a52fec2d0cfa82c1a5b4bfe003f57edf.pdf
Media
Part of Bajka o wężowym królu / Lud, 1896, t. 2
- extracted text
-
-
56 —
B a jk a o w ę ż o w y m k ró lu .
Ż yła ra z so b ie sta ru sz k a . M iała o n a sy n a je d y n a k a im ieniem
Ja ś. O boje b y li b ard zo b ied n i i m ieszk a li w b a rd z o stare j ch atce,
poło żo n ej w śró d lasów , d alek o n a północy, d a le k o od osad lu d z
k ich . Ż yw ili się g rz y b a m i i ja g o d a m i leśn e m i; czasem u d a ło się
złow ić Jasio w i ja k ie dzikie zw ierzę, czasem k a c z k ę i ta k im się
ja k o ś żyło. M ieli w p ra w d z ie dosyć ziem i, ale m a tk a już b y ła s ta ra
i słab a, a J a ś znow u za m łody, a b y m o g li ziem ię n ależ y cie u p r a
w ić, dlateg'O n ie w iele m ieli z p o la p o ży tk u . P o m im o te g o
b y li b a rd z o g o ścin n i, a k a ż d e g o p o d ró żn eg o ra d z i w dom u w i
dzieli i dzielili się z nim czem m ogli, ch o ćb y n a w e t od u st sobie
m ieli odjąć.
R a z w y sze d ł Jasio n a d ro g ę i u sły szał dziw ne sk o m len ie;
p rzy ch o d zi bliżej i zo b aczy ł m ałeg o p ie sk a , któreg'0 ja k iś n ielito ściw y cz ło w ie k z dom u w yrzucił. J a ś d a ł m u k a w a łe k chleba,
p ies zjad ł g o z a p e ty te m , p o tem w ziął g-о J a ś n a ręce, z a n ió sł do
dom u i m ów i do m a tk i: „M am o, znalazłem oto te g o p ie s k a n a
drodze, p ozw ól mi go m ieć p rz y so b ie “. A le m atk a, b ę d ą c b ied n a,
n ie m ia ła sam a co jeść, rz e k ła : „N ie m iałab y m nic p rzeciw tem u,
lecz czem że g'0 w y k a rm im y ?“. „Ju ż ja ze sw ojej części dam m u
n ieco i jak o ś to b ę d z ie “. I ta k p ie s e k p o zo stał. P iln o w a ł on sw ego
p an a, b y ł m u w e w szy stk iem po słu szn y . G d y p o d ró sł, pom ag-ał
Jasio w i w p o lo w an iu n a k a c z k i i zające i b y ło im dobrze.
R a z idzie so b ie Jasio i słyszy, coś żałośnie m iauczę. P o d
chodzi i zo b aczy ł b ie d n e g o k o tk a, k tó re g o k to ś n a d ro g ę w y
rzucił, b y zg in ął. D o b ry c h ło p iec w ziął g o n a rę ce i p rz y n ió sł do
dom u, znów p ro s i m a tk i, b y m u p o zw o liła k o ta p rz y so b ie trz y
m ać. M a tk a pozw o liła, chociaż sam i nie m ieli co jeść. P o k aza ło
się je d n a k , że k o te k nie w iele ich k o szto w ał, bo ła p a ł m yszy, co
zboże w śp ich lerz u w y jad a ły .
Znów idzie raz Jasio przez łą k ę i zo b a czy ł m a łe g o węża, le
żą ceg o n a drodze, a led w ie żyw ego. Z m iło w ał się J a ś n a d nim ,
sch o w a ł za p azu ch ę i p rz y n ió sł do d o m u ; d at m u m lek a ze
sw eg o śn ia d a n ia i w ąż odżył, p o ło ży ł się n a o k n ie i p rz y p a try w a ł
się w szy stk iem u ciek aw ie. A le m a tk a rz e c z e : „T ego już za w iele,
p s a k arm ić , k o ta k arm ić, w ęża k a rm ić i to m lekiem , sk ą d ja n a
to w szy stk o n a s ta rc z ę “. A le Jasio m ó w ił: „Już ja się z nim p o
dzielę zaw sze m oim śn iad an iem , on ta k i ła d n y , a m iły, że za nic
b y m go z dom u n ie d a ł “.
