ea2212168967b2c7ed84c391c5091a63.pdf
Media
Part of Godka / Lud, 1896, t. 2
- extracted text
-
— 43 —
52.
Siedzi pan n a w pokoju,
53.
W spodku grzm i, a w iyrchem sie łysko.
54.
Z am iost nóg mo ć ty ry rogi, a choć sk rzy d eł ni mo — leci, ludziom
rozpow iado. Co to je s t?
,(1sit 4
Siedzi pan n a na przypiecku, m ów i pociyrz po m im iecku. Co to je s t ?
•(u^oyp)
К у с у w ół, na sto gór, na trz y sta go słychać. Co to je s t ?
w ark o ck i mo n a
polu. Co to je s t ?
■(тшэтг м. A.oqoji3j(¡[)
Co to je s t ?
•(ujpsomjsBję).
55.
56.
’( ł O U I Z j r ) )
57.
58.
T rz y konie, o je d n y m ogonie. Co to j e s t ?
'(Ą piA k)
S toi dąb na śro d k u w si, korzenie mo w środku, a g ałązk i u spodku.
Co to je s t?
'(Sou u [ jffej: n [oojnd]
ooTfnd — eizByeS ‘nj[om ojo oz.i^huA. r= oinoz.iorf ‘do^tjo = ąhęf)
59.
P rz y s e d ćw iórnog, przew róciuł trójnogi, p rzy sed dw ojnog, w ybiuł
ćw iórnogi. Co sie to stało ?
•(l3^0i[ jntqjÍAV I J[9IA0JZ0 r r SoufoAVp
60.
P olecioł bystrow idz z b y stro ścią do radości, a ja k nie bedzie obfi
tości, to bedzie po radości, prose księdza jegom ości. Co to sie stało ?
•([етпэшв^Кду] — -urjpog }sof oSfeq. о д )
p o s Æ z jd
=
S o u p ç.iq .
p o ç jA io z .T d
‘^ o î [
=
S o u .i o i a q
<* o il le а.
Т о b y ło ta k :
R o z jed en ch(ł)opok n a w si, k cio ł b y ć k u n iecn ie księdzem ,
a n i e m r a w a 1) by(ł)a z nieg o strasn o i r o z t u r c h о с 2). T a k ja k
sie ta k w dom n n a p iy ro ł k u n iecn ie n a teg o księdza, ta k m atk a
za p ro w ad zi(ł)a go nojprzódzi do je g o m o ścia n a pleb an iją, i je n a
s tra se c n ie p y t a ć 3) jegom ościa, zeby g o nojprzódzi w y eg zam in o w a ł су u n (on) z d a tn y je s t n a księdza, albo nie. T a k dopiro
jegom oś(ć) ja k sie p o p aczu ł n a ta k ie g o śpika, co to ani sie m ył,
an i ceso ł p o rzom nie, ta k se zaro sin k i p o m y slo ł : „pockoj ły k u !
jo eie tu zaroz" w y egzam inuję, ze ci sie roz n a zow sze k siędzem
b y ć o d n iek ce, bo se m ysloł, że to ch o p o k do n icego. A m a tk a
ch o p o k a sto (ł)a i ce k a(ł)a co to z te g o bedzie. T a k d o p iro ś jegom oś
p y ta ją sie te g o ch o p o k a :
— S k o ro ś ty mój kochim y ta k i m ąd ry , co k ce s b y ć księdzem ,
to pow idz m i mój k o ch a n y , co to jes(t) b y s tro ś ć ?
— H m ! b y stro ść — p ad o rezo lu tn ie chopok — to jes(t) coś
ta k ie g o n ib y g'óra w ysoko, a spadzisto, co nikaj n a niom wyliź(ć).
— A jeg-omoś(ć) n a te odpow iedź u sm iech n u ł sie i pado : —
G (ł)upiś ty mój ch o p o k u z tw oją g ó rą, ja k — n ie p rzy m irzając —
’) niezgrabny, 2) u iedbający o siebie, 3) prosić.
