a067106a778e12e0d44edaefc0d18d4b.pdf

Media

Part of Ukraina / Lud, 1896, t. 2

extracted text
— 321 —

P rz e z

M ic h a ła Ż m igrodzkiego.

I.
T h e o g o n i a i K o s m o g r a f i a l udu Ukrai ny*) .

U k ra in ą , o k tó rej chcę m ów ić, n azy w am k raj leżący n a p r a ­
w ym b rz e g u D n iep ru , p o czynając pow yżej K ijo w a w d ó ł p o K r e m enczug, w p o p rzek zaś od D n ie p ru po Boh. N a północ od
te g o k ra ju leży W o ły ń , n a zachód P odole, n a p o łu d n ie C hersońsk ie P o m o rze, a n a w chód Z ad n ie p rsk a U k ra in a . W sz y stk ie te
w y m ien io n e k ra je i g eo g raficz n ie i etnograficznie ró żn ią się b a r ­
dzo od właściwiej U k ra in y i d lateg o n iech mi w olno u w ażać ten
k ra j za całość i jak o ta k ą trakícw^aé.
T e n k raj j e s t najbardziej p o k ry ty sztucznie zrobionym i s ta ­
w am i. M u siałb y m ca łą o tem ro z p raw ę n apisać, ja k w ielkim c y ­
w ilizacyjnym czynnikiem w tym k ra ju są w łaśn ie te sta w y i że
bez n ich ziem ia ta b y ła b y niezw ykle u ro d zajn ą — p u sty n ią, czem
w ła śn ie są ste p y ch erso ń sk ie. S ta w y te, poło żone w g łę b i p a r o ­
w ów , w g łę b i jaró w , w y żło b io n y ch b ieg iem rzek w ciąg u ty się c y
i ty s ię c y la t — w y o so b n iają najzu p ełn iej o sad y p rz y n ich leżące.
T o w y o so b n ien ie, k tó re tam istnieje, nie w iadom o od ilu ty się c y
lat, b y ło p rzy czy n ą, iż n aró d , k tó ry tam osiadł, w y ro b ił w sobie
k o n serw aty zm w n ajw yższym sto p n iu . T en lu d o p o w iad a dziś
n ie k tó re b aśn ie tak , ja k g d y b y je w y c z y ta ł w H ero d o cie, a p rz e ­
cież H e ro d o t m ów i o nich jako o s ta ry c h tra d y c y a c h S cytów .
Ze w z g lęd u w łaśn ie n a te n k o n serw aty zm , n aró d ten, sądzę, za ­
słu g u je n a n ajw y ższą u w a g ę w sp ra w ie ludoznaw stw a.
O pis lu d u za m ieszk ałeg o n a tej ziem i, rozpoczynam od theog o n ii i k o sm o g rafii zarazem , — w iadom o bow iem , iż w p ie rw o ­
tn y c h tra d y c y a c h B óg, ciała n ieb iesk ie i człow iek są ta k ściśle
z so b ą p ołączone, iż n ie p o d o b n a ich ro z łą czy ć od siebie.
R o zu m ie się, że lu d nie u k ła d a w sy stem sw ych trad y c y i,
że chcąc stw o rz y ć jak iś sy stem z ty c h w ierzeń, m u siałem je tu
i ow dzie w y d zielać z ro z m a ity c h leg en d , pieśni, p rz y słó w —

*) Autor, będąc sam rodem z tego kraju, znając dokładnie miej­
scowe narzecze, mając dosyć stosunków z ludźmi tego kraju, zamierzył
zrobić studyum ludoznawcze tej ziemi. Szkic dopiero pierwszego rozdziału
ośmiela się przedstawić — jako zapytanie zwrócone do współbadaczów.
' 21

