6203a6ae891db26954adbf0748cf71bc.pdf

Media

Part of Zbiory materyałów etnograficznych, cz.1 / Lud, 1896, t. 2

extracted text


Z a g a d k i

40

-

lu d o w e

z o k o l i c y M y śle n ic p o d a ł P o b r a t y m i e c .

1. Stoi panna

w oknie, ogonek jej moknie.

Co to jest?

2. Stoi panna

w kąciku, w cornym kabociku1). Co to jest?
'0 p °!K)
3. Nie je, nie pije, a ckodzi i bije. Co to jest?
•(. t u S o z )

4 . Zielono jak

łąka, biolo jak mąka, mo ogon jak mys. Co to jest?
•('edoz'jj)

5.

ćtęrech cł^łjopoków goni, a zoden sie nie dogoni. Co to jest?
•(nzoAt гг т^оур)

6.

Dwa słupy stoją, гга tjmk słupach jest wieś, na tej wsi jest miasto,
a na tein mieście jest półka, a na tej półce jest las, a w tym
lesie pasie sie bydło. Co to jest?
•(hpmoíZQ)

Stoi panna przy słupie, trzymo rękę na d . . . . Co to jest?
•(гпэ2огг|5[ z 'Bjjpojyj)
8. Co jest lepse? plaskury 2) bez зкогу, су opolone z pieca?
•(orqsAçxq • • • щ o^ ХгогртрТ u ‘qopp oq. oq ortopodQ)
7.

9. Co jest lepse? су chrobocków3) becka, су złota lozecka ? 4).
•(zkM. op uifoozo]; u ‘■eoruizsd o^ oq Aiçspoqo.iqo ujpeg)
Stoi lozecka, na ty lozecce półecka, a w ty półecce tysiąc. Co to jest?
’О и )
11. Ditu, Dita, pełno skrzynia aksamitu. Co to jest?
•(jUTBzpns z пгшолр)
12. Ociec (ojciec) sie rodzi, а зугг po swiecie chodzi. Co to jest?
•(шлр t uoiSq )

10.

13.

W stałi, zgoir z kobierzyna, weź ze sobą nikielnika, bo jiis kosmoc
z gogowiiią, u sumnika. Co to znacy ?
•([oiso]; av] i33¡ramns n
‘(Ьожо) %umoSoS z (зрглг) oouisoq гггГ oq ‘(nfpi) ‘вгрпргциг
%qos oz гем. '(Änifz.igid piod z) mníz.ieiqoq; z treSz ‘ггерзд^)

14.

Trzy lozecki w jednym glidzie 5), drugo z kropką ku niej idzie,
trzecio w górze przekryslono, cworto kołem obtocono, piąto z wręża
przekręcono, szósto w księżyc przyciemniono. Co to jest?
•(osopjf) = (о) 1зггогшдэгоХгл;4
0ÂzèiS5[ av ugsozs ‘(s) 'Buooèaqezad nzèAV. aa upmd ‘(o) nuozoop
raejoq 13PP3M.ZO ‘(|) ,Biio[S9aj[0zjd ezjpS av игоэггр ‘(г) ejzpi
гпш n5[ hjfdojjj; z nSnap ‘(ш) ejzpèzj гпііирдГ av ppoestq ¿iz.ij,)
1) K a b a t, k a b a c ik (stró j w ie rz c h n i).
2) Ś liw k i z ie lo n e , n ie u d a łe .
3) R o b a c z k ó w , 1) la s e c z k a .
5) rz ę d zie.

41





15.

Stoi pan n a w ciem nicy, syje bez ig ły , bez nici, — a n syła ta k i
k w ia t, co na cały św iat. Co to j e s t ?
'( o^ z^ts^ )

16.

ć t y r y (cztery) p a n n y do je d n ej dziury sr . . . Co to j e s t ?
'(nfop snzopod ‘ifAoajj

17.

Stoi panna p rzy słupie, trzym o w arkoc p rzy

d . .. .

Co to je s t ?

'(ЧЩЖ)
18.
19.

T y siąc braci, je d n y m pasem oposani.

Co to je s t?
•(nzoqz rspdoug)
W ięk so zopora, niźli komora. Co to j e s t ?
•(врео 3S9p ztu ‘nogo jÍ zsj[5i a пш oq ‘issfo.xg)

20.

S toi półka, a w tej półce, m ogę przysiądz, ze je s t tysiąc. Co to je s t?

2 1.

L eci, leci sk rzy d e ł ni mo,

22.

Z ciała fuzyjo, chlebem nabijo, do p ięty m ierzy, a w nos u d erzy .

23.

Co to je s t ?
■(• • ' q )
T rz y sta sześdziesiąt pinć ptoków razem z dw unostu orłam i, zniosły
je d n o ja jo . Co to je s t ?

24.

L eci ptosek po pod lasek,

25.

N i mo rą k , ani nóg, a ja k w stanie, to do góry dostanie. C o t o je s t?

•(т о ї)

siado, siado, d . . . n i mo.

Co to je s t?
•(Seing)

■(тої)
lelitko 6) sie za nim w iece. Co to je s t ?
qkpèz.id oía jfpS ‘i[ec(o.iAiojoy[)

‘(та^а)
26.

W y so k i ta tk a , séroko m atka, syn salony, a córka ślepo. Co to je s t?
•(ąiuAS — oou ‘.ірзіл '■eiuieiz Т О ещ )

27.

R oz tylko byłem na ziemi, by zrobić ludzi dobrym i, a zem b y l
groźny, surow y — pow iedzą góry, parow y. Co to je s t?
'(d o ło j)
P o biołej górze, corne gęsi orzą. Co to je s t?
•(ozjotdnd od o n s ij)

28.
29.

W kosuli sie rodzi, a nago chodzi.

Co to je s t?
•(■t o )

30.

S iw y wół, w ypiul w ody p ełn y dół.

Co to je s t?

31.

W kościele b y ło : coś i nic. Coś w ylazło drzw iam i, nic oknem . Co zo­
sta ło ?
(?.)• J ''

32.

C yrw ony korol, w inny sm ak, kam ienne serce, a c e m u t a k ? Co to je s t?

33.

W zam ku siedzi, a nie pon.

■ (т о й )

•(TO?TAV)

Co to je s t?
•(zonr a )

34.

B ecułecka w ina, a w niej d ziu rk i n i m a.

Co to je s t?
•(opep)

e) jęlitko.

— 42 36.

Przyjecbali miemcy лт cyrwonycli sukienkach, gdy ich rozbirali, nad
nimi płakali. Co to jest?
•(ninqoQ)

Jechoł Marek na jarm arek, kupiuł konia bez ogona, przysed do dom,
przyprawiał mu ogon. Co to jest ?
•O łli)
37. Leci ptosek po nad dasek, sypie sie mu z tyłu piosek. Co to jest ?
• 0 % i)
38. Siedzi chłop na dachu, kurzy fajke tabaku. Co to jest ?
•(uTiimyi)
36.

39.

W lesie było, liście miało, przysło do dom — zaskrzypiało. Co to jest?
•(ood/z.Tjjg)

40.

Malusinkie, corniusinkie, nowięksego cłeka rusy.

41.
42.

Co to jest?
'( w j )
Stoi dziwka w kumorze, opadły jom pociyrze. Co to jest?
'(ozohiqo i nz3jz(j)
Co jest pod nyrką ?
•(ozoueupoj)

43.

Biołych cielątek pełny chliwicek, a mindzy
Co to jest?

nimi cyrwony bycek.

44.

Na syroki łące, owiecek tysiące, miedzy nimi pastyrz, co mo cęsto
rogi. Co to jest?
•(jfpzuiAvS i oXz&tsyj;)

45.

Litera w literze, chowają pastyrze.

46.

Kiedy byłem u siebie, lotołem po niebie. Dzis mnie pokrajano,
w corny krwi zmocano i godaó kazano. Co to jest?
•(ojoid sishjc))

47.

Zimą zachowany, latem zapomniany.

Co to jest?
•(goayo — o [av] o)

Co' to je s t?

•(оэи)
48.

Co panna mo w środku, nió mo wdowa i mężatka, komin ma na
końcu. Co to jest?
•(„u“

49.

Jedzie, jedzie po żelezie, dusy nié mo, duse wiezie.

50.

Przyjechała hucno imość z zogranicy, zomiskała bez jakiś cos w pi­
wnicy, wszyókim głowy zawracała w zopusty, naostatek najadła
sie kapusty. Co to jest?
•(eum z тззргоэд;)

51.

Ludziom służę do ubrania, do przykrycia lub posłania, u innego zaś
stworzenia służę jo w miejsce odzienia; jestem przez życia, nie
słysę, nie godom , a przeciec wiele nowin światu zapowiadom.
Co to jest?
'(ejsèS o.TOij)

Co to jest ?

— 43 —
52.

Siedzi pan n a w pokoju,

53.

W spodku grzm i, a w iyrchem sie łysko.

54.

Z am iost nóg mo ć ty ry rogi, a choć sk rzy d eł ni mo — leci, ludziom
rozpow iado. Co to je s t?
,(1sit 4
Siedzi pan n a na przypiecku, m ów i pociyrz po m im iecku. Co to je s t ?
•(u^oyp)
К у с у w ół, na sto gór, na trz y sta go słychać. Co to je s t ?

w ark o ck i mo n a

polu. Co to je s t ?
■(тшэтг м. A.oqoji3j(¡[)
Co to je s t ?

•(ujpsomjsBję).

55.
56.

’( ł O U I Z j r ) )

57.
58.

T rz y konie, o je d n y m ogonie. Co to j e s t ?
'(Ą piA k)
S toi dąb na śro d k u w si, korzenie mo w środku, a g ałązk i u spodku.
Co to je s t?
'(Sou u [ jffej: n [oojnd]
ooTfnd — eizByeS ‘nj[om ojo oz.i^huA. r= oinoz.iorf ‘do^tjo = ąhęf)

59.

P rz y s e d ćw iórnog, przew róciuł trójnogi, p rzy sed dw ojnog, w ybiuł
ćw iórnogi. Co sie to stało ?
•(l3^0i[ jntqjÍAV I J[9IA0JZ0 r r SoufoAVp

60.

P olecioł bystrow idz z b y stro ścią do radości, a ja k nie bedzie obfi­
tości, to bedzie po radości, prose księdza jegom ości. Co to sie stało ?
•([етпэшв^Кду] — -urjpog }sof oSfeq. о д )

p o s Æ z jd

=

S o u p ç.iq .

p o ç jA io z .T d

‘^ o î [

=

S o u .i o i a q

<* o il le а.
Т о b y ło ta k :
R o z jed en ch(ł)opok n a w si, k cio ł b y ć k u n iecn ie księdzem ,
a n i e m r a w a 1) by(ł)a z nieg o strasn o i r o z t u r c h о с 2). T a k ja k
sie ta k w dom n n a p iy ro ł k u n iecn ie n a teg o księdza, ta k m atk a
za p ro w ad zi(ł)a go nojprzódzi do je g o m o ścia n a pleb an iją, i je n a
s tra se c n ie p y t a ć 3) jegom ościa, zeby g o nojprzódzi w y eg zam in o w a ł су u n (on) z d a tn y je s t n a księdza, albo nie. T a k dopiro
jegom oś(ć) ja k sie p o p aczu ł n a ta k ie g o śpika, co to ani sie m ył,
an i ceso ł p o rzom nie, ta k se zaro sin k i p o m y slo ł : „pockoj ły k u !
jo eie tu zaroz" w y egzam inuję, ze ci sie roz n a zow sze k siędzem
b y ć o d n iek ce, bo se m ysloł, że to ch o p o k do n icego. A m a tk a
ch o p o k a sto (ł)a i ce k a(ł)a co to z te g o bedzie. T a k d o p iro ś jegom oś
p y ta ją sie te g o ch o p o k a :
— S k o ro ś ty mój kochim y ta k i m ąd ry , co k ce s b y ć księdzem ,
to pow idz m i mój k o ch a n y , co to jes(t) b y s tro ś ć ?
— H m ! b y stro ść — p ad o rezo lu tn ie chopok — to jes(t) coś
ta k ie g o n ib y g'óra w ysoko, a spadzisto, co nikaj n a niom wyliź(ć).
— A jeg-omoś(ć) n a te odpow iedź u sm iech n u ł sie i pado : —
G (ł)upiś ty mój ch o p o k u z tw oją g ó rą, ja k — n ie p rzy m irzając —
’) niezgrabny, 2) u iedbający o siebie, 3) prosić.

_

и —

m (ł)o d y pies. B}^strość to je s t o giń, bo ja k sie g-dzie poli, to ja k
ogiń zacn ie w g ó re bić, ja k sie (ł)u n a zrobi, to jom o p a re m il
w id ać w oko(ł)o, w inc to jes(t) b y stro ść , ale zodno ta g ó ra, mój
k o ch a n y . A le to nic. T ero z m i pow is, co to jes(t) ra d o ś(ć)?
— H m ! radoś(ć) — p ad o n a to ch(ł)opok f u r t re zo lu tn ie —
to jes(t) u ciecha. J a k sie serce rozw eseli, to jes(t) radoś(ć) i ty ła .
— Oj! g (ł)u p to k u ! g (ł)u p to k u — g o d o m u n a to jegom oś(ć)
— i to b ie b y ć k się d z e m ? to b ie ? d y ć ty n ic a nic nie um is.
A m a tk a ch(ł)opoka nic nie godo, ino k iw ie g'(ł)ową, a k siąd z
znow u g-odo d a li: — A b y sie serce roz\veseli(ł)o, to m usi b y ć najp rzó d zi p rz y c y n a . O t w idzis, ja k sie zboże obrodzi, ja k ziorno
dobrze sy p ie, ja k n a d rz ew ak pełn o ja b łe k , śliw ek, g ru se k , ja k
sto d o (ł)y są p e łn e sn o p k ó w , a w so m sie k a k p ełn o ziarn a, to jes(t)
rad o ś(ć), to je s t u ciech a, w te d y sie serce ra d u je . — N ic nie um is
mój ch(ł)opcze, stra sn o z cieb ie z a k u to po(ł)a, ale sk o ro ś tu juz
p rzy sed , a b y eie w y eg zam in o w ać, to ci sie jesce zapytom , co to
jes(t) obfitoś(ć)?
C h(ł)opok se p o m y ślo ł : „trza zacąć z in n y becki. S k o ro sie m nie
k siąd z tak zd rad liw ie p yto, to m u trz a zd rad liw ie odpow iadać,
in acy m nie p sed m a tu sią stra ś n ie z b a b rz e .“ T a k sie k w ilę n a ­
m y ślili i p ad o : — ano obfitoś(ć) — pad o —• to jes(t) p ełn o zboza
w so m siek ak , po sa d a k p ełn o ow oców , p o la s a k p e łn o jagód,
w sta jn ia k p rz y c h ó w e k w ielg i i w zrób к а к i w cieluchak...
— Oj m ia(ł)a tw o ja m a tk a p rz y c h ó w e k w cie lu c h a k m ia(ł)a,
ja -g e ś ty n a św ia t p rz y s e d ; — p sery w o m u n a to jegom oś(ć),
i o g ląd o sie po k ą ta k za l o g - ą 4), — to ty m yślis ze p o w to rzać
za p a n ią m a tk ą ca ły p ac iy rz g ład k o , to juz w y śtu p a rc y n a księd za?
Ż ebym nie u w o zo ł n a to, zem je sc e b re w io rz a nie sk o ń cu ł, to b y m
eie ta k k ijo sem w ym łuciuł, zeby ci sie eg z am in u odniekcia(ł)o;
„S łu ch ajz e g (ł)u p to k u ! O bfitoś(ć) to je s t w o da, b o ii n ajw ien c y
n a św iecie i w s tu d n ia c h i w rz e k a c h i w m orzach. W sz ę d y ji
pełn o . W id zis ch (ł)o p o k ja k iś g (ł)u p i, i icem k o t co sw ick e ziod,
a po ciem k u sied zio ł ; no ale żeb y ś n i e p i l o k u 5) nie m yśloł,
ze bez p ro sto m zazdroś(ć) nie k c ę eie n a k się d z a p rz y p u ścić, to
ci sie jesce roz za p y ta m , ale juz po raz Ostatni. N am yś(l) sie, bo
in a c y znow u strze lis ja k k u lą w p(ł)ot. H a n o , k ie d y tak , to
p o w id zn o m i co jes(t) b y stro w id z?
C h (ł)o p o k m yśloł ze sie go jeg o m o ś(ć) n a o sta te k B óg w ie
o co zap y to , a tu ta k ie g (ł)upie p y ta n ie us(łjysoł; ta k sie straśn ie
4) laską, 5) tępa głowo.

