew ied ząc
0 zam y śle sy n a, c h w y ciła go za n o g i zatrw o żo n a i p rz eszk o d z iła
w w y k o n a n iu zam iaru. W m inucie lub jeszcze ry c h le j b y łb y p a d ł
s trz a ł,' a p an K le in żałuje jeszcze do dziś dnia, że nie sjbełnił
sw eg o o b m y ślan eg o zam iaru.
B ądź ja k b ąd ź b y ła to w każdym razie rzećz n a d e r śm iała
1 jed n o z n ajw ięk szy ch zuchw alstw b io rą c n a u w ag ę, że jeden
czło w iek so b ie sam em u p o zo staw io n y bez niczyjej pom ocy, w aży ł
się n a p rz e c iw sied m iu do b rze uzb ro jo n y m , w ściekło śm iały m i p i­
ja n y m zbójcom *).
§■ 4-

.

T e g o sam eg o r. 1805 n a p a d ło p a n a zarząd cę K le in a znow u
p ięciu u zb ro jo n y c h zbójców , n ależ ący c h do pierw szej z g ra i; szli
oni w n o cy do W ę g ie r n a zim ow e leże, i zm usili go do w y d a n ia
fa łsz y w y ch św iad ectw **), p rz y ło ż y w sz y n a b ite p is to le ty i g rożąc
zabiciem .
W czasie w y g o to w y w a n ia ty c h św iad e ctw w y ra żali się z b ó jc y / '
że ; jeżeli nie b ę d ą n a p is a n e p o ich m yśli, n ajp iérw szeg o p a n a za­
rz ąd cę p o d p alą, a . p o tem zgładzą... P a n zarząd ca K le in (k tó re m u
ś m ie rte ln y p o t tw a rz zrosił) m u siał uledz tej srogiej k o n ieczności
i w y d a ć p o d ich n ac isk ie m św iad ectw a, ja k ic h od n ieg o w y m a ­
g ali. N ależy dodać, że o w y ch pięciu zbójców , id ący ch n a zim ow e
leże nie b y ło u b ra n y c h po zbójecku, ale- w zw y k łe g ó ra ls k ie szaty.:
M ieli jeszcze k ilk a strzelb przy sobie dla bezpieczeństw a,..
p o n iew ąz/.b ez n ich nie: w ycisnęliby- zapew nie św iad e ctw od p a n a

.
Nie byłoby sk utecznie 'chcieć.- .nożem we śn ie tych zbójców p rz e b i­
ja ć , poniew aż t a k silnych, zwiężlych ' i .k o ścisty ch ludzi nie zabiłby je d e n
cios, a m usiałby -być wymierzony szybko, aby innym nić dać się ocknąć.
M akow ca domieszać , do n apo ju było niepodobna, bo uie-uie pili, czego
wpierw inni ludzie nie skosztowali.
**) Z / t e j g ro m ad y liczącej, 7 ludzi n apisałem tylko . pięciu . zbójom
św iadectwa ; dwaj p raw d op od ob nie Z akopianie zimowali \v lasach oraw skich,
gdzie się.: żywili zw ierzyną i k r a d z ie ż ą aż do przyszłego lata. C hłopi orawscy
w spierali tych p rzestępców z bojaźni, aby ich nie podpalili, co też dość
często się zdarzało.



246 —

za rzą d cy K le in a , k tó ry czuł k u nim o g ro m n ą zaw ziętość. O w y ­
d a n iu ty c h św iad e ctw d o n ió sł p a n zarząd ca K le in do są d u no w o ­
ta rs k ie g o i o trz y m a ł n a to n a s tę p u ją c e p o św iad czen ie.
E x Offo.
In

C r i m i n a .

Q uod D o m in u s F ra n c is c u s K le in in sp e c to r m o leatu rae K o ścielisk en sis de a g g re ssio n e p e r q u in q u é p ra e d o n e s in M ense
A u g u s t 1805 eid em illa ta a d h u jatem P ra e fe c tu ra m n o titia m ded erit, ad e o q u e p e r id non solum se virum om ni lau d e dig n issim u m
esse c o m p ro b a v erit, v eru m etiam an sam ap p re h e n d e n d o ru m ex
his 5 d u o ru m p ra ed o n u m d ed e rit, qui in m en se S e p te m b ri 1805
in q u isiti iu d ic ia lite r re c o g n o v e ru n t eundem D om inum K le in p e r
eosdem a d d ic ta n d a falsa ipsis tarnen in se rv ie n tia a tte s ta ta nim is
co actu m fu isse, h isce officiosa p ro fu tu ra eiu sd em n efo rs n e c e s sa ­
ria le g itim a tio n e sit co n testatio .
D a tu m in Ju risd ic tio n e Ju d ic ia li m ix ta e p o litic a e Ca ali N eofo rien si.
N eo fo ri die 20. N o v e m b ris 1805.
Andreas Grotkowski.
J u d e x C ivilis et P o litic.
§• 5-

R o k u 1809 z g ra ja złożona z siedm iu ludzi*) p o d słu c h iw a ła
p rzez o k n o p a n a zarząd cę K le in a m iędzy 11 a 12 g o d zin ą w no cy ,
p o d cz as g d y o b ra c h o w y w a ł k o sz ta p o d ró ż y i p rzeliczał d w a t y ­
siące zło ty ch re ń sk ic h , k tó re o d e b ra ł z O raw y za d o staw io n e
tam że żelazo. P a n zarząd ca zo b aczy w szy ty c h ludzi, s k ra d a ją c y c h
się po p o d ok n a, z g a sił św iecę, z g a rn ą ł p ien iąd z e do p a p ie ru , rz u ­
cił je k u drzw iom , zk ą d p o d ję ła ta k o w e s ta ra je g o m a tk a i w y ­
rz u c iła przez o k n o do k u ch n i.
W chw ili, sk o ro zbójcy d rzw i w y ła m a li i w eszli do po k o ju ,
św ieca p a liła się ja k p rz ed tem , a p a n zarzą d ca sied zia ł p rz y s to le ;
ja k p o p rzed n io . P ie rw sz e p y ta n ie , jak ie zbójcy zadali, b y ło d la ­
czego p a n z a rz ą d c a z g a sił św iecę i g d zie p ien iąd z e, k tó re liczy ł ?
N a to on im o d rzekł, że z g a sił św iecę m im ow oli p rz y czyszczeniu
jej, a to się zd arza ta k często. P ie n ię d z y zaś ża d n y ch nie liczył,
lecz ty lk o p rz e g lą d a ł p a p ie ry , re c e p ty , ra c h u n k i (k tó re jeszcze

*) J e d e n z tych zbójców u w iódł k o bietę i k azał sobie
ctwo, ja k o b y to b yła je g o żona.

w ydać św iad e­

— 247 —
teraz leżą n a stole). A le zb ó jcy nie b y li ta k g łu p i, a b y u w ierzy ć
ty m słow om w ięcej niż w łasn y m oczom . D o sy ć że p ie n ię d z y n ie
b yło. R o zju szen i tem p rz e sz u k a li sto ły , k u fry , łóżka, w szy stk o
z n ich po w y rzu cali, a nic nie zn alazłszy , zm usili p a n a zarządcę
i jeg o m a tk ę do p o d d a n ia się rew izy i ; nie zn a la złszy zaś i p rz y
nich pieniędzy, poczęli n a o stro kląć, sro ż y ć się i g'rozié. P o w o li
je d n a k u łag o d ził ich p a n zarząd ca dw iem a flaszkam i rosolisu,
k tó re p rzy w ió zł z O ra w y i p ieczenią. S koiiczyło się n a tem , że
n a p am iątk ę, iż zostali o k p ien i i zw iedzeni, strz e lili n a d ru g i dzień
p rzez o k n o do d rzw i od pokoju, ro zd ali w ó d k ę i w ino pom iędzy
ro b o tn ik ó w , n ie licząc teg o , co sam i b y li ro zlali i w ypili.
N ależało się w ięc jeszcze cieszyć, m im o, że szkody b y ły
w ielk ie, g d y ż ty m sposobem u ra to w a n e z o sta ły 2.000 zł. i życie
zarząd cy ! R o zw ścieczo n ą bow iem tłu szczę zbójecką, n a w y k łą do
k ra d z ie ż y , ra b u n k u i m ordu, m oże d ro b n o stk a pobudzić do zbrodni*).

§. 6 .
R o k u 1806 n a p a d ła ta sam a tłu szcza K u ź n ic e za k o p ia ń sk ie,
w ła m a ła się do p ro ch o w n i, w y d o b y ła znaczn ą ilość pro ch u , a r e ­
sztę ro z rzu c iła lu b rozdzieliła m ięd zy sw oich stro n n ik ó w . P ili
i ta ń c z y li p ra w ie d w a dni w k arczm ie, ta k d łu g o p o k ą d starczy ło
w ódki. G d y zaś g'ospodarzow i w ó d k i p rz y b ra k ło , zap łaco n o m u
n o g ą w g rzb iet.
§• 7-

R o k u 1810 n ap a d ło ośm iu zbójów sz y c h ta rz a z a k o p ia ń sk ie g o
p a n a F ra n c is z k a V a lie ra p o d czas w ieczerzy. P rz e d e w sz y stk ie m
o to czy li zło czy ń cy z n a b ite m i i w y m ierzo n em i strz e lb a m i ro b o tn i­
ków , p ra c u ją c y c h p rz y w ielkim p iecu i za straszy li ich ty m sp o so ­
bem . D w u zbójów u trz y m y w a ło stra ż p rz e d dom em sz y c h ta rz a
i p o jm ało stró ża. D w aj w eszli do po k o ju p a n a V aliera, k tó ry ja d ł
w ieczerzę i żą d ali p ien ięd z y , p rz y ło ż y w szy p is to le ty do je g o p iersi.
P a n V a lte r w sk u te k ta k n a g łe g o i n iesp o d zia n eg o n a p a d u
o n iem iał, o słu p ia ł i do te g o s to p n ia s tra c ił gło w ę, że nie m ó g ł
u żyć an i b ro n i, an i innych śro d k ó w ra tu n k u .
*) K uźnice w K o ścieliskac h były blizlde zan iechan ia, zw łaszcza r. 1 8 0 5
gdy mieszkało w nich ledwo k ilk u ro botników . L u dzie ci prz ew aż n ie nie
p o b ie r a ją c y płacy, zadłużeni, zubożali, bojaźliw i i oddani pijań stw u , nie
m ają c nic do s trace n ia, cieszyli się więcej z p rzyb ycia gości z T a tr , niż
gości z k ra ju , ponieważ z pierwszymi razem tańczyli, pili i je d l i! Z ich
więc stro n y nie m iał co liczyć n a pomoc p an z a rz ą d c a w w ygubieniu i p o j ­
maniu owych złoczyńców.

A n io ł stró ż z n a b ite m i p isto le ta m i n ie o d stę p o w a ł g o a n i n a
k ro k , dw aj zaś zbójcy rozbili k a s ę i w y d o b y li z niej sum ę
6.500 zł., co ra zem z u b ra n ie m , z e g a rk a m i i innym i; sp rz ętam i
dom ow ym i u czy n iło szk o d ę n a 7.000 zło ty ch reńskich...
§.

8.

C hęć łu p ieży i m o rd u u ty c h zbójów nie w y w ie ra ła się ty lk o
n a lu d ziach zaję ty ch w K u ź n ic ach , lecz niem niej i n a sp o k o jn y ch
m ieszk a ń cac h d alszy ch m iejscow ości. Zam iast., w ielu p rz y p a d k ó w
p rz y w io d ę ty lk o k ilk a , k tó re d o statec zn ie p o k a z u ją zu chw alstw o
ty c h zb ro d n ia rzy .
W r. 1813 w p aź d ziern ik u n a p a d li zbóje w sam y m śro d k u
w si S zaflary, m ieszk a ją ceg o tam re w iz o ra ob Wódo weg'O . p a n a
N o tte ra . P o n ie w aż dom b y ł za b ezp ieczo n y p rz eciw p o d o b n y m n a ­
p a d o m a zbóje nie m ogli się w edrzeć ani drzw iąm i ani in n ą
d ro g ą , u siło w ali zatem w ta rg n ą ć p rzez okno. L ecz p a n re w iz o r
w z b ra n ia ł im i tu p rz y s tę p u szablą»; R o zw ścieczen i tém rzucili się
n a ń i z ra n ili go w lew e ram ię. N a w e t w ty m sta n ie n ie b e z p ie ­
cznym ; b ro n ił się p a n re w iz o r ta k d łu g o , aż .św itający dzień- o d ­
p ęd ził zło czy ń có w *).
; J :Ć.

§■ 9-

, C

i

R . 1809 d n ia 7. lip ca n a p a d li zbójcy w n o cy w e w si C ichem
p o d C zarn y m D u najcem n a zam ożnego w ie śn ia k a T o m asza T y lk ę .
’M ęż a i żonę ro z e b ra li do n a g a , zw iązali im rę c e i n ogi, n a stę p n ie
p a rz y li ich g o rą c e m sm alcem i rozżarzonem żelazem , po całem
ciele, chcąc, tem i m ę k a m i zm usić jich doj; W yjaw ienia, g d zie są
schowane., p ien iąd z e 67).
P odczas zw ied zan ia T a tr przez J. K. hr. G-oes’a, g u b e rn a to ra
G al і су i w r. 1811, p rz e d sta w ili m u ty c h ludzi, j eg o L k sc e lc n c y a
. i o rsz ak je g o dziw ili się za cięto ści i w y trz y m a ło śc i .-ich n a m ęki i
C ałe b o w iem ich c ia ło Od stó p do g ło w y p o d o b n ę b y ło do m arm u rk o w a n eg o słu p a lu b do m ap y z cz erw o ń em i g ra n ic a m i **)..

*) Każdy uczciwy ; i oszczędny człowiek, który na starość uzbierał
trochę grosza, :był vv. tych nieśżcźęsnych czasach wojennych istotnie niepe­
wny mienia i życia! Owi złoczyńcy mieli szpiegów celem wywiad/wania się
o cudzych .pieniądzach i majątku.
.
**) Tych dwojé. wśród mąk ták' dzielnie wytrwało w swoim zamiarze,
żó mimo katowania nie wydali miejsca ukrytych pieniędzy, oprócz 20 zło­
tych reńskich monety kohwëncyjhejj .schowanych w worku z owsem.