_
и —
m (ł)o d y pies. B}^strość to je s t o giń, bo ja k sie g-dzie poli, to ja k
ogiń zacn ie w g ó re bić, ja k sie (ł)u n a zrobi, to jom o p a re m il
w id ać w oko(ł)o, w inc to jes(t) b y stro ść , ale zodno ta g ó ra, mój
k o ch a n y . A le to nic. T ero z m i pow is, co to jes(t) ra d o ś(ć)?
— H m ! radoś(ć) — p ad o n a to ch(ł)opok f u r t re zo lu tn ie —
to jes(t) u ciecha. J a k sie serce rozw eseli, to jes(t) radoś(ć) i ty ła .
— Oj! g (ł)u p to k u ! g (ł)u p to k u — g o d o m u n a to jegom oś(ć)
— i to b ie b y ć k się d z e m ? to b ie ? d y ć ty n ic a nic nie um is.
A m a tk a ch(ł)opoka nic nie godo, ino k iw ie g'(ł)ową, a k siąd z
znow u g-odo d a li: — A b y sie serce roz\veseli(ł)o, to m usi b y ć najp rzó d zi p rz y c y n a . O t w idzis, ja k sie zboże obrodzi, ja k ziorno
dobrze sy p ie, ja k n a d rz ew ak pełn o ja b łe k , śliw ek, g ru se k , ja k
sto d o (ł)y są p e łn e sn o p k ó w , a w so m sie k a k p ełn o ziarn a, to jes(t)
rad o ś(ć), to je s t u ciech a, w te d y sie serce ra d u je . — N ic nie um is
mój ch(ł)opcze, stra sn o z cieb ie z a k u to po(ł)a, ale sk o ro ś tu juz
p rzy sed , a b y eie w y eg zam in o w ać, to ci sie jesce zapytom , co to
jes(t) obfitoś(ć)?
C h(ł)opok se p o m y ślo ł : „trza zacąć z in n y becki. S k o ro sie m nie
k siąd z tak zd rad liw ie p yto, to m u trz a zd rad liw ie odpow iadać,
in acy m nie p sed m a tu sią stra ś n ie z b a b rz e .“ T a k sie k w ilę n a
m y ślili i p ad o : — ano obfitoś(ć) — pad o —• to jes(t) p ełn o zboza
w so m siek ak , po sa d a k p ełn o ow oców , p o la s a k p e łn o jagód,
w sta jn ia k p rz y c h ó w e k w ielg i i w zrób к а к i w cieluchak...
— Oj m ia(ł)a tw o ja m a tk a p rz y c h ó w e k w cie lu c h a k m ia(ł)a,
ja -g e ś ty n a św ia t p rz y s e d ; — p sery w o m u n a to jegom oś(ć),
i o g ląd o sie po k ą ta k za l o g - ą 4), — to ty m yślis ze p o w to rzać
za p a n ią m a tk ą ca ły p ac iy rz g ład k o , to juz w y śtu p a rc y n a księd za?
Ż ebym nie u w o zo ł n a to, zem je sc e b re w io rz a nie sk o ń cu ł, to b y m
eie ta k k ijo sem w ym łuciuł, zeby ci sie eg z am in u odniekcia(ł)o;
„S łu ch ajz e g (ł)u p to k u ! O bfitoś(ć) to je s t w o da, b o ii n ajw ien c y
n a św iecie i w s tu d n ia c h i w rz e k a c h i w m orzach. W sz ę d y ji
pełn o . W id zis ch (ł)o p o k ja k iś g (ł)u p i, i icem k o t co sw ick e ziod,
a po ciem k u sied zio ł ; no ale żeb y ś n i e p i l o k u 5) nie m yśloł,
ze bez p ro sto m zazdroś(ć) nie k c ę eie n a k się d z a p rz y p u ścić, to
ci sie jesce roz za p y ta m , ale juz po raz Ostatni. N am yś(l) sie, bo
in a c y znow u strze lis ja k k u lą w p(ł)ot. H a n o , k ie d y tak , to
p o w id zn o m i co jes(t) b y stro w id z?
