5a856d6897a208e580febef6c5b15059.pdf
Media
Part of Rozbiory i sprawozdania, cz.1 / Lud, 1896, t. 2
- extracted text
-
A ja k doktór nie przyjedzie,
To jedź po pana,
A ja k i pcáu nie przyjedzie,
Przyjezdzaj sama.
74 —
I ustáw mi nowe łóżko,
W nowéj komorze,
Przytulze sie sama do mnie,
To mi pomoże.
R O Z B IO R Y I SPR A W O Z D A N IA .
Dr. G. Biatt, k. k. G y m n a sia lp ro fe sso r. K l e i n e B e i t r .ä g e
z u r ŠT a v i s c h e n L a u 11 e h r e v o n . . . I. Ü b e r ¿ p a r a g o g i e u m ,
v o r z ü g l i c h i n d o n- M u n d a r t e n d e r p o 1 n i s c h e n S p r a c h e. II.
E i n i g e s z u r E p e n t h e s i s , w Sprawozdaniu с. к. gimnazyum w Brodach
za rok 1895, str. 29 і 2 ni.
W pierwszej z wymienionych rozpraw traktuje ал tor o t. zw. к paragogicuin, które w niektórych narzeczach poi. używa się przy zaimkach nie
określnych, up. ktosik, jakisik i w większej mierze pizy przysłówkach, np.
tamok, dzisiak itp. 'Właściwość tę porównuje z greek, нрєі'/л-отл/мі', cho
ciaż przyznaje, że zachodzi pomiędzy tymi językami pewna różnica, która
polega na tom, że w języku poi. dodatkowy ten dźwięk przy za im
kach ma pewne znaczenie, którego grećkie n nie ma, powtóre, że właściwość
ta języka polskiego je st wytworem stosunkowo młodym, podczas gdy w j ę
zyku greckim znaną już jest w najstarszym zabytku piśmiennym ; pokrew ień
stwo natom iast pomiędzy nimi zasadza się na tein, żo w obydwu językach
obydwa dźwięki w znacznej liczbie wyrazów używają się bez wszelkiego
znaczenia i że w odnośnych wyrazach mogą zachodzić lub też opuszczać się
Wyliczywszy przykłady, w których dodatkowe к się używa w niektórych
narzeczach, mianowicie, ziemi krakowskiej, str. 4 - 1 0 ,
tlómaczy autor
w II. rozdziale jego pochodzenie, str. 10 — 18 On wychodzi z tego słusznego
założenia, że dźwięk ten musiał mieć w pewnych kategoryach gramatycznych
odpowiednie znaczenie, od których z biegiem czasu dostał się do innych na
drodze zwykłej analogii, w któryoh znaczenie to już za ta rte zostało. Jako
źródło, z którego .zjawisko to wypłynęło, miały być wyłąeznie zaimki nieokreślue togo typu ja k k t o k o l w i e k itp. z przyrostkiem — w i e k , z a
miast którego w dawniejszych zabytkach używają się inne w tym gienetycznym związku: k o l e , k o l i , k o l w i e , k o l w i e k . F orm a z dodatkowym
к ( - Wiek):; pojawia się najwcześniej w zabytku pod koniec 15-go wieku,
chociaż w 16-tym użycie jego je st jeszcze stosunkowo dość ograniczone. Na
podstawie tego faktu twierdzi słusznie autor, że dźwięk к w tym przyrostku
je st późniejszym dodatkiem do dawniejszego — w i e , który ma być 3 os.
1. poj. zamiast stsłow. v ö s t h seit, z czem porównać można takie wyraże
nia greckie ja k пр. п щ o íd ’ omog, lub łać. n e s c i o q u i s = quidam.
Na tej drodze dostał się dźwięk ten dalej do zaimków nieokrednych
typu k t o s i - к a od tych do przysłówków. Co się tyczy jego pochodzenia,
to źródłem jego, według autora, jest zaimkowy element ko, który zachodzi
w stsłow. k ^ j i był znany w staropol. języku w postaci ki a nawet je st
także w użyciu dzisiaj w ludowych narzeczach, szczególnie zaś w przysłów
kach od zaimka tego utworzonych, j a k k i e j zamiast k i e d y , str. 15 nast,
-
75 —
Kwestye tego rodzaju, ja k ą jest obecna, należą do bardzo trudnych
i w większej liczbie przypadków nie przekraczają granic hipotez. Jeżeli
jakie zjawisko językowe ma być uważane za proces wywołany przez czynniki,
czy to wewnętrzne czy też zewnętrzne, wówczas musi ono być ogólne a przy
najmniej obejmować w równej mierze pewną kategoryę gramatyczną, powtóre
czynniki wpływające na jego powstanie muszą dać się ująć vv pewną normę,
stanowiącą prawo jego egzystcncyi. T ak widocznym jest ten związek np.
przy t e n , na które autor się powołuje str. 14, a całym szeregu pod jego
wpływem powstałych form, ja k np. stpol. j e n , npol. k a ż d e n , k t ó r e n
itp. w których analogia czynną jest w zakresie pewnej kategoryi począwszy
od najdawniejszych czasów języka polsk. w stosunku progresywnym, t. j.
zataczając coraz szersze kręgi wśród tego samego obrębu form zaimko
wych. Tymczasem przy /с paragogicznem tego nie ma w czasach dawniej
szych, gdyż dźwięk ten występuje dopiero w ostatnim stndyum języka pol
skiego, dalej egsystencya jego ograniczoną jest do kilku tylko przykładów
zaimków nieokreślnych, przy których znaczenie jego jest widoczne, a terytoryum jego użycia je st również nadzwyczaj nieznaczne, gdyż poza ziemię
krakowską nic wychodzi, przynajmniej autor tego nie wykazał, choćby to
należało uczynić na podstawie wydanego dotychczas materyalu etnograficznego.
Mając to na uwadze, trzeba raczej w zjawisku tern upatrywać proces fone
tycznej natury, albo przyrostek ho, który przekroczył pierwotne granice
swego użycia form imiennych, wciągając w zakres swego wpływu formy
zaimkowe a następnie i przysłówkowe.
W drugiej rozprawie, str. 19 —29, porusza autor wsuwkę dźwięku (/)
przed końcowem n, które (ń) następnie ginie, np g r z e b . ’ ó j zam. grze
bień, j e l é j zam. j e l e ń , k u ój zam. k o ń itp. Zjawisko to ogranicza się
również na niektóre tylko narzecza krakowskie, przynajmniej tylko te
uwzględnia autor i ma się opierać jako na swym pierwowzorze na formach
typu k o j ń , zachodzących w narzeczu szczawnickiem. Dźwięk j miał się
wywinąć z dźwięku miękkiego ń zębowego w ten sposób, że „palątulizacyą
dźwięku ń poprzedza zamknięcie się artykulacyi organów mowuych'1 i to
pod wpływem akcentu poprzedzającej zgłoski, str. 22, np. od p l e b a ń s k i
gkutkiem takiej wymowy dźwięku ń powstało p le b a -/-uski a na tej wreszcie
p l e b á j s k ’ i , str. 24. Pominąwszy fizyologiczne wywody autora, który wi
docznie malo obeznany je st z fizyologią, zjawisko poruszone przez niego
je s t ciekawe z tego względu, że w nim mamy niejako klucz do wyjaśnienia
takich procesów językowych, ja k n i e g o i j e g o , n a ń d ę zam. n a j d ę ,
w czesk. m n ě s t o zam. m ě s t o itp., zob. Marko w Archiv f. slav. Philol,
XIV., str. 94 nasi. Również formy, które zachodzą w niektórych stpol.
zabytkach, jak np. w s t a y n Bibl. szar. 15 a, 34 a, d z e y n 41 a itd,, o k a
zują się jako rzeczywiste a nie błędne, ja k to zwyczajnie się twierdzi, m a
jące poparcie w żywej wymowie dzisiejszych narzeczy polskich. A . K alina.
*
*
*
Dřevěné stavby starobyle roubené a lidový nábytek
v s e v e r o - v ý c h o d n í oh Č e c h á c h . K r e s l i l a s e s t a v i l J a n P r ou
š e k . V P r a z e . K n i h t i s k á r n a . F. Š i m á č e k . N a k l a d a t e l e . 1895.
4" str. 25, tablic 35 (Cena P80).