= 45 zadum oł, i zacon m edyt^w ać^ w cera tu jes(t) p o d r y w k a 6). M e­
d y tu je i m ed y tu je d(i)ugo; w reszcie p ad o : — an o ! jo m yślę, ze tu
n ié m a co duzo m arudzić, bo b y stro w id z to jes(t) tak i, co b y stro
w idzi, n ib y mój ta tu ś, co ja k w yń d zie za cha(ł)upę, to w idzi o p ó ł
m ili, су m u k to w lesie kole m (ł)o d y ch św irc k ó w b y d ła nie
pasie.
A tu ja k jegom oś(ć) nie sk o c y do cho p o k a, ja k go nie lunie
po k ark u .
— Co ty ośle, będzies ojca sw eg o do k o ta p rz y ró w n o w a ł !
A cw o rte p rz y k o zan ie, ły k u za traco n y ! to tak ie m os u san o w an ie
p sed ojcem ?! B y stro w id z to jes(t) kot, bo w nocy w idzi, rozum is
m nie p o k ra k o w ć i u r n o s к o 7j ! — i nuże n a chopoka, a m a tk a
ja k nie sk o cy do syna, ja k sie nie przy m ierzy , ja k g-o nie bęcnie
bez p lecy , aze zad udnia(ł)o, — T o b ie p a l i č e m 8) w nosie d ł u ­
b ać, ale n ie k sięd zem d o s t a ć 9) p s i o n o g o ty jedna.
C h(ł)opokow i w o cak św icki s ta n y ły , po ca(ł)ow oł jeg o m o ścia
w rę k ę i w ysed, a za nim bez ca(ł)ą drog'e m a tk a g o p o stu rk o w a(ł)a, i o j)cie c w dom u ja k się o egzam inie dow iedziół, to rę k i
n ie za(ł)ow oł.
A no, ch (ł)o p o k d o s t o ł w dom a p sy g o sp o d arstw ie, ale
serce go o k ru te c n ie n a jeg o m o ścia bola(ł)o, i tylko n ad tém przem yśliw oł, ja k b y tu p o m ste jak o m w yw rzyć za ty n egzam in.
N a reście roz, ksiądz p ro b o sc odm ow io sobie brew ijorz n a
g o n k u p rz ed jjle b an ią, a tu p rzy stęp u je do niego ten som ch(ł)opo k , zdejm uje n isk o copke, k ła n io się i p a d o dopiro:
— P o le c io ł b y stro w id z z b y stro śc ią do radości, a ja k nie
będ zie obfitości, to będzie po radości, p ro se k sięd za jeg-omości.
— Co? co? ty g o dos p o n i t r z e 111)?
— W id a ć ze jegom oś(ć) z a b o c u ł 11) o n asy m egzam inie,
sk o ro m nie nie rozum í. P rze ciec g-odom ja k sie p atrzy , i ja k nie
b ed zie duchem obfitości, to bedzie po radości.
— Idze śp ik u z a tra c o n y ze sw ojem i zag-odkam i g d zieś sie
zab ro ł, abo g'odoj w yraźnie, bo ja k eie p rz e s k ro b ie p a l i c ą 12), to
ci sie eg zam in przypom ni.
— H a n o ! sk o ro jegom oś(ć) mo tak o m k ro tk o m pam inć, to
m u m use objaśnić. Т о ї i : 13) b y stro w id z, to jes(t) kot; z b y stro ś. ią
to jesft) z ogniem , (bom m u do o g o n a przyw donzoł w iecheć s ło ..i /
zapolony), p o lecio ł do radości, to jest do sto d ó ł k sięd za je g o ­
6( zasadzka, 7) djabelska, 8) palcem,
9) zostać, ’"j powsinoga, 11) zapomniał.
i:!) laską,, T3) właśnie.

46 m ości, a ja k nie będzie obfitości, to je s t w o d y , to b ęd z ie po r a ­
dości, b o sie sp o lą sto d o (ł)y i zboze k się d z a jegom ości.
— O ! ra ju B o sk ie św ięte ! — zaw o(ł)oł jeg-omoś(ć), a tu
z d achu stodo(ł)y f u —f u—fu! og iń b y ł już n a w iy rch u , i nie pom óg' ra tu n e k , bo sie w szy ćk o do i m e n t u 14) spoli(ł)o.
U p ły n y (ł)o od te g o casu p o re dni, roz, ja k m a tk a teg o
ch(ł)opoka sła k o l e15) p leb an ije, ta k ją ł zaw o(ł)oł do sieb ie jeg o m oś i p ad o do ni ta k : — w aseg o c h o p o k a m ożecie już tero z
o d d ać do sk ó ł, sk o ro sie ta k stra śn ie n a te g o k się d z a n ap iy ro .
M nie sie w idzi, ze jo sie n a nim p rz y eg zam in ie nie poznoł.
N o i o d d ali te g o c h o p o k a n a k siędza, no i dw ie d ziu rk i
w nosie, i sk o ń cy (ł)o sie.

Bajka o dziesięciu braciach ’.
P e w n y g o sp o d a rz m iał dziesięciu synów , z k tó ry c h n a jm ło d ­
szeg o n azw an o w ro d z eń stw ie „ K o z io łk ie m .“ W sz y s c y p o m ag ają c
ojcu, zajm o w ali się p ra c ą g o sp o d a rsk ą . R a z u jed n eg o w czasie
sian o k o su , w y s ła ł ich ojciec n a łą k ę d la iej sk o szen ia i z e b ran ia
siana. S k o sili łą k ę i w y su szy w szy traw ę, złożyli w k o p y , k a ż d y
sk ład ają c po osobno. T a k zrobiło się k o p dziesięć, z k tó ry c h d zie­
siąta, w edle sił K o z io łk a , b y ła najm niejsza. M ieli oni z so b ą k lacz
ojco w sk ą, k tó rą n a n o c p u ścili n a sk o szo n ą łą k ę p o m ięd zy kopy,
ja k się to zw y czajnie czyni b ez szk o d y siana; g d y ż k o n ie m ając
żio lo n ą traw ę, n a su c h ą z g o ła się nie k w ap ią. T u je d n a k n ie p o ­
ję ty m sp o so b em stało się p rzeciw nie. K la c z żarło czn a p rzez noc
zjad ła w szy stk ie dziesięć k o p sia n a z w ielk iem p o d ziw ien iem
i żalem k o sarzy. Cóż b y ło ro b ić? sta ło się ! O jciec niem niej tem z d a ­
rzeniem zd ziw io n y i zrazu n iech c ący w ierzyć, z d a ł się n a św iad ectw o
sw oich d ziesięciu synów , i p rz e s ta ł n a sam em p o ż a ło w a n iu straty .
T y m czasem k lacz p o k a z a ła się zrzeb n ą i po zw y czajnym
p rz e c ią g u czasu, p rz y p ro w a d z iła dziesięcioro zrzeb iąt, z k tó ry c h
d ziesiąte b y ło n ajd ro b n iejsze, a w sz y stk ie b y ły o g ie rk i. H o d o w a ły
14) do szczętu, 15) koło.
‘) Bajka ta została spisaną około 1830 r. w powiecie Poniwieskim
w gub. Kowieńskiej i nadesłaną dla ,,Ludu“ p r z e z p . Jana W itorta. Żeby
zachować jej pierwotny charakter, zatrzymane zostały tak język jakoteż
pisownia oryginału.

-

47 -

się p ięk n ie p o d czujnem okiem g o sp o d a rz a i p rz y p iln y m dozorze
jeg o synów . G dy już w y ro sły ja k należy , ojciec rozdzielił’ ich p o ­
m ięd zy dziesięciu sw oich synów , oddając najm niejszego, ale n ie ­
m niej p ię k n e g o i rześk ieg o K o z io łk o w i, k tó ry ta k ż e n ied o ro sł
b ra c i sw oich, choć już b y ł w la ta c h do ożenienia. Zrobiw szy
ta k i p o d z ia ł m iędzy sy n am i, rz ek ł do n ich ojciec. T e ra z moje
dzieci m a z w as k a ż d y po p ięk n y m koniu; jedźcież so b ie w św iat
i szukajcie żon, nie bierzcie ich z ro żn y ch fam ilij, ale z jed n eg o ro ­
dzeństw a, g d zie znajdziecie dziesięć sió str, ta k iako w as iest dzie­
sięciu ro d zo n y ch braci.
P o słu sz n i sy n o w ie ry c h ło się p rz y g o to w ali do d ro g i i w y ru ­
szyli razem . D łu g o ja d ą c szukali, d o p y ty w a li się dziesięciu sió str
ro d zo n y ch , ale n ik t ich nie u m iał zainform ow ać. N a k o n ie c ja d ą c
s p o ty k a ją k łęb u sze k , k tó ry się k o c ił zostaw uiąc nić po sobie.
Z dziw ieni tą oso b liw ością zatrzy m u ią się b ra c ia i p y taią, czy b y
on nie w ied ział o tak im ro d zeń stw ie, g d z ie b y b y ło dziesięć sió str
ro d zo n y ch ? K łę b u sz e k odpow iada: J e s t tu nied alek o w dow a, k tó ra
m a dziesięć córek. Ja k ż e do niej trafić? z a p y ta li b ra cia. Jedź.cie,
piln u iąc się tej m oiej nici; z jej k o ńcem k oniec w aszej drogi; tam
b o w iem o d k ry ie się przed w am i iedno siele, w k tó re m m ieszka
w d o w a w iedźm a, m ająca dziesięć córek. T o rzek łszy kłębuszek,
p o k o cił się, a oni pojechali i n ieza d łu g o sta n ę li w zaścian k u onej
w d ow y; p rz y ię ła ich uprzejm ie, ja k rów nie potem i ich ośw iaczenie, że ch cą się żenić z iej córkam i. D o w ieczo ra w szystko się
ja k n ajp ięk n ie u ło żyło, t a k ż e p o w i e c z e r z y b r a c i a i s i o ­
stry ja k o n a r z e c z e n i poszli r a z e m s p a ć do o d r y n y
n a s i a n o . P o szedł i K o z io łek , ze sw oją k tó ra się jem u od w y b o ru
sta rsz y c h b ra c i została; ale on sp o strz e g ł, że niem a iego ręk aw ic.
Id zie w ięc szu k ając i podchodzi do sam y ch drzw i w iedźm y. T am
sły szy rozm ow ę i te m ianow icie słow a w yrzeczone do k o goś gdosem w dow y : C z a p k i p o ś c i n a ć a c h u s t k i z o s t a w i ć .
T o coś b a rd zo n ied o b re g o w róży, p o m y ślił sobie K o z io łek .
D o m y ślając się ztąd n iep o ch y b n ej zg'uby d la siebie i d la b raci,
w ra c a najprędzej do o d ry n y , k ład zie się i czeka nim w szyscy
p osną
G d y już c h ra p a n ie n a stą p iło pow szechne, w staie najciszej
i z ko lei czap k i b ra te rs k ie i sw oją k ład zie p rz y g ło w ac h sió str,
ich zaś ch u stk am i p o k ry w a g ło w y b ra te rs k ie i sw oją. P rz e d sa ­
m ym d niem k to ś z k o są przychodzi, ścin a g ło w y w k tó ry c h b żały czapki, a ch u stk am i p o k ry te zostaw uje n ietk n ięte. K o z io łe k
nic nie m ów i i czeka, aż się b ra c ia obudzą.
Ze d niem o cy k a ją się b ra c ia z niezm niejszym strac h em ja k
zd u m ien iem , w idzą n arzec zo n e sw oje we k rw i zbroczone, p o -

- z a ­
rżnięte! N ie w iedząc sam i ja k się to sta ło i lę k a ją c się b ie d y i zem ­
sty, k u lb a c z ą n ajp rędzej ko n i i zm ykają. P o drodze op o w iad a im
K o z io łek , ja k się ta rzecz s ta ła i co .o n dla u ra to w a n ia siebie
i b ra c i uczynił.
B ra c ia n iech c ą tem u w ierzyć, p o sąd z ają iego o zabójstw o,
z p o w o d u niech ęci, że m u siał w ziąść sio strę, k tó ra się jem u od
w y b o ru ich zo stała, i p o w ró ciw szy do dom u sk a rż ą g-о królow i.
K ró l w y słu ch a w szy ż a ł u j ą c y c h i o b źa ło w an eg o , n a dow ód p r a ­
w d y ze stro n y K o z io łk a , k aż e m u p rz y n ie ść tę k o sę, k tó rą on
w idział, że ścięto g ło w y dziesięciu sio stro m . Ja k k o lw ie k rzecz
b y ła tru d n a w ziąść tę k o sę u w ied źm y i K o z io łe k w y m a w ia ł się
z u p e łn ą n iem o żn o ścią : k ró l p rz ecie za g ro ził go śm iercią, jeżeli
n iep rzy n iesie.
W r a c a z p łaczem K o zio łek , idzie do sta jn i i n a los swój n a ­
rzek a. S ły s z ą c i w idząc to je g o k o n ik p y ta : czego płaczesz ?
K o z io łe k o p o w iad a rzecz c a łą i znow u płacze. „Ciszej, rzecze k o ­
nik, uspokoj się!“ — „D o sta n ie m w iedźm inej k o s y .“ K o z io łe k
u cieszo n y p o k a rm ił konia, sam się u b ra ł, siad ł i p o ie c h a ł do za ­
śc ia n k a w iedźm y. G d y już b y li blisko, rzecze kon ik : „ sta ń m y !“
W p o sta c i czło w iek a nie w eźm iesz tej k o sy , nie w puszczą
c ieb ie do c h a ty ; ale oto p rz em ien ię cię w k o ta ; ta k p rz e k s z ta ł­
co n y p rzy b ieżesz do drzw i, zam aw czysz, d rzw i ci otw orzą, i jak o
k o t bez p o d e jrz e n ia w em kniesz się do śro d k a i siądziesz sobie
p rz y kosie, k tó ra leży n a ła w ie p rz y o tw a rte m ok n ie, gdzie też
i W iedźm a siedzi. O n a cię p o g ła d z i i p o y d zie zaraz do k o m o ry po
m ięsa k a w a łe k d la ciebie. W te n m o m en t ch w y taj za k o sę i d ra paj p rzez o k n o ; a ja ty m czasem n a cieb ie czekając, tu się p o paszę. “
S ta ło się ta k i nim się k o ń co k o lw iek posilił, już k o t p rz y ­
b ie g ł z k o s ą do n ieg o . J a k zaś ła tw o z człow ieka n a k o ta , ta k
i z k o ta n a cz ło w ie k a p rz e w ie rz g n ą ł się K o z io łe k . D o sia d a w ięc
swojeg'0 ru m a k a i w k ró tce, p ęd z ąc czw ałem , p o w ra c a do dom u.
P rz e d sta w u ją c k o sę k ro lo w i u d o w o d n ił w p ra w d z ie sw oją n ie ­
w inność, a le nie ro z b ro ił g n iew u b raci. N ie m o g ąc już nic p o ra d zić
jem u — z p u n k tu zarzu c o n eg o zab ó jstw a, przez n iech ę ć czy za­
zd ro ść p o w iad a ją krolow i, że n ib y się K o z io łe k p rz ech w a lał, iż
fraszk a ta k o sa, ale że on m ó g łb y d o s ta ć od w iedźm y dw oje cu ­
dnej p ięk n o ści g o łą b k ó w . W ła ś n ie ta k ic h g o łęb i p o trz e b a b y ło
k ro lo w i. W o ła w ięc K o z io łk a i p o d k a r ą śm ierci każe m u p rz y ­
n ieść tę p a rą g o łęb i. P ró żn o K o z io łe k w y p ie ra się, że te g o n ig d y
n ie m ów ił, i że n a w e t nie w ie czy są u w iedźm y g o łęb ie ja k ie ?
N ic to nie p o m o g ło : Ś m ie rć ! lub g o łęb ie !

