46c0869e5ab4e7bf9485dde2d5880965.pdf

Media

Part of Melodye niektórych pieśni ludowych / Lud, 1897, t. 3

extracted text
żadnej o rd y n a c y i sądowej, przepisanej przez p ra w o ; nie m a on
ani p rz e w o d n icz ące g o s t a ł e g o , ani pisarza, ani żadnego p rz e ­
w o d u są d o w e g o ; w s z y s tk o o p ie ra się n a p ra w ie zw yczajow em ,
ty lk o k o m p le t — 3 sędziów — przep isu je ustaw a. S ą d y g m in n e
w y ro k u ją n a m o cy p r a w a zw yczajow ego ; ich k o m p e te n c y a w s p r a ­
w a ch k a r n y c h o g ra n ic z a się tem i przekroczeniam i, k tó re p o c ią g a ją
m a x im u m 7 d n i are s z tu lub tyleż dni ro b ó t publicznych, oraz
ch ło s tę (m ax im u m 20 rózg), od k tó rej s ą w olne k o b iety , n ie s k a ­
lan i żołnierze dy m isyon ow ani, i t. d. W s p ra w a c h c y w iln y ch po
d leg ają m u w szelkie p o w ó d z tw a do 100 rub., oraz sp ra w y , w y n i­
k ając e w za k resie w ła s n o ś c i ukazow ej, ziemskiej ; g ra n ic e te je ­
d n a k b y w a ją ustaw iczn ie p rz ek ra cza n e. W y r o k i sądów g m in n y c h
są o s ta te c z n e ; m ożna zanosić n a nie ty lko s k a rg i k a s a c y jn e do
Zjazdów k o m is a rz y do s p r a w w łościańskich, k tó r e istnieją w k a ­
żd y m powiecie. K o m isa rz do s p ra w w ło ściań sk ich — to urzędnik
wyższy, a d osk o n ale p ła tn y , k t ó r e g o o bo w iąz k ie m jest n ad z ó r n a d
sam o rz ąd em w ło ściań sk im i p r a w n a o ch ro n a teg o s ta n u ; f a k t y ­
cznie — ów n a d z ó r sp ro w a d z a cały sam o rz ąd g m in n y do zera.
R o z u m ie się — sądom g m in n y m p o d le g a ją ty lk o w łościanie
w s p r a w a c h m iędzy s o b ą ; w yw ołują one m n óstw o s k arg , szerzą
n ie s ły c h a n e p ieniactw o , często o b rażają n ajelem en tarn iejsze p o ­
czucie spraw iedliw ości, często zależą zupełn ie od w p ły w o w y c h
i b o g a t y c h w łościan, n ie k ie d y zaś — od ży da arendarza...
W o g ó ł e w w a ru n k a c h o b e c n y c h s ą d y gm inne, stojące poza
o b rę b em ogólnej o rg a n iz acy i sądowej, dem oralizują lud, dzięki
w p ły w o m p o stro n n y m , p rz ew aż n ie pisarza g m in n e g o , z w y k le c z ło ­
w ie k a „z p o d ciemnej g w i a z d y “, ja k m ów ią u nas. S ło w em —■
ca ły ustrój, g m in n y ani w setnej części nie o d p o w ia d a w y m a g a ­
niom, k tó ry c h od niego s p o d z ie w a ć b y się należało.
J a n W itort.

niektóryołi pieáni ludowych.
O d wielu la t plącz ą się w mej p am ięc i m elo d y e n ie k tó r y c h
p ieśn i lu d o w y ch — p o s ły s z a n y c h w różn y ch oko licach k ra ju
naszego.
M ożna m ieć cześć dla m uzyki cyw ilizowanej, zach w y c ać się
operam i, w y s łu c h iw a ć c a ły c h koncertów , a pom im o teg o m ożna
z u p o d o b an iem słuchać, g d y śpiew ają robotnice w polu, p rz ąd k i
p rz y k ą d z ie li, k o n iu c h y p ę d z ą c y k o n n o na p a s tw is k a nocami,