— 322 —
g d zie często p rzez jed n o słow o, jed n o o k re śle n ie — ja k przez
o k ien k o n iesp o d ziew an ie o tw a rte — w id n ieją w d ali ta k ie o b sza ry ,
0 k tó ry c h n ig d y n ik t i słow em nie w spom inał.
P o ję c ie o B o g u u te g o ludu je st zaw sze m o n o teisty c zn e —
niem a n ajm n iejszej o p an teiz m ie w zm ianki. B ó g je s t s tw ó rc ą
w szy stk ieg o , co ty lk o istn ieje n a ziem i i n a nieb ie. N iebo stw o ­
rz y ł On n a sw oje m ieszk an ie trzecieg'o d n ia s tw o rz e n ia i tam On
rząd zi w szech św iatem przez sw y ch aniołów .
J e d n a k ż e w c h a ra k te ry s ty c e d y a b ła daje się d o slrzed z coś,
co p rz y p o m in a dualizm w schodu. —■ P o w iad ają, iż d y a b e ł istn ia ł
już p rz ed stw o rz en iem św iata. Ś w ia t się ufo rm o w ał z w ody, a w ła ­
śn ie w jej p ia n ie p rz e b y w a ł d y ab e ł. B ó g ujrzaw szy go, w z ią ł go
do n ie b a i p o zw o lił m u rzu cać k am ien ie. Ile k a m ien i p ad ło z rę k i
a rc y d y a b ła , ty le d y a b łó w poczęło istn ie ć. — D ru g a zaś le g e n d a
p o w iad a , że ów p ierw szy d y a b e ł w so b o tę p lu ł p o za sieb ie i że
z ty c h p lw o cin zrodzili się dyabli.
Ó w p ierw szy d y a b e ł, S a ta n a ił, w ziął n a w e t u d z ia ł w stw o ­
rzen iu ziemi. Jezu s C h ry stu s i św. P io tr (już istn ia ł w te d y ? ) nie
w ied ząc co robić z nudów , pow zięli zam iar s tw o rz e n ia ziemi.
N a ów czas Jezu s C h ry stu s n a k a z a ł S a ta n a iło w i zan u rzy ć się do
g łę b i wód, b y sta m tą d w y n ieść p iasek , z k tó re g o b y m ożna b y ło
ufo rm o w ać ziem ię. — N a k a z a ł mu, b io rą c p ia se k w dłonie, m ó­
w ić : „w im ię B o g a “ ; on je d n a k ż e sądził, że to b a rd zo g łu p io dla
k o g o ś p ra c o w a ć i b io rą c p ia se k rz e k ł : „w im ię m o je “. — C hw ycił
sp o ro p ia sk u w ręce, ale w oda go w y m y w a ła i n a p o w ierzch n ię
w ody nie w y n ió sł n ic zgoła. P o s z e d ł raz d ru g i p o d w odę z ta kim że zam iarem i w y p ły n ą ł z tym że sk u tk iem . D o p iero za trz e c ią
ra z ą ch w y cił p ia sk u do rą k , m ó w iąc: „w im ię B o g a “) a do g ę b y ,
m y śląc „w im ię m oje w ła sn e “'. — W y d o b y ł w reszcie p ia se k n a
p o w ierzch n ię w ody. B ó g w ziąw szy ów p ia se k , rz u cił n a w odę
1 p o cz ął b ło g o sław ić, a oto ta g a rś ć ziem i p o częła róść.,, ale za­
razem ro z ra s ta ła się ziem ia sch o w a n a w p aszczy d y ab ła, k tó ry
o m ało że się nie ud u sił. W te d y B ó g m u k r z y k n ą ł: „ w y p lu ń “.
Z ty c h p lw o cin p o w stali d y ab li. — C hoć w g ę b ie już nie b y ło
ziemi, d y a b e ł p lu ć nie u sta w a ł, ch cąc o czy w iście m ieć ja k n a j­
w ięcej d y ab łó w . — A le cóż?! Z b ło ta fo rm o w ali się d y ab li, ale
z czystej ślin y p o częli się tw o rz y ć aniołow ie. D y a b e ł z a p rz e s ta ł
p lw ać i ty lk o ro z m y śla ł n ad tern, w. ja k i sposób m ó g łb y on B o g u
zaszkodzić. — G d y ziem ia b y ła już stw o rzo n a, w ów czas p o w iad a
św. P io tr do C h ry stu sa : „ k ła d n ijm y się spać, n a ju tro pozostaje
n a m ty lk o c h rz e st z ie m i“. G dy oni zasnęli, w ów czas S a ta n a ił
rzecze do d y ab łó w : „p o to p m y ich, to w ted y m y będ ziem b ogo-

