32a3e5abebfc0235043ae3fd2c3d21d4.pdf

Media

Part of Etnografia i najnowsze studya nad literaturą / Lud, 1897, t. 3

extracted text
— 213 —
Żona n a d o m n ik a rozp orządza się w szystkiem , z a w iera w szelkie
um o w y i zobow iązania się; w edle p r a w a zw yczajo w ego m ąż jest
g ło w ą rodziny, ale fakty c zn ie, przynajm niej b a rd zo często, nado m n ik jest ty lk o s łu g ą p o k o rn y m i p ie rw s z y m ro b o tn ik iem sw o­
jej żony... Zależy to p rz ew aż nie od w ysokości po sag u, w n iesio n eg o
p rz eze ń ; im róż n ic a m a ją tk o w a j e s t większa, tem sta n o w is k o
m ęża je s t gorszem . J e st to za sad a o g ó ln a u w a ru n k o w a n a niem al
p ie rw o tn y m m a tery aliz m em ludu lite w sk ie g o ; są w yjątki, ale n ie ­
liczne. W o g ó le sto s u n k i w zajem ne n a d o m n ik ó w ze sw em i żonam i
w y różn iają się znacznie z ogólnej n o rm y sto su n k ó w p o m ięd zy
m a łż o n k a m i: p oło żenie k o b ie ty je s t w n ich o wiele lep szem niż.
w zw y k ły c h .
J a n W itort.

nad. literaturą.
R e d a k c y a „ P r a w d y “' o d d a ła p ra w d ziw ą u s łu g ę n aszem u o g ó ­
łowi w yk szta łc o n em u , w y d a ją c w p rz ek ład zie g ło ś n ą p ra c ę H u tch e so n ’a M a c a u la y ’a P o s n e ť a p. t.: „ L ite r a tu ra p o ró w n a w c z a “ ;
do teg o p rz e k ła d u do d an o tłó m a cze n ie p ie rw s z y c h i o statn ich
rozdziałów p ra c y K a r o l a L e to u rn e a u : ,,R é v o l u t io n litté ra ire
d ans les d iverses ra c e s h u m a i n e s “. O bie tę części d o s k o n a le h a r ­
monizują, dop ełn iając się w zajem n ie : p. L e to u rn e a u b a d a początki
e s te ty k i i lite ratu ry , co P ó s n e t pom ija. W ie lk ie za le ty tej książki
k a ż ą życzyć, b y ro z p o w szn ch n iła się o n a w śród og'ólu w y k s z ta łconeg-o. Mojem zd a n ie m — najw ażniejszą zaletą tej p r a c y je s t
p r ó b a za s to s o w a n ia do b a d a n ia dziejów i rozwoju lite ra tu ry ściśle
nau k ow ej m e to d y , m e to d y h istory czno -poró w n aw czej, k tó ra w in­
n y c h sferach w ied z y ludzkiej d o p ro w a d z iła do w y n ik ó w św ie­
tn y ch . N a tu ra ln ie — to założenie d opro w a d ziło au to ra do u z n a n ia
ścisłej zależności pom iędzy u stro jem spo łecznym a fo rm am i t w ó r ­
czości literackiej, innem i s ło w y — do u z n a n ia zależności lite ra ­
tu ry o d etnografii. A u t o r u d o w a d n ia ściśle tę zależność, p o d k r e ­
ślając w u tw o ra c h lite ra c k ic h jej r y s y zasadnicze i ilu stru ją c
p r z y k ła d a m i licznymi, k t ó r e o d tw arzają ustrój sp o łecz n y d oby
zam ierzchłej. P o s n e t w p r o s t m ów i naw et, że lite ra tu ra daje m o ­
żność o d tw o rz en ia u stro ju s p o łe c z n e g o teg o ludu, w śró d k t ó r e g o
rozw inęła się ; o dw rotnie — etno g ra fia po zw ala n am do p e w n e g o
s to p n ia w nio sk o w ać o lite ra tu rz e ludu o p isy w an e g o .



214

-

C ała p ra c a dzieli się n a 5 k s ią g : w stęp, lite ra tu rę k lan u ,
rz eczypospolitej miejskiej, ogólno-ś w iatow ą i'n aro d o w ą. W e w s tę ­
p ie P o s n e t o k reśla pojęcie lite ra tu ry oraz jej w zględn ość i zasadę
wzrostu, pośw ięcając j e d n a k rozdział o so b n y m etod zie p o r ó w n a w ­
czej. Z a sa d ą w'zrostu lite ra tu ry je s t dlań p o g łę b ie n ie osobistości,
t. j. stopniow e u d o s k o n a le n ie w o d tw a rz a n iu życia i n d y w id u a l­
nego, k t ó r e g o rozwój i p o g łę b ie n ie s tan o w i p o d s ta w ę g łó w n ą
p ro c e s u ew o lu c y i społecznej. D o lite ra tu ry p ie rw o tn e j a u to r za­
licza „ lite ra tu r ę k l a n u “, t. j. o k re s u ustro ju ro d o w e g o i b a d a jej
p o c z ą tk i i rozwój s to p n io w y . U strój ro d o w y z n a n y n am w o g ó l­
n y c h z a ry s a c h już bardzo dobrze, o k re śla i tłó m a c z y w szy stk ie
ry s y zasad nicze tej lite ra tu ry . N iew ątp liw ie — p o cz ątek jej, to
śp iew chó raln y, n ie k ie d y p o łą c z o n y z tań ce m ; p rz e ż y tk ie m teg o
czasu je s t choro wód w ielk oro syjski lub ko ło .Słowian p o łu d n io ­
wych. W i e m y , iż c h o ro w o d y urządzają się zawsze w dni u r o ­
czyste, św ięte ; są one o b ch o d a m i u roczysty m i, w s p ó ln y m i i z r o ­
zu m iały m i w szystkim . W ś r ó d I n d y a n p lem ien ia D u k o ta ( A m e r y k a
północna) ró d „G ia n t K l a n “ u rządził święto n a cześć b o ż k a H a o-kuh. W w ig w a m ie n a d ogniem w iszą k o t ł y z g o tu jące m się
w nich m ię s e m ; In d y a n ie , nadzy, ale w sto żk o w y c h n a k r y c ia c h
g łó w z k o r y brzozowej, o p a s a n i o koło b io d e r k ilk u g a łą z k a m i
brzeziny, a p o m a lo w a n i w b ły s k a w ic e , ta ń c z ą i śpiewają. W cz a ­
sie ta ń c u i śp iew u g o łą r ę k ą w y c ią g a ją k a w a ł k i m ięsa z kotła,
p rz e k o n a n i, że bożek, n a k t ó r e g o cześć ta ń c z ą i śpiewają, ochroni
ich od o parzenia. J e s t to o cz y w iście d ra m a t p ie rw o tn y , w k t ó ry m
taniec, m u z y k a i m im ik a są p o łączo ne z sobą. W o g ó l e nie u le g a
zaprzeczeniu, że d o p iero znacznie później w y ró ż n ic z k o w a ł się
śpiew c h ó raln y , k tó re m u atoli b a rd z o d łu g o to w a r z y s z y ły tańce.
T a k się działo w G re c y i ; dość tu p rz y p o m n ie ć s p a r ta ń s k ie Gym n o p aid eje czyli ś w ięta nagiej m łodzieży, w k tó ry c h liczne ch óry
m ężczyzn i chłopców b r a ł y u d ział: c h ło p c y w ta ń c a c h s w y c h n a ­
ś lad o w a li ru c h y g w a łt u i w a lk i n a pięście, a w k ró tc e p o tem roz­
po cz y n ali dziką m im ikę re lig ijn e g o k u ltu B ach u sa . W i e m y z P lu tarc h a, że w S p a rc ie w czasie p e w n y c h uroczy sto ści u rządzano
d w a ch ó ry ze s ta rc ó w i c h ło p có w m łody ch, k t ó r e o d p o w ia d a ły
so bie wzajemnie. Chór s ta rc ó w : „byli z n a s n ie g d y ś ludzie m ł o ­
dzi, d zielni“ ! C hór m łodzieży o d p o w ia d a : „jesteśm y t a c y ; jak
w a m się po d o b a, spojrzyjcie na n a s i cieszcie s ię “ ! W o g ó le
w g r e c k i c h h y m en aio s m a m y d o w o d y p ra w d z iw o ś c i te g o tw i e r ­
dzenia. W i e m y też dobrze, że o rg a n iz a c y ę ludu J e h o w y w p a ń ­
stwo, w y p rz e d z ił ustrój ro d o w y ; k a ż d y ród m iał sw eg o n ac zel­
nik a. Istnieje n a w e t ró d b a r d ó w w N a irth , „chór proro ków ,