— 122 m ożna z a ch w y c ać się chó rem żołnierzy m a s z e ru ją c y c h i śpiew em
m a m e k u s y p ia ją c y c h dzieci.
Ś p ie w y te n a estradzie ko n ce rto w ej nie z ro b iły b y w ra żen ia
d odatn ieg o , p o trz e b u ją one o d p ow iedniej d la siebie s c e n e ry i n a ­
turalnej. W s z a k n a w e t poczty lio n w y g r y w a ją c y k ilk a to nów na
swej trą b c e , czyni w rażen ie g d y pędzi po p ro stej drodze, lecz na
scen ie te a tru , ch o ć b y najo b sze rn iejsze g o , s p ra w iłb y w rażen ie r a ­
czej ujemne.
W s z y s tk i e te odgłosy, w k tó r y c h nie w iedzieć co więcej
śpiewa, czy lud, czy p rz y ro d a cała, b ę d ą c a tłem dla niego, m ają
w a rto ś ć jak o m o ty w a, b u d zą ce w n a s uczucia m u zyk aln o -estety czne. Ś p ie w ten, ja k pow ieść i p ieśń lu d o w a — jęd rn y , k o n ­
tu ro w y , p ły n ie z n a tu ra ln y c h źró d eł świeżych, p rz e d sta w ia u czucia
w yra źn e, silne. B o lu d niem a czasu n a uczucia d ro b n o stk o w e , n a
su b telizow anie ich, n a sztuczne rozwijanie i p rz e ra b ia n ie form y.
Ś p ie w a on, g d y go już coś b ardzo zaboli lub rozweseli, nie u k ry w a
sw y c h uczuć, nie krępu je się form am i św iatow em i, n ie n a tu ra ln e m i.
W r e s z c ie lud d o p ó k i je s t ty m ludem nieprz ek ształc o n y m , n ie ­
p rz e ro b io n y m jeszcze, w y ra ż a p i e r w o t n e , o ry g in a ln e zn a m io n a
żyw iołów i cz y n n ik ó w p o w s ta ły c h w p e w n y c h w a ru n k a c h m iej­
scowych. L u d je s t s u m ą tra d y c y i, w ierzeń i w y o b ra ż e ń p r a s t a ­
rych, o d d alen ie m ś w e m c ie k a w y c h i uczuć ogóln o-ludzk ich , za­
sto so w a n y c h do szczeg-ółowych w a ru n k ó w fizycznych, w śró d k t ó ­
ry c h żyje. A więc : m elody a lu d o w a ja k o m elo d y a m atk a, jest
w a rto ścio w ą wielce. Co z ty ch k ró tk ic h p o w ta r z a ją c y c h się m o ­
ty w ó w w y p ro w a d z ić można, czem one n a tc h n ą ć potrafią, w y k a zali
Chopin, M oniuszko , P a d e re w s k i. Oni śwfiadczą, czy w a rto daw ać
p o s łu c h ty m w y le w o m uczuć pro sty ch, surow y ch, lecz p rzęjm ujący c h zdrow ą jęd rn o śc ią i p ra w d ą.
G d y w y c zerp a n o m o ty w a pew nej e p o k i i p e w n y c h w a rstw
w społeczeństw ie, g d y g łó w n ą k o n tu ro w ą ideę j a k ą ś w y z y sk a n o
już i w cielono w formę, w te d y nie pozostaje dla k om p o zy to ró w ,
a r ty s tó w i p o e tó w ty lk o cieniow anie, k o lo ry z o w a n ie ; ale i to
w ko ń cu się w yczerpie, nie b ęd z ie s p ra w ia ć w rażenia, bo będzie
re m in is c e n c y ą tylko, czemś słyszanem i znanem . W t e d y się g a się
do n ie p rz e b ra n y c h , n ie p rz e ro b io n y c h jeszcze w a r s t w s p o łe c z e ń ­
stwa, do ich uczuć, myśli, fantazyi, ich dziejów i intere só w ; -wtedy
to i n a r o d y świeże, su ro w e p rz y c h o d z ą n a p o rz ą d e k d zienny i w y ­
po w ia d a ją swe słowo. D la te g o to m u zy cy n ie k tó rz y zaczęli s z u ­
k a ć m o ty w ó w m uzy cznych u ludów słow iańsk ich . N a d u ży to już
k o lo r a tu r y do w szelkich z a ry s ó w m uzycznych, trze b a się s ta ra ć
o o ry g in a ln e świeże k o n tu ry , o w yraz i fo rm ę dla n o w y c h ja k ic h ś

