681d0129ffbc3ef9a7304565423aaab7.pdf

Media

Part of Kilka słów o świekrostwie / Lud, 1896, t. 2

extracted text
— 305 -

Kilka słów o świekrostwie
(z pow odu

arty k u łu

p. D ra

F ra n k i : „Ślidy
h o rach “).

snochactw a

w naszych

Z n an y p ra c o w n ik n a u k o w y D r. Iw an F ra n k o um ieścił w p i­
śm ie „Ż ytie i sło w o “ n a r. 1895 a rty k u ł p. t. „Ś lid y snochactw a
w naszy ch h o ra c h “ ; p ra c y tej nie czytałem , bo pism o to nie d o ­
chodzi do rą k m oich, ale k o rzy stam z o b szern eg o stresz cze n ia p.
A d o lfa S trzele ck ieg o , um ieszczonego w 6 i 7 zeszytach „L udu"
z r. 1895 p. t. „ F ra g m e n t z dziejów ro d z in y “, by dodać w iązankę
fa k tó w i n ieco w yjaśnień. T o zastrzeżenie je st koniecznem , b y
u su n ąć n iep o ro z u m ie n ia m ożliw e. N ie p ra g n ę też po lem ik i z p.
F ra n k ą , acz n a jeg o p o g ląd y n iezu p ełn ie się zgadzam . P rz e d e w szy stk iem trze b a om ów ić k w e sty ę term in u : n a oznaczenie p o ­
ży cia m iłosnego św ie k ra z sy n o w ą użyto w naszym języ k u dw óch
w y ra zó w : św iek ro stw o i snochactw o. P ie rw sz y w yraz jest czysto
po lsk im , d ru g i zaś nosi- w yraźne ślad y ru sk ie lub n aw et ro s y j­
skie, alb o w iem sy n o w a po ro sy jsk u „sn o c h a“, św iekier, p o z o sta ­
ją c y z n ią w sto su n k ach m iło sn y ch — „sn o c h acz“. Zdaje m i się,
że w y p a d a u n ik ać o b cy ch n aleciało ści, stw arzając now e w y ra zy
tudzież n o w ą term in o lo g ię, k tó ra w in n a b y ć czysto sw ojska.
W sz a k ż e ta k w e sty a je s t dość podrzędną, jej ro zstrzygnięcie p o ­
zo staw iam znaw com naszej .. owy, sam zaś w ra cam do rzeczy.
O tóż św iek ro stw o je s t b a rd zo ro zp o w szech n io n em w W ielk o ro sy i
i n a S y b e ry i w śród R o s y a n ; jeg o ślad y w y ra źn e sp o ty k am y w śród
R u sin ó w , ale n a to m ia st niczego p o d o b n eg o nie sp o tk an o w śród
B iało ru sin ó w . N ie b ę d ę b a d a ł ani przy czy n p o w sta n ia te g o zjaw i­
sk a, an i je g o rozw oju i zan ik u sto p n io w eg o , ale ty lk o p rzytoczę
w ią z a n k ę dan y ch , św iadczących o jego rozpow szechnieniu w śró d
S ło w ia n w schodnich, niem al w y łączn ie R o sy an .
S ta ro ż y tn e p o m n ik i p ra w n e n iew ątp liw ie stw ierd z ają s ta ro ­
ży tn o ść i ro zp o w szech n ien ie się szero k ie św iek ro stw a. U sta w a
k o ścieln a Ja ro sła w a I. g ło si w yraźnie : „aże sw iek o r so snochoju
bu d iet, to ep isk o p u 100 g ry w ie n i ep itim ia po z a k o n u “ ; ten
p rz e p is zaw iera się w 17 a rty k u le u staw y . J e g o sta ro ż y tn o ść p o ­
tw ierd z ają też śro d ki, do k tó ry c h u c ie k a ł się ko śció ł i rz ą d od
b a rd z o daw n a, bo aż od X I. w. P o tw ie rd z a ją te n p o g lą d też
o b rz ęd y w eselne, k tó re za ch o w a ły się d o tąd w n ie k tó ry c h o d le ­
g ły c h okolicach. W pow iecie M ezeńskim , gub. A rc h an g ielsk iej,
istn ieje o b rzęd n a s tę p n y : g d y po ślubie p ań stw o m łodzi zjaw iają
się w ch acie ojco w skiej, w ów czas o b lu b ien ica za k ry w a tw arz chu.

