a47a52adff4a0477f9b8486278da09ed.pdf
Media
Part of Pieśni o Napoleonie I / Lud, 1896, t. 2
- extracted text
-
- 171 śliw a S asan k a . Z ra d o ścią w szy scy przyjęli k ró lew icza i p o szli
dalej do D ziew o n k i. Już tam w ilk o ła k a nie było, w ilków nie
b y ło , ty lk o p rześliczn a p ie c h o ta z w esołym i o k azały m h etm an em
n u czele. O b o k n ieg o s ta ła D z iew o n k a w esoła i rum iana. W e so ło
te d y razem w szy sc y m aszerow ali do zam ku ojcow skiego. —
A w zam k u ? T am b y ł czarn y sm utek. O boje k ró lew stw o z żalu
za dziećm i p o p ad li w ciężką zadum ę. W sz y stk o b y ło p o k ry te
żało b ą. O jciec n a rz e k a ł sam na siebie, iż o statn ieg o sy n a z dom u
puścił.
A ż raz donosi m u stra ż zam kow a, iż ja k ie ś ogrom ne w ojsko
idzie w p ro st n a zam ek. Z erw ał się k ró l pom im o p o d esz łe g o w ieku
i p o rw a ł szab lę w rękę, m y ślał bow iem , iż to n a p a d T ata ró w .
N a czele te g o w ojska u jrza ł p ię k n e g o m łodziana, otoczononego
trze m a h e tm a n a m i i trze m a k rólew nam i. P o z n a ł ich od razu.
A ch! ja k biło serce k ró la i królow ej n a w id o k w ra cają cy ch dzieci.
K ró l k a z a ł czem prędzej otw orzyć b ra m y i w puścić w szy stk ich do
śro d k a . Co ta m b y ło radości, te g o n ik t w ypow iedzieć nie zdoła.
P o sutym obiedzie, ja k nie zaczną bić z a rm a t i strzelać n a w iw at !!!
Ja, ja k to zaw sze ciekaw y, ch ciałem i n a to p o p atrzeć, lecz
ja k iś ślep y k a n o n ie r, n iech go tam d u n d e r ś w i ś n i e , m yśląc,
że ja k u la, n a b ił m nie do a rm a ty i w yśtrzelił. — J a ta k leciałem ,
aż tu p rz y le ciałem i opow iadam wam, co się stało.
Ostrów koło Sokala.
Antoni Siewiński.
ftméñ @ Napóteante Í»
C esarzu N apoleonie,
W k tó rej T y p rzeb y w asz stro n ie?
Ze my do ty ch czas nie w iem y,
B y ś oznajm ił, to prosim y.
— Jeśli w y teg o żądacie,
O tóż tę odpow iedź m acie :
N a w yspie, co się nazy w a
Ś w iętą H e le n ą, p rz eb y w a.
W s z a k dusza m a żyw e ciało,
O p o w iedzieć m a nie m ało ;
W o jsk o k ró la a n g ie lsk ie g o
P iln u je m ię ja k o złego.
-
172 -
A b y m do n ich nie po w ró cił.
B o b y m n a now o zasm ucił
W sz y s tk ie kró le, w szy stk ie k raje,
A ta k teraz tu zostaję.
C esarzem się n 'e rodziłem ,
W ie lk im ry c erz em nie b y łe m —
K o rs y k a w y sp a się zw ała,
G dzie m ię m a tk a w y c h o w ała.
A . g d y m p o d ró sł w w iększe lata,
U d a łe m się w -d a l do ś w ia ta ;
I do m y ch PYancuzów p rz y sta łe m ,
T am zo stałem jen erałem .
G dym nim i k o m en d ero w ał,
Zaw szeni szczęśliw ie w y g ry w a ł —
Z atem to szczęścia obrazem ,
U czy n iłem się cesarzem .
Z żoną p ierw szą, z k tó rą żyłem ,
N a zaw sze się ro złączy łem .
P rz y c z y n a teg-o b y ła ,
Że mi sy n a nie p o w iła.