— 123 —
czynników społecznych. O ne n a w e t sam e p rz y jd ą i n a rzu cą się
nieszukane, nieu zn a n e n a w e t z p o c z ą tk u n ieraz. One to za stą pią
wreszcie sztuczne, w y szuk ane, n a c ią g a n e kom p o zy cy e , one b ę d ą
rzeczyw iście m e l o d y ą nową, p o ż ą d a n ą p rz e d e w s z y s tk ie m w m u ­
zyce, której m u z y k sam stw orz y ć nie zdoła, nie b ę d ą c w yra zem
ty ch żyw iołów now ych. O ne to p o d o b ają się bardziej w swej s u ­
row o śc i naw et, niż przerobione, p rz ed o sk o n alo n e, ale p o w ta rz a n e
m o ty w a, b ę d ą c e w yra zem m inionej epok i, k tó re w swej d o s k o ­
nałości s ta w s z y się skończenie k la s y c z n y m i naw et, tem sam em
z m a r tw ia ły , p rz e s ta ły b y ć ż y w o tn y m i, p rz e sta ły interesow ać.
W r e s z c ie m o ty w a świeże lud o w e m ają w a rto ść n a w e t dlateg o,
że nie są w y k s z ta łc o n e lecz z a ry so w an e d op iero , nie m ożna k o ­
rz y s ta ć z nich, w y k s z ta łc a ją c je i rozwijając bez o b a w y p o p e ł ­
n ien ia p lag iatu . W s z a k u s z la c h etn iając je, w k ła d a się sw ego w ła ­
sn eg o d u ch a i ta le n t swój w łasn y , k t ó r y przecież nie tw o rz y z n i­
czego, lecz bierze zawsze im p uls od p rz y ro d y , od ludzkości, zap łod niającej s w y c h w y b ra ń c ó w .
M elo d y a lu d o w o -n a ro d o w a będzie zatem w y ra z e m n ow eg o
życia, nowej idei, w yro słej w śró d n o w y c h w a ru n k ó w , w śró d ś w ie ­
żej p r z y ro d y i n o w y c h św iatów . Będzie o n a duszą n a r o d u j a k b y
n ie z n a n e g o dotąd, k t ó r y w sw em d zieciństw ie zb ierał ty lk o w r a ­
żenia i rósł, b y p rzem ó w ić n areszcie ja k o m ąż dojrzały. B ędzie
ta m e lo d y a duszą śpiew ającą, szum em lasó w jeszcze dziewiczych,
jęk iem burzy, szm e re m k w ia tó w p o ln ych , ro s n ą c y c h n a nieoranej
jeszcze niwie, będzie sło w ikiem m ajow ym , lub g ru d n io w ą zadym ką,
d y s o n a n s e m w a lk i bólów, h a rm o n ią m iłości ożywiającej przyrodę,
ry tm ic z n y m ru chem p ra c o w n ic y uderzającej m o ty k ą o t w a r d ą
glebę, p łaczem i tę s k n o tą c ie rp ią c y c h ludzi, lub w e se ln ą n u tą no­
wożeńców. B ędzie szm erem fal, szum em rzek, g a lo p e m k o n ia ud e­
rz ające g o k o p y t a m i o b ru k i gościńca, h a s a ją c e g o w stepie, lub
id ąceg o w ciężkim p łu g u po roli.
P o d a ję tutaj k ilk a pieśni, z k tó ry c h n ie k tó re znajdują się
z a p e w n e w z b io ra ch od no śn y ch , ale g d y m e lo d y a zm ienia się z a ­
wsze w w ę d ró w ce swojej, sądzę, że nie zaszkodzi p rz y p o m n ie ć
i p o d a ć to co sły szałam , zwłaszcza, że s ą tu tak że m elodye ludu
p o ls k ie g o , s ły s z a n e w G alicy i wschodniej, gd zie ten lud w m n ie j­
szości będący, m u siał ze so b ą p rzynieść i zm ienić je zap ew n e m o ­
cno. S ądzę, że w łaśnie w a rto b y się p rz eko nać , o ile rzecz ta k a
zm ienia się w w ę d ró w c e swojej.
P o d a ję n a jp ie r w pieśń, w której p rz y ch o d zi paw , nie w y s tę ­
p u jący nigdzie, o Це wiem, w pieśni ludowej ; pieśń ta je s t z oko-

124 —

-

lic L w ow a, cech ę m a i c h a r a k t e r
je s t u ła m k ie m tylko.

staro polsk i.