(D rew niane b u d y n k i daw ne ciesielskie i ludow e sprzęty w północnow schodnich C zechach).
— 76
W roku pamiętnej w y sta w y ludoznawczej w P radze, ukazała się
rzeczona praca, k tó r a j e s t znam ienitym przyczynkiem w dziedzinie etno
grafii czeskiej.
Słowami r Českému národ u uchoval rázovitosť lid se ls k ý “ (czeskiemu
narodow i zachował właściwość lud wiejski) zaczyna autor sw ą pracę
ozdobioną licznymi r y su n k a m i w tekście, oraz dodanem i tablicami osobnemi. Z każdego u stępu wieje ta w ielka miłość lu d u i jego budowli,
k tó r a nakłoniła autora z zaw odu artystę-m alarza do pracow itych studyów
budow nictw a wiejskiego. Od dziesięciu la t ukaz y w ały się obrazki autora
po największej części w czasojnśmie „Světozor“ , k tó re w yobrażały w idoki
z w iosek i miasteczek czeskich z okolic T urnow a. Zebrało się tego sporo,
a z dopełnieniem z t e k au to ra złożyła się praca rzeczona. Ogólne poglądy
na rozmaite budowle j a k chałupy, m łyny, bramy, w rota, ta rtak i, kuźnie itd.
z uwzględnieniem ich zalet krajów idoku, dalej szczegółowe w yobrażenia
w n ę trz a chałupy, sprzętów, drobnostek w zestaw ieniu b u d y n k u j a k szczy
tów, slupów, tram ów itd. w y pełniają głów nie dzieło P rou ska. Część
obrazkow a obrobiona jiracowicie i sum iennie w y zy sk u je k ażden szczegół
w czeskiej chacie.
Opis poprzedzający tablice podaje zwięźle i tr e ś c iw ie , co dotąd
ukazało się w literaturze o czeskiej chacie i uw zględnia lite ra tu ry obce,
słowiańskie. J e s t również w zm ianka o budow nictw ie na P o d h alu W ł.
M atlakowskiego i o przy c zy n k ac h w „L u d z ie“ K o lb erg a i w e „W iśle.
(Alitor popełnił tu m ały błąd, mieniąc „ L u d “ czasopismem redago w anem
przez Kolberga).
M a tery ały zebrane z górnego i dolnego Pojizerza, z P odjesztiedia
i z P odkarko nosza mieszczą nietylko budow le wiejskie, lecz i w miastecz
kac h zachowane radnice, dzwonice. J e s t tu również słownictwo b udow n i
ctw a Głow nem znamieniem ch a ty czeskiej j e s t szczyt ta k zw ana „lomen ic e “, dalej ład n e galery e zw ane .pawlaczami lub besídkami. C haty b y
w a ją piętrow e nieraz z częścią m uro w an ą w przyziemiu, k r y te gontam i
lub z d odatkiem strzechy słomianej n a nich. B u d y n k i w m iasteczkach
m a ją podsienia przypom inające żywo nasze polskie. Osobno opisuje autor
w n ętrz e ch a ty z je j urządzeniem. Zwłaszcza ozdobne b y w a ją ze sprzętów
szafy malowane, któ re przypom inają sty l barokowy.
A teraz rozważyć w y p ad a je szcze sto sunek budow li czeskich do pol
skich na. podstaw ie dzieła P ro u sk a . P rz e d e w sz y stk ie m uderza podobień
stw o ch aty tatrzańskiej na P o d h alu do chaty czeskiej z północno-wscho
dnich Czech. J e d n a k j e s t to tylk o odległe podobieństwo. Szczyt nasz
b y w a więcej stromy, dalej w niższej części d ach u znachodzi się załamanie
pod k ątem . W naszych ch atach w y su w a się naprzód belkow anie stropu
ta k w y b itn e i znamienne, czego b r a k w czeskich. R ozm iary b u dynk ów
czeskich b y w a ją znacznie większe, g d y nasze złożone z d w u izb, sieni
i komory. Z e sprzętów stół, ła w y i listw a (półka) praw ie zupełnie są
je d n ak ie , stołki też podobne, lecz łóżka, kolebki odmienne, a szafy zgoła
u nas nieznane. Je ż e lib y można przyrów nać budow nictwo nasze i czeskie
do stylów, do k tó ry c h p rz y w y k ł w zrok ludzki, to wówczas nasze budowle
zbliżałyby się do gotyku, g d y czeskie do baroka. Mówię tu tylko o b u
dowlach wiejskich, bo m iejskie są bardzo do siebie podobne. T a k nasze
j a k czeskie miasteczka m a ją wieże w .r a d n ic a c h , dzwonicach z baniam i
n a kształtach barokow ych wzorowane. W y b i tn e w m iasteczkach ta k n a
— 77 —
szych j a k czeskich są podsienia, które są właściwością wogóie, a w yo
braźnia nasza nie inaczej p rzedstaw ia sobie daw ne budowle naszych p rzod
ków j a k z podsieniami. J a k z porównania naszych budowli z czeskiemi
widać, istnieje wspólność ogólna słowiańska, a bardzo zajmującemby było
przeprow adzenie porównania z całem budow nictw em słowiańskiem. W ó w
czas pokaże się niewątpliwie, że sposób budow ania nie j e s t dowolny, że
istnieje tu pod staw a duchowa wspólna szczepowi słow iańskiemu z w y
odrębnieniem narodow em i że można myśleć o w skrzeszeniu stylu polskiego
na zasadach rodzim ych ludowych, j a k tego zadziwiające dowody widać,
w Zakopanem. O ile je d n a k chata polska na P od halu j e s t opracowana
dzięki pracom nieodżałowanego ś. p. W ł. Matlakowskiego (w w y danem
„B u d o w n ictw ie“ i w mającej się ukazać „O rnam entyce ludowej na P o d
h a l u “ I, o tyle nietkn ięte są b udy n k i w miasteczkach polskich, stare k o
ścioły drew niane, lamusy, dworki, pomijając drobne przyczynki po pi
smach obrazkowych rozprószone. A budynków tych coraz mniej, ogień
i czas niszczą, czemu mogłoby zapo biedź z korzyścią dla w iedzy t a k roz
szerzone am atorstwo fotograficzne skierow ane k u tej rzeczy.
A utor dzieła, serdeczny przyjaciel Polaków, którego miałem sposo
bność prowadzić po T a tra c h i w Zakopanem, nie zapomniał o polskich
górach i w p rac y swojej podaje za wzór do naśladow ania w Czechach
staw ianie bu dynków , j a k w ill i dw orków ozdobnych po letniskach w stylu
ludowym, oo się dzieje w naszem Zakopanem.
Dziełem swojem przysłużył się dzielnie autor czeskiej literaturze
ludowej, a możnaby tylko jed no pracy tej zarzucić, że za mało uw zględnia
ustrój cha ty czeskiej, to j e s t jej konstrukcyę. W ów czas zyskałaby więcej
w artości praktycznej, w czem odznacza się B udow nictw o Matlakowskiego
używ ane przez cieśli ta trzań s k ich w czasie roboty.
Dr. Stanislaw Eljasz-Radzików ski.
*
-X -
*
Tovaryšstvo.
Sbor ní k l i t e r á r n y c h prác. V s t o r o č n ú
p a m ä ť p r v é h o „Učeného S l ove ns ké ho T o v a r y š s t v a “ založil
a z p o m o c i p r i a t e ľ o v s l o v e n s k e j s p i s b y v y d a l F r. R i c h a r d
O. s v a l d . II. V R u ž o m b e r k u . T l a č o u k n i h - 11 a č i a r n e K a r l a
S a l v u . 1895 str. 318 i 1 nl.
Naród słowacki znajduje się w warunkach nieprzyjaznych rozwojowi
literatury z powodu bezwzględnego prześladowania przez Madziarów i za
przaństwa stanów wyższych. To też każde wydawnictwo następuje tylko ze
znacznym wysiłkiem ludzi, kraj miłujących.