— 49 —
Jd zie więc płacząc znow u do sw ego k o n ik a. T e n d o w ie­
d ziaw szy się o p rzy czy n ie łez ieg o ; u sp o k aja go, k aż e siebie sio ­
dłać, i zaraz z nim się puszcza do w iedźm inego zaścianku. B ę­
dąc ju ż n ied alek o , zatrzy m u je się, p rz em ien ia K o z io łk a w ja s trz ę ­
b ia i p o w ia d a : „-oto w te n m om ent w iedźm a ze sw ojem i g o łę ­
b iam i siedzi p rz y studni, o b ró c o n a do b ra m y . O bleć n a około
i z d ach u n a g le spuszczając się n a g o łę b ie siedzące w parze, porwij szp onam i za sk rz y d ła i spiesz do m n ie .“ K o z io łek słow o
w słow o ta k czyniąc, sch w y cił g o łę b ie i m im o p rz era źliw y k rz y k
w iedźm y u n ió sł je n a m iejsce stan o w isk a, zkąd*natychm iast w p o ­
s ta c i już cz ło w iek a w skoczył n a ko n ia i d ra p n ą ł w nogi.
P rzybjw vszy do domu, zaraz p o n io sł je do króla. U ra d o w a n y
tem m o n arc h a serdecznie dziękow ał K o zio łk o w i i o b d a rz y ł go
piniędzm i. Z czego niezm iernie ucieszony K o zio łek , że się i b ied y
p o z b y ł i p in ięd zy od k ró la d ostał, sk acząc w ró cił do chaty, k o ­
n ik a p o g ład ził, o b ro k u za sy p ał i sam posiliw szy się po szed ł spać.
T y m czasem k ie d y k ró l p rz y p a tru je się gołębiom , p ieści się z n ie ­
m i i b aw i tę sk n y c h do rodzinnej strz e c h y : ied en ta k p rzem aw ia
do k ró la: „N ajjaśn iejszy P tm ie ! ja k a ż ci ztąd chluba, że p osiadasz
n as p a rę g o łę b i o k u rzo n y ch dym em w iejskiej strzechy; nie dla
k ro lo w rod nasz stw orzony, ale dla p ra c o w ity c h km iotków ; z niem i
n a s p rzy iaźń łącz y i p o trze b a. Oni w nas w idzą sw e szczęście,
p rz y n ich m y szczęśliw i, bo sy ci i bezpieczni. L ecz je s t p ta k o!
k ró lu g o d n y C iebie i tw eg o p a ła c u , p ta k rajsk i, n ajp ięk n iejszy
w św iecie, k tó ry w dzięczne sw e p ien ia rozw odzi p o d niebem ,
w k la tc e szczerozłotej, sadzonej diam entam i, i zaw ieszonej aż
w sam y m śro d k u niebieUdeg-o sk lep ien ia. W id zia łe m g o nieraz
choć zd alek a, w zlatując za obło k i i słu ch ałem p ien i iego z a c h w y ­
cających.
K ró l ró w n ie zdziw iony m ow ą g o łęb ia, ja k i trześcią iej z a ­
jęty , wrp a d ł w zadum ienie i m ilczał, a g o łą b ta k dalej m ów ił.
„N ie frasuj się k ró lu, ja k te g o p ta k a dostać; te n co nas d o staw ił
tobie, w sta n ie je s t ci p ta k a i k la tk ę p rz y n ie ść .“
S ły sz ąc to król, zry w a się z m iejsca, w o ła p o kojow ca i każe
n a ty c h m ia st p rzy p ro w ad zić K o z io łk a . P o ry w a ją go se snu i w iodą
do k ró la. „S łu ch aj, rzecze k ró l do niego, k ró tk i moj rozkaz: w iesz
tę z ło tą k la tk ę z p ta k ie m rajskim , zaw ieszoną p o d sam y m ś ro d ­
kiem n ieb a, idź i p rzy n ieś mi ją albo u m ie ra j.“ P o ta k im z a g ro ­
żeniu cóż m iał ro b ić K o z io łe k ? p o sze d ł znow u p łacząc do sw eg o
k o n ik a.
T em u g d y p o w ied z ia ł o sw ojém nieszczęściu, rzecze m u koń:
„to rzecz n ie ta k ła tw a i d ro g a dalek a. Jdź do k ró la, pow iedź to
4

je m u i p ro ś, żeb y ci k a z a ł w y d a ć znaczną sum ę p ie n ię d z y n a
d ro g ę .“ T o g d y się sta ło i k ró l p ien ięd z y nie żałow ał, schow aw szy
p o ło w ę n a zap as, z p o ło w ą w y ru sz y ł K o z io łek w d ro g ę za in ­
sty n k te m sw o ieg o k o n ia. D łu g o i ro z m a ite m i szlak am i o d b y w ając
p o d ró ż, n a k o n ie c p rz y b y w a ją do w ielk ieg o lasu, za ro słeg o w iecznem i drzew am i, a ta k p ię k n ie i czysto u trz y m a n e g o , że w nim
n ie ty lk o ża d n eg o ło m u i zaw ału, ale i suchej g a łą z k i nie w idać
b y ło . D o jec h aw szy do sam eg o śro d k a tej puszczy, za trzy m u ie się
k o n i p o w iad a do K o z io łk a, „Otoż tu je s t śro d e k n ieb a; n a d ty m
p u n k te m w isi zło ta k la tk a , a w niej ie s t p ta k rajski. W eźm ij, K o ­
zio łk u , p o sta ć o rła, bo in n y p ta k k la tk i tej n ie się g n ie ; w znos
się p ro s to w g ó rę p a trz ą c w niebo; a gdy już pod sam ą k la tk ę
dolecisz, d o tk n ij ią sk rz y d łe m i zaraz się spuszczaj, ona tu ż p ó j­
dzie za to b ą; miej ty lk o p iln e b ac zen ie n a to, żeb y ś spuszczając
się do lasu, nie g a b n ą ł o d rz ew o ; inaczej sieb ie i m nie zg u b isz .“
S zczęściem w szystko się o d b y ło ja k n ajlep iej i k la tk a b y ła
już n a ziem i, w rę k u K o z io łk a . Po m ały m o d p o czy n k u sp ieszą nap o w ró t do dom u. J a k dłu g o tam i n az ad c ią g n ę ła się podróż, n ie ­
w iad o m o ; ale to ty lk o pew no, że nie dośw iadczyw szy ża d n eg o w y ­
p ad k u , K o z io łe k p rz y b y ł p ro sto do p a ła c u k ró la i tam tęsk liw ie
czek ającem u o d d ał k la tk ę i p ta k a . N ie n ależ y w ątpić, że m o n arc h a
nad zw y czaj u ra d o w a n y m u sia ł g o sow icie w y n a g ro d zić.
Z ro b iw szy ta k ą p rz y s łu g ę k ro lo w i, sąd ził K o zio łek , że już
b ęd z ie sp o k o jn y ; począł w ięc m y śleć o za p ro w ad zen iu w łasn eg o
g o s p o d a rstw a . P o d c z a s k ie d y on ta k m yśli i b a w i się przyszłem
sw oiem szczęściem p o d strz e c h ą w iejskiej zagTody : p ta k ra jsk i
śró d ła s k a ń i p ieszczo t k ró le w sk ic h i ca łe g o dw oru, ta k się do
k ró la o d z y w a : „N ajjaśniejszy P a n ie ! w szy scy m ię tu po d ziw iają
i ty sam k ró lu unosisz się n a d b a rw ą m oich p io r i w dziękiem
m eg o g ło su i n azy w asz m ię najdroższym k lejn o tem sw oim ; a cożby
b y ło , g d y b y ś w idział i p o sia d a ł ow ą cu d n ą dziew icę, n a k tó rej
ło n ie jam się h o d o w a ł i u czy ł się śp iew a ć nim m ię w zięto do zło ­
tej k la tk i. D a le k o p o śro d w od O cean u m ieszk a o n a ; tam n a fa ­
lach m o rsk ich ro z ta cza o n a sw oje w dzięki, ig ra z ry b k a m i i g ło ­
sem sw y m łag odzi, czaruje w szystko, co się do niej zbliża. O h!
K ró lu ! co za d ziew ica, w a rta b y ć żoną n ajp ierw szeg o z k ro lo w “.
Z ap a lo n y tak im opisem n im fy m orskiej, k ro i naty ch m iast
k a ż e w ołać K o z io łk a nie w ą tp iąc , że teiì, co k la tk ę złotą śc ią g n ą ł
z p u d sa m e g o n ieb a, p o trafi d o stać się n a śro d e k O ceanu i zdo­
b y ć dziew icę. B ie d n y K o z io łek , p o śro d n ajsło d szy ch m arzeń sw o ­
ich p o rw a n y od dw orzan, sta w ić się m u siał u k ró la i p o p ro z b a c h
i g ro ź b a c h zająć się m y ślą o m orskiej dziew icy. J a k k o lw ie k b a r ­

- 51 —
dzo m a rk o tn y ale nie rozpaczony, idzie do sw ojego k o n ik a i n ow ą
b ie d ę m u p rz ek ład a.
K o ń go pociesza, każe iść do k ró la, i n a w ielkie p rz ed się­
w zięcie w ielk ich p ro sić pien ięd zy , w czem ze s tro n y k ró la n a j­
m niejszej nie b y ło tru d n o ści. Za część ty c h p ien ięd z y z p o ra d y
k o n ia, zak u p u je K o z io łe k m nóstw o ro zm ajty ch b ły s k o te k n ależ ą­
cy ch do stro ju k o b iece g o , u k ła d a je do szafy u m y śln ie n a to sp o ­
rządzonej i zam y ka. T o g d y się stało, b ierze tę szafę z so b ą r a ­
zem n a k o ń i puszcza się w drogę. T a k w szy stk o dziw ny k o ń
je g o rozp o rząd ził.
Co się im po drodze zdarzyło, m ilczy o tem h is to ry a ; w ia­
dom o ty lk o , że p rz y b y li n a b rz e g O ceanu, w tem w łaśn ie m iejscu,
g dzie m o rsk a dziew ica z w y k ła najczęściej p o k az y w ać się. „T u —
rz e k ł k o ń do K o z io łk a — w k ró tc e zjaw i się dziew ica, p o staw
tw o ją szafę, ułóż w niej ia k należy b ły s k o tk i i n ieza m y k ając
drzw iczek, czekaj aż się nim fa objaw i. O n a ciekaw a, zbliży się
i z a p y ta , k to je ste ś i co m asz w tej szafie? P ow iedz, że jesteś
k u p iec, i m asz do p rz e d a n ia ozdoby niew ieście. To rzek łszy , p o ­
k ło n sie iej n izk o i p ro s ją, a b y w stą p ić do k ra m u i w y b ra ć so­
bie ra c z y ła . D z ie w ica p o k w a p i się na te św iec id e łk a i w ejdzie
do szafy d la w y b ra n ia ; ty ty m czasem drzw iczki zatrzaśnij i zam ­
knij n a zam ek. W te d y już dziew ica n a s z a “.
D ziew ica p o k a z a ła się ; K o z io łek co. nie o słu p iał p a trz ą c n a iej
sp an iało ść i w d z ię k i, n a iej p ięk n e w łosy, k tó re w ie trz y k ro z w ie­
w ał, a tęcza złocąc je zb ierała. J a k k o ń p rzepow iedział, ta k się
stało . S lic z n o ta m o rsk a z a in te re so w a ła się k ra n ik ie m k o z io łk a
i g rzeczn ie zap ro szo n a don w eszła. C h y try k u p c z y k drzw iczki
z a trz a sn ą ł, za m k n ął, z k ra n ik ie m co ry c h le j n a konia. T a k z m i­
ły m ciężarem , p rę d k o czy pow oli, d obił się n a k o n iec do dom u.
M ów ią, że b ard zo n iech ę tn ie i z żalem o d d ał K o z io łek dziewicę,
k rolow i, k tó ry ją p rz y ią ł z najw iększą ra d o ścią i tryum fem .
A le p ró żn o ją b a w ił i w y m y ślał najw eselsze ro z ry w k i; d zie­
w ica b y ła sm u tn ą i nie śpiew ała, ch o ć gdos iej m iał b y d z ta k
czarujący. P y ta ią k ro i n ak o n iec , dlaczeg o o n a ta k sm u tn a ? co
iej b ra k u je ? N a to d ziew ica: „N ie obaczysz K ró lu n ig d y mię
w e so łą i g ło su m ego nie usłyszysz, jeże li nie k ażesz mi p rz y n ie ść
gojącej i ożyw iającej w o d y “. A k ie d y kro i z a p y ta , g d zieb y d o stać
ta k ie y w o d y ? O d rzek ła dziew ica : „T en zdrajca, co m ó g ł m nie sam ą
dostać, p o s ta ra się i te y w o d y .“ „ W o ła ć mi n a ty c h m ia st K o z io łk a !“
k rz y k n ą ł w ład ca, o b ra cając się do sw oiej służby. O n g d y się
staw ił, rzek ł k ró l do n ie g o : „W ody gojącej i ożyw iającej m asz
się p o sta ra ć , ja k m ożna n a jp rę d z e j“; a g d y K o z io łe k w am b a ra sie