— 215 —
k t ó r z y śpiew a ją i tań cz ą ; S a m u e l im p rz e w o d n ic z y “ (II. ks. k r ó ­
lów, I I , 5k W in n em m iejscu s p o ty k a m y obraz „ g r u p y N a b i s a '1
ch ó ru p ro r o k ó w (I. ks. S am u ela, X ., 5) R o d y p ro r o k ó w is tn ia ły
też w in n y c h m iejscach P a le s ty n y , n a w e t potem n a b o ż eń stw o
w św iąty n i w z o ro w ało się b ez po śred nio n a sy stem ie dziedzicznym
k l a n u lub kasty. L i te ra tu r y in d y jsk a i c h iń sk a zach ow u ją też
sporo p rzeżytków , św iad c ząc y ch o istnieniu u stro ju ro d o w e g o ;
w iem y naw et, że w Chinach, p ra s ta re j siedzibie k u ltu p rz o d k ó w ,
is tn ia ły h y m n y na cześć śmierci, sta n o w ią c e w s p ó ln ą w łasno ść
ro d z in y lub rodu. H y m n o b ra c ia c h A rv a les, znaleziony w R z y ­
mie w r. 1778, n ie w ą tp liw ie stw ierdza, że R z y m ia n ie s ta ro ż y tn i
znali pierw sze zaczątki l i te r a t u r y rodow ej w formie śp iew ó w c h ó ­
ra ln y c h , p o łą c z o n y c h z ta ń c a m i i m imiką.
N iew ątp liw ie — ta ń c e p ie rw o tn e po siad ały znaczenie s y m ­
boliczne : w w o jen n y m ta ń c u I n d y a n a m e r y k a ń s k ic h n aczeln ik
plem ienia, w y m a z a n y cy n o b rem , — co m a oznaczać krew , roz­
p o c z y n a pieśń w o jen n ą p rz y odgłosie m uzyki i śpiew ie c h ó rz y ­
stów. P ie ś ń k ró tk a , o n u tk a c h p o w ta rz a ją c h sie, p ły n ie powoli,
ry tm e m ściśle za sto so w an y m dò je d n o s tk i czasu, g d y ż ś p ie w a k
co p a r ę m in u t w yd aje o k rz y k bojow y. „ J a s n e m jest, że w yrazy,
k tó re śpiew a, nie stoją b y najm niej n a p ierw szem m iejscu w es te ­
ty c z n y m w rażeniu In d y a n in a . D la c z e rw o n o sk ó reg o zręczny t a ­
niec, g raficzna sy m b o lik a b itw y i zw y cięstw a przy n a m ię tn y c h
g estach, sw ojska m u z y k a b ę b n a i piszczałki i g ło s y chórzy stó w
m ają znaczenie, k tó r e ję zy k ie m lite rac k im tru d n o o d tw o rz y ć “ .
P rz y ta c z a m tu p iosnkę indyjską, za cze rp n iętą z dzieła D r a S c h o o le r a f ť a !) :
„Słuchajcie głosu mego, wy p ta k i w ojownicze!
P rz yg otow u ję święto dla was, święto bitwy.
W idzę was prz ez szeregi n ie p rzy jació ł moich,
I za wami pójdę !
0 ja k ż e p rag n ę szybkości waszych skrzy de ł,
1 zem sty p ra g n ę pazurów waszych !
P rz yja ciół moich przegląd am ,
A wasze śledzę loty.
Och wy młodzi ! To są wojownicy —
Spojrzyjcież z gniewem na pole bojów !“

W tem sam em dziele D r. S c h o o le ra fta znajdu jem y opis s ł y n ­
nego ta ń c a sym boliczneg'0 A rro w , tań cz onego w N o w y m M e k ­
syku. T a ń c e p o d o b n e istn ieją d o tąd w C hinach. W o g ó l e należy
') H ist. Ind. T rib e s , in U . S. część II., str. 60.