I do d rugiej się udałem ,
M ary ę L uizę d o stałem —
C ó rk ę cesarza W ie lk ie g o ,
F ra n c is z k a a u stry a c k ie g o .
W R o s y i w ojska dość strac iłe m ,
A sam n o g i odm roziłem ;
I w szy scy m ię odstąpili,
A d y ab li m i sk ó rę zbili.
R u ś m ię bije z jed n ej s tro n y —
Z d rugiej ojciec m ojej żony,
Z trzeciej A n g lik n ad sk a k u je ,
Z czw artej S zw ajcar nie żartu je.
T u P ru s a c y m ię m ordują
I S zw ed y m ię atak u ją ,
I A desyi?) i B u łg a ry
C hcieli w y n ieść m ię n a m ary.
-
173 —
I żona m ię o p u ściła —
I do W ie d n ia p o w ró c iła ;
W z ię ła z so b ą s y n a m ego,
N a p o le o n a m łodego.
T e ra z n a w y sp ie p rzeb y w am ,
C esarzem się nie nazyw am ,
T ecz siedzę so b ie spokojnie
I nie m yślę już o wojnie.
P ie śń p o w y ższą śp iew ają dziew częta w iejskie w K o sten io w ie,
pow . P rz e m y śla n y , w G alicyi w schodniej, p o w racając z pola. C ie
k ą wem jest, czy tej p ieśn i tw ó rc ą je st lud, czy też żołnierze p rz y
n ieśli j ą p od strze ch ę w ieśniczą, k tó rzy w a lczy li w w ojsku n a p o leońskiem .
Leonard Leêg
naucz. lud.
R O Z B IO R Y I S PR A W O Z D A N IA .
S ta n isla u s Draźdźyński. D i e s l a v i s c h e n O r t s n a m e n S c h l e
s i e n s . Teil I. Kreis Leobschütz, wydr. w Sprawozdaniu król. katol. gimnazyum w Glupczycach (Leobscbiitz) na rok szkolny 1895/6, str. 19.
Wyżej na str. 115 nast. umieściliśmy obraz tego smutnego procesu,
który się odbył w historyi narodu polskiego na Szląsku, wskazanego, dzięki
własnym książętom, na powolną zagładę, której jeżeli nie uległ całkowicie,
to zawdzięcza przedewszystkiem swoje ocalenie dzielności i konserwatyzmowi
ludu polskiego. Oprócz żywego świadectwa tej. walki wiekowej, jakie przed
stawia nam przeszło milion żyjących na Szląsku Polaków, przychodzą jeszcze
dokumenty wprawdzie martwe, ale nie mniej ważne i pewne, które z je
dnej strony potwierdzają fakta przez historyę podawane, z drugiej rozszerzają
je i uzupełniają w ten sposób, że granice etnograficzne narodowości pol
skiej na Szląsku pierwotnie sięgały o wiele dalej i że skutkiem tego eksterminacyjnego procesu zwęziły się do dzisiejszych rozmiarów. D okumen
tami tymi są nazwy miejscowe, których znaczenie ocenia się dzisiaj po
wszechnie nietylko pod względem historycznym, ale, co ważniejszem jest,
także etnograficznym.
Dzięki badaniom nad nazwami miejscowemi, zostało wyjaśnionych
wiele kwestyi narodowościowych, na które dokumenty historyczne nie mogły
dać dostatecznej odpowiedzi, wiele z fałszywych lub tendencyjnych hipotez
i twierdzeń historyków, zwłaszcza takich, którzy pisali historyę dla celów
politycznych, musiało upaść wobec przeciwnych dowodów niezbitych, których
dostarczyły nazwy miejscowe. Mianowicie na terytoryach spornych, zam ie
szkałych obecnie przez narodowości o b c e , nazwy miejscowe są kluczem,
otwierającym przeszłość tych miejscowości dla wiedzy historycznej. Te
względy jeżeli gdzie, to na ziemiach polskich, mają doniosłe znaczenie, gdyż