— 249 §• I0 Ci zb ro d n ia rze b y li ta k d alece bezczelni i do szaleń stw a zu­
chw ali, że n a k a z a li n o w o tarsk ie m u c. k. rząd cy k a m e ra ln e m u
p an u R e m ie r’ow i trzy m a ć w p o g o to w iu p ien iąd z e ce sa rsk ie , po
k tó re o b ieca li się zgdosić w ja s n y dzień*).
'W sk u tek te g o o św iad czen ia zbójców i a b y ra z k re s położyć
b e z k a rn ie uchodzącym zuchw alstw om i. zabójstw om , zapro w ad zo n o
sąd w o jen n y , a dla ujęcia' ty c h złoczyńców p rz en iesio n o tu taj
k o m e n d ę k ira sy ę ró w lo ta ry n g s k ic h i p ie c h o ty au g sb u rsk ie j.
T e d o b itn e śro d k i za p ro w ad z iły w p ra w d z ie bezp ieczeń stw o
o g ó ln e, ale ty lk o ’ na czas k ró tk i. Z odejściem wojska, zajęli znow u
zło czy ń cy sw oje daw ne sch ro n isk o , to je s t T a try .
D o p iero z n astan ie m pokoju za p an o w a ło bezpieczeństw o
w o k o licy tatrzań sk iej. Z ab rak ło te ra z zbiegów przëçi poborom
i z w ojska, a tem sam em i zbójców ,
1 .' , . .
.Ilość w szy stk ich złoczyńców pojm anych od r. 1803 do 1817
jeki>um ięszczona na o statn iej k a rtc e ®8).
'

W łaściw o ści zbójników 69).
W n ieszczęsnych czasach w o jen n y ch b y ły T a tr y sćłironi-.
skiern w szy stk ich zbiegów , u ciek a jący c h z w ojska, złodziei, ło tró w ,
i nicponiów ! L iczne jam y , po d ziem n e ja s k in ie , g łę b o k ie doliti y ,
g ę s ta k o so d rz ew in a, la s y ro z le g łe w szerz i wzdłuż, sty k a ją c e się
ż lasam i w ę g ie rsk im i,-.u tru d n ia ły zasad zk i i p o c h w y ta n ie tý c h
ro z m a ity c h złoczyńców , k tó rz y s ta w a li ślę p rz e z lo coraz śm ielsi
i rtatäŕczy w.Si ľ D aw n iejsi m ieszk a ń cy ;tych g ó r, to. je s t zbójcy,
p rzew o d zą w szy stk im złodziejom i. zbiegóm . ’ Z pośród' nich z a c ią ­
g a ją do sw y c h z g ra i „ to w a rz y sz y “ .; tyclg- k tó rz y się' nie .dają za­
ciąg n ą ć, m ocno obijają i ja k o w rogów z : g ó r w y p ę d zają. Często
ślę,
' --«T'----}


Wodca

u ciekać

m łodszy, : k)

trzy m a .. W

p o g o d ę ' ćw iczą

się-

— 250 —
w strzelan iu . P rochu i ołow iu p o siad ają dosyć. P ro c h k u p u ją
a k u le leją ze z ra b o w a n y c h ta le rz y . N ajniebezpieczniejsze b y ło to,
że g d ziek o lw ie k w padli, tam z n a b ite m i strzelbam i, k tó re im nie­
raz w rę k a c h w y p a la ły , tań cz y li i d o k a z y w a li !
T a k w y d a rzy ło się raz u m nie w pokoju, g d z ie s trz e lb y poop ierali, a trz y z nich w strz ą śn ię te sk o k am i i tań ca m i u p a d ły
i ró w n o cześn ie w y p a liły . Ś la d y te g o zd a rze n ia w id a ć w m ieszk a­
n iu b y łe g o rz ą d c y w K o śc ie lisk a c h p a n a K le in a .
Zbóje ci n ie p o zw alają n a siebie p atrz eć, a tem m niej z a g lą ­
d ać sobie w tw arz. N ie znoszą oni sło w a lub m ian a „ z b ó j n i c y “,
k a ż ą n azy w ać się „ c h ł o p c y “ 70).
N a b ra k ja d ła lub nap o ju n ie m ogli się sk arży ć. Ż yw ili się
serem i m ięsem . N a szałasie, d o k ąd p rzy szli, za rzy n a li n ajtłu ściej­
sze ow ce, dzielili je n a dw oje i ze w szy stk iem to jest z w ą tro b ą ,
p łu cam i i ład n ie o p łu k a n e m i jelitam i w arzyli w k o tle * ). M ięso
ta k p rz y sp o so b io n e zw ali z b ó j n i c k i e m m i ę s e m . R o so łu m ało
jedli, lecz sm aro w ąli nim rzem ien ie lub koszule. G d y b y li ro z w e ­
seleni, dzielili się n ieraz m ięsem z ju h asam i, lecz ci m usieli im za
to p o słu g iw a ć i słu c h a ć ich rozkazów .
Im io n sw o ich c h iz e s tn y c h nie dochow yw ali, w m iejsce teg-o
o trzy m y w a ł k a ż d y im ię stosow nie do b u d o w y c iała i sk ło n n o ści. S il­
n eg o i g ru b e g o zw ali zw y k le K u b ą , sła b sz e g o M a ć k i e m , w y ­
so k ieg o , • w ielk ieg o B a r t k i e m , m ałeg o J ę d r k i e m, śre d n ie g o
J ó z k i e m , bojaźliw ego J a c k i e m . Z d a tn e g o i rozu m n eg o zw ali
J a n k i e m ; to im ię też zazw yczaj no sił h a rn a ś 71).
P ra w d ę o w ych czynów m og'ą p o św iad c zy ć ży jąc y dotąd
jeszcze ludzie, k tó rz y n iera z p rz y g lą d a li się ty m zd arzen io m . R ó ­
w nież św iad czą o tem k ry m in a ln e a k ta w iśn ick ie, w y ro k i sąd o w e
i lis ty p o ch w aln e, k tó re d o sta ł p a n B lu m e n feld za g o rliw o ść
w ścig an iu ty c h b a n d zb ó jn ick ich z najw yższej k ą n c e ła ry i d w o r­
skiej z d n ia 23. m arc a 1815 ro k u p o d liczb ą 4.400 72).

OBJAŚNIENIA.
T r e ś ć opisu g ó ra li ta trz a ń s k ic h w ym aga w wielu miejscach objaśnień.
P oniew aż w samym opisie już z n a jd u ją się r o z m a it e przypisy, więc aby nie
z acierać znam ion pierwow zoru, moje o b jaś n ien ia zbieram osobno. O dn ośn iki

*) Mięso to gotowali w slodkiem mleku i na dwie owce daw ali do
m lek a po pół k w a rty m asła ; ju ż po godzinie było mięso d o b rze m iękkie
i m iało słodkawy p rzyjem ny smak.

— 251 —
znaczone liczbami p o rządk ow em i w skazują, do ja k ic h ustępów opisu się
stosują.
Uważałem za konieczne w o bjaśnieniach uw zględnić wszystkie te m ie j­
sca opisu, gdzie albo je s t widoczna o m y łka auto ra, albo złe spostrzeżenie,
dalej gdzie dzisiejszy sta n rzeczy je s t od m ienny, lub też wymaga sa m a rzecz
ro z s z e rz e n ia i d odatku. Również obchodzą mnie w y ra zy wzięte z narzec za
g órali ta trza ń s k ich , k tó ry ch a u to r użył śró d opisu, a k tó r e wszystkie o d ­
znaczyłem osobno. W n iek tó ry ch miejscach o k a z a ła się p otrze ba, mimo że
a u to r odpowiedniego w yrazu z n a rz e c z a nie podał, w prow adzenia takowego.
P o niew aż d zisiaj ju ż wiele wyrazów n a rze cza p od ha lańsk ieg o weszło do ogól­
nego ję z y k a naszego (że wspomnę halę, tu rn ię, wierch, u płaz i t. d.), nie
zachodzi p o tr z e b a ob jaśn ienia w szystkich wyrazów narzeczow ych, chyba że
sp o s trz e g a m nie d ość ścisłe określenie zn aczenia u piszących o T a tr a c h , to
wówczas objaśniam wedle mego ro zu m ien ia najściślej.
P o za tem w szystk ie n iezro zum iałe wyrazy n arzeczow e m ają wytłómaczenie znaczenia.
W n ie k tó ry c h miejscach z aw a rto ś ć opisu należało rozszerzyć, aby go
uczynić zrozum ialszym . Również n ieraz mogłem o rzeczy zajm ującej przez
au to r a k r ó t k o w spomnianej, d o dać z własnej wiadomości dopełnienie. Osnowę
do tego d a ły mi spostrzeżenia, zbieran e od daw na z u st lu d u ta trz a ń s k ie g o ,
k t ó r e kiedyś m am z a m ia r ogłosić.
W ob jaśnieniach używam wyrazów góral, góralski, w znaczeniu li tylko
p olskich g ó rali ta t r z a ń s k i c h czyli Pod halanó w .
1) A u t o r w całej p racy nie używa nazwy T a t r , z w yjątkiem coś je d y ­
nego miejsca, a zam iast tego pisze K a rp a ty . P oniew aż j e s t to błędnie i może
n aw et b ałam u cić, więc wszędzie zmieniłem miano owo na właściwe. Użycie
K a r p a t w miejsce T a t r pochodzi ztąd, źe daw niejsi auto ro w ie piszący o ty ch
g ó ra c h , a odnosi się to p rzedew szystk iem do cudzoziemców, unikali w łaści­
wej nazwy T a tr , mało znanej, podczas gdy miano K a r p a t p r z e k a z a n e ju ż
przez s ta ro ż y tn y c h pisarzy (P tolem eus) było ogólnie rozpow szechnione. C z ło ­
w iek w ykształcony w czasach daw niejszych uw ażał za więcej uczone nazwy,
dla k tó r y c h m oż na było w ykazać źród ła pow ag s taro ży tn y c h geografów, niż
przez w iska miejscowe ludowe, p och o d zą ce od „nikczem nego g m i n u “ . Dopiero
w naszych cz asach wydobyły się na w ierzch isto tne nazwy, b ędące w łasnością
odw ieczną ludu, a p r z e k a z a n ą mu od przodków. N azw a T a t r od zysk ała swoje
p ra w a , K a r p a ty pozo stały nazw iskiem książkowera, ogólnem dla całego u k ła d u
gó rskieg o, do któ rego i T a t r y należą.
2) Do czyszczenia zębów używ ają is to tn ie gó rale żywicy, wyciekającej
z ro s n ący ch świerków, mianowicie żywicy b arw y różow aw ej, dosyć gęstej,
k tó rej p o sz u k u ją pilnie po lasach. Ż u ją j ą zw łaszcza p a sterze. Żywica n a ­
zywa się u nich s m o ł ą .
3) K apelu sze w o statn ich k ilk u d ziesięciu lata ch zmieniły się znacznie.
Dawniej k a p elu s ze miewały sk rz y d ła małe, p rzeciw nie dzisiejsze odzn acz ają
się sk rzy dłam i wielkiemi. Jeszcze na fotografiach dawniejszych z l a t około
ro k u 60 widać te w ązk oskrzy dłe „ k ło b u k i“ .
N a ka p e lu s z a c h noszą gó rale najczęściej „ k o s t k i “ czyli właściwie m u ­
szelki d ro b n e (C y p ra e a m o n eta), k tó r e sami sobie sp ro w a d z a ją z n a d m o r z a
ad ry a ty ck ieg o . P rz e k u p n i e ta k ic h k o s te k o b ra b ia ją muszelki na k a m ie n ia c h
śc ie ra ją c w ypukłość ta k , że n a stę p n ie p o w stają o tw ork i, prze z k t ó r e d a d z ą
się ko stki n aniza ć na barw ny, zazwyczaj czerwony, p o w rózeczek wełniany.
«

— 252 T a k n anizan e p rzyszyw ają na tle wązkiego p a s k a rzem ien neg o czarn ego lub
czerwonego. Im d robniejsze k o stk i, tem droższe, bo więcej ich wyjdzie, niż
grubszych. Oprócz k o s t e k noszą też n a k apeluszach, choć rzad k o , w stążki
czerw one, zielone, lub łańcuszki, ostatn ie ju h a s i, k tó r z y wogóle lu b u ją się
w łań cusz kac h, więc m iew ają je u fajeczek, sp in ek , przetycz ek do fajki.
Z a p rz e p a s k ę u k a p e lu s z a z a k ła d a ją chętnie p ió ra orle, sokole, c ie ­
trzewie, kogucie ; ju h a s i ro zm aite kw iaty halne lub k is tk i limbiny, dawniej
g a łą z k i cisowe (p o k ą d c i s praw ie zupełnie nie wyginął).
K o stk i noszone n a k ap e lu s zach p o ch o d zą od muszli porcelanowej
Gypraea moneta, żyjącej w morzu czerw onem i ind y jskie m . M uszla ta
w wielu miejscach, a przed ew szy stkiem w A fryce i u H indusów stanowi
p ie n ią d z zdawkowy. A nglicy sp ro w ad zają muszle owe z Cejlonu i B o m b aju
całem i beczkam i i ztą d wysyłają je do A fryki, gdzie nabyw ają za nie ro z ­
m aite płody ta m tejsze. P oniew aż b ardzo wielka ilość m uszelek przed s taw ia
n iezn a czn ą je d n o s tk ę wartości pieniężnej, więc dla u łatw ien ia w liczeniu
n iz a ją muszelki po sto na sznu rek i d o piero ta k ie wianki liczą. M uszla p o r ­
cela nowa zowie się też k a u r i w Afryce,, po m alajsk ú zaś b e y a, to z n a ­
czy p o d a te k *);’
; Z w aży w szy pochodzenie i znaczenie muszel porcelan ow y ch, tem bardziej
zadziwiać musi, sk ąd się wzięły u g ó rali ta trz a ń s k ic h . W idocz nie pochodzą
: ze wschodu a najpewniej z A d ry a ty k u , gdzie górale sprzedaw ali p łó tn o
zg rzeb ne swego w yrobu T u r k o m n a żagle, a za to dostawali muszelki nizane w wianki, k t ó r e n a stęp n ie stały się ozdobą k ap elu szy. W ę d r ó w k a ta
m uszelek je s t rzecz ą nadzw yczaj ciekawą..
O u h a bywa albo biała albo brązo w a B iałe n o szą gó rale najbliżej
T a tr , lecz i u nich ciemna cu ha u chodzi za więcej o d ś w ię tn ą ; bywa suto
.oz dab ia n a obszywkami z s u k n a czerw onego, złożonemi w ielekroć i zszyteini
. r a z e m i j e s t d ro ż s z a i ob szerniejsza niż biała. C uha ciem n a nazyw a się
w w ieku Х У І І . u gó rali p s t r a , dzisiaj c z a r n a . W s k a r g a c h g órali t a ­
trz a ń s k ic h na s ta ro s tę now otarskiego M ik o ła ja Komorowskiego, zanoszonych
do k ró la Z yg m u n ta I I I . około r. 1 6 3 0 , k tó ry ch odpis posiadam , znajduje
się n a stę p u ją c y u stęp O cu hach czyli guniach. „W ed ług , in w en tarza po d d a n i
winni byli gunie domowej i p ospolitej roboty, lubo białe lubo p stre , w t r z e ­
cim r o k u dawać, albo za k a ż d ą gro szy p ię ć d z ie s i ą t“ .
4)
J e s t tu mowa o to rb ie tak zwanej j u h a s k i e j , zrobionej
w pasy p op rz eczn e b ru n a tn e , od k tó re j po brzeg ach zwisają dosyć długie
fręzUi. W takiej to rb ie p a s i a t e j p rz y n o s z ą ju h a s i sęrk i owcze z szałasów
,
- ńąj sprze daż n a targi.
.V-У.
5) J a k in n y c h właściwości stroju, t a k też i spin ek co raz mniej noszą
.
.. górale. Jeżeli noszą, to już bez łań cuszk ów j a k dawniej. Oprócz,, łańcuszków
:.y nosili na szyi d r z e w i e j , p o s t a r o ś w i e ' c k u n an izan e na sznurki mosię: (iÆ v .... žne k u lk i tak zwane b r y m b u I c é , k tó r e łączyły się z ową spink ą n a pier.f.viA . ’. -siąeh, p rz e p i ę tą .trzp ien ie m przez ro z p ó r koszuli. Z am iast brymbulców nosili
; też g o ; i n b i c i e , to je s t szkiełk a ró ż n o b a r w n e , zdaje się k o ra lik i szklane, po: d o b ń ie n a n iz a n e , lecz w k ilk a rzędów , i połączone ze sp in k ą n a piersiach.
O g o m b icach dzisiaj j u ż zupełnie zapomnieli górale, m ożna tylko dowiedzieć
się, f e n azyw ają g o m b i c z k ą guzik. T a k słyszałem w polskiej wsi spiskiej,
- y-y.; ’ .

.Д-.
••

—;— .—

.y.

.

, ,

■■'



*) Szczegóły o miiszlach porcelanowych żtialeść można w enćyklopedyi nieД .mieckiej Spamera, w 'ż y c iu zwierząt Brehma, i t. p. .

