61a007871caf8806cfb2087869718ba6.pdf
Media
Part of Przeżytki starożytnego światopolglądu u Białorusinów/ Lud, 1896, t. 2
- extracted text
-
— 210 —
zarzuca się n a p le c y i znosi do domu. Jeżeli g o s p o d a rz p o siad a
wiele sia n a i ł ą k n a p o ło nin ach, w tenczas p o zostaw ia p e w n ą
część siana n a miejscu i spasie b y d łe m w jesien i lub wiosna.
Dr. R ajm und F ryderyk K aindl
docent Uniw . w C zerniowcach.
Przeżytki starożytnego światopoglądu
u Białorusinów.
P r z e d k ilk u m iesiącam i opuściła p ra s ę d r u k a r s k ą w G ro d n ie
k s ią ż k a p. t. : „ P rz e ż y tk i starożytneg-o św ia to p o g lą d u u B iało ru u in ó w “ ; jest to s tu d y u m etnograficzne, n a p is a n e przez p. A. B o h
d ano w icza w ję z y k u rosyjskim . N a dzieło to złożyło się 8 a r t y
ku łó w , d ru k o w a n y c h w „P rzegląd zie n a u k o w y m “ (piśmie rosyjskiem ) w r. 1894. W p rz ed m o w ie a u to r zaznacza, że jego b a d a n ia
o g arn ia ją prz ew aż n ie B iało ru ś c e n tr a l n ą ; zaznacza też i tłó m a c z y
p rz y czy n y , k t ó r e w y w o ła ły dzisiejszy s ta n ludności miejscowej,
t a k d aleki od id eałó w k u ltu r y w spółczesnej ; ubolew a, że B i a ł o
rusini nie poczuw ają się do żadnej łączności z R o s y a n a m i, n a z y
w a ją c ich albo b u rłak a m i, alb o ruskim i. A u to r ze zgrozą pisze, że
m iejscow i B iało rusini n a za p y ta n ie o ich n arod ow ość, o d p o w ia
d a ją : „My ludzie tu te js z y je “ ; zaznacza też on, że p lem ię b i a ł o
ru s k ie zajmuje szczebel k u ltu ra ln y o wiele niższy, niż wielkorosyjskie i m ałoruskie. T łó m acz en ie p. B o h d an o w icz a jest w z n a
cznym stop niu ten d en c y jn e i history czn ie fa łs z y w e ; to tłóm aczenie
stale s p o t y k a się w e w szy stk ich p ra c a c h rosyjskich , d o ty c z ą c y c h
L itw y i R u si.
T re ś ć k s ią ż k i s k ła d a się z 8 rozdziałów : pierw sze 4 o m a
wiają p rz e ż y tk i fetyszyzm u, anim izm u, u o so b ień i k u ltu s ło ń ca ;
rozdział 5 tra k tu je o u oso bien iu zła, a szó sty o w s p ó ln ik ach „siły
n ie c z y s te j“ ; sió dm y — o m aw ia m e d y c y n ę lu d o w ą o tyle, o ile
o p a r tą je s t ona n a p rz e s ą d a c h Ї czarach, osm y zaś — różne d r o
b n e p rz esąd y . W a r t o p o d kreślić, iż a u to r przew ażnie u w z g lę d n ia
tę o ry e nieco p r z e s ta rz a łe ; ta k je s t on zw olenn ikiem p o g lą d u tłóm a c z ące g o p o d a n ia i w ierzenia lu do w e zjaw iskam i p rz y ro d y ;
m niejsza j e d n a k z tem , bo a u to r p rz y ta c z a dużo faktó w , n ie k ie d y
b ardzo ciek a w y ch . D o tą d n a Białej R u s i o gień je s t św ię ty ; k a ż d a
ro d z in a m a „swój o g i e ń “, k t ó r y przenosi, zm ieniając m ieszkanie ;
p lw ać n a ń nie godzi się, albo w iem w s k u t e k teg o zjaw ia się
„w o g n ik “, k t ó r y m ożna w yleczyć ty lk o ogniem . O g n ia też o b a
— 211 wiają się „noczn ice“, m ałe i złe d u c h y nocy, m ęczące dzieci.