P ra w d o p o d o b n ie

T am p rz y d w ork u zielonej m urawie, zielonej m urawie,
T am p a s t e r k a p a s a ła dwie pawie,
Tam p a s t e r k a p a s a ł a dwie pawie.
J a k p asała, ta k do wody gnała, ta k do wody gnała,
Ślicznie p ięk n ie pawowi śpiewała,
Ślicznie p ięk n ie pawowi śpiewała.
W y ry w a ła po pió rk u niechcący, po p ió rk u niechcący,
P a w poleciał do wody wrzeszczący,
P a w poleciał do wody wrzeszczący.
A j a za nim , ażem się spociła, ażem sin spociła,
Nie mam wody, bym się ochłodziła,
Nie mam wody, bym się ochłodziła.
A tam stoi prześliczny młodzieniec, prześliczny młodzieniec,
T ęd y p ann o do dw oru gości(e)niec,
T ędy panno do dworu gości(e)niec.
P iln o w a łb y ś k o n ia woronego, k o n ia woronego,
Nie pilnuj ty gościńca bitego,
Nie pilnuj ty gościńca bitego,
M am w ianeczek ze szcz erego złota, ze szczerego złota,
Daj mi pokój, j a b ied n a sierota,
Daj mi pokój, j a bie dn a siero ta.
Mam wianeczek, m am cia mi go wiła, m am cia mi go wiła,
K a ż d ą różę łzam i p o k ro p iła,
K a ż d ą ró żę łzam i p o k ro p iła .

T am

z ie -

prz y

lo-

uej

dw or-

mu-

ra-

ku

zie-

wie

lo-

T am

nej

mu-

pa-

ster-

ra -

ka

wie

— 125 —

£
~w—
la

д

а

н
- 0

h .....ф

dwie

- ó --------

pa­

Tam

wie

pa-

........... j - H
------------- » E ---------

ster-

ka

f
------------------------------ Ш З

N a stę p u ją c ą m elodyę w y g ry w a li g ó ra le n a s k rz y p k a c h p o d ­
czas w ycieczki do M orskiego O k a w T a tra c h .
P r z y m uzyce, p rz y m elod yi tej w y b o rn ie się idzie; n a jb a r­
dziej zm ęczo nych ożyw ia i n o w y c h sił dodaje, choć s k ł a d a się
z p a r u t a k tó w tylko, ciągle się p o w tarzając y ch . M o ty w ten, o ile
mi się zdaje, b y ł już w y z y s k a n y m przez k o m p o z y to ró w . C h arak te ry s ty c z n e m tu i znaczącem jest, że ta g ó r a ls k a m elo d y a p o l­
s k a w p a d a w r y tm kołom yjki, k tó rą ru s c y g ó ra le — H u culi p i e r ­
wsi tań cz y li na R u si.

P ie ś ń poniżej u m ieszczoną znaleść m ożna w Zbiorach w o d ­
m iennej co ko lw iek w ërsyi, może tam j e s t zupełną, bo z a p ew n ian o
mię, że ta p ieśń je s t „jeszcze d alej“, ale nie u m iano jej do końca.
S ły s z a ła m ją w okolicach S ta n is ła w o w a . M elo d y a dziw nie o d p o ­
w iad a c h a ra k te r o w i p ie ś n i: je s t to p rzejm u jąca d u m k a żalącej się
n ie w ia s ty n a swój los nieszczęśliwy.
Bożeż mój Boże, jak mnie mąż bije,
Własna rodzina nie pożałuje ;
Przyjedź, przyjedź pani siostro,
Przyjedź, przyjedź dobrodziejko,
Pożałuj ty mnie !



126

-

Je d z ie sio strzy czk a w k ró le w s k ie wrota,
W y w ija chusteczką, z szczerego z ł o t a ;
N abij szw agrze sio strę dobrze,
N iech się n a niej s k ó r a podrze,
Bo to ladaco !
Bożeż mój B oże, ja k mnie m ąż bije,
W ł a s n a ro d z in a nie p oża łu je ;
P rz y je d ź , p rzy jed ź p a n i m atko ,
P rzy jed ź, przy jed ź do brodziejko,
Pożałuj ty mnie !
J e d z ie m a tu sia w k ró le w s k ie w rota,
N a niej su k ien k a z szczerego złota ;
N ab ij zięciu K aśk ę dobrze,
N iech się n a niej s k ó r a podrze,
Bo to ladaco !
Bożeż mój Boże, j a k mnie mąż bije,
W ł a s n a ro d z in a nie p o ż a łu je ;
P rzy jedź, p rz y je d ź p an ie b racie,
P rz y je d ź , przy jed ź dobrodzieju,
P o ż a łu j ty m nie !
Je d z ie b ra c isz e k w k róle w skie wrota,
P rz y nim szab elk a z szczerego złota ;
Nie bij szw agrze sio stry mojej,
Bo j a k widzisz pałasz goły,
W n e t cię p o rą b ie !