Z o stał w ięc w ąż u J a s ia i dobrze m u b yło, a że b y ł w d z ię
czn y m , p iln o w a ł c h a tę p rz ed złodziejam i. B y w ało nieraz, w szyscy
-
57 -
poszli z dormi, a w ąż u s ia d ł sobie n a p rzy zbie i g‘rz ał się do
sło ń ca, zw inąw szy się w kółko, aż tu n ad ch o d zi złodziej. W ą ż
te d y ta k ie g o w rzasku, k rz y k u i s y k u narobił, że pies i k o t w y
b ie g ły z ch aty , a złodziej p rz e stra sz o n y m u siał u ciek ać. Za to go
też Jasio lu b ił i p o zw alał sp ać ze sobą w łóżku.
W ą ż b y ł je d n a k zaw sze czegoś b ard zo sm u tn y . Ja ś z a p y ta ł
go te d y : „Czem u się sm ucisz, mój k o c h a s iu “, a wąż o d p o w ie
d z ia ł: „Mój Jasiu , wiem iż m i dobrze życzysz, w ięc ci pow iem ,
k to ja jestem . — Ja m je s t sy n k ró lew sk i. O jciec mój m iał m nie
je d y n a k a i dobrze mi b y ło p rz y ojcu. W sz y stk ie węże z całej
P o ls k i i R u s i m uszą ojca m ego słuchać. M a on n a g ło w ie d ro
g o c e n n ą k o ro n ę z sam eg o b ry la n tu , co jaśniej św ieci, niż słońce,
w ięc go już z d a le k a poznać m ożna. K to tę k o ro n ę p o siad a, m oże
w szy stk o otrzy m ać, co ty lk o b y zażądał. O jciec mój m ieszka
w w ielk ich lasac h i b a g n a c h n a P iń c z y sk u i tru d n o do nieg o
trafić. W p ra w d z ie w iem d ro g ę do domu, ale nie m am sił iść ta k
daleko. ,.A jak im że sposobem ty ś się tu w z ią ł“ ? z a p y ta ł Jaś. „O t
raz w y b ie g łe m sobie p o ig ra ć na łące z m oim i przyjaciółm i, w tem
n a d le c ia ł b o cian , w szy scy tow arzy sze m oi rozb ieg li się zdjęci
w ielk im strach em , a b o cian m nie p o rw a ł i zaniósł tu dalek o n a
p o łu d n ie ; ja k o ś w yśliznąłem się m u i w padłem do trzcin y , d a
rem n ie m n ie b o c ia n szu k a ł do w ieczora. T a k siedziałem tam k ilk a
d n i o głodzie i g d y b y nie ty, b y łb y m zginął z g ło d u . P ro sz ę cię
Jasiu , ja w idzę, źeś ty b ied n y , ch c ia łb y m ci dopom ódz, zanieś
m nie do ojca i żądaj za m nie tej k o ro n y , co on m a ją n a gło w ie.
O jciec da ci ją z p ew n o ścią, a w ten czas będziesz szczęśliw y“.
N ie n am y ślając się długo, w y b ra ł się Jasio w drogę, szedł
p rzez k ilk a dni, a ciąg le n a północ, aż zaszedł w ta k ie b a g n a
i lasy , że w y b rn ą ć b y ło już m u niep o d o b n a, ale w ąż w y staw ił
swój łe b e k z za p az u ch y i p o k a z y w a ł Jasio w i d ro g ę . N a raz s ta
n ę ły p rz ed Jasiem ty siące w ęży i z g n iew em ch ciały się rzucić
n a n iego, b y go ro zszarp ać, iż śm iał n aru szy ć ich spokój i p rz e
stą p ić g ra n ic e ich siedziby, ale w ąż J a s ia w y sta w ił swój łe b e k
i coś do nich sy k n ął. W sz y stk ie w ęże ro z stą p iły się z u sza n o w a
niem i drog-ę p o k azy w ały ', aż do p a ła c u sam ego kró la. P a ła c ten
b y ł b ry la n to w y , k ró l leżał n a g a n k u i w y g rz ew a ł się do słońca.
P o z n a ć go b y ło łatw o , bo k o ro n a je g o św ieciła ja k o słońce.