20

— 306 —
s tk ą ; sw ie k ie r ch ce p o d n ieść zasłonę, ona nie p o zw ala ; p ro p o n u je
jej p ien iąd z e i stro je, d o ty k a ją c b o chnem c h le b a do czoła... P a n n a
m ło d a n ie zg a d za się ; „no. n areszc ie — m ów i św ie k ie r — daję
ci sy n a s w e g o “ ! W ó w cza s o b lu b ien ica p o d n o si zasłonę. P o ­
d o b n y o b rzęd is tn ie je w pow . P sk o w sk im . P o ślubie, w dom u
rodziców p. m ło d eg o d ru żb a ich p y ta : „O jcze i m ateczko, czy
w am p o d o b a się, com p rz y p ro w a d z ił“ ? O jciec o d p o w ia d a : „ p o ­
d o b a się, ale trz e b a z o b a c z y ć !“ B ie rz e bicz, p o d n o si b iczy sk iem
zasło n ę, z a k re ś la niem ko ło ok o ło g łó w n o w o p o ślu b io n y ch i w raz
z z a sło n ą u c ie k a z iz b y ; goście, s ta ra ją się o d e b ra ć j ą ; jeżeli to
im się u da, w ów czas g'ospodarz m usi ich u g o ścić w ó d k ą. S ądzę,
źe łatw o zrozum ieć tre ś ć te g o o b rzęd u sym boliczneg-o : z a sło n a
n a tw a rz y p. m łodej m a oznaczać, że od tej chw ili w in n a n ależ eć
ona ty lk o w y łąc zn ie do m ęża ; w a lk a o zasłonę w skazuje, że n a
n ią ro ści też p ra w a ojciec m ęża, św iek ier. P o d k re śla m też, że
b icz u R o s y a n , a p a łk a u R u sin ó w , to sy m b o l w ładzy, k tó rą
dzierży p a n dom u, g o sp o d arz.
W in n y c h o k o licac h już nie s p o ty k a m y żad n y ch śladów
te g o ob rzęd u . N iem niej ja s k ra w e św iad e ctw o n a k w e sty ę ro zp o ­
w szech n ien ia św iek ro stw a rz u cają d o k u m e n ty arch iw ó w , zw łaszcza
s y b e ry js k ic h ; n. p. w r. 1749 p ew ien w ło ścian in z okolic Jen isiejsk a z a n ió sł s k a rg ę do b is k u p a m iejscow eg'o, p ro sz ą c o ro z w ó d .
W s k a rd z e p is a ł on, iż ojciec ożen ił go, g d y m iał la t 7 z 40-letn ią d ziew czy n ą, k tó ra m a już la t 60 i żoną m u b y ć nie m oże ;
je s t to m o ty w p o d an ia. R zec zy w iście zd arzało się b ard zo często,
że ojcow ie żenili sw y ch sy n ó w n ieletn ich , b y k o rz y sta ć z ich żon.
Zw yczaj ten w y w o ła ł b ard zo o s trą k ry ty k ę Ł om onosow a, k tó ry
tłó m a c z y ł g o św iek ro stw e m . P o m im o zakazów p ra w n y c h i k o ­
ścieln y c h nie zn ik ł on jeszcze doszczętnie, b o często d u ch o w n i za
k ilk a ru b li d ają ślu b y m łodzieńcom , k tó rz y nie u k o ń czy li 18 lat.
W o g ó le św iek ro stw o sp o ty k a się w całej p ra w ie R o s y i, a z w ła ­
szcza p ó łn o cn ej. W g u b . A rc h a n g ie lsk ie j w śród t. z. W a g a n ó w 1)
je s t ono n ie m a l pow szechnem . B y p rz e k o n a ć m ię o tem , d u c h o ­
w n y p ra w o s ła w y o p o w ied ział fa k t n a stę p n y . O koło ro k u i860
w pew nej w si n a d W a g ą w c ią g a n o n a dzw onnicę no w y dzw on,
ale ro b o ta szła o p orem . O b e cn y d y a k ce rk iew n y , p rz y p isu jąc tę
okolicznożć w ielkiej ilości grzeszn ik ó w , w śró d p ra cu jący c h , rz e k ł
g ło ś n o : „kto sn o chacz, to t o to jd i“ ! I p ra w ie p o ło w a w ło ścian
o d eszła p recz. N ie m niej ro zp o w szech n io n em je s t św iek ro stw o n a
') Tę nazwę noszą, mieszkańcy pobrzeża rzeki Wagi, dopływu Dzwiny
północnej.