— 216 —
widzieć w nich za czątki d r a m a tu i liry k i ; ich znaczenie w k u l­
ta c h relig ijn y ch nie u le g a za p rzeczeniu : dow odó w aż n a d to d o ­
s tarc za biblia, pom ijając n a w e t po m niki lite ra tu ry teologicznej
ludów innych.
W m ia rę ro z p a d a n ia się p ie rw o tn e g o u stroju rodow ego,
a sto p n io w e g o w y ła n ia n ia się j e d n o s tk i z p ierw o tn e g o t a ń c a s y m ­
b olicznego, p o łą c z o n e g o ze śpiew em c h ó ra ln y m , rozw ija się oso­
b is ta p o ez y a ro d ow a, k tó rej tre ś c ią s ą n ajw yb itniejsze r y s y życia
rodu. D użo do w odów dostarcza a r a b s k a p o ez y a ludow a. K i l k a
p rz y k ła d ó w p rzy ta cza m z a n to lo g ii H a m a s e h , albo K s ię g i W a l e ­
czności, zebranej około 220 r. H e d ż y r y przez A b u -T a m m a m a .
W a r t o p o d kreślić, że wedle tej anto lo gii ob ow iązek ze m sty k r w a ­
wej p a d a n a sta rs z e g o sio strzeń ca ; jest to prz eży tk iem p r a w a
m acie rzy ń sk ieg o , k t ó r e g o — wedle M a in e ’a —■ nie znały ludy
sem ickie. A u t o r mówi, ż e t a p r ó b k a p o ety cz m i jest, bodaj, n a j­
lep szy m u tw o re m w lite ra tu rz e , op iew a ją cy m zem stę rodow ą.
W p ra c y B u r c k h a r d ť a „K otes on th e B ed o u in s a n d W a h a b y s “
znajdujem y ustęp, d o k ła d n ie opisujący ow ą zem stę : „jest to p r a ­
w em p rz y ję te m w śró d A ra b ó w , że k to k o lw ie k rozlew a k r e w cz ło­
w ieka, w inien jest r a c h u n k u tejże k rw i p rzed ro dziną z a b ite g o 1'.
K o r a n uśw ięc a to p ra w o , n ak a z u ją c zad ośću czy nienie s p a d k o b i e r ­
com, ale A ra b o w ie żąd ają k r w i nie ty lk o rzecz y w iste g o m ord ercy ,
lecz i w szystkich jeg o k r e w n y c h ; żą d an ia te sta n o w ią p ra w o
T h a r y albo k r w a w in y . D z ia ła ono n a w e t w śró d K h o m s e albo
p ią te g o pokolen ia, lecz ci tylko m ają p ra w o zemsty, k tó r y c h
czw arty p r z o d e k w prostej linii b y ł cz w a rty m p rz o d k ie m z a b i­
te g o . Najbliżsi k re w n i przy jm ują Wykup, jeżeli zaś nie z g a d zają
się nań, to zabójca i w szyscy jego krew ni, objęci przez K h o m s e ,
c h ro n ią się do plem ienia, któ re daje im prz y tu łe k , Zwyczaj chce,
b y w ciąg u 3 dn i i 4 g od zin nie ś c ig a n o u cie k a ją c y c h — »Djelâ w ’ow" ; zdarza się, iż b łą k a ją się oni w p u sty n i po la t 50 i w ię ­
cej, nim dojdzie do zgody. W tej po ezy i ludowej silnie w y stęp u je
poczucie g o d n o śc i i h o n o ru ro d o w y c h , uosobione w je d n o s tk a c h
p o s z c z e g ó ln y c h ; nie trz e b a j e d n a k utożsam iać je z uczuciam i,
k t ó r e żyw iła d ru ż y n a n iem ieck a w z g lę d em sw eg o wodza, a lb o ­
w iem ich p o d s ta w ą u A ra b ó w b y ł a solid arn o ść rodo w a. N ie ­
śm ierteln o ść ro d u często też służy tre ś c ią u tw o ró w lu d o w y ch ;
nieco później zjaw ia się p rz e c iw s ta w ie n ie z n ik o m eg o życia o so ­
b n i k a z w ieczn em trw a n ie m rodu, ale p o c iec h ą w niej je s t p o ­
czucie solidarności z żyjącym i, Zycie p o z a g ro b o w e — to długo
ty lk o w y id e a liz o w a n a k o p ia doczesnego, w k tó re m b r a k u je n a w e t
idei szczęścia. R o z u m ie się — w tej lite ra tu rz e s p o t y k a m y p y ­