Z ap e w niano m n ie także, że p rz y je c h a ł jeszcze jakiś p a n i ten
z u p e łn ą już s a ty s fa k c y ę u c z y n ił nieszczęśliwej, lecz ty le tylko,
co tu podaję, u m ia ła ś p ie w a c z k a d o k ład n ie.
M elo d y a ta zdaje mi się, d a ła b y się p ię k n ie rozw inąć.

Bo-

żeż mój B o- że,

wła-

sn a

ro-

dzi-

jak

na

mnie

mąż

bi-

nie

po-

ża-

je,

łu-

je;



przy-

je d ź p rzy - je d ź

do-

bro

dziej-

ko

p a-

127



ni

sio-

po-

ża-

stro, p rzy -

jedź przy- jed ź

luj

mnie !

ty

N a stę p u ją c a p ie śń d o ch ow ała się w mej p am ięc i częściowo
tylko, sły szałam ją w S ta n is ła w o w sk ie m ; jeśli znajduje się w Zbio­
ra c h pieśni, to z a p e w n e bez m alodyi. D la sw y ch o ry g in a ln y c h
zw rotów , w y ra żeń i p o ró w n a ń , w a rta je s t uw agi.
Czy p a m ię ta s z Anno,
J a k e ś była panną, ?
O tw ie ra ła ś okno,
l o .
Z a g lą d a ła ś za m n ą ? f
ia z y '
— Czy pam iętasz Jasiu ,
J a k e ś był młodzieńcem,
M iał kap elusz z pió rkiem , ^ ^ ^

I z Czerwonym wieńcem? J

iazy'

P o tym w stęp ie n astępu je ja k iś s m u tn y dyalog, ale nie p a ­
m iętam go już te r a z ; w iem tylko, że dalej śpiew a jeszcze m ł o ­
dzieniec :
A j a b ęd ę p is a ł krw awym a tr a m e n te m ,
Krw aw ym a tra m e n to m ;
Ty będziesz czytała,
1 g
Z p łaczem i z lam e n te m . |

D z ie w cz y n a śp ie w a je s zc ze: „A ty będziesz w isiał na b ia ­
ły ch rę czn ikach", ale do czego to się' odnosiło, co m iało oznaczać,
n a w e t d om yśleć się trudno. Jeżeli w Z biorach n ie m a słów tej
pieśni, może o głoszenie te g o u ła m k u w y w o ła jej uzupełnienie,
m oże sobie k to p rz y p o m n i, dlaczego m łodzien iec n ie g d y ś n ie ­
szczęśliwy, n oszący w ieniec n a kapeluszu, później p is a ł cz erw o­
n y m a tra m e n te m .
Ton epoki, atm o s fe ra d a w n y c h czasów bije z t y c h zw ro tek
kilku, t a k j a k z pieśni, „ W e z m ę ja kontusz, wezm ę ja kontusz,

-

128 -

szablę przypaszę“. D latego zdaje mi się, że warto ogłosić te
ułamki, bo w kilku tych wierszach odbija się charakter staro;Gdyby nie obawa zarzutu, że za daleko idę, podnosząc war­
tość tych okruchów, możebym zdołała podnieść je jako motyw
do jakiegoś libretta scenicznego, taka tam melodramatyczność
odzywa się w tym „lamencie“.
Nakoniec z polskich melody i. umieszczam pieśń, która w zmie­
nionym cokolwiek tekście (ale bez melodyi) znajduje się w Zbio­
rze W acław a z Oleska. Słyszałam ją także w Galicyi wschodniej
w Stanisławowie, lecz śpiewała ją Mazurka, która świeżo z Ma­
zurów przybyła. Mazurek jej odznacza się rozmaitością i boga­
ctwem zwrotów, podczas gdy inne mazurki i krakowiaki przez
lud śpiewane, ubogie są w odmiany i rozwinięcie melodyi.

Hej

z gó-

ry

z gó­

É

Í Ü

ry

ja-

ma-

штщ

Je d z ie

zu-

w ie-zie

wy

ma

zu

re

czek.)

wie-zie

roz- raa-

ry-

BSEWHSMe

wo-

jedzie

kie-

necz-

ko-

no-

wy.