N a w iasem m ów iąc, o g ień g r a w ielką rolę we w szy stkich sferach
życia w łościańskiego. N a P ole siu istnieje opo w iad a n ie o w eselu
k o m in a czy z piecem , czy z chatą, b o różnie m ów ią ; p rz ed w e
selem ko m in bielą, stroją itd. O gień też p rz e p o w ia d a przyszłość.
D o tą d n a B iałej R u s i za ch o w a ły się liczne p rz e ż y tk i k u ltó w
w o d y i ziem i; d o tą d „po pierw szym w io sen n y m grzm ocie z a c z y n a
się do nich p i e l g r z y m k a “. P r z y s i ę g a n a ziemię ro dz o n ą — dla
B ia ło ru s in a najśw iętszą; p rz ed w ielkiem i k lę s k a m i społecznem i
ziemia ję c z y i płacze.
Nie mniej liczne są ś la d y k u ltu k a m ie n i lub o ry g in a ln y c h
o nich p o d a ń ; n ie k tó ry m przypisuje się siła cudotw órcza. »Dwa
tak ie k a m ie n ie znajdują się w pow. Ih u m e ń s k im około wsi P ereż y ra ; je d e n z nich n a z y w a się Dziem jan, d ru g i zaś — Marya...
P rz e d 20 la ty s ły n ą ł siłą cud o tw ó rczą k am ień M a r y a : o pow iad a n o
o w yleczeniu p a ra lity k ó w , chrom ych, g łu c h y c h i t. d. D o niego
odb y w a li p ie lg rz y m k i n iety lko m ieszk a ń cy bliższych okolic, ale
n a w e t g u b e rn ii M ohylowskiej, W iteb sk iej, P sk ow skiej i W i l e ń
s k ie j“. K a m ie n ie te są zdala p o d o b n e do p o staci ludzkich, z w ła
szcza k a m ie ń M a r y a — do ko b iety . S k ła d a n o im w ofierze p ł ó
tno, len, w ełnę, prosięta, ow ce i pieniądze (str. 24). Dziś p o p u
larno ść M ary i nieco u p ad ła, ale d otąd dziewczęta, p r a g n ą c y wyjść
za mąż, s k ła d a ją jej w ofierze o brą czk i lub korale. Istnieją też
p o d a n ia o p rz em ien ien iu się ludzi w k am ien ie ; ta k około N i e
świeża lud opowiada, że wójt, k tó ry k a z a ł z rozkazu w łaściciela
orać na W ie lk a n o c , został zam ienion y w raz z p a r ą w ołów i p łu
g iem w kam ień.
Istn ieją też b ard zo liczne p rzeżytk i u b ó s tw ia n ia d rz ew i zw ie
r z ą t ; p o d a n ia o p a p ro c i i roz erw ij-tra w ie są b ard zo pospolite.
K w i a t y p ap ro c i zbiera d o b ry „kupalskij d z ia d o k “ ; ro zerw ij-traw ę
znają ty lk o p ta k i wieszcze n. p. s ro k a i sowa.
P o d a n i a o w ężach są analogiczne do p o d o b n y ch p o d a ń p o l
skich. O ry g in a ln y m jest przesąd następ u ją cy : k urę, k t ó r a z a ś p ie
w a ła j a k kogut, łow ią i m ierzą nią odległość od k ą t a h o n o r o
w e g o (krasnyj kut) aż do p r o g u ; jeżeli g ł o w a p a d n ie n a p ró g ,
to j ą zaraz o drąbią, a k u rę zjedzą, jeżeli o gon — to k u rę po jego
o d r ą b a n iu puszcza się wolno.