Z dziw iony k ró l w id o k iem nieznajom ego, z a p y ta ł: „C zego tu
chce ów c z ło w ie k ? 1 J a ś o d p o w ied z ia ł: „P rz y n io słem ci tw eg o
sy n k a , co g‘0 od śm ierci w y ra to w a łe m ; oddam ci go, ale daj m i
tw o ją k o ro n ę “. K ró l ucieszy ł się b ard zo , iż sw ego je d y n a k a zo
b a c z y ł u J a sia za pazu ch ą, ale r z e k ł: „Żądaj czego chcesz, złota,
— 58 —
sk arb ó w , ale nie k o r o n y “. — »Nie, ja chcę ty lk o k o rony, inaczej
w ró c ę do dom u i sy n k a tw e g o w e zm ę“. . „Już ci te n m łokos za
w ró c ił g ło w ę tą k o ro n ą . — J a ci ją dam , lecz o n a nie p rz y n ie sie
ci p o ży tk u an i szczęścia, będziesz m iał czeg-o ty lk o zażądasz,
w szy stk o b ęd zie ci się w iodło, ale szczęścia nie zaznasz i czy
p rędzej, c z y później przy n iesiesz ■ m i ją n a p o w ró t“. W strz ą sn ą ł
g łó w k ą , k o ro n a sp a d ła . J a ś s y n k a królew skieg'o u c a ło w a ł i w y
p u ścił, a p o tem w ziął k o ro n ę i sch o w a ł ją do k ieszeni. B y ła ona
m aleń k a, o t ta k ja k d o b ry guzik. W ra c a ją c , zauw ażał, że d ro g a
sam a p rz ed nim się ściele, b a g n a i lasy p rz ed nim ro z stę p u ją się,
b y szed ł su ch ą i p e w n ą d ro g ą . T a k p rz y sz e d ł do dom u. T u z a
s ta ł k r a ;n ą nędzę, m a tk ę w y n ę d z n ia łą z g ło d u , p ies i k o t b y ły
ta k suche, że ty lk o s k ó ra i kości. A le J a ś w ziął k o ro n ę do rę k i
i rz e k ł g ło ś n o : „C hciałbym coś d o b re g o zjeść“. Z araz te d y n ie
w iad o m o sk ąd , p rz y n ie sio n o n ajlep sze p o tra w y . M ieli co jeść,
pić, u b ra ć się, p ię k n e m ieszkanie, ja k sam p an . M a tk a sił n ab rała,
p ie s i k o t te ra z dopiero p o zn ały , co to słu ży ć Jasiow i.
I w szy stk im zdaw ało się, iż są szczęśliw i, ty lk o Jasio teg o
n ie czuł, w sz y stk ie g o m u b y ło za m ało, z niczeg o nie b y ł k o n
ten t. A b y ł to ju ż ro s ły c h ło p a k , za ch ciało m u się żenić, b a !
a le z k im ? Z n ał on n iejed n ą dziew czynę w e wsi, g d y b y b y ł ty lk o
p alcem k iw n ą ł, słó w k iem p isn ą ł, sto d ziew cząt m ia łb y do w y b o ru
i b y łb y szczęśliw y — tak , nie on ch yba, ale dziew czyna. O n n a
w e t n a p a n n ę z d w o ru n ie p itr z a ł, a le zam y ślił w k ró lew sk im
d w o rze żo n y sobie szukać.
P rz y je c h a ł te d y do k ró la w w sp a n ia łe m u b ra n iu z sam eg o
z ło ta i d y am en tó w i n a p ięk n y m k o n iu , sam k ró l ta k ie g o k o n ia
n ie m iał. J a ś p rzy w ió zł k ró lo w i b o g a te d a ry i k lejn o ty , ja k ic h
k ró l jescze w życiu n ie w idział. K ró l w idząc sweg'o p o d d a n e g o
ta k b o g a ty m , w p ro w ad ził go n a sw oje po k o je i p o k a z a ł sw oją
có rk ę. J a ś d a ł jej ta k ż e p ię k n e p re zen ta, k ró le w n a je p rz y ję ła,
lecz zaraz p o zn ała, że Ja sio to p ro s ty chłop, bo on sw oje d ro g ie
i p ię k n e b u ty w y sm aro w ał dzieg ciem . B ie d n y Ja ś m yślał, że w ła
śnie d zieg ieć najw ięcej p rz y je m n o śc i k ró le w n ie sp ra w i, ale cóż ?
on b y ł w lesie w y c h o w an y , n ie w ied z ia ł o tem , że k ró le w n a od
sam ej m łodości ja d ła ty lk o zam e d e lik a tn e rzeczy i d la te g o p a c h ła
lepiej niż fiołek ? !