Pak

puk

pa- nie-

necz-

1

w stań w stań

ko

129 —



ko-

niom

wo-

m
Ja

nie

ko-niom

m

mo-

gę,

wo- dy

Ě

jL — Ë
wstać,

d aé?

ko-

niom

z i- m u a

ro

m o­

wy

wo-

dy

dać

sa

-4
a

ja

bo-



tam

o-

wiń

sa,

nie

chu - stecz-

ki

-

stać

o- wiń

nó-

że-

czki

Jak

Bóg

po-

mo-

sam

so­

bie

E

f

nó-

że-

czki

e
ze

N ie

k u-

ku-

pię

puj

tr z e -

ty

mnie

wi-

czki

kup

ty

9

— 180 —

ku p

ty

sam

so -

bie,

г Г Г Л п Н
oj-

ca

m a- tkę

ku-

Je

szcze

ja

mam

f~ l I I
p ią

o-

ni

[

mnie.

teFmiT^^yrTrri
Je s z-cze

j a mam

oj- ca

m a t- k ę

k u - pią,

o-

ni

mnie.

Hej z góry, z góry,
Jadą m azury;
Jedzie, jed zie m az ureczek,
W iezie, wiezie mój w ianeczek
R o zm aryn ow y , ro zm arynow y.
P u k, p u k ! w okieneczko,
W sta ń , w sta ń p an ien e czk o !
Koniom wody daj !

(

J a nie mogę wstać,
K o n io m wody d ać, koniom wody d a ć ;
Z im n a ro sa, a j a bosa,
N ie mogę w y sta ć ;
Z im na ro s a , a j a bosa,
Nie mogę wystać.
S ą tam chusteczki,
Owiń nóżeczki, owiń nóżeczki ;
J a k Bóg pomoże,
K up ię trzewiczki.
Nie kup uj ty mnie,
K u p ty sam sobie, k u p ty sam sobie,
Jeszcze j a m am ojca, m atkę,
K u p ią oni mnie,
Jeszcze j a mam ojca m atk ę,
K u p ią oni mnie.

Jeszcze j e d n ą m eło d y ę p o lską m og ę podać, lecz ta choć je s t
z p e w n o śc ią m e lo d y ą pieśni ludowej, ś p ie w a n ą je s t n ą „lw ow skim
b r u k u “.

-

P o j-

mij

- j r - j ------ —
-n
Ф
1ÏW
í

&
Г

da

ci

І

pie- vzy-

ranie
i

sien­

л
Г ............Я



rao-

ja

m a-

ma

sto

zło-

§ Щ
sk r z y - nię

o-

ku

1

n ę pu- ско-

M

P o j-

Ja

131 -

|

k o-

=£__

mij-

mnie

м —---------|Я-----------Ř

pie-

tych

rzy-



to-

wych

go

¡
wa-

зе

rame

Pa­

Ja-



Ja-

siu


‘ ¡
mój
_

_

ko-

ch a-

--------------------------------



л

sień -

ku

poj-

P o jm ij mnie Ja s ie ń k u , pojmij mnie,
D a ci moja m am a pierzy nę ;
Pierzy n ę puchową,
Sto złotych gotowych,
S krzynię okow aną,
Ja s iu n iu kochany,
Pojm ij mnie Jasiu niu , pojmij mnie.
Nie chcę cię dziew eczko, nie chcę cię,
Bo masz złych sąsiadów , ga nią cię.
Ż e r a n o nie wstajesz,
K rów kom je ś ć nie dajesz,
K ą d z io łe k nie p rzędziesz,
Gosposią nie będziesz,
N ie chcę cię dzieweczko, nie chcę cię.
P ojm ij mnie J as ie ń k u , pojmij mnie,
J e ś l i mnie nie wierzysz, spróbuj mnie,
Ż e j a r a n o wstaję,

ny

my

mnie

1

— 132 K rów k om jeś ć podaję,
K ą d z io łe k n ap rzęd ę,
G osposią ci b ędę ;
P o jm ij mnie J a s ie ń k u , pojmij mnie.