Omawiane „Tovaryšstvo“ je st księgą zbiorową już drugą z kolei wy
daną na pamiątkę stuletnią założenia pierwszego towarzystwa naukowego
na Słowaczyźnie. Przedstaw ia się okazale tak pod względem typografic/i > m,
ja k również co do treści objaśnionej tu i ówdzie rysunkami
Zawiera
rozmaite rozprawy historyczne, etnograficzne, żywoty zasłużonych pisarzy
słowackich, też poezye i przekłady z języków obcych. Wszystko odnosi się
prawie do własnego kraju , zebrane przez ludzi gorliwych, należących do
katolickiej części Słowaków, też wielu księży, z których przeważnie sk ła
dało się ongi pierwsze towarzystwo naukowe.
-
78 -
Żwl-ócę uwagę tylko na to rozprawy, które mają związek z ludoznawstvvcrn i rzeczami polskiemi.
F r. Y. S a s i n e k w rozprawie „ K a r p a t y a T a t r y “ zastanawia
się nad granicą madziarską w okolicy T atr w wieku X. i XI. Słusznie
sprzeciwia się rozciąganiu nazwy T a tr na cale Karpaty, ja k to czynią p is a
rze czescy i morawscy. Dalej wykazuje, że granica między posiadłościami
Madziarów a Czechów, późnie zaś za Bolesława I. Wielkiego Polaków,
szla daleko na południe od Tatr. Mianowicie granica ta ciągła się od
brzegu Dunaju naprzeciw Ostrzyhomiu ku miastu Jagru, stąd ku średniej
Cisie i wzdłuż rzeki Topli ku Slanhradowi (Sóvár). Nie rzeka Morawa, ja k
błędnie pisze (w w. X III.) bezimienny pisarz króla Beli IV, stanowiła
granicę między królestwem czeskiem a Węgrami w połowie wieku X., ale
średnia Cisa. Wówczas „Slovensko“ czyli Słowaczyzna. zwana prowiucyą
Poważską (provincia Vagi u Kosmasa, Vagivareja czyli B a y /ß a g e icc u cesarza
K onstantego Porfirogenity) w szerszem znaczeniu aż do średniej Cisy, nale
żało pod panowanie k ró 'a czeskiego Bolesława П., a od roku 999 przeszło
pod berło naszego Bolesława I. Wielkiego. Zestawiając podania pisarzy
rozmaitych, wykłada Sasinek, že. około Małych K a rp a t w okolicy źródeł
Wisły, które to góry między Morawą a Węgrami zowią „ B i e l a H o r a “ ,
trzeba szukać B i e l e H o r v a t s k o czyli B i e l e U h o r s k u albo H o r n é
U h o r s k o , zwane też B i e l a C h o r b a c i a lub B i e l a H o r v a c i a .
Na
południe leżało Č i e r n e czyli D o l n é U h o r s k o , gdzie dopiero zaczynało
się państwo madziarskie.
K ró l Stefan 1. święty, chciał wyrwać Słowaczyznę czyli to Biele
Uhorsko z rą k szwagra swojego Bolesława I. Wielkiego, króla polskiego,
ale porażony, musiał poprzestać na granicach po Cisę i Dunaj. Jeszcze po
śmierci Bolesława I Wielkiego, gdy już Słowaczyznę zagarnęli Madziarzy,
królowie polscy przecież tam wykonywali jakieś opiekuństwo.
Stolicą tej Slowaczyzny była N i t r a o której znów opowiadają n a
stępne roz rawy. O biskupstwie w Nitrze pisze ten sam F r. V. S a s i n e k .
gdzie dowodzi, że Markomani pisarzow rzymskich są to Morawianie. O N i
trze pod względem dziejowym i topograficznym rozprawia J. К om p á n e k .
Już w I i. stoleciu rozszerzało się chrześciaństwo nad Dunajem wśród Sło
wian, które św. Metody zastał.
Z pośród opisów rozmaitych osad, które obejmują następne rozprawy,
zawiera ciekawe szczegóły opis wsi M o t y c z e k , podany przez Р . П .
Motyczki leżą niedaleko miasta Starych H or w okolicy sławnej k o p a l
niami. Urywki z „H istoria domus“ fary Motyczańskiej opowiadają co n a
stępuje : Było tu przed r. 1746 tak zwane „ M o r s k i e o k o “ , jezioro nie
zmiernej głębokości, na wierzchu którego często widać było szczątki wielkich
łodzi i z morskich kości, bo wierchy te zdziałało dawno morze. Prawdopo
dobnie te cząstki łodzi rozdruzgotanych falami morskiemi, były zaniesione
tutaj skrytym otworem podziemnym, ja k to na kieżmarskich Karpatach
temu podobne objawy aż do dziś widzimy. Jezioro to r. 1746 z rozkazu
podkomorzego bar. Mitrovskiego zostało zasypane skałami i drzewem i wy
równane.
Jest tu też jaskinia ku Donovalom nad Mistrikami położona, zwana
„Prašivá ', odwiedzana niegdyś od Czechów i Morawców. Ja k Włosi wierchy
Karpackie zwłaszcza koło Preszowa zwiedzali, a z podziemnych przechodów
im tylko samym znanych największe bryły złota, srebra i rozliczne drogie
-
79 -
kamienie wynosili, tak ci około Prašivej znachodzili bogate i drogie
kruszce Połówkę bogactwa swego dali pewnemu Baltazarowi Mistrikowi,
który ich zdybał przy tem grzebaniu w nocnej dobie. Ten wyjawił to swo
jemu synowi Janowi, który do wieży motyczańskiej sprawił dzwonek u m a r
łych. Prawdziwość tego polega na wiorogodnych słowach Ja n a Mistrika,
który opowiedział o tem spisującemu dzieje fary motyczańskiej. Oba podania
mają wartość dla nas, bo powtarzają się również w Tatrach.
W opisie В u d a t y и a , osady i zwalisk zamku, leżącego nad Wagiem
naprzeciw Żyliny, przez J. S. R e k a , znachodzi się podanie o topielcu,
zwanym tu ,.u t o p e e “'. W miejscu ujścia Kisucy do Wagu istnieją wiry,
zwane „budatynske k r u tid lo “ (kręcidlo).
Było raz, że jeden Eisuczan wiózł towary do Żyliny, a stąd wracał
próżno. Kolo Krasna zjawił się jakiś pan i pyta .dokąd jedzie. Gdy się do
wiedział że na S tarą Bystryeę, nuż prosić, aby go wziął. Ja d ą pomalu
a rozmawiają. W oźnica pyta, skąd j e s t? pan nic, tylko zagadał rozmowę
i jechał dalej. Kiedy już przyjechali pod skały ku Klubinie, gdzie jest
„Vaňové pleso“, ten pan zmienil się całkiem. Oczy mu poczęły zielenieć,
w miejsce szat jakaś kora, woda z niego poczęła kapać. Woźnica oczy wy
trzeszczył, chciał krzyczeć, uciekać. Ale topielec mu powiedział : — nie bój
się, nic ci nie zrobię, jeszcze ci wynagrodzę, żeś mię odwiózł. Wiesz, gdy
przyjedziemy ku ,,Vaňovému plesu“, tam stań, zejdę, a więcej ranie nie
ujrzysz. — A ktoś ty ? pytał woźnica — Topielec z kręcidła budatyńskiego,
(utopec z krutidla), a idę przez żonę. Zwiódł mi j ą topielec z Vaňovego
plesa, uciekła ż nim, toż idę przez nią. Kiedy zniknę w wodzie, patrząj,
co się stanie. Nastanie zapas. Pokąd się będą wody biało pienić, dotąd
stój, topielec z Vaňovego plesa będzie zwyciężać. Ale gdy się prądy za
czerwienią, wtedy go przemogę ja, wtedy już uciekaj.
Stefan
Truchlj
podaje o p is: „ P o d h a l a n i n a P o d h a l e .
(P o ľ s k i h o r a l i t a t r a n s k í " ) , str. 1 57— 1 6 6 . - Rozprawę tę przejrzałem
jeszcze w rękopisie, opatrzyłem ją przypisami i udzieliłem materyalów do
rysunków, które ją objaśniają. Trucklý zajęty przy odkrytych pokładach
węgla na Orawie pod Tatrami, miał sposobność poznać część Podhala nad
Czarnym Dunajcem i dolinę Kościelisk. Opis jego głównie tedy odnosi się
do tej części Podhala, leżącej na uboczu od prądu podróżniczego, więcej
jeszcze pierwotnej i z tego powodu, choć wierny, nie może w zupełności
wyobrażać właściwości całego Podhala. To też mieszczą się tam — zdania
takie, że niema może gaździny jednej na calem Podhalu, coby umiała chleb
upiec, bo jedzą tylko mpskale (placki owsiane). Pomijając je dnak te niedo
kładności i pewną przesadę- .w .odmalowaniu nędzy ludu, który właśnie od
znacza się zapobiegliwością, a lubi biedzić i narzekać, co pewnie uwiodło
autora, — na ogół biorąc, opis . to dobry i barwny.