— 307 S y b e ry i, zw łaszcza w dzikich u stro n iach A łtaju , gdzie d o tąd je ­
szcze istn ieją o g ro m n e spólnoty rodzinne. D aw niej b y ło ono b a r ­
dzo ro zp o w szech n io n em w śród k o zak ó w sy b e ry jsk ic h , ale su ro w e
śro d k i p rzed sięw zięte przez w ładzę w ojskow ą, oraz zm iana okoli­
czności o sła b iły je w znacznym stopniu. M imo to je d n a k sąd kozaczy o sad y U lb in k a około U s ť k a m ie n o g o rs k a latem 1885 r. ro z­
trz ą sa ł sp ra w ę p o dobną. S p ra w y o św iek ro stw o sp o ty k a ją się
dość często w t. z. sąd a ch w ło ściań sk ich ; w y ro k i są w ogóle b a r ­
dzo łag o d n e... M ożna z nich, w yw nioskow ać, że lud niem al u toż­
sam ia je z ro zp u stą, oraz uw aża je za grzech. D o d am tu i to, że
t. zw. S ta ro w iercy , zw łaszcza nie u znający h ie ra rc h ii kościelnej,
a n ie n a le ż ą c y do se k t ra cy o n alisty czn y c h , dotąd jeszcze św ie­
k ro stw o rzad k o u znają za g rzech, przynajm niej w Ziem i W o jsk a
D o ń sk ieg o , ja k tw ierd z i p. N ikulin. P rzy sło w ia rosyjskie, d o ty ­
czące św iek ro stw a, są liczne i obrazow e: „snoszka u św ie k ra
g o sp o ż e ń k a “, „sm ałczyw aj n iew iestk a — sarafan k u p lu “, „ p rig o łu b '
sn o szeń k a — gospożoj b u d ie sz “ i t. d. W sz y scy b ad a cze i e tn o ­
g rafo w ie, oraz zb io ry p ra w a zw yczajow ego i w ogóle ludoznaw cze
zg o d n ie stw ierd z ają szero k ie rozpow szechnienie św iek ro stw a, ale
też stw ierd z ają jed n o g ło śn ie, iż istn ieją one ty lk o w t. z. rodzi­
n a c h w ielkich (bolszaja s :em ja) czyli spólnotach rodzinnych. J e s t
to o koliczność bardzo ja s n a a zrozum iała, ale z te g o nie w y n ik a,
b y zaw sze i w szędzie istn ie n ie sp ó ln o ty rodzinnej b y ło nieodłączn em od św iek ro stw a ; fa k ty p o tw ierd z ają to zdanie. S p ó ln o ty
ro d zin n e d o tąd istn ie ją jeszcze w śród ludu lite w sk ieg o (W isła
1895 r. I. zesz.), ale n a w e t najm niejszych śladów św iek ro stw a nie
u d ało mi się odszukać, pom im o s ta ra n n y c h poszukiw ań. N ik t d o ­
tą d a n i razu, o ile wiem , nie stw ierd ził istn ie n ia tego zw yczaju
w śró d B iało ru sin ó w , k tó rz y — dzięki okolicznościom n ie p rz y ja ­
zn y m i w aru n k o m m iejscow ym — zachow ali ty le p rz eży tk ó w z a ­
m ierzch łej p rzeszłości. Zdaje się, że św iek ro stw o n ig d y nie istn iało
w śró d lu d u p o lsk ieg o , acz istn ie n ie sp ó ln o t ro d z in n y c h nie p o ­
d le g a zap rzeczen iu. N ie istn ieje ono rów nież u S ło w ia n p o łu d n io ­
w ych, chociaż w śró d n ic h form a p o ży cia w zad ru d ze jest szeroko
ro zp o w szech n io n a. N iem a też śladów św ie k ro stw a u T a ta ró w k a ­
zań sk ich i sy b ery jsk ich , acz żyją oni w ro d z in a ch w ielkich. N ie
m ają też te g o zw yczaju K irg izi, liczni k oczow nicy A z y i śro d k o ­
w ej; zw y k le u n ich ta k b y w a, że n a w e t po w ielu la ta c h p o ży c ia
w jed n y m au le św ie k ie r nie zn a sw ojej synow ej. O dnośne o b y ­
czaje są p rz e strz e g a n e b a rd zo surow o ; raz ty lk o je d e n w życiu
św ie k ie r m oże w idzieć sw oją synow ę, a m ianow icie w ów czas,
g d y o n a p rz y b y w a do aułu m ężow skiego. Zwyczaj każe, b y
*