W p ieśni tej najlepiej się odbija c h a r a k t e r ludo w y : szcze­
rość i siła uczucia. Czyż w y ra z iła b y się t a k g o rą c o p a n n a ze sfer
cyw ilizow any ch, czyż p r o s iła b y c h ło p c a : Pojm ij m n ie ! P a n ic z b y
jej też w a d t a k o tw arcie nie w yrzucał.
P o d a ję ta k ż e m elo d y ę dw óch .pieśni ru skich. P ie ś ń z a c z y n a ­
j ą c ą się od s łó w : ,,Tam u w m isti n a ry n o c z k u k a p e lija h r a ł a “ ,
s ły szałam w S ta ro m iejsk ie m , w T opo lnicy. Ś p ie w a c z k a n a p rz ó d
mię zapew niła, że pieśń tę trz e b a śp ie w a ć „ze z w ło k ą “ ; jest to
tech n ic zn e w y ra ż e n ie b a rd z o tra fn ie uży te z a m ia s t cudzoziem skiego
„ l e n t e “. W y r a ż e n ie to p o tw ie rd z a także p ra w d ę , że lud najlepszym
s p osobem , bo n a tu ra ln y m tw o rz y w y r a z y i o kreślen ia.
T a m u w miśti n a ry n o c zk u
K a p e lija hrała,
T a m m ołoda b od na riw n a,
Gilu nicz hulała.
Mowyły ji susidońki,
Mowyły ji lu dy :
„ W e r t a j , w ertaj bodn ariw no ,
W ż e ty d o sy t’ b u d e k
M owyły ji susidońki,
Mowyły ji z ty c h a :
„ W ti k a j, w tikaj b odnariw na,
Bo n aro by sz ł y c h a ! “
U t i k a ł a b o d n ariw n a
H o r a m y , steżkam y,
Z a neu, za neu dwa kozaki
Z dowhymy szablamy.
Oden j e i wże dohonyw,
W ziaw jei za k o s u :
„M o ja lu ba b o dn ariw n o,
B uło h u la t d o s y ť " .
A j a k druhyj j i dohonyw,
P ry tu ły w do sebe :
„ M o ja lu b a bodnariw no,
Z a lż e meni t e b e ! “



133



„Oj су wolysz boduariwüo
W seri zemli hnyty,
Oj су wolysz bodnariwno
Mid, ho riw k u p y ty “ .
„Oj wolu j a m ołod eńk a
W seri zemli bnyty,
Niże z p an o m o rg an isto m
Mid, ho riw k u p y t y “ .
Oj n a naszi bodnariwni
Ż o u ti czerewyczki,
K u d a wely b o dn ariw n u,
K ierw aw yi riczki.
Oj na naszi bodnariwni
S o ro ezk a m ereżka,
K u d a wely bodnariwnu,
K ie rw a w a ja steżka.
Oj prywely bodnariw nu
Do nowoi chaty,
Po sady ły koneć stola,
P oczały w beraty.
Oj uwyły bod nariw n i
W in o k i z b arw inku,
Poczały ji p ry by raty ,
J a k do ślubu diwku.
Oj u d aryw staryj bo dn ar
Do sto la ru ko ju,
N ałożyła ś moja doniu,
D arm o hołowoju.
U d a r y ła bodnarow a
Do sto la ru kam y,
Mo wy łam ty m oja doniu,
N e pyj z dworakam y.
Oj pry ich aw pan Balickij
N a nowe podsinia,
P y ta j e sia p a n Balickij,
„Су tu b o d n ariw n a ?“
Oj wysypaw p a n Balickij
Sto ty siaczy hroszi,
Oj Isprawyw b od nariw n i
P o h rib e ć horoszyj.
J a k m ołodu bodnariw nu
D o h ro b u spuszczały,
T am m ołodi b o dnariw ni
K a p e lii hrały.

— 134 —



W y tłó m a c z o n o mi rzecz o b o d n a r iw n ie w ten sposób : „Toj
pan B alickij z b o d n a riw n o w , o n y s i a . lub yły, ałe w in jei ne weliw ch o d y ty n a m uzyki, a ona piszła i tańcio w ała, a win sia dyw y w z boku. P o to m u p is ła u żouniriw swoich, k o b y jei zab y ły .
Żal im buło b o d n a riw n u z a b y w a ty i je m u żal buło, ałe wże p r o ­
p alo ". Zaś ten „org-anista“ musi b y ć coś p rz e k rę c o n e g o . W ie le
m a u ro k u ta pieśń ś p ie w a n a przez p rządk i, chórem , ale „ze
z w ło k ą “. G ra n a o tem p ie szybkim , je s t w y b o r n ą k o ło m y jk ą . Czy
p ie ś ń ta nie o p iew a dziejów znanej „ B o n d a r y w n y “, nie wiem , bo
nie znam tam tej.
P rz y p o m in a m sobie w o k ru c h a c h p io s n k ę znaną, śp ie w a n ą
przez dziew czę w iejskie z okolic S ta n isła w o w a , i choć nie wiele
m o żn a w y w n io s k o w a ć z ty ch u ła m k ó w , sądzę, że dla m elodyi
w a rto ją podać. Z aczyna się tak, czy kończy, już nie wiem, ale
najbardziej u tk w iła w mej p am ięc i n astę p u ją c a z w r o t k a :
Usta moi rużowiji,
Jak wy sia tulyly,
Jak ja ickaw do Warszawy, ) 9 ,
Jak wy boworyly.
)
iaz^'
Dalej p r a w d o p o d o b n ie dają m u znać do W a r s z a w y , b y w ra cał.
Wertaj, wertaj Jasunetfku,
Tato ty wmyraje,
Treba dobre koni hnáty, 1 9 , r
Koby ho zastaty.
j
iazy‘
A le s n a ć nie p o ru s z y ła go śm ierć ojca i nie przyjechał, bo
znów w zy w ają go : .
Wertaj, wertaj Jasuneńku,
Maty ty wmeraje,
Treba dobre koni hnaty, '
Koby ji zastaty.
I