Obrazki przedstawiają wypływ z pod Pisanej, widok na Zakopane
z Gubałówki, Morskie oko, budynek gospodarski i górali, zaprzęg góralski.
Jeszcze dwie ważne rozprawy obejmuje „Tovaryšstwo“ napisane przez
A n d r z e j a K m e ť a , proboszcza w Prenčovie, wielce zasłużonego myż.i,
zajmującego się botaniką i starożytnictwem w Honcie. Mianowicie: „ S t a
r o ž i t n o s t i v H o n t e ‘v i ocena dzieła czeskiego D ra Niederle’go „Lidstvo
v době predhistorické“. W stolicy honciańskiej ważne powydobywano za
bytki przeddziejowe, których większą część odgrzebał A. Kmeť. Popielnice
gliniane, czary bronzowo, naramienniki, jakieś pieniążki gliniane, wyobrażają
— 80 tystinki z zabytków dobytych z grobowisk, które złożono w muzeum słowackiem w Turczańskim Swatym Martinie. Popielnice mają, kreski faliste uwa
żane za znamię niewątpliwie słowiańskie. Wśród opisu nalezisk je st wzmianka,
że w Dolnym Badinie i w Solcu leżą na wierszykach jeziorka tak zwane
„ m o r s k é o k á “ . — W poszukiwaniach zwracał uwagę Kmeť też na na
zwy miejscowe, bowiem nieraz naprowadzają na ślad obfitych wykopalisk.
Ocena dzieła D ra Niederlego o ludzkości w dobie przedhistorycznej
jest obszerną rozpraw ą objaśnioną rysunkami, któ ra nietylko omawia to
dźielo, ale dopełnia i pomnaża zabytkami słowackimi.
Na południowej stronie T a tr. Spiż dostarczył wiele wykopalisk pięknych,
w okolicy miasta Wielkiej znalazł się też t. zw. skarb, a w nim bronzowe
miecze ładnie zachowane. Także na Orawie i Liptowie tu i owdzie wyko
pano zabytki przeddziejowe. P o naszej stronie T atr najbliżej znaleziono
podobne wykopaliska dopiero nad Szlachtową koło Szczawnic (P aw li
kowski r. 1840).
Z literatury pozbierał wzmianki o náleziskách przeddziejowych p r a c u
jący nad bibliografią słowacką z wielką pilnością p. L u d ó w i t R i z n e r ,
które K m e ť przytoczył w swojej rozprawie. Poszukiwania starożytnicze gor
liwych Słowaków mają wielką wartość i z niemi musi się dzisiaj liczyć na
uka o człowieku przeddziejowym.
Dr. Stanisław Eljasz-Radzikow ski.
Ці
*
:}:
P o h l e d y do Li t v y . P o d á v á E d w a r d J e l í n e k . V P r a z e ,
1895. 8 '1 str. 129.
A utor, serdeczny przyjaciel Polaków, stara się poznać osobiście całą
Polskę, wybierając kolejno pojedyncze jej części, a wynikiem tych wycieczek
bywają opisy, ja k świeże „Pohledy do L itv y “.
Działając w myśl zasady „poznajmy się“, podaje swym rodakom sposo
bność wejrzenia w nasze stosunki. J a k zazwyczaj, tak i w rzeczonej pracy
Jelinek wyzyskuje sumiennie nasze źródła, w czem mu pomaga doświadczona
znajomość polskiej literalury i żywe stosunki z Polakami.
W opisie Litwy przewija się wszystko, co do nabrania rzetelnego p o
jęcia o niej potrzebne. Sześć rozdziałów obejmuje pogląd w przeszłość,
litewskie pogaństwo, o języku litewskim i ruchu na polu oświaty, ze wsi,
kraj i miasta oraz końcowe uwagi.
Całość czyta się z zajęciem, tyle szcze
gółów zajmujących pozbieranych w obraz barwny. Lud, jego znamiona, zwy
czaje, mowa, doznały również należytego uwzględnienia. Nowe zdobycze
etnografii litewskiej też nie obce autorowi. Treść objaśniają widoki miej
scowości, które powiodło się autorowi zyskać z dawniejszych opisów. O wi
doki Litwy wystarać się, należy do trudności, ta k wogóle mało te strony
pod względem obrazkowym opracowane.
Autorowi należy się uznanie za tak pouczającą pracę o Litwie, a po
dobny opis dla szerokiego ogółu polskiego przydałby się i u nas,
gdzie
sztuczne granice dzielnic stawiają
zaporę wzajemnemu poznaniu się.
Dr. Stanisław Eljasz-Radzików ski.
— 81 E dward Jelínek. Listy o rzeczach m o r a w s k i c h pisane
p r z e z C z e c h a . W K r a k o w i e 1894. O d b i c i e z „ C z a s u “ . S 11 str. 59.
Morawa to „terra incognita* dla czytelników polskich, ja k mówi a u
tor. W szeregu listów stara się zapoznać ich z tą, dawną ziemią czeską, bo
gatą w szczegóły etnograficzne, z ludem odzianym tak różnorodnie, a z a
chowującym zwyczaje i pieśni stare, zatracone już w samych Czechach,
dziwnie spokrewnione z polskiemi.
Morawa posiada wielkie znaczenie też dla naszego Indozhawstwa,
a szczególniej na Szląsku i na góralszczyźnie beskidowej i tatrzańskiej.
*
Dr. Stanisław Eljasz-RadzikowsM,
A
Ý
К. Potkański. P o s t r z y ż y n y
u Słowian
i Germanów.
W K r a k o w i e , n a k ł a d e m A k a d e m i i U m i e j ę t n o ś c i , 1895. (Oso
bne odbicie z tomu X X X II, Rozpraw Wydziału hisforyczno-filozoficznego
Akad. umiej, w Krakowie).
Praca p. Potkańskiegó ze wszech miar zasługuje na uwagę. Napisana
z wielką znajomością literatury etnologicznej odznacza się pilnem wyzyska
niem źródeł, a co ważniejsza, wielką krytyczną bystrością w grupowaniu
danych, wielką oględnością i ostrożnością w ich tłómaczeniu.
W rozdziale pierwszym autor zestawia znane dotychczas świadectwa
o postrzyżynach u Słowian, a mianowicie świadectwa z kroniki Galla i K a
dłubka o dokonywaniu tego obrządku u Polaków, skąpe świadectwa z k r o
nik ruskich i wreszcie zestawia dane zebrane przez etnografów nowszych
0 postrzyżynach u Słowian południowych i o wierzeniach przywiązanych do
pierwszego strzyżenia włosów chłopców polskich, białoruskich, czeskich, m o
skiewskich i t. p. Wierzenia te, a dalej obrzędy zachowane do dziś., ja k np.