-

323 -

w ie “. Z aczął w ięc od św. P io tra , w ziął go na ręce i n ió sł k u wo­
dzie... lecz w oda u c ie k a ła p rz ed nim . S z a ta n ro z g n ie w an y , p o n ió sł
św. P io tr a w stro n ę przeciw ną... znow u n ad a rm o ; w oda u ciek a ła,
a ziem ia s ta w a ła się coraz to w iększą. D y a b e ł p o n ió sł św. P io tra
w b o k od daw .ej drogi..., nie sposób dojść do w ody... u c ie k a ;
cofnął się i p o n ió sł w c z w a rtą stro n ę, d a re m n e u siło w an ia —
w o d a w ciąż daleko. N areszcie o św icie d y a b e ł zły, zdyszany
p rz y n ió sł św . P io tr a tam , zk ąd g o p o rw ał. — O budziw szy się,
m ów i św P io tr do J. C h ry stu sa : „No! tera z chrzcijm y z iem ię!"
„N iem a p o trz e b y — o d rz ek ł C h ry stu s — dziś w nocy sam d y a b e ł
ją p rz eże g n ał, przez co ją też p o w ię k sz y ł11. — D y a b e ł w ściek ał się
ze złości.
In n a le g e n d a pow iada, że d y a b e ł nosił ta k sam ego B oga.
Jeszcze in n a p o w iad a, że g d y S a ta n a ił z a n u rzy ł się w wodzie,
b y d o stać ziemi, w ted y w o d a p o k ry ła się lodem , g d y S a ta n a ił
w y łaził z p o d lodu, w ted y je d e n z aniołów w y rw a ł m u tę ziem ię
i p o czął u ciek ać do nieba. S a ta n a ił już g o do p ęd zał, g d y B ó g
k a z a ł an io ło w i u d erzy ć go m ieczem . S zatan o trzy m a ł ra n ę na
sk rz y d ła c h i s p a d ł n a ziem ię.
S a ta n a ił je s t zaw sze p rz e d sta w ia n y ja k o isto ta początkow o
d o b ra i n a u słu g a c h B oga, lecz n astę p n ie u p a d ła i w rogiem s ta ła
się B o g a.
, Oto jeszcze je d n a leg e n d a o u p a d k u te g o anioła. Św. M i­
c h a ł za zd ro ścił m u je g o dw óch tęczo w y ch szat i z tem i żalam i
p rz y sz e d ł do B o g a, k tó ry m u p o rad ził, ja k m a p o stąp ić. Św . M i­
c h a ł n am ó w ił d y a b ła do w spólnej k ąp ieli i g d y b y li już w w o­
dzie, poszli o z a k ła d , k to dłużej p o trafi nurkow ać. G dy d y ab e ł
d ał n u rk a , św . M ich ał w y sk o cz y ł z w ody, chw ycił je d n ą szatę
S a ta n a iła i p o m k n ą ł k u niebu, te n zaś w ynurzyw szy się z w ody
i w idząc, jak b y ł o szukany, p o lecia ł za nim w pogoń. Już go
d o p ęd zał u sam y ch drzw i nieba, g d y B ó g ro z k aza ł św. M ich a­
łow i u d erzy ć m ieczem poza siebie. S a ta n a ił ciężko ra n io n y , ru n ą ł
n a ziem ię, a św. M ichał p o zo stał w p o siad an iu dw óch szat.
W ty c h p o d an iach , k tó re śm y tu p rz ed staw ili i w w ielu in ­
n y ch w idzim y du alizm ja k najjaw niej. — C iągle się toczy w a lk a
m iędzy B o g ie m , k tó re g o otaczają an io ło w ie i archaniołow ie,
a m ięd zy S a ta n a iłe m w otoczeniu dy ab łó w .
Jed y n e m dążeniem S a ta n a iła i jego d y ab łó w je s t szkodzenie
tem u w szy stk iem u , co B ó g tw o rzy , a szczególnie tem u, co u sta la
p o rz ą d e k m iędzy ludźm i. T o mu udaje się ty lk o w pew nej m ierze.
C złow iek zaraz po stw o rzen iu b y ł n iezw y k le p ięk n y , d y a b e ł
*