;

w Ż arze. Po słowacku g o m b a, g o m b i č k a , g o m b i к znaczy guzik. Gombice opisuje Staszic w d zie le : „O ziem iorodztw ie K a r p a t ó w i innych gór
i rów nin P o ls k i" (w W ars zaw ie 1 8 1 5 , n a str. 1 1 9 ) w ten sp o só b : „N a
szyi gąbice (właściwie winno być. gombice, bo ta k wymawiają, gombiczki) ;
to je s t k ilk a n a śc ie sznurków szkiełek rozm aitych, okrągły ch, różnej w ielko­
ści i różnej fa r b y ; czasem m ają o p ustk i z gęstych strzępów od góry i od
dołu, n a tk a n é tak o ż rozm aitem i szkiełkam i. T a k ie gąb ice spina p od b ro d ą
albo ja k i kam ień z dziurkam i, przez k tó r e p rz ecią g a n e sznurki, albo też
sp rzęg a m osiężna w czw o rog ran zm ienn ok ątn y robiona. Z po d tej suto k ilk a
łańcuchów m o siężny ch op ada mu na p iersi. P r z y tych wiszą czasem u dołu
kam y ki różnego kszta łtu, różnej farby i ro zm aity ch zabobonnych z n a c z e ń “ .
Z opisu tego widać, że is tniały naw et jak o w eś am ulety u górali.
6) P asó w nie no szą dzisiaj górale, jed yn ie starzy g ó ra le i bacowie
jeszcze je czasem przyw dziew ają. P a s t. zw. „ o p a s e k “ bywa b ard zo szeroki,
spięty na trz y do pięciu sprzączek, ozdobnych, mosiężnych.
7) W ła ta c h nieurodzajnych, j a k mówią „w płonę roki, zie, o s ia d łe “
ja d a li roz m a ite zioła, gałąz ki młode, k tó r e p rz y r z ą d z a li na p o traw ę zw aną
„w arm us“.
Do ta k ich ziół n ależ ą : p rze dew sz ystk iem km in młody, zwany w arm usem, od czego i inne zioła p rzy praw ion e podobnie zow ią się ta k samo ; d a ­
lej sz e z e rb a k -s c é rb o k - h o d ry k , młode pokrzyw y. „Kie są młode pokrzywy, to
je bars dobry warmus z t e g o “.
„ S c é rb o k — takie liście, po m łak ach ro s n ą , n a je s ie ń sc érbo k zostrze,
zesta rze się, d z iu b ie “.
„ H o d r y k = w owsie rośn ie, j a k się obstarze, listecki dziurawe, cérwone, p o tem ż ó ł t e “ .
„ W a rm u s na p o c ą tk u młody, potem km in z niego w y r a s t a “ . Z ie la te
n a warmus „zbierali, krążali, gotowili ze solą, m asłem lub s ł o n in ą “.
J a d a l i też młode szyszki świerkowe t. zw. m ajki, również młode g a ­
łą z k i świerkowe, cetynę.,
8) B a s i a k był to ty toń węgierski, przem y cany przez g ran ic ę celną
w T a tr a c h z W ęg ie r. Z a p rz e m y tn ik a m i b asiak u u gan iali się po T a tr a c h
s traż n ic y celni au stryaccy , zwani od górali „finan ce“ .
W iele o po w iadają o b itk ach „"financów“ z p rze m y tnik am i, k tó r e często
kończyły się śm ierteln ie. „ F i n a n c e “ m ieszkali w „ c z a r t a k a c h “ po wsiach
g ranicznych, j a k w Chochołowie, w Białce, a z ta m tą d u rz ąd zali wyprawy
w T a t r y same. F in a n c ó w lub filanców nazywali też h a b r y c a r z a m i, p o ­
nieważ ty to ń nazyw a się h a b r y k a ,
rów nież j o g r a m i, od J a g e r strzelec.
P alenie tyto niu j e s t b ard zo ro zpo w szech nion e u górali, już chłopcy
mali lu bią fajkę. N ajw ięcej sm akuje g óralom ta k zw ana z a p i e k a c z k a ,
to j e s t fajk a n ałożona tytoniem i z a g rz a n a w ogniu n a żarzący ch się
węglach.
9) K radzież u g ó rali w sto su n k u w zajem nym do n ich sam ych je s t
wogóle r z a d k ą .
M ieszk an ia i z ab ud ow a nia g o sp o d arsk ie sto ją otw orem ,
a o k radzieży by dła zupełnie nic nie słychać. Inaczej się je d n a k rzecz ma
w sto su nk u do obcych W y p raw y złodziejskie w d alsze okolice, j a k na S pisz,
L ip tó w i Orawę, urz ąd zali dawniej górale b ardzo chętnie. M iew ały one z a ­
k ró j zbójec ki lub czasem zwykły rabusiow ski. O właściwych z bójnikach b ę ­
dzie m ow a dalej.



254 —

10) T a k sam o j a k dawniej i obecnie m ieszczą n ie ra z g órale w izbie
m ieszkalnej w zimie, lecz tylko b y d lą tk a młode, a to z troskliwości o nie,
aby nie zmarzły. J e s t to zwyczaj nawet' u bogatych gazdów zachowywany.
11) S a d ł o ś w i s t a c z e po siad a nadzw y czajne własności lecznicze
w p rz e k o n a n iu górali. J e s t to cudowny lek p o m a gający w rozlicznych ch o­
robach. U ż y w a ją go w ew nętrznie i zew nętrznie. P iją go ze sło d k ą ś m ie ­
ta n k ą , też w wódce, zew n ętrzn ie zaś s m a ru ją w ykonywując równocześnie
p o cie ra n ia w r o d z a ju m ięsien ia (m asow an ia) i to w c h o ro b ac h je lit, jam y
brzusznej, macicy. S k u tk u j e n a p rz y k ła d w „p rz ew ró c en iu j e l i t “ , w p r z e p u ­
klinac h, nazyw anych „ n a ru s z e n ie m “ , w „ m ą d r z e “ czyli ch o ro b ie macicy,
w „ o b e r w a n iu “ , w „ k r z y p o c i e “ czyli kaszlu, również w wielu innych s ł a b o ­
ściach, a n aw et m a odm ładzać.
D la p o z y sk a n ia sad la w ykopują św istaki p o g rą ż o n e w śnie zimowym
w połowie jesieni, k ied y już chłody i śniegi za p ę d z ą te zw ierzęta na leże.
Z a jm u ją c y się tcm rzem iosłem zowią się ś w i s z c z a r z a m i, a m ają wcale
dobry z a ro b e k , ponieważ św istaki są w cenie. N a jlep s ze sadło zyskuje się
ze ścian je l it i sieci jelitowej. T łuszcz to n nie tężeje, lecz po siad a gęstość
oliwy, a również b a rw ą je s t do niej podobny. Z a p a c h m a silnie woniejący,
k orzen ny , racze j roślinny niż zwierzęcy.
12J N i e t o t a i l i s z e z у k o r z e ń są to nazwy góralskie, wymienione
przez auto ra. N ie to ta j e s t to w idłak w roniec (L y cop od ium Selago L . ) ;
liszczy k o rz e ń , inaczej liszczak, liszczyniec je s t to o stró ż k a wyniosła (D el­
ph inium elatum L .).
L iszczy k o r z e ń p iją z mlekiem n a „u słab ienie p i e r s i “ . Są jeszcze r o z ­
m aite in ne zio ła używane w cela ch leczniczych. L i t w o r e m , czyli arcy dzięglem le k a r s k im (A rch ang elica officinalis) ro s n ą c y m po dolinach t a t r z a ń ­
skich, m iano w icie jego korzeniem , k a d z ą w „ło żn ic y “ (tyfus) i. w innych
ciężkich ch orob ach izbę i sam ego chorego. P o d o b n ie g a łą z k a m i jałow ca obk a d z a ją . J a k i gdzieindziej w Polsce u lu d u p r z y k ł a d a ją liście bab ki (P l a n tag o) n a ran y , złam an ia i zw ichnięcia k ości o k ryw ają liśćmi żywokostu
(S ym p hy tum officinale L .), różę p ła tk a m i k w iatu ró ży i t. d.
13)
G o ś c i e c ma znaczenie nierów nie o bszerniejsze, niż w n auce
le k a r sk ie j, gdzie po p ro stu je s t nazw ą polsk ą reu m atyz m u . J e s tto uo sobienie
choroby .m ieszka jące w k ażdym człowieku, j a k b y gość niewidzialny, k tó r y
w razie nieodpow iedniego zachow ania się człowieka, w zględem niego objawia
się ch o ro b ą i to w p rzeró żn y sposób. K ażdy człowiek m a swego gościa,
, a n aw et podług żartobliw ych opow iadań strzelców1, ma go niedźwiedź, k tó r y
nietylko. z ła p ty lnich je s t p odobny do człowieka. Jeżeli nieodpow iedniem
postępowaniem gościec się „ s p r z e c iw i“ , wówczas n a ty c h m ia s t ujaw n ia się
d arciem po k ościach , chrostam i, k ołtun em . Gościec j e s t b ard zo grym aśny,
nie wiedzieć, co mu będzie nie na rę k ę . M o żn a n a p rz y k ła d zjeść ja b łk o ,
k ied y gościec tego nie w ymagał i ch o ro b a . gotowa. Albo n aw et dziw niejsza
p rzy czyn a r u s z y g o ś c i e c , ot po p ro s tu z a sk rzy p n ięc ie zm arzłego śniegu
w zimie p od nogami.
W okolicy T a t r isto tn ie gościec w znaczeniu ścisłem le k a r s k ie m n a ­
p o ty k a się stosunkowo dosyć licznie. Ze wszystkich chorób zd a rz a ją c y c h się
tu taj, gościec bywa najc z ę sts z ą słabością. U sp osob iają do teg o wpływy
zmiennego p o w ie tr z a górskiego, a również n a ra ż a n ie się ludu góralskiego n a
zmoknięcie, naziębienie, zm oczenie. A poniew aż w na stępstw ie gośćca wy­
tw a rz a się n ieraz wada sercowa, wiodąca do niemocy b a rd z o uciążliwej

— 255 i śm iertelnej, nie dziw ota więc, że g ó ral nie obejm ujący z w iązku p rz y c z y n o ­
wego chorób, boi się siłą p o p ę d u tej słabości.
Powody objaw ienia się gośćca są w ielorakie, j a k . wspominałem. Mówią
g órale, że gościec się ru s zy ze zlęknienia, albo z dźw ignienia (czyli zerw iska, oberwiska, oberw ania się), albo ze zimy, to je s t z zaziębienia L e k a r k i
wiedzą, czy gościec tr z e b a leczyć, czy też nie, bo czasem leczenie gośćca
wychodzi jeszcze na g orsze („g ośćca nie d ał licyć, bo nie wiadomo, ja k
b e d z ie “). Innym razem należy koniecznie zawczasu wziąć się do leczenia,
w y raż ają się na p rzy k ła d o tem t a k : t r z a leczyć, bo j a k gościec długo nie
leczony, to j e s t p r z e t r z y m a n y , chory um iera, mówią, że za późno leczyć
zaczęli.
14j Baby le k a r k i m ają n aw et sławę daleką. P o s i a d a m list pisany ze
wsi z pod K ra k o w a do wójta w Z a k o p a n e m pro szą cy o p rzy słan ie kobiety,
k t ó r a „ u m i e . zażegnyw ać ró żne k o ł t u n y “ . L e k a r c e n a le ż y za trud y leczena
dobrze zapłacić, i to tyle, ile sobie dać każe, bo inaczej mogłaby c ho ro bia
wrócić. L e k a r k a leczy w rozm aity sposób, a praw ie zawsze z do k lad em d z i ­
wnych obrzędów, zam aw iań i podobnych zabobonów. P rz y c z y n a choroby
(e tyo log ia) je s t w skazów ką, j a k się m a j ą leczyć. T a sam a choroba może
być z. u ro k u rzu co n eg o przez kogoś, z p rzelęk nien ia, z oberw ania, z z a z i ę ­
bienia. L e k a r k a rzu ca „w ąglic ki do g a rc k a na w o d ę“ i żegna j e k o c iu b ą
w o p ak ; jeżeli u ro k , to węgielki id ą n a dno. W ó w c zas ch o ry m a się napić
owej wody z g a rc z k a „do trzeciego ra z u i w o p ak sie u t r z y ć “ .
Raz w lazł chłopu u ro k popod p iersi i wierci, wierci. P o ra d z iła mu
k o b ie ta l e k a r k a , . aby wszedł do kościoła w kap elu szu , a k to mu k ap elu sz
zdejmie, ten u r o k n a siebie odbierze. I t a k się też stało.
To znów n a gościec tr z e b a p rz y k ła d a ć na miejsce bolesne „ z ie m “
lub
„ k re to w iz n ę “ lub „próchno z pod podłogi od ściany, k t ó r e jeszcze nigdy
sło n k a nie w idziało“ .
L e k a r k a nad chorym odm aw ia „w opak p acierze, u żegn a w o p a k “ .
P ew n e g o g ó ra la o b ierała noga. L e k a r k a k azała mu „pilno szukać k r ó ­
lika, to je zają c a howaśnego, zagegłać go nożem pod g ard ło, a . z niego
wyjąć flaczki i butlochy na ra n ę , a przyłożyć nie sk u c in ą (sierścią ) ale
m iez dre m (w ew nętrzn ą s t r o n ą skóry, to je s t a n a to m ic z n ie : c o r i u m , w p o l­
skim języku le k a r s k i m : ni i a z d r a ) .
N a p op arzo n e oczy r a d z i ła le k a r k a w ątrobę z wołu warzyć pod p r z y ­
kryciem , aby p a r a nie u c ie k ła ; p a r ę na oczy puścić i trzym ać.
L e k a r k i oprócz o dczyniania uroków n a k a z u ją jeszcze pić ro zm aite o d ­
w ary z ziół, tak że własny lub c u d zj mocz, zażywać ro zpuszczone sadło
św istacze lub sm arow ać się nim i t. d.
Lecznictwo własne ludowe o tacza g óral na dzw ycz ajn ą w iarą. U d a je się
do leka rza , d o k to r a medycyny, ale p rzecież w głębi duszy więcej on d o w ie­
rz a tajemniczej babie. M iałem p rzyk ład , że pewien mój znajom y g ó ra l po
przyjaźni, chcąc mi d ać dowód swej życzliwości, u dzie lał mi ra d , j a k leczyć
ta k ą a t a k ą chorobę, bo mogło mi się to przydać, podług jego m n ie m a n ia ,
w mojej p r a k t y c e le k a r sk ie j.
15) A u to r sam N iem iec p a tr z ą c do tego n a nieokiełznany, wesoły lud,
lubiący się bawić, nie mógł wiele obrzędów weselnych po jąć i zżym a się n a
ich dzikość. Oczywiście, że wesele je s t wybornem polem do objawów weso­
łości, pijatyki, j a k się wyraził g ó ra l pew ien „na weselu piją, je d z ą , b ie r ą
się za głowę, az ziem du dn i d z iw a ś k a “ . A u t o r opisał oczepiny czyli j a k

- 266 górale zpwią e z e p o w i n y . O d drużbów w y k u p u ją p a n n ę m ło d ą b ab y, k tó r e
j ą chcą czepić. P o te m goście w eselni ta ń c z ą z p a n n ą m ło d ą i d a ją za to
d la niej na talerz pieniądze. „ K to rzuci na ta lerz, to może w yzw yrtnąć raz
p a n n ę m łodą bez izbę, o na d z ię k u je : Bóg z a p ła ć “ .
1G) N a ogół b io r ą c górale są pobożni, zw łaszcza kobiety, k tó r e m a ją
naw et skłonność, do pewnego ro d zaju sekc iarstw a , ja k ta k zwane S i d z i n i a r k i , zwolenniczki g ro m ad n eg o z b ie ra n ia się w tow arzystw a p o b o ż n e ; na
zeb raniach odbyw ają się n auk i nabożne, a członkinie w sp ierają się n a w z a ­
jem naw et pieniężnie. Obecnie jedn ako w o ż ucichło o owych S idziniarka ch,
biorących po czątek ze wsi Sidziny w B eskidach. S id z in ia rk i n ależ ą zawsze
do najpobożniejszyćh parafianek, a tylk o w zm acniają jeszcze swoją p o b o ­
żność zebran iam i, właściwie więc nie są ż a d n ą , o so bn ą sek tą.
Mniej pobożni są górale, aniżeli g ó ra l k i i z d a r z a j ą się śró d nich,
zwłaszcza dawniej ta k o wiele częściej bywało, naw et bezbożni. S ta r y gó ral
nie dbał. czy będzie spoczywać n a poświęcanej ziemi, bo „czy na G iew on ­
cie, czy n a Pęksowym B rzeżku (nazw a miejsca, gdzie cm ętarz w Z a k o p a ­
nem) legnie, i ta k go tam P a n Bóg z n a jd z ie “ . O b ecm e je d n a k ju ż mało
tak ic h okazów dawnych czasów Po d h a la , m ających odrębny, własny pogląd
n a św iat i wiarę, a dzisiejszy góral j e s t pobożny, choć nie ta k j a k Ż m u ­
dzią. P o s t y zachowuje sta ra n n ie i p rz e s tr z e g a ich, aczkolwiek j e s t w drodze
hrb n a wycieczce w T a t r a c h (ja k prze w o d n ik z gośćm i zw iedzającymi T a try ) .
17) Is to tn ie p rz e s ą d y i zabobony są jeszcze b a rd zo powszechne, je d n a k
w porów naniu z daw niejszymi czasy osłabione.
C z a r o w n i c e s z k o d z ą ’ bydłu, istnieją przecież sposoby na nie, są
n a p rz y k ła d „zie la, aby krow y dojne mieć, aby czarownice nie szk o d z iły “ .
Z w łaszcza w życiu p a ste rsk ie m n a hali czary dużo znaczą. J e d e n b a c a może
drug iem u bacy „ p s u ć “ , „z d o le p rzy g n a ć mleko z jed n ej hale na dru g ą, abo
p o b a b ra ć m l e k o “ . Ale dośw iadczony b aca „ w ie“ , to „się nie d a “, ma sp o ­
soby na tak ie czary.
N a hali może też zaszk od zić p ł a n e t n i k , m ający władze n a d ch m u ­
ra m i i sprow adzający podług up od o b a n ia chm ury, deszcz, gromy. P ła u e tn ik iem bywa zw ykły człowiek, znający się n a c zarach tego r o d z a j u , a n ie
istota nad prz y ro d zo n a .
S ą też ro zm a ite duchy,
dziwożony, strzygi, ind zi-b aby (jędze), siodła
(siodło je s tto zmora d usząca we śnie), boginki, sm oki itd., o tych wszystkich
je d n a k już teraz mało słychać. „ T e ra z to ju ż ta k nie slychno o boginkach,
ja k p rz ó d z i e j“ — mówił mi s ta ry góral.
18j W iele pisano o uczuciach ludu gó ralskiego, za pom inając, że u c z u ­
cia n asa m p rz ó d s ą rz e c z ą ud o sk o n ale n ia istoty w ewnętrznej człowieka, i d ą ­
cej wespół z wyższem w ykształceniem , wychowaniem i cywilizaeyą, a dalej
że objawy uczuć s ą zupełnie ro z m a ite u lu du a u niełudu. J a k ie g o ś zd zicze­
nia, z a tr a ty uczuć ogólnie bio rąc nie m ożna sp o s trz e g a ć u górali. W sto •
su n k u do rozw o ju duchowego, do poziomu cywilizacyjnego, u czucia g órali są
praw idłowe — tak , j a k u ogółu ludzi w g ra nic ach różn ic i właściwości
osobniczych. To co w -warstwach wyższych k ry je się pod po kry w k ą p r z y ­
zw oitości, tu ta j u jaw n ia się w po staci surowej. W ięc zd ań je d n o s te k , że j a k
ż o n a umrze, to przybędzie nowy k o łek n a krow ę w stajn i, nie powinno się
uogólniać.
Miłość rodziców do dzieci j e s t żywa, a objawów z an ie d b an ia czasem
dzieci pod względem zd row o tny m nie należy b ra ć n a k a r b nieczułości, j a k