C oś po m iesiącu, g d y się lepiej osw oił z k ró lew sk im dw o
rem , p o p ro sił Ja ś k ró la o rę k ę k ró le w n y . K ró l, u sły sz a w sz y ta k
dziw ne żą d an ie, o d rz e k ł : „M oja c ó rk a już zaręc zo n a z k sięciem
Ł u to w sk im , a sło w a k a so w a ć nie m o g ę “. L ecz g-dy J a ś n a le g a ł,
o d rz ek ł k ró l, żartu jąc sobie z n ie g o ; „ P a trz oto s tą d o trz y m ile
-
59 —
je st w y so k a g ó ra , a ja k d alek o okiem zasięgnąć, sam e b ag n a ,
znieś tę g ó rę do połow y, ziem ią tą zasyp b a g n a , b y tu ludzie
m ieszk ać m ogli, zaś n a g ó rz e w y s ta w p o tę ż n y g-ród i zam ek ta k
silny, b y g'0 żaden n iep rz y jaciel nie z d o b y ł“. K ró l m ów iąc to,
d ał m u poznać, że ja k n iep o d o b n a jem u ta k ą ro b o tę w y k o n ać, ta k
n ie p o d o b n a jem u ja k o p ro stem u chłopu sięg n ąć po k ró le w sk ą córkę.
O dszedł Jaś, w yjął k o ro n ę z k ieszen i i rz e k ł głośno, że
c h c ia łb y tę g ó rę znieść, b a g n a zasy p ać, za m e k zbudow ać. Z ale
dw ie o b jaw ił sw oje życzenie, aliści g ó ra zaczęła się usuw ać, zie
m ia sp a d a ła n a b a g n a i z a sy p y w a ła je ; n a gó rze zaczęły się
w znosić m u iy , zam ek i g m a c h k ró le w sk i w sp an ia ły i obronny,
ja k ie g o w c a ły m k ra ju n ie było. I to w szy stk o stało się za jed n ą
noc.
W s ta ł k ró l n az aju trz ra n o i u jrza ł zam ek ta k w sp an ia ły , ja
k ie g o n a w e t k siążę Ł u to w sk i nie m iał. N a jb a rd z :ej je d n a k zdzi
w iła go ta szy b k o ść, z ja k ą g m a c h ten w ybudow ano. M nóstw o
lu d u p rzy szło do k ró la p ro sić o ziem ię, a k ró l d aw ał każdem u,
ile ty lk o starczy ło .
P rz y sz e d ł znów J a ś prosić k ró la o rę k ę k ró le w n y . T ru d n o
już b y ło te ra z m u odm ów ić. S am a k ró lew n a, w idząc ta k ie dziw y,
p rz y sta ła n a zw iązek z Jasiem , bo się go b ała, ale nie k o c h a ła
i śp iew a ła so b ie po rusku, p łacząc :
„Oj znajú, znajú, koho kochajú,
T ilk o n e znaju, z kim ż y ty m a ju “.
O dbyło się w ięc w esele, ja k ie g o św iat nie w id ział i nie s ł y
szał. S am k siążę Ł u to w sk i b y ł za sw ata i c iąg le coś do, u ch a
sz e p ta ł k ró lew n ie, a k ró le w n a jem u. Jasio w idział to w praw dzie, ale
m y ślał, że to ta k b y ć m usi, że to k ró lew sk i zw yczaj ta k nakazuje.
B ie d n y Jasio , cieszył się, a nie w iedział z czego, ot p ew n ie d la
teg o , że inni się ciesz y li; b y ł b ard zo po czciw y i m y ślał, że k ażd y
ta k i sam . K ró l je d n a k k a z a ł córce z m ężem m ieszkać, a k sięcia
p o p ro sił, a b y w y jechał. P ła k a ł k siążę przy ro z sta n iu i k ró lew n a
tak że, lecz n a to nie b y ło rad y . Jaś, chociaż b y ł b ard zo d o b ry
i uczciw y, (sam a k ró le w n a to p rz y zn aw a ła), ale nie b y ła to k ró
le w sk a krew , nie u m ia ł ro zk azy w ać, ty lk o dobrze czynić, nie
u m iał z g ra b n ie tań czy ć, a g d y w ziął szablę do rę k i. zdaw ało mu
się, że to cep. P o m a łu je d n a k w k ła d a ł się do- w szy stk ieg o . K r ó
lew n a m ając w tem w łasn y in teres, zaczęła m u p o ch leb ia ć, b a
n a w e t cało w ać, że J a ś z d u m ia ł do re sz ty i zd aw ało m u się, że
je s t b ard zo szczęśliw y.