-

324 —

z zazd ro ści o p lu ł g o n a całem ciele, B ó g te w szy stk ie p lw o cin y
sc h o w a ł do w n ę trz a człow ieka.
B ó g stw o rz y ł człow ieka, a d y a b e ł w ilka, ale nie m iał m ocy
d ać życie tem u zw ierzęciu M im o to p o sta w ił to zw ierzę p rzeciw
B o g u i p o c z ą ł szczuć. W te d y B ó g tc h n ą ł życiem w to zw ierzę,
a ono n a ty c h m ia s t rzuciło się n a d y a b ła . T e n się sch o w ał n a
drzew o, je d n a k ż e w ilk zd ąży ł g o jeszcze ch w y cić za piętę. D la ­
te g o d y a b e ł z o s ta ł b e z p i ę t y m . — D y a b e ł w y sila się n a jb a r­
dziej p rz eciw człow iekow i. N ie ty lk o że u w ió d ł n aszy ch p ie rw ­
szych ro d zicó w , lecz n a d to m iał jeszcze p łcio w y sto su n e k z E w ą
i sp ło d ził K a in a a A d a m A b la i d la te g o to oni b y li w tak iej
n iep rzy jaźn i.
D y a b e ł m ieszk a n a p u s ty n i i s ta ra się zw ieść p o d ró ż n y ch
z dobrej dro g i. O n m ieszka ta k ż e w sta ry c h m ły n ach , g d zie t a ­
b a k ę m iele, a to w iadom o przecież, że daw niej ta b a k a b y ła u w a ­
ża n a za siln ą tru cizn ę. N ajczęściej jed n a k ż e d y a b e ł p rz e b y w a
w e w n ątrz czło w iek a po lew ej s tro n ie ko ło serca. On uży w a
w szelk ich śro d k ó w , b y ro zn iecić niezg-odę w śród każd ej ro d zin y .
P o w ia d a ją tak że, że p iek ło znajduje się p o d ziem ią. D y a b li
poczęli je b u d o w ać p rz ed stw o rz en iem ro d zaju lu d zk ieg o , lecz
g d y po raz p ierw szy w noc Z m a rtw y c h w sta n ia za śp ie w a n o ; „C h ry ­
stu s z m a rtw y c h w s ta ł;i, p iek ło p ad ło w ru in ę i w ty m sta n ie do
dziś pozostaje. D y a b e ł n a w e t p rz y g o to w a ł łań cu c h y , b y n iem i
o k u ć C h ry stu sa. -— C h ry stu s w stąp iw sz y do p ie k ła , rz e k ł do
d y a b ła : „w łóż te łań c u c h y n a sieb ie i p o każ, ja k m ię chcesz
o k u ć “. — S k o ro d y a b e ł w ło ży ł n a sieb ie łań cu c h y , C h ry stu s w y ­
m ó w ił w szech m o cn e słow o, a k a jd a n y sto p iły się z so b ą n a d y a ble. — W te d y to Jezu s C h ry stu s zb a w ił ró d lu d zk i od m ocy
dy ab elsk iej.
Jezu s C h ry stu s n aro d ził się z N ajśw iętszej P a n n y , lecz O n
p rz y sz e d ł n a św iat z jej g ło w y . — W ó ł i osieł o k ry li D z ie c ią tk o
Jez u s słom ą, lecz k o ń ją p o ża rł. D la te g o to k o ń p o d le g a m ocy
d y a b ła , k tó ry często jeździ n a nim nocą ; — n ieraz m ożna w i­
dzieć strze m io n a , k tó re on n o cą u p la ta w g rz y w ie. — W ó ł tem u
w c ale nie p o d le g a .
O stw o rz en iu aniołów p o w ia d a ją tak że , iż oni p o w stali z p ia n y
i p o cz ątk o w o m ieli ty lk o dw oje sk rz y d eł, nie m ogli w ięc la ta ć ; —
w te d y B ó g d a ł im cztery, lecz i to nie w y sta rc z a ło , w ięc d a ł im
w k o ń cu po sześć. To są arch an io ło w ie. P o tem b y li też i a n io ­
ło w ie stw orzeni, a co do p o staci, tem się różnią, że arch an io ło w ie,
to są ludzie ze sk rzy d łam i, a aniołow ie, to są p ta k i z g ło w a m i
ludzkiem i. B ó g często ich p o s y ła do p ie k ła , b y sta m tą d p rz y n o ­