-

52 -

g ło w ę p o sk ro b a ł, d o d ał m o n a rc h a : „niem asz w ym ów ki, k to u m iał
zd o b y ć dziew icę, zd obędzie i w o d ę“.
A w ięc, nie k rz y w ią c się już dalej, w nadziej n a sw eg o k o ­
nia, p o sze d ł K o z io łe k i przełożył jem u no w y roskaz k ró la .
„ W ie sz co K o z io łk u — odezw ał się k o n — to m oże mię życie
k o szto w ać, jeżeli sie( nie uda. Idz w szakże do k ró la i p ro ś na
d ro g ę p ien ięd zy . P o d ró ż tru d n a i d a le k a “. N ie chodziło k ró lo w i
0 pien iąd ze, b y le ty lk o żą d an a w o d a b y ła. W y liczo n o n a ty c h m ia s t
sum m ę p o trz e b n ą i K o z io łe k w ziąw szy część pieniędzy, o d p ra w ił
się w d ro g ę. P rz e z lasy , step y , g o ry , w ąw o zy i rz ek i, p rz e b ie ra ­
ją c się d łu g o i z tru d em , ale b ez p rz y p a d k u , w chodzą n a k o n ie c do
w ielk ieg o lasu m iędzy sk a ły i p rzep aście, g d zie m n ó stw o k ru k ó w s ie ­
działo n a d rzew ach , sk ałac h , lub k ra c z ą c snuło się tu i ow dzie
w p o w ietrzu . R z e k ł kon do K o z io łk a : „T u n a iednej n ied o stęp n ej
sk ale iest n am p o trz e b n a w oda, k ru c y o niej ty lk o w iedzą i m ają
tam p rz y stę p . W e z i zabij m nie ; w y d o b ąd z m oje w n ę trz n o śc i
1 sch o w aj, z a k ry i ta k , żeby się k ru k i nie d o rw ą ły i nie p o żarły .
P o te m w lez do mojeg-o b rz u c h a i z a k ry i się, p rz y le c ą k ru c y ,
i sąd ząc że p ad ło , spuszczą się n a m nie. W te d y ch w y c dw óch
k ru k ó w i trzym aj m ocno. Z g ro m ad zo n e k ru k i p o czn ą cię prosić,
a ż e b y ś u w o ln ił ich s p ó łb ra c i. P ow iedzże im w ted y , że nie p u sc 'sz
in aczej, aż ch y b a p rz y n io są ci gojącej i żyw iącej w ody. K ie d y
w ięc w dw óch n ac zy n iach b iałem i n ieb iesk iem w ody ci p rz y n io są ,
pu ścisz n a w o lą p ta k ó w , a sam w y d o b y w sz y w n ę trz n o śc i m oje
ze sc h ro n ie n ia , w łożysz mi do b rzu ch a, polejesz n a p rz ó d w odą
z b ia łe g o n ac zy n ia, to się w szy stk o zgoj, a po tem z n ie b ie sk ie g o
i w n e t ja ożyję“.
N ie bez żalu i w z d ry g n ie n ia za b ił k o n ia sw eg o K o z io łe k ;
dalej sp e łn ił w szy stk o p o d łu g danej so b ie in stru k c y i. U d a ło się
szczęśliw ie; k ru k i w dw óch n a c z y n ia c h w ody p rz y n io sły , za p o ­
m o cą k tó re j k o n ia do ży c ia p rz y w ró ciw szy , z w o d ą ru sz y ł napo"wrot. N ie ta k zap ew n o p rę d k o , ja k się to m owi, s ta w a n a k o n ie c
p rz ed k ró lem i o d d aje w rę ce je g o o b a n ac zy n ia z w odą. A n i
w ą tp ić, że k ró l m u za to m ocno dziękow ał, i o d d a ł sam n ac zy n ia
te dziew icy.
T y le zro b iw szy p rz y słu g i, ty le p o n ió słsz y tru d ó w K o z io łek ,
zdaje się, że m ó g ł już sp o k o jn ie zająć się sw ojćm szczęściem .
L ecz p rzezn aczen iu ieg o inaczej się zdało. N a jtru d n ie jsz a p ro b a
b y ła jeszcze p rz e d nim . O k ró tn a d ziew ic a p o s ta n o w iła n a sam ym że
K o z io łk u d o św iad czy ć sk u tk ó w iednej i d ru g iej w ody. P ro w a d z ą
b ie d a k a n a rzek ę. T am n a b rz e g u rą b ie g o dziew ica n a d ro b n e
k a w a łk i; sam a je p rz e m y w a w w odzie, p o te m sk ła d a ja k b y ł y ;

-

53 —

i do p iero n ap rzó d p o b iła w odą g o ją c ą i w szy stk o się zrosło
i zg oiło, dalej w o d ą o ży w ia ją cą i w n e t p o w s ta ł m łodzieniec, d a ­
lek o p ięk n iejszy niżeli b y ł p rz ed tem . K ró l z dw orem swojm ,
św ia d e k tej o p eracy i, w idząc ta k k o rz y s tn ą o d m ian ę n a K o zio łk u ,
i ja k o już dość w la ta podeszły, bardziej p o trz e b u ją c y tak iej o d ­
m ian y i odśw ieżenia, prosi, z a k lin a dziew icą, żeb y z nim toż
sam o zro b iła, co z K oziołkiem . C hętnie zg a d za się dziew ica,
siek a n a k a w a łk i kró la, p rz em y w a członki iego w rzece i sk ła d a .
G dy tem b y ła zaięta, n ac zy n ia z w odą cudow ną sta ły n a stronie.
Ju ż m iała p o lać z kolej, żeby zgojć i ożyw ić k ró la ; nieszczęście!
p rz y la tu ją n a g le dw a k ru k i, p o ry w a ją oba n ac zy n ia z w odą i u n o ­
szą. D w o r i lu d z e b ra n y niezm iern ie się tem p rzeraził, ale w idząc
w tem p a le c B oży, obw ołuje dziew icę sw oją k ró lo w ą ; ta zaręcza
so b ie K o z io łk a n a m ęża: o d b y w a się n ap rzó d sp a n ia ły pogTzeb,
p o te m św ietn e w esele, n a k t ó r e m w s z y s t k i e g o b y ł o h u ­
k i e m i j a d ł a i n a p o j u , t a k że g o ś c i o m aż p r z e z b r o d ę
c iek ło , ale w g ę b i e n ie było.
N btand um : T a k się k o n kludują w szystkie powieści gm inne L itew skie,
z te m jeszcze, że opowiadający koniecznie j e s t z liczbj7 gości; co t u prze­
puszczono je d y n ie z powodu cholery. S tra ch być na balu, żeby się nie ob­
j e ś ć ; w mysli n aw e t nie chcę zgrzeszyć obżarstwem. — Oj! ta cholera;
praw i nam o wstrzemięźliwości lepiej sto razy, j a k ojciec Maciej w Irlandyi.

Podanie o skale.
W pobliżu B uczacza, w stro n ie północnej od m iasta, leży
n iew ielk a w io sk a R u k o m y sz , przez k tó rą p rz e p ły w a rz e k a S try p a .
T u ż n ad rz e k ą sto i cerkiew , p o św ięco n a św. O nufrem u, z w ielkim
w dzień te g o św ię te g o odpustem , k tó ry daw niej śc ią g a ł m asy n a ­
rodu, a n a k tó r y i teraz jeszcze znaczna liczb a pobożnych z bliższych
i dalszy ch stro n w ty m dniu u ro c z y sty m się schodzi. Z araz za
ce rk w ią w znosi się o g ro m n a sk a ła , której długość w y n o si około
50, a w y so k o ść około 12 sążni. F o rm a c y ę tej sk a ły stanow i naciek o w iec p o w sta ją c y z rozczynu w a p n a i g lin y ; je s t d ziu rk o w aty
ale p rz y d a tn y do budow y. O d czasu do czasu o d ry w a ją się od
s k a ły m niejsze lub w iększe b ry ły i z h u k iem toczą się n a d ó ł;
często m ożna na n ich zauw ażyć o d cisk i liści, gałęzi, a n a w e t k o ­
n aró w z drzew , k tó re g e o lo g m ó g łb y nazw ać po im ieniu.
W sk ale znajduje się znaczn a liczb a w iększych i m niejszych
p ieczar, p o łączo n y ch ze sobą o tw o ra m i i chodnikam i, przez co

— 54 —
p ie c z a ry te sta n o w ią nie o d rę b n e dla sieb ie k o m ó rk i, ale je d n ą
cało ść. N a ścian a ch i sk le p ie n ia c h ich o siad a cz ęsto k ro ć ro sa,
p rz esy co n a so lą7 sm ak u łu g o w a te g o , k tó rą po b o żn i zb ierają i p o m azu ją n a stę p n ie ch ore oczy, b ę d ą c p rz e k o n a n ia , że ro sa stąd
m a siłę u z d ra w ia ją c ą w n ajro zm aitszy ch c h o ro b ach oczu.
W e d łu g m iejscow ego p o d an ia p iecz ary te c ią g n ą się aż do
sąsied n iej w si P rz e w ło k i. P ew n e g o razu w puszczono do n ich
k ac zk ę z dzw oneczkiem n a szyi, ch cąc p rz e k o n a ć się, co się z nią
sta n ie i — po ja k im ś czasie k a c z k a zjaw iła się n a rzece w P r z e ­
w ło ce. In n y m razem ja c y ś dw aj k sięża w eszli do o w ego p o d ­
ziem ia, a b y je bliżej zbadać, ale p rz e p a d li tam i w ięcej n ik t ich
nie w idział.
D o p o w s ta n ia s k a ły i p ie c z a r p rz y w ią z a n e je s t n a stę p u ją c e
p o d an ie : K o lý Ź ydy S úsa C h ry stá n a ch ry stjl rozpym iły, z a d ro żtiła zem lá, ne m ohńczy tak ó ji o h ýdy zn ésty , za trjasłaś, a h ó ry
zaczàly sejczás ro zp ad áty é, d o ly n ý riw n iáty á : to h d ý zaczáia i násza
s k a ła ro s tý (ru k ó w y sk a). A łebo ro sté , ro ste i n e stajé. L údy dyw u t sia, żiirjat sia, a n e znájut, szczo poczáty. W tim zjaw yłyś
ks. id zý Je re m íty i p o cz ały sk ałń z a k ły n a ty ; poczalá s k a ła po
tró c h y osidàty. P id toj czas pojaw ýw sia w o k ó ły cy św iatyj
O nufréj ; w in w zdriw skałii, oná jem ú sp o d o b ała sia, a szczo і pecz éry b u ły h otów i, toż w in p o stan o w ý w tam zam észk aty . W in
w w ijszów do w elý k o ji (środkow ej) p e c z é ry i poczáw m o lý ty sia
B ó h o w y , szczobý po m íh m u w now ím m észk aniu. K o ły w staw
po m o iý tw i, w m iscy, de o p ér sia b u w nohóju i ru k ó ju , łyszyłyś
élidý nohý i ru k ý n a p á m ja tk u i do nýni.
P o b o żn i, sc h o d z ący się n a o d p u st, śla d y te o d ciśn ięte n a ­
w ied zają i z p o b o żn o śc ią całują.
Że św ięty O n u fry ży ł rz ecz y w iście w ty c h sk ałac h , w ierzą
m ie sz k a ń c y R u k o m y sz a , a n a w e t op o w iad ają, że O n u fry p o s a ­
d ził b y ł drzew o figow e obok s k a ły w m iejscu, gdzie dzisiaj rośnie
ro z ło ż y sty jaw o r, k tó re g o ow ocam i ży w ił się do śm ierci.
O p o w sta n iu w io sk i i kap liczk i, um ieszczonej w jed n ej p i e ­
czarze, ta k o p o w ia d a ją : J a k T iirk y z T a tâ ra m y n a p a fy n a B uczácz, m iszczány p o w tjik ały p éred n ý m y i sc h o w śły ś w peczerá c h ru k ó m y sk y c h . P o w idchodi T a tá riw m iszczány chotjíly w ertá ty znow do B uczácza, ják iež u w ý d ily , szczo z jiic h sad ý b ły sz
o d n á w e lý k a rujína, w e rn ú ly do p eczár, w ý ru b a ly w okóło n y ch
lis i zaio žý ty sełó. O dným ły sz žurýiyá : ne m o h lý sobí zbu d o w áty
c e rk w y , b o biiło jich ne b o h ato , a ch o tjiły m o lý ty š B óhow y, ta
kolýž n e m e ły de. T o h d ý w drúhij p e c z e rí zjaw ýw sia óbraz św iatóho O nufréja, k o trý j w id o slá ly do R ým u, a n a tipi m íscy p o ło ­

-

55 —

żyły w iw tar, p ry p ra w y ły dw eri i w id tó łid y schodyłyś n a m ołytw u. I te p é r szczo ró k u w id p ra w láju t w sij k a p ły c y S łu ż b y w trétyj deń W e ły k ó d n ia .
P o d a n ia te za p isa łem w 1889 r. B y ć m oże, że m o żn ab y ich
i w ięcej tam znaleść, d o ty ch czas je d n a k nie m iałem sp osobności
b y ć n a m iejscu p o w tó rn ie i d o k ła d n ie rzecz zbadać.

II.
O k am ien iach , k tó re p o w stały z ludzi, m am n a stę p u ją c e w ia ­
dom ości :
P rz y drodze, w iodącej z M o n a ste rz y sk do B uczacza, są w e
w si Jez ie rza n ach zasadzone w y s o k ie , sta re topole. D o jed n ej
z o w y ch to p o li p rz y p a rty je st i dzisiaj w ielk i kam ień, do k tó re g o
p rz y w iąza n e je s t n astęp u ją ce podanie. P ew n a m atk a w ychodząc
w p o le zran a, n a k a z a ła córce zgotow ać w cześnie ob iad i w ynieść
jej w pole. C ó rk a zrobiła, co m atk a rozk azała, sp ó źn iła się je d n a k
p rz y te m ; n ad to id ąc w pole, s p o tk a ła p a ro b k a , k tó re g o k o c h a ła
i zaczęła z nim rozm aw iać. Z n iecierp liw io n a m a tk a p o stan o w iła
sam a pójść do dom u i zobaczyć, co jest. Id ąc, zd ała ujrzała córkę
ro z m a w iając ą z p aro b k ie m . R o z g n ie w a n a k rz y k n ę ła : B odáš tam
k ám in em stała. W tej chw ili dziew czyna p rz em ien iła się w k a ­
m ień i d o tąd nim pozostaje.
N ad m ien iam jed n ak , że k am ień te n niem a żadnej p o d o b izn y
ludzkiej, bo u m y śln ie go o g ląd ałem .
P o d o b n y w y p a d e k zdarzył się w Z alesiu (pow. bucz.). W y ­
s ła ła m a tk a có rk ę po w odę do stu d n i i n a k a z a ła jej, żeby się
spieszy ła. D ziew czy n a b y ła b y za p ew n e p rę d k o w róciła, g'dyby
nie zaszedł jej d ro g i k o ch a n ek , z k tó ry m da.wno się nie w idziała,
a poro zm aw iać m u siała. Z ad ała się w ięc z nim w rozm ow ę, tr z y ­
m ając k o n ew k i n a plecach. Z n iecierp liw io n a i tu m a tk a w y b ie g ła
z ch ału p y , k rz y c z ą c ! B odáš kám in em tam stała. P rz e k le ń s tw o
zaraz sp e łn iło się, c ó rk a sk am ien iała.
P o d o b n y k am ień znachodzi się też n a polu, zw an em K a rsk iem polem , m iędzy P u źn ik am i i B ary sz em (pow. bucz) ; nie
m iałem je d n a k sp o so b n o ści ani w idzieć g‘o, ani dow iedzieć się,
ja k ie p o d an ie z nim się w iąże. P raw d o p o d o b n ie m ożna tak ich
p o d ań w ięcej w pow . b u czack im usłyszeć.
W łodzimierz Hnatiuk.