— 60 —
Ja k o ś w e d w a m iesiące zaczęła go żona p y ta ć , ja k im sp o
so b em on ta k w s p a n ia ły zam ek w y b u d o w a ł? J a ś do w sz y stk ie g o
się p rz y z n a ł i o owej k o ro n ie w ężow ej o p o w ied ział i n a w e t ją
p o k az ał. T eg o ty lk o trz e b a b y ło k ró lew n ie . Z araz te g o w ieczora
p o s p ra sz a ła gości, a J a ś to lu b iał, często w an o w szy stk ich sm acznem i p o tra w a m i, w ino po b ro d z ie w szy stk im k a p a ło K ró le w n a
ciąg le Jasio w i d o le w a ła i Ja ś p ierw szy raz w życiu u p ił się i ja k
n ieży w y leża ł w łóżku. K o c h a n a żońcia tym czasem sm y k po k ie
szen iach i zn a la zła ow ą b ry la n to w ą k o ro n ę . P o p a trz y ła n a p ija n e g o
J a s ia i r z e k ła : „H ej! hej! żebym t o j a ra z te g o J a s ia się p o z b y ła
a d o c z e k a ła m eg o lu b eg o k sięcia Ł u to w s k ie g o “. Z aledw ie . w y
rz e k ła te słow a, już J a s ia nie by ło , ty lk o z g ra b n y książę, d aw n y
jej k o c h a n e k . K ró le w n a u c ie sz y ła się b a rd zo i k o ro n ę sc h o w a ła
w n a js k ry ts z ą k ry jó w k ę , a g d y sp ała, b ra ła ją do u st i ch o w ała
p o d językiem .
J a ś ty m czasem p o w o li p rz y c h o d z ił do siebie, p atrzy , a on
w sw ej chacie, w swojej rodzinnej w si, pies i k o t o b o k n ieg o ła
szą się, m atk i ty lk o nie b yło, bo u m a rła . Zrazu nie w iedział, co
to m a znaczyć, lecz g d y p rz e sz u k a ł sw e k ieszen ie i k o ro n y nie
znalazł, zaraz p o m iark o w a ł, iż go k ró le w n a w sz k a ra d n y sp o só b
oszu k ała. Z a p ła k a ł rz ew n em i łzam i, aż p ies i k o t n a d nim się
zlito w ały i p y ta ły , czeg'O ta k p łacze. J a ś o p o w ied z ia ł im sw oje
nieszczęście. „H a, to p ó jd ziem y szu k ać owej k o ro n y i p rz y n ie
siem y c i“, p o w ie d z ia ły p o czciw e zw ierzęta.
W y b r a li się w ięc w szy scy w drog'e. Idą, idą, lecz nie ta k
to się p rę d k o idzie, ja k się m ów i, ró ż n y ch p rz y g ó d w drodze
zaznali, aż n areszcie sp o strz e g li ów sław n y J a sio w y zam ek. J a ś
z o sta ł w lesie i czekał. P ie s i k o t p o szły do zam ku. W drodze
m u siały p rz e b y ć rzekę, k o t w ięc w y lazł n a p sa i p rz e p ły n ę ły .
G d y b y ły już pod m urem , c h c ia ł k o t w y d ra p a ć się n a w ierzch,
ale m u r b y ł ta k g ła d k i, że p a z u rk i jego n a nic się nie p rz y d a ły .
P o c z ę ły te d y ro zm y ślać, ja k b y to w ejść do zam ku. G d y ta k d u
m ają, u sły sz a ły m uzykę, g ra n o ja k ie g o ś m arsza. „Co to je s t? "
s p y ta ł p ies i sch o w a ł się za k rzak iem , a za nim k o t się p rz y cza ił.
A ż tu z d ziu ry w y łaż ą m yszy, (b y ło to bo w iem m ysie w esele).