-

325 -

sili dusze sk az an y ch . D użo an io łó w p rz y tej sposobności osm aliło
so b ie sk rz y d ła .
G dy A d am b y ł stw o rzo n y z ziem i, k o b ie ta b y ła stw o rzo n ą
z ciasta, lecz p ies ją p o ż a rł P o te m B ó g stw o rz y ł k o b ie tę z róż,
ale A dam , k tó ry w ów czas b y ł jeszcze o k ry ty ro g o w ą skórą, nie
ży czy ł so b ie m ieć żo n y z róż i w o lał ją m ieć z kości, ta k ja k on
sam . B ó g w ted y d a ł m u Ew ę, a k o b ie tę z róż w ziął do nieba,
b y dać ją za m a tk ę sw em u synow i.
G dy A d a m z o sta ł w y p ęd zo n y z raju, B ó g o d jął m u ro g o w e
ciało, p o zo staw iając m ały ślad ja k o pazn o k cie n a rę k a c h i n o ­
g ach . A d a m jed n ak ż e za ch o w a ł duszę an io ła. D u sza lu d z k a m a
form ę p rzezro czy steg o dziecka, a czasam i m ałej m uszki.
D y a b e ł przyjm uje dużo ro z m a ity c h p o sta c i — albo k o ścio ­
tru p a , albo po p a, albo m yśliw ego... ale najczęściej m a on p o stać
cz arn ą , ro g i n a gło w ie, p si ogon i szp o n y d ra p ie żn eg o p ta k a . O n
się ró w n ież często p rz e m ie n ia w człow ieka, lecz je s t n a to sp o ­
sób^ b y g o poznać. T rz eb a zrobić dziu rk ę w ja jk u w ielkanocnem
i p a trz e ć p rzez n ią n a z g ro m a d zo n y ch w cerk w i, w ów czas widzi
się d y a b ła p rzech ad zająceg o się w swojej czapeczce, k tó ra go
ro b i n iew id zialn y m ; m ożna n a w e t p o ch w y cić tę czapeczkę. Jeżeli
k to ś w p ad n ie w to w arzy stw o d y a b łó w — ja k to się zdarzyło p e ­
w n em u g ra jk o w i — w ów czas trz e b a sobie p rz etrze ć oczy tą w odą,
k tó ra się zn ajduje g d zieś tam w k ą tk u ; w ted y się w idzi całe
zg ro m a d zen ie bez m ask i i te w szy stk ie strasz n e rzeczy, k tó re się
tam dzieją ; — lecz b ia d a tem u, k tó ry się z tem zdradzi, bo mu
d y a b li zaraz w y łu p ią to oko zaczarow ane.
N ie ty lk o w sto su n k a c h ludzkich, lecz i w ca ły m ta k ż e
w szechśw iecie w idzim y d y a b ła w tej sam ej roli, n iep rzejed n an eg o
w ro g a S tw ó rcy .
P rze jd ź m y do u rz ąd ze n ia w szechśw iata. N iebo, k tó re my
w idzim y i k tó re n as otacza, sk ła d a się z trzech części. W n ajn iż­
szej p rz e b y w a ją św ięci, pow yżej aniołow ie, a w najw yższej części
sam B óg. P ierw sze dw ie części są w idzialne, ale trzecia n a w e t
nie m oże b y ć w idzialną, w zrok bow iem ludzki nie zniósłby jej
b lask u .
In n i zaś p o w iadają, iż je s t siedem odd ziałów —• pierw sze
sześć są b łę k itn e ja k o m y je w idzim y, lecz n ajw yższy je s t czer­
w ony z p o w o d u o g rom nej m asy o g n ia w nim będącej. M iędzy
n ieb em a ziem ią je s t zasło n a z obłoków , b ez te g o bow iem słońce
m o g ło b y sp alić ludzi, a n a w e t ziem ię. G dy p io ru n p ad a, naów czas o tw iera się niebo n a je d n ą chw ilę i to m y n az y w am y b ły ­
sk aw icą. N iebo, to sk le p ie n ie , k tó re się n a ru b ież y p o g rą ż ą

— 826 —
w m orzu i p o d k tó re m p rz esu w ają się o b ło k i g n a n e w iatre m —
p rz e strz e ń d zieląca ow e p o ła c ie n ie b a m iędzy sobą, k aż d a z o so ­
b n a je s t d w a n aście ra z y w ięk sza niż p rz e strz e ń m iędzy ziem ią
a n ieb em . G d y się niebo o tw iera, naów czas. dają się w id zieć ro ­
z m aite p o s ta c ie : jeżeli z m ieczem w ręk u , to p rz e p o w ie d n ia w ojny,
jeżeli z ja k ie m n aczyniem , to urodzajów w tym ro k u . Z nane są
ta k ż e fig u ry p rz ep o w iad a ją ce g łó d , zarazę i t. p. N iebo n ajczę­
ściej w ted y się o tw iera, g d y trz e b a g o n ić za d y ab łem , a w ted y
w id ać, ja k św. M ichał b ło g o sław i k rzyżem , a św. G a b ry e l i św.
J e r z y p a lą z arm a t, g o n iąc d y a b ła k a m ie n n ą strzałą. On się
w te d y ch o w a w człow ieka, lub w drzew o — jeżeli drzew o je st
złam an e, lub czło w iek z a b ity , lu b dom zap alo n y , to je st d o w o ­
dem , że św . G a ry e l dobrze celow ał. C złow iek z a b ity pio ru n em ,
t. j. w sp ó ln ie z d y ab łem , n ie p o w sta n ie z g ro b u w dzień Z m ar­
tw y c h w sta n ia . — T o n ie je s t ro zsąd n ie, sta ra ć się u g a sić p o ż a r
w z n ie co n y p io ru n em , a n a w e t nie d a się on niczem , prócz k o ­
ziego m lek a, u g asić. In n i zaś p o w iad a ją , że g d y g rzm i, to w te d y
św. E ljasz cisk a o g ro m n y m d rą g ie m za dyabłem . G d y b iją p io ­
ru n y , nie trz e b a o tw ierać g ęb y , d y a b e ł bow iem u ciek a jąc, m oże
w ejść w czło w iek a. R ó w n ież nie trz e b a śp ie w a ć w czasie bu rzy .
N ieb o je s t w b ez p o śred n im sto su n k u z ziem ią, a to przez
sło ń ce, k tó re g o je s t dużo o k reśleń n adzw yczaj ró ż n o ro d n y ch . Je d n i
p o w iad ają, że słońce, to oko B o g a, i d la te g o ono w idzi w szystko.
W o g n isk u sło ń ca w idzim y odbicie się tw a rz y B oga. M ów ią tak że ,
że to je st okno n ieb a. Je d n i m ów ią, że sło ń ce sto i a ziem ia k rą ży ,
a d ru d z y p o w iad aja, że słońce n a noc schodzi do g łę b in m orza.
D y a b li nie m o g ąc g o tam znieść, u siłu ją je o św icie z ta m tą d
w y n ieść n a p o w ierzch n ię, a p rz y tej p ra c y m asa d y a b łó w się
p a li i g in ie. In n i nie ta k b ard zo sp alen i, id ą do rzeki, a k ą p ią c
się, trz e p ią rę k a m i. Ile p a d n ie k ro p e l w ody, ty le rodzi się d y a ­
b łó w w za stę p stw ie tych, k tó rz y zginęli.
P o w ia d a ją tak że , że sło ń ce p rz e b y w a noc n a ta m ty m św iecie.
W e d le ty c h p o d ań w idzim y, iż d y a b li żyją albo w m orzu, albo
p o d ziem ią i sk o ro sło ń ce tam zajdzie, d y ab li, nie m o g ąc je g o
ż a ru znieść, u c ie k a ją w ted y n a ziem ię — i d lateg o to oni nas
m ęczą p rzew ażn ie w nocy. W e d le in n y c h znow u, słońce, to św ia­
tło n iesio n e p rzez aniołów , a tw ie rd z ą o stateczn ie inni b ard zo
p ro zaiczn ie, że to ja k iś w ielk i ogień, p o d sy c a n y przez ja k ie g o ś
sta rc a . Z d ru g iej stro n y sło ń ce je s t ja k najzupełniej uosobione,
lecz p o d an ia w ty m k ie ru n k u są n adzw yczaj zg m atw an e. Je d n i
p o w iadają, że to k o b ie ta , d ru d zy opow iadają, iż sło ń ce p o ry w a
k o b ie ty so b ie za żony. N ajpow szechniej słońce je s t p rz ed staw io n em