kumostwo ze strzyżenia, u Czarnogórców, Serbów i Bułgarów najwidoczniej
świadczą o tem, że postrzyżyny miały pierwotnie obrzędowy, sakralny cha
rakter. Zdaniem autora były one jednym z licznych obrzędów, wprowadza
jących dziecko do rodziny, a później do rodu czyli plemienia, oraz do
związku sakralnego tych grup społecznych. Na podstawie materyału
słowiańskiego, autor rozróżnia dwa pokrewne ze sobą typy postrzyżyn :
jeden najwyraźniej opisany u starych Polaków, odbywający się w siódmym
roku życia dziecka przy wielkiej uroczystości familijnej, przyczem dziecku
nadawano imię, a samego obrzędu dokonywał ojciec, lecz mógł dokonywać
1 ktoś inny, • - i drugi, mniej wyraźnie zarysowany u Rusinów, gdzie ter
min strzyżenia był krótszy i stale nieokreślony, połączony z germańskim
zwyczajem wsadzania dziecka na koń, wręczania mu łuku itp., tj. skompli
kowany z obrzędami, które oznaczały dojście do pełnoletności. Bardzo
subtelnie analizuje autor tę okoliczność, że postrzyżyn dokonuje ojciec,
symbolizując w ten sposób przyjęcie dziecka do rodziny ; dowodzi dalej
i stwierdza faktami, że postrzyżeuie dokonane przez kogoś innego, znaczyło
adoptowanie dziecka do innej rodziny. Z tem wiążą się, z jednej strony
zajmujące uwagi o adopcyi, a z drugiej o zaprzyjaźnianiu się i sztucznem
spokrewnianiu zapomocą postrzyżyn, co prowadzi autora do uwag ogólniej
szych o stanowisku, jakie zajmują postrzyżyny w ogólnej symbolice włosów
u Słowian. I tutaj autor zbiera bogaty materyal etnologiczny, przeważnie
polski, dowodzący, że obcięcie włosów jest ujmą, znakiem poddania się
i ograniczenia wolności, W związku z tą symboliką postrzyżyny obrzędowe
Ü
-
82 —
nie zupełnie harmoniują, gdyż nie oznaczają one u Słowian poddania
dziecka pod władzę ojca, uszczuplenia praw dziecka, lecz właśnie rozsze
rzenie tych praw w' rodzinie. Sprzeczność ta jest jednak tylko pozorną,
któ rą wyjaśnia badanie początku i rozwoju tych rozmaitych wierzeń i ob
rzędów, jakie się łączą z symboliką włosów. Punktem istotnym przy postrzyżynach zdaniem autora je st to, że są one przywilejem ojcowstwa i że
jeżeli obrzędu tego dokonywa ktoś inny, wstępuje w prawa ojca.
W rozdziale drugim autor z równą skrupulatnością zestawia i a n a li
zuje świadectwa o postrzyżynacb u starożytnych Germanów. Ze świadectw
tych wynika, że Germanowie znali i obchodzili uroczystość pierwszego ob
cięcia włosów u chłopca w dwunastym roku życia, u dziewczyny w chwili
wyjścia za mąż ; drugie postrzyżyny u młodzieńca odbywały się między 15
a 18 rokiem. Pierwsze obcięcie włosów oznaczało dojście do lat . pierwsze
obcięcie zarostu — fizyczną dojrzałość, a połączone z nią nadanie broni,
dojście do pełni; praw politycznych Pierwsze ostrzyżenie włosów było rów
nież symbolem usynowienia i jeżeli dokonywał go ktoś inny, nie ojciec,
to wchodził w prawa ojca. Tym sposobem można było w danym razie nawet
ukraść komuś prawa ojcowstwa — nie dziw przeto, że stare prawa nie
mieckie ostro karały nieprawne ostrzyżeuie dziecka lub niewolnika przez
kogoś obcego. І tutaj znowu opierając się na bogatym rnateryale źródłowym
autor dowodzi, że postrzyżyny same przez się nie były adopcyą, ale mogły
się nią stać, jeżeli ojciec dobrowolnie zrzekł się swego prawa dokonania
tego obrzędu na korzyść osoby trzeciej. I tutaj autor, wychodząc po zą
właściwe ramy swej pracy, zestawia dalej obfity n u tc rya ł odnoszący się do
ogólnej symboliki włosów u Germanów. Szczególnie zajmujące tu są świa
dectwa o ślubacłi wojowników germańskich — nie strzyżenia sobie włosów,
dopóki nie zabiją nieprzyjaciela w wojnie. A utor tłómaczy to w ten sposób,
że wojownicy oddawali się w opiekę boga wojny, zobowiązywali się do męstwa,
tłómaczenie mojem zdaniem dowolne i nawet sprzeczne z .tein znaczeniom
symboliki włosów, jakie autor tak subtelnie wyłuszcza, gdzieniegdzie zapuszcza,
nie długich włosów nie oznacza oddawania się w czy ąś opiekę. Ślub ja k i
kolwiek może mieć tylko znaczenie pozbawiania siebie czegośkolwiek na
rzecz bóstwa, czynienia z siebie jakiejś ofiary — w tym razie może ofiary
z prawa ucinania samemu sobie włosów. Z drugiej strony jest rzeczą nie
wątpliwą, że i ucinanie wlotów, czy to. sobie czy komuś innemu, wazonem
byh> jako ofiara, jako symbol poświęcania siebie samego bóstwu lub cie
niom zmarłego (przypomniemy naprzykład pogrzeb P a tr o k lo s a w Iliadzie,
gdzie powiedziano, że trup cały pokryty był włosami Achillesa, które tenże
sobie obciął na znak żałoby).
W rozdziale trzecim autor sięga jeszcze dalej w głąb, mianowicie do
Indyi, gdzie znajduje prototypy wszystkich tych słowiańskich i germańskich
obrzędów' i wierzeń, zachowanych w większej zupełności, w żywszym a nie
domniemanym już związku z wierzeniami religijnemi. W czwartym rozdziale
wreszcie, autor rozszerza ramy swego badania i pokazuje nam symbolikę
włosów7 i obrzędy postrzyżyn z najróżnorodniejszych plemion rozsianych pó
c.hej kuli ziemskiej i na podstawie licznych spostrzeżeń etnologicznych, świe
tnie analizuje psychologiczny podkład tej symboliki, powstanie wyobrażenia
o tem, że włosy są jedną z siedzib duszy człowieka, że są siedzibą jakiejś
wyższej nadprzyrodzonej siły, rzeczą świętą.
Streściliśmy ważniejsze wnioski autora. Rzecz oczywista, że na dysku
towanie ich nie tli miejsce, zwłaszcza, że autor umotywował je tak grunto
wnie i postępuje tak ostrożnie i metodycznio, że największą część jego
wniosków należy uważać za trwałe zdobycze nauki. Go najwyżej możemy tu
podać parę wskazówek co do uzupełnień w materyale.
Co do obrzędu postrżyżyn u Słowian, to autor napomyka, źe i „Ko
ściół próbował wciągnąć postrzyżyny do swego rytuału, co mu zresztą łatwo
przyszło, znalazł się bowiem podobny kościelny obrządek“ (str. 7). Słowa
te nie jasne, autor miał oczywiście na myśli fakt, że w liczbie obrzędów k o
ścielnych znajdują się i takie, jak postrzyżyny mnichów i mniszek i tzw.
tonsura u duchownych katolickich. P. P otkań ski pominął jakoś ten przed
miot i nie wyjaśnił nam, jaki związek zachodzi między tego rodzaju postrzyżynami sług Kościoła a postrzyżynami dzieci, ani też próbował dotknąć się
genezy samych postrżyżyn mnichów i duchowieństwa. A szkoda, że się tem
bliżej nie zajął Bo mówiąc, że „są nawet ślady, iż Kościół próbował wcią
gnąć postrzyżyny do swego r y tu ału “, daje do zrozumienia, że wyraźnych na
to świadectw nie mamy. T ak jednak nie jest. Sam p. Potkański przytacza
świadectwo K raussa o tem, że pewien biskup kroacki jeszcze w X V II I. w.
zakazywał księżom brania udziału w uroczystości pierwszego strzyżenia wło
sów. W starych Mszałach, Euchologionach i Trebnikach byłby autor nie
wątpliwie znalazł opisy obrzędów postrżyżyn, adoptowane przez Kościół.
Przypominam sobie, żem czytał o tym obrzędzie w wydanym przez prof. Jagića
mszale popa Kr voja z XIII. w. W starych rękopiśmiennych Trebnikach r u
skich, obrzęd ten spotyka się często jeszcz w XV., XVI. i X V II. wiekach,
zobacz np. Trebniki istniejące w zbiorze hr. ffiyarowa (rękopis. Nr. 633
z XVI. w., Nr. 636, rękop. z XVII. wr.) '), jeżeli się nie mylę, obrzęd ten
znajduje się także drukowany w wielkim Trebniku P io tra Mohiły, wydanym
w r. 1649..