217 —

szne o b ra zy w sp a n ia ło m y ś ln o ś c i rodowej (np. w M u alla k k a -L ib id a
p o e ta rysuje obraz p o d o b n y ) oraz p o ś w ię c e n ia się bez g ra n ic za
s w ó j r ó d ; w y b o r n y p r z y k ła d ta k ie g o sam o p o św ięc en ia się znaj­
dujem y w p oem acie H a m a s c h p r z y p is y w a n y m D ou rey dow i, s y ­
now i E l- S im e k ’a
Z czasem rozwijają się w ustroju ro dow ym
rozm aite sprzeczności, k t ó r e o statecznie przeo b ra żają go i zm ie­
niają do n ie p o z n a n ia ; znalazły one swój w y ra z w osobistej poezyi rodowej. W o g ó l e lud ow a lite ra tu ra a ra b s k a , zw łaszcza p o e z y a
daje nam m ożność d o k ła d n e g o o d tw o rz en ia życia ludu w jego
zaraniu dziejowem. To sam o stosuje się lubo w stopniu n ie je d n a ­
k o w ym , n ie m a l do w szystk ich lite ra tu r lud ow y ch. R o z u m ie się —
n ależy p o s łu g iw a ć się m e to d ą o d w ro tn ą.
P rz e ż y tk i ustroju ro d o w e g o s p o ty k a m y n a w e t w lite ra tu rz e
re p u b lik m iejskich np. A te n i R z y m u , zwłaszcza w pierwszej.
W czasach S o fo k le s a s tary d uch ro d o w y d em y ateńskiej z a ch o ­
w uje jeszcze tyle siły, że staje się śro d k iem pojęć ety czn ych
w d ra m a tach , w k tó ry c h w y stępu je o d po w iedzialność ro d o w a '
i g-minna. W ie m y , że pojęcie o o dpow iedzialności osobistej ro z­
w ijało się b a rd zo powoli. W o g ó l e w lite ra tu ra c h istnieją n a d e r
liczne d o w o d y i ślad y ty c h o k re s ó w dziejowych, w k tó ry c h p o ­
w s t a ł y one i ro zw in ęły się; w z ajem n a zależność lite ra tu ry i ustroju
s p ołecz neg o je s t widoczną, je s t konieczną, co a u to r ściśle u d o ­
w a d n ia .
N iem niej ściśle a p rzedm iotow o o p o w ia d a on o p o w s ta n iu
i rozwoju li te r a t u r y ogólno światowej, k o ń cząc sw ą p ra c ę l ite ra ­
t u r ą ściśle n arod ow ą. J e g o o k re śle n ie pojęcia rozw oju lite ra c k ie g o
— rozwój in dyw id ualizm u i p o g łę b ie n ie osobowości, są ściśle a zg o­
dnie zw iązane z te o ry ą rozwojową, t e o r y ą ew olucyonizm u, obej
m u jącą całość zjaw isk kosm icznych.
R e d a k c y a „ P r a w d y “ do p o lsk ieg o p rz e k ła d u tej p ra c y d o ­
ł ą c z y ła p o c z ą tk o w e i k o ń co w e rozdziały z dzieła K a r o l a Letourn e a u : „ R e v o lu tio n litté r a ire dans les diverses ra c e s h u m a in e s “,
obejm ującego te o re ty c z n e z a s a d y rozwoju lite ratu ry , a p o p a r te
p rz y k ła d a m i licznym i. P . L e to u rn e a u s p ra w d z a teory ę, r o z p a ­
trując lite ratu rę c a łe g o s z e re g u lu dów p ie rw o tn y c h , u k tó ry c h
nie j e s t jeszcze ona p iśm ie n n ic tw em , ale w y ra ż a się raczej w tańcu,
śpiew ie i p o d a n ia c h ustnych. P o d aje on re zu ltaty sw y ch b a d a ń
n a d lite ra tu rą p lem io n m u rzy ń sk ich , po lin ezyjskich, a m e r y k a ń ­
s k ich i m o ngo lsk ich , zaliczając 3 o statn ie szczepy do ra s y żółtej,
a wreszcie przechodzi do p o c z ą tk ó w l ite ra tu ry n a ro d ó w r a s y białej,
z aczynając od E g i p c y a n i k o ńcząc n a ro d a m i n o w ożytny m i, ści­
ślej — p o c z ą tk a m i ich lite r a tu r y w w ie k a c h - średnich. Obaj p i­

-

218 —

sarze w ychod zą z założenia w spólnego, widząc w lite ratu rz e p rz e ­
ja w ogólnej ew o lucyi społecznej, ale p o s łu g u ją się m eto d ą o d rę ­
b ną, p rz y cho dzą c wszakże do w nio sk ó w jed n ak o w y ch . A u to r
francuski ściśle zastosow uje te o ry ę ew o lucy i do rozwoju lite ra ­
tury, szukając jej p o c z ą tk ó w w p o d s ta w a c h życia u m y sło w e g o
wedle psy ch o lo g ii w spółczesnej, a ściśle nau ko w ej. W ia d o m o , że
je g o p o d s ta w ą je s t a k t biologdczny, p o le g a ją c y n a d rg a n ia c h p e ­
w n y c h k o m ó re k n erw o w y ch , k o m ó re k św iado m y ch, a u l e g a j ą ­
cy c h w p ły w o w i ja k ie g o ś bodźca. .N a w yższy ch szczeblach ro z­
woju, k o m ó r k a n e r w o w a już o d czuw a w ra ż e n ia p rz y je m n e i n ie ­
miłe, d otyko w e, s m ak o w e itd., ale św iadom ość jeszcze stoi n a
b ard zo nizkim sto pniu i k a ż d e w ra ż e n ie ginie- b e z p o śred n io po
chw ili sw ego p o w s t a n i a ; niem a żadnej łączności w ś ró d zjaw isk
św iad o m y ch , żad n eg o węzła, ż a d n eg o zw iększenia zasobó w życia
p s y ch icz n eg o . A le zm ienia się to w szystko, g d y k o m ó r k a n e r ­
w o w a za czyna zach o w y w a ć ślad odruchu, k tó re m u słu ż y ła za
p u n k t c e n tra ln y ; za czynają w ó w czas rozw ijać się w ład z e u m y ­
słow e ; rozwija się pam ięć, ślad y w ra żeń m in io n y c h s tają się
w sp om nieniam i, k tó re g ru p u ją się w spo sób swoisty, tw o rz ąc
ob ra zy złożone, fikcyjne w całości, acz u tw o rz o n e z re s z te k d a ­
w n y c h w ra ż e ń : budzi się w y o b ra źn ia. N a stę p n ie kojarzą się w r a ­
żenia i obrazy, po w staje ro z u m o w an ie tudzież zdolność w ła d a n ia
ow em kojarzeniem , k tó rą psy ch o lo d zy n a z y w a ją rozsądkiem , intelig ency ą. Z p r a g n ie ń , k tó ry m to w a rz y s z ą ro z u m o w an ie i ocena
istn ie ją cych cz y n n ik ó w , p o w staje chcenie, s t ą d w ola p s y c h o lo g ó w
N a le ż y p am iętać , że poza ca ły m la b iry n te m zjaw isk p sy c h ic z n y c h
istn ie ją ty lk o czynności odruchow e, odp ow iedn io u p o rz ą d k o w a n e
w p e w ie n p rz e o b ra ż o n y s z e re g w rażeń.
Zm ysły sp e c y a ln e dzielą się n a dw ie k a t e g o r y e : zm y sły
sm ak u, pow onienia, d o ty k u i p o p ę d u p łcio w eg o , d o starc zają w r a ­
żeń n a d e r żyw ych , ale ani o d tw a rz a n y c h , ani u z e w n ę trz n ia n y c h
inaczej dzieje się z w rażeniam i, k t ó r y c h n a m d o starc zają w z ro k
i słuch. D w a te zm ysły należy n a z w ać in te le k tu a ln y m i, alb ow iem
ślady ich działalności w ś w ia d o m y c h k o m ó rk a c h m ózgu m o g ą
w całej p e łn i o d ra d z a ć się, a p am ięć nasza je s t w stanie o d t w a ­
rzać je, w y o b ra ż a ć w formie przym glonej nieco rzeczyw istości.
M o żem y s ta ra ć się o sztuczne ich od tw arzan ie. U s iło w a ł to w ł a ­
śnie zrobić człow iek p ie r w o tn y p rz y pom o cy linii, form, dźw ię­
k ó w i w y ra z ó w ; stąd pochodzą ry s u n e k , m alarstw o i rzeźba, za ­
leżne od zm y słó w w zro ku, ś p ie w i m u z y k a in s tru m e n ta ln a , d ą ­
żące do o d tw o rz en ia w n a sz y m m ózgu w y o b ra ż e ń s łu c h o w y c h
w reszcie poezya, słowo o brazow ane, k t ó r a o d tw a rz a w y o b ra ż e n ia