— 327 —
ja k o człow iek m ający rodzinę. W p o łu d n ie u rządza sobie drzem kę,
w n o cy śpi, a w staje ra n iu tk o . S ło ń ce św ieciło daw niej o w iele
jaśniej, bo w iem n a w schodzie b y ła dziew ica, k tó ra go m yła i sk rz ę ­
tn ie p ielęg n o w a ła.
R ó w n ież są zgm atw’an e p o jęcia o księżycu. P rz e d e w sz y stkiem trze b a p o w ied zieć, że księźyć, to b ra t słońca, on je s t tak że
o k iem B o g a, lecz on nie je s t w iększy, n a d ko ło wozu. — D ru d z y
p o w iad ają, że to okno nieba. — J e d n i p ow iadają, że to m ężczyzna,
d ru d zy , że k o b ieta. K się ż y c m oże ro b ić z ludźli w szystko co chce,
i dlateg ‘0 to lu d /ie m odlą się do m łodzika. — S ą ludzie, k tó rz y
tw ierd z ą, że k sięży c stoi, a ziem ia k rą ż y ko ło niego. K sięż y ć nie
m oże g rz ać ja k sło ń ce — lecz dlaczego ? K a in po zabiciu b ra ta
A b la n ig d zie nie m ó g ł znaleść p rz y tu łk u , k sięży ć d ał m u p rz y ­
tu łe k w b rew ro zkazow i B oga. O d te g o czasu znajduje się n a k się ­
życu w ize ru n ek K a in a zabijającego b ra ta i księżyć n ie m oże dać
ty le ś w ia tła i ciep ła ja k słońce. T a zb ro d n ia rów nież je s t p rz y ­
czyną, że B ó g k aże księżycow i co m iesiąc iść do p ie k ła i tam
się p rz e ta p ia ć n a now o. In n i tłó m aczą zm iany k sięży ca w ten
sp osób, że św. Jerzy p o d n o si lub opusza firan k i. K się ż y ć m a
o g ro m n y w p ły w n a ludzi. K to p rzy ch o d zi n a św iat n a m łodziku,
te n ca łe życie p o zo stan ie m łody. N ie dobrze je st robić zasiew
n a m łodziku, bo zia rn a nie dojrzeją. G dy k to się sk alec zy na
m łodziku, ra n a się będzie ją trz y ła i do p iero zagoi się n a pełni.
W o g ó le nie p o trz e b a nic zaczy n ać n a now iu.
Jeszcze je d n a le g e n d a po w iad a, że p la m y n a k sięży cu p rz e d ­
sta w ia ją dw óch b raci, k tó rz y p ra co w ali w dzień B ożego N a ro ­
dzenia, za co w ten sposób zostali u k aran i. O stateczn ie je s t
tra d y c y a , k tó ra , u o sab iają c księżyc i je g o zm iany, tw ierdzi, że to
są d w u n a stu braci.
K się ż y c i g w iaz d y n ależą do jednej fam ilii. G dy słońce,
sp o tk aw szy księżyc, po czy n a z nim w alczyć, naów czas przychodzi
zaćm ien ie i p ew n eg o dnia w sk u tek tej w alk i przyjdzie k o n iec
św iata. In n a tra d y c y a p o u cza nas, że zaćm ienie p o w staje z tej
p rzy czy n y , iż p ew ien sk rz y d la ty p otw ór, zw any W ilk o ła k , usiłuje
pożreć słońce. S ą także, k tó rz y tw ierd zą, iż słońce i k sięży c są to
człow iek i k o b ieta, k tó rzy z a k ry w a ją sobie oczy, b y nie w idzieć
n aszy ch złości i w ted y p rzy ch o d zi zaćm ienie.
G w iazd y to są św iatła ludzi żyjący ch i b łyszczą w edle tego,
ja k ie je s t ich życie, lecz tw ierd z ą także, że to są św iece w rę k u
um arły ch , m o d lących się do B oga. — P o w ia d a ją także, że g w ia ­
zdy to aniołow ie.