-

56 —

B a jk a o w ę ż o w y m k ró lu .
Ż yła ra z so b ie sta ru sz k a . M iała o n a sy n a je d y n a k a im ieniem
Ja ś. O boje b y li b ard zo b ied n i i m ieszk a li w b a rd z o stare j ch atce,
poło żo n ej w śró d lasów , d alek o n a północy, d a le k o od osad lu d z ­
k ich . Ż yw ili się g rz y b a m i i ja g o d a m i leśn e m i; czasem u d a ło się
złow ić Jasio w i ja k ie dzikie zw ierzę, czasem k a c z k ę i ta k im się
ja k o ś żyło. M ieli w p ra w d z ie dosyć ziem i, ale m a tk a już b y ła s ta ra
i słab a, a J a ś znow u za m łody, a b y m o g li ziem ię n ależ y cie u p r a ­
w ić, dlateg'O n ie w iele m ieli z p o la p o ży tk u . P o m im o te g o
b y li b a rd z o g o ścin n i, a k a ż d e g o p o d ró żn eg o ra d z i w dom u w i­
dzieli i dzielili się z nim czem m ogli, ch o ćb y n a w e t od u st sobie
m ieli odjąć.
R a z w y sze d ł Jasio n a d ro g ę i u sły szał dziw ne sk o m len ie;
p rzy ch o d zi bliżej i zo b aczy ł m ałeg o p ie sk a , któreg'0 ja k iś n ielito ściw y cz ło w ie k z dom u w yrzucił. J a ś d a ł m u k a w a łe k chleba,
p ies zjad ł g o z a p e ty te m , p o tem w ziął g-о J a ś n a ręce, z a n ió sł do
dom u i m ów i do m a tk i: „M am o, znalazłem oto te g o p ie s k a n a
drodze, p ozw ól mi go m ieć p rz y so b ie “. A le m atk a, b ę d ą c b ied n a,
n ie m ia ła sam a co jeść, rz e k ła : „N ie m iałab y m nic p rzeciw tem u,
lecz czem że g'0 w y k a rm im y ?“. „Ju ż ja ze sw ojej części dam m u
n ieco i jak o ś to b ę d z ie “. I ta k p ie s e k p o zo stał. P iln o w a ł on sw ego
p an a, b y ł m u w e w szy stk iem po słu szn y . G d y p o d ró sł, pom ag-ał
Jasio w i w p o lo w an iu n a k a c z k i i zające i b y ło im dobrze.
R a z idzie so b ie Jasio i słyszy, coś żałośnie m iauczę. P o d ­
chodzi i zo b aczy ł b ie d n e g o k o tk a, k tó re g o k to ś n a d ro g ę w y ­
rzucił, b y zg in ął. D o b ry c h ło p iec w ziął g o n a rę ce i p rz y n ió sł do
dom u, znów p ro s i m a tk i, b y m u p o zw o liła k o ta p rz y so b ie trz y ­
m ać. M a tk a pozw o liła, chociaż sam i nie m ieli co jeść. P o k aza ło
się je d n a k , że k o te k nie w iele ich k o szto w ał, bo ła p a ł m yszy, co
zboże w śp ich lerz u w y jad a ły .
Znów idzie raz Jasio przez łą k ę i zo b a czy ł m a łe g o węża, le­
żą ceg o n a drodze, a led w ie żyw ego. Z m iło w ał się J a ś n a d nim ,
sch o w a ł za p azu ch ę i p rz y n ió sł do d o m u ; d at m u m lek a ze
sw eg o śn ia d a n ia i w ąż odżył, p o ło ży ł się n a o k n ie i p rz y p a try w a ł
się w szy stk iem u ciek aw ie. A le m a tk a rz e c z e : „T ego już za w iele,
p s a k arm ić , k o ta k arm ić, w ęża k a rm ić i to m lekiem , sk ą d ja n a
to w szy stk o n a s ta rc z ę “. A le Jasio m ó w ił: „Już ja się z nim p o ­
dzielę zaw sze m oim śn iad an iem , on ta k i ła d n y , a m iły, że za nic
b y m go z dom u n ie d a ł “.
Z o stał w ięc w ąż u J a s ia i dobrze m u b yło, a że b y ł w d z ię­
czn y m , p iln o w a ł c h a tę p rz ed złodziejam i. B y w ało nieraz, w szyscy

-

57 -

poszli z dormi, a w ąż u s ia d ł sobie n a p rzy zbie i g‘rz ał się do
sło ń ca, zw inąw szy się w kółko, aż tu n ad ch o d zi złodziej. W ą ż
te d y ta k ie g o w rzasku, k rz y k u i s y k u narobił, że pies i k o t w y ­
b ie g ły z ch aty , a złodziej p rz e stra sz o n y m u siał u ciek ać. Za to go
też Jasio lu b ił i p o zw alał sp ać ze sobą w łóżku.
W ą ż b y ł je d n a k zaw sze czegoś b ard zo sm u tn y . Ja ś z a p y ta ł
go te d y : „Czem u się sm ucisz, mój k o c h a s iu “, a wąż o d p o w ie­
d z ia ł: „Mój Jasiu , wiem iż m i dobrze życzysz, w ięc ci pow iem ,
k to ja jestem . — Ja m je s t sy n k ró lew sk i. O jciec mój m iał m nie
je d y n a k a i dobrze mi b y ło p rz y ojcu. W sz y stk ie węże z całej
P o ls k i i R u s i m uszą ojca m ego słuchać. M a on n a g ło w ie d ro ­
g o c e n n ą k o ro n ę z sam eg o b ry la n tu , co jaśniej św ieci, niż słońce,
w ięc go już z d a le k a poznać m ożna. K to tę k o ro n ę p o siad a, m oże
w szy stk o otrzy m ać, co ty lk o b y zażądał. O jciec mój m ieszka
w w ielk ich lasac h i b a g n a c h n a P iń c z y sk u i tru d n o do nieg o
trafić. W p ra w d z ie w iem d ro g ę do domu, ale nie m am sił iść ta k
daleko. ,.A jak im że sposobem ty ś się tu w z ią ł“ ? z a p y ta ł Jaś. „O t
raz w y b ie g łe m sobie p o ig ra ć na łące z m oim i przyjaciółm i, w tem
n a d le c ia ł b o cian , w szy scy tow arzy sze m oi rozb ieg li się zdjęci
w ielk im strach em , a b o cian m nie p o rw a ł i zaniósł tu dalek o n a
p o łu d n ie ; ja k o ś w yśliznąłem się m u i w padłem do trzcin y , d a ­
rem n ie m n ie b o c ia n szu k a ł do w ieczora. T a k siedziałem tam k ilk a
d n i o głodzie i g d y b y nie ty, b y łb y m zginął z g ło d u . P ro sz ę cię
Jasiu , ja w idzę, źeś ty b ied n y , ch c ia łb y m ci dopom ódz, zanieś
m nie do ojca i żądaj za m nie tej k o ro n y , co on m a ją n a gło w ie.
O jciec da ci ją z p ew n o ścią, a w ten czas będziesz szczęśliw y“.
N ie n am y ślając się długo, w y b ra ł się Jasio w drogę, szedł
p rzez k ilk a dni, a ciąg le n a północ, aż zaszedł w ta k ie b a g n a
i lasy , że w y b rn ą ć b y ło już m u niep o d o b n a, ale w ąż w y staw ił
swój łe b e k z za p az u ch y i p o k a z y w a ł Jasio w i d ro g ę . N a raz s ta ­
n ę ły p rz ed Jasiem ty siące w ęży i z g n iew em ch ciały się rzucić
n a n iego, b y go ro zszarp ać, iż śm iał n aru szy ć ich spokój i p rz e ­
stą p ić g ra n ic e ich siedziby, ale w ąż J a s ia w y sta w ił swój łe b e k
i coś do nich sy k n ął. W sz y stk ie w ęże ro z stą p iły się z u sza n o w a­
niem i drog-ę p o k azy w ały ', aż do p a ła c u sam ego kró la. P a ła c ten
b y ł b ry la n to w y , k ró l leżał n a g a n k u i w y g rz ew a ł się do słońca.
P o z n a ć go b y ło łatw o , bo k o ro n a je g o św ieciła ja k o słońce.
Z dziw iony k ró l w id o k iem nieznajom ego, z a p y ta ł: „C zego tu
chce ów c z ło w ie k ? 1 J a ś o d p o w ied z ia ł: „P rz y n io słem ci tw eg o
sy n k a , co g‘0 od śm ierci w y ra to w a łe m ; oddam ci go, ale daj m i
tw o ją k o ro n ę “. K ró l ucieszy ł się b ard zo , iż sw ego je d y n a k a zo­
b a c z y ł u J a sia za pazu ch ą, ale r z e k ł: „Żądaj czego chcesz, złota,

— 58 —
sk arb ó w , ale nie k o r o n y “. — »Nie, ja chcę ty lk o k o rony, inaczej
w ró c ę do dom u i sy n k a tw e g o w e zm ę“. . „Już ci te n m łokos za ­
w ró c ił g ło w ę tą k o ro n ą . — J a ci ją dam , lecz o n a nie p rz y n ie sie
ci p o ży tk u an i szczęścia, będziesz m iał czeg-o ty lk o zażądasz,
w szy stk o b ęd zie ci się w iodło, ale szczęścia nie zaznasz i czy
p rędzej, c z y później przy n iesiesz ■ m i ją n a p o w ró t“. W strz ą sn ą ł
g łó w k ą , k o ro n a sp a d ła . J a ś s y n k a królew skieg'o u c a ło w a ł i w y ­
p u ścił, a p o tem w ziął k o ro n ę i sch o w a ł ją do k ieszeni. B y ła ona
m aleń k a, o t ta k ja k d o b ry guzik. W ra c a ją c , zauw ażał, że d ro g a
sam a p rz ed nim się ściele, b a g n a i lasy p rz ed nim ro z stę p u ją się,
b y szed ł su ch ą i p e w n ą d ro g ą . T a k p rz y sz e d ł do dom u. T u z a ­
s ta ł k r a ;n ą nędzę, m a tk ę w y n ę d z n ia łą z g ło d u , p ies i k o t b y ły
ta k suche, że ty lk o s k ó ra i kości. A le J a ś w ziął k o ro n ę do rę k i
i rz e k ł g ło ś n o : „C hciałbym coś d o b re g o zjeść“. Z araz te d y n ie ­
w iad o m o sk ąd , p rz y n ie sio n o n ajlep sze p o tra w y . M ieli co jeść,
pić, u b ra ć się, p ię k n e m ieszkanie, ja k sam p an . M a tk a sił n ab rała,
p ie s i k o t te ra z dopiero p o zn ały , co to słu ży ć Jasiow i.
I w szy stk im zdaw ało się, iż są szczęśliw i, ty lk o Jasio teg o
n ie czuł, w sz y stk ie g o m u b y ło za m ało, z niczeg o nie b y ł k o n ­
ten t. A b y ł to ju ż ro s ły c h ło p a k , za ch ciało m u się żenić, b a !
a le z k im ? Z n ał on n iejed n ą dziew czynę w e wsi, g d y b y b y ł ty lk o
p alcem k iw n ą ł, słó w k iem p isn ą ł, sto d ziew cząt m ia łb y do w y b o ru
i b y łb y szczęśliw y — tak , nie on ch yba, ale dziew czyna. O n n a ­
w e t n a p a n n ę z d w o ru n ie p itr z a ł, a le zam y ślił w k ró lew sk im
d w o rze żo n y sobie szukać.
P rz y je c h a ł te d y do k ró la w w sp a n ia łe m u b ra n iu z sam eg o
z ło ta i d y am en tó w i n a p ięk n y m k o n iu , sam k ró l ta k ie g o k o n ia
n ie m iał. J a ś p rzy w ió zł k ró lo w i b o g a te d a ry i k lejn o ty , ja k ic h
k ró l jescze w życiu n ie w idział. K ró l w idząc sweg'o p o d d a n e g o
ta k b o g a ty m , w p ro w ad ził go n a sw oje po k o je i p o k a z a ł sw oją
có rk ę. J a ś d a ł jej ta k ż e p ię k n e p re zen ta, k ró le w n a je p rz y ję ła,
lecz zaraz p o zn ała, że Ja sio to p ro s ty chłop, bo on sw oje d ro g ie
i p ię k n e b u ty w y sm aro w ał dzieg ciem . B ie d n y Ja ś m yślał, że w ła ­
śnie d zieg ieć najw ięcej p rz y je m n o śc i k ró le w n ie sp ra w i, ale cóż ?
on b y ł w lesie w y c h o w an y , n ie w ied z ia ł o tem , że k ró le w n a od
sam ej m łodości ja d ła ty lk o zam e d e lik a tn e rzeczy i d la te g o p a c h ła
lepiej niż fiołek ? !
C oś po m iesiącu, g d y się lepiej osw oił z k ró lew sk im dw o­
rem , p o p ro sił Ja ś k ró la o rę k ę k ró le w n y . K ró l, u sły sz a w sz y ta k
dziw ne żą d an ie, o d rz e k ł : „M oja c ó rk a już zaręc zo n a z k sięciem
Ł u to w sk im , a sło w a k a so w a ć nie m o g ę “. L ecz g-dy J a ś n a le g a ł,
o d rz ek ł k ró l, żartu jąc sobie z n ie g o ; „ P a trz oto s tą d o trz y m ile

-

59 —

je st w y so k a g ó ra , a ja k d alek o okiem zasięgnąć, sam e b ag n a ,
znieś tę g ó rę do połow y, ziem ią tą zasyp b a g n a , b y tu ludzie
m ieszk ać m ogli, zaś n a g ó rz e w y s ta w p o tę ż n y g-ród i zam ek ta k
silny, b y g'0 żaden n iep rz y jaciel nie z d o b y ł“. K ró l m ów iąc to,
d ał m u poznać, że ja k n iep o d o b n a jem u ta k ą ro b o tę w y k o n ać, ta k
n ie p o d o b n a jem u ja k o p ro stem u chłopu sięg n ąć po k ró le w sk ą córkę.
O dszedł Jaś, w yjął k o ro n ę z k ieszen i i rz e k ł głośno, że
c h c ia łb y tę g ó rę znieść, b a g n a zasy p ać, za m e k zbudow ać. Z ale­
dw ie o b jaw ił sw oje życzenie, aliści g ó ra zaczęła się usuw ać, zie­
m ia sp a d a ła n a b a g n a i z a sy p y w a ła je ; n a gó rze zaczęły się
w znosić m u iy , zam ek i g m a c h k ró le w sk i w sp an ia ły i obronny,
ja k ie g o w c a ły m k ra ju n ie było. I to w szy stk o stało się za jed n ą
noc.
W s ta ł k ró l n az aju trz ra n o i u jrza ł zam ek ta k w sp an ia ły , ja­
k ie g o n a w e t k siążę Ł u to w sk i nie m iał. N a jb a rd z :ej je d n a k zdzi­
w iła go ta szy b k o ść, z ja k ą g m a c h ten w ybudow ano. M nóstw o
lu d u p rzy szło do k ró la p ro sić o ziem ię, a k ró l d aw ał każdem u,
ile ty lk o starczy ło .
P rz y sz e d ł znów J a ś prosić k ró la o rę k ę k ró le w n y . T ru d n o
już b y ło te ra z m u odm ów ić. S am a k ró lew n a, w idząc ta k ie dziw y,
p rz y sta ła n a zw iązek z Jasiem , bo się go b ała, ale nie k o c h a ła
i śp iew a ła so b ie po rusku, p łacząc :
„Oj znajú, znajú, koho kochajú,
T ilk o n e znaju, z kim ż y ty m a ju “.
O dbyło się w ięc w esele, ja k ie g o św iat nie w id ział i nie s ł y ­
szał. S am k siążę Ł u to w sk i b y ł za sw ata i c iąg le coś do, u ch a
sz e p ta ł k ró lew n ie, a k ró le w n a jem u. Jasio w idział to w praw dzie, ale
m y ślał, że to ta k b y ć m usi, że to k ró lew sk i zw yczaj ta k nakazuje.
B ie d n y Jasio , cieszył się, a nie w iedział z czego, ot p ew n ie d la ­
teg o , że inni się ciesz y li; b y ł b ard zo po czciw y i m y ślał, że k ażd y
ta k i sam . K ró l je d n a k k a z a ł córce z m ężem m ieszkać, a k sięcia
p o p ro sił, a b y w y jechał. P ła k a ł k siążę przy ro z sta n iu i k ró lew n a
tak że, lecz n a to nie b y ło rad y . Jaś, chociaż b y ł b ard zo d o b ry
i uczciw y, (sam a k ró le w n a to p rz y zn aw a ła), ale nie b y ła to k ró ­
le w sk a krew , nie u m ia ł ro zk azy w ać, ty lk o dobrze czynić, nie
u m iał z g ra b n ie tań czy ć, a g d y w ziął szablę do rę k i. zdaw ało mu
się, że to cep. P o m a łu je d n a k w k ła d a ł się do- w szy stk ieg o . K r ó ­
lew n a m ając w tem w łasn y in teres, zaczęła m u p o ch leb ia ć, b a
n a w e t cało w ać, że J a ś z d u m ia ł do re sz ty i zd aw ało m u się, że
je s t b ard zo szczęśliw y.