-

219 -

k s z ta łtó w , b arw , d źw ięków u g ru p o w a n y c h , w sposób n ak a zu jący
n am p ra g n ą ć , chcieć i m yśleć. S z tu k i graficzne i p lasty c2 n e
tw o rzą o d rę b n y dział estety k i, w y ró ż n iający się d o k ład n ie od
poezyi i muzyki.
J e s t j e d n a k rodzaj sztuki, k tó ry w y p rz e d z ił w szy stk ie inne
w czasie, albo w iem po zw ala on ludom, n a w e t najdzikszym , o d ­
tw a rz a ć i w y o b ra żać z d o stateczną ścisłością i w yrazistością fa k ty
i w y p a d k i, p o sia d a ją c e dla nich w ielką w a g ę : sc e n y m yśliw skie,
bojow e i m iłosne. ,,Tą sztu k ą p a r ex cellen ce p ie rw o tn ą je s t t a ­
niec m im ic z n y “ — słusznie m ów i L e to u rn e a u . S z t u k a c h o r e o g ra ­
ficzna w y p rz ed ziła inne, ch oćby dlateg o ty lko , że je st n ajp ro stsza
i najłatw iejsza. T anie c m im iczny i ry tm ic z n y m ógł, a k to wie,
czy i nie m u siał n a w e t istnieć przed rozw inięciem się m ow y
członkow anej, alb o w iem nie jest o na k o nieczną ; k r z y k m o d u lo ­
w a n y w y s ta rc z a dla to w a rz y s z e n ia tańcow i. M oże on n a w e t z ž i s tąp ić ry tm w łaściw y, alb o w iem d o tą d jeszcze w śród ludów c y ­
w ilizow any ch (od pow ied nio cieniow any) w y ra ż a skalę uczuć n a d e r
ró ż n oro dn ych . W o g ó l e tan iec p ie rw o tn y , to ty lk o m im ika n ie ­
wolniczo odtw arziijąca rzeczyw istość. D ziś już m ożna tw ierdzić,
że ludy p ie rw o tn e p o siadają za czątk i sztu k p ięk n y ch , w szystkie
p ie rw ia s tk i estetyk i, w szak że nie inożna zaprzeczyć, że dla ro z­
woju e s te ty k i literackiej b y ło koniecznem , b y ję z y k w y d o s k o n a lił
się, s ta ł się g łó w n y m śro d k ie m e k sp resy i, b y słow a budziły
w m yśli słuchaczów w szy stk ie w y o b ra żen ia , z k tó re m i są zw ią­
zane. P o e z y a n iełatw o oddzieliła się od śpiew u, od m elodyi, k t ó r a
służy ła jej p o d s ta w ą ; dotąd, g d y je s t w y g łaszaną, p o trzebuje j e ­
szcze p o m o cy r y tm u i m iary , sło w em — pew nej su k ien k i m u z y ­
cznej, p rz e ż y tk u zam ie rzc h ły c h czasów, g'dy p o d l e g a ł a o na c a ł ­
k ie m m elo d y i; dotąd p o ez y a w y ró ż n ia się języ k ie m b a rw n y m
i obrazow ym . N ie w ą tp liw ie — p o czątkó w e s te ty k i trze b a szukać
w śró d zw ierząt wyższych, acz b ra k u je im e s te ty k i literackiej
alb o w iem nie p o s ia d a ją one m o w y członkowanej. W ie m y , że
liczne zw ierzęta p o siad ają poczucia stroju; w iem y, że ptak i, sam ce
śpiew ające, w y k o n y w a j ą praw dziw Te m elodye, b y zw abić sam icę;
lu b ią m u zy k ę dla niej samej, często staczając n a w e t turnieje ś p ie­
w ackie. N a w e t m u z y k a in s tru m e n ta ln a nie je s t p ta k o m zup ełn ie
obca, np. dudkow i, ja k św iad c zy D a rw in . P t a k i ta ń c z ą ; wiemy,
że s am ce czapli a m e ry k a ń s k ie j i w ielu in n y c h g a tu n k ó w p o pisują
się p rz e d sam ic a m i sko kam i, pozami, u k ło n a m i i g estam i ; dość
d o k ła d n ie o b s e rw o w a ć za ch ow anie się p a w ia w obec paw ic, b y
się p rz e k o n a ć o tem. M ożn a p o n ie k ą d z n aszem i s z tu k a m i g ra ficznemi i p la s ty c z n e m i p o ró w n a ć umiejętność, z j a k ą n ie k tó re