-

828 -

M leczna drog'a, k tó rą w id zim y n a nieb ie, p ro w a d zi z raju
do p iek ła, a in n i p o w iad ają, że to d ro g a , po k tó rej N ajśw ię tsz a
P a n n a id zie do Jeru zalem . P o tej drodze przech o d zi ty lk o B ó g
i św. E ljasz. K o n iec zn em jest, b y n a św ia t ty lu ludzi przyszło,
ile je s t g w iaz d w tej drodze. O p ad a ją cy ch g w iaz d ach je d n i tw ie r­
dzą, że to są dusze u m iera ją cy ch , d ru d z y p rzeciw nie, że to są
dusze n ieo ch rzczo n y ch i d la te g o trz e b a je n a ty c h m ia st p rz eże g n ać.
W e d le pew n ej leg en d y , je s t to w a lk a aniołów z d y ab łam i, k tó rzy
k ra d n ą d rzew o w n ieb ie i ciskają p o lan am i do p ie k ła — w edle
zaś d ru g iej, to są św iece, k tó re d y a b li w ty k a ją p o m ięd zy św iece
an iołów , b y o szu k iw ać ludzi, an io ło w ie zaś zauw ażyw szy fałszy w e
św iatła, zrzu cają je do p ie k ła . N ie trz e b a b u d o w a ć dom w tem
m iejscu, g d zie u p a d ła g w iazd a, — w ty m dom u bow iem będzie
w ielk a śm ierteln o ść p a n o w a ła .
W id zim y w ięc, iż w szędzie je s t d ziała ln o ść d y a b ła n ie p rz y ­
ja z n a te m u w szy stkiem u, co pochodzi od B oga.
P ró c z ty c h g łó w n y c h p o sta c i je s t jeszcze dużo in n y ch i rz e ­
cz y w isty c h i sym bolicznych, k tó re stoją w zw iązk u z th e o g o n ią
i k o sm o g rafią ludow ą. — S ą p o sta c ie k o b ie c e , zw ane B o g i e n k i , k tó re m iew ają dzieci w s k u te k sw eg o sto su n k u z d y abłem i w ted y s ta ra ją się te dzieci za m ien iać n a dzieci ludzkie.
T o się u d aje ty lk o p rz ed chrztem . J e s t dużo k o b ie t w b ez p o śre ­
dnim sto su n k u z d y a b ła m i — to są w i e d ź m y , k tó ry c h s ą dw ie
k a te g o ry e : je d n e są od u ro d z en ia tak iem i, d ru g ie się n iem i stają
i te m ian o w icie są straszn iejsze, niż ta m te , k tó re, że ta k pow iem ,
są zm uszone często w b rew swej w oli b y ć w iedźm am i. N o w icy u szk a w sztu će w iedźm iarskiej m usi wleźć n a k rz y ż n o g am i do
g ó ry . P ie rw o ro d n y czło w iek m oże ujrzeć w iedźm ę ze sk o p ce m
n a g ło w ie i m a m oc ją w y b ić — rów nież p ierw o ro d n y p ies pozna
ją n a ty c h m ia s t i je s t w m ocy ją p o k ąsać.
N iem a w iedźm iarzy, ale są c z a r o w n i c y , k tó rz y nie za ­
w sze są w m ocy oczarow ać. Od czasu do czasu p rz y ch o d zi
chw ila, w k tó rej k aż d e słow o przez n ich w ym ów ione, m a p o tę g ę
zacza ro w an ia n a w e t w b re w ich w łasnej woli. T o zależy od g w ia ­
zdy, po d k tó rą ci ludzie się urodzili. S ą ludzie znający p rzy szło ść,
w r ó ż b i c i , lecz oni nie m ają nic w sp ó ln eg o z d yabłem , ja k r ó ­
w nież ta k zw an i z n a c h o r z y , (lekarze), k tó rz y jasn o ść w zroku
zy sk a li w sk u te k sp o ży cia p ew n eg o rodzaju w ęża.
W i a t r , to d y a b e ł p rz y k u ty do sk ały , k tó ry czasam i o d z y ­
sk u je w o ln o ść i w te d y z c ią g a obłoki.- M ów ią naów czas, że to
je g o w esele. In n i zaś p o w iadają, że w iatr to m a ły wąż, ży jący