-

257 -

raczej nieoświecenia. Mąż w prawdzie n a rz e k a żartobliwie na żonę, ale bez
p o ra d y „sw ojej“ nie weźmie się do większego przedsięw zięcia i jej oddaje
zarobek.
19J N iechęć
do służenia w wojsku je s t, a zw łaszcza była dawniej b a r ­
dzo znaczna. P o roz bio rz e Polski g órale nieprzyw ykli
do służby wojskowej,
i to jeszcze w obcem wojsku, uciekali g ro m ad n ie i tw orzyli zgraje zbójeckie.
P rz e d p o b o rem wojskowym s ta ra li się uchronić, u d ając chorobę. I ta k do
„ o d b ió r k i“ (poboru) „ b a b ra li się k re d ą namoczoną, pili siarkę, albo kw aśnicę ze s o l ą “ , z czego n ab ierali bladości lica. To w sadzali m okry groch
po za spodnie, k tó re są, ja k wiadomo, zupełnie o bcisłe; groch p ę c zn iejąc
w yciskał p ęch erze
i n a b rz m ie n ia na nogach, podobne do żylaków. Śpiewki
w y ra ż a ją niechęć
do wojska, n a p rzy k ład :
„C how ałaś mię matko, j a k pszeniczne ziarno,
T e ra z e ś mię dała cesarzow i d a rm o “ .
*

*
*

„C om się nauciekał, com się zimy nam arzł,
N ieszczęsny wojaczek za piecem mię z n a la z ł“ .
W wojsku tr a p ił a g ó ra la n iezm ierna
tylko mógł wracał z a raz do domu.

t ę s k n o ta

za góram i,

więc j a k

20)
H a l a j e s t to miejsce, k t ó r e da się spasać bydłem lub owcami.
D o k ą d owca się może w ydrapać, d o tąd sięga hala. Zazwyczaj h ale ro z c i ą ­
g a ją się p o n ad g ó rn ą g ra n ic ą lasów w k rainie kosodrzew iny i n aw et p on ad
nią. Poniew aż g óra l p a tr z y na T a t r y ze sta n o w isk a własnego u żytk u g osp o­
darsk iego , więc ja k o n a pastw iska, p rz eto nazywa chętnie T a tr y w p ro st h a ­
lami. Pow iedzenie „idę do h a l “, znaczy idę do T a tr . W ogóle hale ro z c i ą ­
gają się n a stokach górskich i n a sam ych g rzb ietach, gdzie tr a w n i k p o k ry w a
góry, również w wysokich dolinach. Je d nak ow oż hala może ro z p o ś c ie ra ć się
na rów ninie n aw et pod T a tr a m i i może być wyjątkowo lasem, w którym
wolno p asa ć bydło. I ta k n a p rz y k ła d w Z ak o p a n e m p od reg lam i znachodzi
się le sista „hala K ru p ó w k i1-1. Przecież je s t to tylko prze nie sienie w yrazu
z pow odu po krew ieństw a znaczenia, źe h ala znaczy pastwisko, lecz wogóle
h ala j e s t miejscem gołem, traw iastem , do paszy zdatn ém . W obrębie hali
może jeszcze znajdow ać się p o l a n a , k t ó r a wchodzi w sk ła d hali, ale je s t
właściwie czemś innem. P o la n a n a sam p rzó d musi być ogrodzona, j e s t łąk ą,
k t ó r ą się kosi, a d o p ie ro p ote m byw a sp asaną.
Po lany w zasadzie z n a jd u ją się niżej, niż hale, to je s t już w krain ie
leśnej, wiec m ożna wogóle określić po lan ę ja k o łą k ę śró d leśną. Zwykle n a j­
niższe miejsce hali, obejm ującej stoki doliny i samo zagłębienie doliny,
w najżyźniejszem miejscu p o sia d a o dgrodzoną polanę, to też nazwy h ali
i polany są te same. Na p rz y k ła d n a hali K on dratow ej je s t p o la n a Kondratow a.
O d hal w o b szernem znaczeniu obejm ującem T a tr y zowie się k r a i n a
na północ położona, za m ie sz k a n a przez gó rali polskich, P odhalem . G ranico
P o d h a la sięg ają do g ra n ic w ęgierskich w T a tr a c h i już północne okolice
T a t r , choć zam ieszkane też przez po lsk ich górali, j e d n a k w g ra n ic a c h wę-

17

— 258 —
gierslrich, nie n ależą do P o d h a l a ; je s t to S pisz *). P o d h a la n ie nazyw ają sie­
bie góralam i, a mieszkańców P o ls k i n a rów ninach, czyli n a „ d o la c h “ —
L a ch am i.
Co się tyczy p o cho dzen ia wyrazu „ h a l a “ , przytoczę n astę p u jąc e szcze­
góły. U sty k a ją c y c h się z po lskim i gó ralam i Słowaków w T a tra c h , hala
zowie się h o l a , wyraz b ardzo pow szechny n a całej Słowaczyźnie gó rzy stej.
O sadnicy niem ieccy na Spiszu zmienili ten wyraz, o ile p rz y d a r z a ł się
w nazw ach miejscowych gó r n a b rz m ie n ia : H o l e , H o l l , H ö h l c h e n (to
j e s t H o lk a ) . P o k rew n y z holą j e s t wyraz h o l i c a , w ystępujący b a rd zo czę­
sto jako nazw a g ó rs k a w T a t r a c h p o ls k ic h i słowackich, na Słowaczyźnie
i w B eskidach. W P ie n in a c h zm ieniła się holica w g o l i c ę. Staszic, ów
pierw szy polski p o d ró żn ik po T a tr a c h , u d e rz o n y częstością nazwy holica,
naw et używ a jej w znaczeniu całego o bszaru doliny w opisie geograficznym
T a t r . Mówi o holicy Kołowej, Czarnej, Ż abiego, Bielskiej i t. d.
G ó rale polscy wymaw iają h á l a , zaś w liczbie mnogiej w d ru g im p r z y ­
p ad k u h ó l , n a p rz y k ła d „do h ó l “. W e wsiach sąsiad ują c y ch ze Słowakami
ju ż mówią w p rost h o l a . H a la je s t to więc h o l a czyli g o ł a . Ł ączen ie
hali z n iem ieckiem „ H a ld e “ **), ( k u p a kam ieni w yrzuconych p rz e d ko pa lnią ,
co u górników naszych nazyw a się h a ł d ą ) je s t nie u zasadn io ne.
W ję z y k u urzędow ym w p ow iatac h górzystych Galicyi używ any je s t
wyraz h a l i z n a , k tó r y oznacza p rz e s trz e n ie p o k ry te k a m ie n ia m i i zarosłe
z r z a d k a t r a w ą po g órach.
H a li o dp ow iad a w A lpach — die Alpe, Alp, Alm,
w B esk id ac h w scho­
dnich p o ł o n i n a , to je s t p ł o n i n a , p ł o n ą z i e m i a .
21) K o r z e n i a r . z a m i n azy w ają ludzi, zbierają cy ch zioła i ko rzenie
lecznicze w T a tr a c h . Będzie o nich mowa później.
22) B a rd z o wa.źne szczegóły o d ro dze do M orskiego O ka podaje auto r.
Z n ich dow iadujem y się, k ied y d ro g ę po ra z pierwszy zrobiono.
23) W ów cza s czyniono w yprawy do T a t r w ten sposób, że powozem
pocztowym przyjeżd żano do Nowego T a r g u . Z t ą d w yruszano najętym wózk em gó ralsk im n a Biały D unajec, P o ro n in i Z a k o p a n e lub też n a C zarny
Diunajec, Chochołów, W itów do K ościelisk, a po zw iedzeniu doliny wracano
n a noc do leśniczów ki w B ukowinie, zkąd n a z a ju trz czyniono w yp raw ę wóz­
k iem p rzez Głodówkę do M o r s k ie g o
O ka — i n a tem ko ń c z y ła się podróż
do T a t r . Owa sławna leśniczów ka wB ukowinie, o p isyw ana t a k
często d a ­
wniej, obecnie j e s t zw ykłą le ś n ia rk ą , w k tó r e j m ieszka leśny i utrzym u je
ta m ró w uocześnie k arczm ę. W tej leśniczówce bywali wszyscy d aw niejsi t u ­
r y ś c i ta trz a ń s c y , zapisyw ali tam swoje nazw iska, wiersze ro zm aite w książce.
T a m te ż m ieszkał K lein, gdy był leśniczym w Bukowinie. O dwiedził go
w r. 1 8 2 7 Sydow podczas swej
p o dróży po T a t r a c h i opisuje obrazy w i­
szące na ścianach, p rzed s taw iają ce ro zm aite prz y g o d y ze zbójnikami, m o że
te, w k tó ry c h b r a ł u d z ia ł sam Klein.
*) S p i s z piszę w brew pisowni ogólnie przyjętej w naszym języku przez sz
n a końcu a nie ż, z pow odu że lud polski tak wym aw ia na Podhalu i n a sam ym
Spiszu. Przypadkow e podobieństw o z w yrazem „spiż“ naprow adziło na takąż piso­
wnię, jed n ak najzupełniej m ylną W daw niejszych czasach, gdy Spisz n ależał do
Polski, nieraz pisano u nas S p i s z , rów nież język słowacki, a za nim i czeski
używ a jedynie postaci: Spiš. Z resztą i obce nazw y Spiszą popierają to : łacińskie
S c e p u s i a, m adź. S z é p e s, niem . Z i p s .
**) Słow nik geograficzny pod w yrazem : H a 1 a.



259 —

24) Do opisu M orskiego O k a do daję n astęp u jące uwagi. H a s a m p r z ó d
a u to r nazywa jozioro to „ d e r F isch see od er das so genannte M e erau g ( R y ­
bie), zaś g ó rn e jezio ro „ d e r schw arze S e e “ . Był czas, że usiłowali n i e k t ó ­
rz y piszący o T a t r a c h wprowadzić zmianę w powszechnem n azyw aniu o b u
tych jezior. Chcieli oni gó rne jezioro nazw ać M orskiem Okiem, a dolne
Rybiem Jeziorem , mieniąc nazwę Czarnego Stawu zupełnie mylną. J e d n a k o ­
woż najdo kład niejsze p o szukiw ania moje śró d ludu, j a k również we w sz y st­
kich najdaw nie jszych źród łach, ogłoszonych opisach i p o zo stający ch w r ę k o ­
pisie, w ak ta c h urzędow ych, w ykazały niezbicie, że dolne jezioro nazyw a
się od p ocz ątk u R y b i Staw albo R ybie, zaś górne C zarny Staw. D r u g ą
nazw ą Rybiego Staw u je s t M o rsk ie Oko, ale właściwie nazw ą dodatkow ą,
p ozo stałą z czasów ty ch, gdy w szystkie j e z i o ra ta trz a ń s k ie zwały się „m orskiemi o k a m i“ . W miarę, gdy z biegiem czasu prz yb iera ły owe „m orskie
o k a “ nazwy szczegółowe, ginęły daw ne ogólne m ian a, aż zaginęły zupełnie,
po zostaw iając ślad jed y n ie w dodatkow ej nazw ie Rybiego Staw u. Dawniej
dolne jez io ro razem z g ó rne m było M o rskiem Okiem , d la o dró żn ien ia dolne
większe zwało się „ W ie lk ie M o rsk ie O k o “ , a g órne mniejsze „M ałe M o rskie
O k o “ . Ślad tego pozo stał jeszcze w tem, że osadnicy niemieccy ze S piszą
owo g ó rn e jezioro d o tąd zowią M orskiem Okiem (M eeraug e), a dolne znowu
n azy w a ją P o la c y M o rsk iem Okiem. O statecznie dzisiaj dolne je z i o ro nazywa
się „ R y b i e “*', dodatko w o „M orskie O k o “, a g órne zaw sze tylko „ C z a rn y
S ta w “ . Goście nasłuchawszy się od d zieck a o sławnem M o rskiem Oku, nazy ­
w ają ch ętn iej ta k to jezio ro, aniżeli Rybie. G ó ra le przecież zowią dolne
je z io ro zazwyczaj „ R y b ie “ , tak mówią o niem między sobą (s k ą d id z iec ie?
od R ybiego...), ty lko w stosunku z gośćmi zachow ując nazw ę M orskiego Oka.
A u to r' też w yraża s ię : Rybie albo t a k zwane M o rsk ie O ko i p o p ie r a
te m b a rd z ie j powyższe wywody *).
W ręko piśm ienn ym opisie T a tr , będącym właściwie p rzew o dn ikiem
pro w adzący m do u k ry ty c h w T a t r a c h skarbów, k tó reg o mi u d zielił śp. Żego ta P au li, wyraźnie znachodzi się ustęp : „Rybi Staw, insi n a z y w a ją M o r ­
skie Oko, in ni B iały S t a w “ — „n ad nim... Je z io ro C z a r n e “ .
25) A u to r umieszcza k rzyż postawiony przez b is k u p a ty nieckiego Z ieg lera nad M orskiem Okiem , opisując dok ładn ie jego położenie. Dzisiaj je d n a k
ów k rzy ż z re s z tk a m i napisu znachodzi się n ad C zarnym Stawem. M y łką to
p rz e c ie ż nie j e s t z tego powodu, że w wielu innych opisach wyraźnie wy­
m ien iają k rz y ż ów nad M orsk iem O kiem . W idocznie więc k rzyż ten p r z e ­
nie sio n y z o sta ł z p ierw o tneg o m iejsca n a d M o rskiem Okiem n a in ne wyższe
stanow isko, to je s t na b rzeg C zarnego Staw u. O k rzy żu biskupa tego nad
M o r sk ie m Okiem piszą S yd o w * * ), A m bro ży G rab o w s k i* * * ), Ś w iętop ełk b r a t
Ż e g o ty P a u le g o , „G alicya w o b r a z a c h “ ****)_