— 60 —
Ja k o ś w e d w a m iesiące zaczęła go żona p y ta ć , ja k im sp o ­
so b em on ta k w s p a n ia ły zam ek w y b u d o w a ł? J a ś do w sz y stk ie g o
się p rz y z n a ł i o owej k o ro n ie w ężow ej o p o w ied ział i n a w e t ją
p o k az ał. T eg o ty lk o trz e b a b y ło k ró lew n ie . Z araz te g o w ieczora
p o s p ra sz a ła gości, a J a ś to lu b iał, często w an o w szy stk ich sm acznem i p o tra w a m i, w ino po b ro d z ie w szy stk im k a p a ło K ró le w n a
ciąg le Jasio w i d o le w a ła i Ja ś p ierw szy raz w życiu u p ił się i ja k
n ieży w y leża ł w łóżku. K o c h a n a żońcia tym czasem sm y k po k ie ­
szen iach i zn a la zła ow ą b ry la n to w ą k o ro n ę . P o p a trz y ła n a p ija n e g o
J a s ia i r z e k ła : „H ej! hej! żebym t o j a ra z te g o J a s ia się p o z b y ła
a d o c z e k a ła m eg o lu b eg o k sięcia Ł u to w s k ie g o “. Z aledw ie . w y ­
rz e k ła te słow a, już J a s ia nie by ło , ty lk o z g ra b n y książę, d aw n y
jej k o c h a n e k . K ró le w n a u c ie sz y ła się b a rd zo i k o ro n ę sc h o w a ła
w n a js k ry ts z ą k ry jó w k ę , a g d y sp ała, b ra ła ją do u st i ch o w ała
p o d językiem .
J a ś ty m czasem p o w o li p rz y c h o d z ił do siebie, p atrzy , a on
w sw ej chacie, w swojej rodzinnej w si, pies i k o t o b o k n ieg o ła ­
szą się, m atk i ty lk o nie b yło, bo u m a rła . Zrazu nie w iedział, co
to m a znaczyć, lecz g d y p rz e sz u k a ł sw e k ieszen ie i k o ro n y nie
znalazł, zaraz p o m iark o w a ł, iż go k ró le w n a w sz k a ra d n y sp o só b
oszu k ała. Z a p ła k a ł rz ew n em i łzam i, aż p ies i k o t n a d nim się
zlito w ały i p y ta ły , czeg'O ta k p łacze. J a ś o p o w ied z ia ł im sw oje
nieszczęście. „H a, to p ó jd ziem y szu k ać owej k o ro n y i p rz y n ie ­
siem y c i“, p o w ie d z ia ły p o czciw e zw ierzęta.
W y b r a li się w ięc w szy scy w drog'e. Idą, idą, lecz nie ta k
to się p rę d k o idzie, ja k się m ów i, ró ż n y ch p rz y g ó d w drodze
zaznali, aż n areszcie sp o strz e g li ów sław n y J a sio w y zam ek. J a ś
z o sta ł w lesie i czekał. P ie s i k o t p o szły do zam ku. W drodze
m u siały p rz e b y ć rzekę, k o t w ięc w y lazł n a p sa i p rz e p ły n ę ły .
G d y b y ły już pod m urem , c h c ia ł k o t w y d ra p a ć się n a w ierzch,
ale m u r b y ł ta k g ła d k i, że p a z u rk i jego n a nic się nie p rz y d a ły .
P o c z ę ły te d y ro zm y ślać, ja k b y to w ejść do zam ku. G d y ta k d u ­
m ają, u sły sz a ły m uzykę, g ra n o ja k ie g o ś m arsza. „Co to je s t? "
s p y ta ł p ies i sch o w a ł się za k rzak iem , a za nim k o t się p rz y cza ił.
A ż tu z d ziu ry w y łaż ą m yszy, (b y ło to bo w iem m ysie w esele).
N a p rz ó d m u zy k an ci z b asem , sk rz y p cam i i b ęb n em , p o tem s w a ­
to w ie i sw aszki, dalej dru żb o w ie ze sw em i żonam i, a za nim i
p a r a m łoda, p a n m ło d y ład n ie p rz y b ra n y , a p a n n a m ło d a b y ła
n ajp ię k n ie jsz a ze w szy stk ich m yszek. Za nim i s ta ro s to w ie i g o ście
w eseln i. W s z y s tk o szło do ślubu. K o to w i z a is k rz y ły się oczy,
oj! b y ł g ło d n y ! g łodnjr ! L ecz p ies m ów i do n ie g o : „K ocie, nie
ró b g łu p s tw a , złap p a n n ę m ło d ą, lecz jej nie zaduś, z resztą spuść

_ 61 się n a m íe “. — H y c — sk o c z y ł k o t i sch y c ił p a n n ę m łodą. T rza
b y ło sły sz e ć i w idzieć ten k rz y k zam ieszan ie i stra c h m yszy,
g d y im się stało ta k stra sz n e nieszczęście.
R o z b ie g ły się n a w szy stk ie stro n y . J e d e n ty lk o p a n m łody
p o k a z a ł g ło w ę z d ziu ry , b y wddziec, co się dzieje z je g o n a rz e ­
czoną. A le pies rz e k ł: „S łysz ty czarn y , m y ci o d d am y tw oją
n arzeczo n ą i nic jej nie zrobim y, ale idź do k ró le w n y i p rz y n ie ś
nam w ężow ą k o ro n ę, ty znasz tu w szy stk ie k ry jó w k i.“
„ T a k z n a m ,“ rz ek ł m łody „w pończosze królew nej w y c h o ­
w a ła m nie m a tk a moja, ale do k o ro n y nie m ogę się do b rać, bo
k ró lo w a nosi ją p rzy sobie, a n a w e t g d y śpi, chow a ją do u s t.“
„A co m nie do teg-o", k rz y k n ą ł p ies ro zg n iew an y , „przynieś
k o ro n ę , inaczej b ąd ź zdrów , a z sw oją n arzeczoną pożegnaj się n a
za w sze“.
S ch o w a ł p an m łody o g o n ek p o d siebie i p o b ieg ł. W sz e d ł
do s y p ia ln i k ró lew n ej, patrzy, a tam ich dw oje n a łó żk u : książę
i k ró lo w a spią, a chrapią, aż m iło. P a n m łody z a g lą d n ą ł jej
w zęby, nie m ożna k o ro n y w ydobyć, ale od czegóż rozum V W s a ­
dził jej w ięc o g o n e k w zęb y i nuż szepotać, k ró le w n a się p rzeb u d ziła
i p o czuw szy w u stach coś ta k o k rą g łe g o , splunęła, a k o ro n a hop
n a ziem ię. Z erw ała się k ró lew n a, lecz nim zaśw ieciła św iecę, już
m ło d y u ciek ł z n ią i o d d a ł ko to w i. P u ścił k o t b ie d n ą m yszkę,
k tó ra ze stra c h u ty lk o zębam i d y g o tała. W y b ie.g n ą w szy stk ie
m yszy, ej! ja k u tn ą m azu ra pi, pi, pi pi, pi, pi, pi, pi. O t b y ła to
ra d o ść! N a w et p su i k o to w i przyniesiono sera, k ie łb a s y i m iodu,
b y się cieszyli.
L ecz one n asy c iw szy się, nie zw lekając dłużej, ru sz y ły w d rogę.
G d y p rz y sz ły n ad rzek ę, w ziął k o t w zęby ko ro n ę, w ylazł n a psa
i p o częły p ły n ąć. W tern zo b aczy ł k o t ry b k ę . Ł akom e kocisko
chciało ją złap ać, w tem k o ro n a w y lec ia ła m u z pyszczka. „Oj
g w a łtu ! “ k rz y k n ą ł, p ies ch c ia ł g o w pierw szej chw ili ze złości
u to p ić, ale w n e t się p o m iark o w ał, n a b rz e g u dopiero d ał m u
łu p n ia, k a z a ł k o to w i w sadzić o g o n do w ody i ta k trzy m ać. N a d ­
p ły n ą ł szczupak, a m yśląc, że to coś do jedzenia, c h a p n ą ł g o za
ogon. M iau k n ął k o t z bolu, ale p ies w tej chw ili szczupaka za
k a r k i n a b rz eg . T u g o zaraz ro z fa ła ta ł i zn a la z ł we śro d k u k o ­
ro n ę. N ie d a ł on już jej kotow i, bo chociaż k o t b y ł poczciw y, ale
g łu p i. T a k p rz y b ie g li do J a s ia i oddali m u ją. P o d z ię k o w a ł im
J a ś serd ecz n ie za p rz y słu g ę i u d ał się zaraz do k ró la. K ró l nic
o niczem nie w iedział, a tu Ja ś sk a rż y się p rzed nim na królew nę.
„T o b y ć nie może, ty nie um iesz jej szan o w ać.“ „A d o b rz e “ rz e k ł
Jasio , w ziął k o ro n ę do rę k i i m ówi: „N iech tu p rz y n io są k ró lew n ę

-

62 —

razem z łó ż k ie m .“ Z aledw ie w y rz e k ł te słow a, aż tu o tw iera ją się
drzw i i w chodzi łóżko, a w niem k siążę L o tu só w i k ró lew n a. Ej
ja k p o rw ie s ta ry k ró l k a rb o w a ń c a 1), ja k zacznie sm aro w ać o b y ­
dw oje, aż p iszczeli z bo lu i ze w sty d u . D o p iero J a ś w staw ił się
za nim i i k ró lo w i kij o d e b ra ł. L ecz cóż? W id z ia ł Ja sio , że k ró ­
lo w a nie d la n ieg o , a nie c h c ia ł jej zm uszać, b y go k o ch a ła , c h o ­
ciaż m iał p ra w o do teg o , a ta k ie życie z k ró le w n ą ró w n ało się
śm ierci. Cóż te d y zro b ił? ot w sta ł i ta k rz e k ł do n ic h : „M ó g ł­
b y m w as zab ić, sp alić, zniszczyć, lecz cóżby m i z te g o p rz y szło ?
O t żyjcie so b ie lepiej w szczęściu, a ja p ójdę w św ia t za o czy .“
P o s z e d ł i n ie w ró cił już więcej.
Z k o ro n ą sw oją p o sz e d ł do k ró la w ęży i o d d a ł m u ją, a za­
razem o p o w ied ział sw e nieszczęście. W ą ż te d y m u rzecze : „M ó­
w iłem ci, że p ra w d ziw eg o szczęścia n a św iec ie n ig d y n ie zn a j­
dziesz, b ęd ziesz m iał m ajątek i sław ę, ludzie b ę d a ci zazdrościć,
bo n ie w iedzą, że p ro s ty chłop je s t n iera z s to k ro ć szczęśliw szy
od najm ożniejszego k ró la .“
Ż y ł so b ie te d y Jasio w p a ła c u u k ró la w ężow ego w raz ze
sw ym psem i k o tem aż do śm ierci.
Ostrów lwio Sokala.

A ntoni Siewiński.

K ilka szczegółów z wierzeń M u .
Podał S z y m o n G o n e t .
W e w ig ilią B o żeg o N aro d zen ia , po łam an iu się o p ła tk ie m ,
b io rą sześć ceb u l, a k a ż d ą z n ich p rz e k ra w a ją n a dw ie połow y.
N a stę p n ie z k ażdej p o łó w k i zdejm ują w ierzch n ią czerw o n ą sk ó rk ę ,
dalej w yjm ują śro d e k ta k , a b y tylko, je d n a sk ła d o w a część ceb u li
zostala, p oczem w k a ż d ą z ty c h ta k s p re p a ro w a n y c h 12 form ę
łó d e c z k i m ając y ch części w sy p u ją o d ro b in ę soli i u staw iają
w m iejscu an i su chem , an i g o rą cem , a n i w ilg o tn e m np. n a szafie.
R a n o w d zień B o żeg o N aro d zen ia p a trz ą w k a ż d ą łó d eczk ę ce b u li,
co się stało z so lą? (P rz y u k ła d a n iu p a m ię ta ją ró w n ież o za­
ch o w an iu liczb o w eg o p o rz ą d k u ty c h cebul). W k tó ry c h ce b u la ch
sól zam o k ła b ard zo , lub się ro z to p iła, te oznaczają p rz y p a d a ją c e
z liczb o w eg o p o rz ą d k u m iesiące m o k re, w k tó ry c h p o z o sta ła sól
su ch ą — suche, a w reszcie w k tó ry c h n ie je s t an i z b y t w il­
g o tn ą , a n i su c h ą — m iesiące śre d n ie .
l) karbowaniec, kij karbowany, na którym karbowi (połowi) kopy
znaczyli.