Porównanie tych obrzędów postrzyżynowycb, dziś zarzuconych, lecz
przez cerkiew wschodnią, o ile wiem, nie zakazanych wyraźnie, z obrzędami
postrżyżyn mnichów, wyjaśniłoby może, czy i który z tych obrzędów służył
za wzór drugiemu, to znaczy, który z nich jest dawniejszy, a który później
szy. Zresztą nie ulega najmniejszej wątpliwości, żo i sam obrzęd postrżyżyn
mnichów i mniszek wypłynął z tej samej sfery wyobrażeń, z jakiej wypłynęły
postrzyżyny dzieci. Obrzęd ten, jak wiadomo, nie istniał w pierwotnym K o
ściele chrześciańskim, lecz zjawia się dopiero w czasie rozkwitu ascetyzmu
chrseściańskiego w w. IV. i V. czy i o ile powstał on pod wpływem
indyjskich, specyalnię buddyjskich mnichów, którzy, ja k wiadomo, golą
sobie głowy — to pozostawiam
bardziej szczegółowym badaniom.
Co
do ogólnej symboliki włosów, bardzo zajmującem byłoby zbadanie rozmaitych
stron naszego kraju, pod względem zwyczaju noszenia długich włosów; zwy
czaj ten rozszerzonym je st zwłaszcza w górach. Warto też zwrócić uwagę
na to, że gdy pod rządami austryackimi- zaprowadzono obowiązek r e k r u t a
cyjny, to formalność ostrzygania włosów, tym parobczakom, którzy byli wzięci
do wojska, stanowi omal że nie najważniejszy powód narzekania w pieśniach
ludowych. Zestawienie pieśni -tego rodzaju wartoby sporządzić, byłby to zajmnjący przyczynek do symboliki włosów naszego ludu. D y. I w , F ra n ko ,
*) A r e li і ш a n d r. L e o n i d , Słstematiczeskoje opisanie sławiano-rossijskiuh
rukopisiej so'brania gr. As S. Uwarowa. M o s k w a 1893, t. Ш. str. 13, 19,
- 84 Dr. S t a n is ła w Eljasz - Radzikowski. T a t r y B i e l s k i e .
Szcze
gółowy opis geograficzny skreślił... Z mapą i widokiem. W Krakowie. N a
kładem autora, 1894, w 8ce, str. 86 i 4 nl. Osobna odbitka z Pam iętnika
Towarzystwa tatrzańskiego. Tom XIV. — XV.
Pomiędzy pracami traktującemi o Tatrach, tym najpiękniejszym z a
k ątku ziem P o lsk i, zajmie dziełko, którego tytuł powyżej podałem, bez
sprzecznie jedno z najprzedniejszych miejsc w naukowej geografii polskiej.
Autor .,wprowadzony w świat ta trzański“ przez ojca swego, tyle zasłużo
nego badacza T a tr, Walerego Eljasza, przyjął od niego także to gorące
zamiłowanie tej uroczej części naszego kraju, dla którego zbadania nie
żałował trudu ani szczędził czasu, ażeby 'dać nam opis wprawdzie jednego
tylko pasma, mieszczącego się na krańcu wschodnim T a t r wschodnich —
zwanego T a t r a m i B i e l s k i e m i , ale za to opis w najdrobniejszych szcze
gółach wykończony.
Zdawałoby się rzeczą naturalną, nawet konieczną, iż T atry , będące
od szeregu lat celem nietylko wycieczek turystów i letników, ale także
przedmiotem badań w rozmaitych kierunkach ludzi uczonych, zostały nale
życie poznane. Tymczasem przeczy temu już jeden ten fakt, że Tow arzy
stwo tatrzańskie powziąwszy zamiar wydania mapy tatrzańskiej, przekonało
się, że praca ta je st niewykonalną, z powodu prawie zupełnego braku pew
nej podstawy, na jakiej taką pracę oprzeć można, a którą są nazwy miej
scowe. Pod,, tym względem panuje chaotyczny stan w pracach polskich
o T atrach a cóż dopiero powiedzieć o zagranicznych, które, ja k niemieckie,
tłómaczą w sposób niewłaściwy nazwy polskie, lub zastósowują je dowolnie
do miejscowości, którym się nie należą.
D r Eljasz zwrócił więc w swej pracy główną uwagę na imiennictwo
miejscowe i pod tym względem, rzec można, wywiązał się z tego zadania
w sposób, który przez wszystkich za wielką zasługę poczytany mu będzie.
Zbiera skrzętnie nazwy od mieszkańców okolicznych dla każdego szczytu,
przełazu, góry i górki, skały i polany, doliny i d linki, potoku i żlebu —
słowem dla wszystkiego, czemu mieszkańcy miejscowi uważali z a ,p o trz eb n e
nadać ja k ą nazwę i porównywa je z nazwami używanemi przez mieszkańców
miejscowości sąsiednich lub dalej położonych, chcąc w ten sposób dojść do
właściwego źródła, do nazwy ogólnej. Oprócz tego każdą nazwę bada w tym
kierunku, w jakim występuje ona w poszczególnych źró ¡łach piśmiennych,
ul im ych i obcych i po mozolném porównywaniu możliwych jej waryacyi, s p r o
wadza do właściwej formy, lub też prostuje fałszywe albo niestosownie
użyte przez cudzoziemców. W ten sposób każda nazwa przeszedłszy przez
taki alembik ścisłej krytyki źródeł drukowanych, której główną podstawę
stanowi sposób użycia przez mieszkańców miejscowych, nabiera znaczenia
autentyczności, z k tó rą geografia naukowa liczyć się musi.
Z analizy imiennictwa T a tr Bielskich, przyobleczonego w szatę n ie
miecką lub madziarską, pokazuje się, że nie tylko tło, ale główny materyał
jego stanowi język polski, że zatem mieszkańcy tych stron od najdawniej
szych czasOw byli Polakami, a żywioł niemiecki je st napływowym. Zarazem
dhi nauki geografii, uprawianej przez cudzoziemskich uczonych, praca dra
Eljasza podaje pouczającą ilustracyę, nie tylko co się tyczy strony p rze d
miotowej, ale także i to głównie co się tyczy samego sposobu, w ja k i ona
się traktuje. Pokazuje się bowiem, że nieznajomość języka miejscowego
stała się bardzo często źródłem nie tylko dziwacznych przekręceń i prze
istoczeń nazw właściwych, ale takže bałamuctw odnośnie do oznaczenia
geograficznego samych miejscowości. A utor z wielką, skrzgtnością, wytyka
te błędy, tłómaczy powód icb powstania, prostuje i dorzuca cegiełkę po
cegiełce do budowy, któ rą jakiś geograf wystawi dla tej Szwajcaryi
polskiej.
Ale obok nazw miejscowych sama praca przedstawia bogaty materyał
dla słownictwa polskiego z zakresu języka górskiego. Widocznie autor zżył
się z mieszkańcami gór, poznał dokładnie ich mowę i całą jej rozmaitość
i bogactwo przyswoił sobie zupełnie, któremi posługuje się w swej pracy
w sposób, nadający jego językowi charakter właściwy każdej specjalności
pod względem technicznym. To dokładne poznanie rodzimości języka, głę
bokie poczucie jego twórczości, było dla autora choć nie filologa specyalisty
najlepszą miarą przy tłómaczeniu form i pochodzenia nazw miejscowych,
w czem zachował zawsze należytą roztropność, która chroniła go od niepo
trzebnych hipotez lub błędnych etymologii.
Do tej oceny pracy niniejszej trzeba dodać jeszcze i to, co jest nie
jako naturalną konsekwencyą wiążącą się tak z samym przedmiotem, przez
autora opisywanym, jako też i z sposobem, w jaki do niego się gotował —
t, j. to ciepło, jakie wieje z całej pracy, które ożywia ją i czyni czytanie
jej pociągającem. Opisy miejsc, natury i jej widoków,, są barwue i plastyczne,
sposób wyrażenia jasny i potoczysty, tak, że praca ta, mimo naukowego jej
charakteru, może służyć nietylko za dokładnego i gruntownego, ale także
za przyjemnego przewodnika w Tatry Bielskie, tak dla turysty jako też
dla uczonego.
A n to n i K a lin a .
*
•
*
*
A leksander Brückner.
Ka z a n i a średniowieczne.
Część
p i e r w s z a . Rozprawy Akademii Umiejętności. Wydział filologiczny. Serya I I .
Tom IX. K raków 1895, w 8-ee większej, str. 3 8 — 9 7 ; część druga, str.
317-390.
Pod powyższym tytułem ogłosił drukiem znany profesor Uniw ersytetu
berlińskiego, Dr. Aleksander Brückner, już kilka artykułów, których szereg
niniejszym nie je st jeszcze zamknięty', w których zajmuje się szczegółowo
bardzo ważnym działem literatury średniowiecznej polskiej — Sermones,
o których w dziełach o literaturze polskiej prawie jakby „nic dotąd jeszcze
nie powiedziano“ .