-

329 -

sied em lat, w d ru g ich siedm iu latac h staje się on w ielkim w ę­
żem, a w o statn ich siedm iu la ta c h staje się on g ry fem .
G d y się sz a ta n i biją, to się w znosi ta k a b u r z a , że ludzie
b ard zo często są w te d y sp araliż o w an i lub w p a d ają w szał sam o ­
b ó jstw a. Jeż eli w oda w m arcu zam arza, to d y a b la sp ra w k a.
G r a d je st ta k ż e je g o ro b o ty . T am g d zieś w g ó rz e n a n ieb ie jest
s k ła d lodu, d y a b e ł go tłucze i rz u ca n a ziem ię. T am że je s t r ó ­
w nież sk ład śn ieg u i jeżeli śn ieg p a d a ja k zw ykle, to to anioło­
w ie zrzącają, lecz g d y p o w stan ie ś n i e ż y c a , to dow odem , że
d y ab li ch w y cili sk ła d w sw e ręce. W k ażd y m razie, to je st rzeczą
k o n ieczn ą, b y p ew n a ilość śn ieg u sp ad ła w czasie zim y ; on b o ­
w iem n ie m oże tam w gó rze pozostać w ciąg u u p a łó w letnich.
D e s z c z roznosi po św iecie an io ł ale n a nieszczęście g łu ch y , nie
d o sły szy rozkazów bożych i niesie go tam , g-dzie go sobie nie życzą.
J e s t w ielk a liczba isto t n ad p rzy ro d zo n y ch , k tó re m ogą m ieć
w p ły w n a czło w iek a i je g o życie.
U m a rli p rz y ch o d zą czasam i n a św iat, b y m ęczyć ludzi i n a ­
te n c z a s zw ą się oni u p i o r a m i . T rz e b a jed n ak ż e w iedzieć, iż są
ludzie, k tó rz y już za życia są upioram i i że u m arły nie m oże
p rzy jść do k o g o ś, jeżeli go żyjący u p ió r tam nie p rzyniesie. D u ­
sze w isielców lu b topielców stają się najczęściej upioram i.
T o p ielice d ziew częta stają się R u s a ł k a m i , k tó re ciąg n ą
m ło d y ch ludzi za so b ą do w ody.
S ą l i s o w i ki , t. j. ludzie żyjący w lasach, a o k ry c i w ło ­
sem — są k a r ł y i w i e l k o l u d y , a m iędzy tym i są tacy , k tó rz y
m ają jed n o ty lk o oko, jed n o ra m ię i je d n ą nogę.
P e w n y m ro d zajem ru s a łe k są M a w к i. S ą to dzieci s k ra ­
dzione przez d y a b ła , żyją w lesie lub w zbożu, g d y już stoi
w kło sach , ła p ią ludzi i n a śm ierć łaskoczą. — Ś m i e r ć to k o b ieta,
k tó rą m ożna złap ać i trzy m ać w w ięzieniu, ja k to zro b ił p ew ien
żołnierz. —■ F e b r a to m łoda i p ię k n a dziew czy n a, c h o l e r a
to k o b ieta, k tó ra m a n a so b ie ty lk o koszulę, a z a r a z a to jak aś
b o g a ta pani.
J e s t p ew ien sła b y o d b ły sk m e t a m p s y c h o z y . Jeżeli k to ś
w d niu w ielk ieg o św ięta m a sto su n e k z sw oją żoną, to ona porodzi
jak ie g o ś p ó łczło w ieka, pó ł w ilka, a n aw et ca łe g o w ilk a ale z ro ­
zum em ludzkim . Jeż eli ro d zice p rz ek lin ają dziecko, to ono może
się s ta ć zw ierzęciem . W ied ź m a może, k ie d y zechce i n a ja k i
czas zechce, wziąć p o s ta ć ja k ie g o ś zw ierzęcia, ale to już więcej
s p ra w a d y ab la.
(C. d. n).

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.