63



O t i p rz ep o w ied n ie atm o sfery czn y c h opadów g o to w e n a rok
cały . N a tu ra ln ie za p isu ją to w szystko sk rz ę tn ie i uw ażają, o ile
się ta w różba sp ełn ia.
W ró ż b a np. n a ro k 1895 b y ła n a stę p u ją c a : S ty c zeń suchy,
lu ty śred n i, m arzec m o k ry , k w iec ie ń suchy, m aj suchy, czerw iec
suchy, lip ie c śred n i, sie rp ie ń śred n i, w rzesień średni, p aź d ziern ik
su ch y , listo p ad m okry, g ru d z ie ń suchy.
*

*

*

P o d o b n e p rz ep o w ied n ie dotyczące m iesięcy w ysn u w ają z p ie rw ­
szego s p a d łe g o śn iegu. B io rą śnieg- p ierw szy , czasem jeszcze
w je sie n i sp ad ły , i u g n ia ta ją z nieg o 12 kuleczek; n a m iejscach
k re d ą p o n u m ero w an y ch u staw iają je i uw ażają, k tó ra z k u lecz ek
śn ieg u najp rzó d się stopi, m iesiąc ten będzie najw ilgotniejszym
i ta k g ra d a tim , k tó ra z kuleczek n ajo b o jętn iejszą będzie n a s to ­
p ien ie — ten m iesiąc ro k u będzie najsuchszym .
*
*

*

W w ig ilię B ożego N arodzenia, po łam an iu się o p łatk iem ,
w ychodzą d ziew częta d o ro słe a m arzące o zam ążpójściu n a p o le
p rz e d dom i słu ch ają, z której stro n y p osłyszą szczek an ie psów,
Z k tó rej s tro n y gdos p sa u słyszy, z tej s tro n y k a w a le r po n ią
przyjdzie.
N a stę p n ie b io rą f a itu c h i w y rz u cają go na d ach ch a ty . J e ­
żeli fartu ch (z ap ask a ) zostanie n a dachu, zn ak to, że w ty m ro k u
pójdzie za m ąż ta d ziew czyna; jeżeli zaś fa rtu sz e k sp a d a n ie , sm u ­
tn a w różba, bo trz e b a jeszcze n a m ęża ro k czekać.
*
•ř*

V

O dniach, w k tó ry c h niew olno k ła ść k a p u s ty do b e c z k i.
W dzień św. J a d w ig i (15 p aźd ziern ik a), n ie n a le ż y k ła ś ć
w b eczk i k a p u sty , b o b y J a d w ig a do k a p u s ty n a sm ro d z iła i w sz y stk a
k a p u s ta zaśm ie rd ziałab y się !
W dzień Z aduszny, an i t^ż w ogóle w te n ty d zień cały ,
w k tó ry m Z aduszny p rz y p a d a , żaden z Chłopów n ie b ęd zie d e ­
p ta ł k a p u s ty — w o góle z n ią cośkolw iekbądź ro b ił, bo z g n i­
ła b y ta k a k ap u sta. (S am w ty m ro k u te g o dośw iadczyłem , bo n a ­
w e t nie c h c ia ł mi chłop znieść w dzień zaduszny b ec zk i z k a p u s tą
do piw nicy).
N o tab e n e p o u czy ł mię ten ch ło p o tem , co piszę o k ap u śc ie .

Inwałd pow, wadowicki.

-

64

-

(Ĺ z í j je praucla n a świtji ?
(Prypowiśtj 1).
W portrameńcie niebieskim •— empirejskie nieba —
Powićoie mi, ludzie, gdzie praudy szukać tszeba ?
Jusz praudy nie ma, jusz prauda nie żyje,
Ustompila prauda s Polski u inny nacýje.
Ponoć praudy niema u całyj Europie,
Ani w panie, ani w żydzie, ani w prostym chłopie.
Puszczam ja sie do Szlonska, do Niemca, do Prusa:
Taka tam sama, jak i tu pokusa.
Niem. Gutmorgen her brader ! czyś nie widział praudy ?
Nie był tu mospan Polak i nie beńdzie zawżdy.
U nas, kto praudy kocha, wenik sie zbogaca ,
A kogo okpić i oszukać, to u nas popłaca.
P uszczam j a sie do M o skw y; j a k s P o lski stupali,

Mozy oni ze sobou i praudy zabrali?
Zdrast wasza miłost, szto podiłajesz?
Szto ty, durnyj Polak, u nas poszukujesz?
Nit u nas prauda, do świta nie żyje,
Bo w całyj Posýji same zołodije ! (złodzieje).
Puszczam ja sie do Weńgier, czy tam prauda żyje,
Może sie zabawiła, dobre winko pije?
Dzień-dobry, mospanie Weńgżynie, dobre winko macie,
Moży wy u siebie i praudy chowacie?
Węg. Dakul mylijana teremtete, jak W uhry nastali,
To jeszczy u siebie praudy nie chowali.
Puszczam ja sie do Rżymu — asz tam pielgźym idzie :
Nic nie gada o praudzie, lecz wszystko o bidzie.
Dzień-dobry, mospanie pielgżymnie !
Czy macie praudy w waszym Rży mnie?
Piel. Roma est benediktus, sit populus meladiktus ; 2)
To znaczy, że po łacinie gadamy, ale praudy nie znamy.
Puszczam ja sie. na może, czy tam prauda żyje,
Moży sie zabawiła, to tam nie dobije (trudno się dobić).
Wpadam na okrenty, kiedy i tam wyk renty,
Żeglaże łgaże, nikt kłamstwa nie każe (karze).
Stoje ja u portu i czekam raportu:
Asz słyszy głos z nieba : szkoda, bracie, ciebie !
Prauda tylko w Bogu, na wysokim niebie.
Niech ci sie nie plecie — nima praudy w świecie !
Sic, tak — skończyło sie tak.
Zapisałem w Puznikach, pow. buczackiego, od Józefa Rozowskiego,
kuśnierza, we wrześniu 1895.
W łodzimierz H natiuk.
Mosk.

1)
D l a w y j a ś n i e n i a n a g ł ó w k a m u s z ę p o w i e d z i e ć s ł ó w k il k a . W P u ź n i k a c h
w a ż n a c z ę ś ć m i e s z k a ń c ó w j e s t n a r o d o w o ś c i p o l s k ie j p o c h o d z e n i a s z l a c h e c k i e g o , d r o b n a
s z l a c h t a z a g o n o w a , h e r b o w a i h e r b y k ilk u ro d z i n m i a ł e m s p o s o b n o ś ć n a w e t w id z ie ć .
M i e s z k a j ą t a m j e d n a k i R u s i n i w m n i e j s z o ś c i , a ci r o z p a d a j ą się n a d w i e g r u p y : j e d n i

prze

-

65 —

Piosnki ludowe
z e w s i C z e r n ic h o w a , C z e r n ic h ó w k a , Z a g a c ia , D ą b ro w y , W o ło w ic , G r o to w y i S u łk o w y
■w p o w . K ra k o w sk im

zebrał M U K a p та. ś q i. ń. с; lx i.,

1.

6.

J a k ci já pojadę
Bez te Ratanice,
Będą mie płakały
Mury, kamienice.

Jade od Krakowa,
Od Panny Maryje,
Stanęły mi kanie
Prosto Kalwaryje.

2.

Ja k ci já pojadę
Na koni'siu gniadem,
Cekáj mie Marysiu
Pod zielonym sadem.

Jade od Krakowa,
Kamycki, krzémycki,
Malowane koła,
Cisawe konicki.

3.

8.

Ja k ci já pojadę,
Hamował nie beile,
U ciebie dziévvcyno
Nocował nie bede.

Jade od Krakowa,
Złomńł mi sie dysel,
Dziewcęta mie płacą,
Zem na bićde wysedł.

4.

9.

Jakem jechál z góry,
Były w portkach dzióry,
Ałem ich nie łatał,
Inom se w nich latał.

Gdy pojedzies bez las,
Zdem se magierecke,
Pokłoń sie matusi
O ładną córecke.

5.

10 .

Jade od Krakowa,
Złomałem dwa koła,
Zlomálem i trzecie.
Przyjechałem przecie

Cyjez te konisie,
Mają białe kark i?
Nasego Wicusia,
Co jedzie z try barki ').

n o s z ą siró j p o d o i m y d o s tr o ju s zla c h ty , d r u d z y s w ó j w ł a s n y . I n n e j ró żnic y j e d n a k o w o ż
n i e m a m ię d z y nimi. T a k Rusi ňi j a k i P o l a c y , m ó w i ą ty lk o po r u s k u ze s o b ą ; g d y k t o
d o w si p rz y je d z ie o b c y , s z c z e g ó l n ie ja k i u rz ę d n ik , w t e d y P o l a c y sta r a j ą się z a w s z e m ó ­
w ić p o p o l s k u , c h o ć w ie lu z n i c h n ie u m ie n ic ty lk o p o p r a w n i e m ó w i ć , a l e w o g ó le m ó w i
g w a r ą p e w n ą , w ł a ś c i w ą j a k i e j ś o k licy. M ó w i ą w t e d y t e m . co sie n a z y w a : „ ł a m a n ą
p o l s z c z y z n ą 4 . N ie k tó rz y , c o b y w a l i w ię c e j p o św iec ie , m ó w ią p o p o l s k u d o b rz e , j a k to
w i d a ć z p o d a n e g o wie rs za . P o ru s k u m ó w i ą t a m t e j s z e m n a r z e c z e m d o b r z e , a le w t r ą c a j ą
p o l o n i z m y ; n. p. d n ie w t y g o d n i u n a z y w a ją ta k : nydji la , p o n y d j i ł o k , w i w t ó r o k , s y r y d a ,
czy t w é r, p i o n t e k , s u b ó t a . R o z o w s k i m ó w ią c ze m n ą . z a p y t a ł się m n i e : Czy z n a j e t e p ry p o w i ś t j , czy j e p r a u d a n a świtji? S t ą d i n a g ł ó w e k .
2)
m a b y ć : R o m a e st b e n e d i c t a ,
n a r ó d n i e c h b ę d z i e p r z e k lę ty .
1) T r y b a r k ą
Przem szy,

z o w ie

lud

krakow ski

si t p o p u l u s m a l e d i c t u s — R z y m b ło g o s ł a w i o n y ,

podciąganie

pod

wodę

galarów

ku

б

u jś ciu

-

66 -

ii.

Trzy lata mi było,
Do dziéwcynym chodził.

Cyjez te.konisie,
Mają białe syje ?
Naseso Wicusia,
Co jedzie г w insyje 2).

19.
W Krakowie na ry n k u
Grają na bębenku,
Cármi k u ra gdáce,
Krakowiácek skáče.

12.

Z góry jedź, z góry jedź,
A na dole hamuj ;
Dostanies dz.iewc.yne
Ino j ą se sanuj.

20.

Warsaw a i Kraków
То dlá nás Poláków,
A przedmieście braga
To dla Rosyana.

13.
Jedzics Jasiu, jedzies,
Nie bois sie Boga,
By sie nie złomała
P o d konisiem noga.

21.

Matko boská Polská
Ratuj nás Polaków,
A hycli Moskałów
Powsádzáj do krzaków.

14.
Pojedzies ? Pojadę !
Weśze mie ze sobą,
Bede podcinała
Konisia pod tobą.

22.

Riélany, Biélany,
N a górecce stoją,
Kto pije., tańcuje
Z kochanecką moją?

15.
Siwy koń, siwy koń,
Zielona kulbaka ;
Zajechałem do niej,
Nie chce mie sobaka.

23.
Biélany, Bielany,
Na górze stoicie,
Nie jednej dziéwcynio
Zálu narobicie.

. 16.
Jedzie wóz na przewóz,
Malowane kółka,
P odobała mi sie
Ud Posmysia córka.

24.
Pożre na Zawisie —
Nie podobá mi sie,
Pożre na Bielany —
Mój Boże kochany!

17.
Jakem jechał z Warsawy,
Dziewki na mnie warcały,
I warcały : wyrr ! wyrr ! wyrr !
Wyżarły mi z torby sér.

25.
Z tamtej strony Wisły,
T rzy panienki wysly,
W ołają przewozu,
Bo sie boją mrozu.

18.
Krakowiácek ci já,
\Vr Krakowiem sie’ rodził,

5j

W i n s y j ą czyli winszy.ją, n a z y w a j ą

s w o j e m u „ P o l t e r a b e n d 1-.

-

w

K r a k o w s k i e m lo,

co

M enn-y

zow ią

I

-

26'
Z tamtej strony wody,
Kąpała s e wrona,
A tyś Jasiu myślał,
Ze to twoja żona.
— Nie myślij Jasinku,
Ze to twoja żona,
Bo to taki ptásek,
Co sie zowie wrona.

27.
Z tamtej strony wody
Pasie chłopiec młody,
Zeby mi go dali,
Pościłabym środy ;
Pościłabym piątki,
Zeby mi go dali
Na Zielone Świątki.

28.
Matusiu, Matusiu,
Spanie mie uwodzi,
Ale mój Jasinek
Po záokniu chodzi.

29.
Matusiu, matusiu,
Cózeście mi dali ?
Cárne páciorecki —
Jesceście gádali !

30.
Matusiu, matusiu,
J á córecka wasa,
Zróbcież mi korále
Do samego pasa.

31.
Matko moja, matko,
K tóra w grobie lezys,
J á sie poniewiérám,
A ty o mnie nie wiés.
J á się poniéwierám
Po pruskiej granicy,
A ty, matko, lezys
W Boskiéj tajemnicy.

67 32.
Powiódz-ze mi, powiedz,
Coś miała powiedzieć,
Bo mi sie matusia
K ázali dowiedzieć.

33.
Cies sie koralami,
Co ci matka dała,
Ale sie mną nie cies,
Nie będzies mie miała !

34.
Posedl Marek na jarm arek,
Nakupił se śledzi;
Napisał se na tablicy,
Ka inu Jasiek siedzi.

35.
Posedł Marek na jarm arek,
Kupił sobie bic,
W yciąn matke bez łopatkę,
Matka z pieca — hyc !

36.
Nie plac Maryś, nie płac,
Nic ci nie pómoze,
Mogłaś nie zawierać
Jasinia w komorze.

37.
Marysiu, kurwisiu,
Krzywoś gęby dała,
A já ci zapłacił,
Jakeś sama chciała.

38.
Bywałem na flisie,
Widziałem Marysie,
Cárne ocka miała,
Podobała mi sie.

39.
Podobała mi sie,
Dziéwcyua na flisie,
Zeby mi ją dali,
Ożeniłbym ci sie.

*

68

40;
ro d o b ała ini sie,
Dziéwcyna z Krzęcina,
Jaze mi sie do niéj
Cnbryna skręciia.

41.
W Skawinie, na winie,
Tam kapusie sadzą,
Jasinia z Marysią
Do ślubu prowadzą.

421
Maryna ze Młyna,
Z Dysej góry Wojtek,
P osedł se pozycyć
Do Maryny portek.

43.
Bywałem na flisie,
Widziałem Marysie,
Zeby mi ją dali,
Ożeniłbym ci sie.

44.
Barany i owce,
Niecb wás pasie, kto chce,
J á wás pasł nie bede,
Bo sie żenił bede.

45.
P rzeleciała sowa
W ele Cernicbowa,
Cyjaz ta Dorusia,
Ino Dukásowa.

46.
Przeleciała wrona,
Nie miała ogona,
Cóz to za parobek,
Co nie má kaftána.

47.
Przeleciał gołąbek
N a zielouy dąbek,
Pytał sie dziewcyny,
Ka podziała wionek.

- -

— Nie dałam go księdżii,
Ani organiście,
Inom go posłała,
Jasinkowi w liście.

48.
Dziéwcyna konala,
Jesce sie pytala.
Су na tamtym świecie
Kochają się przecie.

49.
Mój Boże jedyny,
Mój Boże trojaki,
Су já parobecek,
Су gospodarz jaki.

50.
Mój Boże, mój Boże,
Któryś stworzył morze,
A na morzu kamień
I dziewcyne na niem.

51.
Leć p lásku do lásku,
Nie śpiewaj nademną,
Bo j á siérotecka,
Ojca, matki nie mám.

52.
Świeci miesiąc świeci,
Gwiazdy pómagają,
Niescęśliwi ludzie.
Co o mnie gadają.
— Oj, ludzie, wy ludzie,
Co o mnie' gádácie,
J á sie wás nie boje,
Bo mi nic nie dácie

53.
Cóz to za dziéwcyna,
Co po wodo idzie,
Piéknie sie ubrała,
Pono moją bedzie.

54.
Kalino, kalino,
Bodejbyś nic rosła,
Co já se pod tobą
W ionecka odesła.

— 69 55.
Donaju, Donaju,
Nie pływaj po kraju,
Ino po środecku,
Po mojem wionecku.