*) O nazw ie Morskiego Oka p isał mój ojciec dow odząc tak sam o. Porów naj :
W alery E ljasz. O nazw ie Morskiego Oka w T atrach. Pam iętnik Tow. T atrz.
R. 1884 T. IX. Tenże U eber die Benennung des T atrasees „M eerauge“ J a h rb .
d. Ungar. K arpathen-Y ereines X. 1883.
**) Sydow. Bem erkungen auf einer Reise im Ja h re 1827 durch die B eski­
den... nach den C entral-K arpathen 1830 (na str. 233).
**■*) Ambroży G rabowski. Morskie Oko i Czarny Staw w T atrach, ro z­
dział X. dzieła je g o : „K raków i J e g o okolice11. W ydanie drugie. Kraków 1830.
****) W rękopisach po Żegocie P aulim zapisanych W ład. W isłockiem u,
kustoszow i biblioteki Jagiellońskiej, a przez tegoż ofiarow anych bibliotece, znaj-

— 260 —
N ajd ok ładn iej opow iada o stanow isku k rz y ż a A m broży G rabow ski,
a mianowicie p is z e : „N a grobli n a tu r a ln e j , opasującej M orsk ie Oko od
strony północnej, wznosi się p ir a m i d a z g r a n i tu , w ksz tałcie głowy cu k ru ,
o k r y t a k rz a k a m i borów ki (Y accinium m yrtillu s). N a szczycie jej postawiono
z rozk azu X . Z ie g le ra , bisk u p a tynieckiego, k rz y ż z n a p is e m :
H ic non p lu s u ltra , non supra,
N isi in cruce D., N. J, Chr.
Is tn ie je n aw et inny opis, k tó r y objaśnia widok M o rskieg o Oka i owego
k rz y ż a . Mianowicie w „P rz y ja c ie lu L u d u “ L eszn eń skim z r. 1 8 4 2 * ) c zy­
tam y, że p o n a d sch roniskiem dla gości odw iedzających M o rsk ie Oko stoi
„w oddali chylący się k rz y ż i po m n ik T aaffeg o“ . W y o b ra ż a też to d o k ła ­
dnie ry s u n e k . W opisie mieści się je d n a k w dalszym ciąg u w zm ian k a , że
po nad C za rny m Stawem j e s t wprawiony w k a m ie ń k rz y ż z n apisem wymie­
nionym , pochodzący od b is k u p a Z ieg le ra.
Połączywszy razem te rozm aite p od an ia, m ożna p rzy pu ścić z p ra w d o ­
podobieństw em , że krzyż Zie glera, o k tó r y m n a pewne wiadomo, iź s tał
n a d Morskiem. Okiem, przeniesiono potem około r. 1 8 4 0 nad C zarny Staw,
gdzie go ju ż z a sta ła L u c y a z G iedrojc ów R a n te n s tra u c h o w a w r. 1 8 3 9 * * ) ,
dalej a u to r opisu w „ P rzy jac ielu L e s z n e ń s k i m “ z r. 1 8 4 2 . W miejscu zaś,
gdzie stał pierw o tn ie krzyż żelazny n ad M o rsk ie m Okiem, postawiono dla
pam ięci k rzyż drew niany, k tó r y w ymienia ów opis z P rzy jac iela L e sz n e ń skiego.
R o z w o d z ę się nad stanow iskiem k rz y ż a z tego powodu, że mimo p o ­
zornej błahości przed m io tu j e s t ono ważne. M ianowicie w ymienienie k rz y ż a
Z ie gle ra nad M o rsk iem Okiem bywa uw ażane *,а błąd, a opisowi, k tó r y to
podaje, za rz u c a się niesłusznie b r a k w iarogodności, albo znów wnioskuje się
fałszywie, że piszący p om ięszał nazw y je z io r ze sobą, bo krzyż w prawiony
w kamień nie m ógł się przecież ruszyć. T ym czasem ta k było, j a k nas ź r ó ­
d ła przeko ny w ują. P rz y tej sposobności d o tk n ę jeszcze p o m n ik a h r. L u d w ik a
Taaffego, g u b e rn a to ra Galicyi, postawionego przez w łaściciela tej okolicy
H om olacz a. P o m n ik odlany z żelaza w postaci g r a n i a s to s łu p a p r o s to k ą tn e g o
z po p ie rsiem również od lan em w rzeźb ie okrągłej nie był tr w ały, bo nie
zespolony ani z ludnością miejscową ani z T a tr a m i. To też powoli u s z k a ­
dzan y zw łaszcza p rzez młodzież zw iedzającą T a t r y , uległ w końcu zupełnem u
zniszczeniu, strą c o n y w r. 1 8 4 8 n a dno M o rsk ieg o Oka, o czem posiadam
n aw e t d oniesienie leśniczego F e r d . L a s a r a z Bukowiny, k tó r y r. 1 8 4 8
w s ie rp n iu daje znać do z a rz ą d u d ó b r za ko pia ńskich , że po m n ik ów goście
znieśli.
26)
P o m ia ry p ow ierzchn i i głębokości j e z i i r ta trz a ń s k ic h , k tó r e podaje
a u to r , są jego p ra c ą . W iado m o ści o tem u d z ie la ł K lein o pisującym T a t r y
i z n a jd u ją się też w wielu daw niejszych pracac h , d otyczą cych ty ch gór. Z e s t a ­
w iam je tu taj raz em i porów nywam z obecnymi w ynikam i b ad ań .

duje się (N. S. 5373) opis w ycieczki Józefa Paniego, używ ającego pseudonim u
Św iętopełka, do T atr pod n ap ise m : „M oja podróż do K arp at“ z r 1830.
*) P am iątki z K rakow a. M orskie Oko, w K arpatach. P rzy jaciel L udu.
Leszno 1842 Rok V ili. Tom II. Nr. 38 str. 298.
**) M iasta, góry i doliny przez L. z G. R. Poznań 1844 Tom L, n a str. 174-

- 261 —
P rzed ew szystk iem M o rsk ie Oko mylnie uz nał K le in za najw iększe
jezioro w T a tra c h , gdyż j e s t niem W i e l k i Staw.
P o dłu g niego M o rsk ie Oko ma pow ierzchni 5 6 morgów, 41 ! □ sążni
a najw iększą głębokość w stro n ie południow o-zachodniej 3 2 sążni. Is to tn ie
zaś ma pow ierzchni 59 morgów czyli 33 h e k ta r y , a głębokość najw iększa
wynosi 26 sążn i ( 4 9 ‘5 m etr.)
C zarny Staw — 3 7 morgów 1 4 8 1 Q sążni (właściwie m a 3 8 morgów).
W ielk i Staw — 4 0 morgów 8 0 0 П sążni (właściwie m a 6 2 '3 morgów).
C zarny Staw Gąsienicowy — 4 5 morgów 3 9 0 D sążni (właściwie ma
41 morgów).
P o d łu g F ry d . F u c h s a * ) K lein mierzył M orskie Oko z pełci i wyszu­
k a ł głębokość 36 sążni wiedeńskich. Z d aje się, że je s t to późniejszy p o m ia r
Kleina, gdy ju ż był leśniczym w Bukowinie. P ie rw o tn ie wynalazł K l e i n g łę ­
bokość 3 2 sążni czyli 1 92 stóp, który to p o m iar po dał w niniejszym opisie,
a również udzielił go r a z e m z p o m iaram i pow ierzchn i wymienionych je zio r
Sydowowi, j a k o tem sam Sydow w dziele swojem wspomina. P o m ia ry K leina
p rz y ta c z a Sydow w swem dziele na str. 2 3 0 (pow ierzchnia C zarnego Staw u
Gąsienicowego), n a str. 2 3 3 (p ow ierzchnia i głębokość M orsk ie g o O ka), na
str. 2 3 6 (po w ierzchn ia C zarnego Staw u nad M orskiem Okiem) i n a str. 241
(pow ierzchnia W ielkieg o Staw u z P ięciu P olsk ich ).
J e s t n iew ątpliw ą z a słu g ą K leina, że pierwszy z a b ra ł się do p om iarów
pow ierzchni i głębokości je z io r ta trz a ń s k ic h . P o m ia ry jego długo były jed yn e
i na nie powoływali się ro zm aici auto ro w ie tatrzań sc y . W p ra w d z ie dzisiaj
o k az u ją się one błędnym i, j e d n a k trz e b a wziąć n a uwagę nied ostateczno ść
środków, ja k i m i Klein ro zp orząd zał. Miał w prawdzie pełć s p raw io n ą przez
H om ola ez a, w łaściciela d ó br z ako pia ńsk ich, n a M o rskiem Oku, ale głębię
mierzył. zwry k )ą ołow ianką n a pow rozie, więc p o m ia r nie mógł być d ok ład n y .
2’) P e ł ć j e s t to wyraz stary , używany dawniej przez g ó rali t a t r z a ń ­
skich z am iast dzisiejszej t r a t w y . Po słowacku p l ť — p e ł ć , t a k samo
w ro d z a ju żeńskim . D e m b o w s k i w swoim słowniku narze cza po d h ala n
pis..e p e l t w ro d z aju m ęskim * *). J e s t to je d n a k mylnie.
28) W ypływ z M o rskiego Oka tworzy potok, zwany nie B ia łk ą lecz
B ybim P oto kiem . B iałk a powstaje d aleko niżej, do p iero we wsi tej nazwy,
m ożna je d n a k uw ażać, że prz y sto i ta nazw a rzece po złączeniu się B iałej
W o d y z R ostok ą. Z a źródłowy potok B iałki p rz y ją ć należy tylko B ia łą
W odę, p ły n ą c ą z doliny podobnej nazwy, a R ybi P o to k j e s t je d y n ie dop ły­
wem Białej W ody.
B ałam u ctw o w nazwie B iałki stało się p rzy czy n ą sp oru granicznego
o M o rskie Oko z W ę g ra m i. B ia łk a b ęd ąc g ra n ic z n ą r z e k ą w dolnym biegu,
zaczęła być u w aża n ą p rzez W ęgrów za ta k ą w swym dopływie w R y bim
P o to k u , k tó r y przecież nie je s t po tok iem źródłowym B ia lk i, k tó r y m je s t
je d y n ie B iała W o d a . Zresztą. B ia łk a a B iała W o d a je s tt o ta sam a nazwa,
tylko w pierwszym razie skró con a.
29) Ł ą c z n o ść M o rskiego O k a z m orzem w pow szechnej była dawniej
wierze w Polsce, naw et u w ykształconych. N a zam ku w arszaw skim wisiały

*) F riedrich: F uchs Die C entral-K arpathen m it den nächsten Yoralpen.
P est 1863. N a str. 34
**) B ronisław D em bow ski: Słow nik gw ary podhalskiej. W K rakowie 1894.

— 262 belk i z o k rę tu rozbitego n a m orzu a wyłowionego n a M o rsk ie m Oku. Pisze
o tem Zejszner*V.
Ciekawa rzecz, że M o rsk ie Oko łączono z M o rz em A dryaty ck iem ,
a nie z B ałtyckiem , j a k b y przecież oczekiwać w ypadało ze względu na
wspólność n aro do w ą. Sądzę, że zaszły tu n a stę p u ją c e okoliczności, k tó r e na
to wpłynęły. G órale w yrabiali sławne płótno i z n iem chodzili n a s p r z e d a ż
daleko aż n ad morze A dry atyck ie, gdzie k u pow ali j e od nich n a żagle T u r c y ,
d zierżący żeglugę na tem morzu. Z tą d przynieśli g ó ra le po dan ie o łączności
z morzem Sinem i k o stk i m u s z e le k m orsk ich na k a p e lu s z e . N azw a M o r ­
skiego Oka p o w ta rz a się w wielu miejscach gdzieindziej oprócz T a t r . I ta k
n a Babiej G órze w B e s k id a c h po stro nie polskiej, w P ie n in a c h („ ż y ła od
M o rskieg o O k a “), n a Słowaczyźnie, n a w et w K a r p a t a c h S iedm iogrodzkich są
„m o rskie o k a “ .
30) W ie r s z podał a u to r po n iem iecku i po łacinie. N iem iecki p r z e ł o ­
żyłem na polski, tu ta j dodaję j e d n a k ów zabaw ny płód w szacie n iem ieckiej,
Z d aje się, że wiersze te były umieszczone w leśniczówce b u k ow iń skie j,
o k tó r e j p rze d tem wspominałem. D ow o dzą dawnego r u c h u p o dró żn ikó w do
T a t r , k tó r y choć nie znaczny w po ró w n aniu z dzisiejszym, przecież liczył
zwolenników.
Oto ów wiersz niem iecki :
W i l l s t du m it V erg n ü g e n b ereise n die K a r p a te n ,
So h ö re was d ir die G e g e n d th u t aurathen .
N ehm e d ir m i t was du zu dein B e d a r f nö th ig h a s t .
M it allen k a n n s t h ie r nich t b e w irth e t w erden als ein Gast.
D e n n B uk ow in a is t nicht d e r g e s e g n e te Ort,
W o m an einzig le ben k ö n n te von G ottes W o rt.
D iese r a u h e G ebirgsgegend ist nun ein m a h l so,
D a ss sie n u r k ü m m e rlic h p r o d u c i r t H e u u nd S tro h .
V o n B rot, F leisch un d G e m üse d a rf s t du g a r n ic h t d enk en,
D ass m a n d ir v e rk a u f e n k ön n te , o d e r schenken.
Oft tr in k e n w ir L ungenm oos, s t a t t ein S ch alen Cafee,
A u s s e r G efroren es is t im G e b irg d e r Schnee.
Stem ple also n ic h t e r p r o b te D ü r f t ig k e it zum Geitz.
D iesen glaub e h e r d o r t zu seyn, wo K o r n w äch st und W e it z .
Doch aber
M it Q u atier, S ta ll, H o lz , W a s s e r d ü r f te s t verseh en seyn,
W ills t du kein W a s s e r tr in k e n , so denke auch au f W ein.
31) P o d o b n ie j a k M orskie Oko pom ierzył też a u t o r C zarny Staw, co
do pow ierzchni. P o m ia r te n poró w nałem z isto tn ie prawdziw ym dzisiejszym
po d 26).
33)
P ięć Stawów opisał a u to r praw dziw ie, ale za szczupło. Staw n a ­
zwany p rzez niego „ Z a m a r z ł e “ , j e s t to najw yższy z Pięciu Z m arz ły Staw
czyli Z a d n i albo P o d k ó ł. W sp o m n ia n y dolny staw je s t W ie lk im Staw em,
je z io re m n ajw ięk szem w całych T a t r a c h . P o c z y n a ją c y się z niego ogrom ny

*) Zejszner. Tatry Polskie, Bibl. W arszawska r. 1849, T, I.

