af2a1267235273c415cef0d853b27db0.pdf

Media

Part of Zwyczaj wykupywania panny młodej na wesołach / Lud, 2896, t. 2

extracted text
1415.

264 —

Z a o g r o d z i e j. w. D . Ip. і.
Z d z i a r s k ó w k a , „bo n a tem g r o n d e sied zia ł p rz e d
k iem ś la c h d c , n a z y w a ł sie Z d z i a r s k i “ .

w ie ­

Zwyczaj »ykupyraia p in y młodej na r e o la c ld
K ie d y m b y ła jeszcze m ała, a to tem u z la t 40, p a m ię ta m
ja k w B ru sa c h n a w ielu w e so ła ch po w iec zerzy ok o ło 10-tej godz.
w ieczo rem n a stę p o w a ły czepiny, a po n ich w y k u p o w a n ie p a n n y
m łodej. Po. w y staw ie n iu za w ad z ający c h .słołów z izby, ro zp o częły
się p rz y o d g ło sie m u zy k i sław nej k ap e li G łąb sk ich lu b F lu d y n ó w ,
p o d k o m e n d ą starsz eg o drużby, ta ń c e p a n n y m łodej z k a ż d ą dziew ­
czyną. a n a s tę p n ie z k ażd y m ch ło p ak ie m , rozum ie się ty lk o raz
do k o ła, poczem k a ż d y z za szczy co n y ch k ła d ł n a talerz p rz ed
starszy m d ru żb ą ofiarę 1 —3 „z ło ty c h “ (m arek), p rzy czem nie o m ie­
s z k a ł sta rsz y d ru ż b a p rz y b o g a tsz y m d arze ta k g ło śn o oznajm ić
n. p. „a to o b ficie“, „a to w ie le “.
P o p rz e ta ń c z e n iu z m łodzieżą z a p ro w a d z iły p a n n y m łode
p a n n ę m ło d ą n a krzesło śró d izby, a k ie d y s ta rsz a „p rzy d o n k a"
(d ru ch n a) zdejm ow ała jej w ian e cze k z g ło w y , ś p ie w a ły pieśń n a ­
stęp u jącą, k tó rej je d n a z w ro tk a p a n n ę m ło d ą żałuje, a d ru g a ją
p o ciesza :
Aneczko już cig tracim y,
Ju tro cię panią ujrzymy,
Zblednie twój kolor rum ianny,
Zwiędnie twój wianek różanny.
Nie uważaj miłe dziewczę, lepszy chłopak świeży,
Niźli kw iatek w pustem polu, co odłogiem leży ;
I wianeczek kiedy zwiędnie nic nie będzie znaczyć,
A wy co go żałujecie, radebyście stracić.

‘) U m ieszczając w „L udzie“ niniejszy artykulik ks. G ołębiewskiego,
wydrukowany w G azecie G rudziądzkiej z dnia 6 lutego 1896 r., chcieli­
byśmy przez to zwrócić uwagę Czytelników „L u d u “ na ten zwyczaj, który
według słów autora, czerpiącego wiadomości swe od starej panny, już z a ­
ginął w tam tych stronach na K aszubach. — Zwracamy się więc z p ro śb ą
do Czytelników naszych, ażeby donieśli nam, czy i gdzie podobny zwyczaj
wykupywania panny młodej na weselu istnieje, przyczem prosim y o d o k ła­
dny opis tego zwyczaju, jakoteż wszystkich obrzędów, niemniej i pieśni,
przywiązanych do tego zwyczaju.
Bedakcya.

- 265 D otąd nie znałaś zgryzoty,
T eraz poznasz, co kłopoty,
Nie będziesz więcej tańcować,
Bo musisz na chleb pracować.
A wy panny, choć w panieństwie, swoje troski macie,
A w małżeństwie są rozkosze, których wy nie znaci«.
W szakże każdy człek co żyje, stworzony do pracy,
A ci, co nam chleb zjadają, są istni próżniacy.
Już mamulę twą straciłaś,
I do obcych się wybrałaś,
Nie ujrzysz swojej rodziny,
Gdzie żyłaś słodkie godziny.
Już żabeczka od kamykiem, łabędź wedle wody
I skowronek w chłodnym gaju używa swobody,
A ty dziewczę w domu męża znajdziesz swoje mienie,
Bo tak, Anko, przykazało m ądre przyrodzenie.
Gdy nastanie kłopot m atki
Obsiędą cię twoje dziatki,
W tenczas będziesz narzekała,
Iżeś panną nie została.
Chmiel się krzewi, jabłoń rodzi i gnieżdżą się ptaki,
By się wszystko nie mnożyło, nie byłby świat taki.
Nikczemne są takie panny, po świecie czołgają,
Co się same jedne włóczą, a mężów nie znają