C h (ł)o p o k m yśloł ze sie go jeg o m o ś(ć) n a o sta te k B óg w ie
o co zap y to , a tu ta k ie g (ł)upie p y ta n ie us(łjysoł; ta k sie straśn ie
4) laską, 5) tępa głowo.
= 45 zadum oł, i zacon m edyt^w ać^ w cera tu jes(t) p o d r y w k a 6). M e
d y tu je i m ed y tu je d(i)ugo; w reszcie p ad o : — an o ! jo m yślę, ze tu
n ié m a co duzo m arudzić, bo b y stro w id z to jes(t) tak i, co b y stro
w idzi, n ib y mój ta tu ś, co ja k w yń d zie za cha(ł)upę, to w idzi o p ó ł
m ili, су m u k to w lesie kole m (ł)o d y ch św irc k ó w b y d ła nie
pasie.
A tu ja k jegom oś(ć) nie sk o c y do cho p o k a, ja k go nie lunie
po k ark u .
— Co ty ośle, będzies ojca sw eg o do k o ta p rz y ró w n o w a ł !
A cw o rte p rz y k o zan ie, ły k u za traco n y ! to tak ie m os u san o w an ie
p sed ojcem ?! B y stro w id z to jes(t) kot, bo w nocy w idzi, rozum is
m nie p o k ra k o w ć i u r n o s к o 7j ! — i nuże n a chopoka, a m a tk a
ja k nie sk o cy do syna, ja k sie nie przy m ierzy , ja k g-o nie bęcnie
bez p lecy , aze zad udnia(ł)o, — T o b ie p a l i č e m 8) w nosie d ł u
b ać, ale n ie k sięd zem d o s t a ć 9) p s i o n o g o ty jedna.
C h(ł)opokow i w o cak św icki s ta n y ły , po ca(ł)ow oł jeg o m o ścia
w rę k ę i w ysed, a za nim bez ca(ł)ą drog'e m a tk a g o p o stu rk o w a(ł)a, i o j)cie c w dom u ja k się o egzam inie dow iedziół, to rę k i
n ie za(ł)ow oł.
A no, ch (ł)o p o k d o s t o ł w dom a p sy g o sp o d arstw ie, ale
serce go o k ru te c n ie n a jeg o m o ścia bola(ł)o, i tylko n ad tém przem yśliw oł, ja k b y tu p o m ste jak o m w yw rzyć za ty n egzam in.
N a reście roz, ksiądz p ro b o sc odm ow io sobie brew ijorz n a
g o n k u p rz ed jjle b an ią, a tu p rzy stęp u je do niego ten som ch(ł)opo k , zdejm uje n isk o copke, k ła n io się i p a d o dopiro:
— P o le c io ł b y stro w id z z b y stro śc ią do radości, a ja k nie
będ zie obfitości, to będzie po radości, p ro se k sięd za jeg-omości.
— Co? co? ty g o dos p o n i t r z e 111)?
— W id a ć ze jegom oś(ć) z a b o c u ł 11) o n asy m egzam inie,
sk o ro m nie nie rozum í. P rze ciec g-odom ja k sie p atrzy , i ja k nie
b ed zie duchem obfitości, to bedzie po radości.
— Idze śp ik u z a tra c o n y ze sw ojem i zag-odkam i g d zieś sie
zab ro ł, abo g'odoj w yraźnie, bo ja k eie p rz e s k ro b ie p a l i c ą 12), to
ci sie eg zam in przypom ni.
— H a n o ! sk o ro jegom oś(ć) mo tak o m k ro tk o m pam inć, to
m u m use objaśnić. Т о ї i : 13) b y stro w id z, to jes(t) kot; z b y stro ś. ią
to jesft) z ogniem , (bom m u do o g o n a przyw donzoł w iecheć s ło ..i /
zapolony), p o lecio ł do radości, to jest do sto d ó ł k sięd za je g o
6( zasadzka, 7) djabelska, 8) palcem,
9) zostać, ’"j powsinoga, 11) zapomniał.
i:!) laską,, T3) właśnie.