W pracy niniejszej powtórzył autor i streścił, co w poprzednich o tym
przedmiocie napisał (Bibl Warsz, 1891, L 2 4 1 — 258 i 1892, I. 4 4 5 — 471)
przytaczając niekiedy wyjątki z tekstów w oryginalnem brzmieniu i w ca
łości i dodając do ogłoszonych już nowe, nieznane.
Samo się przez się rozumie, że na stronę teologiczną kazań autor nie
zwraca uwagi, ponieważ ta należy do innego zakresu studyów,. on poprze
staje na tern, co zabytki te podają nowego i ważnego pod względem „lite
rackim, językowym, obyczajowym i ludoznawczym“. Pomijając stronę lite
rac k ą i językową, w obecnej ocenie uważamy za pożądane, zwrócić uwagę
czytelników „ L u d u “ na obfity materyał, jaki się w tych kazaniach mieści,
do poznania zwyczajów i obyczajów, średniowiecznych, niemniej i do hi
story! ludoznawstwa polskiego wogóle.
Pod względem obyczajowym materyał zawarty w kazaniach tych jest
mniej obfity, a to z tego powodu, ponieważ „stanowisko kaznodziei jest
—
86
-
zawsze negatywne, on wytyka tylko i karci, zbiera rysy ujemne jakby s a
tyryk j a k i “ — ja k słusznie to podnosi autor. My napotykamy więc w nich
„ciekawe wycieczki przeciw błędom i nałogom społecznym ; — skreślone
obrazki rzemieślnika, kupca, rolnika i ich praktyk nie zawsze godziwych,
dalej modnisiów, opojów, koster, rzadziej' panów duchownych i świecckich,
uciskających chłopa a przekażających sprawiedliwość i sądy, najczęściej zaś
wzory kobiet i ich ułomności, plotek, tańców i strojów — zabarwiają i wy
pełniają szare dotąd tło życia w średniowiecznej Polsce“.
Za to materyał ludoznawczy w kazaniach średniowiecznych je st
o. wiele obfitszy, który zebrany z nich, może posłużyć dla etnografa jako
cenny dowód, że wiele —- bardzo wiele ze zwyczajów i wierzeń ludowych,
żyjących po dziś dzień pomiędzy Judem, już było znanych w X IY i XV
wiekach. K az an ia zatem są dla badacza historyi wierzeń ¡udowych ważnem
źródłem, z którego może czerpać znajomość ludoznawczą, sięgającą czasów,
do których na innej drodze chyba z wielkim trudem tylko dotrzeć można.
Obok tego kazania mają jeszcze inne znaczenie dla ludoznawstwa : są
one „walnym traktem ", jak się wyraża autor, po którym masa opowiadań,
bajek, wierzeń, pojęć, dostała się do umysłowości ludu naszego". K az n o
dzieja chcąc naukę swą o etyce chrześcianskiej poprzeć dowodami wzię
tymi z życia codziennego i uczynić . przystępniejszą dla umysłów swoich
słuchaczy, a nierzadko popisać się erudycyą i zaostrzyć uwagę wiernych,
czerpał pełną garścią legendy i opowiadania z Złotej legendy, Gesta Romanorum, Vitas patrům i innych zbiorów, które stanowiły ulubioną lekturę
ówczesnego świata inteligentnego i darzył niemi tych, których chciał odwieść
od zabobonów, guseł i innych czartowskich praktyk. W ten sposób dostało
się wiele legend, bajek, przesądów i wierzeń do ludu na tej samej drodze,
na której utw ory literackie od jednego narodu przechodziły do drugiego
i stawały się własnością jego warstwy inteligentnej.
Pomiędzy rękopisami z kazaniami, przestudyowanymi przez autora,
zasługuje na uwagę szczególnie jeden biblioteki petersburskiej, pochodzący
z połowy XV wieku, w którym traktuje się w kilku kazaniach obszernie
„ d e supersticionibus" i z tego względu rękopis ten je st bogatem źródłem
wierzeń i przesądów, ja k ie panowały w tym czasie u Polaków A utor kazań
tych je st nieznany, tak z imienia, miejsca, jakoteż i czasu ; w kazaniach
tych, szczególnie na św. Trójcę, zebrał obfity materyał wśród ludu, który
znał widocznie gruntownie, z którego poznać można, iż wiele zwyczajów
i wierzeń ludowych pozostało od tego czasu aż do dzisiaj niezmienionych,
a co zatem idzie, że walka duchowieństwa katolickiego przeciwko gusłom
i zabobonom ludowym, która Się toczy przez Cały ciąg chrześciaństwa, oka
zała się słabszą od siły wiary ludowej.
A utor zestawił w swej pracy przesądy, łączące się z pewnemi u r o
czystościami, -poczynając od Bożego Narodzenia, z których przytoczymy
najważniejsze, trzymając się R o k u k o ś ć r e i n e g o , ja k Br. Brückner to
uczynił. Na wilią nie wypożycza się ognia, boby się ogniska nie trzymał
i szczęście by dom opuściło. Uważa się pilnie na to, by pierwszy przestępujący próg gość był ubrany czysto, głównie zaś, ażeby gość ten był
osobą znaną z dobroci, a co ważniejsza ze szczęścia, i takich też tylko
zaprasza się do siebie.
Gospodarze zakazują wymieniać nazwisko wilka, którego równocześnie
zapraszają na śniadanie lub na obiad, gdyż w dzień ten nie powinien nikt,
—
87
—
nawet zwierzę lub ptaszę, być głodnym, a zarazem chcą, przez to uczynić
go nieszkodliwym dla swej trzody. Resztki i okruchy z wieczerzy wigilijnej
nie wyrzuca się, ale mięsza ze zbożem i wysiewa na polu lub w ogrodzie,
co przyczynia się do wzrostu i urodzaju dobrego.
Na N o w y R e k obchodzi pasterz gromadzki domostwa we wsi i roz
daje pręty, których nie godzi się brać gołą, ręką, tylko „kosm ato“ , tymi
prętami wypędzają potem bydlo po raz pierwszy w pole na wiosnę.
N a G r o m n i c e obchodzą z święconemi gromnicami domy i krowy,
wypalają im sierść w krzyż lub ostrzygają j ą i p alą'; przez to chce się
domy ochronić od czarów i gromu, a krowy od czarownic i psów wście
kłych. W dzień ten wróżą też z wosku gromnicznego, który, jeżeli wcale,
nie, lub tylko mało kapie na r ę k ę lub rękawy, oznacza złą wróżbę. P o d o
bnie nie dobra jest wróżba, jeżeli gromnica, którą zapaloną niosą z k o
ścioła do domu, zgaśnie po drodze.
W noc na P o p i e l e c starcy i młodzieńcy kładą sól ta rtą, by się do
wiedzieć, kto rychlej umrze. Świecony popiół sieją ogrodnicy sam lub
zmieszany z nasieniem w ogrodzie, ażeby uchronić Ogrody od robactwa.
Również wspomina o ciekawym zwyczaju wynoszenia po zagranice wsi obrazu,
przy towarzyszeniu śpiewów, co się działo w niedzielę wielkopostną Letare.
W P a l m o w ą n i e d z i e l ę połykano pączki z palmy (wierzby) świę
conej, który to zwyczaj i podziśdzień jeszcze przechowuje się w W. X.
Poznańskiem.
W W i e l k i c z w a r t e k nie obmywano po wieczerzy mis, albo zo
stawiano na nich resztki potraw dla dusz zmarłych lub dla demona, którego
zwano u b o ż ę , a którego chowano dl a szczęścia i mienia. Autor przytacza
także inne źródła, wspominające o tym zwyczaju, który, jak z tego sądzić
można, był w Polsce, a także gdzieindziej, wielce rozpowszechniony.
W W i e l k ą s o b o t ę ze święconego ognia opalano pale, które wty
kano w ziemię, lub kopano nimi, od czego robactwo ginęło ; głowienki
święcone chowano, by leczyć konie i bydło; dla czarów używano wody,
skroplonej z wosku przy święceniu wody.