Nie mniej liczne są ślad y fetyszyzm u słow a, w y ra ż a ją c e się
w za m a w ianiac h ; p rz y ta c z a m n ie k tó re : „C iem naja n o cz k a nacznle
p a r a d z iła — m ałom u dziciaci m u k i n a r o b iła ; ja s n o je son nijko
dzień naczinajeć, nacznie p ra h an iiajeć ; dziaunie nasyłajeć, boi sunimajeć. Szuch u piecz! Szuch u p i e c z ! “ (od nocznic); „N a si
ne
212 —
niem m ori d w a n a n c y ť dubou ; p o d tym i d u b a m i d w a n a n c y ť p a p o u
czytajuć, p o h a n y je zuby zam ou laju ć" (od u k ą s z e n ia żmii); „pierszim razom , d o b ry m czasom H o s p o d u B o h u pom olim sia, ch rastu
po k ło n im sia. U c z o ra z w iac zo ra sonnijko ihrało, dobruju dorohu
prow ieszczało ; s ia h o d n ia z ra n k u za ra zaniałasia, u niebi na parozi z soncem s p o t k a ł a s i a ; za ła ty je kluczi u ruczki brała, dub o w u ju dzw ierku od m y k ała, szoukow yj po ło h p o d y m a ła , s o n
nijko n a niebo w ypuszczała, dob ruju dorohu p row ieszczała. U stau
j a ra n o — p o d w y jd u к w a k o n cu ; szcziro ja szcziro w z d y ch n u
do B o h a : daj że m nie B oże szczasliwu d o roh u! Aż swiatoj Jurij
k a n ia zapřahaje, swiatoj A n ł a s pom ahaje, od b iad y, n ap a ści zbiere h a je “ (na d o b rą d ro g ę ) itd. R o z u m ie się — z a m a w ian ie w o d y od
e g r y w a rolę o lb rz y m ią ; zw ykle B iałorusin pro si o n ią n ie ty lk o
znachorów i czarodziejów, ale n ie k ie d y n a w e t lekarzy.
Liczne są też p rz e ż y tk i a n im izm u ; w yrażają się one p r z e w a
żnie w pozostało ścia ch k u ltu p rz o d k ó w i o ry g in a ln y c h p ojęciach
0 św iecie za g ro b o w y m . D o ty ch c zas u trz y m a ł się zwyczaj z a w o
dzenia n a p o g rz e b a c h ; d o tą d jeszcze istnieją zaw o dow e płaczki.
M o g iłę kupują, jeżeli k o p ią c ją, n a tra fią n a k o ś c i ludzkie ; w ó w
czas rzucają m o n e tk ę „kab n iebo żczyki nie d r a lis ia “. Zdarza się
dziś jeszcze, że do t r u m n y z m arłeg o w k ła d a ją fa jk ę i ty to ń , jeśli
p alił on — t a b a k i e r k ę zaś, jeżeli za ży w a ł ta b a k ę . „Do n ie d a w n a —
m ów i p. B ohd ano w icz — do t ru m n y sk ła d a n o noże i g rzebienie,
m ajstro m zaś n ie k tó re ich in s tru m e n ty ; tym zaś, k tó rz y lubili
w ypić, s ta w ia n o w ó d k ę w b u te lk a c h lub k a m io n k a c h . N a c m e n
ta rz a c h , k o p ią c m o g iły , znajd ują czasam i te rz e c z y “ (str. 53).
S ty p y p o g rz e b o w e są z n a n e p o w sze ch n ie; noszą one różne n a
zwy. „ D z ia d y “' ob ch o d z ą się 3 razy do roku, ale najważniejsze
są — d n u ro w sk ie (24 października) ; ję z y k n a w e t p o s ia d a o so b n y
czaso w n ik — „d z ia d o w a ć “. P o uczcie stół się nie sp rząta, b y d u c h y
m iały co zjeść, dla nich k ł a d ą się o sobne ły żk i oraz część s tra w y
w y rz u c a się za okno. W pow. L e p e lsk im k o b ie ty obchodzą osobno
swoje „ d z ia d y “, k t ó r e noszą n az w ę „ b a b y “ ; o d b y w a ją się one
w w igilię o b ch o d u pam ięc i m ężczyzn zm arłych. „ R a d o n n i c a “
albo „niebożczyckij w ielikdzień" (pierwszy w to re k po niedzieli
p rzew od niej) w y ró ż n ia się styp ą, urz ąd za n ą n a c m e n ta rz a c h ; na
niej m uszą b y ć konieczn ie „ h r y b k i “ z m ą k i pszennej... R e s z tk i
s tra w y pozostaw ia ją n a m ie js c u ; rozlew ają n a w e t nieco w ó d k i
1 rzucają tyto ń, b y d ziady mieli co zakąsić, w y p ić i wypalić.