— 220 —
p ta k i au stra lijsk ie w zno szą bu dow le, o zd a b ia jąc je, b y zap ew n ić
w y g o d ę i u r o k s w y m u roczy sto ścio m m iłosnym . R a js k i p t a k
z Nowej G w in e i A m b ly o rn is in o rn a ta budu je g n ia z d a trw a łe , s łu ­
żące dla k ilk u poko leń , ozdabiając je b ły s z c z ą c y m i p rz ed m io ta m i
i k w ia ta m i, które, g d y zw iędną, z a s tę p u je świeżymi. M ożna cz y ­
tać o tem u D a r w in a (P o cho dzenie człow ieka).
P o w yżej stw ierdziłem , że e s t e t y k a l ite ra c k a p rz e k ra c z a za­
k re s in telig e n cy i zw ierząt, ale m im o to n ie k tó re zbliżają się do
niej, dając dla siebie sa m y c h p ra w d z iw e p rz e d s ta w ie n ia s c e n i­
czne. R o m a n e s w swej rozgłośnej p ra c y p. t. ,,L ’évolution m e n ta le
chez ľ h o m m e “ , str. 56 o p o w iad a d o k ła d n ie o psie n a d e r intelig e n ty m , k tó ry codziennie o d e g r y w a ł d r a m a t p o lo w an ia n a n ie ­
istniejące św in ie; p am iętam , że w odołaz, k t ó r y p o k o n a ł wilka,
od czasu do czasu o d tw a r z a ł scenę w alki, której, b ę d ą c dzieckiem ,
p r z y p a tr y w a łe m się z zajęciem.
R o z d z ia ł o ję z y k a c h p i e r w o tn y c h zaw iera k ró tk ie, ale b a r ­
dzo d o b re streszczenie n ow szy c h te o ry i p o c h o d z e n ia języka. W e ­
dle a u to ra n a ślad o w n ic tw o zależy od ra sy , albow iem , k a ż d y ty p
ludzki p o siad ał sobie w ła ś c iw ą w rażliw ość słuchu. In to n a c y a ,
ak c en t, odcień dźw ięku i w o góle m o d u lacy e głosu, p o siad ają ce
n a w e t dziś w ażne znaczenie — to p rz e ż y tk i ję zy k ó w p ierw o tn y c h .
M o w a c z ło n k o w a n a p o w sta ła w pożyciu g ro m ad z k iem , dzięki
sy m p aty o m i an ty p a ty o m , zw łaszcza zaś k o n ieczno ści p o ro z u m ie ­
n ia się w celach o b ro n y wspólnej..
B y dzieci m o g iy mówić, nie w y s ta r c z a im jeszcze zdolność
s łu c h u ; p o trze b u ją one jeszcze wolności, w sp ó ln y c h w y siłk ó w i t o ­
w a rzystw a. A u to r p rz y ta c z a o p o w ia d a n ie O. J. X a v i e r ’a, m isyonarza w In d y a c h , k t ó r y z ust su łta n a A k b a r a słyszał, że k a z a ł
on k ie d y ś w y c h o w a ć 30 dzieci w prz estrze n i zam kniętej, pod
okiem n ia n ie k i stróżów , s k a z a n y c h n a m ilczenie ; dzieci w y ro sły
na m łodzież g ł u p i ą i niem ą, rozpo rzą d zając ą zam ia st m o w y kilk u
g estam i, sto su ją cy m i się do zw ierzęcych p o trze b (Le p è r e Juvency , H is to ir e de la C o m pagnie de J é s u s t. X V I I I , Nr. 14).
R o z u m ie się — dużo czasu up ły n ęło , nim n arzec za p i e r w o ­
tn e w y ró ż n iły się od z w y k łe g o k rz y k u ; dłu g o jeszcze ro z m a ­
w iając, m u sian o p o s łu g iw a ć się m im ik ą o d p o w ied n ią ; d o tą d n a ­
wet lu d y n iek tóre, np. Buszm eni, H ottentoci, A r a p a k o w ie itd.
nie mog'ą poro zum ieć się w ciem ności. N a w e t czerw o n o sk ó rzy
A m e r y k i północn ej um ieli p ro w a d zić długie, m im iczne rozm ow y.
N arzec za p ie rw o tn e w y ró ż n iają się u b ó s tw e m sweg-o sło w n ik a i nied o k ładnem o znaczeniem w y ra z ó w ; ich ubó stw o p o w ięk sz a jeszcze
b r a k te rm in ó w o derw an y ch , s k u te k n izkiego poziom u i n t e l e k t u ­

— 221 —
alnego, n. p. ję z y k T asm anczykóvv nie p o s ia d a w yrazu, k tó ry
b y oznaczał „ d rz e w o “, acz m iał w y ra z y n a oznaczenie tego
lub o w ego g a tu n k u drzew a. A u s tra lc z y c y nie mieli w sw y m ję­
z yku ró w n o w ażn ik ó w dla słów takich , ja k spraw iedliw ość, z b ro ­
dnia, g rz e c h i t . d. ; c z e rw o n o sk ó rzy A m e r y k i p ó łno cnej nie znali
term in ó w czas i p rz e s trz e ń ; In d y a n ie b ra zy lijsc y nie p o siadają
w y razów dla o k re ś le n ia pojęć b a rw a , płeć, u m y sł itd. N ie k tó re
p lem io na um ieją powiedzieć „dąb czarny, dąb b i a ł y “, lecz nie
znają w yrazu dąb, drzew o i t. d.
W rozdziale cz w a rty m a u to r o m aw ia jasn o a zrozumiale
m ow ę dzieci, oraz p o d k re ś la w ażn ość jej b a d a n ia d la j ę z y k o ­
znaw stw a. Nie mniej w y m o w n ie a zrozum iale, lubo w krótkości,
kreśli ry s y c h a ra k te r y s ty c z n e um y sło w o ści dziecinnej, b a rd zo t r a ­
fnie p o ró w n y w u ją c ją z um ysłow o ścią ludów p ierw o tn y c h . Żadne
n ie p ra w d o p o d o b ie ń stw o nie razi dziecka, ża d na niedorzeczność
nie zbija go z tr o p u ; dla jego w y o b ra źn i nie istnieje g r a n ic a
pom ięd zy m ożliw em a niem ożliw em , ożyw ia ono w szy stk o i t. d.
P o d o b n e r y s y c h a ra k te ry z u ją um y sło w o ść ludów p ie rw o ­
t n y c h ; jej p rz e ż y tk i dotąd s p o ty k a m y w lite ratu rz e ludowej.
W o g ó l e człow iek zm ono polizow ał ty lk o n ajw y ższą form ę estetyki,
w y m a g a ją c ą m o w y członkow anej : form ę lite ra c k ą . F o r m a ta
m o g ia p o w stać ty lk o wówczas, g d y ro z w in ęły się p ierw sze zw iązki
społeczne „ k l a n y “, j a k je n a z y w a L eto u rn e au . K l a n p o s ia d a j e ­
dną, w s p ó ln ą duszę; w jeg o życiu w szy stk o jest w spólnem , przeto
i lite ra tu ra p ie rw o tn a je s t nie osobistą, ale ściśle k lan o w ą , o b r a ­
cającą się około tem atów , zd olnych w zbudzić zajęcie c a łe g o k lan u .
Źródłem jej s ą : g o r ą c a w y o b ra ź n ia i wrażliw ość. P o m im o u b ó ­
s tw a in te le k tu a ln e g o je s t o n a b a rw n ą , żywą, w y ra z is tą a obfitą
w p rz e n o ś n ie .. P ie r w s z e m jej w y ra ż e n ie m b y ł a m im ika, do której
n ie b a w e m d o ł ą c z y ł się śp iew chóralny, u b o g i i n a d e r o brazow y,
p r z e p la ta n y o no m ato p ejam i, k rz y k a m i m o d u lo w an y m i i nieczłonk o w a n y m i dźw iękam i. W s z y s tk ie l i te r a t u r y p ie rw o tn e znają tylko
e s te ty k ę zbiorow ą, ś p iew ch ó raln y ; w y ją te k s tan o w ią m ieszk a ń cy
Ziemi Ognistej, k tó rz y d o tą d nie w y tw o rz y li ustroju społecznego.
W o g ó l e im m o w a je s t mniej rozwiniętą, tem m im ik a p o s ia d a z n a ­
czenie większe ; istnieją jeszcze w śró d ludów p ie rw o tn y c h p e w n e
rodzaje p ieśn i bez słów, ś la d y dawniejszej p oez y i o k rzyko w ej ;
p rz y śp ie w k i, s p o ty k a n e d o tą d w pieśn iac h lud ow y ch, są jej p rz e ­
żytkiem . P o w o li m im ik a p rz e o b ra ż a się w taniec ; t a ń c e i ś p ie w y
ch óralne oraz m im ika, coś p o ś re d n ie g o p o m ięd zy n a s z ą o p erą
a balete m , sta n o w ią dla w szy stk ich ludów p ie rw o tn y c h ro z ry w k i
zbiorowe, k tó r y c h tre śc ią je s t odtw o rz en ie ich ży c ia ; rozum ie się,

