f18b984f294d395862be2ed66294ffaf.pdf
Media
Part of O Michasiu głuptasiu / Lud, 1896, t. 2
- extracted text
-
— 363 szki fru n ęło 5 g o łąb k ó w b ia ły c h i oknem poleciało w św iat. N a
to poło żn ica zafraso w ała się strasz n ie i zaczęła lam en to w a ć:
„Cóżeście w y też n ajlep szeg o zrobili, a dyć ja k on w róci do dom u, to
w as m oże zabić. P rze cież w am m ów iłam , ab y śc ie teg o nie ru sz a li“ .
A k u s z e rk a u d ała się w p o k o rę do p o łożnicy i p ro siła ją,
a b y jej p o m o g ła w yjść z teg o n iesp o d ziew an eg o k łopotu. P o ło
żn ica się u d o b ru c h a ła i p rz y rz e k ła jej to uczynić, a n areszcie rz e
k ł a : „P am iętajcie, ja k p o w ró ci mój mąż ze św iata, a będzie w as
p y ta ł, co zìi sw ą ro b o tę żądacie, to pow iedzcie, że chcecie m ieć
te śm ieci, co są n a izbie, a ja k w am k aże zam iatać i te śm ieci
w ziąć, to n ie zam iatajcie od łóżka k u drzw iom , lecz od drzw i ku
łó żk u . W te d y so b ie zb ierzecie te śm ieci do fa rtu c h a i pójdziecie
do d o m u “.
I ta k się stało . Z iem ia za d u d n ia ła, p a n p rz y je ch ał ze św iatu
i w um ow ie o zap łatę, k a z a ł ak uszerce ze b rać te śm ieci, ja k sobie
życzyła. G dy z tem i śm ieciam i w e fa rtu ch u pow róciła do dom u,
sp o strze g ła , że m a sam e złote i sre b n e p ien iąd z e. T a k od teg o
czasu m iała się aż do śm ierci bardzo dobrze.
U w a g a : O p o w ie ś ć t a j e s t p o p ie r a n a w ia r o g o d n e m i ś w ia d e c tw a m i.
S ą lu d z ie w Ł a g i e w n i k a c h i W o li D u c h a c k ie j, k t ó r z y z d a r z e n ie to c h c ą
p o t w i e r d z ić p r z y s i ę g ą , g d y ż t r a d y c y a o n ie m j e s t n ie z m ie r n ie ż y w ą . P o
w i a d a j ą o n i, ż e j a k k o l w i e k k o b i e t a m o g ła m ie ć z łu d z e n ie , to p r z e c ie ż o w e
p ie n ią d z e , i to d o ś ć z n a c z n e , p r z y n io s ła z k ą d ś do d o m u .
O M ichasiu głuptasiu.
Gadka z Wolowic w Krakowskiem.
Z ust ludu spisał M. K a p u ś c i ń s k i .
J e d n a m a tk a c ie rp ia ła ze sw ym synem w ielk ą biedę, (d)lateg o w y p ra w iła go w św iat „na p ro ś b ę “, a on b y ł w ielkim n ie
zd arą. J a k w y sed n a w ieś, zobacył p rz y jednej c h a łp ie ch ło p a co
w y b ie ra ł m iód z u la i po w iad a do nieg o ta k :
„Cóz ta w y b ie ra c ie ? G ó w ienka? S przed ejcie mi te jaja, bo
w ám sto fą n tó w z a c ię z ą “.
C hłop ja k się odw róci, ja k g o lunie w p ysk, ta k ch ło p ak
p rz y s e d z p ła c e m do m atki. M atk a mu p o w ia d a : J a k idzies, to
p o w in ien eś m ó w ić: „Scęść Boże, dajcie mi ta ja k i p la s te re k “.
D o b rze, b e d e ta k g a d a ł — o d pow iedział ch ło p a k i p o sed
w św iat. Idzie, jaz tu znow u p rz ed k arcm ą biją się p ijan i p a
ro b c y . O n p o se d p u * ) nim i p o w ia d a :
*) L u d w W o ło w ic a c h i o k o lic y z a m ia s t m ó w ić
ź n ic „ p u “ .
„ku“,
m ów i
w y ra -,
— 364 —
„S cęść B oże, dejcie ta ja k i p lastere k .“.
J a k się o dw róci je d e n z pijaków , ja k g o lu n ie w p y s k , ta k
on znow u p o se d do m atki. M a tk a m u p o w iad a .
W tak im razie po w in ien eś iść m iędzy n ich i m ów ić : „B racia,
n ie b ijcie sie, p o g ódźcie s ie “.
D obrze, b ed e ta k g a d a ł — m ów i syn i p o sed n a p ro śb ę .
Idzie, jaz tu p rz y drodze zreją sie p sy d w o rsk ie n a po d w ó rk u .
S k o c y ł m iędzy n ie i w o ła:
„B ra c ia nie bijcie sie, pogódźcie sie “.
P s y się n a n ieg o rzu ciły i o m ało g o n ie p o ta rg a ły , ale go
d w o racy o b ro n ili. P o s e d do m atk i n a sk a rg i. M a tk a m u p o w ia d a :
— K ie ś w idział, ze sie psy zreją, toś m o g w y rw ać k o łe k z p ło tu ,
a w alić co sie zm ieści.