N iebo szczycy w ogóle chod zą po św iecie ; ta k m a tk a prz y ch o d zi
k a rm ić p iersią w ła s n e niem owlę, k tó re j e d n a k od teg o p o k a r m u
r y c h ło um iera . U p ió r czyli po b ia ło ru s k a „ u p y r “ w y sy s a k r e w
— 2J3 —
ludzk ą; staje się nim ten człowiek, k t ó r y za życia zn a ł się z siłą
nieczystą. B y uniem ożliwić te wycieczki, n ależ y g ró b u p io ra cza
ro w n ik a rozkopać, od rą b ać mu głowę, p ołożyć m iędzy nogi,
a cmło przyg w oźd zić do ziem i ko łk iem osik o w y m ; jest to śro d e k
ra d y k a ln y . M ożna w szakże „oduczyć u p i o r a “ : trz e b a g ro m n ic ą
ra p to w n ie oświetlić chatę, a u p ió r o b e c n y stanie się w idzialn y ;
w ów czas trze b a go u derzy ć k o łem osikow ym .
D o rozdziału o uosob ien iach a u to r zaliczył p rz eży tki wierzeń
w duchó w dom ow y ch oraz innych, zam ieszkujących lasy, rzeki,
jeziora, b ło ta i t. d. Do d u chó w d o m o w y ch należ ą: c h a tn ik albo
dy m ow yj (przy p o m in a w ielko rosyjskiego „ d o m o w o g o “), jezdn ik '),
łaźnik ; są to d u ch y u c z y n n e i dobre. C h a tn ik m ieszka zw yk le
za piecem, jezd nik w osieci, łaźn ik zaś w łaźn i ; ostatni po pó ł
n ocy uży w a kąpieli i dlatego nie m ożna chodzić do łaźni po 12
w nocy. G d y b u d u ją c h a tę now ą, w ów czas po d p ro g ie m z a k o
pują g ło w ę k u r y ; jest to o biata złożona tem u duchowi. C hlew nik
m ieszka w chlew ie ; jest to duch zły, k t ó r y dręczy i m ęczy k o nie
i bydło, ale o b aw ia się sroki, dlatego często w ieszają zabitą
srokę n ad w ro ta m i o b órk i lub sta je n k i ; zresztą p a stu si znają
różne sp osoby zam aw iania go N ie w ą tp liw ie — p o w ia d a a u to r —
ch lew n ik nie je s t p rz eżytkim stareg'o o p ie k u n a b y d ła , b o g a „W o ł o s a “, k tó re g o czynność sp ełn iają obecnie św. Jerzy i W łasij.
Istnieje też p o w szechn a w iara w żmija latając eg o , k t ó r y przyn osi
pieniądze.
S p o ro jest jeszcze p rz eży tk ó w u o s o b ie n ia sił p rz y ro d y :
w odz ia n nik i ru s a łk i m ieszkają w w od a ch p ły n ą c y c h . P o w szech nem jo s t zdanie, że dusze dzieci n ie c h rzcz o n y ch zam ieniają się
w rusałki, o k tó ry c h p o d a n ia są p o d o b n e do polskich. W lasach
m ieszka „lessij“ lub lasow ik ; jest to p y s z n y u t w ó r ludowej fantazyi. G ło w a jeg'o jè s t p o d o b n ą do w ierzch o łk a so sn y ; w zro stem
p rzew yższa on drzew a najw yższe; jeg-o ręce i nogi są ta k g r u b e
i k rz ep k ie j a k k o n a r y d ęb ów stu letnich ; oczy m u się św iecą ja k
u wilka. W rę k u trz y m a sosnę o g ro m n ą ; u d e rz a nią p o d rz e
wach... i oto jest p rz y c z y n a szum u lasów. L aso w ik m ieszk a
w m atec zn ik u , d o k ą d w szystkie zw ierzęta id ą um ierać ; m atecznik ^
dla ludzi jest niedostępny. W puszczach la s o w ik p o s ia d a ry sy
wyżej podane, w lasach m a ły c h m ieszkają inne rodzaje, mniejsze,
ale niem niej szkodliwe. Zna też lud n a Białej R u s i d u ćh a w ich ru
’) Jezdnik — osieć, po polsku — osiocznik.