sto p ień k u ltu ry czyni je zależnem i od siebie, np. tre ś c ią w idow isk
ty c h dla c z e rw o n o s k ó ry c h służą ło w y lub wojna, dla C hińczyków
uprawTa roli, siew, żniwo itd. L u d y p ie rw o tn e m iłują dźw ięki m ia­
rowe, ry tm iczn e , co je s t ko n iecz n em z p o w o d u n ied o k ład n o śc i
m o w y ; w. tej okoliczności tk w i p rz y c z y n a p o w s ta n ia i rozwoju
r y t m u i rym u, wog'óle — m e t r y k i ; w iersze p ierw otn e, z p o c z ą tk u
b a rd z o k ró tk ie , stopn iow o w y d łu ża ją się.
M u z y k a in s tru m e n ta ln a o d g r y w a w ty ch w id o w isk ac h zbio ­
ro w y c h z p o c z ą tk u ty lk o rolę d o d atk o w ą , ale w m ia rę jej ro z ­
woju znaczenie to w zrasta. N a jp ierw szy m in s tru m e n te m m u z y ­
cznym b y ł kij, k t ó ry m A u s tra lc z y k w ybija t a k t ; później z a stą p ił
jeg o m iejsce tam -tam , k t ó r y sp e łn ia to dokładniej. S to p n io w o
p rz yłączają się do nich nap rzó d in s tru m e n ty dęte, p o tem s t r u ­
now e, coraz d o s k o n alsze ; nareszcie m u zy k a in s tru m e n ta ln a o d ­
dziela się od śp iew u chóralnego.
Ustrój k lan o w y , k t ó r y . p rz e trw a ł d ług ie wieki, p o w o li zaczął
ro z p a d a ć się, p rz e o b ra ż a ć : zam iast ró w n o ś c i pierw otnej, p o w s ta ła
nieró w n o ść, w y tw o rz y ły się różnice społeczne, p ra w n e, o b y cz a­
j o w e ; z a m ia st w łasności zbiorowej, p o w sta ła w ła s n o ś ć in d y w i­
d u a ln a ; p ie rw o tn a luźność s to s u n k ó w m iło sn y c h z o stała o g r a n i ­
czon ą i ujętą w fo rm y określone, co s tw arzało i s tw a r z a dużo
niezadow olonych, alb o w iem i n s t y n k t rozrodczy jest b ardzo silny,
w y m a g a ją c y i b u n to w n iczy . W o g ó le p rz e o b ra ż e n ie się ustroju
k la n o w e g o w y w o ła ło p o w s ta n ie lite ra tu ry osobistej, z której
zw olna roz w in ęła się l i r y k a ; w niej p o ez y a m iłosna zajm uje d o ­
t ą d stan o w isk o po w a żn e. B ardzo p ra w d o p o d o b n e m jest, iż k o b ie ty
najbardziej p rz y c z y n iły się do p o w s ta n ia i rozw oju liryzm u e r o ­
ty c z n e g o , albow iem n o w y s ta n rzeczy u p o śled ził j e ; m ożna p r z y ­
puszczać, że S afo u o so b iła literaturę, w y łącznie k o b iecą , k tó r a
k w itła w ty m czasie w G recy i.
Jedno c ześn ie też z rozw ojem śpiew u in d y w id u a ln e g o zm ie­
n iła się m uzyka, b o m u siała m u o d p o w ia d a ć ; p ra w d o p o d o b n ie
wów czas w y n a le z io n o i n s tru m e n ty strunow e, k tó re te n cel o sią­
g a ł y zupełnie. P o e z y a o so b ista s t a ł a się z b ie g ie m czasu t r u d n ą
do w y k o n a n ia ; pow oli zjawili się jej p rz e d staw iciele w y łąc zn i —
ra p s o d o w ie helleńscy, skald ow ie, b ard o w ie, lirn icy itd. N a d e r r y ­
chło m o n arc h o w ie ro z ciąg nęli n a d nim i swój w p ły w p rz eno śn y,
n a rz u c a ją c im t e m a ty u rz ęd ow e, w te n sposób stali się oni p o e ­
tam i, k ro n ik a rz a m i, n a d a ja c p o d a n io m lu do w ym form ę d o k ła d n ie j­
szą ; ich p ieśn i p r z e k a z y w a n e u stn ie z p o k o le n ia w p o k o le n ie ,
złożyły się n a m atery ał, z k tó re g o p o w s ta ły epopeje.