iaz^-

W r ó c i ł dopiero, g d y d ano znać, że u m ie ra ta, k tó rej
ru ż o w iji“ ż e g n a ły go, g d y je c h a ł do W a rs z a w y .

„usta

P o n ie w a ż w sp o m in a tu o W a r s z a w i e i nie woła „ I w a ń c iu “,
tylko „ J a s u n e ń k u “, p rzy puszczam , że pochodzenie tej p io s n k i jest
polskie, a n a w e t p rz ychod ziło mi n a myśl, czy nie rozeszła się
o na po świecie gdzie z ja k ie g o m elo d ra m a tu p rz e d s ta w ia n e g o n a
scen ie te a tru p ro w in c y o n a ln e g o . B o że ró ż n y ch pieśni lud w y u c za
się od „księżych p a n ic z ó w “, we d w orze i t. p., to pew na.

— 185 —
M elod yà także jest k u n szto w n a d o sy ć — a te „ u s t a różow iji“
nie są w sty lu ludowym .

Zofia Grynhercjowa.

Przyczynek É przeżytków kulturalnych,
(P is m o o b r a z o w e ) .
N a m ocy przep isó w p ra w a, k a ż d a g u b e r n ia C e s a rs tw a R o ­
sy jskieg o p o s ia d a k o m ite t s ta ty s ty c z n y , k tó re g o obow iązkiem jest
w y d a w a ć corocznie p a m ię tn ik (P a m ia tn a ja kniżka), coś w rodzaju
k a le n d a rz y k a p olityczno-adresow ego. W a r t o ś ć ty c h w y d a w n ic tw
jest, j ä k się sam o przez się rozumie, m arną; ale n ie k ie d y zaw ierają
one dość cie k a w e m a te ry a ły , do tyczą ce przew ażnie etn ografii lu ­
dności miejscowej, lub jej sto s u n k ó w e k o n o m ic z n y c h ; zależy to
n iem al w yłącznie od dobrej woli sek re ta rz a . O d lat k ilk u P a m i ę ­
tn ik i gub. K o w ie ń sk ie j w y różniają się obfitością m a te r y a łu i t r e ­
ścią, dzięki sek retarz o w i p. Grukowskiemu. N a tu ra ln ie — trze b a
k o r z y s ta ć z ty c h d a n y c h b a rd z o ostrożnie, albow iem te n d e n c y a
p o lity c zn a z a b a rw ia je fałszyw ie lub je d n o stro n n ie.
Otóż w P a m ię tn ik u n a r. b. G u kow sk ij u m ieścił opis po w.
S zaw elsk ie g o , k tó re g o znaczną część pośw ięcił życiu ludu, c h a ra ­
ktery z u jąc n ie k tó re jeg o s tro n y na p o d staw ie, w y ro k ó w są d ó w
lu d o w y ch (gm innych), które, ja k wiadom o, w y ro k u ją p rz ew aż n ie
n a p o d sta w ie p r a w a zw yczajow ego . Otóż s ą d ta k i w g m in ie Sigum skiej ro z s trz y g a ł n ied aw no s p ra w ę n a s t ę p n ą : B i a ło s k ó rn ik
z K a łu g i, R o s y a n in , zam ieszk ał czasowo w tej gm inie, szukając
ro b o ty . Znalazł ją, ale w k ró tc e uciekł, z a b ra w s z y z sobą 61
ow c zyn ek. C ała wieś p o k rz y w d z o n a w y s tą p iła z p o w ó d z tw em
do g o s p o d arza, k t ó r y d a ł złodziejowi p o m ieszczen ie w chacie w ła ­
snej, żądając o dszk od ow ania za uk ra d zio n e sk ó rk i b aranie. N a

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.