2)
Opis matecznika umieszczony w „Panu Tadeuszu“
wtarza opowiadanie ludowe.
dosłownie po
—
214
-
k rę c ą c e g o się ; je s t to „p o d w ie j“. S zkodzi on ludziom, n asy łają c
im chorobę, noszącą też sa m ą nazw ę (p a raliż); b y o ch ro n ić się,
n ależy p o k a z a ć m u figę
W e d le a u to ra p rz e ż y tk a m i k u ltu sło ń ca są k o lę d a (kolada^,
ob rzędy zap ustn e, w ielkan oc ne i św ięto jersk ie w raz z pieśniam i
o d p o w ied n iem i i z a b a w a m i, o b c h ó d so b ó te k (kupało), tudzież
św ięto „ B o h a c z a “. N a B iałej R u s i w y ra z ,R o l a d a " oznacza bądź
n a z w ę obchodu, bąd ź p ro d u k tó w , n ie z b ę d n y ch w czasie u ro c z y
s t o ś c i 1). L u d dzieli k olęd ę n a postną, k t ó r ą zw y kle n az y w ają k u cyą, tłu stą (w igilia N o w e g o R o k u — szczedryk), oraz g ło d n ą
(w igilia T rz e c h K r ó l i ) ; najważniejszą j e s t k u c y a . Z nią zw iązanych
je s t dużo zw yczajów i oby czajów lu do w y ch ; tegoż d n ia ch ło p cy
i dziew częta w sposób ro z m a ity s ta ra ją się o d g a d n ą ć przyszłość ;
w ów czas też g o s p o d arze „sieją b ó b “, żeby ziarna zboża b y ły ta k
w ielk ie jak bobow iaki. W czasie św iąt B ożego N a ro d z e n ia o d b y
w ają się ró żn e g r y ludow e ; k o lę d n ic y z k o zą o bch odzą chaty,
ś p iew a ją c pieśni stosow ne. Z a p u sty p osiad ają też w ła s n e obrzędy
jak i św ięta W i e l k a n o c n e ; p ieśn i od nośne są b ard zo rozpow sze
chnione ; w nich św. J e rz y i M ikołaj w y s tę p u ją n ie m a l w c h a
r a k te rz e d o b ry c h g o sp o d arzy b ia ło ru s k ic h ; p e w n a p ieśń n a z y w a
św. J e r z e g o „bożym k lu c z n ik ie m “. W i a r a w rosę św iętojerską
je s t p o w s z e c h n a ; m a o na p o s ia d a ć w łasności cudo w ne. O bchó d
dnia św. M ik o łaja (9 m aja) n a z y w a się „M ikolszczynoj“ ; u przedn io
c a ła wieś o b ch o d z iła j ą .ucztą u ro c z y s tą w polu, dziś o bchodzą ją
ty lk o p a s tu c h y i woźnicy.
S o b ó tk i czyli święto K u p a ł y za c h o w a ły b a rd z o dużo p rz e
ży tk ó w przeszłości zam ierzchłej; z dniem ty m zw iązane są liczne
w ierzenia ludow e : p a p ro ć kw itnie, s k a r b y „ p a lą s ię “, czarow nice
o dbiera ją m leko k ro w o m itd. itd S o b ó tk i są św iętem ognia. Ic h
ob ch ó d rozp o czy n a się śpiew em pieśni n ą cześć słońca, p otem
n a s tę p u je s k a k a n ie przez o g ień rozpalony, dalej różne g r y i za
b aw y , oraz ś p ie w y stosow ne. J e d n a z p io sn ek b iało ru sk ich , w s k a
zując n a daw niejsze znaczen ie teg o o b c h o d u jak o św ięta miłości,
t a k m ów i o k ob iecie :
„D ruźo czk am n. a d n u noczku,
A s u ż a ń k a na uw ieś w i e k “.
I n n a znow a o p o w ia d a o tern, ja k b r a t ożenił się z siostrą
i o tem , j a k zam ienili się m ałżo n k o w ie w b ra tk i. G d y o g n ie d o
p a lą się, w ów czas c h ło p c y rzucają się i c h w y ta ją dziewczęta.
’) „Jechała kolada po ładu, rozsypała koladu“.