D obrze, b ed e ta k ro b ił — m ów ił sy n i p osed. Idzie znow u,
jaz tu b a b a p ija n a lezy w p rzy k o p ie. On, ja k w y rw ie k o łe k
z p ło tu , ja k zacn ie b a b e w alić ; ta k w te tro p y w y p a d ły c h ło p y
i nuz g-o po p le c a c h grzm ocić, w ołając :
— A ty zab ijúcu, to ty ta k um ies k ato w ać?...
C h ło p ak p rz y sed z p łacem do m atk i. M a tk a m u p o w iad ú :
K ieś w idział b a b e pijaną, toś m óg zejść z d ro g i, d źw ig ać
b a b e i m ów ić :
— P ódź-ze, pódź do dom u, nie lez tu, bo tu zim no.
D o b rze, b ed e ta k ro b ił — p e d z iâ lv) ch ło p ak i p o se d n a
p ro śb ę. Id zie znow u, jaz tu k o ń o łu p io n y ze sk ó ry lezy w p rz y
k o p ie . O n zesed z d ro g i i p o w ia d a :
— P ó d ź-ze, pódź do dom u, nie lez tu, bo ci tu zim no, pódź,
p rz eśp is sie w chałpie.
W tej ro b o c ie n ik t m u nie p rz esk ád z ál, ale i n ik t nie pom ágiií, ale k ó zd y sie z n ieg o śm iał i ta k sie d źw ig a n ie m te g o
k o n ia zm o rd o w ał, ze ja z za ch o ro w a ł i w ró cił do c h a łp y ; i b y ła
w c h a łp ie je sc e w ię k sa biedá.
Kazanie o (p)ruskim 2) baranie.
(Z n a n e w całym pow . K rakow skim ).
Powiem wám kazauie
0 (p)ruskim baranie.
Przeleciała sowa,
Zmyliła mi stery słowa ;
Przeleciała ciemnicą,
Z esr . . . sie jajeśnicą.
1) P e d z ia ł , j e s t s k r ó c e n i e m
Zaźrałem do stępy,
J e st ta(m) ckleb pocęty.
Zacąuem chléb krajać,
Pocęna baba na mnie ziajać.
J a k wytnę babą o piec,
Wyleciál z niej żółty chłopiec.
s ło w a „ p o w ie d z ia ł“ .
2) Jedni mówią o „pruskim “, drudzy o „ruskim “ b ara n ie“ .
— 365 —
A z tego chłopca ?
Barán i owca.
A z tego barana?
Mléko i śmietana.
A z téj śmietany ?
Kościół murowany.
A z tego kościoła?
Zydowská skoła.
A z téj skoły ?
Wysed zyd goły.
A z tego zyda ?
Wysła i — gnida.
In n a w ersya m a takie
zakończenie :
A z téj śmietany ?
Kościół murowy.
Kas ten kościół ?
W oda zabrała.
K as ta woda ?
Wypił gołąbek.
K as ten gołąbek?
Poleciał na dąbek.
Kas ten dąbek ?
Siekierka ściena
Kas ta siekierka ?
Za piecem u kowála.
Kas ten kowál ?
Umar. Pochowali go
Pod świńskim brogiem ;
Za(d)zwomli mu —
Baranim rogiem :
Barn, bąm, barn, bąm!
Dwa ja jecka mám, mám !
Dwie dziórki w nosie,
I — skońcyło sie.
Oracya mięsopustna.
( P e r o r o w a n a p r z e z c h ł o p a k ó w , p o u b i e r a n y c h w sza rf y i w stęgi z p a p i e r ó w k o l o r o w y c h ) .
(Z K r a k o w s k i e g o ) .
Bywáiem pastuska,
Sukálem Jezuska.
Znalázem go w żłobie,
A on sobie grzebie (nóżkami).
Kupiłem mu kukiołecke
I masełka osołecke.
A on mi za to,
Dál bóty na lato ;
Kozusek na zime.
Hyc — pod pierzyne !
Dyks !
M. Kapuściński.
Dodatki i drobiaogi lu d o m w co e.
D o art. W itorta: Godła rodowe chłopów archangielskich str. 5.
B y ło b y rzeczą c ie k a w ą zbadać, o ile ow e k l e j m a a rc h a n g ie lsk ie zb liżają się do lite r fu to rk u . T a k ie g o d ła dom ow e (H a u s
m ark e n ) m ają d o tą d m ieszk a ń cy H e lg o lan d u . S am je w idziałem ;
W e it S to sz m iał p o d o b n ą. N ie trudno, lecz ła tw o przypuścić, że
lu dność ro sy jsk a p rz e ję ła je od d ro b n y c h , lu d k ó w fińskich. A u to r
p o w in ien b y ł rozw ażyć, . że członkow ie w ielk ieg o n aro d u ro sy j
sk ieg o u le g a li je d n a k w p ły w o m cyw ilizacyjnym d ro b n y c h ludków ,
n ie ty lk o fińskich... N a R o s y ą w p ły w a li G recy , T a ta rz y , w w ielkiej
m ierze P o lsk a .
Co do o w y ch znaków , to i lu d k i fińskie i N ow gorodzianie
w zięli je od S k an d y n aw có w . T a k ie znaki b y ły w pow szechnem