— BOB —
w ju rc ie (n am io cie) jej m ęża b y ł św ie k ie r w raz z licznym i gośćm i ;
p rz y w ejściu je d e n ze śp iew a k ó w n a chw ilę ty lk o podejm uje p a ­
łe c z k ą zasło n ę z tw arzy ... S y n o w a otrzy m u je osobny p o d a re k „kuriu m d y k “ ; c a ły ten ob rzęd zw ie się „ k ie ły n -k u riiu n d y k “. Z w yczaje
k irg iz k ie stan o w czo w z b ra n ia ją w szelkich stosunków to w a rz y sk ic h
p o m ięd zy św ie k re m a sy n o w ą ; nie w olno też zięciow i przynajm niej
w c iąg u з la t w idzieć swojej teściow ej. W ty c h w a ru n k a c h św iek ro stw o je s t u K irg iz ó w zu p e łn ie n iezn an em , lubo s p ó ln o ty r o ­
dzinne, ja k o s k u te k ro z p a d a n ia się o jco w sk ieg o u stro ju ro d o w e g o ,
s p o ty k a ją się b ard zo często ; w ła d z a ich n a c z e ln ik a je s t niem al
n ie o g ra n ic z o n ą ; w o b ec n ieg o członkow ie n ie p o sia d a ją ża d n y ch
p ra w , a le ty lk o obow iązki.
Jeszcze tu d o d am słów parę. L udzie w ia ro g o d n i a um y sło w o
w y k s z ta łc e n i za p ew n iali mię, że w śród O sty ak ó w i S am ojedów
m ożna s p o ty k a ć sp ó ln o ty rodzinne, p o zo stało ści za n ik a jące g o rodu
o jc o w sk ie g o ; m im o to je d n a k lu d y te n ie znają św iek ro stw a , ja k
za p ew n iają m ieszk a ń cy m iejscow i oraz b ad a cze , k tó rz y ze tk n ę li
się z nim i. N a tu ra ln ie — m o żn ab y b y ło p rz y to c z y ć z lite ra tu ry
etn o g raficzn ej ca ły sz e re g fak tó w , p o p ie ra ją c y c h zdanie, że św iek ro stw o nie zaw sze idzie w p arze, p rz y n ajm n ie j w o k re sa c h p ó ­
źniejszy ch , z istn ie n ie m sp ó ln o t ro d zin n y ch , p a try a rc h a ln y c h .
M n iem am p rz eto , że u o g ó ln ien ie p. F ra n k i je s t z b y t h y p o te ty cznem , z b y t śm iałem ... N a zak o ń czen ie jeszcze ra z p o w tó rz ę : p o ­
lem izow ać w tej k w e sty i i nie życzę so b ie i nie m am m ożności,
p ra g n ę ty lk o rz u c ić .p a rę p ro m y czk ó w św ia tła n a nią.
Jan Witort.

Li é e nazuj miejscowe w powiecie firzeslim w Galicji
nap isał Dr. Karol Mátyás.
(Ciąg d a lszy ).

VI.

Gmina

Borowa.

A. W ieś Borowa.

„ B o r o w a po tem sie n az y w á, ze n a tem m iejscu b y ły
duze lasy , zw an e b o r a m i , a w ty c h la sa c h ro sło ty z duzo b o ­
r o w e k “.
В. P rzysiółki i osady.

i.

B u d z y ń , n a jsta rsz a o s a d a , k tó ra d a ła p o c z ą te k gm inie,
s k ła d a się z k ilk u za g ró d . P ie rw s i o sad n icy , k tó rz y la sy za-

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.