— 215 —
P o w s ta je zam ieszanie: oblubieniec odbija swoją oblubienicę, jeżeli
w y b r a ła ona in n e g o ; wielbiciele jednej dziew czyny zaczynają s p i e
ra ć się o nią ; dziew częta w y ry w a ją się z r ą k ty ch chłopców , któ rzy
im nie p o d o b a ją się ; inne p a r y szczęśliwsze s ta ra ją się czem
prędzej u k r y ć się w życie... N areszcie k o ń cz y się w szystko ; p a r y
rozchodzą się, b y razem w życie spędzić noc aż do w schodu
sło ńca (str. 120). A u t o r j e d n a k dodaje, że d z i ś je s t to już tylko
obrzęd, p rz e ż y te k d a w n e g o św ięta miłości, w k t ó r y m n ależy w i
dzieć ślady pierw otnej luźności sto sun kó w płciow ych.
N a Białej R u s i lud p ra w ie nie zna n a z w y św ięta N a
ro dzenia M aryi P a n n y ; w pow iecie B o ry so w sk im nosi ono n a
zwę „B o h a c z a “ z p ow o du ob rz ęd u , ta k z w a n e g o ; w inn ych
miejscowościach o bch ód ów o d b y w a się w dnie inne, ale zawsze
w jesieni wczesnej. „B ohacz“ albo „ B o h a tc e “ — to plecionka,
p e łn a żyta, do k tó re g o w su w a się św ieczka w oskow a. Żyto to
pocho dzi z p ierw szeg o sn o p u zżętego. „B o h ac z“ staw ia się zaw sze
p o d o b razam i św iętych. G d y przyjedzie d u c h o w n y p ra w o s ła w n y ,
w ów czas o d p ra w ia się n ab ożeństw o k ró tk ie i „B o h ac z“ pośw ięca
się ; p o tem obnoszą go z kolei po w szystkich ch a ta ch ; to w arzy szy
m u duchow ny. K r ó t k i e n ab ożeństw o o d b y w a się n a dziedzińcach ;
„ B o h ac z“ u s ta w ia się przytem n a stole, zasłanym o b ru se m czy
stym . Częstują go zbożem, k tó re za b iera potem duchow ny. „ B o
hacz“ też wnosi się w śro d e k stada, ze b ra n e g o z całej wsi ; p o
tem odnoszą go do chaty, staw iają w k ąc ie h o n o ro w y m i pozo
staw iają aż do ro k u przyszłego. U czta, bardzo często wspólna,
ko ń cz y ten ob chó d cały.
R o z d z ia ł 5-ty a u to r pośw ięca uosobieniu złego, 6-ty zaś —
w spólnikom siły nieczystej. W c ie len iem , uosob ieniem złego je s t
d y a b e ł ; p o s ia d a on w y g lą d s a ty r a z d odatk iem o g o n a kro w iego .
D y a b li b y w a ją w ięksi i mniejsi, po m ięd zy nimi dużo je s t g a r b a
ty ch, k rzy w y ch, k u la w y c h itd ; tę okoliczność lud tłóm aczy s k u t
k am i p rz eg ra n ej w alki z aniołami. D y a b e ł najgłów niejszy, ich
wódz, został za k u ty przez anio łó w w ła ń c u c h y i za m k n ię ty w g órze
kam iennej. G rz ech y i n iepraw o ści ludzkie toczą je jak rdza, ale
corocznie n a W ie lk a n o c o dnaw iają się one. T rzęsienie ziemi .—
to s k u te k ro zpaczliw ych ru c h ó w d y a b ła uw ięzionego. D y a b li n i e
k ie d y naw ięzu ją stosunki m iłosne z k o b ie ta m i ; dzieci ich —• to
p o tw o ry . S ą też dyabli, d yablice i d y a b lę ta . D y a b e ł jest źródłem
złego ; p od aję tu p o d a n ie odnośne, bardzo ro z p o w s z e c h n io n e :
;,na p o c z ą tk u woda p o k ry w a ła ziemię. B ó g rozkazał d y a b łu z a