N a p rz ó d m u zy k an ci z b asem , sk rz y p cam i i b ęb n em , p o tem s w a
to w ie i sw aszki, dalej dru żb o w ie ze sw em i żonam i, a za nim i
p a r a m łoda, p a n m ło d y ład n ie p rz y b ra n y , a p a n n a m ło d a b y ła
n ajp ię k n ie jsz a ze w szy stk ich m yszek. Za nim i s ta ro s to w ie i g o ście
w eseln i. W s z y s tk o szło do ślubu. K o to w i z a is k rz y ły się oczy,
oj! b y ł g ło d n y ! g łodnjr ! L ecz p ies m ów i do n ie g o : „K ocie, nie
ró b g łu p s tw a , złap p a n n ę m ło d ą, lecz jej nie zaduś, z resztą spuść
_ 61 się n a m íe “. — H y c — sk o c z y ł k o t i sch y c ił p a n n ę m łodą. T rza
b y ło sły sz e ć i w idzieć ten k rz y k zam ieszan ie i stra c h m yszy,
g d y im się stało ta k stra sz n e nieszczęście.
R o z b ie g ły się n a w szy stk ie stro n y . J e d e n ty lk o p a n m łody
p o k a z a ł g ło w ę z d ziu ry , b y wddziec, co się dzieje z je g o n a rz e
czoną. A le pies rz e k ł: „S łysz ty czarn y , m y ci o d d am y tw oją
n arzeczo n ą i nic jej nie zrobim y, ale idź do k ró le w n y i p rz y n ie ś
nam w ężow ą k o ro n ę, ty znasz tu w szy stk ie k ry jó w k i.“
„ T a k z n a m ,“ rz ek ł m łody „w pończosze królew nej w y c h o
w a ła m nie m a tk a moja, ale do k o ro n y nie m ogę się do b rać, bo
k ró lo w a nosi ją p rzy sobie, a n a w e t g d y śpi, chow a ją do u s t.“
„A co m nie do teg-o", k rz y k n ą ł p ies ro zg n iew an y , „przynieś
k o ro n ę , inaczej b ąd ź zdrów , a z sw oją n arzeczoną pożegnaj się n a
za w sze“.
S ch o w a ł p an m łody o g o n ek p o d siebie i p o b ieg ł. W sz e d ł
do s y p ia ln i k ró lew n ej, patrzy, a tam ich dw oje n a łó żk u : książę
i k ró lo w a spią, a chrapią, aż m iło. P a n m łody z a g lą d n ą ł jej
w zęby, nie m ożna k o ro n y w ydobyć, ale od czegóż rozum V W s a
dził jej w ięc o g o n e k w zęb y i nuż szepotać, k ró le w n a się p rzeb u d ziła
i p o czuw szy w u stach coś ta k o k rą g łe g o , splunęła, a k o ro n a hop
n a ziem ię. Z erw ała się k ró lew n a, lecz nim zaśw ieciła św iecę, już
m ło d y u ciek ł z n ią i o d d a ł ko to w i. P u ścił k o t b ie d n ą m yszkę,
k tó ra ze stra c h u ty lk o zębam i d y g o tała. W y b ie.g n ą w szy stk ie
m yszy, ej! ja k u tn ą m azu ra pi, pi, pi pi, pi, pi, pi, pi. O t b y ła to
ra d o ść! N a w et p su i k o to w i przyniesiono sera, k ie łb a s y i m iodu,
b y się cieszyli.
L ecz one n asy c iw szy się, nie zw lekając dłużej, ru sz y ły w d rogę.
G d y p rz y sz ły n ad rzek ę, w ziął k o t w zęby ko ro n ę, w ylazł n a psa
i p o częły p ły n ąć. W tern zo b aczy ł k o t ry b k ę . Ł akom e kocisko
chciało ją złap ać, w tem k o ro n a w y lec ia ła m u z pyszczka. „Oj
g w a łtu ! “ k rz y k n ą ł, p ies ch c ia ł g o w pierw szej chw ili ze złości
u to p ić, ale w n e t się p o m iark o w ał, n a b rz e g u dopiero d ał m u
łu p n ia, k a z a ł k o to w i w sadzić o g o n do w ody i ta k trzy m ać. N a d
p ły n ą ł szczupak, a m yśląc, że to coś do jedzenia, c h a p n ą ł g o za
ogon. M iau k n ął k o t z bolu, ale p ies w tej chw ili szczupaka za
k a r k i n a b rz eg . T u g o zaraz ro z fa ła ta ł i zn a la z ł we śro d k u k o
ro n ę. N ie d a ł on już jej kotow i, bo chociaż k o t b y ł poczciw y, ale
g łu p i. T a k p rz y b ie g li do J a s ia i oddali m u ją. P o d z ię k o w a ł im
J a ś serd ecz n ie za p rz y słu g ę i u d ał się zaraz do k ró la. K ró l nic
o niczem nie w iedział, a tu Ja ś sk a rż y się p rzed nim na królew nę.