— 26В —
w od ospad opisany, ale nie nazwany, je s tto owa sławna Siklawa W o d a (albo
k r ó t k o Siklawa), ta k w ynoszona p rzez p o d ró żn ik a A nglika.
Ów A n g lik w yraził zdanie swoje pełne zachw ytu nad Siklawą, Kleinowi,
k tó r y opow iagał o tem Sydowowi, j a k podaje Sydów w opisie swym na
str. 2 41 (w przy pisie). Z d z ie ła Sydowa p ow tó rzył zdanie A nglika również
F u c h s (n a str. 2 7 8 ), a p o te m inni a u to ro w ie tatrzań scy .
P o m i a r K l e i n a pow ierzchni W ie lk ie g o Staw u j e s t b a rd zo niedokładny,
j a k to już wspomniałem p o p rz e d n io pod 26).
33). Odpowiednio do P ig c iu Stawów zw ano dawniej Stawy Gąsienicowe
„Siedm Staw ó w ". P rz e c ie ż n a zw a n iesłuszna, bo je z io r tych j e s t więcej, to
też nazw a się nie u trzy m a ła.
34) Strzelców kozic n azy w ają górale K o z i a r z a m i .
35) D o lin a Kościelisk była od da w na zw iedzana i podziw iana N azwa
jej d a ła powód do łącz en ia tej okolicy z bajk am i o T a ta r a c h , pogrom ie tych
n ajez dn ikó w i ich kościach. E z e c z to je d n a k zgoła niepraw dziw a i n a jm n ie j­
szej nie m a ją c a podstawy.
N a p o c z ą tk u doliny s ta ł dawniej kościółek, k tó r y n astę pn ie zniszczał,
pozbaw iony wiernych, ja k ic h dawniej d o sta rc z a ły miejscowe kuźnice i k o ­
p aln ie powyżej w górach. N a w e t wiadomo, że z kościo ła tego s p rz ę ty p r z e ­
niesiono do ko ścioła w Chochołowie. Je szcze pie cz ęć wsi K o ście lisk p o sia d a
w yo brażen ie ko ściółk a n a tle skał. M iejsce po kościele nazywało się „ K o ­
ścielisk o “ . B yła to p o lan a śró dleśna, ja k ic h potem p ow stało więcej i ztą d
to n a zyw ają się d o tąd polany, n a p o c z ą t k u doliny M ałe K o ś c ie l is k a i S ta r e
K o ś c ie lis k a W ie ś K ościeliska p o w sta ła p oza o brębem doliny i s k ła d a się
d otąd z polan ro z rz u c o n y ch po w zgórzach, to też za m ia st nazw y wsi K oście­
lisk słyszeć m ożn a miano P o la n y , z Polan- z K ościelisk, P o la n 'a r z e , P o la n ian ie-K o ścielis zcza n ie . P rz y m io tn ik od K ościelisk u gó rali b r z m i : K o ś c ie liskowy, K ościeliskow a D olina, K o ścielisk ow a W oda.
3C) G órnictwo po polskiej stro n ie T a t r nic nie m iało wspólnego z g ó r ­
nictwem na Spiszu, ani z osadnikam i n iem ieck im i tam umieszczonymi p rzez
królów węgierskich. D olina K ościelisk zajm o w ała pierwsze miejsce w d z ie ­
ja c h g órn ictw a w T a t r a c h polskich. K iedy zaczęto w niej wogóle rob oty
górnicze, nie wiadomo n a pew no. M ożna się domyślać z różnych powodów,
że za Z y g m u n ta S tareg o były w K ościeliskach u rz ą d z e n ia osobne do o tr z y ­
myw ania zło ta z p ia s k u za p o m o cą płuczek. W ie lo k ro tn ie odnaw iano i znów
zarzucano ro b o ty gó rn icz e w g ó rze O rn a k u i w p rzy ty k ają cej S tarej K o b o cie. P rzy w ileje wydane dla g órników przez W ła d y s ła w a IY ., k tó r y chciał
podnieść górnictw o w T a t r a c h i wogóle w P o lsce, musiały i tu taj oddziałać
ożywczo. I s to tn e j e d n a k ubóstwo w k ruszce było powodem z an ie ch an ia ro b ó t.
D opiero za S tan isław a A u g u s ta po djęto n a p o w ró t p ra c e górnicze w K o ście­
liskach, j a k rów nież w innych stro n a c h T a tr , o czem zebrałem szczegółowy
m a t e r y a ł w a k ta c h znajd ujących się w zbio rach M uzeum XX. C z arto ry skic h
w K ra k o w ie .
37)
D aw n ie jsi i nowsi auto ro w ie ta trz a ń s c y niesłusznie m ia n u ją potok
p łyn ący z doliny K o ścielisk C zarnym D unajcem . R ów nem p ra w e m mógłby
się ta u samo zwać p o to k z doliny Chochołowskiej. S ą to p rzecież ty lk o ź r ó ­
dłowe potoki, k tó r e dopiero dużo niżej p rz y jm u ją nazw ę D u n a jc a Czarnego,
właściwie aż w m ia ste c z k u C zarnym D unajcu. P o to k w dolinie K o ścielisk
zowie się K ościelisk o w ą W o d ą albo K iro w ą W o d ą od po lan y Kiry, prz ez

— 264 —
k t ó r ą przepływ a, ta k j a k p o to k w dolinie Chochołowskiej na zy w ają Chocho­
łow sk ą albo S iw ia ńsk ą czyli Siw ą W o d ą od polany Siwej.
Z drój obfity wody, w ybuchający n ieo p o d al od p o to k u Kościeliskowego,
p oru szający dawniej kuźnice, nazyw a się u gó rali sta ry c h „Z im ne ź ró d ł o “ ,
a w dzisiejszych opisach T a t r „L odow e ź ró d ł o “ . Mimo nadzw yczajnego
chłodu wody nie zam a rz a, bo rwie się bystro sz ybkiem i falami.
38) J e s t tu mowa o ja s k in ia c h , których otw ory w idnieją wysoko w s k a ­
łach wapiennych p o n a d doliną, niby ok na i dlateg o zwane Z b ójnickiem i
Oknami. P r z y s tę p do tych okien z tylu u k r y t y w lesie, był p oż ąd an y dla
zbójników, k tó rz y tu ta j istotnie w daw niejszych czasach przebyw ali. Opisy
z pierwszej ćw iartk i w ieku obecnego w spo m inają o dolinie Kościelisk jak o
0 siedlisku zbójców. J e r z y Bogum ił P u sz, zw iedzający T a tr y w r. 18 2 1 ,
pisze, że K o ście lisk a s ą d ro g ą zbójecką, k tó rę d y d o sta ją się ra b u s ie i p r z e ­
mytnicy prz ez przełęcz T o m ano w ą d o W ę g ie r do L ip t o w a * ).
39) S k a ła t a n a z y w a się S o w ą i je s t b ard z o dobrze
z n an a gościom
zw iedzającym K o śc ielisk a.
40) A u to r mówi o ja s k in i u wypływu z pod Pisan ej Skały. W id o c z n ie
wiadomość o p racy górniczej w głębi tej jask in i w m iejscu odg rod zon em od
św iata by strym p rą d e m p oto k u , o zn ak ach po ścianach i p o d pisac h — m u ­
siał c zerp a ć od naocznych świadków, albowiem istotnie są tam ślady p racy
ludzkiej, j a k się p rz e k o n a ł Sew eryn Goszczyński, a po tem też dr. J a n P a ­
wlikow ski, z k tó r y c h pierwszy r. 18 32 , a d ru gi r. 1 8 7 9 zwiedzał te c z e ­
lu ś c ie * * ) . Goszczyński o pow iada w swoim opisie, źe n a p o tk a ł w głębi
j a s k i n i o b ro b io n ą b e lk ę d rzew a oraz k aw a łk i szkła, j a k o ślady p obytu ludzi
tam że.
D r. P aw lik ow sk i znalazł w k ilk u m iejscach dno ja s k in i, p rzez k tó r e
płynie b y stry strum ień, wyłożone pod wodą drzewem, obciążonem k a m ie ­
niam i, aby można było wygodniej stąpać, zaś strop p o d stem p low a ny dylami.
Opisując to, wyznaje, że rzecz je s t zup ełn ie niew yjaśniona, a t a k ciekawa,
1 że nie chce ro bić niepew nych przypuszczeń. Otóż mogę zapewnić, że są to
ślady ludzi, k tó rz y tu taj szuk ali skarbów u k rytych , zaklę tych p rzez złe d u ­
chy. P o d a n i a ludowe, przyw iedzione w opisie G oszczyńskiego, mówią, że
w głębi w ja s k in i a c h ogrom nych n a p o ty k a się po długiej w ędrówce izbę
w ielką ozdobioną n ad zw y czajn ym i kam ien iam i drogim i a w p o ś r o d k u niej
je zio rk o , właściwe źród ło D u n a jc a . D alej jeszc ze id ą c wychodzi się n a szczyt
ja k i e jś góry. J e d n a k szpe ra nie po tych p iecz ara ch za s k a r b a m i gniewa d u ­
ch a ta m m ieszkającego, k tó r y ze złości zsyła n a dolinę ch m u ry i ulewę
Nie w tem jednem miejscu znać usiłow ania górali, aby d o trz e ć do
zaczaro w any ch skarbów. W j a s k in i Bielskiej o d k ry te j n a nowo r. 1 8 8 0 zna­
leziono p od obnież po d pisy poszukiwaczy skarbów po ścianach. D awniej nie

*) Georg Gottlieb Pusch, G eognostisch-bergm ännische R eise durch einen
T heil der K arpathen, O ber- und N ieder-U ngarn angestellt im Ja h re 1821. Leipzig
1824, L, str. 126.
S e w e r y n G o s z c z y ń s k i ; D ziennik podróży do T atrów przez autora
Sobótki, P etersburg 1853 (na str. 224). W yjątki z tej podróży um ieszczone były
0 w iele w cześniej w „P ow szechnym Pam iętniku nauk i um iejętności“, w ydaw a­
nym w K rakow ie r, 1835, a rów nież ztąd dostały się do w ielu innych czasopism
1 opisów T atr.
D r. J a n P a w l i k o w s k i : Podziem ne Kościeliska. P am iętnik T ow arzystw a
T atrzańskiego. Rok 1887, Tom XI,, K raków 1887 (str. 40).

— 265 domyślałem się, aby w iara w sk a rb y aż d o tą d była ta k żywa, ty m czasem
obecnie zebrałem już wiele zajm ujących o tem szczegółów, n a w e t udało mi
się zdobyć k ilk a przewodników rękopiśm iennych, wiodących do skarbów
w T a tr a c h . D o ty c h c z a s ro k rocznie szu k a ją górale, a n aw et przybysze
z dalszych stron, k tó ry m dostały się w r ę k ę owe przew odniki, u k ry ty c h
skarbów. Oczywiście k r y j ą się z tem bardzo, bo do tego naw et zm uszają
ich przepisy przewodników. O tej ciekawej rzeczy wspomnę jeszcze poniżej,
dowodzi ona w każdym razie, ile z a m y k a ją jeszcze w sobie T a t r y tajemnic,
do k tó ry ch nie łatwo dotrzeć.
41) Ju ż wówczas kiedy a u to r spisywał sw ą p racę, na Skale Pisanej
w yryte były setki podpisów gości odwiedzających Kościeliska. Zadziw ić musi
sto su n k o w a dawność tego zwyczaju.
W okolicy Skały P is a n e j są dwie polany zwane P is a n a P o la n a Niżnia
i Wyźnia. J a k i zw iązek tych nazw, tru d n o powiedzieć. N a podstawie tej, że
i gdzieindziej znajd ują się nazwy tak ie j a k P is a n y Kamień, m o żn a p r z y p u ­
ścić, iż P i s a n a S k a ła n azw ana zo stała od właściwości skaliny, z ja k i e j się
skła da. P o ry s o w a n ą i p o p rz e r y w a n ą p ręg am i skałę nazw ano P is a n ą . N a d a ła
się on a do zapisyw ania nazwisk, do czego zachęcało piękne jej położenie
i dostępność, i s ta ła się isto tnie pisaną, zapisaną. W wielu innych m i e j­
scach doliny m ożna znaleść podpisy n a skałach, ale nie w ta k znacznej
ilości, ku czeniu P is a n a niezw ykle się nadaw ała.
42) J a k już wspomniałem p rz y jask in i w P isanej Skale, p o d a n ia o s k a r ­
b ach w T a tra c h są bardzo dawne i dotychczas cieszą się wielkiem u z n a ­
niem. G ó ra le w ierzą, że co ro k u przybyw ają do T a t r „ c u d z o z ie m c y “ r o z ­
maitej narodowości, między k tó ry m i zwłaszcza Czesi najwięcej, ta k ż e W łosi
i Niemcy, k tó rz y obław iają się sk a rb am i i do domu z nim i uchodzą P ró c z
n ich przy by w ają też i Polacy z równin czyli L a c h y w tym samym celu.
P o d n ie c a n i temi w ieściam i wychodzą g ó ra le w T a t r y i s z u k a ją pilnie s k a r ­
bów. Z d a r z a j ą się tacy pomiędzy nimi, k tórzy całe życie tr a w ią na tak ich
poszuk iw aniach i do o s t a tk a w ie rzą święcie, że tylko ja k a ś n ie p rz y ja zn a
okoliczność p rz e s z k o d z iła im w dojściu do celu m arzeń. Is to tn i e oprócz gó ­
r a l i zjawiają się w T a t r a c h ludzie obcy, chodzący za sk arb a m i, co jeszcze
b a rd z ie j p odsyca zabobony.

Poszukiwania odbywają na podstawie wskazówek w książeczkach t a ­
jemnych, pisanych ręcznie, o których nie podobna się dowiedzieć.
M ozolne szp eran ie moje w tym k ie r u n k u , uwieńczyło wynalezienie
kilk u ta k i c h k siąż ecz ek , k t ó r e w przyszłości p o s ta ra m się ogłosić. Spisane
są po polsku, po p olsko-słow acku, też po n iem iecku u osadników n ie m ie ­
ckich n a Spiszu, choć widocznie tłóm aczone na niem ieckie ze słow iańskich
wzorów. Oto ich n a p is y : 1) D ro g a na T a t r y (pochodzić może z X V I I . w.);
2 ) Opis n a góry śnieżne do Ż abiego je z i o r k a w T a t r a c h ; 3) M etalloguomia.
G d zie są sk a rb y albo M etalle p o z n a ć ; 4) W ir g u ła , przez k t ó r ą w ynajdują
sk arb y , k ru s z c e i m e ta lle ; 5) T r a k t do T a t e r sprawodliw y (n ajobszerniejszy
r ę k o p is po lsko-słow acki, złożony z wielu opisów, z k tó r y c h najdaw nie jszy
po daje ro k 1 5 0 7 ) ; 6 — 8) trzy niem ieckie pod podobnym napisem „ U n t e r
K ic h tu n g die heim liche S c h a tz k a m m e r G ottes zu S u c h e n “, najdaw n ie jszy ma
ro k 1692.
D o ty chczas ogłosił Z e jsz n e r w p racy swojej „ T a tr y P o l s k i e “ (Bibl.
W arsz. 1 8 4 9 , tom I „ str. 55 0). o p is : „ T r a k t , k tó r ę d y Włoszy id ą in
secreto w góry k rak o w sk ie zwane T a t r y “ , o k tó r y m mogę dodać, że naie-

-

266 -

żał do ręk op ism ó w w łasności k ró la S ta n isław a L eszczyń skieg o, zajmują.cego
się alchem ią. D ru g i opis p o d a ł K o p e rn ic k i w P a m ię tn ik u T o w arzystw a T a ­
trzań sk ie g o (R o k 1 8 8 3 , tom V I I L K ra k ó w 1 8 8 3 ) : „Opis gó r k a rp a c k ic h
albo T a tró w , w k tó r y c h się zn a jd u ją skarby, k ru s z c e i drogie k a m i e n ie “ .
P o d łu g owych opisów istn ieją w T a tr a c h u k ry te p o k ład y kruszców,
też drogie k a m ie n ie i ba jec z ne sk arb y , k tó r e P a n B ó g zachow ał dla ludzi
ubogich. M u s z ą je d n a k do nich dochodzić za po m o cą wiary, modlitwy, za ­
chow ania się p ob ożnego i przez ro zm aite znaki, zak lęcia duchów złych,
a pomoc dobrych. P ró cz k ru sz ców opisy te w ym ieniają nadzw yczajne sk arb y,
k tó r y c h już nie m ożn a o d n ie ś ć do n adziei górniczych lub alchemicznych,
lecz do wiary w czary.
Do ty ch w skazów ek n a le ż ą jeszcze p r ą t k i, czyli ró szczk i albo wirguły,
dalej osobny stró j obrzędow y, zachow ywany w nadzw yczajnej tajemnicy.
W przyp isie p o d a ł K le in wiadomość o niejakim Kierczyńskim , zabitym
przez byłego gó rnika. J e s t to ten K ierczyń ski, k tó r e g o zabił W o jt e k M a r du ła, a op ow iadał o tem o b szern ie S ab ała, co też um ieścił W itk iew icz
w „N a p rz e łę c z y “ (s tr. 197).
43)
G órnictw o w dalszej p rzeszłości opisuje K lein zupełnie mylnie,
tylko dobę nowszą, o któ ró j mógł wiedzieć istotn e szczegóły, prawdziw ie.
P raw d o p o d o b n ie o po w iadał K lein Sydowowi o p o c z ą tk a c h g ó rn ictw a własne
d om nie m an ia, k tó r e Sydow um ieścił w dziele swojem (str. 151), albowiem
opisy obu s ą podobne.
O ile Sasi, czyli właściwie osadn icy niem ieccy n a Spiszu, j a k ich n a ­
zywano wogóle, przyczynili się do rozwoju gó rnictw a w T a t r a c h sp iskich ,
o tyle nic nie zaw ażyli w dziejach g ó rn ictw a w T a t r a c h p olskich. G órnictwo
p olskie zaczęło się daw no, bo za Z y g m u n ta S t a r e g o były płuczki na złoto
w K o ś c ie lis k a c h . W ład y s ław IV . wydał b ard zo chwalebne przywileje dla
górników w T a tr a c h , k tó r e zachęciły do ro bó t. Szybko j e d n a k z anie ch an o
p racy , bo zysk nie op łaca ł wydatków. K r u s z c e były, ale żyły skąp e i u jęte
w tw a rd y c h skałach . Z a rz u c o n e k o p a ln ie odnowił S tanisław A u gu st, pod
k tó r e g o przew od em „ k o m isy a do p od niesienia in d u s t r y i “ szczerze się z a j­
m ow ała górnictw em w T a tr a c h . W archiw um
M uzeum X X . C z a rto r y sk ic h
w K ra k o w ie o dn alazłem a k ta o d no szące się do czynności rzeczonej kom isyi.
Z nich widać, że p ra c ę zaczęto poważnie.
Sprow adzono wyćwiczonych
g ó rn ik ó w z Saksonii, k tó rz y odnowili s ta re i założyli nowe banie. K op alnie
te zn ajdo w ały się w O rnaku, w S ta re j R ob ocie, a t a k ż e w innych częściach
T a t r . W ów c zas zaczęto k o p a ć w J a w o rz y n c e ko ło K u źnic zako piań sk ich.
A k ta mów ią o „ Ja w o rz y n ie Ł u s z c z k o w e j“ i o „ H u t a c h H a m e r n i c k ic h “', to
j e s t o dzisiejszej J a w o rz y n ce i K u ź n ic a c h . N ie p o p rze s tają c na daw nych
k o p a ln iach , zaczęto też szu k a ć nowych i założono je niebaw em w kilku
miejscach, j a k koło M o rsk iego Oka p o d Mnichem.
Z a czasów ostatn iego s taro sty R y c h t e r a p rz e ta p ia n o r u d ę żela zną
z M agóry, M ałej Ł ą k i i H u ciska. Za H omolaczów b ra n o r u d ę w M a g ó rze,
M a t u r c e n a d K ościeliskam i i w B o b ro w cu na Orawie. Nowe k o p aln ie p o ­
w stały w T o m ano w ej, D ziewiątej (w O rn a k u ) i w K o p k ach . R o d z in a P r o k o ­
powiczów ze S tarej L ubow ni n a Spiszu, k tó r z y też tr u d n il i się g órnictw em
w T a t r a c h , p ozostaw iła ślad swego tu taj pobytu w nazw ie polany dawnej,
wym ienianej w p o c z ą tk u w ieku X IX ., ja k o P ro k o p ó w k a albo Pro k o p o w e
Pole. R o z c ią g a ł a się w sąsiedztw ie S kibów ki
n a zachodnim k oń cu Z a k o ­
panego.