n u rz y ć się i z sam ego d na d o stać g a r ś ć ziemi. D y a b e ł spuścił
się n a dno, n a b r a ł g arść ziemi, ale nie w s z y s tk ą o d d a ł B o g u ,
-
2L6 -
albow iem część sch o w a ł w gębie. B ó g w ziął w rę ce g a rś ć ziemi,
p o b ło g o s ła w ił ją i rzucił n a w odę — i ziem ia zaczęła rosnąć,
rozszerzać się i p o k ry w a ć w odę g ł a d k ą i ró w n ą w arstw ą ja k bojow isko ; ale zaczęła ro snąć też ziemia, k t ó r ą d y a b e ł m iał w g ę
bie, zaczęła mu rozdzierać ją. D y a b e ł w ijąc się z bolu, zaczął t a
rzać się ¡зо ziemi i w y p lu w a ć ją. D łu g o ta rz a ł się on i p lu ł; d la
teg o pow ierzchnia ziemi s ta ła się g ó rz y s tą , a w n ie k tó ry c h m iej
scach n a w e t za tru ła się śliną d y ab e lsk ą . W s k u t e k tego, g d y P a n
B ó g p rz y g o to w u ją c ziem ię d la człow ieka, p osiał żyto, p s z e n ic ę
jęczm ień, p roso i tra w y lekarsk ie, w n ie k tó ry c h m iejscach w y ro s ły
perz, lebioda, blekot, cierń i w s zy stk ie in n e ro ślin y szkodliwe.
P o te m B ó g stw o rz y ł zw ierzęta p o ż y tec zn e: konie, k ro w y , owce,
psy... ale n ie k tó re z nich nie um iejąc odróżnić t r a w y pożyteczne
od szkodliw ych, n a jad ły się o statn ich i za m ieniły się w wilki,
rosom aki, niedźw iedzie i inne zw ierzęta szkodliwe. T rw a ło to d o
p óty, do pók i zw ie rzę ta nie n a u c z y ły się rozróżniać t r a w y p o ż y
teczn e i jad ow ite. Zlepił B ó g z g lin y Człowieka, tc h n ą ł n a ń i czło
w iek zaruszał się, ożył. D y a b e ł w idział to w szy stk o ; w y b ra ł
chwilę, g d y człow iek spał, tc h n ą ł n a ń —- i „osiedlił się w Czło
w iek u duch zły i czło w iek o trzy m a ł sk ło n n o ść do z ł e g o “. T o n a
d er c h a ra k te r y s ty c z n e p o d an ie z a p isa n em zostało w m iastecz k u
C ho łop ien iczach (pow. B o ry s o w s k i gub. M ińska).
W s p ó ln ic tw o z d y ab łem czyli siłą n ie c z y s tą lu d biało ru sk i
uznaje za m ądrość wyższą ; w spó lnicy noszą n az w y różne : wiedżm ak, wiedźm a, w o w ko łak, cz arow nik, z n a c h a r i t. d
Z nachor
i zn a c h o rk a cieszą się p ew n em uznaniem , alb ow iem k o rz y s ta ją
ze swej m ąd rości n a k o rz y ś ć ludzką. Istn ieją w y łączne fo rm y
czarow nictw a, za stosow ane do p rofesyi p o szc zeg ó ln y ch np. młyn arstw a, le ś n ic tw a i t. d. M łyn arz G rzegorz P oreck i (m iasteczko
Chołopienicze) s k ła d a ł corocznie ofiarę „ w o d z ia n n ik o w i" ; leśnicy
d o tąd s k ła d a ją ofiary ,,laso w ikow i“ , m y śliw i zam aw iają b ro ń itd.
C zarow nicy p ra w d z iw i m uszą zaw rzeć p rz y m ie rz e z dy ab łem ,
s p rz e d a w s z y m u sw oją duszę ; trze b a n a k rz y żu jący c h się d ro g a ch
p rzyw iązać do k rz y ż a h o sty ę i w ystrzelić w nią. L u d wierzy, że
strzelający widzi w ó w czas C h ry s tu s a u k rz y ż o w a n e g o . W o w k o ła k
to człowiek, k tó ry za m ienił się w wilka, bard zo niebezpieczn ego.
W ied ź m y , to zw y kle k o c h a n ic e d y a b ł a ; szkodzą one ludziom.