46 m ości, a ja k nie będzie obfitości, to je s t w o d y , to b ęd z ie po r a
dości, b o sie sp o lą sto d o (ł)y i zboze k się d z a jegom ości.
— O ! ra ju B o sk ie św ięte ! — zaw o(ł)oł jeg-omoś(ć), a tu
z d achu stodo(ł)y f u —f u—fu! og iń b y ł już n a w iy rch u , i nie pom óg' ra tu n e k , bo sie w szy ćk o do i m e n t u 14) spoli(ł)o.
U p ły n y (ł)o od te g o casu p o re dni, roz, ja k m a tk a teg o
ch(ł)opoka sła k o l e15) p leb an ije, ta k ją ł zaw o(ł)oł do sieb ie jeg o m oś i p ad o do ni ta k : — w aseg o c h o p o k a m ożecie już tero z
o d d ać do sk ó ł, sk o ro sie ta k stra śn ie n a te g o k się d z a n ap iy ro .
M nie sie w idzi, ze jo sie n a nim p rz y eg zam in ie nie poznoł.
N o i o d d ali te g o c h o p o k a n a k siędza, no i dw ie d ziu rk i
w nosie, i sk o ń cy (ł)o sie.
Bajka o dziesięciu braciach ’.
P e w n y g o sp o d a rz m iał dziesięciu synów , z k tó ry c h n a jm ło d
szeg o n azw an o w ro d z eń stw ie „ K o z io łk ie m .“ W sz y s c y p o m ag ają c
ojcu, zajm o w ali się p ra c ą g o sp o d a rsk ą . R a z u jed n eg o w czasie
sian o k o su , w y s ła ł ich ojciec n a łą k ę d la iej sk o szen ia i z e b ran ia
siana. S k o sili łą k ę i w y su szy w szy traw ę, złożyli w k o p y , k a ż d y
sk ład ają c po osobno. T a k zrobiło się k o p dziesięć, z k tó ry c h d zie
siąta, w edle sił K o z io łk a , b y ła najm niejsza. M ieli oni z so b ą k lacz
ojco w sk ą, k tó rą n a n o c p u ścili n a sk o szo n ą łą k ę p o m ięd zy kopy,
ja k się to zw y czajnie czyni b ez szk o d y siana; g d y ż k o n ie m ając
żio lo n ą traw ę, n a su c h ą z g o ła się nie k w ap ią. T u je d n a k n ie p o
ję ty m sp o so b em stało się p rzeciw nie. K la c z żarło czn a p rzez noc
zjad ła w szy stk ie dziesięć k o p sia n a z w ielk iem p o d ziw ien iem
i żalem k o sarzy. Cóż b y ło ro b ić? sta ło się ! O jciec niem niej tem z d a
rzeniem zd ziw io n y i zrazu n iech c ący w ierzyć, z d a ł się n a św iad ectw o
sw oich d ziesięciu synów , i p rz e s ta ł n a sam em p o ż a ło w a n iu straty .
T y m czasem k lacz p o k a z a ła się zrzeb n ą i po zw y czajnym
p rz e c ią g u czasu, p rz y p ro w a d z iła dziesięcioro zrzeb iąt, z k tó ry c h
d ziesiąte b y ło n ajd ro b n iejsze, a w sz y stk ie b y ły o g ie rk i. H o d o w a ły
14) do szczętu, 15) koło.
‘) Bajka ta została spisaną około 1830 r. w powiecie Poniwieskim
w gub. Kowieńskiej i nadesłaną dla ,,Ludu“ p r z e z p . Jana W itorta. Żeby
zachować jej pierwotny charakter, zatrzymane zostały tak język jakoteż
pisownia oryginału.