W W i e l k a n o c n ą n i e d z i e l ę obchodzono po mszy rannej pola
z krzyżem, nie dla nabożeństwa, lecz z przesądu przeciw gradobiciu. No
żem, którego używano do krajania mięsa święconego, krajano w pewne k a
wałki plody i owoce (np. rzepę, marchew itd.), co zapewniało obfity u r o
dzaj dla zboża, jarzyn i owoców i chroniło je od śnieci, zielska i robactwa.
Do zwyczaju polewania wodą, zwanym dyngus, o którym rękopis ten
ogólnikowo tylko wspomina, dodaje Dr. Brückner z innych źródeł notatki,
z których wynika, że na W ielkanoc obdarzano się jajami i innemi rzeczami,
zlewano się wodą, lub wtrącano w wodę, smagano się rózgami palmowemi.
Od tego wykupywano się nawzajem dyngusem, dyngowaniem się, który to
zwyczaj wraz z nazwą, według zdania autora, przybył z Niemiec do Polski
w XIV. wieku (niem. d i n g n u s okup, d i n g e n d e p a c t a r e ) .
Smaganie
rózgą zwało się ś m i g u s t r e m , ś m i g u r s t e m ,
później ś m i g u s e m
(również z języka niem. przyjęte); rózga zwała się k i c z k ą (porówn. mo
rawskie к у с к а geflochtene Osterruthe, Osterpalme, Schmeckostern ; k y č
le o v a t i mit Osterpalmen schlagen).
W d n i e k r z y ż o w e zbierano trawę z tego miejsca, na którem procesya stała, która to trawa służyła do rozmaitych czarów.
—
88
-
W Z i e l o n e ś w i a t k i wyprawiano rozmaite igrzyska i zabawy, przy
których śpiewano pieśni na cześć demonów,
W nocy przed św. J a n e m C h r z c i c i e l e m czuwano, żeby przez
rok oczy nie bolały; bylicą, opasywano głowę, żeby nie bolała, i inne j e
szcze czyniono gusła, o których nie wspomina.
Na W n i e b o w s t ą p i e n i e Matki Boskiej święcono rozmaite zioła,
których używano do leczenia bydla i odpędzania djabłów.
Dnie tygodnia miały swoje znaczenie : poniedziałek był dniem fe ra l
nym. w który nie ruszano też z tego względu w drogę.
W czwartek nie
my
się i nie k ąp a n o ; w dzień ten daw.ano potrawy demonowi u b o ż ę ;
w piątki nie wydawano ognia z domu a sobotę czcili niektórzy więcej
niż niedzielę. Również i pewne dnie w miesiącu były feralne, które były
skwapliwie oznaczane w kalendarzu, niemniej i pewne godziny dnia miały
swoje szczęście lub nieszczęście.
Po tych wierzeniach i zwyczajach przywiązanych do pewnych uroczy
stości kościelnych, przechodzi autor do przesądów, które się łączyły z pewnemi fazami życia, czy też z zaięciami i stanami ; wspomina o przesądach
■wiążących się ze śmiercią i ślubami, z chorobami i o lekach przeciwko nim,
pomiędzy którymi zaklinania najważniejszą odgrywają rolę i kończy ten
tr a k t a t nadzwyczaj zajmujący na ludziach, którzy się trudnili tern rzem io
słem, t. j. znachorki i wróżki.
Podawszy za autorCm ten zbiór wierzeń i zwyczajów panujących
w Polsce w X V . wieku, wyrażamy tylko to życzenie, ażeby przyrzeczenie
wypowiedziane na str. 318 j a k najrychlej w czyn zamienił, a ludoznawstwo
nasze wdzięcznem mu będzie, ja k wdzięcznem je st za tou szkic życia ludo
wego w dawnej Polsce.
Antoni Kalina.
#
*
*
E t n o h r a fi c z n y j z b i r n y k wydaje Naukowe Towarystwo imeny
Szewczenka za redakcjeju M. Hruszewskoho. Tom I. Lwów, nakładem T o
warzystwa, 1895, w 8-ce, str. V III, 24, 120, 28, 16.
T om pierwszy tego wydawnictwa przedstawia się pokaźnie i obiecująco.
Szereg materyałów w nim nagromadzonych rozpoczyna A. K ram arenki opis
zwyczajów podczas Świąt Bożego narodzenia. Kizdwjaui światky. w stanyci
P aw liw skij, ęiskoho oddiłu na Czornomorii. Po tem następuje zbiór 25
opowieści ludowych z wsi Berlina pow. brodzkiego zapisanych przez J . Rozdolskiego, a zaopatrzonych przez D ra J. F ra n k ę porównawczymi odsyła
czami i doskonałym indeksom motywów w baśniach tych zawartych. Gadki
ukraińskie o Rusinach, Żydach, panach, moskalach i o zwierzętach zebrane
przez O. Szymczenkę, oraz gadki o moskalach z Tarnopolskiego kończą
zbiór materyałów.
Oprócz tego tom pierwszy zawiera ułożony przez członków Towa
r zy stw a imienia Szewczenki prograw do zbierania wiadomości o ukraińskoruskim kraju i narodzie, podzielony na następne części :
1. Wiadomości historyczne.
2. Wiadomości etnograficzne : a) ogólne, h) antropologia, c) chata
i obejście, cl) odzież, e) pokarmy i napoje, f ) życie i zajęcia, g) zwyczaje
rodzinne, 7i) wie!żenią, i) literatura ludowa.
3. Wiadomości społeczno-ekonomiczne.
4. Wiadomości prawne na wzór ogłoszonego swojego czasu w „W iśle"
kwesfcyonaryusza.
Pierwszy tom nowego wydawnictwa jest pożądanym nabytkiem dla
każdego zajmującego się ludoznawstwem i niecierpliwie oczekujemy tomu
drugiego, który się w roku bieżącym ma pojawić.
А. Ы.
B IB L IO G R A FIA .
L udoznaw stw o, m a te r y a ły ludoznawcze.
А к a j e m o w N. F. Kujawy, isto'riko - etnograficzeskij oczerk Warszawa,
tipogr. gubiarnskaja. 1895, w 1 6 1’, str. 84.
B a d e n i J. ks. T. J. Między Słowianami, zeszyt II. (Odbitka z Przedlądu
powszechnego). Kraków, nakł. autora, druk. Anczyca i Spki, 1896,
w 8°, str. 171 i 1 iii., 1 zł. 20 ct.
C r e i z e n a c h Wilk. Zur G-eschiehte der Weihnachtspiele, nach H a n d
schriften der K rakauer Universitätsbibliothek (Odbitka z XII. zeszytu
Germanistische Abhandlungen). Breslau W . Kühner, 1896, w 8°,
str. 10.
C z e c h Świętopełk. Klucze Piotrowe, bajka, przełożył z czeskiego Konrad
Zaleski (pośw Edw. Jelinkowi. — Biblioteka powszechna, nr. 180),
Złoczów, nakład i druk W. Zukerkandła, 1896, w 16°, str. 52,
12. centów.
C z e r m i ń s k i M. ks. T. J. W Dalmacyi i Czarnogórze. Kraków, nakł.
Misy i katolickich, druk. Czasu, 1896, w S", str. Л І. i 325, z 75 r y
cinami, planem i 2 mapkami. 2 zł.
(C. d. n.j.
SPRAWY TOWARZYSTWA.
I. Sprawozdanie z II. W alnego Zgromadzenia.
D rugie Walne Zgromadzenie Towarzystwa odbyło się dnia 21. Stycz
nia b. r. w sali ratusza lwowskiego w obecności kilkudziesięciu członków.
Przewodniczył prezes Towarzystwa Dr. Antoni Kalina.
1. Po zagajeniu przez Przewodniczącego, odczytał Sekretarz p. Adolf
Strzelecki sprawozdanie z czynności Zarządu w r. 1895, które Zgromadze
nie bez dysknsyi przyjęło do wiadomości, poczem
2. Skarbnik p. Stefan Bamult przedłożył następujące sprawozdanie
kasowe za rok administracyjny 1895.
I.
A.
D ochody.
1. Wpisowe i wkładki członków zwyczajnych za r
2-
„
„
„
v
1895 .
» , 1896 •
3. W kład ka członka założyciela (Dr. Ja n a Karłowicza)
.
578 zlr. 89 ct.
6 » 40 »
100
„
— „