W i a r a w nie je s t p o w szech na. Istn ieją też jeszcze w różbitki, p r z e
po w iad ające przyszłość, oraz z n a ch o rk i i tłóm aczki snów. Znach o rk i tru d n ią się p rz ew aż n ie leczeniem . M e d y c y n a lud ow a b i a
ło ru s k a jest w za ry s a c h o g ó ln y c h b a rd zo p o d o b n a do innych;
b ardzo w a żn ą w niej rolę g'ra zam a w ian ie oraz u p o d ob nienie, np.
ш
£)о js ír . 21Z-
L¿¿ Á
L' u/ Ó^ur.
é
%
— 217 —
jęczm ień na oku leczą kłuciem ziarnem jęczm iennem . P rz y c z y n y
chorób byw ają ró ż n e .. Najczęściej s p ra w c ą ich jest dyabeł, k tó ry
albo p rz e n ik a w ciało ludzkie podczas snu, albo otacza je p o
w ło k ą niewidom ą, co wyw ołuje bole i g o rą c z k ę ; b y w a też, że
„p oruszenie d u szy“ wyw ołuje cierpienie, albow iem wówczas znaj
duje się ona w miejscu niew łaściw em . Dusza może c z a s o w o
opuścić c ia ło ; w ten sposób lud tłó m a czy om dlenie i inne form y
u t r a t y sam owiedzy. C h orob y nerw ow e leczą się przeważnie za m a
w ian iem tudzież w ylew aniem i w ym ierzaniem ; urok polski n azyw a
się „ s u r o ć “ albo „p odziw “ ; m ożna go nasłać. Istnieje d otąd wiara
w oso b n ą chorobę zw aną „ścień“ ; jej rys c h a ra k te ry s ty c z n y —
to u t r a t a w łasnego cienia a nabycie obcego, k tó ry nasyła albo
d y a b e ł albo jego wspólnicy, p o siad ający w zapasie dużo cieniów
ludzkich. Nie ta k d aw no jeszcze, b y ochronić się od „m o ru1 (epi
demii), p o stęp o w a n o tak : do sochy zaprzęgały się m łode dziew
czyny, zupełnie nag ie i w to w arzy stw ie starszych kobiet, nagich,
ale zaop atrzony ch w rozmaite in stru m en ty brzęczące, p rz e p ro w a
dzały brózdę około wsi w śród n ocy głębokiej ; celem tow arzyszą
c y c h k rz y k ó w jest przelękn ien ie „morowoj p a n n y “. W tym o b
rzędzie mężczyźni nie mog'ą uczestniczyć ; s p o tk a n y c h k o b iety
bez m iłosierdzia biją. R o z u m ie się — czarow anie ,,na śm ierć“ ,
„ w y jm o w a n ie slad u “, „załam yw anie załomów w życie“ i t. d. s p o
t y k a się dość często. Zna lud też „lubiźniaki“ t. j. środki zape
w niające miłość osoby płci innej ; najlepszy — to dwie kostki
nietoperza, którem i trze ba d otkn ąć się do osoby pożądanej. Można
też m iłość m ałżeńsk ą zniw eczyć; trzeba tylko przed młodem m a ł
żeństw em , w racającem ze ślubu, rozbić g arn ek. Jeśli p a n n a młoda
nie p ra g n ie m ieć dzieci, to w czasie ślubu w zanadrzu w inna
mieć zam ek zam knięty, k tó ry należy potem położyć pod poduszkę.
R ozu m ie się — nie w yczerp ałem treści omawianej książki,
m im o to je d n a k moje sp raw ozdanie przekroczyło g ra n ic e n a k r e
ślone. P o m im o wielu usterek, książka p. A. B ohdanow icza w artą
jest przestu d y o w an ia sum iennego.
Jan Witort.
Dzwonki gliniane i siekierki drewniane z kiermaszów krakowskich,
(Z ta b l i c ą H to gra fo w a ną ).
P ie rw s z y m n a wiosnę kiermaszem, na k tó ry dążą K r a k o
wianie, jest odpust na p ólw siu Zwierzyńcu, przytykającem do K r a
kow a. O d p u s t ten n a z y w a się „ E m a u s “, n a k tó ry udaje się l u
d n o ść t a k wiejska, j a k miejska, ażeby tam w ysłu ch a w szy n abo-