-

267



i4)
R a d ę srebrną, nazyw ają g órale á r é b e l n i c a czyli s r e b r n i с a.
P o d o b n ie ru d ę złotą z ł o t n i с a
I s k r z y k je s tto po lsk a nazw a minerałów, zwanych w ję z y k u g ó r n i ­
czym niemieckim „ K ie s “ , co przyjęli też gó rn icy polscy i nazyw ają к i z,
(słownik L indego), u górników g óralskich zaś к i z a.
45) S t a r a R o b o ta j e s t to nazw a doliny pobocznej doliny Chochołowskiej,
b io rąc a p oczątek od tego, że ta m najdawniej zaczęto k o p ać kruszce. N azwa
u trz y m a ła się do dzisiaj w wielu postaciach, j a k S ta r o ro b o c ia ń s k a D olina,
K opa, S ta ro ro b o c ia ń sk i Szczyt, P o to k .
W S tarej R obocie w stok u O rn a k u były kopalnie czynne jeszcze
w r. 1 7 9 4 , k iedy tu ta j p odróżow ał ETacquet. W ydobyw ano tam srebro.
46) K uźnice z ak opia ńsk ie założone za czasów p olskich, istniały już
z p oc zątk iem X V I I I . wieku.
47) W L a n c k o ro n ie i T y ńcu były dawne zam ki polskie zniesione za
Austryaków .
4S) J a w o r y były dawniej w T a tr a c h b a rd zo ro zro dz on e, tworzyły
całe lasy osobne, a gó ry po rosłe nimi nazywały się jaw o rzyn am i, jaw o rzy n
kam i. Ilo ść ty ch jaw o rz y n ta k znaczna powoli w miarę ginienia jaworów
znikała, a obecnie ju ż mało pozostało nazw tak ich . J a w o ry wyniszczono do
K u źnic n a opał, miejsce ich zaję ły p rzem o żne świerki.
49) C i s ju ż zu pełn ie w y m arł w . T a t r a c h , a n aw et co dziwna wyrodził
się do tego stopnia, że ju ż mimo s t a r a n ia w drzewo wyróść nie chce, z a ­
chow ując tylko p o stać k rz a k u . W dolinach leśnych popod Giewontem, znaj­
dowały się do n ie d a w n a pnie cisowe, z k tó ry c h w yrabiano ręk ojeści do nożów, top ork i, laski, bo drew no m a p ię k n ą b a rw ę i słojowatość. Obecnie ju ż
i te pnie wyniszczone, a zaledwie może w je d n e m miejscu tylko znachodzi
się jedyne drzewko cisu, to j e s t w dolinie „ z a B r a m ą “ . G ó ra le objaśniają,
że sarn y zniszczyły cisy, bo lubiły obłupywać z młodych korę. T o je d n a k
nie tłóm aczy wcale zn ikn ięcia cisu, k tó r y podobnie, j a k do św iadczają i inne
d rze w a, w yrodził się i stra c ił możność is tnienia. M odrzew n a p rz y k ła d w ła ­
śnie obecnie p rzeby w a jak ieś p rzesilen ie ; d o ra s ta ledwo .do kilkudziesięciu
la t , a p ote m r z u c a ją się nań p oro sty i czerw ie, i ginie. T o te ż ju ż go nie
sad zą po północnej stro n ie T a t r n a rą ban iska ch.
50) L i m b a dosyć p rz e rz e d z o n a znajduje się jeszcze po polskiej s t r o ­
nie T a t r około M orskiego Oka, w dolinie R o ztok i, w dolinie W ak sm u n d zk iej,
Pań szczy cy i w dc linie K asprow ej. W innych dolinach j e s t ju ż b a rd z o
r z a d k a , albo zup ełnie wytępiona.
Nie j e s t p ra w d ą , że ziarno limbowe nie d ojrzew a i że się sam a limba
nie zasiewa. I s to tn i e n iszczą zia rn o p ta k i krzywonosy.
51) W czasie gdy K lein to pisał, rzeczywiście nie były T a t r y polskie
d o kład nie zbad ane pod względem botanicznym . Dzieło botaniczne W a h le n b e rg a , sławnego b o ta n i k a szwedzkiego, obejm owało tylko T a tr y w obrębie
W ę g i e r , z po lskich zaledw ie cząsteczkę.
52) T a k zw ani w T a t r a c h K o r z e n i a r z e cho d zą po g ó rach i zbie­
r a j ą zioła lecznicze do a p te k lub dla sp rz ed aw an ia w prost ludziom chorym
lub wiejskim le kark om . Na Spiszu n azyw ają osadnicy niem ieccy k o rz e n ia rz y
„ W u r z e l g r ä b e r “ . P a s t e r z e ich nie lubią, p a tr z ą na nich z ukosa, że z hal
wynoszą zaro b ek i dziu raw ią tr a w n ik i w ykopując zioła z ko rzen iam i. Na
po lan ie W a k s m u n d z k ie j opow iadał mi ba c a o k o rzen iarzu , k tó r y „piek n ie
s p rz e w ra c a ł tu s y t k o “ (w szystko), to je s t zg rzeb ał wszędzie ziemię po hali

— 268 —
k o p iąc korzenie, ja k i e potem „ sp rze d a je po ja r m a k a c h b a b o m “ (to j e s t
le karko m ).
Z io ł a zbierane p rzez k orzen iarzy oznaczył a u to r po łac in ie i po n i e ­
miecku, a p odług ty ch nazw odszukałem- odpowiednie polskie. K o le jn o n a ­
s tę p u ją :
K o z ł e k == Valeriana = V a l e r i a n a .

Przełącznik ~

Veronica =

Ehrenpreis.

Kosaciec :
Iris silvestris zzz Ve. i c h i w u r z e 1.
T a r c z o w n i c a i s l a n d z k a czyli u górali p ł u c n i k = : Lichen
islandicum — L u n g e n m o o s , odw ar klejki p ij ą n a k aszel.
Mech drzewny
Muscus arboreus — B a u m m o o s ; ja k i to
właściwie g a tu n e k mchu, niewiadomo, może raczej p o r o s t b ro d a ty po d r z e ­
wach ro snąc y (Ushea barbata), którym się żywią kozice w zimie.
W i d ł a k g o z d z i s t y = Muscus terrestris, właściwie dzisiaj zwany
Lycopodium clavatum L . ~ B ä r l a p p e .
Ił ó ż a = Rosa silvestris, może to m a byé Rosa rubiginosa L ., r o ­
s n ą c a po lasach,
- Waldrose.
K o z ł o w i e c — Doroniciim, właściwie Aronicum Glusiii = ' G è ra­
s e n w u r z e 1. U w aż ają go g órale za w zm acniający lek, zw łaszcza w sp in a­
n iu się po tu rn iach . W ie rz ą , że kozice w yszukują chętnie kozłowiec i z j a ­
d a ją k orzen ie, k tó re im m ają p rz y s p a rz a ć sił w pięciu się w górę. Od kozic
też pochodzi g ó ra lsk a tej ro ślin y n a z w a : kozłowiec.
J ę z y c z y c a — ScolopèndHum — H i r s c h z u n g e .
Z a n k i e l — Sanícula zz: S a n i. к el .
W ą t r o b o w i e c = Lichen hepática = S t e i n 1 e b e r k r a u t.
B e z = Sambucus montana może S. nigra L., czyli Bez cz arny ,
z k tó reg o stan o w ią lek F lo re s et baccae Sambuci. — W i l d e r H o l ­
lunder.
T o j a d , u gó rali zwany o m i a g
- Aconitum, za p e w n e .И. Napellus L.
czyli T o ja d m ordow nik = : E i s e n h ü t t e 1.
O s t r ô ž k a w y n i o s ł a , po g ó ralsk u L i s z c z y k o r z e ń , L i s z c z yn i ec, L i sz c z а к = R a d ix vulpina właściwie Delphinium elatum L . =
F u c h s w u r z e 1.
R z e w i e ń p o n c k i — Rhapontiaurn właściwie Rheum Rhaponticum ~ G e b i r g s R h e b a r b a r a . T a ro ś lin a nierośnie w T a tr a c h , widocznie
in na za nią uchodziła. K o r z e ń rzew ienia ponckiego dawniej był używany
t a k j a k dzisiaj k o rz e ń właściwego leczniczego rzew ienia. N ajpew niej zbierali
k o rz e n ia rz e ja k o rzew ień poncki in n ą ro ślin ę, a mianowicie s z c z a w
h a l n y [Rum.ex alpinus). K o rz e n ie szczawiu halnego u suszone d a ją bowiem
t a k zwane k o r z e n i e r z e w i e n i a m n i s z e g o — radix Rhei monachorum — k tó r e były dawniej surowcem prawdziw ego rzew ienia leczniczego,
a obecnie używ ają ich tylko jeszcze w w e tery n arstw ie.
53j P om iędzy g ru b s z ą zw ierzyną nie wymienia K lein r y s i a , który z a ­
chodzi aż w tu rn ie, a w ostatnich czasach naw et się dosyć często pojawia.
Ś w i s t a k tylko dawniej nazywał się po łacinie Жме alpinus, j a k K lein też
po daje, dzisiaj Arctomys Marmotta.
54)
K o z i c e i ś w i s t a k i były b ard zo prz etrzeb io n e już w po czątk u
naszego stulecia, co widać z opisu au to ra . Z w łaszcza kłusownicy Jurgo w scy
i Z akopiańscy niszczyli te zw ierzęta. W J u rg o w ie znany był J a n e k , sławny
k oziarz i świszczarz, k tó re g o już jak o s t a r c a opisuje F u c h s (s tr. 1 3 2 ).



269 —

Ów J á n e к, zwany K a s i n J á n e k albo też E y s у J á n e k , wy­
niszczył mnóstw o kozic w T a tra c h , a był w ybornym strzelcem . Z n a ł go
również ju ż ja k o starc a przeszło siedm dziesięcioletniego Z e jsz n e r w r. 1851,
ale jeszcze u gan iająceg o za kozicami (Spiż, Bibl. W a rs z . 1 8 5 4 , T . I I I . ,
str. 11).
W la ta c h około ro k u 1 8 6 0 należało do rz a d k o ś c i sp o tk ać kozice
w T a tra c h , a kierd el zkilk un astu kozic złożony w yjątkowo można było
zobaczyć. U s ta w a za b ra n ia ją c a z abijan ia kozic i świstaków, wydana przez
Sejm galicyjski r. 1 8 6 9 p ow strzy m ała kłusownictw o tak, że obecnie są to
zw ierzęta liczne w całych T a tr a c h , a przepow iednie Kleina o zatracie z u ­
pełnej kozic i świstaków nie sp raw d ziły się na szczęście.
55) B a rd z o ważne szczegóły o z b ó j n i k a c h
ta trz a ń s k ic h podaje
K lein . D otychczas były znane skłonności g ó ra li do „ ch od zen ia n a z b ó j“
więcej z dom niem yw ań i opow iadań, niż z naocznego św iadectw a. Zbójnicy
żyli od daw na w T a tra c h . P o sta ć Ja n o s ik a , u b ra n a przelicznem i po d aniam i
i ży jąc a do dzisiaj w ustach lu d u na P o d h a lu i Słowaczyźnie, nie j e s t u r o ­
jo n a, j a k s ąd zą n iek tó rzy piszący o T atra ch.
J a n o s ik w ystąpił ja k o zbójnik w r. 1 71 1 n a L iptow ie pod T atram i.
Z p o c z ą tk u p rz y s ta ł do już istniejącego „ to w arzy s tw a “ T o m k a U he rcz yk a,
po tem je d n a k sam został naczelnikiem zbójników i hulał po W ę g rz e c h ,
Polsce, Ś lą sk u i Morawie p rz ez dwa la ta . Schwytany i p rz e d liptow ski sąd
stoliczny w Swatym M ik u ła sz u stawiony, stra c o n y został w ro k u 1 7 13 .
W a k ta c h sądowych riazwany j e s t : „ag ilis G eo rg ius Ja n o s ic h Tyarchoviensis,
la tro n u m e t p ra e d o n u m a n te s ig n a n u s “ , to je s t ostrożny J u r o J a n o s ik z T ia rc h o wej. naczelnik łotrów i zbójników. W śledztw ie oddany na m ęki, obwieszou z o­
sta ł koło m iasta Swatego M ikułasza. W niedługi czas zrodziły się śród
lu d u p o d ta trz a ń s k ie g o słowackiego i polskiego niezliczone opo w iadan ia o s ł a ­
wnym J a n o s ik u , k tó r y urósł na b o h a te r a biednego lud u wiejskiego, b o h a te r a
p rześla do w an ego przez panów i naw et zgładzonego przez nich zbyt po sp ie­
sznie wbrew woli cesarza, co w yrok sądowy odwołał i zamienił go n a p o ­
winność w ystaw ienia pu łku w ojska od J a n o s ik a . L u d wierzy naw et, że d o tą d
p ła c ą panowie liptowscy do sk arb u cesarskieg o k a r ę p ien iężn ą za strace nie
pospieszne J a n o s ik a . P io s n k i mówią, że J a n o s ik bogatym b r a ł a chudobným
daw ał, że w sp ierał zw łaszcza szczodrze żaków , pien iądzm i i suknem , k tó re
im o d m ierzał od b u k a do buka.
Jan osik , „zbójnicki h e t m a n “ zginął, ale zbójnictwo kw itnęło dalej.
W Cieszynie, Żywcu, Nowym Sączu traco n o wiele ze zbójników, k t ó r z y
p rzy cic hali zrazu, lecz w p rzyjazn ych okolicznościach na nowo rozpuszczali
zagony. P o ro z b io rz e Po lski uciekali gó rale g ro m a d n ie „n a z b ó j“ , u nik ając
zniena w idzonej służby w wojsku austryack iem . Czas ten rozw ielmożnienia
się zbójników w T a tra c h , opisuje właśnie K le in . P o m ału je d n a k poskrom iło
wojsko osobno tu taj w ysyłane i surowe k a r y zbójników ta trz a ń s k ic h — tak ,
że G o sz c z y ń sk i* ) w r . 1 8 3 2 ju ż ich nie z astał w T a tr a c h .
P o te m pojaw iali się jeszcze zbójnicy, ale je d y n ie pojedynczo i n ie b a ­
wem d ostaw ali się do w ięzie nia. U ro k zbójnictw a ja k o b o h ate rstw a ginął,
lecz przecież pociągał młode umysły g óralsk ie k u sobie, bo p rzed mniej
więcej p ię tn a stu laty spróbowali ju h a s i w doliny P ańszczy cy urz ąd zić n a p a d

*) Dziennik podróży do Tatrów.