— 223 —
W zaraniu społecznem , w o k resie ustroju k lan o w e g o , l ite r a ­
tura, acz bardzo ub o g a, je s t ścisłem odbiciem życia, je s t „duszą
z b io ro w ą “ ; g d y zaczynają w yłan iać się k a s t y k a p ła ń s k ie , ary sto k r a c y e , m o narchie d e s p o ty c z n e , u p rz yw ile jow ane mniejszości,
a upo śledzo ne większości, — p rz ew ró t ten, odbija się na lite ra ­
turze w sposób po ży tec zn y i szkodliw y zarazem : fo rm a lite ra c k a
rozw ija się, ulepsza, zw łaszcza m e t r y k a ; u tw o ry p o e ty c k ie zaczęto
spisyw ać, a p ro s o d y a musi zad ow alać w z ro k i słuch. J e d n o c z e ­
śnie też zm ienia się jej t r e ś ć : z lite ra tu ry usuw ają się p ew n e
b ra k i, ale tra c i też o n a s w ą n a iw n ą podniosłość, szlac h etn ą szcze­
rość, n iezaw isłość i dzielność; m ożni p o p ie ra ją ją, n a rz u ca ją c
swoje w p ły w y i tem aty . W rezultacie pozostaje lite ratu ra , z w ła ­
szcza poezya, w ycieńczona, cyselu jąca formę, nie troszcząc się
o t re ś ć ; n ie m a już ona niczego do w y po w ied zenia, k u g la rz y w y ­
razam i i dochodzi n areszcie do tego, że w wierszu widzi jed y n ie
jeg'0 s tro n ę m u z y c z n ą ; staje się poezyą niższego rzędu, dążącą
do p on ow n eg‘0 zlania się z m uzyką, sw oją sio s trą młodszą. T a k i
zw y kle je s t los lite ratu ry , k t ó r a uleg n ie opiece m ożnych, b ąd ź
m o n archó w , bądź k las społecznych, zwłaszcza to stosuje się do
l ite ra tu ry dram a ty czn e j. „O b aw iam się — m ów i L e to u rn e a u —
że k r y t y c y p rzyszłości sądzić b ę d ą b ardzo su row o n asz ą l ite r a ­
tu rę współczesną. J a k to ! T y le b ła z e ń s tw a i ty le g łu p o ty ! T y lu
po etó w , n iezdo lny c h do o d e rw a n ia się od nikłej swej oso by ; ty lu
pisarzy, o p o w iad a ję cy ch n a m ze śm ieszn ą drobiazgow ością, m arne
p ro c e s y psychiczne, k tó re o d b y w a ją się w ich sercu lub um yśle,
a n a b ie r a ją w ich oczach w a g i je d y n ie dlatego, że o b s e rw o w a n e
są przez m ik ro sk o p egoizm u ! T y lu in n y ch pisarzy, t a k dalece
p o z b a w io n y c h głow y, że nie um ieją już wyjść poza ob ręb sp ra w
s e r c a ! W s z y s c y lub p r a w i e w s z y s c y t a k ślepi, iż nie przeczuw ają
n a w e t w ielk ich p rz eobra żeń, k tó re się k o ł o nich k s z ta łtu je ; B yz a n ty jc zy cy ostatniej doby, k tó rz y ro z p ra w ia ją jeszcze o „świetle
p rz e d w ie c z n e m “, nie widzą, że św iat ich w k ra c z a w o kre s p o ­
rodu, b o lesn eg o , j a k w szystkie p o r o d y “ ! Zdaniem autora, pow sze­
c h n y n ieład i b ezp ło d n o ść w lite ra tu rz e — to re zu ltat w y b u jałeg o
indyw idualizm u mieszczańskieg-o ; z a g a d n ie n ie społeczne, k tó re
p o d g ro z ą z a g ła d y trz e b a rozw iązać, „ p o le g a n a p o g o d z e n iu d o ­
statecznej niezależności osobistej z dostateczn ą so lidarno ścią o g ó l n ą “,
m ów i L e to u rn e au . S p o łe c z e ń s tw a , k tó re potrafią ro zw iązać to za ­
g a d n ien ie , d o c z e k a ją się n ie s ły c h a n e g o dotąd rozw oju lite ra tu ry .
N iew ątp liw ie — tre ś c ią jej będzie przedewTs z y s tk ie m s y m p a ty a
społeczna, p o tę ż n a miłość, o g a r n ia ją c a całą ludzkość, altru izm :
„ A b y b y ć b ardzo d o b ry m — m ów i S h e lle y — człow iek posiad ać

-

224 -

musi w y o b ra ź n ię jednocześnie p o tężn ą i czu łą ; musi um ieć się
p o s ta w ić n a miejscu in n ego , w ielu in n y c h ludzi ; rad ości i bóle
jeg o g a t u n k u m uszą stać się ra d o ściam i i b o la m i j e g o “. B y
dzieło lite ra c k ie by ło w ielk iem i w iecznem , w in n e za w ie ra ć id e a ł
w sp ó ln y dla całego n aro d u ; w a ru n k ie m k o n ie c z n y m jest w s p ó l­
ność uczuć i ideałów , rzecz m ożliw a ty lk o w sp ołecz eństw ie j e ­
dnolitém , a rząd zą cem się spra w iedliw ością. P o n o w n y ro z k w it
altruizm u, k t ó r e g o za ran ie o b serw u jem y, b ędz ie n ie w y c z e rp a n e m
ź ró dłem li te r a t u r y przyszłej. D ru g ie m źródłem , d otąd m ało wycz erpan em , b ę d ą w ielkie idee n au k o w e, alb o w iem p o d s ta w y filo­
zofii w iążą się ściśle z lo sam i ludzkości ; n a d a ją się one n iety lk o
do w s p a n ia ły c h obrazów, ale z ła tw o ś c ią też p o ru s z a ją sferę n a ­
szych uczuć. P o e m a t L u k re c y u s z a d o tąd za ch ow ał sw ą świeżość,
alb ow iem p rz e m a w ia jedno cześnie do naszeg o zm ysłu e s t e t y ­
cznego p ię k n o ś c ią form, do serca — w ielk o ścią w y ra ż a n y c h uczuć,
a do u m y s łu — g łę b o k o ś c ią w id n o k rę g ó w , ro z ta c z a n y c h p rzed
nam i. W no w szych czasach ty lk o G o e th e w N iem czech, S helley
w A ng lii, a L u d w ik a A c k e r m a n o w a w e F r a n c y i um ieli w y d o b y ­
w a ć z teg o źródła w s p a n ia łe o b ra z y ; b y li oni z w ia stu n a m i p rz y ­
szłości, k t ó r a przyn ie sie im za to c h w a łę zasłużoną.]
Jan Witort.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.