„T o b y ć nie może, ty nie um iesz jej szan o w ać.“ „A d o b rz e “ rz e k ł
Jasio , w ziął k o ro n ę do rę k i i m ówi: „N iech tu p rz y n io są k ró lew n ę
-
62 —
razem z łó ż k ie m .“ Z aledw ie w y rz e k ł te słow a, aż tu o tw iera ją się
drzw i i w chodzi łóżko, a w niem k siążę L o tu só w i k ró lew n a. Ej
ja k p o rw ie s ta ry k ró l k a rb o w a ń c a 1), ja k zacznie sm aro w ać o b y
dw oje, aż p iszczeli z bo lu i ze w sty d u . D o p iero J a ś w staw ił się
za nim i i k ró lo w i kij o d e b ra ł. L ecz cóż? W id z ia ł Ja sio , że k ró
lo w a nie d la n ieg o , a nie c h c ia ł jej zm uszać, b y go k o ch a ła , c h o
ciaż m iał p ra w o do teg o , a ta k ie życie z k ró le w n ą ró w n ało się
śm ierci. Cóż te d y zro b ił? ot w sta ł i ta k rz e k ł do n ic h : „M ó g ł
b y m w as zab ić, sp alić, zniszczyć, lecz cóżby m i z te g o p rz y szło ?
O t żyjcie so b ie lepiej w szczęściu, a ja p ójdę w św ia t za o czy .“
P o s z e d ł i n ie w ró cił już więcej.
Z k o ro n ą sw oją p o sz e d ł do k ró la w ęży i o d d a ł m u ją, a za
razem o p o w ied ział sw e nieszczęście. W ą ż te d y m u rzecze : „M ó
w iłem ci, że p ra w d ziw eg o szczęścia n a św iec ie n ig d y n ie zn a j
dziesz, b ęd ziesz m iał m ajątek i sław ę, ludzie b ę d a ci zazdrościć,
bo n ie w iedzą, że p ro s ty chłop je s t n iera z s to k ro ć szczęśliw szy
od najm ożniejszego k ró la .“
Ż y ł so b ie te d y Jasio w p a ła c u u k ró la w ężow ego w raz ze
sw ym psem i k o tem aż do śm ierci.
Ostrów lwio Sokala.
A ntoni Siewiński.
K ilka szczegółów z wierzeń M u .
Podał S z y m o n G o n e t .
W e w ig ilią B o żeg o N aro d zen ia , po łam an iu się o p ła tk ie m ,
b io rą sześć ceb u l, a k a ż d ą z n ich p rz e k ra w a ją n a dw ie połow y.
N a stę p n ie z k ażdej p o łó w k i zdejm ują w ierzch n ią czerw o n ą sk ó rk ę ,
dalej w yjm ują śro d e k ta k , a b y tylko, je d n a sk ła d o w a część ceb u li
zostala, p oczem w k a ż d ą z ty c h ta k s p re p a ro w a n y c h 12 form ę
łó d e c z k i m ając y ch części w sy p u ją o d ro b in ę soli i u staw iają
w m iejscu an i su chem , an i g o rą cem , a n i w ilg o tn e m np. n a szafie.
R a n o w d zień B o żeg o N aro d zen ia p a trz ą w k a ż d ą łó d eczk ę ce b u li,
co się stało z so lą? (P rz y u k ła d a n iu p a m ię ta ją ró w n ież o za
ch o w an iu liczb o w eg o p o rz ą d k u ty c h cebul). W k tó ry c h ce b u la ch
sól zam o k ła b ard zo , lub się ro z to p iła, te oznaczają p rz y p a d a ją c e
z liczb o w eg o p o rz ą d k u m iesiące m o k re, w k tó ry c h p o z o sta ła sól
su ch ą — suche, a w reszcie w k tó ry c h n ie je s t an i z b y t w il
g o tn ą , a n i su c h ą — m iesiące śre d n ie .
l) karbowaniec, kij karbowany, na którym karbowi (połowi) kopy
znaczyli.