-

2 70



n a gości w racających z K rzyżnego. Ciężko je d n a k za to o d p o k u to w a li i d z i ­
siaj słyszeć tylko m ożna westchnienia w pieśniach, tę s k n ią c e z a dawnymi
czasy, j a k np. :
E j zahuczały góry,
E j zahuczały lasy —
E j kieby się wróciły
N asze daw ne czasy !
5<;) Mimo że w dawnych czasach tru d n ili się g órale zbójnictw em p o ­
wszechnie, przecież zalud nian ie P o d h a la odbywało się p odobnie j a k w całej
Polsce, tylko co do czasu o wiele później, za pom ocą o sad zenia na p raw ie
polskiem lub niem ieckiem. To też nie m ożna po tw ierd zić z d a n ia a u to r a , że
lu d no ść P o d h a l a p o w stała ze zbójców.
57) Szwedzi w czasie n a ja z d u swego d o ta r li aż n a Podhale. W r. 1 6 5 5
spalili farę w Nowym T a rg u i ro zp u ś cili zagony dalej ku T a tro m . W ów czas
j e d n a k lud góralski po w stał w obronie k ró la J a n a K a źm ie rz a przeciw n a jezd niko m . S ą tego ślady oprócz w p o d a n ia c h ludowych, także w d z ie j a c h * ).
P o s e ł od c esa rz a niem ieckiego u b ra n y po cudzoziemsku, ledwo się obronił
od po de jrze nia, że j e s t Szwedem, gdy je c h a ł z W ę g ie r do P o ls k i przez
Nowy Targ.
W ó w cz as to odbyła się n aw et j a k a ś bitwa górali ze S zw edam i na
P o d h a lu , z akończona p o grom em najezdników . T u taj leży źródło o pow iadań
k lę s k i nieprzyjaciół, k tó r y c h nieśw iadom i dziejów P o d h a la n azw ali T ataram i.
J a k i ś wódz Szwedów poległ p o d Nowym T arg iem , p ochow any na g ó rze n a d
Szaflaram i, k t ó r a od niego zowie się d o tąd R aniszb orkiem .

is) P o c z ą te k Z a k o pan ego j e s t nieco inny, bo od zbójów nie m ogła
pow stać osada.
P ie r w o t n ie w obręcie dzisiejszego Z ak op aneg o, m ieszkańcy d a w n ie j­
szych osad n a P o dh alu mieli swoje pastw isk a na p o la n a c h wyrobionych z lasu
czyli n a t a k zwanych wyro biskach. Staw iali ta m też zab ud ow an ia dla b y d ła
i dla siebie na p o rę letn ią zwane l e t n i k a m i . Powoli zaczęli zimować
p rz eko na w szy się, że k lim a t j e s t przyjazny. Przyw ilej osadniczy dla Z a k o ­
panego wydał k r ó l Stefan B a to r y r. 1578.
W czasach, o k tó r y c h pisze K lein, oddaw ali się Z a k o p ia n ie zbójnictw u
is to tn ie b a rd zo powszechnie. P u s z * * ) p o d ró żu ją cy w r . 1 8 2 1 zapew nia, że
w Z a k o p a n e m niem a domu, z k tó re g o b y przyn ajm n iej j e d e n człowiek nie
siedział w w ięzieniu za k ra d z ie ż lub rozbój, do czego n ak ła n ia ło są siedz tw o
n ie d o s tę p n y c h gór, sto su n k i z zb ójn ik am i n a W ę g rz e c h i ubóstwo gó rali.
W te m m iejscu swego opisu K lein dodaje, że „w obecnym r . 1 8 2 7 “ ,
z czego okazuje się ro k , w k tó r y m p o w sta ła t a jeg o p raca. R ów n ież w tym
samym r o k u podró żow ał po T a tr a c h Sydow, k tó r y p o zn ał się z K l e in e m
i od niego o tr z y m a ł wiele wiadomości o T a tr a c h , to też w n ie k tó ry c h u s t ę ­
p a c h opisu K le ina i k siążki Sydowa da się w yszukać podobieństw o, j a k n a p r z y k ł a d w przed staw ien iu dziejów górnictw a w T a tra c h .

*) Walewski, „Historya wyzwolenia Polski za J a n a Kazimierza.
**) Tytuł dzieła pod 38). 0 zbójnikach, zakopiańskich pisze Pusz w swem
dziele n a str. 156.

— 271 —
69)
N ac zeln ik zbójników „ h a r n a ś “ zowie się czasem
ra lsk ic h hetm anem .
N p .:

w p io s n k a c h g ó ­

„Jan o s ik , J a n o s ik , zbójnicki h e tm a n ie !

60) O dtąd zaczyna się opow iadanie Blumenfelda. Ig n a c y F ra n c i s z e k
B lumenfeld był leśniczym za k a m e ry w W itow ie i Po ro nin ie. Od niego p o ­
chodzi m ała k a p lic z k a murow ana, w zniesiona w r. 1 8 1 7 , stojąca w P o r o n i ­
nie koło mostu n a P o ro ń c u , j a k n apis w skazuje *).
Ju ż w końcu p rzeszłego wieku był Blum enfeld leśniczym kam eraln y m
n a Podhalu, bo dowodzi tego w zmianka, że p rzez 22 l a t p rze ślado w ał zbój­
ników, a kon iec opow iadania jeg o p rz y p a d a n a czas około r o k u 1 81 5.
c l) S k a ł a S i w a u w stępu do doliny C hochołow skiej po nad p o t o ­
kiem strom o w znosząca się, bywa nieraz siedliskiem orłów, k tó r e gnieżdż ą
się w T a tr a c h tylk o n a sam ych k o ń czyn ach
ty ch gór, j a k na M uraniu ,
Osobitej.
G2j P o la n a „ p o d H u t a m i “, inaczej „ p o l a n a H u t y “ zwana, na
początku doliny Chochołowskiej n a zw ana od K uźnic żela znych, któ ry ch d z i­
siaj już t a m niema.
63) P ie rw o tn ie był K lein z a r z ą d c ą K uźnic w Kościeliskach, j a k widać
z tej wzmianki. N ie chcąc sam opow iadać o swoich p rz y k ro ściach , d o z n a ­
nych od zbójników od dał o po w iadan ie o tern B lum enfeldow i.
61) D u d y albo g a j d y lub inaczej k o b z a , n a rzę d zie muzyczne z ło ­
żone z m iecha skó rz ane go i p iszczałki, k tórej głos p o b u dz an y u sta m i g r a j k a
w zm acnia się jeszcze p ow ietrzem w ypychanem z m iecha.
65) P o lan a K i r a n a p o czą tku doliny K ościelisk, zazwyczaj zw ana
M i ę t u s i ą K i r ą od właścicieli Miętusów. K ir a oznacza właściwie w ję z y k u
góralskim za k rę t, miejsce o bszerniejsze na zagię ciu drog i w górę p r o w a d z ą ­
cej albo p odobne stanow isko w k o p a ln i n a chodniku podziem nem . W ła ś n ie
od tego o sta tnie go zn aczenia p rzeniesiono wyraz ów n a p ierw sze znaczenie.
P o niew aż na polanie r o z s z e rz a się dolina, a d ro g a się za k rę c a , więc ca łą
po lanę nazw ano K irą. D ok ład n ie biorąc, są dwie p o la n y : M i ę t u s i a K i r a
W y ż n i a i N i ż n i a . P rz e d wstępem do doliny je s t je szcze p o la n a zw ana
L e ś n i c k a K i r a od tego, że należy do wsi Leśnicy. Ścieżkę g ó rs k ą , w i­
j ą c ą się w z a k rę ty tam i n aza d dla łatwiejszego wyjścia w g ó rę, n azy w ają
gó rale „ n a k i r y “ .
K ira pochodzi od niem ieckich górników z wyrazu : K e h r .
66) U zbrojenie zbójników d o tą d przechow ane u górali zgadza się z o p i ­
sem. N óż byw ał kończysty, wygięty w kształc ie tureckiego j a t a g a n u , o p r a ­
wny w rękojeść cisową z ozdobami mosiężnemi. W y ra b i a li j e sam i g ó rale .
T ak ie noże u m iał n a p rz y k ła d s p o r z ą d z a ć s t a r y J a n S a b a ła i pozbyw ał je
gościom zakopiańskim .
B u n k o s z by ła to m aczu ga jesionow a. G órale opow iadają, że „b u nk o ś “ ta k się r o b i : „ J a s ie ń sieka się na wiosnę, to sie k a n e bule po nim
rosną“ .

*) Na żelaznej tabliczce, kształtu tarczy z koroną o pięciu pałkach napis
następujący: „S. Joannes Nepomucenie Kapelle. F un dato r Ig. Fra. Gerti. v. Blumenfeld 1817“. Całe nazwisko Blumenfelda brzmiało : Ignacy Franciszek Gertler
Blumenfeld.

-

272

-

Bunkosz j e s t wzięty z jęz y k a m a d z i a rs k ie g o : b u n k ó “ maoznga,
palcat, b u n k ó s przym iotn ik od tego.
Do stro ju zbójników należały jeszcze z b ó j n i c k i e c z a p k i , r a b o ­
wane na W ęgrzech od wojska lub stra ż y po dw o rach ob ronnych w ęgierskich
ta k zwanych k a szte lach n a L ip tow ie i Spiszu. Zazwyczaj bywały czerw one,
p rzypinali do nich zbójnicy dla ozdoby lisi ogon, pió ra.
Często też z am iast zw ykłych spodni z białego su k n a zwanych h o ł o ś n i a m i , nosili obcisłe spodnie czerwone, rab o w an e n a W ęg rzec h.
G7) Z d arz en ie opisane było ju ż objawem zw yrodnienia zbójników. P r a ­
wdziwy zbójnik nie n a p a d a ł na innych górali, łu p ił panów i żydów po W ę ­
grzech, obdzielał biednych, żył wesoło, k o c h a ł się we „ f r a j e r k a c h “ , ale nie
dopuszczał się ta k ic h ok rucieństw , zwłaszcza n a w ieśn iakach . J e d n a k wy­
jątk o w o p rz y d a r z a ły się podobne p rzyk ład y.
G8) Mimo zapow iedzenia n a stęp n ie już niem a wcale owego spisu p r z e ­
stępców pojm an ych na rozbojach.
69) W ustępie o właściwościach zbójników p o w tarz ają się szczegóły,
p od ane powyżej przez samego K leina. W id o c z n ie i te n jeszcze ustęp p o c h o ­
dzi od Blum enfelda.
70) Zbójnicy między sobą n azy w ają się c h ł o p c a m i , też w e s o ł y m i
c h ł o p c a m i lub w p ro st w e s o ł y m i . N a p rz y k ła d mówią piosnki i c h :
„N a buczku, n a b u cz k u listeczki bieleją,
„ K a się dobrzy chłopcy na zimę p o d z ie j ą “ .
*

*
*

„Po za buczki, po za h raś ć
„P ójd ziem chłopcy zbijać, kraść,
„Pójdziem chłopcy za hory,
„N a L ipto w sk ie t a l a r y “ .
*

Z Orawskiego zam ku chłopcy w yzierają,
Czy się po pod reg le buczki ro zw ijają.
71) B o h a te r zbójników J a n o s ik dał widocznie pow ód do tego, że b a rn aś zazwyczaj p rzy b ierał im ię J a n k a . Mnóstwo opow iadań i śpiewek z w ró­
conych do J a n k a , nie zawsze należy tedy odnosić do głównego b o h a te r a
Ja n o s ik a .
72) D odany w tem miejscu przez przepisyw acza ręk op isu J a n a K a n te g o
A n d ru sik ie w ic z a wiersz, będący śpiewem rozbójników w B e s k id a c h w s c h o ­
dnich, umieścił „ P rzy jacie l L u d u “, wychodzący w L eszn ie (R ok I I I . , 1 8 3 6 ,
tom I., N r. 5, str. 34), sk ąd go widocznie tenże odpisał. Z a c z y n a się ta k :
C iągną chmury, a wśród chm ur
P ra g n ie deszczu k a n ia ;
W czarnej puszczy naszych gór
W o ln o b u ja łania.



273

-

B uja łania, b u ja koń ;
H e j opryszki bijmy w dłoń i t. d.
W iersz ten opuściłem, bo do opisu
m a związku ze zbójnikam i ta trza ń s k im i.

K leina nie należy

a również nie

DODATKI I UZUPEŁNIENIA.
I)o „ L u d u “ I I I . , str. 78, pisze prof. L. Młynek, co n a s t ę p u je : W ie r s z
„nieznanego a u t o r a “ p. t „ P ó ł godziny szkoły po egzycyrce (k tó ry w y d ru ­
kow any j e s t z pewnymi w ary a n ta m i w dziele Ś w ię tk a : „L ud nad rab s k i,
K raków 1 8 9 3 , str. 2 3 4 z uwagą, że a u to re m jego j e s t „ k a p r a l G r e l a “ ,
K ed.), zaczynający się od słów : A n tr e t re k r u ty do szkoły i t. d., napisał
Z u g sfü h rer w C adre od 13 p u łk u piechoty (K rakó w ) S k r z a t e k , ro d e m
z Bochni. „Z nałem go osobiście i byłem św iadkiem j a k u k ł a d a ł “ , opow ia­
dał o nim Jó z ef Śliwiński ze Sierczy. P rz ed S krzatk ie m tej „ o ra c y i“ nie
znano przy wojsku. N ajp ierw nauczyli się jej żołnierze od 13, a później do­
s ta ła się do 56 pułku, w krótce rozeszła się po w szystkich p u łk a c h z a c h o d n io-galicy jsk ich a n aw et d o sta ła się „ n a w ieś“ . T e g o S k rz a t k a przypom i­
nam sobie i chwilę, kied y zaczęto przy w ojsku deklam ow ać powyższą
„ o ra c y ę “ .

ROZBIORY I SPRAWOZDANIA.
Włodzimierz Czerkawski. W i e l k i e g o s p o d a r s t w a ,
ich
i s t o t a i z n a c z e n i e . R ozpraw y A kadem ii umiej. W ydz. bistor.-filozof.
Ogólnego zbioru t, Х Х Х І У . W K rakowie. N akład em A kadem ii umiej. Skład
główny w k się g a rn i spółki wydawniczej polskiej r. 189 7.
Z pojęciem ekon om icznem „w ielkiego g o sp o d a r stw a “ łączymy zwykle
w ielk ą p ro d u k c y ę , a że o s tatn ia jes t, j a k wiadomo, obecnie p a n u jąc ą formą
ekonom icznego w ytw arzania ,,d ó b r“’, to też analiza k r y ty c z n a „ is to t y i zn a ­
czenia wielkich g o sp o d a r stw “ , Ja k ą p o d a je n am p. C zerkaw sk i, z asług uje
ju ż a p rio ri na baczne uw zględnienie ze stro n y czytelników i k ry ty k ó w ,
Nietylko je d n a k z tego ogólnego stanow iska, ale i ze względu Па rz eczy­
wiście naukowe i sk r u p u la tn e przedstaw ienie p rz edm iotu, wypada nam r o z ­
p raw ę p. C zerk aw sk ieg o ro z p a t r z e ć ściślej.
A u to r z a ra z w wstępnym rozdziale swej p ra c y ( „ P o d z ia ł go spodarczy
sp ołeczeń stw a ‘, str. 1 — 20 ) zaznacza, . że nie będzie się tr z y m a ł szablono­
wych, u ta r ty c h d ró g w swem studyum, że przeciwnie w n au ce e k o n o m i­
cznej dzisiaj ' k r y t y k a zw rac a się naw et przeciw podsta'wowym założeniom
n a u k i d otychczasow ej ; dlatego też — pisze — „n a le ży (także) przy om a­
18

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.