56.
Rybárze, rybárze,
Dla Boga świętego !
Cyście nie widzieli
Jasinka m ojego?
— Widzieliśmy go tam,
W lesie tygrysowym,
Cesai se główecke
Grzebykiem perłowym.

Inaczej :
- Widzieliśmy go tam,
Ale nieżywego ; —
Środkiem morza płyną,! —
Miecem przebitego.
Skocyła Marysia
Z brzegu wysokiego,
Wyrwała miec ostry
Z boku Jasiowego.
Wyrwała, wyrwała,
I do siebie wbiła.
— Przypatrzcie sie ludzie,
J a k já go lubiła.

57.
Odyna, odyna,
Kwitnie las bucyna,
Jakże eie nie kochać,
Kieś .ladná dziéwcyna.

58.
Odyna, odyna,
Kwitnie las olsyna,
J á by ta nie chodził
Zeby nie dziéwcyna;
J á by ta nie chodził,
Konisia nie wodził,
Nie podpiérál ściany —
Mój Boże kochany !

Bo já kowálicek
Z Cernichowskiej kuźnie.

60.
Aj, wy Wołowianie,
Nie wiécie o panie,
Ino o dziéwcynie,
W stodole na sianie.

61.
Wołowianie jadą,
Wołowianie stoją,
Bo sie Wołowianie
Nikogo nie boją.

62.
Wołowianie, włocy (flisacy),
Zjedli konia w nocy,
Ni łyski, ni miski,
Sparzali se pyski.

63.
Scepánie, Scepánie,
Co tobie po żonie,
Nie trza tobie żony,
Bo ty más kołtony.

64.
Aj, j á za nią
Aj, já za nią
Bo myślałem,
A to była —

do pszenicki,
do żytka,
ze panienka,
kobiétka.

65.
Šplewám ci já, špiewám,
I zapłakać muse,
Во já sie po świecie
Poniewierać muse.
66.

Dawáj wódki, zydzie,
Bo dziéwcyna idzie,
Су idzie, nie idzie,
Dawáj wódki zydzie !

59.

67.

Kołatam, kołatam,
Moja panno puść mnie.

Zagrájze mi, zagraj,
Mój skrzypecku ładnie,

Во j á ci zaplače
Jaz ci čápka spadnie,

68 .
Zagrájze mi, zagráj,
Mój skrzypecku łysy,
Bo ci ugotuje
W koziołecku mysy.

69.
Zagrájze mi, zagráj,
Mój skrzypecku bury,
Bo ci ugotuje
W koziołecku scóry.

70.
Zagrájze mi zagraj,
Mój ładny skrzypecku,
Bo ci ugotuje
Żaby w koziołecku.

71.
Dyda ino, dyda,
Powiesili zyda,
Do góry nogami,
Na dół pazurami.

7a.
Dyda ino, dyda,
Powiesili zyda,
Żydówka go płace,
Bo jéj teráz biéda.

73.
Dyda ino, dyda,
Powiesili zyda,
Dobrze mu zrobili,
Bo mu była bieda.

74.
O dydy, o dydy,
Pozdychały zydy ;
Od cego takiego ?
Od zuru kwaśnego !

75.
Żydowski Pą-nie-zuS,
Maluśki, nieduży,

70 Siedzi na nalepie,
Fajecke se kurzy.

76.
Żydowski P ą-nie-zus,
Za stodołą orał,
P o r tk i go opádly,
Jaze „gw ałtu“ ! wołał.

77.
Opiłem sie, opił,
Bede baby topił.
Utopie i swoje,
Boga sic nie boje.

78.
Tańcuj ze mi, tańcuj,
Wisi na eie kańcug,
Wisi 1 kaci ala,
Żebyś tańcowała.

79.
Dése bije, dése bije,
Na ulicy ślisko,
Sedł Maciek do Kaśki
(R)Ozbił se rzycisko.

80.
Leżała na piecu,
W isiała jéj noga,
— A jakześ ty legła?
K ára P á n a Boga!

81.
Trzy lata dziówoynie,
Umié po łacinie,
Sté ry lata chłopcu,
Odpowiada ojcu.

82.
Jakem pasał bydło,
Widziałem strasydlo,
Siedziało na lipie,
Wytrzéscalo ślepie.

83.
Nie bede já pasła,
Z a łyzecke masła,

— 71 —
Ani za pół sérka,
Во já nie pasterka.

Wróćze sie, mój synu,
Bo j á eie wychował.
— Miły tatusicku,
Jesce sie nie wrócę,
Bo já do Wadowic
Masierować muse,

84.
Na moście tráw a rośnie,
A pod mostem fijołek,
U Galaty ładna dziewka,
U Grzesiaka parobek.

90.
Cóz mi po dziewcynie.
Lub po ładnej żonie,
K ie mój karabinek
Stoi w magazonie.

85..
Tańcujze mi tańcuj,
Karcmanecko tłusta,
Zostanieć na jutro
Kómórecka pustá.

91.
Zolniérz ci já, zołnierz,
Moja panno, zołnierz,
Ja k ci mi nie wierzys,
Poźryj mi na kołnierz.
Poźryj mi na kołnierz,
Poźryj na ostrogi,
Żołnierz ci já, zolniérz,
Césarzowi drogi.

86.,у
Pod zielonym lasem,
Karcma murowana,
Jest tam karcmanecka,
Jesce nie tykaná.

87.
Ożeniłem sie na Bukowinie,
Dali mi tamok półcwartój świnie,
Półcwartej świnie, trzy bec k isieck i;
Na Bukowinie ładne dziéwecki !
Ożeniłem sie w zielonym łesie,
Dostálem panne, dostałem przecie,
Piéknego rodu, białego ciała,
Cóz, kie psia para robić nie chciała.
Piéknego rodu. psićgo nałogu,
Cóz, kie psiá para zdechla od głodu.

88
Posła panna na jagody,
Pobłądziła w leste,
Spotkała się z bednárcykiem,
Co obrącki niesie.
— O mój miły bednáľcyku,
O co eie téz prose,
Pobijze mi konewecke,
Co wode w niéj nose.
Pobijze mi konewecke,
Pobijze mi skopiec,
Będą ludzie powiadali,
Ześ ty ładny chłopiec.

89.
Jakem masierował,
Ociec na mnie wołał;

X

92.
Wzieni mie do wojska,
Ja k ptáska z léscyny,
Ani já kochania,
Ani já dziéwcyny.

93.
Wzieni mie do wojska,
j a k ptáska z klátecki,
Ani já kochania,
Ani já dziewecki.

94.
Césarzu, césarzu,
Duzoś nawerbowál,
Małoś zytka hasját,
Gem nás bedzies chował?

95.
Césarzu, césarzu,
Z twoją wojenecką,
Juz mie rącki bolą'
Rąbać szabelecką.

96.
Césarskim gościńcem
Jedzie wóz za wozem,

— 72
J a k mi ich nie dacie,
Przebije sie nożem,
Przebije sie nożem ,
Zycie swoje zgubie;
Przypatrzcie sie ludzie,
J a k já sie to lubie.

Dąbrowskie dzieuchy
Ołupiły kota.
J a k go ołupiły
I ugotowały,
Dąbrowskim parobkom
Na ju zy n fi :i) dały.

104.

97.
Za cóz mie to, za co.
Na wojenke wzięto,
Kie já nie tańcował
W urocyste święto?

98.
Za cóz mie to. za co,
Na wojenke wzieni,
Kie j á nie tancowál
U matusie w sieni?

99.
Sedł goni! ze Żywca,
Niósł półkorca zyta,
A goralka za uicm,
Niesla mu kopyta.

100 .
L eciál pies bez owies,
S uka bez pszenice,
Znalázt pies korále,
A suka spódnice.

Juz slonecko zasło,
Nie bedzie juz jasno,
Kowál bije babe,
Bo mu zjadła masło

105.
Nie bij dćscu, nie bij,
Cekáj do wiecora,
Jaze pastćrecki
Pozganiają z pola ;
A ja k pozganiają
I pozawiórają,
Nie bij déscu, nie bij,
Jaz eie zawołają.

106.
Bij déscu, bij déscu,
Bedzie tráwa rosła,
Bedzie u Kostanki
Po kolana masła;
P o kolana masła,
Séra do szatana,
Bedzie tańcowała
Kostanka do rana

101.

L eciał pies bez owies,
Suka bez tatarkę,
Znalázl pies korále,
A suka kasahke.

107. у
Jedźcie krowy, jedźcie,
P onajádájcio sie,
Idźcie do jeziorka,
Pouapijájcie sie.

102.
T a d r a ino, tadra,
Spadła k u ra z wiadra,
Wybiła se zęby,
Cemze bedzie ja d ła?

103.
Juz słouecko zasło
Za wysokie wrota,

108.
O lala, o lała,
G-ąsecki na wodę,
Wyjadłyście rybki,
Wypijcież i wode
Wyjadłyście rybki,
K ie wam dobre były,
W ypijcież i wode,
Kieście se zmąciły.

“j J u z y n ą w K r a k o w s k i e m z o w i e s ię p o d w i e c z o r e k .

73 109.
Zakwitła rózycka,
Pozyc sie kosycka,
A j á wezne gárnka,
Pójdziemy na jájka.
ПО.
Tyś parobek, já parobek,
Pódżmy oba na zárobek,
W eź. ty widły, a já grabie,
Omłóeemy zyto babie.

111 .
Wolałby já, wolał,
Zeby innie brzuch bolał,
Bobym nic nie robił,
Inobym sie walał.
112.

Jeden posedł na flis,
D rugi na zajijce,
Trzeci pasie konie,
Na zielonéj łące.

113.
J a k ci zawaruje,
Sięde w cółenecko,
Bywájze mi zdrowa,
Moja kochanecko !

114.
Ja k ci zawaruje,
W e łe Baranowa,
Zaboli, zaboli
Retmańcyka głowa,
Retmańcyka głowa,
A retm ana colo ;
Ja k ci zawaruje
W Baranowskie koło.

115.
Od samego Śląska
Do samego Gdąńska,
Páli sie Warsawa,
Ja k cerwoná wstążka.

116.
Oryle, o ryle,
Wy orylujecie,

Do s a m é j. Warsawy,
Karćmy nio miniecie.

117.
Śtery mile za Warsawą
Ożenił się wróbel z kawą,
Wszystkie ptáski zaprosili
A o sowie zapomnieli.
Lecz ona sio dowiedziała,
Na weszele poleciała,
Siadła sobie na przypiecku,
Kázala grać po niemiecku;
Siadła sobie na kominie,
K ázala grać po łacinie.
Tańcowała ryba z rakiem,
A cebula z pasternákiem,
Pictruska sie dziwowała,
Ze cebula tańcowała.

118.
Je st tu zielona dolina,
Jest tu zielona dolina,
Jest tu zielona, l a d a , sery, cery,
mery, hej, łupu, cupu, eins, zwei.
drei !
A w tej dolinie dębina,
A w tćj dolinie dębina,
A w téj dolinie lada i t. d.
A w téj dębinie dziéwcyna,
A w tćj dębinie dziéwcyna.
A w téj dębinie lada i t. d.
A w téj dziévvcynie cbłopcyna,
A w téj dzićwcynie chlopcyna,
A w téj dziewoynie lada i t. d.

119
Zajecbálem do Warsawy,
Krawcy śniadają,
Śtórech kraje jedno jaje,
A dwóch trzymają.
I skocylem, przez uwagę
Zlomálem nogę,
Jedźze Maryś po doktora,
Chodzić nie moge.

A ja k doktór nie przyjedzie,
To jedź po pana,
A ja k i pcáu nie przyjedzie,
Przyjezdzaj sama.

74 —
I ustáw mi nowe łóżko,
W nowéj komorze,
Przytulze sie sama do mnie,
To mi pomoże.

R O Z B IO R Y I SPR A W O Z D A N IA .
Dr. G. Biatt, k. k. G y m n a sia lp ro fe sso r. K l e i n e B e i t r .ä g e
z u r ŠT a v i s c h e n L a u 11 e h r e v o n . . . I. Ü b e r ¿ p a r a g o g i e u m ,
v o r z ü g l i c h i n d o n- M u n d a r t e n d e r p o 1 n i s c h e n S p r a c h e. II.
E i n i g e s z u r E p e n t h e s i s , w Sprawozdaniu с. к. gimnazyum w Brodach
za rok 1895, str. 29 і 2 ni.
W pierwszej z wymienionych rozpraw traktuje ал tor o t. zw. к paragogicuin, które w niektórych narzeczach poi. używa się przy zaimkach nie
określnych, up. ktosik, jakisik i w większej mierze pizy przysłówkach, np.
tamok, dzisiak itp. 'Właściwość tę porównuje z greek, нрєі'/л-отл/мі', cho
ciaż przyznaje, że zachodzi pomiędzy tymi językami pewna różnica, która
polega na tom, że w języku poi. dodatkowy ten dźwięk przy za im ­
kach ma pewne znaczenie, którego grećkie n nie ma, powtóre, że właściwość
ta języka polskiego je st wytworem stosunkowo młodym, podczas gdy w j ę ­
zyku greckim znaną już jest w najstarszym zabytku piśmiennym ; pokrew ień­
stwo natom iast pomiędzy nimi zasadza się na tein, żo w obydwu językach
obydwa dźwięki w znacznej liczbie wyrazów używają się bez wszelkiego
znaczenia i że w odnośnych wyrazach mogą zachodzić lub też opuszczać się
Wyliczywszy przykłady, w których dodatkowe к się używa w niektórych
narzeczach, mianowicie, ziemi krakowskiej, str. 4 - 1 0 ,
tlómaczy autor
w II. rozdziale jego pochodzenie, str. 10 — 18 On wychodzi z tego słusznego
założenia, że dźwięk ten musiał mieć w pewnych kategoryach gramatycznych
odpowiednie znaczenie, od których z biegiem czasu dostał się do innych na
drodze zwykłej analogii, w któryoh znaczenie to już za ta rte zostało. Jako
źródło, z którego .zjawisko to wypłynęło, miały być wyłąeznie zaimki nieokreślue togo typu ja k k t o k o l w i e k itp. z przyrostkiem — w i e k , z a ­
miast którego w dawniejszych zabytkach używają się inne w tym gienetycznym związku: k o l e , k o l i , k o l w i e , k o l w i e k . F orm a z dodatkowym
к ( - Wiek):; pojawia się najwcześniej w zabytku pod koniec 15-go wieku,
chociaż w 16-tym użycie jego je st jeszcze stosunkowo dość ograniczone. Na
podstawie tego faktu twierdzi słusznie autor, że dźwięk к w tym przyrostku
je st późniejszym dodatkiem do dawniejszego — w i e , który ma być 3 os.
1. poj. zamiast stsłow. v ö s t h seit, z czem porównać można takie wyraże­
nia greckie ja k пр. п щ o íd ’ omog, lub łać. n e s c i o q u i s = quidam.
Na tej drodze dostał się dźwięk ten dalej do zaimków nieokrednych
typu k t o s i - к a od tych do przysłówków. Co się tyczy jego pochodzenia,
to źródłem jego, według autora, jest zaimkowy element ko, który zachodzi
w stsłow. k ^ j i był znany w staropol. języku w postaci ki a nawet je st
także w użyciu dzisiaj w ludowych narzeczach, szczególnie zaś w przysłów­
kach od zaimka tego utworzonych, j a k k i e j zamiast k i e d y , str. 15 nast,

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.