P o d k o n iec tej p io sen k i jedna z k o b iet o b ecn y ch puzybyła
z czep k iem i k ła d ła go najczęściej przy cichym płaczu m łodej
p a n n y jej n a g łow ę. S k o ro zaś p io sen k a u stała, p rz y la ty w a ły
w szy stk ie k o b ie ty z rad o ścią do niej, a b iorąc za rę k ę , o b ch o ­
dziły z n ią po izbie, w ykrzykując, „hola, teraz już n a sz a !“ przyczem d ziew czyny n ib y z żalem u stę p o w a ły
N a stę p n ie b ra ła p a n n a m łoda, podobnież ja k przedtem z m ło ­
dzieżą, k aż d eg o „c h ło p a“ i k o b ietę do tańca, przyczem znow u od­
b y w a ły się d a ry n a talerz, z k tó ry c h op łaco n o g łó w n ie m uzy­
k an tó w .
N a o sta te k zo stał do ta ń c a jeszcze p a n m łody. N im zaś sw ą
żonkę w y p ro w ad ził, zjaw ił się zw ykle w e drzw iach znany A n te k
R z e p iń sk i, p rz e b ra n y za żyda z m iechem n ib y pieniędzy (a b y ły
to łań cu szk i) n a plecach, p y ta ją c s ię : M acie co do h an d lu ? J a
sliszol, że tu m łode b y d le do sp rzed an ia, h e? N a te słow a p o ­
w s ta ł w ielki h a ła s : „A ty żydzie p rz ek lęty , a za drzw i z to b ą “,

-

266 —

i zaczęto go sztu rk ać, przy czem żyd s k o m la ł: aj waj, a z g ro m a ­
dzeni w o łali d a le j: „tu n ie stajnia, tu n iem a b y d ła , ale je s t m łoda
p a n n a do s p rz e d a n ia “. N a co ży d : ny, tem lepiej, ja h an d lu ję
w szy stk o i m łodą p a n n ę kupię, gdzie o n a ? W y p ro w a d z iła ją te d y
je d n a z sta rsz y c h w y szc zek a n y ch k o b iet, zw y k le cośm y ją zw ali
k ra m a rk ą i zaczęła p a n n ę m łodą w ychw alać, ja k a zdrow a, silna,
p ięk n a. Żyd zaś po ży d o w sk u się ta rg o w a ł: „ny, o n a m a k rz y w e
nogi, n iem a zębów , ja s t k rz y w a “, poczem k ra m a rk a ją po izbie
p rz ep ro w a d zają c, je g o w yw ody p rz y o g ó ln y m śm iech u dow cipnie
zb ijała. N a k o ń cu p o d a ł żyd cenę 50 talaró w , za co n ieo m al nie
zo sta ł za d rzw i w y rzucony, p o p ra w ia ł te d y o 20, 30 ta la ró w itd.,
a m ło d y p a n d aw ał zaw sze jeszcze w ięcej. P o dłuższem tak iem
ta rg o w a n iu , w k tó re m i in n i u d z ia ł b ra li, rz u c ił n areszcie w g n ie ­
w ie żyd c a ły swój w o re k z w ielkim ło sk o te m n a ziem ię, w ołając :
„no, daję w szy stk ie sw oje p ien iąd z e co m am w m ie c h u : 200 t a l a ­
rów , ale d o p ra w d y , o n a ty le nie w a r t a “. P o cze m m łody p a n d a ł
jeszcze 20 ta la ró w w ięcej, a żyd z w ielkim h a ła se m i k rz y k ie m
zo stał w y rz u co n y za drzw i. T eraz do p iero p u ści się m łody p a n
z żon k ą w tan iec, a rzu cając su tą su m k ę n a talerz z a w o ła ł; ,,oto
pien iąd ze, k tó re daję za żonę“, i o d tą d n ik t m u jej w ięcej nie
w z b ran iał.
N im od czep in ek w e se ln ic y sie udali znow u do k arczm y , bo
tam z w y k le ta ń c e się o d b y w a ły , zostali jeszcze od p a ń s tw a m ło ­
d eg o u ra cze n i — k a w ałecz k am i sera. N ie w iem , co b y to znaczyło ?
D zisiaj w B ru sach, chociaż czepiny się jeszcze o d b y w a ją , już
nie m a w y k u p ie n ia m łodej p an n y , bo ja k z żalem po w tarzają,
n iem a już A n tk a R z e p iń sk ie g o .
D o d aję jeszcze i to, że w ten czas w dzień p o p rz e d n i w esela
(t. n. o g ra b in y ) schodzili się do dom u w eseln eg o sąsiedzi, p rz y ­
nosząc p o ży teczn iejsze od dzisiejszych p o d a rk i t. j. k u ry , jaja,
m asło, k ie łb a sy , p oczem k ró c iu c h n o tań co w an o jeszcze.

Bajka o dwudziestu ozterecŁ zbójacłu
(Z o k o l i c L w o w a ) .

Ż ył raz b a rd zo b o g a ty k u p iec. M iał on k ilk a sk lep ó w , a w e
w szy stk ich b y ły ró ż n o ra k ie to w ary . W jed n y m sk lep ie m iał ż e ­
lazo, w in n y m m atery e, a jeszcze w in n y m c u k ry i korzenie.
W szęd zie m iał p o m o cn ik ó w i w ie rn y c h ludzi, ci p o m ag ali m u we
w szy stk iem i sp rz ed aw a li to w ary . A le w n ajb o g atsz y m sk lep ie

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.